Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 53 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 21 sty 2016, 09:01 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Polska otrząsa się z postawy wasalskiej wobec Niemiec i podnosi się z kolan.
Osiem lat rządów PO-PSL upewniło Niemców, że Polska stała się ich zdobyczą i kolonią.
Tymczasem naród się obudził i zainteresował własnym losem, burząc tym samym stan poddaństwa, podległości, potulności.
Polityka polska pod rządami PiS-u wypłynęła z wielką kulturą na szerokie światowe przestrzenie. Okazało się, że w Polsce nastąpiło od dawna oczekiwane przesilenie i zwrot w kierunku dbania o swój los. Jesteśmy bogatym duchowo narodem i trudno jest nam pogodzić się z płycizną kulturową tzw. Europy, czy unii, z jej odchyłkami od normy, patologią moralną, dyktatem ekonomicznym i politycznym, obłudą, i schizofrenią.


Szydło vs. miernoty i jurgieltnicy

Obrazek
Fot. Filip Blazejowski / Gazeta Polska / FORUM


Obraz szefowej polskiego rządu tłumaczącej się ze swojej wewnętrznej polityki przed Parlamentem Europejskim jak przed jakimś samozwańczym trybunałem pozostanie na długo w pamięci Polaków. Pani premier zachowywała się z godnością, ale i stanowczością, więc paradoksalnie, ten żenujący spektakl zorganizowany przez eurokratów przyniesie Polsce pewną korzyść. Uświadomił on szerokim kręgom Polaków czym w rzeczywistości stała się Unia Europejska.

Kiedy przed ponad 12 laty wabiono Polaków rozmaitymi obietnicami i terroryzowano skrajnie nieuczciwą propagandą, by karnie pomaszerowali do urn i zagłosowali za wejściem naszego kraju do Unii Europejskiej, nad Wisłę zjeżdżały tabuny europosłów, eurokomisarzy i dziennikarzy reżimowych mediów z Francji lub Niemiec, by zapewniać tubylców, że wejście do UE będzie dla ich Ojczyzny skutkować samymi korzyściami. Obiecywali również, że Bruksela będzie szanować politykę wewnętrzną Polski, nie ingerując przy tym w nasze „wartości” (cokolwiek miałoby to znaczyć). Co warte były te zapewnienia, mogliśmy się przekonać we wtorek.

Mogliśmy zobaczyć, jak premier polskiego rządu zmuszona jest stawić się przed unijnymi politykami, miernotami wyróżniającymi się tylko i wyłącznie przynależnością do jednego z dwóch rządzących Unią gangów politycznych: eurosocjalistów i Europejskiej Partii Ludowej. Obie te kliki zdominowały życie w Parlamencie Europejskim – w poszczególnych krajach popierają wyłącznie swoich kolegów, a wszystkich spoza układu traktują jak intruzów i groźnych radykałów. Tak też odnoszą się do polityków PiS – partii należącej do innego euro-ugrupowania.

Kuriozalna debata w Strasbourgu unaoczniła Polakom, że w Unii Europejskiej mogą się cieszyć wolnością nie większą niż ta, jaka przypadła w udziale naszym żyjącym w czasach zaborów przodkom. Podobnie jak w tamtych czasach możemy dziś wszak do pewnego stopnia decydować o swoich sprawach, samodzielnie kształtować niektóre gałęzi polityki – jednak wyłącznie do momentu gdy imperator odkryje, że coś narusza jego interesy. Gdybyśmy jednak wzięli pod uwagę zakres wolności osobistej i ekonomicznej, niewykluczone że okazałoby się, iż nasi przodkowie w różnych okresach czasu cieszyli się większą swobodą w tzw. kongresówce (szczególnie w czasach Królestwa Polskiego przed powstaniem listopadowym), Wielkim Księstwie Poznańskim czy Galicji. Warto też zaznaczyć, że jest pewna rzecz, która na przestrzeni wieków bardzo wyraźnie się zmieniła – polskie elity polityczne pod zaborami musiały zdawać sprawę elitom arystokratycznym czy biurokratycznym, ale jednak będących emanacją władz cesarskich. Dzisiaj natomiast premier polskiego rządu staje przed zgrają euro-wywłok, ludzi nieprezentujących żadnego poziomu, niewykształconych, zajmujących wysokie stanowiska ale nawet nie umiejących komunikować się w najważniejszych europejskich językach.

Podstawowym zarzutem eurokratów wobec Polski są rzekome „naruszenia praworządności” i „ograniczenia wolności słowa”, a więc sprawy dotyczące funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego (w stanie, w którym został on zastany po wyborach) oraz zmiany personalne w mediach publicznych. Sytuacja w poszczególnych krajach UE pokazuje, w jaki sposób wspomniana praworządność jest pojmowana – idzie po prostu o zachowanie politycznego status quo, pozostającego efektem konkwisty europejskiej lewicy, tak w sferze politycznej jak i wcześniej w sferze przed-politycznej. Lewica opanowała bowiem wszelkie aspekty życia publicznego w krajach wspólnoty, z polityką na czele. To, że w krajach zachodu odbywają się wybory i władza czasami przechodzi z rąk tak zwanej lewicy do tak zwanej prawicy, nie ma żadnego znaczenia w obliczu tego, że niezmienione i niepodważalne pozostają dogmaty unijnej polityki. Dodajmy – dogmaty te oparte są na zasadach politycznej poprawności, wprost wynikającej z ideologi postmarksistowskiej. Dlatego właśnie artykułowane przez eurokratów „zagrożenie praworządności” rozumieć należy jako obawę, że rząd w Warszawie od głównego europejskiego kursu odejdzie, że zagrożone zostaną interesy polskiego przedstawicielstwa owej rządzącej Europą kliki, którymi przez przynajmniej 8 lat pozostawała Platforma Obywatelska i inne ugrupowania związane z europejskimi potentatami politycznymi. Groźba trwałego odejścia Polski od polit-poprawnej ideologii jest dla wszystkich brukselskich urzędników wyjątkowo przerażająca.

Można spodziewać się, że całego tego zamieszania nie doświadczylibyśmy, gdyby Prawo i Sprawiedliwość nie przejęło retoryki „chrześcijańsko-narodowej” (w dużym cudzysłowie) w aż tak wielkim stopniu. To właśnie niezbędne do wygrania wyborów deklaracje powrotu do chrześcijańskich wartości w życiu publicznym głęboko rozsierdzają panujących w Unii Europejskiej. Nie dość, że ktoś zagraża interesom politycznym i ekonomicznym rządzącej kliki, to jeszcze stawia wyzwanie dominującej ideologii! Nie sposób nie porównać tej sytuacji z niegdysiejszym „podnoszeniem ręki” na przewodnią rolę Związku Sowieckiego! A jak wówczas kończyły się tego typu akty? Niczym innym jak zbrojną interwencją na Węgrzech czy w Czechosłowacji…

Wkrótce przekonamy się, czy siły ważące się pozywać polski rząd przed samozwańczy trybunał będą na tyle zdeterminowane, aby stosowną do czasów i okoliczności interwencję przeprowadzić. Tym razem wcale nie muszą to być oddziały eurokorpusu z czołgami, wiemy przecież, że unijni decydenci wyhodowali w Polsce bardzo silną ekspozyturę i agenturę, których przedstawicieli znany publicysta bardzo zasadnie określił mianem współczesnych jurgieltników. Czymże bowiem różni się od zachowania zdrajców z XVIII wieku dzisiejsze pozostawanie na pensji obcych mocarstw przez polityków, dziennikarzy i innych kreatorów życia publicznego w Polsce? Dwa i pół wieku temu posłowie i senatorowie również pobierali regularne pensje od obcych w zamian za wpływanie na polityczne rozstrzygnięcia zapewniające realizację interesów ościennych mocarstw. Historycy publikowali listy polskich posłów i magnatów owe pensje pobierających. Czy tego manewru nie można by dziś powtórzyć i znów stworzyć podobne listy? Zachowanie wielu polityków, wpływowych ugrupowań i znanych dziennikarzy pokazuje, że owszem – można i trzeba! Z pewnością wysoko w tym spisie znaleźliby się działacze i promotorzy Komitetu Obrony Demokracji – tworu nie ukrywającego pobierania pomocy finansowej od bardzo istotnego zagranicznego ośrodka wpływu.

Z tego typu stałymi fragmentami gry mamy do czynienia w polskiej rzeczywistości od wieków. Zmienił się tylko poziom bezczelności i zakłamania. Niewątpliwie osiemnastowieczni jurgieltnicy wstydzili się, że przyjmowali pensje od obcych mocarstw – wszak tylko nieliczni się do tego przyznawali. Współcześni nie widzą w tym żadnego problemu. Ogłaszają, że żyjemy w zupełnie innym świecie, a Europa jest otwarta, wobec czego europejska współpraca jest możliwa i konieczna. I stają się w ten sposób nie tajną, ale jawną ekspozyturą obcych interesów w Polsce.

Piotr Doerre, redaktor naczelny PCh24.pl

http://www.pch24.pl/szydlo-vs--miernoty ... 718,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 21 sty 2016, 09:16 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Kto naprawdę bije się z Polską?

Obrazek
REUTERS / FORUM


Za alarmem obwieszczającym śmierć polskiej demokracji nie kryje się – choćby i wydumana – troska Brukseli o nasz kraj. To tylko zasłona dymna, maskująca prawdziwą grę interesów toczoną przez polityków, którzy biją się o wielkie stawki.

W relacjach między państwami liczą się tylko siła i słabość – ten znany cytat z Romana Dmowskiego upodobało sobie niemałe grono publicystów, starających się spoglądać na politykę przez pryzmat politycznego realizmu. Ale warto do tej brutalnej – acz niewątpliwie prawdziwej – konstatacji dodać cytat z innego twardo stąpającego po ziemi myśliciela – Adama Czartoryskiego – zwracającego uwagę, że obok siły ważna jest też życzliwość i sprawiedliwość w traktowaniu partnerów politycznych. Trudno odmówić tej opinii racji, wszak nierzadko to właśnie pycha zwycięzcy kroczy tuż przed jego upadkiem. W ostatnich tygodniach mogliśmy się przekonać, że nasi zagraniczni „partnerzy” niespecjalnie zawracają sobie głowę życzliwymi gestami w kierunku niedawno wyłonionego rządu, nie mówiąc już o jego sprawiedliwym traktowaniu. Skoro więc brakuje życzliwości i sprawiedliwości, trudno nie zauważyć, że za wciąganym na brukselskie maszty sztandarem obrońców polskiej demokracji kryją się twarde interesy, które przez dłuższy czas mają nie trafiać na pierwsze strony gazet.

Cios w rządową strategię

Łajanie polskiego rządu przy zastosowaniu skomplikowanej ekwilibrystyki słownej zrównującej Polskę z putinowską Rosją wskazuje, że nie mamy do czynienia li tylko z utarczkami słownymi czy obroną interesu wpływowej w naszym kraju „elity” – choć to drugie z pewnością motywuje do ataków zagraniczne media – ale przede wszystkim z szalenie ważnymi i realnymi problemami politycznymi. Kiedy bowiem słychać propagandowy wrzask, znak to niechybny, że coś chce się zakrzyczeć, coś ukryć. Traf chce, że sprawa jakości polskiej demokracji zdaje się być – przynajmniej w wymierze medialnym – najważniejszym problemem Unii Europejskiej, gdy ta, przypomnijmy, zmaga się z o wiele poważniejszymi niż polityczne utarczki Jarosława Kaczyńskiego i grupki prawników. Co więcej, Brukselę czekają również decyzje, w których podejmowaniu Polska może stać się hamulcowym.

Dziś gra nie toczy się więc o polską demokrację, przestrzeganie konstytucji, wolność mediów czy Trybunał Konstytucyjny. Śmiało bowiem można stwierdzić, że gdyby Polska zadeklarowała absolutną dyspozycyjność wobec Francji i Niemiec, gdyby Beata Szydło odmówiła rozmowy premierowi Wielkiej Brytanii Davidowi Cameronowi w sprawie propozycji reform Unii Europejskiej, zaś szef MSZ Witold Waszczykowski wygłosiłby w Berlinie mowę wzywającą kanclerz do większej aktywności w europejskiej polityce, zapewne nawet urzędas bijący pieczątki w sekretariacie brukselskiego komisarza nie zająknąłby się o zagrożeniu demokracji w Polsce. Dlaczego więc Polska stała się obecnie głównym celem ataku ze strony unijnych elit politycznych, zagranicznej prasy, a nawet instytucji finansowych?

Wydaje się, że powody są dwa. Pierwszy, nie tyczący się interesów stricte politycznych, związany jest z obawą zagranicznych inwestorów przed zapowiadanym „narodowym zwrotem” w polityce polskiego rządu. Nie przypadkiem badająca wiarygodność finansową państw agencja Standard & Poor’s obniżyła Polsce rating z A- do BBB+, nadwątliwszy w ten sposób zaufanie do Polski ze strony zagranicznych inwestorów. Było to zaskoczeniem nawet dla ekonomistów, którzy – powiedzmy eufemistycznie – nie są zwolennikami PiS-u. Nic dziwnego, wszak agencja w uzasadnieniu decyzji stwierdziła, że istotnymi przyczynami decyzji o obniżeniu Polsce ratingu były… działania polityczno-legislacyjne rządzącej partii. Nie poszło więc o rozhulany wydatkami budżet, mogący stanowić zagrożenie dla stabilności finansowej Polski, lecz o Trybunał, media i tak dalej. Co ciekawe, nad sprawą unosi się swąd co najmniej kilku wątpliwej jakości pieczeni pichconych na ogniu rozpalonym przez S&P – wszak dzień przed ogłoszeniem niższego ratingu kurs złotówki wyraźnie tąpnął co oznacza, że ktoś już wcześniej znał plany agencji i doskonale zdawał sobie sprawę ze skutków, jakie dla polskiej waluty przyniesie jej decyzja.

Interesujące jest również to, że obniżenie Polsce ratingu celuje nie tylko w obecną władzę, ale po prostu w Polaków. Słaba złotówka to przede wszystkim wyższa cena importu, wyhamowanie spadku cen paliw no i kłopot z wymianą złotówek na obcą walutę, co zwłaszcza w okresie ferii zimowych może popsuć niektórym humory. Szczęśliwie decyzja S&P nie zrobiła wrażenia na pozostałych agencjach, które zachowały korzystny dla Polski rating. Jednak z pewnością jest to zapowiedź kłopotów, które mogą pokrzyżować socjotechniczną rozgrywkę Jarosława Kaczyńskiego. Tenże, jak się zdaje, ma prostą strategię na osiąganie swoich celów, a równocześnie utrzymanie poparcie. To model „wojny na górze”, ale pokoju i dostatku „na dole”. S&P tymczasem sygnalizuje wyraźną niechęć nawet do… obietnic PiS, wszak także nimi motywowała swoje stanowisko. Inna sprawa, na ile sama agencja jest wiarygodna. Przypomnijmy, że również jej analitycy obniżali rating Węgrom, gdy premierem po raz drugi został Viktor Orban.

Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że za obniżeniem ratingu w Polsce mogą stać lobbyści finansowi, czy – szerzej – zagraniczni inwestorzy. Wszak niedawno sejm zatwierdził podatek bankowy, a ustawa o opodatkowaniu sklepów wielkopowierzchniowych najpewniej niedługo wejdzie w życie. Chyba, że rząd jednak ugnie się pod naciskiem agencji ratingowej i zmodyfikuje nieco nie tylko planowane w najbliższym czasie zmiany, ale również… obietnice.

Tryumf realpolitik

Myli się ten, kto sądzi, że szarże Martina Schultza i krytyczne wypowiedzi innych unijnych urzędników to jedynie efekt świetnych kontaktów na europejskich salonach lewicowych dziennikarzy oraz polityków PO czy jej sukcesora – Nowoczesnej. Owszem, trujące podszepty zawsze dają oręż, ale głównym celem – szczególnie Niemców obsadzonych na wysokich stanowiskach w Brukseli – jest wprowadzenie na agendę tematu-wydmuszki, jakim jest rzekoma dyktatura Kaczyńskiego w Polsce. Dzięki temu cichną dyskusje na tematy poważne, jak chociażby kwestia gazociągu Nord Stream 2, którego powstanie nie tylko celuje w nasze interesy, ale stanowi także dowód na to, iż rachityczne próby izolacji Rosji przez kraje Unii Europejskiej to politpoprawny humbug. Mówiąc językiem prof. Andrzeja Nowaka, realpolitik zwycięża nad poprawnościowym gorsetem, uszytym z pięknych, acz niezbyt praktycznych komunałów o solidarności ze słabszymi.

Niemcy zresztą zaprezentowali istną pogardę dla unijnych instytucji, tak zachwalanych przez szeroki krąg elit naszego kraju. W ekspresowym tempie bowiem niemiecki urząd antymonopolowy ocenił, że nie dostrzega nic niepokojącego w kolejnej nitce gazociągu północnego, zaś decyzję tę ogłosił 18 grudnia, czyli w dniu, w którym sprawa Nord Stream 2 omawiana była na unijnym szczycie. Ktoś powie, że to przypadek, ale nawet jeśli, to świadczy on o tym, że władze niemieckie za nic mają wszystkie te szczyty, obrady i europejskie parlamenty no, chyba że akurat trzeba na nich ugrać coś dla siebie, jak to miało miejsce w przypadku ustaleń klimatycznych. Było nie było, nikt w Niemczech nie zadbał o to, by kwestią porozumienia z Rosją zająć się po cichu, toteż zdecydowane posunięcia Kaczyńskiego spadły Berlinowi niczym manna z nieba – w sam raz, by rozgrzać telewizory i drukarnie tematem pełzającego totalitaryzmu w Polsce.

Innym problemem, skutecznie zagłuszanym przez unijnych polityków jest kwestią imigrantów, a ściślej: plany ich rozmieszczenia i wypracowania w tej sprawie porozumienia z Turcją. To w tym kraju koczuje bowiem jeszcze blisko 2 mln uciekinierów z Bliskiego Wschodu, a przecież nie trzeba nikomu wyjaśniać, że ich kolejna inwazja na Europę poważnie wstrząśnie instytucjonalnymi fundamentami Unii oraz zagrozi – i tak już nadwerężonym – sieciom bezpieczeństwa poszczególnych państw, szczególnie tych bogatszych. Angela Merkel wydaje się nieco zagubiona, wszak jej nieśmiałym pomysłem jest zaproponowanie Turkom członkostwa w Unii Europejskiej, które to stanowi jeden z celów strategicznych, jakie wyznaczyła sobie Ankara. Nie wiadomo jednak do końca, w jaki sposób taka oferta może pomóc rozwiązać obecne problemy Niemiec i Europy. Faktem jest jednak, że im mniej się o tym mów, tym lepiej. Ostra krytyka Polski przez Brukselę i niemieckie media, z pewnością stanowi też formę presji, wszak obecnie, gdy ważą się losy „rozwiązania” pierwszego, wielkiego kryzysu imigranckiego, Warszawa nie może skrewić i postawić weta. Że tak się nie stanie, można zauważyć po wypowiedziach polskich dyplomatów. Ich stanowisko jest o wiele bardziej koncyliacyjne niż stanowisko PiS w czasie kampanii wyborczej. Nie ma już mowy o wypowiadaniu zgody na przyjęcie przymusowych kwot imigrantów, ani też o konieczności – ta kwestia była niezwykle często podkreślana przez obecną premier i prezydenta – wsłuchiwania się w głos Polaków. W zamian pojawia się narracja o „złej Platformie”, która zgodziła się na przyjęcie imigrantów i „rozdartym PiSie”, który na ów pomysł musi przystać.

Wysokie stawki

Oswojeni już z demonstracjami KOD-u, antyrządowymi tyradami zwalnianych z mediów publicznych dziennikarzy czy redakcji tych gazet, które najwięcej tracą na zmianie rządów, często dostrzegamy w wypowiedziach unijnych polityków efekt „czarnej propagandy”, jaką przeciwnicy PiS rozsiewają za granicą. Jest w tym, owszem, ziarno prawdy. Ale w całej tej wojnie propagandowej, wypowiedzianej Warszawie przez Brukselę, chodzi o znacznie poważniejsze sprawy niż polska demokracja, TVP czy Trybunał Konstytucyjny. Tam na boisko wyszli naprawdę duzi chłopcy. Tacy, którzy wiedzą, że gra toczy się o rzeczywiście wysokie stawki.

Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/kto-naprawde-bije-s ... 668,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 21 sty 2016, 09:20 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Komisarze-nadzorcy z bratnią pomocą

Obrazek
Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker nie zauważa, że w jego rodzinnym kraju – Luksemburgu rząd zamierza zlikwidować Trybunał Konstytucyjny Zdjęcie: / Reuters


Komisja Europejska nie przypadkiem wspiera opozycję w Polsce

Europejscy komisarze podjęli jednomyślnie decyzję o wszczęciu procedury „sprawdzania stanu praworządności” w Polsce. Z opublikowanego potem przez komisarzy uzasadnienia tej decyzji wynika, że najbardziej niepokoi ich perspektywa zmniejszenia „stanu posiadania” przez Platformę Obywatelską w Trybunale Konstytucyjnym z 14 do „tylko” 9 sędziów, przy czym w obu wypadkach nominaci do niedawna partii rządzącej zachowują większość w składzie orzekającym.

W sukurs słabnącej opozycji
Taki stan rzeczy nasuwa oczywiście kilka refleksji. Po pierwsze, widać, że dla europejskich komisarzy nadzorców „praworządność w Polsce” oznacza zachowywanie „pakietu kontrolnego” w TK przez przewodnią siłę w krzewieniu w Polsce „europejskich wartości”. Po drugie, należy zwrócić uwagę na czas podjęcia decyzji przez komisarzy. Nie jest on przypadkowy.

Przypomnijmy, że krótko przed ich decyzją niektóre media w Polsce podały informację o tym, że spora część składu Trybunału Konstytucyjnego ma już dość konfrontacyjnego kursu przyjętego przez prezesa TK prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Dwa dni przed wspomnianym orzeczeniem komisarzy w sprawie Polski te medialne doniesienia zyskały potwierdzenie w faktach. Okazało się bowiem, że TK umorzył sprawę – zaskarżoną przez polityków PO – uchwał sejmowych unieważniających wybory sędziów TK w poprzedniej kadencji i powołujących pięciu nowych sędziów. Co ważniejsze, okazało się, że w tej sprawie prezes Rzepliński został przegłosowany (złożył votum separatum). Ponadto prezes TK też zaczął sprawiać wrażenie, że zdaje sobie sprawę z bezsensowności podtrzymywania swojego konfrontacyjnego kursu i powołał do orzekania dwóch z pięciu sędziów powołanych przez obecny Sejm i zaprzysiężonych przez prezydenta RP.

W tej sytuacji przyszło „wsparcie” ze strony europejskich komisarzy dla polskiej praworządności, czytaj: dla aktualnej opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Ta ostatnia też wymagała „bratniej pomocy”, skoro nawet działaczom KOD zaświtało w głowie, że czas kończyć z polityką „miliona ludzi na ulicach” i działać konstruktywnie, tzn. przygotować własny projekt ustawy o TK.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi
Wydaje się zresztą, że koincydencji czasowych jest znacznie więcej i mają one konkretny wymiar finansowy, w myśl powiedzenia: jeśli nie wiadomo o co chodzi, z pewnością chodzi o pieniądze. W tym kontekście większość komentatorów wskazuje na uderzające w niemieckie firmy i banki dwa nowe podatki szykowane przez rząd Beaty Szydło: podatek od hipermarketów oraz podatek bankowy. Nie zapominajmy jednak o ważnych rozstrzygnięciach, z którymi musi się zmierzyć w najbliższym czasie Ministerstwo Obrony Narodowej w sprawie wartych miliardy złotych przetargów na uzbrojenie polskiej armii. Czy czasem decyzja europejskich komisarzy nie jest elementem strategii „zmiękczania” polskiego rządu w kontekście zamówień np. na francuskie helikoptery Caracal? A przecież w krótkim czasie czekają polską armię kolejne zakupy.

To wszystko oznacza, że nie jest prawdziwa teza – prezentowana również przez niektórych członków obecnego rządu – jakoby „Komisja Europejska nie była dobrze poinformowana o tym, co dzieje się w Polsce” i „opierała się na nieobiektywnych doniesieniach medialnych”. Jest dokładnie odwrotnie. Komisarze z Brukseli są doskonale poinformowani o tym, co dzieje się nad Wisłą, i trafnie przeczuwają, co może się wydarzyć w niedalekiej przyszłości i odpowiednio – zgodnie z interesami swoich mocodawców z dorzecza Renu – reagują. Po tej reakcji widać, że rozpoznanie sytuacji prowadzi ich do wniosku, że rządząca w Polsce prawica nie wyczerpuje swojej energii w górnolotnych deklaracjach, ale dokonuje rzeczywistych zmian. Dla komisarzy nadzorców nie jest to dobra zmiana.

Spotkanie z hipokryzją
Jak powinien zachowywać się polski rząd? Najlepsza rada – robić swoje, tyle że szybciej. Sądzę, że polscy eurodeputowani doskonale wiedzą, jak zbijać argumenty o „zagrożeniach dla polskiej praworządności”. Gdzie była KE, gdy po katastrofie smoleńskiej PO przejęła całe państwo wraz z mediami? Gdzie byli zatroskani komisarze-nadzorcy, gdy pod rządami PO służby specjalne w świetle kamer robiły nalot na redakcję tygodnika zamieszczającego niewygodne dla ówczesnego rządu artykuły? Dlaczego nikt w KE nie wyrażał zaniepokojenia lawinowym wzrostem podsłuchów za rządów PO i przeforsowaną przez tę partię ustawą radykalnie ograniczającą dostęp obywateli do informacji publicznej? Dlaczego nikt w Brukseli i Strasburgu nie dostrzegł jawnego łamania przez PO Konstytucji poprzez powoływanie sędziów TK „na zapas”? Dlaczego nikt tam nie dostrzegł, że rząd kierowany przez PO nie wykonał kilkudziesięciu postanowień Trybunału?

Dlaczego z Brukseli nie widać, co się dzieje w sąsiednim Luksemburgu, gdzie rząd zamierza w ogóle zlikwidować sądownictwo konstytucyjne?

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Prof. Grzegorz Kucharczyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/150979, ... omoca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 22 sty 2016, 08:50 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Polska to nie królik doświadczalny

Z prof. Ryszardem Legutką, europosłem PiS (EKR), rozmawia Marta Ziarnik

Jak ocenia Pan wtorkową debatę o Polsce w Parlamencie Europejskim i jej rezultaty?
– Bardzo dobrym posunięciem było to, że pani premier Beata Szydło przyjechała na tę debatę, choć wcale nie musiała. Mało tego, szefowa naszego rządu przedstawiła się przed zebranymi naprawdę dobrze, jako silny, konkretny i stonowany polityk. Nadała odpowiedni ton tej debacie, w sposób merytoryczny i spokojny odpowiadając na wszelkie pojawiające się pytania. I widać było, że ci, którzy nas krytykują, właściwie nie mieli wiele do powiedzenia. Ich uwagi były bardzo ogólne, bez żadnych konkretów. Mówili o wartościach europejskich i pluralizmie – któż jest przeciw wartościom europejskim i pluralizmowi? Pogubiła się także sama Platforma Obywatelska, której członkowie nie mieli do przekazania zebranym nic specjalnego. I dlatego wpadli później w panikę, że ta debata potoczyła się inaczej, niż planowali.

Inna rzecz, że pomimo świetnego odporu ze strony szefowej polskiego rządu prawdopodobnie nadal będziemy mieli kłopot z Komisją Europejską, która traktuje całą sprawę w kategoriach szerszych niż Polska. Polska jest tutaj pretekstem, ponieważ stosując tę procedurę wobec naszego kraju, Komisja wychodzi poza swoje kompetencje, poza to, co umożliwiają traktaty. I metodą faktów dokonanych Komisja uzurpuje sobie tutaj prawo do oceniania bardzo konkretnych rozstrzygnięć przynależnych polskiemu parlamentowi. Dyskusja na temat tego, jaka większość w Trybunale Konstytucyjnym ma decydować – czy kwalifikowana – to jest decyzja polskiego Sejmu, a nie Komisji Europejskiej. Nie można się zgodzić na to, żeby Komisja miała nam dyktować warunki.

Komisarz Oettinger posunął się jeszcze dalej w tych uzurpacjach.
– To prawda, powiedział coś naprawdę zdumiewającego, a mianowicie, że ta tzw. wielka ustawa medialna, która ma się pojawić, jeszcze przed głosowaniem w polskim Sejmie powinna zostać najpierw skonsultowana z KE. To, że niewybierani urzędnicy mają mieć władzę oceniającą nad polskim głównym organem ustawodawczym, jest całkowicie niedopuszczalne. Trzeba więc tutaj liczyć się z tym, że ten spór z Polską jest również sporem o to, jak dalece Komisji wolno odchodzić od traktatu. Tutaj powinniśmy się twardo trzymać jednak prawa unijnego, a nie jakiejś instrukcji, niemalże powielaczowej. Bo ta procedura to jest wewnętrzny dokument KE. To nie jest żadne prawo. I podczas debaty przewodniczący KE Frans Timmermans nie potrafił się wytłumaczyć z tego, dlaczego wychodzą poza traktat.

Pamiętajmy, że Unia Europejska to jest taka struktura, która przez ostatnie lata przesunęła się bardzo na lewo. I każdy rząd konserwatywny traktowany jest przez nią niechętnie, nieufnie, a nawet wrogo. Więc to jest ta rzeczywistość, z którą trzeba się liczyć.

Polski sprzeciw wobec dzielenia Europy na lepszych i gorszych, obrona chrześcijańskiego dziedzictwa spotkała się z uznaniem wielu deputowanych. Jak ustosunkowuje się do niego KE?
– Komisja jest ciałem par excellence politycznym, więc oni mówią o wartościach, podczas gdy w rzeczywistości chodzi wyłącznie o politykę. Przykład Polski dobitnie to obrazuje, że te wartości, o których mowa, KE ma w pogardzie. A jeśli chodzi o tradycję chrześcijańską kultury europejskiej, to większości naszych kolegów posłów jest ona zupełnie obca. Mamy też wiele przykładów antychrześcijańskich działań. Jest to prawda, którą już znamy.

Po debacie Donald Tusk zarzucił Beacie Szydło i całemu PiS sprowokowanie „smutnego zdarzenia, jakim była debata w Parlamencie”. Podkreślił, że w pełni popiera decyzję KE o wszczęciu wobec Polski tzw. procedury państwa prawa. Jak Pan to ocenia?
– Tu nie ma nawet o czym dyskutować. Takie zachowania nie powinny mieć miejsca. Wiadomo jednak, kim jest Tusk i jak się zachowuje. Wielokrotnie robił rzeczy, których mu nie tylko nie wypada, ale i nie wolno – jak choćby publiczne popieranie w kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego. I zawsze uchodzi mu to na sucho. Co do samych oskarżeń o spowodowanie debaty, to proszę zauważyć, że Platforma dopuściła do niej, choć miała możliwość jej powstrzymania. Wystarczyło dać dyspozycje przewodniczącemu swojej grupy Manfredowi Weberowi, żeby na konferencji przewodniczących powiedział, że Europejska Partia Ludowa nie chce tej debaty. Gdyby EPP tak postąpiła, to nie byłoby tej debaty. Takiej woli ze strony PO nie było. A o tym, że była to tylko kwestia braku dobrej woli, świadczą chociażby słowa Grzegorza Schetyny, który mówił, że PO będzie rozgrywać walkę z rządem polskim przez instytucje europejskie. I nie powinniśmy się łudzić, że politycy PO zaniechają dalszych podobnych rozgrywek.

Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Marta Ziarnik

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zalny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 22 sty 2016, 13:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.wyszperane.info/2016/01/21/p ... je-polske/

Wartość Polski poznać po jej wrogach. Hańbą dla Europy jest to, że takie szumowiny mają jakieś prawo głosu.

Kopia artykułu:

Pedofil atakuje Polskę
21 stycznia 2016

za: http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119
Stanislas Balcerac

http://monsieurb.neon24.pl/post/127484, ... uje-polske 20.11.2015

Daniel Cohn-Bendit, piewca pedofilii i kumpel Michnik

Niemiecki lewak Daniel Cohn-Bendit, piewca pedofilii i kumpel Michnika, zawył wczoraj w niemieckiej telewizji, że skoro suwerenna Polska nie chce wziąć muzułmańskich migrantów na rozkaz Berlina, to należy jej zabrać 40% funduszy europejskich.

Skończyła się „Europa Miłości„. Wściekli niemieccy lewacy widzą jak ich unijny twór rozsypuje się na kawałki i suwerenna Polska staje się ich chłopcem do bicia. Wygrażał nam już Martin Schulz z Brukseli.

Do lewackiego chóru nienawiści wobec Polski dołączył wczoraj kumpel Schulza, Daniel Cohn-Bendit.

Podczas dyskusji w programie Maybrit Illner na drugim kanale niemieckiej telewizji publicznej ZDF, zamiast dyskutować o walce z terroryzmem, Cohn-Bendit z pianą w ustach wyskoczył na końcu programu z okrzykiem (wolne tłumaczenie):

„Powiedzmy Polsce, że jeżeli nie chce migrantów, to zabierzemy jej 40% funduszy strukturalnych i 40% funduszy agrarnych, bo my potrzebujemy tych pieniędzy na migrantów!”

Ta wypowiedź zaczyna się na 3 minuty i 13 sekund przed końcem programu:

www.zdf.de/maybrit-illner/maybrit-illner-5990162.html#

Cohn-Bendit nie wyssał chyba tych liczb z palca, istnieje więc podejrzenie, że jego lewaccy kumple w Berlinie i Brukseli już szykują nam drugie Westerplatte.

Jako porządny mason Cohn-Bendit nienawidzi państw suwerennych i na ustach ma wciąż okrzyk „narodowe egoizmy„. Kiedy jakieś suwerenne europejskie państwo działa w interesie swoich obywateli, oznacza to dla Cohn Bendita ohydny przejaw „narodowego egoizmu”.

Cohn-Bendit nie ma za to nic przeciwko egoizmowi seksualnemu czyli pedofilii.

Jest znany ze swoich szokujących wypowiedzi w latach 70-tych, kiedy chwalił się publicznie swoimi obrzydliwymi czynami jako pracownik przedszkola w Niemczech, za które dzisiaj wylądowałby z miejsca w więzieniu:

monsieurb.neon24.pl/post/91817,pedofil-wyborczej



Tak wygląda ta Europa do której tak nam się spieszyło. Niemiecki piewca pedofilii chce ukarać suwerenną Polskę za kryzys wywołany przez niemiecki rząd !

W 1939 roku nie chcieliśmy oddać Gdańska na rozkaz Berlina i zostaliśmy przykładnie ukarani. Dzisiaj nie chcemy przyjąć muzułmańskich migrantów na rozkaz Berlina i też zostaniemy przykładnie ukarani. Historia kołem się toczy …



Daniel Cohn-Bendit i Martin Schulz prowadzą Feldzug przeciwko nam:

http://www.euractiv.de/sites/default/fi ... _final.jpg


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 22 sty 2016, 21:55 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Luksemburg zamierza zlikwidować swój Trybunał Konstytucyjny. Jakoś nie słychać oburzenia i histerii Niemców, eurokratów i PO-Petrusów

Obrazek
Na zdjęciu: Tusk, Orban (odwrócony plecami) i Juncker. Ten ostatni przez kilkanaście lat był premierem Luksemburga (foto: Youtube.com)


Wyobraźmy sobie, że rząd PiS zapowiada zmianę Konstytucji i likwidację największej świętości jaką jest Trybunał Konstytucyjny. Histeria niemieckich i brukselskich polityków jak i członków PO oraz Nowoczesnej sięgnęłaby chyba zenitu! Wszak likwidacja TK byłaby istnym zamachem na podstawy demokratycznego państwa prawa... A teraz, uwaga: rząd w Luksemburgu naprawdę zamierza zmienić konstytucję i zlikwidować swój TK. Czy słyszycie jakiekolwiek głosy oburzenia ze strony ww. grona? Ja ich jakoś nie słyszę...

Aby było śmieszniej, kilka tygodni temu szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Luksemburga - Jean Asselborn - ostro skrytykował Polskę za planowane zmiany w funkcjonowaniu Trybunału Konstytucyjnego. Stwierdził on publicznie, że "sytuacja w Polsce coraz bardziej przypomina działania podejmowane przez reżimy dyktatorskie" (sic!). Teraz okazało się, że rząd w Luksemburgu sam zamierza zmienić własną konstytucję i zlikwidować Trybunał Konstytucyjny. Ku jednak wielkiemu zdziwieniu - nikt w Europie nie protestuje! Nikt nie podnosi larum, że oto rząd w Luksemburgu zamierza dokonać zamachu na podstawy demokratycznego państwa prawa. Nikt nie chce roztoczyć nad tym najbogatszym per capita państwem w Europie jakiegokolwiek "nadzoru".

Ta sytuacja jeszcze bardziej umacnia mnie w przekonaniu, że całej unijnej elicie, wszystkim eurokratom, Niemcom czy PO-Petrusom wcale nie chodzi o Trybunał czy standardy demokratycznego państwa prawa. Im chodzi jedynie o ochronę dotychczasowych wpływów, kasy i ogólnie - zachowanie status quo - czego gwarancją nie może być rząd PiS w Polsce. Istota problemu leży zaś w kwestiach czysto finansowych i interesach ekonomicznych jakie niemieckie (głównie) firmy mają w Polsce, a które obecnie częściowo są zagrożone (poprzez planowane podatki bankowy i od sklepów wielkopowierzchniowych). Stąd histeryczne ataki, szczucie i grożenie "europejskim nadzorem".

http://niewygodne.info.pl/artykul6/0274 ... eaguje.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 26 sty 2016, 08:26 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Nie będziemy milczeć

Z Konradem Szymańskim, wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Marta Ziarnik

Jak Pan ocenia debatę na temat Polski w Parlamencie Europejskim?
– To miał być zły, a okazał się dobry dzień dla Polski. Pani premier Beata Szydło wiarygodnie pokazała, na czym polega zmiana polityczna w Polsce i dlaczego jest tak głęboka, na czym polega problem z Trybunałem Konstytucyjnym i mediami w Polsce. Pani premier upomniała się w Strasburgu o polską suwerenność, a jednocześnie swoim konstruktywnym tonem pokazała, że usilnie budowany wizerunek Polski jako kraju odwróconego tyłem do Europy jest całkowicie bezpodstawny. Widziałem kilka podobnych debat w PE i ta była najbardziej rzeczowa.

Sprawa Trybunału jest bardzo skomplikowana. Poprzednia większość parlamentarna próbowała zdominować tę instytucję, a podjęte na początku nowej kadencji Sejmu działania miały na celu jedynie uzdrowienie sytuacji. Wielu europejskich posłów nie zdawało sobie sprawy z tego aspektu problemów.

Deputowani przyznali, że wiedzę o stanie polskiej demokracji czerpali jedynie od politycznych przeciwników rządu.
– Taka jest natura polityki. Ufamy swoim. Ale kiedy dochodzi do oskarżenia jednego z krajów członkowskich Unii, domagamy się rzetelności i oparcia swoich opinii o fakty. Ten dzień w PE temu też służył. To nie zamyka kontrowersji, ale wszyscy mogli dowiedzieć się więcej o naszych racjach.

Komentarze w mediach społecznościowych pokazały, że Polacy wysoko ocenili wystąpienie premier. Poseł Zdzisław Krasnodębski nazwał je nawet „miażdżącym dla PO i nadgorliwej Komisji”.
– Platforma Obywatelska ma swoje problemy od czasów wyborów prezydenckich. Jest przyzwyczajona do uprzywilejowanej pozycji w mediach i braku politycznej konkurencji. Dziś ma liberalną konkurencję, a monopol medialny został przełamany. Tłustym kotom trudno w takich warunkach funkcjonować.

Wystąpienie premier skrytykowały PO, SLD i No- woczesna, twierdząc, że brakowało w nim konkretów oraz że spodobało się tylko eurosceptykom chcącym osłabienia Unii.
– Żadna część parlamentu, także eurosceptyczna, nie powinna być stawiana w roli posłów drugiej kategorii. Fakt, że ktoś zasiada w innej części sali plenarnej, nie oznacza, że zawsze się myli. To zaskakująca segregacja w ustach liberalnej opozycji. Premier Szydło mówiła sporo o zawiłościach prawnych wokół ustawy o mediach i o Trybunale, ale nie ograniczyła się tylko do tego. Przedstawiła też nasz polityczny program. Także po to, by przeciwdziałać karykaturalnym opiniom o nowym rządzie.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk zarzucił rządowi, że to on spowodował to „smutne zdarzenie, jakim była debata w Parlamencie”.
– Nie zgadzam się z tą opinią. Ani KE, ani PE nie reagowały przez długie miesiące, kiedy w Polsce montowano polityczny skok na Trybunał w czerwcu i październiku 2015 roku. UE ani Rada Europy nie reagowały na fakt, że od 2010 r. nie ma przedstawiciela opozycji w KRRiT. W przypadku tego rządu reakcja przyszła w ciągu dni.

Te podwójne standardy unijnych instytucji wytknął prof. Ryszard Legutko…
– Rzeczywiście, profesor Legutko bardzo trafnie wskazał w swojej wypowiedzi niekonsekwencje w działaniach KE. Przy okazji tej sprawy faktycznie ujawnił się spór prawny o zakres kompetencji Komisji do nazywania swoich działań procedurą. To nie jest dla nas kluczowy argument. Jesteśmy stroną i nie chcemy się kryć za formalnymi argumentami, ale ten problem trzeba będzie kiedyś wyjaśnić.

Wracając jeszcze do Donalda Tuska, afiszował się ze stanowiskiem, że w pełni popiera decyzję KE o wszczęciu wobec Polski procedury.
– Nasze działania mogą się nie podobać naszym oponentom politycznym. W Polsce mamy konserwatywny rząd, który zawsze będzie krytykowany przez lewicę czy centrum. I jesteśmy, jak mało kto, przyzwyczajeni do krytyki. Problemem jest nadwrażliwość znacznej części instytucji europejskich, które bardzo łatwo zaktywizować do takich działań jak ostatnio. Aby zadowolić polityków opozycji, także tych w PE, musielibyśmy na cztery lata zamilknąć. Nie mamy takich planów.

Francuski deputowany Jean-Luc Schaffhauser wskazywał, że atak na Polskę jest atakiem na narody, które wybrały su-werenność i które wierzą w chrześcijańskie podwaliny cywilizacji europejskiej.
– Nie we wszystkim zgodziłbym się z posłem Schaffhauserem. Różni nas chociażby stosunek do współczesnej Rosji. Ale w tej sprawie to były bardzo miłe słowa. W Europie mamy wiele różnic i napięć. Jednym z nich jest konflikt między laicyzmem i chrześcijaństwem. Polska wyraźnie stoi po chrześcijańskiej stronie tego sporu o przyszłość Europy. Prowadzimy ten spór nie po to, by relacje z Europą pogarszać, ale po to, by je uzdrowić. Unia powinna lepiej rozumieć państwa członkowskie, bo to one dają jej siłę. Odnowa UE byłaby dobra dla Europy. Taki jest najdalszy sens naszej polityki europejskiej.

Zdaniem szefa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, o Polsce mówi się przez to coraz gorzej, a jej prestiż w Europie spada.
– Zgadzam się, że skutki uboczne tej sprawy już dawno przerosły jej rangę. Na tle tej sprawy musimy prostować wiele niesprawiedliwych opinii i podejrzeń. Ale to nie my chcieliśmy rozmawiać o polskich kwestiach na forum międzynarodowym. Ta uwaga prezesa PSL powinna być skierowana gdzie indziej.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Ziarnik

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... lczec.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 27 sty 2016, 08:40 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Krajobraz przed wiosenną bitwą

Oglądałem w ubiegły czwartek program „Bliżej” Jana Pospieszalskiego i za najbardziej znamienną uznaję wypowiedzieć niemieckiego korespondenta „Der Spiegel” w Polsce, Jana Puhla, którą zacytuję dosłownie: Polski rząd…nowy jest widziany jako egoistyczny w tym sensie, że wzięliście te wszystkie dotacje, te wszystkie…całe te miliardy z Europy, a teraz jest kwestia jak podzielić tych uchodźców. Niemcy przyjmowali już ponad milion, a polska ma problem z siedem tysięcy.
Jako, że niemiecki korespondent wypowiadał się w polskiej publicznej telewizji to jego słowa musiały być nieco łagodniejsze od tych autorstwa jego szefa, Jakoba Augsteina, który w „Der Spiegel” napisał wprost: „Czy Europa ścierpi ksenofobów? W Polsce na Węgrzech na Słowacji. Musimy się zastanowić, z którymi z naszych sąsiadów chcemy budować Europę. Polaków raczej w tej grupie nie będzie…”

Mentalność niemiecka widoczna jest jak na dłoni. Oni chcą budować Europę tylko z tymi, którzy całkowicie się im podporządkują i zaakceptują nawet ich najbardziej szaleńczy samobójczy i głupi plan. Po wydarzeniach, do jakich doszło u naszych zachodnich sąsiadów podczas sylwestra widzimy już, że kolejna chora wizja urządzania Europy pod dyktando Niemiec może znowu zakończyć się wielką historyczną katastrofą. W 1945 finałem niemieckiej zbrodniczej awantury były bolszewickie dzikie hordy gwałcące niemieckie kobiety. Dziś - póki co na mniejsza skalę - robią to muzułmańscy przybysze sprowadzeni tam już nie przez Hitlera lecz Angelę Merkel. Chory zmutowany gen niemieckiej hegemonii oraz żądza panowania znowu wiedzie nasz kontynent do katastrofy i jak zwykle nie brakuje w wielu krajach ludzi o mentalności folksdojczów - jurgieltników podążających za Niemcami na stracenie. Po niemal pięćdziesięciu latach przymusowego czczenia i wyrażania wdzięczności armii czerwonej i ZSRR, teraz wdzięczności od nas domaga się drugi z okupantów, który najechał nas w 1939 roku.

Powyższe bezczelne słowa szefa „Der Spiegla”, Jakoba Augesteina zestawmy dla porównania z tym fragmentem artykułu Jacaka Żakowskiego zamieszczonego na portalu wp.pl: Istotnym argumentem za szybszą zmianą władzy będzie rosnąca międzynarodowa presja. Jej dynamikę trudno jest przewidzieć, bo wszyscy czołowi międzynarodowi aktorzy mają swoje problemy. Dla wszystkich jednak wizja kształtowania się autorytaryzującego obozu (Polska, Węgry, Słowacja) na peryferiach Zachodu jest niepokojąca. Bo narusza jego liberalno-demokratyczną tożsamość. Akceptowanie takiego stanu rzeczy może być zachętą i wsparciem dla podobnych siły nabierających mocy na całym Zachodzie - od Finlandii po Stany Zjednoczone. To zwiększa prawdopodobieństwo, że kraje rządzone przez liberalnych demokratów (czyli niemal wszystkie państwa starej Unii i starego NATO) będą chciały przeciąć wrzód, dopóki ma względnie lokalny charakter. Już wiele wskazuje, że Jarosław Kaczyński z rozmaitych powodów nie będzie mógł liczyć na taką wyrozumiałość, jak Fico, Orban i Erdogan. Jednym ze skutków może być przeniesienie przyszłorocznego szczytu NATO z Warszawy, jeśli Amerykanie uznają, że Polska narusza korpus wartości podstawowych paktu, do którego należą "demokracja, wolność jednostki i rządy prawa”.
Żakowski jak widzimy nie pozostaje w tyle i stoi cały czas na baczność w niemieckim ordynku. On i jego środowisko podobnie jak Niemcy nie jest w stanie zaakceptować polskiej próby wybicia się na suwerenność. Żakowski nawet puszcza swoje lewe oko do największego światowego mocarstwa i niemal skomle o poniżenie Polski poprzez przeniesienie szczytu NATO w inne miejsce. Oto wzorzec z Sevres typowego przedstawiciela III RP - niewolnika kupionego kolorowymi koralikami i uzależnionego od serwowanej mu przez lata pełnej michy smakołyków.

Warto jednak wypowiedzieć wprost, o co tak naprawdę chodzi Niemcom. Kiedy na początku tego wieku już wiadomo było, że Polska wkrótce przystąpi do UE i nad Wisłę przypłynie w ramach unijnego budżetu strumień miliardów euro zaczęło się krzątanie i przygotowywanie proniemieckiej formacji politycznej, która przejęłaby w Polsce władzę i to ona rozdysponowała owe miliardy euro przy okazji wykorzystując je do umocnienia swojej władzy i politycznej dominacji. Postawiono na Tuska i jego kolegów z KLD, którzy zaistnieli na scenie politycznej w latach 90-tych ubiegłego wieku - w dużej mierze dzięki pieniądzom niemieckiej CDU, na której czele stoi dzisiaj Merkel. To nie chora ambicja Tuska spowodowała pozbycie się z PO dwóch tenorów: Andrzeja Olechowskiego (TW „Must”) i Macieja Płażyńskiego. Oni byli tylko przynętą dla elektoratu, której szybko się pozbyto dla zachowania „czystości rasowej” tej typowo proniemieckiej formacji politycznej. Pech chciał jednak, że w 2005 roku na skutek nieoczekiwanego „wypadku przy pracy” do władzy doszedł PiS, a prezydentem został Lech Kaczyński. Dzięki podobnej jak dziś wściekłej nagonce problem PiS-u rozwiązano w 2007 roku, a trzy lata później w zamachu smoleńskim zlikwidowano prezydenta, dużą część czołowych polityków PiS-u wraz z całym nowym dowództwem polskiej armii.

Te wszystkie płynące z Niemiec górnolotne słowa o obronie polskiej demokracji, wolności słowa i państwa prawa od razu zalecam włożyć między bajki. Niemcy i działające w Polsce ich hojnie opłacane lobby mocno zaniepokoiło to, że kolejne miliardy, które Polska otrzyma do 2020 roku będą kontrolowane przez propolskie patriotyczne władze i mogą być wykorzystane odwrotnie niż oczekiwałby tego Berlin. Aby zobrazować jak wyglądało do tej pory wykorzystywanie unijnych pieniędzy i nie być narażonym na zarzut stronniczości posłużę się słowami dzisiejszej komisarz i ówczesnej minister w rządzie PO, Elżbiety Bieńkowskiej, która w kwietniu 2012 roku podczas negocjowania budżetu UE na lata 2014-2020 stwierdziła przed przedstawicielami Parlamentu Europejskiego: Wyraźnie to widać na przykładzie Polski. Sztandarowy przykład to relacja z Niemcami, naszym najważniejszym partnerem gospodarczym. Z każdego euro wpłaconego do Polski Niemcy odzyskują 86 eurocentów. Za to z każdego euro wpłaconego przez Niemcy do krajów Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Słowacja, Czechy, Węgry), odzyskują 125 eurocentów, a więc odzyskują więcej niż wpłacają. To są argumenty, które pokazują, że jeśli ktoś mówi np. w Niemczech, państwie płatniku netto, że wpłacają za dużo (do budżetu), to my mówimy: uważajcie, strzelacie w kolano sobie i swoim przedsiębiorcom.

Zagrożeniem dla Niemiec jest to, że rząd PiS i Zjednoczonej Prawicy może płynące do Polski środki wykorzystać zupełnie inaczej i tak, aby to Polska głównie na tym zyskiwała odbudowując choćby rodzimy przemysł. Warto pamiętać, że to w niemieckim interesie działał Tusk likwidując polskie stocznie i godząc się na takie położenie rosyjsko-niemieckiej gazowej rury na dnie Bałtyku, aby zablokować zespół portów Szczecin-Świnoujście dla największych jednostek pływających. Czego jeszcze obawiają się Niemcy i dlaczego nie ustaną w dążeniach do obalenia obecnego rządu? Tu również, aby nie być posądzonym o brak obiektywizmu nie zacytuje żadnego polityka PiS czy kojarzonego z tą partią eksperta, ale sięgnę po wypowiedź kogoś spoza partii Jarosława Kaczyńskiego. Kogoś niezależnego, kto nie musi padać na kolana przed kimkolwiek, a więc także przed Niemcami. Marek Jakubiak, – bo o nim mowa – prężny przedsiębiorca, polski patriota oraz poseł ugrupowania Kukiz’15 w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl powiedział: Niemcy są w Europie dominantem. Cała reszta Unii to są wasale. Jednak trzeba mieć świadomość, że ci wasale pracują na rzecz Niemiec i na ich potęgę. Polska gospodarka, przez to, że Niemcy są u nas mocno zaangażowani, pracuje na rzecz Niemiec. To, że w Polsce produkowane są części mercedesów, że w Polsce produkowane są tapicerki, wiązki elektryczne itd., że w Polsce są fabryki siemensa i wielu innych firm z Niemiec, oznacza dla nich korzyści, a dla nas sytuacje patologiczną. Bowiem oni w Polsce płacą pracownikom 1800 złotych, zaś u siebie muszą płacić 3 tysiące euro. Oni na tej nierówności, na pozycji ekonomicznej Polski biją kasę. I to potężną. Nikt w Polsce nie dopuści do takiego rozchwiania finansów, by można było ludziom płacić tyle, co w Niemczech. Niemcy są tym niezainteresowane. To zależy od układu finansowego i podatków.[…] Każdy przedsiębiorca, który ma przychód niech płaci 1 proc. podatku. Co to za biznes, który ma mniejszą rentowność niż 1 procent? Taki podatek, przy zlikwidowaniu CIT, sprawi, że Niemcy będą musieli podatki u nas płacić. A sądzę, że firmy spekulacyjne w Europie działające we Francji, Niemczech, Szwajcarii, Luksemburgu przejdą do Polski. Tu będą miały lepsze warunki, będą płacić tylko jeden podatek i do widzenia. […] Oceniam, że taki system spowodowałby, że wpływy do budżetu byłyby wyższe o ok 70 mld przychodu więcej.

Mamy do wiosny czas na wielką mobilizację i wytłumaczenie tej zdezorientowanej trwającą nagonką części polskiego społeczeństwa, o co toczy się gra. Potraktujmy to niczym wielkie łowy, jakie przez całą zimę na przełomie lat 1409-1410 organizował w puszczach grodzieńskich i Puszczy Białowieskiej król Władysław Jagiełło gromadząc zapasy żywności przed walną rozprawą z krzyżakami po Grunwaldem. Banda zdrajców i miejscowych folksdojczów wspierana z Berlina i futrowana pieniędzmi przez liczne działające u nas niemieckie fundacje będzie chciała wyprowadzić Polaków na ulice, by obalić obecny rząd. Musimy być na to przygotowani. Musimy udzielić im zdecydowanej i niepozostawiającej żadnej wątpliwości odpowiedzi mówiącej po czyjej stronie jest większość siła i racja. Dysproporcja sił musi być tak duża, a nasze zdecydowanie i determinacja tak wielkie, ażeby nikt nie miał już żadnych wątpliwości, że po niemal 80 latach, jakie upłynęły od 1939 roku pełnię władzę w naszej ojczyźnie znowu przejęli Polacy. Urządźmy im drugi, tym razem bezkrwawy wielki Grunwald.

Tu nie ma już mowy o czyichś prywatnych ambicjach i organizowaniu metodą „partyzanta wolnego słowa” Tomasza Sakiewicza odrębnych manifestacji w Krakowie. Wszyscy w myśl hasła „Nie ma wroga na prawicy”, począwszy od „Klubów Gazety Polskiej”, „Solidarnych 2010”, „Rodzin Radia Maryja”, Ruchu Narodowego, Oddziałów Polski Niepodległej, Związku Zawodowego „Solidarność” i przeróżnych, nawet najmniejszych organizacji oraz licznych środowisk patriotyczno-niepodległościowych powinni wyjść na ulice stolicy jeszcze zanim uczynią to wrogowie wolnej i suwerennej Polski. Oni i ich zagraniczni protektorzy powinni usłyszeć wydobywający się z milionów Polski gardeł monolog Konrada z „Wyzwolenia”, Stanisława Wyspiańskiego brzmiący: „Warchoły, to wy! - Wy, co liżecie obcych wrogów podłoże, czołgacie się u obcych rządów i całujecie najeźdźcom łapy, uznając w nich prawowitych wam królów. Wy hołota, którzy nie czuliście dumy nigdy, chyba wobec biedy i nędzy, której nieszczęście potrącaliście sytym brzuchem bezczelników i pięścią sługi. Wy lokaje i fagasy cudzego pyszalstwa, którzy wyciągacie dłoń chciwą po pieniądze - po łupież pieniężną, zdartą z tej ziemi, której złoto i miód należy jej samej i nie wolno ich grabić. Warchoły, to wy, co się nie czujecie Polską i żywym poddaństwa i niewoli protestem. Wy sługi! Drżyjcie, bo wy będziecie nasze sługi i wy będziecie psy, zaprzęgnięte do naszego rydwanu, i zginiecie! I pokryje waszą podłość niepamięć”.

http://kokos.salon24.pl/693473,krajobra ... enna-bitwa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 27 sty 2016, 11:33 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2565
niemiecka /pozornie unijna/ nagonka na Polskę...
oczywiście,że
niemiecka i to w ich,topornym stylu...
dziwne,że gdy ich cuduś rządził Polską i marnował Polski Dorobek Narodowy,to nagonki nie było,były za to wieńce laurowe imieniem nienawistnika niemieckiego ,ale też było za co cudusia wieńczyć i chwalić,
cioteczka kochała dziecię o miedzianym czole za
Polskie Stocznie,
które juz przestały zagrażać niemieckim,za POzamiatane Polskie Huty,Odlewnie,Cukrownie,by niemiecki cukier mógł osładzać życie Polakom...i za niemieckie wiatraki pustoszące polskie ziemie...i za wiele,wiele jeszcze innych spraw...a dzisiaj ?
no właśnie
Dzisiaj cioteczka cudusia,podsyła nam za karę rzesze ludzi obcych naszej kulturze,wierze i moralnosci i nie żadnych wojennych uchodżców...lecz tysiące młodych,nienawistnych ,rozpustnych ...ludzi...
nigdy nie zapomnę gestu kilkuletniego dziecka jeszcze,gestu podcinania gardła..kamera uchwyciła ten moment ,gdy przechodzili prze europejskie już ziemie...ale poprawne meRdia nie komentowały jakoś tego zdarzenia ,a szkoda..


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 29 sty 2016, 09:09 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Wojciech Wencel

Pruska lokomotywa

Niemcy nie po raz pierwszy chcą wyciągać Polskę z cywilizacyjnej zapaści.

Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 3/2016

Najpierw powoli, jak żółw ociężale, ruszyła niemiecka lokomotywa. Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem, i kręci się, kręci się koło za kołem. I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej – przez media, salony, urzędy brukselskie. A dokąd? Nach Osten! A ściślej? Do Polski! A skądże to, jakże to, czemu tak gna? Przypomnieć warchołom, że Ordnung muss sein! Dziś większość Polaków krytykuje Martina Schulza czy Günthera Oettingera za ingerowanie w wewnętrzne sprawy naszego państwa, a przecież inicjatywy obu panów są prostą konsekwencją polityki rodzimej Platformy Obywatelskiej. A dokładnie hołdu lennego, który w listopadzie 2011 roku złożył w Berlinie Radek Sikorski. Trudno się dziwić Niemcom, że chcą objąć nas kuratelą, skoro szef dyplomacji III RP osobiście zaapelował do nich o zaprowadzenie w Europie pruskiego porządku.

Pamiętam, że przemówienie Sikorskiego zostało dobrze przyjęte w Berlinie, ale jeszcze lepiej w Warszawie. Oczywiście, podniosły się również głosy krytyki, formułowane przez „frustratów”, którzy „mentalnie tkwią w XIX wieku”. Były to jednak głosy nieliczne i słabo słyszalne. Ludzie „nowocześni” i „otwarci na świat” zdecydowanie poparli koncepcję uczynienia z Polski wschodniego landu IV Rzeszy. Wśród entuzjastów takiego rozwiązania znaleźli się nie tylko autorzy kroczący w awangardzie postępu, ale i tzw. niezależni publicyści. „Nie uciekniemy od faktu, że Niemcy są największym, najsilniejszym, najbogatszym, najbardziej pracowitym i kulturalnym narodem europejskim. Albo Polska włączy się w próbę stworzenia znośnych ram dla niemieckiej potęgi i przy tej okazji coś dla siebie uzyska, albo ustawi się na pozycji wiecznej ofiary, przeciwnika i na tym straci” – pisał Krzysztof Kłopotowski. „W dalszej perspektywie korzystny jest dla nas tylko jeden wybór, choć może nas niemało kosztować w krótkim okresie – wstąpienie do Europy »niemieckiej« z rządem gospodarczym, wspólną polityką fiskalną, może nawet jedną armią” – precyzował Andrzej Talaga. „Najkrótsza droga do Zachodu wiedzie właśnie przez Niemcy, a tamtejsza organizacja, technologia i kapitał jest najwyższej klasy” – zachwycał się Igor Zalewski. Na argument pogrobowców dziewiętnastowiecznego patriotyzmu, że przystępując do Unii Europejskiej, umawialiśmy się przecież na Europę ojczyzn, a nie na Cesarstwo Niemieckie, światli komentatorzy cierpliwie odpowiadali, iż od czasu podpisania traktatu akcesyjnego znacząco zmieniła się na kontynencie sytuacja gospodarcza. By ocalało euro, Polska po prostu musi zrezygnować z suwerenności i nic nie można na to poradzić.

Trzeba przyznać, że Niemcy mają z nami ciężkie życie. To ewenement na skalę światową, by państwo tak wspaniałe, zamieszkane przez naród pracowity, kulturalny i w ogóle „najwyższej klasy”, graniczyło z ojczyzną ciemniaków, pijaków i złodziei. Tym bardziej należy docenić postawę Niemców, którzy już dwa razy w nowożytnej historii poświęcili swój czas i energię, by wyciągać Polskę z cywilizacyjnej zapaści. Prekursorską próbę ożywienia lokalnej gospodarki i dostosowania prawa do standardów europejskich podjęli w latach 1772–1918. Spośród realizatorów tego projektu wyróżnił się zwłaszcza kanclerz Otto von Bismarck – autor programu edukacyjnego dla polskiej ludności, obejmującego m.in. kształcenie w zakresie kulturoznawstwa i języków obcych. Właśnie temu programowi, przez pogrobowców patriotyzmu zwanemu germanizacją, nasi dziadowie zawdzięczali rozkwit przemysłu, architektury i możliwość czytania Goethego w oryginale. Druga próba ucywilizowania Polski miała miejsce w latach 1939–1945. Niektóre zbudowane wtedy autostrady i linie kolejowe do dziś imponują solidnością. Nie wypada też zapominać, że III Rzesza jako pierwsze państwo w Europie Zachodniej otworzyła dla nas swój rynek pracy, co zaowocowało masową emigracją zarobkową (tzw. wyjazdy na roboty).

Pełni wdzięczności za to, co już Niemcom w Polsce udało się osiągnąć, powinniśmy dziś z nadzieją wypatrywać złotego pociągu z Brukseli. Jak cztery lata temu napisał Kłopotowski, „Unia Europejska jest trzecią (po staraniach podjętych w dwu wojnach światowych – przyp. WW) próbą, tym razem pokojową, wyciągnięcia wniosków z niemieckiej dominacji we wszystkich dziedzinach”. Teraz zbliża się do nas pruska lokomotywa, ciężka, ogromna i pot z niej spływa. Wagony do niej podoczepiali, w jednym francuscy antyklerykałowie, w drugim holenderscy geje, w trzecim islamscy imigranci spragnieni towarzystwa europejskich kobiet, w czwartym też muzułmanie, ale zainteresowani głównie pirotechniką, a w piątym siedzą same grubasy – właściciele banków z Luksemburga – i liczą banknoty. A tych wagonów jest ze czterdzieści. Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.

Jeśli wciąż uważamy się za obywateli III RP, musimy respektować jej zobowiązania: przeprosić za wynik demokratycznych wyborów, grzecznie kupić drogi bilet i wsiąść do pociągu. Chyba że mamy dość odwagi, by stanąć po stronie odradzającego się w bólach, ale dumnego państwa polskiego. Wtedy, nieskrępowani hołdem lennym, powinniśmy odpowiedzieć Niemcom tak, jak zawsze w dziejach robili to nasi przodkowie. I ramię w ramię z braćmi Węgrami podjąć polityczną walkę o przywrócenie Europie jej prawdziwej, chrześcijańskiej tożsamości.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2016 ... otywa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 29 sty 2016, 12:15 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2565
"jeśli wciąż uważamy się za obywateli III RP, musimy respektować jej zobowiązania: przeprosić za wynik demokratycznych wyborów, grzecznie kupić drogi bilet i wsiąść do pociągu. Chyba że mamy dość odwagi, by stanąć po stronie odradzającego się w bólach, ale dumnego państwa polskiego. Wtedy, nieskrępowani hołdem lennym, powinniśmy odpowiedzieć Niemcom tak, jak zawsze w dziejach robili to nasi przodkowie. I ramię w ramię z braćmi Węgrami podjąć polityczną walkę o przywrócenie Europie jej prawdziwej, chrześcijańskiej tożsamości."

a ja nigdy nie kupiłam i nie kupię biletu do "dobrobytu",bo nie,
bo "Polska moich marzeń zawsze była i jest TU,na tym skrawku Ziemi miedzy odwiecznymi wrogami...i dlatego głosowaliśmy przeciwko platformie oszustów i obrotowemu PSL... a Węgrzy,no cóż jakl zawsze są naszymi bratankami :)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 05 lut 2016, 20:34 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Występ Beaty Szydło przed cyrkiem

Z mety przepraszam Czytelników, że nie będzie to żadna głębsza analiza tego, co właśnie mieliśmy okazję zobaczyć w PE a jedynie krótki, spontaniczny komentarz (niestety, nie mam dzisiaj już czasu ani siły na przygotowanie czegoś większego). Otóż ostatni raz słuchałam w całości debaty w PE kilkanaście lat temu i po prostu nie wiem, czy zmieniło się od tego czasu moje postrzeganie spraw, czy PE tak podupadł. Wrażenie dzisiejsze - jak najgorsze, w większości to jakaś zbieranina arogantów, ignorantów i kompletnych chamów (bo i jak nazwać np. faceta, tzw."Europejczyka", który sprawuje dość wysokie funkcje a w trakcie debaty po prostu wymachuje prymitywnie łapskami, wygraża komuś agresywnie - niestety, nie udało mi się dokładnie dostrzec, komu, mam nadzieje, że nie Premier Szydło - albo prostacko rży w czasie, gdy swe argumenty przedstawia Premier RP).

Fatalne wrażenie robiła jednak nie tylko wyjątkowo nieatrakcyjna strona kulturowo-cywilizacyjna ale przede wszystkim strona merytoryczna. Rzeczowe ustosunkowanie się do argumentów Polskiej Premier ze strony atakujących było rzadkością, właściwie można powiedzieć, że nie było czegoś takiego w ogóle. Bez przerwy padały jakieś argumenty o nacjonalizmie, faszyzmie, wartościach, plagach XXwieku w Europie, itp. Nagminnie padały także złote myśli w rodzaju, że nie ważne są ustawy czy prawo ale wartości (to w odpowiedzi na prezentację Premier Szydło o sytuacji TK). Więc czym wy się do diabła, panowie i panie, w ogóle tam zajmujecie i kim jesteście? Organem władzy czy duszpasterzem może?

Kolejnym koronnym argumentem przytaczanym przez jakieś kompletnie oszalałe niewiasty były gesty Premier Szydło. Jedna z nich np., starsza kobieta dość niechlujnie ubrana i uczesana w swym pierwszym wystąpnieniu nie podała ani jednej podstawy prawnej swych zarzutów ani stwierdzenia jakichkolwiek nieprawidłowości a powoływała się jedynie na to, "co słyszała" (czy to jakiś magiel do licha ten PE czy jakaś nasiadówka bab przy kawce?). Następnie sformułowała zarzut pod adresem Beaty Szydło, że ta jakoś pozytywnie reagowała na posłów, którzy chcą zniszczyć UE. Prykro mi - ale osobniczka, która debatując o sprawach prawnych i konstytucyjnych rozdziera się na Premiera Rządu RP, że ta wspiera klaskaniem czy miną nie tego posła, ewidentnie nie nadaje się do normalnej, cywilizowanej dyskusji (nie mówiąc o tym, że to kłamstwo, bo akurat JKM Premier Szydło nie klaskała a to właśnie on kończył każdą wypowiedź postulatem zniszczenia UE, ani też PiS nie wspiera go w żaden sposób).

Albo inna "perełka" dzisiejszej debaty. Co można powiedzieć o człowieku przemawiającym w imieniu dużej frakcji uczestniczącej w nagonce, który najzwyczajnie w świecie kłamie, manipuluje i przekręca cytaty mówiąc, że "nie uspokoiły go informacje, że trybunał jest organem politycznym". Nie wiem, jaki magiel mu takich informacji udzielał, na pewno nie Premier Szydło - wszystkich wypowiedzi słuchałam i żadna taka informacja nie padła, padła natomiast ewidentnie informacja, że spór o TK jest sporem politycznym. Natomiast pan Verhofstadt, jeden z głównych atakujących Polskę w tym cyrku, kilka razy wymigiwał się, że to tłumacz źle przetłumaczył - czyli stosował znany i zgrany trick wszystkich manipulatorów (za tłumaczy w końcu odpowiada UE a nie Premier Szydło czy Polska, więc niech w takim razie zajmą się swoim własnym interesem) zwalających odpowiedzialność za zdemaskowane manipulacje na innych. Osądźcie Państwo tych pajaców sami.

Beata Szydło wypadła świetnie - świadczyły o tym dosłownie pozwieszane miny głównych agresorów tudzież oczy wznoszone przez nich co chwilę do niebios (tak, tak, dosłownie). Ciekawe było to, że dużo sensowniej mówili przedstawiciele różnych małych i mniej znanych ugrupowań - przynajmniej trzymali się tematu - niż przedstawiciele europejskiego "establiszmętu". W sumie było to ponure przedstawienie rozgrywające się pod określoną tezę polityczną, do złudzenia przypominające jakieś komunistyczne spędy (jedyną różnicą była możliwość kilku wystąpień niezgadzających się na ten cyrk, które jednak - sądząc po minach głównych organizatorów - najchętniej zostałyby zabronione, gdyby tylko było to możliwe).

I tyle pierwszych wrażeń z europejskich salonów.

http://leonarda.salon24.pl/692402,wyste ... ed-cyrkiem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 13 kwi 2016, 09:10 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Postawimy opór Brukseli

Z prof. Krystyną Pawłowicz, poseł PiS, członkiem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Rafał Stefaniuk

Parlament Europejski zajmie się dwoma projektami rezolucji dotyczących sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce. Platforma dopięła swego?
– Zdrada Platformy znajdzie swój finał w Parlamencie Europejskim w przyjęciu dokumentu jawnie uderzającego w dobre imię i interesy Polski. Działacze PO traktują tę sytuację w kategoriach sukcesu, a to nie najlepiej o nich świadczy. Rezolucja będzie przyjęta, a będzie szkodliwa dla Polski też ze względów wizerunkowych. Parlament Europejski nie ma żadnych władczych środków działania, a jego aktywność służy jedynie do tego, aby w większości lewaccy europosłowie mogli dawać upust swoim światopoglądowym, patologicznym emocjom. Europosłowie razem z Platformą przeforsują coś, co i tak nie będzie wiążące dla polskich władz. Warto zauważyć, że grupa europejskich konserwatystów, do której należy Prawo i Sprawiedliwość, również zgłosiła swój projekt, ale nie widzę szans na refleksję nad nim pozostałych europosłów. Środowiska lewackie mają w PE niestety większość. Unia Europejska idzie w kierunku promocji myśli i idei patologicznych, nienaturalnych, wrogich chrześcijaństwu. W tej sytuacji rządy PiS nie wpisują się w ideał brukselskich biurokratów.

Wydaje się, że Platforma wierzy w to, że z pomocą Unii odzyska zaufanie społeczne.
– Bratanie się z największymi historycznymi wrogami Polski tylko po to, aby ponownie zostać dopuszczonym do publicznych pieniędzy i stanowisk w Polsce, mimo przegranych wyborów, jest tak niegodne polityka, że brak mi słów. Niefortunny dla opozycji polskiej jest też czas uchwalania tej europejskiej antypolskiej rezolucji. Mamy bowiem tydzień, w którym „radość” opozycji z antypolskiej rezolucji PE zderzy się z powagą uroczystych państwowo, już obchodzonych wspomnień 6. rocznicy katastrofy smoleńskiej. Działacze Platformy, zamiast brać udział w oficjalnych obchodach, bo przecież zginęli tam również ich koledzy, woleli siedzieć w Brukseli i dopinać ostatnie szczegóły antypolskiego dokumentu godzącego w polską dumę i suwerenność. To jest dla opozycji ich samobójczy strzał, bo społeczeństwo potrafi odróżnić postawę patriotyczną od postawy zdrady.

To, że prawdopodobnie Parlament przyjmie rezolucję, to porażka polskiej dyplomacji?
– Nie patrzę na to w kategoriach porażki polskiej dyplomacji. Ciągle mamy przecież jeszcze wielu ambasadorów i dyplomatów powołanych przez poprzednią władzę. W wielu placówkach pracują osoby o wrogich względem obecnego rządu poglądach. Oni realizowali wcześniej politykę Platformy polegającą na rezygnacji z suwerennej podmiotowości Polski wobec podmiotów zagranicznych. Na odbudowę dyplomacji trzeba będzie jeszcze chyba długo poczekać. Niestety z wrogich Polsce motywów aktywny jest ciągle były minister spraw zagranicznych, który swoje kontakty, zwłaszcza w USA, wykorzystuje przeciwko Polsce. Jego żona dziennikarka o lewicowych poglądach, nagrodzona kiedyś nagrodą Pulitzera, a więc posiada pewną renomę w środowisku, wygaduje kłamstwa o sytuacji w naszym kraju. Przypomnę, co robią Niemcy. Otóż Berlin instruuje swoich dziennikarzy, aby pisali o Polsce źle i przyrównywali nas do faszyzmu i do stylu rządów Putina. W tej sytuacji minister Witold Waszczykowski ma naprawdę trudne zadanie. Premier Beata Szydło jeździ po Europie, spotyka się z europejskimi politykami. To samo robi prezydent. Rządzimy dopiero 150 dni i nie mogliśmy zrobić wiele więcej, tym bardziej że rokoszanie mają jeszcze mocne zagraniczne wpływy i robią wszystko, by Polsce szkodzić.

Premier Beata Szydło będzie musiała dalej tłumaczyć Europie, o co w sporze chodzi?
– Myślę, że tak. Ale prezydent, premier i minister spraw zagranicznych nieustannie przekonują o polskich racjach w różnych sytuacjach, także w osobistych rozmowach z unijnymi dygnitarzami, którzy zdają się rozumieć stanowisko obecnych władz, ale gdy dochodzi do oficjalnych stanowisk instytucji europejskich, to logika, fakty i prawo idą na bok, a podstawowe znaczenie ma antynarodowe nastawienie lewicowej większości w PE i w innych organach Unii. Wystarczy spojrzeć, kto zajmuje główne stanowiska w organach unijnych, a tym samym ma decydujący głos w sprawie nagonki na nowe polskie władze. Martin Schulz, Frans Timmermans czy Jean-Claude Juncker. To są osoby zwalczające państwa narodowe i cała ich działalność opiera się na tym, aby likwidować suwerenność poszczególnych krajów. To jest sens ich działalności.

Ale trudno jest walczyć z całą Europą. Rezolucja wpłynie na zmianę strategii? Rząd ustąpi prezesowi Trybunału Konstytucyjnego?
– Nie ma takiej możliwości. Nie może nam grupa lewaków z europarlamentu dyktować działań niezgodnych z prawem i żądać, byśmy naruszyli polską Konstytucję. Eurolewacy nie mają zielonego pojęcia o stanie polskiego prawa. My musimy przestrzegać prawa i Konstytucji oraz zachować uczciwość względem naszych wyborców. Otrzymujemy wiele listów ze słowami wsparcia. Polacy chcą wreszcie czuć, że rząd dba o ich interesy. Nie zrobimy kroku do tyłu, ale nie dlatego, że „nie, bo nie”, ale dlatego, że musimy kierować się literą prawa oraz szanować naszych wyborców. Platforma przegrała wybory i nie może się z tym dotychczas pogodzić. Platforma współgra z zagranicznym eurolewactwem, a nie z polskimi władzami. Polacy są jednak z nami. W tej sytuacji lewacy nie mają większych szans. Polscy wyborcy europejskie ataki na Polskę odbierają niemal jako ataki bezpośrednio na nich samych, gdyż dopiero ten rząd zadbał o ich potrzeby i interesy, również te finansowe. Jeśli organy unijne nie zaprzestaną swych bezpodstawnych i drażniących nas ataków, może to doprowadzić do tego, że Polska jeszcze bardziej stanowczo przeciwstawi się agresywnej polityce antynarodowej UE, a nasz aharda postawa może być znakiem też dla innych państw, by zadbać o swą narodową godność i poważnie zreorganizować całą Unię. Z uwzględnieniem interesów państw narodowych. Jeśli Unia będzie nas dalej atakować, to w sytuacji islamskiej agresji na Europę może to skończyć się nawet jej rozpadem. Bruksela tego nie rozumie, ale my wreszcie powiemy dosyć. Polacy naprawdę nie boją się UE ani jej urzędników. Razem z Węgrami i innymi krajami Europy Środkowej i Wschodniej już teraz domagamy się coraz bardziej stanowczo i odważnie poszanowania narodowych tradycji.

Konsensus w kraju jest konieczny. Tymczasem Ryszard Petru poinformował, że zrywa rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Oddala to proces osiągnięcia porozumienia?
– Arogancki Ryszard Petru powinien znać pewne proporcje i swoje miejsce. Było spotkanie, podczas którego prezes Jarosław Kaczyński przekazał, że będą prowadzone prace nad ustawą o Trybunale Konstytucyjnym, i poprosił pozostałe partie o zgłaszanie swoich uwag. To spotkanie nie dało mandatu Ryszardowi Petru do stania ze stoperem i liczenia, ile jeszcze czasu zostało prezesowi do spełnienia jego żądań. Po spotkaniu słusznie nas chwalił za gotowość do rozmów, ale to nie spodobało się zapewne jego kolegom z „Gazety Wyborczej” i PO, i aby odzyskać swoją pozycję w lewackim szeregu, znów ubiera się w buty dyrygenta całej sytuacji. Skoro nie chce współpracować z PiS, to niech tego nie robi, wiemy, że opozycji zależy na podtrzymywaniu sporu. Zresztą pan Petru nie wie, na czym polega dobro Polski, bo nie zna jej historii i nie rozumie naszej kultury.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... kseli.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 14 kwi 2016, 07:04 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
Ten psychopatyczny bełkot, jak słusznie nazwał go Kukiz, nie jest żadną rezolucją, tylko brutalną nagonką, zaszczuwaniem Polski, próbą wtrącenia Jej nakazem, naciskiem w wiernopoddańczość wobec niemieckiego kolonizatora.
Przy okazji widać, kto w Polsce jest za Polską, a kto za Niemcami i kto nie popiera Polski, ale i nie gani bełkotu.


Absurdalna rezolucja

Rezolucja jest absurdalna, szkodliwa, nierzetelna i przeciwskuteczna – powiedział na konferencji prasowej w Parlamencie Europejskim po głosowaniu nad rezolucją ws. Polski europoseł PiS Ryszard Legutko. – W efekcie tej rezolucji konflikt się pogłębi – dodał.

Parlament Europejski przyjął w środę rezolucję o sytuacji w Polsce. Oświadczył w niej, że jest poważnie zaniepokojony, że faktyczny paraliż Trybunału Konstytucyjnego w Polsce zagraża demokracji, prawom człowieka i praworządności.

– Rezolucja jest absurdalna, szkodliwa, nierzetelna i przeciwskuteczna. Jest absurdalna, bo w czasach, kiedy wybuchają bomby, a Unia Europejska zmaga się z poważnym kryzysem imigracyjnym (...), Parlament Europejski zajmuje się problemem, który problemem nie jest, a już na pewno nie jest problemem europejskim – powiedział Legutko.

Według niego rezolucja jest „szkodliwa”, ponieważ „został stworzony precedens używania instrumentów europejskich do wewnętrznych sporów politycznych w kraju”. – Tak się nie robi, to jest, powiedziałbym, rodzaj demoralizacji klasy politycznej. Takie praktyki zawsze spotykały się z naganą i słuszną krytyką – podkreślił.

– Jest to również rezolucja nierzetelna, ponieważ kluczowe informacje dotyczące przyczyny i natury sporu konstytucyjnego nie zostały w tym tekście uwzględnione, po prostu je pominięto, tak jakby ich nie było. Rezolucja jest wyraźnie aprobatywna wobec jednej strony sporu, a w sposób nieuzasadniony krytyczna wobec drugiej – dodał.

Według Legutki „rezolucja jest przeciwskuteczna”, ponieważ Parlament Europejski ustawił się w roli „strony tego sporu konstytucyjnego w Polsce”.

– PE nie powinien być stroną, rola parlamentu mogłaby polegać, i byłaby to dobra rola, na mediacji, na łagodzeniu istniejącego sporu. Tymczasem w efekcie tej rezolucji, wszystko na to wskazuje, konflikt raczej się pogłębi, a jego rozwiązanie odsunie się daleko w przyszłość – wskazał europoseł PiS.

Zdaniem Legutki, decyzja PE przekazuje Polakom następujące przesłanie: „my chcemy, aby Trybunał Konstytucyjny w Polsce był zdominowany przez nominatów jednej partii i wszelkie próby spluralizowania składu TK są z naszego punktu widzenia niedopuszczalne i będą piętnowane”. Eurodeputowany wskazał, że przyjęta rezolucja „pogłębi niechęć do tej instytucji, która zresztą w Polsce zawsze była szanowana”.

– Kwestia publikacji bądź niepublikacji tego, co było efektem spotkania w Trybunale Konstytucyjnym, to jest element sporu konstytucyjnego, a spór dotyczy tego m.in., czy TK może obradować w składzie, który nie ma żadnych umocowań ani w ustawie, ani w Konstytucji. To jest właśnie jeden z elementów sporu konstytucyjnego, więc jeżeli ktoś mówi, iż warunkiem zażegnania sporu jest opublikowanie wyroku, to w takim razie staje po jednej ze stron tego sporu i tym samym zaognia sytuację, a nie ją łagodzi – podkreślił Legutko.

Według eurodeputowanego PiS Ryszarda Czarneckiego rezolucja „na pewno nie buduje autorytetu Parlamentu Europejskiego, nie buduje autorytetu Unii Europejskiej”.

– Przypomnę, że w tym gmachu mamy ponad 100 eurosceptyków, właśnie dlatego, że społeczeństwa UE miały dosyć establishmentu, który zajmuje się własnym sprawami, a nie zajmuje się sprawami najważniejszymi dla obywateli. PE pokazał, że odrywa się od pewnej rzeczywistości, chce być jednocześnie prokuratorem i sędzią w sprawach dotyczących naszej Ojczyzny, to poważny błąd – wskazał.

Inny europoseł PiS Zdzisław Krasnodębski wskazał, że rezolucja „na pewno nam nie zaszkodzi”. – Będziemy podejmować decyzje suwerennie i zgodnie z wolą wyborców i Narodu Polskiego. Natomiast na pewno ta rezolucja zaszkodzi instytucjom europejskim, ponieważ do dotychczasowych kłopotów dołożyły sobie następne – dodał.

Europosłanka Jadwiga Wiśniewska powiedziała, że posłowie PiS do tej pory nie otrzymali odpowiedzi od Komisji Europejskiej w sprawie podstawy prawnej ingerencji w „wewnętrzne sprawy Polski”.

– PE wzywa nas do przestrzegania prawa, tymczasem sam tego prawa nie przestrzega. Bowiem 15 stycznia br. wystąpiliśmy do KE z prośbą o podanie podstawy prawnej ingerencji Komisji w wewnętrzne sprawy Polski, minęły trzy miesiące i takiej odpowiedzi nie uzyskaliśmy, choć termin na odpowiedź wynosi 6 tygodni – powiedziała Wiśniewska.

Jej zdaniem w oparciu o zapisy traktatowe nie można ingerować w wewnętrzne sprawy państw członkowskich. – Uważamy, że zapisy traktatowe zostały naruszone. Dzisiaj szampana powinni otwierać nasi oponenci, pan Grzegorz Schetyna zapowiadał, że będą totalną opozycją, więc dzisiaj odnieśli sukces, przyjęto antypolską rezolucję – dodała europosłanka PiS.

Eurodeputowani wezwali polski rząd do „przestrzegania, opublikowania i pełnego oraz bezzwłocznego wykonania orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego” z 9 marca 2016 r., który dotyczył zgodności z Konstytucją nowelizacji ustawy o Trybunale, a także wezwali do wykonania orzeczeń TK z grudnia 2015 r.

„Parlament Europejski wzywa polski rząd do zrealizowania w pełni zaleceń Komisji Weneckiej; podziela opinię Komisji Weneckiej, że polska Konstytucja oraz normy i standardy europejskie i międzynarodowe wymagają, aby orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego były przestrzegane” – oświadczył Parlament Europejski.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/swiat/155819 ... lucja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Niemiecka (pozornie unijna) nagonka na Polskę
PostNapisane: 15 kwi 2016, 06:39 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30744
"Na złodzieju czapka gore".

Obłuda Unii obnażona

Z prof. Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, posłem Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Parlament Europejski przyjął w środę rezolucję w sprawie Polski autorstwa socjalistów i chadeków. Na ile jest to skuteczne narzędzie przywoływania do „porządku” państwa?
– Przyjęty projekt rezolucji został przedstawiony przez największe grupy polityczne w Parlamencie Europejskim socjalistów i chadeków, do których przyłączyły się inne mniejsze frakcje liberałów, komunistów i zielonych. Nie ulega wątpliwości, że proces wynoszenia polskich spraw na forum międzynarodowe był inicjowany przez Platformę, której politycy nie potrafią się pogodzić z przegraną, nie chcą przyjąć do wiadomości, że Polacy – w demokratycznych wyborach – zdecydowali o zmianie władzy w Polsce, udzielając poparcia PiS. Dlatego mamy do czynienia ze skarżeniem się na Polskę, a mocodawcy poprzedniego rządu koalicji PO – PSL czują się w obowiązku przywoływać do porządku państwo, które przez ostatnie osiem lat prawie całkowicie – poprzez swój rząd – się im podporządkowywało. Jest to działanie bezskuteczne, trudno bowiem wyobrazić sobie, że duże państwo europejskie miałoby zostać pozbawione prawa do decydowania o swoich wewnętrznych sprawach, prawa kształtowania swojej wewnętrznej rzeczywistości w sposób nie tylko zgodny z obowiązującymi standardami, ale przede wszystkim w sposób zgodny ze swoją wolą. Rozwiązania proponowane dziś w Polsce są zgodne z rozwiązaniami obowiązującymi w innych państwach Unii Europejskiej. Tymczasem nie odpowiada to międzynarodowym grupom interesów, które dotychczas spotykały się z pokornym rządem w Polsce oddającym nasze interesy narodowe w obce ręce kręgom, które teraz próbują przywołać nas do porządku. Ale nic z tego im nie wyjdzie.

Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, której członkiem jest PiS, zgłosiła własny projekt rezolucji w sprawie Polski, tyle że nie uzyskał on akceptacji większości PE…
– Nasz projekt rezolucji przedstawiał rzetelną informację w sprawach naszego kraju. Zależało nam, aby inny punkt widzenia, aby stan faktyczny, jaki ma miejsce w Polsce, a nie wydumany, wybrzmiał na forum PE, aby istniały też oficjalne dokumenty, które to stanowisko przedstawiają. Ten dokument, jako oficjalny projekt, pozostaje. Jednak większość przyjęła inne stanowisko, które co ciekawe jest nawet niezgodne z zaleceniami Komisji Weneckiej. Przypomnę tylko, że Komisja Wenecka w swoim raporcie stwierdziła, że odpowiedzialność za powstanie sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce leży po obu stronach, co i tak w mojej ocenie jest stanowiskiem zbyt daleko idącym. Tyle że w rezolucji przyjętej przez PE nawet nie dostrzeżono tego faktu, że to Platforma swoimi działaniami i niekonstytucyjnym wyborem części sędziów jeszcze przed zakończeniem kadencji poprzedniego Sejmu, wchodząc w kompetencje nowego parlamentu i próbując zawłaszczyć TK, wywołała spór.

Czy porozumienie w sprawie zamieszania wokół TK, czy dialog jest w Polsce wciąż możliwy?
– Mamy do czynienia z sytuacją, w której powinniśmy zmierzać do osiągnięcia porozumienia. Przypomnę, że na zaproszenie PiS spotkali się liderzy partii politycznych zarówno parlamentarnych, jak i pozaparlamentarnych. I w mojej ocenie, jest to właściwy kierunek. Mam nadzieję, że jakiś kompromis zostanie wypracowany. Tymczasem Platforma, jako opozycja totalna, chciała jeszcze rzutem na taśmę sprowokować przyjęcie antypolskiej rezolucji, rezolucji skierowanej przeciwko własnemu państwu. To się musi źle kojarzyć. Polacy nigdy nie oceniali pozytywnie tych, którzy odwoływali się do „pomocy” zewnętrznej, którzy swoje interesy zabezpieczali poprzez obce mocarstwa. Niestety z podobnym działaniem mamy do czynienia obecnie.

Czy i na ile ta rezolucja może zaszkodzić Polsce?
– Ta rezolucja, która jest wynikiem skarżenia się na Polskę, jest działaniem przeciwskutecznym, z którego nic nie wyniknie. Polska ma swoje interesy narodowe, ma demokratycznie wybrany rząd, który reprezentuje nasze państwo, rząd, który będzie działał na rzecz interesów Polski i nic tego nie zmieni. Weźmy chociażby przykład Węgier, w których sprawie przyjęto już trzy rezolucje i żadna z nich nie zmieniła stanowiska władz tego państwa w zakresie polityki wewnętrznej czy międzynarodowej. PKB Węgier rośnie, państwo jest coraz bardziej skonsolidowane, jest liczącym się partnerem w relacjach z innymi krajami, poziom zamożności obywateli rośnie, a tego typu połajanki ze strony UE powodują jedynie konsolidowanie się wokół rządu, wokół tych, którzy chcą działać na rzecz swoich własnych obywateli, a nie zewnętrznych podmiotów.

Komu tą rezolucją Unia bardziej szkodzi – Polsce czy sobie?
– Unia takimi działaniami osłabia samą siebie. UE, po pierwsze, stosuje procedury, które są wbrew traktatom, które stały u podstaw powołania jej do życia. Ponadto UE poprzez działania Komisji Europejskiej czy PE narusza traktatową zasadę przyznania kompetencji określoną w art. 5 Traktatu o Unii Europejskiej, zgodnie z którą jej instytucje działają wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych im wyraźnie przez państwa członkowskie w traktatach do osiągnięcia określonych w nich celów. Wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w traktatach należą do państw członkowskich. Tego typu mieszania się w sprawy wewnętrzne państw członkowskich traktaty nie przewidują. Mamy zatem do czynienia z erozją prawa unijnego i dowód na to, jak można naruszać obowiązujące prawo w zależności od potrzeb politycznych. Tego typu działania nie służą budowie Unii jako podmiotu opierającego swoje działania na przepisach prawa.

Koncentrowanie się na Polsce nie jest przypadkiem próbą odwrócenia uwagi od realnych problemów, z jakimi UE nie potrafi sobie poradzić?
– Ma pan rację. Realnym i wciąż nierozwiązanym problemem są imigranci z południowej części basenu Morza Śródziemnego, którzy przyjeżdżają do Europy, nie chcąc się zasymilować i dostosować do zasad obowiązujących w naszej kulturze. Nie wnoszą też nic bądź niewiele do rozwoju gospodarek poszczególnych krajów, chcą natomiast czerpać z ich zasobów socjalnych. UE ma problemy z polityką obronną, do tego dochodzą problemy gospodarcze, i zamiast zająć się ich rozwiązywaniem, unijni decydenci skupiają się na wyimaginowanych problemach państwa członkowskiego, które bardzo dobrze sobie radzi i działa w ramach własnych kompetencji. Unia osłabia siebie i nic dziwnego, że rosną nastroje eurosceptyczne. Przecież nie tylko polscy obywatele doświadczają daleko idących, niepotrzebnych i nieuzasadnionych ingerencji w politykę wewnętrzną swojego państwa, ale także obywatele innych państw zadają sobie pytanie: niby dlaczego struktury, które mają dość ograniczony mandat demokratyczny, wtrącają się w funkcjonowanie demokratycznego rządu? UE nie ma dobrej opinii. Proszę zwrócić uwagę, że jeśli w poszczególnych państwach członkowskich odbywają się referenda na temat UE, to w większości odpowiedzi na stawiane pytania są negatywne. To, że później odpowiedzi te są pomijane w decyzjach czy – jak w przypadku Irlandii – zmusza się władze państwa do powtarzania referendum, a np. we Francji czy w Holandii, które w referendum odrzuciły Konstytucję Europejską, w ogóle nie powtarzano referendum, tylko przyjęto po części zmieniony Traktat Konstytucyjny pn. Traktatu z Lizbony, to wszystko pokazuje obłudę tej organizacji. Widać, że działania UE nie są obliczone na przekonywanie obywateli państw członkowskich tylko na doraźne załatwianie bieżących potrzeb. UE jest podmiotem, który nigdy nie był konstrukcją złożoną z równoprawnych państw członkowskich i w praktyce jest zarządzany jednostronnie przez najsilniejszą gospodarkę, czyli państwo i rząd niemiecki.

Jakie zadania stoją teraz przed polskim rządem?
– Naszym zadaniem, zadaniem polskiego rządu, jest dbać o to, żeby interesy Polski były należycie zabezpieczone, żeby decyzje dotyczące Polski były podejmowane samodzielnie i zgodnie z naszym interesem narodowym. Nie możemy ulegać presji ze strony innych podmiotów i nie możemy też dać się zwieść płynącej z zewnątrz retoryce, która głosi, że inni robią wszystko dla dobra wspólnego, bo jest to najzwyczajniej nieprawda. Inne państwa działają we własnym interesie i próbują traktować Polskę rządzoną przez PiS, tak jak traktowały nasz kraj pod rządami Donalda Tuska. Ale to się już skończyło.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... azona.html
Mariusz Kamieniecki


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 53 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /