Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 06 lut 2010, 14:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my21.txt

Kodeks Żywnościowy jest wielkim zagrożeniem dla zdrowia ludzi w państwach, które go przyjęły. Promuje on żywność generującą schorzenia, a jednocześnie utrudnia dostęp do ziół - leków naturalnych, będących jedynym skutecznym środkiem na przewlekłe schorzenia. Niestety, Polska pod zaprzańskimi rządami należy do grupy tych nieszczęśliwych państw, które przyjęły ten kodeks. Niewykluczone, że w przyszłości w ogóle będzie zabroniony handel ziołami, które w ogromnym stopniu psują interesy zbrodniczym koncernom farmaceutycznym.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 06 lut 2010, 16:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Będzie musiał odbudować się drugi obieg handlowy, jak za czasów okupacji czy komuny, jednak bez kontroli jakości.....


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Informacje codzienne
PostNapisane: 09 lut 2010, 22:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po42.txt

Rządzące Polską Szwaby chcą nas wytruć z pomocą żywności GMO.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 01 maja 2011, 15:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Czy są jakieś odpowiedniki szczepionek nieskażone rtęcią?

oto treść listu do wakcynologów pani profesor neurobiolog,
Po przeczytaniu już wiem że nie będę szczepił swoich dzieci jeśli nie ma dostępu do nieskażonych rtęcią szczepionek.


INSTYTUT PSYCHIATRII I NEUROLOGII Katedra Marii Curie Komisji Europejskiej
Zakład Farmakologii Profesor Maria Dorota Majewska



2008-11-28
Do: Zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii
Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego i do
Zarządu Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa
Katedra Profilaktyki Zdrowotnej
60-179 Poznań Ul. Smoluchowskiego 11

Szanowni Państwo,
W odpowiedzi na nadesłany do mnie protest Państwa odnośnie mojej wypowiedzi z dnia 14 października 2008 r. o „szkodliwości dużej liczby szczepień”, pragnę wyjaśnić moje stanowisko w tej sprawie.
Najpierw się przedstawię. Jestem neurobiologiem. Przez 25 lat pracowałam w USA w czołowych
instytucjach naukowych tego kraju (w Uniwersytecie Missouri, Uniwersytecie Harvarda oraz w
Narodowym Instytucie Zdrowia pod Waszyngtonem).
W 2006 r. wróciłam do Polski w celu realizacji projektu badawczego Komisji Europejskiej, w 2007 uzyskałam tytuł profesora nauk medycznych. Moje publikacje o neurosterydach doczekały się tysięcy cytowań w literaturze naukowej.
Jako jedyna osoba w Polsce wygrałam w drodze konkursu prestiżowy grant Komisji Europejskiej
(Marie Curie Chair) na prowadzenie badań nad biologią autyzmu i potencjalną rolą thimerosalu w
patogenezie tej choroby.
Realizuję ten projekt we współpracy w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, bowiem tu znajduje się Klinika Psychiatrii Dzieci i Młodzieży, która opiekuje się dziećmi autystycznymi.


Projekt składa się z części klinicznej i przedklinicznej. Badamy potencjalny związek autyzmu z
liczbą, rodzajem i natężeniem szczepień, z powikłaniami poszczepiennymi, zawartością rtęci w
przydatkach skóry i z poziomem hormonów sterydowych. Jak Państwu wiadomo, rtęć w postaci thimerosalu była i nadal jest dodawana do wielu szczepionek niemowlęcych w Polsce (ich szczegółowa lista jest przytoczona dalej w tekście).

Rtęć w każdej postaci jest bardzo toksyczna, o czym świadczy ponad 4100 publikacji w PubMed na ten temat i wieloletnie doświadczenia ludzkości. Organiczny związek rtęci, thimerosal (sodium
ethylmercurithiosalicylate), zawierający wagowo ok. 49% rtęci, wyprodukowany w latach 1930. przez
firmę Eli Lilly przez kilkadziesiąt lat był dodawany jako środek bakteriobójczy i konserwujący do
szczepionek oraz innych medykamentów bez rygorystycznych badań świadczących o jego
bezpieczeństwie. Jest to niezgodne z dzisiejszą praktyką dopuszczania preparatów chemicznych do
użycia w medycynie. Rtęć jest neurotoksyczna, kardiotoksyczna, hepatoksyczna, nefrotoksyczna,
immunotoksyczna, kancerogenna. Powoduje zaburzenia rozwojowe u dzieci, choroby
neurodegeneracyjne u dorosłych (Parkinsona i Alzheimera) oraz degeneracyjne zmiany w systemach
reprodukcyjnych kobiet i mężczyzn, upośledzając ich zdolności rozrodcze oraz uszkadzając potomstwo (przegląd: http://www.epa.gov/iris/subst/0073.htm).

Dlatego kraje skandynawskie wprowadziły u siebie zakaz używania rtęci
(http://www.reuters.com/article/pressRel ... 58+03-Jan- 2008+PRN20080103) i UE proponuje drastyczne ograniczenie używania rtęci na skalę globalną
(http://ec.europa.eu/environment/chemicals/mercury;
http://www.euractiv.com/en/environment/ ... y-ban/ar...).

W USA na autyzm cierpi obecnie ponad 1,5 miliona dzieci. Dla Polski nie ma wiarygodnych danych, ale ekstrapolacja tych liczb na liczę ludności w Polsce sugeruje, że może być ich ponad 150 000. Jeśli dodać do tego dzieci z innymi uszkodzeniami mózgu, liczby te będą większe.
Najbardziej niepokojącym zjawiskiem jest obserwowany prawie na całym świecie kilkunastokrotny
wzrost zachorowań na choroby psychoneurologiczne (autyzm, ADHD, upośledzenie umysłowe, padaczka i inne) w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci.

Znamiennym jest to, że w latach 1990, w których nastąpił najbardziej dramatyczny wzrost tych zachorowań, amerykańskie agencje federalne FDA (Food and Drug Administration) i CDC (Centers for Disease Control and Prevention) zaleciły stosowanie kilku nowych szczepionek niemowlęcych (Wzw B dla noworodków, HiB, Varicella, Hep A, Rota), z których co najmniej dwie zawierały thimerosal, co znacząco zwiększyło ilość wstrzykiwanej niemowlętom rtęci.
W związku z tym pojawiła się hipoteza, że odpowiedzialny za wzrost tych chorób może być thimerosal ze szczepionek. Ilość organicznej rtęci, na którą eksponowany jest człowiek, uważana za bezpieczną przez EPA (Environmental Protection Agency), wynosi 0,1 μg/kg/dzień
(http://www.epa.gov/iris/subst/0073.htm), podobne są normy europejskie.
Natomiast łączna jej ilość, którą jednorazowo wstrzykiwano niemowlętom w 3 szczepionkach - DTP, Hib i Hep B - wynosiła 62,5 μg, co dla 5-kilogramowego niemowlęcia 125 razy przekraczało bezpieczne dawki.

DOTYCHCZASOWE BADANIA NAD THIMEROSALEM W USA I W EUROPIE

W odpowiedzi na rosnący niepokój rodziców i pediatrów w końcu lat 1990 FDA i CDC zleciły
epidemiologowi dr Thomasowi Verstraetenowi (ówcześnie z CDC) wykonanie analizy na podstawie
wewnętrznej bazy danych dotyczącej dokumentacji szczepień ponad 100 000 dzieci.

Pierwotne wyniki jego analizy wskazywały na silny związek autyzmu oraz innych chorób neurologicznych dzieci z thimerosalem i stały się podstawą listu wystosowanego przez FDA do producentów szczepionek, który zalecał usunięcie thimerosalu ze szczepionek dziecięcych, ale bez nakazu i sankcji prawnych.
W rezultacie czego nadal był i jest on stosowany w wielu szczepionkach dla dzieci i dorosłych
(http://www.fda.gov/CbER/ltr/thim053100.htm).

Wyniki analizy Verstraetena zostały zaprezentowane w czerwcu 2000 r. w odizolowanym leśnym
ośrodku Simpsonwood w Norcross, GA, USA, na tajnej konferencji, w której uczestniczyły 52 osoby:
wysocy urzędnicy z FDA, CDC i WHO (World Health Organisation) , reprezentanci producentów
szczepionek oraz kilku konsultantów pediatrycznych. Kulisy przebiegu tej konferencji, na podstawie jej stenogramów, opisał Robert F. Kennedy Jr., prawnik i obecny kandydat na Ministra Ochrony Środowiska w rządzie Prezydenta Baraka Obamy, w artykule „Deadly Immunity” ,
(CommonDreams.org News Center, June 16, 2005; http://www.commondreams.org/views05/0616-31.htm).
Dowiadujemy się z niego, że prezentując swe wyniki Verstraeten powiedział
„Byłem przerażony tym, co odkryłem” i cytował wcześniejsze badania wskazujące na związek thimerosalu z opóźnieniem mowy, ADHD i autyzmem. „Zamiast natychmiastowego podjęcia kroków w celu zawiadomienia o tym społeczeństwa i pozbycia się szczepionek z thimerosalem,przedstawiciele rządu i korporacji dyskutowali głównie nad tym, jak ukryć przed społeczeństwem te dane i jak uchronić korporacje i FDA od pozwów sądowych wnoszonych przez rodziców okaleczonych dzieci.
Uczestnicy konferencji najbardziej przejmowali się tym, jak to odkrycie wpłynie na zyski producentów szczepionek” – pisze Kennedy. Stosunek establishmentu szczepionkowego do zaprezentowanych danych o toksyczności thimerosalu najlepiej ilustrują niektóre wypowiedzi jej uczestników. Dr Bob Chen, kierownik CDC odpowiedzialny za bezpieczeństwo szczepionek, wyraził się: „biorąc pod uwagę
newralgiczność tych danych, na całe szczęście udało się nam je zabezpieczyć przed przedostaniem się w nieodpowiednie ręce”, a doradca WHO od szczepień, dr John Clemens, powiedział:
„to badanie w ogóle nie powinno być przeprowadzone”.

Podobna postawa negacji i blokowania niewygodnych danych przebija z zaadresowanego do mnie listu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii (PTW).


Po tej konferencji CDC wycofała analizy Verstraetena (choć były przeznaczone do natychmiastowej
publikacji) i ogłosiła naukowcom, że szczepionkowe dane zostały zgubione i nie mogą być odtworzone.
Wbrew prawu “Freedom of Information Act”, CDC oddała bazę szczepionkowych danych prywatnej
firmie do ukrycia, deklarując ją poza zasięgiem dla naukowców. W 2001 Verstraeten otrzymał posadę u producenta szczepionek GlaxoSmithKline i opublikował swą pracę z CDC w r. 2003 po wielokrotnych przeróbkach danych i usunięciu z analizy danych większości dzieci uszkodzonych przez thimerosal. Choć jego pierwotne wyniki wskazywały, że uszkodzenia neurologiczne występowały 7 do 11 razy częściej u 3 dzieci zaszczepionych thimerosalem, w jego ostatecznej publikacji ten
związek został usunięty; pozostawiono tylko związek thimerosalu z tikami i opóźnieniem mowy
(Verstraeten et al., Pediatrics 2003, 112 (5):1035-48). Verstraeten ukrył swój konflikt interesów, czyli
fakt, że pracował wtedy dla Glaxo.
Publikacja ta i zastosowane w niej fałszerstwo zostały ostro skrytykowane, a Verstraeten potem
nieudolnie tłumaczył się ze swej manipulacji (Verstraeten, Pediatrics, 2004, 113(4): 932).
Kennedy demaskuje skrzętnie ukrywane powiązania finansowe i biznesowe producentów szczepionek i wielu reprezentantów CDC, którzy podejmują regulacyjne decyzje dotyczące
szczepień. Ten konflikt interesów zdyskredytował CDC jako instytucję, która ma stać na straży
zdrowia obywateli USA.
Po oddaniu tej newralgicznej bazy szczepionkowych danych prywatnej firmie do ukrycia, dane te nie
miały już nigdy więcej ujrzeć światła dziennego i miały stać się niedostępne dla innych badaczy. By
kontynuować maskowanie dowodów toksyczności thimerosalu, CDC zleciła amerykańskiemu
Instytutowi Medycyny (IOM; prywatnej organizacji, której członkami są również przedstawiciele firm
farmaceutycznych zaangażowanych w ten konflikt), aby wyprodukował publikację, która definitywnie
zaneguje związek thimerosalu z chorobami neurologicznymi.
Na zebraniu w 2001 r., na którym omawiano żądania i instrukcje CDC wobec IOM, dr Marie McCormick, która kierowała komitetem IOM do spraw bezpieczeństwa szczepionek, powiedziała naukowcom
„Nigdy nie uznamy, że autyzm jest rzeczywiście niepożądanym objawem działania thimerosalu”. Natomiast inna uczestniczka tego komitetu, Kathleen Stratton, głośno „przewidziała”, że konkluzja IOM będzie brzmieć, iż „dowody są niedostateczne, aby zaakceptować, lub odrzucić związek przyczynowy między autyzmem i thimerosalem” , przyznając, że jest to żądanie dr Waltera Orensteina, ówczesnego dyrektora Narodowego
Programu szczepień z CDC. I taka właśnie była konkluzja IOM odnośnie
związków thimerosalu z chorobami neurologicznymi dzieci.
Trudno o bardziej jaskrawe hochsztaplerstwo naukowe, które godzi w zdrowie i życie milionów dzieci.
W 2004 r. Orenstein został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska w CDC, kiedy jego upublicznione wypowiedzi oraz emaile wykazały, że świadomie zaplanował ten medyczny sabotaż.
W to planowane oszustwo naukowe zaangażowany był także Douglas Gordon, dyrektor strategicznego planowania z National Institutes of Heath (NIH) - uprzednio dyrektor jednego z producentów szczepionek.
Powiedział on w 2001 r. na zebraniu w Princeton „obecnie prowadzi się cztery dodatkowe badania, których celem jest wykluczenie możliwych związków między szczepieniami i autyzmem, szczepieniami i regresją rozwojową, zapaleniem jelit i szczepionką MMR, oraz thimerosalem i ryzykiem autyzmu”.
Istnieją więc dowody, że wysoko postawieni urzędnicy NIH i CDC planowali fałszowane badania, których wynik był z góry określony i zgodny z żądaniami producentów szczepionek. Seria cytowanych przez PTW publikacji, dowodzących rzekomego „bezpieczeństwa” thimerosalu, należy do tej właśnie grupy.

Sprawą związku thimerosalu z autyzmem zainteresował się Komitet Izby Reprezentantów USA do Spraw Reform Rządu, który w raporcie „Mercury in Medicine Report” z 21 maja, 2003, napisał, że FDA nigdy nie zakazała, a CDC nie wyraził preferencji dla szczepionek bez
thimerosalu, i skonstatował, że prawdopodobnie thimerosal spowodował neurologiczne uszkodzenie wielu tysięcy dzieci.

Konkluzje tego raportu były jednoznaczne:
”Thimerosal używany jako konserwant w szczepionkach jest bezpośrednio odpowiedzialny za epidemię autyzmu. Bardzo prawdopodobne, że tej epidemii można by zapobiec lub ją zatrzymać, gdyby FDA nie zignorowała faktu, że brak jest danych dotyczących bezpieczeństwa thimerosalu i wykazała czujność odnośnie celowego narażania niemowląt na działanie tej znanej neurotoksyny.
Niezdolność agencji rządowych do skutecznego działania w tej sprawie dowodzi instytucjonalnego sabotażu w celu ochrony własnych interesów oraz nieuzasadnionego krycia przemysłu farmaceutycznego. [… ]
Ponieważ FDA postanowiła w 1999 r. nie usunąć z rynku szczepionek z thimerosalem, w dodatku do dzieci już uszkodzonych, 8 000 dzieci dziennie nadal było narażanych na przedawkowanie i okaleczenie thimerosalem przez co najmniej następne dwa lata”

(http://www.aapsonline.org/vaccines/mercinmed.pdf - raport przewodniczącego Podkomisji Izby
Reprezentantów ds. Praw i Dobrobytu Człowieka - Dana Burtona).
W maju 2004 r. IOM opublikował raport “Immunization Safety Review: Vaccines and Autism”, którego wniosek: „nie ma dowodów związku miedzy szczepieniami i autyzmem”, był z
góry zaplanowany. Został on oparty nie na dużej liczbie publikowanych danych dotyczących
toksyczności rtęci i thimerosalu, lecz tylko na czterech zafałszowanych i źle wykonanych
pracach.
Co więcej, raport ten zalecał rzecz zgoła niebywałą w nauce i demokracji, że nie powinno się
prowadzić dalszych badań nad autyzmem i szczepieniami.

Amerykański kongresman i lekarz, Dave Weldon z Florydy, zdemaskował i publicznie zaatakował IOM, mówiąc, że opierał się on na kilku pracach, które miały „fatalne błędy” dzięki złemu planowi, i które w żaden sposób nie reprezentują całej dostępnej wiedzy naukowej i medycznej na ten temat. Kongresman Weldon powiedział „Reprezentanci CDC nie są zainteresowani w uczciwych badaniach w celu odkrycia prawdy, ponieważ związek między szczepionkami i autyzmem zmusiłby ich do przyznania, że ich polityka nieodwracalnie uszkodziła tysiące dzieci”.

Druzgocąca krytyka raportu IOM i publikacji, na których wybiórczo został on oparty, została zaprezentowana w raporcie Weldona do Kongresu USA, w jego doniesieniach konferencyjnych
oraz w publikacji „Something is rotten, but not just in Denmark” w maju 2004:
http://weldon.house.gov/UploadedFiles/R ... DonIOM.pdf
http://www.nationalautismassociation.org/pdf/Weldon.pdf
http://www.co-brass.com/AutismOneWeldonRemarks.pdf
http://www.autismwebsite.com/ari/dan/daveweldon.pdf .

Oprócz omówionej poprzednio zafałszowanej publikacji Verstraetena
(2003), Weldon krytykuje drugą koronną cytowaną przez IOM publikację (Hviid et al., JAMA, 2003,
290:1763-1766), której autorzy twierdzą, że w Danii ilość przypadków autyzmu wzrosła po usunięciu
thimerosalu ze szczepionek w 1992 r. Jest to jawna manipulacja, bowiem przed 1992 autorzy liczyli tylko szpitalne diagnozy autyzmu, a po tym roku zmienili kryteria i dodali diagnozy poza szpitalne.

Również dawki thimerosalu, które otrzymały dzieci duńskie przed r. 1992 (125 μg Hg do 10 miesiąca życia) były znacznie mniejsze niż dawki amerykańskie (187.5 μg Hg do 6 miesiąca).
Dzieci amerykańskie w latach 1990 otrzymały 2,5 razy więcej Hg w pierwszych 6 miesiącach życia niż dzieci duńskie przed 1992, dlatego porównywanie tych dwóch populacji nie ma sensu.
Podobna krytyka konfliktu interesów i błędnej metodyki dotyczy drugiej cytowanej przez IOM publikacji (Madsen et al., Pediatrics, 2003, 112:604-606), która odnosi się do tej
samej duńskiej populacji dzieci z przed i po 1992 r.
Analogicznie rzecz się ma z publikacją ekologicznego badania (Stehr-Green et al. Am.
J. Prev. Med. 2203, 25:1001-1006), której kluczowy współautor pracuje dla duńskiego producenta
szczepionek (Staten Serum Institute) i gdzie miesza się różne metody diagnostyczne (szpitalne i
ambulatoryjne) oraz kraje o radykalnie różnej ekspozycji niemowląt na thimerosal (USA, Danię i
Szwecję), gdzie dzieci szwedzkie otrzymały nawet mniej thimerosalu niż duńskie. Jest to równoznaczne z porównywaniem jabłek z kapustą.

Czwarta cytowana przez IOM praca (Andrews, Miller et al. Pediatrics. 2004, 114:584-91) z UK, która
też zaprzecza związkom thimerosalu z autyzmem, jest jeszcze bardziej wątpliwa.
Jedna z głównych jej autorek (dr Elizabeth Miller) jest fundowana przez producentów szczepionek i służy jako sądowy świadek-ekspert w ich obronach przed pozwami przez rodziców. Jej udział
w tej publikacji jest rażącym konfliktem interesów, który nie został ujawniony. Analizy dr Miller z
pewnością należy uznać za podejrzane. Autorzy tej publikacji posunęli się nawet tak daleko w swych
manipulacjach, że wykazali, iż thimerosal jest wręcz korzystny dla rozwoju dzieci.

Ogólnie można powiedzieć, że raport IOM z 2004 r. był wyprodukowany, żeby zgodnie z zamierzonym
celem ukryć związek autyzmu z thimerosalem. Jednak nie uspokoił on krytyków, raczej ich oburzył. Pod ciśnieniem rodziców i Kongresu USA, IOM został zmuszony do powołania nowego panelu naukowców, którzy skrytykowali poprzedni raport za manipulacje oraz konflikt
interesów i zażądali, aby CDC udostępniła bazę szczepionkowych danych publiczności.
Dotychczas tylko dwóm naukowcom, Markowi i Davidowi Geierom po całorocznych walkach z CDC i z
pomocą Kongresu udało się do niej dotrzeć. Autorzy ci opublikowali wyniki własnych analiz, które
powtórzyły oryginalne analizy Verstraetena i wykazały, że thimerosal ze szczepionek może być
odpowiedzialny za autyzm, ADHD, upośledzenie umysłowe, epilepsję i inne neurologiczne uszkodzenia dzieci. (Geier & Geier, Int J Toxicol. 2004, 23(6):369-76; Med Sci
Monit. 2005, 11(4):CR160-70; Med
Sci Monit. 2006, 2(6):CR231-9; : Neuro Endocrinol Lett. 2006,
27(4):401-13; J Toxicol Environ Health A. 2007, 70(10):837-51). P
róby dezawuowania tych uczciwych, niezależnych amerykańskich uczonych przez PTW przy równoczesnym gloryfikowaniu publikacji jawnie zafałszowanych, pozostawię bez komentarza.
Zafałszowane wyniki ekologicznego badania CDC nadal są jednak wykorzystywane jako koronny
argument rzekomo „świadczący” o bezpieczeństwie thimerosalu.
Na zlecenie Kongresu USA, panel ekspertów z National Institute of Environmental Health Sciences (NIEHS) dokonał niezależnej oceny tego badania i skrytykował je jako błędnie zaplanowane, nie nadające się do wykrycia w sposób rzetelny przypadków autyzmu i innych chorób neurologicznych u dzieci i prowadzące do mylących wniosków, więc nieużyteczne. Zażądali oni, żeby przyszłe badania dotyczące bezpieczeństwa szczepionek były inaczej zaplanowane i prowadzone jawnie przez badaczy całkowicie niezależnych od CDC i producentów szczepionek, oraz w ścisłej współpracy ze stowarzyszeniami rodziców dzieci autystycznych, bo tylko takie badania będą godne społecznego zaufania: („Thimerosal Exposure in Pediatric Vaccines:
Feasibility of Studies Using the Vaccine Safety Datalink ”, Report of the Expert Panel to the National
Institute of Environmental Health Sciences (NIEHS), August, 2006;
(http://www.niehs.nih.gov/health/topics/ ... /thimero... 2606.pdf).

W 2007 r. dr Julie Gerberding, Dyrektor Naczelna CDC (powołana w 2002), przyznała publicznie w
CNN, że szczepionki mogą powodować autyzm w populacji wrażliwych dzieci.
Dr Gerberding zgodziła się z krytyką ekspertów z NIEHS i przyznała w dokumencie zaadresowanym
do Kongresu USA „Raport to Congress on Vaccine Safety Datalink” z 2008 r.
, że protokół badań CDC „Vaccine Safety Datalink” (który zastosowano do publikacji Verstraetena (zaprzeczającej związkom thimerosalu z uszkodzeniami neurologicznymi dzieci),
jest obarczony wieloma fatalnymi błędami, które czynią go bezużytecznym do badań tego typu powiązań i mogą prowadzić do fałszywych wniosków.
Przyznała też, że protokół ten „nie nadaje się do badania bezpieczeństwa szczepionek” i że powinno się przeprowadzić badanie włączające rodziców i rodzeństwo, które pozwoli ustalić, czy dzieci z rodzinną historią chorób autoimmunologicznych są bardziej narażone na szkodliwe działanie szczepionek

(http://evidenceofharm.com/VaccineDataLi ... sFinal.pdf).

SZCZEPIENIA W POLSCE

Chcę podkreślić z całą stanowczością, że nie jestem przeciwnikiem szczepień – jak to Zarząd PTW stara się mi imputować. Proponuję racjonalizację programu szczepień w Polsce i dostosowanie go do
bezpieczniejszych norm europejskich.
Nagonka na mnie ze strony PTW jest identyczna do ataków na innych niezależnych badaczy, lekarzy i polityków na świecie, którzy odważyli się zakwestionować bezpieczeństwo szczepionek.
Wskazuje to na zorganizowaną akcję lobby szczepionkowego, które kosztem dzieci broni swoich interesów.

W Polsce umieralność niemowląt (obecnie około 6-7 na 1000 żywych urodzeń) jest ok. 2 razy większa
niż w krajach skandynawskich, gdzie wynosi ona około 3/1000. Co więcej, w r. 2007 umieralność
polskich niemowląt wzrosła w stosunku do roku poprzedniego („Rozwój Demograficzny Polski”, dane
statystyczne GUS:
(http://www.egospodarka.pl/27871,Rozwoj- ... 007,1,39...).
Podobnie w ostatnich latach wzrosła umieralność niemowląt w USA.
Nie da się wykluczyć, że może to wynikać z wprowadzenia w Polsce w 2007 r. obowiązkowej szczepionki Hib podawanej w drugim miesiącu życia. Według amerykańskiej bazy danych VAERS, szczepionka ta powoduje najwięcej ciężkich powikłań i zgonów niemowląt
(http://wonder.cdc.gov/controller/datarequest/D8).

Polskie niemowlęta w pierwszych 18 miesiącach życia otrzymują 16 obowiązkowych szczepień przeciw 10 chorobom: gruźlicy, żółtaczce B, błonicy, krztuścowi, tężcowi, polio, odrze, śwince, różyczce, i zakażeniom Haemofilus influenzae b.
Dodatkowo zalecane są szczepienia
przeciw: Streptococus pneumoniae, Neisseria meningitidis, rotavirus, influenza virus, herpes
virus varicellae, i hepatitis A virus,
co może stanowić razem liczbę 26 szczepień w pierwszych 24 miesiącach życia.


Nawet zdrowe organizmy żołnierzy amerykańskich nie wytrzymały zmasowanych szczepień i
zostały trwale okaleczone chorobą autoimmunologiczną zwaną Syndromem Wojny Zatokowej
(Hotopf M et al. BMJ. 2000, 320:1363-1367; raport komisji ekspertów Kongresu USA z 17
listopada 2008
(http://sph.bu.edu/insider/images/storie ... orts/GWI... W%20Veterans_RACGWVI%20Report_2008.pdf)
konkluduje, że syndrom ten jest realną chorobą i jest skutkiem wystawienia żołnierzy na działanie czynników chemicznych i szczepień przeciw gazom porażającym system nerwowy. Zatem liczenie, że duża kondensacja szczepień będzie bezpieczna dla małych dzieci przeczy logice i doświadczeniom medycyny.
Silnym dowodem na toksyczność zmasowanych szczepień jest publikacja niemieckich i austriackich
badaczy: „Sudden and unexpected deaths after the administration of hexavalent vaccines (diphtheria, tetanus, pertussis, poliomyelitis, hepatitis B, Haemophilius influenzae type b): is there a signal? (Eur J Pediatr. 2005, 164:61-69).

Opisuje ona śmierć 19 niemowląt w ciągu paru godzin/dni po szczepieniu dwiema szczepionkami heksawalentnymi (DTP- Hib-HepB-IPV) w okresie od października 2000 do czerwca 2003.
Zdrowe przed szczepieniem dzieci zmarły w wyniku poszczepiennych obrzęków mózgu i płuc oraz zawałów serca.
Bardzo niepokoi fakt, że właśnie szczepionki heksawalentne są reklamowane
dla polskich rodziców na stronie:
http://www.szczepienia.pl/mmw/50,5_lub_ ... kawce.html
(sponsorowanej przez firmę Glaxo) jako alternatywne dla niemowląt.

Są one pełnopłatne i firma Glaxo udziela nawet rodzicom pożyczek na ich zakup.
Zgodnie z dokumentami „Charakterystyki Środków Farmaceutycznych” zarejestrowanych w Polsce
szczepionek, które otrzymałam z Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych (wysłanymi 9.10.2008 przez Wiceprezesa ds. Produktów Leczniczych, dr n. farm. Elżbietę Wojtasik) w Polsce obecnie dopuszczonych jest kilka szczepionek ze znaczną zawartością thimerosalu:

• Euvax (Wzw B, Life Sciences, prod. koreańska) – 0,01 % THIM
• Engerix B (Wzw B, Glaxo) – 0,005% THIM
• D.T.COQ (DTP, Sanofi) – 0,01 % THIM
• DTP (Biomed, Kraków) – 0,01 % THIM
• TETRAct-HIB (DTP+Hib) (Sanofi) – 0,01% THIM
• D - Szczepionka błonicza (Biomed) – 0.01% THIM
• DT – Szczepionka błoniczo-tężcowa (Biomed) - 0,01% THIM
• DTP - Szczepionka błoniczo-tężcowo-krztuścowa (Biomed) – 0,01% THIM
• Szczepionki przeciw grypie – 0,01 % THIM

Polskie niemowlę zaszczepione zgodnie z obowiązującym kalendarzem szczepień może otrzymać do 7
miesiąca życia:
• 75 μg Hg w Wzb B - (3x 25 μg Hg)
• 75 μg Hg w DTP lub DTP+Hib (3x 25 μg)
• 25 μg Hg (Influenza)
• Razem = 175 μg Hg
Do 18 miesiąca może otrzymać dodatkowo 25 μg Hg (z DTP) i 25 μg Hg (influenza), razem 225 μg Hg.
Rtęć jak wiemy akumuluje się w mózgu.
Wśród obowiązkowych szczepień znajdują się dwa (BCG i Wzw B), podawane w pierwszej dobie życia,
nierzadko nawet w 2 godziny po urodzeniu. Wiele wskazuje na to, że bardzo poważne zagrożenie dla
życia i zdrowia dziecka stanowi szczepionka Wzw B (szczególnie firmy Euvax), która dostarcza
jednorazowo 25 μg Hg, co stanowi ok. 8,3 μg Hg/kg wagi ciała. Ta ilość rtęci jest 83 razy większa od
uważanej przez EPA za bezpieczną (0,1 μg Hg/kg/dzień) dla dorosłego człowieka. Ponieważ u
noworodka bariera krew-mózg nie jest dobrze wykształcona, thimerosal wraz z antygenami i
substancjami pomocniczymi szczepionek (m.in. wodorotlenek glinu; 250 μg) łatwo przedostają się o do mózgu, gdzie mogą powodować trwałe uszkodzenia.
W drugim miesiącu życia polskie niemowlę może otrzymać jednorazowo 50 μg Hg (25 μg z Wzw B i 25 μg z DTP lub DTP+Hib).
Dla 4 kg niemowlęcia będzie to dawka Hg 125 razy większa niż uznana za bezpieczną dla
dorosłej osoby. Neurotoksyczność związków rtęci została udowodniona ponad wszelką
wątpliwość w setkach publikacji naukowych. Jest ona synergistycznie nasilana przez związki glinu. (Geier et al., J. Tox. Environ. Health, Part B, 2007, 10:575-596; Geier & Geier J. Am. Physicians and Surgeons, 2003, 8:6-11; Toimela T & Tähti H., Arch Toxicol. 2004, 78:565-74; Schubert J et al. J. Toxicol. Environ. Health, 1978, 4:5-6; Yel



L et al., Int J Mol Med. 2005, 16:971-7; Humphrey ML et al, Neurotoxicology. 2005, 26:407-
16; James SJ et al., Neurotoxicology. 2005, 26:1-8; Baskin DS et al., Toxicol Sci. 2003, 74:361-
8).

Związek wysokiego poziomu rtęci we krwi z autyzmem został też opisany przez Desoto MC &
Hitlan RT (J Child Neurol. 2007, 22:1308-11). To zaledwie kilka wybranych spośród setek
podobnych publikacji. Neurotoksyczność thimerosalu potwierdzają też nasze własne badania
prowadzone na szczurach.
Autorzy najważniejszych analiz dotyczących związków thimerosalu z uszkodzeniami neurologicznymi
dzieci, Mark i David Geierowie, którzy są dezawuowani w liście PTW i przez lobby szczepionkowe,
powtórzyli analizy pierwotnych danych z CDC na polecenie Kongresu USA.
Ataki na nich sugerują pozamerytoryczne motywacje establishmentu szczepionkowego, ponieważ
Geierowie odważyli się ujawnić skrzętnie ukrywane dowody wieloletniego zatruwania dzieci
rtęcią.
Problem neurotoksyczności thimerosalu, jak i zabiegów producentów szczepionek oraz niektórych
urzędników państwowych dążących do ukrycia dowodów tej toksyczności został opisany w
Oświadczeniu Lyn Redwood, RN, MSN, przewodniczącej Coalition for SafeMinds, przed Podkomitetem w Obronie Praw i Dobrobytu Człowieka w Komitecie do Spraw Reform Rządu Kongresu USA, 8 września 2004 r. i przedstawiony na przesłuchaniu „Prawda ujawniona: Nowe odkrycia naukowe odnośnie rtęci w medycynie i autyzmie”
(http://www.safeminds.org/pressroom/pres ... mindssep...).

Neurobiologom (takim jak ja) nie sposób sobie wyobrazić, żeby tak duża ilość Hg, jaką wstrzykuje się niemowlętom, była obojętna dla rozwijającego się mózgu i zdrowia dziecka.
Badania pokazały, że dzieci autystyczne mają upośledzone zdolności eliminowania rtęci z organizmu,
więc jej toksyczne działanie jest u nich znacznie przedłużone (Grether J et al., Int J Toxicol. 2004,
23:275-6; Mutter J et al. Neuro Endocrinol Lett. 2005, 26:439-46).
Jedne dzieci zatrute rtęcią od pierwszych godzin życia będą w mniejszym lub większym stopniu opóźnione w rozwoju lub upośledzone umysłowo, inne będą cierpieć na autyzm, ADHD, padaczkę, astmę, cukrzycę, głuchotę i wiele innych trwale okaleczających chorób.
Kalectwo tych dzieci będzie ich osobistą oraz ich rodzin tragedią. Osoby te przez całe życie będą
ogromnym obciążeniem dla swych rodzin i społeczeństwa. Trudno sobie nawet wyobrazić przyszłość
narodu, w którym całe pokolenie jest w jakiś sposób neurologicznie uszkodzone.

Badanie przeprowadzone w Wielkiej Brytanii pokazuje, że tak właśnie jest, i że
dzisiejsze dzieci są znacząco cofnięte w rozwoju umysłowym w porównaniu z równolatkami z przed 30 lat (Shayer M et al., Br J Educ Psychol. 2007, 77:25-41).
Podejrzewam, że jest to w istotnej mierze populacyjny efekt zatrucia dzieci toksycznymi szczepionkami.
Większość krajów zachodnich wycofała szczepionki z thimerosalem, z powodu ich szkodliwości, w 2000 r, a kraje skandynawskie ok. r. 1990.

Dopuszczenie na polski rynek szczepionek z tym związkiem w obecnym czasie, gdy powszechnie znana jest toksyczność thimerosalu, jest nie do przyjęcia. Od 2001 r. było w Polsce szereg poselskich interpelacji do Ministerstwa Zdrowia w sprawie szczepionek z thimerosalem i zakupu toksycznej szczepionki Euvax B, ale były one systematycznie odrzucane przez kolejne rządy.
Polska Konstytucja jak i prawo UE gwarantuje obywatelom ochronę życia i zdrowia, prawo do decydowania o własnym życiu osobistym i do wychowywania swych dzieci zgodnie z
własnymi przekonaniami. Podczas gdy w krajach Europy Zachodniej szczepienia dzieci są dobrowolne,
w Polsce stosuje się terror wobec rodziców, którzy świadomie nie chcą szczepić swych dzieci.

Można się o tym przekonać, czytając dramatyczne wypowiedzi na forach dla rodziców.
Ciekawe jednak, że gdy rodzice żądają od lekarzy lub Sanepidu potwierdzenia na piśmie, że biorą
na siebie pełną odpowiedzialność za możliwe okaleczenie lub uśmiercenie dziecka
szczepionką, wszyscy odmawiają podpisania takiego dokumentu.

RACJONALNE MODELE SZCZEPIEŃ

Modele racjonalnego i bezpieczniejszego kalendarza szczepień istnieją od dawna.
Dziwne, że Polska wzoruje się w tym względzie na USA, które stosują absurdalnie dużą
liczbę szczepień i mają niewydolną, marnotrawną i skorumpowaną służbę zdrowia, czego odzwierciedleniem jest wysoka i wzrastająca śmiertelność niemowląt (około 7 na 1000 zdrowych urodzeń). W europejskich krajach zachodnich na ogół nie szczepi się noworodków. Wzw B otrzymują tylko noworodki matek zakażonych żółtaczką B, a BCG tylko niemowlęta z rodzin zagrożonych gruźlicą lub regionów, gdzie zachorowalność na tę chorobę przekracza 40 na 100 000. W Polsce średnio jest ona ok. 20/100 000.

Skuteczność szczepionki BCG jest zresztą dyskusyjna, ponieważ szereg badań pokazało, że nie chroni przed gruźlicą, a może nawet zwiększać zapalność na nią (Bull WHO 1979, 57:819-827; Can Respir J.
2005, 12(3):134-8; Am J Epidemiol. 2002,155(7):654-63; Arch Bronconeumol. 2008 Feb;44(2):75-800).
W krajach skandynawskich, które od lat cieszą się najlepszymi wskaźnikami zdrowotności społeczeństwa oraz najmniejszą umieralnością niemowląt, szczepienia są dobrowolne i
niemowlęta otrzymują pierwsze szczepienia w 3 miesiącu życia lub później; Euvac:
http://www.euvac.net/graphics/euvac/vac ... weden.html.
W pierwszych 12 miesiącach życia otrzymują one tylko 9 zalecanych szczepień : DTaP, IPV i Hib,
a w 18 miesiącu – dodatkowo MMR. Czesi mają podobnie racjonalny kalendarz
szczepień. Stosują wprawdzie BCG w pierwszych 6 tygodniach życia, ale pozostałe szczepienia
zaczynają dopiero w 13 tygodniu.
Prawdopodobnie w dużej mierze dzięki temu umieralność niemowląt jest tam zbliżona do skandynawskiej i wynosi około 3 na 1000 zdrowych urodzeń.

By się przekonać o szkodliwości wielu szczepień dla niemowląt, warto przeanalizować amerykańską bazę danych VAERS dotyczącą powikłań poszczepiennych zgłoszonych do CDC,
które według szacunków FDA stanowią od 1 do 10% wszystkich przypadków.
Baza ta pod naciskiem Kongresu USA została udostępniona dla publiczności (http://wonder.cdc.gov/vaers.html). Wynika z niej, że w latach 1990-2008
wskutek powikłań po szczepionkach DTP, HepB, MMR, Hib i IPV w USA zmarło od 28 000 do 280 000
niemowląt do 6 miesiąca życia, a ciężko okaleczonych (w tym neurologicznie|) zostało od 127 000 do 1,2 miliona niemowląt. Są to ogromne liczby, których w żaden sposób nie da
się zmieść pod dywan ani zignorować.
Ekstrapolując te dane na polską populację, liczba poszczepiennycb zgonów niemowląt w
ciągu 18 lat mogła wynieść do 35 000. W przeliczeniu na rok byłoby to 1970 zgonów, co może stanowić ok. 85% wszystkich zgonów dzieci (w 2007 wg. GUS było ich 2 300).
Jak wynika z danych PZH (Państwowego Instytutu Higieny) oraz WHO (Światowej Organizacji
Zdrowia), w Polsce pomimo wysokiego odsetka zaszczepionych (ok. 98%),
nadal tysiące dzieci
każdego roku chorują na choroby zakaźne: świnkę, różyczkę, szkarlatynę i krztusiec, ale nikt dziś nie
umiera na te choroby. Podobna jest sytuacja w krajach Europy Zachodniej.
W Finlandii, Szwecji, czy Norwegii zachorowalność na krztusiec jest nawet znacznie większa niż w
Polsce, lecz i tam choroba ta nie jest śmiertelna
(http://www.who.int/vaccines/globalsumma ... yprofile...).
Nie jest to dziwne, bowiem statystyki demograficzne USA pokazują, że umieralność na te choroby spadła na wiele lat przed wprowadzeniem szczepień.

Kiedy się zestawi wskaźniki umieralności niemowląt z różnych krajów z programem ich szczepień, rzuca się w oczy fakt, że kraje, które stosują powszechne szczepienia noworodków, mają znacznie wyższe wskaźniki śmiertelności niemowląt (powyżej 6/1000), niż te które na ogół nie szczepią noworodków (ok. 3/1000).
Wskaźniki te wydają się być niezależne od zamożności krajów.

Co więcej, kraje skandynawskie, które stosują pierwsze szczepienia po 3 miesiącu życia i dawno wyeliminowały thimerosal, mają znacznie niższy odsetek dzieci z autyzmem (1:3000), niż kraje, które szczepią swe noworodki i nadal stosują thimerosal (USA, Polska), gdzie na autyzm cierpi obecnie 1 na 150 dzieci.

Istnieją więc dowody, że nadmierne, zbyt wczesne oraz toksyczne szczepionki są przyczyną zgonów
oraz fizycznych i neurologicznych okaleczeń milionów dzieci.

Moje opinie na ten temat nie są pochopne, ani nie wynikają z nacisków żadnych grup interesu. Wynikają z dogłębnego zapoznania się z tym problemem i przestudiowania wielu dokumentów z różnych wiarygodnych źródeł.
Widziałam ciężko okaleczone szczepionkami dzieci (i dorosłych), rozmawiałam z ich rodzicami i żadne zaklęcia nie przekonają mnie, że szczepionki są dla wszystkich bezpieczne.

Jako doświadczony naukowiec świadomie odrzucam publikacje, o których wiadomo, że zostały napisane na zamówienie szczepionkowych grup interesu. Być może nie przypadkowo właśnie one są
przytaczane przez reprezentantów PTW jako „najbardziej wiarygodne”, mimo że - jak wykazały
niezależne badania - publikacje sponsorowane przez firmy farmaceutyczne najczęściej są
pozbawione wiarygodności

(Melander et al. “Evidence biased medicine—selective reporting from
studies sponsored by pharmaceutical industry: review of studies in new drug applications”.
BMJ 2003, 326:1171-1173; Sameer & Chopra “Industry Funding of Clinical Trials: Benefit or Bias?”
JAMA 2003, 290:113-114; Marcia Angell “The Truth About Drug Companies: How They Deceive Us and What To Do About It”. Random House, 2007).

Mechanizmy produkcji oszustw naukowych w celu zagłuszania prawdy i chronienia zysków korporacji kosztem dzieci opisane są w liście kongresmana i lekarza Dave’a Weldona, M.D. z października 2003 do dyrektor CDC, Dr Julie Gerberding (http://www.thinktwice.com/fraud.htm).
I takie właśnie zafałszowane są praktycznie wszystkie publikacje „świadczące” o rzekomym bezpieczeństwie thimerosalu.
Od dawna wiadomo, że thimerosal, podobnie jak inne związki rtęci, jest silnie toksyczny i zabija neurony w nanomolarnych stężeniach, więc twierdzenie, że jest bezpieczny dla niemowląt, urąga naukowym faktom.

Formuła konferencji, którą zorganizowałam 25 i 26 października, 2008, była taka, jaka odpowiada
tematowi mego projektu badawczego, fundowanego przez KE. Jego celem jest zbadanie rozwojowej
neurotoksyczności thimerosalu na modelu zwierzęcym oraz korelacji szczepień z autyzmem i rtęcią w
przydatkach skórnych dzieci. Oceniając naukową wartość mojego projektu, panel niezależnych
recenzentów stwierdził: „Zaproponowane badania są wysoce oryginalne, a
równocześnie solidnie oparte na poprzednich wynikach Autorki i innych badaczy.

Autorka jest jedną z pionierów badań nad neurosterydami i jest powszechnie znana ze swych prac…. Jeśli hipoteza [Autorki] zostanie potwierdzona przez planowane badania, będą one miały wielki wpływ na publiczne zdrowie … i niewątpliwie przyczynią się do lepszego zrozumienia czynników powodujących autyzm”.
Na konferencję zaprosiłam niezależnych (od korporacji) naukowców z USA, UE i z Polski, którzy
prowadzą własne badania dotyczące toksyczności thimerosalu, do których mam zaufanie. Zaprosiłam też kilkoro doświadczonych klinicystów z kraju i zagranicy, którzy leczą autystyczne dzieci. To zrozumiałe, że nie zaprosiłam ludzi produkujących na zamówienie publikacje, mające
na celu zamaskowanie toksyczności thimerosalu. Udzielenie im głosu na mojej konferencji
byłoby policzkiem wymierzonym w naukę oraz w rodziców okaleczonych szczepionkami dzieci.

Protestowanie przez PTW przeciwko konferencji, na której zebrali się ludzie prowadzący badania nad
pokrewnymi tematami oparte na określonej hipotezie naukowej, godzi w zasady demokracji i wolność nauki. Moja krótka wypowiedź w TV w związku z konferencją nastąpiła w wyniku wielokrotnych próśb i nalegania o wywiad na temat mojego projektu badawczego. Lakonicznie wyraziłam w niej swoją przemyślaną opinię (do której mam prawo), a Państwa przedstawiciele wypowiedzieli się w tejże audycji.
Jest to powszechnie przyjęta forma publicznej dyskusji.
Rzetelne informowanie rodziców o korzyściach, ale i potencjalnych zagrożeniach dla dzieci ze strony
szczepień jest obowiązkiem każdego, kto dysponuje wiedzą na ten temat.

Wielu rodziców posiada tę wiedzę niezależnie, gdyż jest ona dostępna w Internecie. Rodzice,
których dzieci zmarły lub zostały okaleczone przez szczepienia „wiedzą swoje” i komunikują się ze sobą.
Wielu boi się szczepień, gdyż wie, iż w razie tragedii zostaną pozostawieni sami sobie. Ukrywanie
prawdy o szczepieniach sprawia, że stracili oni zaufanie do polskiego establishmentu szczepionkowego, o czym świadczą liczne wypowiedzi na forach dla rodziców. Podobnie jest w USA, gdzie po ujawnieniu udziału CDC w fałszowaniu szczepionkowych danych, instytucja ta utraciła wiarygodność w społeczeństwie.
Sądzę, że zaufanie społeczeństwa do szczepień można odbudować tylko wówczas, gdy da się rodzicom swobodny wybór - szczepienia lub nie - swoich dzieci (taki, jaki istnieje w krajach zachodnich UE), uczciwą informację o korzyściach, ale i zagrożeniach ze strony szczepień, oraz zaproponuje się maksymalnie bezpieczny kalendarz szczepień.
Doświadczenia krajów zachodnich pokazują, że mimo dobrowolności, utrzymuje się tam wysoki (80 do 95%) odsetek wykonywania zalecanych szczepień.

PROPOZYCJA ZMIANY PROGRAMU SZCZEPIEŃ W POLSCE

Propozycja zmiany programu szczepień w Polsce, oparta na analizie programów w innych krajach UE
(Euvac.net) oraz konsultacjach z pediatrami - jest następująca:
• wyeliminowanie wszystkich szczepionek z thimerosalem;
• zrezygnowanie ze szczepienia noworodków szczepionkami Wzw B (szczepienie tylko
noworodków z grupy wysokiego ryzyka, czyli od matek zakażonych żółtaczką). Zaoszczędzone
na tych szczepionkach pieniądze przeznaczyć na higienę szpitali, by nikt się w nich nie zarażał.
• zrezygnowanie ze szczepienia noworodków BCG (stosować tylko u dzieci z regionów, gdzie
odsetek chorych na gruźlicę wynosi powyżej 40 na 100 000);
• w pozostałej grupie dzieci rozpoczęcie szczepień od 4 miesiąca życia;
• zrezygnowanie ze szczepionki krztuścowej pełnokomórkowej;
• zrezygnowanie z podawania więcej niż trzech rodzajów szczepionek w jednym dniu;
• zrezygnowanie z podawania szczepionek zawierających żywe wirusy lub podawanie ich
pojedyńczo w bezpiecznych odstępach czasu;
• udostępnienie szczepionek monowalentnych;
• zobowiązanie szczepiącego lekarza do przeprowadzenia wstępnego wywiadu z rodzicami
odnośnie alergii, astmy i innych chorób typu autoimmunologicznego oraz powikłań
poszczepiennych u członków rodziny, co pozwoli przewidzieć, czy u danego dziecka mogą
wystąpić groźne reakcje poszczepienne. Takie dziecko powinno mieć opracowany indywidualny,
bardzo ostrożny program szczepień;
• zobowiązanie szczepiącego lekarza do monitorowania stanu zdrowia dzieci po szczepieniach, by
w porę uchwycić stany zagrażające życiu lub zdrowiu dziecka;
• stworzenie narodowego programu obowiązkowej rejestracji powikłań i zgonów poszczepiennych.


Dane te powinny być raportowane do WHO (a nie są) i informacje o powikłaniach powinny być zamieszczane w książeczkach zdrowia dziecka.
Jako obywatelka demokratycznego kraju i niezależny naukowiec nie powiązany z żadnymi grupami
interesu, mam pełne prawo do wyrażania własnych poglądów naukowych.
Próby dezawuowania mnie przez lobby szczepionkowe przypominają mobbing tegoż lobby wobec
niezależnych naukowców z USA czy UE, którzy odważyli się podjąć badania nad bezpieczeństwem
szczepionek.
Obowiązkiem naukowców jest dociekanie prawdy - jakkolwiek byłaby ona dla niektórych
niewygodna - i działanie na rzecz dobra społeczeństwa.
Primum non nocere nadal obowiązuje w medycynie.
Ponieważ szczepionki są podawane zdrowym niemowlętom, muszą być one maksymalnie
bezpieczne i nie mogą być zagrożeniem dla ich zdrowia i życia.

Jestem zdumiona, że Zarząd PTW zamiast włączyć się do poważnej dyskusji nad szczepieniami, która od lat toczy się na świecie, bezkrytycznie podpisuje się pod propagandą producentów szczepionek, którzy zalecają szczepić na wszystko – wszystko co się rusza, i których jedynym interesem jest zysk.

Polska nie jest już zaściankiem za żelazną kurtyną, więc liczenie, że polscy rodzice są nadal naiwni w sprawie szczepień jest w najlepszym razie arogancją. Trwałe okaleczenia i ciężkie choroby będące następstwem toksycznych szczepień, wydają się dziś większym problemem i zagrożeniem dla społeczeństwa niż przejściowe, uleczalne choroby zakaźne.

Robert Kennedy Jr. zakończył swój artykuł oskarżeniem
„Nasi przedstawiciele ochrony zdrowia publicznego świadomie pozwolili przemysłowi farmaceutycznemu zatruć całą populację amerykańskich dzieci i ich działania stanowią jeden z największych skandali w historii amerykańskiej medycyny”.


To samo tyczy wielu innych krajów.
Apeluję do polskiego establiszmentu szczepionkowego o uczciwą dyskusję oraz poparcie racjonalnych
zmian w polskim programie szczepień, które przywrócą do niego zaufanie rodziców i uchronią dzieci
przed okaleczeniami. Konieczne jest też prowadzenie niezależnych (od korporacji) badań nad
zasadnością stosowania wszystkich obecnie zalecanych szczepień. Coraz liczniejsze badania prowadzone w USA, Nowej Zelandii, Niemczech, Holandii czy Japonii, które porównują
zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych pokazują, że nieszczepione są na ogół zdrowsze,
znacznie rzadziej chorują na choroby psychoneurologiczne, astmę, alergie oraz inne choroby typu
autoimmunologicznego, i lepiej radzą sobie z chorobami zakaźnymi (Epidemiology. 1997 Nov;8(6):678-80; Arerugi. 2000 Jul;49(7):585-92;
http://www.generationrescue.org/survey.html).

Nie ma też przekonujących dowodów na to, że w krajach rozwiniętych masowe szczepienia zmniejszają współcześnie śmiertelność dzieci, a jeśli uwzględni się liczby zgonów poszczepiennych (VAERS), to wydaje się, że może być raczej odwrotnie. Zatem twierdzenie, że w obecnym czasie w krajach rozwiniętych szczepionki ratują życie i zdrowie wydaje się bezpodstawne.
Nawet CDC stał się dziś otwarty na takie badania, więc ataki na naukowców, którzy badają bezpieczeństwo szczepionek wydają się być obarczone konfliktem interesów.
Eliminacja zbędnych lub szkodliwych szczepień nie tylko może uchronić wiele dzieci od chronicznych chorób i okaleczeń, ale i zaoszczędzi wydatków na ich długotrwałą opiekę. Nie
jest dziś tajemnicą, że firmy farmaceutyczne na wielką skalę defraudują systemy opieki zdrowotnej na całym świecie. Agresywne promowanie coraz większej liczby szczepionek u dzieci i młodzieży
wpisuje się w ten właśnie modus operandi.
http://www.bmj.com/cgi/content/full/329/7472/940-e
http://www.bmj.com/cgi/content/full/328/7452/1333-a
http://www.organicconsumers.org/politic ... 121905.cfm
http://www.pubmedcentral.nih.gov/articl ... tid=524098


prof. dr Maria Dorota Majewska

Kierownik Katedry Marii Curie Komisji Europejskiej
Zakład Farmakologii i Fizjologii Układu Nerwowego
Instytut Psychiatrii i Neurologii
Sobieskiego 9, 02-957 Warszawa


Do wiadomości:
Minister Zdrowia dr Ewa Kopacz
Minister Edukacji – K. Hall
Główny Inspektor Sanitarny – dr med. A. Wojtyła
Rzecznik Praw Dziecka – Marek Michalak
Przewodnicząca Rady naukowej IPiN – prof. A. Członkowska
Dyrektor IPiN – Prof. dr hab. D. Ryglewicz
Konsultant Krajowy w Dziedzinie Pediatrii – prof. A. Dobrzańska
Konsultant Krajowy w dziedzinie epidemiologii – prof. Andrzej Zieliński
Konsultant Krajowy w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży – prof.
Irena Namysłowska
Konsultant Wojewódzki w dziedzinie pediatrii – prof. A. Radzikowski
Red. Marek Nowicki - TVN

http://groups.google.com/group/pl.sci.m ... 9b6cf7151e?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 12 maja 2011, 16:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Najważniejszy jest: pieniądz, pieniądz i pieniądz, a zdrowie obywateli też jest ważne, ponieważ na braku ich zdrowia można nieźle zarobić, jeżeli obywatele mają czym płacić.

A powszechny dostęp do usług medycznych?

No też jest, można się leczyć i nawet wyleczyć, jeżeli wcześniej nie zdąży się umrzeć w kolejce po medyczną usługę,...... gdy nie stać nas na sfinansowanie bezkolejkowej pomocy medycznej.


Bronisławie, wytłumacz ciemnogrodzianom ...

Bronisławie, wytłumacz ciemnogrodzianom jak to jest z tą prywatyzacją służby zdrowia ????

Samorządy, które nie przekształcą szpitali w spółki, będą musiały pokrywać ich ujemne wyniki finansowe - zakłada ustawa o działalności leczniczej, którą podpisał prezydent Bronisław Komorowski.

W środę Kancelaria Prezydenta poinformowała, że prezydent podpisał ustawę 10 maja.Ustawa - wchodząca w skład rządowego pakietu zdrowotnego - nie wprowadza obowiązkowego przekształcania lecznic w spółki (pierwszy pakiet ustaw zdrowotnych z 2008 r. zakładał, że miały być one przekształcone obligatoryjnie). Zgodnie z nowymi przepisami samorządy, które nie przekształcą szpitali, będą musiały pokryć ich ujemny wynik finansowy w ciągu trzech miesięcy od upływu terminu zatwierdzenia sprawozdania finansowego.

Czyli tłumacząc na język polski samorządom postawiono ultimatum - albo przekształcicie zoz-y w spółki /w których udziały będzie mógł objąć każdy, Rycho, Miro i Zbycho również/ - albo pokryjecie ich długi z własnej kieszeni.

Bronisławie, jak to się ma do sprawy przeprowadzonej w trybie wyborczym w której domagałeś się od JarKacza odszczekania jego - jak się okazuje trafnych - prognoz dotyczących Twojego programu dot. służby zdrowia ?

http://smk.salon24.pl/305762,bronislawi ... grodzianom

I jeszcze jeden z komentarzy pod tekstem:

O sprawy programowe, trzeba pytać jego doradców.
Bronka można co najwyżej spytać o bigos (z wyjątkiem kwestii jak należy go spożywać w towarzystwie i jak ma być nakryty stół). Obserwując jego liczne gafy towarzyskie, można się spodziewać, że Bronek wyciąga z cholewy drewnianą łyżkę.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 14 sty 2012, 11:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Arłukowicz przeprasza, aptekarze wezmą odpowiedzialność

Zapis o karach dla aptekarzy za realizację błędnie wypisanych przez lekarza recept pozostał w znowelizowanej wczoraj przez Sejm ustawie o refundacji leków. W nowelizacji usunięto natomiast zapis o karaniu lekarzy za błędne wypisanie recepty osobie, która nie jest ubezpieczona. Aptekarze zapowiadają, że niewłaściwie wypełnionych recept realizować nie będą.

Za nowelizacją ustawy refundacyjnej opowiedziało się 229 posłów, przeciw było 62, a od głosu wstrzymało się 146. Uchwaloną przez Sejm nowelizacją Senat zajmie się w przyszłym tygodniu. Od głosu wstrzymał się klub Prawa i Sprawiedliwości ostro krytykujący zapisy rządowej nowelizacji. PiS ma jednak przedstawić własną nowelizację ustawy, naprawiającą rozwiązania przeforsowane przez rząd Donalda Tuska. - W poniedziałek złożymy nową ustawę z poprawkami w szczególności dotyczącymi aptekarzy, a może i innych spraw - zapowiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Nowelizacja nie wyszła naprzeciw oczekiwaniom aptekarzy w najważniejszym punkcie. W ustawie refundacyjnej utrzymano zapis, że farmaceuci mogą być karani - zwrotem kosztów refundacji leku, jeśli sprzedadzą lek na podstawie niewłaściwie wypełnionej recepty np. pacjentowi nieubezpieczonemu. Jednocześnie rząd zdjął taką sankcję z lekarzy, którzy wypiszą receptę na refundowany lek pacjentowi nieubezpieczonemu. Warto przypomnieć, że po spotkaniach z organizacjami pacjentów, lekarzy i aptekarzy minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zobowiązał się przed kilkoma dniami, że zapis o karaniu zarówno lekarzy, jak i aptekarzy zniknie. Uzgodnienie to uwzględniała nawet nowelizacja ustawy refundacyjnej opublikowana przez resort zdrowia. Zapis o karach dla aptekarzy wrócił jednak tylnymi drzwiami - podczas ostatniego posiedzenia Rady Ministrów, gdy rząd przyjmował projekt przed skierowaniem go do Sejmu. Nikt z rządu nie chciał się do tej pory przyznać, że wnioskował za złamaniem ustaleń ze stroną społeczną.
Takie kary - dla lekarzy i aptekarzy - miały za zadanie ukrócić nadużycia związane ze sprzedażą leków refundowanych osobom nieuprawnionym, na czym cierpi budżet państwa. Za zwalczanie patologii rząd wziął się jednak nie od tej strony, od której powinien. Zamiast opracować system, który pozwoliłby na potwierdzenie faktu ubezpieczenia pacjenta, obowiązek ustalenia, czy chory jest ubezpieczony, czy nie - pod groźbą kary finansowej (zwrotu kosztów refundacji leku), próbowano przerzucić na lekarzy, a następnie na aptekarzy. Ci jednak nie mają jak sprawdzić, czy każdy pacjent wymagający leczenia refundowanym medykamentem jest rzeczywiście ubezpieczony.
Jednocześnie aby uciec od odpowiedzialności, rząd zastosował propagandowy chwyt. Stwarzając taki system, powodował, że pacjent, który będzie miał trudności z uzyskaniem leku refundowanego, pretensje będzie kierował nie pod adresem premiera Donalda Tuska, który za ten chaos jest odpowiedzialny, a wobec tych, którzy bezpośrednio "utrudniają" pacjentowi nabycie leku refundowanego - wobec lekarza, który miał się bać wypisać lek refundowany, albo aptekarza, który zagrożony karą finansową bałby się recepty na lek refundowany realizować.

Recepta na receptę
Po wczorajszym głosowaniu nad ustawą protest zapowiadają aptekarze. Ma on jednak polegać na jak najrzetelniejszym sprawdzaniu recept i - w obliczu grożących im kar za te nieprawidłowo wypełnione - realizowaniu tylko tych, które spełniają wymogi przepisów. A pacjenci, którzy w aptece pojawią się z niekompletnie wypełnioną przez lekarza receptą, muszą się liczyć z tym, że będą odprawieni z kwitkiem. - Aptekarze są karani potrącaniem refundacji, a chcę uświadomić, że niektóre leki są bardzo drogie - refundacja wynosi trzy tysiące i więcej złotych. Wystarczy jakiś drobny błąd na recepcie spowodowany przez lekarza i my jesteśmy niestety karani tą kwotą wraz z odsetkami. Problem jest więc bardzo poważny. (...) Będziemy po prostu realizować recepty, które są zgodne z rozporządzeniem. Niestety, nie możemy absolutnie najmniejszych błędów lekarskich na receptach akceptować - stwierdził prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Grzegorz Kucharewicz. Zwrócił się do pacjentów, aby wymagali od lekarzy dokładnego wypełniania recept. Zaznaczył, że recepty powinny mieć przede wszystkim wypełniony kod oddziału, prawidłowo napisane nazwisko, PESEL, adres chorego, nazwę leku, dawkę, sygnaturę, a jeżeli lek występuje w więcej niż dwóch odpłatnościach - to odpłatność musi być wskazana, a wreszcie recepta musi być podpisana i mieć datę.
Taka staranność w obejrzeniu recepty nie musi jednak gwarantować aptekarzowi spokoju. - Do naszych aptek pacjenci nie przychodzą często osobiście, ale przychodzą ich znajomi, sąsiedzi. W jaki sposób mamy wtedy weryfikować, czy pacjent jest ubezpieczony, czy nie? Jest to niemożliwe - dodał Kucharewicz. Zaznaczył, że liczy na to, iż ustawa może być jeszcze poprawiona w Senacie. Sejm wczoraj uzupełnił rządową nowelizację o kilka poprawek. Wprowadzono m.in. abolicję dla aptekarzy za realizację niewłaściwie wypisanej przez lekarza recepty i dla lekarzy za wypisanie takiej recepty. Abolicja dotyczyć będzie jednak tylko okresu od 1 stycznia do czasu wejścia w życie przyjętej nowelizacji. Sejm przyznał również aptekarzom możliwość - o co postulowali - wnoszenia zażaleń i odwołań od decyzji kontrolerów Narodowego Funduszu Zdrowia do dyrektorów oddziałów wojewódzkich i prezesa NFZ.
Podczas toczonej pod osłoną nocy, z czwartku na piątek, debaty nad ustawą refundacyjną minister zdrowia przepraszał za chaos wokół ustawy refundacyjnej. - Ta ustawa zmienia polski rynek leków. Jak w przypadku każdej dużej zmiany systemowej, taka ustawa wywołuje emocje i pewien etap chaosu. I za ten chaos z tego miejsca jestem w stanie powiedzieć każdemu, kogo ten chaos dotknął - przepraszam - oznajmił Arłukowicz. Premier Donald Tusk gorący tydzień w Sejmie - zarówno ze względu na uchwalanie nowelizacji ustawy refundacyjnej, jak też ustawy obciążającej rolników składkami zdrowotnymi - postanowił przeczekać na urlopie. W imieniu rządu, oprócz Arłukowicza, przed posłami tłumaczył się wicepremier Waldemar Pawlak.

Artur Kowalski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po21.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 26 sty 2012, 08:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Pacjent w sieci interesów

Z Bolesławem Piechą, szefem sejmowej Komisji Zdrowia, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj w Sejmie rząd ma przedstawić informację na temat sytuacji w służbie zdrowia po wejściu w życie ustawy refundacyjnej. Czego spodziewa się Pan po tej debacie?
- Informacja, jaką spodziewamy się usłyszeć, jest i tak znacznie spóźniona. Przypomnę tylko, że premier Tusk powinien ją złożyć przed dwoma tygodniami, a więc na poprzednim posiedzeniu Sejmu. Jednak marszałek Ewa Kopacz niestety miała inne zdanie i wyłączyła ten punkt z obrad wysokiej izby. Teraz, mimo serii rozmów i podpisania przez prezydenta Komorowskiego nowelizacji ustawy refundacyjnej, sytuacja wcale się nie uspokoiła. Dlatego chcemy usłyszeć z ust premiera, co z perspektywy miesiąca dała ustawa tak hucznie zapowiadana i forsowana przez rząd. Przede wszystkim czekamy na konkretną odpowiedź: co w związku z tą ustawą zmienia się dla pacjenta. Ile więcej pacjent zapłaci za leczenie? Dotychczas byliśmy karmieni jedynie hipotetycznymi informacjami o oszczędnościach, a obecna praktyka pokazuje coś zupełnie innego. Widać, że intencje tego rządu mimo doskonałego PR tak naprawdę nie wychodzą naprzeciw społeczeństwu. Pacjent dopłaca do leków zdecydowanie więcej, a oszczędności - jeżeli w ogóle są - na pewno nie po stronie chorych, tylko po stronie NFZ. Nie wiadomo też, na co te oszczędności są przeznaczane.

Jednym ze skutków ubocznych ustawy są nieporozumienia pomiędzy lekarzami a środowiskiem farmaceutów.
- W mojej ocenie, tak drastyczne skłócenie środowiska farmaceutycznego i lekarskiego, z jakim mamy do czynienia, i tak potężne protesty, co wszyscy mieliśmy okazję obserwować, to wynik świadomego działania rządu. Rząd bezczelnie wykorzystuje pacjentów w załatwianiu własnych interesów, a przy tym chce podzielić społeczeństwo. Niestety, za to wszystko płaci nie kto inny jak pacjent, który jest zmuszony nie tylko szukać dostępu do tańszego leku, ale często możliwości zrealizowania recepty. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, kiedy chory szuka w ogóle dostępu do leku, żeby lekarz chciał mu wypisać to, co jest prawie niemożliwe w myśl tej ustawy refundacyjnej, a aptekarz zrealizować to, co ustawa narzuca, jednocześnie nie narażając się na bankructwo swojego przedsiębiorstwa, jakim jest apteka. Oczekujemy od premiera odpowiedzi: dlaczego doszło do skłócenia lekarzy i farmaceutów i komu na tym zależało.

Wygląda na to, że protestów środowiska lekarskiego szybko wygasić się nie da.
- Pokraczna nowelizacja ustawy refundacyjnej, z której amputowano część przepisów, wcale nie naprawiła ustawy. Mało tego - przesunęła akcenty na inne obszary odpowiedzialności lekarzy czy farmaceutów. Tak na dobrą sprawę zabezpieczyła jedynie interesy Ministerstwa Zdrowia i NFZ, a nie lekarzy. Ponadto dzisiaj ustawa refundacyjna jest niemożliwa do realizacji bez błędu, błędu niezawinionego. W związku z tym stosowanie sankcji karnych za to, w czym się nie zawiniło, jest ewenementem w polskim systemie prawnym i temu należy się z całą stanowczością przeciwstawiać. Podzielam niepokój lekarzy, którzy obawiają się, że sankcje prawne wyjęte z ustawy refundacyjnej mogą wejść w życie przy pomocy rozporządzeń. Lekarze analizują prawnie wszystkie zapisy i widać dostrzegają możliwości niewywiązania się Ministerstwa Zdrowia z zapowiedzianych działań. To tylko potwierdza skrajną niewiarygodność tego resortu.

Czy Bartosz Arłukowicz powinien nadal sprawować funkcję ministra zdrowia?
- Wyznajemy zasadę, że w Polsce najważniejsze stanowiska powinni zajmować ludzie odpowiedzialni, którzy utożsamiają się z treściami stanowionego prawa oraz zobowiązują się rzetelnie i skutecznie wdrażać je w życie. To, co się stało na przełomie roku w związku z nową ustawą refundacyjną, i to, z czym dzisiaj mamy do czynienia, pokazuje jasno, że jest bałagan i chaos, a sytuacja wcale nie jest opanowana. Skoro minister Arłukowicz, który jest dorosłym człowiekiem, zdecydował się podjąć zadania zarządzania ochroną zdrowia w Polsce, a nie potrafi się z tego wywiązać, to nie powinien nadal piastować tego stanowiska. Stąd nasz wniosek o jego odwołanie.

Arytmetyka sejmowa nie daje szans na odwołanie szefa resortu zdrowia.
- Taki sposób myślenia sprawia, że jakakolwiek akcja opozycji z góry wydaje się bezsensowna. To przypomina sytuację sprzed lat, kiedy rządziła PZPR, kiedy wola partii była bezdyskusyjna i nikt nie miał prawa głosu. Teraz tak nie jest. Opinia publiczna ma prawo znać argumenty zarówno jednej, jak i drugiej strony. Opozycja musi być wysłuchana, a trybuna sejmowa jest miejscem, skąd można przekazywać opinii publicznej ważne sprawy. Kropla drąży skałę, a my uważamy, że rządy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego są dla Polski złe i należy to zmienić.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po31.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 11 lut 2012, 10:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Pacjent wrogiem państwa

Wbrew współczesnym światowym tendencjom, by zajmować się tylko ludźmi kariery i sukcesu oraz nakręcać tzw. wyścig szczurów jako nową filozofię życia, Kościół 11 lutego, we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes, po raz dwudziesty proponuje ludziom dobrej woli pochylić się nad wielkim światem ludzi chorych. Ten świat tworzą chorzy, cierpiący, niepełnosprawni, starsi wiekiem, ale także tworzą go z nimi ich rodziny i najbliżsi, pracownicy różnych instytucji opieki oraz służba zdrowia: lekarze, pielęgniarze, pracownicy pogotowia itd.
Obecnie ten wielki świat także jest w kryzysie! Nie myślę jednak o kryzysie ekonomicznym i finansowym, który niewątpliwie dotyka go boleśnie. Jest bowiem o wiele groźniejszy i powodujący większe spustoszenie w sercach i umysłach ludzi kryzys - to kryzys duchowy! Niszczy on wnętrze człowieka, dotyka sumienia, rujnuje i dehumanizuje poprawne relacje międzyludzkie. Wyrasta on z pogardy dla prawdziwych wartości oraz z utylitaryzmu, o którym pisał bł. Jan Paweł II w Liście do Rodzin, że staje się on "cywilizacją skutku, użycia - cywilizacją "rzeczy", a nie "osób", w której osoby stają się przedmiotem użycia, podobnie jak używa się rzeczy" (nr 13).
Filozofia utylitaryzmu i sukcesu niszczy wielki świat ludzi chorych od zewnątrz i od wewnątrz. W świetle takiej filozofii, redukującej człowieka do kultu młodego ciała i sprawności intelektualno-fizycznej oraz stawiającej na użyteczność, chorzy stają się niewygodnym problemem. Dla państwa jawią się jako wielkie obciążenie finansowe. Rodzina i najbliżsi, zajmując się swoimi chorymi, mają często poczucie straty czasu i możliwości samorealizacji. Służba zdrowia patrzy na chorych przez pryzmat idących (lub nieidących) za nimi pieniędzmi, po to, by móc rozliczyć się z nich z odpowiednimi agendami państwowymi. W taki to sposób państwo, służba zdrowia, różne instytucje opieki, a nawet najbliżsi coraz częściej spostrzegają chorych przez pryzmat zysku i strat. Dlaczego tak jest? We współczesnym wielkim świecie chorych, bo któż nie ma kogoś chorego w dalszej lub bliższej rodzinie, nie mówiąc w tej chwili o pracujących z chorymi, został zagubiony człowiek! Zapomniana została jego godność i niepowtarzalność. Wydaje się, że w takim kontekście społeczno-kulturowym coraz wyraźniej zamazuje się człowieczeństwo samych osób chorych, ale także ich najbliższych oraz ludzi pomagających chorym i ich rodzinom. W zagubionym i pogrążonym w kryzysie duchowym świecie należy więc przywrócić wiarę w godność człowieka i wiarę w Tego, który jest fundamentem tej godności - w Boga! Tej wiary we własne człowieczeństwo i sens życia potrzebują chorzy. Tej wiary domagają się najbliżsi, pomagający chorym. Ta wiara jako towarzyszka życia musi stać się udziałem ludzi służby zdrowia, by nie zatracili poczucia godności swojej i pacjentów. Bez wiary bowiem w Boga i w niezbywalną godność drugiej osoby człowiek doświadcza przerażającej pustki wywołanej samotnością duszy. A przecież jak uczy Benedykt XVI w tegorocznym orędziu: "kto wierzy, nigdy nie jest sam!". Dlatego Papież jako hasło 20. Światowego Dnia Chorego wybrał słowa Chrystusa: "Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła" (Łk 17, 19).

Ks. dr Mariusz Sztaba
--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest adiunktem w Katedrze Pedagogiki Społecznej KUL.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po11.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 28 lut 2012, 10:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Każą płacić nawet umierającym

Pakiet zdrowotny Ewy Kopacz zawiera wiele niepokojących pomysłów. Teraz wyszło na jaw, że za pobyt w hospicjach prawdopodobnie trzeba będzie płacić.

Chodzi o to, że nowe przepisy nakazują organizacjom non profit zmienić się w przedsiębiorstwa. Spośród 113 hospicjów prowadzonych przez stowarzyszenia i fundacje 73 mają kontrakty z NFZ. Pozostałe finansują pomoc umierającym z tego, co uzbierają. Boją się jednak, że od lipca nie będą mogły już korzystać z jednego procentu i darowizn. Bo nowa ustawa o lecznictwie zakłada, że każda organizacja non profit świadcząca usługi medyczne musi formalnie być przedsiębiorstwem. A to zamyka drogę do korzystania z pieniędzy z jednego procentu czy zbiórek publicznych – pisze „Gazeta Wyborcza”.

Ustawa o lecznictwie należy do tzw. pakietu zdrowotnego byłej minister Ewy Kopacz. Według ustawy każdy, kto wykonuje jakiekolwiek usługi lecznicze, musi mieć status przedsiębiorcy.

Forum Hospicjów wysłało do Ministerstwa Zdrowia pismo z propozycją nowelizacji ustawy. Resort dopiero odkrywa problem. – Ministrowie zdrowia oraz pracy i polityki społecznej prowadzą rozmowy dotyczące sytuacji hospicjów, a także zakładów opieki zdrowotnej prowadzonych przez organizacje pożytku publicznego. Analizowane są propozycje i uwagi zgłaszane przez te podmioty, informuje Aleksandra Smolińska z biura prasowego MZ.

http://niezalezna.pl/24261-kaza-placic- ... mierajacym


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 01 mar 2012, 05:56 
Offline
Dziennikarz

Dołączył(a): 02 sie 2009, 07:10
Posty: 393
Jest tylko jedna odpowiedz na ten problem OPTYMALNY MODEL ZYWIENIA .Zamiast sie martwic o niskie cenny lekarstw ,to po prostu nauczyc sie zyc bez takowych . Czy to mozliwe ? napewno ,sam sie przekonalem
Niech ONI sobie te pigulki w piepszaja sami .przy okazji by sie wspomoglo polska wies
Narod dobrze odzywiony napewno ma energie walczyc.Czlowiek chory nie wiele chce i moze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 03 kwi 2012, 09:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
„Nielegalne leczenie”

Zanim w gruzach legnie sześciopunktowy plan „pana Onana Kofana” - jak w czasie swego dobrego fartu nazwała ówczesnego sekretarza generalnego ONZ Kofi Annana pani posłanka Renata Beger z Samoobrony - w sprawie zwycięstwa demokracji w Syrii, będącego, jak się wydaje, koniecznym etapem doprowadzenia do ostatecznego zwycięstwa demokracji w Iranie, dzięki któremu bezcenny Izrael mógłby wreszcie uzyskać należny mu tytułem restytucji za holokaust dostęp do korzyści z eksportu tamtejszej ropy - więc zanim ów misterny plan legnie w gruzach i syryjski tyran padnie wreszcie ofiarą samosądu zagniewanego ludu, niczym w swoim czasie tyran libijski, a potem niezidentyfikowane samoloty, wyarendowane z bazy w Krzesinach zrzucą penetrujące „car-bomby” na irańskie instalacje nuklearne - możemy przyjrzeć się ewolucji sytuacji w państwowej służbie zdrowia, będącej, jak wiadomo, jedną z wiekopomnych zdobyczy ludu pracującego miast i wsi. Pretekstem do zwrócenia uwagi na tę ewolucję jest kategoria „nielegalnego leczenia”.

Zanim jednak rozbierzemy sobie z uwagą, co też może oznaczać owo „nielegalne leczenie”, przypomnijmy pokrótce sytuację powstałą w następstwie czterech wiekopomnych reform charyzmatycznego premiera Buzka, wśród których, niczym perła w koronie, błyszczała reforma służby zdrowia. Konieczność jej przeprowadzenia uwidoczniła się w następstwie - jak to wówczas mówiono - „zawłaszczenia państwa” w latach 1993-1997 przez koalicję SLD-PSL, wskutek czego dla politycznego zaplecza zwycięskiej w 1997 roku koalicji AW”S” - UW nie było już żadnej wolnej klamki, u której można by je uwiesić. Trzeba było w zezwłok III Rzeczypospolitej wprawić mnóstwo nowych klamek, na których mogliby uwiesić się przyjaciele i poplecznicy naszych Umiłowanych Przywódców - i ta myśl przewodnia towarzyszyła wspomnianym czterem wiekopomnym reformom.

Nasi Umiłowani Przywódcy wykombinowali sobie, że aby lepiej przychylać obywatelom nieba na odcinku zdrowotności, pozbiera się od nich pieniądze na tzw. „składkę na ubezpieczenia zdrowotne”. Te „składki”, podobnie jak dochody z papierów wartościowych (obligacji) gwarantowanych przez Skarb Państwa, stanowiły przychody 16 regionalnych (i jednej „mundurowej”) Kas Chorych. Na tych klamkach uwiesili się przyjaciele i poplecznicy naszych Umiłowanych Przywódców. Nauczeni doświadczeniami zdobytymi podczas „zawłaszczania państwa”, kiedy to przez tamtą koalicję byli od klamek bezlitośnie odrywani, zadbali o to, by tym razem żadna zmiana rządu zagrozić im nie mogła. I rzeczywiście; kiedy w 2001 roku zewnętrzne znamiona władzy objęła koalicja SLD-PSL-UP , okazało się, że przyjaciół i popleczników Umiłowanych Przywódców z poprzedniej koalicji oderwać od klamek niepodobna. Toteż charyzmatyczny premier Leszek Miller nie miał innego wyjścia, jak rozwiązać Kasy Chorych, a na ich miejsce powołać Narodowy Fundusz Zdrowia, który też miał 16 oddziałów terenowych - ale już z nowymi przyjaciółmi i nowymi poplecznikami. Nie potrzebuję chyba nikomu tłumaczyć, że wszystkie te posunięcia miały na celu wyłącznie dobro pacjentów - no bo niby czyjeż inne?

Przyjaciele i poplecznicy nowych Umiłowanych Przywódców postanowili wziąć sprawy - jak to się mówi - w swoje ręce i tymi ręcami przybliżać obywatelom nieba. „My tutaj rządzim i my dzielim; bez nas by wszystko diabli wzięli”. Skoro w ich ręce trafiły pieniądze odebrane obywatelom pod pretekstem przychylania nieba, to postanowili decydować za nich, jak i za ile będą leczeni. Zatem pod pretekstem przychylanie nieba obywatele nie tylko zostali wyzuci z kolejnej części bogactwa, jakie swoją pracą wytwarzają, ale również - z władzy nad własnym zdrowiem. Odtąd stało się ono przedmiotem decyzji urzędników NFZ, którzy przecież nie będą kierować się interesem jakiegoś tam pacjenta, tylko względami „dobra wspólnego”. Co zaś jest „dobrem wspólnym” - to robotnikowi Deptale raz na zawsze wyjaśnił Towarzysz Szmaciak: „a pula nie jest do kradzieży, pula się cała nam należy!” Zatem dochody ze „składek” i papierów wartościowych najsampierw idą na zaspokojenie potrzeb NFZ, a jeśli coś zostanie, to już musowo przeznacza się na przychylanie nieba. Oczywiście wedle stawu grobla; tyle nieba, ile można, zgodnie z porzekadłem, że tak krawiec kraje, jak mu staje, więc nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że wszystkim na wszystko nie wystarczy. Tak zresztą było zawsze, z tą jednakowoż różnicą, że przedtem to sam zainteresowany decydował o zakresie swoich kuracji, podczas gdy teraz decyzje te zostały zawłaszczone przez urzędników. A w urzędzie - jak to w urzędzie; na wszystko musi być podkładka, bo co bez podkładki - to „nielegalne”. I w ten oto sposób doszło do tego, do czego w tej sytuacji dojść musiało, to znaczy - do „nielegalnego leczenia”.

„Nielegalne leczenie” to terapia, która z punktu widzenia medycznego jest uzasadniona, ale z punktu widzenia urzędniczego - nie. „Nielegalność” leczenia oznacza, że urzędniczy punkt widzenia ostatecznie zdominował punkt widzenia medyczny. Już nie tylko pacjent przestał być ważny, ale nawet i lekarz. Wszyscy zostali podporządkowani wykonawcom Narodowego Programu Eutanazji, którzy z kolei muszą pomyślnie przeprowadzić proces poprawy rentowności naszego mniej wartościowego narodu tubylczego, by nasi właściciele, w imieniu i na rzecz których nadzorują nas nasi Umiłowani Przywódcy, mieli z nas jakąś korzyść, a nie straty.

Warto w tym miejscu przypomnieć jedno z objawień, zanotowanych w „Dzienniczku” przez św. Faustynę Kowalską. Pewnego razu Pan Jezus opowiadał jej, jak postępuje z zatwardziałymi grzesznikami. - Upominam ich głosem sumienia - powiadał - głosem Kościoła, zsyłam na nich przygody, które mogą ich przywołać do opamiętania - a jeśli nic nie pomaga, to spełniam wszystkie ich pragnienia. A czyż zdecydowana większość naszego mniej wartościowego narodu tubylczego nie chciała „darmowej” służby zdrowia, niezależnie od innych „darmowych” państwowych dobrodziejstw? „Nieszczęsny! Będziesz miał to, czegoś chciał!” - przestrzegał Platon. Więc w ramach Narodowego Programu Eutanazji doczekaliśmy się „nielegalnego leczenia”.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2460


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 08 cze 2012, 07:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Smacznego!

Jeszcze kilka lat temu obowiązywały polskie normy, co oznaczało, że skład np. kiełbasy zwyczajnej był ten sam w całym kraju. Tak samo smakowała kiełbasa kupowana na Podkarpaciu czy na Pomorzu. Z akcesją do UE w las poszły zasady i polskie normy. W efekcie ilu producentów, tyle kiełbas zwyczajnych. Obecne przepisy idą na rękę producentom, zezwalając, że w kiełbasie może być 80 lub tylko 20 proc. mięsa. Stąd bezmięsne parówki, a wyrób o nazwie "szyneczka" możemy kupić już za 6 złotych! Do tego dochodzi cała gama konserwantów. W efekcie jemy dopuszczone prawem: zmielone kości, świńską skórę i tłuszcz - czyli tzw. MOM - mięso odkostnione mechanicznie, które w trosce o zdrowie obywateli wycofały np. Niemcy. W Polsce obowiązuje zasada: róbta co chceta i trujta ludzi do woli. I trudno się dziwić, skoro za porządek odpowiada opcja pszenno-buraczana, a interesy producentów są ważniejsze od praw konsumentów.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 08&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 15 cze 2012, 06:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Hospicjum to nie przedsiębiorstwo

Organizacje prowadzące hospicja nie będą już traktowane jak przedsiębiorstwa, łatwiej im będzie także podpisywać kontrakty z NFZ - to najważniejsze zapisy znowelizowanej ustawy o działalności leczniczej, którą wczoraj uchwalił Sejm

Za ustawą było 385 posłów, a tylko jeden głosował przeciw (przy 38 głosach wstrzymujących się). Nowelizacja miała poparcie wszystkich klubów, bo jej celem jest wsparcie działalności hospicyjnej. Hospicja (wiele z nich należy do Kościoła katolickiego) od 1 lipca byłyby traktowane jak przedsiębiorstwa i aby się utrzymać, musiałyby prowadzić działalność gospodarczą. Dlaczego? Bo byłyby np. pozbawione prawa do odpisu 1 proc. podatku.

Jak podkreśla poseł Bolesław Piecha (PiS), przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia, nowelizacja pozwala organizacjom prowadzącym hospicja nie tylko na korzystanie ze środków NFZ, ale również na pozyskiwanie obok odpisów podatkowych darowizn, np. w postaci leków, oraz na korzystanie z pracy wolontariuszy. A tego nie przewidywała stara ustawa o działalności leczniczej uchwalona za poprzedniej kadencji Sejmu, gdy ministrem zdrowia była Ewa Kopacz. Piecha tamtą ustawę nazywa "dziwolągiem". - Nowelizacja to powód do radości dla hospicjów, które nie będą zmuszone prowadzić działalności gospodarczej, w związku z czym nie będą podlegały rygorom z tego wynikającym - uważa Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia. Ale nowelizacja ustawy, dobra dla hospicjów, nie rozwiązała innego poważnego problemu, jaki mają pacjenci dochodzący odszkodowań za błędy medyczne. Dotychczas jeśli wojewódzka komisja orzekająca stwierdziła, że szpital popełnił błąd, i ustaliła odszkodowanie, pacjent udawał się do ubezpieczyciela, który wypłacał pieniądze. Teraz połowę odszkodowania ma zapłacić szpital. To oznacza wydłużenie procedury, bo żadna placówka nie wypłaci pieniędzy bez procesu sądowego. - To nic innego jak próba wypchnięcia pacjenta na drogę postępowania cywilnego, które nie tylko wydłuży proces oczekiwania na pieniądze, ale może się zakończyć przegraną - ocenia poseł Piecha.

Jego zdaniem, to kolejny przykład działań rządu PO - PSL, który dużo obiecuje pacjentom, a potem tak komplikuje procedury, aby zwykły obywatel nie mógł skorzystać z drogi odszkodowawczej. Procesy rzeczywiście mogą ciągnąć się latami, ale wiceminister zdrowia Jakub Szulc z mównicy sejmowej przekonywał wczoraj, że przepisy ustawy nie skomplikują spraw odszkodowawczych. - Skoro nie komplikują, to ja się pytam, dlaczego w całej Polsce na przestrzeni pierwszych pięciu miesięcy br. pojawiły się zaledwie 63 czy 64 wnioski o odszkodowanie. To oznacza, że za rządów Donalda Tuska mamy do czynienia z cudowną medycyną albo ustawa nie działa i pacjenci nie wierzą, że będą w stanie jakiekolwiek zadośćuczynienie uzyskać - oznajmił poseł Bolesław Piecha. Jego zdaniem, w tej sytuacji mamy do czynienia z ewidentnymi działaniami w interesie ubezpieczycieli. Ponadto dziwi fakt, jak szybko ubezpieczyciele komercyjni podpowiedzieli właściwe rozwiązania tego niekorzystnego dla nich problemu.

Zgodnie z ustawą, o rok przesunięto też szpitalom obowiązek wykupienia polis ubezpieczeniowych od błędów lekarskich. Pierwotnie miały to zrobić do 1 lipca br., ale okazało się, że do tej pory niewiele placówek spełniło ten obowiązek, bo mniej niż co siódma. Szpitale tłumaczyły się, że nie mają pieniędzy na ubezpieczenie, bo roczna składka miała wynosić przeciętnie kilkaset tysięcy złotych.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po09.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 19 lip 2012, 06:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Zdrowie pod młotek

NSZZ "Solidarność" protestuje przeciwko planom resortu skarbu dotyczącym prywatyzacji spółek uzdrowiskowych, które jako kurorty narodowe miały pozostać w gestii państwa.

W ocenie związku, prywatyzacja ograniczy dostęp do leczenia sanatoryjnego, a uzdrowiska pod kuratelą komercyjnych właścicieli mogą utracić swój leczniczy charakter.

W Polsce 26 uzdrowisk było własnością państwa, z czego 15 zostało sprywatyzowanych, a cztery są w trakcie procesu przekształceń własnościowych. W 2008 r. minister skarbu oraz minister zdrowia uzgodnili, że siedem spółek uzdrowiskowych: Ciechocinek, Busko-Zdrój, Krynica, Lądek-Zdrój, Rymanów-Zdrój, Świnoujście i Kołobrzeg - zostanie wyłączonych z procesu prywatyzacji.

- Spółki te są najcenniejsze z punktu widzenia zasobów naturalnych, leczniczych, a także ze względów historycznych. Dlatego na zawsze powinny one pozostać własnością państwa - podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Zdzisław Skwarek, przewodniczący Sekcji Krajowej Uzdrowisk Polskich NSZZ "Solidarność". Jego zdaniem, jeżeli uzdrowiska te zostaną przekazane w ręce prywatne - do czego zmierzają działania resortu Skarbu Państwa i resortu zdrowia - to w przyszłości państwo utraci wszelką kontrolę nad lecznictwem uzdrowiskowym.

Sprzedać, zamiast zmodernizować

Do tej pory Rymanów-Zdrój był na liście siedmiu uzdrowisk wyłączonych spod prywatyzacji. Jednak minister skarbu chce przeznaczyć ten ośrodek oraz sześć pozostałych do prywatyzacji. Prezes uzdrowiska Paweł Szczygieł stoi na stanowisku, że pozyskanie inwestora strategicznego może być szansą na rozwój spółki uzdrowiskowej, a także otworzyć możliwość pozyskania środków na inwestycje. Kompleks potrzebuje bowiem blisko 70 mln zł na modernizację bazy zabiegowej i noclegowej, a także na modernizację stacji uzdatniania wody.

Uzdrowisko w Rymanowie to także największy pracodawca w mieście, bo zatrudnia ponad pięćset osób. Władze miasta są pełne obaw co do tego, jaka przyszłość czeka kurort w nowej formule. Tym bardziej że czas kryzysu nie sprzyja poszukiwaniu inwestorów. - Gdyby rzeczywiście znalazł się dobry inwestor i chciałby zainwestować określone środki w infrastrukturę Uzdrowiska w Rymanowie, to byłaby to pewna szansa, ale niekoniecznie tak musi być - zastrzega burmistrz Wojciech Farbaniec.

Już nie ten Ciechocinek

Również kuracjusze i pacjenci obawiają się, że po prywatyzacji uzdrowiska stracą niepowtarzalną atmosferę. Tak jest chociażby w Ciechocinku, który prócz tego, że jest uzdrowiskiem, ma bezcenne zabytkowe tężnie czy warzelnię soli. Przeciwnicy prywatyzacji Uzdrowiska w Ciechocinku - zwanego też perłą wśród nadwiślańskich kurortów - uważają, że nowy właściciel skupi się na działalności komercyjnej, a mniej na działalności uzdrowiskowej, tworząc np. luksusowe SPA, gdzie dzień pobytu może kosztować znacznie więcej, niż przeznacza na to NFZ. Istnieje zatem zagrożenie, że niezamożni pacjenci stracą szansę na leczenie poszpitalne.

- Trudno oczekiwać, że nastawiony na zysk komercyjny właściciel będzie chciał leczyć ludzi ciężko chorych, którymi trzeba się zająć i których koszt utrzymania jest znacznie wyższy - ocenia przewodniczący Sekcji Krajowej Uzdrowisk Polskich NSZZ "Solidarność".

Resort skarbu wprawdzie zapewnia, że charakter uzdrowisk po prywatyzacji się nie zmieni, a kuracjusze nadal będą mieć do dyspozycji pełną gamę zabiegów finansowanych również w ramach NFZ, ale czy tak rzeczywiście będzie, trudno teraz jednoznacznie ocenić. Już dziś ponad 550 pracowników tej placówki coraz bardziej obawia się o swoje zatrudnienie.


Przekształcenia w hotele?

Zabiegi o utrzymanie dotychczasowego statusu uzdrowisk to także walka o dostępność lecznictwa uzdrowiskowego. Dlatego organizacje związkowe NSZZ "Solidarność", OPZZ czy Forum Związków Zawodowych zgodnie sprzeciwiają się zmianom rozporządzenia w sprawie wyłączonych z prywatyzacji siedmiu uzdrowisk. W ubiegłym roku Sejm nie wyraził zgody na zmianę ustawy o lecznictwie uzdrowiskowym, oponując przeciw skreśleniu z ustawy artykułu zobowiązującego ministra Skarbu Państwa i ministra zdrowia do wyznaczenia spółek, które nie będą podlegać prywatyzacji.

- Plany prywatyzacji uzdrowisk są niezgodne z obowiązującą w Polsce ustawą o lecznictwie uzdrowiskowym - uważa Zdzisław Skwarek. Proponowana przez ministra skarbu nowelizacja rozporządzenia otwierałaby drogę do prywatyzacji uzdrowisk właśnie w Ciechocinku, Busku-Zdroju, Lądku-Zdroju, Świnoujściu, Kołobrzegu, Rymanowie czy Krynicy. - To cenne polskie uzdrowiska ze względu na zasoby naturalne, np. źródła wód leczniczych czy borowiny - zauważa szef Sekcji Krajowej Uzdrowisk Polskich NSZZ "Solidarność".

Sprywatyzowanie kurortów może oznaczać ograniczenie dostępu do leczenia sanatoryjnego.

- Niewykluczone, że uzdrowiska w atrakcyjnych turystycznie miejscowościach zmienią się w hotele, gdzie doba będzie kosztowała np. 250 zł, a nie jak dotychczas 60 złotych. Kogo z chorych będzie stać na zapłatę takiej sumy za leczenie poszpitalne? - pyta Skwarek.

Dotąd obowiązująca ustawa określa, że lecznictwo uzdrowiskowe, nad którym merytoryczny nadzór sprawuje resort zdrowia, jest integralną częścią systemu opieki zdrowotnej. Dodatkowym argumentem za utrzymaniem tego statusu jest fakt, że świadczenia wykonywane w lecznictwie uzdrowiskowym są niejednokrotnie tańsze i bardziej skuteczne dla chorych niż te same zabiegi w lecznictwie zamkniętym.

W ocenie przeciwników dalszej prywatyzacji tej gałęzi, po przekształceniach nowy właściciel jest zobowiązany do prowadzenia działalności uzdrowiskowej zaledwie przez okres 2-3 lat, a więc w okresie obowiązywania pakietu socjalnego i inwestycyjnego. Po czym może zmienić profil, a nawet sprzedać uzdrowisko.

- Przepisy uniemożliwiają ministerstwu ograniczanie działalności podmiotowi prywatnemu. Tak się stało w przypadku Nałęczowa, gdzie koncern Nestle wykupił sanatorium, aby wydobywać wodę. Samo uzdrowisko zostało sprzedane kolejnemu właścicielowi - przestrzega przewodniczący Sekcji Krajowej Uzdrowisk Polskich NSZZ "Solidarność".

Żeby ocenić, jak wygląda i jak się zmienia struktura własności sprywatyzowanych uzdrowisk, potrzeba od 10 do 15 lat. Dopiero wtedy będzie możliwa ocena, w jakim zakresie inwestorzy, którzy kupili uzdrowiska, prowadzą dotychczasową działalność i czy w tym okresie nie zmniejszył się dostęp do lecznictwa uzdrowiskowego.

Przewodniczący Skwarek przypomina też, że środki z dotychczasowej prywatyzacji tych placówek miały iść na sfinansowanie inwestycji uzdrowisk wyłączonych spod prywatyzacji. Ministerstwo Skarbu Państwa wyliczyło, że na inwestycje w siedmiu uzdrowiskowych spółkach potrzeba ponad 250 mln zł, co stanowi zaledwie niewielką część kwoty, jaką Skarb Państwa pozyskał z tytułu prywatyzacji pozostałych uzdrowisk.

- Nie można zatem powiedzieć, że środków brakuje i żeby modernizować uzdrowiska, trzeba je prywatyzować. To nieprawda. Skoro państwo było stać na wybudowanie kosztem wielu miliardów złotych stadionów na Euro 2012, to nie powinno mieć ono problemów z modernizacją bazy uzdrowiskowej - uważa Zdzisław Skwarek.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... lotek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 01 paź 2012, 06:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31675
Kolejka do zdrowia

W Polsce chory resztki zdrowia może stracić w monstrualnej kolejce, a na wiele świadczeń musi wyłożyć dodatkowe pieniądze z własnego portfela. Wielu pacjentów nie wierzy już, że to się kiedykolwiek zmieni.

Pan Maksymilian ma 33 lata, 12-letni staż pracy, wykształcenie średnie i zatrudnienie w jeszcze nadal dobrze prosperującym przedsiębiorstwie. Niejeden młody absolwent studiów uniwersyteckich, pozostający na Tuskowej "zielonej wyspie" często latami bez stabilnej pracy, mógłby więc mu pozazdrościć. W sierpniu pan Maksymilian zarobił ponad 2293 złote. To jego przeciętne zarobki. Wraz z dochodami żony pozwalają one na utrzymanie domu i dwojga dzieci na minimalnym poziomie. Mimo to pan Maksymilian nie jest zadowolony: - Kilka lat temu zacząłem chorować i wtedy zaczął się mój koszmar.

Terminy oczekiwania na świadczenia medyczne są niewyobrażalne. W skrajnych - choć wcale nierzadkich przypadkach - na specjalistyczną operację w Polsce czeka się nawet 1000 dni. - A przecież co miesiąc państwo ściąga ze mnie kilkaset złotych podatków i różnych składek, w tym zdrowotnych. Gdzie są te pieniądze? - pyta retorycznie pan Maksymilian.

Podwójna taksa
Nikt jednak nie odpowiada na to pytanie, podobnie jak nikt nie jest w stanie oszacować, ilu pacjentów nie przeżyło wielomiesięcznego oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty, operację czy terapię. Takich statystyk Narodowy Fundusz Zdrowia ani Ministerstwo Zdrowia nie prowadzą.

- W 2011 roku lekarz specjalista, który przyjął mnie na podstawie skierowania od lekarza rodzinnego po 8 miesiącach oczekiwania, orzekł, że muszę mieć "jak najszybciej" zoperowane żylaki - opowiada pan Maksymilian. - Pomijam już nawet fakt, że ta wizyta u chirurga naczyniowego, na którą czekałem 8 miesięcy, trwała 15 minut. Drugie tyle lekarz przeznaczył na wypisywanie różnych druków. "Proszę wykonać sobie badania dopplerowskie żył chorej nogi" - zalecił lekarz. - Zapytałem, gdzie mam to zrobić, gdyż nigdy wcześniej takiemu badaniu nie byłem poddawany - wspomina pacjent. Lekarz tylko uśmiechnął się i odpowiedział: "Gdzie pan chce". Na moje nalegania odrzekł wreszcie, że mogę spróbować tu, w szpitalu. Była przy nim poradnia, w której mnie przyjmował - opowiada pan Maksymilian. - Ostrzegł mnie jednak, że nie wie, czy są jeszcze limity. W gabinecie szpitalnym, gdzie wykonywane są badania dopplerowskie, panowała cisza. Kilka pracownic w białych kitlach piło kawę. Gdy wszedłem ze skierowaniem na badania USG od lekarza specjalisty, panie były bardzo zdziwione - relacjonuje pacjent. - Dowiedziałem się, że mam przyjść na początku grudnia, a był to kwiecień. "W grudniu będziemy robiły zapisy na przyszły rok, więc może w lutym przyszłego roku zostanie pan zbadany" - usłyszał pan Maksymilian.

Załamany pacjent, któremu lekarz specjalista powiedział, że badanie musi mieć wykonane "natychmiast", a z operacją nie należy zwlekać, zmuszony był więc wykonać USG dopplerowskie w prywatnym gabinecie. - Zapłaciłem za to 180 złotych. Pytam jednak, dlaczego - mówi wzburzony do dziś pacjent - skoro regularnie odprowadzane są od mojego dochodu wszystkie składki na ubezpieczenie zdrowotne? Państwo zabiera mi rocznie setki złotych, a gdy już zdarzy się, że zachoruję, nie ma możliwości wykonania podstawowych badań, bo "skończyły się limity" - konkluduje z oburzeniem pan Maksymilian.

Każdy ma prawo do ochrony zdrowia. Czyżby?
Jego operacja odbyła się po upływie miesiąca, choć według "normalnej" procedury pacjent musiałby oczekiwać na nią przez kolejne cztery miesiące. - Żona załatwiła po znajomości, że stało się to wcześniej. Czułem się jednak fatalnie, bo nie wiedziałem, czy nie wchodzę na cudze miejsce - opowiada pan Maksymilian. Cała procedura od wizyty u lekarza pierwszego kontaktu, poprzez diagnozę specjalisty i badanie dopplerowskie, aż po stół operacyjny trwała więc niemal 8 miesięcy i ostatecznie skończyła się dobrze. Jednak gdyby trzymać się sztywno reguł wyznaczonych przez Narodowy Fundusz Zdrowia, który kontraktuje usługi medyczne w placówkach służby zdrowia, to pan Maksymilian musiałby czekać prawie dwa lata na banalną operację żylaków. W jakim stanie byłaby wtedy jego noga? O ile droższe byłoby leczenie takiego zaniedbanego pacjenta, jego operowanie i rehabilitacja? Trudno to wyliczyć, jednak z pewnością koszty tych procedur byłyby co najmniej podwojone.

Artykuł 68 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w punkcie 1 stanowi tyle lapidarnie, co dobitnie, że "każdy ma prawo do ochrony zdrowia", zaś w punkcie 2 precyzuje, że "obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych". Co sądzą pacjenci o tych konstytucyjnych gwarancjach, a raczej o sposobie ich respektowania przez powołane do tego instytucje, można się łatwo dowiedzieć, odwiedzając pierwszą lepszą lekarską przychodnię specjalistyczną, przyszpitalne poradnie czy poczekalnie przed okienkami rejestracji.

Pani Hanna ma 60 lat. Kilka lat temu leczyła się na nadciśnienie i cukrzycę. Mała poradnia w miasteczku w pobliżu jej rodzinnej wioski nie zapewniała właściwej opieki. - Lekarz rodzinny bał się wystawiać skierowania do specjalistów, ciągle tłumacząc, że obawia się kontroli i kary z NFZ. Leczył mnie więc na własną rękę - opowiada pani Hanna, która mówi, że czuła się jak złodziejka, prosząc dwa razy w roku o możliwość badania krwi z rozmazem. Efektem obaw lekarza rodzinnego było to, że pani Hanna zamiast do lekarza specjalisty trafiła w bardzo złym stanie na szpitalny oddział. - Nawet tam jednak nie potrafili już sobie ze mną poradzić i przewieziono mnie na sygnale do szpitala wojewódzkiego - wspomina z przejęciem pacjentka. - W oddalonym o mniej więcej 40 km mieście wojewódzkim lekarze okazali się znakomici. Mimo poważnego stanu uratowali mi jeszcze trochę wzroku - opowiada pani Hanna, która w efekcie źle leczonego nadciśnienia utraciła w ciągu kilku dni bezpowrotnie możliwość normalnego widzenia.

Dziś pacjentka ma grupę inwalidzką, należy do związku niewidomych, jest niesamodzielna i wymaga opieki. - Owszem, w domu sobie radzę, bo mieszkanie znam na pamięć, jednak o samodzielnym wyjściu czy tym bardziej wyjeździe do innej miejscowości, czy nawet do sklepu na większe zakupy mogę już tylko pomarzyć - mówi kobieta.

Pani Hanna pogodziła się już ze swoim losem. Ma troskliwą rodzinę, która bardzo ją wspiera i jej pomaga. Dużą rolę - jak deklaruje - odgrywa też w jej życiu wiara. - Jednak czasem, gdy pomyślę, że mój los mógłby się potoczyć inaczej, że mogłabym normalnie widzieć, gdyby dostęp do świadczeń zdrowotnych był prawidłowo zapewniony, a nie ograniczony jakimiś limitami, to mi łzy napływają do oczu. Czuję żal, że całe życie pracowałam uczciwie, a jak już zaczęłam chorować, to państwo nie zapewniło mi właściwej opieki medycznej - mówi rozgoryczona pacjentka.

Stan ten jednak trwa, nie był jedynie incydentem. - Dzisiaj, mimo że jestem inwalidką, choruję na cukrzycę, utraciłam w znacznym stopniu wzrok, leczę nadciśnienie, to do lekarza okulisty mogę się dostać raz na osiem miesięcy. Częstsze wizyty mi nie przysługują - opowiada pani Hanna. - Teraz, gdy skończyłam 60 lat, obawiam się jeszcze bardziej. Przecież politykom rządzącej ekipy zdarzało się mówić, że u 85-letniego pacjenta nie ma sensu operować biodra, bo już się nie zrehabilituje. Skąd mam wiedzieć, że za chwilę nie powiedzą tak o 70-latkach? Skoro można nagle podnieść drastycznie wiek emerytalny i nikomu z polityków rządzących włos z głowy za to nie spadnie, to nie wiadomo, co nam, szarym ludziom, jeszcze zgotują - mówi pesymistycznie.

Władza każe czekać!
Bez względu na przedstawiane hurraoptymistyczne rządowe scenariusze uzdrowienia systemu opieki zdrowotnej sytuacja w służbie zdrowia jest ciągle fatalna. Pacjenci czekają w wielomiesięcznych kolejkach na wizytę u specjalisty. Na oddziale chirurgii urazowo-ortopedycznej Krakowskiego Centrum Rehabilitacji na przyjęcie czeka się średnio 1162 dni (!), zaś na przyjęcie przez onkologa w Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Bytomiu - 221. Rekordowe terminy przyjęć ma też np. Poradnia Protetyki Stomatologicznej w jednej z placówek na warszawskiej Ochocie (969 dni), zaś oddział kardiologiczny słynnego Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu przyjmie pacjenta po ponad 740 dniach oczekiwania.

Wielu pacjentów skarży się też, że nie wie, gdzie uzyskać informacje o placówkach specjalistycznych, w których najszybciej otrzymają właściwą pomoc. Chociaż poszczególne oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia powinny udostępniać takie informacje, na przykład na swych stronach internetowych, często są one trudne do odszukania. Szczególnie dla człowieka poważnie chorego, starszego czy niedołężnego z powodu choroby. Wspomniany pan Maksymilian - mimo że jest młody i dynamiczny - wspomina trudności, jakie napotkał, usiłując ustalić, w której placówce służby zdrowia może otrzymać pomoc refundowaną przez NFZ. Szacuje nawet, że na same połączenia telefoniczne w tej sprawie wydał prawie sto złotych.

Napotkana na jednym z oddziałów onkologicznych w Poznaniu pacjentka opowiada, że żyje w ciągłym lęku, ponieważ państwa nie stać na sfinansowanie badań nad unikalną szczepionką na czerniaka, jaka ratuje i przedłuża życie tysiącom pacjentów. - Chciałabym zapytać panią Kopacz, która jako minister zdrowia tak chwaliła się swoimi kompetencjami i zdolnościami, co zrobiła dla pacjentów. Dlaczego ten system się tak sypie? Ale nie będę miała okazji, bo pani minister została przecież nagrodzona za swe "sukcesy" drugim najwyższym stanowiskiem w państwie. A to już przecież inny świat niż ten zatłoczony korytarz szpitalny - puentuje zdenerwowana pacjentka.

Adam Suwart

http://www.naszdziennik.pl/mysl/11273,k ... rowia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Jacenna i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /