Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 588 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 36, 37, 38, 39, 40  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 18 paź 2017, 15:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Rola giełdy warszawskiej w polskiej gospodarce

Nowy prezes giełdy warszawskiej
W dniu 26 września Komisja Nadzoru Finansowego jednogłośnie udzieliła zgody na dokonanie zmiany w składzie zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie polegającej na powołaniu w skład zarządu GPW dr. Marka Dietla i powierzeniu mu funkcji prezesa zarządu. To ważna wiadomość nie tylko dla uczestników polskiego rynku kapitałowego, ale po prostu dla naszej gospodarki.

Warto w tym kontekście zastanowić się nad rolą giełdy warszawskiej w polskiej gospodarce. Rola ta wydaje się coraz bardziej znacząca. Świadczy o tym m.in. to, że agencja indeksowa FTSE Russell zapowiedziała, iż Polska traktowana będzie przez nią od września przyszłego roku już nie jako rynek wschodzący, lecz jako rynek dojrzały. Jest to prestiżowy awans.

Z drugiej strony warto pamiętać, że u źródeł poczucia dumy z rozwoju polskiego rynku akcji powinny leżeć głównie wnioski wynikające z naszych polskich krajowych analiz. Z analiz tych może wynikać, że liczba przeprowadzonych ofert publicznych za pośrednictwem giełdy warszawskiej na przestrzeni ostatnich kilku lat kształtowała się na jednym z najwyższych poziomów w Europie. To znaczący sukces. Potwierdzają to także dane z 2016 roku.

Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju a rynek kapitałowy
Okazuje się bowiem, że spółki chętnie przeprowadzają emisje akcji, dzięki którym mogą finansować swoje nakłady inwestycyjne. Dzięki wpływom z tych emisji możliwa jest ekspansja zagraniczna. Spółki mogą dzięki temu zwiększać swoją sprzedaż, w tym sprzedaż eksportową. Jest to ważne, dlatego że jednym z filarów Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju jest strategia proeksportowa. Giełda warszawska pełni ważną funkcję w naszej gospodarce, gdyż nie tylko ułatwia przedsiębiorstwom pozyskiwanie kapitału, lecz także stwarza możliwość uczestnikom rynku dokonywanie transakcji i osiąganie zysków.

Rynek akcji jako barometr gospodarki
Oczywiście z inwestowaniem na rynku akcji wiąże się ryzyko. Trzeba mieć tego świadomość. Warto jednak zauważyć, że w dłuższym okresie, rzędu – powiedzmy – 20-30 lat, średnia rentowność inwestycji na rynku akcji jest większa niż średnia rentowność inwestycji w lokaty bankowe czy też obligacje skarbowe, a także korporacyjne i samorządowe.

Uważam, że zachowanie indeksów giełdowych może być traktowane jako sprawny barometr przyszłego poziomu krajowej aktywności gospodarczej. Z przeprowadzonych przeze mnie badań wynika, że w wielu krajach występuje silny, trwały, pozytywny związek między stopą zwrotu z krajowego indeksu giełdowego w danym roku a realną zmianą PKB oraz innych mierników aktywności gospodarczej w danym kraju w roku następnym.

Ten przykład pokazuje, że nie należy lekceważyć roli rynku kapitałowego, w tym rynku akcji. Jego znaczenie w ostatnich 30 latach na świecie istotnie wzrosło. Stosunek wartości rynkowej akcji wszystkich notowanych na giełdzie spółek w relacji do PKB zwiększył się.

Warto zauważyć, że kraje, które dokonały silnego skoku w poziomie rozwoju gospodarczego, w tym także kraje europejskie oraz tzw. tygrysy azjatyckie, charakteryzowały się sukcesywnym zwiększaniem roli rynku akcji w gospodarce. Z tego powodu tak ważne znaczenie ma promowanie wiedzy o rynku kapitałowym.

Edukacja giełdowa
Giełda warszawska prowadzi m.in. Szkołę Giełdową w kilku miastach naszego kraju. Osobiście jestem kierownikiem i wykładowcą studium podyplomowego „Mistrzowie rynków finansowych” organizowanego na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Wykładają tam wybitni przedstawiciele praktyki rynku kapitałowego. Nie będę ukrywał, że podejmowanie tego typu działań edukacyjnych traktuję jako jeden z elementów swojej misji zawodowej.

Rosnąca rola giełdy w gospodarce
Warto pamiętać, że mówi się obecnie o społecznej odpowiedzialności biznesu. W tym kontekście warto podkreślić rolę giełdy warszawskiej. Na GPW został stworzony indeks spółek odpowiedzialnych społecznie. Indeksem tym jest indeks Respect. Jest on promocją najwyższych standardów zarządzania w spółkach publicznych w aspektach: ekonomicznym, ekologicznym i społecznym.

Zakwalifikowano do niego kilkanaście spółek spośród wielu, które wypełniły ankiety dotyczące społecznej odpowiedzialności, będące podstawą nadania im ratingu. Ponadto – co bardzo ważne – giełda warszawska tworzy różne rankingi związane z ideą patriotyzmu gospodarczego. To bardzo cenna inicjatywa. Warto ją kontynuować i poszerzać. Być może warto też stworzyć nowe indeksy giełdowe.

W dniu 17 listopada 2016 roku założyciel i autor strony analizy-rynkowe.pl, wieloletni analityk rynku akcji Sławomir Kłusek zaproponował stworzenie odrębnego indeksu WIG-POL grupującego spółki znajdujące się pod kontrolą kapitału polskiego. W dniu 4 listopada 2015 roku na wspomnianej stronie internetowej opublikował on treść swojej korespondencji z przedstawicielami giełdy warszawskiej, w której zaproponował także stworzenie indeksu spółek Skarbu Państwa. Warto te propozycje rozważyć.

Indeks polskich spółek proeksportowych
Sam zresztą w przeszłości wielokrotnie postulowałem stworzenie na giełdzie warszawskiej odrębnego rynku notowań grupującego polskie spółki eksportowe. Już w 2003 roku podczas „Miesiąca Bankowości” organizowanego na ówczesnej Akademii Ekonomicznej w Poznaniu zaproponowałem, aby utworzyć fundusze inwestycyjne zajmujące się lokowaniem powierzonych przez klientów oszczędności w akcje i papiery dłużne emitowane przez polskie spółki proeksportowe, czyli takie, które znajdują się pod kontrolą kapitału polskiego, a jednocześnie charakteryzują się wysokim udziałem eksportu w sprzedaży. Fundusze takie można utworzyć przy bankach, w których Skarb Państwa ma duży pakiet akcji.

Indeks ten obejmowałby spółki będące własnością kapitału polskiego, a jednocześnie takie, których strategia miałaby charakter silnie proeksportowy. W tych wszystkich rozważaniach ważne jest to, aby wciąż utrzymywać znaczący udział Skarbu Państwa w akcjonariacie giełdy warszawskiej. Dzięki temu możliwe będzie pełnienie przez nią misji publicznej i podejmowanie szeregu kolejnych inicjatyw cennych dla polskiej gospodarki. Oby więc wybór nowego prezesa giełdy warszawskiej był kolejnym krokiem do jej dynamicznego rozwoju. Tego wypada nam wszystkim życzyć.

Prof. nadzw. UEP dr hab. Eryk Łon

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... darce.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 26 paź 2017, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wgospodarce.pl/informacje/41927- ... podarce.pl)

Niesamowite. Te sieci chcą zakazu handlu w niedzielę
25 października 2017 15:21

Polska Grupa Supermarketów nie godzi się na kompromisowe rozwiązanie, wprowadzające zakaz handlu w co drugą niedzielę - wynika z komunikatu PGS. Zdaniem Grupy takie rozwiązanie może działać na korzyść „zachodnich sieci handlowych”.
Zdaniem Polskiej Grupy Supermarketów, w której skład wchodzi 600 sklepów pod markami Top Market, Minuta8 oraz Delica, ustawa uwzględniająca jedynie dwie wolne niedziele w miesiącu „może spowodować szeroki napływ klientów do galerii handlowych”.
Efektem będzie wzmocnienie pozycji zagranicznych koncernów, które swoje placówki lokują właśnie w centrach handlowych, dużych hipermarketach oraz - coraz częściej - na stacjach benzynowych, które mają zostać wyłączone z zakazu handlu. Uważamy, że pracownicy powinni mieć możliwość skorzystania z instytucji wolnych niedziel, tak jak ma to miejsce w wielu krajach Europy Zachodniej - cytuje komunikat prezesa Polskiej Grupy Supermarketów Michała Sadeckiego.
Zdaniem PGS, „kompromis” tylko wzmocni zachodnie sieci.
Rozwiązanie obecnie sugerowane przez rząd, może z kolei doprowadzić do wzmocnienia, już teraz niezwykle silnej, pozycji zagranicznych sieci handlowych na polskim rynku - dodaje prezes PGS.
Dlatego PGS domaga się wprowadzenia zakazu handlu we wszystkie niedziele oraz święta. W opinii Grupy pozwoliłoby to „na znaczne ograniczenie kosztów pracowniczych, polepszenie warunków pracy i poświęcenie czasu rodzinie”.
Dodatkowo, pozwoliłoby na większą konkurencyjność polskich drobnych przedsiębiorców na rynku zdominowanym przez zachodnioeuropejskie sieci handlowe - czytamy w komunikacie PGS.
W myśl poprawek do obywatelskiego projektu, dotyczącego handlu w niedzielę, zaproponowanych w ramach prac sejmowej podkomisji, handel byłby dozwolony w drugą i czwartą niedzielę miesiąca, jak również w kolejne dwie niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia oraz niedzielę bezpośrednio poprzedzającą pierwszy dzień Wielkiej Nocy.
Zakazowi handlu nie podlegałyby m.in. stacje paliw, kwiaciarnie, placówki prowadzone przez właściciela, apteki oraz punkty apteczne. Zgodnie z poprawkami zakaz handlu nie obowiązywałby także m.in. w sklepach i platformach internetowych, w strefach wolnocłowych, w punktach, w których przeważająca działalność polega na sprzedaży prasy. Posłowie zaproponowali zezwolenia na handel w niedziele także w placówkach pocztowych, hurtowniach farmaceutycznych, w zakładach leczniczych dla zwierząt.
W myśl projektu osoba, która „wbrew zakazowi handlu oraz wykonywania czynności związanych z handlem w niedziele lub święta, powierza wykonywanie takiej pracy pracownikowi lub zatrudnionemu” podlegałaby karze grzywny w wys. od 1 tys. do 100 tys. zł.
Obywatelski projekt wprowadzający ograniczenia w handlu w niedziele trafił do Sejmu jesienią zeszłego roku. Projekt autorstwa Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, w którego skład wchodzi m.in. NSZZ „Solidarność”, zakładał ograniczenie handlu w niedziele w większości placówek handlowych.
Pod koniec września minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska oceniła, że częściowe ograniczenia handlu w niedziele mogłoby zacząć obowiązywać od początku przyszłego roku.

PAP, MS


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 28 paź 2017, 08:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://nczas.com/wiadomosci/ozyje-hande ... od-15-lat/

Ożyje handel ze Wschodem? Tak korzystnego porozumienia z Rosją nie było od 15 lat
Przez Redakcja

Polakom udało się zawrzeć niezwykle korzystne porozumienie ze stroną rosyjską. Przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa uzyskali rekordową liczbę zezwoleń dla polskich przewoźników. Umożliwi to naszym firmom tworzenie odpowiedniej strategii oraz dalekosiężnych planów.

Miedzy 24 a 25 października trwało w w Warszawie spotkanie przedstawicieli Polski i Rosji. Negocjowano kwestie zezwoleń dla przewoźników oraz warunków wykonywania operacji transportowych. Polskę oprócz ministerialnych urzedników reprezentowali również przedstawiciele prywatnych firm.

Minister Infrastruktury i Budownictwa Andrzej Adamczyk stwierdził po spotkaniu: w wyniku negocjacji udało się nam uzyskać 230 tys. zezwoleń na przewozy drogowe do Federacji Rosyjskiej, w tym 70 tys. najbardziej pożądanych zezwoleń na kraje trzecie. To bardzo dobra wiadomość dla polskich przewoźników. Jeszcze nigdy nie dysponowaliśmy tak dużą liczbą zezwoleń. Przypomnę, że w 2009 r. tych zezwoleń było w sumie 125 tys., w tym na kraje trzecie zaledwie 25 tys.

Strona polska zdobyła nie tylko ogromną liczbę zezwoleń. Udało się również uzyskać zapewnienia, że Rosjanie nie będą nękać polskich kierowców uciążliwymi kontrolami. Do tej pory była to często praktyka. Ciężarówki jadące na wschód były zatrzymywane kilkadziesiąt kilometrów za granicą. Poddawano je drobiazgowym kontrolom. Co gorsza, każda stawiała inne kryteria. Dzięki nowej umowie, ta patologiczna praktyka ma zostać ukrócona.

Prezes Ogólnopolskiego Związki Pracodawców Transportu Drogowego Piotr Litwiński podsumowując spotkanie powiedział:To długo wyczekiwana sytuacja, jesteśmy zadowoleni z rezultatów negocjacji.. Jan Buczek prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych stwierdził:Jest szansa na uzyskanie stabilizacji wśród polskich przewoźników.

Sukces zapewni możliwość rozwoju is stałych zysków w 2018 r. Rosjanie zgodzili się na proponowane warunki ponieważ drastycznie spadł przewóz rosyjskich towarów przez nasz kraj. Groziło to interesom rosyjskich firm. Moskwa wyraziła zadowolenie z faktu zawarcia umowy.

Źródło: PAP/TASS


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 10 lis 2017, 09:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.portalmorski.pl/porty-logist ... dnoczonych

Lotos: pierwszy w historii transport surowca ze Stanów Zjednoczonych
09 listopada 2017 | PAP, rel



Do gdańskiego Naftoportu wpłynął w czwartek rano tankowiec St. Helen z 600 tys. baryłek amerykańskiej ropy dla Grupy Lotos. Spółka informuje, że to pierwszy w jej historii transport surowca ze Stanów Zjednoczonych.
Spółka poinformowała, że import surowca z USA jest kolejnym zakupem Lotosu, który jest „elementem konsekwentnie wdrażanej strategii spółki w zakresie dywersyfikacji dostaw surowców”. Na początku września Grupa Lotos odebrała w Naftoporcie ładunek 100 tys. ton (blisko 700 tys. baryłek) ropy Hibernia z Kanady.
„Dywersyfikacja to jeden z priorytetów Lotosu, zapisany w strategii na lata 2017-2022, którą konsekwentnie realizujemy. Dzisiejsza dostawa jest tego najlepszym przykładem” – podkreśla Marcin Jastrzębski, prezes Zarządu Grupy Lotos w przesłanym komunikacie. „To pierwszy, ale nie ostatni zakup ropy amerykańskiej dla rafinerii w Gdańsku. W każdym przypadku decyzja o zakupie surowca jest uwarunkowana efektywnością technologiczną i ekonomiczną” – dodał.
Spółka poinformowała, że obecnie co piąta baryłka ropy przerobiona przez rafinerię w Gdańsku pochodzi z kierunku innego niż wschodni. We wrześniu Lotos po raz pierwszy w ponad 40-letniej historii firmy sprowadził ropę z Kanady. Wcześniej spółka testowała również ropę z Iranu, Arabii Saudyjskiej, Ameryki Łacińskiej czy Afryki Północnej i Zachodniej. Jak tłumaczył, „wszystko to efekt strategicznych działań ukierunkowanych na wzmocnienie bezpieczeństwa Polski w sektorze energii”.
Zbiornikowiec St. Helen, który przetransportował do Gdańska ropę gatunku DSW (Domestic Sweet) z miejscowości Freeport w Teksasie, u wybrzeży Zatoki Meksykańskiej wypłynął 19 października. Jednostka pokonała ponad 5,5 tys. mil morskich (ponad 10 tys. km), tj. jedną czwartą długości całego równika. Tankowiec St. Helen ma 244 m długości oraz nośność 105,5 tys. ton (DWT).
„Domestic Sweet to ropa lekka, niskosiarkowa. Bardzo dobrze trafia ona w nasze potrzeby zimowe, bo charakteryzuje się niską zawartością frakcji ciężkich, a jednocześnie gwarantuje bardzo dobre efekty ekonomiczne” – tłumaczy Jarosław Kawula, wiceprezes Zarządu Grupy LOTOS ds. produkcji. Przyznał, że spółka „konsekwentnie pracuje nad tym, aby rozszerzać portfolio różnych gatunków ropy naftowej trafiających do rafinerii Lotosu”. Zaznaczył, że „ma to szczególne znaczenie w kontekście przyszłorocznego uruchomienia instalacji Projektu EFRA, którego realizacja zapewni rafinerii większą elastyczność w obszarze surowcowym”.
Lotos to polska grupa kapitałowa, której działalność ma strategiczne znaczenie dla krajowego i europejskiego bezpieczeństwa w sektorze energii oraz polskiej gospodarki. Lotos wydobywa gaz ziemny i ropę naftową w Polsce, Norwegii oraz na Litwie. Należy do niego, zlokalizowana w Gdańsku, jedna z najnowocześniejszych europejskich rafinerii, gdzie surowiec przerabiany jest głównie na wysokiej jakości paliwa. Grupa zaopatruje w paliwa blisko 1/3 rynku w Polsce.

Dodatkowe dane:
- Ładunek 600 tys. baryłek ropy zapełniłyby ponad 3 tys. autocystern, które utworzyłyby ok. 30-kilometrowy sznur pojazdów.
- Tankowiec St. Helen ma 244 m długości oraz nośność 105,5 tys. ton (DWT). Zbudowano go w 2002 roku w południowokoreańskiej stoczni Samho Heavy Industries (obecnie Hyundai Samho Heavy Industries).
- Tankowiec St. Helen transportując ropę z Freeport do Gdańska pokonał ponad 5,5 tys. mil morskich (ponad 10 tys. km), tj. jedną czwartą długości całego równika.
- Ropa Domestic Sweet (DSW) zawiera dwa razy mniej pozostałości próżniowej niż ropa REBCO. Jest w niej też trochę więcej benzyn niż w polskich ropach lekkich.
- DSW to tzw. blended crude, czyli mieszanka innych rop.

autor: Bożena Leszczyńska

edytor: Anna Mackiewicz

bls/ amac/ rel (Lotos)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 16 lis 2017, 09:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.portalmorski.pl/offshore/375 ... w-norwegii

Z powodu wadliwych wierteł spadła produkcja PGNiG w Norwegii
13 listopada 2017 | PAP



O ok. 60 tys. ton spadała produkcja węglowodorów na złożu Skarv, w którym udział ma PGNiG. Stało się tak z powodu wadliwych głowic wierteł - poinformowali w poniedziałek przedstawiciele władz PGNiG.
Złoże Skarv położone jest na Morzu Norweskim, ok. 210 km na zachód od wybrzeża Norwegii, gdzie głębokość wody waha się pomiędzy 350 a 450 m. Złoże zostało odkryte w 1998 roku, a jego szacunkowe zasoby wydobywalne wynoszą ok. 13 mln ton ropy, 5,7 mln ton NGL i 43 mld m3 gazu. Złoże jest eksploatowane od końca 2012 r., jego operatorem jest spółka BP Norge, polskie PGNiG za pośrednictwem swej spółki córki PGNiG Norway Upstream posiada w nim ponad 11 proc. udziału.
Jak powiedział prezes PGNiG Piotr Woźniak, prowadzone są prace, by przywrócić produkcję ale zrekompensowanie strat jest bardzo trudne. Częściowo udało się to dzięki wydobyciu ze złoża Gina Krog (...), ale będziemy poważnie namawiać naszych partnerów do staranniejszego wyboru ofert sprzętu - dodał.
Na Szelfie kontynentalnym Morza Północnego PGNiG obecne jest nieco ponad 10 lat. W tym czasie zainwestowała tam ok. 5,3 mld zł. Od rozpoczęcia produkcji w 2012 r. PGNiG wydobyło 2,14 mld m sześc. gazu ziemnego i prawie 2,2 mln ton ropy naftowej. Wielkość zasobów wydobywalnych PGNiG w Norwegii to 78 mln boe (baryłek ekwiwalentu ropy naftowej).
W lipcu br. ruszyła eksploatacja złoża gazu na szelfie norweskim Gina Krog - spółka córka PGNiG - PGNiG Upstream Norway ma 8 proc. udziałów w koncesji wydobywczej z tego złoża. PGNiG Upstream Norway jest jednym z czterech partnerów konsorcjum na tym złożu. Wydobywalne zasoby złoża to ok. 218 mln boe, a więc tyle, ile wyniosła ubiegłoroczna produkcja na całym Norweskim Szelfie Kontynentalnym.
Złoże Gina Krog leży ok. 230 km na południowy zachód od norweskiego Stavanger. Pod koniec 2016 r. przedstawiciele PGNiG zapowiadali, że grupa chce wydobywać 2,5-3 mld gazu rocznie ze złóż norweskich od 2023 r.

Czytaj także: Rozpoczęło się wydobycie ze złoża Skarv z udziałami PGNiG
http://www.portalmorski.pl/offshore/223 ... pola-skarv

autor: Małgorzata Dragan

edytor: Sonia Sobczyk

drag/ son/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 23 lis 2017, 15:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wmeritum.pl/powstanie-pierwszy-s ... nta/211018

Powstanie pierwszy smartfon od podstaw zaprojektowany w Polsce! Ekspansja polskiego producenta
Opublikowano: 22 Lis 2017

Spółka mPTech to część polskiej grupy kapitałowej TelForceOne z Wrocławia. Firma rozwija się bardzo dynamicznie i planuje nie tylko ekspansję na kolejne rynki, ale zapowiada stworzenie pierwszego smartfona od podstaw zaprojektowanego w Polsce.
Spółka już teraz posiada aż jedną czwartą krajowego rynku tanich (do 100 euro) smartfonów, a sprzedaż ciągle rośnie. Od wejścia na rynek jako myPhone, sprzedano już 3 mln urządzeń. Rok 2017 będzie jeszcze lepszy. Przedstawiciele spółki chwalą się, że będzie to pierwszy 12-miesięczny okres, kiedy uda się sprzedać aż milion smartfonów.
Co więcej, przytaczane dane dotyczą jedynie sprzedaży bezpośredniej. W zestawieniu nie objęto urządzeń, które są sprzedawane przez operatorów wraz z usługami telekomunikacyjnymi.
Tak dobre wyniki zachęcają właścicieli spółki do dalszego rozwoju. W najbliższym czasie spółka chce wejść na rynek niemiecki i brytyjski. Szykuje się również prawdziwa perełka. Trwają prace nad pierwszym smartfonem w całości zaprojektowanym w Polsce. Będzie się nazywał Patriot i będzie najnowszym modelem z serii Hammer – są to urządzenia o podwyższonej odporności na uszkodzenia.

Źródło: bankier.pl

Fot.: yt.com/TestHubPL


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 24 lis 2017, 09:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wmeritum.pl/pzl-swidnik-inwestuj ... rke/211261

PZL-Świdnik inwestuje 10 proc. przychodów w badania i rozwój. W ten sposób chce budować narodową markę
Opublikowano: 23 Lis 2017

Obrazek

Krajowe zakłady PZL-Świdnik przeznaczają na innowacje prawie 10 proc. przychodów całej grupy. Koncern ma własne centrum badawczo-rozwojowe, zatrudnia ponad 650 inżynierów i odpowiada za lokalny rynek pracy. Producent, którego maszyny wykorzystuje już m.in. brytyjska Marynarka Wojenna, bierze też udział w postępowaniu MON na śmigłowce dla polskiej armii. – Zakup maszyn przez państwo byłby silnym impulsem prorozwojowym i proeksportowym. W ten sposób możemy budować narodową markę – podkreślał Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters, w czasie Kongresu 590 w Jasionce koło Rzeszowa.
– Charakterystyczną cechą naszego sektora są bardzo duże inwestycje w badania i rozwój, nowe technologie i innowacje. W naszej grupie kapitałowej te wydatki przekraczają nawet 10 proc. całych przychodów, mówimy więc o miliardach euro. Zatrudniamy ponad 650 inżynierów, mamy centrum badawczo-rozwojowe, własne centrum technologii kompozytowych odpowiedzialne za kompozyty dla całej grupy. Mówiąc kolokwialnie: siedzimy po uszy w nowych technologiach – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Krystowski, wiceprezes zarządu Leonardo Helicopters.
W służbie polskich Sił Zbrojnych jest ponad 160 śmigłowców wyprodukowanych w Świdniku. Krajowe zakłady należą do sektora przemysłu obronnego i lotniczo-kosmicznego, określanego mianem high-tech, którego znaczenie podkreśla rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.
Wiceprezes zarządu Leonardo Helicopters dodaje też, że rodzime zakłady należą do wąskiej grupy firm, które wydają znaczne środki na innowacje. W czasie Kongresu 590 poruszono ten wątek m.in. podczas panelu „Reindustrializacja Europy zaczyna się w Polsce?”.
– Reprezentujemy najwyższe technologie w całej Polsce, Europie i na świecie. Produkt, który budujemy, śmigłowiec, jest niezwykle skomplikowanym systemem. W Europie Środkowo-Wschodniej jesteśmy jedynym krajem, który ma na swoim terytorium firmę potrafiącą zbudować śmigłowiec. Od zaprojektowania, poprzez budowę, do wsparcia jego eksploatacji. W Europie Zachodniej są tylko cztery takie kraje. Wielka Brytania i Włochy z grupą, do której należy PZL-Świdnik, Francja i Niemcy. Na świecie są jeszcze Stany Zjednoczone i Rosja. To pokazuje, jak wyjątkowy na mapie świata jest Świdnik –mówił Krzysztof Krystowski podczas panelu.
Zakłady PZL w Świdniku współpracują z prawie 1,3 tys. przedsiębiorstw, z których ponad 900 to firmy polskie. Wartość sprzedaży zagranicznej przekraczająca 700 mln zł rocznie stawia PZL-Świdnik w gronie największych eksporterów z branży obronno-lotniczej w Polsce. To też jeden z trzech najważniejszych pracodawców dla całego województwa lubelskiego i jednym z najbardziej atrakcyjnych, biorąc pod uwagę pracę w międzynarodowym otoczeniu.
Zakłady PZL-Świdnik są obecnie jednym z oferentów w postępowaniu na zakup śmigłowców dla polskiej armii, które prowadzi MON. Resort zamierza wyłonić dostawcę ośmiu maszyn dla wojsk specjalnych zdolnych do prowadzenia misji poszukiwawczo-ratowniczych w warunkach bojowych oraz ośmiu maszyn przeznaczonych do zwalczania okrętów podwodnych i prowadzenia misji ratowniczych na morzu. PZL-Świdnik oferuje armii śmigłowiec AW101, wykorzystywany już m.in. przez brytyjską marynarkę wojenną, Portugalię, Włochy i Japonię.
Maszyna opracowana przy współpracy włosko-brytyjskiej jest w tej chwili jedną z największych produkowanych w Europie. Jej duży zasięg, do 1300 kilometrów, umożliwia prowadzenie długotrwałych akcji poszukiwawczo-ratowniczych. Ma też dużą ładowność, co umożliwia zabranie na pokład dużej liczby sprzętu i ludzi, oraz tylną rampę, która stwarza dodatkowe możliwości jak funkcja łatwego desantu i opuszczenia śmigłowca.
– To, co oferujemy, nie jest kompromisem między potrzebami armii a lokalnym przemysłem. Mamy sytuację komfortową: to dokładnie taki śmigłowiec, jakiego chcą wojska specjalne, wykorzystywany już do zwalczania okrętów podwodnych w największej europejskiej marynarce wojennej, czyli w Marynarce Brytyjskiej. To doświadczony, ale jednocześnie bardzo nowoczesny śmigłowiec oraz partnerstwo długofalowe między polskim przemysłem a MON. Wydaje się, że te argumenty stojące za naszą ofertą są silne – podkreśla wiceprezes grupy Leonardo Helicopters.

Źródło: biznes.newseria.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 30 lis 2017, 13:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Samobójcza polityka

Premier Mateusz Morawiecki zaapelował do „Solidarności”, aby nie sprzeciwiała się ukrainizacji Polski: „Bardzo bym prosił o to, żeby »Solidarność« wspierała ministerstwo gospodarki, ministerstwo rodziny w tym, żeby otworzyć się bardziej na pracowników ze Wschodu”.

„Solidarność” ustami Alfreda Bujary odpowiedziała, że zasadniczo się nie sprzeciwia, mimo że zdaje sobie sprawę z tego, że sprowadzanie imigrantów obniża wynagrodzenia Polaków. W efekcie nasz wzrost gospodarczy jest ekstensywny, ciągnięty przez konsumpcję, przy czym efekt „500+” jest wyhamowywany wytransferowaniem 12 mld zł rocznie przez imigrantów na Ukrainę.

Niezależnie od skutków, jakie ma hamowanie wzrostu wynagrodzenia na szanse wyrwania się z pułapki średniego rozwoju, forsowanie zmian struktury narodowościowej generuje wysokie koszty bezpieczeństwa i dodatkowe ryzyka. Wyliczeniem ich wpływu na gospodarkę zajmuje się tzw. Global Peace Index, w którym w ciągu roku spadliśmy o 11 pozycji, a który ukazuje, że brak bezpieczeństwa w Polsce oznacza obciążenie naszego PKB dwukrotnie wyższymi nakładami niż Japonii. Widać też, że obciążenie polskiego PKB jest nie tylko znacznie wyższe niż na Słowacji i w Czechach, ale również na Węgrzech i w Rumunii.

Dlatego, konkludując, należy już teraz podkreślić, że propozycje dotyczące wypychania rodaków i sprowadzania imigrantów sprawią, że na kwestie gospodarcze nałożą się jeszcze dodatkowo koszty systemowe, którym nasz kraj nie podoła. Spowodują one dodatkowy ciężar dla gospodarki – nawet jeśli mechanizmy neutralizujące dodatkowe ryzyka zostaną efektywnie wdrożone.

Dziura w funduszu świadczeń
Szkody związane z hamowaniem wzrostu wydajności pracy są tak poważne, że jedynie presja polityczna uzasadnia prowadzenie tak samobójczej polityki. O tym, że ukrainizacja Polski jest działaniem pozagospodarczym, świadczy proces zachęcania do osiedlania w naszym kraju obywateli Ukrainy, który finansuje ZUS poprzez przyznawanie emerytur obywatelom naszego południowo-wschodniego sąsiada.

Powołując się na umowę o zabezpieczeniu społecznym z 2012 roku, ZUS w odpowiedzi na zapytanie, jak ją wdraża, stwierdza, że obywatele Ukrainy pracujący w Polsce mają zagwarantowane nabycie prawa do emerytury i renty w Polsce na uprzywilejowanych zasadach. Nawet „Gazeta Wyborcza”, która cały czas wspiera proces ukrainizacji Polski i błędnie informuje, że Ukraińcy zasypują dziurę w ZUS (podczas gdy zgodnie z umową każda składka po zwaloryzowaniu jest odsyłana na Ukrainę), przyznaje, że akwizytorzy na Ukrainie wykorzystują umowę do nakłaniania do pracy w naszym kraju.

Z wyjaśnień ZUS wynika, że w tej instytucji panuje niesamowity bałagan w rachunkowości zarządczej, sprawiający, że podatnicy są nieświadomi przyczyn narastania dziury budżetowej Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Okazuje się, że osobom w wieku przed-emerytalnym i z określonym stażem pracy na Ukrainie wystarczy, że popracują krótki czas w Polsce, by móc pobierać z ZUS minimalną emeryturę.

Jest to niezgodne z zasadami reformy emerytalnej w sytuacji, kiedy nie wiąże się to z żadnym przekazaniem aktywów na wypłatę tych środków przez stronę ukraińską. Kluczowe jest również, że nawet w ramach rozliczeń budżetowych z ZUS środków na uzupełnienie rachunku emerytalnego (nawet w wysokości ponad 200 tys. zł na osobę) nie wpłaca organ przyznający prawo do stałego pobytu w momencie podjęcia tak finansowo obciążającej decyzji. W wyjaśnieniach przesłanych do redakcji portalu Kresy.pl ZUS przerzuca odpowiedzialność na instytucję nadającą prawo stałego pobytu jako tę, która swymi działaniami generuje deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (gdyż niesfinansowane świadczenie powstaje „pod warunkiem, że osoby te mieszkają na stałe w Polsce” – podkreślenie ZUS).

Wymóg wprowadzenia przelewów w momencie nadania prawa do stałego pobytu wprawdzie automatycznie nie spowodowałby kompensujących transferów z Ukrainy, niemniej pozwoliłby Sejmowi na kontrolę finansową procesu narastania zobowiązań ZUS i zapewnił kontrolę nad ich wysokością w czasie tworzenia budżetu. Inaczej to nawet mający dane dotyczące wysokości strat ZUS może twierdzić, że w przypadku wyemigrowania wszystkich (!) emerytów z Ukrainy do Polski „Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie zna opinii Ministerstwa” „[czy atrakcyjność umowy może] sprzyjać napływowi osób, zainteresowanych pobieraniem w przyszłości atrakcyjniejszej dla nich emerytury” (sic!).

Niekorzystna umowa
Niestety, brak gospodarności dotyczy nie tylko emerytur, ale również rent, gdyż zasada, że beneficjenci powinni ponosić pokrywającą dodatkowe koszty składkę rentową w tym przypadku nie jest respektowana. Mimo obniżenia, w porównaniu z polskimi obywatelami, okresu składkowego pracodawcy zatrudniający obywateli Ukrainy nie płacą pokrywającej wyższe ryzyko ekstraskładki.

Podobnie w sytuacji dopłacania przez ZUS do ukraińskich świadczeń należy uznać, że zasada wypłaty nawet niewielkich składek z rachunku emerytalnego obywateli Ukrainy jest wątpliwa w świetle bulwersującej sytuacji, kiedy ZUS nie zagwarantował analogicznych częściowych świadczeń nawet dla obywateli polskich pracujących przymusowo w Niemczech podczas wojny.

Zapisy umowy w obecnym kontekście są niekorzystne i nielogiczne, a zarazem atrakcyjne dla obywateli Ukrainy, co może skłaniać do imigracji emerytalnej osoby starsze, chcące łatwo nabyć prawo do emerytury z ZUS. Opinia publiczna jest też nieświadoma finansowych konsekwencji realizacji postulatu zalegalizowania pobytu wszystkich Ukraińców, którzy już są w Polsce i tutaj pracują. Mieliby oni automatycznie otrzymać prawo stałego pobytu. W takiej sytuacji może dojść do gwałtownego wzrostu liczby osób uprawionych do otrzymywania świadczeń, bo nawet minimalna polska emerytura, wielokrotnie wyższa niż u naszego południowo-wschodniego sąsiada, będzie atrakcyjnym magnesem skłaniającym do przeniesienia do Polski.

Dlatego bałagan rachunkowy ZUS już przy najbliższym kryzysie spowoduje, że emerytury w Polsce zamiast doganiać świadczenia unijne, zostaną jeszcze bardziej zredukowane do poziomu symbolicznej tzw. emerytury obywatelskiej.

Artykuł opublikowany w „Naszym Dzienniku” 14 listopada 2017 roku.

Dr Cezary Mech

http://www.naszdziennik.pl/mysl/191947, ... ityka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 03 gru 2017, 09:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/12/0 ... y-swiecil/

„… abyś dzień święty święcił”
Posted by Marucha w dniu 2017-12-02 (sobota)

Jeszcze nie tak dawno wciskano Polakom kit, że „nigdzie w Europie” nie zamyka się sklepów w niedzielę, bo to obciach, ciemnota i katolofaszyzm. Celowały w tym żydowskie kanalie z Gazowni.
Admin


W następujących krajach Europy obowiązuje zakaz handlu w niedzielę, z różnymi niewielkimi odstępstwami: Wielka Brytania, Norwegia, Dania, Niemcy, Austria, Belgia, Holandia, Luksemburg, Francja, Hiszpania, Włochy, Szwajcaria, Węgry, Grecja, Cypr, Malta, Ukraina.
Nie powoduje to chaosu, dodatkowego bezrobocia, rozpaczy zapracowanych klientów, którzy „tylko” w niedzielę mogą zrobić niezbędne zakupy, przedsiębiorcy nie grożą z tego powodu państwu.
Jak się okazuje, wprowadzenie takiego zakazu w Polsce spowodowałoby apokalipsę, gdyby wierzyć właścicielom supermarketów, środowiskom lewicowo-demoliberalnym oraz mainstreamowym „przekaziorom”. Nie tylko. Również publicyści określający się jako „prawicowi”, a nawet „narodowi” biją w postulat niedziel wolnych od handlu. Co ma wspólnego akceptacja wyzysku najbardziej bezbronnych pracowników oraz rozmywania świętości niedzieli z poglądami narodowymi, dalibóg nie wiem.
Zauważmy, w PRL – oprócz Święta 3 Maja i 11 Listopada – zniesiono wolne dni od pracy obowiązujące w niektóre święta kościelne. Ostatnie zniesione święta (w 1960 r.) to Trzech Króli (6 stycznia) i Wniebowzięcie NMP (15 sierpnia). Natomiast niedziela stanowiła obowiązkowy dzień wolny od pracy, oczywiście poza zakładami pracującymi w ruchu ciągłym, służbami porządku publicznego itp. Za czasów gierkowskich zrobiono niechlubny „wyjątek” dla górników.
Natomiast rządy demoliberalne praktycznie zniosły niedzielę dla pracowników handlu. Praktyka ta zaistniała pod naciskiem wielkich sieci handlowych, głównie zagranicznych, które pracowników zatrudniały na śmieciowych umowach i w czasie szalejącego bezrobocia dawały minimalne stawki godzinowe.
Rodzinne małe sklepy, aby choć częściowo sprostać konkurencji, też zaczęły handlować w niedzielę. Odrębny problem stanowi praca niedzielna pracowników wielu firm, które zatrudniają minimum ludzi, obciążając ich ponad miarę. I by sprostać wymaganiom pracodawcy, muszą pracować w niedziele, często w domu. Ale ta sprawa nie stanowi przedmiotu niniejszych rozważań.
Umowa Solidarność-PiS
Zabiegając o głosy, PiS uzgodnił z NSZZ Solidarność („S”), że po zwycięskich wyborach przywróci wolne niedziele dla pracowników handlu. 3 czerwca 2016 r. organizatorzy akcji społecznej „Niedziela dla Rodziny” złożyli petycję skierowaną do prezydenta Andrzeja Dudy, na rzecz ograniczenia handlu w niedzielę. Petycję podpisało ponad 30 tys. osób. Akcję zainicjowała organizacja „Misja Gabriela” oraz Rada Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”.
Aby projekt ustawy obywatelskiej mógł być rozpatrywany przez Sejm, wymagane jest co najmniej 100 tys. podpisów. „S” zebrała wielokrotnie więcej podpisów i skierowała projekt do Sejmu we wrześniu 2016 r. Po czym zapadło milczenie „oficjałów”. Dopiero pod koniec marca 2017 r. rząd zaakceptował projekt obywatelski.
W projekcie czytamy m.in.: „Kto dopuszcza się handlu oraz wykonywania innych czynności sprzedażowych w niedziele oraz Wigilię Bożego Narodzenia i Wielką Sobotę zakazanych w Ustawie podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”.
Projektodawcy przewidzieli szereg wyjątków, a to m.in. stacje benzynowe, apteki, piekarnie (do godz. 13.00), niewielkie kwiaciarnie, oraz „placówki prowadzące sprzedaż pamiątek, upominków i dewocjonaliów, w których sprzedaż tych produktów stanowi minimum 30 proc. miesięcznego obrotu sprzedaży”.
Autorzy uzasadniali zakaz następująco: „Niedziela dla katolików to dzień Pański, poświęcony przede wszystkim Bogu, ale też sobie i bliźnim”.
Wprawdzie rząd dał pozytywną rekomendację, ale zgłosił do niego co najmniej kilkanaście uwag. Jak informował rzecznik rządu: „Rząd premier Szydło nie godzi się na to, aby karać chociażby więzieniem osoby, które będą ten zakaz naruszały”. Poinformował też o „zastrzeżeniach co do zakresu zakazu handlu”.
„Niech sobie będą”
Wprawdzie nie można zarzucić ekipie PiS-owskiej nagminnego łamania obietnic wyborczych (wręcz przeciwnie są one realizowane z nielicznymi wyjątkami z żelazną konsekwencją), ale tym razem rząd zmienił ustalenia przedwyborcze.
Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska tak zaprezentowała nowe stanowisko rządu: „…uważamy, że należałoby „etapować” wprowadzanie ograniczeń handlu w niedzielę. Od dawna mówił o tym wicepremier Mateusz Morawiecki, my też o tym mówiliśmy, że etapem rozsądnym, rozsądną propozycją są dwie niedziele w miesiącu, zachowując te pozostałe ograniczenia dotyczące handlu w dni wolne od pracy”.
Zauważyła, że rząd nie może popędzać parlamentu w pracach. Podkreśliła też, iż obecnie przewodniczącym podkomisji rozpatrującej projekt jest Janusz Śniadek, b. przewodniczący „S”. Minister spotkała się nawet z Komisją Krajową „S”, podczas posiedzenia której Alfred Bujara zapytał ją kogo boi się rząd PiS, nie wprowadzając wolnych niedziel, na co Rafalska sprytnie odparła – „złych rozwiązań ustawowych”. W czerwcu br. przewidywała uchwalenie ustawy pod koniec roku z terminem wejścia w życie od 1.01.2018 r. (Obecnie termin ten jest już nieaktualny, ponieważ kolejną dyskusję odroczono.)
Ponieważ PiS ostatnio mówi dwugłosem, odnotować trzeba woltę wicepremiera Mateusza Morawieckiego: „Zakaz handlu w cztery niedziele w miesiącu byłby akceptowalny, rozumiem ten postulat, można się dogadać i jeśli o mnie chodzi, to można rozszerzyć na cztery niedziele. Ale kompromis to kompromis i nie będę załamywał rąk, jeśli będą to dwie niedziele w miesiącu”. PiS-owi świeczkę, Związkowi ogarek.
Rzecznik Pałacu Prezydenckiego Krzysztof Łapiński niewiele wniósł do dyskusji, mówiąc: „Ten spór jest sporem, który ma podłoże ekonomiczne, społeczne i także trochę ideologiczne”. Jak stwierdził, przez ostatnie 27 czy 28 lat właśnie handel w niedzielę służył temu, że wiele sieci handlowych miało dużo większe zyski, ale pracownicy za bardzo z tego nie korzystali. „Bo proszę zobaczyć jak rosły zyski sieci handlowych, tych szczególnie wielkich, jak rosły ich obroty, jak rosły ich zyski, a czy to się przekładało na wyższe zarobki pań przy kasach?” – pytał rzecznik. Podkreślił, że „ten problem trzeba rozwiązać … w tym kształcie, który proponuje teraz podkomisja, czy w jakimś innym”.
Europoseł Jarosław Kalinowski (PSL) określił kompromis jako pewne wyjście, choć „nie zadowoli żadnej ze stron”.
Jak powiedział pos. Grzegorz Długi (Kukiz ’15) „kompromis zawsze jest zgniły … więc czasami trzeba mieć odwagę i spróbować kształtować postawy. (…) Jestem z tego pokolenia, że większość swojego życia przeżyłem, mając w niedziele wszystko zamknięte”. Dodał, że Klub Kukiz 15 jest pro-obywatelski i postuluje, aby obywatele zdecydowali: „Jeżeli większość chce wprowadzenia tych ograniczeń, to niech sobie będą” – przyzwolił Długi.
Opiniami antypolskiej opozycji nie ma co się zajmować, bo z góry wiadomo – skrytykują wszystko, co zaproponuje lub uchwali PiS.
Po poprawkach projekt zakłada handel w drugą i czwartą niedzielę miesiąca oraz w dwie kolejne niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Podkomisja poszerzyła także katalog placówek, które byłyby wyłączone z zakazu handlu w niedzielę. Zmieniła się też wysokość kary dla firm, które nie przestrzegałyby zakazu. Posłowie zaproponowali karę grzywny w wysokości od 1 tys. do 100 tys. zł.
Polska wielkim targowiskiem
Bardzo mocno zakaz handlu we wszystkie niedziele wsparł Kościół.
„Żaden system wyzyskujący człowieka nie przyniesie prawdziwego sukcesu (…) Państwo powinno ją chronić prawem jak świętość. (…) Niedzielę należy zwrócić człowiekowi. (…) Sami do tego dopuściliśmy przez grzech zaniechania” – mówił arcybiskup Wiktor Skworc, apelując do uczestników Pielgrzymki Mężczyzn i Młodzieńców w Piekarach Śląskich, na którą przyjechał prezydent Andrzej Duda. Dodał też: „Dziś Polska – kraj ochrzczonych – wygląda na mapie Europy jak wielkie targowisko. (…) Musimy się bronić przed bezmyślnym trwaniem w kieracie pracy i konsumpcji, z agresywną reklamą w tle”.
Nie tylko arcybp Skworc, ale Prezydium Konferencji Episkopatu Polski zabrało zdecydowany głos w tej sprawie:
„Wyrażamy nasz niepokój wobec losu obywatelskiej inicjatywy Związku Zawodowego „Solidarność”, która została poparta podpisami ponad 500 tys. obywateli naszego kraju.
Tak Konferencja Episkopatu Polski, jak i biskupi poszczególnych diecezji wielokrotnie udzielali tej inicjatywie jednomyślnego poparcia w komunikatach i listach pasterskich, licząc na przywrócenie całemu społeczeństwu niedzieli jako dnia wypoczynku i czasu budowania więzi rodzinnych oraz umacniania relacji społecznych. Niestety, jak wynika z dotychczasowych prac nad ustawą, aktualnie proponowane rozwiązania odbiegają zasadniczo od proponowanego kształtu tej inicjatywy. Milczenie z naszej strony w tej kwestii byłoby zaniedbaniem naszego pasterskiego obowiązku stania na straży dobra wspólnego”.
Wyrażając się z uznaniem o roli „S” w obronie wolnych niedziel, Prezydium KEP podkreśla:
„Wolna niedziela zawiera się w etosie „Solidarności”, z którego nie wolno korzystać wybiórczo, zwłaszcza tym, którzy się na nią programowo powoływali i powołują. W okresie przygotowań do obchodów 100-lecia odzyskania Niepodległości …nie można pominąć niedzieli jako budulca duchowej wspólnoty narodu. Ten społeczny wymiar „uwolnienia” niedzieli zawiera w sobie jedną z podstawowych prawd o naturze człowieka, który współistnieje z innymi tworząc z nimi wspólnotę, społeczność, naród.
Chodzi również o uwolnienie człowieka, gdyż osoba, której odbiera się wolną niedzielę, jest kimś wykorzystywanym. Rzecz nie dotyczy jedynie osób pracujących w handlu – choć to ich los najbardziej leży nam na sercu. Wykorzystywani są również i ci, którym – oferując spędzanie jedynego wolnego dnia w handlowej galerii – zacieśnia się tym samym obszar budowania relacji z innymi do samej tylko konsumpcji, do zdobywania nowych towarów, mających rzekomo nieustannie poprawiać standard życia, co ostatecznie jest formą materializmu praktycznego”.
Końcowe słowa stanowiska KEP wyraźnie skierowane są do ekipy rządzącej:
„Apelujemy więc do tych, którzy mają realny wpływ na kształt prawa w naszym państwie, aby mieli na względzie przede wszystkim dobro obywatela i dobro społeczeństwa, zagrożone – podobnie jak w innych państwach Europy – laicyzacją. Nie wolno zapominać własnych haseł i postulatów wysuwanych w drodze do osiągnięcia władzy, w tak ważnej społecznie kwestii. Nie wolno – nawet wobec lobbingu środowisk, dla których zysk stanowi większą wartość niż człowiek czy naród”.
Nawiązując do setnej rocznicy odzyskania niepodległości, Episkopat wzywa: „Niech integralnym elementem tego święta całego narodu stanie się prawne i definitywne zabezpieczenie wolnej od pracy niedzieli, jako spoiwa umacniającego narodową wspólnotę”.
* * *
W Polsce odbywa się dyskusja najzupełniej zbędna. Niedziela powinna być wolna dla wszystkich pracowników (z oczywistymi wyjątkami, o których pisałem w poprzednim odcinku) i obowiązkiem władz jest przywrócenie świątecznego charakteru tego dnia. Tymczasem zarówno w Sejmie, jak i w mediach trwają debaty na temat: czy i na ile.
Przypomnę, że PiS zobowiązał się do wprowadzenia wszystkich niedziel wolnych dla zatrudnionych w handlu, a NSZZ „Solidarność” opracowała projekt, zebrała ok. 500 tys. podpisów i we wrześniu ubr. złożyła projekt w Sejmie. A „prace” nad projektem trwają ponad rok.
Co więcej rząd – łamiąc przedwyborcze ustalenia „S”-PiS – planuje zakaz handlu w drugą i czwartą niedzielę miesiąca oraz handel w dwie kolejne niedziele przed Bożym Narodzeniem. W rządowej wersji znajdziemy też liczne wyjątki – a jest ich 29! Pacta sunt servanda? Okazuje się, że nie z każdym i nie zawsze.
Dwugłos organizacji przedsiębiorców
Zdaniem Krajowej Izby Gospodarczej (KIG) wprowadzenie w życie zakazu handlu we wszystkie niedziele negatywnie odbije się na polskiej gospodarce. KIG przytacza badania firmy doradczej PwC, według której wprowadzenie zakazu handlu we wszystkie niedziele spowoduje zwolnienie 36 tys. osób i spadek obrotów sieci handlowych o niemal 10 mld zł, natomiast Skarb Państwa mógłby stracić nawet 1,8 mld zł.
Izba domaga się, aby zagwarantować pracownikom wszystkich branż dwie niedziele wolne w miesiącu. Utrzymuje, iż „to rozwiązanie to zadowalałoby zarówno pracowników, jak i pracodawców, a także klientów, z których wielu ceni sobie możliwość robienia zakupów w niedziele”. Nie jest jasne o jakie branże chodzi.
W oświadczeniu KIG znajdziemy także słuszne uwagi. Krytykuje się w nim bardzo długą listę wyłączeń, co „oznacza to, że pracownicy tych punktów będą pracować na takich samych zasadach, jak te aktualnie obowiązujące”.
KIG pisze: „Zamiast kompleksowo rozwiązać problem prostymi przepisami, powiększa się listę wyłączeń. Tak skonstruowana ustawa spowoduje, że ciągle trzeba będzie ją nowelizować, bo np. za kilka miesięcy komuś się przypomni, że w trakcie prac pominięto jakąś grupę zawodową. Poza tym zaproponowany kształt ustawy ewidentnie przedkłada interesy określonych grup zawodowych, pomijając inne. To niesprawiedliwe”.
Nie wszystkie jednak organizacje przedsiębiorców tak krytycznie podchodzą do projektu wszystkich wolnych niedziel, np. Wiesław Jopek, prezes Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej. W wywiadzie dla krakowskiego „Dziennika Polskiego” mówił: „Uwolnienie rynku i pokazanie, że hipermarkety mogą się rozwijać w każdym miejscu doprowadziło do tego, że rynek został tak zawładnięty, że małe i średnie polskie firmy handlowe nie wytrzymują konkurencji z molochami”.
Jopek chce, by w niedziele mogły pracować małe sklepy (za ladą staliby właściciele lub ich rodziny), natomiast supermarkety miałyby bezwzględny zakaz handlu. I dodaje:
„To by bardzo pomogło. Hipermarkety mogą liczyć na pomoc państwa, nawet zza granicy. My na to nie możemy liczyć. Nie możemy też liczyć na stabilność polityki, która nas dotyczy. Państwo obciąża nas wszystkim, co się da; my się zajmujemy biurokracją, a nie pracą.
Gdyby hipermarkety zostały w ten jeden dzień zamknięte, ich pracownicy mieliby trochę odpoczynku, bo są dziś przepracowani, a po drugie – ten mały kupiec może, ale nie musi otworzyć sklep w niedzielę. Jak stwierdzi, że nie chce pracować, to nie będzie. Do momentu uwolnienia rynku, sklepy były w Polsce w niedziele nieczynne i jakoś żeśmy żyli, spędzaliśmy miło czas i nie było żadnej tragedii. Dzisiaj również tej tragedii nie będzie”.
Polemizuje z opinią jakoby wzrosłoby bezrobocie: „To nieprawda. Dzisiaj rynek jest tak wydrenowany, że brakuje pracowników właściwie w każdej dziedzinie. (…) Rynek wchłonie wszystkich. Nawet gdyby hipermarkety zwalniały ludzi – co wątpliwe, bo one też borykają się z brakiem rąk do pracy – to takie osoby zostaną szybko zatrudnione gdzie indziej”.
Nie neguje, że wielkie zagraniczne sieci handlowe będą otwierać małe sklepiki, formalnie rodzinne na zasadzie franszyzy i będą one mogły funkcjonować w niedziele. Prezes Kongregacji tak komentuje to zagrożenie: „To się już dzieje. Hipermarkety mają świadomość, że ten zakaz prędzej czy później je obejmie, więc to robią. Ale my na to nie mamy wpływu. Działalność gospodarcza jest uwolniona, czy masz kwalifikacje czy nie masz. Nie liczy się fachowość, solidarność zawodowa. Liczy się tylko kasa, kasa i jeszcze raz kasa”.
Unijna wymówka rządu
Drugie czytanie opracowanego w komisji projektu ustawy miało się odbyć 8 listopada br., ale nie odbyło się, zostało odłożone ad calendas Graecas. Wytłumaczenie brzmiało raczej nieprzekonywająco. Otóż zakaz handlu internetowego w niedzielę musi być notyfikowany w Komisji Europejskiej. (Tak właśnie wygląda nasza suwerenność.) W związku z tym trzeba albo wykreślić punkt dotyczący handlu internetowego, albo sprawę notyfikować KE, co trwać może do 13 miesięcy. Zupełnie tak, jakby rząd nie dowiedział się dopiero teraz – po wątpliwościach sygnalizowanych przez MSZ.
A tu niespodzianka. W siedem dni po odłożeniu drugiego czytania premier Beata Szydło zdystansowała się od uzgodnionego przez posłów stanowiska: „Ja podzielam zdanie, że wszystkie niedziele powinny być wolne” i dodała: „większość ministrów raczej skłania się ku temu, żeby te wszystkie niedziele były wolne”. Prawdopodobnie zadecydował nacisk „S” i jej przewodniczącego Piotra Dudy.
„Kompromitacja, nie kompromis”
Już w czerwcu Piotr Duda wyrażał swoje niezadowolenie ze ślimaczego tempa prac nad ustawą. Mówił wtedy: „Mam nadzieję, że te prace posuną się bardzo szybko do przodu, bo nasza cierpliwość też się powoli kończy”.
Członek Prezydium „S” Regionu Środkowo-Wschodniego – Marek Wątorski woli używać sformułowania „ochrona niedzieli” zamiast „zakaz”. Twierdzi on:
„Myślę, że tak jak przyzwyczailiśmy się do zakupów w niedzielę, tak bardzo szybko się od tego odzwyczaimy. Dzisiaj obserwuję, że niedzielny wypad z rodziną do galerii handlowej staje się sposobem na życie. Są pewne systemy wartości i zachowania społeczne, które państwo powinno wspierać.
W tym wypadku chodzi o wartości rodzinne. Wprowadzenie ochrony niedzieli wymusi na obywatelach uszanowanie człowieka, który stoi za ladą”. Informuje też: „Dane Eurostatu potwierdziły, że przeciętny pracownik handlu w Polsce pracuje dwa razy więcej niż jego odpowiednik w Europie Zachodniej. Nie jest tajemnicą, że polscy pracownicy handlu są wyzyskiwani. Jest jakaś przewrotność dziejowa w tym, że w PRL komuniści szanowali i chronili niedzielę”.
Przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu „S” – Alfred Bujara następująco ocenia projekt wypracowany w Sejmie: „Poprawki wprowadzone przez posłów PiS do naszego projektu sprawią, że zakaz będzie fikcją. (…) Wbrew obywatelskiemu projektowi, obowiązek pracy w niedziele obejmie też pracowników magazynów i centrów logistycznych sieci handlowych”.
Oburzenie „S” wywołało dopuszczenie hipermarketów i dyskontów ulokowanych przy hotelach, na stacjach i dworcach, a także prowadzących dodatkowo sprzedaż paliwa. Jest to furtka, dzięki której hipermarkety postarają się o stacje paliw, przy której będą handlowały w niedzielę.
Co więcej, pełne zatrudnienie niedzielne będzie możliwe także w każdym sklepie, który w okresie od 1 czerwca do 30 września wprowadzi do swojej oferty jakąkolwiek, chociażby najprostszą, maszynę rolniczą. Następną furtkę stanowi wspomniany już handel elektroniczny, który rozwija się w Polsce bardzo szybko. W tym roku, jak się przewiduje, jego wartość ma przekroczyć 40 mld zł, czyli rocznego przychodu „Biedronki”. A w tym przypadku decydować będzie KE.
„Oświadczamy, że aktualna treść ustawy nie spełnia oczekiwań obywateli Rzeczypospolitej, którzy swoim podpisem udzielili poparcia dla ustawowej ochrony niedzieli. (…) Sankcjonuje (rządowy projekt – ZL) nadmierną eksploatację pracowników i jest zaprzeczeniem deklarowanej przez obóz rządzący” – czytamy w oświadczeniu zawiązanego przez „S” Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, który opracował i złożył w Sejmie projekt chroniący niedzielę.
Zdaniem pomysłodawców, poprawki naniesione przez posłów podczas posiedzenia komisji sejmowej, dzielące niedziele na handlowe i wolne, zaprzeczają celowi inicjatywy, jakim jest „ochrona szczególnego charakteru każdej niedzieli”. Oskarżają oni posłów o realizowanie postulatów lobby zagranicznych sieci handlowych. Ich zdaniem „rzeczywistym skutkiem poprawek poselskich będzie utrzymanie przez sieci handlowe pełnej operacyjności wielu hipermarketów we wszystkie niedziele roku. (…) Dotyczy to przede wszystkim zgody na wielkopowierzchniowy handel niedzielny przy dworcach kolejowych i autobusowych, w centrach handlowych połączonych z hotelami, jak również w hipermarketach prowadzących dodatkowo sprzedaż paliwa”
Komitet wskazuje, że wprowadzone poprawki „zaburzyły wewnętrzną logikę pierwotnego projektu obywatelskiego i dają szerokie pole do obchodzenia zapisów ustawy”, toteż wzywa Sejm do „przywrócenia projektowi ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę treści zawierającej rozwiązania przewidziane w pierwotnej wersji projektu, pod którym podpisało się ponad pół miliona obywateli”. Piotr Duda twierdzi, że związek został przez PiS „oszukany” i „przyszedł czas na to, by skarcić” posłów Prawa i Sprawiedliwości. „To już nie jest nasz projekt” – zaznaczył.
W wywiadzie dla „Naszego Dziennika” szef „S” mówił: „Dwie niedziele to mydlenie oczu. Oczekuję, że posłowie będący członkami Solidarności wniosą poprawki przywracające kształt ustawy zgody z wnioskiem obywatelskim. Z wolnych niedziel dla pracowników handlu nigdy nie zrezygnujemy”.
I dalej: „To kompromitacja, nie kompromis. To jest polityczne mydlenie oczu. (…) W sprawie niedziel mieliśmy w kampanii wyborczej jasną deklarację i czujemy się oszukani. Dla nas to tak samo ważne jak wiek emerytalny. I tak samo jak wieku emerytalnego handlu w niedzielę nie odpuścimy. Chciałbym, aby PiS miało tego świadomość”. Powołał się przy tym na art. 9 konkordatu, który mówi wyraźnie, że niedziela jest dniem wolnym od pracy i dodał: „To umowa międzynarodowa, która tak jak konstytucja podlega ocenie Trybunału Konstytucyjnego”.
Nowa „bitwa o handel”
W latach stalinowskich Hilary Minc – ówczesny dyktator polskiej gospodarki w kwietniu 1947 ogłosił tzw. bitwę o handel, co miało zlikwidować prywatne sklepy. Towarzyszyły temu drakońskie ustawy i jeszcze bardziej drakońskie praktyki. W rezultacie tej akcji liczba prywatnych sklepów spadła z ponad 134 tys. w 1947 r. do ok. 78 tys. w 1949.
Dziś odbywa się kolejna „bitwa o handel”. Solidarność, walcząc o wolne niedziele w handlu jednocześnie chce uchronić małe rodzinne sklepy przed bankructwem w efekcie nierównej konkurencji z zagranicznymi sieciami handlowymi, które nadto nie płacą podatków, gdyż próba ich wprowadzenia została zablokowana przez Komisję Europejską.
Rząd ugiął się pod dyktatem Brukseli, mimo że proponowane rozwiązania w niczym nie odbiegały od stosowanych w wielu krajach należących do UE. To bardzo ważny aspekt batalii, toczonej przez „S”.
Wróćmy jednak do sedna tematu. Ochrona niedzieli jako dnia wolnego, również dla pracowników handlu (a jest ich ok. 1,6 mln), ma aspekt religijny, który powinien być brany poważnie pod uwagę w kraju katolickim. Najdobitniej ten aspekt problemu naświetlił Episkopat i poszczególni biskupi, które to opinie przytaczałem w poprzednim odcinku. Innymi słowy: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” – jak mówi III przykazanie.
Ma również charakter społeczny. Praca w niedziele rozbija więzi rodzinne, a zastępowanie niedzieli innym dniem wolnym od pracy kwestii nie rozwiązuje. Przy wydłużającym się dniu pracy niedziela stanowi jedyny dzień na odpoczynek, rodzinne spotkania i okazję do umacniania tych więzi. Dlaczego mają być pozbawieni tego pracownicy handlu? Drugi element to ograniczenie wyzysku pracowników przez wielkie zagraniczne sieci handlowe. To silnie zakorzeniona polska tradycja – niedziela dla rodziny.
Prawo i Solidarność głosi repolonizację gospodarki i politykę prorodzinną, a postawa partii Kaczyńskiego wobec pracy w niedzielę jaskrawo przeczy głoszonym zasadom. Zarzut ulegania lobby zagranicznych sieci handlowych wydaje się wysoce usprawiedliwiony, skoro wypichcony w Sejmie projekt w sposób jaskrawy zawiera luki prawne, jakby specjalnie stworzone do ominięcia zakazu handlu w niedzielę.
Zadziwia ambiwalentna postawa PiS w tej sprawie. I nie chodzi tu tylko o złamanie umowy przedwyborczej z Solidarnością. Ugrupowanie rządzące ma bez liku wrogów (tak w kraju, jak i zagranicą) i niewielu zwolenników. A jednocześnie zraża sobie potężną organizację, którą jest NSZZ „Solidarność”.
Tendencje samobójcze?
Ci, którzy – niekiedy z pianą na ustach czy z pianą na komputerze – sprzeciwiają się ochronie niedzieli okazują w ten sposób nie tylko maksimum egoizmu, ale i lekceważenia ciężko pracujących i marnie opłacanych pracowników supermarketów. Jednocześnie – świadomie lub nie – biją w ledwo dyszące rodzinne sklepy. Z reguły są to ludzie, którzy mają do dyspozycji nie tylko niedziele, ale i wolne soboty. Nie wolno im ulegać!

Zbigniew Lipiński
22 listopada 2017 r.

PS. Sejm przyjął ustawę o handlu w niedzielę 24 listopada. Jej założenia i dalsze losy omówi Autor w następnym numerze MP.

http://www.mysl-polska.pl/1398
http://mysl-polska.pl/1411


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 05 gru 2017, 09:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nowastrategia.org.pl/polskie ... -wietnamu/

POLSKIE STATKI POSZUKIWAWCZO-RATOWNICZE DLA WIETNAMU
Aktualności Gru 4, 2017 Rafał Muczyński -

Obrazek
Wizualizacja statku SAR projektu RMDC 3074. / fot. Remontowa Marine Design & Consulting.


CENZIN sp. z o.o., należąca do Grupy PGZ, poinformowała, że została brokerem i koordynatorem w projekcie dostarczenia wietnamskiej Straży Wybrzeża sześciu morskich jednostek poszukiwawczo-ratowniczych typu SAR.


Regiony odpowiedzialności wietnamskiej Straży Wybrzeża. / Wikimedia Commons (domena publiczna).


W piątek, 1 grudnia br. należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) S.A. spółka CENZIN, poinformowała, że została brokerem i koordynatorem w projekcie dostarczenia Straży Wybrzeża Socjalistycznej Republice Wietnamu (Cảnh sát biển Việt Nam) sześciu morskich jednostek poszukiwawczo-ratowniczych typu SAR (Search And Rescue). Ramową umowę kredytową, obejmującą przede wszystkim ten kontrakt, podpisali 28.11.2017 r. w Hanoi prezydent Andrzej Duda oraz prezydent Wietnamu Trần Đại Quang. Wartość kontraktu to ok. 200 mln EUR, które zasilą polską branżę okrętową.
Jednostki typu SAR są wysoko wyspecjalizowanymi statkami ratowniczymi służącymi do prowadzenia działań w morskiej strefie odpowiedzialności danego kraju. Pozwalają na udzielenie pomocy medycznej, jak również prowadzenie długotrwałych działań poszukiwawczych w każdych warunkach hydrologiczno-meteorologicznych.
Linia brzegowa Wietnamu wynosi 3.444 km, czyli niewiele mniej niż suma długości granic Polski. W związku z tym kraj ma specyficzne potrzeby dotyczące bezpieczeństwa i ochrony na wodach terytorialnych, szczególnie że w jego pobliżu przebiegają szlaki łączące Chiny z Europą, Afryką i Bliskim Wschodem.
Osiągnięcie porozumienia w zakresie wykonania jednostek SAR poprzedziły kilkuletnie negocjacje z Narodowym Komitetem Poszukiwawczo-Ratowniczym Wietnamu (National Committee for Search and Rescue; NCSR). Statki, które wyprodukuje polska branża okrętowa, dostarczone zostaną do Wietnamu w następującej konfiguracji: w pierwszej kolejności będą to dwie gotowe jednostki poszukiwawczo-ratownicze SAR, następnie cztery jednostki SAR w pakietach do złożenia w stoczni wskazanej przez zamawiającego (pakiety te zostaną wyprodukowane w Polsce).
Przedmiotem umowy są również: dokumentacja projektowa, pakiety materiałów i wyposażenia do budowy czterech jednostek w stoczni wietnamskiej. Polscy specjaliści będą też współuczestniczyć w pracach stoczniowców wietnamskich, co wpisuje się w długoletnią tradycję szkolenia przez Polskę kadr z tego kraju.
Czas trwania projektu to około 4 lata. Projekt ma jednak charakter dynamiczny – rozpoczęcie kolejnych etapów projektu uzależnione jest od spełnienia warunków wykonania etapów poprzedzających. Wartość kontraktu to ok. 200 mln EUR. W najbliższych miesiącach planowane jest podpisanie umowy wykonawczej finansującej projekt. Jeżeli negocjacje te pójdą sprawnie, to budowa pierwszej jednostki rozpocznie się w 2018 roku.


Fot. CENZIN sp. z o.o.


Nie jest to pierwszy projekt CENZIN w Wietnamie. Spółka jest również aktywna w projekcie budowy zaplecza badawczego Uniwersytetu Morskiego w Hajfong, czwartym co do wielkości mieście kraju. Spółka działa również na rynkach Algierii i Indii, oferując rozwiązania dla sił zbrojnych i służb odpowiedzialnych za utrzymanie porządku publicznego. Nie dalej jak dwa tygodnie temu CENZIN przekazał Marynarce Wojennej Algierii żaglowiec szkolny El-Mellah, którego wartość wyniosła ok. 40 mln EUR. Na rynku polskim Spółka jest również dystrybutorem broni i amunicji takich marek jak Barrett, B&T, Haenel, Mossberg, Colt, Diamondback, Primetake, Lapua oraz Sellier&Bellot. CENZIN jest stałym dostawcą kluczowych polskich jednostek specjalnych.
Straży Wybrzeża Wietnamu operuje obecnie flotą dwunastu statków poszukiwawczo-ratowniczych: dwie rodzime jednostki patrolowe/SAR typu TS-500CV (numery burtowe: CSB-6008 i CSB-6009) o wyporności 398 ton, dwie rodzime jednostki patrolowe/SAR typu Offshore patrol vessel (CSB-6006 i CSB-6007) o wyporności 1.200 ton, pięć holendersko-wietnamskich jednostek SAR typu Damen Salvage (CSB-9001, CSB-9002, CSB-9003, CSB-9004 i CSB-9005) o wyporności 1.400 ton oraz trzema holenderskimi jednostkami SAR typu Damen Stan 4100 (SAR-411, SAR-412 i SAR-413) o wyporności 206 ton.

Źródło:
cenzin.com: Polskie statki SAR dla Wietnamu
http://www.cenzin.com/polskie-statki-sar-dla-wietnamu/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 05 gru 2017, 16:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Obronić ministerstwo przed lobbystami

Trwa walka o realizację kolejnego projektu Ministerstwa Finansów, wpisującego się w szersze porządki w polityce podatkowej państwa – wprowadzenie akcyzy na papierosy elektroniczne. Ma to przynieść budżetowi dodatkowe 75 mln zł rocznie. Lobbyści stawiają jednak twardy opór.

Ministerstwo Finansów, powołując się na Światową Organizację Zdrowia, uzasadnia, że e-papierosy – najdelikatniej rzecz ujmując – nie są neutralne dla zdrowia. Ponadto ich rynek, po kilku latach dynamicznego wzrostu, jest już dojrzały. Wreszcie, są one substytutami tradycyjnych papierosów, a opodatkowanie pozwoli na monitorowanie procesu i skali ich produkcji.

Producenci płynów do e-papierosów protestują, mimo że zaproponowana przez MF stawka jest – można powiedzieć – „preferencyjna”. Preferencja ta wydaje się zresztą słuszna, bo szkodliwość zwykłych papierosów jest jednak większa, ale ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że do produkcji tych drugich wykorzystywany jest przynajmniej tytoń z polskich plantacji, podczas gdy rynek płynu do e-papierosów zdominował u nas jeden zagraniczny koncern.

Niech więc e-papierosowi lobbyści, zamiast wykorzystywać w dyskusji argumenty w rodzaju porównań litra płynu do kilograma tytoniu (wielkości z natury rzeczy nieporównywalne), cieszą się, że nikt w Ministerstwie Finansów ani w Ministerstwie Zdrowia nie wpadł jeszcze na pomysł preferowania podatkowego innych tzw. wyrobów nowatorskich, które są nie tylko mniej szkodliwe od tradycyjnych papierosów, ale i oparte na naturalnym tytoniu. Wtedy naprawdę mieliby problem. Może szkoda?

Dr Marian Szołucha

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... stami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 12 gru 2017, 14:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Innowacyjna Polska to nie tylko hasło

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, prezesem Zarządu Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Oddział Wojewódzki w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przed jakimi wyzwaniami stoi teraz Mateusz Morawiecki, premier, minister finansów i rozwoju w jednej osobie?
– Najważniejsze zadanie, jakie stoi teraz przed rządem premiera Morawieckiego, to poprawa jakości kapitału społecznego w Polsce. Haniebne zachowania tzw. totalnej opozycji nie dają takiego komfortu i spokoju do dobrych zmian i rozwoju społeczno-gospodarczego, jakie mieli chociażby twórcy tzw. cudu gospodarczego Niemiec czy Japonii. Tam po przegranych wojnach wszyscy działali w interesie rozwoju własnego kraju. W Polsce grupa polityków antynarodowych nieustannie prowokuje i rozpowszechnia w świecie antypolskie kłamstwa, które niestety mają wartość miliardów dolarów i euro. Te mniej i bardziej widoczne czy niewidoczne europoselskie ręce i głosy antypolskiej propagandy pozbawiają Polskę i Polaków realnych korzyści i dochodów. Musimy mieć świadomość, że celem opłacanej targowicy jest świadome, w interesie innych, poniżanie i niszczenie silnej Polski i dostatnio żyjących we własnym państwie Polaków. W sferze gospodarczej najważniejsze wyzwanie to przyspieszenie budowy silnych polskich firm zdolnych do podboju słabnącej Europy i zdolnych do oferowania na światowych rynkach produktów finalnych. Kolejne wyzwanie, a właściwie zadanie to przejście od fazy retuszu systemu podatkowo-prawnego do fazy totalnej likwidacji ustaw, przepisów i urzędników, nie tylko tych w sędziowskich togach, hamujących rozwój przedsiębiorczości w Polsce i bogacenie się Polaków.

Czy podporządkowanie resortów gospodarczych jednemu ośrodkowi decyzyjnemu to dobre rozwiązanie, nie nazbyt obciążające?
– Przed 80 laty wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski bez internetu, ipada, smartfona i autostrad w nieprawdopodobnym tempie tworzył i wprowadzał w życie 15-letni plan rozwoju kraju. Koncentracja decyzji sprzyjała szybkim, racjonalnym, kreatywnym decyzjom. Była dobrym rozwiązaniem i nie zaszkodziła. A pomocników do wykonywania poleceń twórca Centralnego Okręgu Przemysłowego miał nieporównywalnie mniej, niż ma ich do dyspozycji premier Mateusz Morawiecki.

Udział inwestycji w PKB jest najniższy od 21 lat. Czy w tym kierunku pójdą też działania rządu Morawieckiego?
– Faktycznie, według danych za 2016 r. nakłady brutto na środki trwałe wyniosły w Polsce prawie 336 miliardów złotych (udział w PKB 18,1 proc.) i były niższe o ponad 25 miliardów złotych w stosunku do 2015. Jeśli przeanalizujemy wyniki pierwszego półrocza 2017 r., to okazuje się, że według danych GUS nakłady inwestycyjne podmiotów gospodarczych zatrudniających 10 i więcej osób wyniosły 52,8 miliarda złotych i były niższe o 905 milionów złotych w stosunku do I półrocza 2016 r. Ale w I półroczu 2017 r. nakłady na wartości niematerialne i prawne wyniosły 6,6 miliarda złotych, a rok wcześniej za I półrocze 13,5 miliarda złotych. Warto o tym pamiętać, bo inwestycje w budynek czy linię technologiczną to coś innego niż inwestycja w wartości „trudno mierzalne i trudno porównywalne”. Co ciekawe, liczba nowo rozpoczętych środków trwałych w budowie w pierwszym półroczu 2013 r. wynosiła 83 841, w 2015 r. – 98 171, a w 2017 r. – 111 407, o ponad tysiąc więcej niż w roku 2016. A zatem więcej niż w poprzednich latach przedsiębiorców uruchamia nowe przedsięwzięcia. I już tylko jako ciekawostkę można podać, że tak ważny dla firm wskaźnik rentowności obrotu netto w 2013 r. wynosił 3,8 proc, a w pierwszym półroczu 2016 r. i 2017 r. 4,8 proc. Nie ulega wątpliwości, że wspieranie racjonalnych, prorozwojowych inwestycji będzie najważniejszym obszarem działalności rządu Morawieckiego.

Mimo spekulacji nowy-stary rząd pod nowym przewodnictwem pozostaje właściwie w niezmienionym stanie. Jak długo może potrwać ten okres przejściowy?
– Stan przejściowy w wielu krajach bez rządu trwał nawet kilka lat, a jednak państwo funkcjonowało. Pytanie zasadnicze brzmi: jaki sens ma zmiana rządu w roku wyborczym? Przecież pojedynczych ministrów można zastąpić innymi w każdej chwili.

Rekonstrukcja podobno ma być w styczniu. Kto może spać spokojnie, a kto nie i co, Pana zdaniem, należałoby zmienić, co poprawić, co szwankowało dotychczas?
– Polska poniżana nieustannie przez polityków typu Cohn-Bendit, Schulz, von Thun czy Timmermans oraz antypolskie, światowe, lewacko-nowojorskie media potrzebuje polityków odważnych, potrafiących godnie zwalczać antypolskie oszczerstwa. Potrzebuje polityków, którzy nie będą oddawać hołdów miłośnikom ludobójców z OUN-UPA. W gospodarce jest już najwyższy czas na sprawiedliwy, prosty i tani system podatkowy. A w systemie prawa najwyższy czas na uczciwych urzędników. Rząd premiera Morawieckiego to być może także ostatnia szansa na przełamanie inercji w relacjach nauka-biznes.

Da się przekształcić polską gospodarkę z montowni na bardziej innowacyjną?
– Jest to ogromnie trudne, bo niestety ponad 20 lat polityki oddawania wszystkiego, co najlepsze, innym za darmo czy półdarmo stworzyło pustynię w przemyśle. Zniknęło tysiące technologów, konstruktorów, patentów, polskich produktów. Szansą są inteligentne specjalizacje i Gospodarka 4.0. Kolejna, czwarta rewolucja przemysłowa to ogromna szansa dla ambitnych i kreatywnych Polaków. Sukcesy w świecie nowych technologii są szansą na duże pieniądze, a te umożliwią – być może kiedyś – najbogatszym przejęcie cząstki tego, co tak bezkarnie specjaliści od Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, Programu Powszechnej Prywatyzacji i Otwartych Funduszy Emerytalnych ukradli Polsce i Polakom. Na przykład na Podkarpaciu produkujemy w Mielcu elektryczne meleksy, a w Sanoku autobusy Autosan. Z całą pewnością to nie są montownie. Zwiększenie produkcji np. 10 razy jest możliwe. Przecież w latach 70. XX wieku produkcja popularnych sanosów była znacznie większa. Innowacyjna Polska to nie tylko hasło i wyzwanie dla rządu Morawieckiego, to misja wszystkich, no, może prawie wszystkich, Polaków.

NSZZ „Solidarność” jednak nie otwiera korków z szampanem i bardzo wstrzemięźliwie odnosi się do zmiany na stanowisku premiera. Są ku temu powody?
– Warto na ten aspekt spojrzeć nieco szerzej. Gospodarka obok aspektu społecznego ma niestety także aspekt dochodowy. Obecnie według ocen wielu uznanych światowych ekonomistów 99 proc. światowego bogactwa należy do 1 proc. najbogatszych ludzi globu. W świecie gospodarki potrzebna jest wiedza, spryt i sztuka kreatywnego przewidywania zagrożeń. Sztuka zabezpieczenia się przed ryzykiem, np. stopy procentowej czy kursu waluty. Roman Dmowski czy Ignacy Paderewski dzięki swojej wiedzy i kreatywności znakomicie przyczynili się do odzyskania niepodległości przez Polskę. Premier Morawiecki ma szansę na przeprowadzenie korzystnej dla Polski i Polaków zmiany. Warto, by to osiągnął, ale sam tego nie uczyni. Prawie sto lat temu Polacy z trzech podzielonych części kraju, wykształceni w Wiedniu, Berlinie i Petersburgu czy Moskwie rozpoczęli odbudowę niepodległej Rzeczypospolitej. Chociażby z tego powodu warto zaufać nowemu premierowi.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... haslo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 13 lut 2018, 12:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Futerkowy efekt domina

Wiele już powiedziano o skutkach ewentualnego wprowadzenia w Polsce zakazu hodowli zwierząt futerkowych – dla rolnictwa, budżetu, handlu zagranicznego, rynku pracy, branż kooperujących, gospodarki lokalnej etc. Nikt jednak nie zauważył, że polscy rolnicy z branży futerkowej zawdzięczają swój międzynarodowy sukces także współpracy ze znakomitymi naukowcami z rodzimych uczelni.

Dopiero kilka dni temu Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w odpowiedzi na poselską interpelację, zwróciło uwagę, że w strukturach aż siedmiu publicznych uczelni znajdują się komórki organizacyjne zajmujące się tematyką związaną z hodowlą zwierząt futerkowych.

Jedną z nich jest najważniejsza polska uczelnia rolnicza, czyli Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego. Jej przedstawiciel, prof. dr hab. Marian Brzozowski, na antenie jednej z telewizji internetowych stwierdził niedawno:

„Do tej branży należy także nauka. Do tej branży należy także szkolnictwo wyższe. Mamy w kraju, w przyrodniczych uniwersytetach, jednostki zajmujące się hodowlą zwierząt futerkowych. Mamy specjalistów, naukowców, którzy z jednej strony prowadzą zajęcia dydaktyczne, a z drugiej strony prowadzą badania naukowe na ten temat. I teraz, w momencie gdybyśmy nagle stwierdzili – z dnia na dzień – że ta hodowla jest zakazana, to ja się pytam: co ze mną? Ja w takiej sytuacji przechodzę chyba na jakieś strukturalne bezrobocie, skoro cały mój dorobek, całe moje badania są nic niewarte? Co mam powiedzieć moim kolegom, naukowcom z całego świata, którzy zaplanowali, że w 2020 roku będziemy w Polsce organizować Światowy Kongres Hodowli Zwierząt Futerkowych? [...] Polscy naukowcy są członkami organizacji IFASA (International Fur Animal Scientific Association), a ja jestem przedstawicielem Polski we władzach tej organizacji. [...] I teraz, w tej sytuacji czasami budzę się rano i mówię: co ja mam robić?”.

Przy innej okazji prof. Brzozowski, próbując scharakteryzować istotę branży futerkowej, napisał:

„Hodowla zwierząt futerkowych to dział rolnictwa, który zawsze mógł liczyć tylko na własną aktywność hodowców, dostosowując się do zmieniających się warunków i nie spodziewając się żadnych ulg ani specjalnego traktowania ze strony władz. Być może właśnie takie podejście spowodowało, że branża futerkowa ma mocne podstawy, jest oparta na nowoczesnych fermach będących własnością prywatną. Hodowla zwierząt futerkowych jest więc stabilnym działem gospodarki, przynoszącym krajowi wymierne korzyści”.

Inicjatorzy projektu zakazu hodowli zwierząt na futra, podobnie jak wszyscy rządzący, powinni zdać sobie sprawę z tego, że unicestwiając jedną branżę, wyjmą kolejną cegłę z budowli, którą jest gospodarka narodowa i całe nasze życie społeczne. Warto przy takich działaniach uważać, by przypadkiem nie naruszyć tej wcale jeszcze nie najmocniejszej konstrukcji i nie spowodować prawdziwej katastrofy.

Dr Marian Szołucha

https://naszdziennik.pl/ekonomia-gospod ... omina.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 28 lut 2018, 10:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Euro korzystne jedynie dla silnych gospodarek

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Platforma ponownie sięga po pomysł przyjęcia przez Polskę waluty euro. Czemu ma służyć debata, jaką proponuje Grzegorz Schetyna?
– Ta „wielka merytoryczna narodowa debata” o wprowadzeniu euro w Polsce, jaką proponuje Platforma, to jest pewna ucieczka do przodu tej formacji. Grzegorzowi Schetynie i spółce widać chodziło o zaprezentowanie jakiegoś oryginalnego pomysłu, czegoś, czym tracąca w sondażach formacja mogłaby przykuć uwagę społeczeństwa. Tyle tylko, że nie jest to żadna oryginalna propozycja czy też nowatorski pomysł. Przypomnę, że – jak zapowiadał Donald Tusk – euro w Polsce miało być wprowadzone już w 2011 roku. Ówczesny premier tak wprowadzał nas do strefy euro, że Polska do dzisiaj tam się nie znalazła. I dobrze. Więc to, co dzisiaj proponuje Grzegorz Schetyna, to nic innego jak odgrzewany polityczny kotlet, który – nawiasem mówiąc – już trochę cuchnie. Widać jednak, że na bezrybiu i rak ryba. Dzisiaj Platforma, usiłując utrzymać się na powierzchni, szuka pomysłu na zaistnienie, tyle tylko, że to, co proponuje, jest nieświeże, a sama propozycja nierealna.

W traktacie akcesyjnym zgodziliśmy się, że kiedyś, kiedy euro będzie wychodziło naprzeciw naszym interesom czy je realizowało, to tę walutę przyjmiemy. Czy to jest ten czas?
– Zasadnicze pytanie na dzisiaj brzmi: czy przyjęcie euro jest w interesie Polski czy nie jest? Czy zależy nam na tym, żeby podobnie jak Litwini czy inne kraje, które, owszem, przyjęły euro, ale zakupy głównie towarów spożywczych robią u nas w Polsce, bo w swoim kraju zwyczajnie nie stać ich na to? I trudno się dziwić, bo nie da się porównać gospodarki litewskiej do gospodarki niemieckiej. W tej sytuacji warto policzyć i zauważyć, jak wielkie są dysproporcje między tymi dwoma państwami. Zarobki – tak jak opowiadali mi Litwini i mieszkający tam Polacy, kiedy byłem u nich w kraju – mówią wyraźnie, że tyle się zmieniło po wprowadzeniu waluty euro, że ceny towarów i usług są w euro, ale zarobki są wciąż na starym poziomie. I to jest ta różnica – bardzo odczuwalna w rodzinach i w codziennym życiu ludzi.

Komu zatem służy euro w większości?
– Waluta euro służy przede wszystkim tym, którzy mają wysokie zarobki, które są grubo ponad średnią krajową. Przy tym należy też brać pod uwagę pewne realia polityczne, a mianowicie, że euro nie jest walutą stricte ekonomiczną, ale jest walutą tak naprawdę opartą o politykę. Gdyby bowiem na serio brać euro, to Grecja, Hiszpania czy Włochy już dawno powinny być bankrutami. Nie są tylko dlatego, że euro jest walutą polityczną, która nie ma oparcia w realiach gospodarczych. Inaczej rzecz ujmując, dzisiaj, kiedy ktoś chce nas „ożenić” czy wrobić w euro, zwyczajnie nas oszukuje, bo na euro zarabiają tylko najwięksi, najbogatsi. Natomiast ci najmniejsi zawsze będą holowani, pełniąc rolę dopłacających do tego całego interesu.

A w wymiarze międzynarodowym?
– W wymiarze międzynarodowym na euro najbardziej korzystają oczywiście największe gospodarki. Dzisiaj w Europie największą gospodarkę mają Niemcy i co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości.

Nie wszystkie kraje Unii Europejskiej – lepiej rozwinięte od nas, jak Wielka Brytania czy Dania, przyjęły wspólną walutę euro…
– Te państwa zwyczajnie pilnowały swoich rodzimych gospodarek i dlatego nie zgodziły na przyjęcie waluty euro. To pokazuje pewien realizm i – jak sądzę – powinniśmy korzystać z doświadczeń większych, mądrych państw, ale nie możemy kierować się instynktem stadnym. Politykę trzeba prowadzić w oparciu o realia tu i teraz, kierując się dobrem nie tylko najbogatszych czy najbardziej przedsiębiorczych Polaków, ale także tych, którzy zarabiają 1450 złotych miesięcznie. Stawki po wprowadzeniu euro bez wątpienia wzrosną, a nie spadną i na nic się zda tłumaczenie, że dzięki temu będzie uproszczona formuła przy wyjazdach za granicę. Przecież dzisiaj nie ma z tym problemu, bo każdy, kto chce wyjechać za granicę, płaci kartą pod warunkiem, że ma na niej środki. Jak zatem widać, to nie jest żaden problem, natomiast problemem jest sytuacja gospodarcza Polski, bo przed nami jeszcze co najmniej dwie dekady nadrabiania zaległości po PRL-u.

Jakie jest Pana zdanie w kwestii euro?
– Powiem krótko: jestem zdecydowanie przeciwny wprowadzaniu euro w Polsce. Realizm polityczny oraz polskie tu i teraz mówi wyraźnie, że nie możemy się zgodzić na przyjęcie euro w Polsce, bo to się nam zwyczajnie nie opłaca.

A co z referendum w tej sprawie?
– Warto zapytać rodaków, co o tym pomyśle sądzą, i co ważne, bądźmy gotowi zaakceptować wolę suwerena. Niestety w Polsce bywa często tak, że stawiane są pytania, ale wola ludzi jest lekceważona. W mojej ocenie suweren ma prawo się wypowiedzieć, zwłaszcza w sprawie tak ważnej dla naszej przyszłości, ważne tylko, żeby głos Polaków został uwzględniony.

Czyli euro, owszem, ale dopiero w momencie, kiedy będzie elementem stabilizacji dla Polski?
– Tak. Może warto przypomnieć opinie w tej sprawie ministra finansów, wicepremiera polskiego rządu, śp. prof. Zyty Gilowskiej, która powiedziała wyraźnie, że wprowadzenie euro ma sens tylko wtedy, kiedy będziemy silną gospodarką i kiedy to się nam będzie opłacało. Tak długo, jak się to nam nie opłaca, nie ma sensu o tym poważnie dyskutować. Natomiast polityczne mrzonki czy wizje, które dzisiaj Platforma musi roztaczać wokół siebie, aby utrzymać swój kurs, służą temu, aby nie odpłynęły od niej resztki dawnego elektoratu. Powtórzę raz jeszcze, że premier Donald Tusk już raz nas do strefy euro wprowadzał. Zostało z tego tylko to, że za sprawą Platformy ciągle nad tym dyskutujemy. To pokazuje, że Platforma to formacja od początku do końca niepoważna, zarówno wtedy, kiedy jest przy władzy, jak i wtedy, kiedy jest w opozycji, i to dotyczy nie tylko waluty euro. „Partia władzy” miała wszystkie atuty w ręku, żeby wprowadzić w Polsce walutę euro, ale tego nie zrobili, a dzisiaj twierdzą, że w końcu się namyślili i próbują zaklinać rzeczywistość.

Temat euro powrócił podczas rady krajowej Platformy, która odbyła się pod hasłem „Tak dla Europy”…
– Przekaz, jaki miał popłynąć z tego spotkania, owszem, dotyczył nowoczesnego patriotyzmu, tymczasem w pierwszym szeregu znalazła się Róża Gräfin von Thun und Hohenstein, co też było bardzo wymowne. Jeśli tak ma wyglądać nowoczesny patriotyzm, to ja za taki patriotyzm uprzejmie dziękuję. Natomiast nowością było to, że Schetyna w swoim przemówieniu wspomagał się prompterem. Miało być nowocześnie, rzec można: po amerykańsku, a jak wyszło, każdy, kto widział, mógł sam ocenić.

Na spotkaniu pojawili się dawno niewidziani Europejczycy: Elżbieta Bieńkowska i Radosław Sikorski…
– Jestem ciekaw, czym Radosław Sikorski przekonał Grzegorza Schetynę i czym wytłumaczył swoją opinię na temat obecnego przywódcy Platformy, wyrażoną na słynnych już taśmach prawdy w restauracji „Sowa & Przyjaciele”. Przypomnę, że Sikorski mówił wprost o stylu Schetyny jako o człowieku bez poglądów oraz o tym, że nie nadaje się on na premiera. Ciekawe, co się od tamtego czasu zmieniło i czyżby Grzegorz Schetyna miał tak krótką pamięć?

Czy można powiedzieć, że w Platformie jest już tak źle, że ściąga się nawet tych skompromitowanych?
– Wygląda na to, że obywatel Sikorski przypadkiem sobie przechodził i przypadkiem znalazł się na radzie krajowej Platformy. Korzystając z okazji – także przypadkiem – wypowiedział się o polskiej polityce zagranicznej. Zapomniał tylko, jak w czasie, gdy dzierżył stery polskiej dyplomacji, wyglądała polska polityka zagraniczna wobec naszych partnerów, w tym również Stanów Zjednoczonych. Zresztą to podsumowanie mogliśmy usłyszeć na wspomnianych już taśmach prawdy. Może zatem były szef polskiej dyplomacji – krytykując obecną politykę zagraniczną – zechciałby sobie przypomnieć własne słowa, złote myśli, które wypowiadał na temat polskiej polityki zagranicznej w czasach rządów koalicji PO – PSL. Pytanie, co dzisiaj Radosław Sikorski chce zrobić… powtórkę ze swojej polityki i polityki swoich partyjnych kolegów? Przecież przez osiem lat to oni rządzili Polską. Chcę też zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, mianowicie podczas rady krajowej Platformy pojawiła się wielka troska o nową unijną perspektywę, o środki dla Polski. Owszem, to chwalebne, ale przypomnę, że dzisiaj na 16 województw w Polsce w 15 rządzi lub współrządzi Platforma, a jak wygląda realizacja środków unijnych z bieżącej perspektywy? Otóż jesteśmy pod tym względem w ogonie państw, a wiele województw – pod rządami Platformy – nawet nie wykorzystuje środków unijnych. Ale o tym Grzegorz Schetyna już nie omieszkał powiedzieć, za to wylewał krokodyle łzy nad przyszłą unijną perspektywą. Tymczasem pieniądze z bieżącej perspektywy, za co stuprocentową odpowiedzialność ponosi Platforma, są marnotrawione i szereg inwestycji jest niezrealizowanych. To pokazuje całą obłudę tej formacji.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/ekonomia-finans ... darek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gospodarka
PostNapisane: 05 mar 2018, 11:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30908
Puste sieci

Stan ryb w Bałtyku jest tak zły, że polscy rybacy nie będą mogli wykorzystać i tak skąpych limitów połowowych

Rybacy, naukowcy i politycy biją na alarm, gdyż polska część Morza Bałtyckiego zaczyna być coraz bardziej uboga w ryby. Z roku na rok jest coraz gorzej, zwłaszcza z dorszem. Nie dość, że ryb jest mniej, to jeszcze pogarsza się ich jakość.

To, co trafia do sieci, pokazywali rybacy w Gdyni na niedawnym spotkaniu z posłami i przedstawicielami Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Na pokłady kutrów są wyciągane coraz częściej ryby małe, chude, choć dorosłe. Z takiej ryby jest niewiele mięsa, a więc i zarobek dla rybaka niewielki. Czasami wręcz takie połowy oznaczają straty. – To tylko skóra i ości – mówią rybacy.

Najgorsza sytuacja panuje w Zatoce Puckiej. Armatorzy, którzy łowili tu regularnie od lat, twierdzą, że tak źle jak teraz nie było nigdy wcześniej. – Zatoka jest w stanie agonalnym, nawet najstarsi Kaszubi nie pamiętają czegoś takiego – ocenia Henryk Indyk, rybak z Helu.

Choć mamy dopiero początek marca, to już teraz rybacy przewidują, że nie wykonają unijnego limitu połowów dorsza, który wynosi około 34 tys. ton. Już w ubiegłym roku wyłowiliśmy tylko 57 proc. limitu. Teraz może być jeszcze gorzej. Świadczą o tym dane z pierwszych tygodni 2018 roku. – W ubiegłym roku o tej porze Polska miała wykorzystaną kwotę połowową dorsza na 800 ton. W tym roku zaledwie na 400 ton – argumentuje Grzegorz Hałubek, doradca ministra gospodarki morskiej.

Dla rybaków to tragedia, gdyż dorsz od wielu lat był najcenniejszą bałtycką rybą, której połowy były najbardziej opłacalne, bardziej niż śledzia czy szprota. Ale ławice tych mniejszych ryb też maleją.

Krzysztof Losz, współpraca Artur Kowalski

https://naszdziennik.pl/ekonomia-gospod ... sieci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 588 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 36, 37, 38, 39, 40  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 15 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /