Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 104 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 27 sie 2011, 07:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Mały artykulik o Donaldzie Tusku. Cz. I - dojrzewanie

Pochodził z rodziny robotniczej, ojciec był stolarzem, a matka pielęgniarką. Nie miał łatwego dzieciństwa. Z jednej strony surowy i często obecny ojciec, mający do wyboru kilka pasków różnej grubości dla dyscyplinowania syna, z drugiej podwórko, na którym koledzy śmiali się z jego imienia i nazwiska (Kaczor, Pułtusk), i uważali za hitlerowca, ponieważ w jego rodzinie mówiło się po niemiecku i obowiązywały przejęte z ewangelickiego obrządku obyczaje. W tym wszystkim młody, impulsywny Donald potrafiący rzucić talerzem przez okno, wybijający piłka szyby sąsiadów, bijący sie z kolegami, sprawiający problemy w szkole i marzący aby być kimś podziwianym (zawodowym piłkarzem).

Wiek młodzieńczy przynosi rozwiązanie najważniejszych problemów. Ojciec umiera gdy Donald ma 14 lat. Pod koniec LO kończą się problemy w szkole, na studiach zaś jego uroda (lwia grzywa) sprawia, ze staje się człowiekiem popularnym, mającym powodzenie na imprezach i u dziewcząt. Dochodzą do tego poczucie jedności wynikające z uczestnictwa w ruchu kibicowskim i wspólnej walki z komuną, a potem z działalności w antykomunistycznych organizacjach studenckich, gdzie udało mu sie zdobyć pozycję lidera. Dodajmy do tego uznanie szanowanego i mającego pozycję dziennikarza L. Bądkowskiego i odkrycie kaszubskiej tożsamości. Wreszcie małżeństwo z atrakcyjną Małgorzatą.
Zmienia się wówczas i sam Tusk z buntowniczego nastolatka i łobuziaka z podwórka stając się przyjacielskim bratem łatą. Wydaje się jednak, że nie była to zmiana osobowości. lecz raczej taktyki sposobu bycia.

Koniec studiów (1980) niesie ze sobą gwałtowną zmianę w życiu Donalda. Młoda żona, małe dziecko, utrata mieszkania i pracy w czasopiśmie mniejszości kaszubskiej. Okres ten jest zwykle pomijany w biogafiach przyszłego premiera.Wiadomo jednak, że ex-lider ruchu studenckiego zostaje sprzedawcą pieczywa w przejściu k. dworca kolejowego.

W 1985 r. (wg roko) rozpoczyna się okres pracy w spółdzielni Świetlik. Wysokie zarobki, ciężka praca, eklektyczne, robotniczo - inteligenckie środowisko dysydenckie, ekstremalne używki i rozrywki (gandzia, kilkudniowe ciągi alkoholowe, zwisanie z wysokich rusztowań itp.)
Okres ten kończy się założeniem środowiska politycznego skupionego wokół Przeglądu Politycznego. Stworzyli je byli działacze NZS oraz asystenci z UG zafascynowani liberalizmem. Pismo osiągnęło sukces.Miało coraz ważniejszych autorów (m.in. Lecha Kaczyńskiego, zastępcę szefa Solidarności), było o nim głośno, jednak, gdy w 1988 r. jego przedstawiciele wyjechali do Paryża by spotkać się z Giedroyciem i emigracyjnymi potraktowano ich jak nikogo, jakby nikt o nich nie wiedział. Donald zrozumiał wówczas, że"jest prawie niemożliwe, żeby wbić się w ten centralny nurt", a całego materialnego wsparcia przez 6 lat środowisko Przegłądu uzyskało jedynie 500 dolarów. Nikt też nie zapraszał ich do rozmów okrągłego stołu (wziął w nim udział jedynie Bielecki). Donald Tusk remontował zaś wówczas szkołę w Norwegii

Wkrótce przychodzą poważne sukcesy. Środowisko gdańskich liberałów zostaje docenione, stawia na nich Wałęsa mianując Bieleckiego premierem i dając im kilka ministerstw. Wśród wybrańców i posadobiorców nie ma jednak szefa nzs-owców. Na osłode dostaje jednak stanowisko szefa partii. A potem wybór na posła sejmu I kadencji.
Co robił Donald Tusk w początkowym okresie polskiej demokracji? Niezbyt wiadomo. Na pewno nie zajmowała go praca w sejmie. (4 wypowiedzi, 1 projekt ustawy). Na uwagę zasługuje fakt, że szef dużej partii wspierającej zcy to rząd Olszewskiego i rząd Suchockiej nie pełnił żadnej politycznej funkcji. Być może przeszkadzał mu w tym fakt, iż był wicenaczlnym Gazety Gdańskiej, która jednak zbankrutowała, ponoć z powodu nieudolności redakcji. Był też członkiem komisji likwidacyjnej RSW oraz bywalcem Cotton Clubu przy ul. Złotników na gdańskiej starówce. Prawdopodobnie też z tego okresu pochodzą kontakty Tuska z W. Kubiakiem zasłużonym agentem WSI, o których wspomina K. Wyszkowski.
W decydującej jednak chwili, podczas nocy teczek Tusk i KLD walnie przyczyniły się do obalenia rządu Olszewskiego. A fraza "Policzmy głosy" pierwszą szeroko znaną wypowiedzią późniejszego premiera.

Sejm I kadencji zakończył się klęską obozu Tuska. Mimo kosztownej i pierwszej w amerykańskim stylu kampanii (milion nowych miejsc pracy) partia nie weszła do sejmu, przetrwała zaś dzięki sojuszowi, a właściwie wchłonięciu, przez Unię Demokratyczną.

Wydaje się, że przygoda z UW była kolejnym rozczarowaniem dla Tuska i całej ekipy NZS-owców. Jeszcze młodzi ale już z pierwszymi sukcesami, żądni i dążący skazani zostali na rolę uczniaków w gabinetach emeritten professoren. O niskiej pozycji młodych w UW świadczy fakt, żeTusk, szef liberałów i wiceszef UW zmuszony został do kandydowania do senatu, czyli politycznej II ligi. Po wejściu do koalicji z AWS z 6 tłustych ministerstw liberałowie nie dostali żadnego. Ich największym osiągnięciem było stanowisko wicemarszałka senatu dla Tuska i prezydentura Warszawy dla Piskorskiego.

Końcówka rządów AWS to czas gwałtownej przemiany Donalda Tuska, który z zabawowego chłopca, człowieka nikt, lidera ulegającemu rozkładowi środowiska, piastującego stanowisko dla emerytów staje się twardym liderem polskiej sceny politycznej. Donald Tusk miał wówczas 40 lat.

W ten sposób kończy się pierwsza część kariery politycznej Donalda Tuska. Jak możemy ją podsumować?

1. Tusk to człowiek ambitny i wytrwały. Zdołał się wyrwać z nizin społecznych i awansować kilka szczebli w hierarchii społecznej.
2. Widać problemy z tożsamością. Traumatyczne przeżycia z dzieciństwa mogły się odbić na jego późniejszych wyborach i słowach ("polskość to nienormalność"). Odkryta w czasach studenckich kaszubskość tylko częściowo wypełniła tę lukę. Tusk boleśnie odczuł bowiem nie wybranie go na szefa etnicznej organizacji Kto wie, czy gdnyby nie ta decyzja dzisiejszy premier nie zostałby znanym działaczem ruchu kaszubskiego.
3. Widać bardzo duże zdolnośći interpersonalne. Gdy trzeba Tusk potrafił być podwórkowym łobuziakiem bijacym pięściami, gdy zaś sukces osiągało się dzięki łagodności i byciu lubianym wybierał ten model i realizował go skutecznie.
4. Towarzyszyła temu widoczna merytoryczna słabość przyszłego premiera. Przede wszystkim jako szefa zespołu. Praktycznie każde środowisko, któremu Tusk przewodził rozpadało się nie osiągnąwszy sukcesu lub wkrótce po jego osiągnięciu, od Przeglądu Politycznego, przez Gazetę Gdańską po KLD.
5. Tusk potrafił jednak działać tak, że wszystkie te porażki nie były zapisywane na jego konto.
6. Przez kilkadziesiąt lat bytności w polityce Tusk nie potrafił zbudować wokół siebie zespołu współpracowników, zgodnie współdziałającej drużyny. Raczej dobierał ludzi do zadań. Potem zaś ci ludzie wypadali z kręgu obecnego premiera. Wniosek z tego, że choć Tusk miał mnóstwo znajomych i kolegów, to jednak trudno zuważyć by miał choć jednego prawdziwego przyjaciela.
7.Widać u niego jakiś antyinteligencki kompleks, czy antyinteligencką złość właściwą ludziom, ktorzy uznawani są za dobrych kumpli do zabawy, ale gdy przyjdzie do spraw poważnych odstawianych na bok w związku z rzekomym brakiem kompetencji.
8. Widać też, że Tusk jest człowiekiem, który miał własne zdanie, lubił podejmować niekonwencjonalne decyzje i chadzć swoją ścieżką obok drogi.
9. W ciągu tych lat Tusk doświadczył jak to jest być na samej górze i na samym dole. I jak się spada z wysokiego konia.
10. Widać też, choćby po pozycji KLD w UW czy w rządzie Suchockiej, słabe kompetencje Tuska jako negocjatora.

http://foros.salon24.pl/336474,maly-art ... ojrzewanie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 31 sie 2011, 16:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Mały artykulik o Donaldzie Tusku. Cz. II - historyczne zasługi

W końcówce rządów rozpadającego się AWS, w Donaldzie Tusku nastąpiła gwałtowana przemiana. Nieskomplikowany bon vivant, zmienia się w twardego i walecznego lwa rzucając rękawicę powszechnie szanowanym mentorom z UW. Konkretnie zaś najbardziej spiżowemu ze spiżowych Bronisławowi Geremkowi, człowiekowi którego pozycję i wielkość uznawał nawet wrogi mu Waldemar Łysiak, plasując go wśród 5 osób realnie sprawujących w Polsce władzę (w przeciwieństwie np do Kuronia i Michnika).

Efektem tego starcia było ostatecznie odstawienie UW na katafalk, jej miejsce zajęła zaś PO.
Historia PO jest znana Tutaj krótko ją streścimy.
I okres to czas Platformy romantycznej, gdy ława wolontariuszy ruszyła na wybory. Wiodło ją trzech, a właściwie czterech tenorów: Olechowski, który bazował na swoim powodzeniu z wyborów prezydenckich, Plażyński, bardzo dobry organizator, tworzący na bazie SKL struktury, inny doskonały budowniczy struktur Pawel Piskorski, najzdolniejszy polityk młodego pokolenia, oraz Donald Tusk, który miał zajmować się budową programu. Nieafiszujacym się tenorem miał być, jak sam twierdzi, Gromosław Czempiński.

Po wejściu do sejmu powstaje chadecka partia o zabarwieniu konserwatywnym. Jej znakiem firmowym jest inteligenckość wyrażona w sojuszu profesorów z przedsiębiorcami. Z tenorów ostaje się Tusk, jednak twarzami partii stają się: ostra w języku profesor ekonomii z KUL oraz błyskotliwy inteligent z Krakowa, pogromca MIllera, Rywina i Michnika przed kamerami wszystkich telewizji.
Okazuje się jednak, że mimo wszelkich znaków na niebie i ziemi inteligenckość przegrała z marginalną partią braci Kaczyńskich. Jako główną przyczynę wskazano zastosowanie przez spindoktorów PiS kilku zgrabnych reklamówek. Biorący zaś przyspieszone lekcje PR Tusk przgrał bezpośrednią debatę z Lechem Kaczyńskim, a z nią całe wybory. To był szok. Szykujące sie do władzy PO znalazło się w sytuacji, której nie przewidziało, bycia słabszym partnerem. Postawiono podstawowy warunek koalicji: amnestia, gwarantowana przez uzyskanie przez PO kontroli nad policją lub prokuraturą. PiS się nie zgodził.

W ten sposób rozpoczyna się trzeci etap w dziejach PO, stworzenie partii władzy zorganizowanej na wzór wojskowy, z osobistą dyktaturą przywódcy, charakterystyczny wcześniej dla dzieł Pawła Piskorskiego. Prawdopodobnie też i tutaj Piskorski był architektem ideologiem zaś Rokita, który dążył do osobistych rządów za pośrednictwem figuranta i spoiwa w osobie Donalda Tuska. Prace trwały w spokoju przez dwa lata, atakowaniem pisowskiego rządu z powodzeniem zajęły się bowiem niezależne media i czujące zagrożenie środowiska. Aktem wieńczącym przebudowę PO była dekapitacja dwóch twórców nowej partii: Piskorskiego, któremu zarzocono, że kupił za dużo lasów (choć wcześniej dano wiarę wyjaśnieniom o kilkusetkrotnym pod rzad rozbiciu banku w kasynie) oraz Rokity, który widząc swe dzieło postanowił wycofać się pod eleganckim pretekstem.
Celem tej przemiany było osiągnięcie dwóch wartości. Po pierwsze uzyskanie bezwzględnej kontroli nad przekazem medialnym. Po drugie zmianę technik kontaktowania się z grupą docelową. Wybory wykazały bowiem, że inteligenckość w stylu oświeceniowym nie zapewnia zwycięstwa. Odtąd głównym adresatem tez PO miał tzw. aspirujący i nowobogaccy. Stąd też zmiana frontmenów. Intelektualizującego Rokitę zastąpiono nidoszłym doktorem filozofii i producentem tanich win w jednym. A błyskotliwe riposty i hasła fantazyjno-chamskimi performasami z seksualnymi podtekstami. Wyborców zaś, dla których i ten poziom był zbyt wygórowany obslugiwał zwykła knajpianą rąbanką polityczny bankrut, niegdyś uznawany za lidera katolickich talibów. Zmieniła się równiez lista intelektualnych totemów partii. Wymiotło profesorów i przedsiębiorców. Zastąpili ich artyści estrady i małego ekranu, reżyserzy, sportowcy. Zaś wyborca PO zyskiwał markę młodego, wykształconego, wielkomiejskiego.

Ta właśnie partia, III Platforma jest, moim zdaniem, formacją polityczną, dzięki której Donald Tusk na trwałe wpisze się do histori polskiej sceny politycznej. Jest to bowiem pierwsza polska partia postpolityczna, czyli partia władzy, nie posiadająca realnie żadnych treści ideowych, a nastawiona wyłącznie na zarządzanie. Po prostu przedsiębiorstwo, które działa w polityce, za pomocą odpowiednich technik zdobywa sobie poparcie czyni zaś to co jest korzystne dla przedsiębiorstwa. W ten sposób Donald Tusk byłby tym, który zakończył etap pokojowej rewolucji solidarności i transformacji. Solidarność była bowiem niewątpliwie wielkim ruchem ideowym, którego celem były zmiany ustrojowo - formacyjne. Ten właśnie element był wiodącym we wszystkich solidarnościowych rządach podobnie zresztą był on wodącym w towarzyszących im rządach postkomunistycznych. Dominacja partia, w której policy (program) jest jedynie częścią politics (piaru) to symboliczny kres tego sporu. Sama zaś PO jest partią, bez barier, łączącą obie strony ideowego sporu. Jej głównymi politykami są bowiem byli solidarnościowcy, podstawową zaś bazą poparcia tereny dotychczas wiernie popierające SLD.

Oczywiście brak warstwy ideowej (koryto dla swoich kiepsko się sprzedaje) wymusił przemiany w dyskursie politycznym. Brak treści musiał zostać nadrobiony formą. Stąd rozdymanie do wymiaru podstawowego dupereli typu: samolot dla prezydenta, nie podawanie ręki, rzuconego na korytarzu słówka czy wyrwanych z kontekstu zdań, które nadyma się do wymiaru uraz dla całych wielkich grup społecznych. Stąd też teraźniejsza dyskusja o debatach zamiast noramlengo wymiaru ideowego. Metoda jest prosta: nie mamy czekolady, to dajmy tak wiele wyrobu czekoladopodobnego by lud nie zauważył braku. O tym z jak dużą skutecznością udało się Tuskowi jego ekipie i sojusznikom ów erzac politycznego sporu wpoić w ludzkie umysły niech świadczy fakt, że jeden z członków PO (zdrowy na umyśle) zdecydował się na dokonanie zabójstwa szefa przeciwnego ugrupowania, a gdy ten miał zbyt dobrą ochronę zabił chociaż jednego ze znienawidzonych "pisiaków".

Wróćmy jednak do metody politycznej Tuska. Otóż postpolitkę (zarządzanie zamiast polityki) zastosował on tylko w częściowym wymiarze. Miała być to postpolityka pod scentralizowaną polityczną kontrolą. Tak chyba należy odczytywać gwałtowny wzrost zatrudnienia w administracji, najprawdopodobniej Tusk pozostawił w ministerstwach dotychczasowych urzędników by wykonywali pracę merytoryczną ale jednocześnie dodał im tylu politycznych komisarzy, albo zwykłych pieczeniarzy, ilu zdołał.
Ciekawa jest też konstrukcja rządu otóż występują w nim trzy typy ministrów:
A. Urzędnicy, bez politycznego umocowania (najczęstsza kategoria)
B. Politycy o silnym umocowaniu w PO, ale rzuceni na odcinki na których się nie znali (np. Grad, Grabarczyk)
C. I fachowi, i mocni w PO, ale o niskim potencjale ogólnym (Kopacz)
W ten sposób powstali słabi ministrowie, którzy ważniejsze, a przez to bardziej kontrowersyjne decyzje mogli podejmować wyłacznie dzięki sile politycznej premiera. Aby taki układ mógł sprawnie funkcjonować premier powinien stworzyć w swoim najbliższym biurze komitet będący w istocie kopią RM, tymczasem stworzył komórkę PR wskazując w ten sposób jasno swoje priorytety.
Ciekawe też, że na początku w rządzie funkcjonowało 4 ministrów, którzy mieli szansę stać się silnymi. Schetyna i Drzewiecki byli i mocni w PO, i znali się na tym co robili. Zaś Ćwiąkalski i minister ds środowiska dzięki swojej działalności zawodowej wyrobili sobie własną markę. Wszyscy czterej nie są już ministrami, dzieląc los wielu poprzedników, którzy co prawda Tuskowi nie zagrażali, ale mieli potencjał by takim zagrożeniem się stać.
Kolejnym elementem systemu Tuska jest udzielenie dużych uprawnień służbom specjalnych z jednoczesnym osłabieniem ich kontroli.
Następnym zawiązanie sojuszu z mediami połączone z czyszczenie przestrzeni publicznej z mediów/dziennikarzy niesojuszniczych.

Jaki był efekt takiej polityki Tuska? Dla państwa mizerny. Zaostrzony konflikt polityczny przeniósł sie bowiem z dużą intensywnościa do instytucji państwowych powodując ich częściowy bezwład, któremu nie są w stanie zapobiec słabi, jeśli chodzi o moc sprawczą, ministrowie. Najjaskrawszym owocem tego chaosu była katastrofa smoleńska, a także póżniejsze próby śledztwa. I MON nie jest wcale wyjątkiem, żle i w słabym tempie budowana jest infrastruktura, wiele projektów jest przepłacanych. Nastąpił gwałtowny przyrost długu, połączony z głwałtowną obiżką wartości złotego, podwyżką podatków i opłat, zwyżką cen.

Jednak dla przedsiębiorstwa PO system Tuska wydaje się skuteczny. PO zdołało zwyciężyć w kilku wyborach z rzędu i ma bardzo duże szanse by, jako pierwsza partia w historii III RP, utrzymać władzę przez dwie kadencje z rzędu.

Mały artykulik o Donaldzie Tusku. Cz1: Dojrzewanie

http://foros.salon24.pl/338005,maly-art ... ne-zaslugi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 07 wrz 2011, 06:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Sławomir Cenckiewicz o swojej książce o premierze Tusku

„Wyłania się ogląd osobowości pasujący do niektórych aktorów teatru i filmu”
Jak ujawnił Pan w felietonie opublikowanym na naszych łamach – co podjęły inne media – wkrótce wspólnie z Adamem Chmieleckim wyda Pan książkę o Donaldzie Tusku. Co ciekawe, nie będzie to zwykły życiorys, ale analiza politologiczna. Co kryje się pod tym pojęciem?

Jakiś czas temu, podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych zainteresowałem się książkami Glenna Becka, w tym m. in. jedną z ostatnich „Arguing with idiots” (Spierając się z idiotami). Poruszył mnie sposób argumentacji, logika i przejrzystość jego przekazu, a zarazem konfrontacja licznych wypowiedzi ludzi z obozu politycznego Obamy z twardymi faktami, danymi i dokumentami na temat polityki, gospodarki, historii, różnych zagrożeń czy spraw związanych z bezpieczeństwem obywateli. Pomyślałem wówczas, że warto byłoby napisać coś podobnego o Donaldzie Tusku, który w wielu aspektach przypomina przecież „plastikowych” polityków, dla których w mniejszym stopniu liczy się konkretna wizja i polityczne idee, a przede wszystkim doskonalenie marketingu politycznego umożliwiającego wyborcze zwycięstwo. To z kolei zwróciło moją uwagę w stronę psychologii politycznej, na gruncie której staram się zrozumieć Tuska. W tym wypadku zainspirowała mnie książka Pascala de Suttera „Szaleńcy u władzy”, która uzmysłowiła potrzebę naszkicowania profilu psychologicznego Tuska. Kim jest Tusk? Co go napędza? Co jest jego siłą? Oto pytania, które mnie nurtują, kiedy myślę o Tusku.

Jaki obraz premiera wyłania się z wielomiesięcznej już pracy, z szerokiej kwerendy? Co – Pańskim zdaniem – jest kluczem do sukcesu tego polityka? Co jest myślą przewodnią jego aktywności publicznej?

Samego mnie zadziwiło, jak bardzo Tusk jawi się jako człowiek dość przeciętny i w gruncie rzeczy mało interesujący. Sam kiedyś powiedział o sobie, że „nie jest fachowcem merytorycznym”. W tym sensie nie zasługuje on na klasyczną, naukową biografię polityczną. Z jego wypowiedzi i artykułów (zwłaszcza z lat 90.) wyłania się osobowość o wyraźnie zaburzonej tożsamości narodowej, balansująca pomiędzy mgliście zdefiniowaną „gdańskością”, „kaszubszczyzną”, „Pomeranią”, a przeciwstawianą im czasem polskością. Miało to pewien wpływ na regionalno-autonomiczne pomysły Tuska na budowę polskiej państwowości w latach 90. Nie był też ani wybitnym studentem Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego, ani nazbyt aktywnym działaczem politycznym w okresie PRL czy wybijającym się publicystą. Pewnie dlatego jego działalność na obrzeżach ruchu „Solidarności” i w środowisku skupionym wokół „Przeglądu Politycznego” i Spółdzielni Prac Wysokościowych „Gdańsk” nie budziła większego zainteresowania ze strony SB. O wiele ciekawsza jest jego aktywność po 1989 r. Przyjaźń z Janem Krzysztofem Bieleckim, stanowisko zastępcy redaktora naczelnego „Gazety Gdańskiej”, początki Kongresu Liberalno-Demokratycznego, praca w Komisji Likwidacyjnej RSW „Prasa-Książka-Ruch”, kontakty z ludźmi biznesu i tajnych służb. Dopiero te obszary jego działalności, mimo skłonności do bumelowania i życia na luzie, uczyniły z niego polityka, parlamentarzystę, lidera partii a w konsekwencji również premiera.

Czy w książce znajdą się informacje nieznane opinii publicznej? Będzie jakaś duża sensacja?

W odniesieniu do każdej chyba osoby znanej publicznie jest wiele rzeczy, o których opinia publiczna nie ma pojęcia. Gdy dotyczy to spraw prywatnych bez wpływu na pełnienie funkcji publicznych, to nawet gdy są to pikantne opowieści, nie ma potrzeby zwracania na nie specjalnej uwagi. Natomiast w przypadku każdego tak ważnego polityka, jakim Tusk jest, spośród informacji dotąd wyborcom nieznanych informacji na szczególną uwagę zasługują te, z których może wynikać, że ów polityk w swoim działaniu jest od kogoś uzależniony w sposób niezgodny z zasadami demokracji. Tutaj są informacje, które czekają na ich weryfikację – na potwierdzenie lub odrzucenie. Ten wymiar książki wydaje się obiecujący, gdyż z dotychczasowych dociekań wyłania się ogląd osobowości Tuska pasujący do niektórych aktorów teatru i filmu. Zdarza się, iż utalentowani aktorzy to jednostki w życiu prywatnym niewykazujące większej głębi, posiadacze dość przeciętnych osobowości. Wszystko zmienia się po wejściu na scenę – gdy prowadzone przez profesjonalnego reżysera – jednostki takie potrafią świetnie zagrać niejedną trudną i skomplikowana rolę.

Wiele osób zarzuci Panu zapewne, że kieruje się Pan motywami osobistymi – np. że książka o premierze o rewanż za jego postawę w czasie nagonki na Pana po publikacji „SB a Lech Wałęsa”.

Jako badacz odpowiem po prostu: będzie książka zawierająca informacje udokumentowane, sprawdzalne metodami dostępnymi badaczom i dziennikarzom. Wartość książki jest wyznaczana przez wartość tekstu – wartość jego tez. W Polsce niemal wszystko ocenia się przez pryzmat polityki, ale stosuje się podwójne standardy. Kiedy np. Andrzej Friszke publikuje na łamach „Krytyki Politycznej”, Paweł Machcewicz zostaje pełnomocnikiem Prezesa Rady Ministrów do spraw Muzeum II Wojny Światowej a Grzegorz Berendt z gdańskiego IPN staje publicznie w obronie odwołanego przez ministra sprawiedliwości urzędnika, to nie jest to zaangażowanie polityczne. Natomiast kiedy pojawia się zapowiedź mojej książki o Tusku wielu mówi o politycznym zaangażowaniu. Pora, by część naszych dziennikarzy wreszcie nabrała profesjonalizmu i skupiała się na tezach i ich konsekwencjach, nie zaś na – mniej lub bardziej wyspekulowanych – motywach autora.

Kiedy i w jakim wydawnictwie ukaże się książka? Jeszcze przed wyborami? Jaki będzie jej pełny tytuł?

Naszą książkę wyda Zysk i Spółka Wydawnictwo. Wciąż nad nią pracujemy i mamy nadzieję, że książka ukaże się jeszcze w tym roku.

Czy w planach ma Pan książkę o jakimś innym polityku?

O każdym, kto wywiera istotny wpływ na bieg spraw w naszym kraju powinniśmy posiadać pogłębioną wiedzę. Jest grupa takich osób, których życiorysy zawierają niepokojące białe plamy. Informacje o pewnych osobach przyrastają mi niejako przy okazji pracy nad biografią polityczną Donalda Tuska. Marzy mi się sytuacja, której doświadczam odwiedzając księgarnie w Nowym Jorku czy Chicago, gdzie na półkach widzę przynajmniej kilka różnych biografii Obamy, Busha czy McCaina, a nikomu nie przychodzi na myśl potępiać ich autorów i angażować w to instytucje państwowe oraz zaprzyjaźnione media. Nikt nie wytwarza tam również atmosfery, w której – jak u nas – zakłopotane naszą prośbą władze Uniwersytetu Gdańskiego odmawiają udostępnienia pracy magisterskiej Tuska uzależniając to od jego woli. Takie zachowania pokazują jak wiele brakuje nam do zachodnich standardów.

Dziękujemy za rozmowę.

https://wzzw.wordpress.com/2011/09/04/s ... rze-tusku/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 08 wrz 2011, 07:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Jeżeli to prawda

Jezeli prawdą jest to, co Palikot napisał o Tusku:

"To był bodaj maj 2010 roku. Wchodzę do sekretariatu jego gabinetu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i słyszę jakieś dziwne hałasy, taki łomot. Pytam sekretarkę, co się dzieje. W odpowiedzi słyszę tylko: "Niech pan wchodzi". Otwieram pierwsze drzwi i znów ten sam łomot. Wchodzę i widzę Donalda w jednym z tych jego świetnych ciemnoniebieskich garniturów, w dobrych skórzanych butach - wyglądały na Hermenegildo Zegnę. Nogę miał opartą o piłkę nożną. Wyglądał naprawdę dobrze. Spojrzał na mnie i zachęcił: "Wejdź, wejdź". Po czym mówi: "Widzisz tę roślinę w rogu? Gdy się tu wprowadziłem, odwiedził mnie Leszek Miller. Powiedział wtedy, że dała mu ją jego żona, i prosił, żebym o nią dbał i żebym ją podlewał". Po tych słowach z całej siły kopnął piłkę w kierunku tej rośliny. Piłka odbiła się od niej, a następnie od biurka i telewizora. Po czym poszła kolejna ścięta piłka w tę roślinę. Uderzał w coś, co należało do Millera, którym był autentycznie zafascynowany".

To rządzi nami psychopata. I teksty o solówach przestają dziwić.

Boję się, ja się ich po prostu boję. Obu.

--

Palikot odsłania "Kulisy Platformy"

http://www.rp.pl/artykul/10,711704-Wywi ... kotem.html

http://mampytanie.salon24.pl/340012,jezeli-to-prawda


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 10 wrz 2011, 17:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Zabawmy się w Kasandrę...

Ostatnio ponownie przeczytałem Ostatnie dni caratu Aleksandra Błoka. Ta nieduża książeczka jest naprawdę niezwykła. I to nie tylko dlatego, iż napisał ją jeden z najznakomitszych rosyjskich poetów, ale przede wszystkim ze względu na to, że Błok był jednym z pierwszych, który otrzymał zgodę na dostęp do archiwum upadłej monarchii. I zapoznawał się niemal na gorąco z depeszami i notatkami głównych bohaterów tych dni, które wstrząsnęły światem (według Reeda). Mógł też porozmawiać z bezpośrednimi aktorami ostatniego aktu tego dramatu, zanim jeszcze umieścili niektóre niewygodne informacje w niebycie niepamięci. Jakże wielce pouczająca to lektura…

Gdy czytam jak Błok zestawiając fakty i opierając się na dokumentach rekonstruuje historię kilku tygodni, które poprzedziły abdykację ostatniego cara Rosji to mam - nieodłącznie towarzyszące mi w czasie lektury - wrażenie, że właśnie jesteśmy świadkami ostatnich tygodni rządów Tuska… Błok pokazał, że nikt nie jest w stanie zrozumieć końca swojego świata. Widać to szczególnie mocno, gdy car Mikołaj II już po abdykacji odezwał się do swojego współpracownika: ,,Przykro mi teraz będzie spotykać się z przedstawicielami zagranicznymi w Kwaterze Głównej, sądzę, że i dla nich to również będzie kłopotliwe”.

Jak wiemy doskonale żadnej Kwatery Głównej nie było! ...


Tusk też nie jest w stanie pojąć, iż zbliża się nieuchronnie koniec jego - nieszczęsnej dla Polski - epoki. Jeszcze niby rozdaje karty, jeszcze się puszy podczas przeróżnych, czasem dziwnych, przemówień jak choćby to na moście we Wrocławiu, ale już chyba powoli zaczyna docierać do niego chybotliwe światełko zwątpienia i ciemności…Tylko, że wciąż myśli - jak właśnie Mikołaj II - iż będzie dalej ,,kimś ważnym” w ,,Kwaterze Głównej”…

Otóż nie będzie...widzę go wyłącznie na niechlubnych kartach historii…

http://andrzejleja.salon24.pl/341049,za ... w-kasandre


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 11 wrz 2011, 09:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Obrazek
Dobry premier zawsze służy Polakom radą.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 13 wrz 2011, 19:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Sekrety Tuska

Bił go ojciec, lubił wypić i... - największe tajemnice premiera
Brutalny gracz, cynik, brat-łata, uwodziciel a może piłkarz, trochę leniuszek? Kim właściwie jest Donald Tusk? Jak z chłopaka "w krótkich spodenkach" stał się pierwszoplanowym politykiem? Na to pytanie starają się odpowiedzieć w książce "Daleko od miłości" Michał Majewski i Paweł Reszka, dziennikarze "Rzeczpospolitej", dwukrotni laureaci Grand Pressu, autorzy bestsellera "Daleko od Wawelu".

"Nie ma jednego Donalda Tuska. Raz jest naturalny i spontaniczny, a potem jest produktem PR-u, któremu słowa dyktują sondażowe słupki. Czasem apodyktyczny i nieugięty, innego dnia gra brata-łatę. Bywa intelektualistą, a później luzakiem z podwórka, który potrafi kląć na czym świat stoi. Który Tusk jest prawdziwy? Każdy" - stwierdzają autorzy. I porównują premiera do Leonarda Zeliga - tytułowego bohatera filmu Woody'ego Allena - który potrafi upodabniać się do otaczających go ludzi.

Premiera książki już w środę. Tylko w Wirtualnej Polsce możesz zapoznać się z najbardziej "soczystymi" fragmentami, które publikujemy dzięki uprzejmości Wydawnictwa "Czerwone i Czarne".

Poznaj najbardziej skrywane sekrety premiera!


PAP / Bartłomiej Zborowski Uwodziciel
Wiele osób w Platformie przeszło... rytuał uwodzenia przez Tuska. "Szef zaprasza na luźną pogawędkę. W tle muzyczka, wino w kieliszkach, rozmowa sączy się powoli i nie dotyczy bieżących spraw. Tusk pokazując na drzwi rzuca od czasu do czasu: 'Tylko z tobą mogę tak pogadać. Tamci... sam zresztą wiesz'. A za drzwiami nerwówka. Ale wy siedzicie we dwóch, nic was nie goni. Czujesz, że rosną ci skrzydła, że jesteś kimś ważnym, wyjątkowym dla Donalda. Potem wychodzisz. Tusk przekłada płytę na drugą stronę, sekretarka wnosi nowe kieliszki, wchodzi nowy 'zaufany' i Tusk mówi mu na dzień dobry: 'Widzisz, tylko z tobą tak mogę pogadać...'" - opisuje ten mechanizm Majewskiemu i Reszce wpływowy kiedyś polityk Platformy.

Tusk wykorzystuje także fakt, że w Platformie jest wiele kobiet, które mają dużą reprezentację w klubie parlamentarnym. - Donald potrafi je wspaniale oczarować. Nie ma w tym sobie równych - zdradza polityk PO.

Brutal, który lubi pastwić się nad ludźmi
Autorzy książki twierdzą, że premier bywa "bezsensownie brutalny" - bez wyraźnej przyczyny upokarza ludzi. Premier potrafi ponoć w gronie kilkunastu osób powiedzieć o jednym z uczestników spotkania, własnym ministrze zresztą: "A co ten półinteligent robi między nami?".

W czerwcu 2011 r. publicysta Piotr Zaremba w tygodniku "Uważam Rze" opisał następującą sytuację: "Słynna była historia jednego z ministrów kancelarii dopraszanych do spotkań na szczycie, którego marynarka bardzo drażniła premiera. Kiedyś, korzystając z wyjścia tego doradcy do toalety, Tusk podszedł do jego krzesła. Marynarka wisiała na oparciu. Została zrzucona figlarnym ruchem na podłogę, premier wytarł sobie o nią buty. Gdy polityk wrócił, długo nie rozumiał uśmieszków kolegów".

Ma hopla na punkcie córki
Rodzina jest bardzo ważna dla Donalda Tuska. Jeśli nie ma nadzwyczajnych wydarzeń, wczesnym popołudniem w piątek odlatuje na weekend do domu, do Trójmiasta. Wraca dopiero w poniedziałek po południu. Spaceruje z wnukiem po sopockich deptakach, premier ma też absolutnego bzika na punkcie swojej 24-letniej córki. - Chcesz zginąć z ręki Tuska, powiedz coś złego o Kaśce i już cię nie ma - mówi autorom "Daleko od miłości" jeden z polityków Platformy.

Miłośnik muzyki barokowej i filmów Tarantino
Donald Tusk lubi muzykę poważną, przede wszystkim barokową. Jest rozmiłowany w starożytności. "Interesuje się rzymskimi triumwiratami. Historie bezwzględnych władców, którzy zawierali pakty, potem szli na wojny i niszczyli dawnych sojuszników. W tamtych rozmowach (z Janem Rokitą - przyp. red.) chętnie opowiadał też o Aleksandrze Wielkim. Gdy mówi o nim, dawało się wyczuć, jakby trochę opowiadał o sobie" - piszą autorzy książki.

Współpracownik Rokity: - Janek opowiadał, że Donald jest w trakcie takich rozmów znakomitym kompanem. Bystrym, mającym ciekawe uwagi na temat historii i polityki.

Ulubionym filmem premiera są ociekające krwią "Wściekłe psy" Quentina Tarantino, ale zdarzało mu się płakać na "Królu Lwie".

Obsesyjnie dba o formę
Będąc premierem, potrafi zagrać na tydzień trzy mecze w piłkę, biega po plaży z Sopotu do Gdańska, a każdą przebieżkę kończy kąpielą w Bałtyku. Wysypia się. Współpracownik Tuska: - Potrafi zamknąć wieczorem spotkanie tekstem: "Kończymy. Muszę się wyspać, rano mam ważną rozmowę, jeśli się nie wyśpię, będę bez formy i nic się nie uda".

Mecze ogląda też w telewizji. - Tusk ma w gabinecie duży telewizor i wszystkie możliwe dekodery mające dostęp do oglądania meczów - mówi poseł PO.

Jest przesądny
Ten pragmatyczny polityk jest chorobliwie przesądny. Autorzy książki przytaczają anegdotę, która miała miejsce przed debatą z Aleksandrem Kwaśniewskim, tuż po zwycięskim starciu z Jarosławem Kaczyńskim. Okazuje się, że jeżeli Tuskowi coś raz się udało, następnym razem wszystko powtarza dokładnie tak samo, wedle identycznego planu.

"Donald przygotowany. Napięty. Ruszamy! Wszyscy ładują się do samochodów. Nagle: stop! Do auta wsiadł jakiś młody działacz PO. 'On jechał ze mną na debatę z Kaczyńskim?' - pyta Tusk. 'Nie, był w innym wozie'. 'To niech się przesiada'. Chłopak karnie przesiadł się do innego auta. Ale na tym nie koniec. Pierwszy samochód skręca w jakąś ulicę. 'No nie! Na debatę z Kaczyńskim jechaliśmy inaczej. Zawracamy'" - przytaczają słowa członka sztabu Tuska.

"Polityczny morderca" w białych rękawiczkach
Autorzy książki zwracają uwagę, że Tusk bywa "politycznym mordercą" - "egzekucje" wykonuje jednak zawsze w białych rękawiczkach. "Konkurenci Tuska od lat 'politycznie giną' w niewyjaśnionych okolicznościach. Przykładów jest bez liku - Andrzej Olechowski, Zyta Gilowska, Paweł Piskorski, Jan Rokita. - Jeszcze ciekawsze, że nigdy osobiście tych wyroków nie wykonuje Donald. Jest w cieniu, a robią to za niego inni - tłumaczy były polityk PO.

Władza zmieniła premiera. Jego doradca: - Jeśli ja pisałbym książkę o Tusku, byłaby to książka o samotności i o niesamowitym, niesłabnącym napięciu, w którym Donald żyje od 2007 r. On zmienił się nawet fizycznie. Nie potrafi już nawet ukrywać, że jest zawodnikiem, który nie cofnie się przed niczym.

Nie waha się używać mocnych słów, zdarza mu się być wulgarnym. Działacz PO, uczestnik gabinetowych narad z jesieni 2005 r. mówi w "Daleko od miłości": - Rokita namawiał, by stworzyć rząd z PiS-em. Marzył o tym, chciał choćby rządu technicznego, jakiegokolwiek, byle do niego wejść. Tusk podsumował to krótko i dosadnie: "Rząd z PiS-em oznacza tyle, że PiS nas zajeb...".

"On bywa mendowaty"
Żona premiera Małgorzata ma bardzo duży wpływ na Donalda. - Oczywiście nie taki, że podpowiada mu co zrobić w sprawie OFE albo Afganistanu. Ale mówi mu, że ta osoba wzbudza zaufanie, a tamta w żadnym wypadku. I Donald się z tym zdaniem liczy - zdradza jeden z dobrych znajomych premiera.

W innym miejscu dowiadujemy się, że przyszłego premiera wciąż nie było w domu, wszystko zostawało na barkach Małgosi. - Na dodatek ten dawny Donald, jeszcze kilka lat temu, był leniuszkiem, który nieustannie potrzebował wsparcia, pocieszenia, bo brakowało mu pewności siebie i siły. I Małgośka, która bardzo twardo stąpa po ziemi, dawała mu to wsparcie. Gdyby nie jej siła, to nie sądzę, żeby zaszedł tu, gdzie jest teraz - mówi znajomy rodziny.

Okazuje się, że Tusk bywał wybuchowy w relacjach z żoną. Dziennikarze cytują wywiad z Małgorzatą Tusk dla "Wprost" z 2001 r.: "Kiedyś przygotowywałam jajka w sosie musztardowym. Kładę więc na talerzu te jajka i chcę polewać sosem, a tu, niestety, leci jakaś papka. Spojrzał wściekły, chwycił jajka i rzucił o ścianę". Żona Tuska zdradzała też, że "on bywa mendowaty", czyli "chodzi i mendzi": masło znowu niewyjęte z lodówki. "Albo taki zniechęcony patrzy na mnie i mówi: "Ale ty masz grube nogi". W dodatku mąż pani Małgorzaty "kiedyś lubił wypić". Robił się wtedy marudny. Wciąż pytał: "Czy mnie kochasz?". Albo płakał, że go nikt nie kocha. "Teraz się pilnuje" - mówiła.

Żegnali się "na misia"
Jak piszą Majewski i Reszka, Lech Kaczyński uważał, że jego brat Jarosław był najlepszym polskim premierem, a przegrał w wyniku pełnej fauli kampanii Tuska. - Jeszcze przed wyborami prezydent ostrzegał Tuska: "Nigdy pan nie będziesz premierem. A jeśli pan nim zostaniesz, to będziesz pan płakał po nocach. Wszystko będę wetował, każdą ustawę liberałów!" - opowiadał ważny polityk PO. Przegrana brata bardzo prezydenta przybiła. Ponieważ jednak obaj politycy znali się od bardzo dawna, potrafili rozmawiać ze sobą bez marynarek i krawatów, często popijając czerwone wino. "Czasem, gdy wina było więcej, zapominali, że bieżąca polityka zrobiła z nich śmiertelnych wrogów. Przypominali sobie, że mają wspólnych przyjaciół i znają swoje rodziny. Pewnego razu podczas takiej rozmowy Kaczyńskiemu się wyrwało: 'Dlaczego nie może być tak jak dawniej, dlaczego nie możemy się spotkać wspólnie z Małgosią?'" - czytamy w książce.

Innym razem Tusk wyżalał się prezydentowi. Rozmawiali o polityce europejskiej, premier narzekał, prezydent go pocieszał. Kiedy w Juracie dogadali się w sprawie traktatu, wypili bardzo dużo wina. Żegnali się "na misia".

Nie jest rannym ptaszkiem, lubi uciąć sobie drzemkę
Premier nie lubi wcześnie wstawać. - Kiedy jeszcze nie był premierem, zrywał się z rzadka na rano do radia. Potem nie można się było z nim dogadać. Kompletny brak kontaktu - opowiada znajomy polityka w "Daleko od miłości". W 1999 r. Tusk udzielał wywiadu pismu "She": "Nie wyobrażam sobie życia bez spania mniej niż osiem godzin na dobę. Mogę spać dowolną ilość czasu w dowolnych sytuacjach. Nawet podczas prowadzenia obrad senatu czasami zdarza mi się zapaść w chwilową drzemkę".

- Na zapleczu swojego gabinetu obok kibelka miał kozetkę. Ucinał sobie na niej popołudniowe drzemki. Sekretarki były bardzo stanowcze. Mówiły: "Pan przewodniczący śpi!". Nie było na to rady. Trzeba było czekać, aż Donald się zbudzi - opowiada z kolei poseł Platformy z kadencji 2005-2007.

Ojciec go bił
Dziennikarze przypominają wypowiedź Tuska na temat trudnych relacji z ojcem, która padła w książce "Donald Tusk. Droga do władzy" Andrzeja Stankiewicza i Piotra Śmiłowicza: "Ojciec był dla mnie surowy. Dlatego poczułem nawet jakąś ulgę po jego śmierci, o czym myślę dziś z pewnym zażenowaniem. Nigdy nie marzyłem o powrocie do dzieciństwa. Pewnie dlatego, że jak coś zmalowałem - a nie byłem łatwym dzieckiem - ojciec nie wahał się sięgać po pas i lał. (...) Był człowiekiem bardzo silnym i zdecydowanym, cholerykiem (...) Był bardzo wymagający. I stąd zapewne nadgorliwość w karaniu. Miał różnej grubości paski. Mogłem wybrać pasek cienki lub gruby. Od tego czasu zrozumiałem znaczenie słowa 'wybór'".

Toast wznosi koniaczkiem
Wódki nie pije, gdy jest okazja wznosi toast koniaczkiem. Zawsze ma pod dostatkiem dobrego czerwonego wina. Pali cygara, ale nie lubi mocnych esencjonalnych, np. kubańskich Cohiba, ale produkowane na Dominikanie cygara Macanudo, charakteryzujące się łagodnymi aromatami - kawowym, waniliowym, orzechowym. "Oczywiście z cygarem Tusk publicznie się nie pokazuje, bo to mogłoby się kojarzyć obywatelom ze zbytkiem i wielkopańskimi manierami" - czytamy w "Daleko od miłości".

Jeśli chodzi o jedzenie, Donald Tusk jest fanem kuchni włoskiej. - Lubi te wszystkie włoskie przegryzki. Chlebek, który można sobie zamoczyć w oliwie, same oliwki - opowiada jeden z ministrów. Na jego stole gości także sushi i zielona herbata.

Czasem dopada go depresja
Zdarza się, że Tusk wpada w depresyjny, katastroficzny nastój. Wtedy z jego ust można usłyszeć: "Wszystko jest spier...!", albo "Przyjdzie Kaczyński i skończymy w więzieniu!". - Jak go ukąsi strzyga i wpada w nastrój niewiary, niepewności, to jest dramat dla otoczenia. Lepiej go wtedy obchodzić z daleka - opowiada znajomy premiera.

- Czasem ma takie ucieczkowe tendencje. Siedzi sam. Obmyśla posunięcia, kalkuluje, zastanawia się nad konsekwencjami - opowiada były minister. Znajomy Tuska od kilkunastu lat wspomina: - Z tym samotnym siedzeniem to ma od dawna. Jeszcze w czasach KLD potrafił siedzieć trzy dni w biurze i gapić się w sufit.

"Dobra materialne jakoś go nie interesowały"
Osobistej uczciwości Tuska nigdy nikt nie kwestionował. Nawet Lech Kaczyński, w czasach najgorętszych sporów z premierem, mówił swoim współpracownikom, że Tusk jest zwyczajnie uczciwym człowiekiem, co w polskiej polityce jest wielką zaletą. Zawsze by ostrożny, dbał, by nikt niepożądany do niego się nie zbliżył. - On był ciągle uczulony na to powiedzonko ze starych czasów, "liberały-aferały", które myśmy traktowali jako wspomnienie z zamierzchłej przeszłości - mówi znajomy Tuska.

Z oświadczeń majątkowych wynika, że Tusk nie jest zamożny. Wraz z małżonką ma dwa niewielkie mieszkania (o powierzchni 65 i 40 metrów kwadratowych) i domek letniskowy. Oszczędności od czasu gdy jest premierem, zwiększył nieznacznie - z 30 tys. do 75 tys. zł (w funduszach inwestycyjnych) i z 500 do 3,5 tys. dol w gotówce. Zmienił też samochód - Toyotę Corollę z 1997 r. na Toyotę Auris z 2007 r.

Początki były jeszcze skromniejsze. Lech Kaczyński wspominał na początku 2010 r.: "Tusk miał dwoje dzieci i marny pokoik w asystenckim akademiku. Ręce mi opadały, jak do niego chodziłem - bieda aż piszczała".

Były współpracownik Tuska: - Dla wielu kolegów Donalda polityka była trochę zabawą. Np. Grzegorz Schetyna robił interesy, zarabiał pieniądze, szefował Śląskowi Wrocław. Miał wiele innych spraw. Tusk miał tylko politykę. To go kręciło. Na dobra materialne jakoś nie zwracał uwagi.

Nie wierzył we własne siły
Zanim Tusk został premierem, cechował go notoryczny brak wiary we własne siły. - Był taki zwyczaj, że po wystąpieniach w telewizji wysyłaliśmy Donaldowi SMS-y: "Świetnie wypadłeś", "Było rewelacyjnie", "Ale mu dokopałeś" i tym podobne. Nawet gdy ewidentnie skusił albo zawalił sprawę. Potrzebował tego. Gdy nie dostawał sygnałów, że był znakomity, gryzł się, zapadał w sobie. Nieraz krzyczał w złości: "Pier... to, wyjeżdżam, jadę uczyć się angielskiego do Londynu!".

Innym razem czytamy opinię byłego ministra: - Na komórkę Donald dostaje SMS-y od rodziny. Teściowa mu nawet wysyła, że gdzieś fajnie wypadł i rzucił dobry tekst. Wiem, bo nam pokazywał. Krzepią go takie informacje, podnoszą na duchu.

Lubi podpuszczać, bywa niezdecydowany
Wizytówką Tuska jest także przeciąganie decyzji, długie zastanawianie się, w którą stronę iść. - Międli decyzje, ogląda ze wszystkich stron, analizuje konsekwencje - mówi jeden z członków gabinetu premiera. Lubi się radzić, słuchać opinii. Czasami wypuszcza balony próbne, sonduje. - Bywa, że jest to bardzo cyniczne. Kiedyś po aferze sopockiej został zapytany, czy Jacek Karnowski mógłby wrócić na listy PO. Odpowiedź brzmiała: "Jasne, jechać z tym, jechać, jechać, nie hamować". Kiedy kilku ważnych polityków PO poparło pomysł powrotu Karnowskiego, Tusk publicznie zareagował oburzeniem. Powiedział, że dla takich osób w PO miejsca nie ma - opowiada doradca premiera.

Przykładem "hamletyzowania" w stylu Tuska było też - jak piszą Majewski i Reszka - podejmowanie decyzji, co zrobić z walką o prezydenturę w 2010 r. - Rano mówił, że będzie bił się o prezydenturę i że bardzo tego chce. W południe, że nie chce, ale musi. Wieczorem, że go to stanowisko w ogóle nie interesuje. Ciekawe, że za każdym razem mówił z jednakową swadą i wiarą we własne słowa - opowiadał jeden z członków gabinetu.

Na podstawie "Daleko od miłości" Michała Majewskiego i Pawła Reszki. Fragmenty publikujemy dzięki uprzejmości Wydawnictwa "Czerwone i Czarne"

(js)

--------------------------------------------------------------------------------

Źródło: forum.smolensk-2010.pl/printthread.php
http://wiadomosci.wp.pl/gid,13754659,ti ... caid=1cfba

http://piotru.web-album.org/album/17808,donald

http://gasipies.salon24.pl/342362,sekrety-tuska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 17 wrz 2011, 14:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
DONALD TUSK zapomniane fakty



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 20 wrz 2011, 18:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Dziadek z Wehrmachtu czyli wszystko na sprzedaż

Tusk odciął się od swego dziadka z Wehrmachtu. Do mediów poszła wersja, która jest nadal w obiegu, że chociaż to była prawda, to ponoć sam Tusk nic o tym nie wiedział. Taką samą utartą wersję powtarza w swej książce Majewski i Reszka. Co innego można wnioskować z książki Slawomira Grabiasa. To był tchórzliwy wykręt na potrzeby polityki i mediów.

Musi dziwić, jak to się mogło stać, żeby Tusk nic nie wiedział o burzliwych losach swego dziadka? No, a gdzie on, mieszkaniec Gdańska, mógł służyć, w jakim wojsku? W marinsach? Przecież jest powszechnie wiadome, że Niemcy w 1944 r., w obliczu kolejnych klęsk na froncie wschodnim, zaczęli wcielać do armii Kaszubów, jako prawie swoich. Czy Tusk, na dodatek historyk z wykształcenia, mógłby o tym nie wiedzieć?

Brat drugiego dziadka, ze strony matki, również służył w Wehrmachcie. Natomiast babka ze strony matki, z domu Liebke, była rodowitą Niemką. Męska część rodziny zginęła w Rosji, na frontach I i II wojny światowej. Ciotka matki Donalda Tuska zginęła wraz z czwórką dzieci podczas ucieczki w styczniu 1945 r. na pokładzie słynnego "Wilhelma Gustloffa", storpedowanego przez Armię Czerwoną. Matka Donalda Tuska wspomina, że jej mama i babcia chciały uciekać po wojnie do Niemiec, bo "w końcu były Niemkami" (Grabias, str. 20). Babka Tuska, salowa, musiała odejść z pracy w szpitalu, bo była szykanowana ze względu na jej silny niemiecki akcent. Donald i jego siostra nie chcieli nauczyć się niemieckiego od matki, w domu. To, że w ich rodzinie rozmawiało się po niemiecku, nie było tajemnicą (Grabias, str. 26). Tusk zdawał sobie sprawę z problemów z tożsamością narodową swojej rodziny i pytał dziadka "kim jesteś? Kaszubą? Polakiem? Niemcem?" (Grabias, str. 25). Donald Tusk miał od dzieciństwa zaszczepioną nienawiść do Rosjan, wypierał swoją niemieckość, znienawidził Polaków, bo był jako dzieciak wyzywany od hitlerowców i została mu tylko jego kaszubskość.

Wygląda więc na to, że wielka trauma i nienawiść do Rosjan i Niemców, którą od zawsze zarzucał Kaczyńskim, to jego własny, poważny problem. Mówi się: "nie oceniaj innych według siebie" i nie bez kozery! Bo to przecież chore wypierać się własnego pochodzenia, wypierać się dziadków, udawać, że się jest kimś innym, niż naprawdę!

Czy wyciąganie tego dziadka z Wehrmachtu było eleganckie, fair czy nie fair, to dzisiaj wydaje się po prostu śmieszne, po tym wszystkim, co widzieliśmy, jak bezwzględny w polityce okazał się Tusk. Znał on przecież śp. Lecha Kaczyńskiego, ale popierał akcje Palikota i nigdy nie zaprotestował przeciw rozpowszechnianym przez niego obrzydliwym kłamstwom. Tyle już razy poświęcał, wydawał na pożarcie mediów i porzucał jak brudną szmatę swych wiernych przyjaciół, kumpli, polityczne "siostry' i inne bratnie dusze. Bez mrugnięcia okiem, jakby kogoś w ogóle nigdy nie znał! Zresztą dymisjonując, pozbywając się bez powodu, oddanego mu i zapatrzonego w niego jak w Boga, ministra Sławomira Nowaka z Kancelarii, podobno tak właśnie powiedział: "Znamy się mało"... Symptomatyczne! Wyrzucał ich wszystkich po kolei, "spuszczał" jedynie dla swej kariery! Wydaje się, że on nie zawahałby się ani przez chwilę, gdyby miał w zanadrzu podobne informacje wobec swego rywala.

Poza tym absolutnie powinniśmy jako obywatele wiedzieć, kogo wybieramy na premiera czy na prezydenta, jakie jest jego pochodzenie. To normalne prawo. W USA np. są przecież przepisy, które zakazują kandydowania osobom, które urodziły się poza ich granicami, to jest sprawdzane.

Nie rozumiem, dlaczego Tusk po słynnym wywiadze Kurskiego dla "Angory" nie odpowiedział na przyklad tak: "Tak, przyznaję, mój dziadek był w Wehrmachcie, a dziadkowie wielu z nas byli również w armiach carskich i austriackich. Może nie wszyscy to wiedzą, ale Polska była pod zaborami i naszych dziadków wcielano do różnych armii. Nieraz zresztą zdarzały się tragiczne historie, kiedy jako żołnierze obcych wojsk musieli walczyć przeciwko sobie nawet bracia, członkowie tej samej rodziny. Poplątane losy Polaków to część naszej dramatycznej historii..." Proszę, powiedzcie mi, jeśli wasz dziadek był w carskiej armii akurat, to co z tego? Czy kłamalibyście, zarzekalibyście się, że o niczym nie wiedzieliście, a może nawet tego dziadka to w ogóle nie znaliście?

Tusk doskonale wiedział, kim była jego rodzina, ale kalkulując, że może mu ona zaszkodzić, wolał wypierać się i kłamać, że nic nie wiedział! Czy można o nim powiedzieć, tak, to jest uczciwy człowiek?



* "Donald Tusk. Pierwsza niezależna biografia" Sławomir Grabias, Wyd. Signum Temporis, 2011

* "Daleko od miłości" Michał Majewski i Paweł Reszka, Wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2011

http://notatnikmieszczucha.salon24.pl/3 ... a-sprzedaz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 01 paź 2011, 07:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
PECHOWY LIDER TUSK

W kwietniu szef doradców premiera Michał Boni zapowiedział, że sam Donald Tusk zostanie liderem programu.
Środa rano. Siadam do pisania artykułu. Mam tytuł. „Dlaczego Kaczyński?” Za dziesięć dni wybory. Wczoraj wieczorem przeczytałem jego stare wywiady, w tym bardzo długi z Teresą Torańską. Widzę, jak dobrze wówczas diagnozował sytuację. Zajrzałem do swoich starych tekstów, po prostu porządkowałem myśli.
Przykładowo – porównywałem skuteczność dwóch polityków podobnego formatu i przez wiele lat gabinetowych - Jarosława Kaczyńskiego oraz Bronisława Geremka. Geremek poniósł klęskę. Unia Wolności i jej środowisko jest przecież politycznym trupem. Nie pozostawiło po sobie żadnej idei, żadnego pomysłu na Polskę. Pogrobowcy muszą się ciągle podczepiać – a to pod Komorowskiego czy Tuska, ostatnio próbują wykorzystywać Palikota. Samodzielnie nie tworzą ciała politycznego, ale wpływy pozostały.
Jarosław Kaczyński również wielokrotnie pokrzyżował plany Adama Michnika. Przecież nienawiść redaktora Wyborczej, to nie tylko zwykła obsesja, usterka charakteru, przecież ma swoje przyczyny i źródło.
Pomazaniec Michnika
Przykład? Kilka lat temu w krótkim wpisie na blogu zatytułowanym „Wielkie dzieło Adama Michnika zakończyło się klapą” cytowałem notatkę z „Dziennika” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Zobaczył w akcji Michnika wiosną 1989 roku, tuż po okrągłym stole, gdy objeżdżał Polskę w glorii niezłomnego więźnia komunistów i arcyfechmistrza polityki polskiej. Obwoził po kraju swego prywatnego pomazańca. Występował z nim publicznie w aulach uniwersyteckich i dyskutował z nim, jako z tym, z kim chce budować nową niekomunistyczną Polskę.
I Herling pisze: „Tym pomazańcem był dobrze w Polsce znany młody aparatczyk, symbol pezetpeerowskiego oportunizmu, Aleksander Kwaśniewski” i przypomina, że minister z rządu Rakowskiego był dobrze znany z buty i pyszałkowatości oraz z cynizmu i bezwzględności, gdy na początku lat osiemdziesiątych weryfikował w imieniu WRON-y dziennikarzy. Ale w 1989 roku był dla Michnika już „Olkiem”. Przez następne miesiące Michnik już na łamach „Gazety Wyborczej” obwieszczał, że przyszłość Polski zależy wyłącznie od porozumienia „światłych komunistów” (Rakowski + Jaruzelski) i „zdrowego nurtu” Solidarności, czyli ekipy okrągłostołowej.
Tyle Herling, ja przypomnę, że do unii światłych komunistów z obecnym środowiskiem Czerskiej nie doszło, gdyż miłosny uścisk rozerwał właśnie Kaczyński. A kilka dni temu czytam w Wyborczej podle napisany tekst tegoż Michnika, „komu nie należy wierzyć”. Jeżeli Piotr Zaremba, słynący z łagodności w słowie pisanym i mówionym orzekł, ze Michnik brzydko się starzeje? Jeżeli dodał, że tekstu Michnika napisanego w rytmie oskarżycielsko-propagandowym, nie powstydziłby się „Krótki kurs WKP (b)” – to cóż mogę napisać ja, skoro artykuły redaktora naczelnego GW od dawna wzbudzają odrazę wielu blogerów?
Ale dlaczego moje rozważania przedwyborcze „Dlaczego Kaczyński” będą za tydzień, tuż przed ciszą wyborczą? Otóż rano nieopatrznie zajrzałem na internetową stronę „Gazety Wyborczej” i wyjaśniam, dlaczego pechowemu Tuskowi nie należy wierzyć.
Sześciolatki z laptopem na ławce
W leadzie artykułu „Laptopy kupią rodzice, podręczniki będą za darmo” przeczytałem, że program „Laptop dla ucznia" rząd zamienił najpierw na „Cyfrową klasę", a teraz na „E-podręcznik". Pociesza się czytelnika (raczej tumani), że podręcznik będzie darmowy dla rodziców.
Krótka kronika. W marcu tego roku rząd planował kupować laptopy dla pierwszaków z podstawówek. Według projektu Ministerstwa Infrastruktury już we wrześniu każdy pierwszoklasista miał dostać komputer na własność. W roczniku jest ok. 350 tys. dzieci i „Wyborcza” obwieszczała triumfalnie – „Za miliard złotych rząd planuje znowu kupować netbooki dla uczniów. Tym razem dla pierwszaków z podstawówek, a nie z gimnazjów”.
Dlaczego nie pierwszaków z gimnazjów? Kolejne przypomnienie jest niezbędne. Już raz, w maju 2008 roku premier Donald Tusk zapowiadał "informatyczną rewolucję w szkołach" - czyli komputer dla każdego gimnazjalisty. Powstał zespół, przeszkolono nauczycieli, ale na komputery zabrakło już pieniędzy.
I co mam uczynić? Umrzeć ze śmiechu?
Zanim umrę zreferuję zamysły Platformy Obywatelskiej tak jak są widziane spoglądając na nie z rewirów Czerskiej. W marcu, a więc zaledwie pół roku temu, rząd roztoczył – przed wyborcami, to moje uzupełnienie - taką oto wizję. Ala idzie do szkoły, a w plecaku zamiast książek niesie w prezencie od państwa netbooka. W kwietniu minister Boni zapowiedział, że sam Donald Tusk zostanie liderem programu i już od września 2011 r. miał się zacząć pilotaż w szkołach. Podkreślę - jeszcze w marcu komputer był na własność, a już w kwietniu nie było o tym mowy – był pilotaż.
I redaktorka Wyborczej – sama z siebie, no chyba, że czyta w myślach naczelnego - tłumaczy klapę (moja ocena) rządowych planów. Otóż, zaczęły się dyskusje w dwóch grupach ekspertów, i eksperci zaczęli się głowić jak wprowadzić program. W pierwszym zespole dominował pomysł - laptop dla pierwszoklasisty, a drugim spec-zespole - lepiej dać czwartoklasistom oraz nauczycielom. Dylemat – pierwszakom czy czwartakom.
Tymczasem rząd poprzez MEN zaczął naciskać - wyposażać w komputery szkoły, nie uczniów. Co wygrało? Dziennikarka GW pisze, że wygrała koncepcja e-klasy, w tym, laptopy dla uczniów, choć nie zdecydowano, czy dla każdego, czy np. jeden na dwóch. Uśmiecham się czytając, że wiceminister infrastruktury w ten sposób chciała „podnieść kompetencje cyfrowe najmłodszych Polaków”.
Wystarczy wyjrzeć przesz okno pani minister. Dzisiaj nie widać dziewczynek ze skakankami, czy grających w klasy albo wiszących – dosłownie wiszących - na trzepaku. Nie zobaczy pani chłopców ganiających za piłką, czy grających w palanta. Młode pokolenie już nie wie, co to palant, wie „kto to palant” , ale cyfrowo jest świetnie obcykane.
Dzisiaj każde dziecko ma w ręku komórkę i – nie mam najmniejszych wątpliwości – prawie każdy pierwszak mógłby panią minister nauczyć obsługi tejże komórki, nauczyć zmieniania dzwonka, zmieniania esemesem oferowanej przez sieć „usługi”, a czwartak sprawiłby, że ministerialna ręka przestałaby drżeć, gdy wciska przycisk zasilania komputera. Takie czasy.
Z tym, że komórkę kupuje się za złotówkę w sieci, i spłaca w ratach – a na komputer po prostu nie ma pieniędzy. Na marginesie. Jaką katastrofą dla oczu i stanu wzroku pierwszoklasistów (sześcio, czy siedmiolatków pani minister Hall?) byłyby fatalnej jakości ekrany tanich komputerów? Co o tym projekcie sądzą szkolni okuliści? Pytał ktoś?
A jak wyobrazić sobie lekcję z dwudziestką płaczących sześciolatków, niemogących poradzić sobie z komputerem? Istne horrendum pedagogiczne. Cóż na tych laptopach miałyby nasze pociechy robić? Nie potrafiąc czytać miałyby rysować szlaczki i je drukować?
Pechowy lider
Wracając do programu pechowego lidera Tuska – „laptop dla ucznia”. Co nastąpiło potem? Oczywiście badania. Czytam, że eksperci i rząd zaczęli badać ilu uczniów ma w domu dostęp do Internetu. Ale już w lipcu wszystko się sypnęło. Cóż się stało? Po prostu w międzyczasie się okazało, że na laptopy nie ma pieniędzy. Dla pełniejszego obrazu dodam, że pieniądze miały iść z opłat, które wpływają do budżetu od operatorów komórkowych. Można kolejny raz się uśmiechnąć. I pomyśleć, że Tuskowi zawsze wiatr wieje prosto w twarz.
Już, już wprowadzał reformę … natrafiał na prezydenckie weto. Walczył z biurokracją, a tymczasem wraże siły za biurkami usadziły mu kolejne sto tysięcy urzędników. Prawie uratował stocznie i tysiące miejsc pracy, ale Katarczycy na wielbłądach nie przybyli. Tusk buduje Polakom autostrady, zawalili Chińczycy. Perfekcyjnie przygotowaną komercjalizację opozycja nazywa prywatyzacją, a Tuska prywatyzację nazywa wyprzedażą majątku narodowego. A powodzie i gradobicia i burze i kryzys na świecie? Premier ma pod górkę. Ma pecha. Ale czy stać nas na takiego pechowca o ksywce „nic nie mogę”?
Wracam do artykułu w GW - redaktorka organu Michnika nie poddaje się (może ironizuje, czy nie daj Boże kpi) pisząc, że „Program min. Boniego miał być gotowy do końca sierpnia, dziś minister mówi nam, że będzie gotowy w listopadzie - tak żeby można go było wdrożyć od stycznia”. Czy można umrzeć ze śmiechu wyobrażając sobie czytelnika Gazety Wyborczej kupującego tę wyborczą narrację?
Ale to w dalszym ciągu nie koniec przygód lidera Donalda Tuska z laptopami.
W międzyczasie minister edukacji Katarzyna Hall napisała rozporządzenie, które zobliguje wydawców podręczników do wydawania książek w wersji papierowej i elektronicznej równocześnie. Nie wiadomo tylko, czy gazetowe sfomułowanie „minister napisała” oznacza, że rozporządzenie obowiązuje, czy tylko to, że napisała, ale trzyma je w szufladzie.
Ale to jeszcze nie koniec perypetii premiera. Czytam dalej, że wszystko wskazuje na to, że tę wersję przyjmuje również Boni. Już nie mówi o e-klasie, ale o e-podręcznikach. Podkreśla zarazem, że to wszystko nie zdarzy się od razu. To program na dwa albo trzy lata.
Czy cztery lata rządów premiera Tuska właśnie tak nie wyglądają? W ubiegłym tygodniu pisałem o księżycowych obiecankach, a dzisiaj sam redaktor Michnik daje mi do ręki doskonałą egzemplifikację tych obiecanek. Przecież nie da się przemilczeć braku 350 tysięcy laptopów w tornistrach obiecanych w marcu.
Jeżeli ktoś nie mógł sobie wyobrazić gruszki na wierzbie, nie widział na własne oczy kiełbasy wyborczej, to na swoim własnym komputerze może wpisać „laptop” i cóż zobaczy? W ciapki i kwiatki, ekologiczny, a także następnej generacji – np. zwijany w rulonik, różowy jak wdzianko Dody, a może być tęczowy jak myśli Kalisza.
Nie odbieram dobrych chęci premierowi, zapewne chciałby wręczyć nie tylko laptop, ale i bułkę z masłem każdemu uczniowi, i kiełbaskę, ale jego rządy, to amatorszczyzna. Po prostu premier Tusk oblewa egzamin jeden za drugim. Kroczy od klęski do klęski. Wciąż buduje.
Czy czytelników GW nie zastanawia, że nie usłyszy – zreformowałem, wdrożyłem, zbudowałem, ułatwiłem, czy też - uprzyjemniłem wizytę w okienku, a widzi, że program PO sprowadza się do jednego …. cudu - załatwię w Europie 300 miliardów złotych. I co?
Lizus
Wierny Tomaszu z telewizji publicznej, co ty na to? Co z tym państwem Tuska w budowie? W poniedziałek popularny redaktor zwany Lizem w programie zatytułowanym „Tomasz Lis na żywo” zastanawiał się, czy wyborcy boją się Jarosława Kaczyńskiego. Głowił się, czy nadchodzące wybory nie będą referendum nad Jarosławem Kaczyńskim. Interesowała go wiarygodność Kaczyńskiego.
W pierwszej części programu – można na moje obliczenia się powoływać – nazwisko Kaczyński padło 29 razy, a Tusk zaledwie dziewięć. Nazwisko Kaczyński padało w kontekście pejoratywnym, a Tusk w obojętnym albo pozytywnym.
W drugiej części programu w rozmowie z Wałęsą Lis dopytywał, czy głosowanie na PiS nie byłoby nieroztropne – spuszczam zasłonę milczenia, cóż wydusił z siebie były prezydent. Odnotuję tylko – że nazwisko Kaczyński padło około dziesięciu razy, a Tusk może raz.
Czy w Polsce od czterech lat rządzi opozycja i to ona buduje?
Ale, „dlaczego Kaczyński” i tylko PiS, o tym za tydzień. A redaktor Michnik nie ujawnił, głosować na Tuska czy Palikota. Rozum mu podpowiada zapewne Tusk, ale serce Palikot. Na SLD Michnik postawił już krzyżyk.

http://rekontra.salon24.pl/348155,pechowy-lider-tusk



Moze zdaja s obie sprawę z tego, z czego zdawali sobie sprawę Amerykanie
"Portal WikiLeaks ujawnił kolejną depeszę, w której można przeczytać m.in. o tym, jak Jarosław Kaczyński był postrzegany przez ambasadorów USA w Polsce. Depesza pochodzi z 9 sierpnia 2006 r. i można się z niej dowiedzieć, że prezes PiS został uznany za "najsilniejszą osobę w polskiej polityce".

Jarosław Kaczyński, jako nowy szef rządu, 4 sierpnia 2006 roku wygłosił przemówienie, które miało być podsumowaniem przeglądu resortów. Zdobył on wówczas ogromne uznanie w oczach ambasadorów USA.

W depeszy ujawnionej przez portal WikiLeaks napisali, że 4 sierpnia lider PiS "przedstawił swój imponujący wykład poglądów na temat działań polskiego rządu, dając do zrozumienia, że jest trwale umocowany w roli szefa rządu i dobrze się czuje w tej roli".


"Przemawiając w swojej kancelarii przed wypełnioną po brzegi salą dla dziennikarzy (...), Kaczyński w sposób szczegółowy i zorganizowany przedstawił wszystkie kluczowe programy, założenia i cele każdego z ministerstw oraz departamentów rządu w ciągu najbliższych trzech lat" - można przeczytać w depeszy.

Dyplomaci z ambasady ocenili ponadto, że wypowiedź Kaczyńskiego była płynna i pozbawiona oznak stresu, a nowy premier sprawiał wrażenie człowieka w pełni kontrolującego zarówno przedmiot jak i kwestie personalne w każdym z ministerstw.

Każda część przemówienia prezesa PiS została skrupulatnie oceniona i skomentowana. "Nie ulegało nigdy wątpliwości, że Jarosław Kaczyński, jako przewodniczący PiS był prawdziwym rządcą stojącym za plecami Marcinkiewicza, (a) nawet brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego; po przemówieniu z 4 sierpnia nie ma złudzeń co do tego, że najsilniejsza osoba w polskiej polityce jest od teraz także szefem rządu.

Jarosław Kaczyński zastraszył także swoich partnerów koalicyjnych a niegdysiejszych rywali, Andrzeja Leppera z Samoobrony i Romana Giertycha z Ligi Polskich Rodzin (LPR), osiągając nad tą koalicją dominację niespotykaną przez ostatnie trzynaście lat" - komentuje ambasador."




Napisali to, o czym my doskonale wiemy.
w sposób nieuporządkowany - śp. Lech Kaczyński, Gwiazda, Romaszewski, Olszewski, Macierewicz, Dorn, - oczywiście kogoś pomijam - w różnych latach, politycy pierwszej wielkości, bardzo zasłużeni, ale Kaczyński jest jeden .... dlatego traktują go jako wroga numer jeden


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 25 paź 2011, 12:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Prawdomówność Tuska

1. W niedzielę po posiedzeniu Rady Unii Europejskiej, Premier Tusk zwołał konferencję prasową w Brukseli na której zapewniał, że to dzięki jego uporowi, przed szczytem strefy euro w najbliższą środę, odbędzie się jeszcze jedno posiedzenie wszystkich 27 państw Unii Europejskiej.

Drugim bardzo mocnym przesłaniem tej konferencji było stwierdzenie, że właśnie dzięki Tuskowi i jego argumentacji przedstawionej na posiedzeniu Rady, nie będzie Unii dwóch prędkości.

2. Już w poniedziałek dowiedzieliśmy się doniesień agencji światowych, że głównymi adwersarzami podczas niedzielnego posiedzenia Rady byli Premier W. Brytanii David Cameron i Prezydent Francji Nicolas Sarkozy, a o wystąpieniu Tuska, żadna z agencji informacyjnych nawet nie wspomniała.

To Sarkozy mówił do Camerona, „że stracił okazję żeby siedzieć cicho” i „że mamy waszych dobrych rad po dziurki w nosie”. Ale mimo tych mocnych stwierdzeń to Cameron postawił na swoim, bo wprawdzie tylko godzinne posiedzenie Rady Unii Europejskiej, w środę się jednak odbędzie.

Cameron użył argumentu, że skoro kraje euro ratując wspólną walutę, chcą zmieniać traktaty, a następnie tylko zakomunikować decyzję pozostałej dziesiątce, to Londyn będzie musiał wyznaczyć cenę za ustępstwa wobec Niemiec i Francji i tą ceną będzie konieczność zwrócenia niektórych prerogatyw, które ten kraj przekazał wcześniej Brukseli.

Dopiero wtedy Sarkozy spuścił z tonu i ostatecznie postanowiono, że posiedzenie Rady Unii Europejskiej, odbędzie tuż przed posiedzeniem przywódców siedemnastu krajów strefy euro.

Agencje nie wspominają nic o tym aby batalię w tej sprawie stoczył Premier Polski Donald Tusk i ta sytuacja dobitnie pokazuje, że oszczędne gospodarowanie prawdą to jest codzienne zajęcie naszego szefa rządu.

3. Zupełne podobnie jest Unią dwóch prędkości. Otóż rzeczywistość unijna to nawet Unia trzech prędkości. Podejmowanie najważniejszych decyzji w UE odbywa się w ten sposób ,że najpierw ucierają się one w duecie Angela Merkel -Nicolas Sarkozy, a następnie są komunikowane pozostałym członkom strefy euro, którzy z reguły przyjmują je w zaproponowanym kształcie, albo 27 krajom członkowskim.

Niemcy i Francja w ostatnich miesiącach, nie stwarzają nawet pozorów w tej sprawie. Te decyzje niemiecko -francuskie zanim zostaną przekazane pozostałym krajom strefy euro czy wszystkim członkom UE , są ogłaszane po prostu w mediach.

Dopiero Premier Cameron pokazał na czym polega uprawianie polityki na forum międzynarodowym i jak broni się narodowych interesów w Unii Europejskiej mimo, że pozycja W. Brytanii nie jest w tej organizacji wiodąca.

4. Wygląda na to, że w sprawie ratowania krajów strefy euro ostateczne decyzję będą takie jakie wypracują Niemcy z Francją ale to nie liczenie się z głosami innych, wyjdzie Unii bokiem.

Łamane kołem są bowiem w tej sprawie nie tylko traktaty, choćby poprzez bezpośrednie zaangażowanie Europejskiego Banku Centralnego w finansowanie długów poszczególnych państw członkowskich ale również łamane są ostatnie zasady równego traktowania poszczególnych krajów w UE.

Jeżeli w niektórych krajach członkowskich obalane są rządy tylko dlatego, że zostały przymuszone do uchwalania pomocy dla krajów znacznie od nich bogatszych, a mimo tego Niemcy i Francja forsują w dalszym ciągu rozwiązania ,które jeszcze bardziej będą obciążały budżety narodowe, to widać że zasady traktatowe zostały odesłane w kąt.

Szkoda ,że Premier Tusk jest bojowy tylko wtedy kiedy opowiada o swoich osiągnięciach na forum UE polskim dziennikarzom. Gdyby ta jego bojowość była rzeczywista nie przegralibyśmy tylu tak ważnych dla naszego kraju spraw na tym forum.

http://zbigniewkuzmiuk.salon24.pl/35753 ... nosc-tuska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 25 paź 2011, 15:02 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Obrazek

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 04 gru 2011, 14:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Unijny Ekonom Tusk .

Pozwolę sobie najpierw przypomnieć parę znamiennych i niespodziewanych wydarzeń:
Marzec 2011.Bez konsultacji, po spotkaniu z Luisem Zapatero ( a tuż przed posiedzeniem RE w Brukseli) Tusk oświadczył, że Polska przystępuje do pakietu Euro plus. Wypytywany przez dziennikarzy przyznał, że był namawiany do przystąpienia ”przez wielu przywódców Europy”. Zapewne przez panią Merkel z którą uzgadniał także dodanie owego Plus do nazwy paktu, co stworzyło możliwość formalnego dokooptowania do paktu państw spoza strefy monetarnej euro. Doszło kolejno jeszcze 6 państw (w tym Litwa) a na końcu Szwecja, która wcześniej uzyskała zapewnienie, ze pakt nie będzie obejmował ingerencji w krajowe płace. Komentatorzy ostrzegali, że pakt jest usankcjonowaniem Europy dwóch prędkości.
Atakowany za brak uzgodnień krajowych Tusk oświadczył, że przystąpienie Polski ma charakter wizerunkowy, nie niesie za sobą obligatoryjnych zobowiązań dla Polski czyli aprobata zarządzeń strefy ma charakter dobrowolny.

Mikołaj Dowgielewicz wspomniał jednak, że Polska będzie się sprzeciwiała próbom harmonizacji podatku CIT, ( co groziłoby podniesieniem stawki z 19do 30%!) co stoi w jawnej sprzeczności z wcześniejszymi zapewnieniami, ze wykonanie postanowień grup paktu (de facto Merkel i Sarkozy,iego) będzie dobrowolne.
Nie pierwszy to raz politycy PO wydają sprzeczne oceny jednego zjawiska. Warto wspomnieć o słynnych 300 mld z Unii obiecywanych przez Tuska, Lewandowskiego i Buzka w wyborczym spocie PO. Pytany o realizację tych przyrzeczeń Lewandowski powiedział niedawno młodzieży w Lublinie „Janusz Lewandowski przyznał szczerze: "Brałem udział w tych nieco durnych klipach, ale to była kampania". Tak, według gazeta.pl, odpowiedział na pytanie licealisty w Lublinie o obiecane przez PO 300 mld zł z budżetu UE.”

Grupa paktu zobowiązała się między innymi do „"Pakt Euro Plus (...) ma wzmacniać gospodarczy filar Europejskiej Unii Walutowej i osiągnąć nową jakość koordynacji polityki gospodarczej, celem poprawy konkurencyjności, i w ten sposób prowadzić do wyższego poziomu konwergencji" - brzmi projekt wniosków końcowych ze szczytu.”.A także ujednolicenia systemów emerytalnych.
14 września 2011 roku Minister Rostowski w Parlamencie UE: „ Europa jest dziś w niebezpieczeństwie, a jeśli rozpadnie się strefa euro, to i UE tego szoku długo nie przetrwa - ostrzegł w środę w debacie w Parlamencie Europejskim na temat kryzysu w strefie euro minister finansów Jacek Rostowski.
-„Ustabilizowanie euro jest obecnie kluczową kwestią z punktu widzenia bezpieczeństwa międzynarodowego Polski – uważa minister finansów Jacek Rostowski.”

„Strefa euro znajduje się w poważnej sytuacji, Polska czuje się odpowiedzialna za znalezienie dróg „wyjścia z tego kryzysu - powiedział w środę na konferencji prasowej w Warszawie minister finansów Jacek Rostowski.” Mówił o zagrożeniu wojną, a uzasadniając powiedział „wzwiązku z sytuacją w Europie „poważnie się zastanawia nad tym, by uzyskać dla dzieci zieloną kartę w USA”.
Przy okazji ujawnił, że wiedzę o tym zagrożeniu pozyskał od kolegi- prezesa banku, którego można skojarzyć z bliskim otoczeniem Tuska- (zapewne był to Bielecki).
Wybory przerwały dyskusję o sytuacji w Europie, a premier skoncentrował się na kampanii wyborczej i Tuskobusie. Nie było czasu aby w Polsce podjąć poważną debatę na temat przyszłości strefy euro, na jakiekolwiek analizy SWOT zarówno finansowe jak i polityczne, które powinny być podstawą do podejmowania racjonalnych decyzji. Tak ważnych dla polskiej suwerenności a także rozwoju gospodarczego.

Ku zaskoczeniu wszystkich po wyborach premier dążył do jak najpóźniejszego terminu powołania rządu. Oceniając to obecnie mam wrażenie, że ta decyzja opóźniająca zaprzysiężenie rządu miała związek z planami zrealizowania celu jaki Tusk, Rostowski, Sikorski postawili sobie wiosną tego roku: „ konwergencji” z UE.
Przyczyny takiej postawy rządu dobrze określiłAndrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha (po ogłoszeniu przystąpienia Polski do paktu Euro Plus: ”Wszystko to jest podyktowane brakiem własnego pomysłu na rządzenie, na prowadzenie właściwej dla rozwoju Polski polityki”.
Grudzień 2011 – Sikorski w Berlinie
Deklaracja Sikorskiego o woli oddania kolejnej części suwerenności w imię ratowania strefy euro oraz wezwanie Niemców do objęcia przywództwa w UE.
Prze blisko trzy dobry premier Polski milczy ( zapewne sprawdzając wyniki ankiet i analizując głosy publicystów oraz opozycji). Potem formalnie wyjaśnia, że stanowisko nie było stanowiskiem polskiego rządu, ale zostało z nim uzgodnione. Tusk przyzwyczaił nas do tego, żebyśmy musieli akceptować karkołomne uzasadnienia dla kontrowersyjnych decyzji jego rządu. *

A jak przemówił po trzech dniach, to ujawnił, że teraz nie ma czasu już na nic, tylko na uzgodnienie podczas najbliższego posiedzenia RE w Brukseli zasad „nowego traktatu „ w strefie monetarnej euro. Do którego Polska przystąpi, bo już wyraziła wstępną zgodę przystępując do paktu Euro Plus. Z aktu o charakterze politycznym przejdziemy do umowy w której zapisane będą sztywne obligacje prawne z restrykcjami finansowymi dla państw –sygnatariuszy.
Tusk w TVP Info
Podczas wywiadu w TVP Info, zapytany przez dziennikarza o ewentualne sprzeciw Litwy –powiedział: Litwa nie została zaproszona do tej grupy… Nie ma w niej GB. O Irlandii powiedział, że po ostatnim kryzysie i potrzebie pomocy z UE raczej nie będą protestować. Czyli jakby „wszystko zostało pozamiatane”.

Polska została skutecznie nastraszona przez swój rząd. Jak nie będzie nowych zapisów -euro padnie a z nim cała Unia. I co tam dywagować o tym czy oddamy suwerenność czy nie.Musimy, bo padniemy. Albo będzie wojna. Taki jest Przekaz dnia z Biblioteki PO. Mimo, że na poważną debatę o stanowisku Polski i jej potrzebach, o korzyściach i zagrożeniach w różnych wariantach było sporo czasu, (od wiosny!!!!!) premier informuje społeczeństwo o podjętych decyzjach tuż przed oficjalnymi uzgodnieniami w Brukseli. Odsuwa debatę parlamentarną na termin po posiedzeniu w Brukseli. Nie rozmawia ze swoim społeczeństwem jak Sarkozy czy Merkel. Po co. Wszak w Polsce są jedynie „barany” i wataha.
W uzasadnieniu decyzji słyszymy o doskonałej kondycji Polski, o wzroście gospodarczym i: „ Jesteśmygotowi nie tylko dlatego, że tego chcemy, nie tylko dlatego, że potrafimy sprostać wymogom konkurencyjności nie gorzej, niż większość państw strefy euro. Przyjmiemy chętnie na siebie zobowiązania, jakie będą obowiązywały w Pakcie dla konkurencyjności, bez żadnych kompleksów i przesadnych trudności- powiedział Tusk.”

Mamy wzrost gospodarczy to prawda. Ale mamy też rosnący lawinowo dług publiczny. Cięcia wydatków są niezbędne, ale nie w tych sferach, w których owo cięcie może hamować także ten wzrost niezbędny dla pokrycia rosnących wydatków. Budzi zastrzeżenia poziom wykazywanego formalnie zadłużenia (odsyłam do blogów panów Kuźmiuka i Rybińskiego). Budzi niepokój możliwa reakcja UE po ujawnieniu faktycznej skali zadłużenia Polski.
Dlaczego zatem Tusk ochotnie chce się poddać potencjalnym restrykcjom? Odpowiedź może leżeć w tym, że państwa które zaakceptują nowy porządek traktatowy mogą liczyć na wsparcie w pokonywaniu swoich problemów z budżetu banków europejskich. Pytanie: w zamian za co? I dlaczego mamy dodawać zarządzanie własnym krajem Niemcom tylko, dlatego, że z jednej strony kontrowersyjny projekt wspólnej waluty okazuje się być nieudany, a z drugiej mamy rząd, który nie mówi prawdy, manipuluje społeczeństwem a na koniec chce sie ukryć pod skrzydłami decyzji Merkel od własnej odpowiedzialności za obecny stan finansów?
W dodatku wysyła do mediów ludzi takich jak pan Święcicki, którzy usiłują nam wmówić, że Polacy w referendum wyrazili zgodę na oddanie suwerenności w zakresie zaproponowanym obecnie przez Sikorskiego, który de facto jedynie publicznie wyartykułował od dawna forsowane przez Niemcy próby stworzenia superpaństwa pod własnym przywództwem. Kryzys jest jedynie okazją realizacji tego dążenia. A Tusk z takim zapałem tą doktrynę pomagający realizować - na pewno zostanie wynagrodzony..Tusk, Sikorski, Rostowski. Oni wygraj coś tam. Polska zaś będzie ofiarą.

Bawi mnie miłosne nastawienie do tych dążeń polskiej Lewicy. Jeszcze podzielonej na Palikota i SLD, ale być może już niedługo dowiemy się, że jest to jakiś Lewi-kot.Do którego np. w ramach lewicowej miłości gdzie każdy z każdym wszystko może –dołączy nawet ta K… Polityczna.(dla niewtajemniczonych :tzw.Krytyka Polityczna) Otóż owi obrońcy praw pracowniczych w owej akceptacji popierają wszelkie restrykcje dla pracowników, proponowane w Pakcie Plus. Formalnie (dla swoich wyborców) protestując przeciwko takim działaniom. Potem razem z Tuskiem zgodnie będą wołać: to nie my, to oni kazali!(UE).
Lewica liczy, ze polscy pracownicy zadowoleni z potencjalnego zwiększenia swobody obyczajowej wzorem UE, odpuszczą im zaniedbania dbałości o ich kieszeń. I zapewne gruba się mylą.

Czy możemy cokolwiek w tej sytuacji? Zapewne tak. Zmusić do racjonalnego rachunku tak ważkich decyzji. Nie możemy poddać się tej histerii strachu, że za tydzień wszystko padnie jak się nie zgodzimy na propozycję Niemców. Zmusić rząd do debaty z włączeniem wszystkich opcji politycznych, ekonomistów. Musimy pilnie śledzić to, co oficjalnie będą mówić swoim społeczeństwom inne kraje, które też nie do końca pokażą implikacje swoich decyzji, ale poważniej traktują wyborców niż to ma miejsce w Polsce.(z pomocą Internetu, bo na media nie ma co liczyć).Żądać przedstawienia raportu o rzeczywistym stanie państwa. Oraz szczegółowych informacji o konkretnych propozycjach założeń nowych umów w Brukseli.
Nie dać sobie wmówić, że zgoda wyrażona przy akcesji do UE jest zgodą na daleko posunięta utratę suwerenności. Zgodziliśmy się przyjąć euro na warunkach, na jakich to było sprecyzowane w momencie wejścia i zgodnie z ówczesnymi przepisami prawa. Traktat lizboński oddał kolejne pole niezależności, ale dalej nie ma w nim nic, co nakazywałoby kolejne ustępstwa. Zgodnie z prawem zgoda na oddanie zarządzania ważnymi elementami polskiej gospodarki i finansów nadal musi mieć formę ustawy z akceptacją 2/3 ilości posłów albo referendum.

Dzisiaj Polacy powinni skoncentrować się na wnikliwej ocenie proponowanych rozwiązań Zapomnieć o sympatiach politycznych, nie zapominając o politycznym kontekście proponowanych nam przez władzę propozycji. Waży się bowiem dzisiaj niezależność. Którą tak łatwo oddać, a tak trudno przywrócić. Wszystko wskazuje na to, że Tuskowi pasuje rola ekonoma w Polsce. Niekoniecznie musi oto służyć parobkom.

*Wracam do oceny uzasadniającej oddanie Katastrofy Smoleńskiej badaniu Cywilnej Komisji ds. lotu samolotu państwowego . Co jest niezgodne z regułami obowiązującymi na świecie.
P.S.
ekonom :
Ekonom oprócz zarządzania gmachem, zajmował się też nadzorem robót rolnych, poganianiem chłopów w polu. W Polsce był to też zarządca folwarku pańszczyźnianego.

http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,931 ... _Plus.html
http://www.wykop.pl/link/690419/cit-5-1 ... euro-plus/
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... dzial.html
http://www.mojeopinie.pl/pakt_euro_plus ... 1301683144
http://zbigniewkuzmiuk.salon24.pl/36991 ... cos-wiecej

http://1maud.salon24.pl/370190,unijny-ekonom-tusk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 07 gru 2011, 10:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Donald Tusk (z mojego archiwum). Vigor Telewizja Gorzów.



Wywiad nagrany po 1993 roku, a przed powstaniem Unii Wolności. Polecam obejrzeć. Wiele ciekawych rzeczy mozna sie dowiedzieć. Najlepsze jest od 7 minuty.

http://dobrepanstwo.salon24.pl/367326,c ... em-tuskiem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk - ????????
PostNapisane: 08 gru 2011, 19:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Wpis kontrastujący z deklaracjami Tuska z poprzedniego wpisu:

Taka obłuda tylko w Platformie

Jak zwykle dwór Donalda Tuska zaczął swój dzień od ściągania haraczu z poddanych i wymyślania coraz to nowych „drobnych opłat” dla obywateli. A że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, to rzeczy, które były nie do pomyślenia dla Tuska jako opozycjonisty, teraz nabierają zupelnie nowych barw. Tak było i jest z abonamentem RTV. Najpierw Platforma Obywatelska antysystemowo i nienawistnie namawiała obywateli do przestępstwa, czyli unikania tej opłaty (bo wtedy media były „pisowskie”), żeby po wyborach oznajmić, że koniec z tym obywatelskim nieposłuszeństwem, bo na media TRZEBA łożyć. Przypomina mi się tu sytuacja z uchwalaniem becikowego. To przecież dzięki Tuskowi i jego partii uchwalono podwójne becikowe, bo budżet był „pisowski”, więc można było go rozwalić. Teraz nawet jedno „becikowe” jest złe, więc trzeba się go pozbyć, bo budżet jest „platformerski” i za coś tych wszystkich kolesiów w urzędach trzeba wyżywić.

Ale wracając do abonamentu – jakiś ktoś wpadł na znakomity pomysł pobierania opłat za abonament w każdym miejscu, gdzie dochodzi energia elektryczna. Dla mnie, jako osoby, która w domu nie ma ani radia ani telewizji jest to pomysł zgoła kontrowersyjny. Co prawda, codziennie słucham radia, gdyż moja sąsiadka lubi sobie włączyć na cały dzień radio Złote Przeboje, ale to jeszcze nie jest powód, żebym dokładała się do jej abonamentu. Co więcej, Polska jest krajem całkiem rozwiniętym i prąd występuje jednak w wielu miejscach w kraju, nie tylko w gospodarstwach domowych.

Takw więc – czy osoba mająca prąd na swojej działce/ogródku warzywnym też będzie musiała płacić za radio i telewizję? A co z szopami, garażami, komórkami i piwnicami? Założę się, że każdy trzyma tam przynajmniej jeden telewizor. A co z ulicami? Przecież prąd dochodzi do latarni? A w ogóle to ktoś idąc ulicą może sobie przecież słuchać radia np. na swoim odtwarzaczu muzycznym. I co wtedy? Najlepiej byloby każdemu Polakowi, bez względu na wiek, wręczyć książeczkę opłat (a najlepiej ze dwie) i niech płacą za wspaniałą ofertę mediów publicznych.

A najlepiej byłoby zlikwidować ten cały cyrk na Woronicza, bo gwiazdy na łyżwach, Nergal Holokausto i M jak Miłość z misją publiczną mają mniej więcej tyle wspólnego co domy publiczne z szerzeniem moralności w społeczeństwie. A za cudze uciechy w tych „przybytkach rozkoszy” przynajmniej nie musimy płacić.

http://agataczarniak.salon24.pl/371020, ... platformie


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 104 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /