Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie
http://polskie-forum.pl/

Międzynarodowa koalicja wojująca przeciw Polsce.
http://polskie-forum.pl/viewtopic.php?f=3&t=3881
Strona 9 z 9

Autor:  Aerolit [ 10 maja 2018, 21:21 ]
Tytuł:  Re: Międzynarodowa koalicja wojująca przeciw Polsce.

Szabrownicza ustawa służy szabrownikom. Nie ważne, czy szabrownikiem jest typ spod ciemnej gwiazdy, czy jakiś twór polityczny, społeczny, czy narodowy.
Szaber to zawsze szaber i nic innego. Żadne piękne słówka go nie odczarują, ani nie zaczarują.
Na tym przypadku (i nie tylko) widać jak słabym i mało znaczącym jesteśmy państwem.
Głowa do góry, bo jesteśmy przynajmniej nie skażeni tym o co nas oskarżają, choć jesteśmy bezradni, nawet na poziomie władzy.


Dlaczego Trump podpisał

USA, jak wszelkie dotychczasowe imperia świata, korzystają z każdej okazji aby żyć na koszt podporządkowanych kolonii. Nie oznacza to, że owładnięte są jakimś demonem. Każdy by tak chciał, tyle, że nie każdy może. Aby taki sposób poprawy warunków życia zaistniał, państwo musi mieć siłę militarną lub ekonomiczną.

W Europie państwem takim są Niemcy. Niemcy, dziwnym zbiegiem okoliczności, płacąc najwyższą składkę do UE, tym samym finansując kraje słabe jak Grecja, czy Polska, bogacą się i są w coraz lepszej pozycji ekonomicznej względem swoich utrzymanków. Utrzymankowie, natomiast, nie mogą się wykaraskać z długów - Grecja ( to jeszcze przed nami ). Niemcom trudno jednak stawać w charakterze dobroczyńcy ze względu na historię. Dlatego muszą ryzykować inwestując spore środki w upatrzone ofiary, ale jak widzimy ryzyko się opłaca.

W całkiem innej sytuacji są USA. Wielu na świecie żywi głęboką wiarę w idee demokracji, które, jakoby, przyświecają Ameryce i które są wprowadzane wszędzie tam, gdzie Amerykanie staną swymi legionami i kohortami. Dlatego Amerykanie mają większy wachlarz możliwości od Niemców. Mogą nieść "sztandar wolności", mogą krzewić demokrację, mogą walczyć o pokój, mogą wyzwalać spod ucisku tyranów ale mogą też dopilnować sprawiedliwości dla pokrzywdzonych. Wszystko to przynosi im kolosalne zyski i rozleniwiony już nieco naród amerykański może ciągle żyć na wysokim poziomie. Dzisiaj już nie dzięki swojej ciężkiej pracy i dobremu systemowi ekonomicznemu, ale dzięki grabieży słabszych. Do powyższych twierdzeń są dowody. Przykład : Ludność wszystkich krajów, gdzie Amerykanie wprowadzili "demokracje" i gdzie jest ropa, żyje w "demokracji" znacznie gorzej niż pod "krwawym tyranem" a ropa gdzieś znika. Podobno USA mają dziś nadmiar ropy i gazu. Podobno z łupków. U nas też miały być łupki. Być może w tym sensie, że zostaniemy złupieni.

Prezydent Trump podpisał akt 447. Również tu na Salonie widnieje tekst mówiący, że to tylko symboliczne, bo żadne sankcje nie są przewidziane. Nie są? To będą. Polski rząd jak i totalna opozycja milczą jak zaklęci. Samo to milczenie totalniaków jest najlepszym dowodem, jak groźna to ustawa i jakie sygnały dostali wszyscy, zarówno rząd, prezydent jak i totalniacy aby trzymać mordy w kubeł. Sygnał musiał być wyraźny - chcecie być w kolejce na nadzorców niewolników, to milczeć! Jedyny poseł Winnicki sprawę podniósł w formie zapytania, ale efekt żaden.

Prezydent Trump podpisując ustawę, postąpił jak prezydent USA postąpić powinien. Liczy się biznes. Gładkie słówka, rzucone Polakom w czasie odwiedzin, nic nie kosztują. Natomiast zysk z podpisanej ustawy będzie kolosalny. Te pieniądze, które będziemy płacić pójdą w większości do USA. Tam operują najprężniejsze organizacje przemysłu holokaust.

Zwykły Amerykanin (mam takich w rodzinie ) jest święcie przekonany, że jego kraj sieje dobro na cały świat. Ale trudno się dziwić, skoro nawet polskie władze i totalna opozycja udaje, że tak jest. A rzeczywistość może być taka, że wyzysk Sowietów może okazać się niczym w porównaniu z wyzyskiem amerykańskim.

https://www.salon24.pl/u/pesymizm/86525 ... p-podpisal

Autor:  Aerolit [ 13 cze 2018, 12:07 ]
Tytuł:  Re: Międzynarodowa koalicja wojująca przeciw Polsce.

Jak to dokąd zmierza?
Do Eurokołchozu i tyle.


Dokąd zmierza Komisja Europejska

Z prof. Karolem Karskim, członkiem Prezydium Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Parlamencie Europejskim odbędzie się w środę kolejna debata o Polsce. Jakie jest zainteresowanie tym tematem w Brukseli?
– Tego typu debaty to ciągłe przywoływanie Polski do porządku, co nie ma już dzisiaj większego znaczenia. Takich jałowych dyskusji na temat różnych krajów odbywa się wiele, ale nikt specjalnie się tym nie emocjonuje. Jak to jest w zwyczaju, poszczególne grupy w Parlamencie Europejskim otrzymują limit czasu wynikający z ich wielkości, a kolejni przedstawiciele tychże grup wypowiadają swoje – zazwyczaj jednominutowe – opinie. W tego typu debatach frekwencja jest zazwyczaj mocno ograniczona, a głos zabierają zarówno ci, którzy chcą coś powiedzieć, jak i ci, którzy chcą sobie podreperować statystykę wypowiedzi. Podczas takich debat na sali plenarnej obecna jest garstka osób. Co również ciekawe, zabierający głos po wykonaniu zadania najczęściej wychodzą z sali, nie słuchając nawet, co inni mają w danej kwestii do powiedzenia. Tak to wygląda z perspektywy Brukseli. Natomiast nam w Polsce tego typu wydarzeniom – zupełnie niepotrzebnie – towarzyszą emocje sprytnie podsycane przez część mediów. Jednak to wszystko nie ma większego znaczenia, bo ten temat zwyczajnie umiera śmiercią naturalną. Dlatego powinniśmy do tego wszystkiego przyłożyć odpowiednią rzeczy miarę – mianowicie będzie to jedna z wielu debat poświęcona jednemu z wielu wyróżnianych w ten sposób państw członkowskich Unii Europejskiej.

Czy mimo wszystko Parlament Europejski, czy szerzej Unia Europejska nie ma ważniejszych problemów, którymi powinna się zająć?
– Oczywiście, Unia Europejska ma cały szereg realnych problemów: migracje, terroryzm, wzrastający rasizm i deficyt demokracji w państwach zachodnich, do tego dochodzi jeszcze dysfunkcja strefy euro, ale jak widać – zamiast rozwiązywać te kwestie, woli uciekać się do stygmatyzowania poszczególnych państw, odwracając tym samym uwagę od spraw ważnych. Od strony technicznej chodzi tu też o wypełnienie porządku obrad europarlamentu. Tak czy inaczej tego typu wnioski wychodzą lub są wspierane przez Europejską Partię Ludową (EPP), której członkiem jest nasza totalna opozycja, tj. Platforma Obywatelska, i to właśnie temu środowisku zależy – zresztą kolejny już raz – na atakowaniu Polski. Przy miałkości tego typu debat nic z tego jednak nie wynika. Na to wszystko nakłada się postać wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, który wykonał ruch wręcz histeryczny. Mianowicie jednego dnia Komisja Europejska ogłasza decyzję, że w tej chwili nie będzie się zajmować Polską i nie będzie podejmować żadnych decyzji na temat Polski, a następnego dnia Timmermans, żeby przykryć swoją absolutną porażkę, korzystając z wcześniej udzielonych mu ogólnych pełnomocnictw, w imieniu tejże Komisji deklaruje przejście do kolejnego etapu procedury art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, czyli występuje przeciwko organowi, który jest jego mocodawcą. To jest przejaw histerii, ale jak wspomniałem, z tego już nic nie wynika. To już nie jest, ani uciążliwe, ani też szkodliwe, ale zważając na rangę, jaką przypisuje sobie Komisja Europejska, jest to po prostu śmieszne. Trzeba się jednak przyzwyczaić do tego i zaakceptować, że momentami tkwimy w tak specyficznym środowisku.

Z jednej strony Jean-Claude Juncker spotyka się z premierem Mateuszem Morawieckim – mówi się nawet, że efekty tych rozmów są pozytywne, a z drugiej strony pojawia się Frans Timmermans, który wydaje się przeczyć wcześniejszym ustaleniom?
– W mojej ocenie to, z czym mamy w tej chwili do czynienia, jest kompromitacją zarówno Junckera, jak i Timmermansa. Jak wiadomo, strona polska rozmawiała z przewodniczącym Jean-Claude'em Junckerem, który zaciągnął pewne zobowiązania. Tymczasem okazuje się, że jego zastępca Frans Timmermans nieposiadający żadnych własnych kompetencji poza tymi, jakie mu przekaże bądź to Komisja Europejska, bądź to jej przewodniczący, podejmuje działania odwrotne. Oczywiście w ogólnym odbiorze wygląda to tak, jakby Timmermans urwał się Junckerowi ze sznurka, tak czy inaczej kompromituje to obu tych polityków.

Czy zatem różnice zdań między Junckerem a Timmermansem nie są jakąś grą?
– To, co się dzieje w Brukseli w tej sprawie, jest po prostu żałosne. Widać też, że obaj wspomniani politycy nie są ludźmi zdolnymi do podejmowania zobowiązań, z których się trzeba rozliczyć.

Dojdzie do głosowania art. 7 w sprawie Polski?
– Takie debaty jak ta o Polsce odbywają się na forum Parlamentu Europejskiego nie pierwszy raz i nikt sobie nie życzy, żeby to się przekładało na innych. W europarlamencie nie ma większości, która mogłaby podjąć taką decyzję, a przypomnę, że potrzeba tu decyzji europarlamentu i Rady Europejskiej. Już raz na forum Parlamentu Europejskiego próbowano podjąć sławetną rezolucję w sprawie uruchomienia procedury z art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej przeciwko Polsce, kiedy europosłowie Platformy głosowali za wszczęciem postępowania, które na końcu miało na celu nałożenie sankcji na nasz kraj. Zdecydowano się na przeprowadzenie takiego głosowania na forum europarlamentu, żeby Komisja Europejska nie musiała angażować się w coś, co gołym okiem widać było, że nie wyjdzie. W związku z tym próbowano w te buty ubrać Parlament Europejski i przegłosowano rezolucję, która zlecała europarlamentarnej komisji LIBE (ds. wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych) przygotowanie raportu o Polsce, który następnie miał być podstawą do sięgnięcia po artykuł 7. I ta rezolucja owszem przeszła, ale zwykłą większością głosów, tymczasem w Traktacie o Unii Europejskiej jest mowa o tym, że aby jakąkolwiek procedurę z art. 7 uruchomić i dalej ją prowadzić, potrzeba zgody 2/3 posłów Parlamentu Europejskiego. Tym samym cały ten plan spalił na panewce, w związku z tym na następnej sesji plenarnej cichcem się z tego wycofano. Widać było, że w Parlamencie Europejskim nie ma aż tylu złych ludzi, którzy chcieliby zaszkodzić Polsce.

Dlatego sama Komisja Europejska przystąpiła do działania, które też nie musi zakończyć się po myśli przeciwników Polski…?
– Komisja Europejska z Timmermansem w roli głównej zabrnęła tak daleko, że uruchomienie tej procedury było w zasadzie dla niej wizerunkową koniecznością. Co ciekawe, wcześniej próbowała tego dokonać cudzymi rękoma, ale – jak wiadomo – się nie udało. Europarlament też dał wyraz, że nie chce zajmować się sprawą Polski, że nie ma wymaganej traktatami większości, żeby uruchamiać czy dalej prowadzić czynności wynikające z art. 7.

Jak długo może jeszcze potrwać to grillowanie Polski?
– Prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, czy w tej chwili trwa grillowanie Polski, czy Komisja Europejska sama siebie grilluje. A ci, którzy wołają „grillujemy” – Timmermans, totalna opozycja et consortes – sami de facto skaczą po rozgrzanym ruszcie.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/198 ... ejska.html

Autor:  Aerolit [ 05 lip 2018, 12:24 ]
Tytuł:  Re: Międzynarodowa koalicja wojująca przeciw Polsce.

W polityce liczy się stanowczość

Z dr. hab. Włodzimierzem Osadczym, historykiem, dyrektorem Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim św. Jana Pawła II, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Porozumienie z Izraelem to rzeczywiście sukces Polski, jak przekonuje rząd, czy raczej porażka?
– Trudno ocenić to, co się wydarzyło w związku z nowelizacją ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, a właściwie rezygnacją, wycofaniem się z jej niektórych punktów dotyczących karania i odpowiedzialności za oszczerstwa i kłamstwa, bez tego, co się działo wcześniej. Ten kontekst jest szalenie ważny, bo pozwala zobaczyć, jak wygląda polityka tego rządu w kwestii pamięci historycznej. W 2016 roku Klub Kukiz’15 złożył w parlamencie wniosek dotyczący nowelizacji ustawy o IPN, włączając do obowiązujących zapisów kolejny dotyczący zbrodni ukraińskich nacjonalistów i ukraińskich formacji kolaborujących z III Rzeszą oraz karalności za negowanie zbrodni wołyńskiej. Uznano, żeby połączyć kwestie banderyzmu z wcześniej złożonym przez Prawo i Sprawiedliwość wnioskiem dotyczącym karalności za szkalowanie Narodu Polskiego poprzez obarczenie odpowiedzialnością za holokaust, w tym mieszczą się określenia „polskie obozy śmierci”, „polskie obozy koncentracyjne” i inne paszkwile, jakie w ostatnich czasach się nasiliły.

Projekt Kukiz’15 uzyskał pozytywną opinię Biura Analiz Sejmowych…
– Owszem, ale przeszedł też, uzyskując pozytywne oceny sejmowych komisji. Na jedno z takich posiedzeń byłem i ja zaproszony, zabierając głos w kwestiach kwitnącego – niestety – banderyzmu na Ukrainie. Faktem bowiem jest, że jest to bardzo niebezpieczna ideologia, która może mieć wpływ także na bezpieczeństwo państwa polskiego. Niestety, po przejściu wszystkich etapów legislacyjnych projekt ustawy trafił do zamrażarki marszałka Sejmu. Był „mrożony” przez blisko półtora roku. To kuriozalne i zupełnie niezrozumiałe, bo skoro właściwie gotowej już ustawie nikt nie miał nic do zarzucenia pod względem merytorycznym, która była ewidentnie potrzebna z uwagi na szarzenie się ideologii banderyzmu i przenikania jej na terytorium Polski, ponadto ze względu na ataki środowisk żydowskich, które próbowały zniekształcić wizerunek Polski okresu II wojny światowej oraz umniejszyć rolę, jaką w czasie holokaustu odegrał polski Naród, a także ze względu na oskarżanie nas o udział w holokauście, ta ustawa była ze wszech miar potrzebna.

Wiem, że były próby zwracania się do marszałka Kuchcińskiego w tej sprawie, ale zdaje się nie przyniosły rezultatu…
– Marszałek Kuchciński wstrzymywał dalszy tok postępowań nad tą ustawą. Wiem też, że mocno w tę sprawę był zaangażowany wicemarszałek Terlecki, który też dbał o to, aby projekt tej ustawy nie pojawił się podczas obrad na sali plenarnej Sejmu. Próby upominania się środowisk kresowych, frakcji politycznych, w tym przede wszystkim ze strony Kukiz’15 jako inicjatora były niestety nieskuteczne. I wówczas, kiedy relacje polsko-ukraińskie coraz bardziej się pogarszały, to za każdym razem ten temat pojawiał się na sali obrad, ale był wycofywany przez większość sejmową.

Czym Pan tłumaczy ten upór PiS?
– Postawa PiS była żenująca i właściwie trudno to wytłumaczyć. Widać, że kierownictwo Sejmu traktowało tę ustawę jako czynnik uprawiania bieżącej polityki historycznej, nie chciałbym pójść za daleko, ale sprawiało to wrażenia handlowania pamięcią historyczną. Jak bowiem można zrozumieć fakt, kiedy dajmy na to, rano pojawia się informacja, że temat nowelizacji ustawy o IPN się pojawia, a wieczorem się go wycofuje, a takie sytuacje miały miejsce. W 2017 roku głosy protestu stawały się coraz bardziej stanowcze. 20 listopada 2017 roku ukazało się oświadczenie Centrum Informacji Sejmowej, w którym – w imieniu marszałka Kuchcińskiego – zapewniano ks. Zaleskiego, że Sejm cały czas pracuje nad tym projektem, że są prowadzone prace zmierzające do połączenia inicjatywy związanej z relacjami polsko-żydowskimi, która wyszła od PiS, z członem antybanderowskim autorstwa Kukiz’15. Było zatem zapewnienie marszałka Sejmu, że prace nad tą ustawą były prowadzone przynajmniej od listopada 20117 roku, dlatego twierdzenie, że ustawa ta pojawiła się nie wiadomo skąd, a dodatkowo twierdzenie, że rzekomo w tym wszystkim zadziałała ręka Moskwy, to taką narrację mogły podtrzymywać tylko wyjątkowo nieuczciwe osoby. Tak czy inaczej ustawa o IPN została znowelizowana w styczniu br. przez Sejm RP i zachwalana przez PiS jako coś, co broni polską rację stanu. Ciężko zrozumieć, dlaczego tak się stało, skoro wcześniej wszelkie próby uchwalenia noweli ustawy o IPN autorstwa Kukiz’15 były torpedowane. Można tylko domniemywać, że było to zależne od takich czy innych środowisk. Finał był taki, że ambasador Izraela Anna Azari w czasie uroczystości poświęconych 73. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau skrytykowała ustawę, po czym zaczęły się ataki i naciski na Polskę, aby to prawo zmienić.

Naciski były także ze strony ukraińskiej…
– Kulminacją ingerowania w polskie sprawy były chyba apele prezydenta Poroszenki do Senatu RP, aby zawetował tę ustawę. To nie do pomyślenia, żeby takie sugestie czy apele oraz głosy de facto szkalujące państwo polskie płynęły od „strategicznego” partnera. Formułował je osobiście dyrektor Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wjatrowycz, jakby nie było urzędnik państwa w randze ministra. Niestety, wszystko to odbywało się w całkowitym milczeniu polskiego MSZ, nie było tez żadnej reakcji od ambasadora RP w Kijowie Jana Piekło. Można zatem powiedzieć, że z chwilą przyjęcia ustawy o IPN w styczniu tego roku Polska stała się chłopcem do bicia atakowanym dotkliwie nie tylko ze strony Izraela i środowisk żydowskich, ale także przez dyplomację Stanów Zjednoczonych oraz oczywiście ze strony Ukrainy. Co by nie powiedzieć, państwo polskie doświadczyło bezprecedensowej presji i to, co się stało w ubiegłym tygodniu, czyli wycofanie się z części zapisów ustawy dotyczących penalizacji, można uznać jako przejaw uległości Polski wobec presji, o której mówiłem.

Czy Pana zdaniem są jakieś – powiedzmy – ukryte kulisy zmian ustawy o IPN?
– Wiemy, że z atakami wobec tej ustawy teraz ujawnili się „tenorzy” polskiej polityki i tzw. celebryci naukowi oraz polityczni, którzy jeszcze kilka miesięcy czy kilka tygodni temu wychwalali tę ustawę, wskazując, że zawarte w niej zapisy są bardzo ważne dla Polski. Teraz zaś jakby na rozkaz odgórny pojawiły się zupełnie inne narracje. W tej sytuacji można się było spodziewać, że obóz rządzący bez problemu przeforsuje zmiany, usuwając to, czego jeszcze niedawno broniono jak niepodległości. Myślę, że to, co się wydarzyło przy głosowaniu zmian zapisów w ustawie o IPN, to ogromne upokorzenie, którego państwo polskie już dawno nie doświadczyło. Wystarczyło kilka godzin, aby Sejm głosami partii rządzącej, a także tzw. opozycji totalnej, przy wsparciu Senatu i podpisie prezydenta znowelizował tę ustawę. To wszystko wystarczyło, żeby zaraz po tym premier Mateusz Morawiecki mógł zdać sprawozdanie premierowi Izraela z wykonanego zadania. Wiemy, że w protokole dyplomatycznym istnieją prestiż i wzajemny szacunek oraz zasada wzajemności, ale tak jak została potraktowana Polska, przerasta wszelkie wyobrażenia o możliwości funkcjonowania w relacjach międzynarodowych.

Tyle że ze strony rządowej słyszymy, że teraz pozycja Polski w oczach naszych sojuszników Izraela, Stanów Zjednoczonych wprost przeciwnie wzrasta.
– W polityce liczy się siła, nie uległość. Mam na myśli siłę wynikającą nie tylko z potencjału militarnego czy pozycji gospodarczej, ale liczy się także siła ducha, wiary i zasad moralnych. Uległość w polityce nigdy nie była powodem do szacunku czy też realizacji racji stanu. Uległe były państwa wasalne, bo nie miały innego wyjścia. Uległa była np. PRL. Natomiast teraz widzimy, że komuś wyraźnie zależało na tym, aby wskazać Polsce miejsce w szeregu i uświadomić nam, że jeśli będziemy się wybijali, to będą też nieprzyjemne konsekwencje. Z Zachodu, zwłaszcza z Waszyngtonu, słyszymy narrację o sojuszach, partnerstwie, ale czy to, co się teraz stało – mam na myśli także presję wywieraną na Polsce – rzeczywiście świadczy o partnerstwie, to można mieć poważne wątpliwości. Dlatego powinniśmy mieć świadomość, że te ustępstwa z naszej strony zostały wymuszone nie tylko, żeby osiągnąć zakładany cel, ale do tego państwo polskie zostało publicznie upokorzone.

Ale narracja rządu mówi o czymś zupełnie odwrotnym, wręcz o sukcesie negocjacyjnym…?
– Rządzący nie mają innego wyjścia niż powielać tego typu narracje, że jest to sukces.

Jakie konsekwencje na przyszłość pociągają za sobą ustępstwa z polskiej strony w sprawie ustawy o IPN?
– Wydaje mi się, że niestety zmiana ustawy o IPN utrwala obraz Polski jako państwa, które pozbawia się pamięci, któremu daje się coś w rodzaju koncesji na pamięć. Polakom pozwolono pamiętać o Katyniu z racji tego, że przyzwoliły na to światowe mocarstwa, które w tym momencie są skonfliktowane z Moskwą. Nie wiemy jednak, jak będzie to wyglądało później, bo wiemy, że za kilka dni dojdzie do spotkania prezydenta Trumpa z Putinem i może się okazać, że Polska znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. W odróżnieniu od Polski, państwa decyzyjne cały czas rozmawiają z Rosją jako dużym graczem, niekoniecznie się zgadzając z polityką Kremla. Natomiast Polska bodajże jako jedyny kraj w Europie jest odsunięta. Nie wiemy też, co nam obóz rządzący szykuje na odcinku dotyczącym banderyzmu ukraińskiego. Wiemy, że mocno się nasila i powiela kłamstwo, że jest to wrzutka moskiewska, m.in. ja jako osoba, która konsultowała tę ustawę, jestem pomawiany o realizację prorosyjskich interesów. Przy okazji chciałbym zaznaczyć, że pozwy sądowe wobec powielających tego typu oszczerstwa są przygotowywane i nie pozostanie to bez odpowiedzi.

Czy to nie rozzuchwala jeszcze bardziej Ukraińców?
– Nie wiem, czy można być jeszcze bardziej zuchwałym niż to ma miejsce obecnie ze strony ukraińskiej, o czym zresztą wspomniałem już wcześniej, kiedy ze strony ukraińskich władz poddaje się wprost krytyce politykę wewnętrzną państwa polskiego. Niestety, odbywa się to przy milczeniu polskiego MSZ i ambasadora RP w Kijowie. To świadczy tylko o uległości. Przypomnę tylko sytuację z ubiegłego roku, kiedy MSZ przygotowało wzory polskich paszportów upamiętniających m.in. walki o zręby państwa polskiego, gdzie miał być m.in. Cmentarz Obrońców Lwowa, niestety protest ambasadora Ukrainy w Warszawie spowodował, że polski MSZ się z tego pomysłu wycofał. Tak nie da się uprawiać polskiej polityki zagranicznej szczególnie wobec Ukrainy. Przypomnę też sytuację sprzed kilku dni, kiedy wszystkie czynniki rządowe odmówiły patronatu nad Kongresem Środowisk Kresowych RP i konferencją naukową „Wołyń ’43: Walka o pamięć – Walka o Polskę”, które odbywały się w Lublinie i były poświęcone 75. rocznicy ludobójstwa dokonanego na Kresach przez OUN-UPA. Taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy w historii, co pokazuje uległość państwa polskiego na odcinku polityki wschodniej, co więcej – przyzwalanie na mieszanie się w wewnętrzne sprawy Polski przez „strategicznego” ukraińskiego sąsiada.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/199 ... czosc.html

Autor:  Aerolit [ 26 wrz 2018, 08:00 ]
Tytuł:  Re: Międzynarodowa koalicja wojująca przeciw Polsce.

Niemiecki apetyt na dalsze kolonizowanie Polski i Polaków to główny motyw antypolskiej nagonki pod byle pozorami i przy współpracy z wewnętrznymi zdrajcami.

Atak na niezależność

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komisja Europejska podjęła decyzję o skierowaniu do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargi przeciwko Polsce w związku z przepisami ustawy o Sądzie Najwyższym. Jak Pan ocenia ten krok?
– Tak jak powiedział premier Mateusz Morawiecki podczas dzisiejszej konferencji prasowej, że można się było spodziewać takiego kroku ze strony Komisji Europejskiej. Aczkolwiek – w moim przekonaniu – wniosek do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu jest absolutnie niezgodny z unijnym prawem, nie ma też podstaw w prawie traktatowym oraz w umowie stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Uważam, a myślę, że również polski rząd zajmuje podobne stanowisko, i to od samego początku, że organizacja systemu sądownictwa jest wewnętrzną sprawą każdego państwa członkowskiego, więc w tym zakresie nie ma żadnych podstaw do kierowania skargi na nasz kraj do europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. I to jest pierwszy element, tym bardziej nie ma uzasadnienia wniosek o zabezpieczenie pozwu polegający na tym, aby wstrzymać wykonanie ustawy, która już obowiązuje. Zresztą to jest zupełnie kuriozalny wniosek, bo nie ma takiej instytucji jak zawieszenie ustawy, w tej sytuacji stanowisko Polski jest jasne i niezmienne.

Co Komisja Europejska chce osiągnąć tym działaniem?
– Uważam, że jest to kolejny krok, żeby zatrzymać zmiany zachodzące w Polsce. Mamy do czynienia z kolejną formą wywierania presji, wywierania nacisku na Polskę związaną przede wszystkim z realizacją życzeń totalnej opozycji, współdziałającej ręka w rękę z Komisją Europejską. Przecież Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe należą do tej samej grupy Europejskiej Partii Ludowej posiadającej większość w Parlamencie Europejskim, więc ten nacisk na Polskę i próby zatrzymania reform w wymiarze sprawiedliwości mają charakter stricte polityczny. I to jest podstawowy cel – Komisja Europejska wychodzi z założenia, że podobnie jak w przypadku kazusu Puszczy Białowieskiej Polska podda się temu naciskowi.

A nie podda się?
– Nie ma ku temu żadnych powodów. Zresztą tutaj jest zupełnie inna sytuacja, chodzi – tak jak już powiedziałem – o sprawę, która leży w zakresie wewnętrznych kompetencji danego państwa i te regulacje ustawowe związane z organizacją i reformą sądownictwa są sprawą Polski. Poza tym jako Prawo i Sprawiedliwość realizujemy nasz program wyborczy i wolę 80 proc. Polaków, którzy oczekują naprawy wymiaru sprawiedliwości. A ponadto ta reforma weszła już w życie i działa, trzeba zatem powiedzieć jasno, że nie ma jakiejkolwiek możliwości zatrzymania tych poczynań w zakresie reformy wymiaru sprawiedliwości. Tym bardziej że to nie rząd realizuje reformy, tylko instytucje, które są zupełnie niezależne, czyli Krajowa Rada Sądownictwa – organ konstytucyjny z jednej strony, a z drugiej strony prezydent Rzeczypospolitej. Jeśli chodzi o Sąd Najwyższy, to mamy już przecież wyłonioną Izbę Dyscyplinarną, mamy też sędziów powołanych do tej izby. W związku z tym nie wyobrażam sobie, w jaki sposób można byłoby wstrzymać bądź zawiesić działanie przepisów, czy to o Krajowej Radzie Sądownictwa, czy o Sądzie Najwyższym.

Czy w tej sytuacji dialog prowadzony z Komisją Europejską ma jakikolwiek sens?
– Trzeba rozmawiać, trzeba tłumaczyć, przekonywać do swoich racji, aczkolwiek tak jak powiedziałem, w momencie złożenia wniosku czy skargi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jakiś etap naszego dialogu z Komisją Europejską się zakończył. W tej sytuacji dalsze przekonywanie o słuszności podjętych kroków i działań przez państwo polskie w obszarze wymiaru sprawiedliwości odbywać się będzie przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości i tutaj będziemy bronili swojego stanowiska. Myślę, że Trybunał w Luksemburgu uzna nasze racje, w szczególności jeżeli chodzi o stronę formalną. Trybunał nie jest bowiem odpowiednim organem do oceny prawa, które dotyczy wewnętrznych spraw Polski i nie podlega jurysdykcji europejskiej.

Podczas gdy Komisja Europejska skarży Polskę, Grzegorz Schetyna spotyka się z kanclerz Merkel i rozmawia – jak twierdzi – o budżecie unijnym, w tym o środkach europejskich dla polskich samorządów oraz o Nord Stream 2. Jaki mandat ma polityk opozycji, spotykając się z kanclerz Niemiec i rozmawiając o sprawach przynależnych rządowi?
– Ze strony Grzegorza Schetyny padł argument, że to spotkanie to nic nadzwyczajnego, bowiem partie, które reprezentuje Angela Merkel, jak i on należą do tej samej grupy w europarlamencie – Europejskiej Partii Ludowej, tyle że nie wydaje mi się, żeby to był wystarczający mandat. Natomiast z całą pewnością taki sposób postępowania obnaża, kto tak naprawdę stoi za ingerowaniem w wewnętrzne sprawy Polski, że wiodącą role w tym względzie odgrywają Niemcy i politycy niemieccy. Dlatego tę wizytę Grzegorza Schetyny i rozmowę z Angelą Merkel trudno rozpatrywać w kategorii współpracy w ramach Europejskiej Partii Ludowej. Jest to znamienne w sytuacji, kiedy Polska jest pod presją Komisji Europejskiej, m.in. na życzenie i w wyniku działań z jednej strony polityków totalnej opozycji, a z drugiej strony części środowiska sędziowskiego. Ta wizyta Grzegorza Schetyny w Berlinie stanowi absolutnie potwierdzenie działań podejmowanych na szkodę Polski i państwa polskiego ze strony opozycji totalnej.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/201 ... znosc.html

Autor:  Aerolit [ 03 lis 2018, 19:49 ]
Tytuł:  Re: Międzynarodowa koalicja wojująca przeciw Polsce.

Czy wirusa, bakterię, czy innego patogena można traktować jak przyjaciela?
Kim dla nas są patogeny unijne?
Czyż nie są zmutowanymi patogenami sowieckimi?
Patogen nie współpracuje, nie wspiera, patogen niszczy, demoluje, zabija.
Unijne patogeny też niszczą, demolują i zabijają, a że mają dodatkowe możliwości, to jeszcze ogłupiają, kolonizują, demoralizują, oszukują, wykorzystują, nienawidzą, pogardzają, poniewierają, nakazują....
Czy unijne bezprawie ma granice?


Granice unijnego prawa

Z Mariuszem Witkowskim, prezesem Sądu Rejonowego w Siemianowicach Śląskich, rozmawia Anna Ambroziak

Szef MSZ Jacek Czaputowicz najpierw twierdził, że nie ma podstaw, by Trybunał Konstytucyjny badał zgodność unijnych traktatów z Konstytucją. Skrytykował wniosek prokuratora generalnego do TK o zbadanie artykułu 267. Traktatu o funkcjonowaniu UE z Konstytucją. Potem się z tego wycofał.
– Pytanie prokuratora generalnego skierowane do Trybunału Konstytucyjnego dotyczy zakresu suwerenności państwa polskiego. Brak dostatecznej koordynacji działań i wypracowywania wspólnego stanowiska ministra spraw zagranicznych i prokuratora generalnego osłabia polską pozycję w sporze z Komisją Europejską. Uważam, że późniejsza deklaracja ministra, iż jego opinia nie podważa kompetencji prokuratora generalnego oraz Trybunału Konstytucyjnego, jest wynikiem wypracowania wspólnego stanowiska. Dobrze, że do takiego uzgodnienia doszło, gdyż Polsce potrzebny jest jeden głos, szanujący Konstytucję oraz prawo unijne. Kompetencje prokuratora generalnego wynikają bowiem wprost z art. 191 pkt 1 ust. 1 w zw. z art. 188 Konstytucji.

Czaputowicz powiedział, że istnieją rozbieżne stanowiska prawników, czy TK ma prawo badać poszczególne akty prawne UE, czy tylko traktat akcesyjny. Wskazał jednocześnie, że zgodność traktatu o przystąpieniu do Unii z Konstytucją została przez Trybunał Konstytucyjny stwierdzona w 2005 r.
– Stanowisko prokuratora generalnego oraz ministra spraw zagranicznych powinno być spójne i wyrażać jednolity pogląd zarówno co do wykładni polskiego, jak i unijnego prawa. O ile wniosek prokuratora generalnego jest przejawem wypełniania jego konstytucyjnych obowiązków podejmowania środków przewidzianych prawem, zmierzających do prawidłowego i jednolitego stosowania prawa, o tyle stanowisko ministra spraw zagranicznych jest wyrazem troski o załagodzenie sporu Polski z Komisją Europejską w zakresie reformy wymiaru sprawiedliwości. Zatem różnica stanowisk wynika z różnej roli, jaką nakładają na wymienione organy Konstytucja oraz polskie ustawy. Wymaga podkreślenia, że minister Czaputowicz wprost nie podważył kompetencji Trybunału Konstytucyjnego do dokonania oceny zgodności z Konstytucją RP poszczególnych elementów traktatów europejskich i ich wykładni, natomiast zwrócił uwagę na istniejące rozbieżności w orzecznictwie.

Trybunał Konstytucyjny ma prawo badać traktaty unijne i traktat akcesyjny?
– Polska, przyjmując traktat akcesyjny, nie wyrażała zgody na zmianę ustroju demokratycznego państwa prawnego, w tym prawa do swobodnego kształtowania ustroju sądów zgodnie z Konstytucją RP. Zgodnie z art. 188 Konstytucji RP, Trybunał Konstytucyjny ma m.in. prawo orzekać w sprawach zgodności ustaw i umów międzynarodowych z Konstytucją. Traktaty unijne, jak również same traktaty akcesyjne rozumiane jako umowy międzynarodowe mogą być zatem badane przez pryzmat ich zgodności z Konstytucją. Należy pamiętać, że treść art. 188 pkt 1 Konstytucji odnosi się do wszystkich umów międzynarodowych, bez ich różnicowania. Brak jest w Konstytucji zapisów, które mogłyby ograniczać w tym zakresie kompetencje Trybunału Konstytucyjnego.

Przypomnę, iż z formalnego punktu widzenia prawo pierwotne Unii Europejskiej zawarte w traktatach jest z całą pewnością prawem międzynarodowym, ponieważ zostało ustanowione przez państwa członkowskie w drodze umowy międzynarodowej. Nie budzi także żadnych wątpliwości, że charakter ten posiadają nie tylko traktaty założycielskie, a więc Traktat z 25 marca 1957 r. o ustanowieniu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, Traktat z 25 marca 1957 r. o ustanowieniu Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej oraz Traktat z 7 lutego 1992 r. o Unii Europejskiej, ale także traktaty zmieniające, uzupełniające i akcesyjne. Skoro charakter taki ma także Traktat o funkcjonowaniu UE, który zastąpił Traktat o ustanowieniu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, to należy przyjąć, że dopuszczalny jest wniosek prokuratora generalnego, w którym domaga się on stwierdzenia niezgodności art. 267 traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej rozumianego w ten sposób, że uprawnia sąd krajowy do skierowania pytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o wykładnię traktatów albo ważność lub wykładnię aktów przyjętych przez instytucje, organy lub jednostki organizacyjne UE w sytuacji, gdy rozstrzygnięcie Trybunału w tym zakresie nie odnosi się do przedmiotu sprawy zawisłej przed sądem krajowym kierującym odesłanie prejudycjalne.

Zatem wzorem kontroli przywołanym we wniosku prokuratora generalnego jest art. 7 w związku z art. 2 Konstytucji oraz z art. 8 Konstytucji. Mówiąc wprost, przedmiotem kontroli Trybunału Konstytucyjnego, zgodnie z wnioskiem prokuratora generalnego, miałaby być treść art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, a zatem przepis aktu prawa pierwotnego Unii Europejskiej, tj. traktatu, na którym opiera się UE.

Prawdą jest, iż zagadnienie kompetencji jurysdykcyjnych Trybunału Konstytucyjnego co do zbadania zgodności z Konstytucją traktatu akcesyjnego i prawa pierwotnego Unii Europejskiej było już przedmiotem wypowiedzi w doktrynie, w żadnej jednak mierze nie pozbawia to możliwości rozpatrzenia przez Trybunał wniosku prokuratora generalnego.

Czy polskie sądy, stosując prawo unijne, mogą wykładać je w sposób autonomiczny?
- Sądy krajowe, w tym sądy polskie, stosując prawo unijne mają prawo wykładać je w sposób autonomiczny. Instytucja pytania prejudycjalnego ma na celu zapewnie jednolitego stosowania prawa unijnego i ograniczyć ryzyko różnej jego wykładni oraz stosowania w poszczególnych państwach członkowskich.
Należy pamiętać, iż z wnioskiem o wydanie orzeczenia na podstawie art. 267 traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej może zwrócić się sąd krajowy, czego wymaga zasada pierwszeństwa prawa UE. Nie budzi więc żadnych wątpliwości, że na gruncie polskiego prawa kompetencje te posiadają Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, sądy administracyjne oraz sądy powszechne, w tym sądy apelacyjne, okręgowe oraz rejonowe. Jak wynika z przytoczonego powyżej art. 267 traktatu niezbędne jest, aby sąd wykonywał czynności jurysdykcyjne, tzn. aby decyzja w tej kwestii była niezbędna do rozstrzygnięcia zawisłego przed sądem sporu.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Ambroziak

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/202 ... prawa.html

Autor:  Aerolit [ 11 gru 2018, 17:07 ]
Tytuł:  Re: Międzynarodowa koalicja wojująca przeciw Polsce.

Presja dalej będzie wywierana

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Protesty we Francji rozszerzają się na Belgię, Holandię. Masowe aresztowania, setki rannych, łamane prawa obywateli na porządku dziennym, ale jakoś nie widać, żeby Donald Tusk, Jean-Claude Juncker czy Frans Timmermans protestowali. Z czego to wynika?
– Protesty, niezależnie od proweniencji ideowej, uderzają w establishment polityczny Francji, ale również całej Unii Europejskiej. Te protesty oczywiście mają swoją specyfikę dotyczącą sytuacji we Francji, związaną m.in. z planami podwyższenia akcyzy na paliwo, co ograniczyłoby Francuzom możliwość przemieszczania się, a więc normalnej egzystencji – może nawet bardziej niż w jakimkolwiek innym kraju. Ale kwestia akcyzy jest bardziej symbolem, a nie sprawą zasadniczą, bo de facto jest to szeroko rozumiany protest antyestablishmentowy. Widać – jak pan redaktor zauważył – że protesty rozlewają się po innych krajach Beneluksu, a więc w pewnym sensie mają uniwersalny charakter. Wcześniej też w Europie Zachodniej były protesty antyglobalistyczne – przy okazji różnych międzynarodowych szczytów dotyczących właśnie polityki międzynarodowej czy jako reakcja na próby ograniczenia wolności w internecie itd. Co by jednak nie powiedzieć, obecny protest jest wyrazem sprzeciwu wobec całej klasy politycznej, w którym udział biorą różni ludzie o poglądach skrajnie lewicowych po prawicowe, narodowe, i tym tłumaczyłbym brak reakcji Unii Europejskiej.

Mimo wszystko cisza wokół wydarzeń we Francji nie dziwi?
– To jest rzeczywiście zdumiewające, nieprawdopodobne, bo gdyby takie protesty miały miejsce w Polsce, to Komisja Europejska nie pozostawiłaby na nas suchej nitki. Zresztą wiceszef KE Frans Timmermans mówił ostatnio w Lizbonie podczas kongresu Partii Europejskich Socjalistów, że cały czas będzie miał w pamięci i będzie walczył o zapewnienie demokracji i wolności Polaków, co było bardzo znamienne. Oczywiście nie było to podyktowane troską o Polskę, ale było to dość brutalne potwierdzenie, że kierunek ingerencji w sprawy Polski, która dąży do innego modelu Unii Europejskiej niż proponowany przez elity brukselskie, zostanie utrzymany, a presja w dalszym ciągu będzie wywierana.

Może wspomniane przez Pana rozpasane elity francuskie, albo w ogóle europejskie zapomniały, jaka powinna być ich rola wobec społeczeństw?
– Problemem jest to, że politycy, funkcjonariusze Unii Europejskiej, bo tak chyba należałoby ich nazwać, sprawują swoje funkcje, stanowiska z mianowania politycznego, a nie jako konsekwencja demokratycznego wyboru. Znamienne jest zatem to, że w Unii Europejskiej, która ma usta pełne frazesów o demokracji, o prawach człowieka, praworządności, jej funkcjonariusze, którzy zostali posadowieni na stanowiskach, nie czują się czy też nie chcą być reprezentantami społeczeństw czy narodów wspólnoty europejskiej, ale realizują wąski, partykularny interes klasy politycznej – można powiedzieć: oligarchii. Nawiasem mówiąc, Unia Europejska – jeśli chodzi o system polityczny – jest w historii szczególnym przykładem oligarchizacji życia politycznego, zupełnego oderwania od rzeczywistych realiów. I Emmanuel Macron jest jednym z filarów tego establishmentu unijnego – modelu kosmopolitycznego.

Macron wprawdzie zawiesił ustawę paliwową, ale widać Francuzom to nie wystarcza. Jak się to może skończyć?
– Ustawa paliwowa jest jednym z elementów, jedną z przyczyn tego protestu, ale nie można tego niezadowolenia Francuzów ograniczyć tylko do tego jedynego postulatu. Dlatego wycofanie się z planów rządowych w tym zakresie nie rozwiąże problemów, które są znacznie głębsze. Myślę, że sam Macron doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale póki co sonduje, na ile te taktyczne działania mogą zmienić sytuację. Te protesty mają charakter spontaniczny i trudno byłoby wskazać kierownictwo, przywódcę czy przywódców i to jest z jednej strony pewna słabość, ale z drugiej stanowi to siłę tego protestu, a tym samym problem dla Macrona i władz francuskich. Dlatego że władze nie bardzo wiedzą, z kim mają rozmawiać, a ponadto próby, jakie podjął Macron, okazały się nieskuteczne. Teraz odbywają się rozmowy ze związkowcami.

Jak to się może skończyć dla Macrona?
– Myślę, że klasa polityczna, cały ten establishment i de facto masoneria, szczególnie francuska, która za tym stoi, która dużo wcześniej przygotowuje rozwiązania czy scenariusze, dość dobrze odczytały rzeczywistość. W sytuacji kryzysu politycznego, rosnącego braku zaufania właśnie do tego establishmentu politycznego czy to lewicowego, czy tzw. centroprawicowego we Francji, wykreowały Macrona jako zjawisko rzekomo obywatelskie, ponadpartyjne, i według tego scenariusza Macron miał być próbą uprzedzenia tendencji antyestablishmentowych. I w pewnym sensie to się udało. Francuzi w dużym stopniu – niestety – poparli Macrona, bo być może część widziała w nim element ruchu pozaestablishmentowego, choć tak naprawdę był to ruch od początku do końca stworzony przez te środowiska. Jednak bardzo prędko okazało się, że ta formuła się wyczerpała. Francuzi szybko zorientowali się, że Macron mocno tkwi w tym systemie, co więcej, nawet utwierdza ten system, stąd też protesty, które obserwujemy.

Te protesty rozlewają się także na inne kraje…
– Owszem, są we Francji, w Belgii, Holandii i mogą się rozlać jeszcze szerzej tam, gdzie wspomniana wcześniej klasa unijna sprawuje tak mocno władzę. Myślę, że te protesty nie dotkną Włoch, gdzie nowy rząd Matteo Salviniego z udziałem Ligii Północnej przyjął zupełnie inny kierunek, ale niewykluczone, że podobne protesty pojawią się również w Niemczech. Jest to zatem poważne ostrzeżenie dla unijnej klasy politycznej, która – jak widać – nie bardzo wie, jak się zachować.

Czy alternatywą dla obecnego układu politycznego może być Marine Le Pen, szefowa francuskiej narodowej prawicy, i czy jest ona w stanie przekonać i zjednoczyć niezadowolonych Francuzów i przejąć władzę?
– Zdecydowanie tak. To jest w tej chwili jedyna alternatywa, oczywiście niezależnie od słabości programowych Frontu Narodowego, ale według mnie, jest to jedyna alternatywa. W tej chwili scena polityczna we Francji wygląda tak, że z jednej strony jest Marine Le Pen i Front Narodowy, a z drugiej pozostali, czy to są liberałowie, gaulliści czy socjaliści, i tak ta linia zjednoczenia i podziałów przebiega. Ostatnie sondaże pokazują wzrost notowań Frontu Narodowego i to tylko może wzmocnić ten nurt. Propaganda rządowa, medialna początkowo próbowała protest „żółtych kamizelek” przypisać narodowcom i Marine Le Pen, co oczywiście nie jest prawdziwe.

Donald Trump na Twitterze skomentował sytuację w Paryżu, co spotkało się z ostrą reakcją szefa MSZ Francji Jean-Yves Le Driana, który stwierdził, że to sprawa Francuzów. Jak to jest, Francuzi mogą mieć swoje sprawy, a Polacy nie?
– Unia Europejska powinna być wspólnotą różnych narodów, gdzie idea solidarności jest rzeczą najważniejszą, tyle że nie jest ona absolutnie respektowana, co my jako Polacy, jako państwo polskie, doskonale odczuwamy. Przykładem braku tej solidarności jest chociażby Nord Stream 2, co pokazuje, że mimo deklaracji o Europie wspólnych wartości, mamy do czynienia z Europą, gdzie są realizowane egoizmy narodowe – w tym przypadku egoizmy narodowe najsilniejszych państw. Te egoizmy wyrażają się również w tym, co się nazywa Europą dwóch prędkości, gdzie kraje tzw. Starej Unii, a de facto dwa najsilniejsze państwa, Niemcy i Francja, chcą narzucić innym swój punkt widzenia i kierunek rozwoju całej wspólnoty. Począwszy od integracji europejskiej, Traktat z Maastricht, przez Traktat Lizboński przeszliśmy bardzo długą drogę i w zasadzie każdy rok przynosi jakieś zmiany, natomiast rozwój wypadków, który obserwujemy nie tylko we Francji, pokazuje, że wcale nie jesteśmy skazani na Unię, którą chce nam narzucić obecna klasa polityczna. Są przecież pozytywne zwiastuny, jak chociażby we Włoszech, w Szwecji, w krajach Europy Środkowej, gdzie opinia publiczna wyraża zupełnie inne rozumienie wspólnoty narodowej, niż forsują to przywódcy unijni. Widać tu wyraźnie rozdźwięk między klanami establishmentu politycznego a oczekiwaniami społeczeństw europejskich. I tak można również spojrzeć na protesty we Francji.

Patrząc na to, co się dzieje we Francji i w krajach Beneluksu, można postawić tezę, że odpowiedzialność za Europę spoczywa już nie na państwach tzw. Starej Unii, ale coraz bardziej przenosi się na kraje Europy Środkowej, w tym na Polskę?
– Przede wszystkim rządy krajów Europy Zachodniej – poza programem destrukcji i dezorganizacji – nie mają nic nowego do zaproponowania Unii Europejskiej czy Wspólnocie Europejskiej. Natomiast Polska – i mówię to bez megalomanii – największy kraj w części Europy Środkowej, a także pozostałe państwa tego regionu są tymi krajami, które zdecydują o kształcie Unii Europejskiej. I to jest optymistyczne, dlatego że nie unijna klasa polityczna, ale nasza determinacja, nasze umiejętności dyplomatyczne, wizja zorganizowania Europy Środkowej, to właśnie one zdecydują o przyszłości Unii. Oczywiście nie oznacza to, że ta batalia będzie od razu zwycięska, ale trzeba powiedzieć jasno to, że albo Europa będzie chrześcijańska, albo nie będzie jej wcale.

I to się odnosi także do Unii Europejskiej?
– Dokładnie. Unia Europejska albo będzie Unią chrześcijańską, Unią suwerennych państw narodowych współpracujących ze sobą, albo ten projekt po prostu się rozpadnie. I to, czy Unia przetrwa, zależy od nas, od Polski i od krajów Europy Środkowej, ale również od środowisk w Europie Zachodniej, które wyrażają te same wartości. W mojej ocenie, na horyzoncie nawet widać pewne odrodzenie i na wiosnę przyszłego roku, kiedy odbędą się wybory do europarlamentu, możemy mieć wiosnę ludów czy też narodów. Nie ma się co łudzić, że te wybory w sposób radykalny zmienią sytuację polityczną, ale na pewno wzmocnią opinię narodową państw członkowskich, które widzą Europę jako wspólnotę państw solidarnych, współpracujących ze sobą.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/203 ... erana.html

Strona 9 z 9 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/