Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 24 lis 2017, 17:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Trzeba wiele zmienić, by zostało po staremu

Felieton • Radio Maryja • 23 listopada 2017

Szanowni Państwo!

Czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty – mawiali w dawnych czasach źli naziści, co to potem rozpłynęli się w nocy i mgle, aż dopiero teraz tak zwana „prasa międzynarodowa” wykryła ich w Polsce i to od razu w imponującej liczbie „60 tysięcy”. Pewnie już tak zostanie, bo takie liczby żyją własnym życiem; na przykład liczba „6 milionów”, która przewija się przez dzieje już od drugiej połowy XIX wieku aż do dnia dzisiejszego, a kto w nią nie wierzy, tego może dosięgnąć surowa ręka sprawiedliwości ludowej. Mniejsza zresztą o liczby, bo własnym życiem nie tylko one żyją. Własnym życiem żyją również rozmaite porzekadła, na przykład to, że czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty. Nie może być inaczej, skoro żaden z owczarków niemieckich (niech pan słucha, Timmermans!) nie tarmosi za nogawki od spodni Naszej Złotej Pani z powodu niepowodzenia, jakiego doznała próbując zrealizować misję tworzenia rządu, tylko wszystkie owczarki jak na komendę próbują tarmosić rząd polski. Jak nie z powodu demokracji, w obronie której męczeństwa doznał pan Mateusz Kijowski, to z powodu praworządności, z powodu której, tylko patrzeć, jak męczennicą zostanie pani prezes Małgorzata Gersdorf. Jeszcze niedawno była najukochańszą duszeńką i Jedyną Nadzieją Socjalistycznej Praworządności, aż tu nagle okazało się, że również i ona popadła w sprośne błędy Niebu obrzydłe i zaczyna się bisurmanić. Budzi to oczywiście energiczny sprzeciw niezawisłych jeszcze sędziów, którzy przecież zostali poprzebierani przez starszych i mądrzejszych do całkiem innych zadań. Ale na praworządności świat się przecież nie kończy, więc polski rząd jest tarmoszony również z powodu wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Właśnie niezawisły - bo jakże by inaczej - Europejski Trybunał Sprawiedliwości, surowo nakazał Polsce wstrzymanie tej rozpusty, w przeciwnym razie nakładając surową karę 100 tysięcy euro dziennie. Rząd natychmiast ogłosił, że wycinkę wstrzymuje, bo 100 tysięcy euro dziennie, to nie żarty, nawet w sytuacji, gdy budżet państwa jest w stanie kwitnącym. Kto wie, czy wicepremier Morawiecki nadążyłby z pożyczkami tym bardziej, że wcale nie jest pewne, czy grandziarze w ogóle pożyczyliby jakieś pieniądze Polsce, po której spaceruje sobie aż „60 tysięcy” złych nazistów? Takie incydenty znacznie lepiej ilustrują stopień utraty suwerenności przez Polskę, niż cokolwiek innego – na przykład – deklaracja byłego ministra rolnictwa w rządzie PO-PSL, pana Marka Sawickiego. Kiedy brukselska rada komisarzy ludowych nakazała ograniczyć uprawy tytoniu w naszym i tak już przecież nieszczęśliwym kraju, pan minister Sawicki buńczucznie oświadczył, że napisze do Brukseli podanie: „dopraszam się łaski Jaśnie Wielmożnych Panów...” - i tak dalej. Najwyraźniej nasi Umiłowani Przywódcy tylko przed nami udają lwy, podczas gdy w Brukseli natychmiast chowają dudy w miech, bojąc się, że tamtejsi cwaniacy cofną im apanaże i znowu będą musieli wydłubywać kit z okien. Bo powiedzmy sobie szczerze – czy którykolwiek z nich potrafi wykonywać jakieś pożyteczne zajęcie, za które inni ludzie dobrowolnie by im zapłacili? Nic więc dziwnego, że taki na przykład pan Janusz Lewandowski kurczowo trzyma się jak nie państwowej, to brukselskiej klamki i widać, że gwoli utrzymania się przy niej gotów jest na wszystko.

Ale bo też co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie – powiada przysłowie. I słusznie – bo oto w Niemczech załamały się rozmowy koalicyjne z udziałem Naszej Złotej Pani. Prasa niemiecka pisze o nowych wyborach, a niektórzy domagają się, by Nasza Złota Pani, po tylu głupstwach, jakich narobiła, może już dała sobie spokój z kandydowaniem. Ale Nasza Złota Pani najwyraźniej zasmakowała w narkotyku władzy i już zapowiedziała, że w przypadku nowych wyborów też będzie kandydowała na kanclerza. Czy to przypadkiem nie ta sama taktyka, jaką Nasza Złota Pani mogła zasugerować panu prezydentowi Dudzie w kwestii ludowej praworządności? Zwróćmy uwagę, że jeśli nawet Nasza Złota Pani nie zostałaby wybrana w trybie art. 63 niemieckiej konstytucji, a nowe wybory zakończyłyby się podobnym rezultatem, jak te ostatnie, to ona nadal będzie pełniła obowiązki kanclerza – bo kanclerz musi przecież być. Widać, że demokracją też może manipulować w każdą stronę – a ostatnim szańcem są oczywiście niezawisłe sądy, które zatwierdzą wszystko, co nakażą im starsi i mądrzejsi. Czyż nie dlatego właśnie pan prezydent Duda odgraża się, że jak tylko Sejm zmieni cokolwiek w jego projektach, to on takich ustaw nie podpisze. No dobrze – ale co z tego wyniknie? Ano tylko to, że w Sądzie Najwyższym i Krajowej radzie wszystko zostanie po staremu – i o to właśnie chodzi! Ale jakże ma być inaczej, skoro po Warszawie spaceruje „60 tysięcy” złych nazistów, a rząd samowolnie wycina lasy, które być może należą już do kogoś innego, skoro ich wycinka tak denerwuje „Gazetę Wyborczą”?

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4078


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 28 lis 2017, 09:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/11/2 ... lni-wegla/

W Polsce afera o Puszcze, tymczasem Niemcy wycinają w pień stary las pierwotny, bo przeszkadza im w rozbudowie kopalni węgla
Posted by Marucha w dniu 2017-11-27 (poniedziałek)

Gdy w Polsce trwa wielka afera, bo na fragmentach Puszczy Białowieskiej (które nie są rezerwatem) dokonuje się okresowej wycinki drzew zasadzonych wcześniej przez człowieka, Niemcy w najlepsze wycinają u siebie stary (liczący 12 tys. lat) las pierwotny, bo przeszkadza im w rozbudowie odkrywkowej kopalni węgla brunatnego.
Sąd administracyjny w Kolonii właśnie potwierdził, że wycinka gigantycznych połaci lasu Hambach może być kontynuowana. Zaślepieni polskimi sprawami eurokraci z Brukseli w ogóle nie dostrzegają tego tematu.
[Gówno tam „zaślepieni”. Chcą celowo dowalić Polsce. Rzucają gnojem, zawsze trochę się przyklei… – admin]
Przypomnijmy – Niemcy to światowy lider wydobycia węgla brunatnego. Produkują go więcej niż USA z Chinami razem wzięte, a używają do opalania własnych elektrowni, z których aż cztery wchodzą w skład listy TOP-5 najbardziej trujących elektrowni w Europie.
Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego wynika, że w 2012 roku nasi zachodni sąsiedzi wydobyli aż 185,4 mln ton węgla brunatnego. Dla porównania – w tym samym czasie Polska wydobyła 64,2 mln ton tegoż surowca.
Oczywiście węgiel brunatny nie bierze się z powietrza. Aby go wydobyć najczęściej budowane są zajmujące wielkie powierzchnie odkrywkowe kopalnie, które w sposób istotny zmieniają krajobraz okolicy. Okazuje się, że spore pokłady węgla brunatnego znajdują się pod powierzchnią uchodzącego za pierwotny Lasu Hambach. Aby jednak dotrzeć do tych pokładów najpierw trzeba wyciąć las.
Okazuje się, że cały proces wycinki Lasu Hambach trwa już od wielu lat. RWE – niemiecki gigant energetyczny, który dokonuje wycinki kolejnych fragmentów lasu – w ramach odtworzenia krajobrazu zasadza miliony nowych drzew na terenach, na których zakończono eksploatację węgla brunatnego. Nie zmienia to jednak faktu, że z powierzchni ziemi znika unikatowy las pierwotny, który liczy 12 tys. lat. Dostęp do wartych miliardy euro pokładów węgla jest w tym przypadku ważniejszy, co ostatnio potwierdził… Sąd administracyjny w Kolonii.
Niemieccy sędziowie rozpatrywali skargę grupy ekologów, którzy chcieli wstrzymać wycinkę Lasu Hambach. Sąd w Kolonii uznał jednak, że ekolodzy nie ku temu podstaw prawnych i nie przychylił się do ich wniosku.
Kiedy cała Europa skupiona jest na Polsce z uwagi na rozpętaną aferę w związku z wycinką w Puszczy Białowieskiej, nasi zachodni sąsiedzi dokonują sobie w najlepsze rzezi prastarego lasu, bo przeszkadza im w rozbudowie kopalni odkrywkowej węgla brunatnego.
W Brukseli mało kogo to jednak interesuje, bo wszystkie siły skupione są obecnie na „sprawie polskiej”, aby powstrzymać okresową wycinkę gospodarczą w Puszczy Białowieskiej, mimo że proces ten odbywa się tylko i wyłącznie na terenach nieobjętych ochroną i trwa już od 80 lat, a dodatkowo w miejsce wyciętego lasu zawsze zasadzany jest nowy. Wygląda zatem na to, że po raz kolejny potwierdza się zasada, iż są równi i równiejsi. Także w kwestii wycinki lasów.

Źródło:
German court: Ancient forest can be cleared for coal mine (ABCNews.go.com)
http://abcnews.go.com/International/wir ... e-51362826
As Germany hosts green summit, an energy firm is razing a nearby forest (CNN.com)
http://edition.cnn.com/2017/11/16/europ ... index.html

http://niewygodne.info.pl/artykul8/0413 ... zkadza.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 07 gru 2017, 16:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Dzikusy libertyńskie unicestwiające Europę, oddając ją stopniowo, lecz konsekwentnie pod władanie islamskie, wciąż doskakują do Polski, do nas, za to że my nie chcemy sami siebie skazać na islamską zagładę.
Zbrodnicze wobec nas, wobec Europy plany, nazywa się niewinnie pomocą, relokacją, multi-kulti, solidarnością, itp. A prawda jest taka, że sprowadza się do Europy saracenów na jej zagładę. Zagładę z opóźnionym zapłonem, więc jeszcze przez wszystkich niedostrzeganą.


Komisja pozywa Polskę

Komisja Europejska skierowała do Trybunału Sprawiedliwości UE sprawę przeciwko Polsce, Węgrom i Czechom w związku z niewykonaniem przez te kraje decyzji o relokacji migrantów.

– Pozywamy dziś Węgry, Czechy i Polskę do Trybunału w związku z tym, że kraje te nie pokazały, nawet po uzasadnionych opiniach wydanych latem, że będą respektować zobowiązania prawne i uczestniczyć (w relokacji), aby wykazać się solidarnością wobec Grecji i Włoch – powiedział na konferencji prasowej w Brukseli wiceszef KE Frans Timmermans.

Decyzje Rady UE nakładają na państwa członkowskie obowiązek zgłaszania co trzy miesiące dostępnych miejsc na potrzeby relokacji. KE podkreśliła, że podczas gdy wszystkie pozostałe państwa członkowskie dokonały relokacji i niezbędnych zgłoszeń w ostatnich miesiącach, Węgry nie podjęły żadnych działań od momentu uruchomienia programu, a Polska nie dokonała żadnej relokacji i nie przedstawiła stosownych zgłoszeń od grudnia 2015 roku. Czechy nie dokonały żadnych relokacji od sierpnia 2016 roku i nie złożyły nowych deklaracji od ponad roku.

Zgodnie z decyzją relokacyjną z września 2015 roku państwa członkowskie miały w ciągu dwóch lat (do 26 września 2017 roku) rozdzielić między siebie do 120 tys. migrantów. Na Polskę miało przypaść ok. 7 tys. osób. Sprawy przed Trybunałem uniknęły kraje, które nawet symbolicznie wzięły udział w relokacji. Z wrześniowego raportu wynika np., że Austria relokowała 15 osób, a Słowacja – 16. Kraje te zobowiązały się jednak, że przyjmą więcej.

KE przedstawiła w czwartek plan działania, by do czerwca 2018 roku wypracowane zostało porozumienie w sprawie sposobu prowadzenia zrównoważonej polityki migracyjnej w UE. Zakłada on porozumienie państw członkowskich m.in. w kwestii automatycznego rozdzielania migrantów w sytuacji poważnego kryzysu.

RP, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olske.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 16 gru 2017, 14:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Kara, tak, ale nie za naprawę sądownictwa, ale za dążenie do wybicia się na niepodległość, za aspiracje podmiotowe, za szacunek dla ducha cywilizacji łacińskiej. Lewaccy strażnicy niemieckich aspiracji zawsze znajdą wymówkę, aby ukryć przed światem prawdziwe motywy.

Bat na Polskę

Komisja Europejska szykuje się do karania Polski z powodu reformy sądownictwa.

Obrazek
Gniazdo skrzywionych, zakręconych i pokręconych.


Niemiecka gazeta „Süddeutsche Zeitung” podała, że Komisja Europejska przygotowuje się do uruchomienia procedury z artykułu 7 traktatu o Unii Europejskiej, który stosuje w przypadku naruszenia przez państwo członkowskie wartości UE. Komisarze mieli według dziennika dojść do wniosku, iż w Polsce państwo prawa jest zagrożone przez trwającą reformę sądownictwa i jedyne, co może powstrzymać naszych polityków, to unijne sankcje w postaci pozbawienia części praw we Wspólnocie.

Autorzy artykułu spodziewają się z tego powodu gigantycznego konfliktu, ale jednocześnie ich źródła donoszą, że europejskie elity są w swoim planie zdeterminowane. Potwierdził to m.in. niemiecki komisarz Günther Oettinger.

– Nie pozostaje nam nic innego, jak spokojnie argumentować, bo my argumenty mamy. Jeżeli oni uważają, że te polskie ustawy są niedemokratyczne i łamią trójpodział władzy, to jak ocenić sądownictwo niemieckie, francuskie czy hiszpańskie, gdzie sędziów wprost mianują politycy. Musimy zrobić wszystko, żeby to dotarło do europejskiej opinii publicznej, bo politycy nie chcą się przejmować argumentami. Im chodzi tylko o pogrożenie Polsce – ocenia europoseł PiS Kosma Złotowski.

Ostateczna decyzja zapaść ma w środę. „Süddeutsche Zeitung” uważa, że jedyne, co może zmienić ich zdanie, to obietnica premiera Mateusza Morawieckiego, że reforma zostanie wycofana. Źródła PAP w Brukseli podają, że KE ma porównać kształt projektowanych ustaw dotyczących sądownictwa ze swoimi rekomendacjami z lipca. Komisja groziła wówczas, że jeśli reforma doprowadzi do wymuszonego odejścia obecnych sędziów polskiego Sądu Najwyższego, to uruchomienie art. 7 będzie przesądzone.

Podczas szczytu UE z udziałem w Brukseli szef polskiego rządu Mateusz Morawiecki uczestniczył m.in. w spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej z przewodniczącym KE Jean-Claude Junckerem. Na temat praworządności w Polsce ma z nim jednak rozmawiać dopiero w styczniu. – Ja tutaj nie przyjechałem, żeby prosić kogokolwiek o cokolwiek, w rozumieniu jakichś przesunięć. KE ma jakąś swoją procedurę, my uważamy, że mamy prawo do zmian w wymiarze sprawiedliwości. Tę kwestie wyjaśniłem bardzo krótko, ale umówiliśmy się na wyjaśnianie szczegółów dot. reformy wymiaru sprawiedliwości oraz na wspólne dłuższe spotkanie z przewodniczącym w styczniu – powiedział premier podczas powrotu z Brukseli. Sprawa ta była natomiast jednym z tematów rozmowy Morawieckiego z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Gdy polski premier już opuścił Brukselę, Macron razem niemiecką kanclerz Angelą Merkel wspólnie zadeklarowali poparcie dla działań KE przeciwko Polsce.

Artykuł 7 byłby uruchomiony po raz pierwszy. Stwierdzenie „ryzyka poważnego naruszenia” wartości europejskich na wniosek KE wymaga zgody w Radzie Europejskiej przedstawicieli czterech piątych państw (obecnie 22 spośród 28) oraz PE, który stanowi większością dwóch trzecich. Ale do stwierdzenia, że „poważne i stałe” naruszenie zaistniało, wymagana jest w Radzie jednomyślność. Kolejnym etapem jest zawieszenie niektórych praw państwa członkowskiego w UE, do czego wymagana jest tzw. większość kwalifikowana uwzględniającą ilość państw i ich wielkość. Najbliższe formalne posiedzenie Rady Europejskiej odbędzie się według zwykłego harmonogramu 22-23 marca 2018 r. W lutym unijni przywódcy spotkają się nieformalnie 23 lutego.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/swiat/192605 ... olske.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 22 gru 2017, 09:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Nie będzie czwartego rozbioru

Z prof. Karolem Karskim, posłem do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk

Komisja Europejska uruchomiła art. 7 unijnego traktatu w sprawie praworządności w Polsce. Jest Pan zaskoczony?
– Stare porzekadło mówi: kogo Pan Bóg chce pokarać, temu rozum odbiera. Komisja Europejska ma wystarczająco dużo realnych problemów, więc trudno zrozumieć, dlaczego zdecydowała się na ten krok. Unię Europejską wkrótce opuści Wielka Brytania, wskaźniki gospodarcze spadają, gospodarka europejska jest coraz mniej atrakcyjna, obywatele coraz mniej bezpieczni. Wobec tych faktów znaleziono temat, którym chce się karmić Europejczyków. Finalnie i tak nic im to nie da, bo żadne sankcje nie będą nałożone na Polskę.

Nie ma dla Pana znaczenia to, że jesteśmy pierwszym krajem, wobec którego zdecydowano się na ten krok?
– Patrzę na to pragmatycznie. Prawo jest tak skonstruowane, że nie ma najmniejszych szans na sankcje. Tym bardziej mnie to dziwi, że grupa nierobów utrzymywanych za publiczne pieniądze, także nasze, idzie na wojnę z demokratycznie wybranym rządem dużego europejskiego kraju. Sprawa jest nierozwojowa i stanowi jedynie pożywkę dla grup, które stoją w opozycji do rządu i Polski. W całej historii ciekawy jest tylko jeden wątek: jak wobec tej decyzji Komisji Europejskiej zachowała się polska komisarz Elżbieta Bieńkowska.

Do tej pory nie była nazywana obrońcą Polski w Europie.
– No i śmiem twierdzić, że w tej sprawie nic się nie zmieniło. Częściej broniła Donalda Tuska niż spraw Polski.

Skąd u Pana ta pewność, że Komisji Europejskiej nie uda się przekonać krajów UE do tego, że w Polsce naruszono wartości unijne?
– Przejście do następnego etapu działań wobec Polski jest możliwe. Komisarzom może udać się znaleźć poparcie większości czterech piątych, a więc 22 krajów członkowskich. Jednakże w finale, żeby nałożyć na nas sankcje, potrzebna jest absolutna jednomyślność. Takiej sytuacji nie będzie. Co więcej, z każdym miesiącem zwiększamy swoją pozycję w UE. Coraz więcej krajów patrzy na nas z uznaniem. Także nasze argumenty trafiają do coraz to większej rzeszy Europejczyków. Wykonujemy ciężką dyplomatyczną pracę. Polityka Komisji Europejskiej przeciwnie. Kompromituje się z dnia na dzień. Za czasów Platformy Obywatelskiej płynęliśmy głównym europejskim nurtem. Wszyscy wiemy, co płynie z prądem. Gdy postanowiliśmy, że nie chcemy kontynuować tej polityki, musiało to spotkać się ze sprzeciwem. Unia Europejska to też miejsce ścierania się interesów. Byliśmy krajem, który był drenowany i wykorzystywany gospodarczo. Wyprowadzono ogromne sumy pieniędzy. Zabierano nam najlepszych pracowników. Dziś budujemy niezależność. Nikt nie zrezygnuje tak sobie z tak wielkiego rynku. Walka trwa, i z pewnością będzie ciężka.

Jaki wpływ na decyzję Komisji Europejskiej miała deklaracja kanclerz Angeli Merkel i prezydenta Emmanuela Macrona, że poprą decyzję komisarzy w sprawie uruchomienia art. 7?
– Z pewnością stanowisko Berlina i Francji było odebrane jako jasny sygnał w tej sprawie. Dziś chyba nikt nie ma wątpliwości, że są kraje w Unii Europejskiej, które czują się uprzywilejowane i które chcą nadawać ton polityce europejskiej. Co więcej, uważają się one za właścicieli Wspólnoty. To zmusza do postawienia pytania, czy tak powinna funkcjonować UE.

A co teraz zrobi Polska? Reforma sądownictwa zostanie wstrzymana?
– Chyba pan żartuje. Już kiedyś przerabialiśmy sytuację, w której ambasadorowie Austrii, Prus i Rosji dyktowali Warszawie, co ma robić, a ta pokornie przyjmowała wszelkie „rekomendacje”. Wtedy też słyszeliśmy, jak ma wyglądać nasz system polityczny, które instytucje możemy tworzyć, a które nie, jakimi zasadami mamy się kierować, kto ma zasiadać w rządzie oraz z czego mamy zrezygnować. Skutki tej uległości ciążą nam do dziś. Drugi raz Polska nie pójdzie tą drogą i będziemy reformować kraj w ten sposób, żeby był coraz silniejszy i działał sprawnie. Szkoda jedynie, że nie każdy obywatel naszego kraju dostrzega zagrożenia płynące z obcej interwencji. Bo jak przed wiekami, tak i teraz udało się w Polsce sformować targowicę.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... bioru.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 12 mar 2018, 10:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Polska nie ma z czego ustępować

Z prof. dr hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Premier Morawiecki przedstawił w Brukseli białą księgę w sprawie reform polskiego wymiaru sprawiedliwości. Czy to gruntowne ujęcie reform wymiaru sprawiedliwości jest w stanie przekonać dotychczas opornych polityków Komisji Europejskiej?
– Tu nie o przekonanie chodzi, tylko raczej o wykazanie braku rzeczowej argumentacji ze strony atakującej Polskę Komisji Europejskiej. Z tego, co wiemy, jednym z ważnych elementów liczącego blisko sto stron dokumentu zawierającego wyliczenie powodów, dla których reformy sądownictwa w Polsce były konieczne, jest także porównanie zmian dokonanych w naszym kraju do tego, co jest aktualnie w innych państwach Unii Europejskiej. Jeśli te rzeczy są porównywalne, to zasadnicze pytanie, jakie musi się pojawić, brzmi: skąd ten atak? W tym względzie biała księga, która w ośmiu rozdziałach odpowiada na najważniejsze zastrzeżenia Komisji Europejskiej, stanowi istotny element wybijający z ręki argumenty stronie atakującej. Myślę, że ten dokument to doskonały materiał, do którego będzie można się odwoływać w dalszych dyskusjach.

Z czego zatem wynikają te nieporozumienia między Komisją Europejską a Polską? Czy z niezrozumienia założeń reformy sądownictwa?
– Komisja Europejska otrzymywała nieprawdziwe informacje od polityków Platformy i Nowoczesnej oraz od środowisk związanych z tymi ugrupowaniami. Ale problem jest także w tym, że brukselskie elity nie chciały rzetelnych informacji. Wolały je czerpać tylko z jednego źródła, a celem było postawienie Polski do kąta, oskarżanie nas, a w efekcie doprowadzenie, a przynajmniej próba doprowadzenia do zmiany władzy w Polsce. Gdyby Komisja Europejska chciała otrzymywać pełne, rzetelne informacje o reformach wymiaru sprawiedliwości w Polsce, to nie brałaby pod uwagę tylko tego, co mówi opozycja, ale również to, co mówi polski rząd, czyli większość parlamentarna wybrana w demokratycznych wyborach. Jednak takich prób czy woli ze strony Komisji nigdy nie mieliśmy. To też o czymś świadczy.

Skoro wspomniał Pan o źródle, to politycy Platformy mówią, że to żadna biała księga, ale księga kłamstw, która może tylko pogorszyć wizerunek Polski…
– Retoryka Platformy jest niezmienna od dawna i nudna zarazem, stąd nawet trudno brać ją pod uwagę. Cokolwiek by się nie działo, cokolwiek nie znalazłoby się w tej białej księdze – rzeczowe i obiektywne argumenty, to politycy tej formacji, którzy sami się zdefiniowali jako opozycja totalna – również w polityce zagranicznej – nie byliby w stanie wyjść poza obrany kurs negacji. W związku z tym ich oceny nie mają wartości merytorycznej.

Mininister spraw zagranicznych powiedział, że Polska oczekuje od Komisji Europejskiej zrozumienia reform systemu sprawiedliwości, co więcej, stoi na stanowisku, że nie łamią one standardów. To oznacza raczej sztywne stanowisko niż wolę ustępstw?
– Nie bardzo wiem, z czego Polska miałaby się wycofywać czy też ustępować. Mamy prawo do reformowania własnego państwa i żadne próby szantażu czy wytrącania nas z tego kierunku – zwłaszcza płynące z zewnątrz – tego nie zmienią. Oczywiście powinniśmy rozmawiać, prowadzić dialog i przedstawiać swoje racje. W formie nasze działania negocjacyjne są łagodne i miękkie, ale w treści twarde. Żeby z czegoś ustąpić, trzeba byłoby najpierw wskazać nam, gdzie jest błąd lub w którym punkcie zostały przekroczone czy złamane zasady praworządności. Jeśli się tego nam nie wskazuje, to w imię jakich zasad mamy ustępować? Czy to, że komuś się nie podoba polski rząd czy też polskie prawo, które go nota bene nie dotyczy, ma być powodem do ustępstw z naszej strony? Przecież to niedorzeczne. Reforma sądownictwa w Polsce nawet w najmniejszym stopniu nie dotyczy innych państw, nie dotyczy Unii czy Komisji Europejskiej. Więc jeśli ktoś twierdzi – dajmy na to – że jakaś reforma mu się nie podoba, np. we Włoszech, do czego to państwo ma prawo, i Włosi natychmiast mają się temu podporządkować, to brzmi to niczym dyktat, który w żaden sposób nie może zostać spełniony. To samo dotyczy Polski. Tu nie chodzi o żaden kompromis, ale gra toczy się o prawdę i biała księga ma to pokazać.

Jest szansa, żeby zażegnać spór z Komisją Europejską na zasadzie dialogu, bez konieczności uciekania się do głosowania słynnego art. 7?
– Od czasu, kiedy Komisja Europejska weszła w spór z Polską, praktycznie mamy do czynienia z coraz większą liczbą kryzysów – szczególnie politycznych – w Europie. Wspomnę tylko brexit czy ostatnie wyniki wyborów parlamentarnych we Włoszech – niezwykle trudne dla Brukseli. W związku z tym, im bardziej nacisk unijnych polityków jest kładziony na tematy, które nie mają znaczenia dla funkcjonowania całej Unii, tym bardziej Europa pogrąża się w kryzysie. Sytuacja staje się coraz bardziej niebezpieczna, a Komisja Europejska dalej zajmuje się Polską i wyimaginowanymi problemami. Pozostaje mieć nadzieję, że w końcu dojdzie do nich świadomość, że należy zająć się rozwiązywaniem realnych problemów, a nie tworzyć nowe spory z państwami członkowskimi Wspólnoty.

Premier Mateusz Morawiecki spotkał się z szefami rządów Litwy, Łotwy i Estonii, które zapewniają, że nie poprą ewentualnych sankcji na Polskę. Widać, że sojuszników mamy nie tylko w Grupie Wyszehradzkiej, ale czy ta deklaracja wsparcia jest trwała?
– Coraz więcej państw, jeśli nawet nie we wszystkim, to przynajmniej w jakimś zakresie popiera działania Polski. W tej sytuacji Komisja Europejska diagnozuje, że nie ma potrzebnej większości do procedowania dalej słynnego art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, stąd też zmiękczone stanowisko i bardziej łagodny ton rozmów i wypowiedzi. Oczywiście politycy unijni, chcąc procedować dalej w tonie gróźb, musieliby domykać wszystko kolanem, szantażować poszczególne kraje, grożąc im odebraniem pewnych przywilejów czy gorszym budżetem unijnym itd. Koniec końców i tak będzie głosowanie na forum szefów państw członkowskich, gdzie wystarczy tylko jeden głos przeciwny, dla przykładu Węgier, aby cały ten misternie budowany plan runął. Takie przekonanie musi docierać też do Brukseli i stąd dosyć ciepłe – w sensie gestów – niedawne spotkanie przewodniczącego Jean-Claude'a Junckera z premierem Mateuszem Morawieckim.

Czy można zaryzykować twierdzenie, że Komisja Europejska chce pokoju z Polską, ale nie bardzo wie, jak z twarzą wycofać się z wojenki, w którą dała się wplątać dzięki tzw. totalnej opozycji?
– Myślę, że również wola zagranicy – szczególnie naszych sąsiadów, Niemców czy Francuzów – była taka, aby spróbować zewnętrznie wpłynąć na bieg spraw politycznych w Polsce i zmienić rząd na bardziej przyjazny sobie. Tak czy inaczej Komisja Europejska stosuje różne gesty czy metody nacisku. Najpierw są one łagodniejsze, później znów pojawia się element nacisku na Polskę, np. ze strony europarlamentu, gdzie została przyjęta kolejna już rezolucja przeciwko nam, a co za tym idzie – grillowanie Polski trwa. W tym względzie stosują różne metody, czekając na jakiś błąd ze strony Polski, ale nie należy się tym zbytnio przejmować. Trzeba się zachowywać i działać konsekwentnie i doprowadzić tę sprawę do końca – szczęśliwego dla nas. Oczywiście w sensie gestów dyplomatycznych można iść na kompromis, ale jeśli chodzi o meritum sprawy to my nie mamy z czego ustępować.

Komisja Europejska oczekiwała zmiany rządu w Polsce, czego się nie udało zrobić, bo ani ulica, ani zagranica niewiele wskórały…
– Moim zdaniem, to się ostatecznie rozstrzygnie po najbliższych wyborach parlamentarnych. Jeśli zjednoczona prawica utrzyma się przy władzy, to tzw. zagranica nie będzie miała innego wyjścia, jak przyjąć to jako fakt dokonany, czynnik stały. Natomiast do tego czasu pewne próby będą dokonywane, a im bliżej wyborów, to możemy się spodziewać kolejnych różnych akcji, aby tylko osłabić zjednoczoną prawicę w Polsce.

Czego można spodziewać się po tzw. okrągłym stole, który ma się odbyć w przyszłym tygodniu w Brukseli, gdzie polscy eksperci spotkają się w sprawie reformy sądownictwa z ekspertami Komisji Europejskiej i państw członków Unii?
– Tych spotkań jest cała seria i dobrze. Trudno jednak powiedzieć, czy to przekonywanie do naszych racji spowoduje jakiś przełom, czy w dalszym ciągu będzie trwał stan tzw. dialogu, czy może pojawią się komunikaty, że dialog postępuje, ale trzeba ustępstw. Tego nie wiadomo. Sytuacja jest dynamiczna, a dialog trwa i to jest najważniejsze. Spotkanie w Brukseli będzie jednym z serii, ale nie sądzę, żeby po tych brukselskich rozmowach nastąpił jakiś znaczący, całkowity przełom, jeśli bierzemy pod uwagę rozpoczętą procedurę przeciwko Polsce. Oczywiście jest to element ofensywy Polski, która trwa. Dobrze, że takie spotkania są, że dialog jest prowadzony, bo w tej sytuacji trudno będzie zarzucić Polakom, że nie są otwarci. Skoro jest biała księga, skoro spotykają się eksperci, skoro toczy się dyskusja, wreszcie skoro przedstawiamy rzeczowe argumenty, to nie można nam zarzucić, że nie prowadzimy dialogu. I wydaje się, że takie są cele polskiej dyplomacji. Piłka w tej chwili jest oczywiście po stronie Komisji Europejskiej, w końcu to nie my otwarliśmy art. 7 unijnych traktatów przeciwko Komisji, ale to Komisja rozpoczęła działania wymierzone w Polskę. Ale to my pokazujemy cały szereg gestów przyjaznych, gestów otwartości świadczących o gotowości do dialogu. Pytanie, jak wobec kolejnego gestu Polski w postaci białej księgi zachowa się i jak odpowie na to Bruksela.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/195 ... powac.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 21 kwi 2018, 09:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Ten "spór", czyli inaczej mówiąc bezwzględna i perfidna antypolska nagonka, nigdy się nie skończy, gdyż my Polacy jesteśmy innego ducha niż ta unijna dzicz i zawsze będą nas upominać, strofować, karać, a także okradać, grabić, czy wręcz najeżdżać, aż do ostatniego normalnego Polaka. Chcą nas ujarzmić, zniewolić, bądź unicestwić w zależności od możliwości jakie się pojawią. Już ich bożyszcze Engels o tym pisał w swoich tzw. dziełach. Pisał o konieczności zlikwidowania narodów nie przystających do ich paranoicznej wizji świata.

Widać koniec sporu

Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Frans Timmermans podkreśla, że owszem, dialog z polskim rządem trwa, ale dodaje, że zmiany w ustawach przyjęte przez polski parlament nie rozwiązują wszystkich problemów. Czy w tej sytuacji dialog ze strony Komisji Europejskiej nie jest tylko pozorowany?
– Ostatnie tygodnie pokazują, że po obu stronach jest wola, aby poszukać kompromisu. Ta sytuacja trwa zdecydowanie za długo i Komisja Europejska zdaje się powoli uświadamiać sobie, że przedłużający się spór z Polską nie przynosi żadnych rezultatów. Natomiast rozumiem, że dla Fransa Timmermansa perspektywa porozumienia na linii Bruksela – Warszawa może być niepokojąca, gdyż ten spór był jednym z głównych obszarów jego działalności w ostatnich latach i przyczynił się do zwiększenia jego rozpoznawalności. Gdyby nie konflikt z Polską, nikt nie wiedziałby, kim jest Frans Timmermans.

Polska spełniła większość życzeń Komisji Europejskiej. Czy to wystarczy do porozumienia?
– Ręka została wyciągnięta i mam nadzieję, że ten spór uda się wreszcie zakończyć. Nie bez znaczenia jest również fakt, że Polsce udało się zebrać koalicję blokującą, co oznacza wytrącenie wiceprzewodniczącemu Timmermansowi z dłoni jego głównego oręża.

Czy nie jest tak, że z jednej strony Timmermans mówi o chęci kompromisu, a z drugiej robi wszystko, żeby w Polsce było tak, jak było?
– Osobiste zaangażowanie Fransa Timmermansa z pewnością nie przyczyniło się do budowania dobrych relacji między polskim rządem a Komisją Europejską. Wielokrotnie ingerował w wewnętrzne sprawy Polski, jednoznacznie opowiadając się po stronie opozycji i próbując tym samym zdestabilizować sytuację w naszym kraju. Sądzę, że wynika to zarówno z jego lewicowych przekonań, jak i z tego, iż konserwatywny polski rząd jest mu po prostu nie w smak. W grę – jak sądzę – wchodzą również osobiste ambicje i próby wylansowania się na jedną z czołowych postaci w europejskiej polityce.

Pojawiła się informacja, że Donald Tusk rozpowiada w Brukseli, że zarówno on, jak i jego syn mogą zostać aresztowani. Czy to kolejna odsłona zakulisowych działań Tuska przeciwko Polsce? Jak to jest komentowane w Brukseli?
– Donald Tusk zawsze budował swoją pozycję w kontrze do Prawa i Sprawiedliwości i – jak wielokrotnie słyszeliśmy – robi to samo również jako przewodniczący Rady Europejskiej. Było to widać chociażby po jego wpisach na Twitterze czy w wywiadach telewizyjnych. Rozładowanie napięcia i wygaszenie konfliktu w naszych relacjach z Brukselą to dla Tuska fatalna informacja, dlatego jest bardzo prawdopodobne, że będzie on wykorzystywał swoje kontakty i uprawnienia do storpedowania tego porozumienia. Jedyne komentarze, jakie można usłyszeć dzisiaj na ten temat, to te płynące z ust samego przewodniczącego Rady Europejskiej, który oczywiście zaprzecza, że zakulisowo szkodzi Polsce. Trudno jednak wierzyć w te zapewnienia, pamiętając, jak często Donald Tusk mijał się prawdą jako polityk Platformy i premier Polski.

Donald Tusk może zaszkodzić porozumieniu Komisji Europejskiej z Polską?
– Myślę, że gdyby naprawdę chciał to zrobić, to może próbować rzucać kłody pod nogi polskiej dyplomacji. Kontynuacja sporu z Komisją Europejską jest Donaldowi Tuskowi na rękę i wzmacnia zarówno jego pozycję w kontekście powrotu do krajowej polityki, jak też daje paliwo Platformie do kontynuowania scenariusza walki z polskim rządem za pomocą „ulicy i zagranicy”. Z drugiej jednak strony trudno sobie wyobrazić, że polski polityk na wysokim stanowisku w instytucji międzynarodowej wykorzystuje swoją pozycję do sabotowania wysiłków rządu własnego kraju. Byłby to niebywały skandal i mam nadzieję, że nigdy do takiej sytuacji nie dojdzie. Skoro Donald Tusk nie chce pomóc Polsce w walce o jej interesy w sporze z Komisją Europejską, to przynajmniej powinien nie przeszkadzać, jeśli chce zachować resztkę przyzwoitości.

Czy rozwiązanie sporu z Komisją Europejską jest na rękę politykom Platformy? Już teraz zapowiadają interwencję w Brukseli w związku z zarzutami i aresztowaniem posła Gawłowskiego.
– Oczywiście, że nie jest, dlatego spodziewam się, że aktywność polityków Platformy w zakresie donoszenia na Polskę w najbliższym czasie będzie się zwiększać. Im bliżej porozumienia z Komisją Europejską, tym desperacja totalnej opozycji będzie większa, a zarzuty stawiane polskiemu rządowi będą bardziej absurdalne. Sprawa Stanisława Gawłowskiego może być jedną z nich, chociaż według prokuratury i sądu materiał dowodowy jest przekonujący. Pytanie brzmi, czy Platforma będzie teraz walczyła za pośrednictwem brukselskich urzędników z polskimi sądami, których niezawisłości jeszcze niedawno tak zażarcie broniła.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/196 ... sporu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 12 cze 2018, 07:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Co to znaczy dosyć? Jakim prawem ta lewacka swołocz unijna próbuje nam coś narzucić?
Kim oni są? Naszymi panami, a my ich poddanymi?


Najwyższy czas powiedzieć „dosyć”

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

„Wyborcza” chce, aby Komisja Europejska pozwała Polskę za ustawę o Sądzie Najwyższym przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości, i zachęca Platformę i Nowoczesną do donoszenia na Polskę...
– Reforma wymiaru sprawiedliwości to jest sprawa wewnętrzna każdego kraju członkowskiego. I nic organom zewnętrznym do tego. Każdy projekt ustawy wprowadzany do parlamentu musi być zaopatrzony w opinię Biura Analiz Sejmowych. I tak było też w przypadku każdego projektu ustawy dotyczącego wymiaru sprawiedliwości. Eksperci Biura Analiz Sejmowych mieli za zadanie wypowiedzieć się, czy ustawy dotyczące wymiaru sprawiedliwości, ale także wszystkie inne projekty ustaw – dotyczące innych dziedzin – wchodzą w zakres prawa wspólnotowego, a w szczególności, czy pozostają w zgodzie z tym prawem. I jeśli chodzi o projekty ustaw dotyczących wymiaru sprawiedliwości, to za każdym razem Biuro Analiz Sejmowych wydawało pozytywne opinie, mianowicie że projekty tych ustaw nie wchodzą w zakres prawa wspólnotowego.

Jest jeszcze kwestia odmieniana przez wszystkie przypadki, dotycząca praworządności…
– A cóż to jest owa praworządność, na którą tak chętnie powołują się czy to tzw. opozycja totalna, czy organy unijne? Przecież owa praworządność nigdzie w prawie unijnym nie została zdefiniowana. Można zatem powiedzieć, że nie ma podstaw prawnych do tego, ażeby Komisja Europejska i inne organy Unii Europejskiej zajmowały się sprawą reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Ponadto rozwiązania prawne, jakie stosujemy w naszym kraju, pozostają w zgodzie ze standardami europejskimi. Nie wprowadzamy niczego, co nie byłoby znane w jakimś innym kraju unijnym. Natomiast nie ulega najmniejszej wątpliwości, że tej sprawy – sprawy praworządności – używa opozycja tzw. totalna do walki o przejęcie władzy.

Opozycja argumentuje, że występuje w obronie demokracji…
– Jak można występować pod szyldem obrony demokracji, a jednocześnie próbować niedemokratycznymi metodami przejąć władzę. Przecież to jest kuriozalne. Myślę, że nie byłoby zainteresowania organów Unii Europejskiej reformami wymiaru sprawiedliwości w Polsce, gdyby o to nie zabiegała opozycja, która zresztą wielokrotnie powtarza, że jej celem jest odsunięcie Prawa i Sprawiedliwości od władzy. Nie ma natomiast mowy o żadnym programie dla Polski, nie mówi o niczym, co miałoby usatysfakcjonować Polaków.

Dlaczego przy ocenie reform wymiaru sprawiedliwości w Polsce tak mało liczą się fakty?
– Słuszna uwaga, ale tak to wygląda. Nie liczą się fakty, bo skoro opozycja nalega, a niektórym w Unii Europejskiej odpowiada to, żeby Polska nie rosła w siłę, żeby nie wyrastała na państwo suwerenne, to trudno się dziwić, że – jak widać – podejmują tego rodzaju działania. Tyle tylko, że jak wspomniałem, nie mają one ani podstaw prawnych, nie ma też żadnych powodów merytorycznych, żeby takie działania podejmować i kwestionować to, co w Polsce wiąże się z reformowaniem wymiaru sprawiedliwości.

Powodów merytorycznych może nie ma, ale za to są polityczne…
– Co do tego to nie ma żadnych wątpliwości. Trzeba przecież wiedzieć, że przy pomocy sądów chce się zablokować wszystkie inne zmiany, jakie się dokonują w Polsce. Myślę, że przy pomocy sądów opozycja chce zadbać o swoje bezpieczeństwo. Przypomnijmy sobie, ile afer było za rządów koalicji PO – PSL, kiedy afera goniła aferę. Jak wprowadzano pospiesznie proces kontradyktoryjny, który był rajem dla wielkich, poważnych przestępców, a później – już pod koniec kadencji – rzutem na taśmę wprowadzono skrócenie okresu przedawnienia. To tak jakby ktoś coś miał na sumieniu i podejmował wysiłki, żeby nigdy żadna sprawiedliwość go nie dosięgła. Myślę, że tego aspektu również bagatelizować nie można.

Jak czytać wypowiedź przewodniczącej Nowoczesnej Katarzyny Lubnauer, która chce pozwania Polski do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Lubnauer mówiąc, że „jeżeli nic nie zrobimy, to 3 lipca część naszych sędziów będzie musiała odejść na przymusową emeryturę”, nie ukrywa, czym się kieruje…
– Myślę, że te słowa wpisują się właśnie w to, co przed chwilą powiedziałem, że podejmując działania, totalni krzyczą, iż walczą o demokrację, o praworządność, o niezawisłe i niezależne sądy, a tu mleko się wylało. Chodzi o to, że walczą o swoich sędziów, bo właśnie ci sędziowie – w zamian za to, że będzie zachowana ich uprzywilejowana pozycja w państwie – mieliby się zrewanżować i nie dopuścić do tego, żeby ktokolwiek, kto w przeszłości naruszył prawo, był pociągnięty do odpowiedzialności. Sądzę, że teraz to wszystko coraz bardziej staje się czytelne, a my widzimy jak na dłoni, o co chodzi w tej grze. Z całą pewnością nie chodzi tu o dobro wymiaru sprawiedliwości, ale o uprzywilejowaną pozycję środowiska sędziowskiego z jednej strony i gwarancję nietykalności dla niektórych, którzy weszli w kolizję z prawem. Tak zresztą jak w minionym czasie to sądy miały gwarantować, że nikt z poprzedniego ustroju za to wszystko, co się wydarzyło w okresie stanu wojennego i później, nie poniesie odpowiedzialności, i rzeczywiście tak się stało. Przecież nikogo odpowiedzialnego za zbrodnie stanu wojennego w Polsce nie rozliczono.

Kiedy skończą się donosy do struktur europejskich na Polskę?
– Te donosy skończą się wówczas, kiedy się okaże, że Polska jednak stanowczo broni swojej pozycji, broni swojej suwerenności. Ale myślę, że politykom, którzy są dzisiaj w większości rządzącej, potrzebne jest również wsparcie społeczne.

Sondaże są przecież korzystne…
– Owszem, to wsparcie jest, ale może potrzebne jest jeszcze większe. Szalenie istotne jest to, że mamy rząd wyłoniony w demokratycznych wyborach, rząd, który realizuje swoje obietnice wyborcze, a więc realizuje to, czego Polacy oczekują. Dlatego ten rząd cieszy się cały czas poparciem społecznym, ale może potrzebne jest, aby również do Unii Europejskiej dotarło, że ten rząd jest popierany i to jeszcze bardziej niż wtedy, kiedy Polacy powierzali mu władzę w wyborach w 2015 roku. Uważam, że jest bardzo istotne, aby taki sygnał popłynął do Brukseli. Myślę, że do Polek i Polaków coraz bardziej dociera to, o co chodzi w tej grze. W tej walce o rzekomą praworządność maski coraz bardziej opadają i pewne sprawy stają się coraz bardziej czytelne. Niektórym puszczają nerwy i obnażają swoje prawdziwe oblicze. Jak chociażby fragment wypowiedzi Katarzyny Lubnauer, jaką przed chwilą pan redaktor cytował, co tylko demaskuje, o co tak na dobrą sprawę chodzi.

Czy jest szansa na kompromis z Komisją Europejską i jak miałby on wyglądać, skoro Timmermans tylko wysuwa kolejne żądania?
– Frans Timmermans przede wszystkim nie kieruje się prawem, tylko ideologią. Skoro tak, to wydaje się, że może być trudno o porozumienie, trudno bowiem, żebyśmy zaakceptowali to, co wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej nam sugeruje. Nie mówiąc już o tym, co sobie wyobraża ten „demokrata”, że jego stanowisko będzie miało wpływ na nasz parlament? Nie wiem, co Timmermans myśli o polskiej demokracji, że posłowie w Polsce nie będą realizować woli Narodu, z legitymacji którego pełnią swoje obowiązki w parlamencie, tylko będą słuchać jego? Przecież to jest absurd. Polscy parlamentarzyści powinni przede wszystkim słuchać tych, którzy ich do pełnienia tak zaszczytnych i odpowiedzialnych funkcji wynieśli, i powinni przede wszystkim realizować to, czego od nich Polki i Polacy oczekują, a nie spełniać kaprysy wiceprzewodniczącego Timmermansa i jemu podobnych.

Jak wobec tych nacisków zachowa się rząd, gdzie jest granica ustępstw?
– Uważam, że najwyższy czas powiedzieć „dość tego”. Jako Polska wykazaliśmy dużo dobrej woli, podejmując dialog, podejmując rozmowy z Komisją Europejską, ale jak widać, nie zostało to docenione. Skoro nie, to my od tego, co jest istotą reform wymiaru sprawiedliwości, odstąpić nie możemy. Nie możemy sprzeniewierzyć się temu, co w kampanii wyborczej obiecaliśmy Polkom i Polakom. Od istoty reformy wymiaru sprawiedliwości nie odstąpimy.

W środę w Parlamencie Europejskim zaplanowano kolejną debatę o Polsce. Czego się można spodziewać?
– Nie chciałbym wyprzedzać faktów, tym bardziej nie chcę prognozować. Poczekajmy spokojnie na bieg wydarzeń.

W Polsce kolejny już raz ma gościć Frans Timmermans…
– Wszystko na to wskazuje, ale po tej wizycie nie spodziewam się żadnego przełomu. Myślę również, że przyszedł taki czas, żeby polski rząd – w sposób bardziej asertywny – przedstawił Komisji Europejskiej własne stanowisko w sprawie szeroko pojętych reform wymiaru sprawiedliwości.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/198 ... dosyc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 28 cze 2018, 13:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Kiedy nie przemawiają argumenty

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami wysłuchanie czy może raczej przesłuchanie Polski w ramach art. 7 unijnego traktatu w Luksemburgu. Mieliśmy do czynienia z pierwszym rzeczowym odniesieniem się do istoty rzeczy, jak twierdzi wiceminister Konrad Szymański…?
– Trzeba się zgodzić z oceną wiceministra Konrada Szymańskiego – rzeczowe odniesienie się do istoty rzeczy, bo w tej chwili mamy do czynienia już nie z biurokracją brukselską, ale z przedstawicielami poszczególnych rządów, konkretnych państw wchodzących w skład Unii Europejskiej. W interesie bynajmniej nie wszystkich tych państw jest atakowanie Polski. I pod tym względem bardziej możemy tu mówić o wysłuchaniu niż o przesłuchaniu i to jest wyraźna różnica.

Tylko czy Frans Timmermans jest gotów ustąpić?
– W interesie samego wiceprzewodniczącego Timmermansa i całej tej grupy lewackiej, którą reprezentuje, która za polityczne narzędzie wybrała sobie atakowanie obecnych polskich władz, jest oczywiście, aby cały czas Polskę maglować. Powód jest zasadniczo jeden, mianowicie – Polska nie mieści się w ich paradygmacie postrzegania i ideologicznego rozumienia świata. Tak czy inaczej to wczorajsze wysłuchanie w Radzie Unii Europejskiej jako kolejny etap procedury praworządności musiało się odbyć, z tym że dla wielu przedstawicieli krajów europejskich był to spektakl niepotrzebny czy nawet lekko żenujący. Trzeba mieć więc na uwadze, że żyjemy w świecie unijnym nastawionym bardziej na autodestrukcję niż na budowanie wspólnoty.

Teraz wszystko, co się będzie działo w sprawie Polski, przechodzi w gestie państw członkowskich. Czego możemy się zatem spodziewać?
– Owszem, ten stosunek do Polski jest bardzo zróżnicowany, ale – co istotne – nie jest tak jednorodny jak stosunek Komisji Europejskiej, gdzie jednak mamy do czynienia z ogromną dominacją kręgów podporządkowanych Berlinowi czy z drugiej strony kręgów lewicowych. Zresztą powinniśmy też pamiętać, że wiele krajów europejskich zdaje sobie sprawę, że jeśli dzisiaj spacyfikuje się Polskę, jeśli się pozwoli na upokorzenie Polski, to za chwilę mogą być kolejne państwa, jak Węgry, Włochy, Austria, Czechy i inni, którzy wymykają się spod polityki Komisji Europejskiej i tak samo jak Polska mogą zostać postawieni pod pręgieżem. I w tym względzie wiele krajów unijnych rozumie, że mamy do czynienia z pewnym precedensem. Wielu chciałoby, żeby z tego klinczu, który nikomu nie służy, wyjść dyplomatycznie, tyle że tego nie chce Frans Timmermans, stąd trwa duszenie wszystkiego w jednym sobie czy grillowanie. Wiceprzewodniczący Timmermans nie przyspiesza na tyle, żeby sprawa rozstrzygnęła się w miarę szybko, bo jeśli doszłoby do głosowania, to Komisja Europejska poniosłaby klęskę. Stąd mamy ciągły impas i Timmermans chce ciągle podgrzewać atmosferę, tym samym promując również siebie, pokazując swoją siłę. To z jego punktu widzenia uzasadnione, tym bardziej że w jego macierzystym kraju poparcie dla formacji, z której się wywodzi, jest małe i w tym względzie promocja tego polityka na tle Polski – widać – jest mu bardzo potrzebna. Ponadto ma on również wsparcie Berlina czy Paryża, więc swobodnie sobie działa, często wykonując nieracjonalne kroki. I tak to wszystko z grubsza wygląda. Wielkich, czy raczej żadnych, skutków formalnych to nie przynosi, ale wizerunkowe owszem. I to jest przykre, ale trzeba się z tym chyba nauczyć jakoś żyć.

Co niechętne wobec Polski głównie Niemcy, Francja, ale także Holandia, Belgia czy Szwecja wespół z Timmermansem są w stanie zrobić jeszcze, żeby zaszkodzić Polsce?
– Wydaje się, że nic oprócz tego, że póki się da, będą jeszcze nas grillować. Ale to niewiele, tym bardziej że rzeczywiste problemy Unii Europejskiej, problemy innego typu i znacznie poważniejsze tkwią zupełnie gdzie indziej. Wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje we Włoszech w związku z kryzysem migracyjnym, gdzie elity europejskie, choć się do tego nie przyznają, to jednak są tym przerażone. Doskonale zdają sobie sprawę, że przyszły Parlament Europejski będzie o wiele bardziej eurosceptyczny niż ten obecny. Wystarczy popatrzeć, jakie są sympatie polityczne w poszczególnych krajach, oni też wiedzą, że Komisja Europejska – składająca się z przedstawicieli czy też – rzec można – delegatów krajów członkowskich – będzie miała zupełnie inny przekrój, niż to ma miejsce obecnie. W tym względzie ten rok to ostatni rok ich działania. Dodajmy działania bardzo destrukcyjnego, o czym świadczą procesy rozpadu czy rozkładu Unii Europejskiej, Brexitu czy różnych innych konfliktów wewnątrz bądź wokół Wspólnoty. Widać jednak, że mimo iż Komisja ponosi bardzo spektakularne porażki, nie wyciąga żadnych wniosków. Co więcej, nadal gra w swoją destrukcyjną grę. Ale na to chyba nie ma już rady.

Komisja Europejska nie jest zdolna do refleksji?
– Musimy sobie uświadomić przede wszystkim to, że nie reforma sądownictwa w Polsce jest powodem ataków na Polskę, tylko jest to pretekst do atakowania nas. Natomiast powodem atakowania jest zmiana rządu w Polsce – rządu, który chce reformować władzę sądowniczą, w której się zagnieździły stare układy rodem z poprzedniego ustroju. I stąd te dyskusje czy wręcz frontalne ataki środowisk, które nie chcą się dać usunąć ze stanowisk i pozbawić wpływów na władzę.

Czy unijne elity liczą, że polski rząd ustąpi?
– Tak to wygląda. Z tym że ze strony Polski była próba zmiękczenia stanowiska, a tym samym stworzenia Komisji Europejskiej szansy wyjścia z twarzą z tego sporu, ale działania Warszawy okazały się zupełnie nieskuteczne, czy wręcz bezcelowe, bo elity brukselskie chcą zmiany władzy w Polsce. Jeśli tak, to niczego ten spór nie jest w stanie załagodzić. Może się to stać dopiero po zmianach w składzie Komisji Europejskiej, co nastąpi po wyborach za rok, albo po zmianie władzy w Polsce. Reszta całego tego spektaklu, którego jesteśmy świadkami, jest tylko pewną grą i teatrem, który musi się odbyć do końca.

Widać, że Polska ze zmianami w zakresie prawodawstwa mieści się w pluralizmie europejskim…?
– W Europie nie ma żadnego pluralizmu. Coś takiego nie istnieje. W Europie w tej chwili jest dominacja lewicy, potężna dominacja jednej opcji – tej rewolucyjnej neomarksistowskiej opcji, którą różnie się nazywa, np. chadecką. Ale nie ma to nic wspólnego z pluralizmem, który widnieje jedynie w słownych deklaracjach, ale w praktyce tak naprawdę nie istnieje.

Może zatem to Komisja Europejska powinna się uczyć od Polski, a nie odwrotnie, jak się tego oczekuje?
– W ogóle powody ataków na Polskę świadczą de facto o poważnym kryzysie w Unii Europejskiej. Jeśli bowiem Polska jest atakowana za politykę migracyjną, to obiektywnie rzecz biorąc, to my mamy rację i dajemy szansę racjonalnego podejścia do tematu, zwłaszcza jeśli chodzi o obronę Europy i jej tożsamości. Jeśli weźmiemy pod uwagę politykę w zakresie, dajmy na to, reformy sądownictwa, a więc odcięcia się od epoki komunizmu, to bezsprzecznie Polska ma tutaj rację, a nie Komisja Europejska, która staje po stronie obrońców poprzedniego systemu. Ponadto jeśli weźmiemy pod uwagę kwestie ideologiczno-światopoglądowe, to albo Europa sięga do swoich korzeni chrześcijańskich, albo – w sensie ideowym – zmierza ku samozatraceniu. Wreszcie – Polska silna z mocnym kręgosłupem i zabarwieniem mocno narodowym, która chce realizować interesy i zasady chrześcijaństwa, jest, czy powinna być, na rękę całej współczesnej Europie. Warto pamiętać, że Europa Środkowa jest przedmurzem Zachodu, co powinno być w interesie całej Unii Europejskiej, bo to my ostatecznie bronimy Europę przed Azją czy przed Rosją. Jeśli ktoś chce Polskę, a zarazem Europę Środkową osłabić czy wręcz zwasalizować, to działa w sposób destrukcyjny dla całej wspólnoty europejskiej, nie tylko dla Polski. Te powody, dla których atakowany jest nasz kraj czy nasz rząd, nie tyle świadczą o kryzysie w Polsce, ile o kryzysie, który dotyka całą Unię Europejską. Nie są to tylko słowa, to fakty pokazują, że ten kryzys jest wręcz gigantycznie poważny.

Jak w tej sytuacji widzi Pan Profesor możliwość zakończenia sporu Komisji Europejskiej z Polską?
– Wydaje się, że spokojnie powinniśmy doczekać do kolejnych wyborów do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się w przyszłym roku, i do zmiany składu Komisji Europejskiej. Wszystko wskazuje na to, że jest to nieuchronne. Potrzebna jest zatem cierpliwość, spokój i stanowczość, bo na miękko, pokazując otwartość i wolę kompromisu i licząc, że po drugiej stronie mamy partnerów otwartych na rzeczowe argumenty, już próbowaliśmy, ale to nic nie dało.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/198 ... menty.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /