Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 24 paź 2012, 11:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
ŚLEPE SPOŁECZEŃSTWO

Pod dzisiejszą informacją "Naukowcy: Katastrofie towarzyszyła eksplozja" komentator Loli zamieścił następują uwagę: "A Donek właśnie daje konferencje prasowa na temat in vitro, żeby odwrócić uwagę od tej konferencji. Również wypadek biskupa to dziś jeden z najważniejszych tematów w mediach głównego ścieku". Trudno o bardziej obrazową ilustrację stanu naszego społeczeństwa.

Dziś okiem narodu są media, a precyzyjniej ujmując, telewizja. Żyjemy tym, co pokazała tv. To prosta obserwacja od której nie ma w naszym świecie ucieczki. Nie ma znaczenia, co się w Polsce czy świecie dzieje, ważne co "pokazali". Tylko to ma siłę kierowania naszej uwagi. Nie mamy innych kanałów komunikacji wzajemnej. Oczywiście są gazety opozycyjne, jest Internet, ale liczy się jak na razie tylko telewizja.

Totalitaryzm nie panuje dziś dzięki policji czy wojsku, ale właśnie dzięki władzy nad telewizją. Swoje dawne znaczenie straciła ambona, gazeta papierowa, czy radio, a Internet jeszcze nie osiągnął pełni swej mocy (już ruscy szachiści i nie tylko pracują, jak go skutecznie przechwycić). Nie dziwi w tym kontekście ostra walka o eliminację lub neutralizację TV TRWAM. W nowym etapie budowy społeczeństwa PO-obywatelskiego nie ma miejsca na żadne niespodzianki w postaci wyborów 2005 roku.

W tym świetle widać nieskuteczność medialnej polityki PiS nakierowanej tylko na kontrolę telewizji publicznej. Sprawą kluczową było wykreowanie rzeczywistego pluralizmu telewizyjnego (co skutecznie zrobił Victor Orban). Ten ogromny grzech zaniedbania uczynił nasze społeczeństwo ślepym. Nie ma znaczenia, jaka jest prawda, tylko kto się o niej dowie i w jakiej "oprawie". Banda Trzymająca Władzę nie przejmuje się zbytnio tym, że skromny procent Polaków pozna prawdę i wyciągnie z niej właściwe wnioski. Oni kontrolują przygniatającą większość tutejszych umysłów, a istnienie niszowego przekazu opozycyjnego tylko uwiarygadnia ich "demokratyczne" rządy.

Co mogłoby odmienić sytuację?

1)Jednolity przekaz ambony.
Choć nie jest już ona kanałem nr , przez który naród "widzi", to jednolity i konsekwentny przekaz wymusiłby reakcję rządców telewizji (nie może ona swym przekazem zbytnio odbiegać od poczucia rzeczywistości przeciętnego widza, bo mógłby on dojść do "wywrotowego" wniosku, że TV kłamie, jak za komuny). Kościół jest jednak podzielony, uczciwi księża zastraszeni lub zmarginalizowani, a kropkę nad "i" postawił episkopat 17 sierpnia.

2) Powszechny polityczny ruch społeczny.
Coś takiego zapowiadał prof. Andrzej Zybertowicz pod nazwą Archipelag Polskości. Dziwnym trafem nic jednak z tego nie wyszło, choć start zapowiedziany został prawie rok temu. Sytuację mógłby też odmienić przywódca na miarę wspomnianego premiera Węgier, który potrafiłby zarazić społeczeństwo swoją wizją przemian i opracować skuteczną metodę jego samoorganizacji. Tego rodzaju oddolne wysiłki, podobnie jak jednolity przekaz ambony, zmusiłyby wrogie nam media do udawania pluralizmu.

http://naszeblogi.pl/33200-slepe-spoleczenstwo


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 lis 2012, 10:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Hej, wy tam na prawicy, ruszcie głowami - na litość!

Rano sobie pomyślałam, że czas napisać notkę o nowym zjawisku, zauważonym w niedzielę przez uczestników Marszu Niepodległości. To zjawisko to duża nad-reprezentacja ludzi młodych i bardzo młodych. Wróciłam z pracy, siadłam do komputera i co widzę? Oczywiście lament głuptaków! Nad Marszem....

Ludzie, człowiek nie może na chwilę z oczu spuścić tych biedaków, żeby co głupiego nie wymyślili:)

No dobra, do tematu, zacznijmy od początku.
--------------------------------------------------------------------------------

Przez pierwsze 15 lat wolności po 89-tym powoli, aczkolwiek skutecznie, prawa strona sceny politycznej przekonała wszystkich co do konieczności zapisania się do dwóch organizacji, które wcześniej zapewniły Europie spokój militarny i koniunkturę gospodarczą, czyli do UE i NATO. Pod koniec tego okresu wszystkie siły polityczne były za tym, jednocześnie wszystkie siły polityczne prowadziły mniej więcej podobną politykę zagraniczną. Kiedy już ostatecznie się zapisaliśmy, szybko okazało się, że wyobrażenie o naszej roli w NATO i UE jest jednak zupełnie inne w różnych partiach i środowiskach. Najogólniej można stwierdzić, że PIS był za modelem, który bywa różnie nazywany, a to jagiellońskim, a to Giedroycia, a to jeszcze inaczej, ale który w wydaniu Kaczyńskich był chyba najbliższy testamentowi Jana Pawła II o „drugim płucu” Europy. W tym modelu ważne było zachowanie tożsamości narodowych, dziedzictwa chrześcijańskiego i przywództwa Polski w grupie post-demoludów. Niestety, ten model absolutnie nie pasuje do nowego modelu UE, czyli nowej Międzynarodówki Socjalistycznej, wymyślonej i realizowanej przez niegdysiejszych uczestników rewolty młodzieżowej 68’.

Polityka Kaczyńskich (PIS) skończyła się ostatecznie w Smoleńsku. W ciągu następnych dwóch lat nastąpiło błyskawiczne odwrócenie kierunków. Już nie martwimy się o naszych byłych towarzyszy niedoli sowieckiej, ale też oni naszą troskę (poza Gruzją) mieli głęboko w nosie. Obecnie i Gruzja skręciła w stronę Rosji i krzyżyk na drogę!

Za cenę oddania wpływów w Pribałtyce i Prusach Wschodnich mieliśmy mieć gwarancje UE/Niemiec – tyle że projekt UE się sypie, a my dryfujemy, przyklejeni do pokiereszowanej łajby. Polska niewiele zyskała, rezygnując z bardziej ambitnej polityki, za to oddała suwerenność w wielu sprawach daleko poza układy traktatowe.

W takiej sytuacji jest rzeczą absolutnie zrozumiałą, że dla wielu osób projekt PIS jest niezbyt adekwatny do sytuacji, dotyczy to zwłaszcza młodzieży, która z natury jest bardziej radykalna. Dlatego kompletnie nie rozumiem zdziwienia i histerycznych deklaracji wobec perspektywy powołania nowej formacji politycznej w postaci Ruchu Narodowego.
--------------------------------------------------------------------------------

Przez ponad dwadzieścia lat dominująca rolę odgrywała narracja środowiska tzw. Salonu z GW na czele, a PC/PIS było nieustająco wyzywane od oszołomów, faszystów i Bóg wie czego jeszcze, gdy tymczasem jest to zwyczajna partia chadecka w nieco starym stylu.

Ta narracja była odbiciem narracji europejskiej w wykonaniu twórców nowego europejskiego ładu. Niestety, ten ład na naszych oczach (dzięki Bogu!) szlag trafia i w wielu krajach (Hiszpania, Grecja, Włochy) młodzież się radykalizuje, głównie z powodów ekonomiczno-socjalnych. Tyle, że oni nie bardzo do czego mają się odwołać. Komuna już była, faszyzm także – radykalny socjalizm skompromitował się kompletnie, a anarchia to nie jest model polityczny.

W Polsce szczęśliwie, poza niewielkimi, radykalnymi grupami, ruch narodowy nie zamienił się w faszyzm, bo mieliśmy Sanację, a wojna i czasy powojenne skutecznie zlikwidowały przywódców tego ruchu. Oczywiści zarówno poprzez PAX, jak i w marcu 68’ komuna próbowała odwołać się do tamtych sentymentów, ale nawet jeśli gdzieś pojawiały się takie środowiska, to były one marginalne, a Solidarność skutecznie je zniosła w skali ogólno-społecznej.

W 1989 nie było problemu narodowców i antysemityzmu, to GW zaczęła wywoływać demony. Ostatnie lata to już orgia demonów, kompletne szaleństwo, a wszelkie te anatemy spadają na głowę Kaczyńskiego. Po Smoleńsku i wobec kryzysu ekonomicznego należało się spodziewać, że ludzi, zwłaszcza młodych - w końcu zacznie trafiać szlag i zaczną szukać bardziej radykalnej drogi niż PIS.

Czyli mówiąc krótko: Droga władzo tudzież rzekoma elito – sami tego chcieliście, Grzegorzu Dyndało! A przestrzega stare przysłowie – nie wywołuj wilka z lasu!
--------------------------------------------------------------------------------

Podsumowując – wydaje się, że absolutnie niezbędne są następujące założenia na prawicy:

1. Nie wolno krytykować i odcinać się od nowej inicjatywy, dopóki nie wiadomo, co to jest. Jeśli komuś zależy na zradykalizowaniu, a następnie posterowaniu tą młodzieżą w zaplanowanym wcześniej, prorosyjskim kierunku – to nie nam. Nie ułatwiajmy zadania przeciwnikowi.

2. Trzeba zadeklarować pomoc i współpracę na określonych warunkach – to może pomóc w ustabilizowaniu i utrzymaniu głównie kierunku wolnościowego w nowym ruchu, a zminimalizować ciągoty czysto nacjonalistyczne.

3. Dziękować Bogu należy, że ta młodzież ma stosunkowo bezpieczne wzory do naśladowania, działać trzeba w kierunku poszerzenia wachlarza tych wzorów.
--------------------------------------------------------------------------------

Pamiętajmy, że to młodzieży zawdzięczamy w dużej mierze wzrost poparcia dla PIS, NIE WOLNO ich odrzucać i krytykować a priori.

Nowa formacja, o ile nie wymknie się z pewnych ram, pozwoli – podobnie jak Jobbik na Węgrzech – na skanalizowanie dążeń i nastrojów bardziej radykalnych, niż te, na które może sobie pozwolić PIS.

Czyli – nie wylewajcie dziecka z kąpielą! Komuś bardzo na tym zależy i dlatego trzeba działać dokładnie odwrotnie! Nie dajmy się znowu dzielić. Cierpliwości, ludkowie, cierpliwości nam trzeba i mądrości.

http://eska.salon24.pl/463732,hej-wy-ta ... -na-litosc


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 19 lis 2012, 20:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
No to lokomotywa ruszyła.....

Zmiana Pawlaka na Piechocińskiego, przyznaję, zupełnie mnie zaskoczyła!

Ale przecież jak się nad tym zastanowić, to rzecz jest absolutnie logiczna i wynika z ciągu zdarzeń w ostatnich tygodniach.

Przeanalizujmy spokojnie.

1. Kaczyński proponuje rząd techniczny i zwołuje kolejno trzy ciekawe i merytoryczne konferencje z udziałem wielu osób z różnych środowisk (poza PO).

2. Pojawia się wrzutka o materiałach wybuchowych, której głównym celem jest tak naprawdę poinformowanie, że nie wszyscy w prokuraturze podpisują wszystko na rozkaz.

3. Na Marszu Niepodległości , mimo starań/głupoty policji nie udaje się wywołać prawdziwych zamieszek.

4. Palikot wspólnie z Millerem postanawiają działać przeciwko ewentualnemu Ruchowi Narodowemu.

Co to razem znaczy?

Kaczyński znalazł sposób na narracje przysparzającą mu zwolenników > słupki lecą!

Zdarzenia wokół afery „trotylowej” > Graś wyszedł na idiotę, Prokuratura kręci jak nawiedzona, mainstream wyje o rzekomym zamachu, specjalnych skutków nie ma.

Idiotyczne działania policji na marszu nie wywołują większej zadymy.

Ciągle za mało, nie ma ofiar, nie ma większej rozróby. Nie ma pretekstu do kolejnej „nocnej zmiany”. Ale pojawia się oto „problem nacjonalizmu” – i o to chodziło, szanowni PT Czytelnicy! Palikot dogadał się z Millerem!!!

Czyli łeb konia dla PSL. Informacja właściwa ze strony Millera brzmi tak:

„No, chłopaki z PSL, albo gracie ze mną, albo ja gram z Palikotem – decydujta się i to szybko!”

No to się zdecydowali błyskawicznie :)

Wiadomo, że Piechocińskiemu blisko do SLD i odwrotnie też – Millerowi znacznie bliżej do Piechocińskiego niż do Palikota. Do tego Piechociński ma ambicje premierowskie.

Teraz sobie składajcie te wszystkie informacje do kupy.

Powiem tyle – wszyscy już mają dość Tuska i tego rządu celebrytów bez pomysłu, bez odpowiedzialności, za to z aferami w tle. Natomiast są tacy, którzy najbardziej mają dość Rostowskiego i jego polityki uzależniania Polski na siłę od banków i pchania się do strefy euro akurat teraz, kiedy gołym okiem widać, że to kierunek samobójczy.

I to ci drudzy się liczą, bo oni maja kasę. I chyba już stracili cierpliwość.

Mnie naprawdę podoba się jedno – chyba się obejdzie bez rozlewu krwi, głupich pomysłów o stanie wyjątkowym itd. Ktoś próbuje wyhamować ten pęd ku rozwałce i rozwiązać temat mimo wszystko metodami parlamentarnymi. I chwała Bogu.

W każdym razie się porobiło i może co się ruszy nareszcie. Właściwie możliwe są naprawdę bardzo różne warianty.

Lokomotywa ruszyła, na razie baaardzo powoli ...

http://eska.salon24.pl/464861,no-to-lokomotywa-ruszyla


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 22 lis 2012, 07:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Idą trudne czasy

Z prof. Andrzejem Kaźmierczakiem, członkiem Rady Polityki Pieniężnej, wykładowcą i pracownikiem Katedry Bankowości Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Profesorze, jak z perspektywy Rady Polityki Pieniężnej rysuje się sytuacja banków w Polsce i co oznacza dla potencjalnych kredytobiorców?
- W polskiej gospodarce mamy do czynienia z inflacją, która - jak przewidujemy - będzie się stopniowo obniżała. Stąd Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o stopniowym obniżaniu stóp procentowych. Prognozy na najbliższe dwa lata pokazują, że mniej więcej w połowie 2013 r. zbliżymy się do celu inflacyjnego, gdzie inflacja będzie wynosiła ok. 2,5 procent. Zresztą w końcu br. może to już być poniżej 3 procent. Skoro bank centralny będzie obniżał podstawowe stopy procentowe, to w ślad za tym również banki komercyjne powinny zmniejszać oprocentowanie kredytów. Jest to bardzo istotne zwłaszcza dla tych, którzy zaciągnęli kredyty na zakup mieszkania w złotówkach, oraz ważne dla przedsiębiorców. Im niższa stopa oprocentowania kredytu, tym popyt na kredyt większy. Ma to szczególne znaczenie dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Ich rozwój w dużej mierze zależy od zasilania zewnętrznego, od pomocy finansowej ze strony banku w formie kredytu. Dzięki obniżce jest nadzieja, że akcja kredytowa banków wzrośnie, co będzie sprzyjało ożywieniu aktywności gospodarczej przedsiębiorstw.

Obniżka stóp procentowych może przełożyć się na poprawę sytuacji polskiej gospodarki?
- To niewątpliwie ważne, aczkolwiek trudne pytanie, bo od strony czysto podręcznikowej tak powinno być. Mechanizm działania kanału stopy procentowej mówi, że jeżeli obniża się cena kredytu, to powinno to zachęcić przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe do zaciągania pożyczek. Trzeba pamiętać, że kredyt to dodatkowy dochód dla tego, kto go zaciąga. W przypadku przedsiębiorstw, jeżeli wzrosłaby akcja kredytowa, to fundusze te zostałyby przeznaczone na rozwój, w ślad za tym wzrosłoby zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, które obecnie spada. Natomiast jeżeli chodzi o gospodarstwa domowe, w przypadku wzrostu popytu na kredyty, chociażby mieszkaniowe, oznaczałoby to np. rozwój budownictwa mieszkaniowego. A to pociągnęłoby z kolei wzrost popytu na kredyty konsumpcyjne, wzrost sprzedaży detalicznej np. artykułów AGD i innych dóbr. Wzrost akcji kredytowej banków jest więc bardzo pożądany. Jest jednak wątpliwość, czy rzeczywiście obniżenie stopy procentowej spowoduje wzrost popytu na kredyt.

Dlaczego tak Pan uważa?
- W przypadku przedsiębiorstw popyt na kredyty kształtowany jest nie tylko przez cenę kredytu. Kredyt trzeba spłacić, a jeżeli tak, to trzeba mieć dochody i dodatkowe zyski. Tu niestety perspektywy rysują się dość pesymistycznie. Mamy bowiem spowolnienie gospodarcze. Jeżeli nie ma perspektywy wzrostu sprzedaży wytwarzanych dóbr, to obniżka stóp procentowych nic tu nie pomoże, bo nie ma źródła spłaty kredytu. Jeżeli zaś chodzi o gospodarstwa domowe, to obniżka stopy procentowej też nie zwiększy popytu na kredyty. Jeżeli bowiem płace spadają, to zaciągniętego kredytu tak czy inaczej nie będzie z czego spłacić, bo wydatki na żywność i utrzymanie mieszkania rosną. Nie ma pewności, że jak obniżymy stopę procentową, to tym samym rozwiniemy akcję kredytową banków i ożywimy gospodarkę. Można mieć tylko nadzieję, że tak będzie, ale pewności niestety nie ma. Tym bardziej że banki w dużej mierze ograniczają dostęp do kredytów bez względu na wysokość stopy procentowej. Te ograniczenia wypływają m.in. z żądań dotyczących bardzo wysokich zabezpieczeń, których często potencjalny kredytobiorca nie posiada. Ponadto Komisja Nadzoru Finansowego narzuca na banki wyśrubowane regulacje i zaostrzenia, jeżeli chodzi o udzielanie kredytów.

Jaki procent na polskim rynku stanowią kredyty w obcych walutach?
- Do niedawna, w okresie tzw. boomu kredytowego, w strukturze kredytów mieszkaniowych kredyty walutowe stanowiły 60 proc. ogółu kredytów hipotecznych. Dotyczyło to głównie kredytów zaciąganych we frankach szwajcarskich. Stopniowo, w okresie kryzysu kurs złotego ulegał osłabieniu. Z tego powodu atrakcyjność kredytów walutowych spadła. Co gorsza, banki zaczęły ograniczać dostępność do kredytów walutowych, słusznie uznając, że ryzyko deprecjacji kursu złotego jest tak duże, że kredytobiorcy mogą nie być w stanie ich spłacać. Bowiem mimo niskiej stopy ich oprocentowania będą musieli ponosić straty wynikające z deprecjacji kursu złotego. W tej sytuacji stopniowo obniżała się wartość kredytów udzielanych w walutach obcych, a niektóre banki wręcz zaprzestały ich udzielania. Obecnie dominują kredyty mieszkaniowe w złotówkach, z tą różnicą, że ich oprocentowanie nie jest niskie.

Dla kredytobiorców korzystniejsze byłyby kredyty w złotówkach czy w innych walutach?
- W mojej ocenie, jeżeli sytuacja, gdy chodzi o kurs walutowy i inflację, ustabilizowałaby się i banki nie obawiałyby się ryzyka walutowego, to można rozważyć powrót do kredytów w walutach obcych. Ograniczanie kredytów walutowych wyłącznie w obawie przed podwyższonym ryzykiem kursowym jest - jak sądzę - nadmiernym dmuchaniem na zimne. Ważniejszym celem jest ożywienie budownictwa mieszkaniowego. Tymczasem sytuacja kształtuje się bardzo źle. Sektor budowlany przeżywa recesję, masa przedsiębiorstw budowlanych bankrutuje, a Polaków nie stać na kupno własnego mieszkania. To z kolei zmusza ich do emigracji. Bez rozwoju kredytów na budownictwo mieszkaniowe tej kwestii nie da się rozwiązać. Do niedawna sektor budownictwa mieszkaniowego rozwijał się dynamicznie i to właśnie m.in. dzięki innowacji, jaką były kredyty w walutach obcych. Spełniły one korzystną rolę. Spłacalność kredytów mieszkaniowych jest bardzo dobra. Jeżeli chodzi o spłacalność walutowych kredytów mieszkaniowych, to nie widzę zagrożenia dla banków. Postąpiono zbyt pochopnie, wstrzymując ich udzielanie. W efekcie ucierpiało na tym budownictwo mieszkaniowe i gospodarstwa domowe.

Dlaczego w Polsce drożeją kredyty, a banki stawiają coraz większe wymagania?
- Banki w sytuacji spowolnienia gospodarczego rzeczywiście mogą pochwalić się znakomitymi wynikami finansowymi, co więcej, z roku na rok rosną ich zyski. W Polsce do tej pory stopy oprocentowania kredytów były bardzo wysokie, co generowało dochody banków. Z drugiej strony mamy do czynienia z bardzo wysoką marżą odsetkową, czyli różnicą między oprocentowaniem kredytów w bankach a oprocentowaniem depozytów. Marża odsetkowa jako najważniejszy dochód banków dochodzi do 2,5 procent. To niemal dwukrotnie więcej niż w krajach wysoko rozwiniętych. To jest główne źródło dochodów banków. Są one w doskonałej sytuacji, narzucając klientom wysokie koszty kredytów, a płacąc niewiele za zdeponowane oszczędności. Na Zachodzie, gdzie jest dużo większa konkurencja, banki nie mogą sobie pozwolić na tak dużą marżę odsetkową.

W Polsce mamy do czynienia z cichą sytuacją oligopolistyczną. Oznacza to, że jest kilka największych banków, które prowadzą wiodącą politykę stopy procentowej. Narzucają wysokie oprocentowanie od kredytów i niskie oprocentowanie od depozytów. Pozostałe banki, niejako je naśladując, muszą się do nich dostosować w imię tzw. solidarności branżowej. Stąd właśnie wynika cicha zgoda oligopolistyczna. Gdyby istniała pełna konkurencja w sektorze bankowym, której niestety u nas nie ma, to oprocentowanie kredytów byłoby znacznie niższe, a stopy oprocentowania depozytów wyższe, tak jak to jest na Zachodzie. I to jest właśnie źródło zysków generowanych przez banki. I nieważne, czy jest to sytuacja wysokiej, czy niskiej koniunktury gospodarczej. Proszę zauważyć, że obecnie, w okresie spowolnienia, krajowe banki powiększają swoje zyski.

Jakie są skutki wirtualnej księgowości prowadzonej przez ministra Jacka Rostowskiego?
- Od momentu, kiedy Platforma Obywatelska z końcem 2007 r. objęła rządy w Polsce, zadłużenie państwa uległo podwojeniu. Z nieco ponad 400 mld zadłużenie wzrosło do blisko 900 mld złotych, mam oczywiście na myśli sumy nominalne. To, czy dług w relacji do PKB jest stabilny, nie ma istotniejszego znaczenia, bowiem dług pozostaje długiem. To generuje również dramatyczny wzrost obsługi zadłużenia. Obecnie tylko na same odsetki od obligacji skarbowych wydajemy rocznie 43 mld złotych. Można powiedzieć, że są to pieniądze wyrzucone w błoto, bo są to dochody tych, którzy finansują deficyt budżetowy, którzy posiadają obligacje skarbowe. W dużej części są to podmioty zagraniczne. Wobec tego trudno powiedzieć, że sytuacja się poprawia, przeciwnie - dramatycznie się pogarsza. Przy spowolnieniu gospodarczym teoria podpowiada, że wskazane byłoby zastosowanie ekspansywnej polityki fiskalnej. Tymczasem w sytuacji, kiedy sektor publiczny jest pod ścianą, nie da się już tego uczynić. Jedyne, co w tej sytuacji pozostało, to tylko obniżanie deficytu budżetowego, innymi słowy - cięcia wydatków. A to powoduje, że popyt globalny spada. To z kolei hamuje produkcję i wzrost gospodarczy. Inaczej rzecz nazywając, konsolidacja sektora wydatków publicznych będzie działała negatywnie na rozwój. Skrajnym przykładem takiego rozwiązania konsolidacyjnego jest wydłużenie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, co spowoduje wzrost bezrobocia, zwłaszcza wśród młodych obywateli. Rząd zastosował chwyt Nelsona wobec Polaków. To świadczy też o dramatyzmie sytuacji budżetowej państwa.

Gdyby Pan miał się pokusić o prognozy na 2013 rok, jakie wektory przesądzą o kierunku, w jakim będzie podążać polska gospodarka?
- Optymizmu nie widać i moim zdaniem, jest się czego obawiać. W ożywieniu, które występuje w prognozach, nie widać niestety istotnego kroku naprzód. Jest to ożywienie śladowe, niewielkie - mam oczywiście na myśli rok 2013, bo trudno mówić o perspektywach roku 2014. Będzie to raczej zahamowanie tendencji spadkowej i odwrócenie niekorzystnych trendów. Pamiętajmy, że wzrost gospodarczy w Polsce na poziomie 2 proc. de facto oznacza stagnację w stosunku do rozwiniętych krajów UE. Utrwala bowiem różnice w poziomie gospodarczym między UE a Polską. Żeby zbliżać się do krajów UE, musimy rozwijać się co najmniej w tempie 6 proc. PKB rocznie. Prognozy, które mówią, że będziemy się rozwijać w tempie 1,5-2 proc., oznaczają czołganie się i dalszy wzrost bezrobocia w Polsce, które z całą pewnością przekroczy 13 procent. Spadać będą również inwestycje sektora publicznego, a konsumpcja społeczeństwa będzie rosnąć w sposób śladowy i absolutnie niezadowalający. To z kolei oznacza stagnację, jeżeli chodzi o poziom życia gospodarstw domowych. Jedyne, na co możemy liczyć, to ewentualnie nadzieja w inwestycjach przedsiębiorstw, ale to też bardzo optymistyczne założenie. Nie wpadałbym w jakieś katastroficzne scenariusze, ale optymizm urzędowy, jaki prezentuje rząd, jest w tej sytuacji nadmierny.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... czasy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 07 gru 2012, 17:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Aleksander Ścios

DONIKĄD

Wartość słów publicysty i polityka mierzy się stopniem wiarogodności. Od jednego i drugiego trzeba wymagać analiz rzetelnych i wspartych na faktach, co oznacza również możliwość zweryfikowania ich w czasie i poddania powtórnej ocenie.
Odbiorca, który nie potrafi zapamiętać, co polityk mówił przed kilkoma miesiącami lub jaką diagnozę stawiał wówczas publicysta – jest zapewne pożądanym partnerem dla obecnego reżimu. Na ludziach dotkniętych poważną amnezją pasożytuje dziś aparat propagandy, oni są podporą dla najgłupszych hipotez i medialnych dywagacji. Podążą za wszystkim, co zostanie im podsunięte i bez cienia refleksji przyjmą największą brednię.
Mechanizm tych zachowań nie jest skomplikowany. Wystarczy, że odbiorca słyszy to, co w danej chwili chce usłyszeć, a przekaz pochodzi ze źródła, które uznaje za wiarygodne i bliskie swojej wizji. Nowa (choćby sprzeczna z poprzednią) treść, natychmiast zastępuje dotychczasowe opinie i bezboleśnie wytycza obszar zabobonnej wiary.
Wydawałoby się, że hodowanie takich odbiorców nie powinno leżeć w interesie opozycji i „naszych” mediów. Człowiek podatny na manipulację, pozbawiony wiedzy o świecie i oddany na pastwę medialnych demiurgów, nigdy nie będzie dokonywał wolnych wyborów i nie stanie się obywatelem wolnego państwa. Jak miliony sympatyków obecnego reżimu – jest zaledwie bezmyślną marionetką, rozstawioną w spektaklu politycznych cwaniaków, uczestnikiem gry, której reguł nie zna i nie potrafi ocenić. Wydaje się „bezużyteczny” dla celów opozycji – jeśli chce ona obalenia reżimu i zburzenia gmachu kłamstwa i obłudy.

Nie wykluczam, że dla niektórych partyjnych opozycjonistów taki odbiorca może być łakomym „materiałem wyborczym”, a dla zawodowych publicystów - wręcz idealnym czytelnikiem. Zakładam jednak, że po „naszej” stronie są to nadal postawy patologiczne, niemające nic wspólnego z troską o sprawy polskie i tezą, że „Polacy zasługują na więcej”. Zakładam tak, bo ludzie odpowiedzialni za słowa i traktujący Polaków serio nie muszą uciekać się do prostackiej kazuistyki ani sięgać po narzędzia manipulacji. Są gotowi postawić najtrudniejszą diagnozę i zdobyć na najtwardsze słowa – byle niosły prawdę o naszej rzeczywistości.
Zjawiskiem ostatnich dni jest wysyp publikacji, w których pojawia się, nienowy przecież, temat strategii, mającej doprowadzić nas do rychłego zwycięstwa. Najkrócej problem można streścić pytaniem - DŁUGI MARSZ CZY KRÓTKI BIEG ? – czyli tytułem, jaki nadałem jednemu z tekstów z marca br. Tamten artykuł powstał w reakcji na ówczesne wypowiedzi posłów PiS-u oraz publikacje, w których pojawiały się sugestie, że czas rządów Donalda Tuska dobiega końca, a w najbliższej perspektywie powinniśmy spodziewać się przyspieszonych wyborów parlamentarnych i upadku grupy rządzącej.

Bez cienia satysfakcji, jestem gotów przypomnieć szereg artykułów i analiz, których autorzy z namaszczeniem głosili, że „Platforma płonie i rozsadzają ją konflikty”, wieścili „wcześniejsze wybory”, pisali o czekającym nas wkrótce „nowym rządzie” i „wracającym do gry” Schetynie, nawoływali do „wiosny ludu”, pytali – „kto za Tuska” i „jak skończy PO”.
Żadna to bowiem satysfakcja, że upływ czasu zweryfikował te oceny i nadał im wymiar medialnego bełkotu. Ich autorzy nie przyznają się do błędu i nie zdobędą na głębszą refleksję. Być może rozgrzesza ich intencja, z jaką wypowiadali te sądy, może usprawiedliwia brak wiedzy i dawanie posłuchu plotkom. To, że dziś są znów w awangardzie i nieodmiennie głoszą te same banialuki, wskazuje jednak na coś groźniejszego.

Nie oni zaprzątają moją uwagę, ale ludzie czytający te wywody, którzy nie byli w stanie ocenić ich wartości ani zdobyć się na samodzielną ocenę. Czy również im zabrakło zdrowego rozsądku, czy może stało się tak, bo dano im przekaz na który czekali - zapowiedź szybkiego zwycięstwa i erzac politycznej diagnozy. Pozwolono im wierzyć, że „już” i „niebawem”. Ofiarowano namiastkę prawdy i substytut nadziei, nie dbając o to, co stanie się z tym „darem” za kilka miesięcy. Jeśli tak – to postąpiono z nimi identycznie, jak reżim traktuje swoich wyborców i zastosowano ten sam mechanizm manipulacji.
Zapewne czytelnicy tamtych przekazów nie pamiętają nawet - kto i jakie głosił prognozy, o czym pisał i co obiecywał. Niewątpliwie, za kilka miesięcy nie będą pamiętali treści dzisiejszych artykułów i politycznych deklaracji. Z niesłabnącą estymą przyjmują głosy tych samych polityków i tych samych publicystów.

Nie potrafię ocenić, jak długo uda się karmić Polaków opowieściami o „ratowaniu demokracji” i „unikaniu podziałów”, wiarą, że „wystarczy wygrać wybory”, analizami o „przejmowaniu kontroli nad PO” i zapewnieniami o rychłym zwycięstwie. Być może - długo skoro gra toczy się od lat i nikt dotąd nie zapytał – na czym opiera się wiara w ową „demokrację”, jak wygrać wybory parlamentarne i skąd czerpać nadzieję na krótki marsz? Zadawanie tych pytań nie leży bowiem w interesie publicystów, a odpowiadanie na nie – w interesie opozycji.
Do kolejnego, złudnego „testu demokracji” dzielą nas trzy lata. Można je roztrwonić na uprawianie politycznej mitologii i przemierzanie wirtualnych stadiów „szybkiego zwycięstwa”. Można nawet uwierzyć w głupotę moich rodaków, w ich słabą pamięć i mocną wiarę.
Nie można jednak nie wiedzieć, że na końcu będzie pytanie – co dalej?

http://bezdekretu.blogspot.com/2012/03/ ... -bieg.html

http://bezdekretu.blogspot.com/2012/12/donikad.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 02 sty 2013, 20:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Coraz krótszy jest horyzont naszej przyszłości, naszej nadziei na "jutro". Coraz mniej planujemy, wyobrażamy sobie. Do coraz mniej dążymy. Chcemy przetrwać, ale czy nam się to uda. Coraz częściej takie myśli, takie postrzeganie jest naszym udziałem. W kraju rządzonym przez gangi, mafie i ludzi spod ciemnej gwiazdy, zwanych politykami i w kraju oszukiwanym przez kłamców medialnych, zwanych dziennikarzami, nasza przyszłość sprowadza się do przysłowiowego "tu i teraz". Aby do jutra. O pojutrze aż strach pomyśleć.

Terra Incognita A.D. 2013

Z końcem roku przychodzi czas podsumowań, oglądania się za siebie i – jak zwykle w Polsce – nadziei na lepszy przyszły rok. Tak jak przez dziesiątki lat w komunie, a już szczególnie w latach osiemdziesiątych życzyliśmy sobie żeby za rok to już czerwonego szlag trafił (zima wasza wiosna nasza i tak dalej) teraz też blogerzy i komentatorzy patrząc przeszłość życzą sobie lepszego przyszłego roku. Co prawda nie wiele trzeba, żeby był lepszy.

Problem tylko w tym, że nadzieja na lepszy rok 2013 opierana o jakieś fakty z dnia dzisiejszego, albo nawet z wczoraj nie ma najmniejszego uzasadnienia. To, że sondaże idą w górę albo w dół, albo na wyczucie polityków czy zwykłych ludzi nastroje społeczne są takie czy inne – nie ma znaczenia. Przyszłość jest niepewna i – trzeba sobie zdać z tego sprawę – zawsze była niepewna.

Czy ktoś mieszkający w Wilnie w roku 1939, i będący na przykład przedsiębiorcą zajmującym się międzynarodowym handlem zbożem, mający własne magazyny, bocznicę kolejową, wagony towarowe i lokomotywy, tabor konny i samochodowy do skupu zboża, rachunki bankowe w Wilnie i państwach bałtyckich do obsługi bieżącej działalności, spodziewał się, że już za 10 miesięcy wszystko to najpierw zostanie skonfiskowane przez sowietów, a majątek na terenie Litwy po wycofaniu sowietów przejdzie na własność państwa litewskiego? Plany finansowe związane z zakupami sprzętu, towarów i usług, koszty obsługi kredytów, płace pracowników itd. – wszystko było 31 grudnia 1938 roku zaplanowane na przyszły rok. Czy ktoś taki mógł się spodziewać rozwoju sytuacji tak jak ona się potoczyła?

Tę analogię podaję po to, by zilustrować fakt, że w momencie, gdy szaleją potęgi na które nie mamy żadnego wpływu to planowanie czegokolwiek na podstawie przesłanek z lat ubiegłych jest po prostu niewiarogodne.

Ktoś może powiedzieć, że analogii z rokiem 1939 nie może być w dniu dzisiejszym. Pewnie racja. Może być, że nie będzie pełnoskalowej wojny, ale wydarzenia związane z ewentualnym rozpadem Unii Europejskiej na tle kryzysu finansowego, a przynajmniej rozpadu strefy euro już jak najbardziej można brać pod uwagę i niestety, pod względem skutków dla przeciętnego Polaka mogą być one podobnie niszczące jak dla mego dziadka w Wilnie.

Już chociażby upadek euro spowoduje skok kursów walutowych, co dla setek tysięcy rodzin w Polsce oznacza wzrost kosztów raty kredytów mieszkaniowych. W konsekwencji dla wielu – wywłaszczenie. Czym to się różni od rozmaitych okupacyjnych nacjonalizacji i wywłaszczeń? W 1939 roku, późną jesienią Niemcy (nie żadni mityczni naziści, ale – Niemcy) wygnali z Wielkopolski kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Czy dziś rodziny tracące mieszkania i domy na skutek zmian kursów walutowych są przez Państwo Polskie zabezpieczone przed kataklizmem wywołanym przez czynniki zewnętrzne, tak jak czynnikiem zewnętrznym byli Niemcy w 1939?

To jest tylko jeden przykład. Oczywiście natychmiast pojawią się argumenty, że porównywanie wywłaszczeń okupacyjnych z kwestiami komorniczymi współcześnie to strzelanie z armaty do wróbli itd. – z tym, że dla współczesnego obywatela Polski sam proces wywłaszczenia nie będzie się wiele różnił. Ot – przychodzi moment, że masz opuścić swoją własność, a jak się nie podporządkujesz to siłami policyjnymi zostaniesz z niej usunięty. A jak stawisz opór to jeszcze wsadzą cię do więzienia.

Oczywiście w państwie rządzonym z głową myśli się o dobru wspólnym, tak aby obywatele tego państwa jak najmniej ucierpieli od przewidywanych wydarzeń. Jest to po prostu zarządzanie ryzykiem w skali państwa. W Polsce niestety, jak się już przekonaliśmy na własnej skórze, ryzykiem się nie zarządza, wręcz przeciwnie, rozmaite decyzje urzędnicze materializują ryzyka, które do tej pory były tylko i wyłącznie w potencji, albo w ogóle by ich nie było gdyby nie te decyzje – jak chociażby ostatnio kwestie patentu europejskiego, który sprowadził ryzyko finansowe na tysiące firm, ryzyko, którego mogłoby nie być, gdyby negocjatorzy, w tym osobiście premier rządu, posłuchali ostrzeżeń idących ze strony zainteresowanych.

Wszystko to powoduje, że nie należy patrzeć z nadzieją na przyszły rok, lecz z trzeźwym namysłem, ponieważ władza publiczna nie przeciwdziała materializacji ryzyka, a wręcz je sprowadza na obywateli.

Tak więc planowanie czegokolwiek w niestabilnym świecie, gdy rozpadają się potężne struktury, a świat poddawany jest politycznemu przebiegunowywaniu, do tego tajfun finansowy jednym dmuchnięciem i to nie najsilniejszym może zlikwidować polskie finanse publiczne – wszystko to daje jasne przekonanie, że rok nadchodzący to istna Terra Incognita.

A ponieważ wyprawa w świat nieznany wymaga odwagi i determinacji – tego sobie i Czytelnikom oraz Widzom życzę na ten nadchodzący rok.

http://szczurbiurowy.salon24.pl/475826, ... a-a-d-2013


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 04 lut 2013, 14:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Mocna prawica, słaba lewica

Kilkanaście lat profesjonalnej (trzeba to przyznać) propagandy odniosło jednak skutek. Lewacy w Polsce, słabi jak nigdy dotąd, nadal wciskają prawicy swoje tematy. Jest niedzielny wieczór, a właściwie już noc, a w sieci nadal straszy Anna Grodzka, oczywiście niedosłownie, bo przecież jako osoba, ma swój wyjątkowy urok, ale jako polityk, to jest Pani Nikt. Narzucają więc znowu kolejny temat prawicy, właściwie nam wszystkim. Rzeczywistość skrzeczy, w stenogramie z podsłuchu ABW czytamy o tym, jakie fajne interesy (Porsche, etc) robi się dla siebie i dla żony przy budowie dróg, w ogóle dla tej całej, wielkiej i wspaniałej „liberalnej” rodziny PO, a tymczasem "kocioł partnerski" równe pięć dni jest mieszany, i z lewej, i z prawej strony. Warto powtórzyć: lewacy są dziś niewiarygodnie słabi. Żadna postać z ich szeregów nie ma szansy być u steru władzy, kiedy odejdzie Tusk. Wszyscy są spaleni, zużyci albo niepotrzebni. Nie będzie żadnego powrotu Cimoszewicza, Kwaśniewskiego, ani nowej „prawicy” Giertycha. Nie przejdzie numer na Sikorskiego, bo co niby miałby on zaproponować Polakom, poza swoimi minami i wpisami na Twitterze. Obawiam się, że w kręgach władzy III RP oraz w jej „prawicowej” poczekalni doszło nawet do zdziecinnienia. Oto, w wywiadzie dla Wirtualnej Polski, prawicowy mecenas – lider Roman Giertych, pytany o swoje plany powrotu do polityki, odpowiada tak: „ - Uważnie obserwuję to, co się wokół dzieje. Na razie nie widzę sensu budowy nowej formacji.”. Przepraszam, ale niech ktoś szarpnie Pana mecenasa za rękaw, żeby się obudził. To jedno zdanie świadczy o tym, na jakim odlocie jest były lider LPR, na jakim odlocie jest cała formacja budowniczych III RP.


Niektórzy się zastanawiali, dlaczego, skąd, po co, taka wolta Adama Michnika wobec endecji, że dostrzegł jej walory, że ona nie była taka antysemicka, jak była jeszcze wczoraj. Jedna noc minęła i już budzi urok naczelnego „Wyborczej”. Spróbuję odpowiedzieć na to pytaniem: A co może dziś jeszcze ciekawego w polityce zaproponować Polakom, szczególnie młodym Polakom, Adam Michnik? Co może dziś zaproponować Aleksander Kwaśniewski? Albo Roman? Giertych oczywiście.... Przyznajmy rację, że pomysłów na jakieś hybrydy im nie brakuje. Endeko – lewacy, tego jeszcze na pewno nie było. Podobnie dzieje się w całej Europie. Lewica, w ostatnim akcie politycznym, podczepiła się pod idee wolnego rynku i wybrała „trzecią drogę”. W sferze obyczajów nie ma już nic do zaproponowania, po prostu nic. Można oczywiście rozważyć małżeństwa mieszane ssak i gad, gad i człowiek, można odlecieć w totalny absurd, ale to pytanie powróci, jeśli ktoś je oczywiście zada: co lewacy mogą jeszcze w Polsce wykombinować, co jeszcze zmajstrują w Europie? Odpowiedź jest banalnie prosta: pozostaje tylko śmierć. Pęd ku nieuchronnej śmierci, po której nic już nie ma, tylko kupa mięsa – jak mawia klasyk Jerzy Urban – jest przerażająca. Stąd ta niewiarygodna wręcz chęć wypełnienia życia doczesnego wszelkimi idiotyzmami. Stąd chęć zapewnienia wszystkim, ale to wszystkim ludziom na tej pięknej planecie, dobrobytu i szczęścia. Tymczasem, prawica jest wbrew temu, co mówią lewackie media w Europie, coraz silniejsza. Nie jest to klasyczna prawica polityczna, tylko prawica wartości, starych i niezniszczalnych, jak się okazuje zasad, wynikających z religii i z naszej ludzkiej natury. Prawdą jest, że udało się nasze społeczeństwo mocno skundlić, zagonić do niewolniczej pracy, zhipermarketyzować. Ale mimo to, zastanówmy się, co wymyślą tym razem lewacy i służby postsowieckie dla Polski na następne dziesięć lat? Kogo tu będą chcieli tym razem wstawić? I jak wreszcie ominą Smoleńsk, skoro już nie da się go ominąć?

Wniosek dla prawicy w Polsce, dla prawicowych blogerów, dziennikarzy, polityków – nasuwa się jeden: zakończyć te puste debaty z lewakami, z Grodzką, Palikotem i Moniką Olejnik w TVN 24. Przecież oni, dzięki temu mają na chleb, a ja nie widzę potrzeby utrzymywania lewaków w Polsce. Prowadzą zazwyczaj pasożytniczy tryb życia, więc przynajmniej ograniczmy im pole działania, bo przecież wolność słowa to rzecz święta. Zakończyć też wypada te mętne rozważania, z kim mamy trzymać w Europie, bo sami to już się podobno nie utrzymamy, bo nas zagryzą. Węgier nie zagryźli. Trzymajmy się ze sobą, powinno wystarczyć. Dziś Europa w niczym nie przypomina tej z wiosny 1939 roku. Póki więc tak jest, przyjmijmy taką strategię dla Polski, żeby tamta okrutna historia się nie powtórzyła. Zamiast salonowych dysput, trzeba postawić tamę wpływom niemieckim i rosyjskim w naszym kraju i rozmontować sieć III RP. Na zawsze, czyli na jakieś trzysta lat. Od czegoś trzeba zacząć, bo jak Roman Giertych..... zacznie budować nową formację, to będzie za późno na cokolwiek. Wszyscy padniemy ze śmiechu.

http://benevolus.salon24.pl/484129,mocn ... aba-lewica


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 11 lut 2013, 19:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Pączkowanie portali

Dokładnie rok temu, w lutym 2012 głośno zapowiadano przełomowe wydarzenie, jakim miał się stać start informacyjno - blogerskiego portalu Tomasza Lisa - Na Temat /TUTAJ/. Mówiono, że będzie to absolutnie nowa jakość w polskiej blogosferze, wypasiony portal o milionowym budżecie, gromadzący sławy mainstreamu.

Te szumne zapowiedzi spełniły się raczej w niewielkim stopniu. Już po dwóch, trzech miesiącach Na Temat przestał praktycznie się rozwijać. Obecnie, według Cubestat.pl /TUTAJ/ ma on 138704 unikalnych wizyt dziennie. Dla porównania Interia.pl ma tych wizyt 1471106, a znacznie skromniejszy i tańszy Salon24.pl - 54863.

Tak więc w portalu Lisa zagościła stagnacja, natomiast coś nowego zaczęło się dziać w prawicowej blogosferze. Oto w maju 2012 powstał nowy portal Obiektywnie.com.pl /TUTAJ/ stworzony przez blogera Adriano. W czerwcu z Niezaleznej.pl wyodrębniła się witryna Naszeblogi.pl /TUTAJ/, kierowana przez Józefa Darskiego, a we wrześniu Stanisław Janecki założył portal Obserwator.com /TUTAJ/.

Katastrofa Nowego Ekranu w końcu stycznia 2013 przyspieszyła bieg wydarzeń. Wcześniej niż planowano uruchomiony został Legion św Ekspedyta - dzieło Asadowa /TUTAJ/. Wyrzucona z NE redakcja, czyli Tomasz Parol i spółka zapowiada jeszcze w lutym 2013 uruchomienie 3obiegu.pl. Jest już jego strona internetowa /TUTAJ/. Niezależnie od tych wydarzeń, przedwczoraj ruszyła stworzona przez Marcina Kacprzaka i Cezarego Krysztopę platforma blogerska Kubek Polityczny, będąca częścią portalu Plwolnosci.pl /TUTAJ/.

W ciągu zaledwie 10 miesięcy, od maja 2012 do lutego 2013 włącznie powstało aż sześć nowych portali blogerskich. Jakie będą ich dalsze losy? - trudno powiedzieć. Na razie najlepiej radzą sobie Naszeblogi.pl mające 13502 unikalnych wizyt dziennie. Zawdzięczają to wsparciu Niezaleznej.pl. Pozbawione takiego protektora portale Obserwator.com i Obiektywnie.com.pl mają odpowiednio 895 i 717 unikalnych wizyt dziennie. Będący wciąż w fazie rozruchu Legion św Ekspedyta ma ich 117. O Kubku Politycznym nie da się na razie nic powiedzieć, a 3obieg nie wystartował jeszcze.

Ja oceniam pozytywnie to rozmnożenie portali. Umożliwia ono blogerom umieszczanie notek w kilku portalach równolegle, co chroni przed utratą dorobku w wyniku zdarzeń takich, jak konflikt z administracją portalu, awaria techniczna,atak hakerów, czy wreszcie bankructwo witryny. W ten sposób dociera się też do większej liczby czytelników. Ci ostatni także maja bogatszy wybór.

http://niepoprawni.pl/blog/6206/paczkowanie-portali


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 15 lut 2013, 15:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Polacy kafirami Europy

Dzisiaj w tygodniu “W Sieci” ukazał się mój obszerny tekst na temat patologicznego modelu rozwoju Polski, który jest wdrażany, pt. Polacy kafirami Europy. Kafir, to pogardliwe określenie Murzyna w dawnej RPA, podczas rządów Apartheidu. Poniżej fragment

“Pokażmy szereg przykładów ilustrujących tezę, że Polacy stają się kafirami Europy. Pracujemy najwięcej na świecie, zaraz po Koreańczykach z Południa, a zarabiamy mało. Cały system edukacji jest nastawiony na kształcenie pracowników dla międzynarodowych korporacji. Co więcej, tworzy się specjalne kody kulturowe, w ramach których praca w zagranicznej firmie jest szczytem marzeń młodego człowieka. Jednocześnie tworzone są mechanizmy utrudniające tworzenie i rozwój własnych firm. Kafir ma pracować u białego pana, a nie kombinować z własnym biznesem, chyba że ten biznes obsługuje innych kafirów i jest na ograniczoną skalę. Ale biznes kafira nie ma prawa sprzedawać pod własną marką na terenie białego człowieka, czasami dla niepoznaki pozwala się na wyjątki. W krajach opresyjnych ciężko się żyje, więc ludzie uciekają do innych krajów, żeby tam żyć normalnie, a jednocześnie przesyłają pieniądze swoim rodzinom pozostałym w kraju. Kiedyś kafir uciekał żeby nie dostawać batów i nie pracować jak niewolnik, w minionych kilku latach ponad dwa miliony Polaków uciekło z Polski bo miało dość harówki po kilkanaście godzin dziennie za pensję która nie pozwala na godziwy standard życia. I według danych Banku Światowego z raportu o migracjach i transferach wysyłają swoim rodzinom prawie 10 mld dolarów rocznie, czyli więcej niż wynoszą oficjalne transfery środków unijnych. A środki unijne mają być rozdawane kafirom w taki sposób, aby dać im trochę zarobić, ale żeby nie urośli w siłę. Dlatego zniszczono polskie firmy budowlane budujące za środki unijne. Dlatego po kilku latach dramatycznie spadła innowacyjność polskich firm, które przecież otrzymały ponad 10 mld euro na wspieranie innowacyjności. Według danych GUS w ciągu sześciu lat procent firm przemysłowych w Polsce wdrażających innowacje spadł z 24 do 17 procent. Ostatnio w rankingu innowacyjności wyprzedziła nas nawet Rumunia, jesteśmy przedostatni w Unii Europejskiej. Pamiętam jak przez lata opowiadało się złośliwe kawały o Rumunach. I co Teraz oni patrzą na nas z innowacyjnej góry. I nie dziwi mnie zupełnie totalna medialna cisza po publikacji raportu o innowacyjności polskiej gospodarki półtora roku temu, w którym kierowany przeze mnie zespół ludzi o olbrzymim międzynarodowym doświadczeniu pokazał, że Polska się cofa w dziedzinie innowacyjności i że Rumunia wkrótce nas wyprzedzi. Kafir nie powinien wiedzieć jak działa system, po co mu ta wiedza. Kafirzy często są niepiśmienni. U nas tego problemu nie ma, absolwenci czytać i pisać potrafią, ale za to są niezatrudnialni, stopa bezrobocia wśród młodych sięga 30 procent. To dla nas typowe, w latach 2001-2002 bezrobocie wśród młodych przekroczyło 40 procent i teraz wraca do tamtych poziomów. Kacyk często wyprzedaje obcym kawałki swojej ojczyzny, a zdobyte środki przejada. I jeszcze się zadłuża u obcych, którzy mogą go kontrolować dzięki tym długom. Przez 20 lat elity w Polsce sprzedały kapitałowi zagranicznemu większość sektorów polskiej gospodarki, pieniądze przejedzono i jeszcze narobiono nowych długów na prawie bilion złotych. Kolejne przykłady można mnożyć.”

httpwww.rybinski.eu201302polacy-kafirami-europy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 27 mar 2013, 16:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Przyklad Cypru - wzor dla Polski !

CYPR...czyli o otwierajacych sie nowych perspektywach dla Polski

Za namowa ( z polecenia) komisji europejskiej, na Cyprze, ci co oszczedzali odkladajac pieniadze w bankach
(a mieli inna mozliwosc?!?)
zostaja obciazeni jednorazowym podatkiem/haraczem.
Wszyscy majacy na koncie wiecej niz 200 tysiecy euro zostaja pozbawieni na rzecz swego panstwa okolo 10% posiadanego
kapitalu.
Nazwano to: "Konfiskata na rzecz i w interesie panstwa".
Jaka nauka z tego dla nas Polakow?
Dzis jestesmy dotknieci systematyczna degradacja naszego panstwa!
W szczegolnosci:
- szaleje bezrobocie,
- miliony mlodych, wyksztalconych "wypchniete" na emigracje za praca, za chlebem,
-coraz nizszy poziom opieki zdrowotnej,
-degradacja szkolnictwa,
-koleje gorzej funkcjonujace niz w poczatkach XX stulecia,
-aferey i korupcja,
-dawne polskie banki i przedsiebiorstwa przejete przez obcokrajowcow,
- Polacy, jak niewolnicy, sila robnocza dla innych,
-w srodku Europy Polska stala sie krajem neo-kolonialnym.

Co nam pozostaje?
Mysle, ze rozwiazanie - narzucajace sie - jest jedno:
Tak jak niektore kraje Ameryki Poludniowej ( z Wenezuela na czele)
winnismy oglosic NACJONALIZACJE!

Panstwo winno przejac - w pierwszej kolejnosc :
- Banki bedace w rekach obcego kapitalu,
-Przedsiebiorstwa bedace w rekach "obcych" i warte wiecej niz sto tysiecy euro,
- Wszelkie firmy "developerskie" gospodarujace zasobami mieszkalnymi.

Obecnym wlascicielom Panstwo moze wyplacic rekompensate stanowiaca rownowartosc 10-20% wartosc dobr w momencie gdy byly nabywane.
Oczywiscie "obcy" zrobia duzo krzyku...
Wowczas jednak przypomnimy im, ze:
- po pîerwsze nabyli te dobra od wladz Polskich, ktore...nie mialy mandatu spolecznego do sprzedazy,
- po drugie przez lata czerpali zyski przy szczegolnych przywilejach podatkowych,
-po trzecie jesli beda protestowac to...nic nie dostana!

Na pogrozki Europy mamy odpowiedz wyprobowana przez Wenezuele i Islandie: "jak nie...to nasz rynek zostanie zamkniety dla Waszych towarow".
Ten argument dziala!

Po nacjonalizacji....pora na prywatyzacje!!!
Tym razem odzyskane dobra porzekazemy Polakom - stworzymy podstawy do "polskiego kapitalizmu".

W pierwszej kolejnosci panstwo "odsprzeda" mieszkania ludziom, ktorzy je zamieszkuja.
Sprzedaz na kredyt: 0 (zero)% rozlozony na...lat 99 i umazalny.
W drugiej kolejnosci sprzedaz ziemi i przedsiebiorstw obywatelom polskim, ktorzy posiadaja 20% udzial wlasny.
Znowu z wykorzystaniem 0% kredytu.
Wreszcie wyprzedaz malych i srednich przedsiebiorstw tym, ktorzy "zaryzykuja" inne formy kredytu.

Kredytow udzieli POLSKI BANK NARODOWY z posiadanych wlasnych srodkow.
Gwarantem pozyczek/kredytow bedzie SKARB PANSTWA w oparciu o zabezpieczenie na hipotece poszczegolnych dobr.

Oczywiscie jest to zarys ogolny planu odzyskania dobr polskich dla Polakow i Polski.
Szczegoly nalezy przedyskutowac, uzgodnic i zapisac w postaci nowych praw.

Krzysztof Pytel
z Reims,
26.03.2013

http://szachimat.bloog.pl/id,333890662, ... aid=6104e1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 12 lut 2014, 07:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Sto dni do wyborów

Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się 25 maja. Wybierzemy 51 europosłów w 13 okręgach wyborczych.

Szef Krajowego Biura Wyborczego Kazimierz Czaplicki poinformował, że Państwowa Komisja Wyborcza zaopiniowała w tej sprawie kalendarz wyborczy przedstawiony przez Bronisława Komorowskiego. Postanowienie prezydenta o wyborach do PE powinno zostać opublikowane w Dzienniku Ustaw najpóźniej 24 lutego.

W poszczególnych państwach Unii Europejskiej wybory będą się odbywać w dniach od 22 do 25 maja. W Polsce zagłosujemy 25 maja. – Wybory do Parlamentu Europejskiego w Polsce odbędą się na pewno 25 maja. Wczoraj Państwowa Komisja Wyborcza zaopiniowała kalendarz wyborczy, który przedstawił zgodnie z przepisami pan prezydent – poinformował Kazimierz Czaplicki. Wybory będą jednodniowe, a do urn pójdziemy w godzinach 7.00-21.00. Wybierzemy nie 50, jak w 2009 roku, lecz 51 posłów. 51. miejsce w europarlamencie przypadło posłowi z polskiej listy już w trakcie obecnej kadencji PE.

Polska została podzielona na 13 okręgów wyborczych – takich samych jak w 2009 roku. Siedem obejmie całe województwo, 4 okręgi wyborcze połączą dwa województwa, a dwa okręgi znajdą się w województwie mazowieckim. Jeden z nich obejmie Warszawę wraz z okalającymi ją powiatami, drugi resztę regionu. W wyborach będą mogli wziąć udział – jako kandydaci – także obcokrajowcy. Czaplicki poinformował, że 14 lutego wejdzie w życie zmiana przepisów stanowiąca, iż kandydat nieposiadający obywatelstwa kraju, w którym zamierza kandydować, zobowiązany byłby do złożenia oświadczenia, a nie jak do tej pory zaświadczenia, że nie jest pozbawiony prawa do kandydowania. Oświadczenia miałyby następnie być weryfikowane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Do 5 kwietnia jest czas na to, aby zawiadomić PKW o utworzeniu komitetu wyborczego, a do północy 15 kwietnia komitety wyborcze muszą zgłosić listy kandydatów. Podobnie jak w ostatnich wyborach do Sejmu, na zgłoszonej liście kandydatów nie będzie mogło się znaleźć mniej niż 35 proc. kobiet lub mniej niż 35 proc. mężczyzn.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego nie ma przypisanej liczby mandatów do danego okręgu wyborczego. Teoretycznie mogłoby się zdarzyć, iż przy bardzo niskiej frekwencji w danym okręgu nie będzie z niego wybrany żaden europoseł. – Decyduje liczba głosów ważnych oddanych na listę danego komitetu w danym okręgu wyborczym. Im wyższa ta liczba, tym większa szansa, że okręg uzyska więcej mandatów. Ale przy bardzo niskiej frekwencji można sobie wyobrazić, że w danym okręgu wyborczym żadna lista nie uzyska żadnego mandatu, ale praktycznie jeszcze się to nie zdarzyło – wyjaśniał Czaplicki.

W podziale mandatów będą uczestniczyć te komitety wyborcze, które – podobnie jak w wyborach do Sejmu – osiągnęły 5-procentowy próg wyborczy. Liczba mandatów przypadająca danemu komitetowi w skali całego kraju będzie obliczana analogicznie jak w wyborach do Sejmu, na podstawie metody d’Hondta. To, z którego okręgu komitet wyborczy otrzyma mandaty, będzie uzależnione m.in. od frekwencji wyborczej w danym okręgu i liczby głosów na dany komitet w tym okręgu. Do podziału mandatów w okręgach posłuży metoda Hare’a-Niemeyera. Czaplicki ocenił, że oficjalne wyniki niedzielnych wyborów PKW powinna ogłosić najpóźniej we wtorek, 27 maja, po południu. Pierwsza sesja Parlamentu Europejskiego w nowym składzie zaplanowana została na 1-3 lipca.

Artur Kowalski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... borow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 04 mar 2014, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Potrzebna jest mobilizacja całego Narodu

Z prof. Witoldem Kieżunem, wybitnym teoretykiem zarządzania, rozmawia Izabela Kozłowska

Gratuluję Panu Profesorowi nadania przez Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego honorowego doktoratu. Czym dla Pana jest to wyróżnienie?

– To wyróżnienie ma wyjątkową wartość. Uniwersytet Jagielloński jest jednym z najstarszych uniwersytetów europejskich, znanym w skali całego globu. Jest to też moja Alma Mater, uczelnia, w której studiowałem, a ponadto uniwersytet, w którym jeden z moich przodków po linii babci Habdank Wojewódzkiej publikował w XVII wieku swoje prace naukowe. Czuję się więc niezwykle zaszczycony.

Tytuł ten został Panu Profesorowi nadany m.in. za „propagowanie dobrego imienia Polski i polskiej nauki w świecie, postawę patriotyczną”, której Pan dowiódł m.in. jako uczestnik Powstania Warszawskiego. Mimo młodego wieku stanął Pan do walki o wolną Ojczyznę. Współcześnie młodzi ludzie byliby zdolni do takiej ofiary?

– Okupacja niemiecka była niezwykle okrutna, my, Polacy, byliśmy traktowani jak podludzie, styl życia pod władzą niemiecką był niemożliwy do akceptowania, tak był okrutny. Stałe uliczne łapanki na ulicach, aresztowania, zsyłanie do Auschwitz i innych obozów, godzina policyjna, okresowo nawet od godz. 19.00 wieczorem do godz. 6.00 rano. Stałe aresztowania i zabójstwa moich kolegów. Jestem pewny, że w tych warunkach również i obecna młodzież walczyłaby tak samo jak my o jedną z największych wartości, jaką jest wolność Ojczyzny.

Młodzi Polacy emigrują w poszukiwaniu pracy i godnych warunków do życia. Zostając w kraju, najczęściej łapani są w tryby „korporacyjnego feudalizmu”. Odejście Pańskiego pokolenia będzie jednocześnie zamknięciem czasu wojowników – odważnych i zdolnych do podjęcia walki za Polskę?

– Znam wielu młodych Polaków, którzy nie chcą porzucić swojej Ojczyzny i chcą walczyć o taką Polskę, w której można żyć nie gorzej niż w przysłowiowych 15 pierwszych krajach Unii Europejskiej. Jestem zdania, że liczba tych przywiązanych do swojej Ojczyzny i jednocześnie pełnych ambicji pokazania, że „Polak potrafi”, jest pokaźna. W czasie moich wykładów zagranicznych wszędzie studenci Polacy należeli do najzdolniejszych. Mam nadzieję, że przy racjonalnym, patriotycznym kierownictwie będą oni kontynuować pokojową walkę o Polskę nieuzależnioną od „korporacyjnego feudalizmu”. Podstawowym więc problemem jest autentyczne, fachowe, patriotyczne kierownictwo.

Lata niewoli komunistycznej sprawiły, że Polska nie rozwinęła się, jak planowali twórcy II Rzeczypospolitej. Obecnie niszczony jest przemysł i rolnictwo, polskie społeczeństwo boryka się z ubóstwem i ogromnym bezrobociem, dramatyczna jest także sytuacja demograficzna. W jakim kierunku zmierzamy? Jest szansa na poprawę naszej sytuacji?

– Nieraz w naszej historii znajdowaliśmy się również w bardzo ciężkiej, wydawałoby się beznadziejnej, sytuacji. Dlatego w obecnej istotnie bardzo krytycznej rzeczywistości opanowania w olbrzymim stopniu polskiej gospodarki przez zagraniczny kapitał, olbrzymiego bezrobocia, masowej emigracji i ujemnego wskaźnika przyrostu naturalnego konieczna jest mobilizacja wszystkich zdrowych sił polskich we wspólnym wysiłku odrodzenia naszego potencjału gospodarczego, ekonomicznego przeciwstawienia się zagranicznemu wyzyskowi, odbudowie polskiego handlu, przemysłu, ochrony polskiej własności rolnej. To, powtarzam, wymaga likwidacji konfliktów partyjnych, zmobilizowania całego Narodu do wytrwałej pracy, rozwoju zmysłu innowacyjnego, akceptacji przywódców myślących kategoriami priorytetu interesu społecznego, emocjonalnie związanych z polskością, z tradycją naszej wspaniałej kultury chrześcijańskiej.

Czego brakuje obecnym politykom – w porównaniu z tymi z II Rzeczypospolitej?

– Niestety, we wszystkich współczesnych polskich badaniach prestiżu zawodu politycy są bardzo nisko notowani. Uważa się, że jest wśród nich zbyt dużo ludzi nastawionych tylko na interes osobisty i na satysfakcję z posiadania władzy. Nie znaczy to, że nie ma wśród nich ludzi o pięknej tradycji i wysokim poziomie patriotyzmu oraz akceptacji chrześcijańskiej kultury. W tej smutnej rzeczywistości upadku prestiżu polityków należy bardzo rygorystycznie oceniać ich zachowanie, popierając tych mniej licznych o podobnej postawie i kwalifikacjach, jakie miało szereg czołowych polityków II Rzeczypospolitej.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... arodu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 08 kwi 2014, 06:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Węgierska lekcja dla Polski

Dr Cezary Mech

W ostatnich latach Viktor Orbán stał się symbolem walki postkomunistycznej części Europy z nową formą zależności, jaka powstała na tych terenach, a którą trafnie określił Alan Greenspan jako „kapitalizm kolesi”. Premier Węgier uznał go za „pokusę kolonizacji przez silniejsze podmioty”, diagnozując jednocześnie, że należy walczyć z „poglądem, że cenę za skutki kryzysu powinni płacić obywatele, podczas gdy sprawcy odpowiedzialni za jego powstanie mogą pozostać bezkarni”. Dlatego filarem naprawy finansów publicznych były działania, aby koszty ponieśli w minimalnym zakresie obywatele, a głównie podmioty zagraniczne, które do tej pory mając monopolistyczną pozycję na rynku, obniżały korzyści swoich pracowników i konsumentów.

Podejście to skutkowało z jednej strony obniżeniem taryf za gaz i elektryczność o 20 proc., a fundamentem okazał się postulat oparcia gospodarki na pracy i wskazanie, że Węgry „muszą powrócić do społeczeństwa opartego na pracy”. W tym celu dokonano przeorientowania obciążeń podatkowych z firm generujących miejsca pracy w kierunku obciążeń konsumpcji, a nie inwestycji.

Kluczowym filarem działalności węgierskiej było wspieranie przedsiębiorczości przy jednoczesnym oddziaływaniu na monopolistyczne koncerny, gdyż zauważono że „w czasie nieodpowiedzialnych i nieuczciwych rządów naszych poprzedników do Węgier trafiło wiele firm, które nie były zainteresowane rozwojem naszego kraju, lecz pogonią za szybkimi zyskami i monopolem”. Powyższe działania zaowocowały utworzeniem 120 tys. nowych stanowisk pracy, i to przy pogarszającej się strukturze demograficznej.

Węgry, które miały już w czasach komunizmu bardzo niską dzietność, wprowadziły realną, a nie fasadową politykę prorodzinną. W 2011 roku rząd wprowadził znaczące ulgi podatkowe na dzieci, w efekcie rodziny wielodzietne praktycznie nie płacą podatku dochodowego. Na efekty nie trzeba było długo czekać, gdyż już obecnie nastąpił wzrost dzietności w rodzinach. Ogłaszając zwycięstwo, Orbán stwierdził, że jest ono wynikiem realizacji programu „tworzenia miejsc pracy, wsparcia dla rodzin i walki o narodową suwerenność”, nomen omen analogicznego do niezrealizowanego, mimo wyborczego zwycięstwa w 2005 r., programu gospodarczego PiS „Rozwój przez zatrudnienie”. Dzięki nakierowanej na interes narodowy polityce kraj ten w przeciwieństwie do Polski odniósł się do wydarzeń na Ukrainie, podpisując zarówno z Rosją, jak i z Chinami lukratywne kontrakty gospodarcze, przez co nie spełnił się prognozowany przez „The Economist” scenariusz dla Węgier. Węgrzy zmęczeni przedłużającym się kryzysem mieli odrzucić reformy i zgodzić się z diagnozą, że prowadzą one do bycia „pariasem Europy”. Tymczasem sytuacja kraju polepszyła się na tyle, że cel premiera, aby dochody Węgrów skoczyły z poziomu 60 proc. średniej UE do 90 proc., w obliczu zwycięstwa wyborczego stał się jak najbardziej realny.

Autor jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu RP, prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, autorem programu gospodarczego PiS z 2005 roku.

http://www.naszdziennik.pl/wp/73920,weg ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 23 kwi 2014, 18:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Czy lewica ma prawo wtrącać się do polityki?

Autor: CzarnaLimuzyna, 23 kwietnia 2014

Motto I : „Myślę, że postulat rozdziału państwa i lewicy jest kluczowy dla żywotności duchowej, politycznej i gospodarczej Polski”.

Motto II: „Nie jest utopią coś, co już się kiedyś wydarzyło. Nie jest utopią świat, w którym były obozy koncentracyjne. Nie jest również utopią świat lepszy – bez lewicy, a taki kiedyś był i był na pewno normalniejszy. Granice dobra i zła nie są stałe i trzeba nieustannego wysiłku, aby utrzymać „zadaną niepodległość” i chronić nasze wartości oraz najmłodszych”.

Jednym z najsilniej działających tabu, które spętało umysł, a tym samym możliwość skutecznego działania u przeciętnego „prawicowca”, jest pogląd polegający na tym, że lewica ma prawo do istnienia w „demokratycznym porządku” świata.

Tabu nowego porządku, powstałe w czasie, gdy Rewolucja Francuska mordowała dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi, uczyniło ostatecznie w XX wieku z „prawicy” karykaturę –wierzącą zabobonnie w status quo stworzonego przez lewicę świata.

Czy prawicowy mainstream naprawdę w to wierzy? Wystarczy zapytać:

Czy lewica ma prawo mieszać się do polityki?

Samo zadanie takiego pytania wywołuje u niektórych osób już na wstępie zaskoczenie, rozbawienie, konsternację, odruchową negację zawartej domyślnej tezy, a u innych, bardziej zorientowanych w temacie, wyznanie bezradności w rodzaju: „to utopia”.

Aby mieć odwagę zadać to pytanie i na nie poważnie odpowiedzieć, trzeba wiedzieć, czym naprawdę była i jest lewica oraz że potoczne rozumienie podziału na „lewicę” i „prawicę” jest błędem.
Nie sposób również pominąć w kontekście polskim tragicznego paradoksu najnowszej historii polegającego na tym, że Polacy „wychodząc” z komunizmu sowieckiego równocześnie wchodzili, nieświadomie, w jego inną – mało wówczas jeszcze widoczną, ewoluującą – zachodnią strukturę komunizmu europejskiego.

Społeczeństwo polskie mające tragiczne doświadczenia z sowieckim, zbrodniczym modelem, jest skłonne postrzegać zjawisko komunizmu przede wszystkim w formie reliktu z mrocznej przeszłości… gdy tymczasem najnowsza „zachodnia” odmiana jest w wielu aspektach bardziej toksyczna niż jej starszy sowiecki model.

Czym jest dokonujący rewolucyjnej destrukcji w Polsce „europejski” komunizm, w którego istnienie duża część Polaków NIE WIERZY albo go z charakterystyczną ignorancją lekceważy?

Przede wszystkim nie jest niczym nowym. Każdy, kto zna historię wie, że dzisiejsza lewicowość poza paroma nowinkami jest kontynuacją starych aberracji i patologii.

„Lewica” pojawiła się w III wieku po Chrystusie

Prof. Marek Jan Chodakiewicz w swojej książce „O prawicy i lewicy” opisuje charakterystyczny zbiór bardzo znajomo brzmiących „ideologicznych” postulatów wyznawanych przez powstające już w III wieku po Chrystusie gnostyczne, a potem quasi religijne sekty (z biegiem czasu z racji odrzucenia Boga były to ruchy rewolucyjne, socjalistyczne, komunistyczne).

Konfiskata i zniesienie własności prywatnej (z zachowaniem kastowego przywileju dla wybranych), mordowanie tradycyjnych elit – stanów rycerskiego i kapłańskiego, zniesienie małżeństwa, zakwestionowanie tradycyjnego modelu rodziny, postulat upowszechnienia seksualnych patologii, drastyczne ograniczenie wolności jednostki.

Autor wymienia jeszcze słynną kolektywizację kobiet, którą ostatecznie zastąpiono dziś (niewymienioną przez autora) kolektywizacją dzieci i planowaną ich degeneracją w trakcie molestowania seksualnego (przymus szkolnej i przedszkolnej „edukacji seksualnej”).

Zasadniczą różnicą pomiędzy ówczesną lewicą a dzisiejszą jest to, że kiedyś była to lokalna, ograniczona w czasie i miejscu utopia, a dziś jest aktualną, realną, patologiczną siłą, niszczącą globalnie świat.

„Uczynimy Zachód tak zepsutym, że aż będzie śmierdział” – Willi Münzenberg, członek komunistycznej Partii Niemiec, związany ze słynnym lewicowym think tankiem(1): Szkołą Frankfurcką.

Wszędzie tam, gdzie lewicowi dewianci uzyskują pełnię władzy, tam pojawiają się jawne próby realizacji pomysłu Herberta Marcusa (również Szkoła Frankfurcka), aby za pomocą seksu degenerować dzieci i młodzież. W praktyce są to zalecenia „edukacji” i „praktyki” dotyczące seksu dzieci z dorosłymi, z rodzicami – vide oficjalne materiały „edukacyjne” i propagandowe w Niemczech, Hiszpanii, Holandii.

Nic nie usprawiedliwia również tolerancji dla dezorientacji seksualnej ani przyznania jej praw adopcji dzieci. Pojawiły się już pierwsze raporty, alarmujące, że homoseksualne pary obydwojga płci wykorzystują seksualnie adoptowane dzieci, a nawet niemowlęta. Wypada zaznaczyć, że lewica w wielu państwach przeforsowała prawo do zwyrodniałej „adopcji” właśnie przy bierności dużej części „prawicowego”, ogłupionego i spacyfikowanego społeczeństwa.

Tuż przed ujawnieniem intencji i celów gremiów tworzących tzw. Unię Europejską znany ze swojej przenikliwości, ale także z delikatności Jan Paweł II tak pisał:

„Myślę na przykład o silnych naciskach Parlamentu Europejskiego, aby związki homoseksualne zostały uznane za inną postać rodziny, której przysługiwałoby również prawo adopcji. Można, a nawet trzeba zapytać, czy tu nie działa również jakaś inna jeszcze „ideologia zła”, w pewnym sensie głębsza i ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie”. Jan Paweł II „Pamięć i Tożsamość”

Jednym z zasadniczych pytań jest to, jak do tego doszło, że znów mamy recydywę totalitarnego systemu, budowanego tym razem globalnie?

Marsz przez instytucje

Ojciec dzisiejszego komunizmu, Antonio Gramsci(2), doszedł do wniosku, że kluczem do zbudowania komunizmu w Europie nie jest terror na wzór sowiecki, lecz rozbicie tradycyjnego fundamentu cywilizacji przez opanowanie ośrodków kultury i nauki, zniszczenie ich od środka i uczynienie z nich propagandowych centrów destrukcji.

Aby tego dokonać, Antonio Gramsci zalecał słynny marsz przez instytucje (notabene na zachodzie Europy zakończony całkowitym sukcesem).

Zastępczym proletariatem miały być mniejszości etniczne, seksualne, feministki, „artyści” plugawiący religijne symbole, „lewicowi naukowcy” twierdzący dziś np., że zgodnie z „gender” zmiana płci u dzieci do 2 roku życia nie powoduje żadnych konsekwencji.

Aktualnie nie sposób nie zauważyć również mniejszości typowo psychiatrycznych, roszczących sobie prawo nie tylko do manifestowania swoich dewiacji, ale również do nadania osobistym problemom rangi publicznej oraz czerpania z tego faktu korzyści materialnych i innych przywilejów.

Gramsci uważał, że „długi marsz przez instytucje”, czyli zdobycie prawdziwych ośrodków władzy, takich jak uniwersytety, szkoły, media, fundacje, wydawnictwa, instytucje tworzące rozrywkę – i ulokowanie tam nowej komunistycznej elity pozwoli zmienić społeczną świadomość i spacyfikować resztę niepoprawnego społeczeństwa.

Czy tak się już stało w Polsce?

Niestety w ogromnej mierze tak. Prawicowa część społeczeństwa pozwoliła zamknąć się w swoistym buforze „wolnego słowa”, który jest gettem ze ściśle określonymi zasadami. Można tam wyrażać swoje opinie, poglądy, narzekać na rząd, oburzać się, można obserwować słupki wyborcze, lecz nie można złamać tabu. Nie można przekroczyć granicy getta, wyznaczonej przez triumfującą demokrację. Nie można obalić systemu. Nie można być narodowcem. Nie można ukarać zbrodniarzy komunistycznych, nie można zabronić aktualnym przestępcom kraść w biały dzień.

Można snuć fantasmagorię o wyborczym zwycięstwie PiS-u oraz można marzyć o odzyskaniu państwa, którego… nie ma. Można również bredzić o braku demokracji.

Oczywiście nie można myśleć, że nie ma państwa polskiego, bo świadomość, że III RP jest ledwie jego atrapą, popsułaby nam humor oraz naraziła na propagandowy ostracyzm zależnych i niezależnych mediów oraz dezaprobatę prawicowych lemingów…

Nie oszukujmy się. Większość tzw. niezależnych mediów wyznaje lewicowy paradygmat gwarantujący wynikający z demokracji parytet dla kłamstwa i bzdury. Tak długo oczekiwana druga niezależna telewizja stosuje w praktyce heglowską dialektykę, zapraszając do swych programów kłamców i nikczemników. Dlaczego? Tak właśnie wygląda w praktyce akceptacja lewicy w publicznym dyskursie. Nie całkiem uświadomiony lęk niewolników systemu przed złamaniem tabu jest powszechny.

Czy można to zmienić? Istnieją przecież katolickie media i portale, które nie zapraszają do wywiadów oraz do studia degeneratów, przestępców, kłamców. Są zapraszani, owszem, nie katolicy, lecz lewicy tam nie uświadczysz.

Wracając do zasadniczego wątku:

„Lewica nie zawsze morduje, lecz zawsze kłamie” – Nicolás Gómez Dávila

W szczytowym okresie swojej popularności w XX wieku lewica wymordowała ponad 100 mln ludzi. Dziś, na początku nowego stulecia, w sytuacji hegemonii w instytucjach kreujących obraz świata i obowiązującego w debacie publicznej lewicowego języka, współcześni komuniści zmienili formę niszczenia populacji i jednostek.

W Polsce wygląda to tak:

Czy tysiące ofiar śmiertelnych wśród ludzi, którym odmówiono leczenia z powodu braku jego refundacji lub zwłoki czasowej nie jest zaplanowaną eutanazją? Zwracam uwagę, że limity zostały ustalone przez osobników, którzy nie są upośledzeni umysłowo, lecz cieszą się inteligencją, która potrafi doskonale przewidzieć skutki. Odnosi się to też do wykonawców bawiących się w pop politykę na wzór lewicowy. „Jestem trochę socjaldemokratą” – Donald Tusk (3).

Na zachodzie zaczęto wprowadzać eugeniczną eutanazję dzieci i ludzi starszych będących często nieświadomymi podjętych za nich decyzji.

Lewica kradnie i niszczy jednostki, rodzinę i społeczeństwo, dlatego potrzebne jest jej państwo „neutralne światopoglądowo”, będące neutralne wobec przestępstw i tolerancyjne w stosunku do patologii.

W rzeczywistości neokomuna posunęła się o krok dalej i tworzy lewicowe państwo wyznaniowe z prawem dostosowanym do marksizmu kulturowego nazywanego podstępnie „poprawnością polityczną”. Samo słowo „poprawność” sugeruje normę, poprawną zasadę, lecz tak naprawdę zawiera w sobie zbiór nonsensów, kłamstw i horrendalnych głupot.

Niestety, polska prawica mainstreamowa również używa lewicowego języka, posługując się propagandowymi zbitkami typu „polityczna poprawność”, „seksualna orientacja”, a słynna brednia o demokracji jest wspólnym sloganem lewicy i „prawicy”.
Nienazywanie rzeczy po imieniu sprzyja brakowi naturalnej asocjacji danego słowa – pojęcia z realnym desygnatem, wzmacniając chaos pojęciowy i aksjologiczny.

Jednym z celów propagandy i dezinformacji lewicy jest wytworzenie fałszywego obrazu własnego, nie tylko wśród społeczeństwa, ale również wśród swoich wyznawców. Niestety, z powodu skutecznego oddziaływania propagandy większość uważa lewicę za uprawniony byt w demokracji. Ten akt zaimplementowanej mniemanologii jest, powtórzę raz jeszcze: niewybaczalną głupotą.

Czy podział na lewicę i prawicę jest błędem?

Ogólny podział politycznej sceny ze względu na opcje światopoglądowe według prof. Chodakiewicza przedstawia się następująco:

Monarchiści (absolutystyczni, zdecentralizowani, konstytucyjni), mieszany system republikańsko-monarchistyczny ( I Rzeczpospolita), konserwatyści, chadecy, centroprawica, liberałowie, socjaldemokraci, socjaliści, narodowi socjaliści, komuniści.

Jest to podział wynikający z istnienia na politycznej scenie „bytów ideologicznych”, lecz zawiera w sobie immanentny fałsz.

„Lewica określa jako prawicę tych ludzi, którzy zwyczajnie znajdują na prawo od niej. Reakcjonista nie znajduje się na prawo od lewicy, ale naprzeciwko niej” – Nicolás Gómez Dávila

Człowiek prawy nie toleruje ani tym bardziej nie legitymizuje zła w instytucjonalnej ani w żadnej innej, np. „demokratycznej”, formie.

Prawość to zapomniane słowo , którym kierowali się kiedyś ludzie normalni nazwani prawicą. Wiedzieli oni, że uleganie odruchom sumienia (dbanie o biednych i pokrzywdzonych) nie jest ani lewicowe, ani prawicowe. Nie jest polityczne, lecz ludzkie (moralne). Jeżeli już mamy różnicować, to właśnie lewica wielokrotnie w historii zinstytucjonalizowała zabijanie, kradzież i destrukcję cywilizacji.

Wybór pomiędzy „prawicą” a „lewicą” nie jest i nie powinien być wyborem politycznym, lecz moralnym.

Na poziomie politycznym i społecznym lewica mobilizuje nieustannie swój elektorat do wojny, lecz na poziomie tych, którzy inspirują i finansują rewolucję, próżno szukać typowych lewaków, a określeniem, które najtrafniej oddaje cel ich działań jest: NWO (New World Order, nowy porządek świata). W tym sensie „lewica” jest tylko narzędziem przemocy. Głównym orężem walki z cywilizacją łacińską.

W zależności od „mądrości etapu” pozorna władza ochlokracji jest zawsze kontrolowana przez zdegenerowanych kryptokratów. Dobitnym przykładem mirażu demokracji jest „demokracja i solidarność unijna” – szyldy dla idiotów.

Pytanie, czy lewica ma prawo mieszać się do polityki, powinno rozbrzmiewać codziennie i bez przerwy w społecznym dyskursie, nie tylko w formie „antymemu” i antykomunistycznej narracji, lecz przede wszystkim jako /wcale nie utopijny/, racjonalny postulat!

Stawiam tezę, że lewica nie ma prawa mieszać się do polityki, ponieważ powinien istnieć rozdział normalności i patologii – rozdział państwa i lewicy. Czy ludzie głupi, zdemoralizowani i bezmyślni powinni mieć prawo decydować o życiu innych? – owszem, mają prawo być idiotami, lecz nie powinni mieć wówczas wpływu na życie społeczne. W prawie istnieje martwy zapis penalizujący propagowanie ideologii totalitarnych. Tymczasem to, co stanowi główny nurt polityki nie tylko unijnej, jest ideologią bazującą na kulturowym marksizmie.

Józef Mackiewicz twierdził, że do bolszewików się strzela, nie podejmując z nimi dyskusji. Przede wszystkim dlatego, że dyskusja z nimi legitymizuje kłamstwo. Dzisiejsza prawica walczy z nimi za pomocą… wyborczej kiełbasy.

Rozdział państwa i lewicy

Lewica powinna być oddzielona od państwa. Tolerowanie lewicy w polityce przypomina zgodę na obecność lisa w kurniku i debatowanie z nim nad problemem zmniejszenia populacji drobiu.

Czy jest to dyskryminacja? Owszem, jest to dyskryminowanie, czyli wykluczenie i oddzielenie zła. Robi to każda zdrowa cywilizacja.

Lewica – używając jej retoryki – nie jest po prostu „inną orientacją” etyczną. Złodzieje i mordercy nie są przedstawicielami innej orientacji moralnej, lecz przestępcami zasługującymi na karę, obowiązek zadośćuczynienia poszkodowanym i ewentualną resocjalizację. Podobnie rzecz ma się z politykami, którzy kłamiąc i kradnąc publiczne pieniądze, zasługują na wykluczenie ze sfery politycznej.

Jeżeli ktoś ma lewicową pokusę dokonać tego w sposób demokratyczny, to jest w błędzie. Każdy sondaż pokazuje bowiem miażdżącą dominację zsumowanych opcji politycznych, których modus vivendi i faciendi polega na okradaniu i kupczeniu Polską zgodnie z apetytem ościennych, aktualnie silniejszych metropolii.

Tymczasem broniący codziennie zła „gadzi język” wzywa do tolerancji i dialogu, wstrzemięźliwości w ferowaniu ocen, braku agresji oraz piętnuje „mowę nienawiści”. Programowanie niewolników odbywa się permanentnie, 24 godziny na dobę.

Czy dialog z wyznawcami zła i kłamstwa jest przysłowiowym dialogiem z diabłem? Jeżeli tak, to jest wyjątkowo nierozsądnym posunięciem, często uzasadnianym przez propagandowych stręczycieli jako wybór tzw. mniejszego zła (1989).

Zgoda na obecność „polskiej”, komunistycznej lewicy w polityce, która zrobiła sobie, przypomnijmy to, lifting za moskiewskie pieniądze, ta zgoda jest dodatkowo wzmocniona „polskim” okrągłym stołem, przy którym zasiadali przecież agenci NKWD oraz tajni i jawni współpracownicy sowieckiej ekspozytury. Jest to kolejne – mniejsze – uświadomione – „odczarowane” u niektórych, lecz nadal budzące lęk przed jego złamaniem, wciąż działające w praktyce tabu – mit okrągłego stołu, mit polskiego, niepodległego wewnętrznie i zewnętrznie państwa, mit wolności, która codziennie okazuje się pozorną.

Drogi czytelniku!

Być może zbulwersuje cię zdanie, którym postanowiłem zakończyć mój tekst, ale taka jest moim zdaniem prawda: Jeżeli nic nie robisz, czyli w praktyce tolerujesz obecność lewicy w polityce – jesteś tzw. użytecznym i nie szkodzi, że „prawicowym” – idiotą.

PS Myślę, że teza, iż lewica nie ma prawa wtrącać się do polityki, jest aktualnie kluczowa dla duchowej, politycznej i gospodarczej żywotności Polski.
Osobiście nie wyobrażam sobie, abym mógł udzielić jakiegokolwiek poparcia partii, ruchowi politycznemu, który nie powróci do korzeni i tradycji i nie zacznie uprawiać polityki, którą rozumiem jako realizacje powyższej tezy w rzeczywistej praktyce.
_______________________________________________________
Przypisy:
(1) Think tank (ang., dosłownie: zbiornik myśli). Ubijacze piany. W praktyce zajmują się moderacją i bezpośrednim udziałem w publicznej dyskusji. Utrzymują się często z drenażu publicznych środków. Powiązane w sieć m.in. z fundacjami typu „koń trojański” vide „Fundacja Batorego”. W przypadku Szkoły Frankfurckiej słowem bardziej adekwatnym niż „zbiornik” byłaby „kloaka”.
(2) Antonio Gramsci – nieznany ogółowi, lecz obok przedstawicieli Szkoły Frankfurckiej „ojciec” współczesnego komunizmu – twórca kulturowego marksizmu.
(3) Donald Tusk – jeden z elementów układanki marketingu politycznego, czyli „wybrany demokratycznie premier”.

http://www.ekspedyt.org/czarnalimuzyna/ ... ityki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 05 cze 2014, 07:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Znów polano nas eliksirem zapewnień. Dobrze byłoby w nie wierzyć, ale historia, nauczycielka życia, mówi nam coś zupełnie innego.
Im bardziej nam hołubiono, tym większe były nasze rozczarowania. Tym, którzy tyle razy zdradzili trudno jest uwierzyć.


Żelazne gwarancje

Zapewnieniem o gwarancjach bezpieczeństwa dla Polski i potępieniem rosyjskiej agresji na Ukrainę Barack Obama zakończył dwudniową wizytę w Warszawie. Prezydent USA przekonywał, że Polska już nigdy nie będzie pozostawiona sama sobie
Artur Kowalski

Po raz ostatni podczas zakończonej wczoraj wizyty w Polsce prezydent Stanów Zjednoczonych przemówił do zgromadzonych na placu Zamkowym w Warszawie podczas uroczystości poświęconej obchodom 25-lecia częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca 1989 roku.

Tak jak i po wtorkowym spotkaniu w Belwederze z Bronisławem Komorowskim, również wczoraj usłyszeliśmy zapewnienia o bezpieczeństwie dla Polski. Słowa Baracka Obamy zabrzmiały jednak zdecydowanie mocniej.

– Wiemy, czego uczy nas historia. Polacy byli porzucani przez przyjaciół w godzinie próby, kiedy tej pomocy potrzebowali najbardziej. Przybyłem do Warszawy w imieniu Stanów Zjednoczonych Ameryki, Sojuszu Północnoatlantyckiego – aby potwierdzić nasze ciągłe zaangażowanie w bezpieczeństwo Polski. Artykuł 5 jest jasny – atak na jednego jest atakiem na wszystkich. Jako sprzymierzeńcy mamy obowiązek spieszyć z pomocą każdemu z nas, kto znajdzie się w niebezpieczeństwie, co zrobimy. Stoimy ramię w ramię teraz i zawsze, za wolność naszą i waszą. Polska nigdy nie będzie już pozostawiona sama – stwierdził prezydent USA.

Barack Obama zaznaczył, że to samo dotyczy także innych państw.

– Nie tylko Polska – Estonia nie będzie samotna, Łotwa nie będzie samotna, Litwa nigdy nie będzie samotna, Rumunia. To nie są tylko słowa. To są zobowiązania wykute w granicie. Wiemy, czego się podejmujemy – stwierdził. Potwierdził, że za zgodą amerykańskiego Kongresu zwiększone zostanie zaangażowanie militarne Stanów Zjednoczonych w Europie, także aby „pomagać przyjaciołom takim jak Ukraina, Mołdawia, Gruzja i innym, którzy mogą wymagać pomocy”. Zaznaczył, że patrole Sojuszu Północnoatlantyckiego nad przestrzenią powietrzną państw bałtyckich, okręty na Morzu Czarnym czy amerykańskie siły w Polsce nie zostały rozmieszczone, by „zagrozić jakiemukolwiek krajowi”, lecz by bronić terytorium i bezpieczeństwa „nas samych i naszych przyjaciół”.

Obama, który spotkał się wczoraj w Warszawie z prezydentem elektem Ukrainy Petrem Poroszenką, potępił też agresję Rosji na Ukrainę. Zaznaczył, że Ukraińcy, „obalając skorumpowany reżim”, postanowili wziąć swój los we własne ręce i podążają drogą, na którą Polska weszła przed 25 laty.

– Dni imperiów i stref wpływów dobiegły końca. Większe narody nie mogą zastraszać mniejszych czy narzucać swojej woli przez broń czy zajmowanie budynków. Nie można jednym podpisem pióra legitymizować kradzieży dużej części innego kraju. Nie akceptujemy okupacji Krymu czy też naruszenia suwerenności Ukrainy. Nasze wolne narody będą stały ramię w ramię. Dalsze rosyjskie prowokacje oznaczały będą tylko i wyłącznie więcej izolacji i kosztów dla Rosji – stwierdził prezydent USA.

Nawiązując do wydarzeń sprzed ćwierć wieku, prezydent Stanów Zjednoczonych stwierdził, że „zwycięstwo wyborów z 1989 r. nie było pewne”, ale stało się „ukoronowaniem stuleci walki Polaków”. Obama wspomniał m.in. Jana Karskiego, Armię Krajową i polskich żołnierzy walczących w Normandii. Z ust prezydenta padło także wiele słów, które – w ocenie Amerykanów – Polacy chcieliby usłyszeć. – Pamiętamy, jak to było, gdy zapadła żelazna kurtyna. Nigdy nie przyjęliście swego losu. Gdy syn Narodu Polskiego zasiadł na Tronie Piotrowym, wrócił tutaj i w Warszawie mówił, że nie będzie sprawiedliwej Europy bez niepodległej Polski. Dzisiaj chcę podziękować za odwagę Kościoła katolickiego i za ducha św. Jana Pawła II – mówił Obama. Podkreślał również, że mamy 15. rocznicę członkostwa Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim. Wspomniał udział Polaków w misjach na Bałkanach, w Iraku i Afganistanie. – Z chęcią nazwiemy Polskę najmocniejszym i najbliższym z naszych sojuszników – dodał Obama. Zwrócił uwagę, że gdy Polacy przed 25 laty brali udział w wyborach, na placu Tiananmen czołgi rozjeżdżały protestujących. – Błogosławieństwo wolności jest czymś, na co trzeba zasłużyć i odnowić w każdym pokoleniu, w tym w naszym. I to jest ta praca, której poświęcamy się dzisiaj ponownie. (…) Jak przypomniano nam przez agresję Rosji na Ukrainie, nasze wolne narody nie mogą być obojętne w walce o Europę jedną, wolną i w pokoju, musimy na to pracować, musimy stać ramię w ramię z tymi, którzy chcą wolności – zapewnił amerykański prezydent.

http://www.naszdziennik.pl/wp/81306,zel ... ancje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /