Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 08 gru 2012, 08:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Podróżni są, pociągu nie ma

Bogusław Rąpała

Czwartek, 6 grudnia, krótko przed godziną 16.00. Na Dworcu Centralnym w Warszawie na pociąg TLK „Lubuszanin” relacji Warszawa Wschodnia – Zielona Góra oczekuje tłum podróżnych. Większość z nich to pracujący lub studiujący w stolicy mieszkańcy Sochaczewa i Łowicza. To ostatnie dni, kiedy w godzinach szczytu mogą wrócić do domu pociągiem pospiesznym.

Wraz z wejściem w życie nowego rozkładu jazdy, tj. od 9 grudnia, „Lubuszanin” nie będzie zatrzymywał się na stacjach w dwóch wymienionych miejscowościach. Zabraknie również kilku innych popularnych w tym rejonie połączeń. Pasażerowie są wzburzeni i rozgoryczeni.
Z samego Sochaczewa, oddalonego od Warszawy o 60 km, codziennie do stolicy dojeżdża około dwóch tysięcy osób. Podróż trwa około pół godziny pociągiem pospiesznym lub ponad godzinę osobowym. Różnica przy przejeździe w obydwie strony wynosi więc ponad godzinę. Od 9 grudnia między godziną 15.05 a 16.50 nie będzie żadnego pospiesznego połączenia Warszawy z Sochaczewem i Łowiczem. Osobom korzystającym do tej pory z pociągu o 16.00 poważnie zaburzy to dotychczasowy plan dnia – opóźni odebranie dziecka z przedszkola czy uniemożliwi załatwienie spraw w urzędzie.

Pociąg do Zielonej Góry został zastąpiony w nowym rozkładzie jazdy omijającym Sochaczew i Łowicz pociągiem „Kaszub” jadącym do Trójmiasta. – Dziwnym trafem są to rodzinne strony ministra Sławomira Nowaka – komentują co bardziej dociekliwi podróżni.
Janusz Muras z Łowicza pracę na warszawskich Bielanach rozpoczyna o godz. 7.00. Wstaje przed 3.00, a godzinę później jest już w pociągu. Do domu wraca o 17.30. Po zmianie rozkładu jazdy sam czas oczekiwania na następny pociąg powrotny wydłuży się o godzinę. – Człowiek przyjeżdża do domu, kładzie się spać i idzie z powrotem do pracy. Teraz będę miał na to godzinę mniej. Nie wiem, komu mają służyć te zmiany – dziwi się. Tym bardziej że – jak zauważa – większość pasażerów wysiada właśnie na stacjach w Sochaczewie i w Łowiczu.
– Trzeba będzie czynności domowe dostosować do nowego rozkładu PKP. To już jest przesada – komentuje Robert Bielanowski z Sochaczewa. Jest przekonany, że pociągi innych przewoźników kursujące w luce czasowej, jaka powstanie po „Lubuszaninie”, będą przepełnione. – Już jest bardzo ciasno. Ale nikt nie liczy się ze zdaniem pasażerów – dodaje.

Pochodzący z Sochaczewa poseł Maciej Małecki wraz z burmistrzami poszkodowanych w nowym rozkładzie jazdy miast postanowił policzyć podróżnych wysiadających z „Lubuszanina” w Sochaczewie. – W ciągu miesiąca naliczyliśmy ich cztery tysiące. W ciągu roku te osoby kupują bilety za blisko milion złotych. To kuriozum, że PKP Intercity lekką ręką rezygnują z kilkuset klientów każdego dnia – wskazuje poseł. Jego zdaniem, jest to również kolejny przykład na degradowanie mniejszych miejscowości.

Poseł Małecki kieruje akcją zbierania podpisów przeciwko niekorzystnym zmianom w rozkładzie. Jak dodaje, próby rozwiązania braku odpowiedniej liczby połączeń w tym regionie, podnoszone w czasie posiedzeń sejmowej Komisji Infrastruktury, skutkują przerzucaniem się odpowiedzialnością przez poszczególne podmioty.
– Sprawa zmiany rozkładu jazdy i likwidacji najlepszego połączenia TLK na linii Warszawa – Sochaczew to dla władz miasta niezwykle ważny problem – podkreśla burmistrz Sochaczewa Piotr Osiecki. Działania zmierzające do odzyskania utraconych połączeń zostały nazwane przez protestujących sochaczewian „bitwą o kolej”. – Jesteśmy przewoźnikiem dalekobieżnym i układając siatkę połączeń, przygotowujemy ją pod kątem stacji docelowych. Dlatego nasze pociągi z założenia nie zatrzymują się na wszystkich stacjach – tłumaczy Beata Czemerajda z zespołu ds. relacji z mediami w PKP Intercity. Przyznaje, że na adres spółki wpływa wiele uwag. – Kolejne zmiany rozkładu w związku z planami modernizacyjnymi na liniach są zaplanowane na 10 lutego. Obecnie nie możemy udzielić żadnej odpowiedzi na pytanie, czy zmieni się coś w kwestii Sochaczewa i Łowicza – odpowiada.

Palącym problemem, z jakim w tej chwili muszą borykać się pasażerowie, jest brak wspólnego biletu miesięcznego na pociągi aż trzech spółek kolejowych, które operują na Mazowszu: Kolei Mazowieckich, Przewozów Regionalnych i InterCity. – Gdyby dziś mieszkaniec Sochaczewa chciał kupić bilety miesięczne na pociągi obsługiwane przez wszystkie trzy spółki, musiałby wydać prawie tysiąc złotych – wylicza burmistrz Sochaczewa.
Tak więc pasażerowie, którym zabrany zostanie pociąg TLK o godz. 16.00, z biletu zakupionego w PKP Intercity nie będą mogli skorzystać w pociągu Przewozów Regionalnych o godz. 16.08.
Bilet Janusza Murasa jest ważny do 19 grudnia. Żeby jechać do Łowicza pociągiem InterRegio, będzie musiał wykupić oddzielny bilet. Wskazuje na jeszcze jedną uciążliwość wynikającą z kolejowych roszad. – Do tej pory wykupywałem bilet kwartalny, przez co udało mi się zaoszczędzić dwieście złotych. Teraz nie będzie to możliwe, bo za dwa miesiące znów zmieni się rozkład jazdy. I pasażer znowu dostanie po kieszeni – zauważa.
Decyzji PKP Intercity kompletnie nie rozumieją podróżni. – Mówi się, że kolej nie ma pieniędzy. A tymczasem odrzucając taką liczbę pasażerów, pokazuje, że tych pieniędzy po prostu nie chce – denerwuje się Paweł z Sochaczewa.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17410,pod ... ie-ma.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 08 gru 2012, 17:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Kim jestem?

Kłamałem z rana, kłamałem z wieczora
Kłamałem przed wyborami i po wyborach.
Kłamałem na "dzień dobry" i na "do widzenia",
Kłamstwo odziedziczyłem po rodzicach w genach.

Kłamać lubię, kłamać kocham i z tego zasłynę,
Że kłamać mogę tysiąc razy na jedną godzinę.
Kłamię więc młodym, kłamię więc starym,
Bajer im wciskam kłamiąc bez miary.

Kłamstwo jest dla mnie jak heroina.
Kłamię więc mówiąc, która godzina
Gdy ktoś zapyta mnie o godzinę
Wiedząc, że z kłamstwem nigdy nie zginę.

Kłamałem pisząc, wydaje mi się,
Że jestem Kaszub, choć w życiorysie
Piszą żem Żyd jest spod Bełchatowa.
Od tego kłamstwa boli mnie głowa.

Gdy przed ołtarzem po latach dwudziestu
Ślub z żoną brałem przed Boga obliczem
Też nakłamałem by dalej móc kłamać
Choć prochem jestem dla Boga i niczem.

Kłamię, więc dalej moim rodakom
Choć do mnie mówią: - przestań pokrako,
Kłamstwa już dosyć nam przekazałeś
Drugą Irlandię nam obiecałeś.

Dalej bym kłamał, lecz kończyć już muszę
Spytam, więc prosto i choć was tym wzruszę
Do natężenia rozumu was wzywam
I proszę zgadnąć: jak ja się nazywam????

http://niepoprawni.pl/blog/457/nic-tak- ... dobry-zart


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 13 gru 2012, 18:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Jak nie pluralizm, to apartheid

Kuracja przeczyszczająca, jaką uchodzący za magnata prasowego pan Grzegorz Hajdarowicz przeprowadził w „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze” wywołała ożywioną fermentację w środowisku dziennikarskim. Ci, którzy w następstwie wspomnianej kuracji utracili zatrudnienie twierdzą, że to zamach na pluralismus medialny. Niewątpliwie jest w tym sporo racji, bo od tej chwili we wszystkich niezależnych mediach głównego nurtu będzie słychać wyłącznie głos mądrych, roztropnych i przyzwoitych, podczas gdy wszyscy pozostali będą swoją obecność w życiu publicznym zaznaczać płaczem i zgrzytaniem zębów. To znaczy - do czasu, gdy się do nowego statusu przyzwyczają. Przyzwyczajenie bowiem jest drugą naturą, więc jeśli nawet ktoś znajdzie się na marginesie głównego nurtu, to nic strasznego. Przeciwnie - już starożytny grecki filozof Epikur, uważany za twórcę hedonizmu, a więc dążenia do przyjemności zalecał, by „żyć w ukryciu”. Życie w ukryciu, to znaczy - na marginesie głównego nurtu, daje całkiem sporo swobody, w odróżnieniu od życia w głównym nurcie, gdzie co i rusz trzeba składać dowody prawomyślności i tak dalej.

Kiedyś, w koszmarnych czasach komuny, czytałem wydane w podziemiu dziełko pod tytułem: „Ślachta”, w którym natchniony autor kreślił obraz historii alternatywnej, to znaczy - kreślił obraz Polski współczesnej, ale w sytuacji, gdy nie było rozbiorów, w następstwie czego ideologia i obyczaje sarmackie przetrwały do czasów dzisiejszych. Dyrygująca polskim życiem publicznym magnateria składa się już wprawdzie z wykształconych, subtelnych neurasteników, ale gwoli utrzymania popularności wśród mas szlacheckich, musi pić na umór, pojedynkować się, urządzać zajazdy i rozmaite burdy, słowem - zachowywać się tak, jak Karol książę Radziwiłł „Panie Kochanku”. Strasznie to im doskwiera, zwłaszcza subtelnemu hrabiemu Henrykowi, który przed każdą pijatyką przeżywa istne katusze moralne i fizyczne, bo wątroba też mu się buntuje - i tak dalej.

Autor niestety nie udźwignął pomysłu i utwór nie miał żadnej pointy - ale nie o to chodzi, by za niego tę pracę dzisiaj dokończyć, tylko przede wszystkim o to, że życie współczesnych celebrytów, do których zaliczają się również gwiazdy dziennikarstwa głównego nurtu, jest po wieloma względami podobne do życia owych nieszczęsnych magnatów. Oni też muszą wykonywać różne przykre obowiązki, na przykład - robić widowisko ze swego prywatnego życia - ale to przecież jeszcze nic w porównaniu z codziennym poddawaniem się gwałtowi ze strony oficerów prowadzących, którzy nie tylko zmuszają ich do zachowań przeciwnych naturze, ale w dodatku - również do ostentacyjnego demonstrowania znakomitego samopoczucia i zabraniają im nawet jęknąć. Wyobraźmy sobie tylko pana redaktora, który pojawia się na wizji natychmiast po rutynowym przecwelowaniu i chociaż wszystkie bebechy dopiero mu wracają na stare miejsce, musi udawać skowronka, suszyć przed kamerą zęby i ujadać na tych, przeciwko którym akurat go poszczuli. Albo znowu matka dzieciom, przed chwilą wytarzana w smole i pierzu, właśnie włożyła majtki i przesłuchuje przed kamerą delikwenta, który autentycznie myśli, że w ten sposób zyskuje na popularności.

Ale to jeszcze nic - bo najgorszy jest los celebrytów najpośledniejszej rangi, tak zwanych „proroków mniejszych”, do których zalicza się kolega redaktor Tomasz Wołek. Celebryci głównego nurtu za poddawanie się tym wszystkim zboczonym praktykom przynajmniej dostają jakieś pieniądze, podczas gdy „prorocy mniejsi” wynagradzani są nader skromnie albo nawet wcale i tak naprawdę, to właściwie nie wiadomo dlaczego robią te wszystkie łajdactwa. Bo chyba łajdactwem należy nazwać kopanie leżącego, to znaczy - naigrawanie się nad czyimś trupem. Co prawda od rezygnacji z zatrudnienia w „Uważam Rze” nikt jeszcze nie umarł, bo poza „Presspubliką” też jest życie, podobnie jak poza „Życiem” z kropką - ale co nieładnie to nieładnie. Mam nadzieję, że odtąd żaden normalny człowiek nie tylko nie poda panu redaktorowi Tomaszowi Wołkowi ręki - bo jakiś porządek mimo wszystko musi być - ale również obrzydzeniem będzie go darzyć każda dziewczyna. No - prawie każda.

Skoro tedy soldateska nie chce pluralismusa w prasie i nawet gotowa jest za pośrednictwem pana Hajdarowicza poświęcić w tym celu miliony, to może należałoby wyjść temu pragnieniu naprzeciw? Ja na przykład na zaproszenie do TVN odpowiedziałem, że owszem, skoro taki rozkaz, to na przesłuchanie się stawię - ale dopiero, jak dostanę wezwanie na piśmie, z numerem sprawy i zaznaczeniem, w jakim charakterze mam zostać przesłuchany; świadka, czy podejrzanego. Razwiedka nie razwiedka - a porządek musi być! Gdyby wszyscy zastosowali tę metodę, to „Stokrotka” musiałaby przesłuchiwać samych oficerów - a jak tu przesłuchiwać oficerów, skoro kiedy tylko wyłączą kamery, to oni zabiorą się za nią? Oczywiście nie ma szans, żeby zrobili tak wszyscy. Podczas pierwszej wojny światowej Niemcy bardzo skąpo wydzielali papier polskim gazetom, natomiast w wielkiej obfitości dostarczali go niemieckim gazetom dla Polaków. I kiedy mecenas Leo Belmont zasilił grono autorów jednej z takich gazet, znany kpiarz Włodzimierz Perzyński wyjaśnił, że Belmont nie mógł oprzeć się pokusie, że będzie mógł te całe tony papieru zapisać samodzielnie.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2693


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 23 gru 2012, 11:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
"By żyło się lepiej", cwaniakowi, złodziejowi, oszustowi.....

Największy przekręt świata: tanio i dobrze

Sól wypadowa zamiast jodowanej? Pokruszone sedesy do budowania nasypów przy drodze S2? Nie trzeba robić aż tak wielkich machlojek, żeby wyjść na swoje. Wystarczy lekko zmienić recepturę, tu coś oskrobać, tam coś pocienić.

Za tanie pieniądze psi mięso jedzą – popularne przed wojną przysłowie dziś powróciło i z atomową siłą bije po głowach i kieszeniach wszystkich: spragnionych fantastycznych okazji cenowych klientów, bywalców hipermarketów, koneserów dolnych półek. Kryzys, walka rynkowa producentów połączona z presją handlowców na coraz niższe ceny oraz nieposkromiony apetyt zapędziły nas w pułapkę bez wyjścia. Stawiając producentów pod ścianą, zmusiliśmy ich do takiego cięcia kosztów, który dramatycznie odbił się na jakości produktów. I naszego życia. Śpimy na łóżkach, które rozsypują się pod nami po kilku miesiącach, na nafaszerowane ulepszaczami pieczywo kładziemy szynką wysoko wydajną, w której nie ma mięsa, ubieramy się w odzież ładną do pierwszego prania. Cieszymy z kafelków za grosze kupionych do nowej łazienki, które po pół roku odpadną od ściany. Najważniejsze, że tanio. Tyle, że jutro będzie drożej. Za to lepiej już nie. A za przyzwoitą choćby jakość przyjdzie nam słono zapłacić.

O tym, że nie jest to gderanie zmanierowanych klientów, którym nic się nie podoba i wszystkiego za mało, świadczy to, że zjawisko obniżania jakości towaru zauważyli sami producenci. Związek Pracodawców – Producentów Materiałów dla Budownictwa (ZPPMB) wystąpił niedawno z mocnym apelem: w związku z tym, że co najmniej 30 proc. materiałów budowlanych na rynku to buble, branża sama powinna zadbać o jakość i nakładać kary na fałszerzy. Zwłaszcza że państwowe instytucje kontrolne nie nadążają.

Klej bez kleju
Czy był jakiś spektakularny powód takiego kroku? Prezes Ryszard Kowalski tylko się śmieje. I mówi, że sytuacja się ciągle pogarszała, aż po prostu zrobiło się niebezpiecznie. Związek uświadomil to sobie, kiedy przebadał dostępne na rynku kleje budowlane (testy robi od dwóch lat). Okazało się, że 30 proc. skontrolowanych próbek zawierała niewielkie ilości „kleju w kleju”. A klej bez kleju nie działa. A styropian? – Mogę śmiało powiedzieć, że aż 70 proc. produktu dostępnego na rynku to fałszywki, niespełniające deklarowanych parametrów – dodaje Kowalski.

Stąd pomysł na wprowadzenie przez branżę dodatkowego Rynkowego Certyfikatu. Przedsiębiorstwa, które chciałyby go uzyskać, musiałyby się zgodzić, aby niezależne laboratorium kontrolowało ich produkty. Przynajmniej dwa razy w roku. Co więcej, firmy same miałyby za takie badania płacić. Ale w zamian dostawałyby branżowy cenzus niewinności.

Kiedy poczytać dyskusje na forum pod opublikowaną w sieci informacją można znaleźć komentarz, że to tak „jakby złodzieje chcieli kontrolować innych złodziei”. Brutalne to, ale szczere i najlepiej pokazuje, jaki zaczyna być stosunek konsumentów do producentów niespełniających ich wymagań wyrobów. Jednak problem jest szerszy.

Jak w krótkich, żołnierskich słowach tłumaczy Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan: jest spowolnienie, inflacja bezustannie zjada nam pensje, ale chcielibyśmy utrzymać poziom konsumpcji. Więc chcemy taniej i taniej. Takie żądania pod kierunkiem producentów wysuwają też wielkie sieci handlowe. One toczą między sobą śmiertelny bój o nasze portfele, więc wabią nas ceną. – I jest tylko jeden niewielki krok pomiędzy zdrową, korzystną dla wszystkich konkurencją, która wymusza lepszą organizację, cięcie zbędnych kosztów i wyszukiwanie innowacyjnych rozwiązań, a granicą, za którą zaczyna się łamanie prawa – dodaje Starczewska-Krzysztoszek.

Wielu właścicieli firm już ją przekroczyło. Jedni przyparci do muru, bo inaczej musieliby do produkcji dokładać. Inni ze zwyczajnej chciwości. Jak opowiada prezes Związek Pracodawców – Producentów Materiałów dla Budownictwa, pewien przedsiębiorca z jego branży z dużą dezynwolturą podchodzi do norm i potrafi oszczędzić na składzie, tudzież materiale. Ale go jeszcze nie złapali. Więc śmieje się z wszelkich napomnień kolegów, a groźby, że kiedyś wpadnie, zbywa wzruszeniem ramionami. Najwyższa kara, jaka grozi za nieprzestrzeganie norm, to 100 tys. zł. A on jest do przodu kilka, kilkanaście milionów rocznie.

Te zarobione w bandycki sposób pieniądze to nie tylko okradanie klienta. To także zaciskanie pętli na szyi tych nielicznych przedsiębiorstw, które za wszelką cenę starają się utrzymać poziom i markę. Żeby ciąć koszty, najpierw będą zwalniać pracowników, a potem zaczną oszukiwać lub zbankrutują.

Dwa lata temu, kiedy trwały prace nad nowelizacją ustawy o materiałach budowlanych, padł pomysł, by za fałszowanie wyrobów budowlanych wprowadzić dla ich producentów kary administracyjne w wysokości do 5 proc. przychodu. Nie przeszło. – Politycy obawiali się, że z powodu takiej kary może upaść zbyt wiele firm. I zarzucali mi, że działam przeciw branży, kiedy występuję przeciwko oszustom – denerwuje się Kowalski.

Jest jasne, że nie samym klejem budowlanka żyje. Eksperci podnoszą, że dużo zastrzeżeń jest także co do jakości okien, że listwy czy kątowniki używane do wykańczania ścian są coraz bardziej wiotkie i kruche, a kupione na wyprzedaży w hipermarkecie kafelki przyklejone do ściany niechętnie trzymają pion. Główny Urząd Nadzoru Budowlanego na czarnej liście za 2011 rok, czyli Wykazie Zakwestionowanych Wyrobów Budowlanych, miał także kotwy metalowe do stosowania w betonie, stal zbrojeniową i sprężająca do betonu, rury, zbiorniki, złożone systemy i zestawy do izolacji cieplnej z wyprawami tynkarskimi. I tak dalej.

Sukienka na lata
Powód jest zwykle ten sam: oszczędności na materiale. I tak jest w każdej branży, np. chemii gospodarczej. Mniej substancji czynnej, więcej wypełniacza, dziękujemy, chowamy pieniądze do kieszeni.

Elżbieta Juźwiak jest rzeczoznawcą zajmującym się oceną m.in. AGD i o tym, że środowisko, w którym się obraca, przestaje nam dawać poczucie stabilności, przekonała się wiele razy. Zawodowo, a ostatnio prywatnie. Markowy piec do centralnego ogrzewania, w którego kupno zainwestowała kilka ładnych tysięcy złotych, zaledwie po kilkunastu miesiącach używania zaczął przeciekać, aż wreszcie odmówił współpracy. Zaczęła dochodzić dlaczego. Dobra firma, serwisowany, użytkowany zgodnie z instrukcją. Ma wszystkie stosowne certyfikaty. Rozpoczęła śledztwo. Ale nie trzeba było mozolnego dochodzenia. – Monter popatrzył na mnie i wzruszył ramionami: jak się ma nie psuć, proszę pani. Jeszcze parę lat temu taki piec był o 40 kg cięższy – opowiada Juźwiak.

I faktycznie. Ale wówczas rury i rureczki, wszelkie kształtki były zrobione z mosiądzu, który ma bardzo długi czas użytkowania. Taki piec miał służyć – i służył, przy odpowiedniej konserwacji – dziesięciolecia. Dziś mosiądz został zastąpiony przez wszechobecny plastik, który jest mniej trwały. Także, co najgorsze dla użytkownikówm, w różnego rodzaju zaworach. – Wszystkie mają oczywiście odpowiednie atesty oraz pozwolenia – zastrzega moja rozmówczyni. Jednak ich czas użytkowania, już z założenia, jest krótszy, niż się to kiedyś zakładało. Lodówki, pralki, telewizory – sprzęty, które przed laty kupowało się raz, a dobrze, dziś mają zakładaną żywotność góra siedmiu lat.

Albo taki czajnik – rzecz jasna bezprzewodowy. Joanna Jankowska-Kuć, zastępca mazowieckiego inspektora państwowej inspekcji handlowej, tłumaczy, że wprawdzie wszystkie elektryczne dzbanki muszą przed dopuszczeniem do sprzedaży przejść rygorystyczne testy bezpieczeństwa i niezawodności (np. czy sprzęt da się 10 tys. razy włączyć i wyłączyć), ale to, jak długo będzie nam służył, tak naprawdę zależy od tego, z jakiego zrobiono go materiału. Ten z plastiku kiepskiej jakości przez pierwszy miesiąc będzie podczas gotowania zasmradzał nam wodę aromatem użytej do produkcji chemii, po dwóch zżółknie lub zszarzeje, po pół roku odpadnie mu pokrywka i trzeba będzie kupić nowy. A interes się kręci. Za to niemal każdego dziś stać, aby sobie taki czajnik kupić. Mało tego, każdy z nas uważa, że ma do tego jako człowiek i obywatel prawo. Podobnie jak do telefonu komórkowego, telewizora, komputera oraz modnej koszulki.

Dariusz Pachla, wiceprezes zarządu firmy LPP, właściciela takich firm odzieżowych, jak Reserved, House, Mohito czy Promostars, nie widzi w tym niczego złego. Jego branża jest zresztą szczególna, bardziej niż inne nakręcana konsumpcjonizmem, emocjami i przede wszystkim modą. Zgadza się, że większość ciuchów produkowanych na masowy rynek jest może nie najwyższej jakości, za to tania. Dzięki temu każdy może dostać to, o czym marzy i na co go stać. – Zresztą pani też by nie chciała pewnie chodzić w jednej sukience przez długie lata – śmieje się.

W sklepach jego marek – jak zapewnia – nie sprzedaje się np. koszulek robionych z bawełny gorszej niż 140 gramów na metr kwadratowy. Te lepszego gatunku mają 160 – 180 gramów. Ale wciąż w sprzedaży, zwłaszcza tej bazarowej, są za 3 zł sztuka te z materiału o gramaturze poniżej setki. Trudno się dziwić, że jest to ciuch do pierwszego prania. Czy można mówić o oszustwie? Nie, po prostu klient zawsze dostanie nieco mniej, niż zapłacił. Prosty rachunek – ktoś musiał na tym zarobić. A w sytuacji, kiedy głównym wyznacznikiem jest cena, zdarza się, że klient nie dostaje, prócz marzeń, prawie nic.

Jakkolwiek to zabrzmi: żyjemy w świecie złudzeń. I dobrze nam z tym, nie mamy zamiaru się budzić. Weźmy teraz pod lupę meble. Z danych płynących z rynku wynika, że po dobrym dla branży – według danych Głównego Urzędu Statystycznego – ubiegłym roku, teraz zaczął się czas smuty. Popyt spada, w maju dynamika produkcji sprzedanej była niższa o 10,2 proc. niż rok wcześniej. Następne miesiące nie będą lepsze, tylko znacznie gorsze – budownictwo mieszkaniowe stoi, zarobki nie rosną, a banki nie dają ludziom kredytów. A tu jeszcze wakacje, więc ludziom nie w głowie nowe stoły. Więc co robić, żeby nie wypaść za burtę?

– Oszczędności się robi. Zawsze kosztem jakości – Stanisława Kondracka, rzeczoznawca meblarski, nie ma wątpliwości. Do tego, że nasze niby dębowe szafy oraz krzesła są w rzeczywistości z płyty pilśniowej lub MDF, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Teraz stają się one po prostu jeszcze cieńsze. Klej gorszy. Blachy i nity gorszej jakości. I dotyczy to zwłaszcza produktów robionych przez niewielkie firmy, które nie mają odpowiedniego finansowego zaplecza. Jak mówi Kondracka, potrafią one tak zejść z kosztów, że mogą oferować cenę nawet o 40 proc. niższą niż fabryki produkujące na większą skalę. Najgorsze jednak jest to, że kiedy łóżko zrobione z prawdziwego drewna się rozklei, można je zreperować. Meblowe erzace nadają się tylko do śmieci. Bo z powodu nasycenia chemią niebezpiecznie by było zrobić z nich ognisko i upiec nad nim kiełbaski.

Zmielone czy mielone
O właśnie – jedzenie. Jedna z niewielu rzeczy, z których nawet bardzo oszczędzając nie jesteśmy w stanie zrezygnować. Życiowa konieczność, a do tego źródło przyjemności oraz jeden z symboli społecznego prestiżu. Dla producentów – impuls do wspinania się na wyżyny kreatywności.

MOM – ten skrót, oznaczający mięso oddzielane mechanicznie, zrobił w ostatnim czasie olbrzymią karierę. Oznacza on, że resztki np. kurczaka czy innego drobiu, na których zostały już same strzępki mięsa oraz tłuszcz, są mielone, po czym przepuszczane przez specjalne sita, które mają oddzielić masę od kości. Nie wszystkich, bo część zostanie. MOM można też uzyskać, oddzielając mięso od kości za pomocą enzymów lub podczas procesu hydrolizy. W hurcie kilogram tej paskudnej masy kosztuje ok. 2 zł.

Żeby była jasność – wszystko jest jak najbardziej legalne. Zawartość MOM w przetworach reguluje Polska Norma PN-92/A-86522, np. w pasztecie nie więcej niż 20 proc. Jeśli do tego dorzucimy skóry (koło 30 proc.), ze 2 proc. podrobów, dodamy grysiku i soi, trochę przypraw, wzmacniacz smaku i stabilizator – wyjdzie pyszny, tani pasztet. Podobnie robi się parówki czy kiełbasę. A nasze ulubione wysoko wydajne wędliny? Z kilograma wkładu można uzyskać w niektórych przypadkach 1,6 kg wyrobu. Wystarczy wstrzyknąć porządną ilość wody. Ale dzięki temu mamy to, na czym nam zależało – kiełbasę po 9 zł. Kilogram prawdziwej szynki, wędzonej przez kilka dni, a nie pokrywanej substancją zwaną koncentratem dymu wędzarniczego, musi kosztować koło 30 zł.

Jednak dotąd, dokąd producent poinformuje klientów o składzie, wszystko jest w porządku. Wielu – zdając sobie sprawę z tego, co faktycznie oferuje ludziom, i jak bolesna prawda mogłaby się odbić na sprzedaży – stara się tego nie robić. Wdzięcznym obiektem do analizy jest produkt znany pod pseudonimem „mięso mielone”.

Wystarczy jednak nieoficjalnie porozmawiać z osobami z branży, aby raz na zawsze stracić ochotę na pulpety. Mieli się bowiem to, czego w kawałku nie kupiłby nawet najmniej zamożny klient: wszystkie żyły, ścięgna, chrząstki. Niektórzy producenci dodają do niego MOM. Jeszcze bardziej oszczędni – preparaty sojowe, które „robią” objętość. Kupując mięso wołowe mielone, mamy więcej niż połowę szansy na to, że znajdzie się tam też tańsza wieprzowina, o zawartości której producent nas nie poinformował.

Joanna Jankowska-Kuć opowiada, że ona osobiście nigdy nie kupuje gotowego, paczkowanego mięsa. Ani nawet takiego, które już zmielone czeka na klientów w misce na stoisku mięsnym. Pokazuje konkretny kawałek i każe go sobie zmielić – taka skaza zawodowa. Za dużo wie, za wiele widziała. I żadne kontrole nie są w stanie takich oszustw wyeliminować. A ludzka pomysłowość jest bezkresna. PIH toczy właśnie z jednym z producentów spór prawny, któremu początek dała jedna litera. Zakwestionowany wyrób mięsopodobny jego firmy (bardzo duża zawartość kolagenu wskazywała na spory udział ścięgien) był sprzedawany pod nazwą „mięso zmielone”. Normy dotyczące zawartości mięsa w mięsie (tłuszcz, sól, etc.) dotyczą mięsa mielonego. Kto ma rację? Sprawa jest w toku.

Innym, niż machlojki w składzie, sposobem na polepszenie finansowego wyniku, jest wybór odpowiedniego opakowania. W przypadku mięs duże znaczenie ma wybranie odpowiedniego „pampersa”, czyli wkładki chłonącej wodę. Taki dobrej jakości pozwoli podnieść wagę opakowania nawet o 30 proc.

Ale nie tylko w branży mięsno-wędliniarskiej powstają przedziwne, za to ekonomicznie uzasadnione, receptury. Prócz soi ulubionym składnikiem dodawanym do większości produktów jest skrobia ziemniaczana. Fantastyczny zagęszczacz oraz wypełniacz. A co najważniejsze – bardzo tani. Można spotkać go np. w śmietanie i koncentracie pomidorowym. Najprościej jednak niedoważać, niedomierzyć, dać mniej. Analizując raport Głównej Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, można zauważyć, że ilość zakwestionowanych próbek wzrasta (najwięcej zastrzeżeń dotyczy kawy, miodu, pieczywa oraz przetworów drobiowych). Coraz wyższej za to jakości są wódka i piwo. Ale i to ma swoje ekonomiczne wytłumaczenie. Można żyć na co dzień bez alkoholu. Trudniej bez obiadu.

Co dalej? Jaka droga przed nami? Rokowania są pesymistyczne. Nie ma powrotu do „prawdziwej, zdrowej, ekologicznej żywności”. Nawet zakładając, że świadomość konsumentów jeszcze bardziej wzrośnie. Zawsze eko będzie droższe w produkcji, więc dostępne tylko dla elit finansowych. Zresztą masy nauczyły się już, że serek wanilinowy to samo zdrowie. A hamburger, byle podany z listkiem rukoli, to pożywny, wykwintny posiłek. Nie ma też powrotu do solidnej, „przedwojennej” jakości produkowanych przedmiotów. I to nawet wówczas, kiedy kiepski finansowo dla Europy czas przeminie. Z towarem jest jak z pieniądzem – ten gorszej jakości (czyli tańszy, mniej trwały) musi wyprzeć lepszy. Choćby dlatego, że w świecie, gdzie bogiem jest wzrost, po prostu nie ma miejsca dla rzeczy naprawdę trwałych.

http://forsal.pl/artykuly/632601,najwie ... obrze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 28 gru 2012, 09:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Kim są smoleńskie hieny?

Jakiś czas temu dwóch dziennikarzy śledczych ujawniło szokujące fakty dotyczace pochówku ofiar katastrofy smoleńskiej. Kiedy Polska płakała "na zapleczu" wydawano setki tysięcy w ramach wzajemnych powiązań. Kancelaria Premiera, Miejskie Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych Miasta Stołecznego Warszawa i...byli agenci.

Linki do poprzednich artykułów:

http://ewagutek.salon24.pl/454391,smole ... -cmentarne

http://ewagutek.salon24.pl/455317,smole ... tarne-cz-2

W ramach prowadzonego śledztwa przez obu dziennikarzy Piotra Litkę i Marcina Mamonia dowiadujemy się o następnych wtrząsających niejasnościach.

Pani Magdalena Rogozińska Prezes MPUK jest bliską znajomą Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz- Waltz i Małgorzaty Kidawy- Błońskiej. Potrafi być też aktywna na rzecz Platformy Obywatelskiej. Świadczy o tym między innymi jej start do parlamentu z listy PO w 2007 roku. Pomimo, że nie zdobyła mandatu poselskiego to klucz partyjny otworzył jej drzwi do stanowiska szefowej spółki miejskiej Warszawy. Nawet nie wysilono się na zasłonę w postaci konkursu.

Zaraz po objęciu stanowiska Magdalena Rogozińska zapowiedziała, że postara się, aby ceremonie pogrzebowe były bardziej radosne. Co miała na myśli i jak zamierzała rozsweselić pochówki? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że w pierwszym kwartale 2010 roku firma miała dużo mniej zleceń niz zakładała. To natomiast wpłynęło na jej kondycję finansową. Zlecenie przeprowadzenia ceremonii pogrzebowych ofiar katastrofy smoleńskiej pomogło nie tylko znacznie podreperować jej budżet, ale i zyskać samej szefowej. Wypłacono jej maksymalną premię, czyli trzykrotność pensji co w przybliżeniu stanowiło kwotę 48 tys. zł.

Dodatkowo firmie koleżanki Pani Prezydent zlecono budowę na warszawskich Powązkach pomnika ofiar smoleńskich na kwotę półtora miliona złotych.

Faktura wystawiona przez MPUK na Kancelarię Premiera za transport trumien opiewa na kwotę 180 tys. złotych. Tylko, że w znacznej większości podwykonawcy nie wzięli za usługę grosza. Prezes MPUK tłumaczy, że trzeba było przygotować płytę lotniska i opłacić pracowników. Na płycie lotniska ustawiono proste, drewniane kobyłki, a pracowników doliczono się dwóch- trzech. Ciało Prezydenta transportowane było karawanem Maserati. Włosi nie wzięli za to zlotówki, a za hotel dla włoskich kierowców zapłacili polscy przedsiębiorcy.

Hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej "by żyło się lepiej" w świetle opisanych wydarzeń jasno pokazuje komu i nawet za jaką cenę.

http://ewagutek.salon24.pl/474987,kim-s ... skie-hieny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 02 sty 2013, 19:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Uniknęlismy klifu fisklanego … w Polsce i czy Warszawa zbankrutuje

Życzę czytelnikom bloga spełnienia marzeń w Nowym Roku. Niech Was ten nadchodzący kryzys i recesja ominą szerokim łukiem.

W tym tygodniu ukażą się dwa moje artykuły. W czwartek w Dzienniku Gazecie Prawnej na temat uniknięcia klifu fiskalnego … w Polsce. Jego skala jest o wiele większa w relacji do PKB niż klifu amerykańskiego. Ale za rok niestety już z tego klifu spadniemy, pomimo nowej kreatywnej księgowości ministra Sami Wiecie Którego, który manipuluje definicją długu publicznego tak żeby nie przekroczyć 55 procent PKB. Poniżej fragment:

“To oznacza, że w ciągu roku trzeba będzie z budżecie obciąć wydatki lub podnieść podatki na kwotę przekraczającą 40, a może nawet 50 mld złotych. Że płace realne w budżetówce będą spadać przez wiele lat. To oznacza, że wiele miast, które mają znaczące deficyty będzie usiało albo drastycznie podnieść różne opłaty, albo obciąć wydatki. Radni Warszawy uchwalili budżet w oparciu o księżycowe założenia, czyli założenia wzrostu gospodarczego 2,9 procent, wzrostu realnego wynagrodzenia o 2,8 procent i wzrostu zatrudnienia o 0,6 procent. Nawet przy takich założeniach planowany w 2013 roku deficyt miasta wynosi ponad 1,2 mld złotych, w rzeczywistości będzie znacznie większy, bo zamiast wzrostu gospodarczego będzie recesja lub stagnacja. Gdyby dług publiczny przekroczył 55 procent PKB, to wówczas Warszawa musiałaby obciąć wydatki i podnieść opłaty i podatki na kwotę około półtora, może nawet dwóch miliardów złotych. Gdzie byłyby cięcia. Na pewno w budżetach na edukację i transport, które wynoszą ponad 2 mld złotych każdy i w pokaźnym budżecie na płace dla urzędników. Wyobraźmy sobie, że zamyka się połowę przedszkoli i szkół, że cena biletu jednorazowego rośnie do 10 złotych i trzeba zwolnić jedną trzecią urzędników. Tak wyglądałby klif fiskalny w Warszawie, w innych deficytowych miastach też.”

W sobotę ukaże się mój tekst w Rzeczpospolitej w dodatku Plus/Minus. pt. Czy Warszawa zbankrutuje?. Ten tekst powstał pod wpływem lektury budżetu Warszawy na 2013 rok. We wstępie do budżetu znajduje się bardzo ważny fragment napisany przez Radę Warszawy. Ciekawe jak na to zareagują agencje ratingowe, które nadały obligacjom Warszawy najwyższy możliwy rating. Poniżej fragment artykułu:

“We wstępie do budżetu Warszawy na 2013 rok, uchwalonego przez radnych w dniu – nomen omen – 13 grudnia 2012 roku znalazło się bardzo znamienne zdanie, które ze względu na jego wagę przytaczam w całości:

„Raport audytora wewnętrznego urzędu miasta z września br. wskazuje na kolejne ryzyka budżetowe z tytułu innych odszkodowań, tj. zmian planów zagospodarowania przestrzennego sięgające kwoty 17 mld zł. W kontekście utrzymywania się ograniczonych możliwości dochodowych, problem wypłaty odszkodowań stanowi nadmierne obciążenie finansowe dla Miasta – roszczenia z tych tytułów przekraczają możliwości ich finansowania ze środków budżetowych Warszawy.”

O co chodzi? I dlaczego mieszkańcy Warszawy nie dowiedzieli się z żadnych mediów, że jest poważne ryzyko bankructwa miasta Warszawy, przed którym przestrzegają radni w bardzo ważnym, oficjalnym dokumencie. “

http://rybinski.nowyekran.pl/post/84565 ... bankrutuje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 24 kwi 2013, 07:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Przestępcze kampanie?

Zbliża się półmetek kadencji sejmu oraz podliczenie działań samorządów. Już dziś warto zastanowić się, czy ci na których oddaliśmy głos przynajmniej starali się wypełnić liczne obietnice przedwyborcze. Jaka rzesza polityków przynajmniej próbowała, a jaka zrobiła sobie z nas narzędzie do usadowienia się na nieźle płatnych funkcjach?

Wynik jest druzgoczący. Pomyślmy co byłoby z przeciętnym obywatelem, gdyby wprowadzając w błąd chciał osiągnąć korzyści majątkowe. Miałby postępowanie karne. Jak zatem rozliczyć tych co łamią prawo z góry założonym celu dojścia do politycznego źródła?

Czy ktokolwiek zagłosowałby na kandydata, który przemilczał, że chce podnieść VAT, wiek emerytalny, czy zrobić bałagan w edukacji? Nie! Zatem świadomie niektórzy popełnili wobec rzeszy wyborców przestępstwo w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.

Czy kandydat, który obiecuje pomoc socjalną w celu zdobycia głosów osób uboższych, a po wyborach tnie na nią środki nie popełnia przestępstwa? Czy obiecanie podwyżek po wygranej, a później zapomnienie nie może stanowić podstawy dochodzenia rozszczenia?

Jeżeli grupa osób zrzeszonych w partiach, stowarzyszeniach, komitetach kłamie w celu przejęcia władzy nie stanowi grupy przestępczej?

Ciekawym jest co na ten temat mają do powiedzenia karniści?

Nie kieruję tych wątpliwości do konkretnej osoby, bo takie nadużycia są niestety od lat normą, a przegrywają ci co nie potrafią kłamać i ci co naiwnie wierzą w najbardziej wydumane banialuki.

Art. 286. § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

http://ewagutek.salon24.pl/502466,przestepcze-kampanie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 27 kwi 2013, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Nasza kamienica. Sąd nad sądem

Obrazek
Ruiny państwa prawa. Foto Z. Mac


Tylko u Pana Boga można upomnieć się o sprawiedliwość - powiedziała Pani Bronisława Bronka po obejrzeniu wiadomości na ekranie telewizora "rubin". Pan Bronek - mąż - dodał: - A nie mówiłem, że tak będzie.

Sąsiedzi jakoś bez humoru rozeszli się do domów, kiedy ogoszono wyrok w sprawie posłanki - łapówkarki. Nawet zapowiedź ułaskawienia matek i ojców pierwszego kwartału przez Tuska D. F. nikogo specjalnie nie zainteresowała. Na takie plewy, to już nikt w NASZEJ POLSKIEJ KAMIENICY nie daje się nabrać.

Na sobotę i niedzielę planowany jest panel dyskusyjny pod trzepakiem. Nie wszyscy mają działki pod miastem, to i gdzieś na świeżym powietrzu posiedzieć trzeba.

Od wczoraj łapówkarze mogą czuć się bezpiecznie. Wdzięczny jestem za doinformowanie mnie w tej sprawie audycji TVN 24. Tak i tylko tak mogę interpretować wyrok sądu w sprawie byłej posłanki.
Dopiero dziś dosłyszałem, że ta pani należała do PO. Moja wina. Wcześnie nie zwracałem uwagi na przynależność polityczną złodziei i innych szubrawców.
Poważnie traktowałem długo symbol orła na sędziowskiej todze. Oto nie dość, że go opluto, to jeszcze dostrzegłem inny wymiar łańcucha na którym wisi.
To orzeł na łańcuchu, niczym pies przykuty do budy. Od wczoraj, nawet za cenę katorgi, kary dożywotniego więzienia, wyroków sądów powszechnych w Polsce dotyczących członków partii rządzących nie będę przyjmować na serio.
Panie sędzio łaskawy, proszę powiedzieć, czy wziął pan w łapę za ten wyrok? Tylko tak uczciwie. Czy może pomroczność jasna spowodowała u pana nieodwracalne szkody w rozumieniu prawa i kodeksu karnego?
Były czasy, nie tak odległe, kiedy dekomunizację przeprowadzono w wielu krajach europejskich. W Polsce poprzestano na "grubej kresce".
To po wczorajszym wyroku jesteśmy pod kreską. Nie tylko gospodarczą.
Orłu na sędziowskiej todze nie tylko napluto na koronę. Ukręcono mu z szyderczym uśmiechem łeb i wyrwano pióra.
Wystarczająco obrazowo opisałem stan polskiego sądownictwa?
To teraz proszę pozwać mnie za obrazę sądu. Uprzedzam, zamierzam obecnie odpowiadać tylko przed Sądem Ostatecznym.
Łapówkarze! Hulaj dusza - sądu nie ma.

W Klubie "Karaluch" po staremu. Brakuje mleka w proszku dla dzieci matek z poprzednich kwartałów.

http://dialogizpodlogi.salon24.pl/50349 ... -nad-sadem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 16 maja 2014, 08:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Jak dorabia Kwaśniewski

Krzysztof Losz

Aleksander Kwaśniewski nieraz kompromitował się podczas dziesięcioletniego sprawowania urzędu prezydenta. Kiedy opuścił Pałac Prezydencki, okazało się, że skandale „lubią Kwaśniewskiego”, bo częściej było słychać o jego mniejszych i większych wpadkach niż o politycznych sukcesach. Jednak ujawnienie przez amerykański portal informacji, że były prezydent RP jest dyrektorem w ukraińskiej spółce Burisma Holdings, trudno traktować tylko jako „wpadkę” czy niezręczność. To patologia, która niestety dotyczy wielu byłych polityków i wysokich urzędników państwowych, którzy po odejściu z życia publicznego wchodzą w podejrzane układy biznesowe. Przypadek Kwaśniewskiego jest po prostu najgłośniejszy, bo dotyczy byłego prezydenta.

Nie dziwmy się temu, że „odnowiciel lewicy” nie widzi niczego złego w pracy dla Mykoły Złoczewskiego, byłego ministra i bliskiego współpracownika Wiktora Janukowycza. Wcześniej przecież Kwaśniewski doradzał też – za duże pieniądze – prezydentowi Kazachstanu Nursułtanowi Nazarbajewowi, jak w jego kraju budować demokrację. Też nie widział w tym niczego złego, choć była to fikcja, bo Nazarbajew demokracji nie miał zamiaru wprowadzać.

Aleksander Kwaśniewski tłumaczy, że po prostu zleceniodawcy wykorzystują jego wiedzę. Chyba tylko on poważnie traktuje swoje usprawiedliwienia, bo dla każdego myślącego człowieka sprawa jest jasna: praca w ukraińskiej spółce, a wcześniej w Kazachstanie ma poważne cechy politycznej korupcji. Nie wiem, na czym się zna Kwaśniewski, ale na pewno nie na gazie.

Były prezydent w tamtym roku wiele razy jeździł na Ukrainę, aby negocjować uwolnienie Julii Tymoszenko. Wiele w tej materii nie wskórał, ale przynajmniej załatwił sobie dobrą fuchę u Wiktora Janukowycza, bo przecież zaczął pracować w Burisma Holdings jeszcze w styczniu, gdy Janukowycz twardo dzierżył władzę w Kijowie. Na pewno przy okazji tej kwestii warto by sprawdzić, jakie jeszcze interesy robi Aleksander Kwaśniewski, kto go jeszcze wynajął.

Nieprawdą też jest, że Kwaśniewski nie jest czynnym politykiem, więc może dorabiać, gdzie chce. To również jego linia obrony. Ale przecież od początku jest patronem „Europy Plus”, budował koalicję z Januszem Palikotem i dalej wspiera ich wspólną listę do Parlamentu Europejskiego, choć teraz z nieco mniejszym zaangażowaniem, gdy okazało się, że sondaże są dla nich kiepskie. Jak na emerytowanego polityka Kwaśniewski jest wręcz nadaktywny w polityce. I w biznesie też.

http://www.naszdziennik.pl/wp/77392,jak ... ewski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 29 lip 2014, 08:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Szturm emerytów

Rząd nie ma pomysłu na rozwiązanie problemu drastycznie niskich świadczeń emerytalnych
Małgorzata Goss

Po wprowadzeniu nowej, tzw. kapitałowej formuły naliczania świadczeń emerytalnych w latach 2009-2014 emeryci, pozbawieni środków na utrzymanie, masowo szturmują biura poselskie.

Minimalna emerytura to 682 złote. Świadczenia w tym wymiarze pobiera obecnie prawie 700 tys. osób, ale ich liczba błyskawicznie wzrasta. Jeśli doliczyć najniższe renty – grupa ludzi żyjących „pod kreską” wynosi 1,5 miliona. Starsi ludzie zalegają z płatnościami za czynsz i media, komornicy zajmują im renty, muszą opuszczać mieszkania, nie mają na leki – tłumaczą posłowie, do których biur z prośbą o pomoc pukają emeryci.

Po zmianie zasad naliczania świadczeń dochód z emerytury w większości przypadków nie przekroczy kwoty minimalnej, czyli 680 zł, co nie wystarczy nawet na podstawowe potrzeby. Co rząd zamierza z tym zrobić? Emerytura to nie zasiłek, lecz część przymusowo odebranego wynagrodzenia za pracę, a na rządzących ciąży obowiązek dopilnowania, by ludzie starsi mieli z czego żyć, leczyć się i utrzymać mieszkanie.

Horrendalna obniżka
Tymczasem nowe zasady spowodowały drastyczną obniżkę wymiaru emerytur osób, które osiągnęły wiek emerytalny po 2008 roku. Według poprzedniej, solidarnościowej formuły naliczania – emerytury sięgały ok. 60 proc. ostatniego wynagrodzenia, według nowych zasad – tylko 25-30 procent.

Jeżeli ktoś przez 35 lat opłaca składkę od wynagrodzenia niższego niż 2,2 tys. zł, to nie odłoży nawet na najniższą emeryturę, która wynosi 682 złote. Przy wynagrodzeniu brutto 3,7 tys. zł przez całe 35 lat pracy – emerytura naliczona według nowych zasad wyniesie 1,1 tys. – 1,2 tys. złotych – wyliczała poseł PiS prof. Józefa Hrynkiewicz.

– Jak to się ma do Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy nr 102, którą Polska podpisała? Konwencja przewiduje, że stopa zastąpienia dla świadczeń emerytalnych nie może być niższa niż 40 procent – przypomniała Gabriela Masłowska.

Poseł wytyka rządzącym, że w Polsce tempo wzrostu płac od lat jest niższe niż tempo wzrostu zysków. – Jak chcecie urealnić płace i powstrzymać maksymalizację zysków? – dopytuje Masłowska.

– Gdyby od 1999 r., po wprowadzeniu reformy emerytalnej, zaczęto podnosić wiek emerytalny, to dzisiaj nie trzeba byłoby zmieniać zasad naliczania świadczeń – tłumaczy wiceminister pracy Marek Bucior. I przypomina, że wedle nowych zasad, im dłużej ktoś pracuje (i odkłada składki), tym stopa zastąpienia jest wyższa.

– W miarę podnoszenia wieku emerytalnego nowa formuła będzie dawać coraz korzystniejsze świadczenie. Nasza prognoza przewiduje przyrost kapitału emerytalnego o 8 proc. rocznie – mówi wiceminister.

Głód na starość
Według prof. Józefy Hrynkiewicz, pokolenie urodzone pod koniec lat 40. i w latach 50. ubiegłego wieku nie dożyje emerytury, ponieważ te roczniki żyją przeciętnie krócej niż następne pokolenia. Szanse na wzrost wymiaru świadczeń w przyszłości przekreśla, zdaniem posłów, inwazja na polski rynek pracy nieoskładkowanych umów śmieciowych. Poseł Stanisław Szwed (PiS) podał, że spośród 16 mln zatrudnionych składki na ZUS opłaca tylko 11 mln osób.

Opozycja postuluje, by rząd składkował umowy śmieciowe oraz zwolnił najniższe świadczenia z podatku (PiS) lub dorzucił do nich po 200 zł kosztem OFE (SLD). Jednak, jak wynikało z wypowiedzi wiceministra Buciora, na jedno i na drugie rząd nie ma pieniędzy.

Deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wynosi ponad 60 mld złotych. Tyle trzeba co roku dopłacić do FUS z podatków na bieżące świadczenia. To jedna czwarta rocznych wydatków Funduszu na świadczenia. Rząd przyznaje, że nie ma szans na zlikwidowanie deficytu, można go natomiast utrzymać w ryzach, ograniczając dostęp do świadczeń osobom zdolnym do pracy.

Obecnie na jednego emeryta przypada czterech pracujących, ale Polska jest jednym z najszybciej starzejących się państw w Europie i w 2030 r. na jedną osobę pobierającą świadczenia będzie przypadało tylko 2 pracujących. Populacja ludzi w wieku emerytalnym będzie stanowić 23 proc. społeczeństwa. Nieliczne młode pokolenie nie będzie w stanie wytrzymać związanych z tym obciążeń podatkowych.

http://www.naszdziennik.pl/wp/88279,szt ... rytow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 16 sie 2014, 09:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Kto się boi niższych cen?

Paweł Sztąberek

Politycy i dyżurni ekonomiści establishmentu mają nowy temat. Sprawa musi być poważna, skoro minister finansów Mateusz Szczurek stwierdza, że „ryzyko jest duże”, a szef NBP Marek Belka dodaje, że „tego nie można ignorować”.

Cóż takiego się dzieje? GUS ogłosił dane, z których wynika, że po raz pierwszy w kilkudziesięcioletniej historii mamy do czynienia ze spadkiem cen, czyli z deflacją. „Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły w lipcu o 0,2 proc. rok do roku, a wobec czerwca też spadły o 0,2 proc.” – czytamy w raporcie GUS. Urząd poinformował ponadto, że wśród cen żywności warzywa potaniały o 9,4 proc., owoce o 4,0 proc., cukier o 3,2 proc., a ryż o 1,1 procent. „W lipcu, w związku z wyprzedażą kolekcji sezonowej, ceny obuwia obniżyły się o 3,6 proc., a odzieży – o 2,6 proc.”. Dotąd przywykliśmy narzekać na wzrost cen. Czy teraz powinniśmy zacząć narzekać na to, że jest nieco taniej?

Sprawa z deflacją nie jest wcale taka jednoznaczna. Nie można wykluczyć, że to tylko chwilowa sytuacja, wynikająca z tego, że jesteśmy w środku sezonu owocowo-warzywnego. Towaru jest dużo, więc i ceny spadają. Nie tylko supermarkety prześcigają się w promocjach, ale także na bazarach można zaobserwować konkurencję cenową. Walkę o klienta widać również choćby na rynku księgarskim. Mimo że oficjalna cena danej książki wynosi np. 44,90 zł, można ją kupić gdzieniegdzie już za 27,90 zł.

To tylko wybrane przykłady, gdzie ceny spadają, jednak trzeba mieć świadomość, że w innych obszarach mogą one rosnąć. Właśnie podano, że miód na pewno w tym roku zdrożeje, gdyż będzie go mniej. Z wieloma innymi towarami może być podobnie.

Czy to źle, że ceny niektórych towarów spadają? Oczywiście, że nie. Dla konsumenta, a tymi jesteśmy wszyscy, nie ma bardziej komfortowej sytuacji, gdyż oznacza to, że rośnie siła nabywcza naszych pieniędzy, że za jedną złotówkę jesteśmy w stanie kupić więcej niż dotychczas. Dla przedsiębiorców też nie powinno to oznaczać tragedii, ponieważ tańszy towar zyska więcej klientów. Niekiedy ludzie, wykorzystując spadek ceny, mogą zrobić zapas, kupując większą ilość towaru (np. konserwy).

Są ekonomiści, którzy twierdzą, że deflacja psuje gospodarkę, ponieważ ludzie rezygnują z zakupów, licząc na jeszcze większe obniżki. To z kolei powoduje spadek obrotów i stagnację. Może rzeczywiście niektórzy tak postępują, jednak są potrzeby, które muszą być zaspokajane na bieżąco, zatem piekarze, przemysł mięsny, ogrodnicy czy producenci odzieży nie powinni się martwić. I tu, w dłuższej perspektywie czasu, spadku cen niestety bym się nie obawiał. Martwić mogą się co najwyżej politycy, a zwłaszcza minister finansów, który z powodu spadku cen może nie uciułać z VAT tyle, ile planował. Ten strach ministra i jego kolegów pokazuje, nie po raz pierwszy zresztą, jak bardzo sprzeczne są interesy zwykłych ludzi i interesy politycznej kasty. Każda korzyść dla nas jest szkodą dla rządzących. Ta prawda powinna uzmysłowić nam, jaka droga rozwoju jest dla nas najlepsza: czy ta z rozbuchanymi wydatkami państwa, nieuchronnie wiążąca się z wysokimi podatkami i korzystną dla polityków inflacją (wzrostem cen), czy też ta z państwem minimum, kiedy to ludzie sami decydują o tym, jak wydawać swoje pieniądze, których dzięki niskim podatkom mają więcej?

Nie siedzę w głowach ministra finansów ani szefa NBP, ale jakoś dziwnie czuję, że obaj knują już, co zrobić, żeby Polacy nie przyzwyczaili się za bardzo do zbyt niskich cen…

Autor jest członkiem Zarządu Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego PAFERE.

http://www.naszdziennik.pl/wp/91643,kto ... h-cen.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 28 sie 2014, 17:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Emeryci i renciści za 36 zł zapraszamy na dwudaniowy obiad do „Sowy i Przyjaciół”

Założę się o wioskę Sikorskiego i dodam trzy wsie potiomkinowskie, że większość czytających uznała tytułową informację za dowcipne i naturalne skojarzenie. Nic bardziej mylnego, propaganda PO osiągnęła szczyt swoich możliwości, chociaż z takimi ostatecznymi ocenami trzeba być bardzo ostrożnym, ale do rzeczy. Kilka dni po 74 expose Tuska znana z doniesień medialnych knajpa wprowadza całkowicie nowe menu i nowe zasady obsługi klientów. Od 1 września, jak twierdzi właściciel „Sowy i Przyjaciół”, na prośbę klientów pojawi się „Bussines lunch” złożony z dwóch dań i teraz…Uwaga! Achtung! Wnimanie! Warning!... w cenie 35 złotych. Nie chciał lud zbliżyć się do góry, to się góra zbliżyła do ludu. Cena dwudaniowego obiadu została idealnie skorelowana z podwyżką emerytury o 36 złotych i warto pamiętać, że to dobrodziejstwo Tuska dotyczy również KRUS, a zatem i rolników. Prawdę pisząc nie dosłyszałem, czy emeryci dostaną 36 złotych od zaraz, w najbliższym czasie i czy na pewno będzie to 36 złotych, ale przecież w propagandzie nie o rachunki chodzi. Inaczej rzecz się ma z knajpą „Sowa i Przyjaciele”, to tak solidna firma, że rachunek zestawu obiadowego zawiera podatek VAT. Gdzie jest pułapka, chciałoby się zapytać, bo życie w Polsce od 70 lat każe patrzeć na cuda z dużą rezerwą. Polacy uodpornili się na wszelkie rewelacje, których prawdziwą wartość da się odczytać dopiero drobnym drukiem, ale tutaj nie ma żadnych pułapek. Naprawdę! Przejrzałem ofertę „Sowy i Przyjaciół” jeszcze dokładniej niż sprawozdania finansowe WOŚP i Mrówki Całej. Proszę mi wierzyć lub samemu sprawdzić, że jest czysto. Wprawdzie mamy jedną *, ale to bardzo czytelna informacja uczciwie uprzedzająca, że dla grupy powyżej 6 osób lokal dolicza sobie 8% za obsługę.

Może w takim razie dostaniemy na pierwsze szczaw, na drugie jabłko, na trzecie mirabelkę? Też nie! Na załączonym obrazku emeryci i rolnicy mogą sobie poczytać jakie frykasy przygotował dla Was pan Sowa z panem Donaldem.

Zdziwieni? Są policzki? Niech będzie, że wieprzowe, ale są! Cena jak w przydrożnej knajpie dla tirowców, menu na miarę dyplomatycznej kolacji z ambasadorem Gwatemali, nie wiem czy smakuje jak u mamy, ale to też za parę złotych da się na kubkach smakowych emeryta przetestować. Pani Nowakowa dzięki naszej władzy poczuje się niczym pan prawnuk Sienkiewicza. Pan Kowalski po wizycie listonosza dowartościuje się niczym dziedzic Sikorski. Na klatkach schodowych, chodnikach i w parkach usłyszymy te same dialogi. Cześć Heniek gdzie lecisz? Do „Sowy”! A co dzisiaj dają? Orientalna zupa rybna i żeberka w sosie marokańskim! Eeee po żeberkach ma zgagę, ale jutro zapraszam Cię na roboczą „emeryturę lunch”, będzie udko z kaczki confit, pogadamy o wymianie gospodarza domu, bo ten by się na załapał na ostatni pisuar w Dżakarcie. Jednym posunięciem Donalda Tuska i kucharza Sowy polski emeryt poczuje się jak chiński ambasador albo prezes banku zbożowego. Naturalnie są jeszcze minimalne różnice, które trzeba będzie dopracować, „emerytura lunch” nie zawiera ani deseru, ani wina, ale to się łatwo ureguluje decyzjami ministerialnymi, przeznaczając nadwyżki jabłek na mus i „prytę” (cydr) bez akcyzy.

PO załatwiła emerytów 36 złotymi i z całą pewnością PSL, któremu podebrano głosy rolników, w tej sytuacji nie pozostanie w tyle. Tusk postawił zagrychę, Piechociński podrzuci coś słodkiego i mocniejszego do popchnięcia. Partnerstwo publiczno-prywatne pełną gębą i kołdunem, stopa życiowa podniesiona wyżej bioder. I to chyba wszystko co nam darami z niebios spuścił nowy etap dziejowy podparty prawdą ekranu. Nie! Zaraz! A co z kelnerami i podsłuchami we flakoniku konwalii? To tu się schowała pułapka? Też pudło, jeszcze raz powtórzę, że oferta jest czysta. Po jaką cholerę nagrywać emerytów w „Sowie i Przyjaciołach”, skoro emeryci za chwilę głośno i wyraźnie powiedzą Tuskowi, Piechocińskiemu, PO i PSL, co o nich myślą i gdzie sobie mają wsadzić te 36 złotych. Wszystko będzie słychać z każdego miejsca w Polsce, no i ze wsadzaniem nie powinno być większych problemów, bo chociaż „Sowa z Przyjaciółmi” przedstawili ofertę na miarę emeryta, to Tusk swoim zwyczajem orżnął beneficjentów na stosowny podatek. Jak się zbiegną dwie emerytury w kupie jesień życia zakwitnie bogactwem smaków, co oznacza, że to kumple Donalda będą się obżerać za 36 złotych, między innymi z podatku od rewaloryzacji emerytur.

http://kontrowersje.net/emeryci_i_renci ... i_przyjaci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 02 wrz 2014, 18:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Synekury dla „najlepszych synów”

Kiedy zmarł francuski premier Arystydes Briand, pewien warszawski fryzjer skomentował to następująco: „nakradł się, nakradł i umarł!” Tymczasem pan premier Donald Tusk nie tylko wcale nie umarł, tylko został mianowany przewodniczącym Rady Europejskiej. Ze stanowiskiem tym związane jest uposażenie stanowiące równowartość 1,5 mln złotych rocznie, więc przez Donaldem Tuskiem dopiero teraz otwierają się perspektywy. Ta Rada, skupiająca szefów państw i szefów rządów ma dwie wyraźne kompetencje; wybiera sobie przewodniczącego oraz prezesa i zarząd Europejskiego Banku Centralnego. Poza tym „nadaje impulsy”. Co to konkretnie znaczy - tajemnica to wielka, tym większa, że skądinąd wiadomo, iż „impulsy” wychodzą od Naszej Złotej Pani z Berlina, dzięki której zresztą Donald Tusk uzyskał tę synekurę w nagrodę za dobre sprawowanie.

Jak pamiętamy, kiedy w roku 2009 premier Tusk, za próbę wyemancypowania się od swoich protektorów, został ukarany zakazem kandydowania w wyborach prezydenckich w roku 2010, Nasza Złota Pani otarła mu łzy nagrodą im. Karola Wielkiego, no a teraz - daj Boże każdemu! Oczywiście każdemu takiej synekury dać nie można, bo gospodarka Unii Europejskiej nie wytrzymałaby takiej rozrzutności, więc dostają je wybrane osobistości, tak zwani „najlepsi synowie” na tej samej zasadzie, jak za komuny, kiedy koniak był napojem klasy robotniczej, spijanym ustami jej najlepszych przedstawicieli. Toteż nic dziwnego, że Donalda Tuska jakby kto na sto koni wsadził, tym bardziej, że pojawiły się prognozy, iż po dwukrotnej kadencji na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej, Donald Tusk w 2020 roku zostanie prezydentem naszego nieszczęśliwego kraju, luzując Bronisława Komorowskiego, który na trzecia kadencję wybrany zostać wszak nie może. Jak widzimy Nasza Złota Pani już wszystko przewidziała - bo tak właśnie zachowują się państwa poważne. W tej sytuacji warto przypomnieć wypowiedź pana doktora Jerzego Gorzelika z Ruchu Autonomii Śląska - że mianowicie w roku 2020 Polska będzie już państwem federalny. No naturalnie, jakże by inaczej! Któż lepiej od Donalda Tuska na stanowisku prezydenta przeprowadzi taka operację?

Tymczasem pan minister Sikorski, o którym gazety pisały, że ma „wielkie szanse” na objęcie stanowiska ministra spraw zagranicznych Unii Europejskiej po podobnej do konia angielskiej komunistce, baronessie Katarzynie Ashton, musiał obejść się smakiem, a ministrem spraw zagranicznych UE została dla odmiany komunistka włoska, pani Fryderyka Mogherini. Najwyraźniej unijny Sanhedryn zarezerwował to stanowisko dla przedstawicieli ugrupowań komunistycznych. Tymczasem minister Sikorski, najwyraźniej o tym nie wiedząc, nie tylko zawiesił na granicy swojej posiadłości w Chobielinie tabliczkę z napisem „strefa zdekomunizowana”, ale i odgrażał się, że jej „nie zdejmie”, żeby tam nie wiem co. Jednak w ten sposób można podlizywać się mniej wartościowemu narodowi tubylczemu, ale nie unijnemu Sanhedrynowi, który w sferze ideologicznej preferencje ma bardzo wyraziste. Na dodatek ostatnio jakaś Schwein spowodowała pokazanie tej tabliczki w telewizji, co jak się wydaje ostatecznie pogrzebało szanse pana ministra Sikorskiego.

Skądciś musiała się o tym dowiedzieć małżonka pana ministra, pani Anna Applebaum i napisała artykuł, szalenie pryncypialnie krytykujący „niemiecką dyplomację” za jej politykę wobec Rosji. Przypomnijmy, że obecna polityka Niemiec wobec Rosji jest ufundowana na strategicznym partnerstwie niemiecko-rosyjskim, jako warunku sine qua non zarządzania polityką europejską w porozumieniu z Rosją, czyli na linii politycznej kanclerza Bismarcka. Od tej linii odszedł w swoim czasie cesarz Wilhelm II, a później - Adolf Hitler. Mądrość obecnego etapu najwyraźniej sugeruje Niemcom powrót do linii politycznej Hitlera. Nietrudno się domyślić, że ta sugestia wcale nie musi podobać się Naszej Złotej Pani w Berlinie i w rezultacie słynny „hołd pruski”, jaki w swoim czasie złożył pan minister Sikorski, został chyba doszczętnie zmarnowany. Żeby tylko nasz nieszczęśliwy kraj nie zapłacił z tego powodu frycowego.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3199


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 24 wrz 2014, 12:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
PO nas już tylko POTOP

Sławomir N., bliski współpracownik i przyjaciel Donalda Tuska, podczas nieautoryzowanych rozmów w restauracji „Sowa i Przyjaciele” powiedział Andrzejowi Parafianowiczowi, że potrzebuje jego pomocy. Dla niego 50 tys. nie jest wprawdzie dużą sumą, ale dość kłopotliwą, gdyż wszędobylski i wścibski Urząd Skarbowy czepia się jego żony. Parafianowicz obiecał, że zobaczy, co da się w jego sprawie zrobić. Niestety. Gang kelnerów pokrzyżował plany i podeptał wspaniałą karierę Sławomira N. A tak pięknie rósł!

Dziś natomiast dowiadujemy się, że także zupełnie legalnie (wszystko, co związane z PO, jest zgodne z prawem, prawem Kalego wprawdzie, ale zawsze to jakieś prawo) dotychczasowa wiceprezes PKP Maria Wasiak, która została ministrem infrastruktury w rządzie Ewy Kopacz, otrzyma pół miliona złotych (dokładnie 510 tys. zł), ponieważ odchodzącemu członkowi zarządu spółki, przysługuje odprawa w wysokości rocznych zarobków (Wasiak zarabiała niewiele jak na rzeczywistość PO-wską, zaledwie 42,5 tys. zł).

Jestem pod ogromnym wrażeniem. Wśród ludzi PO duże sumy nie budzą strachu i ich nie paraliżują. Za ogony czy policzki wołu i ślimaki są w stanie wydać kilka tysięcy złotych. Za zegarki szwajcarskie, kubańskie cygara i pięciogwiazdkowe hotele, co oczywiste, jeszcze więcej, ale nie powinno to budzić żadnych kontrowersji, gdyż są to wyłącznie publiczne pieniądze, a kondycja państwa jest świetna, dlatego oburzanie się opinii publicznej za jakieś tam płacenie kartami służbowymi jest na wyrost i przesadzone. Straszna histeria. Zielona wyspa była w dobrych rękach męskich, dobrych, bo piłkarskich, u ojca PO, i teraz też jest w dobrych rękach, dobrych, bo kobiecych, u matki Ewy, matki Polki, matki PO.

Pasmo sukcesów

Jednym z takich sztandarowych sukcesów rządu PO-PSL jest na przykład zarządzanie polskimi kolejami przez spółkę PKP, która działa wprost nienagannie. Pociągi się nie spóźniają, tory nie zamarzają, warunki sanitarne i komfort jazdy takie, że w Kazachstanie i Uzbekistanie nam zazdroszczą, i tylko klimat sprawia, że coś się czasem sypie i psuje. Ale trzeba stanąć w prawdzie, sorry, w końcu to nie jest wina rządu, że taki mamy klimat.

Jak się komuś klimat nie podoba, to może sobie wyjechać z Polski, dajmy na to do Brukseli, i tam szukać lepszych kolei i lepszych apanaży. Niektórym się udaje. Umęczony pasmem sukcesów w polityce krajowej i zagranicznej, która zachęciła do wyjazdu niejednego młodego Polaka, Donald Tusk podzielił los dwóch milionów emigrantów.

Siedem lat ciężkiej i mało intratnej pracy zmęczyło premiera. Nie dziwię mu się. Stworzył zieloną wyspę szczęścia, ale do dziś gwizdy z łódzkiej areny szumią mu w uszach. Siatkarzom szczęścia nie przyniósł i jeden jedyny mecz tych udanych mistrzostw świata przegrali. Wszystko dlatego, że już premierem przestawał być i aura szczęścia powoli wygasała.

Niewdzięczny Naród tego nie zrozumiał albo, jak by powiedział to jego drugi przyjaciel, Miro, ten od cmentarzy i stacji benzynowych, „dziki kraj” nie może zmieścić takiego talentu i formatu. Jak w nim żyć? – Jak żyć, panie premierze? – zapytał swojego odbicia w lustrze Donald Tusk i postanowił podslizować „inglisz”, a potem awansować z jakiegoś mało płatnego stanowiska prezesa Rady Ministrów grajdołka (określenie innego przyjaciela, który został pierwszą osobą w kraju) na prezydenta całej Europy. Dlatego od grudnia będzie zarabiać ponad 100 tys. zł miesięcznie, co jest rekompensatą za trud i znój pracy wykonanej dla Angeli.

Niestraszny nam potop

Z kolei nowa premier, która jako marszałek Sejmu RP pozwoliła sobie swego czasu udzielić nagrody za ciężką pracę dla Polski (na przykład przekopywanie i przesiewanie ziemi na metr głębokości w obcej i złowrogiej Rosji), przejęła teraz jego brzemię.

I znów niewdzięczny Naród nie zrozumiał jej ukraińskiej metafory o domu, matce i dzieciach, nie docenił kobiecej wrażliwości i wyśmiał pierwsze publiczne wystąpienie. W pocieszeniu dopomogą koleżanki z nowego rządu, docenią jej lojalność i wprowadzenie ich do rządu. Im będą bogatsze i suto uposażone, tym wdzięczność będzie większa. Jak to w rodzinie, żeby nam się lepiej żyło. Nam, nie wszystkim. Wprawdzie dziki kraj i grajdoł nie zasługują na takich mężów i żony stanu jak ekipa z PO, do tego jeszcze ten klimat, ale po Warszawie zawsze można ulotnić się do jakiejś stolicy europejskiej. Jest tyle stanowisk do obsadzenia dla kompetentnych i budujących zgodę reprezentantów Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej, że nie ma obaw, coś się wymyśli.

PO nas już tylko POTOP.

Dr Tomasz M. Korczyński

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... potop.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: By żyło się lepiej !!!
PostNapisane: 11 paź 2014, 10:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
60 mln na socrealizm

PCz, PAP

Na remont socrealistycznego gmachu Pałacu Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej wydano prawie 60 mln złotych. Prace, które trwały trzy lata, polegały m.in. na uzupełnieniu i wyczyszczeniu marmurów na schodach, ścianach i posadzkach, odrestaurowaniu sztukaterii, boazerii i parkietów, wymianie lub odnowieniu drzwi wewnętrznych. Zmodernizowano również scenę w Sali Teatralnej, dobudowano dodatkowe piętro. Pałac Kultury Zagłębia był budowany w latach 1951-1958. Jego hole wykończono marmurem, a sale drewnianą boazerią, taflami luster oraz pokryto ręcznie malowanymi kaflami.

http://www.naszdziennik.pl/wp/102639,60 ... alizm.html

A ile ukręcono przy okazji Polakom i grilującym tubylcom zasłuchanym w przekaz TVN - u?


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /