Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 238 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 24 sie 2012, 14:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Dlaczego Rosjanie wymyślili brzozę?

Oficjalnie przyjmuje się, że winna jest brzoza. Za rzekomą zbrodnię - bez jakiegokolwiek śledztwa, badań, analiz - została ścięta (możliwe, że jej szczątki zostały skremowane i wrzucone do oceanu razem ze szczątkami Osamy bin Ladena).

W zbrodnię sympatycznego drzewka prawdopodobnie nie wierzy nikt. Opowieść o brzozie od początku przedstawiana była w sposób bajkowy... być może właśnie po to, żeby nikt w nią nie uwierzył!

Dlaczego Rosjanie wymyślili brzozę? Żeby wzmocnić swój rzeczywisty (nie mylić z medialnym) przekaz.
______

Premier Donald Tusk, ma prawo być rozżalony. Podobnie jak wszyscy obrońcy tezy, że w epoce ocieplenia klimatu między naszymi bratnimi krajami, w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem należy mieć do Rosjan pełne zaufanie. Obrońcy rosyjskiej czci mają prawo czuć się oszukani. Przez Rosjan.

Miało być inaczej. Zgodna współpraca prokuratur, niepodważalne (już w pierwszej wersji) zeznania rosyjskich świadków, wspólne jednoznaczne wnioski, wyjaśnienia, które będą wiarygodne dla polskiej opinii publicznej... A skończyło się na ostrych słowach polskiego Premiera i ponad stu stronach uwag do rosyjskiego projektu raportu!
Dlaczego Rosjanie nie starali się spełnić polskich marzeń o rzetelnym, jednoznacznym wyjaśnieniu przyczyn katastrofy? Dlaczego zachowują się tak jakby wręcz zależało im na przekonaniu całego świata, że przyłożyli rękę do Katastrofy? Dlaczego przez cały czas demonstracyjnie wkręcają żarówki, które rzucają światło na ich trudne do wytłumaczenia działania?

Całość robi wrażenie kuriozalne. Na usprawiedliwieniu Rosjan i oczyszczeniu ich z wszelkich podejrzeń zależy jedynie... Polakom?
______
Warto w tym miejscu przypomnieć cudaczny dialog dwójki reprezentantów polskich elit na temat myślozbrodni "skandalicznych" podejrzeń wobec Rosjan.

Monika Olejnik:: Nie możemy tego pominąć milczeniem, bo to było dla kilku milionów ludzi w telewizji publicznej. Więc wydaje mi się, że...

Aleksander Smolar:: Ja uważam, że to było skandaliczne i nieodpowiedzialne. Nieodpowiedzialne, bo po prostu jeżeli zada się proste pytanie dlaczego mieliby to zrobić, zważywszy, że wybory i tak miały być niedługo, i że prezydent Kaczyński nie miał wielkich szans ponownego wyboru, dlaczego mieliby to robić?! Mi się wydaje, że to jest kompletnie absurdalne, nawet jako czysto teoretyczna hipoteza i nikt z władz państwowych takich podejrzeń i hipotez nie formułował.
_____
Bezsensownych słów tego typu było w cytowanym wywiadzie więcej. Szef Fundacji Batorego wypowiadał je, jakby liczył, że ktokolwiek uwierzy w Jego bezmyślność...
Tymczasem Rosjanie nie przejmowali się słowami Smolara i robili wszystko, aby dać nam o zrozumienia, że to najprawdopodobniej oni doprowadzili do tragedii...

Zalewali nas licznymi (łatwymi do rozszyfrowania!) kłamstwami. Opowiadają o pilotach nie znających języków obcych, o wielokrotnych podejściach do lądowania, o dwugodzinnym kołowaniu samolotu nad lotniskiem. Podawali błędną godzinę katastrofy, robili sobie zdjęcia przy wymianie żarówek na lotnisku, organizowali łapankę na personel naziemny, spisywali sprzeczne zeznania, nagrywali fikcyjne wywiady z kontrolerami lotów, dopuszczali do emisji filmików z miejsca katastrofy z odgłosami strzałów...

Bez względu na to jakie były przyczyny katastrofy, trzeba przyznać, że Rosjanie bardzo się starali.
Niejasności w tej sprawie są dla Rosjan korzystne. Lebied', Dudajew, Gamsachurdia, Litwinienko, Kaczyński... Na ewentualnych przeciwnikach Wielkiej Rosji w Azji i Europie Wschodniej wspomnienie tych nazwisk musi robić piorunujące wrażenie. Nawet jeśli w niektórych przypadkach losy wymienionych polityków nie zostały przypięczętowane na skutek działań funkcjonariuszy podległych rosyjskim władzom.

Mimo to (oficjalnie) zarówno Moskwa, jak i nasza prokuratura, politycy, media, za przykładem Aleksandra Smolara, przekonywać nas będą, że Rosjanie nie mogli dokonać zmachu bo... nie mieli motywu.

Nie mieli motywu? Nie przyłożyli ręki do katastrofy? Nawet jeśli nie mieli z tym nic wspólnego, to potrafili perfekcyjnie wykorzystać sytuację...
Ofiarą tej właśnie gry padł polski Premier.
______

W ślad za Rosjanami, oszukiwali także polscy dziennikarze. Przypominam kilka pytań na temat teorii propagandowych w mediach.
1) Kto i dlaczego informował świat, że Tupolew cztery razy podchodził do lądowania(mimo, że do lądowania nie podchodził)?
2) Kto i dlaczego tłumaczył, że Tupolew przez dwie godziny krążył nad lotniskiem (mimo, że lot trwał mniej niż dwie godziny)?
3) Kto i dlaczego podawał błędną godzinę katastrofy (mimo, że wszystkie nagrania, relacje i zegarki wskazywały na inny czas)?
4) Kto i dlaczego podawał informacje o pilotach-żółtodziobach, którzy nie znają języka rosyjskiego?
5) Kto i dlaczego wymyślił słynne zawołanie "patrzcie jak lądują debeściaki!"?

Gdzie dziś są autorzy tych wszystkich bzdur? Gdzie są teraz bezimienni naukowcy, którzy podpisaliby się pod tezą, że brzoza rozcięła skrzydło Tupolewa i rozbiła wrak na miliony kawałków?

http://niepoprawni.pl/blog/94/dlaczego- ... ili-brzoze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 13 wrz 2012, 11:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/wydarzenia/35752-pp ... tyce.pl%29

Państwowa nagroda za fałszywe zeznania, których fałszywość wyszła na jaw to rzecz zupełnie naturalna w państwie rządzonym przez ludzi cywilizacji żydowskiej.

Ppłk Benedict, który “usłyszał” na nagraniach z TU-154 głos gen. Błasika, uhonorowany prestiżową nagrodą. Lotnicy oburzeni


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 21 wrz 2012, 19:22 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7562
Lokalizacja: Podlasie
Kulisy Katastrofy 10.04.10
Oblicza Dezinformacji oraz jej Defekty



_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 22 wrz 2012, 19:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Kłamstwa na głębokość metra

Z mec. Małgorzatą Wassermann, córką tragicznie zmarłego ministra Zbigniewa Wassermanna, rozmawia Marcin Austyn

Powoli realizuje się najgorszy scenariusz i prokuratura wojskowa szuka w grobach właściwych ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. Problem dotyczy na razie sześciu osób. Tych pomyłek mogło być więcej i wkrótce usłyszymy o kolejnych ekshumacjach?
- Trudno oceniać mi tę kwestię. Jednak od przeszło dwóch lat uparcie powtarzam, że nie wyobrażam sobie sytuacji, w której to postępowanie zostanie zakończone bez przeprowadzenia sekcji zwłok wszystkich ofiar. Mam tu na myśli wszystkie możliwe do przeprowadzenia sekcje. W każdym postępowaniu, w którym są ofiary, przeprowadza się takie badania. I czyni się to w przypadku drobniejszych wypadków czy katastrof. Nie wiem, dlaczego w sytuacji, w której mamy do czynienia z katastrofą o niejasnym przebiegu, tej czynności zaniechano. Jedno jest pewne. Prokuratorzy są dzisiaj świadomi, że rosyjska dokumentacja medyczna poświadcza nieprawdę i to nie tylko w stosunku do mojego taty, ale i dwóch ofiar, które już przeszły ten proces ekshumacji i badań, oraz w stosunku do dwóch kolejnych ciał, które aktualnie są przedmiotem prac biegłych. Wiemy zatem, że dokumentacja medyczna budzi uzasadnione wątpliwości. Proszę teraz wyobrazić sobie, że prokurator podejmuje decyzję końcową w postępowaniu i odniesie się w niej do dokumentów, co do których ma świadomość, że poświadczają nieprawdę. Innym wyjściem będzie niebranie tej dokumentacji pod uwagę... Widać więc, że badania sekcyjne wszystkich ofiar muszą zostać wykonane.

Prokuratura wojskowa tłumaczy, że kiedy w kwietniu 2010 roku ciała były transportowane do Polski, nie było podstaw, by otwierać trumny. Podziela Pani taki pogląd?
- Mamy tu do czynienia z taką sytuacją, że prokuratura nie wykonała podstawowych czynności procesowych, które są niepowtarzalne. Brak badań sekcyjnych to nie jedyna niewykonana czynność. Całe badanie katastrof rozpoczyna się od oględzin miejsca zdarzenia. Jest to czynność niepowtarzalna... i pierwsza niewykonana. Całość utrwala się za pomocą aparatury rejestrującej dźwięk i obraz - czynności nie wykonano. Pobiera się próbki gleby, samolotu, ciał do badań - tego także nie wykonano. Przeprowadzenie sekcji zwłok - niewykonane. Zatem widać, że to nie jest tak, że nie wykonano tylko badań sekcyjnych, bo nie przeprowadzono wszystkich podstawowych badań. Obecnie prokuratura nadrabia te braki, które tylko może. Pamiętajmy jednak, że od katastrofy minęło już 29 miesięcy. W takiej sytuacji tłumaczenia prokuratury wydają się absurdalne. Tymczasem słyszymy, jak płk Ireneusz Szeląg mówi, że prokuratorzy nie mogli się przenosić w czasie i przestrzeni. No to pokażcie, panowie, te czynności procesowe, przy których byliście...

Absurdalny jest też argument, że prokuratorów było za mało. Jeżeli na miejsce takiej katastrofy wyjeżdża czterech prokuratorów, to znaczy, że założyliśmy z góry, iż nie będziemy wykonywać żadnych czynności procesowych. Bo czterech prokuratorów rzeczywiście nie było w stanie ogarnąć nawet samego miejsca zdarzenia. Niedociągnięć jest więcej. Dziś mówimy o identyfikacji, bo ona wyszła przy analizie dokumentacji dotyczącej śp. Anny Walentynowicz. A kto - poza rodziną - brał udział w identyfikacji? Przypadkowe osoby, które się tam wtedy znalazły. Albo ściągano studentów mówiących po polsku. Z drugiej strony, mamy akta prokuratorskie pełne pism, w których osoby mające do tego kompetencje, czyli tłumacze przysięgli, zgłaszają swoją gotowość do wyjazdu, a którym nikt nawet nie odpisał. Kiedyś będą mieli państwo możliwość przeczytania o tym w aktach.

Od lat uczestniczę w różnych postępowaniach i każdy funkcjonariusz, prokurator, sąd wie, co należy robić. To są rutynowe czynności. Nie chcę wierzyć w to, że ci ludzie w obliczu takiej katastrofy zapomnieli o elementarnej wiedzy na temat sposobu postępowania przy badaniu wypadku. Stąd też można zadawać sobie pytanie, czy wybrano osoby, które miały pierwszy raz do czynienia z takim postępowaniem, czy też były to działania celowe.

Źródłem obecnych problemów był brak działalności na terenie Federacji Rosyjskiej, a nie to, że nie zweryfikowano w kraju zawartości trumien?
- To, że tego nie uczyniono, było tylko konsekwencją wcześniejszych działań i postawy, jaką przyjęto wobec tej katastrofy: nie mieszajmy się w to, niech Rosjanie ustalą, co chcą, my to przyjmiemy. Wszczęto jednak własne postępowanie karne, prowadzone wedle polskiej procedury. I w tej sytuacji był to strzał do własnej bramki, bo podstawową regułą jest tu zasada bezpośredniości. Zatem wszystkie dowody prokuratura musi przeprowadzić samodzielnie, a z pomocy prawnej korzysta tylko wtedy, gdy jest to konieczne. Na to wszystko bardzo negatywnie nakłada się postępowanie pani marszałek Ewy Kopacz, która nie tylko wprowadzała opinię publiczną w błąd, ale trzeba się też zastanowić, czy swoim zachowaniem nie doprowadziła do utrudniania postępowania karnego. To ona z mównicy sejmowej zapewniała o tym, że polscy lekarze pracowali z Rosjanami ramię w ramię i tylko czekamy na wyniki ich badań. Prokuratorzy długo mówili, że czekają na te wyniki, i argumentowali, że nie ma potrzeby dublować pewnych czynności, skoro polscy lekarze sądowi tam byli. Zasadne jest zatem pytanie, czy przekaz pani Kopacz nie wpłynął na proces gromadzenia materiału dowodowego.

Funkcjonuje przekonanie, że w kwietniu 2010 roku spieszono się z pochówkami. Można było poczekać dłużej, zrobić badania i nie narażać się dziś na ekshumacje?
- To nieprawda, że się spieszono. Wiem, że jest dziś taki obowiązujący przekaz. Rodziny wykonywały polecenia. Nikt z nas nikogo nie pospieszał. Cierpliwie czekaliśmy na to, co nam powiedzą. Nie przypominam sobie, by ktoś z nas niecierpliwił się, że coś za długo trwa. Jeśli chodzi o niecierpliwienie się, to często słyszałam, że to ja się niecierpliwię, narzekając, że nie podoba mi się sposób prowadzenia postępowania przez prokuraturę i że nie podoba mi się postawa państwa polskiego. Nigdy nie chodziło mi o czas, ale o to, że nic nie zgromadziliśmy.

Rodziny, które dostrzegały błędy i składały wnioski ekshumacyjne, stanęły pod pręgierzem. Obecnie, kiedy prokuratura potwierdza ich wątpliwości, w mediach pojawiają się opinie, że pomyłki się zdarzają. Jak Pani ocenia taką narrację?
- Należało się tego spodziewać. Bardzo żałuję, że nie mają państwo możliwości przeczytać akt kartka po kartce, bo z nich widać, skąd te pomyłki się wzięły i ile osób, które posiadały wiedzę i umiejętności, potwierdzone odpowiednimi tytułami, chciało uczestniczyć w badaniu tej katastrofy i pisało do prokuratury, co i jak należy zrobić. Fachowcy słali do prokuratury pisma od 10 kwietnia 2010 roku. To jest w aktach. Te osoby w znaczącej większości nie uzyskały żadnej odpowiedzi. Nie można więc dziś tłumaczyć się tym, że było zamieszanie. Dano Rosjanom wolną rękę i w mojej ocenie efekt tego jest taki, że wszystkie rosyjskie dokumenty, jakie znalazły się w aktach polskiego postępowania, zostały wytworzone oficjalnie dla nas. To nie są kopie tego, co ustalono na potrzeby rosyjskiego śledztwa. Zatem musimy zdawać sobie sprawę z tego, że to, co dotąd zostało powiedziane, a opiera się na rosyjskich dokumentach, nie polega na prawdzie. Na jakim więc etapie śledztwa jesteśmy? Obawiam się, że dopiero raczkujemy.

Jeśli pomyłki przy pochówku ciał zostaną potwierdzone, to jakie mamy możliwości wyciągnięcia konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych?
- W normalnych okolicznościach po tym, co już wiemy na temat podejścia władz Polski do wyjaśniania katastrofy smoleńskiej, to marszałek Ewa Kopacz, premier Donald Tusk, minister Radosław Sikorski, minister Jerzy Miller co najmniej podaliby się do dymisji. Stało się inaczej. Mieliśmy generalskie awanse, zmianę stanowisk... Osobom odpowiedzialnym za złe działanie państwa polskiego po katastrofie żadna krzywda się nie stała. A premier na spotkaniach zamkniętych wielokrotnie zapewniał nas, że wszystko bierze na siebie. Mam taką nadzieję, że wymiar sprawiedliwości dotknie także tych ludzi. Na pewno historia oceni ich działania.

A jeśli chodzi o osoby, które fizycznie dokonały pomyłek, jakie są tu warianty prawne?
- Jeżeli nieprawdę poświadczyli Rosjanie, to strona polska może zwrócić się do Federacji Rosyjskiej z wnioskiem o wszczęcie postępowania wobec nich. Chciałabym tu jednak zwrócić uwagę na pewną kwestię, bo o ile mogę zrozumieć postępowanie Rosjan, którzy chronią swoich ludzi, bronią swoich interesów, to nie potrafię zrozumieć powodów postępowania rządu polskiego, który najwyraźniej broni interesu Rosjan, i to od samego początku.

Dziękuję za rozmowę.
Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... metra.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 23 wrz 2012, 15:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/wydarzenia/36880-go ... tyce.pl%29

Gorbaczow uspokaja: w Smoleńsku nie doszło do zamachu, niewinność Putina nie budzi wątpliwości

No i wszystko już wyjaśnione. :lol:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 24 wrz 2012, 08:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Od "Anny Solidarność" upada kłamstwo smoleńskie

Z mecenasem Stefanem Hamburą, pełnomocnikiem rodziny śp. Anny Walentynowicz, rozmawia Anna Ambroziak

Od samego początku były problemy związane z ekshumacją ciała z grobu Anny Walentynowicz i od razu zaczęła się dyskusja, jak to PiS rozgrywa tragedię smoleńską...
- Ale rodzina była bardzo wdzięczna za tę obecność. W trakcie tego "rajdu" przez Polskę rodzina wydała oświadczenie, że jest bardzo wdzięczna tym wszystkim, którzy ją wspierali, którzy byli obecni przy cmentarzach. Podstawą działania rodziny od początku jest przejrzystość. Rodzina nie ma nic do ukrycia, nie chce robić z tego wydarzenia żadnych tajemnic. I tak też się zachowuje. Co innego prokuratura.

Ma Pan na myśli pilnowanie cmentarza przez Żandarmerię Wojskową? Ale to chyba normalna procedura - w trakcie czynności dowodowych nie wszyscy mogą wchodzić na teren, gdzie się one odbywają...
- Ale niekoniecznie trzeba było zamykać cały cmentarz. Można było zamknąć tylko ten teren, na którym odbywała się ekshumacja. Nie należało przesadzać z takimi środkami ostrożności. Ekshumacja miała się zacząć o 3.00, niestety jej początek przesunął się o ponad 2,5 godziny. Rozpoczęła się dokładnie o 5.40. To duży skandal, który pokazuje nieudolność prokuratury wojskowej i administracji publicznej.

Bałagan, celowe działanie?
- Powiem tak: jeżeli na liście zostało zaznaczone, że będą to dwie osoby z sanepidu, to żandarm powinien o tym wiedzieć. Jeżeli tak nie jest, to jest to problem logistyczny, to brak dobrej organizacji. Za całość odpowiadała prokuratura wojskowa. Z drugiej strony, jeśli panie z sanepidu wiedzą, że muszą być obecne podczas ekshumacji, a odchodzą, to chyba nie były świadome, co tego dnia należało do ich obowiązków.

Prokuratura ma to wyjaśnić...
- Sądzę, że za jakiś czas o tym zapomni. Nikt tego nie będzie badał.

Sekcja miała się odbyć w Bydgoszczy - zawiódł sprzęt...
- Tak było. Kiedy ciało znajdowało się już wewnątrz tomografu, okazało się, że ten nie działa. Duża konsternacja. A potem decyzja, by badania tomografem zrobić w Krakowie, a sekcję przeprowadzić we Wrocławiu. Ciało, które wyjęto z grobu w Gdańsku, zostało umieszczone w specjalnym kontenerze transportowym, był on zaplombowany i w asyście prokuratorów odtransportowany do Krakowa. Wtedy rodzina i ja wraz z żołnierzami żandarmerii odjechaliśmy do Warszawy, by uczestniczyć we wtorek rano przy ekshumacji zwłok z grobu pani Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. I tu nie obywało się bez problemów. Otóż okazało się, że kolumna z ciałem wyjedzie z cmentarza inną bramą niż ta, przez którą wjeżdżaliśmy. Tłumaczono mi potem, że chciano nam zapewnić bezpieczeństwo.

Przed kim?
- Nie wiem. Ale czułem się tak, jakby mnie uprowadzano. Chciałbym też zaznaczyć, że podczas ekshumacji ciała w Warszawie jeden z obecnych lekarzy medycyny sądowej powiedział mi, że jest w planach, by ciało wydobyte z grobu w Gdańsku przewieźć szybciej z Krakowa do Wrocławia. Nie zgodziłem się na to. Chciałem, by oba ciała były w Krakowie jednocześnie i by razem jechały do Wrocławia. Przychylono się do tego żądania. Po wykonaniu tomografu obu ciał zostały one przewiezione do Wrocławia. Tu wieczorem zostały wykonane zdjęcia RTG.

Zależało Panu na tych zdjęciach. Dlaczego?
- Na tych zdjęciach można zobaczyć mniejsze cząsteczki niż na badaniach wykonanych tomografem. W środę ruszyła pierwsze sekcja - ciała z Gdańska.

Po której rodzina oświadczyła, że to nie jest ciało ich krewnej, śp. Anny Walentynowicz...
- Tu rodzina jest w stu procentach pewna. Kiedy wydaliśmy to oświadczenie, zauważyłem, że z prokuratorów uszło powietrze.

Jak to? Załamali się?
- Do tej pory trzymali się jak wojskowi, potem już nie. Prokuratorzy zachowywali się wcześniej w typowo wojskowy sposób, próbując mnie ustawiać i rozkazywać mi. Na co im oczywiście nie pozwoliłem. Potem ich postawa się zmieniła. Podczas wcześniejszych sekcji nie było analiz RTG, teraz się okazało, że można je przeprowadzić. Trzeba robić coraz szersze wyłomy w tym skostniałym aparacie.

Prokuratury wojskowej?
- Która - jak widzimy - zupełnie nie radzi sobie z tym śledztwem. Stało się to widoczne podczas sprawy ostatnich ekshumacji. Dlatego jestem za tym, by śledztwo smoleńskie przejęła prokuratura powszechna, śledczy światli i z fantazją. W tej kwestii zgodził się ze mną prof. Piotr Kruszyński z UW i były szef ABW Bogdan Święczkowski, stwierdzając, że prokuratura wojskowa nie radzi sobie z tym postępowaniem.

Ale taka zmiana leży w gestii prokuratora generalnego...
- Stąd mój apel do prokuratora Seremeta o objęcie postępowania smoleńskiego specjalnym nadzorem. By osobiście nadzorował akta sprawy.

Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg przyznał, że śledczy mieli wiedzę, iż Rosjanie bez pytania Polaków o zgodę sami przeprowadzają sekcje zwłok. I co nasi śledczy zrobili?
- Pokiwali głowami i zawierzyli rosyjskim zapewnieniom. Pozwolili na to, by sekcje przeprowadzano bez nich. Dlatego będę wnioskował, by prokuratorzy Ireneusz Szeląg i Krzysztof Parulski zostali przesłuchani w tej sprawie.

Mecenas Piotr Pszczółkowski wnioskował o to dwukrotnie, za każdym razem prokuratura wnioski odrzucała...
- Ale teraz jesteśmy znacznie dalej. Okazało się, że "Anna Solidarność" przez ponad dwa i pół roku nie spoczywała w grobie obok męża, czego sobie życzyła. To skandal! Mamy nową jakość i - co zauważył Sławomir Cenckiewicz w jednym ze swoich artykułów - jak od Anny Walentynowicz rozpoczęły się sierpniowe strajki, tak samo od Anny Walentynowicz upada kłamstwo smoleńskie. Miała misję za swego życia i ta misja nie skończyła się wraz z jej śmiercią. Tu chciałbym zwrócić uwagę na wręcz bohaterskie zachowanie jej syna i wnuka. Przecież oni przechodzili prawdziwe męki podczas sekcji zwłok. Podczas pierwszej sekcji pytałem pana Janusza Walentynowicza, czy chce jednak mimo wszystko brać udział w sekcji drugiego ciała. Na drugi dzień odpowiedział mi, że zdaje sobie sprawę z tego, że będzie to dla niego ciężkie przeżycie, jednak wie, iż jego mama postąpiłaby na jego miejscu tak samo. I gdyby to chodziło o niego, wzięłaby udział w sekcji od początku do końca.

W mediach sprawa ekshumacji została rozmyta, błyskawicznie znaleziono sposób na wytłumaczenie karygodnych błędów popełnionych w Moskwie tuż po tragedii, przytaczając wypowiedź doktor medycyny sądowej, która stwierdziła, że w przypadku znacznego rozfragmentowania zwłok mogło dojść do wymieszania materiału genetycznego, co uniemożliwi identyfikację poszczególnych fragmentów. Podobnie wypowiedziała się też Hanna Gronkiewicz-Waltz. "Przy takiej katastrofie jest ryzyko takie, że będą te szczątki pomylone" - mówiła prezydent stolicy i wiceprzewodnicząca PO...
- Ekshumowane ciała z Gdańska i Warszawy były całe. Nie było żadnych odłączonych części tych ciał. Oba były w bardzo dobrym stanie. Tworzenie następnej legendy w tej kwestii jest działaniem na szkodę rodzin. Doprowadza się tym do kolejnej traumy rodzin katastrofy smoleńskiej. Wiem, że tego typu wypowiedzi bardzo zabolały panów Janusza i Piotra Walentynowiczów. Skandaliczne jest to, że w tej kwestii wypowiadają się osoby, które na ten temat nic nie wiedzą. Byłoby bardzo dobrze, by one w tych sprawach milczały! Powiem to z całą odpowiedzialnością: dowody katastrofy smoleńskiej zostały pogrzebane w polskiej ziemi. Prokuratura - da Bóg - powszechna, a nie wojskowa, powinna zarządzić ekshumację wszystkich ciał - oczywiście poza tymi, które zostały skremowane i poza ciałami osób, w przypadku których sekcje zwłok zostały przeprowadzone.

Czy pozwoli to na ustalenie przyczyn katastrofy?
- Sądzę, że sekcje ciał mogą przyczynić się do wyjaśnienia pewnych aspektów tej tragedii. Nie możemy rezygnować z tej możliwości.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nskie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 12 paź 2012, 17:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Lista kłamstw Ewy Kopacz

"Nasza Polska" przeanalizowała ewolucję kłamstw byłej minister zdrowia

Nasi patomorfolodzy i genetycy mieli "ramię w ramię" przeprowadzać z Rosjanami sekcje zwłok ofiar smoleńskich. Ziemia miała być przekopana i przesiana na metr głębokości; wszystkie szczątki ludzkie zabezpieczone. Pani marszałek Kopacz mówiła nawet, że była obecna w momencie wkładania zwłok ofiar katastrofy do trumien i identyfikacji ciał. Dzisiaj zaprzecza niemal każdemu wypowiedzianemu przez siebie zdaniu. Okazuje się, że Kopacz była w Smoleńsku głównie jako "doktor Ewa"; na miejscu panował chaos; na sekcję zwłok polska grupa specjalistów z panią Kopacz po prostu się spóźniła, a przy identyfikacji ciał byłej minister zdrowia nie było... Zresztą o tym ostatnim dowiedzieliśmy się od Ewy Kopacz dopiero po ujawnieniu, że w grobie Anny Walentynowicz spoczywa inna osoba. “Nie byłam przy identyfikacji, ani nie towarzyszyłam, ani nie identyfikowałam zwłok Anny Walentynowicz” - szybko odcina się od skandalu marszałek Kopacz. Dotąd jednak dowiadywaliśmy się, że wszędzie była, Polacy wszystko robili, a współpraca polsko-rosyjska była wręcz zdumiewająco dobra. "Nasza Polska" postanowiła odsłuchać najważniejsze wystąpienia Ewy Kopacz od czasu katastrofy smoleńskiej i pokazać ewolucję kłamstwa byłej minister zdrowia.

13 kwietnia 2010 r. - Ewa Kopacz przekonuje media, że polscy i rosyjscy patomorfolodzy wspólnie identyfikowali ciała. Współpraca przebiegać miała w sposób niemalże idealny. W rzeczywistości polskich patomorfologów nie było nawet podczas sekcji zwłok...

"Wszyscy, jak tu siedzimy, wiemy dokładnie, jak wyglądają ofiary takich wypadków (...). Stąd identyfikacja i potwierdzenie tożsamości to wielka sztuka. To wynik pracy nie tylko polskich patomorfologów, ale przede wszystkim rosyjskich. Pracujemy jak jedna wspólna rodzina. I powiem szczerze – po raz pierwszy jestem świadkiem tak dobrej współpracy i uzupełniania się w tej pracy nawzajem”.

16 kwietnia 2010 r. - W wypowiedzi dla mediów Ewa Kopacz brnie dalej w kłamstwo o dobrej współpracy polskich patomorfologów z rosyjskimi specjalistami.

"Druga grupa to jest oczywiście grupa ta medyczna, która tam się opiekowała naszymi przyjeżdżającymi. Czyli mieliśmy tam ze sobą lekarzy i ratowników. Mieliśmy księży. Mieliśmy psychologów. To wszystko zabraliśmy z Polski. Ponadto polskich patomorfologów, z którymi tam pracowaliśmy. I oni pracowali ręka w rękę z patomorfologami rosyjskimi".

29 kwietnia 2010 r. - Podczas wystąpienia w Sejmie Ewa Kopacz mówi o dokładnej identyfikacji zwłok przez polskich patomorfologów i genetyków. Zapewnia, że żaden skrawek ciała nie został w ziemi smoleńskiej, a ziemia przekopana została na głębokości 1 metra... Niedługo potem polscy pielgrzymi znaleźli w miejscu katastrofy, na powierzchni ziemi, szczątki ludzkie... Okazało się też, że teren katastrofy był przeszukany, ale przez rosyjskich “łowców pamiątek”, którzy później próbowali sprzedawać Polakom rzeczy osobiste ofiar.

"Pojechałam do Moskwy, mając za współpracowników - ale było to też wsparcie merytoryczne - przede wszystkim 11 patomorfologów, w tym patomorfologów ze specjalizacją z antropologii. Pojechałam do Moskwy z technikami kryminalistyki, z psychologami, a także z lekarzami udzielającymi pomocy rodzinom, osobom, które jednak mimo wszystko traciły zdrowie, a niekiedy ich choroby przewlekłe, w Polsce niedające o sobie znać, podczas tego wstrząsu i tej tragedii nagle się odzywały. A więc byli lekarze opiekujący się również tymi rodzinami. Pojechali z nami także kapłani chcący oddać ostatnią posługę tym, którzy w tej katastrofie zginęli.

Z wielką uwagą obserwowałam pracę naszych patomorfologów przez pierwsze godziny. Pierwsze godziny nie były łatwe i to państwo musicie wiedzieć. Przez moment nasi polscy lekarze byli traktowani jako obserwatorzy tego, co się dzieje. To trwało może kilkanaście minut. A potem, kiedy założyli fartuchy i stanęli do pracy razem z lekarzami rosyjskimi, nie musieli do siebie nic mówić. Wykonywali jak fachowcy swoją pracę, z wielkim poszanowaniem ofiar tej katastrofy. (...)

Złożyłam deklarację wtedy, kiedy wylatywałam do Moskwy. Powiedziałam: ani jedno polskie ciało nie zostanie w obcym kraju i wszystkie wrócą do Polski. Dlatego też wręcz z optymizmem mówiłam, że oprócz oględzin, które stanowią według polskiego prawa metodę do rozpoznania najbliższej osoby, badania genetyczne są rzeczą bardzo ważną i należy je przeprowadzić ze szczególną starannością i troską. Badania, które odbywały się w Moskwie, nie były wyłącznie prowadzone przez specjalistów rosyjskich. Nasi polscy genetycy uczestniczyli w tych pracach i spędzali tam po kilkanaście godzin dziennie. Byli tam zarówno wtedy, kiedy od rodzin pobierano materiał porównawczy do badań genetycznych, jak i wtedy, kiedy te badania analizowano. Dziś wiem, że dotrzymaliśmy słowa. Dotyczy to nie tylko sprawy ciał, które trafiły, jak państwo wiecie, jako ostatnie na nasze lotnisko w liczbie 21 bodajże w piątek, bo najmniejszy skrawek został przebadany. Najmniejszy skrawek, który został przebadany, najmniejszy szczątek, który został znaleziony na miejscu katastrofy - wtedy kiedy przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokości ponad 1 metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny - każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie". Dlatego jest ta dzisiejsza informacja i to, co się dzieje na tej sali - szczera rozmowa z państwem. Szczególnie wam, bo wy prosiliście o tę informację, chcielibyśmy przekazać, że z pełną rzetelnością zabezpieczyliśmy wszystkie szczątki, które znaleziono na miejscu wypadku. (...) Wszystkie zabezpieczone szczątki osób, które zginęły w katastrofie, trafiły do Polski, a osoby zainteresowane o konkretnych nazwiskach tych, których szczątki jeszcze odnaleziono, poinformowano (...)."

3 stycznia 2012 r. - Podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej jego szef, Antonii Macierewicz, stwierdził, że poinformuje prokuraturę o niezgodności sejmowego stenogramu wystąpienia Ewy Kopacz z 29 kwietnia 2010 r. z tym, co minister zdrowia wówczas mówiła. Okazało się bowiem, że zapis wystąpienia Kopacz został na stronie sejmowej sfałszowany, a zwłaszcza najbardziej kompromitujące zdanie o przekopywaniu ziemi na 1 metr w głąb i przesiewaniu tej ziemi z dużą starannością. Za próbę ukrycia kompromitacji obecnej marszałek Sejmu nikt do dzisiaj nie odpowiedział.

Autentyczna wypowiedź Ewy Kopacz:

"Najmniejszy skrawek, który został przebadany, najmniejszy szczątek, który został znaleziony na miejscu katastrofy - wtedy kiedy przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokości ponad 1 metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny - każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie".

Sfałszowany zapis wypowiedzi na stronie sejmowej:

"Gdy znaleziono najmniejszy szczątek na miejscu katastrofy, wtedy przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości ponad 1 m i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny. Każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie".

17 maja 2010 r. - Ewa Kopacz tłumaczy swoją misję w Smoleńsku w programie Moniki Olejnik w TVN. To ta dziennikarka będzie najczęściej zapraszać byłą panią minister przy każdych zarzutach prasowych. Tym razem Ewa Kopacz zapewnia, że polscy lekarze pilnowali rosyjskich biegłych...

"Już kilkakrotnie starałam się zwrócić na to uwagę, że tam pojechało 11 naszych lekarzy, patomorfologów, lekarzy sądowych, techników, kryminalistyki, ale tam na miejscu była grupa blisko 30 lekarzy. Gdyby oni nie robili sekcji zwłok, no to jaka ich tam byłaby rola, prawda? Tam byli również polscy lekarze, którzy wespół z lekarzami rosyjskimi dokonywali pewnych czynności, a jeśli komuś to bardziej odpowiada, cały czas mieli oko na to, co robią rosyjscy lekarze".

3 listopada 2010 r. - Pojawiają się informacje, że na miejscu nie było polskich patomorfologów. Ewa Kopacz zaczyna zmieniać wersję... Broni się przed zarzutami zaproszona jak zwykle do TVN przez Monikę Olejnik. W programie “Kropka nad i” przyznaje, że polscy lekarze przybyli, kiedy czynności już trwały. Mówi, że polscy specjaliści przybyli już po sekcjach...

"Myśmy tam byli jedenastego (kwietnia). Czyli byliśmy dokładnie w kilka godzin już po (sekcjach). Myśmy wylecieli jedenastego, w niedzielę pomiędzy godziną 10.00 a 11.00. Dolecieliśmy do Moskwy, gdy już te pierwsze czynności zgodnie z procedurą (zostały wykonane), bo jeśli u nas dzieje się jakikolwiek wypadek, to procedura jest bardzo czytelna. Zabiera się taką osobę i poddaje się sekcji. Więc wtedy, kiedy my żeśmy już przylecieli, te czynności prawne (już trwały) i stąd moje zdanie na temat tego, co robili ci lekarze, których było naprawdę dużo. Mówię o rosyjskich lekarzach. Oni byli ściągani z całego terenu Rosji. To nie byli tylko lekarze, którzy pracowali w tym instytucie. Natomiast ta nasza jedenastka, kiedy przyjechała i kiedy stanęła z tymi lekarzami do tego stołu, żeby przygotować te ciała do pokazania. Poskładać niekiedy (dopowiedzenia w nawiasach to przyp. red.).

5 listopada 2010 r. - Monika Olejnik ponownie zaprasza Ewę Kopacz. Tym razem do Radia Zet. Ewa Kopacz nie tylko przyznaje, że polskich specjalistów nie było w czasie sekcji zwłok, ale chwali premiera Donalda Tuska za to, że w ogóle zechciał wysłać lekarzy, psychologów i księży... Według byłej minister zdrowia polska nie miała wpływu na przejęcie zadań sekcyjnych, a nawet na uproszenie Rosjan, aby zaczekali na przybycie polskich specjalistów. Okazuje się, że polski rząd i polska dyplomacja na nic nie miały wpływu...

Monika Olejnik: Pani minister i na koniec temat, do którego mieliśmy nie wrócić, ale znowu “Nasz Dziennik” atakuje “Doktor Kopacz w akcji”, pani Małgorzata Wassermann twierdzi, że się spóźnili lekarze, którzy mieli zrobić sekcje.

Ewa Kopacz: Znaczy, ja bym powiedziała tylko jedno, naprawdę, nie ma takiego kraju na świecie, który by napisał scenariusz do podobnych tragedii. I nikt na tego rodzaju tragedię nie był przygotowany. Proszę pamiętać również, że ci lekarze pojechali tylko dlatego, tylko dlatego, że zorganizowaliśmy tę grupę, dlatego, że premier powiedział: ci ludzie, którzy tam jadą jako najbliżsi nie mogą się czuć osamotnieni, opuszczeni w tym najgorszym dla siebie momencie.

Monika Olejnik: Tak, ale oni mówią tak: “trzeba się przyznać do błędu, że nie zażądano wstrzymania sekcji do czasu przybycia polskich lekarzy”.

Ewa Kopacz: Zaraz, zaraz, ale my byliśmy na terytorium Związku Radzieckiego.

Monika Olejnik: Rosji.

Ewa Kopacz: Tak, Rosji, przepraszam, gdyby u nas zdarzył się wypadek, jakikolwiek, w którym uczestniczyłby ktokolwiek z obywateli innego kraju, to nikt nie czekałby na decyzje, co się dzieje w innym kraju, tylko postępowałby zgodnie z obowiązującą procedurą.

19 stycznia 2011 r. - Ewa Kopacz podczas wystąpienia sejmowego zmienia zdanie w sprawie sekcji zwłok. Przyznaje, że badania genetyczne wykonywali jedynie Rosjanie. Polscy lekarze tylko uczestniczyli w pobieraniu próbek. Ewa Kopacz tłumaczy też swoje słowa o ziemi przekopanej na 1 metr. Twierdzi, że takie otrzymała informacje i je po prostu przekazała. Nie ukrywa nawet, że strona polska nie weryfikowała, nie sprawdzała i nie miała pojęcia o rosyjskich kłamstwach na temat zabezpieczania miejsca katastrofy.

"200 kg szczątków ludzkich, które przyleciały do Polski 24 kwietnia, jak państwo wiecie, dopiero po kilkunastu dniach od katastrofy. Kiedy zbierano ciała, zbierano większe kawałki, ale wtedy, kiedy podczas pierwszych 4 dni pracy, naszej obecności w Moskwie, gdy systematycznie dowożono w workach, skrzyniach szczątki ludzkie, zadawaliśmy pytania, skąd są te kolejne szczątki, mówiono: przekopujemy ziemię, macie dokładnie to, co wykopaliśmy. Dlatego moja informacja tu na sali to była informacja, którą uzyskałam od tych, którzy byli w Smoleńsku. Ja, pan minister Arabski, nasi lekarze, my nie byliśmy w Smoleńsku, my byliśmy w Moskwie. Uzyskaliśmy informacje od tych, którzy dowozili do Moskwy, do zakładu medycyny sądowej to, co potem było poddawane badaniu genetycznemu, co było określane jako część ciała, do której potem przypisywano nazwisko. Te szczątki ciała, już po badaniu genetycznym, trafiały do rodzin, niekiedy już wtedy, kiedy odbyły się pogrzeby. Państwo przecież to wiecie.

Jeśli chodzi o badania genetyczne i o próbki, to badania genetyczne odbywają się dwoma metodami. Do jednej z nich wystarczy jedna próbka, do drugiej z tych metod potrzeba aż dwóch. Pozwolę sobie przeczytać nazwy tych metod, których używa się po to, żebyście państwo za chwilę nie posądzali mnie, że nie mówię prawdy, gdybym, nie daj Panie Boże, w tych emocjach się przejęzyczyła.

Otóż pierwsza metoda, do której potrzeba tylko jednej próbki, to metoda, która obejmuje analizę polimorficznych sekwencji mikrosatelitarnych DNA jądrowego techniką PCR. Do tego potrzeba jednej próbki. Materiałem biologicznym w tej analizie są: krew, wymazy z jamy ustnej, włosy z cebulkami, zęby lub fragmenty tkanek. Druga metoda to metoda, w której analizuje się sekwencje DNA w dwóch regionach DNA mitochondrialnego. Pamiętajcie państwo, że tych badań nie robiła strona polska. Te badania wykonywane były w laboratoriach na miejscu przez rosyjskich ekspertów. Polscy specjaliści, którzy pojechali tam, uczestniczyli w pobieraniu materiału genetycznego od osób, które dotarły do Moskwy. Pierwszego dnia było to 106 osób, następnego dnia było to ponad 80 osób".

22 marca 2011 r. - Ewa Kopacz po raz kolejny zaproszona zostaje przez Monikę Olejnik do TVN. Tam przyznaje, że polscy lekarze nie byli biegłymi lekarzami i nie mogli uczestniczyć w sekcji zwłok, będąc w innym kraju. Przygotowywali jedynie ciała zmarłych do okazania rodzinom. Kopacz tłumaczyła też, że nie wszystkie ciała ofiar udało się ubrać, bo "to nie były ciała kompletne, a niekiedy nie było co ubierać". Tymczasem ekshumacja zwłok Anny Walentynowicz pokazała, że Rosjanie nie ubrali nawet ciał kompletnych.

Ewa Kopacz: Z wielkim smutkiem wracam do wspomnień i chciałabym bardzo szybko wymazać z pamięci to, co tam zobaczyłam; co tam widziałam, ale moje słowa, które mówiły jedno - polscy lekarze razem z lekarzami rosyjskimi, ręka w rękę przy stole, razem pracowali. (...) Polscy lekarze nie byli biegłymi lekarzami. Sekcje może przygotować jedynie biegły lekarz sądowy, powołany przez instytucję, która go powołuje. W Polsce taką instytucją jest prokurator lub sąd. (...) Byliśmy na terytorium innego kraju. Natomiast nasi lekarze przygotowywali do okazania bliskim, którzy tam przyjechali, tych ciał, które wyglądały tak jak wyglądają ciała po katastrofie (...).

Monika Olejnik: Czy nie uważa Pani, że to był błąd, że przy sekcji nie uczestniczyli polscy lekarze?

Ewa Kopacz: No dobrze, ale my przyjechaliśmy tam w niedzielę. Kiedy już było po.

Monika Olejnik: Pojawiają się informacje, że ciała były wkładane do worków foliowych, na to kładziono ubrania i zamykano trumny.

Ewa Kopacz: (...) Powiem brutalnie, niekiedy nie było czego ubrać i trudno byłoby ubrać, proszę mi wierzyć. I może wyobraźnia powinna zadziałać, jak może wyglądać ciało człowieka, który zginął w katastrofie samolotowej".

Sierpień 2011 r. - wrzesień 2012 r. - Kolejne ekshumacje uwypuklają kłamstwa Ewy Kopacz. Dotąd wykonano w Polsce pięć ekshumacji: Zbigniewa Wassermanna, Przemysława Gosiewskiego, Janusza Kurtyki, Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przejałkowskiej.

Wassermann: Ciało Wassermanna zostało ekshumowane 29 sierpnia 2011 r. Na polecenie naczelnej prokuratury wojskowej. O przeprowadzenie ekshumacji zabiegała rodzina posła ze względu na rozbieżności pomiędzy dokumentami z badania zwłok przeprowadzonymi przez Rosjan a dokumentacja medyczną posła pochodzącą z polskich szpitali. W kraju powtórzono sekcję zwłok Wassermanna. Okazało się, że praktycznie nie zbadano organów wewnętrznych zmarłego. W dokumentacji Rosjan prawie nic nie zgadzało się z dokumentacją polską (zgodność na poziomie 10 proc., czyli na poziomie zgodności przypadkowej, co mogło świadczyć, że sekcja nie została w ogóle przeprowadzona).

Gosiewski: W kwietniu 2012 r. portal Onet.pl poinformował, że po ekshumacji Przemysława Gosiewskiego w trumnie znaleziono rzeczy pochodzące z prac sekcyjnych... Stało się wówczas jasne, że prawdopodobnie takie znaleziska mogą zawierać wszystkie pozostałe trumny...

Walentynowicz: We wrześniu 2012 r. okazało się, że grobie Anny Walentynowicz pochowano kogoś innego! Być może Teresę Walewską-Przejałkowską. Trwają testy DNA. Prokuratura przewiduje także, że kolejne ciała mogą być zamienione... Koszmar! W trumnie Walentynowicz znaleziono oczywiście także rzeczy, których tam być nie powinno, m.in. nit z poszycia samolotu Tu-154M...

Podczas otwarcia grobów śp. Walentynowicz i Walewskiej-Przejałkowskiej biegli zobaczyli nagie ciała wrzucone do plastikowych worków. Później, podczas sekcji, w jednych ze zwłok znaleziono gumową rękawicę. Podczas poprzednich ekshumacji dokonywano podobnych odkryć. Znaleziono wówczas również gumowe rękawice, gaziki i śmieci ze stołu sekcyjnego, a także kawałki drewna oraz grudy ziemi. Ponadto w wypadku wszystkich dotychczas ekshumowanych ciał powtarzał się ten sam schemat. Zwłoki nie zostały pochowane w ubraniach dostarczonych do Moskwy przez rodziny, ale wrzucone brudne i nagie do plastikowych worków lub owinięte w czarne folie. Odzież umieszczono na wierzchu. Jeśli porównamy to do wyidealizowanego obrazu wspaniałej pracy polskich i rosyjskich lekarzy, wielkiego pietyzmu podczas sekcji i identyfikacji, to otrzymujemy obraz Ewy Kopacz, która, przekazując te wszystkie kłamstwa, albo celowo wprowadzała Polaków w błąd, albo nie miała najmniejszego pojęcia, co się wokół niej działo. Tyle że ta utrata świadomości i umiejętności odczytywania rzeczywistości trwa od ponad dwóch lat, więc raczej słowo "kłamstwo" jest tu bardziej na miejscu. I to najbardziej obrzydliwe kłamstwo, za które być może Ewa Kopacz (na której ciążyło przecież dodatkowo podejrzenie o bycie "pierwszą frontmenką" z afery Beaty Sawickiej) zamiast podać się do dymisji awansowała ze stołka ministerialnego na stołek marszałkowski... Zresztą to jest już stałą praktykąa zarówno Bronisława Komorowskiego, jak i Donalda Tuska, że promują i awansują osoby, które nie wypełniły swoich obowiązków 10 kwietnia 2010 r. (np. szef BOR gen. Marian Janicki) lub nie dopilnowały rzetelnego zabezpieczenia, identyfikacji i sekcji zwłok (np. Ewa Kopacz).

Robert Wit Wyrostkiewicz
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" Nr 41 (884) z 9 października 2012 r.


Czytaj także szokującą relację polskiego lekarza:

- I nagle podszedł Rusek i pociągnął nos prezydentowej do góry... Wszyscy zdrętwieliśmy. On zrozumiał, co zrobił. Chciał pewnie, żeby kształt twarzy był bardziej rozpoznawalny. Ale tego nie robi się tak ostentacyjnie - oto cała prawda, jak identyfikowano ciało prezydentowej Marii Kaczyńskiej w moskiewskim prosektorium. Po dwóch i pół roku Dymitr Książek z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego zdecydował się na szczerą opowieść o pracy przy rozpoznawaniu ofiar smoleńskiej katastrofy. Potwierdził, że ciało pierwszej damy zostało zidentyfikowane jako jedno z pierwszych. Pomagała w tym nie tylko Ewa Kopacz (56 l.), ale także on. Poleciał do Moskwy, by pomagać rodzinom ofiar
– Jej ciało było w całości, ale twarz była bardzo zniekształcona... – zdradził w szczerej rozmowie we „Wprost” lekarz obecny przy identyfikacji pierwszej damy. I przypomniał, że istotnym elementem okazała się biżuteria, którą po opisie zdalnie rozpoznała garderobiana Marii Kaczyńskiej. – Ja to strasznie przeżyłem – mówi na łamach tygodnika.

Ale oprócz szokujących informacji o zachowaniu Rosjan, Dymitr Książek mówi, jaką rolę w moskiewskim prosektorium odegrali polscy specjaliści. Przyznaje, że nie byli przez Rosjan dopuszczani praktycznie do żadnych czynności. – Patomorfolodzy siedzieli przed prosektorium. Siedzieli na drewnianej ławie, przed nimi biurko, na biurku sprzęt m.in. do badań DNA. I czekanie. I nic nie wiadomo, bo nic nie było uzgodnione. Oni byli poinformowani, że będą pomagali w sekcjach, w pobieraniu materiału genetycznego, w identyfikacjach. To są specjaliści wysokiej klasy, a okazało się, że Rosjanie do niczego nie dopuszczają. Cały poniedziałek tak siedzieli. I cały poniedziałek trwało dogadywanie, żeby w końcu weszli do tego prosektorium – opowiada Książek.

Lekarz ujawnia także, że od początku liczył się z koniecznością ekshumacji ciał, bo Rosjanie według niego mogli pomylić ciała. – W te trumny wsadzano czarne worki. I teraz już nie można uwierzyć, że do tych trumien wkładano właściwe ciała. Nikt tego nie sprawdzał. Na kanapie wśród tych worków siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien – tak wstrząsającą relację przekazał dopiero po dwóch i pół roku polski lekarz.

Źródło: Internet

http://www.naszapolska.pl/index.php/com ... ewy-kopacz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 29 paź 2012, 16:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Houston - mamy problem. Jaki? Z nagraniem korespondencji z wieżą na Seviernym - tą z Jak-40

Zeznania Ś.P. chorążego Remigiusza Musia miały potwierdzenie w nagraniu korespondencji radiowej między wieżą na lotnisku w Smoleńsku a załogą Jak-40, IŁ-76, TU-154. Nagrane były w magnetofonie JAK-40. I zaprzeczają oficjalnej wiedzy.

Ciekawe, czemu nie ma ich w Raporcie Millera? Przecież powinny pięknie potwierdzać dane z TU-154 M. Czyżby nie pasowały?

Według zeznań chorążego, komenda o zejściu na 50 metrów, skierowana była do załogi Jak-40, rosyjskiego IŁ-76, który próbował lądować po Jaku-40, no i do załogi TU-154M, została nagrana na magnetofonie, w jaki wyposażony był jak.

No i mamy problem. Nie ma śladu o takiej komendzie w rejestratorach TU-154 M - stenogramy odczytane w Krakowie.

Analizą tego nagrania na zlecenie wojskowej prokuratury zajmuje się krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych (ten sam, który analizował nagrania z czarnej skrzynki tupolewa).

Nagranie jest od dawna od początku powrotu Jak-40 ze Smoleńska. I jakoś cicho. Żadnych informacji o odczycie z JA- 40.

A jak się wydaje odczyt z tego magnetofonu to pikuś w porównaniu z odczytami rozmów w kabinie z rejestora TU-154 M.

Czemu?

Bo zapisy rozmów w kabinie TU-154 M nie zawierają tych komend.

Nieodnalezienie jednego z rejestratorów TU-154 M produkcji rosyjskiej zapisującego informacje na taśmie filmowej, brak zapisów z wieży w Smoleńsku, zaginięcie zdjęć satelitarnych dostarczonych przez Amerykanów - oj można by ciągnąć temat dłużej.

A więc nie ma innego wyjścia - zapisy rozmów rejestrowane przez Jak-40 - powinny też zaginąć.

A zeznania chorążego Remigiusza Musia? Cóż, jeśli nie odnajdzie się w/w zapis - znacząco, choć nie do końca, może to podważyć jego zeznania, złożone w krótkim czasie po katastrofie w Smoleńsku.

Szczególnie jeśli "popełnił samobójstwo"

Czekamy na zapisy z Jak40.

Co "mistrzowie" w tej sprawie wymyślą?

Więcej na:

http://wpolityce.pl/wydarzenia/39506-na ... e-rosyjska

Ciekawe jak czuł się Pan Chorąży Remigiusz Muś, mając swoją wiedzę i dowiadując się o oficjalnych ustaleniach Komisji Millera oraz prokuratury.

http://akwedukt.nowyekran.pl/post/78218 ... a-z-jak-40


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 30 paź 2012, 09:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Kłamstwa smoleńskie w Gazecie Wyborczej

[Agnieszka Kublik, 29.10.2012]
Ktoś skomentował sytuację :

A jeszcze wczoraj bolszewickie, załgane "GWno" napisało:

Kłamstwa smoleńskie a milczenie Tuska

Samobójcza śmierć technika pokładowego Jaka-40, który 10 kwietnia 2010 r. wylądował na lotnisku Sewiernyj tuż przed katastrofą prezydenckiego Tu-154 na nowo rozgrzeje spiskową teorię o zamachu pod Smoleńskiem.

Bo w wywiadach dla mediów opowiadał, że rosyjski kontroler dał zgodę i załodze jaka, i tupolewa na zejście do wysokości 50 m - absolutnie poniżej poziomu bezpieczeństwa. Z odczytu czarnych skrzynek wynika, że było to - zgodnie z procedurą - 100 m. W dodatku technik nie znał języka rosyjskiego. Ale co tam, ... być może będzie nowa teoria.


Więcej... http://wyborcza.pl/1,75968,12763212,Kla ... z2AlTjRy00

12-13 kwietnia 2010 r. w Zakładzie Ekspertyz Kryminalistycznych Departamentu Spraw Wewnętrznych Obwodu Smoleńskiego przeprowadzono ekspertyzę na obecność śladów materiałów wybuchowych w próbkach pobranych z wraku. Nie stwierdzono trotylu, heksogenu, oktogenu, TEHa, okfolu, tetrylu - typowych składników materiałów wybuchowych; - 18 czerwca 2010 r. (dwa miesiące po katastrofie) biegli z Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii w Warszwie stwierdzili, iż w próbkach szczątków pobranych z miejsca katastrofy (które w pierwszych dniach po katastrofie trafiły do Polski) nie ujawniono obecności bojowych środków trujących oraz produktów ich rozkładu. Biegli nie stwierdzili także obecności materiałów wybuchowych takich jak dinitrotoluen, nitroglikol, nitrogliceryna, trinitrotoluen, heksogen, oktogen oraz pentryt.

A nie chodzi tu przecież tylko o obronę dobrego imienia Tuska. Chodzi o polską rację stanu.

Dlatego za każdym razem, gdy PiS odgrzewa kłamstwa smoleńskie albo produkuje nowe, trzeba przypominać ustalenia komisji Millera. Zgadzają się z nimi prawie wszyscy specjaliści od wypadków lotniczych, potwierdzają je nagrania rozmów z kokpitu oraz zapis czarnych skrzynek gromadzących dane o tym, co dzieje się z samolotem (jedna z nich, najbardziej szczegółowa, została zabrana z miejsca katastrofy tuż po rozbiciu się samolotu i była badana jedynie przez polskich specjalistów)”


Więcej... http://wyborcza.pl/1,75968,12763212,Kla ... z2AlWZRasn

Agnieszka Kublik, 29.10.2012

I wcześniej...

Na co nam wrak Tu - 154? Eksperci: wszystko już zbadaliśmy

Agnieszka Kublik, 13.04.2012

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 30 paź 2012, 20:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Wykrywane: Heksogen, Pentryt, Trotyl, Semtex, Azotan amonu, Nitrogliceryna. Czas analizy 10-15 sek.

http://redakcja.salon24.pl/459218,oswia ... u-tupolewa
@
Czy tak ciężko sprawdzić technologię IMS? Czy tak ciężko to zweryfikować? Dzięki technologi IMS można w ciągu kilku sekund stwierdzić obecność narkotyków i materiałów wybuchowych.

Wykorzystywana jest m.in. przez służby mundurowe np. do wykrywania narkotyków i materiałów wybuchowych. Technika ta ma także wiele aplikacji analitycznych. Stosowana także w sprzężeniu z spektrometrią masową (IMS-MS), chromatografią gazową (GC-IMS), wysokosprawną chromatografią cieczową (LC-IMS) i in. Urządzenia IMS są różnych rozmiarów (często dostosowane do konkretnej aplikacji) i mogą pracować w szerokim zakresie warunków pomiarowych (ciśnienie, temperatura).
http://pl.wikipedia.org/wiki/Spektromet ... jon%C3%B3w

Przykładowe urządzenia detekcyjne oparte na IMS:

Szybkie i wiarygodne wykrywanie śladowych ilości materiałów wybuchowych i narkotyków. Czas analizy: 6-20 sek. Podwójna technologia wykrywania: chromatografia gazowa (GC), spektrometria lotnych ionów (IMS) gwarantuje znikomy poziom błędnych wskazań i doskonałą czułość wykrywania rzędu piko/nanogramów. Wykrywane materiały wybuchowe: PETN, RDX, TNT, NG, Dynamit, Semtex, C4. Wykrywane narkotyki: kokaina, opiaty (heroina, morfina), canabis (marihuana, haszysz), stymulanty - pochodne amfetaminy (amfetamina, ecstasy, metamfetamina).
http://www.transactor.pl/security_wybuchowe.html

Przenośny wykrywacz narkotyków, materiałów wybuchowych, bojowych środków trujących oraz przemysłowych środków chemicznych Smiths Detection SABRE 5000
Wykrywane narkotyki: Kokaina, Heroina, THC (Cannabis), Metamfetamina, Ekstazy i inne.
Wykrywane materiały wybuchowe: Heksogen, Pentryt, Trotyl, Semtex, Azotan amonu, Nitrogliceryna i inne
Czas analizy 10-15 sek.


Czas rozruchu poniżej 10 minut
Dwa tryby pracy: analiza cząsteczek, analiza oparów.
Pełne polskie oprogramowanie.
http://www.pimco.pl/przenosny-wykrywacz ... -4000.html

KLUCZNIK44 25110 | 30.10.2012 16:05

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 09 lis 2012, 10:14 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7562
Lokalizacja: Podlasie
Tym razem sięgnałem po tekst z TVN24 aby pokazać, jak manipuluje się faktami. Tu widzimy po której stronie stoi mason Brzeziński. Zaprzeczając jakoby zamachu dokonał rząd polski, dołącza do grona perfidnych kłamców. W dodatku wykorzystuje swoją mocną pozycję w świecie polityki, aby głosić te brednie.

Prof. Brzeziński: Rosji zależy, aby katastrofa smoleńska dzieliła Polaków

Wojna polsko-polska odnośnie katastrofy smoleńskiej daje Rosji okazję do pogłębiania rozdźwięku w naszym kraju. Rosjanom zależy, aby ta sprawa dalej dzieliła Polaków - powiedział w rozmowie z "Faktami" TVN prof. Zbigniew Brzeziński. Zaznaczył jednocześnie, że sugerowanie, jakoby zamachu smoleńskiego dokonał rząd polski "jest wredną robotą paru osób cierpiących na psychologiczne trudności".

I dodał: - Bo to jest strasznie wredna robota, robiona widocznie przez parę osób cierpiących na jakieś psychologiczne trudności, które może z punktu widzenia ludzkiego są zrozumiałe, ale dla których nie ma miejsca w życiu politycznym. I nad tym się trzeba zastanowić. - podsumował profesor..... :shock:

więcej na : http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju, ... 87534.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 09 lis 2012, 11:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Coltrane napisał(a):
Prof. Brzeziński: Rosji zależy, aby katastrofa smoleńska dzieliła Polaków

Wojna polsko-polska odnośnie katastrofy smoleńskiej daje Rosji okazję do pogłębiania rozdźwięku w naszym kraju. Rosjanom zależy, aby ta sprawa dalej dzieliła Polaków - powiedział w rozmowie z "Faktami" TVN prof. Zbigniew Brzeziński. Zaznaczył jednocześnie, że sugerowanie, jakoby zamachu smoleńskiego dokonał rząd polski "jest wredną robotą paru osób cierpiących na psychologiczne trudności".


Brzeziński upewnił mnie w przekonaniu, że Rosjanie nawet nie kiwnęli palcem w sprawie zamachu - to w 100% robota rządzących Polską zbrodniarzy. A Moskale jedynie posprzątali zgodnie z umową (może zawartą między Tuskiem a Putinem na molo?) - sprzątanie zrobili w ramach sojuszu Berlina i Moskwy. Bo inspiracja do zamachu wyszła z Berlina - przecież cała prasa w Polsce, która robiła propagandę smoleńską to w 90% prasa wykupiona przez Niemcy. A teraz próbuje się odwrócić naszą uwagę i szczują nas na Moskali, bo w pierwszej chwili gospodarz faktycznie był najbardziej podejrzany. A i tak gospodarz zawsze odpowiada za to, co się u niego stało i z tego Moskale się nie wywiną.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 09 lis 2012, 11:33 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7562
Lokalizacja: Podlasie
Asindziej napisał(a):
Brzeziński upewnił mnie w przekonaniu, że Rosjanie nawet nie kiwnęli palcem w sprawie zamachu - to w 100% robota rządzących Polską zbrodniarzy. A Moskale jedynie posprzątali zgodnie z umową (może zawartą między Tuskiem a Putinem na molo?) - sprzątanie zrobili w ramach sojuszu Berlina i Moskwy. Bo inspiracja do zamachu wyszła z Berlina - przecież cała prasa w Polsce, która robiła propagandę smoleńską to w 90% prasa wykupiona przez Niemcy. A teraz próbuje się odwrócić naszą uwagę i szczują nas na Moskali, bo w pierwszej chwili gospodarz faktycznie był najbardziej podejrzany. A i tak gospodarz zawsze odpowiada za to, co się u niego stało i z tego Moskale się nie wywiną.


No ale przecież, chor. Muś sam słyszał jak Rosjanie zezwolili na zejście do poziomu 50 m. A więc to nie jest tak, że nie kiwnęli palcem, bo już poprzez wydawanie komend z wieży współpracowali w dziele zamachu. Słyszał też dwie eksplozje.

Moim zdaniem należy bezwzględnie wyjaśnić sprawę tych eksplozji. To one doprowadzą nas po nitce do kłębka prawdy.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 09 lis 2012, 11:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Coltrane napisał(a):
No ale przecież, chor. Muś sam słyszał jak Rosjanie zezwolili na zejście do poziomu 50 m. A więc to nie jest tak, że nie kiwnęli palcem, bo już poprzez wydawanie komend z wieży współpracowali w dziele zamachu. Słyszał też dwie eksplozje.

Moim zdaniem należy bezwzględnie wyjaśnić sprawę tych eksplozji. To one doprowadzą nas po nitce do kłębka prawdy.


Moskale oczywiście nie mogą być tu niewinni, bo już samo sprzątanie to przecież współudział. Chodzi o to, że nie byli stroną inspirującą zamach, i że to nie Moskale detonowali ładunki wybuchowe. Pan Brzeziński upewnił mnie, że gdyby nie rządzący Polską, nie ich wola, to zamachu smoleńskiego by nie było. A zamach planowali już co najmniej od roku. Moskale natomiast uprzejmie współpracowali z zamachowcami - może właśnie na molo zostali o to poproszeni, gdy już plany zamachu były bardzo zaawansowane. A może wcześniej już zostali skaptowani, a na molo dogadywano szczegółów politycznych? To już tylko oni wiedzą. A zamachowcy wiedzą jeszcze więcej.

A Seryjny Samobójca działa po to, byśmy my wiedzieli jak najmniej.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: KŁAMSTWO SMOLEŃSKIE
PostNapisane: 20 lis 2012, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Rosja oczernia

Załodze samolotu Jak-40, która 10 kwietnia 2010 roku przywiozła do Smoleńska dziennikarzy, "Newsweek" próbuje przypisać łamanie procedur. Bezpodstawnie.

"Newsweek" propaguje wersję zdarzeń, jaką chciałaby narzucić Moskwa przy pełnej aprobacie Macieja Laska, szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Do oczernienia załogi jaka tygodnik używa wyrwanych z kontekstu fragmentów zeznań tragicznie zmarłego pod koniec października technika pokładowego chor. Remigiusza Musia.

Dziennikarze powołują się na treść jego zeznań złożonych przed rosyjskimi śledczymi. Miał on wówczas stwierdzić, że nie słyszał, by dowódca załogi jaka uzgodnił zamiar lądowania z kontrolerem. Przytaczane jest również pytanie rosyjskich śledczych o odpowiedzialność za takie przeoczenie.

Technik "nie pozostawia wątpliwości" i rzekomo wskazuje na dowódcę załogi. Był nim por. Artur Wosztyl.

Autorzy publikacji najwyraźniej próbują także zdezawuować zeznania technika pokładowego złożone dwukrotnie w polskim śledztwie, które dotyczą relacji o słyszanych wybuchach podczas podejścia do lądowania Tu-154M oraz pozwoleniu wieży na zejście do 50 m, twierdząc, że tej relacji zabrakło w rosyjskim protokole.

- To, jakie podczas przesłuchania padają stwierdzenia z ust świadka, zależy też od stawianych mu pytań - zauważa w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Artur Wosztyl.

A te miały charakter pytań sugerujących odpowiedź. Jak dodaje, tygodnik sam wskazuje, że przesłuchanie było długie, miało trwać 5 godzin, a więc musiało być dla świadka męczące. A jeśli ten był pytany o inne okoliczności, to pewne sprawy mogły zostać pominięte. - W takiej sytuacji na pewno nie należy nadinterpretować niewypowiedzianych kwestii - podkreśla por. Wosztyl.

Na potrzeby rosyjskiego śledztwa załoga została przesłuchana w Polsce zarówno w obecności prokuratorów Komitetu Śledczego FR, jak i bez ich udziału, przy okazji składania zeznań na potrzeby polskiego śledztwa. Świadkowie mieli ustosunkować się do przysłanych przez Rosjan w ramach pomocy prawnej pytań.

Błąd wieży
Pilot odnosi się do rzekomej próby obciążenia go odpowiedzialnością za domniemane błędy popełnione podczas lądowania z 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Jak zauważa, chor. Remigiusz Muś jako technik pokładowy nie musiał znać wszystkich szczegółów dotyczących obowiązującej frazeologii czy sposobu prowadzenia korespondencji, jak też nie musiał wszystkiego rejestrować.

Trudno zatem wyciągać jednoznaczne wnioski z czegoś, czego technik nie usłyszał, a co nie należało do jego obowiązków. Jak tłumaczy pilot, decydujące są tu jednak obowiązujące akty normatywne, które określają, jak powinna wyglądać korespondencja z rosyjską wieżą. A ich analiza wskazuje, że to kontrolerzy popełniali błędy, m.in. nie pytając załogi o rodzaj lądowania.

Co więcej, załodze zarzuca się niewykonanie polecenia odejścia na drugi krąg. I znów zapomina się o przepisach, bo tak istotna komenda powinna zostać przez kontrolera powtórzona.

- Obowiązkiem kontrolera było powtórzenie tej komendy z podaniem skróconego lub pełnego znaku wywoławczego samolotu - podkreśla były pilot specpułku.

Można pozwolić sobie na pewne ułatwienia, ale tylko jeśli nie ma wątpliwości, że prowadzi się korespondencję z tym konkretnym samolotem, a dotyczy to sytuacji, w której na łączności z wieżą jest tylko jedna załoga. Tymczasem do lotniska Siewiernyj zbliżał się rosyjski Ił-76, z którym kontrolerzy także korespondowali.

- Tak istotna komenda powinna zostać powtórzona. A prawdę mówiąc, o tym, że "odejście na drugi krąg" było do nas kierowane, dowiedziałem się dopiero na przesłuchaniu w Moskwie, w maju 2010 r., gdy w MAK pytano mnie, dlaczego jej nie wykonałem - zaznacza Wosztyl.

Kto się spóźnił
Także analiza dotychczas ujawnionych stenogramów wskazuje, że komenda z wieży padła około 20 sekund przed wypowiedzianym w kierunku załogi jaka, już po lądowaniu, słowem "zuch", czyli prawdopodobnie nawet za późno, by ją wykonać.

Taka reakcja wieży była spowodowana tym, że zbliżający się Jak-40 nie został zaobserwowany przez kontrolera. Rosjanie mogli szukać samolotu w złym miejscu. Kontrolerzy byli przyzwyczajeni do przyjmowania dużych maszyn, które do bezpiecznego lądowania potrzebują dłuższego pasa i nisko przechodzą nad jego progiem.

Jak-40 do lądowania potrzebował zaledwie 600 m i 10 kwietnia podchodził inaczej niż kolosy, był wyżej nad progiem. Zresztą nieprzypadkowo. Jak powiedział nam Artur Wosztyl, z lotu wykonanego 7 kwietnia 2010 roku zapamiętał, że punkt środka lotniska znajduje się tak, jak to zaznaczono na "podejściówkach" (7 kwietnia właśnie w tym miejscu wskaźnik na GPS się wyzerował).

Piloci 10 kwietnia uznali, że można zaufać temu wskazaniu, i kontrolowali swoją wysokość względem tej odległości, dodatkowo analizując przelot nad bliższą i dalszą radiolatarnią. Także fakt, że polski samolot nadlatywał od strony wschodniej i był pomalowany na biało, mógł dodatkowo utrudnić jego lokalizację przez kontrolerów.

Pilotaż bez zarzutu
Załoga twierdzi też, że decyzja o lądowaniu zapadła po tym, jak drugi pilot zaobserwował światła lotniska, a następnie uzyskał wzrokowy kontakt z ziemią. Było to na wysokości powyżej 100 metrów. Istotny jest też fakt, że załodze jaka podawano informację o 1500 m widzialności, ani razu nie informując o wysokości podstawy chmur.

Tymczasem w oskarżeniach pada, że załoga lądowała przy podstawie chmur 60 metrów. Tyle że nawet pomiary wykonane na 9 minut przed lądowaniem i 11 minut po lądowaniu jaka temu przeczą, bo mówią one kolejno o 150 m podstawy chmur i widoczności 2 km, a następnie 100 m podstawy przy 1 km widoczności.

Warto też pamiętać, że sprawa rzekomego łamania procedur przez załogę jaka była już badana przez komisję działającą przy Dowództwie Sił Powietrznych, która nie dopatrzyła się żadnych uchybień w pilotażu Wosztyla, a postępowanie dyscyplinarne w tej sprawie przeprowadzone w jednostce zakończyło się uniewinnieniem.

- Ja z całą pewnością nie uciekam od odpowiedzialności i czekam na to, co w tej sprawie ustali prokuratura. Liczę się jednak z tym, że podobnych publikacji będzie więcej. Szkoda, że powstają one na bazie wyciąganych z kontekstu faktów - dodaje porucznik rezerwy. Niestety, celem jest niezmiennie dyskredytowanie polskich pilotów. Państwo polskie nie spisało się i w tym aspekcie, nie oferując załodze jaka pomocy prawnej.

Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ernia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 238 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /