Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 21 maja 2013, 11:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Zamiast oszołomionej ideologicznymi frazesami półgłupiej i uległej gawiedzi na przeciw rządzących staje świadomy i domagający się własnego upodmiotowienia w Polsce, Naród Polski. To my, nie tylko się budzimy, ale i trzeźwiejemy i domagamy się szacunku dla nas, od tych co z naszego nadania sprawują władzę. Polska jest nasza, a nie wasza.

Nieprawomyślne transparenty

„Prezydencie Komorowski młodzież emigruje z Polski”, „Polska Rodzina bez wsparcia Prezydenta, Premiera i Rządu. Dlaczego!!!”, „PO likwidatorem miejsc pracy. Młodych Polaków nie stać na zakładanie rodzin i na dzieci”, „Prezydencie Komorowski Młodzież Emigruje z Polski”: to niektóre z haseł na transparentach, jakimi kilkuosobowa grupka młodzieży witała w Nowym Sączu prezydenta RP Bronisława Komorowskiego - poinformował portal Sądeczanin.

- Młodzież sama się do nas zgłosiła, po tym jak dowiedziała się, że prezydent Komorowski będzie gościł w Nowym Sączu. Chcieli w jakiś sposób pokazać, co myślą o życiu na Sądecczyźnie, w czasach kiedy prezydentem jest właśnie Bronisław Komorowski. Ponieważ nie mogliśmy się dostać na bezpośrednie spotkanie z prezydentem, pomyśleliśmy o formie pokojowej manifestacji. Dlatego jesteśmy w tym widocznym miejscu razem z transparentami, które nikogo nie obrażają. Szanujemy w pełni prezydenta Komorowskiego ale nie zgadzamy się z jego polityką. Uważamy, że nie jest ona dla nas dobra, a Nowy Sącz szczególnie dotknięty jest decyzjami politycznymi, które nie mają żadnego uzasadnienia- powiedział portalowi sądecki radny oraz przewodniczący Forum Młodych Prawa i Sprawiedliwości Patryk Wicher.

Jedna z uczestniczek manifestacji dodała:
- Chciałam iść na studia ale nawet z wyższym wykształceniem ciężko jest o pracę. Dlatego zdecydowałam się na szkołę zawodową, bo mam nadzieję, że ona da mi zatrudnienie i że prezydent wytłumaczy mi dlaczego tak ciężko jest z pracą i co zamierza zrobić, żeby było lepiej (wszystkie cytaty za Sądeczaninem).
Inny z trzymających jeden z transparentów przyznał, że on też miał problemy ze znalezieniem zatrudnienia, ale w końcu się mu to udało. Przeraża go natomiast liczba młodych ludzi opuszczających Polskę za przysłowiowym „chlebem”.
- Chcieliśmy drugiej Irlandii, ale tu, w Polsce - podkreślił.

Wśród manifestującej młodzieży były też osoby spoza Nowego Sącza.
-Dlaczego mamy dawać zarabiać innym krajom, kiedy większość z nas szkoli się za państwowe pieniądze? Tak być nie powinno. Nie liczę, że otrzymamy dzisiaj jakąkolwiek odpowiedź - powiedział reprezentant Stróż..

„I tak też się stało. Rządowa limuzyna jedynie zwolniła przejeżdżając koło stojących z transparentami, a młodym ludziom pomachali pracownicy Biura Ochrony Rządu. Funkcjonariusze starali się zasłaniać służbowymi samochodami transparenty trzymane przez młodych Polaków na trasie przejazdu prezydenckiej limuzyny” - czytamy w internetowym wydaniu „Naszego Dziennika”.
Jak poinformowało dziennikarzy biuro prasowe senatora Stanisława Koguta „po kulturalnej wymianie zdań zezwolili, żeby przejeżdżający tuż obok Prezydent RP mógł spojrzeć na ludzi młodych i przeczytać hasła”.

Czy dały mu one jednak do myślenia?

http://bukojer.salon24.pl/508545,niepra ... ansparenty


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 22 maja 2013, 05:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Brną w autodestrukcję we wszystkich dziedzinach działania państwa.
Liczą, że ogłupieni ludzie nie dostrzegą tego. Myślę, że jednak się przeliczą. Prawda lubi wypływać na wierzch, a ludzie też w końcu idą po rozum do głowy. Kłamstwo ma krótkie nogi, a kij ma dwa końce.


Lasek gubi podstawy

Czy Maciej Lasek może zatajać szczegóły pracy komisji, powołując się na tajemnicę gwarantowaną prawem lotniczym? Wczoraj zarzekał się, że przez cały czas to właśnie ono było jej podstawą. – Przedstawiciele Polski działali zgodnie z załącznikiem 13 konwencji chicagowskiej – twierdzi tymczasem prof. Marek Żylicz, również członek komisji Millera. A ten obliguje do pełnej jawności.

Zespół wyjaśniający ustalenia komisji Millera kierowany przez dr. Macieja Laska po raz pierwszy spotkał się z dziennikarzami na otwartej konferencji prasowej. Wcześniej zdążył już odbyć trzy spotkania z bliżej nieokreślonymi przedstawicielami mediów, ale zapraszano na nie jedynie wyselekcjonowanych dziennikarzy, omawiając kwestie związane z działaniem zespołu w formule „off the record” (bez rejestracji).

Wczorajszy mityng miał wyjaśnić „błędy tzw. teorii alternatywnych” przyczyn katastrofy smoleńskiej. Ale nie to najbardziej interesowało dziennikarzy, tylko fakty dotyczące działania samej komisji Millera i podstawy tez jej raportu. Choć Lasek zastrzegał, że „raportu nie trzeba bronić, bo broni się sam”, to wyraźnie większość czasu, razem z trzema kolegami, musiał poświęcić na obronę dokumentów komisji z lipca i sierpnia 2011 r. (raport i protokół).

Zespół Laska próbował udawać, że nie wie, na jakiej podstawie prawnej członkowie komisji pracowali w Rosji. Lasek zarzekał się, że cały czas podstawą pracy KBWLLP było polskie prawo dotyczące badania wypadków w lotnictwie państwowym, w tym wojskowym, ale podczas konferencji wprost kilka razy powołał się na załącznik 13 konwencji chicagowskiej. Między innymi wtedy, gdy mówił o wysyłanych do Rosjan zapytaniach o dokumenty i informacje dotyczące lotniska, jego obsady, regulaminów itd.

– Przedstawiciele Polski, współpracując z komisją rosyjską, działali zgodnie z załącznikiem 13 konwencji chicagowskiej – rozwiewa wątpliwości prof. Marek Żylicz, ekspert prawa lotniczego i członek komisji Millera. Dopiero w dalszym ciągu pozyskane zgodnie z załącznikiem 13 w Rosji dowody były badane przez KBWLLP.

– Równocześnie przekazywali dane do komisji polskiej pracującej według prawa polskiego, co pozwoliło na oddzielne badanie przyczyn katastrofy. To jest dosyć sztuczna konstrukcja prawna – dodaje prof. Żylicz.

Rozróżnienie nie jest wyłącznie kwestią teoretyczną dla prawników, ale ma istotne znaczenie dla odpowiedzialności członków komisji. Załącznik 13 przewiduje pełną jawność badania katastrofy. Jej prace są objęte tajemnicą do opublikowania raportu. Potem ochronie podlegają tylko informacje wrażliwe (ekspertyzy medyczne, zdjęcia obrażeń ciał, dane osobowe) oraz mogące narazić uczestników zdarzenia na odpowiedzialność karną.

W tej ostatniej kwestii badania prowadzone przez komisje różnią się od śledztw w sprawach karnych. Prokurator i sąd nie mogą zmuszać do składania zeznań przeciwko sobie, kodeks postępowania karnego na wiele sposobów chroni prawa podejrzanego i oskarżonego, przede wszystkim zapewniając domniemanie niewinności, pomoc adwokata itd., wymaga też formalnego toku pozyskania każdego dowodu.

Komisjom technicznym zależy na wykryciu za wszelką cenę przyczyn wypadków, aby jak najszybciej wcielić zalecenia profilaktyczne. Dlatego zdobywają zaufanie osób, które przesłuchują, gwarancją, że ich słowa nie będą wykorzystywane w postępowaniu karnym.

Maciej Lasek ze współpracownikami poświęcili dużo miejsca wyjaśnianiu tej kwestii, ale prawa wynikającego z pozycji komisji badającej katastrofę według załącznika 13 wyraźnie nadużywają. Tak się dzieje na przykład w bulwersującym przypadku uporczywego podtrzymywania domniemania obecności w kabinie samolotu dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika.

Nikt z członków komisji Millera ani współpracowników akredytowanego (płk. Edmunda Klicha) nie chce się publicznie przyznać, że słyszał w nagraniu głos generała. Tymczasem raport stwierdza wprost, że dowódca Sił Powietrznych wszedł do kabiny pilotów, a załączona do protokołu transkrypcja głosów przypisuje mu konkretne frazy wypowiedzi.

Wczoraj Lasek i inni członkowie komisji Millera zdecydowanie podtrzymywali tezę o obecności generała w kokpicie, nieco zmieniając sformułowania. Teraz mówią o „dowódcach wojskowych w stopniu generała”. Przyczyną jest brak przypisania jakiejkolwiek wypowiedzi Błasikowi przez specjalistów Instytutu Ekspertyz Sądowych.

Dlatego w obronie swojego raportu członkowie komisji powołują się na jedyny ślad, jaki można z nim skojarzyć, mianowicie na występujące w transkrypcji IES oderwane i pozostające bez atrybucji słowo „generałowie”. Prawdopodobnie to odgłos rozmowy z przedziału za kokpitem, docierający przez otwarte drzwi. Jednak dla zespołu Laska to dowód na wejście generałów do kabiny, a nawet ich rozmowy z pilotami.

Pytani o personalną odpowiedzialność za wpisanie generała Błasika do raportu zasłaniają się opisaną wyżej tajemnicą. Szkopuł w tym, że ta powinna służyć ochronie osób uczestniczących w wypadku (np. pilotów, kontrolerów ruchu, techników), a nie badających zdarzenie ekspertów, którzy w tej sytuacji byliby poza jakąkolwiek kontrolą. Dokumenty komisji Millera znajdują się w archiwum Inspektoratu MON ds. Bezpieczeństwa Lotów w Poznaniu.

Jak dowiedział się „Nasz Dziennik”, ci sami członkowie KBWLLP, tłumaczący dziennikarzom, że wskazanie osoby, która rozpoznała rzekomy głos gen. Błasika mogłoby zaszkodzić „profilaktyce i poprawie bezpieczeństwa lotów”, miękną przed prokuratorami, oskarżając się wzajemnie.

Szef podkomisji lotniczej ppłk Robert Benedict całą winą obciąża płk. rez. Wiesława Kędzierskiego, który jako pierwszy przypisał w Moskwie określone frazy dowódcy Sił Powietrznych. Ale Kędzierski nie był członkiem komisji Millera i za „włożenie” generała do kokpitu w roli, w jakiej chciał go widzieć rosyjski MAK, odpowiada w równej mierze Benedict.


Byle w kokpicie

Upór, z jakim pojawia się w narracji zespołu Laska „osoba postronna”, odczytująca wskazania wysokościomierza, jak gen. Błasik lub ktoś inny, ma wyraźnie na celu obronę tezy o błędach i złej współpracy załogi samolotu.

Komisja Millera dokonała więc podwójnego oskarżenia. Przypisała, tak jak Rosjanie, niejasne i rzekomo niewłaściwe zachowanie zasłużonemu dowódcy wojskowemu, a polskim pilotom – niedouczenie, brawurę i nerwowość. Badanie IES każe zupełnie inaczej niż MAK i KBWLLP patrzeć na wykonywanie procedury podejścia przez dowódcę i drugiego pilota. W szczególności szukać innych niż ludzkie – psychologiczne czy szkoleniowe – przyczyn znalezienia się samolotu poza ścieżką schodzenia.

Dopiero w świetle tych faktów widać, dlaczego zamieszani w oskarżenie generała Błasika – a chodzi o całą komisję Millera, Edmunda Klicha i część jego współpracowników – wolą powoływać się tylko na polskie prawo i przepisy o badaniu wypadków w lotnictwie państwowym. Wówczas można utajnić materiały komisji bez ograniczeń. A decyzję podejmuje premier.

Członkowie komisji Millera wolą dyskutować z mało prawdopodobnymi hipotezami na temat przebiegu katastrofy smoleńskiej, niż ujawnić, jak rzeczywiście prowadzili swoje badania w Rosji i w Polsce. Zasłaniają się tajemnicą, a przy okazji powtarzają tezę o obecności generała Andrzeja Błasika w kokpicie tupolewa, o błędach źle wyszkolonej załogi etc. Wszystko po to, by wciąż kolportować obciążające Polskę tezy MAK na temat przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku.

– Nie podoba mi się takie mówienie: „wiem, ale nie powiem” – komentuje mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik grupy rodzin ofiar, w tym gen. Błasika. Wskazuje na brak możliwości weryfikacji raportu Millera.

– Ze strony Macieja Laska podawane są gotowe wnioski, które mamy przyjąć jako prawdę objawioną. A jednocześnie zarzuca się zespołowi parlamentarnemu, że nie przedstawia dowodów, co jest nieprawdą. Źródeł komisji Millera nie można w żaden sposób zweryfikować. Wiadomo, że są one różnej jakości: nierzetelne, sfałszowane, niekompletne lub sprzeczne z ostatecznymi ustaleniami. Nie ma też przekazanego toku rozumowania lub członkowie komisji zasłaniają się, że nie mogą o tym mówić – dodaje prawnik.

Tymczasem materiał dowodowy, z którym Kownacki i inni pełnomocnicy rodzin mogli zapoznać się w prokuraturze, wskazuje na zupełnie inne wnioski. Według adwokata, obecne przepisy rzeczywiście dają prawie nieograniczone możliwości zasłaniania się tajemnicą przez członków komisji.

– Te zasady to wynik zmian wprowadzonych już po kwietniu 2010 roku do prawa lotniczego. Być może jedyne, co pozostanie, to doprowadzić do jego nowelizacji – dodaje Kownacki.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... stawy.html

Trwa licytacja kto głupszy. Kiedy i czym się skończy?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 23 maja 2013, 20:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
To "czekoladowe" straszydło to nie był orzeł a sęp

Nathanel, 23 maj, 2013 niepoprawni

Okazuje się , że ksiądz Stanisław Małkowski miał rację mówiąc że Polską rządzą sępy , traktujące nasz kraj jak padlinę.

Szkoda czasu na dłuższe wprowadzenie, tym bardziej że nie chcę zakłócić bardzo czystego przekazu księdza. Zresztą posłuchajcie zobaczcie sami :

http://www.youtube.com/watch?feature=pl ... OgRQryD8zM

[Ks. Małkowski o sprowadzaniu Polski do roli padliny i śliniących się sępach ]

Tak więc staje się oczywistym, że ptaszysko wykonane z niby czekolady tak naprawdę było symbolem rządzących.

Nie orłem a sępem.

Ale Polska jeszcze nie jest kawałkiem padliny i póki MY żyjemy nie pozwolimy aby się nią stała.

http://niepoprawni.pl/blog/3095/czekola ... -orzel-sep


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 24 maja 2013, 06:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Kradną i nie martwią się o to co będzie dalej. Aby dzisiaj, aby teraz, aby się nachapać.

OFE – sztuka iluzji

Cała koncepcja przekształcenia systemu emerytalnego z tak zwanego repartycyjnego, jakim jest ZUS, w kapitałowy, bazujący na funduszach inwestycyjnych OFE, była oparta na zawierzeniu iluzorycznej nadziei w „wiecznie rosnący rynek kapitałowy”, a faktycznie na niezrozumieniu elementarnych kwestii ekonomicznych.

Papiery wartościowe

Najbardziej demagogicznym argumentem, jakim szermują obrońcy OFE, jest wmawiane ludziom twierdzenie, że „zabierają wam wasze pieniądze”. Ale w OFE nie ma żadnych pieniędzy. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że prawdziwe pieniądze są tylko w ZUS, bo są to pieniądze aktualnie pracujących, przekazywane poprzez tę instytucję na rzecz aktualnych emerytów (co nazywa się repartycyjnością). Natomiast w OFE nie ma żadnych pieniędzy. Nie ma, bo pobierane z naszych zarobków kwoty i poprzez ZUS przesyłane do OFE są zamieniane na papiery wartościowe, których wartość jest określona przez rynek. Mamy zatem na kontach określoną, bardzo efemeryczną wartość tych papierów wartościowych. Efemeryczną, bo po prostu określoną przez bardzo zmienny rynek.

Rynek giełdowy jest obciążony gigantycznym ryzykiem, a jeśli obrońcy OFE tego nie wiedzą, to wydają bardzo złe świadectwo swoich kwalifikacji. Na przykład, jak piszą w swojej książce „Zwierzęce instynkty” znakomici amerykańscy autorzy Akerlof i Shiller (pierwszy to noblista), wartość giełdy w USA wzrosła pięciokrotnie w latach 1920-1929, by do 1932 r. wrócić do stanu początkowego, czyli pięciokrotnie spaść – to był tak zwany wielki kryzys. Ale takie spektakularne spadki to nie wyjątek, a zjawisko dość częste. W latach 1954-1973 wartość giełdy podwoiła się, by w latach 1973-1974 spaść o połowę, w latach 1982-2000 wzrosła ośmiokrotnie, by w okresie 2000-2008 znowu stracić połowę wartości. Gdy przyjrzymy się polskiej giełdzie, widzimy, że reprezentujący jej wartość WIG po osiągnięciu szczytowej wartości w 1994 r. spadł prawie trzykrotnie i tę wartość odzyskał dopiero po pięciu latach. Potem z następnego szczytu w 2000 r. spadł w ciągu roku dwukrotnie, a gdy w 2007 r. osiągnął następną szczytową wartość, to w wyniku kryzysu stracił trzykrotnie i do dzisiaj nie odzyskał swojej wartości. Obecnie ma niecałe 70 proc. stanu sprzed kryzysu i jesteśmy bodajże jedyną giełdą, która nie odzyskała wartości sprzed kryzysu.

Gry spekulacyjne

Oddanie bezpieczeństwa emerytalnego ludzi w tak niepewną, dzierżącą wielkie ryzyko „niewidzialną rękę rynku” giełdowego było nadzwyczajną nieodpowiedzialnością, jeśli nie po prostu głupotą. Już samo wmawianie ludziom i wprowadzanie w błąd niewykształconych ekonomicznie polityków, że „OFE zwiększy oszczędności i zdynamizuje rozwój gospodarczy kraju”, było zasadniczym nieporozumieniem oraz świadczy o poważnych brakach w zrozumieniu ekonomii.

Oszczędności nie służą gospodarce, bo oszczędności to rezygnacja z wydania pieniędzy, to odłożony popyt, a gospodarka po prostu potrzebuje popytu, on decyduje o koniunkturze. Rozwojowi gospodarki służą inwestycje, a nie oszczędności. A inwestycje potrzebują tego, co nazywamy skłonnością przedsiębiorców do inwestowania – a ona zależy przede wszystkim od koniunktury, czyli popytu, i od sprawności rynku finansowego, czyli tanich i dostępnych kredytów. Oczywiście, by inwestować, trzeba mieć środki tych, którzy oszczędzają – pośrednikami mogą być banki czy inne instytucje finansowe – ale dla rozwoju gospodarczego to inwestycje mają podstawowe znaczenie, rola oszczędności jest w gruncie rzeczy wtórna (warto wiedzieć, że tę logiczną zależność odkrył J.M. Keynes).

I rozwojowi służą tylko inwestycje zwane pierwotnymi, czyli kredyty inwestycyjne, zakupy akcji czy obligacji bezpośrednio od emitentów, bo wtedy pieniądze powiększają ich kapitały i służą tworzeniu nowych miejsc pracy lub powiększaniu wydajności miejsc już istniejących. Ale giełda to rynek wtórny, na niej handluje się akcjami wcześniej wyemitowanymi. Okazuje się, że OFE głównie działają na rynku wtórnym – jak w czasie dyskusji w Sejmie słusznie zauważył znany finansista Piotr Kuczyński. Poprzez OFE na rynek kierowanych jest za dużo pieniędzy w stosunku do potrzeb inwestycyjnych polskich przedsiębiorstw. W rezultacie ci, którzy nie mogą wejść na giełdę, muszą płacić wyższy koszt kapitału. Pieniądze emerytów służą zatem tylko rynkowi finansowemu, czyli pompowaniu gier spekulacyjnych, a nie rozwojowi gospodarki. Ale w związku z tym warto przyjrzeć się następującym faktom.

Po pierwsze, jak zostało powiedziane, w ciągłych wzlotach i spadkach indeksu warszawskiej giełdy wciąż nie odzyskano wartości sprzed kryzysu. Po drugie, w rękach OFE jest 20 proc. ogółu akcji (tzw. kapitalizacji giełdy), a 40 proc. w rękach podmiotów zagranicznych. Po trzecie, OFE realizują 40 proc. operacji giełdowych. Po czwarte – i ta informacja jest najciekawsza – znane mi są badania, z których wynika, że firmy, w których znacznymi udziałowcami są OFE, „cierpią” na znaczny spadek albo stagnację ich wartości.

„Krótka sprzedaż”

Można zatem zadać sobie pytanie: czy w gruncie rzeczy OFE nie służą instytucjom, przy których zostały powołane i przez których przedstawicieli są teraz tak gorąco bronione, do operacji zwanych „krótką sprzedażą”? To warto sobie wyjaśnić.

Normalnie na handlu czymś zarabia się w ten sposób, że kupuje się, a gdy wartość tego wzrośnie, po jakimś czasie sprzedaje się i różnica cen stanowi zysk handlującego – finansiści nazywają to „trzymaniem na długich pozycjach”. Natomiast tzw. krótka sprzedaż polega na tym, że najpierw się sprzedaje, a potem kupuje – można to zrobić z czymś, co się pożyczyło od kogoś innego.

Na przykład OFE ma w posiadaniu akcję za 100 zł, która stanowi aktywa zapisane na koncie emeryta. Gdy je komuś wypożyczy, to ten ktoś sprzedaje za tę wartość 100 zł i gdy wartość spadnie – dajmy na to – do 80 zł, odkupuje na rynku – różnica cen jest jego zyskiem, akcję oddaje, OFE nadal ma akcję na koncie przyszłego emeryta, ale jest ona teraz mniej warta. Rynek działa dalej, po jakimś czasie cena wróci do 100, osiągnie – dajmy na to – 110, to się ją znowu pożycza i w analogicznej operacji zarabia następne 20 złotych.

W ten sposób, w takim swoistym finansowym perpetuum mobile, zostaje z gospodarki wypompowane 40 zł, które nie służy wzrostowi, nabija portfele „pożyczkobiorców”, a aktywa emerytów grzęzną w stagnacji, czyli bardzo mizernie rosną. Wszyscy dziwią się, że aktywa OFE rosną wolniej, niż gdybyśmy po prostu złożyli te pieniądze na kontach terminowych w bankach. No, ale operacje krótkiej sprzedaży wyjaśniają to zjawisko. Nawiasem mówiąc – wprowadzając tę reformę, popełniono kardynalny błąd, nie nakładając na OFE obowiązku zapewnienia minimalnej stopy zwrotu nie mniejszej niż z pasywnego oszczędzania w banku – a to było możliwe.

Czy takie operacje są rzeczywiście realizowane? Oficjalnie słyszałem zaprzeczenia. Ale co znamienne, ostatnio próbuje się „przyklepać” ich legalność. Nowy szef giełdy Adam Maciejewski podjął akcję „Pozwólmy funduszom na pożyczanie akcji. Zarobią instytucje finansowe, budżet państwa i przyszli emeryci”. Słyszymy gorące zapewnienia, że nastąpi zwiększenie płynności rynku kapitałowego, przychodów domów maklerskich, Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) i Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych (KDPW) oraz przyszłych emerytur za jednym zamachem. Twierdzi się, że nastąpi zwiększenie płynności obrotu, że „odblokujemy potencjał drzemiący w portfelach OFE” itd.

Ale to jest iluzja, te argumenty świadczą o niekompetencji i niezrozumieniu mechanizmów działania rynku finansowego. Operacje krótkiej sprzedaży nie służą niczemu innemu jak tylko nabijaniu kabzy pożyczającym akcje od ich właścicieli. Cała iluzja jest oparta na fałszywej teorii, według której „wykorzystuje się naturalne wahania cen akcji, dzięki czemu wszyscy korzystają”. To mamienie ludzi. Rzecz w tym, że nie operuje się pojedynczą akcją jak w tym przykładzie.

Realizuje się operacje na dużą skalę, co wpływa na cenę akcji: jeśli rzuca się na rynek dużą partię akcji firmy X, to jej cena spadnie, bo zwiększona podaż zawsze prowadzi do obniżenia cen (a czasami dla wywołania tego spadku rozkręca się również inne akcje – nawet medialne dyskredytacje firm). A potem, odkupując, zarabia się, ale właściciel akcji, na przykład właśnie OFE, ma już majątek, w papierach niby ten sam, ale o niższej wartości, dlatego dla emerytów będzie to nieuchronna strata. To by wyjaśniało owo wahliwe kształtowanie się wartości WIG na „zielonej wyspie” i słabą kondycję giełdową firm, w których OFE mają duże udziały. Z pewnością gospodarce operacje krótkiej sprzedaży nie tylko nie służą, ale nawet szkodzą i powinny być zakazane. Propagowanie ich nie jest kompromitujące – jest bardzo kompromitujące.
--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest posłem PiS, profesorem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego

Prof. Jerzy Żyżyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/33620,o ... luzji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 12 cze 2013, 06:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Warszawa

Nie trzeba być wybitnym urbanistą, aby zauważyć, że miasto, w którym się mieszka i żyje, jest źle zarządzane. Nie trzeba być varsavianistą, by widzieć, że stolica Polski jest wykorzystywana jako maszynka do robienia pieniędzy dla elity rządzącej nią, a nie jest organicznym mechanizmem ułatwiającym pracę, dającym szansę rozwoju dzieciom i młodzieży oraz dającym poczucie bezpieczeństwa i estetyki.

Warszawa jest miastem, w którym strach wyremontować kamienicę, ponieważ w ciągu kilku tygodni elewacje, nawet w monitorowanych rejonach, są mazane przez bandytów. Warszawa jest miastem, w którym zasłupkowuje się chodniki, stawia kolejne parkomaty i nie tworzy nowych parkingów – poza „Parkuj i Jedź”, ale te są na rogatkach miasta.

Wjeżdżając do miasta, kierowca musi opłacić myto – około 30 PLN za parkowanie pod pracą w stolicy. Warszawa to obecnie miasto, w którym nie wystarczy być zameldowanym, aby nie płacić za parkomat pod domem.

Warszawa to miasto, w którym za błędy się nie przeprasza. Te wszystkie katastrofy budowlane, nieczynny tunel, popękane domy na linii metra, niezliczone inwestycje, które są opóźnione czy o miesiące, czy o lata, znajdują swe przyczyny albo w warunkach meteorologicznych, geologicznych, albo wina leży po stronie jakichś niedostępnych dla mieszkańców wykonawców zewnętrznych.

Czy nie wstyd tak się wykręcać od odpowiedzialności za błędy, jak nieprzygotowany uczeń w szkole? Warszawa to przecież stolica dużego zachodniego państwa.

To nie jest żadna łaska, że powstają nowe inwestycje. Trzeba tylko rozsądku i trochę mniej chciwości, by uczynić ją znów lepszą. To jednak nigdy się nie uda, mając przeciwko sobie obywateli. Nie można kpić sobie z tych, którzy ucierpieli w wyniku opieszałości władz, mówiąc o klimatycznych zagrożeniach. To, że są takie ulewy w czerwcu, nie jest żadnym zaskoczeniem!

A to feralne miejsce na Trasie AK zostało zalane w trakcie kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz co najmniej cztery razy. W jednej z tych powodzi utonął człowiek pomagający innym. Czy nawet w takiej sytuacji nie stać władzy na słowo „przepraszam”? To zwykłe słowo, które wypływa z troski o tego, komu nawet niechcący zrobiło się krzywdę.

Warszawie zrobiono krzywdę wiele razy w ostatnich siedmiu latach urzędowania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Nie trzeba być urbanistą, by wiedzieć, że dwie wielkie imprezy w obrębie Śródmieścia sparaliżują je, a ludzie utkną na wiele godzin w swoich miejscach.

Tak było podczas Nocy Muzeów, gdy północne Śródmieście było zamknięte po ulicznej, samochodowej imprezie. A to główna droga na Stare Miasto, dokąd udawały się dziesiątki tysięcy ludzi.

Wtedy wydawało się, że pomstowanie warszawiaków i turystów obiegnie cały kraj. Kolejne zaniedbanie to Wisła. Rzeka piękna i wyjątkowa w skali Europy, co podkreślają także goście z zagranicy. A na Wiśle… pustki. Pływają jedynie wielkie, drogie i wolne tramwaje wodne z kilkoma pasażerami na pokładzie. Zatrzymują się na zaledwie kilku przystankach. A czy nie można byłoby zagospodarować tej pięknej rzeki dużo lepiej? Na przykład wypuścić 10-osobowe łodzie, które są szybsze i mogą zatrzymywać się prawie w każdym miejscu?

Takich przydatnych dla obywateli pomysłów potrzebuje Warszawa. Nieprzydatnych władzy. Stała się Warszawa zabawką w ich rękach.

Stąd wysyła się na cały kraj sygnał kulturowej degrengolady. To tu obecna prezydent udostępnia ulice miasta rozbawionym armiom homoseksualistów i związanym z fałszywie rozumianym liberalizmem innym ruchom. Organizowane są tysiące imprez ogłupiających ludzi. Imprez o niczym, które służą jedynie nabijaniu wyborczych punktów.

Filip Frąckowiak

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... szawa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 01 lip 2013, 05:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Tusk zaciska pięści

Maoistowskim gestem zaciśniętej pięści Donald Tusk daje do zrozumienia, że chcąc utrzymać polityczne status quo, obóz władzy nie cofnie się przed niczym.

Trwające 45 minut przemówienie Tuska bardziej korespondowało z oczekiwaniami członków Platformy Obywatelskiej niż potencjalnych wyborców.

W Chorzowie lider PO wzywał partię do zwarcia szeregów i odzyskania wiary w siebie. Partia, która ma dziś praktycznie monopol władzy w państwie, czuje, że na horyzoncie majaczy już widmo politycznej klęski. A na pewno bardzo poważnych kłopotów. Ich zwiastunem jest coraz trudniejsza sytuacja gospodarcza, słabnące sondaże poparcia i pierwsza tura przedterminowych wyborów w Elblągu.

– PO potrafi dyskutować po to, by wtedy, gdy przychodzi czas konfrontacji o własne racje, walki na argumenty, być jak jedna pięść – mówił Tusk.

Zapewniał, że Platforma przyjechała na Śląsk, aby zmienić statut. Zgodnie z nim członkowie PO będą wybierać przewodniczącego w bezpośrednim głosowaniu.

– W najbliższych tygodniach nastąpi rozstrzygnięcie, wybierzecie szefa Platformy, to po takim rozstrzygnięciu Platforma pracuje jak zgodny organizm – podkreślił.

Zwrócił się z prośbą do działaczy PO, aby otwarcie mówili o tym, co według nich jest ważne, co uznają za złe dla Platformy. Podkreślił, że jedną z najważniejszych zasad, której potrzebuje dziś PO, jest „niemówienie o niej źle”.

– To jest zasada, że jak się należy do jednej wspólnoty, jak się należy do Platformy Obywatelskiej, to przynajmniej powstrzymuje się od tego, by źle mówić o tej wspólnocie – namawiał Tusk partyjnych towarzyszy.

Nie wszyscy zasady tej omerty wzięli sobie do serca. Szczeciński radny Platformy Bazyli Baran oświadczył, że po poprzedniej konwencji krajowej zwrócił się do osoby prowadzącej finanse partii w jego regionie o możliwość zwrotu kosztu biletu kolejowego.

– Okazało się, że jest to niemal niemożliwe. Nie miałem zamiaru z tego powodu robić problemu. Ale po ostatnich doniesieniach medialnych o tym, jak wydatkowane są fundusze partii, postanowiłem zabrać głos. Z jednej strony jest tak, że członkowie partii płacą składki, a z drugiej strony jakoś tak się dzieje, że pieniądze są tak wydatkowane, że szkodzi to partii i członkom. Partia musi sobie z tym poradzić – wytykał Baran.

Schetyna czeka

Ostrzeżenia Tuska wziął sobie najwyraźniej do serca Grzegorz Schetyna, który od pacyfikacji po aferze hazardowej nie decyduje się na polityczną emancypację. Jego decyzja o rezygnacji z kandydowania na szefa PO to najlepszy dowód na fasadowość demokratycznych reguł w partii.

– Jesteśmy zgodni, że Polsce, że Platformie nie jest potrzebna wojna domowa. Potrzebna jest współpraca. Dzisiaj chcę powiedzieć, że podjąłem decyzję, że nie będę kandydował w wyborach na przewodniczącego PO – oświadczył Schetyna, przepraszając tych, których rozczarował, m.in. Andrzeja Biernata i Ireneusza Rasia.

– Żeby to wszystko miało sens, musimy tworzyć wspólnotę. Razem rozwiązywać problemy. Wybory w Elblągu będą symbolem. Wygramy je – zapewniał Schetyna.

Wzywał do odbudowania Platformy jako wzoru dla polskiej polityki. – Jestem w pełni zgodny z Donaldem Tuskiem – mówił, uzyskując owację sali.

Jak się można było spodziewać, na razie jedynym kontrkandydatem Tuska jest były minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. Dezercji Schetyny nie oceniał jednak w kategoriach tchórzostwa. Polityk ten od pewnego czasu zbiera wokół siebie grupę potencjalnych zwolenników. Nie ma jednak wątpliwości, że rywalizacja z Tuskiem będzie dla niego przegrana, a kilkutygodniowa rywalizacja jest raczej sposobem na zbudowanie zupełnie nowego podmiotu politycznego.

– Platforma musi wrócić do liberalnych korzeni. Nie zgadzam się na socjaldemokratyczne recepty, które coraz częściej podsuwa nam rząd – oświadczył Gowin, który skrytykował rządowe propozycje zmian w drugim filarze emerytalnym, określając je zamachem na prywatną własność.

– Pieniądze zgromadzone w drugim filarze, na naszych kontach, na kontach 16 mln Polaków, to jest prywatna własność, to jest własność tych 16 mln, i chciałbym, żeby państwo trzymało się od tych pieniędzy z daleka – powiedział.

– Będę przekonywał członków PO, aby poparli mój program powrotu do korzeni, niezależnie od tego, czy Schetyna by wystartował, czy nie – dodał.

Premier licytuje

Co ciekawe, sobotnie wystąpienie Tuska pełne było wspólnotowych akcentów narodowych. Sala usłyszała, że nie powinno się źle mówić o Polsce.

– Być może to wystarczy, aby zbudować tę potrzebną synergię dzisiaj w Polsce, w przeddzień tego wielkiego wyścigu, tego drugiego etapu wielkiego wyścigu cywilizacyjnego, przed jakim dzisiaj Polska staje. Bo być może kluczowe, zarówno w przypadku PO, jak i w przypadku Polski, będzie to, żeby w debacie publicznej w Polsce wszyscy mówili krytycznie, kiedy trzeba, ale z wiarą we własną ojczyznę – namawiał lider PO działaczy swojej partii.

– My wierzymy w Polskę, wierzymy w Śląsk, wierzymy w Polaków, że dadzą radę – zapewniał, podkreślając, że jego partia powinna być jak Śląsk i Ślązacy: uczciwa, rzetelna, pełna zdrowego rozsądku i gotowa do ciężkiej harówki. Zapomniał jednak, że to PO wyniosła do władzy w regionie śląskich separatystów.

Tusk przekonywał również, że Ślązacy, „kiedy tylko to było niezbędne, byli gotowi do stanięcia z bronią o Polskę czy o własne interesy”. Obiecał, że to Śląsk będzie beneficjentem dużej części z 400 mld zł uzyskanych ze środków UE. Pieniądze te mają dać zatrudnienie młodym Polakom.

– Tylko województwo śląskie z tych europejskich pieniędzy weźmie więcej niż Niemcy i Francja z planu Marshalla razem wzięte – licytował premier.

Jakby tego było mało, zapowiedział również renegocjacje przyjętego kilka lat temu przez swój rząd pakietu klimatycznego, dalsze starania o pozyskanie gazu z łupków oraz rozbudowę Elektrowni Opole. A więc zmianę decyzji z kwietnia br., kiedy to Polska Grupa Energetyczna ogłosiła, że z uwagi na interes akcjonariuszy wycofuje się z wartej ponad 11 mld zł brutto budowy dwóch bloków Elektrowni Opole opalanych węglem kamiennym.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... iesci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 11 lip 2013, 06:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Twórcze odpady

Adam Białous

Urząd Gminy Świątki (woj. warmińsko-mazurskie) wysłał standardową deklarację do wypełnienia w związku z obowiązkiem wywozu śmieci. Odpowiedź, jaką gmina otrzymała od państwa Katarzyny i Jacka Adamasów, którzy mają dom i ziemię w miejscowości Worławki, musiała zaskoczyć urzędników. Państwo Adamasowie przesłali do gminy oświadczenie, że nie będą oddawać odpadów komunalnych, gdyż „odpady, w naszym przypadku, mają pełnić rolę materiału rzeźbiarskiego przy realizacji monumentu – pomnika ’Samorządności III RP’” – czytamy w tym nietypowym oświadczeniu. Dalej Jacek Adamas, który jest zawodowym rzeźbiarzem, klaruje gminie, co następuje: „Traktujemy zatem wypełnienie deklaracji za bezprzedmiotowe do momentu zakończenia realizacji ww. koncepcji”. Jacek Adamas, znany w Olsztynie z organizacji ciekawych happeningów, wyjaśnił, że w dobie społeczeństwa poobywatelskiego jako artysta rozpoczyna na swojej posesji budowę z odpadów swojego gospodarstwa domowego pomnika, który będzie symbolem wszystkich nieudanych osiągnięć III RP, poczynając od Okrągłego Stołu, aż do tzw. reformy gospodarowania odpadami. To jest twórcze zagospodarowanie śmieci!

http://www.naszdziennik.pl/wp/47664,tworcze-odpady.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 12 lip 2013, 06:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Przyszła garstka ludzi

Uroczystości państwowe na skwerze Wołyńskim w Warszawie. Miało być godnie i podniośle, bo wszyscy jesteśmy to winni ofiarom ludobójstwa OUN-UPA, ludziom, którzy zginęli za to tylko, że byli Polakami. Wyszło marnie: zebrała się garstka oficjeli.

Każdy, kto oglądał relację telewizyjną, mógł się przekonać, że w uroczystościach nie wziął udziału premier Donald Tusk. Na skwer Wołyński dotarł prezydent Bronisław Komorowski, a także m.in. marszałek Ewa Kopacz, przedstawiciele rządu, Sejmu, Senatu, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert.

Stowarzyszenia kresowe i rodziny ofiar nie były licznie reprezentowane. Przyszło też może kilkudziesięciu warszawiaków. Nie zostali jednak nawet dopuszczeni bezpośrednio pod pomnik.

Mszy św. w tym miejscu przewodniczył ks. bp Józef Guzdek, biskup polowy Wojska Polskiego. Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu nie pozwolili, by z reguły sędziwi już ludzie mogli choć o krok zbliżyć się do barierek, za którymi siedzieli przedstawiciele władzy i zaproszeni goście. Stali więc kilkanaście metrów dalej, pod drzewami, gdzie z trudem dochodził głos z głośników.

Odsłonięty wczoraj pomnik upamiętniający zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na dawnych Kresach II Rzeczypospolitej mogli zobaczyć dopiero wtedy, kiedy ochraniane przez BOR osoby opuściły już po skończonej uroczystości swoje miejsca.

– Przyszedłem tu, by uczcić tych, którzy zostali zamordowani w 1943 roku. Dziś mija rocznica tej największej pożogi na Wołyniu, która była zbrodnią kainową. Szkoda, że ten pomnik znajduje się na peryferiach Warszawy – mówi pan Antoni z Warszawy.

Jego zdaniem, to nie w porządku, że na pomniku nie znalazły się wszystkie nazwy miejscowości, w których z rąk OUN-UPA zginęli Polacy (według obliczeń Ewy Siemaszko, dokumentującej zbrodnie ukraińskie, na pomniku powinno znaleźć się o tysiąc więcej miejscowości), oraz że władzom tak trudno przez usta przechodzi słowo „ludobójstwo”, które chętniej zastępują stwierdzeniem „czystki etniczne o znamionach ludobójstwa”.

Pan Antoni uważa, że prezydent powinien uczcić ten dzień wspólnie z Kresowiakami, podczas głównych uroczystości na placu Trzech Krzyży i marszu pamięci, a nie alienować się od społeczeństwa.

– Podczas uroczystości na skwerze Wołyńskim zrobiono granicę między władzą a ludnością. Ci, którzy przyszli tam uczcić pomordowanych Polaków, przeważnie siwi ludzie z laskami, stali na murawie. Zostaliśmy niejako zamknięci na tyłach krzyża i nie mogliśmy stać frontem do tablic. Uważam to za okropną rzecz ze strony organizatorów, że notable siedzieli, a nas przepędzano, mówiąc ciągle, że tu nie wolno stać. Było to dla nas bardzo bolesne –żali się nasz rozmówca.

– To nie w porządku, że władza nie chce mówić wprost o ludobójstwie na Wołyniu, że nie czci tego dnia z Narodem –dodaje pan Antoni.

Dobre relacje a prawda

„Straszny czas”, „okropna zbrodnia”, „znamiona ludobójstwa” –to tylko niektóre zwroty, jakie Bronisław Komorowski zastosował w swoim wystąpieniu pod pomnikiem.

Uciekał, jak mógł, by zbrodni ludobójstwa, jakiej na Wołyniu w 1943 roku dokonali na Polakach Ukraińcy, nie nazwać po imieniu. Dwoił się i troił, by jego przemówienie było poprawne politycznie, by czasem nie urazić Ukraińców, którzy muszą dziś razem z nami „udźwignąć ogromny ciężar bólu pamięci”.

– Jestem wzruszony, mogąc spotkać się tutaj dzisiaj z państwem na wspólnej modlitwie za dusze ofiar zbrodni wołyńskiej, która była zbrodnią o znamionach ludobójstwa – rozpoczął.

– Jestem wdzięczny, że razem mogliśmy modlić się po chrześcijańsku, mówiąc i przypominając światu, ale także samym sobie, modląc się słowami „Iodpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jest co odpuszczać. Jest o co prosić dobrego Pana Boga, aby darował ludziom zbrodnie. Bo ta zbrodnia była jedną z najbardziej bolesnych doświadczeń Polaków w czasie IIwojny światowej – powiedział prezydent.

Jak dodał, świadectwem tego czasu jest monument z tablicami, które zawierają nazwy ponad dwóch tysięcy miejscowości na Kresach II Rzeczypospolitej; w każdej z uwzględnionych wsi zginęło co najmniej pięciu Polaków.

Dalej prezydent skupił się raczej na innych narodach. – Był to straszny czas, był to rejon szczególnie podatny na zbrodnie wzajemne. Dlatego czcząc dzisiaj polskie ofiary, pamiętajmy także i o zagładzie Żydów na tych terenach, pamiętajmy także o śmierci Ukraińców i o śmierci wszystkich innych mieszkańców tych dawnych południowo-wschodnich terenów kresowych Rzeczpospolitej – skwitował Bronisław Komorowski.

W homilii dedykowanej ofiarom rzezi wołyńskiej ks. bp Józef Guzdek nawiązał do faktu, że w Krwawą Niedzielę, 11 lipca 1943 r., w wielu kościołach na Wołyniu nie zostały dokończone Msze Święte.

– Zgromadzeni tam księża i wierni stali się ofiarami nienawiści oprawców. Świadomość wielu niedokończonych Mszy niejako przynagla nas do tego, aby je dokończyć – stwierdził duchowny.

Jednocześnie zaznaczył zdecydowanie, że „tylko poznanie pełnej prawdy o dokonanej zbrodni może nas wyzwolić od postawy wzajemnych oskarżeń, a nawet nienawiści”.

– Trzeba nazwać po imieniu zbrodniarza i ofiarę, należy określić proporcje zadanych ran. Tylko na prawdzie i przebaczeniu można budować dobre relacje obu narodów, polskiego i ukraińskiego – podkreślił biskup polowy Wojska Polskiego.

Uczestnicy uroczystości złożyli pod pomnikiem wieńce, a Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego oddała salwę honorową. Uroczystość w asyście honorowej Wojska Polskiego zakończył apel poległych.

Autorem pomnika ofiar zbrodni wołyńskiej jest rzeźbiarz Marek Moderau. Głównym elementem nowego monumentu jest siedmiometrowy krzyż z figurą Chrystusa bez rąk. Przed krzyżem znajduje się 18 tablic z nazwami miejscowości z siedmiu przedwojennych województw II Rzeczypospolitej. Wsarkofagu u stóp krzyża będzie gromadzona ziemia z 2136 miejscowości, których nazwy widnieją na tablicach.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ludzi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 20 lip 2013, 06:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Rządy bankrutów i nieudaczników

Medialny spektakl z będącym narzędziem w rękach wrogów Kościoła ks. Wojciechem Lemańskim ma podwójny cel. Po pierwsze, osłabiać Kościół katolicki i niszczyć autorytet biskupa zgodnie z zasadą: uderz w pasterza, a rozproszą się owce.

Po drugie, ma odwrócić uwagę Polaków od realnego problemu, jakim są wyjątkowo szkodliwe dla naszego państwa rządy Donalda Tuska.

Takich wrzutek socjotechnicznych – odwracających uwagę od najgorszego po 1989 roku rządu – ostatnio było więcej.

Trwający tygodniami i godny Hamleta dylemat Grzegorza Schetyny (startować czy nie startować w wyborach na szefa PO – oto jest pytanie!), prowokacja z „taśmami prawdy” z Elbląga, dyrdymały wypisywane przez Sikorskiego w internecie, niewyjaśnione alarmy bombowe czy trwający wiele miesięcy serial o morderczyni własnego dziecka to tylko niektóre z nich.

Premier Donald Tusk swoje rządy oparł na propagandzie sukcesu, mijaniu się z prawdą, manipulacjach, nieustannych obietnicach, cyklicznych dorocznych „exposé”, tragikomediach ze zmianami w rządzie, cyklicznych szumnych zapowiedziach o „nowych otwarciach” i „wyjaśnianiu” kolejnych afer, z których żadna nie została rozliczona.

Jest już tak niepopularny społecznie, że jest kulą u nogi PO, lecz zamiast podać się do dymisji, Donald Tusk kurczowo trzyma się władzy. Gołym okiem dostrzegalne jest bankructwo jego polityki.

Tyle już nakłamał, że – używając żargonu piłkarskiego – zakiwał się sam ze sobą i ze swoim kreatywnym księgowym, który jest nominalnie ministrem finansów, a nie umie nawet liczyć, czego dowodem nowelizacja budżetu.

Rząd tym samym przyznał się do katastrofy swojej polityki finansowej i mamienia Polaków bajkami o „zielonej wyspie”. Obniżenie tempa wzrostu PKB za obecnych rządów wyniosło aż 4,4 pkt proc. i jest jednym z najwyższych w Unii!


Według rządzących, dziura budżetowa wynosi już 24 mld złotych. Jednak w rzeczywistości brakuje dużo więcej i rząd chce ratować się jeszcze pieniędzmi z NBP – ok. 5 mld złotych, oraz dywidendą ze spółek Skarbu Państwa.

Zapowiada oszczędności na samym sobie – ponad 8 mld, co jest kompletnie niewiarygodne, bo wiadomo, że ta ekipa stosuje zasadę Urbana „rząd się zawsze wyżywi”, i to ten rząd zwiększył zatrudnienie w administracji o 100 tys. osób. Została zapowiedziana rekordowo niska waloryzacja emerytur i rent w przyszłym roku.

Miliony Polaków będą zatem żyły w jeszcze większej biedzie, bo życie jest coraz droższe, chociażby przez fatalną ustawę śmieciową, a więc koszty nieudolnych rządów zostaną przerzucone na najbiedniejszych. Nie będzie inwestycji – ciągle pozostaną niedokończone drogi i niedofinansowana służba zdrowia.

Obecna sytuacja finansów publicznych to nie jest przypadek. To istota tej władzy, którą charakteryzuje niekompetencja. Karuzela zadłużenia, dramatyczny spadek dochodów, życie na kredyt bez pokrycia – to efekty rządów Tuska. Żadne z rozwiązań, o których mówi premier przy okazji nowelizacji budżetu, nie rozwiąże problemów.

To jedynie odsuwanie w czasie totalnej zapaści państwa i rozpaczliwe ratowanie jeszcze chociaż na kilka miesięcy wpływów oraz stołków. Ekipa Tuska już zwiększyła zadłużenie państwa o 350 mld zł, które będą spłacały następne pokolenia. W tym czasie wyśmiewane przez ministra finansów, zwanego sztukmistrzem z Londynu, Węgry odnoszą sukcesy po reformach Orbána i mają już mniejszy deficyt budżetowy, wyższe oceny gospodarki przez UE i spłacą przed terminem ostatnią ratę swego długu wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Rodzi się więc pytanie – jak długo jeszcze Polska może znosić rządy bankrutów i nieudaczników?

Jan Maria Jackowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... nikow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 24 lip 2013, 06:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Mistrzowie stymulacji budżetowej atakują

Profesor Nałęcz, błyskotliwy doradca prezydenta Komorowskiego do spraw historycznej wagi, broni ministra Rostowskiego. Że to niby obecny kryzys zmusza go do nowelizacji budżetu, a gdyby nie ten kryzys, to ho, ho, ho! - budżet byłby zapewne na plusie, a my byśmy opływali w dostatki. Jednakowoż kiedy przez poprzedni kryzys przechodziliśmy suchą stopą, to minister Rostowski także nowelizował budżet i tu już jest poważna zagrycha. Właściwie to przez sześć lat ani razu nie utrafił z tym budżetem. Co rok, to jak kulą w płot. A może on jest po prostu jakiś maniak-nowelizator?

Premier Tusk jeździ po kraju i zapewnia policjantów, że oszczędności budżetowe ich praktycznie nie dotkną. Nasz szczery przywódca zadeklarował, że on nade wszystko umiłował bezpieczeństwo obywateli i zapowiedział szefowi MSW, że w kamasze go pośle, jeśli skrzywdzi materialnie choćby jednego posterunkowego. Na szczęście już wcześniej policja zdążyła zdementować informację, że koszt nowego logo wynosi miliard złotych, bo Tusk na pewno by pojechał po nich centralnie i po całości.

Ciekawe, jak premier będzie pocieszał wojskowych, bo już ogłoszono, że na nich państwo zaoszczędzi blisko 3,5 miliarda, co wynosi ponad 10 procent budżetu MON. Tymczasem wojsko również ma dbać o nasze bezpieczeństwo, może nawet więcej niż policja. Nie ma cudów - takie cięcie musi się odbić albo na bezpieczeństwie państwa, albo na żołnierzach. Gdyby było inaczej, to znaczy, że budżet obronny jest palcem na wodzie pisany.

Jednak MON zapewnia, że z powodu oszczędności nie ucierpią materialnie wojskowi i pracownicy cywilni; nie ucierpi modernizacja techniczna armii ani jej gotowość bojowa, ani wydatki socjalne. Oszczędności nie dotkną także kontyngentów wojskowych w Afganistanie i Kosowie. Minister obrony zarzeka się, że będą realizowane umowy już zawarte oraz zamówienia prorozwojowe w przemyśle obronnym. Będzie także kontynuowana reforma systemu dowodzenia. Wychodzi na to, że cięcia na prawie 3,5 miliarda będą dotyczyć wyłącznie generalskiego funduszu reprezentacyjnego, a w szczególności pozycji „Kobiety, wino i śpiew”.

Jakoś bez echa przeszedł tytuł informacji prasowej, że chłopaki Sławomira Nowaka od transportu „Zapomnieli dokończyć A1”. Od 8 miesięcy bowiem nic się na tej autostradzie nie dzieje, ponieważ po bankructwie poprzedniego wykonawcy urzędnicy sławnej GDDKiA do tej pory nie mogą rozeznać się w papierach. Nikt nawet nie zna przypuszczalnego terminu ogłoszenia przetargu, nie wspominając już o terminie ukończenia prac. Jeszcze kilka takich numerów i sam resort Nowaka zaoszczędzi te 8,5 miliarda, które premier nakazał szukać we wszystkich resortach. Wojsko i policja mogą spać spokojnie, kiedy czuwa mistrz infrastruktury.

Niezrównany profesor Czapiński podpowiada czytelnikom Gazety Wyborczej, jak powinni czytać sondaże. Okazuje się, że żyliśmy w ciemnocie sądząc, że PiS rośnie, a PO spada. Nic podobnego – nikomu nie rośnie, wszystkim spada. Generalnie Czapiński zgadza się z Einsteinem – wszystko jest względne, sondaże także. Oszczędności budżetowe nie przełożą się na spadek poparcia dla partii Tuska, twierdzi Czapiński, gdyż wyborcom PO deficyt budżetowy niestraszny, dopóki go nie odczują w kieszeniach. Ale już chwilę potem dodaje, że PO sama się nie odbije w sondażach, dopóki nie zostanie przywrócony realny wzrost dochodów. Ciekawe, w którą stronę odbije Czapińskiemu, kiedy rząd w ramach oszczędności obetnie mu granty na te jego diagnozy społeczne.

Minister Rostowski zapewnił, że próg ostrożnościowy jest bardzo ważnym elementem ustawy o finansach publicznych, ale zostanie zawieszony. Kiedy bowiem ten bardzo ważny element będzie sobie wisiał, to minister będzie mógł prowadzić politykę antycykliczną zamiast procyklicznej. Natomiast premier Tusk jest zdania, że dzięki zawieszeniu progu ostrożnościowego będzie możliwa ochrona obywateli. Obaj niezłomni strażnicy budżetu są zgodni, że zadłużenie państwa na dodatkowe 16 miliardów, to jest silny impuls stymulacyjny. No, to przynajmniej wiadomo, dlaczego Grecy masowo wylegli na ulice. Dostali od swojego rządu tak potężny impuls stymulacyjny, że po prostu nie mogą usiedzieć w chałupach.

http://seaman.salon24.pl/522299,mistrzo ... ej-atakuja


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 25 lip 2013, 06:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Tusk zadłuża jak Gierek

Dwanaście lat temu trzech polityków nazwanych „trzema tenorami”: Donald Tusk z Unii Wolności, Maciej Płażyński z Akcji Wyborczej Solidarność i Andrzej Olechowski, zapowiedziało powstanie nowej formacji politycznej pod nazwą Platforma Obywatelska.

Miała to być partia konserwatywno-liberalna nawiązująca do dorobku chrześcijańskiej demokracji. Maciej Płażyński, pierwszy przewodniczący PO, odszedł z partii już po roku od jej założenia. (Zginął w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 roku, lecąc do Katynia jako prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.)

Szefem partii został Donald Tusk, a Andrzej Olechowski opuścił PO w 2009 roku po samodzielnych nieudanych próbach odnalezienia się w głównym nurcie polityki. Na scenie pozostał tylko jeden „tenor”, nadając swój ton całej Platformie i sprawując rządy w państwie nieprzerwanie od 6 lat. Po latach do „ojcostwa” Platformy przyznał się „czwarty tenor” Gromosław Czempiński, wieloletni funkcjonariusz tajnych służb PRL i szef UOP.

Platforma już dawno przestała być partią konserwatywną i liberalną, odeszła też od chrześcijańskich deklaracji sprzed lat. Związała się formalnie z wiejską oligarchią z PSL oraz nieformalnie z SLD, lewicą postkomunistyczną. Po drodze wykreowała skrajnie antyklerykalną lewicę z byłym kolegą z PO Palikotem.

Dziś jest wyłącznie partią władzy reprezentującą oligarchię gospodarczą, liczne wpływowe lobby, rozbudowany przez lata aparat administracyjny rządowy i samorządowy.

Reprezentuje głównie własne partykularne interesy i interesy UE w Polsce. Nie po drodze jej ze związkami zawodowymi, pracownikami, emerytami, dawno temu zatraciła swoją deklarowaną „obywatelskość”, bezwzględnie broniąc swojej uprzywilejowanej pozycji w państwie. Przykładem choćby zachęcanie do bojkotowania referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy.

W środku tego roku ujrzeliśmy 24-miliardową dziurę budżetową, którą za pomocą manipulacji prawem stara się załatać minister finansów Jacek Rostowski, między innymi poprzez zawieszenie obowiązującego 50-procentowego progu ostrożnościowego.

Wymyślił też kolejną „sztuczkę” na następne lata, tzw. regułę wydatkową, która już w 2014 roku ma ograniczać wzrost wydatków państwa do przeciętnego PKB liczonego z ośmiu lat (sześciu lat budżetowych i dwóch lat prognozowanego budżetu).

Według rządu Donalda Tuska, oszczędności i zwiększenie deficytu to jedyne możliwości pokrycia deficytu budżetowego. I to jest niestety smutna prawda o bezradności tego rządu, jego kompletnym braku wizji rozwoju gospodarki. A mieli przecież uruchomić aktywność Polaków.

Dlatego domaganie się przez opozycję zbadania faktycznego stanu finansów państwa przez specjalną komisję śledczą wydaje się wręcz koniecznością. Już sam fakt zaplanowania ustawy budżetowej na ten rok, która posypała się w połowie 2013 r., dowodzi skrajnej nieodpowiedzialności administracji rządowej.

Nie przewidzieć spadających wpływów do budżetu, mimo podniesienia podatków, akcyzy, opłat, to dowód na nieodpowiedzialność polityki gospodarczej Donalda Tuska. Poza tym niewykluczone, że nasza sytuacja ekonomiczna jest jeszcze gorsza od tej, jaką nam rząd przedstawia.

Wydawałoby się zatem, że nie ma dziś nic ważniejszego od ratowania zadłużającej się w rekordowym tempie (10 mld złotych miesięcznie) tonącej na naszych oczach polskiej gospodarki. Tymczasem premier koncentruje się na sprawach dotyczących własnej partii i swojej osoby.

W miniony wtorek w trybie alarmowym zwołał do Warszawy aktyw partyjny z terenu stolicy i Mazowsza. Przedmiotem spotkania miała być „informacja na temat wewnętrznych wyborów w Platformie Obywatelskiej” oraz obecność Platformy w internecie.

Jak widać, premier jest przede wszystkim zatroskany o przywództwo w swojej partii oraz o obraz Platformy w internetowej przestrzeni, czyli o propagandę, jak kiedyś zadłużający nas Edward Gierek.

Wojciech Reszczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... ierek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 29 lip 2013, 19:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Jacek Rostowski - Curriculum vitae

Wybory parlamentarne, które przypadną w Polsce w 2015 r. skłoniły już zapewne wielu polityków do refleksji nad tym, co będą musieli ze sobą począć na wypadek, gdyby naród podziękował im za ciężką pracę. Szczególnie zaś takie myśli nękać muszą ministra finansów Rostowskiego, który doprowadził polski system finansowy na skraj przepaści.

Wiadomo, jak powiadają Francuzi, że l'appétit vient en mangeant. Swego czasu, Aleksander Kwaśniewski snuł ambitne plany o posadzie sekretarza generalnego NATO. Dlaczego minister Rostowski miałby być gorszy? Z takim doświadczeniem, jakie posiada, zostanie zapewne przyjęty z otwartymi rękoma w takich instytucjach, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, czy Europejski Bank Centralny. Przy składaniu dokumentów aplikacyjnych, minister Rostowski mógłby przygotować CV o podobnym do poniższej listy brzmieniu:

- Trzykrotnie zaniżyłem wielkość długu publicznego, przesuwając część składki z drugiego filara na finansowanie bieżących emerytur, zwiększając dług w ZUS do 2020 r. o ponad 200 mld zł (oficjalne szacunki rządu), chowając część długu publicznego w Krajowym Funduszu Drogowym i licząc dług w postaci netto (bez lokat rządu).

- Zadłużyłem Polskę na prawie 400 mld złotych, pod koniec kadencji ta kwota wzrośnie do 500 mld zł, a cały dług oficjalny do biliona złotych, pomimo operacji kreatywnego księgowania (nie uwzględniając skoku na OFE, czyli drugi filar). Polska w siedemnastu latach 1990-2007 zadłużyła się na 500 mld, wystarczyło sześć lat moich rządów, żeby ta kwota się podwoiła.

-Gdy obejmowałem rządy, Polska była zadłużona u zagranicznych spekulantów na kwotę 150 mld zł, teraz ta kwota zbliża się do 450 mld zł.

- Przygotowuję operację zagrabienia oszczędności Polaków zgromadzonych w drugim filarze emerytalnym, żeby w latach 2014-2015 (przed wyborami) z tych środków wypłacić bieżące emerytury. Deficyt w ZUS cały czas narasta, po 2015 r. zabraknie na wypłatę emerytur w wysokości obiecanej przez państwo.

- Dwukrotnie przedstawiłem budżet oparty na fikcyjnych założeniach, w 2008 i w 2012 r., następnie nowelizowałem budżet drastycznie zwiększając deficyt. Świadomie wprowadzałem w błąd opinię publiczną twierdząc, że te budżety są realistyczne i oparte na wiarygodnych założeniach.

- Wprowadzałem w błąd Komisję Europejską, jeszcze w maju 2013 r. w aktualizacji programu konwergencji nie informowałem o skali problemów w tegorocznym budżecie.

- Po przekroczeniu przez dług publiczny (sztucznie przeze mnie obniżony dzięki kreatywnej księgowości) pierwszego progu ostrożnościowego, zamiast przedstawić budżet z odpowiednimi oszczędnościami zgodnie z wymogami ustawy o finansach publicznych, sztucznie zawyżyłem przewidywane dochody oraz zaproponowałem zawieszenie obowiązywania progu (w praktyce uległ on likwidacji).

Tomasz Tokarski

Źródło: rybinski.eu

http://www.pch24.pl/jacek-rostowski---c ... 659,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 02 sie 2013, 07:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
W strachu przed Narodem

Piotr Czartoryski-Sziler

W ten sposób mieszkańcy stolicy zebrani wczoraj w godzinie „W” przed pomnikiem Gloria Victis ocenili styl, w jakim władze podeszły do uczczenia w tym wyjątkowym miejscu powstańców warszawskich.

To miał być jeden z najważniejszych punktów obchodów 69. rocznicy Powstania Warszawskiego. Na wojskowe Powązki przybyły tłumy Polaków. Nie pozwolono im jednak zbliżyć się do pomnika Gloria Victis. Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu pilnowali, by za barierki oddzielające mieszkańców stolicy od przedstawicieli władzy nikt się nie prześliznął. Stali więc w pokorze, czekając na okolicznościowe przemówienia. Jakże wielkie było ich zaskoczenie, gdy usłyszeli tylko jedno – gen. Zbigniewa Ścibor-Rylskiego, który apelował, by nikt z zebranych nie ośmielił się wyrażać swojego niezadowolenia czy czasem nie zaklaskał. Rylski bowiem zabrał głos zaraz po tym, gdy przed pomnik przybył poseł Antoni Macierewicz. Poseł PiS powitany został brawami.

– Mam prawie 97 lat, jestem chyba najstarszym uczestnikiem dzisiejszej tutaj uroczystości. Proszę was, posłuchajcie mojego serca, moich słów, uczcijmy godnie pamięć naszych wspaniałych dziewcząt i chłopców, którzy oddali swoje życie za wolność i niepodległość naszej ukochanej Ojczyzny. Nie wyrażajcie tu, w nekropolii naszej, swoich poglądów. Swoje poglądy wyrażajcie gdzie indziej. Jest demokracja, można wszędzie je wyrażać, ale nie tu – powiedział Rylski. Słowa te wzburzyły dawnych powstańców. – To hańba, skandal! – słychać było wokoło. – A gdzie indziej mamy wyrażać swoje poglądy, jak nie tu? Wszędzie zamyka się nam usta, a tu jest skrawek wolności – mówili inni.

Niestety, to nie był koniec przykrości, jakie znieść musieli warszawiacy. Władza miała tylko 15 minut dla poległych powstańców, gdyż zaledwie tyle trwały oficjalne uroczystości przed pomnikiem Gloria Victis. Odbywały się one w pośpiechu, jak gdyby w obawie, by zdumieni Polacy nie zaczęli głośno protestować przeciwko arogancji władzy. Jak gdyby w pośpiechu odegrano hymn państwowy i szybko dano znak do salwy honorowej. Przedstawiciele władzy złożyli tylko kilka wieńców. Nie odczytywano ich nazwisk, by – jak stwierdzili powstańcy – nie prowokować ludzi do gwizdów. Nie padło więc ani nazwisko Bronisława Komorowskiego, ani Donalda Tuska czy Hanny Gronkiewicz-Waltz jak w innych miejscach, gdzie wcześniej odbywały się uroczystości. Dzięki temu wielu ludzi stojących z dala od głośników w ogóle nie wiedziało, że byli oni na Powązkach. – Wieniec składa teraz prezydent Polski. Teraz prezydent Warszawy. Teraz prezes Rady Ministrów wraz z Władysławem Bartoszewskim – słychać było głos prowadzącego. – To jakaś szopka. Oni się nas boją, obawiają się, żebyśmy ich nie wygwizdali, dlatego nie podali ich nazwisk, to tchórze – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mocno zdenerwowany pan Andrzej, były powstaniec warszawski. – Jestem bardzo oburzona tym, co przygotowały dla nas władze. Przychodziliśmy tutaj w latach 70., 80. i było zawsze tak uroczyście, były przemówienia wielu wspaniałych ludzi, nikt nikogo nie obrażał, nikomu nie ubliżał. Zachowanie dzisiejszych władz to straszny skandal. Oni sami prowokują nas do jakiegoś niegodnego zachowania. Po co? – pytała w rozmowie z nami pani Zuzanna z Warszawy. – Było strasznie krótko, te obchody są dla mnie jakąś ironią. Tak było już w zeszłym roku, w tym zaś jest jeszcze gorzej. Lepiej, żeby przedstawiciele naszych władz w ogóle tu nie przychodzili. Zawsze było tu w rocznicę wybuchu Powstania bardzo serdecznie, ciepło, były wspomnienia. Dziś, w moim przekonaniu, samo zachowanie władz jest obrazą dla pamięci poległych – dodała pani Zuzanna.

Gdy cmentarz opuścili przedstawiciele władz z prezydentem Komorowskim na czele, pod pomnikiem pojawił się Jarosław Kaczyński wraz z innymi politykami Prawa i Sprawiedliwości. Posłowie w ciszy, bez żadnych przemówień, uczcili pamięć poległych powstańców.

http://www.naszdziennik.pl/wp/49821,w-s ... rodem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 28 sie 2013, 08:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Czy znowu WRON-a nas pokona?

Postanowiłem powrócić dzisiaj do zbliżających się obchodów listopadowego Święta Niepodległości i prowokacji, jaką szykuje obecna ekipa korzystając, co wielce prawdopodobne, z doświadczeń obcych służb.

Skoro nie pomogli w 2011 roku sprowadzeni z Niemiec lewaccy bandyci i zadymiarze oraz policyjni prowokatorzy to trzeba pod obleganą przez innowierców naszą polską Jasną Górę przyciągnąć na 11-go listopada 2013 roku wielką kolubrynę, czyli zaprawionych w wywoływaniu rozruchów antyglobalistów z całego świata, o co zadbał „nasz” miejscowy Kuklinowski, czyli Donald Tusk organizując w tym samym czasie i miejscu „szczyt klimatyczny”.

Najbardziej przerażająca jest w tym wszystkim postawa „wiodących mediów” i „najwyżej cenionych dziennikarzy”, którzy zapewniają, że ta kolubryna nie służy do kruszenia murów tylko do wystrzeliwania confetti.

Patologiczny premier i patologiczne media przypominają do złudzenia patologicznego ojca sadystę, który chcąc „uświetnić” przyjęcie urodzinowe własnego dziecka ściąga na tę uroczystość wyrwikufli z pobliskiej mordowni i zapewnia swoją pociechę oraz rodziców zaproszonych dzieci, że race, petardy, kije bejsbolowe i kastety, w jakie zaopatrzył tych meneli, nie stanowią żadnego zagrożenia dla zdrowia i życia ich pociech.

Jakże to będzie pięknie wyglądało, kiedy zamiast wozu transmisyjnego TVN spłoną tym razem samochody CNN albo BBC i odbędzie się to na oczach całego postępowego świata?

Któż ośmieli się oskarżyć dzielnego polskiego premiera o łamanie demokracji, kiedy ten natychmiast wystąpi przed światową opinią publiczną z piękną płomienną mową i zapowie delegalizację wszystkich partii politycznych i organizacji odpowiedzialnych z zbrodnie faszystowskich bojówek.

Tegoroczne Święto Niepodległości zyska dawno już zaplanowana rangę i oprawę międzynarodową, ponieważ to, co ma się wydarzyć 11-go listopada w Warszawie jest przeznaczone głównie dla zagranicznej opinii publicznej.

Tusk już od dawna wie, w jaki sposób rozprawić się z Polakami by uniknąć odpowiedzialności za zbrodnie i przekręty ferajny, na której czele stanął. Do domknięcia tego planu brakuje tylko jednego jedynego elementu. Stąd zatrudnienie Bartłomieja Sienkiewicza i nawiązanie ścisłej współpracy z ze służbami specjalnymi Putina.

On musi „polski faszyzm i antysemityzm” pokazać całemu światu w na żywo transmitowanym i świetnie wyreżyserowanym krwawym spektaklu rozgrywającym się na ulicach polskiej stolicy.

Tusk przynajmniej na jakiś czas musi założyć knebel międzynarodowej opinii publicznej, aby ta milczała w momencie, kiedy on wraz z powołanym nowym odpowiednikiem WRON, rozpocznie akcję ratowania własnej skóry, co będzie się nazywało „ocaleniem Polski przed nieodpowiedzialnymi podpalaczami naszej ojczyzny”.

Na „wejście smoka” i wielkie historyczne wystąpienie Tuska przygotowałem mu nawet ściągę:

Mówię to z ciężkim sercem, z ogromną goryczą. W naszym kraju mogło być inaczej. Powinno być inaczej. Dalsze trwanie obecnego stanu prowadziłoby nieuchronnie do katastrofy, do zupełnego chaosu, do nędzy i głodu. Surowa zima mogłaby pomnożyć straty, pochłonąć liczne ofiary.

Szczególnie wśród najsłabszych - tych, których chcemy chronić najbardziej. W tej sytuacji bezczynność byłaby wobec narodu przestępstwem.

Trzeba powiedzieć: dość! Trzeba zapobiec, zagrodzić drogę konfrontacji, którą zapowiedzieli otwarcie przywódcy "Solidarności". Musimy to oznajmić właśnie dziś, kiedy znana jest bliska data masowych politycznych demonstracji, w tym również w centrum Warszawy, zwołanych w związku z rocznicą wydarzeń grudniowych. Tamta tragedia powtórzyć się nie może. Nie wolno, nie mamy prawa dopuścić, aby zapowiedziane demonstracje stały się iskrą, od której zapłonąć może cały kraj. Instynkt samozachowawczy narodu musi dojść do głosu. Awanturnikom trzeba skrępować ręce, zanim wtrącą ojczyznę w otchłań bratobójczej walki.

Wojciech Jaruzelski, 13 grudnia 1981r.


http://kokos.salon24.pl/529651,czy-znow ... nas-pokona


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bankructwo niszczycieli Polski
PostNapisane: 29 sie 2013, 07:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Im gorzej, tym lepiej

Krzysztof Losz

Wicepremier Jacek Rostowski jest mistrzem w obarczaniu winą innych za swoje błędy i przekuwaniu największej nawet klęski w sukces. Tak samo było podczas dyskusji w Sejmie nad nowelizacją budżetu na 2013 rok. Pomyliliśmy się przy konstruowaniu budżetu? Tak – przyznał Rostowski. Ale zaraz powiedział, że „pomylili się prawie wszyscy”, że swoje budżety będzie nowelizować aż 17 państw Unii Europejskiej. To prawda, tylko że minister finansów jakby zapomniał, że już rok temu, gdy rząd przedstawiał projekt budżetu na 2013 r., ekonomiści zgodnie krytykowali go za zbyt optymistyczne założenia. Irobili to nawet ci eksperci, których trudno zaliczyć do zwolenników opozycji. Wystarczy przypomnieć słowa prof. Dariusza Filara, członka doradzającej premierowi Rady Gospodarczej, który też wytykał Rostowskiemu, że mówienie o wzroście gospodarczym na poziomie 2,2 proc. PKB jest mrzonką. To samo twierdzili prof. Marian Noga, były członek Rady Polityki Pieniężnej, i Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan. I dziesiątki innych ekonomistów. Takim optymizmem jak rząd nie tryskały też międzynarodowe instytucje finansowe.

Oni wszyscy już rok temu wiedzieli o tym, o czym minister Rostowski jakoby dowiedział się dopiero teraz – że wpływy podatkowe będą o kilkadziesiąt miliardów złotych niższe od zakładanych przez rząd, że wyższy będzie deficyt, a bezrobocie nie spadnie poniżej 13 procent. Wiedzieli też o tym posłowie, którzy podczas wczorajszej debaty przypomnieli ministrowi finansów, że ostrzegali go przed kreatywnym podejściem do budżetu.

Rostowski „przestrzelił” z budżetem. Ale zrobił to z zimną krwią, z premedytacją. Przecież musiał doskonale zdawać sobie sprawę z tego, że tworzy „budżet życzeniowy”, a nie realny plan wpływów i wydatków państwa. To była świadoma gra, bo przecież nie mógł się wtedy wicepremier przyznać do fiaska swojej polityki. Zyskał za to czas, żeby wszystko zwalić na kryzys światowy i sytuację w strefie euro. Niestety, przez ten czas szef resortu nie przygotował żadnego wariantu ratunkowego, bo trudno takim nazwać zwiększenie deficytu budżetowego i długu publicznego. Ale wicepremier nie traci dobrego humoru. A w dodatku bezczelnie nam wmawiał z trybuny sejmowej, że „rząd prowadzi bardzo odpowiedzialną politykę dotyczącą długu publicznego”, a „zwiększenie deficytu budżetowego o 16 mld zł dodatkowo wzmocni naszą gospodarkę”. Mamy się więc cieszyć, że my, nasze dzieci i wnuki będziemy mieli jeszcze większy dług do spłacenia.

Nic nie działa tak ożywczo, jak świadomość, że za nasze finanse odpowiada minister optymista, który wyznaje zasadę „im gorzej, tym lepiej”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/52338,im- ... epiej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /