Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 238 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 12, 13, 14, 15, 16  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 29 lis 2012, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Pierwsze kłamstwo pociąga za sobą następne kłamstwa. Kto raz zamataczył, skłamał, musi dalej kłamać i mataczyć, gdyż tylko w nieprawdzie znajduje dla siebie przyczółek ratunku. Do czasu. Wrzód kłamstwa już tak nabrzmiał, że "ropa" sama z niego wycieka.
Nie oznacza to jednak że poznamy całą i pełną prawdę o tym co wydarzyło się 10.04.2010 r. Ale poznamy skład osobowy szajki przestępców, sprawujących władzę w Polsce i jednocześnie zaangażowanych w zbrodnię na najwyższych władzach naszej Ojczyzny.


Jest błąd, nie ma winnego

Prokurator wojskowy kwestionuje dane przekazane w interpelacji poselskiej przez resort obrony. Chodzi o harmonogram pobytu polskiej delegacji w Smoleńsku i Moskwie w pierwszych dniach po katastrofie.

W odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich w sprawie katastrofy smoleńskiej są błędy. Odpowiedzialnością za fałszywe informacje przerzucają się MON i Naczelna Prokuratura Wojskowa. Rząd niechętnie dzieli się z opinią publiczną informacjami o katastrofie. Na interpelacje ministrowie odpowiadają niechętnie, wymijająco i z opóźnieniem. A kiedy już po pięciokrotnym przekroczeniu terminu dochodzi pismo z podpisem ministra i wydaje się zawierać pożądane informacje, okazuje się, że są w nim błędy.

Taki los spotkał serię interpelacji posła Bartosza Kownackiego (PiS), który jako adwokat reprezentuje rodzinę gen. Andrzeja Błasika i kilku innych ofiar katastrofy. Prawdziwa batalia na pisma wysyłane za pośrednictwem marszałek Sejmu między parlamentarzystą a resortem obrony i kancelarią Donalda Tuska konieczna była, by ustalić dokładne daty pobytów przedstawicieli Rzeczypospolitej Polskiej na terenie Federacji Rosyjskiej po 10 kwietnia 2010 roku.

O ile plan wyjazdów Edmunda Klicha i prokuratorów wojskowych udało się wydobyć względnie szybko, o tyle co do członków komisji Jerzego Millera resort obrony był niezwykle oporny. Uznał, że wszelkie informacje o pracach KBWLLP są poufne i tylko premier może zadecydować o ich udostępnieniu. Szef rządu okazał się łaskawy i wiceminister Czesław Mroczek przysłał odpowiednie tabele. Wciąż brakuje w nich części osób; chodzi o skierowanych do pomocy akredytowanemu i członkom komisji Millera, ale niebędących jej członkami. Wśród nich jest płk Wiesław Kędzierski, który rozpoznał głos gen. Błasika w nagraniu z czarnej skrzynki. Niestety, wkrótce okazało się, że udostępnione informacje zawierają fałszywe dane.

Żeby błędy wyszły na jaw, nie trzeba było długo czekać. Kilka faktów przekazanych przez MON w odpowiedzi na interpelację "Nasz Dziennik" wykorzystał w artykule na temat rozpoznania głosu gen. Błasika. Błyskawicznie zareagował płk Zbigniew Rzepa. Rzecznik Naczelnego Prokuratora Wojskowego był w Smoleńsku i w Moskwie, pracował przez pewien czas przy odsłuchiwaniu nagrań.

"Nasz Dziennik" wspomniał o nim w artykule, podając za wiceministrem Mroczkiem, że wrócił do Polski 22 kwietnia 2010 roku. Pułkownik Rzepa uznał, że podaliśmy błędną datę, i powołał się na dokumenty prokuratury, które bardzo dokładnie wyliczają czas jego delegacji do Rosji. Wynika z nich, że razem z gen. Krzysztofem Parulskim wrócili dzień wcześniej wieczorem. O Parulskim wiceminister też pisze, że przebywał w Rosji dzień dłużej.

"Do Polski wróciłem w dniu 21 kwietnia 2010 roku o godz. 21.50. Tym samym samolotem wracali także gen. Parulski oraz Edmund Klich. W dniu 22 kwietnia 2010 roku Naczelny Prokurator Wojskowy wydał rozkaz dzienny nr 59/10, w którym zawarto ustalenie dla celów ewidencyjno-finansowych, że właśnie 21 kwietnia 2010 roku powróciłem do Polski" - tłumaczy pułkownik Rzepa.

"Rozliczenie kosztów mojej podróży nastąpiło na podstawie mojego oświadczenia do celów rozliczenia kosztów zagranicznej podróży służbowej oraz Rachunku kosztów podróży nr sprawy 143/2010/OF/DGW. W dokumencie tym jako termin mojego wyjazdu do Federacji Rosyjskiej przyjęto: wyjazd 10.04.2010, godz. 15.30, powrót: 21.04.2010, godz. 21.50. Czyli w podróży służbowej przebywałem 11 dni, 6 godzin i 20 minut" - dodaje prokurator Zbigniew Rzepa.

Protokół niezgodności
Skąd rozbieżność? Rzepa jest przekonany, że w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej wszystko zostało opisane znakomicie, do tego na jego korzyść świadczą inne okoliczności, takie jak lot samolotu 21 kwietnia i zapamiętani współpasażerowie. "Jak Pan zatem widzi, pomyłki zdarzają się także w odpowiedziach na interpelacje" - napisał do "Naszego Dziennika" pułkownik Rzepa.

Oburzenie rzecznika NPW nie jest wcale przesadne, zważywszy, że w ostatnich latach zdarzyło się w wojsku kilka poważnych afer, w których żołnierze manipulowali rozliczeniami delegacji, pobierali nienależne diety lub brali pieniądze za noclegi w hotelach na podstawie sfałszowanych faktur.

Ale MON też nie chce się przyznać do błędu. "Departament Prawny przygotował odpowiedź na interpelacje na podstawie pisma Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, pisma Naczelnej Prokuratury Wojskowej i Szefa Inspektoratu Ministerstwa Obrony Narodowej ds. Bezpieczeństwa Lotów. Sprawę prowadził pracownik Departamentu Prawnego MON, którego praca podlegała weryfikacji Szefa Oddziału, w którym ten pracownik jest zatrudniony, oraz Dyrektora Departamentu Prawnego" - czytamy w wyjaśnieniu resortu, dopytywanego o rozbieżności w datach. MON zapewnia, że jeszcze raz sprawdziło wszystkie pisma z macierzystych instytucji delegowanych osób i okazuje się, że wszystkie daty przepisano prawidłowo. Zatem może błąd powstał jednak w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej?

- Moim zdaniem, to jest sprawa rozwojowa. Trzeba poznać rzeczywiste daty pobytów wszystkich osób w Smoleńsku i Moskwie - uważa mec. Bartosz Kownacki. W jego ocenie, przyczyną rozbieżności w zapisach dokumentów jest chaos w polskiej administracji po katastrofie.

- To kwestia gigantycznego bałaganu, który wówczas panował i panuje do dzisiaj, w wyniku którego nikt nie wie, co się działo w Smoleńsku, co się działo w Moskwie, już nawet nie wie, kiedy byli. To się potwierdza w wielu innych dokumentach, jak protokoły sekcyjne, protokoły identyfikacji ciał, transportu trumien. Wszystko robiono w bałaganie i nikt nie przywiązywał wagi do rzetelnego prowadzenia dokumentacji - dodaje.

To nie jedyna jego interpelacja zlekceważona przez rząd. Poseł próbował się na przykład kilkakrotnie dowiedzieć, na jakiej podstawie Polska zgodziła się, by badanie przyczyn wypadku prowadzone było na podstawie załącznika 13 do konwencji chicagowskiej. Urzędnicy kancelarii premiera odpowiadają z zasady po terminie i powtarzają lakoniczne, bezużyteczne formuły, znane od dwóch lat z wypowiedzi Donalda Tuska.

- Błędy pokazują, jak się traktuje posłów. To nie jest pierwszy raz, gdy interpelacja nie spotyka się z pełnymi i precyzyjnymi odpowiedziami - ocenia poseł.

Niestety niewiele można w tej sprawie zrobić. Jak wyjaśnia poseł Kazimierz Ujazdowski, wiceprzewodniczący komisji regulaminowej, interpelacja to jedynie bardziej sformalizowana postać debaty politycznej.

- Prawo karne nie obowiązuje w relacjach między rządem a opozycją. Nie ma mechanizmu odpowiedzialności prawnej za udzielenie błędnej czy nieprawdziwej odpowiedzi na interpelację. Nie mają tu zastosowania przepisy o poświadczeniu nieprawdy. Konsekwencje mogą mieć charakter wyłącznie polityczny. Z drugiej strony, jeśli premier albo minister udziela fałszywej odpowiedzi, to po to, żeby coś ukryć. Zazwyczaj jest to jakieś naruszenie prawa, które może być ścigane - zaznacza Ujazdowski.

Związane ręce
Naruszeniem Regulaminu Sejmu jest jednak nieudzielenie odpowiedzi lub znaczące przekroczenie terminu. Formalnie premier albo odpowiedni minister musi odpowiedzieć posłowi w ciągu 21 dni. W wyjątkowych sytuacjach można prosić marszałka o przedłużanie terminu o kilka tygodni. Za uchybienie tym wymogom też jednak nic nie grozi. Dlatego w praktyce spóźnienie może być dowolnie duże. Kownackiemu na pierwszą interpelację o pobytach Polaków w Rosji z 22 lutego odpowiedziano 26 kwietnia. Druga, z 11 kwietnia, czekała na odpowiedź do 27 lipca. To pięć razy dłużej niż przewiduje Regulamin. I tu także opozycja nie może zrobić nic poza protestowaniem.

- Unikanie odpowiedzi to po prostu bardzo zły obyczaj polityczny - ocenia Ujazdowski.

W praktyce interpelacja ma bardzo słabą rangę prawną. Chodzi w niej zazwyczaj bardziej o efekt polityczny. Zwykłe zapytanie skierowane w trybie wniosku o dostęp do informacji publicznej jest znacznie silniejszym narzędziem, które ma do dyspozycji każdy obywatel.

Na brak odpowiedzi, niepełną lub fałszywą odpowiedź może się poskarżyć do sądu, a odpowiedzialnym urzędnikom grozi surowa kara. Mechanizm ten jednak nie zawsze działa dobrze. Urzędy stosują mnóstwo uników, by zbywać zainteresowanych sekretami władzy albo przewlekać odpowiedź w nieskończoność. Stąd posłowie wolą uciekać się do interpelacji.

W sprawach różnych wątków związanych z katastrofą smoleńską jedna i druga droga często zawodzi. Praktycznie wszystkie resorty miały coś wspólnego ze sprawą i często nie wywiązały się ze swoich obowiązków, jak należy. Dziś urzędnicy nie są w stanie objąć wszystkich wątków i okoliczności sprawy, obawiają się podawania jakichkolwiek informacji, bo mogą one postawić w złym świetle ich instytucje. Długo wszystko sprawdzają, ale jak się okazuje, nie po to, żeby rzetelniej odpowiedzieć, ale aby jak najmniej potencjalnie kompromitującej wiedzy dostało się do opinii publicznej.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nnego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 11 gru 2012, 08:34 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7557
Lokalizacja: Podlasie
Pół prawdy to całe kłamstwo

Czas chyba napisać słownik – prokuratorsko-polski. Polacy przez ponad miesiąc byli okłamywani w kwestii tego, co biegli znaleźli we wraku tupolewa. Kłamstwo było tym bardziej perfidne, że nosiło znamiona prawdy. Prokuratorzy skryci za podwójną gardą prawniczego języka tak skonstruowali przekaz, by nie można było im zarzucić wprost minięcia się z prawdą, ale by odbiorcy tej prawdy nie poznali.

– Niektóre z detektorów użytych w Smoleńsku wykazały na czytnikach cząsteczki trotylu (TNT), co nie oznacza jednak, że mamy do czynienia z całą pewnością z materiałami wybuchowymi – powiedział 5 grudnia w Sejmie szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Jerzy Artymiak.

Już dziś chciałbym zgłosić tę kwestię do konkursu radiowej Trójki „Srebrne usta”, choć warta jest ona ust złotych, ba, nawet platynowych lub diamentowych.

Żartowałem sobie, że czas chyba napisać słownik – prokuratorsko-polski. Wystąpienie prokuratury przypominało mi pewną dość pruderyjną osobę, której przez usta nie mogło przejść słowo „prezerwatywa” i mówiła o niej: „kawałek tworzywa sztucznego będący zaprzeczeniem Stwórcy”.

Więcej przeczytaj w aktualnym numerze dostępnym już w kioskach!

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 13 gru 2012, 14:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2012/12/06 ... i-sondazu/

Zdaje się, że środki wyłożone na masowe propagowanie "mitu pancernej brzozy", zostały wyrzucone w błoto.

Kopia artykułu:

Zaskakujące wyniki sondażu
Posted by Marucha w dniu 2012-12-06 (czwartek)

Coraz więcej Polaków wierzy, że 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku dokonano zamachu na rządowy samolot TU-154M, którym na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej leciała polska delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim.
Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) podaje, że badanie CBOS przeprowadzono po publikacji „Rzeczpospolitej”, w której poinformowano o znalezieniu na wraku samolotu śladów trotylu i nitrogliceryny.
W listopadzie br. ponad jedna czwarta ankietowanych (26 procent) zadeklarowała, że bierze pod uwagę możliwość, iż prezydent Kaczyński zginął w wyniku zamachu – podaje CBOS. Według badania, o 6 punktów procentowych zmalała liczba respondentów, którzy nie wierzą w zamach. Wzrost odnotowano także wśród osób, które nie mają na ten temat zdania.
Jednocześnie warto podkreślić, że tylko 13 proc. ankietowanych przez CBOS uważa, że rząd Donalda Tuska (PO) nie ma sobie nic do zarzucenia w tej sprawie, gdyż zrobił wszystko, co możliwe, by wyjaśnić okoliczności i przyczyny katastrofy. 30 proc. respondentów jest zdania, że rząd zaniechał wszelkich możliwości rzetelnego śledztwa. Połowa pytanych przez CBOS jest zdania, że postępowanie rządu jest właściwe.
Polacy krytycznie oceniają raport komisji pracującej pod przewodnictwem byłego ministra Jerzego Millera (PO) – podaje Informacyjna Agencja Radiowa (IAR). Respondenci coraz częściej są zdania, że w dokumencie stworzonym przez polską komisję nie uwzględniono wszystkich ważnych okoliczności katastrofy. 54 proc. badanych traktuje raport Millera za niepełny. Przeciwnego zdania jest zaledwie 16 procent.
Sondaż przeprowadzono w dniach 8-17 listopada br. na reprezentatywnej grupie 952 Polaków.

IK

http://www.naszdziennik.pl/polska/17246 ... ndazu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 17 sty 2013, 09:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Gdzie jest czarna skrzynka z tupolewa?

Wciąż nie wiadomo, gdzie jest jeden z najważniejszych dowodów na to, co faktycznie wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku. Chodzi o tzw. trzecią czarną skrzynkę – rejestrator K3–63, który zaginął w tajemniczych okolicznościach. Prokuratura wojskowa przyznaje, że nic nie wie na ten temat.

Temat zaginionej trzeciej czarnej skrzynki tupolewa porusza w swoim najnowszym filmie „Anatomia upadku” dziennikarka „Gazety Polskiej” Anita Gargas. Wcześniej sprawą zajmowali się także Grzegorz Wierzchołowski i Leszek Misiak z „Gazety Polskiej”. Wciąż jednak więcej jest pytań niż odpowiedzi, ponieważ nawet polska prokuratura wojskowa nie wie, co się stało ze skrzynką. Na pytanie gdzie się znajduje ten jeden z najważniejszych dowodów w śledztwie prokuratorzy tłumaczą, że odpowiedź wymagałaby „czasochłonnej kwerendy” akt sprawy. Jednocześnie przyznają, że urządzenie nie było przez nich badane.

Zamontowany w Tu-154M opancerzony rejestrator K3–63 precyzyjnie zapisywał parametry lotu: wysokość baryczną, prędkość oraz – co najważniejsze – przeciążenia, czyli zapis wstrząsów.

Nie wiadomo, dlaczego kilkudziesięciocentymetrowe, opancerzone urządzenie zaginęło. W żadnym z oficjalnych dokumentów nie ma jednak słowa o jego szczątkach. „Rejestrator K3–63 nie został odnaleziony” – czytamy na 62. stronie raportu komisji Millera.

– Zaskakujące, że nikogo to nie zainteresowało, nikt nie interweniował. Moim zdaniem to jeden z najważniejszych dowodów w tym śledztwie, który ukrywają Rosjanie – uważa Antoni Macierewicz.

Autor: Katarzyna Pawlak
Żródło: Gazeta Polska Codziennie

http://niezalezna.pl/37342-gdzie-jest-c ... z-tupolewa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 06 lut 2013, 15:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
ANATOMIA KŁAMSTWA SMOLEŃSKIEGO a DEBATA PUBLICZNA na Uniwersytecie

Rozpadający się w locie tu-154 na skutek awarii gubi części i lewy statecznik poziomy.

Nie mieści się to w głowie dlaczego państwowi urzędnicy którym wypłacamy z budżetu Państwa pensje nie uczestniczą w wyjaśnieniu społeczeństwu przyczyn największej tragedii narodowej wszech czasów. Skoro z dobrej woli organizowane jest sympozjum/spotkanie/ ekspertów z różnych dziedzin lotnictwa pod agendą Zespołu Parlamentarnego a nie stawia się na nie nikt z przedstawicieli Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych ,to ja przepraszam :

Za co my tym darmozjadom płacimy?

Za udział w paszkwilanckich, propagandowych filmach szkalujących dobre imię polskich lotników? Mam na myśli ostatnio wyemitowany przez National Geographic Channel „Śmierć prezydenta”, który to film zajął się fabułą a nie dokumentacją faktów.

Za ”reżyserię” tego filmu przez Pana Laska i Pan Millera ,którzy znaleźli czas na filozofowanie na bazie wyłącznie tez MAKówkowych oraz na ignorancji masowo stawianych pytań przez Polaków?

Autor:Ludlum65
Za nie informowanie na bieżąco społeczeństwa o postępach w wyjaśnianiu tej bulwersującej sprawie tragedii narodowej?

Za brak nacisków na stronę rosyjską w sprawie oddania tego co nasze ?

Samolot rozpadał się po kawałku nad drogą gubiąc części

Otwarta debata publiczna w dn.05.02.2013 planowana była ze sporym wyprzedzeniem czasowym ,więc platformerscy eksperci mogli do niej się spokojnie przygotować. Dotychczasowe wyniki prac rosyjskiego MAK i polski raport oparły się wyłącznie na domysłach, sugestiach, pomówieniach, polityce oraz interpretacjach na podstawie nieistniejących dowodów lub wręcz na ich ukrywaniu czy też blokowaniu do nich dostępu szerszym gremiom eksperckim polskim i międzynarodowym. Dotychczasowe próby wyjaśnienia tragedii smoleńskiej to wyłącznie kremlowska dezinformacja i propaganda oraz polski „rezonans” tamtejszej postawy wobec tej sprawy.

Hańba ,skandal, hucpa ,buta.....brak określeń na to co wyprawiają ludzie – Polacy którzy nie chcą odpowiadać na stawiane przez społeczeństwo też Polaków niewygodne pytania. Mam na myśli rząd Donalda Tuska oraz ekipę rządzącą PO+PSL którzy przez blisko 3 lata bimbają sobie ze straszliwej tragedii smoleńskiej. Nie będę wymieniał ogromnej ilości pytań jakie urosły przez te lata na forach internetowych, w białej księdze czy wręcz w polskiej prokuraturze. Dość tego mataczenia i kombinowania w materii sprawy oraz ukrywania odpowiedzi na jasno stawiane pytania. Polska chce budować państwo na trwałej podwalinie tj. PRAWDZIE.

Tematy : TNT, sposób rozerwania poszycia kadłuba, znikający zapis TAWS 38 z raportu, badania materiałowe skrzydła i brzozy oraz wnioski płynące z tego, niszczenie wraku, rzekomo nie znaleziona skrzynka danych K3-63,niemalże kompletnie nie zbadane ciała ofiar, nie złożony wrak w hali do celów oględzin,dziwne stenogramy pełne niezrozumiałych tekstów i zmanipulowanych interpretacji,ukrywanie oryginałów czarnych skrzynek w Rosji.....etc,etc.......

Wybuch i przełamanie ostateczne kadłuba tu-154

Media głównego nurtu postanowiły wsadzić głowę w piasek nie dając relacji z tego spotkania w auli. To też świadczy o blokadzie i swoistym embargu na prawdę o tzw ”katastrofie”. Błędy i świadome działania Tuska w kwestii procedowania w sprawie dochodzenia okazują się tak niekorzystne dziś dla Polski, że nasi eksperci mają „dzięki” tym decyzjom związane ręce.

Jeśli dzisiaj polscy eksperci tzw. ”millerowcy” uchylają się od stawiania czoła tym trudnym kwestom jakie redagują wobec nich eksperci tzw. ”macierewiczowcy”, to oznacza jedno:

Mają oni wiele do ukrycia przed nami jako społeczeństwem w tej konkretnie sprawie smoleńskiej.

Czy Polska to jeszcze Polska czy już kondominium ,a może kraj ludzi których jedynym prawem jest niewolnicza praca do 67 roku życia na płace państwowe dla różnego rodzaju synekur urzędniczych ,z których ci obywatele nie mają kompletnie żadnego pożytku?

Czy „wyrżnięcie watahy katastrofą” smoleńską to fakty czy mity?

Czy każdego Polaka można będzie zniszczyć pomówieniem o tzw ”samobójstwo” jak sugeruje się pilotom polskim na Tu-154 oraz wielu osobom ostatnio ginącym a ściśle związanym ze śledztwem smoleńskim?

Czy to już wybór między dżumą a cholerą lub cyrkiem a bezhołowiem?

Naprawdę nie mamy innej opcji czyli drogi do prawdy?

Autor:Ludlum65

Dlaczego jest taka ogromna przepaść między tym co serwuje nam MAKówkowoMillerowska tuba propagandowa a tym co są w stanie dowieść eksperci i dziennikarze niezależni jak np w filmie Pani Anity Gargas "Anatomia Upadku" ?
Czy naprawdę nie ma powodu aby wspólnie (w gronie wszystkich ekspertów w Polsce)potwierdzić lub wykluczyć pewne tezy?Przecież tego chcieli dokonać naocznie na dowodach i analizach technicznych w dn.05.02.2013 zebrani na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

http://42nolas.salon24.pl/484716,anatom ... niwersytec


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 02 kwi 2013, 11:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Zbrodnia Smoleńska a Zło Absolutne

[Wywiad pojawił się na Salonie24, w neo-NE (tu na razie STARANNIE ukryte w dziale "polityka"), na „Obiektywnie” (wszędzie w blogu p. Białasa), może jeszcze gdzieś, więc uznałem, że i u mnie przyda się kopia. Część pierwsza jest tu: Co ukrywają: Inscenizacja na Siewiernym, trumny Ofiar, oraz Zespół Parlamentarny

Umieszczono też (wreszcie!) mój wywiad na ten temat na Tajnych Kompletach
Wobec TOTALNIEGO ignorowania sprawy przez meRdia drukowane i Trelewizje, to i tak kropla w morzu dezinformacji. Mirosław Dakowski]



Druga część wywiadu z prof. Mirosławem Dakowskim


Zygmunt Białas: Pół roku temu, w październiku 2012 roku, pisał Pan Profesor o stanie naszej wiedzy o przyczynach i okolicznościach tragedii smoleńskiej: "Prawda w ogólnych zarysach jest już poznana. I nie uda się już jej schować, zdeformować".- Czy te słowa nie są wypowiedziane niejako 'na zapas'? Co my - zainteresowani sprawą, a także ogół społeczeństwa - wiemy o tym niebywałym wydarzeniu?

Prof. Mirosław Dakowski: W ciągu trzech lat, które mijają od Zbrodni, zaktywizowało się w Polsce i wśród Polonii co najmniej kilka setek uważnych, krytycznych i dalekowzrocznych analityków. Ujawnili swe spostrzeżenia i odkrycia w Internecie, bo media drukowane oraz radio i TV są dla nich zamknięte.

W sposób naturalny połączyli się w różne grupy, badające różne aspekty sprawy. Na początku cześć ludzi poszła śladami „rewelacji fotograficznych” doc. Amielina, współpracownika KGB lub za podrzucanymi wspomnieniami różnych „dziadków leśnych”, z których na przykład jeden był tak blisko gazów odrzutowych „polskiej tuszki”, że aż musiał złapać się za karoserię samochodu.

Ta piana dezinformacji szybko została zdmuchnięta. Wiele uczyniono dla wykazania, co z podawanych wieści na pewno było fałszywką, tj. co z oficjalnych opowieści było sprzeczne z prawami logiki, fizyki, techniki - awioniki itp. Dla przykładu: pancerna brzoza, beczki podziemne, „czasy zdarzenia” itp.

Pozostały dwa kierunki poszukiwań:

Jeden usiłujący wyrwać czy rozszyfrować jak najwięcej informacji z przesłanych (elektronicznie? ) przez MAK ułomków danych z rejestratorów zrabowanych przez stronę rosyjską. Ta grupa badaczy przyjęła jako pewnik, że Tu154 M-101 rzeczywiście był tam i „rozbił się” koło Siewiernego. Szukano więc dowodów na wybuchy, „trotyl i nitroglicerynę”, ew. szukano wysokości, na których jakieś przyrządy ( tj. ich zapisy, przesłane przez MAK! ) umilkły. Kierunek ciekawy, wyniki warte poważnej dyskusji.

Większość jednak szukała dalej w przestrzeni i w czasie, szczególnie tego, co mogło się dziać wcześniej, np:

- wizyta prez. Lecha Kaczyńskiego w Wilnie we czwartek,

- ostatnie znane godziny życia wszystkich ofiar Zbrodni, a nawet

- losy hangaru nr. 21 na Okęciu oraz

- żołnierzy z tym związanych (żyją? Ilu „popełniło samobójstwa” w piątek?).

To tylko przykłady. Ponieważ Internet jest pojemny, ale i bezkrytyczny, każdy z badaczy pisał swoje uwagi i spostrzeżenia i uważał, że „zadanie wykonał”. Analitycy uważali, że ktoś te wszystkie rewelacje (szczególnie ”jego!”) analizuje, a przyczynki zbiera - i krytyczna synteza się z czasem pojawi. Tymczasem czytało to sto do tysiąca osób, góra kilkanaście tysięcy, a 90% szybko zapomniało... Oczywiście agenci różnych „mocy” czytają uważniej. A miliony ludzi czerpią swą „wiedzę” od etatowych kłamców i agentów, rozłożonych równomiernie w całym spektrum oficjalnej polityki i mediów.

Ogromnym sukcesem dr. Pawła Przywary (Free Your Mind) było opublikowanie książki zatytułowanej "Czerwona strona Księżyca". Niestety, ku mojemu zdziwieniu, a potem niesmakowi (bardziej niż rozbawieniu), książka została przemilczana czy zakazana nie tylko przez stronę oficjalną, „rządową”, ale także przez przywódców Zespołu Parlamentarnego, czyli zwolenników „hipotezy dwuwybuchowej”. Spośród nich wypowiadały się na ten temat (zjadliwie) tylko osoby (harcownicy) nie zajmujące się badaniami, ograniczonymi zresztą wyraźnie „odgórnie” przez polityków.

ZB: Był Zamach na delegację udającą się do Katynia. To wydaje się oczywiste dla każdego, kto potrafi (i chce) logicznie myśleć. Jednakże ciągle nieznane są nam polityczne przyczyny i motywacje. Kto wydał wyrok? Czy sojusznicze NATO, BND, CIA wiedziały o planach zamachowców? Czy podzieliły się wiedzą ze swymi rządami?

I potem po 10 kwietnia 2010 roku... Czy zachodnie służby mają zdjęcia, filmy czy inne dowody zbrodni? Jeśli tak, to dlaczego je ukrywają? Dlaczego nasze państwo zostało pozbawione jakiejkolwiek pomocy?

MD: Umowy i pakty międzynarodowe, NATO

Niebo nad Ziemią jest naszpikowane satelitami badawczymi, filmującymi w trybie ciągłym na różnych długościach fal, szpiegowskimi, bazowymi dla GPS i tak dalej. Nie ma skrawka planety, który by nie był ciągle obserwowany, a obserwacje są starannie zapisywane.

Żadne powłoki chmur czy niespodziewane gęste mgły nie są przeszkodą. Rejestruje się przecież na wielu różnych długościach fal, też w podczerwieni. Dlatego jest pewne, że istnieją zapisy losów wszystkich rejsów samolotów, też w okolicach Witebska i Smoleńska.

Mają je na pewno: wojska rosyjskie, NATO, armia USA i CIA, Francja, BND (Bundesnachrichten Dienst). Osoby związane z tą ostatnią formacją usiłowały nawet przed rokiem „pohandlować” - obiecywali takie filmy za ujawnienie konkretnych wtyk „Informacji” (która, jak wiadomo, „nie istnieje”) w Niemczech [wtyki może w Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV) ]. „Informacji”, która kiedyś była filią GRU. [Dla smakoszy: Sprawa agenta Nymphe i jej reperkusje polityczne]. Ostatecznie – targ nie doszedł do skutku, a zresztą i tak znani nam analitycy Zbrodni do ew. materiałów z BND dostępu by nie uzyskali.

Skupmy się jednak nad następująca implikacją tej „przezroczystej atmosfery”:

W przypadku, gdyby „Zdarzenie smoleńskie” było „niespodzianką” dla służb szpiegowskich Zachodu, to plany i dowody wykonania egzekucji na prezydencie państwa NATO, na generalicji NATO, mogłyby doprowadzić do światowej destabilizacji, nawet, gdyby zbrodni dokonał jakiś obcy, nie zaś armia będąca pod kontrolą rządu kraju od stulecia miłującego pokój nade wszystko. Musiały więc wcześniej nastąpić dyskretne konsultacje. Na jakim szczeblu, i na jakim poziomie niejawności, nie nam na razie rozważać.

Faktem jest, że żaden „czerwony alert” w siłach NATO nie został ogłoszony. Czy przypadkiem jest, że akurat tak się złożyło, iż rankiem 10 kwietnia wszystkie siedem satelitów obserwujących okolice Smoleńska były oślepione lub poza obszarem aktywności? Jak w przyszłości zostanie oceniona ta bierność NATO – zobaczymy . Por.: Ile satelitów widziało okolice Smoleńska 10/04? Polacy widzą jednak, ile naprawdę warte są obecne „pakty militarne” i „sojusznicy”.

ZB: Mój najbliższy rozmówca Andrzej Kisiel (nick: @Kisiel) napisał po pierwszej części naszego wywiadu: "Oczekiwałbym wątku dotyczącego wprowadzenia materiałów ze śledztwa rosyjskiego /zasobów rosyjskich służb za pośrednictwem ruskich blogerów..." Proszę więc, by Pan Profesor podzielił się swymi uwagami na temat roli GRU i Putina, i przedstawił - starannie przemilczane przez oficjalne media - fakty związane z działalnością Gorożanina iz Bernauła.

MD: Generalny Planista

Charakterystyczne, że sygnały o ukrywaniu wielu zdarzeń istotnych dla wyjaśnienia sprawy napływają też od struktur tajnych „siłowników” rosyjskich. Konsekwentnie nie nazywam ich „służbami”, bo nie wydaję się, by służyły np. Rosji, lecz albo sobie, albo swym jeszcze tajniejszym przywódcom. Mówię teraz o ich tubie, przekazującej poprzez Gorożanina iz Bernauła np. zdjęcia z rosyjskiej strony tzw. „śledztwa”. Część tych zdjęć, np. niektórych „trupów”, wygląda na fałszywki, a obiekty - na przygotowane kukły polane krwiopodobną cieczą. Ale nie wszystkie. Część zdjęć wygląda na oryginalne z MAK, a rozdzielczość i precyzja sygnalizują takie ich pochodzenie - i staranne przygotowanie. To wygląda na fragment scenariusza, który nazwaliśmy „gra kota z poranionymi myszkami”.

Użyję tu rozróżnień zaproponowanych przez Rolexa (por. np. tu: Hipoteza i analiza: KASYNO) . Dzieli on wroga na trzy klasy: Planistę, Gracza i Hazardzistę - idiotę. Do myszek mogą należeć ludzie z wszystkich trzech powyższych klas. Tak niektórzy w Rosji, jak wykonawcy w Polsce, oczywiście, a szczególnie z grupy „Gracza” i „Hazardzisty”. Najgorsze i najboleśniejsze jest jednak to, że do myszek należą zwykli, uczciwi Polacy, którym zależy na odkryciu Prawdy i ukaraniu zbrodniarzy. Wszystkich.

Spróbuję ustalić, kto jest tym Ostatecznym Planistą. Już teraz, po trzech latach, nie jest to niemożliwe.

W niedawno opublikowanej książce Masoneria 2012 Stanisław Krajski ukazuje jądro wszystkich „struktur tajnych” w kilku imperiach i państwach, w czasie ostatnich dwóch stuleci. Z tej tajności wynika (czy to pokusa naturalna??) tendencja, by stać się prawdziwym Panem Imperium, a za tym Panem Świata. O tej pokusie napisano dziesiątki poważnych rozpraw, a także opisano ją czy sparodiowano w setkach Bondów i podobnych produkcjach oraz w tysiącach komiksów.

Najtajniejsze w wojskowych strukturach tajnych były i są loże z grupy lóż „francuzów”, czyli najmocniej oddanych „synowi Poranka”, to jest Lucyferowi. Taka była i jest dalej - Loża Propaganda Due (P2). Podobne loże w krajach Europy Środkowej i Wschodniej St. Krajski nazwał – chyba hipotetycznie – loże P3. Otóż ich istnienie w strukturach wojskowych, a szczególnie w sprywatyzowanym GRU (Главное Разведительное Управление) i ich filii na Białorusi, w Polsce itp. jest zauważalne, nie tylko wyczuwalne. One zapewne są tym Centralnym Planistą. A posługują się - całą organizacją państw, na których pasożytują.

Wrócimy więc do Gorożanina, jednej z ich tub: Poza starannie dozowanymi „przeciekami” z dokumentacji Zdarzenia, jeden z jego awatarów czy wykonawców, podrzuca nam fotomontaże z czwartku (8 kwietnia) z wizyty LK u prezydent Litwy Dalii Grybauskaite. Sugerując, że pani G. też jest „w tym umoczona”. Nie wiem, dlaczego ten wątek nie został (zdaje się) w Polsce przedyskutowany ani rozwinięty. Zdjęcia z portali rządowych na Litwie i w Polsce nie przesądzają sprawy i są bardzo wątpliwe, a świadkowie i uczestnicy tej wizyty – są starannie ukrywani. Tymczasem ew. wyjaśnienia byłyby konieczne, znacznie zmniejszyłyby ilość niewiadomych.

Sformułuję to tak: Gdyby w tej wizycie i po niej nie było mrocznych momentów, może dni, to Antoni Macierewicz czy Jarosław Kaczyński mogliby je dawno wyjaśnić, a fakty i dokumentację opublikować. Siły uczciwych i odważnych badaczy przydałyby się do dalszych prac, a nie do marnowania się w „próżnych dywagacjach”. Tak jednak się nie stało. Dzieje się to z ludźmi, z którymi znam się od dawna, których w większości lubię i poważam. Ale od Tamtego Czasu reagują, jakby byli sparaliżowani, na uwięzi wzroku piekielnej Kobry.

W „zdarzeniu smoleńskim” od początku jego rozgrywania i nagłośnienia widać staranne dozowanie „zdarzeń medialnych” (jak kiedyś to określił nieoceniony Geremek), by widz /słuchacz musiał mieć wątpliwości, ale nie mógł ich rozwiązać, ew. nie mógł swoich podejrzeń ugruntować. W przypadku „zdarzenia smoleńskiego” brak na złomowisku kokpitu, ciał, foteli, przemieszczane są różne ścianki, które „robią” za tą samą w różnych śledztwach. Te fakty też raczej nie są „niedoróbkami”, lecz przekazują ten sam sygnał: Przedstawiamy wam „argument nie do odrzucenia”.

Ten scenariusz widać przy wielu zbrodniach: Litwinienkę można było przecież pchnąć gdzieś w ciemnej ulicy zaostrzonym pilnikiem w serce, a ciało podrzucić za niewielką opłatą do jakiegoś klubu pederastów czy burdelu, gdzie przerażeni klienci i zszokowane pracownice by zaświadczyły, że wtoczył się sam – a potem okazało się, że chyba przypadkiem wbił się na swój pilnik.

Wariant z Po-210 jest miliony razy droższy oraz bardziej niebezpieczny dla wykonawcy, a pozostawia ślad. Daje jednak satysfakcję, że „wiecie, co to znaczy, że to my, ale nie śmiejcie tego udowodnić”. A sprawca jest nagradzany – w tym wypadku miejscem w Dumie państwowej. Podobnie z wysadzeniem w powietrze budynków z mieszkańcami w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku we wrześniu 1999 roku. W Riazaniu milicja przypadkiem, na skutek czujności mieszkańców bloku, aresztowała sprawców – byli to funkcjonariusze FSB, ale worki z heksogenem zamieniły się podczas badań w Moskwie w ... cukier. Znów, jak zwykle: „Wiecie, bójcie się, ale nie odważycie się czegoś udowodnić”.

ZB: W Pańskim portalu www.dakowski.pl znajduje się wiele tekstów związanych z bezczeszczeniem zwłok ofiar tragedii smoleńskiej. Mamy dowody na loże satanistyczne w GRU, u Gorożanina - twierdzi Pan Profesor. - Proszę przedstawić te fakty, które przecież nie są na ogół znane Czytelnikom.

MD: Może trochę dziwić, czemu w tutejszych mediach zapadła cisza, gdy udowodniono, po tych niewielu z dopuszczonych, ekshumacjach, że już po okazaniu ciał Ofiar zbrodni rodzinom, odbyła się na tych zwłokach jakaś orgia, zupełnie nie mająca sensu ekonomicznego, geopolitycznego czy PR-owskiego.

W niechlujne jej ukrywanie zostały co prawda wciągnięte osobniki rodzaju Arabskiego i Tuska („zakaz otwierania trumien w Polsce”), ale to marginesy sprawy. Istotny jest meta-sens całej Zbrodni, w tym tej orgii: To NIENAWIŚĆ w stanie absolutnym, oddanie czci Złemu. O satanizmie Lenina, Dzierżyńskiego czy Zinowiewa i całej tej bandy pisało dużo myślicieli, głównie rosyjskich. Z „lżejszych”, jeśli można tego terminu użyć, por. Rozkoszna dupa Lenina oraz Wiara a wiedza - CzK i Lenin .

Na temat czynnego satanizmu połączonego z perwersjami w rządach USA, władzach NATO jest sporo dokumentów prokuratury amerykańskiej, np. w sprawach „Project Monarch”, czy „MK-Ultra”. O bezkarności wysoko (bardzo wysoko...) postawionych opiekunów mordercy - pedofila Marc Dutroux czy podobnych w Sądzie Najwyższym w New South Wales (Australia) można, choć z trudem, znaleźć dokumenty. Te kręgi na pewno tworzą wspólny front z lożami nazwanymi P3 w Azjopie, jak lubią perwersyjnie nazywać „swój” kontynent ci „władcy”. Zbudowali sobie przecież nawet stolicę – ASTANA (Satana). Por.: Czy Miasto Szatana będzie stolicą masońskiej Eurazji?

Czy ich rozkazy będą rzeczywiście dla wszystkich „argumentem nie do odrzucenia”? - To będzie zależało od nas wszystkich, od naszej determinacji.

ZB: W pierwszej części naszego interview mówił Pan Profesor: "Nie istnieją, nie są zebrane precyzyjne zeznania Rodzin (ostatnie dni, telefony, sms-y, transport na 'lotnisko' itp.). Próby ich zbierania są konsekwentnie blokowane". - Kto blokuje te próby? Dlaczego? Jakie znaczenie mają zeznania bliskich ofiar dla wyjaśnienia tragicznych wydarzeń?

MD: Ankiety wśród Rodzin Ofiar.

Po trzech latach okazało się, że nikt nie przeprowadził najprostszych badań ankietowych wśród Rodzin. Fakt, iż nie zrobił tego ani rząd ani opozycja parlamentarna, świadczy, iż po wynikach takiej ankiety spodziewają się czegoś niewygodnego dla nich czy może strasznego. Jedną z list istotnych pytań można znaleźć pod: Pytania. 8-10 kwietnia 2010 (z uzupełnieniami)

Nie przeprowadzili takich ankiet prokuratorzy „prowadzący” śledztwo smoleńskie (cudzysłów wskazuje, iż większość myślących Polaków widzi pozorność tego „śledztwa”). Nie prowadziły też inne organy do tego powołane. Ale na nie od dawna przestaliśmy liczyć. Powtarzam jednak ze smutkiem, że nie prowadzili też politycy opozycji ani głośni z „niezależności” dziennikarze czy pisma. Muszę stwierdzić, iż nie zdali egzaminu na Polaka.

My, szeregowi „badacze z internetu” usiłowaliśmy namówić harcerzy z ZHP oraz ZHR, a także niektóre zakony. Były to jednak próby indywidualne, niespójne. Bezskutecznie. A to tylko ok. 100 rozmów... Pół żartem mówiliśmy, że nieufność oficerów łatwiej rozproszą energiczne a zgrabne druhny, a w Rodzinach – skromne zakonnice.

Nie udało się przeprowadzić tego poufnie - a były już także działania zniechęcające. Ja nie mam więcej sił. Proszę więc wreszcie JAWNIE wszystkich, którzy zechcą pomóc:

Znajdźcie spójną grupę ankieterów– są bardzo potrzebni, a na wyniki czekamy. Trud chyba nie tak wielki.

ZB: W październiku ub.r. odbyła się I Naukowa Konferencja Smoleńska w Warszawie. Pański referat zatytułowany "Informacje, jakie można uzyskać metodami logiki i fizyki o zdarzeniu smoleńskim 10/4" nie został przyjęty na konferencję. Podobnie potraktowano pracę dr. Pawła Przywary (FYM-a). Czy można to odrzucenie rozumieć jako brak gotowości kręgów naukowych czy decyzyjnych do swobodnej (i poważnej) rozmowy na temat tragedii narodowej?

MD: Z przebiegu zdarzeń w ostatnich trzech latach można wydedukować, iż:

1) Jarosław Kaczyński (dalej, tylko dla prostoty, używam skrótów JK oraz AM) od ranka 10 kwietnia, a może wcześniej, dostał, usłyszał czy zobaczył „argument nie do odrzucenia”, po którym był na tyle przybity, iż działał jakby we śnie. JK nie pozwolił zbadać fachowcom „telefonicznej rozmowy z Bratem w samolocie”, która budzi dużo podejrzeń. Nie kazał natychmiast udokumentować, nie zrobił sensacji, gdy już w Polsce po otwarciu trumny Brata zobaczył nogę w generalskim mundurze, z lampasem. Tu pasuje generał Kwiatkowski ze względu na wzrost. To tylko nieliczne przykłady z wielu podobnych.

2) Inny „argument nie do odrzucenia” musiał zadecydować, że AM ze sporą grupą wybranych badaczy postanowił założyć końskie okulary. Nie chciał widzieć, skąd pochodzą „elektroniczne zapisy zdarzeń” (a pochodzą z MAK); zrobił prawie wszystko, by NIKT nie zajął się dokładnie zbadaniem przygotowań do wizyty w Katyniu, przygotowań lotu oraz jazdy pociągiem i samochodami, czy to w kancelarii Prezydenta, czy wreszcie na Okęciu, a także, by nie wchodzono poza quasi -dogmat o „rozbiciu tutki” – i badano tylko kilkadziesiąt sekund tego „zdarzenia medialnego”. Wygląda na to, że w tych ramach pozwolono im na wszelkie „obliczenia” i hipotezy, bo wszystko to da się później podważyć. Stąd taka panika w drużynie AM i w służącej jej grupie dziennikarzy, szczególnie z GaPol-a, gdy pojawiają się (liczne i częste) wskazania na niewyjaśnione Zjawiska Dalsze (w czasie i przestrzeni).

3) Czy da się taką „maskirowkę” uprawiać dalej? - TAK, ale aż do całkowitej kompromitacji i ośmieszenia tej grupy ludzi. I utraty zaufania Polaków do niej.

ZB: Ponad pół roku temu zwrócił Pan uwagę na rozproszenie poszczególnych grup, poszukujących prawdy o Smoleńsku. Postulował Pan zorganizowanie parodniowych, zamkniętych warsztatów dla kilkunastu lub więcej osób z 'różnych obozów'. Stwierdzał Pan, iż "forum wspólnego dochodzenia do prawdy przyspieszy jej ujawnienie". Czy są już jakieś efekty Pańskich starań. I jeszcze chciałem zapytać tu o rolę i znaczenie Tajnych Kompletów (www.tajnekomplety.com ).

MD: WARSZTATY. - W październiku 2012 powstał projekt zorganizowania warsztatów dla wszystkich, którzy w ciągu minionych dwóch i pół roku wnieśli wkład w badania „Smoleńska”. Nie użyłem tu oczywistego dla nas terminu „zbrodnia”, by życzliwie zaprosić też członków Komisji Millera/Laska czy jezuitę/lotnika/inżyniera (O. Krzysztof Mądel), a nawet pana Pawła A. z Canady, który jako argumentów w dyskusji używa opowieści, jak to codziennie wykonuje parę beczek w powietrzu.

Uzgodnione i opracowane wyniki tych dyskusji zostaną spisane (oczywiście z podaniem „głosów odrębnych”) i opublikowane w Internecie i w postaci książki. Istnieje zalążek zespołu programowego i opracowującego wyniki Warsztatów. Sygnalizowałem już te propozycję, m.in. na „Tajnych Kompletach” (TK, por. Mgła smoleńska ). Ale Tajne Komplety też od czasu do czasu borykają się z hakerami.



Takie warsztaty mogą być owocne jedynie, gdy będą wolne od nacisków politycznych, finansowych, a także od Policji - tajnych, widnych i dwupłciowych. Dlatego od przeszło pół roku szukamy zamożnych Polaków, którzy zechcieliby sfinansować ten projekt. Ktoś doświadczony doradził, by pieniądze zbierał jeden z zamożnych, nie zaś uczony w podartych portkach. Chętniej dadzą, zamożny jest dla podobnych bardziej wiarygodnym.

Zwróciłem się z tą propozycją pośrednio do czterech osób, dwóch z Polski i dwóch z Ameryki. Z Polski – do jednej przez jego syna, z którym bywałem wcześniej w bliskim kontakcie, a do drugiej – przez księdza, znanego, a zaufanego tej rodziny. Do jednego pana z Ameryki przez poważna osobę, mającą jego telefon osobisty, więc potrafiącą obejść „barierę goryli”, zresztą w spódnicach. Żadnych reakcji. Czwarta osoba zamożna odpowiedziała, ale... na temat wpływu kolejności rodzenia się bliźniaków na ich przyszłe, kluczowe decyzje. Tym się ośmieszyła i wykluczyła.

Przyznaję: Nigdy nie potrafiłem wyrwać czy wyżebrać grantów, nawet na naprawdę kluczowe badania. Więc ten „rezonans” jest zapewne moją winą. Ale straciłem nadzieję na poufne załatwienie sprawy. Dlatego proszę czytelników, którzy uznają racjonalność zorganizowania WARSZATÓW, o aktywność i pomoc.

Ponieważ okazuje się, że ogromna większość twórczych i płodnych analityków żyje po prostu w biedzie materialnej, uznaliśmy za konieczne sfinansowanie tych 10-14 dniowych WARSZATÓW, jak i w razie potrzeby kosztów dojazdu. Z tych ostatnich względów spotkanie to odbędzie się w Polsce, oczywiście „na osobności” i koniecznie bez obecności dziennikarzy. Rozbawiło mnie, gdy wyliczono, iż tańsze byłoby spotkanie nad Morzem Czerwonym, ale zrezygnowaliśmy z tej propozycji ze względu na bezpieczeństwo podróży w chmurach (dzięki, Clouds!).

Wtyki na pewno będą – ale przy jawności prac nie są one szkodliwe. A osoby wrzaskliwe, utrudniające prace, wyprosimy. Bez żadnej dyskusji. Oceniam (wstępnie) sumę potrzebną na taką imprezę i na opracowanie i wydanie materiałów na ok. 25 tysięcy euro lub dolarów. To „lub” wskazuje, że potrzebna suma oszacowana jest mało precyzyjnie.

Celem WARSZATÓW, poza uzgodnieniem strony merytorycznej oraz ustaleniem dalszych kierunków poszukiwań DOWODÓW, jest też zbadanie kompetencji i dobrej woli głośnych w mediach „speców” od Laska-Millera, oraz przetestowanie chęci wyjścia poza hipotetyczną „ostatnią minutę Tu-101” badaczy zaakceptowanych i lansowanych przez Przewodniczącego Zespołu Parlamentarnego. [To się w woju nazywało „rozpoznanie bojem”, o ile pamiętam]. Dla nas wszystkich to będzie sprawdzian horyzontów, odwagi i determinacji.

Co do „Tajnych Kompletów” – to są one tak „tajne”, że można je jedynie wspierać. I propagować. I korzystać – szczególnie cenne są dla tych, którzy wolą słuchać, niż czytać. Oczywiście „eskimosi” znają ich adresy i szukają ew. słabości - i atakują... O poczuciu naszego bezpieczeństwa niech świadczy fakt, że wersję roboczą tego wywiadu umieściłem w bezpiecznych miejscach, na wypadek, gdybym nagle zechciał się pokroić piłą łańcuchową.

ZB: Miesiąc po tragedii, w maju 2010 roku, mówił Pan: "W tym kretyńskim systemie, zwanym urągliwie 'demokracją', to MY jesteśmy suwerenem. Czyli jakoś wybrani (zresztą oszukańczo) politycy nie mają prawa ZA NAS decydować o utracie NIEPODLEGŁOŚCI. (...) A my, dla przeżycia jako NARÓD, a nie jako biomasa, musimy znać PRAWDĘ. I ją poznamy". - Czy teraz po trzech latach powtórzyłby Pan te słowa. Czy nie czuje się Pan zawiedziony postawą SUWERENA? Tu postawię Panu dwa zasadnicze pytania:

--- CZY POZNAMY PRAWDĘ O SMOLEŃSKU?

--- CZY ZACHOWAMY NIEPODLEGŁOŚĆ?

MD: Ponieważ nasze siły ludzkie są znikome wobec sił WROGA, od dawna odwołujemy się do Trójcy Świętej. Za przewodem księdza Stanisława Małkowskiego promujemy Krucjatę za Ojczyznę, Krucjatę o poświęcenie Rosji przez Papieża zgodnie z żądaniami Matki Bożej w Fatimie, oraz Intronizację Jezusa Króla Polski – przez takich władców, jakich w Polsce mamy czy mieć będziemy.

Sanabiles fecit Deus nationes - przekonuje i udowadnia Feliks Koneczny.

ZB: Dziękuję za rozmowę! Choć Pan Profesor wspominał, że nie będzie wracał do spraw związanych ze Smoleńskiem, to jednak wierzę, że jeszcze wiele razy zabierze głos na temat wydarzeń okropnych i mrocznych, a przecież tak ważnych w życiu naszym i naszej Ojczyzny. W imieniu Czytelników i swoim życzę Panu pomyślności w działalności społecznej i w życiu osobistym!

MD: Pisze Pan o mnie: "wspominał, że nie będzie wracał do spraw związanych ze Smoleńskiem...". To był zwrot retoryczny, służący temu, by uświadomić Polakom, na przykład o pół wieku ode mnie młodszym, że Serenissima Was potrzebuje! Teraz.

Tak długo, jak walczyć o Nią będzie siedmiu, nawet trzech, to Ona żyć będzie.



Z Panem Bogiem

Mirosław Dakowski

Wielki Piątek 2013 r.



========================================

Aneks:

Протоерей Grzegorz Gorodieńcew.
"O istocie zbrodni rytualnych", Wyimki:

Mordy rytualne to potężny, powstały już dawno temu, ale obecnie wyostrzony w doskonały oręż diabła używany w niewidzialnej, zażartej walce o dusze chrześcijańskie. Tak można rozpoznać mord rytualny.(...)

BUDOWA HIERARCHII WSPÓŁUDZIAŁU

Jest rzeczą oczywistą, że istnieją bezpośredni zleceniodawcy i wykonawcy zabójstw; są także ci, którzy nie brali w nich bezpośredniego udziału, ale wiedzieli o wszystkim i kryli przestępców; są i tacy, którzy prawdy nie znali, ale na podstawie dostępnych informacji, wrodzonej inteligencji i innych zdolności mogliby się jej domyśleć, a jednak wierząc ślepo, że wszystko to jest czczym wymysłem, również bronili zabójców; i wreszcie istnieją osoby nieświadome niczego, poinformowane tylko o fakcie przestępstwa, ale zachowujące całkowitą obojętność i milczenie, przez co bezwolnie sprzyjające pośrednio ukrywaniu sprawców i dokonywaniu nowych podobnych zbrodni, które zawsze łatwiej popełnić w atmosferze obojętności i braku jakiegokolwiek (w tym dostępnego dla każdego) duchowego sprzeciwu wobec przestępców.(…)

TEATRALNA JAWNOŚĆ

Przestępcy usiłują zawiadomić o zbrodni rytualnej, najczęściej o zabójstwie, jak największy krąg osób, rozgłaszając mord przez posłańców (tych najętych i tych nieświadomych), słowem i obrazem, z pomocą telewizji i prasy.(…)

ODWRÓCENIE UWAGI

Nas, Rosjan, uważa się pewnie za idiotów, niezdolnych do zrozumienia, co mianowicie kryje się za tą nachalną otwartością, jawnością (widocznością, pokazywaniem w telewizji) przestępców rytualnych, która w naszych czasach osiągnęła apogeum przy wykorzystaniu techniki SMS.

Otóż, zawiadomiwszy nas jakąkolwiek drogą (obecnie najczęściej przez SMS) o przestępstwie tego rodzaju (rytualnym), jego uczestnicy starają się – jakby paradoksalnie to nie wyglądało – wszelkimi sposobami zaprzeczyć temu faktowi, że zabili…

Osiągnąć to można (i osiągano) np. drogą negacji moralnego znaczenia dokonanego przestępstwa rytualnego. Wbrew faktom zmienia się jego charakter, sprawców i ich motywy, określając je jako całkowicie niezwiązane z rytuałem, a dokonane albo przypadkiem, "zwykłym wypadkiem", albo dla rzekomych korzyści materialnych, lub w wyniku porachunków gangsterskich.

Zresztą dysponują też innymi sposobami ukrycia rytualnego charakteru przestępstwa. Na przykład przez odwrócenie od niego uwagi i skierowanie jej na zupełnie inny przedmiot.

Oczywiście jednak najbardziej oburzającym dla nas, a najbardziej pociągającym dla uczestników (sprawców) tych czynów jest to, że niekiedy wręcz – przedstawiają owe przestępstwa jako nieistniejące. Udaje się to dzięki niepojętej naszej głupocie… "

To był fragment komentarza A-TEM-a, link:http://www.marektomasz.salon24.pl/442723,partactwo-rosjan

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 26 kwi 2013, 18:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://info-horyzont.pl/zespol-laska-ro ... lnosc.html

Zespół Macieja Laska wydał oświadczenie, w którym oznajmia, że inne hipotezy nt. przyczyn Katastrofy Smoleńskiej od podanych w raporcie Millera są nieuprawnione.

Słusznie. Powinno się to jeszcze zapisać w konstytucji, a nawet wpisywać w kod DNA dzieci tworzonych in vitro.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 07 cze 2013, 12:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/wydarzenia/54767-ni ... tyce.pl%29

"Nie można wykluczyć wprowadzenia zmian do zapisu, wykonanych w sposób cyfrowy” - stwierdzili biegli FSB analizując zapisy czarnych skrzynek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 24 cze 2013, 06:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Półbeczka z półprawdy

Jest odpowiedź parlamentarnego zespołu smoleńskiego na ostatnią konferencję rządowego tzw. zespołu Macieja Laska. Gdyby uznać za wiarygodne dane prezentowane przez członków komisji, to samolot w pewnym momencie musiałby lecieć z połową skrzydła w ziemi.

Tak wynika z tabeli wysokości prezentowanej ostatnio przez zespół Laska na dwóch konferencjach jako odczyt z rejestratora polskiej firmy ATM.

Według niego, ok. 700 metrów przed początkiem pasa samolot miał się znajdować na wysokości 8 metrów nad poziomem tegoż pasa, co oznacza położenie 6-8 nad ziemią. Jednak raporty MAK i komisji Jerzego Millera zgodnie podają, że w tym momencie maszyna była przechylona w lewo ponad 60 stopni. Ale odległość od osi maszyny do końcówki skrzydła wynosi prawie 19 metrów.

Jeśli odejmie się od tego urwane (w niejasnych okolicznościach – oficjalne komisje twierdzą, że podczas uderzenia w brzozę) 6 metrów, i tak zostaje 13 metrów konstrukcji obrócone pod kątem ponad 60 st. względem poziomu, które nie mieszczą się nad ziemią. Z prostych obliczeń wynika, że oś samolotu musiałaby znajdować się przynajmniej 12 metrów nad ziemią, by skrzydło (częściowo obcięte) nie zahaczyło o grunt.

Okazuje się jednak, że podana wysokość nie pochodzi tak naprawdę ani z rejestratora ATM, ani nie była podstawą obliczeń samej komisji Millera. Załącznik nr 4 do raportu („Geometria zderzenia”) podaje w tym miejscu wysokość 19 metrów nad ziemią. Komisja dość dowolnie traktuje dane. Wysokości i przechylenia w ostatniej fazie lotu zostały odtworzone nie tyle w oparciu o zapis rejestratora, ile o kąty odczytane z amatorskich zdjęć mieszkańca Smoleńska Siergieja Amielina.

Rosjanin wykonał też fotografie ścięć drzew w okolicy bliższej radiolatarni, ulicy Kutuzowa i miejsca katastrofy ze wszystkimi znajdującymi się między nimi zaroślami. Jednak trudno traktować te obrazy jako wiarygodny dowód. Amielin nie zapisał, skąd wykonał jaką fotografię ani pod jakim kątem był jego aparat, ani jakie zastosował parametry fotograficzne. Tym niemniej jego pierwsze hipotezy dotyczące przebiegu katastrofy w zasadzie w całości potwierdza raport MAK, a potem Millera.

Czyżby więc ATM miał fałszywe dane?

Też nie jest to takie proste. Tabele pokazywane przez zespół Laska w ostatnich pozycjach nie mają już bowiem danych polskiej czarnej skrzynki, gdyż ta – ze względu na sposób zapisu danych – już ich nie zarejestrowała. Brakujące sekundy uzupełniono innymi danymi.

A jedyne dostępne pochodziły z katastroficznego rosyjskiego rejestratora parametrów lotu (FDR) MŁP-14-5. Co więcej, dla potrzeb badań komisji usunięto też ostatnie 0,5 sekundy zapisu ATM i także wprowadzono w tym miejscu parametry z MŁP-14-5.

– MAK podaje w swoim raporcie, że zapisy wszystkich rosyjskich skrzynek kończą się w tym samym momencie. Okazuje się, że to nieprawda – uważa dr Kazimierz Nowaczyk.

W znacznie lepszym stanie była taśma rejestratora eksploatacyjnego KBN-1-1 i to jego zawartość MAK uznał za bardziej wiarygodną niż zawierający masę przekłamań MŁP-14-5. Jednak zapis KBN-1-1 urywa się stosunkowo wcześnie i do uzupełnienia brakujących lub pominiętych danych ATM można użyć tylko tego najmniej wiarygodnego materiału z MŁP-14-5.

Nowaczyk wskazuje na związek tych faktów z domniemanymi manipulacjami obu komisji. Zauważa, że utracone pół sekundy w zapisie ATM przypada w pobliżu punktu TAWS nr 38, czyli w miejscu, które zespół parlamentarny uważa za początek destrukcji samolotu w powietrzu.

Z przyjęcia przez oficjalne komisje takich, a nie innych danych bazowych wynikają dość absurdalne zachowania parametrów wysokości i przechylenia samolotu. Nowaczyk wskazuje np., że przechylenie maszyny zwiększa się (wykonuje ona półbeczkę), ale w pewnym momencie zatrzymuje się, po czym znowu zaczyna się obracać.

To – w ocenie Nowaczyka – powód, dla którego warto przyjrzeć się dokładniej danym amerykańskich urządzeń TAWS i FMS. Te ostatnie zapisały w okolicach krytycznego punktu TAWS wysokość ok. 38 metrów i wznoszenie z prędkością 2 m/s, dopiero potem następuje nagła zmiana kursu i samolot zaczyna spadać. Zespół Laska podkreśla, że TAWS i FMS zapisały zbyt mało danych, by wiarygodnie odtworzyć trajektorię i pozycje maszyny, do tego są to dane niezbyt dokładne (oparte na pomiarach satelitarnych).

Nowaczyk ma inne zdanie. Uważa, że obraz przebiegu lotu utrwalony przez amerykańskie komputery jest w przeciwieństwie do prezentowanego przez komisję Millera spójny; poza tym FMS utrwala w porównaniu z innymi urządzeniami najpóźniejszą fazę lotu.

Pytania pod adresem ekspertów zespołu parlamentarnego sformułował w piątek Michał Setlak z czasopisma „Przegląd Lotniczy”. Zajmuje się opisem katastrof lotniczych i ich badania, blisko współpracuje z Państwową Komisją Badania Wypadków Lotniczych, której obecnym przewodniczącym jest Maciej Lasek.

W swoich artykułach twardo broni raportu komisji Millera i krytykuje zespół Antoniego Macierewicza. Setlak wypadł jednak dość blado, jego uwagi były ogólnikowe, a po wysłuchaniu godzinnej prezentacji Nowaczyka, pełnej map, tabel i wykresów, zapytał o dowody twierdzeń zespołu.

– To bezczelne i złośliwe – skomentował Macierewicz, ale – jak powiedział po zakończeniu posiedzenia – obecność redaktora Setlaka trzeba docenić, gdyż jest to jakaś – wprawdzie tylko pośrednia – forma dialogu z zespołem Macieja Laska.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rawdy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 18 sie 2013, 20:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Platforma O. zapętliła się w swoich kłamstwach

Propagandowy dokument Platformy O., który dziś wyciekł do mediów szczegółowo instruuje jak kłamać i mataczyć w sprawie Smoleńska, mówi m. in. o tym, że 10.04.10 w skutek zderzenia z przeszkodą terenową samolot TU-154 stracił skrzydło i sterowność. Dalej w tym samym dokumencie czytamy, że do momentu zderzenia z ziemią samolot był sprawny.

To jak to w końcu było?
Cytat: “… Doprowadziło to do zderzenia z przeszkodą terenową, oderwania fragmentu lewego skrzydła wraz z lotką, a w konsekwencji do utraty sterowności i zderzenia z ziemią…”

Dalej na tej samej stronie instrukcji czytamy:“Według ustaleń komisji (Jerzego Millera) prezydencki samolot był sprawny, aż do momentu zderzenia z ziemią.”

PS. To jednak nie wszystko. Samuel Pereira zauważył, że: “Biuro PO zwietrzyło spisek: “10.04.2010 roku wszystkie telewizje były przygotowane do relacjonowania „na żywo” uroczystości w Smoleńsku”
Czytaj więcej tutaj:
http://niezalezna.pl/44894-tajna-instru ... -smolensku

http://ewastankiewicz.wordpress.com/201 ... lamstwach/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 01 paź 2013, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Kod bestii. Ślady dźwiękowe.

Autor: Zezowaty Zorro

Stenogramy? Przepraszam – z czego? Ze śmietnika?

Swego czasu, po pełnym bizantyjskiego namaszczenia, zadęcia i dymów kadzideł ogłoszeniu tzw. raportu MAKu, czyli literackiego dzieła sygnowanego przez panią generał KGB w wieku przedemerytalnym Anodinę, byłą zausznicę i wieloletnią, oficjalną kochankę szarej eminencji Kremla Eugeniusza Primakova, na temat rzekomej katastrofy polskiego rządowego samolotu w okolicach nieczynnego lotniska wojskowego Seviernyi w Smoleńsku, wiedziony wrodzoną ciekawością, a także niemal religijnym lękiem, jaki towarzyszy każdemu nadprzyrodzonemu objawieniu, wobec którego klękają wszystkie miejscowe ałtorytety dziennikurestwa w niemym podziwie, ściągnąłem go natychmiast z eksterytorialnych serwerów MAKu w Petersburgu, jakby przeczuwając, że już niebawem będę miał z tymi serwerami, a konkretniej ich administratorami, do czynienia.

Nie myliłem się w oczekiwaniu, że opublikowane przez Rosjan tzw. zapisy z czarnych skrzynek [konkretniej zapis VCR z kokpitu] będą podlegać dynamicznym ewolucjom, podobnie jak ich transkrypcje, w takt peregrynacji polskich ministrów i innych oficjeli do Moskwy, celem przywiezienia kolejnej, ulepszonej kopii tych zapisów, bo raz to się końcóweczka zawinęła [w systemie szpul bez rewersu, pracującym w tzw. pętli nieskończonej się zawinęła panie, takie cuda geometrii w kraju pancernych brzóz się zdarzają, bo sinus osiąga tam w porywach 4.0 w skali Beauforta – to jasne, do czorta!], raz się nie nagrała [bo prądu zabrakło], a raz prąd buczał za bardzo i trza było odszumiać.
Znając więc predylekcję Rosjan do takich bajek dla idiotów, które z bizantyjskim upodobaniem serwują bez zmrużenia oka swym poddanym, oczekując od nich równie poważnego [i bez mrugania, jedno mrugnięcie to skucha, dwa mrugnięcia – degradacja, trzy - samobójstwo] serwowania ludowi tubylczemu [taki chrzest bojowy i hołd wobec pana, który każe: żryj to gówno!], pobieżnie sprawdziłem spójność ściągniętego nagrania z relacjami, które zaprezentowano publice rosyjskiej.

Jakież było moje zaskoczenie [nie było żadnego – a kuku watsonie], kiedy po kilkuminutowym przeszukiwaniu multimedialnych zasobów Izvestii i Pravdy, znanych historycznie z tego, że w pierwszej nie ma żadnej prawdy, a w drugiej żadnych wiadomości, okazało się, że wersje nagrań dla ruskiego ludu są znacząco różne, a ponadto jest ich kilka, najwyraźniej przeznaczonych dla różnych kręgów odbiorców [Wania jest nowoczesny i wie, co to marketing], wszystkie jednak rysują dźwiękowo, jak w znanej radiowej powieści w odcinkach Matysiakowie, mrożącą krew w żyłach relację ze śmiertelnego lotu bandy pijanych Polaczków, pod wodzą zalanego w pestkę generała lotnictwa, kiwającego się za plecami pilotów w takt pohukiwań głównego pasażera, który domaga się natychmiastowego lądowania, mgła nie mgła, to ułanów pułk nasz trzeci, szable do boju, lance w dłoń - bolszewika goń, goń, goń.

Nie mylisz się – to właśnie przeczytałeś! Anodina nie tylko opublikowała wzięte ze śmietnika, bądź czerwonego księżyca [jak tam wolisz] nagrania z mitycznych czarnych skrzynek, ale dodatkowo, jak na bezstresowe mocarstwo przystało, różne, często diametralnie różne, wersje tych nagrań, co każdy słuchacz i internauta mógł sobie w przeciągu minut dowolnie, osobiście sprawdzić, potwierdzić i ostatecznie – już na samym początku ciekawie zapowiadających się międzynarodowych harców z komitetami, komisjami, prokuratorami, prawem karnym i międzynarodowym w tle – stwierdzić, że mamy do czynienia z monstrualną, bezczelną inscenizacją, bo tylko tak wypada nazwać tworzenie rzekomych dowodów rzekomej katastrofy – od razu w wielu wersjach, bez obciachu, po bolszewicku i goebbelsowsku.

Niemożliwe? Ale prawdziwe, watsonie, prawdziwe. W dodatku nic nie masz dziś na obronę swojej ignorancji, bo o tym wyraźnie, choć nie tak rozwlekle, jak w niniejszym artykule na znanym forum, z którego niezadługo wszystkie moje wpisy za sprawą administratorów petersburskich serwerów wycięto [opisałem niedawno te zajścia]. Nie tylko podałem powyższe synopsis, ale także dwa kluczowe dowody graficzne na bezdyskusyjną manipulację zapisów CVR [tych które opublikował MAK, bez wnikania w ich różnorakie wersje, co jak wskazano wyżej samo w sobie z całego „śledztwa” czyni pośmiewisko gigant]. Przeciętnemu czytelnikowi włos się jeży na głowie w tym momencie i przecząco kręci głową [„milicjanci przecząco kręcą głowami” według kanonicznych zeznań przez Zespołem Macierewicza].

Teraz konfrontacyjnie zapytam: a czemu ci się włosina na głowinie jeży? Klasyki propagandy szaraku nieboraku nie zadano? Przecie powtarzano: kłamstwo, aby było wiarygodne musi być monstrualne. Trzeba je po wielekroć powtarzać, aż w końcu ludzie uwierzą. Dlaczego Anodina miałaby nie kłamać, w dodatku w sposób zamierzony, bezczelnie monstrualny? Przecie podręcznik propagandy zaleca właśnie takie działanie. Nie wiedziałeś nieboraku? Zapomniałeś. Jak mawiał mój fizyk: najtrudniej jest przypomnieć to, czego się nigdy nie wiedziało... Trza było po prostu sprawdzić, co zezowaty dawno temu napisał [a konkretnie zaraz po publikacji raportu MAKu].

Teraz nie masz innego wyjścia, jak pochylić się pokornie dalej nad niniejszym, skoro pracy domowej nie odrobiłeś przez całe miesiące [już lata], bo – pomimo że wyraźnie podałem – nikt, poza zainteresowanymi zawodowo bezpieczniakami – moich rewelacji nie sprawdził, bo wydawały się tak monstrualne, że aż niemożliwe. Ale prawdziwe, watsonie, prawdziwe! Do znudzenia powtarzam, że nic nie jest takie, jak się wydaje. Zaiste święte to słowa, a bezpieczniacy znają je i stosują z pamięci, nawet wyryli w kamieniu dla łatwości, konkretnie na ścianie centrali wywiadu amerykańskiego, jako motto, misję i akt wiary – wszystko w jednym. Niczym zatem nie ryzykujesz, stosując, przynajmniej dopóki nas Komoruski do końca z NATO nie wyprowadzi.

Kierował tobą ponadto – poza ignorowaniem przykazań wyrytych w kamieniu - zupełnie niepotrzebny, zabobonny lęk przed świętokradztwem. Co stoi na przeszkodzie sprawdzić, czy twierdzenia zezowatego polegają na prawdzie? Brak czasu, kompetencji w analizie danych cyfrowych, wygodnictwo, czy niedowierzanie? Wszystko po trochu, jednak decydujący jest ten lęk przed świętokradztwem. Na tej właśnie zasadzie polegając – że nikt nie zastosuje przykazań z kamienia - urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych opublikował na stronach Białego Domu ewidentną fałszywkę swego świadectwa urodzenia. Wiem, bo sprawdziłem osobiście i mam wystarczającą wiedzę do wypowiadania się w sprawie autorytatywnie. Stanowisko moje podzielają tysiące innych, w tym powołani przez znanego szeryfa biegli, w toczącym się przed jednym z sądów okręgowych postępowaniu. Będzie ono oczywiście toczyło się jeszcze latami, bo postawić zarzuty głowie państwa i byłemu adwokatowi nie jest łatwo, wobec szeryfa wytoczono tajne służby, skarbówkę i kontrolę ministerstwa sprawiedliwości, jednak oczywista bzdura pozostaje oczywistą bzdurą, a fałszywka fałszywką. Nic w tym oryginalnego, ani specyficznie rosyjskiego, jak widać. Wszyscy tak dziś, w tym spedalonym świecie robią, na czele z wiodącą demokracją, walczącą niezłomnie o pokój do ostatniego żołnierza i cywila, zwłaszcza obcego.

Nie wiedziałeś, prawda nieboraku? Pochanka z tym, co na pomocnika fryzjera wygląda, nie powiedzieli... No nie powiedzieli – tu stawiam pokerowo w ciemno całą pulę, bo ich od zawsze nie słucham. Stawiam, bo wiem watsonie, że pracują w dziennikurestwie, a skądinąd wiadomo, że zakaz Anodiny powiada, aby o tym nie mówić, bo kłamanie to jedno, ale zaprzeczanie kłamstwom... to jest karane śmiercią świętokradztwo właśnie. Zupełnie tak, jak przeczuwałeś. Zamach na świętość. Zbrodniomyśl, ręka noga, mózg na ścianie, nawet pan nie pomyśl!


Wracając do raportu MAKu z rzekomymi nagraniami z kokpitu, jako się rzekło po krótkim sprawdzeniu, w którą to stronę wiatry propagandy dmą, wziąłem te nagrania do przesłuchania i jak to się mówi, byłem mocno zakłopotany. Nic się nie zgadza, nic się nie klei. W dodatku stado odsłuchiwaczy i stenografistów, mozolnie próbujących zestawić w miarę sensowny obraz tego zapisu i odtworzyć na jego podstawie przebieg i okoliczności lotu, nie wykonawszy podstawowego sprawdzenia – co to za nagrania są, skąd się wzięły?

Co to za nagrania są, panie Janku?

Czy ktoś na sali wie, skąd się wzięły te nagrania? Odpowiem, że nikt, bo pomijając nawet bezsporny fakt ciągania do Moskwy na odsłuchiwanie głosów z dziwnych kopii nagrań wojskowych i rodzin ofiar, celem potwierdzenia, bądź zaprzeczenia, czy generał Błasik był w kokpicie, nikt nie wie nawet, skąd się czarne skrzynki wzięły. Dokładniej rzecz ujmując to nie mają nawet numerów seryjnych, ani wiarygodnego protokołu odzyskania na miejscu rzekomej katastrofy. Nie ma rutynowej dokumentacji fotograficznej miejsca zdarzenia, na poświadczenie ich autentyczności nawet. Nie zgadzają się zeznania montażysty Wiśniewskiego/Śliwińskiego, który na drodze swego spaceru z kamerą miał je rzekomo cudownym trafem znaleźć!


Mówiąc językiem prawa, kopie z taśm rzekomych czarnych skrzynek nie mają żadnych wiarygodnych cech dowodu, bowiem nie można ich niepodważalnie powiązać z wydarzeniem oraz jego przedmiotem [konkretny samolot], ponadto nie można w sposób nie budzący wątpliwości stwierdzić ich autentyczności, bo nawet jeśli skrzynki są autentyczne, to kopie z ich zapisów autentyczne być nie muszą [a konkretniej według polskiego prawa KK i KPK dowodami być nie mogą]. Idąc dalej, to obecnie już zresztą także nie mogą z powodów logicznych, bo polscy ministrowie w iście groteskowy sposób potwierdzili zgodność różnych kopii z oryginałami [na pokwitowaniach Rosjanom], skąd wypływa niepodważalny wniosek, że nie tylko kopie są różne, ale i rzekomych oryginałów jest wielość, co czyni z całości przedstawienia groteskę, bowiem prawdziwa czarna skrzynka ma jeden tylko oryginał, zatem cała zabawa jest oszustwem. QED. Oszustwo, hucpa, przedstawienie dla matołków, pic na wodę. Innej logicznej możliwości nie ma. Non datur watsonie.

Prawda, że eleganckie przecięcie stenogramów? Ale to nie koniec, zaledwie entree drogi watsonie, bo zezowaty lubi fajerwerki, kiedy już siedzi nad dowodem, to może go skonstruować nie tylko koncertowo, ale jeszcze wariantowo. Bo skierować śmieci do śmietnika można na wiele sposobów, a że stenogramy są śmieciem wiadomo z absolutną dokładnością stąd, że jak wykazano wyżej, rzekome nagrania CVR z kokpitu są ewidentnym śmieciem, więc ich odsłuchiwanie i stenografowanie jest zajęciem dla śmieciarzy [bądź idiotów]. Jak się czujesz stenografisto/analityku z Badziewia Dolnego? Spocznij i odzipnij trochę, bo to jeszcze nie koniec lania. Można z łatwością te stenogramy rozerwać na strzępy na kilka sposobów, jakbyś się nudził, ale nie ma takiej potrzeby, papier znakomicie nadaje się na podpałkę, a zima idzie.


A co jest na tych dziwnych nagraniach?

Kiedy już wiemy, że mamy do czynienia z bastardem, bo z nieznanego pochodzenia taśm [wielu różnych oryginałów – potwierdzone urzędową, ministerialną ręką] mamy wiele różnych kopii, powinno trochę dziwić gorące zacięcie protagonistów w tworzeniu stenogramów. Jednak – jak wskazano wyżej – łatwe do przeprowadzenia rozumowanie, korzystające z elementarnej logiki, przeprowadziło tylko zgoła grono złożone z niszowych oszołomów, absolutnie marginalnych oryginałów typu zezowaty, cała reszta stadnie poczęła miesiącami klecić jednolity stenogram z tych dziwacznych nagrań – warto zatem poszperać w nich głębiej, zamiast na słowo honoru czekisty wierzyć, że kolejna ulepszona kopia z niewiadomego pochodzenia skrzynki, znalezionej nie wiadomo przez kogo i gdzie i bez numeru nawet, potwierdzającego jej legalne pochodzenie [a nawet mającą raz godzinę, a raz półtorej długości, to jest zakres elastyczności ruskich cudów] jest ostatecznym, najprawdziwszym oryginałem.

Sugeruję, że po krótkim zastanowieniu możesz się zgodzić ze stwierdzeniem, że robienie stenogramów z niewiadomego pochodzenia nagrania, bez sprawdzenia jego autentyczności oraz bez sprawdzenia zawartości, jest – mówiąc oględnie – dość ryzykowne, a mówiąc dosadnie, stanowi dowód skrajnego idiotyzmu? A właśnie to uczyniono w największej tragedii w powojennej historii Polski i nie widać nawet śladu zakłopotania tym faktem wśród zadowolonego z siebie dziennikurestwa. Tu włos na głowie nieboraka szaraka zjeżył się ponownie i już gotuje się, aby wykrzyczeć: nieprawda mądralo, nie można było sprawdzić! A kuku, watsonie, właśnie a'propos opublikowałem miesiące [lata dokładniej] temu te trzy oto obrazki z zawartości dziwnych nagrań.

Te trzy obrazki w zupełności wystarczają do podważenia wiarygodności zawartości nagrań [niezależnie od pewności ich nieprawego pochodzenia – nie ma poświadczenia ich autentyczności], bowiem dokumentują oczywistą ingerencję w te nagrania, innymi słowy mówiąc montaż, czyli ipso facto fałszerstwo. Montaż dowodu w sprawie jest jednoznaczny z fałszerstwem, to logiczna tautologia.


Nie ulega bowiem wątpliwości nawet najmniej biegłego technicznie obywatela, że zapis na taśmie magnetycznej z zasady jest ciągły i z tego powodu powyższych śladów cięcia na oryginalnej taśmie być nie może. Dowód nieprawości zawartości stenogramów, nagrań, raportów i pochodnych może być – i powinien być, jeżeli Polska miałaby choć jednego honorowego prokuratora w sprawie – aż tak prosty! Bo jest. Rozumowanie jest tak proste, że niepodważalne.

Z uwagi na powyższe, nie ma żadnego sensu robienie z ewidentnie sfałszowanych kopii nieznanego pochodzenia taśm jakichkolwiek stenogramów i raportów, bowiem ich zawartość nie ma nawet minimum wiarygodności, wręcz przeciwnie – są w oczywisty sposób fałszywe! Badania takich ewidentnie fałszywych „dowodów” są pośmiewiskiem z elementarnej logiki i wszelkich zasad uczciwego postępowania. Causa finita. Zajmowanie się końcóweczką bardziej oryginalną nie ma żadnego sensu i wartości, poza humorystyczną. Jeśli komuś podoba się robienie z siebie idioty – proszę bardzo. Moim zdaniem jednak, poważne badania ewidentnie fałszywych „dowodów” nie mogą doprowadzić do żadnego konstruktywnego skutku, poza śmiechem zbrodniarza.


A co nagrali Rosjanie?

Po uważnym prześledzeniu nagrań z MAKu okazuje się, że na opublikowanych kopiach jest co najmniej kilkanaście głównych cięć - i z takiej liczby kawałków skompilowano nagranie. Słychać na nim znane głosy załogi oraz obsługi naziemnej, które pochodzą z wcześniejszych, najprawdopodobniej kilku lotów. Wykonanie takich nagrań komunikacji między samolotem, a wieżami kontroli nie stanowi żadnej trudności, wystarczy do tego dograć tło z autentycznego kokpitu innego tupolewa, a tych Rosjanie mają setki - i zadanie wykonane! Tak jest jednak tylko na pierwszy rzut oka.

Nagranie na odsłuch jest prawdopodobne, to znaczy jest podobne do wykonanego w realnych warunkach, z użyciem prawdziwych głosów załogi, jednak przemieszanych w taki sposób, że nie da się z nich stworzyć logicznego, spójnego ciągu podróży. Czyżby Rosjanie byli aż tak głupi? Bynajmniej. Na tym właśnie polega ponury żart i dlatego tak znęcałem się przed chwilą nad pisarzami stenogramów.


Jeśli bowiem nagranie celowo stworzono w sposób alogiczny, mieszając prawdę i fikcję, pisarze stenogramów będą dosłownie miesiącami studiować zawartość nagrań, nigdy nie mogąc dojść do zadowalającego rozwiązania. To idealny cel dezinformacji – doprowadzić przeciwnika do stanu całkowitej dezorientacji, bez możliwości rozeznania, co się stało. W takiej właśnie akcji – twierdzę że celowo – brali udział badacze nagrań i pisarze stenogramów.

Mamy nagranie nieznanej długości, złożone zapewne z kilkunastu kawałków. To widać już na pierwszy rzut oka i na tym powinno się zakończyć etap oficjalny. Na podstawie sfałszowanego nagrania nie da się dojść do materialnej prawdy, a jedynie zamieszać ludziom we łbach. Można jednakowoż także poznać warsztat i cele fałszerza, bo każdy artefakt to kopalnia informacji o twórcy...


Dlaczego Rosjanie tak nieudolnie sfałszowali nagrania z kokpitu? Czy nie potrafili lepiej? Twierdzę, że celowo sfałszowali tak, aby było to oczywiste na pierwszy rzut oka fachowca [ja stwierdziłem je bez trudu od razu, więc nie było to trudne] i zmusili w ten sposób polskich urzędników [a w następstwie wszelkie laboratoria typu CLK i podobne] do bezczelnego kłamania od samego początku, czyniąc z nich od pierwszego kroku wspólników kłamstwa, bowiem nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że zainteresowani nie wiedzieli o fałszerstwie od samego początku, skoro było ono oczywiste. To jest właśnie dobra, praktycznie paraliżująca strona zuchwałego, goebbelsowskiego kłamstwa. Wspólnicy muszą być bezwzględnie posłuszni i konsekwentni w monstrualnym kłamstwie, dzięki temu nie będzie żadnych odstępstw i wahań w dalszym kłamaniu. Tak właśnie działa zmowa przerażającego, monstrualnego kłamstwa. I dlatego między innymi – z powodu wymuszonej solidarności kłamców – im bardziej kłamstwo zuchwałe i monstrualne, tym lepiej. Wie to każdy specjalista od propagandy.


Czy Rosjanie ograniczyli się do niedbałej kompilacji nagrania z kilkunastu części, tak aby fałszerstwo było widoczne i niezaprzeczalne, a potem kibicowali miesiącami przedstawieniu tworzenia stenogramów, z wieloma zakrętami narracji i zmianami nagrań [kolejne wersje nagrań i stenogramów]? Otóż na pozór tak – i to wystarcza do spójnego wytłumaczenia zaplanowanej dynamiki zachowania protagonistów, jednak prawda jest jeszcze dużo bardziej ponura.


Morda bestii w słuchawkach

Prawdziwy mistrz zawsze pozostawia na pracy swój podpis i fachowiec, wiedząc że ma do czynienia z innym fachowcem, właśnie tego indywidualnego podpisu szuka. Otóż nagrania MAKu są autorskie i wiele na nich słychać, ale są tam także wiadomości, których nikt nie zdoła ująć na stenogramach, bo są zawarte w ułamkach słów i widać je dopiero pod mikroskopem.

Czy zastanawiałeś się, dlaczego identyfikacja słuchowa załogi tupolewa była taka kontrowersyjna i nie można było dojść do porozumienia, kto co mówi? Przecież nie tłumaczy tego ruski bałagan i nerwowa atmosfera. Głos znajomego, a co dopiera krewnego, rozpoznasz w każdych warunkach – przez telefon i radio – po jednym słowie. Jednak w tym przypadku było to trudne. Dlaczego?


Otóż dlatego, drogi watsonie, że kiedy przyjrzeć się bliżej poszczególnym wypowiedziom, to widać w powiększeniu, że są częstokroć posklejane z kilku, a nawet kilkudziesięciu kawałków. W jednym ze słów odkryłem na przykład z zadziwieniem, że jest pracowicie poskładane z drobnych urywków głosu kilku osób – w tym konkretnym wypadku czterech – w różnym wieku, różnej płci. Zostało to wykonane na poziomie subfonemowym, czyli posklejano kawałki głosek [fonem to głoska, charakterystyczna dla każdego indywidualnie, człowiek nie potrafi wyartykułować dźwięków mowy krótszej długości, zatem są to elementarne cegiełki mowy ludzkiej]. Fonemy, ich charakterystyka, dają dobre pojęcie o morfologii osoby – można określić mniej więcej wiek, korpulencję i na pewno płeć.

W przypadku nagrań MAKu mamy zatem do czynienia ze świadomym stworzeniem horrendalnego potworka, w którym słychać całkowicie sztuczne głosy ze stajni Frankensteina. To nie żart, to podpis zbrodniarza, który popisuje się swoim dziełem. Mógłby zrobić bez trudu o niebo lepszą kompilację, w której cięcia nie byłyby widoczne od razu, ale nie zechciał. Chciał, aby cięcia były słyszalne, a nie tylko widoczne w specjalistycznym programie. I tak jest – na nagraniu słychać liczne „kliki” w miejscach cięcia, które wcale nie muszą być słyszalne, ja na przykład mógłbym zrobić montaż nierozróżnialny słuchowo, więc jest to praktycznie możliwe. Skoro twórca tak uczynił, chciał aby tak było – konfrontacyjnie i bezczelnie, bezspornie, słyszy to każdy, kto ma uszy do słyszenia.


Posunął się jednak dalej, bo ukrył w sposób zdradzający rękę fachowca [i kosztujący sporo pracy] ukrytą wiadomość dla polskich stenografów. Jak ona brzmi, chcesz zapytać. Oto tajemnica: nigdy się nie dowiecie, kto i gdzie był w tym samolocie. Nie dowiecie się, bo pracowicie, z namaszczeniem i śmiertelną powagą będziecie miesiącami odsłuchiwać i zapisywać to, co zdaje wam się, że usłyszeliście, a co w istocie jest wyrafinowanym zlepkiem urywków słów i wręcz głosek różnych ludzi, słowem – dźwiękową chimerą, która istnieje tylko w waszej wyobraźni. Uważni czytelnicy i badacze wykonali ze mną te ćwiczenia na słuchową wyobraźnię już w kwietniu 2010, gdy jako pierwszy wykonałem i opublikowałem stenogramy z „filmu Koli”. Można się było wówczas praktycznie przekonać o wartości stenogramu z fałszywki – każdy słyszał, co chciał usłyszeć.

Po to pracowicie pokiereszowano i zmiksowano mikroskopijne urywki głosów różnych osób, aby powstały trudności w ich identyfikacji [dezinformacja], ale też, aby dokonać rytualnej zemsty, podobnej do profanacji zwłok Anny Walentynowicz, o symbolicznym znaczeniu którego pisałem w innym artykule. Podobnie do zwłok zmarłych, których szczątki celowo pomieszano, aby zadać ból rodzinom, a zmarłych poniżyć, ale także zadać poniżający ból zbiorowości i ich świętym zwyczajom [w kulturze łacińskiej zwłoki są nietykalne, jak relikwia, nie wolno ich brukać], odzierając i plugawiąc jej świętości, głosy zmarłych, żywych ludzi poddano podobnej, wampirycznej przemianie.


Otóż badając jedno ze słów, wypowiadanych przez pilota odkryłem, że zawiera skrawki głosu młodej Rosjanki, a także Rosjanina w średnim wieku i obszernej postury [pewnie misiowatego wojaka]. Wówczas poczułem bez wątpliwości, że znów dotknąłem bestii, tym razem w słuchawkach. Stąd moje złośliwości do stenografów, którzy – mam taką choćby nadzieję – zrozumieją, że grzebanie w ruskich śmieciach kończy się zazwyczaj nieprzyjemnie, bo można wygrzebać wampira.

Dlaczego Rosjanie mieliby robić taki zaawansowany, dwupoziomowy przekaz, przecież wiadomo, że to prymitywy – zapyta szarak nieborak. Otóż dla tego samego, czemu powtykali w zwłoki rękawice, śmieci i szmaty, a zwłoki starannie pomieszali. Jeśli tego nie rozumiesz, nie znasz zapewne też Puszkina, Dostojewskiego i Sołżenicyna. Polecam. Rosjanie są równie zaawansowanymi zbrodniarzami, jak wyrafinowanymi szachistami. Do tej partii zaangażowali dodatkowo wybitnych socjologów, psychologów i techników. Nie są bynajmniej prymitywni, choć swe bestialstwo odprawiają na prymarnym, głębokim poziomie stepowej zemsty.

Bestialstwo jest jednak także narzędziem wojny psychologicznej, służącym do upokorzenia i psychologicznego zaprogramowania ofiary. Niniejsza analiza stanowi na te zabiegi racjonalną odtrutkę. Bo terapia skutków przemocy bestii – psychologicznych i moralnych – jest tylko jedna – snop jaskrawego światła i zrozumienie, co i jak się wydarzyło. Bestia boi się słońca, jak najgorszego przekleństwa. Dlatego taki jazgot i zgrzytanie zębów rozległ się przy ujawnieniu „drastycznych zdjęć”. Oto praktyczna próbka cierpień bestii w świetle dnia. Warto częściej stosować, bo wrażenia z fototerapii są wręcz bezcenne :-) Polecam.

{(C) Artykuł do swobodnego rozpowszechniania, wyłącznie w całości, z podaniem klikalnego źródła http://zezorro.blogspot.com/2013/09/kod ... ekowe.html}

http://zezorro.blogspot.com/2013/09/kod ... ekowe.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 11 kwi 2014, 16:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Kłamcy zaszli w swoim łgarstwie smoleńskim o wiele za daleko, aby się wycofać. Nie pozostało im nic innego jak brnąć dalej w zakłamanie. Jednak odbiorców fałszywych wyjaśnień jest coraz mniej. Kompromitacja władz, śledczych, biegłych, usłużnych i wiodących dziennikarzy, oraz ałtorytetuff porażająca. Spod tych stert nieprawdy już się nie wygrzebiecie, wy manipulatorzy i dezinformatorzy. Zeżrą was wasze własne kłamstwa.

Smoleńsk, czyli 4 lata ciężkiej agenturalnej roboty

Kiedy media obwieściły, że do Moskwy po niemal czterech latach od smoleńskiego zamachu udaje się ekipa polskich specjalistów po to by „jeszcze lepiej i jeszcze dokładniej” wysłuchać nagrań z kokpitu, które zarejestrowała czarna skrzynka Tupolewa, osłupiałem. Pomijając to, że już samo przetrzymywanie w takim kraju jak Rosja kluczowych dowodów i to przez cztery lata czyni je kompletnie niewiarygodnymi to jak wytłumaczyć taką prostacką zagrywkę zakładającą, że cytując klasyka, polski ciemny lud to kupi?

Napisałem wtedy w Warszawskiej Gazecie artykuł, którego fragment przytoczę:

Nie dajmy robić z siebie kompletnych idiotów, bo idę o zakład, że to „jeszcze skuteczniejsze” i bardziej perfekcyjne odsłuchanie nagrań zaowocuje pojawieniem się sensacyjnych i nieznanych dotąd głosów z zaświatów zarejestrowanych dzięki jakiemuś kremlowskiemu medium, które dzięki nadprzyrodzonym zdolnościom usłyszało to, co wkrótce uraduje pułkownika KGB Putina i jego podkomendnych w Warszawie.

Dzisiaj po wydarzeniach na Ukrainie coraz śmielej i odważniej poczynają sobie wszyscy ci, którzy usiłują namierzyć rosyjską agenturę wpływu w Polsce. Ja już wówczas pisząc tamte słowa przewidywałem, w której to gazecie dojdzie do upublicznienia tych „nowych” głosów z zaświatów tak nagle i w sposób cudowny odczytanych po latach.

Krakowscy biegli odczytali, że po wejściu generałów do kokpitu ktoś mówi: "Siadajcie". - W lotnictwie to często znaczy "lądujcie" – czytam w czwartek, 3-go kwietnia w Gazecie Wyborczej. Jest to fragment opublikowanego wywiadu, jakiego Maciej Lasek udziela michnikowemu smoleńskiemu cynglowi w spódnicy, Agnieszce Kublik.

Oczywiście określenie „krakowscy biegli” ma „spolonizować” całą tę kolejną haniebną akcję Wyborczej i odsunąć na bok fakt, że co prawda biegli są „krakowscy”, ale wysłuchali w Moskwie tylko tego, co po kilku latach podsunęli im znowu ludzie Putina.

Putin, bowiem na obecnym etapie dziejów i akcji uwiarygodniania się kremlowskich pachołków, nie jest już dla Michnika wspaniałym mężem stanu, który serdecznie gościł go na swojej prywatnej daczy w Soczi. Dzisiaj Putin to dla Ojca Redaktora nieobliczalny typ prowadzący „imperialną” i „bandycką” politykę, a „kłamstwo i manipulacja, to nieusuwalny składnik myślenia Putina o świecie”.

Dlatego w sprawie czarnych skrzynek i nagrań biegli muszą być tylko i wyłącznie „krakowscy”, bo po ukraińskich wydarzeniach czekista rezydujący na Kremlu jest „be”.

Michnik należy do tych nielicznych przedstawicieli rodziny kameleonowatych, którzy nie tylko potrafią zmienić barwę skóry by dostosować ją do otoczenia, ale i przybrać taki kształt ciała, który skutecznie uniemożliwi jego zdemaskowanie.

Jeżeli szukamy obcej agentury wpływu w Polsce to wcale nie musimy czaić się na opuszczonym cmentarzu i z ukrycia podglądać jak szpiedzy przekazują centrali meldunki ukrywając je w wymyślnej skrytce skonstruowanej w płycie grobowca.

Dla uważnego obserwatora oni widoczni są jak na dłoni zarówno dzisiaj jak i byli widoczni natychmiast po smoleńskiej katastrofie.

Oto już koło południa 10 kwietnia 2010 roku, kiedy tak naprawdę nie wiedzieliśmy jeszcze nic o przyczynach katastrofy, na antenie TVN24 pojawił się pierwszy „naukowiec-ekspert”, dr Tomasz Szulc z Politechniki Wrocławskiej, mówiąc: „ … zawiodła absolutnie asertywność pilota, który uległ presji "prezydenta" lub jego otoczenia i próbował nie raz, nie dwa, a cztery razy, podchodzić do lądowania! Konsekwencje lądowania na innym lotnisku były "straszne", opóźnienie w uroczystościach lub nawet ich odwołanie...”

A oto, co dla francuskiego Le Monde już w kwietniu 2010 roku mówił Andrzej Wajda:

„Los, jaki dotknął prezydenta Kaczyńskiego, jest tragiczny. Ale powinniśmy się dowiedzieć, w czym pomogą nam czarne skrzynki, czy decyzję o lądowaniu podjęto na jego rozkaz. Czy to prezydent zaryzykował życiem wszystkich pasażerów?”

Jednym słowem dzisiejsze sensacje Gazety Wyborczej żadnymi sensacjami nie są. Konsekwentnie realizowany jest scenariusz dokładnie zaplanowany i rozpisany na role jeszcze przed 10kwietnia 2010 roku.

Mówi o nim dobitnie rozesłany do „zaufanych” tuż po katastrofie przez „najwyższe władze PO” sms, którego treść ujawnił śp. generał Sławomir Petelicki zanim dopadł go „seryjny samobójca”:

„Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił.”

A żeby nie było już żadnych wątpliwości i spekulacji na temat końcowych ustaleń śledztwa przypomnijmy słowa Dmitrija Miedwied

„Nie wyobrażam sobie, by polskie i rosyjskie ustalenia w śledztwie po katastrofie smoleńskiej się różniły”

To, co obserwujemy dzisiaj to jest bezwarunkowe wykonywanie tego mało zakamuflowanego rozkazu. Zamiast słowa „sensacja” należy używać słów „konsekwencja” i „agentura”.

Artykuł opublikowany w tygodniku Polska Niepodległa

http://kokos.salon24.pl/578510,smolensk ... nej-roboty


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 01 gru 2014, 12:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/dorad ... -smolensku

Doradca Putina wyśmiał publicznie wiarę, że brzoza spowodowała katastrofę w Smoleńsku
admin, sob., 2014-11-29 23:10

Były doradca prezydenta Federacji Rosyjskiej, Władimira Putina, Andriej Iłłarionow wzbudził dzisiaj nie małą sensację twierdząc publicznie, że na temat katastrofy smoleńskiej powstało tak wiele kłamstw, że jest to aż śmieszne.

Nie do śmiechu było jednak wysłuchującym jego deklaracji gwiazdom TVN, Dorocie Wellman i Marcinowi Prokopowi, którzy byli wyraźnie przestraszeni i szybko skończyli wywiad z nietęgimi minami.

„Żadna brzoza nie byłaby w stanie zniszczyć skrzydła takiego samolotu” - powiedział Iłłarionow

Mimo, że funkcjonariusze z telewizji TVN próbowali zdezawuować byłego doradcę Putina, nie wyszło to dla nich zbyt dobrze. Rozbawiony ekspert oświadczył, że tylko dla nieszczególnie bystrego obywatela Polski, zupełnie bezrefleksyjne jest to, że samolot, który przy niewielkiej prędkości spada z 50 metrów rozbija się na 50 tysięcy kawałków.

Rosjanin zwrócił uwagę, że wysadzony bombą Boeing 747, który spadł nad Lockerby rozpadł się na około 10 tysięcy kawałków. Jak zatem solidny TU-154 miał się rozpaść na 50 tysięcy kawałków po zderzeniu z miękkim drzewem, jakim jest brzoza? Są to oczywiste pytania, które nie doczekały się odpowiedzi, a funkcjonariusze mediów słyszący je wpadają w panikę, co dało się zaobserwować na ty, nagraniu zamieszczonym poniżej.

Oczywiście nadal będzie odpowiednio dużo chętnych do wyśmiewania tego, co stało się w Smoleńsku, ale każdy, kto ma trochę rozumu wie, że nie był to zwykły wypadek, tylko sposób kształtowania polityki przez Rosję i każdy, kto udaje, że jest inaczej prędzej czy później będzie musiał zweryfikować swoje oczekiwania z faktami.

Na korzyść osób pragnących za wszelką cenę ukryć to, co stało się 10 kwietnia 2010 roku przemawia ich wiara w to, że prawda o tych wydarzeniach doprowadziłaby do konfliktu zbrojnego NATO - Rosja. Jednak jak widać jest on coraz bardziej prawdopodobny i zasadne wydaje się tylko pytanie, czy będzie o tym wolno mówić dopiero wtedy, gdy z Rosjanami będziemy już do siebie strzelać?

https://www.youtube.com/watch?v=F8G3OgCt5Nc




http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka ... mpaign=rss

Na wizji TVN o rosyjskich matactwach w sprawie katastrofy smoleńskiej [+VIDEO]
Dodane przez Zyga
Opublikowano: Piątek, 28 listopada 2014 o godz. 22:10:16

Prezenterzy wyśmiewającej się ze wszystkich innych, niż oficjalnie przyjęta przez polskie władze za MAK, wersji przebiegu katastrofy smoleńskiej, musieli być chyba bardzo zdziwieni passusem zaproszonego do TVN gościa.

Gościem Marcina Prokopa i Doroty Wellman w TVN był Andriej Iłłarionow, był doradca prezydenta Putina, a obecnie jego przeciwnik. W studiu dość zdecydowanie mówił on o nieprawidłwościach w postępowaniu rosyjskich organów państwowych przy wyjaśnianiu katastrofy smoelńskiej. Prowadzących najwyraźniej zamurowało.

https://www.youtube.com/watch?v=F8G3OgCt5Nc

youtube.com/kresy.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 03 gru 2014, 12:47 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7557
Lokalizacja: Podlasie
Asindziej napisał(a):
Prezenterzy wyśmiewającej się ze wszystkich innych, niż oficjalnie przyjęta przez polskie władze za MAK, wersji przebiegu katastrofy smoleńskiej, musieli być chyba bardzo zdziwieni passusem zaproszonego do TVN gościa.

Gościem Marcina Prokopa i Doroty Wellman w TVN był Andriej Iłłarionow, był doradca prezydenta Putina, a obecnie jego przeciwnik. W studiu dość zdecydowanie mówił on o nieprawidłwościach w postępowaniu rosyjskich organów państwowych przy wyjaśnianiu katastrofy smoelńskiej. Prowadzących najwyraźniej zamurowało.




I szybko zakończyli spotkanie z Andriejem Iłłarionowem, poprzestając na tym jednym pytaniu ... :mrgreen:

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 03 gru 2014, 22:05 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3271
Wywiad był trochę dłuższy i szerszy, więc kwestia Smoleńska była jedną z kilku.


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 238 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 12, 13, 14, 15, 16  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /