Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 14 gru 2015, 09:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Historia jako farsa

...Szanse na samooczyszczenie się koterii są równe szansom wyciągnięcia się samemu- jak baron Münchausen- z bagna za włosy.

Izabela Brodacka

„Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa”. To słowa samego Karola Marksa, które wyjątkowo trafnie opisują ostatnie wydarzenia w Polsce. Przede wszystkim działalność publiczną profesora Hartmana i inspirowany przez niego Komitet Obrony Demokracji, a także działania Trybunału Konstytucyjnego

Farsą jest przede wszystkim obrona demokracji przed demokratycznie wybranymi przedstawicielami społeczeństwa. Czemu się jednak dziwić jeżeli dla Hartmana społeczeństwo polskie to miliony chamów, do których sam siebie przecież nie zalicza, więc w ten sposób dobrowolnie z tego społeczeństwa się wyklucza.

Za te słowa Hartman powinien być potraktowany tak jak pan Kmicic traktował podobnych infamisów, to znaczy pogoniony batem do ruskiej granicy. A uzbierałoby się więcej jego zasług. Choćby postulowanie „upadku kazirodczego tabu”.

„ Warszawko rusz d..” raczył właściwym sobie wyrafinowanym językiem napisać profesor Hartman proponując utworzenie Komitetu Obrony Demokracji. Niewdzięczna Warszawa nazwała jego komitet Komitetem Obrony D.., czyli tej części ciała „gdzie plecy nazwę swą szlachetną tracą”.

Pod znakiem obrony tej samej części ciała przebiega awantura wokół wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. PO całkowicie świadomie i z premedytacją zostawiło swoim następcom bombę z zapalnikiem opóźniającym.

Trybunał Konstytucyjny został utworzony w czasie stanu wojennego. Jego zadaniem było legalizowanie przestępczych działań Jaruzelskiego i jego ekipy. TK miał przekonywać społeczeństwo, że wypowiedziana mu przez Jaruzelskiego wojna jest zgodna z konstytucją.

Stan wojenny niewątpliwie był tragedią. Natomiast sposób w jaki TK służy obecnie obronie swoich mocodawców jest już tylko farsą. Przede wszystkim jak ujawnili na polecenie Naczelnego Sądu Administracyjnego sędziowie TK, to oni właśnie pod przewodnictwem aktualnego prezesa TK Rzeplińskiego opracowali ustawę zgłoszoną potem jako projekt prezydenta Komorowskiego i przegłosowaną głosami koalicji. Poza tym prezes Rzepliński publicznie oświadczył, że jest stronnikiem PO, a ustawę napisaną przez PiS określił jako niezgodną z konstytucją niejako a priori. Trzeciego grudnia sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, którzy pisali tę ustawę sami oceniali jej konstytucyjność. Czyli jak przysłowiowy Cygan byli sędziami we własnej sprawie. („Cyganie masz świadki? Mam, żonę i dziatki”).

Profesor Rzepliński też ma sporo jeszcze do wyjaśnienia. Przede wszystkim kwestię swojej przynależności do PZPR oraz udziału w przesłuchiwaniu niejakiego Pietruszki, mordercy księdza Popiełuszki. Udziału potwierdzonego zresztą własnym podpisem. Profesor Rzepliński wyszedł z Sali sejmowej w proteście przeciwko ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego. Czy nie widzi jak śmieszne są gesty Rejtana w wykonaniu przedstawicieli środowiska całkowicie skompromitowanego falandyzacją prawa czyli naginaniem go do własnych interesów? Czy nie rozumie, że dla społeczeństwa sędziowie TK są równie wiarygodni jak pracownica agencji towarzyskiej biorąca w białej sukni ślub w katedrze? Czy nie wiedzą, że niezawodna publiczność warszawska nazywa Trybunał Konstytucyjny Trybunałem Prostytucyjnym?

Niejeden z nas, wychowanych na paradygmacie niezawisłości sędziowskiej i trójpodziału władzy ma problemy z właściwą oceną wydarzeń. Czy niezawisłość sędziów ma jednak polegać na tym, że każdy wyrok głupiego czy sprzedajnego sędziego powinniśmy akceptować bez komentarza?

Czy nie mamy prawa protestować przeciwko odbieraniu dzieci ubogim matkom, albo przeciwko wyrokom oddającym nieruchomości w ręce złodziei? Czy mamy honorować skazanie niewinnego człowieka i układy zawierane przez dyspozycyjnego sędziego z Gdańska z rzekomym przedstawicielem władzy? A może- przez czysty szacunek do prawa - powinniśmy również honorować wyroki sądów komunistycznych i hitlerowskich ?

Nasz wieszcz Adam Mickiewicz nie miał kłopotów z właściwą diagnozą. To kiesa jest motorem działania większości tych rzekomo niezawisłych i rzekomo nieprzekupnych przedstawicieli palestry. Przypomnijmy „ Panią Twardowską”

Na patrona z trybunału,

Co milczkiem wypróżniał rondel,

Zadzwonił kieską pomału,

Z patrona robi się kondel.

Środowisko, które nie pozbyło się dyspozycyjnych sędziów ze stanu wojennego, skazujących kiedyś opozycjonistów na wysokie wyroki, a teraz uwalniających gangsterów czy służących władzy i grupom interesu nie może liczyć na szacunek społeczeństwa. W samooczyszczenie środowiska prawniczego naiwnie wierzył Adam Strzembosz. Jednak szanse na samooczyszczenie się jakiejś koterii są równe szansom wyciągnięcia się samemu- jak baron Münchausen- z bagna za włosy.

Śmieszność jest dominantą ostatniego stadium gnicia PO. Formacji, która zdystansowała wszystkie inne nie tylko liczbą afer i zadłużeniem kraju lecz przede wszystkim bezczelnością.

Prezydent Komorowski ośmieszał się nie tylko brakami w ortografii i dobrym wychowaniu. Śmieszne i żałosne są w jego wydaniu nawet afery. Afera Żelazo była to tragedia. Kosztowała życie wielu niewinnych osób i przyniosła jej beneficjentom krociowe zyski. Szabrowanie pałacu prezydenckiego i willi w Klarysewie to farsa. Trudno sobie wyobrazić prezydenta i jego urzędników wynoszących ukradkiem - jak odprawiona służąca- ekspres do kawy czy filiżanki. Jest to bardziej żałosne i śmieszne niż oburzające.

Podobnie śmieszna i żałosna jest nieszczęsna tramwajarka, która niefortunnie uwierzyła w swój wykreowany na użytek władzy mit i swoją charyzmę. Jej wystąpienia nie przekonałyby nawet sąsiadek w maglu. Śmieszni i żałośni są dyspozycyjni artyści obawiający się utraty dochodów. Gdyby w tym kraju ( jak lubią mówić) faktycznie funkcjonował rynek sztuki nikt za ich żałosne wytwory nie dałby złamanego grosza. Czy ktoś z Państwa kupiłby na przykład tęczę ze szmatek i postawił na własnej posesji? Czy ktoś z Was czyta powieści Kuczoka?

Mamy śmiać się czy płakać?

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 14 sty 2016, 11:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
To cichy rokosz

Z prof. Krystyną Pawłowicz, poseł Prawa i Sprawiedliwości, członkiem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Paula Zofia Niechciał.

Organizacje pro-life zapowiadają obywatelski projekt zakazujący aborcji w Polsce. Sejm podjął tę kwestię we wrześniu 2015 r., ale idee storpedowała koalicja PO i PSL. Jak teraz ustosunkuje się do niego PiS?
– Trudno mi stwierdzić, jaki będzie stosunek PiS. Ja mogę pani powiedzieć, jaki będzie mój. Tu na razie wchodzi w grę kolejność stanowienia prawa. Znaczenie ma kolejność forsowanych przez nas ustaw. Tak jak pani widzi, na razie usprawniamy media, następnie czeka nas kwestia frankowiczów. Należy zaczynać od fundamentów. Także na razie w tej sprawie trzeba czekać.

Zatem jakie jest Pani osobiste stanowisko w tej kwestii?
– Zobaczymy, ja nie znam jeszcze tej ustawy. Nie mając projektu ustawy, nie mogę powiedzieć niczego w ciemno. Zobaczymy, jaka będzie, co ona będzie zawierała, kto będzie autorem, kto tam się pod nią podpisze…

W ubiegłym roku, a także podczas kampanii wyborczej PiS zapowiadało wypowiedzenie konwencji przemocowej. Kiedy to nastąpi?
– W tej kwestii trzeba pytać rzecznika. Ja wszystkim się nie zajmuję. Warto zapytać panią Beatę Mazurek albo Ryszarda Terleckiego, oni odpowiedzą najlepiej na to pytanie.

Trybunał Konstytucyjny poprosił o milion złotych na obchody 30-lecia swojego istnienia. Pani była temu bardzo przeciwna…
– Zgadza się. Trybunał Konstytucyjny przewidział sobie w budżecie na 2016 r. milion złotych na zorganizowanie imprezy z okazji 30-lecia swojego powstania. Trybunał to jest instytucja, to nie są obchody Bitwy pod Grunwaldem, to nie jest Powstanie Warszawskie. Samo powstanie Trybunału nie jest jakimś wielkim, przełomowym zdarzeniem w Polsce. Media donosiły, że oni przewidzieli sobie na ten cel 750 tys. Więc w końcu zapytałam: „Ile Państwo potrzebują?”. Usłyszałam: „1 milion złotych”. Kiedy próbowałam ustalić, ile miesięcy będą trwały te uroczystości, to dowiedziałam się, że tylko 3 dni. Zaprosili 200 osób z Polski, ze świata, przedstawicieli kultury i nauki. Zastanawiam się, jaki jest tego powód. To jakaś gigantomania. To czczenie samego siebie za milion złotych, kiedy budżet ma deficyt i nie ma na podstawowe potrzeby. Nieprawdopodobne uwielbienie samych siebie.

Trybunał poprosił jeszcze o podniesienie wynagrodzenia dla sędziów TK…
– Tak, wyliczyli, że sędziom należy się dodatkowe 700 zł. Czyli z 22 tys. w 2015 r. do 23 tys. w 2016 r. To prezydent państwa zarabia około 16 tys., a oni chcą sobie podnieść do 23 tys. W przyszłym roku może to będzie 24 tys. I to w sytuacji, kiedy oni prawie nie pracują. Teraz w ogóle nic nie robili, a dorabiają sobie jeszcze na uniwersytetach. Oni nie mają wstydu. Jako Trybunał odmawiają stosowania prawa. Nie uznają prerogatywy Sejmu do stanowienia prawa. Jak więc w ogóle mają odwagę prosić teraz o podwyżki czy tak ogromne pieniądze na zabawy. Poprosiłam, żeby szef biura Trybunału Maciej Graniecki złożył oświadczenie, że Trybunał będzie się stosował do prawa. Oczywiście odmówił, zasłaniając się brakiem odpowiednich kompetencji. Jest to wszystko jakąś skrajną bezczelnością i ludzi to rozwściecza. Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka nie przyjęła projektu budżetu Trybunału. Na razie to była opinia jednej komisji, później zajmie się tą kwestią Komisja Finansów. A jeśli ona to uchwali, to sprawa trafi na posiedzenie Sejmu. Zatem na etapie tych komisji będę robiła wszystko, żeby móc to zablokować. Będę zabiegać, żeby pozostali przy poprzednim budżecie. Żadnego miliona. To po prostu byłoby straszne. Jakby to ocenili nasi wyborcy?!

Rzecznik praw obywatelskich również przedstawił propozycję wzrostu wydatków budżetu swojej instytucji, i to aż o ok. 18 proc. w porównaniu z 2015 r.
– Ta podwyżka o 18 proc. to jest prawie 1/5 całości. I to wszystko na to, żeby m.in. utworzyć stanowisko swojego trzeciego już zastępcy i realizować swoje prywatne priorytety za państwowe pieniądze, a więc promocję ideologii gender. Udało mi się zaproponować, aby niczego nie podnosić, a planowaną nadwyżkę przenieść do Instytutu Pamięci Narodowej. Komisja wyraziła na to zgodę.

Adam Bodnar jest zaniepokojony o Trybunał Konstytucyjny. Do listy swoich trosk dołącza również ustawę o policji. Twierdzi, że „sytuacja, w której ktokolwiek z władzy może zapoznać się z tym, co robimy, w internecie, powoduje zagrożenie dla prawa prywatności”.
– To nie jest prawda. Pan Bodnar często się z nią mija. Ustawa o policji w kształcie, w jakim była do tej pory, po prostu pozwalała na nieograniczoną kontrolę i podsłuchy, czyli to, co robiła Platforma Obywatelska i poprzedni układ. Nasz projekt ma to ograniczyć, uregulować i wyłączyć taką możliwość. Zachowania pana Bodnara wynikają z tego, że nas nie lubi. On tego nie ukrywa i razem z prezesem Trybunału prowadzi cichy rokosz przeciwko nowej sejmowej władzy.

Dziękuję za rozmowę.
Paula Niechciał

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... okosz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 22 sty 2016, 09:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Konstytucja „bezpośrednio”

Prezes A. Rzepliński prowadzi Trybunał Konstytucyjny na coraz większe mielizny, na których Trybunał zostanie już całkiem unieruchomiony. Prezes ogłosił procedowanie TK bezpośrednio na podstawie Konstytucji, chociaż nie przewiduje ona żadnej procedury i nakazuje określić ją dopiero w ustawie (art. 197).

Ustawa taka jest i jest zgodna z Konstytucją. Obowiązuje bowiem prawne domniemanie konstytucyjności aktu prawnego od chwili jego uchwalenia do czasu zakwestionowania jego poprawności przez TK. Domniemanie konstytucyjności jest niezbędne, gdyż inaczej trzeba by uznawać absurd, że wszystkie ustawy i wszelkie inne akty prawne od chwili uchwalenia lub wydania są sprzeczne z Konstytucją. Tylko wyrok wydany przez TK zgodnie z obowiązującą ustawą o TK ze wszystkimi późniejszymi zmianami może to domniemanie prawne obalić. Do tego czasu ustawa wiąże bezwzględnie wszystkich. Też prezesa TK. Ale również prezesa SN.

Prezes nie może też samodzielnie dokonać „przedsądu” i ocenić, że ustawa o TK uchwalona przez Sejm jest, jego zdaniem, sprzeczna z Konstytucją i on nie będzie jej stosował.

Poza tym skoro prezes TK ogłosił, że TK nie podporządkuje się ustawie o TK i działać będzie bezpośrednio tylko na podstawie Konstytucji, to przecież Konstytucja ta przewiduje w art. 194, że TK składa się z 15 sędziów. To znaczy, że posiedzenia sędziów w mniejszych składach w ogóle nie są Trybunałem Konstytucyjnym z rozumieniu Konstytucji. Będą co najwyżej spotkaniami towarzyskimi lub dyskusyjnymi. A pan prezes, mimo tego jednoznacznego postanowienia Konstytucji i głoszenia, że będzie stosował ją już tylko bezpośrednio, nadal wyznacza sobie dowolne składy, a to 10-osobowe, a to, jak ostatnio – 12-osobowy, choć takich składów Konstytucja przecież nie przewiduje. Ustalenia zaś w takich składach podejmowane nie mają żadnej mocy ani skutku prawnego.

Czyli pan prezes A. Rzepliński nie przestrzega ani ustawy o TK, której osobiście nie uznaje, ani też Konstytucji, którą publicznie obiecał stosować bezpośrednio.

Panie Prezesie, kiedy wyznaczy Pan konstytucyjny, 15-osobowy skład, bo tak Konstytucja bezpośrednio nakazuje?

Na dzisiejszym spotkaniu u pani premier Szydło przedstawione zostały propozycje rozwiązania problemu rokoszu prezesa TK A. Rzeplińskiego przeciw nowym polskim władzom – Sejmowi, prezydentowi i rządowi. Zobaczymy, czy prezes zastosuje się do tych decyzji politycznych, bo prawa pan prezes Rzepliński niestety nie szanuje.

Prof. Krystyna Pawłowicz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ednio.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 09 lut 2016, 11:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Ks. bp Wiesław Mering do „Gazety Wyborczej”

Metropolita włocławski ks. bp Wiesław Mering odpowiedział na atak „Gazety Wyborczej”.

„Jakże jestem wdzięczny, że zechciała pani poświęcić mi uwagę na łamach pani komiczno-rozrywkowego pisma. Dziękuję, bo pewnie wielu czytelników dopiero z pani tekstu dowie się o moim istnieniu. A poza wszystkim – odświeżanie informacji sprzed kilku lat bardzo jest sensowne…” napisał w liście wysłanym do autorki komentarza.

List został opublikowany na stronach internetowych diecezji włocławskiej.

RP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rczej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 19 lut 2016, 13:45 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Monika Olejnik niech lepiej nam opowie kim był jej ojciec ... ;)


Z uwagi na liczne ataki i manipulacje publikujemy CAŁY TEKST! Olejnik kłamała! Ojciec braci Kaczyński nie należał do partii!



W związku z atakami Cezarego Gmyza na Warszawską Gazetę za publikację tekstu o Rajmundzie Kaczyńskim, ojcu Jarosława Kaczyńskiego postanowiliśmy zamieścić cały tekst który ukaże się w jutrzejszym papierowym wydaniu WG.

Cezaremu Gmyzowi zalecamy nie korzystanie z portalu "NaTemat" Tomasza Lisa jako źródła informacji w tym temacie.

Poniżej tekst pt. "Olejnik kłamała":

Ojciec Kaczyńskiego był w PZPR! – ogłosiła w lipcu 2012 r. Monika Olejnik w felietonie dla „Gazety Wyborczej”. Chociaż Olejnik jako źródło swoich rewelacji podała internetową Wikipedię, którą każdy może tworzyć, to tekst, mimo braku wiarygodności, był szeroko cytowany.

Powielały go najpoczytniejsze tytuły (m.in. największy w Polsce dziennik „Fakt” i tygodnik „Newsweek”). „Warszawska Gazeta” dotarła do dokumentów w Instytucie Pamięci Narodowej, z których wynika, że Olejnik kłamała. Rajmund Kaczyński, ojciec Lecha i Jarosława, nie należał do komunistycznej partii. A co więcej – był inwigilowany przez komunistyczne służby specjalne.

To nie była przypadkowa pomyłka Olejnik. Przekaz divy salonowego dziennikarstwa był jasny: przestańcie się nas czepiać (jej ojciec był oficerem peerelowskich służb bezpieczeństwa), bo sami też macie rodziny, których możecie się wstydzić. Nieprawdziwą informację Olejnik sprytnie pomieszała z prawdą, tj. wyjazdem Rajmunda Kaczyńskiego do pracy w Libii.

Ojciec braci Kaczyńskich, chociaż nie był aktywnym przeciwnikiem reżimu komunistycznego, miał piękną kartę w życiorysie z czasów drugiej wojny światowej. Był żołnierzem Armii Krajowej o pseudonimie „Irka”. Na tyle sprawnym, że powierzono mu dowództwo nad siódmą drużyną drugiego plutonu kompanii K1 pułku „Baszta”. Swoich ludzi wyszkolił dobrze – wspominają starzy kompanii. W trakcie Powstania Warszawskiego, w którym brał udział, odstrzelono mu kciuk prawej dłoni.

Po wojnie, jako były żołnierz AK, miał trudności ze znalezieniem pracy. Studia skończył na Politechnice Łódzkiej. Później wrócił do Warszawy. Rajmundem zainteresował się SUSW (Stołeczny Urząd Spraw Wewnętrznych). W jednym z dokumentów, do których dotarliśmy, znajdujemy adnotację na temat figuranta Kaczyńskiego: członek organizacji „AK”, materiały otrzymane z Wydziału IV Urzędu do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego m.st. Warszawy oraz szeregowy członek AK. Materiały zbierane na jego temat zostały 17 stycznia 1966 r. komisyjnie zakwalifikowane do zniszczenia.

Służby PRL znały jego wojskowy pseudonim, który został zapisany w dokumencie. Z odnalezionych w IPN dokumentów wynika, że Rajmund Kaczyński był przez służby inwigilowany przed swoimi wyjazdem do Anglii w 1966 r. Kwestia jego przynależności do PZPR także jest jasna. W dokumencie biura paszportów MSW z sierpnia 1977 r. w rubryce „przynależność partyjna” widnieje odpowiedź Rajmunda: „nie należę”. Co więcej, już w notatce z SUSW z 1966 r. rubryka „przynależność partyjna” jest pusta.

Pomówienie Olejnik było oparte na informacji o pobycie Rajmunda Kaczyńskiego w Libii. Podobne insynuacje czynił wcześniej „Newsweek” redagowany przez Tomasza Lisa. Wyjazdy na zagraniczne kontrakty Rajmunda miały być profitem za dobre relacje z uczelnianą organizacją partyjną.

W rzeczywistości – co wynika z odtajnionych dokumentów – Rajmund, który pracował na Politechnice Warszawskiej (wydział Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa) w Instytucie Techniki Cieplnej, do Libii trafił w ramach współpracy z Polskim Towarzystwem Handlu Zagranicznego „Elektrim”. Miał z jego ramienia objąć stanowisko głównego inżyniera przy budowie linii elektryfikacyjnej w Zletten i Beni Ulid.

Z uwagi na ogromne zainteresowanie tematem, publikujemy wszystkie posiadana przez nas materiały (patrz link).

http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/33 ... -do-partii

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 19 lut 2016, 13:59 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Coltrane,dzięki za ten TEKST III RP oszalała ze strachu i wściekłości dlatego takie mamy wrzutki...stare i nieprawdziwe..ale rośnie nowe pokolenie i ono może nie znać tych kłamstw z przed laty...urbanoPOdobni niczego nie uszanują...może właśnie dlatego tylu draństw się dopuszczali kiedyś i dzisiaj...
pozdr


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 05 mar 2016, 10:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Meandry polityki

„Szafa Kiszczaka” staje się hasłem wywoławczym obnażania podstaw powstania III RP. Paradoksalnie to Czesław Kiszczak zachowywał więcej godności niż inni jego partnerzy w transformacji ustrojowej w Polsce.

Bezsprzecznie u jej fundamentów leży powstanie nowego ruchu w obronie godności pracy i bytowania w zakłamanym, zniewolonym świecie demokracji ludowej. Przebudzeniem do zjednoczenia się w ruchu „Solidarność” była wizyta i tchnięcie w nas ducha przez Jana Pawła II. Bez moralnej odnowy zhołdowanego komunistycznym totalitaryzmem społeczeństwa związek nie odniósłby sukcesu. Fiasko gospodarcze, ideologiczne i organizacyjne aparatu wyzysku i ucisku, jakim były państwa Europy Środkowej, wymagało stosownej odnowy.

Plan Kremla
Po dojściu Gorbaczowa do władzy w ZSRS rozpoczął się – wymuszony przewagą i konkurencją świata kapitalistycznego oraz porażką Układu Warszawskiego w zimnej wojnie z Sojuszem Atlantyckim – projekt transformacji ustrojowej. Miała ona zachować dominującą pozycję struktur dotychczasowej władzy w sojuszu z szerszą reprezentacją społeczną. Do tego celu, za aprobatą Kremla, wykorzystano spacyfikowaną stanem wojennym w Polsce „Solidarność”. Problem stanął na ostrzu noża na posiedzeniu Biura Politycznego PZPR. Kiedy większość członków Biura opowiadała się za całkowitym zniszczeniem pozostałości ruchu oporu „S” po nieudanych strajkach w 1988 roku – trzech generałów: Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak, Florian Siwicki, i jeden cywil: Stanisław Ciosek, wspierając się dyrektywą Kremla, zagrozili dymisją, gdyby nie zgodzono się na podjęcie dialogu transformacyjnego z umiejętnie wyselekcjonowaną, „konstruktywną” opozycją.

Przy aktywnym udziale przedstawicieli i pełnomocników Episkopatu ustalono zasady porozumienia sfinalizowanego przy Okrągłym Stole. Rola reżysera tego politycznego kontredansu przypadła generałowi Kiszczakowi. Wynik wyborów 4 czerwca 1989 roku pokrzyżował częściowo założenia układu transformacyjnego. Strona społeczno-solidarnościowa nie tylko uzyskała niemal wszystkie mandaty w ramach przyznanego jej limitu, to jeszcze padła tzw. lista krajowa, która miała być 36-osobowym fundamentem PZPR-owskiej nomenklatury w Sejmie. Panika po stronie selekcyjno-solidarnościowej spowodowała bezprecedensowe powtórzenie wyborów w tym zakresie, aby zadowolić partnerów tzw. strony rządowej.

Nocny zamach
Dalszy ciąg zdarzeń był konsultowany w Moskwie zarówno ze strony rządowej PRL-u, jak i Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. Transformatorzy zrobili wszystko, co mogli, aby pierwszym prezydentem – założycielem III RP, został generał Wojciech Jaruzelski. Umożliwiło to objęcie funkcji premiera przez Tadeusza Mazowieckiego.

Lech Wałęsa, przywódca „Solidarności” w roku 1980, jak i 1989, nie uległ wówczas presji doradców i dokonał sojuszu z satelitami PZPR – Stronnictwem Demokratycznym i ZSL dla powołania koalicji innej, niż to wynikało z porozumienia okrągłostołowego.

Do decydującego starcia między mieszanym, aktualnym obozem rządowym a stroną „Solidarności” doszło w wolnych wyborach prezydenckich po ustąpieniu Jaruzelskiego z funkcji prezydenta. Lech Wałęsa jako konkurent Tadeusza Mazowieckiego stał się celem do zniszczenia. „Gazeta Wyborcza”, która potem uczyniła z niego polityczną wydmuszkę w walce ze swymi ideologicznymi i politycznymi przeciwnikami – przedstawiała go jako zagrożenie dla demokracji i przemian ustrojowych w Polsce. Atakowany Lech Wałęsa skorzystał zapewne wtedy z oferty wsparcia nie tylko przez członków NSZZ „Solidarność”, ale i sił postpereelowskich (mówiąc eufemistycznie), których później stał się zakładnikiem.

Świadomość tego, co zawiera archiwum Czesława Kiszczaka, musiała wywierać wpływ na jego często niezrozumiałe wolty w słowie i działaniu.

Dopiero 4 czerwca 1992 roku, kiedy obalał w drodze nocnego parlamentarnego „zamachu stanu” rząd Jana Olszewskiego, pokazał, jakie siły przeważyły w jego skomplikowanej osobowości. Zapewne nie chciał być rozgrywanym, tylko rozgrywającym. Dla tych, którzy decydowali o kierunku transformacji ustrojowej w Polsce, polityka to tylko dobieranie skutecznych środków i metod działania dla osiągnięcia zamierzonych celów.

Pominęli zasadę, że dla osiągnięcia godziwych celów nie należy używać niegodziwych środków, gdyż osiągnięty nimi cel zbliży się do nich swoim charakterem. Prędzej czy później przychodzi czas, że spolegliwy partner oświadczy: „ta karczma Rzym się nazywa”. Diabeł zabierze duszę tego, z kim podpisał umowę.

Piotr Ł.J. Andrzejewski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/153463, ... ityki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 01 kwi 2016, 05:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Spotkanie zamiast sporów

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego Komisji Kultury i Środków Przekazu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Liderzy ośmiu partii spotkają się dzisiaj, aby wypracować rozwiązanie kryzysu politycznego w Polsce. Pierwszy krok do wyjścia z błędnego koła?
– Niewątpliwie taka jest intencja Jarosława Kaczyńskiego, pomysłodawcy spotkania. Należy podkreślić, że ten konflikt został wywołany przez Platformę, która dokonała „zamachu na Trybunał” poprzez uchwalenie niekonstytucyjnej ustawy o Trybunale w poprzedniej kadencji Sejmu. Nie ulega wątpliwości, że konflikt, który powstał wokół Trybunału Konstytucyjnego, ma charakter polityczny. To wystarczający powód, aby jego konstruktywnych rozwiązań szukać w Warszawie, a nie poza granicami kraju. Inną kwestią jest to, co z tych rozmów wyniknie. Mam nadzieję, że będzie to krok zmierzający do ustabilizowania sytuacji w Polsce.

Pewne sygnały już do nas docierają. Wszystkie partie zarzucają sobie brak dobrej woli. To nie najlepszy prognostyk przed rozmowami.
– Obawiam się, że część opozycji nie jest zainteresowana wygaszeniem sporu, bo uważa, że zyska na tym politycznie. Czy tak jest? Wątpię. Wszystkie sondaże z ostatnich miesięcy pokazują, że ta część opozycji, która radykalizuje się w sprawie Trybunału, ma problemy z poprawieniem swoich notowań.

Mimo osobistych niechęci liderzy partii są w stanie skupić się na meritum sprawy i odejść od politycznych zagrywek?
– Prawo i Sprawiedliwość ma uczciwe intencje co do rozmów oraz nadzieję, że konflikt da się konstruktywnie rozwiązać. Bez rozmów nie wypracujemy korzystnej dla kraju formuły wyjścia z kryzysu, to oczywiste. Mam nadzieję, że inne ugrupowania przyjmą taką samą postawę. Może lepiej by było, aby te rozmowy toczyły się z dala od zbędnego szumu medialnego. Wtedy szansa na porozumienie byłaby większa. Sytuacja zawsze zmienia się, kiedy zapalają się światła jupiterów. Wtedy część opozycji zaczyna odgrywać spektakl, w którym głosi hasła powtarzane od miesięcy. Obawiam się, że efekty medialne będą ważniejsze od konstruktywnych rozmów.

Mówi się dużo o kompromisie. Opozycja domaga się zaprzysiężenia trzech sędziów wybranych w poprzedniej kadencji, tymczasem PiS zgłasza kandydaturę do Trybunału prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego. Dlaczego nie szukać kandydatów do Trybunału w tamtej trójce?
– Prof. Zbigniew Jędrzejewski to wybitny prawnik w zakresie prawa karnego. Gdy znajdzie poparcie parlamentu, to z pewnością wniesie wiele do Trybunału. Procedury zgłaszania kandydatów są jasne i nic nie stoi na przeszkodzie, aby opozycja zgłaszała swoich. Może zgłosić osoby, które już kiedyś kandydowały do Trybunału, a nie zostały jego sędziami. Nie możemy dopuścić do sytuacji, żeby Trybunał nie był obsadzony w pełnym, konstytucyjnym składzie przez 15 sędziów. Gdyby sędzia Rzepliński zechciał przestrzegać Ustawy Zasadniczej i do rozpatrywania spraw powoływać 15-osobowy skład Trybunału, to gdybyśmy nie wskazali sędziego na wakujący mandat, to by stawiał nam zarzuty, że nie może orzekać zgodnie z Konstytucją. (Spotkanie sędziów z 9 marca pokazuje, że stawia się ponad prawem). Natomiast stawianie warunku, że mają być zaprzysiężone osoby, które z wadą prawną zostały wybrane przez Sejm poprzedniej kadencji, nijak się ma do kompromisu. Konstytucja wymaga, aby Trybunał liczył 15 sędziów i tylu obecnie go tworzy, nie ma więc możliwości prawnej dodać do niego trzech kolejnych. Tak samo nie można mówić o kompromisie, gdy żąda się opublikowania tzw. wyroku Trybunału z 9 marca. Trudno publikować coś, co nie jest wyrokiem, i poświadczać nieprawdę na oficjalnych dokumentach. Jeżeli ktoś domaga się kompromisu, to niech oprze go na literze prawa.

Mateusz Kijowski wkrótce uda się do Stanów Zjednoczonych, gdzie spotka się z przedstawicielami Kongresu i Departamentu Stanu i przedstawi sytuację w Polsce oczami Komitetu Obrony Demokracji. Jak Pan odbiera tę wizytę?
– W Polsce panuje wolność, skoro Mateusz Kijowski chce lecieć do Stanów, to niech leci. Chce opowiadać o sytuacji w Polsce, niech to robi. Jednak ewentualne działanie na szkodę Polski poza jej granicami, czyli umiędzynarodawianie naszych wewnętrznych konfliktów, nie jest dobrze odbierane. To wynika z naszej historii, ale ją trzeba znać i rozumieć.

Międzynarodowa krytyka rządu ws. Trybunału miała wpływ na zaproszenie opozycji do rozmów?
– W moim przekonaniu zadecydowała odpowiedzialność i troska o państwo. Jesteśmy w sytuacji, którą ks. abp Józef Michalik określił nową targowicą. Wobec problemów w Unii Europejskiej, kryzysu migracyjnego czy ochłodzenia relacji z naszym wschodnim sąsiadem wywlekanie spraw wewnętrznych na forum międzynarodowym nie leży w naszym interesie narodowym. Nie ma więc innej możliwości, jak zakończyć spór wokół Trybunału przez polskich polityków.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... porow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 07 kwi 2016, 10:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Arogancja (Nad)Trybunału sięga zenitu

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Prezes Andrzej Rzepliński, otwierając dzisiejsze posiedzenie Trybunału Konstytucyjnego, odniósł się do listu prokuratora generalnego, nazywając go instrukcją obsługi spraw przez Trybunał. Również zdaniem rzecznika Krajowej Rady Sądownictwa Waldemara Żurka list min. Ziobry to groźba, która ma wywrzeć presję na TK. Z czym mamy do czynienia, bo opozycja mówi o zastraszaniu sędziów?
– Mamy do czynienia z tym, że rzeczywiście ustawodawca konstytucyjny kiedyś, kiedy uchwalał Konstytucję RP, obdarzył Trybunał Konstytucyjny wielkim zaufaniem. Założył bowiem, że będą tam zasiadać wybitni prawnicy, nieskazitelnego charakteru, prezentujący cechy bezstronności i niezawisłości. Z tego też względu ustawodawca konstytucyjny uznał, że orzeczenia TK będą ostateczne. Tymczasem życie pokazało, że każda władza nieograniczona, niekontrolowana ma tendencje do tego, żeby się wypaczać. I oto doczekaliśmy takiej sytuacji, kiedy TK pod przewodnictwem prezesa Rzeplińskiego stawia siebie ponad prawem, łamie zasadę konstytucyjnego ustroju państwa opartą na trójpodziale władz, ale i na równowadze tych władz. Mamy sytuację, kiedy Trybunał stawia się ponad wszystkimi władzami, jednocześnie mając świadomość, że nie podlega jakiejkolwiek kontroli.

Jakie zatem przepisy stosował chociażby podczas środowej rozprawy TK?
– Wielokrotnie stawiałem to pytanie, ale nigdy nie uzyskałem na nie odpowiedzi. Wcześniej była mowa, że TK nie może stosować ustawy uchwalonej przez Sejm, ponieważ będzie stosował Konstytucję wprost. W takim układzie pytam: które przepisy Ustawy Zasadniczej zezwalały na tego rodzaju działanie. Artykuł 8 Konstytucji RP mówi, iż jej przepisy stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej. I akurat w odniesieniu do TK Konstytucja RP stanowi inaczej, ponieważ w art. 197 mówi, że organizację i sposób postępowania przed Trybunałem reguluje ustawa. A zatem Konstytucja upoważniła Sejm, aby w drodze ustawy określił organizację TK i sposób jego procedowania. Parlament podlega kontroli, podlega kontroli suwerena – narodu i ta kontrola w sposób szczególny uwidacznia się podczas wyborów parlamentarnych. Natomiast Trybunał nie podlega żadnej kontroli. Efekt jest taki, jak możemy obserwować, że Trybunał stawia się ponad prawem, nie stosuje ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, ale również nie stosuje Konstytucji. Gdyby stosował Konstytucję wprost, to dzisiaj za stołem sędziowskim powinno zasiąść 15 sędziów, a jeżeli TK stosowałby ustawę, to co najmniej 13 sędziów. Tymczasem podczas rozprawy można było się doliczyć tylko 11 sędziów. To pokazuje, że Trybunał lekceważy istniejący w Polsce porządek prawny.

Czy w tej sytuacji nie należałoby poważnie zastanowić się nad zmianami również o charakterze konstytucyjnym dotyczącymi TK?
– W liście do prezesa TK minister sprawiedliwości zwraca uwagę na nieprzestrzeganie prawa przez TK. I to jest przykre, bo to właśnie ten organ, który powinien stać na straży Konstytucji, na straży ładu prawnego, stawia się ponad prawem, lekceważąc zarówno ustawę, jak i Konstytucję. W tej sytuacji wskazane byłoby rozważyć zmiany także o charakterze konstytucyjnym dotyczące TK, na co zresztą zwracali w wydanej opinii przedstawiciele Komisji Weneckiej, którzy na początku lutego gościli w Polsce.

Czy mimo wszystko ten list min. Ziobry nie jest pouczaniem sądu, jak niektórzy uważają. Innymi słowy, czy prokurator generalny powinien działać w ten sposób?
– Mamy do czynienia ze zjawiskiem, że oto TK stawia siebie ponad prawem, co więcej – czuje się jeszcze dotknięty, kiedy ktoś zwraca uwagę na to, że postępuje niezgodnie z prawem. To rzeczywiście – jeszcze bardziej – dowodzi tego, że TK czuje się nieuległy, czuje się instytucją najważniejszą, instytucją poza jakąkolwiek kontrolą. Wychodzi na to, że nie wolno ani kontrolować orzeczeń Trybunału, ani nawoływać do przestrzegania prawa przez tenże TK. Wychodzi na to, że tylko TK może lekceważyć ustawy, może lekceważyć Konstytucję RP. To świadczy o arogancji Trybunału, który winien stać na straży praworządności.

W tej sytuacji orzeczenie TK po środowej rozprawie jest wiążące?
– Powiem tak: Nie wystarczy ubrać togę sędziowską, nie wystarczy zawiesić na piersi łańcuch z wizerunkiem godła Polski, nie wystarczy usiąść za stołem, żeby móc powiedzieć: „Teraz będę wyrokował”. Podstawą procedowania, podstawą wyrokowania muszą być konkretne przepisy prawne. Art. 7 Konstytucji RP stanowi, że każdy organ władzy publicznej jest zobowiązany do działania na podstawie prawa i w granicach prawa. Osobiście niezmiennie, z uporem od wielu miesięcy stawiam pytanie, na które nie otrzymuję odpowiedzi: „W oparciu o jakie przepisy prawne TK proceduje?”. Niestety nie ma odpowiedzi, tymczasem jest to warunek sine qua non – przytoczenie podstawy prawnej. Każdy wyrok sądu rejonowego, okręgowego zaczyna się od podania składu orzekającego i w oparciu o jakie przepisy prawa jest wydawany wyrok. Tymczasem od TK nie mogę się dowiedzieć, w oparciu o jakie przepisy prawa działa. Skoro TK twierdzi, że nie w oparciu o przepisy ustawowe, to rodzi się pytanie, dlaczego nie, skoro ustawa jest aktem obowiązującym w Polsce. Na tym polega równowaga władz: parlament uchwala i wydaje ustawę, parlament uchwala również ustawę o organizacji i trybie postępowania przed TK. Parlament nie ma prawa ingerować w treść orzeczenia Trybunału, ale jednocześnie TK nie ma prawa ingerować w prace parlamentu. Na tym polega rozdział władz, trójpodział władz – i ich równowaga. Tymczasem Trybunał – tak jak powiedziałem wcześniej – postawił się ponad wszystkimi władzami. To jest zjawisko niepokojące.

Można zatem powiedzieć, że obecnie TK nie działa zgodnie z prawem?
– W oparciu o jakie prawo? Jeśli TK działałby zgodnie z prawem, to za stołem sędziowskim zasiadałoby w środę co najmniej 13 sędziów, bo tak stanowi prawo. Tymczasem za stołem sędziowskim mogliśmy zobaczyć 11 sędziów. W sądownictwie powszechnym jedną z przesłanek bezwzględnej nieważności orzeczenia jest to, gdy sąd jest niewłaściwie obsadzony. Czyli jeżeli nie orzeka tylu sędziów, ilu przewiduje ustawa, i sędziów do tego uprawnionych.

Czy fakt, kiedy TK wydaje wyrok, który nie jest respektowany, nie jest publikowany, nie spowoduje chaosu prawnego?
– Podstawowa kwestia dotyczy tego, czy to, co zrobi Trybunał, będzie w ogóle wyrokowaniem, bo jak już wspomniałem, wyrokowaniem może być tylko działanie na podstawie i w granicach prawa. Skoro TK nie działa na podstawie i w granicach prawa, to to, co się wydarzy, nie będzie wyrokowaniem, a skoro tak, to nie będzie podlegało publikacji. Moc wiążącą mają tylko te akty prawne i te orzeczenia Trybunału, które są opublikowane w dzienniku urzędowym. Skoro tego nie będzie, to wyroku nie ma.

Gościł we wtorek w Polsce wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, który stwierdził, że wyrok TK z 9 marca powinien zostać opublikowany, ponadto sekretarz generalny Rady Europy Thorbjoern Jagland, który apelował o polityczny kompromis i dialog w sprawie TK. Czemu tak naprawdę miały służyć te wizyty?
– Chciałbym wierzyć, że te wizyty miały na celu zorientowanie się na miejscu, w Polsce, jak wygląda druga strona medalu. Jestem bowiem głęboko przekonany, że Komisja Europejska, a także Rada Europy i inne instytucje unijne, czy w ogóle gremia zagraniczne, w dużej mierze bazują na opiniach przekazywanych przez przedstawicieli ugrupowań opozycyjnych, czyli Platformy i Nowoczesnej.pl, które – jak wiemy – przekazują nieprawdziwy, wypaczony obraz rzeczywistości w Polsce. Wysłuchanie dwóch stron, a więc nie tylko tego, o czym mówi opozycja, ale również wsłuchanie się w głos sprawujących władzę, to spełnienie starej rzymskiej maksymy, która mówi, że zanim wyrobimy sobie zdanie, należy wysłuchać drugiej strony. Mam nadzieję, że po rozmowach w Warszawie, po tym, gdy swoje stanowisko przedstawiła także strona rządowa, stanowisko przedstawicieli Unii Europejskiej ulegnie zmianie i będzie obiektywne.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... enitu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 20 kwi 2016, 07:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Tracimy na emigracji

Nasi rodacy rozsiani po całym świecie w ubiegłym roku przysłali do Polski w sumie 16 mld zł – tak wynika z informacji Narodowego Banku Polskiego. Jest to kwota pokaźna, która poprawiła byt części rodzin emigrantów, ale to nie jest suma, która mogłaby w jakiś istotny sposób wpłynąć pozytywnie na nasze najważniejsze wskaźniki makroekonomiczne, takie jak: PKB, konsumpcja, zatrudnienie etc.

Przysyłanie pieniędzy jest to jeden z pozytywnych aspektów emigracji zarobkowej po 2004 r. Na pewno niebagatelny, ale per saldo dla naszej gospodarki ta emigracja się nie opłaca, przynajmniej w tej chwili. Można będzie powiedzieć, że się opłaciła, jeśli większość emigrantów – a są to głównie młodzi ludzie – wróci do naszego kraju z nabytym na Zachodzie doświadczeniem, ze zgromadzonym tam kapitałem, z pomysłami na działalność w Ojczyźnie. Niestety nie wszystko wskazuje na to, że osoby te będą w najbliższym czasie powracać do kraju.

Żeby tak było, sytuacja nad Wisłą musiałaby ulec poprawie albo za granicą musiałyby dziać się bardzo negatywne rzeczy, w rodzaju wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, odebrania przywilejów socjalnych, z których Polacy tam korzystają, oraz zamknięcia rynku pracy. Jeśli coś takiego – raczej niespodziewanego – nie nastąpi, to tylko radykalna poprawa sytuacji w Polsce może tych ludzi przyciągnąć.

Nie wierzę przy tym, a chcę to wyraźnie zaznaczyć, w skuteczność jednorazowych, specjalnie konstruowanych i przez administrację państwową realizowanych programów przyciągających młodą emigrację. Tu trzeba zmienić na lepsze ogólne zasady funkcjonowania w Polsce, w tym funkcjonowania biznesu, przedsiębiorstw, aby umożliwić tym, które już działają, tworzenie nowych miejsc pracy i zarabianie większych kwot pieniędzy, a tym, którzy mają pieniądze, na założenie własnych biznesów.

Wspomniałem na początku, że na razie jesteśmy stratni z tytułu tej emigracji. Ci, którzy wyjechali, nie zasilają swoimi podatkami budżetu państwa, nie zasilają składkami systemu ubezpieczeń społecznych. Pomimo tych 16 mld zł transferu to za granicą, a więc w miejscach, w których mieszkają, robią codzienne zakupy, wydają pieniądze i dają zarobić tamtejszym firmom. To wreszcie tamtejsze gospodarki napędzają dzięki swojej wytężonej pracy, z której Polacy są znani.

16 mld zł, które przypłynęły w ubiegłym roku do Polski dzięki naszej emigracji zarobkowej, jest to pozytywny aspekt tejże emigracji, ale nie niweluje on wszystkich strat, które ponosimy z wyjazdu kilku milionów Polaków, jako kraj, gospodarka i Naród.

Dr Marian Szołucha

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... racji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 25 kwi 2016, 07:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Straszne chamstwo w tej Ameryce. Nawet kaszy nie dogotowali

Od ostatniego poniedziałku we wszystkich łże-mediach miała ruszyć wielka i z mozołom przygotowywana propagandowa akcja opowiadająca Polsce i światu o tym jak to prezydent Andrzej Duda rzucony został przez Amerykanów na kolana, przeczołgany, przemielony, połknięty, przetrawiony i na koniec z pogardą wypluty. Wszyscy począwszy od pasiarni Michnika po tych wszystkich Żakowskich, Wołków, Lisów, Piaseckich i Olejnikowych mieli w planach i na komendę „drzeć łacha” z polskiego prezydenta. Towarzyszyć temu miał jednoczesny podziw i aplauz z okazji wizyty Wodza Polskiego Majdanu i Pierwszego Alimenciarza III RP, Mateusza Kijowskiego w USA. Gdybym chciał tutaj przytoczyć same radosne tytuły i listę „ekspertów”, którzy na łamach Wyborczej tupali radośnie nóżkami i wiwatowali z okazji rzekomych afrontów, jakie miały spotkać polskiego prezydenta to wypełniłbym nimi cały felieton. Zacytuje jedynie dwa tytuły. Pierwszy z niemieckiego „Faktu”, który wyróżnił się tym, że próbował nawet pozbawić naszego prezydenta wieczornego posiłku pisząc: Tusk jedzie na kolację z Obamą. Duda obejdzie się smakiem.
Zaś Radio TOK FM obwieściło, że: Duda nie zostanie przyjęty przez Obamę, a Kijowskiego czekają honory.

Niestety ostatni weekend upłynął wojłokowym elitom III RP pośród płaczu i zgrzytania zębów. Nieszczęście zwiastował już ogłoszony z okazji wizyty Andrzeja Dudy w USA komunikat o tym, że nad Wisłą będzie stacjonowała elitarna amerykańska brygada pancerna. To już nie w kij dmuchał, bo taka brygada to ponad cztery tysiące żołnierzy, niemal setka czołgów, batalion piechoty zmotoryzowanej, dywizjon artylerii wraz z oddziałami zabezpieczenia bojowego oraz pododdziałów, które za zadanie mają zapewnić dowodzenie, zaopatrzenie i obsługę. Jeżeli dodamy do tego, że brygady pancerne w każdej armii mają za zadanie prowadzenie działań głównie ofensywnych, to trudno tę decyzje Amerykanów nazwać tylko symboliczną.

No, ale salonowców pogrążyła kolejna hiobowa wieść. Oto Andrzej Duda wbrew kłamliwym pismakom odbył z prezydentem USA rozmowę w cztery oczy. Tak się teraz zastanawiam czy Michnik, Smolar i reszta tej antypolskiej ferajny zmieszczą się pod redakcyjnym stołem na Czerskiej by chóralnie odszczekać wszystko to, o czym pisali? Jedyną szansą na odbicie się od medialnego dna było dla nich zakrzyczenie sukcesu polskiego prezydenta amerykańskim triumfem Kijowskiego. I tu totalna klapa. Okazało się, że organizacja Freedom House, którą Kijowski i „Gazeta Wyborcza” podawali, jako sponsora i organizatora wizyty zaprzeczyły i zdementowały te doniesienia. Mało tego, dziennikarz Matthew Tyrmand pofatygował się do siedziby Freedom Mouse by ze zdziwieniem odnotować, że alimenciarza z Polski nikt tam nie znał i specjalnie nie oczekiwał.

Wszystko wskazuje na to, że Kijowskiego pospiesznie zapakowano w samolot i wyekspediowano za ocean wyłącznie w celach propagandowych, aby za pomocą kłamstw głosić wszem i wobec o klęsce polskiej władzy i sukcesie opozycji. Niestety cały plan wziął w łeb i nie ma już szans, aby ta antypolska hołota uniknęła kompromitacji. Można było chociaż do tej wycieczki w ramach zadośćuczynienia dołączyć dzieci Kijowskiego, na które nie płaci alimentów. Tak się zastanawiam, kiedy ten alimenciarz zda sobie sprawę, że został tak naprawdę obsadzony w roli gońca z kultowej komedii „Miś” Stanisława Barei? Jak pamiętamy ów goniec robił za zwykłe popychadło na planie filmu „Ostatnia paróweczka Barry Kenta” i chcąc sobie dodać powagi oraz splendoru udawał, że się stołuje w restauracji „Victoria”. Wchodził dostojnym krokiem do ekskluzywnego lokalu, po czym wybiegał z niego tylnym wyjściem i pędził do baru mlecznego, w którym niedane było mu zjeść nie tylko puree ze smalcem czy dżemem, ale nawet zwykłej kaszy.

Co powie Kijowski witany po powrocie z USA na lotnisku Okęcie? Ja obstawiam taką wersję:Straszne tam się chamstwo zjeżdża z całego świata. Kasza niedogotowana. Jedziemy do redakcji „Gazety Wyborczej”.

http://kokos.salon24.pl/706343,straszne ... dogotowali


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 26 kwi 2016, 07:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Nie będzie przedawnienia...

Informuję Państwa o kolejnej rozprawie procesu sądowego, w którym jestem oskarżony o to, że nie pozwoliłem na znieważanie Ojca Świętego Jana Pawła II w Ojczystym domu i odepchnąłem głaz z powalonej postaci Papieża Polaka w Galerii Narodowej Zachęta w 2000 r.

Apele i wnioski – moje i mecenesa Janusza Wojciechowskiego – o wycofanie aktu oskarżenia i przerwanie tego kompromitującego Polskę procesu zostały odrzucone przez prokuratora i sędziego.

Mimo upływu ponad 15 lat od wydarzenia, niczym groźny przestępca nie podlegam tzw. przedawnieniu karalności czynu. Proces może się toczyć jeszcze przez ponad 5 lat.

Zapraszam zatem moich Rodaków do Śądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w dniu 27.04.2016 r. o godz. 10.30 do sali nr 242. Tutaj też jest Polska! Tu nie nastąpiła jeszcze „dobra zmiana”...

Wpis dostępny na blogAID

Dr Witold Tomczak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ienia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 16 lip 2016, 20:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Burdel z wygaszonym czerwonym neonem

Trybunał Konstytucyjny Austrii zarządził powtórzenie wyborów prezydenckich. Powodem są ujawnione nieprawidłowości i dziwny przypływ trzydziestu paru tysięcy głosów, które w drugiej turze zwycięzcą wyborczego wyścigu uczyniły lewaka z partii Zielonych, Alexandra Van der Bellena. Stało się to wbrew ostatnim wyborczym sondażom, a zadecydowały głosy oddane korespondencyjnie, którymi jak wiadomo najłatwiej jest manipulować.
Warto w tym miejscu przytoczyć słowa przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego Austrii, Gerharda Holzingera: Orzeczenie Trybunału z nikogo nie czyni ani zwycięzcy, ani przegranego. Ma ono służyć jednemu celowi, tj. wzmocnieniu zaufania do naszego państwa prawa, a więc i do austriackiej demokracji. Wybory są fundamentem demokracji, a głównym obowiązkiem Trybunału jest ich ochrona.

Jak widzimy poważne państwo rozumie, że uznanie wyników wyborów przy tylu ujawnionych nieprawidłowościach byłoby dla Austrii totalną kompromitacją. Tymczasem w 2014 roku, czyli w XXI wieku w europejskim rzekomo demokratycznym kraju, któremu na imię Polska, w dobie powszechnego dostępu do Internetu doszło do awarii systemu informatycznego, który kosztował polskiego podatnika niemal pół miliarda złotych. Okazało się, że w Państwowej Komisji Wyborczej na czterystu zatrudnionych urzędników było tylko pięciu informatyków. Ilość głosów nieważnych sięgnęła 17 procent (2,5 mln), co jest rekordem nawet, jeżeli Polskę porównamy z republikami bananowymi czy Afganistanem gdzie ponad 60 procent ludności to analfabeci. W niektórych obwodach wyborczych podczas polskich wyborów samorządowych oddano 55 procent głosów nieważnych. Zestawmy teraz z wypowiedzią przewodniczącego TK Austrii te słowa ówczesnego prezydenta Bronka Komorowskiego: Nie ma zgody na kwestionowanie uczciwości wyborów. To odmęty szaleństwa. To po prostu szaleństwo. Nie dajmy się zwariować. W ten sposób Komorowski doszlusował do Bieruta, dla którego również szaleństwem było kwestionowanie sfałszowanego referendum ludowego z 1946 roku i równie bezczelnie sfałszowanych wyborów do Sejmu Ustawodawczego z 1947 roku.

W Austrii po zarządzeniu powtórki wyborów nikt nie protestuje. Reputacja demokratycznego państwa bierze górę nad partyjnymi wojenkami. Wyobraźmy sobie, co stałoby się w Polsce gdyby postanowiono powtórzyć wybory samorządowe. Już widzę te protestujące KOD-y, rozhisteryzowaną „Wyborczą” z Agnieszką Holland domagająca się „żeby było tak jak było”. Już widzę Ryśka Petru ze słodką idiotką, Gasiuk-Pihowicz u boku, wzywających do polskiego Majdanu. Oczyma wyobraźni widzę już alkoholików, Junckera i Schulza grożących Polsce użyciem siły. Już widzę jak rolę zbiorowego Rejtana odgrywają Janda, Gajos, Stuhr i Olbrychski rzucając się na próg i barykadując drogę konduktowi żałobnemu niosącemu trumnę z truchłem magdalenkowej III RP.

W Austrii powtórzone będą wybory na skutek nieprawidłowości, które w porównaniu z tymi, do jakich doszło w 2014 roku Polsce to „mały pikuś”. Tu nad Wisłą zdrajcom, złodziejom i beneficjentom systemu zależy na obronie zdobytych łupów i zachowaniu wpływów, a nie na reputacji państwa. Dopóki nie powtórzymy wyborów samorządowych będziemy niczym ladacznica, które tylko zamieniła zwykły burdel na mniej rzucający się w oczy dom publiczny z wygaszonym czerwonym neonem. Ta kosmetyczna zmiana na niewiele się zda, ponieważ świat widzi i wie, że standardy demokratyczne, a także te moralno-etyczne ciągle dyktują u nas alfonsi, a obecna władza nie ma odwagi na tak odważny ruch jak powtórzenie wyborów samorządowych.

W przypadku wyborów samorządowych o ich prawidłowości nie decyduje Sąd Najwyższy, ale sądy okręgowe. Żaden z nich nie zarządził powtórzenia wyborów w którymś z okręgów. Jesteśmy państwem bezprawia, a sądownictwo opanowane jest przez korporacyjne sitwy, dla których państwo jest tym, czym burdel dla prostytutek, czyli miejscem zarobkowania poprzez uprawianie nierządu.

http://kokos.salon24.pl/720514,burdel-z ... nym-neonem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 22 sty 2017, 19:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Forsa i farsa

Małgorzata Todd

Na skrzyżowaniu ulicy Nowy Świat z Foksal w Warszawie stoją panienki z różowymi parasolkami i zapraszają panów do „klubu”. Nie trudno się domyśleć czym jest ten „przybytek". Zapewne nie jest on kasynem gry, bo do szulerni wszyscy jesteśmy zapraszani natarczywymi reklamami, namolnymi telefonami i w każdy możliwy sposób. Trudno się od lichwiarzy opędzić. A może nie warto się opędzać, dać się ponieść fali?

Zastanówmy się zatem, w jaki sposób można mieć więcej pieniędzy? Są dwie metody: więcej zarabiać, albo mniej wydawać. Wygląda jakby Polacy obecnej doby nigdy nie słyszeli o tym drugim sposobie. Zachowują się jak dzieci domagające się natychmiastowego zaspokojenia każdej zachcianki, bez względu na koszty. Nikt nie bierze pod uwagę tego, że ten sam gadżet za miesiąc będzie tańszy, a cena luksusowego mieszkania kupionego na kredyt, trzykrotnie przekroczy jego wartość!

Banksterska metoda zniewalania ofiar polega nie tylko na wmawianiu ludziom nierzeczywistych potrzeb. Najważniejszy jest fakt, że za wykreowane na papierze, czy wręcz komputerze pieniądze, musisz spłacić pracą ponad siły stając się niewolnikiem, który wierzy, że żyje tylko dzięki dobrodziejstwu korporacji, dla której tak haruje. Dobro korporacji najwyższym dobrem niewolnika w nim zatrudnionego!

Wróćmy jeszcze raz na ulicę. W ubiegłą niedzielę byłam nagabywana przez „żebraka" z kolorową puszką. Kiedy wyraziłam opinię, że dokarmianie Owsiaka uważam za „obciach”, napadła mnie jakaś leciwa kodomitka. Skąd wiem, że to kodomitka? A no, zarzuciła mi, że bezprawnie popieram rząd! Do rozlewu krwi nie doszło, bo całe zajście nie było zaplanowaną farsą i moja krew kodziarstwu do niczego nie byłaby potrzebna.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Codzienna nasza pookrągłostołowa patologia
PostNapisane: 10 lut 2017, 15:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30975
Porzucili już narrację o „nielegalnym budżecie”

Na początku stycznia, tuż po uchwaleniu przez parlament budżetu na 2017 rok, posłowie dwóch partii opozycyjnych Platformy i Nowoczesnej na wyścigi informowali opinię publiczną, że jest on nielegalny.

Posłowie „martwili się” między innymi o to, że Komisja Europejska w związku z wątpliwościami do trybu jego uchwalania może nie przekazywać środków z budżetu UE przewidzianych dla Polski na ten rok.

„Martwili się” także tym, że samorządowcy mogą się niepokoić o zaplanowane w budżecie subwencje i dotacje przewidziane dla nich, ba „martwili się” nawet, że inwestorzy krajowi i zagraniczni, wątpiący w legalność budżetu na 2017 rok, mogą powstrzymywać się z zakupem obligacji skarbowych emitowanych w związku z finansowaniem długu publicznego.

Niespodziewanie zabrał głos w tej sprawie w połowie stycznia przewodniczący Rady Europejskiej „w trzymającej rękę na pulsie” telewizji TVN24.

Generalnie Tusk nie interesuje się polskimi sprawami, szczególnie tymi, które trzeba by próbować forsować w instytucjach europejskich, ponieważ jak twierdzi, nie może tego robić, żeby nie narazić się na krytykę.

Wtedy jednak zainteresował się uchwalaniem budżetu na 2017 rok przez parlament i stwierdził z niepokojem, „że nie możemy pozwolić, by Polska była w przestrzeni ryzyka, że ma budżet, który nie do końca jest legalny”.

W podtekście tej wypowiedzi było zasianie niepokoju, że wątpliwości co do legalności polskiego budżetu, mogą spowodować zablokowanie przekazywania dotacji z budżetu UE dla naszego kraju, choć dla przewodniczącego Rady powinno być jasne, że Komisja Europejska nie ma takich kompetencji.

„Zamartwianie się” opozycji w sprawie legalności budżetu państwa na 2017 rok trochę zostało ograniczone po ogłoszeniu ratingów dla naszego kraju przez dwie największe agencje ratingowe.

Moody’s i Fitch pozostawiły bowiem ratingi naszego kraju na dotychczasowym poziomie, a z kolei inwestorzy krajowi i zagraniczni zakupili polskie obligacje w ciągu ostatnich kilku tygodni na sumę ponad 20 mld zł.

W tej sytuacji powtarzanie przez posłów opozycji wcześniejszej narracji o nielegalnym budżecie zakrawałoby już na śmieszność, dlatego też doradcy medialni poradzili, aby tej kwestii już nie podnosić.

Niechęć opozycji do budżetu na 2017 rok wynika także z jego zawartości po stronie wydatków, jeżeli chodzi o tzw. transfery społeczne.

W tym budżecie są bowiem zarezerwowane środki na realizację zobowiązań wyborczych Prawa i Sprawiedliwości, w tym kwota ponad 23 mld zł na finansowanie sztandarowego programu „Rodzina 500+”, co więcej – na szeroko rozumiane wsparcie rodzin wychowujących dzieci przewidziana jest kwota blisko 40 mld zł.

W rezerwie budżetowej znalazła się także kwota 3 mld zł na finansowanie ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego od 1 października, ponieważ ma obowiązywać dopiero w ostatnim kwartale przyszłego roku, jako, ba budżet (razem ze środkami europejskimi) zawiera wydatki rzędu 60 mld zł przeznaczone na rolnictwo i polską wieś.

Jest również w wydatkach budżetowych zawarta kwota 0,56 mld zł na finansowanie bezpłatnych leków dla osób powyżej 75. roku życia, odpowiednia rezerwa na rozpoczęcie realizacji wspólnie z samorządami programu „Mieszkanie+” czy ogromna rezerwa na wsparcie programów realizowanych z udziałem środków europejskich.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... zecie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /