Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 168 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 12  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 23 sie 2014, 09:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Rozbić lokalne kliki

Krzysztof Losz

Wybory samorządowe za pasem, premier ogłosił, że odbędą się 16 listopada, a już za kilka dni rozpocznie się formalnie kampania wyborcza. Wybierać będziemy około 50 tysięcy radnych różnych szczebli, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Na te wybory wielu Polaków patrzy przede wszystkim jako na test dla dwóch głównych partii politycznych: Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości. Głosowanie (zwłaszcza do sejmików wojewódzkich) pokaże, jakim poparciem cieszą się te ugrupowania: czy utrzymana zostanie tendencja spadku popularności partii Donalda Tuska i wzrostu poparcia społecznego dla stronnictwa Jarosława Kaczyńskiego.

Źle by się jednak stało, gdyby wyborcy koncentrowali się tylko na śledzeniu rywalizacji między PiS i PO. Samorządowe głosowanie ma bowiem ogromne znaczenie dla lokalnych społeczności. Wiele gmin czy powiatów jest dobrze zarządzanych, ale nie brakuje też niestety przykładów samorządów, które przekształciły się w siedlisko układów, koterii, korupcji, prywaty. I nie ma znaczenia, czy w samorządzie rządzi jakaś partia, czy ludzie bezpartyjni. Tak patologicznie funkcjonująca gmina bardziej doskwiera ludziom w codziennym życiu niż nieudolny rząd, bo to miejscowi urzędnicy mają bezpośredni wpływ na życie ludzi. I listopadowe wybory są teoretycznie okazją do tego, aby tam, gdzie to potrzebne, te lokalne kliki rozbić, aby władzę objęli nowi ludzie, uczciwsi, wolni od szkodliwych powiązań.

Nie ma się jednak co łudzić, że tak się stanie, bo te samorządowe układy trzymają się mocno od wielu lat. Lokalne media są w większości słabe, często zresztą zależne finansowo od gminy czy powiatu, więc nie mają interesu, aby o tych patologiach pisać. Nacisk, presja społeczna na te władze zaś w zasadzie nie istnieje. Nadzór ze strony władzy państwowej nad samorządami ma też ograniczony charakter, a poza tym rząd ma swoje problemy i nie będzie brał na siebie „dodatkowych obowiązków”.

Polskie państwo wymaga reformy, przebudowy. Zmian potrzebują też samorządy i im szybciej politycy sobie to uzmysłowią, tym lepiej. Być może dobrym pomysłem na likwidację lokalnych klik, choć nie jedynym, byłoby wprowadzenie zasady, że urząd wójta, burmistrza, prezydenta, starosty czy marszałka można sprawować najwyżej przez dwie kadencje. Ten rząd i parlament pewnie samorządami już nie będą sobie głowy zaprzątali, ale po wyborach w 2015 roku władza centralna powinna się poważnie wziąć za reformę samorządów. Same zmiany na górze nie wystarczą.

http://www.naszdziennik.pl/wp/93019,roz ... kliki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 23 sie 2014, 09:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Panika. Jaka panika?

Krzysztof Losz

W Platformie Obywatelskiej nastroje przed wyborami samorządowymi są kiepskie. Partia wpadnie w poważne wewnętrzne kłopoty, jeśli duża grupa działaczy i członków ich rodzin straci mandaty i atrakcyjne miejsca pracy w samorządach.

Sondaże wskazują, że PiS ma dużą przewagę nad PO, i ta tendencja na razie wydaje się trwała. Co prawda do listopadowego głosowania może się jeszcze wiele wydarzyć, ale trudno sobie wyobrazić inny scenariusz niż porażka Platformy. To powoduje, że nastroje w partii rządzącej są złe, bo wielu działaczy musi się liczyć z bolesną utratą władzy: PO może wypaść z koalicji rządzącej w kilku sejmikach (np. mazowieckim, lubelskim), wiele wskazuje też na to, że utraci część foteli burmistrzów, prezydentów, starostów. – To może być przynajmniej kilka tysięcy stanowisk, ale utrata władzy oznacza też to, że w urzędach dojdzie do zmian personalnych i wielu naszych działaczy i członków ich rodzin może stracić pracę. I trudno się dziwić, że ludzie boją się tych wyborów – mówi nam jeden z mazowieckich posłów PO. – Czasami to przybiera formę paniki, niektóre osoby już teraz, przed wyborami szukają sobie miejsca na „miękkie lądowanie” w różnych agendach rządowych – dodaje.

Urzędowy optymizm
Oficjalnie jednak liderzy PO zachowują optymizm, twierdzą, że nie ma mowy o żadnej panice, że partia się zmobilizuje przed wyborami, że to głosowanie można jeszcze wygrać. Małgorzata Kidawa-Błońska, rzecznik rządu, wierzy w zdolności Donalda Tuska i PO do mobilizowania elektoratu i odzyskiwania poparcia wyborców. – Jesteśmy dobrze przygotowani do wyborów – przekonuje Kidawa-Błońska.

Pierwsze polityczne starcie już wkrótce – 7 września odbędą się wybory uzupełniające do Senatu w trzech okręgach (Siedlce, Rybnik i północna część województwa świętokrzyskiego). Platforma liczy na zdobycie przynajmniej jednego mandatu (do tej pory te trzy mandaty należały do senatorów z PiS) – największe szanse ma teoretycznie w Rybniku. Parlamentarzyści PO, z którymi rozmawialiśmy, mówią, że jeśli wrześniowe głosowania zakończą się klęską Platformy, może to jeszcze bardziej pogorszyć jej perspektywy przed głosowaniem samorządowym. Bo członkowie partii i jej sympatycy przestaną wierzyć w sukces, to zaś spowoduje spadek mobilizacji. I zaogni tarcia wewnętrzne. – Sytuacja jest napięta i z tego powodu, że część moich kolegów, którzy obawiają się, że nie dostaną się do Sejmu lub Senatu za rok, planowała start w wyborach samorządowych. Jednak potencjalnie wolnych stanowisk jest niewiele, bo przecież burmistrz czy starosta nie zrezygnuje z fotela po to, aby zajął go poseł – wyjaśnia nasz rozmówca. I przyznaje, że „tragedią polityczną” dla PO byłaby utrata władzy w sejmikach oraz w niektórych dużych miastach, gdzie od dawna rządzi – jak w Warszawie – bo w tamtejszych instytucjach samorządowych pracuje tysiące ludzi z rekomendacji Platformy. Nie można też zapominać o tym, że ludzie, którzy przestaną być prezydentami miast czy marszałkami województw, będą chcieli za rok wystartować w wyborach parlamentarnych. To z kolei zaostrzy jeszcze bardziej partyjną rywalizację o miejsca na listach wyborczych.

Tuskobus tylko zaszkodzi
Spadek poparcia wśród wyborców martwi zwłaszcza liderów struktur terenowych. Tajemnicą poliszynela jest, że po ubiegłorocznych wyborach w PO w wielu organizacjach miejskich, powiatowych czy wojewódzkich trwa walka o wpływy między frakcjami. I jeśli Platforma gdzieś utraci władzę, to może to być okazja do wewnętrznych rozliczeń i odwołania dotychczasowych liderów.

Nic więc dziwnego, że jedyne, co pozostaje PO, to wiara w „nadzwyczajne zdolności” Donalda Tuska i wsparcie prorządowych mediów w rozpętaniu kampanii przeciwko PiS. To „straszenie PiS-em” zresztą już jest widoczne, choć nie przynosi takich efektów, jakich oczekiwałaby Platforma.

Członków PO zastanawia wymowne milczenie Tuska, który od dawna nie zabiera głosu, unika nawet konferencji prasowych, nawet tych, które odbywają się po posiedzeniach rządu. – Premier nie ma jeszcze przygotowanego planu działania. On się cały czas krystalizuje – mówi nam osoba z władz krajowych PO. – Na razie Tusk musi się skupić nad tym, jak rozwiązać sprawę afery podsłuchowej i dymisji ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza – dodaje. I zdradza, że ogłoszenie decyzji w tej materii ma być początkiem „nowego otwarcia, ofensywy” Platformy Obywatelskiej. Mało kto zaś w samej PO wierzy w to, że w Polskę ruszy tuskobus z premierem na pokładzie, aby objechać kraj i pomóc Platformie Obywatelskiej przed wyborami. – Jeśli ktoś namawia premiera do takiej podróży, to robi błąd. Donald Tusk już nie ma na ludzi takiego wpływu jak kilka lat temu. Objazd po kraju może przynieść nam więcej strat niż korzyści, bo premier wszędzie będzie raczej słyszał słowa krytyki i pretensji ludzi do rządu niż pochwały. I taki przekaz siłą rzeczy będzie miał miejsce w mediach. Więc nie ma powodu, aby się samemu wystawiać na ostrzał – twierdzi jeden z posłów PO.

http://www.naszdziennik.pl/wp/93013,pan ... anika.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 26 sie 2014, 07:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Tusk ogłosi koniec afery?

Premier chce narzucić ton rozpoczynającej się kampanii przed wyborami samorządowymi, za jednym zamachem uciszając temat afery podsłuchowej w swoim rządzie.

Donald Tusk może jutro wystąpić przed Sejmem, ogłaszając plany swojego rządu na kolejne miesiące. Marszałek Sejmu Ewa Kopacz zapowiedziała, że na dzisiejszym Prezydium Sejmu zgłosi wniosek o wprowadzenie tego punktu do porządku obrad.

Sejm zbierze się po ponadmiesięcznej przerwie wakacyjnej. Na rozpoczęcie nowego politycznego sezonu przemówić ma premier. Najpewniej w środę szef rządu ogłosi plan pracy na ostatni rok kadencji swojego gabinetu. Wystąpieniem premier może narzucić ton rozpoczynającej się kampanii wyborczej przed wyborami samorządowymi, jednocześnie przykrywając temat afery podsłuchowej. Do końca wakacji politycy rządzącej koalicji zapowiadali wyjaśnienie tzw. afery taśmowej, a szef koalicyjnego PSL, wicepremier Janusz Piechociński podawał nawet w wątpliwość sens dalszego istnienia koalicji, jeżeli do końca sierpnia afera nie zostanie wyjaśniona.

Wyjaśnienie, czyli zanudzenie
Sformułowanie „wyjaśnienie afery” jest chyba inaczej rozumiane przez tych, którzy w aferę bezpośrednio są zamieszani. W ich rozumieniu „wyjaśnienie” oznacza znudzenie opinii publicznej tematem rozmów nielegalnie nagranych polityków partii rządzącej i – po przerwie wakacyjnej – podrzucenie przez rządzących innych, wiodących tematów debaty politycznej. W ten sposób zdaje się rozumować jeden z bohaterów nielegalnych podsłuchów, minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. W ostatnich tygodniach, udzielając licznych wywiadów, szedł w zaparte. Próbował przekonywać, że to „nic takiego”, że rozmawiał z prezesem mającego, zgodnie z Konstytucją, prowadzić niezależną politykę Narodowego Banku Polskiego o tym, by w sytuacji potężnej dziury budżetowej NBP prowadził na tyle łagodną dla rządu politykę, żeby rząd wspólnie z NBP nie ułatwił Prawu i Sprawiedliwości dojścia po wyborach do władzy. Bagatelizował przy tym fakt, że spełnione zostały warunki postawione przez prezesa Marka Belkę podczas tej rozmowy, a dotyczące dymisji ministra finansów Jacka Rostowskiego i powstania, zgodnego z oczekiwaniami szefa banku centralnego, rządowego projektu nowelizacji ustawy o NBP.

Jeszcze niedawno – po wybuchu afery taśmowej – Sienkiewicz ogłaszał, że nie ma przed sobą przyszłości politycznej. Aktualnie o być albo nie być Sienkiewicza w rządzie premier może zdecydować po przejrzeniu wyników sondaży dotyczących tego, czy opowiastki ministra przekonały wyborców.



Prekampania
Zniecierpliwienie przeciąganiem się sprawy afery taśmowej widać już w całej koalicji. Rzecznik rządu Małgorzata Kidawa-Błońska wyrażała wczoraj rozczarowanie, że sprawa afery nie zostanie wyjaśniona do końca wakacji, a występujący podczas wspólnej konferencji prasowej wiceprzewodnicząca Platformy Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik (PSL) podpowiadali nawet Polakom, że bardziej interesuje nas to, czy nam się wygodniej żyje, niż jakieś taśmy. W ciągu ostatnich tygodni premier Tusk bardzo oszczędnie dysponował swoją obecnością w mediach. Teraz jednak, w sytuacji rozpoczęcia nowego sezonu politycznego, może przejść do kontr- ofensywy, a niewygodne dla rządzących tematy przykryć nowymi.

Sprzyjają temu okoliczności. W środę w Dzienniku Ustaw opublikowane zostanie rozporządzenie premiera ustalające datę wyborów samorządowych na 16 listopada – tym samym będzie można uznać kampanię wyborczą przed wyborami samorządowymi za rozpoczętą. A już 7 września odbędą się uzupełniające wybory do Senatu w trzech okręgach. Co może obiecać w środę Donald Tusk? Za kilka dni rozpoczyna się nowy rok szkolny. Premier może więc zapunktować np. obietnicą „laptopa dla każdego ucznia”. Niezwykle poważne są problemy w służbie zdrowia, szczególnie jeśli chodzi o możliwość korzystania przez pacjentów z porad lekarzy specjalistów. Dlatego oczekiwane jest przedstawienie realnej propozycji rozwiązania problemu kolejek do lekarzy. Niewykluczone, że minister zdrowia Bartosz Arłukowicz dostanie od premiera ultimatum – i jeżeli „do wiosny” nie przedstawi realnego do realizacji planu skrócenia kolejek, to zostanie srogo rozliczony.

Nie mniej poważna jest również sytuacja poza granicami Polski. Zaostrzający się konflikt na Wschodzie może skutkować zakłóceniami w dostawach gazu do naszego kraju. Donald Tusk może ogłosić, że na forum unijnym będzie dzielnie walczył o powstanie unii energetycznej, zabezpieczającej interesy wszystkich państw członkowskich UE. Wspomniane obietnice brzmią oczywiście dziwnie znajomo. Jest wielce prawdopodobne, że to, co w środę możemy usłyszeć od premiera, będzie miało takie samo znaczenie, jakie miały te wyżej wymienione, jedne z wielu, składanych w przeszłości obiecanek, które de facto pozostały w sferze rządowej propagandy. Szczytem możliwości premiera Donalda Tuska zdaje się dziś skorzystanie z rady ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który w innej, nielegalnie podsłuchanej rozmowie z byłym ministrem finansów Jackiem Rostowskim rzucił pomysł: „można za…ć PiS komisją śledczą w sprawie Macierewicza” […] „zrobić im dwuletni cyrk i niech oni się tłumaczą”. Nawet jeżeli taka komisja śledcza ostatecznie nie powstanie, to za możliwość relacjonowania tygodniami prac nad wnioskiem o jej powołanie wspierające rząd media na pewno będą wdzięczne. I tak, aby do wyborów.

Artur Kowalski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... afery.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 28 sie 2014, 08:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Jak kupić wyborców?

Maciej Walaszczyk

Z Andrzejem Derą, posłem Solidarnej Polski, rozmawia Maciej Walaszczyk

Przy okazji kłopotów premier chowa się na kilka dni lub tygodni przed mediami, po czym wychodzi na sejmową mównicę z exposé, nowymi zapowiedziami i obietnicami. To kolejny blef?
– Trzeba najpierw ustalić, co było powodem tego wystąpienia premiera z najdziwniejszym exposé, z jakim mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, ponieważ było ono połączone z raportowaniem ministrów w stylu jakiegoś PZPR-owskiego plenum partyjnego.

To co w takim razie jest tego powodem? Największym ciosem w ostatnim czasie była afera taśmowa.
– Jednak żadnego tąpnięcia w rządzie czy przetasowania nie było z tego powodu. Nic takiego poważnego w wyniku ujawnienia tych materiałów się nie wydarzyło i można powiedzieć, że dla Tuska sprawa ta jest już przeszłością. Nie ma więc powodów merytorycznych, ale tylko i wyłącznie powody polityczne.

Jakie?
– Po pierwsze, Platforma Obywatelska znalazła się w tzw. dołku sondażowym, od pewnego czasu znajduje się ciągle za PiS, co rodzi w jej szeregach i kierownictwie frustrację. Drugim powodem są oczywiście zbliżające się wybory samorządowe, w których to PO będzie chciała się odbić i pokazać, że nie jest jeszcze z nią tak źle. Istotą tego wystąpienia było: jak kupić wyborców. Tusk próbuje kupić możliwość istnienia siebie i PO na scenie politycznej.

Czym więc Donald Tusk chce kupić wyborców i czy uda mu się ta sztuczka?
– Nie wiem, ale wyliczył on, że za tyle, ile wczoraj zaoferował, może ich kupić. On liczy na to, że ludzie nie będą pamiętać o tym, że będą musieli dłużej pracować na emeryturę, ale dostaną 36 zł waloryzacji, a nie 12 zł, jak to wynikało ze wskaźnika inflacji. Tusk tymi właśnie 36 złotymi chce kupić dla swojej partii przychylność społeczeństwa.

Uda mu się to?
– Mam nadzieję, że społeczeństwo nie da się nabrać na kolejne obietnice zapowiedziane na 2015 rok. Przecież przez siedem lat rząd emerytami w ogóle się nie zajmował, nikt tych problemów nie tknął nawet i nie zająknął, w jaki sposób im pomóc. To pokazuje rzeczywiste intencje wystąpienia Donalda Tuska.

Premier postanowił również zalicytować, obiecując wyższe ulgi dla rodzin wielodzietnych. Był to temat przez lata wyśmiewany, podwyższono VAT na produkty dziecięce. A teraz zapowiedź ulg?
– Oczywiście zmiana polityki prorodzinnej jest konieczna i cała opozycja od dawna o tym mówiła. Tylko celem Donalda Tuska nie jest całościowa, przemyślana zmiana, bo to kosztuje. Tu chodzi o kupienie wyborców i premier obliczył, że za tyle i tyle jest w stanie kupić przychylność wyborców. Nie robi tego z głębokiego przekonania, potrzeby serca, ale z powodów czysto politycznych. Chodzi o przekaz: „jesteśmy jako Platforma dobrzy, dajemy wam pieniądze, a więc głosujcie na nas”. Zadaniem mediów i opozycji jest dzisiaj pokazanie fałszywych intencji premiera, a często kompletnie nierealnych obietnic, które pojawiły się na koniec drugiej kadencji tych rządów.

Obietnic było wiele, np. szefowa MEN zapowiedziała kolejne bezpłatne podręczniki, i to w sytuacji, gdy projekt „obdarowania” pierwszoklasistów nie do końca wypalił i jest powszechnie krytykowany.
– Ten rząd obraca się cały czas w sferze propagandy i pustych obietnic. Nikt w ich składaniu Tuska już nie prześcignie, a nawet pobieżne zestawienia pokazują, jak wiele z nich zostało niezrealizowanych lub złamanych. To wszystko, co widzieliśmy w Sejmie, ma związek z kampanią wyborczą, która w wykonaniu PO cechuje się właśnie wszelkiego rodzaju obietnicami. Premier chce utrzymać się wraz ze swoją partią na powierzchni i myśli, że Polacy są tak głupi, że w te obietnice będą bez końca wierzyć, nie pamiętając o infoaferze – największej aferze ostatnich lat, o treści rozmów ministrów tego rządu i polityków PO podsłuchanych w knajpach, czy o nierozliczonej do dziś aferze Amber Gold, która pokazuje totalną nieudolność tego rządu.

W tle tych obietnic ekonomicznych jest również groza sytuacji, z jaką mamy do czynienia na Ukrainie. Rząd też chce z tego korzystać, budując wizerunek gwaranta spokoju i pokoju?
– Ludzie chcą czuć się bezpiecznie. Tusk chce więc wykorzystać konflikt na Ukrainie, by wykazać, że jest mężem opatrznościowym dla kraju, który daje gwarancje bezpieczeństwa i spokoju. Tymczasem wiemy, że od naszego rządu nie zależy bezpieczeństwo i rozwój sytuacji. Wszystko dzisiaj zależy od największych graczy, a więc Rosji, krajów Unii Europejskiej, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych. Rząd na pewno gra przed wyborcami tym konfliktem, by wykazać przed nimi, że jest jedynym, który daje bezpieczeństwo i poczucie stabilności. Sugeruje jednocześnie, że ci, którzy przyjdą po nim, już tych gwarancji nie dają, że będzie to niebezpieczne dla wszystkich. Dzisiaj znamienne podczas tego wystąpienia sejmowego było mówienie na temat dzielenia unijnych funduszy dla poszczególnych regionów. Tusk cały czas stara się utrzymać przekonanie, że tylko on i PO będą odpowiedzialni za ich rozdzielanie. Tymczasem gdyby PO przegrała wybory, to te fundusze nie znikną i wciąż będą do wykorzystania. Tylko wówczas ich podziałem nie będzie się już zajmować Platforma Obywatelska. I to ich boli.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/93947,jak ... orcow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 28 sie 2014, 15:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Lis chce rządów PiS?

Zbliżają się szybkim krokiem wybory samorządowe i wielu komentatorów zastanawia się, jaką strategię obierze System III RP w obliczu coraz bardziej realnego widma porażki. Otóż moim zdaniem propagandowa narracja za bardzo się nie zmieni i nadal do Polaków kierowany będzie ten sam przekaz okrągłostołowej szajki polegający na traktowaniu nas niczym małe dzieci.
Wszyscy z dzieciństwa pamiętamy te chwyty polegające na nieustannym straszeniu nas, że jak nie będziemy grzeczni lub nie zjemy kolejnej łyżki owsianki to nie urośniemy, albo w najlepszym wypadku wszyscy będą się z nas śmiać.
Nie oszukujmy się, bo właśnie do tego sprowadzał się cały przekaz myślicieli, autorytetów i ekspertów zatrudnionych przez rządowe tuby propagandowe typu Gazeta Wyborcza czy TVN. Ta banda manipulatorów złożona z Michników, Smolarów, Żakowskich, Lisów, Paradowskich, Olejnikowych, Kuźniarów i Morozowskich wpajała i wpaja nam nieustannie, że jeżeli nie dostosujemy się do zaleceń tej próbującej nas wychowywać rodziny zastępczej i nie zjemy kolejnych łyżek obrzydliwej papki za wujków Donalda, Bronka i Adasia to niechybnie przyjdzie straszny Kaczyński i nas zaciągnie do ciemnego lasu, w którym wyją wygłodniałe wilki wyczekujące tylko okazji by schrupać tłustego i różowego polskiego bobaska.

Co prawda jako dzieci w miarę dorastania te pogróżki traktowaliśmy z coraz większą rezerwą i niedowierzaniem, ale tak na wszelki wypadek dojadaliśmy tę mannę czy owsiankę lub robiliśmy tego ostatniego wymuszonego szantażem gryza. Przychodził w końcu taki moment, w którym czuliśmy, że już grzeczniejsi być nie potrafimy, albo każda kolejna wciśnięta nam łyżka karmy nieuchronnie zakończy się puszczeniem pawia.
Wówczas opiekunowie nie dając za wygraną próbowali nakręcać spirale strachu. Polegało to na tym, że za oknem wyszukiwano jakiegoś przechodnia, a jeszcze lepiej, jeżeli w domu pojawiła się obca osoba z zewnątrz typu listonosz. Wtedy padało sakramentalne -jeżeli nie będziesz grzeczny i się nie uspokoisz to pan cię zabierze. Wiarygodność pogróżek wzrastała, jeżeli Bogu ducha winien delikwent miał akurat przy sobie torbę. To nic, że jej gabaryty wykluczały to, że się do niej zmieścimy. Wyobraźnia dziecięca nie posuwała się w swojej racjonalności aż tak daleko.

Dzisiaj wydaje się jednak, że nasi salonowi opiekunowie widząc, że dziecko niepokojąco wydoroślało i nie bardzo pasują mu już krótkie spodenki, przeszli do ostatniego etapu wymuszania posłuszeństwa.
Oto Tomasz, nomen omen, Lis napisał w „Newsweeku”: Być może jest tylko jeden sposób, by całkowicie unicestwić mit, że PiS i Jarosław Kaczyński w jakikolwiek sposób są w stanie wykonać pracę lepiej niż obecna rządząca ekipa. PiS i jego prezes muszą przejąć władzę […]Oczywiście, taka konkluzja trąci masochizmem, ale – w przeciwieństwie do większości liberalnych publicystów, którzy w poczuciu desperacji widzą nieuchronność rządów Kaczyńskiego –ja w poczuciu pewnej perwersji zaczynam tego chcieć. […] pokora każe oczywiście pamiętać, że demokracja to nie rządy rozumu, ale większości. Jeśli większość ma kaprys, by zachować się bezrozumnie, należy jej wolę uszanować.
Oczywiście między bajki trzeba włożyć to, że Lis „w poczuciu pewnej perwersji” chce naprawdę rządów Kaczyńskiego. Opiekun i wychowawca Lis chwyta się ostatniej deski ratunku i mówi nam —dobrze, sami tego chcieliście, niech was pan zapakuje do torby i zabierze – łypiąc jednocześnie jednym okiem i obserwując czy ta udawana rezygnacja i kapitulacja wywarła oczekiwany efekt w postaci paraliżującego strachu, wykonania komendy w tył zwrot i rzuceniu się wyborców z powrotem w ramiona wychowawców z salonu III RP.

Na szczęście przez tyle lat straszenia nas już tak oswoiliśmy się z dyżurnym listonoszem Kaczyńskim, że wbrew nadziejom i oczekiwaniom tych wszystkich Lisów doszliśmy do wniosku, że jest on o wiele mądrzejszy, uczciwszy i sympatyczniejszy od tej całej bandy pseudo opiekunów zastępczych, wynajętych przez system nie tyle do wychowywania nas ile do prymitywnej tresury.
W dodatku coraz milej wspominamy dzieciństwo przywołując przed oczy obrazy jak to w czasach rządów Kaczyńskiego bezrobocie spadało, PKB rosło podobnie jak zagraniczne inwestycje. To dopiero za Tuska Polska stała się niechlubnym liderem w Europie, jeżeli chodzi o zakładane podsłuchy i inwigilowanie własnego społeczeństwa, a w dwóch lotniczych tragediach straciliśmy nie tylko prezydenta, ale całe najwyższe dowództwo polskiej armii zaś dług publiczny przekroczył właśnie barierę jednego biliona złotych zadłużając każdego polskiego obywatela począwszy od noworodków a kończąc na starcach na kwotę 27 tys. złotych.
Ich strach nie tyle dotyczy wizji utraty władzy ile poniesienia karnej odpowiedzialności za całe zło, jakie wyrządzili Polsce i Polakom. Jedyną zaś szansą na ocalenie jest wmówienie społeczeństwu, że to ono jest zagrożone i wraz z salonem III RP jedzie na jednym wózku.

Wierzę, że Polacy na tyle już wydorośleli, że nie dadzą się dłużej traktować jak małe dzieci i nie uwierzą już nigdy, że jadą na jednym wózku ze złodziejami i zdrajcami narodu.
Może to zabrzmi obrzydliwie, ale czas już puścić tym „wychowawcom” z III RP pawia wprost na kolana.

http://kokos.salon24.pl/602633,lis-chce-rzadow-pis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 28 sie 2014, 17:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Polityka zniszczy gospodarkę

Obietnice premiera pokazują, że celem koalicji jest wygranie wyborów. Nawet kosztem budżetu i bezpieczeństwa.

Blisko 5 miliardów złotych będzie kosztować podatników walka koalicji rządowej o drugą już reelekcję. To, co wczoraj premier przedstawił w Sejmie, to nie był program działań rządu, tylko wyborcze obietnice. Niestety, dość kosztowne.

Polska jest w bardzo skomplikowanej sytuacji gospodarczej. Zwiększa się ryzyko wojny bezpośrednio przy naszej granicy. Mimo likwidacji OFE nasz dług publiczny szybko rośnie. A planowany wzrost dochodów budżetowych jest zagrożony. Podobnie źle wygląda sytuacja w ZUS. I w takich okolicznościach premier zapowiada zwiększenie wydatków społecznych i zmniejszenie wysiłku zbrojeniowego.

Dziś program rządu powinien być nakierowany przede wszystkim na możliwie niski deficyt budżetu. Trzeba więc zadbać głównie o dochody. I nie chodzi o podnoszenie podatków. Przeciwnie, trzeba uwolnić przedsiębiorczość, zdjąć z firm gorset sztywnych przepisów ograniczających inwencję biznesu, stymulujących rozrost kosztownej biurokracji i okradających przedsiębiorców z cennego czasu. Wbrew pozorom to są działania przynoszące państwu realne pieniądze.

Mogę zrozumieć, że rok przed wyborami premier nie chce walczyć ze świętymi krowami, czyli wielkimi grupami społecznymi żyjącymi na koszt innych podatników. Nie ma też mowy o niepopularnej prywatyzacji. Trudno jednak zrozumieć, dlaczego nie chce wesprzeć biznesu utrzymującego nasze państwo. Niełatwo zgadnąć, dlaczego polityk jego formatu, niegdyś liberał gospodarczy, dziś stawia przede wszystkim na poparcie emerytów i najbiedniejszych grup społecznych, które zresztą rzadko biorą udział w wyborach.

Dość kompromitujące jest, gdy człowiek o takim wykształceniu stosuje populistyczną i w dodatku nieprawdziwą retorykę dotyczącą waloryzacji emerytur. Oczywiście to prawda, że wobec rekordowo niskiej inflacji będziemy mieli niezwykle niską nominalnie waloryzację świadczeń. Ale premier powinien się odnosić do realnego wzrostu emerytur, który tak niski już nie będzie.

Zgodnie z tym, co mówił Donald Tusk, trzeba pamiętać, jakie są realia. A one są takie, że jesteśmy jak na Unię biednym krajem i wobec tego najważniejszy powinien być dobrobyt państwa – a nie zwycięstwo w wyborach.

Premier wczoraj w sejmie:

Bardzo chcielibyśmy, 
aby polska rodzina miała większe możliwości finansowe z tego tytułu, 
że posiada dzieci.

Odpowiedzialnie twierdzę, że to są te wydatki, na które nas stać, wzrost nie może być gołą statystyką.

Dla mnie problem ukraiński to przede wszystkim problem bezpieczeństwa Polski. 
Na wschodniej Ukrainie operują regularne jednostki rosyjskie.

Jeszcze we wrześniu minister spraw wewnętrznych przedstawi szczegółową informację na temat podsłuchów.

Rzeczpospolita

http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/70620 ... darke.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 29 sie 2014, 19:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... amorzadow/

NIE ODDAWAĆ SAMORZĄDÓW
ALEKSANDER SZYMCZAK 25 SIERPNIA 2014

NIE ODDAWAĆ SAMORZĄDÓW – SITWOM !
Po okresie siermiężnego socjalizmu, gdzie jednostka była zerem, a jedynie słuszna partia „przewodziła” robotnikom i chłopom, nastał czas zmowy „okrągłego stołu”. Bunty i strajki począwszy od 1953r, 1970r., 1980r., niczego władzy nie nauczyły, ale zrobili się „cwańsi”. Zaszczepiony liberalizm demokratyczny wypaczył słowa, pojęcia, znaczenia. Mówili dobrobyt a myśleli o sitwie, mówili prawda a kłamią do dziś. Przejęte media mają za zadanie utrzymywać w uśpieniu ogłupiony Naród. Kiedyś, pod wpływem strachu (tak, tak, matuszka partia to potrafiła) musieliśmy głosować na listy Rad Narodowych. Po 1989r, po niby zmianie ustrojowej (no przecież mamy PRL-bis), trzeba było też zmienić ordynację wyborczą (niestety pod partie) i stąd od 1990r. mamy Ustawę o samorządzie. To już nie partia robiła listy, ale mogły to robić koalicje partyjne, oraz – sami wyborcy. My, normalni mieszkańcy zachwyciliśmy się wtedy niby „wolnością”, a naczelne hasło łże-elity „róbta co chceta”, zrozumieliśmy opacznie i…. przestawaliśmy chodzić do kościoła, słabła wiara, bojkotowaliśmy kolejne wybory. Oni byli zorganizowani (karne jednostki partii) i zwietrzyli „interes” w samorządach. Zamieniając swoje czerwone książeczki na… liczne inne, znów byli u władzy. A władza to przecież liczne stołki. Nastąpiło dogadanie się starych wyjadaczy z nowymi, którzy „przecisnęli” się przez sito. W kolejnych wyborach zmieniały się tylko garnitury ale system wzajemnej adoracji pozostał. Rządzi się dla sitwy, a w d….e mając ciemny narodek( najnowsze dane NIK – niemal 50% stanowisk w samorządach w latach 2010-12 obsadzono bez konkursów). Obecnie są już „przyspawani” do stołków. Często są to ci sami ludzie, którzy np. po reformie powiatów w 1998r. wciąż sprawują władzę. To jest patologia z którą świadomy Naród już dawno by sobie poradził. Jest taka prawidłowość, że jedna kadencja (4 lata) może być za krótka dla ambitnego włodarza, stąd dwie powinny być maksymalnie. Potem, to już robi się skostniała struktura, robią się układy, sitwy i mafie (dane NIK: 1,9 mln urzędników kosztuje nas 88 mld zł!). Potem to już tylko dba się o… swoje stołki, a wszelkie oddolne inicjatywy są celem ataku.
A my, ta katolicka większość – dlaczego tak jesteśmy ospali? Już bł. Ks. J. Popiełuszko wołał: „Katolika obowiązkiem jest obrona chrześcijańskich wartości i tradycji Narodu Polskiego, spuścizny cywilizacji i moralności chrześcijańskiej, wartości związanych z tradycją, rodziną i własnością”. Raz na cztery lata jest możliwość zadecydowania o swojej przyszłości. Są wybory samorządowe (w tym roku 16 listopada). Jest znów możliwość aby porządni ludzie wzięli stery władzy lokalnej w swoje ręce – autentyczna służba społeczeństwu (trzeba to rozumieć).
Do 8 września 2014r. można zarejestrować komitet wyborczy wyborców (opcja dla bezpartyjnych). WYSTARCZY 5 ludzi! Z nich wybieramy pełnomocnika komitetu i pełnomocnika finansowego. Do tego dochodzi 20 podpisów i rejestrujemy komitet u komisarza np. w Łomży. Czy to tak trudno? Potem możemy wystawiać kandydatów na radnych i w końcu na burmistrza. Proste, ale wymaga zaangażowania. Istniejące chyba w każdym małym mieście „rządzące koterie”, wolą abyś nie angażował się. Oni tak faktycznie nie chcą abyś chodził na wybory, bo wtedy oni „rządzą wiecznie”. A to dla takich następne konfitury, wpływy, posadki (nepotyzm) i układy – wszystko kosztem eksploatowania lokalnej społeczności. Dlatego warto zastanowić się nad tym – komu tak naprawdę służę bojkotując wybory? Także po raz pierwszy te wybory odbędą się wg ordynacji jednomandatowej, tzn. w danym okręgu np. kilka ulic, bloków itp., wygrywa ten kto zdobędzie największą liczbę głosów. To może być pogrom wśród politycznych (po co partie w samorządach?) a także dotychczasowych radnych-dietetyków. Ciekawie napisał Georges Freche z Francji gdy stwierdził: „Ludzi inteligentnych w społeczeństwie jest jakieś 5 czy 6 %. Moją kampanię robię więc dla idiotów”. Warto się nad tym zastanowić, przemyśleć, wziąć do serca i… wziąć sprawy w swoje ręce.
8 września zdecyduje (więcej na: pkw.gov.pl), czy będziemy coś jako społeczeństwo znaczyć (decyzyjność), czy już zasłużymy na miano niewolników. Także nie chodzi o dziesięć komitetów(KWW) w małym miasteczku, ale jeden wspólny wszystkich patriotów i uczciwych. Bo jak rozmawiam o tych sprawach z ludźmi (nakłaniam do startu na radnego), to wyłania się przerażający obraz naszej mentalności. Pada odpowiedź, a to ja się nie nadaję, a to nie mam czasu(!?) W skrajnych przypadkach słyszę – to i tak nic nie da!!! DA, ale nie trzeba być idiotą. Jeśli nie ty to kto (radni-bezradni czy pseudowładza?), jeśli nie teraz to kiedy? Pamiętajmy – zniewolenie jest ceną jaką trzeba płacić za nieznajomość prawdy lub za brak odwagi w jej głoszeniu. Po 8 września, jeśli nie zrobisz komitetu, to przyjdzie już tylko studiować morologię, czyli naukę o głupocie.

Aleksander K. Szymczak




http://prawica.net/39815

Musimy dbać o swoje
Dział: Opinie » autor: Konrad Rękas » data: wt, 04-11-2014

Adam Wielomski rozmawia z Konradem Rękasem, kandydatem KWW Nowa Prawica - Chełm Bez Kłamstw na prezydenta Chełma i KW Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikke do Sejmiku Województwa Lubelskiego.
- - Konradzie, dlaczego zdecydowałeś się kandydować na Prezydenta Chełma?
Jedynym poziomem, na którym procedury demokratyczne mają jeszcze jakikolwiek sens – jest samorząd terytorialny. W przeciwieństwie do wielu kolegów zainteresowanych wyłącznie „wielką polityką”, na poziomie ogólnokrajowym – ja swoje praktyczne zaangażowanie zupełnie świadomie ograniczam do samorządu. Żyjemy dziś w państwie, w którym niemal wszystko jest polityką: szkoła do której posyłamy dzieci, szpital w którym leczą się nasi rodzice, droga po której jedziemy do pracy, a przeważnie i sama praca, bo w realiach miasta takiego jak Chełm – to urzędy i jednostki zależne są największymi pracodawcami. Oczywiście, ciężko taki system rozmontować – ale wbrew pozorom łatwiej jest to uczynić od środka, niż nadaremno kołatać o zmianę prawa na forum Sejmu.
Chełm miał tego pecha, że przez ostatnie 25 lat rządziły nim już niemal wszystkie możliwe konfiguracje partyjno-towarzyskie: udecko-solidarnościowa, SLD-owsko-KPN-owsko-ROP-owska (nie, to nie pomyłka), PO-PiS-owa, ostatnio SLD-PSL z cichym przyzwoleniem PiS. Drugie co do wielkości miasto województwa lubelskiego było i jest więc poligonem udowadniającym, że tzw. elity lokalne III RP rządzić nie powinny – bo nie umieją, powielając jedynie te same błędy, sprowadzające się do sadowienia na stołkach swoich i zadłużania budżetu. Ja startuję wyraźnie zapowiadając, że stołki zlikwiduję, wydatki ograniczę, nie będę powoływać rad konsultacyjnych od czapy, ani zapewniać, że władza pochyli się nad każdym ptaszkiem ze złamaną nóżką. Przeciwnie, uważam, że władza nie tylko nie musi, ale wręcz nie powinna zajmować się wszystkim. Np. w Chełmie, jeśli najbardziej deficytowym przedsiębiorstwem komunalnym jest to zajmujące się budową dróg – to może jest ono po prostu niepotrzebne?
Mam nadzieję, że mieszkańcy Chełma zaczynają już dostrzegać pewną prawidłowość – z jednej strony mamy największe w regionie bezrobocie, a z drugiej władza zapewnia, że spokojnie budżet miasta stać na wybudowanie z kredytów i utrzymywanie parku wodnych rozrywek. Rosną podatki i opłaty, rosną koszty działania administracji, równocześnie rośnie zadłużenie – a pieniądze wydawane są w sposób skrajnie nieefektywny, jak to zwykle, gdy zajmują się tym politycy i urzędnicy.
Równoległe zaś władze samorządowe nie realizują tych zadań, do których faktycznie są powołane, jak budowa dróg, czy zapewnienie miejsc parkingowych. Samo ogrodzenie kawałka pola jeszcze nie czyni go strefą gospodarczą, zaś Chełm pada ofiarą mentalności rodem z „Rancza”. Pech chce, że obecna, SLD-owska prezydent pokonała 8 lat temu w wyborach polityka z PO, który następnie został marszałkiem i wicemarszałkiem, a więc decydował o podziale tzw. środków unijnych.
Powstał więc klincz – SLD-owski magistrat bał się pisać wnioski, no bo PO-wski marszałek miałby powody, żeby nasyłać kontrole i jeszcze na czymś konkurentów złapać. A z kolei władze regionu z PO cieszyły się, że w Chełmie nic się nie dzieje – bo mogły za to krytykować lewicę. Kurtyna, szopek partyjnych ciąg dalszy. Czy to nie wystarczające powody, by w końcu się wnerwić i stwierdzić: „mam dość opisywania tych palantów, trzeba w końcu chociaż spróbować ich pogonić!”?
- - A dlaczego kandydujesz z listy samorządowej związanej z Kongresem Nowej Prawicy? Czy bliskie Ci są idee konserwatywnego liberalizmu?
Na prezydenta Chełma startuję z własnego komitetu, Nowa Prawica – Chełm Bez Kłamstw, założonego przede wszystkim przez bezpartyjnych, choć sympatyzujących z KNP, RN czy Solidarną Polską. Partie w Polsce to dziś klany załatwiania plemiennych interesów (głównie pracy i dotacji unijnych), są więc słabo zakorzenione w terenie, a jeszcze gorzej kojarzą się wyborcom. I słusznie zresztą.
Równocześnie jednak startuję do Sejmiku Województwa Lubelskiego z listy Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikke. Dlatego, że jak sądzę – na samorządzie województwa się znam. Nie jest to zresztą tylko moja opinia, dowcip bowiem polega na tym, że także przez ostatnie 8 lat, kiedy zajmowałem się wyłącznie pracą dziennikarską – jakoś dziwnym trafem o zdanie i opinie pytały mnie i te same gazety, które ochoczo krytykują moje poglądy i polityczną przeszłość, i ci sami politycy głównego nurtu, którzy oficjalnie równie gorliwie odżegnują się od znajomości ze mną.
Po prostu – ja wiem, dlaczego ten system nie działa i działać nie może, skoro np. w ciągu ostatniej dekady liczba urzędników w samym tylko Urzędzie Marszałkowskim wzrosła czterokrotnie (z ok. 250 do przeszło tysiąca). Nie można w nieskończoność utrzymywać budżetu z rosnącymi kosztami stałymi i w oparciu o rolowanie długów, przy jednoczesnym chaotycznym rozpraszaniu dostępnych środków. To jest wciąż ten sam mechanizm: wziąć kasę tzw. unijną – kupić przychylność mediów – pozatrudniać swoich – zarobić na 10-krotnie przeszacowanych inwestycjach – wzruszyć ramionami, bo przecież spłacać to już będzie po latach zupełnie inna ekipa.
Miałem w rękach te same plany, na podstawie których realizuje się największe inwestycje Lubelszczyzny. I choć minęło kilka lat, a i ceny poszły w górę – to nikt mi przecież nie wmówi, że np. lotnisko, które miało kosztować 160 mln zł ot tak sobie, naturalnie podrożało do 600 mln zł. Że Centrum Spotkania Kultur mające kosztować 60 mln zł – bez powodu podrożało do 200 mln zł.
Kiedyś, w tzw. skorumpowanych latach 90-tych „podatek polityczny”, czyli wziątka dla władzy wynosiła 10, potem 20 proc. nominalnej wartości inwestycji. Odkąd pojawiły się „środki unijne” mam wrażenie, że to realna wartość realizowanych za nie przedsięwzięć to góra 20 proc., a resztę władza dzieli między siebie. Jeśli tych ludzi się nie posadzi, a marnotrawczego systemu nie rozwali – to za 6 lat, kiedy sama Unia Europejska będzie już pewnie w grobie, my będziemy w gorszej sytuacji, niż przed wcieleniem do jej struktur.
Mieliśmy w Chełmie prezydenta, który jako jedyne osiągnięcie swej kadencji wskazywał światła uliczne, dzięki którym szybciej podjeżdżał pod swoją willę. Mieliśmy marszałka, który zaplanował kosztującą 200 mln zł drogę z mostem prowadzącym w pole tylko po to, żeby przebudować jedno skrzyżowanie, oczywiście też pod swój dom. Czy to nie są wystarczające powody, żeby kandydować?
Jestem konserwatystą, narodowcem. Tym co piszę, mówię, co robiłem odkąd w wieku 14 lat, w 1989 r. pierwszy raz wziąłem do ręki wiadro z klejem – dowodzę tego konsekwentnie. Czy jestem liberałem? Cóż, nie ukrywam, że nie podnieca mnie szczególnie roztrząsanie różnic między późnym von Hayekiem a wczesnym Friedmanem i odwrotnie.
Po pierwsze jednak uważam, że jeśli przykazanie „nie kradnij” - to liberalizm, to jestem za. Po drugie zaś – tak jak demokracja nadaje się niemal wyłącznie na poziom samorządowy, to podobnie jest właśnie z ideą zrównoważonego budżetu i taniej władzy. Jest jak najbardziej realna i konieczna w realizacji w mieście takim jak Chełm, czy województwie takim jak Lubelszczyzna.
- - W swojej kampanii chętnie mówisz o końcu kłamstw i wymianie obecnej klasy politycznej. Jakie stawiasz zarzuty tej, która wyszła z układu okrągłostołowego tak na szczeblu centralnym, jak i na szczeblu samorządowym? Która część tej elity stanowi większe zagrożenie dla Polski: solidaruchy czy post-komuniści?
Władza nieuchronnie czuje się w Polsce, w poszczególnych miastach i gminach – jak w kraju podbitym. Poziom wyobcowania, oderwania od siebie dwóch światów, rządzących i rządzonych jest ogromy. I nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, ani nawet złego – gdyby rządzący najzwyczajniej nie przeszkadzali rządzonym, nie okradali ich, nie pozbawiali godności wpychając się w moc sfer, który w ogóle nie powinny być ich sprawą.
Nie ma przy tym większego znaczenia, czy geneza danej mafii jest „post-solidarnościowa” czy „post-komunistyczna”. W końcu gdy świnia się sfajda, to jaka różnica, czy nabrudziła swojska wielka biała polska, czy europejka rasy hampshire? Tak czy siak trzeba posprzątać.
Upodobnienie do siebie wszystkich składowych establishmentu III RP postępuje. Jeszcze parę lat temu niektórzy łudzili się jeszcze, że np. ludowców będzie hamować deklaratywne przywiązanie do tradycji, post-komunistów nieufność wobec Zachodu, PiS-owców opaczny, ale jednak patriotyzm, a PO-wców koślawy, ale liberalizm. Dziś już chyba takich naiwnych jest coraz mniej. Zdaje się w „07 zgłoś się” pada fraza „kiedyś wierzyłem wszystkim, żonie, przyjaciołom. Okazało się, że żona dziwka, kumple złodzieje – więc przestałem”.
Należy liczyć, że liczba wierzących w hasła głoszone przez polityczne dziwki i złodziei będzie spadać, choć w Polsce niestety nieuchronnie prowadzi to do rezygnowania kolejnych grup z udziału w cyrku wyborczym w ogóle. Tymczasem powtórzę – na poziomie samorządowym ma on jeszcze trochę sensu, a zmiany mogą zajść na poziomie ważnym i jak najbardziej dotykalnym przez zwykłego człowieka.
- - Demoliberalne media informują, że jeden z Twoich artykułów na temat polskiej polityki gazowej rzekomo był inspirowany przez rosyjskiego agenta. Czy ten news należy potraktować jako mieszanie się służb specjalnych w kampanię wyborczą, przeciwko antysystemowym partiom politycznym i ich kandydatom na eksponowane stanowiska w samorządzie? A może lada moment wszyscy krytycy polskiej polityki wschodniej mogą spodziewać się wezwań od ABW i skończą w jakichś "psychuszkach"?
Histeria propagandystów w służbie Waszyngtonu i Berlina rośnie, co dowodzi, że mają chyba świadomość fiaska prowokacji mających pchnąć Polaków na pierwszy front wojny z Rosją. Oczywiście, Polacy w większości obawiają się Rosji, nie ufają jej polityce – ale wyciągają z tego nastawienia logiczne wnioski, że nie ma co zaczepiać silniejszego, pchać palców między drzwi i ponosić dalszych kosztów jednostronnego zaangażowania w kryzys ukraiński, podczas gdy np. taka Białoruś, rzekomo słabsza od Polski – umie z obecnej sytuacji międzynarodowej wyciągać wymierne korzyści dyplomatyczne i ekonomiczne.
Oczywiście jednak przecież władza i media nie przyznają się do kłamstwa. Skoro Polacy nie dali się podpuścić – to na pewno wina agentów! Nie sposób też ignorować coraz bardziej słyszalnych głosów rozsądku w sprawach wschodnich – również i je trzeba więc złożyć na karb „zdrady narodowej”. Mamy do czynienia z sytuacją o tyle oryginalną, że nie posuwano się tak daleko nawet w kwestiach tak konfrontacyjnych, jak choćby akcesja do Unii Europejskiej.
Owszem, jej krytyków też odsądzano od czci i wiary, przedstawiono jako zaślepionych głupców – ale jednak nie posuwano się do zarzutu zdrady głównej. Tym testuje się jak daleko władza może posunąć się wobec swoich krytyków.
Mamy bowiem do czynienia z jawnym sugerowaniem obcej inspiracji przy głoszeniu poglądów po prostu krytycznych wobec absurdów polityki energetycznej rządu. Obowiązująca wykładnia „racji stanu”, w myśl której już niektóre środowiska domagają się np. represji wobec dra Mateusza Piskorskiego za to, że jako politolog pojechać obserwować wybory w Donbasie – tym bardziej pokazuje zabetonowanie establishmentu III RP w przekonaniu, że „jego racja jest raćsiejsza!”, a innym od niej wara.
Jeśli chodzi o mnie – to nie wygląda to na przypadek, że moje nazwisko i jeden z wielu artykułów mojego autorstwa krytycznych wobec rządu – na siłę doklejono do aktu oskarżenia przeciw rzekomemu rosyjskiemu szpiegowi. Zostało kilkanaście dni do wyborów i ktoś w ABW postanowił najwyraźniej sprawdzić na ile instytucja ta, za pośrednictwem tak usłużnych mediów, jak „Wyborcza” i TVN - może jawnie i bezpośrednio wpływać na przebieg kampanii i same rezultaty elekcji.
Powtarzane do znudzenia zarzuty (?) „bo wy jesteście pro-rosyjscy” trzeba równie uporczywie i konsekwentnie zbijać przypominając, że to, czego bronimy – to jest właśnie polska racja stanu i polski interes narodowy.
- - Jedną z najistotniejszych spraw dla Chełma i chełmszczyzny jest wojna domowa na Ukrainie. To ten region cierpi na konflikcie polsko-rosyjskim (rolnictwo), jest on także potencjalnie zagrożony przez napływ uchodźców z Ukrainy. Jak oceniasz postawę centralnych władz w Warszawie wobec wydarzeń najpierw w Kijowie, a obecnie w Noworosji?

Nie tylko władz centralnych. To przecież najpierw z kasy zadłużonych samorządowych szpitali (potem dopiero uzupełnionej przez równie publiczne środki z rezerwy MSW) płacono za hospitalizację w Polsce bojówkarzy Majdanu. Sama wojna utrudniła mały ruch graniczny – tak poborem, jak i np. protestami przeciw niemu, podczas których ukraińskie kobiety blokowały polsko-ukraińskie przejścia. Sytuacja na Ukrainie i w Noworosji dla władz w Polsce jest też pretekstem dla ignorowania zagrożenia banderowskiego.
Tymczasem nie mówimy już tylko o pochodach i dekoracjach miast po tamtej stronie granicy, ale przenikaniu na tę stronę Bugu zorganizowanych grup szowinistycznych, działających zresztą prawie jawnie, w oparciu o cieszącą się wsparciem władz diasporę ukraińską zakorzenioną już na wyższych uczelniach, seminariach, ale także w urzędach lokalnych. Mówimy o silnym, zorganizowanym lobby, które nie ukrywa na przykład, że za jeden z najbliższych i w pełni realny cel polityczny uważa wprowadzenie do Sejmu posłów mniejszości ukraińskiej (już z odsłoniętą przyłbicą i pod własnym szyldem).
To zaś może oznaczać, że na politykę polską – i tak obecnie niesamodzielną – wpływać będzie kolejny ośrodek zewnętrzny, w dodatku jawnie antypolski i wysuwający wobec Polski roszczenia terytorialne, obejmujące m.in. Chełm.
Że istnieje probanderowskie lobby w urzędach – przekonaliśmy i kiedy walczyliśmy z Lubelskim Urzędem Wojewódzkim o upamiętnienie ofiar Rzezi Wołyńskiej, i kiedy władze Chełma utrudniały Marsz Wołyński, a policja represjonowała jego uczestników, i wtedy, gdy marszałek województwa nie widział nic zdrożnego w korzystaniu z usług eksperta domagającego oderwania od Polski i przyłączenia do Ukrainy Ziemi Chełmskiej. Bez obecności środowisk narodowych, konserwatywnych, patriotycznych w samorządach – wpływy banderowskie będą tylko rosnąć.
- - Czy Polska powinna przyjąć pozycję stricte neutralną czy opowiedzieć się po jednej ze stron konfliktu? Jeśli tak, to po której? Co byś powiedział jako osoba prywatna – komentator polityczny, a co jako potencjalny Prezydent Chełma?
Polska i Polacy muszą pilnować własnych interesów, obecnie głównie gospodarczych i przez ten pryzmat patrzeć np. na wciąganie Ukrainy do struktur zachodnich. Oczywiście, że można i należy realizować wspólne przedsięwzięcia, tak z Ukrainą, jak i Białorusią. Sam kierując przed laty Euroregionem BUG działałem w tym kierunku.
Chodzi jednak o to, by na ich liście znalazła się np. odbudowa mostu kolejowego łączącego Chełm z Brześciem albo nowe polsko-białorusko-ukraińskie przejście graniczne we Włodawie – a nie, dajmy na to, „promowanie demokracji na Białorusi”, czy „walka z uprzedzeniami wobec mniejszości seksualnych na Ukrainie”, co zapewne bardziej obecnie konweniowałoby Brukseli i jej pachołkom w III RP.
Musimy dbać o swoje – bo nikt za nas tego nie zrobi. Niezależnie, czy mówimy o polityce zagranicznej i „wielkiej” ekonomii, czy o sprawach najbardziej lokalnych i przyziemnych, jak samorząd. Właśnie dlatego kandyduję na prezydenta Chełma i do lubelskiego Sejmiku.
- - Dziękuję i powodzenia!

Rozmawiał Adam Wielomski

Autor: Konrad Rękas


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 08 wrz 2014, 07:08 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7534
Lokalizacja: Podlasie
Padł system PKW! Co będzie się działo przy wyborach samorządowych?

Padł system PKW! Co będzie się działo przy wyborach samorządowych? - niezalezna.pl

To wyjątkowo niepokojąca informacja. Na Mazowszu, w woj. świętokrzyskim oraz w Rybniku pojawiły się problemy z systemami Państwowej Komisji Wyborczej do zliczania głosów.

– PKW w Siedlcach poinformowała, że padł system komputerowy i głosy będą liczone „na piechotę” – mówi poseł PiS Arkadiusz Czartoryski. – Najpierw członkowie komisji donosili, że system PKW nie przyjmuje danych. Po tych sygnałach poseł Krzysztof Tchórzewski skontaktował się z PKW i okazało się, że padł system – dodaje szef okręgu siedleckiego.

Według Czartoryskiego „sytuacja jest bardzo dziwna”. – To niewielkie wybory uzupełniające do senatu, niewielu kandydatów i nagle system pada. Czy to nie zastanawiające? – pyta Czartoryski.

Skontaktowaliśmy się z delegaturą PKW w Siedlcach. Przyznano, że system padł, ale awarię całkowicie zbagatelizowano.

– Ciężko powiedzieć, co się stało, coś tam nie działa – powiedział nam Marcin Skolimowski, szef siedleckiej delegatury PKW. Dodał też, że jest już zgoda na ręczne sporządzanie protokołów. Zapytany, czy wydłuży to liczenie głosów oświadczył, że… wręcz przeciwnie – głosy zostaną policzone szybciej!

O problemach z systemem PKW poinformował również kandydat PiS na senatora w woj. świętokrzyskim – Jarosław Rusiecki.

„Skandal w PKW. Chwilę po wydrukowaniu raportów okazało się, że nastąpiła zmiana programu (inny kalkulator) PKW???!! Czyżby ktoś POprawnych Politycznie wyników nie mógł się doliczyć?!” – napisał Rusiecki na Facebooku.

W Rybniku to samo. Tam również padł system informatyczny, a członkowie komisji wypisują protokoły ręcznie.

– Mamy informacje, że informatycy w obwodowych komisjach wyborczych mają kłopot z wprowadzeniem danych do systemu. Na razie trudno mi stwierdzić ilu obwodów ten problem dotyczy. W tej sytuacji komisje będą musiały dane spisywać ręcznie – powiedział dla portalu rybnik.com.pl dyrektor Wojciech Litewka, dyrektor Krajowego Biura Wyborczego, Delegatury w Katowicach.

http://niezalezna.pl/59147-padl-system- ... orzadowych

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 24 wrz 2014, 14:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2014/09/5967/

WYBORY SAMORZĄDOWE, JAK WYBIERAĆ?
ADAM ZAWRAT 18 WRZEŚNIA 2014

Katolicy do samorządów! Zdaje się wołać autor poniższego artykułu. Wbrew oficjalnej propagandzie, po raz pierwszy otwarcie i zdecydowanie poszukuje się w oficjalnie większościowym pod względem wyznania katolickich kandydatów do samorządów. Wszyscy przeciwnicy wierzących zdają się nie zauważać, że pośród katolików są rzesze uczciwych i kompetentnych ludzi, którzy z powodzeniem mogą zastąpić dotychczasowych wójtów, starostów i radnych na różnych szczeblach.
16 listopada wybierzmy lu­dzi, za których nie będzie­my się musieli wstydzić – wy­stawmy wła­snych kandyda­tów!
Niby wszyscy wiemy,że Powinien być nienaganny, mąż jednej żony, rozsądny, przyzwoity, nie przebierają­cy miary w piciu, opanowa­ny, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący wła­snym domem…
1 Tm 3, 2
A jednak, po wyborach oceniamy i przyznajemy się do kolejnych błędów.
Katolicy do samorządów!

Adam Kowalik
wybory samorządowe.
Odrzućmy stare przesądy! W nadchodzących wyborach samorządowych zagłosujmy na pobożnych katolików! Tylko w ten sposób zmniejszymy ryzyko wyboru popleczników cywilizacji śmierci oraz złodziei łasych na publiczny grosz.
Wedle powszechnie panującej opinii szczeblu samorządowym zała­twia się jedynie przyziemne potrzeby ludności, przez co radny, wójt, burmistrz czy urzęd­nik niższego szczebla może być wolny od dylematów światopoglądowych. Takie przekonanie jest z gruntu błędne. Wojna totalna, jaką siły promujące rewolu­cję wydały chrześcijaństwu, ogarnia każdą dziedzi­nę życia ludzkiego. Antykultura niszcząca cywilizację chrześcijańską wspierana dyrektywami i pieniędzmi płynącymi z Unii Europejskiej rozprzestrzenia się po całym kraju. Niepokojące tren­dy, wpływy lewackich idei i or­ganizacji pojawiają się także w przestrzeniach, za które od­powiedzialność ponosi admini­stracja samorządowa. Zjawisko to, mniej zauważalne w gmi­nach wiejskich, oddalonych od wielkich metropolii, w dużych miastach, w których łatwiej o anonimowość oraz pieniądze rozdawane przez urzędników, jest na porządku dziennym.
Przykłady znajdujemy na każdym kroku: Malta Festival – impreza, która wypromowała w Polsce bluźnierczy spektakl Golgota Pienie - otrzymuje wsparcie między innymi od samorządu województwa wielko­polskiego; władze Warszawy na preferencyjnych wa­runkach wynajmowały do niedawna wydawcy „Kry­tyki Politycznej” położony w atrakcyjnym miejscu miasta lokal, dofinansowując tym samym w sposób pośredni ważny ośrodek lewackiej ideologii; ostatnio prezydent stolicy zwolniła z pracy dyrektora Szpita­la Położniczo-Ginekologicznego imienia Świętej Ro­dziny, gdy ten znalazł się na celowniku lobby aborcyj­nego; władze lokalne sponsorowały liczne spotkania w ramach Żywej Biblioteki – cyklicznej imprezy sze­rzącej ideologię gender. Przykłady można by długo mnożyć. Wniosek za to nasuwa się jeden: samorzą­dowcy również stoją na linii frontu w wielkiej wojnie cywilizacji życia z cywilizacją śmierci.
System demokratyczny, w którym żyjemy, ob­ciąża wszystkich obowiązkiem wzięcia na siebie od­powiedzialności za rzeczywistość społeczno-polityczną. Skoro przez dwadzieścia pięć lat istnienia rzekomo wolnej ojczyzny nie udało nam się wybrać ani jednego parlamentu, który stanąłby na gruncie budowy państwa opartego na wartościach chrześci­jańskich, starajmy się przynajmniej zagwarantować sobie przyjazne, nieagresywne otoczenie.
Kto je zapewni? Burmistrz czy wójt – praktykują­cy katolik, świadomy, że wyborcy wymagają od niego nie tylko remontu drogi, ale także zagwarantowania szkoły niezagrożonej przez gender czy inne toksycz­ne ideologie naszych czasów.
Wprawdzie hasło: Katolik głosuje na katolika brzmi dla uszu człowieka współczesnego co najmniej gorsząco, jednak przyjęcie takiej zasady wydaje się obecnie jedynym sensow­nym rozwiązaniem. Oczy­wiście nie chodzi o głosowa­nie na każdego ochrzczonego, których nominalnie jest w Pol­sce ponad 95 procent, ale o lu­dzi, którzy poważnie traktują obowiązki płynące z Dekalogu i stosują je we wła­snej praktyce zawodowej oraz społeczno-politycznej.
A jeśli ktoś zgorszony zawoła: – Dlaczego z góry przekreślać innych?! Są przecież tolerancyjni lewacy, rozmiłowani w życiu rodzinnym rozwodnicy, wstrze­mięźliwi homoseksualiści, uduchowieni ateiści i tym podobni. Nieraz słyszymy takie argumenty z ust ludzi z uporem wierzących w istnie­nie szlachetnego dzikusa lepszego od dyżurnej dewotki biegającej do ko­ścioła, a skłóconej ze wszystki­mi sąsiadami – odpowiedzmy słowami znanego biskupa:

Wszystko to być może, jednakże ja to mię­dzy bajki włożę,


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 26 wrz 2014, 08:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Lepiej żyje się kolesiom

Artur Kowalski

„Miliardy dla samorządu. Lepsze życie Polaków” – to hasło przedstawione wczoraj przez Platformę Obywatelską na listopadowe wybory do samorządów.

Z nie tak odległej przeszłości pamiętamy inne hasło wyborcze Platformy: „By żyło się lepiej. Wszystkim”. Szkoda, że tylko z przedwyborczych haseł Platformy Obywatelskiej Polacy mogą się dowiadywać, że pod rządami PO będzie się żyło lepiej. Nie wszyscy jednak mają powody do narzekania, zwłaszcza jeżeli należą do platformerskiej grupy kolesiów. A narzekać nie może między innymi Igor Ostachowicz. Ostachowicz to człowiek, który stojąc przez ostatnie lata u boku premiera Donalda Tuska, wspólnie z już byłym szefem rządu wymyślał propagandowe akcje ekipy Tuska zmierzające de facto do zmanipulowania ludzi i odwrócenia uwagi od najistotniejszych spraw w kraju, z którymi rząd Platformy sobie nie radził.

Swoich zdolności manipulowania sprawianiem wrażenia Ostachowicz, po zakończeniu współpracy z premierem, nie będzie jednak wykorzystywał w całkowicie prywatnym biznesie. Pracę znalazł w kontrolowanej przez Skarb Państwa spółce, a nowe stanowisko zajmie bynajmniej nie dlatego, że wygrał jakiś konkurs, lecz z polecenia ministra Skarbu Państwa Włodzimierza Karpińskiego. Propagandzista ekipy Tuska nie obejmie też dyrektorskiego stołka w biurze prasowym czy Public Relations, lecz znalazł miejsce aż w Zarządzie PKN Orlen.

Resort Skarbu Państwa poinformował, że – wybierając właśnie Ostachowicza – minister skarbu wykorzystał swoje uprawnienia do wskazania jednego przedstawiciela w zarządzie tej spółki. Ostachowicz obejmie funkcję członka zarządu ds. korporacyjnych i komunikacji i będzie odpowiedzialny za działania w zakresie komunikacji korporacyjnej.

To swoiste wynagrodzenie za wierną służbę Donaldowi Tuskowi będzie kontrolowaną przez Skarb Państwa spółkę słono kosztować. Przeciętne wynagrodzenie członka zarządu Orlenu za ubiegły rok przekroczyło bowiem 2 mln złotych. Zapewne nie do pogardzenia będzie też kwota przysługującej odprawy po opuszczeniu firmy.

W tym momencie przypominają się słowa, jakie padły w upublicznionych przez tygodnik „Wprost” nagraniach nielegalnie podsłuchanych rozmów z udziałem biznesmenów i polityków PO. Paweł Graś, sekretarz generalny Platformy, w rozmowie z wciąż aktualnym prezesem PKN Orlen Jackiem Krawcem oświadczył m.in.: „Donald po to wsadził tam na chwilę Kiliana, żeby tam wziął odprawę”. Krzysztof Kilian, kolega Donalda Tuska, w marcu 2012 roku został wybrany na prezesa innej kontrolowanej przez Skarb Państwa spółki – Polskiej Grupy Energetycznej, a rezygnację złożył „po różnicy zdań z premierem Tuskiem” w listopadzie 2013 roku. Członkowie zarządu PGE, którzy odeszli z PGE w 2013 r. – w tym Kilian – otrzymali łącznie ok. 6,9 mln zł świadczeń po okresie zatrudnienia.

Przypadek Ostachowicza to swego rodzaju korupcja polityczna będąca kolejnym przykładem upadku i moralnej degeneracji środowiska Platformy Obywatelskiej. Do tego typu patologii zapewne nie dochodziłoby, albo przynajmniej nie na taką skalę, gdyby w naszym kraju przewagę miały uczciwe media. Te o największym dostępie do widzów stały się jednak tubami propagandowymi rządzących. Na porządku dziennym był ich udział w tuszowaniu wraz z rządzącymi afer z udziałem członków rządu. A niczym niezwykłym nie było marginalizowanie przez media – w tym także te, które każą sobie płacić przymusowy abonament – niewygodnych dla rządu Platformy tematów.

Rządowi PO niemal na sucho uchodziło, że przez niespełna dwie kadencje rządził na koszt przyszłych pokoleń Polaków – podwoił kwotę zadłużenia kraju, przejadł pieniądze odkładane na emerytury, a do tego podwyższał podatki (m.in. stawki podatku VAT) czy składki płacone przez pracodawców za pracowników wpływające na koszty zatrudniania pracowników. Dodatkowo, efekt rządów PO to ponowny wzrost emigracji zarobkowej. Z kraju wyjeżdżają ludzie w pełni sił, którzy pracując w Polsce, mogliby płacić składki i podatki do krajowego budżetu. Ironią losu jest to, że Donald Tusk, który zafundował nam podwyżkę wieku emerytalnego do 67. roku życia, organizując przy tym wielką akcję propagandową, przekonując, że „dla wszystkich będzie lepiej, gdy później przejdziemy na emeryturę” – jako unijny urzędnik – osiągnie wiek emerytalny po skończeniu 62. roku życia.

Oczywiście Donald Tusk czy wspomniany Ostachowicz, obserwując dziś swoich krytykantów krzyczących o „pasożytowaniu na polskim państwie”, mogą z politowaniem kiwać głowami, cynicznie się śmiać i w myślach pytać i sami sobie odpowiadać: „I co nam zrobicie? Nic nam nie zrobicie”. W ostatnich dniach mieliśmy również inny interesujący przypadek, obecnej minister infrastruktury i rozwoju Marii Wasiak. W maju 2011 r. Wasiak została powołana na stanowisko prezesa zarządu Polskich Kolei Państwowych, a w kwietniu 2012 r. stanowisko prezesa zamieniła na wiceprezesa PKP. Po tym, gdy porzuciła pracę w zarządzie PKP – przyjmując propozycję Ewy Kopacz, została ministrem – Polskie Koleje Państwowe wypłaciły Wasiak odprawę w kwocie 510 tysięcy złotych, co odpowiada równowartości jej 12-miesięcznego wynagrodzenia za pracę w zarządzie PKP. Zdaje się, że w PKP po minister Wasiak ciągle jest wakat. Czy Paweł Graś ma już nową robotę?

http://www.naszdziennik.pl/wp/99771,lep ... esiom.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 09 paź 2014, 10:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Słuchać Polaków, zmieniać Polskę

AKU, PAP

„Słuchać Polaków, zmieniać Polskę” – pod takim hasłem idzie do wyborów samorządowych Prawo i Sprawiedliwość. – To hasło odwołuje się do potrzeby prawdziwej demokracji i potrzeby służby, bez której nie ma dobrej władzy – podkreślił prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Celem PiS jest Polska, jej rozwój i bezpieczeństwo, bezpieczeństwo Polaków, przyszłość Polski – dodał prezes PiS. Przekonywał, że trzeba pamiętać m.in. o takich sprawach jak praca, bo „Polacy chcą pracować, chcą przyzwoicie zarabiać, nie chcą wyjeżdżać i chcą mieć szansę na miejscu”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/102283,sl ... olske.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 13 paź 2014, 07:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Bierzmy przykład z Węgrów.

Fidesz zdominowała wybory

Kierowana przez premiera Węgier Viktora Orbana partia Fidesz zdominowała wczorajsze wybory samorządowe, zdobywając stanowiska burmistrzów 22 z 23 największych węgierskich miast - wskazuje wstępne przeliczenie oddanych głosów.

Reelekcję zapewnił sobie reprezentujący Fidesz dotychczasowy burmistrz Budapesztu Istvan Tarlos, który uzyskał 49 proc. głosów - o 13 punktów procentowych więcej niż jego główny rywal, były socjalistyczny minister finansów Lajos Bokros. Fidesz uzyskał także 20 mandatów w 33-osobowej stołecznej radzie miejskiej. Lewicowa opozycja zwiększyła natomiast z trzech do pięciu liczbę swych naczelników dzielnic Budapesztu.

W porównaniu z poprzednimi wyborami samorządowymi sprzed czterech lat swe wyniki poprawiło skrajnie prawicowe ugrupowanie Jobbik, które będzie teraz obsadzać urzędy burmistrza w około 20 miastach - co jest liczbą dwukrotnie większą niż dotąd.

Frekwencja wyborcza wyniosła 42 proc. czyli o cztery punkty procentowe mniej niż cztery lata temu.

Wcześniej w tym roku Fidesz wygrał wybory do parlamentu Węgier i do Parlamentu Europejskiego. Węgierscy krytycy i Unia Europejska zarzucają Orbanowi tendencje autorytarne, a również wybory samorządowe odbyły się według zmienionej wcześniej ordynacji.

AN, PAP

http://www.naszdziennik.pl/swiat/102961 ... ybory.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 13 paź 2014, 21:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/z-kraju/7195-porazk ... i-podpisow

Porażka lewicy! SLD i Twój Ruch nie zebrali nawet wystarczającej ilości podpisów
Michał Polak poniedziałek, 13, październik 2014 19:12

Obrazek

KWW Andrzeja Rozenka nie udało się zarejestrować list wyborczych do Rady Dzielnicy Śródmieście, a SLD - w okręgu Na Starym Mieście i Muranowie. Zabrakło wymaganej ilości podpisów decydujących o zarejestrowaniu listy.



Termin rejestracji list minął 7 października. Zgodnie z prawem wyborczym, do rejestracji komitetu niezbędne jest zebranie ich 150 i dostarczenie do komisji wyborczej. „W przypadku SLD i KWW Andrzeja Rozenka, komisja zakwestionowała około 1/3 z nich. Spośród 230 podpisów złożonych na listach poparcia dla Sojuszu, zweryfikowanych negatywnie było ponad 100. Z ponad 200 podpisów dla KWW Andrzeja Rozenka komisja zaakceptowała jedynie 148 – o dwa za mało dla formalnej możliwości startu w wyborach. Śródmieście to jedyna dzielnica, gdzie obie partie miały problemy z rejestracją list. O ile jednak dla SLD oznacza to problem w przypadku listy w jednym z pięciu okręgów, dla TR może skończyć się całkowitą eliminacją z wyborów w tej dzielnicy” - donosi politykawarszawska.pl.



Członkowie komitetów zapowiedzieli już protesty oraz złożenie odwołania do komisarza wyborczego. W oficjalnym stanowisku przedstawiciele KWW Andrzeja Rozenka podkreślają, że wątpliwości komisji wzbudziła nie tyle autentyczność podpisów i danych, co sposób ich zapisu – komisja zakwestionowała dane, które uznała za nieczytelne, niekompletne lub dostarczone w formie elektronicznych skanów. „Wydaje się nieprawdopodobne iż fakt niewyraźnego wpisania adresu przez dwóch mieszkańców, którzy udzielili poparcia naszym kandydatom, zaważy na dalszej działalności radnych pełniących mandaty po 20 lat” – czytamy w stanowisku KWW Andrzeja Rozenka.



Not. MP

za: Polityka Warszawska

fot. flickr.com, creative commons



© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




http://www.prawy.pl/z-kraju/7244-czym-j ... -samorzadu

Czym jest tajemnicza Demokracja Bezpośrednia, jedna z siedmiu partii ogólnopolskich do samorządu?
Jan Bodakowski sobota, 18, październik 2014 14:33

Obrazek

W zbliżających się wyborach do samorządu obok powszechnie znanych partii startować tez będzie szerzej nie znany Komitet Wyborczy Demokracja Bezpośrednia. Zdołał on zarejestrować swojej listy w całej Polsce, co było dość dużym wyzwaniem i co nie udało się parlamentarnej partii Twój Ruch.

Według programu tej powstałej niespełna dwa lata temu partii dąży ona do tego by:

Sprawy publiczne decydowane były na drodze referendów.

Wyborcy mieli możliwości odwoływania wybranych polityków w trakcie ich kadencji.

Obywatele mieli możliwość weta wobec szkodliwego prawa.

Obywateli mieli możliwość łatwego wnoszenia inicjatywy zmiany szkodliwych przepisów.

Upowszechniono głosowania przez internet.

Obywatele zyskali instrumenty kontroli nad sądami i prokuratorami.

Wprowadzono zakaz zadłużania się sfery publicznej.

Przeprowadzano referenda za każdym razem gdy władze chcą zadłużyć państwo lub wysłać polskie wojska za granice.

Ograniczono inwigilacje obywateli przez służby specjalne.

Zniesiono immunitety i przywileje poselskie.

Ograniczono wydatki kancelarii prezydenta.

Zlikwidowano Trybunał Stanu.

Wprowadzono odpowiedzialność urzędników za podejmowane decyzje.

Zapewniono wolność słowa w internecie i mediach.

Zlikwidowano przepisy chroniące prezydenta przed obrazą.

Zinformatyzowano administracje

Zapewniono wszystkim dostęp do internetu.

Wprowadzono zgromadzenia mieszkańców w małych gminach, mające władzę nakazywania działań gminie.

Zlikwidowano powiaty.

Senat powoływano z grona samorządowców, organizacji poza rządowych, związków zawodowych i uczelni.

Stworzono gminne centra dialogu społecznego.

W innych sprawach partia ta się nie wypowiada. Widać jednak, że nie odwołuje się ona do jakieś tradycji politycznej. Ciekawe jest jednak to, że jej twórcy potrafili wokół swoich autorskich pomysłów zorganizować ludzi w całej Polsce, bez pomocy mas mediów.

Jan Bodakowski

fot. arch

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 14 paź 2014, 14:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://polskiepiekielko.pl/2014/10/nadc ... sitwy.html

Nadchodzi pokojowa rewolucja, która rozbije samorządowe sitwy
12 PAŹDZIERNIKA 2014 03:10 KOMENTARZYODSŁON: 3,601


fot. david pacey / flickr.com / CC-BY-2.0


16 listopada może zakończyć się era lokalnych układów, patologii i przekrętów oraz rozpocząć pokojowa rewolucja, która realnie zmieni Polskę na lepsze. Będzie to możliwe dzięki nowym zasadom, według których będą przebiegać wybory.
Najbliższe wybory samorządowe będą pierwszymi, które odbędą się na zasadzie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW). Dzięki temu Polacy po raz pierwszy od wprowadzenia progu wyborczego, będą mieli realny wpływ na wybór władz w ramach rozwiązań systemowych.

Wczoraj
Dotychczas obowiązująca na szczeblu samorządowym ordynacja większościowa praktycznie uniemożliwiała tworzenie alternatyw wobec sitw trzymających władzę w samorządach. Mimo, iż oficjalnie każdy mógł ją stworzyć, w praktyce było to zadanie niewykonalne, zwłaszcza jeśli nie dysponowało się dużym budżetem oraz licznym zespołem.
Lokalny aktywista walczący ze skorumpowaną władzą na szczeblu gminnym chce powiedzieć „dość” i zostać radnym wybranym z listy własnego komitetu wyborczego. Na swoim osiedlu, będącym równocześnie okręgiem wyborczym, jest popularny i pewny zwycięstwa.
Dotychczasowy kodeks wyborczy nakazywał mu stworzenie list wyborczych również w innych okręgach, w których jest wybierana Rada Miejska. To sprawia, że w swoją inicjatywę musiał zaangażować większą ilość osób oraz przekonać do siebie większą liczbę wyborców niechętnie głosujących na nowe, nieposiadające znanych twarzy ugrupowania. To z kolei oznacza konieczność zdobycia większej ilości pieniędzy na kampanię wyborczą.
To nie koniec barier. Największą z nich trzeba było pokonać w dniu wyborów. Jeśli nasz kandydat w swoim okręgu wyborczym dostałby 99% głosów, a w innych na tyle mało, że cały komitet nie przekroczyłby progu wyborczego, to radnym z jego osiedla zostałby jego rywal cieszący się poparciem 1% społeczności.
Z tych powodów najbardziej realnym scenariuszem otrzymania mandatu do zasiadania w Radzie Miejskiej jest dołączenie do już istniejących ugrupowań. Jednak w nich trzeba być posłusznym i wiernym jego liderom, którzy decydują o nazwiskach wpisanych na listy wyborcze. To oni właśnie sprawowali dotąd realną władzę nad polską demokracją.

Dziś
Teraz jednak będzie inaczej. Po zmianach komitet wyborczy będzie mógł obejmować tylko jeden okręg, w którym radnym zostanie kandydat z największą liczbą oddanych na niego głosów. Nie istotny będzie tu uzyskany wynik komitetu w innych okręgach.
Ta modyfikacja kodeksu wyborczego wprowadzona przez rząd Donalda Tuska daje wyborcom skuteczne narzędzie do rozbijania lokalnych koterii, układów oraz „grup trzymających władzę”. Jeśli nie będą one same się oczyszczać, a patologie zanikać, nawet stosunkowo nieliczna oraz dysponująca skromnymi środkami finansowymi grupa osiedlowych aktywistów, która zdoła przekonać do siebie bliższych i dalszych sąsiadów, będzie w stanie je obalić.

Ciemny lud kupi niespełnioną obietnicę
Wprowadzenie JOW było jedną z głównych obietnic, dzięki którym Platforma Obywatelska odebrała w 2007 roku władzę Prawu i Sprawiedliwości. W ramach kampanii wyborczej zebrano wówczas 946 088 podpisów pod projektem ustawy w tej sprawie.
Jednak zdające sobie sprawę z długoterminowych konsekwencji wprowadzenia nowej ordynacji wyborczej władze PO zapomniały o niej zaraz po ogłoszeniu przez Państwową Komisję Wyborczą oficjalnych wyników wyborów. Podpisy niemal miliona domagających się zmian Polakow zmielono, a politycy koalicji rządzącej zmienili zdanie na jej temat.

http://www.youtube.com/watch?v=SgYgGbW93mQ

Również największej opozycyjnej partii parlamentarnej, PiS, nie podoba się pomysł wyboru posłów według zasad JOW. Tu jednak głównym powodem niechęci nie jest kalkulacja polityczna jak w przypadku PO, ale sondaże. Wskazują bowiem one, że wprowadzenie zmian znacznie uszczupli liczbę reprezentantów partii Jarosława Kaczyńskiego zasiadających w ławach sejmowych.

Lepiej to przemilczeć
Mimo potencjału jaki niesie za sobą wprowadzenie JOW w samorządach, Polacy w zdecydowanej większości nie wiedzą nawet o wprowadzonych zmianach. Jak informuje tygodnik „NIE”, w PKW zgłoszono 10 707 komitetów, których celem jest zgłoszenie kandydatów na radnych w 2413 gminach nie będących miastami na prawach powiatu. W zdecydowanej większości są to komitety zgłaszane już w poprzednich wyborach.

Jutro
Przykład rosnącej ostatnio liczby referendów odwołujących skompromitowane władze lokalne, daje nadzieję, że o ile w najbliższych wyborach samorządowych komitetów założonych przez osoby niezwiązanych dotąd z polityką jest niewiele, o tyle jak Polacy zobaczą efekty zmian w ordynacji na konkretnych przykładach, to w 2018 roku może być ich znacznie więcej, a w 2022 roku będą stanowiły większość.
Ewentualny sukces nowego samorządowego kodeksu wyborczego powinien przynieść także zmiany w administracji centralnej. Pozytywne zmiany w „lokalnych ojczyznach” wpłyną na nastroje społeczne, a opinia publiczna zacznie głośno domagać się wprowadzenia JOW również w wyborach do Sejmu, co może wywołać prawdziwą pokojową rewolucję.

Trzeba chcieć
Głównym problemem związanym z JOW jest konieczność zmiany mentalności Polaków. Obecnie, mimo swojego niezadowolenia z poczynań zawodowej klasy politycznej, Polacy wolą spędzić dzień wyborów przed telewizorem. Tymczasem więcej pożytku byłoby ze zrobienia na złość zarówno koalicji PO-PSL, jak i opozycji PiS, SLD, TR i oddanie głosu na kandydata z któregoś z komitetów nieparlamentarnych partii politycznych.
Taki akt nieposłuszeństwa wobec władzy przekonującej o istnieniu zjawiska tzw. „straconego głosu”, pozwoliłby wpuścić do polskiej polityki nowych ludzi mających nowe pomysły. To z kolei doprowadziłoby w dłuższej perspektywie do realnych, a nie tylko propagandowych zmian.

Stanisław Hyrnik


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wybory samorządowe 2014r.
PostNapisane: 03 lis 2014, 08:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Nowe reguły wyborcze

Wiesław Johann

Zbliżające się wybory samorządowe nie wywołują większego zainteresowania. Panuje powszechne przekonanie, że wybory nic specjalnie nie zmienią. Na spotkania z kandydatami do miejscowych władz przychodzi niewiele osób. Frekwencja wyborcza też zapewne będzie niska. Czego to dowodzi? Nie jesteśmy zainteresowani, kto na szczeblu gminy czy powiatu będzie rządził. Patrzymy na wybory w wymiarze partyjnej rozgrywki. Jest oczywiście tak zwany żelazny elektorat, który pójdzie do wyborów, i to on ostatecznie zadecyduje o kształcie władz samorządowych. Na przykład wiadomo, że w urzędniczej Warszawie zwycięży Platforma, a prezydentem miasta prawdopodobnie pozostanie Hanna Gronkiewicz-Waltz. I będzie tak, jak było.

Czy można w tym wyborczym światku coś zmienić? Chyba widać małe światełko w tunelu. Kolejna nowelizacja kodeksu wyborczego wprowadziła w wyborach do rad gmin w gminach niebędących miastem na prawach powiatu okręgi jednomandatowe. Oznacza to w praktyce, że wyborcy oddają głos na jednego kandydata. Podobnie wybieramy członków Senatu.

O okręgach jednomandatowych mówiło się od dłuższego czasu. W przeprowadzonych badaniach sondażowych za taką formą głosowania opowiedziała się zdecydowana większość respondentów. Powoływano się przy tym na wzory z Wielkiej Brytanii i Francji. Jak to będzie wyglądało w Polsce, przekonamy się 16 listopada. Na razie okręgi jednomandatowe obejmą tylko te gminy, które nie są miastem na prawach powiatu.

Patrząc z perspektywy polskiej Konstytucji, wydaje się, że wybory jednomandatowe są wyrazem pełniejszej demokracji, bo pozwalają wybrać jednego kandydata, bardziej związanego z terenem gminy, bardziej znanego miejscowej ludności. Nie będzie list partyjnych układanych przez partyjne władze. Nie będzie „spadochroniarzy”. Chociaż nie wyobrażam sobie, aby partie polityczne nie miały wpływu na ostateczny dobór kandydatów. Jestem też przekonany, że wyborcy w okręgach jednomandatowych będą mieli większy wpływ na sprawowanie władzy w samorządzie terytorialnym.

Piękne są słowa Konstytucji, że to Naród sprawuje zwierzchnią władzę. Jak uczy doświadczenie, z tym sprawowaniem władzy przez Naród różnie bywało. Przykładem jest nierealizowanie obywatelskich inicjatyw ustawodawczych czy niedopuszczanie do referendów. Może na poziomie gminy członkowie rady będą mieli świadomość, że ze swojej działalności będą rozliczani przez wyborców.

Nie wszyscy są zwolennikami tej formy wyborów. Padają argumenty, że z życia publicznego zostaną wyeliminowane małe partie, które w rywalizacji z politycznymi potęgami są bez szans. Głosy oddane na kandydatów z niewielkich ugrupowań będą po prostu stracone. Prowadzi to do faktycznej dominacji jednej silnej partii w samorządzie, a to nie służy demokracji.

Słyszałem też argument, że może pojawić się zjawisko kupowania głosów, np. bogaty biznesmen zapragnie zasiadać w radzie gminy i będzie miał wymierne finansowo argumenty. Znamy takie przypadki, ale patologia nie może determinować rozwiązań wyborczych.

Z całą pewnością głosowanie w okręgach jednomandatowych będzie prostsze. Wiadomo, wygrywa ten kandydat, który otrzyma największą liczbę głosów. To będzie interesujący eksperyment sprawdzenia polskiej demokracji. Jeśli się powiedzie, będziemy mieli w przyszłości okręgi jednomandatowe w wyborach samorządowych, a może i parlamentarnych.

Autor jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku.

http://www.naszdziennik.pl/wp/106671,no ... orcze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 168 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 12  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /