Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Rachunek za niemieckie zbrodnie

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 13 wrz 2017, 18:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Dla Niemców skarb, a dla nas horror. Za okupacji też Niemcy mogli mówić, że stosunki z Polską to skarb.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 15 wrz 2017, 10:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wprawo.pl/2017/09/14/niemcy-na-k ... reparacji/

Niemcy na kolanach przed Polską! Polityk od Merkel błaga Polaków, by nie nagłaśniać tematu reparacji
Przez Last updated Wrz 14, 2017

Niemieccy politycy zrozumieli, że ich wieloletnia polityka historyczna może wkrótce legnąć w gruzach. Cały świat dowie się bowiem o tym, kto jest prawdziwym sprawcą zbrodni z II wojny światowej, oraz że Niemcy nie wypłaciły Polsce – jako jedynej – reparacji za zniszczenia i masowe mordy.
Nasi zachodni sąsiedzi przez lata konsekwentnie i skutecznie wybielali się z odpowiedzialności za drugą wojnę światową. Doszło nawet do tego, że w wielu miejscach na zachodzie ludzie są przekonani, że holokaustu dokonali Polacy. Jednak wraz z tematem reparacji, których chce od Niemiec domagać się Polska, wracają do Berlina koszmary przeszłości.
Poseł CDU Karl-Georg Wellmann błagalnym tonem w wywiadzie dla „Deutsche Welle” zaapelował do Polaków, by nie nagłaśniać tematu reparacji. Niemcy stanęli zatem w rozkroku – nie chcą płacić, ale i nie chcą, by o sprawie rozpisały się media na całym świecie.
– Nagłaśnianie tego tematu (reparacji – red.) w tej chwili jest politycznie bardzo niezręczne. Polska jest w dużym stopniu zdana na integrację z Unią Europejską – politycznie jak i gospodarczo. Polska bardzo na tym korzysta – przekonuje w wywiadzie dla „Deutsche Welle” Wellmann. Ma nadzieję, że to przekona rząd w Warszawie do „opamiętania się”.
Niemiecki polityk stara się też na nowo przekonać Polaków, że dostają pieniądze od Unii. – Mam obawy, że temat reparacji zaszkodzi relacjom polsko-niemieckim. Głównie dlatego, że dużo pieniędzy popłynęło już z Niemiec do Polski. Polska co roku dostaje około 14 miliardów euro z Brukseli, co umożliwia krajowi szybki rozwój gospodarczy – stwierdził. Dane EUROSTATU mówią jednak co innego (ZOBACZ TEŻ: Unia dotuje Polskę? Jest na odwrót!).
Faktem jest jednak, że Polska jest niezwykle zdeterminowana. Zwłaszcza prezes partii rządzącej Jarosław Kaczyński. Nasz rząd zauważa i zaznacza, że Niemcy przez lata wypłacali pokaźne odszkodowania m.in. Francji, Wielkiej Brytanii, Stanom Zjednoczonym, środowiskom żydowskim i Izraelowi. Polskę natomiast pominięto, choć to nasz kraj poniósł największe straty zarówno w ludności, jak i infrastrukturze. Rząd Beaty Szydło dowiódł już, że nasz kraj nigdy nie zrzekł się prawa do roszczeń, a ponowne podniesienie tematu jest zasadne.

Źródło: newsweb.pl – wejdź na portal


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 18 wrz 2017, 20:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Jarosław Kaczyński o słowach szefa MSZ Niemiec dot. reparacji: to próba uniknięcia sprawiedliwości

Obrazek
kaczynski fot. PAP/Marcin Kmieciński


To są słowa, które są próbą wykręcania się Niemców od tego, co jest aktem sprawiedliwości - tak prezes PiS Jarosław Kaczyński skomentował wypowiedź szefa MSZ Niemiec Sigmara Gabriela dot. polskich roszczeń reparacyjnych. Przed nami pewnie długa walka, mam nadzieję, że zwycięska - podkreślił.

W sobotę niemiecki tygodnik "Der Spiegel" poinformował, że minister spraw zagranicznych Niemiec Sigmar Gabriel odrzucił polskie roszczenia reparacyjne za zniszczenia dokonane przez Niemcy w Polsce w czasie drugiej wojny światowej.
"Roszczenia reparacyjne byłyby próbą pogorszenia bliskich i dobrych relacji, jakie przez lata rozwinęły się między Niemcami a Polską" - powiedział Gabriel cytowany przez "Spiegla".
Kaczyńskiego ocenił w poniedziałek w rozmowie z dziennikarzami, że słowa Gabriela "są próbą wykręcania się Niemców od tego, co jest aktem sprawiedliwości".
"Jeżeli dojdzie do wypłacenia tych reparacji, to będzie to po prostu akt sprawiedliwości" - dodał prezes PiS. Według Kaczyńskiego "Niemcy nie chcą płacić". "Przed nami pewnie długa walka, mam nadzieję, że zwycięska" - podkreślił prezes PiS.
Według Gabriela niemiecki rząd powinien obecnie, jego zdaniem, "zachować spokój". Polityk SPD zaznaczył, że relacje między Polską a Republiką Federalną nigdy nie były lepsze, a ludzie sobie bliżsi, niż teraz. "Chcemy, aby tak było nadal" - powiedział Gabriel.
Podczas lipcowej konwencji Zjednoczonej Prawicy szef PiS Jarosław Kaczyński wyraził opinię, że Polska nigdy nie otrzymała odszkodowania za gigantyczne straty wojenne, których "tak naprawdę nie odrobiliśmy do dziś".

Zgodnie z ekspertyzą Biura Analiz Sejmowych w sprawie reparacji wojennych, zasadne jest twierdzenie, że Polsce przysługują od Niemiec roszczenia odszkodowawcze.
Natomiast z opublikowanej wcześniej opinii zespołu naukowców Bundestagu wynika, że polskie roszczenia reparacyjne są bezzasadne.
Szef MSZ Witold Waszczykowski odnosząc się w rozmowie z PAP do reparacji od Niemiec, ocenił, że "kiedy będziemy mieli jasność, co do kwestii prawnej, strat ludzkich, gospodarczych, to trzeba będzie te elementy osadzić w pewnym kontekście bieżącej polityki międzynarodowej, bilateralnej polityki polsko-niemieckiej i to wymaga decyzji daleko wykraczającej poza MSZ".
Jak podkreślił, "potrzeba więcej analiz, ponieważ różne decyzje były podejmowane w różnych sytuacjach, np. te z 1953 r. Mieliśmy wtedy do czynienia z zupełnie inną Polską, pytanie, czy suwerenną, czy decyzje były też suwerennie podejmowane w NRD, czy też w obu przypadkach nie podjęto ich pod wpływem dominacji w tej części Europy Związku Sowieckiego".
Według ministra spraw zagranicznych "to są liczne wątpliwości, które mogą prowadzić do pytania, czy taka decyzja w ogóle została podjęta, czy ma jakąś wartość w prawie międzynarodowym".

PAP

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/pol ... 1190704267

To że obecnie Polska wystąpiła do Niemiec o odszkodowanie za ich zbrodnie, na pewno ma również związek z nachalną nagonką niemiecką realizowaną przez unijnych biseksów, ale wydaje mi się, że Polska dostała mocną zachętę od Trumpa, aby poprzez ten manewr osłabić Niemcy.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 21 wrz 2017, 20:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Kochajmy się jak bracia a liczmy się jak Żydzi

W toczącej się dyskusji na temat reparacji wojennych nie brak zdań w których nie stawia się kropki nad i. Nie brak też paradoksów, choć trochę brak tych, którzy je artykułują.

Jest mocny paradoks strachu. Jeżeli my będziemy zajmować twarde stanowisko w sprawie reparacji od Niemiec to Niemcy w końcu zażądają od nas zwrotu Ziem Odzyskanych. Lepiej jest zatem siedzieć cicho. Ale w tej postawie siedzenia cicho pod miedzą jest właśnie ten brak kropki na i. Albowiem skoro oni mogą od nas zażądać i to jeszcze zażądać skutecznie Ziem Odzyskanych to znaczy, że widzimy naszych dobroczyńców nadal w strojach Wermachtu z epoki A. Hitlera: gotowych do wywołania wojny, wkroczenia militarnie na terytorium obcego państwa. Wprawdzie Naziści wyemigrowali z Niemiec, ale jakiś spadek duchowy pozostał.

Mocny jest też paradoks konsekwencji: jeżeli my będziemy żądać reparacji to oni będą żądać Ziem Odzyskanych. Brak w tym kolejnej kropki nad i, która mogła by brzmieć tak: nie byłoby tego problemu, gdyby Wasi Naziści, których przyjęliście gościnnie do swojego kraju nie doprowadzili do koszmaru II wojny światowej. Nie bylibyśmy państwem niesuwerennym i zniszczonym, gdyby nie niemieckie szaleństwo. To, co my straciliśmy i to, co Wy straciliście to są konsekwencje. Ale nie można w skutkach konsekwencji równo obciążać i kata i ofiary. My oczywiście rozumiemy, że Naziści wyemigrowali, ale trochę zrabowanych dzieł sztuki zostawili jednak w Niemczech. Trochę a nawet więcej niż trochę tego szabrowanego dziedzictwa pozostało w rodzinnych stronach Helmuta i Helgi.

Jeżeli jest inaczej to wskażcie nam drogę do Nazilandu.

Bardziej już poważnie: tak jak w Polsce nie było dekomunizacji tak i w Niemczech nigdy nie było denazyfikacji. Był proces w Norymberdze i to w zasadzie jest koniec denazyfikacji. Reszta to mit.

Może najlepiej ten mit opisał dziennikarz GW Wojciech Orliński i jemu oddaję głos: "Polska prawica od kilkunastu lat karmi się mitem denazyfikacji – tezą, że gdyby w Niemczech nie przeprowadzono w 1945 roku denazyfikacji, władzę w polityce i gospodarce przejęliby spadkobiercy nazistów. Teza ta jest o tyle niemądra, że wkrótce po wojnie eks-naziści faktycznie objęli władzę w polityce i gospodarce a sama denazyfikacja była kompletną fikcją. (…) Mój ulubiony przykład tego mitu to prezydent RFN Heinrich Lubke, który zaprojektował standardowy barak obozów koncentracyjnych oraz oczywiście Hans Martin Schleyer – członek Hitlerjugend od 1931 i SS od 1933 roku, po wojnie zaś członka zarządu Daimler-Benz i szefa niemieckiego związku pracodawców".

A Hans Globke? Robił karierę w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych III Rzeszy i jako prawnik był autorem komentarza do Norymberskich Ustaw Rasowych. Pomimo tak ewidentnej działalności, nic nie stało na przeszkodzie, by – w swoim czasie - został on zaufanym człowiekiem kanclerza Konrada Adenauera.

Ów mit denazyfikacji potwierdza to w jednym ze swoich wywiadów niemiecka historyk Kathrin Kompisch burząc przy okazji inny mit: mit niewinnych niemieckich kobiet: "Po wojnie w Niemczech z kobiet zrobiono święte. Niemcy bardzo chcieli mieć chociaż jedną część społeczeństwa, która zachowałaby czystość i niewinność. Padło na kobiety, które zgodnie z wszechobecnym stereotypem zajmowały się domem i nie uczestniczyły w życiu publicznym. Historie kilku wyjątkowo bezwzględnych sadystek stały się wyjątkami potwierdzającymi regułę. Nikt nie chciał przyznać, że była to tylko część szerszego problemu współodpowiedzialności kobiet za nazizm" Prawda jest zaś taka, że w organizacjach takich jak Narodowosocjalistyczny Związek Kobiet, Służba Pracy Kobiet, Niemiecki Czyn Kobiet, działający na wsi Stan Żywicieli Rzeszy, sportowa organizacja Siła przez Radość, przeznaczony dla nastolatek Związek Niemieckich Dziewcząt i wiele innych podobnych było zrzeszone "kilkanaście milionów Niemek".

Aby uzmysłowić sobie skalę powszechności w zafascynowaniu ideami Hitlera do tych Niemek należy dodać ponad 7 milionów chłopców i dziewcząt w Hitlerjugend i 7,5 milionów członków w NSDAP.

Wchodząc głębiej w meandry mitu denazyfikacji należy powiedzieć, że to poczucie winy politycznej i moralnej narodu niemieckiego, które było autentyczne i bliskie takim intelektualistom jak Karl Jaspers nie było powszechne. Natomiast powszechnie – po zakończeniu II wojny światowej - zostało odrzucone. Niemcy, przede wszystkim i wbrew wszystkiemu, czuli się ofiarą - mieli gorzkie poczucie upokorzenia bezwarunkową kapitulacją, przymusowymi wysiedleniami z obszarów wschodnich, okupowaniem kraju przez cztery zwycięskie mocarstwa. Ale nie tylko o to chodzi: jak mówi prof. Anna Wolff-Powęska: "Rozmiary uczestnictwa w nazistowskim państwie były tak duże, że ukaranie winnych doprowadziłoby do paraliżu państwa". Do paraliżu w dosłownym tego słowa znaczeniu - bo odsunięcie Niemców zaangażowanych w nazizm od jakiegokolwiek uczestnictwa w życiu politycznym, naukowym, publicznym spowodowałoby pogrążenie się na lata w gospodarczym chaosie. Tony Judt w swojej książce „Powojnie” („Powojnie. Historia Europy od roku 1945”, Poznań 2008, s. 74) napisał: „8 maja 1945 r., gdy zakończyła się wojna w Europie, w Niemczech było 8 milionów nazistów. W Bonn 102 na 112 lekarzy było wówczas lub wcześniej członkami NSDAP. W zniszczonej Kolonii z 21 specjalistów od miejskich wodociągów i kanalizacji – których umiejętności miały fundamentalne znaczenie dla ich odbudowy oraz zapobiegania szerzeniu się chorób – 18 było nazistami. (...) Nie było mowy, żeby ich po prostu usunąć z życia publicznego”.

Co jest dla mnie w Niemcach jako narodzie przerażające: niemiecka praworządność. W procesach norymberskich zasadniczą linią obrony oskarżonych było twierdzenie, że winni są inni a oni tylko byli posłuszni rozkazom. To się nie zmieniło. Mogą się zmienić rozkazy, ale duch bezmyślnego i bezdusznego posłuszeństwa dla rozkazów pozostał (vide: sprawa nielegalnych imigrantów).

Nie ma co się oszukiwać: bycie nazistą w Niemczech nie przeszkadzało w zrobieniu jakiejkolwiek kariery po upadku III Rzeszy. Podróżowali Państwo kiedykolwiek z agencją turystyczną Neckermann? A zatem kilka słów o karierze Josefa Neckermanna. W początkach lat 30. był urzędnikiem bankowym. Po uchwaleniu ustaw rasowych młody Neckermann zaczął skupować żydowskie przedsiębiorstwa za bezcen. Korzystając na aryzacji gospodarki, przejął on kilka firm z branży tekstylnej, budując tym samym podwaliny swej późniejszej potęgi. W czasie wojny zajmował się produkcją odzieży dla robotników przymusowych i pracowników zbrojeniówki. Poza tym, jako dyrektor Centralnej Wspólnoty Pracy dla Odzieży, pilnował dostaw mundurów dla Wehrmachtu. Po wojnie próbował wskrzesić swoją firmę, ale został aresztowany. W 1948 r. został zakwalifikowany jako "sympatyk" NSDAP i nałożono na niego grzywnę. Jeszcze w tym samym roku założył firmę włókienniczą, która już kilka lat później rozrosła się do sieci domów towarowych sprzedających już nie tylko odzież, ale i cały szereg innych towarów. W latach 60. doszło do tego biuro podróży. Dzięki swoim sukcesom Neckermann stał się jednym z symboli cudu gospodarczego RFN. Neckermann startował również w zawodach jeździeckich. Kilka razy został mistrzem świata w ujeżdżeniu, a w latach 1964 i 1968 zdobył złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w konkursie drużynowym.

Harald Quandt Holding GmbH, której majątek jest wyceniany na 6 mld USD (obecnie rodzina Quandtów kontroluje 47% akcji BMW)? Historyk Joachim Scholtyseck opublikował w 2011 roku badania, z których wynika, że przemysłowe imperium Quandtów powstało dzięki pracy przymusowej dziesiątek tysięcy jeńców i przejęciu fabryk wcześniej należących do Żydów.

Ile można by takich historii opowiedzieć?

Więc w gruncie rzeczy: z czego i przed kim oraz kiedy tak naprawdę Niemcy się rozliczyli?

Warto sprawę postawić na ostrzu noża: tu nie chodzi tylko o wgląd w historię, ale poprzez historię w teraźniejszość. Historycy niemieccy (Frank Boesch i jego zespół naukowców z Centrum Badań Historii Najnowszej w Poczdamie ) odkrywali z przerażeniem, że ponad 50% kadry niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w roku 1970 należało do NSDAP (w roku 1961 - 66%). W 2005 roku ówczesny szef resortu spraw wewnętrznych, Otto Schily (SPD), twierdził bezczelnie, że w jego ministerstwie nie ma żadnej narodowo-socjalistycznej przeszłości, która wymagałaby zbadania. Przed takimi badaniami wzbraniał się także Thomas de Maizière a przecież był on szefem MSW całkiem niedawno, bo w latach 2009 - 2011.

To jest niemieckie dziedzictwo – rzeczywista niechęć do spojrzenia prawdzie w oczy i piękne słowa pod publiczkę: poczuwamy się do odpowiedzialności, ale tak jakoś bezobjawowo. I to wychodzi najtaniej.

Kto zna choć trochę historię, ten doskonale wie, że Niemcy nie tylko nie zrealizowały nałożonego nań obowiązku reparacyjnego w kwocie 26 mld USD (konferencje w Jałcie i Poczdamie), ale dostały bonus w kwocie 1,5 mld USD w ramach Planu Marshalla. Z badań niemieckiego historyka prof. Götza Aly’ego przedstawionych w książce „Państwo Hitlera" wynika, że w latach 1939-1945 Rzesza uzyskała minimum 2 biliony euro z grabieży krajów okupowanych. Minimum. 2 biliony euro. Wyżej wspomniany historyk mówi jasno: „Wszyscy Niemcy wzbogacili się na Holokauście. To samo dotyczy również majątku ludzi innych narodowości uznanych za wrogów politycznych albo Polaków wysiedlonych z terenów przyłączonych do Rzeszy” po czym dodaje: „Niemcy gospodarki okupowanych krajów doprowadzali do ruiny. W 1942 r. w Generalnym Gubernatorstwie oszacowali liczebność swoich oddziałów na 400 tys., choć w rzeczywistości stacjonowało tam 80 tys. żołnierzy. Pięciokrotne zawyżenie tej liczby pozwoliło narzucać pięciokrotnie wyższe świadczenia”. Wszystko było przemyślane przez niemieckich ekonomistów– nie wiem czy zauważyli Państwo, że w krajach podbitych przez Niemców utrzymywano walutę krajową? Bo jak mówi prof. Götz Aly: „to umożliwiało prowadzenie rabunkowej polityki. Niemcy utrzymywali w okupowanych krajach banki centralne i emisyjne, do których wprowadzali swoich urzędników. Pozwalało im to na różne manipulacje. Na przykład sztucznie zaniżali kursy obcych walut. Rzesza sprowadzała z podbitych państw bardzo dużo towarów, żywności i surowców, więc dzięki sztucznie obniżonym kursom franka, złotówki czy rubla import był tańszy”.

Bądźmy poważni i niesentymentalni: II wojnę światową przegrało niemieckie państwo, ale nie niemiecka gospodarka. Rzesza toczyła bowiem wojnę na koszt podbitych krajów, a jej prawny sukcesor nie rozliczył się z tego rzetelnie do dziś.

W tej sprawie nie może być żadnych ustępstw ze strony polskiego rządu – mówiąc inaczej: kochajmy się jak bracia a liczmy się jak Żydzi. Gdy już się rozliczymy wówczas się może będziemy pojednani a może i nie, ale nigdy wcześniej. To nie jest tylko rachunek za Warszawę. To rachunek za wszystkie zniszczenia – krok po kroku: od Warszawy aż do portu w Gdyni, który został przez Polaków wybudowany za ok. 5 mld zł (aktualnych) a wskutek wojny wywołanej przez Niemcy stał się pobojowiskiem.

Tak zbrodniczego narodu bowiem jak Niemcy nie ma w historii świata: ten naród nie tylko zabijał ludzi na masowa skalę, niszczył i wyzyskiwał, rabował dobra kultury – to także naród rabusi ludzi.

Kończąc: ze zdziwieniem, przy okazji wizyty w Zwierzyńcu, który bardzo lubię, przeczytałem, że Niemcy ukradli nawet stado 40 sztuk koników polskich z Puszczy Białowieskiej.

https://www.salon24.pl/u/zamkinapiasku/ ... -jak-zydzi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 02 paź 2017, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wmeritum.pl/polska-wcale-zrzekla ... wie/202669

Polska wcale nie zrzekła się reparacji od Niemiec? Udało się dotrzeć do dokumentu, który rzuca nowe światło w tej sprawie!
Opublikowano: 29 Wrz 2017

Spór polityczny o zasadność reparacji wojennych rozgorzał w ostatnim czasie w Polsce. Wiele osób uważa, że takie odszkodowania należą się Polsce, jednak zdaniem części obywateli, jest już za późno by ich się domagać.
Kwestia należnych Polsce od Niemiec reparacji wojennych powróciła od czasu wypowiedzi czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. O zasadności takich roszczeń mówił między innymi prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński. Pojawiły się nawet głosy, że Polska powinna domagać się reparacji od obu agresorów.
Jednym z koronnych argumentów przeciwników domagania się reparacji wojennych od Niemiec było zrzeczenie się ich przez rząd PRL w 1953 roku. Wówczas rząd Bolesława Bieruta miał oświadczyć, że Polska zrzeka się odszkodowań. Tymczasem odnaleziono dokument, który na całą sprawę rzuca nowe światło.
Jak informuje TVP Info, do dokumentu dotarli Arkadiusz Mularczyk i Józef Menes. Jest to dokument Organizacji Narodów Zjednoczonych z 1969 roku. Zawarte zostały w nim zapytania dotyczące zasad odpowiedzialności za zbrodnie wojennej, w tym kryteria odszkodowań wojennych. I to właśnie Polska była jednym z państw, które pojawiają się w tym dokumencie.
Jak wyjaśniają Mularczyk i Menes, dokument świadczy o tym, że Polska nigdy nie zrzekła się praw do reparacji wojennych od Niemiec. – Rząd PRL w swojej odpowiedzi postulował, aby kwestia odpowiedzialności za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości nie ograniczały się do odpowiedzialności karnej wobec sprawców takiej zbrodni, ale aby w dokumencie ONZ ująć również zasady odpowiedzialności materialnej agresora za szkody wojenne – informują Mularczyk i Menes.
Wiele wskazuje na to, że taki dokument może rzucić nowe światło na kwestię domagania się od Niemiec należnych Polsce reparacji wojennych.

Źr.: TVP Info


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 26 paź 2017, 14:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Nie dajmy się dłużej rolować - przypominajmy zabory, wojny i reparacje

Drodzy Państwo, bądźmy realistami, a nie biernymi obiektami rozmaitych form propagandy. Bierzmy więc pod uwagę wszystkie realia, bez wyjątku.

Tak więc jeżeli mowa o reparacjach, to stanowią one zaledwie czubek góry lodowej. To był okres zaledwie 5 lat, a więc okres, choć niezwykle krwawy, to jednak stosunkowo niedługi. Oprócz tego okresu, mamy przecież ponad 120letni okres zaborów. I Żeby ograniczyć się tu, w tym tekście, tylko do zaborcy pruskiego, to jest o czym mówić, to jest szmat czasu, specjalnej, wieloletniej polityki Niemiec skierowanej na wynaradawianie ludnosci polskiej i likwidowanie materialnych podstaw jej bytu. Najbardziej znany z tego okresu jest okres kulturkampfu prowadzonego przez kanclerza Bismarcka i kontynuowanego przez jego następców aż po I WŚ. No i potem okres I WŚ i osobowe straty poniesione w tej wojnie przez Polaków wcielonych do zaborczych armii po wszystkich stronach frontów.

Zaborów, grabieży, mordów i represji nie dokonywały krasnoludki, robili to konkretni ludzie, którzy mają równie konkretnych następców. I nie może być wobec nich żadnej taryfu ulgowej. Nie należy im w żadnym wypadku wypowiadać wojny, ale należy im opowiadać nasze historie o wyczynach ich ojców, dziadków i prapradziadków. Należy przypominać o prawdziwych przyczynach I i II WŚ tkwiących w ciągle odżywających ciągotach imperialnych niektórych europejskich stolic.

Idiotą będzie ten, kto o tym zapomni i nie włączy do rachunku, pełnego rachunku. Ani ewolucja ani historia nie znają terminu “przedawnienie”. Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, w konsekwencji zdarzeń minionych, więc bądźmy pełnymi realistami, a nie zalęknionymi tubylcami.

Jest w Europie instytucja, w której mamy przestawicieli i w której te tematy należałoby systematycznie i w ciekawy, spektakularny sposób przedstawiać. Jest to Parlament Europejski, który doskonale nadaje się do tego rodzaju działań.
I to ten PE wymyślił sobie kuriozalne Muzeum Historii Eurpejskiej i stworzył w ten sposób doskonałą okazję do permanentnej kontestacji swoich idiotyzmów i wykreowania bicza na lewactwo. Nie zrobią tego tacy zbyt racjonalni, wyrafinowani intelektualiści, jak prof.Legutko czy prof. Krasnodębski, tu potrzebny jest ktoś w rodzaju Nigela Farage, tyle że ze znacznie większą erudycją i wyobraźnią artystyczną. Korwin-Mikke próbował, ale niezręcznie, bo jest po prostu za głupi i za sztywny.
O przedstawicielach innych polskich(?) opcji w PE nie wspomnę, bo to prostackie żłoby.

Jednak z pamięcią nie tylko w Europie, ale i w samej Polsce jest spory problem, bo jest tu wielu ludzi, którzy wolą nie pamiętać. Wolą nie pamiętać świństw, które były ich udziałem i liczą, daremnie, że przyszłość będzie lepsza. Świństwa jednak się skumulowały w postaci stajni Augiasza, którą ktoś musi uprzątnąć. Trzeba jednak mieć oczy cały czas dookoła głowy i grać na wielu instrumentach.

Mam więc propozycję dla lekarzy rezydentów – żeby wilk był syty i owca cała niech przeniosą głodówkę do Parlamentu Europejskiego, bo niektórzy europejczycy wiszą nam gigantyczną kasę.

Opublikowano: 26.10.2017 13:27

https://www.salon24.pl/u/zetjot/817914, ... -reparacje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 29 paź 2017, 16:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Mamy prawo do reparacji

Z ks. prof. Tadeuszem Guzem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II rozmawia Piotr Falkowski

W debacie o reparacjach wojennych względem Polski zderzamy się z prawną kazuistyką niemieckich adwersarzy. Ponad nią stoi przecież jednak spór moralny, spór o wartości.
– W kwestii tak poważnej, jaką jest druga wojna światowa i jej skutki, należy powiedzieć, że relacja Niemcy – Polska jest bardzo jasno określona, mianowicie to Niemcy są agresorem, Niemcy podbijają Polskę i okupują całe państwo (poza częścią przejętą przez ZSRS). Obecne państwo niemieckie, czyli zjednoczone Niemcy, są dziedzicem III Rzeszy Niemieckiej, jej prawną kontynuacją. Jeszcze żyją, choć nieliczni, obywatele III Rzeszy Niemieckiej, którzy mogli ponosić osobistą odpowiedzialność za agresję Niemiec na Polskę, czyli obciąża ich osobista wina. Wśród współczesnych Niemców panuje prawie powszechne przekonanie, że obecne pokolenia obywateli niemieckich nie mają nic wspólnego z rządami III Rzeszy, agresją i rozpętaniem drugiej wojny światowej. Trzeba powiedzieć jasno, że jeśli ktoś jest obywatelem zjednoczonych Niemiec, to z tego tytułu nie dziedziczy grzechu agresji III Rzeszy na Polskę, ale dziedziczy skutki tego grzechu. Czyli tak jak zbrodnie wojenne się nie przedawniają, tak też skutki grzechów się nie przedawniają. A skutkiem tego grzechu jest m.in. zaciągnięcie gigantycznego, dosłownie niespłacalnego długu względem państwa polskiego i Narodu Polskiego, i wszystkich obywateli II Rzeczypospolitej napadniętej przez niemieckich nazistów 1 września 1939 roku, z których gros zostało unicestwionych, nie licząc cierpień i niesamowitych prześladowań, tego niesamowitego bólu okupacji. To oznacza, że Niemcy, aktualne państwo i obywatele, są Polsce, państwu i Narodowi gigantycznie dłużni.

Czyżby sam niemiecki myśliciel Immanuel Kant, który pomimo jego subiektywizmu mówi o nietykalnej godności człowieka, nie był w tym przypadku sprzymierzeńcem polskiej sprawy?
– Wyśmienicie! Ma pan redaktor rację, ponieważ Immanuel Kant, jeden z ideologicznych liderów pokoleń Niemców, sformułował tezę, że skoro człowiek posiada niezbywalną godność, to pozbawienie człowieka istnienia skutkuje niemożliwym do spłacenia długiem. Zatem Niemcy są wiecznymi dłużnikami Polski i nawet nie będą w stanie spłacić utraty jednego życia polskiego, jednego obywatela II Rzeczypospolitej, których przecież zginęło ponad 6 milionów, kilkanaście milionów zostało rozproszonych po całym globie, nie mówiąc już o gigantycznych stratach materialnych naszego Narodu i państwa.

W kwestii reparacji i innego rodzaju odszkodowań wojennych rzuca się w oczy nierówne traktowanie przez Niemcy Polaków i niemal wszystkich innych narodów poszkodowanych w drugiej wojnie światowej. Skąd taka postawa akceptacji nierówności?
– Ona wynika częściowo z naszego położenia. Niemcy doskonale zdają sobie sprawę, że są nam winni najwięcej w sensie politycznym i państwowym. Polakom, którzy znajdują się w nietypowej sytuacji geopolitycznej, jako państwu i jako narodowi zależało na tym, by powoli odbudowywać relacje między Polską a Niemcami mimo tych tragedii drugiej wojny światowej. Ponieważ przez całe dziesiątki lat, począwszy od narzuconego nam przez Związek Sowiecki komunistycznego prezydenta Bolesława Bieruta, zostaliśmy jako społeczność polska pozbawieni naszej podmiotowości narodowej, społecznej, prawnej, politycznej, państwowej. Dlatego też powoływanie się Niemców na to, że Bolesław Bierut w 1953 roku jako premier dał im słowo rezygnacji z zadośćuczynienia względem państwa polskiego, jest w świetle prawa międzynarodowego niedopuszczalne. To przecież Stalin decydował wtedy głównie o kształcie ówczesnego państwa polskiego, czyli PRL. Nawet jeśli jakiś reprezentant Polski, gdy była ona zniewolona komunizmem sowieckim, dał słowo Niemcom, że Polska rezygnuje z tego zadośćuczynienia, to jest zrozumiałe, że to zostało dokonane pod przymusem, więc w sensie prawnym ta rzekoma rezygnacja nie ma mocy wiążącej. W świetle prawa podmiot, który daje słowo, musi być wolny zarówno w sensie wyrażenia swojego stanowiska, jak i w sensie zrealizowania go. A tu my, Polacy, świadomi, jakich gigantycznych cierpień doznaliśmy ze strony Niemców, nie mogliśmy ich ze względu na zbytnie uzależnienie od Związku Sowieckiego nawet wypowiedzieć.

Niemcy mają na uwadze przede wszystkim własny interes, ale brak rozliczeń między Polską i Niemcami sprawia, że druga wojna światowa wciąż nie została całkowicie w sensie prawnym zakończona. Czy stronie niemieckiej nie powinno zależeć na zamknięciu tego rozdziału swoich dziejów?
– Wydaje mi się, że jeśli Niemcy rozumieją siebie jako podmiot cywilizowany, tzn. praworządny i sprawiedliwy, to im szybciej państwo niemieckie zdecyduje się na spłatę długów względem naszego państwa, będzie to korzystniejsze nawet dla własnej samoświadomości Niemców. Powiem tu rzecz może zaskakującą, ale to, że Niemcy w ramach UE przyczyniają się do takich bezpardonowych i bezzasadnych ataków na państwo polskie dzisiaj, to wynika z tych potężnych wyrzutów sumienia, które wielu Niemców ma do chwili obecnej względem Polaków. Te ataki aktualnych pokoleń polityków niemieckich mają ostateczne źródło w nierozwiązanym problemie zadośćuczynienia Polsce i Polakom.

Problemy tu poruszone zapewne mają swoje źródło w niemieckiej mentalności. Na czym ona w istocie polega?
– Niemcy są od przynajmniej pięciu wieków poddawane nieprawdopodobnym wyzwaniom, właściwie wyzwaniom największym, na jakie duch ludzki może być wystawiony, rozum, wolność czy w ogóle byt osobowy. Najważniejsze ideologie od XVI wieku po czasy współczesne mają swoją ojczyznę w Niemczech. Najtragiczniejsze systemy nieprawości zrodziły się w Niemczech. Z całą pewnością to najpierw ruchy religijne XVI wieku, później niemiecki idealizm przełomu XVIII i XIX wieku. Apogeum idealizmu niemieckiego jest myśl Georga W.F. Hegla, który twierdzi, że „myślenie człowieka o Bogu jest myśleniem Boga Samego o Nim Samym”. Gdy Hegel pyta się, który człowiek nadaje Absolutowi, czyli Samemu Bogu, tę najwyższą jakość Jego Boskiego bytu, to nie ma on wątpliwości, iż jest to państwo pruskie. A więc odtąd my, Niemcy, jesteśmy „über alles”. Dlaczego heglizm jest jednym z najtragiczniejszych systemów ideologicznych w dziejach świata? Dlatego, że Hegel jest pierwszym filozofem, który de facto jako ideolog ośmielił się powiedzieć w sensie pojęć filozoficznych, że pierwszym synem Boga jest diabeł. I że on jest tym, który nadaje rozwojowi Absolutu najwyższy poziom. I oczywiście, jeśli w tym ciągu myślowym pojmiemy, a tak myśli Hegel, że najważniejszą nacją jest państwo pruskie, czyli niemieckie, to jest to taka apoteoza zła, satanizmu, że rzeczywiście Niemcy stanęły przez wykluczającą się alternatywą duchową opowiedzenia się albo za Bogiem objawionym w Jezusie z Nazaretu, albo przeciwko Niemu, czyli za heglizmem – albo stawiać na Boga, albo stawiać na szatana.

Niemcy wybrały drugą opcję?
– Pierwszym, który w sposób systemowy, filozoficzny, wprowadził Niemcy na drogę systemowej satanizacji, był właśnie Hegel. Dalej następuje cały ciąg przyczynowy dalszego usprzeczniania Niemiec jako Niemiec. Karol Marks i Fryderyk Engels nadali materialistyczną interpretację dialektyce heglowskiej, co oznacza, że priorytet bytowy przed innymi obszarami ludzkiej działalności zyskała ekonomia. Fryderyk Nietzsche, kolejny tragiczny myśliciel niemiecki, byłby nie do pomyślenia, gdyby przed nim nie działał Hegel. Także inni myśliciele, jak Martin Heidegger, nie mieliby racji bytu, gdyby nie istniał Hegel. Heidegger upatrywał w Adolfie Hitlerze ucieleśnionego prawa w sensie absolutnym. Taka niedorzeczność nigdy nie miałaby miejsca, gdyby Heidegger nie miał Hegla za swojego poprzednika i ojca. Również Zygmunt Freud należy do tej linii ideologicznej, chociaż nieco zmodyfikowanej. Wreszcie ideolodzy III Rzeszy – to wszystko partycypuje w jednym szeroko pojętym nurcie niemieckiego myślenia, który ma najistotniejsze znaczenie dla tak tragicznych dziejów „duszy niemieckiej”, czego do dzisiaj niektórzy prawi Niemcy nie potrafią zrozumieć i pytają wciąż zszokowani: „Jak to było możliwe, żeby Hitler dokonał takiego poniżenia Niemiec jako narodu filozofów, poetów i kompozytorów?”

Czy może Ksiądz Profesor wskazać jakieś pozytywne przykłady niemieckich myślicieli?
– Dziś w Niemczech ktoś, kto krytykuje Hegla, jest, można powiedzieć, wyjątkowym Niemcem, który złamał paradygmat wewnętrznej duchowości i samoświadomości własnego narodu, czyli dokonał zdrady narodowej. Są też, owszem, tacy Niemcy, którzy są niesamowicie szlachetni i bardzo przyjaźni Polsce, czego dali wiele dowodów. Ale niestety to „ukąszenie” heglowskie praktycznie dosięga zdecydowanej większości Niemców. Byli myśliciele, którzy opowiedzieli się przeciw negatywnemu paradygmatowi ideologicznemu Niemiec, czyli przeciw ruchom religijnym XVI stulecia, przeciw heglizmowi i jego odpryskom czy też przeciw nazizmowi, opłacając taką postawę śmiercią czy prześladowaniami. Klasycznym przykładem sprzeciwu wobec Hegla wewnątrz Niemiec jest filozof Gustav Siewerth. Był uczniem Heideggera. Najpierw jak każdy przeciętny Niemiec był zagorzałym zwolennikiem idealizmu heglowskiego, a później zorientował się, że niestety myśli św. Tomasza z Akwinu nie da się pogodzić z Heglem, co było jego pierwotnym pragnieniem, ponieważ wyrósł w rodzinie katolickiej we Frankfurcie nad Menem. Odrzucił więc Hegla, postawił na Heideggera, ale pod koniec życia załamała mu się próba syntezy myśli katolickiej i z Heideggerem, który nigdy nie zerwał swojej przyjaźni ze zbrodniami ideologów niemieckich, co skutkowało m.in. wydaleniem z uniwersytetu. Wybitny filozof Siewerth dostrzegł, że takie powiązanie jest niedorzecznością, odrzucił więc też myśl Martina Heideggera. Alianci, wiedząc o jego zasługach, wiedząc, że myśli inaczej, powołali go na rektora założyciela dwóch wyższych szkół pedagogicznych: w Akwizgranie i Fryburgu Bryzgowijskim, gdzie spełnił świetną rolę, wychował wielu dobrych pedagogów niemieckich. Trzeba wymienić też bohaterskie postacie św. Edyty Stein i Dietricha von Hildebranda, które miały cywilną i intelektualną odwagę myślenia do złamania niemieckiego paradygmatu określonego przez Hegla – głównie dlatego, że zwróciły się ku katolicyzmowi.

Czy ta podbudowana heglizmem absolutyzacja państwa ciągle kształtuje świadomość obywatelską Niemców, nawet po wszystkich społecznych rewolucjach i wejściu w wielokulturowość?
– Tak. Nie ma w całej historii Niemiec innego myśliciela, który by doprowadziłby do tak absolutnej tożsamości między państwem a obywatelem niemieckim jak Hegel. Pisze on w „Zasadach filozofii prawa”, że państwo jest uzewnętrznioną wolą samego Boga. Więc jeżeli Hegel przypisuje państwu atrybuty boskie, wywyższa państwo pruskie, żeby było Absolutem, to wprowadzenie tego typu ideologii w mentalność niemiecką prowadzi do takich dewiacji, że przeciętny Niemiec nie dostrzega zasadniczej różnicy między sobą a państwem. Mówi: moje państwo jest mną, a ja jestem państwem.



Szczególną rolę w niemieckiej mentalności pełni też prawo. Ale jak to się dzieje, że tak łatwo przychodzi Niemcom manipulowanie prawem?
– Hegel uczył ich, że do istoty prawdy przynależy kłamstwo, a kłamstwo w swojej naturze jest prawdą. Jeżeli przeniesiemy ten sposób argumentacji na płaszczyznę rozumienia prawa, to dla przeciętnego Niemca ukształtowanego na bazie heglizmu prawo jest bezprawiem, a bezprawie jest prawem. Teraz wszystko zależy od tego, czy to jest korzystne dla Niemców, czy nie. Jeśli coś jest korzystne dla Niemców, to musi mieć kształt prawa, jeżeli coś jest niekorzystne dla Niemców, na przykład domaganie się przez państwo polskie słusznych, prawych, sprawiedliwych reparacji, to próbuje się przekonywać, iż jest to bezprawie. Nie ma cienia wątpliwości, że jak nie przedawniają się zbrodnie przeciw ludzkości, tak nie przedawniają się skutki zbrodni przeciw ludzkości. Stąd jako Polacy powinniśmy na gruncie prawa naturalnego i prawa międzynarodowego wystosować obiektywne żądania względem państwa niemieckiego nie tylko moralne, ale i materialne w celu uzyskania sprawiedliwego zadośćuczynienia za poniesione straty, bo, jak powiedzieliśmy, Niemcy pozostaną wobec Polski wiecznymi dłużnikami i nigdy nie spłacą nam sprawiedliwych sum w odniesieniu do strat osobowych i materialnych.

Co by Ksiądz Profesor doradził polskim politykom i dyplomatom, którzy o te sprawiedliwe zadośćuczynienie będą zabiegać?
– Z całą pewnością państwo polskie powinno dokonać realistycznej oceny strat w latach 1939-1945 i powinno je po prostu obecnemu rządowi zjednoczonych Niemiec przedłożyć bardzo rzeczowo, uprzejmie, bez wdawania się w większe dysputy. Państwo polskie powinno zachować zimną krew, nie poddać się żadnym prowokacjom, których Niemcy – świetnie wykształceni na heglizmie – są w stanie dokonywać, także na arenie UE. Wierzę, że mają tyle honoru, by ten dług spłacić, w przeciwnym razie muszą się liczyć z obiektywnym zarzutem ze strony polskiej, iż kontynuują na swój sposób zbrodniczą historię swoich praojców, o czym świadczą np. fakty braku zgody obecnych Niemiec na uregulowanie kwestii polskiej jako mniejszości narodowej w swoim państwie, skasowanej i okradzionej całkowicie z majątku przez III Rzeszę Niemiecką, oraz rozpowszechnianie kłamstwa o „polskich obozach koncentracyjnych”. A jeżeli byłyby z reparacjami jakieś poważniejsze problemy, to po to są trybunały międzynarodowe, by sprawiedliwie rozsądzać tego typu sprawy, jak uczynił to Trybunał w Norymberdze w odniesieniu do najważniejszych sprawców zbrodni niemieckich nazistów.

Od lat mówi się o pojednaniu polsko-niemieckim, choć bywa ono fasadowe i instrumentalizowane politycznie. Jakie warunki muszą być spełnione, żeby nastąpiło prawdziwe zrozumienie i zgoda między naszymi narodami?
– Nad tym trzeba będzie pracować w wielu pokoleniach i Polaków, i Niemców. Po pierwsze, według mnie, krokiem milowym było wyciągnięcie ręki przez Episkopat Polski w kontekście Tysiąclecia Chrztu Polski, kiedy to Prymas Tysiąclecia wypowiedział te słynne słowa: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Tę linię powinniśmy i w naszych pokoleniach kontynuować, ale wielopłaszczyznowo, i w sensie moralnym, i w sensie religijnym, i w sensie finansowym, gospodarczym. Na pewno Niemcom powinno zależeć na bardzo bliskiej współpracy, ale na zasadzie prawdziwego partnerstwa. Żeby Niemcy wreszcie uznały państwo polskie za partnera, bo ja osobiście mam wątpliwości, czy państwo niemieckie dotychczas kiedykolwiek uznało Polskę za partnera. Wydaje mi się, że Polska uczyniła bardzo dużo w kierunku Niemiec. Większość Polaków jako katolików przebaczyła te zbrodnie przeciw ludzkości, których wielu Niemców dopuściło się na obywatelach polskich, to jest Narodzie Polskim i mniejszościach narodowych w Polsce. Uważam jednak, że większość odpowiedzialności i olbrzymią pracę mają przed sobą Niemcy i jako państwo, i jako społeczeństwo, i jako naród niemiecki. Muszą włożyć olbrzymią inwestycję w sensie moralnym, duchowym i religijnym, i także politycznym, państwowym, finansowym, by dawać nie tylko sygnały zbliżenia się do Polski jako partnera, lecz także dostarczenia przekonujących dowodów, że traktują Polskę poważnie. Jednym z najbardziej konkretnych dowodów tego będzie jasno określona wola państwa niemieckiego, żeby bezwarunkowo zaproponować Polsce spłatę tych należności, które jakoś po ludzku można oszacować. To uznałbym za koronny dowód na to, że Niemcy zmieniają swoją mentalność w stosunku do Polski. A ona jest bardzo trudna, bardzo bolesna. Rana polska w niemieckiej duszy jest nieprawdopodobnie głęboka. Jest tylko być może jedna rana głębsza: ta w stosunku do Pana Boga.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/190813, ... racji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 01 gru 2017, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.usopal.pl/z-kraju/5719-domag ... nor-narodu

Domaganie się reparacji to także walka o honor narodu
czwartek, 30 listopada 2017 19:13 Mirosław Kokoszkiewicz

Podniesienie przez Polskę kwestii należnych nam od Niemiec reparacji wojennych wbrew histerii zainstalowanego w Polsce stronnictwa pruskiego już przynosi pozytywne rezultaty. Po pierwsze jak na dłoni widzimy, którym partiom politycznym i środowiskom medialnym nie po drodze jest z polską racją stanu, interesem naszego państwa i z elementarną sprawiedliwością dziejową. Po drugie, nie do przecenienia jest też podjęta ofensywa propagandowa. Choć słowo propaganda zwłaszcza po doświadczeniach PRL-u ma u nas pejoratywny wydźwięk, to przecież faktem jest, że państwa od wieków propagandę uprawiają chcąc kształtować określone poglądy i zachowania ludzkich zbiorowości. Przecież cała ta niemiecka polityka historyczna przerzucająca na Polskę i Polaków współodpowiedzialność za drugą wojnę światową i Holokaust to nic innego jak wielka wspomagana także przez wpływowe środowiska żydowskie propagandowa akcja mająca na celu poniżenie nas w oczach światowej opinii publicznej i przeobrażenie ofiary w kata. Nagłośnienie sprawy reparacji wojennych chyba po raz pierwszy od niepamiętnych czasów spowodowało, że Polska zepchnęła Niemcy do całkowitej defensywy, a co najważniejsze powstała szansa na rozpoczęcie kuracji polegającej na przypomnieniu światu, kto był agresorem, zbrodniarzem i ludobójcą, a kto niewinną ofiarą niemieckiego bestialstwa. Trudno w Polsce znaleźć choć jedną rodzinę, która nie poniosła z niemieckich zbrodniczych rąk ofiary w czasie wojny i okupacji. Dlatego warto ku pamięci potomnych przytoczyć choćby kilka wypowiedzi na temat reparacji autorstwa wynarodowionych zaprzańców, którzy z polskością, nie mają już nic wspólnego.
Tomasz Lis, naczelny niemieckiego „Newsweeka”: Żądanie reparacji od Niemiec to zbrodnia!
Jan Rulewski, senator PO: Najbardziej zniszczonym narodem pod względem biologicznym i materialnym po II Wojnie Światowej byli Niemcy.
Grzegorz Schetyna, szef PO: To część wojny z Unia Europejską
Rafał Trzaskowski, poseł PO: Największe szkody Polsce przyniósł Potop. Czyż nie należy żądać reparacji od Szwedów (Finów zresztą też)? Tylko najpierw zawiadomcie Sztokholm!
Bartosz T. Wieliński z „Gazety Wyborczej”: Co będzie dalej? Znowu pobiją kogoś w tramwaju za mówienie po niemiecku? Ktoś obrzuci kamieniami niemiecki konsulat? Polska wypowie Niemcom traktaty?
Jednym z koronnym argumentów polskojęzycznych adwokatów Niemiec jest twierdzenie, że stawianie kwestii finansowego zadośćuczynienia po przeszło siedemdziesięciu latach jest niezrozumiałe, nieodpowiedzialne, skandaliczne, a nawet głupie. Tylko, że nie usłyszymy od tych wszystkich chodzących na pasku Berlina polityków i ekspertów wskazania, kiedy był ten najlepszy czas, aby o te reparacje się zwrócić. Przecież w PRL-u nie było to możliwe gdyż alianci oddali nas pod kuratelę Kremla i Polska jako suwerenny kraj nie istniała. Z kolei po 1989 roku zważywszy na skład ekip, które realizowały geszeft z instalowaniem w Polsce demokracji fasadowej należało w kwestii reparacji siedzieć cicho zwłaszcza, że jedna strona tak zwanych porozumień okrągłego stołu korzystała z „moskiewskiej pożyczki”, a Kongres Liberalno-Demokratyczny, który wszedł w skład Unii Wolności zakładany był za pieniądze otrzymane od niemieckiej CDU. Mało tego, media III RP nabierały wody w usta nawet wtedy, kiedy jakieś państwo występowało do Niemiec o odszkodowania. Jedynie „Nasz Dziennik” artykułem posłanki PiS, Doroty Arciszewskiej- Mielewczyk próbował w 2014 roku nagłaśniać historyczne orzeczenie włoskiego Trybunału Konstytucyjnego, na mocy którego osoby prywatne poszkodowane przez III Rzeszę mogą ubiegać się przed włoskimi sądami o odszkodowanie od niemieckiego państwa. Posłanka PiS we wspominany artykule pisała: Natomiast gdybyśmy zmienili doktrynę prawną (co też wymaga rewolucji), to widzę szansę, by roszczenia poszkodowanych zostały zaspokojone, bo majątku niemieckiego w Polsce jest pod dostatkiem. Jednak – co chcę wyraźnie podkreślić – kluczem do takiego rozwiązania jest zmiana władzy w Polsce. Nie bez przyczyny, gdy w 2007 r. wybory wygrała PO, w Berlinie otwierano szampana i odtrąbiono sukces. Niestety, nie był to sukces Rzeczypospolitej.
Dlaczego ta sprawa nie przebiła się do „wiodących mediów” w Polsce? Z prostej przyczyny. Rządzący polską folksdojcze obawiali się reakcji Polaków, których ojczyzna była największą ofiarą drugiej wojny światowej. No, bo jaka mogła być reakcja na wieść, że poszkodowani z państwa, które przez długi czas było w sojuszu z Hitlerem mogą we włoskich sądach domagać się odszkodowania od Niemiec, a Polacy takiej możliwości nie mają? Czy nie jest to traktowanie Polaków jako podludzi i ofiary drugiej kategorii? Właśnie dlatego po reparacjach wojennych indywidualne roszczenia poszkodowanych to kolejny sposób na wymuszenia od niemieckiego kata należnego ofiarom i ich spadkobiercom zadośćuczynienia. I tu trzeba przypomnieć niemieckie zbrodnie, o których mówi się dzisiaj najmniej, ale na początek krótka dygresja.
Zawsze zastanawiałem się, dlaczego sprawa zbrodni katyńskiej ciągle żyła i o pełną prawdę o niej walczono nawet po tym jak 13 kwietnia 1990 roku Rosja oficjalnie przyznała się do wymordowania z rozkazu Stalina polskich oficerów będących jeńcami wojennymi. Dlaczego-myślałem i myślę do dziś - z taką samą determinacją nie upominano się o prawdę o ukraińskim ludobójstwie na Kresach, które pochłonęło niemal dziesięć razy więcej ofiar niż w Katyniu? Według mnie odpowiedź jest jedna. Niemal za każdym razem, kiedy wspominany jest Katyń mówi się, że zginął tam kwiat polskiej inteligencji. Tymczasem w rzezi na Kresach w przytłaczającej większości ginęli zwykli prości ludzie, sól tej ziemi. Przykro to mówić, ale tak to już jest, że elity o wiele chętniej i odważniej upominają się o elity. O tych zwykłych często bezimiennych ofiarach szybko zapominamy.
A teraz o tych zapomnianych niemieckich zbrodniach na Polakach. Niemal każda wizyta niemieckich dygnitarzy we Włoszech ma w programie złożenie wieńców we wsi Mazinote, wymordowanej i spalonej przez Niemców pod koniec wojny. Podobne hołdy niemieccy politycy składają cyklicznie we francuskiej miejscowości Oradour-sur-Glane gdzie doszło do podobnej zbrodni. Obie te miejscowości figurują we wspólnym francusko-niemieckim podręczniku do historii dla licealistów wydanym w 2008 roku. A czy słyszał ktoś, aby któryś z niemieckich polityków złożył wieniec lub choćby tylko pokłonił się nad grobami w takich polskich miejscowościach jak: Borów, Szczecyn, Wólka Szczecka, Łążek Zaklikowski, Łążek Chwałowski, Karasiówka, Aleksandrów, Lipniak-Majorat, Krasowo-Częstki, Józefów Duży, Skłoby, Michniów, Smoligów, Złoczew, Sochy, Poturzyn, Jamy, Rajsk, Wanaty, Olszanka, Jabłoń-Dobki, Skałka Polska, Różaniec, Szarajówka, Ochotnica Dolna? Czy widział ktoś przedstawiciela Niemiec we wsi Łaźnie gdzie po rozstrzelaniu matek ich dzieci niemieccy zwyrodnialcy pogrzebali żywcem? Czy widział ktoś przedstawicieli niemieckich władz w którejś z ośmiuset wsi znajdujących się w dzisiejszych granicach polski gdzie Niemcy w czasie okupacyjnego terroru rozstrzeliwali i palili Polaków stodołach, stajniach i chlewach puszczając całe wioski z dymem nie oszczędzając dzieci, starców i kobiet w ciąży?
Biorąc przykład z Włoch państwo polskie powinno tak zmienić prawo, aby ofiary i ich spadkobiercy z tych kilkuset wymordowanych i spalonych polskich wsi mogli domagać się od państwa niemieckiego należnego im zadośćuczynienia bez oglądania się na wycie i sprzeciw zainstalowanych nad Wisłą folksdojczów wraz z ich niemieckimi mediami. Jeżeli nie upomnimy się o te ofiary to tym samym potwierdzimy, że my sami uważamy się za ofiary niższej ludzkiej kategorii. I pamiętajmy, jeżeli Niemcy nie będą respektowały wyroków polskich sądów i nie będą chciały wypłacać odszkodowań to jak pisała posłanka Arciszewska-Mielewczyk, majątku niemieckiego w Polsce jest pod dostatkiem. Nie miejmy litości dla spadkobierców niemieckich oprawców, zwłaszcza, że oni nie maja litości dla polskich ofiar ich własnych zbrodni. A totalnej opozycji, która stanęła po stronie niemieckich zbrodniarzy dam pod rozwagę takie pytanie: Co bardziej hańbi państwo? Domaganie się przez ofiary zadośćuczynienia od kata za jego zbrodnie czy też uniki i wysiłki tego kata, czynione, aby od tego zadośćuczynienia się wykręcić? Niemcy tymi unikami potwierdzają, że tak naprawdę do dziś nie potrafiły się rozliczyć ze swoją historią i czy tego chcą czy nie zachowują się niczym godni spadkobiercy Hitlera.

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 04 gru 2017, 09:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://wpolityce.pl/polityka/369983-mu ... +Najnowsze)

Mularczyk nie ma złudzeń: Znajdziemy drogę, aby Niemcy zapłaciły Polsce i Polakom należne zadośćuczynienie za II wojnę światową
opublikowano: 2017-12-03 16:17:03+01:00 · aktualizacja: 2017-12-03 16:05:13+01:00



Niemcy już wcześniej uregulowały problem reparacji wojennych w traktatach pokojowych z większością krajów europejskich, z którymi prowadziły wojnę. Polska jest jednym z nielicznych, które do dziś nie zawarły traktatu pokojowego z Niemcami. Jest jedynym krajem, któremu Niemcy nie zapłaciły żadnych reparacji wojennych: ani państwu, ani obywatelom
— przypomniał w rozmowie z tygodnikiem „Niedziela” Arkadiusz Mularczyk, poseł PiS.
Dodał, że skandaliczne jest to, że własnie przez Niemcy jesteśmy ustawiani w szeregu, strofowani i pouczani. Przypomniał, że to właśnie Niemcy nie rozliczyły się z Polską z reparacji wojennych, mimo, że w porównaniu z innymi krajami, nasze straty były największe.
Na skutek wywołanej przez Niemcy wojny, Polska wpadła w sowiecką strefę wpływów na 50 powojennych lat, a tym samym straciła możliwość domagania się jakichkolwiek odszkodowań. Dopiero teraz zaczynamy o tym głośno mówić
— wyjaśnił poseł.
Pytany o słowa niemieckiego ambasadora Rolfa Nikela, który stwierdził, że debata na temat reparacji nie jest poważna, poseł podkreślił, że Polska sprawę traktuje bardzo poważnie.
Powołaliśmy w Sejmie zespół, którego celem jest szacowanie i waloryzacja szkód. staramy się porządkować naszą wiedzę na ten temat. Kilkanaście instytucji publicznych dostało zadanie przeprowadzenia kwerendy dokumentacji
— dodał Mularczyk.
Wyjaśnił, że chodzi tu między innymi o MON, MSZ, IPN, GUS czy ZUS. Dodał, że celem tego działania jest oszacowanie strat oraz ich konsekwencji dla potencjału rozwojowego - demograficznego, gospodarczego - Polski.
Szacunkowo wyliczyłem, że gdybyśmy rozwijali się w tempie przedwojennym, gdyby nie było II wojny światowej, to dzisiaj Polska liczyłaby ok. 70 mln obywateli. (…) Ponadto Niemcy wywieźli z Polski wszystko, co miało jakąkolwiek wartość - fabryki, zakłady rzemieślnicze, dzieła sztuki, biblioteki - możemy więc mówić o ogromnym ubytku publicznym i państwowym, który nie został nigdy wyrównany
— podkreślił poseł.
Pytany o to, dlaczego w innych krajach nie ma problemu z walką o odszkodowania wojenne przyznał, że istnieje tam świadomość tego, że poszczególne kraje są podmiotami kształtującymi prawo międzynarodowe, że nie są tylko bezwolnie podporządkowanymi mu przedmiotami.
Jestem skonfundowany dotychczasową postawą polskich sądów i ich koniunkturalizmem! Wstyd, bo przecież ani włoskie sądy, ani greckie niczego się nie obawiały. W Polsce, mimo, że już od wielu lat wnoszono takie sprawy, sądy zawsze je oddalały
— mówił Mularczyk, dodają, że Niemcy mają pełną świadomość, że praktyka prawa międzynarodowego jest żywa, że wciąż się kształtuje.
Podkreślił, że Polska ma, jak żaden inny kraj, obowiązek i moralne prawo do kształtowania prawa międzynarodowego w tym zakresie, a niestety przez 70 lat siedziała cicho w kącie.
Odniósł się również do twierdzenia strony niemieckiej, że problem reparacji został załatwiony w 1999 roku, kiedy Polska „milcząco zrezygnowała z reparacji”.
Jest to kolejne kłamstwo. Apelowałbym do niemieckich dziennikarzy, żeby nie obrażali inteligencji Polaków, pisząc dziś o tamtym „ostatecznym rozwiązaniu”. (…) Jestem pewien, że wcześniej czy później Niemcy będą zmuszone usiąść do rozmów naprawdę dobrze przygotowani. Dziś trwają prace na wielu płaszczyznach. Czekaliśmy 70 lat, poczekajmy jeszcze kilkanaście miesięcy. Znajdziemy drogę, aby Niemcy zapłaciły Polsce i Polakom należne zadośćuczynienie za II wojnę światową
— podkreślił Arkadiusz Mularczy.

wkt/”Niedziela”

Zdjęcie Zespół wPolityce.pl
autor: Zespół wPolityce.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 16 gru 2017, 13:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Strat polskich zaistniałych w wyniku niemieckich zbrodni wojennych nie da się przeliczyć na żadne pieniądze.
Tego ogromu zniszczeń, zastoju, strat, a przede wszystkim ludzkich krzywd, bezmiaru cierpienia, nieprzeliczonych tragedii, nie da się naprawić nawet olbrzymimi odszkodowaniami.
Jednak nie można Niemcom odpuścić tych bezeceństw. Powinni słono za nie zapłacić, tak aby odechciało im się, raz na zawsze, sięgania po cudze. Inaczej ta chora na szowinizm nacja nigdy się nie opamięta, niczego się nie nauczy, nie ucywilizuje się.
Jednak znając niemiecką duszę, trudno uwierzyć, że cokolwiek jest w stanie nawrócić ich na normalność.
Bestie już tak mają. Żal mi tylko tych Niemców, którzy osiągnęli w rozwoju poziom normalności. Jak oni muszą się wstydzić za swoich współziomków.


Powołano zespół ds. strat i szkód wojennych

W Wieluniu (Łódzkie) powołano w piątek zespół ds. szkód i start z czasów II wojny światowej w tym mieście. – Ma on służyć temu, by straty i szkody wojenne zostały policzone w Wieluniu, ale także w całej Polsce – zapowiedział jeden z inicjatorów przedsięwzięcia mec. Stefan Hambura.

Start inicjatywy ogłoszono podczas piątkowego spotkania m.in. ze świadkami II wojny światowej, kombatantami i mieszkańcami Wielunia, który – jak wskazywali jego uczestnicy – „jest symbolem tej straszliwej wojny”.

– Spotykamy się w Wieluniu, aby w bardzo aktualnej obecnie debacie publicznej na temat starań polskich władz o uzyskanie od Niemiec reparacji wojennych pomóc oddolnie. Powołujemy zespół ds. strat i szkód wojennych Wielunia w latach 1939-1945. Ten zespół, który, mam nadzieję, będzie działał prężnie, ma służyć temu, by straty i szkody zostały policzone w Wieluniu, ale także w całej Polsce – poinformował mecenas Hambura.

Jak tłumaczył, ma to być ruch społeczny o charakterze otwartym i apolitycznym. Powołany przez mec. Hamburę i przewodniczącego PiS w powiecie wieluńskim Pawła Rychlika komitet ma skupiać m.in. samorządowców, historyków, archiwistów, prawników, pasjonatów historii, kombatantów wojennych, a także informatyków.

– Nasz zespół jest otwarty dla wszystkich z całej Polski – i nie tylko – którzy chcą wesprzeć inicjatywę mającą na celu przedstawienie bardzo dobrze udokumentowanych strat i szkód powstałych w polskich miastach i wsiach w czasie II wojny światowej. To pomoże polskiej stronie rządowej w tym, żeby rozmawiać o reparacjach wojennych w konkretny sposób z Republiką Federalną Niemiec, która jest następcą prawną III Rzeszy – podkreślił Hambura.

Integralną częścią przedsięwzięcia ma być strona internetowa stratywojenne.pl. Zdaniem jej twórców, to miejsce może stać się ogólnopolską bazą zniszczeń oraz pomóc w ich prawidłowej wycenie. Znajdą się w niej dotychczasowe dokumentacje w tej sprawie – m.in. opublikowane w 1947 roku przez Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów „Sprawozdania w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939-1945”, ale przede wszystkim powstające na bieżąco opracowania i badania oraz relacje świadków II wojny światowej.

Hambura podkreślił, że aktualnie kluczowe jest „zweryfikowanie strat i szkód wojennych w Wieluniu i innych polskich miastach na chwilę obecną”. – Żeby je urealnić, urzeczywistnić i przedstawić w konkretny oraz dostępny dla wszystkich sposób – tłumaczył mecenas. Wskazał, że w Polsce blisko 1000 miast i wsi było spacyfikowanych, wymordowanych i zniszczonych przez Niemców w czasie II wojny światowej. Jak dodał wiedza o tym w tym kraju jest znikoma.

– Chcemy doprowadzić do konkretnych rozwiązań. Niemcy są pragmatyczni do bólu i jeśli zrobimy ten kawał roboty – wszystko udokumentujemy, oszacujemy i będzie to ogólnodostępne, wówczas polski rząd będzie mógł rozmawiać z przedstawicielami niemieckich władz na temat reparacji wojennych. Mam też nadzieję, że również w Polsce będzie można pozywać o odszkodowania Republikę Federalną Niemiec, co umożliwi nam dochodzenie sprawiedliwości historycznej, ale także materialnej – podsumował Hambura.

Rychlik wskazał, że Wieluń posiada dobrze udokumentowany materiał badawczy, który zostanie teraz uaktualniony, a poniesione starty urealnione. Jak zaznaczył, inicjatywa ma na celu również szczególne zaakcentowanie tragedii i horroru Wielunia, który był pierwszym miastem zbombardowanym przez Niemców we wrześniu 1939 r.

Niemieckie samoloty pierwszego dnia II wojny światowej zrzuciły na miasto 380 bomb o łącznej wadze 46 ton. Według różnych źródeł w wyniku ataku Luftwaffe, zginęło od 1200 do ponad 2 tys. osób. W gruzach legło 75 proc. miejskiej zabudowy. W oddalonym wówczas o 21 km od granicy niemieckiej Wieluniu nie stacjonowały żadne jednostki Wojska Polskiego, nie było tam również stanowisk obrony przeciwlotniczej. Zdaniem historyków, miasto zbombardowano, by przetestować sprzęt i zastraszyć ludność cywilną.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nnych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 07 sty 2018, 19:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Rachunek za okupację

Zposłem Arkadiuszem Mularczykiem (PiS), przewodniczącym zespołu parlamentarnego ds. oszacowania odszkodowań wojennych, rozmawia Paulina Gajkowska

Obrazek

Biuro Analiz Sejmowych przygotowało na Pana prośbę obszerny raport na temat działań prawnych podejmowanych przez 21 państw dotyczących roszczeń od Niemiec za zniszczenia wojenne.
– Raport pokazuje, że mamy do czynienia z dyskryminacją i segregowaniem ofiar II wojny światowej, które pochodzą z Europy Środkowo-Wschodniej. A w szczególności z Polski. Obywatele państw Europy Zachodniej oraz obywatele Izraela otrzymują wysokie świadczenia rentowe i inwalidzkie, bo mowa o kwotach od 500 do 1000 euro co miesiąc. Państwo Izrael i organizacje żydowskie wywalczyły sobie, że Niemcy płacą stałe świadczenia ofiarom wojny. Natomiast w przypadku Polski doszło do takiej sytuacji, że przedsiębiorstwa niemieckie urządziły „zrzutkę” i jednorazowo wypłaciły nieduże kwoty dla ludzi, którzy przeszli obozy jenieckie, obozy koncentracyjne czy wiele lat pracy przymusowej. Te kwoty nie odzwierciedlały w ogóle tego, co przeżyli ci ludzie, nie stanowiły nawet w minimalnym stopniu rekompensaty ich ciężkiej, przymusowej pracy dla Trzeciej Rzeszy. To też pokazuje, że Polacy przez lata byli dyskryminowani. To również pokazuje, że jeżeli do dzisiaj Niemcy wypłacają odszkodowania inwalidzkie i rentowe w wielu państwach, ścieżka prawna do odszkodowań jest otwarta. To jest podstawowa sprawa. Obywatele polscy mają prawo i powinni się domagać odszkodowań. W tym celu chcemy stworzyć ścieżkę sądową w naszym kraju do pozwania państwa niemieckiego i firm niemieckich za pracę przymusową. Kolejną sprawą są umowy, które Niemcy podpisywały z poszczególnymi państwami w latach 50., 60. i później, nawet jeszcze w latach 90. Chodzi o umowy z niektórymi państwami Europy Zachodniej, jak również ze Stanami Zjednoczonymi czy Izraelem, w oparciu o które były wypłacane odszkodowania. Do dziś Niemcy pod presją międzynarodową podpisują takie umowy i spłacają swoje zobowiązania. Ta analiza pokazuje, że sprawa odszkodowań jest sprawą otwartą i prywatnie, i publicznie. Jako państwo polskie musimy otworzyć ścieżki prawne i polityczne, które sprawią, że Niemcy usiądą z rządem RP do stołu i rozpoczną rozmowy na temat odszkodowań dla naszego kraju.

Lata celowych i świadomych zaniedbań politycznych poskutkowały tym, że Polska jest na szarym końcu, jeśli chodzi o reparacje wojenne.
– W Polsce do tej pory nie było politycznej woli do tego, aby temat ten podjąć. Działo się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, uzależnienie polityczne, finansowe i mentalne elity politycznej, która dziś na szczęście jest w opozycji. Czerpała ona korzyści ze współpracy z Niemcami i nie chciała nadwerężać tej współpracy poprzez formułowanie postulatów dotyczących ewentualnych roszczeń czy odszkodowań za II wojnę światową.

Druga sprawa to agentura wpływu, która dowodziła, że Polska rzekomo zrzekła się reparacji, wmawiając, że jest już za późno. Ta agentura była mocno osadzona w świecie nauki, w dziedzinie historii, prawa i dyplomacji. Uniemożliwiali i utrudniali realne próby dochodzenia przez nasz kraj roszczeń. Wpływy niemieckie były przez lata bardzo silne. To miało zasadniczy wpływ. Dziś kładziemy temu kres. Oczywiście przed nami dużo ciężkiej pracy polegającej na oszacowaniu strat, przygotowaniu całej dokumentacji, skoordynowaniu pewnych działań, dziś rozproszonych w wielu instytucjach. To jest również kwestia otwarcia ścieżki prawnej dla samorządów miast zniszczonych podczas II wojny światowej, m.in. Warszawy, Wielunia, Jasła, Łodzi, dla setek innych miast i miasteczek zniszczonych podczas wojny. Jeśli wyrok Trybunału Konstytucyjnego otworzy nam drogę, te wszystkie kroki przyspieszą. Czeka nas batalia, ale musimy pamiętać, że Polska szczególnie powinna otrzymać zadośćuczynienie za kolosalne straty, jakie poniosła w wyniku działań wojennych. Przeprowadzenie tej całej procedury sprawi, że Niemcy zostaną zobligowane do rozmów, skończy się dyskryminacja w tym ważnym obszarze, która trwa już od tylu lat. Być może owocem tego będzie otwarcie fundacji, na którą Niemcy przelewałyby reparacje wojenne, a środki otrzymane byłyby przeznaczone na rozwój gospodarczy i rozwój kapitału ludzkiego w naszym kraju, niezwykle mocno zdewastowanego w wyniku okupacji niemieckiej i zbrodni niemieckich.

To, że przez wiele lat temat reparacji wojennych od Niemiec w naszym kraju był celowo zaniechany, wiąże się również z prowadzeniem serwilistycznej polityki zarówno dyplomatycznej, jak i historycznej. Jako przykład i zarazem skutek tego można w tym miejscu przytoczyć fałszywą i krzywdzącą zbitkę o „polskich obozach śmierci”.
– Niestety, prowadzona polityka spowodowała, że przegraliśmy przekaz o naszej historii. Nasza narracja nie funkcjonuje na polu międzynarodowym. I my chcemy także to zmienić. Jednak trzeba pamiętać, że jest to proces rozpisany na lata ciężkiej pracy i walki. Ani świat, ani Europa nie znają polskiej historii, nie znają prawdy historycznej o II wojnie światowej. Dlatego padają takie słowa, jak „polskie obozy śmierci”, czy słyszymy tylko o „nazistach”, co przecież rozmywa odpowiedzialność za II wojnę światową. Akcja, którą teraz inicjujemy, to dopiero początek. Za nią muszą pójść nie tylko działania na polu prawnym, politycznym i międzynarodowym, ale również w dziedzinie polityki historycznej. Musimy zatem zacząć kręcić filmy, dokumenty, pisać i promować w świecie książki, które odkłamią historię i nie będą z przegranych czynić zwycięzców. To musi być cała wielka akcja całego społeczeństwa, również Polonii. Mało jest tak naprawdę opracowań, które poruszają kwestie odszkodowań, strat, które odniosła Polska. Takich kompleksowych opracowań wciąż brakuje. Musimy to nadrobić. To jest praca dla wielu instytucji, takich jak Instytut Pamięci Narodowej, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwo Sprawiedliwości i oczywiście Ministerstwo Spraw Zagranicznych. To, co jest już dziś ważne i cenne, to fakt, że rośnie zainteresowanie medialne i społeczne tym tematem.

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... pacje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 22 sty 2018, 16:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Utracone, odzyskane

Obrazek
Walka postu z Karnawałem/ Pieter Bruegel Zdjęcie: / -


Opowieść o utraconych polskich dziełach sztuki i walce o ich odzyskanie musi być utrzymana w tonacji biało-czarnej. Granica między dobrem a złem jest tu wyjątkowo ostra, nie ma miejsca na półcienie i półtony. To historia wciąż przez nas nieopowiedziana światu, a przecież ciekawsza od filmowych przygód „łowców skarbów”, bo dotyka tak gorących tematów, jak straty wojenne Polski, reparacje i odszkodowania od Niemiec.

Symbolicznie po jednej stronie tej opowieści powinien stanąć niemiecki zbrodniarz wojenny Hans Frank, który zwiedzając w październiku 1939 Zamek Królewski w Warszawie, własnoręcznie zdzierał z baldachimu tronu władców Rzeczypospolitej srebrne orły. Znalazł tysiące naśladowców: utytułowani barbarzyńcy spod znaku „Nazi Kultur” planowo, systematycznie prowadzili na niespotykaną skalę akcję grabieży polskich dóbr kultury.

Po drugiej stronie – zastępy, często dziś już bezimiennych Polaków, z narażeniem życia ratujących przed zagładą dzieła sztuki, dokumentujących rozmiary złodziejskiego procederu. Niewątpliwie ich twarzą jest prof. Karol Estreicher, jeden z bohaterów słynnej ekipy Monuments Men (oficerowie ds. ochrony zabytków), czyli 345 członków amerykańskiej Sekcji Pomników, Sztuk Pięknych i Archiwów, utworzonej m.in. z jego inicjatywy podczas wojny w celu odzyskiwania skradzionych przez Niemców arcydzieł. To on odnalazł na terenie Niemiec „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci, ołtarz Wita Stwosza z bazyliki Mariackiej w Krakowie, miecz koronacyjny królów polskich i wiele innych dzieł.

Dowody na przemiał
W Polsce ograbionej z arcydzieł kultury przez okupantów niemieckiego i sowieckiego każdy powrót cennych obrazów, rzeźb, starodruków, mebli wywołuje sensację. W ciągu ostatnich pięciu lat udało się odzyskać 370 obiektów z Niemiec, Austrii, Stanów Zjednoczonych. To nikły promil tego, co utraciliśmy.

Po wojnie nasze straty w obszarze kultury oszacowano na 516 tysięcy obiektów. Dziś w bazie utraconych zabytków prowadzonej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego znajdują się 63 tysiące rekordów, mozolnie zbieranych na nowo od początku lat 90. Tyle obiektów ma zgromadzoną dokumentację, na podstawie której można ubiegać się o zwrot zagrabionego mienia. Tylko 10 procent przedmiotów na tej liście jest opatrzonych fotografią, a bez tego identyfikacja zaginionego dzieła jest praktycznie niemożliwa.

O wielu stratach nie dowiemy się nigdy, ponieważ tysiące zbiorów prywatnych w pałacach i dworach było nieskatalogowanych, informacje o nich są ogólnikowe; nie wiadomo też dokładnie, jakie dzieła posiadali w swoich kolekcjach liczni miłośnicy sztuki – zamożni adwokaci, lekarze, przedsiębiorcy.

Miary piętrzących się problemów dopełnia fakt, że w PRL w tajemniczych okolicznościach zniszczona została dokumentacja polskich strat w kulturze zebrana tuż po wojnie. Osoby prywatne, przedstawiciele Kościoła i organizacji wypełniali specjalne ankiety, w których zgłaszano zaginione dzieła sztuki. Kwestionariusze zgromadzone przez Biuro Rewindykacji i Odszkodowań (działało tylko do 1951 roku), ułożone w porządku alfabetycznym, przechowywano w ministerstwie kultury. – W latach 70. znakomita część tego zbioru zaginęła. Krąży wersja, że została zniszczona w papierni w Konstancinie – mówi Katarzyna Zielińska z Wydziału Strat Wojennych w Departamencie Dziedzictwa Kulturowego za Granicą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Można tylko domyślać się, że notable komunistyczni i służby specjalne chciały ukryć jakieś ciemne sprawki związane z nielegalnym obrotem dziełami sztuki.

Powrót perły z Wrocławia
W Muzeum Archidiecezjalnym we Wrocławiu w osobnej sali na parterze można oglądać tylko jeden obraz. To „Madonna pod jodłami”, arcydzieło Lucasa Cranacha Starszego z 1510 roku, specjalnie namalowane na zamówienie dla wrocławskiej katedry. To także najcenniejszy obraz odzyskany przez Polskę po wojnie.

Po wojnie, w obawie przed losem, jaki może spotkać „Madonnę pod jodłami” ze strony grabieżców z Armii Czerwonej, obraz został wywieziony do Niemiec przez ewakuującego się z Wrocławia ks. Zygfryda Zimmera, który jednocześnie zamówił jego kopię u młodego malarza Georga Kupke. Namalowana przez niego „Madonna” została w Polsce, długo uchodząc za oryginał. Dopiero w 1961 roku, kiedy francuskie wydawnictwo poprosiło o dobrą fotografię obrazu do przygotowywanego katalogu dzieł Cranacha, konserwatorzy stwierdzili, że to kopia.

Również w latach 60. ks. Zimmer sprzedał oryginał „Madonny pod jodłami” i obraz znalazł się w Szwajcarii w prywatnych rękach. Przed śmiercią posiadacz ofiarował płótno ordynariuszowi diecezji Sankt Gallen z myślą, żeby przysłużyło się dobru Kościoła. Gdy nowy właściciel zorientował się, że obraz pochodzi z Wrocławia, postanowił zwrócić arcydzieło parafii katedralnej. W 2012 roku obraz Cranacha był już w Polsce, powrót wynegocjował i przetransportował arcydzieło samolotem do Polski prof. Wojciech Kowalski, specjalista ds. restytucji dóbr kultury w MSZ. – W Polsce dzieł sztuki, które nieprzerwanie znajdowały się w tym samym miejscu, nie ma. Dlatego „Madonna pod jodłami” jest tak cenna – tłumaczy ekspert.

Odzyskane w ostatnich latach dzieła sztuki możemy podziwiać m.in. w Muzeum Narodowym w Warszawie, gdzie wróciły „Schody pałacowe” Francesca Guardiego, słynna „Żydówka z pomarańczami” Aleksandra Gierymskiego, obrazy Juliana Fałata „Przed polowaniem w Rytwianach” i „Naganka na polowaniu w Nieświeżu”, czy teka 42 rysunków i grafik takich mistrzów jak Aleksander Orłowski, Piotr Michałowski, Juliusz Kossak, Józef Chełmoński.

Czekając na Rafaela
W tej chwili ministerstwo kultury prowadzi 70 rewindykacji w kraju i za granicą. – Czynimy starania o zwrot obiektów z terenu Niemiec, Austrii i USA – informuje Katarzyna Zielińska. Ministerstwo nie ujawnia żadnych szczegółów. Wiadomo tylko, że chodzi o obrazy, obiekty rzemiosła artystycznego, eksponaty archeologiczne i przedmioty sztuki etnograficznej.

Na pewno nie ma wśród tych spraw wniosku o zwrot „Portretu młodzieńca” – arcydzieła Rafaela Santiego, najważniejszego obrazu zrabowanego przez Niemców. – Przeciętnie co dwa lata docierają do nas sensacyjne sygnały, mniej lub bardziej wiarygodne, o obrazie Rafaela. Miał już znajdować się w Afryce, Australii, USA. Wszyscy czujemy, że nie ma go w Polsce. Badacze są też zgodni, że na pewno zadbano, by przetrwał wojnę, raczej nie został zniszczony ani nie strawił go ogień. Myślę, że jest obrazem tak wyczekiwanym, że jeszcze długo nie pokaże się na rynku – jest przekonana Katarzyna Zielińska.

Ostatni ślad po Rafaelu urywa się pod koniec 1944 roku, na pewno znajdował się wtedy na Dolnym Śląsku wśród innych obrazów wywiezionych z Polski przez Hansa Franka. Syn generalnego gubernatora Niklas Frank utrzymuje w swoich wspomnieniach, że obraz „gdzieś przepadł” w Neuhaus w Górnej Bawarii, wymieniony przez jego matkę w 1945 roku na produkty żywnościowe. To potwierdza przypuszczenie historyków sztuki, że Rafael nie zaginął, tylko spoczywa gdzieś w ukryciu.

Na drugim miejscu top listy utraconych przez Polskę arcydzieł widnieje płótno Pietera Breughla Starszego „Walka postu z karnawałem”, złupione z krakowskich Sukiennic przez Charlotte von Wächter, żonę Otto von Wächtera, gubernatora dystryktu krakowskiego i inicjatora utworzenia 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. O tej postaci głośno zrobiło się w ubiegłym roku w związku z przekazaniem władzom Krakowa trzech miernej wartości i wątpliwego pochodzenia dzieł przez syna zbrodniarza. Horst von Wächter przy tej okazji wybielał przeszłość swojego ojca, relatywizując jego postępki.

„Walka postu z karnawałem” prawdopodobnie została wywieziona przez rodzinę do Austrii. Jednak krążące pogłoski, że poszukiwany obraz wisi w wiedeńskim muzeum, stanowczo dementuje Katarzyna Zielińska: – To nie jest to dzieło, które wisi w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Breughel i jego pracownia wypuścili 17 takich obrazów, każdy różnił się kompozycyjnie i wymiarami, nie było identycznych wersji.

Z bazy strat prowadzonej przez ministerstwo kultury wiadomo, że Wächterowie zrabowali ponadto w Krakowie z Pałacu pod Baranami co najmniej dwa obrazy Hansa von Kulmbacha, niemieckiego malarza doby renesansu: „Św. Barbara” i „Ofiarowanie w świątyni”. Inne dzieło tego mistrza – „Nawrócenie cesarzowej Faustyny przez Katarzynę aleksandryjską” – zostało ukradzione przez Niemców z bazyliki Mariackiej.

Von Kulmbach widnieje na wyselekcjonowanej liście 25 najcenniejszych obrazów utraconych podczas wojny. Oprócz wspomnianych znajdziemy tam m.in. takie arcydzieła jak „Wenus i Amor” Lucasa Cranacha starszego (z kolekcji wilanowskiej), „Portret mężczyzny z kielichem” Dircka Dirksz van Santvoorta (z Muzeum Historii i Sztuki w Łodzi, obecnie Muzeum Sztuki w Łodzi), płótno Pompeo Batoniego „Architektura, rzeźba i malarstwo” (z Wilanowa), obraz Rubensa „Diana i Kallisto” (z Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu, obecnie Muzeum Narodowego w Poznaniu).

Biznes czy sumienie
Droga do powrotu utraconego dzieła jest zazwyczaj długa i w każdym przypadku wymaga solidnej dokumentacji. – Musimy mieć pewność, że to jest faktycznie to samo dzieło sztuki, które zostało zrabowane z Polski. To bywa nieraz wyzwaniem, bo np. mebel mógł zostać wykonany – i bywał – w wielu egzemplarzach. Albo dany obraz mógł być namalowany przez artystę w kilku wersjach, które różnią się od siebie detalami. Albo mogła to być kopia lub falsyfikat. Dlatego pierwszy nasz wysiłek jest natury merytorycznej i naukowej, żeby udowodnić, że chodzi o poszukiwane przez nas dzieło sztuki – tłumaczy Katarzyna Zielińska.

Potem przychodzi czas na dalsze działania, które zależą od tego, czy dane dzieło jest w rękach prywatnych czy w zbiorach publicznych. – Jeżeli w zbiorach publicznych, to odwołujemy się do etyki, moralności, do integralności zbiorów, i to są raczej negocjacje bardzo miękkie. Natomiast jeżeli dzieło jest w rękach prywatnych, zaczynamy od prośby o zwrot, odwołując się do argumentów etycznych. Kiedy działania te nie przynoszą rezultatów, wtedy zatrudniamy prawników, zazwyczaj z danego kraju, żeby nam pomogli – akcentuje Katarzyna Zielińska.

Najwięcej zrabowanych dzieł odzyskujemy w Niemczech, ale z drugiej strony tamtejsze prawo nastręcza dużych trudności w przypadku zwrotu dzieł znajdujących się w prywatnych rękach, a wystawionych do obrotu na rynku sztuki. Niemiecka doktryna prawna zna pojęcie „Ersitzung” – zasiedzenia: po 30 latach następuje przedawnienie roszczeń i posiadacz skradzionego przedmiotu staje się jego właścicielem. – Wtedy można pozyskiwać dzieła tylko drogą negocjacji, przemawiania do sumienia. I to nam się bardzo często udawało – podkreśla prof. Wojciech Kowalski.

Głos sumienia przyprowadził do polskiej ambasady w Kanadzie kobietę o niemieckich korzeniach, która zaoferowała odziedziczony po dziadku starodruk Szymona Starowolskiego z sygnaturami Biblioteki Jagiellońskiej. Odzyskane dzieło wróciło do właściciela. Podobnie postąpił syn żołnierza niemieckiego, który brał udział w obławie na majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala” w okolicach Spały i z tamtejszego pałacyku prezydenta Mościckiego zabrał sobie „na pamiątkę” obraz Franciszka Mrażka „Na przypiecku”. Syn chciał zmazać niegodne zachowanie ojca i zwrócił w 2017 roku obraz konsulatowi RP w Monachium.

Grabieżcy ze Wschodu
Racje moralne nie grają żadnej roli w przypadku drugiego wielkiego grabieżcy polskiej kultury. Rosja uparcie odmawia zwrotu zagrabionych dzieł, powołując się na ustawę Dumy z 1998 roku, która wszystkie obiekty przywiezione przez Armię Czerwoną traktuje jako zdobycz wojenną i rekompensatę za poniesione straty. Przez niemal 30 lat Rosja oddała Polsce – za czasów prezydentury Borysa Jelcyna – tylko jeden obraz: Pompeo Batoniego „Apollo i dwie muzy” ze zbiorów w Wilanowie.

Sprawę restytucji dóbr kultury Moskwa traktuje czysto instrumentalnie – jako narzędzie osiągania celów politycznych. Okazuje się, że twarde zapisy ustawy nie obowiązują, gdy Rosja ma w tym ważny interes. – Węgry prowadzą bardzo rozbudowane projekty energetyczne z Kremlem, więc w nagrodę dostały zwrot cennych dzieł z biblioteki szaroszpatackiej, bardzo ważnej dla dziedzictwa kulturowego naszego sojusznika – mówi prof. Wojciech Kowalski. To właśnie ekspertowi MSZ udało się na samym początku lat 90., wykorzystując dobry moment polityczny, odzyskać nagle ujawnione w magazynach Ermitażu cenne epitafia nagrobne z Poznania i Szamotuł, z XV-XVI wieku, których wcześniej poszukiwano na terenie Niemiec. Tymczasem jak miliony dzieł sztuki zostały zagrabione przez Armię Czerwoną, przez tzw. trofiejne brigady NKWD.

– Armia Czerwona grabiła polskie dobra kultury dwutorowo. Najpierw, gdy szła na zachód przez tereny Polski, drugi raz, gdy na terenie III Rzeszy trofiejne brigady NKWD rabowały składnice dóbr kultury skonfiskowane wcześniej przez Niemców. Ponad 2,5 miliona obiektów trafiło prosto do Moskwy. Ile wśród nich jest skarbów polskiej kultury? Nie wiadomo – wyjaśnia Katarzyna Zielińska.

Po upadku Związku Sowieckiego polscy badacze, historycy sztuki, muzealnicy nigdy nie otrzymali dostępu do muzeów rosyjskich na tyle, żeby można skutecznie określić liczbę i skalę obiektów, które pochodzą z Polski. Gdy Trybunał Konstytucyjny Federacji Rosyjskiej zakwestionował część artykułów ustawy z 1998 roku, nakazując publikację wykazu dzieł sztuki będących w posiadaniu rosyjskich muzeów, a historycznie niepochodzących z ich zbiorów, polskim badaczom udało się zidentyfikować część dzieł pochodzących z muzeów na terenie Polski. Na tej podstawie mogliśmy wystąpić o zwrot tych obiektów.

Niestety 20 wniosków pozostaje bez odpowiedzi. Dotyczą malarstwa, m.in. zwrotu obrazu „Madonna z Dzieciątkiem i papugą na tle krajobrazu” pochodzącego z Miejskiego Muzeum Historii i Sztuki im. J.K. Bartoszewiczów w Łodzi, dzieła „Madonna z Dzieciątkiem” z kolegiaty w Głogowie na Dolnym Śląsku; zrabowanego w Gdańska miniaturowego (zaledwie 5 cm średnicy) „Portretu Johanna Schwarzwaldta” Hansa Holbeina młodszego, przedmiotów rzemiosła artystycznego, archiwaliów z obozu Auschwitz, raptularza Juliusza Słowackiego z podróży na Wschód, który odnalazł w Moskwie dr hab. Henryk Głębocki.

– Udaje się nam odszukiwać kolejne dzieła sztuki czy nawet arcydzieła, choć mamy poczucie, że dopóki nie zmieni się sytuacja polityczna w Rosji, to nasze starania pozostaną bezowocne – uważa Katarzyna Zielińska. W tym roku ministerstwo kultury skieruje do Rosji kolejne 7 wniosków o zwrot utraconych dóbr kultury. Wiadomo tylko, że dotyczą one arcydzieł malarstwa włoskiego, które znajdowały się w różnych muzeach na terenie Polski.

Małgorzata Rutkowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/193781, ... skane.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 11 maja 2018, 14:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Zagarnięte dokumenty

Dokumenty opisujące polskie straty podczas II wojny światowej wypożyczone niemieckim instytucjom nie wróciły do Polski.

Dokumentacja dotycząca polskich strat podczas II wojny światowej trafiała do Niemiec od lat 60. ubiegłego wieku, a ostatnie dokumenty przesyłano jeszcze w końcówce lat 90. Dokumenty miały służyć potwierdzeniu polskich szkód w toczących się tam sprawach. I mimo że w wielu przypadkach zakończyły się one w Niemczech umorzeniami czy uniewinnieniami, to oryginały przesłanych dokumentów do kraju już nie powróciły.

Dezyderat o podjęcie kroków w tej sprawie na forum międzynarodowym do premiera Mateusza Morawieckiego podejmie na najbliższym posiedzeniu Parlamentarny Zespół ds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II Wojny Światowej. – Materiały przesyłane do Niemiec przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, a później także przez IPN to dokumenty potwierdzające zbrodnie wojenne. Wysyłano tam przesłuchania świadków, zdjęcia, mapy, akty zgonów, dokumentację strat. To ponad 63 tys. dokumentów dotyczących zbrodni hitlerowskich w Polsce. Są tam np. akta zbrodni w Palmirach, akta egzekucji publicznych na terenie getta w Warszawie, akta opisujące pomoc udzielaną Żydom przez Polaków podczas II wojny światowej, akta masowych egzekucji w wielu polskich miejscowościach – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przewodniczący parlamentarnego zespołu Arkadiusz Mularczyk.

Nielegalnie wywiezione dokumenty
Zwraca uwagę, że są to dowody o tyle istotne, że zostały specjalnie wyselekcjonowane do wysłania, by udokumentować szkody poniesione przez Polskę i Polaków i w celu ścigania zbrodniarzy niemieckich. Do Polski oryginały dokumentów nie wróciły, gdyż – zauważa Mularczyk – nikt się o nie u nas nie upominał. Co więcej, dokumenty te trafiły do Niemiec – mówi nam Mularczyk – bezprawnie, na ich przekazanie nie było żadnej podstawy prawnej.

Artur Kowalski

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/197 ... menty.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rachunek za niemieckie zbrodnie
PostNapisane: 23 maja 2018, 09:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Ignorowane ofiary

Obrazek

Polskie ofiary zbrodni niemieckich pozbawione są należytej pomocy prawnej.

Z tego powodu starania o odszkodowania za szkody i straty wojenne ze strony Niemiec często są bezowocne. – Powinna zostać powołana fundacja, która zapewniłaby pomoc prawną niemieckim ofiarom II wojny światowej – uważa mec. Lech Obara, przewodniczący Stowarzyszenia Patria Nostra. – Taka fundacja powinna pomagać znaleźć prawników w Niemczech, sprawdzić ich rzetelność oraz znaleźć jakieś dofinansowanie – mówi prawnik.

Od 1998 r. w Niemczech obowiązuje ustawa o uchyleniu narodowosocjalistycznych bezprawnych wyroków wydanych w postępowaniach karnych od 1933 r. Unieważniła ona, jak wskazuje IPN, „wszystkie wyroki wydane przez nazistowskie sądy, stanowiące wykroczenie przeciwko elementarnemu poczuciu sprawiedliwości”. Chodzi m.in. o działania sądów specjalnych, które na okupowanych terenach polskich wydały dziesiątki tysięcy orzeczeń, w tym wyroków śmierci.

– Moglibyśmy się przyczynić do powstania tej fundacji, tak żeby tym ludziom pomóc – deklaruje Obara. Fundacja mogłaby również uczestniczyć w procesach cywilnych, w których zniesławiane jest imię Polski i Polaków poprzez twierdzenia o „polskich obozach zagłady czy koncentracyjnych”.

Ale to tylko część szkód, jakie ponieśli Polacy ze strony Niemiec podczas II wojny światowej. Państwo niemieckie odmawia ich naprawienia. Przekonał się o tym m.in. mieszkaniec Gdańska Jerzy Gruss, który wraz z rodziną doznał wielu krzywd podczas wojny, jako wysiedleniec z Poznańskiego. W ubiegłym roku zwrócił się bezpośrednio do niemieckiego Federalnego Urzędu Kanclerskiego. Jego pismo, w którym wnioskował o odszkodowania za doznane krzywdy, trafiło do Ministerstwa Finansów Niemiec.

Ministerstwo przyznało, że doświadczenia Grussa „zaliczają się do szkód wojennych”, które po wojnie zostają „wyrównane pomiędzy poszczególnymi państwami zasadniczo tylko poprzez umowy reparacyjne”. Natomiast jak stwierdził urzędnik niemieckiego ministerstwa finansów, roszczenia „bezpośrednie” są „wykluczone”.

Ojciec pana Jerzego, Józef, powstaniec wielkopolski, policjant, był członkiem Armii Krajowej. Musiał cały czas się ukrywać. Uzyskał szkice pocisku V1, został aresztowany przez Niemców w 1944 r., był więziony. Później był także skazany i więziony przez władze komunistyczne. Matka zaś została wyrzucona z mieszkania, a następnie z dwojgiem dzieci wywieziona do rodziny niemieckiej na przymusowe roboty.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Zenon Baranowski

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/197 ... fiary.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /