Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 265 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 14, 15, 16, 17, 18
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Prezydent Polski - Andrzej Duda.
PostNapisane: 23 lis 2017, 16:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Czołowi publicyści nokautują Dudę (I)

W ostatnich paru tygodniach nasila się coraz mocniejsza krytyka postępowania A. Dudy ze strony czołowych publicystów polskich. Dudę na ogół bronią głównie różni lawiranci i koniunkturaliści, tacy jak sławetny faryzeusz i judeochrześcijanin Tomasz Terlikowski czy prożydowski lizus i narodowy masochista Rafał A. Ziemkiewicz. Znany z pieniactwa i jątrzenia rzecznik A. Dudy Łapiński, jakże celnie nazwany Czerepachem, jak zwykle kłamie, głosząc w najnowszej „Polska the Times”, (nr z 17-19 listopada 2017 r.), że tylko „niektóre prawicowe media krytykowały prezydenta”. Jest to rażąca nieprawda. Nie niektóre, ale przeważająca część mediów prawicowych, i to tych najbardziej popularnych piętnowała zachowanie PADa. Znamienny jest sam fakt, że dwa tak mocno różniące się tygodniki jak „Warszawska Gazeta” i „Gazeta Polska” tylko w jednym są w pełni zgodne - w krytykowaniu postępowania Dudy. Warto to szerzej przedstawić. W najnowszej „Warszawskiej Gazecie” aż trzech głośnych redaktorów tego tygodnika spuszcza intelektualne manto Dudzie.

M. Kokoszkiewicz o Dudzie: „Hamulcowy na smyczy Timmermanów”

Zacznijmy od publikacji moim zdaniem najwybitniejszego dziś publicysty „Warszawskiej Gazety” red. Mirosława Kokoszkiewicza. W tekście „Hamulcowy na smyczy Timmermanów” („Warszawska Gazeta” z 17 listopada 2017) red. Kokoszkiewicz pisze bez ogródek: „Prezydent Andrzej Duda idzie śladami Lecha „Bolka” Wałęsy i jeżeli przejdzie do historii, to z racji niespełnionych obietnic wyborczych (podkr.-JRN) (...) Można powiedzieć, że prezydent to także „ktoś”, kto powoli przyzwyczaja nas do swojej nowomowy, z której nic nie wynika oprócz celebrowania samego siebie i upajania się własnymi wypowiedziami. (...) Andrzej Duda uwierzył, że ... może przejść do historii, jeżeli będzie lojalny wobec „krakówka, czyli tego specyficznego środowiska wywodzącego się z postkomuny i dawnej Unii Wolności”.

M. Kokoszkiewicz: Zaproszenie Tuska przed Dudę, to coś jak „amnestia dla zdrajcy”

W innym tekście publikowanym w tym samym numerze „Warszawskiej Gazety” z 17 listopada 2017 r. red. Kokoszkiewicz wydrwił zaproszenie przez Dudę Tuska na oficjalne uroczystości Święta Niepodległości. W artykule zatytułowanym „Jak odróżni człowieka od świni” Kokoszkiewicz pisał m.in.: „Przez lata rządów Tuska dostaliśmy mnóstwo dowodów na to, że mamy do czynienia ze zdrajcą kupczącym naszym interesem narodowym i polską racją stanu (...) Dzisiaj słyszymy także od przedstawicieli prawicowych mediów i niektórych polityków obozu rządzącego, że zaproszenie wysłane do Tuska przez prezydenta Dudę to rutyna. Wmawia nam się, że to zaproszenie wyraża szacunek dla ciągłości państwa, a pan prezydent robi tak, co roku, wystosowując do wszystkich byłych prezydentów i premierów zaproszenia na święta 3 maja i 11 listopada. Rozumiem, że gdyby żył Jaruzelski, to on również zostałby zaproszony z tego samego klucza, pomimo, że był zdrajcą, zbrodniarzem i agentem sowieckim, który wydał wojnę pragnącemu wolności polskiemu narodowi. Rutyna i dbałość o historyczną ciągłość państwa wymagają zapraszania Aleksandra Kwaśniewskiego (TW „Alek”), który pijany jak furman słaniał się na cmentarzu w Charkowie nad grobami pomordowanych Polaków (...) Powiem szczerze, że mam gdzieś taką rutynę, dbałość o historyczną ciągłość państwa i prezentowanie rzekomej wysokiej politycznej klasy. Nie przemawiają do mnie słowa prezydenckiego „Czerepacha” Łapińskiego (Piotr Lewandowski), że narodowe święto „powinno nas łączyć bez względu na to z jakiej partii jesteśmy. I bez względu na sympatie polityczne”. Czy ktoś tu czasami nie mąci Polakom w głowach ? (...) Dlaczego na co dzień słyszymy, że Tusk powinien siedzieć, a z okazji święta ogłaszacie amnestię dla zdrajcy? (Podkr.-JRN) (...)”.

Publicysta „Warszawskiej Gazety” P. Lewandowski: „Andrzej Duda dał się poznać jako miękki lawirant”

W tymże numerze „Warszawskiej Gazety” z 17 listopada 2017 r. znajdujemy inny bardzo krytyczny tekst o Dudzie pióra Piotra Lewandowskiego : „Prezydent 2020 - Duda czy Szydło ?”. Krytykując sławetne weta A. Dudy z lipca 2017 r. w podrozdziałku zatytułowanym „Niesmak pozostał”, Lewandowski pisze, że Andrzej Duda „ewidentnie ugiął się przed ulicznymi manifestacjami oraz naciskiem prawniczego establishmentu (...) Najwyraźniej liczył, że kokietując drugą stronę, ugra jakieś punkty i zetrze przyklejoną mu łatkę „Adriana”, dodatkowo kreując się na patrona „nadzwyczajnej kasty”. Nie bez przyczyny zaczęto mówić, że w Pałacu Prezydenckim straszy duch Unii Wolności (podkr.-JRN) (...) Dodatkowo fatalnie wyglądała czasowa koincydencja (czy tylko koincydencja?) związana z 45-minutową rozmową telefoniczną z kanclerz Angelą Merkel, do jakiej doszło 20 lipca - z komunikatu rzecznika niemieckiego rządu Steffena Seiberta dowiedzieliśmy się, że jednym z głównych tematów była kwestia praworządności w Polsce, co Kancelaria Prezydenta przemilczała. Dodajmy jeszcze kompletnie niepoważne motywowanie weta opinią pani Zofii Romaszewskiej (...) Słowem, porozumienie porozumieniem - ale niesmak pozostał. Przykro to pisać, ale Andrzej Duda dał się poznać jako miękki lawirant i do tego ambicjoner - a to jest najgorsze połączenie. Owszem, bez ambicji niczego w w polityce się nie osiągnie, lecz potrzeba czegoś jeszcze - twardego kręgosłupa. Orban czy Kaczyński, to również politycy z ambicjami, ale porównywać ich z Dudą, to jakby porównywać hartowaną stal i plastelinę. A skoro o tym mowa, to jest jeszcze jeden polityk obdarzony żelaznym kośćcem - mianowicie Beata Szydło. I sądzę, że to właśnie ona powinna zostać przez PiS wystawiona do wyborów prezydenckich w 2020 r. (...) Nie chciałbym za bardzo wchodzić w buty Jarosława Kaczyńskiego, ale na jego miejscu poważnie bym się zastanowił, czy można Andrzejowi Dudzie zaufać po raz drugi. Raz już wierzgnął, wystawiając na szwank kluczową reformę, i nikt nie zagwarantuje, że podobna sytuacja się nie powtórzy - zwłaszcza w drugiej kadencji, gdy będzie się już rozglądał za jakimś miękkim lądowaniem, a partia nie będzie miała na niego „bata”. Wtedy dopiero może stać się prawdziwym „hamulcowym”.(...) Reelekcja Andrzeja Dudy pozostawia szeroki margines niepewności, tymczasem premier Szydło swoją lojalność wobec obozu „dobrej zmiany” wykazała ponad wszelką wątpliwość (...) W zarysowanym tu wariancie Andrzej Duda już dziś może zacząć myśleć o sobie jako o byłym prezydencie i bardzo młodym emerycie. (Podkr.-JRN). No , chyba, że się ogarnie i zacznie do końca kadencji dawać bardzo mocne dowody lojalności. Tylko czy po tym wszystkim przekona prezesa Kaczyńskiego, a nade wszystko swoich wyborców”.
Jako trzeci z publicystów „Warszawskiej Gazety” w jej najnowszym numerze dorwał się do skóry Dudy jeden z najpopularniejszych autorów z tego tygodnika Marcin Hałaś. W swym co tygodniowym przeglądzie prasy Hałaś napisał m.in.: „ Ale skoro - co dla każdego rozsądnego człowieka powinno być oczywiste -rasistowskie hasła może wznosić tylko idiota albo prowokator, to nie ma powodu, aby z tego powodu od razu lać jeszcze więcej wody na młyn lewactwa i wskakiwać w buty Romaszewskiej albo w sukienkę Unii Wolności. A tak właśnie pośpiesznie uczynił prezydent Andrzej Duda, który łaskaw był powiedzieć: „Nie ma znaku równości między patriotyzmem a nacjonalizmem. Nasz kraj jest dla wszystkich, którzy chcą żyć uczciwie i go budować. Nie ma w nim miejsca ani zgody na ksenofobię, chorobliwy nacjonalizm i antysemityzm. Taka postawa oznacza wykluczenie z naszego społeczeństwa”. Oj, panie prezydencie. Po pierwsze z dwojga złych skrajności - ksenofobia jest lepsza od szaleństwa multikulti. Po drugie, co oznacza „chorobliwy nacjonalizm”? Czyli na niechorobliwy zdrowy nacjonalizm jest miejsce w naszym kraju? Dziękuję w imieniu uczciwych ludzi, którzy uważają się za nacjonalistów. Niemniej nurtuje mnie pytanie, kto będzie orzekał, czy nacjonalizm jest już chorobliwy, czy jeszcze „zdrowy”. Może Zofia Romaszewska wespół z Jackiem Żakowskim? Najlepiej na antenie Radia TOK FM”. (Por. M. Hałaś : Kroniki tygodniowe: ziarna i plewy, „Warszawska Gazeta” 17 listopada 2017 r.).

M. Hałaś wspomniał również w swym arcyciekawym tekście: „Kontrowersje wzbudziło zaproszenie przez prezydenta Dudę na obchody Święta Niepodległości Donalda Tuska. Z jednej strony stronnictwo niezłomnych uważało, że Tuska nie należało zapraszać. Takie stanowisko najlapidarniej wyraził pisarz, a zarazem felietonista naszego tygodnika Jacek Piekara, stwierdzając: „Zaproszenie Tuska na Święto Niepodległości to jak zapraszanie ladacznicy na święto westalek. Nie sądziłem, że będziemy musieli znosić takie rzeczy...” (...) . (Por. tamże).

A. Duda poparł nominację syna osławionego antypolskiego szkodnika Leona Kieresa

Marcin Hałaś podjął również w swym tekście za mało dyskutowaną sprawę kolejnej „dziwnej’ nominacji ze strony Dudy. Jak pisał Hałaś : „Portal w Polityce.pl opisał sytuację z Wrocławia, gdzie sędzią tamtejszego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego został Piotr Kieres. Tak zdecydowała Krajowa Rada Sadownictwa. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że o stanowisko to aplikował również Karol Kiczka -dziekan na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Profesor ma dorobek naukowy i autorytet w środowisku uniwersyteckim, ale również jedną zasadniczą wadę: nie należy do „zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi”. Za to sędzia Piotr Kieres posiada w niej umocowanie pokoleniowe, albowiem jest synem Leona Kieresa - kiedyś senatora Platformy Obywatelskiej, a dziś sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Jak pisze portal w Polityce.pl: „Prof. Kiczko ewidentnie, tak doświadczeniem praktycznym, jak i wiedzą ogólną, przewyższał więc merytorycznie, nieznanego szerzej radcę prawnego Piotra Kieresa -syna Leona Kieresa”. A mimo to _Krajowa Rada Sądownictwa wybrała Kieresa juniora. Czy to już jest nepotyzm, czy jeszcze „zaledwie” magia nazwiska? (ładnego nazwiska - szkodnika i antyPolaka - JRN). Najgorszy w całej sprawie jest fakt, że prezydent Andrzej Duda podjął decyzję o powołaniu młodego Kieresa. Tym samym prezydent RP okazał się jedynie notariuszem „zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi”. I smutno, i straszno”. (Podkr.- JRN).
Jak z tego widać Duduś jest niezrównanym we wspieraniu „lewej nogi”, tym razem dzieci z „ różowych dynastii”, wsławionych jadowitym krajowym antypolonizmem.

J. Lichocka: prezydent Duda kwestionuje prawa demokratycznie wybranej większości parlamentarnej

Podobnie jak w najnowszej „Warszawskiej Gazecie” także w najnowszej „Gazecie Polskiej” (nr z 15 listopada 2017 r.) aż trójka autorów atakuje zachowanie prezydenta A. Dudy. Zacznjmy ich omówienie od tekstu dziennikarki i posłanki PiS-u Joanny Lichockiej „Rozczarowanie”. Lichocka pisze m.in.: „Trudno ukrywać, że publiczne wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy, a także fakt, że zawetował reformę sądownictwa i stawia teraz bardzo trudne warunki do spełnienia większości rządowej, nie podobają się wyborcom PiS. (...) Wiem z różnych rozmów z Polakami, którzy głosowali na Andrzeja Dudę, że nie rozumieją, dlaczego w tak ważnej dla nich sprawie nie ma porozumienia, z jakiego powodu prezydent, który wielokrotnie deklarował potrzebę głębokiej reformy państwa, dziś zdaje się działać tak, jakby zmiany nie chciał. Konsternację wywołał wywiad prezydenta dla Telewizji Trwam i Radia Maryja - fragmenty z reagującym nerwowym śmiechem i krytykującym PiS Andrzejem Dudą obiegły portale społecznościowe - prezydent z pewnością też je widział. Zapewne zna reakcje na nie. Złość, oburzenie, a najczęściej smutek i rozczarowanie. Może stad wynikają kolejne wypowiedzi Andrzeja Dudy, że jeśli reformy sądownictwa nie będzie do końca roku, to znaczy, że PiS postanowił jej nie przeprowadzić. Ta próba przerzucenia odpowiedzialności na większość rządzącą może zdradzać, że do otoczenia prezydenta i jego samego dotarło, iż cena wet prezydenckich i ewentualnej porażki reformy może być wysoka (...)
Patrzymy więc na Pałac Prezydencki, na Andrzeja Dudę, i ... nie chce nam się wierzyć, że się pomyliliśmy (...) Wygląda więc na to, że prezydent nie tyle stara się budować prawo na kolejne lata, ile doraźnie próbuje zablokować partii rządzącej przeprowadzenie wyboru władz KRS. (Podkr.- JRN). Ta chęć wprowadzenia sztucznych ograniczeń nie ma niestety wiele wspólnego z myśleniem kategoriami mechanizmów demokracji. Na jakiej bowiem podstawie kwestionuje się prawo większości parlamentarnej do podejmowania decyzji, zgodnie z jej mandatem wyborczym (...) to niestety prosta droga do usankcjonowania :nadzwyczajnych kast” jako faktycznie sprawujących władzę”(...) .

K. Gójska: dlaczego Duda chce „świętować z człowiekiem, bez którego do tragedii 10 kwietnia by nie doszło” ?

Ostrą krytykę zachowań Dudy kontynuuje w tym samym numerze „Gazety Polskiej” zastępca redaktora naczelnego tego tygodnika Katarzyna Gójska. Polemizuje ona z tłumaczeniem kancelarii prezydenta, iż do Tuska nie wysłano żadnego zaproszenia, „lecz jedynie z automatu postąpiono wedle obowiązującego zwyczaju zapraszania na tę uroczystość byłych szefów rządów i prezydentów”. Jak pisze K. Gójska : „Daję wiarę tym tłumaczeniom, sęk w tym, że pan prezydent Andrzej Duda nie powinien go stosować. Donald Tusk ponosi polityczną odpowiedzialność za śmierć delegacji ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, za pohańbienie ich szczątków, za oddanie śledztwa Putinowi, za działanie totalnie wbrew interesowi Rzeczpospolitej w tej sprawie, za kampanię pogardy przed Smoleńskiem, za niespotykaną, odbywającą się pod patronatem Platformy i ówczesnego rządu falę chamstwa wobec wszystkich tych, którzy walczyli o rzetelne śledztwo. I w końcu za wszystkie kłamstwa nazywane przez niego „śledztwem smoleńskim”. Jestem przekonana, że znacząca część wyborców pana Andrzeja Dudy nie jest zainteresowana tym, by kultywował on jakieś dotychczasowe zwyczaje, ale by tworzył nowe - oparte na prawie i sprawiedliwości. By działał, szanując pamięć bohaterów, a nie bezrefleksyjnie przejmował dziedzictwo Aleksandra Kwaśniewskiego (to zapewne od niego zwyczaj zapraszania wszystkich pochodzi). Czy wysłałby zaproszenie też Jaruzelskiemu ? 10 kwietnia 2010 roku Donald Tusk usunął się z grona osób, z którymi wypada celebrować jakiekolwiek święto. Rozczarowuje, że prezydent Duda- tak często odwołujący się do dziedzictwa profesora Lecha Kaczyńskiego - tego nie rozumie. Wyłączenie Tuska z polskiej sfery publicznej nie jest elementem jakiejś wojny, walki politycznej. Jest po prostu obowiązkiem moralnym i przyzwoitości. Nie da się z emfazą wspominać poległego pod Smoleńskiem prezydenta, a później świętować z człowiekiem, bez którego do tragedii 10 kwietnia by nie doszło”.(Podkr.-JRN).

J. Liziniewicz: Czy A. Duda „w końcu dojedzie do przystanku „zdrajca”

Trzecim z kolei, bardzo krytycznym tekstem wobec Dudy w najnowszej „Gazecie Polskiej” jest felieton Jacka Lizinkiewicza : „Operacja odklejania Dudy”. Lizinkiewicz pisze: „Od miesięcy trwa proces odklejania prezydenta Andrzeja Dudy od obozu PiS. Opozycja (...) niczym wataha wilków wybrała najsłabsze sztuki stada i postanowiła na nie przenieść całą presje. O ile Jarosław Gowin wytrzymał tę próbę, to jednak prezydent dał się złamać, blokując reform sądownictwa (...) pękł. Wystraszył się świeczek przed Sadem Najwyższym. Ataków mediów i zagranicy. Front został złamany. Prezydent (...) nie widzi, że pozwolił wbić klin miedzy siebie a PiS. W przestrzeń tę od razu wchodzą politycy, którzy chcą, aby znów było, tak jak było. I nagle Donald Tusk postanawia przyjąć zaproszenie prezydenta Dudy na obchody 11 listopada. Zadufany w sobie Pałac, w którym podzbiór ludzi najmądrzejszych na świecie ma wyjątkowo liczną reprezentację, z pewnością jest z siebie dumny, uważając, że jego pozycja rośnie. Tymczasem nie widzi, że ludzie z dołu, elektorat, postrzega to jak stukanie się kieliszkami w Magdalence, albo jak wsiadanie Moniki Olejnik do samochodu Jerzego Urbana (...) To oczywiście proces odklejania i przyswajania do „Salonu” prezydenta Dudy. Już przestał on być Adrianem. Wszystko przed nim. Jeśli pojedzie drogą wytyczona przez „Salon”, w końcu dojedzie do przystanku „zdrajca”.(Podkr.-JRN).

W. Cejrowski: „Mam już podejrzenia, że Duda albo durny albo nasłany albo resortowe dziecko. (...)”.

Ze szczególnie ostrym atakiem na Dudę wystąpił w wywiadzie internetowym z 19 października 2017 r. słynny prawicowy publicysta Wojciech Cejrowski. Stwierdził tam bez ogródek : „Mam już podejrzenia, że Duda albo durny albo nasłany albo resortowe dziecko. (...) W kampanii wyborczej startował z PiS-u a obecnie się dystansuje od PiS-u czyli oszukał swoich wyborców. Oni głosowali na gościa, który razem z PiS-em będzie współpracował, więc nie podoba mi się, że on się dystansuje i jest bardziej z Kukizem, bo co innego mi obiecywał”. Z kolei w rozmowie w radiu Wnet 10 października 2017 r. Cejrowski powiedział : „Być może Duda dlatego się nagle zrobił taki miękki wobec komuchów, którzy zasiedlili i zakorzenili całe sądownictwo w Polsce; być może się dlatego zrobił miękki, że on z tego "Krakówka". (Podkr.- JRN) I jemu jest tak po prostu od dziecka niezręcznie kogoś ochlapać zupą, żeby wyszedł. A tych dziadów czerwonych, przekazujących sobie z dziada pradziada przekazujących sobie pewne wartości trzeba wszystkich wyrzucić”.

Ks. T. Isakowicz - Zaleski napiętnował niewrażliwość Dudy na historię cierpień Kresowiaków

Z bardzo ostrą demaskatorską krytyką niepatriotycznego zachowania Dudy w sprawie losów Kresowiaków wystąpił jeden z czołowych autorytetów patriotycznych ksiądz Tadeusz Isakowicz - Zaleski. W wywiadzie dla „Polska the Times” z 17-19 listopada 2017 r. ks. Isakowicz - Zaleski powiedział o Dudzie: „Przede wszystkim muszę wyrazić krytykę pod adresem pana prezydenta Andrzeja Dudy, który tak jak Bronisław Komorowski nie potrafi umiejętnie rozgrywać relacji z Ukrainą (...) Prezydent Duda był już dwa razy na Ukrainie. Ani słowem publicznie nie wspomniał o ofiarach ludobójstwa. (tu wtręt Anity Czupryn z „Polska the Times”: „Nie był na grobach” ) Właśnie. A Kwaśniewski - co by o nim nie powiedzieć - był. Inni politycy też byli. Wyraźnie widać, że pan Andrzej Duda świadomie uchyla się od pamięci o ofiarach. (Podkr.-JRN). Pojedzie trzeci raz, i z tego co słyszę, bo zapowiadał to szef jego kancelarii, minister Szczerski, pojedzie do Charkowa. To dobrze, że uczci polskich oficerów pomordowanych przez NKWD w Charkowie, ale też po raz kolejny pokaże, że nie zależy mu na pamięci o ofiarach UPA na Wołyniu i Podolu. W tym roku pan prezydent zrobił też unik, jeśli chodzi o objęcie patronatu nad uroczystościami z okazji kolejnej rocznicy Krwawej Niedzieli na Wołyniu ,obchodzonej 11 lipca. Na Skwerze Wołyńskim był prezes PiS Jarosław Kaczyński, był minister Antoni Macierewicz, ale pana prezydenta nie było. Nie spotkał się też nigdy z rodzinami ofiar UPA (...) Pan prezydent Andrzej Duda do Komitetu Narodowego, tworzonego na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, nie zaprosił Kresowian i ich potomków. Zaprosił natomiast Niemców z Opolszczyzny, co samo w sobie jest dziwne, bo ich pradziadkowie byli przeciwko powstańcom śląskim (Podkr.-JRN) (....) Jaki jest jednak sensy wykluczania? Są obywatelami gorszej kategorii? Pan prezydent przez dwa lata nie pojechał także na groby ofiar UPA w Polsce, np. na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie .(Podkr.-JRN). Uważam, że jest on niewolnikiem tzw. teorii Jerzego Giedroycia, która brzmi: „Zapomnij o Kresach” i „Ukraina jest najważniejsza”. Akurat w jednym zgadzam się z ministrem Waszczykowskim, że wobec braku pochówku ofiar ludobójstwa prezydent nie powinien jechać na Ukrainę (...) Jeżeli pan prezydent jedzie na Ukrainę i nie odwiedzi polskich miejsc pamięci na Kresach Wschodnich, to po co on tam jedzie? W jaki sposób przysłuży się sprawie pochówku ?. Prezydent Poroszenko był w Polsce raz, a pan prezydent chce jechać już po raz trzeci na Ukrainę. Jaka tu jest symetria ? Poza tym, jeśli po raz trzeci nie odwiedzi mogił na Wołyniu, to tylko pokaże stronie ukraińskiej, że mu na tym nie zależy, że odpuszcza te sprawy. Trzeba stosować naciski. Uważam, że idealnym naciskiem byłoby powiedzenie: „Nie chcecie pozwolić nam pochować ofiar, nie damy pieniędzy na waszą armię”. Jednak już tyle błędów popełnili prezydent Duda i minister Waszczykowski, że chyba tylko jakaś radykalna wymiana urzędników w Kancelarii Prezydenta i MSZ mogłaby coś zmienić. Miejmy nadzieję, że to wreszcie się stanie. Teraz cała sytuacja doprowadzona jest do ściany i nie ma żadnego efektu (...)

Co ciekawe, prezydent Izraela, który był w zeszłym roku na Ukrainie, w przeciwieństwie do pana prezydenta Andrzeja Dudy miał odwagę publicznie powiedzieć wobec kijowskiego parlamentu, że za ludobójstwo Żydów na Ukrainie odpowiedzialni są nie tylko Niemcy, ale i ukraińscy ludobójcy, którzy brali czynny udział w ich mordowaniu”. (Por. wywiad A. Czupryn z ks. Isakowiczem- Zaleskim: Ks. Isakowicz: Narody polski i ukraiński nie są skłócone, „Polska the Times”, 17-19 listopada 2017 r.). Skomentuję to słowami : No cóż prezydent Izraela ciągle pamięta o żydowskich ofiarach doby wojny, w przeciwieństwie do stosunku Dudy do polskich ofiar.

Pod koniec wywiadu ks. Isakowicz- Zaleski powiedział : „ Myślę, że pan prezydent Andrzej Duda powinien się wreszcie zdecydować. Bo stoi okrakiem na barykadzie, mówiąc słowami Lecha Wałęsy : „Jestem za, a nawet przeciw”. W kampanii wyborczej deklarował wsparcie spraw Polaków na Kresach Wschodnich i rodzin ofiar ludobójstwa. Nic nie zrobił. (Podkr.-JRN). Niech się więc zdecyduje, czy chce tego bronić, czy nie. Ma ogromne możliwości. Mógłby, jak prezydent Izraela postawić warunek: „Pomożemy wam, ale pozwólcie nam pochować ofiary ludobójstwa”. Jeżeli zmarnuje tę szansę, to znów się cofniemy”. (Tamże).

Czy prezydent Duda jest tylko pozorantem?

Opisana przez księdza Isakiewicza - Zaleskiego całkowita niewrażliwość prezydenta Dudy w sprawie pochowków polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa obnaża jak bardzo pozorowany jest jego patriotyzm, że ogranicza się do wygłaszania pięknych górnolotnych słów, przy równoczesnym braku prawdziwie głębokiego uczuciowego przejmowania się polskimi tragicznymi losami. Podobnie jak pozorowany jest katolicyzm Dudy na pokaz, wyrażający się w łapaniu hostii, czy obrazu Matki Boskiej, przy równoczesnym braku reakcji na bluźniercze przedstawienie „Klątwy” w Warszawie, udziale w celebracji 500 rocznicy powstania tak morderczego wobec katolików luteranizmu, przyjaźnie celebrowanym spotkaniu z wrogiem chrześcijaństwa A. Foxmanem, „zapomnieniu” o odznaczeniu Orderem Orła Białego o. Maksymiliana Kolbe ,etc.
Autor: Jerzy Robert Nowak o 18:05:00

https://jerzyrnowak.blogspot.com


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prezydent Polski - Andrzej Duda.
PostNapisane: 07 gru 2017, 12:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Mariusza Kamińskiego potrafił Duda ułaskawić na samym starcie swojej prezydentury. I słusznie.
Dlaczego jednak tak długo zwlekał z ułaskawieniem Witolda Tomczaka i zrobił to dopiero teraz, gdy z powodu swojej coraz wyraźniejszej progangsterskiej postawy wspierającej wrogów naszej Ojczyzny spadło mu poparcie?
Panie prezydencie, synu marnotrawny, zmień swoje wewnętrzne oprogramowanie urzędnicze na jawnie pro polskie. Nie wystarczy nam tylko to że ładnie gadasz. Niech czyny też będą zgodne z duchem polskości, a nie takie .... nie nasze....


Akt łaski po 17 latach

Prezydent ułaskawił posła Witolda Tomczaka skazanego za obronę godności Jana Pawła II.

– To ułaskawienia ma symboliczny charakter – podkreśla Witold Tomczak, były poseł. – Jestem wdzięczy panu prezydentowi, że zachował się, jak trzeba – dodaje.

– Nie znam jeszcze uzasadnienia tego ułaskawienia, ale to ułaskawienie symbolicznie rekompensuje mi wcześniejszą decyzję prokuratury i sądu. To był taki dziwny wyrok – sąd uznał mnie za winnego, odstąpił od wymierzenia kary, ale warunkowo – na rok próby, i obciążył mnie kosztami sądowymi. Byłem traktowany jako potencjalny przestępca, który jeżeli w ciągu roku powtórzy podobny akt obrony wartości, to może być surowiej ukarany – wskazuje Tomczak. – Nasyłano też na mnie kuratora sądowego, żeby ocenił, jak ja się sprawuję, także komornik u mnie się zjawił, ponieważ nie od razu wpłaciłem pełną kwotę. Nie dostałem upomnienia, a od razu zjawił się u mnie komornik. Czułem się jako taki chuligan – ubolewa nasz rozmówca.

Ułaskawienie aktem prezydenta nastąpiło 9 października. W lakonicznej informacji o ułaskawieniu jest mowa, że prezydent „zastosował prawo łaski za popełnienie przestępstwa z art. 288 § 1 k.k. (zniszczenie mienia) przez darowanie nawiązki oraz skrócenie okresu próby”. Jako motywy ułaskawienia wskazuje się, że „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, podejmując decyzję o skorzystaniu z prawa łaski, miał na uwadze względy społeczne – incydentalny charakter czynu, nieznaczny stopień jego społecznej szkodliwości, odległy termin popełnienia czynu oraz dobrą opinię środowiskową”.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... atach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prezydent Polski - Andrzej Duda.
PostNapisane: 10 gru 2017, 16:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Rozbieramy z uwagą orędzie

Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 10 grudnia 2017

„Bracie! Pogódźmy się! Jesteś cięższy ode mnie. Nie rób mi krzywdy!” - perswadował bokser, który wtedy chyba nazywał się jeszcze Cassius Clay – bo potem został Muhammadem Alim bokserowi Foremanowi, a kiedy ten pod wpływem tych perswazji opuszczał gardę, Cassius Clay natychmiast wymierzał mu straszliwe ciosy. Kiedy zaś Foreman próbował mu się rewanżować, Cassius Clay krzyczał: „biją Murzyna!” - co Foremana, który też był Murzynem, podobno strasznie deprymowało. Pan prezydent Andrzej Duda, postanowił zaprezentować się jako „Prezydent Wszystkich Polaków”, co to ponad podziałami służy Polsce, i wygłosił przed zwołanym specjalnie z okazji urodzin Józefa Piłsudskiego Zgromadzeniem Narodowym orędzie do naszego, mniej wartościowego narodu polskiego, a konkretnie – do „plemion politycznych” - żeby zaniechały potępieńczych swarów i zaczęły służyć Polsce, która – według pana prezydenta – jest „naszą własnością”. Takie podniosłe słowa wypada sobie rozebrać z uwagą, nawet jeśli wypowiada je polityk, który po 45 -minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią postanowił stanąć dęba swemu wynalazcy i podjął próbę politykowania samodzielnego. Żeby jednak politykować samodzielnie, musi szukać sobie sojuszników poza szeregami „plemienia politycznego”, którego propaganda wyniosła go na to stanowisko. Jedno z wpływowych „politycznych plemion”, czyli stare kiejkuty natychmiast zaczęły mu się stręczyć ze swoją przyjaźnią – ale oczywiście nie za darmo. Trawestując słynną balladę Janusza Szpotańskiego o Łupaszce można tę ofertę określić następująco: „a kiejkut powiada: rachunek zapłacę, gdy z Macierewicza przyślecie mi macę” (w oryginale chodziło o Rotszylda, który depeszował Michnikowi, że „rachunek zapłacę, jeżeli z Gomułki przyślecie mi macę”). Czy jednak pan prezydent nie był w stanie przerobić na macę złowrogiego ministra Macierewicza, czy też zreflektował się, że stare kiejkuty każą mu robić jeszcze gorsze rzeczy, niż robił na polecenie pana prezesa Kaczyńskiego, czy wreszcie zwyczajnie z okazji rocznicy urodzin Józefa Piłsudskiego postanowił zakadzić mniej wartościowemu narodowi tubylczemu, jaki to on wielki i w ogóle – dość, że zaapelował do „plemion politycznych” o pokój. A co to są te „plemiona polityczne” i o co właściwie wojują?

Z pozoru chodzi o plemiona skupione z jednej strony w obozie zdrady i zaprzaństwa, a z drugiej – w okopach nie tyle może „Świętej Trójcy”, co płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm – ale to tylko powierzchnia zjawisk. Tak naprawdę walka toczy się między trzema stronnictwami, które naszym nieszczęśliwym krajem rządzą rotacyjnie – w zależności od tego, które mocarstwo zyskało akurat przewagę w tym zakątku Europy: Stronnictwem Ruskim – obecnie w głębokiej defensywie, ale nie daje za wygraną, Stronnictwem Pruskim, które nie ustaje w wysiłkach przywrócenia w naszym nieszczęśliwym kraju wpływów niemieckich, no i Stronnictwem Amerykańsko-Żydowskim, co to postawiło na Amerykę i Izrael. Ta polityczna wojna toczy się za pośrednictwem politycznych ekspozytur wszystkich trzech Stronnictw, a skoro tak, to już na pierwszy rzut oka widać, że apel pana prezydenta Dudy jest skierowany w próżnię. Rzecz w tym, że decyzja o kontynuowaniu lub zaprzestaniu politycznej wojny nie zależy ani od poszczególnych Stronnictw, ani – tym bardziej – od ich politycznych ekspozytur, tylko od mocarstw, którym Stronnictwa oraz ekspozytury służą. Po drugie – celem tej politycznej wojny nie jest polski interes państwowy, tylko realizacja przez nasz nieszczęśliwy kraj interesów Stron Wojujących. Ponieważ pierwszą ofiarą każdej wojny jest prawda, to i tutaj Wysokie Wojujące Strony starannie swoje cele wojenne ukrywają z jednej strony a to pod płaszczykiem moralnego odrodzenia, jakie podobnież nadciąga nad Europę od Wschodu, a to walki o demokrację i praworządność – na ten kamuflaż stawia Stronnictwo Pruskie z satelitami w rodzaju panienek z Nowoczesnej no i oczywiście – folksdojczów – a to wreszcie pod płaszczykiem płomiennego patriotyzmu, czyli „dobrej zmiany” pod egidą pana Danielsa i banku Morgana, dzięki któremu zbudujemy w Polsce „drugie Filipiny”. Już na pierwszy rzut oka widać, że każdemu chodzi o co innego, więc jakże „polityczne plemiona” miałyby porzucić potępieńcze swary? Niechby tylko któreś spróbowało, to jego mocodawca zdmuchnąłby je w jednej chwili, jak gromnicę. Różnica między rokiem 1918 i czasami obecnymi polega przede wszystkim na tym, że wtedy politycy, jeśli nawet wykonywali zadania jeśli nie wprost zlecone, to przynajmniej oczekiwane przez ich protektorów – to z chwilą ich upadku przerzucili się na polski interes państwowy. Tymczasem dzisiaj trudno oczekiwać realizowania polskiego interesu państwowego przez absolwentów Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu. Jak wiadomo, Szkołę tę ukończyła i panna Hanna Suchocka i pan Aleksander Kwaśniewski i pan Kazimierz Marcinkiewicz i pan Bronisław Komorowski i pani Beata Szydło, a za głębokiej komuny – nawet późniejszy premier Mieczysław Rakowski. Okazuje się, że absolwenci wysuwani są na fasadę jak nie obozu zdrady i zaprzaństwa, to obozu płomiennych dzierżawców. Trudno, by o takich rzeczach nie wiedział akurat pan prezydent Duda, wygłaszający pięknie brzmiące orędzia, że Polska „jest naszą własnością”. To akurat nieprawda, bo w ramach uwłaszczenia nomenklatury Polskę zawłaszczyły sobie najpierw stare kiejkuty. Ale stare kiejkuty nie bardzo nadają się do biznesu, już prędzej – do rozkradania i sprzedawania fantów paserom – no i tak właśnie się to wszystko odbyło. Teraz „dobra zmiana” polega na renacjonalizacji znacznych obszarów gospodarki, co oznacza tylko tyle, że z rąk starych kiejkutów, albo ich kontrahentów zarządzanie gospodarką przejmują urzędnicy, to znaczy – pan Józef, pani Zosia i pan Franciszek, którzy wiedzą, że za te posady, o których w młodości nie śmieliby nawet marzyć, muszą się odwdzięczyć tym, którzy zrobili z nich ludzi stojących na czele starych rodzin. Tak było za pierwszej sanacji i nie może być inaczej za sanacji drugiej tym bardziej, że stanowi ona gorsze wydanie, jeśli wręcz nie karykaturę tej pierwszej.

A tu jeszcze w tle orędzia pana prezydenta Dudy mamy zdumiewającą kłótnię między Żydami. W emocjonalnym wystąpieniu biegający za filozofa pan prof. Jan Hartman zarzucił niektórym Żydom „zdradę”, bo zaczęli bywać u ojca Tadeusza Rydzyka, który został przecież zatwierdzony przez wszystkie możliwe sanhedryny w charakterze Szatana. Tymczasem pan Daniels, u którego na szabasowej kolacji z udziałem izraelskiego ministra byli („obecni byli: punkty dwa tu:”): pan wicepremier Morawiecki, pn wicepremier Gliński, pan wicemarszałek Adam Bielan, pan wiceminister Dziedziczak i pan poseł Mularczyk, bardzo Polakom kadzi, jak to ratowali Żydów i w ogóle. Tymczasem zgodnie z zatwierdzonymi i skoordynowanymi politykami historycznymi: niemiecką i żydowską, Polska, to legowisko „nazistów”, których ostatnio aż „60 tysięcy” przemaszerowało przez Warszawę, budząc zgrozę rabina Michaela Schuldricha, który aż z tego powodu potrzebował pójść na skargę do samego prezesa Kaczyńskiego. Ten wątek podjął też w orędziu i pan prezydent Duda, zwracając uwagę na „fałszywe ideologie”, jak „nihilizm”, czy „rasizm”. Znaczy – dopuszczalne są tylko ideologie prawdziwe. A skąd wiadomo, które są prawdziwe, a które nie? To nam powie albo pan prof. Hartman, albo pan Jonny Daniels, których spór bardzo przypomina przedstawienie z udziałem ubeka „złego” i „dobrego”.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4091


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prezydent Polski - Andrzej Duda.
PostNapisane: 22 gru 2017, 21:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Andrzej Duda mojego zaufania nie odzyskał

Stara jak świat sztuczka, narobić gigantycznych kłopotów, a potem bohatersko z nich wyjść. Tak mogę jednym zdaniem podsumować łaskawe podpisanie ustaw sądowych przez prezydenta Andrzeja Dudę. Wyborca ma pamięć niczym rybka Dory z popularnego filmu dla dzieci „Gdzie jest Nemo”. Wystarczy jedno odwrócenie uwagi i nagle z przeciwnika robi się przyjaciel z jednej drużyny. Moja pamięć jest znacznie dłuższa niż krótkotrwała i bohaterstwa Andrzeja Dudy nie tylko nie kupuję, ale nadal mam szereg zastrzeżeń poszerzonych o nowy katalog.

Zanim do tego przejdę, krótka powtórka z przeszłości:

1. Na początek WETA dwóch kluczowych ustaw, w których wystarczyło zrobić kilka poprawek redakcyjnych.
2. Zatrudnienie Czerepacha Łapińskiego i jego serial aroganckich występów.
3. Obie Romaszewskie załatwiające swoje prywatne biznesy.
4. Prawnik mafii i człowiek Gowina, niejaki prof. Królikowski, komuś jeszcze coś to nazwisko mówi? Był uważany za twórcę ustaw prezydenckich, a wyleciał z Kancelarii Prezydenta, gdy się okazało, że miał w depozycie co najmniej milion złotych z przekrętów na paliwie.
5. Płk Czesław Juźwik, klasyczny ruski agent zatrudniony jako dyrektor w BBN.
6. Prezentacja ustaw i na starcie kompromitacja, przyznanie przez prezydenta, że wybór sędziów do KRS jest niekonstytucyjny.
7. SMS-owe zaproszenie i odbycie konsultacji w ciągu 40 minut z partiami, w celu zmiany konstytucji, co było czystym kabaretem.
8. Wywiad Andrzeja Dudy dla TV Trwam i późniejsze wywiady, w których zarzucał PiS, że przez dwa lata nie było w stanie przedstawić ustaw, chociaż dziecko wiedziało, że przez te dwa lata rządził Rzepliński w TK.
9. Wielomiesięczne negocjacje poprawek, cztery wizyty Jarosława Kaczyńskiego w Belwederze.
10. Ultimatum wicemarszałka Terleckiego, który powiedział dość http://www.gaze... i jednoczesna gigantyczna presja elektoratu po zaproszeniu Tuska na 11 listopada.
11. Wreszcie rozmowa Muchy z Piotrowiczem na ostatnią chwilę i zgoda na propozycję PiS.

Tak było i to w bardzo dużym skrócie. Jest jeszcze negocjowanie składu rządu, łącznie z wymuszaniem zmiany na stanowisku premiera i te targi trwają do dziś – główną stawką jest minister MON. Zwroty akcji na Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, gdy minister Mucha musiał powstrzymywać wygłupy Romaszewskiej, to kultowa już „truskawka na torcie”. Po przegłosowaniu ustaw w senacie i to z poprawką, że prokuratorzy nie mogą zgłaszać sędziów do KRS, Andrzej Duda nie robił żadnej łaski! Podpisał własne ustawy, z których PiS uratował, co się dało. Polacy o pamięci krótkotrwałej zachwycili się tymi podpisami, jakby stało się coś nadzwyczajnego, a nie minimum politycznej powagi i przyzwoitości. Prezydent wybrał sobie doskonały PR-owski moment, wygłupy Komisji Europejskiej, Timmermansa i reszty, sprawiły, że mógł się zaprezentować jako mąż opatrznościowy. Gdy Polacy się słusznie oburzali na polityczną decyzję UE, przyszedł bohaterski Andrzej Duda i „zaorał”.

Powtórzę! Bohaterskie wyjście z gigantycznych kłopotów, jakich się sobie i przede wszystkim Polsce narobiło, poza tym same straty. Mamy pół roku w plecy z czyszczeniem największej stajni Augiasza, która po PRL została. Po drodze zablokowanych 265 asesorów, dziesiątki skrajnie szkodliwych wyroków i bezczelność takich typów jak: Żurek, czy Tuleya. Rozbicie obozu, który Andrzeja Dudę wyniósł na urząd jest niestety faktem, ostatnie wydarzenia polityczne w PiS, to też wielka „zasługa” prezydenta i to jeszcze nie koniec. Trwa wojna o Macierewicza i MSZ, Soloch cięgle przewodzi BBN i po cichu się mówi, że ustawę samorządową rozłożył Pałac, bo znów miało być spektakularne weto pod „zagospodarowanie centrum”.

O ustawie repolonizacyjnej nawet nikt z Andrzejem Dudą nie rozmawia, minął czas tak odważnych projektów i w nowym rzeczywistości politycznej po 24 lipca, co zdefiniował Jarosław Kaczyński, nie ma mowy, aby prezydent naraził się swoim nowym przyjaciołom z Polsatu. Andrzej Duda niczym mnie nie przekonał w ostatnim czasie, wręcz przeciwnie, listę zastrzeżeń powiększył i tylko z czynów będzie rozliczany, na tanie sztuczki mnie na pewno nie nabierze.

http://kontrowersje.net/andrzej_duda_mo ... ie_odzyska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prezydent Polski - Andrzej Duda.
PostNapisane: 03 kwi 2018, 14:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Prezydent zawetował ustawę degradacyjną

Prezydent Andrzej Duda zawetował tzw. ustawę degradacyjną. Jako powód podał przepisy pozbawiające stopni wojskowych członków WRON z mocy prawa, bez możliwości złożenia wyjaśnień i bez trybu odwoławczego, a także brak zapewnienia odpowiedniej reprezentacji interesów osób nieżyjących.

Prezydent podkreślił w piątkowym oświadczeniu, że ma jednoznaczne poglądy na osoby budujące aparat opresji, ale jego sprzeciw budzi pozbawianie stopni wszystkich członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, w tym gen. Mirosława Hermaszewskiego, z mocy samego prawa. Stawia ich to – mówił – w gorszej sytuacji niż stalinowskich oprawców, którym przysługuje tryb odwoławczy. Wyraził też zastrzeżenia wobec przepisów o odebraniu stopnia wojskowego osobom nieżyjącym.

– Odmawiam podpisania tej ustawy i kieruję tę ustawę do ponownego rozpoznania przez Sejm – oświadczył prezydent. Zapowiedział spotkanie z szefami MON i Urzędu ds. Kombatantów, by porozmawiać o nowym rozwiązaniu.

– Długo się nad tą ustawą zastanawiałem. Moje poglądy, jeżeli chodzi o czasy słusznie minione, ludzi, którzy brali w nim czynny udział, zwłaszcza jeżeli chodzi o budowanie aparatu opresji, są absolutnie jednoznaczne – powiedział prezydent.

Zaznaczył zarazem, że ustawa o pozbawianiu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu, budzi jego „ogromne wątpliwości”.

Podkreślił, że po wyroku TK i wyrokach sądów powszechnych jest jasne, że „Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, a zwłaszcza jej kierownictwo, to był związek przestępczy o charakterze zbrojnym”, a ci, którzy stali na czele Rady, zajmując jednocześnie najwyższe stanowiska państwowe i partyjne, jak m.in. Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak, Florian Siwicki i Tadeusz Tuczapski, „to ludzie, którzy nie zasługują na szacunek”.

– Jeżeli chodzi o odebranie im stopni wojskowych, to sprawa jest dla mnie mało dyskusyjna; to byli ludzie, którzy szkodzili Polsce, budowali tutaj ustrój zniewolenia – podkreślił prezydent.

Zarazem zaznaczył, że członkami WRON były także takie osoby jak pierwszy polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski – wówczas podpułkownik – a także inni żołnierze w stopniu podpułkownika i pułkownika którzy zostali wpisani do WRON bez ich zgody, rozkazem.

– Rozwiązanie przyjęte w ustawie, które powoduje, że wszyscy członkowie WRON, z tymi podpułkownikami, pułkownikami, nie mają możliwości złożenia żadnych wyjaśnień – chociaż większość z nich żyje do dzisiaj – i nie mają możliwości złożenia żadnego środka odwoławczego po obwieszczeniu przez prezydenta listy członków WRON, tracą stopnie wojskowe, jest czymś, z czym jako prezydent zgodzić się nie mogę – oświadczył Andrzej Duda.

Powiedział, że brak jakiegokolwiek środka odwoławczego sprawia, że w lepszej sytuacji niż członkowie WRON „są chociażby stalinowscy oprawcy w wojskowych mundurach, których sprawy będą rozpatrywane przez ministra, za zgodą prezydenta, a ich rodziny będą mogły odwołać się do sądu”, co – zaznaczył prezydent – znacznie lepiej odpowiada „standardom demokratycznego państwa prawa i standardom pewnej etyki”. Argumentował, że marszałek Michał Rola-Żymierski „przysłany przez sowieckie państwo de facto do nadzorowania polskiego wojska” ma być w lepszej sytuacji niż członkowie WRON.

Przywołał argumenty historyka i senatora prof. Jana Żaryna, że udział gen. Hermaszewskiego w działaniach WRON był „symboliczny”, a został on do niej włączony jako człowiek znany, rozpoznawalny, by łagodzić wizerunek WRON, a także opinię byłego premiera Jana Olszewskiego, iż umieszczanie Hermaszewskiego w jednym rzędzie z generałami stojącymi na czele władz stanu wojennego „obniża rangę tej ustawy, niszczy element symboliczny i jest wątpliwe moralnie”.

Podkreślił, że w trakcie prac sejmowych apelował o umożliwienie wszystkim osobom poddanym degradacji ustosunkowanie się do zarzutów. – Niestety zupełnie nie uwzględniono mojego głosu, jeśli chodzi o WRON – powiedział prezydent.

– W tej chwili bacznie patrzy się na to, jak w Polsce przestrzegane są standardy demokratycznego państwa prawa i praworządności. Jestem przekonany, że rozwiązanie zaproponowane w odniesieniu do członków WRON – brak możliwości złożenia jakichkolwiek wyjaśnień, utrata stopnia wojskowego z mocy samego prawa po wydaniu obwieszczenia przez prezydenta, brak możliwości wniesienia jakiegokolwiek środka odwoławczego – zostałoby po pierwsze zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego, a po drugie do trybunałów europejskich – mówił prezydent.

Zastrzeżenia Andrzeja Dudy wzbudziły ponadto przepisy dające możliwość pozbawiania stopni także pośmiertnie. – Ta sprawa ma wymiar prawny, ale przede wszystkim ma dla mnie wymiar moralny – powiedział prezydent. Oświadczył, że ma wątpliwości, czy ustawa może się odnosić do zmarłych i odbierać im uprawnienia, chociaż „na ten temat można dyskutować” – zastrzegł – gdy skala zbrodni usprawiedliwia takie potraktowanie. – Ale jest jeden element, który ma dla mnie znaczenie etyczne, moralne i po prostu względy pewnej przyzwoitości – podkreślił prezydent.

Chodzi o to – tłumaczył - że rodzina osoby zmarłej, objętej postępowaniem i organizacje społeczne mogą składać wyjaśnienia, ale „jest problem: co, jeżeli nie ma rodziny; co, jeżeli nie ma organizacji kombatanckiej, która w danym przypadku włączyłaby się do postępowania”. Pytał, czy to znaczy, że nie ma nikogo, kto będzie reprezentował interesy tego człowieka i kto podejmie „choćby najmniejszą próbę” znalezienia w archiwach dokumentów przemawiających na korzyść zmarłego, wobec którego wszczęto postępowanie zmierzające do odebrania stopnia.

Poinformował, że rozmawiał o ustawie z premierem Mateuszem Morawieckim i ministrem obrony Mariuszem Błaszczakiem. – Po świętach zaproszę pana ministra, szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, przedstawicieli organizacji kombatanckich, być może również przedstawicieli osób pokrzywdzonych w stanie wojennym, żebyśmy usiedli i przedyskutowali, w jaki sposób załatwić tę trudną sprawę – zapowiedział.

– Ja bym nie chciał, żeby w tych czasach powstała ustawa, która w wolnej, niepodległej i suwerennej Polsce będzie nam dzieliła społeczeństwo, zamiast zostać przyjęta ze zrozumieniem; która nie będzie wywoływała emocji, a przede wszystkim nie będzie niesprawiedliwa. Nie możemy przywracać sprawiedliwości, wprowadzając niesprawiedliwe rozwiązania – oświadczył prezydent.

Ustawę o pozbawianiu stopni wojskowych – także pośmiertnie – osób, które w latach 1943-1990 sprzeniewierzyły się polskiej racji stanu, Sejm uchwalił 6 marca. Jej projekt został przyjęty przez Radę Ministrów i skierowany do Sejmu 1 marca, w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Ustawa przewiduje automatyczne pozbawienie stopni wojskowych członków WRON. Zgodnie z nią członkowie WRON „tracą z mocy prawa stopień wojskowy”, a prezydent „ogłasza, w drodze obwieszczenia, w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej »Monitor Polski« wykaz osób, które utraciły stopień wojskowy”.

Przepisy obejmują też sędziów i prokuratorów Wojskowej Służby Sprawiedliwości, którzy oskarżali albo wydawali wyroki w latach 1943-1956 wobec żołnierzy i osób cywilnych ze względu na działalność na rzecz niepodległości i suwerenności Polski.

– Jesteśmy zaskoczeni i zawiedzeni, ale decyzji prezydenta Andrzeja Dudy dotyczącej zawetowania ustawy degradacyjnej komentować nie będziemy – poinformowała w piątek PAP rzecznik PiS Beata Mazurek.

RP, PAP

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/195 ... cyjna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prezydent Polski - Andrzej Duda.
PostNapisane: 03 kwi 2018, 18:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Czy prezydent Duda miał prawo przepraszać?

Niżej zamieszczam nieco poszerzony tekst mego bardzo ostrego artykułu, który ukazał się tydzień temu na łamach „Warszawskiej Gazety”. Polecam mocno jego lekturę i liczę na odzew czytelników. Pozdrawiam Robert Nowak.

Czy prezydent Duda miał prawo przepraszać?

W ostatnich dniach w związku z rocznicą marca 1968 r. mogliśmy usłyszeć dwa ważne wystąpienia: premiera Mateusza Morawieckiego i prezydenta Andrzeja Dudy. Przemówienie premiera było prawdziwie wyważoną oceną tamtego historycznego wydarzenia. Premier mówił, że możemy być dumni z marca 1968 r. jako wielkiego buntu polskiej młodzieży przeciw komunizmowi i podkreślił, .że ówczesna Polska, uzależniona od Sowietów nie była państwem niepodległym i suwerennym. A zatem nie może odpowiadać za ówczesnych rządzących, którzy siłą spacyfikowali protest młodzieży.
Zupełnie odmienne i sprzeczne z wystąpieniem premiera Morawieckiego było przemówienie prezydenta Dudy. Było ono całkowicie sprzecznym z prawdą historyczną skandalem, samobiczowaniem Dudy w imieniu Polski, do którego prezydenta Naród nie upoważnił. Podobnie jak nie upoważnił niegdyś A. Kwaśniewskiego do narodowego samobiczowania za Jedwabne. Prezydent Duda powiedział m.in.: „Chcę z całą mocą podkreślić, że z wielkim żalem pochylamy głowę, także ja, jako prezydent, i tym, którzy zginęli, zostali wypędzeni, chcę powiedzieć: proszę wybaczcie Rzeczpospolitej, wybaczcie Polakom, wybaczcie ówczesnej Polsce”. Później jeszcze raz powtórzył prośbę o wybaczenie, już na koniec wystąpienia:„Chcę powiedzieć, proszę, wybaczcie Rzeczpospolitej, wybaczcie Polakom, wybaczcie ówczesnej Polsce. Za to, że dokonano tego haniebnego aktu. (...). Szanowni państwo, proszę o wybaczenie dla Polski, dla Rzeczypospolitej, dla tych, którzy wtedy to sprawili.”.
Wypowiadając te nonsensowne ,nierozumne słowa, prezydent Duda zapomniał, że wśród opuszczających Polskę w latach 1968-1969 znalazło się ponad tysiąc bezpieczniackich katów, którzy powinni przeprosić Polaków za swe zbrodnie i powinni być za nie rozliczeni. Dość przypomnieć takich zbrodniarzy jak brat Adama Michnika morderca sądowy Stefan Michnik czy prokurator płk. Helena Wolińska, która zapoczątkowała śmiertelną gehennę generała „Nila” -Fieldorfa, bezprawnie podpisując nakaz jego aresztowania. Obok rozlicznych bezpieczniaków Pollske opuściły wtedy setki byłych politruków, którzy zatruli polskie życie umysłowe w dobie stalinizmu. Takich jak major KBW i pracownik stalinowskiej informacji wojskowej Zygmunt Bauman, który walczył z „żołnierzami wyklętymi”. Czy stalinowski propagandysta Włodzimierz Brus ,który w wieku 29 lat został profesorem SGGW z „bogatym dorobkiem naukowym” w postaci 3 broszur o nędzy w Polsce międzywojennej i raju gospodarczym w Związku Sowieckim. A może mamy przepraszać innego emigranta podłego oszusta polakożercę Jana Tomasza Grossa?

Jak L. Tyrmand zdemaskował emigrujących zbrodniarzy żydowskich

Jakże celnie pisał o dużej części tych emigrantów pomarcowych wspaniały intelektualista polski pochodzenia żydowskiego, a zarazem prawdziwy polski patriota Leopold Tyrmand we wciąż przemilczanej w Polsce książce „Cywilizacja komunizmu”. Jak akcentował Tyrmand:: „Amerykańskie uniwersytety przygarniają dziś Żydów, którzy przez 25 lat swych służb w policjach politycznych Europy Wschodniej ciężko prześladowali ludzi, w tym także innych Żydów -walczących o prawo do niezawisłości sumienia. Dziś Żydzi ci chronią się za swe niegdyś tak łatwo zapominane żydostwo. Fakt, że w Polsce w 1968 roku przypomniano im nagle i brutalnie, że są Żydami,. jest groźny i odrażający, wymaga napiętnowania i potępienia. Ale nie czyni z nich godnych szacunku, a nawet współczucia, a już zupełnie nie upoważnia do solidarności z nimi. (Podkr.- JRN). W chwili poważnej, gdy odwieczne siły ciemnoty grożą i atakują, należy sumiennie oddzielić obronę i protesty w obronie tych Żydów, którzy cierpią tylko za to, że są Żydami, od owych, którzy są jedynie ofiarami zmagań o władzę pomiędzy komunistycznymi politykierami a talmudystami marksizmu. Opluwani, poniewierani i pozbawiani środków do życia Żydzi polscy płacą za kariery i błędy tych drugich, za ich upojenia uzurpowaną władzą. Ludzie ci nie mają moralnego prawa do obrony przede wszystkim jako niestrudzeni architekci tej rzeczywistości, w której po 25 latach, dojść mogło do tak karykaturalnych zwyrodnień myśli i pojęć, jako inżynierowie tej struktury, w której monstrualne kłamstwo tak łatwo jest uczynić prawem życia. Trudno zapomnieć ich fanatyczną wiarę w zło, którą głosili w komunistycznych gazetach, książkach, artykułach. filmach (...) Byli dygnitarze komunistyczni, uciekający z Polski, przeklinają polsko-komunistyczny antysemityzm nieszczerze. Skarżą się nań, wyklinają go w imię fundamentalizmu i traconych posad, wznoszą obłudnie oczy ku niebu i wzywają sfrustrowane duchy żydowskich kreatorów zakonu na świadków. W zasadzie jednak antysemityzm jest im zbawiennym wyzwoleniem w obliczu porachunków z samym sobą. (...) Pognębiono ich za to. że byli Żydami, a nie za to, że chwalili i realizowali gwałt, niewolę i łajdactwo (....)”. (Por. L. Tyrmand : „Cywilizacja komunizmu”, Łomianki 2006,s. 176-177).

Jak profesor A. Walicki obnażył antypolską podłość żydowskich bezpieczniaków -emigrantów w Danii

Nader ciekawym świadectwem są duńskie obserwacje słynnego historyka idei Andrzeja Walickiego, profesora Uniwersytetu Notre Dame w USA i przyjaciela Czesława Miłosza. Pisał on m. in: „ Otóż spotkałem w Danii również innych pomarcowych emigrantów. Ala E., znajoma Zimanda, zraniona i zdumiona wypadkami 1968 roku, ale jeszcze bardziej oburzona zachowaniami byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, którzy po przyjeździe do Danii zaczęli odgrażać sięi Polakom, występować z antypolskimi wypowiedziami w telewizji (...)”. (Por. A. Walicki: „Zniewolony umysł po latach” Warszawa 1993, s.71).

W swej książce prof. Walicki zacytował również fragmenty swego listu do innego żydowskiego emigranta Mietka Orlińskiego: „(...) Pobyt w Danii utwierdził mnie w przekonaniu, że u podstaw wszystkiego leżą konflikty zdegenerowanej góry partyjnej i panów z MSW - mówili mi tu znajomi emigranci ( a więc nie moczarowcy!), że do Danii przyjechało także sporo „pułkowników” z niesamowitą hucpą, nienawiścią do Polski, ( bo dla nich Polska to ich koledzy) i autentycznym (zrodzonym z „niewdzięczności” tych, dla których pracowali) nacjonalizmem żydowskim. Tragiczne jest to, że za wewnętrzne rozgrywki tych panów, z których jedni warci są drugich, płacisz ty i płacę ja- Ty, bo opuściłeś swój kraj, ja bo to jeszcze jedno upokorzenie mojego kraju” .(Tamże,ss.72-73).
O ileż mądrzejszy od przeprosinowego bełkotu prezydenta A.Dudy wobec Żydów okazał się publikowany kilka dni temu głos żydowskiego emigranta pomarcowego do Szwecji, znanego kompozytora i muzyka Jerzego Grunwalda. W wywiadzie udzielonym naczelnemu redaktorowi „SuperExpressu” Sławomirowi Jastrzębowskiemu Grunwald powiedział m.in.: „Uważam, że Polacy nie mają za co przepraszać. Powinni przepraszać ci, którzy do tego doprowadzili, czyli komuniści. To był barbarzyński system, który wykorzystywał takie szanse do wielu złych rzeczy. Nie chcę filozofować, ale wygnanie polskich obywateli żydowskiego pochodzenia było jakąś przykrywką. Na szczęście tera mamy mądry rząd, który walczy z utartymi stereotypami (...) Musimy równie twardo jak inne państwa, w tym Izrael, bronić swego i swojej narracji. Nie dać zapędzić się w kąt (...) Polska przez lat była takim kelnerem, usługiwała wszystkim. I to był błąd. Jesteśmy mądrym narodem, który powinien walczyć o swoje, a nie tylko udowadniać wszystkim, że nie jesteśmy wielbłądami”. (Por. Rozmowa S. Jastrzębowskiego z J. Grunwaldem, pt.: Nie da się niestety integrować z kulturą opóźnioną w rozwoju, „SuperExpress” 12 marca 2018

Jaka szkoda, że na czele polskiego państwa znów stoi kelner, który przez ponad 2 lata nie zdobył się nawet na odebranie orderu najgorszemu polakożercy J.T.Grossowi. Który wszędzie gdzie może peroruje o rzekomym antysemityzmie, nawet przy okazji Marszu Niepodległości, gdzie nie było ani słowa o Żydach. I którego nie stać na zabranie stanowczego głosu potępienia przeciw fali zagranicznego i krajowego antypolonizmu. No cóż, pan Duda oszukał Naród w swej kampanii wyborczej. Osobiście uważam, że powinien przeprosić Polaków za swe oszustwa, a w szczególności za najnowsze podławe przeprosiny wobec Żydów!

Niewiedza prezydenta A. Dudy o historii Polski

Przez kilka lat prezydentury Andrzej Duda pokazał jak wielkie ma zaległości w wiedzy o historii Polski, choć bardzo lubi na ten temat perorować. Przypomnę tylko kilka z wielkiego pasma jego błędów na temat dziejów Polski. Prezydent A. Duda lubi akcentować, że od tysiąca lat jesteśmy wspólna Rzeczpospolitą Przyjaciół: Polaków i Żydów. Mam absolutne wątpliwości co tego terminu. Czy można mówić o przyjaźni między Polakami a żydowskimi kupcami, którzy sprzedawali polskich chrześcijańskich niewolników w X wieku Arabom w Hiszpanii (po drodze byli oni kastrowani w Wenecji ). Prezydent A. Duda powiedział coś szczególnie groteskowego wymieniając jako prekursora tej przyjaźni żydowskiego kupca Ibrahima ibn Jakuba. Biedny ignorant nie wiedział, że kupiec ten handlował polskimi chrześcijańskimi niewolnikami, czyli była to typowa przyjaźń d. z batem. Trudno mówić o polsko-żydowskiej przyjaźni w w XVII -XVIII wieku, gdy Polska nazywana paradisus Judeorum (raj dla Żydów) była miejscem szczególnie wielkiej eksploatacji polskich chłopów przez Żydów. Dość przypomnieć na ten temat świadectwa rozlicznych zagranicznych obserwatorów.

Czasy rozbiorów poza pięknymi wyjątkami typu Berka Joselewicza czy prof. Szymona Askenazego przynoszą zbyt wiele postaci żydowskich sługusów wobec zaborców. Litwacy w Kongresówce byli narzędziem rusyfikacji, przeważająca część Żydów w zaborze pruskim służyła germanizacji. Dodajmy do tego rolę części Żydów w KPP, ich zachowanie na Kresach II RP w latach 1939-1941 i w powojennej żydokomunie. Po co snuć więc kłamliwe niepoważne uogólnienia o Rzeczpospolitej Przyjaciół? Niebywałym nonsensem było odznaczenie Szewacha Weissa Orderem Orła Białego. Pan prezydent Duda zapomniał, że S. Weiss poza częstymi pochlebstwami wobec Polaków maksymalnie popiera żydowskie roszczenia, za co został zmiażdżony przez Grzegorza Brauna w telewizyjnej debacie „Ring”. Groteskowe wręcz były słowa prezydenta Dudy do Weissa w Izraelu, gdy powiedział doń: „Pan zawsze mówi prawdę!” Otóż prawda Weissa polegała przez lata na wybielaniu zbrodni Żydów w bezpiece, twierdzeniu, że w UB było 5, czy 6 Żydów ! Szkoda, że katolicki polityk A. Duda nie pamiętał o tym, że Weiss w swoim czasie ostro zaatakował Prymasa Polski Józefa Glempa za to, że ten słusznie upomniał się o to, żeby Żydzi tez przeprosili Polaków.

Szkoda, że przy takiej niewiedzy o historii Polski pan prezydent Duda nie postarał się o doradcę z historii, choć ma doradcę z narciarstwa. Pytanie, jaki do0radca jest mu bardziej potrzebny do wykonywania obowiązków prezydenta RP?

Katolik Duda. Gesty i „czyny”

Gesty :Ratowanie hostii i obrazu Matki Boskiej przed upadkiem. „Czyny”: Przyznanie Orderu Orła Białego S.Weissowi i kardynałowi S.Dziwiszowi, a zapomnienie o pośmiertnym odznaczeniu tym orderem największego polskiego bohatera II wojny światowej o .M. Kolbe. Brak jakiejkolwiek reakcji Dudy na bluźniercze przedstawienie „Klątwy” w Warszawie. Błędne publiczne zaliczenie największego poety polskiego Odrodzenia J. Kochanowskiego, gorącego obrońcy wiary katolickiej, do luteranów. Wybranie na głównego partnera rozmowy w USA A. Foxmana, zajadłego przeciwnika Polski i katolicyzmu, znanego ze skrajnego potępienia „Pasji” „Gibsona jako rzekomego filmu „antysemickiego”.

Niezrozumiałe uprzedzenia prezydenta A. Dudy wobec kresowian

Kancelaria prezydenta A. Dudy konsekwentnie odmawiała udzielenia protektoratu uroczystościom organizowanym przez kresowian, choć udzielała go dużo mniej znaczącym organizacjom. Szczególnie niezrozumiałe było pominięcie reprezentacji kresowian w składzie komitetu obchodów stulecia niepodległości Polski, w którym znaleźli się m. in. przedstawiciele mniejszości niemieckiej, H.Gronkiewicz - Waltz, H. .Bochniarz ,W. Pawlak i tym podobne „osobistości”. W komitecie tym pominięto również przedstawicieli organizacji „Marszu Niepodległości’, która od sześciu lat organizowała w dniu 11 listopada ponad stutysięczne manifestacje w rocznicę Święta Niepodległości. Warto przy okazji wspomnieć o nadmiernej ustępliwości prezydenta Dudy wobec polityków ukraińskich. O dość zdumiewającym fakcie, że w czasie swoich trzech wizyt na Ukrainie ani razu nie odwiedził grobów Polek i Polaków wymordowanych na Wołyniu. A także , że ani słowem nie wspomniał o ludobójstwie popełnionym na Wołyniu. (Jakże inaczej zachował się prezydent Izraela w czasie wizyty w parlamencie ukraińskim otwarcie mówiąc o zbrodniach popełnionych przed Ukraińców na Żydach).

Ograniczoność miejsca nie pozwala mi tu wspomnieć o rozlicznych innych mankamentach prezydentury A. Dudy. Choćby o przejawach niebywałej miękkości tego byłego działacza Unii Wolności wobec totalnej opozycji. Szczególnie jaskrawym i nonsensownym jego błędem tego typu, od razu tego samego dnia skrytykowanym przez J. Kaczyńskiego było jego wystąpienie 10 kwietnia 2016 r. , postulujące, aby rządzący i opozycja nawzajem sobie przebaczyli. Pytanie, co mają nam wybaczać SLD, KOD, PO i Nowoczesna?

Chciałbym, aby ten mój tekst stał się początkiem otwarcia szerszej uczciwej debaty nad prezydenturą A. Dudy i posłużył do wyciągnięcia jakichś wniosków przez prezydenta A. Dudę i jego otoczenie. Ja osobiście zaznaczam, że po jego najnowszych bezmyślnych przeprosinach mam już szczerze dość takiego prezydenta i bardzo mono czekam na zastąpienie go przez kogoś, kto będzie rzeczywiście reprezentatywny dla naszego Narodu i polskiego patriotyzmu. Ciekaw jestem, czy panowie b. premier Jan Olszewski i prof. Andrzej Nowak, którzy niedawno tak żarliwie bronili prezydenta A. Dudę, zdobędą się na potępienie jego tak niegodnych przeprosin.

Autor: Jerzy Robert Nowak o 17:58:00

https://jerzyrnowak.blogspot.com


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prezydent Polski - Andrzej Duda.
PostNapisane: 24 kwi 2018, 17:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Zdegradować prezydenta!

Wojciech Podjacki

W dniu 6 marca 2018 roku, gdy Sejm uchwalił tzw. ustawę degradacyjną, co prawa strona sali przyjęła gromkimi brawami i okrzykami – „Precz z komuną!”, nikt nie mógł przeczuwać, jaki będzie finał tej inicjatywy, która miała posłużyć do „oczyszczenia Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w sferze symbolicznej” oraz do przywrócenia „właściwego miejsca najwyższym wartościom, wywodzącym się z polskiej tradycji rycerskiej i wojskowej”i. W przeświadczeniu, że proces legislacyjny przebiega sprawnie i bez zakłóceń umacniała nas decyzja podjęta 8 marca przez Senat, który bez zmian przyjął tę ustawę. Prezydent Andrzej Duda na etapie jej procedowania również nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń, o czym świadczy wypowiedź jego rzecznika Krzysztofa Łapińskiego, który jeszcze 26 marca twierdził, że: „Z tego, co wiem, to opinie prawników prezydenckich w żaden sposób nie podważają sensowności czy istoty tej ustawy”ii. Z tymi słowami korespondują także informacje przekazane przez szefa kancelarii premiera, Michała Dworczyka, który powiedział, że: „Ustawa degradacyjna była dość długo przygotowywana i na żadnym etapie kancelaria prezydenta nie zgłaszała zastrzeżeń. […] Z wcześniejszych wypowiedzi urzędników kancelarii pana prezydenta można było wnioskować, że ta ustawa zostanie podpisana, że co do kierunków ideowych nie ma tutaj żadnych wątpliwości, a same zapisy też nie budzą jakichś większych zastrzeżeń”iii. Nie było też widać większego oporu ze strony „opozycji totalnej”, która najwidoczniej pogodziła się z rozwojem wypadków. Słychać było jedynie skowyt „etatowych” obrońców wdów i sierot po utrwalaczach władzy „ludowej”, takich jak senator Rulewski, który uznał, że przyjęte przepisy „noszą w sobie charakter analfabetyzmu historycznego”.
Decyzja prezydenta spadła więc na patriotów jak przysłowiowy grom z jasnego nieba i pozbawiła ich jakichkolwiek złudzeń, że obóz rządzący, z którego szeregów wyszedł Andrzej Duda, może dokonać głębszych zmian w polskiej polityce. A to, co stało się w Wielki Piątek można bez wątpienia zaliczyć do czarnych kart w naszej najnowszej historii. Dlatego nie może dziwić, że najbardziej rozgoryczonym był pomysłodawca tej ustawy, Antoni Macierewicz, który stwierdził: „Bardzo żałuję, że doszło do takiego momentu, kiedy prezydent RP, wybrany w wolnych wyborach przez obóz patriotyczny, formułuje takie stanowisko, które jest sprzeczne w sposób zasadniczy z podstawowymi wskazaniami ruchu niepodległościowego. […] W wymiarze narodowym, ogólnospołecznym to jest znak cofnięcia przemian w Polsce do bardzo wczesnego etapu umów w Magdalence. To naprawdę jest bardzo zła decyzja dla procesu odbudowy niepodległości Polski, a zwłaszcza procesu odbudowy siły i morale […] polskiego wojska”iv. Zawiedziony był także Marek Suski, który uznał, że Andrzej Duda poszedł „ścieżką Lecha Wałęsy – »jest za, a nawet przeciw«”. W jego opinii: „Broń w postaci weta, to jest broń atomowa. Jeżeli prezydent ją wykorzystuje, to nie jest to dobre, skoro jeszcze sam twierdzi, że jest za tym żeby rozliczyć komunizm, a jednocześnie blokuje to rozliczenie. […] Mógł prezydent skierować ustawę do Trybunału Konstytucyjnego wskazując, że ma pewne wątpliwości. Trybunał może pewne przepisy uchylić albo dać zalecenie Sejmowi do wprowadzenia pewnych poprawek. Takie radykalne weto jest czymś rzeczywiście zaskakującym [...]. To jest tak naprawdę zablokowanie choćby moralnego oddzielenia dobra od zła, i argumenty tego typu, że jedni byli bardziej, drudzy mniej aktywni w walce przeciwko obywatelom, którzy chcieli wolnej Polski, jest argumentem bardzo kalekim”v. Prezydenckie weto skrytykował także Krzysztof Wyszkowski, mówiąc, że: „Dziwaczne to postępowanie, które robi wrażenie, jakby precyzyjnie obmyślonego scenariusza na uzyskanie uwagi, popularności, czy odnowienie może wpływów, czy sympatii u strony powiedzmy PRL-owsko-III RP. Bardzo to brzydko wygląda, po prostu bardzo nieładny gest. Nawet jeśli jest to bardzo zmyślne w jakiś tajnych planach pana prezydenta, to bardzo przykre dla mnie osobiście, ale myślę, że również dla części opinii publicznej”vi. Przytoczone komentarze świadczą z jednej strony o wielkim rozczarowaniu postawą prezydenta w kwestii przerwania symbolicznego procesu rozliczenia przeszłości komunistycznej, które wyrażane jest przez część polityków z PiS-u, a z drugiej zaś o ich całkowitym zaskoczeniu takim obrotem sprawy.
Jednak najbardziej zadziwiający jest brak adekwatnej reakcji ze strony premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Mariusza Błaszczaka, którzy przecież osobiście firmowali ten projekt rządowy, co ogłosili na wspólnej konferencji prasowej zorganizowanej 1 marca 2018 roku z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Morawiecki powiedział wtedy, że: „Tym projektem ustawy chcemy przywrócić podstawowy porządek moralny, chcemy nazwać po imieniu zło złem, dobro dobrem, zdradę zdradą, bohaterstwo bohaterstwem. […] My chcemy zdecydowanie przywrócić właściwe proporcje, właściwą rangę tym ludziom, którzy walczyli o wolność. […] To jest właśnie opowiedzenie się po stronie ofiar, a przeciwko złu”vii. Błaszczak oświadczył zaś w triumfalistycznym tonie, że: „Wszyscy czekaliśmy bardzo długo na ten akt sprawiedliwości. Można by powiedzieć w ten sposób, że tak, jak wtedy się mówiło: »wrona orła nie pokona« i rzeczywiście orzeł zwyciężył. I z mocy ustawy ci, którzy tworzyli »wronę« zostają pozbawieni oficerskich stopni wojskowych”viii.
Tym bardziej więc musi dziwić, że po „czarnym piątku” premier Morawiecki nagle zamilkł, a szef resortu obrony oznajmił tylko, że: „W moim przekonaniu sprawa została już zamknięta decyzją Andrzeja Dudy. Z całą pewnością MON nie będzie wychodziło z nowym projektem. Prezydent posiada konstytucyjne uprawnienia związane z inicjatywą ustawodawczą”ix. Dyskusję ze strony partii rządzącej zamknął ostatecznie prezes Kaczyński, który na pytanie dziennikarza: czy prezydent Duda uprzedził o zamiarze zawetowania tzw. ustawy degradacyjnej i czy PiS będzie brało udział w przygotowaniu nowej ustawy? – Odpowiedział, że: „Nie uprzedził. Nie będziemy partycypowali. Uznaliśmy tę sprawę w tym momencie za zamkniętą”x.
No cóż, ręce opadają, gdy słyszy się takie pieprzenie… Być może w przypadku Morawieckiego partia rządząca wzięła sobie do serca rady byłego rzecznika PiS, Adama Hofmana, który zalecał, aby premier nie udawał kogoś, kim nie jest. Stwierdził również, że „on musi wrócić do Excela, musi wrócić do »korpogadki«”. I może jest w tym ziarno prawdy, zwłaszcza, że w ostatnim czasie „złotousty” Mateusz miał wiele żenujących wpadek, co oczywiście odbiło się niekorzystnie na wizerunku jego rządu. Jakoś specjalnie nie dziwi mnie też reakcja Błaszczaka, który położył uszy po sobie i szybko pogodził się ze skandaliczną decyzją prezydenta. Bulwersujące jest natomiast stanowisko Jarosława Kaczyńskiego, który umył ręce jak Piłat i uznał sprawę za zamkniętą, pomimo tego, że cała Polska widziała, jak bił brawo i rechotał z zadowolenia, gdy Sejm przegłosował tę ustawę. W tym kontekście należy więc zapytać: jaką grę prowadzą politycy obozu rządzącego?
O tym, że w sprawie utrącenia ustawy degradacyjnej wierchuszka PiS-u ma nieczyste sumienie świadczą pewne niepokojące fakty. Decyzję bowiem podejmowano w najgłębszej tajemnicy przed elektoratem, ale także przed własnym aktywem partyjnym, a o jej kulisach wiedziało jedynie bardzo wąskie grono wtajemniczonych. Nieszczerze brzmią zapewnienia Kaczyńskiego o tym, że prezydent nie poinformował go o swoich zamiarach, ponieważ Andrzej Duda przed ogłoszeniem decyzji rozmawiał z premierem Morawieckim i ministrem Błaszczakiem, co przyznał w swoim wystąpieniuxi. Prezydenta zdradziła też w pewnym sensie mowa ciała, bo wkroczył na salę konferencyjną dumny jak paw i z podniesionym czołem, jakby chciał nam zakomunikować dobrą nowinę, a następnie całkowicie wyluzowany rozwodził się kilkanaście minut nad motywami swojej decyzji.
Jednakże, gdy sobie przypomnimy okoliczności związane z zawetowaniem w lipcu 2017 roku ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowym Rejestrze Sądowym, to łatwo możemy dostrzec wielką różnicę w zachowaniu „głowy” państwa, ponieważ wtedy był on cały rozedrgany emocjonalnie, co świadczyło o tym, że nie był pewien swojej przyszłości politycznej. Całkowicie odmienna była też reakcja kierownictwa PiS-u, bowiem przy pierwszym prezydenckim wecie Kaczyński i jego najbliżsi współpracownicy byli zszokowani i wpadli we wściekłość, co się uzewnętrzniło w ich nerwowych zachowaniach. Tym razem jednak wszystko przebiegło gładko i bez emocji. O dobrych relacjach Kaczyńskiego i Dudy świadczy również to, że prezydent był obok prezesa PiS-u główną figurą na uroczystościach związanych z 8. rocznicą katastrofy smoleńskiej, które odbyły się zaledwie kilka dni po jego wecie, co raczej nie byłoby możliwe, gdyby byli skonfliktowani. Minister Piotr Gliński zadbał zresztą o to, aby na obchodach „ciemny lud” nie mógł okazać niezadowolenia z działań prezydenta, ponieważ odciął znacznej liczbie uczestników dostęp do Placu Piłsudskiego, za co później przepraszał członków Klubów „Gazety Polskiej” i Rodzin Smoleńskichxii.
Dlatego z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że decyzja o zawetowaniu ustawy degradacyjnej została podjęta kolektywnie przez triumwirat: Kaczyński, Duda i Morawiecki, którzy rozegrali całą sprawę podobnie jak z rekonstrukcją rządu, czyli w tajemnicy i z zaskoczenia. Zastosowali więc scenariusz, który już raz okazał się skuteczny, bo elektorat zawył z bólu, ale miał czas, żeby ochłonąć i wyciszyć się podczas Świąt Wielkanocnych. Z tego właśnie powodu prezydent ogłosił swoją decyzję w ostatnim możliwym terminie, czyli w Wielki Piątek, co zrobił z wyrachowaniem, „mając świadomość, że reakcje mogą być różne, że spotka się z krytyką, także ze strony osób z obozu, z którego się wywodzi, czy z grona swych sympatyków”xiii. Przyjęta taktyka okazała się skuteczna, przynajmniej, jeśli chodzi o aktyw partyjny, ponieważ ograniczyła zakres spodziewanej krytyki, a pierwsze emocjonalne reakcje umknęły wielu Polakom w nastroju przedświątecznej krzątaniny. Po świętach zaś emocje opadły na tyle, że Łapiński mógł z zadowoleniem powiedzieć: „Ustawa degradacyjna zakończyła się wetem, ale nie powinna w żaden sposób przekreślić dobrej współpracy przy wielu innych ustawach i nie powinno być tak, że przeciwnicy obozu dobrej zmiany, przeciwnicy tego rządu, tego prezydenta, będą się cieszyć, jeśli będzie coraz więcej wypowiedzi typu »nie zagłosuję na prezydenta«, »to już nie mój prezydent«. I tak obóz dobrej zmiany dostał teraz zadyszki i ma pewne problemy, więc nie ma sensu, żeby jeszcze się jakoś kłócić i podgrzewać atmosferę przez emocjonalne i daleko idące wypowiedzi”xiv. W ten sposób spacyfikowano nastroje buntownicze, co Paweł Lisicki skomentował następująco: „Słowa Antoniego Macierewicza jak i Marka Suskiego pokazują panujące w PiS nastroje. Jednak są one też oznaką bezradności. Prawo i Sprawiedliwości jest bowiem na Andrzeja Dudę skazane. I bardzo mało prawdopodobne jest to, żeby było w stanie wystawić innego niż on kandydata w 2020 roku. […] Tak czy inaczej PiS innego kandydata nie ma i niewiele wskazuje na to, by go w przyszłości znalazł. A to oznacza, że politycy PiS pokrzyczą, pokrzyczą, a potem powoli pogodzą się z koniecznością”xv.
W tych okolicznościach nie może więc dziwić, że prezydent zniósł krytykę „spokojnie”, nie protestując nawet, gdy część prawicowych mediów zrzuciła na niego całą odpowiedzialność, jednocześnie odsuwając podejrzenia od prezesa Kaczyńskiego. Postawa mediów dyspozycyjnych wobec obecnej władzy nie powinna zaskakiwać, ponieważ, jak to trafnie zauważył Stanisław Michalkiewicz, dziennikarze i publicyści, którzy są alimentowani przez rząd muszą wykonywać jego polecenia, bo inaczej utracą źródło swojego utrzymania. I jak widać mniej się martwią o utratę wiarygodności, ponieważ zapewne uwierzyli słowom „klasyka”, że „ciemny lud wszystko kupi”, niż o utratę alimentów rządowych.
Można też zauważyć, że rozgrywka wokół ustawy degradacyjnej była kolejną fazą „wygaszania” Antoniego Macierewicza, którego wpływy są coraz bezwzględniej rugowane nie tylko z agend rządowych, ale także z partii, co jest elementem szerszego planu przebudowy PiS, o czym już pisałem w tekście pt. Rekonstrukcja czy destrukcja? Kaczyńskiemu radykalne skrzydło zawadza w marszu ku centrum sceny politycznej, gdyż nadmiernie zaostrza przekaz płynący do opinii publicznej, co w oczywisty sposób może odstręczać wyborców umiarkowanych. Wielki Sternik jest jednak zbyt cwany, żeby nie dostrzegać zagrożenia, jakie wynika z realizacji jego planów. Dlatego proces marginalizacji prawego skrzydła rozłożył na etapy, aby uniknąć ewentualnego rozłamu. Najpierw więc dokonał rekonstrukcji rządu i czystek w aparacie, a teraz sukcesywnie ośmiesza byłego ministra obrony, którego projekty jeden po drugim trafiają do kosza. Jego działania są już nawet podważane przez partyjnych kolegów w zakresie wyjaśniania przyczyn tragedii smoleńskiej. Prezes PiS-u nie boi się o to, że Macierewicz mógłby założyć własną partię, bo na to jest już raczej za późno, uwzględniając szybki spadek jego wiarygodności, lecz nie chce utracić wpływów w elektoracie patriotycznym, bez którego poparcia nie utrzyma się przy władzy. A jest mało prawdopodobnym, aby swoim postępowaniem zyskał nadzwyczajne uznanie u wdów i sierot po utrwalaczach władzy „ludowej”, czym mógłby sobie zrekompensować straty na prawicy. Kaczyński zdmuchnął więc Macierewicza jak świecę, ale wcześniej pozbawił go politycznego tlenu, co stało się też przestrogą dla innych potencjalnych buntowników, którzy widząc, jak rozprawiono się z takim twardzielem, natychmiast stracili rezon. Nie zaniedbano również działań destrukcyjnych na zewnątrz. Uruchomiono bowiem czarną propagandę, sięgnięto po kwity i spuszczono ze smyczy sforę prokuratorską, aby w myśl wskazań Naczelnika „na prawo od PiS pozostała tylko ściana”.
Kaczyński najwyraźniej nie dba też o wiarygodność rządu, który przecież w każdej chwili może poświęcić dla realizacji jemu tylko znanych celów. Jednak jest oczywistym, że elektorat prawicowy, zazwyczaj bardziej wyczulony w kwestii uczciwości, może przy tak brudnej grze stracić cierpliwość i nie da się już uspokoić zaklęciami w stylu: „Nie lękajcie się!” lub „Zaufajcie!”. Jak bowiem oceniać zachowanie Morawieckiego i Błaszczaka, którzy powagą swoich urzędów firmowali ustawę degradacyjną? Czyżby wbrew zdrowemu rozsądkowi forsowali bubel prawniczy, jak to sugeruje prezydent i obrońcy komuchów? Myślę, że nie są aż tak głupi, jakich udają w tej sprawie, a sedno tkwi nie w niekonstytucyjności zapisów, lecz w braku woli politycznej do wprowadzenia ich w życie. Kierownictwo PiS-u cynicznie wykorzystało proces legislacyjny związany z tą ustawą, aby podreperować swoje notowania po rekonstrukcji rządu, która była źle odebrana na prawicy i po nieudolnych zabiegach związanych z nowelizacją przepisów o IPN.
Celowym zabiegiem było też ogłoszenie przyjęcia tego projektu rządowego w Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych, czym podkreślono „antykomunistyczny” charakter gabinetu, a przy okazji Morawiecki i Błaszczak przypisali sobie wszelkie zasługi. Jednak, gdy już zgasły flesze, to bez większego żalu porzucili „swój” projekt, a wtedy na scenę wszedł prezydent, który hamletyzując wyrzucił ustawę do kosza. Jakby więc nie patrzeć, to mamy do czynienia z podłą manipulacją i graniem na uczuciach patriotycznych, co zaserwowali nam hipokryci z partii rządzącej. W dodatku wiele wskazuje na to, że jest to test naszej wytrzymałości, ponieważ oczekują nas kolejne wstrząsy związane z przygotowywaną już kapitulacją przed Żydami w sprawie ustawy o IPN i przed Brukselą w kwestii „reformy” sądownictwa.
Paweł Lisicki doszukuje się w wecie prezydenta przesłanek pragmatycznych, z których najważniejszą ma być „wzrost poparcia dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej”, co jego zdaniem miałoby zapobiec utracie wpływów PiS-u w części elektoratu socjalnego, w dalszym ciągu odczuwającego sentyment do PRL-u. Wyborcy ci zostali wcześniej kupieni przez partię rządzącą obietnicami socjalnymi i porzucili swoich lewicowych patronów. Ale czy na takim koniunkturalnym elektoracie można budować plany polityczne? Wiele wskazuje na to, że są to płonne nadzieje, bowiem większość transferów socjalnych nie jest skierowana do „patriotów starej daty”, którzy kochają ojczyznę, ale raczej tę „ludową”, za którą niewątpliwie tęsknią. Jeśli zaś chodzi o „silną obecność państwa w gospodarce”, którą podobno wyborcy lewicowi mają sobie cenić, to jest raczej tęsknota za wielkimi molochami państwowymi, gdzie miałoby być, jak za dawnych czasów, czyli: „czy się stoi czy się leży, to wypłata się należy”. Wyborcy z „ukąszeniem lewicowym” charakteryzują się też pogardą okazywaną „prywaciarzom” i wrogo odnoszą się do obcego kapitału, którego ekspansję wspiera i promuje gabinet Morawieckiego. Dlatego wątpię, aby polityka gospodarcza rządu i „korpogadki” obecnego premiera mogły zachęcić ich do głosowania na Dudę. Nie przeceniałbym także ich rzekomego konserwatyzmu obyczajowego, ponieważ o ile nie przepadają oni za promowanymi przez lewicę dewiacjami, to „klerykalizm” PiS-u może ich skutecznie odstręczyć od głosowania na tę partię. Podobnie jest z tzw. retoryką godnościową na arenie międzynarodowej, bowiem ostatnio nie jest w tym względzie najlepiej, co widać gołym okiem. Ormowcy zaś, o których głosy zabiega prezydent, widzieliby go raczej na trybunie „honorowej” na Placu Czerwonym, gdzie wspólnie z Putinem oddawałby cześć czerwonoarmistom, a to przecież z oczywistych względów jest niemożliwe. Nie sądzę więc, aby ustawa degradacyjna mogła znacząco wpłynąć na notowania PiS-u w elektoracie socjalnym, ponieważ tak naprawdę miała ona jedynie wymiar symboliczny i dotyczyła stosunkowo niewielkiej liczby bandytów spod znaku sierpa i młota. A poza tym bardziej dolegliwa dla utrwalaczy władzy „ludowej” była tzw. ustawa dezubekizacyjna, która obniżyła im świadczenia emerytalne i w pewnym sensie wykreowała grupę pseudo męczenników. Dlatego weto Dudy nie poprawi mu notowań na lewicy, tak jak nie poprawiło wyników Jarosławowi Kaczyńskiemu w 2010 roku chwalenie podczas kampanii prezydenckiej Edwarda Gierka.
W tych okolicznościach można rzec, że wbrew naiwnym kalkulacjom strategów z obozu rządzącego, PiS raczej straci niż zyska wpływy na lewicy, co widać po rosnących notowaniach SLD, bowiem weto prezydenckie uwiarygodniło politycznie i niejako ożywiło truchło komunistyczne. Wydawało się, że po zdekomunizowaniu Sejmu przez wyborców w 2015 roku, komuna się już nie podniesie, ale nikt się nie spodziewał, że Duda pójdzie śladem Wałęsy i zacznie wzmacniać „lewą nogę”. Dlatego rację ma Antoni Macierewicz mówiąc, że decyzja prezydenta wzmocniła środowiska postkomunistyczne, ponieważ: „To będzie traktowane, jako gest w ich stronę i jest gestem w ich stronę. Wzmocni ich wpływy i doprowadzi do bardzo istotnych dylematów dla ludzi obozu patriotycznego”. Komuniści „będą uważali prezydenta za swojego obrońcę, będą uważali, że taką obronę uzyskali, bo tego się domagali działacze KOD-u”. Dlatego zapewne na wieść o decyzji prezydenta w siedzibie SLD wystrzeliły korki od szampana i zapanował wielki entuzjazm, o czym świadczy wypowiedź Leszka Millera, który powiedział: „Byłem przekonany, że prezydent podpisze tą ustawę. Tymczasem sprawił miłą, wielkanocną niespodziankę wetując tą karygodną ustawę”xvi. Zadowolenia nie kryła również Monika Jaruzelska, która stwierdziła: „Jestem zadowolona, że pan prezydent, jako zwierzchnik sił zbrojnych pochylił się nad ustawą. Może ona mieć bardzo złe konsekwencje dla wojska, rozumianego jako całość, ciągłość – i tych wojskowych w okresie PRL-u, jak i dzisiejszych i przyszłych”xvii. Miller rzucił też wyzwanie politykom z obozu władzy, mówiąc, że „jak PiS był taki odważny, to przecież mógł podjąć próbę wprowadzenia takiej ustawy w czasie, kiedy gen. Jaruzelski żył, kiedy mógł się bronić”. Muszę przyznać, że w tej kwestii jest coś na rzeczy, bo gdy piszący te słowa, tak jak wielu innych antykomunistów, pikietował w rocznice stanu wojennego przed warszawską willą na ul. Ikara 5, to na próżno było tam szukać polityków z PiS-u. Miller myli się jednak mówiąc, że partia rządząca wykazała się odwagą dopiero po śmierci renegata Jaruzelskiego, ponieważ utrącenie ustawy degradacyjnej jest raczej przejawem jej obrzydliwego tchórzostwa. Być może na postawę prezydenta i jego politycznego zaplecza miały wpływ napomnienia Towarzyszki Panienki, która 7 marca 2018 roku ujawniła, że: „Na kanapie w moim rodzinnym domu zasiadali nie tylko politycy lewicy, ale również prawicy. Przychodzili się ojca też o różne rzeczy poradzić, czasami poprosić o wpływ na coś. Dzisiaj czasami widzę tych ludzi w telewizji, którzy krzyczą bardzo przeciwko ojcu”xviii.
Prezydent Duda uzasadniając swoją decyzję o zawetowaniu ustawy degradacyjnej zwrócił uwagę na parę kwestii, które jego zdaniem zmusiły go do takiego czynu. Wątpliwości wzbudziły u niego zapisy przewidujące możliwość zdegradowania wszystkich członków WRON bez przyznania im prawa do odwołania się od takiej decyzji. Wskazał również na brak osoby, która z urzędu reprezentowałaby zmarłych, mówiąc, że: „Nie ma takiej instytucji jak rzecznik osoby nieżyjącej, nie ma takiej instytucji, jak przewidziany obligatoryjnie obrońca osoby nieżyjącej”xix. Zwrócił także uwagę na to, że wskazane przez niego mankamenty mogą być pretekstem do zaskarżenia ustawy do Trybunału Konstytucyjnego lub trybunałów europejskich, bo w jego opinii jest to „naruszenie standardów demokratycznego państwa”.
Jednak najbardziej kuriozalnie zabrzmiały słowa prezydenta o tym, że „umieszczanie Hermaszewskiego obok Kiszczaka, obok Jaruzelskiego, obok Tuczapskiego obniża rangę tej ustawy, niszczy element symboliczny, który jest tak ważny, i jest wątpliwe moralnie”. Nie będę się rozpisywał na temat „heroicznego” życia polskiego kosmonauty, ponieważ jego szczegółową charakterystykę przedstawił ostatnio Sławomir Cenckiewicz w artykule pt. Towarzysz Kosmonautaxx.
Chcę jedynie zwrócić uwagę na to, że Mirosław Hermaszewski był nie tylko pierwszym Polakiem w Kosmosie, ale był także tajnym współpracownikiem wojskowej bezpieki, gorliwym aktywistą partii komunistycznej i czynnym funkcjonariuszem aparatu represji, jakim był WRON. Wiele wskazuje na to, że Hermaszewski wbrew temu, co głosi, będąc ulubieńcem Jaruzelskiego i pupilem towarzyszy radzieckich, wykazywał się konformizmem i bez skrępowania korzystał z przywilejów i udogodnień, jakie stwarzał mu status „Bohatera Związku Radzieckiego”. Można się też zgodzić z Cenckiewiczem, który uznał, że: „Samo uczestnictwo w tak znaczącym organie władzy PRL, nawet jeśli było ono bierne i mimowolne, dopóki nie zostało publicznie oprotestowane i zakwestionowane, dopóty obwarowane jest domyślną i praktyczną zgodą oraz pozostaje na zawsze partycypacją w systemie zbrodni”. Słusznie też zauważył, że: „W 2018 roku informator »Długi« ponownie został obsadzony w roli kosmonauty-parawanu, za którym ludzie dawnego reżimu realizują swoje niepolskie interesy, sprzeciwiając się zapoczątkowanej w 2015 roku reformie Wojska Polskiego i wyrwaniu go z sideł »długiego ramienia Moskwy«”. Jeśli się bliżej przyjrzeć wypowiedziom polityków z PiS-u na temat ustawy degradacyjnej, to można wyłuskać ważne informacje, które wskazują też na nieco inną przyczynę jej utrącenia przez prezydenta, który ogłaszając nam hiobową wieść przemawiał do nas słowami Ryszarda Czarneckiego. Ten prominentny i wpływowy polityk partii rządzącej publicznie deklarował, że w tej sprawie będzie „głośno milczał”, ale jednocześnie prowadził dość intensywny lobbing, próbując zapewne wpłynąć na ostateczny kształt ustawy. Kierował się w tym względzie interesem osobistym, bowiem twierdził, że: „Stawianie mojego teścia, gen. Mirosława Hermaszewskiego na jednej płaszczyźnie z ludźmi odpowiedzialnymi za stan wojenny – Jaruzelskim i Kiszczakiem – uważam za bardzo dyskusyjne. […] Mogę powiedzieć, że jest człowiekiem przyzwoitym, świetnym ojcem, bardzo dobrym dziadkiem, co dla mnie jest dość istotne”xxi. Komentując zaś weto prezydenta z satysfakcją stwierdził, że: „Podjął taką decyzję, jaką podjął. Miał do tego prawo. Cynicznie powiem, że muszę zachować lojalność wobec członka własnej rodziny, jak i lojalność wobec mojej rodziny politycznej”xxii. Może więc byłoby lepiej, gdyby Czarnecki, z takimi koneksjami rodzinnymi, kontynuował swoją karierę w SLD, z którego listy wyborczej miał zamiar startować w 2014 roku do Parlamentu Europejskiego jego teść kosmonautaxxiii. Jeśli zaś przyjąć, że o wyrzuceniu do kosza ustawy degradacyjnej zadecydowało także kumoterstwo, to mamy do czynienia z wielką podłością ze strony ludzi, którzy prywatę przedkładają ponad interes państwa, niszcząc tym samym podstawy jego funkcjonowania.
W przypadku pozostałych „argumentów” wysuniętych przez prezydenta Dudę, trzeba stwierdzić, że są one fałszywe. Twórcy ustawy „o pozbawianiu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943–1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”, zamierzali bowiem zdegradować osobników zdeprawowanych moralnie, którzy „w imię totalitarnej ideologii komunistycznej kierowali armię przeciw własnemu narodowi, używali wojska do ograniczania lub pozbawiania jednostek podstawowych praw, dokonywali prześladowań ze względu na pochodzenie i przekonania religijne”. Jest więc oczywistym, że chodziło o symboliczne ukaranie zbrodniarzy komunistycznych, których trudno uznać za niewiniątka, a pomimo tego przewidziano dla nich tryb odwoławczy oraz dołożono starań, aby wnioski o ich degradację były poparte rzetelnymi badaniami archiwalnymi, które miały dostarczyć niezbitych dowodów ich winy. Co więc tak bardzo zbulwersowało prezydenta?
Duda uczepił się przede wszystkim tego, że członkowie WRON mieli utracić stopień wojskowy „z mocy prawa”, bez możliwości odwołania. No cóż, może to budzić pewne wątpliwości, ale zważywszy na ocenę prawną dokonaną przez legislatorów oraz dotychczasowe doświadczenia z przebiegu procesów sądowych, podczas których nieudolnie próbowano rozliczyć sprawców stanu wojennego lub winnych masakry robotników na Wybrzeżu w 1970 roku, nie wspominając już o zbrodniarzach z okresu stalinowskiego, to takie postępowanie jest w pełni uzasadnione.
Sądy bowiem tak długo przewlekały procesy, a oskarżeni permanentnie zasłaniali się „złym” stanem zdrowia lub niepamięcią, aż spokojnie odeszli do komunistycznego „raju”. Degradacja z mocy prawa jest zasadna także z tego względu, że Trybunał Konstytucyjny wyrokiem z 16 marca 2011 roku uznał Dekret o stanie wojennym za niezgodny z Konstytucją RP, a więc za bezprawnyxxiv. Sąd Okręgowy w Warszawie również stworzył podstawy prawne do dochodzenia sprawiedliwości wobec zbrodniarzy z czasów PRL-u, ponieważ wyrokiem z 12 stycznia 2012 roku skazał Czesława Kiszczaka na karę 2 lat więzienia, warunkowo zawieszoną na 5 lat, uznając, że „działając w zorganizowanym związku przestępczym o charakterze zbrojnym” dopuścił się on zbrodni komunistycznejxxv. Konsekwencją tych wyroków musi być więc uznanie wszystkich członków WRON za przestępców, którzy dokonali bezprawnego zamachu stanu i dopuścili się działań zbrodniczych lub swoim zaangażowaniem wspierali ten proceder przestępczy. W takim przypadku nie może być wątpliwości, że zasłużyli na degradację, podobnie jak zasłużył Michał Rola-Żymierski, którego w okresie II Rzeczypospolitej, za przestępstwa korupcyjne, pozbawiono odznaczeń, zdegradowano i wydalono z zawodowej służby wojskowej. Nic więc nie stało na przeszkodzie, aby ta ustawa weszła w życie i przyczyniła się do przywrócenia porządku moralnego w Wojsku Polskim. W przeciwnym razie nie doczekamy się rozliczenia z ponurą przeszłością PRL-u, zbrodniarze komunistyczni będą nadal figurować w naszej historii, jako postacie, o co najwyżej kontrowersyjnych życiorysach, a ewentualne próby dochodzenia sprawiedliwości w sądach utoną w gąszczu procedur biurokratycznych.
Tak samo bezzasadne są zastrzeżenia prezydenta w sprawie degradacji osób zmarłych i jego fałszywa troska o to, że może się nikt nie znaleźć, kto będzie chciał reprezentować nieżyjących „oficerów”. Jest przecież logicznym, że jeśli można kogoś awansować pośmiertnie, co szczególnie ostatnio jest praktyką nagminną, to powinna być także możliwość degradowania po śmierci takich osobników, którzy swoim postępowaniem splamili honor munduru. Twórcy ustawy przewidzieli też katalog osób i instytucji, które mogłyby w trakcie pośmiertnego postępowania degradacyjnego reprezentować osoby zmarłe, obejmujący szeroki krąg rodzinny i organizacje kombatanckie. Nieobojętne na los swoich kamratów okazało się również SLD, które już 9 marca 2018 roku powołało Centrum Monitorowania Skutków Ustawy Degradacyjnej pod kierownictwem Moniki Jaruzelskiej i Janusza Zemke. Centrum, zgodnie z deklaracją rzeczniczki SLD, Anny Marii Żukowskiej, „będzie zbierało informacje dotyczące osób, których dotyczy tzw. ustawa degradacyjna, oferując pomoc prawną w procedurze odwołania”xxvi. Jaruzelska zaś skomentowała powstanie tej organizacji następującymi słowami: „Zaczęłam się angażować, dlatego że już klamka zapadła, mojemu ojcu już to nie pomoże i nie zaszkodzi. Centrum ma sprawdzać, jakie konsekwencje dla ludzi związanych z wojskiem przynosi ustawa. Chcę, by inne rodziny wojskowych widziały, że jestem z nimi, będę starała się pomóc, będziemy mogli udzielać pomocy prawnej”xxvii. W świetle tych faktów widać dokładnie, że argumentacja przedstawiona przez Dudę jest z gruntu fałszywa, ponieważ nie mógł on nie wiedzieć o inicjatywach podejmowanych przez postkomunistów, którzy ogłosili je publicznie na 3 tygodnie przed jego wetem. Podobnie jest z sugerowaniem przez niego, że ustawa degradacyjna może być oprotestowana przez instytucje unijne, ponieważ pomimo jej uchwalenia przez parlament nie było słychać z ich strony głosów sprzeciwu, a wiceminister MSZ, Konrad Szymański, w opinii załączonej do uzasadnienia stwierdził, że: „Projekt ustawy nie jest objęty zakresem prawa Unii Europejskiej”.
Nieprawdziwe są również zarzuty formułowane przez „etatowych” obrońców komuchów, jakoby zapisy ustawy degradacyjnej były nieprecyzyjne, w zakresie określenia czynów podlegających karze degradacji, ponieważ określa to jednoznacznie Art. 3, który stanowi, że:
„Pozbawia się stopnia wojskowego osobę, która z racji ukończonego wieku lub stanu zdrowia nie podlega obowiązkowi służby wojskowej, lub żołnierza rezerwy, którzy w latach 1943–1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu:
1) pełniąc funkcje służbowe lub zajmując stanowiska dowódcze kierowali działaniami mającymi na celu zwalczanie polskiego podziemia niepodległościowego w latach 1943–1956 albo uczestnicząc w tym okresie w zwalczaniu polskiego podziemia niepodległościowego dokonywali drastycznych czynów;
2) wydając rozkazy użycia broni palnej wobec ludności cywilnej;
3) będąc sędzią lub prokuratorem w organach Wojskowej Służby Sprawiedliwości lub w jednostkach podległych oskarżali albo wydawali wyroki w latach 1943–1956 wobec żołnierzy i osób cywilnych ze względu na działalność na rzecz niepodległości i suwerenności Polski;
4) będąc w stopniach wojskowych generałów, pełniąc funkcje służbowe inicjowali lub dopuszczali się prześladowań żołnierzy ze względu na wyznawaną religię lub pochodzenie”.
Wielkim nadużyciem są także wypowiedzi insynuujące, że omawiana ustawa miała na celu załatwienie jakiś bieżących rozliczeń politycznych w wojsku, co w skandaliczny sposób zasugerowała Monika Jaruzelska, mówiąc, że: „Ustawa zmieni wojsko w ludzi całkowicie poddanych, sterroryzowanych tym, że mogą być zdegradowani, mogą być im odbierane mieszkania, emerytury, wynagrodzenie”xxviii. W świetle zapisów tej ustawy i wypowiedzi przedstawicieli MON, można uznać, że postępowaniu w sprawie degradacji miałoby podlegać zaledwie kilkaset osób i to wyłącznie takich, które nie pełnią już od dawna służby wojskowejxxix. Jest więc oczywistym, że miała ona charakter wyłącznie symboliczny oraz dotyczyła wyjątkowych kanalii i zwyrodnialców. Dlatego, o ile można zrozumieć postępowanie Jaruzelskiej, która broni „dobrego imienia” swojego ojca, a przy okazji próbuje zrobić na tym karierę polityczną, to całkowicie niezrozumiałe jest zachowanie prezydenta Dudy, który swoim wetem nie tylko przekreślił wszystko, co zrobił w kwestii rozliczenia z przeszłością PRL-u, ale także wzmocnił pozycję postkomunistów. Jeśli bowiem ustawę degradacyjną zakwestionował polityk wywodzący się z szeregów PiS-u, w dodatku tak wysoko postawiony, to co ma sobie pomyśleć przeciętny Polak, każdego dnia bombardowany kłamstwami, o tym, że krwiożerczy prawicowcy mszczą się na „bohaterach” wojennych? Co on ma sobie pomyśleć, gdy obóz rządzący, podkreślający na każdym kroku przywiązanie do patriotyzmu, porzuca projekt, który z wielkim uporem forsował w parlamencie i głosił jego zalety?
No cóż, widać wyraźnie, że PiS na spółkę z Andrzejem Dudą zafundowali patriotom niemały kryzys moralny. Może rzeczywiście nie chcieli robić przykrości zięciowi Hermaszewskiego, może był to ambicjonalny wybryk prezydenta, możliwe też, że starzy czekiści pociągnęli za właściwe sznurki, a może po prostu był to element rozgrywki obliczonej naiwnie na wzmocnienie wpływów w elektoracie lewicowym. Jednak, bez względu na ich motywacje, weto Dudy należy uznać za zdradę ideałów patriotycznych i za zatrzymanie procesu rozliczenia z przeszłością komunistyczną. W oczywisty sposób nie mogą nas przecież zadowalać nieszczere deklaracje prezydenta, który podobno prowadzi już jakieś konsultacje w sprawie ewentualnego zgłoszenia własnego projektu ustawy. Tym bardziej, gdy do mediów docierają informacje na temat jego groteskowych pomysłów, takich jak zastąpienie degradacji poprzez dopisanie do stopnia wojskowego literek „LWP”, co rzekomo miałoby odróżnić renegatów od generałów Wojska Polskiego zasługujących na szacunekxxx. Nie wiem, czy tego typu koncepcje biorą się z głupoty lokatora Pałacu Namiestnikowskiego, czy być może są efektem poufnych konsultacji z Towarzyszką Panienką, ale z całą pewnością nie wystawiają mu dobrego świadectwa.
Prezydent Duda mógł się zachować przyzwoicie w sprawie ustawy degradacyjnej i skoro dręczyły go jakieś wątpliwości, to zamiast wetowania miał możliwość zgłaszania uwag na całym etapie jej procedowania, a ostatecznie można było przecież skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego. Jednak nie poszedł tą drogą, bo być może nie miał czasu, aby się zapoznać z jej zapisami, wszak luksusowe życie na koszt podatników dostarcza tylu rozrywek, że doba może być za krótka… Pracownicy jego kancelarii też nie znaleźli czasu, aby się zainteresować tą ważną ustawą, a przecież pracuje tam kilkaset osób, pobierających sowite wynagrodzenie i tłuste premie…
Nie jest to zresztą jedyny przykład wiarołomności Andrzeja Dudy, ponieważ w 2017 roku zakwestionował swoim wetem głębokość zmian w sądownictwie, utajnił też aneks do raportu z likwidacji WSI, a swoim uległym zachowaniem wobec środowisk żydowskich i ukraińskich, nielicującym z godnością pełnionego urzędu, przynosi nam tylko wstyd. Dlatego można uznać, że sprzeniewierzył się polskiej racji stanu i powinien z mocy prawa stracić swój urząd. Niestety, nie udało się zdegradować komunistycznych zbrodniarzy, ale za to możemy rozliczyć prezydenta Dudę w wyborach w 2020 roku, tak, jak pozbyliśmy się (p)rezydenta Komorowskiego i jego szoguna.
Jeśli nie chcemy być dłużej upokarzani przez politycznych hochsztaplerów i przebierańców, którzy udają kogoś, kim nie są w rzeczywistości, to powinniśmy się zastosować do rady Adama Wielomskiego, którego zdaniem „polska antysystemowa prawica musi wyłonić jednego i tylko jednego, »ekumenicznego« kandydata”xxxi, który uzyska wystarczająco duże poparcie, aby zapoczątkować proces tworzenia na prawo od PiS-u nowej i szczerze polskiej formacji politycznej. Nie oglądajmy się też na prezesa Kaczyńskiego, który najwidoczniej nie ma szczęśliwej ręki do namaszczania kandydatów, bowiem wymyślił już takich „asów”, jak Lech Wałęsa i Andrzej Duda, którzy szybko zaczęli wzmacniać „lewą nogę” i ostatecznie „stanęli tam, gdzie kiedyś stało ZOMO”.

Wojciech Podjacki
i http://www.sejm.gov.pl/sejm8.nsf/druk.xsp?nr=2319
ii http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/popol ... Id,2562084
iii https://www.tvp.info/36637277/dworczyk- ... radacyjnej
iv https://wnet.fm/2018/03/30/macierewicz- ... wojennego/
v http://www.tvp.info/36623592/suski-weto ... cha-walesy
vi http://wtg.niezalezna.pl/221270-krzyszt ... l-i-iii-rp
vii https://www.premier.gov.pl/mobile/multi ... yjnej.html
viii http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018 ... ciwko-zlu/
ix https://wiadomosci.wp.pl/blaszczak-kome ... 259273857a
x https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju ... 27350.html
xi http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wyd ... yjnej.html
xii http://telewizjarepublika.pl/wicepremie ... 63411.html
xiii http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/ ... ydent.html
xiv http://www.prezydent.pl/kancelaria/akty ... z-pis.html
xv https://opinie.wp.pl/pawel-lisicki-ryzy ... 538843777a
xvi https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju ... 26078.html
xvii https://wiadomosci.wp.pl/monika-jaruzel ... 750557313a
xviii https://wiadomosci.wp.pl/tlit-monika-ja ... 680097409a
xix http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wyp ... yjnej.html
xx S. Cenckiewicz, Towarzysz Kosmonauta, „Do Rzeczy” nr 15/2018, s. 62-65.
xxi http://www.space24.pl/ryszard-czarnecki ... degradacja
xxii https://wpolityce.pl/polityka/388262-na ... -charakter
xxiii https://wiadomosci.wp.pl/ryszard-czarne ... 231286401a
xxiv http://trybunal.gov.pl/postepowanie-i-o ... -wojennym/
xxv https://www.wprost.pl/287868/Wyrok-w-sp ... glosil-sad
xxvi https://sejmlog.pl/sld-oraz-monika-jaru ... adacyjnej/
xxvii https://wiadomosci.wp.pl/monika-jaruzel ... 929664641a
xxviii https://sejmlog.pl/sld-oraz-monika-jaru ... adacyjnej/
xxix http://www.defence24.pl/sejm-uchwalil-u ... kaset-osob
xxx https://wiadomosci.wp.pl/nieoficjalnie- ... 351316097a
xxxi A. Wielomski, Kandydat „ekumeniczny”, „Najwyższy czas”, nr 15-16/2018, s. LXIV–LXV.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prezydent Polski - Andrzej Duda.
PostNapisane: 26 lip 2018, 06:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Referendum stało się zakładnikiem interesów partyjnych

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Czym jest odrzucenie przez Senat, a de facto przez senatorów PiS prezydenckiego referendum konsultacyjnego w sprawie zmiany Konstytucji RP?
– Wczorajszy dzień spędziłem w Senacie i miałem okazję rozmawiać – pomijając nazwiska – z kilkoma osobami. I właściwie od wczorajszego ranka, co zaznaczyłem na swoim profilu społecznościowym, nie było tajemnicą, że PiS będzie chciało odrzucić inicjatywę prezydenta Dudy. Usłyszałem nawet sformułowanie, że decyzja o odrzuceniu to „akt miłosierdzia” wobec głowy państwa, który ma uchronić prezydenta przed kompromitacją referendalną. Chodzi o to, że po pierwsze inicjatywa została kiepsko przygotowana, referendum było zagrożone niską frekwencją, do tego kosztowałoby niemało, a także – na co zwróciła uwagę Państwowa Komisja Wyborcza – oznaczałoby bałagan prawny.

Decyzja senatorów miała uchronić prezydenta przed kompromitacją czy może upokorzyć?
– No właśnie… Z jednej strony można to nazwać uchronieniem prezydenta łamane na upokorzenie. Każdy może sobie to odczytać tak, jak chce.

A może pokazanie prezydentowi, jaka jest jego pozycja w szeregach PiS, z którego się wywodzi?
– Ująłbym to nieco inaczej, mianowicie – w mojej ocenie – prezydent Duda nie odrobił lekcji i źle przygotował całą konstrukcję i de facto całe zadanie.

W czym tkwi istota problemu?
– Po pierwsze, że trzeba zmienić obecnie obowiązującą Konstytucję, bo jest ona wadliwa – to nie ulega wątpliwości. Jako obywatele, również jako posłowie widzimy, że Konstytucja wymaga zmiany, a nie łatania, i co do tego nie ma wątpliwości, ale do sprawy trzeba podejść w sposób fachowy, profesjonalny. Po pierwsze, na dzisiaj powinno się pojawić jedno pytanie, na które powinna paść prosta odpowiedź „Tak”, „Nie”, mianowicie: Czy jesteś za zmianą obecnie obowiązującej Ustawy Zasadniczej? I osobiście poszedłbym tym tokiem. Odpowiedź jednoznaczna na proste pytanie: Czy jesteś za zmianą obecnej Konstytucji tak, żeby wprowadzić Polskę w XXI wiek? Odpowiedź „Tak”, „Nie” otwierałaby powołanie konstytuanty czy komisji konstytucyjnej, która rozpoczęłaby długoletni proces – przynajmniej pięć czy sześć lat, i dałaby czas potrzebny na rozpisanie i przygotowanie nowej Konstytucji RP.

I dopiero na kolejnym etapie już po powołaniu konstytuanty przy prezydencie czy też przy parlamencie – jest to oczywiście kwestia do ustalenia – powinny się odbyć przynajmniej dwa referenda, które przynajmniej po części, cząstkowo dałyby odpowiedź na kilka ważnych, choć spornych kwestii, które powinny zostać ujęte w nowej Konstytucji. Na koniec w ramach referendum powinno się odbyć przyjęcie bądź nieprzyjęcie proponowanej Konstytucji. I osobiście tak widziałbym przeprowadzenie całej debaty. Dlatego – w mojej ocenie – prezydent poszedł na łatwiznę, bo 10 pytaniami przedstawionymi w takiej, a nie innej formule nic nie zostałoby rozstrzygnięte. To referendum niczego nie załatwiłoby, a jednocześnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wszystko zostało tak przygotowane, aby referendum się nie odbyło.

Chce Pan powiedzieć, że prezydent Duda – mówiąc kolokwialnie – sam sobie strzelił gola?
– Mam wrażenie, że po części tak. Przypomnę, że z ramienia Kukiz’15 byłem na konsultacjach w Pałacu Prezydenckim. I muszę powiedzieć, że w pewnym momencie samo środowisko Pałacu Prezydenckiego przyznało się – oczywiście po cichu, bo nikt nie skrytykuje szefa – że niestety, ale forma i to, co chciałby osiągnąć prezydent Duda, nie jest do końca ani jasne, ani spójne.

Jak to rozumieć? Przecież – jak wiemy – prezydent sam zaproponował zmianę Konstytucji i parł do tego, aby to referendum się odbyło.
– Sam pomysł był jasny, aby na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości Naród się wypowiedział, czy chce zmiany Konstytucji. Nagle pojawił się cały szereg różnych pytań, które zostały sformułowane w ramach konsultacji, ale pytanie jest zasadnicze: Co z tych odpowiedzi miało wynikać? Tak czy inaczej sam pomysł nie był zły, tylko analizy i tok logiczny były niespójne i wadliwe.

To może prezydent ma złych doradców? Czy są to klakierzy, którzy zamiast wyrażać swoje opinie, także krytyczne, przytakują szefowi?
– Od oceny zespołu, jakim się otacza, czy jest dobry, czy zły, jest prezydent Duda, który za współpracowników wybrał sobie takich, a nie innych ludzi. Jednak bez wątpienia ta porażka prezydenckiego projektu w Senacie powinna dać Andrzejowi Dudzie dużo do myślenia. Obawiam się, że prezydent tym krokiem, tak wykonanym spalił słuszną i ważna dla państwa polskiego ideę. Niestety, ale wygląda, że po raz pierwszy została ośmieszona idea referendum. I to jest mój największy zarzut, że pozwoliliśmy ośmieszyć cenną inicjatywę, uznając, że jest za droga, jeśli chodzi o koszty. A więc przeliczyliśmy to na pieniądze, gdy politycy lekką ręką marnują znacznie większe pieniądze.

Druga sprawa, co mogliśmy usłyszeć w komentarzach, mianowicie: po co pytać Naród, skoro Naród ma swoich reprezentantów w postaci posłów, senatorów i rząd. Tyle tylko, że na tym polega istota referendum. Odnoszę też wrażenie, że klasa polityczna strasznie boi się opinii i głosu suwerena, jakoś politykom jest to nie na rękę. I to nie jest pierwszy przypadek, kiedy tak się dzieje. Co by nie powiedzieć, politycy pokazali, że kiedy pytania są im nie na rękę, to szybko potrafią ogłosić, że jadą na grzyby, na ryby, do lasu albo że referendum to wymysł prezydenta, a tak w ogóle po co media mają o tym mówić i po co prowadzić kampanię referendalną. Innymi słowy, referendum – według mnie jako polskiego polityka – stało się zakładnikiem interesów partyjnych i to jest najbardziej słuszny wniosek. Niestety, ale dzisiaj jest czarna środa dla prezydenta.

A może to jest odpowiedź PiS prezydentowi Dudzie, który zadarł ze swoją macierzystą partią, wetując przed rokiem ustawy dotyczące Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądowniczej oraz ustawę degradacyjną?
– To są wszystko fakty, ale bardzo nie chciałbym, aby sprowadzać funkcję prezydenta do pozycji notariusza działań swojej macierzystej partii. Prezydent jako głowa państwa ma prawo wetować ustawy i z tego prawa korzysta. Jeśli iść drogą rozumowania, którą przedstawił pan redaktor, to możemy dojść do klinczu. Przypomnę, że wkrótce na biurko prezydenta trafi znowelizowana ustawa o Sądzie Najwyższym, przed nami ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego i pytanie, czy będzie rewanż. Tym bardziej że w przypadku europarlamentu byłoby to bardzo ciekawe.

Czy ta dzisiejsza decyzja Senatu jeszcze bardziej nie poróżni obu stron?
– Myślę, że prezydent może chcieć się odegrać przy zmianie ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego, pokazując, że staje w obronie wszystkich sił politycznych i nie pozwoli na zabetonowanie sceny politycznej na Prawo i Sprawiedliwość i Platformę Obywatelską. I prawdopodobieństwo, że tak się może stać jest – według mnie – duże. Swoją drogą na ewentualnym wecie prezydenckim – w tym przypadku – zyska Polska, skorzystają Polacy.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/199 ... endum.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prezydent Polski - Andrzej Duda.
PostNapisane: 29 sie 2018, 20:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Zdegradować Dudę! -Apel Ligi Obrony Suwerenności

Kilka dni temu otrzymałem godny uwagi tekst od kierownictwa Ligi Obrony Suwerenności. Jest to działająca od lat z siedzibą w Gdańsku partia patriotyczna, kierowana przez Wojciecha Podjackiego. W dłuższym oświadczeniu Ligi Obrony Suwerenności, sygnowanym przez jej przywódcę Wojciecha Podjackiego, stwierdzono m.in. w kontekście weta A. Dudy w sprawie degradacji członków WRON-u:

„Weto Dudy należy uznać za zdradę ideałów patriotycznych i za zatrzymanie procesu rozliczenia z przeszłością komunistyczną … Nie jest to zresztą jedyny przykład wiarołomności Andrzeja Dudy, ponieważ w 2017 roku zakwestionował swoim wetem głębokość zmian w sądownictwie, utajnił też aneks do raportu z likwidacji WSI, a swoim uległym zachowaniem wobec środowisk żydowskich i ukraińskich, nie licującym z godnością pełnionego urzędu, przynosi nam tylko wstyd. Dlatego można uznać, że sprzeniewierzył się polskiej racji stanu i powinien z mocy prawa stracić swój urząd”

Warto przypomnieć, że Liga Obrony Suwerenności uczestniczyła w wyborach prezydenckich jako jedna z partii politycznych popierających wybór A. Dudy na prezydenta RP. Myślę, że swym tak jednoznacznym oświadczeniem Liga Obrony Suwerenności daje świetny przykład dla innych organizacji i partii patriotycznych, które zachęcam do podobnych inicjatyw. Duda, marionetka w rękach Żydów, sterowany przez teścia polakożercę J. Kornhausera, ostatnio skompromitował się między innymi haniebnymi przeprosinami Żydów za marzec 1968, przepraszając w ten sposób także ubeckich morderców żydowskich - „mordercę sądowego” Stefana Michnika i zbrodniczą prokurator płk. Helenę Wolińską Apeluję do innych organizacji patriotycznych, w pierwszym rzędzie do Ruchu Narodowego i organizacji Kresowian o podjęcie decyzji podobnych do Ligi Obrony Suwerenności i zablokowanie szansy wyboru zdrajcy Dudy na kolejną kadencję prezydenta RP.

https://jerzyrnowak.blogspot.com/2018/0 ... brony.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prezydent Polski - Andrzej Duda.
PostNapisane: 31 paź 2018, 17:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Jerzy Robert Nowak - Andrzej Duda - biografia prawdziwa

NOWOŚĆBESTSELLERPOLECAMY
Jerzy Robert Nowak - Andrzej Duda - biografia prawdziwaJerzy Robert Nowak - Andrzej Duda - biografia prawdziwa
PRZEDSPRZEDAŻ - WYSYŁKA PO 19.11.2018 R.
44,50 zł

"Dotrzymam słowa, bo jestem człowiekiem, który ma swoje słowo za świętość i zrobię wszystko,
żeby zrealizować plan naprawczy Polski, o którym mówię w tej kampanii.
To jest moja odpowiedzialność".

Andrzej Duda, 7 maja 2015


Postać obecnego Prezydenta RP wzbudza wiele kontrowersji, zarówno w środowisku członków i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, jak i totalnej opozycji. Jedni zarzucają Andrzejowi Dudzie blokowanie zmian wprowadzanych przez "zjednoczoną prawicę" i uległość wobec roszczeń żydowskich, a drudzy, że pełni wyłącznie funkcję długopisu Jarosława Kaczyńskiego.

A czy zastanawialiście się Państwo kim jest, skąd się wziął, kogo reprezentuje i co najważniejsze – jakie są dokonania (bo przecież liczą się czyny, a nie słowa) Andrzeja Dudy?

Jerzy Robert Nowak na 250 stronach w najbardziej demaskatorskiej książce tego dziesięciolecia, w absolutnie bezkompromisowy sposób przedstawia konotacje rodzinne, kulisy kariery i dokonania krakowskiego prawnika, pełniącego obecnie funkcję Prezydenta RP.

Wszystko poparte bogatą faktografią, a także cytatami polityków i publicystów (książka liczy prawie 400 przypisów i odnośników!).

"Warunkiem sukcesu w demokracji jest przede wszystkim krótka pamięć wyborców, z których większość słabo rejestruje, kto kim był – co mówił, co przemilczał, co uczynił a czego zaniechał – dawniej niż w zeszłą środę. Żerujący na tym politycy mogą na bezczelnego stawać do kolejnych wyborów, słusznie zakładając, że tzw. opinia publiczna zdążyła się tymczasem kompletnie „zresetować”. Większość mediów współtworzących otulinę propagandową szerokiego układu władzy III/IV RP tylko ten proces zbiorowej amnezji wspomaga.

Tymczasem Jerzy Robert Nowak tę właśnie demokratyczną zabawę psuje – jako systematyczny kronikarz, skrupulatny protokolant naszych czasów, utrudnia polityczną mimikrę i patriotyczne pozerstwo. Czego najlepszym przykładem niniejsza książka – przypominając ścieżkę kariery aktualnej głowy państwa – od UW do PiS, od prowincjonalnej adwokatury do belwederskiej prezydentury – Jerzy Robert Nowak odziera wyborców Andrzeja Dudy z ostatnich złudzeń".

Grzegorz Braun


Ilość stron: 248

Oprawa: miękka

Rozdziały książki Jerzego Roberta Nowaka "Andrzej Duda - biografia prawdziwa":

Wstęp

1. Przemilczane karty z życiorysu

2. Dwór Andrzeja Dudy

3. Mięczakowatość prezydenta

4. Hamulcowy Duda i jego szkodliwe weta

5. Słabości polityki zagranicznej Dudy

6. Prezydent partaczunio

7. Ostatnia nadzieja lemingów

8. Prożydowskość prezydenta kosztem interesów Polski

9. Fatalna polityka odznaczeniowa

10. Prezydent Duda odznaczył Orderem Orła Białego żydowskiego roszczeniowca wobec Polaków

11. Andrzej Duda mianował generałem renegata J. Karskiego

12. Katolicyzm Dudy w ogniowej próbie

13. Notoryczny kłamca Duda

14. Cechy charakteru Andrzeja Dudy

15. List śmiertelnej ofiary Andrzeja Dudy

Zakończenie

https://www.3dom.pro/Jerzy-Robert-Nowak ... ?ref=f3DOM


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 265 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 14, 15, 16, 17, 18

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 14 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /