Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 sty 2010, 09:00 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Rafał Ziemkiewicz

KOMPAS na rok 2010: I tego trzymać się trzeba

Po pierwsze:
Polska, jaką nam przez ostatnie dwie dekady zbudowano pod dyktando grup interesu wyrosłych z peerelu − zdeptanej, spustoszonej przez Stalina z Hitlerem i zbolszewizowanej kolonii − jest państwem, w którym brak sprawiedliwości stanowi zasadę ustrojową. Państwem, w którym o sukcesie, awansie i miejscu w hierarchii społecznej nie decydują zdolności, przedsiębiorczość, praca ani pożytek dla innych, ale przede wszystkim przynależność lub brak przynależności do grupy uprzywilejowanej, powiązania, znajomości, koneksje, układy. Obojętne, czy mówimy o biznesie, służbie publicznej, nauce, wolnych zawodach, tak zwanej kulturze czy innych dziedzinach. Jest zasadą, że protegowany zawsze wygrywa u nas z utalentowanym, a odstępstwa od tej zasady, czyli możliwość obejścia blokujących drogi awansu i dystrybuujących sukces sitw i układów są rzadkie i dotyczą dziedzin mniej atrakcyjnych.
skomentuj na blogu
Jest się po to dziennikarzem, publicystą, pisarzem, żeby być zawsze po stronie tych, którzy są krzywdzeni i przeciwko tym, którzy krzywdzą; po stronie zablokowanych w realizowaniu zdolności i aspiracji, przeciwko tym, którzy ich gnoją; po stronie tych, którzy próbują zmieniać Polskę na lepsze i przeciwko zakamieniałym układom, które w ich aktywności widzą zagrożenie dla swej uprzywilejowanej pozycji i na wszelki wypadek rzucają ile się da kłód pod nogi. Po to więc, aby tę władzę sitw i środowiskowych gangów, koterii czy to mafijnych, czy gerontokratycznych, powiązań wszelkiego rodzaju demaskować, atakować, zwalczać dostępnymi sobie sposobami. A co najmniej − nigdy się im nie dać kupić, nigdy nie szukać sukcesu w akceptowaniu i usprawiedliwianiu draństwa za cenę dopuszczenia do rozmaitych reglamentowanych korzyści.

Po drugie:
Polska, którą nam w ostatnich dwóch dekadach zbudowano pod dyktando wyrosłych z peerelu grup interesu, na oczekiwania których nałożyła się powszechna demoralizacja, deprawacja i myślenie przez oduczone patriotyzmu i poczucia wspólnego dobra społeczeństwo w kategoriach wąsko pojmowanych, doraźnych interesów własnej grupy, jest państwem niezdolnym do zapewniania narodowi warunków cywilizacyjnego rozwoju, realizowania narodowych interesów, kultywowania narodowej kultury, umacniania ducha i poczucia wspólnoty. Struktury państwowe peerelu budowano nie dla obywateli, ale przeciwko nim. I nadal takimi pozostają, z tą jedyną różnicą, że o ile kiedyś zarządzała nimi scentralizowana mafia pod jednolitym, kremlowskim przywództwem, to po wielkim rozszabrowaniu upadającego peerelu, jakim była w podstawowym sensie transformacja ustrojowa lat 1986 – 1993, rozmaite fragmenty tej struktury dostały się pod zarząd rozmaitych koterii, sitw i mafii. Wobec słabości władzy i braku elity państwowej z prawdziwego zdarzenia elementy tej przerośniętej struktury, uprawnionej i wyposażonej w narzędzia do bardzo głębokiego ingerowania w życie obywatela, służą realizacji partykularnych, czasem wręcz przestępczych interesów trudnych do precyzyjnego opisania układów.
To samo, co przed rokiem 1989 mogło nas spotkać ze strony totalitarnej władzy, dziś spotkać nas może ze strony szemranych cwaniaczków, dzielących między siebie czerwone sukno przeżartej niemożnością i obsuwającą się w stan chronicznie niereformowalnego burdelu Rzeczpospolitej. Każdy z nas, jeśli jego osobiste powodzenie osiągnięte bez przyzwolenia i podziałkowania stanie się dla takich cwaniaczków solą w oku, może podzielić los Kluski, Olejnika czy właścicieli Bestcomu. Sądy, prokuratury, urzędy, służby staną przeciwko obywatelowi, a przywódcy polityczni, których psich obowiązkiem jest ukrócenie nadużyć, coraz bardziej uzależniają się od środowisk, którymi teoretycznie powinni zarządzać, stają się marionetkami ich sitwowych interesów.
Jest dla dziennikarza, publicysty, pisarza rzeczą godną, sprawiedliwą i słuszną uporczywe przypominanie Polakom, co mogliby mieć i z czego są okradani, przypominanie, czym jest cywilizowane, demokratyczne państwo i czym się ono różni od postkomunistycznego folwarku, wpasowanego w struktury europejskie raczej pod względem formalnym, niż za sprawą rzeczywistego przyjęcia zasad wypracowanych przez Zachód.

Po trzecie:
To patologiczne państwo, deformujące nasze narodowe aspiracje i przycinające nas w rozwoju w jakiś pokręcony, karłowaty bonsai, ma wśród swoich sitw i grup interesów także koterię klerków, dostarczających dla neo-feudalnej deformacji państwa uzasadnień ideologicznych. Nie udało się jej, jak roiła to sobie dwadzieścia lat temu, objąć całkowitego rządu nad III RP, nie udało się jej nawet objąć w niej rządu dusz; niczym w mrożkowskim „Tangu”, prawdziwym beneficjentem propagandowych i personalnych nikczemności przeświadczonej o swej decydującej roli michnikowszczyzny okazała się Ferajna rozmaitych „Rysiów” i „znajomych od śrub w samochodzie, odkręconych”, porozumiewających się charakterystycznym slangiem znanym z policyjnych podsłuchów. Towarzystwo sprowadzone zostało do roli jednego z wielu lobbies u boku Ferajny, wciąż zachowując pewną siłę, jaką daje mu władza nad rzeszą pół- i ćwierćinteligentów, którym czytanie „Gazety Wyborczej” i „Polityki” albo oglądanie „Szkła kontaktowego” daje nie tylko wskazówkę, jakie poglądy należy wyznawać i wygłaszać, z kogo szydzić, a kogo czcić, aby uchodzić za stuprocentowego inteligenta, ale także poczucie uczestnictwa w elicie, zjednoczonej wspólnym przeżywaniem pogardy dla polskiego motłochu i ciemnogrodu, u zarania III RP uosabianych przez Wałęsę i Niesiołowskiego, a dziś etykietowanego przymiotnikiem „pisowski”.
U boku rządzącej Ferajny kultywuje salon tradycje kolaboracji (niekiedy słodzonej niby-opozycyjnym dąsem) z peerelem, i wcześniej, z czasów, gdy „liberalna inteligencja” basowała mordom i napaściom sanacyjnych zbirów na opozycjonistów, urabiając opinię, że Brześć i Bereza brzydkie, ale przecież usprawiedliwione koniecznością walki z zagrożeniem endeckim. Dokładnie tak samo dziś dyspozycyjni intelektualiści, dziennikarze i celebryci służą Ferajnie w potrzebie, każde jej świństwo i nadużycie relatywizując na zawołanie mirażem zagrożenia pisowskiego. Służą jej codzienną gotowością do ogłupiania widzów, słuchaczy i czytelników wydumanymi pseudoproblemami w rodzaju parytetów płciowych czy równouprawniania seksualnych perwersów, przy jednoczesnym zamilczaniu i tuszowaniu spraw rzeczywistych i najważniejszych. Służą im wreszcie prokurowaniem dla byle jakich rządów historycznej podkładki, wizji III RP jako państwa doskonałego, wielkiego historycznego sukcesu; ubierania założycielskiego szwindlu, jakim było zblatowanie peerelowskich specsłużb i nomenklatury z establishmentem opozycyjnym, w ornamenty „największego, osiągniętego bezkrwawo sukcesu w całej historii Polaków”. Wizji historii, w której nasz Cwaniak Narodowy, Wałęsa, upozowany zostaje na herosa, który wywalczył nam i łaskawie podarował wolność sam jeden, tylko z grupką wiernych wykonawców jego genialnych planów, podczas gdy wszystkie „Gwiazdy, Wyszkowskie i Walentynowicze” jedynie przeszkadzali − i w której renegat, godny spadkobierca Szczęsnych-Potockich i Bierutów, Jaruzelski, drapowany jest w szaty patrioty i polskiego męża stanu.
Zaprawdę jest godne, sprawiedliwe i słuszne walczyć ze wszystkich sił z tą bandą hipokrytów i lokajów patologicznych porządków. Odkłamywać prostytuowane przez nich słowa, wytykać cierpliwie ich nadużycia, manipulacje i kłamstwa. Demaskować głupotę i nicość modnych bredni, przywleczonych tu z rozgęganych postępowych salonów znudzonego nadmiarem dobrobytu Zachodu. Bronić opluwanych, wyrzucanych z pracy historyków i wszystkich opluskwianych przez medialnych establisz-mętów obrońców zdrowego rozsądku i uczciwości. Bronić prawdy. Szukać prawdy. Służyć prawdzie, całej prawdzie i tylko prawdzie. I tego trzymać się trzeba.

Po czwarte:
Jeśli jest przed Polakami droga wybicia się na rzeczywistą suwerenność, stania się podmiotem, a nie przedmiotem międzynarodowej gry, to nie prowadzi ona przez prymitywne papugowanie podsuwanych nam wzorców ani wdrażanie przysyłanych „do wykonu” ustrojowych dyrektyw, pisanych wszak przez przywódców kierujących się interesem swoich państw, a nie naszym. Jest w Polakach jakaś dziwna siła. Napisałem „Polactwo” o deprawacji zgwałconej, zdeptanej i ześwinionej ludności miejscowej, która zapomniała o wspólnym dobru, o swej historii i możliwej wielkości, stając się na co dzień irytującą bandą drobnych kombinatorów i złodziejaszków o mentalności fornali i pańszczyźnianych niewolników. Napisałem „Michnikowszczynę” o zdeprawowaniu post-inteligencji, pozbawionej etosu, wiary i patriotyzmu, identyfikującej się wyłącznie poczuciem wyższości i nienawiścią do własnych korzeni, pogardą dla własnego narodu, czerpiącej to poczucie wyższości z małpiego imitowania wzorców, których nie jest nawet w stanie zrozumieć. Wydaje się sobie człowiekiem uodpornionym i na tombakowy blask michnikowych salonów, i na kazania z narodowych mszy. A jednak co i raz łapię się na tym spostrzeżeniu: jest w Polakach jakaś dziwna siła. Siła, która być może zdolna jest sprawić, że w tej saskiej nocy nie pójdziemy na dno, wypłyniemy jakoś, jak tyle już razy, na powierzchnię.

Po piąte:
Bieżące polityczne przepychanki − bo nikt mnie przecież nie zwolni z ich śledzenia i objaśniania, przeciwnie, wchodzimy wszak w rok wyborczy. Polska polityka nawet na tle ogólnego zepsucia jawi się jako dziedzina zepsuta w stopniu szczególnym. Organizmy, nazywane partiami politycznymi, nie mają nic wspólnego z partiami w sensie właściwym − organizacjami służącymi w demokracji społeczeństwu do artykułowania, wyważania i realizowania swoich oczekiwań wobec państwa. Są po części dworami, a po części gangami, zajętymi wzajemnym popieraniem się w zawłaszczaniu państwa i żerowaniu na obywatelach: ja ci szwagra do ministerstwa, ty mi bratanicę do urzędu marszałkowskiego, ja ci trzydzieści głosów na konwencji wojewódzkiej, ty mi przetarg w gminie, ja za tobą zagadam u prezesa, ty mi wstaw protegowanego na listę. W rządzonym kraju politycy nie są wybrańcami narodu, ale zdobywcami, którym wyborczy sukces daje prawo do łupienia podbitej gminy, instytucji czy całego kraju na okres kadencji, w ramach podziału łupów w umowie koalicyjnej. Na straży tej z kolei patologii stoi konstytucja z zasadą proporcjonalności wyborów i ustawa o finansowaniu partii z budżetu państwa.
Ale nic innego nie mamy i w najbliższej perspektywie mieć nie będziemy. Wchodzimy do restauracji, i możemy wybrać co chcemy, ale tylko z tego, co jest w karcie – a w karcie tylko dwa dania i dwie przystawki. Można co najwyżej wyjść, ale to żadna opcja.
Gdy nazwałem obecny rząd najgorszym rządem dwudziestolecia, kolega, zresztą jeden z najlepszych komentatorów politycznych, oskarżył mnie o retoryczną przesadę, przypominając rządy Suchockiej, mniejszościowy gabinet AWS czy równie schyłkowy rząd Belki. Nie ma racji. Rzecz nie w sprawności administrowania, w czym, oczywiście, niektórzy obecni ministrowie są gorsi, niektórzy lepsi, a średnia w porównaniu wypada średnio. Rzecz w tym, iż gabinet Tuska jest pierwszym rządem, którego nieskrywaną filozofią jest abdykacja, nierządzenie. Poprzednicy przynajmniej próbowali jakąś wizję, jakieś zamiary, mniej lub bardziej szlachetne, zrealizować. Przynajmniej chcieli, mniej lub bardziej sensownie, coś usprawniać, zmieniać, reformować. Nawet bezsilny rząd Belki odważył się mieć plan Hausnera. Kaczyński, nie odmawiajmy mu tego, był szczery w swym konflikcie z układami, sitwami, nawet jeśli zabierał się do walki z nimi niezbyt udolnie i zanadto wierzył, że szlachetny cel uświęca środki. Nie do końca zresztą potrafię go potępiać, bo jednak, gdyby nie jego rządy, nie pękłby ustanowiony w czasie historycznego zblatowania monopol na rynku mediów, nie doszłoby do ich częściowego spluralizowania – mielibyśmy nadal wszędzie, w gazetach i eterze to samo Towarzystwo, w którym za umiarkowane centrum robiliby Żakowski z Paradowską, za prawicę Lis, a za skrajną prawicę Wołek (oczywiście, niewykluczone, że ten pożądany przez establisz-męty stan wróci, pracują nad tym intensywnie). Nie to, żeby takich jak ja prezes PiS lubił, ale na szczęście miał interes, by ich do polskich mediów, od zarania i nadal wszak kreowanych z politycznych nominacji (szczególnie dotyczy to tzw. mediów prywatnych czy też komercyjnych) wpuścić takich, co będą rozbezczelnionym salonowcom trochę psuć krew.
Natomiast Donald Tusk był pierwszym, który zmienianie czegokolwiek zupełnie odpuścił i beztrosko oddał kraj w ręce grup interesu. Prawnicy, komornicy, biegli rewidenci, cholera wie kto − chcecie ustawę? Zgłoście swoje oczekiwania i jeśli jesteście w stanie odwdzięczyć się znaczącym dla partii rządzącej poparciem, dostaniecie prawo uszyte pod wasze oczekiwania.
Niewiarygodna rzecz, że polityk tak morderczo skuteczny w eliminowaniu konkurentów do sprawowania władzy, w samym sprawowaniu władzy mógł się okazać tak indolentny, jak okazał się przez ostatnie dwa lata Tusk. Być może po prostu wyciągnął wnioski ze spektakularnego upadku Kaczyńskiego i z rozmiarów powszechnej nienawiści, jaką potrafiły rozpętać przeciwko niemu zjednoczone w poczuciu zagrożenia wpływowe sitwy. Być może lenistwo − gdyby miał w sobie Tusk żądzę władzy, zamiast celebryckiej żądzy świecznikowania, nie poświęcałby przecież realnych możliwości premiera dla raczej dekoracyjnej funkcji prezydenta. W każdym razie, jako premier postanowił Tusk być Smerfem Lalusiem, nie robiącym niczego, poza nieustannym podziwianiem swego odbicia w lustrze sondaży i niczym poza tym odbiciem nie zainteresowanym, łaszącym się o popularność, gotowym dla jej zdobycia powiedzieć i obiecać wszystko i wszystkiemu nazajutrz zaprzeczyć.
Kaczyńskiego można przynajmniej, na serio, nienawidzić. Tusk budzi tylko mdłości.

Po szóste:
Dziennikarz, publicysta, pisarz w III RP wciąż przypomina astronoma, który śledzi loty planet, komet i innych ciał niebieskich, oblicza ich odchylenia, perturbacje, i wie na pewno, że gdzieś tam, w głębi kosmosu, musi być COŚ, coś, co te odchylenia i perturbacje wywołuje. Ale co – nie wie. Teleskopy, jakimi dysponuje, niczego nie są w stanie pokazać. Coś tam musi być, dowodzą tego zakłócenia w ruchu ciał niebieskich. Ale tego nie widać, można tylko się domyślać, stawiać hipotezy. Astronomowie nazywają to „ciemną materią”, i są w o tyle łatwiejszej sytuacji, że kosmiczna „ciemna materia” nie dysponuje suto opłacanymi kancelariami prawnymi wytaczającymi ujawniającym jej istnienie astronomom procesy, podsłuchami węszących za „hakami” służb ani innymi metodami uprzykrzania im życia.
W życiu publicznym III RP ta ciemna materia daje się zauważyć po skutkach. Opisać ją, objaśnić, walnąć tą prawdą między oczy otępione i otępiałe społeczeństwo jest trudno.
Ale trzeba. W końcu, prawdziwy mężczyzna nie traci czasu na robienie tego, co wydaje się do zrobienia możliwe.

Po siódme:
Bądź wierny, idź.

Rzeczpospolita OnLine


http://www.rp.pl/artykul/9157,413962_Zi ... _2010.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 sty 2010, 14:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Cytuj:
Struktury państwowe peerelu budowano nie dla obywateli, ale przeciwko nim. I nadal takimi pozostają, z tą jedyną różnicą, że o ile kiedyś zarządzała nimi scentralizowana mafia pod jednolitym, kremlowskim przywództwem, to po wielkim rozszabrowaniu upadającego peerelu, jakim była w podstawowym sensie transformacja ustrojowa lat 1986 – 1993, rozmaite fragmenty tej struktury dostały się pod zarząd rozmaitych koterii, sitw i mafii. Wobec słabości władzy i braku elity państwowej z prawdziwego zdarzenia elementy tej przerośniętej struktury, uprawnionej i wyposażonej w narzędzia do bardzo głębokiego ingerowania w życie obywatela, służą realizacji partykularnych, czasem wręcz przestępczych interesów trudnych do precyzyjnego opisania układów.

Na tym właśnie polega wielkie oszustwo, które karze Polakom widzieć gromadę sitw i nie dostrzegać faktu, że tak naprawdę nie ma żadnej gromady sitw i że centalne zarządzanie wciąż istnieje. To jest najważniejsze i najistotniejsze kłamstwo panujące po transformacji z 1989. Bo w 1989 to nie Polska podlegała transformacji - transformacji poddała się komuna zmieniając system kłamstw i sposoby zniewolenia. Stworzenie iluzji wielu sitw zasłania rzeczywisty obraz tego samego wroga, który konsekwentnie i w sposób bardzo jednolity niszczy Polskę od 1945 roku. Dzięki tej iluzji nawet 90% tych Polaków, co widzą całe to zło i zakłamanie, nie dostrzega wspólnego wroga. Bo dostrzeżenie wspólnego, jednolicie działającego nieprzyjaciela zjednoczyłoby Polaków tak, jak stało się to za PRLu. Iluzja działających oddzielnie sitw skutecznie uniemożliwia zjednoczenie całego narodu wobec wspólnego wroga.

Dlatego ta iluzja różnych sitw i koterii to najważniejsze z kłamstw, które zniewalają Polskę, to największy filar, na którym opiera się dziś władza żydokomuny nad Polską.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 sty 2010, 14:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Cytuj:
To samo, co przed rokiem 1989 mogło nas spotkać ze strony totalitarnej władzy, dziś spotkać nas może ze strony szemranych cwaniaczków, dzielących między siebie czerwone sukno przeżartej niemożnością i obsuwającą się w stan chronicznie niereformowalnego burdelu Rzeczpospolitej. Każdy z nas, jeśli jego osobiste powodzenie osiągnięte bez przyzwolenia i podziałkowania stanie się dla takich cwaniaczków solą w oku, może podzielić los Kluski, Olejnika czy właścicieli Bestcomu.

Tu właśnie mamy wyraźne poszlaki, które wskazują, że wciąż istnieje jednolicie antypolski ośrodek władzy. Ten właśnie ośrodek nie może dopuścić, by Polacy osiągnęli zbyt wielką zamożność. Bo co by to było, gdyby tak w Polsce pojawiło się kilku ludzi o zamożności porównywalnej z Kobylańskim? Ileż to konkurencyjnych ośrodków medialnych mogliby wtedy Polacy utworzyć? Nie byłoby tylko samotnego Radia Maryja i Gazety Polskiej - w oceanie szwabskożydowskich mediów dwie polskie wyspy. Takich wysep byłoby dużo więcej, a może nawet już większe kawałki lądu. W takich warunkach Żydokomuna nie byłaby w stanie wytworzyć kokonu zakłamania, w który owinęła Polskę. Wyrwane z zakłamania polskie społeczeństwo stanęłoby solidarnie wobec wspólnego wroga, dzięki czemu Polska naprawdę mogłaby wyrwać się na swobodę.

Cytuj:
Sądy, prokuratury, urzędy, służby staną przeciwko obywatelowi, a przywódcy polityczni, których psich obowiązkiem jest ukrócenie nadużyć, coraz bardziej uzależniają się od środowisk, którymi teoretycznie powinni zarządzać, stają się marionetkami ich sitwowych interesów.
Jest dla dziennikarza, publicysty, pisarza rzeczą godną, sprawiedliwą i słuszną uporczywe przypominanie Polakom, co mogliby mieć i z czego są okradani, przypominanie, czym jest cywilizowane, demokratyczne państwo i czym się ono różni od postkomunistycznego folwarku, wpasowanego w struktury europejskie raczej pod względem formalnym, niż za sprawą rzeczywistego przyjęcia zasad wypracowanych przez Zachód.

Powinniśmy zauważyć, że dzisiejszy Zachód niewiele różni się od Polski - panuje tam dokładnie takie samo zakłamanie jak u nas. Bo tzw. pieriestrojka pozwoliła komunie upozorować upadek i pod tą zasłoną rozlać się na Zachód. Dziś Zachód jest tak samo zniewolony przez Żydokomunę jak Polska. Społeczeństwa zachodnie są tak samo okłamywane, oszukiwane, okradane i niszczone jak Polacy. Zachód nie wypracował żadnych zasad - do niedawna rządzony przez absolutyzmy, potem francuska rewolucja zapoczątkowała żydolewackie przemiany. Nigdy na Zachodzie nie zakosztowano choćby skrawka takiej wolności, jaka istniała kiedyś w Polsce. Jakąś część prawdziwej demokracji stworzyła jedynie Wielka Brytania z chwilą utworzenia monarchii konstytucyjnej.

Jeśli mówimy o zasadach, należałoby powiedzieć, że chodzi o zasady wytworzone przez kulturę starożytnej Grecji i Rzymu oraz przez Chrześcijaństwo. To są podstawowe zasady europejskie, od których Polska coraz bardziej się oddala. Oddala się od nich także Zachód, który oddala się nawet szybciej niż Polska i już dziś znajduje się dużo dalej. W Polsce jeszcze nie wyrzucają z pracy tylko dlatego, że ktoś nosi krzyżyk na szyi. A Zachód osiągnął już ten etap i podąża śmiało z "postempem". To wiara chrześcijańska spowalnia Polskę na drodze oddalania się od ogólnoeuropejskich zasad. Zachód już niemal całkowicie pozbył się tego hamulca.

Nie mówmy więc, że Zachód jest dziś bardziej cywilizowany, niż Polska, bo występują tam dokładnie te same zdegenerowane zjawiska co u nas, tylko w większym stopniu. Jedyna różnica, to zamożność - okres komuny nie pozwolił Europie Środkowej na rozwój gospodaczy, przez co kraje Zachodu są dziś znacznie bogatsze. Ale i to powoli zaczyna się zmieniać - bo im większy "postemp", tym wolniejszy rozwój gospodarczy, albo inaczej - szybszy upadek gospodarczy. I nie pomogą tu szwabom rozmyślne działania w postaci niszczenia naszych klejnotów, jak kopalnie węgla, stocznie i huty - szybciej degenerujący się Niemcy i tak będą biednieć w szybszym tempie niż Polska.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 sty 2010, 15:52 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 13 lip 2009, 14:47
Posty: 604
Lokalizacja: Poznań
Asindziej doskonała analiza naszej rzeczywistości ,przekaz tak prawdziwy , i podany w formie trafiający do każdego , nawet do prostego zjadacza chleba.Nie będę udawać ,że nie cieszę sie ,że inne kraje te bogate , też mają problemy i mimo ,że nam zabierają ( mówiią ,żę dają) , ale kto im tam wierzy zwłaszcza ,że siedzi tam ten niudacznik z wielką haryzmą nijaki Buzek .
Asindziej, nie dać się "oszwabić" , to w dalszym ciągu wciąż aktualne ostrzerzenie. Bądżmy czujni
nie zadłużajmy się, dbajmy o zdrowie nawet na ziółkach i przypomnijmy sobie domowe sposoby naszych babć , pomagajmy młodym wychowywać dzieci , jeżeli możemy to zdolnemu dziecku choć jednorazowo dajcie mu małe stypendium takie wsparcie na książki i na przeżycie promujcie i pomagajcie zdolne biedne polskie dzieci. Ta postawa " praca u podstaw" pomogła Polakom odzyskać niepodległość , TO PRZECIEŻ POTRAFIMY . POTRAFIMY < DOJRZEĆ DRUGIEGO CZLOWIEKA BY MU POMÓC.> ASINDZIEJ TWÓJ TEKST NASUNĄŁ MI TAKĄ MYŚL :) Pozdrowienia!!!!!!!!!

_________________
Polskie-Forum.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 sty 2010, 16:05 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Jadwigo,bądzmy czujni..........
masz rację

ale najważniejsze,to własnie praca od podstaw i pomoc tym mniej
mającym od nas,
a szczególnie dzieciom..............
tyle marnuje się DOBR wszelkiego rodzaju i tyle wciąż głodnych dzieci..i to wcale nie z rodzin tzw "patologicznych"
na kazdym Polskim osiedlu,podworku pełno jest POTRZEBUJĄCYCH,my ich
przecież znamy........
a moze w zaprzyjażnione piekarni "wykupić abonament " dla jednej chocby Rodziny,czy kilku dzieciaków...całkiem anonimowo..........własciciele piekarn,towspaniali ludzie
i nieraz "ćwiczyliśmy takie numery"
to wszystko wszak zależy od naszych możliwości,czy pomysłowości
Pomagajmy sobie.....nie licząc,ze ktoś TO zrobi za nas............tak było w bardzo odleglej przeszłosci,ale tez i w tej nie tak dawnej.........w stanie wojennym...........
TYLKO dzięk iTAKIM działaniom,przetrwaliśmy...........:)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 sty 2010, 16:22 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 13 lip 2009, 14:47
Posty: 604
Lokalizacja: Poznań
Tak jest wędrowcze z tą piekarnią to dobry pomysł, , kupuje go . Pozdrowienia Jagna. :)

_________________
Polskie-Forum.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 sty 2010, 16:33 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Jadwigo,cieszę się......:)godność Dziecka nie podważona,a buzia
uśmiechnieta,rodzeństwa TEZ...........
a jaka radośc,gdy na Wigilię,czy Wielkanoc,coś jeszcze wspolnie z PIEKARAZAMI
wrzucimy do światecznego "woreczka".........:))))))))
uśmiech Dziecka,TOjak uśmiech Anioła...........


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 sty 2010, 16:43 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
a wrcając do pytania Jadwigi,co dalej.........
to skromnie dodam od siebie........co tydzień
w zaprzyjaznionym kiosku ,w mojej teczce
czekają na mnie ...............MOJE Gazety
to moze mało,ale TAK jest od lat.......
kupując DOBRE GAZETY.......wspieram (w moim odczuciu Polskę),
przeczytane, wędrują do prywatnego archiwum i są
"wypożyczane"kazdemu,kto chce je przeczytać........wczesniej
leżą na stoliku ........... "dla potrzeb ducha i umysłu,"...TAK staram się
zarazać .........ludzi,tłumacząc im,ze czytanie darmowego metra,czy
gw,to obciach..........
jedni czytają bo są tak samo myslący jak ja i mąż,inni chyba ze strachu przede
mną,ponieważ
w "wolnych chwilach " robię im"prasówkę":)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 sty 2010, 16:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Nasz śmiertelny wróg zdaje sobie doskonale sprawę z takich możliwości, że Polacy mogą się nawzajem wspierać. Dlatego pojawiły się w środowiskach PO pomysły, by nałożyć podatek od wzajemnych usług, które wyceniałyby służby państwowe - np. wnuczka zrobi zakupy dla schorowanej babci, a urzędnik taką usługę wyceni i nałoży na wnuczkę podatek. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, ale takie pomysły są bardzo poważnie rozważane. Także pożyczki między sąsiadami mają być obłożone podatkiem, gdy np. sąsiadka sąsiadce pożyczy 20 złotych to i tu urząd skarbowy miałby pobrać podatek. To na razie są pomysły, ale niewykluczone, że kiedyś nasz wróg zechce na poważnie wprowadzić je w życie. Etycznie już dziś jest do tego zdolny - póki co atakuje SKOKi, czyli ostatnie polskie instytucje finansowe.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 14 sty 2010, 17:47 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 13 lip 2009, 14:47
Posty: 604
Lokalizacja: Poznań
Mamy pewną wprawę , "w radzeniu sobie" . Nie raz w stanie wojennym mimo kontroli na każdych rogatkach woziło się drób i inne świnki do głodujacych miast . Raz tylko była wpadka przyczepił się zomowiec do kartona , więc podniósł go..... i wpadka..... nie wytrzymało rozdeptane ( wiadomo od czego) dno tego kartona ...... i .... wypadła żywa kaczka wprost pod nogi milicjanta , kwa..... kwa..... kwa..... i tyle po niej zostało :o . Dziś , jak mi jest smutno to często mówię ; kwa .... kwa .... kwa..... prawda jakie aktualne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :lol:

_________________
Polskie-Forum.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 15 sty 2010, 13:50 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Jadwigo,Asindzieju
na Polaka nie ma mocnego,nawet PO nie poradzi
Kto pamięta jak czupryny zielonej marchwi wystawały
z siatek Polskich Kobiet......?
a pod spodem..np papier maszynowy do ulotek.......?
a dlaczego marchew była taka DZIELNA...?
bo miała największą wiecheć.......? :lol:
pogoniliśmy ruskich i toi platformiakow,tez..........
miski,ryski i GRZECH kiedyś pojdą w diabły.......
zresztą za chwilę sami sobie skoczą do gardła
o schedę PO rudym.......palacy koty
już przebiera nogami..............
a niech się leją.........i skutecznie udawadniają
sobie,który wiecej Nakradł.........
Najgorsi jednaksą Urzednicy,bo tojest prawdziwa mafia
i Szczyt głupoty.......więc bądzmy CZUJNI:)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 30 sty 2010, 22:33 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Bronisław Wildstein

Czy Polaków stać na niepodległość?

Pytanie o to czy stać nas na niepodległość jest niepokojące. Niepokoi zwłaszcza częstotliwość jego zadawania. Nie jest ono właściwe dla narodów w dobrej kondycji. Wątpliwości na ten temat nie mieli Polacy w okresie międzywojennym. Mogli narzekać na to co zrobiliśmy z naszą niepodległością, obawiać się o jej zagrożenia, ale tak postawione pytanie, które właściwie kwestionuje prawo Polaków do suwerenności było absolutnym marginesem.
Owszem, również wtedy pojawiały się ugrupowania, jak komuniści, które niepodległość Polski uznawały wręcz za obciążenie. Były one jednak zupełnie nieznaczące w skali narodu. Dziś, w środowiskach opiniotwórczych wątpliwości na temat perspektyw naszej niepodległości są na porządku dziennym. Część z nich zakłada, że tradycyjne rozumienie niepodległości jest już przestarzałe i postęp wymaga od nas abyśmy się jej zrzekli na rzecz mitycznej Europy uosobionej w UE. Część uznaje, że w globalizującym się świecie Polska jest zbyt słabym podmiotem, aby niepodległość utrzymać, a więc powinna poszukać sobie najlepszego z możliwych patrona. Niedawno tekst w tym duchu popełnił w „Rzeczpospolitej” publicysta, wydawałoby się, przywiązany do wartości narodowych i o konserwatywnych przekonaniach.
Postawy te jednoczy wyobrażenie dziejowych determinacji, które to, ich rzecznicy, w przeciwieństwie do mas naiwniaków, są w stanie rozpoznać i wyciągnąć z nich wnioski. Nic nie nauczyły wyznawców ducha czasu nieustanne i obciążone ponurymi konsekwencjami pomyłki im podobnych w XX wieku. Pewnie nie nauczą już nigdy. W rzeczywistości zamiast wcielać się w proroków rozpoznających "nieuchronne procesy dziejowe" lepiej wyciągnąć wnioski z historii, która kompromitowała wszelkie takie usiłowania.
W tym kontekście odpowiedź na pytanie: czy Polaków stać na niepodległość, jest wyjątkowo prosta. Jeśli uznają, że ich nie stać, to niepodległości mieć nie będą; jeśli odpowiedzą, że tak, to mają szansę ją utrzymać i wzmocnić. I na tym można by tekst zakończyć. Warto jednak choćby wskazać rzeczy takie jak: rolę niepodległości narodowej współcześnie, a także pozycję Polski na międzynarodowej mapie.

Naród na cenzurowanym
Nacjonalizmy europejskie wywodzące się z czasów romantyzmu eksplodowały w europejskiej wojnie domowej, za którą uznać można okres 1914-1945. Zaczęła się ona od I Wojny Światowej. Następujące po niej dwudziestolecie nie było uspokojeniem, ale okresem zimnej wojny (oczywiście innym niż w czasie komunizmu), czasem narastania napięć i konfliktów przygotowujących II Wojnę Światową, która postawiła Europę na skraju zagłady. Wojny te nie zostały wywołane wyłącznie nacjonalizmami. W epoce ideologii, nacjonalizm był tylko jedną z nich, ale z pewnością można uznać go za główną siłę sprawczą apokalipsy, która przetoczyła się nad Europą.
Okres ten wywołał w europejskich elitach niechęć nie tylko do nacjonalizmów, ale i do narodów i państw narodowych. Postawy te wynikają ze zrozumiałych fobii i reakcji lękowych, w efekcie jednak utrudniają, jeśli nie uniemożliwiają racjonalną politykę i prowadzą do opłakanych konsekwencji. Należy do nich zestaw obiegowych stereotypów ciążących nad naszym obecnym postrzeganiem rzeczywistości. Jednym z nich jest uznanie, że z natury rzeczy instytucje ponadnarodowe są lepsze niż narodowe. Innym — że dobrze byłoby narody rozpuścić w ponadnarodowych organizmach. Poglądy te wynikają z głębszego nastawienia, które jest jednym z fundamentów progresistowskich ideologii, a zakłada, że naród jest reliktem dawnych barbarzyńskich czasów i jako taki jak najprędzej powinien powędrować do lamusa historii. Jest to założenie, które nie opiera się na żadnych dowodach, ani głębszych argumentach i wynika z naiwnej wiary w jednoznaczny i rozpoznawalny bieg ludzkich dziejów.
Tymczasem, wbrew kolejnym proroctwom, naród nie tylko nie chce schodzić ze sceny, ale, wydaje się, umacnia się na niej, co pokazuje choćby historia wspólnoty europejskiej. Warto więc zastanowić się czy i jakie wartości niesie ze sobą ten byt polityczny.

Dlaczego naród
Naród to najszersza współcześnie realna wspólnota ludzka. Ludzie potrzebują poczucia przynależności do takiej, połączonej różnymi więzami zbiorowości, wyróżnionej z nieokreślonego świata i przeciwstawionej innym społecznościom. Pojęcie człowieka jest abstrakcyjne. Określenie rodak (współobywatel) odwołuje się do konkretnych związków. Oczywiście, człowiek spotkany bezpośrednio, bez względu na narodowość, nabiera konkretności, jednak liczba możliwych do poznania przez nas bezpośrednio osób jest znikoma. Możemy wyznawać, upowszechnioną przez chrześcijaństwo, zasadę miłości do bliźniego, którym jest każdy człowiek, ale bliźni przejawiają się wobec nas jako konkretne istoty.
Poczucie więzi wobec tych, których nie znam osobiście, wytwarza się na zasadzie jakiegoś rodzaju wspólnoty. Z zasady nie może ono dotyczyć wszystkich, ale wyróżnionej grupy. Jej istnienie nie jest efektem wyboru, ale danej mi przynależności. Mogę próbować się od niej uwolnić, ale choćby znaczenie i trudności jakie stwarza taka decyzja, odsłaniają realność jej istnienia. Moja tożsamość objawiająca się w kulturze i historii jest w sporej części przez nią określona. Nie na darmo nazywa się naród wspólnotą losu.
Połączony jestem ze swoimi rodakami wspólnymi doświadczeniami, które określają także moją przyszłość. Dzięki temu mogę odczuwać międzypokoleniową łączność, przynależność do przekraczającej doraźność, rozpiętej w czasie zbiorowości, której jestem ogniwem.
Ludzie budują swoje lojalności na zasadzie kolejnych kręgów: od rodziny, grupy przyjacielskiej, środowiska, aż do narodu. Utopijne byłoby oczekiwać od nich, aby wszystkich traktowali jak członków najbliższej rodziny, chociaż zdarzają się (wyjątkowo rzadko) jednostki, które na to stać. Toteż współczesny kosmopolityzm prawie nigdy nie prowadzi do altruistycznego przekroczenia narodowej lojalności w imię . ludzkiej, ale zwykle jest manifestacją egoizmu, który zrywa podstawowe lojalności w imię jednostkowego interesu.
Odmienny typ więzi tworzy umowa, która budować winna pragmatyczne, w miarę precyzyjnie opisane przez kontrakt lojalności wobec określonych instytucji, a więc i osób z nimi powiązanych. Wspólnota narodowa różni się od nich zasadniczo, gdyż zakłada trwałość i relacje emocjonalne. Naród to najszersza zbiorowość, z którą jesteśmy je w stanie utrzymywać. Nie przypadkowo zbiorowość narodowa odwołuje się zwykle do mitycznych, rodzinnych początków i wyrasta najczęściej z plemiennych wspólnot. Współcześnie jednak ten etniczny aspekt zastępowany jest politycznym. Naród to wspólnota polityczna i na tej zasadzie staje się wspólnotą przeznaczenia, gdyż podejmowane przez nią decyzje wiążą jej członków i wyznaczają przyszłość ich potomków.
Liberałowie chcieliby traktować naród i instytucję, która go reprezentuje czyli państwo, na zasadzie kontraktu. Przeczy to fundamentalnemu, wspólnotowemu wymiarowi narodu. Można uznać, że uzasadnione są lęki przed wyrodzeniem się owych związków w wojowniczy nacjonalizm, ale wszelkie ludzkie rzeczy narażone są na spaczenie. Dziś w Europie mniej grozi nam gorączka narodowych namiętności, a bardziej chłód cywilizacji egoistów, która obumiera. Nie znaczy to, że odgórna presja na tłumienie narodowych postaw nie może doprowadzić, na zasadzie wahadła, do reakcji przesadnej, którą, niekiedy, obserwujemy znowu na naszym kontynencie.

Demokracja i republika
Czy demokracja możliwa jest bez poczucia tego szczególnego rodzaju wspólnoty jaki przypisany jest do narodu? Zgodziliby się na to współcześni liberałowie, którzy traktują ją jako kolejny, nieco szerszy kontrakt. Również dominująca dziś lewica postrzega państwo wyłącznie jako pole walki między skonfliktowanymi klasami czy grupami, które mnożą się ostatnio jak króliki Lejzorka Rojsztwańca. To już nie tylko klasyczny konflikt klasowy, antagonizm płciowy, napięcie między imigrantami, a miejscową ludnością, to poszukiwanie czy raczej tworzenie kolejnych grup "wykluczonych" (co byśmy nie chcieli podstawić pod tę kategorię) a większością. Dlatego lewicowi liberałowie budują kolejne generacje "praw człowieka", które z wyjściową ideą praw naturalnych mają coraz mniej wspólnego i używają jej do walki z narodem, a więc wspólnotą kultury, na której zbudowane powinno być państwo i w której możliwa jest demokracja.
Demokracja, tak jak rozumieli ją jej dwudziestowieczni teoretycy, powinna być wzbogacona o republikańskie cnoty. Nie jest więc wyłącznie techniką wyboru władzy, przyjmującą, że, pod pewnymi warunkami, większość powinna rządzić. Warto zresztą zwrócić uwagę, że coraz dalej idące akcentowanie prawa "mniejszości" kwestionuje fundament demokracji.
Republika czyli po polsku rzeczpospolita, zakłada, że państwo jest dobrem wspólnym, a nie tylko systemem instytucji broniących jednostki i mediujących między rywalizującymi grupami.
Klasyczne koncepcje republiki zakładają, że człowiek jest bytem społecznym, a więc do właściwego rozwoju potrzebuje społeczeństwa. W tym ujęciu musi być ono czymś więcej niż tylko zespołem instytucji, z którymi powiązani jesteśmy umowami. Kontrakty takie człowiek zawiązuje dla swojego indywidualnego interesu. We wspólnotę jest wpisany i stanowi jej część. Nie oznacza to, że nie posiada osobniczej autonomii, ale pełnię osobowości osiągnąć może dopiero w zbiorowości, która pozwala mu przekroczyć horyzont indywidualnego interesu. To dzięki niej dojrzewa, cywilizuje się i nabiera moralnych cnót. Współcześnie zwykło się akcentować indywidualną autonomię sumienia zapominając, że postawy moralne wytwarza życie społeczne.
Arystoteles wskazywał, że samotny może być Bóg, albo zwierzę. Człowiek nie jest Bogiem, a boskie uroszczenia — to z kolei spostrzeżenie Pascala — spychają go, paradoksalnie, do zwierzęcego poziomu.
To poczucie dobra wspólnego i działanie na jego rzecz pozwala przekroczyć człowiekowi ograniczenia egoizmu. Dobro wspólne zakłada ponadpokoleniową więź, a więc wpisuje ludzi w przekraczającą indywidualną perspektywę wspólnotę, za którą powinni czuć się odpowiedzialni.

Naród i demokracja
Po to jednak, aby mieć świadomość dobra wspólnego trzeba mieć poczucie wspólnoty. Państwo wynika ze świadomości tego stanu rzeczy. Bez niej staje się bytem nietrwałym i rozrywanym konfliktami. Współczesne doświadczenia pokazują jak trudno w państwach takich utrzymać demokrację. To zresztą oczywiste: przy wysokim natężeniu konfliktów pokój społeczny, a w konsekwencji byt państwa, utrzymać może wyłącznie dyktatorska władza. Demokracja nie jest w takim stanie rzeczy możliwa i staje się co najwyżej pozorem. Znamiennym przykładem jest duża część sztucznych państw afrykańskich, tworzonych z mozaiki plemion, ciętych wzdłuż dawnych granic kolonii. W państwach tych (być może poza częścią elit) nie ma poczucia wspólnoty narodowej, realne są za to lojalności plemienne. Nic dziwnego więc, że większość plemienna narzuca w nich swoją dominację. Trudno oczekiwać w takich warunkach równego traktowania wszystkich obywateli, trudno mówić o obywatelskości i obywatelskiej postawie, która zakłada lojalność wobec państwa i wspólnoty jego mieszkańców. Lojalności występują na poziomie plemiennym i zamiast integrować — rozrywają państwo.
Podobny problem z demokracją obserwujemy dziś w Unii Europejskiej. Deficyt demokracji z którym, jakoby, walczy Unia w rzeczywistości pogłębia się. Jest to zresztą nieunikniona konsekwencja założonego od jakiegoś czasu kierunku europejskiej integracji. Sam pomysł na demokrację europejską jest sprzeczny wewnętrznie. Demokracja to władza ludu. Jeśli nie ma ludu — a nie ma ludu europejskiego w tym wspólnotowym, a więc narodowym rozumieniu — to pozostaje naga władza. A w Europie dziś występują różne narody, które łączy szeroko rozumiany idiom kulturowy. To jednak za mało, aby w dającym się wyobrazić czasie zbudować z nich jeden naród. Co więcej, można przyjąć, że odgórna presja na jego tworzenie doprowadzi do efektów odwrotnych od zamierzonych.
Należy zresztą zauważyć, że od pewnego czasu utopia państwa europejskiego ustępuje miejsca traktowaniu go jako koncertu mocarstw, w którym słabsi uczestnicy skazani bywają na dostosowanie się. Szczególnie widać to w postawie tandemu niemiecko-francuskiego.

Europejskie iluzje
Problem polega na tym, że establishment III RP funkcjonuje w dużej mierze w świecie swoich manii i fobii słabo dostrzegając realne zmiany, które wokół nich zachodzą. Establishment ten obawia się własnego narodu i marzy o rozpłynięciu w europejskim morzu. Kreował wizję Polaków jako ksenofobicznej, zaściankowej wspólnoty, działającej na zasadzie plemienno-religijnych odruchów, która nie dorosła ani do demokracji, ani do współczesnej Europy. Po to, aby dokonała ona cywilizacyjnego awansu, a więc modernizacji, zdaniem naszych elit, należało i należy, poddawać ją specyficznym zabiegom pedagogicznym, które wywołają w niej dystans, żeby nie powiedzieć niechęć wobec własnej tożsamości.
Rzecznicy tych poglądów zapatrzeni w mityczną Europę oczekiwali od niej oparcia dla swoich działań. Innymi słowy, poszukiwali europejskich patronów. Ci, którzy wstydzą się i nie ufają własnemu narodowi muszą gdzie indziej znajdywać punkty odniesienia, a kompleks wyższości wobec rodaków równoważą kompleksem niższości wobec wielkich narodów Europy. Prowadzi to do wybierania opiekuna na zewnątrz i marzenia o upodobnieniu się do niego, przekształcenia się choćby w podrzędnych i gorszych, ale "Europejczyków". A ponieważ Europejczyków takich nie ma, to w ich rolach obsadzani są przedstawiciele konkretnych narodów i państw europejskich. Sytuacja to nie nowa i powtarza historyczne postawy elit w państwach peryferyjnych jak choćby w Polsce na przełomie XVIII i XIX wieku.
Stanowisko takie usprawiedliwiane jest wizją wspólnej polityki europejskiej, która zapewni nam bezpieczeństwo i rozwój. Po przyjęciu Traktatu Lizbońskiego jeszcze wyraźniej widać jak pomysł taki jest nierealny i co może kryć się za jego wprowadzaniem w życie. Ponieważ realne uzgodnienie tak różnych interesów państw europejskich mogłoby skończyć się wyłącznie paraliżem, polityka wspólna musi być polityką dominującego w Europie układu, którym obecnie jest niemiecko-francuskie przymierze. Innymi słowy: wspólna polityka europejska jest dziś niemożliwa, gdyby natomiast próbowano ją realizować, okazałaby się dla Polski niekorzystna.
Sprawa relacji niemiecko-rosyjskich jest tego najlepszym przykładem. Uczestnictwo w Unii nie przeszkadza Berlinowi w budowie gazociągu, który nie ma żadnych racji ekonomicznych (tańsza byłaby rozbudowa na terenie Polski gazociągu jamalskiego), a wyłącznie polityczne. Chodzi o uniknięcie pośrednictwa, głównie polskiego w relacjach z Moskwą. Fakt, że dzieje się to kosztem naszych interesów — nas czyli europejskiego partnera — jakoś Berlinowi nie przeszkadza. Nie przeszkadza również Francji, co wskazuje w jakim kierunku postępuje integracja europejska.

Królestwo wiecznego pokoju
Upadek komunizmu był równocześnie momentem niezwykłego prześwitu historycznego, który otworzył się przed Polską. Można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że kilkuset lat nie mieliśmy tak korzystnej koniunktury politycznej. Imperium rosyjskie pogrążyło się w wielkiej smucie, przez czas jakiś nikomu nie będąc w stanie zagrozić, Niemcy ciągle nie mieli jeszcze politycznych aspiracji, które w jakimkolwiek sensie moglibyśmy traktować jako zagrożenie. Niebezpieczeństwa oddaliły się. Obecny stan polskiego bezpieczeństwa jest, być może, największym oskarżeniem elit III RP. Zamiast uznać tę wyjątkową koniunkturę za czas szczególny, który stwarza przed nami szansę zabezpieczenia narodowego bytu na pokolenia, przyjęły one, że jest ona dana nam na zawsze. Pokój zapewnić nam mieli znowu inni. Przystąpienie do NATO i UE, skąd inąd korzystne dla naszego kraju, miało być aktem finalnym naszej historii.
Jak zwykle z każdym końcem historii, skończył się on szybciej niż komukolwiek mogło się wydawać. UE nie zapewnia nikomu bezpieczeństwa i w dającej się wyobrazić perspektywie nie może tego zrobić, choć uczestnictwo w niej daje pewne polityczne wzmocnienie. Natomiast NATO po upadku komunizmu nie potrafi zdefiniować swojej funkcji i z realnego paktu militarnego przekształca się w układ polityczny o coraz bardziej rozmytych celach. Istnieje obawa, że stanie się jednym z tych układów, którymi zaśmiecona jest przestrzeń polityki międzynarodowej, a o których stopniowo zapominamy.
NATO z czasów zimnej wojny miało przygotowane precyzyjne plany obronne w wypadku napaści, na któregokolwiek z jej członków. Agresja taka uruchamiała mechanizm militarnej odpowiedzi. Dziś żadnych planów nie ma, a artykuł 5 Traktatu Pólnocnoatlantyckiego (konstytucji NATO) każący traktować napaść na jednego z jego członków jako agresję przeciw wszystkim, został zreinterpretowany jako kwestia uznaniowa ze strony członków sojuszu. Znaczące, że Stany Zjednoczone podejmując operację wojskową wolą się nie odwoływać do sojuszu, a opierać na bilateralnych układach, dopraszając potem NATO jako polityczne uprawomocnienie.
Roztrwoniliśmy wyjątkowo korzystną koniunkturę. W czas, kiedy ład światowy staje się na powrót kruchy, weszliśmy z armią zredukowaną do kontyngentu interwencyjnego i bez planów obrony wobec potencjalnej agresji.

Prawo zamiast armii
Gdyż czas w jakim znaleźliśmy się uznać można za nową erę niestabilności. Przyczyniła się do tego również Europa. Elity europejskie od pewnego czasu żyją iluzjami wiecznego pokoju. Postawy takie wynikają z dominujących dziś w Europie lewicowych ideologii, które zakładają, że człowiek jako z natury dobry, po stworzeniu mu odpowiednich warunków zrezygnuje z przemocy tak w życiu indywidualnym jak i zbiorowym. Stąd utopia reedukacji w wymiarze sprawiedliwości (w indywidualnych przypadkach może ona przynieść rezultat, jako system zawodzi na całej linii). Stąd wyobrażenie, że jeśli kraje rozwinięte dadzą dobry przykład agresywnym despocjom, te, przestając się czuć zagrożone, również zrezygnują z przemocy. Konflikty w świecie międzynarodowym rozstrzygać ma międzynarodowe prawo. Jaka siła stać będzie za tym prawem to nie zostaje nigdy doprecyzowane. Doświadczenie ONZ-u, które sprowadza się do absolutnej impotencji wobec agresji z jednej strony i obezwładnianiu państw cywilizowanych poprzez sojusze dyktatorów — z drugiej, jest jak najgorszym prognostykiem dla tego typu polityki. Ideologie są jednak odporne na doświadczenie. Utopia międzynarodowego prawa i instytucji, które mają je zapewniać, jest również efektem wspomnianego przesądu głoszącego wyższość ponadnarodowych instytucji nad państwami narodowymi.
Postawy takie umacniane są doświadczeniami "zimnej wojny" gdy bezpieczeństwo Europie zapewniała amerykańska potęga. W szczególny sposób splatają się one z antyamerykanizmem współczesnej Europy, który wyjątkowo ujawnił się za prezydentury Busha juniora. Ów antyamerykanizm łączy wydawałoby się przeciwstawne tendencje: lewicowe ideologie i nacjonalistyczne sny o potędze europejskich liderów z Francji czy Niemiec. Chęć wyzwolenia się od amerykańskiej kurateli wiąże się z nadzieją, że zastąpią ją ponadnarodowe instytucje, a więc można to będzie zrobić bez specjalnego wysiłku i wyrzeczeń. Wizja wielobiegunowego świata, którą propagują liczne rządy europejskie wyrasta z wyobrażenie, że Europa będzie jednym z tych biegunów. W rzeczywistości Europa kwestionując atlantyckie relacje skazuje się na marginalizację. Teoretycznie ze swoim potencjałem mogłaby rzeczywiście stać się jednym z biegunów współczesnego świata. Realnie: niezdolna do jakichkolwiek wyrzeczeń, nastawiona na doraźną konsumpcję, grawituje w kierunku światowego skansenu kulturalnego. Z pewnością długo Europa zachowa swoją turystyczną atrakcyjność. Jej elitom długo jeszcze będzie się to myliło z realną pozycją.

Era niestabilności
Jeszcze parę miesięcy przed agresją na Gruzję coś takiego wydawało się wręcz nieprawdopodobne. Zachodnie — ale także niektóre polskie — na nią reakcje pokazują jak łatwo racjonalizować, a więc również usprawiedliwić takie działanie. Atak na Gruzję dowodzi, że Rosja nie wyrzekła się stosowania siły dla realizacji swoich imperialnych zamierzeń. Wpisała to zresztą do swojej doktryny polityczno-militarnej. Interwencja w Gruzji zademonstrował jak Moskwa posługuje się tworzonymi przez siebie lub uzależnionymi tworami politycznymi. W takim stanie rzeczy mamy wręcz obowiązek przemyśleć możliwość inspirowanego przez Rosję konfliktu białorusko-polskiego, od którego międzynarodowa wspólnota wolała będzie trzymać się daleko. Albo, przy bardzo niekorzystnym biegu wypadków, jeśli Rosja odzyska kontrolę nad Ukrainą, starcie na linii Kijów Warszawa. Tymczasem na takie scenariusze w ogóle nie jesteśmy przygotowani.
Można zresztą wskazywać inne realne chociaż czarne warianty rozwoju sytuacji międzynarodowej, przy których obecny ład światowy załamuje się, czego konsekwencje poniesiemy również my. Należy wyobrazić sobie redukcję zaangażowania USA w świecie, na co wskazywała już retoryka Obamy. Eksplozję konfliktów na taką skalę, że nikt nie będzie się już przejmował problemami naszego kraju. Konfliktów głównie na linii Zachód — świat muzułmański, ale także innych. Chodzi o to, że wydarzenia te nie są dziś tak mało prawdopodobne. Zdobycie i wykorzystanie broni atomowej przez Iran; przejęcie władzy przez fundamentalistów w Pakistanie a nawet w Egipcie; demontaż świeckiego państwa w Turcji; konflikt pakistańsko-indyjski; próba aneksji Taiwanu przez Chiny itd. Wszystkie te scenariusze nie są dziś nieprawdopodobne, a niektóre wydają się całkiem blisko. Czy jesteśmy na nie przygotowani? Czy jesteśmy gotowi odłożyć na bok złudzenia i w sytuacji zagrożenia bronić się sami?

Niepodległość i wola
Problemem Polaków jest brak wiary we własne siły. Wyobrażenie, że inni mają nam zapewnić bezpieczeństwo jest drugą stroną niewiary, że sami potrafimy to dla siebie zrobić. Tymczasem również współcześnie znamy państwa, które błyskawicznie z pozycji biedaków wydźwignęły się w roli krajów znaczących w świecie. Awans Korei Południowej, która z kraju biednego, zadłużonego bez żadnego potencjału w ciągu jednego pokolenia przekształciła się potęgę gospodarczą jest wymowny. Daję ten przykład, gdyż jest to kraj mniejszy, o dużo uboższych niż Polska zasobach, a ludnościowo porównywalny z nami. Przykładów takich można dawać więcej. W Europie nie dość przypominać niezwykłego awansu Irlandii, która z pariasa przeskoczyła na pozycję lidera jej gospodarczego wzrostu. Obecny kryzys wiele nie zmienia. Wygrzebując się z niego Irlandia nadal pozostanie w gospodarczej czołówce kontynentu. Innym przykładem takiego awansu jest Finlandia. Są to kraje małe, o, bez porównania mniejszym potencjale niż Polska. Jednak Finlandia bardzo serio traktuje rosyjskie zagrożenie i przygotowana jest do jego odparcia, a w każdym razie do zadania takich strat agresorowi, aby bardzo głęboko zastanowił się nad tego typu decyzją.
Fakt, że w dużej mierze zmarnowaliśmy dotychczasową koniunkturę nie oznacza, że musimy trwonić dalej dany nam czas. Zadanie modernizacja kraju powinno współbrzmieć z podmiotowym podejściem do naszej międzynarodowej polityki. Nie sposób tego zresztą od siebie oddzielić. To jasne, że powinniśmy budować swoją pozycję również przez system międzynarodowych sojuszy, ale im będziemy silniejsi i bardziej podmiotowi, tym pozycja nasza w układach takich będzie bardziej znacząca. Będziemy stanowili ich ważniejsze ogniwo, a w konsekwencji będziemy lepiej zabezpieczeni.
Wbrew zresztą propagowanym w Polsce opiniom podmiotowa polityka międzynarodowa nie musi wymagać szczególnych środków. Upominanie się o swoją rolę w Europie, organizowanie jagiellońskiego sojuszu, a więc związku państw zagrożonych imperialnymi apetytami Rosji, nie wymaga żadnych dodatkowych środków. Wymaga spojrzenia prawdzie w oczy i nie zakłamywania obywateli. Przecież każdy chętnie uwierzy, że nic nam nie grozi, nie potrzeba żadnych wysiłków, ani ofiar. Na rzecz niepodległości jednak musimy zaapelować o coś odwrotnego. Niepodległość to gwarancja wolności. Sporo kosztuje, ale daje w zamian dużo więcej. Jak nigdy od setek lat stoi ona w zasięgu naszych możliwości. Pytanie: "czy będziemy chcieli chcieć".

Skrócona wersja tekstu do książki „Polskie Wyzwania: Rzeczpospolita na arenie międzynarodowej” przygotowywanej przez Kancelarię Prezydenta RP przy współpracy z Ośrodkiem Myśli Politycznej rp.pl

http://www.rp.pl/artykul/426723_Czy_Pol ... osc__.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 01 lut 2010, 12:37 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Czy nas stać....? napewnoTAK,aleczy chcemy,czy umiemy....?
TO jest pytanie........
podzieleni,skłoceni,zapatrzeni w telewizor
i mieszadełko
czy jeszcze umiemy .....?
bardzo szanuję redaktora Bronisława
od lat......................i pytanie postawione TU
jest bardzo zasadne.............
ale czy ludziom dzisiejszym,wychowanym na tancu z gwiazdami chce
się jeszcze czytać.........i mysleć.........?
pana Redaktora
pamiętam jeszcze z pięknych ,dawno minionych lat,
lat Solidarnosci,gdy wszyscy byliśmy RAZEM i gdy jednakowo
bolala nas POLSKA i obite plecy
przez pałki ZOMO
a łzy
wyciskały TYLKO.......... Gazy łzawiace..............:)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 05 lip 2010, 15:52 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
No to zaczynamy kontynuowwać temat:

Co dalej Polsko?

Po wyborach.

W TokFm zastanawiają się w tej chwili zupełnie serio nad przyspieszonym wyborami parlamentarnymi.

Ucieczka do przodu wg nich to jedyna szansa dla PO po wygranych wyborach Komorowskiego.

Dlaczego?

Za dużo naobiecywano i niestety zrobił to nie sam Władca Żyrandola ale też Premier.

Padło zdanie - najważniejszą osobą w państwie będzie teraz minister Rostowski.

Tak, przyznam się teraz co zrobiłam przed wyborami.

Umorzyłam wszystkie jednostki swojego funduszu inwestycyjnego.

Sądziłam, że ktokolwiek wygra po wyborach nastąpi tąpnięcie.

Za rządów PISu kiedy już miałam powyżej uszu straszeniem nas Bliźniakami zaglądałam na strony ekonomiczne i byłam spokojna.

Tak, wiem, że nie było kryzysu.

Ale teraz ten kryzys jest i jestem ciekawa ile zamieciono pod dywan przed wyborami.

Czy teraz będzie się zamiatało dalej czy jednak zaczną się jakieś porządki?

A może po prostu tynk zacznie odpadać ze ścian to tu to ówdzie bez woli kogokolwiek?

W końcu porzucając wątek ekonomiczny - co zwycięży - triumfalizm czy realizm?

Zwolennicy PISu to nie efemeryda, żadna wataha nie została dorżnięta.

To trwały podział pół na pół, do tego prawie geograficzny.

Niektórzy mówią o podziale na dwie Polski.

Tak, są dwie Polski - z małymi wyjątkami jedna na wschód od Wisły, druga na zachód.

Marzę o tym, aby po wyborach samorządowych ten podział się odtworzył i umocnił.

W prokaczyńskim Lublinie rządzi w tej chwili prezydent z PO.
W następnym rozdaniu pewnie będzie z PISu.

Chciałabym, aby w Lublinie mieszkańcy odczuli różnice.I nie tylko tam.

Wybory pokazały jeszcze coś innego.
Tak, na górze toczyły się debaty,wiece, obietnice.

Ale tak naprawdę wybory rozstrzygały się na dole.

Tam, gdzie poseł, samorządowiec z PO lub PISu zrobił coś sensownego wygrywał kandydat partii nawet we "wrogim otoczeniu" I wice versa.

Nie interesuje mnie jakie wyciągnie z tego wnioski Platforma.

Wiem, jakie wyciągnę ja.

W czasie kampanii nie było czasu na zajmowanie się tymi sprawami.

Nie wiem ile osób zapisało się do PO.

Wiem, że wokół PISu powstał ruch społeczny.

Oczywiście część ludzi będzie zajęta sprawami wyjaśnienia katastrofy i będzie grała najwyższe bogoojczyźniane tony.

Ale spotkałam wielu ufkopodobnych.
My, nie rezygnując z wartości będziemy stąpać twardo po ziemi.
Wymagać od naszych, nie od "tamtych".

Tak, od naszych ciagle się wymaga.Ale sama uczciwość nie wystarczy.Potrzeba, aby ci uczciwi zajęli się solidną pracą i nie wykręcali się wymówkami - bo Platforma, bo rząd.

Czasami chodnik w gminie czy otwarcie nowego przedszkola więcej przysporzy głosów PISowi niż najbardziej płomienne przemowy Prezesa.

W bonusie działacz dostaje pewny mandat w następnych wyborach.

Warto?

Chyba tak.

A więc róbmy swoje nie oglądając się na nic.

http://ufka.salon24.pl/203967,co-dalej-polsko


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeczytajmy..... podumajmy. Co dalej?
PostNapisane: 05 lip 2010, 17:02 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Co dalej Polsko......?
praca,determinacja i niezmarnowanie
wspaniałego LUDZKIEGO KAPITAŁU,tych
49,9 %:)
pierwsze
rządamy dotrzymania OBIETNIC
drugie
pilnujemy kolejnej fazy "złodziejskiej prywatyzacji"
trzecie
nie dzielimy się i nie oskarżamy,lecz jednoczymy
czwarte
bezpieczenstwo kraju
uwaga na wszelkie razwiedki
piąte bronimy POLSKI,Polskich Gazet
Polskich dziennikarzy
i Krzyza
szoste
prostujemy kłamstwa "rozowych "
i gazety wybiórczej

i siodme
wciąż PYTAMY,
kiedy powstanie miedzynarodowa, niezalezna komisja
do zbadania przyczyn katastrofy lotniczej,w ktorej wraz z 95 osobami towarzyszącymi MU,
ZGINĄŁ POLSKI PREZYDENT,
MOJ PREZYDENT

wspieramy tych,ktorych probują starymi
metodami zniszczyć,lub zaszczuć
a najwazniejsze pamiętamy nazwiska
ludzi,ktorzy otworzyli korowod Smierci
i dalej go tworzą
np
doktor historii,zamieniony na nocnego stroza
zaszczuty.........na Śmierć


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /