Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 886 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 56, 57, 58, 59, 60  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 18 lis 2017, 09:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/78958

Dyskutowanie z durniem jest głupotą
michael, pt., 17/11/2017 - 11:36

Jeśli konflikt jest polityczny - sprawa zawsze jest państwowa. Personalizowanie sporu, gdy po drugiej stronie jest dureń jest nonsensem, który daje idiocie szansę na replikę, na kolejne pojawienie się w publicznym kontekście. Durnia trzeba ignorować, a jeśli już jest konkretna konieczność, to koniecznie trzeba wyjąć tego jegomościa z jego instytucjonalnego środowiska. Jego odpowiedzialność jest jego sprawą prywatną.
A TERAZ PRZEPROWADZĘ ARGUMENTACJĘ W TRZECH KROKACH
KROK 1. i 2. to rozumowanie w którym zakładamy dobrą wolę po stronie przeciwnika.
KROK 3. to wtedy, kiedy rozważamy wariant złej woli po przeciwnej stronie.

* * *
KROK 1. Można uczyć się takich pragmatycznych procedur nawet i od złych ludzi. Weźmy przykład pani HGW, która w bardzo agresywnej obronie interesów złodziejskiej prywatyzacji bardzo sprytnie wykorzystuje raz swoją prywatność, a raz swoją instytucjonalność prawną. Raz jest osobą a raz wysokim urzędem. W takich sytuacjach musimy się zdecydować w jakiej roli występujemy, w czyim interesie oraz koniecznie musimy sprecyzować co jest przedmiotem sporu. A później powinniśmy pozostać konsekwentni w swoim wyborze. A jeśli naszym przeciwnikiem jest dureń, zapiekły w swoim bezrozumnym uprzedzeniu i ksenofobii, to konieczne jest wyplątanie jego osoby z konfliktu. Podane w tytule uzasadnienie powinno być wystarczające. Nie dyskutujmy z durniem.
Dlatego uważam, że nasi europejscy parlamentarzyści, występując przeciwko Franowi Timmermansowi albu Guy Verhofstadtowi [link] robią błąd. Z naszego polskiego punktu widzenia w sprawie polskiej godności narodowej oraz szczególnie w sprawie suwerenności państwa polskiego nie ma i nie powinno być żadnych działań z udziałem jakichkolwiek osób, a szczególnie takich jak Guy Verhofstadt. Reprezentujemy interes państwa a nasze działanie musi być całkowicie zinstytucjonalizowane. Dokładnie tak jak dzisiaj zrobiła pani Premier w Göteborgu. Działała jako Premier rządu w oficjalnej procedurze, zwróciła się do równych sobie urzędników państwowych, do Premierów z oficjalną informacją o tym, że nie życzy sobie obelg pod adresem Obywateli Polski w czasie obchodzących Święto Państwowe.
To jest konkretny przykład dotyczący ostatniej uchwały Parlamentu Europejskiego. Otóż przedmiotem nie może być sprawa donosicielstwa kilku zaprzańców. Musimy skupić się właśnie na wskazanym wyżej porządku i absolutnie nie wolno mieszać tych porządków.
Rozłóżmy więc to konkretne uporządkowanie na elementy składowe
Przeciwnik - Parlament Europejski
Przedmiot konfliktu - Suwerenność, Godność i Niepodległość Państwa polskiego i Jego Obywateli.
Zarzut - Państwo Polskie reprezentowane przez Premiera występuje przeciwko Parlamentowi Europejskiego z zarzutem czynnego wystąpienia przeciwko Suwerenności, Godności i Niepodległosci Państwa Polskiego oraz Jego Obywateli w formie uchwały Parlamentu Europejskiego zawierającej kłamliwe i antypolskie obelgi skierowane przeciwko Polakom demonstrujacym miłość i szacunek do Niepodległości Ojczyzny w dniu Święta Państwowego oraz obchodów 99 rocznicy odzyskania Niepodległości.
W tym zarzucie nie ma miejsca na dochodzenie, kto i jak wprowadził te kłamliwe i antypolskie obelgi, nie jest istotne czy to był donos czy zaprzaństwo. Wszystkie personalne, poza państwowe zdarzenia to całowicie odrębne sprawy. Kropka.
Z punktu widzenia Państwa Polskiego ważny jest tylko fakt taki, że antypolskie obelgi stały się przedmiotem obrad Parlamentu Europejskiego i znalazły się w oficjalnym dokumencie Unii Europejskiej. Oficjalne antypolskie i przy tym ksenofobiczne obelgi w urzędowym stanowisku Unii Europejskiej skierowanym przeciwko uroczystym obchodom Święta Państwowego w Polsce. To jest casus belli. I nic innego.
Do tego uporządkowania moga być dołączone wnioski o ukaranie cynicznych oszustów politycznych, którzy wniesli pod obrady PE fałszywe informacje, ale takie spersonalizowane kroki, należą do innej procedury.
W podobnym uporządkowaniu po prostu nie ma miejsca na zaślepionych ksenofobiczną nienawiścią indywiduów, takich jak na przykład Guy Verhofstadt albo Grzegorz Schetyna. Szkoda czasu na kretynów, a przede wszystkim nie powinniśmy dawać im szansy na to, by mogli się popisać kolejną durną ripsotą. Pani Premier w Göteborgu działała idealnie według tej procedury.
PODSUMOWANIE
W tego typu sprawach bardzo ważne jest precyzyjne zdefiniowanie przedmiotu konfliktu, tak aby od początku było jasne komu o co chodzi i kto jest właściwym podmiotem w sprawie. Jeśli Państwo Polskie staje w obronie godności i dobrego imienia Polski oraz Polskich Obywateli, to tylko wobec Instytucji właściwej rangi, czyli wobec odpowiedniego podmiotu prawa międzynarodowego.

* * *
KROK 2. Inny przykład bardzo podobnego postępowania w zupelnie innej sytuacji. Mianowicie, pan Prezydent Andrzej Duda chlapnął przypadkowej osobie w prywatnej rozmowie coś, co jak przyznał w dziejszym wywiadzie naprawdę myśli. Otóż, pan Andrzej Duda ma pretensję o to, że Antoni Macierewicz stosuje ubeckie metody i tak dalej... Nie będe się wgłębiał dalej, chodzi przecież tylko o procedurę.
Otóż oddzieliłbym natychmiast godny naszego szacunku Urząd Prezydenta, od osobistego poglądu osoby Andrzeja Dudy. Podobnie należy zrobić z oceną działania strony Antoniego Macierewicza, jako Ministra Obrony Narodowej oraz jako Pana Antoniego. Tak należy rozumieć opisaną wyżej metodę odpersonalizowania konfliktu.
Robimy szybką analizę, myśląc konstruktywnie i w dobrej wierze. Pan Andrzej Duda deklaruje dobrą wolę i chęć dobrej współpracy z panem Antonim Macierewiczem. Przynajmniej tak mówi w wywiadzie. To dobry prognostyk.
Ustawmy to jako pierwszy punkt diagnozy - opcja zerowa - dobra wola. I dalej:
Pan Andrzej Duda ma pretensję do Antoniego Macierewicza o to, że jego najbliższy współpracownik generał Jarosław Kraszewski został poddany procedurze weryfikacji uprawnień do dostępu do informacji niejawnych.
Procedura jest wobec tego urzędowa, a więc prywatne osoby obu panów w sprawie uczestniczyć nie mogą. W tym konflikcie ani Andrzej Duda, ani Antoni Macierewicz po prostu nie występują. Jedyny problem polega najprawdopodobniej na tym, iż pan Andrzej Duda o tym nie wie, że konflikt nie jest osobisty i czuje osobistą urazę. Ktoś musi mu o tym powiedzieć.
Poziom właściwych stron konfliktu jest instytucjonalny: MON - Kancelaria Prezydenta. Odpowiednie służby MON mają obowiązek przeprowadzenia tej procedury, o którą ma żal Andrzej Duda, a ten obowiązek szczególnie dotyczy wszystkich wojskowych współpracowników Urzędu Prezydenta, w każdym cywilizowanym Państwie Świata. Takie są procedury, w których ani Andrzejowi Dudzie, ani Antoniemu Macierewiczowi uczestniczyć ani interweniować nie wolno. Akurat jest to zabronione i to ze względu na Urząd pełniony przez obu Panów.
Moja propozycja. Pan Andrzej Duda powinien prywatnie przeprosić Antoniego Macierewicza za użycie słów "ubeckie metody" ponieważ odpowiednie służby MON mają obowiązek zrealizowania tej procedury, a obaj panowie nie mają akurat w tej sprawie nic do gadania. Taki jest wymóg służby państwowej, którą pełnią obaj panowie.
* * *
KROK 3. Pracujmy dalej na poprzednim przykładzie, ale przyjmijmy, że pan Prezydent Andrzej Duda jako druga strona konfliktu działa w złej wierze. W tej sytuacji chcąc pracować uczciwie powinienem zgromadzić konkretne fakty potwierdzajace taką hipotezę. Otóż już kiedyś 23 październik 2017 - [link], na gorąco zrobiłem odpowiednią kwerendę, którą zacytowałem w poprzednim wydaniu mojego bloga. Znacznie bogatsza dokumentacja działań pana Prezydenta znajduję się w tekście Aleksandra Ścios "PREZYDENT MUSI BYĆ NICZYM LATARNIA…" [link] Aleksander Ścios skupił swoją uwagę na działaniu prezydenta w sferze polskich doktrym obronnych. Uważam jednak, że konieczne jest wzięcie pod uwagę fakty i analizy działań pana Prezydenta z innych obszarów jego aktywności. Niestety, wnioski z takiej kwerendy nie potwierdzają hipotezy o dobrej woli ze strony przeciwnej. Polecam więc felieton Aleksandra Ścios, po którego przeczytaniu zastanawiam się i ustawiam karierę pana Andrzeja Dudy w pozycji schyłkowej, analizując jednak optymalną dla Polski strategię bez jego personalnego udziału.
Post Scriptum:
W ten sposób Prezydent sam zrezygnował z udziału w naszym sukcesie, najprawdopodobniej dlatego, że nie rozumie iż nasz sukces może być tylko zespołowy.
PAD najprawdopodobniej nie rozumie, że gra nie toczy się ani o urząd ani powagę jakiegokolwiek urzędu ani o żadną szczególną instytucję w Polsce, ale o Polskę, pracujemy dla Polski.
Nie staramy się o powagę Urzędu Prezydenta, ale budujemy powagę Państwa Polskiego.

* * *

michael - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 30 lis 2017, 21:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Zanim padnie kolejna salwa

Felieton • Radio Maryja • 30 listopada 2017

Szanowni Państwo!

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Gdyby w Niemczech nie załamały się rozmowy koalicyjne, jakie w imieniu CDU/CSU prowadziła z FDP i Zielonymi Nasza Złota Pani, to kto wie, czym skończyłyby się przygotowania do kolejnej kombinacji operacyjnej w Polsce? Wszystko było przygotowane; Parlament Europejski przegłosował przeciwko Polsce aż dwie rezolucje, niezawisły Trybunał w Luksemburgu surowe zgłosił kary, na Ukrainie banderowcy bardzo usztywnili swoje stanowisko wobec Polski, stare kiejkuty otrzymały z centrali rozkaz poderwania konfidentów na rzecz praworządności, więc nawet pani prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf, najwyraźniej pouczona przez kogoś starszego i mądrzejszego, porzuciła sprośne błędy Niebu obrzydłe, w jakich już zaczęła się pogrążać, ku zgrozie niezawisłych jeszcze sędziów i zaczęła ćwierkać z prawidłowego klucza – tymczasem wszystko się skawaliło z powodu fiaska „jamajskiej” koalicji w Niemczech i cała para poszła w gwizdek. Inna rzecz, że nawet pożyteczni idioci, co to jeszcze niedawno palili świeczki przed sądami, zaczynają powoli kapować, o co tu naprawdę chodzi i płomiennych szermierzy praworządności na demonstracjach było już znacznie mniej, niż przedtem, mimo że żydowska gazeta dla Polaków drukowała instrukcje, gdzie iść, co palić i co wykrzykiwać. Nic dziwnego, że zirytowany funkcjonariusz przebrany za dziennikarza „Suddeutsche Zeitung” przypomniał mniej wartościowemu narodowi polskiemu, że w obronie praworządności powinien wyjść na ulice in corpore i się nie oszczędzać. Ponieważ Nasza Złota Pani opowiedziała się przeciwko przyspieszonym wyborom w Niemczech i zapowiedziała nawiązanie rozmów koalicyjnych z SPD, to dzięki temu w naszym niewszczesliwym kraju mamy okres pieriedyszki – oczywiście do czasu, bo jak tylko sytuacja polityczna w Niemczech się unormuje, to wezmą się oni i za nas. Kiedy to nastąpi – zależy od tego, jakie warunki Naszej Złotej Pani postawi wybitny przywódca socjalistyczny Martin Schulz, chyba, że niemiecka BND dojdzie do wniosku, że dla dobra demokracji trzeba będzie zastąpić go kim mądrzejszym. Wtedy nic już nie będzie zakłócało demokracji i będzie można doprowadzić do przesilenia w Polsce, żeby i tu demokracja zatriumfowała.

Na razie jednak bojownicy o praworządność i demokrację mają inne zmartwienia, a największe – ze złowrogim Antonim Macierewiczem, który wbrew wszystkim spekulacjom na temat spodziewanej rekonstrukcji rządu, przestępujących z nogi na nogę z niecierpliwości, nadal pozostaje na stanowisku ministra obrony. Nie tylko w swoim czasie ogłosił listę konfidentów, nie tylko doprowadził do rozwiązania Wojskowych Służb Informacyjnych, nie tylko zablokował kontrakt na „Caracale”, nie tylko przeprowadził w naszej niezwyciężonej armii kurację przeczyszczającą, w następstwie której odeszło z niej ponad 30 generałów – akurat tylu, ilu trzeba by do utworzenia Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego – to jeszcze ujawnił, że większość, a może nawet wszyscy członkowie tej tornistrowej arystokracji pochodzą z tak zwanego „złotego funduszu”, to znaczy – założonej przez generała Jaruzelskiego w wojsku konspiracji, której celem było opanowanie armii przez faworytów starych kiejkutów. Zbulwersowany do żywego ujawnieniem tej sprawy Najstarszy Kiejkut III Rzeczypospolitej, występując w TVN nie mógł się już doczekać dymisji złowrogiego Antoniego Macierewicza, a towarzyszący mu pan prof. Roman Kuźniar, tak gorliwie złowrogiego ministra obrony krytykował, że z tej gorliwości omal nie połknął własnego języka. Do tej koalicji przyłączył się pan prezyent Duda, który nie posiadał się ze zdumienia z powodu wycofania przez złowrogiego ministra wniosków o generalskie awanse. Widać, że pana prezydenta Dudę niełatwo udelektować; jeśli złowrogi minister Macierewicz składa wnioski o generalskie awanse – to pan prezydent odmawia ich uwzględnienia. Znaczy się – źle – ale kiedy złowrogi minister wnioski wycofuje, to też źle. Znaczy – i tak źle i tak niedobrze. Czyżby stare kiejkuty w zamian za swoją przyjaźń zażądały od pana prezydenta przyniesienia im na tacy głowy ministra Macierewicza? Wszystko to być może, ale złowrogi minister też nie jest dziecko i ma pewne atuty. Oto właśnie kupił od Amerykanów rakiety „Patriot”. Wszyscy mądrale mówią, że one przestarzałe i w ogóle – ale dotychczas nie było u nas żadnych i było dobrze – więc nie jest wykluczone, że udziałowcy „złotego funduszu” mogą zostać przez zimnego rosyjskiego czekistę Putina wytargani za uszy. Nic tedy dziwnego, że tak się denerwują, nie mogąc doczekać się kolejnej kombinacji operacyjnej, jaka zostanie podjęta kiedy tylko skończy się pieriedyszka.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4084


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 01 gru 2017, 09:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mysl-polska.pl/1409

Polski ślad w Iranie

Obrazek

Jak to możliwe, że na Bliskim Wschodzie jest naród, z którym od wieków łączy nas niezwykła więź, ale w Polsce tak niewiele o tym się mówi? Pozornie dzieli nas niemal wszystko – kultura, religia, język... Jednak na przestrzeni wieków nigdy nie mieliśmy wrogich incydentów. Niektórzy wierzą, że Polacy wywodzą się od starożytnych Sarmatów, czyli irańskich ludów koczowniczych – wsławionych jako wybitni wojownicy i ludzie honoru. Inni powiadają, że mamy podobny kod genetyczny.

Piękne legendy, a nawet nauka, wydają się być niewystarczalne, by wytłumaczyć wzajemną fascynację, którą – w interesie obu państw – warto dziś wskrzesić i pielęgnować.
Wszytko zaczęło się w XV wieku. Turcja Osmańska rosła w siłę i coraz bardziej zagrażała wielu krajom, w tym chrześcijańskiej Europie oraz Persji. Na arenie międzynarodowej zawaliły się dotychczasowe układy polityczne. W obliczu niebezpieczeństwa zaczęły powstawać nowe sojusze, które łączył wspólny front przeciwko Imperium Osmańskiemu. Taka koalicja zawiązywała się także między Rzeczpospolitą a Persją. Ostatecznie nie doszło wtedy do podpisania oficjalnego porozumienia między naszymi państwami, ale okres intensywnej dyplomacji stworzył warunki do bliższego poznania i zaowocował obopólnym zachwytem.
Zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem definitywnie dało kres tureckiej potędze, ale przyjaźń Polaków z Persami zdążyła rozkwitnąć na dobre. Wymiana licznych misji dyplomatycznych oraz serdeczna korespondencja króla Zygmunta III Wazy z szachem Abbasem I – potwierdzają tę przyjaźń w zachowanych do dziś dokumentach. Co ciekawe, w polskich zbiorach – muzealnych, kościelnych i prywatnych – znajduje się wiele arcydzieł sztuki perskiej.
Znamienne jest to, że nie pochodzą one z grabieży, ani podbojów kolonialnych, lecz pozyskano je na drodze pokojowej wskutek intensywnej wymiany handlowej. Warto przypomnieć, że w świadomości polskiej szlachty trwało przekonanie o sarmackich korzeniach. Tłumaczy to perskie zdobienia w stroju polskiego szlachcica.
Współcześni Irańczycy zdają się nie przeżywać historii sprzed wieków. Być może większość z nich nawet jej nie zna. Pamięć o Wielkiej Rzeczypospolitej pozostała jednak w nazewnictwie używanym do dziś. Polska w języku perskim to Lahestan. Słowo „lah” oznacza „pan”. A zatem, za każdym razem, kiedy Irańczycy wymawiają Polska, mówią o „Państwie Panów”. Tak, kiedyś byliśmy imponującym imperium. Warto jednak pamiętać, że Irańczycy stali przy nas także w chwilach niedoli i upadku. Czyż nie po tym poznaje się przyjaciół? Wystarczy wspomnieć, że kiedy doszło do rozbiorów, Persja – jako jeden z dwóch krajów na świecie – nie uznała utracenia przez Polskę niepodległości. Kolejna próba przyszła wraz z okutymi totalitaryzmami XX wieku. I tym razem nasi przyjaciele nie zawiedli, czego dają dowód po dziś dzień.
31 października 2017 roku. Shirin – moja irańska przewodniczka po Teheranie – zapytała mnie, co chciałabym zwiedzić. Odpowiedziałam, że chcę zobaczyć kompleks Pałacu Saadabad, niegdyś należący do dynastii Pahlawich (po rewolucji wygnanych z Iranu), a obecnie muzeum. Kiedy dotarłyśmy na miejsce, pilnujący obiektu strażnik zapytał skąd jestem. Gdy usłyszał, że z Polski, zareagował bardzo entuzjastycznie i zachęcił, byśmy czym prędzej pobiegły do sali kinowej Białego Pałacu. Dokładnie w tym dniu i o tej godzinie, miała tam miejsce premiera irańskiego filmu dokumentalnego „Madame”, którego główną bohaterką jest Polka.
Maria Bajdan – bo o niej mowa – urodziła się w 1927 roku. Pochodziła z ziemiańskiej rodziny na Kresach, z okolic Oszmiany (obecnie na Białorusi). Sielankowe dzieciństwo skończyło się wraz z wkroczeniem sowietów, którzy w 1940 roku rozpoczęli masowe deportacje polskich rodzin, zmuszając naszych rodaków do opuszczenia swoich domów. Tak rozpoczęła się nieludzka tułaczka w głąb Związku Radzieckiego aż na Syberię. Ewakuacja Polaków z Syberii miała miejsce w 1942 roku na mocy układu Sikorski-Majski. Mała Maria dołączyła wtedy do armii generała Andersa.
W ten sposób, wraz ze 120 tysiącami Polaków dotarła do Iranu, gdzie otoczono ich serdeczną gościną i opieką. W grupie tej było 20 tysięcy dzieci, w tym wiele sierot i półsierot. Wojskowi w niedługim czasie dołączyli do sił walczących w Europie, natomiast pozostałe osoby prawie do końca wojny przebywały w Iranie a następnie rozproszyły się po świecie. Do Polski powrócili nieliczni. W samym Iranie pozostała niewielka grupa Polek, które wyszły za mąż za Irańczyków i założyły tam rodzinę. Pani Maria jest jedną z nich.
Wielkim dla mnie szczęściem była możliwość uściśnięcia dłoni tej kobiety i porozmawianie z nią w ojczystym języku. Wzruszające spotkanie tysiące kilometrów od polskiej ziemi. Zwolennicy teorii spiskowych pomyślą, że to „ustawka”. Niewierzący, że „niesamowity przypadek”. Ale ja wiem, że każda sytuacja w moim życiu... Każdy człowiek, którego spotykam... Wszystko odbywa się za sprawą Cudownej Boskiej Ingerencji.
Na premierze poznałam młodą panią reżyser Narges Kharghani. Pokrótce opowiedziała mi kulisy powstania filmu „Madame”. Przed dwoma laty przyjaciel opowiedział jej o Polce, która mieszka w Teheranie. Historia na tyle ją zainteresowała, że zapragnęła poznać panią Marię i porozmawiać z nią o jej życiu. Do spotkania doszło, a owocem jest film dokumentalny. Jego autorka dodała, że ma nadzieję, iż takich filmów powstanie więcej, gdyż historia Polaków, który znaleźli się na irańskiej ziemi jest bardzo ważna i warto ją pielęgnować.
Tuż po premierze poszłam na niezwykłą wystawę, na którą zaprosiły mnie obecne na spotkaniu przedstawicielki polskiej ambasady w Teheranie. Ekspozycja mieściła się w pobliskiej galerii. Towarzyszyła nam Madame. Moim oczom ukazały się cudowne fotografie przedstawiające polskie rodziny, w tym dzieci idące do Pierwszej Komunii. Autorem unikatowych zdjęć jest Abolghasem Jala (1915-1979). Wybitny fotograf dokumentował na obiektywach życie polskich rodzin, które w czasie wojny znalazły się Isfahanie – zwanym „Miastem Polskich Dzieci”. Polacy uwiecznieni na fotografiach genialnego artysty ożywiają historię sprzed kilkudziesięciu lat. Wystawa z tymi konkretnymi zdjęciami została zaprezentowana przed publicznością po raz pierwszy, a dzień w którym na nią dotarłam był ostatnim otwartym dla zwiedzających. Czyż nie jestem największą szczęściarą?
Polacy, którzy wraz z gen. Andersem dotarli do Iranu zostali otoczeni najlepszą opieką. Jednak nie wszyscy przeżyli tułaczkę. Wielu z nich umarło z wycieńczenia i chorób jakich nabawili się na skutek przebywania w katastrofalnych warunkach w ZSRR. W Uroczystość Wszystkich Świętych poprosiłam Shirin, abyśmy pojechały na Polski Cmentarz w Teheranie. Spokoju tego miejsca strzeże trzymetrowy mur oraz strażnik, który zaprosił nas na herbatę do altany znajdującej się tuż przy wejściu. W środku pokazał mi albumy ze zdjęciami Polaków z armii gen. Andersa oraz spisane przez nich wspomnienia. Jest tam też księga pamiątkowa, a zamieszczone w niej wpisy potwierdzają, jak wielu naszych rodaków – także młodego pokolenia – dociera do tego miejsca.
Takich cmentarzy jest w Iranie więcej. Większość grobów jest katolickich, wszystkie są czyste i zadbane. O miejsca spoczynku Polaków dba państwo irańskie w kontakcie z polską dyplomacją. Jednak w świadomości moich rodaków ten fakt jest mało znany. W ogóle historia polskich tułaczy nie jest u nas popularna. W czasach PRL przemilczana, bo ówcześnie rządzący woleli nie drażnić sojusznika przypominając o przymusowych wysiedleniach. W III RP przemilczana, bo nasz nowy sojusznik zabrania ciepłych relacji z Iranem. To rodzi przypuszczenia, dlaczego przez dziesiątki lat państwa polskiego nie było stać na podziękowanie naszym perskim przyjaciołom.
Dopiero w 2014 roku odsłonięto Tablicę Wdzięczności Narodowi Irańskiemu za Pomoc Polakom z armii gen. Andersa deportowanym z ZSRR. Umieszczono ją na skwerze przy Ogrodzie Krasińskich w Warszawie, w pobliżu pomnika upamiętniającego Bohaterów Bitwy o Monte Cassino. Wydarzenie to było jednak inicjatywą oddolną, zrodzoną wśród przedstawicieli Związku Dzieci z Isfahanu. Samą tablicę ufundował prywatny darczyńca Władysław Czapski, który w celu jej postawienia powołał Komitet Organizacyjny Środowiska Ocalonych przez Naród Irański.
Pan Władysław ma za co być wdzięczny Persom. Wspominając dzieciństwo powiedział mi kiedyś, że „po piekle syberyjskiej ziemi, znalazł się w irańskim raju”. Jego matka Janina nie przeżyła tułaczki, ale jej grób w Teheranie jest pod najlepszą opieką. Przedstawiciel Związku Dzieci z Isfahanu ubolewa jednak, że znów fałszuje się historię. W ostatnich latach kilka razy spotkał się z opinią, że on, jego rodzina oraz tysiące innych polskich wygnańców byli... uciekinierami. Na Syberię mieli trafić, ponieważ rzekomo uciekali przez hitlerowskimi Niemcami. Zdaniem Władysława Czapskiego taka narracja jest skandaliczna. Oburza go także fakt, że jego interwencje i oficjalne pisma w tej sprawie pozostają bez odpowiedzi, również z kręgów dyplomatycznych.
Zniekształcanie historii polskich wygnańców odbywa się na różnych frontach. W internecie natknęłam się na komentarze umniejszające roli Irańczyków w pomoc Polakom. Gdzieniegdzie można spotkać się z opinią, że Persowie niechętnie nam pomagali, a przyjęli na swojej ziemi tylko dlatego, że zostali do tego zmuszeni przez Anglików. Owszem, układ polityczny w tamtym czasie był taki, że dominujące Imperium Brytyjskie dyktowało warunki państwom znajdującym się pod brytyjską strefą wypływów. Jednym z nich było nakazanie Iranowi, aby przyjął na swoją ziemię Andersa i jego ludzi.
Myli się jednak ten, kto twierdzi, że Irańczycy nieokazali szczerej gościny. Liczne relacje polskich świadków świadczą o tym, że naród irański oddał całe swoje serce umęczonym polskim tułaczom.
Nie mam wątpliwości, że każdy Polak, który pojedzie dzisiaj do Iranu przekona się na własne oczy, że ludzie zamieszkujący perską ziemię są najbardziej gościnni na świecie. Odsyłam do relacji z podróży zamieszczanych na licznych blogach, gdzie znaleźć można potwierdzenie moich słów. Niezaprzeczalne jest, że Irańczycy bardzo lubią Polaków i... kochają Krzysztofa Kieślowskiego. Czym szczególnym nasz reżyser zasłużył na tę miłość? O to także musiałam zapytać. W odpowiedzi usłyszałam, że poruszone w jego filmach tematy są bliskie Irańczykom. Podobnie jak stworzone przez Kieślowskiego postacie, w których wielu Irańczyków odnajduje samych siebie.

Czy Iran ma dziś szansę podbić serca Polaków, skoro USA jest naszym oficjalnym sojusznikiem? W muzeum ulokowanym w budynku byłej ambasady Stanów Zjednoczonych w Teheranie spotkałam dwie niezależne od siebie grupy turystów. W obu byli Polacy (!). Czego się od nich dowiedziałam? Na lotnisku spotkali kolejnych kilkunastu turystów z Polski, którzy podążali w tym samym kierunku. – Poczytaj fora podróżnicze, a dowiesz się, jak wielu Polaków postawiło właśnie na Iran – usłyszałam od jednego z nich.

Agnieszka Piwar
Myśl Polska, nr 49-50 (3-10.12.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 05 gru 2017, 17:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Bić się, gdy jest o co

Felieton • Portal Informacyjny „Magna Polonia” (www.magnapolonia.org) • 5 grudnia 2017

Austriacki naukowiec Konrad Lorenz twierdził, że zachowania ludzi są w znacznie większym stopniu zdeterminowane biologicznie, niż skłonni bylibyśmy przyznać. Teraz, kiedy prawdziwych naukowców jest coraz mniej, a coraz więcej jest utytułowanych propagandystów, dominuje pogląd odwrotny – że mianowicie nawet płeć jest determinowana kulturowo. Mnóstwo szamanów ciuła sobie na tej bladze doktoraty i habilitacje, obłazi uniwersytety na podobieństwo insektów, w następstwie czego brednia rozszerza się z szybkością światła, bo ludzie prości uważają, że skoro docenci piszą, a zwłaszcza – skoro drukują - to musi to być prawda, bo w przeciwnym razie Gomułka by nie pozwolił. Ale mniejsza o to, bo chciałbym podjąć próbę oceny polskich powstań z punktu widzenia ustaleń Konrada Lorenza.

Otóż zauważa on, że gatunki wyposażone przez naturę w groźną broń, rzadko kiedy walczą na śmierć i życie. Przeważnie jest tak, że kiedy osobnik słabszy przekona się o sile przeciwnika, nie czekając na śmiertelny cios, ratuje się ucieczką, a tamten go nie ściga, zadowalając się świadomością sukcesu i utrzymaniem terytorium. Walki na śmierć i życie zdarzają się wśród gatunków nie wyposażonych przez naturę w groźną broń, na przykład – wśród sierpówek, które walczą aż do skutku, to znaczy – do zadziobania na śmierć. Dlatego też takie gatunki przestrzegają tzw. bezpiecznego dystansu – co widać zwłaszcza jesienią, gdy na przewodach wysokiego napięcia siadają gromady szpaków. Każdy siedzi w identycznej odległości od drugiego – właśnie na bezpieczny dystans – żeby ten drugi nie mógł go dziobnąć. Zdarza się jednak niekiedy, że ten bezpieczny dystans zostaje nagle zmniejszony. Wtedy są dwie możliwości – albo ratowania się natychmiastową ucieczką, albo wykonanie ataku rozpaczy. Ciekawe, że ślady tego bezpiecznego dystansu znajdujemy nawet w Ewangelii – kiedy Pan Jezus opowiada, jak to jeden król walczy z drugim. Najpierw siada i oblicza, czy w dziesięć tysięcy żołnierzy będzie w stanie stawić czoło tamtemu, który ciągnie na czele dwudziestu tysięcy. I jeśli dochodzi do wniosku, że nie, to wysyła poselstwo, g d y t a m t e n j e s t j e s z c z e d a l e k o - bo jeśli jest blisko, to pozostają tylko dwie możliwości – albo bezwarunkowa kapitulacja, albo atak rozpaczy. Ten ostatni polega na tym, że napastnik nie pozostawia napadniętemu ani możliwości kapitulacji, ani możliwości ucieczki. Na przykład szczur zagnany przez człowieka w kąt, z którego nie ma wyjścia, z przeraźliwym wrzaskiem rzuci mu się do twarzy. W przypadku wojen – a powstania są rodzajem wojny – przesłanki wymuszające atak rozpaczy wynikają z wpędzenia się w sytuację bezalternatywną. Dlatego w miarę możności należy unikać wprowadzania się w taką sytuację, w której możliwa jest albo bezwarunkowa kapitulacja, albo atak rozpaczy, który może doprowadzić do czegoś jeszcze gorszego, to znaczy – do zagłady. Zilustruję to przykładem z 1939 roku. Kiedy w kwietniu Wielka Brytania udzieliła Polsce enigmatycznych „gwarancji”, Hitler – co zostało ujawnione podczas procesu norymberskiego - zarządził wprowadzenie harmonogramu godzinowego do „Planu Białego” to znaczy – planu wojny z Polską. To, że taki plan istniał, o niczym jeszcze nie świadczyło, bo przygotowywanie planów wojen z innymi państwami należy do obowiązków każdego sztabu generalnego. Rozkaz wprowadzenia harmonogramu godzinowego wskazuje na rozpoczęcie przygotowań do wojny. Ale Anglicy próbowali jeszcze pozyskać Stalina jako sojusznika w wojnie z Niemcami i w tym celu wybrała się do Moskwy delegacja Sztabu Imperialnego z generałem Ironside na czele. Stalin nie powiedział „niet”, ale zwrócił uwagę, że ZSRR nie graniczy z Rzeszą, więc jakże Armia Czerwona ma wejść w kontakt bojowy z Wehrmachtem? Gdyby tak – ciągnął – Armia Czerwona obsadziła zachodnią granice Polski – aaa, to co innego. I Anglicy próbowali wysondować stanowisko rządu polskiego w tej sprawie – na ponad cztery lata przed Teheranem i na sześć lat przed Jałtą. W tej sytuacji polski rząd miał ostatnią szansę na podjęcie decyzji – czy losy Polski złożyć w ręce rządu brytyjskiego, czy też porozumiewać się z Niemcami na własna rękę – bo wszystko wskazuje na to, że lepiej sprzedawać się samemu, niż udzielić pełnomocnictwa na sprzedawanie własnego kraju komuś innemu. Jak zdecydował – wiemy i wiemy, że konsekwencją tej decyzji była katastrofa.

Wspomniałem, że powstanie jest rodzajem wojny, ale wojny szczególnej, bo podejmowanej w sytuacji, gdy własne terytorium państwowe jest kontrolowane przez nieprzyjaciela. Co to znaczy - „kontrolowane”? Chodzi nie tylko o obecność wojsk nieprzyjacielskich na obszarze przyszłych działań wojennych, ale przede wszystkim o to, że nieprzyjaciel przechwytuje całe bogactwo wytwarzane przez ujarzmiony naród i wykorzystuje je przeciwko niemu – przede wszystkim przeciwko jego aspiracjom politycznym. W takiej sytuacji pomyślne rokowania są bardzo trudne, chyba, że powstańcy zdołają skaptować sobie sojusznika w postaci innego państwa, które rozpocznie z nieprzyjacielskim państwem wojnę, odciągając jego potencjał od powstańców, którzy w ten sposób będą mogli zmniejszyć dystans potencjału dzielący ich od nieprzyjaciela. Płynie z tego wniosek, że aby powstanie uzyskało choćby szansę powodzenia, powinno być poprzedzone starannym przygotowaniem politycznym. Jak bowiem zauważył pruski teoretyk wojny Karol von Clausewitz, wojna jest kontynuacją polityki – ale prowadzonej innymi środkami. Polityka zaś – w uproszczeniu – sprowadza się do tego, by partner, czy przeciwnik ugiął się przed naszą wolą, to znaczy – żeby uznał naszą władzę przynajmniej w takim zakresie, jaki jest nam potrzebny. Władza – w uproszczeniu – polega bowiem na tym, że ktoś rozkazuje, a reszta słucha. W tym celu można wykorzystywać instrumenty polityczne, jak np. groźby czy szantaż, instrumenty ekonomiczne, a jeśli ani te, ani te nie przynoszą spodziewanego rezultatu – również instrumenty militarne. Najważniejsze jednak jest sprecyzowanie celu politycznego, jaki chcemy osiągnąć – bo dopiero wtedy możemy ocenić, jakie środki należałoby dla jego realizacji podjąć i czy jesteśmy w stanie to osiągnąć. Wydaje się, że jedynym polskim powstaniem, które zostało w odpowiedni sposób przygotowane, było Powstanie Wielkopolskie, toteż nic dziwnego, że tylko ono zakończyło się sukcesem, to znaczy – zrealizowaniem politycznego celu, dla jakiego zostało zainicjowane. Płynie z tego wniosek, że przygotowania do powstania trzeba zacząć od wyznaczenia mu celu politycznego, ale – co jest tak samo ważne – by ten cel był realistyczny, to znaczy – możliwy do osiągnięcia przy pomocy środków, którymi powstanie będzie mogło rozporządzać.

Z tego punktu widzenia w polskiej polityce w wieku XIX i początkach XX można wyodrębnić dwa nurty: tzw. insurekcyjny i tzw. ugodowy. Nurt insurekcyjny sprowadzał się do podrywania kolejnych pokoleń Polaków do walki o niepodległość – przede wszystkim z Rosją, jako ze to właśnie ona zagarnęła największą część polskiego terytorium państwowego ze stolicą. Wojna o niepodległość oznaczała jednak niemożność pozyskania dla powstania żadnego z pozostałych dwóch państw zaborczych, zatem oznaczała wojnę narodu pozbawionego możliwości dysponowania swoim bogactwem z trzema europejskimi mocarstwami. Pod tym względem najbardziej tragiczny obraz przedstawia Powstanie Styczniowe – nawet jeśli pominiemy zagadkowy wątek Leopolda Kronenberga, który najpierw wyłożył na zakup broni dla powstanie milion rubli, ale po jego upadku udekorowany został przez cara orderem św. Włodzimierza i dożywotnim szlachectwem w sytuacji, gdy cesarz nie mógł nie wiedzieć o tym milionie, jako że na skutek zdrady broń wpadła w ręce rosyjskie. Nurt ugodowy prezentował pogląd, że największym nieszczęściem nie jest nawet utrata niepodległości, tylko rozbiór, to znaczy – podział polskiego terytorium państwowego między trzy europejskie mocarstwa. Dlatego też ugodowcy uważali, że najpierw należy doprowadzić do skupienia całego polskiego terytorium państwowego pod skrzydłami jednego zaborcy, a kiedy już to nastąpi – wystąpić przeciwko niemu, bo wówczas jest szansa pozyskania dla sprawy powstania pozostałych dwóch, którzy nie muszą być zachwyceni nadmiernym wzmocnieniem swego dawnego wspólnika w rozbiorach Polski. O ile jednak przedstawiciele nurtu insurekcyjnego aż czterokrotnie przekonali się o katastrofalnych następstwach swojej metody politycznej, to przedstawiciele nurtu ugodowego takiej weryfikacji nie przeszli. Mówiąc nawiasem, Józef Piłsudski, uważany na najwybitniejszego przedstawiciela nurtu insurekcyjnego, praktykował raczej metody ugodowe, tworząc Legiony przy boku austriackim.

Myślę, że warto przy tej okazji poruszyć jeszcze jeden wątek, mianowicie – wątek poświęcenia. Wszystkie te polityczne mądrości, czy mędrkowania uzależnione są od tego, czy w społeczeństwie próbującym wybić się na niepodległość jest dostatecznie dużo ludzi gotowych do poświęceń, czy nie. Każda bowiem, nawet realistyczna aż do bólu polityka jest możliwa o tyle, o ile znajdzie się ktoś, kto w tym celu gotów będzie zaryzykować własne życie. Można zatem złośliwie powiedzieć, że polityczni realiści pasożytują na romantykach, bo bez nich – tak jak pasożyt bez żywiciela – nie byliby w stanie niczego upolitykować. W takiej sytuacji wyszydzanie postaw romantycznych nie jest przejawem politycznej mądrości – raczej krótkowzroczności i to przy założeniu uprzejmym, że taka postawa jest autentyczna, a nie obstalowana przez oficera prowadzącego. Realiści również powinni być zainteresowani obfitym występowaniem w społeczeństwie postaw romantycznych – co oczywiście powinno się przekładać na piekielną triadę w postaci edukacji, przemysłu rozrywkowego i mediów. Trzeba tylko pilnować, by romantycy nie zdominowali politycznych gremiów decyzyjnych, bo mają oni niestety skłonność do uprawiania moralnego szantażu wobec każdego, kto nie odczuwa romantycznej gorączki. Z tym jednak, to znaczy – ze starannym odsiewaniem romantyków z politycznych gremiów decyzyjnych nie powinno być kłopotów, bo jeśli nawet jakiś romantyk by przez to sito się prześliznął, to pozostając w politycznych kręgach, bardzo szybko się swego romantyzmu pozbędzie i potem może w realizmie przelicytować nawet największych realistów.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4088


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 08 gru 2017, 08:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://codziennik24.pl/2017/12/07/zdel ... eminister/

Zdelegalizować panią wiceminister
(7 Grudzień 2017)(7 Grudzień 2017)

Problem stanął na poziomie definicji określającej kto jest faszystą. – Podobnie do pytania „kto jest złodziejem” – czy ten co ukradł, czy ten kto krzyczy „łapaj złodzieja”? Wszak i wśród tych krzyczących bywają nie tylko sprawiedliwi ale i złodzieje.

Z tym już się wiążą i definicje nazizmu, rasizmu, czy antysemityzmu jako elementy wojny propagandowej w interesie korporacjonistów-syjonistów-globalistów rozpętanej przez ideologów lewactwa, i pochodnej od niego ideologii poprawności politycznej i grzeczności narzucanej w tym układzie jako obowiązkowa.

AJC Central Europe i Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego zorganizowało konferencję „Zjawisko antysemityzmu w Polsce: Diagnoza – Konsekwencje – Metody przeciwdziałania”.

„Jedną z przyczyn seminarium było „bombardowanie medialnymi komunikatami o skali antysemityzmu”. „Koronnym argumentem” był donos medialny o spaleniu kukły Sorosa jako prowadzącego antypolską działalność. Sorosa uważanego za Żyda, stąd i cały ten happening antypolskie media nazwały „spaleniem kukły Żyda”.

W trakcie tej konferencji reprezentantka rządu PiS – podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dr Magdalena Gawin (stronnictwo prezydenta Dudy) w ramach wstępnej dyskusji wypowiedziała się publicznie iż po Marszu Niepodległości ONR powinien zostać zdelegalizowany. Co ciekawe uważa, że jego cele są niezgodne z konstytucją i nigdy nie powinien zostać zalegalizowany.

Żyd to dobry człowiek. Kiedy Żyd przestaje być dobrym człowiekiem, przestaje być Żydem. Każda społeczność normalnych, prawych ludzi chciałaby mieć taką zasadę organizacyjną.

Broniąc się jako Polacy przed złymi ludźmi nie jesteśmy nikomu „anty-”. Bronimy się w ramach koniecznych. Bronimy się z miłości do siebie i do osób za które jesteśmy odpowiedzialni. „Anty-” ludziom lub narodom to zawsze naganna, ideologicznie motywowana agresja. „Antyanty-” też. Każda społeczność normalnych, prawych ludzi chciałaby mieć tak ideowe zasady organizacyjne i takich sąsiadów.

Postawy samoobronne to co innego jak antysemityzm. Polakom obcy jest antysemityzm, Antysemityzm=NAZIZM! Nazizm to niemiecki patent na przemysłowe zabijanie/eliminowanie Żydów!

Polacy nigdy nie byli nazistami. Przeciwnie – byli, a nawet za sprawą struktur nazistowskich, które znalazły schronienie w UE, nadal są ofiarami nazizmu. (- Choćby przez narzucanie nam prawodawstwa nadrzędnego nad naszą moralność i sprawiedliwość, jak „prawo do zysku” dla korporacjonistów-syjonistów-globalistów bez względu i na aspekty moralne i nawet nasze zyski, którymi moglibyśmy się dzielić z korporacyjnymi kontrahentami).

Lewacka propaganda zrobiła w oczach opinii publicznej z Marszu Niepodległości manifestację faszyzmu i nazizmu. Inaczej mówiąc to, to w ramach kłamliwej, antypolskiej propagandy nas, Polaków przedstawiła światu jako potwory.

W tej sytuacji pani Gawin, której funkcja publiczna pozwala tytułować ją wiceministrem przyłączyła się do grupy kłamców i oszczerców, ale nie tylko przyłączyła. Ona tu przejmuje inicjatywę w byciu „anty-„.

Teraz to jej trzeba postawić zarzut faszyzmu. Postawić tym bardziej że ona tu działa z pozycji władzy a odnosi się do spraw narodu. To nie ta kolejność priorytetu moralnego. To satanistyczna odwrotka.

Marsz Niepodległości to manifestacja jedności Narodu tak z okazji rocznicy odzyskania niepodległości przez Państwo Polskie, jak i w obliczu zagrożeń dla bytu Narodu stwarzanych przez ruchy internacjonalne jak i korporacje ponadnarodowe i globalizm, jak i całą faszystowską ideologię korporacjonizmu-syjonizmu-globalizmu.

W Marszu Niepodległości chodzi o Państwo rozumiane naturalnie – jako będące dobrem wspólnym i niezbywalną własnością Narodu Polskiego. Państwo, w którym ład życia publicznego definiuje spójna moralność Narodu Polskiego.

Faszystom z ruchów lewackich (od czasów Stalina zwących się antyfaszystami), zwłaszcza z korporacjonizmu-syjonizmu-globalizmu chodzi o państwo wyniesione nad naród – państwo w którym to władze państwowe uzurpują sobie rolę suwerena, wywłaszczając z niej naród (i to mimo iż ma on nawet w Konstytucji zapisane, że jest władzą zwierzchnią nad władzami państwowymi).

W tej narracji rzeczywistości faszystą jest każdy, kogo nie lubią antyfaszyści (podobnie jak antysemitą jest każdy, kogo nie lubią antyantysemici).

Nie tylko podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dr Magdalena Gawin, ale również wcześniej manifestantki „antyfaszystowskie” to zdrajczynie polskiej racji stanu.

Do nich nie dociera że jest polską racją stanu utrzymywanie spójnej tożsamości duchowej Narodu Polskiego.

Według pań z „Koalicji Antyfaszystowskiej” manifestanci to faszyści. Problem że faszystkami to tutaj okazują się właśnie one.

Z każdym ruchem „anty-” wiąże się bowiem bycie gorszym jak to co ma być zwalczane. Ci „anty-” startują bowiem już z wiedzą o siłach, środkach i możliwościach działania tych których chcą zwalczać. Oni więc podejmując swoją akcję zawsze gromadzą chęci i siły szkodzenia większe jak ci co mają atakowani. Nadto ich prowokacje są na tyle bezczelne i uparte że wymuszają reakcję co bardziej nerwowych obrońców naturalnego ładu, a więc i dostarczają tym „anty-” dalszej zakłamanej amunicji duchowej (do pomawiania ich o „agresję” wobec burzycieli tego ładu), a więc i dostarczają im oszukanych tym sposobem stronników.

Ruch „anty-” może być tak samo przeciw ideologii, a więc i przeciw stojącemu za nią złu, jak i przeciw najszlachetniejszej nawet idei.

Ruch „anty-” jest już z założenia satanistycznym, bo nie da się zwyciężyć zła większym złem. W ogóle nie można dzielić zła na mniejsze i większe. Najlepiej to obrazuje fakt, iż na drugim biegunie mamy przykazanie moralne „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”.

Ruchem „anty-” jest każdy ruch ideologiczny zawierający satanistyczną odwrotkę, a więc narzucający z racji władzy, siły, prawa czy ekonomii zmianę w systemie wartości zaatakowanej społeczności czy to na poziomie jej hierarchii (np. prawo realizowane gwałtem – czyli wyniesione nad moralność) czy priorytetu (np. indywidualizm pozyskiwania dóbr osobistych przed priorytetem pozyskiwania dóbr potrzebnych wspólnocie).

Jasne że „faszyzm” narodowców to tylko nadawana im przez lewactwo stygmatyzująca etykietka emocjonalna mająca produkować uprzedzenie do nacjonalistów – czystych ideowców kochających swój naród.

Jasne że manifestacja tych lewaczek nie była antyfaszystowska a antynarodowa.

Kłamstwa tej 13-ki awanturnic, prowokatorek i późniejszych komentatorek zostały uwiecznione na tendencyjnym filmiku: https://www.facebook.com/wideonatemat/v ... 618138284/

„14 kwietnia 1934 r. została opublikowana deklaracja Obozu Narodowo-Radykalnego – ugrupowania, które w wyniku secesji wyłoniło się ze Stronnictwa Narodowego (endecji). Zarzucało ono swoim poprzednikom brak aktywności politycznej, ograniczanie się do negacji rzeczywistości, brak pozytywnego programu działania”.

„ONR, po oficjalnym zerwaniu z SN, przeżywał okres szybkiego rozwoju. Cała organizacja liczyła 4–5 tys. członków. 10 lipca 1934 r. ONR został formalnie zdelegalizowany, ponieważ – jak motywował starosta grodzki warszawski – „działalność członków ONR doprowadza do stałego naruszania bezpieczeństwa, spokoju i porządku publicznego. (…) Przez stałe inspirowanie ekscesów i zaburzeń, podsycanie nienawiści partyjnej i rasowej, urządzanie zgromadzeń i demonstracji w wyraźnym celu podburzania ludności przeciwko władzom państwowym, kolportowanie nieprawdziwych, zmyślonych i niepokojących pogłosek oraz nielegalnych publikacji”.

Była to więc organizacja polityczna i delegalizacja jej miała swoje uzasadnienie. Można przedwojenny ONR porównać do dzisiejszej „totalnej opozycji” – póki co niezdelegalizowanej.

Tak więc i ci co dziś atakują ONR w rzeczywistości chcą ukrywać faktyczny faszyzm stojący za „totalnymi” i oddalać ich delegalizację.

Dzisiejszy ONR to co innego. To już organizacja narodowa.

„Sojusz Lewicy Demokratycznej w 2012 postulował delegalizację ONR i Młodzieży Wszechpolskiej za jawne i czytelne propagowanie faszyzmu podczas Marszu Niepodległości, a także za łamanie konstytucji i prawa. Jerzy Stępień (były prezes Trybunału Konstytucyjnego) uznał wówczas wniosek za niezasadny, ale dodał, że „nie można pochwalać burd i haseł wznoszonych podczas demonstracji skrajnej prawicy, ale to cena, którą demokracja musi zapłacić”. Podkreślił również, że należy stawiać na edukację, a nie delegalizację

„3 września 2016 klub parlamentarny Platformy Obywatelskiej złożył do Prokuratora Generalnego wniosek o delegalizację Obozu Narodowo-Radykalnego w związku z propagowaniem przez tę organizację ideologii faszystowskiej”

Jest na ONR nagonka ale nie za to że robi coś złego, tylko że ideologom i praktykom najgroźniejszego z faszyzmów – korporacjonizmu-syjonizmu-globalizmu nie podoba się idea narodu jako bytu samodzielnego i moralnego.

Klasyk mawiał” „Pluj, pluj, a coś się przylepi. – Dotąd przechodziło im z przedefiniowaniem antysemityzmu,

… mieli korzyści. – Teraz już to wszyscy wiedzą, więc choć korporacjoniści-syjoniści-globaliści (a to nie tylko Żydzi) doszli do śmieszności, to jeszcze próbują coś ugrać, tak i próbują wszystkiemu czego nie lubią nadawać negatywne znaczenia – i od razu zwalczać – nawet naród…

Tak samo ONR powinien się oprzeć podpowiedziom „życzliwych”, że lepiej będzie jak zmienią nazwę . To bardzo dobra nazwa. Dotyczy radykalizmu w sprawach narodowych, a nie politycznych. Oznacza poziom z którego nikt nie powinien zstępować.

Sprawy narodu to i sprawy moralności, i życia. Tu żadnych kompromisów, czy handli być nie może nigdy.

To, że współczesny ONR został zarejestrowany nie znaczy wcale że potrzebuje legalizacji. – Rejestracji tak – niech wszyscy wiedzą że działa jawnie, ale jako organizacja narodowa jest legalnym z natury, z samego faktu istnienia tożsamości i świadomości. Jest ponad polityką. Jest nawet w sprawach moralności ponad sprawiedliwością i systemem politycznym. To on go stanowi.

To on może legalizować struktury polityczne. Nawet w Konstytucji mamy zapis, że to naród jest władzą zwierzchnią nad władzami państwowymi. To jemu przede wszystkim należy się funkcja kontrolna życia politycznego państwa i mediów nadających swój przekaz na rynek publiczny państwa oraz inicjatywa ustawodawcza – co do zmian konstytucji zresztą też. Takich odważnie działających organizacji powinno być więcej a nie mniej.

Pani Gawin jako faktyczna faszystka, która tutaj by widziała potrzebę delegalizacji ONR sama powinna być pilnie „zdelegalizowana”.

https://miarka.neon24pl.neon24.pl/post/ ... ceminister


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 16 gru 2017, 21:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Podżegacze

Izabela Brodacka

Tak się dziwnie składa, że przez całe życie należałam do tej najgorszej kategorii ludzkości czyli do podżegaczy. Gdy byłam dzieckiem, czyli za czasów stalinowskich dowiadywałam się w szkole, że moi przodkowie byli to krwiopijcy, którzy po polowaniu ogrzewali sobie nogi w rozpłatanym brzuchu pańszczyźnianego parobka, bezceremonialnie korzystali z prawa pierwszej nocy wobec wychodzących za mąż wiejskich dziewcząt, a gdy ofiarowywali biedocie wiejskiej ziarno na przednówku robili to wyłącznie w złych intencjach- aby rozbić solidarność narodu białoruskiego, niszczyć świadomość klasową, budzić zawiść i resentymenty i podżegać do wojny domowej.

Młodsi ludzie tego nie wiedzą i nie pamiętają, ale wobec niedobitków ziemiaństwa i przedwojennej inteligencji komunistyczne władze i komunistyczne media nieodmiennie stosowały termin „ podżegacze wojenni”. Ci którzy nie godzili się na stalinowski reżim byli oskarżani o rozbijanie społeczeństwa rzekomo akceptującego ten reżim oraz o podżeganie do III wojny światowej. Nawet dowcipkowanie na temat „tego kto na białym koniu przyjedzie wyzwolić nas z sowieckiej niewoli” mogło skończyć się źle. Pewien student Politechniki, kolega mojego brata, zapytany po wykładzie na co czeka odpowiedział, że na tego na białym koniu. Następnego dnia kolega nie pojawił się na zajęciach i nikt go już nigdy nie spotkał.

Kiedy w 1965 roku biskupi polscy wystąpili ze słynnym orędziem do biskupów niemieckich mój ojciec, były więzień karnej kompanii w Oświęcimiu powiedział: „ nikt mnie nie zapytał czy jestem skłonny im przebaczyć” . Kolejny raz nad głowami naprawdę poszkodowanych, torturowanych i mordowanych powstawały międzynarodowe sojusze i ustalano międzynarodową strategię gry. W tym liście napisanym zresztą po niemiecku przez abp. Kominka przypomniano, że miliony Niemców ucierpiały wskutek powojennych wysiedleń. Najsłynniejsze zdanie listu brzmi: W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu wyciągamy do Was, siedzących tu na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. Odpowiedź podpisało 41 biskupów z RFN i NRD.

Niemieccy biskupi unikali jednak jasnego określenia stanowiska w kwestii granicy na Odrze i Nysie. Ojciec po porozumieniu ze związkiem oświęcimiaków nie wypowiadał się publicznie w sprawie listu. Przede wszystkim oświęcimiacy nie chcieli stawać w jednym szeregu z władzami PRL. Poza tym nie chcieli być oskarżani o podżeganie do wojny. Najbardziej przez wojnę dotknięci, byli jak najdalsi od dążenia do konfliktów zbrojnych.

Rozumieli jednak dobrze, że list biskupów polskich przeszkadza sprawie reparacji wojennych oraz zrównując w prawach sprawców i ofiary stanie się zaczątkiem tworzenia nowej wersji historii zdejmującej z narodu niemieckiego odpowiedzialność za jego czyny.

Obserwowaliśmy wówczas in statu nascendi powstawanie nowej wersji politycznej poprawności, nowej wersji nowomowy, nowej wersji dobrego opozycyjnego tonu. Zgodnie z regułami tego dobrego tonu tak jasnymi jak orwellowskie „ cztery nogi dobrze, dwie nogi źle” było dla wszystkich jasne, że Bauman dobrze ale były ziemianin źle, Kołakowski dobrze ale więzień Rakowieckiej zabity strzałem w tył głowy źle.

W trosce o to żeby nie mówić jednym głosem ze znienawidzoną komuną pozwoliliśmy sobie nałożyć kaganiec tej politycznej poprawności uniemożliwiający formułowanie jakichkolwiek wyrazistych, jednoznacznych poglądów. Każdy jednoznaczny, wyrazisty pogląd traktowany był jako podżeganie do konfliktu.

Obecnie też się twierdzi, że trzeba uważać, żeby nie drażnić Niemców, Rosjan, Ukraińców. Dodam, że trzeba również uważać żeby nie denerwować i nie obrażać aferzystów, złodziei , alfonsów i gwałcicieli.

Taki pogląd to esencja świata ponowoczesnego, w którym nie istnieje prawda ani racja, nie istnieje zbrodnia i wina są tylko różne stanowiska pomiędzy którymi trzeba balansować. Nic dziwnego, że współczesna obiektywna, wyważona publicystyka zasługuje w pełni na określenie, które przypomniał kiedyś Jakub Karpiński. Jest to „ mowa trawa do chińskiego ludu, przez zamknięty lufcik”.

Trudno mi przytoczyć wszystkie okoliczności w których stawałam po stronie podżegaczy. Nie chciałam jak konstruktywna opozycja akceptować kontraktu okrągłego stołu, który był moim zdaniem założycielską zbrodnią IIIRP. Nie uczestniczyłam w pierwszych rzekomo wolnych wyborach. Nie popierałam rzekomej reprywatyzacji, która jak twierdziłam jest gigantycznym złodziejstwem . Pisałam o tym już w 2007 roku, miedzy innymi w Warszawskiej Gazecie, która jedyna nie bała się prawdy.

Teraz dowiaduję się, że uczestniczyłam w wojnie informacyjnej oczywiście kolejny raz jako podżegacz. Otóż zdaniem obiektywnych badaczy w każdym społeczeństwie istnieje naturalny konflikt interesów i należy go łagodzić i rozstrzygać rzeczowo, bez emocji. Zgadzam się - z całą pewnością należy łagodzić konflikt pomiędzy złodziejem i okradzionym mówiąc, że każdy przecież ma swoje racje i swoje prawa. Należy łagodzić konflikt pomiędzy zamordowanym i mordercą bo przecież z perspektywy wieczności ich stanowiska są nierozróżnialne. Nie należało upierać się, że Katyń był dziełem Rosjan, bo przecież dla nich to też było ciężkie doświadczenie. Nie należy wspominać o ludobójstwie wołyńskim, bo w ten sposób podżegamy do nieustających konfliktów z Ukraińcami. Najlepszym lekarstwem na konflikty społeczne jest powszechna amnezja, bo tylko ona może ludzi wyciszyć i pogodzić. Nie upominajmy się o reparacje wojenne. Trzeba przyjąć ,że II Wojnę Światową wywołali jacyś Naziści, których już nie ma. Okradzeni przez Amber Gold powinni zrozumieć okradających, po chrześcijańsku im wybaczyć, a najlepiej byłoby im dopłacić.

Wszystkim, którym przeszkadza wyrazistość Warszawskiej Gazety i oskarżają ją o podżeganie do konfliktów społecznych dedykuję anegdotę z czasów PRL.

Pani kazała dzieciom napisać trzy zdania z użyciem choć raz słowa podżegacze. Jaś napisał:

„Po podwórzu piesek skacze, a na sznurku wiszą gacze. Co się stanie? Podrze gacze”.

[oj, poprawność wślizguje się szparami.. Toż ja pamiętam, że to był Srulek.. I anegdotka tylko przy jego żydłaczeniu jest pełna smaku. Jak głupi goj mógłby cóś tak ładnego wymyślić? .. Mirosław Dakowski]

Tekst drukowany w Warszawskiej Gazecie.

==================================


[Autorce pewnie nie kojarzy się, ale ja czytałem niedawno felieton Zybertowicza „Dzikie instynkty” w Sieci z 2-10 grudnia. Obrzydliwy, powierzchowny, bez żadnych argumentów merytorycznych atak na Warszawską Gazetę. Kończy Zybertowicz swoje insynuacje i plucie takim zdaniem : „Przykre, że w cyrku, który daje takie spektakle, zasłużone postacie opozycji anty-komunistycznej występują w roli małp”. Chodzi między innymi o ks. Stanisława Małkowskiego. Cóż, jaki prezydent, takich doradców sobie wybiera. Mirosław Dakowski]

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 21 gru 2017, 16:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Test dla przyjaciół Polski

Felieton • Radio Maryja • 21 grudnia 2017

Szanowni Państwo!

Podczas gdy nasz mniej wartościowy naród tubylczy z wolna pogrąża się w świątecznej nirwanie, z której wydobędzie się nie wcześniej, jak po 6 stycznia, czyli po święcie Trzech Króli, których pan Ryszard Petru, ongiś przez starszych i mądrzejszych umieszczony na fasadzie partii „Nowoczesna”, naliczył aż sześciu. Wpływ świątecznej nirwany, która często łączy się z podwójnych widzeniem, jest tu bardzo prawdopodobny, a przecież pan Petru nie jest u nas wyjątkiem, bo inni, zwłaszcza przy świątecznym stole, też przecież za kołnierz nie wylewają. A tegoroczna nirwana może być nawet głębsza, niż kiedykolwiek, bo i trzy dni świąt i dwa świąteczne dni w Nowym Roku i wreszcie dwa dni z okazji Trzech Króli. Nic zatem dziwnego, że senatorowie, zasiadający w Senacie Stanów Zjednoczonych właśnie ten okres upodobali sobie dla przeforsowania Aktu numer 447, którego celem jest stworzenie pozorów legalności dla wymuszenia na Polsce realizacji żydowskich roszczeń majątkowych dotyczących tak zwanego „mienia bezspadkowego”. 12 grudnia, a więc następnego dnia po zaprzysiężeniu w Polsce pana Mateusza Morawieckiego na premiera, Senat Stanów Zjednoczonych zatwierdził ten Akt. Przewiduje on między innymi wyodrębnienie tak zwanego „mienia bezspadkowego” w Polsce po to, by zarządzający tą własnością dochodami z niej płynącymi wspierali „ocalałych z holokaustu”, finansowali edukację o holokauście oraz realizowali „inne cele”. Następnym krokiem proceduralnym jest przekazanie projektu Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów, co – jak informuje mnie mój waszyngtoński Honorable Correspondant - właśnie nastąpiło. Jeśli Izba Reprezentantów, na podstawie pozytywnej rekomendacji Komisji Spraw Zagranicznych, projekt uchwali, to ustawa trafi na biurko prezydenta Donalda Trumpa, a po podpisaniu stanie się w USA obowiązującym prawem. W USA, a nie w Polsce – ale niebezpieczeństwo polega na tym, że na podstawie tego prawa, Stany Zjednoczone będą mogły nakładać na Polskę sankcje, jeśli będzie sprzeciwiała się tym roszczeniom. Na przykład – zamrożą wszelkie polskie aktywa w Stanach Zjednoczonych. Wspominam o tym, bo przed laty przed taką groźbą ze strony amerykańskiej ugięła się Szwajcaria, więc cóż dopiero – nasz nieszczęśliwy kraj, bardzo wrażliwy na wszelkie naciski, zwłaszcza ze strony Naszego Najważniejszego Sojusznika.

Bo Stany Zjednoczone uchodzą za Naszego Najważniejszego Sojusznika, podobnie jak w roku 1945, kiedy to sprzedały nas w Jałcie Stalinowi tak samo, jak sprzedaje się krowę. Tym razem jest podobnie – bo jeśli Polska zadośćuczyni żydowskim roszczeniom majątkowym, to środowisko obdarowane na terenie Polski majątkiem wartości 65 miliardów dolarów, z dnia na dzień zyska w naszym nieszczęśliwym kraju dominującą pozycję ekonomiczną, która natychmiast przełoży się na dominującą pozycję społeczną i polityczną. Mniej wartościowy naród tubylczy zyska w ten sposób szlachtę, która zepchnie go do rangi narodu drugiej, a może nawet trzeciej kategorii. Takie rzeczy można ewentualnie robić wrogom, ale nie sojusznikowi, który w ramach NATO udostępnia Stanom Zjednoczonym swoje terytorium dla potrzeb amerykańskiej globalnej rozgrywki z Rosją, ryzykując w razie czego zniszczenie tego terytorium ze wszystkim, co na nim jest. Dlatego postępowanie władz Stanów Zjednoczonych, które w dodatku ani myślą wprowadzić u siebie zasad, do wprowadzenia których będą próbowały zmusić Polskę, jest absolutnie niezrozumiałe w świetle logiki, chyba, żeby niegrzecznie uznać, że zostały one przez wpływowe środowiska żydowskie skorumpowane.

Tak się jednak składa, że wielu Żydów deklaruje się ze swoją przyjaźnią również wobec Polski. Popularne w Polsce przysłowie głosi, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. A właśnie za sprawą decyzji, jakie podejmowane są w kierowniczych gremiach Stanów Zjednoczonych, Polska może już wkrótce znaleźć się w bardzo trudnym położeniu. W tej sytuacji byłoby dobrze, gdyby żydowscy przyjaciele Polski, wykorzystując swoje wpływy w Stanach Zjednoczonych, podjęli wielkoduszną próbę przekonania amerykańskich dostojników, by odstąpili od tego, nieprzyjaznego wobec Polski postępowania i nie wystawiali na ciężką próbę tradycyjnej przyjaźni do Stanów Zjednoczonych polskiego narodu, który nigdy nic złego Stanom Zjednoczonym nie zrobił.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4101


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 14 sty 2018, 20:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Na końcu „krętej drogi”

Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 14 stycznia 2018

„Chwała tym, co walczyli o prawdę na czele z Antonim Macierewiczem” - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński, przemawiając na styczniowej miesięcznicy smoleńskiej – dodając, że „nasza droga (...)czasem ze względu na okoliczności jest kręta. Ufajcie, że idziemy razem w tym samym kierunku”. Te słowa padły w dzień po głębokiej „rekonstrukcji rządu”, z którego usunięty został Antoni Macierewicz, Jan Szyszko i Witold Waszczykowski, podobnie jak wcześniej – premier Beata Szydło, od której zagadkowego odwołania ta „rekonstrukcja” się zaczęła. Rzeczywiście, kręte to wszystko, żeby nie powiedzieć – krętackie. No bo jakże to? Z jednej strony „chwała”, a jednocześnie – won z rządu, won ze stanowiska ministra obrony? Takim językiem „chwała” nie przemawia. Chwała przemawia całkiem inaczej. To prawie jak w kolędzie „Bóg się rodzi”, gdzie śpiewamy między innymi „wzgardzony okryty chwałą”. Ale Franciszkowi Karpińskiemu, który tę kolędę napisał, chodziło o ukazanie serii paradoksów: „ogień krzepnie, blask ciemnieje”, podczas gdy w tym przypadku podejrzewam raczej krętactwo. Ale krętactwo pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy trzeba za wszelką cenę ukryć coś kompromitującego. Czyż nie to właśnie miał na myśli prezes Kaczyński, przyznając, że „nasza droga (…) jest kręta” ze względu na „okoliczności” - ale przezornie powstrzymał się od zdefiniowania tych zagadkowych „okoliczności”, a tylko zaapelował o „zaufanie”, że „nadal idziemy razem w tym samym kierunku”. To akurat może być prawdą na takiej samej zasadzie, że szczury idą w tym samym kierunku co i szczurołap-flecista, ale oczywiście każdy w innym celu. W tej sytuacji uchylmy nieco zasłonę skrywającą owe tajemnicze „okoliczności” i spróbujmy zastanowić się, w jakimże to kierunku prezes Kaczyński prowadzi zarówno tych, co mu ufają, jak i wszystkich pozostałych, to znaczy – całe państwo.

Zacznijmy od przypomnienia, że Lech Kaczyński uczestniczył w naradach w Magdalence, gdzie generał Kiszczak wraz z gronem osób zaufanych uściślał i konkretyzował ogólne postanowienia, jakie w sprawie transformacji ustrojowej w naszym nieszczęśliwym kraju podjęli Sowieciarze do spółki z Amerykanami, z ramienia których projektantem i inspektorem nadzoru był urzędnik Departamentu Stanu pan Daniel Fried, późniejszy ambasador USA w Warszawie, a obecnie znowu urzędnik Departamentu Stanu, tyle, że wyższej już rangi. Jakie były szczegóły tych ustaleń – tego nie wiem, ale przypominam sobie odpowiedź, jakiej na łamach „Gazety Wyborczej” udzielił był w pierwszej połowie lat 90-tych Stefan Bratkowski Stanisławowi Jankowskiemu „Agatonowi”, który dziwował się, że w „wolnej Polsce” komuna nie tylko jest bezkarna, ale się panoszy. To dlatego – wyjaśnił red. Bratkowski – że w Magdalence zostały udzielone pewne gwarancje, których trzeba dotrzymywać. Te gwarancje obejmowały również scenę polityczną – że mianowicie nie zostaną na nią dopuszczeni „ekstremiści”, to znaczy – uważany za największe zagrożenie ruch chrześcijańsko-narodowy. Oczywiście wtedy zakazać wprost tego nie wypadało, bo zaraz pojawiłyby się jeszcze większe wątpliwości co do autentyczności naszej młodej demokracji, toteż ZCh-N najpierw się pojawił, ale właśnie Jarosław Kaczyński wystawił mu recenzję, że jest on „najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski”, wskutek czego Zch-N wkrótce umarł śmiercią naturalną, a jego miejsce zajęło Porozumienie Centrum, próbujące zmonopolizować nie tylko „prawicę”, ale również „patriotyzm”. Porozumienie Centrum nastręczyło skołowanemu narodowi na prezydenta Lecha Wałęsę w charakterze jasnego idola, przy którym Lech Kaczyński został szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a Jarosław politykował na terenie parlamentarno-rządowym. Wydawało się, że prawa strona politycznej sceny została solidnie zabetonowana, ale stare kiejkuty miały swoje widoki, więc, Mieczysław Wachowski bez specjalnego trudu całe to towarzystwo rozgonił i w wyborach w roku 1993 do rządów triumfalnie wróciła komuna w postaci SLD i PSL. Potem na fasadę wysunięta została Solidarność w postaci AWS, która w koalicji z Unią Wolności zużywała się moralnie, aż wreszcie zniknęła bez śladu w roku 2001, kiedy to ponownie zatriumfowała komuna tym bardziej, że prezydentem zaś, po przegranej Lecha Wałęsy w roku 1995 został na dwie kadencje Aleksander Kwaśniewski. W tej sytuacji niepodobna nie przypomnieć spiżowej sentencji Józefa Stalina, że w demokracji najważniejsze jest przygotowanie odpowiedniej alternatywy dla wyborców. A jak rozpoznać, czy alternatywa została przygotowana prawidłowo? Tak, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane.

Sytuacja z roku 1990 powtórzyła się i to z nawiązką, w roku 2005, kiedy to prezydentem został Lech Kaczyński, a szef zwycięskiego Prawa i Sprawiedliwości wysunął na premiera Kazimierza Marcinkiewicza, by po kilku miesiącach ustąpić miejsca samemu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, który siłą inercji na stanowisku premiera dotrwał do listopada 2007 roku, kiedy to jego miejsce zajął Donald Tusk. We wrześniu 2009 roku amerykański prezydent Obama dokonał „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, wycofując USA z aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej, a 10 kwietnia 2010 roku miała miejsce katastrofa smoleńska w której zginął prezydent Lech Kaczyński i 95 innych osób. Jednak w roku 2013 USA wróciły do aktywnej polityki w naszej części Europy i rozpoczęły się przygotowania do przebudowy politycznej sceny pod kątem potrzeb, jaka Stany Zjednoczone zamierzały prowadzić w tym zakątku świata. W tym celu trzech kelnerów – i tak dalej – co w 2015 roku doprowadziło do obsadzenia stanowiska prezydenta państwa przez rok wcześniej nikomu nie znanego jako samodzielnego polityka Andrzeja Dudę, podczas gdy PiS wygrało też wybory parlamentarne i utworzyło rząd panią Beatą Szydło na czele. W grudniu przeciwko pani Szydło opozycja wysunęła wniosek o wotum nieufności, który został odrzucony, a pani premier podczas debaty uzyskała recenzję najlepszego premiera III RP – i jeszcze tego samego dnia została zdymisjonowana na rzecz Mateusza Morawieckiego, który 9 stycznia dokonał „głębokiej rekonstrukcji” rządu, usuwając z niego ministra Obrony Antoniego Macierewicza, ministra środowiska Jana Szyszkę i ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.

Dlaczego tak się stało? Oto prezydent Andrzej Duda dopuścił się wobec swego wynalazcy felonii, co pozycję Jarosława Kaczyńskiego osłabiło tak, jakby mu ktoś złamał jedną nogę. Prezydent Duda, występując przeciwko swemu wynalazcy, pozbawił się sympatii PiS, więc musiał poszukiwać politycznych sojuszników – i stare kiejkuty mu się w tym charakterze nastręczyły – ale nie za darmo, tylko za cenę głowy Antoniego Macierewicza na tacy. I prezydent Duda wywiązał się z obstalunku, co jednak wymagało aprobaty prezesa Kaczyńskiego. Dlaczego? Dlatego, że osłabiony na skutek felonii swego wynalazku prezes Kaczyński zaczął cofać się na całej linii pod naporem Niemiec i starych kiejkutów, którzy organizują awantury w kraju. W rezultacie stare kiejkuty za pośrednictwem prezydenta odzyskały wpływ na politykę państwa, a premier Morawiecki otrzymał zadanie „ocieplenia stosunków z Unią Europejską”. Sęk w tym, że o „ocieplenie” może dokonać się poprzez wywieszenie przez Polskę białej flagi, która, gwoli udelektowania wyznawców pana prezesa, będzie przyozdobiona mnóstwem kolorowych wstążeczek, mających zakrywać bezwstydną białość. Ale to nie koniec „krętej drogi”, bo skoro pan prezes cofa się na całej linii, to warto zapytać – dokąd? Myślę, że pod żydowski parasol ochronny, który obiecał rozpiąć nad nim najnowszy przyjaciel Polski, pan Jonny Daniels. Jaką cenę Polska będzie musiała za to zapłacić? Wydaje się, że odpowiedź już znamy, a to z uwagi na proces, jaki toczy się w amerykańskiej legislaturze w sprawie ustawy JUST, jaką 12 grudnia zatwierdził amerykański Senat i która wkrótce może trafić na biurko prezydenta Trumpa. Daje ona Stanom Zjednoczonym możliwość wywierania na Polskę rozmaitych nacisków w razie gdyby ociągała się z realizacją żydowskich roszczeń majątkowych, szacowanych na 65 mld dolarów. Realizacja tych roszczeń oznaczałaby, że Polacy za własne pieniądze zafundowaliby sobie we własnym kraju szlachtę jerozolimską. W tej sytuacji cóż innego pozostaje, jak zaufać, że to wszystko dla naszego dobra? Toteż nic dziwnego, że w przemówieniu skierowanym do uczestników ostatniej miesięcznicy smoleńskiej, prezes Kaczyński nawet nie próbował opisywać „krętej drogi” do świetlanej przyszłości, tylko apelował o zaufanie, że „idziemy w tym samym kierunku”. Ano nie da się ukryć, że to niestety prawda.

Okazało się, że nieprzejednana opozycja została takim nieoczekiwanym zwrotem sytuacji zaskoczona do tego stopnia, że okazała się doń absolutnie pod żadnym względem nieprzygotowana, co nieubłaganym palcem wytknęły jej stare kiejkuty za pośrednictwem telewizyjnej stacji TVN, którą od początku podejrzewam o niebezpieczne związki z nimi. Najwyraźniej stare kiejkuty musiały oczekiwać, że pan Grzegorz Schetyna potrafi coś wymyślić, podobnie jak pani Lubnauer ze swoimi koleżankami z Nowoczesnej. Widać, że i u starych kiejkutów nietęgo, no ale to drobiazg w porównaniu z perspektywą, że „dobra zmiana” może zakończyć się w żydowskich objęciach.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 29 sty 2018, 14:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Zdrada panowie – ale „ufajcie”!

Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 28 stycznia 2018

Jeszcze nie ucichły komentarze po niedawnej „głębokiej” rekonstrukcji rządu, a zwłaszcza – po jej najgłębszej części, to znaczy – usunięciu złowrogiego ministra Antoniego Macierewicza, na którym zresztą się nie skończyło i z MON w mgnieniu oka usunięto wszystkich jego współpracowników, na miejsce których stare kiejkuty pośpiesznie wsadzają swoich protegees, czemu minister Błaszczak bezradnie się przygląda – a już wybuchła nowa sensacja, tym razem – na skalę międzynarodową. Zanim jednak przejdę do niej, zatrzymam się na chwilę nad sytuacją w naszej niezwyciężonej armii, nad którą „zwierzchnictwo” sprawuje pan prezydent Duda. Nie ukrywa on radości z powodu odwołania znienawidzonego ministra Macierewicza, w czym wtóruje mu pan generał Różański. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Polska zakupi we Francji śmigłowce „Caracal” za cenę nie dwu, a trzykrotnie wyższą, żeby jakoś wynagrodzić sobie te wszystkie hercklekoty po anulowaniu poprzedniego kontraktu.

Tymczasem wybuchła kolejna afera, tym razem – z „nazistami”. Oto TVN, którą od lat podejrzewam o niebezpieczne związki ze starymi kiejkutami, wyemitowała program pokazujący obchody urodzin Adolfa Hitlera przez członków organizacji „Duma i Nowoczesność”, która za rządów Bartłomieja Sienkiewicza w MSW uzyskała status organizacji pożytku publicznego. Te urodziny obchodzone były na wiosnę ubiegłego roku, ale materiał z tym odgrzewanym kotletem wyemitowany został właśnie teraz – w momencie, gdy Polonia Amerykańska desperacko próbuje wstrzymać prace nad ustawą 447, wysyłając do kongresmanów z Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów stosowna petycję z ekspertyzą prawną, a lada dzień przyjedzie do Polski z wizytą sekretarz stanu USA Rex Tillerson. Podejrzewam, że stare kiejkuty, które w TVN zachowały spore wpływy również po wykupieniu tej stacji przez amerykańską firmę Scripps Networks Intercative z siedzibą w Knoxville w stanie Tennessee, po prostu zainscenizowały obchody urodzin Hitlera przy pomocy swoich konfidentów, żeby mieć gotowca na wypadek, gdy Nasza Złota Pani, czy ktokolwiek inny będzie potrzebował ilustracji, jak to w Polsce panoszą się „naziści”. No i teraz właśnie nadszedł ten moment – bo cóż lepiej zneutralizuje desperacki lobbing Polonii Amerykańskiej przeciwko ustawie nr 447, jak nie wyeksponowanie „nazistów” w Polsce? Wyobrażam sobie, że ktoś mógł delikatnie zasugerować amerykańskiemu właścicielowi TVN, żeby wykorzystał w tym celu swoja stację w Polsce, tamten z kolei podkręcił stare kiejkuty, które za napiwek gotowe są sprzedać nawet własną matkę, a cóż dopiero – naszą biedną ojczyznę, z którą przecież nigdy się nie utożsamiały, najpierw wysługując się Sowietom, a teraz – każdemu, kto im da napiwek. Stare kiejkuty zaś zmobilizowały swoich konfidentów w TVN, no i wybuchła afera na 14 fajerek.

Charakterystyczne jest również i to, że zarówno pan prezydent Duda, jak i rząd pana Mateusza Morawieckiego, który nawet słowem protestu nie odważył się zająknąć w sprawie amerykańskiej ustawy numer 447, a z odpowiedzi jakiej MSZ udzieliło na interpelację posła Roberta Winnickiego w tej sprawie wynika, ze nie kiwnął nawet palcem, teraz pozwala starym kiejkutom wkręcać się w tę aferę z oznakami skwapliwości. Prezydent i pozostali Umiłowani Przywódcy prześcigają się w deklaracjach, jak to będą złych „nazistów” prześladować, a przy okazji zapowiadają delegalizację rozmaitych organizacji narodowych, z ONR na czele, zaś policja już rozpoczęła „sprawdzanie” wytypowanych uczestników ubiegłorocznego Marszu Niepodległości, na którym owczarkom niemieckim udało się wywąchać aż „60 tysięcy nazistów”. Można by tę skwapliwość przypisać głupocie Umiłowanych Przywódców z Prawa i Sprawiedliwości, którzy najwyraźniej nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób potwierdzają przed międzynarodową opinią publiczną, iż w Polsce „naziści” się panoszą, gdyby nie to, że ta skwapliwość dobrze się komponuje ze zmową milczenia rządu i prezydenta w sprawie amerykańskiej ustawy 447. Ta zmowa milczenia bowiem, w której uczestniczą również telewizje – zarówno rządowa, jak i te nierządne - budzi podejrzenia, iż rząd Prawa i Sprawiedliwości złożył Żydom jakieś obietnice, które jednak do ostatniej chwili mają pozostać tajemnicą dla polskiej opinii publicznej. Mógł to zrobić i pan prezydent Duda, podczas swoich rozmów z Żydami w Nowym Jorku i rząd – podczas wizyty in corpore w Izraelu. Rzecz w tym, że we wspomnianym projekcie 447 najgroźniejszy punkt trzeci stanowi, że przychody z „własności bezdziedzicznej” będą przeznaczone na wspieranie ocalałych z holokaustu, na edukację o holokauście i na „inne cele”. Wynika z tego, że ta „własność bezdziedziczna” musi zostać na terenie Polski wyodrębniona choćby po to, by wiedzieć, jakie przynosi „pożytki”. A skoro już zostanie wyodrębniona, to ktoś przecież będzie musiał nią zarządzać, choćby po to, by te przychody rozdzielać zgodnie z punktem trzecim. Jest rzeczą oczywistą, że będzie to jakieś gremium żydowskie, a to z kolei oznacza, że środowisko żydowskie otrzyma na terenie Polski majątek wartości 60, może nawet 65 miliardów dolarów – bo na tyle właśnie szacowane są te „roszczenia”. To z kolei oznacza, że środowisko to z dnia na dzień może zyskać w Polsce dominującą pozycję ekonomiczną, która natychmiast przełoży się na dominującą pozycję społeczną i polityczną. Słowem – stanie się szlachtą dla mniej wartościowego narodu tubylczego, który we własnym kraju zostanie zepchnięty do rangi narodu II kategorii.

W tej sytuacji skwapliwość Umiłowanych Przywódców z Prawa i Sprawiedliwości w zwalczaniu złych „nazistów” i demonstrowaniu intencji delegalizacji wszelkich odłamów ruchu narodowego, staje się zrozumiała. PiS, jako polityczna ekspozytura Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego (zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową, Polską rotacyjnie, w zależności od tego, pod czyją kuratelą nasz nieszczęśliwy kraj akurat się znajduje, rządzą trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie), po prostu zamierza uprzątnąć tubylczą scenę polityczną z ruchów, które potencjalnie mogą skomplikować zainstalowanie w Polsce szlachty jerozolimskiej, ściśle współpracują w tej sprawie z obozem zdrady i zaprzaństwa. Tak było i przedtem – zarówno w sprawie Anschlussu do Unii Europejskiej, jak i ratyfikacji traktatu lizbońskiego, więc nic dziwnego, że tak jest również teraz, z tym, że każdy w tym przedstawieniu odgrywa wyznaczoną rolę: stare kiejkuty ze swoją agenturą – swoją, a rząd PiS i pan prezydent Duda – swoją. I dopiero w tej sytuacji możemy w pełni ocenić smakowitość apelu Naczelnika Państwa, wygłoszonego podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej: „ufajcie”! Jużci – cóż innego wyznawcom pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego pozostało?

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4129


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 03 lut 2018, 21:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Kurdupel w cyrkule i antysemityzm

Niniejszą notkę dedykuję i piszę dla wszystkich Blogerów, Zwykłych Ludzi, Polityków, Działaczy i Dziennikarzy, którzy od kilku dni ciężko pracują tutaj i w innych miejscach, piszą notki i artykuły, rozsyłają maile i przygotowują protesty – jednym słowem działają na rzecz dobrego imienia Polski oraz protestują przeciwko nikczemnym kłamstwom i oszczerstwom, które właśnie są na nas wylewane.

Po tych niemiłych i paskudnych dniach, w których wszyscy ciężko zasuwaliśmy, należy się nam wszystkim nieco wyluzowania, prawda? Choć, szczerze mówiąc, wcale nie jest mi do luzackich żartów, tym bardziej po przeczytaniu na portalu DoRzeczy wiadomości o ataku na polskich turystów na plaży w Ejlacie. W związku z tym spodziewam się, że niebawem jakiś agresywny debil albo agentura zaatakuje np.Bogu ducha winnego pobożnego Żyda w Warszawie czy w innym miejscu w Polsce, oczywiście przy całkiem przypadkowej obecności mediów izraelskich i zachodnioeuropejskich. Dlatego też tak przy okazji chciałam się dowiedzieć, jakie posunięcia uczyniły odpowiednie władze polskie dla ochrony polskich turystów w Izraelu, czy zgłosiły gdzieś ten incydent, itp. – jeśli nie, to zamiast lamentów do roboty, Panie i Panowie, i to od zaraz, zanim to nastąpi. Bo lamentów w miejsce przewidywania rozwoju wypadków mam po prostu dosyć.

Przy okazji składam nieodmiennie gorące „podziękowania” dla wszystkich inicjatorów i uczestników tego amoku, tego rodzaju podziękowania powinny złożyć w szczególności organizacje turystyczne Polski i Izraela. Gdybym teraz chciała być szczególnie złośliwa, posnułabym dalej wątek, że ten amok może być tajną operacją wywiadu któregoś z państw w Basenie Morza Śródziemnego – spora część ciepłolubnych turystów zdecyduje się teraz zapewne na inne destynacje i tam będzie zostawiać swoją kasę, podobnie jak i część turystów religijnych – zamiast do Ziemi Świętej mogą udać się np.na pielgrzymkę do Fatimy czy do Santiago de Compostela. Jeszcze raz wielkie brawa dla wszystkich.

A teraz będzie obiecana historyjka o kurduplu i o dewaluacji pojęcia antysemityzmu. Otóż w mojej rodzinie krążyła od niepamiętnych czasów pewna historyjka. Zupełnie nie wiem, skąd ona się wzięła – czy to jest jakaś historia z literatury, czy zwykła anegdota, czy jakaś satyra z dawnej prasy, pamiętam tylko tyle, że była opowiadana już przez mojego Pradziadka (urodził się , chodził do szkoły i spędził młodość w zaborze rosyjskim) a potem przez moją Babcię.

Otóż do cyrkułu (tutaj nie w znaczeniu jednostki administracyjnej a w znaczeniu komisariatu policji w zaborze rosyjskim) przyszedł pewien jegomość ze skargą, że drugi jegomość obraził go nazywając go „kurduplem”. Sprawa trafiła do sądu. W sądzie jak to w sądzie – biurokracja i chmara urzędników, prokurator, sędzia i jacyś sekretarze, zamieszanie jednym słowem. Sędzia Rosjanin dostał protokoły ze sprawy, że jeden pan wyzwał drugiego pana od kurdupla, chce przystąpić do rozprawy ale nie bardzo rozumie, o co z tym kurduplem chodzi i próbuje się dopytać. (tutaj posłużę się zapisem fonetycznym, bo nie będę siebie ani Czytelników męczyć cyrylicą)

- Kurupel, kurdupel, a szto to takoje „kurdupel”?

Biurokracja sądowa tłumaczy sędziemu, szto takoje „kurdupel”. Sędzia słucha i kiwa ze zrozumieniem głową. Na koniec zabiera głos.

- Kurdupel, kurdupel. Nu, i szto takoje, kurdupel? Toż ja kurdupel, pan prokurator kurdupel, pan kurdupel i pan kurdupel… Toż my zdzjes wsje kurdupel!

I tak mi się przypomniała ta dawno zasłyszana historyjka w kontekście ostatnich zadym i prześcigania się przez izraelskich polityków, kto da Polakom mocniej po łbie i kto ich oskarży mocniej i jeszcze mocniej o urojony antysemityzm. To pojęcie miało zasadność, gdy dotyczyło chamskich i niegodziwych odzywek, bijących w godność drugiego człowieka czy całego narodu, miało też zasadność w przypadku negowania zbrodni oświęcimskiej czy przypisywania całemu narodowi nikczemnych cech jednostek (co powinno również obowiązywać i w drugą stronę – w kontekście dyskusji o ustawie, tzn. o ile to można jeszcze nazwać dyskusją, bo to raczej darcie mordy). W momencie, gdy stało się instrumentem do totalnego i oszalałego ataku na Polskę i Polaków, jego wartość spadła do zera. To już nie inflacja i dewaluacja, to kompletny demontaż pojęcia. Po prostu - co za dużo, to nie zdrowo, dla nikogo.

P.S. I jeszcze naprawdę wielka i gorąca prośba do Wszystkich - nie psujmy naszej wspólnej, ciężkiej pracy obraźliwymi, nienawistnymi i idiotycznymi komentarzami. Kto tego jeszcze nie zrozumiał, wyleci od razu.

Opublikowano: 03.02.2018 12:04.

https://www.salon24.pl/u/leonarda/84139 ... tysemityzm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 13 mar 2018, 19:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Bździny i michnikowszyczyna zamiast Trylogii

Stanisław Michalkiewicz

Co się odwlecze, to nie uciecze – powiada przysłowie – i słusznie, bo co ma nadejść, to nadejdzie, a że niekiedy z opóźnieniem, no to się przecież zdarza. Zresztą wcale nie jest pewne, czy z opóźnieniem, bo tylko nam, obserwującym rzecz z boku, może się tak wydawać, podczas gdy planistom projektującym przyszłość naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu, takie następstwo akurat pasuje? Mam oczywiście na myśli zainaugurowaną w żydowskiej gazecie dla Polaków dyskusję na sposobem „pozbycia się Sienkiewicza z polskiej głowy”.

Jak wiadomo, Henryk Sienkiewicz napisał Trylogię gwoli „pokrzepienia serc”, wskrzeszając pamięć o wielkości i majestacie Polski. Najwyraźniej musiał trafić do polskich serc, o czym najlepiej zaświadcza wspomnienie Stefana Żeromskiego: „Józef opowiadał mi rzecz następującą. Był raz w zimie t.r. w Staszowie, miał interes na poczcie, czekał tam więc. Razem z nim czekało na przyjście poczty ze dwudziestu szewców, czeladników, sklepikarzy – czekali na „Słowo”. Gdy poczta przyszła, urzędnik pocztowy zaczął czytać „Potop” na głos… .

Ci ludzie czekali tam parę godzin, oderwawszy się od pracy, aby usłyszeć dalszy ciąg powieści. Nie darmo mówią, że naród zdaje rachunek przed Sienkiewiczem z uczuć polskich. Jest to objaw znamienny. Sam widziałem w Sandomierskiem, jak wszyscy, tacy nawet, którzy nigdy nic nie czytają, dobijali się o „Potop”. Książki kursują, rozbiegają się błyskawicznie. Niebywałe, niesłychane powodzenie. Sienkiewicz zrobił dużo, bardzo dużo. Niech imię jego będzie pochwalone…”


A oto jak wspomina Henryka Sienkiewicza Ludwik Hieronim Morstin: „Byłem oczywiście pod wpływem tych sądów i opinii ( bardzo krytycznych wobec Sienkiewicza – SM) moich przyjaciół i kolegów, a mimo to, gdy pierwszy raz poznałem Sienkiewicza u artysty-rzeźbiarza Ludwika Pugeta i uścisnąłem rękę, która napisała ten rapsod bohaterstwa polskiego, która skreśliła postacie tych rycerzy archanielskich, co stali w pierwszych dniach mojej młodości we wszystkich marzeniach i tęsknotach do wolnej ojczyzny, to muszę przyznać, że ogarnęło mnie wielkie wzruszenie, jakiego nie doznałem nigdy przy spotkaniu z żadnym z genialnych ludzi.”

I dalej: „Urodziłem się i spędziłem dzieciństwo na wsi, niedaleko od Krakowa, ale pod zaborem rosyjskim. Tam po raz pierwszy czytałem Trylogię, a nie czytałem jej sam lecz z moimi przyjaciółmi ze sfer chłopskich. Ze starym służącym, takim Sienkiewiczowski „starym sługą”, z ogrodnikiem, z chłopakami, synami fornali i ze służbą folwarczną. Dla wielu z nich ta cudowna baśń o Polsce minionej była jedyną książką, jaka czytali w życiu. Dla nich Trylogia była historia Polski, innej nie znali. Skąd mieli znać, gdy jej w szkołach nie uczono? I pamiętam taką scenę, która opowiadałem Sienkiewiczowi, a on umiał docenić jej wagę: rozmawialiśmy o Trylogii z pracującymi w ogrodzie chłopakami, o obronie Częstochowy i o tym, czy Kmicicowi uda się rozbić szwedzką kolubrynę, czy nie zginie przy tym.

Wmieszał się do tej rozmowy stary ogrodnik, który lubił imponować swoja wiedzą i rzekł do mnie: – Ich to interesuje, bo się nie uczyli historii polskiej, ale ja wiem z góry, co się stanie z każdym z tych rycerzy. Wiem, co zrobi Kmicic, bo uczyłem się o nim w historii polskiej, jak też i o Skrzetuskim, Zagłobie, Wołodyjowskim. Dla niego więc to były postacie historyczne, jak Kościuszko, Sobieski. (…) Gdy raz powiedziałem, ze wybiera się do nas na wieś Henryk Sienkiewicz na polowanie na lisy, na tych prostych ludziach, którzy znali na pamięć, jak nikt z inteligencji, każde słowo, każdy gest Zagłoby, nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.


Wtedy dopiero się zorientowałem, że nie wiedzieli, iż autor Trylogii jest człowiekiem żyjącym. Nie czytali jego nazwiska na okładce książki, wcale się nie interesowali sprawą autorstwa opowieści. Wielu z nich było zresztą analfabetami, a znali Trylogię ze wspólnego głośnego czytania. Dla nich więc to były jakieś sagi spisywane nie wiadomo przez kogo i nie wiadomo, w jakich czasach.” I wreszcie – „Byłem raz świadkiem, jak prof. Tadeusz Zieliński, a więc filolog należący do najwyższej hierarchii uczonych, zgromił jednego ze swych uczniów, gdy ten wyraził się lekceważąco o „Quo vadis”. – Musicie wiedzieć – mówił profesor -że w całej literaturze świata nie ma takiej wizji świata starożytnego, jak „Quo vadis”. Wszystko, co tam jest, jest autentyczne: tak spali jedli, pilo, tak się ruszali w swoich togach, tak myśleli, tak mówili i tak żyli dawni Rzymianie.”

Przyczyny mody na lekceważenie Sienkiewicza są dwie. Jedna to zawiść autorów zagranicznych, głównie francuskich, z powodu niesłychanego sukcesu – również kasowego – jaki towarzyszył „Quo vadis”. Nie mogąc dorównać Sienkiewiczowi, przynajmniej obszczywali mu nogawki. W Polsce dochodziła do tego jeszcze jedna przyczyna.

Oto jednym z pryncypialnych krytyków Sienkiewicza był Stanisław Brzozowski, oskarżony przez Włodzimierza Burcewa o sekretną współpracę z carską Ochraną. Ten Burcew znany był z demaskowania rozmaitych agentów, między innymi – niekoronowanego króla prowokatorów, Jewno Azefa, więc o agentach coś tam musiał wiedzieć. Wprawdzie Brzozowskiego broniły rozmaite osobistości, ale ileż to „legendarnych” osobistości broni dzisiaj Lecha Wałęsy?

Warto zwrócić uwagę, za co Brzozowski tak Sienkiewiczem poniewierał. Za „nastrój pewności siebie, jasności i spokoju, nastrój pokrzepionych serc…” – pisał w „Legendzie Młodej Polski”. Przeciwieństwem tego nastroju była twórczość Stanisława Przybyszewskiego. Owszem – jak pisze wspomniany tu Morstin – Przybyszewski był potrzebny „ze swoim krzykiem o lucyperycznych pierwiastkach ducha, ze swoim manifestem o chuci jako prasile (…) ale „w duszy tego bezsprzecznie dużej miary artysty panował jednak wielki chaos i dlatego jego utwory są tak słabe, poza tymi, wyrzucanymi w chwilach natchnienia z głębin podświadomości.”

O ile jednak Przybyszewski miał przynajmniej duszę, to jego współcześni naśladowcy-epigoni zamiast duszy mają jakąś wypchaną atrapę, więc ich zainteresowania literackie i ogólne nie wychodzą poza kontemplację rozmaitych otworów własnego ciała i eksperymentowania, czym by tu jeszcze można je pozatykać. Przybyszewski był bardziej pomysłowy nawet od Nergala, bo podczas odczytów, jakie wygłaszał w Krakowie, epatował panienki opisami phallusa Szatana – że jest zaopatrzony w haczyki w kształcie harpunów, a poza tym jest zimny, jak lód.

No a teraz pałeczkę od producentów literackich bździn przejmują pierwszorzędni fachowcy od leninowskich przykazań o „organizatorskiej funkcji prasy” z żydowskiej gazety dla Polaków, kombinując, jakby tu „pozbyć się Sienkiewicza z polskiej głowy”. Nie da się ukryć, że czas po temu jest najwyższy. Przecież Muzeum Żydów Polskich po to powstało, by mniej wartościowemu narodowi tubylczemu spreparować historię całkiem inną, niż sienkiewiczowska wizja wielkości i majestatu Polski. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak handełesy wyciągną i opłuczą z formaliny Stanisława Brzozowskiego i pod jego firmą, swoim zwyczajem zaczną wciskać tubylcom tandetę.

http://prawy.pl/67483-bzdziny-i-michnik ... -trylogii/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 21 mar 2018, 20:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Biadolenie i lamenty żelaznego elektoratu PiS

Zaczęły się one przede wszystkim wraz z zastąpieniem premier Beaty Szydło przez Mateusza Morawieckiego, choć pierwsze z nich dało się słyszeć już po wetach prezydenta Andrzeja Dudy do ustaw o sądownictwie. Te weta uważałam za błąd, ale nie posunęłam się do takiej przesady jak wielu przedstawicieli "żelaznego elektoratu" PiS. którzy po prostu uznali prezydenta za zdrajcę Polski. Aż do dziś każde prawie posunięcie partii rządzącej uznawane jest za przejaw złych intencji - chęci sprzedania Polski Żydom, Niemcom, USA, czy jeszcze komuś. Oto kilka przykładów z ostatniego tygodnia.

Blogerka Ufka stwierdza "Tak dalej być nie może!" {TUTAJ(link is external)} i pisze:

"Ogólnie - nic się nie dzieje, a jak dzieje to źle. Wczoraj np powrót "specjalistów od PRu" czyli tych billboardów z sędziami kradnącymi kiełbasę.Nie mam pojęcia jak pani Plakwicz i pan Matczuk mają zadbać o wizerunek rządu, skoro o swój nie zadbali. I jak może Premier zatrudniać ludzi, którymi interesuje się prokuratura?
Nad tym wszystkim jak ciężka, czarna chmura wisi imposybilizm Prezesa [.Kaczyńskiego].".

Bloger Piotr Wielgucki [Matka Kurka] zamieszcza {TUTAJ(link is external)} tekst "Czy PiS się wycofa z PiS", w którym czytamy:

"Ostatnie miesiące w wykonaniu partii rządzącej to jest seria tragikomicznych pomyłek, których nijak się racjonalnie nie da wytłumaczyć, to znaczy przyczynę oczywiście można łatwo wytłumaczyć brakiem powagi i pomyślunku, natomiast same działania są nie do obrony. Co się stało, że PiS z partii stanowczej, zdeterminowanej, ostro prącej do przodu przeobraziła się w partie biegu wstecznego? Ciągle te same plotki krążą po Warszawie, że Jarosław Kaczyński jest chory, a trójka: Morawiecki, Ziobro, Duda walczą o przywództwo na prawicy. O ile tę plotkę przyjąć za fakt, to mamy wyjaśnioną zagadkę i nie przymierzając „Pożar w burdelu”.
Gorzej jeśli prawda jest zupełnie inna, bo wtedy nikt nic nie wie i ciężko się nawet domyślać o co chodzi. W każdym razie na przełomie 2017/2018 roku działania rządu i PiS mogą tylko i wyłącznie niepokoić.".

Blogerka Eska produkuje notkę "Błędy PiS-u, błędy PiS-u" {TUTAJ(link is external)}. Chodzi w niej o to, że w jednej z dyskusji w TVP przedstawiciele PiS nie poradzili sobie z posłem PO, Misiłą. To był ten straszny błąd.

Wszelkie rekordy pobite zostały w obszernym artykule "M.Morawiecki - Drejdel wśród premierów, specjalne prezenty i rozmowy w 4 oczy, czyli s e n" {TUTAJ(link is external)} pióra blogera Wawela. Oskarżył on premiera o wszelkie możliwe grzechy, m.in o zdradę, oraz o chęć zrujnowanie i zniszczenia naszego kraju. Wszystko to na podstawie tego, że Morawiecki rozmawiał z przewodniczącym Światowego Kongresu Żydów oraz przekazał 29 mln USD bankowi JP Morgan.

Ja doradzałabym wziąć na wstrzymanie. Nie należy miotać ciężkich oskarżeń bez wyraźnych podstaw. Ja nie widzę niczego co by rząd Morawieckiego i sam premier zrobili na szkodę Polski. Nie zrezygnowano też z niczego istotnego. Ustawa o IPN obowiązuje, a reforma wymiaru sprawiedliwości wprowadzana jest w życie. Ofensywa dyplomatyczna Morawieckiego zdaje się przynosić owoce. Powstała Konstytucja dla Biznesu - może okazać się przydatna. Rząd panuje nad finansami państwa. Obecnie jest zresztą odchudzany - może mu to dobrze zrobi. Proponuję zastąpienie biadolenia i lamentów rzeczową krytyką konkretnych posunięć władz.

Opublikowano: 21.03.2018 19:47.

https://www.salon24.pl/u/emerytka/85345 ... toratu-pis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 29 mar 2018, 21:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Próby niszczące

Felieton • Radio Maryja • 29 marca 2018

Szanowni Państwo!

Ledwo udało się trochę uciszyć klangor podniesiony przez izraelską ambasadoressę w Warszawie, która najwyraźniej okazała się człowiekiem niezastąpionym, przez izraelski rząd, a także izraelski nierząd, czyli tamtejszą opozycję, przez amerykańskie organizacje przemysłu holokaustu, a także przez Departament Stanu USA, który pięknymi usty swojej rzeczniczki przestrzegł Polskę, że jeśli będzie nadal zuchwale naruszała żydowski monopol na ustanawianie prawd historycznych i wszelkich innych, to narazi na szwank swoje „interesy strategiczne” - a już pałeczkę w antypolskiej operacji przejęli amerykańscy senatorowie. Najwyraźniej ktoś musiał ich wytresować w skakaniu przed Żydami z gałęzi na gałąź, bo pod listem do pana premiera Morawieckiego, żeby nie ociągał się z zadośćuczynieniem żydowskim roszczeniom majątkowym, podpisało się aż 59 senatorów. Nie jest to pierwszy, a pewnie i nie ostatni dowód, że coraz więcej polityków amerykańskich przyzwyczaiło się do traktowania Polski, jako skarbonki dla Żydów.

Pierwszy pojawił się w 1994 roku, kiedy to 8 polityków z obydwu amerykańskich partii, napisało list do ówczesnego sekretarza stanu Warrena Christophera, by ostrzegł rządy krajów Europy Środkowej, że jeśli nie zadośćuczynią żydowskim roszczeniom, to stosunki Stanów Zjednoczonych z tymi państwami się pogorszą. Oznaczało to szlaban do NATO, do którego państwa te się garnęły w naiwnym przekonaniu, że NATO zapewni im bezpieczeństwo. Toteż Polska w 1997 roku przyjęła ustawę o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich, na podstawie której przekazała 9 gminom żydowskim w Polsce oraz nowojorskiej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego nieruchomości o wartości szacowanej na co najmniej 7 miliardów dolarów. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, toteż w kwietniu 1996 roku, zanim jeszcze wspomniana ustawa weszła w życie, ówczesny sekretarz Światowego Kongresu Żydów Izrael Singer, nawiasem mówiąc później wyrzucony stamtąd za złodziejstwa, zagroził, że jeśli Polska nie zadośćuczyni żydowskim roszczeniom odnoszącym się do tak zwanej „własności bezdziedzicznej”, a więc mienia do którego nie roszczą sobie praw żadni legalni sukcesorzy, to będzie „upokarzana na arenie międzynarodowej”.

Kandydujący w swoim czasie na prezydenta USA Patryk Buchanan pół żartem, ale pół serio powiedział, że „Waszyngton to jest terytorium okupowane przez Izrael”. Miał oczywiście na myśli AIPAC, to znaczy – żydowską organizację lobbystyczną w USA, przed którą zginają się może jeszcze nie wszystkie kolana, ale w każdym razie – wiele i chyba coraz więcej kolan. Toteż nic dziwnego, że w miarę narastania zniecierpliwienia żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, które nie mogą się już doczekać wyszlamowania Polski i innych krajów Europy Środkowej, politycy amerykańscy coraz częściej występują z petycjami do różnych instancji rządowych, by wzmogły na Polskę naciski, aż ta zmięknie i pozwoli się wyszlamować. Ostatni raz w lipcu 2015 roku grupa 47 kongresmanów podpisała się pod listem skierowanym do ówczesnego sekretarza stanu Johna Kerry’ego, by z Polską zrobił wreszcie porządek. Teraz pod listem do pana premiera Morawieckiego podpisało się aż 59 senatorów, co pokazuje, że nacisk żydowskiego lobby na amerykańskich polityków też musi się zwiększać. Ano, jak chodzi o pieniądze – a mówi się już nie o głupich 65, tylko o ponad 300 miliardach dolarów, to żarty się kończą. Biedny ten pan Morawiecki! Jak dotąd brnie od sukcesu do sukcesu; właśnie rząd krok po kroku wycofuje się z wiekopomnych reform w dziedzinie sądownictwa, żeby tylko udobruchać niemieckich owczarków postawionych przez Naszą Złotą Panią na czele Komisji Europejskiej, a tu taki pasztet! Nietrudno się domyślić, że jeśli nie spełni w podskokach rozkazu autorów listu, to do Białego Domu nie dostanie się nawet przez komin! Najwyraźniej Nasz Najważniejszy Sojusznik musiał dojść do wniosku, że samo potulne milczenie Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego, prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Morawieckiego w sprawie ustawy, która w Izbie Reprezentantów USA nosi numer HR 1226 – że to potulne milczenie już nie wystarczy, że przyszedł czas, by wyłożyć forsę na stół.

W stosunkach między Stanami Zjednoczonymi i Polską to już pewna tradycja. Prezydent Franklin Delano Roosevelt w Teheranie i Jałcie sprzedał Polskę Józefowi Stalinowi tak, jak rzeźnikowi sprzedaje się krowę. Ciekawe, że nawet to specjalnie nie zachwiało sympatią Polaków do Ameryki. Ale – jak zauważył Stanisław Lem – nawet konklawe można doprowadzić do ludożerstwa, byle postępować cierpliwie i metodycznie. Toteż nie można wykluczyć, że jak tak dalej pójdzie, to amerykańskim senatorom może udać się sztuka, której nie zdołał dokonać nawet Józef Stalin. Że naród polski w stosunku do Stanów Zjednoczonych straci wszelkie złudzenia.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4179


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 03 paź 2018, 19:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Po PiS-ie

„Prawnicy spierają się co do różnych scenariuszy „Co po PiS-ie?”. Pomijają jednak zazwyczaj, pewno przez grzeczność, oczywistość, że PiS trzeba będzie zdelegalizować. Nie przez jakąś zemstę, ale jako akcja zapobiegawcza demokracji przeciw organizacji przestępczej (zdrada stanu).”*

Tak na Twitterze napisał wczoraj aspirujący do objęcia po Jandzie, Stalińskiej, Nurowskiej, Młynarskiej i wreszcie po nagle zamilkłym w sieci (czyżby dotarło do niego jakie kocopały puszczał w obieg?) Matczaku pozycji intelektualnego i internetowego guru opozycji prof. Wojciech Sadurski. Ja oczywiście pamiętam, że ostatnio napisałem, iż Sadurskim zajmować się nie będę bo zastanawianie się nad stanem zagrzybienia wnętrza jego mózgoczaszki uważam za czynność jałową. I nie zmieniam zdania a jego powyższe wynurzenia potraktuję jedynie jako punkt wyjścia do rozważań nad rzeczywistymi propozycjami programowymi Platformy Obywatelskiej i jej przystawek. Pisze więc profesor licznych uniwersytetów demokratycznego świata, że przedstawioną przez niego sugestię delegalizacji PiS inni pomijają „pewno przez grzeczność”. Otóż odnoszę wrażenie, że nie o grzeczność jednak tu chodzi lecz o świadomość bardzo mocnego dysonansu między pozycją, z jakiej się występuje, a propozycją, jaką się rzuca. I tu pan Sadurski dowodzi, że nie przypadkiem trafił do zacnego grona osób, które, nie chcąc ich w żaden sposób określić obraźliwie, można nazwać zgodnie z ostatnimi trendami, kolekcją intelektualnych dzbanów. Nie jest przypadkiem, że równie otwarcie o podobnych planach, łącznie z karaniem za głosowania w Sejmie, mówił tylko poseł PO Michał Szczerba, którego nazywają idiotą tylko ci, którzy są wobec niego wyjątkowo delikatni.

Prawdą niestety jest, że jeśli przefiltrować zapowiedzi Grzegorza Schetyny, Katarzyny Lubnauer i reszty ich „drużyny” odrzucając jednego dnia utrzymywany drugiego dnia „racjonalizowany” a trzeciego likwidowany program „500+” czy obecnie obowiązujący wiek emerytalny, który w parzyste dni jest gwarantowany w niezmienionym kształcie a w nieparzyste „prowadzi nas do katastrofy” to pozostają mniej lub bardziej zawoalowane zapowiedzi odwetu.

Jest to w jakiś tam sposób zrozumiałe z psychologicznego punktu widzenia bo mieć się za wiecznych zwycięzców, przyzwyczaić do roli rozgrywających a później spektakularnie brać w de w wyborach i kolejnych badaniach musi pozostawić jakiś uraz i chęć odegrania się.

Pal przy tym licho ten dysonans wywoływany zapowiedziami ostentacyjnego łamania konstytucji (bo „plan Sadurskiego” da się realizować tylko wbrew niej), w której obronie się teraz ostentacyjnie występuje. Ja tam od polityków nie wymagałem i nie wymagam konsekwencji bo za długo na nich patrzę i myślę, że już samo wejście do czynnej polityki wymaga amputacji nie tylko tej cechy ale i paru innych równie przydatnych i pozytywnych.

Istotniejsze jest to, że jeśli nawet nastąpi takie „po PiS-e” w którym obecni nieszczęśnicy i frustraci z PO i przybudówek będą mogli pofolgować sobie „delegalizując” do woli co im tylko wpadnie w łapy, potem może zdarzyć się przecież także „po po PiS-ie”, a po nim znów… I ja nawet nie chcę sobie wyobrażać jak te kolejne „po czymś tam” miałyby wyglądać. Myślę, że nie chcieliby tego sobie wyobrażać a już na pewno przeżyć ci, którzy już się ślinią na te wymarzone „po PiS-e”. Myślę, panie Sadurski, że Pan, choć z tym trującym grzybem w głowie może pan sobie z tego nie zdawać sprawy, też by nie chciał.

https://www.salon24.pl/u/rosemann/899705,po-pis-e


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Felietony .... na bieżąco.
PostNapisane: 27 paź 2018, 20:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Obraz po bitwie

Małgorzata Todd

Szanowni Państwo!

Odnieśliśmy spektakularną klęskę. Władza i pieniądze w dużych miastach pozostaną w rękach Totalnej Targowicy. O budowie łuku triumfalnego Bitwy Warszawskiej możemy zapomnieć, za to o triumfie Stalina w postaci Pałacu Kultury zapomnieć się nie da. No, chyba, że zastąpi go równie okazały meczet.
Ciekawe czy zjednoczona prawica wyciągnie wnioski z tej porażki. Zamiast wzorować się na Niemcach przy zamykaniu w niedziele sklepów (oczywiście z wyłączeniem tych monopolowych, czyli z samym alkoholem), lepiej byłoby wzorować się na uregulowaniach prawnych odnośnie do monopolów medialnych.
Niemcy u siebie nie dopuszczają innych, prócz własnych nadawców i wydawców. U nas dzierżą ponad 80% prasy, radia i telewizji. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że nie ma to wpływu na wybory zmanipulowanych tymi mediami Polaków.
Jakby tego było mało, bardzo skwapliwie wprowadzamy absurdalne, czy po prostu destrukcyjne prawo unijne. Czemu na przykład służy RODO? Temu, żebyśmy się nie znali. Obcość wobec sąsiadów, to gwarancja, że się nie zorganizujemy przeciwko neokomunistom.
Walkę o uczciwość i sprawiedliwość musimy zaczynać od początku, a tej o kulturę właściwie jeszcze na dobre nie podjęliśmy, czas więc się za nią wziąć.
Inaczej okaże się, że 11 listopada zamiast marszu niepodległości będziemy mieli paradę równości.

Pozdrawiam i do następnej soboty

Małgorzata Todd

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 886 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 56, 57, 58, 59, 60  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /