Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 45 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 17 wrz 2010, 11:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Paweł Kukiz - 17 września (Polsza nie zagranica)



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 15 paź 2010, 08:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Śmiertelny kontekst

Moskwa locuta causa finita – parafraza łacińskiego powiedzenia przychodzi do głowy, gdy słucha się uzasadnień dla rzekomej konieczności rozdzielenia kwietniowych wizyt w Katyniu, osobno dla premiera Donalda Tuska i śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Premier Rosji Władimir Putin nagle i niespodziewanie zapragnął się pojednać z narodem polskim 7 kwietnia i jakby jakaś klamka zapadła: nie było innego wyjścia ani odwołania, nic już nie można było zrobić, polski premier musiał jechać sam do Katynia 7 kwietnia. Nawet za cenę marginalizacji głowy państwa polskiego. Taki wniosek się narzuca po wysłuchaniu wszystkich tłumaczeń tej znamiennej spolegliwości wobec życzenia rosyjskiego przywódcy.

Dziwne, bo gdy szło o amerykańską tarczę antyrakietową, to nasz premier prześcigał się w tromtadrackich zapowiedziach z ministrem Sikorskim, jak to on twardo i nieustępliwie będzie z Ameryką negocjować. I jakoś nie przeszkadzał im wtedy żaden protokół dyplomatyczny ani obawa o urażenie mocarstwa. Tymczasem zaproszenie premiera Rosji wywołało skutek odwrotny: protokół dyplomatyczny stał się nagle decydującym czynnikiem, który zmuszał naszego premiera do rezygnacji ze współuczestnictwa najwyżej postawionego w hierarchii dyplomatycznej reprezentanta państwa w tym spotkaniu.

Oferta „człowieka z resortu”

Nikt z rządu i okolic nie kwapi się ujawnić przyczyn, dla których coroczna uroczystość w Katyniu miała stać się niepowtarzalną i jedyną szansą na polsko-rosyjskie pojednanie. Dlaczego nie można było przynajmniej spróbować przekonać Putina, że skoro Katyń stał się dla Polaków symbolem komunistycznego ludobójstwa, to doraźny gest dwóch premierów niczego nie załatwia. Choćby takim argumentem, że prawda o tej zbrodni jest dla Polaków sprawą dotyczącą tożsamości narodowej i jako taka wymaga obecności głowy państwa wybranej przez naród. Przecież wiadomo było, że inne rozwiązanie spowoduje zakwestionowanie intencji. Nagle bowiem okazuje się, że bolesną ranę jątrzącą się od siedemdziesięciu lat i rujnującą relacje między obu państwami, można goić w trakcie jubileuszowej uroczystości za pomocą okazjonalnych wystąpień przedstawicieli władzy wykonawczej.
Dlaczego premier Tusk nie usiłował skłonić swojego rosyjskiego odpowiednika, aby nadać temu wydarzeniu adekwatną do powagi problemu rangę, czyli przenieść na poziom najwyższy w dyplomacji – wspólny udział głów państwa i szefów rządów. Jeśli zaś faktycznie zaistniała wtedy szansa na pojednanie, to marginalizacja polskiego prezydenta od razu ją niweczyła, to oczywiste. W tym sensie trudno się dziwić zatem, że Tusk jest podejrzewany o wspólną grę z Putinem przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu – jeśli ktoś się dziwi, to znaczy, że samego Tuska ma za politycznego ignoranta.
Chyba że ten ktoś jest Tomaszem Nałęczem, który w makabrycznej grotesce czuje się jak ryba w wodzie: - To, że premier Rosji, z taką, a nie inną przeszłością, przypomnijmy, z resortu, który przecież robił Katyń, pojawi się z polskim premierem na grobach katyńskich i powie to, co powiedział, powinno być rzeczą tak niesłychanie ważną i tak cenną, że powinniśmy na ołtarzu tej sprawy złożyć każdą ofiarę.

Podsumowując tę kuriozalną wypowiedź jednym zdaniem - oferta człowieka z KGB warta jest każdej ofiary. To mówi doradca prezydenta Komorowskiego, do dziś żałującego likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, a ich szefowie byli przecież także szkoleni przez ludzi z resortu, który „robił Katyń”. Jeśli ktoś chce dociec przyczyn niemożności jakiegokolwiek oporu Donalda Tuska wobec zaproszenia Władimira Putina i dlaczego tak skwapliwie brał udział w wyścigu na odczytywanie jego intencji, nie może pominąć tych wypowiedzi i tego kontekstu.

Notatka konsula

Konsul generalny RP w Moskwie opisał w swojej notatce dwa scenariusze uroczystości katyńskich w kwietniu tego roku. Oba były autorstwa Andrzeja Przewoźnika, byłego szefa Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który z ramienia rządu przygotowywał uroczystości na 70-lecie zbrodni katyńskiej, a który również zginął na lotnisku w Smoleńsku. To bardzo ważne zdanie w tym znaczeniu, że szef ROPWiM uczestniczył w przygotowaniach z ramienia rządu, bo jeszcze w lipcu ten sam rząd odpowiadał na zarzuty Jarosława Kaczyńskiego, że wizyta przygotowana na szczeblu rządowym, nie przewidywała obecności prezydenta.
Tymczasem jeden ze scenariuszy Andrzeja Przewoźnika opisanych w notatce konsula zakładał spotkanie na cmentarzu katyńskim premierów Polski i Rosji w obecności prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Donald Tusk jednak wybrał inny scenariusz, wszyscy wiemy jaki. Po ujawnieniu wspomnianej notatki możemy jednak zadać nowe pytanie w kontekście komentarza wyartykułowanego przez konsula w tym dokumencie:- Dla strony rosyjskiej wariant osobnych wizyt byłby najbardziej korzystny z punktu widzenia organizacji uroczystości. Wspomniane pytanie narzuca się w sposób oczywisty – dlaczego premier Tusk wybrał wariant organizacyjny, który był najbardziej korzystny dla strony rosyjskiej? Tłumaczenie tego wyboru trudnościami protokolarnymi jest po prostu groteskowe. Również dawno za nami są te czasy, kiedy nie można było odmówić prośbie czekisty.

Pojednanie bez orzekania o winie

Nie ulega wątpliwości, że gdyby Donald Tusk przystał na scenariusz wspólnej uroczystości z prezydentem w dniu 7 kwietnia, wówczas polski samolot z 96 osobami na pokładzie nie znalazłby się rankiem w dniu 10 kwietnia we mgle nad smoleńskim klepiskiem. Kwestia jest tym bardziej na rzeczy dzisiaj, gdy mamy już nie tylko bogate doświadczenie na temat jakości rosyjskiego śledztwa, ale także wiedzę na temat dalszych losów „pojednania”, a właściwie jego praktycznej strony. Efekt tego spotkania premierów Polski i Rosji na cmentarzu w Katyniu, poza werbalnymi deklaracjami, jest żaden. Koncepcję pojednania z Rosją bez orzekania o winie ćwiczyliśmy przez cały okres komuny, bez najmniejszego powodzenia. W kwietniu 2010 wystarczył jeden gest Putina wobec Tuska, żeby w Polsce podjęto na nowo starą śpiewkę. Wrażenie, że tę melodię znamy skądinąd, jest nieodparte.

Neutralni inaczej

Donald Tusk często epatuje w mediach swoim rzekomym umiłowaniem bezstronności i neutralności w okolicznościach, gdy w grę wchodzi jego własna osoba lub rząd, czy partia, którym przewodniczy. Było to widać bardzo wyraźnie w aferze hazardowej jego rządu, gdy zdymisjonował wicepremiera i najbliższego współpracownika, Grzegorza Schetynę, wymienianego w rozmowach telefonicznych uczestników afery z PO. Po czym zrobił go szefem klubu parlamentarnego, czyli dał mu największy możliwy wpływ na pracę komisji śledczej, która miała zajmować się przecież również jego udziałem w tej aferze.
Ten sam sposób postępowania zastosowano w przypadku dochodzenia przyczyn i okoliczności tragedii smoleńskiej. Całkowite oddanie śledztwa Rosjanom - czyli po prawdzie Putinowi – tłumaczono między innymi tym, że nie chciano stwarzać wrażenia, iż rząd Tuska jako uczestniczący w organizacji lotu znajduje się w stanie kolizji interesów. Każda ingerencja rządu w proces badania przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem byłaby bardzo źle odebrana – tłumaczył z kolei rzecznik rządu Paweł Graś.
Zatem na czele komisji badającej katastrofę ze strony polskiej stoi szef MSWiA, a nad nim jest przecież premier Tusk – tak stanowi rządowe rozporządzenie wydane w kilkanaście dni po zdarzeniu. I to on zatwierdzi raport komisji, a gdy zechce, zażąda w nim zmian. To właśnie on ma w ręku decyzję, czy raport zakwestionować, czy zmienić orzeczenie. Premier ma także wyłączne uprawnienia do udzielania informacji o przebiegu i rezultatach badań komisji. Tak wygląda w praktyce neutralność rządu, a trzeba przecież pamiętać, że śledztwo prokuratury jest prowadzone w sprawie popełnienia przestępstwa „sprowadzenia katastrofy”. Ta fraza brzmi bardzo nieprzychylnie dla deklarowanych intencji premiera, gdy mamy świadomość, że to przecież podlegające rządowi instytucje organizowały lot prezydenta w feralnym dniu 10 kwietnia.

Końcowy efekt wszystkich dobrych chęci Donalda Tuska jest taki, że na miejscu zdarzenia śledztwo całkowicie kontrolują Rosjanie. W Polsce jest komisja rządowa ministra Millera, z natury rzeczy w pełni kontrolowana przez premiera Tuska. W Polsce prowadzi także dochodzenie prokuratura – jedyna strona przynajmniej formalnie i obiektywnie obojętna wobec każdego rezultatu śledztwa, ale po oddaniu śledztwa Rosji – całkowicie od dobrej woli tamtej strony uzależniona. Zatem całość jest w rękach ludzi oraz instytucji, którzy uczestniczyli w tworzeniu scenariusza politycznego spotkania w Katyniu, nadzorowali lub organizowali nieszczęsny lot. Ta konfiguracja kontroli nad śledztwem nadawałaby się na anegdotę z cyklu „Co jest szczytem neutralności?”, gdyby nie tragiczny finał zdarzenia.
W przypadku afery hazardowej kontekst poczynań premiera Tuska wydaje się błahy, wręcz łotrzykowski: kilku kombinatorom z jego otoczenia powinęła się noga, paru szemranym biznesmenom nie udał się skok na kasę. W przypadku tragedii smoleńskiej możemy z pewnością powiedzieć, że gdyby nie było dwóch wizyt, nie byłoby także śmiertelnego finału. To jest fundamentalna różnica kontekstów.

http://seaman.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 26 maja 2011, 09:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
A jeżeli z pamięcią, to z jaką? Pamięcią faktów, czy z pamięcią fikcji i urojeń?


Smoleński Uścisk

10 kwietnia 2010 wyryte jest w wielu sercach jako dzień bólu. W tym dniu, w wyniku tego tragicznego zdarzenia rozpoczął się też wielki spektakl przyjaźni pomiędzy Polską i Rosją. Te dwa kraje padły sobie w ramiona tak jak dwaj przywódcy pogrążeni w głębokiej rozpaczy i smutku. Spleceni w serdecznym uścisku, przepełnieni żałobą otwierali nowy rozdział w historii tych dwóch krajów. Słowa malkontentów i sceptyków że nic to nie zmieni gromiono jako wyrazy złej woli a wręcz sabotaż bo przecież oto stajemy się świadkami pojednania wszech czasów.

Jedno z mądrych powiedzeń mówi: „czas pokarze” i właśnie teraz jesteśmy świadkami znamiennych chwil gdy czas pokazuje. Pomimo zapewnień o wielkiej miłości i zrozumieniu jeden z bohaterów tego wspaniałego uścisku od początku rozgrywa swoją partię szachów według własnych reguł. Z tej właśnie przyczyny pewnie raport komisji MAK wyglądał tak jak wygląda.

Ponieważ Naród Rosyjski przy okazji katastrofy smoleńskiej dowiedział się o kaźni polskich elit w Katyniu trzeba ten fragment historii zdezawuować i zatrzeć jego wyrazistość we własnym społeczeństwie. Rozegrać to w taki sposób aby uzyskać maksymalne korzyści w tej rozgrywce. Właśnie z tego powodu przypadkiem pojawia się tablica pod Strzałkowem oraz publikacjom dokumentów w rosyjskiej TV o „Polskich obozach śmierci” z 1920 roku.

To właśnie jest bolesnym epitafium dla tego serdecznego i przyjaznego uścisku który okazał się zgodnie z przewidywaniami wielu dalekowzrocznych uściskiem (a może nawet pocałunkiem) śmierci.


Źródła:

http://tvp.info/informacje/swiat/polski ... tv/4561058

http://www.polskatimes.pl/fakty/kraj/35 ... l?cookie=1

http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/ ... ie,76758,1

http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/ ... -polskich-„obozach-smierci”,76742,1

http://www.newsweek.pl/artykuly/wydanie ... mi,46432,1

http://puszczyk.salon24.pl/309956,smolenski-uscisk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 03 sie 2011, 09:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Polska między historią a geopolityką

Rosja - wróg czy zły sąsiad?

Raport komisji ministra Millera trudno jest nazwać oficjalnym i końcowym raportem w sprawie katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. w Rosji pod Smoleńskiem, niedaleko Katynia. Zawsze należy podkreślić to szczególne miejsce, a także fakt, że nie była to zwyczajna katastrofa lotnicza, ale katastrofa narodowa! Zginął w niej nie tylko prezydent, ale znacząca część elity Rzeczypospolitej, w tym całe dowództwo Wojska Polskiego! Dokument określany mianem raportu absolutnie nie zasługuje na to określenie z wielu powodów. Fundamentalnym jego brakiem jest fakt, że nie ma w nim szeregu danych, które są w rękach Rosjan, a których strona rosyjska albo nie chciała Polakom udostępnić, albo nimi manipulowała.
To jest zła wola! Rosjanie nadal nie chcą nadal oddać Polsce szczątków wraku rozbitego samolotu, w tym czarnych skrzynek. Nie chcą oddać oryginalnych dokumentów. Nie ułatwiają, tylko utrudniają, gdzie mogą, śledztwo smoleńskie. Dlatego dokument sporządzony przez komisję kierowaną przez polskiego ministra spraw wewnętrznych i administracji trudno nazwać rzetelnym i wiarygodnym raportem. Według raportu przyczynami katastrofy były zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania przy nadmiernej prędkości opadania w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg.
Jedną z przyczyn, wedle dokumentu, miały być błędy w korzystaniu z wysokościomierza. Załoga posługiwała się urządzeniem radiowym, a nie barometrycznym, i to wprowadzało ją w błąd. Co więcej, według raportu winą strony rosyjskiej było niedopełnienie przygotowania lotniska w Smoleńsku na przyjęcie samolotu z polską delegacją. Dokument w ogóle nie bierze pod uwagę możliwości, że była to rosyjska pułapka, a nie nieprzygotowanie lotniska. A wskazuje na to "brak decyzji o zamknięciu lotniska", co raport jednak wyraźnie podkreśla.
Najważniejszym merytorycznie fragmentem jest ta jego część, gdzie stwierdza się jednoznacznie, iż rosyjscy kontrolerzy z wieży lotniska podawali załodze błędne komunikaty, że jest na ścieżce i kursie, jeszcze długo przed katastrofą! Rosyjski kontroler potwierdzał, że Tu-154 jest na dobrym kursie i wysokości, gdy w początkowej fazie był powyżej ścieżki, a w końcowej - poniżej. Potem utwierdzał w tym załogę!
Raport ma kilkaset stron, zawiera liczne załączniki, analizuje fakty, wiele razy myli skutki z przyczynami. Analiza faktów, a tym samym przyczyn katastrofy, jest nierzetelna, a wnioski raportu niewiarygodne. Bo przecież raport stwierdza, że dowódca i załoga Tu-154 popełniali błędy i podejmowali złe decyzje przy podchodzeniu do lądowania. No tak, ale te jakoby błędne decyzje polskich pilotów były konsekwencją fałszywych, mylnych i nieprawdziwych informacji, jakie otrzymywali oni od oficerów armii rosyjskiej, którzy naprowadzali polski samolot z wieży kontrolnej lotniska w Smoleńsku. To nie była jedna mylna informacja, ale cały szereg fałszywych danych, które doprowadziły samolot z polskim prezydentem i delegacją Rzeczypospolitej do katastrofy. Dlaczego raport polskiej komisji kierowanej przez ministra Millera eufemistycznie określa mianem "kontrolerów" oficerów armii rosyjskiej? Dlaczego nie zbadano, komu ci oficerowie podlegali i kto im wydawał rozkazy? Dlaczego polska komisja daje wiarę Rosjanom, uznając ich z góry za ludzi dobrej woli?
Na podstawie tych samych faktów zawsze można wyciągnąć różne wnioski. Tak np. jeszcze dzisiaj o 17 września 1939 r. niektórzy piszą, że nie była to agresja Rosji sowieckiej, tylko że do Polski wkroczyła Armia Czerwona. Szukając prawdy o katastrofie z 10 kwietnia 2010 r., nie można pomijać dotychczasowej 300-letniej polityki Rosji wobec Polski. Należy zdefiniować, czy Rosja jest dla Polski sąsiadem, złym sąsiadem, wrogiem czy odwiecznym wrogiem. Można stawiać pytanie o sens i cel katastrofy pod Smoleńskiem. Pytanie, czy Rosja Putina mogłaby zaplanować zamach. Wiemy, jakie cele miała Rosja w okresie rozbiorów Polski. Znamy historię katorgi milionów Polaków na Syberii, rosyjskie szubienice dla największych polskich bohaterów. Pamiętamy o 17 września, o Katyniu, a nawet o stanie wojennym. I nawet jeżeli prawda o katastrofie smoleńskiej na zawsze pozostanie w sejfach moskiewskiego Kremla, to i tak całe tzw. śledztwo związane z katastrofą pokazuje nie tylko złą wolę, ale wolę najgorszą obecnych władców Kremla. I proszę nie mieć złudzeń, że to polski premier Tusk, jego minister Miller albo rosyjska generał Anodina decydują na temat prawdy o katastrofie z 10 kwietnia. Tak jak wszystkie mroczne tajemnice Kremla, także ta o losie polskiego samolotu znajduje się w osobistej gestii tego, kto aktualnie rządzi Rosją.

Józef Szaniawski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 03&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 01 paź 2011, 06:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Naprawdę "Długie ramię Moskwy"

Książka "Długie ramię Moskwy. Wywiad Wojskowy Polski Ludowej 1943-1991" z pewnością będzie wielkim wydarzeniem naukowym. Ale i politycznym.

Większość dokumentów dotyczących służb wojskowych PRL została albo ukryta w zbiorze zastrzeżonym IPN, albo utajniona. Jak podkreśla autor książki dr Sławomir Cenckiewicz, dla historyków takich jak on zasoby te były niedostępne. Dopiero kompetencje, jakie otrzymał z racji szefowania komisji likwidacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych, umożliwiły mu dotarcie do materiałów wojskowych opatrzonych klauzulami tajności.
"Długie ramię Moskwy" to synteza tego, co wiemy na temat wywiadu wojskowego komunistycznej Polski, który autor określa mianem "najważniejszego instrumentu podległości naszego kraju". A zarazem oskarżenie wszystkich tych, którzy bronili jej przed rozliczeniem i budowali jej fałszywy mit.
Książka pierwotnie miała dotyczyć tego, co szczególnie interesowało Cenckiewicza jako badacza historii, a więc operacji finansowych, przy pomocy których na przełomie lat 80. i 90. struktury Zarządu II Sztabu Generalnego LWP, a potem WSI dokonały gigantycznej grabieży państwa.
- Aparat wywiadu wojskowego został użyty w momencie przełomowym, a więc pod koniec lat 80., a jego funkcjonariusze i współpracownicy, będąc ulokowani w centralach handlu zagranicznego, umożliwili transfer pieniędzy publicznych w ręce prywatne. Stąd afera FOZZ, ponieważ wojsko miało kontrolę nad całym procesem oddłużeniowym - wyjaśnia autor, podkreślając, że z tego punktu widzenia służby stały się groźne dla rodzącej się niepodległej Polski.
- Patrzyłem na tych ludzi głównie z tej perspektywy może dlatego, że tak wielkie wrażenie zrobiły na mnie teczki pracy Grzegorza Żemka, głównego aktora afery FOZZ. Opinia publiczna przecież w ogóle nie miała pojęcia, że takie materiały istnieją. Potem jednak postanowiłem przestudiować całe dzieje wywiadu wojskowego PRL - tłumaczy autor i zapowiada, że już niedługo ukaże się kolejna publikacja, której jest współautorem - "Tajne pieniądze". Ma opowiadać m.in. o udziale ludzi wojskowych służb w aferze FOZZ, rabunku państwa i samotnej walce Michała Falzmanna, który ujawnił mechanizm patologii.
Genezą powstania Wojskowych Służb Specjalnych komunistycznej Polski oraz całego LWP jest internowanie, a potem wymordowanie polskiej kadry oficerskiej w Katyniu i kilku innych miejscach kaźni. - Wszystko dzieje się jesienią 1939 roku, gdy Sowieci prowadzą rozmowy z więzionymi oficerami i typują spośród nich tych, których ominie Las Katyński - zauważa Cenckiewicz. - To oni mają być kadrą polskiej dywizji Armii Czerwonej, bo taką pierwotnie miała być późniejsza Dywizja Kościuszkowska pod dowództwem gen. Berlinga - dodaje.
Wywiad wojskowy PRL do roku 1956, jak również później, był w bardzo wielkim stopniu nasycony funkcjonariuszami GRU. 52 etaty kierownicze przypadały żołnierzom Armii Czerwonej oddelegowanym do służby w Polsce. Wielkim kłopotem dla autora okazało się odtworzenie struktury personalnej z pierwszego okresu istnienia II Zarządu, ponieważ w polskich archiwach nie znajdują się teczki personalne ludzi, którzy je budowali. Co ciekawe, ich nazwiska Cenckiewicz zlokalizował m.in. dzięki publikacjom słownikowym, które w ostatnich latach ukazały się - co również interesujące - w Putinowskiej Rosji. Wśród kadrowych oficerów GRU historyk odnalazł m.in. również gen. Karola Świerczewskiego, który był dowódcą jednej ze szkół sowieckiej "wojskówki".
Ludzie komunistycznych służb wojskowych to głównie absolwenci kursów GRU w ZSRS, przede wszystkim Akademii Dyplomatycznej w Moskwie. Nie służyły one bynajmniej do szkolenia asów wywiadu, ale werbunku ludzi, którzy w "bratnich" krajach socjalistycznych mieli za zadanie gwarantować Sowietom wpływy i lojalność. Co ciekawe, jedynym wysokim stopniem oficerem, który tej szkoły nie skończył, był gen. Franciszek Gągor, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, który zginął pod Smoleńskiem. Jednak jego następca - gen. Mieczysław Cieniuch, został wysłany na kurs do szkoły Armii Czerwonej jeszcze w 1990 roku i wrócił z niego w 1992 roku, już po upadku Związku Sowieckiego.
Autor wskazuje na ich niski profesjonalizm. Do ataszatów wojskowych wyjeżdżali ludzie bez znajomości języka i pracy w dyplomacji. - Profesjonalizm to mit, któremu również ja uległem na początku lat 90. całkowicie fałszywy. Służba ta nie była w stanie pochwalić się żadnymi sukcesami. Pamiętam, jak Sikorski tłumaczył kiedyś, że służby w czasach komunizmu służyły złej sprawie, ale były sprawne i profesjonalnie powinny pracować dla niepodległej Polski. To nieprawda - zwraca uwagę Cenckiewicz.
Jako dowód wskazuje tabelę, pierwotnie sporządzoną przez Wojskową Służbę Wewnętrzną, przed 1990 r. jako odpowiedzialną za kontrwywiadowczą ochronę struktur wywiadu. Tylko w latach 1960-1986 aż 39 oficerów oraz nielegalnych pracowników wywiadu uciekło na Zachód, wcześniej stając się agentami amerykańskimi lub brytyjskimi. Cenckiewicz wymienia przy tej okazji przykład płk. Włodzimierza Ostaszewicza, który pełnił funkcję zastępcy szefa Zarządu II SG ds. informacji. Z badań Cenckiewicza wynika, że został zwerbowany przez CIA, zanim jeszcze objął tę funkcję. - Jeśli już na tym poziomie obce służby miały w wywiadzie PRL swoich agentów, to proszę sobie wyobrazić, jaka była jego przejrzystość dla ich konkurentów. Inną postacią jest Jerzy Sumiński, protegowany Czesława Kiszczaka, który ściągnął go w 1974 roku do ochrony operacyjno-kontrwywiadowczej II Zarządu SG. Sumiński wizytował m.in. rezydentury na całym świecie, kontrolował kartotekę operacyjną, kartotekę agentury i któregoś dnia spakował kilka toreb materiałów, część z nich nawet w oryginale, i przez nikogo niezatrzymywany wyjechał do Wiednia, gdzie wraz z żoną oddał się w ręce CIA. W wyniku tego wywiad wojskowy musiał wymienić agenturę na całym świecie.
Zdaniem autora, siła wojskowego wywiadu, a potem WSI była ogromna. Wywiad w kraju werbował swoich współpracowników z ludzi najbardziej lojalnych wobec systemu - działaczy partyjnych, młodzieżowych, swoich agentów lokował w radiu, telewizji, redakcjach gazet, ważnych przedsiębiorstwach państwowych czy Centrali Handlu Zagranicznego. Wpływy te ujawniły się w czasie tzw. transformacji ustrojowej.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po23.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 13 paź 2011, 19:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Aleksander Ścios

POJEDNANIE JAK STRZAŁ W POTYLICĘ

Strzał w tył głowy - to szczególnie ceniona przez komunistów metoda mordu. Wszędzie dokąd dotarła „czerwona zaraza”, zostawiała po sobie stosy przestrzelonych czaszek. Materiały filmowe z egzekucji w Katyniu, Sowieci przekazali towarzyszom chińskim w ramach pomocy i instruktażu przy likwidacji jeńców amerykańskich i południowokoreańskich. Tam, gdzie zbrodnicza idea komunistów natrafiała na opór, wdzierała się w ludzkie umysły w jedyny, znany mordercom sposób - przez otwór w strzaskanej potylicy.

Symbolem tej bandyckiej formy „edukacji” mógłby być major bezpieczeństwa państwowego Wasilij Błochin - specjalista katowskiego komanda wyznaczonego do likwidacji Polaków w Katyniu, który w swojej „karierze” osobiście zabił 50 tysięcy osób, mordując codziennie przez prawie 29 lat. Był wzorem komunistycznego kata, który za swoje zasługi dorobił się stopnia generała i najwyższych orderów Związku Sowieckiego.

Nie ma wątpliwości, że 72 lata po zbrodni katyńskiej współczesna Rosja przyjmuje rolę wspólnika sowieckich ludobójców, a major Błochin będzie mógł wkrótce liczyć na poczesne miejsce w panteonie rosyjskich bohaterów. Od czasu objęcia władzy przez płk Putina, formuła sowieckiego historyka – marksisty Michaiła Pokrowskiego, iż „historia to polityka robiona wstecz” stała się dewizą władz Rosji, a program odbudowy pozycji międzynarodowej i tworzenia nowej tożsamości narodowej Rosjan nabrał charakteru ofensywnego i rewizjonistycznego. Moskwa zaczęła dążyć do podważenia całego pozimnowojennego porządku, także w wymiarze interpretacji historii. W skrajnych formach kremlowska propaganda stała się polityką obrony sowieckiej wersji przeszłości, której zakwestionowanie miałoby rzekomo prowadzić do „podważenia wszystkich decyzji, podjętych z udziałem ZSRR, podważenia jego podpisów pod kluczowymi dokumentami międzynarodowymi”.
Odpowiedź rządu rosyjskiego udzielona Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka w Strasburgu, w związku ze skargą rodzin oficerów zamordowanych w Katyniu jednoznacznie wskazywała, że państwo Putina uznaje kłamstwo katyńskie za rację stanu Federacji Rosyjskiej. W 17-stronicowej odpowiedzi ani razu nie użyto słowa zbrodnia, czy mord, napisano jedynie o „sprawie” lub „zdarzeniu katyńskim”. Uzasadniając odmowę ujawnienia dokumentów rosyjskiego śledztwa, władze Federacji powołały się na „ochronę interesów współczesnej Rosji”. Zdaniem Moskwy postanowienie o umorzeniu z 2004 roku musi pozostać tajne, gdyż „zawiera tajemnice, których ujawnienie mogłoby przynieść uszczerbek bezpieczeństwu kraju”.
To twierdzenie wskazuje, że istnieje historyczna i prawna ciągłość pomiędzy Związkiem Sowieckim, a obecną Rosją, zaś ukrywanie prawdy o ludobójstwie jest dla władz Federacji Rosyjskiej kwestią dotyczącą bezpieczeństwa państwowego.

Zdaniem Rosjan „nie ma pewności, czy Polaków rzeczywiście rozstrzelano”, a nawet, czy zostali poddani jakimkolwiek represjom ze strony sowieckiego państwa. W roku 2008 prokurator Głównej Prokuratury Wojskowej Blizjejew podczas posiedzenia moskiewskiego sądu rejonowego stwierdził, że jeśli "hipotetycznie przyjąć, że polscy jeńcy mogli zostać zabici na polecenie władz, było to uzasadnione, bo część polskich oficerów stanowili szpiedzy, terroryści i sabotażyści. A przedwojenna polska armia była szkolona do walki ze Związkiem Sowieckim". Rząd płk Putina nie przewiduje także rehabilitacji zamordowanych, gdyż – jak tłumaczył przedstawiciel FR w Strasburgu - „nie udało się potwierdzić okoliczności schwytania polskich oficerów, charakteru postawionych im zarzutów i tego, czy je udowodniono”. Odmowa rehabilitacji oznacza, że zamordowani na mocy decyzji sowieckich sądów nadal formalnie pozostają przestępcami.

Młodzież rosyjską uczy się dziś, iż mord w Katyniu był sprawiedliwą zemstą za zagładę wielu tysięcy Rosjan w polskiej niewoli po wojnie 1920 roku. Naucza się również, że tamtą wojnę wywołała Polska, a nie Związek Sowiecki oraz przekonuje, że ludobójstwa Stalina, to nic innego jak „mądre działania przywódcy szykującego kraj do wojny”.

Putinowska administracja tak dalece cofnęła się w fałszowaniu historii, że zapomniano iż sami Rosjanie dwukrotnie przyznali się do ludobójstwa. Po raz pierwszy nastąpiło to w roku 1946 r., podczas procesu w Norymberdze, gdy sprawca zbrodni występował w roli prokuratora i sędziego we własnej sprawie. Wówczas strona sowiecka chcąc przypisać mord Niemcom nazwała go ludobójstwem. Powtórne przyznanie nastąpiło 13 lipca 1994 roku, gdy szef grupy śledczej Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej płk Anatolij Jabłokow umorzył śledztwo katyńskie z powodu śmierci winnych. W postanowieniu o umorzeniu dochodzenia, Stalin, Mołotow, Woroszyłow, Mikojan, Kalinin, Kaganowicz, Beria oraz inni funkcjonariusze NKWD, a także bezpośredni wykonawcy mordu zostali uznani za winnych popełnienia przestępstw, opisanych w art. 6 Statutu Międzynarodowego Trybunału Wojennego w Norymberdze, który obejmuje zbrodnie przeciwko ludzkości, w tym ludobójstwo.
O tych faktach – jako nieprzystających do idei „pojednania” i „dialogu” - polska opinia publiczna nie jest informowana. Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami fałszowania prawdy na niespotykaną wprost skalę, ukrywania niewygodnych faktów i karmienia Polaków kłamstwami. Negatywną rolę w tym procesie spełniają członkowie tzw. polsko-rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych, z których większość została członkami Międzynarodowej Rady Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia – rządowej instytucji powołanej na wzór TPPR-u. Zamiast rzetelnego przekazu otrzymujemy bełkot o „otwartym stanowisku Rosji w sprawie Katynia” i zapewnienia najwyższych władz III RP o konieczności „pojednania, w imię przyszłości i ułożenia dobrych stosunków z rosyjskim sąsiadem”. Istnieje ogromny, rażący propagandowym fałszem dysonans między oficjalnymi gestami i deklaracjami władz państwowych, a rzeczywistym zachowaniem Rosji. Dzięki temu, polskie społeczeństwo jest utrzymywane w przeświadczeniu, jakoby Rosjanie dążyli do wyjaśnienia mordu na polskich oficerach i wykazywali w tej sprawie dobrą wolę.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że rosyjska polityka historyczna w sprawie Katynia zmierza do zamknięcia tematu i narzucenia interpretacji zgodnej z wolą kremlowskich decydentów. W listopadzie ubiegłego roku rzecznik MSZ Federacji Rosyjskiej Andriej Niestierienko wyjawił czego płk Putin oczekuje od „polskich przyjaciół” : „Rosja liczy na ostateczne rozstrzygnięcie kwestii katyńskiej z Polską” – powiedział Niestierienko. „Jesteśmy szczerze zainteresowani w skreśleniu tej sprawy z porządku dziennego oraz w rezygnacji z jej politykowania”.

Rząd Donalda Tuska przyjmując ten dyktat współczesnej formy kłamstwa katyńskiego stawia się na pozycji władz PRL-u i nawiązuje wprost do praktyk państwa komunistycznego. Wystarczyło zatem, że Rosjanie zanegowali definicję mordu katyńskiego jako ludobójstwa, by wicemarszałek Niesiołowski przyznał, że „zbrodnia katyńska nie może być określana mianem ludobójstwa” i ocenił, że polscy oficerowie zostali zamordowani, bo „odmówili współpracy z komunistami”. Kilka miesięcy później minister spraw zagranicznych III RP oświadczył, że „istnieje pole do sporu czy Katyń był ludobójstwem”, zaś doradca w kancelarii Bronisława Komorowskiego zaczął dywagować o potrzebie „definiowania Katynia jako zbrodni wojennej”.
Ta nowa i równie haniebna forma fałszu przybiera postać zorganizowanej kampanii, o czym świadczy polityka prezydenckiego BBN-u, pod rządami gen. Stanisława Kozieja. To on – zdaniem historyka dr Leszka Pietrzaka, poddał cenzurze oficjalny dokument Biura sporządzony za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Chodziło o powstały na kilka tygodni przed tragicznym lotem do Smoleńska raport zatytułowany "Ludobójstwo Katyńskie w polityce władz sowieckich i rosyjskich (1943-2010)", autorstwa Leszka Pietrzaka i Michała Wołłejko W dokumencie omówiono politykę Rosji wobec zbrodni katyńskiej na przestrzeni prawie sześćdziesięciu lat oraz zarekomendowano prezydentowi RP działania w sprawie Katynia. „Bez względu na stanowisko strony rosyjskiej – można przeczytać w raporcie – „i przebieg obchodów rocznicy ludobójstwa katyńskiego, a przede wszystkim treści wystąpienia premiera W. Putina w Katyniu, Prezydent RP, przedstawiciele rządu powinni mówić jednym głosem i reprezentować jednolite stanowisko strony polskiej w kwestii Katynia. Stanowisko to najkrócej można zawrzeć w słowach: domagamy się i będziemy domagać od władz Federacji Rosyjskiej nazwania zbrodni katyńskiej ludobójstwem.”

Nowy szef BBN gen. Stanisław Koziej zakazał autorom ujawnienia treści rozdziału piątego, w którym znajdowały się powyższe słowa i wyraził zgodę jedynie na ujawnienie czterech części.
Sytuacja związana z raportem BBN jednoznacznie wskazuje, że obecny rząd nie ma zamiaru domagać się od Rosji wyjaśnienia sprawy mordu katyńskiego, a tym bardziej, uznania go za akt rosyjskiego ludobójstwa. Grupa samozwańczych autorytetów RP uznała, że sprawę Katynia należy zamknąć w imię „pojednania” i ułożenia wasalnych stosunków z rosyjskim reżimem. Historia, która ma „nie dzielić” - winna stać się kartą zamkniętą, zdławioną nakazem kazuistycznej moralistyki i mętnych interesów.

Polakom mają wystarczyć puste, obłudne gesty kremlowskich przywódców traktujących Katyń jako kartę przetargową. Przyznanie się sprawcy do winy - które w normalnych, cywilizowanych relacjach uchodziłoby za pierwszy i oczywisty krok, zostało sprowadzone do groteskowego wymiaru. Rząd Donalda Tuska uważa najwyraźniej, że ofiara rosyjskiego ludobójstwa musi być pełna wdzięczności za sam fakt, że kat wykrztusił z siebie częściowe przyznanie do zbrodni i nie powinna domagać się niczego więcej. Dla tego rządu aroganckie zachowania władz Kremla w sprawie Katynia, odmowa wskazania sprawców, ujawnienia akt a nawet wskazania miejsca pochówku – stanowią dostateczną podstawę do budowania „przyjaźni” polsko-rosyjskiej.

Ta serwilistyczna postawa ma dziś swoich patronów, których nazwiska łączą haniebną klamrą okres PRL-u i III RP. Z jednej strony jest to Wojciech Jaruzelski, przestrzegający Polaków w roku 2008, „by nie zrazić Rosji przez pośpieszne dążenie do włączenia do NATO byłych państw sowieckich” – z drugiej – Bronisław Komorowski, który z tych samych przyczyn był przeciwny odsłonięciu tablicy ku czci Węgrów, którzy w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 uratowali Polskę dostawami amunicji, czy Donald Tusk, odmawiający rodzinom ofiar Smoleńska ujawnienia tzw. raportu Milera „ze względu na rosyjskich partnerów”.
Niewyobrażalna przepaść dzieli te stanowiska od postawy i słów prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który podczas wizyty w Gruzji w roku 2008 miał odwagę powiedzieć: "Stykałem się jako polityk już i jako prezydent mojego kraju z takim przekonaniem, że Rosja ma jakieś szczególne prawo do godności. Ja chciałem zapytać, skąd ona się bierze? Kto Rosji dał to prawo? Dlaczego największe państwa europejskie sugerują, jakby Rosja miała tego rodzaju prawo, dlaczego Rosja może komuś dawać nauczki, to jest rzecz, którą trzeba odrzucić i dziś jest dobra okazja do tego, żeby to powiedzieć".

To przemówienie prezydenta RP wywołało wówczas wrzask polskojęzycznych propagandystów i popłoch politycznych kunktatorów, bełkoczących o „niedrażnieniu Rosji”. Taką samą reakcję słyszeliśmy we wrześniu 2009 roku, gdy Lech Kaczyński przypomniał skutki zbrodniczego paktu Ribbentrop – Mołotow i stwierdził: „To nie Polska powinna odrabiać lekcje pokory. Nie mamy do tego żadnego powodu. Powód mają inni. Powód mają ci, którzy do tej wojny doprowadzili, którzy tą wojnę ułatwili.”

Postawa obecnych władz III RP w sprawie zbrodni katyńskiej, jest nie tylko wyrazem ich potwornej słabości, ale dowodzi dobrowolnej rezygnacji z obrony prawdy historycznej, polskiego honoru i polskich interesów. Propaganda rosyjska potrafi doskonale wykorzystać ten stan i uczynić z tematu Katynia skuteczne narzędzie w rękach kremlowskich „siłowników”. Od wielu lat ulegają jej nie tylko politycy państw Zachodu – gotowi każdy postępek Putina odczytać jako „demokratyzację”, ale również rządy tych państw, których obywatele na własnej skórze doświadczyli dobrodziejstw komunistycznej doktryny, aplikowanej opornym przez otwór w potylicy.

Przed dwoma laty rosyjski historyk Jurij Felsztyński w odpowiedzi na tchórzliwe deklaracje polskich oficjeli stwierdził: „Nie ma wątpliwości ani miejsca na dyskusje, czy okupacja Polski i masowe mordowanie ludności polskiej w 1939 było ludobójstwem. Oczywiście, że było”. Przypomniał również, że „Na Kremlu jest duża grupa osób, która sądzi, że okupacja Polski była dobrym politycznym posunięciem. W rządzie rosyjskim w otoczeniu prezydenta jest też grupa ludzi, która przekonuje, że kiedyś o te tereny znów będzie można się upomnieć”.
Słów rosyjskiego historyka z pewnością nie rozumieją ci, dla których historia stosunków polsko-rosyjskich jest zbyt groźną przeciwniczką i nadto wymagającą nauczycielką. Jedno jest pewne. Jeśli dopuścimy, by relacje z Rosją nadal były kształtowane według wasalnych reguł, wkrótce symbolem „pojednania” z Moskwą może stać się postać majora bezpieczeństwa państwowego Wasilija Błochina.

http://bezdekretu.blogspot.com/2011/10/ ... ylice.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 10 kwi 2012, 06:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Dlaczego strony polska i rosyjska do dziś nie są w stanie osiągnąć porozumienia w sprawie wydania dowodów rzeczowych? Problem trudny do rozwikłania, obarczony całym spectrum afiliacji politycznych, ale dwa lata po katastrofie na Siewiernym nie sposób przejść obok niego obojętnie

Przesłanki do wydania

Spróbujmy zatem ustalić aktualny stan faktyczny i prawny. Przyczyny upadku samolotu Tu-154M o numerze burtowym 101, przy pełnej aprobacie polskiego rządu (nie potwierdzonej stosowną umową) badał Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) w oparciu o konwencję o międzynarodowym lotnictwie cywilnym, podpisaną w Chicago dnia 7 grudnia 1944 r. - konwencję chicagowską, załącznik nr 13 "Badanie wypadków i incydentów lotniczych". Dziś wiemy już z całą pewnością, że było to poważne nadużycie (samolot wojskowy, lotnisko wojskowe) i istniały inne, realne czy wręcz ekstraordynaryjne ścieżki procedowania. Problem w tym, że sparaliżowane niewytłumaczalnym marazmem polskie organy procesowe i czynniki rządowe ich nie podjęły. Ani premier, ani żaden z jego ministrów nie był zainteresowany stworzeniem np. casusu Kwiatkowskiego (Krzysztof Kwiatkowski sprawował funkcję ministra sprawiedliwości w chwili katastrofy) czy casusu Sikorskiego, a więc wypracowaniem takich widełek działania, w oparciu o przepisy prawa krajowego, rosyjskiego i międzynarodowego, które gwarantowałyby Rzeczypospolitej Polskiej - ze względu na absolutną wyjątkowość zdarzenia - nieskrępowane i swobodne badanie przyczyn zdarzenia. Zarówno w warstwie specjalistycznego dochodzenia komisyjnego, jak i postępowania prokuratorskiego. Niestety, nic takiego się nie stało. I dlatego o pewnych etapach śledztwa smoleńskiego śmiało można już mówić w czasie plusquamperfectum - czyli zaprzeszłym straconym.


Nielegalne memorandum
Polski rząd w memorandum z 31 maja 2010 r. w sprawie przekazania czarnych skrzynek, ale zapewne także i wraku, sygnowanym przez Jerzego Millera, ministra spraw wewnętrznych i przewodniczącego Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego zarazem, ministra transportu Federacji Rosyjskiej Igora Lewitina i szefową MAK gen. Tatianę Anodinę, przekazał Rosjanom dowody rzeczowe na potrzeby ich śledztwa do czasu jego zakończenia, która to data nie jest znana. Treści memorandum nie podano do publicznej wiadomości. Nie dysponujemy więc pełną wiedzą, po pierwsze, na jakiej podstawie prawnej, po drugie, z jakich powodów tak fatalną decyzję podjęto. Co więcej, nie wiadomo, czy została ona uzgodniona z Prokuraturą Generalną. Można domniemywać na podstawie wypowiedzi Andrzeja Seremeta, że ten stan rzeczy go zaskoczył.

Co z wrakiem po raporcie MAK?
Zgodnie z konwencją chicagowską samolot ma przynależność państwa, w którym był zarejestrowany (art. 17 konwencji). A więc jest własnością Polski, jego operatorem były Siły Powietrzne RP (konkretnie 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego) i był w dyspozycji Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Z załącznika nr 13 do konwencji chicagowskiej wynika, że dowodami rzeczowymi dysponuje komisja badająca przyczyny katastrofy lotniczej, a więc w tym przypadku MAK, na którą to komisję jako badającą przyczyny katastrofy wyraził zgodę polski rząd. Komisja ma gwarantowany przepisami konwencji nieskrępowany dostęp do tego materiału dowodowego. Przepisy konwencji nie regulują kwestii przekazania dowodów rzeczowych po zakończeniu przez nią prac i wydaniu raportu końcowego.
W memorandum Polska uznała, że istotne dowody rzeczowe powinny pozostać w gestii prokuratury rosyjskiej, bez żadnych ograniczeń czasowych. Prawdopodobnie nie uzgodniono możliwości czasowego korzystania z nich przez stronę polską dla potrzeb polskiego śledztwa, co jest istotnym brakiem.
W tych warunkach polska prokuratura występuje na podstawie Europejskiej Konwencji o pomocy prawnej w sprawach karnych wraz z drugim protokołem dodatkowym oraz na podstawie umowy między Rzecząpospolitą Polską a Federacją Rosyjską o pomocy prawnej i stosunkach prawnych w sprawach karnych i cywilnych z 16 września 1996 r. z wnioskami o wydanie dowodów rzeczowych. Bezskutecznie.

Zatrzymane na wsiegda
Podstawową ekspertyzą w śledztwie rosyjskim jest raport MAK. Wrak jest nadal składowany, w zasadzie na otwartej przestrzeni, prowizoryczną wiatę trudno wszak uznać za solidny element zabezpieczenia. Strona rosyjska nie prowadzi na nim aktualnie żadnych badań, co więcej - nigdy nawet nie został złożony i przygotowany do ewentualnych ekspertyz w stosownym hangarze. A to świadczy o tym, że tych badań Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zwyczajnie nie planuje. Strona rosyjska do tej pory nie ujawniała, być może jest to znane Prokuraturze Generalnej, ale opinii publicznej nie - czy i jakie ekspertyzy zamierza przeprowadzić w związku z dowodami: wrakiem, rekorderami i rejestratorami samolotu, oraz czy i w jakim zakresie widzi konieczność uzupełniania ekspertyz MAK. Do ustalenia odpowiedzialności kontrolerów "Korsarza" z pewnością szczątki maszyny nie są potrzebne.
Jeszcze klarowniej wygląda sprawa czarnych skrzynek. Organy procesowe Federacji Rosyjskiej nigdy nie zakwestionowały odczytów MAK ani nie artykułowały potrzeby ich weryfikacji w konfrontacji z ekspertyzami innych instytutów. A to przemawia za wariantem jeśli nie całkowitego zwrotu, to przynajmniej czasowego przekazania prokuraturze polskiej. Nawet w przypadku prowadzonego śledztwa w kierunku ustalenia winy kontrolerów.

Prokuratura prosi o wsparcie
Polska prokuratura wykazuje się dużą nieśmiałością w pozyskaniu dowodów. W świetle prawa międzynarodowego bezsprzecznie samolot jest własnością Polski. Dlatego też MAK - z braku innych uregulowań prawnych - miał obowiązek przekazać wrak razem z innymi dowodami rzeczowymi stronie polskiej. Mając świadomość tego stanu rzeczy, Federacji potrzebna była zgoda Polski na dalsze dysponowanie dowodami, co zresztą uzyskała (memorandum). Czy zgody udzielono w sposób prawidłowy? Nie wiemy, bo pełny tekst i okoliczności zawarcia memorandum i ewentualnych wcześniejszych uzgodnień z prokuraturą polską, bądź ich braku, nie są znane. Legalność tej ścieżki wydaje się mocno wątpliwa. Po pierwsze, memorandum nie jest umową międzynarodową, po wtóre, Jerzy Miller nie miał żadnego prawa do dysponowania dowodami rzeczowymi, których prawnym depozytariuszem powinna być polska prokuratura. Prokuratura Generalna w polskim systemie prawnym może posługiwać się tylko i wyłącznie środkami ściśle przewidzianymi przez prawo. Po rozdzieleniu z urzędem Ministra Sprawiedliwości utraciła wszak możliwość operowania narzędziami pozakodeksowymi. Dlatego tak ważne jest udzielenie jej zewnętrznego wsparcia w odzyskaniu dowodów, a tym samym umożliwienie przeprowadzenia śledztwa zgodnie z jego wymogami. Z tego też względu strona polska nie może ograniczyć się wyłącznie do podejmowania działań w celu pozyskania "uwięzionych" na terenie FR dowodów. Prokuratura winna w tych okolicznościach zabiegać o pełne i jak najskuteczniejsze wsparcie rządu w przyjęciu wniosków do realizacji. Nic jednak nie wskazuje, by o taką pomoc dla wojskowego zespołu liniowych śledczych prok. Andrzej Seremet zabiegał. Co więcej, cały szereg jego wypowiedzi można uznać za dezorientujące dla samych prokuratorów-referentów (wykluczenie udziału osób trzecich i masowych ekshumacji). Prokurator generalny nie podjął też działań prawnych w celu wystąpienia przez Sejm i Senat w formie uchwał do rządu z prośbą o pomoc w tej sprawie. Taką celowość prokuratura powinna jednak dostrzec. Tym bardziej że udzieliliśmy dużego kredytu zaufania stronie rosyjskiej w przekazaniu dowodów do jej dyspozycji, na dłuższy czas, w efekcie czego impet toczącego się równolegle polskiego śledztwa został poważnie wyhamowany.
W tej sytuacji możemy liczyć się z powtórką scenariusza testowanego w przypadku dwóch komisji wypadkowych (Jerzego Millera i MAK) i ogłaszania raportu Tatiany Anodiny. A mianowicie, że śledztwo prokuratury rosyjskiej zakończy się wcześniej niż postępowanie w Warszawie i strona polska zostanie skazana na "odkręcanie" ustaleń rosyjskich prokuratorów, nie dysponując ze swej strony własnymi dowodami i wiążącymi ustaleniami.
Mamy w Polsce wybitnych prawników, praktyków, chociażby prezesów i sędziów Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, którzy posiadają znakomitą znajomość prawa karnego i doświadczenie. Mogliby swoją wiedzą i doświadczeniem oraz własnym autorytetem wesprzeć starania prokuratury (gdyby chciała) i pokrzywdzonych, skutkujące wydaniem dowodów. Skutecznym narzędziem zdyscyplinowania Federacji do wydania Polsce dowodów rzeczowych może być też wystąpienie do Rady Europy (Polska i Rosja są jej członkami). Chodzi o podjęcie konkretnej uchwały na podstawie petycji przedłożonej, np. przez organizację społeczną, która może taką petycję wesprzeć podpisami obywateli, co spowoduje zwrócenie się przez Radę Europy do Rosji z apelem o respektowanie prawa i zwyczajów międzynarodowych, uwzględnienie wniosków polskiej strony i niezwłoczne wydanie wszystkich dowodów. Nieuzasadniona odmowa może bowiem naruszać interesy polskich obywateli, którym wszak przynależy PRAWO do wyjaśnienia, i to przez polskie organy, przyczyn katastrofy. Nieuzasadniona odmowa może też spowodować niebezpieczeństwo, że dalsze pozostawanie dowodów na terenie Federacji Rosyjskiej może prowadzić do ich bezpowrotnej utraty, co wiąże się z ryzykiem zafałszowania wyników śledztwa.

Katarzyna Orłowska-Popławska

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po29.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 29 cze 2012, 14:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
List do abp. Józefa Michalika Przewodniczącego KEP w sprawie Orędzia do Narodów Rosji i Polski


Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Józef Michalik
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski
Skwer Ks. Kard. S. Wyszyńskiego 6
01-015 Warszawa
skep1@episkopat.pl







Wasza Ekscelencjo,
Czcigodny Księże Arcybiskupie
,

my, wierni Kościoła Katolickiego w Polsce, z niepokojem przyjęliśmy informację, ze podczas wizyty Cyryla I w Polsce ma dojść do podpisania Orędzia do Narodów Rosji i Polski – wspólnego dokumentu Rosyjskiej Cerkwi i Episkopatu Polski, nad którym prace trwały od ponad dwóch lat, a o którym wierni nie byli informowani przez swoich Biskupów.

Kościół Katolicki w Polsce był od wieków miejscem, gdzie wierni gromadzili się pod opiekę Maryji Królowej Polski, szukając wsparcia u swoich Pasterzy w momentach zagrożenia dla wiary i państwowości Polski.
I przez wieki znajdowali Pasterzy, którzy potrafili ich przeprowadzić w modlitwie i Opiece Boskiej przez wszystkie zakręty historii.

W Wielką Niedzielę abp Józef Michalik w orędziu wielkanocnym powiedział, że "zmartwychwstanie Chrystusa ma wielkie przesłanie do nas: Nie poddawajmy się!". Ktoś kto zagarnia historię, przeszłość już sięga ręka po przyszłość, działa na szkodę.
To jest siła narodu naszego. Trzeba umieć słuchać narodu. Bolesne jest to, że niejednokrotnie rządzący nie chcą tego narodu słuchać w różnych sytuacjach ."

Odwołując się do słów Waszej Ekscelencji, naszego Pasterza, prosimy o wysłuchanie naszej opinii i wycofanie się z podpisania tego niebezpiecznego dla przyszłości Polski wspólnego orędzia.

Bolejemy nad tym, że ponad dwa lata od śmierci polskiej elity, Episkopat Polski nie odważył się powiedzieć Polakom, że obecna władza ukrywa prawdę o tragedii smoleńskiej i w pakcie z Putinem pozbawia nas resztek godności i suwerenności. Przeciwnie, od dawna zauważamy szereg niepokojących sygnałów płynących od naszych duszpasterzy.
Nigdy nie usłyszeliśmy apelu o rzetelne wyjaśnienie przyczyn tragedii ani głosu w obronie tych, którzy zginęli na nieludzkiej ziemi. Nie powiedziano Polakom, kto ponosi moralną odpowiedzialność za wzniecanie kampanii nienawiści i nie wskazano winnych niszczenia naszej państwowości.
Gdy na Krakowskim Przedmieściu bito i lżono obrońców krzyża, a człowiek wybrany prezydentem rozpętał wojnę z symbolem chrześcijaństwa - w stanowisku Episkopatu z dnia 12 sierpnia 2010 r. napisano: „Modlącym się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu zwracamy uwagę, że w zaistniałej sytuacji stają się, mimo swej najlepszej woli, politycznym punktem przetargowym stron konfliktu”, a z ust najwyższych przedstawicieli Kościoła usłyszeliśmy o „fanatycznej sekcie broniącej krzyża” i „bezrozumnych zwierzętach”.

Zaledwie tydzień po tragedii, sekretarz Konferencji Episkopatu Polski. bp Stanisław Budzik wyraził nadzieję, „że wspólne przeżywanie katastrofy, jaka wydarzyła się pod Smoleńskiem będzie nowym otwarciem, kamieniem milowym na drodze porozumienia i pojednania polsko-rosyjskiego” i przypomniał, że hierarchowie polskiego Kościoła „zinterpretowali tragiczne wydarzenia pod Smoleńskiem jako okazję do pogłębienia dialogu polsko-rosyjskiego”.

Głos ten Polacy usłyszeli wówczas, gdy rosyjscy żołdacy niszczyli wrak samolotu, zacierali ślady po smoleńskiej tragedii i kłamliwie oskarżali polskich pilotów o spowodowanie katastrofy. Brzmiał tym bardziej obłudnie, że władze Rosji nie tylko „wspólnie przeżywały” śmierć naszej elity, ale zaprzeczały też odpowiedzialności za katyńskie ludobójstwo i wespół z rosyjską Cerkwią zawłaszczały miejsce kaźni polskich oficerów, stawiając na terenie Zespołu Memorialnego w Lesie Katyńskim Cerkiew Zmartwychwstania Chrystusa. Inicjatorem tej budowy był Cyryl I, a jej wykonanie sfinansował koncern Rosnieft, zarządzany przez ludzi KGB.

Symbolem wspólnych dążeń do zadekretowania „pojednania” z Rosją, była także decyzja władz Archidiecezji Warszawskiej o ulokowaniu w biurowcu należącym do Archidiecezji siedziby Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Ta rządowa instytucja została powołana natychmiast po tragedii smoleńskiej i na wzór komunistycznego TPPR –u, ma zajmować się „ratyfikację polsko-rosyjskiego dialogu i porozumienia”.

W trakcie pogrzebu pary prezydenckiej na Wawelu, kard. Stanisław Dziwisz przypomniał, że „przed blisko półwieczem biskupi polscy wykonali prawdziwie proroczy krok w kierunku Niemców, mówiąc do nich w imieniu narodu polskiego: ,,Wybaczamy i prosimy o wybaczenie!“ i dodał: „Musimy dorastać do wypowiedzenia tych samych słów wobec braci Rosjan.” „Orędzie skierowane do narodów Polski i Rosji będzie odpowiednikiem tego, co się stało w relacjach polsko-niemieckich w 1965 roku” stwierdził ks. Henryk Paprocki, rzecznik Kościoła prawosławnego w Polsce.

W naszym mniemaniu Orędzie do Narodów Rosji i Polski, będące zwieńczeniem wielu niebezpiecznych sygnałów płynących z ostatnich miesięcy, nie może być porównywane z listem do biskupów niemieckich z 1965 r. Próba narzucenia takiej interpretacji każe przypuszczać, że mamy do czynienia z aktem historycznego fałszerstwa, którego konsekwencje mogą być wręcz nieobliczalne i trwale zaważyć na przyszłości Polski i polskiego Kościoła.

Dość przypomnieć, że List biskupów polskich do niemieckich został poprzedzony autentycznym procesem pojednania i był odpowiedzią polskich hierarchów na wieloletnie starania strony niemieckiej. Wyprzedziły go działania kościołów niemieckich, w tym Kościoła ewangelickiego, który w swym memorandum z 1 października 1965 r. wzywał do zaakceptowania granic na Odrze i Nysie oraz do podjęcia dzieła pojednania Niemców ze wschodnimi sąsiadami. Wcześniejszym gestem intelektualistów ewangelickich było tzw. memorandum z Tybingi - przedstawione deputowanym Bundestagu w roku 1961, nawołujące zachodnioniemieckich polityków do odejścia od idei rewizji granic. Okazją do podjęcia procesu pojednania był przede wszystkim Sobór Watykański II, dając możliwość bezpośredniego spotkania przedstawicieli Episkopatów obu krajów.
Poprzedziły go wspólne wystąpienia w sprawie beatyfikacji franciszkanina — męczennika Auschwitz — o. Maksymiliana Kolbe czy pielgrzymki niemieckich chrześcijan do miejsc zbrodni hitlerowskich w Polsce. Słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – podpisane m.in. przez kardynała Stefana Wyszyńskiego i biskupa Karola Wojtyłę – były nie tylko aktem mądrości politycznej ówczesnych hierarchów Kościoła, ale wypływały z głębokiego przeświadczenia, że istnieją rzeczywiste warunki pojednania „w tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu”.
Jeśli ówczesne władze komunistyczne zareagowały z wściekłością na orędzie polskich biskupów – to również dlatego, że było ono wyrazem ewangelicznej i chrześcijańskiej postawy.

Każdy, kto zna stan dzisiejszych stosunków polsko-rosyjskich, musi wiedzieć, że nie spełniają one żadnego z warunków koniecznych do prawdziwego pojednania. W wymiarze politycznym, historycznym czy religijnym - nie sposób nawet wskazać wydarzenia na miarę inicjacji takiego procesu. Również Rosyjska Cerkiew Prawosławna jest daleka od budowania relacji opartych na prawdzie, a wobec reżimu kremlowskiego spełnia dziś rolę stronnika i wasala.
Symbolem obecnych relacji może być wypowiedź patriarchy Cyryla, który 4 listopada ubiegłego roku, w ustanowione przez Putina święto Jedności Narodowej, porównał wypędzenie Polaków z Moskwy w roku 1612 do zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami w 1945 roku.

Sam sygnatariusz orędzia, Cyryl I patriarcha Moskwy i Wszechrusi , Władimir Michajłowicz Gundiajew jest współpracownikiem KGB o pseudonimie „Michajłow".

Są to fakty znane wiernym Kościoła w Polsce, jak również fakt że Patriarcha, uważany w Rosji za członka ekipy Putina w przeszłości zajmował się m.in. obrotem wyrobami tytoniowymi, wwożonymi do Rosji bez cła i składowanymi w Monasterze Daniłowskim oraz handlem ropą naftową, czerpiąc z tych nielegalnych procederów milionowe zyski.

Na czym zatem miałoby opierać się owo „pojednanie’ między kościołami i narodami – jeśli nadal nie ma rachunku krzywd, poczucia winy ani woli poprawy? Jaki akt „wybaczenia” chcą nam przygotować polscy hierarchowie, gdy ukryto prawdę o przyczynach tragedii smoleńskiej, a Prawosławna Cerkiew wspiera człowieka odpowiedzialnego za śmierć naszych rodaków?

Czy polski Episkopat zapomniał już słów Jana Pawła II, że ,,pojednanie nie może być mniej głębokie niż sam rozłam“ i nie pamięta o hańbie pozorów pojednania?

Nie mamy wątpliwości, że wspólne orędzie hierarchów polskich i rosyjskich stanowi integralny element fałszywego procesu „pojednania” - narzuconego Polakom od dnia tragedii smoleńskiej i w sposób bezpośredni wpisuje się w plan uczynienia z naszego kraju rosyjskiego dominium. Jest inicjatywą, którą należy oceniać w perspektywie celów politycznych wyznaczonych przez grupę rządzącą.

Podpisując to orędzie, biskupi mogą być pewni przychylnej reakcji władzy, która spróbuje je wpisać we własną politykę.
Ale co się stanie z owcami powierzonymi Pasterzom, wiernymi którzy poczują się oszukani i opuszczeni?

W 1993 roku papież Jan Paweł II powiedział:

Anty­chryst jest wśród nas. Nie możemy przy­my­kać oczu na to, co nas ota­cza. Musimy nazwać po imie­niu złego. Nie możemy prze­oczyć faktu, że wraz z kul­turą miło­ści i życia na świe­cie roz­po­wszech­nia się inna cywi­li­za­cja, cywi­li­za­cja śmierci, będąca bez­po­śred­nim dzie­łem sza­tana i sta­no­wiąca jeden z prze­ja­wów zbli­ża­ją­cej się Apokalipsy.“

Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. (Mt 5:33-37).

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, zatroskani o dobro Kościoła katolickiego w Polsce apelujemy o niepodpisywanie orędzia polsko-rosyjskiego. Jesteśmy przekonani o jego szkodliwości dla przyszłości Kościoła w Polsce, jak i dla przyszłości naszej Ojczyzny. Nadszedł moment, gdy na drodze fałszywego pojednania powinniśmy powiedzieć „Non possumus!”

W imieniu

katolickiego laikatu, świeckich prawdziwie zaangażowanych, zatroskanych o obecność wiary, Ewangelii, Chrystusa pośrodku nas i o przyszłość naszej Ojczyzny, zgromadzonych wokół portalu Stowarzyszenia Blogmedia24.pl

Prezes Zarządu

Elżbieta Szmidt

http://blogmedia24.pl/node/58612


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 29 lip 2012, 10:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Polskie zegarki zaginione w latach 1918- 1920 wracają do Polski.

Zaginione podczas wojny polsko – rosyjskiej w 1920 polskie zegarki wkrótce mają wrócić do Polski.

Jakiś czas temu podczas wizyty w Moskwie kwestia przekazania do Polski zegarków ręcznych, które uległy zaginięciu podczas wojny polsko – bolszewickiej w 1920 roku, była jednym z głównych tematów rozmów prowadzonych z przedstawicielami rosyjskiego Komitetu Pojednawczego. Polska i rosyjska strona omawiała m.in. techniczne aspekty sprowadzenia szczątków zegarków.
Wysoki rangą przedstawiciel polskiego MZS wyraził nadzieje, że „zegarki a właściwie to, co z nich zostało wrócą do Polski późną jesienią".
Specjaliści od narracji zwrócili również uwagę, że aktualny stan czasomierzy może utrudniać ich przewóz do Polski, dlatego potrzebna jest odpowiednia logistyka.
Żaden z zegarków już nie chodzi. Wszystkie bez wyjątku zatrzymały się w okolicy daty 15 sierpnia 1920 roku, dlatego z rosyjskiego punktu widzenia trzymanie ich w Rosji wydaje się bezcelowym.
Zwrot polskich zegarków jest niewątpliwym sukcesem polskiej dyplomacji. Na „późną jesień” zaplanowano także operację zwrotu ponad 50 % szczątków wraku Tu-154.
news Antidotum 2012.
________________________________
W kontekście zwrotów warto przypomnieć:

" Traktat ryski zawarty po klęsce bolszewików w 1920 roku przewidywał wypłatę Polsce tytułem rekompensaty za wkład ziem polskich w budowanie gospodarki rosyjskiej w okresie rozbiorów kwoty 30 mln rubli w złocie (ustalenia te nie zostały jednak nigdy wykonane pod różnymi pretekstami przez stronę sowiecką)….”
Rosja nie wypłaciła także żadnych rekomopensat za zagrabione i zniszczone polskie majątki na wschodzie i za grabież w latach powojennych.

http://czarnalimuzyna.nowyekran.pl/post ... -do-polski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 06 sie 2012, 07:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Aleksander Ścios

POJEDNANIE Z CERKWIĄ PUTINA

„Cieszy nas to, że podczas działań Waszych współpracowników szczególną uwagę poświęcacie sprawom duchowo-moralnym. Jestem przekonany, że konstruktywna współpraca Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i Służb Federalnych posłuży umocnieniu moralno-patriotycznego ducha obrońców Ojczyzny”.
Ten fragment niedawnego listu patriarchy Cyryla I do Aleksandra Bortnikowa szefa Federalnej Służby Bezpieczeństwa, z okazji 60-lecia urodzin generała FSB doskonale oddaje charakter stosunków łączących Rosyjską Cerkiew Prawosławną z władzą kremlowskich kagebistów.
Ich symbolem jest jedna z najważniejszych świątyń prawosławia - cerkiew św. Zofii, położona niedaleko Łubianki, którą w 2002 roku uroczyście poświęcono jako oficjalną świątynię pracowników Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Wśród funkcjonariuszy KGB/FSB zasiadających na Kremlu sformowała się nawet grupa „prawosławnych czekistów” z Władimirem Jakuninem na czele, która zabiega o wsparcie finansowe i dba o dobre kontakty z przedstawicielami hierarchii.

W zgodnej opinii niemal wszystkich rosyjskich środowisk opozycyjnych, Rosyjska Cerkiew Prawosławna stanowi dziś wyłącznie „narzędzie w rękach Putina”, sam patriarcha jest zaś określany jako członek ekipy pułkownika KGB – przy czym określenie to należy do łagodniejszych epitetów. Niektórzy z rosyjskich duchownych, jak 74-letni Wiaczesław Winnikow nazywają kościół pod przywództwem Cyryla „Kościołem Szatana” i mówią wprost o „zorganizowanej grupie przestępczej pod nazwą Rosyjski Kościół Prawosławny”.
Zwraca się uwagę, że Władimir Michajłowicz Gundiajew – wieloletni agent KGB o pseudonimie „Michajłow”, znany dziś jako patriarcha Cyryl I, od początku swojej kariery był związany ze służbami sowieckimi. Prześledzenie jego autentycznej biografii nie jest jednak łatwe, bo od roku 2000 – tj., od początku „epoki Putina” publikacje na ten temat ukazują się tylko zagranicą, w Rosji zaś są objęte cenzurą. Gdy w początkach lat 90., które przez „Michajłowa” są uznawane za najgorsze w historii Rosji, doszło do próby lustracji i badania akt KGB, natychmiast interweniował Patriarchat Moskiewski. Powołano wówczas (podobnie jak to miało miejsce w III RP) specjalną kościelną komisję do zbadania faktów współpracy duchownych ze służbami specjalnymi. Na jej czele stanął biskup kostromski Aleksy. Do dziś ani komisja ani kolejne Synody Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego nie wydały żadnego komunikatu w tej sprawie. Jak twierdzi opozycja - Cyryl zareagował szybko na to zagrożenie i zajął się gromadzeniem tajnych materiałów na swój temat, tworząc obszerne prywatne archiwum. Dzięki temu, jego oficjalny życiorys przypomina dziś hagiografię świętego mędrca i ma niewiele wspólnego z prawdą.
Problemy z biografią Cyryla dotyczą już lat najwcześniejszych. Zwraca się np. uwagę, że młody Gundiajew musiał cieszyć się niezwykłą przychylnością władzy radzieckiej skoro został przedterminowo zwolniony ze służby wojskowej i za sprawą metropolity Nikodema (agenta KGB o pseudonimie „Światosław”) prosto z Armii Czerwonej trafił do Leningradzkiego Seminarium Duchownego.
To metropolita Leningradu i Nowogrodu Nikodem przez lata czuwał nad karierą Gundiajewa, zabiegając o szybkie otrzymanie przezeń święceń kapłańskich, posadę wykładowcy w Leningradzkiej Akademii Teologicznej, czy rolę reprezentanta rosyjskiej Cerkwi w Międzynarodowym Forum Młodzieży Prawosławnej. Dzięki Nikodemowi, zaledwie 23 letni Gundajew występując jako osobisty sekretarz biskupa mógł wyjeżdżać bez problemów zagranicę i cieszył się zaufaniem komunistycznej władzy.
Znany jest dokument z 16 kwietnia 1960 roku, w którym szef KGB Aleksander Szelepin rekomenduje Komitetowi Centralnemu KPZR metropolitę Nikodema na stanowisko przewodniczącego Wydziału Stosunków Zewnętrznych Cerkwi Prawosławnej i poleca mianowanie go przedstawicielem Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w Światowej Radzie Pokoju. KGB miało prawo nominacji na urzędy kościelne nie tylko w cerkwi prawosławnej. Głosem doradczym dysponowała Rada do Spraw Religijnych, która - jak twierdzi Wasilij Mitrochin - stanowiła oficjalną twarz IV Departamentu KGB. Zdaniem Mitrochina na czele wszystkich związków wyznaniowych w ZSRR stali oficerowie komunistycznych służb specjalnych.

Ponieważ Cyryl I, pozostając przez wiele lat pod opieką „Światosława” przeszedł identyczną drogę kariery, można przypuszczać, że jej poszczególne etapy – od działalności w Światowej Radzie Kościołów i kierowania wydziałem zewnętrznych stosunków cerkiewnych, po stanowisko biskupa smoleńskiego i patriarchy moskiewskiego – musiały również przebiegać pod czujnym okiem KGB/FSB. W niektórych publikacjach podkreśla się, że doświadczenie operacyjne Gundiajewa w sposób szczególny łączy go w serdeczniej przyjaźni z płk Putinem i jest to „więź dwóch profesjonalistów – kolegów pracujących w różnych oddziałach służb sowieckich”.
W wydanej na Zachodzie książce “Wieże tajemnic” były funkcjonariusz IV Departamentu KGB (zajmującego się Cerkwią) Wiktor Szejmow, twierdził, że agentura w kościele prawosławnym była czymś więcej niż tylko źródłem informacji - był to aktyw KGB, zaliczany do nieumundurowanych pracowników tej organizacji. Inny były oficer KGB, Anatol Szuszpanow, w wywiadzie udzielonym przed laty rosyjskiemu tygodnikowi “Argumenty i Fakty“, przyznał, że agenci - duchowni Cerkwi prawosławnej byli de facto pracownikami KGB.
Karierze Cyryla towarzyszyły także liczne skandale finansowe i zarzuty korupcyjne. Jeszcze przed objęciem stanowiska patriarchy Moskwy jego osobisty majątek oceniano na cztery miliony dolarów. Gundiajew prócz apartamentu w Moskwie ma także posiadać dom w Szwajcarii (gdzie co roku jeździ na narty) oraz liczne konta bankowe i nieruchomości rozsiane po całym świecie. Na początku lat 90. duchowny zajmował się handlem wyrobami tytoniowymi, wwożonymi do Rosji bez cła i składowanymi w Monasterze Daniłowskim oraz obrotem ropą naftową, wykorzystując w tym celu instytucje religijne i korzystając z ulg i odpisów podatkowych. Był m.in. założycielem banku komercyjnego oraz funduszu „Nika”, który posłużył do importu do Rosji ogromnych ilości papierosów w ramach „pomocy humanitarnej”. Zyski z tych przedsięwzięć ocenia się na setki milionów dolarów, a działająca pod koniec lat 90. komisja nadzwyczajna, licząc straty państwa z tytułu przywilejów celnych w latach 1994-1996, stwierdziła, że wyniosły one prawie 33 miliardy rubli.

W roku 2000 pojawiły się w prasie informacje o działalności Gundiajewa na rynku...handlu owocami morza. Spółka w której ówczesny biskup smoleński miał udziały (JSC "Region") zajmowała się połowem krabów królewskich i krewetek, a zyski z tego interesu szacowano na co najmniej 17 milionów dolarów. Kilka lat temu w jednym z wywiadów Cyryl ironicznie stwierdził, że jego wrogowie są tak zaciekli, że próbowali go oskarżać o próbę zniszczenia wielu cennych gatunków krabów. Obecne pomysły biznesowe Gundajewa dotyczą rozwoju spółek medialnych oraz budowy sieci nocnych klubów, w których rosyjska młodzież poznawałaby „alternatywne sposoby spędzania czasu po zmierzchu.”
Od kilku miesięcy opozycyjne media stawiają patriarsze zarzuty związane z aresztowaniem trzech młodych kobiet z zespołu punkowego Pussy Riot. W lutym br. wykonały one w soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie utwór, w którym prosiły Bogurodzicę, by przepędziła z Rosji Władimira Putina. Władze Cerkwi oskarżyły artystki o „sprofanowanie świątyni, obrażenie uczuć religijnych i szerzenie nienawiści”. W atak na Pussy Riot włączył się osobiście Cyryl I, grzmiąc na „upadek obyczajów” i „bezczeszczenie narodowych świętości” oraz domagając się surowego ukarania sprawczyń. Mimo listu protestacyjnego rosyjskich intelektualistów, podpisanego również przez dziesiątki tysięcy Rosjan, areszt wobec dziewczyn przedłużono do stycznia 2013 roku, a za „czyn chuligański” grozi im kara 7 lat więzienia. Rosyjska opozycja, krytykując obłudną postawę Cyryla podkreśla, że sprawa ma wyłącznie kontekst polityczny i świadczy o bezwzględnym podporządkowaniu Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej interesom kremlowskich kagebistów.

Powszechnie wyśmiewana i krytykowana Cerkiew broni się w niewyszukany sposób. Jej przedstawiciele powtarzają, że ataki na hierarchów to nic innego jak „akcja zaplanowana przez wrogów Rosji za granicą”, a przede wszystkim - przez sprawcę wszelkiego zła, czyli Departament Stanu USA. Najnowsza uchwała soborowa Kongresu Narodu Rosyjskiego organizowanego przez Patriarchat Moskiewski, wydana po serii wielotysięcznych manifestacji opozycji mówi o „próbie destabilizacji kraju przy udziale zewnętrznych wpływów i sił radykalnych”.
Ta retoryka, zaczerpnięta wprost z wystąpień obecnego prezydenta FR pozwala dostrzec, że przeciwnicy Putina są również wrogami Cerkwi i każdy kto występuje przeciwko reżimowi kagebisty może liczyć na miano śmiertelnego wroga rosyjskiego prawosławia.
Nie dziwi zatem, że strona Patriarchatu Moskiewskiego przypomina oficjalny biuletyn rządu Federacji Rosyjskiej. Listy gratulacyjne oraz życzenia od i do poszczególnych ministrów przeplatają się z informacjami o wzajemnych wizytach, naradach i spotkaniach. Najnowszym sukcesem Cyryla jest kwietniowe rozporządzenie premiera Rosji o uproszczeniu procedury przekazywania darowizn i nieruchomości na cele religijne. Reżim Putina nie żałuje również pieniędzy na finansowanie budownictwa sakralnego. Przed kilkoma miesiącami Putin chwalił się, że „jeśli w latach 2008-2011, przeznaczyliśmy kwotę 2,3 mld rubli na przywrócenie świetności budowli sakralnych i transferów do organizacji religijnych, to w ciągu najbliższych trzech lat będzie to prawie 3,5 miliardów rubli”.
W zamian za rozliczne przywileje, Cerkiew wspólnie z kagebistami buduje system autorytarnej władzy „opartej na tradycyjnych rosyjskich wartościach” i kontynuuje drogę wytyczoną wiernopoddańczym listem metropolity Sergiusza z roku 1926, w którym znalazł się m.in. nakaz: ”Musimy nie słowami, lecz czynami pokazać, że jesteśmy wiernymi obywatelami Związku Sowieckiego, lojalnymi wobec władzy sowieckiej” oraz pouczenie, iż „Wszelki cios, skierowany przeciwko Związkowi Sowieckiemu – czy to wojna, czy bojkot, czy jakakolwiek klęska społeczna, czy zwykłe zabójstwo zza węgła, w rodzaju warszawskiego, uważamy za cios skierowany przeciwko nam.”
Sergiaństwo – jak przeciwnicy obecnej Cerkwi nazywają sojusz prawosławia z władzą kagebistów - święci dziś tryumfy i pod kierunkiem Cyryla i Putina zmierza do najściślejszej fuzji tych dwóch porządków. W raporcie prestiżowego Instytutu Keston, zajmującego się od 1969 roku badaniem religii w krajach komunistycznych mówi się o „narastaniu bezwarunkowej lojalności” i serwilizmie Cerkwi wobec Putina Podstawowy dogmat kremlowskiej ideologii - koncepcja „wyjątkowości, unikalności rosyjskiej wizji demokracji i praw człowieka” – został uchwalony na Światowym Kongresie Narodu Rosyjskiego zorganizowanym przez Patriarchat Moskiewski w roku 2006. Natomiast w pod koniec maja 2010 roku, podczas spotkania Cyryla I z przedstawicielami putinowskiej partii „Jedna Rosja” podpisano oświadczenie o współpracy, w którym zadeklarowano „narodowe porozumienie co do podstawowych wartości moralnych” oraz intencję „utrzymywania Rosji jako unikalnej cywilizacji szczególnie w kontekście globalizacji i wdrażanie na szeroką skalę programu modernizacji kraju”.
Zdaniem środowisk opozycyjnych – rosyjskie prawosławie jest dziś przede wszystkim narzędziem indoktrynacji społeczeństwa rosyjskiego i służy ekspansji władzy kagebistów, zaś jego wymiar religijny został sprowadzony do efekciarskiej, pustej fasady. Kościół pod przywództwem Cyryla porównuje się wręcz do „ideologicznego wydziału Komitetu Centralnego KPZR” i oskarża o bezgraniczną podległość władzy kremlowskiej.

Główną rolę w działaniach zagranicznych Cerkwi spełnia wydział kontaktów zewnętrznych – obsadzany od dziesięcioleci najwierniejszymi agentami KGB. Również dziś Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) posiada w nim rozliczną agenturę zapewniającą m.in. doskonałe kontakty z emigracją rosyjską. Przewodniczącym wydziału w latach 1960-72 był patron Gundiajewa metropolita Nikodem (agent „Światosław”), a przez 10 lat na jego czele stał sam agent „Michajłow”. To przedstawiciele tego wydziału odwiedzili Polskę we wrześniu 2009 roku, tuż po wizycie Putina na Westerplatte, która zapoczątkowała proces „zacieśniania przyjaźni” z kremlowskim reżimem. Efektem tej wizyty był projekt wspólnego listu Episkopatu i Cerkwi „o poszanowaniu prawdy historycznej i wezwaniu Polaków i Rosjan do pojednania”. Kolejna wizyta, tym razem przewodniczącego wydziału, metropolity wołokołamskiego Hilariona, miała miejsce tuż po tragedii smoleńskiej, w czerwcu 2010 roku. Powołano wówczas dwa zespoły: polski i rosyjski, które miały opracować tekst wspólnego orędzia.
Jak wiemy, do jego podpisania dojdzie podczas czterodniowej wizyty Gudiajewa -Cyryla w Polsce, w dniu 17 sierpnia br., gdy przedstawiciele obu Kościołów uczynią to w obecności Bronisława Komorowskiego. Tekst orędzia wzywającego do „pojednania” zostanie następnie odczytany we wszystkich polskich kościołach.

Minister Anna Fotyga pisząc niedawno o tym projekcie zapytała: „Komu służy to pojednanie? Dlaczego, choć to ważne wydarzenie, nikt nie zabiera głosu.? Milczą historycy, religioznawcy, milczy laikat. Ta cisza jest przerażająca, dźwięczy mi w uszach.”
W istocie, cisza panująca wokół tego wydarzenia powinna nas przerażać, bo ponad wszelką wątpliwość akt ten ma groźny wymiar polityczny i służy interesom kremlowskich kagebistów. Te zaś nigdy nie były i nie będą zgodne z dążeniami milionów Polaków. Towarzysząca wspólnemu orędziu religijna retoryka oraz nachalna demagogia - stanowią rodzaj zasłony, zza której wyziera twarz płk Putina i intencje dalekie od „historycznego pojednania”. W sposób daleki od prawdy przedstawia się nie tylko postać patriarchy Cyryla, ale również pozycję i rolę Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Milczeniem pomija się fakt, że jest to instytucja podległa władzy Kremla, wspierającą fałszowanie historii stosunków polsko – rosyjskich, pochwalającą eksterminację narodu czeczeńskiego i „błogosławiąca” bandyckim działaniom służb Putina.
Do dziś nie znamy nawet treści wspólnego orędzia, a jego całkowite utajnienie – aż do chwili odczytania w kościołach – pozwala przypuszczać, że w proces ten zaangażowani zostali również ludzie służb specjalnych. Nie ma wątpliwości, że w takich kategoriach trzeba postrzegać wielu przedstawicieli rosyjskiej Cerkwi. W publikacji GPC z 17 lipca br. przypomniano zaś, że wizyta Gudajewa jest wynikiem m.in. zabiegów byłego pułkownika SB Tomasza Turowskiego, który z nadania Radosława Sikorskiego zajmował się „pogłębianiem stosunków z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym”. Rzeczywisty wymiar tego „pojednania” uwidacznia się również w fakcie, że po jednej stronie sygnatariuszy znajdujemy agenta KGB „Michajłowa”, z drugiej zaś tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Zefir”.
Jako Polacy i wierni Kościoła Katolickiego mamy prawo pytać: jakie owoce może przynieść to „pojednanie” - jeśli nie poprzedził go rachunek krzywd, wyznanie win i akt skruchy? Na czym jest ono oparte, skoro w obecnych stosunkach polsko-rosyjskich nie ma nawet definicji oprawcy i ofiary, a do kłamstwa katyńskiego rosyjski reżim przyłożył kłamstwo smoleńskie i złowrogą tajemnicę śmierci polskiej elity?
Jan Paweł II w Adhortacji Apostolskiej RECONCILIATIO ET PAENITENTIA przypominał, że „pojednanie nie może być mniej głębokie niż sam rozłam. Tęsknota za pojednaniem i ono samo będą w takiej mierze pełne i skuteczne, w jakiej zdołają uleczyć ową pierwotną ranę, będącą źródłem wszystkich innych, czyli grzech”.
Czy wspólne orędzie Cerkwi i Episkopatu może uleczyć ogromną ranę polskich dziejów związaną z krzywdami doznanymi od Rosjan - jeśli nigdy ich nie nazwano, nie policzono i nie przeproszono za nie? Jaki grzech ma uleczyć to „pojednanie”, skoro nie ma wyznania winy ani woli poprawy i które rozłamy ma zasypać, jeśli zabroniono nam o nich nawet mówić?

Nie ma dziś sprawy ważniejszej dla Polaków, jak głośne wykrzyczenie sprzeciwu wobec tego fałszywego aktu. Nie da się bowiem walczyć o prawdę bez wsparcia przywódców polskiego Kościoła i nie da się zachować polskości bez jej najważniejszego gwaranta. „Pojednanie” podpisane przez Kościół z wysłannikiem Putina - skazuje nas na przerażającą samotność. Tak wielką, jak zagrożenie, przed którym dziś stoimy.

http://bezdekretu.blogspot.com/2012/08/ ... =BP_recent


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 08 sie 2012, 06:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Cyryl I w Polsce

W dniach 16-19 sierpnia ma przebywać w Polsce patriarcha Moskwy i całej Rusi Cyryl I. Po raz pierwszy przyjeżdża do Polski i także po raz pierwszy spotka się oficjalnie z najwyższymi przedstawicielami państwa polskiego, w tym z prezydentem III RP i z przedstawicielami Episkopatów prawosławnego i katolickiego.

Przesłanie, które mają podpisać patriarcha Cyryl I i arcybiskup Józef Michalik na Zamku Królewskim w Warszawie, ma zawierać wezwanie do wzajemnego przebaczenia win, ale też do budowania wspólnej przyszłości. Prace nad dokumentem, prowadzone przez komisję złożoną z przedstawicieli obydwu Kościołów, trwały trzy lata.

Jeszcze zupełnie niedawno poprzednik obecnego patriarchy świątobliwy Aleksiej II (współpracownik KGB o pseudonimie "Drozdow") konsekwentnie przez wiele lat blokował wizytę Jana Pawła II w Rosji, a wiemy jak bardzo Ojciec Święty pragnął się tam udać z pielgrzymką pojednania. Obecna wizyta Cyryla I skłania do refleksji na temat stosunków z Rosją.

Pojednania nie należy budować na kłamstwie. Do pojednania potrzebna jest dobra wola i ludzie dobrej woli. Ono może być budowane wyłącznie na prawdzie, a prawda jest zawsze znakiem sprzeciwu wobec zła. A to nie Polska, tylko Rosja była Imperium Zła.

Pojednanie w sensie politycznym nie może być celem samym w sobie, bo tym jest racja stanu i bezpieczeństwo narodowe Rzeczypospolitej. Do pojednania powinny dążyć obydwie strony. To jednak Polska od wieków była ofiarą, więc to dążenie powinno wypływać przede wszystkim od Rosji, która była agresorem, zaborcą, napastnikiem, okupantem, a także katem.

Zbrodnicze katowskie konto polityczne Rosji obciążają nie tylko tysiące ofiar Katynia, ale również niemal trzy miliony polskich ofiar, których kości spoczywają w bezkresach Syberii, Kazachstanu, Workuty, Kołymy, Sachalinu i całego ogromnego terytorium Imperium Zła.

Pojednanie jest dobrem pożytecznym i uzasadnionym moralnie, ale pojednanie nie może być bezwarunkowe. Najsłynniejszym polskim gestem dobrej woli i pojednania z Rosjanami było przesłanie "Do przyjaciół Moskali". Ta ponadczasowa poetycka wizja Adama Mickiewicza z III części "Dziadów" w swym najważniejszym fragmencie zawiera istotę pojednania Polaków z Rosjanami:


Teraz na świat wylewam ten kielich trucizny, / Żrąca jest i paląca mojej gorycz mowy, / Gorycz wyssana ze krwi i z łez mej ojczyzny, /
Niech zrze i pali, nie was, lecz wasze okowy.

Przy okazji wizyty Cyryla I w Polsce niektórzy usiłują porównać ją do historycznego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku. To ewidentne nadużycie. Kiedy ks. kard. Stefan Wyszyński i abp Karol Wojtyła z całym Episkopatem Polski podjęli dialog z Niemcami i wyciągnęli pierwsi (!) do nich rękę, wtedy Niemcy już dawno potępili Hitlera. Rosjanie nigdy niczego podobnego nie zrobili.

Byłoby rzeczą nie do pomyślenia, gdyby w prestiżowym miejscu, w samym centrum Berlina znajdował się grób Adolfa Hitlera! Tymczasem największy obok Hitlera zbrodniarz ludobójca - sowiecki dyktator komunistyczny Stalin jest nadal czczony w Rosji, a większość społeczeństwa rosyjskiego utożsamia się z nim. Według badań rosyjskich z 2008 roku (!), aż 83 proc. współczesnych Rosjan uznaje Stalina za największego przywódcę Rosji w całej jej historii.

Grób i pomnik mordercy milionów ludzi znajduje się w najbardziej prestiżowym, honorowym miejscu Moskwy - na placu Czerwonym pod murami Kremla. Zbrodniarzowi oddają hołd nie tylko czołowi politycy Rosji, generałowie i wojskowi, ale milion (!) zwykłych Rosjan, w tym młodzież, żołnierze, studenci. Nie tylko dla Polaków to nie są znaki pojednania!

Józef Szaniawski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... olsce.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 17 sie 2012, 06:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Rodziny ofiar apelują

Związek Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej skierował do przewodniczącego Komisji Episkopatu Polski ks. abp. Józefa Michalika pisemną prośbę, aby podczas rozmów z patriarchą Moskwy i Wszechrusi Cyrylem I zwrócił się z prośbą o pomoc w ujawnieniu przez Rosję dokumentów wskazujących miejsce egzekucji i pochówku pomordowanych.

"Czy znając dobre relacje pomiędzy Cerkwią Prawosławną a rządem Federacji Rosyjskiej, nie wskazane byłoby poruszenie sprawy ofiar obławy augustowskiej, z taką intencją, aby patriarcha rosyjski tę sprawę poruszył w swoich rozmowach z prezydentem Federacji Rosyjskiej?" - pytają rodziny ofiar obławy augustowskiej w liście do ks. abp. Józefa Michalika.

"Chodzi o poruszenie następujących spraw - ujawnienia pełnej listy ofiar, ujawnienia miejsca straceń oraz ujawnienia dołów śmierci" - czytamy dalej.

Pod pismem do przewodniczącego Komisji Episkopatu Polski podpisali się przedstawiciele Związku Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej, Klubu Historycznego Armii Krajowej w Augustowie, Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Augustowie oraz Związku Sybiraków - Augustów.

Z informacji "Naszego Dziennika" wynika, że ks. abp Józef Michalik przychylił się do pisemnej prośby i kwestia obławy ma zostać poruszona podczas rozmów z Cyrylem I.

Jak mówią rodziny ofiar, trudno jest mówić o przebaczeniu, kiedy nie ma dobrej woli, aby otwartą w ich sercach od przeszło 72 lat ranę zabliźnić, zamknąć. A w tym mogłoby jedynie pomóc ujawnienie kwestii dla rodzin najważniejszej - gdzie leżą szczątki ich bliskich - aby mogli oni godnie ich pochować, zbudować im pomniki, aby przy grobach pomordowanych ojców, matek, sióstr, braci, kuzynów móc się modlić.

Możliwość ujawnienia przez Rosję dokumentów rodziny ofiar widzą głównie w rozpoczęciu rozmów na najwyższych szczeblach władzy Polski i Rosji. Związek Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej wysłał do prezydenta RP i premiera już kilka listów, w których domaga się od nich, aby dokonali "wszelkich starań" w celu skłonienia Rosji do odszukania i przekazania Polsce archiwalnych dokumentów wskazujących miejsca pochówku osób (liczbę ich określa się od 592 do nawet blisko 2000) zamordowanych przez NKWD podczas tej ludobójczej akcji.

Pierwszy list skierowany został do Kancelarii Prezydenta RP 25 maja 2011 roku. Wraz z listem przesłano formularze z podpisami niemal 3 tysięcy osób wspierających apel.

W drugim liście powtórzono prośbę, aby prezydent osobiście interweniował w sprawie obławy u najwyższych władz Rosji. "Nasz Dziennik" zapytał Biuro Prasowe Kancelarii Prezydenta RP, czy prezydent rozpoczął rozmowy, a może kierował pisma do prezydenta Federacji Rosyjskiej w sprawie obławy augustowskiej.

"Uprzejmie informujemy, że Prezydent RP Bronisław Komorowski podczas wizyty na Podlasiu i Suwalszczyźnie 27 kwietnia br. odwiedził Giby, gdzie złożył kwiaty przed pomnikiem ofiar Obławy Augustowskiej oraz spotkał się z rodzinami ofiar. Prezydent przypomniał wówczas, że bywał przed krzyżem w Gibach wiele razy, ale jako prezydent jest tam po raz pierwszy. Prezydent wyraził też nadzieję, że wizyty prezydentów Polski w Gibach staną się regułą, podobnie jak wizyty w Katyniu. W rozmowie z przedstawicielami rodzin ofiar Obławy Augustowskiej prezydent zadeklarował, że będzie wspierał starania Instytutu Pamięci Narodowej zmierzające do ostatecznego wyjaśnienia tej sprawy" - czytamy w przesłanej nam odpowiedzi, chyba jednak nie na temat.

Adam Białous, Białystok

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... eluja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 17 sie 2012, 07:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Pojednanie jedynie w prawdzie

Z JE ks. bp. Antonim Pacyfikiem Dydyczem OFMCap, ordynariuszem drohiczyńskim, rozmawia Sławomir Jagodziński

Dzisiaj w Warszawie zostanie ogłoszone wspólne przesłanie Kościoła katolickiego w Polsce i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej zawierające refleksje na temat pojednania narodów polskiego i rosyjskiego. Jak właściwie odczytać ten gest?
- Sądzę, że tutaj trzeba odwołać się do Ewangelii, dlatego że dla nas, ludzi wierzących, wszelkie ważne decyzje powinny mieć swe oparcie w Piśmie Świętym. Mówimy o wspólnej deklaracji dwóch Kościołów chrześcijańskich. Dlatego w tym miejscu powróćmy do wydarzeń z Ostatniej Wieczerzy. Pamiętamy dobrze to najważniejsze życzenie, jakie wypowiedział wtedy Pan Jezus przed swoją męką: abyście byli jedno. Tej sprawy nasz Zbawiciel nie uczynił jakimś dodatkiem do innych spraw, zachowań czy postaw, ale czymś najważniejszym dla wiarygodnej chrześcijańskiej obecności w świecie: "Po tym poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jeden ku drugiemu". Ta jedność nie wypływa z jakiegoś unifikowania, koszarowania, ale z miłości, przede wszystkim z miłości do Chrystusa. Nic więc dziwnego, że od samego początku z jednej strony były te siły, które dzieliły chrześcijan, bo diabeł nie śpi, zło daje o sobie znać, z drugiej natomiast w łonie Kościoła zawsze był ten wysiłek, aby łączyć, szukać dróg umacniania czy przywracania jedności. To pokazują dzieje chrześcijaństwa. Dlatego dziś bardzo istotne jest, aby patrzeć na to wspólne przesłanie Kościoła katolickiego i Cerkwi prawosławnej z tej perspektywy. Ale w tym wypadku my, Polacy, którzy jesteśmy w swej religijności bardzo maryjni, mamy jeszcze dodatkowy motyw, już nie z historii ogólnochrześcijańskiej, z Pisma Świętego, ale z naszych doświadczeń. U fundamentu tego, co ma się wydarzyć, jest Matka Boża. Otóż przypomnijmy, że pierwszym krokiem na drodze do powstania wspólnego dokumentu była wizyta prawosławnych mnichów z klasztoru w pobliżu Ostaszkowa, którzy w 2009 roku przyjechali na Jasną Górę po kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Ikonę umieścili w klasztorze, gdzie NKWD więziło polskich oficerów, później zamordowanych. I Maryja jako Matka Kościoła zatroszczyła się o to, aby tę atmosferę ocieplić, aby z tego wypłynęło jakieś dobro. Jest jedno zasadnicze pytanie: co my teraz z tym zrobimy? Jak to wykorzystamy? To już będzie zależało i od naszej modlitwy, i od naszego ciągłego przenoszenia się w klimat ewangeliczny. Bo jeśli chodzi o tajemnicę przebaczenia, to jedynie w takiej perspektywie wszystko widać najlepiej, oczywiście nie pomijając absolutnie wielu innych rzeczy. Ważne jest też, czy obie strony w taki sposób będą do tego podchodzić. Ale o tym dopiero się przekonamy...


Ksiądz Biskup podkreśla kontekst ewangeliczny tego wspólnego przesłania o pojednaniu dwóch narodów chrześcijańskich. Jednak temu gestowi grozi też pewne niezrozumienie.
- Nieporozumienia mogą być, i pewnie będą. Jednak trzeba podkreślić, że jeśli tym wspólnym przesłaniem zajmować się będą czy to historycy, czy politycy, to nie można mieć do nich pretensji. Będą mieć własne opinie i interpretacje tego wydarzenia, i to jest normalne. Z tym że nie może to dokonywać się w ten sposób, że stanie się to jakimś ograniczeniem dla tej perspektywy ewangelicznej, chrześcijańskiej. Wiedza historyczna nie może nas krępować w podejmowaniu decyzji słusznych i dobrych. Tak samo jak przesłanki polityczne i kwestie państwa nie mogą decydować o tym, w jaki sposób my, jako chrześcijanie, podchodzimy do ludzi. Bo chodzi tu przecież o wspólnotę, a nie o strukturę państwową. Oczywiste jest, że uczciwe wyjaśnianie i historii, i politycznych kwestii nie zaszkodzi, a nawet pomoże, by nasze narody stanęły w prawdzie. Mądre komentarze też są potrzebne, bo ten gest jest również po to, aby głęboko zastanawiać się nad wspólną historią narodów, ich teraźniejszością i przyszłością. Do tego są potrzebni eksperci, specjaliści, którzy czasem będą mieć pewnie też zastrzeżenia, będą stawiać znaki zapytania. O to nie mamy pretensji. Ale to nie może przekreślać ogólnego kierunku, jaki obieramy i który wypływa z Ewangelii.


Czy obecna polityka władz państwowych, zarówno polskich, jak i rosyjskich, może zaszkodzić wejściu na drogę autentycznego pojednania między narodami?
- Nie musi, ale z doświadczenia wiemy, że może zaszkodzić. Gdyby dzisiejsza polityka kierowała się określonymi zasadami, które służą wyłącznie prawdzie i dobru narodów, nie byłoby takich wielkich obaw. Ale wiemy, że tak nie jest. Dziś świat polityków zależny jest od określonych kierunków i tendencji, pewnych środowisk, szerszych grup i wpływowych osób. Dlatego i w tym wypadku trzeba być ostrożnym. Bo doskonale wiemy, że nie żyjemy w epoce, w której zdecydowana większość środowisk politycznych kierowałaby się w 100 procentach motywacjami ewangelicznymi. Dlatego nie możemy być spokojni zarówno w tej, jak i w innych ważnych dla chrześcijan sprawach. Znamy wiele przykładów, które ukazują, że polityka współczesna czasem niemal za punkt honoru bierze sobie to, aby oddalać się od Kościoła czy od chrześcijaństwa. Takim środowiskom próba jednoczenia się wyznawców Chrystusa przeciw np. różnym formom ateizacji nie będzie na rękę.


Czy nie uważa Ksiądz Biskup, że np. sygnatariuszami takiego przesłania do narodów polskiego i rosyjskiego, jakie dziś zostanie podpisane w Warszawie, oprócz Kościoła katolickiego w Polsce i Cerkwi prawosławnej powinien być też Kościół katolicki w Rosji?
- Sądzę, że nie wszystko da się załatwić od razu i jedną inicjatywą. Być może ci, którzy prowadzili te rozmowy, doszli do wniosku, że w tej chwili jesteśmy w stanie jedynie w takim układzie dojść do określonego porozumienia. Dlatego postanowiono tak, a nie inaczej. Jasne, że gdyby w tym wszystkim uczestniczył Kościół prawosławny w Polsce oraz wspomniany Kościół katolicki z Rosji, to na pewno ten gest miałby jakiś większy ciężar gatunkowy. Ale pamiętajmy, że robimy to w duchu, jakim nauczył nas bł. Jan Paweł II, nawet małymi krokami, ale trzeba iść ku dobru. Idziemy w tym kierunku, mając nadzieję, że to będzie stopniowo owocowało i w przyszłości będzie można poszerzyć tę inicjatywę, troszeczkę więcej zaorać tego ugoru.


Mówimy o narodach polskim i rosyjskim, a czy ten gest wspólnego przesłania zbliży prawosławnych i katolików? Jak to wygląda z perspektywy diecezji drohiczyńskiej, gdzie w wielu miejscach żyją obok siebie?
- Na co dzień nie odczuwamy większych problemów, bo wśród jednych i drugich możemy znaleźć ludzi na wysokim poziomie moralnym, i to nas bardzo cieszy. Oczywiście, wśród jednych i drugich można zawsze znaleźć też takich, którzy - powiedzmy - dołują sprawy sumienia, ale tym się nie zrażamy. Niewątpliwie nauczanie bł. Jana Pawła II, także to z drohiczyńskiej ziemi, wniosło swój wkład we wzajemne stosunki. "Miłość powinna nakłaniać nas do wspólnego przemyślenia przeszłości, by zdecydowanie i odważnie iść drogą ku jedności" - nauczał Ojciec Święty. I to jest naczelna zasada jakiegokolwiek zbliżenia i pojednania, ewangeliczna miłość bliźniego. My jesteśmy od jej wcielania w życie i konkretyzacji. Wiadomo, że zawsze potrzebna jest wola dwóch stron. Ja nie mogę odpowiadać za stronę prawosławną, ale uważamy, że my ze swej strony robimy bardzo dużo, aby być blisko. Nie ma większych konfliktów, które dotyczyłyby wiary. Owszem, może coś czasem wypłynąć od strony Liturgii, bo ona jest trochę inna, związana z odmienną kulturą, ale to musimy wzajemnie uszanować.


Czy skierowanie przez Cyryla I i ks. abp. Józefa Michalika przesłania do Rosjan i Polaków słusznie nazywane jest przełomem w relacjach między naszymi narodami?
- Sprawa mówienia o jakichś przełomach to myślę, że nadaje się tu bardziej do jakiejś poezji. Dlaczego? Gdyż każda dziedzina dotycząca takiej kwestii jak wybaczenie win, pojednanie, stanięcie w prawdzie związana jest ostatecznie z każdym człowiekiem z osobna, który sam ostatecznie w swym sercu decyduje zupełnie niezależnie. I dopiero to, a nie jakieś rozwiązania, powiedzmy grupowe, czynią przełomy! Sprawa tych rozmów między Cerkwią prawosławną a Kościołem katolickim ma dotyczyć dobra ludzi, jednostki. Przecież zostawiamy każdemu pełną wolność, nikt nikomu nie będzie niczego narzucać. Dlatego w tym momencie, w jakim się znajdujemy, nie widzę takich okoliczności, aby mówić o przełomach. To nie ma sensu. Bo co z tego, że jedna inicjatywa wyjdzie dobrze, gdy za jakiś czas może przyjść jakaś kwestia, z którą będzie już inaczej. Życie to nie jest coś statycznego. Szanujmy więc to, co się udaje, starajmy się eliminować przyczyny wrogości i ewentualnych konfliktów. W przypadku prawosławnych i katolików nie ma ich dużo. Od strony dogmatycznej nie ma wielkich różnic. Starajmy się do siebie podchodzić w duchu ewangelicznym, czyli duchu wrażliwości na drugiego człowieka, skłonności do przebaczania, do wychodzenia naprzeciw. Staram się tak postępować w mojej diecezji i nie widzę ze strony prawosławnych jakiejś opozycji do tego, a jest wprost przeciwnie.


Jednak o wiele trudniej jest poruszać się na płaszczyźnie historycznej, bo zbyt wiele krzywd i niesprawiedliwości nie zostało w relacjach pomiędzy Polakami i Rosjanami wyjaśnionych...
- To jest problem dla historyków, bo prawda jest absolutnie niezbędna i kluczowa. To nie oznacza, że przy każdym spotkaniu musimy to wszystko zaraz przywoływać. Żeby zrozumieć wszystkie problemy z dawnej i bliższej historii, których jest wiele i które są czasem bardzo skomplikowane, trzeba dobrej woli i czasu. Na pewno nie można zapomnieć o historii, nawet tej najtrudniejszej. Bo co innego przebaczyć, a co innego zapomnieć. Gdy Ojciec Święty Jan Paweł II był w Drohiczynie, to wyraźnie powiedział, że musimy nasze relacje budować na prawdzie, bo tam, gdzie nie ma prawdy, trudno mówić o miłości. Mamy też wielu świadków takiej postawy. Niestrudzony w walce o prawdę, o pamięć był śp. ks. Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich i pomordowanych na Wschodzie. Pamiętał i wybaczał. W świadectwach osób, które przeżyły zesłania, wiele wycierpiały na Wschodzie, jest prawda o katuszach, jakich doznawali, ale w tych wspomnieniach nie ma nienawiści. Takich ludzi mamy tysiące. Ci, którzy doświadczali wielu okropności, potrafili odróżniać jakiś naród od różnego rodzaju aparatu władzy, reżimów i dostrzegać w wielu prostych ludziach cechy pozytywne.


Katolicko-prawosławne przesłanie ma zwrócić uwagę na wyzwania, jakie wierzącym w Chrystusa stawia dziś laicyzująca się Europa...
- Możemy mówić o wspólnym zadaniu obrony chrześcijaństwa, ale w gruncie rzeczy chodzi tu o obronę człowieka. Chrześcijaństwo nie jest dla siebie samego, ono jest na służbę ludziom. Uważam, że podjęcie tych wyzwań to najlepsza z metod na pojednanie. Zbliżyć się w oparciu o te same zadania. Postawić tamę tej laicyzacji negatywnej, która wypiera chrześcijańskie wartości. Ta laickość jest dziś nietolerancyjna, zmierza do totalitaryzmu, aby eliminować praktyki i wszystko to, co związane jest z życiem religijnym, z życia publicznego. Spojrzenie nie tylko wstecz, ale i w przyszłość to dobra droga. Bo może ukazać siłę chrześcijaństwa i jego wiarygodność wynikającą z jedności.


Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wdzie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 17 sie 2012, 19:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
MAMY MÓWIĆ WSPÓLNYM GŁOSEM

Rozmowa z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, biblistą i konsultorem Rady Episkopatu Polski ds. dialogu religijnego.

Od 16 do 19 sierpnia br. naszą Ojczyznę odwiedza Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl I. Przyjeżdża na zaproszenie Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Księże profesorze, czy w sytuacji aktualnych nieporozumień i zranień na tle historycznym jest możliwe dojście do porozumienia?

Ja myślę, że tę wizytę można rozważać na różnych płaszczyznach, ale wyróżniłbym trzy najbardziej podstawowe – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a więc ustawienie tej wizyty w perspektywie czasu. Co dotyczy przeszłości, relacje między Polakami a Rosjanami są naznaczone różnymi zaszłościami, które sięgają aż początków XVII wieku. Wiemy, że Polacy krótko byli na Kremlu, natomiast później Rosjanie byli znacznie dłużej w Polsce. Trwały zabory i głównie z tym nam się to kojarzy. Trwa pamięć o rozbiorach aż po dzień dzisiejszy. Przypomnijmy, że po stronie rosyjskiej to caryca Katarzyna dokonała rozbiorów – z pochodzenia Niemka urodzona w Szczecinie. Natomiast ten wymiar przeszłości ma jeszcze jedno uwarunkowanie. Po I wojnie światowej, a dokładnie po rewolucji bolszewickiej, relacje polsko-rosyjskie nabrały nowego kształtu, dlatego że najpierw Rosja carska, a później Polska, znalazły się pod panowaniem komunizmu. W związku z tym tego, co się wydarzyło po roku 1917, nie można rozpatrywać dokładnie w takich samych kategoriach, bo pamiętajmy, że Rosjanie też przeszli gehennę komunistyczną, że wymordowano dziesiątki milionów ludzi, że zginęły dziesiątki tysięcy duchownych prawosławnych, zarówno kapłanów, jak i zakonników i zakonnic, że Cerkiew ucierpiała bardzo mocno w latach 20. i 30., że została zdziesiątkowana i upokorzona i ten stan trwał aż do lat 90. XX w. Tu mamy jedno wspólne wyzwanie, a mianowicie, że oba Kościoły i oba narody stawiają mocniej niż ktokolwiek inny pytanie o naturę komunizmu. Czym był ów międzynarodowy socjalizm, który poczynił takie spustoszenia w Rosji carskiej, a później w Związku Radzieckim oraz poczynił takie ogromne spustoszenia w Polsce? To pytanie jest odsuwane na daleki plan, rzadko kto zastanawia się nad naturą komunizmu, tymczasem we wzajemnych relacjach polsko-rosyjskich to pytanie i ta kwestia wychodzi jako jedna z pierwszoplanowych.
Drugi wymiar to jest teraźniejszość. Jest ona także naznaczona zaszłościami, a wydaje się, że jedną z nich jest katastrofa smoleńska. Otóż, intryguje nas, martwi i smuci nie to, co o tej katastrofie i jej okolicznościach wiemy, ale raczej to czego nie wiemy. Pod tym względem jest bardzo dużo do zrobienia. Oczywiście, nie jest to sprawa pomiędzy Kościołem katolickim a Cerkwią prawosławną, tym niemniej Kościół i Cerkiew mogą się przysłużyć do tego, abyśmy poznali więcej prawdy niż znamy do tej pory. Obie strony mają wrażenie, że nie znają tego, co mają prawo i powinny wiedzieć. Nie można więc wyobrazić sobie współczesnych relacji polsko-rosyjskich bez tego uwarunkowania, bez pamięci o tym, co wydarzyło się 10. kwietnia 2010 r. w Smoleńsku. Chodzi o to, aby ten dramat nas nie dzielił ani nie różnił, lecz abyśmy uświadomili sobie, że obydwa narody są w jakimś sensie, choć w różny sposób, ofiarami tej katastrofy przez to, że jesteśmy ofiarami niewiedzy, ignorancji, manipulacji i jest to coś, na co wspólnie powinniśmy powiedzieć „nie”.

Ksiądz Profesor mówił także o wymiarze przyszłości. Czy są jakieś inicjatywy, działania, które możemy podjąć wspólnie dla dobra obydwu Kościołów?

W tym wymiarze wyzwania dla nas są mocno wyczuwalne i widoczne, a wskazał na nie bardzo słusznie, zarówno ks. abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, jak i Patriarcha Cyryl I. Chodzi o to, że współcześni chrześcijanie – katolicy w Polsce i prawosławni w Rosji – stają wobec niezwykle trudnego problemu laicyzacji, sekularyzacji, spłycenia życia społecznego i religijnego, ataków wymierzanych w doktrynę, a nade wszystko w moralność chrześcijańską. Tutaj chrześcijanie różnych wyznań mogą, a nawet powinni się przeciwstawić i działać wspólnie. Tu okazuje się, że Kościół katolicki w Polsce z Cerkwią rosyjską znajduje wspólny język i może skutecznie działać, czego nie można powiedzieć o tzw. ekumenizmie ze wspólnotami protestanckimi. Wiele takich wspólnot zabrnęło w sprawach etycznych, a nieraz i doktrynalnych, tak daleko, że właściwie mówienie wspólnym głosem jest niemożliwe. W przypadku rosyjskiej Cerkwi prawosławnej jest możliwe i niezwykle potrzebne mówienie wspólnym głosem w sprawie fundamentalnych wartości chrześcijańskich oraz miejsca Ewangelii we współczesnym świecie.

Podczas tej wizyty zostanie podpisane orędzie do narodu polskiego i do narodu rosyjskiego. Czy takie kroki są konieczne?

Przede wszystkim pamiętajmy, że jest to drugi dokument podpisywany z naszym sąsiadem. Rosja nie jest gdzieś na innym kontynencie, choć jej terytoria rozciągają się także w Azji, ale jest naszym bezpośrednim sąsiadem i obecna granica polsko-rosyjska znajduje się od Warszawy nieco ponad 200 km. Jest to sąsiedztwo, które wymaga klarowności i kroków w budowaniu pewnych więzów, by nie powiedzieć budowania przyjaźni, bo jesteśmy narodami słowiańskimi. Rola Kościoła jest tu ogromna, gdyż nie porusza się on na płaszczyźnie politycznej, ale na płaszczyźnie duchowej i to co najważniejsze dokonuje się w ludzkim sercu, w ludzkim sumieniu. W związku z tym oddziaływanie tego dokumentu jest silniejsze niż jakakolwiek polityczna wypowiedź. My w czasie PRL-u widzieliśmy naszych przywódców, którzy obściskiwali się z przywódcami radzieckimi, nasłuchaliśmy się o wiecznej przyjaźni i kto jest starszy, ma to wszystko w głowie. Nie o takie gesty i uściski tu chodzi, jakie miały miejsce w Warszawie na dworcu, na lotnisku czy w Białowieży, lecz chodzi o budowanie pomostów wzajemnego zrozumienia i – gdzie jest to możliwe – także współpracy.

Dokument został opracowany i będzie przedstawiony przez najwyższej rangi przedstawicieli Kościoła katolickiego i Cerkwi prawosławnej w Rosji. Czy można go porównać do słynnego listu „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”?

Myślę, że jest to dość trafne porównanie – aktualne porozumienie a list biskupów polskich do biskupów niemieckich. Mimo wszystko tamten list nie miał aż takiej rangi. To biskupi polscy 20 lat po II wojnie światowej wyciągnęli rękę do biskupów niemieckich, mówiąc: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Ta druga część zwrotu wielu Polakom wydawała się swoistą prowokacją i tak była przedstawiana przez państwowe środki przekazu. Okazało się jednak z czasem, że one wykuły nową przyszłość między Polakami a Niemcami. Teraz mamy do czynienia z rzeczywistością dużo głębszą i o wiele dalej posuniętą. To nie jeden Episkopat pisze do drugiego i czeka na odpowiedź, ale obydwa Episkopaty dokonały wcześniej zbliżenia, podejmowały wcześniej kontakty i dokonywały uzgodnień, a teraz doszły do porozumienia i przygotowały wspólny dokument. Nie musimy już czekać na odpowiedź z drugiej strony, ale musimy czekać na reakcję wiernych po obydwu stronach! Spodziewamy się, że ta reakcja będzie taka jak duch tego dokumentu tzn. będzie miała przede wszystkich charakter duchowy, religijny, teologiczny, etyczny, moralny, bo to są dobra, które ten dokument i podpisujący go starają się osiągnąć.

Jakie znaczenie ma podpisanie tego dokumentu i jaką rangę ma ten dokument?

Treść tego dokumentu powinna dać do myślenia katolikom i chrześcijanom innych wyznań w Polsce oraz prawosławnym i chrześcijanom innych wyznań w Rosji. Jedni i drudzy mamy coś do zrobienia, dlatego dobrze będzie wsłuchać się w głos biskupów katolickich i prawosławnych i dobrze będzie ten dokument wziąć sobie do serca.

Księże profesorze, a czy możemy traktować tę wizytę Cyryla I w Polsce jako część realizacji planów Ojca Świętego Jana Pawła II?

Można to ustawić na dwóch biegunach. Z jednej strony – szkoda, że tak późno i z naszej perspektywy szkoda, że Jan Paweł II, który tak bardzo pragnął stanąć na rosyjskiej ziemi, nie mógł tego dokonać, aczkolwiek przelatywał nad rosyjskim terytorium podczas swoich pielgrzymek na Daleki Wschód. Wysyłał wtedy też telegramy do przywódców Rosji, a także spotykał się z przywódcami Związku Radzieckiego, a później Rosji, z Michaiłem Gorbaczowem. Te kontakty istniały, choć nie było ich na tak wysokim szczeblu na poziomie kościelnym. Myślę, że z tego punktu widzenia jest szkoda, bo wiele rzeczy można było osiągnąć znacznie wcześniej. Jednak pamiętamy przysłowie, które mówi, że lepiej późno niż wcale.

Jakie znaczenie ma ta wizyta, zarówno dla wiernych Kościoła katolickiego w Polsce, jak i dla prawosławnych z Cerkwi rosyjskiej?

Dobrze, że doczekaliśmy się tych odwiedzin i są to odwiedziny na terenie Polski, dlatego że przybywa do nas Patriarcha Moskwy i Wszechrusi – człowiek, który na rozległym terytorium Rosji liczącym sobie ok. 200 mln wiernych, jest osobą znaczącą i szanowaną. Dobrze, że przybywa do nas, bo to nam pokazuje ekumenizm w praktyce i jego konkretne skutki. Myślę, że szacunek, jaki mu okazujemy, pod wieloma względami przypomina to, co się wydarzyło podczas pielgrzymek Jana Pawła II i pielgrzymki Ojca Świętego Benedykta XVI. To jest bardzo ważne i dobrze, że atmosfera tej wizyty jest sprzyjająca pojednaniu. Sam patriarcha dał poznać, że zna to co się dzieje w Kościele katolickim w Polsce, że ceni sobie polską duchowość i pobożność katolicką, że wie także o codziennej współpracy między katolikami a prawosławnymi – pamiętajmy, że w Polsce, a zwłaszcza przy wschodniej granicy żyją tysiące prawosławnych, więc to jest znacząca grupa wiernych. To są sprawy bardzo ważne, które sprawiają, że ta wizyta jest godna najwyższego uznania.

Jakim więc owoców tej wizyty oczekujemy?

Wizyta Patriarchy Cyryla I w Warszawie i w Polsce przyniesie błogosławione owoce, jeśli uda się nam wspólnie odnieść się do tej bolesnej przeszłości naznaczonej dramatami i męczeństwem komunizmu, a z drugiej strony – wspólnie przyczynić się do tego, aby miejsce Ewangelii w świecie było bardziej widoczne.

Bardzo dziękuję, Księże Profesorze, za rozmowę.

http://www.radiomaryja.pl/informacje/ma ... ym-glosem/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pojednania, z pamięcią, czy bez pamięci?
PostNapisane: 18 sie 2012, 07:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30731
Wiara drogą pojednania

Bezprecedensowe przesłanie katolicko-prawosławne do narodów polskiego i rosyjskiego, dziś wykorzystywane do politycznej gry i medialnie rozmywane, w przyszłości może ukazać się jako przełomowe i opatrznościowe wydarzenie.

Ten odwołujący się wyraźnie do Chrystusowej Ewangelii dokument nie jest wezwaniem do zapomnienia historii, ale do oparcia pojednania i pokojowej przyszłości na pełnej prawdzie o naszych dramatycznych dziejach. Wczoraj goszczący w Polsce patriarcha Moskwy i Całej Rusi Cyryl I oraz przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski podpisali wspólne, katolicko-prawosławne przesłanie do narodów polskiego i rosyjskiego.

"Apelujemy do naszych wiernych, aby prosili o wybaczenie krzywd, niesprawiedliwości i wszelkiego zła wyrządzonego sobie nawzajem", czytamy w nim.

Jednocześnie sygnatariusze ogłoszonego wczoraj na Zamku Królewskim w Warszawie dokumentu podkreślają, że obecnie pilną sprawą jest poznanie faktów oraz ukazanie rozmiarów tragedii i dramatów przeszłości przez historyków i specjalistów.

"Wyrażamy przekonanie, że trwałe pojednanie jako fundament pokojowej przyszłości może dokonać się jedynie w oparciu o pełną prawdę o naszej przeszłości", napisali zwierzchnik rosyjskiego prawosławia i przewodniczący polskiego Episkopatu.

Bardzo mocno w dokumencie podkreślone zostały wspólne zadania, jakie chrześcijanie powinni podjąć w obliczu pokusy funkcjonowania tak, jakby Boga nie było. Dlatego zdecydowanie wybrzmiał głos w obronie wolności religijnej, obecności Kościoła w życiu społecznym, obronie rodziny opartej na małżeństwie kobiety i mężczyzny oraz życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci.

- Spotkanie i dokument, który podpisaliśmy, zrodziły się z ducha Ewangelii i z poczucia odpowiedzialności za jej głoszenie oraz za życie według jej wskazań. I to życie we wszystkich jego przejawach - mówił ks. abp Józef Michalik tuż po podpisaniu przesłania, które jest apelem o wejście na "drogę materialnej i duchowej odnowy".

- Przychodzimy dać świadectwo tęsknoty, która tkwi w każdym szlachetnym sercu Polaka i Rosjanina, aby przyszłość mogła być lepsza - mówił wczoraj ks. abp Michalik.

Podpisanie przesłania do narodów polskiego i rosyjskiego odbyło się w południe na Zamku Królewskim w Warszawie. Jak powiedział przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski po podpisaniu tego dokumentu, do tego wydarzenia "przyprowadza nas wielkie i bolesne doświadczenie dawnej i bliskiej historii, wielu cierpień i niesprawiedliwości zadanych przez konkretnych ludzi i przez straszne systemy totalitarne, od których niestrudzenie trzeba się odcinać, a które zhańbiły imię człowieka.

- Przynosimy tu także wielkie i piękne świadectwo męczenników Rosjan i Polaków, którzy wołają o nowy porządek miłości i braterstwa wśród naszych słowiańskich narodów - zwracał uwagę ks. abp Michalik.

Niezwykle ważnym aspektem tego pojednania jest oczywiście prawda historyczna, która ma duże znaczenie na drodze dialogu i przebaczenia, dlatego też zwraca uwagę na pilną sprawę obiektywnego poznania faktów oraz ukazanie rozmiarów tragedii i dramatów.

- Nie nosimy w sercach urazy, że chcemy się pojednać. Tylko na zasadzie chrześcijańskiej tradycji, przesłania sakramentalnego, musi nastąpić przyznanie się do winy i musi pojawić się świadomość, że trzeba za to zadośćuczynić - podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" prof. Wiesław Wysocki, zwracając uwagę, że Polacy, m.in. Rodziny Katyńskie, wielokrotnie wyrażali gotowość przebaczenia sprawcom zbrodni ludobójstwa.

- Przez dziesiątki lat po drugiej stronie było milczenie, była cisza i dzisiaj mamy ogólnik, a w przemówieniu patriarchy zabrzmiało: "zapomnijmy o przeszłości". Nie, nie chcemy zapomnieć - mówi historyk.

Wskazuje jednocześnie na środowisko Memoriału w społeczeństwie rosyjskim, nazywane sumieniem Rosji, które właściwie rozumie przebaczenie. Profesor Wiesław Wysocki sceptycznie odnosi się do podpisanego przesłania, chociaż zaznacza, że "jest jakieś światełko w tunelu, ale ten tunel jest bardzo głęboki".

Przesłanie do narodów polskiego i rosyjskiego zostało podpisane "w duchu posłuszeństwa Ewangelii i w poczuciu odpowiedzialności za rozeznanie sytuacji współczesnego świata, który często odchodzi od zasad moralności".

Kościół katolicki, jak i prawosławny zwraca w nim uwagę na takie problemy, jak indyferentyzm religijny, silne wpływy sekularyzacji, które gorzko doświadczają społeczeństwo i rodzinę, głównie promowaniem aborcji, eutanazji, układów osób jednej płci, odrzuceniem tradycyjnych wartości czy usuwaniem z przestrzeni publicznej symboli religijnych. Tę konieczność wspólnego frontu w obronie życia i rodziny podkreśla w rozmowie z nami abp prof. dr hab. Jeremiasz, prawosławny arcybiskup wrocławsko-szczeciński, prezes Polskiej Rady Ekumenicznej.

- Jest cały szereg problemów, gdzie jest potrzebne wspólne działanie. Przede wszystkim chodzi o sferę etyki, moralności, tutaj sprawa ochrony życia, sprawa sprawiedliwości społecznej, kształt kultury - dodaje prawosławny arcybiskup.

Wizytę patriarchy Moskwy i Wszechrusi w Polsce odnotowały media zachodnie. Zrozumiałe zainteresowanie budzi też w Federacji Rosyjskiej. Włoskie media informują o wizycie i jej znaczeniu dla Kościołów.

Zwracają uwagę na apolityczny charakter spotkania, jaki deklaruą Kościół katolicki i Kościół prawosławny. Andrea Gagliarducci na portalu Korazym.org zauważa, że wydarzenie to może stać się pierwszym krokiem do spotkania Cyryla I z Ojcem Świętym Benedyktem XVI. Do kwestii zbliżenia Moskwy i Watykanu dzięki wizycie rosyjskiego patriarchy w Polsce nawiązał również nuncjusz apostolski w Polsce ks. abp Celestino Migliore.

Agnieszka Gracz

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... nania.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 45 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /