Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 51 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 17 sie 2012, 06:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Jakiż to potworny lęk przed narodem polskim kierował poczynaniami bolszewickich bestii mordujących w swoich ubeckich katowniach wszelką świadomą polskość.

Zagrażali nawet po śmierci

Ofiary, które zostały rozstrzelane i pogrzebane na Łączce, zostały prawdopodobnie polane wapnem - oceniają członkowie ekipy prowadzący ekshumacje na warszawskiej Łączce. Odnalezione dziewięć szkieletów nosiło ślady znacznie większych uszkodzeń niż pozostałych kilkadziesiąt szczątków.

- Zachowały się relacje mówiące o tym, że posypywano jakimś środkiem chemicznym zwłoki więźniów na Służewie. Jeżeli tam używano takich metod, to prawdopodobnie zastosowano je i tutaj - uważa kierujący ekshumacjami prof. Krzysztof Szwagrzyk, szef wrocławskiego oddziału IPN.

- Nie potrafię jednak odpowiedzieć na pytanie, dlaczego akurat tych dziewięciu, a nie innych. Być może tych dziewięć osób było szczególnie niebezpiecznych dla władzy ludowej, ale bez identyfikacji nie można stwierdzić, kto to był - podkreśla historyk.

- Prawdopodobnie użyto tutaj wapna w celu przyspieszenia rozkładu zwłok - ocenia archeolog dr Paweł Konczewski, szef pracowni archeologiczno-konserwatorskiej Antiqua z Wrocławia, prowadzącej prace na Łączce.

- Chodziło o celowe zamaskowanie tego miejsca, żeby uniemożliwić jakąkolwiek identyfikację w chwili ewentualnego odkopania za kilka miesięcy lub rok - stwierdza archeolog. - Bez wątpienia grupa odkryta w tej jamie grobowej to mężczyźni, którzy zostali rozstrzelani, więc informacja o takiej egzekucji na pewno prędzej czy później wydostawała się poza więzienie - dodaje.

Konczewski informuje, że uszkodzone szkielety zostały wydobyte z nielicznymi przedmiotami osobistymi, jak fragmenty obuwia, kawałki ubioru czy fragmenty szczoteczki do zębów.

- Teraz mamy już pewność. Mimo że na tym etapie nie możemy jeszcze identyfikować szczątków, to sam sposób grzebania, sposób egzekucji jednoznacznie wskazuje, że znaleźliśmy ludzi, których szukaliśmy od wielu lat - powiedział nam prezes IPN dr Łukasz Kamiński, który obserwował postęp prac na Łączce.

Jak zapowiada prof. Szwagrzyk, jeśli wszystko pójdzie dobrze, ten etap prac zostanie ukończony do końca sierpnia, zgodnie z harmonogramem. Przewidziane są już dalsze badania.

- Mamy zaplanowane kolejne etapy, być może część badań uda się jeszcze przeprowadzić w tym roku, jesteśmy wspólnie z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zdeterminowani, żeby te badania zakończyć, zbadać każdy skrawek gruntu, który jest dostępny, aby wydobyć, zidentyfikować i godnie pochować szczątki bohaterów - podkreśla Kamiński.

Dzisiaj na Łączkę ma przyjechać prezydent Bronisław Komorowski. Ma zapalić znicze i złożyć wieniec w miejscu prowadzonych badań. - Bardzo się cieszymy, że prezydent zdecydował się na odwiedziny Łączki - podkreśla prezes IPN.

Prace ekshumacyjne prowadzone na Powązkach są finansowane przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. To wynik ubiegłorocznego porozumienia zawartego pomiędzy IPN, Ministerstwem Sprawiedliwości oraz Radą. Badania są realizowane w ramach ogólnopolskiego projektu "Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956".

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ierci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 01 paź 2012, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Dlaczego byłem na marszu?

Krzysztof Losz

Dlaczego kilkaset tysięcy ludzi manifestowało w Warszawie? Protestowali przeciwko nieprzyznaniu Telewizji Trwam miejsca na cyfrowym multipleksie, wyrażali swój sprzeciw wobec polityki rządu, nie zgadzali się na coraz bardziej fasadową demokrację w Polsce.

Większość politologów, dziennikarzy, politycy rządzącej koalicji (głównie Platformy Obywatelskiej) chcieli oczywiście przedstawić sobotni marsz jako akcję typowo polityczną, zebranie ludzi dążących do wręcz "siłowego obalenia ustroju". Nie mieści im się w głowie, że takie rzesze Polaków mogą przyjechać dobrowolnie do Warszawy, często z bardzo daleka. Bo i po co? Przecież sprawy w Polsce idą dobrze.

Truizmem jest już przypominanie, że każda manifestacja, każdy marsz to po prostu element demokracji, ludzie w ten sposób realizują swoje konstytucyjne prawa do wolności słowa i zgromadzeń. Problem w tym, że polityczni decydenci są po prostu przestraszeni tym, co stało się nie tylko w sobotę w Warszawie. Mają w pamięci także kwietniową manifestację czy dziesiątki marszów, jakie odbyły się i odbywają w obronie Telewizji Trwam od wielu miesięcy w całej Polsce i za granicą. Widzą, że Polacy są aktywni, że są gotowi bronić swoich obywatelskich praw. A że jednocześnie ludzie podnoszą hasła dotyczące polityki społeczno-gospodarczej, to skutek tego, jak źle im się żyje, gdy ciężko jest o pracę, coraz trudniej utrzymać rodzinę. Radio Maryja i Telewizja Trwam zawsze stały po stronie zwykłych ludzi, zawsze broniły ich praw, więc to normalne, że nie tylko widzowie i słuchacze katolickich mediów szukają u nich instynktownie pomocy i wsparcia. I setkami tysięcy przychodzą na pokojowe marsze.

Dla obozu władzy takie przebudzenie jest niebezpieczne, burzy ich spokojny i - wydawałoby się - na stałe urządzony świat. Gdyby jeszcze dało się tą falą protestów sterować, nie byłoby problemu. Ale ponieważ władze nie mają nad nią kontroli, obawiają się konsekwencji. Tym bardziej że protesty zaczynają przypominać efekt kuli śniegowej: zaczynało się od niedużych lokalnych manifestacji, a teraz kilkaset tysięcy osób zajęło kilkukilometrową reprezentacyjną arterię stolicy. Polacy zaczynają się po prostu nawzajem liczyć. Ten, kto widział marsz w telewizji, nawet gdy towarzyszyły mu stronnicze relacje, nie mógł nie zauważyć, że potężna manifestacja przemawia także w jego imieniu, a więc "myślących tak jak ja jest więcej".

Nie trzeba byłoby upominać się o swoje prawa na ulicy, gdyby polskie władze postępowały tak, jak powinny. Gdyby rząd rządził, a nie uprawiał propagandę; gdyby premier traktował opozycję, związki zawodowe, różne grupy społeczne jak partnerów do dyskusji, a nie potencjalnych wrogów; gdyby państwo funkcjonowało na przyzwoitym poziomie, a nie tylko "zdawało egzaminy"; gdyby Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie dyskryminowała katolickich widzów i Telewizji Trwam... Gdyby, gdyby, gdyby...

http://www.naszdziennik.pl/wp/11259,dla ... arszu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 05 lis 2012, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Czego władza bała się na wczorajszym pogrzebie?

Wczoraj wszystkie salony wirtualne, medialne i realne zadawały sobie pytanie, dlaczego na powtórnym pogrzebie ś.p.Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego zabrakło najwyższych przedstawicieli państwa. O ile premier Tusk jest w tym wypadku usprawiedliwiony podróżą służbową, to nieobecność Prezydenta RP lub Marszałków Sejmu oraz Senatu RP nie jest usprawiedliwiona niczym. Krążyły bardzo różne domysły na temat tej nieobecności - od tzw. "spiskowych" po zupełnie "niespiskowe" ograniczające się do tego, że władze mają najwidoczniej własne państwo, społeczeństwo i historię po prostu głęboko gdzieś.

To tyle domysłów, dziś mamy już oficjalną odpowiedź na nurtujące wszystkich pytanie. Udzielił jej europoseł partii rządzącej, Jacek Protasiewicz, w Polsacie. Otóż najwyżsi przedstawiciele państwa obawiali się, że w wypadku obecności zostaną wygwizdani. Ta odpowiedź nie jest zadowalająca. Każdy, kto był na uroczystości w Swiątyni Opatrzności Bożej lub oglądał transmisję, miał okazję dobrze się przyjrzeć, jaki był skład oraz umiejscowienie gości w kościele. To pogrzeb Prezydenta RP, uroczystość państwowa z wojskowymi honorami. Przy takich uroczystościach obowiązuje pewna reżyseria i protokół. Niemożliwe jest, żeby każdy zagrabił sobie miejsce w świątyni, jakie mu pasuje czy też podszedł sobie do ołtarza i krzyczał co chce lub gwizdał jak chce.

Zdecydowaną większość osób obecnych na mszy stanowiła rodzina ś.p.Ryszarda Kaczorowskiego, przedstawiciele duchowieństwa (także najwyżsi), przedstawiciele Wojska Polskiego, przedstawiciele emigracji londyńskiej i harcerstwa, przedstawiciele instytucji państwowych i organizacji społecznych, przedstawiciele instytucji naukowych oraz regionów a wreszcie przedstawiciele Sejmu i Senatu RP.

Kto więc miałby buczeć i gwizdać?

A teraz pytanie do władz: Czy boicie się wybuczenia przez rodzinę ś.p. Prezydenta Kaczorowskiego? To przecież coś kompletnie absurdalnego. Czy boicie się może wybuczenia przez przedstawicieli Wojska Polskiego, emigracji londyńskiej czy instytucji państwowych? A może wygwizdać i wybuczeć miało was duchowieństwo? Czy może - ze względu na tak szeroką reprezentację społeczeństwa na wczorajszych uroczystościach - boicie się wręcz wygwizdania przez całą Rzeczpospolitą Polską?

Czy może boicie się jeszcze czegoś innego?

http://leonarda.salon24.pl/460765,czego ... -pogrzebie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 01 gru 2012, 13:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Koncesjonowana prawica.

Co ma wspólnego Marsz Niepodległości z odejściem dziennikarzy z Uważam Rze.

Sekwencja wypadków nie pozostawia wątpliwości. Reżim na poważnie przestraszył się ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej. Tak bardzo, ze powyciągali największe działa, nawet najbardziej ukryta bron, takie V1 i V2 , czyli Wunderwaffe w wykonaniu Janusza Korwina Mikke i Nowego Ekranu.
Najpierw, na Marszu sprowokowali niby zamieszki ( trwało to 20 minut, taka pokazówka dla TVN-u i Polsatu), tylko po to, aby to wykorzystać propagandowo. Tutaj dygresja- oni są naprawdę cienkie bolki (bez urazy dla konfidenta), skoro nie odważyli się na gruba prowokacje i nie spacyfikowali całego Marszu, wtedy mieliby kryterium uliczne już w listopadzie, ale na to są za ciency. Później ruszyła machina medialna w celu zdyskredytowania środowisk patriotycznych i niepodległościowych, czego ukoronowaniem była następna akcja propagandowa ( bo o profesjonalnej akcji ABW raczej nie może być mowy) w postaci Brunobombera. Miedzy czasie czyszczenie i przygotowywanie gruntu w mediach dla desantu dotychczas ukrytych agentów wpływu , czyli Jana Pińskiego i Korwina Mikke. Maja oni tworzyć, poprzez media, które właśnie udostępnił im ten reżim, jakąś nowa prawice na prawo od PiS-u. I oczywiście w opozycji do PiS-u. To znaczy, tak jak każde dziecko po podstawówce wie, dwa minusy tworzą plusa, czyli opozycja do opozycji wychodzi PRO-REZIMOWA. Common, panowie, wymyślilibyście coś bardziej inteligentnego, nawet mi się nie chce pisać o tym, takie to oczywiste. To już koniec waszych pomysłów jak się utrzymać przy władzy? Już nie ma kto was bronic, musieliście nawet wyciągnąć z kapelusza tego królika Korwina-Mikke?
Ale zabieg ten miał tez inny wymiar a nawet dwa. O jednym pisał już Gadający Grzyb- nowelizacja artykułu 256 Kpk. A drugi to odsuniecie od społeczeństwa, i niedopuszczenie do utworzenia formacji na prawo od PiS-u, która nie tylko z PiS-em mogłaby współpracować ale przede wszystkim stanowi realne zagrożenie dla establishmentu i jego reżimu, czyli Ruchu Narodowego- ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej. Jeśli Mikke przy pomocy Pińskiego wejdzie do sejmu, to o tyle będzie trudniej naszej młodzieży walczyć o wolna i sprawiedliwa Polskę u boku PiS-u. No bo przecież prawa strona będzie już zagospodarowana i do tego jeszcze z koncesja od rządu! Koncesjonowana prawica, Giertych i Korwin-Mikke, czyli agenci wpływu, będą występować jako prawica na prawo. I tutaj mamy znów powtórkę z rozrywki- podobnie jak PO powstała jako partia centro-prawicowa (???!!!), a w rzeczywistości to była zmyla i zasłona dymna dla byłych Ubeków i PZPR-owców, czyli przystań dla postkomunistów i ich konfidentów, podobnie teraz Giertych i Mikke będą robić za prawice a w rzeczywistości reprezentuja ten reżim(sam Giertych w wywiadzie przyznał się, ze to on, jedna ręką obalił rząd Kaczyńskiego, a zrobił to z pełnego ukrycia, taki był zakonspirowany).Oczywiście, pierwsza rzeczą, która ten reżim zrobił, to zabezpieczył ich medialnie! Ale mam nadzieje, ze wobec tak oczywistej prowokacji, zrobimy wszystko co możliwe, aby pomoc naszej młodzieży, o której gen Petelicki powiedział w telewizji: ci ludzie, ci kibice, będą kiedyś bronic Polski, z tych środowisk będzie się wywodzić nasze wojsko. A im, Tuskom i Komorowskim, Giertychom i Korwinom-Mikke, właśnie chodzi o to aby do tego nie dopuścić.

Miecz Damoklesa

czytajcie www.corobic.ewastankiewicz.pl

http://naszeblogi.pl/34504-koncesjonowana-prawica


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 11 kwi 2013, 07:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Najnowszy humbug Tuska

Premier Donald Tusk powołał specjalny zespół ekspertów, pod przewodnictwem Macieja Laska, w celu tłumaczenia społeczeństwu, na czym polegają przekłamania specjalistów pracujących na rzecz sejmowego zespołu Antoniego Macierewicza.

Stąd bowiem wychodzą „kłamstwa i bzdury nacechowane polityczną niechęcią”, uważa premier i oddaje do pomocy zespołowi Macieja Laska Centrum Informacyjne Rządu. Pomysł z „Zespołem Laska” to najwyraźniej efekt nacisków środowiska „Gazety Wyborczej” zaniepokojonej rosnącym brakiem zaufania do ustaleń oficjalnego śledztwa komisji Jerzego Millera. Zwolennicy „sekty smoleńskiej”, czyli ci, dla których przyczyny tragedii smoleńskiej były od samego początku „banalnie proste”, poczuli się nagle pozostawieni sami sobie, a sporo już zainwestowali we własne kłamstwa, w dodatku zwolenników wersji zamachu przybywa. Trzeba więc zatrzymać tę tendencję, grać na czas i systematycznie kompromitować własnymi „autorytetami” ustalenia zespołu Antoniego Macierewicza, który z dnia na dzień przybliża nas do prawdy o 10 kwietnia 2010 roku. Dlatego walka o wiarygodność ustaleń komisji Millera przybiera nową, instytucjonalną formę, w postaci „Zespołu Laska”, podobnie jak rada przy premierze do „walki z mową nienawiści”.

Najlepiej wyłożył to w telewizji publicznej prof. Ireneusz Krzemiński, który przestał być naukowcem dawno temu, gdy stał się rządowym propagandzistą. Można to ująć w skrócie tak: podważasz ustalenia komisji Millera, to podważasz konstytucyjne władze własnego państwa, jesteś zwolennikiem zamachu, jaki został dokonany w Smoleńsku, wierzysz ekspertom zespołu Antoniego Macierewicza, to podpalasz własny kraj itd. Ale stara metoda eskalowania strachu, którą tak perfekcyjnie opanował gen. Wojciech Jaruzelski, strasząc nas w 1980 roku sowiecką interwencją, nie wydaje się dziś skutecznym sposobem na zatrzymanie tego, co nieuchronne, czyli coraz silniejszej presji społeczeństwa w celu pełnego wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej. Dowiodły tego bardzo liczne uroczystości w trzecią rocznicę tragedii smoleńskiej. Polacy zdają sobie sprawę, że gra toczy się dziś o największą stawkę, o suwerenność własnego kraju.

Uważam, że powołanie „Zespołu Laska” jest dobrą decyzją, szkoda tylko, że za nasze pieniądze. Chyba że rządowi eksperci będą pracowali jak eksperci Macierewicza, czyli społecznie. Decyzja ta przyspieszy pełną kompromitację obecnej władzy. Komisja nie będzie w stanie „tłumaczyć” spraw, które dla rządu Tuska stanowią najbardziej skrywaną tajemnicę. Komisja nie będzie w stanie ujawnić wielu wciąż tajnych ustaleń prokuratury. Nie sądzę też, aby w komisji tej, poza Maciejem Laskiem, który będzie bronił samego siebie, jako że pracował w komisji Millera, znalazła się odpowiednia liczba kompetentnych ludzi chcących postawić na szali swoją osobistą i zawodową reputację.

Po trzech latach lista „ekspertów” wykorzystywanych w mediach do obrony oficjalnych ustaleń komisji Millera i komisji Anodiny pozostaje ta sama. Są na niej skompromitowani dziennikarze, najczęściej powiązani z dawnymi strukturami wojskowymi PRL-u, byli wojskowi i zawodowi propagandziści. Brakuje prawdziwych naukowców, a już szczególnie tych o światowej renomie. Brakuje ludzi wolnych i odważnych o niezależnych poglądach. Nie sądzę, że uda się takich namówić do współpracy z „Zespołem Laska” w celu „tłumaczenia” „oszustw i kłamstw” zespołu Antoniego Macierewicza. Zostać dziś propagandzistą Tuska to niezbyt kusząca perspektywa. Po trzech latach od katastrofy lista ewidentnych kłamstw, błędów, zaniechań, matactw po stronie władzy odpowiedzialnej za śledztwo pozwala je nazwać kompletną fikcją. Taką komisję mogliby wesprzeć tylko eksperci od wypadków lotniczych… z Rosji, tylko że oni już się wypowiedzieli. Nikt poważny nie zdecyduje się uczestniczyć w tym najnowszym propagandowym humbugu Donalda Tuska, jakim jest „Zespół Laska”.

Wojciech Reszczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... tuska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 14 kwi 2013, 13:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Wojciech Wencel

Mamy swój Katyń

Do politycznej czystki postmodernizm nie wystarczył. Trzeba było raz jeszcze fizycznie wyeliminować polską elitę, by z życia publicznego znikła metafizyka obecności: zakorzenienie idei i czynów w prawdzie, sumieniu, rzeczywistości.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 10 kwietnia 2013

Trzy lata to kawał czasu. Okres, który weryfikuje głębię wspólnotowego doświadczenia. Nikt nie wzywa nas już do zakończenia żałoby. Nawet ci, którzy patrzą na nas z pogardą, zdają sobie sprawę, że manifestacje na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie nie są efektem słomianego zapału. Pamięć o Smoleńsku stała się dla nas tym, czym dla pokolenia wojennego była pamięć o Katyniu. Trwałym punktem odniesienia dla świadomości niepodległościowej, symbolem walki o prawdę i oskarżeniem politycznych iluzjonistów.

Gdy w 1947 r. Józef Mackiewicz opublikował w tygodniku „Lwów i Wilno” artykuł „Dymy nad Katyniem”, w którym postawił tezę, że potwornego mordu na polskich oficerach mogli dokonać tylko bolszewicy, redakcja londyńskich „Wiadomości” zamieściła komentarz: „Wiedzieliśmy o tym od dawna, wie o tym cały świat, wiedzieli sędziowie z procesu norymberskiego, wiedzą sztaby i kancelarie dyplomatyczne, wiedzą dziennikarze i publicyści. To, że milczą – jest miarą ich upodlenia”.

Milczenie jest miarą upodlenia także w sprawie Smoleńska. Dlatego tak ważne są świadectwa tych, którzy starają się zdzierać z tajemnicy 10 kwietnia 2010 r. płachty czerwonej farby. Przez trzy lata pojawiło się wiele takich świadectw: filmy i teksty dziennikarzy śledczych, artykuły niezależnych naukowców, raporty zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza. Ten stale poszerzający się zbiór materiałów przypomina klasyczną, zredagowaną w Londynie pracę „Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów”, która od 1948 r. miała kilkanaście wydań.

Równie ważne są świadectwa twórców, które najlepiej podsumowuje autokomentarz Aleksandra Rybczyńskiego do wydanego w Kanadzie tomu wierszy „Pozostało nam krzyczeć”: „Katastrofa smoleńska zmieniła Polskę. Zmieniła także część środowiska artystycznego. Niektórzy poeci, zajmujący się dotychczas liryczną analizą indywidualnego losu, odrzucili antyromantyczną pozę salonu, wszechobecną ironię i obowiązujący relatywizm, zadając pytania o prawdziwe oblicze polskiej niepodległości. Dramatycznym głosem zaczęli wołać o prawdę”.

Z perspektywy trzech lat widać wyraźnie, że tragedia smoleńska była częścią szerszego programu. Świadczy o tym niespotykana dotąd agresja, z jaką po 10 kwietnia 2010 r. zaatakowano środowiska patriotyczne i Kościół katolicki, próbując dokończyć postmodernistyczną rewolucję. Obawiam się, że cel jest jasno sprecyzowany: Finis Poloniae. Do politycznej czystki postmodernizm nie wystarczył. Trzeba było raz jeszcze fizycznie wyeliminować polską elitę, by z życia publicznego znikła metafizyka obecności: zakorzenienie idei i czynów w prawdzie, sumieniu, rzeczywistości. Teraz sprawcy zbrodni wzięli się za kulturę. Nie przewidzieli tylko, że wiara poległych (w Boga, w Polskę, w sens zbiorowej pamięci) z podwójną mocą odrodzi się właśnie w kulturze. Smoleńsk to nasz Katyń, to nasz punkt oparcia. To krzyż Chrystusa, z którego boku wypływa strumień życia.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2013 ... katyn.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 08 lip 2013, 04:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Władza nie wytrzymała presji społecznej

Na pierwszej stronie sobotnio-niedzielnego wydania „Gazety Wyborczej” znajdujemy dwa artykuły: wywiad z Donaldem Tuskiem, gdzie premier wyraża przekonanie, że na kilka miesięcy przed wyborami w 2015 r. PO z powrotem prześcignie PiS (zaklinanie rzeczywistości), oraz informację o przyznaniu koncesji dla Telewizji Trwam.

Zbieżność jest nieprzypadkowa. Platforma stoi przed niezwykle ważną batalią o Elbląg i Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że jeśli wybory samorządowe w tym mieście przegra, może zostać uruchomione domino klęsk (referendum w Warszawie, przyszłoroczne eurowybory, wybory samorządowe itd.).

Jaki to ma związek z multipleksem? Otóż już chyba tylko dziennikarze „Gazety Wyborczej” wierzą w słowa Jana Dworaka, który stwierdził, że przyznanie koncesji dla Telewizji Trwam związane jest z gwarancjami kredytowymi dla fundacji Lux Veritatis udzielonymi przez SKOK.

Ludzie nawet z kręgów liberalnych (co widać choćby po komentarzach na forach internetowych) są przekonani, że władza nie wytrzymała presji społecznej. Dwa i pół miliona podpisów, kilkaset demonstracji w kraju, jednoznaczne stanowisko Episkopatu, dziesiątki uchwał rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich – to presja, jakiej władza bodaj nigdy po 1989 roku nie doświadczyła z taką mocą.

Ludzie Platformy zdają sobie sprawę, że do tego należy dodać potęgujące się niezadowolenie społeczne związane z sytuacją w kraju, zapowiadane ogromne demonstracje związkowe, spadające sondaże.

Ewentualna ponowna decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o nieprzyznaniu koncesji byłaby odbierana już niemal przez wszystkich obywateli jako totalna dyskryminacja. Sumowanie niezadowolenia społecznego w przeddzień niezwykle ważnych dla PO wyborów było całkowicie nieopłacalne. Dlatego zdecydowali się spuścić nieco powietrza z coraz większego balonu niezadowolenia społecznego.

Zatem Telewizja Trwam może mówić o wielkim sukcesie. Nie chodzi tu tylko o samą koncesję (choć jest to fakt bardzo znaczący), ale również o skalę poparcia społecznego, jakie udało się skumulować. O Telewizji Trwam słyszeli już wszyscy, popularność stacji wzrosła niepomiernie. Walka o miejsce na multipleksie była utożsamiana po prostu z walką o wolność słowa.

Władza ustąpiła pod presją społeczną – i jest to wydarzenie ogromnie ważne.

Trwam nie redukowałbym do wymiaru gry politycznej. Niewątpliwie dla PO niedomknięty system medialny stanowi duże zagrożenie.

Wszak łatwa dostępność Telewizji Trwam na multipleksie daje również możliwość prostszego rozprzestrzeniania się niewygodnych dla władzy informacji (w tym informacji o różnych aferach, błędach).

O wiele ważniejsze są jednak zmagania kulturowe. O prawdziwej klęsce w wymiarze ideologicznym może mówić układ medialny symbolizowany przez TVN i „Gazetę Wyborczą”. Wszak wojna kulturowa w Polsce (wojna o rząd dusz) nie została jeszcze rozstrzygnięta. Tymczasem katolicy, jeśli fizycznie znajdą się na MUX, poszerzą swój dostęp do największej współczesnej „broni ideowej”, jaką są elektroniczne media.

Prof. Mieczyslaw Ryba

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... cznej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 20 lip 2013, 05:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Biednymi łatwiej sterować

Na zdrowy rozum mogłoby się wydawać, że każda władza dąży do tego, żeby społeczeństwo było coraz bogatsze. Dzięki temu z jednej strony władza taka nie musiałaby się martwić o społeczne poparcie (w wypadku demokracji – o reelekcję), a z drugiej strony realizowany byłby cel polityki, jakim jest zadowolenie i szczęście rządzonych.

Wiemy doskonale, że często bywa inaczej, że władza zamiast pomóc ludziom w bogaceniu się, doprowadza ich do coraz większego ubóstwa. Nie trzeba daleko szukać, wystarczy popatrzeć na nasze społeczeństwo, stajemy się coraz biedniejsi.

Nasze ubóstwo – przypadek?

Ale tu rodzi się wątpliwość, czy czasem celowo nie jesteśmy doprowadzani do ubóstwa? Tak jakby władza miała w tym swój ukryty cel, a właściwie plan. Powstaje pytanie: jak to rozumieć i czy czasem nie jest to jakieś śmieszne podejrzenie z repertuaru spiskowej teorii dziejów? A może po prostu o wszystkim decyduje ekonomia: jak jest kryzys, to społeczeństwo musi biednieć. A kryzys jest, skoro o tym ciągle się mówi; więc biedniejemy.

No dobrze, ale czy kryzys powstaje sam z siebie jako heglowska konieczność dziejowa, czy może jest przez kogoś sztucznie wywoływany?

Gdy przed kilku laty kryzys ogarnął Stany Zjednoczone, co inteligentniejsi Amerykanie zwracali uwagę na dziwny fakt: tuż przed krachem banki niemal na siłę wciskały wszystkim kredyty, nie bacząc na wypłacalność kredytobiorców. To doprowadziło do załamania całego systemu bankowego, a co za tym idzie również ekonomicznego.

Ale przed tym krachem pojawiło się jeszcze inne zjawisko: zaczęto wyprowadzać coraz więcej firm ze Stanów do Azji, a to z kolei musiało prowadzić do coraz większego bezrobocia, upadku całych dzielnic, a nawet miast, które i dziś robią przerażające wrażenie (np. Detroit).

Kryzys tak ujęty nie jest koniecznością dziejową, ale skutkiem ludzkich działań, które można przewidzieć, a które w związku z tym trudno nazwać niecelowymi. Jednak pytanie pozostaje: po co społeczeństwo wpędzać w kryzys? Zarobiły na tym niektóre prywatne banki. Z jednej strony zostały sztucznie dofinansowane przez prezydenta (miliardy dolarów!), z drugiej zaś przejęły majątek tych, którzy okazali się niewypłacalni.

Dotknęło to w szczególności Polonię, ponieważ Polacy swoją finansową przyszłość wiązali bardzo często z zakupem domu, który po odpowiednich przeróbkach i remontach zamierzali sprzedać z zyskiem. Tymczasem wskutek „kryzysu” okazało się, że kredyt do spłacenia przewyższa wartość domu, wobec czego stał się on wręcz kulą u nogi, więc zaczęto je bankom po prostu oddawać. I tak sen o wielkim zarobku, z którym kiedyś wróci się do Polski, zniknął jak kamfora.

Ale w Stanach ma miejsce proces jeszcze głębszy niż tylko zubożenie jednej z grup etnicznych. Chodzi o likwidację tzw. klasy średniej. Klasa ta odgrywa w prawdziwej demokracji rolę wyjątkową, ponieważ w sposób naturalny stabilizuje układ sił ekonomicznych i politycznych.

Ekonomicznych, ponieważ otwarta jest nie na to, żeby jak najszybciej stać się klasą najbogatszą, lecz żeby podciągać warstwy biedniejsze, dla których wskoczenie do klasy średniej jest jak najzupełniej realne, podczas gdy bycie milionerem (poza wygraną w totolotka) raczej nie.

Niezależność klasy średniej

Klasa średnia cieszy się względną, ale dużą niezależnością i to nie tylko ekonomiczną czy polityczną, ale również ideową i kulturową. Klasę tę stać na dobre wychowanie i wykształcenie dzieci, na promowanie wartościowej sztuki, na respektowanie podstawowych zasad moralnych w życiu prywatnym i publicznym.

Jest to warstwa cywilizacyjnie i politycznie najzdrowsza. Kryzys tymczasem uderzył głównie w nią. W efekcie zaczęła się powiększać sfera ubóstwa, a bogactwo stawało się coraz bardziej zależne albo od ciemnych układów (mafie, gangi), albo od polityki (przynależność do partii lub powiązanie ze służbami specjalnymi). Demokracja stała się fasadą dla rządów oligarchii albo despotyzmu w formie socjalistyczno-liberalnej, ze wskazaniem na socjalizm.

A w samej Polsce? Plan Sorosa (on to bowiem był głównym animatorem, a nie Sachs czy Balcerowicz) z początku lat dziewięćdziesiątych zakładał, że polskie zakłady pracy zostaną zlikwidowane lub sprzedane za bezcen. Nietrudno się domyślić, że efektem tego będzie bezrobocie i zubożenie społeczeństwa, ale także wielka migracja, zwłaszcza ludzi młodych, którzy na pierwszym miejscu potrzebują dobrze płatnej pracy, więc jeśli nie ma jej w tym kraju, to jedzie się do innego. I tak się stało, natomiast o przyczynach mało kto pamięta, wystarczy, jeśli wypowie się to magiczne słowo „kryzys”.

Dla pewnych środowisk zarówno w kraju (uwłaszczenie nomenklatury), jak i za granicą (międzynarodowe firmy) taki scenariusz łączył się z zyskiem, a taki zysk nie ma ojczyzny, to znaczy nie ma sentymentów wobec jakiejkolwiek ojczyzny, są tylko magiczne nazwy sieci sklepów czy producentów, a konkretnych osób to już nie widać.

Poddani socjotechnikom

Kwestia motywu „więcej zysku” czy „więcej władzy” jest jasna, bo wiadomo, że biznesmen chce więcej zarobić, a polityk chce więcej „móc”. Pozostaje problem, ile tego zysku da się jeszcze wycisnąć, ile władzy da się jeszcze wzmocnić. Dlaczego społeczeństwo na to wszystko się godzi i czy faktycznie władza ludzi się nie boi? Są to pytania z zakresu socjotechniki, a nie stricte polityki.

Socjotechnika skupia w sobie szereg różnych nauk takich jak: socjologia, psychologia, matematyka, statystyka. Jej celem nie jest poznanie prawdy dla samej prawdy ani dla dobra człowieka lub społeczeństwa, ale dla dobra władzy, by skuteczniej mogła rządzić tzw. zasobami ludzkimi, zwanymi dawniej tłumem, a dla niepoznaki społeczeństwem obywatelskim. W ramach socjotechniki określane są parametry wytrzymałości lub podatności społeczeństwa na różne posunięcia władzy takie jak: propaganda, manipulacja, kłamstwo, fałszywe obietnice, nadmierne podatki, biurokracja, etc.

Wśród parametrów ułatwiających nakreślenie portretu psychologicznego danej zbiorowości bierze się pod uwagę takie cechy jak: emocjonalność, racjonalność, pamięć, umiejętność przewidywania, zdolność samoorganizacji, daleko- lub krótkowzroczność, etc. W efekcie powstają portrety psychologiczne narodów, warstw społecznych, warstw zawodowych, grup wyznaniowych – co pozwala na skuteczne rządzenie uwzględniające statystyczną większość, również na granicy wytrzymałości, jeśli taka jest konieczność.

Siły władzy nie można lekceważyć

Gdy więc społeczeństwo sądzi, że miarka się przebrała i że nadszedł czas buntu wobec władzy, to władza, mając do dyspozycji socjotechnikę i korzystając z narzędzi takich jak media, prawo, siły przymusu, tworzy całościową koncepcję sytuacji i wypracowuje adekwatne metody działania. Przy czym ma do dyspozycji różne warianty na różne okoliczności, łącznie z wykorzystaniem agentów, którzy od środka rozbijają bądź sterują buntem społecznym. Sił władzy nie można lekceważyć.

To, że społeczeństwo ma poczucie wspólnej krzywdy lub pragnie zemsty, nie jest jeszcze gwarancją skutecznego działania, ponieważ to jest tylko poziom emocji, który nie przeradza się automatycznie w racjonalnie zorganizowane działanie. Natomiast w drodze do takiego działania nie może zabraknąć kłótni o przywództwo, konfliktu koncepcji, ingerencji służb. Jednym słowem, władza jest zorganizowana w skali państwa, ma lidera, koncepcję i narzędzia.

Tego wszystkiego brakuje społeczeństwu, które przecież w wyborach wskazało, kto ma rządzić. A jeśli rządzi inaczej niż zapowiadała? Wówczas może dojść do wybuchów społecznego niezadowolenia, ale rzadko bywają one skuteczne.

Najczęściej władza potrafi je spacyfikować albo włączyć do rozgrywek walki o władzę na poziomie samej władzy. Za każdym razem ze szkodą dla społeczeństwa, które koniec końców zostaje rozbite, ulega apatii i zniechęceniu, zadowoli się byle czym lub po prostu obrazi się na własne państwo, zamknie się w życiu prywatnym lub wyjedzie.

Dlaczego biednymi łatwiej rządzić, a właściwie sterować? Dlatego że ludzie biedni, jeśli bieda przybiera stan permanentny, mają małe potrzeby.

Dotyczą one zazwyczaj posiadania środków umożliwiających przetrwanie. Biedni wręcz nie lubią, gdy rozmawia się o ideałach, o kulturze, o ojczyźnie, gdyż abstrakty te niewiele dla nich znaczą, jeśli nie mają za co żyć. Problem jednak w tym, że walka o władzę dotyczy przede wszystkim walki o te „abstrakty”, ponieważ jest walką między cywilizacjami, kulturami, ideologiami, ba! religiami, natomiast walka ekonomiczna to tylko pochodna tamtych walk.

Bieda to zły doradca

Aby więc przeciwstawiać się ubóstwu, trzeba najpierw zrozumieć, o co idzie walka na górze, o jaką cywilizację, kulturę, religię (lub jej negację) i dopiero wtedy można obmyśleć, co długofalowo robić.

Jeżeli walka dotyczyć będzie tylko tzw. pełnej miski, dla biednych będzie to walka zawsze przegrana. Rządzący napełnią ją od czasu do czasu, i to wszystko.

Jednym słowem, rządzący najmniej boją się biednych, bo mają tysiące sposobów na to, żeby ich oszukać, spacyfikować, wykiwać, z naukową precyzją i ze skutecznością maszyny. Jak inaczej można pojąć to trwające już od 20 lat przyzwolenie ze strony milionów naszych rodaków, aby pozbyć się zakładów pracy, a tym samym i miejsc pracy?

Nie da się tego pojąć, jeśli ktoś myśli nie w kategoriach doraźnej korzyści, ale długofalowej perspektywy. Zgodzono się na ten kolejny rozbiór Polski. W efekcie starsi powiększyli grono biednych, idąc na bezrobocie, a młodzi wyjechali z kraju.

Bieda jest złym doradcą, a nadmierne bogactwo bywa groźną pułapką. Raczej musimy myśleć kategoriami klasy średniej, która powinna być w zasięgu każdego, kto potrafi i chce pracować. Taka klasa nie tylko pomaga oddolnie na wyciąganie innych z biedy, ale także rozumie, jak ważną rolę odgrywa zasobność w umacnianiu suwerenności człowieka, a tak naprawdę rodziny.

Z takiej warstwy wyrastają też prawdziwe elity, które potrafią rządzić, mając na oku nie prywatę czy partyjniactwo, ale autentyczne dobro wspólne, jakim dla Polaków jest i musi pozostać Rzeczpospolita – Niepodległa, Suwerenna, Najjaśniejsza.

Prof. Piotr Jaroszyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/48587,b ... rowac.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 17 sie 2013, 07:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Moskwa zobaczyła Zwycięzcę !

Obrazek

Piękna sprawa – 15 sierpnia, w samą rocznicę Bitwy Warszawskiej na moskiewskich Łużnikach pojawił się... Naczelnik !

Nic to, że wielu zebranych na trybunach stadionu Rosjan mogło nie mieć pojęcia o batach jakie bolszewicy dostali od Polaków w sierpniu 1920 roku bo tego typu fakty trudno znaleźć w rosyjskich podręcznikach historii i w literaturze traktującej o tamtych czasach. Ale na pewno byli między nimi tacy, którzy skojarzyli o co chodzi. Na pewno i władców na Kremlu rozwścieczył widok polskiego trenera oszczepników z piłsudsczykowskim wąsem i w czapce obrońcy Warszawy w Bitwie Warszawskiej.

Nic to !

Nic to, że polscy oszczepnicy nie zdobyłi medalu na mistrzostwach świata w lekkiej atletyce, odbywających się właśnie w Moskwie. Trener jednego z nich – pan Michał Krukowski charakteryzując się 15 sierpnia na żołnierza epoki cudu nad Wisłą, w samym barłogu pogrobowców i kontynuatorów bolszewizmu to medal z najszczerszego złota ! Cenniejszy od tego z mistrzostw.

Brawo Panie Michale !!!

PS. Ciekawe co powie Panu Michałowi albo oszczepnikowi Marcinowi Krukowskiemu prezydęt Bronisław Komorowski, witając w Polsce lub goszcząc w Belwederze albo Pałacu Namiestnikowskim polskich lekkoatletów, uczestników tegorocznych MŚ na Łużnikach ? Czy może powtórzy się słynna sytuacja z bazyliki św.Krzyża 11.11.2010, kiedy to prezydęt Komorowski karcił księdza pulkownikaSławomira Żarskiego za patriotyczną homilię i niepochlebne słowa pod adresem rządu RP ?

Przypomnę o czym mówił wtedy ks.prałat, a na co oburzyła się i zakwestionowała inteligentna inaczej obecna głowa Państwa Polskiego :

„U podstaw III Rzeczypospolitej miejsce patriotyzmu zajęło stwierdzenie jednego z pierwszych premierów 'nowej' Polski, który powiedział, że 'aby zostać bogaczem, pierwszy milion trzeba ukraść'. Propagowanie podobnych haseł zaowocowało tym, że wartość została zastąpiona 'antywartością'. Patriotyzm zastąpiono promowanym kosmopolityzmem; miejsce uczciwości zajęła nieuczciwość; prawdę zastąpiono kłamstwem i pomówieniem; ofiarność i poświęcenie - chciwością i pazernością; miłość - nienawiścią.”

Administrator Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, ks. płk. Sławomir Żarskipo tej homilii popadł w niełaskę i zamiast objąć stanowisko biskupa polowego Wojska Polskiegoi otrzymać nominację generalską został... odesłany do rezerwy.

A może pan prezydęt obraził się wtedy za te słowa księdza pułkownika ?

„polityka to zadanie dla ludzi wielkich duchem, wielkich intelektem, wielkich kulturą osobistą i wielkich charakterem”

http://contessabalcanese.salon24.pl/527 ... -zwyciezce


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 26 sie 2013, 05:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Kogo naprawdę boi się Układ?

”Zwalczanie PiS-u, kopanie Kaczyńskiego i Macierewicza po „Smoleńsku” to jest zdrada i kolaboracja z Układem”
[od red. - dzięki inspiracji pani Małgorzaty Todd przypominamy ważny i ciągle aktualny tekst Mirosława Kokoszkiewicza z grudnia 2012, który pierwotnie zamieszczony był na łamach ogólnopolskiego tygodnika Warszawska Gazeta ]

Na wstępie tego tekstu muszę złożyć pewną dość ważną z punktu widzenie jego dalszego ciągu deklarację.
Nie jestem członkiem partii Prawo i Sprawiedliwość, ani żadnego innego ugrupowania politycznego. Dodam jeszcze, że i przed 1989 rokiem nie należałem do PZPR ani do którejś z jej „satelit”. Udało mi się również jakoś przeżyć młodość bez wstępowania do komunistycznej młodzieżówki typu ZMS czy późniejszy ZSMP, co było szczególnie trudne podczas odbywania w PRL zasadniczej służby wojskowej.

Jak wiemy „bezpieczniacy” tak w PRL-u jak i już w III RP najbardziej obawiali się ruchów prawicowych i niepodległościowych, o czym świadczyć może skandal z inwigilacją prawicy już po rzekomym odzyskaniu przez Polskę niepodległości i zainstalowaniu nad Wisłą demokracji fasadowej.

Przez cały czas, jako człowiek o poglądach prawicowych i konserwatywnych sympatyzowałem z różnymi ugrupowaniami politycznymi, a w swoich wyborach miotałem się od UPR, KPN, ROP, AWS, LPR do Prawa i Sprawiedliwości.

Penetracja środowisk prawicowych i próby ich dzielenia, skłócania i rozbijania przy wykorzystaniu agentury i pożytecznych idiotów sprawiły, że z czasem nabrałem do polityków i dziennikarzy działających po prawej stronie sceny politycznej wręcz chorobliwej podejrzliwości.

Dopiero po 2005 roku histeryczny, zmasowany i bezprecedensowy atak na PiS i braci Kaczyńskich zaczął przekonywać mnie, że właśnie ta, przecież niedoskonała formacja polityczna, jest odbierana po raz pierwszy przez establishment III RP, jako realne zagrożenie dla patologicznego systemu III RP.

10 kwietnia 2010 roku chyba już każdy logicznie myślący człowiek pojął, że to właśnie PiS oraz bracia Kaczyńscy są dla „grupy trzymającej władzę” śmiertelnym zagrożeniem i tylko wyjątkowy zbieg okoliczności pozwolił Jarosławowi Kaczyńskiemu ujść z życiem.

Od tamtego tragicznego dnia zrozumiałem, że mamy oto, jakby to brutalnie nie zabrzmiało, dzięki właśnie tej tragedii, po raz pierwszy od 1989 roku jasną sytuację.

Każdy Polak marzący o wyrwaniu Ojczyzny z rąk „rycerzy okrągłego stołu”, nawet taki, który nie znosi Jarosława Kaczyńskiego, musiał przyznać, że ten zamach wskazał nam PiS, jako partię polityczną, która napędziła śmiertelnego strachu i zagroziła układowi, czyli obcym służbom, które pociągają za sznurki miejscowych marionetek ucharakteryzowanych na „mężyków stanu”. Właściwie głównie przekonywaniu do tej tezy poświęciłem wydaną w tym roku książkę „Jak zabijano Polskę”.

Oczywiście nie oznacza to, że teraz wszyscy patrioci marzący o prawdziwie wolnej Polsce powinni jak jeden mąż wstąpić do PiS-u oddając się pod rozkazy jedynego na prawicy „wodza”.

Jednak wspieranie partii Jarosława Kaczyńskiego, a przynajmniej nieszkodzenie jej powinno być racją stanu wszystkich prawdziwie patriotycznych sił gdyż tragedia dziejowa, do jakiej doszło nad Smoleńskiem powiedziała nam najdobitniej jak tylko można, kogo boją się naprawdę wrogowie Polski i ci, którzy otrzymali ją od nich niejako w pacht.

Każda próba wychodząca z prawej strony mająca osłabić, rozbić bądź unicestwić PiS jest dla mnie zdradą Polski, podobnie jak gorączkowo tworzone inicjatywy przedstawiające się, jako „jedyna” alternatywa dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

Wiemy z historii jak bardzo różniący się politycznie ludzie działali w Armii Krajowej. Wiemy, co spowodowało, że Piłsudski, Paderewski i Dmowski rozegrali decydujący fragment zwycięskiego „meczu” o Polskę w jednej drużynie mimo dzielących ich różnic. Wiemy dlaczego w 1920 roku Piłsudski sięgnął po generała Rozwadowskiego, którego przecież nie cierpiał.

Jeżeli ktoś udając światowej klasy trenera chce teraz w decydującym momencie zdejmować z boiska tych zawodników, których nasz przeciwnik najbardziej się obawia i na co mamy niezbite dowody, ten jest zdrajcą, agentem im służącym, a w najlepszym przypadku pożytecznym idiotą.

Dlatego mogę wybaczyć takiemu na przykład Januszowi Korwinowi-Mikke to, że należał w młodości do ZMS-u, a w stanie wojennym podpisał lojalkę, ale już te słowa demaskują go dzisiaj całkowicie i w innym świetle ukazują prawdziwy cel jego działalności po 1989 roku: „Wobec tego, że PiS wysuwa się przed PO –zmieniamy cel ataku”A teraz Korwin-Mikke po zamachu na tygodnik „Uważam Rze”:

„Pismo do tej pory było w łapach PiS-u, czyli partii komunistycznej udającej prawicę. Wyzwolenie pisma z rąk partii, która głosowała za anschlussem do Unii Europejskiej i która poparła traktat lizboński witam z entuzjazmem”

No i w pierwszym numerze „nowego” Uważam Rze przemycono pewne zdanko Romana Giertycha:

„Zrobię wszystko, by zapobiec powrotowi Kaczyńskiego do władzy”

W przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego Pan Mikke, co ze smutkiem stwierdzam, nigdy dla Systemu zagrożeniem nie był. Z jakichś tajemniczych powodów przyjął rolę prawicowej maskotki salonu odgrywając oryginała i dziwoląga, a był moment w czasach, kiedy na niego głosowałem, że zachowywał się tak jakby wystraszyła go rosnąca popularność UPR i wykonywał zadanie sprowadzenia tej popularności z powrotem na bezpieczny poziom 1 czy 2 procent.

Radzę wszystkim by z rezerwą podchodzili do już istniejących „patriotycznych inicjatyw” oraz tej „głównej”, która zostanie niebawem powołana. Ich cel to atak na Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza.

Jeszcze raz powtarzam, ja nie wzywam do masowej miłości skierowanej do PiS-u i jego lidera oraz zbiorowego amoku i okrzyków „Wodzu prowadź na Kowno”.

Jeżeli ktoś zrozumiał właściwie to, co stało się 10 kwietnia 2010 roku, a nie kocha Jarosława Kaczyńskiego to jeżeli jest polskim patriotą, niech PiS i jego lidera pragmatycznie potraktuje, jako najlepsze na dzisiaj narzędzie służące odzyskaniu Polski.

No chyba, że narodzi się wkrótce „prawicowa” teoria spiskowa mówiąca, że smoleński mord miał za jedyny cel uwiarygodnienie przez siły tajemne „zdrajcy Kaczyńskiego”, jako głównego rozgrywającego na prawicy tylko po to by odsunąć na margines prawdziwe zagrożenie dla Systemu w postaci Korwina z Giertychem, Migalskiego z Poncyliuszem, Szeremietiewa z Oparą oraz Kurskiego z Dornem.

Z całym szacunkiem dla wymienionych Panów, ale prawdziwym zagrożeniem dla dzisiejszych władców III RP możecie być tylko w strategicznym sojuszu z PiS-em, któremu to sojuszowi na imię „Odzyskać Polskę”. Dopiero później możecie wziąć się za łby i wykłócać się o to, jaka ma być ta wolna już Polska.

Zwalczanie PiS-u, kopanie Kaczyńskiego i Macierewicza po „Smoleńsku” to jest zdrada i kolaboracja z Układem, bo w głupotę niewątpliwie inteligentnych ludzi, jakoś trudno mi uwierzyć.

Mirosław Kokoszkiewicz

http://ewastankiewicz.wordpress.com/201 ... more-15096


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 16 wrz 2013, 07:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Tusk w defensywie

Z dr. Przemysławem Wójtowiczem, politologiem, wykładowcą WSKSiM w Toruniu, rozmawia Marcin Austyn
Marcin Austyn

Za nami Ogólnopolskie Dni Protestu. Związkowcy mogą mówić o sukcesie?
– Na pewno był to sukces pod względem organizacyjnym. Widać też, że związkowcy nie boją się władzy i twardo dążą do tego, aby na poważnie zająć się ich postulatami. Być może jako obywatele nie ze wszystkimi hasłami związkowców musimy się zgadzać, ale z pewnością dobre jest to, że wykorzystują podstawowy mechanizm, który daje nam demokracja, czyli możliwość nieskrępowanego protestu.

Czyniono wiele starań, żeby nie były to manifestacje wyłącznie związkowe, stąd idea zwołania „parlamentu narodowego”, poszerzenia zaplecza m.in. o organizacje społeczne.
– W obecnych czasach jest to bardzo trudne do zrealizowania. Na pewno nie należało spodziewać się takiej fali, jak w latach 80. Dziś są to protesty w głównej mierze branżowe, związkowe i wciągnięcie do nich szerszych kręgów społeczeństwa jest trudne. Chociaż trzeba oddać, że do ostatnich protestów dołączały się organizacje niekojarzone z ruchem związkowym. Na pewno udało się pokazać, że związki zawodowe potrafią się zorganizować, wyjść na ulice i zdecydowanie wyrazić swoje postulaty. Trzeba przyznać, że pod tym względem związkowcy spisali się znakomicie. Nie jest to wielką niespodzianką, bo największe centrale związkowe, NSZZ „Solidarność” czy OPZZ, zawsze były dobrze zorganizowane i potrafią w ten sposób pokazywać swoją siłę.

Związkowcy już się rozjechali. Rząd zacznie na serio rozpatrywać pozostawione w Warszawie petycje?
– O tym wcześniej czy później się przekonamy. Proszę zauważyć, że do tej pory znacząca część postulatów, jakie na przestrzeni minionych lat zgłaszały związki zawodowe, została w końcu przyjęta, rządy musiały liczyć się z tym głosem.

Tylko że tym razem jest inaczej, rząd PO – PSL zdaje się pławić w samozadowoleniu. Nie przejął się nawet, kiedy postulat w sprawie przeprowadzenia referendum dotyczącego zwiększenia wieku emerytalnego związkowcy poparli 2,5 milionami podpisów.
– I dlatego, być może, będzie to już kwestia rozmów z innym rządem. Wydaje mi się, że związkowcy nie odpuszczą i będą twardo obstawać za istotnymi dla nich sprawami. Jeśli nie ten, to kolejny rząd ich w końcu wysłucha.

Manifestanci nie kryją, że ich celem jest odsunięcie Donalda Tuska od władzy. Czekają nas przyspieszone wybory?
– Polska nadal jest młodą demokracją i z pewnością scenariusze mogą być bardzo różne. Jednak wydaje się, że koalicja PO – PSL zrobi wszystko, żeby jakoś dociągnąć do jesieni 2015 r., czyli do normalnego terminu wyborów parlamentarnych. Nie widać po ich stronie jakichś ruchów mających doprowadzić do przedterminowych wyborów. Wydaje mi się, że ta ekipa zrobi wszystko, żeby trwać, a to na zasadzie „a może się uda”, a to za pomocą jakiejś PR-owej kampanii odciągającej uwagę społeczeństwa od realnych problemów. Z pewnością spadki sondażowe, zarówno PO, jak i PSL, nie są tym partiom na rękę w kontekście przyspieszonych wyborów.

Szef „Solidarności” Piotr Duda powtarza, że zawsze będzie z ludźmi, ale też mocno wziął się za barki z politykami. Jaka będzie jego przyszłość? Widzi go Pan jako związkowca czy może polityka?
– Jego polityczna kariera nie jest wykluczona. Powiedziałbym nawet, że tradycją przewodniczących „Solidarności” jest to, że z czasem zasiadają w ławach sejmowych czy nawet rządowych. Trzeba też przyznać, że Piotr Duda ma warunki do tego, żeby być politykiem. I poniekąd już zachowuje się jak polityk. Kto wie, może w przyszłości zobaczymy go w Sejmie.

Związkowcy pokazali, że nie tylko protestują, ale też mają swoje pomysły na zmiany. Zorganizowali panele dyskusyjne, debaty eksperckie. Tylko rząd ich nie słuchał. Dlaczego zabrakło otwarcia na stronę społeczną? Brak zasieków przed gmachem Sejmu RP to jeszcze za mało do zaistnienia dialogu.
– Takiej postawy rządu wobec protestujących można było się spodziewać. Trudno jest podjąć merytoryczne rozmowy, gdy sytuacja finansowa państwa jest w fatalnym stanie i jest to zasługą obecnej ekipy rządzącej. Oczywiście zawsze można część winy zrzucić na kark ogólnoświatowej sytuacji gospodarczej, ale rząd nie jest tu w stanie uniknąć odpowiedzialności. Stąd też uchyla się od tego rodzaju bezpośrednich starć.

Konfrontacja argumentów rządu i związków wydaje się nieunikniona, bo ci ostatni nie przestaną przypominać o swoich racjach. Na horyzoncie jest też ostateczny środek w postaci strajku generalnego.
– Powiedziałbym nawet, że to przypominanie jest ich obowiązkiem. Osobiście jestem przekonany, że wszystko będzie się odbywało w granicach norm obowiązujących w państwie demokratycznym. Czyli tak, jak to się działo w ostatnich dniach.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/53949,tus ... sywie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 20 wrz 2013, 06:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Frekwencja jak korupcja

Tomasz Tobolski

Jeszcze do niedawna przedstawiciele politycznych elit przekonywali społeczeństwo do „brania spraw w swoje ręce” i wspólnej budowy „młodej polskiej demokracji”. Politycy zapewniali, że w demokracji „najważniejsza jest frekwencja” i „liczy się każdy głos”. Jednak w ostatnich miesiącach oceny te mocno ewoluują.

Rada Warszawy nie zdecydowała o utworzeniu specjalnych okręgów podczas referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. W efekcie, po raz pierwszy od 1989 roku, może dojść do tego, że np. pacjenci przebywający w szpitalach nie będą mieli prawa do bezpośredniego głosowania. Dlaczego nie warto iść do nich z urną wyborczą?

– Z urną się w PRL chodziło i pamiętam, jak nas, uczniów szkoły średniej, z urnami wysyłano do domów. Ja już naprawdę bym nie chciała, żeby ktoś chodził z urną, dlatego wymyślono różne inne sposoby głosowania, żeby każdy mógł wziąć udział w kampanii wyborczej, by wziął udział w wyborach i w referendum – tłumaczyła w jednym z telewizyjnych programów publicystycznych była pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją Julia Pitera.

Wygląda na to, że wbrew zapowiedziom sprzed lat frekwencja niepokoi nasze elity polityczne bardziej niż korupcja.

http://www.naszdziennik.pl/wp/54316,fre ... upcja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 05 paź 2013, 20:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Nie będzie Michnik pluł nam w twarz

Kto w piątek, 27 września zajrzał do Gazety Wyborczej mógł odnotować kolejną bezczelną i łajdacką prowokację wymierzoną w Polaków. Oto na zdjęciu obok Adolfa Hitlera, największego po Stalinie zbrodniarza w historii świata umieszczono fotografię Marii Konopnickiej, pisarki, poetki i wielkiej polskiej patriotki, autorki słynnej „Roty”. Toporny i prymitywny pretekst do takiego tendencyjnego i z premedytacją dokonanego zestawienia obnaża już sam tytuł artykułu Pawła Kośmińskiego, „Prawica sugeruje homoseksualizm Hitlera. Ale o orientacji Konopnickiej rozmawiać nie chce”.

Tylko czy to, aby na pewno „prawica sugeruje”?

Kośmińskiemu chodzi rzekomo o tekst z „Frondy”, gdzie omawiano tylko zamieszczoną na portalu Interia.pl wypowiedź autorki książki „Wstyd”, Elżbiety Czykwin, która podjęła się próby wyjaśnienia historycznej zagadki dlaczego naród niemiecki tak mocno pokochał Hitlera? Czyli to nie „prawica sugeruje”, ale jeżeli już to autorka książki oraz ewentualnie portal, na którym jej wypowiedź zamieszczono. Tylko, że trzymając się faktów logiki i prawdy nijak nie udałoby się Czerskiej po raz kolejny napluć Polakom w twarz.

Jest to ordynarny powrót do pamiętnej akcji lewaków, kiedy to o homoseksualizm posądzili warszawskich powstańców oraz bohaterów książki „Kamienie na szaniec” i właśnie Marię Konopnicką.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że Maria Konopnicka wyszła za mąż w wieku 20 lat za Jarosława Konopnickiego rodząc podczas dziewięcioletniego trwania małżeństwa ośmioro dzieci, z których dwoje zmarło. Opluwanie Konopnickiej spowodowane jest tylko i wyłącznie nienawiścią do niej, jako do Wielkiej Polki i patriotki gdyż jej zdecydowana heteroseksualność znana była doskonale współczesnym, którzy nazywali ją „niewiastą mocno kochliwą”, a szczególnie głośny był jej romans z młodszym o 17 lat dziennikarzem, Janem Gadomskim.

Wyobraźmy sobie, że Warszawska Gazeta już bez konieczności robienia fotomontażu, jak Wyborcza, zamieszcza na swoich łamach prawdziwe zdjęcie Adama Michnika z jego przyjacielem, pedofilem Danielem Cohn-Benditem i artykuł tytułuje:

„Wyborcza sugeruje pedofilię wśród księży. Ale o orientacji Michnika rozmawiać nie chce”

To byłby taki sam przykład bezczelnej manipulacji powodowanej zwykłą nienawiścią oraz poszukiwaniem przysłowiowego kija, który zawsze się znajdzie, jeżeli chcemy uderzyć, w przypadku Gazety Wyborczej, „polskiego psa”.

Na szczęście w wypadku Michnika nie trzeba się uciekać, aż do tego typu podłości i kłamliwej ekwilibrystyki słownej. On dowodów na to, kim tak naprawdę jest dostarcza coraz częściej sam.

Właśnie portal Tomasza Lisa, NaTemat.pl pochwalił się, że sam Ojciec Redaktor, panelista odbywającego się w Sopocie Europejskiego Forum Nowych Idei znalazł czas by odpowiedzieć jego dziennikarzowi na następujące pytania:

- Największe zagrożenie dla Polski, to...?

Michnik: - To jest oczywiste. To jest ta fala nastojów populistycznych, szowinistycznych, niszczących ład konstytucyjny i osłabiających państwo.

- Czy ta fala ma jakieś twarze?

Michnik: - Ma cztery ośrodki zarządzania. Z jednej strony to jest kierownictwo PiSu, a konkretnie Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz. Z drugiej strony to jest tak zwany ruch narodowy, w którym są judeosceptycy, jeśli nie po prostu antysemici. Mówią oni językiem agresji i nienawiści.

Z trzeciej strony to jest ojciec Rydzyk. Z czwartej strony to wspierany przez kiboli, szef "Solidarności" Piotr Duda, który mówi językiem obelg wobec premiera. Zwyczajnie obraża licząc na swoją bezkarność.

To już nie są żarty, lecz całkowita demaskacja III RP, której guru, Adam Michnik mówi wprost, choć posługując się głównie nazwiskami, że zagrożeniem dla dzisiejszej totalniackiej dyktatury oraz władzy uzurpatorów zainstalowanych przy okrągłym stole przez bezpieczniaków są: opozycja parlamentarna (Kaczyński, Macierewicz) i pozaparlamentarna oraz jej zwolennicy (Ruch Narodowy), związki zawodowe ( Piotr Duda), wolne media oraz Kościół (ojciec Rydzyk, Radio Maryja).

Jeżeli zagrożeniem dla III RP ma być wszystko to, co w poważnych państwach powinno być fundamentem demokratycznego ładu, czyli opozycja, wolne media, związki zawodowe i wyznaniowe to Michnik tym samym podpisuje się dzisiaj pod pamiętnymi słowami „Kisiela”, Stefana Kisielewskiego, który już niemal ćwierć wieku temu ostrzegał:

Przecież ten dzisiejszy Michnik to totalitarysta. Demokratą jest ten, kto jest po mojej stronie. Kto ze mną się nie zgadza, jest faszystą i nie można mu podać ręki. A tylko Michnik wie, na czym polega demokracja i tolerancja. On jest tutaj sędzia, alfa i omega

Prawdziwym zagrożeniem dla Polski jest rządzący reżim, czyli System III RP, którego symbolem jest Michnik bojący się jak diabeł święconej wody, prawdziwej demokracji oraz polskiego narodu, do czego jak widzimy sam się przyznał.

Na koniec powróćmy do Marii Konopnickiej, a właściwie do uaktualnionych na potrzebę lat 80-tych słów „Roty”, którą śpiewaliśmy wtedy tak:

Do krwi ostatniej kropli z żył

Bronić będziemy ducha,

Aż się rozpadnie w proch i w pył

Sowiecka zawierucha.

Twierdzą nam będzie każdy próg.

Tak nam dopomóż Bóg!

Tak nam dopomóż Bóg!

Jak widzimy słowa te nic nie straciły na swojej aktualności.

Źródła: http://wyborcza.pl/1,75478,14685510,Pra ... tacji.html

http://natemat.pl/76165,michnik-o-czter ... ydzyk-duda

http://wyborcza.pl/1,75478,14676331,Jak ... a_jak.html

http://kokos.salon24.pl/538643,nie-bedz ... am-w-twarz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 09 paź 2013, 07:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Zagrożona Platforma

13.10.2013 Referendum warszawskie

Wynik referendum w Warszawie zdecyduje o dalszych losach Platformy Obywatelskiej. Gigantyczne zaangażowanie partii rządzącej i mediów w kampanię zniechęcającą do pójścia na niedzielne głosowanie pokazuje, że PO ma świadomość, jak ważny będzie jego rezultat.

Zdaniem socjologów i politologów, pomimo że zazwyczaj szablon wyborów lokalnych nie pasuje do wyborów ogólnopolskich (z racji oczywistych uwarunkowań towarzyszących polityce samorządowej), to w przypadku referendum w Warszawie można mówić o jego wymiarze krajowym. Wynika to zarówno z pozycji Hanny Gronkiewicz-Waltz w Platformie – jest wiceprzewodniczącą partii i jednym z jej najbardziej prominentnych polityków – jak również z tego, że to w Warszawie ogniskuje się życie polityczne i partyjne, tutaj zapadają kluczowe dla kraju decyzje.

To, w jaki sposób partia rządząca aktywizuje swoich działaczy, zaprzyjaźnione środowiska do tego, aby skutecznie zniechęcić mieszkańców stolicy do wzięcia udziału w referendum, pokazuje, że Warszawa cały czas postrzegana jest jako bastion PO i jego obrona staje się obecnie kluczowym elementem wizerunkowym i politycznym partii władzy.

– Hanna Gronkiewicz-Waltz jest wspierana przez premiera, prezydenta i innych polityków obozu rządzącego. Widać, że angażują oni swoje siły do obrony pozycji w Warszawie, która od lat uważana jest za miasto wyborczych sukcesów PO. To wszystko sprawia, że referendum musi mieć wymiar ogólnopolski, również w sensie prestiżowym. Możemy się spodziewać, że po ogłoszeniu wyniku głosowania wypłynie ze strony partii rządzącej jakiś komunikat o znaczeniu ogólnokrajowym, a nie tylko lokalnym – uważa dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak dodaje, w sytuacji, w której Hanna Gronkiewicz-Waltz zostanie odwołana, nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków, ale nie będzie to bez znaczenia dla pozycji PO. – Sondaże od dłuższego już czasu nie są dla Platformy Obywatelskiej zbyt przychylne, a utrata władzy w stolicy w wyniku referendum pokazałaby wyraźnie, że nie jest to już partia pierwszego wyboru. Z drugiej strony, trzeba mieć cały czas na uwadze, że jest to wpływowe, duże ugrupowanie, które nadal jest u władzy, zatem z wszelkimi prognozami należy być ostrożnym. Porażka w referendum warszawskim będzie jednak kolejnym sygnałem słabnącej pozycji PO – zaznacza politolog.

Walka o frekwencję

W referendach kluczowa jest frekwencja, dlatego Platforma robi wszystko, aby była ona jak najniższa. Jest to działanie propagandowe i w doraźnym celu. Przy okazji wyborów parlamentarnych dwa lata temu mieliśmy bowiem do czynienia z działaniem dokładnie odwrotnym. W walce o głosy emitowane były spoty zachęcające do pójścia na wybory. Wówczas celebryci i różne stowarzyszenia przekonywały, że wrzucenie głosu do urny jest obywatelskim aktem.

Teraz, mimo że kilkaset tysięcy warszawiaków podpisało się pod wnioskiem o referendum, partia rządząca robi wszystko, aby deprecjonować jego sens, a w rezultacie obniżyć frekwencję. – To, co dzieje się w Warszawie, rzadko kiedy ma wymiar tylko lokalny. Zwłaszcza w kontekście referendum w sprawie odwołania prezydent, która jest takim okrętem flagowym PO. Biorąc pod uwagę porażki na poziomie lokalnym partii rządzącej, klęska w stolicy byłaby klęską o wymiarze znacznie przekraczającym warszawską metropolię – uważa dr Marcin Zarzecki, socjolog polityki.

W jego przekonaniu, odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz byłoby czerwoną kartką dla PO i aktem obywatelskiej niezgody dla działań partii rządzącej. – W przypadku Platformy widać, że niezadowolenie na poziomie lokalnym ściśle odbija się na braku akceptacji na poziomie ogólnokrajowym, co pokazują również badania demoskopowe. Partia rządząca ma tego świadomość i dlatego aktywizuje swoje szeregi i bliskie ideowo środowiska do tego, aby ostatkami sił obronić swoją pozycję w stolicy. Widać jak na dłoni, że ogólny klimat zarówno wewnątrz partii, jak i na zewnątrz jest niekorzystny. Referendum odsłoni w pewnej mierze skalę słabnącej kondycji PO – podsumowuje dr Zarzecki.

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... forma.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lęk przed Polską
PostNapisane: 24 paź 2013, 07:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Demokracja to ustrój, którego najbardziej boją się demokratyczne władze. Ciekawe, czyż nie?

Strach przed obywatelami

Koalicja PO – PSL nie chce wprowadzenia obligatoryjnego referendum, jeśli pod wnioskiem o jego zarządzenie podpisze się co najmniej milion obywateli. Partie rządzące są też przeciw zapisaniu w Konstytucji umocnienia statusu obywatelskiego projektu ustawy.



Antyobywatelskie akcje, np. odrzucenie wniosku o przeprowadzenie referendum popartego aż przez blisko dwa miliony obywateli – jak było w przypadku wniosku dotyczącego podniesienia wieku emerytalnego, pod którym podpisy zbierał NSZZ „Solidarność”, czy ogłaszanie wyborczego sukcesu, dlatego że udało się skutecznie zniechęcić większość obywateli do udziału w referendum w Warszawie, w wykonaniu Platformy Obywatelskiej przestają już dziwić.

Zniechęcanie obywateli do udziału w demokracji rządzący będą mogli przećwiczyć także dzisiaj, prezentując swoje stanowisko podczas debaty nad wnioskiem – podpisanym przez blisko milion obywateli – o przeprowadzenie referendum w sprawach edukacyjnych.

Martwa litera

Dotychczasowe podejście polityków PO – PSL do dialogu społecznego czy niechęć do liczenia się z głosem obywateli wskazywały, że na poparcie rządzących nie może liczyć także projekt zmiany w Konstytucji, zgłoszony przez posłów Prawa i Sprawiedliwości, a zmierzający do wzmocnienia instytucji referendum oraz inicjatywy ustawodawczej obywateli. Spośród wszystkich klubów parlamentarnych tylko Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe opowiedziały się wczoraj za odrzuceniem proponowanych zmian w Konstytucji.

Kazimierz Michał Ujazdowski tłumaczył, że propozycje Prawa i Sprawiedliwości dotyczące zmian w Konstytucji dadzą praktyczną możliwość rozszerzenia praw obywatelskich i politycznych.

– Obowiązujące obecnie przepisy szczegółowe Ustawy Zasadniczej czynią demokrację bezpośrednią instytucją jeśli nie martwą, to zablokowaną. Referendum w sprawach istotnych dla państwa, po 1997 r., nigdy nie zostało zastosowane, choć bywały przypadki, że zebrano pod wnioskiem o jego zarządzenie 2 mln podpisów – zwracał uwagę Ujazdowski.

Propozycje PiS, nad którymi wczoraj debatował Sejm, przewidują, iż referendum byłoby zarządzane obligatoryjnie, jeśli pod wnioskiem o jego przeprowadzenie podpisałoby się przynajmniej milion obywateli.

– Dziś instytucja referendum jest martwa, gdyż bez względu na ilość zebranych podpisów jej stosowanie zależy od tych, którzy aktualnie rządzą. Wymóg miliona podpisów daje bezpieczeństwo, że ta instytucja nie będzie nadużywana – dodał.

Referendum nie można byłoby przeprowadzać w sprawie zmian w Konstytucji, budżetu państwa, udziału w operacjach militarnych i obronności państwa oraz amnestii. Projekt przewiduje także wzmocnienie inicjatywy ustawodawczej obywateli –m.in. projekt ustawy, pod którym podpisało się co najmniej 100 tys. osób, nie mógłby zostać odrzucony podczas pierwszego czytania w Sejmie. Przyznaje również obywatelom prawo do występowania z inicjatywą zmian w Konstytucji.

Polityka dla polityków?

Propozycje PiS ostro skrytykował Robert Kropiwnicki (PO), stwierdzając, że celem wnioskodawców jest przejście od demokracji przedstawicielskiej do demokracji wiecowej. – To jest szalenie niebezpieczne –mówił.

– Obawiam się, że włączanie ogromnej energii społecznej w spory polityczne to będzie stałe podpalanie Rzeczypospolitej, a nie debatowanie o sprawach najistotniejszych – dodał Kropiwnicki.

Według posła Platformy, obywatele mają szansę wypowiedzieć się, wybierając Sejm, który będzie odpowiedzialny za debatę i który wraz z Senatem będzie stanowić prawo w imieniu wszystkich. Kropiwnicki uznał, że zarówno milion podpisów pod referendum –by było ono obligatoryjne, jak i 100 tys. podpisów obywateli pod projektem ustawy, którą Sejm musiałby się zająć – to zbyt mało. Stwierdził nawet, że Sejm mógłby zostać zalany obywatelskimi projektami ustaw groźnymi dla praw człowieka – choćby o zakazie kandydowania osób określonych narodowości albo łysych.

Przewodniczący klubu PSL Jan Bury, opowiadając się przeciw projektowi, stwierdził, że nie wierzy w szczerość intencji wnioskodawców. Zaznaczył, że do przeglądu zapisów Konstytucji mogłoby dojść w przyszłej kadencji Sejmu. Andrzej Dera (Solidarna Polska) przekonywał, że proponowane zmiany w Konstytucji to krok w dobrym kierunku. Nie zgodził się ze stwierdzeniem posła PO, że próg podpisów dla projektu ustawy zgłaszanego przez obywateli jest zbyt niski.

– Jeżeli PO mówi, że 100 tys. podpisów to jest za mało, to proponuję taki eksperyment zrobić – zebrać 100 tys. podpisów pod podniesieniem wieku emerytalnego. Spróbujcie zebrać te 100 tys. podpisów – stwierdził podczas sejmowej debaty.

Wytknął także partii rządzącej sposób podniesienia wieku emerytalnego wbrew woli obywateli. – Podczas kampanii wyborczej nie zapowiadaliście tego, oszukaliście wyborców, a potem, powołując się na tych, którzy na was zagłosowali, powiedzieliście: „My mamy prawo to wnosić”. A kiedy obywatele wnieśli ponad 2 mln podpisów, żeby w tej sprawie zrobić referendum, powiedzieliście: „Nie chcemy tego”. To ma być demokracja? – podnosił Andrzej Dera.

Artur Kowalski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... elami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 51 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 20 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /