Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 358 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 20, 21, 22, 23, 24
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 01 cze 2014, 12:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
To jak, była ta sztuczna mgła, czy jej nie było?
A jeżeli była, to komu i do czego była potrzebna?
Czyżby spodziewano się, że za chwilę runie tu samolot i rozpylono sztuczną mgłę?
Logika nakazuje pytać. Bezmyślność podpowiada zostawmy to innym.


Gęby szubrawców wyzierają zza opadającej mgły

Po smoleńskiej tragedii nic tak nie narażało na kpiny szyderstwa i ataki jak dwa słowa wypowiadane przez ludzi dążących do wyjaśnienia przyczyn dramatu.

„Sztuczna mgła”, bo o te słowa właśnie chodzi, wywoływały rechot rozlegający się po całej Polsce głównie dzięki Gazecie Wyborczej i TVN24, ale nie można pominąć zasług na tym polu także Polsatu oraz Telewizji Publicznej. W tyle nie pozostawali politycy rządzącej partii z premierem i prezydentem na czele. Do rechoczącego chóru prześmiewców szybko dołączyli czerwoni z SLD, Palikociarnia, PSL, a nawet część dziennikarzy i polityków funkcjonujących w III RP pod szyldem prawicy. Nie zabrakło oczywiście w tym zeszmaconym towarzystwie szubrawców także „ekspertów” i prokuratorów.

Gdybym dzisiaj chciał wymienić z imienia i nazwiska wszystkich naigrywających się ze sztucznej mgły dziennikarzy, polityków, naukowców i chodzących na pasku salonu komediantów zwanych celebrytami bądź artystami to nie starczyłoby mi miejsca przeznaczonego w Warszawskiej Gazecie na ten artykuł.

Nie zabrakło w tym chórze podłych salonowych sługusów nikogo, począwszy od Adama Michnika, Agnieszki Kublik, Moniki „durne babsko” Olejnik, Jarosławów Kuźniara i Gugały po Piotra Kraśkę czy komunistyczną dziennikarską mumię, Janinę Paradowską.

Kładę nacisk na dziennikarzy, bo przecież to oni mieli obowiązek nagłaśniać i pokazywać Polakom świadków ze Smoleńska, którzy publicznie wyrażali zdziwienie i wątpliwości, co do nagłego pojawienia się nad lotniskiem w Siewiernym tak gęstej mgły.

Minęły od smoleńskiego zamachu już przeszło cztery lata i oto w Polsce 8 maja na trasie S8 między Łodzią, a Warszawą w miejscowości Kowiesy dochodzi do karambolu, w którym udział bierze 11 pojazdów i giną trzy osoby.

Oglądam główne wydanie wiadomości w TVP1 i przecieram oczy i uszy ze zdumienia. Oto widzę i słyszę, że przyczyną katastrofy mogła być sztuczna mgła, która została rozpylona przez specjalne agregaty sadownicze, których zadaniem jest ochrona drzewostanów przed przemarzaniem podczas wiosennych przymrozków. Mało tego, na ekranie telewizora prezentowane jest takie urządzenie w akcji i widzę wydobywające się z niego kłęby gęstej i białej jak mleko mgły. To jeszcze nie wszystko. Po chwili pojawia się przed kamerą rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi, Krzysztof Kopania i do milionów Polaków mówi, że prokuratura zajmie się całkiem poważnie hipotezą o sztucznej mgle, która, co niewykluczone, mogła być przyczyną katastrofy.

Panuje pełna powaga, a nazajutrz żadne media nie drwią i nie naśmiewają się ze sztucznej mgły. Nikt nie rechocze, nie kpi, nie wyśmiewa. Michnik nie zabiera głosu, Kublikowa milczy jak zaklęta, a Monika „durne babsko” Olejnik zapomniała, albo udaje, że zapomniała, jakie to można sobie robić w „Kropce nad i” niezłe jaja ze „sztucznej mgły”.

10 kwietnia 2010 roku zginęła niemal stuosobowa delegacja z głową polskiego państwa, co oficjalnie nazwano największą naszą narodową tragedią od zakończenie II wojny światowej, a salonowi dranie wmawiali Polakom, że „sztuczna mgła” to oszołomstwo, fantasmagoria, urojenie, głupota, kretynizm, absurd i niedorzeczność.

Nie drążono tej sprawy, choć w Internecie pojawiły się zdjęcia wojskowego rosyjskiego pojazdu służącego do produkowania sztucznej mgły. Wszyscy wiedzieli, że większość armii dysponuje takimi urządzeniami, ale nikt nie zademonstrował ich we wiodących mediach, choć dzisiaj cała Polska mogła zobaczyć sadowniczy agregat produkujący sztuczną mgłę.

Nikt nie twierdził i nie przesądzał, że mgła była sztuczna, ale psim obowiązkiem polskich władz był tę hipotezę zbadać. Okazuje się, że niedawny karambol na S8 jest traktowany o wiele poważniej niż dramat, w którym ginie prezydent Polski i towarzysząca mu delegacja.

Do was kieruję te słowa sprzedajne pismaki i dziennikarscy pseudo-gwiazdorzy oraz gadające mądre telewizyjne głowy. Jesteście zwykłymi tchórzliwymi sługusami Systemu, kłamcami i marionetkami z przytwierdzonymi do języków i kończyn sznurkami, za które pociągają zdrajcy polskiego narodu.

Nie różnicie się niczym od pracowników polskojęzycznej redakcji Nowego Kuriera Warszawskiego, okupacyjnej niemieckiej gadzinówki, których część po wojnie pociągnięto do odpowiedzialności.

Może dla was te cztery lata to wystarczająco dużo by Polacy zapomnieli, ale pamiętajcie, że:

Spisane będą czyny i rozmowy

Powiem więcej. One już są spisane.

http://kokos.salon24.pl/586550,geby-szu ... jacej-mgly


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 22 paź 2014, 07:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Dynamiczna symulacja

Środowisko Konferencji Smoleńskiej chce symulacji ruchu wszystkich obiektów uszkodzonego samolotu w powietrzu, mając jako dane wyjściowe ich położenie końcowe.

Ciekawy referat w trakcie konferencji zaprezentowała muzykolog Anna Gruszczyńska-Ziółkowska. Jej zdaniem, dźwięki z zapisu rejestratora dostępne dla polskich komisji i śledczych mogły zostać zmanipulowane przez przyśpieszanie określonych fragmentów, ewentualnie ich odwrócenie. Analizując wybrane fragmenty, referentka doszła do wniosku, że niektóre dźwięki opisywane jako nieokreślone są w rzeczywistości słowami ludzi. Na przykład to, co opisano jako „dźwięk uderzenia w brzozę”, to – według Gruszczyńskiej-Ziółkowskiej – słowa mężczyzny „wychodzimy w górę powoli”. Autorka uważa także, że kilka przekleństw (wulgaryzmów), jakie miały paść tuż przed zakończeniem nagrania, to zupełnie inne słowa. Pewien fragment, będący nieokreślonym szumem po odtworzeniu, pozwala na usłyszenie słów „na dół dawaj”.

Profesor Chris Cieszewski powrócił do kwestii brzozy w Smoleńsku. Naukowiec w dalszym ciągu próbuje udowodnić, że drzewo w momencie katastrofy było już złamane. Tym razem zamiast zdjęć satelitarnych sięgnął po argumenty botaniczne. Otóż na początku kwietnia rozpoczął się już okres wegetacyjny roślin. Widać to na wielu zdjęciach z dnia katastrofy. Jednak odłamana część brzozy wygląda tak, jakby ten proces jej nie dotyczył. Cieszewski wywodzi z tego, że drzewo musiało ułamać się wcześniej i dlatego nie zaczęły w nim rosnąć liście. Poprzednio opierał się na kształcie brzozy na zdjęciach satelitarnych sprzed katastrofy, które miałyby dowodzić, że drzewo już było złamane. Jednak wziął on za brzozę inne obiekty na działce Nikołaja Bodina położone kilka metrów dalej.

Bogdan Gajewski z Ottawy, ekspert lotniczy współpracujący z zespołem parlamentarnym, zwrócił uwagę na niekonsekwencje niektórych fragmentów oficjalnych raportów. Z jednej strony w samolocie lecącym do Smoleńska było 88 pasażerów i – według wielu informacji – był on maksymalnie zapełniony (było wielu chętnych, którym odmówiono udziału w delegacji). Tymczasem w raporcie Millera znajduje się informacja o przebudowie samolotu w ten sposób, że zwiększono liczbę miejsc z 90 do 100 (komisja uważa to za niezgodne z przepisami). Oznaczałoby to, że pozostało 12 wolnych miejsc i nie odmówiono by zainteresowanym lotem, np. parlamentarzystom. Według Gajewskiego, ta kwestia powinna zostać wyjaśniona. Ekspert podejrzewa, że Rosjanie i komisja Millera nie zbadali dokładnie rzeczywistego rozkładu foteli we wraku i opierają się tylko na zapisie z książki pokładowej, który może być źle interpretowany.

Jacek Jabczyński, opierając się na raporcie archeologów opublikowanym na stronie internetowej „Naszego Dziennika”, dokonał systematycznej klasyfikacji obiektów odnalezionych przez ekipę pracującą w październiku 2010 roku. Brał pod uwagę miejsce znalezienia części samolotu, ich pochodzenie (określony układ Tu-154M i położenie w maszynie) oraz stan fizyczny (stopień zniszczenia, zabrudzenia, kolor). Badania archeologów ujawniły, że rozrzut szczątków jest o wiele większy, niż wynika to z ilustracji w raportach MAK i Millera.

Środowisko Konferencji Smoleńskiej, w zasadzie przekonane, że samolot rozpadł się w powietrzu, stawia sobie ambitne zadanie odtworzenia na podstawie rozkładu szczątków miejsca, w którym nastąpił rzekomy wybuch. Należałoby wykonać symulację ruchu wszystkich tych obiektów w powietrzu, ale mając jako dane wyjściowe ich położenie końcowe. Takie problemy (tzw. zagadnienia odwrotne) są wyzwaniem w wielu dziedzinach wiedzy (np. astronomii), ale są najczęściej uważane za nierozwiązywalne z powodu dużej niejednoznaczności możliwych wyników oraz innych trudności.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... lacja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 26 sty 2015, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Janecki: Mamy do czynienia z kaskadą kłamstw

O stenogramach z Jaka-40, które prokuratura przedstawiła blisko po pięciu latach od katastrofy smoleńskiej, a także o słowach papieża Franciszka o wielodzietności rozmawiali goście Salonu Dziennikarskiego Floriańska 3 - wspólnej audycji Radia Warszawa, tygodnika „Idziemy” i portalu wPolityce.pl.
Audycję poprowadził Marcin Wikło.

Piotr Zaremba, publicysta tygodnika „wSieci”, zwrócił uwagę na sposób prowadzenia śledztwa oraz na moment, w którym Naczelna Prokuratura Wojskowa zdecydowała się przedstawić zapisy z rejstratorów.

„To jest jakaś wielka kpina z samego pojęcia śledztwa. Ono nie może trwać tak długo, że traci kontakt z wydarzeniem. Za każdym razem zdarza się jednak tak, że kolejny wątek sprawy jest związany z okresem wyborczym. To skandal.”


Również Stanisław Janecki skrytykował działania prokuratury.

„Mamy do czynienia z kaskadą kłamstw, które powodują, że prokuratura znając swoje grzechy w tej kwestii, boi się ujawnić wszystkie dokumenty. Ponieważ okazuje się, że po 3-4 latach badano niektóre elementy, to śledczy czekają na to, by to nie było sprzeczne. Te piętrowe kłamstwa powodują, że wszyscy się w tym gubią” – mówił publicysta tygodnika „wSieci”.

Ks. Henryk Zieliński wsakzał, że okres oczekiwania na stenogramy rodzi wiele pytań i budzi wątpliwości.

„Jeżeli nagrania są z polskiego samolotu, który przyleciał tego samego dnia, którego przyleciała katastrofa, to dlaczego prawie pięć lat czekano na spisanie i przetłumaczenie zapisów? Domysły narzucają się same” – podkreślił redaktor naczelny tygodnika „Idziemy”.

Goście dyskutowali także na temat słów papieża Franciszka o rodzinach wielodzietnych, które stały się tematem wielu dyskusji.

„W tym wszystkim była manipulacja” – zaznaczył ks. Zieliński. „Wyszło na to, że Ojciec Święty wypowiedział się przeciwko rodzinom wielodzietnym. A ta rozmowa dotyczyła konkretnej sytuacji, która ma miejsce na Filipinach. Powiedział coś, co nie jest niczym nowym w nauczaniu Kościoła – mówił o odpowiedzialnym rodzicielstwie, a nie rodzicielstwie z przypadku. Dlatego mówił, że kwestie dzietności trzeba analizować w swoim sumieniu.”

Piotr Zaremba podkreślił, że głównym problemem Ojca Świętego jest to, że próbując dotrzeć do opinii publicznej, używa wyrazistych przenośni.

„ W Polsce pretensje były zgłaszane nie co do treści, ale o to jedno słowo. Rodziny wielodzietne są i tak w Polsce na cenzurowanym i tu o to pojawia się Ojciec Święty, który używa podobnego języka. Ale to też problem Kościoła i popkulturyzacji. Jeśli papież w każdej rozmowie z mediami mówi językiem takim, jak wszyscy, to pojawiają się kłopoty.”

Publicysta jednak wskazuje, że taka sytuacja nie powinna skłaniać konserwatystów do tak surowego krytykowania papieża do jakiego doszło m.in z ust Rafała Ziemkiewicza.

„Ale nawet jeżeli tak jest, to musimy się nauczyć jako katolicy z tym żyć, a nie robić straszny problem. Jeżeli papieża można besztać i krytykować z pozycji konserwatywnych, to jest to coś bardzo dziwnego. Nawiązuję przy tym do skandalicznych słów Rafała Ziemkiewicza. Świat, w którym papieża nazywa się idiotą, jest światem gorszym.”

„Tutaj złą robotę zrobili niektórzy katoliccy publicyści, co dotyczy na przykład Tomasza Terlikowskiego, który wystąpił ze świętym oburzeniem, nie doczytawszy do końca tych słów” – przypomniał ks. Zieliński.

Stanisław Janecki zwrócił uwagę na różnice kulturowe, które mogą utrudniać pojmowanie słów Ojca Świętego.

„To zasadnicza różnica kulturowa – Jan Paweł II był profesorem filozofii, papież Benedykt tym bardziej był zakorzeniony w hermeneutyce, rozumieniem pojęć i śledzeniem ich drogi, a papież Franciszek wywodzi się z kultury, gdzie panuje dominacja nie kultury pisanej, ale mówionej. To chodzenie po ulicy, rozmowa z ludźmi – to zupełnie inna tradycja i inny język, co jest podatne na rozmaite nadużycia.”

„Nie powinniśmy współtworzyć Operacji Franciszek razem z „Gazetą Wyborczą” – spuentował Piotr Zaremba.

lw/lap/Radio Warszawa

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 2826016112


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 30 mar 2015, 10:11 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7531
Lokalizacja: Podlasie
Znalazłem ciekawy tekst z listopada 2010 roku. Być może był już tu zamieszczany, a jeśli nawet był, to warto do niego wrócić, i jeszcze raz mu się przyjrzeć. Pokazuje bowiem wiele nieścisłości, które należałoby wyjaśnić. Wynika też z tego, że Tupolew był przeznaczony dla L. Kaczyńskiego. Czyim właściwie samolotem był Tupolew : prezydenta czy premiera ? Zauważmy też, że Wałęsa i Schetyna wmawiali nam, że Tusk 7 kwietnia poleciał Tupolewem...

W poszukiwaniu prawdy

Tu-154 był w Smoleńsku 9.04, a 7.04 Tusk poleciał Casą

Ojciec Justyny Moniuszko twierdzi, że córka poleciała dzień wcześniej do Smoleńska, czyli w piątek 9. kwietnia. Co więcej, była na pokładzie tego samego samolotu - Tu-154 101.


"- Wpadła na święta. Tylko na chwilę, bo ciągle była w rozjazdach. Już musiała lecieć do Gdańska, do premiera Tuska. Opowiadała, że zaraz po świętach co chwila będzie w podróży do Katynia i Smoleńska. Dzień przed katastrofą też tam była, nawet leciała tym samym samolotem. To latanie to było całe jej życie. Szybko je straciła, za szybko - wspomina ostatnie spotkanie z córką pan Zdzisław".

wiadomosci.onet.pl/raporty/katastrofa-smolenska/justysia-szybuje-wysoko-w-chmurach,1,3355107,wiadomosc.html

Podobnie mówi dla "Lotniczej Polski":

"– Dzień przed katastrofą też była w Smoleńsku, tym samym samolotem – mówi Zdzisław Moniuszko. – A jeszcze wcześniej latała z premierem."

lotniczapolska.pl/Odeszla-Justyna-Moniuszko--stewardessa-z-Bialegostoku,12769

Jakim samolotem leciał Tusk 7. kwietnia?

Barbara Maciejczyk leciała 7. kwietnia do Smoleńska z premierem Tuskiem, ale nie Tu-154, ale Casą! Informacja pochodzi od dziennikarza Radia Zet, Sławomira Krenczyka, który opisuje niewygodny lot Casą 7.kwietnia do Smoleńska i który nawet miał przyjemność rozmawiać z Barbarą Maciejczyk.

"Stewardessa w Smoleńsku była już trzy dni wcześniej. Leciała z delegacją, której przewodniczył Donald Tusk.Wtedy udało jej sie szczęśliwie wrócić do domu. O przedostatnim locie Maciejczyk wspomina jeden z dziennikarzy, którzy w środę byli na uroczystościach w Katyniu. Tyle, że wtedy delegacja wraz z dziennikarzami na miejsce poleciała nie tupolewem, ale wojskowym samolotem CASA.

- Warunki mieliśmy spartańskie. Siedzieliśmy obok siebie na wąskich, niewygodnych ławach i rozmawialiśmy całą drogę.
Uśmiechnięta,ciepła, pełna życia dziewczyna opowiadała mi o swoim marzeniu z młodości, gdy chciała zostać pilotem.

- Wspominała o tym, że niedawno dostała mundur i chętnie go zakłada, bo dzięki niemu już się tak nie wyróżnia na pułkowej stołówce. Mówiła, że nie chce latać w cywilnych liniach lotniczych - mówi Sławek Krenczyk, reporter Radia ZET".

http://www.fakt.pl/Barbara-Maciejczyk-3 ... 180,1.html

Już chyba nie ma teraz wątpliwości, że Tu-154 nie poleciał do Smoleńska 7. kwietnia.

Ale powstaje kolejne pytanie: Dlaczego Tu-154 lądował na lotnisku Siewiernyj 9. kwietnia, dlaczego nie poinformowano oficjalnie o tym zdarzeniu?

-----

Notki na temat:

Tu-154 nie poleciał do Smoleńska 7 kwietnia!

clouds.salon24.pl/227496,tu-154-nie-polecial-do-smolenska-7-kwietnia



Tu-154 i Jak-40 - czas przelotu do Smoleńska

clouds.salon24.pl/235982,tu-154-i-jak-40-czas-przelotu-do-smolenska



Tusk 7. kwietnia przyleciał wcześniej i się spóźnił

clouds.salon24.pl/244230,tusk-7-04-przylecial-wczesniej-i-sie-spoznil

- ten ostatni wątek też się wyjaśnił. Jeżeli Tusk leciał do Smoleńska Casą, mógł się wtedy spóźnić. Planowany przelot Casy Warszawa - Smoleńsk to 2 godziny 35 minut!

Plan lotu na 7. kwietnia - clouds.web-album.org/photo/364929,program-10-04-2010-i-program-lotu-7-04-2010 (żeby ściągnąć zdjęcie w powiększeniu, należy w "opcjach" po prawej stronie kliknąć "Pobierz oryginalne zdjęcie".

UPDATE nr 1- od 9 minuty:

(filmik już nie działa)

"Wiadomo, że w Smoleńsku lądował między innymi Lech Wałęsa, ostatnio lądowali tam też Donald Tusk i Władimir Putin, z tymże polski premier lądował tam wówczas innym samolotem, wojskową Casą".

---------

UPDATE nr 2:

9 kwietnia były identyczne warunki pogodowe jak 10. kwietnia w Smoleńsku: http://www.wunderground.com/history/wmo ... story.html



---------

UPDATE nr 3: komentarze użytkownika szpak80:

"Przyjrzałem się pogodzie w Smoleńsku w kwietniu. Było 9 dni z mgłą o różnym natężeniu ale tylko 10.04 była mgła z widzialnością 500m i wiatrem 10.8 km/h, jeszcze 9 kwietnia jest wiatr 7,2 i widzialność 500m., a tak to kiedy występuje określenie "gęsta mgła" i widzialność 500m, wiatru albo nie ma ("cisza") albo jest rzędu 3km/h.
Przejrzałem też marzec mgła była 3 razy, w tym raz wieczorem(21)-wiatr 7,2, widzialność 500m. Zerknąłem na 2009 rok i okolice 10 kwietnia i też nie mogłem znależć "gęstej mgły" i wiatru ok. 10 km.

Tu jest zestawienie tych 9 mglistych dni z kwietnia: http://imagebox.pl/out.php/i46963_kwmgl.jpg

http://www.wunderground.com/history/wmo ... atename=NA

18.04.2008

Znalazłem tylko 1 dzień kiedy w Smoleńsku było 500m widoczności i wiatr 10.8km/h tyle że o 7.00. a nie o 10 jak 10 kwietnia"

(18 kwietnia 2008 w Smoleńsku został otruty funkcjonariusz ruchu lotniczego, zmarł w szpitalu - http://www.gorodnews.ru/gorod/item.php?id=658)

źródło : http://clouds.salon24.pl/246980,tu-154- ... ecial-casa

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 01 kwi 2015, 10:12 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7531
Lokalizacja: Podlasie
Konferencja UKSW. Mec. Wassermann: Nie wiedziałam, że wymiar sprawiedliwości może być tak nieuczciwy

Obrazek

Jeszcze nie odczytano czarnych skrzynek, a Rosjanie już wiedzieli, że winni są Polacy

— mówiła Ewa Błasik w czasie konferencji dotyczącej Smoleńska, jaka odbywa się na UKSW.

Na początku wdowa po gen. pilocie Andrzeju Błasiku wróciła do pierwszych chwil po katastrofie smoleńskiej.

Każdy z nas miał nadzieje, że ktoś przeżył tę katastrofę. Prawda okazała się tak przerażające, że wciąż nie potrafimy o tym mówić spokojnie. Wszyscy zginęli. Złożyli ofiarę życia w służbie Rzeczypospolitej. Równie przerażające były następne dni, miesiące, lata. Media zaczęły rozpowszechniać kłamstwa o braku wyszkolenia pilotów, naciskach prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jeszcze nie odczytano czarnych skrzynek, a Rosjanie już wiedzieli, że winni są Polacy. Potem były następne oszczerstwa. Mówiono choćby o tym, że mój mąż kazał lądować pilotom

— mówiła Ewa Błasik.

Dodała, że „rosyjska komisja zniesławiła i ciężko obraziła mojego męża, uderzając w jego honor kłamstwem”.

Stwierdzono choćby, że był pod wpływem alkoholu. To rozpowszechniano nie tylko w Rosji, ale i w Polsce i na całym świecie

— tłumaczyła.

Ewa Błasik wskazała, że „gdy oczerniano polskiego generała rząd, premier, prezydent milczeli”.

Nie przyszli mi z pomocą, nie sięgnęli po pomoc międzynarodową. Dopiero niezależne działania pokazały skalę kłamstwa. Wydawało się, że kłamstwa są już jasne. Jednak myliłam się, miałam tylko rok spokoju. Prokuratura wojskowa znów wraca do sprawy mojego męża. Znów chce się uwiarygodnić rosyjski scenariusz. Przemysł pogardy pracuje pełną parą. Minione dni do złudzenia przypominają mi pierwsze dni po 10 kwietnia. Podobnie jak dziś rząd i prezydent nie reagują. Gdzie oni są, kto stanie w obronie honoru polskich oficerów? Dlaczego kłamstwem posługują się ludzie w mundurach polskich wojskowych?

Polityka ocieplania wobec Rosji zbankrutowała. Trwa wojna na Ukrainie. Jak to możliwe, że w tym samym czasie prokuratura oskarża polskich pilotów, Dowódcę Sił Powietrznych. W okresie zagrożenia dla Polski powraca się do skompromitowanych wiadomości Moskwy?

— tłumaczyła Ewa Błasik.

Dodała, że „testament jej męża jest aktualny, jego dążenie do budowy zdrowego wojska jest niezrealizowane”.

Inny z członków rodzin Andrzej Melak skupił się na problemach dotyczących upamiętnienia ofiar tragedii smoleńskiej.

Od początku, gdy zginęła nasza elita, ja jako członek Komitetu Katyńskiego zdawałem sobie sprawę, że nie jest to zdarzenie przypadkowe, że ono nie mogło wynikać z błędów załogi. (…) Pytaliśmy o wrak, o zwrot dowodów. Gdyby nie media niezależne, gdyby nie zespół parlamentarny wyjaśniający sprawę smoleńską, sprawa zostałaby zamieciona pod dywan, jak życzyła sobie Moskwa. Rząd abdykował na rzecz obcego mocarstwa w sprawie, w której zginęła niemal cała elita Polski. Gdy po kilku miesiącach nie upamiętniono w żaden sposób tragedia, z inicjatywy Stowarzyszenia Katyń 2010 stanął w Smoleńsku krzyż i wmurowano tablicę dotyczącą Smoleńska. Tablica ufundowana przez rodziny była czymś takim, jak pomnik katyński ustawiony przez Polaków na Powązkach. Ta tablica pół roku była i świadczyła prawdę o tym, co działo się w Smoleńsku. Przed wizytą prezydenta Komorowskiego ona została jednak nagle zdjęta i zastąpiona tablicami nie mówiącymi niczego. Trudno się dziwić, że tak się stało, skoro Komorowski usunął krzyż sprzed Pałacu, skoro sprzed Pałacu znikały znicze itd. Tablica w efekcie trafiła do Polski

— tłumaczy Melak.

Warszawa, stolica Polski, w którym mieszkał Prezydent RP, do dnia dzisiejszego nie wystawiła pomnika. Gdy przewodniczący ogólnopolskiego komitetu wystąpił w tej sprawie z pismem o wskazanie lokalizacji i zasugerował Krakowskie Przedmieście, otrzymał odpowiedź, w której czytamy, że prezydent Warszawy nie wyznacza miejsca na pomniki. Przypomniano, że na prośbę rodzin wskazano po ustaleniach z Prezydentem miejsce za Teatrem Wielkim. Ani słowa nie powiedziano o tym, że Krakowskie Przedmieście podlega ochronie konserwatorów zabytków i że on wyklucza taką lokalizację. Proponowaliśmy, żeby na swoje miejsce wrócił pomnik Poniatowskiego, zaś na jego miejscu, by powstał pomnik ofiar tragedii smoleńskiej

— zaznaczył Melak.

Z kolei mec. Małgorzata Wassermann, córka Zbigniewa Wassermanna wspominała, że bardzo zawiodła się na wymiarze sprawiedliwości w Polsce.

10 kwietnia zdarzyło się coś, co wielu się wydaje, że nigdy ich nie dotknie. Przez pięć lat walczy we mnie podwójna rola córki i prawnika. Ostatnie 10 lat życia mojego taty, to był czas komisji śledczych itd. Widziałam głównie papiery. Potem nagle okazało się, że go nie ma. Gdy o tym myślę, to mam jedno wrażenie. Kojarzyłam tatę z ministrem Macierewiczem. Dziękuję Panu panie ministrze, że walczy Pan o prawdę w tej sprawie, jak walczył Pan wraz z moim ojcem w ważnych dla Polski kwestiach. Dlaczego o tym mówię? Pracuję od 23. roku życia, od ośmiu lat mam własną kancelarię. Zawsze wierzyłam w sprawiedliwość, zawszę bardzo wierzyłam w wymiar sprawiedliwości. Wiedziałam jednak, że wymiar sprawiedliwości nie jest taki uczciwy, ale nie wiedziałam, że może być taki nieuczciwy. Najgorsze jest, gdy policjant wypuszcza kogoś wiedząc, że jest winny lub oskarżając niewinnego. Chciałam wierzyć, że prokuratura wykona pracę swoją uczciwie. Jednak szybko opadły moje złudzenia. Dziś już nie mam takich złudzeń

— mówiła mec. Wassermann.

I przytoczyła spotkanie, jakie miało miejsce w 2010 roku.

Na UJ, który kończyłam, doszło do spotkania rocznicowego. Tam były najważniejsze osoby wymiaru sprawiedliwości. I zostałam zaproszona tam przez rektora, choć nie wiedziałam dlaczego. Ludzie w czasie tego spotkania gratulowali sobie, że nie ulegli i że dzięki nim nie mamy już komuny. Pytałam ich wtedy czy wiedzą co dzieje się ws. Smoleńska, jak się łamie procedury. I nikt do mnie nie podszedł, nikt nic mi nie powiedział. A przecież łamana w tym śledztwie była procedura karna, którą oni pisali. Jedyne co od tych ludzi usłyszałam, było „dzień dobry”. Oni zachowywali się, jakby mnie się bali. To dla mnie jedno z największych rozczarowań zawodowych. Oni są na szczycie, wiedzą jak to powinno działać, myślałam, że oni powiedzą, że tak nie można, że to złamanie zasad i reguł. Dla mnie reakcja tych ludzi to był szok

— tłumaczyła prawnik.

Dodała, że „ci ludzie wielokrotnie mówili, że procedura i standardy są najważniejsze, ale w tej sprawie zamknęli oczy”.

Milczą. Całe środowisko prawnicze jest w największej części ślepe i głuche na to, co się dzieje. Oni się boją powiedzieć coś złego, a nic dobrego nie da się powiedzieć

— zakończyła swoje wystąpienie Mec. Wassermann.

Kolejną osobą, która zabrała głos był Mateusz Kochanowski, syn śp. Janusza Kochanowskiego.

Straciliśmy członków rodzin, wiele osób, straciliśmy również znajomych, ale i zyskaliśmy nowych przyjaciół. Mówi się, że katastrofa smoleńska podzieliła naród, jednak naród był podzielony od dawna. Smoleńsk jedynie pokazał, co się dzieje w Polsce. Tragedia pokazała, jaki był stan państwa. Wiele osób jednak nie wyciągnęło wniosków. Ja dzięki temu poznałem prawdę o państwie, zainteresowałem się nim. Widzę tu wielu młodych ludzi i się cieszę, że ten temat interesuje ich

— wskazał Kochanowski.

Piotr Walentynowicz odniósł się z kolej do prawdy i działania państwa w sprawie smoleńskiej.

Prawdy w sprawie smoleńskiej wciąż nie ma. W czasie ekshumacji zobaczyłem, jak zakłamaną jest polska prokuratura wojskowa. Prokuratura wskazywała za zamkniętymi drzwiami, że nie ma żadnych dowodów na prawdziwość identyfikacji ciała mojej babci. Studiując te dokumenty zobaczyliśmy, jak zakłamany jest rząd w tej sprawie. Pięć lat bez prawdy do straszny wynik. Apeluję, by władzy nie pozwolić bić takich rekordów

— mówił wnuk śp. Anny Walentynowicz, która zginęła w Smoleńsku.

Na koniec głos zabrała Alicja Zając, wdowa po senatorze PiS.

Kochaliśmy naszych zmarłych, kochamy Polskę, ale przede wszystkim kochamy prawdę. (…) W Warszawie nie ma pomnika, ale w całej Polsce widać miejsca pamięci o ofiarach tragedii smoleńskiej. Te pomniki widać też w sercach. W Polsce pamięć o tych, którzy odeszli, wiedza o tym, co się dzieje od pięciu lat przeraża Polaków. Dziś jest czas, by Polacy się obudzili, by nie wierzyli we wszystko, co się pojawia, by wierzyli tym, którzy mówią prawdę

— mówiła Alicja Zając.

saż

http://wpolityce.pl/smolensk/239272-kon ... nieuczciwy

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 17 kwi 2015, 07:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Dziennikarz miażdży PO. „Smoleńska nie mogę wybaczyć”

„W centralnym punkcie miasta stoi jakaś kretyńska palma, a pomnik ofiar planuje się przy pętli”.
Krzysztof Stanowski, popularny autor bloga o sporcie, masakruje politykę władz i PO dotyczącą sprawy smoleńskiej. Zaznacza na początek, że „nigdy nie należał do 'sekty smoleńskiej', jak pogardliwie określa się ludzi, którzy nie wierzą w katastrofy lotnicze”.

„Mimo mojej znieczulicy życiowej i mimo przekonania, iż mieliśmy do czynienia z wypadkiem komunikacyjnym, uważam, że tamtym ludziom należy się pamięć, a rodzinom – spokój. I z obrzydzeniem obserwuję, do czego dziś służy Smoleńsk, jak się nim gra, w jaki sposób można nim atakować i się bronić. Mnie, Polaka, obraża to, iż tragiczna śmierć elity polskiej polityki dzisiaj jest tylko narzędziem walki, cynicznej i podłej. Nie znałem nikogo, kto leciał tym samolotem, nie odwiedziłem ani jednego grobu. Tym bardziej poraża mnie, jak wielkie skur....ny rządzą tym krajem, skoro potrafią bezcześcić pamięć swoich niedawnych kumpli” - pisze w mocnym tekście Stanowski. I dodaje, że „tym samolotem lecieli politycy ze wszystkich opcji”. „Jakim moralnym karłem trzeba być, by używać rozczłonkowanych ciał dawnych kolegów i przyjaciół do nieustannej politycznej łomotaniny?” - zastanawia się dziennikarz.

Dodaje, że „trzy lata temu nie chciało mu się o Smoleńsku już słuchać”. „Ale dzisiaj coraz częściej mi się chce. Nie mogę uwierzyć, że przez pięć lat wrak leży w Rosji, że leżą tam też czarne skrzynki. W głowie mi się nie mieści, że duże państwo – a przecież Polska to duże państwo – może być tak bezradne w sprawie dla siebie tak szczególnej. Kiedy słucham wypowiedzi Bronisława Komorowskiego, ewidentnie bagatelizującego sprawę owego wraku i skrzynek, czuję się zażenowany, że mam takiego prezydenta. Szczerze zażenowany” - zaznacza Stanowski.
I przypomina, że „kiedy spadł samolot Germanwings, następnego dnia śledczy odczytali skrzynki i stwierdzili nawet, iż pilot 'spokojnie oddychał'”. Dziennikarz wskazuje na to, co w sprawie smoleńskiej dzieje się z odczytami z kokpitu tupolewa. „Przez pięć lat nie mogą odczytać, co i kto dokładnie powiedział. Kiedy widzę, jak kilka dni przed rocznicą katastrofy – poprzez przeciek kontrolowany – wypływają nowe stenogramy, stworzone tylko po to, by raz jeszcze kampanię nakierować na wątek smoleński i raz jeszcze dokonać podziału na 'oszołomów' i 'normalnych', jest mi za takie państwo wstyd” - dodaje.
Wskazuje, że w sprawie smoleńskiej „Polska – jako państwo – przekracza granicę obciachu”. „Gdy stenogram służy jedynie do tego, by wygrać wybory, a nie do tego, by poznać prawdę – mierzi mnie to. Jestem wstrząśnięty tym, za jakich durniów politycy mają obywateli tego kraju, a jeszcze bardziej wstrząsa mną fakt, że mają rację. Że te ich nędzne zagrywki, propaganda dla upośledzonych umysłowo, tania i kiczowata, ponownie przyniesie skutek” - tłumaczy.

Odnosi się także do ostatnich publikacji w sprawie smoleńskiej. „Jestem wstrząśnięty tym, jak zachowują się media, jakim szmatławcem okazał się „Newsweek”, zbyt brudnym nawet, by podetrzeć nim d.pę. Jestem zażenowany tym, co wyczynia się w mediach głównego nurtu, w TVN24 i w jego flagowym produkcie „Szkło Kontaktowe”, którym się przez ostatnie dni znowu katowałem, by sprawdzić, czy cokolwiek zmieniło się na lepsze. Rany, przecież to jest telewizja z Korei Północnej, tylko dopieszczona technicznie…” - podkreśla.
I wskazuje, że „cała machina pracuje na to, by Platforma Obywatelska wygrała wybory na jesieni i by za miesiąc wygrał Komorowski”. „Tego Smoleńska nie mogę przeboleć i nie mogę wybaczyć, bo to kwestia przyzwoitości” - zaznacza.

Stanowski zaznacza, że pomnik dla ofiar tragedii smoleńskiej powinien stanąć. „Leciał prezydent, jego żona i dziewięćdziesiąt cztery inne osoby, każda z własną historią. Lecieli, by zapalić świeczkę po żołnierzach zabitych w Katyniu. Mogłem nie głosować na Lecha Kaczyńskiego, mogłem go nawet nie lubić, ale był prezydentem tego kraju i zginął podczas wykonywania obowiązków służbowych, podczas zagranicznej delegacji – a to wydarzenie w naszej historii bez precedensu. Wydawało mi się naturalne, że powstanie godny pomnik, który tych ludzi upamiętni. I kiedy widzę, że nawet z tego zrobiono pole walki o głosy… Aż trudno w to uwierzyć…” - zaznacza.

Dodaje, że „jako warszawiak źle się czuje w mieście, w którym w centralnym punkcie stoi jakaś kretyńska palma, a gdzie indziej brzydka tęcza, natomiast pomnik ofiar katastrofy planuje się przy pętli autobusowej”. „Nie twierdzę, że miał stanąć zamiast palmy, albo zamiast tęczy, ale twierdzę, że powinien stanąć w godnym miejscu i jeśli patrzę na palmę (k..wa, palmę!), to nie chcę słyszeć o koncepcji urbanistycznej, do której pomnik ofiar nie pasuje” - podkreśla.

Odnosząc się do ludzi obecnej władzy Stanowski wskazuje, że „najbardziej go boli, że rządzą (Polską – red.) ludzie podli”. „Wyzbyci resztek człowieczeństwa – a przynajmniej ja ich tak postrzegam. Niestety, mam świadomość, że muszę się do nich przyzwyczaić, ponieważ opanowali tylko jedną, za to kluczową umiejętność – utrzymania się na powierzchni. Nawet jeśli za ostatnią deskę ratunku robią smoleńskie trumny” - zaznacza autor tekstu.

Tekst Stanowskiego wywołał spore zainteresowanie w mediach. Odnosząc się do komentarzy autor tekstu zaznaczył, że ma lewicowe poglądy oraz, żeby go nie utożsamiać z konserwatywnym spojrzeniem na świat. Wydaje się, że w tej sytuacji jego tekst ma nawet silniejszą wymowę...
ez

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 3534370135


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 29 kwi 2015, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Zakładnicy Putina robią w gacie

Fałszywka w postaci „nowych stenogramów” wrzucona do mediów tuż po świętach przez wyznawców sekty pancernej brzozy wcale nie świadczy o jakiejś starannie przygotowanej ofensywie uczestników zbrodniczego smoleńskiego spisku, ale o panującej tam panice, chaosie i kompletnie rozregulowanych emocjach spowodowanych narastającym strachem.
Strachem wywołanym między innymi książką Jurgena Rotha oraz publikacjami niemieckiej prasy zapoczątkowanymi przez „Bild”. Mówi się tam już otwarcie o zawiązanym polsko-rosyjskim spisku, który dokonał w Smoleńsku zamachu.

Wszyscy ci, którzy dążą do ujawnienia prawdy i ukarania osób odpowiedzialnych i współodpowiedzialnych za zamach muszą w obliczu zaistniałej sytuacji zachować zimną krew i trzeźwe myślenie, tym bardziej, że właśnie tej zimnej krwi i trzeźwego myślenia zaczyna brakować zdrajcom.
Tę wrzutkę służb śmiało można określić jako raport Anodiny II. Podczas ogłaszania tego pierwszego Tusk uciekł w Dolomity. Teraz wyemigrował do Brukseli. Ci, którzy mu dzisiaj zazdroszczą kariery nie rozumieją jednego. Ten uwikłany w narodową zdradę i zbrodnię człowiek już do końca swoich dni będzie tylko uciekał. Miejmy nadzieję, że kiedyś wolna Polska sprowadzi go tu nad Wisłę i sprawiedliwie osądzi.

Smoleńsk jest w stanie zdetonować wielki ładunek wybuchowy, który wysadzi w powietrze tę całą III RP. Oni o tym wiedzą. Oczywiście nie mam tu na myśli tylko przedstawicieli władzy i służącej jej prokuratury. Tak się złożyło, że zakładnikami smoleńskiej zbrodni stali się także salonowi dziennikarze, niemal wszystkie powołane po 1989 roku „autorytety”, a także cała armia tak zwanych ekspertów, celebrytów i komediantów nazywanych artystami, którzy przewijali się przez media i uwiarygodniali wersję zamachowców. Oczywiście przyjdzie taki czas, że część tych ludzi będzie biło się w piersi, kajało i przysięgało, że ulegli kłamliwej propagandzie podobnie jak spora część polskiego społeczeństwa, ale nie będzie to tłumaczenie wiarygodne.
W przypadku smoleńskiego zamachu wystarczyło kierowanie się zwykłym chłopskim rozumem, a nie fałszywego „mędrca szkiełkiem i okiem”.

Każdy, kto nie ma już 12 lat i kręconych loczków wie, że w cywilizowanym świecie wszelkie spekulacje dotyczące przyczyn katastrof lotniczych toczą się krócej lub dłużej, ale tylko do momentu odnalezienia i odczytania czarnych skrzynek. Historia nie zna przypadku, aby po ich odnalezieniu przez długie pięć lat trwało ich odczytywanie i publikowanie kolejnych kłamliwych i wykluczających się nawzajem wersji stenogramów. Historia nie zna też przypadków, kiedy tuż po lotniczej katastrofie na miejsce zdarzenia zamiast specjalistów i profesjonalnych służb wysłano by archeologów, a z takim przypadkiem mieliśmy do czynienia w przypadku smoleńskiej katastrofy.

Kontynuując mój smoleński cykl artykułów chcę przypomnieć dzisiaj Czytelnikom propagandowy zabieg, którego celem było uspokojenie opinii publicznej wstrząsanej mnożącymi się doniesieniami o kolejnych szczątkach odnajdywanych na miejscu zdarzenia już po tym jak obecna premier Ewa Kopacz dopuściła się dwóch potwornych, obrzydliwych i nieludzkich kłamstw przemawiając z trybuny sejmowej tymi słowy: Z wielką uwagą obserwowałam pracę naszych patomorfologów przez pierwsze godziny. Pierwsze godziny nie były łatwe i to państwo musicie wiedzieć. Przez moment nasi polscy lekarze byli traktowani, jako obserwatorzy tego, co się dzieje. To trwało może kilkanaście minut, a potem, kiedy założyli fartuchy i stanęli do pracy razem z lekarzami rosyjskimi, nie musieli do siebie nic mówić. Wykonywali jak fachowcy swoją pracę, z wielkim poszanowaniem ofiar tej katastrofy […] Dziś wiem, że dotrzymaliśmy słowa. Dotyczy to nie tylko sprawy ciał, które trafiły, jak państwo wiecie, jako ostatnie na nasze lotnisko w liczbie 21 bodajże w piątek, bo najmniejszy skrawek został przebadany. Gdy znaleziono najmniejszy szczątek na miejscu katastrofy, wtedy przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości ponad 1 m i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny. Każdy przebadany skrawek został przebadany genetycznie. Dlatego jest ta dzisiejsza informacja i to, co się dzieje na tej sali - szczera rozmowa z państwem. Szczególnie wam, bo wy prosiliście o tę informację, chcielibyśmy przekazać, że z pełną starannością zabezpieczyliśmy wszystkie szczątki, jakie znaleziono na miejscu wypadku.

Dzisiaj wiemy już, że nie tylko nikt starannie nie przesiewał i nie przekopywał ziemi na metr w głąb. Okazało się także, że przy sekcjach zwłok nie asystowali polscy lekarze i patomorfolodzy. Mało tego, polskiego lekarza ani patomorfologa nie było przy sekcji zwłok śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Autorka tych podłych smoleńskich łgarstw zastąpiła na stanowisku zbiegłego do Brukseli swojego pryncypała i byłego premiera Tuska. Kopacz jako szefowa rządu to wymowny symbol upadku III RP. Osoba tego pokroju w poważnym państwie nie mogłaby sprawować żadnej funkcji publicznej. Mam pomysł gdzie mogłaby zarabiać na wikt i opierunek, ale z ostrożności procesowej tego nie napiszę. Z resztą publiczne szalety są już dzisiaj rzadkością.

Ale wróćmy jeszcze do dawno zapomnianego już wątku archeologów. To właśnie piękną obywatelską inicjatywę tego środowiska z prof. Markiem Dulniczem na czele postanowiła propagandowo wykorzystać władza chcąc uspokoić nastroje społeczne. Oczywiście udawano, że archeolodzy mają zapalone zielone światło. Przypomnijmy historię tej wyprawy.

PAP, 5 maja 2010r.
Tusk powiedział, że chce, aby na tym obszarze mogli pracować polscy archeolodzy. "Po to, aby rzeczywiście już w sposób tak skrajnie profesjonalny przeszukać każdy fragment terenu, gdzie mogłyby się znaleźć fragmenty samolotu lub przedmioty, które pozostały po ofiarach" - tłumaczył premier. Dodał, że nie wyobraża sobie, aby Rosjanie się na to nie zgodzili. Zapowiedział jednak, że jeśli zasygnalizowane zostaną mu jakiekolwiek problemy, będzie interweniował.

IAR, 05 maja 2010 r.
„Minister w Kancelarii Premiera Michał Boni poinformował, że do Smoleńska pojedzie grupa kilku archeologów z Polski, by przeprowadzić prace na miejscu katastrofy. Naukowcy mają za zadanie zabezpieczyć przedmioty pozostałe po rozbitym samolocie.
Michał Boni tłumaczył, że z podmokłego terenu pod Smoleńskiem cały czas na wierzch wychodzą przedmioty, zatopione tam w chwili katastrofy. Minister dodał, że grupa archeologów będzie gotowa do wyjazdu w przyszłym tygodniu, a prośba o zgodę na ich prace została już przekazana Rosjanom. W pierwszym etapie archeolodzy spędzą około 10 dni pod Smoleńskiem, lecz najpewniej nie będzie to ich jedyny wyjazd.”
- „Profesjonalnie, fachowo, z użyciem odpowiednich narzędzi cały ten teren można przebadać szukając wszystkich pozostałości - zaznaczył minister oceniając projekt archeologów z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.”

Polska Kurier Lubelski, 6 maja 2010 rok
„Szef kancelarii premiera Michał Boni informował, że do Smoleńska wybierają się archeolodzy z Lublina w celu zbadania szczątków w miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu. Jednak naukowcy nic o tym nie wiedzą.
Katarzyna Mieczkowska-Czerniak, rzecznik prasowy UMCS zaprzecza, aby do Smoleńska wybierała się ekspedycja archeologów z UMCS. - Archeolodzy nigdzie się nie wybierają. Nic o tym nie wiem - poinformowała rzeczniczka.
O sprawie nic nie wie także prof. Andrzej Kokowski, dyrektor Instytutu Archeologii UMCS. Trudno w to uwierzyć, aby szef lubelskich archeologów nie wiedział nic o takiej ekspedycji.”

PAP, 10 maja 2010 r.
„W drugiej połowie tygodnia do Smoleńska wyjedzie grupa archeologów, która ma zbadać teren na miejscu katastrofy - poinformował minister w kancelarii premiera Michał Boni. Jest zapowiedź, że Rosjanie wyrażą na to zgodę. Boni powiedział w TVN24, że archeolodzy mają wyjechać "po uzyskaniu zgody strony rosyjskiej". - Była nota dyplomatyczna w tej sprawie i rozmawiał minister (spraw wewnętrznych i administracji) Miller. Jest zapowiedź strony rosyjskiej, że zostanie to rozpatrzone pozytywnie - powiedział Boni.
- Jest poniedziałek, mam nadzieję, że w ciągu dzisiejszego, jutrzejszego dnia będziemy wiedzieli i w drugiej połowie tygodnia ekipa będzie gotowa - dodał.”

Wprost, 14 maja 2010r.
„Najpewniej jeszcze w piątek dojdzie do rozmowy telefonicznej Donalda Tuska z Władimirem Putinem - poinformował minister SZ Radosław Sikorski, który tego dnia rozmawiał przez telefon ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem.
"To była rozmowa przygotowawcza do rozmowy premierów, do której być może dojdzie jeszcze w dniu dzisiejszym" - powiedział Sikorski.Minister mówił, że z szefem rosyjskiej dyplomacji rozmawiał m.in. o przekazaniu Polsce zapisów z czarnych skrzynek z katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem, co określił jako najpilniejszą sprawę, oraz o wyjeździe polskich archeologów na miejsce tragedii.”
Polskie Radio, piątek 28 maja 2010 r.
„Opóźnia się wyjazd polskich archeologów na miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. MSZ twierdzi, że powodem są kwestie prawne. Kancelaria premiera: naukowcy teraz mają sesję egzaminacyjną.”

Radio zet, 1 czerwca 2010r.
„Jest zgoda Rosjan na wyjazd polskich archeologów do Smoleńska - dowiaduje się Radio ZET. Polscy naukowcy mają przeszukać miejsce katastrofy prezydenckiego tupolewa. Wyjazd może dojść do skutku w drugiej połowie czerwca.
O tym, że archeolodzy planują taki wyjazd Radio ZET mówiło jako pierwsze. Teraz już wiemy, że mogą oni wyjechać w drugiej połowie czerwca.
Grupie archeologów będą towarzyszyć polski konsul i polski prokurator wojskowy. I to do nich będzie należała decyzja, co będzie należało zrobić z materiałami i szczątkami, które mogą być odnaleziona na miejscu katastrofy.”

6 czerwca w tragicznym wypadku samochodowym ginie wraz z żoną Grażyną pomysłodawca i szef wyprawy archeologów, pan prof. Marek Dulnicz, wicedyrektor Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Super Expres, 11 czerwca 2010r.
„Jest szansa, że już 15 czerwca grupa polskich archeologów pojedzie badać miejsce katastrofy w Smoleńsku. Wyjazdu nie opóźni nawet niespodziewana tragedia - w minioną niedzielę w wypadku samochodowym zginął szef wyprawy prof. Marek Dulinicz (+43 l.).”

Radio Zet, PAP, 15 czerwca 2010 r.
„Polscy archeolodzy jak na razie nie wyjadą do Smoleńska, aby zbadać teren po katastrofie prezydenckiego samolotu - poinformowało Radio ZET. Polski rząd jeszcze nie podpisał umowy z naukowcami w tej sprawie.
Naukowcy byli gotowi do wyjazdu już dwa miesiące temu, ale blokuje ich brak umowy, która miała być podstawą ich działań.
W tej chwili przeszukanie miejsca katastrofy jest już niemożliwe z powodu bujnej roślinności, która wyrosła na tym terenie i utrudnia poszukiwania. Badania będą możliwe dopiero jesienią.”

Do tego momentu archeologom z całego świata nie przeszkadzały całe minione wieki, a nawet tysiąclecia. W przypadku Smoleńska na przeszkodzie stanęła bujna roślinność, która wyrosła dwa miesiące po katastrofie.
Na koniec wszystkim uwikłanym w zamach i wspierającym sektę pancernej brzozy ku przestrodze coś przypomnę. Otóż nawet w tak nieodległej przeszłości dochodziło do wydarzeń, których nikt nie był w stanie przewidzieć. Rosja już kiedyś chcąc ukryć swoją odpowiedzialność za zbrodnię przetrzymywała czarne skrzynki nie pięć, ale całe dziewięć lat. Było to po zestrzeleniu w 1983 Boeinga 747, należącego do Korean Air i wykonującego lot nr 007. Dopiero na fali przemian Borys Jelcyn w 1992 roku zwrócił je władzom Korei przyznając się tym samym do zbrodni. Tego samego roku na polecenie Jelcyna ujawniono „teczkę specjalną nr 1” dotycząca zbrodni katyńskiej.

Zapamiętajcie sobie zdrajcy i zbrodniarze, że jesteście zakładnikami Putina i musicie trzymać za niego kciuki oraz wznosić modły o jego zdrowie. Nie daj Boże, żeby go gdzieś zawiało, albo dostał katarku lub kaszelku. Z przerażeniem musicie obserwować, jak nietykalny i wyłączony spod krytyki w 2010 roku dyktator staje się dzisiaj wrogiem nr 1 wolnego świata. Jego koniec może być także waszym końcem. Czas pakować manatki i szukać azylu w Korei Północnej.

http://kokos.salon24.pl/642973,zakladni ... ia-w-gacie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 23 cze 2015, 06:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Wstrząsające wyznania oficera polskiego wywiadu. „10 kwietnia został zaplanowany”

Masz wolny dzień, jest ładna pogoda, idź na spacer – usłyszał od swoich przełożonych w dniu katastrofy smoleńskiej oficer Agencji Wywiadu Piotr Wroński, gdy próbował dowiedzieć się czy obowiązuje stan podwyższonej gotowości. Wraz z upływem czasu jest coraz bardziej przekonany o możliwości zamachu.

10 kwietnia 2010 roku we wszystkich polskich służbach specjalnych panował chaos połączony z biernością. Zadzwonił do mnie kolega z ABW zdziwiony, że u nich właściwie też nic się nie dzieje – mówi pułkownik Piotr Wroński. W poniedziałek z kolegą, z którym razem jeździliśmy do pracy, włożyliśmy czarne krawaty. Ktoś powiedział mi na korytarzu, żebym się nie wygłupiał i nie robił demonstracji politycznych (…). Zszokował mnie – dodaje oficer.

Zdaniem byłego pracownika Agencji Wywiadu wszystkie polskie służby powinny być postawione w stan gotowości już 10 kwietnia. – Jeżeli mamy nadzwyczajną sytuację, a taką jest tragiczna śmierć prezydenta i 95 towarzyszących mu nietuzinkowych osób, to każda służba na świecie a priori zakłada, że doszło do zamachu – mówi. Wszelkie teorie powinny być badane, a nie odrzucane od razu z przyczyn politycznych. Piotr Wroński podkreśla, że w katastrofie smoleńskiej zginął między innymi wiceminister odpowiedzialny za zakup uzbrojenia dla polskiej armii, a jego śmierć opóźniła nasze negocjacje z USA i dała czas Rosji.

Scelus in fecit cui prodest – zbrodnię popełnił ten, kto odniósł z niej korzyść. A kto odniósł? Rosjanie i obóz władzy w Polsce – z przykrością stwierdza polski oficer, który ma żal do Donalda Tuska, że w dniu tragedii smoleńskiej obściskiwał się z ówczesnym premierem Rosji. - Putin przejął inicjatywę. Widziałem jego zimną twarz. Dobrze wiedział, co robi. (…) Dzięki nieobecności służb, skreśleniu od razu tezy o zamachu, można dojść do wniosku, że polski rząd był szczerze zainteresowany pozbyciem się niektórych ludzi – mówi Wroński, który przez sześć lat pracował w polskiej placówce dyplomatycznej w Londynie i ochraniał wiele wizyt zagranicznych Prezydenta oraz premierów RP. Jego zdaniem funkcjonujące wtedy procedury sprawdzały się, a 10 kwietnia w ogóle nie zostały dopełnione. – Jak to możliwe, że lotnisko nie wiedziało o lądowaniu niespełna dwa dni przed?! O prywatnej wizycie prezydenta Kwaśniewskiego dowiadywałem się z depeszy prawie miesiąc wcześniej – mówi oburzony przygotowaniem wizyty oficer.

Bardzo znamienne są różnice, jakie zauważył były pracownik AW w mediach relacjonujących lotniczą katastrofę z 10 kwietnia. – Miałem dwa telewizory i dwa komputery. Jednocześnie oglądałem Rossija1, TVN24, BBC i CNN. (…) Cóż zobaczyłem? Niespełna godzinę po katastrofie Rosjanie mówili o błędzie pilotów. Zdumiałem się, gdy jakieś dwie minuty później powtarzał to TVN24. Ze znakiem zapytania, ale powtarzał. Tymczasem na BBC i CNN widziałem, że rozpatrywane były różne warianty, w tym zamach – mówi. – Zauważyłem też, że Rosjanie zaczynają blokować lotnisko. 20 lat pracowałem „na tym kraju”. Znam ich. Wiem, jaki mają bałagan. Nie byliby w stanie w ciągu 15 min. podciągnąć w takim Smoleńsku tak licznych jednostek do zabezpieczenia lotniska po katastrofie. Stwierdziłem, że nie chodzi o zabezpieczenie śladów, ale ich izolowanie. Od razu zadałem sobie pytanie: gdzie są nasi ludzie? Gdzie jest ambasada? Wiem, że trochę czasu musiało minąć, ale natychmiast na miejsce powinna wyruszyć grupa oficerów służb specjalnych – dodaje Wroński, którego zdaniem miejsce katastrofy nie zostało należycie zabezpieczone. Jego zdaniem w sensie kryminalistycznym Rosjanie je zniszczyli. Oficer twierdzi, także że w każdej polskiej ambasadzie są oficerowie wywiadu i powinni zostać oni wysłali do Smoleńska, czy to z Mińska, Moskwy, Kijowa czy Wilna. I to nawet za cenę ich dekonspiracji. Gdy cały świat patrzył na Smoleńsk Rosjanie nie mogli by nie wpuścić polskich służb. Niestety ludzie Putina przejęli inicjatywę w sprawie. Zdaniem Wrońskiego wszyscy, z ambasadorem RP w Moskwie Jerzym Bahrem na czele, powinni korzystając ze statusu dyplomatycznego nie wpuścić Rosjan na teren katastrofy. Tak się nie stało.

Poważne obawy budzi u podpułkownika obecność na miejscu rosyjskich służb specjalnych, w tym OMONu i Specnazu. - Specnaz najprawdopodobniej miał za zadanie błyskawicznie zebrać rzeczy ważne dla służb, czyli dokumenty osobiste, służbowe, ale przede wszystkim telefony i inne środki łączności (…). No i czarne skrzynki. Rosjanie de facto je ukradli. W efekcie dysponujemy wyłącznie kopiami. Po katastrofie Germanwings w francuski Alpach Niemcy polecieli po rejestratory, które odplombowali oraz zbadali dopiero u siebie. Po Lackerbie było tak samo. A w naszym przypadku? – pyta ironicznie Wroński. Laptop szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego do dzisiaj nie został odnaleziony.

Pracujący 30 lat w służbach oficer zauważa także niezwykle pospieszne przejęcie pomieszczeń zajmowanych poprzednio przez tragicznie zmarłego prezydenta Kaczyńskiego przez ówcześnie p.o. głowy państwa – Bronisława Komorowskiego. Ma też żal do Antoniego Macierewicza, że wdał się w skomplikowaną dyskusję, zamiast ujawniać fakty możliwe do zrozumienia przez opinię publiczną oraz mówić o zaniedbaniach w procedurach i przygotowaniach wizyty. Macierewicz został wepchnięty przez stronę rządową w debatę, która męczy Polaków i zamazuje obraz wydarzeń. Wroński nie ma o to pretensji do posła, ale uważa to za jego błąd. Nie bez winy są też tutaj media, które solidarnie z obozem PO występowały przeciwko Macierewiczowi.

Mówiąc o zamachu, nie wyrażam swoich prywatnych poglądów. Analizuję dostępne informacje. Pamiętajmy też, że katastrofy nie trzeba powodować wybuchem. Można stworzyć takie okoliczności, które doprowadzą do tragedii. Od zmęczonej załogi, przez nieaktualne mapy podejścia, złą prognozę pogody, po nieprzygotowane lotnisko i „odpowiednią” obsługę na wieży. (…) Trudno myśleć, by nie było to zorganizowane specjalnie. Nie jest możliwe, by nie działał monitoring, radar nieprecyzyjnie pokazywał pozycję samolotu, radiolatarnia działała nieprawidłowo, brakowało oświetlenia, a kontrolerzy wprowadzali załogę w błąd. Za dużo tego. (…) Podejrzane jest również to, że strona rosyjska szybko tych kontrolerów „schowała” – wylicza wszystkie podejrzane okoliczności katastrofy smoleńskiej Wroński.

Zdaniem oficera prokuratura ma świadomość ogromnej liczby zaniedbań polskich służb specjalnych, ale nie ujawnia tego gdyż obawia się ogromnej awantury. Ma też nadzieje, że powstanie w służbach zespół operacyjny zajmujący się wyjaśnianiem wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku. – Niech to potrwa następne 15 lat, ale to trzeba wyjaśnić – konkluduje.

Moja analiza jest zbieżna z podobnymi, przeprowadzonymi przez emerytowanego oficera CIA, a także BND, o których mogliśmy już czytać. Służby na całym świecie widzą to podobnie. A im więcej mija czasu, tym więcej mamy poszlak, które prowadzą w stronę hipotezy o zamachu – podsumowuje emerytowany pułkownik.

Źródło: wSieci
MWł

http://www.pch24.pl/wstrzasajace-wyznan ... 517,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 07 sty 2016, 14:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
NSA - No Such Agency. Cyklop znowu wraca. „Boże Oko”.

System będzie najgroźniejszą bronią w amerykańskim arsenale oraz najlepszym źródłem wywiadowczym świata.

I część

[z książki „Przechwyceni”, Sławomir M. KOZAK, wyd. Aurora, 2011. II część – będzie o przypadkach w SMOLEŃSKU md]

„Kto prawdę mówi, ten niepokój wszczyna.”

(C. K. Norwid)

Czy tajne służby byłyby w stanie prowadzić swą działalność bez potężnego wsparcia wywiadowczego? Oczywiście – nie. Informacja była zawsze potężną bronią, jednak dzięki temu, co zrobiono w Ameryce 11 września 2001 roku, służby otrzymały nie tylko zielone światło na pozyskiwanie danych w sposób wcześniej niedopuszczalny, ale uzyskały na to gigantyczne środki finansowe. Ilość danych wywiadowczych najpotężniejszej amerykańskiej służby wywiadowczej, jaką jest bez wątpienia NSA[1], wzrosła od tamtego dnia niewyobrażalnie. Sposób, w jaki są pozyskiwane oraz konieczność ich magazynowania sprawiły, że dotychczasowy budynek NSA okazał się zbyt mały i archaiczny.

„NSA ma swoją siedzibę w Fort Meade, w stanie Maryland. Fort George G. Meade, bo taką ma pełną nazwę, leży w połowie drogi pomiędzy Baltimore i Waszyngtonem. Położony jest niedaleko Laurel, a od 1952 roku był siedzibą AFSA[2]. Jeszcze w czasach II Wojny Światowej centrum krypto-analityczne zlokalizowane było w Waszyngtonie, jednak wraz z rozpoczęciem tak zwanej zimnej wojny, zorientowano się, że ewentualny atak na stolicę może zniszczyć całkowicie tę siedzibę. Postanowiono ją przenieść w bezpieczniejsze miejsce. Początkowo wybór padł na Fort Knox, jednak większość z pięciu tysięcy dotychczasowych pracowników biura nie chciała przenosić się aż tak daleko. Podjęto więc decyzję o szukaniu nowej lokalizacji, w pobliżu Waszyngtonu. Do wyboru przedstawiono Biuro Laboratorium Dróg Publicznych w Langley, w stanie Wirginia i właśnie Fort Meade. Ostatecznie zdecydowano się na ten drugi obiekt, pierwszy oddając we władanie CIA.

Fort Meade istniejący już od roku 1917, nazwany był imieniem bohatera spod Gettysburga, generała George’a Gordona Meade’a. W czasie I Wojny Światowej przeszkolono w nim sto tysięcy żołnierzy, wysłanych następnie na front europejski. Podobnie było w czasach II Wojny Światowej, kiedy Fort pełnił funkcje szkoleniowe. W 1952 roku, kiedy podjęto decyzję o rozbudowie obiektu dla potrzeb Agencji, projekt utajniono i opatrzono kryptonimem „K”. Wkrótce, na podstawie tajnej dyrektywy prezydenckiej, powołano do życia NSA, która zajęła zaadaptowany dla jej potrzeb Fort. Ośrodek Agencji zajmuje powierzchnię 260 hektarów, a sam parking samochodowy posiada prawie 30 tysięcy stanowisk. Wybudowano zresztą dla niego specjalny łącznik z autostradą, wyłącznie dla pracowników firmy, która jest największym pracodawcą w stanie Maryland. Ocenia się, że na całym świecie pracuje dla Agencji ponad sto tysięcy osób. O tym, że Fort jest siedzibą NSA świat dowiedział się dopiero w roku 1995. To kolejny argument dla tych, którzy twierdzą, iż plany zamachów 9/11 nie mogłyby się utrzymać w tajemnicy, bo zbyt wiele osób musiałoby być w nie zaangażowanych.

Kiedy niejednokrotnie w dyskusjach wskazywałem na fakt, że przez lata udawało się dochować sekretów Bletchley Park[3], czy Projektu Manhattan[4], ripostowano, że były to czasy wojny. W Fort Meade zatrudnionych jest 20 tysięcy osób, a wśród nich ogromna rzesza najwybitniejszych matematyków. Okazuje się więc, że tajemnicy o wielu rzeczach można dochować nawet w czasach tak zwanego pokoju. O samej NSA mówi się nawet i dziś dość prześmiewczo, jako o agencji nie istniejącej (No Such Agency[5]).”[6]

Z kolei, motto pracowników NSA, to ponoć Never Say Anything[7].

Jednak agencja ta istnieje i ma się doskonale. Za jej przyczyną, Wielki Brat z powieści Orwell’a[8] już wkrótce będzie widział i słyszał wszystko. Doskonały znawca tematu, James Bamford[9], twierdzi, że nastąpi to we wrześniu 2013 roku[10], kiedy zacznie działać nowy ośrodek NSA, zlokalizowany niedaleko miasteczka Bluffdale, leżącego w dolinie pomiędzy łańcuchami górskimi Wasatch Range i Oquirrh Mountains, w stanie Utah.[11]

W założeniu projektantów, obiekt ten, o nazwie Utah Data Center (Centrum Danych Utah), ma być pięciokrotnie większy od Kapitolu. Na samą ochronę tego przedsięwzięcia przeznaczono dwa miliardy USD. Ośrodek w Bluffdale, to prawdziwa warownia. Samo ogrodzenie, warte 10 milionów USD, zostało zaprojektowane tak, by zatrzymać siedmiotonowy pojazd jadący z prędkością 80 km/h. Na terenie znajduje się mnóstwo kamer przemysłowych, wdrożono systemy identyfikacji biometrycznej, zbudowano wyrafinowane Centrum Kontroli Dostępu.

Kompleks będzie składał się z czterech hal po 2 500 m2 każda, z rzędami serwerów komputerowych. Pomieszczenia techniczne i administracyjne zajmą powierzchnię blisko 85 000 m2. Całość będzie samowystarczalna, zdolna zaspokoić potrzeby własne w wodę i energię na pełne trzy dni w przypadku awarii u dostawców zewnętrznych. Ma też możliwość utrzymania w obiekcie świeżego powietrza w przypadku skażenia na zewnątrz. Koszty pokrycia tych potrzeb szacuje się na 40 milionów USD rocznie.

W Centrum Utah będą przechwytywane wszelkie formy łączności, począwszy od rozmów telefonicznych, także komórkowych, poprzez korespondencję elektroniczną, komunikatory społecznościowe, wyszukiwarki internetowe, na transakcjach sieciowych kończąc. Dzięki mrówczej pracy setek komputerów i tysięcy ludzi, NSA będzie gromadziła dane o każdym, znając jego upodobania (wyszukiwarki, zakupy on-line), trasy przejazdu (karty parkingowe, bramki na autostradach, kamery), sposoby spędzania wolnego czasu (hotele, bilety wstępu, poczta), stan zdrowia (karty ubezpieczeń społecznych, recepty), jednym słowem – wszystko! Jest to realizacja programu totalnej kontroli, zainicjowanego przez administrację Bush’a, a odrzuconego w roku 2003, po ówczesnych sprzeciwach wobec zagrożeń utraty przez obywateli prawa do prywatności. Dziś wkracza w fazę końcową tylnymi drzwiami.

Jednak zbieranie danych o obywatelach nie jest jedynym zadaniem, dla którego buduje się ten gigantyczny ośrodek kontroli. O wiele ważniejszym wyzwaniem dla zatrudnionych w nim pracowników będzie łamanie kodów i zabezpieczeń stosowanych praktycznie na całym świecie w sposób powszechny. I jest to podstawowy cel NSA. Dziś, wszystkie istotne dla wywiadu informacje są szyfrowane. Operacje finansowe, transakcje giełdowe, kontrakty biznesowe, tajemnice dyplomatów, dokumenty prawników, opracowania ekspertów, działania obcych armii, rozmowy załóg samolotów wojskowych, okrętów podwodnych, lotniskowców, łączność telefoniczna prezydentów obcych państw. Te dane muszą być dla kryptografów NSA przejrzyste, dla analityków czytelne, dla dowódców znane z wyprzedzeniem i dostępne na czas dla amerykańskich polityków. Tego typu działania, po 11 września 2001 roku, mają najwyższy priorytet, a NSA rośnie w siłę.

Departament Obrony, realizuje w ten sposób konsekwentnie swój projekt określany mianem GIG[12], o którym pisałem w jednej z wcześniejszych książek. Potrzeby magazynowe dla nowo budowanej sieci określa się już w jottabajtach. To kwadrylion bajtów. Wielkość niewyobrażalna dla zwykłego użytkownika komputerów. Najprościej ją opisać wychodząc od wielkości pamięci dzisiejszych, naprawdę mocnych, komputerów osobistych, czyli jednego terabajta. Terabajt oznacza bilion bajtów (1 TB = 1000 x 1 GB). Następna jednostka o nazwie petabajt (PB) liczy już biliard bajtów.

W styczniu 2008 roku Google chełpiło się przetwarzaniem 24 petabajtów dziennie, a w tym samym roku Europejska Organizacja Badań Jądrowych ogłosiła, że cztery eksperymenty w Wielkim Zderzaczu Hadronów[13] będą wytwarzały rocznie ponad 15 petabajtów danych. Z kolei trylion bajtów, to już eksabajt (EB,1018). Firma Cisco[14] przewiduje, że w okresie między rokiem 2010 i 2015 ruch internetowy w skali świata wzrośnie czterokrotnie, osiągając 966 EB rocznie. Eric Schmidt, były szef firmy Google, stwierdził kiedyś, że kompletna wiedza ludzka od początku istnienia człowieka po rok 2003, zawiera się w wielkości 5 EB [EB ,1018 ] .

Następny stopień, to już zettabajt (ZB, 1021), czyli tryliard bajtów. Jest to jednostka używana do określania ilości informacji tworzonych przez wszystkich ludzi na świecie. I dopiero po niej pojawia się jottabajt (YB, 1024 ), liczący 1000 zettabajtów. Na tej wielkości kończy się sklasyfikowana obecnie tabela jednostek (w układzie SI) używanych w informatyce. A proces rozwoju komunikacji internetowej ma ciągle charakterystykę wzrostową. W roku ubiegłym dwa, spośród blisko siedmiu miliardów ludzi na ziemi, korzystało z Internetu. Do roku 2015 ta liczba ma osiągnąć poziom 2,7 miliarda. Po to właśnie NSA potrzebne są takie magazyny danych i nowe dla nich schrony.

Już w roku 2001, funkcjonował w NSA program o kodowej nazwie Stellar Wind[15], polegający na przechwytywaniu rozmów operatorów wykorzystujących łącza satelitarne na całym świecie. Nagrywano 320 milionów rozmów dziennie (!), co i tak stanowiło tylko około 75 procent spośród wszystkich przechwyconych.

Oprogramowanie, stworzone przez firmę Narus, pozwala pracownikom Fort Meade zdalnie przeglądać pocztę elektroniczną według dowolnie zadanego klucza – nazwisk, numerów telefonów, adresów, czy konkretnych zwrotów i wyrazów. Każdy list, w którym pojawi się poszukiwana wartość, jest kopiowany i magazynowany na dyskach NSA. Podobnie każda rozmowa telefoniczna, jeśli którykolwiek z rozmówców kiedykolwiek trafił do bazy danych Agencji, zostanie nagrana. O firmie tej wspominałem we wcześniejszych opracowaniach:

„Na długo przed 9/11 z NSA współpracowała również firma NARUS, ze swym kluczowym produktem STA[16]. Ta kooperacja polegała oczywiście na szpiegowaniu obywateli amerykańskich wiele lat przed wprowadzeniem Patriot Act[17]. Wiadomo, że w roku 1999, NARUS prowadził wspólne prace nad STA z innym gigantem, firmą ORACLE[18]. Dalsze zaangażowanie w technice światłowodowej połączyło NARUS z firmą z Miami, o nazwie TERRENAP. W jej konferencji na Hawajach uczestniczyły, obok NARUS, zarówno Boeing, jaki i Abraxas, a także VERIZON[19]. Z dobrodziejstw ich prac korzystały tuzy telekomunikacyjne Ameryki – Lucent, AT&T[20] i Bell.

Jednym z dyrektorów NARUS jest niejaki Andrew Kau, były główny konsultant Booz, Allen & Hamilton. Wspomniany tu VERIZON ma również długie tradycje współpracy z NSA. Jej szef, Ivan G. Seidenberg, przez lata pracował z kolei dla Honeywell International Inc..”[21]



Ponoć do roku 2007, NSA pozyskała za pośrednictwem łączy samej tylko AT&T ponad 2,8 biliona rozmów. NSA ma możliwości ogromne. Wszelkie interesujące agencję rozmowy jej pracownicy mogą już dziś podsłuchiwać na bieżąco, w czasie rzeczywistym. Jak twierdzi jeden z nich, od czasu tragedii 9/11, NSA zmagazynowała już blisko 20 trylionów takich połączeń. Agencja zbiera wszystko, co może odczytać, ale także wiadomości, których rozszyfrować nie potrafi, bo przecież kiedyś jej superkomputery złamią każde zabezpieczenie i NSA zdobędzie wówczas wiedzę na temat tajemnic minionych.

Dziś Amerykanie budują maszyny mające wykonywać biliard operacji na sekundę. Ich prototyp powstaje w Oak Ridge w stanie Tennessee. Swoją siedzibę ma tam krajowe laboratorium Departamentu Energii. Niecałe 50 kilometrów od miejsca, w którym pozyskiwano uran dla „Projektu Manhattan” czyli pierwszej w świecie bomby atomowej. Projekt obecny nosi nazwę Programu Wysokiej Prędkości Systemów Obliczeniowych i nie jest aż tak tajny, jak jego poprzednik, choć nadal stoi tam tablica z napisem: “what you see here, what you do here, what you hear here, when you leave here, let it stay here.”[22]

W laboratorium, zespół ludzi z różnych ośrodków giganta komputerowego, jakim jest firma Cray, zmodyfikował już superkomputer Cray XT4, do modelu XT5, który nazwano, z uwagi na prędkość obliczeniową – Jaguar. W roku 2008, model XT4 znalazł się na piątym miejscu listy 500 najpotężniejszych komputerów świata. Wyprzedzały go trzy maszyny firmy IBM (Roadrunner, BlueGene/L i Bluegene/P) oraz Ranger firmy Sun Microsystems[23]. Przy okazji należy wspomnieć, że Polska na tej liście pojawiła się wówczas aż trzy razy. To pierwszy taki wynik od roku 1995. Nasz najmocniejszy komputer o nazwie Galera (Politechnika Gdańska), zajął w tym rankingu 45 pozycję (pozostałe dwa znalazły się na miejscach 274 i 318). Już rok później, Jaguar z wydajnością 1,75 petaflop, uznany został za najszybszą maszynę świata.

Fachowcy z Oak Ridge nie ustają jednak w swych dążeniach. Firma Cray podpisała kontrakt o wartości 250 milionów USD z agencją DARPA[24]. Prototyp najnowszego dziecka Cray, o nazwie Cascade, ma powstać do końca bieżącego roku. Natomiast w roku 2013 firma wyda na świat cywilną jego odmianę, w której zostanie wykorzystany zmodyfikowany Jaguar XT5 do wersji XK6, o nazwie Titan. Ma osiągać wydajność do 20 petaflop!

Jego zapotrzebowanie na energię elektryczną ma sięgać 200 MW, co zwykle wystarcza dla zaspokojenia potrzeb 200 000 gospodarstw domowych. Komputer trzeba będzie chłodzić przy pomocy sprzętu o wadze 60 000 ton! To tyle, ile wystarczało obu wieżom World Trade Center!

„Roosevelt umieszczając na banknocie Pieczęć Iluminatów, dał do zrozumienia, że Stany Zjednoczone i cała ludzkość kroczą ku lucyferiańskiemu porządkowi świata. Zmierzają właściwą „drogą”. Umiejscawiając, wbrew zasadom heraldyki, drugą stronę pieczęci po lewej stronie, nadał jej większe znaczenie podkreślając, że ważniejszy jest dla niego Nowy Ład. Nowy Porządek Świata.

I od tamtej pory każdy kto sięgał po najbardziej znany na świecie banknot, spoglądał zawsze na ten symbol. Miliony ludzi przywykły do wizerunku Oka Opatrzności, niemal się z nim zżywając. Dla kilku pokoleń był obiektem pożądania. Motorem działań. Był jednak także przyczyną nieszczęść i dramatów. Zabójstw, płaczu, upokorzeń. Oko to patrzy na nas nadal i ... coraz lepiej widzi.

Dzisiejsza technika wspomaga garstkę tych, którzy z pomocą tego Oka postanowili kontrolować rzesze ludzi. Nie da się przecież doglądać wszystkich osobiście. Musi w tym pomóc narzędzie Wielkiego Brata.

W „Operacji Dwie Wieże” pisałem, że już w początkach lat 60. zaczęto pracować nad sposobem zdalnego prowadzenia i lądowania samolotów. Pierwsze urządzenie, jakie wtedy zdało egzamin i stało się bazą dla dalszych tego typu prac nosiło nazwę Cyklop.

Dziś, mimo upływu półwiecza, Cyklop znowu wraca, jednak już w nowym wydaniu. I nie dla jednego samolotu. Nowy Cyklop otwiera swoje jedyne, niestrudzone oko, by nadzorować dziesiątki, a nawet setki samolotów. Ale i czołgów, i żołnierzy. Cyklop dzisiejszy podbije wkrótce świat, a jutro będzie już tylko pilnował posłusznej trzody. Korzystając z kamer, mikrofonów, Internetu. Coraz zresztą doskonalszego.

Pentagon bowiem juz buduje swój własny Internet. Wojskową ogólnoświatową sieć dla wojen przyszłości. Celem jest umożliwienie amerykańskim dowódcom i podległym im oddziałom dostępu do zobrazowania w czasie rzeczywistym położenia wszystkich obcych wojsk i potencjalnych zagrożeń. Ma to być, według wojskowego nazewnictwa „Boże Oko” wojny (New York Times, 13/11/2004). A więc znowu, po raz kolejny, oko.

Ten satelitarny Internet ma pozwolić, jak mówi Oeter Teets, zastępca szefa sił powietrznych, „jednostkom operującym w wozach bojowych daleko od ojczystego kraju, nawet podczas burzy, otworzyć laptop i zobaczyć teatr działań wojennych”. Za pomocą tego właśnie „Oka”.

Pentagon nazywa ten system Global Information Grid, w skrócie GIG. Prace są już w toku. Pomysł powstał w roku 1998, a w 2004 rozpoczęto montować pierwsze instalacje. Oficjalnie mówi się, że budowa systemu zajmie około 20 lat, a kompleksowe stworzenie nowej wojennej sieci i jej składników pochłonie setki miliardów USD. O ile zgadzam się z tym drugim założeniem, o tyle przekonany jestem, że Amerykanie ukończą swój projekt w ciągu najbliższej dekady. Czy tarcza, o której instalację w Polsce zabiegają Amerykanie, nie wygląda na część składową tej sieci?

Vint Cerf, jeden z ojców Internetu i konsultant Pentagonu w tym nowym przedsięwzięciu twierdzi, że jest ono podobne do wprowadzanej w czasach zimnej wojny koncepcji Gwiezdnych Wojen.

- Tak, jak wtedy - polityka jest jasna. Bierzemy się do roboty i budujemy to, zostawiając, jak wówczas całą ówczesną technologię daleko w tyle. Nie ma nic złego w wyznaczaniu ambitnych celów. Trzeba je tylko dostosować do fizyki i rzeczywistych możliwości.

Zwolennicy pomysłu twierdzą, że system będzie najgroźniejszą bronią w amerykańskim arsenale oraz najlepszym źródłem wywiadowczym świata.

Donald H. Rumsfeld uważa, że „prawdopodobnie najpoważniejszym wyzwaniem nie będzie kwestia przestawienia naszych wojsk na nowy system broni, ale ich wzajemne zgranie”.

Koncepcja gier wojennych zmieni się radykalnie, to nie ulega wątpliwości. Przesyłanie danych wywiadowczych i strategicznych bezpośrednio do żołnierzy na polu bitwy może, w założeniu, uczynić wojnę szybszą, bardziej efektywną. Może sprawić, że żołnierz nie będzie stawał z wrogiem twarzą w twarz.

Robert J. Stevens, dyrektor wykonawczy Lockheed Martin Corporation, firmy mającej największy udział w obronności kraju, powiedział, że widzi system jako „ wysoce bezpieczny system internetowy, w którym oddziały wojskowe i komórki wywiadu stapiają się w jedność, kształtując obecny wiek w sposób, w jaki broń nuklearna kształtowała okres zimnej wojny”.

Każdy poszczególny żołnierz będzie już teraz miał „obraz pola bitwy, Boże Oko”. - I to jest rzeczywista siła - dodaje.

Z pewnością najtrudniejsze będzie połączenie wszystkich sił zbrojnych w jeden organizm. Przez lata lotnictwo, marynarka i piechota budowały własny styl walki, różne rodzaje broni i sięgały do różnych tradycji tej walki. GIG wymusi zmianę tych różnorodnych koncepcji.

Pierwsze GIGantyczne pieniądze już popłynęły. Szacuje się ostrożnie, że koszt budowy samego tylko systemu globalnej łączności będzie oscylował wokół kwoty 24 miliardów USD w ciągu najbliższych 10 lat. Znając realia, koszty te wzrosną kilkukrotnie. Dla porównania, Projekt Manhattan czyli dzieło budowy bomby atomowej, pochłonął zaledwie 5 miliardów USD.

Setki tysięcy nowych urządzeń radiowych, to koszt co najmniej 25 miliardów. Satelitarny system wywiadowczy, spełniający zadania dozoru, zwiadu i łączności wyjmie z kieszeni podatników kilkadziesiąt razy więcej. Armia przewiduje swój wkład na poziomie 120 miliardów USD. Jednak oprócz tego dokumenty Pentagonu mówią o wydatku ponad 200 miliardów USD w ciągu najbliższych lat na oprogramowanie i sprzęt komputerowy.

John Hamre, były zastępca sekretarza obrony, obecnie przewodniczący Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych mówi jednak z obawą, że „kwestią są nie tylko pieniądze i technologia. Chcemy wiedzieć o każdej porze o wszystkim, co dzieje się wszędzie na świecie? Świetnie. A czy wiemy czym jest to wszystkowidzące, wytrzeszczone oko, które zamierzamy wyrzucić w kosmos? Do diabła, nie!”.

Największe firmy kooperujące z armią zawiązały już konsorcjum na potrzeby nowego projektu. W grupie tej są same tuzy dostawców sprzętu i technologii dla wojska, jak: Boeing, Cisco Systems, Factiva[25], General Dynamics[26], Hewlett-Packard[27], Honeywell[28], IBM, Lockheed Martin, Microsoft[29], Northrop Grumman[30], Oracle, Raytheon i Sun Microsystems.

Jak widzimy, te same firmy przewijają się ciągle w naszej podróży po mrocznych tajemnicach amerykańskiej polityki. Są wszechobecne. Teraz mają pracować nad zjednoczeniem broni, wywiadu i łączności w jeden niezawodny system.

Według Art’a Cebrowski’ego, Dyrektora Biura Przekształceń Sił Zbrojnych Pentagonu „ to, o czym mówimy jest całkowicie nową teorią prowadzenia wojny”.

Trudno się z nim nie zgodzić. Za pomocą owego „Bożego Oka” będą kontrolować cały świat. Wraca, jakże ciągle się powtarzająca idea kontroli globalnej. Niezależnie od tego, czy służyć ma temu „Oko Opatrzności”, „Boże Oko”, „Oko Ozyrysa”, „Horusa” czy jakiekolwiek inne oko. Staje się ono zimnym okiem bezwzględnego Cyklopa dbającego o to, aby żadna sztuka pilnowanej trzody nie wydostała się poza budowany od stuleci mur.”[31]

To bezwzględne oko działa już od dawna. To, co obecnie buduje się w Utah i wielu innych miejscach świata, jest tylko jego ulepszaniem. Uzbrajaniem w coraz doskonalsze soczewki. I wiem, że gdzieś pod wielometrowej grubości litą skałą w malowniczym łańcuchu gór, w wykutych ciężką pracą ludzkich rąk schronach, na dyskach komputerów leżą uśpione odpowiedzi. Odpowiedzi na tysiące pytań, które nie pozwalają każdej nocy zasnąć snem spokojnym milionom ludzi. Pytań, które łzami znaczą bruzdy zmarszczek na policzkach osamotnionych matek, ojców, mężów, żon i dzieci. Pytań tłumionych bezsilnością, których nikt, poza „okiem” i „uchem” nieludzkiej i megalomańskiej „opatrzności” nawet nie słyszy.

Napisałem kiedyś o jednym z takich zagadkowych przypadków, którego rozwiązanie z pewnością spoczywa sobie w chłodzie klimatyzowanych serwerowni jakichś jaskiń. I nie są to jaskinie Afganistanu.

[---[ cdn.


[1] NSA (National Security Agency), Narodowa Agencja Bezpieczeństwa.

[2] AFSA ( Armed Forces Security Agency), Agencja Bezpieczeństwa Sił Zbrojnych.

[3] Miasto w Wlk. Brytanii (80 km od Londynu), w którym w czasie II Wojny Światowej, mieściła się siedziba kryptologów. W szczytowym okresie pracowało tam 10 000 osób. To tam, przy wydatnej pomocy polskich matematyków, pracowano nad łamaniem kodów słynnej niemieckiej maszyny szyfrującej ENIGMA.

[4] Projekt Manhattan (ang. Manhattan Project), to nazwa amerykańskiego programu budowy bomby atomowej; opracowanego na polecenie prezydenta F. D. Roosevelta, a realizowanego od 1942 roku. Konstrukcję bomby opracowano w Los Alamos, w roku 1945, a 16 lipca tego roku przeprowadzono jej próbny wybuch na poligonie wojskowym w stanie Nowy Meksyk.

[5] No Such Agency – ang., nie ma takiej agencji.

[6] Urywek z książki „Demony Zagłady”, Sławomir M. Kozak, Oficyna Aurora, 2008.

[7] Nigdy nic nie mów – ang. (tłum. smk)

[8] George Orwell, właściwie Eric Arthur Blair (ur. 25 czerwca 1903, zm. 21 stycznia 1950) – pisarz i publicysta angielski, autor tak znanych dzieł, jak „Rok 1984” i „Folwark zwierzęcy”. Według niektórych – wizjoner, według autora niniejszej książki – dobrze zorientowany mason.

[9] V. James Bamford (ur. 15/09/1946 r. w Natick, Massachusetts), to amerykański dziennikarz i autor bestsellerów dotyczących działalności agencji wywiadowczych USA, zwłaszcza NSA.

[10] Może 11 września?

[11] „The NSA Is Building the Country’s Biggest Spy Center (Watch What You Say)”, James Bamford, www.wired.com, 15/03/2012.

[12] Global Information Grid – Globalna Sieć Informacji (tłum. smk).

[13] Wielki Zderzacz Hadronów, LHC (z ang. Large Hadron Collider), to największy na świecie akcelerator cząstek (hadronów), znajdujący się w Europejskim Ośrodku Badań Jądrowych CERN w pobliżu Genewy. LHC jest położony na terenie Francji i Szwajcarii. Wielki Zderzacz Hadronów jest największą maszyną świata, a jego zasadnicze elementy są umieszczone w tunelu o długości około 27 km, położonym na głębokości od 50 do 175 metrów pod ziemią.

[14] Cisco Systems, Inc. – amerykańskie przedsiębiorstwo informatyczne, jedno z największych w branży. Potocznie nazywane "sieciowy Microsoft" z uwagi na jakość produktów i bardzo agresywną politykę sprzedaży. Oferta firmy obejmuje firewalle, przełączniki, koncentratory, oprogramowanie wspomagające zarządzanie sieciami komputerowymi oraz inne produkty związane z teleinformatyką. Firma istnieje od 1984 roku. Nazwa pochodzi od miasta San Francisco, a logo firmy symbolizuje most Golden Gate. Cisco Systems posiada oddziały w 75 państwach oraz sieć partnerską obejmującą 115 krajów świata. Siedziba przedsiębiorstwa znajduje się w San José, w stanie Kalifornia. W roku 2003 Cisco przejął przedsiębiorstwo Linksys - producenta urządzeń sieciowych WLAN. Ocenia się, że transakcja warta była 500 milionów USD.

[15] Stellar Wind – ang. Gwiezdny Wiatr.

[16] STA (Semantic Traffic Analyser), w wolnym tłumaczeniu: semantyczny analizator komunikacji.

[17] USA PATRIOT Act (Uniting and Strengthening America by Providing Appropriate Tools Required to Intercept and Obstruct Terrorism Act of 2001), ustawa amerykańska, uchwalona 26 października 2001 w wyniku zamachu na Amerykę. Według niej, wolno np. przetrzymywać przez czas nieokreślony, bez sądu obywateli nie-amerykańskich, którzy zostaną uznani za zagrożenie dla narodowego bezpieczeństwa. W rzeczywistości ustawa rozciąga się również na Amerykanów, których można poza tym podsłuchiwać, śledzić i zbierać o nich wszelkie informacje.

[18] Oracle Corporation - amerykańska firma tworząca oprogramowanie do zarządzania danymi. Istnieje od 1977 roku. Siedziba mieści się w Redwood Shores w stanie Kalifornia. W roku 2004 przejęła kontrolę nad producentem systemów wspomagających zarządzanie przedsiębiorstwem PeopleSoft, w wyniku czego powstał drugi światowy dostawca aplikacji biznesowych. Dostawca kompleksowych rozwiązań informatycznych dla przedsiębiorstw i organizacji. Lider na rynku oprogramowania do zarządzania informacją. Obsługuje 98 firm z listy Fortune 100. Jako pierwsza stworzyła kompletny zestaw oprogramowania dla przedsiębiorstw obsługiwanych w modelu internetowym.

[19] To z kierownikiem zmiany firmy Verizon połączony został omyłkowo telefonujący rzekomo z porwanego UAL 93, Todd Beamer. Z tej rozmowy dowiedziano się, że samolot opanowali porywacze, którzy zabili kapitana i drugiego pilota.

[20] AT&T (ang. American Telephone and Telegraph) – amerykańskie przedsiębiorstwo telekomunikacyjne, notowane na Giełdzie Nowojorskiej. Przez długie lata było największym na świecie przedsiębiorstwem telefonicznym i największą siecią telewizji kablowej. W laboratorium tej firmy powstał system operacyjny Unix i tranzystor. Aż jedenastu pracowników firmy otrzymało Nagrodę Nobla. Firma powstała 3.03.1885 roku.

[21] „Demony Zagłady”, Sławomir M. Kozak, Oficyna „Aurora”, wyd. 2009.

[22] W wolnym tłumaczeniu: to, co tu widzisz, robisz, słyszysz, kiedy wyjeżdżasz, tu pozostaw.

[23] Sun Microsystems Inc. (obecnie JAVA) - firma informatyczna, jeden z najważniejszych producentów sprzętu komputerowego, oprogramowania komputerowego i rozwiązań sieciowych. Siedziba znajduje się w Santa Clara w Kalifornii. Nazwa SUN pochodzi od projektu systemu opracowanego przez Andy'ego Bechtolsheima dla Stanford University Network (Stanford University Network używa akronimu SUNet). Przychody korporacji ocenia się na około 14 mld USD.

[24] Defense Advanced Research Projects Agency - DARPA (Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych) przekształcona w 1972 z ARPA. Od lat 60. do 90., pod nazwą - Advanced Research Projects Agency - ARPA (Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych) zajmowała się rozwojem technologii wojskowych. Na zlecenie Departamentu Obrony USA w 1967 rozpoczęła projekt budowy zdecentralizowanej sieci komputerowej, nazwanej ARPANET, która zapoczątkowała rozwój Internetu. Ma również swój udział w projekcie HAARP, o którym więcej w książce „Oko Cyklopa”, Sławomir M. Kozak, wyd. Oficyna „Aurora”, 2008.

[25] Factiva – firma obsługująca światową bazę informacyjno-biznesową, zapewniająca dostęp do blisko 10 000 źródeł z ponad 150 krajów, w 22 językach. Serwis aktualizuje na bieżąco wiadomości z ponad 120 agencji prasowych, 160 programów telewizyjnych i radiowych oraz dane z ponad 4000 stron internetowych.

[26] General Dynamics- amerykańska korporacja zbrojeniowa zajmująca się m. in. produkcją samolotów. Stanowi część koncernu Lockheed Martin.

[27] Hewlett-Packard (The Hewlett-Packard Company). Największa firma informatyczna świata. Produkuje komputery, serwery, drukarki, aparaty fotograficzne itp. W 2002 roku przejęła konkurencyjną Compaq Computer. Zatrudnia około 140 000 osób na całym świecie.

[28] Honeywell - amerykański koncern przemysłowy związany z automatyką, który powstał w roku 1906 z siedzibą główną w Morristown w stanie New Jersey. Honeywell Fire Systems przekazał niedawno system przeciwpożarowy NOTIFIER® dla World Trade Center (WTC) Tribute Center. Jest to interaktywne centrum edukacyjne w Nowym Jorku pokazujące wydarzenia z 11-go września 2001r., przeżycia ludzi uratowanych i tych z ekip ratunkowych oraz późniejsze akcje porządkowe. Honeywell zakupił firmę ActivEye, dostawcę oprogramowania analizującego obraz video oraz aplikacji dotyczących systemów bezpieczeństwa. Oprogramowanie analizy wideo, dostarcza naturalny obraz w czasie rzeczywistym, wykrywając, klasyfikując i śledząc obiekty, które na podstawie swej aktywności zostały odróżnione jako podejrzane. Podczas sympozjum zorganizowanym w Bazie Lotniczej NATO w Brukseli, Honeywell przedstawił współdziałanie cyfrowej telewizji dozorowej z systemem nadzoru radarowego. Połączone systemy Honeywella, Digital Video Manager i Honeywell Radar Video Surveillance, umożliwiają wykrycie obiektu i jego śledzenie za pomocą kamer z głowicami uchylno-obrotowymi, sprzężonymi z radarem. Producent „czarnych skrzynek”, w tym najbardziej kontrowersyjej, wydobytej z samolotu UAL 93, który rozbił się pod Shanksville (patrz: książka „Operacja Dwie Wieże”, rozdział CZARNE SKRZYNKI – PUSZKI PANDORY).

[29] Microsoft - jedna z największych na świecie firm branży komputerowej. Najbardziej znana jako producent systemów operacyjnych MS-DOS, Microsoft Windows i oprogramowania biurowego Microsoft Office. Jest spółką publiczną, z siedzibą w Redmond w stanie Waszyngton. Została założona w roku 1975 przez Billa Gatesa i Paula Allena. Obecnym szefem firmy jest, po wycofaniu się Gatesa, Steve Ballmer.

[30] Northrop Grumman - koncern kosmiczny i obronny powstały w wyniku przejęcia w 1994 roku przez Northrop wytwórni samolotów Grumman. Firma jest trzecim na świecie dostawcą produktów i usług dla Departamentu Obrony i pierwszym wśród producentów okrętów. Zatrudnia około 125 000 pracowników.

[31] „Oko Cyklopa”, Sławomir M. Kozak, Oficyna Aurora, 2008 r.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 07 sty 2016, 14:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Zaskakujące zjawisko w Smoleńsku. TAWS . Jakie ziemskie siły byłyby to w stanie sprawić?

Część II

...Mieliśmy tu przypadek wyjątkowego zbiegu nieszczęśliwych okoliczności, bo np. 10 minut wcześniej warunki wyznaczenia wysokości GPS były korzystne, widocznych było dziewięć satelitów

[z książki „Przechwyceni”, Sławomir M. KOZAK, wyd. Aurora, 2011.

Część II tekstu: NSA - No Such Agency. Cyklop znowu wraca. "Boże Oko".

„Korzystając z okazji, chciałbym w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednym zaskakującym zjawisku, jakie dotknęło tego dnia lotnisko w Smoleńsku. Dostrzegł je doktor inżynier Ryszard Pażus, prowadzący dziś własną działalność gospodarczą, w niedalekiej przeszłości pracownik Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii, jego Główny Specjalista w Departamencie Kartografii, później Dyrektor Departamentu Geodezji. „Po drodze” Główny Specjalista kontraktów w Iraku, Project Manager w Etiopii, Kuwejcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W krajach tych prowadził nadzór nad demarkacją granic, opracowywał warunki techniczne dla demarkacji stref ekonomicznych wód terytorialnych i podziału morskiej strefy neutralnej dla państw tego regionu. Projektował, szkolił personel zagraniczny, dokonywał pomiarów geodezyjnych, wykonywał opracowania fotogrametryczne, opracowywał standardy techniczne i przygotowywał rozporządzenia wykonawcze do prawa geodezyjnego oraz kartograficznego. Prowadził nadzory, opracowywał instrukcje, publikował specjalistyczne opracowania. Jednym słowem – wybitnej klasy fachowiec, który zna się na swojej profesji.

Spostrzeżenia te są niezwykle ciekawe. Korzystając z uprzejmości doktora Pażusa, zamieszczam obszerne wyjątki artykułu, jaki zamieścił w ubiegłorocznym[1] miesięczniku Geodeta:

„Enhanced Ground Proximity Warning System (EGPWS) to udoskonalony system ostrzegania samolotu przed bliskością terenu, wprowadzony w 1996 roku w miejsce stosowanego od lat 70. ubiegłego wieku systemu Ground Proximity War­ning System (GPWS). Dodano w nim pomiar wysokości GPS, co znacznie zwiększyło bezpieczeństwo najtrudniejszych faz lotu, do których należą start i lądowanie.

EGPWS ostrzega pilota samolotu przed bliskością terenu, wody i przeszkód terenowych. Spotyka się też dla niego nazwę TAWS (Terrain Awareness Warning System), co oznacza „świadomość terenową", czyli orientację. Zasadniczym celem systemu jest utrzymanie kontrolowanej wysokości w korytarzu lądowania w warunkach ograniczonej widoczności. Najczęstsze powody niebezpiecznego zbliżania się do terenu to złe warunki atmosferyczne i nieprecyzyjna nawigacja. System ostrzegania ma w takiej sytuacji uchronić przed ryzykiem wypadku CFIT (Controlled Flight Into Terrain). Statystyki mówią, że od czasu wprowadzenia EGPWS stukrotnie obniżono liczbę CFIT. W 1974 roku w lotnictwie komercyjnym jeden CFIT przypadał na 0,8 mln startów, a w 2003 roku - na 91 mln [1]. Dalsze doskonalenie tego systemu, zwłaszcza podniesienie globalnej i całodobowej niezawodności, jest w planach EUROCONTROL (European Organisation for the Safety of Air Navigation). W perspektywie 2020 roku sytuację ma znacznie poprawić wprowadzenie GLONASS i Galileo [2]. Ocenia się, że obecnie w bazie danych EGPWS, poza globalnym numerycznym modelem terenu, jest 12 tys. lotnisk, w tym około 30 tys. pasów startowych z dokładnymi danymi dla obszarów startów i lądowania. (…)



WYSOKOŚĆ GEOMETRYCZNA

Wysokość zwaną w lotnictwie geometryczną [3] EGPWS wyznacza trzema metodami: barometryczną, radarową (radiową) i GPS. Czyli nie jeden sensor, ale kilka dostarcza danych do jej obliczenia (…). Pozycjonowanie horyzontalne (określenie długości i szerokości geograficznej) służy wyłącznie do wyznaczania wysokości samolotu nad terenem.

Wysokość geometryczna jest podstawową daną niezbędną dla monitora Awareness Display, alertu Look-Ahead i ostrzeżeń głosowych. Do jej obliczenia służy kilka danych wejściowych: skorygowana wysokość barometryczną (m.in. z tytułu błędów pomiaru ciśnienia atmosferycznego, temperatury otoczenia i błędów układu odniesienia), wysokość RA (radar altimeter, radio altimeter), wysokość GPS, a także dane wysokościowe pasa startowego. Dzięki temu komputer pokładowy ADC (Air Data Computer) podaje wysokości uwolnione od błędów ekstremalnych temperatur i niestandardowych warunków atmosferycznych, jak np. inwersja termiczna czy też nietypowe gradienty ciśnienia atmosferycznego.

(…) do obliczenia wysokości geometrycznej [4] wymagane są:

wysokość radiowa (radarowa), która jest nadrzędna, bo od niej zaczyna działać system - wysyłając alerty np. dla boeinga 727 od wysokości 2450 stóp (750 m) do 50 stóp (15 m).

wysokość barometryczna, względna, bo związana z wysokością pasa startowego, z uwzględnieniem poprawek lokalnych ciśnienia atmosferycznego.
wysokość z systemu GPS. czyli wysokość elipsoidalna korygowana do wysokości nad poziomem morza poprzez uwzględnienie odstępów geoidy od elipsoidy WGS-84.


Mamy więc obliczenie wysokości z sensorów o różnej dokładności VFOM (Vertical Figure of Merit). Zadanie jest o tyle proste, że realizuje się je w układzie jednowymiarowym rzędnych wysokości. Dokładności w specyfikacjach lotniczych są podawane według gaussowskiego prawa przenoszenia się błędów dla prawdopodobieństwa jego wystąpienia 95%. Stąd konieczność zastosowania kilku metod pomiaru, aby zbliżyć się do pewności. (…)

Zostawmy ocenę dokładności wysokości barometrycznej i radarowej bez rozwijania tego tematu. Wypada tylko wspomnieć, o jakim rzędzie wielkości mówimy. Według wymagań ICAO (International Civil Aviation Organization) (…) system powinien gwarantować przy podejściu do lądowania dokładność 50 stóp (15,2 m.). Takiej dokładności nie daje sama wysokość barometryczna z dwóch altymetrów pokładowych (Baro-VNAV), nawet przy zastosowaniu ściśle określonych rutynowych czynności sprawdzania i komparacji. Z kolei wysokość radiowa (radarowa) ma bardzo zróżnicowane dokładności VFOM w zależności od podłoża, od którego odbija się fala radiowa.



WYSOKOŚĆ GPS

Dla potrzeb analizy dokładności całego systemu, przy założeniu zgodności z wytycznymi ICAO (AC 20-138), przyjmuje się, że dokładność sensora GPS powinna być lepsza od 2 m (7 stóp) [5]. Widać z tego, jak znaczną poprawę wyznaczenia wysokości geometrycznej daje GPS. Ale wyznaczenie to musi być wiarygodne, co oznacza konieczność dodatkowej kontroli. Mowa tu o ABAS (Aircraft-Based Augmentation System), w którym zwiększenie wiarygodności, poza porównaniem z wysokością barometryczną, bierze się z monitorowania nadmiarowych pomiarów pseudo odległości do satelitów. (…)

RAIM (Receiver Autonomous Integrity Monitoring), to autonomiczny (wewnątrz odbiornika GPS) monitoring zgodności danych. Ta samokontrola jakości pomiarów wymaga co najmniej 5 satelitów z dobrą geometrią (podkr. smk) określaną wskaźnikiem niemianowanym VDOP (Rys. 1 i 2). Wyznaczenie podwójnego błędu średniego wysokości – w specyfikacji technicznej systemu używa się określenia VFOM – odpowiada po prostu oszacowaniu błędu z 95-procentowym prawdopodobieństwem jego nie przekroczenia.

Dla wykrycia błędnego pomiaru pseudo odległości do satelity i jego usunięcia z obliczeń wymagania RAIM są większe - potrzeba co najmniej 6 satelitów. (podkr. smk) Można tu dodać, że od niedawna, bo dopiero od połowy 2009 roku FAA (US Federal Aviation Administration) wymaga wykonania przed lotem analizy, czy na trasie lotu i na lotniskach, włączając lotnisko zapasowe, będzie widoczna wymagana liczba satelitów GPS [6]. Dotyczy to jednak procedur, w których GPS jest wyłącznym źródłem nawigacji samolotu. Sytuacja jest więc podobna do planowania pomiarów geodezyjnych odbiornikami GNSS, których wytrawny geodeta nie rozpocznie bez sprawdzenia spodziewanego PDOP (Position Dilution of Precision). Poza wspomnianym FAA [7] również EUROCONTROL dostarcza na swoich stronach internetowych [8] niezbędnych danych do takiego planowania. Inna jest trochę prezentacja graficzna, bo dotyczy ona trasy, nie miejsca.

Nadmiarowa liczba widocznych satelitów i dobra ich geometria na nieboskłonie to istotny element poprawnego działania RAIM. Ma to znaczenie przede wszystkim podczas fazy startu i lądowania (podkr. smk), bo na trasie przelotu samolot ma bardzo dobre warunki wyznaczania położenia GPS, „widząc" satelity nawet poniżej kąta elewacji 0°. Ale według zaleceń EUROCONTROL domyślnie przyjmuje się maskę elewacji równą 5º z możliwością wybrania opcji: 7,5°, 10º i 12,5° [9]. Jest to zasadne przy prostym podejściu do lądowania, ale kiedy dolot jest w niecce doliny, należy raczej przyjmować bezpieczną maskę elewacji rzędu 15°. Takiej opcji w tym programie planowania lotu jednak nie ma. Jeżeli system ma dostęp do modelu terenu, to oczywiście prognozowanie możemy wykonać zdecydowanie dokładniej, ale dotyczy to prostego dolotu do pasa startowego. W podejściu do lądowania z nawrotem przeszkodami w odbiorze satelitów w strefie niskiej elewacji mogą być elementy samolotu (podkr. smk) [10].



SMOLEŃSK

Dopiero po tym rozbudowanym wstępie można odwołać się do diagramów pokazujących sytuację w Smoleńsku w czasie katastrofy. Przyjmując, że doszło do niej o godzinie 2010-04-10 6:41:00 GMT, na rys. 2 i 3 pokazano, że od 6:35 GMT gwałtownie pogarszały się warunki monitoringu RAIM oraz nastąpiło zwiększenie wskaźnika VDOP. (podkr. smk) Z kolei na szkicu konfiguracji satelitów (rys. 3) widać, jak ważny był niezakłócony odbiór z satelity SVN3 (kolor czerwony), bo bez tej obserwacji pozostałe satelity nie dawały dobrego VFOM, co mogło skutkować przekroczeniem dopuszczalnego limitu dla tej fazy lotu i wysłaniem sygnału „RAIM failure". Wykluczenie wysokości GPS z obliczeń powoduje skokową zmianę (pogorszenie) dokładności określania wysokości geometrycznej. (podkr. smk) Na rysunku tym strzałka pokazuje kierunek lotu. [wszystkie rysunki w książce Przechwyceni md]

Celem tego artykułu jest wskazanie pewnych szczegółów, które prawdopodobnie normalnie nie są przedmiotem analiz. Autorowi nie chodzi tu o rozwiązywanie zagadek, w których jest więcej pytań niż odpowiedzi. Faktem jest jednak, że mieliśmy tu przypadek wyjątkowego zbiegu nieszczęśliwych okoliczności, bo np. 10 minut wcześniej warunki wyznaczenia wysokości GPS były korzystne, widocznych było dziewięć satelitów (podkr. smk) przy masce elewacji 15° (9SVs > 10.0°), co widać na diagramie (rys. 4). Dawało to możliwość niezakłóconego monitoringu RAIM.

Na rys. 5 pokazano liczbę satelitów i wskaźnik VDOP na całą dobę 10.04.2010 z zaznaczeniem kolorem czerwonym okresów nie do zaakceptowania (Unacceptable) i okresów wątpliwych, niepewnych (Questionable).

Ten znany problem jest obecnie przedmiotem specjalnej troski U.S. Air Force Global Positioning Systems Wing, które zapowiedziało na początku 2010 roku modernizację systemu, polegającą na przesunięciu kilku satelitów na orbitach dla poprawienia dokładności [patrz NAWI 3/2010, dodatek miesięcznika GEODETA].



UNDULACJA GEOIDY

Pozostaje jeszcze do omówienia, jak istotne jest uwzględnienie poprawnych dla miejsca lądowania odstępów geoidy od elipsoidy. Wystarczy skorzystać np. z ogólnodostępnego kalkulatora National Geospatial Intelligence Agency NGA EGM96 Geoid Calculator [11]. Dla potrzebnych tu dokładności model geoidy EGM96 w zupełności wystarcza. Dla Smoleńska różnica wysokości elipsoidalnych i wysokości n.p.m. (undulacja) to wielkość 57 stóp (17,4 m), tzn. od wysokości elipsoidalnej otrzymanej z GPS należy odjąć 57 stóp, aby otrzymać poprawną wysokość nad poziomem morza (n.p.m.). (podkr. smk) Dla lotniska w Warszawie undulacja wynosi 103 stopy. Mamy więc sytuację, w której nieuwzględnienie tej różnicy spowoduje, że system będzie z wysokości GPS obliczał wysokość geometryczną w Smoleńsku niżej o 46 stóp niż w rzeczywistości, co w systemie ABAS w konsekwencji opóźni wysyłanie sygnałów ostrzegawczych niebezpiecznego zbliżania się do terenu. (podkr. smk).

[I] Just How Effective is EGPWS?

http://www51.honeywell.com/aero/common/ documents/EGPWS-Effectiveness.pdf



[2] The Navigation Application & Navaid Infrastructure Strategy for the ECAC Area up to 2020, European Organisation for the Safety of Air Navigation

http://www.ecacnav.com/downloads/NAV%20 ... trategy%20 15MAY08°'=20Agreed%20at%20SCG-8.pdf



[3] Geometric Altitude, Honeywell

http://www51.honeywell.com/aero/common/ documents/Geometric-Altitude.pdf



[4] Description of Geometric Altitude for the EGPWS, AlliedSignal Electronic & Avionics System, 1998 http://www51.honeywell.com/aero/ common/documents/Geometric-AItitude-Paper.pdf



[5] ICAO Performance Based Navigation Manual, RNP Special Operational Requirements Study Group (RNPSO RSG), Final Working Draft, 7th March 2007



[6] GPS RAIM Prediction, AIR ROUTING INTERNATIONAL, A Rockwell Collins Company, http://www.airrouting.com/gps-raimprediction.html



[7] AC90-100A GPS RAIM PREDICTION, U.S. Federal Aviation Administration,

http:// www.raimprediction.net/ac90-100



[8] AUGUR GPS RAIM Prediction Tool - GPS Status, EUROCONTROL

http://augur.ecacnav. com/augur/app/home



[9j AUGUR GPS RAIM Prediction Tool - Help, EUROCONTROL

http://augur.ecacnav.com/ augur/app/help



[10] http://www.pilotpedia.com/wiki/index.ph ... ntable=yes



[11] National Geospatial-Intelligence Agency NGA EGM96 Geoid Calculator

http://earth-info.nga.mil/GandG/wgs84/g ... n-tpt.html”[2]”[3]



Po lekturze tego artykułu, w sposób naturalny, o odpowiedź dobijają się już tylko dwa pytania.

Czy załoga PLF101 po raz kolejny tego dnia, stała się ofiarą niespotykanego nigdy wcześniej nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności, jakby mało było pozostałych, by trafić na jedyne w swym rodzaju, najtragiczniejsze w jej życiu, dziesięciominutowe absolutne zaćmienie?

Jeżeli jednak dobry Bóg nie uwziął się na nich tego dnia, a powodów ku temu nie miał, to jakie ziemskie siły byłyby to w stanie sprawić?


[1] Wydanie z roku 2010.

[2] „EGWPS”, dr Ryszard Pażus (GeoDigitalGPS), Geodeta Magazyn Geoinformacyjny nr 6, czerwiec 2010.

[3] Fragment nie wydanej drukiem książki autora zatytułowanej „Ostatni Lot PLF101”.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 16 wrz 2016, 10:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Dowody szły za przeczuciami

Z Andrzejem Melakiem, prezesem Komitetu Katyńskiego i bratem tragicznie zmarłego 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku Stefana Melaka, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Według ustaleń komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej Jerzy Miller chciał, aby raport przygotowany przez jego komisję był zgodny z rosyjskim raportem.
– Dla mnie jest to zmowa wspólników. Wspólną wersję zdarzeń ustalają tylko ci, którzy mają coś na sumieniu.

Domagałby się Pan pociągnięcia Jerzego Millera do odpowiedzialności karnej?
– Jerzy Miller jako szef państwowej komisji podlega pewnym rygorom kodeksu karnego. Poza tym jest obywatelem tego kraju, jak każdy z nas. Wszyscy musimy wypełniać rzetelnie nasze obowiązki i korzystać ze swojej wiedzy w najlepszy możliwy sposób. Obowiązują nas też zasady etyczne: nie możemy kłamać, oczerniać, mataczyć. Są to chyba sprawy, które podlegają pod konkretne artykułu kodeksu karnego. To samo powinno spotkać prokuratorów, którzy zaniechali wielu czynności, a które były ich obowiązkiem.

Dochodziły do Pana informacje, że ktoś wywiera nacisk na osoby pracujące w komisji?
– Byłem tego świadomy od samego początku.

Na jakiej podstawie?
– Wystarczyło zobaczyć, w jaki sposób podchodzili do swojej pracy i wtedy jedyną myślą, jaką miałem, było: dzieje się coś bardzo niedobrego. Wtedy miałem przeczucia, teraz pojawiły się dowody.

Komisja potwierdziła też, że zapis z czarnych skrzynek był manipulowany. O tym mówił Pan od dawna. Te ustalenia zamkną usta Pana oponentom?
– Myślę, że ich determinacja jest tak wielka, że jeszcze teraz, mimo faktów, będą chcieć coś jeszcze ugrać. Walka o rząd dusz trwa. Póki są w Polsce osoby, które nie mają swojego zdania ws. przyczyn katastrofy smoleńskiej lub nie interesują się przebiegiem prac nad ich wyjaśnieniem, to tak długo pewne grupy będą starać się je przekonać do swojej, niezgodnej z prawdą, wersji wydarzeń. Nie wiem, jakich dowodów trzeba by użyć, aby w ich opinii, wszystko stało się jasne. Przecież nawet haniebne zamiany ciał osób pochowanych w grobach nie spowodowały takiego rezonansu, jakiego można się by było spodziewać. Wtedy, a więc 6 lat temu, można było zrobić w Polsce dosłownie wszystko. Tak się jednak nie stało.

I dlaczego państwo polskie milczało?
– Powodów było wiele: tchórzostwo, brak charakteru czy brak poczucia obowiązku bronienia polskiej racji stanu. Nie każdy ma w sobie tyle siły, żeby wykonywać swoje zadania bezbłędnie. Są tacy, którzy się sprawdzają, i tacy, którzy zawodzą. I do tych ostatnich zaliczyłbym te osoby, które ówcześnie rządziły.

W świetle przedstawionych faktów stwierdziłby Pan, że jesteśmy świadkami przełomu ws. wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej?
– Mam nadzieję, że tak, bo dla mnie jest to przełom. Trudno mi powiedzieć, jak zachowa się opinia publiczna, która ciągle jest manipulowana. Pociesza mnie to, że ludzie stają się coraz bardziej świadomi. Zgromadzono już część naprawdę ważnych dowodów i mogę zaryzykować stwierdzenie, że komisja znajdzie następne. W końcu pracują na tym materiale tylko kilka miesięcy.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ciami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 11 kwi 2017, 20:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Pytania pozostały

Co zmieniło się w sprawie katastrofy smoleńskiej od dojścia do władzy PiS w 2015 roku? Z pewnością dramat 10 kwietnia 2010 roku przestał być „wyklęty”. Przeciwnie, znalazł właściwe sobie miejsce w polityce państwa. Zmiana atmosfery politycznej pomaga pamięci o tragicznym wydarzeniu i jego ofiarach. Społeczne emocje, autentyczny ból, poczucie straty i bezsilności, które wciąż odczuwają miliony Polaków, nie są już złośliwie tłumione, nie muszą się przeciskać i usprawiedliwiać. Zapewne wkrótce powstaną godne pomniki i inne znaki pamięci na poziomie państwowym i narodowym.

Czy jednak wiemy naprawdę coś więcej na temat samej katastrofy? Przede wszystkim nie ulega wątpliwości, że ważne pytania i wątpliwości pozostały. Raport MAK był pisanym na polityczne zamówienie medialnym aktem oskarżenia, który w warstwie merytorycznej posługuje się fachowym żargonem, ale tylko po to, by preparować tak fakty, jak i wnioski, nie dbając nawet o ich właściwe oddzielenie. Również tzw. raport Millera odzwierciedla słabość i wielowymiarową niesamodzielność polskiego państwa w czasie jego tworzenia, przez to nie odpowiada, nie wyjaśnia przekonująco najważniejszych kwestii, a szereg wewnętrznych sprzeczności czyni go niewiarygodnym. Z kolei sporządzona później opinia zespołu biegłych prokuratury wojskowej wydaje się jedynie nieco innym ujęciem poprzednich dokumentów.

Nowa władza przejęła spuściznę (także tę niejawną i ukrywaną) organów działających bezpośrednio po katastrofie.

W ostatnich decyzjach prokuratury wybija się przymiotnik „umyślny”, ale przecież już dwa lata temu postawiono obywatelowi Federacji Rosyjskiej zarzut umyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy, obecnie tę kwalifikację z art. 173 kodeksu karnego rozszerzono o umyślne sprowadzenie samej katastrofy. W języku prawniczym nie musi to oznaczać, że podejrzani zaplanowali katastrofę i do niej doprowadzili, a jedynie, że mogli zdawać sobie sprawę, do czego prowadzą ich działania (tzw. zamiar ewentualny). Z drugiej strony postawienie Rosjan przed polskim sądem jak było, tak jest wciąż praktycznie nierealne, więc użycie tych czy innych paragrafów odgrywa jedynie rolę moralną i polityczną.

Jeśli chodzi o badanie techniczne, które prowadzi podkomisja dr. Wacława Berczyńskiego, to zmierza ono w kierunku potwierdzenia hipotez, które wcześniej stawiał zespół parlamentarny kierowany przez Antoniego Macierewicza oraz prezentowanych przez kolejne konferencje smoleńskie. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę zbliżony skład personalny wszystkich trzech gremiów.

Podkomisja ocenia, że kontrolerzy lotu sprowadzali samolot w sposób, który prowadzić musiał do jego rozbicia. W istocie komunikaty „na kursie, na ścieżce” i podawana załodze zaniżona odległość od progu pasa z pewnością przyczyniły się do tragicznego zakończenia lotu. Z tym że było to już zupełnie jasne co najmniej w styczniu 2011 roku. Podkomisja dużo uwagi poświęca rozerwaniu samolotu w powietrzu, lecz i to nie jest jej oryginalny dorobek, zaś mapę z (oczywiście częściową) listą szczątków rozrzuconych na przestrzeni kilkuset metrów zawiera nawet raport MAK. Różni się zasadniczo jedynie interpretacja tych faktów.

Problem w tym, że obecnie trudno o nowe ustalenia faktyczne. Na źródła pierwotne nie można liczyć, bo Rosjanie nie są chętni do współpracy, a poza tym, jeśli we wraku czy częściach znajdujących się w Moskwie jest coś, co Rosja chce ukryć, to na pewno zostało to dawno usunięte lub ukryte. Ekshumacje ciał ofiar mogą, ale nie muszą dostarczyć nowych informacji. Rozwijanie współpracy ze służbami innych państw ma szansę dostarczyć interesujący materiał, lecz raczej pozwalający na postawienie nowych pytań niż udzielenie odpowiedzi.

Najbardziej perspektywiczna w tej sytuacji wydaje się żmudna metoda przeglądu archiwów wszystkich poprzednich komisji i innych urzędów z nadzieją na odnalezienie punktów zaczepienia dla nowego spojrzenia na Smoleńsk. Z pewnością kartony z dokumentami i dyski komputerów kryją wiele tematów do podjęcia, które zostały niezauważone, zlekceważone czy celowo pominięte.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... staly.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńska odyseja niejasności
PostNapisane: 10 mar 2018, 14:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Kto mówi "to nie zamach" naraża się na śmieszność

Nie przebudziłem się dzisiaj, przed chwilą z takim przekonaniem. Ten tekst który za chwilę ewentualnie przeczytasz powstał i był publikowany 21 Stycznia, 2011 roku. Teraz w świetle ostatnich informacji jest tylko bardziej wymowny.

Obrazek

Przed ponad sześcioma laty napisałem:

Należy się zgodzić z uproszczoną definicją:" Jaka wizyta, taki zamach". W przypadku Smoleńska faktycznie nie była to wizyta turystów w skansenie.

Zamach – działanie polityczno-przestępcze mające zwykle na celu uzyskanie skutku w sposób nielegalny, np. obalenie aktualnej władzy, czy też wyeliminowanie osoby (zwykle osobistości zajmującej ważne stanowisko państwowe). Czy trzeba to określenie rozwijać?

Katastrofa – nagłe i nieoczekiwane wydarzenie, niosące ze sobą negatywne skutki: straty materialne oraz straty w ludziach. Polskie prawo karne penalizuje sprowadzenie jak i niebezpieczeństwo sprowadzenia katastrofy (art. 173–175 KK).

Czy słyszeliście kiedykolwiek o jakichkolwiek problemach z wyjaśnieniem katastrofy. Czy w którejkolwiek katastrofie uniemożliwiono państwu, którego obywatele zostali w niej poszkodowani udzielania pomocy i blokowano udział w jej wyjaśnianiu, niszczono dowody lub dopuszczano się dezinformacji? Chętnie widziano za to pomoc międzynarodową. Polska też takiej pomocy wielokrotnie udzielała.

Generał Sikorski - zamach na Gibraltarze.

Przez wiele lat też mówiono tylko o wypadku lotniczym, a jednak...

Dowiemy się jednak pewnie tyle samo, co i o tym zamachu...

"Racja stanu" znowu ważniejsza od prawdy...

Agca pełnił tylko rolę Tutki. Był narzędziem. Gdzie reszta?

Coraz więcej osób czytając tytuł tej notki obawia się, że jest to prawda. Ta obawa graniczy z pewnością.

PS. Zwracam uwagę, że ja nie tylko nie podaję formy zamachu jaki mógł mieć miejsce, ani nawet nie napisałem że to był zamach.
Napisałem natomiast, że jeśli ktoś mówi że to nie był zamach, naraża się na śmieszność. A to nie jest to samo.

Opublikowano: 10.03.2018 13:07.

https://www.salon24.pl/u/baczewski/8508 ... smiesznosc


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 358 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 20, 21, 22, 23, 24

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /