Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 01 wrz 2013, 19:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Od meksykańskiej fali do meksykańskiej sraczki

Powyższy tytuł chyba najlepiej obrazuje drogę jaką przeszła od 2007 roku szemrana ekipa Tuska wraz z towarzyszącym mu orszakiem dworskich mediów, czy jak mawiał Kwiczoł w serialu „Janosik”, dworskich gnid.

Oczywiście można by napisać „od miłości do nienawiści” lub „od radosnej euforii do panicznej sraczki ze strachu”, ale pozostańmy w tych najbardziej aktualnych i będących na czasie meksykańskich klimatach.

W sumie nie dzieje się w naszym kraju nic wyjątkowego i historia zna mnóstwo przypadków, w których polityk-psychopata i towarzysząca mu kamaryla żądna wpływów i konfitur, aby dorwać się do władzy deklarują miłość i zaufanie do całego narodu, a gdy po jakimś czasie ta władza zaczyna wymykać im się z rąk zaczynają stosować terror i zastraszanie.

W słynnym tasiemcowym expose z 2007 roku Tusk mówił:

Tylko w przeciwieństwie do tych, którzy ustąpili miejsca w tych ławach, jesteśmy przekonani, a sądzę, że to przekonanie podziela przygniatająca większość Polaków, jesteśmy przekonani, że zadaniem dobrej władzy jest rozwiązywanie i łagodzenie konfliktów, a nie żywienie się tymi konfliktami. Że głównym zadaniem polityki, a pragniemy przecież właśnie takiej polityki, nowoczesnej, dojrzałej, rozsądnej polityki, jest uzgadnianie ze świadomością różnicy interesów i konfliktów, uzgadnianie w ramach demokracji parlamentarnej i w ramach rządów prawa wspólnych stanowisk. Niech nigdy więcej w Polsce władza z różnic między ludźmi, z różnic między wspólnotami i środowiskami, nie czyni przedmiotu gorącego konfliktu. Różnice mogą dawać pozytywne napięcia, mogą dawać pozytywną, synergię.

Dzisiaj ten sam Faryzeusz grozi:

„Będziemy starali się wpłynąć zarówno na policję jak i prokuraturę i, w ramach naszych możliwości, na sądy, aby przede wszystkim surowo i możliwie natychmiast karać tych, którzy używają przemocy”

A jego minister Bartłomiej Sienkiewicz zapowiada, tym jeszcze niedawno „pięknie się różniącym”:

„Musimy ich zsocjalizować, a jeżeli się nie da, to zsocjalizować siłą”

„I państwo polskie będzie w stanie pokazać, iż monopol na przemoc ma państwo…”

Jako, że Bartłomiej Sienkiewicz pochodzi z nowego wywołanego strachem i paniką rządowego zaciągu to przypomnijmy mu słowa jego pryncypała wypowiedziane 6 lat temu, kiedy to Salonowi i zagranicznym grandziarzom udało się tego zawodowego obłudnika wepchnąć na fotel premiera:

„Polacy nie potrzebują i nie chcą władzy, której ambicją jest zmienianie Polaków. Bo Polaków nie trzeba zmieniać. My wspólnie musimy zmienić warunki życia i pracy Polaków na lepsze. To musi być pierwszym zadaniem władzy.”

Okazuje się, że zażyta cudowna mikstura władzy przemieniła naszego nadwiślańskiego dr Jekylla w obrzydliwego i sadystycznego mr Hyda.

Mieli kochać, ufać i działać w ramach „dobrej, dojrzałej demokracji” a teraz będą wpływać na policję, prokuraturę i sądy oraz siłą resocjalizować tę część społeczeństwa, której rządy bandy złodziei i zdrajców, delikatnie mówiąc nie odpowiadają. Mało tego, Tusk apeluje także do „zaprzyjaźnionych” mediów, by te"tworzyły atmosferę akceptacji dla działań policji, nawet gdy będą one zdecydowane i brutalne".

Jak widzimy bez większego wysiłku można zdemaskować te wszystkie, używając terminologii „postępowego Europejczyka” Jacka Żakowskiego, „polityczne chwasty”, posługując się wyłącznie ich własnymi obłudnymi kłamstwami, którymi wycierają sobie od lat te ohydne antypolskie zdradzieckie gęby.

http://kokos.salon24.pl/530732,od-meksy ... ej-sraczki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 08 wrz 2013, 14:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Z Pełną Odpowiedzialnością i Ograniczoną Poczytalnością

Gdyby Renata Rudecka-Kalinowska et consortes, a nawet Piotr Piętak, posiadali zdolność polemiczną zapytałbym ich co dokładnie oznacza zwrot, jakiego używał, a wręcz nadużywał we wczorajszym swoim krynickim przemówieniu Premier Rządu Rzeczypospolitej Donald Tusk: „z pełną odpowiedzialnością”. Moje skojarzenia „Pełnej Odpowiedzialności” prowadzą w kierunku gazet z września 1939 roku, które to również z pełną odpowiedzialnością informowały o rozpoczęciu ofensywy na zachodzie przez Francuzów i Brytyjczyków, czy też o zwycięskich naszych zagonach w kierunku Prus Wschodnich oraz Wrocławia czy Szczecina. Ta Pełna Odpowiedzialność dość brutalnie mierzyła się potem z czołgami Niemieckimi czatującymi na rogatkach Warszawy od 8 września czy też z dramatyczną przewagą niemieckiego lotnictwa, nie mówiąc już o zupełnym braku spodziewanych posiłków anglo-francuskich.

Czy „Z Pełną Odpowiedzialnością” oznacza, że jeżeli słowa Premiera Donalda Tuska o 2% wzroście na koniec roku nie spełnią się, czy o 3% wzrostu to Premier nie dochowując danego słowa poda się do dymisji? Tak jak czynił to wielokrotnie wcześniej, kiedy do skutku nie dochodziły jesienno-wiosenne ofensywy legislacyjne, kiedy nie wprowadzał EURO? Czy też może Premier Tusk skorzysta z furtki, jaką sobie zostawił w Krynickim przemówieniu, zaznaczając na wstępie, że ludzie planują a Pan Bóg się śmieje. Z drugiej jednak strony, jak głosi platformerska fama, Premier Tusk nie jest zwykłym człowiekiem ale niezwykłym, a wręcz obdarzonym Boskim geniuszem. Może więc o to chodziło w tym fragmencie, że to ta ludzka – nieludzka kaczystowska opozycja coś tam sobie roi o zwycięstwie, a Boski Donald się na te plany śmieje.

Obawiać się należy, że sytuacja w której z jednej strony bezrobocie nadal idzie raczej w górę niż w dół, co miesiąc na nowo śrubowany jest rekord liczby upadających przedsiębiorców, a z drugiej Premier radośnie informuje o końcu kryzysu, którego skutki w Polsce są tylko rykoszetem, to mamy raczej do czynienia ze zjawiskiem „Ograniczonej Poczytalności” rządzących a nie ich „Pełnej Odpowiedzialności”. To jest o tyle niebezpieczne, że jeżeli kiedyś byśmy chcieli naszych polityków z PO rozliczyć, zmusić ich do wzięcia „Pełnej Odpowiedzialności” za swoje słowa i czyny, to ci zasłonią się papierami Ograniczonej Poczytalności i powiedzą: to wasza wina, że nas słuchaliście, przecież my mamy żółte papiery! My tak jesteśmy nie do końca sprawni…

Dzisiaj Donald Tusk mówi o tym, że jest właśnie po to aby Jarosław Kaczyński nigdy nie doszedł z powrotem do władzy w Polsce. Może czas najwyższy zapisać to w Konstytucji, że w Polsce władza nigdy nie przejdzie w ręce Jarosława Kaczyńskiego? Poczym Premier bredzi to i siamto, że podatki nie zostaną obniżone, że trzeba się zabrać za OFE, że coś coś tam…

W przyszłości.. najciekawiej będzie nam czytać pamiętniki, diariusze czy wspomnienia dyplomatów akredytowanych w Warszawie czy też zagranicznych korespondentów, którzy jasno wyłożą nam co tak naprawdę myśleli o Polsce rządów Donalda Tuska. Przecież to jest Mistrzostwo Świata, że działania Radka Sikorskiego ze zdumieniem są przyjmowane zarówno przez Moskwę (ot chociażby ostatnie oświadczenie Rosyjskiego MSZ-et) jak i przez Waszyngton.

Chciałbym aby czytelnicy mnie dobrze zrozumieli. Ja tych swoich złości nie mam siły już wyładowywać na Donaldzie Tusku czy Bronisławie Komorowskim, Radku Sikorskim czy innym prominentnym politykom i sympatykom PO. Bo to jest tłuczenie grochem o ścianie. Ja o bezrobocie rosnącym. Premier o końcu kryzysu. To jest przede wszystkim moje kolejne pytanie do wyborców PO: dlaczego nam to zafundowaliście? Tą „Pełną Odpowiedzialność”?

http://grudqowy.salon24.pl/531497,z-pel ... ytalnoscia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 18 wrz 2013, 07:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
System III RP wpada w panikę

Coraz szersza rzesza obserwatorów polskiej politycznej rzeczywistości przestaje wierzyć, że rządzący Polską reżim dotrwa do końca kadencji i wyborów w 2015 roku. Sondażowy spadek popularności Platformy Obywatelskiej, choć sondaże powinniśmy traktować z dużą rezerwą, wskazuje jednak wyraźnie, że może dojść wkrótce do takiej sytuacji, w której nawet Tusk z Millerem nie będą mieli w sumie tylu szabel, aby dać Komorowskiemu pretekst do powołania rządu z pominięciem zwycięskiego ugrupowania, czyli do dalszego pudrowania trupa III RP.

Kiedy obserwujemy nerwową krzątaninę coraz bardziej przypominającą panikę, jaka ma miejsce w mediach i wśród politycznych piewców oraz beneficjentów Systemu to łatwo zauważyć, że na razie ich jedynymi pomysłami na przetrwanie jest wzrastająca opresyjność władzy, straszenie społeczeństwa „odradzającym się faszyzmem” i powtarzane od świtu do nocy w polskich i zagranicznych mediach słowa klucze brzmiące mniej więcej tak:

Wszyscy pamiętamy jak wyglądały rządy Kaczyńskiego i czym się skończyły

To, według tefałenowskich dziennikarskich najmitów i pismaków z Wyborczej oraz międzynarodowego lewactwa ma wystarczyć, oczywiście bez kłopotliwego wchodzenia w szczegóły.

Właśnie dlatego ja proponuję w te szczegóły jednak się zagłębić. Okaże się wówczas, że czasy „pisowskiej nocy” na tle tuskowej teraźniejszości jawią się, jako dwa lata nie tylko ekonomicznej prosperity, ale i niezwykłego poszanowania dla demokratycznych standardów.

Otóż jednym z żelaznych zarzutów, można powiedzieć dyżurnych, było mówienie, ze PiS inwigiluje i podsłuchuje społeczeństwo. Nadwiślański „Duce” Tusk wyluzowany stawał przed dziennikarzami i mówił mniej więcej tak jak w poniższych, pierwszych z brzegu cytatach:

„Niestety, chyba wszyscy zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić, bo to, co kojarzy się z PiS-em, to przede wszystkim podsłuchy i takie manie prześladowcze, które każą się bać na przykład dziennikarzy (…) Ja jedno mogę tylko powiedzieć: nie jestem ciekawy o czym rozmawiacie po północy”

„Chciałbym zwrócić uwagę rządzących, że metody jakich dzisiaj jesteśmy świadkami, a więc podsłuchiwanie prywatnej rozmowy, a później pozyskiwanie materiałów z nielegalnego podsłuchu przez dziennikarzy, poprzez przecieki z prokuratury, to jest aspekt tej sprawy, na który nikt nie zwraca uwagi. A moim zdaniem, aspekt niezwykle groźny z punktu widzenia normalnego funkcjonowania państwa”

Na taki sygnał telewizyjne i radiowe studia natychmiast zapełniały się „ekspertami”, „autorytetami” i komediantami zwanymi celebrytami, którzy prześcigali się w budowaniu piramidy strachu przed wszechobecnym „Wielkim Bratem”, Jarosławem Kaczyńskim. „Autorytety” organizowały spędy w auli Uniwersytetu Warszawskiego „w obronie demokracji”, a ulicami kroczył pamiętny „Niebieski marsz”, w którym trzymane w rękach uczestników pochodnie, jakoś nigdy nikomu nie kojarzyły się tak jak dzisiaj z nazizmem, faszyzmem i Hitlerem.

Gdzie podziali się oni dzisiaj? Polska Tuska i jego szemranej ferajny według danych świętej i nieomylnej Unii Europejskiej stała się niechlubnym liderem, jeżeli chodzi i masową inwigilację własnego społeczeństwa. I co? Czy ktoś temu zaprzeczy, a jeżeli nie to, choć trochę się przerazi?

Co stałoby się gdyby Jarosław Kaczyński w czasach swojego premierowania próbował ze swoim bratem prezydentem ograniczyć prawo o demonstracji, jak uczyniła to obecna ekipa? Co stałoby się gdyby za czasów rządu PiS-u policyjni tajniacy bestialsko kopali niewinnego człowieka, ludzie umierali nagle podczas procedury zatrzymania, a na komisariatach torturowano przesłuchiwanych, jak ma to miejsce dzisiaj, co potwierdzają zeznający świadkowie i na co są dowody?

Jak reagowałyby media, politycy i „autorytety” gdyby Jarosław Kaczyński publicznie wezwał policję do większej brutalności, a do dziennikarzy zaapelował o przychylność dla tej inicjatywy?

Co by pisali i mówili gdyby Jarosław Kaczyński i jego rządząca ekipa byli winni największej narodowej tragedii od zakończenia wojny, w wyniku której doszło do śmierci prezydenta, towarzyszącej mu delegacji oraz do dekapitacji całego dowództwa polskiej armii?

Żyjemy w rzeczywistości podstawionej, która najpierw nieśmiałą próbę doprowadzenia Polski do normalności w latach 2005-07 przedstawiała, jako katastrofę, zaś dzisiaj dramat i katastrofę czasów panoszenia się tuskowej watahy próbuje przekuć w sukces godny świętowania. Wszystko to ma jednak wspólny mianownik, któremu na imię magdalenka i okrągły stół.

To przy nim zadekretowano, że przy polskim korycie już na zawsze będą żerowali komuniści i kolaboranci, czyli ściśle wyselekcjonowana przez nich samych, „konstruktywna i obliczalna” opozycja.

Dlatego nie dziwmy się, że polska „Costa Concordia” idzie prosto na zderzenia z rafą, zaś nasz rodzimy zbiorowy kapitan Schettino będzie się ewakuował dopiero wtedy, gdy ukażemy mu ogrom tragedii, do jakiej doprowadził i przypomnimy śmiertelne ofiary jego antypolskiej i antynarodowej działalności.

Wielu patriotów-pesymistów po 10kwietnia 2010 sądziło, że to już koniec marzeń o wolnej Polsce gdyż:

"O północy przy zielonych stolikach

modliły się diabły do cyfr.

Były szarfy i ordery, i muzyka

i stukał tajny szyfr.

Diabły w sercu swoim głupim, bo niedobrym

rozwiązywały biało-czerwony problem"

Jednak widać coraz wyraźniej, że pojawia się szansa na to, aby smoleńska ofiara nie była daremną, a Polacy stali się po 74 latach gospodarzami we własnym kraju. Jeszcze trochę cierpliwości rozwagi i więcej odwagi oraz jedności Drodzy Rodacy.

Cytat pochodzi z wiersza „Pieśń o fladze”, K.I. Gałczyńskiego

http://kokos.salon24.pl/534467,system-i ... a-w-panike


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 21 wrz 2013, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Rząd zwalnia

Z Piotrem Dudą, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Małgorzata Goss

Ubiegłotygodniowy protest związkowy zyskał wyjątkowo duże poparcie. Skąd taki odzew społeczny?
– To poparcie, nie tylko wirtualne wynikające z badań, ale to namacalne, że oto w weekend przyjeżdża do stolicy 200 tysięcy osób, i to wielkie zainteresowanie naszymi akcjami w dniach poprzedzających sobotni przemarsz pokazuje, że Polacy mają potężne problemy, czują się lekceważeni, chcą szacunku dla swojej pracy. Znamienna jest data protestu – 14 września, dzień urodzin błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Ksiądz Jerzy zawsze powtarzał: niezależnie od tego, jaki wykonujesz zawód – jesteś człowiekiem! I ludzie tak chcą być traktowani. Chcą żyć godnie we własnym kraju. Dlatego przyjechali. Jest to dla nas wielka nobilitacja, ale i wielkie zobowiązanie. My, „Solidarność”, nie możemy tych ludzi zawieść. Oni na nas liczą.

Protest wzmocnił pozycję związku. Jak wpłynie to na działalność Komisji Trójstronnej?
– Postawiliśmy jasne warunki powrotu do Komisji Trójstronnej. Od czasu zawieszenia w czerwcu naszego uczestnictwa coś się zmieniło. Dziś, po trzech miesiącach, dochodzimy do wniosku, że formuła Komisji uległa wyczerpaniu. Tryb konsultacji, który sprowadza się do informowania nas o kolejnych posunięciach rządu, nic konstruktywnego nie wnosi. Musimy na nowo zdefiniować, co rozumiemy przez „dialog społeczny”. Utraciliśmy wzajemne zaufanie. Nie ma w Polsce zaufania ani związków do rządu, ani rządu do związków, ani związków do pracodawców. Słowa „zaufanie” nie da się wpisać do ustawy. Ono musi na nowo wrócić. A żeby wróciło, trzeba usiąść do rozmów dwustronnych z komitetem protestacyjno-strajkowym. Postulaty są jasno sformułowane i czekamy, aż rząd się do nich odniesie. Stale słyszę, że od rozmów jest Komisja Trójstronna, ale gdy pytam, w czym rząd jest skłonny ustąpić, na wszystkie postulaty słyszę jedną odpowiedź: NIE. Elastyczność pracy – nie!, emerytura w wieku 67 lat – nie!, płaca minimalna – nie! To ja pytam – po co rozmowy w Komisji Trójstronnej, skoro rząd prezentuje sztywne stanowisko?

Zarzuca Pan rządowi, że zawarł koalicję z pracodawcami. Jak Pan to uzasadni?
– Wszystkie rozwiązania przyjmowane przez koalicję rządzącą w ostatnich 6 latach mają charakter antypracowniczy: uelastycznienie czasu pracy, podniesienie wieku emerytalnego, zaniechanie rozwiązania problemu umów śmieciowych, zaniechanie rozmów nad obywatelskim projektem ustawy, skierowanym do Sejmu przez „Solidarność”, w sprawie zamiany ustawy o płacy minimalnej. My nie chcemy rozdawnictwa, chcemy uzależnić płacę minimalną od wzrostu PKB. W 2009 r., jeszcze za mojego poprzednika Janusza Śniadka, udało się podpisać w Komisji Trójstronnej pakiet antykryzysowy. Każda ze stron zgodziła się na pewne rozwiązania. Nasze punkty to stopniowe podnoszenie płacy minimalnej do 50 proc. średniego wynagrodzenia oraz walka z umowami na czas określony. I co mamy po trzech latach? Rząd wprowadził te rozwiązania, które były na rękę pracodawcom, w tym elastyczny czas pracy, a nasze postulaty zignorował, chociaż w umowach na czas określony jesteśmy liderami w Europie, wyprzedziliśmy nawet Hiszpanię. I jeszcze pan premier ma czelność opowiadać, że związkowcy dbają tylko o związkowców, a on musi dbać o wszystkich Polaków! To nieprawda, że pan premier dba o wszystkich – pracujących i bezrobotnych. Pan premier dba tylko o tych, którzy mają pełne portfele. To jego elektorat.

Koronny argument, jaki pojawia się przeciwko związkom, to ten, że dbają tylko o tych, którzy mają pracę, a robią to kosztem tych, którzy pracy nie mają. Co Pan na to?
– Związki zawodowe w Polsce nie reprezentują wyłącznie związkowców, lecz mają ustawowe zadanie reprezentowania wszystkich pracowników oraz bezrobotnych. Nie ma żadnych badań, żadnych argumentów, które wskazywałyby, że podniesienie płacy minimalnej czy elastyczny czas pracy na poziomie sprzed nowelizacji powiększy armię bezrobotnych. Hiszpania, Grecja i Włochy mają najbardziej elastyczny czas pracy w Europie, i co? Właśnie tam jest największe w Europie bezrobocie. W Polsce mamy wszystkie formy elastycznego zatrudnienia, od umów na czas określony, przez telepracę, staże, po umowy o dzieło, zlecenia. Może chcą wprowadzić takie rozwiązanie, że dziś panią przyjmuję do pracy, a jutro mogę zwolnić? Na takie zatrudnienie my, jako związek, nie wyrażamy zgody!

W Niemczech czy Francji pracodawcy muszą respektować całą baterię praw pracowniczych, a mimo to dają sobie radę i wygrywają w konkurencji. Polscy pracodawcy tego nie potrafią?
– Nasi pracodawcy – oczywiście nie wszyscy, mówię o najbardziej wpływowych gremiach -– ubzdurali sobie, że będą rywalizować niskimi kosztami pracy z pracownikiem chińskim, a może i koreańskim, i że tym prostym sposobem będą podbijać rynki. Powiem na to tak: jeśli PKB wypracowujemy wspólnie – pracownicy i pracodawcy, to podział owoców wzrostu powinien odbywać się w sposób proporcjonalny i sprawiedliwy. Dzisiaj pracownicy żyją na kredytach, większość nie ma żadnych oszczędności, bo te są u przedsiębiorców. Ostatnie badania Eurostatu pokazują, że w UE wpływ wynagrodzeń na PKB wynosi średnio ponad 49 proc., ale w naszym kraju sięga zaledwie 37,4 proc., reszta trafia do pracodawców. Znajdujemy się pod tym względem na trzecim miejscu od końca, za nami są tylko Rumunia i Bułgaria. To nie jest tak, że przedsiębiorcy nie mają zysków. Mają, ale nie chcą się dzielić z pracownikiem. Rok 2012 był kolejnym rekordowym rokiem, jeśli chodzi o zasobność prywatnych kont – ulokowano na nich ponad 30 mld złotych. Te pieniądze nie pracują w gospodarce, nie finansują innowacji i inwestycji, tylko leżą na lokatach polskich przedsiębiorców. Mówi się, że Polacy są mało wydajni, ale odpowiedzmy sobie dlaczego. Otóż w Polsce koszty pracy są tak niskie, że nie warto ściągać nowych technologii, bardziej opłaca się pracować w manufakturze. Lepiej zatrudnić dziesięciu polskich pracowników, niż kupić nowe urządzenie, które się długo zwraca. A i tak stale słychać narzekanie pracodawców na koszty pracy. To co? Czy polscy pracownicy mają pracować za darmo?

Wydatki publiczne w Polsce przysparzają nam miejsc pracy?
– Najlepszym przykładem jest sprowadzenie Pendolino. Ani to polski produkt, ani polska myśl techniczna, serwis trzeba będzie ściągać z Włoch. Jaki wpływ ma ten jeden skład, kupiony za 2,5 mld zł, na polskie miejsca pracy? Utopione pieniądze! Albo ustawa o zamówieniach publicznych. Przedsiębiorcy skarżą się, że jak przestrzegają prawa pracy, ustawy o funduszu socjalnym, o związkach zawodowych, to wychodzą na jelenia, bo przetargi na zamówienia publiczne wygrywa podstawiony „słup”, złodziejaszek, który daje pracownikom 3,50 zł za godzinę i zatrudnia na czarno. Gdzie my żyjemy?! Państwo dyskryminuje przedsiębiorców, którzy przestrzegają polskie prawo. Coś jest nie tak.

Unia Europejska też jest w koalicji z pracodawcami? Pakt fiskalny przeszedł łatwo, pakt gospodarczo-socjalny rodzi się w bólach.
– Pani ma rację. Sprawy społeczne generalnie są spychane na margines. Przed wyborami politycy, tak unijni, jak i polscy, mówią o ludziach, pracy, gospodarce, a po wyborach ministerstwa pracy i gospodarki dostaje słabszy koalicjant, a silniejszego interesuje MSW, Ministerstwo Finansów, wojsko, resort sprawiedliwości. Szefem Komisji Trójstronnej jest przedstawiciel słabszego koalicjanta, który na Radzie Ministrów nic nie może przeforsować. W UE to samo. Pozycja komisarza ds. budżetu Janusza Lewandowskiego jest o wiele silniejsza niż komisarza ds. społecznych László Andora.

Najsilniej jednak bije w prawa pracownicze import tanich towarów z krajów, gdzie nie ma żadnego socjalu?
– Przywileje socjalne w krajach zachodniej Europy – wskutek globalizacji – uległy pewnemu ograniczeniu. Ale nam jeszcze bardzo daleko do tego poziomu ochrony, z jakiego korzystają pracownicy niemieccy czy duńscy. Jestem wiceprzewodniczącym Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych, która zrzesza 40 krajów i 61 mln członków. Rozmawiamy tam m.in. o dumpingu. Skandynawscy związkowcy narzekają, że miejsca pracy uciekają im do Polski. My z kolei zabiegamy, aby tamci pomogli nam przyspieszyć zrównanie kosztów pracy w naszych krajach przez międzykorporacyjne układy zbiorowe pracy.

My w Polsce idziemy w złym kierunku. Gdy w UE pojawiają się korzystne dla pracowników regulacje, rząd mówi, że mamy na ich wdrożenie 10 lat, natomiast przepisy bijące w pracowników wprowadza natychmiast. Rząd jest nastawiony tak dalece antypracowniczo, że ambasada polska w Danii wydała ostatnio ulotkę dla polskich przedsiębiorców, którzy prowadzą biznes w Danii, z instrukcją, jak omijać duńskie związki zawodowe, żeby płacić polskiemu pracownikowi mniej niż Duńczkom.

Media spekulują na temat Pańskich ambicji politycznych, że aspiruje Pan do przywództwa prawicy, a nawet myśli wystartować po prezydenturę. Czy bierze Pan pod uwagę przejście do polityki śladem poprzedników?
– Wcale mnie to nie interesuje. Te domysły są śmieszne. Nie interesuje mnie polityka z perspektywy ulicy Wiejskiej 2, mnie interesuje polityka wobec polskich pracowników. Nie jestem zagrożeniem dla prezesa Kaczyńskiego ani on dla mnie, bo ani ja nie jestem członkiem PiS, ani on nie jest członkiem NSZZ „Solidarność”. Koniec. Kropka. Chciałbym ten temat zamknąć. Od listopada zaczynamy procedury wyborów w „Solidarności”. Jeżeli koledzy będą mieli życzenie widzieć mnie na fotelu przewodniczącego związku, to jest to ta funkcja, którą chciałbym dalej pełnić. Jeżeli nie, to ja mam co robić. Nie jestem koniunkturalistą. Chcę dobrze wykonywać swoją robotę. Wie pani dlaczego? Bo moje wynagrodzenie pochodzi ze składek członków związku. Niejednokrotnie składają się na to ludzie, którzy mają wszystkiego 1600 zł brutto. Dla nich te 9 zł składki to jeden dzień przeżycia. Codziennie goląc się, o tym myślę. Moim obowiązkiem jest walczyć o tych ludzi.

Chce Pan skanalizować bunt ulicy? Zostać gwarantem kontroli nad dojrzewającym społecznym protestem?
– Może nie gwarantem kontroli, ale ukierunkowanej akcji, za którą ktoś bierze odpowiedzialność. Bo jak ludzie wyjdą sami na ulice, to już odpowiedzialnych nie ma. To już jest tragedia. „Solidarność” bierze na siebie tę wielką odpowiedzialność. Każdy rząd, niezależnie od tego, kto w nim zasiada, jeśli będzie traktował pracownika w sposób przedmiotowy, natrafi na krytykę z naszej strony i stanowczy odpór.

Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Goss

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... alnia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 07 paź 2013, 07:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
O co dba minister Sienkiewicz?

Bartłomiej Sienkiewicz nie jest długo ministrem. Jego dymisją są już jednak zainteresowani przedstawiciele podległych mu służb.

Po spektakularnie niskich, jeśli chodzi o poziom, wypowiedziach o policzonych „sztukach” i buńczucznej deklaracji „idę po was”, tym razem minister spraw wewnętrznych stwierdził, że konieczna jest zmiana mentalności policjantów, którzy „sami często z patologicznych rodzin nie potrafią właściwie zareagować na przemoc”.

Urzędnik państwowy, który za swój główny cel postawił sobie walkę z kibolami, budując przy tym klimat wraz z przychylnymi mu mediami, jakby nie było innych ważnych spraw, którymi resort przez niego kierowany powinien się zająć, stracił szansę na stworzenie wizerunku profesjonalnego i kompetentnego ministra.

Dał się wciągnąć bez reszty w prowadzoną przez premiera i jego doradców ideologiczną hucpę i pseudowojenkę, której ceną ma być zyskanie kilku procent poparcia (a raczej odzyskania utraconych punktów sondażowych). Tym razem jednak nie tylko po raz kolejny dał do zrozumienia, że walka ze stadionowymi chuliganami, czyli z faszystami albo nacjonalistami (minister, jak przystało na prawdziwego postępowego intelektualistę, owe pojęcia stosuje wymiennie), jest lejt- motywem jego – głównie medialnej – działalności. Ponadto Sienkiewicz po prostu obraził policjantów, stosując, nie wiadomo skąd zaczerpnięty, czym poparty, schemat osobowościowy.

Z jego wypowiedzi wynika bowiem, że większość policjantów pochodzi z patologicznych rodzin, a co za tym idzie – nie tylko nie umie sobie radzić – z racji doświadczenia – z przemocą w społeczeństwie, ale być może nawet sami jakoś w niej uczestniczą. Tego ostatniego być może Sienkiewicz nie miał na myśli, ale tego typu wypowiedzi mogą stanowić źródło takich konstatacji. Kto jak kto, ale minister spraw wewnętrznych powinien dbać o to, aby policjanci cieszyli się szacunkiem. Nie powinien podważać w opinii publicznej ich wizerunku i uderzać w ich dobre imię.

Zwłaszcza przez tak generalizujące oceny. Takie wypowiedzi nie tylko go kompromitują jako ministra, ale w dłuższej perspektywie mogą mieć fatalne skutki, jeśli chodzi o budowanie zaufania do zawodów, w które to zaufanie z definicji powinno być wpisane. Bezpieczeństwo obywateli nie poprawi się, jeśli Bartłomiej Sienkiewicz zamiast podejmować realne działania i kroki, będzie straszył permanentnie społeczeństwo kibolami czyhającymi za rogiem i podważał sens pracy policjantów.

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ewicz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 09 paź 2013, 18:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
„Polskie kły” w szczękach Putina

Po sześciu latach rządzenia premier Tusk nagle zapałał miłością do armii. Do tej pory jakoś zainteresowania tą dziedziną, nawet najmniejszego, nikt nie mógł w jego poczynaniach dostrzec. I oto w ostatnich dniach i tygodniach widzimy „dzielnego wojaka” Tuska na tle okrętu wojennego by za chwilę ujrzeć go jak przemawia mając za plecami opancerzone wozy bojowe. Następnie premier świętuje uroczyście otwarcie nowego roku akademickiego akurat w Akademii Obrony Narodowej.

Jak to wszystko pogodzić ze zniesieniem powszechnej służby wojskowej i słowami jego przyjaciela Palikota, który jeszcze nie tak dawno przekonywał Polaków, że armia w ogóle nie jest nam potrzebna gdyż dookoła mamy samych przyjaciół?

Skąd ta zmiana?

Aby lepiej zrozumieć motywy premiera trzeba cofnąć się do czerwca bieżącego roku i przypomnieć sobie wizytę Tuska w bazie lotnictwa taktycznego w Łasku, podczas której zapowiedział wielką modernizację polskiej armii oraz wcielenie w życie nowej strategii odstraszania nazwanej szumnie „Polskie kły”.

Przeciwko komu te kły mają być skierowane skoro już w lipcu okazało się, że budżet MON zostanie okrojony o ponad 3 miliardy złotych, a Tusk „ostrząc te kły” musiał o tym doskonale wiedzieć?

Po co w obliczu walącego się budżetu i rozkładającego się państwa te propagandowe fajerwerki zupełnie bez pokrycia i tulenie się do mundurowych?

Od lat dla speców od wojskowości jasnym jest, że polska armia nie jest w stanie wypełnić konstytucyjnego obowiązku, który mówi, że: Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic.

Mało tego, armia w obecnym kształcie i liczbie nie jest w stanie w razie agresji z zewnątrz wytrwać nawet tyle czasu ile potrzebuje NATO by pospieszyć nam z pomocą.

Jaki jest, więc cel tych umizgów Tuska skierowanych w kierunku wojska? Przecież wyraźnie widać, że szyjąc tymi grubymi nićmi premier rozpaczliwie zabiega o przychylność armii.

I tu chyba zaczynamy rozumieć, o co chodzi, ale dopiero od momentu, kiedy ogłoszono, że Tusk skierował do MSW projekt zarządzenia, w którego treści jest podane czarno na białym:

"Na podst. art. 18a ust. 1 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji zarządza się, co następuje:

W związku z przygotowaniami do policyjnego zabezpieczenia:

1) 19 sesji Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu [...] w dniach 11-22 listopada 2013 r.

2) ogólnopolskich uroczystości państwowych i obywatelskich mających na celu uczczenie odzyskania przez Polskę niepodległości, które odbędą się w dniu 11 listopada 2013 r. żołnierze Żandarmerii Wojskowej udzielą pomocy Policji w zakresie ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego [...].

Teraz przypomnimy sobie jeszcze medialny komunikat PAP z maja tego roku informujący, że:

Prezydent Rosji Władimir Putin polecił dzisiaj Federalnej Służbie Bezpieczeństwa (FSB), by zawarła porozumienie o współpracy w sferze kontrwywiadu wojskowego ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego RP

I tak oto wszystko składa się w logiczną i groźną całość. Nawet taka dziwna i zaskakująca okoliczność, że FSB, bądź, co bądź służba cywilna nawiązuje współpracę akurat z polską Służbą Kontrwywiadu Woskowego.

Jeżeli dodamy do tego ujawnioną w ubiegłym tygodniu informację o tym, że Putin swoim poleceniem z maja tego roku potwierdził tylko stan faktyczny, czyli fakt trwania tej współpracy przynajmniej od smoleńskiej tragedii i to najprawdopodobniej bez żadnej podpisanej z Polską „bumagi” to już namacalnie możemy przekonać się o stopniu naszego uzależnienia i ogromie zdrady polskich władz. Nikt logicznie myślący nie uwierzy, że szef SKW Nosek przez co najmniej dwa lata współpracował z rosyjskimi służbami bez wiedzy Tuska i Komorowskiego i sam podpisywał jakieś umowy. W każdym poważnym państwie cała trójka siedziałaby już za kratkami.

Czyżby Tusk z Putinem szykowali kolejny krwawy spisek wymierzony przeciwko Polsce i Polakom?

Czy łaszenie się premiera do armii ma znieczulić wojskowych decydentów na plany złamania konstytucyjnego prawa mówiącego, że:

"Siły Zbrojne ponadto mogą brać udział w zwalczaniu klęsk żywiołowych i likwidacji ich skutków, działaniach antyterrorystycznych, akcjach poszukiwawczych oraz ratowania życia ludzkiego, a także w oczyszczaniu terenów z materiałów wybuchowych i niebezpiecznych pochodzenia wojskowego oraz ich unieszkodliwianiu”

Żandarmeria Woskowa wchodzi przecież w skład Sił Zbrojnych. Jakąż to klęskę żywiołową będzie zwalczała 11-go listopada? Jakie działania antyterrorystyczne, ratujące życie ludzkie bądź poszukiwawcze będzie prowadziła tego dnia?

Z jakich to materiałów wybuchowych i niebezpiecznych pochodzenia wojskowego będzie oczyszczała Marsz Niepodległości?

Czy polska armia godzi się być na polecenie panicznie wystraszonego Tuska „polskimi kłami” w szczękach Putina?

http://kokos.salon24.pl/539544,polskie- ... ach-putina


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 10 paź 2013, 06:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Panika w ratuszu

Wyniki niedzielnego referendum spędzają sen z oczu Hannie Gronkiewicz-Waltz. „I tak Was przekrzyczą” – pisze w liście otwartym do warszawiaków, zachęcając do absencji przy urnach.

Wczoraj portal „Gazety Wyborczej” opublikował list otwarty Gronkiewicz- Waltz do mieszkańców stolicy. „Nie bierzcie udziału w tym wiecu politycznym jednej partii. Tylko zwiększycie liczbę jego uczestników, a i tak Was przekrzyczą”– pisze prezydent, uderzając w histeryczne tony i strasząc Jarosławem Kaczyńskim. „Nie dajcie się namówić Jarosławowi Kaczyńskiemu. (…) Jeśli chcecie mi pomóc zostańcie w domu, a swój głos oddajcie za rok. Wtedy będą prawdziwe wybory. Wtedy Wasz głos będzie mi naprawdę potrzebny. Dziś jedyny, kto się ucieszy z Waszego udziału w referendum będzie Jarosław Kaczyński. Nie bez przyczyny namawia moich zwolenników, żeby wzięli w nim udział. Pamiętajcie, jeśli Jarosław Kaczyński Was do czegoś namawia, to na pewno nie jest to dobre dla mnie” – apeluje Hanna Gronkiewicz-Waltz.

W ocenie Jarosława Krajewskiego, radnego PiS, prezydent obawia się wyników referendum, ale – jak ocenia – jest to nieskuteczna walka o pozostanie na stanowisku prezydenta Warszawy. –Przypomina osobę tonącą, a tonący brzytwy się chwyta. Ten apel będzie jednak przeciwskuteczny, miała 7lat na udowodnienie tego, że jest dobrym gospodarzem –podkreśla Krajewski.

Prezydent próbuje tłumaczyć, że to ordynacja wyborcza narzuca takie podejście do kwestii głosowania: jeśli ktoś opowiada się za odwołaniem, idzie głosować, jeśli uważa, że jest przeciw, powinien po prostu nie iść do urn. „Obecna konstrukcja referendum, (…) wyraźnie narzuca taką linię wyboru –jeśli jesteś za odwołaniem – idź, jeśli przeciw – nie idź” – pisze Hanna Gronkiewicz-Waltz, wzywając do bojkotu głosowania. „Jeśli w Waszej opinii w Warszawie nie dzieje się nic nadzwyczajnego, nie bierzcie udziału w tym referendum. Poczekajcie. Za rok są wybory. Wtedy będziecie mieli możliwość ocenić pełne dwie kadencje mojego urzędowania (…)” – kontynuuje.

Zdaniem Krajewskiego, politycy Platformy Obywatelskiej są świadomi pewnego ciągu wydarzeń, a więc porażek, jakie PO zanotowała w Elblągu, Rybniku i na Podkarpaciu. – Zdają sobie sprawę z negatywnego nastawienia mieszkańców miasta do obecnej prezydent. Ten wynik może być różny. W stolicy jest uprawnionych do głosowania ponad 1,3 mln osób, więc przy wysokich wynikach frekwencji w ostatnich wyborach jest szansa, że te prawie 400 tys. przyjdzie do lokali wyborczych i zagłosuje za jej odwołaniem. Jeśli zostaną w domu, w poniedziałek będą widzieli uśmiechnięte miny Stefana Niesiołowskiego czy Donalda Tuska – dodaje radny.

Kampania mająca na celu obniżenie frekwencji toczy się od sierpnia, gdy okazało się, że referendum w stolicy musi się odbyć. Ale nie tylko kampania propagandowa ma skłonić warszawiaków do pozostania w domach. „Nasz Dziennik” opisał kłopoty z dopisywaniem się do rejestru wyborców. Okazało się, że może to nieść niemiłe konsekwencje, np. w postaci sprawdzenia i wypytywania sąsiadów przez policję.

Urzędnicy nie wiedzą dokładnie, czy dokumentem potwierdzającym fakt zamieszkiwania ma być tylko umowa najmu, czy też również akt notarialny i zgoda właściciela lokalu na dopisanie takiej osoby do listy wyborców. Niektórzy żądają okazania umowy o pracę w Warszawie. W związku z tymi sygnałami radni PiS zwrócili się do prezydent Warszawy z prośbą o odpowiedź na kilka ważnych pytań. Chcą się m.in. dowiedzieć, czy władze wydały urzędnikom instrukcję lub inny dokument z procedurą dotyczącą wpisywania na listę wyborców.

„Jeśli tak, to wnosimy o przedstawienie takiego dokumentu. Jeżeli wytyczne zostały przedstawione ustnie, to wnosimy o opis wydanych zaleceń” – pisze w interpelacji radny Maciej Wąsik.

Opozycja zwraca też uwagę na bardzo skąpe informacje na temat referendum; chodzi o obwieszczenia o lokalizacji i godzinach otwarcia obwodowych komisji referendalnych. Taki obowiązek nakłada na prezydent stolicy art. 16 kodeksu wyborczego. W związku z tym prezydent musi odpowiedzieć, ile takich obwieszczeń wydrukowano, kiedy i w jaki sposób zostały one rozdystrybuowane, oraz czy ktoś kontrolował, w jaki sposób rozkolportowano je na terenie miasta.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tuszu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 12 paź 2013, 07:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Do trzech razy sztuka

Jan Maria Jackowski

Kilka dni temu Agencja Reutera podała informację o tym, że trwają poszukiwania następcy specjalisty od kreatywnej księgowości ministra finansów Jacka Rostowskiego. W depeszy napisano, że dni Rostowskiego mogą być policzone, gdyż stracił zaufanie premiera z powodu niedocenienia głębi recesji, co zmusiło rząd do nowelizacji budżetu, oraz z powodu zaniepokojenia rynków finansowych planami zmian w systemie emerytalnym. Co prawda premier Donald Tusk zdementował tę wiadomość w swoisty sposób: „Dajcie człowiekowi pracować. Kiedy czyta co miesiąc, że jest dymisjonowany, na pewno jest mu przykro”, ale trudno nie zauważyć, że coś w trawie piszczy.

To już druga taka depesza na przestrzeni ostatnich miesięcy sugerująca rychłą dymisję Rostowskiego. Za pierwszym razem została jednoznacznie i szybko zdementowana przez szefa rządu, za drugim została „oficjalnie” zdementowana, ale dopiero po kilkunastu godzinach. Pouczające w takiej kwestii jest znane powiedzenie księcia Michaiła Gorczakowa, namiestnika carskiego w Królestwie Polskim w latach 1856-1861, który mawiał: „Nie czytam nie zdementowanych depesz”. Dla rosyjskiego dygnitarza, wytrawnego znawcy intryg, dementowanie stanowiło w gruncie rzeczy zawoalowaną formę potwierdzenia albo przyznania, że coś jest na rzeczy. Gdy w sierpniu pojawiła się rewelacja o rychłej dymisji „sztukmistrza z Londynu”, padały sugestie, że jej źródłem jest otoczenie Donalda Tuska. Obecnie słychać podobne komentarze.

To, że Rostowski jest dodatkowym obciążeniem dla bardzo nisko już notowanego w sondażach Donalda Tuska, widać gołym okiem. Prysnął jak bańka mydlana mit „zielonej wyspy”, skompromitowała się rządowa propaganda sukcesu oparta na manipulacji i kłamstwach. Upadające firmy, dramatycznie rosnące bezrobocie, państwo zawłaszczane przez partyjną sitwę, praca do śmierci i wyższe podatki to są dziś problemy, z których Tusk powinien się wytłumaczyć Polakom. Przez fatalną politykę Rostowskiego nie był stymulowany wzrost gospodarczy. Za to rząd zafundował Polakom rosnący deficyt budżetowy i zadłużenie państwa na kolejne pokolenia, cięcia, rosnące bezrobocie, spadek eksportu, rosnącą inflację, drożyznę i spowolnienie gospodarcze. Dla tych, którzy jeszcze mają pracę, powszechnym doświadczeniem jest, że coraz trudniej przeżyć od pierwszego do pierwszego, ceny rosną, a realne dochody spadają.

W tej sytuacji pozbycie się ministra współfirmującego te szkodliwe dla Polski rządy jest w interesie chcącego utrzymać się u władzy Donalda Tuska. Wtedy wszystko, co złe w polityce gospodarczej, zwali na Rostowskiego i zapowie 524 nowe otwarcie. Kolejny powód to fakt, że Rostowski jest krytykowany przez koalicjanta, czyli PSL, a także nawet przez tych posłów PO, którzy chcą reelekcji i wiedzą, co Polacy myślą o tych rządach. Poza tym mówi się o rekonstrukcji rządu, która przecież ma pełzający charakter, wymieniono ministra sprawiedliwości, spraw wewnętrznych, skarbu, gospodarki i rolnictwa. Jest jeszcze tak zwana reforma OFE, czyli skok na kasę, krytykowana nawet wśród „swoich” przez Jerzego Buzka i Leszka Balcerowicza. O tym ostatnim Rostowski wypowiedział się dosadnie: „To, że się ma tytuł profesorski, nie zawsze oznacza, że ma się giętki umysł i giętki charakter, który pozwala przyznać się do popełnienia błędu”, co wywołało oburzenie „salonu”.

Zatem to, co zostało zdementowane, zapewne się ziści w najbliższych tygodniach i Jacek Rostowski zniknie z rządu. Jak w powiedzeniu „do trzech razy sztuka”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/56551,do- ... ztuka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 28 paź 2013, 10:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
To co dzieje się w PO to jest ważne, a to co dzieje się w Polsce, .... sprawa Madzi, patologie rodzinne i jeszcze jakieś wydarzenia sportowe, estradowe...., no i "łajdactwa" PiSu i Macierewicza, to ... sprawy marginalne, aczkolwiek niektóre roztaczają wokół siebie woń antysemityzmu, faszyzmu i tego no, .... szaleństwa.
Witamy lemingów w psychiatryku, domu wariatów, czy w świecie pozbawionym refleksji. Wam lemingi to wystarczy. Waszym umysłom po takim przeładowaniu newsami należy się odpoczynek np. przy grillu. Ale zapoznajcie się jeszcze z globalnymi wydarzeniami dnia. Przeczytajcie.


Poturbowany Schetyna

Krzysztof Losz

Grzegorz Schetyna po twardym boju stracił stanowisko szefa dolnośląskich struktur Platformy Obywatelskiej i ta informacja zdominowała serwisy polityczne. Zaraz oczywiście pojawiły się analizy: czy oznacza to, że Schetyna zostanie wkrótce wyrzucony z partii, czy sam z niej wystąpi; czy założy nowe ugrupowanie, czy też przyłączy się do Jarosława Gowina? A może jednak premier Donald Tusk go oszczędzi i były wicepremier, choć mocno poturbowany, po prostu zostanie tylko odstawiony na boczny tor w PO i dostanie gorsze miejsce na liście w wyborach do Sejmu w 2015 r.?

Taki rezultat wyborów szefa dolnośląskiej Platformy był oczywiście do przewidzenia, od kiedy Jacek Protasiewicz dostał ciche, ale jednak znaczące poparcie od samego Tuska, co przełożyło się na to, że Schetynę opuściła część dotychczasowych stronników. To najlepszy dowód na to, że PO już dawno przestała być partią, którą łączą jakieś idee, a głównym czynnikiem spajającym działaczy jest władza. Skoro bowiem Schetyna kolejne przyczółki tej władzy tracił i jego znaczenie w PO malało, wielu delegatów na zjazd partyjny w Karpaczu uznało, że nie ma co już na tego konia stawiać, bo w czołówce do mety on już nie dobiegnie. Widzą, że ich przyszłość zależy teraz od Tuska, a ten na Dolnym Śląsku ma już nowego faworyta – Protasiewicza.

Niestety, ta sprawa pokazuje, że polska polityka coraz bardziej staje się teatrem personalnych sojuszy i walk, a kwestie programowe mają znaczenie marginalne. Czy istnieją bowiem jakieś zasadnicze różnice ideologiczne między Tuskiem i Protasiewiczem a Schetyną? Nie ma, a jeśli są, to tylko minimalne. Panowie walczą ze sobą nie dlatego, że mają różne wizje sprawowania władzy w kraju, że różnią się w spojrzeniu na gospodarkę, politykę, że dzielą ich kwestie społeczne. Ich rywalizacja ma czysto personalny wymiar, chodzi po prostu o walkę o wpływy w PO i w strukturach państwowych i samorządowych. Zwycięstwo Protasiewicza (czytaj: Tuska) nie spowoduje tego, że teraz premier będzie lepiej rządził, bo udało mu się spacyfikować wewnątrzpartyjną opozycję, która wkładała mu kij w szprychy rządowego roweru. Zresztą ta rozgrywka jeszcze się nie zakończyła, bo Schetyna już mówi o poważnej aferze –podobno w urnie było więcej głosów, niż wydano kart delegatom na zjazd wojewódzki PO. Zraniony Schetyna może więc jeszcze nieźle Tuska pokąsać. Zwłaszcza gdy nie będzie już miał nic do stracenia.

http://www.naszdziennik.pl/wp/58049,pot ... etyna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 02 lis 2013, 18:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Schetyna Jest Najważniejsza

Platforma miała coś zmienić, nie zrobiła nic – smętnie konstatuje nasza kieszonkowa Oriana Fallaci. Gdzie są te wartości, gdzie jest ten premier, co rozżarzonym żelazem obiecywał walczyć z korupcją - pyta retorycznie, aczkolwiek z nieukrywaną goryczą. Po co chce rządzić Donald Tusk? - głowi się inny czerski publicysta. I oboje zgodnie dochodzą do horrendalnego wniosku, że dla premiera polskiego rządu ważniejsze jest zniszczenie i upokorzenie partyjnego rywala niż dobro państwa.

I to jest konkluzja słuszna, w tym miejscu należy przyklasnąć czerskim - do tego doszliśmy, że państwem rządzi człowiek z jakimś psychopatycznym feblikiem na tle swojego partyjnego przeciwnika. Ale on rządzi tylko dlatego, że ten sam establishment III RP, który teraz dopiero oczy przeciera, na tego człowieka postawił. A postawił dlatego, że ów delikwent obiecał popierającym go elitom biznesowo-medialnym dożywotni patent na autorytet moralny; na jedynie słuszne poglądy i metody, a co za tym idzie, także na dożywotnią bezkarność.

Przecież od początku pierwszej kadencji premiera w 2007 roku mamy do czynienia z tym samym Donaldem Tuskiem, który w 2005 roku obiecał, że „kiedy Platforma obejmie władzę, to będzie podatek liniowy, czy to się komuś podoba, czy nie”. To tylko taki obrazowy przykład, żeby jakoś zacząć. A potem złożył jeszcze obietnic bez liku; przyrzeczeń bez pokrycia i deklaracji tyle bezczelnych, co bez dalszego ciągu. A wy czerscy dzisiaj żałośnie jęczycie, gdzie jest ten premier?!

Przecież był czas przywyknąć. Wypalanie korupcji gorącym żelazem, podjęcie rzeczywistej walki z korupcją, tarcza antykorupcyjna – to tylko trzy kompletnie puste hasła na ten temat, który dzisiaj tak boli czerskich. Można ciągnąć w nieskończoność wyliczanie kretyńskich grepsów Tuska, które to kretyństwo wy czerscy traktowaliście z całą powagą i bez zmrużenia oka, dopóki nie przelała się czara goryczy w ludziach i wasz faworyt poleciał w dół. Proszę bardzo – jesienna ofensywa legislacyjna, polityka miłości, nie róbmy polityki, zielona wyspa, trzecia fala nowoczesności, cztery płaszczyzny inteligentnego rozwoju, siedem dźwigni wzrostu, ciepła woda w kranie, małe kroki w reformach... I mógłbym tak długo.

Przecież Donald Tusk jest Donaldem Tuskiem od samego początku po dziś dzień. To jest ten sam krętacz, którego obietnice przekuwaliście na waszych łamach w głosy wyborcze. Ten sam facet, o którym powiedzieć, że szybciej mówi niż myśli, to nic nie powiedzieć. Ten sam, który w roku 2008 obiecał wam wejście do strefy euro w roku 2011. To jest ten Tusk, który mafijne poczynania prominentów swojej partii i rządu nazwał „nieudolną asertywnością”. Gdzie wy byliście czerscy, gdy premier skwitował skandaliczną bezczynność instytucji państwa wobec poczynań złodzieja, że jego urzędnikom „zabrakło refleksu i determinacji”? Gdzie wy byliście czerscy, gdy wasz faworyt ogłaszał, mając na myśli aferą Amber Gold, że „nie każde oszustwo jest przestępstwem”, bo to było „oszustwo legalne”?

To dopiero teraz się dowiedzieliście, że macie do czynienia z mistrzem pustego bon motu? Ze szlifierzem gładkich fraz dla zmylenia elektoratu, politycznym fircykiem, jakby żywcem wyjętym z ilustracji do dickensowskich powieści? Oj, to wy czerscy naiwni jesteście niczym pierwsi komuniści, którzy uwierzyli Marksowi. I byłbym może nawet w tę naiwność uwierzył, gdyby nie fakt, że na taką dziecięcą chorobę lewicowości nie pozwalają wam korzenie. W końcu nic tak nie uczy jak złe doświadczenie.

Dzisiaj wydziwiacie i nie posiadacie się ze zdumienia, że Tusk jest bardziej zainteresowany rozprawą ze Schetyną niż państwem. A kiedy był zainteresowany państwem? Gdy na samym początku plótł bzdury o polityce miłości? Albo gdy zatrudniał Michała Boni do pisania elaboratów na temat, jaka Polska będzie za kilkadziesiąt lat? A może gdy robił panią Muchę ministrem sportu, a kumpla politologa, który przedtem kierował wyłącznie swoim gabinetem, ministrem infrastruktury?

A może według was czerscy, Tusk wykazał państwowotwórczy instynkt, gdy wspólnie z rosyjskim premierem usiłował zmarginalizować polskiego prezydenta, albo gdy oddawał śledztwo Rosji bez najmniejszej próby negocjacji? Teraz, po 6 latach symulowania reform chcecie, żeby pokazał wam „projekt dla Polski”? A skąd on ma wytrzasnąć jakiś projekt dla Polski, skoro on przez całe życie miał tylko projekt dla siebie?

Teraz dopiero, po 6 latach fatalnych doświadczeń, pytacie się go, w jakim celu on rządzi?! Przecież, nie wypominając, każdy głupi wiedział już po roku, że on rządzi dla siebie, bo ma taki feblik. A czy jeszcze dla kogoś? To już wy czerscy, wiecie najlepiej, kto na tym jego rządzeniu mógł skorzystać. Na pewno nie Polska, skoro jak sami twierdzicie, dla polskiego premiera najważniejszym przesłaniem jest Grzegorz Schetyna...

http://seaman.salon24.pl/545381,schetyn ... wazniejsza


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 23 lis 2013, 09:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Ucieczka z Titanica

Małgorzata Goss

Z Januszem Szewczakiem, głównym ekonomistą SKOK, rozmawia Małgorzata Goss

Odejście Rostowskiego z funkcji szefa resortu finansów to wynik wypalenia czy ucieczka od odpowiedzialności za stan finansów publicznych?
– Wygląda to raczej na ucieczkę z tonącego okrętu. Musiało się wydarzyć coś nadzwyczajnego, bo jeszcze kilka dni temu minister Rostowski był oceniany przez premiera jako „niezastąpiony, kompetentny fachowiec, człowiek, który trzyma rękę na pulsie”. Donald Tusk apelował do mediów, aby go jeszcze nie odwoływały, bo ma wiele do zrobienia. I nagle okazuje się, że zmienia Rostowskiego. Na dodatek robi to w tak newralgicznej chwili, jak otwarte prace nad przyszłorocznym budżetem, zmianą reguły wydatkowej i fundamentalnymi zmianami w OFE. To dość niezwykłe. Musi w tym być jakieś drugie dno. Zapewne wyjdzie wkrótce na jaw coś alarmującego lub kompromitującego, za co Rostowski wolałby nie odpowiadać.

Przypomnijmy „sukcesy” pana ministra: prawie 1 bilion zł długu publicznego, z czego wkład pana ministra to 400 mld zł, a więc tyle, co wszystkich ministrów finansów z ubiegłych 15 lat. Dług zagraniczny wywindowany do 280 mld euro. Kraj uzależniony maksymalnie od zadłużenia zagranicznego, ponieważ 50 proc. polskiego długu jest w ręku instytucji mających właścicieli zagranicznych. Spore zadłużenie samorządów, które sięga 67 mld złotych. Gigantyczny deficyt budżetu państwa, zaplanowany w tym roku na ponad 51 mld złotych. I nagle minister Rostowski porzuca ten bałagan, a nominację na jego miejsce uzyskuje pracownik holenderskiego banku ING w Polsce.

Nominacja Mateusza Szczurka, głównego ekonomisty ING na Polskę i Europę Wschodnią, zaskoczyła wszystkich. Dlaczego wybór padł na analityka bankowego, a nie ekonomistę ze świata polityki?
– Odpowiedź może być dwojaka. Albo nikt ze znanych postaci nie chciał wsiąść na pokład Titanika, albo też powstał jakiś nadzwyczajny plan, który nowy, niedoświadczony minister z sektora bankowego ma firmować. Ta nominacja może rodzić pytanie o konflikt interesów. Przypomnijmy, że ING posiada jeden z największych otwartych funduszy emerytalnych z 3 milionami członków. Przedstawiciele tego funduszu bardzo ostro krytykowali zmiany w OFE proponowane przez rząd. Wątpliwości jest więcej. Nie znam kraju europejskiego, gdzie przedstawiciel zagranicznego banku zostałby ministrem finansów. Trudno sobie wyobrazić, aby np. w Niem- czech ministra Scheuble zastąpił wysoki rangą pracownik banku amerykańskiego czy brytyjskiego. To byłoby niemożliwe. Wybuchłby skandal.

Był precedens. W momencie najgłębszego kryzysu byli pracownicy Goldman Sachs przejęli stery w Grecji i we Włoszech.
– Tu nie chodzi o to, że ktoś kiedyś pracował w jakimś zagranicznym banku, lecz o to, że reprezentował w swoim kraju lobby banków zagranicznych. Oddziaływanie sektora bankowego na rząd zawsze występuje, ale w krajach takich jak Niemcy czy Austria dominują wpływy lobby krajowego. Tymczasem w Polsce, gdzie blisko 70 proc. banków znajduje się w rękach zagranicznych, dominujący wpływ należy do instytucji, których centrale znajdują się za granicą. Ich interesy są bardzo często rozbieżne z interesem kraju goszczącego. Przez tę nominację wpływy zagranicznego sektora bankowego zostają niejako uwidocznione. A przecież rząd podejmuje często decyzje, które pociągają za sobą określone skutki dla banków. Czy osoba tak mocno związana z zagranicznym bankiem będzie w stanie podejmować je w sposób całkowicie niezależny? Powstaje zwłaszcza pytanie, co dalej z OFE. Czy projekt przyjęty przez Radę Ministrów ostanie się w takim kształcie, czy też będzie dalej modyfikowany przez autopoprawki? Nie zapominajmy, że efekt finansowy zmian w OFE stał się podstawą konstrukcji przyszłorocznego budżetu.

Premier upatruje nadziei dla swego rządu w pieniądzach z UE. Słusznie?
– Problem polega na tym, że do skorzystania z unijnych funduszy konieczne jest krajowe współfinansowanie. Wkład własny musi zapewnić minister finansów. Minister Rostowski zapewniał go przez zadłużanie Polski za granicą, ale jego następca ma tu ograniczone pole manewru z powodu wysokiego zadłużenia. Będzie zatem musiał uporać się z lawinowym spadkiem dochodów budżetowych. Zapaść jest tu tak duża, że nawet urzędom skarbowym, które zajmują się poborem podatków, brakuje ostatnio pieniędzy na bieżące funkcjonowanie. Nie sądzę więc, żeby nowy minister finansów był w stanie pomóc rządowi przetrwać do końca kadencji. Nie unikniemy przyspieszonych wyborów, i premier o tym wie. To dlatego zwolnił Rostowskiego i stanowisko ministra finansów sobie odpuścił. Po upadku rządu minister Mateusz Szczurek będzie mógł wpisać do CV funkcję ministra finansów RP. Sektor bankowy przyjmie go z powrotem z otwartymi rękami. Moment ogłoszenia rekonstrukcji rządu miał zapewne przykryć śledztwo CBA w sprawie korupcji w najważniejszych instytucjach państwowych, które zatacza coraz szersze kręgi.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/60407,uci ... anica.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 26 lis 2013, 08:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Puste krzesła

Rząd namawia związki zawodowe, aby wróciły do prac w Komisji Trójstronnej. Przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda wyklucza jednak uczestnictwo bez zmiany formuły.

To pierwsze od pół roku spotkanie szefów największych central związkowych z przewodniczącym Komisji Trójstronnej, ministrem pracy Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Związkowcy w czerwcu opuścili obrady Komisji Trójstronnej. Do rozmów doszło wczoraj podczas debaty w Akademii Obrony Narodowej w Warszawie. Kosiniak-Kamysz oceniał, że zmiany funkcjonowania Komisji Trójstronnej, których domagają się związkowcy, należałoby wypracować podczas spotkania Komisji.

– Najlepiej by było, gdyby reforma Komisji Trójstronnej nastąpiła po ustaleniach podczas prac w Komisji. Warto, żeby reforma wyszła z tych ciał, które mają umocowanie ustawowe – powiedział. O powrót związków do prac w Komisji apelował wiceminister pracy Radosław Mleczko. – Potrzebujemy państwa obecności w Komisji Trójstronnej, dopóki nie zostanie wypracowana inna formuła – stwierdził Mleczko.

Związki chcą nowych zasad

Przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Piotr Duda wyklucza taką możliwość. – Nasz powrót do Komisji Trójstronnej w tej formule jest niemożliwy. Dialog kuleje i faktycznie go nie ma – powiedział.

– Jest pat, z którego nie można wyjść, i trzeba jak najszybciej opracować nową formułę działania Komisji – ocenił Duda. Według szefa „Solidarności”, dłuższe tkwienie w tym pacie sprawi, że powrócą masowe protesty. – To, że mimo tak trudnej sytuacji pracowników i bezrobotnych ludzie sami nie wychodzą na ulice, to jest zasługa związków zawodowych, które biorą na siebie rozmowy z rządem i akcje protestacyjne. Jeśli ludzie sami wyjdą na ulice, sytuacja może być nie do opanowania – mówił Duda.

Tadeusz Chwałka, szef Forum Związków Zawodowych, stwierdził, że już teraz to „doły naciskają na liderów związkowych” w sprawie akcji protestacyjnych. – Jest kryzys dialogu społecznego. Związki zawodowe zostały sprowadzone do roli manekinów, które powinny akceptować wszystko, co zostało zaproponowane przez rząd – stwierdził Chwałka.

Związkowcy zarzucali również rządowi, że stał się w Komisji Trójstronnej reprezentantem pracodawców. – Nieraz byliśmy świadkami, jak prasa informowała o tym, co rząd już postanowił i co pracodawcy poparli, gdy nie było to nawet jeszcze przedmiotem obrad Komisji Trójstronnej – dodał Chwałka.

Sam dialog w Komisji sprowadza się natomiast do komunikowania przez jej przewodniczącego – ministra pracy o tym, „co premier Tusk każe zrobić” – stwierdził Duda. Związki zawodowe wycofały się z pracy w Komisji Trójstronnej po przeforsowaniu przez rząd, bez uwzględniania uwag strony związkowej, ustawy w sprawie wprowadzenia przepisów dotyczących elastycznego czasu pracy. Jednakże Duda uważa, że faktyczne zerwanie dialogu nastąpiło, gdy rząd nie wywiązał się z zobowiązań zawartych w 2009 r., a podjętych przy okazji wprowadzania tzw. ustawy antykryzysowej, w której po raz pierwszy zawarto przepisy dotyczące uelastycznienia czasu pracy.

– 2009 rok był rokiem przełomowym. Jeszcze nie byłem szefem związku, ale mój poprzednik podpisywał porozumienie. Naprawdę coś się udało, pakiet antykryzysowy, gdzie wszyscy – pracodawcy, rząd i związki zawodowe – wpisali swoje postulaty. Pracodawcy np. elastyczny czas pracy, a myśmy napisali dwie rzeczy: dojście płacy minimalnej do poziomu 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia i walkę z umowami na czas określony – mówił Duda. Postulaty związków nie zostały jednak uwzględnione

. – Musieliśmy projekt obywatelski złożyć w Sejmie, bo rząd nie wywiązał się z zobowiązań, mimo że jesteśmy liderami w Europie, jeśli chodzi o umowy na czas określony. Taka jest rzeczywistość. A pokazując na Komisji Trójstronnej pracodawcom, co wtedy podpisali, jeden z szefów pracodawców zażartował: „A może to nie jest mój podpis?”. Tak się traktuje dialog społeczny i tak się wywiązuje z zobowiązań – mówił Duda.

Po wielkim proteście związków zawodowych w połowie września nie doszło do negocjacji z rządem Donalda Tuska. – Mija kilka miesięcy od tej demonstracji, nie ma żadnych rozmów, rząd za wszelką cenę chce nas zaciągnąć do Komisji Trójstronnej, do której nie wrócimy – stwierdził Piotr Duda.

– Premier nawet się nie zająknął po 14 września. Udaje, że nie ma związków zawodowych, udaje, że nie ma problemów w naszym kraju – mówił szef „Solidarności”. Minister Kosiniak-Kamysz wyliczał, co rząd zrobił dla pracowników, mówiąc m.in. o wydłużeniu urlopów rodzicielskich, zwiększeniu z 3,4 miliarda złotych do 5 miliardów złotych puli środków na aktywną walkę z bezrobociem czy też zwiększeniu – w przyszłym roku – minimalnego wynagrodzenia do wysokości 44 proc. przeciętnego wynagrodzenia.

Przewodniczący OPZZ Jan Guz wyliczał z kolei, iż rząd powinien dążyć m.in. do likwidacji umów śmieciowych, eliminacji takich sytuacji, że pracownikowi płaci się 2,4 zł za godzinę, wprowadzając np. płacę minimalną przy umowach cywilnych. Guz zwracał również uwagę, że Komisja Trójstronna w nowej formule powinna posiadać inicjatywę ustawodawczą.

Artur Kowalski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zesla.html

I dobrze, bo czyż można z gangsterami rozprawiać o Polsce?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 03 gru 2013, 10:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Zdezorientowany salon chwali J.Kaczyńskiego

Po prostu nie do wiary! Salon medialny i polityczny zaczął wychwalać Jarosława Kaczyńskiego. Czy ktoś spodziewałby się tego jeszcze kilka dni temu? Raczej nie. Oczywiście chwalą nie wszyscy, to już byłoby stanowczo zbyt dużo dobrego. Potępia n.p.zdecydowanie PSL - wczoraj politycy koalicyjnego dodatku, jeden po drugim, wyżalali się z głęboko zafrasowanymi minami z powodu wyjazdu Jarosława Kaczyńskiego do Kijowa. A to że jątrzy, a to że do rozlewu krwi może doprowadzić tym jątrzeniem i tym podobne. Obwinianie J.Kaczyńskiego eskalacją wydarzeń w Kijowie jednak zupełnie nie zostało podchwycone przez główny nurt. Panowie z PSL mogą więc sobie pogadać, przejmować się tym jednak nie ma sensu.

Co się porobiło z salonem? Ano pogubił się do reszty. Zamieszki w sąsiednim i to w dodatku dużym, ważnym (czy wręcz kluczowym) kraju to nie błahostka. Protesty na Ukrainie mogą zakończyć się różnie. Może nastąpić jakieś konstruktywne rozwiązanie ale koniec może być też mniej optymistyczny. Wszystko wygląda w dodatku na to, że takiego obrotu spraw i tak gwałtownych protestów nikt się nie spodziewał. Dominowało przekonanie, że wszystko - nawet w przypadku niepodpisania umowy stowarzyszeniowej - odbędzie się w miarę spokojnie i niekłopotliwie. Co gorsze, pod te kalkulacje podczepiły się najwyraźniej także i polskie władze. Protestujący Ukraińcy postanowili jednak nie przejmować się komfortem rozleniwionych dyplomatów. Protesty w sąsiednim kraju trwają, docierają różne niepokojące wiadomości, końca tego wszystkiego nie widać a nasze władze bezradne. Premier bawi się klockami, Radek twitterem. Jarosław Kaczyński jedzie tam gdzie trzeba i powoduje tym osłupienie salonu medialno-politycznego. Nie wypada nic innego, jak pochwalić - chwali Tusk, chwali Michnik. Męczą się i chwalą. Bezcenne obrazki.

O nie, salon medialno-polityczny nie jest bynajmniej jednolitą masą. Aby zrozumieć, co się dzieje trzeba wiedzieć, jak salony działają. Jak każde zbiorowisko (a zbiorowiska elitarno-salonowe w szczególności), składa się z prostych, nie zawsze dobrze poinformowanych i ledwo obytych salonowców oraz z ideologów, czegoś w rodzaju "creme de la creme". Zdumienie tych pierwszych Jarosławem Kaczyńskim w Kijowie może być nawet autentyczne. Nie można się dziwić - bywalcy wokółsalonowi niższej rangi tyle byli straszeni okropnym Prezesem oraz faszystami, ksenofobami, nacjonalistami i antyeuropejczykami z PiSu, którzy szczerze i mocno nienawidzą: Zydów, Ukraińców, Rosjan, Niemców, Litwinów, zamożnych, ludzi sukcesu, wykształconych, przedsiębiorców, feministek, gejów, lesbijek, ateistów, nie-katolików, artystów, UE, itd. Dla takiego prostego, szeregowego salonowca wyposażonego przez GW i TVN w powyższą wiedzę widok Jarosława Kaczyńskiego przemawiającego w Kijowie do proeuropejskich Ukraińców musiał być niezłym szokiem. Stąd też masa dziwnych - czasami odkrywczych a czasami niedowierzających - komentarzy i wpisów.

Jeśli chodzi o ideologów salonu IIIRP, to sprawy wyglądają nieco inaczej. Ich zdziwienie i wysyp pochwał pod adresem Prezesa PiSu nie wynika z niewiedzy, wynika z kompletnej bezradności. Sytuacja zupełnie przerosła rządzących. Strach wręcz myśleć o Polsce pod takim kierownictwem, gdyby w sąsiednim kraju doszło naprawdę do zamieszek na większą skalę. Mainstream też zresztą boi się myśleć o ewentualnej zmianie sytuacji w regionie czy o możliwych zupełnie nowych układach sił. Takie zmiany i zawirowania mogą potrząsnąć dotychczasowymi sojuszami, mogą też powywlekać różne niemiłe historie na światło dzienne. Mogą też uchylić jakiegoś rąbka nieznanych dotąd smoleńskich tajemnic. Panikę i dezorientację widać na twarzach rządzących. Na wszelki wypadek salon doszedł w tej panice do wniosku, że lepiej z J.Kaczyńskim teraz nie zaczynać. Premier przypomina sobie nagle, że w polityce zagranicznej dobrze jest mówić jednym głosem a redaktor opiniotwórczej gazety dostrzega, że J.Kaczyński zachowuje się jak patriota. Niebywałe!!!

Nie ma się oczywiście co łudzić, spychacze i buldożery pracują niczym te na obrazkach z Kijowa i prędzej czy później ideolodzy salonu coś wymyślą, żeby tę sielankę zakończyć. Dziś, po lekkim ochłonięciu, pojawiły się już pierwsze oznaki - europoseł Czarnecki przysłany przez Prezesa PiS w zastępstwie na RBN nie został wpuszczony na obrady. Zapewne niedługo znów usłyszymy wycie, jak to Prezes rozczarował i wyłamuje się z jedynej, słusznej linii.

Co z tym robić? Najlepiej nic. Jarosław Kaczyński powinien w każdym razie dalej robić swoje. Nie wiadomo jaki obrót przybiorą sprawy w regionie. Może się jednak już niedługo okazać, że będzie bardzo potrzebny i że wymienienie twittujących i dowcipkujących pajacyków na polityków poważnych stanie się bezwzględną, życiową koniecznością dla nas wszystkich. Wygląda na to, że zabawy klockami się kończą.

http://leonarda.salon24.pl/552247,zdezo ... czynskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 06 gru 2013, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Koalicja ratuje swój budżet

Artur Kowalski

Uchwalenie ustawy zmieniającej zasady funkcjonowania otwartych funduszy emerytalnych oznacza dla rządu dodatkowe 9 mld zł w budżecie państwa. Dzisiejsze głosowanie dla koalicji PO – PSL jest tym istotniejsze, że te miliardy zostały już „wydane”.

Przed ostatecznym głosowaniem nad rządowym projektem ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z określeniem zasad wypłaty emerytur ze środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych, wprowadzającym ogromne zmiany w funkcjonowaniu systemu emerytalnego, kluby opozycyjne stawiały warunki poparcia rządowych propozycji. Sprowadzały się one do uwzględnienia przez Sejm zgłoszonych do ustawy poprawek. Rządząca koalicja i bez opozycji powinna sobie jednak poradzić z przeforsowaniem ustawy.

Mobilizacja w koalicji PO – PSL jest tym większa, że nieuchwalenie nowelizacji ustawy dotyczącej otwartych funduszy emerytalnych poważnie skomplikowałoby funkcjonowanie rządu. Ustawa o OFE, nad którą dziś zagłosują posłowie, przynieść ma bowiem w przyszłym roku do budżetu państwa 9 mld zł, które rząd już rozdysponował w projekcie przyszłorocznego budżetu, który Sejm uchwali podczas przyszłotygodniowego posiedzenia. Na te 9 miliardów składa się 4,8 mld zł oszczędności na odsetkach od papierów skarbowych, których rząd nie wypłaci, gdyż przejmie i umorzy papiery skarbowe – ogółem 51,5 proc. aktywów OFE – które znajdują się w posiadaniu otwartych funduszy emerytalnych.

Miraże obietnic
Członkowie OFE ze składek, których umarzane obligacje były zakupywane, otrzymają zapis na koncie w ZUS o wysokości zgromadzonego kapitału i obietnicę, że na tej podstawie uzyskają w przyszłości świadczenie. Kolejne 4,5 miliarda budżet państwa zaoszczędzi dzięki dokonywanej operacji na zmniejszeniu dotacji do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Przejęcie przez ZUS, a następnie umorzenie obligacji skarbowych będzie skutkować zmniejszeniem zadłużenia kraju. Dług publiczny mógłby spaść – co jest raczej spadkiem jedynie na papierze, jeśli rząd poważnie traktuje zobowiązania podejmowane wobec przyszłych emerytów, których dotyczą zmiany w OFE – o blisko 7 proc. PKB. To pozwoliłoby – wskutek spadku długu znacznie poniżej maksymalnych progów zadłużenia – na otwarcie rządowi drogi do dalszego zadłużania kraju.

999 poprawek
Prawo i Sprawiedliwość uzależniało poparcie rządowej ustawy m.in. od obniżenia progów ostrożnościowych z obecnych 55 proc. PKB i 50 proc. PKB do 43 proc. i 48 procent. O zamiarze obniżenia progów w związku ze zmianami w OFE mówił już wcześniej minister finansów Jacek Rostowski, co jednak nie skończyło się sformułowaniem odpowiednich propozycji ustawowych. Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz podczas drugiego czytania ustawy o OFE potwierdzał wczoraj intencje rządu co do obniżenia progów.

Wśród poprawek zgłoszonych przez opozycję znajdują się również te postulujące m.in. wprowadzenie realnego wyboru pomiędzy uczestnictwem w ZUS a OFE. Propozycja rządowa zakłada, iż wybór przez obecnego członka OFE przejścia do ZUS będzie faktycznie skutkował jedynie kierowaniem do ZUS nowych składek. Pozostały zgromadzony kapitał, uszczuplony o część umorzonych papierów skarbowych, pozostanie na koncie w OFE. PiS postuluje możliwość przejęcia do ZUS z całym zgromadzonym kapitałem. Proponuje także utrzymanie 5-procentowego limitu inwestycji zagranicznych OFE. Rząd stopniowo limit ten chce podwyższać do 30 proc., co – jak tłumaczy – wynika z wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który zobowiązał do usuwania ograniczeń przepływu kapitału. Chce także m.in. czterokrotnego zmniejszenia opłaty za zarządzanie pobieranej przez towarzystwa emerytalne. – Jeżeli nasze poprawki zostaną przyjęte, wówczas Prawo i Sprawiedliwość rozważy możliwość poparcia tej ustawy. Jeżeli nie – będziemy głosować przeciw, dlatego że nie zgadzamy się, żeby oszczędności z systemu emerytalnego służyły Platformie, rządowi do rozwiązania doraźnych problemów budżetowych – deklarowała wiceprezes PiS Beata Szydło. Zaznaczyła jednocześnie, że PiS opowiada się za reformą systemu emerytalnego, który w obecnej formie nie gwarantuje przyszłym emerytom wystarczających świadczeń. SLD podtrzymywał wczoraj swój wniosek, by część oszczędności wynikających ze zmian funkcjonowania OFE przeznaczyć na podwyższenie o 200 zł najniższych emerytur. Chce także, aby działalności inwestycyjnej funduszy emerytalnych przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli. Posłowie opozycji zwracali uwagę, że na rozpatrzenie przez Sejm ustawy przeznaczono jedynie cztery dni. Solidarna Polska, która złożyła wniosek o odrzucenie ustawy w całości, przygotowała aż 999 poprawek do ustawy. Zdaniem posłów SP, konieczność rozpatrzenia tak dużej liczby poprawek mogłaby skłonić Sejm do poświęcenia ustawie więcej czasu.

Koalicji rządzącej nie chciało się wczoraj, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych, rozpatrywać poprawek zgłoszonych przez opozycję do projektu ustawy o OFE. Platforma Obywatelska wymyśliła więc, iż jako poprawkę najdalej idącą – by nie rozpatrywać żadnych innych – zgłosi poprawkę nadającą całemu projektowi ustawy nowy tekst. Posiedzenie komisji zakończyło się więc na zaopiniowaniu tylko jednej poprawki Platformy.

http://www.naszdziennik.pl/wp/61668,koa ... udzet.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 31 gru 2013, 09:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Po nas choćby potop

Bankrutujący politycznie i finansowo rząd Donalda Tuska próbuje utrzymać się na powierzchni.

Wymiana kilku pionków w składzie Rady Ministrów miała pokazać, że jest szansa na lepsze niż w ciągu sześciu ostatnich lat rządy, operacja przejęcia przez ZUS blisko 150 mld zł aktywów z OFE pozwolić na dalsze finansowanie poczynań ekipy Donalda Tuska, a zatwierdzenie przez Parlament Europejski 7-letniego budżetu umożliwić rozpoczęcie propagandowej akcji wirtualnego wydawania tych środków.

Mijający rok w polityce przyniósł zasadniczą zmianę – wyniósł na pierwsze miejsce w sondażach największą partię opozycyjną, która na dobre zadomowiła się na tej pozycji kosztem liderującej do tej pory Platformy. W tle rządów Tuska mamy największą aferę łapówkarską od 1989 r. związaną z informatyzacją kraju, w którą zamieszanych jest kilka resortów. Tyle u premiera. W Polsce, niestety bez zmian: najwyższe od lat bezrobocie, kolejki do lekarzy specjalistów, nowy rok rozpoczniemy z wyższymi podatkami.



Głębiej w kieszeniach
Mijający rok stał pod znakiem wielkich przygotowań rządu do czekających nas w 2014 r. igrzysk. I wcale nie chodzi o zawody sportowe w Soczi, lecz o coś znacznie poważniejszego. Przed nami cała seria kampanii wyborczych. Zaczynamy już w połowie przyszłego roku wyborami do Parlamentu Europejskiego, a na jesieni kolejnym sprawdzianem dla partii politycznych będą wybory samorządowe. Na czekające nas igrzyska wskazuje nie tylko doświadczenie co do podejścia obecnie rządzących do wyborczych kampanii, ale też silne zbrojenie się w środki finansowe, by w trakcie roku nie musieli ograniczać wydatków, ale nawet mogli wydać na coś więcej niż to, co było planowane.

Za zbieranie na kiełbasę wyborczą najwięcej zapłacą ci, którzy zarabiają na tyle mało, że wszystkie swoje dochody wydają na bieżące potrzeby. W listopadzie na kolejne trzy lata rządząca koalicja PO i PSL, głosując w Sejmie, zatwierdziła podwyższone do 8 proc. i 23 proc. stawki podatku VAT. Od 2014 r. podniesione na trzy lata stawki podatku VAT miały bowiem – co zapisano ustawowo – powrócić do poziomu 22 proc. i 7 procent. W przyjętym w grudniu przyszłorocznym budżecie państwa i ustawie okołobudżetowej zdecydowano także, że nie będzie waloryzacji progów podatkowych ani waloryzacji kwoty wolnej od podatku, wzrośnie akcyza na papierosy i alkohol, i kolejny już rok zamrożone pozostaną płace w sferze budżetowej.

Dodatkowo głębszemu sięganiu do naszych kieszeni towarzyszy wzrost zadłużenia kraju. Z opublikowanych przed kilkoma dniami przez Ministerstwo Finansów informacji wynika, że dług Skarbu Państwa wzrósł od początku roku do końca października o 47,3 mld zł, do 841,2 mld złotych. W ciągu roku po kieszeni uderzyła nas ustawa śmieciowa. Wbrew rządowej propagandzie nowe przepisy nie sprawiły, że ubyło wywożonych do lasu odpadów. Przepisy, które weszły w życie od lipca, skutkowały dla wielu gospodarstw domowych nawet kilkakrotnym wzrostem opłat za odbiór śmieci.



Wyższy deficyt
W połowie 2013 r., po raz kolejny, minister finansów Jacek Rostowski mógł pochwalić się swoją fachowością w kwestii konstruowania budżetu. Ogłoszono – drugi raz za czasów rządu Donalda Tuska – że niezbędna będzie nowelizacja, w trakcie roku, ustawy budżetowej. Zanim w sierpniu Sejm uchwalił budżet w nowej wersji, zmieniono ustawę o finansach publicznych, czasowo zawieszając restrykcje wynikające z przekroczenia progu zadłużenia ustalonego na poziomie 50 proc. PKB. Bez tej zmiany – pozwalającej na zwiększenie zadłużenia bez konieczności poniesienia przez rząd politycznej odpowiedzialności, oznaczającej faktycznie jego dymisję ze względu na niemożność przygotowania budżetu bez dokonania drastycznych cięć wydatków – ustawy budżetowej w proponowanym kształcie (z wyższym deficytem) nie można byłoby przyjąć.



Rząd zje emerytury
Aby prowadzona od lat polityka zadłużania kraju nie przeszkodziła więcej w konstruowaniu budżetu, przeprowadzono największy jak do tej pory skok na kasę. W grudniu, w zaledwie 4 dni, przez Sejm przeszła ustawa zmieniająca funkcjonowanie otwartych funduszy emerytalnych. Prezydent ustawę już zdążył podpisać, ale i – w obliczu podnoszonych wątpliwości co do konstytucyjności jej zapisów – skierować do rozpatrzenia przez Trybunał Konstytucyjny.

Rząd nie musi się jednak obawiać ewentualnego jej zakwestionowania. Nawet jeśli TK się pospieszy i w ciągu następnych miesięcy orzeknie w tej sprawie, kwestionując przyjęte zapisy, Sejm może dostać nawet 18 miesięcy na jej poprawienie, co mogłoby być problemem już kolejnego rządu. Ponad połowę aktywów OFE – ok. 150 mld zł – przejmie ZUS. Aktywa mające odpowiadać lokatom funduszy w papiery skarbowe zostaną następnie umorzone. Na papierze spadnie więc zadłużenie kraju.

W zamian za przejmowane aktywa członkowie OFE otrzymują obietnicę, że w przyszłości dostaną świadczenie uwzględniające przejętą z OFE część obligacyjną. Dodatkowo dzięki tej operacji rząd zaoszczędzi już w przyszłorocznym budżecie na wypłacie odsetek od umarzanych papierów i na dotacji dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, w sumie ok. 20 mld złotych. Na pocieszenie każdy członek funduszu emerytalnego otrzymuje możliwość zdecydowania, czy chce, by jego składki nadal trafiały do OFE. Jednakże wbrew propagandzie wolnego wyboru między wpłacaniem składek tylko do ZUS czy nadal do ZUS i OFE, niezadowoleni z uczestnictwa w funduszu emerytalnym nie będą mogli się od OFE uwolnić.

Wybór dotyczył będzie jedynie wpłacania przyszłych składek, a dotychczas zgromadzony w OFE kapitał, który nie zostanie przejęty przez ZUS, na koncie w funduszu pozostanie. Z punktu widzenia przyszłego emeryta rozwiązanie takie może okazać się o tyle niepokojące, że po przeprowadzonych przez rząd zmianach OFE zostaną przekształcone w ryzykowne fundusze akcji. Otrzymały bowiem zakaz lokowania środków w papiery skarbowe. Ci, którzy chcą nadal wpłacać część swojej emerytalnej składki do OFE, będą musieli złożyć w tej sprawie w ZUS specjalne oświadczenie. Mają na to czas do końca lipca. Rząd przekonuje, że zmiany będą dla przyszłych emerytów korzystne.

Nietrudno jednak dojść do wniosku, że emeryci zdają się w tej sprawie najmniej ważni. Rząd dostał swoje miliardy na zasypanie dziury budżetowej, a fundusze emerytalne znaczne poluzowanie polityki inwestycyjnej. Będą mogły więcej środków ze składek emerytalnych wyprowadzać za granicę – zamiast maksymalnie 5 proc., docelowo 30 proc., ale też zostały wynagrodzone likwidacją mechanizmu minimalnej stopy zwrotu zobowiązującego zarządzającego funduszem – w przypadku nieosiągnięcia przez fundusz wymaganego minimum zwrotu z inwestycji – do dopłaty do OFE z własnych środków zarządzającego.



Rekordowe bezrobocie
Politycy i ekonomiści przekonują, że najlepszym sposobem na zapewnienie godnego życia na emeryturze jest odkładanie środków we własnym zakresie. Nie jest to jednak takie łatwe, biorąc pod uwagę, że wielu z nas ma problemy nawet ze znalezieniem pracy. Od ostatniego roku sytuacja na rynku pracy zmieniła się o tyle, że pod koniec 2012 r. mogliśmy stwierdzić, że mamy najwyższą stopę bezrobocia od 5 lat, a pod koniec roku bieżącego – że najwyższą od lat sześciu. Ogłoszona przez GUS stopa bezrobocia za listopad br. wyniosła 13,2 procent – 2,1 mln osób.

To najwyższa stopa bezrobocia w listopadzie od 2006 roku. W porównaniu do listopada roku ubiegłego liczba zarejestrowanych bezrobotnych zwiększyła się prawie o 58 tys. osób. Do oficjalnych statystyk trzeba jednak doliczyć ukryte bezrobocie na wsi – około 1 mln osób, oraz 2 mln ludzi, którzy wyjechali w poszukiwaniu pracy za granicę. Tam ją znajdują, zasilając w ten sposób np. brytyjskiego fiskusa i karmiąc składkami tamtejszy ZUS.

Lecz się sam
Faktyczna rezygnacja w Polsce z zagospodarowania osób gotowych pracować skutkuje nie tylko jeszcze większym niedoborem w ZUS, ale odbija się też na finansowaniu ochrony zdrowia. Dodatkowo na blisko 1 mld zł niedoboru miał wskazać funkcjonujący od początku roku system eWUŚ, potwierdzający fakt ubezpieczenia pacjenta. O taką kwotę za osoby wykazane w systemie jako nieubezpieczone, lecz uprawnione do świadczeń, wystąpiła do ministra zdrowia, kierując jednocześnie pozew do wojewódzkiego sądu administracyjnego, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Agnieszka Pachciarz. Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz krytycznie ocenił te działania, określając je jako „wyciąganie ręki po publiczne pieniądze”. Pachciarz została ze stanowiska odwołana.

Sytuacja pozostała jednak bez zmian. Dostęp do lekarzy specjalistów cały czas jest silnie reglamentowany. Na początku grudnia NIK ogłosiła raport odnoszący się do 2012 r., wskazując, że poprawy w dostępie do świadczeń zdrowotnych nie ma, a na wizytę u kardiologa trzeba czekać ponad dwa miesiące, u endokrynologa – trzy, na operację zaćmy przeciętny czas oczekiwania to ponad półtora roku. Tyle samo trwa oczekiwanie na wszczepienie endoprotezy stawu biodrowego i stawu kolanowego.

Biorąc pod uwagę doniesienia pacjentów z różnych części kraju, ustalenia NIK w sprawie długości kolejek zdają się zbyt optymistycznie odnosić do stanu faktycznego. By uspokoić pacjentów i zyskać na czasie, premier pogroził Arłukowiczowi i nakazał w ciągu trzech miesięcy przygotować plan redukcji kolejek do lekarzy.

Dzielenie tortu
Co rząd zabierze z kieszeni obywateli, uzyska z zaciągniętych pożyczek, zaoszczędzi na emerytach czy wydatkach na ochronę zdrowia, to po przejedzeniu części trochę rozda. Na realne środki mogą na pewno liczyć ci, którzy pracują dla rządowej propagandy, opowiadając codziennie, jak bardzo wyspa jest zielona. A niektórzy, zwłaszcza jeśli w wyborach partyjnych zagłosują na właściwego kandydata, mogą nawet zostać wynagrodzeni posadą w dobrze płacącej, kontrolowanej przez Skarb Państwa spółce.

Reszcie pozostaje działające na wyobraźnię słuchanie opowieści, jak szczodry premier rozdaje pieniądze. Opowiadania o dzieleniu pieniędzy zdają się należeć do najbardziej ulubionych motywów premiera. Gdy na jesieni 2012 roku Tusk wygłaszał tzw. drugie exposé, wymyślono projekt pod nazwą Inwestycje Polskie. Spółka z pomocą Banku Gospodarstwa Krajowego miała pomóc mnożyć pieniądze na inwestycje w naszej gospodarce. W mijającym roku podobnej bajki wymyślać nie trzeba już było.

W połowie lutego przywódcy państw UE uzgodnili nowy budżet wspólnoty na lata 2013-2020, zatwierdzony w listopadzie przez Parlament Europejski. To o dzieleniu tych pieniędzy Donald Tusk już zaczął opowiadać i będzie opowiadał jeszcze przez dobrych kilka miesięcy; a na pewno w czasie rozpoczynającej się lada chwila kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. W ramach nowego 7-letniego budżetu przewidziano dla Polski 105,8 mld euro, z czego na politykę spójności 72,9 mld euro. To więcej w porównaniu do poprzedniego budżetu, w ramach którego dostaliśmy 102 mld euro. Jeśli jednak – co rządowa propaganda stara się przemilczać – uwzględnimy rosnącą do ok. 30 mld euro w ciągu 7 lat naszą składkę do unijnego budżetu, okaże się, że dostaniemy prawie 2 mld euro mniej.

Niebezpiecznie jest też mówić o środkach dla rolników. Rok 2013 miał być ostatnim rokiem obowiązywania dyskryminujących Polskę niższych dopłat bezpośrednich dla naszych rolników. Tak jednak się nie stało.



Kłopotliwa demokracja
„Sukcesem” w Brukseli Donald Tusk miał się chwalić podczas kolejnego, specjalnie zorganizowanego objazdu kraju „tuskobusem”. Do anonsowanej przez współpracowników premiera wyprawy do dzisiaj jednak nie doszło. Nie sprzyjały temu okoliczności. Coś się w rządowej machinie zaczęło psuć. Przodująca do tej pory w plebiscytach popularności Platforma zaczęła ustępować największej partii opozycyjnej. Przestała już dziwić nawet 13-punktowa przewaga w sondażach Prawa i Sprawiedliwości nad partią Donalda Tuska. Kolejne ważne głosowania w Sejmie pokazały jednak, że w parlamencie rząd wciąż może liczyć na większość niezainteresowaną skróceniem kadencji.

Tuż po zakończeniu unijnego szczytu do Sejmu trafił wniosek PiS o odwołanie całego rządu Donalda Tuska. Opozycja, przy sprzeciwie sejmowej większości, nie zrobiła jednak prof. Piotra Glińskiego premierem rządu technicznego. Rządzący wypadali znacznie gorzej, kiedy oceniali ich wyborcy. Pod koniec kwietnia uzupełniające wybory do Senatu w okręgu rybnickim wygrał kandydat PiS Bolesław Piecha, obejmując mandat po senatorze Platformy. Na początku lipca kandydat PiS Jerzy Wilk zwyciężył w przedterminowych wyborach na prezydenta Elbląga, zastępując odwołanego w referendum przez mieszkańców prezydenta z Platformy, a we wrześniu senatorem z Podkarpacia został również kandydat PiS, Zdzisław Pupa, który zyskując 60 proc. głosów, zdeklasował kontrkandydatów.



Platforma silna biernością Polaków
Ważnym sprawdzianem dla największych partii politycznych miało być referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Z porażek wyborczych PO wyciągnęła jednak wnioski: „Jeśli wyborcy nie chcą głosować na nas, to mamy szansę zwyciężyć, jeśli głosować nie pójdą”. W kampanię na rzecz obrony stołka wiceszefowej Platformy zaangażował się nie tylko partyjny aparat z premierem na czele. W sprawie lokalnych wyborów głos zabrał także Bronisław Komorowski, który na antenie telewizji publicznej ogłosił, iż na referendum się nie wybiera.

Mieszkańców Warszawy przekonywano m.in., iż do referendum nie warto iść, gdyż za rok będą wybory samorządowe, a organizacja referendum to niepotrzebne wydawanie pieniędzy. Strategia okazała się skuteczna. Mimo iż prawie wszyscy głosujący chcieli odwołania Gronkiewicz-Waltz, to frekwencja okazała się za niska, by wyniki referendum uznać za wiążące. Zagłosowało 25,66 proc. uprawnionych, a progiem ważności referendum była frekwencja na poziomie 29,1 procent.



Milion do kosza
Nawet głos blisko 1 mln obywateli nie okazał się na tyle dla rządu istotny, by go uwzględnić. Na początku listopada 232 posłów, głównie PO – PSL, zdecydowało o odrzuceniu popartego taką liczbą podpisów obywatelskiego wniosku o referendum w sprawie dobrowolności posyłania 6-latków do szkół. „Dość” rządowi powiedzieli natomiast związkowcy. W czerwcu wszystkie największe centrale związkowe: NSZZ „Solidarność”, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych oraz Forum Związków Zawodowych opuściły Komisję Trójstronną, zarzucając stronie rządowej m.in. niedotrzymywanie zawartych ze związkami umów i traktowanie spotkań w ramach komisji nie jako okazji do dialogu, lecz jak wymaganych przepisami spotkań, które sprowadzały się nie do konsultowania rządowych propozycji, lecz do komunikowania związkom zawodowym przyjętych przez rząd rozwiązań. Związkowcy wycofali się z prac komisji po przeforsowaniu przez rząd, bez uwzględniania uwag strony związkowej, ustawy w sprawie wprowadzenia przepisów dotyczących elastycznego czasu pracy.



Największa afera w historii
Kolejny rok rządów Donalda Tuska przyzwyczaja nas, że afery z udziałem polityków partii rządzącej czy rozgrywające się na szczytach władzy nie są żadnym ewenementem. Afera hazardowa czy stoczniowa mogłyby zmieść każdy rząd, jednak nie obecny, który może liczyć na takie przedstawienie sprawy przez największe media w kraju, zainteresowane utrzymaniem status quo na scenie politycznej, by największa nawet afera korupcyjna rządzącym nie zaszkodziła. W listopadzie CBA ogłosiło, że mamy do czynienia z „największą aferą korupcyjną od 1989 roku”, a dotyczącą przetargów związanych m.in. z informatyzacją dotykającą kilku resortów rządu Donalda Tuska.

W grę wchodzić mają łapówki liczone w milionach złotych, w związku z organizacją przetargów na kwotę nawet 1,5 mld złotych. Pierwszych zatrzymań w sprawie tzw. infoafery dokonano jeszcze w 2011 roku. W listopadzie br. zatrzymano w związku ze sprawą ponad 30 osób, w tym przedstawicieli firm informatycznych, a także m.in. wiceprezesa GUS czy urzędniczkę odpowiadającą za przetargi w resorcie kierowanym przez Radosława Sikorskiego. Zarzuty m.in. przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej postawiono byłemu wiceministrowi spraw wewnętrznych i administracji w resorcie kierowanym jeszcze przez Grzegorza Schetynę.

Ucieczka do przodu
Jako że infoafera jest w największych mediach przedstawiana głównie jako ciekawostka, to rząd wciąż może udawać, iż tropiona przez CBA w resortach korupcja go nie dotyczy. Większym problemem dla premiera była kwestia uporządkowania sytuacji w partii przed zbliżającymi się kampaniami wyborczymi. Tusk ponownie został wybrany na przewodniczącego PO, a jego jedyny kontrkandydat, który uzyskał wśród członków Platformy 20-procentowe poparcie, Jarosław Gowin ruszył swoją drogą, tworząc nowe ugrupowanie polityczne.

Sukcesem premiera zakończyła się także pacyfikacja Grzegorza Schetyny, który najpierw nie został wybrany na kolejną kadencję na szefa dolnośląskich struktur PO, a następnie został usunięty z zarządu Platformy. Coś miłego premier przygotował także dla swoich wyborców niezadowolonych z rządów Platformy. Chcieli głów ministrów, to je dostali. W wyniku zapowiadanej przez praktycznie cały rok rekonstrukcji rządu anonimowych, dla większości obywateli, członków swojego gabinetu premier zastąpił w listopadzie równie anonimowymi następcami.

Rzeczywistość pokazała, że nie da się rządzić samą propagandą, a potrzebni są ludzie nie tylko przygotowani merytorycznie, ale też wyposażeni w odpowiednie cechy charakteru. Stanowiska w rządzie stracili m.in. minister transportu Sławomir Nowak, który nie potrafił wiarygodnie wytłumaczyć się z okoliczności, w jakich wszedł w posiadanie drogiego zegarka, czy minister sportu Joanna Mucha, która dzięki swoim zdolnościom biznesowym pokazała, że nie ma rzeczy niemożliwych i da się stracić miliony złotych publicznych pieniędzy nawet na organizacji koncertu jednej z najbardziej popularnych na świecie piosenkarek.

Odwrót wyborców Platformy od partii Donalda Tuska miałoby jednak powstrzymać pozbycie się z resortu finansów kojarzonego przede wszystkim z podwyżkami podatków urzędującego przez ostatnie 6 lat ministra finansów Jacka Rostowskiego.

Artur Kowalski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... potop.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /