Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 20 lut 2016, 08:13 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Na ponad 25 lat naszą Ojczyzną zawładnęły siły mafijne, gangsterskie, zdradzieckie i zaprzańskie.
Być może nadeszła chwila gdy Polska uwolni się od szumowin III RP, a nawet rozliczy je za 25 lat niszczenia, zaprzedawania i okradania Polski i ogłupiania Polaków.


Brakowało jedynie pewnych ogniw

Z dr. Dariuszem Iwaneczką, historykiem, p.o. dyrektorem Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

IPN podał informację o zawartości dwóch z sześciu teczek. Czym są ujawnione przez prezesa Kamińskiego materiały: teczka pracy i teczka personalna, i czemu służyły?
– Są to dwie podstawowe teczki, które były zakładane w momencie pozyskania do współpracy tajnego współpracownika. Często bywało tak, że zanim ktoś stawał się TW, to otrzymywał kategorię kandydata na TW, czyli KTW, natomiast po pobraniu zobowiązania pisemnego i rozpoczęciu formalnej współpracy następowało przekwalifikowanie takiej teczki na teczkę TW. Teczka personalna dotyczyła wszystkich spraw związanych z procesem przygotowania, jak również pozyskania TW. Następnie gromadzono w niej wszelkie inne dane dotyczące konkretnej osoby, np. jej kontakty, dane kontroli wiarygodności czy charakterystyki TW. Można zatem powiedzieć, że teczka personalna zawierała dane o TW i historię jego współpracy. Natomiast teczka pracy dotyczyła stricte zadań, jakie TW wykonywał. Zawierała też informacje, czyli donosy, które przekazywał. Były tam także donosy pisane własnoręcznie – jeżeli TW takie sporządzał, bądź raporty sporządzane przez funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa na podstawie relacji TW ze spotkań i rozmów, jakie przeprowadzał. Co istotne, w teczce personalnej gromadzono również wszystkie pokwitowania dotyczące prezentów rzeczowych bądź też środków finansowych, jakie z funduszu operacyjnego były przekazywane TW w zamian za współpracę. Oczywiście, o ile TW był wynagradzany, bo były też przypadki, kiedy ktoś nie był zainteresowany korzyściami materialnymi, a w zamian oczekiwał załatwienia spraw osobistych, np. pracy czy miejsca na studiach. Takie formy rozliczania także miały miejsce i były dokumentowane w teczce personalnej. Zwykle teczka personalna była mniej obszerna niż teczka pracy. Jeśli współpraca była aktywna, to wówczas teczka pracy była dzielona na poszczególne tomy. W przypadku bardzo aktywnych TW teczka pracy składała się z kilku – trzech, czterech tomów obrazujących historię i przebieg współpracy.

Na ile, Pana zdaniem, ujawnione przez IPN materiały z szafy Kiszczaka są autentyczne i na ile wiarygodne?
– Trudno dziś odpowiedzieć na to pytanie w sposób jednoznaczny. Myślę, że trzeba poczekać na wyniki analizy, której dokonają archiwiści i historycy. Być może będzie też decyzja, aby tym materiałom dokładnie przyjrzał się grafolog, specjalista od historii papieru, druku itp. Podejrzewam, że również pod takim kątem te materiały będą analizowane. Z tego, co wiemy wszyscy – na podstawie informacji medialnych – teczki z domu Kiszczaka znajdują się w oryginalnych obwolutach z tamtego okresu, a więc tak jak były gromadzone wszystkie inne materiały w latach 70. Jest duże prawdopodobieństwo, że jest to materiał archiwalny, który został przejęty prawdopodobnie wtedy, kiedy Kiszczak pełnił funkcję ministra spraw wewnętrznych w rządzie premiera Tadeusza Mazowieckiego. Widocznie miał w tym jakiś cel, aby te materiały przechowywać u siebie w domu.

Czym przez te wszystkie lata kierował się Wałęsa, zaprzeczając współpracy z bezpieką, i czy nie był to błąd?
– Wałęsa od lat mierzy się ze swoją agenturalną przeszłością. Od samego początku kluczył, nie dopowiadał, chociaż – jak twierdzą historycy, np. Sławomir Cenckiewicz czy Piotr Gontarczyk – tak naprawdę były wypowiedzi samego Wałęsy, kiedy między słowami sam się przyznawał, jeśli nie do współpracy, to przynajmniej do kontaktów z funkcjonariuszami SB. Są znane nieliczne przypadki byłych TW, którzy wprost przyznają się, że podjęli współpracę z organami bezpieczeństwa PRL. Większość kluczy, próbuje mataczyć w tej kwestii albo wręcz zaprzecza do samego końca. Lech Wałęsa z rodziną przyjęli postawę lekceważenia wszelkich doniesień o jego agenturalnej przeszłości. Stoją na stanowisku, że są to materiały spreparowane – zresztą nie wiem, na jakiej podstawie wysuwane są takie twierdzenia. Tymczasem sprawa była oczywista od momentu ukazania się książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, brakowało jedynie pewnych ogniw. Dzisiaj jednak widać, że ten krąg zaczyna się zamykać. Widać, że ci historycy, którzy byli odsądzani od czci i wiary, mieli rację i teraz powinni zostać przeproszeni.

Jak w świetle tych dokumentów jawi się Panu film Andrzeja Wajdy o Lechu Wałęsie „Wałęsa. Człowiek z nadziei”?
– Zgadzam się z argumentacją Sławomira Cenckiewicza, którą przyjął w swojej książce pt. „Lech Wałęsa – człowiek z teczki”, obnażając tezy postawione przez Andrzeja Wajdę w swoim filmie – tezy, które zafałszowują historię Polski i pogląd na temat Wałęsy szczególnie w latach 70., bo o to tu tak naprawdę chodzi. Kontekst historyczny jest tu bardzo istotny, chodzi o to, żeby działalność Lecha Wałęsy rozpatrywać pewnymi etapami. Obraz Andrzeja Wajdy jest jednym z wielu, jakie się ukazywały w kinematografii polskiej, które wprost zafałszowują historię Polski i tworzą legendy, ale w negatywnym tego słowa znaczeniu.



Jak w kontekście teczek Kiszczaka należy odczytać oświadczenie lustracyjne Wałęsy, że nie współpracował ze służbami PRL, uznane przez sąd za zgodne z prawdą?
– Dla mnie nie ulega wątpliwości, że status pokrzywdzonego Lechowi Wałęsie w odniesieniu do tamtego okresu lat 70. został wydany wadliwie. Ci, którzy się temu procesowi lustracyjnemu przyglądali, mówią wyraźnie, że była to farsa. Podobno dostarczano tomy akt, których w kilka dni nikt nie był nawet w stanie przejrzeć, a tym bardziej rzetelnie ocenić. Wygląda na to, że ktoś czegoś nie dopatrzył i celowo, szybko, naprędce próbował oczyścić Lecha Wałęsę z zarzutu współpracy z bezpieką.

Dokumenty z szafy Kiszczaka, podjęte i ujawniane teraz przez IPN, dzielą dawnych opozycjonistów. Jedni stają murem za Wałęsą, odrzucając fakty, inni uważają je za potwierdzenie wiedzy, jaką mieli już wcześniej. Z czego to wynika?
– Według mnie, ten podział nie jest kwestią ujawnienia istnienia w domu Kiszczaka archiwum na temat Lecha Wałęsy. Ten podział i różne postrzeganie Lecha Wałęsy kształtuje się od lat, a wynika to z faktu, że on sam nie potrafił stanąć w prawdzie. Od lat 90., a więc od samego początku tzw. III RP było środowisko – także opozycyjne, które – jestem przekonany – miało wiedzę na temat czarnych plam w życiorysie Wałęsy. Jednak chcąc tworzyć legendę, na zasadzie niedotykania spraw niewygodnych, żeby nie burzyć wizerunku pewnego okresu dziejów Polski, od czasu układu Okrągłego Stołu kształtowali oficjalny, poprawny politycznie obraz najnowszej historii naszego kraju. Zresztą dzisiaj w dalszym ciągu próbują ten nieprawdziwy wizerunek podtrzymywać. Przypomina to ni mniej, ni więcej retorykę Adama Michnika, który stał na stanowisku, że akta należy zalać betonem. A zatem, że nie liczy się historia, nie liczy się tradycja i fakty, natomiast liczy się tylko teraźniejszość, tu i teraz. Zresztą w tę retorykę wpisuje się sam Wałęsa, który powiedział, że zwycięzców się nie sądzi. Tymczasem każdy podlega osądowi historycznemu, obojętnie, czy jest przy władzy, czy jest w opozycji. Każdy powinien podlegać ocenie historycznej – oczywiście zgodnej z prawdą i opartej na źródłach. Ten podział na zwolenników i przeciwników Lecha Wałęsy zawsze tak się kształtował. Są tacy, którzy do samego końca będą obstawać przy tym, aby agenturalnej przeszłości Wałęsy nie rozgrzebywać.

Czy należałoby założyć, że Kiszczak, mając szafę pełną materiałów kompromitujących działaczy opozycji solidarnościowej, dzielił i rządził, jak chciał?
– Owszem, są takie podejrzenia. Nie ulega wątpliwości, że materiałami można grać w różny sposób. Różne osoby, które są w posiadaniu tzw. haków, mogą w rozmaity sposób wpływać na osoby decyzyjne. W historii, zresztą nie tylko PRL-u, ale także współczesnej Polski, takie sytuacje były wykorzystywane. Jest mnóstwo przykładów, gdzie szantażem czy wykorzystując powiązania pewnych osób, wpływano na ludzi i decyzje przez nich podejmowane. Tu zachodzi też obawa, że nie tylko Kiszczak wynosił dokumenty. Przecież każdy naczelnik wydziału, każdy dyrektor departamentu, a nawet kierownik sekcji mógł sobie przywłaszczyć akta, aby później wykorzystać je do różnych celów. Czy sterował tym Kiszczak – trudno powiedzieć. Natomiast dzisiaj, kiedy słyszę, że podczas pobytu Lecha Wałęsy w Wenezueli jego tłumaczką jest żona czy też była żona gen. Dukaczewskiego, to pytam nawet sam siebie, czy to przypadek…

Dlaczego, Pana zdaniem, wcześniej, za życia, Kiszczak nie skorzystał z tych teczek?
– Tego, czy nie skorzystał – tak naprawdę nie wiemy. Skoro je miał, to niewykluczone, że z nich korzystał.

Na pewno ich nie ujawnił. Czy jednak mógł nimi grać?
– O to właśnie chodzi. Temu służą tzw. haki, żeby mieć kogoś w garści. Tak naprawdę wystarczyła świadomość, że gen. Kiszczak takie materiały posiada, albo nawet jeśli ich nie posiada, to ma wiedzę na ich temat. Niektórzy mogli spać bezpiecznie do momentu zejścia z tego świata gen. Kiszczaka, który – jak się dzisiaj okazuje – pozostawił jednak pewne materiały. Mógł np. zapewniać określone osoby, że materiały zniszczył.

Czy takich prywatnych archiwów i „haków” może być więcej?
– Oczywiście, że tak. Błędem było niezajęcie archiwów w 1989 r. i pozostawienie dostępu do nich – przynajmniej na jakiś okres – pewnym osobom związanym z poprzednim reżimem. Nie jest przecież tajemnicą, że dokumenty te były niszczone czy kasowane. Równie dobrze mogły być także wynoszone przez funkcjonariuszy celem zagwarantowania sobie nietykalności i w razie zagrożenia ich wykorzystania.

Czy to nie absurd, że w 27. roku od odzyskania przez Polskę wolności wciąż borykamy się ze skazą PRL-u, a gruba kreska wciąż odbija się czkawką…?
– Popełnienie wielu błędów można zarzucić obozowi postsolidarnościowemu, który przejął władzę w Polsce po rządach komunistycznych, ale gruba kreska premiera Tadeusza Mazowieckiego była błędem kardynalnym. Przejęcie archiwów bezpieki w 1989 r. ucięłoby sprawę raz na zawsze i dzisiaj nie mielibyśmy wielu problemów natury politycznej czy społecznej, z którymi się borykamy.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ogniw.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 20 lut 2016, 08:15 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Kogo jeszcze obciąży szafa Kiszczaka?

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego Komisji Kultury i Środków Przekazu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Powoli upada legenda Lecha Wałęsy. Fakt współpracy byłego prezydenta z SB wpływa na ocenę jego antykomunistycznej działalności?
– Niewątpliwie kwestia agenturalnej współpracy Lecha Wałęsy z SB w pierwszej połowie lat 70. dla osób, które interesowały się naszym życiem publicznym, była jasna od dawna. Jednak to nie spowoduje, że przestanie być symbolem przemian, które dokonały się po 1989 r. Z punktu widzenia dbałości o prawdę w życiu publicznym bardzo źle się stało, że Wałęsa poszedł w zaparte i konsekwentnie zaprzecza swojej współpracy z SB. Utrzymując za wszelką cenę swój mit nieskazitelnego przywódcy, naraża się dodatkowo na śmieszność. Bez wątpienia taka postawa Wałęsy zaszkodziła Polsce. Teraz obserwujemy zainteresowanie światowej opinii publicznej tym tematem. Agencje informacyjne donoszą o przeszłości Wałęsy.

To, że dokumenty Wałęsy były w posiadaniu MSW, a potem już tylko Kiszczaka, mogło wpływać na jego decyzje w czasie, gdy pełnił rolę lidera „Solidarności”?
– Tak, mogło. Na pewno miało wpływ, gdy pełnił urząd prezydenta RP. Sam fakt, że wypożyczył dokumenty na swój temat, a następnie zostały one zdekompletowane, pokazuje, że w postanowieniu chronienia swojego mitu był bezwzględny. Czuję, że pana pytanie jest szersze o kwestię – na kogo jeszcze są materiały obciążające. Która z osób odgrywających istotną rolę w życiu publicznym przed 1989 r., jak i po transformacji znajduje się w szafie Kiszczaka i tym podobnych? Jak te osoby działały w „Solidarności”? To jest bardzo istotny wątek. Gdybyśmy znali całość tych materiałów, to wtedy byśmy wiedzieli, w jakim stopniu polska polityka mogła być niesuwerenna właśnie przez niejasne związki ważnych osób z aparatem przemocy PRL. Dlatego warto czekać na ujawnienie kolejnych dokumentów przez IPN.

Szafa Kiszczaka i szafy innych funkcjonariuszy SB to odpowiedź, dlaczego nigdy nie przeprowadzono w Polsce lustracji?
– To jest odpowiedź, dlaczego nie przeprowadzono lustracji, dlaczego lansowano w życiu publicznym szkodliwą, nieodpowiedzialną i jak teraz widać, kompletnie skompromitowaną politykę grubej kreski, która promowała w przestrzeni publicznej relatywizm. Przez to, że nie potrafiono oddzielić wyraźną cenzurą polityczną i moralną PRL-u od III RP, fałszowano historię, uprawiano propagandę swoistej nowomowy okrągłostołowej, to wszystko razem powoduje, że żyjemy w zakłamanej rzeczywistości. Teraz historycy będą pisać na nowo najnowszą historię Polski. To są straty moralne, bo funkcjonariusze byłego reżimu byli chronieni przez filozofię grubej kreski, ale także „polisy ubezpieczeniowe”, takie jak szafa Kiszczaka. Dzięki temu nie zostali ukarani. Inaczej potoczył się los ich ofiar. Ci, którzy cierpieli, byli bici i poniżani, więzieni i prześladowani, nie doczekali się satysfakcji moralnej oraz oddania im sprawiedliwości.

Prześladowania trwały jeszcze w III RP.
– Poruszył pan kolejny wątek. Osoby, które podważały oficjalne mity związane z Okrągłym Stołem i układem z Magdalenki były prześladowane w przestrzeni publicznej. Osoby, które prowadziły badania odnośnie do przeszłości Lecha Wałęsy, jak prof. Sławomir Cenckiewicz i dr Piotr Gontarczyk, były szykanowane. Przecież Bronisław Komorowski i Donald Tusk domagali się zwolnienia ich z pracy. Media prowadziły publiczną nagonkę. To pokazuje, jaki mechanizm terroru emocjonalnego był stosowany w stosunku do tych, którzy chcieli ustalać prawdę.

Wobec tego jakim państwem jest Polska?
– To jest państwo koncesjonowane, powstałe na bazie układu Okrągłego Stołu. Pisałem o tym w książce „Bitwa o Polskę” już w 1993 r. Wtedy mnie też odsądzano od czci i wiary, a dziś okazuje się, że miałem rację.

Wałęsa całą sprawę komentuje na swoim mikroblogu. Podtrzymuje to, że jest niewinny, ale w jednym z wpisów powołuje się na osobę trzecią, nazywa ją „sprawcą”, który „ma znać prawdę”. Pisze przy tym, że: „jeśli ten sprawca nie ujawni prawdy, będzie kłopot, ale ja wierzę że to zrobi”. O kogo może chodzić Wałęsie?
– Trudno powiedzieć, dla mnie jest to zwykła figura. Lech Wałęsa postanowił iść w zaparte. Niestety, tym potwierdza swoją agenturalną przeszłość ponieważ TW zazwyczaj byli szkoleni, żeby zawsze do końca zaprzeczać swoim związkom ze służbą bezpieczeństwa. Mamy do czynienia z taką właśnie sytuacją. Gdyby Wałęsa przyznał się publicznie do faktu współpracy z SB, wyjaśnił jej okoliczności oraz przeprosił za to, to dziś bylibyśmy w zupełnie innej sytuacji jako państwo i jego obywatele. Również zostałaby oddana sprawiedliwość ofiarom jego donosów. Te osoby już dawno powinny usłyszeć „przepraszam”, a Wałęsa powinien spróbować naprawić wyrządzone zło.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... czaka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 20 lut 2016, 21:20 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Olszewski: To nie koniec materiałów Kiszczaka

Obrazek
Oleszewski


Były premier spodziewa się, że to nie koniec problemów z aferą dot. Wałęsy.
„Nie mogę wykluczyć, że pan generał lepiej się zabezpieczył i zgromadził dokumenty nie tylko dotyczące Wałęsy, ale także innych osób” - mówi w rozmowie z „Super Expressem” były premier Jan Olszewski.

Olszewski wspomina czasy swojego rządu.

„Myślę, że przykład losów rządu, którego byłem premierem, był akurat negatywną nauczką. Wielu pokazał, że lepiej bezpiecznie siedzieć w domu, niż zajmować się niektórymi sprawami” - powiedział.

„W 1992 roku system miał bardzo krytyczny moment. Było wiadomo, że mój rząd nie ma zamiaru się godzić na ustalenia Okrągłego Stołu” - dodał.

Premier Olszewski przewiduje, że to nie koniec problemów mainstreamu z materiałami z willi Kiszczaka.

„Nie opublikowano jeszcze wszystkich materiałów, ale należy wątpić, by całe znalezisko dotyczyło tylko Wałęsy. I nie wiem, czy zagrożony, ale te nieznane nam jeszcze dokumenty mogą przynajmniej zmienić postrzeganie historii Polski po 1989 roku” - powiedział.

Mly/se.pl

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 6212717673


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 22 lut 2016, 20:56 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Wymiar niesprawiedliwości, czyli w dżumę syfilisem

Opisana przez „Warszawską Gazetę” historia sędziego Wojciecha Łączewskiego, który miał na twitterze umawiać się na prywatne spotkanie z podającym się za Tomasza Lisa internautą w celu ustalenia wspólnej strategii walki z legalną władzą wywołała burzę i lawinę krytyki. Najbardziej porażające w tym wszystkim jest to, że na portalach społecznościowych ludzie z różnych krańców Polski okazywali oburzenie i wściekłość, ale nikt tym faktem nie był zaskoczony ani zdziwiony. Co najwyżej uznawano, że mamy oto racjonalne wyjaśnienie, dlaczego Łączewski wydał tak drakoński wyrok na byłego szefa CBA, Mariusza Kamińskiego i jego zastępców.

Przy okazji tego skandalu internauci mnożyli przykłady patologii polskiego sądownictwa – zarazy, która trawi nasz kraj od Warszawy poprzez inne wielkie metropolie aż po Polskę powiatową. Już najwyższy czas stanąć w prawdzie i nie mówić, że oto wśród wielkiej rzeszy kryształowo czystych i uczciwych sędziów znalazło się kilka czarnych owiec psujących opinie całemu środowisku. Jest znacznie gorzej, a praprzyczyną tej patologii jest znowu ta nieszczęsna gruba kreska i brak przeprowadzenia dekomunizacji po 89 roku. Posługując się terminologią weterynaryjną skala zakażenia jest już tak wielka, że należałoby wybić całe stado, a hodowlę nowego rozpocząć od zera. Nawet najgłębsze polityczne i gospodarcze zmiany, najśmielsze reformy kierowane w celu umocnienia polskiej rodziny nie przyniosą pożądanych rezultatów, jeżeli w społeczeństwie brakować będzie elementarnego poczucia sprawiedliwości. Zapowiadana „dobra zmiana” nigdy się nie ziści, jeśli nie naprawimy wymiaru sprawiedliwości. Kolejni młodzi nominowani sędziowie trafiają do sądów rejonowych i okręgowych zastając tam panoszące się sitwy i kliki. Chcąc zawodowo przeżyć i robić kariery z czasem dostosowują się do otoczenia i aby się nie wyróżniać przyjmują barwy ochronne zlewając się w jedno z tym zastanym w większości szemranym towarzystwem. Zaś ci chorobliwie ambitni i najbardziej służalczy gotowi są doszczętnie się ześwinić by przypodobać się zwierzchnikom i salonowej szemranej kamaryli okupującej Polskę już od 27 lat. Statystyki nie kłamią. Już od wielu lat około 70 procent Polaków nie wierzy w niezawisłość i uczciwość sędziowską.

Sytuacja polskiego sądownictwa przypomina wielką zarazę w Londynie, kiedy to w latach 1665-1666 dżuma nazywana czarna śmiercią dziesiątkowała mieszkańców miasta. Strach, jaki zapanował podsuwał ludziom najdziwniejsze i czasami karkołomne pomysły na przetrwanie. Palono wielkie ogniska i wonne kadzidła. Kilogramami spożywano driakiew i czosnek. Nagle rzucono plotkę, według której dżuma miała nie imać się chorych na syfilis. Zaczęły się wtedy ustawiać długie kolejki do prostytutek, które już dawno wypadły z obiegu z powodu chorób wenerycznych. Obawiam się, że w podobny sposób przebiegają kariery wielu młodych sędziów, którzy doszli do wniosku, że tylko złapanie krążącego od 89 roku po Polsce postkomunistycznego syfa może zagwarantować im dalsze kariery i zawodowe przeżycie.

Profesor Adam Strzembosz, w latach 1990-1998 pierwszy Prezes Sądu Najwyższego w swojej naiwności człowieka uczciwego stwierdził, że środowisko prawnicze „oczyści się samo”. Chyba w najczarniejszych myślach nie przypuszczał, że to „oczyszczenie” będzie wyglądało jak leczenie dżumy syfilisem. Mój kolega redakcyjny z „Warszawskiej Gazety”. Paweł Miter po ujawnieniu afery z sędzią Milewskim z Gdańska po raz kolejny wystąpił w roli posłańca niosącego złe nowiny o polskich sędziach. Chwała mu za to, bo leczenie dżumy i syfilisu można rozpocząć dopiero po prawidłowym postawieniu diagnozy, a on jak mało, kto przyczynił się do dobrego rozpoznania. Leczenie pozostawmy specjalistom mając nadzieję, że obecna władza nimi dysponuje.

http://kokos.salon24.pl/697877,wymiar-n ... -syfilisem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 23 lut 2016, 11:50 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Kłamstwo jak zwykle ma krótkie nogi, a oliwa zawsze na wierzch wypływa.

Niewyobrażalna histeria salonu

Z prof. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Instytut Pamięci Narodowej udostępnił część dokumentów z domu Czesława Kiszczaka. Wczoraj od rana można było spotkać tłumy dziennikarzy pod czytelnią akt IPN przy ul. Kłobuckiej w Warszawie. Emocje są odpowiednie do wydarzenia?
– Wydaje się, że tu za emocje nie odpowiada treść tych dokumentów, ale sam fakt ich istnienia. W jakimś stopniu tej treści można się było domyślać. Ich istnienie, ich autentyczność, a w końcu posiadanie ich przez Kiszczaka to jest rzecz wysokiej rangi. Jeżeli te dokumenty są autentyczne i mówią o realnej współpracy kluczowego polskiego polityka najnowszej historii, to dużo tłumaczą nam, co działo się w Polsce po 1989 r.

Naiwne jest założenie, że Kiszczak miał dokumenty dotyczące tylko TW „Bolka”. Ta sprawa wstrząśnie filarami politycznymi III RP przy ujawnieniu kolejnych dokumentów i nazwisk?
– Istnieje możliwość pewnej prowokacji dawnych służb. Te mogły uwiarygodnić źródło, a potem na jego bazie atakować ludzi, rzekomo ujawniając nowe fakty i akta. Scenariuszy jest wiele, bo co do manipulacji ci ludzie byli mistrzami. Natomiast gdy bierzemy pod uwagę całą badaną sprawę, to zwróćmy uwagę, że Lech Wałęsa był od strony „Solidarności” rodzajem zwornika Okrągłego Stołu i okresu późniejszego. Był kimś, kto uwiarygodnił cały układ z postkomunistami. Jeśli jego wiarygodność się posypie, a wydaje się, że jesteśmy na tym etapie, to ta układanka zatrzeszczy w posadach. Równolegle do tego obserwujemy histerię tzw. salonu. Jeżeli salon ustami Grzegorza Schetyny mówi, że to PiS zaaranżowało całą sytuację, to jest to rzecz kuriozalna i pokazująca niewyobrażalną psychozę i brak racjonalnego argumentowania w tej sprawie.

O istnieniu szafy Kiszczaka mówiło się już od dawna. A mimo to żadna z instytucji państwowych nie zdecydowała się na przeszukanie mieszkania generała, aż do teraz. Co nam to mówi?
– Możemy zakładać, że bano się to zrobić, a to ze względu na to, co posiadał. Zwróćmy uwagę, jakiego znaczenia nabrał on i ludzie z nim związani po 1989 r. Byli nierozliczeni, nie dokończono dekomunizacji. Proces lustracji kulał skoro w wielu szafach były ukrywane ważne akta. To dawało byłym aparatczykom olbrzymią władzę. To dla środowisk poubeckich było pewnego rodzaju alibi. Skoro teraz Maria Kiszczak wyceniła te dokumenty na 90 tys. zł, to ile one były warte, kiedy Kiszczak żył?

Lech Wałęsa był kilkakrotnie poddany procesowi lustracji i za każdym razem sąd uznawał, że jego oświadczenie jest zgodne z prawdą. Lustracja była fikcją?
– Było wiele zastrzeżeń co do tych wyroków, ale sądy wyrokowały na bazie dokumentów, które były wtedy znane. To, co my dzisiaj wiemy, dzięki tym dokumentom, daje nam całkiem inną jakość. W tym sensie lustracja była kulawa. Tu nie chodzi tylko o Lecha Wałęsę. Takich materiałów poginęło z IPN całe mnóstwo. Część była zniszczona, część przetrzymują ludzie z dawnych służb. Trzeba im odebrać to, co posiadają w sposób nieuprawniony, ażebyśmy tę atmosferę mogli oczyścić. A więc ich zdekomunizować, rozliczyć i pozbawić narzędzi, czyli możliwości szantażu, a my wtedy moglibyśmy znaleźć się w innym miejscu życia społecznego.

Wiemy, że Czesław Kiszczak chciał przekazać dokumenty do Archiwum Akt Nowych. Nie zrobił tego. Gdyby jednak te dokumenty tam trafiły, poznalibyśmy prawdę o „Bolku”, wiedząc, że akta były czyszczone?
– Nie jest wcale tak łatwo takie dokumenty zniszczyć, przynajmniej oficjalnie. Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, co by było w tamtym kontekście dziejowym. Z pewnością wybuchłby skandal, ale dyskusję mielibyśmy już za sobą. Czy Archiwum Akt Nowych byłoby odpowiednim miejscem do zdeponowania tych dokumentów? Jest to archiwum państwowe, w pełni dostępne. Z pewnością Kiszczak, zwracając dokumenty, pozbawiłby się silnego elementu władzy – szantażu. Sam przez to przestałby być „bezpieczny”.

Kiszczak był „najbezpieczniejszym” człowiekiem w III RP?
– Miał procesy, usłyszał też wyrok skazujący, ale nigdy nic złego mu się nie stało. Kiszczak i Jaruzelski dla służb były to postacie symboliczne. To, że im się nic nie działo, zapewniało psychologiczne bezpieczeństwo dla wielu innych ludzi, którzy byli dawniej im podlegli. To, co powinno być w III RP rozbite, a więc ten układ mafijny czy zbrodniczy, bo tak funkcjonowała SB, utrzymało się w pewnej solidarności. Stąd ta żarliwa obrona symbolicznych postaci.

Odeszli Kiszczak i Jaruzelski, teraz ujawniono akta TW „Bolka”. Układ się sypie?
– Układ ma już innych charakter. On był zawiązany jako układ postkomunistyczno-biznesowy. Dzisiaj rozwinął się i przybrał inne struktury, bardziej klientelistyczne. Oczywiście na poziomie dawnych układanek, czyli ciągłości historycznej, jest duża wyrwa, a wręcz trzęsienie ziemi. Zobaczymy, jak się to dalej potoczy. Natomiast jeżeli bierzemy pod uwagę oczyszczanie Polski z pewnych zjawisk patologicznych, to pamiętajmy, że one cały czas się tworzyły na nowo. III RP to jest już ponad 26 lat. Układ, bazując na tym, co ustalono przy transformacji, zawarto i otrzymano, mógł działać i dzięki temu tworzyły się nowe patologiczne związki.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... alonu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 24 lut 2016, 07:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Kiszczak schował ciężarówkę dokumentów

Z dr. Lechem Kowalskim, historykiem, biografem Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka, rozmawia Krzysztof Losz.

Dlaczego Maria Kiszczak zgłosiła się do Instytutu Pamięci Narodowej, oferując sprzedaż dokumentów zgromadzonych przez jej męża Czesława Kiszczaka?
– Wszyscy próbują panią Kiszczak gdzieś w tej układance umieścić, ale ja nie jestem zwolennikiem teorii, że ktoś ją wysłał, ktoś namówił, że akurat wybrał taki czy inny moment. Wielokrotnie o tym mówiłem i w biografii Kiszczaka też to pokazuję, że Maria Kiszczak to jest pani, która lubi być w świetle fleszy, kamer, wśród dziennikarzy. W swoim małżeństwie to ona nadawała ton wizytom, rautom, bankietom, przyjęciom. Kiszczak wręcz nie cierpiał takich rzeczy, a ją ten świat, w którym żyła przed 1989 rokiem, pociągał. Kiedy to się skończyło, Maria Kiszczak zaczęła pisać i wydawać kolejne autobiografie. Wszystkie przeczytałem, konfrontowałem z archiwami i coraz bardziej się utwierdzałem w przekonaniu, że to jest w pewien sposób próżna pani. Proszę zauważyć, że gdy dziennikarze czekali pod jej domem, to ona, wychodząc do nich, trzymała pod pachą swoje książki.

Pani Kiszczak pewnie długo jeszcze nie zniknie z ekranów telewizorów.
– To jest dopiero początek seansu z jej udziałem. Jak wróci do Polski Lech Wałęsa, to będziemy świadkami kolejnego spiętrzenia medialnego spektaklu z udziałem wdowy po Czesławie Kiszczaku.

Maria Kiszczak już zdążyła przeprosić Wałęsę za ujawnienie dokumentów zgromadzonych przez męża.
– Tylko my jeszcze nie wiemy, jakie rzeczy wypłyną, a one z pewnością będą podtrzymywać zainteresowanie mediów osobami Kiszczaków. Zgłosił się już przecież były wysoki funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, który pomagał generałowi Kiszczakowi schować ogromne ilości dokumentów. On mówi, że tych dokumentów było tyle, że zajęły średniej wielkości ciężarówkę. Tam mogą być bardzo ciekawe rzeczy. Tak więc pani Kiszczak pozostanie na pierwszej linii frontu, czyli spełniły się jej marzenia.

Bardzo liczę, że się ten worek rozpruje, tam mogą być szokujące rzeczy. Bo Czesław Kiszczak nie gromadził „szumu archiwalnego”, odbitek. Był za poważny, żeby się bawić w zbieranie papierzysk. Tam są bestsellery archiwalne.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... entow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 25 lut 2016, 11:21 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
"Sprzedawczyki" - to szumowiny, które sprzedały Polskę, a jednocześnie załozyły podwaliny pod III RP.

"Sprzedawczyki" - Osoby, które sprzedały Polskę.



Przedstawiam I część filmu dokumentalnego - "Sprzedawczyki".
Wymieniam i opisuję osoby, które miały największy wpływ na dzisiejszy kształt, gospodarczy, polityczny i ekonomiczny Polski.

Robert Brzoza

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 26 lut 2016, 13:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/02/2 ... i-sa-inni/

Krzysztof Wyszkowski: Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI
Posted by Marucha w dniu 2016-02-24 (środa)

Obrazek

„Jeżeli ta sprawa budzi we mnie pewien niepokój, to właśnie dlatego, że tu nagle teraz Kamiński [szef IPN Łukasz Kamiński – przyp. red.] i kierownictwo IPN, w tym taki człowiek jak prof. Friszke, nagle zdecydowali się skupić uwagę publiczną na Wałęsie.
Wałęsa jest punktem straconym, jest pozycją nie do obrony, więc skoro nie da się go obronić to się go poświęca. Uznali, ze „Wałęsę oddajemy”, ale nadal ukrywają informację na temat tego co się znajduje w pozostałych materiałach.
A ja uważam, że Lech Wałęsa w tej chwili jest już postacią nieinteresującą, co najwyżej w sensie sensacyjnym dla pism brukowych. Powiedziałbym nawet, że to informacja „dla głupich”. A robi się tą sztuczna sensację, żeby zasłonić innych – mówi w rozmowie z Izabelą Kozłowską Krzysztof Wyszkowski
Izabela Kozłowska Tygodnik Solidarność: Kim dla pana był Lech Wałęsa w okresie walki z komunizmem?
Krzysztof Wyszkowski: Kiedyś był przyjacielem. W pewnym czasie nawet bliskim.
Przyszedł do mnie kiedyś, do mojego mieszkania, w czasie kiedy prowadziliśmy głodówkę a mój brat siedział w więzieniu i tam prowadził głodówkę. To był moment pewnego napięcia psychicznego i emocjonalnego. No i w tym momencie zapukał taki przestraszony człowieczek i zaproponował wysadzanie komend milicji w powietrze, mordowanie milicjantów granatami. Uznałem, że to biedny, bardzo nierozumny człowiek, ale może dobrze chce. No i niestety się nim zaopiekowałem. A później przez całe lata, nie zdając sobie sprawy, że to człowiek który pracuje na dwie strony, współpracowałem z nim, aż do wyboru na prezydenta.
A kiedy i w jakich okolicznościach zorientował się pan, że z Wałęsą jest coś nie tak?
– Sygnałów było bardzo wiele, ale proszę pamiętać, że środowiska niepodległościowe i antykomunistyczne nie miały żadnego przeszkolenia kontrwywiadowczego, byliśmy zwykłymi naiwniakami, tak jak każdy przeciętny człowiek. Tak jak słyszymy w telewizji, że ludzie dają się nabierać „na wnuczka”, podobnie naiwnie myśmy się dawali nabierać agentom. Szczególnie jeżeli było to dobrze przygotowane a ci ludzie umiejętnie pozorowali swoją chęć działania.
Pamiętam, że Wałęsa pierwszego dnia od razu poszedł do kościoła, trochę zdziwiony i nieufny do tego typka, spytałem czy do tego kościoła dotarł, odbywały się tam akurat modlitwy w intencji mojego brata, powiedziano mi wtedy, że tak dotarł i modlił się bardzo skupiony, przyznaję, że takie rzeczy robiły wówczas na nas wrażenie uwiarygadniające.
Pamiętam też w 79′ roku była taka ważna historia, kiedy dowiedzieliśmy się, że do mieszkania Wałęsy, który mieszkał wtedy na Stogach, przyszło dwóch funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa z wódką i że kiedy wypili ta wódkę, Wałęsa z jednym z nich, poszedł, jak to się kiedyś mówiło, „na melinę” i tam dokupili jeszcze pół litra. Ja zapytałem Wałęsę o tę sprawę. Był wystraszony, przyznał się bez żadnych oporów, ględził coś chaotycznie choć pokornie.
Więc były takie sygnały. Jednak przyznaję szczerze, dawaliśmy się nabierać właśnie jak starsze panie „na wnuczka”
Jak Pan odebrał sprawę „Szafy Kiszczaka” i częściowe ujawnienie informacji na temat ukrytych w niej dokumentów TW Bolek?
– W sensie naukowym, faktograficznym sprawa jest od dawna oczywista. To dla mnie nie podlega żadnej dyskusji co do agentury Wałęsy w latach 70′. Oczywiście dobrze, że te dokumenty zostały ujawnione, ale nie jest to dla mnie żadna nowość w sensie merytorycznym.
Ważniejszy jest fakt, że IPN broni się przed ujawnieniem, że Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa po 76′ roku, już może nie jako agent „Bolek”, ale nadal była to współpraca. Przecież 14 sierpnia 80′ roku, kiedy przyszedł na strajk, to było też zorganizowane przez SB. Wprowadzał go agent „Kolega”, nazwijmy go w skrócie Jurek K., w ostatniej chwili, kiedy już się okazało, że strajk wybuchł i potrzebny jest ktoś, kto panuje nad tym buntem. W tym momencie „Kolega” wprowadził Wałęsę na polecenie Służby Bezpieczeństwa do stoczni. Wałęsa biegiem zdążył się jeszcze zapisać na przewodniczącego komitetu strajkowego. I to było charakterystyczne, bo uczciwi ludzie zwykle nie pchają się w takich sytuacjach żeby być na czele. A Wałęsa odwrotnie. Czekał pod stocznią, gdyby się strajk nie udał wróciłby do domu, ale jak dostał sygnał, że ma wchodzić, wtedy wszedł i natychmiast ogłosił się przewodniczącym.
IPN powinien badać współpracę Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa również po tym okresie. Sam się do tego przyznawał. W latach 80-81′ również spotykał się z szefostwem SB. Po 13 grudnia poparł wprowadzenie stanu wojennego, oddał się do dyspozycji i tylko dlatego, że władze komunistyczne, że nie trzeba Solidarności „odtwarzać w formie robotniczej”, tylko w ogóle można ją zlikwidować, po kilku miesiącach trzymania Wałęsy „w zapasie” pod Warszawą, odesłano go do Arłamowa. I tam w Arłamowie, w listopadzie, napisał swój pokorny adres do Jaruzelskiego „Kapral Wałęsa”.
To były wszystko rzeczy ohydne, odrażające. Ja wtedy napisałem do niego list, który przekazała moja przyjaciółka, bo ja się ukrywałem. On wiedział, że zdradził, chodziło tylko o ratowanie interesu publicznego. Namawiałem go do tego żeby się wycofał, nie afiszował z tą zdradą. Chodziło mi o to żeby nie pogłębiać upadku ducha ludzi Solidarności. W 1982 to było ważne.
I tak to trwało. Później z kolei, po Okrągłym Stole, myśleliśmy nie o tym, żeby ujawniać agenturę w Solidarności, tylko o tym jak obalić Jaruzelskiego. Uznaliśmy, że bierzemy Wałęsę i przy jego pomocy, używając go jak bili w bilardzie, tutaj do rozbijania układu. W tym czasie stała się rzecz nieprawdopodobna, która do dzisiaj ma konsekwencje dla Polski, Tadeusz Mazowiecki zechciał sam zostać prezydentem. Od tego momentu przestałem z nim współpracować, ponieważ miałem dość jego prymitywizmu.
On w stosunku do mnie był zawsze pokorny, uległy, „Krzysiu, ty wiesz lepiej”, pisałem mu wywiady, oświadczenia, których on nawet nie czytał. To mnie przez długi czas utrzymywało w takim przekonaniu, że skoro mam na niego wpływ, to warto z nim współpracować. Dzisiaj żałuję tej swojej naiwności.
Czy w pana ocenie proces ujawniania dokumentów z tzw. „Szafy Kiszczaka” przebiega prawidłowo?
– To jest rzecz drugorzędna, ważne żeby te dokumenty poznać. Jeżeli ta sprawa budzi we mnie pewien niepokój, to właśnie dlatego, że tu nagle teraz Kamiński [szef IPN Łukasz Kamiński – przyp. red.] i kierownictwo IPN, w tym taki człowiek jak prof. Friszke, nagle zdecydowali się skupić uwagę publiczną na Wałęsie. Wałęsa jest punktem straconym, jest pozycją nie do obrony, więc skoro nie da się go obronić to się go poświęca. Uznali, ze „Wałęsę oddajemy”, ale nadal ukrywają informację na temat tego co się znajduje w pozostałych materiałach.
A ja uważam, że Lech Wałęsa w tej chwili jest już postacią nieinteresującą, co najwyżej w sensie sensacyjnym dla pism brukowych. Powiedziałbym nawet, że to informacja „dla głupich”. A robi się tą sztuczna sensację, żeby zasłonić innych. IPN oczywiście takich rzeczy nie bada, nie prowadzi śledztw, a przecież to jest jego obowiązkiem. Właśnie Kiszczak w 89′ i 90′ roku, kiedy był wicepremierem w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, to właśnie on i jego aparat prowadzili wielką akcję tworzenia partii politycznych, wyszukiwania zdolnych młodych ludzi, którzy chętnie wezmą pieniądze i staną się reprezentantami tego układu sowieckiego na nowe czasy.
Kiszczak działał na zlecenie KGB, na zlecenie Związku Sowieckiego w owym czasie, później w interesie Rosji. Wszyscy ci ludzie, którzy wystartowali dzięki SB, którzy są kreaturami SB, osoby i środowiska wytworzone do polityki przez Służbę Bezpieczeństwa, są uzależnieni od sponsorów, a sponsorem głównym było KGB, Służba Bezpieczeństwa była tylko terenowym lokalnym oddziałem służb sowieckich. A jak się doda do tego jeszcze niemieckie służby i służby innych krajów, które chciałyby Polskę traktować przedmiotowo, rozgrywać tu sprawy, pilnować żeby Polacy się nie buntowali, które chciałyby obrabować Polskę, bo Polska w ostatnim okresie została obrabowana z majątku narodowego, otrzymujemy międzynarodowy układ, który nie musi być wrogi Polsce, bo np. Amerykanie nie chcieli żeby jakiś bunt Polaków utrudnił im rozładowanie problemu Związku Sowieckiego, ale w którym Polska miała pełnić rolę służebną. Geopolityka.
Więc lepiej się było dogadać z agentami KGB w Polsce, niż pozwolić Polakom na niepodległość i rządzenie się samym.
Czy po latach walki, również na sali sądowej, o prawdę o Lechu Wałęsie, odczuwa Pan satysfakcję?
– Nie, satysfakcję odczułem kiedy wyborcy, wbrew totalnemu zakłamaniu przez absolutnie dominujące media, przede wszystkim TVN, Polsat, radia, Gazeta Wyborcza, prawie wszystkie możliwe gazety i rozgłośnie, które oszukiwały Polaków, pomimo to wybrali wreszcie ludzi, którzy chcą dla Polski niepodległości i dobrobytu, którzy nie będą Polski zdradzać i rozkradać. To jest wydarzenie, które mnie cieszy.
A to, że jeszcze się okazuje, że Wałęsa był agentem, no to naturalny efekt. To nieprzypadkowo pani Kiszczakowa przyniosła te materiały w pierwszą rocznicę Okrągłego Stołu po śmierci męża. Czekam aż IPN podejmie śledztwo w sprawie tworzenia przez Kiszczaka partii politycznych i wyposażenia w środki finansowe przez Służbę Bezpieczeństwa. To jest kwestia, ujawnienie tej agentury.
Wałęsa jest już starym człowiekiem, który do końca będzie udawał niewiniątko, bo tak wyszkolono. Przechodził szkolenie kontrwywiadowcze, Służba Bezpieczeństwa swoich szpicli uczyła, że nie wolno się przyznawać, co jest absolutnym nakazem. I on wypełnia to polecenie do dzisiaj. Ale tak jak mówię, Wałęsa jest już nieinteresujący.
Czy gdyby kiedykolwiek Wałęsa się przyznał, byłby mu pan w stanie przebaczyć?
– Jak pani sięgnie do internetu, to ja pisałem do niego listy tego rodzaju, że Lechu ja ci pomogę, ja się tobą zaopiekuję, ja cię będę bronił. Przecież znam żonę, dzieci. Ileś lat znajomości. I z takiej litości, współczucia dla człowieka, który co ma zrobić? Pójść do piekła? To tak jak było tych Dwóch Łotrów, z których jeden przed śmiercią powiedział „wierzę” i w ostatniej chwili uratował się od piekła. A drugi do końca złorzeczył. No więc życzę Wałęsie żeby nie był jak ten drugi, który z jakąś skamieniałą podłością, odrzucił zbawienie, odrzucił prawdę, żeby był chociaż jak Kiszczak, który do pewnego momentu trzymał teczki jako polisę ubezpieczeniową, żeby szantażować i żeby nikomu nie przyszło do głowy wsadzać go do więzienia. To się wybroniło, Jaruzelski itp. a Wałęsa był przecież świadkiem obrony na procesie Jaruzelskiego, to się udało.
Natomiast fakt, że Kiszczak polecił zonie przekazanie tego archiwum, wtedy kiedy był już chory, z trudnością mówił, to pokazuje, że nawet Kiszczak wolał być tym dobrym Łotrem i w ostatniej chwili przekaże Polakom i polskiej opinii publicznej prawdę o tym, że przez ostatnie 26 lat byli kierowani przez zdrajców.
Wiele osób idzie nadal w zaparte, broniąc Wałęsy…
Głupich nie sieją. Cała ta akcja obrony Wałęsy, to jest akcja obrony ludzi służb specjalnych. To reszta, wielu musi bronić Wałęsy, np. na zasadzie „wszyscy zawsze wiedzieli”, żeby uwaga opinii publicznej nie skierowała się na nich samych. Kłóćcie się o to czy Wałęsa był czy nie był, czy był prawdziwy, czy nieprawdziwy, analiza pisma i inne bzdury. Zajmujcie się bzdurami, po to żeby nie zająć się tym układem, którego częścią był Wałęsa, który stworzył Kiszczak.
Z „Szafy Kiszczaka” trzeba wyprowadzić wniosek, że to Kiszczak, Jaruzelski i ich ludzie zbudowali III RP i kierowali nią do ubiegłego roku, a w dużym stopniu kierują nią do dzisiaj.

Dziękuję za rozmowę

Izabela Kozłowska

Źródło: Tygodnik Solidarność, 21 lutego, 2016
http://www.tygodniksolidarnosc.com/pl/1 ... kowski-dla–ts—afera-z–bolkiem–jest-dla-glupich–wazni-sa-inni.html

Za: Polish Club Online (22-2-2016)- [Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI – Krzysztof Wyszkowskie dla „TS”]
http://www.polishclub.org/2016/02/21/af ... ie-dla-ts/

http://www.bibula.com/?p=85978#sthash.Le4nH7ms.dpuf


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 03 mar 2016, 18:11 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
No i kto się okazał pętakiem?

Król Europy Donald Tusk po ujawnieniu przez wdowę po Kiszczaku teczki „Bolka” Wałęsy: „Dziwi wielka emocja związana z wykopaliskiem z domu zmarłego Czesława Kiszczaka, bo tak naprawdę Lech Wałęsa nigdy nie ukrywał, że pewne kontakty i problemy w latach 70 miał. […] Mnie się wydaje, że potwierdzamy coś, o czym tak naprawdę może nie zawsze udolnie, nie zawsze przekonująco, ale de facto Lech Wałęsa mówił”.

Przypomnijmy zatem, co w marcu 2009 roku mówił nie król, ale jeszcze premier, Donald Tusk po opublikowaniu przez historyków IPN faktów dotyczących współpracy TW „Bolka” z SB: „Ja osobiście i moi partnerzy w polityce teraz i zawsze wspieramy Lecha Wałęsę, wtedy kiedy jest dotkliwie, w sposób bardzo niesprawiedliwy oskarżany czy kiedy podaje się w wątpliwość jego biografię. […] Nie dziwię się, że dziś w Polsce narastają coraz większe emocje wokół IPN. Ci, którzy nadużywają cierpliwości Polaków i pieniędzy publicznych, sami stanowią dla tej instytucji największe zagrożenie. Jeśli to się nie zmieni, to takie zagrożenie może stać się faktem”.

Ta wypowiedź ówczesnego szefa rządu była czymś w rodzaju strzału startera – sygnałem do ataku na uczciwych badaczy z IPN. Natychmiast zareagowała sfora, ale trzeba pamiętać, że już wcześniej, bo w 2008 roku Michnik tak pisał po opublikowaniu książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”: „Oni uparcie - wbrew logice, wbrew faktom - będą powtarzać swoje oskarżenia, pomówienia, insynuacje. Znam ten typ ludzi, znam ich mentalność i język. To język psów gończych, które ścigają ofiarę, by ją rozszarpać na strzępy. Pamiętam, co psy gończe mówiły i pisały o Lechu Wałęsie w latach stanu wojennego. […] Pętak pojmuje demokrację jako wolność plucia na ludzi. Wolno mu tak sądzić, głupota i nikczemność nie są ścigane w państwie demokratycznym. […] Ale Lech Wałęsa, przywódca "Solidarności", nie był pętakiem. Nie był też agentem SB. Dlatego trzeba mierzyć go inną miarą. Pętak nie zna jednak innej miary. Wobec nikogo”.

Tak o książce Cenckiewicza i Gontarczyka pisał w 2008 roku na łamach „Gazety Wyborczej” naczelny historyk czerskich, Andrzej Friszke: „Książka nie jest obiektywna. Ma udowodnić słuszność oskarżeń stawianych Wałęsie przez lobby lustracyjne od 1992 r. Już widzę rozgorączkowanych działaczy skrajnie prawicowych gazet i partii, którzy posługując się jej tezami, ruszą do walki przeciw Wałęsie, ale także przeciw "Solidarności", Okrągłemu Stołowi i przeciw Trzeciej Rzeczypospolitej, jedynej wolnej Polsce, jaka istnieje”.

A teraz szofer intelektualista Władysław Fracsyniuk w 2008 roku oczywiście na łamach „Gazety Wyborczej”: „Dlaczego mam czytać książkę, która opluwa moją biografię i oczernia legendę „Solidarności”? Takie książki nie powinny się ukazywać pod patronatem państwowej instytucji, jaką jest Instytut Pamięci Narodowej. Wydano ją za pieniądze podatników, za moje pieniądze, a ja na to się nie zgadzam. Niech sobie panowie Cenckiewicz i Gontarczyk publikują, co chcą, ale na własną odpowiedzialność i za własne środki. Dziś mam ochotę przeprosić wszystkich, że kiedyś zagłosowałem za ustawą o powołaniu IPN. Nie dlatego, że ta ustawa jest zła. Dlatego, że źli są ludzie, którzy kierują tą instytucją”.
Dzisiaj Frasyniuk mówi: „Informacje z IPN nie dają nowej wiedzy o Wałęsie”. To znaczy, że to wszystko, co mówił Frasyniuk w 2008 roku było udawanym oburzeniem mimo wiedzy, że Wałęsa to TW „Bolek”? To dlatego szczuliście Polaków na IPN?


Z kolei w 2009 roku Jerzy Owsiak po ujawnieniu historycznej prawdy o „Bolku” Wałęsie” przez historyków z IPN straszył: „Jestem pacyfistą, ale mogę teraz z "baśki" przyłożyć. Niech tylko Wałęsa wskaże komu”.
Śmiało Jurku. Dziś wiadomo już komu. Przyłóż z „baśki” Maryśce Kiszczakowej nie bacząc, że to wdowa po najwyższym przełożonym twojego ojca. Mam nadzieję, że odwaga cię nie opuściła.

Zabrakło by miejsca w „Warszawskiej Gazecie” na opublikowanie wszystkich opinii i wypowiedzi w obronie płatnego kapusia SB, „Bolka” Wałęsy. Czyżby tymi obrońcami komunistycznej agentury kierowała wspólnota interesów i życiorysów?
Aby wszystko było jasne przytoczmy jeszcze te słowa Frasyniuka wypowiedziane w 2009 roku:„We Wrocławiu jest wielkie rondo Reagana i malutka ulica Kuronia, a proporcje powinny być odwrotne. Pomniki powinniśmy, więc stawiać Wałęsie i Jaruzelskiemu - specjalnie powiem to mocno - a nie Reaganowi”. Frasyniuk wiedziony jakimś dodatkowym zmysłem ugryzł się wtedy w język i nie proponował wpychać na cokół Kiszczaka. Dziś rozumiemy dlaczego. Czesiek zza grobu właśnie zlustrował im idola.

Na koniec muszę pojechać wieszczem z Czerskiej, bo chyba nie bardzo świadomie opisał samego siebie.
Znam ten typ ludzi, znam ich mentalność i język. To język psów gończych, które ścigają ofiarę, by ją rozszarpać na strzępy. Pętak pojmuje demokrację jako wolność plucia na ludzi. Wolno mu tak sądzić, głupota i nikczemność nie są ścigane w państwie demokratycznym. Właśnie dlatego, że znam ten typ ludzi sięgnąłem do klasyka i przypomniałem Czytelnikom zakłamanie, hipokryzję i obłudę wszystkich „rycerzy okrągłego stołu”. Kto tu jest pętakiem oceńcie Państwo sami.

http://kokos.salon24.pl/698623,no-i-kto ... l-petakiem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 08 mar 2016, 08:38 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Najgorszy sort hołoty, której "dorobiła" się III RP jak zwykle nie zawiódł i skorzystał z okazji by wykazać swoją tragiczną małość.

Kpiny z wypadku prezydenta

„Życzę mu śmierci w męczarniach”, „Pierwsze ostrzeżenie drugiego nie będzie”, „Szkoda, że brzozy nie było” – to tylko niektóre z komentarzy zwolenników Komitetu Obrony Demokracji, które ukazały się po wypadku prezydenckiego samochodu na autostradzie A4.

Trudno jest komentować zachowanie ludzi o nikłej inteligencji i prymitywnej postawie. Osobiście nawet najgorszemu wrogowie nie życzyłbym śmierci. Tak mnie nauczono, tak mam.

Gdybym miał szukać analogii, to podobny stosunek do życia i szacunek do głowy państwa polskiego mieli funkcjonariusze NKWD i UB. To nie jest przesadzone twierdzenie. Dla nich życie nic nie znaczyło, nie było wartością. Oni bez skrupułów przesiedlali miliony naszych rodaków w głąb Azji, strzelali do kobiet i dzieci oraz do jeńców. To dlatego, że uważali, że życie nic nie znaczy miliony Polaków odwiedzają teraz powązkowską Łączkę i palą tam znicze.

Różnić się trzeba z klasą. Były premier Leszek Miller widzi przyszłość Polski w zupełnie innych barwach niż ja, czy prezydent Duda, a mimo to z krytyką odniósł się do wpisów KOD-owców. „Polska dziczeje” – stwierdził. I rzeczywiście coś w tym jest.

Przykro, że w gronie szyderców znalazły się też osoby, które uważają się za dziennikarzy – Tomasz Lis i Jarosław Kuźniar. Wpisując się w retorykę kpienia z sytuacji zagrożenia życia prezydenta, pozbawili się prawa do tytułowania się mianem dziennikarza. Przedstawiciele mediów, nawet gdyby mieli inne poglądy, to zawsze powinni szanować człowieka. Warto się przy tym zastanowić, czy obaj panowie mają tak wysoki poziom inteligencji, jak mniemają o sobie?

Co jest powodem takiej nienawiści do Andrzeja Dudy? Nie trzeba być znawcą polityki, aby wiedzieć, że przewodnią maksymą prezydenta jest – „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Przy tym konsekwentnie realizuje to, co zapowiedział w kampanii wyborczej. Prezydent rozpoczął przecinanie węzłów gordyjskich, porusza sprawy, o których inni bali się mówić. To musiało pociągnąć za sobą płacz i lament. Bo jak tu nie płakać, jak się straciło profity?

Teraz oczekuję rzetelnego śledztwa w sprawie okoliczności wypadku. Opony nie pękają często. Nikogo o nic nie posądzam, ale chciałbym poznać stanowisko ekspertów. Liczę na to, że usłyszymy, że był to jedynie nieszczęśliwy wypadek. A dzięki ekspertom uda się takich sytuacji uniknąć w przyszłości.

Stanisław Kogut

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... denta.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 08 mar 2016, 09:11 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
Najgorszy sort hołoty, której "dorobiła" się III RP jak zwykle nie zawiódł i skorzystał z okazji by wykazać swoją tragiczną małość.

Kpiny z wypadku prezydenta


No dzicz i swołocz. Zachowanie zwolenników KOD-u jest tak obrzydliwe, że gorzej być nie może.

"Dorżniemy watahy" ...

"Prezydent będzie gdzieś leciał, i to się wszystko zmieni" ...

"Nie trafić z 30 metrów, to trzeba ślepego snajpera" ...


A swoją drogą, to trzeba pomyśleć o zdelegalizowaniu KOD-u, bo miarka się przebrała.
A i nie dopuszczać kałasznikowa Petru do kamer i mikrofonu, bo ten to tylko mąci i jątrzy.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 08 mar 2016, 21:38 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Szafa Kiszczaka II

5 listopada ubiegłego roku zmarł Czesław Kiszczak – zdrajca, komunistyczny zbrodniarz i depozytariusz najbardziej tajemnej wiedzy o agenturze zwerbowanej przez kierowaną przez niego Służbę Bezpieczeństwa. Kilkanaście miesięcy wcześniej III RP z honorami pożegnała renegata Wojciecha Jaruzelskiego – sowieckiego generała przebranego w polski mundur. Obaj komunistyczni bandyci, – co dla nikogo nie powinno być tajemnicą – swoją bezkarność oraz trwanie zaprojektowanego na Kremlu magdalenkowego układu władzy zawdzięczali hakom, które trafiły do ich prywatnych archiwów. To komfortowa sytuacja trzymać na krótkiej smyczy sztucznie wykreowane przez siebie samych elity władzy wiedząc jednocześnie, że ta smycz jest również doskonałą polisą zapewniającą komunistycznym zbrodniarzom spokojne życie na wolności. Myślę, że już po śmierci Jaruzelskiego wśród okrągłostołowych łże-elit zapanował niepokój, który po odejściu Kiszczaka przerodził się w przerażenie. To bardzo ciekawe, że prokuratorzy z IPN dopiero po śmierci obu zdrajców odważyli się wkroczyć na prywatne terytorium jednego z nich. Przecież Instytut Pamięci Narodowej wraz z pionem śledczym powstał w 1999 roku, czyli już 17 lat temu. Czyżby i ta instytucja została zaprogramowana tak, aby w pewne sprawy nie wchodzić i niewygodnych tematów nie poruszać? Czy pion śledczy IPN to zwykłe francuskie kanapowe pieski, które przez niemal dwie dekady udawały polujące wilki? Może o tym świadczyć ślimaczące się śledztwo w sprawie mordu na ks. Jerzym Popiełuszce oraz ta osobliwa powściągliwość i niemoc, jeżeli chodzi i przeszukania w posiadłościach Jaruzelskiego, Kiszczaka i innych PRL-owskich trepów, o których wiadomo od dawna, że sprywatyzowali na swój własny użytek dokumenty, które od dawna powinny znajdować się w IPN.

W styczniu ubiegłego roku na łamach „Warszawskiej Gazety” ukazał się mój tekst zatytułowany, „Szafa Kiszczaka”, w którym przypomniałem wypowiedzi Jaruzelskiego i Kiszczaka, na podstawie których nawet średnio rozgarnięty człowiek wywnioskowałby, że generałowie jednoznacznie przypominają swojej przystrojonej w opozycyjne szatki agenturze skąd wyrastają jej nogi.

Przytoczę fragment: Zawsze przy okazji niewygodnych dla obu okrągłostołowych stron procesów sądowych zarówno Jaruzelski, jak i Kiszczak publicznie zdawali się mówić: - Panowie, nie tak się umawialiśmy. I zawsze straszyli swoją tajemną wiedzą, tak jak Jaruzelski grożąc, „niech uważają, bo pospadają aureole”, czy dzisiaj Kiszczak, który w wywiadzie dla SE ujawnia: "Wiele zniszczyłem. Kiedy po 1989 roku ktokolwiek zwrócił się do mnie w sprawie niszczenia akt, zawsze je niszczyłem. Każdego. […] To nie były płotki. To byli ludzie poważni. Pisarze, wielcy aktorzy i politycy, ludzie kościoła.[…] Nie powiem, kto. Ale widzę ich w telewizji, często jak na mnie plują".

W tamtym tekście zastanawiałem się również nad tą tajemną wiedzą pisząc: Teraz zastanówmy się, jaka jest zawartość tych „wrażliwych danych”? Czy po 25 latach Polakami wstrząsnęłaby wiadomość, że System III RP opiera się na zwerbowanej przez resort Kiszczaka agenturze? Nie sądzę. Przecież w mediach aż roi się od ludzi, o których wiadomo już, że byli płatnymi agentami. Polityczne kariery nawet na europejskich salonach robią dawni TW, tacy jak na przykład Michał Boni czy Dariusz Rosati. Uwikłani we współpracę z SB biskupi pouczają nas nadal w swoich homiliach. Polakom jakoś to nie przeszkadza i zdaje się nie robić to na nich wrażenia. Cóż więc takiego mieli na myśli Jaruzelski i Kiszczak? Jakaż to porażająca wiedza jest dzisiaj w posiadaniu Kiszczaka, że wzbudza ona tak wielki strach salonu? Jedno jest pewne. Upublicznienie tej wiedzy wstrząsnęłoby Polakami i zmiotło ze sceny politycznej oraz życia publicznego całą „elitę” III RP. Jeżeli nie mogą być tym detonatorem inicjującym potężny wybuch teczki TW to, czego dotyczy ta „wrażliwa wiedza”? Na trop naprowadza nas sam Kiszczak, który w 2009 roku w wywiadzie dla „Dziennika Gazeta Prawna” mówił: „Uważamy się za pępek i sumienie świata. A Polska jest potrzebna mocarstwom do prowadzenia gier. Amerykanie i Zachód w latach 80. kupowali Polskę za drobne, a ja te drobne, czyli setki tysięcy dolarów, przepuszczałem przez ręce. Przez związki zawodowe szły do Polski pieniądze. Kanały były opanowane przez polski wywiad. Podwładni mnie namawiali, żeby te pieniądze zbierać na Skarb Państwa. Ale po co? Wiedzieliśmy, ile pieniędzy przychodzi, do kogo idą, na co są rozdzielane. [...] Ludzie na dole wydawali po 10, 20 dolarów. To były wtedy duże pieniądze. A część z tej pomocy, jak mi meldowali podwładni, szła do kieszeni. Z tego tytułu podobno niektórzy mają dziś duże majątki."

Do dziś nie zmieniłem zdania. Polacy po latach obróbki przy użyciu zainstalowanego przy Czerskiej propagandowego młota zostali znieczuleni i są w stanie zrozumieć „chwile słabości” różnych TW, którzy jak to się u nas przyjęło „donosili, ale nikomu nie wyrządzili krzywdy”, czyli jak mówi Stanisław Michalkiewicz, „palili, ale się nie zaciągali”. Co innego, jeżeli dowiedzieliby się, że wierchuszka „Solidarności” i tak zwane „autorytety” to zwykli złodzieje, którzy przywłaszczyli sobie płynące z zagranicy miliony dolarów i bez skrupułów wykorzystywali ideowość tysięcy szczerych patriotów, którzy narażali się za przysłowiowe friko inkasując wyroki za drukowanie i kolportaż podziemnych wydawnictw.

Czy zawartość szafy Kiszczaka to przełom? Chciałbym, żeby tak się stało. Może jednak być zupełnie inaczej. Kiszczak zmarł 5 listopada ubiegłego roku wiedząc już, kto wygrał wybory prezydenckie i parlamentarne. Wiedział też, że kończy się kadencja prezesa IPN, Łukasza Kamińskiego, którego jedni zwą „ciepłe kluchy”, a drudzy „miękka d..a”. Dla wdowy, w której domu pozostało nielegalne archiwum rodziło się zagrożenie. A teraz pewna dygresja. Nie wszyscy wiedzą, że prezes Kamiński dobrze się kiedyś zapowiadał. Przypomnę fragment wywiadu, jakiego Agacie Nowakowskiej i Dominice Wielowiejskiej z „Gazety Wyborczej” udzielił w 2011 roku Bogdan Borusewicz:

Nie miał pan żadnych wątpliwości przy wyborze na prezesa IPN Łukasza Kamińskiego?

- Za każdym razem mam jakieś wątpliwości. Największe miałem przy wyborze Janusza Kurtyki i nimi się dzieliłem, ale one nie zostały zaakceptowane. Nie znam dobrze nowego prezesa - podobnie jak większość parlamentarzystów. Głosowałem za, bo zawierzyłem Radzie Instytutu, która przedstawiła kandydata. Zastosowano demokratyczne procedury i nawet, jeżeli kandydat nie za bardzo mi się podoba, to muszę to uszanować. Mam nadzieję, że Łukasz Kamiński nie będzie kontynuował linii poprzednika. Bo to oznaczałoby upolitycznienie IPN.

Wojciech Mazowiecki w "Gazecie" skrytykował Kamińskiego za jego prace naukowe poświęcone opozycji demokratycznej w PRL, za niejasne stanowisko wobec Lecha Wałęsy, roli KOR-u czy sugestie, że słynna ucieczka Zbigniewa Bujaka była kontrolowana przez SB.

- Akurat krytyka Mazowieckiego mnie nie przekonała. Przeczytałem prace Kamińskiego na temat KOR-u i pod względem warsztatu historycznego oceniam je dobrze.

Kamiński dotarł do dokumentu, z którego niby wynikało, że ucieczka Bujaka była częścią operacji MSW. A potem inny pracownik IPN Sławomir Cenckiewicz nagłośnił ten dokument, jako dowód na to, że SB kontrolowała niemal wszystko, włącznie z przemianami '89.

- Jest jednak fundamentalna różnica między Cenckiewiczem a Kamińskim. Wojciech Mazowiecki jest po prostu zwolennikiem likwidacji IPN, z czym się fundamentalnie nie zgadzam.

Jak widzimy Łukasz Kamiński zmieniając punkt siedzenia zmienił też punkt widzenia i nie przypominam sobie, aby wracał później, jako prezes IPN do „słynnej brawurowej ucieczki” Bujaka. Co w takim razie będzie, jeżeli w zarekwirowanych w domu Kiszczaka dokumentach będzie tylko kilka małych rozczarowujących sensacyjek? Wtedy będziemy mogli założyć, że Kiszczak umierając wydał kilka dyspozycji swojej żonie po to, aby ją chronić i jednocześnie udupić Wałęsę, do którego prywatnie czuł wstręt i pogardę. Tak go opisywał na posiedzeniu biura politycznego KC PZPR: „żulik, mały człowiek i chytry lis". Trudno się dziwić - Kiszczak doskonale wiedział, że Wałęsa był genetycznym donosicielem. Znany był z tego w swojej wiosce, a później w czasie odbywania zasadniczej służby wojskowej. Doskonalił tę swoją haniebną działalność kapusia po grudniu 70 i co bardzo prawdopodobne w czasie solidarnościowego zrywu.

Kiszczak za życia wiedział, że nikt go nie tknie, a tym bardziej nie urządzi w jego domu przeszukania. Jego letniskowy domek w miejscowości Wikno nad jeziorem Omulew na Mazurach, o którym mówiło się, jako o miejscu ukrycia prywatnego archiwum spłonął przecież doszczętnie wraz z garażem w 2010 roku, cztery miesiące po smoleńskim zamachu. Być może już na łożu śmierci Kiszczak postanowił chronić swoją żonę i w tym celu przygotował pakiet wyselekcjonowanych kwitów, które kazał jej ujawnić? Znał przecież poniższy artykuł ustawy o IPN:

Art. 54.
1. Kto nie będąc do tego uprawnionym, dokumenty lub zapis informacji, podlegające przekazaniu Instytutowi Pamięci na podstawie art. 25 i 28 ust. 1 lub znajdujące się w archiwum Instytutu, niszczy, ukrywa, uszkadza, usuwa lub zmienia ich zapis, w inny sposób udaremnia lub znacznie utrudnia uprawnionej osobie lub instytucji zapoznanie się z nimi albo zakłóca lub uniemożliwia automatyczne gromadzenie lub przekazywanie takich informacji, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
2. Tej samej karze podlega ten, kto będąc w posiadaniu dokumentów lub zapisu informacji podlegających przekazaniu Instytutowi Pamięci na podstawie wymienionej w ust. 1, uchyla się od ich przekazania, utrudnia przekazanie lub je udaremnia.

Zapewne pamiętał też szef PRL-owskiej bezpieki tragiczny los, jaki spotkał premiera Piotra Jaroszewicza i jego żonę – torturowanych i zamordowanych przez nieznanych sprawców, których kto, jak kto, ale Kiszczak znał doskonale i dowolnie nimi za swego długiego życia dysponował. Czy mógł się obawiać, że po jego śmierci tchórzliwa psiarnia trzymana na smyczy nabierze odwagi?

Tym wszystkim, którzy niecierpliwie oczekują prawdy o narodzinach III RP zalecam cierpliwość. Ten lont się pali, a bomba w końcu wybuchnie. Może być i tak, że faktycznie wbrew moim wątpliwościom wdowa po Kiszczaku przekazała kluczowe dokumenty i będziemy mieli do czynienia z wielkim wstrząsem na scenie politycznej oraz chichotem historii? Oto zwalczająca od 89 roku lustrację Czerska w finale sama zostanie zlustrowana, ale nie przez znienawidzonego Antoniego Macierewicza, tylko przez cierpiącą na starczą demencję wdowę po „człowieku honoru”. Czy Michnik to przeżyje? Tyle włożonego wysiłku by na koniec polec z rąk jednej zagubionej staruszki?

Przez lata opisywania tego „pokalanego poczęcia” III RP sam z osoby nadpobudliwej i niecierpliwej przeistoczyłem się w kogoś o naturze wędkarza łowiącego metodą spławikową. Spokojnie zerkam na ten spławik i wierzę w wielkie branie, które nastąpi wtedy, kiedy nastąpi, bo…

…Nic się nie dzieje przedwcześnie,
i nic się nie dzieje za późno,
i wszystko się dzieje w swoim czasie, wszystko…
Wszystkie uczucia, spotkania,
odejścia, powroty, czyny i zamiary.
Zawsze właściwą godzinę biją Boże zegary.
(Roman Brandstaetter)

http://kokos.salon24.pl/699813,szafa-kiszczaka-ii


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 03 cze 2016, 07:01 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Szumowiny wciąż szumią....

Kaczyński przegrywa wszystko. Świat według GW

Dzisiejsza inicjatywa Gazety Wyborczej na pewno nie zasypie od razu podziału gnębiącego polskie społeczeństwo. Na pewno jednak przyczyni się do zmniejszenia polaryzacji i napięcia politycznego pomiędzy poszczególnymi grupami społecznymi, czy zwolennikami tej lub innej partii. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że ostatnie wybory parlamentarne, a wcześniej prezydenckie nie dały społeczeństwu pełnej satysfakcji. Z tego właśnie płynie niezadowolenie wyrażane przez społeczeństwo w czasie licznych manifestacji w większych i mniejszych miastach naszego kraju, w których zazwyczaj - na oko licząc - bierze udział ćwierćmiliona z okładem. Głosem tej części społeczeństwa, które chce żeby " było jak kiedyś " jest Agnieszka Holland. Jednak chyba przez niedopatrzenie nie wyznaczono cezury czasowej i tak naprawdę nie wiadomo w jakim czasie owo " kiedyś " umiejscowić. Czy w czasach " kiedyś " jak za Tuska czy w czasach kiedy tata Holland odpowiadał za propagandę nieboszczki PZPR.

Jakimś wyjściem z sytuacji i rozwiązaniem prowizorycznym zanim nadejdzie " kiedyś " jest wspomniana na wstępie inicjatywa Gazety Wyborczej. Chodzi oczywiscie o sondaż dotyczący przyszłych wyborów prezydenckich. W sondażu wzięli udział - wygarnięci z telewizora - wszyscy ludzi czynni politycznie w Polsce AD 2016. Oprócz Niny Terentiew i księdza Lemańskiego. Dlaczego ten sondaż jest tak ważny i dlaczego jest inny niż wszystkie poprzednie sondaże ? Otóż wzajemna konfiguracja uczestniczących w sondażu, ich zestawianie, operowanie tzw. floating voter daje satysfakcję każdej grupie społecznej czy zwolennikom każdej partii, ponieważ w każdej konfiguracji przegranym jest Jarosław Kaczyński. Novum w sondażu jest również wprowadzenie doń Donalda Tuska, który jawi się tu jak jeździec na białym koniu. Nie przypadkiem, więc Donald Tusk wygrywa w cuglach ze wszystkimi, w dogrywce przegrywając nieznacznie z urzędującym prezydentem Andrzejem Dudą. To jednak nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ w komentarzu pod sondażami zaproszony publicysta stwierdza, że Donald Tusk miażdży każdego w każdej konfiguracji. Przyczyna tego jest dla publicysty oczywista : to wina prostackiego zagrania pijarowców prezydenckich, którzy w necie rozpowszechnili zdjęcie Donalda Tuska w chińskich adidasach i podkoszulce na ramiączkach oraz w rozciągniętych gaciach. Tymczasem prezydent Duda prezentuje się w nienagannie skrojonym garniturze. Nie z polskim solidarnym i empatycznym społeczeństwem takie numery. Ono zawsze w geście solidarności zagłosuje na kandydata prezentującego się skromniej, by nie powiedzieć biedniej.

Inną ciekawostką jest to, że nie ma tu w zasadzie przegranych. Gdyby na przykład w dniu wyborów wszyscy kandydaci zmarli na zawał serca, to prezydentem RP zostałby Tomasz Lis pokonując już w pierwszej rundzie Pawła Kukiza. W tej konfiguracji pierwszą damą byłaby druga żona Tomasza Lisa Hanna Smoktunowicz, a drugą damą pierwsza żona Kinga Rusin. Wreszcie skończyłyby się w tej rodzinie spory ambicjonalne. Zwolennicy Pawła Kukiza też nie byliby przegrani, ponieważ w drugiej turze Kukiz mógłby ubiegać się o urząd prezydenta Autonomii Śląskiej. Tu zdecydowanie wygrywa z liderem RAŚ, któremu nie pozostałoby nic innego jak oddać karabin, czapkę i mundur Wehrmachtu do Muzeum Czynu Powstańczego i wyjazd na Mazury, gdzie mógłby zająć się budowaniem nowych struktur Społecznego Ruchu Autonomii Mazur, w skrócie... o nie ! lepiej nie.

Jak wspomniałem największym przegranym sondażu jest Jarosław Kaczyński, nie to jednak jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że Gazeta Wyborcza ujawniła mimochodem niecny plan Jarosława Kaczyńskiego przejęcia pełnej władzy w naszym kraju. Wydaje się, że plan wyglądał następująco : osadzenie na urzędzie prezydenckim osoby powolnej planom Prezesa PiS. Co jak wiemy zrealizowano w 100 % W następnych wyborach wystawienie kandydatury Kaczyńskiego, doprowadzenie do II tury i w przeddzień wyborów wystawienie na trasie przejazdu prezydenckiej limuzyny makiety pijanej zakonnicy w ciąży. Makiety wyborcze to uświęcona już polska tradycja wyborcza. Kto po przegranych przez prezydenta Dudę wyborach dochodziłby kogo potrącił pijany prezydent i kogo by to obchodziło ? kiedy wszystkie trybunały oprócz Rzeplińskiego byłyby w rękach Kaczyńskiego. Niestety dzisiejszy sondaż Gazety Wyborczej nie pozostawia złudzeń Kaczyńskiemu. Na żadną II turę z Prezesem nie ma szans. Kaczyński przepada z kretesem już w I turze stosunkiem 58 % głosów oddanych na prezydenta Dudę, przeciw 3% oddanych na Prezesa, z których zapewne 2 % zostałoby dosypane po północy przez sprzymierzonych Peeselowców liczących na pieczyste.

Tak, więc to Kaczyńskiemu w wyborach AD 2020 przypadnie w udziale wypowiedzenie do Dudy słynnych słów -Et tu Brute contra me ... może to i lepiej, bo gdyby Rysiek miał to powiedzieć, pewnie wsadziłby nieszczęsnego Brutusa na Rubikonia i wysłał w Himalaje w celu zduszenia powstania Wizygotów.

http://siukumbalala.salon24.pl/715429,k ... -wedlug-gw


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 01 lip 2016, 07:20 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Ich czas minął

Oświadczenie Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu w związku z zakłóceniem uroczystości 60-lecia Poznańskiego Czerwca 1956.

Obrazek

W tym roku przypadła 60. rocznica wielkiego wolnościowego zrywu poznańskich robotników, którzy w czasie bardzo represyjnego i opresyjnego okresu stalinowskiej dyktatury w Polsce zaprotestowali przeciw nieludzkim warunkom bytowania i pracy, poniżania ludzkiej godności, kłamstwa i fałszu w polskim życiu publicznym i politycznym. Ten bunt robotniczy wymagał wielkiej determinacji i odwagi. Został brutalnie i krwawo stłumiony: zginęło prawie 60 osób, blisko tysiąc zostało rannych, setki zostało skazanych, a prześladowania uczestników trwały do 1989 roku. Dla mieszkańców Poznania i Wielkopolski pamięć o tych ofiarach jest trwała i głęboka, a kolejne rocznice są obchodzone z wielką godnością i powagą. Tamten Czerwiec dla nas Poznaniaków to wielki powód do dumy i chwały.

Dotąd obchody tego dramatycznego powstania zawsze (poza latami osiemdziesiątymi) przebiegały w atmosferze odpowiadającej dramatyzmowi przywoływanych wydarzeń – godnie, spokojnie i refleksyjnie.

W tym roku stało się inaczej. Prezydent Poznania postanowił wykorzystać rocznicowe obchody Poznańskiego Czerwca 56 do bieżącej gry politycznej, do promowania KOD-u. Pod pozorem niezgody na treść Apelu pamięci, w którym od października 2015 roku w ramach nowej polityki historycznej zawsze jest przywoływana pamięć o osobach, które zginęły w służbie Ojczyzny w Smoleńsku – uniemożliwił udział asysty wojskowej podczas głównych uroczystości pod pomnikiem Poznańskich Krzyży. Dodatkowo wywołując szkodliwe napięcie i podziały w społeczeństwie Poznania.

Bez uzgodnienia z innymi współorganizatorami uroczystości w ostatniej chwili zaprosił na główne uroczystości byłego Prezydenta Lecha Wałęsę, organizując przy tej okazji masową akcję protestacyjną tzw. Komitetu Obrony Demokracji. Ci specjalnie zwołani „demokraci” zakłócali atmosferę uroczystości. Wznoszonymi okrzykami i podnoszonym tumultem próbowali zamienić podniosłą uroczystość dedykowaną odważnym bohaterom sprzed 60 lat – w polityczną demonstrację skierowaną przeciwko demokratycznie wybranym władzom Rzeczypospolitej: Prezydentowi i przedstawicielom rządu. Takie zachowanie nie wymagało odwagi – potrzebna była pogarda dla demokratycznego wyboru większości Polaków.

Poraża hipokryzja organizatorów tej akcji – przypomnijmy choćby tylko święte oburzenie dzisiejszych obrońców demokracji przeciwko zakłócaniu jednego z przemówień Władysława Bartoszewskiego po tym, jak prawicową część Polaków nazwał bydłem.

Poznaniacy, którzy przyszli uczcić pamięć swoich bohaterów sprzed 60 lat nie mieli nic wspólnego z tym zwiezionym i zorganizowanym tłumem dzisiejszych „obrońców demokracji”.

Panie Prezydencie, mieszkańcy Poznania mogą w części nie podzielać Pańskich poglądów, Pańskich działań jako Prezydenta Rzeczypospolitej – ale darzą Pana szacunkiem jako Osobę i Głowę państwa polskiego.

Rozumiemy, że może czuć się Pan rozgoryczony – przyjeżdża Pan uczcić Poznańskich Bohaterów sprzed 60 lat, a jest Pan potraktowany jak intruz. Nie przez Poznaniaków. Przez ludzi chorych z nienawiści do tego, co od wieków konstytuuje polską tożsamość narodową i polskie umiłowanie wolności, przez ludzi, którzy nie mogą zaakceptować demokratycznej woli narodu i tego, że zostali pozbawieni przywłaszczonych sobie przywilejów władzy.

Nie oni zdecydują o obliczu naszej Ojczyzny, także Poznania i Wielkopolski. Ich czas minął.



prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak – Przewodniczący Zarządu

prof. dr hab. Stefan Zawadzki – Wiceprzewodniczący Zarządu i Członkowie: dr Zdzisław Habasiński, dr Tadeusz Zysk, mgr inż. Piotr Cieszyński, mgr Ewa Ciosek, dr hab. Elżbieta Czarniewska, prof. dr hab. Jacek Dabert, prof. dr hab. inż. Antoni Florkiewicz, mgr Jan Martini, prof. dr hab. Grzegorz Musiał, prof. dr hab. Jan Paradysz, prof. dr hab. Stanisław Paszkowski, prof. dr hab. Wojciech Rypniewski, prof. dr hab. Wojciech Święcicki, dr hab. Witold Tyborowski, prof. dr hab. inż. Jerzy Weres

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... minal.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Szumowiny założycielskie III RP
PostNapisane: 13 paź 2016, 07:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Naturalne przywracanie porządku

Marszałek Stanisław Karczewski zmienił decyzję wicemarszałka Bogdana Borusewicza o przerwie w obradach Senatu. Sprawa ma jednak drugie dno.

Spór nie toczy się o cyfry i daty, ale o to, kto realnie kieruje pracami Senatu. To marszałek Stanisław Karczewski jest odpowiedzialny za to, jak funkcjonuje izba wyższa parlamentu, i wszelkie ważne decyzje powinny być z nim konsultowane. Wicemarszałek Borusewicz zachował się inaczej, nieprofesjonalnie.

Istotne stało się, aby wprowadzić sprawy na odpowiednie tory i przywrócić porządek. Dobrze się stało, że marszałek Karczewski zareagował szybko i zdecydowanie.

Tym bardziej że ruchy wicemarszałka Borusewicza były upolitycznione i robione pod publiczkę. Bo jak inaczej nazwać wręczenie medalu senackiego sędziemu Andrzejowi Rzeplińskiemu, bez wiedzy i zgody marszałka Senatu? Dlaczego wręczono to odznaczenie? Jak stwierdził pan Borusewicz, za to, że prezes TK „nie pozwala niszczyć praworządności w Polsce”. To była czysta manifestacja polityczna.

Nie można tym samym mówić o jakiejkolwiek niezależności Trybunału. Instytucja ta jest upolityczniona i funkcjonuje w ramach sojuszu z Platformą Obywatelską. Warto się zastanowić – po co to robią? Z pewnością sytuacja ta nie służy Polsce i Polakom.

Ciągle otwarta pozostaje kwestia przyszłości wicemarszałka Borusewicza. Marszałek Karczewski już zapowiedział, że nie dopuści do sytuacji, w której to pan Borusewicz prowadzi obrady. Przyszłość pokaże, czy senator PO zachowa swoje stanowisko.

Pan Stanisław Karczewski nie rzuca słów na wiatr, a znam go już bardzo długo. Po całym zajściu w Senacie jasno wskazywał, że decyzje pana Borusewicza „sparaliżowały” instytucję państwową. Skoro tak, to zaufanie marszałka do wicemarszałka zostało na zawsze utracone.

Dziwię się, że wicemarszałek Borusewicz dał się uwikłać w grę Platformy Trybunałem. W końcu to osoba o pięknej karcie w historii. Teraz jednak zdarza mu się zapomnieć, że to dzięki rekomendacji prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego był marszałkiem Senatu w latach 2005-2007, i mocno atakuje Prawo i Sprawiedliwość za chęć wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Niektórzy tego nie pamiętają, ale pan Bogdan Borusewicz był marszałkiem z nadania Prawa i Sprawiedliwości. A potem co się stało? Przeszedł do Platformy i razem z innym byłym politykiem PiS ministrem Radosławem Sikorskim krzyczał: Wyciąć watahy!

W swojej karierze parlamentarzysty nie pamiętam, aby kiedykolwiek doszło do sytuacji samowoli wicemarszałka. To jest tym bardziej smutne, że dotyczy to pana Borusewicza, który swego czasu odegrał znaczącą rolę we współczesnej historii Polski.

Stanisław Kogut

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zadku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 12 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /