Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Stop dla kolonizacji Polski
PostNapisane: 25 maja 2016, 06:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Polska wojna o handel

Ministerstwo Finansów poinformowało o założeniach podatku od hipermarketów. Podatek będzie miał dwie stawki – 0,8 procent i 1,4 procent oraz 17 mln zł kwoty wolnej od podatku.

Przed nami kolejna odsłona polskiej bitwy o handel. Z pierwszą mieliśmy do czynienia przed II wojną światową. Wtedy ona odbywała się pod hasłem: „Swój do swego i po swoje”. Była przejawem zdrowej oddolnej samoorganizacji społeczeństwa i ówczesnych środowisk kupieckich.

Druga odsłona naszej wewnątrz polskiej bitwy o handel miała zdecydowanie czarne barwy, bo realizowały ją po 1945 r. rządy komunistyczne w osobie ministra Hilarego Minca. Jej celem było unicestwienie resztek prywatnej przedsiębiorczości.

Teraz mamy trzecią bitwę o handel. Jej celem jest nie tyle dyskryminacja obcego kapitału w naszym sektorze bankowym, co po prostu wyrównanie boiska, na którym toczy się gra rynkowa pomiędzy mniejszymi podmiotami handlowymi Polski a większymi zagranicznymi. Właśnie obcy inwestorzy zdominowali handel wielkopowierzchniowy i wysokoobrotowy w Polsce w ostatnich latach. Nie płacili przy tym podatków lub płacili je w niewielkim procencie w stosunku do wielomiliardowych zysków. Czasem, o zgrozo, otrzymywali zwroty podatków z działalności w naszym kraju, tak jakby ta działalność miała charakter charytatywny.

Na czym polegać ma to wyrównanie szans? Oczywiście nie możemy segregować przedsiębiorstw handlowych ze względu na pochodzenie kapitału, bo na to nie pozwoli nam Komisja Europejska. Wiadomo, kapitał nie ma narodowości, ale ma właściciela, który ma konkretne obywatelstwo. Nie da się zrobić prostego rozróżnienia ze względu na kraj czy osobę. Trzeba więc tak obrać kryteria w ten sposób, aby bez mówienia wprost osiągnąć efekt równania boiska. Dlaczego to boisko było nierówne? Bo polski przedsiębiorca w porównaniu do tych z zagranicy będących częścią dużych grup kapitałowych nie miały możliwości dokonywania ponad granicami optymalizacji podatkowej, a więc przerzucania się dochodami i kosztami w tak odpowiedni sposób, by w naszym kraju nie płacić podatków. To przerzucanie się przychodami i kosztami w przypadku podatku od obrotu nie będzie możliwe od 1 lipca, bo taką datę podają media, powołując się na resort finansów.

Jako że nie można powiedzieć wprost, dlaczego podatek ten będzie wprowadzony, zdecydowano, że będzie on progresywny z kwotą wolną do 17 mln zł rocznie. Z tego podatku wyłączone będą sklepy internetowe, z których wiele ma polskich właścicieli lub są start-upami. Bardzo dobrze się stało, że ktoś postanowił wyłączyć spod tego podatku ten rodzaj sklepów.

Rząd liczy, że w drugiej połowie tego roku osiągnie dodatkowy dochód z tytułu tego podatku w wysokości około 1 mld zł, myślę, że jest to cel do osiągnięcia. Ale zwrócę uwagę, że od pierwszego dnia funkcjonowania nowych rozwiązań należy sytuację monitorować, szczególnie w zakresie skutków.

Myślę, że po wprowadzeniu tego podatku przyjdzie czas na to, na co czekają wszyscy podatnicy, czyli obniżenia obciążeń pracy. Ta jest w Polsce nadmiernie obciążona, to prowadzi do większego bezrobocia, do niższego standardu życia etc. Praca jest fundamentem i źródłem bogactwa i zamożności każdego z nas i całych narodów. Jeżeli rząd chce polską gospodarkę naprawiać, powinien przede wszystkim ulżyć osobom pracującym.

Nie uczestniczyłem w pracach nad tym podatkiem, ale dzięki mediom mogliśmy je obserwować. Prace trwały długo, konsultacje były szerokie i wnikliwe. Powołano specjalny zespół do opracowania projektu tego podatku, nie tylko w resorcie finansów, ale również w Sejmie, pod przewodnictwem posła Adama Abramowicza, który prawie przez całe życie był kupcem. Ufam, że rozwiązania te zostały dopracowane, a cel został osiągnięty. Nie znam całego projektu, więc przy swoich słowach zostawiam znak zapytania. Mimo wszelkich zastrzeżeń jestem dobrej myśli.

Dr Marian Szołucha

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... andel.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Stop dla kolonizacji Polski
PostNapisane: 03 cze 2016, 06:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Nie jesteśmy niewolnikami Europy

Bułgaria, Litwa, Łotwa, Słowacja i Węgry mają dwa miesiące na zmianę przepisów regulujących proces transakcji gruntów rolnych. Czas ten wyznaczyła Komisja Europejska, która twierdzi, że dotychczasowe przepisy naruszają zasady wspólnego rynku – swobody przepływu kapitału i przedsiębiorczości.

Nie można wykluczyć tego, że następna będzie Polska. Bogate kraje Unii Europejskiej łakomym wzrokiem patrzą na ziemię rolniczą w naszej części Europy. Nasza ziemia jest tańsza, jest jej więcej niż np. w Holandii czy Danii, a co najważniejsze nie jest zanieczyszczona środkami chemicznymi. Bronimy się więc przed jej wyprzedażą.

Polska nie jest w kwestii obrony ziemi wyjątkiem. Proszę zobaczyć, że wcześniej ograniczenia przy sprzedaży ziemi dla obcokrajowców wprowadziły kraje, które zostały wymienione na samym początku tego tekstu.

To, że mocna postawa w obronie ziemi nie podoba się starej Unii, to można to zrozumieć. Nie mogę jednak zgodzić się na fakt, że Komisja Europejska stosuje podwójne standardy. Ograniczenia w dostępie do zakupu ziemi przez obcokrajowców są również w Danii, Francji i Niemczech. I co, tam można, a w naszej części Europy nie? Jesteśmy gorsi czy słabsi?

Przyjmuję za dobrą monetę tłumaczenia ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela, który twierdzi, że projekt ustawy oparł głównie na rozwiązaniach z Europy Zachodniej. Ustawa ta funkcjonuje od 30 kwietnia 2016 r.

Myślę więc, że nie będziemy dotknięci takimi zarzutami jak te kraje, ale trzeba dmuchać na zimne i przygotowywać formę obrony. Jak trzeba będzie, to odwołamy się do Trybunału Sprawiedliwości. Bo uważam, że mieliśmy rację, podejmując wysiłki w kwestii obrony polskiej ziemi. Mieliśmy do tego prawo i to zrobiliśmy. A bronimy jej nie tylko przed obcokrajowcami, ale też polskimi spekulantami.

Istnieje jednak obawa, że Komisja Europejska, która w ostatnim czasie ma nie najlepsze relacje z rządem w Warszawie, stanie w kontrze do naszej opinii. Zauważmy, że zastrzeżenia ws. Trybunały Konstytucyjnego, które ma Komisja Europejska, oparte są na twierdzeniach płynących z Polski. Ci, którzy nazwali się totalną opozycją, donosząc na swój kraj, wpisują się w najgorsze wzorce z czasów Targowicy. Oni też kontestują zapisy ustawy broniącej polską ziemię. Nie wykluczam więc, że takie głosy ze strony polskiej opozycji popłyną do Komisji Europejskiej.

Jeżeli okazałoby się, że próbowaliby nas skarżyć, to będziemy się bronić. To nie jest tak, że jesteśmy niewolnikami Europy. Jesteśmy suwerennym krajem, który ma prawo kreować suwerenną politykę w kwestii ochrony ziemi rolniczej. I my z tego prawa korzystamy.

Jan Krzysztof Ardanowski

http://www.naszdziennik.pl/swiat/159209 ... uropy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Stop dla kolonizacji Polski
PostNapisane: 06 sie 2016, 07:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Ustawa daleka od obiecanej

Obrazek

Z apelem do prezydenta Andrzeja Dudy o wycofanie projektu przewidującego zwrot nadmiernie wysokich spreadów stosowanych przez banki w kredytach walutowych wystąpiło stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu.

„Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu wyraża stanowczy sprzeciw wobec przedstawionego przez Kancelarię Prezydenta RP [...] projektu ustawy o zasadach zwrotu niektórych należności wynikających z umów kredytu i pożyczki, i apeluje o zaprzestanie jego procedowania jako projektu szkodliwego dla kredytobiorców oraz dla systemu prawnego i ekonomicznego Rzeczypospolitej” – napisano w oświadczeniu przesłanym w piątek PAP.

Zdaniem stowarzyszenia, projekt ustawy nie jest zgodny z prawem i sprawiedliwością, stanowi wielostronne zagrożenie dla polskiej gospodarki, a w konsekwencji wszystkich obywateli. Projekt ma też być – w ocenie SBB – sprzeczny z Konstytucją – legalizuje bowiem umowy łamiące prawo i wypacza zasady sprawiedliwości społecznej za przyzwoleniem.

„Jest całkowicie sprzeczny z zapowiedziami wyborczymi Pana Andrzeja Dudy wyrażanymi wielokrotnie, a także jego zapowiedziami już jako Prezydenta RP” – podkreślono. „Projekt nie przywraca równości stronom umowy, nie zrównuje też kredytów odnoszonych do walut obcych z kredytami złotówkowymi, co Prezydent Andrzej Duda obiecywał i zapowiadał publicznie dziesiątki razy” – dodano.

Według SBB, zaproponowane rozwiązanie szczątkowego zwrotu spreadów ogranicza również prawa nabyte przez klientów, co – jak wskazano – także stoi w sprzeczności z Ustawą Zasadniczą. „Liczne wady prawne tego projektu nie powinny pozwolić na jego dalsze procedowanie przez Parlament Rzeczpospolitej. Projekt w dużej mierze bazuje na wiedzy w zakresie konstrukcji prawnych, zawartych w dokumencie UOKiK z 2009 roku i niestety bezrefleksyjnie powiela zawarte tam błędy” – argumentuje stowarzyszenie.

Stowarzyszenie zarzuca ponadto autorom projektu, że strona społeczna została faktycznie odsunięta od prac nad zmianami w ostatnich miesiącach.

„Odsunięci zostali także eksperci mający zdanie inne niż bankowi lobbyści. W efekcie projekt ustawy służy wyłącznie interesom łamiących polskie prawo banków i tworzonego przez nie systemu [...]. Nie jest dla nas zrozumiałe, dlaczego banki nie są przez ustawę zmuszone do zwrotu wszystkich nienależnie pobranych świadczeń. Tego typu działanie ustawodawcy będzie jasnym sygnałem dla kolejnych fal masowych oszustw, które niewątpliwie pojawią się w następnych latach, pozbawiając nadziei następne pokolenie Polaków” – napisano.

Stowarzyszenie SBB ogłosiło w piśmie akcję ZERO HARACZU. „Koniec z działaniem przepisów niezgodnych z prawem. Zaprzestaniemy płacić nielegalne, niezgodne z prawem raty. W obronie prawa i sprawiedliwości, w obronie Rzeczpospolitej. Każdy poszkodowany będzie mógł od nas uzyskać niezbędną pomoc, która ukróci przejmowanie majątku za ułamek jego wartości” – poinformowano.

„Apelujemy, by zły projekt ustawy złożony przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej nie był procedowany przez żadną instytucję państwa polskiego, by został przez Prezydenta wycofany. Wierzymy, że w Parlamencie Rzeczpospolitej powstanie w tej sprawie ustawa zgodna z prawem, rozsądkiem, sprawiedliwością i etyką” – podsumowano.

We wtorek w Belwederze sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Maciej Łopiński oraz prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński przedstawili projekt nowej tzw. ustawy frankowej.

Projekt ustawy przewiduje m.in., że banki będą musiały zwrócić swoim klientom różnicę między dopuszczalnym spreadem a tym, który w rzeczywistości pobrały.

Spread to różnica między kursem sprzedaży i kupna waluty, pobierany przez banki m.in. przy walutowych kredytach mieszkaniowych. Zwrot ten miałby – w świetle projektu – formę pomniejszenia kapitału pozostałego do spłaty, a w przypadku kredytów z umów wygasłych nastąpiłaby jego wypłata.

Zgodnie z projektem klient będzie mógł w terminie 6 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy wnioskować o zwrot spreadów. Miałyby być one zwracane do kwoty 350 tys. zł kapitału kredytu na jedną osobę.

W projekcie ustawy ocenia się, że koszty zwroty spreadów wyniosą 3,6-4 mld zł. Zdaniem prezesa NBP Adama Glapińskiego, skala obciążeń banków z tego tytułu „aczkolwiek bardzo znacząca, nie powinna doprowadzić do ich zdestabilizowania”.

Nie będzie natomiast, poinformowano na wtorkowej konferencji w Belwederze, jednorazowego przewalutowania walutowych kredytów mieszkaniowych, czego domagali się frankowicze i co zakładały kolejne wersje prezydenckiego projektu ustawy frankowej. Według Glapińskiego, „przewalutowanie kredytów walutowych powinno jednak nastąpić w rozsądnym czasie i będzie miało miejsce”.

– Posłużą temu odpowiednie i zdecydowane działania, podjęte w konsultacji z Komitetem Stabilności Finansowej, którego funkcji makroostrożnościowej jestem przewodniczącym. Działania te dostarczą bankom silnych bodźców do samodzielnej restrukturyzacji kredytów na drodze negocjacji z klientami – mówił prezes NBP.

Zapowiedział, że na najbliższym posiedzeniu Komitetu Stabilności Finansowej, 10 sierpnia, wystąpi z wnioskiem o powołanie specjalnej grupy roboczej ds. restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych, której zadaniem będzie przedstawienie ostatecznej koncepcji.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... canej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Stop dla kolonizacji Polski
PostNapisane: 10 gru 2016, 12:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Zachodnie nie oznacza lepsze

Z prof. Jerzym Żyżyńskim, ekonomistą i wykładowcą akademickim, rozmawia Rafał Stefaniuk.

PZU razem z Polskim Funduszem Rozwoju kupuje bank Pekao SA. To dobra decyzja?
– Mogę mówić tylko jako teoretyk, wykładowca akademicki od lat zajmujący się kwestiami funkcjonowania systemu finansowego. Zawsze sceptycznie patrzyłem na formę spółki akcyjnej w stosunku do firm ubezpieczeniowych. Żeby spółka akcyjna mogła kupić bank, to musiała osiągnąć duże zyski. W sektorze ubezpieczeń zyski osiąga się tak, że firma ściąga jak największe pieniądze z oferowanych usług, a jednocześnie próbuje jak najmniej stracić na wypłatach odszkodowań. Jeżeli żyje się w warunkach zdrowej konkurencji, to stan równowagi można osiągnąć. Inaczej jest, gdy mamy jedną, dominującą firmę. Postawmy pytanie: kto za to zapłaci? I tak, za zakup Pekao SA nie zapłaciło PZU, tylko ci, którzy się tam ubezpieczają. I ten, kto miał dostać dywidendę. Nie krytykuję PZU, które jest bardzo dobrą firmą, ale chciałbym jedynie precyzyjnego określenia, z czyich pieniędzy sfinansowano tę transakcję. To jest jedna strona medalu. Druga jest taka, że ten bank znalazł się w rękach polskich, a to ma wielkie znaczenie.

Widzi Pan pozytywy repolonizacji banków?
– Przysłuchuję się dyskusjom telewizyjnym w tej sprawie i czasami załamuję ręce, bo niektórzy nie rozumieją roli banków. Banki są to instytucje finansowe, których rolą jest przejmowanie oszczędności – stają się depozytami. I te środki, nasze oszczędności, powinny być uaktywnianie w formie kredytów i innych inwestycji w naszej gospodarce – dla nas jest bardzo korzystnie, gdy nasze depozyty służą naszej gospodarce. Dlatego zawsze podkreślałem, gdy byłem posłem i teraz jako wykładowca, że sprzedaż banków była błędem. Z uwagą słuchałem w czwartek w „Tylewizji” opinii pewnego dziennikarza, skądinąd bardzo dobrego, który twierdził, że jemu jest obojętnie, czyj jest bank, byle tylko osiągał jak największe zyski, bo rynek to jest rynek, a celem ma być zysk. Mnie, jako obywatelowi naszego pięknego kraju, nie jest wszystko jedno. Chcę, aby moje pieniądze służyły naszej gospodarce, do kredytowania innych form inwestowania. Ważna jest też kwestia dywidend, czyli wypłacania zysku akcjonariuszom. Zyski osiągane przez nasze banki płynęły za granicę i tak sami pozbawialiśmy się części pieniędzy, które mogłyby napędzać nasz rozwój. To podcinanie skrzydeł własnej gospodarce.

Polska strona za 32,8 proc. akcji ma zapłacić UniCredit 10,6 mld zł. Ta transakcja jest dla nas finansowo opłacalna?
– Trudno jest powiedzieć, na ile ta cena jest korzystna. Oceny są różne. Wiemy, że za 1/3 akcji zapłaciliśmy tyle, ile dostaliśmy w 1998 r., sprzedając cały bank. Nie potrafię powiedzieć, czy może nie warto byłoby się jeszcze wstrzymać, a spadek ceny byłby większy, zwłaszcza że Włochy przechodzą kryzys finansowy.

To możliwe, że PZU postanowi „odbić sobie” tę transakcję i ceny za oferowane usługi wzrosną?
– To jest nieuniknione. PZU musi zarabiać, musi wypłacać dywidendy akcjonariuszom. Fakt, że karty w PZU rozdaje Skarb Państwa, ale i państwo musi realizować swoje zadania, na które potrzebuje pieniędzy.

A co z jakością oferowanych usług? Polski właściciel gwarantuje ich podniesienie?
– W biznesie liczy się tylko zysk. W wielu instytucjach finansowych szeregowi pracownicy przez wiele lat nie dostawali podwyżek, mimo marnych pensji. W literaturze naukowej i w publicystyce krytykuje się korporacyjny system motywacyjny wynagradzania pracowników, jaki przynieśli do polscy tzw. wybitni fachowcy, który polega na tym, że klientowi trzeba wcisnąć kredyt, sprzedać ubezpieczenie, czy wcisnąć opcję wszelkimi sposobami, a doradcy mają doradzać tak, żeby zarobiła instytucja, nawet jeśli klient zostanie doprowadzony do ruiny i utraty majątku. Stąd m.in. pojawiły się u nas kredyty frankowe i opcje walutowe. Jest więc problem z jakością zarządzania niektórymi instytucjami finansowymi, które stosują modne ostatnio na zachodzie wzorce – przypomnę falę samobójstw w pewnej telekomunikacyjnej firmie francuskiej przed kilku laty. A pamiętajmy, że instytucje finansowe są infrastrukturą gospodarki. Każda infrastruktura powinna sprawnie pełnić swoją rolę, a więc oszczędności ludzi powinny dawać możliwość kredytowania i inwestowania, a firmy ubezpieczeniowe powinny tanio finansować skutki ryzyka u ubezpieczających się, ale sprawiedliwie wynagradzając swój personel. Współczesne nowoczesne firmy nastawione na zysk nie zawsze robią to uczciwie i optymalnie z punktu widzenia klientów. Jakość usług finansowych to jest wielki, światowy problem – dyskutuje się go także na Zachodzie.

Wychodzi na to, że niemożliwe jest reformowanie państwa bez sprawnie działającego sektora finansowego.
– Oczywiście. My nasz system bankowy wciąż musimy budować, jego rola w gospodarce jest za mała, wielkość zasobu pieniądza określona przez zasób oszczędności, jest niska, ale system musi się rozwijać tak, aby wykorzystać nasze depozyty na potrzeby Polski. System bankowy zbiera oszczędności, które są „niewydanymi pieniędzmi”. Ten niewydany pieniądz powinien być najefektywniej wykorzystany w gospodarce. Najprostszym tego przykładem są kredyty, które powinny finansować inwestycje i napędzać gospodarkę. Rozwijać musi się też giełdowa forma finansowania. Ja osobiście z sympatią widzę, że coraz popularniejszy jest pogląd, że rozszerzenie polskiego właścicielstwa będzie temu sprzyjać.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... epsze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Stop dla kolonizacji Polski
PostNapisane: 29 lip 2017, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Koniec z pieniędzmi z zagranicy?

Ruch Narodowy przygotował projekt ustawy o zakazie zagranicznego finansowania organizacji pozarządowych. – Projekt ustawy jest odpowiedzią na lukę, jaką widzimy w polskiej przestrzeni prawnej; ta luka to właśnie zagraniczne finansowanie organizacji pozarządowych – mówi prezes RN Robert Winnicki.

– Projekt ustawy jest odpowiedzią na problemy, na wyzwania, jakie pojawiają się w naszym życiu społecznym, politycznym w ostatnich tygodniach, w ostatnich miesiącach. Ale jest również odpowiedzią na pewną lukę, jaką widzimy w polskim prawodawstwie, jaką widzimy w polskiej przestrzeni prawnej. Ta luka to właśnie zagraniczne finansowanie organizacji pozarządowych – podkreślił na konferencji prasowej poseł Winnicki (niezrz.).

– Partie polityczne w Polsce nie mogą być finansowane ze źródeł zewnętrznych i to jest oczywiste – to jest dla wszystkich zrozumiałe. Tymczasem mamy do czynienia z organizacjami działającymi jak najbardziej politycznie, jak najbardziej wpływającymi na życie polityczne w Polsce, które są obficie finansowane ze środków zagranicznych – zaznaczył polityk.

Dodał, że RN będzie zbierać pod tym projektem podpisy.

– Apelujemy do wszystkich polskich posłów, żeby się pod nim podpisywali. Do większości parlamentarnej apelujemy, żeby ten projekt poprzeć i żeby ten projekt wszedł na wokandę i stał się normą – dodał Winnicki.

Wiceprezes RN Krzysztof Bosak wyjaśnił, że projekt składa się z 5 artykułów. – Odnosi się on do ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie, ale nie jest nowelizacją tej ustawy – jest odrębnym projektem ustawy, który wprowadza nową dotychczas nieobecną w polskim prawie normę – zakazuje zagranicznego finansowania organizacji pozarządowych – zaznaczył.

– W artykule pierwszym, który dotyczy samego zakazu – finansowanie zagraniczne jest rozumiane jako odnoszenie jakiejkolwiek korzyści majątkowej. W dalszych artykułach są regulacje stanowiące, iż taką korzyść należy zwrócić lub jeżeli nie nastąpi zwrot w przewidzianym terminie, ulega ona przepadkowi na korzyść Skarbu Państwa – mówił Bosak.

Jak zaznaczył, ustawa zawiera dwa wyjątki. – Po pierwsze, otrzymywanie darowizn od polskich obywateli, którzy przebywają poza granicami kraju, nie jest definiowane jako zagraniczne finansowanie – wskazał Bosak.

– Po drugie, ustawa ta nie proponuje bezwzględnego zakazu finansowania zagranicznego, a jedynie zakaz finansowania, który nie jest objęty żadną kontrolą. Ten rodzaj kontroli, jaki proponujemy – to jest finansowanie oparte o zawarte przez państwo polskie umowy międzynarodowe – dodał wiceprezes RN. Poinformował, że projekt zostanie w piątek umieszczonym w internecie do powszechnego wglądu.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... anicy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Stop dla kolonizacji Polski
PostNapisane: 07 sie 2017, 07:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Buty Pana muszą być czyste. Takiej Polski chcemy?

Oni uważają, że my – wszyscy ci niby straszni pisowcy , szykujemy im Berezę i na pewno zabierzemy TVN, a Panie Pochanke i Werner zostaną przymusowo wcielone do oddziałów Wojsk Obrony Terytorialnej Antoniego Macierewicza. Ci potulni, ślamazarni do tej pory i spasieni Tuskiem wyborcy PO i .N, są naprawdę przekonani, że PiS szykuje tu dyktaturę gorszą od komuny. Zero kontaktu. Houston nie działa. Dla opętanego lewackim kłamstwem studenta UW wizja świata bez Internetu, Polski bez Unii, jest druzgocąca. On w nią szczerze wierzy. Nie zna Konstytucji, nie wie nic o komunizmie, poza tym, że był straszny, a Lech Wałęsa nas od niego uwolnił. Praca propagandowa nad takim materiałem ludzkim nie jest zbyt trudna. Trochę fajnych plakatów, wpisów w sieci, typu – dziś zabierają wolność, jutro zaczną wsadzać, pojutrze zabronią seksu – i tak rodzi się w głowach ludzi rzeczywistość, której nie ma. Powtórzmy – nie ma! Dlaczego tak łatwo udało się wyzwolić wśród nienawidzących PiS Polaków tyle emocji? Bo, co najmniej od dekady żywią oni do wyborców prawicy niekłamaną pogardę, uważają ich za nieudaczników, tłuków, najgorszy możliwy sort, który przeszkadza im spokojnie konsumować owoce transformacji. Wielu z nich dostało zresztą te owoce na tacy, bo III RP hojnie obdarowywała sługi nowego systemu. Gdyby nie było w tych ludziach tyle zła i nienawiści do swoich sąsiadów, znajomych, kolegów z pracy, można byłoby z nimi rozmawiać, przekonywać ich, że mamy w gruncie rzeczy wspólne polskie cele, ale ich realizacja nie zawsze będzie się podobała Berlinowi czy Brukseli.

Odpuściłem, naprawdę odpuściłem sobie rozmowy z nimi na tematy polityczne, a jestem człowiekiem wyjątkowo cierpliwym. Nie można nawet nawiązać do sytuacji w Wenezueli, bo ci wariaci gdzieś zakodowali sobie jeden wpis Balcerowicza i gadają, że to samo dzieje się teraz w Polsce. No może prawie to samo, bo jeszcze nie strzelają. To wyborcy PiS-u kryją się ze swoimi poglądami w dużych wielkomiejskich firmach, ale nie dlatego, że się ich wstydzą, tylko dlatego, że od razu spotykają się z niepohamowaną agresją. Hejt z obydwu stron ma owszem miejsce, ale jedynie w sieci. W realnym życiu, króluje jednostronna pogarda do myślących inaczej niż PO i Tusk. Rozzuchwaleni bojem o sądy, mówią, że będą wsadzać i gonić z Polski. Z jakiej Polski? Polski nie będzie już wtedy realnie na mapie Europy, tylko kolejny land Bundesrepublik Deutschland. A nazywać się może on nawet Wielka Polska Obywatelska. To myślenie ulicznej opozycji stało się w ostatnich tygodniach skrajnie antypolskie. Wieść o możliwości wystąpienia naszego kraju o reparacje wojenne od Niemiec też wywołała agresję, dreszcze i niepokój, że Niemcy się obrażą, że zabiorą nam Ziemie Zachodnie. Taki to jest poziom dyskursu, niżej już chyba nie można upaść na głowę.

Nie mamy żadnych dwóch skłóconych ze sobą polskich narodów. To absurd. Powiedzmy to w końcu otwarcie. Mamy z jednej strony, mniej lub bardziej patriotycznie nastawioną część społeczeństwa, tworzącą racjonalną większość (w tym i jakiś odłam wyborców opozycji) i hałaśliwą grupę Polaków, którzy wyrzekli się polskiej tradycji, polskiej dumy, siedzą na tych ogrodowych krzesłach i drżą jedynie o to, czy aby dojadą do Madrytu bez wizy. To ich boli. Perspektywa, żebyśmy coś sami znaczyli w Europie, mówili własnym głosem, niezależnie od tego czy to się podoba Pani Merkel czy nie, budzi w nich strach i zgorszenie. Jak tak można? Niemcom? W twarz? Tak dobrze było nam za Herr Tuska. No i można było kraść. Trzeba trzymać z Berlinem, patrzeć karnie jak ciągną ten swój Nord Stream II i cieszyć się z tego, że już nas trochę chwalą, no może mogliby bardziej, prosimy, ale przecież ten Kaczyński ciągle nam bruździ i rzuca kłody pod nogi. Obwiniać za to wszystko tylko TVN, Gazetę Wyborczą, Michnika i Sorosa to fatalne uproszczenie.

Mamy w Polsce część społeczeństwa, która nie potrzebuje ani polskich rządów ani prawdziwej wolności. Godzi się, i to całkiem świadomie, na polityczną poprawność, na przyjmowanie nielegalnych imigrantów, na czułe głaskanie Helmuta po głowie: - Dobry Polak, dobry. To jest prawie katastrofa i wcale mnie to nie cieszy, wprost przeciwnie, budzi niepokój. Oni nie chcą słuchać żadnych argumentów, uważają, że już tylko tygodnie dzielą ich od obalenia rządu Prawa i Sprawiedliwości na ulicy, przemocą. Demokraci rodem z KPP. Z tego chyba nie da się wyjść obronną ręką – pogodzić się, wybaczyć, zawrzeć kompromis. Jak można bowiem szukać porozumienia z ludźmi, których irytuje patriotyczna oprawa meczu w Warszawie? Angielska gazeta „Daily Mail” napisała, że żądania Polski o odszkodowania są jak najbardziej uprawnione (!), a Kazio, wyborca PO, drze się, że zabiorą mu Szczecin. A poza tym w TVN mówili, że to jest niemożliwe, bo dla Kazia z PO nic nie jest możliwe, co zmusza do przyjęcia wyprostowanej postawy. Kazio w zgięciu czuje się najlepiej i najpewniej, Dobrze wtedy widać buty Pana, czy są czyste, czy też trzeba je wypastować. Kazio z PO jest sprytny, bo nawet jak są czyste, to i tak je przetrze i powie Panu, że lewy but nie wyglądał już najlepiej. Mistrz.

Prawo i Sprawiedliwość działa czasami w sferze komunikacji wręcz fatalnie, ale rządzi mniej więcej sprawnie, bez większych błędów. Nikomu nic nie zabrało (z wyjątkiem esbeckich przywilejów), dało pieniądze rodzinom, ale przynosi to jeż pierwsze pozytywne efekty demograficzne i napędza też konsumpcję. Mniej kasy wycieka do złodziei, no to jest kuźwa źle? No źle, bo Niemcy przecież nie mordowali, winni naziści, była wojna. Niemcy cierpieli, co tam, oni wycierpieli najbardziej - mówi tak nie jakiś były esesman tylko senator PO Jan Rulewski, w polskiej telewizji. I ciągną temat dalej. Musimy być razem w Europie z Unią i z Niemcami, bo teraz przez ten PiS jesteśmy tacy sami. A kiedy to, po 2004 roku, byliśmy w tej wymarzonej Europie z którymkolwiek z dużych państw tak naprawdę razem, jak równy z równym? Z kim? Bo chyba nie z Niemcami, które – zgodnie z życzeniem Władysława Bartoszewskiego traktowały nas jak brzydką pannę na wydaniu. Są nam winni co najmniej 3 biliony złotych i to nie jest rachunek wygórowany. Stawiamy problem i oczekujemy poważnych rozmów, sprawdzamy Niemcy, kim oni są naprawdę, a nie jak siebie sami malują. Jeśli teraz ulegniemy naciskom Zachodu i Berlina, będziemy przez kolejne dekady żyli w skundleniu politycznym i kulturowym, my - grzeczne dziecko Europy. Słychać zewsząd o wielkim powrocie na ulice: w obronie sądów, wolności mediów, przeciwko Polexitowi. Elektorat jest tak doskonale przemielony, że łyknie dosłownie wszystko, więc pewnie wyjdzie znowu protestować. Cokolwiek się wydarzy w najbliższych tygodniach i miesiącach, przesądzi o losach Polski na długie lata. Wszyscy o tym wiedzą. A szczególnie nasi wrogowie.

Opublikowano: 06.08.2017 00:46.

https://www.salon24.pl/u/benevolus/7997 ... ski-chcemy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Stop dla kolonizacji Polski
PostNapisane: 08 cze 2019, 11:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Świętować mógł Senat

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami obchody 4 czerwca. Jak odebrał Pan wiec Platformy na Długim Targu w Gdańsku?
– Nazwijmy to po imieniu, bez owijania w bawełnę, że na gdańskim Długim Targu mieliśmy konwencję wyborczą przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Przypomnę tylko, że podczas tej imprezy na scenie zebrała się czwórka samorządowców Platformy, prezydentów Warszawy, Poznania, Łodzi i Wrocławia, a pod sceną byli też inni z pomniejszych miast i gmin. W ramach idei i świętowania wolności rozpoczęła się kampania Platformy. Gwoli ścisłości przypomnę, że wolne wybory samorządowe odbyły się 27 maja 1990 roku, a więc panowie z tym świętowaniem się pomylili wyprzedzając fetę o rok. Co by nie powiedzieć, cała ta impreza nie miała nic wspólnego z samorządem, mimo że byli tam samorządowcy. Nie miała też nic wspólnego ze świętowaniem wolności, bo tak naprawdę tę rocznicę mógł świętować tylko Senat RP. Fakty są bowiem takie, że 4 czerwca 1989 roku w wyniku wyborów odrodził się polski Senat, bo prawdziwie wolne wybory odbyły się tylko do Senatu. Cały ten gdański spektakl był bardzo naciągany. Mieliśmy bowiem do czynienia z próbą pisania nowej historii, która nie ma nic wspólnego z faktami.

Mamy 21 tez samorządowców, pod którymi podpisali się włodarze największych miast związanych z Platformą. Skąd się wziął i czemu ma służyć pomysł decentralizacji i de facto demontażu państwa?
– Kiedy został odczytany polityczny testament Pawła Adamowicza, to z góry było wiadome, że jest to nic innego jak rozpisanie nowych ruchów przez Donalda Tuska i Pawła Adamowicza pod wybory parlamentarne. Wtedy powiedziałem do samorządowców wyraźnie, że nie ma to nic wspólnego z samorządem, z samorządnością, a jest to wejście na bezczelnego w buty samorządowców i de facto zdjęcie zasłony, że samorząd jest bezpartyjny, że nie ma twarzy partyjnej. I to, co widzieliśmy 4 czerwca w Gdańsku, nie miało nic wspólnego ze świętem wolności, ale był to wiec, wielka konwencja wyborcza Donalda Tuska i jego ekipy. Co więcej, ta konwencja pokazała, że samorządowcy stali się właśnie graczami partyjnymi. Każdy samorząd prowadzi politykę lokalną, a tym razem zobaczyliśmy prezydentów największych miast, którzy postanowili uprawiać politykę krajową.

Skoro nie ma jak odzyskać władzy w demokratycznych wyborach, jest pomysł rozbicia państwa przez samorząd?
– To niebezpieczne działanie, mamy bowiem mylenie regionalizmu z rozbiciem dzielnicowym z czasów Bolesława Krzywoustego. Jak to się skończyło dla Polski, wszyscy dobrze wiemy, a z historii i tragicznych doświadczeń z przeszłości powinniśmy wyciągać wnioski. Tymczasem ktoś na siłę próbuje powtórzyć błędy z XII wieku, tylko pytanie, czy w przypadku realizacji tych nikczemnych planów znajdzie się współczesny Łokietek? Wychodzi na to, że dla osób zgromadzonych na Długim Targu w Gdańsku najważniejszą rzeczą jest powołanie w Polsce autonomicznych regionów, coś na wzór niemieckich landów. Tylko że nam nie potrzeba nowego rozbijania Polski na regiony, bo my to wszystko już mamy. Natomiast dzisiaj, żeby rozwijać polską samorządność, potrzebujemy systemu finansowania, a nie rozbijania. Kompetencji samorządy mają całą masę, brakuje natomiast pieniędzy na realizację zadań, nie ma odpowiedniego systemu finansowania. I to jest sedno problemu budowy Rzeczypospolitej Samorządowej, a nie rysowanie na nowo map politycznych i dzielenie Polski. Obawiam się, że może to być coś, co już kiedyś w historii było początkiem upadku w tamtym okresie Polski. I w te buty wchodzą samorządowcy Platformy.

Do kogo ten pomysł, plan jest skierowany, bo w Polsce nie jest tak, że wszystkie samorządy są w rękach Platformy?
– Proszę zwrócić uwagę, że na tej konwencji na Długim Targu nie występował przedstawiciel kierownictwa Platformy. Był Donald Tusk, Lech Wałęsa, ale tam nie było Grzegorza Schetyny. Wydaje mi się, że tym samym Donald Tusk uruchomił swój projekt tworzenia Platformy Obywatelskiej bis w oparciu o samorządy największych miast, takich jak Warszawa, Poznań, Łódź i Wrocław, w których rządzą politycy Platformy.

Tyle że większość komentatorów interpretując słowa Tuska, twierdzi, że zrezygnował on z powrotu do polskiej polityki?
– Nie sądzę. Ale po kolei. Po pierwsze, było to bardzo słabe przemówienie, tak naprawdę o niczym, a jednocześnie mam wrażenie, że to przecieki prasowe, jakie się pojawiły odnośnie do planów Tuska, wybiły z ręki atuty przewodniczącemu Rady Europejskiej i organizatorom tej imprezy, pozbawiając efektu zaskoczenia oraz świeżości. Efekt był taki, że ta impreza i wystąpienie głównego aktora były miałkie, co więcej – w mojej ocenie – było to jedno z najsłabszych wystąpień tego polityka. Wyglądało to jak przyjazd „wujka dobra rada”, który zawsze miał na wszystko odpowiedź, tymczasem efekt nie był powalający, a wołanie do zwolenników, że do walki z rządem macie jeszcze internet, w ustach polityka, który jako premier był przeciwny wolności w internecie i zwolennikiem ACTA –brzmiało śmiesznie. To pokazuje duży brak spójności, konsekwencji.

Wcześniej wspomniał Pan o planie Tuska i Adamowicza, tyle że to Platforma zrezygnowała z popierania Adamowicza na prezydenta Gdańska w ostatnich wyborach…
– W tym czasie byłem we Wrocławiu, gdzie w dniach 5-6 czerwca odbywał się Kongres Zarządzania Administracją Samorządową – można powiedzieć, że byli tam samorządowcy: prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, a nie politycy, którzy zadawali jedno pytanie: Czy cała ta impreza w Gdańsku miałaby taką frekwencję, gdyby żył prezydent Adamowicz? I odpowiadali, że w żadnym wypadku. Proszę zwrócić uwagę, że to Platforma i Donald Tusk byli tymi, którzy w związku ze słynną akcją z oświadczeniami majątkowymi potraktowali Pawła Adamowicza jak trędowatego i de facto wyrzucili go na aut. Przecież to nie kto inny jak Platforma sugerowała, żeby Adamowicz nie kompromitował tej formacji i nie starał się o reelekcję w Gdańsku, dlatego to Jarosław Wałęsa był kandydatem Schetyny i spółki na prezydenta Gdańska. To pokazuje cynizm tej całej grupy, która teraz próbuje się wybielić, odwrócić kota ogonem, tyle że fakty są bardzo brutalne. Lech Wałęsa podczas swojego przemówienia na Długim Targu w Gdańsku powiedział jedną prawdę – mianowicie wszystko znajdziecie w internecie, i to był jedyny prawdziwy fragment wypowiedzi byłego prezydenta. Można to streścić tak – jeśli chcecie znać prawdę o Platformie i jej podejściu do Adamowicza, to sięgnijcie do internetu, a tam są ślady, które może umykają pamięci, ale pokazują, jakie były fakty, jak Platforma, jak środowisko Donalda Tuska traktowało Pawła Adamowicza.

Czy nie jest tak, że impreza zorganizowana przez prezydent Aleksandrę Dulkiewicz i samorządowców zepsuła ważne wydarzenie historyczne?
– Dokładnie tak. Tak naprawdę 4 czerwca 1989 roku nie był dniem wolności, to był początek drogi ku wolności. To nie był – jak niektórzy mówią – dzień przeklęty, ale to był dopiero początek. Natomiast powołanie Senatu i wybory do Senatu to jest tak naprawdę symbolika powrotu do Rzeczypospolitej okresu międzywojennego, do parlamentu dwuizbowego, do izby wyższej – izby refleksji. To był ważny przełom, został wytyczony kierunek. Dlatego wszystkie uroczystości związane z 4 czerwca powinny się odbywać w Senacie – tak jak to zresztą miało miejsce, tymczasem mieliśmy do czynienia z próbą przykrycia wydarzeń w Warszawie uroczystościami wokół Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku oraz imprezą na Długim Targu. Natomiast to dopiero w przyszłym roku powinni świętować samorządowcy.

Wracając jeszcze do tego planu Tuska i odzyskania władzy w Polsce przez samorządy, czy osiem województw, gdzie rządzi Platforma i kilka dużych miast, gdzie władzę sprawuje opozycja totalna, czy to wystarczy, żeby realizować tak absurdalne pomysły?
– Poczekajmy kilka miesięcy i zobaczymy, co wyborcy sądzą na ten temat. Jedno jest pewne, że to, co widzieliśmy w Gdańsku, to jest Tuskowa forma KOD-u i –tak jak powiedziałem wcześniej – Platformy bis.

Polacy to kupią?
– Nie wiem, ale myślę, że ten projekt nie ma szans na powodzenie. Z pewnością jednak będzie to temat problematyczny dla Grzegorza Schetyny, którego nie było na scenie na Długim Targu. Ponadto podczas tej imprezy, która miała być świętem wolności, na scenie nie zebrało się towarzystwo z Koalicji Obywatelskiej. To znaczy, że Donald Tusk wyraźnie postawił na kogoś innego. Nie na Platformę w dotychczasowej formie ze Schetyną, nie na Koalicję Europejską, ale próbuje zbudować nowy ruch społeczny, oddolny, który ma być – w jego mniemaniu – początkiem rewolucji, tak jak kiedyś „Solidarność”. I do tego planu, do powołania do życia tej nowej formuły wykorzystuje symbolikę minionych 30 lat.

Ale jak będzie tak mądrze doradzał, jak przed wyborami europejskimi, to efekt może być bardzo podobny?
– Zostawmy to do oceny wyborcom. Tak czy inaczej, jako przewodniczący sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej byłem jednoznacznie przeciwko tej inicjatywie samorządowców. Do przedstawicieli Związku Miast Polskich, którzy byli motorem napędowym, powiedziałem, że uważam, że jest to początek zniszczenia polskiego samorządu i nie możecie do tego przykładać ręki. Zamiast budować Rzeczpospolitą Samorządową, chcecie budować księstwa.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/209 ... senat.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Stop dla kolonizacji Polski
PostNapisane: 03 lip 2019, 09:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Kolonizatorzy hamując rozwój gospodarczy Polski wysługują się między innymi tzw. ekologami.

Polska jak step

Ekolodzy blokują budowę nowych stopni wodnych na Wiśle.

Wysychające uprawy zbóż i kukurydzy, słabe zbiory owoców i warzyw. Skutki kolejnych fal upałów będą katastrofalne dla rolników. Aby skutecznie walczyć z suszą i brakiem wody, musimy pilnie poprawić stan hydrologiczny Polski, czyli budować nowe zbiorniki na Wiśle.

Taką tezę stawia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” hydrolog prof. Zygmunt Babiński, członek Krajowej Rady Gospodarki Wodnej i Rady ds. Promocji Żeglugi Śródlądowej.

Ekspert podkreśla, że najskuteczniejszym sposobem magazynowania wody dla obszarów dotkniętych niedoborami wody jest budowa kaskady dolnej Wisły, czyli zespołu zapór wodnych w dolnym biegu Wisły, od Warszawy do Gdańska.

– Potrzebujemy co najmniej siedmiu stopni na Wiśle i wtedy rozwiążemy kaskadę dolnej Wisły. Jeżeli powstanie pełna kaskada, to na odcinku od Warszawy do ujścia nie będzie powodzi, bo wówczas kontrolujemy przepływ fali wezbraniowej, a po drugie, zawsze będziemy mieli wodę dla terenów z jej deficytem – mówi prof. Babiński.

Jednak budowa kolejnych stopni wodnych na Wiśle spotyka się z oporem ekologów. – Wystarczy jedno zwierzątko, którego te organizacje ekologiczne zaczynają bronić, i hamuje nam to zupełnie działania w obszarze stosunków wodnych. A nicnierobienie doprowadzi do kompletnej degradacji środowiska wodnego. To trzeba sobie wyraźnie powiedzieć – zaznacza prof. Babiński.

Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie potwierdza, że niektóre z organizacji ekologicznych starają się na wszelkie sposoby zablokować budowę kaskady dolnej Wisły. Jednocześnie Wody Polskie przyznają, że kaskada jest konieczna dla zatrzymania procesu stepowienia Kujaw i Pomorza. Stopnie wodne nie tylko będą przeciwdziałały suszy, ale też chroniły mieszkańców przed powodziami oraz umożliwią produkcję czystej energii w elektrowniach wodnych.

Jak podaje Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, susza rolnicza występuje już na terenie 14 województw: lubuskiego, wielkopolskiego, łódzkiego, podlaskiego, mazowieckiego, zachodniopomorskiego, dolnośląskiego, lubelskiego, pomorskiego, kujawsko-pomorskiego, opolskiego, warmińsko-mazurskiego, śląskiego i świętokrzyskiego). Największy deficyt wody wystąpił na obszarze Pojezierza Lubuskiego.

Już drugi rok z kolei borykamy się w Polsce z suszą. Na problem składają się wysokie temperatury, brak pokrywy śnieżnej podczas zimy i brak wystarczających opadów, co sprawia, że stan wody w większości polskich rzek układa się w strefie niskiej i średniej. Kolejne fale upałów pogłębiają suszę.

Spór o kaskadę
Według prof. Zygmunta Babińskiego, żadne inne inwestycje, jak np. tworzenie zbiorników małej i średniej retencji, nie rozwiążą tak skutecznie problemu magazynowania wody dla obszarów zagrożonych suszą, jak budowa kaskady dolnej Wisły. W kontekście protestów ekologów Wody Polskie zapewniają o otwartości na konstruktywne dyskusje, podczas których przedstawią argumenty, szczególnie w aspekcie korzystnego oddziaływania budowy kaskady dolnej Wisły na środowisko naturalne.

Kosztowne marnotrawstwo
Jako pierwszy element kaskady dolnej Wisły w latach 60. XX w. został zaprojektowany stopień wodny we Włocławku. Niestety, realizację pozostałych stopni wodnych przerwano, a stopień Włocławek pracuje już od ponad 40 lat.

Dla ograniczenia negatywnego zjawiska erozji i tzw. podparcia tego stopnia konieczne jest tworzenie kolejnych stopni wodnych na dolnej Wiśle. Najpierw planowane jest wybudowanie stopnia wodnego Siarzewo, przede wszystkim dla zabezpieczenia stopnia we Włocławku. Plany zakładały ukończenie budowy stopnia w Siarzewie do ok. 2028 roku. Wody Polskie nie odpowiedziały na pytanie „Naszego Dziennika”, kiedy inwestycja może zostać sfinalizowana. Zapewniono nas, że projekt cieszy się poparciem okolicznych mieszkańców.

Aby przeciwdziałać skutkom susz w Polsce, Wody Polskie pracują nad kompleksowym planem „Stop suszy”, pierwszym dokumentem, który całościowo określi, jakie działania należy podjąć, aby zabezpieczyć odpowiednią ilość wody dla przyszłych pokoleń. „Zadaniem Wód Polskich, które odpowiadają za inwestycje w gospodarce wodnej, jest przede wszystkim budowa małych i dużych zbiorników retencyjnych, które magazynują wody opadowe” – czytamy w nadesłanym stanowisku.

Według prof. Babińskiego, takie rozwiązania to za mało. – Jak można budować małe zbiorniki, skoro one mają być na terenie deficytowym, gdzie więcej wody paruje, niż spada. To nie ma sensu – zauważa naukowiec.

Obecnie w Polsce magazynujemy ok. 4 mld m3 wód opadowych rocznie, czyli tylko 6,5 proc. objętości tzw. średniorocznego odpływu rzecznego. Pozostałe wody trafiają do Morza Bałtyckiego i bezpowrotnie je tracimy. Jak podkreśla Państwowe Gospodarstwo Wodne, 6,5 proc. to zbyt mało na potrzeby naszego kraju. Dla porównania – Hiszpania retencjonuje 45 proc. wód odpływających do mórz. Dlatego Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, przy udziale Wód Polskich, współtworzy Program Rozwoju Retencji. Ma on pomóc w zwiększeniu współczynnika retencji w naszym kraju do 15 procent. Na inwestycje w gospodarce wodnej w Polsce planuje się wydać 14 mld zł do 2027 roku.

Beata Falkowska

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/210 ... -step.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /