Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 237 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 16  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 17 lis 2012, 08:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Po roku 1989 staliśmy się najzwyczajniejszą w świecie republiką bananową. Skolonizowano nas niemal totalnie. Handel, przemysł, bankowość, media, czyli przepływ informacji, kulturę i naszą świadomość narodową. Wbito nam do łbów, że musimy być światowcami, postępowcami i żyć tak jakby świat, Polska, my sami, prawda historyczna itp. nic nas nie obchodziły. Mamy swoje pięć minut zwane potocznie "tu i teraz" i mamy to wykorzystać na tarzanie się w zmysłowości, konsumpcji, obżarstwie, rozrywce i śledzeniu co też dzieje się w życiu celebrytów.
Ilu z nas takimi się stało?


Hollande chce robić interesy

Francja pragnie dać nowy impuls stosunkom dwustronnym z Polską, licząc na zdobycie w naszym kraju stabilnego rynku zbytu dla swoich przedsiębiorstw. W sprawach zwiększenia środków budżetu UE na kolejne siedmiolecie prezydent Hollande nie miał nic konkretnego do zaoferowania.

Prezydent Francji Fran÷ois Hollande podczas wczorajszego wystąpienia w polskim parlamencie zapowiedział wznowienie dorocznych konsultacji międzyrządowych obu krajów oraz wezwał do nawiązania głębszej współpracy dwustronnej w dziedzinie obronności, gospodarczej oraz naukowej. Przypomniał, że francuskie firmy weszły do Polski już na początku lat 90., lokując się w takich dziedzinach jak bankowość, telekomunikacja i energetyka. Obecnie tworzą one w Polsce 290 tys. miejsc pracy.

W sprawach europejskich zaprezentował się jako orędownik pogłębienia integracji na bazie strefy euro. Poparł wprowadzenie euroobligacji, czyli uwspólnotowienie długu, wprowadzenie wspólnego europejskiego nadzoru bankowego i podatku od transakcji finansowych. - Jestem za wzmocnieniem integracji, ale przeciwko zasklepieniu eurostrefy w samej sobie - zaznaczył. W tym kontekście stwierdził, że opowiada się za udziałem Polski w podejmowaniu decyzji dotyczących przyszłości eurostrefy, do której Polska, jego zdaniem, powinna przystąpić. W 2014 r. Hollande chce doprowadzić do ogólnej debaty na temat przyszłości Unii. - Wolność ma swoją nazwę. To Europa! - ocenił.

- Budżet UE powinien być instrumentem wzrostu i solidarności, nie nazbyt wysoki, ale i nie nazbyt niski - powiedział prezydent Francji w wystąpieniu przed polskim parlamentem. Zdaniem Fran÷ois Hollande´a, nie należy naruszać polityki spójności, funduszy strukturalnych i inwestycji. - Nie należy polityki spójności przeciwstawiać wspólnej polityki rolnej. Trzeba bronić obu, nawet gdy przyjdzie zrobić miejsce dla wielkich inwestycji - oświadczył. Wcześniej na wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Bronisławem Komorowskim zadeklarował, że Francja nie chce, aby nowy budżet UE był nadmiernie rozbudowany, ale pozwoli na finansowanie najważniejszych polityk europejskich, w tym wspólnej polityki rolnej i polityki spójności. Podkreślił, że wydatki w tych dziedzinach przyczyniają się do wzrostu gospodarczego.

- Będziemy działać wspólnie z Polską na rzecz budżetu unijnego, ponieważ nie chcę przeciwstawiać sobie wspólnej polityki rolnej, która jest częścią naszej historii, i polityki spójności, do której Polska jest bardzo przywiązana - powiedział Hollande.

Liczą na interesy
Poziom wymiany handlowej między Polską a Francją nie jest wystarczający, to trzeba zmienić - powiedział prezydent Hollande. Podkreślił, że firmy francuskie są w stanie odpowiedzieć na zapotrzebowanie Polski m.in. w takich dziedzinach, jak energetyka, infrastruktura czy obronność. - Mogą być również inwestycje polskie we Francji we wszystkich dziedzinach. Nie mówię tu tylko o hydraulikach - oświadczył Fran÷ois Hollande.

- Błędne jest liczenie w negocjacjach budżetowych na Francję - ocenia główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak. - Frazesy w wystąpieniu prezydenta Hollande´a o przyjaźni, wspólnym dziedzictwie, wspólnej Europie nie mogą przesłaniać faktu, że przyjechał głównie po to, by sprzedać Polsce reaktor atomowy i ewentualnie łodzie podwodne dla wojska, tak jak parę lat temu Grecji - twierdzi Szewczak. Przypomina też, że to właśnie Francja, wbrew temu, co powiedział prezydent Hollande, jest największym i najtwardszym zwolennikiem Europy dwóch prędkości, szybkiej integracji strefy euro i odsunięcia pozostałych krajów członkowskich od podejmowania decyzji na temat przyszłości Europy.

Małgorzata Goss

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... eresy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 17 lis 2012, 13:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Kolonizacja Polski w stylu gwatemalskim

Ks. Czesław Bartnik

Niektórzy życzliwi nam politycy Zachodu ostrzegają, że Europie "niezachodniej" grozi "gwatemalizacja". Na czym ona polega? Otóż w Gwatemali, w połowie indiańskiej, zamieszkałej przez potomków dawnych dumnych Majów, aż 90 proc. gruntów i kapitałów posiadło kilku bogaczy: Amerykanów, Żydów i Niemców. Gwatemalczycy są już niewolnikami owych możnych rodów. Artykuł ks. Czesława Bartnika

"Bogacze wszystkich krajów, łączcie się"

Błędy i wypaczenia nowej ideologii.

Idea nowej Europy ma pewne obszary urzekające, twórcze, niosące nadzieję na lepsze jutro dla krajów członkowskich, a może nawet i dla świata. Przyznajemy to. Zaczyna nas jednak niepokoić, że nad tą szlachetną, na wskroś chrześcijańską ideą, wyrasta szybko i niespodziewanie wielki grzyb nowej ideologii, która grozi rozkładem samej idei unijnej.Jeszcze nie wydobyliśmy się z ideologii bolszewickiej, a tu już nadchodzi nowa, którą jeszcze nie wiadomo jak nazwać, bo ma cechy i socjalistyczne, i kapitalistyczne. Jakie są jej podstawowe elementy?

Zanik państwa

Nowa ideologia podobnie jak teoretyczny komunizm chce skończyć z państwami, ze społecznościami narodowymi i tradycyjnymi. Na ich miejsce pragnie wprowadzić z jednej strony globalizm, czyli państwo obejmujące cały glob ziemski, a przynajmniej jeden kontynent, Europę, a z drugiej strony wielką liczbę małych regionów geograficznych i ekologicznych, czyli "ogrody rajskie" dla bogaczy.
Nie jest to wydumane przeze mnie. Myśl o zakończeniu także roli aństwa polskiego przenika całe kręgi naszych polityków i działaczy. Pojawia się tylko pytanie, gdzie ta myśl się rodzi. Jeśli na przykład minister skarbu i prezes Narodowego Banku Polskiego oświadczają, niezależnie od siebie, że nie ważne, kto posiada banki polskie, także państwowe, lub kto nimi zarządza, byle tylko bezpieczne i korzystne były wkłady prywatne, to w takiej koncepcji nie ma już państwa polskiego, nie ma już miejsca na bank polski. Bank "narodowy" staje się "nacjonalistyczny", a Polska i Naród Polski okazują się już tylko jednym z regionów geograficznych Europy. Teraz rozumiemy, dlaczego Unia Wolności, Sojusz Lewicy Demokratycznej i inne partie nie chciały w Konstytucji słowa "Naród". Ale skąd bierze się taka jednomyślność, choć na te tematy nie mówią publicznie? Może naszło takie powietrze?

Nowa formacja ekonomiczno-społeczna

Nowy porządek globalny i zarazem regionalny ma się opierać na czterech filarach: kapitalizmie, demokracji, wolnym rynku i systemie pomocowym.
Były premier Izraela Szimon Peres ujął to trafnie w przemówieniu wygłoszonym w Krakowie. Powiedział, że kiedyś Żyd Karol Marks proponował urządzenie nowego życia przez komunizm przeciw kapitalizmowi, dziś natomiast zrozumieliśmy, że droga do nowego porządku Europy prowadzi przez globalistyczny kapitalizm. No właśnie: nie przez ucieczkę od kapitalizmu, lecz przez jego rozwój.
"Nowa demokracja" przypomina jako żywo dawną polską demokrację szlachecką, tylko mniej uczciwą. Jest to życie bogaczy, rządy bogaczy i równość jedynie między bogaczami. Jest to demokracja elit, jak kolegialność między biskupami, ale bez demokracji powszechnej, która pozostaje jedynie w sferze propagandy. Trzeba pamiętać, że już w czasie Rewolucji Francuskiej głoszono hasło "demokracji powszechnej", ale to nie przeszkodziło "demokratom" wymordować w latach 1793-1796 setek tysięcy katolików, w tym kobiet i dzieci, za to, że nie wyrzekli się króla i Kościoła katolickiego. Polska demokracja szlachecka była idyllą w porównaniu z "demokracjami" rewolucjonistów.
Wolny rynek ma zastąpić władzę, zarządzanie i system prawa. Jednak faktycznie władza i prawo są tylko - jak w marksizmie - narzędziem w ręku bogaczy, urządzających nam "strategicznie" życie zbiorowo. Wszystkie sprawy życia mają się same "utrząść" na wolnym rynku, jak w worku. On też ma być źródłem moralności publicznej, ustroju oraz duszą życia ekonomicznego, politycznego i kulturalnego. Przede wszystkim wolny rynek ma być buldożerem burzącym "stare" mury między państwami, narodami, ustrojami, kulturami, obyczajami,religiami. Jest to nowy mit, nowa wiara pod nazwą "Wolny Rynek".
System pomocowy - na miejsce państwa opiekuńczego - jest podobnie jak powszechna demokracja również cząstkowy i udawany. Ma na celu niedopuszczenie do wielkich buntów i rozruchów. Jednak obejmuje tylko malutkie obszary wielkich potrzeb: caritas państwowa, akcje w stylu Owsiaka i Ochojskiej, rozwój masońskich organizacji humanitarnych itp. Są to działania doraźne, "świąteczne" i dotyczące tylko niektórych wybranych, bardziej palących potrzeb: chorych na AIDS, na raka, na nerki itp. Reszta, czy to starszych, czy to dzieci, chorująca na setki innych chorób, niech umiera. Państwo, rzekomo, nie musi pomagać, bo "akcje pomocy oddolnej" biegną znakomicie! Ostatecznie przed chorobami, głodem, chłodem i kataklizmami chroni jedynie pieniądz swobodnie turlający się po wolnym rynku.

"Gwatemalizacja"

Niektórzy życzliwi nam politycy Zachodu ostrzegają, że Europie "niezachodniej" grozi "gwatemalizacja". Na czym ona polega? Otóż w Gwatemali (w Ameryce Centralnej), w połowie indiańskiej, zamieszkałej przez potomków dawnych dumnych Majów, aż 90 proc. gruntów i kapitałów posiadło kilku bogaczy: Amerykanów, Żydów i Niemców. Gwatemalczycy są już niewolnikami owych możnych rodów. Kościół katolicki nie wie, jak im pomóc. Zanosi się na dalszą wielowiekową niewolę, jakby w jednym ogromnym obozie, tyle że na skalę państwa, gdzie będzie pasował nowoczesny i "demokratyczny" napis: "Arbeit macht frei" (Praca czyni wolnym).

Polityka wyludniania

Wydaje się, że nowej ideologii zależy na takim sterowaniu prokreacją, by w Polsce i w Europie było coraz mniej ludzi. Mają temu służyć odpowiednio: "wychowanie" seksualne, seksualizm, antykoncepcja, aborcja (w USA dopuszczono już nawet mordowanie dziecka w momencie narodzin), eutanazja, zawężanie i utrudnianie opieki medycznej, pauperyzacja, odmawianie pomocy rodzinom wielodzietnym itp. W całej Europie pod koniec XXI wieku ma być tylko kilkadziesiąt milionów ludzi.

Obniżenie stopy kulturowej dla mas

Niewątpliwie nowym ideologom chodzi o ograniczenie dostępu klas niższych do dobrodziejstw wyższej cywilizacji, a więc o utrzymanie wsi i robotników w nędzy. Zależy im na wysokim bezrobociu dla "wyćwiczenia" pracownika, odsunięcia mas od wyższego wykształcenia, by byli raczej dobrymi pachołkami panów, niedopuszczeniu do mediów publicznych, do stanowisk i urzędów publicznych, utrudnieniu dostępu do służb prawnych, obniżeniu nakładów na naukę i sztukę, likwidacji laboratoriów, projektorów, zakładów badawczych i doświadczalnych - polskich na rzecz importowanych. Jednym słowem, "ludność tubylczą" traktuje się jako drugiej klasy, jak kolonialną. Porzuca się cywilizację, kulturę, naukę i sztukę polską, a na to miejsce proponuje się produkty importowane, prymitywne. A po tamtej stronie wielcy bogacze walczą o szerokie przestrzenie życiowe i o miejsca na "wielkie śmietniska".

Samorządy

Brak sprawnego państwa i powszechnej demokracji mają zasłonić samorządy. Samorząd to wspaniała instytucja, znana od tysięcy lat, lecz współcześnie jest on raczej tylko pozorny i stanowi zabawkę w rządzenie. Samorządy otrzymują zbyt wielkie zadania, a mniej więcej o połowę za mało pieniędzy oraz nie mają odpowiedniej ilości fachowo i etycznie przygotowanych ludzi. Ponadto bogacze, chcąc panować również nad samorządami, uzależniają je od swoich pieniędzy, podsycają miejscowe konflikty, podburzają różne mniejszości przeciwko władzom samorządowym i karmią wszystkich fałszywą propagandą w mediach, ujednoliconą zresztą sztucznie na cały kraj.

Pohańbienie wojska i służb politycznych

Nowa ideologia, media i wielu polityków atakują własną armię, policję i wszelkie służby mundurowe. Wojsko, według nich, musi być nieliczne, rozbite, niedozbrojone, niewykształcone, bez swojego marszałka, no i ośmieszane, dopóki bogacze nie utrwalą swej władzy nad krajem. Wojsko bowiem może się nie dać znieprawić patriotycznie i kto wie, czy w pewnym momencie nie oprze się zdradzieckiej ideologii, grabieniu Ojczyzny, oszukiwaniu przy wyborach i fałszywej propagandzie prounijnej. Cała kolonizacja gospodarczo-ideowa może runąć w jednym momencie.
A zatem armię podporządkowuje się panującym bogaczom (nie narodowi), narzuca się jej cywila na ministra obrony, który ma za zadanie czuwać nad demontażem armii, mianuje się swoją generalicję, obniża się budżet, rozwiązuje się całe garnizony, nie opracowuje się planów strategicznych, niszczy się własny przemysł zbrojeniowy (monopol Amerykanów). A zwłaszcza niszczy się honor i dobrą sławę żołnierza. Armię przedstawia się w mediach i filmach jako bandę prymitywów. Podobnie postępuje się wobec policji, formacji paramilitarnych, straży pożarnej, służb celnych, więziennych itd. Walka z tymi instytucjami ustaje dopiero wówczas, gdy nowi zdobywcy władzy w kraju utrwalą jej posiadanie na długo. Zdobycie pełnej władzy nad ludźmi i radowanie się nią jest najwyższym celem klasy bogaczy.

Ideologia a zjednoczenie

Wielka i dziejowa sprawa Unii Europejskiej w pewnym momencie zdegenerowała się i po upadku komunizmu zmieszała się z propagandą i ideologią. Pewne ośrodki, trudne do zidentyfikowania, chcą skorzystać z procesu zjednoczeniowego, żeby zdobyć władzę nad nami, posiąść nasze dobra i narzucić nam ideologię niewiele się różniącą od bolszewickiej. O ile kraje zachodnie jednoczyły się w sposób sprawiedliwy, pokazując otwarte karty, to kraje wschodnie chce się zdobyć siłą, podstępem i na gorszych warunkach. Jeszcze raz dochodzi do głosu wielka wyniosłość Zachodu.Dlaczego nasi politycy tego nie widzą, tylko niemal żebrzą o "łaskawe zagarnięcie" nas? To za komuny był taki żart, że Polacy mieli mówić do Amerykanów: "podbijcie Polskę!".
Myślę, że obecnie Polaków mniej dzieli stosunek do Unii, a bardziej do owej zdobywczej ideologii, która nie pokrywa się ze sprawą zjednoczenia jako procesu historycznego, lecz jest rodzajem skoku różnych drapieżników międzynarodowych "na bank państw wschodnich". Nie są tu bez winy niektórzy zachodni urzędnicy, a nawet politycy. Propaganda musi być wyłączona ze sprawy zjednoczenia. Nie można głosić przyjęcia Polski do Unii, paraliżując przy tym na przykładcałe gałęzie przemysłu polskiego, rozwijając propagandę na rzecz mordowania nienarodzonych lub rozbijając Kościół polski. Taka ideologia jest przestępcza. Odpowiedzialni stratedzy zachodni i polscy muszą wyeliminować taką ideologię ze swoich programów i działań. Kto z polityków i urzędników miesza sprawy Unii z nieludzką ideologią, ponosi współodpowiedzialność za niweczenie wielkiego dzieła.

Stowarzyszenie Rodzina Polska
Ks. Czesław Bartnik, Stowarzyszenie Rodzina Polska, 0000-00-00

http://www.naszawitryna.pl/europa_229.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 15 gru 2012, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
W stronę półkolonii

Zapowiedź zwolnienia 1500 pracowników fabryki w Tychach przez koncern Fiat oznacza utratę dalszych kilku tysięcy miejsc pracy w firmach kooperujących. Pokazuje również nieudolność rządu i konsekwencje szkodliwej dla Polski polityki gospodarczej państwa, a w szczególności polityki przemysłowej.

W wyniku bezmyślnych działań zainaugurowanych na początku transformacji doprowadzono do likwidacji całych sektorów i branż przemysłu, w których Polska miała niekwestionowany dorobek, jak na przykład przemysł stoczniowy.

Następnie władze polskie, a szczególnie ekipa Donalda Tuska, zgodziły się na to, aby Polskę traktowano jak półkolonię UE: źródło tańszej siły roboczej, zaplecze surowcowe oraz miejsce lokowania szkodliwych obszarów produkcji, których symbolem są przestarzałe i szkodliwe dla ludzi wiatraki przenoszone z Niemiec do Polski.

Niebezpieczeństwem jest bowiem nie tylko źle implantowany proces globalizacji, lecz także zgoda obozu rządzącego na zepchnięcie Polski na peryferia Unii Europejskiej.

Obrzeża UE oznaczają status kraju podwykonawców i poddostawców, który jest biernie podporządkowany warunkom narzucanym przez wielkich zamawiających.

Obecny prezydent Francji tylko na pokaz jest ideologiem mgławicowej europejskości, ale w rzeczywistości twardym lobbystą francuskiej racji stanu. I tego nawet nie ukrywa, stojąc na stanowisku, że ważniejszy jest interes francuski, a nie jakiejś abstrakcyjnej "Europy".

Gdy jeden z zagranicznych koncernów zapowiedział drakońskie zwolnienia w fabrykach we Francji, Francois Hollande oświadczył władzom koncernu: albo nie będzie zwolnień, albo w ogóle wychodzicie z Francji. I redukcji pracowników nie było. Polski rząd teraz pręży wobec opinii publicznej muskuły, zapowiada negocjacje z Fiatem, ale jest już za późno...

Donald Tusk chwali się, że jesteśmy "zieloną wyspą". Grecja też jeszcze niedawno na tle innych krajów w UE była "zieloną wyspą", a dziś jest bankrutem i "chorym człowiekiem Europy". 4 lata temu zadłużenie Polski u zagranicznych inwestorów wynosiło 174 miliardy złotych, obecnie jest szacowane na ok. 440 miliardów złotych.

Czyli dług ten narastał mniej więcej 65 miliardów rocznie. W nadchodzącym roku czekają nas podwyżki podatków (VAT + zamrożenie progów podatkowych przy narastającej inflacji) oraz parapodatków (skokowy wzrost podatku od nieruchomości i opłat za wieczyste użytkowanie), wzrost kosztów nośników energii w związku z polityką klimatyczną UE, rosnące bezrobocie, zapaść służby zdrowia i założenia budżetu państwa po stronie dochodów państwa wzięte z sufitu, a to wszystko przy wygaszaniu inwestycji publicznych i recesji gospodarczej.

Prognozy wzrostu w tej sytuacji są księżycowe, jak w czasach PRL, i już dziś wiadomo, że trzeba będzie nowelizować ten budżet. Donald Tusk dziurę budżetową wygenerowaną przez jego rządy będzie łatać pieniędzmi Polaków.

Fiskus średnio zedrze z nas prawie 7 tys., to 400 zł więcej niż w roku 2012. Bój się, kierowco, bój się, przedsiębiorco - rząd przewiduje, że ściągnie z Polaków aż 20,2 mld zł (ok. 520 zł na osobę) w postaci różnych kar, grzywien i mandatów.

Polsce, jeśli ma być suwerennym, nowoczesnym krajem, jak rybie woda potrzebny jest rozwój. Suwerenność w dzisiejszym świecie zależy od tego, czy będziemy w stanie brać aktywny udział w głównym nurcie przemian. Ten rząd, który wobec Brukseli i Berlina pada na kolana, na co wskazują choćby negocjacje w sprawie unijnego budżetu na lata 2014-2020, nie jest w stanie prowadzić skutecznej polityki w interesie Polski. Najwyższy czas na zmiany.

Jan Maria Jackowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... lonii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 21 gru 2012, 11:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Kiedy inne kraje rozwijają się, my, poprzez rząd, za zgodą użytecznych idiotów, niszczymy dorobek naszych ojców i przygotowujemy się do tego aby być gołodupcami. Prowadzi nas ku temu Platforma Obywatelska. A my niczym stado baranów idziemy za nią wprost do tego co jest w skali kraju odpowiednikiem bezdomności.

Świat stawia na kolej

Z prof. Markiem Sitarzem z Katedry Transportu Szynowego Politechniki Śląskiej rozmawia Anna Bałaban

Dlaczego na Śląsku po 9 grudnia br., odkąd Przewozy Regionalne zastąpiły Koleje Śląskie, codziennie nie przyjeżdża nawet po kilkadziesiąt pociągów będących w rozkładzie jazdy?
– Z punktu widzenia zarządzania koleją to wszystko jest proste do wyjaśnienia. To pokazuje, że kolej jest systemem, na który składa się infrastruktura, środki transportu, informatyka, telematyka, ludzie, zarządzanie, a także finanse. Ten system niestety nie zadziałał, bo wystąpił tzw. efekt skali. Wcześniej Koleje Śląskie były małe, jeździły tylko na wyznaczonych trasach. Pasażerowie i wszyscy, którzy mieli styczność z tą spółką, bardzo ją chwalili. Sprawne lokomotywy, nowe, eleganckie pojazdy, kulturalna obsługa, tanie bilety, wszystko funkcjonowało tak, jak powinno, jak na Zachodzie. Teraz, w związku z tym, że nagle Koleje Śląskie chciały objąć wszystko, to niestety się nie udało. Przykładowo, zamiast jednego typu wagonów mamy 10 rodzajów – każdy z nich ma inną instrukcję, inny program utrzymania, wymaga innych zabiegów, innych specjalistów, w związku z tym ten system nie mógł zadziałać prawidłowo i to w tak krótkim czasie. Na całym świecie, jeżeli gdziekolwiek wprowadza się bardzo duże zmiany, to przygotowania do nich trwają trzy lata, a ich wprowadzanie – trzy dni. U nas niestety było odwrotnie: trzy czy dwa miesiące przygotowań, a skutek tego jest taki, jak widać.

Na jakiej podstawie Koleje Śląskie, które nie miały odpowiedniego przygotowania kadr, doświadczenia na tak długich trasach czy dostosowanego taboru, uzyskały licencję na przewozy pasażerskie od Urzędu Transportu Kolejowego?
– Dziś nie mogę powiedzieć, czy ta licencja została wydana prawidłowo. Urząd Transportu Kolejowego składa się z dwóch głównych działów. Jeden obejmuje kwestię bezpieczeństwa i certyfikacji, a drugi regulację rynku. I obydwa te działy mają bardzo duże znaczenie dla Kolei Śląskich, bo jeden dopuszcza dany środek transportu ze względu na pasażerów, tzn. ze względu na sprawy związane z ruchem, a drugi, ten od bezpieczeństwa i certyfikacji, dopuszcza pojazdy, jak również całe systemy. Oprócz tego każdy przewoźnik – w tym wypadku Koleje Śląskie – od 2010 r. musi mieć obowiązkowy system zarządzania bezpieczeństwem (SMS), a od tego roku także obowiązkowy system utrzymania (MMS). I to są dwa obowiązkowe systemy, które daje UTK.

Na pewno będzie kontrola nie tylko w Kolejach Śląskich, ale także w innych instytucjach, która sprawdzi, czy te systemy funkcjonowały i czy były podstawy, aby wydać certyfikat bezpieczeństwa czy certyfikat utrzymania tak dużej firmie, jaką stały się Koleje Śląskie po przejęciu tras przewozów regionalnych.

Do kogo pasażerowie, szczególnie na Śląsku, mogą kierować skargi na bieżącą sytuację?
– Zasadniczo za wszystko odpowiada dany przewoźnik, w tym wypadku Koleje Śląskie. Ale trzeba pamiętać, że ten przewoźnik ma swojego właściciela z radą nadzorczą. Chodzi o Urząd Marszałkowski i marszałka. Nie wiem dokładnie, jaka tu jest konkretnie odpowiedzialność, ale ta formalna na pewno. Z drugiej zaś strony, jeśli chodzi o odpowiedzialność ministra, to wiemy, że zarówno bezpieczeństwo, jak również jakość usług kolejowych nadzoruje w Polsce UTK, który podlega ministrowi transportu.

Marszałek województwa śląskiego już podał się do dymisji. Minister Sławomir Nowak nie poczuwa się jednak do odpowiedzialności.
– Jeśli rozpatrywać to zagadnienie formalnie, to równie dobrze można powiedzieć, że odpowiedzialność ponosi także premier, bo to on powołuje prezesa UTK.

Istnieje jakaś koncepcja rozwiązania problemu przewozów regionalnych w Polsce?
– Kwestia przewozów regionalnych w Polsce stanowi rzeczywiście problem. Bo właścicielem przewozów regionalnych są poszczególne województwa, a dokładnie marszałkowie. Z tym, że tutaj jest chyba trochę niejasna polityka, bo przykładowo Koleje Śląskie były w kolejach regionalnych, a jednocześnie tworzyły swoją kolej. W Warszawie są koleje regionalne, ale również Koleje Mazowieckie. Trudno więc powiedzieć, jaka tu jest koncepcja. Szczerze mówiąc, za bardzo jej nie widać.

Jakie cele przyświecają rządowi Donalda Tuska w kwestiach dotyczących polskich kolei?
– Myślę, że to pytanie należałoby zadać ministrowi transportu. We Francji czy w Niemczech jest jasno powiedziane, jaki jest cel rozwoju kolei, i tam każdy, kto jest zainteresowany koleją, tę informację bez problemu może uzyskać.

U nas ta informacja jest dostępna?
– Według mnie, dla zwykłego pasażera nie, a poza tym co chwilę słyszymy o jakichś zmianach. Przykładowo, była projektowana budowa kolei dużych prędkości w Polsce, a teraz decyzję zmieniono i nikt nie wie, czy plan ten będzie kiedykolwiek realizowany.

W Polsce istnieje w ogóle jakikolwiek długookresowy plan rozwoju kolei?
– Oprócz przygotowanego pięć lat temu Master Planu dla kolei do 2030 r., który jest bardzo ogólny, takiego planu nie widziałem. Powinien on powstać przy udziale nie tylko polityków, ale również specjalistów kolejowych, naukowców, polskiego przemysłu kolejowego i pasażerów. Uważam, że państwo powinno stworzyć politykę rozwoju transportu szynowego. Transport to jest taki trójkąt: przemysł kolejowy, kolej i szkolnictwo kolejowe. Proszę zwrócić uwagę, że gdy w latach 80. kolej zaczęła podupadać, to upadł zarówno polski przemysł kolejowy, jak również uczelnie kolejowe. Kiedyś uczelnie kolejowe były w Szczecinie, w Poznaniu, we Wrocławiu, w Zielonej Górze, Katowicach, Warszawie, Rzeszowie i Radomiu. Teraz w zasadzie ich nie ma. Dopóki kolej nie będzie się rozwijać, dopóty nie będzie polskiego przemysłu i polskiego szkolnictwa kolejowego.

Jaki potencjał daje kolej, widać na przykładzie Francji.
– Kolej ze swej natury zawsze była bardzo innowacyjna i rozwojowa. Daje wiele możliwości wprowadzenia nowych rozwiązań technicznych i technologicznych. Kiedy Francuzi budowali TGV, to postawili sobie cztery cele. Pierwszym nie był wcale zysk, tylko rozwój francuskiego przemysłu kolejowego. Cel został spełniony i te koleje są dziś eksportowane na cały świat. Drugim celem był rozwój nauki francuskiej. Dzięki temu bardzo wyraźnie rozwinęły się tam ośrodki naukowo-badawcze, uczelnie. Trzecim celem była promocja Francji na świecie. Proszę zwrócić uwagę, jak Francja wypromowała się dzięki TGV. Dopiero czwartym celem, ostatnim, był aspekt ekonomiczny tego przedsięwzięcia. Został on zrealizowany chyba dopiero pięć lat temu, czyli po 20 latach funkcjonowania TGV. Wszystkie te aspekty, o których wcześniej powiedziałem: rozwój przemysłu, nauki itd., przyniosły korzyści z rozwoju szybkiej kolei we Francji. Nie można zatem mówić: macie pieniądze i za rok liczymy na zysk. To nie tak. Zyskiem jest również zmniejszenie bezrobocia, kwestie inwestycyjne, wkład w naukę, technikę itd.

Inne państwa też nie rezygnują z rozwoju kolei.
– Kiedy patrzymy globalnie, widzimy, że kolej rozwija się nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie ludzie powracają do komunikacji pociągami, tramwajami, ponieważ jest to transport bezpieczny, ekologiczny i ekonomiczny. Tak samo powinno być w Polsce. Przedsiębiorstwo państwowe – spoglądając choćby na Francję – również może przynosić dochody.

Dlaczego od lat koleje w Polsce traktowane są po macoszemu?
– Od wielu lat nie jest realizowana żadna strategia czy polityka dotycząca rozwoju kolei w Polsce. Generalnie kolej pasażerska na świecie we wszystkich państwach jest dofinansowywana. Jest to swego rodzaju inwestycja – tak samo jak służba zdrowia czy edukacja. Również transport pasażerski jest dotowany przez państwo. Jeżeli te dotacje są u nas niemal najniższe w całej Europie, jeżeli dodatkowo opłaty za infrastrukturę są prawie najwyższe w Europie, to oczywiście każdy przewoźnik – właściciel infrastruktury, nie mając pieniędzy, obniża jakość. A jeśli obniża jakość, to pasażer jest niezadowolony. Jeśli patrzymy na kwestie związane z bezpieczeństwem, okazuje się, że ta jakość u nas jest już na takim poziomie, że zagraża bezpieczeństwu zarówno pasażerów, jak i towarów. I nic się w tej kwestii nie zmieni, dopóki nie będzie odpowiednich środków i odpowiedniego planowania.

Jak prezentuje się wizerunek polskich kolei za granicą?
– W zasadzie byliśmy kiedyś drugą, trzecią, czwartą koleją w Europie – w zależności od tego, czy mówimy o ilości linii, czy o przewiezionych pasażerach. Mieliśmy dość znaczącą pozycję – dwóch prezydentów w Światowej Organizacji Kolejnictwa. Od pięciu lat nie mamy swoich reprezentantów na wysokich stanowiskach w organizacjach międzynarodowych, takich jak m.in. Europejska Agencja Kolejowa. Tymczasem tam zapadają decyzje dotyczące rozwoju kolei: przepisów technicznych, organizacyjnych i finansowych, które później, po zatwierdzeniu ich przez Unię Europejską, trudno jest odkręcić.

Dziś jakie konkretne działania powinny zostać podjęte?
– Uważam, że obecnie zarówno politycy, naukowcy, przemysł, jak również specjaliści kolejowi powinni przygotować podstawowe działania na kolei na krótki okres dwóch, trzech lat. Docelowo opracowana powinna zostać długofalowa polityka rozwoju kolei na co najmniej najbliższe 20 lat i stale powinna być ona monitorowana przez parlament.

Kolej szybką buduje się 20 lat, bez niej Polska na tle Europy jest pustynią. Należy też zwrócić uwagę, że wszystkie trasy kolejowe, drogowe i przesyłowe zaczynają Polskę okrążać – zarówno z północy, jak również z południa. Aktualnie Rosja buduje przez Słowację, Czechy, do Wiednia tor szeroki, tzn. obok nas.

Głos ludzi nauki w zakresie kolejnictwa jest dzisiaj w ogóle brany pod uwagę przez rządzących?
– Reprezentuję środowisko naukowe, ale głos tego gremium – jeżeli się liczy – to tylko w bardzo małej skali. W tej sprawie środowiska naukowe kierują różne petycje do ministra transportu, do premiera, ale według mnie nie są one brane pod uwagę.

Minister Nowak ma inną koncepcję rozwoju kolei i znalezienia funduszy na inwestycje. Ostatnio zapowiedział, że odbierze ulgi pracownikom kolei.
– Kwestia tych ulg to jakiś tam promil całości spraw finansowych. Jeżeli ulgi dla kolejarzy mają być kluczowym problemem, nad którym będziemy się pochylać, to moim zdaniem jest to dyskusja zastępcza, a nie rozwiązywanie rzeczywistych problemów. Sądzę, że powinniśmy się zajmować koleją systemowo, a nie wycinkowo.

Mówi Pan Profesor o podejściu systemowym, globalnym. Wydaje się, że pomysł likwidacji 3 tys. linii kolejowych wpisuje się właśnie w takie podejście. To słuszna decyzja?
– W tym konkretnym przypadku możemy rozpatrywać dwa aspekty: jeden to kwestia rentowności linii kolejowych i na to należy również patrzeć z uwagą, ale z drugiej strony, kolej przypomina swoją strukturą sieć wodną w Polsce. Mamy dwie główne rzeki: Wisłę i Odrę. Proszę sobie spróbować wyobrazić, czy te rzeki będą płynąć, jeśli odetniemy ich dopływy. Oczywiście w niektórych przypadkach to są małe potoki, jeśli chodzi o pasażerów, ale one dostarczają tych pasażerów do głównych tras. Jeżeli nie będziemy mieć tych elementów pomocniczych, dodatkowych, to te główne trasy też będą po jakimś czasie nierentowne.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Bałaban

http://www.naszdziennik.pl/mysl/18792,s ... kolej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 29 gru 2012, 14:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Staniszkis: To wewnętrzna kolonizacja kraju

Premier powiedział w sejmie, że jego władzę ogranicza prawo. To nieprawda, Tusk rządzi w sposób arbitralny – z prof. JADWIGĄ STANISZKIS, socjologiem polityki, rozmawia Waldemar Żyszkiewicz

– Tego lata obeszliśmy się bez ogórków. Dziwna śmierć gen. Petelickiego. Sportowa i gospodarcza klapa Euro. Potem seria bankructw, korupcja, nepotyzm, afera Amber Gold. Ale sądząc po wynikach sondaży, premierowi ani Platformie Obywatelskiej wcale to nie zaszkodziło.

–Trochę jednak zaszkodziło, choć może zaskakiwać, że poparcie dla rządzących spadło tak nieznacznie. Dlaczego? Wydaje się, że po pierwszym szoku, jaki wywołało ujawnienie zakresu oszukańczych działań Amber Gold, kiedy nawet media życzliwe dotąd Tuskowi definiowały to, co się stało, jako kryzys państwa, zbyt mało zdecydowania przejawiła opozycja.

– Może z obawy, że realne problemy znów zostaną sprowadzone do politycznego konfliktu między największymi partiami.

–Bez względu na motywy, jakimi się kierowano, postulat powołania komisji śledczej odsuwał diagnozę w przyszłość, co dało Platformie czas na wypracowanie nowego, politycznie skutecznego sposobu mówienia o tym, co się właściwie stało. Zamiast uogólniającej diagnozy, obrazującej fatalny stan państwa, Polacy usłyszeli, że Amber Gold to lokalny problem, dotyczący grupy konkretnych ludzi. Natomiast w wystąpieniu sejmowym, poświęconym tej sprawie, premier Tusk skupił się głównie na ustrojowych abstrakcjach, nie mówiąc nic o państwie jako źle działającej sieci instytucji, i uciekając od politycznego pytania, dlaczego to właśnie Gdańsk, gdzie Platforma ma monopol władzy, ujawnił paraliż wszystkich instytucji. Twierdził również, że ze względu na ustrojową zasadę prawa do ryzyka i wolności nie może ponosić odpowiedzialności jako premier, ale przemilczał kwestię swojej odpowiedzialności w roli szefa partii. Zupełnie inaczej rozwijał się kryzys w sierpniu 1980 roku…

– …bo też inne były wyznaczniki społeczne i geopolityczne tamtej sytuacji.

–Mam teraz na myśli samą dynamikę protestu i sposób jego rozegrania. W drugiej fali strajków nie szło już przecież o własny interes materialny strajkujących stoczniowców, lecz o obronę załóg słabszych zakładów. Ludzie dostrzegli, że mimo wszechobecnego w komunizmie upodlenia, jest w nich coś takiego, co należy chronić za wszelką cenę. Nazwali to godnością. Wtedy ich protest zyskał nową jakość: wcześniejsza walka z komunistyczną władzą o podwyżki czy znośne warunki pracy stała się walką prawdy z kłamstwem, dobra ze złem. Odkryli również, że od tego, co wybiorą, zależy kształt rzeczywistości. Zrozumieli, że naprawdę współtworzą historię. To uruchomiło ludzką energię i powstała Solidarność, do której w ciągu kilku tygodni wstąpiło siedem milionów osób. Dziś połączenie zbyt abstrakcyjnej oraz zbyt konkretnej diagnozy w wydaniu PO, przy jednoczesnym milczeniu opozycji, nie daje szansy na taką dynamikę.

– Po roku 1989 komuniści się uwłaszczyli, a komunizm sprywatyzował.

–Zamiast komunistów mamy teraz fenomen państwa sieciowego z obszarami wyłączonej władzy, w którym w znacznym stopniu wyeliminowano hierarchiczną czy administracyjną kontrolę, nie tworząc w zamian efektywnych mechanizmów samoregulacji. Klasa polityczna, która też ma sieciową strukturę, wykorzystuje to dla własnych interesów. Mówiąc w uproszczeniu, z państwa i jego instytucji uczyniła ona skuteczne narzędzie wewnętrznej kolonizacji kraju, kolonizacji społeczeństwa.

– Na czym polega kolonizowanie własnego społeczeństwa?

–Na przerzucaniu kosztów kryzysu bezpośrednio na ludzi, co przejawia się w stałym obniżaniu standardów, rosnącej liczbie opłat, w cichym i jawnym podnoszeniu podatków. Coraz mniej się nam należy za składkę zdrowotną. NBP wyliczył na przykład, że ceny leków po refundacji wzrosły średnio o 10 proc. Temu żyłowaniu społeczeństwa sprzyja opanowanie administracji państwowej i samorządowej przez klasę polityczną, którą rozumiem szerzej niż tylko Platforma oraz jej zaplecze polityczne. A towarzyszy temu fatalny klimat wokół prawa, stwarzany przez Donalda Tuska i jego otoczenie: bezkarność, nieprzestrzeganie oraz brak procedur. Premier mówił w sejmie, że jego władza jest ograniczana przez prawo. To nieprawda, Tusk rządzi w sposób arbitralny, unikając tworzenia procedur w sprawach tak ważnych, jak relacje z Unią Europejską, czy dokonując wyboru ścieżki smoleńskiego śledztwa bez jakichkolwiek proceduralnych zasad. Podobną dezynwolturę wobec obowiązującego prawa widać na samym dole, w działaniach sądów, prokuratur, kuratorów w sprawie Amber Gold.

– Z perspektywy obywatela ten dół łatwiej dostrzec.

–Dostrzec to jeszcze za mało. Żeby skatalizować protest i uwolnić nagromadzoną energię społecznego niezadowolenia, tak jak stało się to w przed 32 laty, trzeba w wyrazistym skrócie dolegliwą sytuację opisać, znaleźć właściwe słowo klucz. Tak jak przed laty poszło o godność człowieka, tak dziś ludzie mogliby się upomnieć o jakość państwa, o państwo godne ich szacunku.

– Jednak takie hasło nie padło.

–Właściwy moment został przegapiony. Platforma przejęła inicjatywę, media wahnęły się w drugą stronę. A skandal wokół siedziby IPN czy wizyta Cyryla I skutecznie przesunęły oś politycznego konfliktu, bo zainteresowane odwołaniem rządu Tuska partie opozycyjne w tych dwóch kwestiach prezentują stanowiska mocno odmienne.

– Może tym razem zamiast sierpnia będzie wrzesień?

–Osobiście nie wierzę w skuteczność tzw. kryteriów ulicznych. Jeśli dojdzie do tych zapowiadanych na koniec września demonstracji, to z pewnością trzeba się liczyć z prowokacjami, które ludzi zmęczonych teraźniejszością i zgnębionych brakiem perspektyw na przyszłość mogą tylko odstręczyć. A przecież kryzys był już ewidentny, nawet media wrogie prawicy podchwyciły ten wątek, ale potem bańka pękła i to w sposób demoralizujący.

– Czego właściwie zabrakło?

–Głębokość kryzysu ekonomicznego, brak perspektyw rozwojowych, brak dbałości rządzących o miejsca pracy odciąga uwagę ludzi od polityki. Od śledzenia przepychanek na scenie politycznej ważniejsze stają się indywidualne strategie przetrwania. Opozycja nie umiała trafnie zdiagnozować tej naprawdę dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazło się polskie państwo, nie potrafiła nakreślić strategii rozwoju, spójnej i przekonującej na tyle, żeby pociągnąć za sobą ludzi. Miejmy nadzieję, że uczyni to we wrześniu.

– Politycy Platformy znów okazali się zręczniejsi od Prawa i Sprawiedliwości?

–W przypadku partii Tuska mamy do czynienia z czymś więcej niż polityczna zręczność. Liderzy Platformy mogą liczyć na cynizm członków swego ugrupowania, na takie urobienie ludzi, które pozwala im swobodnie iść w zaparte. Mówię tu wprost o cynizmie, bo osoba ze skrupułami nie potrafiłaby z dnia na dzień odnaleźć się w sytuacji, w której trzeba publicznie głosić i uzasadniać twierdzenia w jaskrawy sposób nieprzylegające do faktów.

– Tym trudniej zrozumieć pasywność polityków PiS.

–Z pewnością nie da się tego zaniechania opozycji wytłumaczyć wakacjami, bo polityka to jest misja, powołanie, obowiązek. Tym bardziej, że są w PiS politycy, jak choćby Ujazdowski czy Wipler, zdolni do sformułowania nośnej diagnozy o stanie państwa. Myślę, że Jarosław Kaczyński powinien ożywić swą partię, zdemokratyzować ją trochę, bo sytuacja kraju jest naprawdę poważna, wręcz dramatyczna. Toteż nie może być tak, że wszyscy czekają na sygnał lidera. A wyborcy, którzy z nadzieją patrzą na polityków PiS, nie mogą zrozumieć ich milczenia i czują się jeszcze bardziej opuszczeni.

– Za to elektorat Platformy, raczej pozbawiony alergii na szarą strefę i dość zamożny, nie ma chyba powodów do narzekań.

–Nie do końca. Trzeba pamiętać, że Tuska poparły środowiska, które zarobiły na komercjalizacji funduszy publicznych, na tych wszystkich agencjach i fundacjach, a zwłaszcza za sprawą wadliwej ustawy o zamówieniach publicznych, sprzyjającej głównie pośrednikom, a nie wykonawcom czy podwykonawcom, którzy faktycznie realizują inwestycje. Nieszczelność tej ustawy, z jednej strony, uruchomiła lawinę bankructw firm tuż po Euro, ale z drugiej, umożliwiła grupie beneficjentów przechwycenie lwiej części środków z UE na rozwój infrastruktury.

– Ci są już chyba z Tuska zadowoleni?

–Dotąd mieli powody, ale szybkie zbicie fortuny i prawdopodobne wytransferowanie jej za granicę to tylko pewien etap. Życie biegnie dalej, więc brak prorozwojowych programów rządu Tuska czy nieodpowiedzialne deklaracje w sprawie euro mogą stać się wkrótce dla Polski rodzajem pułapki, a tym samym zagrozić wartości zgromadzonych przez nich pieniędzy. Dlatego nie wykluczam, że to właśnie oni kryją się za tym rytualnym gestem nacisku: uważaj Tusku, zmobilizuj się wreszcie!

– Józef Bąk jako element świeckiego rytuału III RP?

–Wzięcie młodego Tuska do spółki powiązanej z Amber Gold bardzo wzmacniało wiarygodność piramidy Marcina P., było jednym z warunków zebrania znacznych funduszy w krótkim czasie. Podobnie jak reklama, jaką robił podejrzanej firmie prezydent Gdańska Adamowicz, który nazwał oszusta Wałęsą naszych czasów. To znamienne słowa, nad którymi warto się zastanowić, bo chyba wbrew intencjom Adamowicza, tkwi w nich jakaś prawda i o Wałęsie, i o naszych czasach.

– Smutna konstatacja w rocznicę Sierpnia.

–Jesteśmy jednym z najbiedniejszych, najmocniej rozwarstwionych społeczeństw w UE, jesteśmy też niestety społeczeństwem bardzo zdemoralizowanym. O tym, że jest bardzo źle, że najwyższy czas bić na alarm, wie naprawdę wielu ludzi, także tych z Platformy. Oni mają świadomość, że bez podjęcia systemowych działań wspartych racjonalną wizją rozwoju, Polskę czeka wkrótce mocne tąpnięcie. Są tym przerażeni, ale mówią: I dokąd z tym pójdziemy, do Tuska?

z Archiwum współczesności: tekst publikowany w „Tygodniku Solidarność” nr 37, z 7 września 2012

http://lubczasopismo.salon24.pl/debatao ... acja-kraju


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 29 gru 2012, 15:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Leszek Wichrowski - RENEGACI

http://pl.scribd.com/doc/87090531/23/Kolonizacja-Polski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 29 gru 2012, 15:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Sondaż 47 % Platformy. Ekonomiczna kolonizacja wewnętrzna

Nie ma wolności , nie ma poszanowania praw człowieka , nie ma demokracji bez godziwych , nie mających cech rabunku podatków . A największym barbarzyństwem , co podkreśla wielu ekonomistów jest drakońskie opodatkowanie pracy ludzkich rąk i umysłów.

Tusk i Platforma rabują polskie rodziny , wpędzają miliony w strefę ubóstwa ,odbierają chleb od ust polskim dzieciom., z których jak alarmują organizacje humanitarne co czwarte żyje w ubóstwie , żyje w ponurym złowieszczym cieniu Tuska, Platformy . Dzieci rachityczne, niedożywione, z rodzin upośledzonych podatkowo . Tak to nie sa dzieci z rodzin z kilkuset tysięcy nowych urzędników . To są dzieci nowej upośledzonej klasy ekonomicznej , „nowych chłopów pańszczyźnianych „ . I nie chodzi tutaj o nie wykształconych robotników . Ludzie po studiach ,robotnicy , mali przedsiębiorcy, wszyscy którzy założyli rodziny są pariasami .
Tusk Platforma nie tylko odbierają chleb dzieciom z rodzin utrzymujących się z pracy rąk i umysłów . Inżynieria finansowa pozwala je okradać i niszczyć ich przyszłe dorosłe życie również w inny sposób niż tylko obkładając ich rodziców niewolniczymi podatkami . Oligarchia rządząca Polska żyje na ich koszt zaciągając gigantyczne długi, które czynią z polskich dzieci nowożytnych niewolników .

Dlaczego rodzina , utrzymująca się z pracy rąk i umysłu mająca dzieci oddaje rządom Tusk i Platformy wliczając VAT około 60 procent swoich zarobków , co bardzo często oznacza nędze dzieci, o niemożności odłożenia na przykład małe mieszkanie nie wspominając , a oligarchia posiadająca i wynajmująca nieruchomości otrzymała od Tusk prezent i płaci tylko 8 procent. Nie żebym nawoływał do opodatkowania ludzi zamożnych . Niecywilizowane opodatkowanie ludzi , rodzin żyjących z pracy rąk i umysłów i faktyczny brak opodatkowania grup posiadających jest cechą prymitywnych , patologicznych systemów społecznych. Efektem tego niehumanitarnego systemu podatkowego jest sytuacja , którą ekonomiści opisują jako skrajne rozwarstwienie społeczne, istnieje tylko mała klasa ludzi bogatych , oraz reszta żyjąca na obrzeżach nędzy. System ten cechuje się eliminacją lub drastycznym zmniejszeniem klasy średniej .

Ekonomiczna wojna domowa to faktyczni e wewnętrzna kolonizacja tej pracującej części społeczeństwa polskiego przez oligarchię . Współczesna sytuacja wyborcza jest analogiczna do tej przedrozbiorowej w której oligarchowie szlacheccy łupili chłopów, łupami obdzielali gołotę szlachecką , aby ta głosowała za brakiem reform i dalszym łupieniem chłopów pańszczyźnianych .

The Economist napisał ,że nie ma rozruchów , buntu , sprzeciwu wobec takiej polityki , bo eksploatowani emigrują . Platforma snuje plany dalszej , bardziej bezkarnej eksploatacji ekonomicznej ludzi. W miejsce mających prawa polityczne Polaków chce poważnego zasiedlenia Polski imigrantami , którzy nie będą mieli praw politycznych . W odróżnieniu od Tuska i liderów Platformy uważam ,że każdy kto mieszka , pracuje ,nie mówiąc już o posiadaniu rodziny w Polsce ,Ukrainiec , Białorusin powinni mieć pełne prawa polityczne .
47 procent poparcia dla Platformy i jej zwycięstwo oznacza wzmocnienie masowego exodusu ekonomicznego Polaków. Wojnę polsko polska powoli wygrywa oligarchia i klasa urzędnicza.

Marek Mojsiewicz

http://mojsiewicz.salon24.pl/285691,son ... wewnetrzna


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 31 sty 2013, 08:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Jak widać kolonizacją Polski zainteresowane są również inne kraje, niż tylko najbliżsi nasi sąsiedzi. A propagowanie w świecie fałszywego "dokumentu" o strasznej zbrodni na polskiej elicie w Smoleńsku, jest najlepszym dowodem na to, że jesteśmy obiektem zainteresowania światowych lewackich psychopatów.

Spiskowa teoria i praktyka

W filmie „Śmierć prezydenta”, wyświetlonym niedawno przez stację telewizyjną National Geographic Channel, usłyszeliśmy wielokrotnie sformułowania: „teoria spiskowa”, „według teorii spiskowej”, „zwolennicy teorii spiskowych” itd. Ten propagandowy, kompletnie zafałszowany film o katastrofie w Smoleńsku miał za zadanie nie tyle polemikę z „teoriami spiskowymi”, bo one przecież w cywilizowanym, postępowym świecie nie istnieją, ile ośmieszanie ich „zwolenników”, gdyż określenie to, szczególnie w polskich realiach, przypisuje się zawsze tym ludziom, którzy otwarcie stawiają trudne pytania, mają jakieś wątpliwości i nie zadowalają się „oczywistymi”, bo oficjalnymi, odpowiedziami.

Pomawiany o sprzyjanie „teoriom spiskowym” jest człowiekiem nieufnym, ksenofobicznym, a w polskiej rzeczywistości najczęściej zwolennikiem PiS i dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka, a więc osobą ogólnie zacofaną, pełną uprzedzeń, a nawet nienawiści, gdyż odrzuca prawdy uznane powszechnie za oczywiste, jak na przykład raport Jerzego Millera czy wersję katastrofy według rosyjskiego MAK, czyli „międzypaństwowej” (w domyśle: „międzynarodowej”) komisji generał Tatiany Anodiny.

Film jednak, wbrew intencjom jego autorów, ugruntował słusznie podnoszone w poszukiwaniu prawdy „teorie spiskowe”, gdyż tak jednostronnego, tendencyjnego „dokumentu”, pozbawionego nawet pozorów obiektywizmu, dawno w Polsce nie oglądano. Obraz National Geographic Channel, przygotowany w myśl założeń końcowych dwóch wspomnianych raportów, zamyka temat „katastrofy w przestworzach” i staje się jakby trzecim, tym razem publicystyczno-propagandowym, „światowym” raportem, pogłębiając nasze polskie „spiskowe” wątpliwości.

Nic to nowego od czasów, kiedy Grigorij Potiomkin pobudował wzdłuż Dniepru atrapy wiejskich chat, tak by płynąca rzeką caryca Katarzyna II mogła zobaczyć dobrobyt na wsi i zadowolonych wieśniaków w zagrabionej Turkom prowincji.

Od „teorii spiskowych” aż roi się nasza historia. Przypomina mi się Władimir Bukowski, który w archiwach Kremla odnalazł dokument podpisany przez Gorbaczowa o udzieleniu miliona dolarów pomocy strajkującym górnikom w Anglii w 1984 roku. Informacje o tym powszechnie znanym fakcie uznawane były na Wschodzie i Zachodzie za „spiskowe”, także przez samą premier Margaret Thatcher, którą Gorbaczow osobiście zapewniał, że nic o tym nie wie. Tymczasem pod dokumentem pokazanym jej przez Bukowskiego widniał złożony kilka miesięcy wcześniej podpis Gorbaczowa.

Wspomniany Władimir Bukowski w kultowej książce „Moskiewski proces” opisuje rosyjską „pomoc” dla wybranych na Zachodzie firm, np. w postaci uprzywilejowanych kontraktów paliwowych, dzięki którym da się odłożyć dodatkowe pieniądze, finansowania publikacji, gazet, czasopism, filmów, utrzymania księgarń, dostaw tysięcy ton papieru gazetowego, a nawet załatwienia stanowiska profesora na Uniwersytecie w Nowym Jorku.

Warto tu wspomnieć o „moskiewskiej pożyczce” dla polskich komunistów Rakowskiego i Millera. Pożyczka w wysokości 1,2 mln dolarów miała sfinansować powstanie partii SdRP, pismo „Trybuna” i odprawy dla partyjniaków. Postępowanie w tej sprawie zakończyło się w latach dziewięćdziesiątych umorzeniem ze względu na „znikomy stopień niebezpieczeństwa czynu” i „braku dowodów”. Gdyby nie odtajnione dopiero w 2006 roku przez ministra Zbigniewa Ziobrę dokumenty procesowe, „moskiewska pożyczka” nadal byłaby dla jej przeciwników klasycznym przykładem „teorii spiskowej”. Dlatego tym wszystkim, którzy są oskarżani o hołdowanie teoriom spiskowym, radzę, by odpowiadali, że nie chodzi tu o żadną teorię, tylko o praktykę. Nie interesuje nas spiskowa teoria na temat Smoleńska, ale praktyka, być może także spiskowa, czyli pełna prawda w oparciu o obiektywne fakty.

Wojciech Reszczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... ktyka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 02 lut 2013, 08:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Mogło być inaczej....

Demokracja kontrolowana

Z prof. Witoldem Kieżunem, wybitnym teoretykiem zarządzania, żołnierzem Armii Krajowej oraz byłym ekspertem ONZ pracującym z ramienia tej organizacji w krajach afrykańskich, rozmawia Bogusław Rąpała

Zlikwidowany przemysł, olbrzymi dług publiczny, szalejące bezrobocie i narastająca bieda – tak w skrócie jawi się dziś polska gospodarka. Czy zdaniem Pana Profesora, wszystko to jest skutkiem patologii transformacji po 1989 roku?

– Przede wszystkim zabrakło tego, co jest niezbędne, jeśli chcemy cokolwiek sprawnie zorganizować, czyli długofalowego planu. Według teorii zarządzania, należało najpierw określić tzw. misję, czyli generalny cel, potem strategię jego realizacji, a następnie taktykę, a w końcu rozbić to wszystko na działania operacyjne. Zamiast tego przyjęto bardzo doraźny projekt zakładający likwidację inflacji oraz jak najszybszą prywatyzację przedsiębiorstw państwowych.

Kto zawinił?

– Wynika to z tego, że stworzyliśmy zupełnie paradoksalny system, w którym co cztery lata zmienia się układ polityczny. Nasza kadra kierownicza pozostaje na bardzo niskim poziomie. Nie jest fachowa, ale polityczna, a do władzy dochodzi na zasadzie gier politycznych i powiązań.

Efekt?

– Staliśmy się ofiarą strategii międzynarodowego kapitału, który zdawał sobie sprawę z tego, że Polska jest bardzo interesującym terenem do eksploatacji.

Pod jakim względem?

– Mieliśmy dobry zespół inżynierów oraz pracowników niższego szczebla. A przede wszystkim mieliśmy już rozbudowany przemysł. Jego struktura była może o tyle niewłaściwa, że zbyt duży nacisk kładziono na przemysł ciężki i zbrojeniowy.

Co należało zrobić?

– Z miejsca trzeba było ustalić generalną zasadę, w jakim kierunku chcemy rozwijać naszą działalność gospodarczą, a więc sporządzić daleko idący plan rozbudowy działalności produkcyjnej oraz plan dotyczący sposobu prywatyzacji naszych zakładów przez kapitał zagraniczny. A my, zamiast dokładnie przeanalizować, w jaki sposób zlikwidować inflację i rozwinąć produkcję, zgodziliśmy się na działanie typu rewolucyjnego, które spowodowało olbrzymie bezrobocie i doprowadziło do bardzo znacznej likwidacji naszego przemysłu.

Mogliśmy czerpać wzorce z innych krajów?

– Oczywiście, że tak. Mieliśmy kapitalne wzorce. Roosevelt w czasie, gdy Ameryka przeżywała wielki kryzys, zamknął granice i ustanowił bardzo wysokie cła po to, żeby umożliwić rozwój rodzimej produkcji. A my zupełnie otworzyliśmy nasze granice. W Kanadzie, gdzie przez wiele lat pracowałem na Uniwersytecie w Montrealu, powstał specjalny urząd kontroli inwestycji zagranicznych.

Jaki sens miałoby powołanie takiej instytucji u nas?

– Pierwszym podstawowym założeniem powinno być przeciwdziałanie tzw. wrogiemu przejęciu, a więc temu, co było u nas tak niesłychanie charakterystyczne. Polegało to na tym, że wielkie zagraniczne firmy kupowały atrakcyjne polskie przedsiębiorstwa, a następnie je likwidowały, w ten sposób pozbywając się ewentualnej konkurencji. Ktoś może powiedzieć, że nasze przedsiębiorstwa nie reprezentowały bardzo wysokiego poziomu w porównaniu z poziomem produkcji zagranicznej. Tak, to prawda, ale za to u nas była niesłychanie tania siła robocza. Dzięki temu mogliśmy tanio sprzedawać nasze produkty za granicą. Tak właśnie zrobiły Chiny, zalewając świat średniej wartości produktami po bardzo niskiej cenie.

Czym jeszcze mogliśmy zawojować światowe rynki?

– Mieliśmy kapitalną, ekologiczną żywność. Polski rolnik produkował w sposób bardzo czysty i zdrowy. Można było to wykorzystać. Tak jak Finlandia i Szwecja zdobyły rynek wódki. Niestety, nikt u nas nie pomyślał, na czym moglibyśmy zrobić interes w skali światowej. Polska mogła też stać się krajem wielkiego, niezwykle opłacalnego tranzytu Wschód – Zachód poprzez budowę dwóch szerokich autostrad i szerokotorowej linii kolejowej dla bezpośredniego transportu towarów do i z Rosji. Taką propozycję z możliwością uzyskania taniego inwestycyjnego kredytu w bankach kanadyjskich na jego realizację przesłał na ręce premiera w 1993 roku Kongres Polonii w Montrealu. Nie uzyskał jednak żadnej odpowiedzi.

Naszą gospodarkę dobiła fala pośpiesznie przeprowadzanych prywatyzacji. Można było to zrobić inaczej?

– Należało je sprzedawać po odpowiedniej cenie w sposób bardzo spokojny i długofalowy. Gdy w Afryce zaczął się nalot przedsiębiorstw zagranicznych chcących wykupić przedsiębiorstwa państwowe zajmujące się głównie różnego typu minerałami, zorganizowaliśmy miejscową komisję specjalistów wyceniających ich wartość. Oprócz niej była jeszcze druga, tajna komisja, która dodatkowo weryfikowała ocenę tej pierwszej. Wszystko po to, żeby zapobiec zbyt taniej sprzedaży oraz korupcji.

Do czego doprowadził brak kontroli nad procesem prywatyzacji?

– W 1999 r., za rządów Jerzego Buzka, Bank Światowy zrobił analizę stopnia uczciwości przy prywatyzacji przedsiębiorstw i okazało się, że wszyscy „dawali”. Na wręczaną przy tej okazji łapówkę mówiło się „komisyjne”. Mało tego, okazało się, że za trzy miliony dolarów można było kupić korzystną dla wielkiego kapitału ustawę! Ówczesny marszałek Sejmu Maciej Płażyński złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratora generalnego. Ale gdy prokuratura zaczęła domagać się szczegółów, Bank Światowy odpowiedział, że przeprowadzone przez niego badanie było anonimowe. I na tym się skończyło. Zabrakło też długofalowego planu rozwoju bankowości. Tak tania wyprzedaż wszystkich banków była zupełnym nonsensem. Bankowość jest bowiem niesłychanie opłacalna. Tylko w zeszłym roku banki w Polsce zarobiły 15 miliardów złotych. Jakby tego było mało, w tym roku będziemy sprzedawać kolejne akcje banku PKO BP. A powinno się robić wszystko, żeby rozwijać polską, głównie spółdzielczą bankowość.

Dla wielu koronnym argumentem jest, że Polska wygląda inaczej niż jeszcze dwadzieścia lat temu.

– W ostatnim swoim opracowaniu zrobiłem zestawienie, ile środków finansowych przesyłają rokrocznie do kraju polscy emigranci. To są olbrzymie miliardy. Druga sprawa to okresowe prace zagraniczne. Co roku paręset tysięcy Polaków wyjeżdża na 2-3 miesiące w celach zarobkowych do krajów Europy Zachodniej. No i oczywiście żyjemy w sposób niesłychanie oszczędny. To są w tej chwili istotne źródła naszego rozwoju.

Co według Pana Profesora hamuje rozwój naszego kraju?

– Przede wszystkim niesłychanie rozwinięty aparat administracyjny. W 1989 r. aparat centralny liczył 46 tysięcy, a w 2012 r. już 182 tysiące pracowników. Polska ma więcej ministerstw niż Japonia czy Szwajcaria. Nonsensowna jest również struktura prezydent – premier. Każde z tych stanowisk ma olbrzymi aparat administracyjny, praktycznie rzecz biorąc bez ściśle zdefiniowanych kompetencji. Cały czas istnieje też problem doboru kadry kierowniczej.

Ale czy nie my sami ją wybieramy?

– Owszem, raz na cztery lata idziemy na wybory, otrzymujemy listy partyjne, na których jest kilkadziesiąt nazwisk. Ale czy my wiemy w ogóle, kto to jest? Znamy dwa, czasem trzy nazwiska, a reszta to anonimowe osoby wyznaczone przez aparat partyjny. W Kanadzie obowiązuje ordynacja większościowa, a nie proporcjonalna. Tam można startować w wyborach, mając konkretny program i poparcie kilkuset osób. Wybiera się konkretny program. Co więcej, wybory mają charakter partyjny dopiero na szczeblu parlamentarnym, a nie – tak jak u nas – na szczeblu samorządowym. Przecież w tym drugim przypadku chodzi o utrzymanie odpowiedniego porządku i rozwoju stosunkowo niedużego terenu, jakim jest powiat czy województwo. Natomiast problemy wyższego rzędu powinny być rozwiązywane centralnie.

Od czego należałoby według Pana Profesora rozpocząć zmiany w Polsce?

– Pierwsza rzecz – radykalnie zmniejszyć aparat administracyjny. Dojść do tego, że nie będziemy na 70. czy 80. miejscu w skali światowej pod względem swobody gospodarczej. Dziś w Polsce, chcąc prowadzić przedsiębiorstwo, trzeba zderzyć się z olbrzymią biurokratyczną machiną. Parę tygodni temu przyjechał do Polski mój dobry znajomy Amerykanin, który pracuje w amerykańskiej firmie zajmującej się poszukiwaniem gazu łupkowego. Był zszokowany, że to, co w Stanach Zjednoczonych załatwia się w trzy dni, u nas trwa miesiącami. Wyjechał, nic nie załatwiwszy.

No dobrze, ale co zrobić z tymi tysiącami urzędników, którzy zostaną bez pracy?

– W 1996 r. uczestniczyłem w Kanadzie w zespole recenzującym projekt ówczesnego ministra finansów, który zaproponował zmniejszenie administracji o 45 tysięcy stanowisk. Zwolnieni urzędnicy dostali bardzo tani kredyt na działalność gospodarczą. To była kapitalna koncepcja. Ale cały ten proces był przeprowadzany nie przez urzędników, lecz przez zespół fachowców.

Skąd wziąć ludzi, którzy byliby zdolni przeprowadzić tego typu reformy?

– Niestety, nie widzę na to zbyt dużych szans. U nas podstawowym problemem jest walka o władzę. Cały czas kombinuje się tylko, jak ją zdobyć i zachować, a przy tym zniszczyć przeciwnika. W tej stałej walce partyjnej ginie interes społeczny. To dotyczy absolutnie wszystkich partii. Brakuje porozumienia w imię wspólnego dobra, liczą się tylko słupki poparcia. Bez spokojnego, opartego na bazie specjalistów zarządzania, reforma administracyjna nie powiedzie się. Mogliby jej dokonać jedynie ludzie mający poważną pozycję polityczną, którzy machnęliby ręką na swój polityczny interes. Dlatego uważam, że najlepiej sprawdziłby się system prezydencki, typu amerykańskiego. Pod tym jednak warunkiem, że prezydent byłby wybierany raz, na siedem, osiem lat, po to aby nie mając możliwości kandydowania na drugą kadencję, mógł przeprowadzić potrzebne zmiany, nie bojąc się narazić opinii publicznej.

Politycy, którzy doprowadzili Polskę do gospodarczej ruiny, nadal piastują wyso-kie stanowiska. Co mówi to o stanie naszej demokracji?

– Po pierwsze, w Polsce w ogóle nie ma demokracji. Bo demokracja to jest zasada podejmowania decyzji na zasadzie większości. Tymczasem w Polsce głosuje maksymalnie 50 procent obywateli. Zwycięska partia w koalicji osiąga łącznie 40 procent, co oznacza, że w praktyce reprezentuje ona jedynie 20 procent społeczeństwa. Jesteśmy zatem rządzeni przez reprezentantów mniejszości.

Dlaczego tak mało ludzi bierze udział w wyborach?

– Brakuje nam wychowania społecznego i odpowiedzialności za interes społeczny. Należałoby zacząć od wprowadzenia obowiązku głosowania, który istnieje m.in. w Belgii, w Grecji, w Australii, w Nowej Zelandii, w sumie w 29 krajach. Chodzi o przyuczenie ludzi do pewnej postawy. To jedna z metod szeroko stosowanych w wielkich amerykańskich przedsiębiorstwach. Przez pewien czas pracowałem w jednostce konsultacyjnej Forda. Koncern ten wprowadził zasadę, że jeśli jakiś pracownik spóźni się raz, dostaje karę pieniężną. Jeśli dwa razy, zostaje wyrzucony z pracy z wilczym biletem.

Jaki z tego wniosek?

– Taki, że wyrobienie dobrych nawyków wymaga mądrej formacji. Między innymi za pośrednictwem telewizji.

Takiej jak nasza TVP?

– Bynajmniej. Olbrzymia większość mediów w Polsce jest – że tak powiem – proreżimowa. Nasza telewizja zupełnie abstrahuje od swojej roli wychowawczej. Ale nie ma się co dziwić, skoro nawet premier powiedział, że „ludzie są, jacy chcą być, rząd nie jest od tego, żeby ich zmieniać”.

A jest od tego?

– Oczywiście, że tak! Tragedia Polski polega na tym, że wtenczas, gdy w krajach zachodnich kształtował się tzw. zmysł państwowy, to znaczy umiejętność myślenia kategoriami państwowymi, my znajdowaliśmy się pod zaborami; nasze prawo było niekorzystne i Polacy kombinowali, jak je obejść. To samo działo się w czasach komunizmu. Aby przetrwać, trzeba było czasem działać poza prawem. Dlatego od dwudziestu lat należało systematycznie kształtować postawę ukierunkowaną na interes społeczny. Państwo daje mi bezpieczeństwo, ale ja wobec niego mam określone obowiązki, takie jak płacenie podatków, udział w głosowaniu, muszę ponosić pewne koszty związane z dobrem ogólnym. Powinno się tego uczyć.

Pytanie tylko, jak to skutecznie robić.

– Dzieci można uczyć tego w szkole, a ludzi dorosłych chociażby poprzez systematyczny przekaz telewizyjny. Jednak nie w formie pouczania, ale poprzez przedstawianie dzieł artystycznych, z których wynika właśnie to, że interes społeczny jest jednocześnie moim interesem i że po to, abym mógł w społeczeństwie normalnie funkcjonować, muszę ograniczyć swoją wolność. Na przykład, chcąc dojechać samochodem do celu, muszę respektować znaki drogowe. Ludzi trzeba wychowywać. W Stanach Zjednoczonych kapitalnie w tej roli sprawdzają się filmy prezentujące określone modele zachowania. Człowiek widzi w nich, że ktoś, kto postępuje dobrze i szlachetnie, zyskuje na tym. Moje przedwojenne pokolenie wychowało się w ten sposób na westernach, gdzie nie wolno było strzelić komuś w plecy, obowiązywała zasada otwartej walki twarzą w twarz. Tak jak Gary Cooper w filmie „W samo południe”. Tego nas uczono.

Dziś świat medialny i polityczny epatuje zupełnie innymi postawami. Liczy się to, co masz i kogo znasz. Coraz mniej poszanowania dla drugiego człowieka.

– Przede wszystkim usiłuje się zlikwidować strukturę tradycyjnych wartości. Najlepszym przykładem była audycja telewizyjna, którą prowadził kiedyś Jerzy Owsiak, pt. „Róbta, co chceta”…

Pamiętam historię Kim Campbell, premier Kanady, która w 1993 r. powtórnie stanęła do walki o swój urząd i zwycięstwo miała w kieszeni. A jednak przegrała, bo na tydzień przed wyborami wystąpiła na tle zdjęcia swojego przeciwnika Jeana Chrétiena, który był po ciężkiej chorobie skóry twarzy i mówił kątem ust. Wypowiadał się mądrze, ale wyglądał strasznie. Pani Campbell, pokazując na niego palcem, powiedziała: „Czy taki człowiek może reprezentować Kanadę?”. I przepadła w wyborach. Mało tego, studenci z mojej uczelni zorganizowali wiec, dając do zrozumienia, że są przeciwni wyśmiewaniu czyichś wad, a opowiadają się za czystą, merytoryczną walką.

W jakim społeczeństwie chciałby Pan Profesor żyć?

– Chciałbym, żeby nasze społeczeństwo było obywatelskie. W Stanach Zjednoczonych wszyscy moi koledzy należeli do jednej, dwóch, a nawet trzech organizacji społecznych. A w Polsce? Mieszkam na osiedlu składającym się z ponad stu mieszkań. Ale na coroczne zebranie osiedlowe, w czasie którego omawia się wspólne sprawy, przychodzi zaledwie kilkanaście osób. Tak wygląda nasze społeczeństwo i tak nie może być. Ludzie muszą czuć, że mają obowiązki wynikające z faktu bycia obywatelami swojego kraju. Do Ojczyzny powinno się mieć stosunek emocjonalny, bo to jest nasze zbiorowisko. Mówimy tym samym językiem, mieszkamy na tym samym terenie, mamy wspólną przeszłość.

Co w ocenie Pana Profesora zostało z obietnic, którymi Donald Tusk mamił swoich wyborców?

– Niestety, istnieje zbyt dużo negatywnych faktów, żeby można było pozytywnie ocenić politykę tego rządu. Przede wszystkim można postawić generalny zarzut zbyt dużej rozbieżności pomiędzy programem przedstawionym w Sejmie 5 lat temu a jego realizacją. Wydaje mi się, że z bogatego arsenału niesprawności działań rządu należy wymienić: brak skutecznej polityki prorodzinnej w obliczu procesu wymierania polskiego społeczeństwa, brak właściwej polityki wychowawczej wobec poważnie rosnącej przestępczości w szkolnictwie, brak efektywnej stymulacji naukowej działalności innowacyjnej, w której lądujemy na przedostatnim miejscu wśród państw Unii Europejskiej, brak efektywnej polityki w walce z bezrobociem i masową emigracją związanych z brakiem racjonalnej polityki reindustrializacji i rozbudowy krajowego handlu i spółdzielczości. Poważny sprzeciw budzi też rozwinięta antydemokratyczna polityka niszczenia opozycji metodą ograniczania dostępu do mediów i walką „ad personam” poprzez niekulturalne, obraźliwe insynuacje, szeroko kolportowane przez posłów, a nawet ministrów w stosunku do opozycji i w stosunku do osoby Lecha Kaczyńskiego, który jako prezydent uosabiał majestat Rzeczypospolitej.

Dziękuję za rozmowę.

Bogusław Rąpała

http://www.naszdziennik.pl/mysl/22767,d ... owana.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 04 lut 2013, 07:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Kolonizacja Polski, to również kolonizacja naszych polskich umysłów. Mamy myśleć i postępować w zgodzie z dominującą siłą naszych kolonizatorów, bo inaczej pokażą nam Polakom, oni kolonizatorzy i ich pachołki, gdzie nasze miejsce.

Ministerstwo propagandy

Minister nauki i szkolnictwa wyższego sufluje naukowcom, jakie poglądy mają głosić.

Barbara Kudrycka próbuje ograniczyć wolność naukowców, apelując na rządowych stronach internetowych o niezarażanie studentów swoim światopoglądem. Kudrycka, jak większość jej rządowych kolegów, nie zachowuje jednak symetrii i milczeć każe tylko tym wykładowcom, którzy głoszą poglądy niezgodne z tym, co słyszymy codziennie w głównym przekazie rządowo-medialnym.

„Pierwsze skojarzenia z naruszeniem etyki w nauce to plagiat, sfabrykowane badania albo nepotyzm. Ale nie mniej ciężkim przewinieniem jest choćby próba zarażania studentów swoim światopoglądem – zwłaszcza gdy ten światopogląd wymyka się regułom uznawanej powszechnie wiedzy, dotychczasowym ustaleniom naukowym i rzetelnej metodologii. A nieraz nawet przeczy regułom zdrowego rozsądku”. Tak brzmią pierwsze słowa apelu minister Kudryckiej do świata nauki, zaprezentowanego na oficjalnej stronie resortu, którym kieruje.

Pod znamiennym tytułem „Sumienność i sumienie naukowca” Kudrycka prezentuje szereg skrajnie upolitycznionych tez. Tekst ma w gruncie rzeczy na celu zamknąć usta wszystkim naukowcom, którym leży na sercu prawda. Uznawaną powszechnie wiedzą, według minister, jest rządowa wersja na temat okoliczności katastrofy smoleńskiej zawarta w raporcie końcowym komisji Jerzego Millera. Zdrowym rozsądkiem ma – zdaniem Kudryckiej – być atakowanie o. Tadeusza Rydzyka.

Skąd takie konstatacje? Minister pisze bowiem w swoim apelu: „Od czasu do czasu w salach wykładowych zjawiają się jednak apostołowie rozmaitych prawd objawionych… Zdarzają się więc fizycy, gotowi przysiąc, że tupolew został zestrzelony rosyjską rakietą w sztucznej mgle, albo medioznawcy, twierdzący, że ojciec Rydzyk jest fundamentem demokracji w Polsce”. Te skandaliczne słowa nie padają, co znamienne, z ust jakiegoś zacietrzewionego lewicowego dziennikarza, ale ze strony wysoko postawionego urzędnika państwowego, kogoś, kto powinien stać na straży wolności w badaniach naukowych.

Tymczasem Kudrycka staje się po prostu rzecznikiem poprawności politycznej. Minister kompromituje się również, opierając się w swoich tezach na Kodeksie Etyki Pracownika Naukowego, ponieważ sama udowadnia, że nie interesuje ją żadna bezstronność. Tekst minister za bulwersujący uznaje prof. Ryszard Terlecki.

– Słowa minister Barbary Kudryckiej uważam za skandaliczne. Jest to haniebna próba narzucenia światu naukowemu konkretnej ideologii, która jest niezgodna z rzeczywistością. Po pierwsze, ustalenia rządowej komisji pod przewodnictwem ministra Jerzego Millera zostały obalone, ponieważ nie są zgodne z prawdą. Najwybitniejsi specjaliści, naukowcy współpracujący z bardzo ważnymi ośrodkami naukowymi na całym świecie, w sposób rzeczowy i merytoryczny przedstawili tezy, które stanowią kontrę dla ustaleń komisji rządowej. Minister szkolnictwa wyższego nie może absolutnie narzucać wykładowcom, jakie poglądy powinni głosić – zauważa prof. Ryszard Terlecki (PiS), historyk i wykładowca akademicki.

Jego zdaniem, takie działania jak apel minister Kudryckiej przypominają w pewnym stopniu metody PRL-owskich władz.

– Różnica jest taka, że opinia publiczna w czasach komunistycznych miała świadomość, że władza kłamie i oficjalny przekaz nie ma nic wspólnego z prawdą. Natomiast dzisiaj mamy poważny problem z wolnością mediów. Minister Kudrycka w swojej skandalicznej odezwie do naukowców atakuje również o. Tadeusza Rydzyka i niezależne media. To bulwersujące, że osoba, która powinna bronić swobody wypowiedzi i wolności w badaniach naukowych, staje się obrońcą poprawności politycznej – podkreśla prof. Ryszard Terlecki.

Według naszego rozmówcy, szokujące jest również to, że minister edukacji i szkolnictwa wyższego na oficjalnych stronach rządowych, rzekomo powołując się na Kodeks Etyki Pracownika Naukowego i wzywając do „obiektywizmu”, sama ustawia się ideologicznie po konkretnej stronie i nie ukrywa skrajnego upolitycznienia. Warto dodać, że Kudrycka sama była rektorem i wykładowcą oraz ma tytuł profesora.

– Osoba, która piastuje tak wysokie i ważne dla polskiej nauki stanowisko, narzucając poprawność polityczną wykładowcom i środowisku naukowemu, stawia siebie w niekorzystnym świetle. Zaskakujący wręcz staje się fakt, że ktoś, kto występuje z takim apelem, nosi tytuł profesora – konkluduje prof. Terlecki.

Naukowcy w obronie Pawłowicz
Tekst Kudryckiej, co również nie pozostaje bez znaczenia, ukazał się na portalu należącym do Tomasza Lisa, jednego z głównych propagandystów rządowych. Na tej stronie minister prowadzi swojego bloga. Z tym, co napisała Kudrycka, na pewno utożsamiliby się naukowcy reprezentujący środowiska skrajnie lewicowe, zwłaszcza osoby, które podpisały się pod listem, w którym żądano usunięcia prof. Krystyny Pawłowicz z uczelni, na której pracuje.

Przedstawicielom tych środowisk nie podobało się to, że poseł PiS wypowiedziała się krytycznie i mocno na temat związków partnerskich. W obronie prof. Krystyny Pawłowicz stanęło ponad 250 naukowców z całej Polski. Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wyraża stanowczy sprzeciw wobec działań godzących w podstawowe standardy demokracji.

W oświadczeniu profesorów i wykładowców czytamy m.in.: „Akademicki Klub Obywatelski im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu wyraża stanowczy sprzeciw wobec kolejnych działań godzących w podstawowe standardy demokracji, a także w podstawowe elementy etosu nauki”.

Jak podkreślają inicjatorzy listu w obronie prof. Krystyny Pawłowicz, którą zaatakowano za jej wypowiedzi na temat osób homoseksualnych i transseksualnych, transseksualizm nie oznacza radykalnej i dogłębnej zmiany płci, zwłaszcza na poziomie genetycznym. Dodatkowo naukowcy zaznaczyli, że – pomimo wypowiedzi instytucji międzynarodowych – homoseksualizm jest anomalią. Tym samym sprzeciwiają się atakom skierowanym w stronę prof. Krystyny Pawłowicz zawartym w liście nawołującym do wyrzucenia jej z uczelni.

„Jako społeczność akademicka wyrażamy sprzeciw wobec naruszania etosu prawdy i obiektywności, podkreślanego przez sygnatariuszy listu. Nasz głęboki niepokój budzi fakt, że treść tego listu wpisuje się w działania polityczne i naciski na władze Uczelni zatrudniającej prof. Pawłowicz. Jest to ewidentny przykład zamachu na autonomię nauki i ludzi nauki, autonomię, która obok autonomii sądów i kultury stanowi niezbywalny fundament demokracji jako syntezy zasady większości w sferze interesów obywateli i zasady prawa w sferze wartości. Stanowczo protestujemy przeciwko próbom niszczenia etosu prawdy i etosu prawa, które do złudzenia przypominają najbardziej prymitywne formy totalitaryzmu” – czytamy w liście poznańskich naukowców. Wśród sygnatariuszy znaleźli się m.in. prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak (UAM), ks. prof. Paweł Bortkiewicz (UAM) oraz prof. dr hab. Włodzimierz Bernacki (UJ).

Na pismo błyskawicznie zareagowała Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania. Śladem minister Kudryckiej swoje przemyślenia również opublikowała na portalu Tomasza Lisa. Powołując się na własny światopogląd, nazywa ona list naukowców „stekiem bzdur”, a autorów, wybitnych naukowców i pracowników akademickich redukuje do rangi „sympatyków PiS”, tak jakby to definiowało meritum problemu.

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... gandy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 08 lut 2013, 11:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Jak się kolonia zbuntuje, to kolonizatorzy przyślą tu swoje pacyfikujące wojska. I to wszystko w temacie.

007 zgłoś się

Po warszawskiej konferencji na temat tragedii smoleńskiej, mohery siedzące przed telewizorami już się cieszą. Mit brzozy przeciwlotniczej został publicznie obalony. Była mowa o prawdopodobieństwu zamachu, o dwóch wybuchach. Co prawda media mainstreamu nie były zainteresowane przebiegiem konferencji i sformułowanymi tamże wnioskami, ale jest jaskółka na wiosnę.

Tymczasem w ogródku czai się potworne niebezpieczeństwo, z czego mohery nie zdają sobie sprawy. Tutaj konferencja o Smoleńsku, tu batalia o chłopa co za babę przebiera się, to ile euro dostaniemy z kasy Unii Europejskiej a mohery zapomniały o projekcie ustawy dotyczącej możliwości i zakresu działań służb specjalnych obcych państw na terytorium Rzeczpospolitej.

Po pierwsze ta ustawa to paranoja: Jak można umożliwić za pomocą ustawy podjętej przez Sejm RP działanie służb wywiadowczych na terenie RP ?

Po drugie to niebezpieczne dla obywateli narodowości niepolskiej: Na terenie RP przebywają obywatele, którzy uzyskali azyl ze względu na prześladowanie na tle rasowym, politycznym, religijnym lub światopoglądowym na terenie państwa, w którym byli zamieszkani.

Po trzecie stwarza to niebezpieczeństwo prowokacji ze strony obcych mocarstw podczas wieców i manifestacji o charakterze politycznym, bądź niepodległościowym.

Po czwarte Drogie Mohery wnioski wyciągnijcie sami ...

http://panama.salon24.pl/485175,007-zglos-sie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 09 lut 2013, 19:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2013/01/14/w ... marketach/

Polacy stali się pariasami we własnej ojczyźnie.

Kopia artykułu:

Wyzysk kasjerek w hipermarketach
Ostatnia aktualizacja: 14 stycznia 2013 | 3 Komentarzy | 550 Odsłon

Nieco ponad 2 sekundy – tyle na zeskanowanie jednego produktu ma kasjerka w hipermarkecie. Jeżeli nie nadąża, czeka ją pogadanka z przełożonym, utrata premii, a nawet zwolnienie.
Jak informuje Alfred Bujara, przewodniczący Sekretariatu Krajowego Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”, tzw. normy tempa skanowania funkcjonują już w większości działających w Polsce sieci hipermarketów i dyskontów spożywczych. – „W Tesco norma wynosi 1500 produktów na godzinę, co w przeliczeniu daje 2,4 produktu na sekundę. Tak samo jest w marketach sieci Carrefour. W Lidlach w zależności od sklepu kasjerka musi zeskanować 30-35 produktów w ciągu minuty” – wylicza Bujara. – „W naszych sklepach codziennie drukowany jest raport z wyliczeniem, jakie kto miał tempo. Następnie ten raport jest wywieszany na tablicy. Na zielono wyróżnieni są najlepsi, a na czerwono ci, którym nie udało się wyrobić normy” – tłumaczy pani Ewa, kasjerka w jednym w hipermarketów sieci Tesco.
Współczesne przodownictwo pracy
W Tesco kasjerki, które nie wyrobią normy, wzywane są na rozmowę z przełożonym, podczas której muszą przedstawić tzw. plan naprawczy, czyli sposób na to, aby kasować produkty jeszcze szybciej. – „To są bardzo nieprzyjemne rozmowy, których wszyscy się boją. Bo przecież to, jak szybko kasujemy produkty, nie zależy tylko od nas, ale od wielu innych rzeczy, na które nie mamy wpływu. Ciężko codziennie pracować pod taką presją” – mówi pani Ewa. Jak wskazuje, są produkty, których nie da się zeskanować w tak krótkim czasie. Część towarów trzeba otworzyć i sprawdzić, czy w pudełku znajduje się właściwy produkt. Z alkoholi, tekstyliów i innych bardziej wartościowych produktów trzeba pościągać zabezpieczenia. – „Na wędlinach, serach i innych artykułach spożywczych pakowanych maszynowo kod jest często zagięty tak, że nie da się go zeskanować czytnikiem. Wtedy trzeba go wbić ręcznie, a czas leci. Tych norm nie da się spełnić, normalnie pracując” – podkreśla pani Ewa. Jeśli kasjerka nie wykona normy, czeka ją dyscyplinująca rozmowa z przełożonym. Gdy stara się nadążyć, awanturują się klienci. – „Gdy kasjerka musi pracować jak karabin maszynowy, klienci nie nadążają z pakowaniem zakupów. Ludzie pakują swoje produkty do toreb, a tymczasem przez czytnik przelatują już zakupy następnej osoby i wszystko się miesza. Klienci się denerwują, a swoją złość wyładowują na kasjerkach, choć to przecież nie ich wina” – mówi Alfred Bujara.
Pracy więcej, ludzi mniej
Zdaniem związkowców wzięte z sufitu normy są wynikiem ogromnych niedoborów zatrudnienia w handlu. W większości marketów gołym okiem widać, że pracowników jest coraz mniej, a mimo kolejek ponad połowa kas stoi pusta. – „10 lat temu sklepy wielkopowierzchniowe w Polsce zatrudniały 2, a nawet 4 razy więcej pracowników niż dzisiaj. Kiedyś np. w dużych marketach sieci Real pracowało od 400 do 420 osób, obecnie te same sklepy zatrudniają ok. 120 pracowników, a obroty wcale nie spadły” – mówi przewodniczący handlowej „S”. Aby usprawnić obsługę, sieci handlowe zaczęły stosować tzw. multiskilling. Instrument ten polega na tym, że pracownik nie jest przypisany do jednego stanowiska pracy i wykonuje w zależności od potrzeb różne czynności. – „Robimy wszystko na raz. Kasjerki wykładają i uzupełniają towar na półkach, a kiedy robią się kolejki, pracownicy działów są sadzani na kasach. Wtedy zaniedbują swoje normalne obowiązki, a przecież nikt nie wykona za nich ich pracy. Klienci mają pretensje, że jest za mało kasjerek, a na koniec przełożeni robią nam awanturę, bo brakuje towaru na półkach” – mówi pani Ania, pracownica supermarketu Kaufland.

Łukasz Karczmarzyk

Artykuł ukazał się w Tygodniku Śląsko-Dąbrowskim «NSZZ Solidarność»” nr 2/2013.
http://www.solidarnoscfiat.pl/tygodnik- ... owski.html

Za: nowyobywatel.pl
http://nowyobywatel.pl/2013/01/13/sekun ... -kasjerki/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 11 lut 2013, 12:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Kolonizacja naszego rolnictwa....

Ręce zza Odry – rozmowy przy koksowniku (4)

6. Rozmowa II – Regres zdalnie sterowany

Wiesław Piątek jest członkiem zarządu Zachodniopomorskiej Izby Rolniczej i jednym z inicjatorów referendum w gminie Mielno przeciw planom zbudowania tam elektrowni jądrowej. Choć od referendum minął rok, w Gąskach, gdzie mieszka, banery antyatomowe widać nadal na ogrodzeniach, a nawet ciągnikach rolników. Wzbogacone niedawno o kolejny element – GMO – które bocznymi drzwiami rząd Donalda Tuska wprowadza na teren RP.

Oba województwa nadbałtyckie mają nieco zróżnicowaną specyfikę, ale podstawowy problem jest ten sam – „słupy”, czyli ludzi, wykupujących już teraz ziemię na rzecz właścicieli z zachodu Europy…

W. P.: Najbardziej to widać na obszarze byłego województwa szczecińskiego. Tu już niektóre gminy prawie w całości wykupiono, bo zostały duże gospodarstwa i bardzo dużo PRG-ów a polskie spółki z kapitałem niemieckim je przejęły. Możemy być pewni, iż po roku 2016 w naszych gminach 80% ziemi będzie już w obcych rękach. Decydować o rolnictwie będą Niemcy, bo niemal cała ziemia stanie się ich własnością!

Po drodze mijaliśmy młyn w Stoisławiu. To, co z nim zrobiono jest tworzeniem fikcji, bo okazało się, że jedna spółka Skarbu Państwa kupiła – gdyż rolnicy nie zdążyli zebrać odpowiedniego wadium – inną spółkę Skarbu Państwa! Na zdrowy rozum trudno znaleźć przyczynę takiego zachowania… Poza wykazaniem jakiejś pozornej działalności, w sytuacji tego młyna nie zmienia się nic…

W. P.: Można powiedzieć, że minister Budzanowski specjalnie to zrobił – dał nam krótki termin na zebranie pieniędzy – wiedząc, że nie zdążymy ich zebrać, bo w rolnictwie nie jest tak fajnie i różowo, jak się wydaje. Jest ciężko, choć był ostatnio dobry rok i poprzedni, ale rolnicy mają jeszcze sporo ziemi do wykupienia, weszli w programy modernizacyjne, są zadłużeni i nie stać ich, by wyłożyć furę pieniędzy na wczoraj, bo akurat minister Budzanowski chciał z nas zedrzeć skórę! Od początku zresztą nie wiedział, ile za zakład wziąć. Stoisław był wyceniony (wartość księgowa, 70% akcji) na 24 miliony złotych. Natomiast od nas minister chciał… 70!!! Jeszcze w poprzednich rozdaniach, gdzie nie trzeba było wadium wpłacać, bo potrzebna była na razie tylko oferta, minister windował, windował, wciąż za mało mu było, aż wyszło 70 milionów złotych.

Nie damy mu tych pieniędzy, nie przepłacimy dla jego widzimisię trzykrotnie, bo zakład nie jest tyle wart. To jest dobry młyn, za normalną cenę byśmy go wzięli. Do tej pory nigdy nie przynosił strat. Mógłby zostać jako strategiczny zakład dla państwa, nawet jako magazyny ziarna. Ale to już taka polityka!

Stoisław jest zmodernizowany i państwo przez wiele, wiele lat nie dołożyłoby ani złotówki, wręcz przeciwnie – a i ludzie mieliby pracę. A tak – nie wiadomo… Ponieważ Polski Cukier to przejął, mamy nadzieję, że od nich uda nam się jeszcze Stoisław odkupić! A to, że zakład poszedł do państwowej spółki, to tylko i wyłącznie wina ministra Budzanowskiego. Przełożył po prostu pieniądze z kieszeni do kieszeni i może się wykazać…


Młyn w Stoisławiu jest jeden. Za to „sadów”, bo trudno nie użyć cudzysłowu, orzechowych mijaliśmy wiele. Skąd się wzięły te słynne już na Pomorzu, a poza nim mało znane, 5-letnie uprawy?

W. P.: Podstawową przyczyną ich powstania jest to, że dzięki poprzedniej ustawie ziemię mógł kupić każdy, kto ma wykształcenie średnie….

Mieszkańcy Gąsek nadal nie chcą elektrowni jądrowej

…niekoniecznie rolnicze?

W. P.: Niekoniecznie rolnicze! Wystarczyło mieć zdaną maturę lub szkołę wyższą, nierolniczą, bo rolnicy przecież mogli, ale to średnie inne niż rolnicze już uprawniało do zakupu ziemi. I to był największy przekręt w ustawie, panowie dobrze wiedzieli, że wejdziemy do Unii, bo to poprzednia „góra” zrobiła, posłowie to zrobili pod siebie. Bo jeżeli ktoś nie miałby szkoły rolniczej czy innego przygotowania rolniczego – nie mógłby kupić ziemi!

Posłowie wiedzieli, jak to na Zachodzie działa, wiedzieli, że są dopłaty, więc trzeba było zmienić ustawę, żeby znalazło się w niej wykształcenie inne niż rolnicze. Dlaczego to określili akurat od średniego? Ludzie z innym zawodowym niż rolnicze nie mogli kupić ziemi, tylko od średniego, jawna dyskryminacja… Kiedy weszliśmy do UE, ci z wykształceniem minimum średnim – innym niż rolnicze – zaczęli kupować hektary. To nie byli mieszkańcy tutejszych terenów. Oni wiedzieli, jakie będą dopłaty i jakie zrobione będą działania, niektóre z nich bardzo wysoko dotowane. Myśmy o tym pojęcia nie mieli, to było stworzone wszystko pod „górę”! Nie pod rolników, bo rolnicy byli oburzeni, że coś takiego można robić i nie pilnować, czy później, po 5 latach, te plantacje orzecha włoskiego zostały, czy nie? To były zmarnowane pieniądze. Politycy marnują kapitał Polski i rolnictwa. „Gospodarowanie” tego typu doprowadza do sytuacji, że ziemia po tym 5-letnim okresie będzie już nieużyteczna, bo bardzo ciężko ją doprowadzić do poprzedniego stanu! Tyle lat ziemia stoi nie uprawiana, a ci pseudorolnicy czekają tylko na następne programy z dotacjami, bo przecież urzędnicy wymyślają kolejne…

Rozmawiają – od lewej: Patryk Turowski – rolnik z gm. Biesiekierz, Dominik Sawicki – były stoczniowiec, działacz OZZ Inicjatywa Pracownicza i Wiesław Piątek


Ano właśnie… Tak można się na dotacjach huśtać w nieskończoność…

W. P.: Na razie przynajmniej – tak! Teraz, po 5-letnim okresie orzecha włoskiego, chcą sadzić tzw. czereśnię ptasią lub jabłoń.

Ile obecnie dopłaca się do hektara „upraw”?

W. P.: Realnie dopłaty do jednego hektara jest 2,5 tys. złotych. A zwykły rolnik, który naprawdę produkuje żywność, ma około 1 tys. złotych dopłat na hektar!!!

Praktycznie prawo prowokuje do przestępczości…

W. P.: To nie przestępczość (śmiech)! Prowokuje do wydawania pieniędzy na regres, tak, by nie produkować żywności! Zachód bardzo chętnie przymruża na to oko, bo wie, że gdy my nie będziemy produkować żywności – będziemy mniej konkurencyjni. Jak już się u nas załamie produkcja – to oni ją dostarczą… Nawet bardzo chętnie. I to my będziemy u nich kupować żywność. I o to właśnie chodzi!

A nasi politycy z pełną premedytacją działają tak, by pozwolić sporej grupie ludzi wyłudzić pieniądze z dotacji i tymi dopłatami spłacić kupiony areał. Wystarczy, że ktoś wpłaci 20%, a dopłatą spłaca ziemię, po to, by prawdopodobnie później opchnąć po 2016 roku te hektary na Zachód. Bo nie kupił ziemi po to, by produkować, ale by dopłatami ją spłacić a potem z zyskiem sprzedać. Można powiedzieć – przekręt, czysty przekręt!

Jedyna droga to w takim razie zmiana prawa. Kto według Ciebie może wreszcie zmienić przepisy? Lub ograniczyć ten „monkey business”…

W. P.: Prawdopodobnie minister Kalemba obiecał, że nie wprowadzi już (jeżeli będą) następnych takich programów. Bo to przecież od ministra rolnictwa zależało, to on mógł nie propagować podobnych działań, bo to nasze państwo decyduje, czy strumień pieniędzy z Brukseli pójdzie w tym, czy w innym kierunku, realnie Ministerstwo Rolnictwa… Sama Unia proponuje nam szeroki wachlarz, a wszystko zależy od tego, na jakie działania to przeznaczymy! Skoro Ministerstwo Rolnictwa przeznaczyło dotacje na 5-letnie plantacje, to pieniądze poszły właśnie tam!


Zamiast rozwoju, Ministerstwo Rolnictwa dotuje powstrzymywanie produkcji…

W. P.: Tak, to wyraźne wygaszanie produkcji u nas, bo program orzecha czy czereśni objął bardzo duży areał! Są to setki, wręcz tysiące hektarów, to nie jest parę tylko tysięcy hektarów! Mówi się jeszcze o sorgo czy poziomce…


W chwili upadków PGR-ów niemal wszędzie nie tworzono spółek pracowniczych, przeciwnie – najpierw sprzęt się rozsprzedawało lub oddawało na złom. Ludzie, którzy zostali po PGR-ach muszą być z zewnątrz sterowni, bo sami niewiele potrafią… Nikt ich nie przyzwyczaił… Zostali w pustce – i finansowej, bo nie mieli żadnych źródeł utrzymania i w pustce swoich umiejętności, bo tak naprawdę nie umieli niczego. Z drugiej strony nie ma żadnych programów (i tu wrzutka do ogrodu ministra rolnictwa), które by zachęcały ludzi z tych terenów, które są przeludnione rolniczo – do przyjścia tutaj…

W. P.: Niczego się nie robi, ludziom w byłych PRG-ach pozwolono wykupić mieszkania, ogródki do 10 arów, jak w Sowietach byłych… I doszło do tego, iż ludzie byli zadowoleni, że przynajmniej mogą wykupić te mieszkania i te ogródki za obniżoną cenę! I nic więcej!

Jak mówiłeś, ci ludzie nie byli przygotowani do podjęcia swojej działalności, bo – gdyby wiedzieli, że państwo im taki akurat groch zgotuje – podejrzewam, iż by się jednak upomnieli, żeby te PGR-y zostawić. Ale już było za późno. Tak szybka szła sprzedaż kombinatów czy zakładów przy-PGR-owskich, że nim ludzie się spostrzegli – wszystko było już sprzedane albo zadłużone.

Woda i piasek prawdopodobnie Polakom zostaną…


Tutaj np. kombinat Tymień był bardzo dobrze gospodarowany – jak na kombinat. To co zrobili? Przesłali nowego dyrektora, żeby doprowadził do upadłości. I zrobił to, w bardzo szybkim tempie, półtora roku i było po sprawie. Plus siedem czy osiem zakładów do tego kombinatu – wszystko zostało rozparcelowane. Polacy chcieli przejąć, zootechniczka jeden zakład chciała wziąć, to woleli oddać Niemcom, niż Polce. Resztę też im oddali. Spółki niemieckie potworzyły się, wykupiły i teraz, gdy nowa ustawa wchodziła a prezydent zwlekał – podzieli na mniejsze spółki by nie oddawać ani hektara, bo było 1200 hektarów, to musieliby 30% oddać, potworzyli spółki-matki, spółki-córki, podzielili, wiedzieli, że 428 hektarów może spółka mieć, bo wtedy im nie zabiorą ani hektara i tak właśnie porobili!

A nikogo z innych terenów Polski tu ściągać nie chcą, bo by jeszcze zaczął solidnie gospodarzyć… Tam ludzie od dawna są na własnym! (cdn.)

Lech L. Przychodzki

http://www.bezjarzmowie.info.ke/test/?p=9131


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 21 lut 2013, 22:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
EUROwaluta - neokolonizacja i skrajna nędza, na Waszych oczach !

... Zrezygnowani, z plecaczkiem, wózkiem, przysiadają na zimnych schodach budynku naprzeciwko mnie, tak z 10 metrów od tej klawiatury. Wyglądają coraz mizerniej. Oni wciąż próbują jakoś "pracować", "zrobić coś", "nie rezygnować", a to już trud daremny.

... eurokratów to nie obchodzi, co będzie z tymi ludźmi dalej... milionami następnych takich...

... nie wyjdę przed próg i nie dam gorącej herbaty, gdyż wtedy przyjdzie mi ich tu więcej i co dnia...

... często widuję miejsce (w Atenach), gdzie w starym, jeszcze kutym, żelaznym ogrodzeniu otwiera się furtka, wpuszcza ogromną kolejkę i dadzą im jeść. Rano - Grekom, a popołudniu - obcokrajowcom, czyli raz dziennie. To wszystko. A Prawosławny Kościół Grecji "na własną rękę" wydaje codziennie 280 tysięcy posiłków.

... w Grecji trwa wieloletni eksperyment sprawdzania wytrzymałości materiału, metodą powolnego niszczenia ...

... Eurokręgi postanowiły, że Grecy mają pozostawać w walucie Euro. To jest klucz szyfru tego kryzysu !

... Bezrobocie oficjalne w br. sięgnie zapewne 37%, ale praktyczne, rzeczywiste bezrobocie już teraz osiąga rząd 80%, skoro niemal całość gospodarki to małe firmy i zwykle "pracują" na kilka procent mocy.

... Eurokraci bredzą o wymuszaniu aż do skutku wewnętrznej deflacji, gdy nasze euro-ceny podstawowych artykułów, opłaty i podatki ciągle tylko rosną, rosną, rosną, rosną... i znaczna większość społeczeństwa jest już niewypłacalna.

... sąsiedzi - kraje o podobnej do Grecji gospodarce - mają swe własne waluty i znacznie, znacznie, znbacznie niższe ceny.

... aby odzyskać wobec nich konkurencyjność greckie płace i PKB jakoby muszą najpierw spaść o 75%.
- cytuję tu tylko ogólnodostępne wypowiedzi czołowych, przytaczane np. dziś tutaj: http://www.newsbeast.gr/financial/arthr ... nimoniou-/ )

Czyli wcześniej lub później połowa greckich rodzin znajdzie się na pozycji typu Hindusa w Kalkucie. Dlaczego ? - Aby utrzymać Grecję w strefie waluty Euro.

... a Państwo, wiedząc już to wszystko, pozwolicie rządowi R.P. na wprowadzenie waluty Euro ? I bez uprzedniego, uczciwego referendum ?

http://dim.salon24.pl/488464,eurowaluta ... ych-oczach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja Polski
PostNapisane: 21 maja 2013, 06:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30978
Państwo podległe na arenie międzynarodowej nie ma żadnych praw. Skolonizowana Polska też musi z opuszczoną głową godzić się na każde upokorzenie.

Rosja blokuje śledztwo

Prokuratura zawiesiła śledztwo w sprawie włamania do telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego po katastrofie smoleńskiej. Powód? Brak odpowiedzi z Rosji.

– Śledztwo zostało zawieszone z uwagi na oczekiwanie na pomoc prawną. Mimo wielokrotnych monitów strona rosyjska nie odpowiada – informuje prokurator Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Na to rozwiązanie, zamiast przedłużania śledztwa, zdecydowano się tydzień temu.

– Ponieważ termin udzielenia odpowiedzi przez stronę rosyjską nie jest znany, wobec tego jest to długotrwała przeszkoda, która uzasadnia zawieszenie postępowania – tłumaczy prokurator. Podkreśla jednak, że jak tylko przyjdzie odpowiedź z Rosji, śledztwo ponownie zostanie podjęte.

Mecenas Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego, podkreśla, że odpowiedź Federacji Rosyjskiej ma istotne znaczenie.

– Bez realizacji wniosku o pomoc prawną, co nastąpi w trudnym do przewidzenia czasie, tej sprawy nie da się merytorycznie zamknąć – ocenia adwokat.

– Prokurator zrealizował to, co mógł zrealizować na terenie Polski – mówi Pszczółkowski. Zaznacza jednak, że śledczy nie uwzględnił wszystkich wniosków dowodowych, które on złożył. – Zwróciłem się z rozmaitymi wnioskami, część z nich prokurator uwzględnił, części nie – dodaje.

Prokuratura skierowała wniosek o pomoc prawną do Rosji w listopadzie ubiegłego roku. Strona polska zwraca się w nim o informacje na temat danych zarejestrowanych przez stacje przekaźnikowe rosyjskiego operatora telefonii komórkowej i wykaz połączeń realizowanych przez numer telefonu należący do Lecha Kaczyńskiego w dniach od 10 do 12 kwietnia 2010 roku.

Śledztwo prowadzone od 7 listopada 2011 r. „dotyczy nieuprawnionego dostępu do danych zapisanych w telefonie należącym do prezydenta Lecha Kaczyńskiego” w dniu 10 i 11 kwietnia 2010 r. na terytorium Federacji Rosyjskiej.

„W wyniku przeprowadzonych czynności procesowych ustalono, że w dniu 10 kwietnia 2010 r., po katastrofie, miały miejsca dwa połączenia wychodzące: pierwsze o godz. 12.46, a drugie o godz. 16.24 czasu polskiego; a w dniu 11 kwietnia 2010 r. jedno połączenie wychodzące o godz. 12.18 czasu polskiego z telefonu użytkowanego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego właścicielem była Kancelaria Prezydenta, i były to połączenia z pocztą głosową” – informowała prokuratura wojskowa.

Prokuratura Generalna ogranicza się do monitorowania stanu realizacji wniosków o pomoc prawną wysyłanych przez stronę polską do Rosji. – Departament współpracy międzynarodowej PG jest w kontakcie z odpowiednikiem rosyjskim i dowiaduje się, jak wygląda realizacja wniosków o pomoc prawną – podkreśla rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk.

Po wyłączeniu wątku przez prokuraturę wojskową postępowanie w tej sprawie zostało szybko umorzone przez prokuraturę okręgową jeszcze w grudniu 2011 r., bez formalnego wszczynania śledztwa. Uznano, że nie doszło do popełnienia przestępstwa.

– Postępowanie w niniejszej sprawie zostało zakończone wydaniem w dniu 19 grudnia 2011 r. postanowienia o odmowie wszczęcia dochodzenia wobec braku znamion czynu zabronionego określonego w art. 285 § 1 kk, tj. w zakresie, w jakim materiały zostały przekazane do Prokuratury Okręgowej w Warszawie przez wojskową prokuraturę okręgową – wyjaśniał Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy.

Tłumaczył dalej, że z „materiałów zgromadzonych w niniejszej sprawie nie wynikało, aby doszło do włączenia się telefonu, a następnie uruchomienia impulsów telefonicznych na cudzy koszt, co jest niezbędne do wypełnienia znamion czynu zabronionego z art. 285 § 1 kk”.

Sytuacja zmieniła się po publikacji „Naszego Dziennika” z maja ubiegłego roku, kiedy to prokuratura postanowiła wrócić do sprawy i wszcząć formalne śledztwo.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... dztwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 237 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 16  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /