Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 27 wrz 2012, 06:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Będzie ekshumacja Kaczorowskiego

"Nasz Dziennik" ujawnia: Prezydent Ryszard Kaczorowski to jedna z czterech osób, które jeszcze w tym roku ekshumuje prokuratura wojskowa.

Dzisiaj w Sejmie minister sprawiedliwości przedstawi informację rządu w sprawie działań podjętych przez resort sprawiedliwości po katastrofie smoleńskiej. Po ostatnich ekshumacjach prokuratura ustaliła, że doszło do zamiany zwłok i możliwe są dalsze pomyłki.

Posłowie PiS oczekują ustalenia odpowiedzialnych po stronie polskiej za zamianę ciała Anny Walentynowicz.

- Niestety mieliśmy do czynienia z tym barbarzyństwem - stwierdził szef klubu PiS Mariusz Błaszczak. Zaznaczył, iż zarówno Ewa Kopacz, ówczesna minister zdrowia, jak i szef kancelarii premiera Tomasz Arabski nie pojechali do Moskwy jako przedstawiciele rodzin poległych, tylko jako przedstawiciele władz polskich, i to zadaniem rządu polskiego było pilnowanie tego, byśmy nie mieli do czynienia z takim barbarzyństwem.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości domaga się dymisji Kopacz.

- Oczekuję na jej dymisję, zawiodła na całej linii - oświadczył Jarosław Kaczyński. W jednym z wywiadów po katastrofie smoleńskiej była minister zdrowia zapewniała, że była przy zamykaniu wszystkich trumien ofiar katastrofy. Była minister zdrowia teraz wycofuje się ze swoich słów, tłumacząc, że była obecna jedynie pierwszego dnia.

- Byłam w tym dniu, kiedy były lakowane pierwszego dnia. To był poniedziałek, kiedy były lakowane trumny, ta część ciał, które jechały do Polski - powiedziała wczoraj dziennikarzom. Dodała, że nie była przy identyfikacji Anny Walentynowicz.

- Nie byłam przy identyfikacji, ani nie towarzyszyłam, ani nie identyfikowałam Anny Walentynowicz - broniła się. Dziennikarze dopytywali Kopacz o jej wypowiedzi dotyczące polskich lekarzy, którzy mieli towarzyszyć rosyjskim przy identyfikacji i sekcjach. Marszałek Sejmu oświadczyła, że uczestniczyli oni w przygotowaniu zwłok do okazania do identyfikacji.

- Ja tę sprawę wyjaśniałam, rozmawiałam również na spotkaniach, które miały miejsce w kancelarii premiera, wtedy kiedy było spotkanie z rodzinami. Mówiłam, owszem, moja zbitka słowna, niezręczność, która padła w wywiadzie z panią Moniką Olejnik, którą ja potem kilkakrotnie wyjaśniałam, łącznie z tym, że wyjaśniałam to rodzinom - polscy lekarze, i powtórzę to ostatni raz, uczestniczyli w przygotowaniu zwłok do identyfikacji. To jest zupełnie coś innego niż sekcja - zaznaczyła.

- Rodziny były wprowadzane w błąd. Przypomnę oświadczenia wysokich przedstawicieli władzy, ówczesnej minister zdrowia, że wszystko było zbadane, przeprowadzone z udziałem polskich lekarzy, co okazało się całkowitą nieprawdą - stwierdził Kaczyński. - Była kompromitacja, był skandal, ludzie za to odpowiedzialni powinni odejść nie tylko ze stanowisk, które zajmują, ale z polskiej polityki, i to odejść w dożywotniej hańbie - oświadczył Kaczyński.

Ewa Kopacz zaprzeczyła wczoraj, jakoby przekazywała rodzinom informację o zakazie otwierania trumien. - Z tego, co wiem, sprawa (otwarcia) trumien - wiadomą rzeczą, że musi być wniosek do prokuratury. Z tego, co wiem, tylko jeden wniosek o otwarcie trumny wpłynął i dotyczył prezydenta Kaczyńskiego. Nie wpłynął żaden inny wniosek od rodziny o otwieranie trumien po przyjeździe do Polski - powiedziała Kopacz.

Według Ewy Kochanowskiej, takie sformułowania padły jednak na spotkaniu Tomasza Arabskiego i Kopacz z rodzinami w Moskwie tuż po katastrofie.

- Słyszałem wielokrotnie tego rodzaju sformułowania, a nawet sformułowanie, że mamy do czynienia z rosyjską jurysdykcją, co było zdumiewające. Terytorium Polski, polscy obywatele, obca jurysdykcja - rzecz niemożliwa do przyjęcia i niezgodna z prawem, łamiąca zasady polskiej suwerenności - stwierdził z kolei Kaczyński.

Magdalena Pietrzak-Merta, wdowa po wiceministrze kultury, potwierdza, że przekazywał jej to jeden z urzędników. - Ja chciałam otworzyć trumnę - przyznaje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". Jednak wyperswadowała jej to rodzina ze względu na niezmiernie bolesne okoliczności. Takich rodzin, które również chciały zobaczyć swoich bliskich, było więcej, m.in. bliscy Anny Walentynowicz.

- Było szereg możliwości rozwiązania problemu przepisów sanitarnych. Przypomnę, że choćby trumna pana prezydenta była otwierana. I gdyby urzędnicy premiera Tuska przejawiali minimum dobrej woli, to wystarczyło podpowiedzieć rodzinom, co trzeba było zrobić - wskazuje mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik kilku rodzin smoleńskich.

- Ale tam było odwrotnie - chęć przekonania rodzin, że tych trumien nie wolno otwierać, że to będzie przestępstwo - dodaje. - Pamiętam spotkanie z rodzinami, które było kilka miesięcy po katastrofie, i tam nadal stano na stanowisku, że trumien nie wolno otwierać i wszystko jest w porządku - podkreśla adwokat.

Kownacki uważa, że urzędnicy realizowali przyjęte wcześniej założenia. - Nie chcieli dopuścić do otwarcia tych trumien, zależało im na PR. Oni wiedzieli, że zaangażowali za małe środki, nie zagwarantowali tego wszystkiego, co było konieczne. Gdyby wysłali 70 prokuratorów i tyluż biegłych, nie doszłoby do pomyłek - uważa mecenas.

Kopacz pytana, czy przeprosi rodziny za wprowadzenie w błąd, stwierdziła, że nie ma "problemu ze słowem "przepraszam"", jednak uchyliła się od jednoznacznej odpowiedzi.

Dzisiejsza informacja rządu ma dotyczyć podejmowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości i podmioty mu podległe i przez nie nadzorowane działań dotyczących zagwarantowania właściwych procedur postępowania ze zwłokami ofiar katastrofy smoleńskiej na terenie Federacji Rosyjskiej. Początkowo nie przewidziano zadawania pytań po niej, ale klub PiS wnioskował o ich dopuszczenie.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... kiego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 27 wrz 2012, 06:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Zignorowano procedury

11 kwietnia 2010 r. o godzinie 10.00 otrzymałam telefoniczną wiadomość, że mam spodziewać się wizyty przedstawicieli ABW, którzy pobiorą materiał genetyczny od dzieci. Rzeczywiście, materiał został pobrany. Dałam także do badania osobiste rzeczy męża, jego zdjęcia rentgenowskie i dokumentację medyczną.

Rodząca się obecnie narracja, że nie było procedur co do postępowania w przypadku takiej katastrofy, że rodziny powinny były lepiej sprawić się przy identyfikacji szczątków swoich bliskich, nie spieszyć się i pilnować swojego bliskiego do momentu zamknięcia trumny, wydaje się kolejną próbą rozmycia odpowiedzialności za skandal z zamianą ciał, którego jesteśmy właśnie świadkami.

Zarówno Polska, jak i Rosja są członkami Interpolu, który już w 1993 roku wydał zalecenia co do trybu postępowania przy identyfikacji ofiar katastrof. Rozpoczyna się ona od metod najbardziej wiarygodnych do tylko sugerujących tożsamość. I ABW musiała znać te procedury, skoro zaczęła od pobierania materiału DNA, tej właśnie najbardziej wiarygodnej metody stwierdzenia tożsamości.

Później okazało się, że do rozpoznania nadaje się zaledwie kilkanaście ciał. Zapewniano nas wtedy, że każdy szczątek zostanie przebadany genetycznie. Dziś wiemy, że to nieprawda, potwierdziły się podejrzenia, że tych badań nie wykonano. Kolejna nieprawda do i tak już bardzo długiej listy kłamstw smoleńskich.

Okazało się, że procedury istnieją, że wiadomo, co powinno się robić, jak ma działać prokuratura czy rząd i jego przedstawiciele.

Trudno nie zadawać pytań, dlaczego nikt nie był w stanie dopilnować, aby postępowano zgodnie z prawem i obowiązującymi procedurami.

A nad kolejną porcją kłamstw i wykrętów z oddaniem pracują specjaliści od PR.

Ewa Kochanowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... edury.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 27 wrz 2012, 06:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Przemilczana zamiana ciał

Informacje o ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej i potwierdzenie faktu zamiany ciała śp. Anny Walentynowicz z inną osobą zostały praktycznie przemilczane w rosyjskiej prasie. Media w Federacji Rosyjskiej bardzo wstrzemięźliwie odnosiły się do ostatnich wydarzeń związanych z katastrofą smoleńską z kwietnia 2010 roku.

Rosyjskie agencje już wczoraj podały informacje przekazane przez Naczelną Prokuraturę Wojskową (NPW), która potwierdziła skandaliczny fakt zamiany ciała legendy „Solidarności” z inną ofiarą katastrofy rządowego samolotu Tu-154M.

Jednak w dzisiejszych wydaniach największych rosyjskich dzienników problem ten był skracany do minimum. Nie podjęto w nich próby rozszerzenia tematu. Publikując informacje o sprawie pomylenia ciał, przypominano jednocześnie o wnioskach dotyczących przyczyn katastrofy – podaje portal Kresy.pl.

Rosyjskie media poinformowały, że praktycznie te same wnioski znalazły się w raportach komisji badających tę sprawę w Rosji i w Polsce. Jak podaje portal, rosyjska gazeta „Wzgljad” napisała, iż Tu-154M zszedł zbyt nisko i zbyt późno rozpoczęto procedurę odejścia na drugi krąg.

Portal Kresy.pl wyjaśnia, iż wczoraj rosyjska Agencja ITARR - TAS przypomniała, że polska strona od dawna alarmowała o możliwości pomylenia ciał. Jednocześnie zaznaczono, że polscy śledczy zgłaszali wcześniej nieścisłości znalezione przez nich w dokumentacji sporządzanej po przeprowadzonych w Rosji sekcjach zwłok. Inna rosyjska agencja - Interfax - także zwróciła uwagę na wiele nieścisłości w dokumentach przesłanych do Polski.

"To nie pierwsze ofiary smoleńskiej katastrofy, których prochy zostały pozbawione spokoju” - napisano na stronie internetowej dziennika „Wzgljad”. Komentator podkreślił, że w większości przypadków identyfikacja ciał była bardzo trudna i odbywała się na podstawie ekspertyzy DNA. Natomiast rozgłośnia Echo Moskwy podała wprost, że „przed pogrzebem pomylono ciała ofiar”.

IK

http://www.naszdziennik.pl/swiat/10875, ... -cial.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 27 wrz 2012, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
KOGO POCHOWANO NA WAWELU?! - pyta Jarosław Kaczyński

[przypominam artykuł - pytanie sprzed DWÓCH LAT. MD, 27 IX. 2012 ]


http://niezalezna.pl/artykul/kogo_pocho ... u_/42684/1

[muszę dodać, że alarmowałem w tej sprawie w MAJU. http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100 Dlaczego Jarosław Kaczyński zdecydował się powiedzieć o tym dopiero 20 grudnia? MD]

gb, TVP Info, 20-12-2010

"Człowiek w trumnie nie przypominał mojego brata” – stwierdził Jarosław Kaczyński podczas dzisiejszej konferencji prasowej. Przyznał równocześnie, że nie złożył wniosku o ekshumację zwłok. Prezes PiS ma jednak wątpliwości co do prawidłowości sekcji przeprowadzonej przez Rosjan.


– Mam podstawy, ale takie są w Polsce przepisy, że nie mogę o tym głośno mówić, żeby sądzić, że w trakcie sekcji przeprowadzonej w Smoleńsku nie wszystkie części ciała, które tam były, należały do prezydenta RP – mówił.

– Prezydent nie był generałem i nie nosił generalskich mundurów – dodał. Zaznaczył, że „to jest poza jakakolwiek wątpliwością”.

– O ile rozpoznałem ciało mojego świętej pamięci brata na lotnisku – podałem charakterystyczne cechy i one zostały potwierdzone – tzn. bliznę na ręce po ciężkim złamaniu reki, o tyle kiedy już widziałem ciało przywiezione do Polski w trumnie, tego nie rozpoznałem. Był to człowiek, który nie przypominał mojego brata. Mówiono mi, że to on – powiedział polityk.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 27 wrz 2012, 09:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Skąd ten pośpiech?

„Przekazy dnia”, jeżeli chodzi o skandal z zamianą ciał w smoleńskich trumnach można sprowadzić do trzech obowiązujących haseł:

1. 1. Przykra pomyłka

2. 2. Trzeba pamiętać tamtą atmosferę

3. 3. Przemieszanie materiału genetycznego

W tym kierunku idzie właśnie wywiad zamieszczony przez Gazetę Wyborczą, w którym Wacław Radziwinowicz przepytuje rosyjskiego eksperta, Władimira Szczerbakowa.

Jednak w przypadku śp. Anny Walentynowicz cała ta akcja usprawiedliwiania „przykrej pomyłki” jest chybiona z jednego prostego powodu. Ta „przykra pomyłka” dotyczyła ciała dobrze zachowanego i bezbłędnie zidentyfikowanego przez rodzinę. Następne cztery planowane ekshumacje mają dotyczyć podobnych przypadków.

A teraz najbardziej interesujący fragment wywiadu:

Radziwinowicz: - Uważa, więc pan, że ciała ofiar katastrofy smoleńskiej odleciały do Polski i zostały pochowane, zanim ostatecznie zakończono procedury identyfikacyjne?

Szczerbakow - Według mnie jest to wielce prawdopodobne. I to wyjaśnia, dlaczego mogło dojść do pomyłki czy pomyłek.

Nasuwa się pytanie, skąd ten paniczny pośpiech i akcja z wmawianiem rodzinom, że nie wolno otwierać trumien zaś rosyjska jurysdykcja w tej kwestii musi obowiązywać na terenie Polski?

Warto w tym miejscu przypomnieć sobie katastrofę CASY C-295 M w Mirosławcu, do której doszło 23 stycznia 2008 roku.

Ceremonia pogrzebowa odbyła się dopiero 18 lutego 2008 roku, czyli niemal miesiąc od katastrofy.

Dlaczego tak późno?

Otóż tyle czasu potrzebne było, aby przeprowadzić identyfikacje 20 ciał, sekcje zwłok, badania DNA oraz uwaga, uszyć zgodnie z tradycją i obyczajem Wojska Polskiego, nowiuteńkie mundury wojskowe dla ofiar, które to mundury złożone zostały do trumien.

Dlaczego polska i rosyjska strona pracowała w takim panicznym pospiechu?

Dlaczego nawet teraz podczas wszystkich ekshumacji z uporem maniaka odmawia się udziału w sekcjach wskazanym przez rodziny ekspertom nawet w roli obserwatorów?

Dlaczego tak kategorycznie odmawia się wykorzystania w czasie sekcji „nowinki technicznej” z początków XX wieku, czyli aparatów rentgenowskich?

Co było i jest nadal do ukrycia?

http://kokos.salon24.pl/450577,skad-ten-pospiech


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 28 wrz 2012, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Seremet: Rodziny winne nieprawidłowości

Za błędną identyfikację ciał ofiar katastrofy smoleńskiej winę ponoszą rodziny ofiar smoleńskich, zaś inne nieprawidłowości, które miały miejsce w przebiegu działań po katastrofie rządowego samolotu w dniu 10 kwietnia 2010 roku, to jedynie błędy, które zdarzają się przy pracy – takie wnioski można wysnuć po wysłuchaniu informacji ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina i wystąpień premiera Donalda Tuska oraz Andrzeja Seremeta, prokuratora generalnego.

Początek dzisiejszej dyskusji zaczął się bardzo nerwowo. Po tym, jak Michał Ujazdowski (PiS) zgłosił wniosek formalny o to, by marszałek Sejmu Ewa Kopacz (w kwietniu 2010 roku była ona ministrem zdrowia) nie przewodniczyła dzisiejszym obradom z racji poruszanego tematu. Poseł PiS obrazowo zwrócił uwagę, że „nikt nie może być sędzią we własnej sprawie”. Jego wniosek spotkał się z oburzeniem ze strony zarówno Platformy Obywatelskiej, która automatycznie wyszła z przeciwnym wnioskiem, jak i posłów Ruchu Palikota, którzy poprosili o pięciominutową przerwę i ostentacyjnie wyszli z sali plenarnej.

Przeprosiny bez wartości

Jako pierwszy zabrał głos premier Tusk, który w pierwszych, jakże szlachetnych i pięknych słowach z ubolewaniem w głosie przeprosił wszystkie rodziny i bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej.

– Ta debata powinna być poprzedzona kilkoma słowami. Po pierwsze, słowo "przepraszam". (…) Mówię "przepraszam", bo zdaję sobie sprawę, że przy pracy tych 2 tys. osób mogły zdarzyć się błędy i pomyłki - powiedział prezes Rady Ministrów.

Jednocześnie powiedział, że w warunkach, w jakich prowadzone były prace, mogły zdarzyć się pomyłki zarówno po stronie polskiej, jak i rosyjskiej.

- Siłą rzeczy brałem wówczas i biorę dzisiaj na siebie pełną odpowiedzialność za działania państwa polskiego i służb podległych polskiemu rządowi wówczas w Smoleńsku i w Moskwie po katastrofie. Tej odpowiedzialności nikt ze mnie nie zdejmie i ja tego nie oczekuję – powiedział premier Tusk.

Dodał, że ta odpowiedzialność nakazuje mu "przeprosić wszystkie rodziny za udrękę i cierpienie wywołane nie tylko samą katastrofą, ale także tą udręką związaną i z procedurami identyfikacyjnymi, czasami z twardością proceduralnych reguł, a jak się okazuje, także z powodu błędów".

Jego przeprosiny i zapewnienia o jak najbardziej rzetelnej pracy specjalistów szybko przestały mieć cokolwiek na znaczeniu. Chwilę później, zwracając się do posłów Prawa i Sprawiedliwości, zasugerował, że prowadzą oni polityczną wojnę, wykorzystując katastrofę z kwietnia 2010 roku.

- Od pierwszych dni i dzisiaj mamy z tym do czynienia, polityka brutalnie wdarła się w tę tragedię. Także dzisiaj słyszymy słowa, hasła, wypowiedzi z ust polityków PiS, których celem nie jest pomoc rodzinom, nie jest dochodzenie do prawdy, tylko utwierdzenie pewnej politycznej tezy dotyczącej katastrofy smoleńskiej - stwierdził szef rządu.

Zaznaczył, że „groźną rzeczą jest założenie tezy o ewentualnym zamachu, zabójstwie i spisku”. Zarzucił, że „od pierwszych godzin niektórzy politycy koncentrowali całą swą uwagę, by taką tezę polityczną ukształtować, a następnie dobierać do niej możliwie dużo argumentów”. - I tak dziś ewentualne pomyłki są także traktowane jako pretekst do tego, by politycznie wzmacniać, podwyższać tę temperaturę nienawiści, która po 2010 roku, po kwietniu, po katastrofie w Polsce nastała – wyjaśnił. Według niego, część polityków prawicy nadużywa katastrofy, gdyż nie chciała sobie postawić prawdziwych pytań o przyczyny katastrofy.

Gowin: Nic nie wiem

Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin wykazał się całkowitym brakiem wiedzy na temat prowadzonych działań, co wynikało z tego, że w kwietniu 2010 roku nie sprawował on swojej funkcji. Szef resortu sprawiedliwości zapewnił o rzetelnych odpowiedziach, ale jednocześnie podkreślił, że zdecydowana większość kwestii, o które pytano we wniosku PiS, nie dotyczy kompetencji jego resortu.

Minister Gowin zaprzeczył informacjom mówiącym, iż minister Tomasz Arabski i ktokolwiek inny zakazał otwierania trumien. - Szef kancelarii premiera Tomasz Arabski nie wydał ani nie przekazał nikomu polecenia zakazującego otwierania trumien ofiar katastrofy smoleńskiej. Zakazuje tego prawo - stwierdził.

Jednocześnie zaznaczył, iż kwestie przewozu szczątków osób zmarłych i ich pochówku reguluje odpowiednia ustawa i rozporządzenie ministra zdrowia. Według tych przepisów transport zwłok może następować wyłącznie w zamkniętych trumnach, podobnie jak pochówek.

Odpowiadając na zawarte we wniosku o informację pytanie, czy minister sprawiedliwości przekazywał jakiekolwiek swoje uprawnienia, Gowin powiedział, że minister nie upoważniał szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM) ani ministra zdrowia, ani innych ministrów do podejmowania w jego imieniu czy też w ramach jego kompetencji żadnych czynności związanych z tragedią smoleńską.

- Minister sprawiedliwości nie ma podstawy prawnej ani uprawnienia do powierzenia wykonania swoich czynności innym ministrom działowym ani też szefowi KPRM - podkreślił Gowin.

Winne rodziny ofiar

Andrzej Seremet, prokurator generalny, przedstawiał wyjaśnienia dotyczące roli i zakresu działań śledczych po katastrofie smoleńskiej.

- Przyczyną pierwotnej, nieprawidłowej identyfikacji wspomnianych dwóch ciał ofiar katastrofy było nietrafne ich rozpoznanie przez członków rodzin - powiedział z mównicy sejmowej.

Wyjaśnił, że rosyjskie dokumenty dotyczące identyfikacji ciał Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej w całości do polskiej prokuratury dotarły dopiero na początku maja tego roku. Dwa miesiące trwało ich przetłumaczenie, gdyż z informacji przekazanych przez prokuratora generalnego wynika, iż w języku polskim śledczy dostali je 23 lipca br.

Seremet przyznał, iż mówiąc o „przebiegu działań polskich prokuratorów wojskowych w Rosji w pierwszych dniach po katastrofie, trzeba wspomnieć o tym, że nie było możliwości samodzielnego wykonywania przez nich jakichkolwiek czynności procesowych, tak samo, jak nie byłoby możliwe samodzielne wykonywanie jakichkolwiek czynności przez prokuratora obcego państwa na terenie Polski”.

- Żaden z prokuratorów nie wydawał w jakiejkolwiek formie zakazu otwierania trumien po ich sprowadzeniu do kraju po katastrofie smoleńskiej – zapewnił.

Obalone „mity” rządów Tuska

Poseł PiS Andrzej Duda o zaniedbania przy identyfikacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej obwinił rząd, a w szczególności byłą minister Kopacz i ministra Arabskiego. - Była tutaj mowa o "ewentualnych błędach". To nie są ewentualne błędy, to są realne błędy, które się zdarzyły i za które odpowiada polski rząd i przede wszystkim minister zdrowia pani Ewa Kopacz, i minister Arabski z kancelarii premiera. Panie ministrze, takie są realia tej sytuacji. (…) Te pani nieprawdziwe słowa, które uspokajały wtedy rodziny poległych w katastrofie, dzisiaj jeszcze bardziej dojmująco ranią – powiedział.

Przypomniał, że teraz dowiadujemy się, że przy sekcjach zwłok poległych w katastrofie smoleńskiej nie było polskich prokuratorów.

- Teraz dowiadujemy się, że przy sekcjach zwłok ofiar tragedii smoleńskiej nie było polskich lekarzy, a słyszeliśmy z ust pani minister Kopacz o polskich patomorfologach pracujących ramię w ramię z rosyjskimi lekarzami. W ten sposób uspokajano opinię publiczną, w ten sposób uspokajano rodziny ofiar tragedii smoleńskiej. Wszystkie te słowa okazały się nieprawdą – mówił poseł PiS.

Zwracając się do marszałek Kopacz, dodał: "Proszę spojrzeć dzisiaj w oczy rodzinom ofiar". - Jak to mogło się stać, że te ciała zostały złożone do trumien w czarnych workach? Że na nich położono ubrania, które rodziny przywiozły po to, żeby zostali w nie ubrani ich krewni? Jak to się stało, że państwo tego nie dopilnowaliście? Jak to się stało, że nie byliście państwo przy procesie umieszczania ciał w trumnach, nie dopilnowaliście tego i dzisiaj mamy co najmniej sześć pomyłek? - pytał Duda.

Natomiast poseł Solidarnej Polski Ludwik Dorn zwrócił uwagę, iż wystąpienie premiera Tuska było polityczną kampanią, której mottem były słowa "ciszej nad tymi trumnami". - Póki nie dowiemy się prawdy i póki Rzeczpospolita nie odda, to ciszy nad tymi trumnami nie będzie - mówił Dorn.

Poseł Solidarnej Polski zaznaczył, że zmiana ciał Anny Walentynowicz z ciałem Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej nie była jednorazową pomyłką, ale systemowym błędem wpisanym w tę sytuację. - Jak doszło do tego, że prawie na pewno na wiele szerszą skalę niż dwóch osób ten systemowy błąd miał miejsce - dodał Dorn. Zasugerował, że błędów było więcej i to świadczy o tym, że państwo nie zdało egzaminu.

W serii pytań, z których wycofał się Sojusz Lewicy Demokratycznej, posłowie opozycji apelowali o jedność działań i jedność dążenia do wyjaśnienia tej tragedii. Parlamentarzyści PiS i SP pytali m.in., jakie badania i przez kogo były przeprowadzane, jakie podmioty podległe premierowi i w jakim zakresie były odpowiedzialne za poszczególne działania. Pytano także, kto – z imienia i nazwiska – podjął decyzję o przekazaniu śledztwa w ręce rosyjskie oraz dlaczego Polska stała się petentem w wyjaśnieniu tej tragedii.

IK

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 30 wrz 2012, 18:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Jeden z najbrutalniejszych i najpodlejszych tekstów

TRZY PYTANIA do Antoniego Macierewicza po wystąpieniu Tuska: "Jeden z najbrutalniejszych i najpodlejszych tekstów, jakie w polityce w ogóle słyszałem"

wPolityce.pl: Jak pan ocenia ostatnie sejmowe wystąpienie premiera Tuska, w którym z jednej strony "wezwał" on do zakończenia wojny polsko-polskiej, a z drugiej - kopnął tak mocno, jak to tylko możliwe, insynuując winę śp. prezydenta? Wystąpienie to media tzw. "mętnego nurtu" poszatkowały, nie nazywając tej obrzydliwości po imieniu.

Antoni Macierewicz, poseł Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej:

Co do mediów, to nie chcę się wypowiadać, zwłaszcza po przemówieniu ojca Tadeusza Rydzyka na pl. Trzech Krzyży, w którym zdefiniował stan mediów w Polsce. Tu nic więcej tu nie można dodać. Natomiast co do wypowiedzi Donalda Tuska, to mogę powiedzieć, że przywołał on, w brutalnej formie, wszystkie podnoszone dotychczas kłamstwa na temat przebiegu tragedii smoleńskiej. Przywołał wprost, oskarżając śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego o sprawstwo tej tragedii. Dawno nie słyszałem tak brutalnego i tak kłamliwego przemówienia, w którym nieomal każde zdanie na temat przebiegu tragedii smoleńskiej było nieprawdziwe.

Jeżeli jeszcze do tego dołączone zostało sformułowanie, że tylko pan prezes Jarosław Kaczyński może zakończyć tę wojnę, to rozumiem, że to było wezwanie do kapitulacji i potępienia prezydenta Kaczyńskiego. To było wezwanie nie tylko do osobistego upokorzenia, bo to nie jest sprawa fundamentalna gdy chodzi o Polskę, ale wezwanie do zaparcia się całej aktywności, całej linii i dokonań śp. Lecha Kaczyńskiego i formacji niepodległościowej. To był jeden z najbrutalniejszych i najpodlejszych tekstów, jakie w ogóle w polityce słyszałem.

Czemu Tusk zrobił to właśnie teraz? Ma poczucie, że coś mu się wymyka? Chce zmobilizować twardy elektorat swojej sekty anodinowej, przywołać podział, który - jak zapewne wierzy - wciąż da mu premię?

Mam wrażenie, że to jest reakcja na fakty związane z zamianą ciał, na fakty związane z naocznym, jednoznacznym pokazaniem, udowodnieniem kłamstwa smoleńskiego. Bo przypadek Ani Walentynowicz jest dowodem, którego nie można w żaden sposób podważyć. W związku z tym można temu dowodowi przeciwstawić tylko kłamstwo do sześcianu, można przeciwstawić tylko podłą brutalność ubraną w fałsz. To próba zachowania wpływów choćby we własnym zapleczu. Jestem jednak głęboko przekonany, że to się odbiło jak bumerang od świadomości społecznej, bez względu na orkiestrację medialną, którą temu nadano. To już zupełnie nie oddziałuje na Polaków.

Tym razem pan Donald Tusk zostanie sam ze swoim kłamstwem.

Z szeptaną akcją przeciwko śp. prezydentowi i polskim pilotom mieliśmy do czynienia od pierwszych godzin po katastrofie smoleńskiej. Tym razem jednak ta szeptanka, którą uprawiało zaplecze obozu władzy a także dawna esbecja, za sprawą premiera wlała się na sejmową mównicę!

W tym wystąpieniu pana Tuska było więcej: była próba wmówienia, że to my formułowaliśmy nieprawdziwą wersję, gdy tymczasem było przecież tak, że to Rosjanie, a później władze poprzez zorkiestrowaną akcję, poprzez te SMS-y wysyłane do działaczy, próbowali przypisać odpowiedzialność polskim pilotom i polskiemu prezydentowi.

Powtarzam: to jest dżuma w obozie władzy, to jest zaraza, która ich zniszczy do samego końca. Polacy są od tego zaczadzenia już wolni.

Dziękuję za rozmowę.

Kleb

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 06 paź 2012, 10:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Czy MSZ z prokuraturą zastraszali świadków

Kilkunastu konsulów z placówek wschodnich, których po katastrofie MSZ skierował do Smoleńska, zastraszano w Ambasadzie RP w Moskwie, a potem w MSZ – w obecności prokuratorów, zakazując pod groźbą sankcji karnych, by opowiadali, co widzieli. Konsulowie ci powinni być obecni przy identyfikacji zwłok i przy sekcjach, ale Rosjanie ich nie dopuścili. Stawiali tylko pieczątki na zalutowanych trumnach, nie wiedząc, kto jest w środku – mówi nasz informator z MSZ.

Zaraz po katastrofie MSZ skierowało do Smoleńska co najmniej kilkunastu konsulów z placówek wschodnich. Mieli zabezpieczać interesy konsularne. Przylecieli via Moskwa. Powinni, zgodnie z prawem, uczestniczyć w identyfikacji ciał, zamykaniu trumien, przy sporządzaniu dokumentów związanych z tożsamością ofiar. To zadaniem polskich konsulów było stwierdzenie, czy przy zwłokach znaleziono paszport lub inne dokumenty wskazujące na tożsamość, a następnie wystawienie zaświadczenia zezwalającego na przewóz zwłok na podstawie tego dokumentu tożsamości.

Ubezwłasnowolnieni konsulowie

Konsulowie przylecieli bez konkretnych dyspozycji, bez żadnego planu działania. Nie wiedzieli, co mają robić, by umożliwić właściwy przebieg identyfikacji, bo Rosjanie nie dopuścili ich do wykonywania czynności, które powinni wykonywać. Konsul, zgodnie z prawem, w szczególnych wypadkach powinien uczestniczyć przy sekcjach zwłok. To była szczególna sytuacja.

Rodziny, jak mówili w MSZ konsulowie, zostawiono same sobie. Konsularne Centrum Koordynacji praktycznie nie funkcjonowało, tak jak powinno.

– Konsulowie dzwonili nawet do Ambasady RP w Moskwie i pytali, co mają robić, ale nie otrzymali żadnej odpowiedzi – mówi nasze źródło z MSZ.

To konsul jest prawnie odpowiedzialny za zabezpieczenie mienia zmarłej osoby, przyjęcie go do depozytu i następnie przekazanie rodzinie. Rosjanie nie dopuścili ich do tego, a minister Sikorski nie wymógł na Rosjanach, by postępowali zgodnie z prawem.

– Jak mi opowiadali konsulowie, identyfikacja ciał była mitem. Mówili, że tylko „klepali” pieczątki na zalutowanych trumnach, nie wiedząc, kto naprawdę znajduje się wewnątrz. Wyglądało to tak, jakby celowo odizolowano ich od wykonania tych czynności, by zbyt dużo nie widzieli – relacjonuje nasz informator.

Potwierdza to wypowiedź prokuratora generalnego, Andrzeja Seremeta, podczas wyjaśniania posłom roli i zakresu działań prokuratury w kwietniu 2010 r., jeśli chodzi o czynności związane z identyfikacją, oznaczaniem i przewiezieniem z Rosji do Polski ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. Seremet zaznaczył, że z jednego z protokołów okazania zwłok z 13 kwietnia 2010 r. wynika, że „przedstawiciel Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej w obecności dwóch świadków, obywateli rosyjskich z udziałem rosyjskiego biegłego medycyny sądowej oraz tłumacza okazał synowi Anny Walentynowicz zwłoki kobiety oznaczone numerem 21, które Janusz Walentynowicz rozpoznał jako swoją matkę”. Natomiast rosyjska ekspertyza genetyczna z 29 kwietnia 2010 r. wykazała, że „ciało oznaczone numerem 21 nie jest ciałem A. Walentynowicz, lecz ciałem innej ofiary katastrofy wskazanej z imienia i nazwiska”. Z tego, co mówi Seremet, wynika jasno, że przy oględzinach nie było przedstawicieli państwa polskiego.

– Ci konsulowie, mimo izolowania ich od czynności, widzieli wiele. Boją się o tym mówić, bo zostali zastraszeni – mówi nasz informator z MSZ. – Najpierw w Ambasadzie RP w Moskwie, gdy już wracali na placówki macierzyste, kategorycznie nakazano im milczeć na temat tego, co widzieli. Potem, po 1–2 tygodniach wezwano ich do MSZ, gdzie podczas przesłuchań, które odbyły się w obecności prokuratorów, zakazano im mówienia komukolwiek, co widzieli na miejscu, co tam się działo, pod groźbą sankcji karnych. Co takiego tajnego jest w tym, co działo się na miejscu katastrofy? Wygląd ciał? – dziwi się nasz informator.

Pytania bez odpowiedzi

Na nasze pytania – czy w MSZ odbywały się przesłuchania konsulów w obecności prokuratorów i czy zakazano im milczeć, MSZ i prokuratura nie odpowiedziały.

Biuro prasowe MSZ odpisało ogólnikowo: „W odpowiedzi na pytania informujemy, że po katastrofie smoleńskiej MSZ i jego pracownicy współpracowali w wielu kwestiach z różnymi instytucjami państwowymi, spełniając prośby, udzielając informacji, zbierając dane. MSZ współpracował z dwoma prokuratorami. Chcielibyśmy zaznaczyć, że wszystkie informacje, które MSZ posiadał, zostały przekazane przez Ministerstwo właściwym organom. Pewna liczba pracowników MSZ została przez prokuratorów przesłuchana”.

Gdzie odbyły się przesłuchania i czy nakazano – oraz na jakiej podstawie – konsulom milczeć, MSZ nie odpowiedziało. Podobnie jak prokuratura, choć wojskowi śledczy zawsze odpowiadali na nasze e-maile. To pierwszy raz, gdy pominęli nasze pytania całkowitym milczeniem.

Prokuratura odniosła się, ale bardzo pokrętnie, do innych naszych bardzo ważnych pytań. Jak wiadomo z wcześniejszej informacji prokuratury dla „GP”, śledczy nie wydali decyzji o zakazie otwierania trumien. Prokuratura nie dopowiedziała jednak – czy wydała decyzje nakazujące otwarcie trumien, a jeśli nie, dlaczego. Oto, co odpowiedział rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, płk Zbigniew Rzepa: „Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie zakazywała ani też nie wyrażała zgody na otwieranie trumien ciał ofiar katastrofy po ich przetransportowaniu do kraju, bowiem do Prokuratury nikt z takimi postulatami nie występował”. A na pytanie: „Czy na brak takiej decyzji wpłynęło stanowisko lub sugestie osób wchodzących w skład rządu lub innych urzędników państwowych, niezwiązanych z prokuraturą wojskową?” płk Rzepa odpowiedział: „Proces sprowadzenia zwłok do Polski jest wyłączną domeną organów administracji państwowej, służby dyplomatycznej i sanitarnej. Brak jest jakiejkolwiek podstawy prawnej dla ingerencji prokuratora w tym zakresie. Wobec powyższego pytanie o sugestie przedstawicieli Rządu RP, które miałyby wpłynąć na czynności prokuratora, jest bezprzedmiotowe”.

Całość artykułu w tygodniku “Gazeta Polska”

http://niezalezna.pl/33548-czy-msz-z-pr ... i-swiadkow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 07 paź 2012, 19:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
TO... GazWybor, nie Gazeta Polska! - BAŃKA SMOLEŃSKA PĘKA...

NIEBYWAŁE...

TO poniżej, to są cytaty ze strony www GazWyboru, a nie z Gazety Polskiej! Trudno uwierzyć... Całość wychodzi we "Wproście" na 7 X... cytaty są porażające...

"Polaków Rosjanie nie dopuszczali":
Patomorfolodzy siedzieli przed prosektorium, Rosjanie do niczego nie dopuszczali.

"Jeszcze wszystkich będą ekshumować":
Kilka dni po katastrofie smoleńskiej powiedziałem do żony <<wiesz, Aga, jeszcze wszystkich będą ekshumować>> - mówi Dymitr Książek, lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, w rozmowie z <<Wprost>>. Książek był w Moskwie podczas identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej.

"Umówiliśmy się, i przez dwa i pół roku nic nie mówiliśmy":
Nie, nie mówiliśmy nic przez dwa i pół roku. Tak się umówiliśmy między sobą, że nic. Nawet razem z kumplami, z ratownikami nie rozmawialiśmy o tym, co widzieliśmy tam, w Moskwie. To była taka... Ech, nie będę przeklinał...

Za Frondą (nie abonuję internetowego Wprostu, tam pono całość już dostępna) podam jeszcze jeden fragment tegoż wywiadu:

Skandalicznie wyglądało też traktowanie rodzin ofiar, a także zamykanie trumien. - Kiedy trumny lakowano, to w sali Rosjanie zrobili granicę polsko-rosyjską.To był kosmos. Po jednej stronie siedziała rosyjska celniczka, po drugiej byliśmy my. Wszyscy. Po zalutowaniu trumna trafiała na polską stronę.Ale rozpętała się kompletna awantura, bo rodziny chciały wkładać do trumien święte obrazki, modlitewniki i różańce. Rosjanie nie chcieli się na to zgodzić. To było straszne, oburzające. Politycy nasi wymogli na Rosjanach, by na to pozwolili. Niech pani pamięta, że to była ceremonia pogrzebowa, ale Rosjanka jakby tego nie rozumiała. A po naszej stronie wszyscy się modlili - uzupełnia.
- - - - - - - -
Nie mam złudzeń. W publikacji Wprostu nie chodzi pewno o prawdę. Po prostu idzie rewolucja pałacowa - i w jej ramach prawda zaczyna przesiąkać i wyciekać - w końcu kiedyś ktoś musiał zacząć sypać. I sypie się coraz bardziej, a dni Tuska zaczynają się kończyć. Odpowiedzialni najważniejsi - pozbędą się tych odpowiedzialnych, którzy są najbardziej widoczni na arenie, i staną się odpowiedzialnymi publicznie; aż do tej pory kryto ich gazwyborowo. Teraz "narracja" się zmienia - nowa jej wersja ich zmiecie. Taki scenariusz dawno już był głoszony (nawet i mnie się coś zdarzyło, w "kanapoprzepowiedni"...). Cóż. Kryzys idzie i coś, ba, cokolwiek lemingi na żer muszą dostać...
- - - - - - - - -
A kanapoprzepowiednię własną - spisaną 14 X 2010 - ośmielę się zacytować:

[punkt 4.]
...istnieje [...] możliwość, że Rząd & Platforma, a przede wszystkim najważniejsi jego Przedstawiciele mogą [...] z hukiem odpaść z gry, a cały obecny układ władzy przewróci się do góry nogami wskutek – pozornie – nacisku opinii publicznej.

Bezpośrednią przyczyną (to znaczy pretekstem, ale nie przyczyną główną) takiego „przewrócenia się” mogłoby być celowe i nie budzące wątpliwości „ujawnienie” (przez... – potrzebne dopisać...) konkretnych szczegółów śledztwa smoleńskiego bądź nawet całego mechanizmu (prawdziwego? wykoncypowanego? – niepotrzebne skreślić) smoleńskiej katastrofy/zamachu (niepotrzebne skreślić).

Ale uwaga: w żadnym razie nie będzie to (miało) oznaczać zwycięstwa obecnej opozycji.

http://korabita.salon24.pl/453395,to-ga ... enska-peka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 09 paź 2012, 11:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Nie do wiary......

Rozbicie czaszki Anny Walentynowicz musiało mieć miejsce PÓŹNIEJ

... już po okazaniu Rodzinie w Moskwie

Janusz Walentynowicz: Ciało Mamy [AW] w Moskwie nie nosiło żadnych uszkodzeń

...Ciało ekshumowanie w Warszawie nie miało twarzy, nawet nie miało czaszki... [Rozbicie - uszkodzenie musiało więc mieć miejsce PÓŹNIEJ, po okazaniu Rodzinie w Moskwie. Wg. zeznań rodzin- JEST TO PEWNE md]. Dementi wobec twierdzeń prok. SEREMETA . „Komuś bardzo zależy, by ta sprawa nie została wyświetlona”. W wiele „dokumentów” nie wierzę. http://www.dlapolski.pl/10/09/cialo-mam ... -uszkodzen

Rodziny Anny Walentynowicz oraz Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej relacjonują przebieg rozpoznania ciał bliskich w Moskwie po katastrofie smoleńskiej, odpierając tym samym zarzuty prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta jakoby byłyby odpowiedzialne za błędne wskazanie podczas identyfikacji.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 11 paź 2012, 10:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Świadome fałszerstwa komisji Millera

Dr Kazimierz Nowaczyk przedstawił w Sejmie szczegółową analizę usterek TU-154M, do których doszło w powietrzu, ponad 30 metrów nad ziemią. – Mieliśmy do czynienia z działaniem osób trzecich, dezintegracja samolotu nastąpiła w powietrzu, podczas odejścia samolotu do góry – mówi w rozmowie ze Stefczyk.info Antoni Macierewicz.

Poseł PiS, z którym rozmawialiśmy po posiedzeniu zespołu dodał, że zarówno komisja Millera, jak i prokuratura o dawna były w posiadaniu tych analiz. – Po raz pierwszy publicznie pan prokurator Parulski stwierdził, że ma w dyspozycji swojej tę analizę na konferencji 27 lipca 2011 roku.

Stefczyk.info: - Na ile przedstawione ustalenia dotyczące usterek TU-154M w powietrzu przybliżają nas do poznania rzeczywistego przebiegu katastrofy?

Antoni Macierewicz: - One potwierdzają dotychczasowe hipotezy i można powiedzieć, że przechodzimy już do tezy. Krótko mówiąc umacniają przekonanie, że do katastrofy doszło w powietrzu i że nie miało to nic wspólnego z jakimkolwiek uderzeniem w brzozę. Przyczyny były zewnętrzne wobec pilotów. Nie oni są sprawcami tej katastrofy. Mieliśmy do czynienia z działaniem osób trzecich, dezintegracja samolotu nastąpiła w powietrzu, podczas odejścia samolotu do góry. To niesłychanie istotne – tupolew nie lądował, lecz odlatywał i wtedy doszło do tragedii.

Jesteście też coraz bardziej pewni co do mechanizmu rozpadu TU-154M.

Zaczął się od skrzydła. Następnie doszło do destrukcji silników, później miał miejsce jakiś wstrząs i eksplozja w podwoziu i zostało przerwane zasilanie elektryczne. Znamy coraz więcej szczegółów dotyczących poszczególnych etapów rozpadu samolotu i jego awarii.

Wiemy też, że w ostatnich sekundach lotu radiowysokościomierz nie działał prawidłowo…

...w ogóle przestał działać. Z tego, co pamiętam, to ostatni zapis jest o godzinie 8:41, a następny o 23:40, czyli krótko mówiąc wtedy, gdy zaczęto w nim grzebać. Ktoś go wówczas znów podłączył.

Czyli wysokościomierz przestał przekazywać jakiekolwiek dane.

Tak, to niesłychanie przykra informacja wskazująca na niewiarygodność działań pana Millera i dotychczasowych działań prokuratorów, którzy się odwołują do radiowysokościomierza w tych ostatnich sekundach, kiedy on już nie działał. Przestał wówczas być użytecznym narzędziem.

Jak w takim razie nazwałby pan działanie komisji Millera? Powoływanie się w opisie krytycznych chwil na radiowysokościomierz było fałszerstwem, manipulacją czy tylko błędem?

Chodzi nie tylko o radiowysokościomierz, ale również m.in. symulację, na której widać samolot uderzający w brzozę na wysokości 5 metrów, gdy wysokość baryczna wynosi w tym momencie 18 metrów nad drzewem. Z przykrością muszę podtrzymać swoją tezę, że mieliśmy do czynienia ze świadomym fałszerstwem. I ubolewam, że prokuratura, która wszczęła w tej sprawie śledztwo z naszego doniesienia nikogo z nas nie przesłuchała, nie zainteresowała się nawet tymi danymi, które świadczą o fałszerstwie, tylko je umorzyła.

not. ruk

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... ji-millera


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 15 paź 2012, 18:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
PIENIĄDZE TO NIE WSZYSTKO, CZYLI OMIJAĆ, MILCZEĆ, ZAPOMNIEĆ

Kilka dni temu w programie TVN Superwizjer zostały odsłonięte kulisy smoleńskich pogrzebów oraz związanych z nimi operacji. Temat był wprawdzie podejmowany wcześniej przez dziennikarzy GP, jednak dopiero autorzy programu - Piotr Litka i Marcin Mamoń – obnażyli, budzące grozę, tło tamtych wydarzeń. Wątkiem przewodnim, który zdominował komentarze i artykuły prasowe dotyczące kwestii poruszonych w Superwizjerze, okazała się strona finansowa całej operacji.

Oto w dniu 10 kwietnia 2010 roku prezes Polskiej Izby Pogrzebowej , zrzeszającej największe podmioty tej branży, zaoferował rządowi bezpłatną pomoc w organizacji pogrzebów ofiar, która to pomoc miała stanowić swoisty gest wobec państwa i rodzin poległych w tej bezprecedensowej tragedii. Oferta PIP nie została jednak przyjęta przez rząd, pozostała bez odpowiedzi, pomimo iż została rozesłana do najważniejszych osób w państwie. Organizację pogrzebów powierzono mało znanej, niewielkiej firmie pogrzebowej z Warszawy, której próżno szukać w wyszukiwarkach internetowych za pomocą haseł związanych z pochówkiem. Wybór padł na firmę S.O.S Agencja Funeralna, której właścicielem jest Piotr Godlewski, będący w latach 80 – tych tajnym współpracownikiem WSW, poprzedniczki WSI, na którą to informację dziennikarze Superwizjera natrafili w trakcie badań nad archiwami dawnej bezpieki, znajdującymi się w zasobie IPN.

TW „Wielokropek” w chwili rozwiązywania współpracy zastrzegł jednocześnie, że jest gotów podjąć się kolejnych zadań, jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba:

„W czasie rozwiązywania współpracy wymieniony oświadczył, iż gotów jest udzielać pomocy w dalszym ciągu, jednakże pod warunkiem, iż pozostanie na łączności oficera kontrwywiadu wojskowego”.

Firma S.O.S Agencja Funeralna wykonała swoje usługi odpłatnie, pobierając pieniądze nawet za te czynności, których, jak dowiedli dziennikarze Superwizjera, nie wykonywali jej pracownicy.
Zgodnie bowiem z prawem, co podkreślił występujący w programie przedsiębiorca pogrzebowy z Krakowa, do obowiązków firmy pogrzebowej należy przede wszystkim uczestniczenie w identyfikacji zwłok, przygotowanie ciała, włożenie do trumny oraz załatwienie wszelkich związanych z tym formalności. Zaniechanie tych czynności przez wyznaczoną firmę pogrzebową stanowi asumpt do ponownego otwarcia trumny przez rodzinę.
Jak to wyglądało w Smoleńsku? Podobno firma wynajęta przez rząd wysłała tam dwóch pracowników, choć w opinii świadków wyłącznie polscy żołnierze uczestniczyli w zamykaniu trumien, a konkretnie w zamykaniu wieka już wcześniej zalutowanych przez rosyjskich funkcjonariuszy trumien. Tak więc w samym momencie wkładania ciał do trumien żaden z Polaków nie uczestniczył. Według znawców tematu, aby dopełnić obowiązków nałożonych na przedsiębiorców pogrzebowych przy takiej liczbie ofiar, do Smoleńska musiałoby się udać co najmniej 20 - tu pracowników pogrzebowych.

Powstała więc taka oto sytuacja, że rząd odrzucając propozycję Polskiej Izby Pogrzebowej, która nie tylko chciała nieodpłatnie zorganizować pogrzeby, ale przede wszystkim dysponowała niezbędną ilością osób, mogących zapewnić nadzór nad procesem identyfikacji oraz wkładania do trumien , a wybierając małą, zaledwie kilkuosobową firmę sprawił, iż to Rosjanie byli wyłącznymi dysponentami ciał naszych poległych, bez udziału polskich urzędników, lekarzy, rodzin i pracowników firmy pogrzebowej.

Być może to był główny motyw wyboru przez rząd takiej, a nie innej firmy, należącej do, co nie jest zapewne przypadkowe, osoby „z przeszłością”? Czy chodziło o zgodę i milczenie ze strony właściciela S.O.S Agencja Funeralna na decyzję o pozostawieniu zwłok naszych rodaków na wyłączność rosyjskim funkcjonariuszom? Czy miało się to wszystko odbywać z dala od oczu niepowołanych, zwłaszcza tych mających na co dzień do czynienia z zabitymi, a więc niejako uodpornionych na makabrę śmierci?

Dlaczego? Co takiego dziwnego było w tych ciałach, że chciano ukryć przed wzrokiem postronnych? Można przypuszczać, że przedsiębiorcy zrzeszeni w PIP nigdy nie zgodziliby się na takie działania, dlatego być może ich propozycja nie zyskała akceptacji ze strony czynników rządowych?

Nagrany przez dziennikarzy ukrytą kamerą Piotr Godlewski powiedział w chwili szczerości słowa, które nie tylko zaskakują, ale przede wszystkim szokują, bo pokazują inny wymiar rzekomego żalu i współczucia ze strony rządzących, a przynajmniej części z nich:

„Pan zrobi ze mną wywiad i ja będę miał problemy. I to nie chodzi o to, że jestem człowiekiem mało ważnym, tylko… zobowiązałem się do czegoś i to wystarczy. (…) Ja ten temat mam, po prostu mam, jak gdyby cały w ramkach. Z każdej strony tych ramek jest napisane: „Omijać, milczeć, zapomnieć”. (…) Proszę porozmawiać z panem ministrem Stachańczykiem(wiceminister spraw wewnętrznych – przyp. red.). (…) Ja się na pewno nie wypowiem w tej sprawie. Nie zmusi mnie do tego nawet prezydent Komorowski, bo na to nie pozwala moje sumienie. (…) Nie wiem, dlaczego moja firma się tym zajęła. (…) Odebrałem telefon, tyle”.

Trudno nie zadać w tym miejscu pytania: do czego i przed kim zobowiązał się pan Godlewski? Dlaczego nie chce o tym pamiętać, wspominać i mówić, przecież to był zaszczyt móc uczestniczyć w tak historycznym, choć tragicznym wydarzeniu? O co tak naprawdę chodziło w tej całej, delikatnie mówiąc, dziwnej sytuacji?
Czy już 10 kwietnia, chwilę po tragedii, część osób z rządu była „dogadana” z Rosjanami, że nikt im nie będzie patrzył na ręce? Nie będzie polskich lekarzy, pracowników firm pogrzebowych, rodzin, a nawet konsulów RP? Czyżby częścią tej samej operacji było zapewnianie rodzin zabitych, że trumien w Polsce otwierać nie będzie można?

I na koniec pytanie, które nie daje mi spokoju od minionego wtorku, kiedy obejrzałam Superwizjera: dlaczego złożono zamówienie na 98 trumien, skoro zginęło 96 osób? Czyżby w chwili zamawiania trumien urzędnicy państwowi nie znali listy zabitych? Czy standardowo przy tego typu katastrofach, kiedy lista zabitych pasażerów jest znana, zamawia się dodatkowe trumny extra?
Te pytania stanowią tylko niewielką część tych, które powstały w mojej głowie po obejrzeniu materiału Piotra Litki i Marcina Mamonia, choć nawet te mogą przyprawić o koszmary w nocy.

http://superwizjer.tvn.pl/odcinki-onlin ... 707,0.html

http://wpolityce.pl/wydarzenia/38094-ko ... ofiar-1004

http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/ ... actwo.html

http://martynka78.salon24.pl/455112,pie ... -zapomniec


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 18 paź 2012, 07:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Prokuratorzy jak statyści

Z Piotrem Walentynowiczem, wnukiem śp. Anny Walentynowicz, która zginęła w katastrofie pod Smoleńskiem, rozmawia Anna Ambroziak

Podziela Pan ocenę mec. Stefana Hambury, że sekcja we Wrocławiu odbywała się w dość swobodnej atmosferze?
- Tak było. Ale po tym, co zobaczyłem w Bydgoszczy, mogę stwierdzić, że we Wrocławiu nie było najgorzej.

W bydgoskim Zakładzie Medycyny Sądowej nie doszło do badania - zepsuł się tomograf.
- Ogólnie mówiąc: atmosfera w bydgoskim Zakładzie Medycyny Sądowej była bardzo wyluzowana. Byliśmy tam obaj z tatą, obok stała grupa lekarzy, którzy nas w ogóle nie dostrzegali, rozmawiali ze sobą, jak gdyby nigdy nic, śmiali się na głos, zadowoleni ze spotkania. Przypominało to spotkanie towarzyskie. Wrzawa i harmider jak w szkole podstawowej podczas przerwy. Wszyscy chodzili, trzaskali drzwiami, szukali się nawzajem.

Szukali?
- Kiedy chcieli zacząć czynności otwierania trumny, okazało się, że brakuje prokuratora, rozpoczęły się jego poszukiwania. Kiedy z kolei przyszedł prokurator, okazało się, że brakuje kilku lekarzy. Szukano się nawzajem. We Wrocławiu było lepiej. Ale czy profesjonalnie? Tego nie mogę ocenić, nie znam się na procedurach. To, co uderzyło mnie we Wrocławiu, to przede wszystkim obojętność ze strony dwóch prokuratorów, którzy zachowywali się jak typowi statyści. W każdej z przeprowadzonych we Wrocławiu sekcji brał udział jeden ze śledczych. Siedział obok sali sekcyjnej, w oddzielnym pokoju. Za każdym razem zasada ich działania była taka sama - ograniczali się do pilnowania tego, by nikt z obecnych na sali nie korzystał z telefonów komórkowych, od czasu do czasu prokurator podchodził tylko do stołu sekcyjnego. Cały proces był nagrywany - nie mogli więc postąpić inaczej, nawet gdyby chcieli. Ale z ich strony nie było żadnej inicjatywy, to mecenas Hambura musiał ciągle o coś zabiegać. Wciąż przypominał o tym, o co powinni byli zadbać prokuratorzy: o zrobienie zdjęć pobranych próbek, opisanie ich, zaprotokołowanie kolejnych czynności. Nie było żadnej inicjatywy ze strony prokuratorów, żadnych wskazań pod adresem lekarzy, że potrzebują takiej to, a takiej próbki do protokołu. Podejrzewam, że gdybyśmy w tych sekcjach z tatą i mecenasem Hamburą nie uczestniczyli, część próbek poszłaby do kosza, nie zostałaby nawet opisana. Tak było na przykład ze znalezionym w ciele babci skrawkiem materiału - był to mały fragment, mieścił się w dłoni. Mecenas Hambura musiał sam wnioskować o jego zabezpieczenie, prokuratorom nie przyszło to nawet do głowy.

Może nie chcieli ingerować w pracę biegłych?
- Nie znam się na procedurach, nie wiem, jak to powinno wyglądać profesjonalnie, powiedziałem pani tylko to, czego byłem świadkiem.

Jak pracowali lekarze?
- Byli bardziej stonowani niż ci w Bydgoszczy. Ale ogólnie atmosfera była rozluźniona, nie wyczuwało się żadnych rygorów. Podam pewien przykład: otóż podczas sekcji ciała śp. pani Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej pani prof. Barbara Świątek, która kierowała zespołem, nieświadoma, że stoję za nią, chciała zignorować pewną uwagę jednego z lekarzy. Chodziło o sugestię ze strony tego medyka, by opisać jakąś próbkę ciała. Pani Świątek stwierdziła - mówiąc najogólniej - że przesadza z dokładnością. Zmieniła zdanie, kiedy zorientowała się, że stoję za nią i wszystko słyszę. Wnioskowaliśmy wcześniej wspólnie z tatą o usunięcie pani Świątek z ekipy, która miała wykonywać sekcje. Prokuratura nasz wniosek odrzuciła.

Dlaczego?
- Pani prof. Barbara Świątek opiniowała w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa. Zespół biegłych, który pracował pod jej kierownictwem, stwierdził, że śmierć Pyjasa nastąpiła na skutek upadku z dużej wysokości, co więcej - zespół biegłych nie potwierdził możliwości jego pobicia przed śmiercią. Wyszło na to, że pan Pyjas sam jest sobie winien, bo wchodził na schody. Gdyby tego nie zrobił, to by się nie zabił. Dla nas jest to sprawa wysoce nieoczywista. Pani Świątek twierdzi inaczej. Nie podważam jej doświadczenia zawodowego, ale jej nie wierzę. Tłumaczenie biegłych w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa bardzo przypomina mi argumentację prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, który mówił niedawno o zbiorowej halucynacji rodzin smoleńskich, które źle rozpoznały swoich bliskich.

Równie sceptycznie ocenia Pan działania pozostałych lekarzy?
- Absolutnie nie. W sekcji uczestniczyło około dziesięciu lekarzy, niektórzy z nich wzbudzili moje zaufanie, mogłem podejść, zapytać. I otrzymywałem odpowiedź.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tysci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 23 paź 2012, 14:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Walentynowicze: Dzięki temu mamy pewność

Ojciec i ja wzięliśmy udział we wrześniowych ekshumacjach i późniejszych sekcjach, bo straciliśmy zaufanie do instytucji naszego państwa – z JANUSZEM WALENTYNOWIECZEM, synem Anny Walentynowicz, współzałożycielki NSZZ Solidarność, oraz z jej wnukiem PIOTREM WALENTYNOWICZEM rozmawia Waldemar Żyszkiewicz

– Prokurator generalny Andrzej Seremet twierdzi, że to Pańska pomyłka stała się przyczyną zamiany zwłok Anny Walentynowicz oraz Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Czy faktycznie miał Pan w Moskwie problemy z rozpoznaniem ciała swej matki?

Janusz Walentynowicz: – Nie, wręcz przeciwnie. Rozpoznałem od razu i bez najmniejszych wątpliwości. Mama wyglądała tak, jakby spała. Nie miała na ciele żadnych zadrapań, siniaków, ran czy uszkodzeń. Żadnych otwartych złamań czy innych odkształceń ciała, które mogłyby utrudniać identyfikację. Poznałem ją po twarzy, ale trafność rozpoznania potwierdziły także blizny pooperacyjne, o których osobom prowadzącym identyfikację powiedziałem już wcześniej. A istnienie tych blizn zostało potwierdzone podczas okazania ciała.

– Anna Walentynowicz miała taki charakterystyczny pieprzyk pod nosem…

Janusz Walentynowicz: – Tego pieprzyka nie było, został jakoś zerwany. Ale w jego miejscu widniała ranka analogicznej wielkości.

– Więc nie wahał się Pan ani przez chwilę?

Janusz Walentynowicz: – Nie było po temu żadnych powodów. Zresztą skoro moją mamę bez trudu rozpoznali w Moskwie obcy ludzie, to byłoby dziwne, gdyby kłopoty z identyfikacją matki miał jej rodzony syn.

– Ktoś już wcześniej rozpoznał Annę Walentynowicz?

Janusz Walentynowicz: – Przede mną znalazła się tam rodzina pani Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. I właśnie im jako pierwsze do rozpoznania przedstawiono ciało mojej mamy. Ale oni od razu wiedzieli, że to jest Anna Walentynowicz, a nie ich krewna. Rozpoznali ją po twarzy i powiedzieli o tym rosyjskim śledczym.

Piotr Walentynowicz: – Publiczne sugerowanie, że mój tato nie rozpoznał swej matki, którą bez trudu potrafili zidentyfikować ludzie, którzy ją znali wyłącznie ze zdjęć, w dodatku nie poparte żadnymi przekonującymi dowodami, może zdumiewać, zwłaszcza gdy robi to prokurator generalny RP, w końcu wysoki urzędnik państwowy.

– Prokurator Seremet czymś się jednak kierował, mówiąc w sejmie to, co powiedział.

Janusz Walentynowicz: – Nie wiem, czym się kierował, ale z jego słów wynika, że komentował sprawę, z którą wcześniej szczegółowo się chyba nie zapoznał. A przecież w prokuraturze są bardzo obszerne wyjaśnienia, które składałem w tej sprawie.

Piotr Walentynowicz: – Moim zdaniem, oświadczenie prokuratora Seremeta miało wyłącznie odwrócić uwagę od tego, że ludzie, którzy powinni egzekwować obowiązujące w Polsce procedury, całkowicie zawiedli. Ot, taka zwyczajna próba przerzucenia odpowiedzialności za niesprawność organów państwa na rodziny smoleńskich ofiar.

– Może polscy śledczy doszli do przekonania, że dokumentacja medyczna sporządzona przez stronę rosyjską wystarczająco przesądza tę sprawę.

Janusz Walentynowicz: – Kiedy tak właśnie nie jest. Dam prosty przykład, bez wchodzenia w szczegóły, których zabroniono nam ujawniać. Gdy identyfikowałem mamę w Moskwie na jej ciele nie było żadnych śladów cięć czy szwów posekcyjnych.

– To znaczy, że rozpoznanie odbyło się jeszcze przed sekcją.

Janusz Walentynowicz: – Tylko że ja identyfikowałem mamę 13 kwietnia 2010 roku, a rosyjski dokument z sekcji, załączony do akt mojej mamy, jest datowany na dzień 11 kwietnia.

– Czy zawarte w nim treści odnoszą się do Pańskiej mamy?

Janusz Walentynowicz: – O zawartości dokumentów znajdujących się w aktach śledztwa mówić mi nie wolno, to był warunek, od którego prokuratura uzależniła możliwość naszego zapoznania się z nimi. Ale to właśnie na podstawie tego dokumentu nabraliśmy podejrzeń, jak już dziś wiadomo, absolutnie uzasadnionych, że w rodzinnym grobie spoczywa ktoś inny.

Piotr Walentynowicz: – Nam mówić o tym nie wolno, bo akta podobno właśnie dla naszego dobra zostały utajnione, ale prokurator Seremet publicznie posługiwał się tą dokumentacją w sejmie. Nie wiemy jednak, czy dlatego, że może została już odtajniona, czy dlatego, że zwierzchnikowi prokuratury wolno więcej niż zwykłym, poszkodowanym obywatelom.

– Prokurator Seremet omówił bądź skomentował tylko jej fragmenty…

Piotr Walentynowicz: –Właśnie tylko fragmenty… Tymczasem dla rzetelnego wyjaśnienia sprawy należałoby odtajnić jej całość. Zresztą gdyby całość tej dokumentacji udostępniono mediom, to dziennikarze sami doszliby do przekonania, że przynajmniej w naszym przypadku o pomyłce zawinionej przez rodziny mowy być nie może.

– Prokuratura twierdziła, że decyzję o ekshumacji ciała z grobu Walentynowiczów podjęto z urzędu, co uzasadnia przypuszczenie, że bałagan w dokumentacji medycznej był oczywisty również dla polskich śledczych.

Janusz Walentynowicz: – „Bałagan” to bardzo delikatne określenie, ale pozostańmy przy nim.

– Co wyjaśniły wrześniowe ekshumacje w Gdańsku i Warszawie? Czy pomogły coś uporządkować?

Janusz Walentynowicz: – Z naszego rodzinnego punktu widzenia, zrozumiałego chyba dla wszystkich, którzy przeżyli doświadczenie utraty najbliższych, były niezbędne. Dzięki oględzinom ciała podczas poekshumacyjnej sekcji, mogłem jednoznacznie stwierdzić, że w naszym rodzinnym grobie na gdańskim cmentarzu Srebrzysko do 17 września 2012 roku nie leżała moja mama.

– Wystarczyły same oględziny?

Piotr Walentynowicz: –Ciało ekshumowane w Gdańsku nie miało blizn po zabiegach operacyjnych przez jakie przeszła babcia. Natomiast ciało ekshumowane w Warszawie z grobu pani Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej miało blizny w tych właśnie miejscach.

– To uprawdopodobniło kwestię tożsamości…

Janusz Walentynowicz: – …a wynik badań DNA, dopiero teraz przeprowadzonych, ostatecznie ją przesądził. Dzięki oględzinom i badaniom mam wreszcie pewność, że w grobie obok ojca spoczęły zwłoki mojej mamy.

Piotr Walentynowicz: –Ale brak blizn na jednym z ekshumowanych ciał też jest bardzo ważny dla sprawy. Bo praktycznie uniemożliwia przerzucenie winy za zamianę zwłok na rodziny. Gdyby bowiem obie osoby, co praktycznie jest bardzo mało prawdopodobne, ale teoretycznie możliwe, przeszły analogiczne operacje, to można by ewentualnie dopuścić pomyłkę rodzin. Ale w takim przypadku?

– Prokuratura ogłosiła jednak, że nie będzie śledztwa ani żadnych innych czynności sprawdzających w sprawie zamiany ciała współzałożycielki Solidarności. „Fatalna pomyłka jest wynikiem błędu rodzin, które źle rozpoznały swych bliskich” – podano w mediach uzasadnienie tej decyzji.

Piotr Walentynowicz: –Konsekwencja, z jaką prokuratura unika podejmowania działań zmierzających do wyjaśnienia przyczyn nie tylko zamiany ciał naszych bliskich, ale czegokolwiek, co dotyczy smoleńskiej zagadki, mnie osobiście zdumiewa i bulwersuje. Ludzie występujący i działający w imieniu Rzeczypospolitej mają służyć obywatelom, a nie wchodzić z nimi w żenujące polemiki za pośrednictwem mediów. Ale oni czują się bezkarni: ignorują fakty, zasady, przepisy i nic złego ich za to nie spotyka.

– Dlaczego uczestniczył Pan we wrześniowych ekshumacjach?

Piotr Walentynowicz: –Bo straciłem zaufanie do instytucji naszego państwa. I właśnie dlatego obaj, ojciec i ja, poczuliśmy się zmuszeni do wzięcia udziału w ekshumacjach i późniejszych sekcjach obu ekshumowanych ciał. Tego, co wtedy widziałem, długo nie zapomnę. Jestem zły, że musiałem przez to przejść. Ale dzięki temu mam pewność, że wszystko jest tak, jak ma być. Babci się to należało.

– Trafność, z jaką po przeszło dwóch latach ustalono, gdzie faktycznie została pochowana Anna Walentynowicz pozwala zasadnie przypuszczać, że dotycząca jej dokumentacja medyczna znajduje się aktach Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Czy zamierzacie Panowie wystąpić o ten dokument?

Janusz Walentynowicz: – Wydarzenia od podjęcia decyzji o ekshumacji i przeprowadzeniu sekcji, aż po powtórny pochówek mojej mamy biegły tak szybko, że nie ze wszystkim zdołałem się uporać, ale teraz po przemyśleniu sprawy wydaje się bardzo prawdopodobne, że dokumenty sekcyjne przypisane pani Teresie Walewskiej-Przyjałkowskiej w istocie dotyczą mojej mamy. A skoro tak, to oczywiście bardzo chciałbym je poznać.

– A jeśli śledczy i tego odmówią?

Janusz Walentynowicz: –Nad wszelkimi dalszymi działaniami musimy naradzić się z naszym prawnym pełnomocnikiem mecenasem Stefanem Hamburą. Ale nie damy zamieść tej sprawy pod dywan.

Piotr Walentynowicz: –Na pewno tego nie zostawimy. Żyjemy przecież w państwie demokratycznym i praworządnym, które należy do Unii Europejskiej, więc zakładam, że istnieje jakaś realna droga dochodzenia swoich praw obywatelskich. Gdyby było inaczej, to by znaczyło, że zamiast z demokracją mamy do czynienia z jakąś prawno-biurokratyczną dyktaturą.

„Tygodnik Solidarność” nr 42, z 12 października 2012

http://piszesie.salon24.pl/456877,walen ... my-pewnosc


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Skandale i zaniechania "śledztwa" smolenskiego
PostNapisane: 30 paź 2012, 17:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Prokuratura potwierdziła błąd identyfikacji Kaczorowskiego

Badania potwierdziły, że na skutek błędnej identyfikacji prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski został pochowany w grobie na Starych Powązkach, nie zaś w Świątyni Opatrzności Bożej.

- Analiza badań DNA w sposób niebudzący wątpliwości pozwala na stwierdzenie, że na skutek błędnej identyfikacji ciała te zostały pochowane w niewłaściwych grobach. Używanie sformułowania, że ciała zostały zamienione, może prowadzić do mylnych poglądów, że dokonano zamiany prawidłowo zidentyfikowanych ciał ofiar. Dokumentacja nie budzi żadnych wątpliwości. Identyfikacja była nieprawidłowa - powiedział prokurator płk Ireneusz Szeląg z Wojskowej Prokuratury Okręgowej.

Jak dodał, „osoby zidentyfikowane pod określonym imieniem i nazwiskiem zostały pochowane pod tym właśnie imieniem i nazwiskiem”.

- Niestety badania laboratoryjne potwierdziły to, że identyfikacje były nieprawidłowe – powiedział prokurator Szeląg na konferencji prasowej zwołanej w sprawie wyjaśnienia doniesień prasowych na temat materiałów wybuchowych odnalezionych we wraku Tu-154M.

Prokuratura wojskowa poinformowała wcześniej o wynikach badań DNA rodziny ofiar.

Ekshumacja byłego prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego odbyła się w ubiegłym tygodniu. Jego ciało i ciało drugiej z ofiar katastrofy smoleńskiej przebadano w Zakładzie Medycyny Sądowej. Ekspertyzy przygotowywały katedry medycyny sądowej we Wrocławiu i Bydgoszczy.

Prokuratura nie ujawnia, czyj grób był badany na Starych Powązkach.

Stare Powązki w Warszawie to miejsce spoczynku siedmiu ofiar katastrofy smoleńskiej. Prócz Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej są to: posłanka SLD Izabela Jaruga-Nowacka (jej ciało spopielono), rzeźbiarka i córka zamordowanego w Charkowie oficera Katarzyna Piskorska, przewodnicząca Polskiej Fundacji Katyńskiej Zenona Bożena Mamontowicz-Łojek, aktor Janusz Zakrzeński, wiceszef MON Stanisław Jerzy Komorowski oraz prezes Stowarzyszenia Rodzina Katyńska Tadeusz Lutoborski.

MM

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... kiego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /