Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 45 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 18 sie 2012, 07:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Rosja, Polska i Fatima

Z pewnością wizyta patriarchy Moskwy i Wszechrusi Cyryla I oraz podpisanie przesłania do narodów Polski i Rosji z przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski ks. abp. Józefem Michalikiem są historycznym wydarzeniem. W planach Bożej Opatrzności nie ma przypadków i to historyczne wydarzenie nie jest przypadkowe.

Podpisanie tego przesłania jest potrzebne, by idąc drogą dialogu, umieć sobie przebaczać i dążyć do pojednania. W Kościele katolickim droga dialogu, dążenia do jedności, szczególnie po Soborze Watykańskim II, jest realizowana.

Mając świadomość, że w planach Bożej Opatrzności nie ma przypadków, zastanawiam się, czy nie trzeba popatrzeć na to wydarzenie w świetle objawień fatimskich w 1917 roku, kiedy Maryja powiedziała: "Moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Rosja się nawróci".

Papieżem, który 25 marca 1984 roku poświęcił cały świat Niepokalanemu Sercu Maryi, był bł. Jan Paweł II. Na placu św. Piotra w obecności biskupów i w łączności z tymi, którzy nie byli obecni, dokonano aktu poświęcenia. Od tamtego momentu wiele zaczęło się zmieniać w Europie i na całym Wschodzie.

Rozpoczął się proces nawracania i wiary w Ewangelię. Zaprzestano walki z Bogiem. Odrzucono planową ateizację i dano ludziom możliwość wyznawania wiary w Boga. Zwracano pozabierane cerkwie i kościoły oraz pozwalano na budowę nowych.

W tym procesie nawracania się potrzebne są pojednanie i wybaczenie win. To przesłanie do narodów, które podpisano, jest następnym krokiem i kontynuacją przebaczenia narodów, które się rozpoczęło.

Nie jest też przypadkowe, że podpisanie tego przesłania odbywa się w dziesiątą rocznicę zawierzenia przez bł. Jana Pawła II całego świata Bożemu Miłosierdziu, jakie miało miejsce 17 sierpnia w Łagiewnikach.

Nie jest też przypadkowe, że Ikona Matki Bożej Częstochowskiej, która peregrynuje od oceanu do oceanu w intencji obrony życia, od Władywostoku do Fatimy, w tych dniach nawiedza sanktuaria katolickie i prawosławne w Polsce.

To wydarzenie jest także wielkim wyzwaniem do wzajemnego wybaczenia i pojednania naszych narodów chrześcijańskich oraz wspólnego przeciwstawienia się dzisiejszej fali laicyzacji i ateizacji.

Pojednanie wymaga jednak wielkiej modlitwy. Proszę, abyśmy nie tylko zwracali uwagę na to przesłanie do narodów, ale modlili się o prawdziwą jedność.

O tę jedność modlą się katolicy i prawosławni także na dalekiej Syberii w Irkucku przy kaplicy Pokoju i Pojednania, poświęconą w Roku 2000 przez śp. kard. Kazimierza Świątka, wieloletniego więźnia Workuty, który wzywał w tym miejscu do pojednania, wybaczenia i sam dał świadectwo przebaczenia tym wszystkim, którzy mordowali i zadawali cierpienia w różnych obozach i gułagach.

Chrześcijanie modlą się tam, wzywając wstawiennictwa męczenników syberyjskich. W nasze narody również uderza sekularyzacja. Myślę, że zarówno Kościół katolicki w Polsce, jak i Cerkiew prawosławna na tej płaszczyźnie mają doświadczenie i mogą się nim podzielić, by wspólnie przeciwstawić się prądom laicyzacji.

Powinniśmy wzywać Ducha Świętego, aby nas umacniał w dążeniu do pojednania i przebaczenia. Nie ma chrześcijaństwa, jeżeli nie ma przebaczenia i pojednania. Nasza historia nie jest łatwa, ale nie jest to czas, aby wyliczać, kto bardziej zawinił, ale by w duchu chrześcijańskim być zdolnym powiedzieć to, czego uczy nas Chrystus: "Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".

Jezus na Krzyżu uczy nas przebaczenia. Trzeba umieć przebaczyć, ale również pamiętać. Trzeba jasno powiedzieć, kto co czynił, żebyśmy nie obwiniali narodu, a tuszowali system. Pojednanie między narodami już dawno się zaczęło, ludzie potrafili sobie wybaczyć, obserwowałem to, posługując na Wschodzie.

Zadaniem mediów jest mówienie o przesłaniu, by dotarło do wszystkich, wówczas będzie bardziej rozumiane przez prawosławnych i katolików. Dzisiaj jest to droga Kościoła, która w dialogu ekumenicznym może przybliżyć także spotkanie Ojca Świętego Benedykta XVI z obecnym patriarchą Cyrylem I. Tego życzę i o to się modlę.
--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest ordynariuszem ełckim. Był pierwszym biskupem utworzonej przez Jana Pawła II diecezji Św. Jozefa w Irkucku. W 2002 roku, wracajac do Irkucka, bez powodu został zatrzymany na lotnisku w Moskwie i odesłany z powrotem do Polski. Do posługi w Rosji już nie wrocił.

Ks. bp Jerzy Mazur

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... atima.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 19 sie 2012, 09:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Komorowski czyli polityczny komentarz dla idiotów

Zaproszony przez red. Macieja Wierzyńskiego do "Horyzontów", programu o polityce międzynarodowej, Komorowski jako prezydent miał porażająco mało do powiedzenia, a to, co powiedział, urąga inteligencji telewidzów.

1) Komorowski mówił o tym, że te obecne gesty "pojednania" mają pokazywać prawdę historyczną. Tymczasem jest wręcz przeciwnie, w tekście wspólnie podpisanego 17 sierpnia 2012 r. przesłania do narodu polskiego i rosyjskiego przez patriarchę Cyryla i abp. Michalika nie ma mowy o pokazywaniu prawdy histrycznej, ale o złożeniu jej w ręce historyków i specjalistów, swoista perswazja, żebyśmy, szaraczkowie, nie zajmowali się tym, co nas przerasta. Cytuję: ''Obiektywne poznanie faktów oraz ukazanie rozmiarów tragedii i dramatów przeszłości staje się dzisiaj pilną sprawą historyków i specjalistów. Z uznaniem przyjmujemy działania kompetentnych komisji i zespołów w naszych krajach. " Niestety, nie podzielam tego uznania dla różnych komisji rosyjsko-polskich, nie znam żadnych ich sukcesów. Jedyny namacalny produkt pracy jednej z takich komisji to raport komisji MAK i z tym mi się to, niestety, wprost kojarzy.

Drugie skojarzenie to to, że w Rosji nadal wydawane są podręczniki zakłamujące historię, obarczające Polaków winą za rzekome mordowanie rosyjskich jeńców czy za powiązania faszystowskie i sprowokowanie II wojny światowej. Dalej hierarchowie wyrażają "przekonanie, że ich [komisji] wysiłki pozwolą poznać niezakłamaną prawdę historyczną, dopomogą w wyjaśnieniu wątpliwości i przyczynią się do przezwyciężenia negatywnych stereotypów." Jakich stereotypów? Polskich pijanych i niedouczonych pilotów, polskich czołowych polityków jako małostkowych ambicjonistów, Polaków mordujących ich jeńców-bohaterów wojennych czy wiążących się w sojusze z faszystami, największymi wrogami w świętej wojnie ojczyźnianej? Nie wystarczy wtłaczanie w rosyjskie mózgi, że bieda w Rosji była przez to, że musieli oni łożyć na utrzymanie socjalistycznego raju w Polsce?

Nie ma mowy o jakiejkolwiek prawdzie, gdy nie używa się bezpośrednich sformułowań tylko języka omówień i form bezosobowych: "Po II wojnie światowej i bolesnych doświadczeniach ateizmu, który narzucono naszym narodom, wchodzimy dzisiaj na drogę duchowej i materialnej odnowy." Czy my mamy się z czego oczyszczać i odnawiać, czy mamy coś na sumieniu w kwestii narzucania ateizmu narodowi rosyjskiemu? Czego się dzisiaj jeszcze skorumpowane władze obu kościołów obawiają, by nie powiedzieć wprost, czyj to reżim jest odpowiedzialny? No tak, co wolno powiedzieć Putinowi, to nie Cyrylowi!

Komorowski twierdził, że w tym konteście pokazywania prawdy historycznej "do rangi symbolu urosła" wizyta Putina na uroczystościach katyńskich w 2010 r. Może w oczach liderów PO, tylko i wyłącznie, ale nie reszty świata, który jakby tego tak nie postrzega, w Rosji nawet to zdarzenie nie było za bardzo nagłaśniane, czyż nie?

2) Komorowski chwalił, że w Polsce "proces modernizacji" przebiega z zachowaniem poszanowania dla świata wiary. To szczególnie przewrotnie brzmi w ustach osoby, która stała za przeganianiem, agresją wobec modlących się pod Krzyżem Smoleńskim na Krakowskim Przedmieściu. "Modernizacja" zresztą to jest według mnie pojęcie wprowadzone przez Komorowskiego. Mniej więcej w tym samym okresie "modernizacja" stała się słowem-kluczem w przemówieniach rosyjskich władców. Koniec dygresji.

To też dopiero pod rządami PO wierzącym w Polsce jest dziwnie gorzej, niby wolno się modlić, ale tak, żeby tego nie bylo widać. Niby wolno być katolikiem, ale to jakby kategoria B wobec topowych konkubinatów, gejów i lesbijek, polityków napalonych trawą, publicystek bohatersko obnoszących się ze swoimi aborcjami i artystek bezczeszczących krzyże. To pod rządami PO łamie się procedury, by tylko nie przyznać koncesji Telewizji Trwam, a Radio Maryja staje się preferowanym obiektem wyśmiewania i szyderstw w mediach centralnych.

Przykład z życia wzięty: pyta mnie współpasażerka w samolocie na trasie "zachodnie miejsce pracy" - "Polska prowincjonalna" , pyta dramatycznie: "I co im, proszę pana, ta telewizja przeszkadza?" Pytanie nie dotyczy tego, czy przeszkadza, bo to jasne, że solą jest w oczach rządzących. Pytanie jest tylko o to, dlaczego, za co, cośmy im uczynili? Mam wrażenie, że to odczucie odgórnego szykanowania jest powszechne.

3) Zagdanięty przez red. Wierzyńskiego o to przypisywane sobie jakieś szczególne prawo do naszego obszaru, terytorium polskiego też, Komorowski usprawiedliwia Rosję "naturalnymi różnicami interesów", które zawsze były, są i będą. Naturalnie, nie ma się czego czepiać. Komorowski więc jako głowa państwa polskiego akceptuje te "interesy" i te imperialne zapędy Putina, to dla niego jest OK.

Dalej dodaje on, że o ile kiedyś Kreml z wrogością się odnosił do naszego wstąpienia do NATO i UE, to dzisiaj zmienił stanowisko, widząc w tym szansę dla siebie, na zbliżenie poprzez Polskę ze światem zachodnim, szansę rozwojową. Niestety, jakoś nie mogę zapomnieć, że Putin potrafił uzyskać "odpuszczenie" sprawy tarczy antyrakietowej od Obamy za pośrednictwem Miedwiediewa, na odległość. Za naszymi plecami. Jakoś też nie zauważyłem, by Putin miał jakikolwiek klopot z dostaniem się na którekolwiek salony brytyjskie, francuskie, czy z zaproszeniem do brukselskich gabinetów, i to bez międzylądowania w Warszawie, nieprawdaż? Nie wiem, co za absurd kielbasi się w tym łbie?

4) Potem jeszcze Komorowski powrócił do tych nieszczęsnych stereotypów. Powiedział o "wygaszaniu źródeł zadawnionych urazów, zadawnionych stereotypów w relacjach poslko-rosyjskich". Tak, tajemnicze wygaszanie źródeł....? Nie wiem, nie pytajcie! Uderzyło mnie tu co innego, co ważniejsze niż jakieś stereotypowe wspominki o Wańce, co wódkę szklankami pija, Wańka-pijaczyna. Tu niebezpiecznym steretotypem i, niestety, powielanym i utrwalanym przez Komorowskiego, jest rzekomy stereotyp Polaka antyrosyjskiego, nacjonalistycznego, chorego na wszystkie fobie świata, nienanawistnego. To piar szkodliwy dla naszego Państwa, szkodzący nam w relacjach z krajami UE, z USA. Komu zależy na osłabieniu naszej pozycji w tych relacjach? To oczywiste. Tylko nie rozumiem, dlaczego w ten kremlowski scenariusz wpisuje się PO-wski rząd?

5) Komorowski wyraził też jednoznaczne zadowolenie z wymiany gospodarczej z Rosją, sukcesem nazywając odwieszenie embarga na nasze produkty spożywcze. Nazwał sprawę embarga przymiotnikiem "polityczne", ale jakoś tak bez krytycznego tonu, a przecież to była bezczelna polityczna sankcja za naszą autonomiczną politykę w regionie. Przywrócenie normalnego stanu, zniesienie tego embarga, przypomnijmy, że dzięki temu, iż śp. Prezydent Lech Kaczyński zmobilizował do walki we wspólnym froncie UE, dzisiaj Komorowski nazywa "naszym" sukcesem? Podpisuje się pod nie swoimi zasługami?

6) Komorowski twierdzi jednoznacznie, że w Polsce jest tak samo jak w Rosji, że to pojednanie między narodami nie wszystkim się podoba. Mnie razi to, że mowa o narodach, które nie muszą się jednać, bo mają jedne korzenie, jedno odczuwanie, jedno rozumienie. To jest jedno kłamstwo! Drugie klamstwo, to mówienie nam o rzekomym wybaczaniu, gdy nie było aktu skruchy, pokory.

Jakąś totalną obrazą jest gest składania kwiatów na grobie bł. Popiełuszki - poza programem wizyty - przez kogoś kto, według oficjalnych publikacji, mógł być konfidentem sowieckich slużb, kto ponoć jest zausznikiem KGB-isty Putina. Wolałbym, by nie robiono takich cyrków.

7) Red. Wierzyński spytał jeszcze o tarczę antyrakietową: czy ten zaskakujący, nowy pomysł Komorowskiego oznacza zmianę strategii wobec naszego dotychczasowego sojusznika, wyraz sceptycyzmu wobec USA. Komorowski zaprzeczył, ale jakoś tak cienko, można było zrozumieć, że według niego nie mamy wspólnych celów z USA. Czy można traktować poważnie słowa prezydenta?

Nieszczęścia chodzą parami. Po chwili Komorowski argumentując za naszą "separatystyczną" tarczą antyrakietową, postawil w opozycji, przeciwstawił misję afgańską i dbałość o nasze bezpieczeństwo, czyli innymi słowy powiedział, że misja afgańska miała niewiele (nic) wspólnego z bezpieczeństwem Polski. Powiedzial to mocno i zdecydowanie. Tym samym unieważnił on sens śmierci i ran odniesionych przez naszych żolnierzy, wysłanych wbrew ich matkom i ojcom na tę daleką wojnę przez tych samych poliytyków... To jest skandaliczne chamstwo, to policzek wymierzony im w twarz, nam w twarz! Niegodne osoby sprawującej urząd prezydenta! Być może wejście w wojnę iracką i afgańską to nie były najgenialniejsze posunięcia, sam byłem przeciw, ale nie, dzisiaj nie wolno negować sensu śmierci tych, którzy tam polegli, bo zginęli za Polskę, nie inaczej. Ale Komorowski chyba tego nie rozumie? Za trudne?

Wątpię, czy moje uwagi po tym wywiadzie w "Horyzontach" dotrą do adresata, czy jego doradców. Gdyby jednak, to byłbym wdzięczny za to, by w przyszłości nie brać nas za idiotów, dających się obrażać durniów.

http://notatnikmieszczucha.salon24.pl/4 ... la-idiotow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 21 sie 2012, 08:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Wojciech Wencel

Carskie wrota

Widziałem: w blasku świec złociły się tarcze ikon
gdy on wchodził do środka żeby rozmawiać z Bogiem
odziany w szaty cara sekretarza premiera
w gruncie rzeczy był zawsze tą samą osobą

gdy znikał w prezbiterium ruszały kibitki
bydlęce wagony gnały po zaśnieżonych torach
w rozkopanym lesie rozlegał się huk wystrzałów
skrzydło samolotu zahaczało o drzewa

nie było go dziesięć minut najwyżej piętnaście
lud wstrzymywał oddech wpatrzony w carskie wrota
na których wyrzeźbieni czterej ewangeliści
wygrywali na trąbach nową apokalipsę

bolesne doświadczenie nie rozpoznać Mesjasza
jeszcze boleśniejsze brać za pomazańca
diabła który urwał się Bogu z łańcucha
i upuszcza narodom hektolitry krwi

od tego bieleją noce siwieją niedźwiedzie
w orlich gniazdach kwilą dwugłowe pisklęta
poeci piszą wiersze na chwałę imperium
by nazajutrz rano palnąć sobie w łeb

widziałem: osiem tysięcy dwieście wiorst nicości
ciekawe świata gwiazdy opadały w otchłań
skośnoocy rybacy cięli taflę lodu
nieświadomi że stoją na jeziorze ognia

(wiersz z tomu "De profundis")

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... wrota.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 28 sie 2012, 17:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Nie na Ojcze Nasz, ale wyjdę podczas czytania orędzia.

Kości naszych bohaterów pomordowanych w więzieniu mokotowskim, kości, które tak jak te katyńskie miały być nigdy nie odnalezione i miały być zapomniane – kości te są fundamentem powojennego porządku w którym żyjemy aż do teraz. Tak jak zaprzeczano Katyniowi, tak przez dwadzieścia lat nie udawało się dokonać tych ekshumacji. I jeśli w ciągu tych dwudziestu trzech lat od 1989 roku w skali narodowej nie dokonano rozliczenia z czasami powojennego porządku, jeśli mordercy nie zostali ukarani, współpracownicy reżimu dobrze się mają, a „czerwone dynastie”, wywodzące się z lumpenproletariatu dalej rządzą – jeśli więc Naród nie dokonał rozliczenia, ani chociażby jakiejś formy ekspiacji za zdradę sprawy narodowej przez tak licznych jego członków (chociażby poprzez przynależność do partii komunistycznej, nie mówiąc o bezpiece) – to trudno się dziwić teraz, że pojawiają się nawoływania do kontestacji orędzia podpisanego nie tak dawno przez najwyższych dostojników kościelnych obu Kościołów. Bo w istocie jest ono odczytywane nie jako dokument religijny lecz jako dokument polityczny.

Wiele razy mówiono i pisano już, że wybaczenie może być wtedy, gdy zostaną winy wyznane i a szkody wynagrodzone – co oczywiście ze strony Rosji nie zostało nigdy zrobione, a to co się we wzajemnych relacjach międzypaństwowych dokonało to wszyscy widzieliśmy na smoleńskim polu – i to przykryło wcześniejszy gest Jelcyna. I tak już zostanie, chyba, ze wydarzy się coś nowego. Jeszcze bardziej wstrząsającego.

W tym kontekście orędzie obu Biskupów, jako dokument polityczny właściwie nie wiadomo czemu służy – oba narody nie są ze sobą skłócone. Zarówno Rosjanie i Polacy mają świadomość, że są ofiarami tego samego ludobójczego systemu, który w dodatku nie został dobity i w zakamarkach trwa w najlepsze i może się odrodzić. A poprawa relacji między oboma Kościołami – jeśli temu miałoby orędzie służyć – oprócz kwestii doktrynalnych, które przynajmniej ze strony prawosławia są nieprzezwyciężalne, musi jeszcze ogarnąć kwestie historyczne. I tu mamy sprawę unicką, wprost straszliwe prześladowania dokonywane przez zaborcę rosyjskiego przy żywym współudziale Cerkwi. Symbolem tej kwestii są męczennicy w Pratulinie, których proces beatyfikacyjny rozpoczął w latach sześćdziesiątych ś.p. Biskup Siedlecki czyli Podlaski, a który zakończył się dopiero za czasów bł. Jana Pawła II. Do tej pory ze strony Cerkwi nie było ani słowa na ten temat.

Czemu ma więc służyć to orędzie, które ma być odczytane 9 września w polskich kościołach? Jaki jest zamysł polskich Biskupów? Dlaczego nie ma ze strony Episkopatu wyjaśnienia tej kwestii? Biskupi milczą nie tylko w tej kwestii.

I tu należy przypomnieć rzecz podstawową – jako katolicy obowiązani jesteśmy słuchać naszych Biskupów w kwestiach doktryny wiary. A orędzie spraw doktrynalnych nie dotyka i jako Polacy mamy obowiązek zastanowić się i rozważyć w sumieniu, na ile to orędzie sprawie polskiej służy, a na ile służy sprawie przebiegłego i bezwzględnego wroga.

I jeśli redaktor Terlikowski, przy całym szacunku do Niego przywołuje tu Modlitwę Pańską, pytając czy „wyjdziemy na Ojcze Nasz”, i że przecież tu chodzi o wybaczenie naszym winowajcom to chciałbym Mu odpowiedzieć innym cytatem słów Nauczyciela – „oddajcie co cesarskie cesarzowi, a co boskie – Bogu” I nie chodziło tu Chrystusowi o posłuszeństwo wobec władzy świeckiej, ale o to, żebyśmy pamiętali, ze nie należy mieszać tych dwóch porządków – świeckiego i sakralnego. Że te dwie domeny są rozdzielne.

W jaki sposób wierni mogą przekazać swoim Biskupom, że nie zgadzają się z ich postępkami? Nie z nauczaniem, ale z zaangażowaniem w pewnego rodzaju działania majace wiele wspólnego z bieżącą w III RP polityką i interesami politycznymi poszczególnych ludzi w Kościele i w państwie. Interesami jak najbardziej doczesnymi. Więc w jaki sposób wierni mogą uświadomić Biskupom, że to nie jest przez wiernych akceptowane? Że zanim będziemy się jednać z Cerkwią, z którą nie ma jedności od tysiąca lat, to najpierw powinny być załatwione podstawowe sprawy duchowe narodu nie załatwione do dzisiaj – akt pokuty za apostazję w latach komunizmu wielkiej liczby członków Narodu, ochrzczonych w Kościele a potem z premedytacją działających przeciwko temu Kościołowi i Narodowi. To jest podstawowa sprawa, którą powinni podjąć Biskupi.

Na jednanie się z Cerkwią przyjdzie czas.

Najpierw posprzątajmy u siebie w domu.

http://szczurbiurowy.salon24.pl/443429, ... ia-oredzia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 29 sie 2012, 13:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Polski misjonarz ostro o pozorumieniu z Cyrylem

Kpiną jest właśnie powielanie kłamstwa katyńskiego. Także przez Cyryla I, chociażby poprzez odmowę przeprosin za tę zbrodnię. A jednak można zakpić na terenie Polski z ofiar katyńskich, a wizyta takiego kpiarza może być relacjonowana jako sukces - mówi tygodnikowi "Nasza Polska" ks. Jarosław Wiśniewski, misjonarz uznawany w Rosji za persona non grata.

Zdaniem duszpasterza, katolicy dobrowolnie "na fali szczerego, ale naiwnego ekumenizmu" oddali sporą cześć swoich autonomicznych przywilejów hierarchom prawosławnym, ktorzy z tego chętnie skorzystali. - To oni podpowiadają służbom granicznym, jakich biskupów i księży nie wpuszczać do Rosji. To ich sugestie są decydujące przy podejmowaniu decyzji personalnych w moskiewskiej nuncjaturze. To tu pierwsze skrzypce od lat gra Cyryl I. Mimo daleko idących ustępstw, sytuacja katolików w Rosji nie poprawia się. Symptomem niech będzie drastyczny spadek powołań i liczne rezygnacje kapłanów z polskim paszportem lub polskiego pochodzenia - mówi ks. Wiśniewski. - Łagodne traktowanie Rosjan i ich żądań tym właśnie się kończy, że zaczynają nas ignorować, kpić z nas, izolować. Kpiną jest właśnie powielanie kłamstwa katyńskiego. Także przez Cyryla I, chociażby poprzez odmowę przeprosin za tę zbrodnię. A jednak można zakpić na terenie Polski z ofiar katyńskich, a wizyta takiego kpiarza może być relacjonowana jako sukces - dodaje kapłan.

Ks. Wiśniewski przypomina, że przez 17 lat rządów metropolity Kondrusiewicza żaden rosyjski przywódca nie zaprosił na audiencję polskiego biskupa. Jego zdaniem spotkanie w takiej formie, w jakiej miało miejsce, mija się z celem. - Wrzód będzie ropiał i Kościół straci szansę na rolę mediatora. Dla mnie ideałem pozostaje ks. Jerzy Popiełuszko, który - nie obrażając nikogo - stawiał "kawę na ławę" i nie targował jak Ezaw za talerz soczewicy swoim pierworództwem. W moim odczuciu droga do pojednania przez przemilczanie jest bardzo daleka i wiedzie donikąd. Szanuję wysiłki episkopatu, bo wiem bardzo dobrze, ile cierpliwości i wyrzeczeń kosztowała ich misja pertraktacji z rosyjskim hierarchą i politykiem w jednej osobie - mówi wieloletni misjonarz.

Duszpasterz przypomina, że to właśnie Cyryl I podejmował decyzję o blokowaniu wysiłków Jana Pawła II, by odwiedzić Rosję w czasach patriarchy Aleksego II i to właśnie on tworzył politykę zagraniczną patriarchatu. - Żal mi naszych hierarchów podwójnie, bo - rezygnując z twardej linii w pertraktacjach o Katyń - narażają się na śmieszność w oczach oponentów, czyli "braci Moskali". Zarówno w polityce Kremla, jak i moskiewskiego patriarchatu dominuje schemat siły. W krajach muzułmańskich, gdzie prawosławie ma się kiepsko, hierarchowie prawosławni chętnie przyznają, że islam jest światową religią bliską w duchu prawosławiu. U siebie natomiast, gdzie czują plecy Kremla, o islamie mówią już z większym dystansem. To samo dzieje się w krajach katolickich. Cyryl I będzie mówił o wspólnych interesach, ale u siebie, w Moskwie, postara się, żeby katolicy wycofali się z życia publicznego, a księża w upokarzający sposób nadal będą czekać na wizy - tłumaczy ks. Wiśniewski.

Misjonarz twierdzi, że "ojcem złych relacji" pomiędzy Cerkwią a Kościołem jest własnie Cyryl I. - To on jest autorem "epokowego dokumentu" o "katolickim prozelityzmie", w którym wymieniono mnie, biskupa Mazura i kilka innych osób z nazwiska. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby ten dokument nie stał się podstawą do wyrzucania księży z Rosji. Dokument ujrzał światło dzienne 10 lat temu, 29 czerwca, a moja deportacja nastąpiła 8 września, czyli dwa miesiące później. We wschodniej polityce, również w kościelnej polityce personalnej, tak często się oczekuje poprawności politycznej od szeregowych księży - relacjonuje ks. Wiśniewski.

Duszpasterz podkresla jednak, że "Bóg pragnie szybszego i prawdziwego pojednania katolików z prawosławiem i Polaków z Rosjanami. Zdaniem ks. Wiśniewskiego nie nastapi to jednak za życia patriarchy Cyryla.

- Z prawosławnymi dzieli nas bardzo niewiele, a ich niechęć do Watykanu jest często wymuszana i wytresowana przez prawosławną hierarchię. Nawrócenia pewnej kategorii osób odbywają się jedynie poprzez modlitwę i post. Sama modlitwa nie wystarczy. Pewne nadzieje w moje serce wlewa męczeńska ofiara wielu sprawiedliwych ludzi z Katynia i Smoleńska. Niewykluczone, że niektórzy z nich w drodze na rzeź podjęli taki post i wzbudzili takie właśnie intencje - puentuje misjonarz.

Rozmowa Roberta Wita Wyrostkiewicz z ks. Jarosławem Wiśniewskim ukazała się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska".

AM

http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/ ... ylem_23609


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 01 wrz 2012, 05:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Nie dajmy się podzielić

Z JE ks. kard. Stanisławem Nagim z Krakowa rozmawia Anna Bałaban

W niedzielę, 9 września br., w polskich kościołach zostanie odczytane "Wspólne przesłanie do narodów Polski i Rosji". W mediach od jakiegoś czasu próbuje się zdyskredytować ten dokument w oczach wiernych i samych kapłanów...
- Przede wszystkim trzeba z całą mocą podkreślić, że podpisanie tego aktu było bardzo ważnym faktem historycznym, religijnym i narodowym. Bo oto w przyjaznym geście spotykają się przedstawiciele dwóch narodów i dwóch Kościołów. Mało tego, spotykają się na gruncie Ewangelii i służby Bogu. Ten właśnie klimat utrzymany jest w całym dokumencie, to jego główny ton. Słuchamy Ewangelii i po tym wszystkim, co się wydarzyło między nami, próbujemy się porozumieć. A dlaczego? Bo jesteśmy chrześcijanami. Jako chrześcijanie musimy odwoływać się do słów Pana Jezusa: "Abyście byli jedno", i pamiętać o tym, że nie możemy ustawicznie być w starciu, w starciu zwłaszcza nienawistnym. Naszym zadaniem jest podejmowanie starań o to, by być jednym.


Ale na tej drodze pojawiają się przeszkody...
- Oczywiście. Przeszkody przede wszystkim historyczne. I my o tym wiemy. Ale ten dokument nie podejmuje problematyki historycznej, dlatego że jest ona bardzo szeroka i skomplikowana. Dla nas bazą jest Ewangelia. Chrześcijanie powinni się porozumieć. A my przecież jesteśmy braćmi w chrześcijaństwie i braćmi poprzez słowiańskie korzenie. I to jest najważniejsze. A fakt, że są punkty wątpliwe, jest czymś zrozumiałym ze względu na zaistniałą rzeczywistość. Bo przecież do tej pory oba nasze narody żyły w ustawicznym napięciu, pretensji, w atmosferze żalu i wyrzutów. My, Polacy, jesteśmy wyjątkowo wyczuleni na krzywdy, których doświadczyliśmy, i mamy naturalny pęd ku temu, ażeby widzieć ten ogrom zła, jaki wyrządził Narodowi Polskiemu naród rosyjski, a zwłaszcza rosyjski reżim komunistyczny. Te ogromne straty i potworne krzywdy, jakich doznawaliśmy przez co najmniej dwa wieki - ze szczególnym natężeniem w ostatnim okresie komunizmu - są trudne do wybaczenia. I to jest ten punkt, który stwarza pewne trudności przy takim zbliżeniu się narodów. Ale pomimo wszystkich tych dramatycznych zdarzeń, jak choćby zsyłki na Sybir, działanie KGB, Katyń, zbrodnie komunistyczne dokonane na Polakach, jesteśmy dzisiaj gotowi wyciągnąć do siebie ręce. Bo to są ręce bratnie i chrześcijańskie. A tym, co nami powoduje, są słowa Pana Jezusa, który mówi, żebyśmy nie żyli w nienawiści.


Dokument wyraźnie stanowi, że "przebaczenie nie oznacza oczywiście zapomnienia".
- I to jest właśnie istota, że choć nie zapominamy o tym wszystkim, choć tego nie wymazujemy, to jednak wybaczamy. Na to się musimy zgodzić. W Modlitwie Pańskiej mówimy: "(...) i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". To jest kodeks chrześcijaństwa.


Niektórych jednak razi, że - jak się wydaje - dokument niejako na równi stawia stopień pokrzywdzenia obu narodów.
- Rzeczywiście, pojawia się tutaj pewien kłopot, bo przesłanie w pewnym momencie sprawia wrażenie porównywania, a nawet zrównywania stopnia krzywd wyrządzonych Narodowi Polskiemu przez rosyjski i na odwrót. To jest sprawa nie dość precyzyjnie chyba w tym dokumencie przedstawiona. Dla nas, Polaków, nie do przyjęcia jest teza, jakoby krzywdy, które wyrządziliśmy Rosjanom, równały się tym, które oni nam wyrządzili. Bo to jest w ogóle nieporównywalne. I tu szereg ludzi może się buntować przeciwko takiemu podejściu, ale jest to jedyny punkt, który w moim pojęciu budzi zastrzeżenia.


Co, zdaniem Waszej Eminencji, jest szczególnie warte podkreślenia w podpisanym dokumencie?
- Zdecydowany sprzeciw wobec liberalizmu, wobec wykroczeń przeciwko rodzinie, wobec aborcji i eutanazji. I to jest silny i niezwykle jasny punkt tego dokumentu. Bo my musimy przyjąć nasz punkt widzenia - chrześcijański, katolicki, ewangeliczny. Nie możemy pozwolić sobie go odebrać, choć będą środowiska liberalistyczne i zlaicyzowane, środowiska bliskie "Gazecie Wyborczej", które będą próbowały nas go pozbawić. Chrześcijanie nie mogą pozwolić się podzielić i dlatego pomimo wątpliwości, jakie mogą się rodzić, musimy przyjąć fakt podpisanego porozumienia i zaakceptować gest patriarchy Cyryla I i ks. abp. Józefa Michalika.


Czy możliwe jest rozpatrywanie tego aktu, jaki się dokonał pomiędzy oboma Kościołami, w kontekście Fatimy i jej przesłania?
- W jakimś stopniu na pewno tak. Fatima jest zapowiedzią przegranej komunizmu. To jest właśnie przegrywanie komunizmu. Bo poprzez ten dokument Rosjanie wyrzekają się komunizmu i wszelkiego zła, jakiego ten system dokonał. To dalsza klęska komunizmu i jego dezawuowanie. Matka Najświętsza zapowiadała, że doprowadzi do upadku komunizmu w Rosji, a to, co się dokonało 17 sierpnia, jest dalszym upadkiem komunizmu.


To znaczy, że akt zawierzenia Maryi Rosji, jakiego dokonał bł. Jan Paweł II, przynosi dziś owoce?
- W jakimś sensie tak, choć oczywiście nie da się tutaj przyłożyć linijki i dokładnie wszystkiego zmierzyć. Można jednak z całą pewnością powiedzieć, że jest to kolejne zwycięstwo Matki Najświętszej.


Nasuwa się tutaj myśl, że podpisane przesłanie jest nie tylko wyrazem zwycięstwa nad komunizmem poprzez potępienie dokonanych zbrodni, ale także poprzez zdecydowany sprzeciw wobec tego "nowego komunizmu", który dziś zalewa Unię Europejską, wobec odejścia od chrześcijaństwa i wobec kryzysu rodziny.
- Świetna uwaga! To jest chyba to największe osiągnięcie. Wiadomo, że komunizm nie zginął, ale przedzierzgnął się w inteligencką ideologię nazywaną liberalizmem. Ale ci, którzy za tym stoją, są ciągle tymi samymi nihilistami, jakimi byli, tylko że już w krawatach. Największe niebezpieczeństwo, jakie zagraża chrześcijaństwu, to groźba zbratania się dwóch śmiertelnych wrogów obecnych m.in. w Unii Europejskiej: komunizmu i masonerii. Dlatego też to porozumienie jest odcięciem się od tego, co stanowi także program i rdzeń Unii Europejskiej. To naprawdę ważny czynnik w naszej walce z tendencją do laicyzacji.


Zagraniczne media milczały w tych dniach na ten temat...
- Bo czują, że to jest uderzenie w laicki system, który idzie z zachodniej Europy. Oni nie będą tego komentować, bo to jest dla nich niewygodne. My się liczymy, bo nas, Słowian, nas, chrześcijan, jest dużo. Polski Kościół jest dziś bardzo widoczny i mocny. Proszę mi powiedzieć, gdzie nie ma polskich kapłanów? I to właśnie ich boli, dlatego przemilczeli to wydarzenie. Ale my nie możemy pozwolić, by to zostało zdeprecjonowane. Te pojedyncze nagłaśniane protesty, które się pojawiają, nie mogą wziąć góry nad rozsądkiem i nad powagą autorytetu Episkopatu.


Ten autorytet Kościoła zdaje się bardzo przeszkadza również niektórym frakcjom w Polsce. Widać to choćby teraz, u progu nowego roku szkolnego i prób podważania obecności katechezy w szkole...
- Polska szkoła ma pełne prawo do tego, by uczono w niej katechezy. Bo Polska jest Narodem chrześcijańskim, w którym większość stanowią ludzie wierzący. Oni mają prawo życzyć sobie, aby podatki, które płacą, szły także na religijne kształcenie ich dzieci. Byłoby krzywdą dla katolików i naruszeniem ich głębokich praw, gdyby im tego odmówiono. Wychowanie religijne to jeden z najbardziej istotnych obowiązków rodziny i jej przedłużenia, tj. szkoły. Wszyscy wiedzą, jak trudna jest młodzież, jak łatwo ulega różnym wypaczeniom. Tam, gdzie nie ma katechizacji, tam w stopniu nasilonym występują różnego rodzaju patologie. Jeżeli więc tego zaopatrzenia duchowego nie będzie w postaci katechezy, to wtedy ta młodzież będzie łatwiej poddawała się degradacji, bo zostanie sama.


W tym kontekście warto też przypomnieć, kto wcześniej wyrzucał religię ze szkół.
- Zawsze komunizm! Jeszcze za Polski sanacyjnej komuniści robili wszystko, ażeby to wychowanie katolickie zostało podminowane. Kiedy przyszła komuna, to pierwszą rzeczą było wyrzucenie Konkordatu, zdeptanie prawa do ochrony życia i wyrugowanie katechezy ze szkoły. To typowa komunistyczna robota, więc jeżeli chcemy wybrać taką drogę, to idziemy torami komunistycznymi. A przecież podobno myśmy się już z komunizmu wyzwoli i dalej chcemy się z niego wyzwalać. Nie możemy pozwolić na to, ażeby komuniści nadal gospodarowali w tej ważnej sprawie, jaką jest nauczanie religii.


Ruch Palikota już podejmuje działania mające pokazać, jak kosztowne, a więc zbyteczne jest to nauczanie. "Gazeta Wyborcza" zaś wskazuje m.in., że rzekomo problemem jest ocena z religii na świadectwie...
- A kim jest Palikot? To człowiek, który opiera się na trzech "nie": "nie" dla życia, "nie" dla moralności i "nie" dla praw natury. A "GW"? Komu ona służy? Skąd się wzięła? Ciągle ten sam program: walka z religią, walka z Bogiem. Dla nas, chrześcijan, to jest kolejne środowisko, które musimy skreślić z naszego punktu widzenia. Jeśli pojawiają się znów takie zakusy na katechezę, to musimy stawić im opór.


Co robić, żeby katecheza stawała się skutecznym narzędziem ewangelizacji?
- O to musi zadbać też rodzina i społeczeństwo, ale ogromną rolę ma tutaj do odegrania państwo. Mam jednak poważne wątpliwości co do tego, czy ono dzisiaj wypełnia w tym względzie swoje zadanie. Już te pomruki, że można wyrzucić religię ze szkoły, albo nawet to, że obarcza się nią administrację lokalną, są dowodem na to, że państwo nie ma tutaj czystych rąk. Poza tym wiemy, iż państwo decyduje o oświacie, i wiemy, jakie próby podjęło m.in. po to, żeby wyrzucić z programów nauczania np. historię, a wraz z historią - patriotyzm. Doskonale pamiętamy, kto w prasie wypowiadał się przeciwko patriotyzmowi. Patriotyzm jest naszą cechą narodową, czymś, czym zawsze się szczyciliśmy i za co potrafiliśmy płacić ogromną cenę. Dlatego nadal musimy być patriotami i walczyć o ten patriotyzm w naszych dzieciach. Każda próba niszczenia w dzieciach patriotyzmu czy pomniejszania go jest zamachem na nas samych. Stąd też wyrzucanie historii, okrajanie jej jest zamachem na patriotyzm, zamachem na interesy Narodu. Musimy się temu przeciwstawiać.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Bałaban

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ielic.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 07 mar 2013, 06:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Katyń nie może się skończyć

Putin, Katyń, Smoleńsk – to najważniejsze skojarzenia Polaków związane z Rosją. Znacznie lepiej myślimy o samych Rosjanach. Doceniamy ich gościnność. Oni sami mają o Polsce i Polakach wyobrażenie raczej negatywne. Gorzej w ich oczach wypadają tylko Litwa i USA. Kojarzymy się Rosjanom z katastrofą Tu-154M oraz popularnymi polskimi wyrobami. To główne wyniki badań socjologicznych na temat wzajemnego postrzegania naszych państw i ich obywateli.

Badania prowadzono różnymi metodami w ciągu dwóch ostatnich miesięcy ubiegłego roku w Polsce i Rosji. Prowadziły je na zlecenie działających w obu krajach centrów dialogu i porozumienia CBOS oraz WCIOM.

Polacy dość zgodnie przypisują władzom rosyjskim opieszałość albo otwartą niechęć, jeśli chodzi o wyjaśnienie wszystkich przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej.

–Coś kombinują. Nawet jeżeli to nie była ich robota, to nie da się ukryć, że wszystko to, co miało miejsce już po katastrofie, nie jest stanem normalnym – ocenia polski respondent.

Według 37 proc. ankietowanych, Rosja nie jest zainteresowana pełnym wyjaśnieniem katastrofy, 32 proc. uważa, że Moskwa celowo utrudnia odkrycie prawdy. To razem ponad dwie trzecie odpowiedzi. Zdaniem 18 proc. Polaków, rosyjskie władze działają poprawnie, choć można by oczekiwać od nich lepszej współpracy. Jedynie 3 proc. polskich respondentów w pełni aprobuje działania rosyjskich organów państwowych w odniesieniu do katastrofy.

Negatywny wpływ 10 kwietnia 2010 r. na polsko-rosyjskie relacje zauważają też Rosjanie, ale raczej powtarzają opinie prezentowane w mediach przez własne władze i komentatorów.

– Sama katastrofa pogorszyła nasze stosunki, a przebieg śledztwa mimo to poprawił je. Próbowaliśmy jakoś udowodnić, może i nieudolnie, że nie ma w tym naszej winy. Pokazaliśmy, że bez względu na histerię w Polsce dobrze ich traktujemy i nie doprowadziliśmy do eskalacji konfliktu – twierdzi ankietowany.

–Trochę pogorszyło, ponieważ nasi zabronili prowadzić śledztwo… Możemy im pokazać, co zechcemy. Możemy też oszukać – dodaje inny.

Część Rosjan próbuje osadzić katastrofę w kontekście historycznym.

– W swoim czasie podzieliliśmy z Niemcami tę Polskę, w swoim czasie rozstrzelaliśmy tam 700, zdaje się, tysięcy, nie pamiętam, polskich oficerów [sic!]. Ta katastrofa samolotu, nieważne, co by tam… pewnie jest w tym nasza wina albo nie… –waha się pytany Rosjanin.

Kolejny przypomina atmosferę kreowaną przez media po 10 kwietnia. – Sama śmierć prezydenta w samolocie nas jakoś zbliżyła. Naród rosyjski współczuł i Polacy to poczuli, że nie jesteśmy takimi bestiami, za jakie nas brali – stwierdza.

Sąsiedztwo antypodów

Słabo znamy się z Rosjanami bezpośrednio. Tylko 11 proc. polskich respondentów było przynajmniej raz w Rosji (w tym 7 proc. turystycznie). W przypadku Rosjan jedynie 8 proc. było kiedykolwiek w Polsce (w tym 5 proc. turystycznie).

Około 30 proc. Polaków deklaruje, że zna lub znało osobiście jakiegoś obywatela Rosji, a 11 proc. Rosjan ma lub miało znajomych obywateli naszego kraju. Mimo to respondenci w obu krajach uważają drugi za ciekawy i wart odwiedzenia.

Polaków charakteryzuje: przywiązanie do idei wolności, szacunek dla rodziny i tradycji, duża religijność oraz honor. Rosjan postrzegają jako naród, dla którego kluczowe znaczenie mają: posłuszeństwo, duma i szacunek dla władzy. Polacy są przekonani, że Rosjanie przedkładają rządy silnej ręki nad demokrację.

Nieco inaczej widzą to Rosjanie. W ich ocenie, kluczowe wartości dla Polaków to przedsiębiorczość, religijność, tradycja i porządek. Sami Rosjanie tych cech raczej nie doceniają. Wyjątkiem jest tradycja. Poza tym przypisują sobie szczególne uznanie dla tolerancji, poczucia humoru, rodziny, pomysłowości i wolności.

Największe różnice dotyczą nie sfery aksjologicznej, lecz pragmatycznej, zwłaszcza polityki.

– Pominąwszy religię i język, a biorąc pod uwagę względną wielkość każdego z krajów, jego wybór cywilizacyjny, członkostwo w jednym ze światowych bloków militarno-politycznych, sposób, w jaki opinia publiczna ocenia kierunki rozwoju kraju w ostatnim półwieczu, Rosja i Polska stanowią prawdziwe antypody – uważa prof. Walerij Fiodorow, dyrektor Wszechrosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej (WCIOM).

O ile w Polsce zasadniczo uważa się za sukces obalenie komunizmu i demokratyczne przemiany, w tym zbliżenie z Zachodem, o tyle Rosjanie wyrażają nostalgię za czasami ZSRS jako światowego mocarstwa i państwa socjalnego.

–Cywilizacyjny wybór Europy Zachodniej (oraz szerzej, wspólnoty atlantyckiej) Polska uczyniła tysiąc lat temu i niejednokrotnie go potwierdzała, również niedawno. Wybór ten zdecydowanie przeciwstawia się pryncypialnemu stanowisku Rosji –ocenia rosyjski socjolog.

Kolce i skorpiony

Ta diagnoza przejawia się wyraźnie w rosyjskich ocenach obustronnych relacji politycznych. O ile, zdaniem Rosjan, większość narodów Europy i świata odnosi się do Rosji przyjaźnie, to Polska znajduje się nieodmiennie na końcu rankingu, jako kraj Rosji – w ocenie jej obywateli – niechętny.

Tak uważa 47 proc. ankietowanych Rosjan. Gorzej wypadają tylko Litwa (58 proc.) i USA (63 proc.). Według respondentów, zwykli obywatele często odnoszą się do Rosji o wiele cieplej niż ich rządy. Dotyczy to też Polski i Polaków.

Złe stosunki polityczne jako pierwsze skojarzenie z Polską pojawia się przeważnie u mężczyzn. Kobiety kojarzą nasz kraj z popularnymi wyrobami, przede wszystkim kosmetykami, odzieżą i artykułami gospodarstwa domowego.

O nieżyczliwym nastawieniu Polaków znacznie częściej mówią przedstawiciele starszego pokolenia Rosjan. Także im wyższe respondent ma wykształcenie, tym gorzej ocenia nasze relacje. Mówiąc o rzekomej wrogości Polaków do Rosji, ankietowani Rosjanie używają takich metafor, jak: jeżyki, kolce, skorpiony, kaktusy.

Wielu uczestników badań podziela pogląd, że na stosunkach rosyjsko-polskich ciąży historia, którą nie zawsze znają.

– Kiedyś Polska była częścią jednego państwa rosyjskiego, potem drugiego. Wyroki śmierci, zesłania na Syberię i inne. Stłumienie, nieuczestniczenie w polskim powstaniu. Kiedy powstało getto warszawskie [sic! – z kontekstu wynika, że chodzi o Powstanie Warszawskie], myśmy go nie poparli. Armia Czerwona tam nie poszła. A niech tam ich rozstrzelają. I rozstrzelali. Plus Katyń, który nijak nie może się skończyć. Samolot dopełnił całej sprawy – uważa jeden z ankietowanych.

Ponadto panuje opinia, że sąsiedztwo silniejszej i ambitnej Rosji budzi obawy Polaków, strach przed utratą niepodległości, zawiść o rosyjskie bogactwa naturalne, zasoby i obszar.

– Oni świetnie wiedzą, że jeśli gdzieś czyha niebezpieczeństwo, to jak wskazuje całkiem niedawna historia, w naszym walecznym państwie, które lubi na wszystko napadać – prosto, ale szczerze dodaje inny.

Rosjanie uważają, że poprawa relacji jest możliwa głównie dzięki bezpośrednim kontaktom i współpracy kulturalnej. W tej dziedzinie najczęściej wskazywaną przeszkodą jest obowiązek wizowy.

W szerszym kontekście stosunków międzynarodowych Rosjanie rozumieją, a nawet doceniają polskie starania o uniezależnienie się od dostaw Gazpromu. Krytycznie oceniają natomiast popieranie przez Polskę opozycji na Białorusi i prozachodnich dążeń Ukrainy. Jednoznacznie negatywnie przyjmowana jest perspektywa zainstalowania tarczy antyrakietowej na terenie Polski.

Respondenci w Rosji zauważają, że Polska jest krajem niemającym dostatecznej rangi na arenie międzynarodowej, o pozycji niższej niż pozycja Rosji.

Nasz kraj oceniany jest też jako państwo nieposiadające własnego wyraźnego stanowiska w kwestiach międzynarodowych, opowiadające się po stronie silniejszego (w domyśle USA lub rządzących UE). Respondenci uważają Polskę za kraj raczej nowoczesny i demokratyczny, ale niewiarygodny. Sprzecznie natomiast oceniają, czy Polska to państwo bogate czy biedne.

Polacy o Putinie i jego poddanych

Podkreślana w Rosji wspólnota wszystkich Słowian nie znajduje zrozumienia nad Wisłą. Polacy identyfikują się ze swoim regionem świata, Europą Środkowo-Wschodnią, widzą podobieństwo językowo-kulturowe z Czechami i Słowakami, a nawet Ukraińcami.

Do bliskich narodów zaliczamy też Węgrów i Litwinów. Rosjanie się w tym nie mieszczą. Oceniamy ich jako bardzo odległych mentalnością i kulturą.

Polacy znacznie bardziej wyraźnie niż Rosjanie widzą różnicę pomiędzy państwem, czyli władzami i całym systemem politycznym, a zwykłymi ludźmi. Stąd pozorne rozdwojenie stanowisk polskich respondentów. O ile mamy zdecydowanie negatywny stosunek do państwa rosyjskiego, to u Rosjan, chociaż niezbyt ich rozumiemy, dostrzegamy cechy budzące szacunek i sympatię.

Ankietowani podkreślali dobry, serdeczny stosunek Rosjan do Polaków i także byli zdania, że negatywne postrzeganie Rosjan może wynikać z niepoprawnych stosunków międzypaństwowych. Osobiste doświadczenia z bezpośredniego kontaktu z Rosjanami są na ogół pozytywne. Zwraca uwagę ich gościnność, uczynność i życzliwość.

– To nie jest tak, że my z Rosjanami się nie lubimy jako z ludźmi, bo my się z nimi lubimy. Tylko że po prostu sfera rządząca jedna, sfera rządząca druga, pomówienia. Oni nam sugerują, uczą nas, że my z Rosjanami jesteśmy w złych relacjach – odpowiedział jeden z pytanych Polaków.

Państwo rosyjskie jest przez Polaków uważane za najmniej przyjazne spośród naszych sąsiadów. Nawet wśród (nielicznych) osób przekonanych, że Rosja odpowiednio zachowuje się w sprawie katastrofy smoleńskiej, 30 proc. twierdzi, że ma ono wobec Polski nieprzyjazne zamiary. Rosja jest postrzegana jako państwo niebudzące zaufania, rządzone autorytarnie, a jednocześnie źle zorganizowane i niesprawne, pełne kontrastów i patologii.

Ostrożność i pragmatyzm

U 38 proc. respondentów pierwsze skojarzenie związane z Rosją to osoba prezydenta Władimira Putina. Ustrój polityczny współczesnej Rosji określa się też jako dyktaturę, „rządy silnej ręki”. Polacy podkreślają ograniczanie swobód obywatelskich. Dla 35 proc. naszych rodaków pierwsze skojarzenie dotyczy złych stosunków polsko-rosyjskich, przede wszystkim katastrofy smoleńskiej, a także zbrodni katyńskiej czy faktów historycznych, jak np. zabory.

Inne asocjacje związane z Rosją to jej wielkość, surowy klimat, rozwarstwienie rosyjskiego społeczeństwa oraz ubóstwo, w jakim żyje duża część Rosjan, alkoholizm oraz przestępczość (mafia rosyjska) i korupcja. Pojawiają się także określenia dotyczące mocarstwowej pozycji Rosji i jej zasobów naturalnych oraz osiągnięć w sferze kultury. Najrzadziej wskazuje się Rosję jako następcę ZSRS, z odniesieniami do komunizmu, totalitaryzmu, łagrów, sowieckich przywódców itp.

Dużo wypowiedzi dotyczy relacji ekonomicznych. – Prawda jest taka, że mamy sąsiada Rosję i powinniśmy z nim dobrze żyć i współpracować, bo mamy co mu sprzedać, a on jest rynkiem bardzo chłonnym. Powinniśmy z nim żyć bardzo dobrze. Nie mówię, że na kolanach, ale żeby biznes się rozkręcał – ocenia inny respondent. Za najbardziej realne zagrożenie ze strony Rosji Polacy uważają uzależnienie od surowców energetycznych i ryzyko zamknięcia rynku zbytu dla polskich towarów.

Piotr Falkowski, Smoleńsk

http://www.naszdziennik.pl/swiat/26048, ... nczyc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 13 kwi 2013, 06:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Podwójna gra Kremla

70 lat temu świat poznał prawdę o strasznej tragedii w Katyniu. Władze stalinowskie natychmiast zaczęły negować swoją winę. Dopiero w 1990 roku za czasów Michaiła Gorbaczowa oficjalnie przyznano, że egzekucje były przeprowadzane w 1940 r. przez organy NKWD.

Wszczęto śledztwo, które trwało 14 lat. I oto 21 września 2004 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa Rosji wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa w sprawie katyńskiej z powodu śmierci winnych. I co dziwne, krąg oskarżonych nie zawierał ani nazwiska Stalina, ani innych członków Biura Politycznego WKP(b), którzy podpisali znaną uchwałę z 5 marca 1940 r. o rozstrzelaniu Polaków, ale ograniczył się zaledwie do kilku wysoko postawionych współpracowników NKWD. Przy czym ich wina została zakwalifikowana zaledwie jako „przekroczenie władzy”, które miało ciężkie następstwa.

Jeszcze gorsze było to, że społeczeństwo zostało poinformowane o umorzeniu śledztwa z dużym opóźnieniem – dopiero w marcu 2005 roku. Przy tym, wbrew rosyjskiemu ustawodawstwu, ogłoszono, że postanowienie, w którym były zawarte główne konkluzje, jest tajne i nie może zostać upublicznione. W ten sposób Naczelna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej w istocie stanęła w szeregu tych, którzy ukrywają stalinowskie zbrodnie.

Parodia śledztwa

Stanowisko przemilczania i ukrywania wyników śledztwa sprawy katyńskiej pod pozorem tajemnicy państwowej stanowi naruszenie obowiązującego rosyjskiego ustawodawstwa. W artykule 7 federalnej ustawy O tajemnicy państwowej mówi się wprost: nie podlegają utajnianiu informacje „o faktach naruszania prawa i wolności człowieka i obywatela” oraz „o faktach naruszenia praworządności przez organy władzy państwowej i ich urzędników”. Kreml był zaniepokojony tylko i wyłącznie tym, aby nie dać powodu do oskarżenia byłego kierownictwa ZSRS o popełnienie przestępstw wojennych. Ukrycie przez prokuraturę wyników śledztwa sprawy katyńskiej to fakt bezprecedensowy, lecz w warunkach obecnego rosyjskiego klimatu politycznego wcale nie dziwi. Chociaż w 2010 roku, po katastrofie smoleńskiej pojawiła się nieśmiała nadzieja na to, że Kreml zrewiduje stanowisko i podejmie kroki w celu rozwiązania kwestii Katynia.

Powstaje pytanie: co stoi na przeszkodzie, by ujawnić postanowienie Naczelnej Prokuratury Wojskowej w sprawie katyńskiej? Co takiego się stanie, jeżeli do tego dojdzie? Można z łatwością domyślić się, że dokument wywoła międzynarodowe zażenowanie. Wyjdzie na jaw całkowita prawna niewydolność i nieporadność tego dokumentu. A przecież śledztwo powinno procesowo określić kompletny skład personalny ofiar egzekucji; ustalić listę winnych, zarówno inicjatorów zbrodni, jak i wykonawców na każdym szczeblu; określić kompletne kwalifikacje prawne przestępstwa zgodnie z normami prawa rosyjskiego i międzynarodowego.

Wynik śledztwa jest daleki od uczciwej odpowiedzi na te wszystkie pytania. Postanowienie o umorzeniu sprawy katyńskiej wygląda jak profanacja, świadcząca o próbie odejścia prokuratorów od wniesienia oskarżenia o dokonanie przestępstwa przez najwyższe władze ZSRS, i w ogóle jak usiłowanie zatuszowania lub zatarcia całej sprawy.

Cynizm rządu

Jednocześnie w Polsce w związku z Katyniem przez wszystkie ostatnie lata daje się zauważyć swego rodzaju niczym nieuzasadniony optymizm. Takie nastroje kreowali i szczodrze nimi szafowali na prawo i lewo wysłannicy Kremla, sugerując, że dziś, jutro akta sprawy katyńskiej zostaną odtajnione i przesłane do Polski, a rozstrzelani Polacy zostaną zrehabilitowani. Po śmierci prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego wielu ludziom wydawało się, że tak się stanie. W kwietniu 2010 roku minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow na sesji Parlamentarnego Zgromadzenia Rady Europy mówił z przekonaniem: „Szczerze wierzę, że wspólne przeżycia obydwu narodów w związku z tragedią pod Smoleńskiem staną się momentem zwrotnym w przezwyciężeniu tragicznej przeszłości”, i zapewniał, że Moskwa „przygotowuje się do przekazania Warszawie dodatkowych materiałów w sprawie Katynia, których polska strona jeszcze nie posiada”.

Przekazanie pierwszych 67 tomów ze 183 odbyło się w Moskwie w maju 2010 r. podczas wizyty p.o. prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego. Następnie przygotowano i przekazano tomy, które posiadały nadruk „dla celów służbowych”. Lecz później sprawa została zablokowana i tomy z nadrukiem „tajny” nie zostały przekazane, łącznie 35 tomów akt. Co więcej, w kwietniu 2012 r. Moskwa, poprzez głównego prokuratora wojskowego Siergieja Fridińskiego, dała do zrozumienia, że więcej niczego przekazywać Polakom nie zamierza, „ponieważ komisja ds. ujawnienia nie podjęła decyzji o zdjęciu tej klauzuli”. Działania strony rosyjskiej od samego początku były obciążone poważną wadą. Przecież normalne i logiczne jest, że przekazywanie wszelkich spraw zakończonych śledztwem należy rozpoczynać od dokumentu końcowego, który kumuluje wszystkie główne wnioski śledztwa i podsumowuje całą sprawę. Tutaj zaś wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Przekazali najbardziej nieszkodliwe i mało znaczące tomy sprawy i nagle postanowili odwrócić się od przekazywania wszystkich kluczowych materiałów. Czy to jest prawne i cywilizowane podejście?

W ten sposób okazuje się, że najważniejsze materiały do tej pory nie są znane i nie zostały przekazane stronie polskiej. Prawdopodobnie na tym właśnie polega główne zadanie rosyjskich władz, by nie przekazywać do Polski prawnie znaczących i mających moc dowodową akt, a odpowiedzialność za zbrodnię katyńską uznawać tylko ustnie. Jaki jest więc status przyjętych na to konto deklaracji? Komunikat TASS opublikowany w prasie 14 kwietnia 1990 r. i oświadczenie Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej z 26 listopada 2010 r., a wraz z tym i oceny zbrodni katyńskiej, które wybrzmiały w niedawnych oświadczeniach Dmitrija Miedwiediewa i Władimira Putina – to niewątpliwie oficjalne dokumenty i mają ważne znaczenie polityczne. Lecz wszystkie te dokumenty są nieprzydatne w sądzie, w razie konieczności udowodnienia winy osób, które podjęły decyzję o rozstrzelaniu i przy rozpatrywaniu kwestii rehabilitacji ofiar zbrodni.

Procedura przekazywania Polsce materiałów sprawy katyńskiej nie została zakończona do dziś – to też mówi wiele. Przecież technicznie wszystko można było załatwić i skopiować w ciągu kilku miesięcy. Rzecz jednak nie w przepisach rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Dzisiaj w MSZ Rosji triumfuje podejście „służbisty” i króluje praktyka „wymiany”. Jeżeli my w czymś idziemy wam na rękę, to i wy w zamian bądźcie łaskawi w czymś nam ustąpić i coś dać. I tak we wszystkim!

Dwie tendencje

Rosjanie w takim stopniu przyzwyczaili się (i zostali przyzwyczajeni przez władzę) do cynizmu w stosunkach międzypaństwowych, że są pozbawieni w najmniejszym stopniu rozumienia ważności i wartości przejawów dobrej woli. To znaczy czują trwałą nieufność do bezinteresownych i szlachetnych gestów ze strony otaczających państw. Gorzej, ze zdziwieniem i dezaprobatą przyjmują każde ustępstwo swojego rządu w sprawach międzynarodowych. Tak jakby chodziło o przejaw słabości lub zdradę interesów kraju. W tej ideologii została wyhodowana nowa plejada rosyjskich państwowych biurokratów. Zasiedlili oni budynki administracji prezydenta i MSZ Rosji. Według ich logiki, uznanie winy za zbrodnię katyńską byłoby brzemienne w dalsze roszczenia Polski pod adresem Rosji, a następnie państw ościennych, które mogą przedstawić wiele krzywd historycznych. Tylko daj powód, mówi czujny kremlowski biurokrata, a oni zaraz zaczną niszczyć nasz kraj swoimi powództwami.

Rosyjskie władze mogą być pewne poparcia swoich obywateli dla takiego stanowiska. Ludzie nie wierzą w lojalność ani własnego rządu, ani sąsiednich państw. Tak! Nawet własny rząd Rosjanie traktują jako wrogą siłę. Jeżeli jutro gazety napiszą, że Polska regularnie podnosi temat Katynia tylko po to, by zbić cenę na rosyjski gaz – duża część Rosjan uwierzy temu od razu i bezwarunkowo. Dla nich takie zachowanie rządu jest całkowicie zrozumiałe. Ludzie przyzwyczaili się, że państwo lekceważy sprawy prostych ludzi, spekuluje na ich uczuciach patriotycznych i przy tym prowadzi „handel” w polityce i gospodarce nie w interesie narodu, ale dla wzbogacenia się grupki rządzących oligarchów kremlowskich.

Wśród rosyjskich aparatczyków państwowych i patriotów walczą dziś dwie przeciwstawne tendencje Z jednej strony – absolutne nieprzyjęcie jakiejkolwiek dezaprobaty sowieckich doświadczeń i socjalistycznej przeszłości oraz niechęć do nowoczesnego rosyjskiego systemu politycznego i jej liderów. Z drugiej – gorące poparcie dla wszelkich inicjatyw prezydenta Putina, skierowanych na konfrontację i wojskowe przeciwstawianie się Zachodowi.

Propaganda jak cep

Rosyjskie kierownictwo sprawnie wykorzystuje tę sprzeczność. W sprawie Katynia Kreml prowadzi podwójną grę. Na użytek zagranicy przyjmuje deklaracje i oświadczenia polityczne o winie stalinowskiego kierownictwa w rozprawieniu się z polskimi obywatelami w 1940 roku. A wewnątrz kraju toleruje nostalgiczną idealizację socjalistycznej przeszłości i nie ucina mnożących się spekulacji, że niby nie wszystko jest jasne w historii tej zbrodni, bo a nuż to jednak Niemcy są winni? Mamy istny zalew książek i artykułów kwestionujących winę Stalina i NKWD za zbrodnię katyńską i zrzucających odpowiedzialność na Niemców. Jeżeli wcześniej sprawa ograniczała się do nielicznych marginalnych publikacji, to w ciągu ostatnich dwóch lat artykuły siejące wątpliwości w umysłach ludzi pojawiły się w bardzo poważnych, budzących szacunek i mających ogromne nakłady oraz audytorium publikacjach: w czasopiśmie „Ekspert”, gazetach „Komsomolskaja Prawda”, „Krasnaja Zwiezda”, „Moskowskaja Prawda” i „Niezależny Przegląd Wojskowy”. Przy czym – co bardzo charakterystyczne – im bardziej podła treść kolejnego „antykatyńskiego” artykułu, tym ma bardziej litościwy i współczujący nagłówek. Ich autorzy gotowi są pisać i o „ranach”, i o „goryczy duszy” w celu przekonania czytelnika o swoim współczuciu dla rodzin zabitych Polaków, lecz w tym samym miejscu wyciągają na światło i powielają przeróżne fałszywki. Tak, stopniowo Rosjanie są zbijani z tropu – wmawia się im, że za granicą uznanie winy nie jest już tak ważne, a pełna prawda w tej sprawie nigdy nie zostanie poznana…

Grunt dla głoszenia takich wątpliwości był przygotowywany od dawna. Przez cały okres powojenny, aż do 1990 roku, mieszkańcom ZSRS wbijano do głów, że Polaków w Katyniu rozstrzelali Niemcy. Robiono to za pomocą prostych propagandowych stwierdzeń lub sprytnej podmiany. Nieprzypadkowo z 619 spalonych w latach niemieckiej okupacji białoruskich wsi została wybrana niewielka wieś Chatyń niedaleko Mińska dla urządzenia tam kompleksu pamiątkowego. Asonans nazw miał wyprzeć pojęcie „Katyń” i wszystko, co za nim stało i co się z nim wiązało. Pierwszy sekretarz KC Partii Komunistycznej Białorusi Kiriłł Mazurow w swoich pamiętnikach opisuje, jak w jedną z niedziel we wrześniu 1964 r., razem z przewodniczącym rady ministrów republiki Tichonem Kisielewem, jechali szosą witebską w okolicy Mińska. W odległości 50 km „skręcili w prawo na pierwszej przypadkowej drodze”, następnie, niewiele przejechawszy, zatrzymali się w brzozowym zagajniku, a gdy przeszli przez niego, na zarośniętej wysoką trawą polanie odkryli „ze dwadzieścia rur piecowych” pozostałych po spalonej wsi. I to wszystko, jakby wieś odnaleźli zupełnie przypadkiem, chociaż z pamiętników nie wynika całkiem jasno, po co wysokie partyjne władze republiki w ogóle udały się w niedzielę w te miejsca. W 1969 r. otwarto memoriał w Chatyniu, który stał się obowiązkowym miejscem do zwiedzania dla turystów krajowych i zagranicznych. Podobna zamiana obiektu sprzyjała utrwalaniu w masowej świadomości Rosjan niemieckiej winy za egzekucje w Chatyniu – Katyniu na poziomie podświadomości.

AntyKatyń

Inna, nie mniej skuteczna linia kontrpropagandy Kremla – to sztuczne wiązanie tematu Katynia z tragiczną historią pobytu jeńców czerwonoarmistów w polskiej niewoli w roku 1920, kiedy wielu z nich zmarło z powodu ciężkich warunków i epidemii. W tym przypadku występuje i zamiana pojęć, i jawne fałszerstwa, aż do przesady, kilkakrotne powiększanie liczby zmarłych jeńców. Władze Rosji w publicznych wystąpieniach robią jeszcze wiele innych rzeczy. I tak na przykład przewodniczący komisji spraw międzynarodowych Rady Federacji Rosji Michaił Margiełow z oburzeniem pisze w centralnej gazecie: „Zmuszają nas kajać się za Stalina, a dlaczego Polska nie pokaja się za Piłsudskiego, za czasów którego, według danych rosyjskich historyków, rozstrzelano i zamęczono do 80 tysięcy czerwonoarmistów? I żadnych przeprosin z Warszawy!”. Ot tak, po prostu, zwyczajnie i zrozumiale – „rozstrzelano i zamęczono”! Wychodzi na to, że jacyś rosyjscy historycy mocno wprowadzili Margiełowa w błąd.

Przyczyna jest prosta. Nauki historyczne w Rosji ponownie są gotowe do ideologicznego obsługiwania władzy. Nie mając żadnych dowodów, historycy z łatwością przypisują sowieckim władzom w 1940 r. motyw zemsty na Polakach za jeńców czerwonoarmistów z 1920 roku. Taki bezpodstawny schemat przedostaje się nawet do uczelnianych podręczników. Na przykład w poddanym poważnej krytyce naukowej podręczniku dla studentów fakultetu historycznego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego otwarcie mówi się, że sprawa katyńska to swego rodzaju „odpowiedź reżimu stalinowskiego”. Tymczasem jakie były motywy Stalina, można dostrzec w argumentacji wyraźnie przedstawionej w dokumencie NKWD (pismo Berii nr 794/B z marca 1940 r.), gdzie postawiono pytanie o przyszłe egzekucje. Beria podkreśla w swoim piśmie klasowy charakter zbrodni na polskich obywatelach (oficerowie, urzędnicy, przemysłowcy, właściciele ziemscy) i zauważa, że „wszyscy oni są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej” i czekają na zwolnienie, „by móc aktywnie włączyć się do walki przeciwko władzy sowieckiej”. Tu widać wyraźne klasowe podejście, które definiowało represje podczas tzw. kułackiej operacji NKWD w latach 1937-1938. W tym sensie sprawa katyńska była taką samą „społeczną czystką” i logicznym przedłużeniem Wielkiego Terroru z 1937 r., rozciągniętym w latach 1939-1941 na ludność zagarniętych przez Związek Sowiecki ziem polskich, w celu zniszczenia osób „obcych klasowo” i stłumienia jakiegokolwiek oporu przeciwko sowietyzacji.

Czy Stalin myślał o poległych w 1920 r. w Polsce czerwonoarmistach? Niewątpliwie, ale trzy lata wcześniej i raczej nie o tych, którzy zginęli, a o tych, którzy mieli nieszczęście wrócić z niewoli do ZSRS. Wtedy, w 1937 r., w ramach tzw. operacji polskiej NKWD, represje dotknęły wszystkich „podejrzanych o polskie szpiegostwo”; wśród nich znajdowali się również byli czerwonoarmiści, którzy przeszli przez polskie obozy jenieckie. Powstaje pytanie: dlaczego Stalin miałby się mścić na Polakach za tych czerwonoarmistów, którzy dostali się do polskiej niewoli, kiedy w 1937 r. w ZSRS dobijano tych spośród nich, którzy przeżyli i wrócili? W tym świetle powoływanie się na to, że zbrodnia katyńska była „odpowiedzią” na śmierć jeńców w 1920 r., wygląda i bezmyślnie, i śmiesznie.

Rosja – Europa

To, jak dzisiaj Rosja traktuje sprawę katyńską i obecny stan tej sprawy, to bardzo ważny probierz. To kryterium dojrzałości rosyjskiego systemu państwowego, pokazujące, w jakim stopniu jest on demokratyczny, przezroczysty i na ile opiera się na prawie. To kryterium rozwoju w Rosji społeczeństwa obywatelskiego, świadczące, na ile efektywnie organizacje społeczne mogą walczyć o ujawnianie akt sprawy katyńskiej i starać się o rehabilitację ofiar. To również kryterium wiarygodności rosyjskich nauk historycznych, gdzie widać, jak i w jakim kluczu historycy podają i wyjaśniają to wydarzenie. Niestety, tego egzaminu na dojrzałość, otwartość, oddanie prawu i naukową rzetelność Rosja nie zdała. Po prostu go zawaliła.

Dzisiaj Kreml znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Jakich by działań nie przedsięwziął – z każdej strony czeka go przegrana. Ujawnić materiały sprawy nr 159 – i wszyscy ujrzą oczywistą prawną i ideową nieporadność i upadek państwa rosyjskiego, jego nieumiejętność i niezdolność przezwyciężenia ciężkiej spuścizny totalitaryzmu. Zataić i zamknąć te tomy, które nie zostały ujawnione – 35 tomów sprawy i decyzję o umorzeniu, odmówić rehabilitacji rozstrzelanych w 1940 r. polskich obywateli – zostanie wówczas uwidoczniony jawnie konfrontacyjny, nieprawny i antyeuropejski kurs rozwoju nowoczesnej Rosji. Na razie Kreml stoi na rozdrożu. Balansuje między tymi dwoma kierunkami i marzy o tym, by szum wokół Katynia zgasł i przycichł, by wraz z prośbami o przekazanie dokumentów nikt już więcej o nic się nie dopominał. Czy te marzenia się spełnią? Chyba nie!

Sprawa katyńska i jej rozstrzygnięcie leżą dzisiaj już nie tylko na płaszczyźnie relacji rosyjsko-polskich. Teraz są to już stosunki pomiędzy Rosją i Europą. Gotowość Kremla do zrobienia stanowczego i konkretnego kroku, by postawić kropkę w sprawie katyńskiej, będzie oznaczać gotowość określenia sowieckiej przeszłości. A przede wszystkim określi wybór priorytetów i kierunek dalszego politycznego rozwoju kraju.

Prof. Nikita Pietrow, wiceprzewodniczący stowarzyszenia Memoriał tłum. Ewa Rzeczycka-Surma

http://www.naszdziennik.pl/mysl/29631,p ... remla.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 31 sie 2013, 06:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Do Kłuszyna „nie nada”

Żenującymi targami z rosyjskimi urzędnikami zakończył się smoleński etap XIII Rajdu Katyńskiego. Osiemdziesiąt motocykli musiało jechać w ciemności 80 kilometrów. Uczestniczy rajdu nie mogli też odwiedzić pola bitwy pod Kłuszynem.

Jak informował wczoraj „Nasz Dziennik”, władze obwodu smoleńskiego nie zgodziły się na pobyt motocyklistów na swoim terytorium dłuższy niż jedna doba. Próbowały też utrudnić przejazd kolumny przez miasto, a przez to doprowadzić do rezygnacji z dwóch ważnych spotkań: z Polakami w jednym ze smoleńskich domów kultury i z chorymi dziećmi w Czerwonym Borze – to od wielu lat żelazne punkty programu.

Władzom wyraźnie chodziło o uniemożliwienie przejazdu motocyklistów przez centrum miasta. – A my z reguły staramy się nie jeździć obwodnicami, ale przez miasta. Żeby pokazać mieszkańcom, że jesteśmy nastawieni przyjaźnie. Na motocyklach mamy flagi polskie i rosyjskie, a rajd nie jest żadną polityczną demonstracją – komentuje komandor rajdu Wiktor Węgrzyn.

Od 2001 r. grupa zatrzymywała się na noc w pobliżu katyńskiego cmentarza. W lesie sąsiadującym z kompleksem memorialnym jest polana o powierzchni ok. 1 tys. metrów kwadratowych, zupełnie wystarczająca do rozłożenia namiotów uczestników rajdu. Motocykle miały do dyspozycji obszerny parking, a przy niewielkim muzeum jest odpowiednie zaplecze sanitarne. Administracja kilka lat temu specjalnie z myślą o rajdzie zorganizowała lepszy dojazd na wykorzystywaną co roku polanę. W czwartek niezorientowani pracownicy cmentarza bardzo dziwili się, że motocykliści już jadą. I to wieczorem.

Wielu stałych uczestników rajdu było tą sytuacją wyraźnie zaskoczonych. Tego dnia mieli za sobą 200 km jazdy, skrupulatną kontrolę na przejściu granicznym między Białorusią a Rosją i dość napięty program w Smoleńsku. Do tego z powodu wprowadzonego przez Rosjan zamieszania wszystko znacznie się opóźniło i gdy kolumna wyjechała z rejonu Smoleńska, wyraźnie się ściemniało.

Tymczasem Rosjanie wyznaczyli nocleg w jakimś nieznanym miejscu w pobliżu miasta Gagarin. To ostatni rejon przed wjazdem do obwodu moskiewskiego – 240 km od cmentarza w Katyniu. Rajd dotarłby tam grubo po północy. Prawie godzinę zajęło samo tankowanie prawie 80 motocykli. Uczestnicy woleliby zatrzymać się gdziekolwiek, byle nie jechać nocą. Ich potrzeby są niewielkie – wystarczy niewielka łąka do rozbicia namiotów, dostęp do wody, toaleta.

Negocjacje na stacji benzynowej

Długo trwała rozmowa Wiktora Węgrzyna z reprezentującym władze naczelnikiem Zarządu ds. Łączności z Zagranicą w administracji obwodu Jewgienijem Zacharienkowem, z udziałem polskiego konsula i miejscowych policjantów. Młody urzędnik, bojąc się samodzielnie podjąć jakąkolwiek decyzję, ciągle gdzieś dzwonił, prawdopodobnie do gubernatora. Można odnieść wrażenie, że było mu wstyd przekazywać decyzje nieustępliwego szefostwa. Negocjacje toczyły się na stacji benzynowej we wsi Kamionka. Tej samej, na której w maju policja zatrzymała polski rajd NINIWA Team.

– W ciemności jest mniej bezpiecznie, łatwo o wywrotkę, a w kolumnie motocykli oznacza to karambol. Mogą być ranni, szkody… Byłby skandal – przyznaje rację Polakom kapitan rosyjskiej drogówki.

Rzeczywiście motocykliści doskonale sobie radzą na drodze, ale niektórzy mają problemy ze wzrokiem w nocy. Boją się jechać dalej. Policjanci zaproponowali nocleg w pobliżu miejscowości Istomino. Tam odbywają się zloty rosyjskich motocyklistów. Odległość: 86 kilometrów. Ostatecznie „ktoś na górze” się zgadza i rajd rusza pod eskortą. W końcu noc udało się spędzić we wskazanej miejscowości, ale nie na polu dla rajdowców, ale przy stacji benzynowej, za zgodą jej kierownika.

Rosjanie planują trasę

Wczoraj okazało się, że jest jeszcze jeden problem. Rosjanie zaplanowali za Polaków trasę na następny dzień. Celem jest Miednoje. Organizatorzy chcieli tam pojechać lokalnymi drogami między miastami Gagarin i Twer. Po drodze jest wieś Kłuszino (Kłuszyn), miejsce wielkiej zwycięskiej bitwy z 4 lipca 1610 r. wojsk hetmana Stanisława Żółkiewskiego, w której pokonały oddziały rosyjskie i szwedzkie, co otworzyło siłom Rzeczypospolitej drogę na Moskwę. To także miejsce urodzenia Jurija Gagarina, pierwszego kosmonauty (1934). Rosyjski plan jest jednak inny. Rajd ma jechać tylko głównymi drogami, a to oznacza nie tylko pominięcie Kłuszyna, ale i znaczne nadłożenie drogi. Trzeba byłoby dojechać prawie do Moskwy, a rosyjska stolica i tak jest w planie. Ale kilka dni później.

Zmienić zatwierdzonego przez jakąś ważną osobę planu przejazdu kolumny przez obwód smoleński się nie udało. Rajd wyjechał magistralną trasą M-1 i pomimo starań m.in. polskiego konsula Michała Greczyły Kłuszyn trzeba było zostawić z boku. Okazało się, że po drugiej stronie granicy obwodów sytuacja jest zupełnie inna. Obwód moskiewski nie uznał najwyraźniej rajdu za zagrożenie, bo motocykli nie oczekiwał żaden wysoki urzędnik. A policja ograniczyła się do ochrony rajdu na głównej drodze. Funkcjonariusze nie mieli też nic przeciwko zjazdowi w bok, żeby skrócić drogę.

XIII Rajd Katyński dotarł wczoraj po południu do Miednoje przez nikogo nie niepokojony.

– Pozostał żal, że tak się stało. No cóż, poczuliśmy się wyrzuceni przez władze obwodu – ocenia Węgrzyn.

Nikt z administracji nie chciał wczoraj rozmawiać z „Naszym Dziennikiem” na temat trudności spiętrzonych przed motocyklistami. – Przepraszam, teraz mamy przygotowania do wizyty patriarchy Cyryla – ucina rozmowę Rusłan Smaszniow, rzecznik gubernatora.

Głowa Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej przyjeżdża do Smoleńska często, był tu przez 24 lata biskupem. Ale za każdym razem nadaje się temu wysoką rangę, a duchowny jest przyjmowany jako wysoka osobistość nie tylko religijna, ale i państwowa. Tym razem ma być dziś i jutro, ale już od wczoraj rano okolice katedralnego soboru pełne są policjantów, często oficerów. I to w galowych mundurach. Wczoraj był też w Smoleńsku pełnomocnik prezydenta Rosji do spraw Centralnego Okręgu Federalnego Aleksandr Biegłow. To przełożony gubernatora – urzędnik o randze porównywalnej z ministrem. Oceniał przygotowania do organizowanych z wielkim rozmachem obchodów 1150-lecia miasta.

Może to goście z Moskwy przestraszyli gubernatora. Aleksiej Ostrowski przyjmuje już drugi Rajd Katyński, ale podczas przygotowań do poprzedniego dopiero co objął urząd. Zacharienkow zajmuje się imprezą po raz pierwszy. Może stąd obawy o mniej lub bardziej wydumane kłopoty. Głowa obwodu to polityk Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji i bliski współpracownik jej lidera Władimira Żyrinowskiego. A zatem jego poglądy polityczne nie wróżą sympatii dla Polski i polskich inicjatyw patriotycznych.

Organizatorzy rajdu zapowiadają, że nie zamierzają rezygnować z dotychczasowej jego formy. Będą musieli jedynie bardziej dokładnie i o wiele wcześniej uzgadniać najdrobniejsze szczegóły. Już teraz wpisali do planów XIV Rajdu Katyńskiego Kłuszyn. Zobaczymy, co na to Rosjanie.

Patronat nad wyprawą sprawuje „Nasz Dziennik”.

Piotr Falkowski, Katyń

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -nada.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 19 mar 2014, 07:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Jak posmoleńscy pojednywacze? jak się dziś czujecie? Nadal udajecie, że nic sie nie dzieje?
Dla kogo to robicie, dla siebie, czy dla nas Polaków?


Niezmienna twarz Rosji

Dziś Rosja śmieje się całemu światu w twarz. „Delegacja ukraińska nie chce przylecieć na rozmowy? Do Smoleńska, na przykład. Pogoda dobra. Mgła”– taki wpis zamieścił na Twitterze Antoni Korobkow-Zemlianskij. To człowiek bliski Putinowi, jeden z członków powołanej w 2005 roku Federalnej Izby Społecznej, której celem jest, jak głosi ustawa Dumy, „współdziałanie obywateli Federacji Rosyjskiej z organami samorządu lokalnego w celu uwzględniania potrzeb i interesów obywateli Federacji Rosyjskiej” dla m.in. „zapewnienia bezpieczeństwa narodowego”.

Wpis zniknął szybko, ale był dostępny tak długo, by przeczytali go i Polacy, i Ukraińcy. Niby szczególik, ale ważny. Mogą sobie prezydent i premier III RP pokrzykiwać, że agresja, że łamanie prawa międzynarodowego, że sankcje, że umacniamy wschodnią granicę (choć nie mamy czym). Tymczasem Rosja otwarcie szydzi: „Ukraińcy, lećcie do Smoleńska…”.

„Za Majdanem stoją Polacy”
Tak to właśnie przy okazji agresji wobec Ukrainy i Krymu Moskwa wciąga w orbitę konfliktu Polskę. „Zaproszenie” na Twitterze, drwiące ze śmierci członków polskiej delegacji na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej na smoleńskim lotnisku w 2010 roku, wpisuje się w propagandową falę ataków na nasz kraj. Od początku marca Putin i związane z nim media głównego nurtu powtarzają, że za plecami ludzi z Majdanu stała Polska. Na konferencji prasowej Putin ogłosił, że Polacy „szkolili ukraińskich terrorystów” z Kijowa. „Przygotowywano ich w specjalnych bazach na sąsiednich terytoriach na Litwie i w Polsce, ale również na samej Ukrainie. Trenowali ich przez dłuższy czas instruktorzy, działali w sposób zorganizowany, dysponowali dobrymi środkami łączności. Operowali jak specnaz” – powiedział.

Kilka dni później tę samą informację powtórzyła telewizja państwowa Rossija, powołując się na byłego szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy z czasów Janukowycza, Ołeksandra Jakymenkę, który zapadł się pod ziemię wraz ze swoim mocodawcą jeszcze pod koniec lutego. Kiedy i gdzie dziennikarze rosyjscy spotkali się z Jakymenką – nie podano. Jakymenko posunął się do insynuacji, że w czasie wydarzeń w Kijowie „rozkazy wydawano albo z Ambasady USA albo z Ambasady Unii Europejskiej” i wymienił z nazwiska Jana Tombińskiego, „obywatela Polski”, obecnie ambasadora UE na Ukrainie. Padły mocne sformułowania: „USA wybrały Polskę na pośrednika w ukraińskim przewrocie”, „Rola Polski w tym, że doszło do przewrotu wojskowego, była nieoceniona”, „Polska we śnie i na jawie chce odbudować swoje pozycje, chce odbudować dawną Rzeczpospolitą”.

Nowe kłamstwo katyńskie i rosyjskie manewry
Niepodobna uznać za przypadkowe ostatnie wypowiedzi Rosji na temat zbrodni katyńskiej. „Komsomolskaja Prawda”, tuba propagandowa Władimira Putina, zaprzeczyła 12 marca faktom potwierdzonym przez Rosję na początku lat 90., za prezydentury Borysa Jelcyna. NKWD nie wymordowało wiosną 1940 roku z rozkazu Stalina ponad 22 tysięcy polskich oficerów – twierdzi gazeta. Nic to, że strona polska dostała od Jelcyna kopię dokumentu podpisanego przez członków politbiura WKP(b), w którym Beria proponuje rozstrzelanie jeńców wojennych z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz cywilów i wojskowych z więzień na wschodnich ziemiach II RP, okupowanych przez Sowiety po 17 września 1939 roku; nieważne, że znana jest szeroka dokumentacja tej zbrodni, a nawet nazwiska wielu katów. Po tej rewelacji gazeta koncentruje się na Miednoje, miejscu pochówku ponad sześciu tysięcy oficerów, głównie KOP-u, Policji Państwowej i żandarmerii z obozu ostaszkowskiego, wymordowanych w ówczesnym Kalininie (dzisiaj Twer) i konstatuje: „Czas uznać Miednoje za skonstruowany z talentem polityczny mit”.

Na Polskim Cmentarzu Wojennym w Miednoje, otwartym w 2000 roku, spoczywają, według gazety, „radzieccy wrogowie narodu”, krasnoarmiejcy zmarli w czasie II wojny światowej w okolicznych szpitalach i najwyżej 300 obywateli II RP z obozu w Ostaszkowie. „Komsomolskaja Prawda” zarzuca Polakom, że podczas ekshumacji prowadzonej w 1991 roku podrzucili przedmioty przywiezione z Warszawy, żeby udowodnić, że są tam pochowani Polacy rozstrzelani w 1940 roku, w tym „doskonale zachowaną gazetę z maja 1940 roku”.

Ten sam dziennik wsławił się w ostatnich latach podawaniem różnych wersji wydarzeń, zawsze kłamliwych. Raz negował sowiecką odpowiedzialność za zbrodnię katyńską i wskrzeszał wersję z czasów komunistycznych, według której Polaków wymordowali Niemcy w 1941 roku, kiedy indziej twierdził, że zamordowani na mocy decyzji politbiura WKP(b) nie byli oficerami, a „strażnikami więziennymi, którzy splamili się unicestwieniem jeńców-czerwonoarmistów w latach 1920-1921”.

Słowom towarzyszą czyny, by wspomnieć bodaj manewry urządzane od 2009 roku, a wśród nich te pod kryptonimem „Zapad 2009” i „Zapad 2013”, podczas których ćwiczono symulowany atak nuklearny na Polskę, stłumienie powstania mniejszości polskiej na Białorusi, napaść na państwa bałtyckie. Ostatnio, już podczas krwawych wydarzeń na Ukrainie, w obwodzie królewieckim (kaliningradzkim) Flota Bałtycka wyszła w morze – zaczęły się niezapowiedziane ćwiczenia. Od 15 marca trwa – jak podaje ministerstwo obrony Białorusi – „drugi etap sprawdzania gotowości bojowej sił zbrojnych kraju i regionalnego systemu obrony powietrznej Rosji i Białorusi”.



Odbudować „naród radziecki”
Putin podnosi rękę na Ukrainę „w obronie Rosjan” przed „faszystami” z Kijowa, a Zachód przeciera oczy ze zdumienia i grzmi oburzony, powtarzając jak mantrę zapowiedzi sankcji ekonomicznych. Zupełnie jak w scenie operowej, kiedy chór śpiewa: „Ach, śpieszmy się, śpieszmy”, i ani drgnie z miejsca. Taką właśnie operową konwencję przyjął Zachód wobec rosyjskiego zagrożenia. Pogrozi, podeśle kilkanaście samolotów do Polski i na Litwę, przeprowadzi „rozmowy dyplomatyczne”… Co się stanie, gdy Krym nie zaspokoi apetytów Moskwy? Nadejdzie kolej na ostateczną rozprawę z Ukrainą. A potem, by zacytować powracające wciąż jak echo słowa Lecha Kaczyńskiego, „państwa bałtyckie, a później może i czas na Polskę”.

Co jeszcze musi się wydarzyć, by stało się jasne, że celem Rosji jest podbój? Zachód wierzył przez lata, że epoka wojen klasycznych przeminęła, że Moskwa ma „inne instrumenty” do zdobywania wpływów. Mówiono wiele i z przekonaniem o ekonomicznej ekspansji, która istotnie postępowała w sposób widoczny, zakładając, że to Putinowi wystarczy. Po co miałby rozpętywać konflikt grożący wybuchem zbrojnym, skoro może osiągnąć to samo, nie zajmując cudzych terytoriów?

Wypowiedź Putina z 2004 roku, że upadek Związku Sowieckiego był „ogólnonarodową tragedią”, wzmocniona rok później słowami: „rozpad ZSRR był największą tragedią XX wieku”, nie dała Zachodowi do myślenia – obie potraktowano jako część kampanii propagandowej na użytek Rosjan. A gdy w 2012 roku przekonywał: „W czasach radzieckich robiono wiele niedobrych rzeczy, lecz i dużo dobrego wymyślono. Na przykład było takie określenie – naród radziecki, nowa wspólnota historyczna”, i uznał, że byłoby świetnie, gdyby ktoś zaproponował „coś podobnego w nowych warunkach”, bo „termin ’naród radziecki’ był czynnikiem silnie konsolidującym”, komentowano jego wystąpienie jako wyraz „nostalgii za czasami potęgi”. Politykom zachodnim nie zapaliła się w głowach czerwona lampka ostrzegawcza – wygodniej im było pomijać nie tylko sygnały, lecz i otwarte zapowiedzi imperialnych poczynań Kremla.

Zachód nie chciał wiedzieć
Nie pamiętano, bo nie chciano pamiętać, że dawny pułkownik KGB swoją drogę na Kreml usłał trupami. Do sierpnia 1999 roku był szefem Federalnej Służby Bezpieczeństwa, kontynuatorki KGB i NKWD. To jego ludzie zorganizowali jesienią 1999 roku, gdy był już premierem, operację „Hiroszima”: serię zamachów bombowych w Dagestanie, Moskwie i Wołgodońsku. W powietrze wylatywały bloki mieszkalne, ginęło setki obywateli rosyjskich – a wszystko po to, by stary kagiebista mógł zdestabilizować wewnętrzną sytuację w Rosji, zrzucić winę za ofiary na Czeczeńców i wysłać przeciwko nim czołgi.

A prawda była znana m.in. dzięki Aleksandrowi Litwinience, funkcjonariuszowi FSB, który przeprowadził na własną rękę śledztwo. Za swój upór w dociekaniu prawdy zapłacił śmiercią, bo choć jego ucieczka do Wielkiej Brytanii w 2001 roku się powiodła, zmarł w 2006 roku napromieniowany przez rosyjskie służby radioaktywnym polonem. Głosu człowieka, który zdemaskował putinowskie metody, nikt nie chciał słuchać. A nawet jeśli służby zachodnie zdawały sobie sprawę, że na czele Rosji stanął bandyta – co mogło z tego wyniknąć przy całkowitej bierności polityków i społeczeństw?

Putin nie jest przywódcą sowieckim w stylu Chruszczowa, nie wali butem ze złości na Zgromadzeniu Ogólnym Narodów Zjednoczonych. Zbudował swój wizerunek człowieka silnego, a przy tym wrażliwego: rzekę syberyjską wpław przepłynie, ale i uśpionego tygrysa za uchem podrapie. W 2011 roku zaproszone przez niego do Sankt Petersburga na koncert charytatywny gwiazdy Hollywood, m.in. Sharon Stone, Alain Delon, Monica Bellucci i Mickey Rourke, nie posiadały się z zachwytu, gdy zaśpiewał dla nich piosenkę „Blueberry Hill”.

Teraz świat krzyczy, że to bandyta. Czy wcześniej był ślepy? Nie – po prostu robił z Rosją, postrzeganą jako stabilny partner, interesy idące w setki miliardów dolarów. Także Ukraina była dla Unii Europejskiej kąskiem wartym połknięcia. Politycy zachodni muszą się poza tym liczyć z własnym elektoratem, który odkrył „nowe” oblicze Rosji – dla nas stare i niezmienne od wieków.

Nagle wszystko się rozsypało… Przez tego „złego” Putina, który przedzierzgnął się nagle z doktora Jekylla w pana Hyde’a.

Anna Zechenter

http://www.naszdziennik.pl/mysl/71775,n ... rosji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 16 kwi 2014, 12:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.niedziela.pl/artykul/8948/Po ... 015-rokiem

Polscy biskupi wykonali piękny i szlachetny gest wobec oprawcy. W odpowiedzi Polska dostała zniszczony przemysł, odrzucenie od morza, polskie obozy koncentracyjne i inną masę kłamstw historycznych z serialem o matkach i ojcach na czele, kalumnie o wypędzeniach, powszechną demoralizację, szerzenie dewiacji, edukację seksualną, terror ekonomiczny, tępienie patriotyzmu, bojówki atakujące w Warszawie Polaków w Święto Odzyskania Niepodległości, miliony młodych emigrantów, załamanie demograficzne, niszczenie Chrześcijaństwa przez szerzenie propagandy o księżach-pedofilach przez prasę w Polsce w niemal 100% wykupioną przez Niemcy.

Kopia artykułu:

Poseł PiS chce ogłoszenia 2015 rokiem kard. Kominka
2014-04-15 19:49 Drukuj

Obrazek

Poseł Kazimierz M. Ujazdowski z Prawa i Sprawiedliwości chce, by rok 2015 został uznany Rokiem Kardynała Bolesława Kominka - inicjatora i autora „Orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich". W przyszłym roku minie 50. rocznica powstania tego listu.
W środę poseł Ujazdowski ma złożyć projekt uchwały w sprawie uhonorowania kard. Kominka. Przypomina w nim, że w przyszłym roku obchodzona będzie 50. rocznica „Orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich". Autor „Orędzia", kard. Bolesław Kominek, był jednym z prekursorów integracji europejskiej i przezwyciężenia podziału jałtańskiego. Dzieło metropolity wrocławskiego zasługuje na upowszechnienie w Polsce i prezentację na arenie europejskiej - uważa Kazimierz M. Ujazdowski.
Podczas dzisiejszej konferencji na ten temat we Wrocławiu poseł wyraził nadzieję, że jego inicjatywę poprą wszyscy dolnośląscy politycy "i będziemy mogli podjąć tę uchwałę jako akt zgody, bo to znakomita okazja, byśmy powiedzieli Polsce i Europie o fenomenie historycznym i kulturowym stworzonym przez Dolnoślązaków po II wojnie światowej". - Kardynał Kominek był Ślązakiem, był metropolitą wrocławskim, a samo orędzie powstało właśnie we Wrocławiu" - podkreślił Ujazdowski.
Jego zdaniem, znaczenie orędzia polskich biskupów jest niedoceniane w porównaniu np. z rolą ojców założycieli wspólnoty europejskiej. Przyjęcie uchwały przez Sejm pozwoliłoby na uruchomienie wielu inicjatyw edukacyjnych i informacyjnych, dzięki czemu ranga przyszłorocznych obchodów byłaby większa.
Kard. Bolesław Kominek (1903-74) kierował archidiecezją wrocławską od 16 grudnia 1956 r., kiedy odbył uroczysty ingres do katedry. Sześć lat później - 19 marca 1962 r. został mianowany arcybiskupem, wprawdzie nadal jeszcze tytularnym, "in partibus infidelium" - arcybiskupem we Wrocławiu, a nie wrocławskim. W październiku tegoż roku rozpoczął się Sobór Watykański II. Jego obrady stały się okazją do licznych spotkań z biskupami niemieckimi z ówczesnej NRD i RFN. W 1965 r., w roku rozpoczęcia obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski, pod koniec Vaticanum II, biskupi polscy wystosowali do episkopatów całego świata zaproszenie na kościelne uroczystości milenijne. Do episkopatu niemieckiego skierowano ponadto orędzie, w którym mowa była o przebaczeniu i pojednaniu. Orędzie to, którego współautorem był abp Kominek, wywołało wielką wrzawę w polskich kołach politycznych, wyrażającą się w krytyce polskiego episkopatu i masowo powielanych hasłach propagandowych "nie zapomnimy - nie przebaczymy".
Abp Kominek wystąpił wówczas w obronie orędzia i wszystkim krytykom przy aplauzie zebranych w wypełnionej po brzegi katedrze wrocławskiej i na placu katedralnym udowadniał, że ktokolwiek zwalcza orędzie o pojednaniu z sąsiednim narodem niemieckim, uderza w polską rację stanu. 28 czerwca 1972 został pełnoprawnym arcybiskupem metropolitą wrocławskim, pierwszym od śmierci Adolfa Bertrama w 1945. Zmarł 10 marca 1974 we Wrocławiu. Jego następcą został kard. Henryk Gulbinowicz.

lk, ac / Wrocław / KAI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 23 maja 2014, 06:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Pojednanie z pamięcią, czy bez pamięci? A jeżeli już z pamięcią, to z jaką? Prawdziwą, czy zafałszowaną, spreparowaną?

Patent na NIET

„Nasz Dziennik” ujawnia

Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa wystąpi do MSZ o renegocjację polsko-rosyjskiej umowy o grobach i miejscach pamięci, tak by nie obejmowała pomników, tylko cmentarze

Podczas spotkania przedstawicieli ROPWiM z ambasadorem Federacji Rosyjskiej dotyczącego uchwały radnych z Pieniężna w sprawie usunięcia monumentu gen. Iwana Czerniachowskiego strona rosyjska podtrzymała swoje stanowisko: pomnik ma zostać tam, gdzie stoi. Po rozmowach, które nie doprowadziły do żadnego porozumienia, Rada zdecydowała się wystąpić do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, by resort zajął się renegocjacją umowy zawartej w 1994 roku. Chodzi o to, by zostawić w niej tylko cmentarze. O losie pomników decydowaliby samorządowcy.

Spotkanie w Ambasadzie Federacji Rosyjskiej w Warszawie odbyło się w środę na prośbę Andrzeja Kunerta, szefa ROPWiM. Uczestniczył w nim ambasador Aleksander Aleksiejew, a ze strony polskiej, poza Kunertem, Adam Siwek, naczelnik wydziału krajowego ROPWiM.

– Pan ambasador poinformował nas, że Rosja nie widzi potrzeby przeniesienia pomnika gen. Iwana Czerniachowskiego na swoje terytorium, które to rozwiązanie proponowaliśmy jako najwłaściwsze. Jego zdaniem, najlepiej będzie, jeśli pomnik pozostanie na swoim miejscu. Ponadto pan ambasador oświadczył, że gen. Czerniachowski jest dla Rosjan bohaterem i obecne traktowanie jego pomnika w Pieniężnie jest niesprawiedliwe – mówi „Naszemu Dziennikowi” Siwek.

Według jego relacji, ambasador podniósł, że strona polska wybrała „zły czas” na poruszanie tematu usunięcia pomnika ze względu na sytuację na Ukrainie. – Każdy czas na podejmowanie tego tematu będzie dla Rosji niewłaściwy, ponadto fakt, że atmosfera na Wschodzie jest gorąca, to przecież nie nasza wina – odpowiada Adam Siwek.

Spotkanie nie przyniosło żadnych ustaleń w sprawie dalszych losów monumentu. Obie strony pozostały przy swoim zdaniu. Przedstawiciele Rady postanowili jednak po obradach przedsięwziąć poważniejsze kroki.

– Nasza konkluzja wynikła z tej rozmowy jest taka, iż obowiązująca obecnie obie strony polsko-rosyjska umowa międzyrządowa z 1994 r. o grobach i miejscach pamięci jest archaiczna i nieadekwatna do skali problemów, jakie dziś mamy z powodu objęcia przez nią ochroną radzieckich pomników – tłumaczy Siwek. – Dlatego widzimy konieczność renegocjowania umowy. W tej sprawie zwrócimy się wkrótce do MSZ, gdyż jedynie na tym poziomie, rozmów przedstawicieli MSZ obu państw, można tę umowę zmienić – dodaje.

Siwek wyjaśnia, że kolejne, po umowie z 1994 r., porozumienia zawierane z Rosją w sprawie ochrony miejsc pamięci dotyczyły jedynie cmentarzy wojennych, dlatego błędem było objęcie ówczesną umową również sowieckich upamiętnień.

Przypomnijmy, że wyznaczyła je i umieściła na liście dołączonej do umowy z 1994 r. strona rosyjska. Następnie umowę ratyfikowano. Objęcie nią sowieckich brył stwarza dziś w Polsce ogromne problemy i budzi słuszne protesty. Dlatego, zdaniem ROPWiM, nowe porozumienie powinno objąć wyłącznie cmentarze wojenne.

– Renegocjowana umowa naszym zdaniem nie powinna obejmować pomników. Powinien być w niej również zapis, iż o losie sowieckich pomników mają prawo decydować jedynie samorządy – podkreśla Adam Siwek. – W Polsce wyraźnie widać wolę społeczeństwa, aby sowieckie pomniki zniknęły z przestrzeni publicznej. W naszym kraju jest ich około 300. Jeśli samorządy wyrażą taką wolę, tak jak było w Pieniężnie, nie będziemy przecież negocjować ze stroną rosyjską przeniesienia czy likwidacji każdego z nich z osobna, bo to zajmie 150 lat – zapewnia nasz rozmówca.

Rada nie zamierza czekać ze sprawą Pieniężna na wyniki rozmów w sprawie renegocjacji umowy z Rosją, co może potrwać nawet kilka lat. – Opracowujemy obecnie własną strategię działania, a także poprosimy wkrótce MSZ oraz ministerstwo kultury o wskazówki, jak mamy rozmawiać obecnie z Rosją w sprawie pomnika. Ta sprawa nie może czekać, gdyż wydaje się, że rozwiązanie tej sytuacji jest kluczowe dla rozmów prowadzonych na temat problemów, jakie mamy obecnie z innymi podobnymi pomnikami w Polsce – mówi Adam Siwek. W sprawie, wówczas jeszcze planów władz Pieniężna, usunięcia pomnika Czerniachowskiego Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa opinię wydała już prawie 2 lata temu. „W opinii Rady OPWiM wzniesienie pomnika gen. Czerniachowskiego odpowiedzialnego za aresztowanie i wywóz do łagrów dowództwa i żołnierzy wileńskiego okręgu AK było przejawem polityki władz partyjnych i państwowych PRL-u, a nie wyrazem rzeczywistej wdzięczności społeczności lokalnych wobec Armii Sowieckiej. Dlatego Rada OPWiM podtrzymuje swoją opinię dotyczącą podjętej przez pana burmistrza inicjatywy i nie będzie zgłaszała sprzeciwu wobec likwidacji ww. pomnika” – czytamy w stanowisku Rady.

W sprawie uchwały Rady Pieniężna, w której wyraża ona wolę „pożegnania się na zawsze” z monumentem sowieckiego generała, wypowiedziało się też polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Zrobiło to w odpowiedzi na interpelację posła SLD Tadeusza Iwińskiego. „Pomniki upamiętniające miejsca wydarzenia i postacie z dziejów walk i męczeństwa powinny przede wszystkim spełniać funkcję edukacyjną, stawiając pewne wzory do naśladowania. W przypadku gen. Czerniachowskiego trudno mówić o pozytywnych wzorach, gdyż jest on odpowiedzialny za podstępne aresztowanie i wywózkę do sowieckich łagrów kilku tysięcy oficerów i żołnierzy Wileńskiego Okręgu AK, gdzie wielu z nich zmarło” – brzmi kluczowa część odpowiedzi Radosława Sikorskiego.

Interpelację w tej sprawie kierował również do ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego poseł PiS ziemi warmińskiej i mazurskiej Jerzy Szmit. „Jako najlepsze rozwiązanie Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa wskazał przeniesienie pomnika na teren Federacji Rosyjskiej. Pragnę poinformować, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego popiera stanowisko Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Rady Miasta Pieniężno w tym zakresie” – odpowiada posłowi Zdrojewski.

Pomnik w Pieniężnie figuruje na liście sowieckich monumentów umieszczonych na terenie Polski dołączonej do polsko-rosyjskiej umowy międzyrządowej z roku 1994, w przypadku jego przeniesienia lub likwidacji obowiązuje więc specjalna procedura. Obecnie sprawą realizacji uchwały radnych Pieniężna zajmuje się Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W ostatnim pisemnym wniosku ROPWiM, skierowanym do Rosji w sprawie pomnika sowieckiego generała, zaproponowano przeniesienie pomnika do Rosji. Z tą propozycją zwrócił się do Aleksandra Aleksiejewa Andrzej Kunert. Propozycja została odrzucona. Rada poprosiła więc stronę rosyjską o spotkanie i rozpoczęcie bezpośrednich rozmów. Ale to zakończyło się fiaskiem.

Uchwałę w sprawie demontażu pomnika Czerniachowskiego radni Pieniężna (woj. warmińsko-mazurskie) przyjęli w styczniu. Polscy historycy nazywają go „katem wileńskiej Armii Krajowej, odpowiedzialnym m.in. za likwidację oddziałów AK na Wileńszczyźnie. Podczas akcji aresztowano około 8 tysięcy żołnierzy, wielu z nich wywieziono do łagrów. Wróciło niewielu. Pomnik gen. Iwana Czerniachowskiego zbudowano na początku lat 70. ub. wieku na obrzeżach Pieniężna. Napis na pomniku w Pieniężnie głosi m.in.: ”W tym miejscu 18 lutego 1945 roku w czasie walk o wyzwolenie Warmii i Mazur został śmiertelnie ranny Iwan Czerniachowski (…). Na wieczną chwałę bohaterowi społeczeństwo ziemi olsztyńskiej„.

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -niet.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 23 maja 2014, 11:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://narodowcy.net/polska/9693-rosjan ... em-pomnika

Jeśli Rosja zawzięcie broni bolszewickich generałów, którzy tak kierowali walką, by jak najwięcej rosyjskich żołnierzy ginęło na froncie, to niech skończy z tą hipokryzją rzekomej obrończyni Chrześcijaństwa i normalności, bo to wygląda, jakby odstawiała cyrk przed światem, kaptując sobie sympatię społeczeństw dręczonych narzucaniem Sodomy i Gomory. Wygląda na to, że za istnienia ZSRR w obozie sowieckim stworzono absurdalny system gospodarczy, by przekonań zniewolone narody do Zachodu, a dziś odwrotnie, tworzy się absurdalny system Sodomy i Gomory na Zachodzie, by przekonać zniewolone narody do Wschodu. I tak żydomasoneria przegania ludzkość ze Wschodu na Zachód, a teraz z Zachodu na Wschód. Ale tu i tam widocznie rządzą ci sami, bo zdradzają się tą obroną bolszewickich (a nie rosyjskich) "bohaterów". Ale nawet gdyby to byli rosyjscy bohaterowie, to ich miejsce jest na rosyjskiej ziemi, a nie na polskiej. Żaden wolny naród nie może pozwolić sobie stawiać pomników upamiętniających bohaterów innych narodów. Jeśli na to pozwala, już jest narodem zniewolonym. Cześć dla żołnierzy poległych, dbałość o nekropolie to maksimum, jakiego można wymagać. Utrzymywanie pomników rosyjskich czy niemieckich jest niedopuszczalne, a utrzymywanie pomników sowieckich jest zbrodnicze.

Kopia artykułu:

Rosjanie rozzłoszczeni zniszczeniem pomnika
Opublikowano: środa, 21, maj 2014 23:34

Rosyjskie MSZ jest zbulwersowane z powodu poniedziałkowego zniszczenia pomnika żołnierzy radzieckich w Raciborzu. Według nich, to nie pierwszy raz kiedy dochodzi "zbezczeszczenia pamięci bohaterów" na terenie naszego kraju.

Obrazek

- Liczymy, że strona polska podejmie odpowiednie działania wynikające z międzynarodowych porozumień i nie dopuści do powtórzenia podobnych barbarzyńskich aktów wandalizmu - stwierdził Aleksandr Łukaszewicz z rosyjskiego MSZ.
Władze Rosji żądają ukarania sprawców zdarzenia.
- To nie pierwszy taki przypadek. W Polsce już kilkakrotnie w ostatnim okresie profanowano pomniki bohaterów, którzy oddali życie walcząc z brunatną zarazą - powiedział Łukaszewicz. - dodał Lukaszewicz
Polska policja podjęła już wszelkie kroki zmierzające do wyjaśnienia okoliczności zajścia. Doszło już do zabezpieczenia nagrania z monitoringu miejskiego oraz pobliskiej stacji paliw. Trwają poszukiwania świadków.

źródło: sfora.pl

Wiśnia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 28 lip 2017, 16:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
IPN: Rosja fałszuje historię

Publikowanie przez resort obrony Rosji wyselekcjonowanych dokumentów dotyczących Armii Czerwonej i stosunku do niej Polaków w latach 1944-1945 to fałszowanie historii – podkreślił w piątek IPN. Historycy dodali też, że nie przynoszą one żadnej nowej wiedzy.

Komentarz IPN odnosi się do opublikowanych w ubiegłym tygodniu przez Ministerstwo Obrony Rosji dokumentów Armii Czerwonej z lat 1944-1945 dotyczących Polski, w tym ofensywy Armii Czerwonej oraz stosunku do niej ludności polskiej. Dokumentacja nosi tytuł „Wyzwolenie Polski. Cena zwycięstwa”.

„Materiały te nie przyczyniają się do poważnej i otwartej dyskusji o roli Armii Czerwonej w Polsce w końcowym okresie II wojny światowej. Publikowanie starannie wyselekcjonowanych dokumentów, by udowodnić z góry przyjętą tezę (o uznawaniu przez Polaków żołnierzy Armii Czerwonej wyłącznie za »wyzwolicieli«), wyrwanych z kontekstu, opatrzonych nieobiektywnym komentarzem, fałszuje historię” – stwierdził IPN w przesłanym PAP komunikacie.

Już sam wstęp, którym poprzedzono publikowane dokumenty – jak podał IPN – zawiera nieprawdziwe informacje dotyczące granic z Polską. Rosjanie napisali, że latem 1944 r. sowieckie wojska podeszły w rejonie Brześcia do granicy Związku Sowieckiego. Tymczasem historycy Instytutu przypominają, że w tym czasie obowiązywała granica przedwojenna, którą Armia Czerwona przekroczyła już w styczniu 1944 r.

IPN zdecydowanie nie zgodził się również ze sformułowaniem o „wyzwalaniu Polski spod niemiecko-faszystowskiej okupacji”. Symbolem tego „wyzwalania” – jak przypomniał IPN – stały się wydarzenia w Wilnie, gdy po wyparciu Niemców Armia Czerwona i NKWD uwięziły w obozach żołnierzy i oficerów Armii Krajowej. „Tak wyglądało »wyzwolenie« Kresów – w stylu sowieckim” – podkreślił Instytut.

Badacze Instytutu ocenili też, że opublikowane dokumenty dotyczące wkraczania Armii Czerwonej na centralne ziemie Polski nie przynoszą żadnej nowej wiedzy na ten temat. „Tego typu źródła z archiwum Ministerstwa Obrony FR – mówiące o reakcjach ludności polskiej na wkroczenie Armii Czerwonej, zbrodniach niemieckich na Narodzie Polskim czy działaniach bojowych Armii Czerwonej na tym terenie – były wcześniej publikowane” – czytamy w komunikacie.

Nie jest też prawdą – jak podał IPN – że „wyzwolenie” Polski przez Sowietów miało idylliczny charakter. Nawet w dokumentach sowieckich władz można znaleźć – przypomina Instytut – „krytyczne opinie społeczeństwa polskiego związane z wkroczeniem Armii Czerwonej do Polski, obawy z tym związane, a nawet protesty – przeciwko represjom i ograniczaniu wolności obywatelskich, jakie przyniosło zajęcie ziem polskich przez Sowiety”.

Odnotowane w opublikowanych dokumentach pozytywne reakcje ludności polskiej na wejście Armii Czerwonej na ziemie polskie IPN tłumaczy okresem pięciu lat niemieckiej okupacji. „Rzeczywistość szybko przyniosła rozczarowanie: Armia Czerwona wprawdzie usuwała Niemców z ziem polskich, ale jednocześnie odgrywała rolę parasola ochronnego dla procesu siłowego zaprowadzenia w Polsce komunistycznej dyktatury [...]. Przytłaczającej większości Polaków wkroczenie Armii Czerwonej przyniosło nie wyzwolenie, ale nowe, choć niewątpliwie nieporównywalne z okupacją niemiecką zniewolenie” – podkreślił IPN.

Komunikat Instytutu kończy się pytaniem: „Czy istotnie Polska ma powody do »wdzięczności« wobec stalinowskiej Rosji?”.

„Usiłując postawić stronę polską w pozycji »wdzięczności« za »wyzwolenie« spod okupacji niemieckiej, strona rosyjska powinna pamiętać, że ziemie polskie dostały się pod tę najbardziej chyba brutalną w historii okupację w wyniku układów, zawartych przez Związek Sowiecki i III Rzeszę w sierpniu i wrześniu 1939 r., a istotą tych porozumień było zniszczenie Polski przez oba te totalitarne państwa” – zaznaczyli historycy Instytutu.

Sprawę w niedawnej rozmowie z PAP komentował także prezes IPN Jarosław Szarek. – Armia Czerwona nie przyniosła Polsce wolności, ale kolejne zniewolenie, kolejną okupację. Dla niektórych było to nie do końca jasne w pierwszych dniach wejścia czerwonoarmistów do polskich miast i wsi – powiedział prezes IPN. Przypomniał też, że do dziś polskie instytucje szukają ok. 600 osób, które zostały zamordowane przez Sowietów w obławie augustowskiej. – To trzeba rozumieć: za regularną armią sowiecką wkraczali funkcjonariusze NKWD, którzy instalowali w Polsce zbrodniczy, totalitarny system komunistyczny – tłumaczył Szarek.

Z dokumentów rosyjskiego resortu obrony wynika, że w latach 1944-1945 stosunek Polaków do Armii Czerwonej był bardzo pozytywny. „Na Lubelszczyźnie miejscowa ludność szczerze i burzliwie wyrażała zachwyt i sympatię dla Związku Radzieckiego i Armii Czerwonej” – czytamy w jednym z dokumentów.

Resort obrony Rosji podał, że dokumenty zostały odtajnione w lipcu 2017 roku i pochodzą z Archiwum Centralnego ministerstwa.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... torie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 25 maja 2018, 08:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Tagowiczanin Seweryn Rzewuski o Rosjanach - ku przestrodze tych, co się na Obcych opierają

Mało znane , acz pouczające słowa jednego z trzech głównych Targowiczan- Seweryna Rzewuskiego - ku przypomnieniu i ostrzeżeniu zarazem.

"Dzisiaj jestem uważany za hańbę (opprobrium) mojej ojczyzny, jako człowiek który sprzedał naród i wprowadził go w błąd i poświęcił cały kraj interesom Rosji /..../ Biada człowiekowi, który musi się z wami układać Rosjanie. Myślałem o tym aby ustanowić dobrobyt mojej Ojczyzny na wiecznych fundamentach: myliłem się; ukuliście ruinę mojej Ojczyzny i moją".

List z 11 marca 1793 roku, prawdopodobnie do Zubowa, ówczesnego faworyta carycy

Opublikowano: 24.05.2018

https://www.salon24.pl/u/szukajacprawdy ... h-opieraja


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 45 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /