Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 05 paź 2012, 07:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Małe ofiary wielkiej polityki

Zadłużone na 200 mln zł i postawione pod ścianą przez ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza warszawskie Centrum Zdrowia Dziecka zapowiada ograniczenie przyjęć małych pacjentów. Opozycja nie zostawia suchej nitki na nadzorującym Instytut resorcie.

Na poniedziałek Prawo i Sprawiedliwość zapowiada debatę, która będzie miała na celu szukanie środków zaradczych w związku z katastrofalną sytuacją placówki.

- Trzeba ten temat podjąć, debata jest potrzebna - uważa prezes PiS Jarosław Kaczyński. Do dyskusji zaproszeni zostali lekarze, organizacje reprezentujące pracowników służby zdrowia i pacjenci. Przyjdzie też zgłoszony przez największą partię opozycyjną kandydat na premiera w rządzie pozaparlamentarnym prof. Piotr Gliński.

Postulaty Prawa i Sprawiedliwości to likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia, przejęcie finansowania służby zdrowia przez budżet, budowa sieci szpitali, uproszczenie dopłat i refundacji. Inna z propozycji to powrót lekarzy i stomatologów do szkół.

Katalizatorem debaty jest zwłaszcza dramatyczna sytuacja Instytutu "Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka". Niedofinansowana placówka ma zamiar ograniczyć planowe przyjęcia pacjentów w czterech klinikach. Dotyczy to klinik: chorób metabolicznych, immunologii, gastroenterologii i otolaryngologii. Bez ograniczeń udzielane będą świadczenia ratujące życie. Tygodniowo w każdej z klinik świadczeń nie otrzyma kilkadziesięcioro zapisanych dzieci. Wszystko z powodu pieniędzy - instytut jest zadłużony na kwotę 200 mln złotych.

Jedna stawka, sześć schorzeń
Źródło kłopotów CZD tkwi w systemie rozliczeń. Od kilku lat szpitale - świadczeniodawcy usług finansowanych ze środków publicznych, mają obowiązek rozliczać się z Narodowym Funduszem Zdrowia w systemie jednorodnych grup pacjentów (JGP). System ten uśrednia wydatki na szpitale. Tymczasem działalność szpitali pediatrycznych jest droższa niż szpitali dla dorosłych, czego nie uwzględniały wyceny dokonywane przez NFZ właśnie w oparciu o system JGP. Podczas negocjacji z Funduszem dyrektorzy szpitali dziecięcych wielokrotnie tłumaczyli, że procedury dla dorosłych i dzieci nie mogą być porównywane. Pediatryczne wymagają chociażby zużycia większej liczby materiałów. Dziecko musi też być pod stałą opieką, często kilku specjalistów.

- 80 procent pacjentów, którzy do nas trafiają, są to dzieci z bardzo wieloma schorzeniami. W ramach JGP otrzymujemy tymczasem finansowanie tylko na jedną jednostkę chorobową. Do nas trafia natomiast dziecko, które ma pięć, sześć różnych schorzeń. Nie możemy wypuścić dziecka, które ma powikłania w różnych obszarach. System JGP nie uwzględnia jednak tego, że my leczymy w inny sposób, mamy większe koszty, a otrzymujemy środki na poziomie szpitala powiatowego - tłumaczy Paweł Trzciński, rzecznik CZD. Jak stwierdza, Narodowy Fundusz Zdrowia nie zapłacił dotąd Instytutowi za tzw. nadwykonania za pierwsze półrocze tego roku. Chodzi o kwotę ponad 12 mln złotych. Tymczasem Fundusz przekonuje, że za nadwykonania za pierwsze półrocze już zapłacił. Według Wandy Pawłowicz, rzecznika prasowego mazowieckiego oddziału NFZ, Fundusz przekazał już do Centrum 5,2 mln złotych. Jest to kwota wynikająca ze zbilansowania świadczeń niewykonanych i nadwykonań Centrum w I półroczu br. - To wszystko prawda, tylko gdzie jest pozostałe 7 milionów? - dopytuje się Trzciński. Jak dowiedział się "Nasz Dziennik", na zdrowotną debatę Prawa i Sprawiedliwości został zaproszony dyrektor CZD, prof. dr hab. n. med. Janusz Książyk.

Po pierwsze - oddłużyć
Zdaniem polityków PiS, pierwszy krok to oddłużenie szpitala: z rezerwy budżetowej ministra zdrowia należy przelać pieniądze na konto placówki. Potem trzeba wprowadzić zmiany ustawowe, a więc zmienić zasadę wyceny świadczeń pediatrycznych i wysokospecjalistycznych. - Będziemy mobilizować rząd, aby znalazł jakieś rozwiązania. Przede wszystkim należy odsunąć widmo upadłości tego szpitala oraz zmienić zasady płacenia za świadczenia pediatryczne. Teraz musi pomóc Ministerstwo Zdrowia, by szpital przetrwał - mówi Bolesław Piecha, szef sejmowej Komisji Zdrowia. Warto przypomnieć, że na początku września br. prof. Książyk wysłał list do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, w którym apelował o pomoc finansową i o ratowanie placówki. W odpowiedzi szef resortu zdrowia perorował na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, że CZD musi być dostosowane do realnych warunków funkcjonowania - a to przecież zależy także od niego. Z wcześniejszych wypowiedzi Arłukowicza wynika też, że na pomoc resortu szpitale mogą wprawdzie liczyć, ale dopiero po ich przekształceniu w spółki prawa handlowego.

Program dla Centrum
Tragiczna sytuacja warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka znana jest nie od dziś. O kondycji jedynej takiej placówki w Polsce dyskutowali już posłowie na specjalnie zwołanym posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia. 21 września prof. Książyk przekazał do resortu zdrowia plan naprawczy Instytutu. Obecnie jest on analizowany przez ekspertów, m.in. Ministerstwa Skarbu Państwa, Ministerstwa Finansów, Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Agencji Rozwoju Przemysłu. Wdrażanie programu ma rozpocząć się jesienią, a pierwsze efekty zmian mają być widoczne już na przełomie roku bieżącego i przyszłego.

Program zakłada, że wynik finansowy CZD będzie miał wartość dodatnią od 2015 roku. Ma też nastąpić zwiększenie przychodów o 11,8 mln zł w stosunku do wykonania w roku bieżącym. Plan przewiduje obniżenie kosztów wynagrodzeń m.in. przez: likwidację wybranych stanowisk pracy, ograniczenie umów cywilnoprawnych, wprowadzenie systemu pracy ciągłej w wybranych komórkach organizacyjnych, zmianę systemu dyżuru medycznego w części klinik, politykę niezatrudniania pracowników, którzy rozwiązują umowy po uzyskaniu uprawnienia do świadczeń emerytalnych, ograniczenie liczby godzin nadliczbowych. Planowane oszczędności z tego tytułu mają wynieść w ciągu dwóch lat 6,6 mln zł, co oznacza likwidację 90 etatów. W planie przewidziano także obniżenie kosztów zużywanych leków, materiałów medycznych, odczynników. Oszczędności mają wynieść 10,5 mln zł w ciągu dwóch lat. Zgodnie z planem w CZD ma nastąpić obniżenie kosztów obsługi zadłużenia poprzez uzyskanie kredytu restrukturyzacyjnego w Banku Gospodarstwa Krajowego. Planowane oszczędności z tego tytułu mają wynieść do 2,2 mln złotych. W Instytucie miałaby też zostać wzmocniona kontrola budżetu. W planie podkreślono, że przy braku zwiększenia wynagrodzenia za świadczenia finansowane przez NFZ i MZ prognozowane jest zmniejszenie nakładów na infrastrukturę i sprzęt medyczny; możliwe jest też ograniczenie rozwoju kadry medycznej oraz zmniejszenie atrakcyjności Centrum jako pracodawcy dla najbardziej wyspecjalizowanej kadry medycznej.

W warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka leczone są najciężej chore dzieci z całego kraju. Rocznie hospitalizowanych jest tu ponad 30 tys. pacjentów. Udzielanych jest prawie 170 tys. specjalistycznych porad.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ityki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 29 lis 2012, 07:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Tych z rządu i z poza rządu, zainteresowanych brakiem zdrowia u Polaków można łatwo wskazać, ale tych chcących nas Polaków widzieć zdrowymi i szczęśliwymi w tym rządzie po prostu nie ma.

Pacjent do kąta

Z posłem Bolesławem Piechą (PiS), szefem sejmowej Komisji Zdrowia, byłym wiceministrem zdrowia, rozmawia Anna Ambroziak

Agnieszka Pachciarz, prezes NFZ, powiedziała, że informacje o wielkich kolejkach w służbie zdrowia są przesadzone. I że są placówki, które przyjmują pacjentów z dnia na dzień.
- Oczywiście, że są placówki ochrony zdrowia, które przyjmują pacjentów od razu. W określonych województwach czas oczekiwania na określone porady jest różny. Może to być dzień lub 100 dni. To ta mała różnica. Tyle tylko, że kto pojedzie po to, by uzyskać w miarę szybką wizytę, na przykład u kardiologa, ze Szczecina do Rzeszowa? Proszę mi powiedzieć, jak to jest możliwe? To jest skandal, by pani prezes mówiła o takich rzeczach jak niezbyt długie kolejki do lekarzy! I druga rzecz: od dawna zauważam, że odpowiedzialność za to, że pacjenci oczekują na poradę miesiącami, zrzuca się na dyrektorów szpitali, szefów placówek specjalistycznych i samych lekarzy. Narodowy Fundusz Zdrowia ma tu oczywiście czyste ręce. A jedyny, który na tym traci, to pacjent. Podam ostatni przykład: jeden z dziennikarzy stacji wcale PiS nieprzychylnej zapisał się do lekarza w Warszawie. Miał mieć wizytę 10 grudnia. Właśnie wczoraj otrzymał telefon, że to już nieaktualne i że może zostanie przyjęty w drugim kwartale przyszłego roku. Jeżeli pani prezes Pachciarz nie dostrzega takich sytuacji robienia chorych ludzi w balona, igrania z ich zdrowiem i życiem, to nie powinna piastować tego stanowiska, które zajmuje. Minimalizowanie odpowiedzialności, wręcz nieumiejętność wzięcia odpowiedzialności za to, co się dzieje w kraju, jest charakterystyczne dla tego rządu. Powiem ostrzej: to już zjawisko psychopatyczne - tylko psychopata nie dostrzega błędów u siebie, a widzi je u innych.

Zdaniem Pachciarz, kolejki przedłużane są sztucznie, bo pacjenci zapisują się na ten sam zabieg w kilku placówkach.
- Pani Pachciarz wędruje do czasów minionych, kiedy to tworzyły się społeczne komitety kolejkowe po to, by zdobyć choćby paczkę kawy. To dziś odżyło w poradniach i szpitalach. Pani Pachciarz ma rację - to pacjent musi dziś regulować to, gdzie i czy zostanie przyjęty. Bo system tego nie reguluje. Ten system jest skandalicznie bezczynny, nie pomaga chorym ludziom, a tylko i wyłącznie rzuca im kłody pod nogi. A jeśli już pokazuje winnych - to tylko pacjentów.

Źródłem problemów są oczywiście pieniądze. "Mniej niż 5 proc. PKB idzie na zdrowie, w takiej sytuacji zawsze będzie za mało" - tłumaczy pani prezes.
- No to niech rozmawia z rządem, żeby było inaczej! To przecież nie chory rządzi budżetem, nie on zasiada na wysoce eksponowanym stanowisku! Niech na ten temat wypowie się minister finansów czy premier. Co to obchodzi obywatela, że nie ma pieniędzy w budżecie? On płaci składki, wcale niemałe, i oczekuje za to wsparcia ze strony m.in. systemu ochrony zdrowia, które na obecną chwilę jest żadne.

Dziękuję za rozmowę.
Bolesławem Piechą (PiS), szefem sejmowej Komisji Zdrowia, byłym wiceministrem zdrowia, rozmawia Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -kata.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 07 gru 2012, 08:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Gehenna pacjentów

Maria Ochman

Po dramatycznych informacjach o zapaści w służbie zdrowia, alarmach płynących nawet od zazwyczaj życzliwych rządowi mediów, głos zabrał wreszcie sam premier. I oto dowiedzieliśmy się, że gehenna polskich pacjentów szukających pomocy, rozpacz rodziców, bezsilność dyrektorów zarządzających szpitalami i klinikami to pod koniec każdego roku kalendarzowego - "norma". Standard po prostu.

Co więcej, premier z arogancją ogłosił, że "sytuacja jest pod kontrolą", "że byliśmy przygotowani do tego większego napięcia w służbie zdrowia pod koniec roku" i nie sądzi, żeby ten rok i jego finał odbiegał jakoś negatywnie od poprzednich lat. Szef rządu dodał: "Co nie znaczy, że jest dobrze. Ja wiem, w jak ciężkiej sytuacji bywają pacjenci". Nie wiadomo: śmiać się czy płakać?

Czy rzeczywiście premier wie, że zadłużenie polskiej służby zdrowia pod jego rządami jest najwyższe w historii? Czy wie, że "dzięki" jego polityce likwidacji resztek polskiego przemysłu - a przez to wzrostowi bezrobocia i pladze umów śmieciowych - dramatycznie zmniejsza się kwota składki, która powinna trafiać do NFZ? Tylko za ten rok deficyt może wynieść blisko 2 mld złotych! To oznacza, że w przyszłym roku pieniędzy na leczenie będzie jeszcze mniej. Trudno więc dziwić się desperacji zarządzających szpitalami, którzy odmawiają podpisywania zaniżonych umów z NFZ.

Pan premier nazywa to "presją ze strony szpitali", ale dla dyrektorów i pacjentów to często walka o przetrwanie. I o możliwość właściwego wykonywania misji ratowania zdrowia i życia. Zatem należałoby zapytać premiera, jak rząd jest przygotowany teraz i co zrobi w przyszłym roku, aby ratować sytuację? Co oprócz pustych obietnic usłyszymy jeszcze od ministra zdrowia, który obejmując resort po minister Kopacz, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co go czeka? Dlaczego przez ten rok nie miał odwagi naprawiać legislacyjnych bubli swojej poprzedniczki? Dlaczego nie zadbał o właściwe decyzje NFZ wtedy, gdy był jeszcze na to czas, a więc przed kontraktowaniem świadczeń? Dlaczego to ministerialne szpitale-kliniki i instytuty mają największe zadłużenie i co stanie się z nimi w przyszłym roku?

Zostaną szpitalnymi spółkami czy będziemy na kolanie, w pośpiechu, naginać prawo, bo po raz kolejny to dopiero życie wymusi na rządzących konkretne decyzje?

Już czas, Panie Premierze, przyznać się do porażki. Pomysły Pana i kolejnych Pańskich ministrów okazały się kompletną klapą. Przekształcone w spółki szpitale - choć najczęściej wykonują tylko te świadczenia, które są opłacalne - zadłużają się w błyskawicznym tempie. Chorym proponuje się wieloletnie oczekiwanie w kolejkach do specjalisty, jeśli doczekają. Drożeją leki. Nie pomaga szukanie oszczędności na wszystkim, oszczędzanie często związane z ryzykiem dla pacjentów i pracowników. Tych ostatnich też Pan oszukał, Panie Premierze. Ostatni wzrost wynagrodzeń to słynna ustawa "wedlowska" uchwalona przez rząd Jarosława Kaczyńskiego. Co stało się z obietnicami z Pana exposé o godnie zarabiających pracownikach służby zdrowia, o regulacjach warunków zatrudniania i wynagradzania tak, aby wracali z emigracji i chcieli pracować w Polsce? Jak zrealizowaliście tak chętnie podpisywane w świetle reflektorów przez minister Kopacz przedwyborcze porozumienia z pielęgniarkami? Dziś nawet wprowadzenie rozporządzenia o normach zatrudniania polskich pielęgniarek jest dla Pana rządu wyzwaniem wykraczającym poza możliwości.

A wracając do obietnic, czy pamięta Pan, że w 2008 roku, w obecności świata medycznego i mediów, obiecywał Pan wzrost składki na ubezpieczenie zdrowotne w 2010 roku? Dlaczego Pan tego nie zrobił? Byliśmy przecież wtedy jeszcze zieloną wyspą... No cóż, niestety, były wybory...

Większość postawionych przeze mnie pytań zapewne pozostanie bez odpowiedzi. O wielu obietnicach rządzący już dawno zapomnieli... Po co w ogóle pytać? Przecież jakoś to będzie. Tylko dla kogo jest to państwo, dla kogo Konstytucja, w której obywatele mają zagwarantowane prawo równego dostępu do ochrony zdrowia bez zastrzeżenia, że w końcowych miesiącach roku to prawo może zostać zawieszone.

Dziwi milczenie prezydenta RP, który podobno stoi na straży Konstytucji. Ludzie w Pałacu Prezydenckim powinni dobrze wiedzieć, że prezydent ma prawo do inicjatywy ustawodawczej. Jeszcze przecież nie mamy dyktatury...

Autorka jest przewodniczącą Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność".

http://www.naszdziennik.pl/wp/17283,geh ... entow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 20 lut 2013, 08:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Geszefciarze mają gdzieś leczenie nas w naszych polskich placówkach leczniczych. Geszefciarze za przyzwoleniem wciąż śpiących Polaków rozwalają nam wszystko i wszędzie robią swoje brudne interesy.

Rehabilitacja przegrywa ze spa

Małgorzata Goss

Sanatorium Sióstr Elżbietanek we Wleniu nieopodal Jeleniej Góry grozi zamknięcie. Po 13 latach świadczenia usług rehabilitacyjnych w tym roku NFZ nie podpisał z placówką umowy.

Ośrodek Rehabilitacyjny i Opiekuńczy Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek wykonuje zabiegi m.in. z zakresu wodolecznictwa, laseroterapii, elektroterapii, magnetoterapii, krioterapii, terapii ultradźwiękowej, a także świadczy ambulatoryjne usługi rehabilitacyjne. Zajmuje się usprawnieniem ruchowym pacjentów po urazach, z niedomaganiami o podłożu neurologicznym i reumatologicznym, a także korygowaniem wrodzonych oraz nabytych wad postawy. Od 1999 r., gdy Elżbietanki odzyskały dawny zakład wodoleczniczy z końca XIX w., Narodowy Fundusz Zdrowia rozpoczął współpracę z ośrodkiem. W ostatnich latach przeznaczał co roku ok. 2,5 mln zł na zakontraktowanie świadczeń we wleńskim ORiO. W ciągu 13 lat działalności na rzecz Funduszu przez sanatorium przewinęło się 14,5 tys. pacjentów, niejeden zostawił tu kule. Chętni czekają na miejsce w kolejce, z uwagi na profesjonalizm i doświadczenie ośrodka, szczególny klimat stworzony przez siostry czy piękny park z grotą Matki Bożej. Aż tu w tym roku niespodziewanie oferta Elżbietanek została odrzucona przez NFZ.

– Sanatorium nie otrzymało na świadczenia ani grosza – twierdzi poseł Wojciech Zubowski (PiS). – To oznacza konieczność zwolnienia personelu – lekarzy, terapeutów, pielęgniarek i pracowników zaplecza. – Pracę straci 61 osób, a ponad 200 członków ich rodzin straci utrzymanie. To katastrofa dla Wlenia, który liczy zaledwie 1 tys. 980 mieszkańców i ma prawie 30-procentowe bezrobocie – alarmuje Artur Zych, radny powiatu lwóweckiego.

Sanatorium Elżbietanek jest trzecim największym pracodawcą w okolicy, po urzędzie gminnym i miejscowej szkole. Malownicze miasteczko położone jest w obszarze Natura 2000. – Trzeba chronić działalność leczniczą, bo na tym terenie żaden przemysł nie powstanie – zwraca uwagę samorządowiec.

Dlaczego placówka z takim doświadczeniem nie dostała kontraktu? – Zaskoczeni byli wszyscy członkowie komisji konkursowej, gdy okazało się, że Wleń jest na ostatnim miejscu w rankingu i nie może liczyć na umowę. Znamy ten ośrodek z najlepszej strony. Nigdy nie było na niego żadnej skargi – przyznaje Joanna Mierzwińska, rzecznik dolnośląskiego oddziału NFZ. Czy zmniejszyła się pula pieniędzy w dyspozycji NFZ?

– Środków na kontrakty było nawet więcej niż przed rokiem. Dla regionu jeleniogórskiego pula na świadczenia rehabilitacyjne stacjonarne wzrosła o 400 tys. zł, do 10,1 mln zł – podaje rzecznik. Jedyne, co się zmieniło, to – jak twierdzi – wzrosła liczba placówek rehabilitacyjnych starających się o kontrakty. – Do postępowania konkursowego stanęło 12 placówek medycznych, a nie 8 jak poprzednio – wyjaśnia Mierzwińska.

NFZ zakontraktował usługi u 10 oferentów, w tym czterech nowych podmiotów, które dotychczas nie starały się o kontrakty na rehabilitację na tym terenie. Są to: warszawska spółka Jolly Med, posiadająca ośrodek w Popielówku specjalizujący się głównie w chirurgii plastycznej, która rehabilitacją zajęła się w 2010 r., szpital psychiatryczny w Bolesławcu, szpital w Jeleniej Górze oraz Uzdrowisko Cieplice Sp. z o.o. w Jeleniej Górze oferujące szeroki zakres zabiegów rehabilitacyjnych i usługi typu spa.

Z informacji Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że siostry złożyły wniosek o konkurs uzupełniający. Do końca pierwszego kwartału Fundusz ma w tej sprawie podjąć decyzję. Konkurs, o ile do niego dojdzie, odbędzie się w kwietniu. – Do kwietnia siostry nie przetrzymają – ostrzega radny Zych.

Cenny dorobek

Oferta Sióstr Elżbietanek nie przeszła pomyślnie procedury konkursowej. „Ośrodek we Wleniu nie poradzi sobie bez kontraktu NFZ. Nie przekształci się w placówkę spa i nie będzie prowadzić leczenia komercyjnego. Decyzja NFZ, jeśli nie zostanie zmieniona, zniszczy wieloletni dorobek i pozbawi pacjentów możliwości korzystania z tej placówki, prowadzonej przez siostry zakonne, co dla wielu chorych ma niebagatelne znaczenie” – napisała poseł Marzena Machałek (PiS) w interpelacji do ministrzdrowia Bartosza Arłukowicza. Pismo w tej sprawie przekazała też szefowej NFZ Agnieszce Pachciarz.

– NFZ nie przyznał siostrom nawet wynegocjowanej pierwotnie kwoty 20 proc. kontraktu – zwraca uwagę poseł.

Marzena Machałek odwiedziła jeszcze w styczniu ośrodek we Wleniu i rozmawiała z siostrami. Kilka dni później spotkała się z szefową dolnośląskiego oddziału NFZ Wiolettą Niemiec. Sprawa sanatorium we Wleniu zbulwersowała lokalną społeczność. W jego obronę zaangażowali się dolnośląscy parlamentarzyści, sprawę opisują lokalne media, zbierane są podpisy poparcia dla dalszego funkcjonowania ORiO.

Jak to się stało, że znakomicie wyposażony ośrodek rehabilitacyjny z kilkunastoletnim doświadczeniem, w który siostry zainwestowały 5 mln zł i który cieszy się renomą wśród pacjentów, nagle w konkursie okazał się „najgorszym z oferentów” i stracił możliwość świadczenia nieodpłatnych usług ubezpieczonym?

– W tym roku zmieniono kryteria oceny, np. bardzo wysoko punktowano posiadanie psychologa w ośrodku rehabilitacji ruchowej, a zaniechano punktowania doświadczenia placówki w zakresie rehabilitacji – zwraca uwagę radny Artur Zych. – Kryteria główne przy punktacji to cena, jakość i ciągłość usługi. NFZ przeprowadził konkurs ofert zgodnie z zarządzeniem prezesa NFZ nr 54 z września 2011 roku. Preferowanie podmiotów posiadających już kontrakt z NFZ zostało zakwestionowane przez prezesa UOKiK. Zgodnie z tym NFZ nie może brać pod uwagę faktu kontynuacji umowy, ponieważ jest równość podmiotów wobec prawa – tłumaczy Mierzwińska, rzecznik NFZ. ORiO z Wlenia, jak wynika z naszych informacji, stracił głównie w punktacji za jakość. Oferta ośrodka, skądinąd bogata, prawdopodobnie okazała się niedopasowana do kwestionariusza. Na podobnej zasadzie jak samodzielnie myślący uczeń nie wpisuje się w dzisiejszą sformalizowaną maturę. Porównanie ofert i punktacji poszczególnych firm objęte jest tajemnicą.

– W NFZ biurokracja i procedury zastępują zdrowy osąd – ocenia poseł Machałek.

Procedura likwidacji

Ponowne uruchomienie Ośrodka Rehabilitacyjnego i Opiekuńczego we Wleniu prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety Prowincja Wrocławska w zniszczonym budynku po PRL-owskim sanatorium kolejowym wymagało współdziałania całego łańcucha ludzi dobrej woli – sióstr, mieszkańców, specjalistów z różnych dziedzin oraz wielu pracowników miejscowych urzędów.

– Gdyby nie Opatrzność Boża i opieka św. Józefa, nie byłoby dziś tego ośrodka. Doświadczyłyśmy w duchu wiary, że to nasz wielki patron św. Józef przysyłał nam przyjaznych ludzi, którzy pomagali nam wykonywać konieczne remonty. Wiele osób zaangażowało się w tworzenie tego zakładu. Spotkałyśmy się z ogromną życzliwością pracowników różnych urzędów, w tym ówczesnych kas chorych, a potem NFZ. To było dla nas jedno wielkie doświadczenie działania Opatrzności Bożej – opowiada siostra M. Paula Marcinowska, przełożona prowincjalna Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety Prowincja Wrocławska, która pracowała we Wleniu przez pierwsze 8 lat po odzyskaniu przez Siostry Elżbietanki obiektu. – Kiedy decydują procedury formalne, to rzeczywistość gdzieś nam umyka. Dzisiejsze procedury pozwalają zlikwidować dobrze funkcjonującą i stabilną placówkę z dorobkiem na rzecz nowego podmiotu, który dopiero co rozpoczął swoją działalność. Liczą się papiery, a nie pacjent – zwraca uwagę siostra Paula.

W styczniu pracownicy dostali wypłatę, ale co dalej – nie wiadomo. Część obsługi ośrodka to jedyni żywiciele rodzin.

http://www.naszdziennik.pl/wp/24544,reh ... e-spa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 05 mar 2014, 21:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
PLAT­FOR­MA SIE­JE ŚMIERĆ

Ile jest ludz­kie­go cier­pie­nia, ile przed­wcze­snych zgo­nów, do któ­rych przy­czy­nił się stan służ­by zdro­wia w Pol­sce? Tej ciem­nej licz­by nie po­zna­my ni­g­dy. Wia­do­me jest tyl­ko jed­no: od 6 lat peł­ną od­po­wie­dzial­ność za opie­kę zdro­wot­ną w na­szym kra­ju po­no­si Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska. I – jak w każ­dej in­nej dzie­dzi­nie – kom­plet­nie so­bie nie ra­dzi.

Po­nu­ra kpi­na, bez­czel­ność. Tyl­ko ta­ki­mi sło­wa­mi moż­na sko­men­to­wać nie­daw­ną obiet­ni­cę pre­mie­ra Do­nal­da Tu­ska za­pew­nia­ją­ce­go, że do­pro­wa­dzi do zmniej­sze­nia ko­le­jek w pol­skiej służ­bie zdro­wia. Prze­cież od 6 lat sys­te­mem opie­ki me­dycz­nej w Pol­sce za­rzą­dza­ją je­go naj­bliż­si współ­pra­cow­ni­cy. Sy­tu­acja w tym cza­sie nie po­pra­wi­ła się, lecz po­gor­szy­ła. Tak więc de­kla­ra­cja Tu­ska przy­po­mi­na za­po­wiedź przy­wód­cy wa­ta­hy wil­ków, że do­pro­wa­dzi do zmniej­sze­nia licz­by owiec roz­szar­py­wa­nych no­cą przez wy­głod­nia­łe dra­pież­ni­ki.

Każ­dy nie­mal ty­dzień przy­no­si dra­ma­tycz­ne in­for­ma­cje: ja­kiś cho­ry umarł, bo ka­ret­ka nie chcia­ła przy­je­chać, ktoś nie do­cze­kał przy­ję­cia do szpi­ta­la. Oto dwa przy­kła­dy z ostat­nich dni: we Wro­cła­wiu zmar­ły bliź­nię­ta w ło­nie mat­ki (8 mie­siąc cią­ży), po­nie­waż w wo­je­wódz­kim szpi­ta­lu nie miał kto wy­ko­nać ba­da­nia USG, a le­kar­ka w ta­kiej sy­tu­acji po­sta­no­wi­ła odło­żyć za­bieg ce­sar­skie­go cię­cia na ko­lej­ny dzień. Z ko­lei w przy­chod­ni zmarł na krze­śle star­szy męż­czy­zna – przez go­dzi­nę nikt te­go na­wet nie za­uwa­żył. Trud­no się dzi­wić, w więk­szo­ści pol­skich po­rad­ni pa­nu­ją ta­kie ko­lej­ki, ze za­wa­łu moż­na do­stać na sam ich wi­dok. To, że zda­rza­ją się czę­sto ta­kie sy­tu­acje, nie jest by­naj­mniej wi­ną te­go, że le­ka­rze za­tra­ci­li swój etos za­wo­do­wy. Oni po pro­stu zo­sta­li przy­gnie­ce­ni, prze­cią­że­ni, a nie­któ­rzy – nie­ste­ty – tak­że zde­mo­ra­li­zo­wa­ni przez sys­te­mo­wy nie­ład, baj­zel i wiel­ką pro­wi­zor­kę, ja­ką służ­bie zdro­wia za­fun­do­wa­ła za­rzą­dza­ją­ca nią od 6 lat Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska.

Rok te­mu ty­go­dnik „Uwa­żam Rze” umie­ścił na okład­ce fo­to­gra­fię mi­ni­stra Bar­to­sza Ar­łu­ko­wi­cza pod­pi­sa­ną „Aku­szer śmier­ci”. Ar­łu­ko­wicz ty­go­dni­ka do są­du nie po­dał – wi­dać na­wet w Pol­sce, w któ­rej czę­sto spo­ty­ka się „roz­grza­nych sę­dziów”, trud­no by by­ło mi­ni­stro­wi wy­grać. Bo ta­ka jest praw­da – za­rzą­dza­na przez Plat­for­mę Oby­wa­tel­ską pol­ska służ­ba zdro­wia zaj­mu­je się sys­te­mo­wą aku­szer­ką cier­pie­nia i śmier­ci. Rów­no­cze­śnie per­ma­nent­nie ła­ma­na jest pod rzą­da­mi PO usta­wa za­sad­ni­cza. Art. 68. Kon­sty­tu­cji Rzecz­po­spo­li­tej Pol­skiej stwier­dza bo­wiem: „Oby­wa­te­lom, nie­za­leż­nie od ich sy­tu­acji ma­te­rial­nej, wła­dze pu­blicz­ne za­pew­nia­ją rów­ny do­stęp do świad­czeń opie­ki zdro­wot­nej fi­nan­so­wa­nej ze środ­ków pu­blicz­nych”. Kto zna re­alia pol­skiej służ­by zdro­wia świad­czą­cej usłu­gi w ra­mach kon­trak­tów z NFZ – mo­że je­dy­nie za­śmiać się szy­der­czo i gorz­ko.

Prze­cięt­ne­go Po­la­ka mi­ni­ster Bar­tosz Ar­łu­ko­wicz i je­go pryn­cy­pał Do­nald Tusk sta­wia­ją przed al­ter­na­ty­wą: Cierp lub płać. Czy­li al­bo cierp i cze­kaj w ko­lej­ce do spe­cja­li­sty, al­bo za­płać za wi­zy­tę pry­wat­ną. Do wie­lu spe­cja­li­stów za­pi­sy­wać trze­ba się bo­wiem z kil­ku­mie­sięcz­nym wy­prze­dze­niem. W re­zul­ta­cie cho­ry po­trze­bu­ją­cy po­mo­cy na przy­kład neu­ro­lo­ga al­bo or­to­pe­dy ma do wy­bo­ru: cze­kać na wi­zy­tę kil­ka mie­się­cy, zno­sząc w tym cza­sie ból i ry­zy­ku­jąc po­gor­sze­nie się sta­nu zdro­wia, al­bo za­pła­cić za wi­zy­tę pry­wat­ną. Jesz­cze go­rzej jest, kie­dy pa­cjent wy­ma­ga skom­pli­ko­wa­nej pro­ce­du­ry lecz­ni­czej. Na przy­kład okres ocze­ki­wa­nia na ope­ra­cję sta­wu bio­dro­we­go to kil­ka lat. Oko­ło dwóch lat cze­ka się na ope­ra­cję za­ćmy.

Ta­ka sy­tu­acja moż­li­wa jest tyl­ko al­bo w przy­sło­wio­wym Ban­tu­sta­nie, al­bo w Pol­sce rzą­dzo­nej przez Tu­ska i je­go ko­man­dę. W nor­mal­nym kra­ju praw­ni­cy re­pre­zen­tu­ją­cy pa­cjen­tów roz­nie­śli­by in­sty­tu­cję ty­pu Na­ro­do­wy Fun­dusz Zdro­wia na strzę­py – po­zy­wa­jąc przed sąd o od­szko­do­wa­nia. Bo prze­cież je­że­li cho­re­mu ka­że się cze­kać na ową en­do­pro­te­zę sta­wu bio­dro­we­go kil­ka lat, na­ra­ża­jąc go na co­dzien­ny ból i – co za tym idzie – ob­ni­żo­ny kom­fort ży­cia, to każ­dy dzień bó­lu i ob­ni­żo­ne­go kom­for­tu ży­cia moż­na wy­ce­nić i uzy­skać za to kon­kret­ne od­szko­do­wa­nie. Ni­by pro­ste – w Pol­sce jed­nak nie­moż­li­we.

O ile ko­lej­ki do spe­cja­li­stów na­ra­ża­ją pa­cjen­tów na cier­pie­nie i/lub po­gor­sze­nie sta­nu zdro­wia, o ty­le śmier­tel­ne nie­bez­pie­czeń­stwo kry­je się w sys­te­mie pod­sta­wo­wej opie­ki zdro­wot­nej. Po pierw­sze – tzw. le­ka­rze ro­dzin­ni ma­ją pod opie­ką zbyt du­żo pa­cjen­tów. Po dru­gie – pła­ci im się ry­czał­tem za jed­ne­go pa­cjen­ta, a nie za wy­ko­na­ne pro­ce­du­ry czy prze­pro­wa­dzo­ne ba­da­nia. W re­zul­ta­cie naj­lep­szy pa­cjent to ta­ki, któ­ry do le­ka­rza nie cho­dzi. A tych, któ­rzy już cho­dzą, le­ka­rze pod­sta­wo­wej opie­ki zdro­wot­nej nie są w sta­nie zba­dać do­kład­nie – naj­le­piej za­apli­ko­wać mu stan­dar­do­wy an­ty­bio­tyk i lek prze­ciw­bó­lo­wy. „Le­ży i kwi­czy” na­to­miast tzw. pro­fi­lak­ty­ka, któ­ra po­win­na być pod­sta­wą i sen­sem pod­sta­wo­wej opie­ki zdro­wot­nej. Miesz­kam w du­żym mie­ście i nie spo­tka­łem się z przy­pad­kiem, aby w cza­sie wi­zy­ty le­karz obej­rzał mo­ją skó­rę pod ką­tem pro­fi­lak­ty­ki czer­nia­ka al­bo za­pro­po­no­wał np. ba­da­nie pro­fi­lak­tycz­ne pod ką­tem no­wo­two­rów koń­co­we­go od­cin­ka prze­wo­du po­kar­mo­we­go. Na pierw­sze nie ma cza­su, na dru­gie pie­nię­dzy, bo za ba­da­nie mu­siał­by za­pła­cić z bu­dże­tu swo­jej pla­ców­ki. Znam za to opo­wieść – to przy­kład tyl­ko z ostat­nich dni – pa­cjen­ta, oko­ło 40-let­nie­go męż­czy­zny, któ­re­mu le­karz nie chciał dać skie­ro­wa­nia na pod­sta­wo­we ba­da­nia krwi, uży­wa­jąc ar­gu­men­tu: „Prze­cież do­brze pan się czu­je”. Tak więc przy kom­plet­nym bra­ku ba­dań pro­fi­lak­tycz­nych (je­dy­ny­mi wy­jąt­ka­mi są pro­gra­my mam­mo­gra­fii i cy­to­lo­gii dla ko­biet) – śmierć zbie­ra swo­je żni­wo. To ko­lej­na czar­na licz­ba – ile no­wo­two­rów i in­nych po­waż­nych scho­rzeń da­ło­by się wy­kryć wcze­śniej, gdy­by służ­ba zdro­wia zor­ga­ni­zo­wa­na by­ła le­piej?

Nie­daw­no od­wo­ła­no pre­ze­sa NFZ Agniesz­kę Pach­ciarz. War­to zwró­cić uwa­gę, że cał­ko­wi­cie upo­li­tycz­nio­ny Na­ro­do­wy Fun­dusz Zdro­wia wy­ko­rzy­sty­wa­ny jest przez po­li­ty­ków ja­ko swo­ista tar­cza – to na nim, a nie na praw­dzi­wych wi­no­waj­cach ma sku­piać się spo­łecz­ne nie­za­do­wo­le­nie. Me­dia nie­ustan­nie usta­wia­ją NFZ w ro­li „złe­go”, „chłop­ca do bi­cia”, któ­ry nie da­je na służ­bę zdro­wia pie­nię­dzy lub ra­czej: da­je ich za ma­ło. A je­dy­ne roz­wią­za­nie sy­tu­acji, ja­kie po­li­ty­cy po­tra­fią przed­sta­wić, to zwięk­sze­nie skład­ki na NFZ. Ca­ła sy­tu­acja przy­po­mi­na pró­bę na­peł­nie­nia wo­dą wan­ny, z któ­rej dna ktoś wy­jął ko­rek. Bo cho­ciaż wciąż sły­szy się o kło­po­tach służ­by zdro­wia, to fir­my far­ma­ceu­tycz­ne lub han­dlu­ją­ce sprzę­tem me­dycz­nym kwit­ną. Po­dob­ny mo­del prze­ćwi­czo­ny był już w pol­skim gór­nic­twie: pań­stwo­we ko­pal­nie przy­no­si­ły stra­ty, w pry­wat­nych spół­kach han­dlu­ją­cych wę­glem zbi­ja­no for­tu­ny.

Za sy­tu­ację pa­nu­ją­cą od 6 lat w służ­bie zdro­wia na­ród po­wi­nien oba­lić rząd Tu­ska. Pod sie­dzi­bę pre­mie­ra po­wi­nien ru­szyć po­chód ka­lek, cier­pią­cych, nie­le­czo­nych, obo­la­łych. Tych wszyst­kich se­tek ty­się­cy, któ­rzy co­dzien­nie w ty­sią­cach przy­chod­ni cze­ka­ją go­dzi­na­mi na naj­prost­szą po­ra­dę, któ­rzy są od­sy­ła­ni na ko­lej­ny ter­min – za ty­dzień, za mie­siąc, za pół ro­ku. Tych, któ­rych le­czy się zgod­nie z pro­ce­du­ra­mi XIX-wiecz­nych fel­cze­rów, a nie no­wo­cze­snej me­dy­cy­ny eu­ro­pej­skie­go pań­stwa w XXI wie­ku. Nic ta­kie­go jed­nak się nie dzie­je. Jak wi­dać – je­dy­ną pro­ce­du­ra me­dycz­ną, ja­ką Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska po­tra­fi­ła sku­tecz­nie za­or­dy­no­wać więk­szo­ści Po­la­ków, jest tzw. „za­strzyk głu­pie­go Ja­sia”.

http://www.warszawskagazeta.pl/wydarzen ... sieje-mier


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 04 lip 2014, 06:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Kontrakt nie dla Caritas

Stacje Opieki Caritas Diecezji Gliwickiej i Opolskiej straciły kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na pielęgniarską opiekę długoterminową. 220 pacjentów musi szukać sobie nowych placówek.

Caritas otacza w regionie opieką 3 tys. chorych i niepełnosprawnych rocznie. Prowadzi dla nich wiele placówek, które niosą pomoc w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia. Należą do nich m.in. zespoły pielęgniarek Stacji Opieki Caritas, opiekujące się chorymi w miejscu ich zamieszkania, a także grupy fizjoterapeutów, którzy pomagają osobom z różnymi dolegliwościami w 12 gabinetach rehabilitacyjnych.

Śląski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia odrzucił właśnie ofertę Stacji Opieki Caritas Diecezji Gliwickiej na długoterminową opiekę domową, która miała być sprawowana do końca czerwca 2019 roku. To w drastyczny sposób ograniczyło możliwość prowadzenia rehabilitacji pacjentów we wszystkich 17 podlegających jej placówkach. Taką samą decyzję NFZ podjął też wobec stacji Caritas w diecezji opolskiej.

Śląski NFZ tłumaczy, że o wyborze innego oferenta przesądziła m.in. cena i certyfikat ISO w zakresie usług medycznych, którego placówki Caritas nie miały. – Rzeczywiście, nie mamy certyfikatu ISO. Jego uzyskanie niesie ze sobą dodatkowe wydatki, na które nie mamy pieniędzy – mówi ks. Rudolf Badura, dyrektor Caritas Diecezji Gliwickiej. Jednocześnie zastrzega, że brak ISO nie wpływa na jakość opieki sprawowanej nad pacjentami. – Moim zdaniem, ten certyfikat nie ma przełożenia na jakość opieki, którą świadczą nasze pielęgniarki przy łóżku chorego – uważa ks. Badura.

Kolejną kwestią była cena: Caritas zaproponowała 26 zł za tzw. osobodzień, co okazało się jednak dla NFZ kwotą za wysoką. Ostatecznie wygrał bowiem oferent, podmiot prywatny, który zaproponował kwotę niższą, bo 23,40 złotego. – Nie mogliśmy zejść z kwoty 26 zł, tak skalkulowane koszty zapewniają ciągłość i stabilność świadczenia usług. Wygrał podmiot, który zaproponował mniej, a z tego co wiem, zatrudnia pielęgniarki na umowę-zlecenie. Dlatego nie rozumiem decyzji Funduszu. Nasze pielęgniarki są zatrudniane na umowę o pracę. Od lat świadczą fachową opiekę nad chorymi. Mają służbowe auta, którymi wożą ze sobą cały potrzebny sprzęt: łóżko elektryczne, materac odleżynowy, ssaki, podnośniki, krzesła toaletowe czy balkoniki. Wszystko, co jest potrzebne do zagwarantowania opieki nad chorymi w domu. Ten element nie znalazł się jednak w kryterium oceny oferty – wylicza ks. Badura. I podkreśla, że przecież bezpośrednio przekłada się to na jakość i kompleksowość świadczenia opieki długoterminowej.

W wyposażeniu Stacji Opieki Caritas Diecezji Opolskiej i Gliwickiej pozostaje kilkanaście tysięcy urządzeń do opieki pielęgnacyjnej w domu. Ma to ogromne znaczenie dla ludzi starszych i obłożnie chorych, którzy nie są w stanie opuścić mieszkania i muszą mieć w domu urządzenia wspomagające leczenie. Te zaś wypożyczała im dotąd Caritas.

Brak kontraktu stawia gliwicką Caritas w trudnej sytuacji finansowej. Do tej pory środki na działalność zapewniał kontrakt z NFZ i umowy z jednostkami samorządowymi. Decyzja Funduszu pociąga zaś za sobą konieczność likwidacji placówek Caritas i zwolnienia zatrudnionego w nich personelu. Wypowiedzenia dostało już 35 pielęgniarek działających w Stacjach Opieki Caritas Diecezji Gliwickiej – z dotychczas pracujących sześćdziesięciu. Rzutuje to oczywiście na jakość opieki nad chorymi – Caritas jest w tej sytuacji zmuszona przerwać opiekę nad 220 obłożnie chorymi. A są to często osoby, które wymagają codziennych wizyt i rehabilitacji. Teraz muszą szukać pomocy w innych placówkach, gdzie trzeba często czekać kilka miesięcy i dłużej na swoją kolejkę.

Wszystkie te argumenty Caritas podnosiła w pismach odwoławczych kierowanych do śląskiego oddziału NFZ. Zostały one jednak odrzucone przez Fundusz, który tłumaczy, że komisja konkursowa rozstrzygająca o wyłonieniu konkretnych oferentów działała, zachowując wszelkie obowiązujące procedury. Jeśli natomiast chodzi o kwestię zwolnień personelu, to takie ryzyko jest wpisane w prowadzenie każdej działalności. W tej sytuacji Caritas Diecezji Gliwickiej i Opolskiej będzie się ponownie odwoływać.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ritas.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 14 lip 2014, 08:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Lekarze bez głosu

Izabela Borańska-Chmielewska

Minister zdrowia ignoruje kluczowe poprawki do „pakietu kolejkowego”, zgłoszone przez samorząd lekarski oraz samorząd pielęgniarek i położnych.

Resort zdrowia nie aprobuje uwag i poprawek środowisk medycznych, które zostały poproszone o zaopiniowanie pakietu kolejkowego i onkologicznego. Szans nie mają też poprawki opozycji. Po drugim czytaniu w Sejmie pakiet wrócił do Komisji Zdrowia.

– Minister zdrowia chce chyba sam jednoosobowo odpowiadać za całą służbę zdrowia, uważa, że wie wszystko najlepiej. Chce się ze wszystkimi skonfliktować, zachowuje się w sposób arogancki wobec środowiska lekarskiego i pielęgniarskiego – uważa poseł Tomasz Latos (PiS), szef sejmowej Komisji Zdrowia.

Chodzi o projekty nowelizacji ustaw: o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych oraz o zawodzie pielęgniarki i położnej, a także o konsultantach w ochronie zdrowia.

Naczelna Rada Lekarska po wnikliwej analizie nowych przepisów sporządziła i zgłosiła do nich ponad 30 uwag. Pierwsze czytanie projektów ustaw odbyło się w środę na posiedzeniu Komisji Zdrowia. Według samorządu lekarskiego, Ministerstwo Zdrowia i posłowie koalicji rządzącej zamienili proces legislacyjny w farsę. „Najpierw przegłosowano, że wszystkie projekty ustaw będą omówione i przyjęte jednego dnia, mimo że materia jest obszerna, o dużym znaczeniu dla pacjentów i środowisk medycznych, a wszyscy partnerzy społeczni oraz posłowie opozycji postulowali o wnikliwą analizę zaproponowanych rozwiązań. W rezultacie obrady nad znaczną częścią przepisów toczyły się w porze nocnej i zakończyły prawie o północy” – alarmuje prezes NRL Maciej Hamankiewicz w liście do lekarzy. Jak poinformował, wszystkie poprawki zgłoszone przez reprezentantów 170-tysięcznej grupy zawodowej lekarzy i 300-tysięcznej grupy pielęgniarek i położnych zostały odrzucone bez jakichkolwiek wyjaśnień ministra. „Z zażenowaniem stwierdzam, że na większość naszych poprawek zgłoszonych w czasie prac legislacyjnych strona rządowa reprezentowana przez ministra Bartosza Arłukowicza odpowiadała, że ’stanowisko Rządu jest negatywne’” – pisze Hamankiewicz. „Władza wykazała się wyjątkowo bulwersującą arogancją” – dodaje.

Mechanizm kolejkowy
Naczelna Rada Lekarska postulowała m.in. poprawki w zakresie wprowadzenia wskaźnika skuteczności rozpoznania nowotworów, od którego uzyskania uzależnia się prawo lekarza podstawowej opieki zdrowotnej do wydawania kart leczenia onkologicznego. Lekarze argumentują, że jest to niedopuszczalne ograniczenie prawa wykonywania zawodu. Oczekiwano też wprowadzenia zmiany w sposobie wyceny świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych przez NFZ, tak aby uwzględnione zostały nie tylko bezpośrednie koszty świadczenia, ale także konieczne koszty związane z działaniem podmiotu udzielającego świadczenie. Lekarze postulowali stworzenie mechanizmu, który pozwoli chorym egzekwować prawo do świadczeń przez ustalenie mak- symalnego terminu oczekiwania na ich udzielenie. Po jego upływie pacjent mógłby, na koszt NFZ, wykonać daną procedurę w dowolnej placówce, np. za granicą.

NRL kwestionowała również konieczność wprowadzenia osobnego druku „karty leczenia onkologicznego”, która budzi zastrzeżenia w kontekście prawa pacjenta do ochrony tajemnicy leczenia. Popierając inicjatywę stworzenia szybkiej ścieżki diagnostycznej i leczniczej dla osób cierpiących na choroby nowotworowe, lekarze uważają, że stworzenie osobnej karty wyróżniającej się kolorem i kształtem niepotrzebnie ujawnia otoczeniu, że jej posiadacz cierpi na określony rodzaj schorzenia. Ponadto środowisko lekarskie domagało się zachowania statusu konsultanta krajowego jako eksperta współpracującego z ministrem zdrowia, a nie bezwolnego wykonawcy poleceń służbowych. I wykreślenia zapisów upoważniających NFZ do kontrolowania gabinetów lekarskich bez ograniczeń.

Także większość klubów parlamentarnych zgłaszała w piątek poprawki do projektów podczas ich drugiego czytania w Sejmie. Jak można było się spodziewać, posłowie PO zachwalali zawarte w projektach rozwiązania i namawiali do jak najszybszego ich przyjęcia. Natomiast poseł Czesław Hoc (PiS) po raz kolejny alarmował, że nie zapewniono odpowiednich środków finansowych na wprowadzenie proponowanych rozwiązań. Jego zdaniem, przesuwanie środków nie załatwi tej sprawy. W pakiecie przewidziano m.in. wprowadzenie skierowań do okulisty i dermatologa. Zdaniem posła Hoca, wręcz wydłuży to kolejki do tych specjalistów. Klub PiS nie poprze projektów i do wszystkich zgłosił poprawki.

Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz uważa, że pieniądze nie są najważniejsze przy tak głębokich zmianach systemowych. – Zawsze kiedy mówimy o pieniądzach, trzeba powiedzieć, że jest ich za mało. Nie znam kraju, w którym ilość środków na ochronę zdrowia jest wystarczająca – odpowiadał Arłukowicz. Przekonywał, że jeśli pieniądze mają być dobrze wydawane, obecny system trzeba przeorganizować, więcej wydawać na leki, mniej na łóżka szpitalne.

http://www.naszdziennik.pl/wp/85324,lek ... glosu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 20 wrz 2014, 07:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Gangsterstwo i lichwa zdominowały system opieki zdrowotnej. Już nie służy on ludziom tak jak miał, a służy tym, którzy chcą zarabiać i bogacić się na ludzkim cierpieniu, na ludzkiej niesprawności, na ludzkiej bezradności. Mamy liberalizm, mamy wolny rynek (panuje takie przekonanie, choć to nie jest prawda) i niech każdy martwi się sam o swoje zdrowie, a gdy mu nie starczy na wciąż rosnące koszty leczenia to niech .... zdycha.
Kto za tym stoi w Polsce? Oficjalnie PO, SLD, PSL bo to za ich rządów najwięcej Polakom odebrano.


Prawo do utraty wzroku

Ministerstwo Zdrowia zaostrza kryteria kwalifikujące do zabiegu zaćmy.

Ministerstwo Zdrowia ma pomysł, jak skrócić kolejki do zabiegu usunięcia zaćmy. Na listy oczekujących zamierza wpisywać tylko tych, których wzrok jest poważnie uszkodzony. Okuliści nie mają wątpliwości: to oślepianie ludzi.

Pani Ludmiła (zabieg miała w wieku 80 lat) z Bielska Podlaskiego czekała w kolejce na półgodzinny zabieg prawie rok. – To jest tak, że wszystko się robi zamazane, najgorzej, że nic nie można przeczytać. Dla kogoś takiego jak ja, kto dużo czyta, brak wzroku to jest po prostu śmierć – mówi kobieta.

Zaćma to choroba oczu prowadząca do zmętnienia soczewki. Jest jedną z przyczyn ślepoty. Polega na powstawaniu plamek lub zmętniałych obszarów na zwykle przezroczystej soczewce oka, co utrudnia promieniom świetlnym przedostanie się do siatkówki, a w konsekwencji prowadzi do upośledzenia ostrości wzroku. Im większe zmętnienia na soczewce oka, tym większe pogorszenie ostrości wzroku. Na zaćmę choruje w Polsce ok. 800 tysięcy osób. Obecnie, gdy tylko okulista stwierdzi proces mętnienia soczewki, pacjent z miejsca otrzymuje skierowanie na zabieg. Czas oczekiwania na operację może wynieść nawet dwa lata.

Resort zdrowia opracował jednak plan, który te kolejki miałby skrócić. Dostęp do tej operacji mają mieć tylko osoby w zaawansowanym stadium choroby. Decydujące ma być kryterium ostrości wzroku: pacjenci z zaćmą mogą zostać zakwalifikowani do zabiegu dopiero wtedy, gdy ostrość widzenia osiągnie 40 proc. – dostęp do tej operacji miałyby mieć tylko osoby w zaawansowanym stadium choroby, z utratą aż 60 proc. ostrości widzenia. Kwestię tę reguluje projekt rozporządzenia ministra z 12 sierpnia br., zmieniającego dotychczasowe zapisy regulujące kwestię świadczeń gwarantowanych.

W ocenie okulistów, takie postawienie sprawy spowoduje, że prawo do bezpłatnego leczenia zaćmy straci połowa pacjentów.

Co oznacza 60-procentowe uszkodzenie wzroku? W gabinetach okulistycznych znajdują się typowe tekturowe tablice do badania wzroku, z wypisanymi na nich na czarno rzędami literek i cyferek. Pacjent stoi przed nimi w odległości kilku metrów i czyta. Pacjent, który ma 60-procentowe uszkodzenie wzroku, z dziesięciu rzędów odczyta jednak tylko cztery pierwsze, największe. Pozostałych sześciu rzędów już nie widzi.

– Kryteria podane przez resort zdrowia są nie do przyjęcia. Wartość ostrości wzroku nie może wyłącznie decydować o tym, czy operować, czy też nie operować. Nie może to być kryterium jedyne i w pełni obligatoryjne – zdarzają się bowiem sytuacje, że zabieg musi być wykonany przy lepszej ostrości wzroku. Nie może też być tak, że arbitralne decyzje medyczne podejmują urzędnicy. To przecież lekarz, który kształci się w swoim kierunku przez wiele lat, ponosi całkowitą odpowiedzialność medyczną za pacjenta – komentuje prof. Jerzy Szaflik, właściciel prywatnej kliniki Centrum Mikrochirurgii Oka Laser. – Poza tym zaćma może przebiegać bardzo różnie – nie jest jednorodną chorobą o takich samych objawach. U każdego pacjenta może przebiegać inaczej – dodaje lekarz.

Operacja zaćmy nie jest skomplikowanym zabiegiem, a pacjent nie musi być długo hospitalizowany, czas pobytu w szpitalu na ogół nie przekracza dwóch dni. Koszt jednego zabiegu wynosi około 2,5 tysiąca złotych.

Jak podkreśla prof. Szaflik, były konsultant w dziedzinie okulistyki, rocznie w Polsce wykonuje się ok. 200 tys. zabiegów. – A powinno być ich przynajmniej o 100 tys. więcej. Niestety, pieniędzy z Funduszu jest tyle, ile jest – komentuje lekarz. Społeczeństwo się starzeje, a coraz nowocześniejsza medycyna jest coraz droższa. – Zaćma to tzw. ślepota odwracalna – po wykonaniu zabiegu wszystko wraca do normy. Jeśli jednak się go nie wykona na czas, pacjent po prostu traci wzrok. Im dłużej czeka się z zabiegiem, tym jest to mniej korzystne dla pacjenta. Dla lekarza oznacza to coraz trudniejszy zabieg – dodaje prof. Szaflik. Tego samego zdania jest Anna Woźniak-Szymańska, prezes Zarządu Głównego Polskiego Związku Niewidomych.

– Oczekiwanie na usunięcie zaćmy do czasu, gdy ostrość widzenia spadnie do 40 proc., w praktyce oznacza, że pacjenci będą zmuszeni do wieloletniego życia z pogarszającym się wzrokiem, uniemożliwiającym normalne funkcjonowanie: czytanie, prowadzenie samochodu itd. Ten pomysł to zgoda na to, by ludzie po prostu ślepli. Będzie to problem i dla chorego, i dla jego rodziny. Zaćma dotyka najczęściej osób starszych, które z reguły mieszkają już same. A które z racji niedołężności spowodowanej ślepotą skazane byłyby na kompletne inwalidztwo. Koszty społeczne będą zatem większe niż te związane z leczeniem zaćmy – wskazuje Woźniak-Szymańska. Zwraca przy tym uwagę, że pacjenci decydują się na operacyjne usunięcie zaćmy dopiero wtedy, gdy czują, że gorzej funkcjonują. Nikt nie decyduje się na tego typu operację zbyt pochopnie.

PZN w liście protestacyjnym do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza wyraża wątpliwości dotyczące intencji wprowadzenia takiego kryterium, pytając, czy chodzi np. „o pozorne zmniejszenie kolejek oczekujących na operacje zaćmy”, czy też o wymuszenie leczenia tego schorzenia z prywatnych środków pacjentów.

„Nie zgadzamy się na dzielenie Polaków na tych, których stać jest na prywatne leczenie, i na tych, których na to nie stać i muszą ślepnąć” – podkreśla Związek.

Resort tłumaczy, że projekt rozporządzenia jest jeszcze w trakcie uzgodnień. A wszelkie uwagi są przyjmowane i rozpatrywane. Nie wyklucza też, że kryteria usuwania zaćmy będą mogły zostać złagodzone i że o kierowaniu na zabieg nie będzie decydować ostrość wzroku. Pytanie tylko, kiedy i w jaki sposób.

– Dobrze byłoby, gdyby ministerialni urzędnicy nie brali się za wyznaczanie kryteriów, bo to należy do lekarzy specjalistów. Nie możemy wprowadzać medycyny urzędniczej. Minister Arłukowicz już niejednokrotnie pokazał jak bardzo zależy mu na służbie zdrowia, a efektem tego jest zupełna degrengolada tego sektora. Dlatego do tych obietnic podchodziłbym bardzo ostrożnie, zbliżają się wybory, pewne rzeczy muszą więc być łagodzone – konkluduje poseł Czesław Hoc, wiceszef sejmowej Komisji Zdrowia.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zroku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 11 paź 2014, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Zgon z powodu śmierci

Krzysztof Losz

Co roku rodziny prawie 25 proc. zmarłych nie wiedzą, co było przyczyną zgonu ich bliskich. Częściowo można to tłumaczyć brakiem kwalifikacji lekarzy do orzekania w tej materii, ale często dochodzi do celowego ukrywania tych przyczyn, aby na jaw nie wyszły błędy lekarskie, zakażenia szpitalne czy inne zaniedbania personelu.

W Polsce rodzina każdego zmarłego dostaje akt zgonu bliskiej osoby, który sporządza np. lekarz pogotowia, lekarz rodzinny lub ze szpitala w zależności od tego, gdzie i w jakich okolicznościach nastąpiła śmierć. I wydawałoby się, że nie ma nic prostszego niż wypełnienie rubryk w akcie zgonu, gdzie wpisywany jest czas śmierci (przynajmniej przybliżony) i jej powody. Sprawa oczywiście jest bardziej skomplikowana, gdy trzeba wykonać sekcję zwłok, bo np. doszło do morderstwa lub istnieje uzasadnione podejrzenie, iż człowiek został pozbawiony życia albo sekcja jest wskazana z innych powodów. Takich zdarzeń na tle wszystkich przypadków zgonów jest jednak niewiele.

Tymczasem okazuje się, że określenie przyczyny czyjejś śmierci nie jest wcale takie proste. Przynajmniej w Polsce. Jesteśmy bowiem krajem, w którym jakość informacji o przyczynach zgonów jest określana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako niska. Dlatego WHO wykluczyła Polskę z analiz porównawczych dotyczących przyczyn umieralności w różnych państwach świata w 2013 roku. I stało się to nie pierwszy raz. Decyzja WHO ma związek z tym, że aż 28 proc. zgonów ma niedokładnie określone przyczyny. Innymi słowy, lekarz w ponad co czwartym przypadku nie wie albo ukrywa to, na co umarł człowiek, którego akt zgonu wypisuje. Kiepską pociechą jest to, że podobne wykluczenie z raportu dotyczy np. Bułgarii, Grecji czy Argentyny.

Zmarł, bo zmarł
WHO wytyka naszym lekarzom, że w aktach zgonu nie wpisują kompletnych danych dotyczących całego łańcucha przyczyn (zazwyczaj chorób), które spowodowały śmierć człowieka. Albo dochodzi do sytuacji, że zapisy są nieprecyzyjne i wprowadzają w błąd. Eksperci wskazują, że w Polsce nagminne jest wpisywanie przez lekarzy do kart zgonów, że ktoś zmarł z powodu niewydolności wielonarządowej albo z powodu ustania krążenia i oddychania. Nierzadkie są przypadki podawania jako przyczyny śmierci starości. Część medyków idzie zaś po linii najmniejszego oporu i pisze, że przyczyna zgonu jest nieznana. Po prostu ktoś zmarł i tyle. Czytając takie akty zgonu, eksperci mówią złośliwie, że wynika z nich, iż „człowiek zmarł z powodu śmierci”. Banalnie.

Główny Urząd Statystyczny prowadzi dokładne sprawozdania dotyczące przyczyn zgonów i potwierdza obserwacje WHO. Wynika z owych danych, że bardzo często, bo w ponad 20 proc. przypadków (około 78,5 tys.) jako powód śmierci człowieka podawane są choroby układu krążenia, przy czym aż 87 proc. tych wskazań dotyczy osób w wieku 65 lat i więcej. 6 proc. zgonów (około 23 tys.) można określić jako spowodowane przez starość, a kolejne 2 proc. to – jak określa je GUS – nieokreślone nowotwory oraz zdarzenia o nieokreślonym zamiarze. Co więcej, GUS alarmuje, że rośnie odsetek tych wątpliwych zapisów w kartach zgonów, bo jeszcze w 2000 roku było ich niespełna 25 procent.

Tymczasem rzetelność informacji zapisanych w dokumentach dotyczących śmierci człowieka ma znaczenie nie tylko dla rodzin, które chciałyby znać przyczyny zgonu matki, dziadka czy dziecka. To jest także bardzo ważne z punktu widzenia polityki zdrowotnej państwa. Jeśli mielibyśmy dokładne informacje o przyczynach śmierci Polaków, wiedzielibyśmy bardzo dokładnie np., jakie problemy zdrowotne nas trapią, w jakich nowych kierunkach trzeba rozwijać programy naukowe na uniwersytetach medycznych, jakie programy profilaktyczne upowszechniać wśród Polaków, aby podnieść naszą zdrowotność.

Moglibyśmy też precyzyjniej określić, jakich lekarzy specjalistów nam brakuje, czy mamy wystarczającą liczbę oddziałów onkologicznych, kardiologicznych, pulmonologicznych i innych.

Na co oni umarli?
Kilka lat temu w mediach głośna była sprawa śmierci górnika spod Konina. Żona otrzymała akt zgonu, w którym było napisane, że „przyczyna śmierci nieznana”. Kobieta toczyła batalie sądowe, aby lekarz pogotowia wpisał konkretną przyczynę zgonu, ale nic nie wskórała. Zdaniem sądu, taki zapis był wystarczający do tego, aby mogła pochować męża, więc nie ma o co kruszyć kopii. Inny przypadek dotyczy śmierci pacjentki poddanej zabiegowi koronaroplastyki w szpitalu w Puszczykowie (Wielkopolska). Pacjentka zmarła, ale w akcie zgonu nie było informacji ani o przyczynie zgonu, ani dokładnej godziny śmierci.

Te przypadki zostały nagłośnione przez media, ale w większości rodziny muszą samotnie zmagać się z takimi problemami. Tak jak pan Mirosław (prosi o niepodawanie nazwiska), którego siostra kilka lat temu zmarła w jednym z warszawskich szpitali.

– Przechodziła w zasadzie drobny zabieg chirurgiczny, wszystko przebiegło dobrze, żad- nych komplikacji, a po kilku dniach młoda dziewczyna umiera. Powiedzieli, że przyczyną było „ustanie krążenia”. Podejrzewam, że mogło dojść do zakażenia i infekcji, a lekarze się nie przyznali do zaniedbań. Zastanawiam się, czy nie wytoczyć procesu szpitalowi. Tylko czy ma to teraz jakiś sens? – pyta mężczyzna.

Według Kazimierza Siatkowskiego, w niewyjaśnionych okolicznościach zmarła także kilka miesięcy temu siostra jego żony. Kobieta była chora na płuca, ale nie było to coś, co zagrażało jej życiu. Tak zresztą zapewniali medycy, którzy zajmowali się nią w szpitalu. Gdy zmarła, w akcie zgonu znalazła się adnotacja o tym, że śmierć nastąpiła z powodu niewydolności oddechowej.

– Złożyliśmy skargę do prokuratury, ale ta nie znalazła podstaw do wszczęcia postępowania – relacjonuje mężczyzna. Z podobnymi sprawami ludzie chodzą nawet do biur poselskich i senatorskich, ale interwencje i interpelacje składane przez parlamentarzystów niewiele pomagają.

Rodzinom chodzi o poznanie prawdy o przyczynach zgonu, bo zdarza się czasami, że z powodu tak lakonicznych zapisów powstają podejrzenia, że może ktoś z bliskich pomógł zmarłemu „przenieść się na tamten świat”. Informacje o powodach śmierci mają też wymiar finansowy. Wiele osób wykupiło polisy na życie i bardzo często wysokość odszkodowania zależy od tego, na co umarł ubezpieczony.

Jeśli jest to np. choroba zawodowa, wypłacone rodzinie odszkodowanie może być wyższe. Jeden z warszawskich policjantów opowiada nam historię swojego znajomego prawnika, którego kuzyn zmarł kilka lat temu. Akt zgonu był lakoniczny, jako powód śmierci lekarz wpisał ustanie krążenia. Ponieważ nie mogli się doprosić podania konkretnej przyczyny, ktoś powiadomił anonimowo prokuraturę, że jest podejrzenie, iż zmarły został zamordowany. Donos był na tyle wiarygodny, że prokurator zarządził sekcję zwłok. Okazało się wtedy, że mężczyzna zmarł z powodu przewlekłej choroby zawodowej. I dzięki temu zamiast 75 tys. zł odszkodowania, rodzina dostała dwa razy tyle, bo zmarły miał dodatkową polisę w swoim zakładzie pracy w ramach ubezpieczeń grupowych, która obejmowała właśnie takie przypadki.

Lekarze twierdzą, że tych wszystkich kłopotów z określaniem przyczyn zgonów byśmy nie mieli, gdyby w kraju powołano instytucję kornera, który – tak jak na Zachodzie – zajmowałby się wypisywaniem aktów zgonu. Na pewno mają rację, gdy wskazują na to, że studenci medycyny, a potem lekarze nie mają zapewnionych dobrych szkoleń. Ale nie wszystko da się tak prosto wyjaśnić.

Zakażenia, niedożywienie
Część zapisów w kartach zgonu jest fałszowana, aby ukryć błędy lekarskie lub zakażenia, do jakich dochodzi w szpitalach. Gdyby w takich sytuacjach prawda wyszła na jaw, szpitale, lekarze czy inni pracownicy medyczni narażaliby się na konsekwencje prawne i finansowe w postaci konieczności wypłaty wysokich odszkodowań.

– Szpital, w którym stwierdzono by przypadki zakażeń pacjentów, gdyby było ich dużo, straciłby też część pieniędzy z kontraktu podpisanego z Narodowym Funduszem Zdrowia, który mógłby nawet mu taki kontrakt wypowiedzieć – argumentuje Wojciech Strzelecki, ekspert od ubezpieczeń zdrowotnych. – Dlatego szpitale i ich personel nie mają interesu w tym, aby w wielu przypadkach przyczyny śmierci pacjentów były dokładnie opisywane – dodaje.

Oczywiście przypadki zakażeń się zdarzają, ale jeśli wierzyć oficjalnym statystykom, nie jest to u nas duży problem. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, gdzie – jak donosiła amerykańska prasa – stan bezpieczeństwa pod względem zakażeń stale się pogarsza w tamtejszych szpitalach. A przecież chyba nikt nie uwierzy w to, że poziom opieki medycznej w USA jest gorszy niż w Polsce. Tam w dodatku pacjenci lub ich rodziny mogą dochodzić ogromnych odszkodowań, więc tym bardziej placówki medyczne dbają o higienę.

Tymczasem co roku w USA umiera prawie 20 tys. osób z powodu zakażenia zarazkami. W Polsce ta liczba jest na pewno nie tak duża, choćby z powodu różnicy w liczbie ludności, ale z pewnością problem trudno uznać za marginalny.

Pan Piotr niedawno stracił matkę, która miała komplikacje po przeszczepie nerek. Jego zdaniem, powodem śmierci było najprawdopodobniej zakażenie, nie zdobył jednak jeszcze na to wystarczających dowodów – są na razie bardzo mocne poszlaki. Ale jego prywatne śledztwo, do którego wynajął też prywatnego detektywa, zaczyna przynosić efekty. – Jak zdobędę dowody, na pewno wszystko ujawnię publicznie – zapewnia.

Inne przyczyny zgonów w szpitalach, choć rzadkie, mogą wynikać z niedożywienia, ale tego też oczywiście w karcie zgonu się nie zapisuje. W Polsce badań na ten temat się nie prowadzi, ale znowu możemy posiłkować się danymi z innych państw. W Wielkiej Brytanii w 2013 roku prawie 300 osób zmarło w szpitalach, bo byli poważnie niedożywieni, a prawie 560 osób zmarło na skutek poważnego odwodnienia. Katherine Murphy, prezes brytyjskiego Związku Pacjentów, nie kryła, że te wyniki to wstyd dla jej kraju, a dla członków rodzin trauma, gdy dowiadywali się, że ich rodzice i dziadkowie umierali z głodu lub odwodnienia. A premier Wielkiej Brytanii David Cameron wezwał pielęgniarki i lekarzy do „staranniejszej opieki nad pacjentami”, robienia częstszych obchodów, sprawdzania, czy ludzie nie są głodni. Na Wyspach powszechne są też narzekania, że wiele szpitali traktuje chorych jako „przypadki medyczne”, a nie jako ludzi.

W Polsce niestety takich zdarzeń również nie można wykluczyć, zważywszy na skargi na szpitalne menu. Do tego dochodzą odleżyny, które też w pewnych sytuacjach mogą przyspieszyć zgon, a więc wszystko podpada pod zaniechania i zaniedbania podczas opieki nad chorymi. Zresztą podobne zdarzenia mogą także występować choćby w domach starców, o czym zresztą co jakiś czas jesteśmy informowani. Ale wiele spraw nigdy nie wychodzi na jaw.

Błąd? Jaki błąd?
W wielu krajach poważnym wyzwaniem dla służby zdrowia są błędy lekarskie. U nas problem jakby nie istniał. Adam Sandauer, szef Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere, od wielu lat stara się pomagać pacjentom, którzy padli ofiarą błędów lekarskich, i ich rodzinom. I niestety, co roku trafiają do stowarzyszenia tysiące skarg, wiele z nich dotyczy śmierci chorego, a podejrzani o doprowadzenie do zgonu są lekarze.

– Bardzo trudno jest to udowodnić, bo nasze prawo nie stoi po stronie pacjentów – uważa Adam Sandauer. I dodaje, że bardzo trudno jest znaleźć lekarza, który odważyłby się zeznawać w sądzie na niekorzyść innego lekarza, który jest oskarżany o błąd, który spowodował śmierć lub kalectwo pacjenta. Bo choćby zasady etyki zawodowej zabraniają lekarzom świadczyć przeciwko kolegom.

Z obserwacji Adama Sandauera wynika też np. i to, że najliczniejszą grupę wśród skarg napływających do SPPNN stanowią błędy okołoporodowe. W tych przypadkach pewnie rodziny są najbardziej zdeterminowane, aby dochodzić sprawiedliwości. Także prawnicy mają najwięcej spraw tego typu wśród pozwów kierowanych przeciwko szpitalom i lekarzom.

Ile osób umiera rocznie w Polsce z powodu błędów lekarskich? Rząd, Ministerstwo Zdrowia takich statystyk nie mają, nie zbierają ich też NFZ czy uczelnie medyczne.

Swoje wyliczenia przedstawili tylko naukowcy z Instytutu Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy oszacowali, że rocznie z powodu błędów lekarskich umiera od 7,5 tys. do 23 tys. osób. To tyle, ile ludności liczy wiele niedużych polskich miast. Do tego krakowscy naukowcy dodają 370 tys. osób trwale okaleczonych. Trzeba mieć jednak świadomość i tego, że wiele tych błędów udałoby się uniknąć, gdyby nie przemęczenie lekarzy pracujących na kilku etatach albo braki sprzętowe w szpitalach. To jednak już zupełnie odrębny problem.

http://www.naszdziennik.pl/wp/102685,zg ... ierci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 09 gru 2014, 07:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Jeżeli obecny rząd ma jakieś ambitne plany dotyczące zdrowia Polaków, a szczególnie osób starszych, to należy się bać.

Geriatria w dołku

Rząd ma ambitny program opieki nad starszymi ludźmi, głównie w sferze zdrowotnej. Ale chciałby go przeprowadzić bez obciążania wydatkami budżetu państwa.

Eksperci twierdzą, że tak nie da się tego zrealizować. Założenia Długofalowej Polityki Senioralnej w Polsce na lata 2014-2020 rząd przyjął w grudniu ub. roku. Celem polityki senioralnej w Polsce będzie, według dokumentu, „wspieranie i zapewnienie możliwości aktywnego starzenia się w zdrowiu oraz możliwości prowadzenia w dalszym ciągu samodzielnego, niezależnego i satysfakcjonującego życia, nawet przy pewnych ograniczeniach funkcjonalnych”. Plany rządu są więc ambitne, ale okazuje się, że dokument nie był poddany konsultacjom społecznym, nie dyskutowano o nim z ekspertami. Istotną częścią polityki senioralnej jest choćby zapewnienie starszym osobom odpowiedniej opieki medycznej –zwłaszcza w sytuacji, gdy stale będzie rosnąć liczba osób po 65. roku życia, których już teraz jest 6mln, a w 2030 roku będzie ich ponad 9 milionów. Tymczasem minister zdrowia Bartosz Arłukowicz nie pokusił się o to, aby o polityce senioralnej rozmawiać ze środowiskami lekarskimi i pielęgniarskimi. Dlatego Naczelna Izba Lekarska zaapelowała do rządu o przygotowanie wspólnie ze środowiskiem medycznym zmian systemowych w opiece senioralnej. Ponieważ to, co ministrowie przygotowali, budzi wiele zastrzeżeń.

Nic nie wydamy

Chodzi zwłaszcza o kwestie finansowe, bo rząd zakłada, że polityka senioralna nie będzie państwa nic dodatkowo kosztować. – Szczególny nasz sprzeciw budzi stwierdzenie, że „przyjęcie przez rząd tego dokumentu nie spowoduje dodatkowych kosztów dla sektora publicznego, a jego finansowanie będzie realizowane przez odpowiednią alokację środków finansowych będących w dyspozycji jednostek sektora finansów publicznych, przeorganizowanie dostępnych zasobów ludzkich oraz zadań stosownie do wyzwań związanych z postępującym procesem starzenia się populacji”. To oczywiste, że zmiany muszą kosztować, bez określonych źródeł finansowania program nie będzie z sukcesem realizowany – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Katarzyna Strzałkowska, rzecznik prasowy NIL.

Pod koniec sierpnia minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zapowiedział powołanie Narodowego Instytutu Geriatrii, który pełnić będzie funkcję centrum opieki medycznej nad osobami starszymi. Będzie to także miejsce szkoleń przyszłych lekarzy geriatrów oraz tych lekarzy, który już teraz zajmują się osobami starszymi. Pomysł wydaje się trafiony, choć medycy zastrzegają, że samo powołanie instytutu, zwiększenie liczby specjalistów czy oddziałów geriatrycznych nie rozwiązuje problemów opieki medycznej nad seniorami.

To pierwszy krok, bo rzeczywiście geriatrów mamy bardzo mało. –W Centralnym Rejestrze Lekarzy mamy zarejestrowanych 321 lekarzy geriatrów wykonujących zawód. To zdecydowanie za mało – podaje Strzałkowska. Jak poinformował nas rzecznik ministra zdrowia Krzysztof Bąk, w postępowaniu kwalifikacyjnym na specjalizacje lekarskie i lekarsko-dentystyczne przeprowadzanym w październiku br. minister Arłukowicz przyznał 2,5 tys. miejsc rezydenckich, w tym 83 miejsca w dziedzinie geriatrii, co nie było możliwe od 2011 roku. – Jest to jeden z elementów budowania kompleksowego systemu opieki medycznej nad osobami starszymi, obok m.in. realizowanego programu szkoleń dla lekarzy innych specjalności oraz pielęgniarek w dziedzinie geriatrii, systematycznego wprowadzania coraz większej liczby leków na listę refundacyjną oraz perspektywy utworzenia Narodowego Instytutu Geriatrii – podkreślił Bąk. Rzecznik poinformował również, że resort będzie się starał o pozyskanie środków finansowych na wdrożenie projektów dotyczących tworzenia odpowiednich warunków do jak najdłuższego utrzymania dobrego stanu zdrowia osób starszych, które mogłyby być realizowane w formie programów współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej, w ramach pespektywy finansowej na lata 2014-2020. Tylko że rząd nawet jeszcze nie wie, jakie projekty i za ile pieniędzy będzie można zrealizować.

Rzeczywistość wirtualna

W ocenie posła Tomasza Latosa (PiS), przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia, w Polsce polityki senioralnej jako takiej nie ma. –Wszystko, co opowiada minister zdrowia, jest jakąś wirtualną rzeczywistością. Najwyższa pora, aby politykę senioralną realizować i wdrażać, ale nie da się tego zrobić bez pieniędzy. Wystarczy zobaczyć, co dzieje się na szpitalnych korytarzach i w przychodniach. Mamy dobrze przygotowanych lekarzy, ale jest ich zbyt mało. Potrzebne są fundusze chociażby na tak podstawowe kwestie jak kształcenie kadr i wyposażanie szpitali i przychodni – podkreśla Latos.

Najwyższy odsetek osób po 50. roku życia w Polsce cierpi na nadciśnienie tętnicze, zapalenie stawów oraz doświadczyło zawału serca (około 1/5 kobiet i mężczyzn). Z danych zawartych w „Założeniach Długofalowej Polityki Senioralnej w Polsce na lata 2014-2020” wynika, że aż 63 proc. osób starszych uskarża się na trzy lub więcej dolegliwości, głównie ze strony narządu ruchu, krążenia, zaburzeń równowagi, nietrzymanie moczu, zaburzenia pamięci. Choroby, otępienie, pogorszenie funkcji narządów zmysłów, upośledzenie zdolności poznawczej i osłabienie siły mięśniowej prowadzi do uznania osoby w wieku 65 plus jako wymagającej odmiennego podejścia. Przekłada się to na konieczność innej organizacji opieki nad osobami starszymi niż nad młodszymi.

Poprawa sytuacji zdrowotnej seniorów wymaga nie tylko mądrych decyzji, ale nakładu niemałych pieniędzy. Z uwagi na istotny niedostatek liczby specjalistów geriatrii oraz geriatrycznych łóżek szpitalnych (jest ich ok. 600) konieczne jest zwiększenie kompetencji lekarzy innych specjalności, a przede wszystkim specjalistów chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej. Wprowadzona w 2011r. przez NFZ procedura – Całościowa Ocena Geriatryczna – dotyczy obecnie tylko lecznictwa zamkniętego. W Polsce są jedynie 34 oddziały geriatryczne i wynik ten sytuuje nas bardzo niekorzystnie na tle innych państw Unii Europejskiej.

Jak wykazały badania ankietowe Głównego Urzędu Statystycznego, tylko co ósmy mieszkaniec naszego kraju w wieku powyżej 65 lat ocenia swój stan zdrowia jako co najmniej dobry, 45 proc. zadeklarowało, że jest „taki sobie” – ani dobry, ani zły, a pozostałe 42 proc. określiło go jako zły lub bardzo zły. Wśród 32 krajów sklasyfikowanych pod względem samooceny stanu zdrowia wśród starszych osób Polska zajmuje czwarte miejsce od końca. Gorzej swój stan zdrowia ocenili jedynie starsi mieszkańcy Węgier, Łotwy i Litwy. Najlepiej o swoim zdrowiu wypowiadają się seniorzy z Norwegii, Szwecji i Szwajcarii. GUS wskazuje, że relatywnie zły stan zdrowia osób starszych widać, jeżeli rozpatrzymy np. częstotliwość długotrwałych problemów zdrowotnych czy chorób przewlekłych, które zadeklarowała ponad połowa osób starszych. Mniejszą sprawność narządów, słabszą mobilność lub ograniczenia w codziennym funkcjonowaniu wskazało prawie 60 proc. osób w wieku powyżej 65 lat, a wśród osób w bardzo zaawansowanym wieku – aż 80 procent.

Izabela Borańska-Chmielewska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... dolku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 18 gru 2014, 06:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Kuglarze i oszuści decydują o ochronie zdrowia

Ze Zdzisławem Szramikiem, wiceprzewodniczącym Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, rozmawia Mariusz Kamieniecki Od nowego roku w życie wchodzą pakiety: onkologiczny i kolejkowy, które w założeniu mają służyć pacjentom. Dlaczego środowisko lekarskie nie pozostawia na tych pomysłach suchej nitki? – Pakiety onkologiczny i kolejkowy to kolejne ekipy rządzącej Polską oszustwo, które polega – jak zwykle – na pozorowaniu reform, pozorowaniu zmian. Natomiast prawda jest taka, że mamy do czynienia z próbą przesunięcia wąskiego gardła z jednego miejsca w drugie. Obiecuje się pacjentom gruszki na wierzbie, że będą leczeni bez kolejek, tzn. że nie będzie limitowania leczenia chorób nowotworowych, ale diagnostyka chorób de facto będzie limitowana. W tej roli sędziów czy też bramkarzy próbuje się postawić lekarzy, którzy mają odpowiadać finansowo, dyscyplinarnie za wszelkie „wykroczenia” przewidziane przez rygorystyczne przepisy. To powoduje, że de facto nie są to żadne zmiany. Jeżeli zakłada się normę wykrycia 1 nowotworu na 15 badań, to jest to zwykła przewrotność i złośliwość. Za urzędniczego biurka świat wygląda inaczej niż jest w rzeczywistości. Dlatego propozycje rządu uważamy za nieuczciwe, które w założeniu kolejny raz mają skierować na lekarzy całe odium nienawiści pacjentów za zły, niewydolny system ochrony zdrowia. Chce Pan powiedzieć, że pakiety w rzeczywistości zagrażają bezpieczeństwu pacjentów? – Cały system ochrony zdrowia w Polsce jest świadectwem nieudolności tego rządu i zagraża pacjentom, bo jest niewydolny. Natomiast to, co w tej chwili się robi, jest jedną wielką mistyfikacją. Usiłuje się zawoalować faktyczne przyczyny katastrofalnej sytuacji i scedować całą odpowiedzialność za ten stan rzeczy na lekarzy. To jest nieuczciwość, która jest wbudowana w ten system praktycznie od zawsze, a polega na tym, żeby tylko znaleźć innego winnego i na nim skupić uwagę społeczeństwa. Tak było w socjalizmie, kiedy wmawiano, że system jest dobry, tylko zawinił człowiek. Tu jest podobna zasada, a niekiedy także i ludzie, którzy w tamtym systemie pracowali i zdobywali doświadczenia sięgające swoimi korzeniami jeszcze do CzK albo SB i dziś ci sami ludzie bądź ich wychowankowie, pracując, przygotowują takie, a nie inne strategie. To ma na celu ukrycie prawdziwych niedoborów. Cała onkologia sprowadza się do tego, żeby wykryć nowotwór, kiedy jest on jeszcze we wczesnej fazie, bo wtedy leczenie może być skuteczne. Jeżeli nowotwór jest we wczesnym stadium, to nie daje on typowych, oczywistych objawów, ale jest skąpoobjawowy albo wręcz bezobjawowy. Żeby znaleźć nowotwór w takim stadium, należy przesiać dużo ludzi nawet z niewielkim podejrzeniem choroby. Natomiast 1 na 15, jak ustala resort zdrowia, to nie jest norma dla medycyny. Owszem, to może być norma dla fabryki zabawek przy taśmie, a nie w odniesieniu do życia i zdrowia człowieka. Jeżeli tak będziemy podchodzić do sprawy, to lekarze nie będą mieli szans na realizację swojej misji. Jednak z drugiej strony jest to dla tego chorego systemu powód do obarczania lekarzy odpowiedzialnością, i o to tu chodzi. Wraz z pakietem onkologicznym wprowadzony ma być pakiet kolejkowy… – System ma obejmować całość świadczeń, gdzie poszczególne elementy mają ze sobą współdziałać. W tym wypadku kolejki spod gabinetów specjalistycznych przeniosą się pod gabinety lekarzy rodzinnych. „Słynna” zielona karta ma 7 stron do wypełnienia, czy wyobraża pan sobie, że lekarz, który pod drzwiami ma oczekujących w kolejce 50-60 osób, będzie ją wypełniał nawet pół godziny…? Przecież to wywoła niezadowolenie pacjentów. Do tego dochodzi presja na lekarza, bo pacjent może się buntować, bo niby dlaczego ktoś dostał taką kartę, a on nie. Na porządku będą pytania typu: panie doktorze, czy pan mi zagwarantuje, że ja nie mam nowotworu…? To jeszcze bardziej pogorszy relacje na linii pacjent – lekarz. Natomiast prawdziwi sprawcy tego całego zamieszania będą się cieszyć i zacierać tłuste łapki z radości, że kolejny raz udało im się skłócić pacjentów z lekarzami i przynajmniej na jakiś czas oddalić zainteresowanie od siebie. W przyszłym roku zgodnie z zapowiedzią ministra Arłukowicza ma być więcej pieniędzy o ok. 800 milionów złotych na ochronę zdrowia? – Problem jest w tym, że podaje się kwoty, które mają się nijak do rzeczywistości. Jeżeli mowa jest np. o podwyżce o 40 złotych na pacjenta, to większość ludzi zrozumie to, że jest to kwota miesięczna, tymczasem jest to kwota roczna, co daje niewiele ponad 3 złote miesięcznie. O jakiej zatem kwocie mówimy… Niezmiennie stoję na stanowisko, że Bartosz Arłukowicz to kuglarz i oszust, podobnie jak jego poprzedniczka i tutaj nic się nie zmieniło. Od lat mamy cały czas te same metody, może z jedną zmianą – większa jest tuba propagandowa. To wszystko sprawia, że ten pakietowy manewr się nie uda, bo udać się nie może, podobnie jak wszystkie poprzednie tricki typu wyciąganie królika z kapelusza, w czym Ministerstwo Zdrowia specjalizuje się od lat. Nie ma natomiast sensownych, rzetelnych reform, konkretnych działań, które ułatwiłyby czy poprawiłyby dostęp Polaków do świadczeń medycznych. Mamy za to ciągłe mieszanie tej samej herbaty, w której nie ma cukru. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy zaapelował do premier Ewy Kopacz i ministra Bartosza Arłukowicza o wstrzymanie tzw. pakietu onkologicznego. Czy był jakiś odzew? – Niestety nie. Przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo. Zresztą, prawdę mówiąc, nie spodziewam się żadnej merytorycznej odpowiedzi, bo rząd, a Ministerstwo Zdrowia w szczególności robią wszystko, żeby unikać konkretów. Dlatego w ramach tuby propagandowej mamy mnóstwo deklaracji, pustych słów i nic więcej. To wszystko przypomina balon pustych obietnic, który obawiam się, bardzo szybko pęknie. Lekarze POZ mają czas do końca roku, by podpisać nowe umowy z NFZ, ale zapowiadają, że tego nie uczynią. Czy od 1 stycznia czeka nas paraliż w służbie zdrowia? – Myślę, że aż tak źle nie będzie, bo nawet jeśli lekarze nie podpiszą umów, to gabinety będą czynne, natomiast lekarze będą wystawiać rachunki. Skończy się tak, że pacjenci będą musieli iść do Narodowego Funduszu Zdrowia po zwrot pieniędzy. To może być niemały problem, czy jest jednak szansa na kompromis? – Nie będę owijał w bawełnę i powiem uczciwie, że bardzo chciałbym, aby tego kompromisu nie było. Tych kompromisów mieliśmy już wiele i za każdym razem do niczego one nie prowadziły. Może już czas skończyć z tym wielkim oszustwem, może już czas, żeby skończyć z kuglarstwem, marnowaniem czasu i ludzkiego zdrowia. Może w końcu zróbmy coś dobrego. Polacy zasługują na to, aby w europejskim kraju, który mieni się krajem demokratycznym, był uczciwy, wydolny i dobry system ochrony zdrowia gwarantujący bezpieczeństwo zdrowotne obywatelom, a nie system oparty na oszustwie, kuglarstwie, gdzie wszystko działa na zasadzie: ratuj się kto może! Mam poważne obawy, że ewentualny kompromis byłby kolejną grą na czas, co ten rząd uprawia z lubością. Czemu ma służyć ta gra na czas? – W systemie ochrony zdrowia w Polsce brakuje, lekko licząc, ponad 20 miliardów złotych. Jeżeli sumę tę podzielimy przez 365 dni w roku, to otrzymamy kwotę pięćdziesięciu kilku milionów złotych dziennie. Zatem każdy dzień to czysta żywa gotówka, która poprzez gierki i uniki zostaje w kasie państwa, które w Konstytucji gwarantuje każdemu obywatelowi dostęp do świadczeń medycznych. Tymczasem mamy oszczędzanie kosztem życia i zdrowia pacjentów, którzy nic nie mogą poradzić, że żyją w tak rządzonym kraju. Takie działania mogą podejmować tylko ludzie całkowicie wyzuci z sumienia. Myślę, że to jest najważniejszy, a być może jedyny powód, dla którego w Polsce nie ma i przy takim podejściu jeszcze długo nie będzie dobrego systemu opieki zdrowotnej. Nie ma innego powodu, dla którego w centrum Europy funkcjonuje coś tak nielogicznego, niewydolnego i złego, na co wszyscy psioczą, a wydaje im się, że tak musi być. To tak jak za socjalizmu, gdzie musiała być przyjaźń polsko-radziecka, a dlaczego…?, bo tak… Proszę mi wierzyć, taka ocena nie wypływa z żadnej złośliwości z mojej strony, ale naprawdę nie widzę innego wytłumaczenia tych szkodliwych społecznie działań rządzących. Wraz z początkiem nowego roku pacjentów czeka kolejna niespodzianka, żeby dostać się do okulisty czy dermatologa, konieczne będzie skierowanie. Jak ocenia Pan ten pomysł? – Bez wątpienia wydłuży to kolejki pod drzwiami lekarzy rodzinnych. Oni już są na granicy wydolności, dlatego że ilość pacjentów, wobec których wykonują świadczenia, jest większa niż w krajach zachodnich. W Polsce lekarz rodzinny ma pod opieką 2,5 tysiąca, w wyjątkowych przypadkach 2 tysiące pacjentów, bo takie są wymogi NFZ. Natomiast na Zachodzie lekarze mają o połowę mniej pacjentów niż w Polsce. Jeżeli w życie wprowadzi się jeszcze skierowania do dermatologa czy okulisty plus zielone karty onkologiczne, to lekarze rodzinni będą mówiąc kolokwialnie, tak zawaleni pracą, że pozostanie im tylko biurokracja, a dla pacjenta nie będzie już czasu. To najlepiej świadczy, że obecna władza nie ma żadnego pomysłu, a jedynie gra na zwłokę, bo każdy dzień przynosi im profity. Dziękuję za rozmowę. Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rowia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kogo dziś obchodzi jeszcze zdrowie Polaków?
PostNapisane: 05 lut 2019, 20:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Polska strefą wolną od 5G

dr. Jacek Nowak jacek.nowak3@wp.pl

Zaproszenie na międzynarodową konferencję pt. "Polska strefą wolną od 5G", która odbędzie się 28 lutego br. w Krakowie.

Cytuję z tego zaproszenia:

„ Celem jej jest zwrócenie uwagi na i omówienie bardzo konkretnych zagrożeń, jakie niesie ze sobą pospieszne i nieprzemyślane wprowadzanie do Polski technologii komunikacyjnych piątej generacji (5G).
(...) dopuszczalny poziom elektromagnetycznego skażenia środowiska ma wzrosnąć stukrotnie dla wyższych częstotliwości używanych przez 5G

(JN – źródło: 1. OSR do projektu ustawy UD172, https://mc.bip.gov.pl/prawo-i-prace-leg ... ustaw.html ), co oznacza, że w kilkuletniej perspektywie możemy stanąć wobec katastrofy zdrowotnej i ekologicznej.

Z uwagi na wyjątkowe znaczenie tej sprawy dla bezpieczeństwa państwa i każdego obywatela, a stąd dla dalszego trwania naszego narodu, zwracamy się z gorącą prośbą do wszystkich adresatów tego listu o zapoznanie się z poniższymi materiałami oraz przyjęcie naszego zaproszenia.

UWAGA! Więcej o konferencji: http://mywolniludzie.net/wydarzenia/pol ... luty-2019/


W opinii polskich i światowych ekspertów, z którymi jesteśmy w kontakcie, ani rządy, ani operatorzy telefonii komórkowej nie przeprowadzili żadnych badań długofalowych skutków epidemiologicznych stosowania tej technologii.

Z drugiej strony, naukowcy o światowej renomie dysponują tysiącami opublikowanych badań, z których wynika jednoznacznie, że już istniejący poziom skażenia PEM przyczynia się do światowych epidemii chorób cywilizacyjnych (nowotwory, cukrzyca, choroby kardiologiczne i neurodegeneracyjne). Np.: https://www.youtube.com/watch?v=gGleLwIdJco


Szerokie gremia lekarzy i naukowców apelują o natychmiastowe moratorium na rozwój tej kontrowersyjnej technologii podnosząc argument groźby depopulacji i zniszczenia całych ekosystemów: https://www.5gspaceappeal.org/the-appeal (zakładka: Polski)”

Osobiście zachęcam do wysłuchania krótkiego, treściwego wykładu prof. Olle Johansona (21 minut) https://www.youtube.com/watch?v=gGleLwIdJco na konferencji Urzędu m. Krakowa we wrześniu 2018

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=44


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /