Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 704 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 43, 44, 45, 46, 47
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 25 lut 2017, 10:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://wiernipolsce.wordpress.com/2017 ... zyszlosci/

Granica wschodnia w przyszłości.
24.02.2017

Nieuzasadniona niczym innym jak przemocą utrata wschodnich połaci Rzeczpospolitej po II wojnie oderwała od Polski dwa spośród pięciu centrów naszej duchowej kultury, tj. Wilno i zawsze wierny Lwów.
Komuniści uzasadniali to w swojej propagandzie „powrotem do granic piastowskich”, a robili to tak długo, że aż w końcu część rodaków przyjęła to bezsensowne tłumaczenie za prawdziwe. Co smutne, ta sama komunistyczna propaganda żyje nadal w tzw. koncepcji Giedroycia ( równie racjonalnej co genderyzm – Giedroyć z Genderem w jednym stali domu! ), pociągającej w konsekwencji samo-kastrację polityczną, demograficzną i kulturową Polaków. Wierni Giedroyciowi musimy napisać naszą historię na nowo, żeby broń Boże nie przekroczyć linii Bugu, tyle tylko, iż większość naszych poetów, bohaterów, hetmanów, królów staje się wówczas kosmitami, przybyłymi nie wiadomo skąd.
[ Dziwi mnie niepomiernie, iż wciąż gorącym zwolennikiem tej tak naprawdę niegodnej wzruszenia ramion pseudokoncepcji jest tak dobry historyk i publicysta jak prof. Andrzej Nowak – tłumaczę to sobie typowo ludzką inercją myślenia, od której ostatecznie nie był wolny na starość sam Einstein ].
Tymczasem ubolewać należy, iż wschodnia granica PRL nie została wyznaczona przynajmniej wg linii Curzona jak na rysunku wprowadzającym. Uratowałaby ona odwieczny i arcyważny ośrodek kultury polskiej ( scil. Lwów – nota bene do dziś 30% mieszkańców zaznaczonego na mapie woj. lwowskiego to Polacy! ) przed barbarzyńskim zniszczeniem rękoma nowych administratorów, nie mówiąc o zachowaniu tradycji akademickiej oraz unikalnej kulturze.
Znowuż okręg królewiecki w sposób radykalny utrwaliłby geopolityczną pozycję Polski nad Bałtykiem.
Odrzućmy dominujący dziś wśród PiS-owców paradygmat, iż racją stanu Polski jest spłonąć z nienawiści do Rosji i idąc na całość założmy nawet, że z Rosją można … rozmawiać … handlować … i nawet politykować!
[ Co za śmiałość! Czy czasem nie kwalifikuje ona piszącego te słowa na szpiega rosyjsko-chińsko-irańskiego, który powinien dołączyć w areszcie tymczasowym do dr Mateusza Piskorskiego??? N.B. z partią „Zmiana” jest mi zupełnie nie po drodze, co nie zmienia pewnych faktów.
A tymczasem jak podaje wzburzony portal „w Wazelinie”:

Maski opadły! Le Pen otwarcie staje po stronie Kremla: „Rosja będzie strażnikiem równowagi europejskiej przy odchodzeniu od globalizacji”
http://wpolityce.pl/swiat/328859-maski- ... obalizacji

Najwyraźniej według wWazeliniarzy, pani Le Pen po to walczy o prezydenturę słodkiej Francji, żeby móc poświęcić jej zasoby w interesie fabryk czekolady Poroszenki, ukraińskich eksporterów broni do Rosji oraz sekty Chabad-Lubawicz i finansującego ich Kołomojskiego … ].

Obrazek

Ale wracając do tematu, jak może wyglądać nasza wschodnia granica w niedalekiej przyszłości?
Zaczynając od góry:
Zmianę przynależności politycznej okregu królewieckiego możemy sobie póki co wybić z głowy, a to ze względu na militarne znaczenie tej enklawy dla Rosji ( i nie mam tu wcale na myśli bazy wypadowej do ataku rosyjskich czołgów na Polskę przecinką leśną na wysokości Gołdapi, którym nie tak dawno straszył GaPol głupszych od siebie ).

W jakimś sensie podobnie jest z brytyjskim Gibraltarem: gdzie brytyjskie bladawce, a gdzie Gibraltar, a jednak! Rząd hiszpański co jakiś czas wykorzystuje status Gibraltaru do odwrócenia uwagi swojego społeczeństwa od problemów wewnętrznych, ale zwykle trwa to dość krótko.
W kontekscie tej enklawy i faktycznego blokowania przez Ruskich Zalewu Wiślanego i Żuław Wiślanych od otwartych wód Zatoki Gdańskiej niezbędny jest przekop Mierzei ( vide Kanał żeglugowy na Mierzei Wiślanej ), którą to inwestycję mającą przypaść na lata 2017-2022 należy zapisać PiS-owi na PLUS.
O ile nie ma mowy o zmianie przynależności politycznej enklawy, o tyle należy ją związać gospodarczo i komunikacyjnie z polskim „Hinterlandem” czyli po naszemu zapleczem, o ile bowiem my tego nie zrobimy, to zrobią to bardzo chętnie Niemcy, którzy od dawna proponują Rosji szereg inwestycji na tym terenie. Należy też jak najszybciej przywrócić mały ruch graniczny z Królewcem, którego uruchomienie było jedną z niewielu dobrych decyzji „księcia-małżonka” Sikorskiego.
Przesuwając się nieco na południe: w Republice Litewskej Polska nie ma żadnych interesów poza naszymi Rodakami i to jakimi! To od nich powinnismy się uczyć umiłowania Ojczyzny i języka, ale też zorganizowania i umiętnej polityki! ( Waldemar Tomaszewski z AWPL to jeden z najzdolniejszych i najskuteczniejszych polityków polskich ). Polacy na Litwie mogą też posłużyć jako pomost do współpracy z Rosją, czego obawiają się i litewscy nacjonaliści, i banderowcy i Niemcy. Co ciekawe, nawet prezes Kaczyński, którego ugrupowanie zdradziło i wciąż zdradza Kresy, dla Polaków na Litwie zdaje się czynić nieśmiały wyjątek ( patrz zaproszenie Waldemara Tomaszewskiego do studia wyborczego PiS-u ). Uzwględniając fakt gwałtownego wyludniania się Litwy oraz jej sytuację geopolityczną, jedynym sensownym, docelowym rozwiązaniem jest bardzo szeroka autonomia dzisiejszej Litwy w ramach RP. Nie będzie mowy o jakiejkolwiek przymusowej polonizacji Żmudzinów czy zabranianiu im pisania swoich nazwisk litewskim alfabetem,albowiem jak słusznie mówił Roman Dmowski: językowi litewskiemu ( w sensie Lietuviu kalba ) należy się szacunek jako jednemu z historycznch języków polskich.
Dalej na południe mamy najbliższe nam historycznie i kulturowo państwo, bezpośredniego spadkobiercę Wielkiego Księstwa Litewskiego czyli Białoruś pod autorytarnymi rządami Baćki. Polska polityka prowadzona przez ostatnie 25 lat wobec Białorusi to najbardziej krzyczący dowód na wewnętrzne skolonizowanie Polski, która realizowała interesy żydowskie, niemieckie, rosyjskie, tylko nie polskie ( co do interesów rosyjskich: to własnie izolowanie Białorusi ze strony polskiej – pamiętam haniebne impertynencje „księcia-małżonka” Sikorskiego wykrzykiwane wobec Łukaszenki, co za wstyd! – wpychało ją wbrew woli Baćki w ręce rosyjskie ). Tymczasem Mińsk to jedyne wciąż dziś niedomknięte geopolityczne okienko dla naszego kraju, z wciąż otwartą możliwoscią nawet federacji. Tymczasem należy jak najszybciej odsunąć od spraw białoruskich wszystkie ptasie móżdżki pokroju pani Agnieszki Romaszewskiej, zaś publicznym symbolem nowego otwarcia mogłoby być uroczyste zaproszenie Aleksandra Łukaszenki na uroczystości rocznicowe bitwy pod Grunwaldem w lipcu br ( zalecałbym jednocześnie pominąć w zaproszeniu starą, farbowaną komunistkę Dalię Grzybowską / Grybauskaite – na szczaw i mirabelki, jeśli nie dorosła do poważnej polityki ).
Najtrwardszy orzech do zgryzienia do rzecz jasna Ukraina, a raczej to, co pozostanie po jej rozpadzie. Gdyby Polska była normalnym krajem, to wówczas naturalna byłaby współpraca polsko-rosyjska dla zapewnienia stabilizacji na terenach byłej USSR. Obawiam się wszelako, iż skutkiem dotychczasowej, samobójczej wręcz polityki polskiej na tym odcinku ( a której symbolem mogą być kabotyńskie okrzyki wznoszone przez Prezesa na kijowskim majdanie, między Tiahnybokiem a Kliczką – grzeszę przeciwko II Przykazaniu, ale mój Boże, mój Boże! Za coś nas pokarał takimi … ) będzie to, że zostaniemy – ku zadowoleniu Niemców i tyleż złośliwej co zasłużonej satysfakcji Rosjan – sam na sam ze wściekłymi z nienawiści banderowcami, których ani uśpić u weterynarza, ani uczłowieczyć się nie da, a którzy swojej frustracji nie będą bynajmniej wylewać widłami i siekierami na Moskalach.
Przy obecnym stanie naszej gospodarki i finansów jakiekolwiek próby przyłączania zrujnowanego województwa lwowskiego do Polski ( np. w formie republiki autonomicznej ) spowodowałyby zapaść cywilizacyjną południowo-wschodnich terenów Polski na dziesięciolecia, albowiem … „gospodarka, głupcze!”
Powyżej zarysowane granice nie są tak porywające i przemawiające do wyobraźni jak mityczne Międzymorze, ale mają w odróżnieniu od niego jedną zaletę: są REALNE.

PS
Nie należy mylić granic politycznych z granicą narodowej kultury. W przypadku Polski ta druga sięga swoimi wyspami daleko na wschód, niejednokrotnie poza granice II rozbioru i nie wolno jej trwonić dla doraźnych, partyjnych korzyści.

MacGregor

http://macgregor.neon24.pl/post/137177, ... rzyszlosci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 26 lut 2017, 09:55 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Obrazek

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 10 mar 2017, 22:58 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Katolickie elity – remedium na kryzys Polski

Obrazek
Jan Matejko, Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota Wolność. Elekcja R. P. 1573. Ewa Suchodolska, Marek Wrede (1998).
Jana Matejki Dzieje cywilizacji w Polsce. Zamek Królewski w Warszawie. Repr. Wikimedia CC


Elity społeczne nie cieszą się współcześnie dobrą prasą. Niestety także wśród ludzi Kościoła. Kojarzą się bowiem z wyzyskiem i ogromnym bogactwem zdobytym wątpliwymi środkami. Jednak współczesną finansową oligarchię dzieli od tradycyjnej szlachty czy analogicznych grup prawdziwa przepaść. Kluczowa różnica to podejście do dobra wspólnego. Tradycyjna elita nie naraża go na szwank, lecz służy mu. W razie potrzeby także z narażeniem życia.

Trudno dziś na kazaniu czy w rozmowie z zaangażowanymi katolikami usłyszeć pochwałę zdrowej hierarchii społecznej i elit. Każdy wie, że Pan Jezus urodził się w ubogim żłóbku i dorastał w pozornie zwykłej, ubogiej rodzinie. To prawda, ale tylko połowiczna. Ergo – półprawda. Oddajmy głos Leonowi XIII: „o ile Jezus Chrystus zechciał spędzać życie prywatne w cieniu skromnego domu i być znany jako syn rzemieślnika i o ile w Swoim życiu publicznym chciał żyć i czynić dobro wśród ludu, to jednak zechciał On narodzić się w rodzinie królewskiej, wybierając Maryję za Matkę i Józefa za przybranego Ojca, oboje wybranych potomków z rodu Dawida”.

Błogosławiony Pius IX początkowo wykazywał sceptycyzm odnośnie misji szlachty. Pod wpływem rozmowy z jednym z jej przedstawicieli stwierdził jednak, że zasady, na jakich się ona opiera, wpisują się w chrześcijańskie przesłanie. Na ten aspekt zwrócił uwagę także Pius XII w jednym ze swych przemówień do rzymskiego patrycjatu. „Chociaż to prawda, że Chrystus nasz Pan zdecydował się dla dobra ubogich przybyć na świat ogołocony ze wszystkiego i dorastać w rodzinie prostych robotników, to jednocześnie pragnął uhonorować Swymi narodzinami najszlachetniejszą i najwspanialszą rodzinę, sam Dom Dawida" – podkreślił.

O cnotach licznych przedstawicieli chrześcijańskiej szlachty świadczy nie tylko nauka papieży, lecz również decyzje kanonizacyjne. Jak zauważył w opublikowanym po raz pierwszy na początku XX wieku dziełku „Duch rodzinny w domu, społeczeństwie i państwie” ksiądz Henri Delassus, 37 procent kanonizowanych pochodzi ze szlachty, a 6 procent z domów królewskich. A zatem – stwierdził prałat domu papieskiego – „zakładając, że na każde sto rodzin jedna jest pochodzenia szlacheckiego, a rodzina królewska lub książęca przypada na dwieście tysięcy rodzin, mielibyśmy następującą proporcję: rodziny szlacheckie wydały o pięćdziesiąt razy więcej świętych niż rodziny z ludu, zaś domy królewskie wydały czterysta razy więcej świętych niż szlachta i dwadzieścia tysięcy razy więcej niż lud”.

Lewicowa historiografia przekazuje nam obraz przemocy i wyzysku jako źródeł społecznego awansu. To także półprawda. W normalnych warunkach droga na szczyt wiedzie przez ciężką pracę i oszczędność, wdrażanie cnót i kultywowanie dobrych tradycji przez pokolenia. Jak zauważa ksiądz Delassus, jej praźródłem jest miłość ojcowska, skłaniająca do szczególnego poświęcania się obowiązkom i dawaniu przykładu. Zdolności i cnota w niezakłóconych warunkach przynoszą owoce w postaci materialnego dobrobytu. Rodziny wykazujące przez pokolenia tego typu talenty wznoszą się stopniowo na szczyt społecznej drabiny. W konsekwencji inne rodziny skupiają się wokół nich, prosząc o pomoc materialną bądź duchową czy też o obronę. W zamian oferują jej służbę. Tradycyjne elity zapewniały więc dobra dziś uznawane za publiczne i zmonopolizowane przez państwo.

Misja elit

W minionych wiekach głównym obowiązkiem szlachty była zatem służba zbrojna. Jednak rola tej warstwy społecznej nie ograniczała się do zadań militarnych. Tym bardziej we współczesnym społeczeństwie, potomkowie dawnych elit powinni angażować się w cały szereg intelektualnych i kulturowych przedsięwzięć dla dobra wspólnego. Zachowując rodzinne i społeczne tradycje, dając przykład dobrych manier i jaśniejąc chrześcijańską cnotą muszą nadal ubogacać współobywateli.

Pozostaje to prawdą także w tak zwanych społecznościach demokratycznych. Także w tym ustroju istnieć muszą klasy rządzące, nadające – według słów Piusa XII – „ton miastu, wsi, prowincji albo całemu krajowi”. Tradycyjne, w pewnym sensie „arystokratyczne” instytucje to choćby akademie. Ich rola jest nie do przecenienia, choć należą do nich nie tylko potomkowie dawnych elit czy posiadacze ziemscy. Nie należy jednak bagatelizować także samej szlachty. Zarówno ta najbardziej tradycyjna z elit, jak i ludzie wybijający się pod względem cnoty, wiedzy i kultury powinni odgrywać kluczową rolę we współczesnych społecznościach. W przeciwnym razie narody padną łupem oligarchów czy zbuntowanych mas.

Elity w Polsce

Elita społeczna kształtowała także losy naszego kraju. W latach 30. minionego wieku jedynie co setny mieszkaniec Rzeczypospolitej kończył studia. Maturę zdawało zaś dwa procent populacji. We wcześniejszych epokach owa hierarchiczność była jeszcze silniejsza. Wybitni dowódcy wojskowi, ludzie pióra i sztuki czy urzędnicy państwowi pochodzili zatem z dość wąskiego kręgu osób.

Sytuacja ta umożliwiała odpowiednie wychowanie w szacunku dla polskiej tradycji. Utrudnienie dopływu świeżej krwi wiąże się jednak również z wadami. Pamiętajmy jednak, że elity w Polsce nie stanowiły zamkniętej kasty. W XIX wieku dołączali do nich mieszczanie i Żydzi. Chłopi musieli pokonać więcej przeszkód. Jednak niekiedy społeczny awans udawał się także im. Umożliwiał go zwłaszcza Kościół. Ponadto, jak zauważa genealog, w historii Polski rzadko poszczególne rodziny utrzymywały się na szczycie dłużej niż kilka pokoleń.

Własność prywatna – środek do czynienia dobra

Majątek to niezbędny warunek do realizacji powołania szlachty. To nie materialistyczny przesąd, lecz prawo dostrzeżone przez świętego Tomasza z Akwinu. „Powodzenie w sprawach zewnętrznych bardzo jest pomocne również do spełniania uczynków cnót, stanowiąc narzędzie. Mając majątek, władzę i przyjaciół, mamy możność działania. Stąd jasne jest, że dobra losu przyczyniają się do wielkoduszności”, pisał Doktor Anielski w „Summie Teologicznej”.

Przedstawiciel tradycyjnej elity nie traktuje więc swojego majątku li tylko jako źródła przyjemności, lecz jako środek do służby bliźnim i troski o dobro publiczne. Wie, że posiadłości czy pieniądze pozwalają nie tylko na pomoc ubogim, ale także na zachowanie niezależności. Wolny czas i bezpieczeństwo finansowe umożliwiają poświęcenie życia służbie publicznej. W średniowieczu oznaczało to nieraz daninę z życia, do jakiej nie zobowiązywano choćby chłopów czy kupców. Szlachecki ideał, wymagający niekiedy daniny z życia, to zasada chrześcijańska par excellence.

Reprywatyzacja – czas najwyższy

Oparcie we własności prywatnej w normalnych warunkach jest niezbędne dla pełnienia swej roli przez arystokrację bądź też jej współczesne odpowiedniki. W tym świetle mocno niepokoi brak przeprowadzenia reprywatyzacji w Polsce. Uniemożliwia on odrodzenie i tak dramatycznie osłabionej przez narodowych socjalistów i komunistów polskiej elity. Skutki dekretu PKWN o reformie rolnej z 1944 roku, ogłoszony rok później dekret Bieruta o własności na terenie Warszawy, dekret z 1946 roku o majątkach opuszczonych i poniemieckich trwają w znacznym stopniu po dziś dzień.

Drobnym krokiem w tym kierunku była ustawa z 2005 roku o odszkodowaniach dla potomków osób z mieniem pozostawionym poza wschodnimi granicami dzisiejszej Rzeczypospolitej. Odszkodowania dla tak zwanych zabużan ograniczono do jedynie 20 procent wartości nieruchomości.

Pewną szansę dla potomków posiadaczy dóbr na terenach dzisiejszej Ukrainy stwarza umowa stowarzyszeniowa z Unią Europejską. Integracja europejska wymusza bowiem harmonizację prawa ukraińskiego z europejskim. To zaś, zdaniem komentatorów, wciąż uznaje za uzasadnione prawa własności do pozostawionych na Ukrainie majątków.

Zasadniczo jednak Polska to jedyny kraj byłego bloku wschodniego pozbawiony ustawy reprywatyzacyjnej. Brak systemowego rozwiązania problemu powoduje, że „wolna Polska” kontynuuję politykę komunistów. Dotyczy to, niestety, także aktualnie rządzącej formacji, która potępia PRL, ale w tej kwestii nie zamierza zrywać z jego dziedzictwem.

Brak odpowiedniej ustawy nie oznacza, że byli właściciele dóbr na terenach obecnej Polski pozostają całkowicie bezradni. Pozostaje im skierowanie sprawy do sądu, a to wymaga znacznych nakładów. W efekcie zwyciężyć w ciągnących się niekiedy latami procesach mogą jedynie osoby zamożne.

W sierpniu 2016 roku Ministerstwo Skarbu wypłaciło 2,2 miliardy z funduszu reprywatyzacyjnego. Pojawiły się też przypadki zwrotów pałaców i dworów – szczególnie po 2008 roku. Po jednym pałacu odzyskali między innymi Czartoryscy, Rzewuscy i Zamoyscy. Ta ostatnia rodzina otrzymała także 17 milionów złotych za zrzeczenie się roszczeń do pałacu w Kozłówce. Dziś znajduje się tam… muzeum socrealizmu.

O ile jednak można liczyć na odzyskanie budynku, to zwrot ziemi jest jednak, jak na razie, nieosiągalny. Jeszcze trudniej o reprywatyzację znacjonalizowanych przedsiębiorstw. Szczególne kontrowersje wzbudzają grunty warszawskie. Ich „dzika reprywatyzacja” doprowadziła wszak do licznych patologii. Nie stanowi to jednak argumentu przeciwko zwrotowi mienia byłym właścicielom. Nadużycie nie znosi bowiem użycia.

Prawo spadkowe

Reprywatyzacja to nie wszystko. Dzisiejsze prawo spadkowe w Polsce może nie należy do najbardziej restrykcyjnych, jednak także pozostawia sporo do życzenia. Spadki i darowizny zasadniczo podlegają obowiązkowi podatkowemu. Osoby uzyskujące dobra od najbliższej rodziny mogą uzyskać zwolnienie. Wymóg stanowi zgłoszenie darowizny do Urzędu Skarbowego w ciągu 6 miesięcy. Na spóźnialskich i tak czeka „podatek od śmierci”. Podlegają mu również osoby decydujące się na sprzedaż nieruchomości w ciągu 5 lat od nabycia spadku.

Tymczasem bez sprawiedliwej reprywatyzacji i umożliwienia bezproblemowego formowania nowych elit, Polska nadal skazana będzie na ludzi o przeciętnych kwalifikacjach – zarówno w państwie, samorządzie jak i w najróżniejszych instytucjach. Niekoniecznie muszą być to „czerwone dynastie”. Niewiele lepsi są ludzie pozbawieni odpowiedniego wychowania i zaślepieni nagłym awansem. A także ci pełni dobrych intencji, ale pozbawieni oparcia we własnym majątku. Potrzeba zdobycia środków do życia, utrzymania rodzin uzależni ich od różnych ośrodków władzy. Czy to aktualnie rządzącej partii, czy też zagranicznych, niekiedy wrogich wobec Polski sił. Tylko trwała rodzinna własność, katolickie wychowanie i osadzona w zachodniej tradycji edukacja pozwolą na uformowanie silnych elit – niezbędnych do poprowadzenia Polski przez XXI wiek.

Marcin Jendrzejczak

Cytaty papieskie za:
Henri Delassus, Duch Rodzinny w Domu, Społeczeństwie i Państwie, Kraków 2005.
Plinio Corrêa de Oliveira, Nobility and Analogous Traditional Elites (tfp.org).
Plinio Corrêa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2007.

http://www.pch24.pl/katolickie-elity--- ... 899,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 13 mar 2017, 09:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wolna-polska.pl/wiadomosci/kurpa ... ad-2017-03

Kurpas: Polska ponad wszystko
OPUBLIKOWANO MARZEC 12, 2017PRZEZ A303W POLSKA

Polska może być tylko wtedy silnym państwem, gdy nasza gospodarka będzie mocna. Polska może być tylko wtedy silnym państwem, gdy nasza armia będzie dobrze wyposażona i liczna. Polska może być tylko wtedy silnym państwem, gdy rządzić Polską będzie partia reprezentująca interesy naszego narodu a nie interesy Berlina, Waszyngtonu, Brukseli, Moskwy czy Tel Awiwu. Prawo i Sprawiedliwość z pozoru spełnia wszystkie te wymagania. Niestety, pozory mylą. Partia Jarosława Kaczyńskiego pod płaszczykiem dbania o polską rodzinę (500+, mieszkanie +, itp.) kontynuuje dzieło zniszczenia, które dokonuje się przez ostatnie 26 lat tzw. demokracji.


Oddać wszystko, co polskie…

Wydawałoby się, że PiS chce zatrzymać wyprzedaż polskiego majątku narodowego. To przecież ta partia najgłośniej krzyczała przed wyborami o wyprzedawaniu polskiego przemysłu i bogactw naturalnych obcym przez rząd poprzedników. Niestety, wyprzedaż polskiego majątku narodowego trwa w najlepsze.
Co kilka tygodni kolejne zagraniczne koncerny węglowe informują o rozpoczęciu procedur dotyczących eksploatacji polskiego węgla. Sztandarowym przykładem jest australijska spółka Praire Maining Limited, która zamierza eksploatować złoża węgla kamiennego w Dębieńsku. Ostatnie raporty tej firmy mówią o odwiertach i świetnych wynikach badań węgla w tym złożu. Wyniki stwierdzają, że w złożu Dębieńsko zalega węgiel koksowy o bardzo dobrych parametrach jakościowych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że kilkanaście lat temu rząd Jerzego Buzka zamknął kopalnię Dębieńsko z uwagi na…ogromne zanieczyszczenie węgla. Na zamknięcie tej kopalni, podobnie jak kilku innych, nacisk wywierał wtedy Bank Światowy (tak, ten z którym związany był Ryszard Petru – szef Nowoczesnej). Jeszcze dziwniejsze jest to, że w Zarządzie firmy PD Co (polski oddział Praire Maining) zasiada Artur Kluczny, dobry znajomy Jarosława Kaczyńskiego, dyrektor jego sekretariatu w latach 2005-2007. Firma Pana Klucznego zamierza także wybudować kopalnię Jak Karski w sąsiedztwie kopalni Bogdanka, przy okazji posiada kilka koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złoż w tym rejonie, co stawia kopalnię Bogdanka przed widma zamknięcia za kilka lat, gdyż Lubelskie Zagłębie Węglowe zostało już w dużej mierze przejęte przez obcych.
W tej chwili likwidowana jest kopalnia Krupiński w Suszcu. Kopalnia, na którą wydał wyrok Jarosław Kaczyński i rząd Prawa i Sprawiedliwości. Kopalnia z koncesją do 2030 roku, kopalnia z ponad 70 milionami zasobów węgla koksującego typu 35, kopalnia z najnowocześniejszą przeróbką węgla w całej JSW…Mimo, że kopalnia jest likwidowana, to w ostatnim czasie rozjechano ściany i wydrążono kilometry strategicznych wyrobisk, na powierzchni remontowano biura, łaźnie, budowano stację wentylatorów…Komu rząd Prawa i Sprawiedliwości przygotowuje za pieniądze polskiego podatnika kopalnię, która dla potencjalnego inwestora będzie żyłą złota? Nie jest tajemnicą, że sąsiednie złoża zostały przejęte przez niemiecką firmę…
System likwidacji kopalni Krupiński jest identyczny jak m.in. zamykanie Huty Szkła w Orzeszu za poprzednich rządów partii Jarosława Kaczyńskiego. Najpierw księgowe doprowadzenie do nierentowności, potem syndyk masy upadłościowej, w końcu pojawia się inwestor z USA, który za złotówkę przejmuje cały majątek i Huta Szkła w Orzeszu przynosi miliony dolarów zysku. Niestety, nie Polakom, Polacy tam tylko mają pracować jako tania siła robocza. Swoją drogą, ja wtedy byłem radnym w Orzeszu i doskonale pamiętam naciski, by specjalną uchwałą Rady Miasta ustanowić dla Huty Szkła Strefę Ekonomiczną, dzięki której Amerykanie dostali zwolnienia i ulgi podatkowe. Na sesji Rady Miasta razem z radnym Unii Polityki Realnej chcieliśmy wprowadzić podobne ulgi dla lokalnych przedsiębiorców…Niestety, było to niemożliwe…Dlaczego, gdy Huta była w polskich rękach, nikt jej zwolnień ani ulg nie dawał, tego nikt mi po dziś dzień nie wyjaśnił…
Kilka dni temu sprzedano Stocznie Szczecińską Funduszowi Inwestycyjnemu Mars. Minister Żeglugi w rządzie PiS odtrąbił sukces. Czy sprzedanie za 100 milionów złotych stoczni szemranamu kapitałowi to jest sukces? Może taki sam sukces, jaki odtrąbił Antoni Macierewicz (a za nim wszystkie służalcze media) o tym, że my sami sobie teraz będziemy produkować śmigłowce Caracal, bo będziemy je robić w Mielcu i Świdniku…Tylko zapomniał, że jeden zakład sam rząd Prawa i Sprawiedliwości sprzedał Amerykanom w czasie ich rządów w latach 2005-07 a drugi zakład sprzedał Niemcom i Francuzom rząd PO-PSL…A naród dalej myśli, że to polskie zakłady, bo przecież są w Polsce i mają polskie nazwy.


Amerykańska armia w Polsce…

Rząd Prawa i Sprawiedliwości zrobił wielki sukces z obecności obcych wojsk nad Wisłą. Rzekomo stacjonowanie kilku tysięcy amerykańskich żołnierzy ma dowodzić, że Stany są naszym sojusznikiem i traktują nas poważnie. Pierwsze myśl, jaka mi się nasuwa, to pytanie: Gdzie są wizy dla Polaków. Drugie pytanie: Dlaczego nasz sojusznik nie wspiera polskiego przemysłu zbrojeniowego czy to finansowo czy udostępniając część swoich technologii? Ano dlatego, że Polska nie jest żadnym sojusznikiem Stanów, tylko klientem, a raczej sługusem. Śmigłowce blackhawk, owszem, będą ponoć produkować w Polsce…ale zakłady w Świdniku i Mielcu nie są wcale polskie. Zresztą, dla średnio inteligentnej osoby jasnym przekazem jest fakt, że Amerykanie są rozlokowani wzdłuż naszej zachodniej granicy, a nie wschodniej…To kogo oni rzekomo chronią, Polske przed Rosją, czy może Niemców?
Historia uczy, że amerykańska armia stacjonuje tylko po to, by wywołać niepokoje i wojnę. Znamy to i nie chcemy ich tutaj. Jeśli skojarzymy jeszcze fakt, że rząd Prawa i Sprawiedliwości zniweczył wysiłek Chin, by pod Łodzią zbudować kolejowe centrum przeładunkowe, bo zagraża to interesom Waszyngtonu, wyłania nam się antypolski obraz Prawa i Sprawiedliwości, obraz partii otwarcie kolaborującej z Ameryką, partii, która pod płaszczykiem pomocy socjalnej, tak naprawdę działa na szkodę Polski.


Naród ponad wszystko!

Partia, która dba o interes narodu nie powinna nigdy patrzeć na interes innych państw. Niestety, mimo iż politycy Prawa i Sprawiedliwości bardzo często udają, że zależy im na narodzie, ich rzeczywiste działania są zaprzeczeniem ich narodowych pobudek. Partia, która dba o dobro narodu nigdy nie pozwoliłaby na to, by przyjąć umowę CETA czy TTIP. Partia, która dba o naród, jak najszybciej chciałaby chronic bogactwa naturalne Polaków. Partia, która dba o naród, nigdy nie pozwoliłaby na to, by zagraniczne korporacje miały lepieć niż nasi rodzimi przedsiębiorcy.
Co obserwujemy pod rządami Prawa i Sprawiedliwości? Polskie bogactwa naturalne są oddawane w obce ręce a rząd PiSu zamyka kolejne kopalnie, twierdząc, że są trwale nierentowne. Z drugiej strony zagraniczne firmy zdobywają koncesję na poszukiwanie lub eksploatację tego samego węgla kamiennego. Prawo i Sprawiedliwość przyznaje ulgi dla amerykańskich firm działających w Polsce i jednocześnie nie obniża podatków dla polskich przedsiębiorców. Prawo i Sprawiedliwość zamiast budować siłę polskiej armii woli sprowadzać do Polski amerykańskich żołnierzy.
Partia Jarosława Kaczyńskiego zamiast budować Wielką Polskę, buduje Polskę podległą interesom Ameryki. Dopóki Polacy nie zrozumieją, że jedyną alternatywą na lepsze jutro są narodowcy (tzn. kto? Red. W-P), dopóty będziemy wasalem zachodnich mocarstw, które oddają nasz los w chwili zagrożenia za psi grosz. Tak jak to miało już wielokrotnie miejsce w przyszłości.
Gdyby rząd PiS chciał budować lepsze jutro dla Polski i Polaków to wspierałby polskie firmy, chronił polskie zasoby naturalne, wprowadzał ulgi podatkowe dla Polaków a nie obcych, budowałby siłę polskiej gospodarki na sile polskiego przemysłu i sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Zamiast tego oni wspierają – tak ja poprzednicy – zagraniczne koncerny. Gdyby rząd PiS chciał bronić Polaków, to zbroiłby naszą armię.
Gdyby politycy Prawa i Sprawiedliwości marzyli o Wielkiej Polsce, o Polsce, w której możemy godnie żyć i spełniać swoje marzenia, nie bylibyśmy wasalami interesów Waszyngtonu i Tel Awiwu. A niestety, Prawo i Sprawiedliwość zrobiło nas wasali tych dwu stolic. Platforma nie była lepsza, bo robiła z nas wasali Berlina i Moskwy. Polacy muszą wreszcie zrozumieć, że można wybrać inaczej…

Adam Kurpas, Ruch Narodowy

Źródło: http://www.dzienniknarodowy.pl/5150/kur ... -wszystko/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 05 kwi 2017, 13:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Zacofanie w dzisiejszym lewackim rozumieniu tego słowa jest czymś zbawczym, czy wybawczym dla narodów i państw uważanych za zaściankowe. W tzw. zacofaniu zachowało się to co najważniejsze dla rozwoju ludzkości, dla rozwoju kultury, dla rozwoju cywilizacji.
Zachowała się ciągłość między pokoleniowa rozwoju. W tzw. zacofaniu przetrwał rozwój, postęp, przetrwał człowiek uformowany mądrością wielowiekową.
Dzisiejsi mądrale to chłystki odurzone rewolucyjnymi frazesami, których trwałość (frazesów) jest coraz krótsza, a poglądy konstruowane w oparciu o te kolejne brednie ideologiczne, po krótkim okresie królowania wypadają z obiegu i są źródłem wstydu i obciachu, dla wciąż żyjących tymi poglądami ludzi.
Podobnie jak moda ma okres dominacji, a po tym okresie jest już obciachem.
Człowiek nie uformowany wielowiekową mądrością pokoleń, to człowiek nieukorzeniony, to człowiek nazbyt wolny jak na potrzeby godnego, moralnego, mądrego i szczęśliwego życia. Ta wolność nadmierna nie wyzwala, ona niestety niszczy człowieka.
Mądrość pokoleń mówi nam, że co za dużo, to nie zdrowo, ale nie wszyscy potrafią to dostrzec i zrozumieć, i odnieść to do siebie we wszystkich swoich życiowych aspektach.
Za dużo wolności, to niestety niewola, nałogów, nikczemności, rozwiązłości, głupoty, pustki, ...itd.
To po prostu niewola niespełnienia się tych wszystkich postępowców.


Polskie posłannictwo czyli korzyści z zacofania

Posłannictwo Polski ? Mesjanizm jakiś ? Co ten człowiek wygaduje ?
A cóż w tym dziwnego, skoro niemieccy intelektualiści, niepomni nauk z historii roją o niezbędnej przywódczej roli Niemiec już nie tylko w Centralnej, ale w całej Europie.

A posłannictwo Polski, mało że ma tradycje historyczne, sprawdzone, owo przedmurze chrześcijaństwa, to ma jak najbardziej nowoczesne podstawy. Może lepiej byłoby użyć slowa misja, bo to bardziej kojarzy się ze współczesnością, jako że Polska od dawna bierze udział w wielu misjach, wojskowych, dyplomatycznych czy też charytatywnych.

Chodzi mi tu o to, że kraje Zachodu pod wpływem demoliberalizmu sprzężonego nierozłącznie z konsumpcjonizmem wpadły w miękki totalitaryzm i nie mają odpowiedniego knowhow by rozpoznać swoją własną, aktualną sytuację i żeby sobie z nią poradzić. Społeczeństwa Zachodu zaczynają odczuwać fatalne efekty demoliberalizmu, ale zaczadzone propagandą lew-lib miotają się chaotycznie nie potrafiąc zdefiniować problemów.

Brak wśród polityków Zachodu prawdziwych przywódców – mężów stanu, którzy potrafiliby zdefiniować jasno sytuację i zaproponować drogę wyjścia z niej. Ideologia demoliberalnej politpoprawności skutecznie takich ludzi z polityki wyeliminowała. Tylko ludzie z boku, hazardziści i ryzykanci, tacy jak Trump, który ma własne, pozapolityczne źródła dochodu lub ekstremalni populiści opierający się na jednym haśle są skłonni do bardziej radykalnych politycznych akcji.

Polska i inne kraje byłych demoludów, które przeszły doświadczenia związane z totalitaryzmem sowieckim, doskonale wiedzą czym to pachnie i mają rolę do odegrania w przywracaniu mechanizmów demokracji i współpracy. Niestety i my mamy swoje problemy, mianowicie z klasą postkomunistyczną, która pozbawiona własnych ideałów, próbuje imitować zdezaktualizowane wzorce zapożyczone z Zachodu.

Polska posiada zasób wiedzy, w skład której wchodzi znajomość praktyczna skutków panowania totalitaryzmów oraz pojęć przydatnych przy analizie polityki rosyjskiej, takich jak “pożyteczni idioci”, instrumentalne podejście polityki rosyjskiej do kwestii “wartości konserwatywnych” czy repertuaru innych rosyjskich środków wpływania na politykę państw ościennych. Problem polega na tym, że niektóre środowiska w Polsce wyzbywają się tej przewagi pod wpływem zachodnioeuropejskiej krótkowzroczności i ignorancji. Paryskie mody... dla zakompleksionych.

http://zetjot.salon24.pl/768919,polskie ... -zacofania


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 20 kwi 2017, 09:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/04/1 ... y-olbrzym/

Polska – śpiący olbrzym.
Posted by Marucha w dniu 2017-04-18 (wtorek)

Wszyscy znamy legendę o śpiących rycerzach pod Giewontem, którzy powstaną na pomoc Ojczyźnie, gdy przyjdzie czas.
Legenda legendą, a tymczasem skrzydlaci rycerze śpią ciężkim, narkotycznym snem nie pod Giewontem, tylko w naszych sercach, zaś czas już jest od dawna.



Zastanawiałem się, dlaczego Polską i Polakami nie tylko ośmiela się, ale wręcz ma w zwyczaju pomiatać byle żuk i żaba, zaś nasi pożal się Boże dyplomaci przepraszają za to, że istniejemy, bacząc jedynie by czasem nikogo nie urazić i wręcz nawykowo składają się w scyzoryk przed każdym, kto głośniej mruknie czy zmarszczy czoło, nawet jeśli jest to tylko wydmuszka z państwa U’padłego czy śmiechu wartej republiki kowieńsko-wileńskiej.
Jest w nas bardzo silny syndrom ofiary, ale czy tak naprawdę nie ma w świecie narodów bardziej doświadczonych? Wolno było Mickiewiczowi pisać o Polsce jako o Chrystusie narodów (Dziady cz. III, widzenie księdza Piotra), bo i licentia poetica, i potrzeba racjonalizacji cierpienia oraz nadziei na narodowe zmartwychwstanie i nic nie jest w stanie przyćmić wielkości tej poezji. Ale tworzenie na tej podstawie teologii narodowej i korzystanie z niej po prawie dwustu latach jest nie tylko głupotą, ale i herezją i grzechem pychy. Bo i cierpienia Polaków wcale nie były niezawinione, zaś ich wartość odkupieńcza … taka sama, jak śmiertelnej choroby zawinionej własną głupotą.
[Piszę te słowa akurat w Wielkim Tygodniu i wierzę w odkupienie, które przyniósł nam Chrystus i Jego męka i zmartwychwstanie, ale nazywanie Polski Chrystusem narodów poza kontekstem poetyckim uważam za bluźniercze samoooszukiwanie się.]
Polska nie jest ani nie wolno jej być Wallenrodem narodów (znów Mickiewicz), ani tym bardziej Winkelriedem narodów (tym razem Słowacki i jego Kordian na Mont Blanc), zaś niemożność odzyskania niepodległości przez 123 lata, mimo podanego jak na tacy Królestwa Polskiego w 1815, to być może właśnie kara dla zadufanego bluźniercy.
Jarosław Marek Rymkowski (którego skądinąd bardzo sobie cenię) napisał w jednym ze swoich poetyckich esejów (przymiotnik „poetyckich” jest tu istotny), że tak jak przeznaczeniem innych narodów jest przemysł czy handel, tak naszym polskim jest ‘walka o wolność’ (por. „walka o wolność gdy raz się zaczyna, z ojca krwią spada dziedzictwem na syna” – „Giaur” Byrona w tłumaczeniu Mickiewicza).
Jest pewne, że wolność jak wszystko inne nie jest dane raz na zawsze i sami mogliśmy obserwować, jak „Land of the Free” pod przykrywką „wojny z terroryzmem” (które to sformułowanie ma tyle samo sensu, co ‘wojna z czołgami’ albo ‘wojna z samolotami’) zmieniał się w państwo faszystowskie.
W słowach „pierwszego poety IV RP” pobrzmiewają wprawdzie echa Eneidy („Inni będą wykuwać oddychające spiże i w marmurze rzeźbić żyjące oblicza … Ty, Rzymianinie, pamiętaj rządzić narodami swą potegą”), ale dalibóg, czym innym jest panować, a czym innym stale walczyć o wolność, a już szczególnie „za Waszą y naszą”
Ideałem naszym przodków wcale nie była ani ciągła walka o wolność ani nawet jej świętowanie (stąd moja rezerwa do wszelkich „świąt wolności”, zwłaszcza w szemranym towarzystwie jakichś ludów Kaukazu czy krymskich Tatarów), ale tejże wolności stałe i codzienne ZAŻYWANIE! (jak powiedział kanclerz Jan Zamoyski „państwo mamy po to, byśmy wolności naszych zażywali”).

Obrazek

Lata drugiej wojny to czas bezprzykładnych zbrodni dokonanych na naszym narodzie, zbrodni niemieckich, sowieckich, ukraińskich i litewskich (szaulisi) oraz hańba zdrady naszych ‘sojuszników’, których dziś znów zdajemy się obdarzać niczym nieuzasadnionym kredytem zaufania … kredytem, który oby nie musiał spłacać krwią cały naród.
Profesor Ryszard Legutko w „Eseju o duszy polskiej” porównuje, że gdyby z człowiekiem zrobiono to, co po wojnie z Polską, człowiek ten nie przeżyłby – nie przeżyłby amputacji połowy swojego ciała i witalnych narządów wewnętrznych.
Chcąc wytłumaczyć powojenny los Polski takiemu Anglikowi należy powiedzieć: wyobraź sobie, że zrównano z ziemią cały Londyn, w tym wszystkie gmachy zaprojektowane przez Wrena, że spalono ze szczętem wszystkie koledże uniwersytetów w Oksfordzie i Cambridge oraz szkoły w Eton i Harrow, wymordowano wszystkich profesorów i absolwentów tych uczelni, zaś większość Anglików przesiedlono do Francji lub do Szkocji …
Dwa spośród najważniejszych ośrodków i ognisk polskości (Wilno i Lwów) zostały nagle odcięte od Macierzy i wydane na pastwę barbarzyńców.
Tymczasem dla łatwiejszego spętania i utrzymania w ryzach Polaków Stalin nasłał nam desant szczególnej mniejszości, mającej pełnić rolę głowy przyszytej do zdekapitowanego przez okupantów polskiego tułowia (taka środkowo-europejska wersja stworu Frankensteina, zwana też dwużydzianem Polaka).
A jednak naród przetrwał.
Nadludzkim wysiłkiem odbudował Stolicę, przemysł, potencjał intelektualny i demograficzny …
Dlatego w latach 90-tych trzeba było poddać Polskę kolejnej kuracji przeczyszczającej.
„W 1988 roku w Stanach Zjednoczonych na zachodnim wybrzeżu koledzy zorganizowali spotkanie z kongresmenem. Jedynym tematem była niepodległość. Gdy to poruszyłem on odpowiedział: ‚My bardzo chętnie poprzemy waszą niepodległość, ale co zrobić z waszym przemysłem?’ Zbaraniałem, a on mówi dalej: ‚Na atak japoński mieliśmy 20 lat czasu, żeby się przygotować i okazało się za mało, byliśmy nieprzygotowani. Wy, z waszym wykształceniem i z waszym przemysłem, w ciągu dwóch lat zdestabilizujecie rynki światowe i my wiemy, że nie mamy na to żadnej obrony. Jak powiesz więc, co zrobić z waszym przemysłem, poprzemy waszą niepodległość’. Zachód nie ostrzegł nas, że tzw. plan Balcerowicza był planem zniszczenia polskiej gospodarki.”
(Andrzej Gwiazda, O tym, jak Zachód z premedytacją niszczył polski przemysł http://www.youtube.com/watch?v=2aoRvfQ8FzU)
[Urągowiskiem nad tragedią jest fakt, iż Balcerowicz, ten partyjny doktryner i słup Sorosa – tym się różniący od Marcina Plichty z AmberGold, że nie siedzi – wciąż zażywa w pewnych środowiskach w Polsce sławy ekonomicznego autorytetu. Jaka szkoda, że obwieściwszy uratowanie u’kraińskiej gospodarki powrócił do Polski, zamiast poczekać na urezanie głowy przez tamtejszych beneficjentów jego reform].
Mimo szybkiego rozczarowania skutkami „reform” czyli postępującej dezindustrializacji Polski, Polacy zaczynali odzyskiwać wiarę w siebie, w swoje możliwości, co rzecz jasna „groziło” poważnymi przetasowaniami na scenie politycznej.
Stąd wielki program duraczenia i depolonizacji Polaków, podjęty przez dwie żydokomunistyczne gwiazdy śmierci, tzn. Wyborczą i TVN.
Ważnym elementem tej akcji jest kariera ryżego wałkonia i folksdojcza, Donalda Tuska, z całym jego diabolicznym dziedzictwem (por. Wawel: Fenomen Tuska i polskie dziedzictwo jego misji http://wawel.neon24.pl/post/137896,feno ... jego-misji).
Uważam, że jednym z bardziej zagadkowych (ciągły brak rzetelnej czy nawet jakiejkolwiek biografii), ale jednocześnie najzdolniejszych i przewidujących aktorów polskiej sceny politycznej był profesor Geremek, którego kariera po 1980 roku (podobnie jak Adama Michnika i Jacka Kuronia) to egzemplifikacja „żydowskiej głowy na polskim tułowiu”.
Wszak to on odpowiadał za szczelną obsadę polskich placówek dyplomatycznych ‘swoimi’, w tym członkami loży Bnai Brit (Geremek zawsze publicznie deklarował lojalność wobec swojego narodu, nigdy nie precyzując, o jaki naród chodzi – jestem przekonany, że był do końca wiernym i wybitnym synem swojego).
Pamiętam też powierzoną mu przez prezydenta Wałęsę (prezydent Wałęsa, no tak … to brzmi dziś haniebnie) nieudaną misję stworzenia rządu (1991) – jednym z trzech filarów niedoszłego rządu miało być „stworzenie państwa neutralnego światopoglądowo” czyli po ludzku mówiąc wyrugowanie KK z przestrzeni publicznej i zamknięcie w kruchcie, co jest wspólnym celem wszystkich inżynierii społecznych inspirowanych przez Eskimosów.
Mająca niezachwiany przez dwie dekady monopol medialny michnikowszczyzna rozpoczęła wielkie dzieło duraczenia Polaków, uwieńczony cześciowym sukcesem, to wszak jej dziełem jest – cytując Jacka Piekarę – ta „zaściankowa, zakompleksiona, ogłupiała Polska, chcąca bezmyślnie naśladować zachodnie wzorce i rozpaczająca nad tym, co powiedzą o nas za granicą?! to to są ofiary”.
To tylko ‘w tym kraju’ zamieszkałym przez stworzony przez michnikowszczyznę „dwużydzian Polaka” przez dwie kadencje premierem mogła być kreatura o mentalności folksdojcza, dla której polskość to pustka i nienormalność:
„Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu”.
Dziś michnikowszczyzna jest na szczęście już tylko cieniem swojej dawnej potęgi, co nie znaczy, że jej duraczenie jest mnie jadowite, niż wcześniej (warto pamiętać, iż pierwszego wyłomu i nieodwracalnego rozszczelnienia monopolu michnikowszczyzny dokonało być może tracące dziś swój impet, a wciąż stanowiące przedmiot niezasłużonych szyderstw, Radio Maryja).
Tymczasem słabnąca michnikowszczyzna pozyskała czy może wyhodowała nieoczekiwanego sojusznika na „patriotycznej prawicy” (a w istocie lewicy o wątpliwym patriotyzmie) czyli giedroyciowszczyznę (nie przypadkiem Michnik zawsze uważał Jerzego Giedroycia za swojego nauczyciela).
Giedroyciowszczyzna to radosna akceptacja dokonanej na Polsce i Polakach amputacji, to pochwała autokastracji, to niezawodny przepis na najpierw samoograniczanie sie polskości, śwaidome wyrzeczenie się wielowiekowego dziedzictwa, a nastepnie na samolikwidację. Słowem: pasywne konserwowanie polskości przez jej wykruszanie i wspomaganą erozję od wschodu ( SIC! )
A wszystko to w imię czego?
Swego czasu, jeszcze jako pracownik geremkowskiego MSZ-tu pan Grzegorz Kostrzewa-Zorbas (skądinąd uczeń „Zbiga” Brzezińskiego) powiedział, że warto poświęcić litewskich Polaków dla współpracy z Sajudisem.
Nie chodzi mi teraz, żeby do końca życia znęcać się nad nieszczęsnym dyplomatołkiem, bo być może od tamtego czasu otrzeźwiał i zmądrzał, ale owo ‘warto poświęcić Polaków dla współpracy z Sajudisem” (zamiast zdroworozsądkowego: „bybys szaulisom w szikinie”) to jest właśnie kwintesencja giedroycizmu.
Kto dał komukolwiek prawo „poświęcać Polaków” w jakimkolwiek celu, zwłaszcza tych Polaków, którzy wbrew wszystkiemu wytrwali w wierności Rzeczpospolitej na swojej odwiecznej ojcowiźnie? Wileńszczyzna to nie Litwa kowieńska, Żmudzini są tam ludnością napływową. I żeby to jeszcze można było uzasadnić w kategoriach jakiejś amoralnej pragmatyki – ale przecież w tym przypadku zarówno moralność jak i sprawiedliwość dziejowa oraz interes Polski nakazują jeden i ten sam kierunek – poświęcić nie tylko pana Kostrzewę-Zorbasa, nie tylko Sajudis, ale całą republikę kowieńsko-wileńską w interesie tamtejszych Polaków!
Do dzisiaj oficjalna polityka wschodnia Polski wygląda dokładnie tak, jak ją zaprojektował profesor Geremek: samoograniczanie i zwijanie polskości, tyle że za jego czasów uzasadniano to „sprawiedliwością dziejową” (mającą swoje korzenie w bolszewickich agenturach KPZB/KPZU tzn. kompartii Zachodniej Białorusi i Ukrainy), a dziś, po wycofaniu armii radzieckiej i przyjęciu Polski do NATO czyli wobec cofania się Rosji uzasadnia się to … strachem przed Rosją. Zupełnie jak ten chłop z pijanego snu woźnego w „Makbecie”, który powiesił się z obawy przed klęską urodzaju – porównanie z pijanym woźnym jest tu jak najbardziej na miejscu, bo takie rzekomo patriotyczne koncepcje mogły się zrodzić jedynie w pijanym widzie.
Żeby pozostać przy Polakach w republice kowieńsko-wileńskiej, który to przykład jest stosunkowo prosty: republika ta nie ma nam NIC do zaoferowania, ani w sferze gospodarczej, ani politycznej, ani obronności i nasz jedyny interes to mieszkający tam od dziada pradziada Polacy, stanowiący prawdziwy skarb tyle demograficzny, co cywilizacyjny i kulturowy (w tym językowy) – akurat dla tych naszych wspaniałych rodaków możemy i powinniśmy (i jest to naszym psim wręcz obowiązkiem) poświęcić wiele, z niepodległością rzeczonej republiki włącznie.
Zgodnie z analizą dr Zapałowskiego, jedyną szansą na zachowanie bałtolitewskiej odrębności i języka („lietuvių kalba” to uratowany od wymarcia przez Polaków jeden z języków dawnej Rzeczpospolitej, należący do jej dziedzictwa i z tego choćby powodu zasługujący na szacunek, co podkreślał swego czasu Roman Dmowski – nie jest zatem prawdą, iż powstał z języka polskiego poprzez dodanie do każdego słowa sufiksu „psikutas”) jest bardzo szeroka autonomia w ramach Rzeczpospolitej.
Polskojęzyczni mikrocefale (wg określenia ukutego przez pana Michalkiewicza) zarażeni giedroyciowszczyzną zarzucają tamtejszym Polakom współpracę z miejscowymi Rosjanami, a tym samym z Putinem (ajajajajaj… wszak „kto powiedział, że Moskale Są to bracia dla Lechitów, Temu pierwszy w łeb wypalę Przed kościołem Karmelitów” ), co jest w ich pojęciu czynem dyskwalifikującym (słynne ajwaje i potrząsanie głowami w Strefie Wolnego Słowa po przypięciu przez Waldemara Tomaszewskiego, jednego z najwybitniejszych polskich polityków dzisiejszej dobry, wstążeczki św. Jerzego – wg mikrocefali pan Tomaszewski powinien dla dobra Polski nabluźnić Putinowi, pogrozić palcem w bucie po czym się wyprzeć polskości i zlituanizować na ołtarzu „współpracy z Sajudisem”).
A tymczasem jest zupełnie odwrotnie – znakomita współpraca AWPL z miejscowymi Rosjanami mogłaby być przyczólkiem czy platformą (ups, ryży wałkoń ze swoimi folksdojczami skuteczie ob-żydził to słowo) odbudowy jakże koniecznej współpracy z Rosją!
W tym kontekście warto przypomnieć wypierany z naszej świadomości fakt, iż w roku 1991 była realna szansa na historycznie i dziejowo uzasadniony powrót polskiej jurysdykcji państwowej na zrabowane Polsce tereny wschodnie. Praktycznie miało się to odbyć w ten sposób, że wydzieleni żołnierze stacjonujących na tamtych obszarach oddziałów wojsk radzieckich mieli w ściśle określonym momencie założyć biało-czerwone opaski na rękawy mundurów, deklarując tym samym zmianę przynależności państwowej.
Pomysł ten, podważający koncepcję Judeopolonii na etnicznej resztówce nad Wisłą do tego stopnia przeraził środowisko Geremka, Kuronia i ich braci w wierze, że mieli pojechać na kolanach błagać Jelcyna o nieczynienie im tej dziejowej krzywdy – wszak nie po to tate Adama Michnika, Ozjasz Szechter walczył w ramach bolszewickiej agentury KPZ-U o oderwanie tych terenów od „burżuazyjnej Polski”, żeby teraz syn miał być swiadkiem ich powrotu do Macierzy.
W historii tej warte odnotowania jest nie tyle zachowanie żydokomuny, co do której nigdy nie było żadnych złudzeń, ile Rosjan. Bez niczym nieuzasadnionej, a zadekretowanej z góry, apriorycznej nienawiści najpewniej wzbogacilibyśmy się o tysiące polskich patriotów rosyjskiego czy ukraińskiego pochodzenia pokroju pana Romualda Szeremietiewa, Polska współpracowałaby i handlowała z Rosją bez wiszącego nad naszymi głowami niczym miecz Damoklesa strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, zaś w Belwederze zamiast chanuki obchodzonoby dodatkowo Boże Narodzenie 13 stycznia
(Nie wiem, jak Państwo, ale ja w odróżnieniu od naszych prezydentów w każdej chwili zamienię Chanukę na prawosławne Boże Narodzenie – a może to tylko kwestia małżonki?)
Co więcej, współpracując z Rosją, zamiast pełnić rolę antyrosyjskiego dywersanta, nawet popłuczyny po Giedroyciu nie znajdowałyby uzasadnienia, żeby poświęcać żywotne interesy Polski i Polaków na wschodzie na rzecz wyimaginowanych przyjaciół.
Jedyną stratną osobą mógłby się okazać red. Tomasz Sakiewicz, który albo poszedłby z torbami na tułaczy chleb … albo też przeorientował Strefę Wolnego Słowa na zoologiczną germanofobię, piętnując nawet naukę języka niemieckiego … Byłoby mu nawet łatwiej, bo miast corocznego przypominania rzezi Pragi 1794, miałby pod dostatkiem rocznic niemieckich zbrodni na Polakach na każdy dzień roku, łącznie z przestępnym.
No ale próżno płakac nad rozlanym mlekiem, choć z drugiej strony nie miejmy za stracone, co może być wrócone.
Czego zatem potrzeba, by obudzić śpiącego olbrzyma, któremu dziś nie przerywają zatrutego snu ani lewatywy, ani przeprowadzane na nim resekcje, amputacje i upusty krwi?
Po pierwsze imponderabilia.
Jak pisze jeden z moich ulubionych publicystów, pan Mirosław Kokoszkiewicz:
„Uważamy, że już teraz powinniśmy naciskać na władze i domagać się zastąpienia dzisiejszego „wystraszonego orła” tym z 1919 r. z zamkniętą koroną i zwieńczającym ją krzyżem, ponieważ takiego orła otrzymali Polacy po odzyskaniu niepodległości sto lat temu. Krzyż na koronie musi symbolizować chrześcijańskie korzenie naszej państwowości, co jest zgodne z historyczną prawdą i ma także heraldyczne uzasadnienie ( … ) orła pozbawionego raz na zawsze masońskich i satanistycznyc symboli”
[nie zapominajmy o szyderczym epizodzie z „morzełem” z czekolady, pod patronatem samego Szczynukowycza, a który mógł powstać tylko – parafrazując Andrzeja Niemojewskiego – ze skojarzenia żydowskiego kpiarza z polskim kpem:
„Nie mogę z tobą nic wspólnie kochać, czcić, uwielbiać, nad niczym wspólnie
cierpieć i do niczego wspólnie dążyć – ale możemy wspólnie drwić ze
wszystkiego. Wydrwię ci twego Boga, twą Ojczyznę, twą tradycję i twe Ideały, twe pragnienia i twe wysiłki i obaj będziemy wyżsi ponad to wszystko”. ]
To samo dotyczy hymnu – obawiam się, że jeśli nadal ‘dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy’, to daleko na tym przykładzie nie zajdziemy. Bylibyśmy innym państwem i narodem, gdybysmy zamiast o zapłakanym ojcu Basi śpiewali „Bogurodzicę”.
Po drugie odblokowanie potencjału narodowego poprzez zastąpienie kapitalizmu kompradorskiego zwykłym – nie będę przykładał żabiej łapki tam, gdzie pan Michalkiewicz konie kuje, do którego odsyłam.
Po trzecie – jeden naród ponad granicami.
Polacy w republice kowiensko-wileńskiej to nie jest coś, co można poświęcać dla sojuszu z kimkolwiek – kto sądzi inaczej, niech poświęci wpierw swoją rękę, nogę, płuco i na końcu serce. To jest ten sam polski naród, ta jego część, która przeszła próbe ognia i w nim została oczyszczona, ta część, która może uczyć nas patriotyzmu, umiłowania języka (w cudownej, wileńskiej odmianie), ale także pragmatyzmu, rozsądku, organizacji i skuteczności … mimo zdrady warszawskich POP-ów ( = Pełniących Obowiązki Polaków)
Jest nas razem co najmniej 60 milionów i jedyną, rzeczywistą przyczyną naszej słabości jest … nieświadomość naszej własnej potęgi. 60 milionów to bez mała cała Grupa Wyszehradzka. Zbyt długo trwalismy w narkotycznym śnie, zbyt długo słuchaliśmy nieproszonych doradców, nieproszonych znachorów, których jedynym celem jest, żeby ten sen trwał i pozwalał nam marnieć.
Czas powstać!
A jako że piszę to w Wielkim Tygodniu, to pozwole sobie zakończyć fragmentem mojej ulubionej pieśni wielkanocnej:
Chrystus zmartwychwstan jest,
Nam na przykład dan jest,
Iż mamy z martwych powstać,
Z Panem Bogiem królować.Alleluja!

http://macgregor.neon24.pl
http://macgregor.neon24.pl/post/137976, ... cy-olbrzym


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 28 kwi 2017, 19:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2016/07/06/s ... ospodarki/

Spółdzielczość – szansa dla polskiej gospodarki
Ostatnia aktualizacja: 6 lipca 2016 | 0 Komentarzy | 298 Odsłon

Wielokrotnie poruszaliśmy na portalu zagadnienie spółdzielczości, jako jednej z alternatyw dla niszczącego narody kapitalizmu i socjalistycznych bredni, które zawsze kończą się brakiem….papieru toaletowego. Każda forma partycypacji zwiększa identyfikację z przedsiębiorstwem i w dłuższej perspektywie jest źródłem stabilnego rozwoju – przykład „Muszynianki”, firmy o której pisaliśmy TUTAJ, jest tego dobitnym potwierdzeniem. Dobrze wiedzieli o tym nie tylko ideolodzy narodowego radykalizmu, ale także twórcy faszystowskiej koncepcji uspołecznienia. Zainteresowanym spółdzielczością polecamy lekturę wywiadu, w którym czytamy m.in.:

Jesteśmy daleko w tyle pod tym względem w porównaniu z Europą Zachodnią. Dzisiaj spółdzielczość w Polsce daje 1-1,5% PKB w porównaniu do 12% przed 1990 r. Średnia UE to ok. 6%, a są państwa, na przykład Finlandia, gdzie ten poziom udziału sięga nawet 20%!

ONZ po kilku latach od kryzysu zleciła przeprowadzenie badań porównawczych spółdzielni i spółek prawa handlowego. Przebadano 2190 spółdzielni w 81 krajach. Okazało się, że badania te wypadły zdecydowanie na korzyść spółdzielni. Spółdzielnie, jak się okazało, bardziej zwiększyły swoje przychody niż spółki prawa handlowego. Ponadto wynagrodzenia wzrosły w nich w większym stopniu. Pod jednym tylko względem wypadły gorzej: w spółdzielni był większy spadek zysków. To oznacza, że spółdzielnie rozłożyły koszty kryzysu bardziej sprawiedliwie. Zaś spółki przełożyły go na pracowników i konsumentów zachowując dla siebie to, co uznali za konieczne do zachowania.

Czytaj całość TUTAJ.
http://jagiellonski24.pl/2016/07/01/dom ... za-komuny/

Na podstawie: jagiellonski24.pl/nacjonalista.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 22 maja 2017, 09:40 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Rozwód po polsku i… katolicku (?)

Obrazek

Na każdy tysiąc małżeństw zawartych w Polsce w roku 2014 rozpadło się aż 349. W ubiegłym roku rozwód sfinalizowało 64 tysiące par, a 1700 znalazło się w orzeczonej przez sąd separacji.

Katechizm Kościoła Katolickiego stanowczo potępia rozwody, w uzasadnionych przypadkach dopuszczając co najwyżej separację. Jednakże ogromna większość tych, którzy nie widzą w danym momencie możliwości życia pod jednym dachem ze współmałżonkiem, wybiera drogę na skróty.

Oto jeden z najbardziej jaskrawych przykładów rozziewu pomiędzy statystykami liczby ochrzczonych a konsekwencjami wynikającymi z wymagań wiary katolickiej. Dlaczego w kwestii tak zasadniczej – dotyczącej zarówno zbawienia wiecznego, jak i doczesnego szczęścia – poddajemy się tak łatwo?

– Dawniej społeczeństwo żyło w takiej mentalności, że jak coś się psuło, to się to naprawiało: lodówki, telewizory, cokolwiek się psuło. Dzisiaj, kiedy zepsuje się nam sprzęt, co robimy? Najczęściej wymieniamy go na nowy. Ta mentalność niestety wchodzi też w te sfery życia, w które nie powinna wchodzić – mówił w rozmowie z Radio 5 ksiądz Paweł Dubowik, krajowy duszpasterz Wspólnoty Trudnych Małżeństw.

W mieście rozwodem kończy się 44 procent małżeństw, na wsi 22,7 procent – wynika z raportu profesora Piotra Szukalskiego, demografa z Uniwersytetu Łódzkiego.

Rozwód znieważa przymierze zbawcze

Co zaś o złamaniu małżeńskiej przysięgi mówi Kościół? Rozwód jest poważnym wykroczeniem przeciw prawu naturalnemu. Zmierza do zerwania dobrowolnie zawartej przez małżonków umowy, by żyć razem aż do śmierci. Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne. Fakt zawarcia nowego związku, choćby był uznany przez prawo cywilne, powiększa jeszcze bardziej ciężar rozbicia; stawia bowiem współmałżonka żyjącego w nowym związku w sytuacji publicznego i trwałego cudzołóstwa (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2384).

Opublikowany w 1992 roku Katechizm dopuszcza ewentualność cywilnego rozwodu, o ile ten pozostaje jedynym możliwym sposobem zabezpieczenia pewnych słusznych praw, opieki nad dziećmi czy obrony majątku, może być tolerowany, nie stanowiąc przewinienia moralnego (KKK 2383). Jak twierdzi jednak Andrzej Szczepaniak, autor opracowania opublikowanego na stronie sychar.org, pojawienie się (siedem lat po opublikowaniu obecnej wersji katechizmu) w cywilnym prawodawstwie polskim instytucji separacji sprawiło, iż wymienione tu powody nie mają już w naszym państwie zastosowania.

– Innymi słowy, nie ma takiej sytuacji, która usprawiedliwiałaby z punktu widzenia nauki Kościoła katolickiego rozwód (występowanie z pozwem i zgodę współmałżonka) – przekonuje Andrzej Szczepaniak.

Równocześnie Katechizm podkreśla występującą na różnych polach odpowiedzialność osób doprowadzających do rozpadu rodziny: sprawców krzywdy współmałżonka i przeżywających ogromny wstrząs dzieci, a także gorszycieli w wymiarze powszechnym. Zły przykład dawany przez rozwodników to jedna z przyczyn ciągłego poszerzania zasięgu społecznej plagi, jaką stała się destrukcja instytucji rodziny. Proces ten z kolei wynika w istotnej mierze z przemian obyczajowych, jakie nastąpiły po tak zwanej transformacji ustrojowej i otwarciu granic. Jak mówią dane Głównego Urzędu Statystycznego oraz Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, w latach 1989–2010 liczba kościelnych orzeczeń nieważności małżeństw potroiła się.

Kapitulacja przed grzechem?

Jak do plagi rozwodów odnosi się dzisiaj instytucjonalny Kościół? Czy zwraca większą uwagę na stopień przygotowania kandydatów do sakramentu małżeństwa? Czy dostrzega, jak ogromna rzesza młodych ludzi w ogóle nie powinna zostać dopuszczona do ołtarza? Otóż, wbrew protestom konserwatywnych hierarchów – jak na przykład kardynała Raymonda Leo Burke’a, byłego prefekta Trybunału Sygnatury Apostolskiej, czyli najwyższej sądowniczej władzy w strukturze Stolicy Apostolskiej – wraz z początkiem pontyfikatu Franciszka nastał czas wprowadzania znacznych ułatwień w procesach o stwierdzenie nieważności małżeństw.

To jednak, jak się szybko okazało, było jedynie wstępem do ogłoszenia pełnej kapitulacji. Zapisy posynodalnej adhortacji apostolskiej Amoris laetitia otworzyły bowiem drogę do interpretacji zmierzających wprost w stronę pogwałcenia nierozerwalności małżeństwa. Dobitny wyraz dali temu chociażby biskupi z Malty, którzy w dokumencie określającym zalecenia dla spowiedników wprost zakwestionowali prawdę wiary o wystarczalności Bożej łaski dla wytrwania w wierności Dekalogowi.

Arcybiskup Charles Scicluna oraz biskup Gozo Mario Grecha w oficjalnej wykładni praktycznego stosowania zapisów słynnego VIII rozdziału adhortacji napisali bowiem, iż biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące, nie można po prostu stwierdzić, iż wszyscy żyjący w nieregularnej sytuacji [czytaj: rozwodnicy trwający w ponownych związkach – red.] pozostają w stanie grzechu śmiertelnego i pozbawieni są łaski uświęcającej. (…) istnieją skomplikowane sytuacje, w których wybór życia „jak brat i siostra” staje się po ludzku niemożliwy i prowadzi do większej szkody. To oczywiście bynajmniej nie wyjątek. W ten sposób interpretują dokument podpisany przez Franciszka biskupi z Niemiec (niemal wszyscy) i Stanów Zjednoczonych (niektórzy). Taką wykładnię przyjęła też diecezja rzymska, której bezpośrednim zwierzchnikiem jest sam papież.

Pomijając tutaj – omawianą już wielokrotnie i szczegółowo – elementarną kwestię pogwałcenia Dekalogu oraz sakramentów świętych, trzeba jednak zaakcentować aspekt społeczny faktycznego przyzwolenia na rozwody, jakim staje się w tym świetle wspomniana wyżej interpretacja adhortacji. Jaką rzeczywistość otwiera ona przed katolikami w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, na Malcie i w innych krajach? Jakie skutki przyniesie otwieranie rozwodnikom furtki do sakramentów? Zmniejszy liczbę rozwodów czy wręcz przeciwnie? To raczej pytanie retoryczne.

Jednak przy okazji sporu o kwestię udzielania Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym (i współżyjącym) w nowych związkach pomija się owe społeczne konsekwencje (zwłaszcza dla dzieci) rozpadu związku biologicznych rodziców. Uwaga zwolenników udzielania sakramentów świętych cudzołożnikom koncentruje się bowiem na poszukiwaniu okoliczności łagodzących dla obiektywnie ciężkogrzesznej sytuacji tych ostatnich. Druga strona – broniąca nauczania Kościoła o niemożności udzielania tym ostatnim rozgrzeszenia oraz o niedopuszczalności ich przystępowania do Komunii Świętej – z oczywistych przyczyn skupia się na kwestiach dogmatycznych i nie podejmuje na razie argumentu złych owoców (Mt 7, 17–20) rozpadu zawartych przed ołtarzem sakramentalnych związków.

Życiowa katastrofa

– O długotrwałych skutkach rozwodu w ogóle bardzo mało się mówi – mówi psycholog Agnieszka Marianowicz‑Szczygieł. – Rozpatrywanie go jako krótkotrwałego kryzysu życiowego, który przeminie, jest nieporozumieniem. Skutki społeczne i finansowe obciążają strony pokrzywdzone bardzo długo.

Z perspektywy czasu rozpad rodziny zawsze wspominany jest przez dorosłe już dzieci jako przeżycie traumatyczne. Jak pisze Józefa Brągiel, autorka opracowania Długoterminowy wpływ rozwodu rodziców na dzieci, sto procent badanych stwierdziło, że przyniósł im on poczucie nieszczęścia. 94 procent podczas rozwodu ojca i matki odczuwało strach oraz uczucie bezsilności. Wśród pozostałych, najbardziej dominujących uczuć towarzyszących rozpadowi rodziny socjolog odnotowała gniew (82 procent), wrogość otoczenia (trzy czwarte badanych) oraz poczucie utraty własnej wartości (niemal dwie trzecie odpowiedzi). Co szóste dziecko odczuwało z powodu rozwodu rodziców pragnienie własnej śmierci.

Amerykańska psycholog, profesor Judith S. Wallerstein pod koniec minionego wieku postanowiła zebrać naukowe dowody na tezę, iż najbardziej optymalnym rozwiązaniem w przypadku trudnej do naprawienia, konfliktowej, uciążliwej zarówno dla rodziców, jak i dzieci sytuacji rodzinnej, jest właśnie rozwód. Wyniki jej badań, opublikowane w roku 2000 pod tytułem The Unexpected Legacy of Divorce: A 25-Year Landmark Study (Nieoczekiwane dziedzictwo rozwodu. Przełomowe, dwudziestopięcioletnie studium), dowiodły jednak czegoś wręcz przeciwnego. Zestawiając przeżycia dzieci, których spotkała śmierć jednego z rodziców z przypadkami rozwodów, profesor doszła do wniosku, że półsieroctwo stanowi doświadczenie mniej traumatyczne!

Naturalną reakcją dzieci w obliczu rozpadu więzi pomiędzy ojcem a matką jest samoobwinianie się o sytuację, jaka zaistniała pomiędzy ich rodzicami. Dzieci mówią sobie: Prawdopodobnie to moja wina, bo nie zmywałem naczyń, bo zaniedbywałam obowiązki szkolne i pewnie dlatego rodzice się rozwodzą.

W jaki sposób dziecko przeżyło rozstanie rodziców, wychodzi na jaw bardzo często dopiero wtedy, gdy samo założy już ono własną rodzinę.

– To prawdziwa burza, niszcząca fala: złość, poczucie winy i bezradności, smutek, żal, zachwianie tożsamości – tak psycholog Agnieszka Marianowicz‑Szczygieł w rozmowie z „Polonia Christiana” opisuje dalekosiężne skutki rozpadu rodziny.

– Dziecko traci grunt pod nogami, gdy trwały, domowy świat zaczyna się zupełnie walić. Jako osoby dorastające dzieci takie mogą na przykład przejść do postawy cynizmu, przekonania, że nie warto inwestować w związki, a szczęśliwe małżeństwa nie istnieją. Dziewczynki, nie mając we własnym domu odpowiednich wzorców, nie wiedząc, jak mężczyzna powinien traktować kobietę, wchodzą łatwo w płytkie, lekkomyślne związki. Za wszelką cenę dążą do tego, by jakiś mężczyzna się nimi zaopiekował. W ich relacjach damsko‑męskich brak zdrowego punktu odniesienia.

Dzieci (obojga płci) dotknięte rozwodem rodziców z jednej strony reagują postawą obrazującą ogromną potrzebę zwracania na siebie uwagi (choćby poprzez nieakceptowalne zachowania), zaś z drugiej – nie widząc w rodzinnym domu wsparcia i poczucia bezpieczeństwa – szukają akceptacji pośród rówieśników, jakże często zdominowanych przez patologię. Pojawiają się w ich życiu narkotyki, alkohol, wczesne inicjacje seksualne, owocujące zbrodnią tak zwanej aborcji bądź niechcianymi dziećmi, których nie potrafi się kochać. Tak powstaje zamknięte koło prowadzące wprost do rozpadu społeczeństwa.

Roman Motoła

Artykuł został opublikowany w 56 nr magazynu "Polonia Christiana" maj-czerwiec 2017

https://www.pch24.pl/rozwod-po-polsku-i ... 623,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 03 cze 2017, 08:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://rudaweb.pl/index.php/2017/06/01/ ... go-tatara/

Niepokorna mądrość polskiego Tatara
Czerwiec 1, 2017RudaWeb 9 komentarzy

Obrazek

Publikujemy bardzo ważny felieton wybitnego POLSKIEGO DZIENNIKARZA – WITOLDA GADOWSKIEGO. Pojawił się na blogach serwisu stefczyk.info, by zniknąć niepostrzeżenie z tej strony www. Nie będziemy komentować dlaczego – nasi Czytelnicy są rozumni.

Oto co napisał, szybko „zniknięty” Gadowski:

Warto zdać sobie sprawę z faktu, że w naszych żyłach płynie krew wielkiego kraju, kraju niezwykłego i niepowtarzalnego. Płynie w nas krew kraju, który będzie znów rósł.
Pisząc o „krwi” myślę oczywiście o naszym historycznym genomie ukształtowanym w dobie Pierwszej Rzeczpospolitej.
Niewiele o niej wiemy. Właściwie tyle co wbili nam do głów w komunistycznej i postkomunistycznej szkole.
Obie te hybrydy – protezy polskiej państwowości – szczególną nienawiścią darzyły właśnie Pierwszą Rzeczpospolitą i jej najwierniejszego dziedzica „Ziuka” Piłsudskiego.
Trudno zatem dziwić się temu, że obrazy związane z pierwszą w świecie Republiką Wolnych mamy w umysłach spotwarzone i wykrzywione.
Właściwie dziś łacno rozpoznacie, kto ma w swoim umyśle geny polskie, a kto jest tu nawiezionym guanem.
Takim probierzem jest stosunek do Pierwszej Rzeczpospolitej właśnie!
Pierwsza Rzeczpospolita Obojga Narodów była krajem o jakim marzyłby Arystoteles – pierwszą republiką świadomych obywateli.
Była krajem tolerancji i naturalnego ładu społecznego, którego nie uczynił żaden wymyślony system, a genialne dostosowanie ustroju do codziennej praktyki i wymagań ziemi.
Arystoteles twierdził, że wolni obywatele to elita każdego ludu i tylko oni powinni pełnoprawnie uczestniczyć w sprawowaniu władzy.
Arystoteles pochwalał niewolnictwo, o czym pewnie dzisiejsze magistry nigdy nie słyszały.
Tak więc sprawami władzy – zdaniem „Filozofa” – mogli się zajmować jedynie ci, których było na to stać – zarówno materialnie jak i czasowo.
Nawiasem mówiąc dzisiejsze „demokracje” sankcjonują niewolnictwo w o wiele bardziej drastycznej formie, niż opisywał to Arystoteles.
Wokół Rzeczpospolitej szalały wojny religijne, wzmacniały się absolutystyczne monarchie i tyranie, a na jej obszarze kwitły tolerancja i szacunek wobec głosu wolnego, wolność ubezpieczającego.
Tamta Polska była fenomenem na skalę świata, a ukształtowała się tak nie z pomysłu jakiegoś szaleńca (jak wszystkie „izmy”), ale na drodze wlewania charakteru zamieszkujących ją narodów do kielicha wspólnego ustroju.
Gdyby nie zdziczenie i prymitywizm naszych sąsiadów, trwalibyśmy tak przez długie wieki jeszcze. Cóż, było to jednak zbyt piękne, aby mogło trwać długo.
A teraz napisze coś co Was zborsuczy do reszty: kocham przepisy „Liberum Veto”. W szkole nauczali nas, że był to szczytowy przejaw warcholstwa i przywar szlachty (wolnych obywateli).
Tymczasem zasada „Liberum Veto” była piękną próbą wskazania na fakt, że jeden mądry człowiek może widzieć świat bardziej precyzyjnie niż cały tłum krzykaczy.
Ta zasada, to przecież marzenie wolnościowców, szacunek dla osoby, próba wprowadzenia hamulca w proces demokratycznego staczania się do poziomu skretynienia.
Tak, jestem piewcą „Liberum Veto” i jeszcze nieraz napiszę na ten temat tak, że profesorom friszkopodobnym w pięty pójdzie.
Teraz jednak poprzestanę na tym, że już lekko Was zdenerwowałem.
Spójrzcie jednak – mieliśmy kraj, który przodował w tolerancji, samorządzie i próbach budowania rozsądnej demokracji – wedle marzeń samego Arystotela.
Nigdy przy tym nie kolonizowaliśmy nikogo, nie wyzyskiwaliśmy. Jeśli jakiś lud dołączał się do naszego wysiłku, to szybko dopuszczaliśmy go do równoprawnej kompanii. W naszej Polsce dobrze żyli sobie i Żydzi, i Rusini, i moi dalecy przodkowie Tatarzy, i cała reszta. Taką Polskę zepsuły germańskie i ruskie watahy barbarzyńców.
Ona jednak przetrwała.
I teraz, kiedy większość Europy pogrąża się w szaleńczej brei, my przetrwaliśmy, przenieśliśmy do dzisiejszych dni nasze geny. Polska to wielka Rzecz, a przy tym Pospolita dla wszystkich tych, którzy dołączają do naszej wspólnoty etycznej,
Polakiem bowiem może być każdy, kto godzi się na taką wspólnotę i chce ją upowszechniać. Polska to wielka Rzecz, zbyt wielka, aby długo znosiła na swoim grzbiecie insekty, które nanieśli najeźdźcy.
Teraz, jak tylko potrząsnęła tym grzbietem, pasożyty z piskiem pognały do swoich żywicieli. Wszystko ukazało nam się teraz w pełnej jaskrawości. Czy potrzebujecie czegoś więcej, aby puścić w ruch sita i oddzielić polskie ziarna od obcych plew?!
Nadszedł czas, gdy Polacy będą chodzić z wysoko uniesionymi czołami. Kontynent potrzebuje dziś Polski bardziej niż ona jego mdłych, samozwańczych urzędników.
Nadchodzą czasy wielkiego hartowania. Tylko się cieszyć. Już niedługo sami zobaczycie, co się będzie działo.

NA ZDJĘCIU: Witold Gadowski, FOT: Waldemar Borowski/wikimedia.org


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 05 lip 2017, 08:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 05 lip 2017, 12:03 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Polacy narodem „euroentuzjastów”? Bzdura! Wolimy wyjść z Unii niż przyjąć islamskich imigrantów

Obrazek

Od lat w polskie uszy sączona jest prounijna propaganda. Zgodnie z nią należymy, jako naród, do najbardziej entuzjastycznie nastawionych wobec wspólnoty społeczeństw. Tymczasem wyniki najnowszego sondażu dotyczącego przyjmowania imigrantów z krajów islamskich zadają kłam powielanym tezom – unię akceptujemy, ale tylko wtedy, gdy to się nam opłaca. Nie zaryzykujemy jednak przyjmowania przybyszów z Bliskiego Wschodu za cenę mglistej „solidarności europejskiej”.

Z czerwcowych badań IBRIS dla tygodnika „Polityka” wynika, że 56,5 proc. Polaków nie chce, by nasz kraj przyjął imigrantów. I to nawet za cenę utraty części unijnych funduszy. Jedynie nieco ponad 40 proc. respondentów jest zdania, że należałoby ulec ewentualnemu euroszantażowi.

W wykonanej analizie społecznych postaw zadano jednak także pytanie dotyczące poważniejszych konsekwencji odmowy przyjęcia imigrantów – „Czy Polska powinna odmówić przyjęcia uchodźców z krajów muzułmańskich, nawet gdyby z tego powodu wiązało się to z koniecznością opuszczenia Unii Europejskiej?”.

Odpowiedzi twierdzącej (zdecydowanie "tak" oraz "raczej tak") udzieliło w sumie 51,2 proc. osób. Ledwie 37,6 proc. badanych uważa, że członkostwo w UE jest warte przyjęcia przybyszów.

W badaniach widać wyraźny związek między „miłością” Polaków do Unii Europejskiej a brukselskimi dotacjami. W pierwszej kolejności naród chce być bezpieczny – to dla nas ważniejsze niż pieniądze. Skoro jednak mielibyśmy pozostać bez eurofunduszy, to członkostwo we wspólnocie straciłoby dla nas jakikolwiek sens i bez żalu opuścilibyśmy UE.

Źródło: wp.pl

MWł

https://www.pch24.pl/polacy-narodem-eur ... 817,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 17 paź 2017, 06:19 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Morawiecki wraca do decyzji Skrzypka. Koniec z płaceniem milionów dolarów MFW. PO przeforsowała to po Smoleńsku. Kto za tym stał?

Obrazek

Polska nie potrzebuje 9,2 miliarda $ które mogłaby uzyskać w ramach otwartej linii kredytowej w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Zdaniem wicepremiera Mateusza Morawieckiego, nasza gospodarka jest w tak dobrej sytuacji, że możemy z niej zrezygnować. Szef resortu rozwoju i finansów zrezygnował więc wczoraj z (forsowanej wcześniej przez Platformę) opcji kredytowej MFW, otwierając tym samym kolejny rozdział suwerenności Polski. To ważny i symboliczny krok. Dlaczego? Taką samą decyzję podjął - wbrew rządowi Tuska - były prezes NBP, śp. Sławomir Skrzypek, który zginął w Smoleńsku. Po katastrofie smoleńskiej sytuacja uległa całkowitej zmianie. Nowego szefa NBP wytypował sam Bronisław Komorowski i to w czasie, gdy pełnił funkcję p.o. prezydenta RP. Pierwszą decyzją Marka Belki jako prezesa banku centralnego było podpisanie umowy z MFW. Koszt? 60 milionów euro rocznie. Ale po kolei.

Za możliwość z ewentualnego skorzystania z elastycznej linii kredytowej (Flexible Credit Line, FCL) płaciliśmy do Międzynarodowego Funduszu Walutowego potężne sumy, szacowane dziś na ok. 60 mln euro rocznie. Sytuacja ta trwała od 2010 roku, kiedy to rząd Donalda Tuska podjął decyzję o podpisaniu umowy z MFW. Warto przypomnieć jej kulisy i okoliczności.

Ówczesny szef Narodowego Banku Polskiego, Sławomir Skrzypek, nie był zainteresowany skorzystaniem z oferty MFW. Wcześniejsza umowa z MFW zawarta została w maju 2009 r. i kończyła się 5 maja 2010. Polska miała przez rok dostęp do ok. 20,43 mld dolarów, które w razie potrzeby mogły zasilić rezerwy walutowe NBP. Nie skorzystaliśmy jednak z tych środków ani razu. O przedłużenie umowy zabiegali minister finansów Jacek Rostowski i premier Donald Tusk. Pomimo licznych nacisków rozmaitych środowisk finansowych, szef NBP uznał, że nie ma potrzeby uszczuplania budżetu na ten cel. 29 marca 2010 w NBP gościła delegacja MFW. Przewodniczył jej dyrektor generalny, a w jej skład wchodzili Marek Belka, Mark Allen, Caroline Atkinson oraz Katarzyna Zajdel-Kurowska. Sławomir Skrzypek przedstawił sytuacją gospodarczą Polski i działania podejmowane przez NBP. Wyniki naszej gospodarki zaimponowały szefowi MFW. Wyraził uznanie wobec tego, jak Polska radzi sobie ze skutkami globalnego kryzysu. Namawiał jednak na przedłużenie umowy.

Naciski na Sławomira Skrzypka narastały. Straszono światowym kryzysem i brakiem przezorności szefa NBP. Donald Tusk i Jacek Rostowski próbowali wpłynąć na zmianę decyzji szefa narodowego banku. Uruchomiono także media. Wiceminister finansów Dominik Radziwiłł rozesłał do dziennikarzy komunikat, w którym podkreślał, że linia kredytowa jest czymś w rodzaju ubezpieczenia, którego Polska potrzebuje. „20,5 miliarda dolarów wynosi linia kredytowa w MFW, którą Polska może stracić” – pisała prasa. Informacja o tym, że za samą możliwość ewentualnego skorzystania z tej puli płacić będziemy 18 mln euro rocznie jakoś umykała.

Prezes Skrzypek podkreślił, ze Polska ma własne rezerwy walutowe, a sytuacja naszej gospodarki jest na tyle dobra, że możemy przejść z grona państw, którym MFW udziela wsparcia, do grona tych, które za pośrednictwem MFW pomagają innym. Oświadczył, że występowanie przez Polskę o Elastyczną Linię Kredytową MFW na kolejny okres nie jest konieczne. Nie takiej odpowiedzi spodziewał się rząd Donalda Tuska i szef MFW. Co ciekawe, opinię Sławomira Skrzypka podzielał również wicepremier Waldemar Pawlak.

„Na razie nie ma potrzeby przedłużenia elastycznej linii kredytowej MFW. Powinniśmy się skupić na tym, aby zwiększać nasz wzrost gospodarczy i poprawiać możliwości rozwojowe. Z kolei rozwiązania MFW są tylko polisą ubezpieczeniową, na którą nie za bardzo należy liczyć”

— mówił 8 kwietnia 2010 roku na konferencji prasowej.

Katastrofa smoleńska wstrząsnęła Polską na wszystkich możliwych poziomach. Nie tylko w płaszczyźnie społecznej, politycznej czy międzynarodowej, ale i gospodarczej. Sławomir Skrzypek zginął w Smoleńsku. Jego obowiązki przejął dotychczasowy pierwszy wiceprezes - Piotr Wesołek, który wspólnie z całym zarządem NBP podtrzymał wcześniejsze stanowisko Skrzypka. W oficjalnym komunikacie podkreślono, że „nie jest zasadne ponowne ubieganie się przez Polskę o udostępnienie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy Elastycznej Linii Kredytowej”.

Sytuacja zmieniła się jednak bardzo szybko. Miesiąc po katastrofie smoleńskiej, pełniący obowiązki prezydenta Rzeczypospolitej Bronisław Komorowski ogłosił, że nowy prezes NBP powinien zostać wybrany jeszcze przed przyspieszonymi wyborami prezydenckimi zaplanowanymi na czerwiec. Być może na decyzji tej zaważył fakt, że prezes NBP powoływany bezwzględną większością głosów przez Sejm na wniosek prezydenta. Komorowski zapowiedział, że „przeprowadzi konsultacje, by wyłonić odpowiednią kandydaturę na nowego prezesa NBP”. Kilka dni później ogłosił, że jego kandydatem jest Marek Belka. 10 czerwca 2010 – jeszcze przed wyborami prezydenckimi - Marek Belka został wybrany na prezesa NBP głosami PO i SLD.

Jedną z pierwszych decyzji nowego prezesa Narodowego Banku Polskiego było właśnie podpisanie wniosku o przedłużenie linii kredytowej w MFW. Marek Belka zajął się sprawą już 15 czerwca 2010 r., a więc na 5 dni przed I turą wyborów prezydenckich. MFW nie zwlekał z decyzją. Wniosek zaopiniował pozytywnie już następnego dnia. 2 lipca 2010 podpisano umowę o dostępie do elastycznej linii kredytowej. W styczniu 2011 r. Polska złożyła wniosek o wydłużenie jej o dwa lata. Za możliwość dostępu do ewentualnej pożyczki płaciliśmy miliony euro rocznie. To już na szczęście przeszłość.

Wczoraj wicepremier Mateusz Morawiecki otworzył nowy rozdział polskiej suwerenności. Polska uniezależniła się od Międzynarodowego Funduszu Walutowego i zrezygnowała z płacenia ogromnych pieniędzy za dostęp do opcji kredytowej. Pozwoliła na to konsekwentna polityka gospodarcza rządu PiS, który jednoznacznie określa zakres polskich interesów. Dzięki tej decyzji zaoszczędzimy 60 mln dolarów rocznie. Pojawia się jednak pytanie. Skoro nigdy nie skorzystaliśmy z elastycznego limitu kredytowego MFW, dlaczego rząd Donalda Tuska tak chętnie i suto za niego płacił?

autor: Marzena Nykiel

https://wpolityce.pl/polityka/362403-mo ... a-tym-stal

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 25 lis 2017, 21:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
POLSKA DLA POLAKÓW – czy tego Pan chce, czy nie, Panie (P)AD

W dwa dni po Marszu Niepodległości oraz dzień po wystąpieniu rzecznika MSZ Izraela, który wezwał polskie władze do stanowczej reakcji wobec organizatorów
tego Marszu (pisałem o tym w poprzednim tekście: "Goebbels wiecznie żywy, czyli Marsz Niepodległości w mediach" http://naszeblogi.pl/48698-goebbels-wie ... -w-mediach ) podczas swej wizyty w Krapkowicach na Opolszczyźnie głos zabrał (P)AD.
Odnosząc się do Marszu powiedział, między innymi:
"Ogromnie boleję nad tym, jeżeli ktokolwiek jakieś inne kryteria w polskim społeczeństwie zaczyna wprowadzać, jeżeli ktoś mówi o Polsce, która ma być tylko dla Polaków." (wyróżnienie i podkreślenie moje)
(https://www.pch24.pl/andrzej-duda--w-po ... 136,i.html )

Gdyby to powiedział "ktoś z ulicy", "zwykły obywatel", to można by potraktować tę wypowiedź jako jego prywatną opinię i nawet, pewnie, nie warto byłoby na to zareagować.
Kiedy jednak takie słowa wypowiada osoba sprawująca najwyższy urząd w państwie - osoba sprawująca funkcję Prezydenta Polski, to te słowa trzeba traktować "oficjalnie".
I nie można "przejść nad nimi do porządku dziennego".

Art. 1. Konstytucji RP z 1997 roku brzmi:
"Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli."

Art. 4, pkt. 1 tejże Konstytucji brzmi:
"Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu."

W preambule do tejże Konstytucji są zapisane słowa:
"...my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej...ustanawiamy
Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej jako prawa podstawowe dla państwa"

Zapisy te wprost i jednoznacznie mówią, że:
Polska jest własnością ("dobrem wspólnym", "przestrzenią wspólną") JEDNEGO narodu (na ten temat będzie następny mój tekst);
tym JEDNYM (JEDYNYM) narodem, który jest właścicielem Polski, jest Naród Polski;
wszyscy obywatele polscy stanowią NARÓD POLSKI.

Konstytucja z 1997 roku może nam się podobać lub nie, ale póki nie zostanie zmieniona, to żaden urzędnik - nawet jeśli sprawuje najwyższy urząd w państwie – nie ma żadnych uprawnień (bo niby skąd), aby wychodzić poza jej porządek normatywny i narzucać swoje "porządki".

Skoro wszyscy obywatele polscy stanowią Naród Polski, to z tego wynika tylko jedno – każdy polski obywatel jest Polakiem.
Tak, jak każdy obywatel USA jest "Amerykaninem".
Tak samo, jak każdy obywatel Jugosławii był Jugosłowianinem.

Jakim więc "prawem" Panie Prezydencie, ingeruje Pan w podstawowy zapis Konstytucji?

Suwerenami w Polsce jesteśmy MY – Polacy.
Jako Naród Polski, jako ogół Polaków, jesteśmy suwerenem zbiorczym w Polsce,
a Polska jest NASZYM "dobrem wspólnym", NASZĄ "wspólną własnością", NASZĄ "przestrzenią wspólną" ... .
I jest to FAKT, stanowiący podstawowy wyznacznik każdego porządku PRAWNEGO, odnoszącego się do naszej "przestrzeni wspólnej" (czyli Polski).
I to nawet wtedy, jeśli nie byłoby to zapisane w Konstytucji z 1997 roku!
Bo MY – suweren jesteśmy ponad każdą konstytucją, z tego względu,
że konstytucja to WYRAZ NASZEJ WOLI!
Nic więcej!
(Więcej na ten temat w książce: "W poszukiwaniu suwerena. Czy każdy z nas jest suwerenem?", 2009 r. lub , na przykład, w tekście: "Ja, (współ)suweren... Bój to jest wasz ostatni." http://naszeblogi.pl/47506-ja-wspolsuwe ... sz-ostatni )

Dlaczego Pan, Panie Prezydencie, uzurpuje sobie "uprawnienie", aby ingerować w NASZE prawa fundamentalne (suwerenne)?
Jest Pan obecnie "najwyższym" urzędnikiem w państwie polskim, ale.... jednak tylko urzędnikiem.
Pełni Pan funkcję prezydenta - opisaną w Konstytucji i w ustawach niższego rzędu – i ma Pan tylko te kompetencje, które Panu te ustawy wyznaczyły.
Suwerenami jesteśmy MY – Polacy!

Tekst ten mógłby zakończyć się na powyższym zdaniu, jednak domyślam się:
przywołany powyżej przykład Jugosławii skłoniłby co poniektórych, do relatywizowania i bronienia (P)ADa poprzez udowadnianie, że rozpad tego państwa stanowi przesłankę do kwestionowania zacytowanych powyżej zapisów Konstytucji;
(mam wiele uwag do tej Konstytucji, ale póki nie zostanie ona przez NAS – Naród Polski zmieniona, to obowiązuje ona każdego urzędnika w Polsce!)
brak dogłębnego wyjaśnienia, jak to jest, że każdy polski obywatel, a więc z pochodzenia np. Wietnamczyk, czy Pół-Wietnamczyk (w programie "Jaka to melodia" wystąpiła np. Pani z Mongolii, od 17 lat mieszkająca w Polsce, mająca męża Polaka, pięknie mówiąca po polsku) jest Polakiem, mogłoby "podnieść ciśnienie" niejednemu mojemu rodakowi; zupełnie niepotrzebnie.
W dzień po Marszu Niepodległości do chóru szkalującego to wydarzenie przyłączył się "niedoszły premier PISu", Piotr Gliński, który przy okazji "zabłysnął" taką "koncepcją" narodu:
"Nie ma zgody żeby w przestrzeni publicznej funkcjonowało wsparcie dla wspólnoty narodowej w sensie etnicznym; popieramy myślenie narodowe w sensie narodu kulturowego"

Jak widać, Pan Gliński, noszący tytuł profesora, pełniący funkcję wicepremiera, podobnie jak PAD, nie zna obowiązującej Konstytucji.
Albo udaje, że jej nie zna!

Jednak jego obowiązkiem jest Konstytucję znać i ją stosować.
A – jak to zostało już powiedziane - Konstytucja nie daje żadnemu urzędnikowi uprawnienia do redukowania Narodu Polskiego do "faktu kulturowego".

Co więcej, NAS – Polaków (w sensie etnicznym) jest w Polsce blisko 100% (nie licząc gości, nie mających obywatelstwa) - może 99%, może 98% i nikt nie ma żadnego "prawa", "uprawnienia", "upoważnienia" itd., aby móc zabraniać NAM postrzegania siebie samych jako WSPÓLNOTY ETNICZNEJ (Naród Polski), w ramach trochę szerszej wspólnoty: Narodu Polskiego rozumianego jako wspólnota polityczna (tzw. koncepcja "narodu politycznego" – "narodu obywatelskiego").

Określenie Naród Polski jest więc, za sprawą Konstytucji, homonimem opisującym 2 zbiory osób, z których jeden zbiór (Naród Polski - etniczny), zawiera się w szerszym zbiorze (Naród Polski – polityczny).
W przypadku Polski, jednak, te dwa powyższe zbiory są prawie tożsame – "naród polski etniczny" tylko w niewielkim stopniu ma węższy "zakres" niż "naród polski polityczny/obywatelski".
I to wielu osobom bardzo się nie podoba!
Byliby szczęśliwi, gdyby udało się wypchnąć na emigrację kolejne miliony Polaków,
a na ich miejsce sprowadzić kolejne miliony Ukraińców.
Nie bez przyczyny w ministerstwie Gowina trwają prace nad dalszymi ułatwieniami do osiedlania się w Polsce przybyszy ze Wschodu, w tym nad przyśpieszonym nadawaniem im obywatelstwa.

Do XXI wieku sformułowano wiele koncepcji narodu, w tym takie brednie, jak powyżej zaprezentowana przez Pana Glińskiego.
Przebić ją może, chyba, jedynie teoria narodu, którego jedynym wyznacznikiem jest wola jego "członków". Czyli, jeśli dzisiaj czuję się Chińczykiem, to jestem Chińczykiem, a jeśli jutro poczuję, że jestem Japończykiem, to jestem Japończykiem.
Żeby było zabawniej – teoria ta ma sporo wyznawców, choć oni sami nie wiedzą lub nie chcą tego wiedzieć i choć są przy tym przekonani, że należą do narodu etnicznego, co więcej – do etnicznego "narodu wybranego".
Ot, taki paradoks!
(O tym szerszej w następnym tekście)

Podstawowe, najbardziej rozpowszechnione rozumienie narodu, rozumienie, które ostatecznie rozbiło monarchiczny porządek w Europie (wcale nie tak dawno – to tylko 100 lat, jeden wiek) to rozumienie narodu jako wspólnoty etnicznej.
Jako zbioru osób, mieszkających w określonej "przestrzeni wspólnej", połączonych:
przekonaniem, że są ze sobą spokrewnieni, bo mają wspólnych przodków
(w Polsce wystarczy zrobić sobie własne drzewo genealogiczne sięgające kilka/ kilkanaście pokoleń wstecz, aby już się o tym przekonać);
wspólną historią;
wspólną kulturą;
wspólnym językiem;
najczęściej także "wspólnym dorobkiem", czyli własnym państwem, a przy jego braku - pragnieniem jego posiadania.
...

Naród tworzy więc z jednej strony określone wyobrażenie osób o tym, że należą do tego narodu, a z drugiej strony – szereg "elementów" faktycznych (ich lista nie jest enumeratywna).

Same "elementy" faktyczne nie tworzą narodu – przykład NRD, Jugosławii, Związku Radzieckiego itd. Kiedy "enerdowcy", Jugosłowianie, "ludzie radzieccy" przestali postrzegać siebie jako "enerdowców", Jugosłowian, "ludzi radzieckich", a poczuli się, na przykład, Niemcami, Serbami, Chorwatami, Rosjanami, to efemerydami okazały się ich "narody": enerdowski, radziecki, jugosłowiański.
A przy okazji – ich państwa.

W tym miejscu większość czytelników, bez problemu, wychwyciło, że wszystkie powyżej przywołane, jako przykład, "narody", nie były narodami sensu stricto, nie były narodami etnicznymi, ale były tzw. "narodami politycznymi".

Oczywiście, istnieją "narody polityczne", które pomimo różnych wewnętrznych perturbacji, wydają się być w miarę trwałe: są to, przede wszystkim, wszystkie te kolonie państw zachodnioeuropejskich, zakładane w Amerykach, w Australii i w Nowej Zelandii, gdzie rdzenna ludność została zdziesiątkowana, a "naród" składa się prawie w całości z kolonizatorów.
Nie jest to jednak temat tego tekstu.
Dla jego potrzeb wystarczająca jest konstatacja, że "naród polityczny" jest "narodem wymyślonym", pewną fikcją prawną, która wyrosła z potrzeby rozwiązania problemu wypływającego ze stwierdzenia faktu, że:
we współczesnym świecie nie istnieją już państwa w 100% narodowe w sensie etnicznym;
wszystkie osoby, które są obywatelami tego państwa, muszą mieć RÓWNE prawa i - o czym, jak widać, wielu zapomina - RÓWNE obowiązki.

Pomijam w tym miejscu kwestię obywatelstw nadanych (szczególnie jeśli jest to drugie, trzecie.... siódme obywatelstwo) i problem, czy zostało ono słusznie (prawidłowo) nadane i czy jego nadanie nie jest okradzeniem, na przykład, NAS – Polaków (czyli wszystkich dotychczasowych obywateli polskich) z części naszej (współ)własności po to, aby bezprawnie przydzielić ją osobie, która:

nie jest częścią naszej wspólnoty narodowej;
nie zamierza być częścią naszej wspólnoty narodowej;
jej postawa, w tym wyznawany światopogląd, nie daje gwarancji, że kiedykolwiek może stać się częścią tej wspólnoty.
Jest to jeden z największych problemów obecnej naszej polskiej rzeczywistości,
w której w tej kwestii (nie)rządy działają (zarówno ten, jak i poprzednie) za plecami NAS – Polaków i wbrew WOLI przygniatającej większości z NAS.
Reasumując:
bez względu na to, czy ktoś jest Polakiem – jedną z osób tworzących naród polski etniczny, czy jest Polakiem, który jest jedną z osób tworzących naród polski polityczny/obywatelski to każdy Polak jest współwłaścicielem Polski, bo Polska jest NASZYM „dobrem wspólnym”;
Polska jest własnością Polaków, naszym "dobrem wspólnym", naszą "przestrzenią wspólną"...;
Polska nie jest własnością żadnej osoby, która nie jest Polakiem; każdy, kto wysuwa pod tym względem jakieś roszczenia, powinien być przez państwo polskie prawnie ścigany;
każdy Polak - bez względu na to, czy jest Polakiem etnicznym, czy nim nie jest – ma nie tylko RÓWNE PRAWA, ale i RÓWNE OBOWIĄZKI wobec "wspólnoty polskiej"; podstawowym obowiązkiem jest lojalność wobec tej wspólnoty.

Lojalność wobec wspólnoty i wobec państwa – najważniejszej „własności” tej wspólnoty – to nić innego niż PATRIOTYZM.
Dzisiaj MY – Polacy doświadczamy jednak szokujących zachowań osób, które mają obywatelstwo polskie, a więc które powinny wspierać, nagłaśniać, podtrzymywać każdy przejaw patriotyzmu.
A co widzimy?
Niesamowite szkalowanie NAS – Polaków, realizowane przy wsparciu i na zamówienie wielu "ośrodków" spoza Polski.

W bełkocie, który ma miejsce, ciągle słyszymy o "mowie nienawiści".
Rzecz jasna, żadna "mowa nienawiści" nie istnieje – jeżeli określone wypowiedzi nie naruszają norm karnych (zapisanych w KK i w KW), to są one wyrazem naszej WOLNOŚCI wyrażania swoich poglądów, bo to normy karne wyznaczają jedyną bezwzględnie obowiązującą granicę wypowiedzi.

"Mową nienawiści" nie posługiwało się 100% uczestników 60- tysięcznego Marszu Niepodległości – za wyjątkiem grupki prowokatorów, którzy wcisnęli się w środek Marszu, w połowie jego trwania. Ci powinni być ścigani z całą surowością, przewidzianą w prawie karnym, przede wszystkim za umożliwienie szkalowania wizerunku Polski i Polaków w świecie.

Z "mową nienawiści" – czyli przestępstwami opisanymi w Kodeksie Karnym i w Kodeksie Wykroczeń – mamy jednak do czynienia od miesiąca prawie codziennie.
Wystarczy włączyć telewizor lub laptop. Aby to sobie uświadomić wystarczy przypomnieć sobie następujące uregulowania Kodeksu Karnego.

" Art. 212.
§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
§ 2.
Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku"

"Art. 133.
Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3."
"Art. 119.
§ 1. Kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5..."

"Art. 126a.
Kto publicznie nawołuje do popełnienia czynu określonego w art. 118, 118a, 119 § 1, art. 120 – 125 lub publicznie pochwala popełnienie czynu określonego w tych przepisach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5."

"Art.
191. § 1. Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu
zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3."

Prokuratura, gdyby prawidłowo chciała wypełnić swoje obowiązki, miałaby roboty
nie na miesiące, ale na lata.
Przede wszystkim powinna ścigać wszystkich, którzy nawołują do delegalizacji Marszu Niepodległości, a także wszystkich tych, którzy kłamliwie opisują uczestników tegorocznego Marszu.
Myślę, że powinna zainteresować się także wystąpieniem G. Gronkiewicz – Waltz dotyczącym wniosku o delegalizację ONR, a także wszystkimi wypowiedziami aparatczyków z (P)artii (O)szustów i z jej klonu, dotyczącymi Marszu niepodległości.

I na koniec – powinna przyjrzeć się działalności co poniektórych osób, w szczególności pełniących funkcje publiczne, czy nie zachodzą, dodatkowo, przesłanki odpowiedzialności z art. 127 KK.
"Art. 127.
§ 1. Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.

Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3."


Przemoc, bowiem, to nie tylko przemoc fizyczna.
Przemoc może mieć, bowiem, także postać dążenia do utrwalenia w przepisach określonych ukształtowań rzeczywistości wbrew WOLI NARODU, w sytuacji, kiedy system polityczny, w tym system wyborczy, uniemożliwia temu NARODOWI – w całości lub w części - faktyczne decydowanie o swoim "dobru wspólnym".
(Więcej na ten temat w tekstach:
„25 (70) lat bandytyzmu pod szyldem i w majestacie państwa polskiego”
http://naszeblogi.pl/50847-25-70-lat-ba ... ie-panstwa
„Czy w Polsce rządzi mafia?”
http://naszeblogi.pl/47571-czy-w-polsce-rzadzi-mafia
„Jak sfałszowano (nie tylko) te wybory”
http://naszeblogi.pl/51226-jak-sfalszow ... -te-wybory
i w wielu innych tekstach publikowanych, m.in., na wymienionych pod tym tekstem portalach)

I na koniec refleksja – kim jest ta hałaśliwa i tupeciarska de facto garstka ludzi, która, "robiąc ludziom wodę z mózgów", ingeruje w Nasze - Polaków suwerenne prawa, łamiąc przy tym obowiązujące w Naszej – Polaków "przestrzeni wspólnej", czyli w państwie polskim, normy prawne?

Najbardziej agresywni wobec Polaków i Polski są różnej maści komucho-faszyści i liberało-faszyści, atakujący nas Polaków-patriotów, przy użyciu... oskarżenia o faszyzm.
Jest to klasyczny zabieg propagandowy stosowany zarówno przez Niemców - faszystów, jak też przez komuchów z wszystkich państw, ze szczególnym "uwzględnieniem" stalinowców, polegający na przypisaniu swoich nagannych cech i swoich nagannych postaw atakowanemu podmiotowi.

Powyższa wskazana "okoliczność" nie jest żadnym przypadkiem.
W bardzo wielu przypadkach rodzice, czy dziadkowie tych osób byli "utrwalaczami władzy ludowej": należeli do PZPR, ZSL, SD, pracowali w "resortach siłowych" itd.
Całe to "środowisko" płynnie weszło w III RP za przyczyną spisku w Magdalence i cyrku okrągłostołowego, zamieniając z czasem lojalność wobec Moskwy na lojalność wobec Brukseli lub innego jeszcze „ośrodka”.
Wielu z tych „utrwalaczy” do Polski "zostało przywiezionych" na "sowieckich bagnetach" lub pod ich osłoną.
To smutne, że po 70 latach oni lub ich potomkowie, zamiast wdzięczności i lojalności wobec wspólnoty narodowej, która ich przygarnęła, dzięki której i kosztem której tuczyli się przez dziesięciolecia, przejawiają teraz wobec przedstawicieli tej wspólnoty nienawiść i agresję.

Oczywiście, nie może być na to przyzwolenia.
Fundamentalny - przysługujący każdej osobie, której PRAWA są zagrożone lub gwałcone – odruch samoobrony, wymaga, aby przeciwstawić się tej "mowie nienawiści" wobec Polski i Polaków.
Tej "mowie nienawiści", która jest expressis verbis opisana w polskich normach karnych.
..........
Inne artykuły autora na:
http://grudziecki.salon24.pl/
http://naszeblogi.pl/blog/5461
http://niepoprawni.pl/blogi/dariusz-grudziecki
http://www.mpolska24.pl/blog/demokracja ... tmonarchia

https://www.salon24.pl/u/grudziecki/825 ... panie-p-ad


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o Polsce
PostNapisane: 06 sie 2018, 20:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Rozstrzyga się kwestia niepodległości

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sąd Najwyższy twierdzi, że zawiesza przepisy w sprawie stanu spoczynku sędziów. Sędziowie mogą zawiesić działanie obowiązującego w Polsce prawa?
– Jeśli mogą to robić sędziowie Sądu Najwyższego, to znaczy, że podobnie mogą postępować wszyscy inni sędziowie przy okazji innych ważnych społecznie ustaw, które im się nie spodobają. To oznaczałoby kompletną anarchię prawną. Sytuacja, z jaką mamy do czynienia, jest rzeczywiście kuriozalna, bo nawet same pytania, jakie zadają sędziowie, nie są skierowane do Trybunału Konstytucyjnego, czyli do sądu konstytucyjnego, najwyższego organu w Polsce, który jest za to odpowiedzialny, tylko zwracają się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Mamy zatem nieustanną próbę podważania władzy ustawodawczej, w jakimś sensie wykonawczej, ale również władzy sądowniczej – przynajmniej tej części, której się nie uznaje za swoją, chodzi oczywiście o Trybunał Konstytucyjny. Jest to nieustanne wołanie o to, żeby władzę w Polsce na czas utraty jej przez środowiska lewicowo-liberalne przejęła zagranica. O to nieustannie zabiega opozycja totalna, pojawiając się w Brukseli i wołając, aby Komisja Europejska albo nałożyła sankcje, albo żeby strofowała Polskę. I to w tym momencie robi Sąd Najwyższy, starając się włączyć te unijne organy sądowe, które się dotąd tego typu sprawami nie zajmowały, starając się przy tym wyłączyć nasze władze sądownicze, czyli te, w których opozycja jest nieobecna.

Czy mamy do czynienia z degeneracją części sędziów? A jeśli tak, to chyba jak nigdy wcześniej potrzeba nam wykształcenia nowej grupy sędziów, która zastąpi zdegenerowane środowisko, tyle że jest to proces, który musi potrwać?
– Im dłużej trwają zmagania dotyczące reformy sądownictwa, tym bardziej ujawnia się skala rozmaitych układów i – co trzeba powiedzieć – również patologii, które się zagnieździły w tym środowisku. Te patologie nie tylko polegają na tym, że procesy są zbyt długie, przewlekłe, że w sądownictwie panuje niekompetencja czy chaos, ale widzimy, że bywa, iż sposób myślenia tych środowisk jest niepolski. I tak jak mówi prof. Zybertowicz, że w obszarze władzy ustawodawczej czy wykonawczej widoczny jest obóz patriotyczny, a środowiska opozycji totalnej kojarzą się z kosmopolityzmem, to inaczej wygląda to w przestrzeni władzy sądowniczej. To jest rzecz bardzo niebezpieczna, bo władza sądownicza jest najważniejszą ze wszystkich trzech władz. I jeśli mamy tu taką sytuację, to powiedzmy sobie wprost, że jest to bardzo niebezpieczne, bardzo groźne dla państwa. To, co dzisiaj obserwujemy, wcale nie oznacza, że ten stan nagle się pojawił, ale jest to fakt, zjawisko obecne w tej przestrzeni od upadku komunizmu, które się tylko ujawnia w momencie, kiedy idą starania w kierunku zmiany tego chorego stanu.

Patrząc na działania opozycji totalnej i nadzwyczajnej sędziowskiej kasty, można powiedzieć, że reformy w Polsce są zagrożone?
– Tak, są zagrożone. Obserwujemy duży bunt w środowisku, a zwłaszcza wśród wysokich władz sędziowskich, i w tym względzie wydaje się, że jest tam chęć dotrwania do wyborów parlamentarnych z dużą nadzieją, że wróci stary układ władzy i będzie – jak mawiał klasyk – tak jak było. Przy czym żeby tak się mogło stać, włącza się elementy europejskie i zachęca się Unię Europejską – chodzi o wyrok Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, który – jeśli pomyśli – to dałby Komisji Europejskiej kolejny pretekst, żeby spotęgować działania związane z procedurą naruszenia praworządności i na nowo grillowanie Polski. A zatem cały czas mamy współpracę czynnika zewnętrznego, który chce z totalną opozycją spacyfikować dążenia niepodległościowe Polski, i czy dotyczy to władzy ustawodawczej, wykonawczej czy sądowniczej, to tylko kwestia nieco innych metod, które się stosuje w każdej z tych dziedzin, natomiast cel pozostaje ten sam – odsunąć PiS od władzy.

Tyle że nic nie wskazuje na to, żeby stare miało wrócić po wyborach, czy zatem będziemy mieli dalej do czynienia z grillowaniem Polski i jak długo taki proces może się toczyć w normalnym państwie?
– Myślę, że nowe wybory powinny już w dużym stopniu zamknąć ten destrukcyjny proces niszczenia państwa. Oczywiście pod warunkiem, że wynik byłby analogiczny do tego sprzed trzech lat. Wówczas można się spodziewać, że to środowisko kosmopolityczne już lekko osłabnie, widząc, że rząd nie jest przejściowy, a zmiany mają czy też będą miały trwały charakter. Nasze doświadczenie historyczne jest takie, że włączanie zagranicy do wewnętrznych polskich rozgrywek zawsze jest dla nas katastrofalne w skutkach. Kanon polskiej polityki mówi, że tego nie wolno robić, tyle że niestety to się – jak widzimy – robi.

Polacy, którzy nie są prawnikami, tak na dobrą sprawę niewiele z tego sporu rozumieją. Jednak jaki przekaz płynie dla zwykłych ludzi patrzących na postępowanie opozycji totalnej, ale również sędziów?
– Widać, że cały czas się uczymy i musimy się uczyć. Byliśmy bowiem cały czas utrzymywani w atmosferze mitów, w przekonaniu, że sądy to jest coś poza kategorią politycznego sporu, że sądy i sędziowie to jakaś nadzwyczajna kasta. Tymczasem okazuje się, że to bzdura. I w tym względzie ta edukacja – jakże ważna i potrzebna nam wszystkim – postępuje. Oczywiście w tle są dwa społeczne stanowiska – jedno, jak wspomniałem wcześniej, patriotyczne, a drugie kosmopolityczne i ślepa wiara w to, że zagranica urządzi nam Polskę lepiej niż my sami jesteśmy w stanie to zrobić. To przerażające, ale w tych środowiskach panuje przekonanie, że jeśli my nie rządzimy to po nas lepiej potop. Na naszych oczach trwa walka o przyszły los Polski i to nie w sprawach marginalnych, mało znaczących, nieistotnych, ale w sprawach najważniejszych. Rozstrzyga się kwestia niepodległości Polski. Od początku XVIII wieku nieustannie się zmagamy z walką o niepodległość Polski i do dzisiaj ten proces trwa.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/199 ... losci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 704 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 43, 44, 45, 46, 47

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /