Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 40 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 22 gru 2010, 17:22 
Offline
Czytelnik

Dołączył(a): 03 lip 2010, 00:10
Posty: 89
Tusk stał się ofiarą własnych kłamstw o tym jak świetnie toczy się śledztwo i że współpraca z Rosjanami jest prawie braterska .
A teraz MAK , który od początku obarczał wyłącznie stronę polską winą za katastrofę potwierdził to w swoim raporcie : winni Polacy , a więc również ci , którzy odpowiadali za przygotowanie wizyty , samolot , ochronę i pilotów .
A więc rząd polski z Tuskiem na czele , minister Klich , Arabski , Sikorski . Rosyjscy "przyjaciele" Tuska nie przejęli się ociepleniem i nowym otwarciem , z którego tak dumny jest polski premier i cały rząd i potraktowali ich typowo po wielkorusku : jak Car swoich podanych bojarów

:!: smolensk-2010.pl/2010-05-14-54-pytania-nadal-aktualne-aktualizacja-13-05-2010.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 01 sie 2011, 18:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
KTO PRZEPROSI POLAKÓW ??

10 kwietnia 2010 - ten dzień zakończył pewien rozdział historii RP i zaczął nowy... 29 lipca 2011 r., 15 miesięcy po tragedii smoleńskiej - dzień raportu komisji J.Millera, badającej jej przyczyny obnażył cały tragizm władzę sprawujących w RP.

Długo czekała Polska na ogłoszenie raportu komisji J.Millera, prowadzącej śledztwo w sprawie przyczyn tragedii smoleńskiej, w rezultacie której śmierć poniósł Prezydent RP, Lech Kaczyński wraz z Małżonką, Prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, najwyższej rangi przedstawiciele Sił Zbrojnych RP i urzędów, duchowni, przedstawiciele Sejmu i Senatu RP, przedstawiciele i członkowie Rodzin Katyńskich, w sumie 96 osób.... Raport miał być bolesny wg zapowiedzi.

Co dostała oczekująca nań od miesięcy Polska?

Namiastkę i hybrydę między raportem MAK i bredzeniem a la pijany licealista na studniówce.

Dostała fragmenty eksponujące winę tych, którzy „z przyczyn obiektywnych” już nie mogą się bronić.

Nie dostała tendencyjnie przemilczanych tych fragmentów, które obarczają konkretną winą konkretne osoby !

Fragmentaryczność raportu osobiście zapowiedział D.Tusk (http://www.tvn24.pl/0,1711450,0,1,rapor ... omosc.html) ale nikt nie raczył poinformować polskiej opinii publicznej które jego części na piątkowej prezentacji zostały pominięte. .

Nikt nie raczył poinformować polskiej opinii publicznej dlaczego nikt nie podpisał się pod raportem.

Również nikt nie poinformował polskiej opinii publicznej na jakiej podstawie prawnej działała komisja J.Millera, której przewodniczący – wbrew zapewnieniom - działał we własnej sprawie. I nie tylko on...

Czy raport J.Millera jest bolesny ?

I tak i nie !

Jest bolesny bo ukazuje wszystkim bez wyjątku całą bolesną niemoc tych, którzy obecnie rządzą Polską. Jest bolesny bo gdy opuszczą swe stołki, wszystkie bolesne skutki ich bolesnych rządów, Polska - jako kraj i naród - długo będzie odczuwać i leczyć. Będą je czuć wszyscy i oczywiście bez wyjątku, jednakowo oponenci jak i sympatycy partii miłości.

Nie wiadomo tylko czyj gniew może okazać się większy i bardziej brzemienny w skutkach...

Raport nie jest bolesny bo każde kolejne odkładanie terminu jego upublicznienia powodowało skuteczne wykształcanie w podzielonej zawczasu opinii publicznej pewnego systemu odpornościowego. I w ten sposób raport J.Millera napewno nie zabolał lemingów, uczulonych na bydlęce krytyki zfaszyzowanych mocherów pod adresem np. wicemarszałka Od Siedmiu Boleści i Ośmiu Kul. Nie zabolał i zbydlęconych i sfaszyzowanych mocherów, uodpornionych na rządowe kłamstwa ekipy D.Tuska.

Jedyne co mógł zbudzić raport J.Millera to ciekawość jednych i drugich. Ciekawość pierwszych to oczekiwanie z utęsknieniem czy potwierdzi on sakramentalną i niepodważalną zawartości raportu MAK (choć premier Tusk twierdził, że jest podważalna, nawet miał złożyć kontestację u Putina ale chyba w piórze atramentu zabrakło), drugich – ciekawość dokąd tym razem sięgnie tupet władzy absolutnej stricte i w kwestii absolutnej ignorancji czegokolwiek i kogokolwiek. Poza Moskwą i Berlinem oczywiście...

********

Za Polską 15 miesięcy, których każdy dzień, każda godzina, minuta, sekunda były wołaniem o prawdę. Za Polską 15 miesięcy matactw i kłamstw rządu D.Tuska i jego samego, 15 miesięcy poniżania i poniewierania pamięci Ofiar Smoleńskich, Ich rodzin. 15 miesięcy groteski zwanej śledztwem, serwowanej urbi et orbi przez komisję J. Millera i Naczelną Prokuraturę Wojskową, 15 miesięcy piruetów Prokuratora Generalnego RP, A.Seremeta, miotającego się między obowiązkiem obrony polskiej racji stanu i rządowym zleceniem troski o interes Kremla. W rezultacie czego A.Seremet jakby zapadł się pod ziemię... Wkręcił się ? Wkręcono go ? A może wstydzi się pokazać twarz, a raczej żałosne jej resztki ? Lub boi się... ? Np. wygwizdania przez Polaków? Albo gniewu premiera RP i utraty posady w razie gdyby świadomość obowiązku względem przysięgi prokuratorskiej wzięła górę nad podporządkowaniem się władzy ?

Za Polską również 15 miesięcy serwowania przez służalcze rządowe media papki informacyjnej, której jedynym efektem jest rozmiękczenie mózgów tak ich pracowników, jak i ich wiernych odbiorców...

Tzw.raport J.Millera zamyka pewien rozdział tzw.śledztwa smoleńskiego, niestety niczego do niego nie wnosi ani niczego nie kończy. Procesowi jego powstawania towarzyszyło jednak wiele zdarzeń – od poniżania obywateli polskich, którzy nie zgadzali się ze spychaniem tragedii smoleńskiej przez władze RP do pozycji wydarzeń małoważnych po utratę życia. Towarzyszyło mu i wiele wypowiedzi polityków, najczęściej obelżywych pod adresem tych, którzy sprzeciwiali się obarczaniu winą za tragedię załogi TU154M, nr boczny 101, upatrując winnych w osobach na najwyższych szczeblach hierarchii rządowej za co byli nazywani faszystami, nekrofilami, bydłem.... Tymczasem dziś, poza powieleniem oszczerstw MAK i potwierdzeniem głównych winnych katastrofy – ś.p. kpt. Arkadiusza Protasiuka i reszty załogi, ś.p. gen.Andrzeja Błasika, tzw.raport Jerzego Millera wymienia niestety również najwyższe urzędy RP, winne kardynalnych zaniedbań dopuszczonych podczas organizacji lotu TU154M, nr boczny 101, a „uwieńczonych” śmiercią 96-ciu osób...

Do długiej listy przewinień względem Narodu Polskiego po 10 kwietnia 2010 r. dołączył 29 lipca 2011 r. nowy element – tzw. raport komisji J.Millera, a raczej jego część, obrażający Polskę, Polaków i ich inteligencję koktajl sowieckich oszczerstw MAK i teoryjek pseudoekspertów na usługach sprzedajnego rządu RP, dla którego racja stanu Kremla jest wszystkim z racją bytu włącznie, a ta polska, której w obecności Narodu przysięgali bronić - niczym...

Czy ktoś przeprosi tych Polaków, nazwanych bydłem, faszystami, nekrofilami ???

Kto powinien, wiadomo - to ten, od którego Smoleńsk się zaczął daleko przed tragedią 10 kwietnia 2010 r. i na którym dziś w posmoleńskiej Polsce wszystko się kończy ! To ten, który skupia władzę wszelką i z niemym przyzwoleniem aprobuje niedostojne zachowania i czyny swych ministrów oraz innych wysokich urzędników państwowych, mediów. Ten, który by podzielić polskie społeczeństwo, zainicjował tzw. „wojnę polsko-polską” i aprobuje wszelkie akty ją podżegające. To Donald Tusk, premier RP !!!

Niestety nie przeprosi - brak mu nie tylko zdolności honorowych....

Czy po ogłoszeniu tzw.raportu sejmowej komisji J.Millera przeprosi Polaków Bronisław Komorowski, głoszący niedawno swą arcyboleśnie prostą prawdę o przyczynach katastrofy (http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/a ... rosta.html) podczas gdy zaprezentowana publicznie część raportu J.Millera traktuje warunki meteorologiczne w Smoleńsku-Siewiernym drugorzędnie, natomiast eksponuje ewidentne błędy i zaniedbania w przygotowaniach i organizacji podróży i bezpieczeństwa śp.Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na obchody 70-tej rocznicy zbrodni katyńskiej 10 kwietnia 2010 r. m.in. urzędników Kancelarii Premiera, MON ? Jak się ma arcybolesna prawda czystego jak brylant B.K. do dymisji szefa MON, Bogdana Klicha i do zapowiadanego przez NPW wszczęcia śledztwa odnośnie nieprawidłowości w siłach powietrznych RP i 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego w szczególności? Czy obecne nieprawidłowości w zarządzaniu MON zrodziły się bezpośrednio, np miesiąc przed tragedią smoleńską 10 kwietnia 2010 r.? A może biorą swój początek lub są kontynuacją z okresu, w którym obecny prezydent RP, Bronisław Komorowski był ministrem obrony narodowej ?

Zatem - czy B.Komorowski przeprosi Polaków ? Napewno nie bo poza brakiem zdolności honorowych nie jest zobowiązany do poczuwania się do czegokolwiek gdyż za jego całokształtem działań i tak stoi Donald Tusk, w którego gestii spoczywa ewentualny akt przeprosin i wszelkich innych zadośćuczynień...

...........


Czy przeprosi Polaków za raport sam min.Jerzy Miller ?

Pomijam wybiórczość treści podczas jego prezentacji, której przyczyny i motywy na tle wszystkich dotychczasowych czynników jego powstania jak np. brak oparcia o oryginały czarnych skrzynek (tylko kopie), brak wraku do specjalistycznych badań, brak ekshumacji, udział w jego komisji pseudoekspertów, którzy są w nim wymienieni imiennie ale zapomnieli lub z innych przyczyn nie złożyli pod nim swych podpisów...

Czy J.Miller przeprosi za :

- zaniechanie czynności podległych mu formacji jak np.BOR 10 kwietnia 2010 r.na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj,

- za nadużywanie rangi komisji sejmowej do występowania we własnej sprawie,

- za jawną stronniczość i tendencyjność w przydzielaniu winy tak, by poprzez wyeksponowanie winy załogi lotu TU154M nr boczny 101 zredukować do minimum winę strony rosyjskiej za choćby podawanie fałszywych „kursu i ścieżki” przez osobę bez odpowiednich uprawnień, ale za to z szerokim poparciem kremlowskiej centrali (Krasnokutski)?

Jak wyjaśni Jerzy Miller opinii publicznej rozbieżności dat w polskim oryginale swego raportu i jego rosyjskim tłumaczeniu

(http://niezalezna.pl/13942-niezaleznapl ... ty-raportu) i brak podpisów członków komisji.

Po podaniu do wiadomości publicznej informacji, że przyczyną zwłoki w upublicznieniu raportu komisji Millera są rzekome trudności tłumaczy w pokonywaniu zawiłości terminów technicznych, żartobliwie ironizowałam w komentarzach na NE i NP sugerując (choćby tu 19.07.2011 http://libor.nowyekran.pl.nowyekran.pl/ ... ent_171509, choć wcześniej również ale na tą chwilę nie dysponuję linkiem do komentarza), że raport J.Millera powstaje w Moskwie i tłumaczenie na rosyjski Białej Księgi A.Macierewicza jest przyczyną kolejnego poślizgu terminu jego upublicznienia.

Dziś, w obliczu informacji podanej przez www.niezalezna.pl czuję się niejako prorokiem...

Czy przeprosi Polaków płk Edmund Klich – szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, akredytowany przy śledztwie MAK za brak kompetencji, lobbowanie przeciwko polskiej racji stanu i np. za nazwanie kilka dni temu Białej Księgi Zespołu Antoniego Macierewicza zbiorem kłamstw, bzdur i manipulacji (http://www.tvn24.pl/12690,1708830,0,1,k ... omosc.html) ?

Wobec faktu, że raport J.Millera, zawiera wiele podobnych lub jednakowych z Białą Księgą wniosków, E.Klich powinien albo nazwać go również zbiorem kłamstw, bzdur i manipulacji, albo przeprosić Autorów Białej Księgi bo choćby zwykła ludzka przyzwoitość to nakazuje...

Edmund Klich tego nie zrobi z braku zdolności honorowych.

Czy przeprosi Polaków były minister ON – Bogdan Klich za rozwalenie w ramach profesjonalizacji systemu obronnego RP ?

Nie przeprosi z braku zdolności honorowych i z powodu tego, że czynił to za aprobatą premiera Donalda Tuska.

Czy przeprosi Polaków minister SZ – Radosław Sikorski za swe antypolskie wypowiedzi, za antypolską ale prosowiecką politykę zagraniczną ?

Nie przeprosi z braku zdolności honorowych i z powodu tego, że czynił to na zamówienie i za aprobatą premiera Donalda Tuska.

Czy przeproszą Polaków media mainstreamowe, od 4 lat nieustannie manipulujące informacją wszelką, a od 15 miesięcy tą dotyczącą tragedii smoleńskiej zwłaszcza ??

Pierwszy lepszy z brzegu przykład ich manipulacji raportem komisji J.Millera: http://www.tvn24.pl/0,1711450,0,1,rapor ... omosc.html -film pierwszy, minuta 0:00 – 4:48.

Czy w/w media przeproszą Polaków za cyniczne i aroganckie manipulowanie świadomością odbiorców przy pomocy kłamstw, nierzetelności, tendencyjności emitowanych i drukowanych materiałów, za lejące się z ich ekranów i szpalt oszczerstwa i obelgi rzucane pod adresem myślących i uważających niezgodnie z linią partii rządzącej przez jej cynicznych, aroganckich, nieobiektywnych, częstokroć niezrównoważonych emocjonalnie polityków, którzy pełnią ostry dyżur w ich studiach i redakcjach zamiast zajmować się tym do czego zostali powołani przez wyborców ?

Nie przeproszą z braku zdolności honorowych i niby dlaczego miałyby przepraszać jeśli wykonują zlecenie lub ich własna inicjatywa spotyka się z cichą aprobatą premiera Donalda Tuska, który bez ich tarczy ochronnej nie byłby przez tyle czasu tym kim jest.

Choć obecny rząd RP i jego satelici mają za co przepraszać polskie społeczeństwo, by nie wydłużać i tak już długiego tekstu zatrzymałam się na tych kilku frapujących przypadkach.


Nie będę pytać o samopoczucie Donalda Tuska po prezentacji części raportu komisji J.Millera, człowieka od którego wszystko się zaczęło i na którym wszystko się kończy.

Nie spytam bo od osób tchórzliwych i nieposiadających zdolności honorowych nie należy oczekiwać niczego, jedynie stanowczo powiedzieć im „uchod” ! Czyli... WON !


*********

Artykuł ukazał się również na www.niepoprawni.pl i www.nowyekran.pl

http://contessabalcanese.salon24.pl/329 ... si-polakow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 03 sie 2011, 09:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
FAKTY i HIPOTEZY, KŁAMSTWA i PROWOKACJE

Tragedia smoleńska odsłoniła w pełnym świetle podział pomiędzy Polską racjonalną, szukającą odpowiedzi i budującą hipotezy na podstawie faktów oraz Polską zakłamaną, wciskającą społeczeństwu insynuacje zbudowane na fundamentach kłamstwa i prowokacji .

NA POCZĄTKU BYŁO KŁAMSTWO.
Rycerze kłamstwa nie czekali na zapisy z czarnych skrzynek, na jakieś źdźbła faktów na podstawie których było można budować hipotezy dotyczące katastrofy. Jednym z pierwszych kłamstw rosyjsko-polskich było powtarzanie że piloci czterokrotnie podchodzili do lądowania. O palmę pierwszeństwa w wyścigu kłamstw stanął słynny SMS sugerujący że piloci zeszli za nisko bo zostali do tego skłonieni naciskami a kto naciskał to się wyjaśni. Potem eksplozja kłamstw przypominała tsunami które miało uniemożliwić zakiełkowanie jakiejkolwiek innej myśli niż ta że winni są piloci i ci co na nich naciskali. Byli więc słynni debeściacy, ziemia przesiewana do głębokości 1m, naciski na pilota jeszcze na Okęciu, fałszywa godzina katastrofy….. . Kłamstwa rosyjskie splatały się z kłamstwami polskich lizusów. Ci polscy kłamcy z pewnością zadziwili rozmachem kłamstw swoich rosyjskich kolegów po fachu.
Kłamstwa rosyjskie mogły mieć za cel oddalenie jakichkolwiek podejrzeń od strony rosyjskiej. Kłamstwa natomiast polskich polityków, „dziennikarzy”, „publicystów” miały głównie cel polityczny. Tym celem było zniszczenie pamięci o prezydencie, zohydzenie znienawidzonej opozycji, odsunięcie jakichkolwiek podejrzeń skierowanych w stronę organizatorów wylotu.
Żadna z hipotez budowanych przez ten obóz nie była oparta na sprawdzalnych faktach, wszystkie na kłamstwach. Za te kłamstwa jeszcze nikt nie przeprosił.

PRAWDA JEST NAJLEPSZĄ BRONIĄ
Ofensywa kłamstw szybko uwidoczniła polityczny cel kłamców. Nikt z uczciwych i bezstronnych obserwatorów nie mógł już się łudzić że bez społecznego nacisku władza i publikatory (z nielicznymi wyjątkami)będą zdeterminowane cokolwiek wyjaśnić, o cokolwiek się dopominać, wykazywać własną inicjatywę.
Pospolite ruszenie blogerów, powołanie komisji parlamentarnej, tytaniczna praca Radia Maryja, Naszego Dziennika, Gazety Polskiej, publicystów Rzeczpospolitej zaczęły przynosić efekty. Ujawniane i nagłaśniane fakty pomagały budować hipotezy, stawiać kolejne pytania, artykułować żądania kierowane do władz, demaskować kłamców. Robiono to w ostrej konfrontacji z oficjalną linią propagandową. Żadna z hipotez budowanych przez stronę opozycyjno-społecznych- w przeciwieństwie do hipotez drugiej strony- nie była oparta na kłamstwie. Nasza strona mimo ograniczanego dostępu do dokumentów potrafiła wykorzystać wiedzę ekspertów, logiczne wyciąganie wniosków na podstawie faktów i kłamstw drugiej strony.

W raporcie Millera nie odważono się powtórzyć kłamstw lansowanych od ponad roku. Nie jest dla mnie jednak jasne na jakiej podstawie, bez dostępu do wraku, odrzucono pewne hipotezy. Raport nie analizuje faktów które mogą wiele wyjaśnić. Jednym z takich faktów jest zerwanie linii WN przez samolot w momencie gdy był 400m nad ziemią. Takie cuda nie miały prawa się zdarzyć. Raport nie wyjaśnia powodów brakujących sekund w nagraniach z czarnych skrzynek. Te i inne pytania będą czekały na wyjaśnienia

http://yxv49.salon24.pl/329704,fakty-i- ... prowokacje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 16 sie 2011, 17:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Jak przeżyć na budowie i nie postradać zmysłów

Zapewne każdy się domyśla, ale na wszelki wypadek potwierdzam, że chodzi mi oczywiście o budowę III RP, nad którą nadzór budowlany sprawuje Donald Tusk. Znacznie poruszyło mnie bowiem pytanie „Jak tu żyć?” zadane premierowi przez rolnika, tym bardziej że zostało bez odpowiedzi. A tak się nie godzi – kierownik budowy powinien mieć odpowiedź na każde pytanie. Zatem występuję niejako prawem kaduka – przyznaję – nikt mnie do zastępowania premiera nie upoważniał. Przy czym nie mam zamiaru pisać tekstu w rodzaju „Dziesięć porad jak przetrwać dzień z głupim szefem”. To będzie raczej przypominało filozofię przeżycia niż szkołę przetrwania.

Pierwsza rzecz, którą chcę poruszyć, jest fundamentalna(nomen omen) na każdej budowie, nie tylko w sensie konstrukcji państwa. Otóż pragnę powiedzieć, jakkolwiek brzmi to fatalnie, że w zasadzie niemożliwe jest życie na budowie całkiem na trzeźwo – tak się po prostu nie da. Starym budowlańcom nie ma co tłumaczyć, to jest oczywiste jak następstwo pór roku albo fakt, że wyżej nerek nie podskoczysz. Napięcia, nerwy i emocje na budowie tak szybko się kumulują i tak doskwierają, że człowiek musi przyjąć od czasu do czasu jakieś środki znieczulające, bo nawet trzech cegieł nie jest w stanie równo położyć. Alternatywą jest popadnięcie w kompletny obłęd.

Wiem, że to przykra wiadomość dla abstynentów, jednak to jest jak prawo natury, ponadczasowe i nienaruszalne. Jak ktoś chce być abstynentem, niech się nie pcha na budowę. Chyba że abstynent zawiesi abstynencję na czas budowy, podobnie jak politycy zawieszają swoje członkostwo. Gorzej jest z abstynentami, którzy mają taki feblik, że nie mogą sobie pozwolić na zawieszenie abstynencji. W tym konkretnym przypadku III RP, gdy cały kraj jest w budowie, dla nich w grę wchodzi jedynie emigracja. W każdym razie są sprawy na budowie, których na trzeźwo „nie razbieriosz”, jak mówią Rosjanie. I nie ma co walczyć z wiatrakami, to wiemy już od czasów Don Kichota, a współczesny przykład Gorbaczowa tylko potwierdził beznadziejność takich usiłowań.

A skoro już wspomniałem Rosjan, to pora przejść do następnego zagadnienia, czyli systemu budownictwa obowiązującego w naszym państwie. Otóż na budowie III RP od zarania stosowany jest system radziecki (celowo nie piszę ruski, żeby zachować wysokie standardy poprawności politycznej). Rodzaj systemu jest niezwykle ważny dla przetrwania na budowie, bo budowlaniec musi w każdej chwili wiedzieć, czego się spodziewać.

Radziecki system budownictwa najlepiej opisuje znana anegdota o zebraniu egzekutywy partyjnej w kołchozie, więc nie będę się wysilał na jakieś analizy. W epoce medialnej należy operować obrazami. Zatem wyobraźmy sobie to zebranie, na którym są dwa punkty porządku dziennego: budowa stodoły oraz budowa socjalizmu. Zagaja oczywiście przewodniczący, który zaraz na wstępie informuje zgromadzonych, że w tej oraz następnej pięciolatce kołchoz nie dostanie żadnych materiałów budowlanych z powodu trudności obiektywnych występujących zawsze podczas budowy socjalizmu. W związku z tym przewodniczący proponuje, żeby przejść do następnego punktu, czyli właśnie budowy socjalizmu. Egzekutywa przyjmuje ten wniosek entuzjastycznie i zebranie toczy się dalej już bez przeszkód natury obiektywnej ani żadnej innej natury, dopóki otwarty jest kołchozowy sklepik spożywczy.

I właśnie według zasady przedstawionej w powyższej anegdocie budowana jest Polska przez ekipę Donalda Tuska. Przykłady można oczywiście mnożyć, przedstawię najbardziej charakterystyczny. W punkcie trzecim swojego programu wyborczego z 2007 roku obecny kierownik budowy deklarował, że wybuduje nam nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych, mostów i obwodnic. Po czym już rok później, kiedy Tusk z Rostowskim ochłonęli już po zwycięstwie i rozejrzeli się po placu, ogłosili, że przechodzą do punktu następnego i będą remontować drogi, zamiast budować autostrady. I nazwali te drogi schetynówkami. Nikt tak naprawdę nie wie, co to są te schetynówki i dlaczego one mają być zamiast autostrad, ale tym już się egzekutywa budowy nie przejmuje, bo kredyt ma ciągle otwarty. O żadnej sieci, a nawet o pojedynczych autostradach już nie ma mowy.

I tak jest ze wszystkim. Mamy rok 2011, który był pierwszym terminem wejścia do strefy euro obiecanym przez naszego kierownika budowy, ale o tym już się nie pamięta, bo on wkrótce przeszedł do punktu następnego i dzisiaj obiecuje, że jak niepodległości będzie bronił przed spekulantami rodzimej złotówki. Zawsze niczym diabeł z pudełka wyskakuje jakiś punkt drugi, bo na punkt pierwszy brakuje materiałów, pieniędzy albo mocy przerobowych. O tym trzeba pamiętać, kiedy premier ogłasza jakiś priorytet, że ma w zanadrzu drugi priorytet, który jest nawet ważniejszy od pierwszego. Jeśli się o tym nie zapomina, to można śpiewająco przeżyć na budowie, bez stresów, rozczarowań oraz konwulsji nerwowych. Trzeba jedynie prawidłowo odczytywać znaki, jakie nam wysyła kierownik budowy.

W ten sposób przechodzę płynnie do następnego punktu składającego się na filozofię przetrwania na budowie III RP. Otóż niezwykle ważny jest dla budowlańca początek dnia, a konkretnie samo psychiczne nastawienie. Najgorszą bowiem rzeczą jest wstać raniutko skoro świt i bezrefleksyjnie popędzić jak głupi do roboty. To się może skończyć prawdziwą katastrofą budowlaną, a nawet całkowitym załamaniem harmonogramu robót.

Przede wszystkim należy tuż po przebudzeniu wybić sobie z podświadomości i wbić do świadomości, że pracujemy na budowie, a w związku z tym nastawić się na maksymalne przeszkody życiowe. To trochę analogicznie jak w przypadku, gdy udajemy się do ZUS-u, na pocztę lub do przychodni lekarskiej – powtarzamy w domu głośno (a na ulicy w myślach) frazę: „trzeba przez to przejść”. Nie jest to oczywiście jakieś zaklęcie, to ma nas tylko przygotować na każdą niespodziankę, jaka nas może spotkać w tych placówkach. Kiedy bowiem spodziewamy się najgorszego, wtedy gotowi jesteśmy stawić czoła nawet najdzikszemu tłumowi, co się często w takich miejscach zdarza.

Człowiekowi przysposobionemu duchowo do przebywania na placu budowy nawet najgorszy kataklizm technologiczny, kompletnie pijany podwładny lub kierownik pałający żądzą mordu nie są wcale straszni. Tak przygotowany osobnik przyjmuje wszystkie przeciwności losu z łagodnym uśmiechem niczym angielski dżentelmen. Byle tylko nie uśmiechać się zbyt ostentacyjnie, bo wówczas jest odwrotny skutek. Kiedy już udało nam się ujść z życiem z tej pierwszej konfrontacji, to nasze szanse przeżycia całego dnia na budowie wzrastają niepomiernie. A wiadomo, że gdy człowiek doczeka fajrantu na budowie, to dzień jest zaliczony, a każdy sklepik po drodze, bar szybkiej obsługi czy delikatesy uśmiechają się doń z daleka.

Nie należy jednak popadać w pychę i zaniedbywać wieczornego obrządku, bo to skutkuje koszmarnymi snami, częstym budzeniem z krzykiem i w rezultacie bezsenną nocą. A rano musimy przecież stawić czoła nowym wyzwaniom na budowie. Przed snem wystrzegamy się nade wszystko telewizji, a szczególnie programów z kierownikiem budowy w tle. Jeśli mamy przyrodzoną zręczność w posługiwaniu się pilotem, to dobra nasza. Jeśli nie, to dobrze robi sporządzenie słowniczka haseł, na których dźwięk należy natychmiast nacisnąć jakikolwiek guzik na pilocie. Dla przykładu podaję: „jesienna ofensywa legislacyjna”(lub wiosenna, inne nie występują na naszej budowie), „trzecia fala nowoczesności”, „ta zielona wyspa na mapie”, „będę perswadował moim kolegom” i tym podobne.

Rzecz jasna powyższe zalecenia to daleko nie wszystko, co trzeba zrobić, żeby mieć święty spokój na budowie III RP. Ale stwarzają szanse na przeżycie dnia we względnej równowadze umysłowej.

http://seaman.salon24.pl/333524,jak-prz ... ac-zmyslow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 19 sie 2011, 17:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Ścieżka obok drogi

Nadchodzi czarna godzina

Jak wiemy z komunikatów rządowych, jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej. Opozycja tego w zasadzie nie neguje, a tylko podkreśla, że to nie aktualny rząd sprawił, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, tylko właśnie opozycja, kiedy jeszcze była rządem. I z jednego, i z drugiego przekazu wynika, że tak czy owak to rząd sprawia, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej. Tymczasem to nie jest wcale takie oczywiste, bo skądinąd wiemy, że jedna trzecia gospodarki pracuje w szarej strefie, a więc w konspiracji zarówno przed rządem, jak i opozycją. Setki tysięcy, a właściwie miliony ludzi w poczuciu odpowiedzialności za swoje rodziny, swoje przedsiębiorstwa i wreszcie za gospodarkę narodową ze sporym ryzykiem osobistym omijają prawa ustanowione przez naszych Umiłowanych Przywódców, na rozkaz starszych i mądrzejszych z Brukseli. A omijają je dlatego, że gdyby ich przestrzegali, to przyniosłoby to efekt taki sam, jak w przypadku strajku włoskiego, który polega na tym, że pracownicy skrupulatnie przestrzegają wszystkich przepisów i procedur. Rezultat strajku włoskiego jest jednak zawsze taki sam jak strajku zwyczajnego - takiego jak w minioną środę w spółce Przewozy Regionalne - kiedy to pracownicy zwyczajnie rzucają robotę. Przedsiębiorstwo staje. W ten sposób mamy dowód, że te wszystkie przepisy i procedury na pewno nie służą sprawnemu funkcjonowaniu państwa czy gospodarki, a tylko umocnieniu czyjejś władzy czy hierarchii. W przypadku naszego nieszczęśliwego kraju - władzy tajnych służb z komunistycznym jeszcze rodowodem i ich ekonomicznych interesów, zagwarantowanych w ustanowionym jeszcze w 1989 roku modelu kapitalizmu kompradorskiego, w którym dostęp do rynku i możliwość funkcjonowania na nim zależy od przynależności do sitwy. Jeśli zatem gospodarka jako tako funkcjonuje, to nie dzięki kolejnym rządom tylko - wbrew ich staraniom - dzięki zwykłym ludziom, którzy, uwijając się w szarej strefie, dostarczają naszemu Narodowi ekonomicznych podstaw egzystencji.

Największym problemem dla obywateli i gospodarki jest bowiem rząd, to znaczy władza publiczna, która zasoby państwa rabunkowo eksploatuje na podobieństwo okupanta, w dodatku - niepewnego jak długo się utrzyma. Jaki pan, taki kram, więc nic dziwnego, że podatki, jakie można wycisnąć z gospodarki, już dawno przestały na to wystarczać i niezależnie od postępującego zadłużania państwa z szybkością dochodzącą już do 7 tys. zł na sekundę rząd zaczyna wyskrobywać zapasy gromadzone na czarną godzinę. Chodzi oczywiście o Fundusz Rezerwy Demograficznej, w którym gromadzone są środki na wypłaty emerytur w momencie, gdy na skutek postępującego starzenia się społeczeństwa pieniędzy zabraknie. W roku 2020 może zabraknąć 46 mld zł, a w roku 2025 - nawet 63 miliardy. Jak wiadomo, w ciągu ostatnich 20 lat odsetek dzieci i młodzieży zmniejszył się u nas aż o 10 procent, co sprawia, że system staje się z roku na rok coraz bardziej niewydolny. Dlatego rząd, któremu zabrakło pieniędzy, już we wrześniu zamierza sięgnąć po 4 mld zł ze wspomnianego Funduszu. Więc chociaż oczywiście jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, sytuacja ta przypomina scenę, jak to w 1939 roku uchodźcy z Polski zgłaszali się we Francji po zapomogi. Między innymi pani, która sięgnęła po zapomogę ręką ozdobioną na każdym palcu pierścieniami z brylantami. - Pani z takimi brylantami po zapomogę? - obruszył się urzędnik. - Te brylanty to na czarną godzinę - odparła. - To już jest czarna godzina.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 19&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 22 sie 2011, 17:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
NIE RÓBMY POLITYKI, MÓWMY O NIEJ!

Donald Tusk, niezaspokojony ostania kłótnia w rządzie o gospodarce, zażyczył sobie, jako, że jest panem i władcą debaty. Poddańska TVN24 od razu rzucił się na pomysł, licząc, że dziś Tusk ich pochwali. Tusk popychany przez PR-owców, pragnie debaty, chce skopać komuś tyłek przed wyborami. Musi pokazać to czego się nauczył z mądrych książek i raportów. Widać, że sytuacja PO jest zła, bardzo zła.

W ostatnich debatach, zawsze wygrywała PO. Powiedzmy sobie szczerze – PiS jest w starciach bezpośrednich, takich jak debata dość słaby. Po pierwsze z powodu swojego spokoju, a po drugie, z powodu zażartości przeciwnika. Platforma czuje się mocna w debatach, czy jak to nazwała Ufka „igrzyskach” i wie jak to wykorzystywać. W tym przypadku w medialnej sytuacji pomaga mowa-trawa i dobry wygląd. Tusk wie, że wystarczy, by nauczyć się kilku faktów, by podbić serca „ciemnego ludu”. Zapewne liczy także, że sprowokuje w debacie Kaczyńskiego, ale jak pokazała sejmowa debata prezes PiS się hamuje.

Debata wymaga ogromnej wiedzy, nawet jeśli Tusk nie musi się uczyć, bo będzie chciał nadrabiać PR-em i mową-trawą, to coś przeczytać musi. Wszystkie te przygotowania kosztują, potrzeba czasu, siły i ludzi by zorganizować całe widowisko. Dodatkowo, Tusk postanowił zorganizować te debaty dzień w dzień, za każdym razem na inny temat. Żeby to wszystko przygotować potrzeba dużo wysiłku, wiec nie sądzę, że Platforma zaproponowała to tak spontanicznie i bezcelowo, mogłoby się wydawać.

Ta nagła chęć zorganizowania serii debat wskazuje, że mimo, sondaży dla Platformy optymistycznych, czuje się ona przyciśnięta przez PiS. Sondaże, które podstawiają nam media, są zwykle bardzo niedokładne, gdyż na tak małej liczbie respondentów nie sposób pokazać rzetelnych liczb. Partie zazwyczaj zamawiają swoje sondaże, na większej liczbie osób, przez co sondaże są bardziej obrazowe. Tak to właśnie Tusk mógł dowiedzieć się, że Platforma tak naprawdę nie ma zapewnionego zwycięstwa, a schlebiające sondaże mediów, uśpiły jego i partię. Teraz czują oddech PiS na karku i musieli użyć swojego największego atutu, jakim niewątpliwie jest prezencja i mowa-trawa w debacie. Potrzebują tego niezmiernie. Dodatkowym plusem całej sytuacji był fakt, że każdy ruch PiS i Jarosława Kaczyńskiego byłby wypełnieniem ich planu. Jeśli się zgodzi, to Tusk w debacie będzie się starał go pokonać, jeśli zaś Kaczyński się nie zdecyduje nagle stanie się tchórzem, co przy trzytygodniowym rozdmuchiwaniu w mediach również pomogłoby PO.

Zastanawia mnie jednak sens tej debaty, bo przecież wczorajszą debatę można było dobrze wykorzystać, jednak nie zrobiono tego, tylko próbowano ze wszystkich sił sprowokować kłótnię i zażartą wymianę epitetów. Skłaniam się tu do wersji Ufki, że Tuskowi nie udało się sprowokować Kaczyńskiego, więc spróbuje to zrobić podczas debaty. Tusk proponując tą debatę nie ma w intencjach pomóc Polsce, kieruje się tu tylko i wyłącznie chęcią, czy wręcz musem podciągnięcia się w sondażach. Oczywiście on będzie twierdził cos zupełnie innego. Jednak nawet jeśli na sercu mu jest sprawa kryzysu, socjalu itd. to dlaczego woli o nich gadać z „nic niemającą do powiedzenia opozycją”, zamiast wykonywać swoich obowiązków i pracować, by kryzysu nie było, pomagać Polsce? Przekaz od Tuska idzie prosty - wolę gadać o polityce niż ją robić. Po co zapobiegać kryzysowi, jak można o nim pogadać? Po co wprowadzać ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych, jak można tylko rozmawiać o oktomamach? Tusk ma rację gadajmy o polityce, nie róbmy jej!

Tusk pewny, że PiS nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji, teraz zapewne jest zaskoczony. Podczas konwencji PiS, prezes Kaczyński, przyjął zaproszenie pod warunkiem, że to Tusk i jego ministrowie przyjdą na już od dawna zapowiadane spotkania wyborcze, debaty programowe organizowane przez PiS. Kaczyński zapewnił także, że Donald Tusk również może przyjść i wziąć udział w debacie. Czy skorzysta zobaczymy.

Ten ruch jest bezwątpienia majstersztykiem, bo stawia Tuska w odwrotnej sytuacji – stchórzy, czy przyjdzie by przegrać? Wydaje mi się jednak, że debaty w najbliższym terminie nie są potrzebne, a już na pewno nie w zapowiadanej ilości. Ważny też jest „teren” na którym debata ma się odbyć. Potrzeba tu neutralnego miejsca, gdzie daleko będzie od układanych wcześniej pytań, od układów, od wspierania kogoś przez dziennikarzy. Nie jest tym terenem, ani TVN24, ani spotkania PiS. Ale może Salon24live? Co Pan na to, Panie Igorze?

http://pod.lupa.salon24.pl/334827,nie-r ... wmy-o-niej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 11 wrz 2011, 18:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Wehikuł czasu Donalda Tuska

Jeśli chodzi o programy wyborcze Platformy Obywatelskiej, to nigdy ich nie czytam w oryginale - w tej sprawie darzę zaufaniem Gazetę Wyborczą, gdyż ten organ nigdy nie przeoczy żadnego istotnego punktu, który mógłby zaważyć na wyborczej pomyślności ugrupowania Donalda Tuska. Przyznam szczerze, że osobiście nie znam człowieka, który samodzielnie przeczytał ponad sto stron programu jakiejkolwiek partii. Ale przyjmuję na wiarę, że tacy osobnicy zdarzają się w przyrodzie. Wydaje mi się, że pod tym względem nie jestem osamotniony i raczej prezentuję większość elektoratu.

Jedynym mankamentem opisu programu PO w Wyborczej jest brak choćby skrótu słowa premiera wygłoszonego na wstępie prezentacji. Jednak ten fragment znalazłem z kolei w Rzepie i od razu zrozumiałem, dlaczego organ z Czerskiej nie zechciał się trudzić nawet jego streszczaniem. Oni po prostu nie mogli na poważnie zacytować słów Donalda Tuska, że „zawsze sobie i innym mówił prawdę”.

To już było za wiele nawet na Gazetę Wyborczą – możemy sobie różne rzeczy myśleć, ale oni – to znaczy, mam na myśli ludzi z biografiami – naprawdę znają swoich czytelników i dobrze wiedzą, że zabiją im cholernego klina, który potem będą musieli w pocie i trudzie wybijać. No, chyba żeby prowadzili rubrykę humorystyczną, ale wtedy taki passus trzeba by opatrzyć sążnistym komentarzem. Zresztą mają świeże doświadczenie z Adamem Michnikiem, który przed wyborami prezydenckimi pochwalił się, że podpisał listę podpisów poparcia Jarosława Kaczyńskiego. Ilość jobów, jaka wtedy spadła na głowę redaktora od rozjuszonych czytelników, zmusiła go do napisania wyjaśnienia i szczegółowego tłumaczenia się ze swojego humanitarnego gestu.

Co innego Rzeczpospolita, której target łapie w lot vis comica Tuska, więc nie muszą się bać o niezrozumienie u czytelników. Zresztą oni w Rzepie tę frazę cytują jako pierwsze zdanie relacji, co od razu sprawia, że czytelnik wpada w szampański nastrój i rechocze już do końca artykułu. Bo i jest z czego.

No, ale jak to się mówi potocznie, wracam do naszych baranów, czyli do programu Platformy przedstawionego w Gazecie Wyborczej. Z relacji wynika jasno, że Platforma zastosowała znowu stary numer z wehikułem czasu – w całym tekście najbliższą dnia dzisiejszego cytowaną datą jest rok 2014. Jest to stary numer Donalda Tuska z tym przeniesieniem w czasie - gdy zbliża termin spełnienia obietnicy lub wybory, wtedy włącza się jakiś automat, czy wehikuł czasu, który przesuwa terminy o kilka lat w przyszłość.

Kiedyś nawet nazwałem Tuska z tego powodu akwizytorem pogodnej przyszłości i uważam, że ten epitet świetnie się sprawdza – to jest wręcz istota jego osobowości. Jeszcze kilka miesięcy temu było „tu i teraz”; dopiero co Jarosław Gowin nie mógł się nachwalić podatku liniowego, a dzisiaj, na miesiąc przed wyborami, o podatku liniowym cicho sza. A w programie Tuska same dobrodziejstwa, ale najwcześniej od 2014 roku. Gdzie się podziało „tu i teraz”?

Wygląda właśnie, że „tu i teraz” przeniosło się na następna pięciolatkę, jak w tej anegdocie o kołchozach. Po roku 2014 mają być obniżki podatków, ulgi dla rodzin, stypendia dla studentów. A na razie Platforma będzie budowała socjalizm. Albo socjalliberalizm, jak to nazywa Gazeta Wyborcza.

Muszę jednak oddać sprawiedliwość, że jeśli chodzi o siłę vis comica, to premiera Tuska zostawił daleko w polu Michał Boni, znany jako główny promotor metody małych kroków w modernizacji państwa. Minister Boni bowiem na dzisiejszej konwencji mówił o „cywilizacyjnym skoku”, jaki wykona Polska, gdy wybierze program Platformy. Każdy chyba przyzna, że co wrażliwsze osobniki popierające partię obywatelską mogą popaść w chaos poznawczy, albo nawet w depresję i odrętwienie intelektualne.

Wszystkich jednak przebił przyboczny rzecznik premiera Paweł Graś. On bez ogródek wyznał, że program wyborczy partii zawarty jest w strategii „Polska 2020”, a nawet „Polska 2030”. Zaiste, ponadczasowość jego partii doceniłby nawet Herbert George Wells. Niech się schowa jego dzieło wobec dokonań Tuska w dziedzinie podróży w czasie.

http://www.rp.pl/artykul/600128,715071- ... o.html?p=1

http://wyborcza.pl/wybory2011/1,115571, ... erala.html

http://seaman.salon24.pl/341467,wehikul ... alda-tuska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 01 lut 2012, 12:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Wejściówka za 7 miliardów

Hosanna- wielki sukces! Przynajmniej w takim tonie wypowiadają się internetowe płatne mendy, bo nawet rządowi dziennikarze wypowiadają się z pewną rezerwą, podobnie, jak kiedyś uprzejmie, ale z zażenowaniem patrzono na Jelcyna po pijacku dyrygującego orkiestrą. Albo na szacownego nestora rodu śpiewającego piskliwym głosem czastuszki na weselu. Uśmiech obecny, ale nieco wymuszony. Zarówno Sikorski, jak i Tusk zaangażowali cały swój prestiż w przypodobanie się Niemcom w nadziei na nagrodę. Nie żądali wiele, zresztą, jakie tam znowu „żądali”, oczekiwali raczej. Oni nie z tych, co żądają, nie ten profil psychologiczny. Z buta, to oni potrafią wskoczyć na Wdowy Smoleńskie, wobec silniejszych obowiązuje zasada „ Iziwnitie, druzja” Grasia.

Niestety, taktyka Donalda Tuska, by znienacka rzucać jakieś z … no, z kapelusza, żeby nie powiedzieć dosadniej, skąd, wyjęte obietnice, koncepcje, jakieś Euro wprowadzane za tydzień, kastrowani pedofile, przemoc w rodzinie, katarskich inwestorów ratujących stocznie, niczym kawaleria ratująca kawalkadę wozów osadników przed Apaczami, zupełnie się nie sprawdza za granicą, wobec poważnych polityków i prasy nie związanej służbowymi zależnościami i panicznym strachem przez PiS. Muszą tam na tych piłkarzyków patrzeć, jak na jakiś błaznów. Oops, sorry, zapomniałem, że, zdaniem Wyborczej „Europa mówi Sikorskim”. Tak, tak… Tak można pisać na użytek wewnętrzny, dla miejscowych głupków, natomiast zupełnie nie działa na ludzi, którzy trochę podróżują po świecie i sami czytają i oglądają, co tam o nas piszą, a częściej nie piszą. Niestety obraz rządu z kabaretu Moralnego Niepokoju R. Górskiego przez przypadek jest bardzo bliski rzeczywistości. Jak nie prawda, to dobrze zmyślone, jak mówi włoskie przysłowie. Se non e vero, e ben trovato.

Niekompetencja i głupota, niefrasobliwość i rozpaczliwa nieznajomość mechanizmów dawała o sobie znać wielokrotnie. Wtedy, po tragedii smoleńskiej, gdy Tusk ani sam nie wiedział, ani nikogo nie zapytał, bo i kogo, wokół sami ignoranci , tacy , jak i on sam, o te konwencje i o porozumienia, o konsekwencje prawne jednych i drugich. Jedyne, co w tych mózgach się kołatało, to po pierwsze strach, że wyjdzie na jaw udział w tym wszystkim, po drugie, i to było chyba ważniejsze, ważniejsze, niż wszystko inne, zapewnienie, by Kaczyński w żaden sposób nie odniósł żadnej korzyści propagandowej z tej tragedii. Stąd ta projekcja swoich uczuć i myśli i maniakalne powtarzanie, żeby „nie grac trumnami”. Jeśli ktokolwiek grał trumnami, to właśnie oni, a myśmy dali się sterroryzować i zepchnąć do defensywy.

Identyczna niekompetencja była widoczna w ostatnich dniach, gdy nieudolnie usiłowano przepchnąć po cichu te nieszczęsna ACTA przy okazji kłamiąc, kłamiąc, kłamiąc , a następnie znowu kłamiąc. Mnie najbardziej uderzyła właśnie ta prawidłowość godna kabaretu- a/ no, wicie, wcale nie musimy podpisać, chociaż b/ musimy podpisać, bo wszyscy już podpisali, c/ nikt nie podpisał, ale pewnie wkrótce podpiszą, d/ no, wcale nie jest powiedziane, spotkamy się zastanowimy, e/ musimy podpisać, f/ podpisujemy, bo się nie ugniemy przed terrorem złodziei i idiotów, ale e/ może nie ratyfikujemy, przeanalizujemy „każdą literę” porozumienia, które właśnie kazaliśmy podpisać. Potem , oczywiście okazuje się, że f/ ratyfikacja nie ma znaczenia, bo wystarczy , żeby podpisało 6 krajów Unii, żeby umowa obowiązywała na całym obszarze Unii. Ciekawy mechanizm, nawiasem mówiąc, zważywszy, że jest klauzula umożliwiająca wypowiedzenie ACTA z półrocznym wyprzedzeniem. Wypowiemy, a porozumienie i tak obowiązuje. Co tam, wypowiemy, nie ratyfikujemy w ogóle i też nic z tego nie wynika. Ratyfikujemy, ale wypowiemy, czy coś się zmieni? Obowiązuje mniej, tak samo, czy bardziej? Fajnie, czy jakiś prawnik może mi to w prosty sposób wyjaśnić?

No i wreszcie coś , co już jest bez porównania poważniejsze, bo tu igramy z niepodległością Polski. Niepodległością, którą handlujemy, niczym aportem wnoszonym do spółki w celu zapewnienia kilku oficjelom objęcia kiedyś tam w przyszłości funkcji komisarza czegoś tam. Do tego dorzucamy 7 miliardów euro specyficznej opłaty za bilet- wejściówkę na obrady. Bez prawa głosu, raz na jakiś czas, nie wiem, po co nam takie upokorzenie, taka żenada. Nie jestem w stanie dostrzec ani jednej korzyści z tego, że raz, czy dwa razy na rok zostanie Sikorski, czy kto tam, wpuszczony na sale obrad, posłucha sobie, zje herbatniczka, wypije colę i wyjdzie. I co, kuźwa z tego? Aha, zapomniałem o najważniejszym, poklepią go po pleckach, aż kurz pójdzie. Nawet kilka razy, salwą, na dwie ręce. Jak ofermę klasową dla śmiechu.

Pisałem już kiedyś, że ta fucha dla Tuska, załatwiana kosztem suwerenności i miliardów dolarów kosztuje nas stanowczo zbyt wiele, dużo taniej byłoby zrobić narodową zrzutę, zapłacić mu równowartość tej pensji, diet , emerytury, ba, można by się umówić, że immunitet mu damy, obiecamy , że nie będziemy się czepiać tego Smoleńska i tych wszystkich pomniejszych historii, afer, przekrętów, przewałów, nadamy mu tytuł Hetmana Wielkiego Półkuli Północnej, albo i Drogi Mlecznej, jeśli tak mu zależy na tytułach, niech tylko sobie idzie on i jego piłkarzyki w cholerę. Taniej wyjdzie i szkody dla Polski mniejsze.

http://seawolf.salon24.pl/386841,wejsci ... -miliardow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 08 lut 2012, 10:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
W poszukiwaniu przyjaciół

W jednym ze swoich wywiadów Donald Tusk wyznał, że jako premier czuje się samotny. Niewiele pomaga w tym obecność żony, która przeprowadziła się do Warszawy. Z tłumaczenia premiera wynika też, że w miarę jak rośnie pozycja polityczna, wzrasta też samotność, bo taka jest cena rządzenia. Tymczasem Polacy, jakby wyczuwając bolączkę premiera, ślą do niego coraz więcej listów. Wszystko po to, by nie czuł się on samotny i opuszczony. Tylko w ubiegłym roku do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów dotarła rekordowa liczba ok. 20 tys. listów. Autorami korespondencji są zawiedzeni, często również samotni, a do tego biedni emeryci czy renciści. Zresztą nie tylko oni mają już dość kłamstw i obietnic bez pokrycia. Skoro jednak to pozycja polityczna jest główną bolączką premiera, to czyż dla własnego, a przede wszystkim naszego dobra nie mógłby ustąpić ze stanowiska? Znalazłby szybko nowych przyjaciół, a Polacy odetchnęliby z ulgą.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 08&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 17 lut 2012, 11:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Chwalę premiera Tuska

Szanowni Państwo!

Ja oczywiście wiem, że w katolickiej rozgłośni wskazana jest pewna powściągliwość, ale z drugiej strony - uznanych poetów można chyba cytować? Przecież uznani poeci dostarczają mnóstwa cytatów na wszelkie możliwe okoliczności i wydaje mi się, że marnowanie takiego bogactwa byłoby wysoce niewłaściwe. Weźmy na przykład cytat uznanego poety nazwiskiem Julian Tuwim, który w wierszu „Na potwarców” dziwował się „ilu wielkich działaczów wyjrzało z rozporka”. Czyż nie pasuje to idealnie do posła Platformy Obywatelskiej imienia generała Gromosława Czempińskiego, wojewodzica bydgoskiego, Pawła Olszewskiego? Pan poseł Olszewski - i potwarca i działacz - więc najwyraźniej uznanego poetę Juliana Tuwima musiały wspierać proroctwa, że na tyle dziesięcioleci przed chwalebnym wyjrzeniem, pana posła Pawła Olszewskiego przecież przewidział!

Do przewidzenia było również i to, że po lekkomyślnym zatrzymaniu generała Gromosława Czempińskiego w listopadzie ubiegłego roku, pana premiera Tuska zacznie opuszczać szczęście. Nie kąsa się ręki, która chleb daje - o czym pan premier Tusk, dopuściwszy sobie widać do głowy, że naprawdę jest taki, jak mówią o nim konfidenci poprzebierani za dziennikarzy mediów głównego nurtu - najwyraźniej zapomniał. Ale za takie zapominalstwo, za takie dowody rażącej niewdzięczności trzeba zapłacić. Toteż według ostatniego sondażu OBOP, pracę rządu premiera Tuska ocenia źle aż 70 procent ankietowanych, którzy dla samego premiera Tuska są jednak bardziej wyrozumiali - bo jego pracę źle ocenia 63 procent ankietowanych. No bo jakże można w taki sposób odwdzięczać się generałowi, który całą tę Platformę Obywatelską wystrugał z banana?

Cóż; koń jaki jest - każdy widzi, ale ja z kolei taki już jestem, że jak wszyscy chwalą - to ja nie, a znowu jak ganią, to ja próbuję chwalić. Zatem i teraz, kiedy notowania rządu i samego premiera Tuska pikują w dół niczym tupolew w Smoleńsku, postaram się premiera Tuska jednak pochwalić. Bo też i nieprawdą jest, że nie odnosi on żadnych sukcesów. Przeciwnie - co zawala, to zawala, ale sukcesy też ma.

Weźmy taki Narodowy Program Depopulacji. W ostatnich latach wyemigrowało z naszego nieszczęśliwego kraju około 3 milionów obywateli, dzięki czemu liczba mieszkańców naszego nieszczęśliwego kraju powoli, bo powoli, ale jednak zbliża się nieubłaganie do 15 milionów, jakie naszemu mniej wartościowemu narodowi wyznaczyli eksperci Klubu Rzymskiego. Warto zwrócić uwagę, że premier Tusk, strasząc emigrantów, że po powrocie do Polski natychmiast ich opodatkuje, osobiście zniechęcił znaczną ich część, a może nawet wszystkich do powrotu. Rzeczywiście - dzielić się zarobionymi za granicą pieniędzmi z panem ministrem Rostowskim - tego już za wiele nawet dla największego altruisty.

Ale na tym przecież pan premier Tusk nie poprzestaje. Cennym uzupełnieniem Narodowego Programu Depopulacji jest Narodowy Program Eutanazji, którego istotnym elementem jest nie tylko sławna ustawa o refundacji leków, przewidująca wysoki poziom refundacji środków antykoncepcyjnych, ale również - przedsięwzięcia organizacyjne w państwowej służbie zdrowia, zmierzające do ograniczenia hospitalizowania pacjentów chorych przewlekle. Na skutek podwyższenia ceny leków oraz wspomnianych przedsięwzięć jest nadzieja, że ludzie starzy i chorzy zaczną w stachanowskim tempie przenosić się na tamten świat. Z punktu widzenia rządu jest to niesłychanie korzystne, bo poprawia rentowność naszego mniej wartościowego społeczeństwa tubylczego - a cóż należy do obowiązków dobrego gospodarza, jeśli nie poprawa rentowności gospodarstwa? Jestem pewien, że skoro my to dostrzegamy, to dostrzegają to również okupujące nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniackie watahy, no i oczywiście - Nasza Złota Pani Aniela. Czyż w przeciwnym razie trzymaliby Donalda Tuska na stanowisku szefa tubylczego rządu?

Ilustracją skuteczności Narodowego Programu Depopulacji jest fakt, że na przestrzeni ostatnich 20 lat udział dzieci i młodzieży w naszym społeczeństwie zmniejszył się aż o 10 procent. Trudno zatem w tej sytuacji odmówić premieru Tusku skuteczności we wszystkim, czego się dotyka. W tej dziedzinie mu się udało, nie ma dwóch zdań. Nic zatem dziwnego, że w ramach Narodowego Programu Ogłupiania, Ministerstwo Edukacji Narodowej zachęca samorządy terytorialne do likwidowania szkół. Z informacji oficjalnych wynika, że do 5 lutego bieżącego roku, do kuratoriów wpłynęły uchwały samorządów dotyczące zamiaru likwidacji 400 szkół. Samorządy twierdzą, że brakuje im pieniędzy, w co chętnie wierzę, ponieważ Ministerstwo Sportu i Turystyki pochwaliło się, że do grudnia ubiegłego roku zbudowano aż 2012 „orlików”, a średni koszt każdego z nich wyniósł około 1,2 miliona złotych. Przez trzy lata na te „orliki” samorządy i rząd wydały prawie 2,5 miliarda złotych! Nic dziwnego, że brakuje na inne rzeczy - ale najgorsze jest to, że skoro liczba dzieci i młodzieży gwałtownie u nas spada, to kto właściwie będzie tych boisk używał? Najwyraźniej program budowy „orlików” nie został skoordynowany ani z Narodowym Programem Eutanazji, ani z Narodowym Programem Depopulacji, a jeśli już - to najwyżej z Narodowym Programem Ogłupiania. Ale dosyć, bo zaczynam krytykować, a przecież chciałem premiera Tuska pochwalić. Nie wiedziałem, że to takie trudne.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2401


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 24 lut 2012, 20:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Moje déjà vu

Przyznam, że słuchając kolejnych konferencji premiera, czy to osobno, czy też w gronie ministrów jego rządu, zamiast więcej rozumieć, rozumiem coraz mniej.
Bierze się to z tego, że premier tydzień temu mówił co innego niż wczoraj. By zaś być „dobitym” do reszty to dziś znów mówi coś innego.

Łapię się na tym od pewnego czasu, gdy chcę napisać coś na temat emerytur, autostrad, ochrony zdrowia, a w zasadzie dotyczy to każdego tematu, który biorę na przysłowiową tapetę. Dotyczy to więc wszystkiego co bardziej ważne i mniej ważne. Nie chce mi się nawet sięgać do przykładów, bo wyszedłby z tego bełkot, a Wy czytelnicy moglibyście dojść do wniosku, że to nie premier , a ja zwariowałem.

Tym niemniej w tym wszystkim odnoszę jakieś dziwne wrażenie, że ja już to wszystko gdzieś kiedyś słyszałem i nieważne czy to było w okolicznościach dotyczących sportu, czy też wzrostu gospodarczego. Niby coś innego, a jednak to samo. To samo rozmycie, rozmiękczenie, zaprzeczenie, zadowolenie i ta nieustająca atmosfera ocierająca się o niemalże grozę podszyta dziwną aurą jakiejś bliżej nie zdefiniowanej tajemnicy. I to wszystko w ustach quasi-proroka, który rzuca z odpowiednią mimiką twarzy groźnie brzmiące niedomówienia w przypadku jakiegokolwiek nieprzewidywalnego pytania ze strony dziennikarzy. Od razu chłodem wieje.

W takiej to atmosferze, gdy wszystkie wątki zamiast się rozjaśniać, są coraz bardziej zaciemniane, zdanie premiera – wierzcie mi, że gdybym nie musiał… - sieje grozę wśród dziennikarzy, bo strach zapytać, co by to było, gdyby premier „musiał”. I tu zaraz przez mózg przelatuje szekspirowski dylemat „to be or not to be”, gdy sobie zważymy, że albo 67 obligo, albo VAT o osiem w górę i to natychmiast ! Prawda, że chłodem powiało ?
Jak raz już powiedział, to strach pytać po raz wtóry, bo czort wie co on tam chowa w zapasie.
Albo coś takiego – gdybyśmy wtedy posłuchali opozycji, to… - uff, jaka ulga. Nie pytajmy o nic więcej, bo już wiemy co by było, no ale na szczęście będzie inaczej, czyli lepiej.

Wszystko to u Tuska ubrane jest w te same zdania, zawierające te same słowa-klucze, dopasowane do danej sytuacji. Do tego wymagany jest jednak zamęt informacyjny, bo bez niego ta taktyka się średnio sprawdza. Stąd też między innymi wynika niejako moje déjà vu.

Wiem, że politycy zmieniają zdanie i dotyczy to także Donalda Tuska. Można by wiele cytatów znaleźć, by je skonfrontować z dzisiejszą rzeczywistością. Mentalności człowieka nie da się jednak zmienić. Człowiek może zmieniać poglądy, ale mentalność się nie zmienia pod wpływem zmiany poglądów.

Mogę stanąć nago na głowie na szczycie Pałacu Kultury i powtarzać, że prywatyzacja już przyniosła Polsce biliony złotych i że polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic niewarte i dlatego są tanio sprzedane.

Źródło: Z. Nowak Tusk nagi, Gazeta Wyborcza, 14–15 sierpnia 1993 r.

Naprawdę strach dziś o to zapytać…

http://andromeda.salon24.pl/393910,moje-d-j-vu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 14 mar 2012, 12:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Nawet ratlerki szczekają "Trybunałem Stanu".

Kaczyński i Ziobro już drżą .... Cała sfora ratlerków i brytan Kalisz grzmią w mediach "powiesić ich...zniszczyć...a przedewszystkim zaciągnąć przed Trybunał Stanu". Tusk obudził sie i dziś podjął to hasło Kalisza, bo chce "przykryć" ostatnie niepowodzenia swoich niemądrych inicjatyw. Jest w tym zapewne i asekuracja, bo wie co go czeka za łamanie prawa ...i zamiatanie afer pod dywan.

Przedzierając się przez te salonowe "plwociny", ktore spadają na Kaczyńskiego i Ziobrę, dotarłem do felietonu SEAWOLFA, z ktorego wreszcie można posiłkować się realną prawdą. Oto mój komentarz pod tą notką: "...Tusk ma już taki BAGAŻ przewinień konstytucyjnych, że nie powinien wywinąć się z odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Czy ten faul polityczny przeciw Kaczyńskiemu i Ziobrze jest "zabezpieczeniem" przed przyszłym celnym strzałem gola do bramki Tuska ? Wydaje mi się, że nic nie uchroni tego zaprzańca przed zagładą polityczną i odpowiedzialnością przed narodem." 12.03.2012 20:19

Dziś w TVP 3 "Minęła dwudziesta" , Pani prof. Radziejowska potwierdziła trafność moich logicznych wniosków, mówiąc, że Tusk chce, tym aktem przeciw Kaczyńskiemu, w pewnym sensie zabezpieczyć się przed postawieniem go przed Trybunałem Stanu w przyszlości (jako zemsta). Jak wynika z rachunków sejmowych wniosek Tuska nie zostanie przegłosowany i odpodnie, niemniej jednak jazgot medialny przykryje na pewien czas sprawę wieku emerytalnego i innych niedoszłych "reform" Pana Premiera.

http://sophia.salon24.pl/399306,nawet-r ... alem-stanu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 11 kwi 2012, 09:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
"Tusk, idziemy po ciebie. Ziemia jest okrągła, znajdziemy ciebie", "Nie lękajcie się walczyć o prawdę. Prawda gwarancją wolności" - można było wczoraj wyczytać na transparentach przed Pałacem Prezydenckim. Oberwało się też dziennikarzom

Szykują się na Tuska

Przede wszystkim prawdy o katastrofie z 10 kwietnia 2010 r., w której zginął prezydent Lech Kaczyński razem z 95 innymi osobami, domagali się wczoraj uczestnicy manifestacji zorganizowanej na Krakowskim Przedmieściu. "Jesteśmy smoleńskim pomnikiem", "POwoli żegnamy paradę oszustów i kłamców kreowanych przez TVN-owską szczekaczkę", "Tusk - uczestnik zbrodni na polskim prezydencie", "Smoleńsk. Polacy chcą wiedzieć", "Tusk, prawda przyjdzie po ciebie" - to tylko niektóre z transparentów rozstawionych w miejscu, gdzie dwa lata temu Polacy składali hołd ofiarom tragedii. Uczestnicy kilkutysięcznej manifestacji mówili wprost o odpowiedzialności rządu Donalda Tuska za zaniedbania w ślimaczącym się śledztwie, które do tej pory nie doprowadziło do wykrycia faktycznych przyczyn upadku rządowego samolotu Tu-154M. Oberwało się też dziennikarzom m.in. TVP za sposób relacjonowania poniedziałkowej manifestacji przed ambasadą rosyjską w Warszawie, w której uczestniczyło około 2 tys. osób z wielu stron Polski. - Po co to filmujecie, jak potem kłamiecie. Wczoraj mówiliście, że było 300 osób pod ambasadą. Kłamcy. Jedźcie na Powązki Wojskowe - słychać było w tłumie.
Uczestnicy manifestacji wyrażali głęboką dezaprobatę dla indolencji organów państwa polskiego, które nie były w stanie bądź nie chciały uczciwie podejść do kwestii wyjaśnienia okoliczności katastrofy samolotu, którym prezydent Kaczyński leciał do Smoleńska, by oddać hołd zamordowanym w 1940 r. w Katyniu polskim oficerom. - Dziwię się naszym władzom, które nie chcą szukać prawdy - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Tadeusz Dębek, były nauczyciel. Mężczyzna jest przekonany, że władza boi się prawdy, bo kłuje w oczy. - Gdyby powołano komisję międzynarodową, już dawno wiedzielibyśmy, czarno na białym, kim był sprawca tej tragedii. Skoro rząd polski boi się powołać międzynarodową komisję, też jest współwinny katastrofy - podsumowuje.
Uroczystości rozpoczęły się o godz. 8.00 rano Mszą św. w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca. Później jej uczestnicy, m.in. Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, Marek Kuchciński, wicemarszałek Sejmu, Maciej Łopiński, minister w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, i Mariusz Błaszczak, złożyli wieńce przed Pałacem Prezydenckim. Ze specjalnie ustawionej sceny odczytano apel poległych, nazwiska wszystkich 96 osób, które zginęły dwa lata temu pod Smoleńskiem. W modlitwie o. ppor. Zdzisław Tokarczyk (kapucyn) zaznaczył, że "prawdy zabić nie można". - Tak jak chciano zabić i zafałszować prawdę o zmartwychwstaniu Jezusa, dzisiaj podobnie ma się prawda o katastrofie smoleńskiej - powiedział zakonnik.
Ludzie, którzy przyszli wczoraj na Krakowskie Przedmieście, nie kryli wzruszenia. Mieczysław Pikała, mieszkaniec Warszawy, przyznaje, że 10 kwietnia jest dla niego ogromnym przeżyciem i wspomnieniem. - Bardzo się wzruszyłem. Byłem na Mszy św., a teraz tutaj, przed Pałacem Prezydenckim, nie mogę już stać, bo każde słowo przypomina mi tę tragedię - mówi. Mężczyzna solidaryzuje się ze słowami o. Tokarczyka, zaznaczając, że obecne władze robią wszystko, by Polacy zapomnieli o tej tragedii i zacierają jej ślady. Wskazuje m.in. na Hannę Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy, która utrudniała zorganizowanie manifestacji na Krakowskim Przedmieściu. - Cieszę się, że w końcu pozwolono na zbudowanie tej sceny - zaznacza. - Przyjechaliśmy z delegacją 50 górników. Nasz przyjazd w drugą rocznicę katastrofy wynika z potrzeby serca. Nie wiemy faktycznie, co się wtedy wydarzyło - mówi inż. Wacław Horodecki, były pracownik Zakładów Górniczych Lubin. - Wątpliwości jest coraz więcej. To jest zdradziecki rząd, który nie chce tej prawdy Narodowi pokazać. Te hasła, które tutaj padają, są jak najbardziej usprawiedliwione - ocenia napisy na transparentach Horodecki.

Jacek Dytkowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po29.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 15 kwi 2012, 16:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Jaki normalny człowiek im dzisiaj uwierzy?

Jeśli chodzi o wystąpienie Donalda Tuska w Sejmie, to mam na języku wiele określeń. Najbardziej dyplomatyczne z tych, które mi przyszły do głowy jest taką kompilacją porzekadeł: odwracanie kota do góry ogonem w worku. Ale ani przez chwilę nie pomyślałem – wbrew licznym opiniom – że było to wystąpienie histeryczne albo że odzwierciedlało traumę współwiny. Nic podobnego, cały wczorajszy przekaz Tuska został na zimno wykoncypowany i wycyzelowany przez wydział propagandy z kancelarii premiera.

Całość przemówienia szefa rządu PO-PSL została oparta na zasadzie jako żywo przypominającej goebelsowskie sformułowanie (oburzonych porównaniem uprzejmie informuję, że Polacy w państwie Angeli Merkel są pozbawieni statusu mniejszości dekretem Goeringa z roku 1939 – więc i ja mam prawo się odnieść do tych czasów), że kłamstwo, aby było maksymalnie wiarygodne, powinno być monstrualne. Pomny skuteczności tej techniki premier Tusk odwrócił kota ogonem, mówiąc, że „mamy dzisiaj w Polsce do czynienia z wielkim kłamstwem smoleńskim. Tym kłamstwem smoleńskim jest codziennie formułowany zarzut pod adresem władz Rzeczypospolitej, państwa polskiego, obywateli, którzy mają dosyć tej agresji, zarzutu o zdradę i o kłamstwo, to jest to kłamstwo”.

Koci ogon został przez Tuska odwrócony w worku – czymże jest bowiem raport MAK oraz sporządzony na jego podstawie raport komisji Millera, jeśli nie przysłowiowym workiem, w którym sprzedaje nam się tego kota? Tusk z oczywistych względów nie mógł odnieść się szczegółowo do zarzutu kłamstwa i zdrady wobec swojego rządu. Jak mógł odpowiedzieć choćby na fakt, że komisja rządowa pod jego nadzorem kłamała w sprawie obecności generała Błasika w kokpicie Tupolewa? A przecież nie dość na tym – dzisiaj nikt z komisji nie chce się przyznać do fałszu z identyfikacją głosu generała. Na tak jawne sprzeniewierzenie się zasadom państwa prawa są tylko dwie odpowiedzi: uznać swoją winę lub „iść w zaparte”, jak mówią opryszkowie. Tusk wybrał metodę opryszków wzmocnioną świetnie odegraną żarliwością, w czym jest mistrzem. Bezgraniczna bezczelność nawet w odpornym słuchaczu rodzi wątpliwość: - Czy można łgać tak fundamentalnie w sprawie newralgicznej dla racji stanu?! Otóż człowiek pokroju Tuska, dla którego propaganda i piar stanowią sedno polityki z pewnością może tak łgać, jeśli śmierć polityczna i cywilna zajrzy mu w oczy. A nad nim woda zaczyna powoli zamarzać.

Jaki normalny człowiek może dzisiaj uwierzyć pani Ewie Kopacz? – pyta na swoim blogu redaktor Stanisław Michalkiewicz. I to jest także kwestia fundamentalna, która nie dotyczy wyłącznie pani marszałek, ale być może jeszcze bardziej całego rządu i partii rządzącej, i prorządowej osłony medialnej. Kto może uwierzyć w krętactwa smoleńskie byłej minister zdrowia, jeśli w internecie wisi filmowa kopia jej sejmowego przemówienia zaś na stronach sejmowych kłuje fałszem w oczy stenogram z tegoż wystąpienia? Nikt normalny nie uwierzy Ewie Kopacz. A jej przykład jest symboliczny dla całej formacji - ta niewiara wkroczyła już w taką fazę, że dotyczy całego rządu, całej Platformy i z pewnością jej szefa. Dlatego odwracają kota ogonem, idą w zaparte, jak nie przymierzając pospolici opryszkowie.

Dzisiaj w podobnym stylu tarmosi futrzaka w worku Adam Michnik na łamach Gazety Wyborczej. On z kolei wynalazł brytyjskiego komentatora, którego rozśmieszają demonstracje ludzi domagających się prawdy o tragedii smoleńskiej, a w szczególności Jarosław Kaczyński. Do tego stopnia go to bawi, że pyta sarkastycznie Michnika, czy Kaczyński nie jest aby agentem wpływów rosyjskich służb specjalnych. Szkoda, że Michnik nie przepytał dokładniej brytyjskiego komentatora o jego odczucia. Mógłby go przecież zagadnąć, co on czuł, gdy polski premier oddawał śledztwo w sprawie największej powojennej tragedii w dziejach polskiego państwa w ręce premiera innego państwa, które może być potencjalnym sprawcą. Czy przeciętnego Brytyjczyka, już nie mówię o „znanym komentatorze”, rozbawiłby fakt, że polski premier wszedł w konszachty z rosyjskim premierem, żeby wspólnie zmarginalizować polskiego prezydenta?

Adam Michnik pisze, że Jarosław Kaczyński ośmiesza Polskę w oczach świata. A co świat pomyślał, gdy polski premier dobrowolnie zrzekł się nie tylko śledztwa, nie tylko przyjął wszystkie rosyjskie sugestie dotyczące procedur, ale trzeba było go niemal siłą ściągać z urlopu, żeby się odniósł do kłamliwego rosyjskiego raportu? Co świat może sądzić o państwie, którego przywódca po hekatombie elity politycznej mówi, że państwo zdało egzamin? Czy świat się wtedy śmieje z Polski, czy raczej jej współczuje?

Ciekawe, jak zareagował brytyjski komentator, gdy polski premier przyznał otwarcie, że w momencie, w którym ważyły się losy śledztwa, nie miał głowy, żeby o tym myśleć? A tak właśnie usprawiedliwiał się premier Donald Tusk nagabywany w tej kwestii przez rodziny ofiar. Czy brytyjskiego komentatora rozśmieszyłby taki przywódca? Ja przyznam szczerze, że śmiałbym się do rozpuku. Gdybym był Brytyjczykiem.

http://seaman.salon24.pl/408624,jaki-no ... aj-uwierzy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tusk ofiara własnych kłamstw
PostNapisane: 18 maja 2012, 11:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Duzi jak brzozy, głupi jak kozy

Pan Bóg, podobnie jak historia bywa bardzo często nierychliwy w wymierzaniu sprawiedliwości różnym katom narodów, zdrajcom, dyktatorom czy zaprzańcom pomniejszego płazu.

Jest jednak i tak, że czasami wyroki historii i to, co zapisuje później ona na swoich kartach, zaskakują nie tylko owych winowajców i ich akolitów, ale swoją przewrotnością i złośliwością graniczącą wprost z cynicznym okrucieństwem, potrafi wprowadzić całą publikę w osłupienie.

Tego, co na naszych oczach stało się ze słynną już „świętą pancerną brzozą” nie wymyśliłby najlepszy scenarzysta, reżyser czy poeta o pozycji wieszcza.

Przecież jeszcze w pierwszą rocznicę smoleńskiej tragedii pełniła ona propagandową rolę symbolu tego wszystkiego, co rzekomo wydarzyło się według kłamców, 10 kwietnia 2010 roku, czyli polskiej głupoty, nieodpowiedzialności, brawury, nacisków, braku kompetencji.

Brzozę trzeba było jak najszybciej zatwierdzić i utrwalić na wieki.

W pośpiechu prezes NBP Marek Belka (TW „Belch”), nominat Komorowskiego, podpisał decyzję, na mocy, której okolicznościowa moneta z wizerunkiem brzozy i samolotu z uszkodzonym przez nią skrzydłem zaczęła być bita w mennicy państwowej. Był szybko rozpisany konkurs na projekt tylko po to, aby winni mogli się na zawsze i tchórzliwie ukryć za tym wymyślonym pniem zmitologizowanego kłamstwa.

Jeszcze dosłownie chwilę temu tak, jak kojarzona z Polską i jej krajobrazem płacząca wierzba, miała stać się na długie lata symbolem tragicznej, lecz jednak zwykłej katastrofy lotniczej, a miejsce jej śmiertelnego skaleczenia i złamania udowadniać, że to bardziej ona stanęła na drodze samolotu z polską delegacją niż jakieś niezidentyfikowane osoby trzecie, których poszukują prymitywne oszołomy i mohery.

I cóż mamy dzisiaj?

Okazuje się, że ta wyniesiona do rangi symbolu brzoza została jednogłośnie uniewinniona przez profesorów z amerykańskich uczelni, i australijskiego inżyniera, dzięki ich wielomiesięcznym naukowym badaniom, potwierdzonym zaprezentowanymi symulacjami.

Jakże zaskoczeni musieli być wyznawcy brzozy dowiadując się o tym, że w przetłumaczonych aktach rosyjskiej prokuratury nie znaleziono nawet jednego słowa o owej brzozie. Strona rosyjska, zapewne pod wpływem miażdżących dowodów zgromadzonych przez zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza, przestała brnąć w kompromitującą wersję, którą nadal z uporem maniaka forsowała polska strona rządowa wspierana przez medialnych sługusów.

Jako, że można jeszcze było bronić brzozowej wersji Smoleńska, nazywając renomowanych naukowców „pisowskimi” lub „ekspertami od Macierewicza” to po treści dokumentów dostarczonych przez stronę rosyjską, staje się to już nawet nie tyle trudne, co wręcz niemożliwe.

Ruscy szachiści szybciej niż Tusk i jego ferajna zrozumieli, że kurczowe trzymanie się tego brzozowego pnia z każdym dniem zbliża ich do nieuchronnej kompromitacji.

Okrucieństwo losu i chichot historii polega na tym, że już dzisiaj możemy z całą pewnością stwierdzić, że owa brzoza przetrwa historyczną próbę i jej wizerunek będzie rozpoznawany przez następne pokolenia, ale tylko i wyłącznie, jako symbol zaprzaństwa i zdrady własnego narodu przez zaprzedane obcemu mocarstwu elity.

Tusk, Komorowski i cała ta klika, wiedzą dzisiaj doskonale, że owej „pancernej brzozy” nie da się już nigdy wymazać z ludzkiej pamięci.

Na tym nie koniec tego historycznej aktu sprawiedliwości, który zadziałał z opóźnionym zapłonem.

Okazuje się, co zakrawa na czarny humor, że to sami zdrajcy zadbali o to, aby w przyszłych podręcznikach historii oprócz treści pisanej, pojawiły się również dokumentujące ową zdradę, bardzo przekonywujące ilustracje i dowody rzeczowe zaplanowanego kłamstwa stulecia.

Marek Belka nie wycofa już będących w rękach Polaków monet z uwiecznionym na nich oszustwem.

Do kolekcjonerów trafiła właśnie srebrna 20-złotówka, na której umieszczono wizerunek Tupolewa z rozdartym skrzydłem na tle brzozy.

Bronisław Komorowski nie usunie już z gazet i tysięcy komputerów w Polsce i na całym świecie swojego zdjęcia, na którym wraz z prezydentem Rosji, Miedwiediewem oddaje, jak jakiś poganin, pokłon temu drzewu w pierwszą rocznicę zbrodni.

W ten oto sposób, tak jak sowiecka Rosja miał w swojej historii „spisek lekarzy” tak III RP zostanie zapamiętana, jako państwo, w którym doszło do spisku historyków tak wybitnych i profesjonalnych, że sami zadbali o staranne udokumentowanie i upamiętnienie swego zaprzaństwa, bijąc okolicznościową monetę, która będzie kiedyś perełką w każdej numizmatycznej kolekcji.


Brzoza nad wodą stała, młoda, szumna i piękna,

brzoza w wodę spojrzała, i nagle – drżąca, wylękła

chciała uciekać! uciekać! z rozwianym, zielonym warkoczem,

i nie mogła. I zapłakała. I nie wiedziała po czem.


Władysław Broniewski – „Brzoza”



http://kokos.salon24.pl/418296,duzi-jak ... i-jak-kozy


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 40 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /