Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Polska jeszcze raz przekonala sie jak nas traktuje zachod.
PostNapisane: 22 kwi 2010, 00:01 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 lip 2009, 23:02
Posty: 1580
Lokalizacja: Henderson-NV, Spring-TX
Moze jako antydot na takie traktowanie zachodu wskazane mniej wasalnosci i wiecej samodzielnosci
broniacej naszych interesow.




Za zasłoną wulkanicznej chmury Stanisław Michalkiewicz | 20.04.2010 (1106)

Zobacz więcej >>
Jak wiadomo, wybuch wulkanu na Islandii, skąd chmura dymu i wulkanicznego popiołu napłynęła przez Ocean Atlantycki nad Europę sprawił, że większość zagranicznych dygnitarzy, którzy zapowiedzieli swoje przybycie do Krakowa na pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony, na uroczystości nie dotarła.

Wyjątkiem był rosyjski prezydent Dymitr Miedwiediew, niemiecki prezydent Horst Koehler, premier Królestwa Maroka, który, jak gdyby nigdy nic, przyleciał do Krakowa Cesną, no i przede wszystkim – gruziński prezydent Michał Saakaszwili. Ten ostatni przyleciał do Krakowa z Waszyngtonu, co pokazuje, że jak ktoś chciał, to mógł, zgodnie z przysłowiem, że „nie ma złej drogi do swej niebogi”. Inni tak się wystraszyli popiołu z islandzkiego wulkanu, że zapomnieli nawet o istnieniu komunikacji kolejowej, jak np. legat Benedykta XVI na uroczystości pogrzebowe do Krakowa, Anioł kardynał Sodano.

Ale obawa przez posypaniem głowy wulkanicznym popiołem mogła być w wielu przypadkach tylko wygodnym pretekstem, za którym kryły się przyczyny poważniejszej natury. Pierwsza – polityczna. Warto zwrócić uwagę, że – jeśli nie liczyć prezydenta Niemiec, premiera Królestwa Maroka oraz dygnitarzy z Albanii i Kosowa – zagraniczni goście przybyli wyłącznie z krajów stanowiących niegdyś obszar Układu Warszawskiego. Ciekawe, że akurat islandzki wulkan musiał przyczynić się do odtworzenia po 20 latach tego podziału Europy. Przypadek to, czy może znak? Świętej pamięci ksiądz Bronisław Bozowski z warszawskiego kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu twierdził, że „nie ma przypadków, są tylko znaki”. Skoro tak, to cóż mogła oznaczać nieobecność w Krakowie dygnitarzy z Europy Zachodniej i Ameryki? Czy przypadkiem nieobecność ta nie dostarcza nam ważnej informacji, że w optyce tych dygnitarzy Polska pozostaje rodzajem trofeum strategicznych partnerów, czyli Niemiec i Rosji? Obecność w Krakowie zarówno niemieckiego, jak i rosyjskiego prezydenta, niezależnie od innych intencji, jakie im przyświecały, takie przypuszczenie potwierdza, podobnie jak nieobecność prezydenta USA Baracka Obamy, a zwłaszcza – przewodniczącego Komisji Europejskiej Józefa Barroso, prezydenta UE Hermana van Rompuy`a, czy wreszcie pierwszego sekretarza NATO Andersa Rassmussena. Jeśli dodamy do tego deklarację prezydenta Obamy z 17 września ubiegłego roku, w której dał on do zrozumienia, że w związku ze zmianą priorytetów amerykańskiej polityki zagranicznej, USA żadnych dywersantów w Europie Środkowo-Wschodniej już nie potrzebują, decyzję o odstąpieniu od instalacji w Polsce tarczy antyrakietowej oraz westchnienie ulgi, jakie, mimo oddalenia, dało się słyszeć z Europy Zachodniej na wieść o „pojednaniu” polsko-rosyjskim, to wszystko układa nam się w logiczną całość. W tej sytuacji już się pewnie z czułych objęć strategicznych partnerów nie uwolnimy. Taki los wypadł nam.

Ale – oczywiście z wyjątkiem Jego Eminencji Aniola kardynała Sodano – nieobecność pozostałych dygnitarzy mogła mieć ponadto charakter demonstracji natury ideologicznej. Jak bowiem wiadomo, jednym z podstawowych postulatów, jakie władze Unii Europejskiej i wielu krajów członkowskich wysuwają pod adresem państwa, jest tak zwana „neutralność światopoglądowa”. Jest to postulat w gruncie rzeczy antypaństwowy, bo państwo, ustanawiając prawa, tym samym arbitralnie decyduje, jaka etyka obowiązuje na terenie publicznym – a tym samym – preferuje światopogląd, jaki tę etykę uzasadnia. Nie jest i nie może być więc „neutralne”. Ale w Europie i w Ameryce hasło to traktowane jest jedynie jako swego rodzaju narzędzie, przy pomocy którego następuje proces rugowania z terenu publicznego etyki chrześcijańskiej, jako podstawy systemu prawnego. Etykę chrześcijańską bowiem próbuje się zastąpić tam sytuacyjną etyką demokratyczną, według której dobre jest to, co aktualna większość uzna akurat za dobre, zaś złe – co aktualna większość uzna akurat za złe. Jest to propozycja odejścia od jednego z fundamentów cywilizacji łacińskiej, mianowicie – greckiego stosunku do prawdy, według którego prawda istnieje obiektywnie, niezależnie od tego, co większość na ten temat mniema.

Jest to tendencja bardzo podobna do tej, jaką pamiętamy z czasów pierwszej komuny, kiedy to dobre było to, co akurat za dobre uznała partia, a złe – co akurat partia uznała za złe. Partia zresztą nie ukrywała, że traktuje religię, nie tylko chrześcijańską, chociaż oczywiście – chrześcijańską w szczególności – jako rodzaj „opium dla ludu”, od którego trzeba lud jak najszybciej odzwyczaić. Ale religia, to nie tylko dogmaty wiary. Religia to również sakramenty i obrzędy, które stanowią ważny element kultury. Próby rugowania wraz z dogmatami również obrzędów, wytwarzały w kulturze bolesną wyrwę, pustkę, której niepodobna było niczym zapełnić, zwłaszcza podczas takich momentów, jak pogrzeby, kiedy to w postaci obrzędów kultura wytwarza rodzaj endorfin, pozwalających jakoś oswoić i złagodzić brutalne wtargnięcie śmierci. Pół biedy tam, gdzie można było skorzystać z ceremoniału wojskowego. Tam jednak, gdzie takiej możliwości nie było, pogrzeby zaczęły przypominać zwyczajną utylizację zwłok, co było rażące również dla partyjnych, którzy dla kariery do tego barbarzyństwa musieli się akomodować. Dlatego partia pod naciskiem dołów utworzyła przy KC wydział ceremoniału i obrzędowości świeckiej, gdzie różni ubowniczkowie, częściowo nawet rekrutowani spośród duchownych, którzy swój stan porzucili, wymyślali ceremonie, na ogół będące karykaturalnym naśladownictwem obrzędów katolickich. Było więc nadawanie imienia, wręczanie „dowodziku” osobistego i różne takie cyrki. Transformacja ustrojowa i rozwiązanie PZPR położyły kres temu błazeństwu, któremu musieli poddawać się zwłaszcza wojskowi i milicjanci, a widocznym znakiem przemiany był widok premiera Józefa Oleksego, zatopionego w modlitwie przed cudownym obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej.

Również w Rosji zarówno Jelcyn, jak i Putin, nie mówiąc o prezydencie Miedwiediewie, przestali się wygłupiać i zamiast walczyć z religią chrześcijańską, wprzęgają ją w tworzenie nowego wizerunku Rosji. Tymczasem w Europie Zachodniej dominuje tendencja całkiem odwrotna. Mamy tam do czynienia ze swoistą bigoterią „laickości”, wyrażającą się w nieprzejednanej wrogości do wszelkiej religii, a ponieważ wśród tamtejszych polityków przeważają durnie i tchórze bez kręgosłupa, którzy muzułmanów najzwyczajniej się boją i robią przed nimi w portki, to wrogość ta kieruje się przede wszystkim ku chrześcijaństwu, a zwłaszcza – Kościołowi katolickiemu. Tymczasem pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu odbywał się w oprawie królewskiej, solennej wersji katolickiego ceremoniału, który – niezależnie od wymowy religijnej – jest od strony estetycznej po prostu piękny. Kto wie, czy bigoci „laickości” nie przestraszyli się ryzyka potężnego dysonansu poznawczego, który pozwoliłby im przekonać się na własne oczy o mizerii tej całej „laickości” i „neutralności światopoglądowej”, przypominając zarazem, że wspólnota cywilizacyjna wcale nie opiera się na Złotym Cielcu, tylko na identycznym odczuwaniu i rozumieniu pięciu wartości, o których pisał nie tylko sławny znawca antyku Tadeusz Zieliński, ale przede wszystkim – Feliks Koneczny: Dobra, Prawdy, Piękna, Zdrowia i Dobrobytu.



http://www.super-nowa.pl/art.php?i=17504

_________________
All the war-propaganda, all the screaming and lies and hatred, comes invariably from people who are not fighting. http://swobodnadyskusja.myfreeforum.org/index.php


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska jeszcze raz przekonala sie jak nas traktuje zachod.
PostNapisane: 27 lut 2017, 14:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31400
Wystarczyło przycisnąć do muru

Przyciśnięci przez UOKiK, ale i sejmową Komisję Finansów Publicznych do muru ubezpieczyciele zdecydowali się niedawno na podpisanie z tym urzędem porozumienia w sprawie obniżenia poziomu opłat likwidacyjnych związanych z tzw. polisolokatami.

Aż 17 ubezpieczycieli chce wyłożyć na ten cel około 2 mld zł i zawrzeć porozumienia z tymi klientami, którzy chcą wycofać się z długoterminowych umów inwestycyjnych połączonych z pewnym zakresem ochrony ubezpieczeniowej.

Będzie to jednak dotyczyło tylko tych klientów, którzy do tej pory posiadają takie polisolokaty i zaakceptują zaproponowany przez ubezpieczycieli poziom opłaty likwidacyjnej, jednak znacznie niższy od tych, które do tej pory pobierano.

Przypomnijmy, że tzw. polisolokaty to w zasadzie zwykłe fundusze inwestycyjne, do których dołożono niewielki zakres ochrony ubezpieczeniowej inwestującego, stąd w przypadku osiągnięcia zysku miał być on zwolniony z tzw. podatku Belki.

To był kolejny „toksyczny” instrument finansowy zaproponowany przez banki i zakłady ubezpieczeniowe swoim klientom od momentu, kiedy został wprowadzony wspomniany wyżej tzw. podatek Belki, czyli opodatkowanie dochodów z oszczędności, przy czym w sposób szczególny przyśpieszenie sprzedaży tego produktu nastąpiło od jesieni 2011 roku.

Szacuje się, że w całym okresie popularności tzw. polisolokat w Polsce, około 5 mln klientów banków i instytucji ubezpieczeniowych ulokowało w tym instrumencie finansowym do tej pory około 50 mld zł i sporo tych środków mogli stracić, ponieważ całe ryzyko jest przerzucone na nabywcę produktu, a przy próbie jego likwidacji przed terminem jej koszty mogły sięgnąć nawet 100% ulokowanych w nim oszczędności.

Poprzedni rząd i podległe mu instytucje, takie jak Komisja Nadzoru Finansowego i wspomniany UOKiK, niewiele zrobiły, aby stanąć po stronie wprowadzonych w błąd klientów w starciu z wielkimi firmami ubezpieczeniowymi.

Dopiero po zmianie rządu i kierownictw wspomnianych dwóch instytucji zabrały się one do pracy i zaczęły dociskać ubezpieczycieli w sprawie zawierania porozumień z klientami ze znaczącego obniżenia opłat likwidacyjnych.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy głównie na skutek gróźb karania przez UOKiK firm, które polisolokaty sprzedawały, część z nich zdecydowała się na polubowne rozwiązania zawartych umów z kosztami likwidacji na poziomie 20% wkładów, ale okazało się, że nie jest to zjawisko powszechne.

W dalszym ciągu wielu ubezpieczycieli przy próbie rozwiązania tej wieloletniej umowy inwestycyjnej przed okresem jej zakończenia obciążało ich posiadaczy kosztami, które sięgały kilkudziesięciu procent wartości powierzonych im oszczędności.

W tej sytuacji kilka miesięcy temu w resorcie sprawiedliwości doszło do spotkania posiadaczy polisolokat, reprezentowanych przez stowarzyszenie „Przywiązani do polisy”, przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości, Finansów, Prokuratury Krajowej, UOKiK, a także Sejmu (wiceprzewodniczący Komisji Finansów Publicznych poseł Janusz Szewczak), podczas którego zdecydowano, że potrzebne jest przygotowanie rozwiązań, które ostatecznie doprowadzi do rozwiązania tego nabrzmiałego problemu.

Pod tym naciskiem do UOKiK zgłosili się przedstawiciele Polskiej Izby Ubezpieczeń w imieniu wspomnianych 17 firm ubezpieczeniowych i zaproponowali zawarcie porozumienia, określając, że jego koszty w wysokości szacowanej na około 2 mld zł poniosą one same.

Porozumienie to nie obejmie wszystkich tych, którzy zawarli umowy tzw. polisolokat, ale tylko tych, którzy do tej pory je posiadają (wszyscy ci, którzy wcześniej te umowy wypowiedzieli i ponieśli tego wysokie koszty, powinni ich dochodzić w procesach sądowych), ale i tak jest poważnym krokiem służącym rozwiązaniu tego nabrzmiałego problemu.

Nie bez znaczenia dla wzrostu chęci ubezpieczycieli do zawarcia tego porozumienia jest nowa linia orzecznicza polskich sądów, które po ogłoszeniu kilku stanowisk UOKiK w sprawie różnych rodzajów tzw. polisolokat teraz przeważnie rozstrzygają na korzyść ich posiadaczy.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... -muru.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska jeszcze raz przekonala sie jak nas traktuje zachod.
PostNapisane: 18 lut 2019, 14:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31400
Wyciągnąć wnioski

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II i w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak Pan profesor ocenia konferencję bliskowschodnią w Warszawie w warstwie międzynarodowej?
– Z pewnością są próby rozpoczęcia procesu pokojowego w Palestynie. Wiemy, że propozycje amerykańskie brzmią tam dosyć odważnie, ale czy to znajdzie większy posłuch, szczególnie w Izraelu, trudno powiedzieć. Mam tu na myśli wysiłki na rzecz izraelsko-palestyńskiego procesu pokojowego ,takie sprawy jak chociażby wyodrębnienie części Jerozolimy. Ale pomysłów, projektów, a także działań, jak załagodzić te konflikty i przeprowadzić procesy pokojowe w tym regionie, było już wiele, tyle że nic z nich nie wynika. Dlatego trudno powiedzieć, czy uda się tym razem, ale fakt faktem ten temat czy propozycja padły – jako pewien konkret.

Co sądzi Pan o utworzeniu grup roboczych jako plan na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie?
– Owszem, w Warszawie podjęto decyzję o powołaniu siedmiu grup roboczych, które mają wypracować plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu, co ogłosili szefowie dyplomacji Polski i Stanów Zjednoczonych. I to jest pewien pomysł, ale to nie jest coś, co daje ostateczne rozwiązanie problemu, tym bardziej że w tym procesie jako strony nie ma Iranu, który nie był obecny na konferencji warszawskiej. Trudno więc mówić o procesie pokojowym, a co najwyżej o jakimś rozwiązaniu siłowym, czy to w sensie militarnym, czy poprzez nałożenie sankcji w stosunku do Iranu, co jest ciągle na tapecie, szczególnie polityki amerykańskiej. Co by nie powiedzieć, jeśli chodzi o konferencję, to coś się wydarzyło, odbyło się duże spotkanie z udziałem wielu przedstawicieli z Bliskiego Wschodu i innych części świata, jakieś pomysły się pojawiły, ale żebyśmy mogli mówić o jakimś przełomie, w którejkolwiek ze wspomnianych spraw, to się dopiero okaże po owocach. Dzisiaj trudno spekulować, czy będziemy mieć do czynienia z dużym postępem, czy to w kwestii Palestyny, czy w kwestii Iranu.

Czy wbrew narracji Polski – zwłaszcza min. Jacka Czaputowicza, który próbował łagodzić ton – nie była to jednak konferencja antyirańska?
– Konferencja była miejscem spotkania i dyskusji na temat np. irański i w intencji amerykańsko-izraelskiej z pewnością chodziło o to, żeby w tej konstrukcji Iran atakować. Natomiast Polska, która nie chciała konfliktu z Iranem, starała się ten ton maksymalnie łagodzić. I jeśli czytalibyśmy intencje Amerykanów czy Izraela, to trudno byłoby to inaczej zdefiniować, jak chęć spacyfikowania Iranu i wyeliminowania go jako ważnego podmiotu w bliskowschodniej rozgrywce, gdzie Izrael odczytuje Iran jako główną siłę zagrażającą jego interesom.

Nie daliśmy się wciągnąć Amerykanom, ale też Izraelowi w koalicję antyirańską?
– Polska, kiedy już weszła w rolę organizatora czy współorganizatora tej konferencji, to starała się w jakiś sposób łagodzić ten klimat, ocieplić atmosferę, aby nie eskalować problemu, bo nam konflikt z Iranem jest niepotrzebny. I to jest pierwsza sprawa, a druga to pytanie, co dostaniemy za współorganizowanie tej konferencji, bo póki co zyski Polski są żadne.

Jak odebrał Pan słowa amerykańskiej dziennikarki Andrei Mitchell?
– Tu mamy do czynienia z całym splotem różnych rzeczy, bo gdyby to była wypowiedź tylko dziennikarki – choć także bolesna – to można byłoby powiedzieć, że tacy ludzie się zdarzają, natomiast jeśli zsumujemy to z wypowiedzią premiera Beniamina Netanjahu w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin i jeśli do tego dodamy wypowiedź sekretarza stanu Mike’a Pompeo, wreszcie jeśli zobaczymy, jak na wypowiedź Netanjahu zareagowała prasa izraelska, to są to bardzo nieprzyjazne gesty pod adresem gospodarza konferencji. Kolejny raz doświadczamy ataku na Polskę, może nie aż tak spektakularnego jak przy okazji nowelizacji ustawy o IPN, ale jednak z naszego punktu widzenia jest to sytuacja bardzo przykra.

Czy nie jest tak, że Niemcy są skuteczniejsi od nas, jeśli chodzi o politykę historyczną, bo udało im się z holokaustu wymazać ze świadomości międzynarodowej słowo „Niemcy”, zamieniając je na słowo „naziści”?
– Niemcy rzeczywiście przeprowadzili konsekwentny, ale – jak widać – skuteczny proces, który ich sporo kosztował także finansowo, bo – jak wiadomo – zapłacili ogromne odszkodowania. Reszta to jest bardzo inteligentna polityka, która ma na celu zamazywać realne sprawstwo holokaustu i w ogóle II wojny światowej. Niemcy nie chcą być uznawani za zbrodniarzy wojennych. Ci, którzy chcieliby od nas wyciągnąć pieniądze, też woleliby, żeby termin „naziści” był używany szerzej niż tylko w perspektywie niemieckiej, bo wtedy można – przynajmniej w sensie moralnym czy propagandowym – domagać się restytucji. Niemcy na takim podejściu wygrywają, natomiast różnica między Niemcami a nami jest taka, że jako państwo my nikogo nie mordowaliśmy, nie ciąży na nas żadna odpowiedzialność, za to mamy ogromną krzywdę, bo to nam się należą odszkodowania, a nie my mamy je wypłacać za to, że ktoś wywołał wojnę, okupował teren, mordował naszych obywateli i niszczył nasz kraj. Nic zatem dziwnego, że w tym sensie w Polsce jest oczywisty i naturalny opór przeciwko takiemu stawianiu sprawy. Niedopuszczalna byłaby sytuacja, żeby ofiara była pociągana do moralnej czy finansowej odpowiedzialności za coś, czego nie popełniła, a wręcz odwrotnie – była przedmiotem prześladowań. Jeśli zaś chodzi o Niemców, to, owszem, płacili odszkodowania, ale trudno, żeby było inaczej, skoro byli zbrodniarzami w czasie II wojny światowej.

Co mamy z tej konferencji, bo wprawdzie są, ale wciąż mgliste zapowiedzi zniesienia wiz, brak konkretów w sprawie „Fort Trump” w Polsce, a jedynie jest mowa o zwiększeniu liczebności wojsk amerykańskich. Innymi słowy, czy nie powinniśmy wcześniej ustalać szczegółów, a nie czekać, aż coś nam spadnie z pańskiego stołu?
– Oczywiście, że powinniśmy wcześniej ustalać kwestie korzyści, bo z Amerykanami trzeba tak rozmawiać – coś za coś. Natomiast realnie dzieją się pewne rzeczy korzystne dla nas, ale inną kwestią pozostaje, czy są one związane z konferencją bliskowschodnią. Mam tu na myśli wsparcie Amerykanów dla naszego portu w Świnoujściu w sensie realnych kontraktów na dostawy gazu LNG – mam nadzieję, że w przyzwoitych, konkurencyjnych cenach. W tym kontekście myślę też o wsparciu politycznym dla stworzenia alternatywnej sieci przesyłowej dla dostarczanego z Ameryki gazu z portu w Świnoujściu do innych państw naszego regionu czy też sprzedaż nam uzbrojenia po niższych niż pierwotnie zakładano cenach.

Cały czas otwarte pozostaje pytanie, czy to jest jakiś nazwijmy to profit w zamian za organizację konferencji bliskowschodniej?
– Wydaje się, że nie, że Stany Zjednoczone podejmują takie działania ze względu na wspólnotę interesów polsko-amerykańskich. To znaczy, jeśli my chcemy mieć alternatywę w postaci dostaw gazu LNG, to Amerykanie są gotowi nam dostarczyć ten surowiec, bo zdają sobie sprawę, że jeśli Rosjanie, jeśli duet rosyjsko-niemiecki całkowicie opanuje Stary Kontynent, to Amerykanie zostaną wypchnięci z Europy. W związku z tym jeśli my się rozpychamy w Europie Środkowej, to jest to też interes amerykański – nasz wspólny interes, który razem domykamy. I to jest sprawa jasna, prosta i oczywista. Jeśli zaś mówimy o zakupie broni, to nie jest tak, że ktoś nam ją daje za piękne oczy, ale musimy za to zapłacić, i to duże pieniądze.

Czy patrząc na echa konferencji, jeśli chodzi o wypowiedzi antypolskie dziennikarki stacji MSNBC, czy premiera Netanjahu, opłaciła się nam organizacja tego spotkania?
– Jeśli chodzi o konferencję bliskowschodnią, to wciąż nie wiemy, jakie będą jej efekty, ale rzeczywiście jeśli do wydarzeń w Warszawie dołożymy wypowiedzi dziennikarki Andrei Mitchell czy premiera Netanjahu i to, jakim się to odbiło echem w zewnętrznej prasie, to można się zastanowić, czy na organizacji tej konferencji się nie przejechaliśmy, doświadczając czegoś, czego się nie spodziewaliśmy. Jako Polska wyciągnęliśmy rękę do Izraela, a przypomnę, że w Europie mało jest krajów, które zdobyłyby się na taki gest otwartości, mało jest zwłaszcza dużych państw w Europie, które chcą wyciągnąć rękę w kierunku Izraela. Polacy wyciągają tę rękę i co? I okazuje się, że doświadczają wręcz skandalicznych rzeczy. Czy można sobie wyobrazić sytuację, że ktoś będąc w gościach, zachowuje się w taki sposób wobec gospodarza? Takie zachowanie, takie traktowanie Polski i Polaków, jakie mogliśmy zaobserwować ze strony amerykańskiej dziennikarki czy premiera Izraela, powinno nam dać dużo do myślenia. Powinniśmy wyciągnąć wnioski.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/205 ... ioski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska jeszcze raz przekonala sie jak nas traktuje zachod.
PostNapisane: 10 kwi 2019, 13:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31400
DR K. KAWĘCKI: POLITYCY EUROPEJSCY INGERUJĄ W WEWNĘTRZNE SPRAWY POLSKI

Ewidentnie widać, że politycy europejscy ingerują w wewnętrzne sprawy Polski, a za priorytet w kampanii wyborczej stawiają ,,troskę o Polskę”. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans dąży do przemeblowania polskiej polityki – powiedział w poniedziałkowych ,,Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja dr Krzysztof Kawęcki, prezes Prawicy Rzeczypospolitej.

W niedzielę w warszawskim klubie Palladium odbyła się Europejska Burza Mózgów. Jednym z gości był Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, który zadeklarował, że będzie „walczył o Polskę”.

– Wiele osób pamięta czasy komunistyczne, gdzie władcy Związku Sowieckiego też wyrażali troskę o Polskę (…). W niedzielę miało miejsce spotkanie Fransa Timmermansa z działaczami partii Roberta Biedronia. Prawica Rzeczypospolitej ,,przywitała” przewodniczącego Komisji Europejskiej wielkim banerem, na którym widniały zdjęcia Fransa Timmermansa oraz Guy Verhofstadta, znanego z antypolskich wypowiedzi (…). Podczas ,Europejskiej Burzy Mózgów Frans Timmermas zarzucił polskiemu rządowi nieprzestrzeganie praworządności. Poza tym mówił, że partia Wiosna to wizja Polski, w której wszyscy mają równe prawa (…). Trzeba wspomnieć, że Frans Timmermas to kandydat frakcji socjalistów i demokratów w Parlamencie Europejskim na szefa Komisji Europejskiej – zaznaczył dr Krzysztof Kawęcki.

Uczestnicy Europejskiej Burzy Mózgów przegłosowali pięć postulatów dotyczących polityki europejskiej: wprowadzenie ogólnoeuropejskiej edukacji antydyskryminacyjnej i jednolitego europejskiego prawa przeciwko przestępstwom z nienawiści i mowie nienawiści, możliwość głosowania w wyborach europejskich zarówno na listy krajowe, jak i ogólnoeuropejskie, zapewnienie jednolitych standardów polityki zdrowotnej w Unii Europejskiej, obowiązek dotrzymywania postanowień traktatowych i konstytucyjnych oraz zagwarantowanie równych płac za tę samą pracę dla kobiet i mężczyzn.

– Mamy przede wszystkim do czynienia z ingerencją w wewnętrzne sprawy polskie, z próbą przemeblowania polskiej sceny politycznej przez Fransa Timmermansa czy też europejskich socjalistów i wsparcia formacji lewicowej, którą kieruje Robert Biedroń – podkreślił prezes Prawicy Rzeczypospolitej.

Z dwóch skrzydeł – socjalistycznego i chadeckiego – mamy ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski – mówił dr Krzysztof Kawęcki.

– Trzeba pamiętać, że politycy Unii Europejskiej nie zapominają o drugiej formacji, czyli tzw. Koalicji Europejskiej, którą współtworzy Platforma Obywatelska z Grzegorzem Schetyną na czele. Miesiąc temu Manfred Weber, niemiecki polityk, podczas pobytu w Warszawie na spotkaniu liderów tej formacji poparł Koalicję Obywatelską (…). Niemiecki polityk jest kandydatem Europejskiej Partii Ludowej, tzw. chadeków, którzy ściśle współpracują z socjalistami, a także z trzecią frakcją – liberałami, kierowanymi przez Guya Verhofstadta. Wydaje się, że to Manfred Weber zostanie nowym szefem Komisji Europejskiej, ponieważ mimo strat socjalistów i chadeków, to Europejska Partia Ludowa na pewno pozostanie największa frakcją – zwrócił uwagę gość poniedziałkowych „Aktualności dnia”.

http://www.radiomaryja.pl/informacje/ty ... wy-polski/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 4 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /