Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 08 kwi 2014, 11:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://narodowcy.net/polska/9431-kolejn ... ie-embargo

Rosja uważa embargo za głupotę i sama nigdy go nie stosuje. Rosja tylko broni się przed niezdrową żywnością, a że tylko Polska produkuje niezdrową żywność? Cóż na to można poradzić? Niech Polska zacznie produkować żywność zdrową.

Kopia artykułu:

Kolejne rosyjskie embargo
Opublikowano: poniedziałek, 07, kwiecień 2014 21:46

Po niedawnym zakazie eksportu polskiej wieprzowiny do Rosji, a także Białorusi i Kazachstanu do "czarnej listy" dołączyła także Mlekovita. Od 17 kwietnia wstrzymany zostanie zakup mleka oraz produktów firmy z Wysokiego Mazowieckiego.
Oficjalnym powodem podanym przez Rossielchoznadzor jest badanie w trakcie którego wykryto bakterie z grupy pałeczek jelitowych. Argumentowi temu od razu zaprzeczył szef firmy - Dariusz Sapiński, twierdząc, że to bzdura.
O decyzji Rosjan poinformował wcześniej minister rolnictwa Marek Sawicki, jednak w swoim wystąpieniu nie ujawnił nazwy firmy.
Mlekovita nie jest pierwszą polską firmą mleczarską, której Rosjanie zabronili eksportować produkty na ich terytorium. Wcześniej uniemożliwiono to SM ROTR z Rypina a polskiemu odziałowi Hochland z siedzibą w Baranowie. Swoje produkty na teren Federacji Rosyjskiej eksportuje nadal blisko 30 polskich mleczarni.
źródło: PAP

Michał Świetliński


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 12 kwi 2014, 07:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Katyń a rosyjska polityka

Wydarzenia ostatnich tygodni w kardynalny sposób zmieniły polityczny klimat w Europie. Zagarnięcie przez Rosję Krymu było nad wyraz niebezpiecznym pogwałceniem fundamentalnych podstaw międzynarodowego prawa i zagraża pokojowi nie tylko w Europie, ale i na całym świecie.

Rosja dokonała bezprecedensowego po II wojnie światowej zagarnięcia części terytorium sąsiedniego kraju i targnęła się na suwerenność Ukrainy. Naciski i groźby ze strony Rosji trwają. A podstaw do optymizmu brak. Łatwość, z jaką Rada Federacji Rosji udzieliła sankcji na użycie wojsk rosyjskich przeciwko Ukrainie, pokazuje całkowity brak w Rosji odpowiedzialnych polityków, zdolnych adekwatnie oceniać podejmowane decyzje i zestawiać je z interesami utrzymania pokoju oraz stabilności w Europie.

Pełna dokumentacja sprawy katyńskiej
Wszystko to zmusza do zastanowienia się nad odłożonymi i nierozstrzygniętymi do tej pory kwestiami. Po co Polacy mają czekać, mając nadzieję na uzyskanie wyczerpujących informacji na temat przestępstw stalinowskich przeciwko Polsce, oraz liczyć, że Rosja, zgodnie ze swoimi wcześniejszymi zapewnieniami, przekaże pełną dokumentację w sprawie katyńskiej? Minęło już kilka lat, jak Kreml wziął sobie przerwę i nie okazuje najmniejszego życzenia kontynuowania dialogu ani nie spieszy się do wyrażenia jasnego i klarownego stanowiska.

Tendencja przemilczania przestępstw z okresu sowieckiego istnieje od dawna. Dlatego nieprzypadkowo znaczna część materiałów ze śledztwa prokuratorskiego sprawy katyńskiej otrzymała klauzulę „poufne” i „ściśle tajne”. Rosyjskie kierownictwo polityczne martwi się o to, by nie dawać żadnych powodów do oskarżenia byłego kierownictwa ZSRS o dokonanie przestępstw wojennych. Dlatego też starania prokuratury mające na celu ukrycie wyników śledztwa w sprawie katyńskiej nikogo nie dziwią. Decydenci współgrają z nowymi prądami politycznymi, którym na imię „poprawienie image’u Rosji”. Doszło do tego, że przestępstwa stalinowskie przeciwko obywatelom innych państw rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych zalicza do „wrażliwych tematów” polityki zagranicznej i wszelkimi sposobami sprzeciwia się ich szerokiemu upublicznieniu i omówieniu.

Kiedy 21 września 2004 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa Rosji podjęła decyzję o umorzeniu dochodzenia sprawy katyńskiej z powodu śmierci winnych, ich nazwiska nie zostały wymienione. Na podstawie informacji, które przedostały się później do prasy, stało się jednak jasne, że o przestępstwo katyńskie oskarżono tylko wysoko postawionych pracowników stalinowskiego NKWD – Ławrientija Berię, Wsiewołoda Mierkułowa, Bogdana Kobułowa i Leonida Basztakowa. To właśnie oni organizowali rozstrzeliwanie, ale przecież jedynie wykonywali postanowienie podjęte przez wyższe kierownictwo sowieckie na czele ze Stalinem. Tyle tylko, że Naczelna Prokuratura Wojskowa Rosji nie potrafiła uznać Stalina i członków jego politbiura za przestępców, czyli nadanie wyraźnych i oczywistych kwalifikacji prawnych działaniom tych osób, które podpisały znane postanowienie politbiura z 5 marca 1940 r. o rozstrzelaniu Polaków, przewyższało możliwości prokuratorów. Bardzo to charakterystyczne: nie zdecydowano się tknąć Stalina!

Przyczyny niechęci do ogłoszenia przywódcy kraju przestępcą mają swoje źródło w nowej, formującej się w Rosji państwowej ideologii. Jej podstawa – paternalistyczne wyobrażenia o roli państwa, walczący izolacjonizm i zam-knięcie przed całym światem, apoteoza przeszłości, łącznie z sowieckim okresem historii. Kreml chce zasugerować obywatelom zwykłą myśl: władza zawsze jest słuszna i zawsze działa w poprawnym kierunku, a poniesione przez lud ofiary są usprawiedliwione i konieczne w sytuacji, gdy kraje te obrały „szczególną drogę rozwoju”. By propagować takie treści i odpowiednio „wychowywać” obywateli, podjęto starania mające na celu wprowadzenie „jednolitego” podręcznika historii. Posłuszni woli Kremla historycy będą mogli w nowym podręczniku wprowadzić maksimum informacji na temat „błędów” Stalina, lecz w żadnym wypadku nie nazywać tego przestępstwem.

Słowa i czyny
Po tragedii smoleńskiej w kwietniu 2010 r. minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow na sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy mówił z przekonaniem: „Szczerze wierzę, że współprzeżywanie dwóch narodów w związku z tragedią pod Smoleńskiem stanie się momentem zwrotnym w przezwyciężeniu ogólnej tragicznej przeszłości”, i zapewniał, że Moskwa „przygotowuje się do przekazania Warszawie dodatkowych materiałów dotyczących Katynia, których jeszcze polska strona nie miała” („Wiadomości”, 30 kwietnia 2010 r.). Analogiczne oficjalne oświadczenie 26 listopada 2010 r. wydała również Duma Państwowa Federacji Rosyjskiej: „Kopie wielu dokumentów, które były przechowywane w zamkniętym archiwum Politbiura KC KPZR, już zostały przekazane polskiej stronie. Posłowie Dumy Państwowej są przekonani, że prace te powinny zostać przedłużone. Trzeba w dalszym ciągu studiować archiwa, sprawdzać listy zabitych, odtwarzać prawdziwe nazwiska tych, którzy zginęli w Katyniu i innych miejscach, wyjaśniać wszystkie okoliczności tragedii”.

Rzeczywiście, przekazanie pierwszych 67 tomów ze 183-tomowej sprawy odbyło się dość szybko – już w maju 2010 roku. Później zostały przygotowane i przekazane tomy sprawy, które posiadały klauzulę „do użytku służbowego”. Lecz dalej sprawa została poważnie zahamowana i tomy sprawy zaopatrzone w klauzulę „tajne” do Polski nie trafiły. Dotychczas pozostaje nieprzekazanych 35 tomów „sprawy katyńskiej”. Co więcej, w kwietniu 2012 r. Moskwa ustami głównego wojskowego prokuratora Siergieja Fridinskiego dała do zrozumienia, że nie zamierza przekazywać nic więcej Polakom, „ponieważ komisja ds. odtajniania akt nie podjęła decyzji o zdjęciu klauzuli poufności”. I nie była to indywidualna decyzja naczelnego prokuratora wojskowego. Można z całą pewnością stwierdzić, że tak zdecydowano na poziomie prezydenta Rosji.

Oczywiście, publicznie Kreml nie oświadczył tego, że kwestia jest ostatecznie zamknięta i że już więcej żadnych materiałów dotyczących „sprawy katyńskiej” nie będzie przekazywać. Jednak teraz w świetle dzisiejszych wydarzeń wszystko to są puste obietnice.

Zrywając międzynarodowe porozumienia i zobowiązania podczas „krymskiej kampanii”, Kreml może już nie zwracać uwagi na drobniejsze sprawy. Dzisiaj Rosja stoi na progu izolacji i niewykonanie przez nią niegdyś danych obietnic mało kogo wzrusza na tle globalnych naruszeń prawa międzynarodowego.

Co więcej, sama polityczna atmosfera panująca we współczesnej Rosji nie sprzyja wyjaśnieniom i publicznemu omawianiu „kłopotliwych pytań historii”. Posłowie Dumy Państwowej Rosji noszą się z ideą uzupełnienia ustawodawstwa karnego o artykuł dotyczący odpowiedzialności za rozpowszechnienie „jawnie kłamliwych informacji o działalności ZSRS w czasie II wojny światowej”. Jak się okazało, posłowie są bardzo zatroskani „o podłe znieważanie naszej historii”. Podobne normy istniały w okresie sowieckim w kodeksie karnym, kiedy każda publicznie podana niezgodność z polityką KPZR lub krytyka ideologicznych podstaw reżimu sowieckiego były srodze karane. W takich warunkach trudno oczekiwać, że rosyjskie kierownictwo może uczciwie mówić o dokonanych przez Stalina przestępstwach wojennych i że jest ono zdolne postawić kreskę prawną pod sowiecką przeszłością. W tym sensie Stalin dla Kremla pozostaje personą nie do ruszenia.

Tymczasem w rosyjskiej prasie narasta liczba publikacji kwestionujących winę ZSRS w katyńskim przestępstwie. O ile wcześniej pisano w zasadzie o samym tylko Katyniu, o tyle teraz w centralnej prasie pojawiły się publikacje zaprzeczające rozstrzelaniu polskich obywateli w 1940 r. w Kalininie. Na przykład publikacja w „Komsomolskiej Prawdzie” z 12 marca 2014. z obraźliwym tytułem „Tajemnica chodzących nieboszczyków z polskiego memoriału ’Miednoje’”.

Ani Kreml, ani Prokuratura Wojskowa nie spieszą się, aby te fałszywki publikowane w prasie rosyjskiej demaskować i dezawuować. To znaczy, oni wcale nie uważają ich za zamach na prawdę historyczną, obrażający pamięć ofiar. Dwulicowość rosyjskiej polityki w stosunku do ofiar Katynia, niechęć do ich rehabilitacji, utajnienie głównych materiałów śledztwa przy jednoczesnym poparciu publikacji kwestionujących winę ZSRS w tym przestępstwie staje się coraz bardziej widoczne. Za granicą ta sprzeczność nierzadko traktowana jest jako życzenie Rosji zostawienia dla siebie możliwości nawrotu do wersji sowieckiej, zgodnie z którą polskich oficerów rozstrzelali hitlerowcy.

Niegdyś poeta Aleksandr Twardowski napisał dość precyzyjnie: „Kto chowa przeszłość zazdrośnie, ten na pewno jest na bakier z przyszłością…”. Te poetyckie strofy jak nigdy są aktualne dla dzisiejszej sytuacji w Rosji. Bez uczciwej i otwartej rozmowy o przeszłości nie mamy przyszłości.

--------------------------------------------------------------------------------

Tłum. Ewa Rzeczycka-Surma

Prof. Nikita Pietrow historyk, wiceszef stowarzyszenia Memoriał

http://www.naszdziennik.pl/mysl/74330,k ... ityka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 10 maja 2014, 20:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Kremlowski szaman. Co Aleksander Dugin myśli o Polsce?

Pełzająca inwazja Rosji na Ukrainę kończy się ostatecznym podziałem tego państwa na rosyjskojęzyczną część południowo-wschodnią, która po pewnym czasie zostaje oficjalnie włączona w skład Federacji Rosyjskiej, i kadłubową, nominalnie niepodległą centralno-zachodnią. To jednak nie koniec – uwaga Moskwy zwraca się w kierunku słabej Mołdawii, która osamotniona wobec zakusów Kremla całkowicie podporządkowuje się jego polityce. Kolejny krok to ofensywa w stronę Łotwy i Estonii, gdzie – korzystając z rozlicznych możliwości wywierania wpływu na kraje Unii Europejskiej – Rosja z powodzeniem występuje w obronie wyjątkowo licznej mniejszości rosyjskiej, żądając dla niej specjalnych praw. Państwa bałtyckie wchodzące formalnie w skład UE i NATO muszą uzgadniać kwestie dotyczące swej polityki wewnętrznej i gospodarczej z Kremlem. Ten zaś tymczasem reguluje swoje stosunki z postsowieckimi republikami w Azji, wasalizując ostatecznie wszystkie te państwa, w których poszerzaniu wpływów Moskwy nie stawia zdecydowanej tamy Pekin. W dziele odbudowy dawnego imperium przychodzi kolej na Białoruś – i tak już przecież związaną z Rosją silnymi więzami – a następnie na… Polskę i Rumunię.

Taki scenariusz rosyjskiej ekspansji, z którego różnymi wersjami możemy już od kilku lat zapoznawać się w oficjalnych publikacjach ukazujących się w Rosji (jak bodaj najdalej idący tekst z roku 2008 o operacji „Mechaniczna pomarańcza” opublikowany na stworzonym przez Gleba Pawłowskiego portalu „Russkij żurnal”), jeszcze u progu tego roku mógł się wydawać fantasmagorią. Podobnie głośne słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego wypowiedziane w Tbilisi podczas wojny rosyjsko gruzińskiej, iż Rosja dąży do odbudowy imperium drogą uzyskiwania bezwzlędnej dominacji nad poszczególnymi sąsiadami, stąd po Gruzji musi przyjść kolej na Ukrainę, państwa bałtyckie, a następnie Polskę, traktowano raczej jako rusofobiczne „potrząsanie szabelką” niż trzeźwą analizę geopolityczną.

Tymczasem wydarzenia kolejnych miesięcy bieżącego roku sprawiają, że ostrzeżenia tych, których oskarżano o co najmniej przewrażliwienie, a nierzadko i antyrosyjską fobię, stają się coraz bardziej wiarygodne, a rozmaici politycy, którzy jeszcze cztery lata temu w niemal familijnej atmosferze pozowali do „sweet fotek” z Władimirem Putinem i Dmitrijem Miedwiediewem, dziś próbują zatrzeć złe wrażenie, wygrażając lokatorowi Kremla i porównując go do Hitlera i Stalina.

Agresywna polityka Kremla, jej skala, konsekwencja i skuteczność zaskoczyły Zachód, przyzwyczajony do tego, że każdą akcję militarną poprzedzają długie deliberacje albo w ogóle do niej nie dochodzi. Jednakże w obliczu twardych faktów szersza opinia publiczna zainteresowała się, co też sprawiło, że może nieco ekscentryczny, ale w gruncie rzeczy przecież cywilizowany współczesny „car” posuwa się do tak niesympatycznych działań wobec ościennego państwa.

Aleksandr Dugin Superstar

Zaczęto więc poszukiwania jakiegoś współczesnego Rasputina stojącego za nowym obliczem „cara”. Z pomocą przyszedł magazyn „Foreign Affairs”. Pismo to – powszechnie uważane za organ środowisk decydujących o polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych, którego autorzy niejednokrotnie bywają związani z wywiadem tegoż mocarstwa – mózgiem Putina ogłosiło geopolityka i religioznawcę z kręgu tradycjonalizmu integralnego, twórcę, ideologa i lidera metapolitycznego ruchu eurazjatyckiego działającego w Rosji, a także poza jej granicami – Aleksandra Dugina.

Pomijając fakt, że obszerne fragmenty poświęconego mu artykułu zdradzają nie najlepszą orientację Amerykanów w sprawach rosyjskich, należy docenić samo odnotowanie wpływu, jaki na elitę polityczną Rosji wywiera ten intelektualista. Notabene w Polsce dostrzeżony został on już stosunkowo dawno, bo w roku 1998, kiedy to udzielił Grzegorzowi Górnemu głośnego, opublikowanego na łamach „Frondy” wywiadu pt. Czekam na Iwana Groźnego.

Już wtedy trzydziestosześcioletniego zaledwie Aleksandra Dugina otaczał w Rosji nimb swoistej legendy jako oryginalnego ideologa politycznego z jednej strony, z drugiej zaś lidera Partii Narodowo Bolszewickiej, będącej de facto nie tyle klasyczną partią, co organizacją edukacyjną i paramilitarną formującą w radykalnym duchu rosyjską młodzież. Dugin, syn generała sowieckiego wywiadu, zdążył jeszcze przed upadkiem ZSRS zaangażować się w opozycyjną działalność polityczną, związując się z radykalnymi nacjonalistami. Nie przeszkodziło mu to zostać wkrótce potem współautorem programu politycznego nowo tworzonej partii komunistycznej Gienadija Ziuganowa. Założył pismo „Elementy”, którego publicystyka stanowiła wyraz recepcji haseł zachodnioeuropejskiej Nowej Prawicy, a także fascynacji ideami tradycjonalizmu integralnego Juliusa Evoli. Równocześnie wraz z Edwardem Limonowem stworzył wspomnianą wyżej Partię Narodowo Bolszewicką o programie z jednej strony skrajnie nacjonalistycznym, z drugiej zaś gloryfikującym sowiecką przeszłość. Po pewnym czasie drogi narodowych bolszewików i Dugina rozeszły się, a ten ostatni stworzył ruch eurazjatycki, twórczo rozwijający antyzachodnią ideologię powstałą w kręgach rosyjskiej emigracji w latach 20. i 30. XX wieku.

Od tego czasu Dugin osiągnął pozycję najbardziej znanego i najczęściej cytowanego współczesnego rosyjskiego myśliciela politycznego. Warto zacytować tu fragment poświęconego mu artykułu Dawida Madejskiego Pocałunek mongolskiego księcia. Eurazjatyzm Rosji w myśli Aleksandra Dugina, w którym autor, za Adamem Pomorskim, znawcą rosyjskiego neoromantyzmu, ostrzega przed skłonnością do uznawania rozmaitych „ekscentrycznych” z naszego punktu widzenia myślicieli rosyjskich za margines umysłowych dziejów Rosji. Zdaniem Pomorskiego jest wręcz przeciwnie: ludzie ci stanowią – poza sporadycznymi wyjątkami dla działaczy politycznych – najściślejszą elitę intelektualną Rosji, natomiast idee przez nich głoszone mogą wywierać o wiele większy wpływ, niż może się to z pozoru wydawać.

Powyższa uwaga świetnie odnosi się do wpływu, jaki Aleksander Dugin wywierał na życie intelektualne Rosji już z początkiem tego stulecia, kiedy stawał się coraz bardziej znany również na Zachodzie, a do jego tez odnosili się czołowi intelektualiści konserwatywni na całym świecie. W ciągu niespełna dwóch dziesięcioleci prace Dugina ukształtowały poglądy niemal całej rosyjskiej klasy politycznej – od komunistów Ziuganowa przez populistów Żyrynowskiego po polityków rządzącej Jednej Rosji. Z czasem Dugin zbliżał się coraz bardziej do ekipy Putina, bywał coraz częstym gościem na Kremlu i w rozmaitych instytucjach związanych z polityką zagraniczną i obronnością. Obecnie zaś kierując Zakładem Socjologii Stosunków Międzynarodowych i Centrum Studiów nad Konserwatyzmem Uniwersytetu Moskiewskiego, jest stałym współpracownikiem Siergieja Naryszkina, przewodniczącego Dumy Państwowej i jednego z liderów rządzącej partii Jedna Rosja.

Wydane w 1997 Podstawy geopolityki (z podtytułem Geopolityczna przyszłość Rosji) autorstwa Dugina zostały zalecone jako podręcznik dla studentów najpierw w akademiach wojskowych i dyplomatycznych, a następnie w pozostałych uczelniach wyższych. Doszło do tego, że gazeta „Moskowskij Komsomolec” określiła kierowany przez Dugina ruch eurazjatycki jako intelektualną partię władzy, zaś „Argumenty i fakty” nazwały go wprost ideologiem Putina, a jego Centrum Eurazjatyckich Inicjatyw Geopolitycznych – drugim MSZ Rosji. Choć nie brak w tych określeniach pewnej przesady, warto zauważyć, że zrealizowana właśnie aneksja Krymu przebiegała dokładnie według scenariusza nakreślonego przez Dugina wkrótce po wojnie w Gruzji w 2008 roku.

Eurazjatyzm, prawosławie, Stalin

W olbrzymim skrócie można powiedzieć, że cała ideologia Aleksandra Dugina to mieszanka wielkoruskiego szowinizmu, eurazjatyckiego imperializmu, skrajnego antyokcydentalizmu i tradycjonalizmu integralnego w jego najbardziej ezoterycznej odmianie, z elementami politycznego makiawelizmu i lewicującej demagogii społecznej. Już same tytuły najważniejszych prac Dugina, jak Misteria Eurazji, Teoria hiperborejska, Rewolucja Konserwatywna, Templariusze proletariatu, Podstawy geopolityki, Ojczyzna absolutna, Stany Zjednoczone i Nowy Porządek Światowy, Pop-kultura i znaki czasu, czy Konspirologia, wyglądają jak tytuły rozdziałów jednej książki.

Ich przewodnia myśl to teoria walki dwóch cywilizacji jako siły napędowej współczesnej historii: cywilizacja atlantycka – świecka, racjonalistyczna, skomercjalizowana i indywidualistyczna – ściera się z cywilizacją eurazjatycką: sakralną, barbarzyńską, uduchowioną i kolektywistyczną. Centrum tej pierwszej mieści się w Ameryce Północnej, centrum drugiej – w Rosji. O Zachodzie pisze Dugin, że to geograficzny Antychryst, martwa ziemia. Wszystko, co szkodzi Zachodowi, jest dobre. Stąd postulowany przez Dugina sojusz Rosji ze światem islamu, a przede wszystkim z krajami wrogimi Ameryce. To samo odnosi się do Europy, w której Rosja powinna dążyć do współpracy ze wszystkimi siłami antyamerykańskimi, zwalczać zaś państwa występujące jako agenci wpływu Waszyngtonu. Według Dugina, tylko Rosja jest w stanie obronić Europę przed hegemonią agresywnej Ameryki.

Cywilizację rosyjską uznaje Dugin za eurazjatycką, ponieważ wykształciła się ona w wyniku zetknięcia słowiańsko bizantyńskiej kultury Rusi ze stepową kulturą ludów turańskich. Według Dugina przez wieki kontaktów z Tatarami bizantyńska forma kultury została wypełniona turańską treścią, później zaś w procesie kolonizacji Syberii i Dalekiego Wschodu ludność słowiańska zmieszała się z narodami tureckimi i ugrofińskimi, co dodatkowo zwiększyło udział azjatyckich, stepowych wątków w tożsamości rosyjskiej.

Stąd też prawdziwe duchowe oblicze Rosji – zdaniem Dugina – kształtuje nie tylko prawosławie, a jeśli już, to wcale nie takie prawosławie, jakie pasuje do naszych wyobrażeń. Dugin zauważa, że w świecie rosyjskiego prawosławia istnieje synergia między pogańskimi i chrześcijańskimi figurami i modelami, które nakładają się na siebie homologicznie i bezkonfliktowo, a nawet harmonijnie. We wspomnianym wyżej wywiadzie tłumaczy on Grzegorzowi Górnemu, iż prawosławie i chrześcijaństwo to dwie różne rzeczy. (…) Prawosławie, które nie jest religią, lecz tradycją, jest o wiele bliższe temu, co nazywamy pogaństwem. Ono obejmuje i włącza w siebie pogaństwo (…) nie wchodzi w totalny konflikt z normami pogańskimi, a jedynie transformuje przedchrześcijańskie archetypy w prawosławnych kontekstach.

Duchowość Rosji według Dugina nie kłóci się przy tym z ideą państwa totalnego, bo w antropologii prawosławnej nie występuje pojęcie indywiduum – wręcz odwrotnie, prawosławna antropologia, na której opiera się cała cywilizacja, akcentowała zawsze ponadindywidualną osobowość.

Prawdziwy heglizm to Iwan Pereswietow – człowiek, który w XVI wieku wymyślił dla Iwana Groźnego opryczninę. To był prawdziwy twórca rosyjskiego faszyzmu. On sformułował tezę, że państwo jest wszystkim, a jednostka niczym. Państwo jest zbawieniem, państwo jest Kościołem. Wystarczy poczytać pisma naszego prawosławnego świętego Józefa z Wołokołamska, by przekonać się, że te dwa organizmy są identyczne, tożsame. I teraz cały ten organizm prze ku zbawieniu, wszyscy dążą do zbawienia nie rozdrabniając się, jak jedna zbiorowa dusza, jedno zbiorowe ciało. Jednostka rozpływa się w kolektywie. W ten sposób Rosjanin pracuje dla zbawienia. (…) Państwo, zwłaszcza święte państwo, jest instrumentem tego zbawienia.

Interesujące jest również spojrzenie Dugina na dwudziestowieczną historię Rosji. Jego zdaniem, Rosjanie są dumni z czasów ZSRS, ale jednocześnie ubolewają nad ceną, jaką przyszło narodowi zapłacić za rzekome wielkie osiągnięcia tamtych czasów, jak choćby podbój połowy Europy. Dugin dawał wielokrotnie wyraz swego uznania dla Stalina, powtarzając, że był on manifestacją eurazjatyckości w jej wariancie komunistycznym, a jednym z najważniejszych jego posunięć było zniszczenie prawosławia silnie wówczas zokcydentalizowanego, czyli przesiąkniętego duchem Zachodu, i utworzenie w jego miejsce nowej Cerkwi, całkowicie podporządkowanej władzy komunistycznej, bardziej ludowej i ponoć znacznie bliższej duchowi narodu. Można powiedzieć, że ludowy monarcha Stalin z ludową wiarą, czyli komunizmem, wystąpił przeciwko wyobcowanej, pańskiej, szlacheckiej, zokcydentalizowanej monarchii oraz Cerkwi.

Już te kilka wątków z bogatej palety poglądów Dugina daje dosyć jasne pojęcie, jak sformułowana przezeń ideologia może być wygodna i użyteczna dla sprawującej władzę w Rosji ekipy byłych enkawudzistów. Eurazjatyzm i jego wieczna wojna z atlantyzmem to przecież nowa postać dwubiegunowego świata zimnej wojny, w ramach którego Rosja nie musi wyrzekać się ekspansjonizmu, a równocześnie nie musi wcale aspirować do bycia centrum jakiejś uniwersalistycznej ideologii, jakiejś nowej wiary. W takiej logice do odbudowania prawdziwej potęgi wystarczy być rzecznikiem tych wszystkich sił, którym nie odpowiada globalizacja na amerykańską modłę i rządy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dugin daje też wygodne dla postkomunistycznych elit politycznych odpowiedzi na trudne pytania o tożsamość Rosjan, ocenę historii najnowszej czy wiarygodność Cerkwi kierowanej do dziś przez współpracowników dawnego reżimu.

Polska? Musi zniknąć!

Skoro jednak duginowskie idee są tak atrakcyjne dla władzy Putina, powinniśmy się zainteresować, co też eurazjatycki myśliciel ma do powiedzenia na temat Polski. Jakie miejsce dla naszego kraju przewiduje w przyszłym porządku światowym?

W tym wielkim starciu cywilizacji atlantyckiej i kultury eurazjatyckiej to wszystko, co znajduje się między nami – Polska, Ukraina, Europa Środkowa, a kto wie, może nawet Niemcy – musi zniknąć, zostać wchłonięte – wieszczy Dugin.

W geopolityce Polska pozostaje częścią kordonu sanitarnego rozdzielającego kontynent eurazjatycki na dwie części, co jest bardzo wygodne dla antytradycyjnych sił anglosaskich. Polska nie może w pełni zrealizować swej eurazjatycko słowiańskiej istoty, gdyż przeszkadza jej w tym katolicyzm, ani swej zachodnioeuropejskiej tożsamości, gdyż przeszkadza jej własna słowiańskość, tzn. język, zwyczaje, archetypy, klimat miejsc itd. Na skutek tej dwoistości, tej graniczności sytuacji Polska zawsze pada ofiarą trzeciej siły, tak jak dziś mondializmu czy atlantyzmu. To położenie na granicy między Rosją a Niemcami sprawia, że zawsze w historii będzie występował problem rozbiorów Polski między Wschód i Zachód.

Jeżeli więc Polska będzie się upierać przy zachowaniu własnej tożsamości, to – zdaniem Dugina – nastawi wszystkich wrogo wobec siebie i po raz kolejny stanie się strefą konfliktu.

Jak tego uniknąć? Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie. Katolicyzm nie może być wchłonięty przez naszą tradycję, chyba że zostanie głęboko przeorientowany w kierunku nacjonalistycznym i antypapieskim.

Niech więc nie łudzą się katolicy, którzy wiążą jakieś nadzieje z konserwatywnym zwrotem w retoryce Kremla: w duginowsko putinowskiej logice nawet obrona tradycyjnej rodziny w Rosji może zostać sprawnie połączona ze wspieraniem rozkładowych tendencji obyczajowych w Polsce.

Granica Eurazji niekoniecznie jednak musi przebiegać gdzieś na terenie naszego kraju. Ideolog eurazjatyzmu obwieszcza bowiem, że zjednoczenie z Niemcami i stworzenie jednego bloku kontynentalnego, to jeden z ważnych celów strategicznych Rosji. Postulując taki sojusz Dugin snuje nawet dywagacje na temat zwrócenia Niemcom obwodu kaliningradzkiego, czyli części dawnych Prus Wschodnich, co stanowiłoby wyraz rezygnacji Kremla z ostatniego terytorialnego symbolu tragicznej, bratobójczej wojny, jak nazywa drugą wojnę światową. W zamian za to Rosja miałaby uzyskać nabytki kosztem państw Europy Środkowej i gwarancje ostatecznego zniweczenia groźnych dla siebie planów federacji czarnomorsko bałtyckiej.

My, Rosjanie, i Niemcy rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem przy pomocy wywieranego przez nas nacisku maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii – rysuje Dugin podobieństwo między Rosją a Niemcami, aby wreszcie nie pozostawić nam żadnych złudzeń: Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki.

Słowa te, kiedy padły pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku, mogły się wydawać– w obliczu ówczesnej słabości Rosji – jedynie napuszoną prowokacją nieco odrealnionego intelektualisty. Dziś, gdy na naszych oczach postulaty Dugina stają się faktami, a ich autor cieszy się na Kremlu wielką estymą, wypada uważnie wczytać się w jego prace. W końcu historia pełna jest niedocenianych przez lata ideologów, których zaczęto czytać, kiedy już było za późno…

Piotr Oerre

http://www.pch24.pl/kremlowski-szaman-- ... 768,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 26 maja 2014, 05:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Pojednawcze zakłamanie, takie po bolszewicku normalne.

Pojednanie to coś w rodzaju jedności. Jaka może być jedność wśród dwu prawd, jednej prawdziwej, a drugiej fałszywej?

Kto ma się jednać, cwańszy i perfidniejszy z głupszym i uległym, czy kłamca ze znającym prawdę?


Kłamstwo katyńskie w Warszawie

„Nasz Dziennik” ujawnia: Rosyjscy wydawcy przyjechali na warszawskie targi książki z pozycją kwestionującą sowieckie sprawstwo zbrodni w Katyniu.

Na publikację „Pieszo po katyńskich mitach” Anatolija Tiereszczenki natrafiliśmy na stoisku Books from Russia. Pod tą nazwą ukrywa się moskiewska Generalna Dyrekcja ds. Międzynarodowych Wystaw i Targów Książek, zajmująca się promocją rodzimej literatury. Jej protektorem jest rosyjskie ministerstwo kultury.

Tiereszczenko to pułkownik KGB w stanie spoczynku, służący na Ukrainie i Węgrzech. Wykładał w podlegającej KGB Akademii Bezpieczeństwa, Obrony i Porządku Publicznego. Dziś opisuje „wspaniałe” dokonania sowieckich specsłużb w czasie drugiej wojny światowej i zimnej wojny. Kilka opracowań poświęcił wojskowemu kontrwywiadowi Smiersz, odpowiedzialnemu za potworne represje wśród żołnierzy sowieckich i m.in. obławę augustowską na Białostocczyźnie.

416-stronicową książkę trudno uznać za kompendium wiedzy historycznej, choćby jako literatura popularna. To raczej niskich lotów publicystyka historyczno-polityczna. Zbrodnię katyńską Tiereszczenko wpisał w szereg nietrzymających się kupy wywodów na temat sensu wydarzeń z wieków od XIV do czasów najnowszych. Rozmaite dygresje dotyczą w zasadzie wszystkich budzących spory wydarzeń historii stosunków Polski i Rosji. Są też uwagi o charakterze społecznym, dykteryjki i elementy satyry politycznej.

We fragmentach mających dowodzić niemieckiego sprawstwa zbrodni katyńskiej (miałoby do niej dojść jesienią 1941 roku) autor nie jest oryginalny. Zachwyca się komisją Burdenki działającą w styczniu 1944 roku w Katyniu, która po „przygotowaniu” terenu przez funkcjonariuszy Smiersza pod kierownictwem jednego z wykonawców zbrodni Wsiewołoda Mierkułowa znalazła „niezbite dowody na rzecz winy Niemców”.

Według autora, co do tych ustaleń nikt na świecie nie miał wątpliwości aż do czasów Chruszczowa. Jedynie komisja Kongresu USA (komisja Maddena) działała wcześniej, bo w 1951 roku, ale jej powołanie i treść raportu Tiereszczenko uważa za element zimnowojennej retoryki i łączy z przyznaniem przez Kongres pieniędzy na „działalność dywersyjno-szpiegowską USA przeciw PRL”.

Ameryka jako główny wróg pojawia się i w innych miejscach. Były pułkownik KGB uważa pomoc finansową USA dla Polski w 1920 roku za jeden z czynników rozstrzygających o wyniku Bitwy Warszawskiej i niepowodzeniu „kampanii zachodniej Armii Czerwonej” latem tegoż roku.

Temat Cudu nad Wisłą w ten czy inny sposób pojawia się w każdej niemal rewizjonistycznej książce o Katyniu. Tiereszczenko nie jest odosobniony i również poświęca kilka rozdziałów zarówno wojnie, jak i oczywiście ogromnej liczbie sowieckich jeńców, których rzekomo w Polsce masowo mordowano. Dużo pisze o werbowaniu szpiegów w ZSRS przez polski wywiad i ogólnie antysowieckiej polityce władz II Rzeczypospolitej. Zarzuca polskiej dyplomacji bliską współpracę z Niemcami, także po dojściu do władzy Hitlera. O pakcie Ribbentrop-Mołotow czytamy jedynie, że jego zawarcie było koniecznością spowodowaną brakiem woli porozumienia ze Stalinem ze strony Francji i Anglii.

Anatolij Tiereszczenko bardzo krytykuje traktat ryski, który „nie przetrwał nawet 20 lat”, gdyż powstał na skutek „wymuszonego kompromisu” i oznaczał „aneksję ziem białoruskich i ukraińskich, wyzwolonych dopiero w 1939 roku”. Polska w okresie międzywojennym (i w zasadzie w całej historii) jawi się jako kraj agresywny, antyrosyjski i sławiący bunt. Mają o tym świadczyć przykłady wydarzeń ze wszystkich wieków wspólnej historii. Błędem była już unia w Krewie w 1386 roku tworząca fałszywą, niewidzialną granicę między Wschodem a Zachodem. „Polskie państwo i Kościół twierdzą, że należą do Zachodu, tymczasem nie wykorzystały w średniowieczu możliwości zjednoczenia świata słowiańskiego i stworzenia przeciwwagi dla romańsko-germańskiej Europy oraz z drugiej strony Imperium Osmańskiego” – snuje fantasmagorie emerytowany kagiebista. A potem Polska już tylko miała pretensje, gdy to dziejowe zadanie podjęła Rosja. Rzeczpospolita miała być tak agresywna, że Austria i Prusy musiały prosić Katarzynę II o interwencję i podział niesfornego państwa. Następnie Polacy zmarnowali nadzieje na „wielką przyjaźń obu państw”, gdy były połączone unią personalną i to podobno tylko z błahego powodu naszych antyprawosławnych uprzedzeń. A i tak, według Tiereszczenki, niepodległość po pierwszej wojnie światowej zawdzięczamy Leninowi i jego rewolucji. Ledwo odzyskaliśmy suwerenność, od razu próbowaliśmy zagrabić Białoruś, Ukrainę i Litwę.

Jeśli chodzi o czasy sowieckie, to autor nie kwestionuje zbrodni na obywatelach sowieckich (winny im jest Jeżow), jak również śmierci wielu Polaków, a jedynie „przestępców, osób odpowiedzialnych za represje wobec sowieckich jeńców, a także szpiegów, dywersantów i terrorystów”.

Memoriał wstrząśnięty
Najbardziej szczegółowo omówione jest domniemane fałszowanie dowodów odpowiedzialności NKWD za Katyń. Były funkcjonariusz tego samego resortu nazywa zdrajcami polityków, prokuratorów, historyków i archiwistów rosyjskich, którzy tak haniebnie skalali sławę organów bezpieczeństwa. Gorbaczow i Jelcyn okazują się sprzedawczykami na usługach USA. Jeden z rozdziałów nosi tytuł „Bazgroły jelcynowskich archiwistów”. Mowa o komisji historyków działającej na zlecenie Głównej Prokuratury Wojskowej Rosji w latach 90., która wykluczyła fałszerstwo dokumentów potwierdzających zlecenie zbrodni przez najwyższe władze ZSRS w marcu 1940 r. i wykonanie jej przez funkcjonariuszy NKWD. Prokuratorzy prowadzący wtedy śledztwo to także zdrajcy, ludzie bez sumienia i miłości do ojczyzny, uważa Tiereszczenko.

W książce nie mówi się w zasadzie niczego na temat pozostałych miejsc kaźni Polaków w ramach zbrodni katyńskiej (Charków, Miednoje). Zamiast tego pojawiają się niezwiązane z tematem uwagi na temat ukraińskich nacjonalistów i jeszcze jedna aktualna refleksja autora dotycząca Ukrainy. Porównuje on obecne wydarzenia w tym kraju (sprzed aneksji Krymu, gdyż mniej więcej wtedy książka została opublikowana) do Polski we wrześniu 1939 roku. Jest tam taki sam chaos, brak władzy, politycy mają „przerośnięte ambicje i horyzonty niesięgające dalej niż własny nos”, a jedyna nadzieja w pomocy z Rosji.

Według oficjalnego stanowiska Rosji, rozstrzelania Polaków pochowanych w Katyniu, Miednoje i Charkowie to zbrodnia NKWD dokonana na polecenie Stalina i jego współpracowników. Jednak rosyjskie organy odmawiają uznania za ofiary tej zbrodni jakichkolwiek konkretnych osób, co eksperci Memoriału uważają za wstęp do wycofania się w przyszłości z uznania sowieckiego sprawstwa masakry.

– Takiej literatury w Rosji wydaje się mnóstwo. Są zwolennicy kłamstwa katyńskiego, których nazywam pogrobowcami Burdenki. Nowością jest to, że taką książkę promuje centralna instytucja rządowa – reprezentant oficjalnych władz państwa rosyjskiego. To jest rzecz skandaliczna i bulwersująca. Wymaga na pewno wyjaśnienia – komentuje dla „Naszego Dziennika” Aleksandr Gurjanow, prowadzący sprawy polskie w stowarzyszeniu Memoriał.

Publikacja wpisuje się w nurt propagandy rosyjskiej nastawionej na czytelnika tęskniącego za Związkiem Sowieckim, uważającego rozpad imperium za narodową tragedię, skutek spisku wrogich sił przeciwko bezbronnej ojczyźnie. Autor pisze wprost, że taki właśnie stawia sobie cel. „Pełne szczęście to mieć sławną ojczyznę” – brzmi ostatnie zdanie książki. Dla odbiorcy tego rodzaju publicystyki Rosja nie ma za co przepraszać, wstydzić się czy czego żałować. Przeciwnie, Rosjanie muszą być dumni ze swoich osiągnięć, w tym tych największych – w czasie wielkiej wojny ojczyźnianej. Mogą też być dumni ze swojej władzy i wielkich przywódców, takich jak Lenin i Stalin, którzy co prawda mieli pewne wady, ale w sumie nieistotne.

Gdy mowa o sukcesach, pada nazwisko Stalin, gdy o zbrodniach – zawsze któregoś z wykonawców, np. Jeżowa czy Berii.

Negatywnymi bohaterami książki są Chruszczow, Gorbaczow i Jelcyn. To oni dopuścili do sfałszowania prawdy o jakoby niemieckiej zbrodni w Katyniu i oczernienia własnego narodu. Dołącza do nich prezydent Dmitrij Miedwiediew, który polecił opublikować w internecie dokumenty świadczące o popełnieniu zbrodni przez kierownictwo ZSRS, a także deputowani Dumy głosujący w 2010 roku za uchwałą w sprawie Katynia uznającą mordy na polskich jeńcach za zbrodnię stalinowską. Według Tiereszczenki, polityka ówczesnego prezydenta i rządu (premiera Władimira Putina) nastawiona była na szukanie za wszelką cenę zgody i współpracy z Polską, „nie zważając na fakt, że ta po wstąpieniu do NATO przygotowuje się do okupacji Rosji”.

Książka „Pieszo po katyńskich mitach” to najnowsze wydawnictwo oficyny Akwa-Term z Moskwy, specjalizującej się w literaturze historycznej prezentującej wydarzenia XX wieku z punktu sowieckiej propagandy i rosyjskiej polityki historycznej. Oficyna wybiela instytucje ZSRS, takie jak Armia Czerwona, Smiersz, GRU i KGB, w najczarniejszych barwach opisując Zachód, szczególnie USA.

Jednak książka o Katyniu, wydana zaledwie w trzech tysiącach egzemplarzy, znalazła dobrego protektora. Generalna Dyrekcja ds. Międzynarodowych Wystaw i Targów Książek powstała w 1976 roku zajmuje się do dziś promocją literatury rosyjskiej na różnych imprezach księgarskich w świecie, organizuje też coroczne wielkie targi książki w Moskwie. W Warszawie używa tylko angielskiej nazwy i hasła „Books from Russia”. Instytucja woli nie przedstawiać się jako podlegająca rosyjskiemu ministerstwu kultury – lepiej, żebyśmy myśleli, że to np. jakaś agencja reklamowa. Tak czy inaczej wśród najnowszej literatury rosyjskiej, albumów, przewodników i materiałów do nauki rosyjskiego znalazła się i książka o Katyniu. Można sobie wyobrazić, ile takich rzeczy pojawi się w przyszłym roku przy okazji Roku Rosji w Polsce.

W moskiewskich księgarniach książkę Tiereszczenki można kupić za 580 rubli (52 zł), w Warszawie obowiązuje promocyjna cena 30 złotych. Nikt nie sprawdza, jakie książki sprzedaje się na stoisku Rosjan. Targi odbywają się pod patronatem prezydenta Bronisława Komorowskiego, trzech ministerstw (edukacji, nauki i kultury), centralnych instytucji państwowych (Rzecznik Praw Dziecka, PAN, Biblioteka Narodowa), samorządu Mazowsza i Warszawy oraz kilkudziesięciu innych podmiotów.

W 2007 roku z Międzynarodowych Targów Książki został usunięty kontrowersyjny brytyjski historyk David Irvig, oskarżany o tzw. kłamstwo oświęcimskie.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zawie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 30 lip 2014, 11:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Gen. Skrzypczak: Putin Polsce nie wybaczy

Gen. Skrzypczak: Putin Polsce nie wybaczy „Rosji po tym konflikcie zostanie jeden wróg w Europie Wschodniej, będzie to Polska” - mówi gen. Waldemar Skrzypczak na antenie TV Republika.

Gen. Waldemar Skrzypczak w TV Republika przekonywał, że czeka nas wojna Rosji z NATO. „Putin nie dąży do wojny z NATO, bo Rosja straciłaby pozycję i upadłaby gospodarczo. Uspokajałbym te nastroje w kraju. Wojny nie będzie” – stwierdził. Jednak Polacy nie mają wielu powodów do zadowolenia. „Rosji po tym konflikcie zostanie jeden wróg w Europie Wschodniej, będzie to Polska” – uważa Skrzypczak.

Zdaniem gen. Skrzypczaka należy studzić nastroje w Polsce. Wojskowy przekonuje, że ostrzeżenia dotyczące możliwości wybuchu wojny to blef. „Uspokajałbym te nastroje kraju” – stwierdził gen. Skrzypczak. Jego zdaniem „wojny nie będzie”.

Jednak Skrzypczak wskazuje jednocześnie, że „Rosji po tym konflikcie zostanie jeden wróg w Europie Wschodniej, będzie to Polska”. „Putin Polsce nie wybaczy” – dodał.

„Podobne relacje z Rosją, prócz Ukrainy i Polski, mają jeszcze Turcja i Finlandia. To powinien być kierunek sojuszy wojskowych” – skwitował.

Jak widać, jednak sytuacja jest bardzo niepokojąca.

TK,TV Republika

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... z38weoFfeD

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 1278900862


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 11 sie 2014, 06:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Pomnikowa agentura

Rosyjska agentura wpływu uaktywnia się w sprawie sowieckich pomników.

Jedna z takich grup – Stowarzyszenie Przyjaźni Polsko-Rosyjskiej – domagała się wręcz od sądu informacji, z jakich środowisk pochodzą osoby, które „sprofanowały” warszawski pomnik Braterstwa Broni Polsko-Sowieckiej.

W sprawie oblania farbą stołecznego pomnika „Czterech Śpiących” Stowarzyszenie Przyjaźni Polsko-Rosyjskiej uaktywniło się bardzo szybko, występując w styczniu 2012 r. do sądu z pytaniem, kiedy rozpoczyna się proces, trwający do dzisiaj. I z jakich środowisk pochodzą oskarżeni.

„Z jakich środowisk rodzinnych i organizacyjnych pochodzą sprawcy profanacji pomnika Braterstwa Broni, zatrzymani na gorącym uczynku przez policjantów z Pragi Północ?” – pyta pełnomocnik Stowarzyszenia Zbigniew Kornell.

Sąd Rejonowy Warszawa-Praga Północ odmówił odpowiedzi, stwierdzając, że „brak jest podstaw prawnych do udzielenia informacji odnośnie osób oskarżonych”.

Niezrażony tym pełnomocnik skierował wniosek o umożliwienie udziału w procesie jako przedstawiciel społeczny, uzasadniając to tym, iż wymaga tego „ważny interes państwowy dla dobra dobrych relacji polsko-rosyjskich”, a statut organizacji przewiduje „przyjaźń z państwem rosyjskim w każdej możliwej dziedzinie”. Sąd miał rozpoznać ten wniosek na pierwszej rozprawie, ale nikt ze Stowarzyszenia się nie stawił.

– Pojawiła się w aktach sprawy informacja o tym towarzystwie broniącym idei tego monumentu, natomiast ich w procesie nie ma, nie uzyskało statusu procesowego – mówi mec. Krzysztof Wąsowski, obrońca jednego z oskarżonych.

Jednak na pisma Stowarzyszenia zdążył się powołać prokurator, wskazując, że są w społeczeństwie grupy, które opowiadają się za dalszym istnieniem tego typu pomników. – Rozumiem, że w społeczeństwie, jak wskazuje prokurator, istnieją sentymenty jakichś ludzi do tego typu monumentów, ale z punktu widzenia procesowego nie odgrywają oni żadnej roli, a z punktu widzenia moralnego jestem co najmniej zdziwiony, że ktoś taki, jeżeli poczuwa się do przynależności do Narodu Polskiego, chce sympatyzować z taką ideą, której tak naprawdę skutkiem było niszczenie Narodu Polskiego – podkreśla adwokat.

Członek polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych prof. Włodzimierz Marciniak (PAN) ocenia, że takie przypadki pojedynczo można uznać za pewne kurioza, ale połączone są przejawem pewnej prawidłowości.

– Zastanawiający jest czas pojawiania się, pewna regularność tego typu inicjatyw i zachowań, na ogół zawsze w sytuacjach konfliktowych i spornych. Ja bym tego nie tłumaczył agenturą, chociaż może tak być, ale raczej nazwijmy to agenturą wpływu. Chyba mamy do czynienia z tego typu środowiskami, które w tego typu sytuacjach są gotowe bronić racji, tak jak one je rozumieją, często bez formalnej inicjatywy, Rosjan – tłumaczy Marciniak. – To – zdaje się – ujawnia istnienie wielu środowisk, być może w tej chwili rozproszonych w Polsce, jednak gotowych w takim czy innym stopniu w sytuacjach konfliktowych przyznawać stronie rosyjskiej rację – ocenia sowietolog.

– Wiadomo, że tylko Rosja się tymi pomnikami interesuje. Ma poczucie jakiegoś zobowiązania wobec nich, ich dalszego istnienia i w związku z tym ci ludzie czują się pewnie zobowiązani, żeby się tym też interesować. Jeżeli są Polakami, obywatelami polskimi, to powinni wiedzieć, co ta armia przyniosła Polsce – wcale nie wolność, tylko inne zniewolenie, i to na wiele lat – podkreśla poseł Jarosław Sellin (PiS), członek sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.

Stowarzyszenie nie odpuszcza i widać, że bacznie obserwuje postępy procesu w sprawie pomalowania farbą pomnika „Czterech Śpiących”. W maju br. do sądu trafiło pismo pytające, czy nie doszło przypadkiem do prowokacji wobec Stowarzyszenia.

„W czasie pierwszej rozprawy sądowej w sprawie profanacji pomnika Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni na warszawskiej Pradze miało dojść do zakłócania przebiegu rozprawy i znieważania sędziego. Czy to prawda? Jeśli to prawda, to czy jest to zaznaczone w protokole akt sądowych i czy ustalono, jakie środowiska dopuściły się tych aktów awanturnictwa? Pytam, ponieważ nasze środowisko (Stowarzyszenie) nie było obecne wtenczas na Sali rozpraw i mogło dojść do ewentualnej prowokacji pod naszym adresem” – pyta zatroskany Kornell.

Ale to nie jedyny przejaw aktywności Stowarzyszenia wobec posowieckich monumentów wdzięczności Armii Czerwonej.

W lutym i marcu skierowało ono pismo do władz Pieniężna i Szczecina, broniąc tamtejszych pomników gen. Iwana Czerniachowskiego i żołnierzy sowieckich. Padają w nich obficie sformułowania żywcem wzięte z komunistycznej retoryki okresu PRL. Wcześniej Stowarzyszenie broniło też podobnego pomnika w Katowicach. A kilka miesięcy temu wystąpiło do władz Krakowa wraz z dwoma innymi organizacjami o nadanie jednemu z rond imienia sowieckiego marszałka Iwana Koniewa.

– Z przestrzeni publicznej powinny zniknąć pomniki sławiące Armię Czerwoną, która nam wcale wolności nie przyniosła. Jeśli oni bronią pomników, to znaczy, że bronią pamięci armii, która rozszerzała Imperium Zła, jak to słusznie nazwał Ronald Reagan i na pewno z polskim patriotyzmem nie mają wiele wspólnego – podkreśla Sellin.

W procesie przed warszawskim sądem Daniel L. i Wojciech B. są oskarżeni o zdewastowanie pomnika Braterstwa Broni i pomnika Armii Czerwonej z parku Skaryszewskiego. Według jednego z obrońców, proces jest niepotrzebny.

– Ten proces to kolejna strata pieniędzy polskiego podatnika, prowadzenie tego typu spraw, które już na poziomie prokuratury powinny być dawno prawidłowo rozstrzygnięte – podkreśla Wąsowski. – Rozumiem robienie sobie statystyk przez prokuraturę, ale to jest zbyt duży koszt. Prowadzenie sprawy w sprawie zbezczeszczenia pomnika, gdzie nie ma pomnika, gdzie prokurator nawet nie podjął trudu, żeby zbadać, czy to jest pomnik w rozumieniu prawnym, sąd za pierwszym razem wyraźnie to podkreślił, do tej pory w aktach sprawy nie znajduje się żaden oficjalny urzędowy dokument, jakiekolwiek potwierdzenie, że to ma status pomnika państwowego – podkreśla adwokat.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ntura.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 19 sie 2014, 06:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zimne wiatry ze Wschodu

Dlaczego Rosja wprowadziła embargo na produkty rolne z Polski, a potem z całej Unii Europejskiej?

Politycy PSL, od siedmiu lat rządzący polskim rolnictwem, twierdzą, że to przez wizyty na Majdanie. Tymczasem po prostu Rosja realizuje politykę, którą trafnie przewidział śp. prezydent Lech Kaczyński – dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a potem Polska. Przeciwstawianie się tej polityce jest kwestią polskiej suwerenności. Musimy popierać suwerenność Ukrainy, bo inaczej za chwilę będziemy mieli Rosję u naszych granic.

Embargo na produkty rolne jest częścią rosyjskiej polityki imperialnej. Obecność na Majdanie tego czy innego polityka nie miała w tej sprawie żadnego znaczenia.

Kryzys przed embargiem
Na wstępie należy zauważyć, że problemy polskiego rolnictwa wcale nie zaczęły się od embarga. Jeszce nie było embarga, a już rolnicy mieli wielkie problemy ze zbytem swoich produktów, między innymi owoców miękkich (porzeczek, wiśni), również mięsa, mleka, a także zboża. Na wszystkich rynkach drastycznie spadły ceny skupu. Widać wyraźne i bezkarne zmowy cenowe wielkich firm przetwórczych i sieci handlowych kosztem rolników. W sprawnym państwie takie zmowy nie mogłyby ujść bezkarnie, a w Polsce uchodzą, bo państwo polskie – jak zauważył jeden z jego wysokich funkcjonariuszy – istnieje tylko teoretycznie.

Do tego dochodzi bieda, która znacznie ograniczyła spożycie niektórych produktów spożywczych. Na przykład spożycie wieprzowiny w ciągu 7 lat obecnych rządów obniżyło się o ponad 8 kg na osobę, a stało się tak głównie z powodu biedy. Gdyby nie ta bieda i obniżka spożycia, moglibyśmy zjeść dużą część tego, czego nie możemy wyeksportować przez embargo.

Niemcy nadal handlują
Rosyjskie embargo jest poważne, dotyka ono blisko połowy eksportu towarów rolnych z UE do Rosji. Według danych Komisji Europejskiej, jest to kwota 5,252 mld euro. Komisja Europejska szacuje, że najwięcej może stracić Litwa, a po niej Polska i Niemcy.

Z danych Eurostatu, na które powołuje się KE, wynika, że unijny eksport rolno-spożywczy do Rosji wyniósł w ubiegłym roku 11,372 mld euro, z czego najwięcej przypadło na Niemcy (1,917 mld), Holandię (1,41 mld), Litwę (1,253 mld) i Polskę (1,075 mld).

Choć Niemcy są największym europejskim eksporterem towarów rolnych do Rosji, to jednak ich embargo dotknie niewiele ponad jedną czwartą części, na kwotę 595 mln euro.

Najbardziej dotkliwie ucierpi mała Litwa (zablokowano jej eksport rolny na kwotę aż 927 mln euro), co dla małej Litwy jest prawdziwą tragedią.

Na drugim miejscu jest Polska, w naszym przypadku jest to jednak blisko 80 proc. eksportu rolno-spożywczego do Rosji, 841 mln euro (tyle był wart w 2013 r. polski eksport towarów, które zostały objęte sankcjami). Ta liczba obejmuje już straty wynikające z ogłoszonego wcześniej embarga na wieprzowinę czy polskie owoce i warzywa.

Sporo też stracą Holandia (528 mln euro), Dania (377 mln euro), Hiszpania (338 mln euro), Finlandia (283 mln euro), Belgia (281 mln euro) i Francja (244 mln euro).

Podane wyżej kwoty dotyczą wartości produktów dotychczas eksportowanych do Rosji, które wskutek embargo eksportowane nie będą. Nie jest to wprost suma strat rolników i producentów, bo straty zapewne będą niższe, jeśli część zablokowanego eksportu uda się wyeksportować na inne rynki.

Rzeczywistość jest jednak taka, że Litwa i Polska dostały embargiem w kość, a Niemcy nadal z Rosją handlują.

Jak może pomóc UE
Rolnikom i producentom rolnym, dotkniętym skutkami rosyjskich sankcji, powinna pomóc Unia Europejska.

Środki, z których można pomóc polskim sadownikom, przewidziane są w art. 25 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady dot. finansowania wspólnej polityki rolnej (rozporządzenie UE 1306/2013)

Tak jak sięgnęła po nie w 2011 roku, gdy wybuchł kryzys na rynku warzyw, wywołany zakażeniem ogórków w Niemczech bakteriami E.coli. Wtedy również Polska dostała ponad 46 mln euro na rekompensaty. Niestety, jak pokazał raport Najwyższej Izby Kontroli, było wiele nieprawidłowości w zakresie rozdysponowania tej kwoty, między innymi w województwie świętokrzyskim pominięto kilka tysięcy producentów warzyw gruntowych.

Minister straconego czasu
Kilka dni temu minister rolnictwa Marek Sawicki mimo szumnych zapowiedzi wrócił z Brukseli z niczym. Ewentualne decyzje w sprawie rekompensat dla rolników mogą zapaść dopiero we wrześniu. Sawicki chwalił się jedynie tym, że obudził jednego unijnego komisarza.

Niestety nie ma się czemu dziwić, że Unia śpi, bo była przez polski rząd systematycznie usypiana. Prezes Jarosław Kaczyński jeszcze w kwietniu 2014 roku ostrzegał listownie premiera Tuska, że należy się obawiać rosyjskiego embarga i trzeba dobrze do niego się przygotować. Niestety Tusk nic nie odpowiedział, a odpowiadający w jego imieniu Sawicki kpił sobie w żywe oczy i zapewniał, że żadnego embarga nie będzie.

Jeszcze 2 lipca 2014 roku też publicznie zapewniał, że rosyjskie embargo nam nie zagraża. Przez jego buńczuczne zapewnienia o braku zagrożenia stracony został czas, żeby się do tego dobrze przygotować. Już mogły być gotowe unijne decyzje, można było wcześniej szukać innych rynków zbytu, sami rolnicy też mogli się lepiej przygotować na zagrożenie.

Gdzie jest premier?
Mamy w Polsce gigantyczny kryzys, mamy załamanie się polskiego rolnictwa, mamy potężny kryzys na rynku niemal wszystkich produktów rolnych, mamy nie tylko embargo, ale także śmiertelnie groźny afrykański pomór świń, który lada chwila rozleje się na całą Polskę i wykończy nam resztę hodowli świń – a gdzie jest premier Tusk? Na długich wakacjach?

W takich sprawach powinien działać premier. On już dawno powinien być w Berlinie, gdzie obecnie jest faktyczna stolica Unii Europejskiej (nie Bruksela) i tam zabiegać o zgodę na pomoc dla polskich rolników. Ma podobno takie świetne relacje z Angelą Merkel, to niech by ich użył!

A premiera nie ma, a nawet jakby był, to słowo „rolnictwo” przez gardło mu nie przechodzi.

Premier najbardziej rolniczego kraju Europy w obliczu największego od lat kryzysu rolnego nie ma do powiedzenia absolutnie nic, tylko wysługuje się Sawickim, który nie jest w stanie załatwić czegokolwiek.

Niezależnie od zaniedbań rządu – należy mieć nadzieję, że unijna pomoc jednak będzie. Zabiegamy o nią wszelkimi, także pozarządowymi kanałami. 31 lipca br., wraz z europosłem Kuźmiukiem, zwróciliśmy się w tej sprawie do Komisji Europejskiej z zapytaniem i apelem.

Zawiesić spłatę kredytów
Niezależnie od starań o unijną pomoc konieczna jest też pomoc krajowa dla rolników dotkniętych skutkami embarga. Tu największym zagrożeniem są kredyty, których rolnicy, nagle pozbawieni dochodów, nie będą w stanie spłacać. W tej sprawie PiS wniosło projekt ustawy, żeby spłatę kredytów zaciągniętych na produkcję rolną zawiesić na rok.

Działoby się tak na wniosek rolnika i w odniesieniu do gospodarstw dotkniętych skutkami embarga, zaś prawo do zawieszenia stwierdzałby wójt, w drodze decyzji administracyjnej. Rolnikowi nie groziłaby dzięki temu egzekucja i licytacja gospodarstwa. Odsetki by co prawda rosły, ale ich przyrost w ciągu okresu zawieszenia zostałby następnie zaliczony w poczet strat rolnika i objęty rekompensatą ze środków unijnych, jeśli będą, a jeśli nie, to z budżetu krajowego.

Ta pomoc powinna odsunąć od rolników najgorsze widmo, widmo komornika licytującego ich gospodarstwa.

Ta doraźna pomoc powinna pomóc rolnikom przetrwać kryzys wywołany embargiem. Rosja zastosowała sankcje polityczne i musi być na to polityczna odpowiedź, w duchu europejskiej i polskiej solidarności. Wszyscy, nie tylko rolnicy, musimy sprawiedliwie ponieść koszty kryzysu wywołanego tym embargiem.

A na dłuższą metę trzeba się przygotować na zmianę kierunków handlu. Na rosyjski rynek nie ma co liczyć, bo od Wschodu zbyt zimne niestety wiatry wieją…

Janusz Wojciechowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/92167,z ... chodu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 09 wrz 2014, 16:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Przeminęło z wiatrem

Cieszy, że nie wszyscy Polacy są na stałe skompadebilnieni ze środkami masowego rażenia przekazem. Coraz częściej, ku chwale Ojczyzny, ‘nadziewam’ się zaskoczony na trzeźwą i rozumną ocenę sytuacji, a w zasadzie międzynarodowej ustawki, w której Polska ma odegrać (po raz kolejny) rolę romantyczno-tragiczną, ku wiecznej pamięci poległym, ku pokrzepieniu serc i napchaniu obcych portfeli.

Zapewne pamiętacie Państwo słynny fragment powieści Orwella ‘1984’, kiedy to wczorajszy wróg zostaje sojusznikiem, wczorajszy sojusznik wrogiem, a otumanione masy praktycznie nie zauważają zmiany? Pamiętacie? Otóż nie pamiętacie, więc Państwu przypomnę:

‘W ocenie Ławrowa z obu stron - polskiej i rosyjskiej - jest chęć całkowitego uzdrowienia wzajemnych relacji i wykorzystania ogromnego potencjału. Podkreślił, że na "bardzo dobre słowa" zasługuje praca komisji ds. trudnych pod kierownictwem Adama Rotfelda i Anatolija Torkunowa. "Dzisiaj potwierdziliśmy, że bardzo wysoko oceniamy wyniki prac tej komisji" - powiedział Ławrow.’

[...]

‘Poinformował (Sikorski – przyp.Rolex), że prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew przyjął zaproszenie prezydenta Bronisława Komorowskiego do złożenia wizyty w Polsce i obecnie trwają prace nad ustaleniem terminu tego spotkania.

Także Sikorski wyraził zadowolenie z powodu spodziewanej wizyty w Polsce Miedwiediewa. "Bardzo się też cieszymy na wizytę prezydenta Rosji w Polsce i przygotowujemy pakiet porozumień, które, mam nadzieję, podpiszemy w obecności prezydentów" - powiedział.

Jak dodał, "będziemy dążyć do demilitaryzacji stosunków między naszymi krajami i ich ekonomizacji". Poinformował, że rozmawiał z Ławrowem o nowych inicjatywach handlowych oraz inwestycyjnych między Polską a Rosją.’

[...]

‘Poinformował (Ławrow – przyp.Rolex), że jego rozmowy w Warszawie dotyczyły też m.in. współpracy na linii Rosja-Unia Europejska oraz Rosja-NATO. "Bardzo doceniamy konstruktywne podejście władz polskich do działań na rzecz współpracy w ramach Rosja-NATO, takiej współpracy, która pozwoliłaby przezwyciężyć linię podziałów, które pozostały jeszcze z czasów zimnej wojny" - podkreślił.’

Polskie Radio, kgkm

‘Na tę wizytę Polska czekała osiem lat. Pewnie dlatego prezydenta Federacji Rosyjskiej Dmitrija Miedwiediewa (45 l.) w Warszawie witano wczoraj jak króla! Ale największe wrażenie robił... on sam. W eleganckim garniturze szytym na miarę, w pięknych włoskich butach i z bajecznie drogim zegarkiem Breguet na ręku. Tej samej marki używał m.in. Napoleon Bonaparte i Jerzy Waszyngton.

Oficjalne przyjęcie rosyjskiego prezydenta i jego żony Swietłany (45 l.) odbyło się na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego przy Krakowskim Przedmieściu. Kiedy w południe przed bramą zatrzymała się jego pancerna limuzyna - mercedes S W221, kilkudziesięciu ochroniarzy z Federalnej Służby Ochrony - odpowiednika polskiego BOR - wbiegło na dziedziniec, zajmując z góry upatrzone pozycje. Następnie z auta wyszedł Miedwiediew z żoną, na którego już czekała polska para prezydencka. Rosyjska głowa państwa od początku robiła olbrzymie wrażenie. Prezydent prezentował się bardzo szykownie w swoim zapiętym na jeden guzik płaszczu, czarnym eleganckim garniturze, białej koszuli i granatowym krawacie. Na jego nadgarstku co chwila pobłyskiwał zegarek Breguet, który według rosyjskiej prasy wart jest... 100 tys zł!

1028.09 12:35Kategoria: Polityka Odsłon: 4756 102 Komentuj
Przeminęło z wiatrem
ciąg dalszy ...
[...]

Po godzinie 14 nastąpiłooficjalne podpisanie dokumentów obu delegacji, w tym umów o transporcie morskim, wspólnym oczyszczaniu Bałtyku czywspółpracy prokuratur.

Chwilę później w trakcie wspólnej konferencji prasowej głowy obu państw podkreślały ocieplenie polsko-rosyjskich stosunków.

- Jestem przekonany, że rozpoczynamy nie tylko nowy rozdział w relacjach polsko-rosyjskich, ale także dobry rozdział - mówił prezydent Komorowski. - Dzisiejsze rozmowy odbyły się w bardzo dobrej atmosferze pełnego zaufania. To bardzo ważne w ustanawianiunormalnych stosunków międzynarodowych - wtórował mu Miedwiediew.

[...]

Rosyjska para prezydencka już dziś opuści Warszawę. Tuż po złożeniu kwiatów na Cmentarzu Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich odleci do Brukseli.

Co zjedli prezydenci:

- plastry piersi perliczki

- bulion z bażanta

- pieczoną polędwicę wołową

- torcik czekoladowy z owocami

- wina



Super Express

‘Jak się dowiedzieliśmy, pierwsze damy bardzo się polubiły. Nie szczędziły sobie miłych słów i uprzejmości. Nasza prezydentowa zaprosiła nawet pierwszą damę Rosji do Polski. Czy to pierwszy krok do przyjaźni żon prezydentów Rosji i Polski?

Anna Komorowska i Swietłana Miedwiediewa mają wiele wspólnego. Sąinteligentne, skończyły studia, ale przede wszystkim bez reszty oddane są swoim mężom i zawsze wspierały ich w karierze. Obie też w młodości uchodziły za wyjątkowo piękne. Miedwiediewa podobnie jak Komorowska dosyć wcześnie zrezygnowała z kariery zawodowej, by poświęcić się rodzinie.

Ale choć żona rosyjskiego prezydenta znana jest z zamiłowania do mody i często bywa na pokazach, to jednak nasza prezydentowa w Smoleńsku wyglądała od niej bardziej elegancko.

- Pani Miedwiediewa prezentuje styl typowy dla rosyjskich kobiet - mówi znany stylista Robert Krupiński. - Teoretycznie do niczego nie można się przyczepić, jednak pani Komorowska prezentuje się bardziej europejsko - dodaje Krupiński.

Politolodzy nie mają wątpliwości, że przyjaźń między pierwszymi damami może przyczynić się do ocieplenia stosunków między Polską i Rosją.’

Super Express



Mam nadzieję, że teraz rozumiecie Państwo dlaczego hipotetyczne rosyjskie uderzenie jądrowe ma w pierwszej kolejności sięgnąć Warszawy? O tym dlaczego Wilna bardzo dobrze wie Pani Grzybowska, przepraszam, Grybauskaite.

Aha, zapomniałem o szpicy. Jeśli ‘szpica’ ma być w Szczecinie, to czego ta szpica jest szpicą, skoro jest wymierzona w Polskę? Ma chronić Niemcy przed zalewem uciekinierów?

http://hekatonchejres.salon24.pl/604579 ... -z-wiatrem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 12 wrz 2014, 06:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Nie ma jak to pojednanie. Mamy samych przyjaciół, a ten zły PiS mówi nam że z Rosją trzeba ostrożnie.
Przecież Rosja taka cywilizowana, taka dobra, taka przewidywalna.
A kto najlepiej przewidział? Zły Lech Kaczyński. Przewidział do czego Rosja jest zdolna.
Dobry Tusk mówił w 2007 roku, że wystarczy jeden telefon i 15 sekund rozmowy z Putinem i już wszystko się naprawi.
No to niech dzwoni.....ma teraz okazję wykazać w praktyce to co obiecywał w kampanii wyborczej.
A jak nie Tusk, to może Komorowski, może Kopacz... Niech teraz pomędrkują sobie przy telefonie tak jak mędrkowali w kampanii wyborczej.


Rosyjska gazrurka

Dostawy gazu do Polski z Rosji spadły niemal o połowę.

Zmniejszyły się też dostawy dla Słowacji i Węgier. Gazprom blokuje zapewne w ten sposób dopływ gazu dla Ukrainy rewersem z tych państw.

„Dostawy gazu ziemnego w ramach obowiązującego Kontraktu Jamalskiego na połączeniach międzysystemowych w Drozdowiczach (Ukraina), Kondratkach (Białoruś) i Wysokoje (Białoruś) nadal nie są realizowane zgodnie ze składanymi przez Spółkę nominacjami. Deficyt dostaw w dniu 10 września wyniósł ok. 45 proc.” – poinformowało wczoraj Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA.

Spółka zaprzeczyła informacjom, jakoby złożone przez nią dobowe zamówienie na gaz było większe, niż przewiduje kontrakt.

Zgodnie z Kontraktem Jamalskim, PGNiG ma prawo odbierać ilości mniejsze bądź równe maksymalnej dobie kontraktowej określonej dla poszczególnych punktów wejścia, na których realizowane są dostawy. Wolumeny zamówione przez PGNiG były mniejsze od ilości maksymalnych – czyli zgodne z kontraktem. Mimo to nie zostały zrealizowane przez Gazprom Export – podała spółka w komunikacie.

Aby zabezpieczyć niedobór dostaw z kierunku wschodniego, PGNiG podjęło decyzję o realizacji dostaw uzupełniających przez punkty: Lasów (Niemcy) oraz Cieszyn (Czechy). Dodatkowo od wczoraj uruchomione zostały dostawy gazu przez punkt Mallnow (Niemcy). Jednocześnie trwa wyjaśnianie przyczyn zmniejszenia dostaw gazu z kierunku wschodniego w celu ustalenia, czy mają one charakter techniczny czy handlowy.

PGNiG nie otrzymało do chwili obecnej żadnej informacji ze strony Gazpromu o powodach zmniejszenia dostaw gazu do Polski – twierdzi spółka. Dostawy gazu ziemnego do odbiorców, jak zapewniła, przebiegają bez zakłóceń.

Nie ma obecnie konieczności uruchamiania odbioru gazu z podziemnych magazynów gazu, które przed sezonem zimowym zostały w pełni zatłoczone. Aktualny stan napełnienia magazynów wynosi ok. 2,6 mld m sześc. – podano w komunikacie.

Rzecznik spółki Dorota Gajew- ska powiedziała wczoraj na konferencji prasowej, że gdyby pojawiły się poważne problemy z niedoborem gazu, to firma zacznie go pobierać przy ujemnych temperaturach. Zaznaczyła jednak, że obecnie nie ma takiej potrzeby, ponieważ gaz dociera bez zakłóceń do odbiorców, tak detalicznych, jak i przemysłowych. – PGNiG analizuje z udziałem prawników, czy będzie żądać od Gazpromu odszkodowań za niedostarczone ilości gazu – powiedziała rzecznik.

Według PGNiG, w poniedziałek dostawy gazu z kierunku wschodniego zostały zredukowane o blisko 20 proc., we wtorek o prawie 24 proc. w stosunku do dziennego zamówienia złożonego do Gazprom Export, a w środę o 45 procent. Jednak przedstawiciel Gazpromu w rozmowie z agencją ITAR-TASS zaprzeczył, jakoby koncern ograniczył dostawy. – Dostarczamy do Polski taki wolumen gazu, jak w poprzednich dniach, tj. 23 mln m sześc. dziennie – powiedział agencji przedstawiciel Gazpromu.

Tymczasem, jak dowiedziała się nieoficjalnie rosyjska agencja Interfax, Gazprom od ubiegłego tygodnia „realizuje zadanie stabilizowania strumienia eksportowego na poziomie minimalnych zobowiązań kontraktowych”. We wtorek jedynym krajem, do którego koncern zwiększył dostawy, była Turcja, w związku z czym tranzyt przez Słowację wzrósł we wtorek o milion metrów sześciennych gazu, a jednocześnie o taki sam wolumen zmalał przepływ surowca przez gazociąg Jamał – Europa. W wyniku przesunięcia dostawy idące przez punkt odbioru w Orłowce, zaopatrujący kontrahentów w zachodniej Turcji, wzrosły o 4 mln metrów sześciennych. Z kolei eksport gazu do Europy w stosunku do niedzieli, kiedy dostawy są najniższe, zwiększył się tylko o 5 mln m sześc. (do 359,8 mln m sześc.), podczas gdy wcześniej wzrost ten wynosił około 20 mln m sześciennych.

Kontrakty Gazpromu z partnerami w Europie są tak sformułowane, że koncern może zrekompensować okresowe zmniejszenie dostaw przez zwiększenie ich w innym terminie. Określają one minimalne ilości gazu, które Gazprom musi dostarczyć, i maksymalne, które może dostarczyć, ale nie jest do tego zobowiązany.

Rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprijanow poinformował, że odchylenia w wielkości dostaw gazu do Polski wynikają z konieczności zapełnienia rosyjskich podziemnych magazynów surowca. – Dostawy gazu we wszystkich kierunkach są realizowane przy uwzględnieniu posiadanych obecnie zasobów na eksport oraz trwającego zapełniania podziemnych magazynów gazu na terytorium Federacji Rosyjskiej – oświadczył rzecznik.

Rosyjskie media podają jednak w wątpliwość te tłumaczenia.

„Pod pretekstem niedoboru gazu niezbędnego do zapełnienia magazynów w Rosji monopolista odmówił przesyłania dodatkowych ilości Polsce, które stały się jej potrzebne z powodu niewielkiego ochłodzenia. W rezultacie Warszawa została zmuszona do wstrzymania rewersu, a jego wznowienie stoi pod znakiem zapytania” – napisał „Kommiersant”. Gazprom, zdaniem gazety, zademonstrował tym samym, jak może skutecznie wpływać na dostawy rewersowe surowca na Ukrainę z Europy.

Okrążanie Ukrainy
Spółka Gaz-System, polski operator rurociągów, poinformowała, że ze względu na niedobory surowca wstrzymała dostawy gazu rewersem na Ukrainę. Kraj ten od czerwca nie otrzymuje gazu z Rosji w związku z zaległościami w płatnościach wobec Gazpromu. Informację o wstrzymaniu rewersu z Polski potwierdził szef Ukrtransgazu, ukraińskiego operatora przesyłu, Ihor Prokopiw. Według niego, za ograniczeniem dostaw gazu dla PGNiG stoi Gazprom. Do zamknięcia rewersu, jak podał, doszło w środę o godz. 14.00 czasu wschodnioeuropejskiego. Polska przesyłała w ramach rewersu na Ukrainę 4 mln m szesc. gazu na dobę. Kolejne 3,5 mln m sześc. dziennie dociera na Ukrainę rewersem z Węgier. Przepustowość gazociągu pozwoliłaby na zwiększenie dostaw dla Kijowa tą drogą, jednak gaz sprowadzany z Węgier stał się dla Ukrainy za drogi.

– Węgry w tej chwili same mają małe dostawy, więc cena gazu wzrosła do 400 dolarów za tysiąc metrów sześciennych – wyjaśnił szef Ukrtransgazu.

W ramach rewersu ze Słowacji Ukraińcy płacą mniej, 320-330 USD za tysiąc metrów sześciennych, jednak możliwości zwiększenia podaży surowca na tym odcinku są ograniczone. Co więcej, dostawy rosyjskiego gazu dla słowackiego Eustreamu również zostały zmniejszone, co może zmusić Słowację do zamknięcia rewersu. Spadły także dostawy gazu do Niemiec.

Będą negocjacje?
Komisja Europejska zamierza zorganizować 20 września w Berlinie trójstronne rozmowy UE – Rosja – Ukraina w sprawie gazu. Problem z dostawami dla Polski może być tam poruszony, ale nie musi.

– Zostaliśmy poinformowani przez polskie władze, że nastąpiła redukcja przepływu gazu z Rosji i polskie władze sprawdzają, jaka jest tego przyczyna. Nasza ocena i kroki, które możemy podjąć w tej sprawie, będą zależały od powodów zmniejszenia dostaw – powiedziała na czwartkowej konferencji prasowej w Brukseli rzecznika KE ds. energii Marlene Holzner.

KE rozmawia obecnie z polskimi władzami i firmami z naszego kraju, by zbadać sytuację. Jeśli się okaże, że powodem ograniczenia dostaw są kwestie techniczne, sprawa nie będzie poruszana podczas rozmów trójstronnych z Rosjanami. Rzecznik przyznała, że do tej pory KE nie zadała w tej sprawie pytań stronie rosyjskiej. Jeśli powody zmniejszania dostaw do Polski będą inne niż komercyjne czy techniczne, to KE „weźmie to pod uwagę” w czasie spotkania w Berlinie. Marlene Holzner zaznaczyła, że przepływ wsteczny gazu (rewers) jest jedną z podstawowych zasad europejskiego rynku gazu i powinien być respektowany.

Rosyjskie ministerstwo energetyki twierdzi jednak, że nie otrzymało zaproszenia na rozmowy w Berlinie. Tymczasem Władimir Gutieniew, pierwszy zastępca przewodniczącego komisji przemysłu Dumy Państwowej, zaproponował ograniczenie lub całkowite wstrzymanie tłoczenia gazu przez terytorium Ukrainy do państw zaangażowanych w dostawy zwrotne z Rosji do tego kraju. Dostawy rewersem dla Ukrainy realizują Węgry, Słowacja i Polska.

Gutieniew zawarł tę propozycję w interpelacji do prezesa Gazpromu.

Według dziennika „Izwiestija”, deputowany pyta, czy rewersowe dostawy rosyjskiego gazu na Ukrainę z krajów UE są zgodne z kontraktami z Gazpromem, i proponuje, by spółka rozważyła ograniczenie lub całkowite wstrzymanie tłoczenia gazu trasą ukraińską do państw zaangażowanych w dostawy zwrotne.

Część gazu z Rosji trafia do Polski przez terytorium Ukrainy i jest odbierana w punkcie odbioru w Drozdowiczach. W ubiegłym roku wpłynęło do nas tą drogą 3,8 mld m sześc. gazu, czyli prawie jedna czwarta krajowego zużycia. W razie „zakręcenia kurka” na tym kierunku Polska jest w stanie sprowadzić 2,3 mld m sześc. surowca z Niemiec dzięki tzw. rewersowi na gazociągu jamalskim. Teoretycznie możliwe jest też sprowadzenie dodatkowych 2 mld m sześc. przez terytorium Białorusi.

Gaz będzie albo nie
Według dziennika „Kommiersant”, Polska obiecała wznowienie dostaw zwrotnych na Ukrainę w ciągu dwóch dni. „Z danych Net4Gas wynika, że w ostatnich trzech dniach Gas-System próbował już zrównoważyć system w południowej Polsce za pomocą przepływu z Czech w ilości około 500 tys. m. sześc. na dobę, jednak tamtejsze moce przesyłowe są niewystarczające do pełnego przywrócenia rewersu” – napisał dziennik. Jak zaznaczył, „jedynym istotnym źródłem gazu dla Polski, oprócz Rosji, jest rewers z Niemiec, jednak nie jest jasne, czy uda się go zorganizować w warunkach zmniejszenia dostaw za pośrednictwem magistrali Jamał-Europa”. „W ten sposób rewersowi gazu na Ukrainę z Polski grozi zerwanie” – uważa rosyjska gazeta.

Polska ma najmniejsze możliwości magazynowania gazu spośród krajów UE. Nasze magazyny są w stanie pomieścić 2,58 mld m sześc., podczas gdy np. Ukraina może zmagazynować 32 mld m sześc., Niemcy – 20 mld m sześc., ogromną pojemnością dysponuje też Łotwa.

– Nawet stuprocentowe napełnienie zbiorników, tych, które mamy, i tak pozostawia nas niemal bezbronnymi. Jeśli Rosja jesienią, a najpóźniej zimą odetnie nam gaz, leżymy – twierdzi prof. Mariusz-Orion Jędrysek, były główny geolog kraju.

Małgorzata Goss

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rurka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 18 wrz 2014, 18:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Putin grozi: w dwa dni możemy być w Warszawie

Prezydent Rosji podczas rozmowy z Petrem Poroszenką miał grozić inwazją na kraje NATO i UE – poinformował niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung”, powołując się na informacje unijnej służby zagranicznej w Brukseli.

O treści swojej rozmowy z Władimirem Putinem poinformował szefa Komisji Europejskiej Jose Barroso, prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.

„Gdybym chciał, rosyjskie oddziały mogłyby w ciągu dwóch dni być nie tylko w Kijowie, ale także w Rydze, Wilnie, Tallinie, Warszawie lub Bukareszcie” – miał usłyszeć Poroszenko.

Są to kolejne pogróżki jakie w kierunku Ukrainy skierował Putin. podczas wcześniejszej rozmowy telefonicznej z Barroso miał powiedzieć: „Gdybym chciał, byłbym w ciągu dwóch tygodni w Kijowie”. Ujawnienie prywatnej rozmowy mocno skrytykował Kreml.

Źródło: rmf24.pl

Read more: http://www.pch24.pl/putin-grozi--w-dwa- ... z3DgqbeOuu

http://www.pch24.pl/putin-grozi--w-dwa- ... 500,i.html

Wajdy, Olbrychskie i inne pojednacze wyłaźcie teraz ze swoich nor i spójrzcie ludziom w oczy. Wszak świeciliści za Putina, za Rosję, za cały ten wschodni obłęd....


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 30 paź 2014, 19:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Hurra!!! Złapaliśmy ruskich szpiegów!!!

No i mamy sensację. Po 25 latach istnienia III RP złapano w końcu rosyjskiego szpiega. Co ja mówię szpiega skoro hurtem zatrzymano od razu dwóch. Jeden to oficer w stopniu pułkownika, a drugi cywil i z zawodu prawnik. Sytuacja jest bezprecedensowa, bo za czasów istnienia i działalności WSI wydawać by się mogło, że w Polsce rosyjskich szpiegów po prostu nie ma i ze strachu przed gen. Dukaczewskim omijają oni nasz kraj szerokim łukiem, choć w takiej maleńkiej Litwie liczono ich w tysiące.
Bez większego echa przeszedł nad Wisłą artykuł wieloletniego szefa litewskich służb specjalnych Mečysa Laurinkusa zamieszczony 1 marca 2010 roku we wpływowym dzienniku „Lietuvos Rytas”. Według niego na Litwie działało w tym czasie około 3000 rosyjskich agentów, a głównym ich celem było przejęcie poszczególnych fragmentów infrastruktury energetycznej. Dużym zainteresowaniem rosyjskiej agentury miały cieszyć się również media oraz drobny i średni biznes.
W Czechach również łapie się rosyjskich szpiegów i chyba jest to zasługa przeprowadzonej tam dekomunizacji oraz stworzenia nowych służb specjalnych z zastosowanej tak zwanej „opcji zero”.

No ale złapanie szpiega nie jest nigdy największym sukcesem służb kontrwywiadowczych. Takim prawdziwym sukcesem jest jego wykrycie i przewerbowanie go na swoją stronę. No cóż skoro szpiegów pracujących dla GRU zatrzymano to znaczy, że nie dali się oni przewerbować, albo nie było na to czasu, gdyż należało w trybie pilnym w obliczu rosyjskiego zagrożenia odegrać propagandową akcję. Rząd oraz środowiska skupione wokół Bronisława Komorowskiego, a także Czerska doszli do wniosku, że trzeba zrobić coś, co pozwoli odwrócić uwagę opinii publicznej od ich nieskrywanej do niedawna miłości do kremlowskiego zaborczego kochanka. Włodarze III RP mają też inny kłopot. Okazało się, że firma należąca do rosyjskiego konsula informatyzowała Służbę Wywiadu Wojskowego, departament zaopatrzenie sił zbrojnych w MON, jednostkę „GROM”, a także Państwową Komisje Wyborczą, której przedstawiciele wyjeżdżali do Rosji na szkolenia. W normalnym państwie nastąpiłoby trzęsienie ziemi, a winni stanęliby przed sądem. Mamy więc złapane dwie płotki albo szprotki a władza może odtrąbić wielki sukces.
Wrodzona nieufność do tej czerwono-różowej ferajny każe mi podchodzić do sensacji ze schwytaniem szpiegów bardzo ostrożnie, zwłaszcza jeżeli o komentarz media natychmiast proszą kursanta GRU i byłego szefa WSI, gen. Marka Dukaczewskiego, który wsławił się tym, że żadnego ruskiego agenta nigdy nie złapał i nie wsadził za kratki. Trzeba być posiadaczem wyjątkowo miedzianego czoła by pokazywać się w takim momencie na ekranach telewizorów w charakterze speca od służb no, chyba że ktoś wydał mu rozkaz, a jak wiemy służba nie drużba nawet dla generała WSI w stanie spoczynku.

W tym samym czasie prawicowe media przypomniały nam, że Andrzej Towpik, dyplomata oraz były główny negocjator podczas wprowadzaniu Polski do NATO to tajny współpracownik komunistycznej bezpieki o pseudonimie „Zel”. Jeżeli zestawimy to z zapomnianą już postacią głównego negocjatora podczas naszej akcesji do UE, Jana Truszczyńskiego, który sam przyznał, że był tajnym i świadomym współpracownikiem SB to otrzymujemy niezły pasztet. Okazuje się bowiem, ze w zachodnie struktury w sensie dosłownym wprowadzała Polskę komunistyczna agentura, a nie „solidarnościowe elity”, jak wbija się dzisiaj w głowy rodakom. Teoria spiskowa mówiąca o tym, że okrągły stół to była sterowana z Kremla zmowa komuchów z ich agentami zalegendowanymi na opozycjonistów przestaje być już spiskowa. Jak widzimy zamiłowanie do kolaboracji i szabrowania polskiego majątku żydokomuna wyssała z mlekiem matek, a w 1989 roku doszło jedynie do zamiany zubożałego wschodniego pasera na zamożniejszego zachodniego. Problem w tym, że ten wschodni odzyskał wigor i upomina się dziś o swoją dolę.
Wygląda na to, że staliśmy się polem walki prowadzonej między dwoma, a nawet trzema paserami, a sprawa z zatrzymanymi szpiegami GRU to moim zdaniem tylko mało istotny i głównie propagandowy odprysk. Ja wolałbym jednak dowiedzieć się w końcu kim byli „Olin”, „Minim” i „Kat” oraz co tak naprawdę stało się z szyfrantem wojskowego kontrwywiadu st. chor. Stefanem Zielonką. Ale kto o tych sprawach jeszcze dzisiaj pamięta? Ci, którzy uważają, że miłość obecnej ekipy i wspierających ją mediów do kremlowskiego kochanka dobiegła końca są bardzo naiwni.
Jedyne co się skończyło to gorszące publiczne paradowanie z kochankiem po mieście. Uprawianie miłości przeniesie się teraz do garsonier, a na zewnątrz demonstrowana będzie wierność Polsce po grób.

http://kokos.salon24.pl/612881,hurra-zl ... h-szpiegow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 14 lis 2014, 07:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Fikcyjny dług za konsulat

Rosja stworzyła kolejne pole konfliktu z Polską. Tym razem chodzi o rzekome zaległości za użytkowanie nieruchomości przez polski konsulat w Petersburgu. Na przyszły tydzień zaplanowano negocjacje konsularne w tej sprawie

Fakt prowadzenia konsultacji potwierdził minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna. Wcześniej pojawiła się informacja, że władze samorządowe Petersburga zażądały, aby Konsulat Generalny RP w tym mieście zwolnił użytkowaną nieruchomość i zapłacił 74,3 mln rubli (1,62 mln USD) z tytułu zaległych należności za jej dzierżawę. Żądania te zawarto w pozwie skierowanym do Sądu Arbitrażowego Petersburga i Obwodu Leningradzkiego.

Sprawa jednoznacznie pokazuje, że Moskwa uruchomiła kolejny problemowy temat w relacjach polsko-rosyjskich.

– Ta sprawa ma podtekst polityczny, to nie ulega wątpliwości i jest to retorsja, która służy zaognianiu wzajemnych relacji i stawianiu nas w kłopotliwej sytuacji. Polska stoi obecnie po stronie krajów nakładających na to państwo sankcje, to oni szukają retorsji – tłumaczy Witold Waszczykowski. Były wiceszef polskiej dyplomacji nie ma wątpliwości, że nie ma dzisiaj sposobu na załatwienie tego problemu. – Takie sprawy reguluje się tylko wówczas, gdy stosunki między krajami są dobre, by problem można było załatwić polubownie – podkreśla dyplomata.

Formalnie z pozwem wystąpiło przedsiębiorstwo państwowe Inpredserwis, które zajmuje się obsługą zagranicznych przedstawicielstw w mieście nad Newą. Pozew dotyczy roszczeń za trzy lata, taki jest maksymalny okres roszczeń finansowych w sytuacjach, gdy nie ma umowy.

Lokalne media wyliczyły, że według stanu z 31 grudnia 2013 r. strona polska faktycznie powinna zapłacić 10,81 mln USD. Przedstawiciele Konsulatu Generalnego RP nie uczestniczyli we wstępnych posiedzeniach sądu, argumentując, że byłoby to niezgodne z konwencją wiedeńską.

Drastyczna podwyżka

– Ta sprawa jest zupełnie nowa i raczej wyłamuje się ze współpracy i takiej elementarnej przyzwoitości dyplomatycznej, ale oczywiście korespondujemy ze stroną rosyjską i ustalamy jakieś wyjście z tej sytuacji. Ona niestety wpisuje się w dosyć trudne relacje polsko-rosyjskie ostatnich tygodni i miesięcy – przyznał Schetyna.

Szef MSZ przypomniał, że jeśli chodzi o wymianę dyplomatyczną, to obowiązuje w niej zasada, że za nieruchomości płacą kraje, na terenie których się one znajdują. –Rosjanie nie płacą za ambasadę w Warszawie i za konsulaty w Polsce, my nie płacimy za ambasadę w Moskwie i nie płaciliśmy za konsulat w Petersburgu. My płacimy tylko za te pomieszczenia, które wynajmujemy – wyjaśnia minister.

Zgodnie z konwencją wiedeńską placówka dyplomatyczna nie ma zdolności do występowania przed sądem w charakterze pozwanego.

– Tak więc musimy ustalić, co takiego się stało, że strona rosyjska mówi, że powinniśmy zapłacić. Trzeba to wyjaśnić spokojnie i wtedy podejmiemy decyzję – dodał Schetyna.

Były wiceszef MSZ Witold Waszczykowski (PiS) przypomina, że problem pojawił się, kiedy władze Petersburga podniosły opłaty za użytkowanie tych nieruchomości w sposób nieuzasadniony i drastyczny. W odpowiedzi na to strona polska odmówiła płacenia tak wysokich stawek, licząc na to, że Rosjanie się opamiętają i powrócą do normalnych stawek za czynsz.

– Przede wszystkim podwyżki nie odpowiadały wartości rynkowej tych obiektów. Poza tym wspomniana konwencja sugeruje, by tego rodzaju nieruchomości nie opodatkowywać i opłaty regulować na zasadzie wzajemności – dodaje dyplomata, który nie ma wątpliwości, że dług jest fikcyjny.

Inpredserwis złożyło pozew w sierpniu tego roku. Odbyły się już dwa wstępne posiedzenia sądu poświęcone sprawom porządkowym. Termin rozprawy sąd wyznaczył na 18 listopada. Spór dotyczy nieruchomości w historycznym centrum Petersburga. Są to dwa połączone ze sobą budynki o łącznej powierzchni 3 tys. metrów kwadratowych. Znajdują się w nich pomieszczenia Konsulatu Generalnego RP i Instytutu Polskiego, a także mieszkania pracowników. Petersburskie władze utrzymują, że Konsulat Generalny RP powinien płacić za czynsz od kwietnia 1993 r., kiedy to – jak stwierdzają – Polska w trybie jednostronnym wypowiedziała umowę międzyrządową z 1983 r. o nieodpłatnym użytkowaniu nieruchomości zajmowanych przez dyplomatów. Władze Petersburga twierdzą też, że od 1993 r. bezskutecznie zabiegają o zawarcie ze stroną polską umowy dzierżawy.

Dyplomatyczna dysproporcja

Jak tłumaczy Waszczykowski, sprawa jest wieloletnia i formalnie wynika z tego, że po upadku komunizmu w obu krajach zmieniły się przepisy prawne. Wcześniej prawa właściwie szczególnie nie przestrzegano, a na zasadzie wzajemności kraje socjalistyczne przekazywały sobie nieruchomości.

–Nie śmiano dochodzić żadnych roszczeń, a szereg własności zostało przejętych przez państwo lub zagrabionych wcześniej przez Niemców. Gdy wrócono do normalnych regulacji prawnych, pojawiły się kłopoty – dodaje dyplomata.

Ogólnie Rosja posiadała w Polsce 19 nieruchomości, a według stanu z początku 2014 r. było ich 14.

W stosunkach między Polską a Federacją Rosyjską jest dysparytet, jeśli chodzi o nieruchomości dyplomatyczne. Sprawę wyjaśniała m.in. odpowiedź wiceszefowej MSZ Henryki Mościckiej-Dendys na zapytanie posła Przemysława Wiplera w sprawie nieruchomości w m.st. Warszawie przekazanych ZSRR w latach 70., w której wyjaśniła, że dysproporcja ta powstała w latach 70. XX w. wskutek wykonania przez Polskę i niewykonania przez stronę rosyjską porozumień międzyrządowych w 1974r., 1978 r. i z lat 1985/1986. Zobowiązywały one Rosję – na zasadzie wzajemności – do przekazania na rzecz RP nieruchomości na potrzeby polskich przedstawicielstw dyplomatyczno-konsularnych na terenie Rosji. Polska dążyła do pozyskania na własność tylko sześciu nieruchomości, w tym trzech, które już wynajmuje.

Pomimo wielokrotnych deklaracji FR nie przekazała nam ani jednej nieruchomości, a nawet –mimo spełnienia wszystkich warunków – nie wpisała nieruchomości ambasady RP do rosyjskich ksiąg wieczystych Tymczasem Ambasada Federacji Rosyjskiej w Polsce i dwie inne nieruchomości rosyjskie są wpisane od 2006 r. do polskich ksiąg wieczystych.

Problemem są również rosyjskie nieruchomości w Warszawie. W 2010 i 2011 Ministerstwo Spraw Zagranicznych wysłało noty do Ambasady Federacji Rosyjskiej, wzywając do dobrowolnego zwrotu nieruchomości przy ul. Kieleckiej 45 i Bobrowieckiej 2b oraz uregulowania opłat za bezumowne ich użytkowanie. Następnie wysłano dwie kolejne noty informujące stronę rosyjską o konieczności uregulowania stanu prawnego nieruchomości użytkowanych na terenie Polski oraz o opłatach za bezumowne ich użytkowanie. W tym samym czasie Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa złożyła wnioski o zawezwanie do próby ugodowej w przedmiocie wydania nieruchomości przy ul. Połczyńskiej10 i Ostrobramskiej 101 w celu przerwania terminu ewentualnego ich zasiedzenia. Wciąż trwają narady między Prokuratorią Generalną Skarbu Państwa, MSZ i Prezydentem m.st. Warszawy o wydanie nieruchomości przy ul. Sobieskiego 100.

Związek Sowiecki wszedł w posiadanie tych nieruchomości na niezwykle korzystnych warunkach. Dzisiaj ich beneficjentem jest Rosja. Niestety. Jedną z nich w 1953r. bezprawnie przekazał Konstanty Rokossowski. W latach 70. podpisano szereg umów o wzajemnym przekazaniu działek pod budowę ambasad, budynków na cele dyplomatyczne oraz tzw. ośrodków technicznych. Jak przypomina Waszczykowski, nieruchomości, które posiadają Rosjanie w Polsce, w tym w Warszawie, to kilkanaście obiektów. Części z nich nie użytkują, ale również nie chcą ich oddać, gdyż są to nieruchomości o bardzo atrakcyjnym położeniu.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... sulat.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 24 lis 2014, 06:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Cerkiew odmawia

Obrazek

Rosyjskie władze kościelne nie zgodziły się na umieszczenie pamiątkowej tablicy na terenie dawnego szpitala w Jogle koło Petersburga, gdzie Sowieci więzili żołnierzy Armii Krajowej.

Powstaną natomiast tablice z nazwiskami zmarłych, ale z półrocznym opóźnieniem.

– Sprawa tablicy w monastyrze, gdzie był szpital, nie wyszła z racji tego, że mimo iż miejscowy duchowny był za, to jednak pomysł ten został zablokowany przez jego przełożonego, i tego raczej nie będzie – przyznaje Maciej Dancewicz, naczelnik Wydziału Zagranicznego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Początkowo tablica ta miała wspominać, obok akowców, także żołnierzy Wehrmachtu, ale po sprzeciwie członków rodzin zrezygnowano z takiej formuły. – Na terenie monastyru miała być tablica upamiętniająca tylko naszych, nie wracamy do tych starych spraw – podkreśla Dorota Adach, prezes Środowiska Borowiczan, skupiającego byłych więźniów łagrów z tego rejonu i ich bliskich. – To było przyjęte ze zrozumieniem – wspomina ustalenia z lokalnymi władzami rosyjskimi.

Ostatecznie w styczniu tego roku ustalono, że upamiętni się odpowiednimi tablicami żołnierzy AK pochowanych na cmentarzu w Jogle, Bobrowiku i Ustie.

– Na terenie cmentarza łagrowego w Jogle będą umieszczone tablice zmarłych w borowickim zespole łagrowym – informuje Dancewicz. – W Jogle mają być wszystkie nazwiska na tablicach, w Ustie i Bobrowniku tych osób, które są tam pochowane – mówi Adach. Na pierwszym cmentarzu mają zostać wyryte na monumencie nazwiska ponad 600 zmarłych akowców. – Na terenie cmentarza w Jogle ma być ok. 600 nazwisk zmarłych, internowanych żołnierzy AK. Tam nie wszyscy z nich są pochowani, ponieważ leżą także na innych cmentarzach, ale tam ma być takie zbiorcze upamiętnienie ich wszystkich – wyjaśnia Dancewicz. – Istniejące cmentarze w Bobrowiku i w Ustie są upamiętnione, ale brak tam nazwisk, dlatego zostaną tam umieszczone tablice – dodaje.

Wszystkie te prace, po akceptacji przez rosyjskie władze rejonu i wykonywane przez lokalne formy, a finansowane przez ROPWiM, miały się zakończyć do października tego roku. – Wyrycie nazwisk, to jest robione w Rosji, to już leży w gestii Rady Ochrony Pamięci, bo ona to finansuje – mówi Dorota Adach. – Ustaliliśmy w styczniu termin z panem ministrem Kunertem, że to będzie gotowe na uroczystości na październik tego roku – zaznacza prezes Środowiska. Jednak tak się nie stało.

– W Rosji jakaś firma miała postawić postument na październik, na rocznicę wywózki, pojawiły się jakieś trudności z tamtej strony, znów coś jest wstrzymane – zwraca uwagę Jadwiga Rojek, córka jednego z akowców, którzy zmarli w sowieckim łagrze.

– Dlaczego nie zostało to zrealizowane? Na to pytanie odpowiedzieć nie mogę, czy na to wpłynęła sytuacja polityczna, która się wytworzyła, ja tego nie wiem, faktem jest, że to nie jest dokończone – stwierdza Adach. – Na terenie cmentarza w Jogle będzie to upamiętnione, tam się trochę to w czasie rozwlekło, nie widziałbym jakiejś złej woli czy jakichś rozgrywek, żeby jakoś specjalnie zablokować – tonuje nastroje Dancewicz. Zarówno on, jak i Adach podkreślają, że lokalne władze rosyjskie są pozytywnie nastawione.

Delegacja z Polski pojechała niedawno, aby wyjaśniać sytuację. Z relacji wynika, że wszystkie te upamiętnienia mają być gotowe dopiero w maju przyszłego roku. – I na to się nastawiamy – zaznacza Adach. Z kolei Dancewicz informuje, że tablice w Bobrowiku i Ustie zostaną zamontowane jeszcze w tym roku, a w Jogle, na największym obiekcie, już w przyszłym roku. Naczelnik ROPWiM dodaje, że pół roku opóźnienia to głównie kwestia warunków klimatycznych.

Środowisko Borowiczan ma także plany dalszych upamiętnień. – Poza tym w Bobrowiku miało być uzupełnienie o krzyż, którego tam nie było – mówi Adach. – Chcieliśmy także upamiętnić zmarłych w tym szpitalu, to była miejscowość Choromy, ale nam się niestety w ubiegłym roku nie udało zlokalizować tego miejsca, tę sprawę zostawiliśmy na później – dodaje.

W Borowiczach w obwodzie nowogrodzkim znajdował się kompleks łagrów NKWD (podobozy były w Jogle, Szybatowie, Ustie i Opocznie). Zostało tam internowanych w latach 1944-1949 blisko 4,9 tys. żołnierzy Armii Krajowej, którzy wśród 16 tys. innych więźniów stanowili najliczniejszą grupę. Zmarło lub zostało zabitych 641 żołnierzy AK.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mawia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 29 sty 2015, 10:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Prof. Nowak – od spiskowca do analityka

Chyba najprzyjemniejszą rzeczą dla badacza i analityka jest móc powiedzieć z przekąsem i prosto w twarz osobom, nieuznającym przez długi czas jego diagnoz: a nie mówiłem…? Tak właśnie śmiało mówić może dzisiaj prof. Nowak.

Takt i kultura osobista nie pozwalają prof. Nowakowi wyżywać się na całym szeregu mędrków, zapewniających nas przez wiele ostatnich lat, iż Rosja to normalny kraj, z nieco tylko wypaczonym systemem władzy, z którym możemy harmonijnie i niemal doskonale współpracować. W latach 2005-2007 na tę współpracę nie pozwalały, oczywiście, rządy „złych Kaczorów”, kipiących uprzedzeniami i niechęcią do Moskwy.

Wszystkie te tezy najmądrzejszych z mądrych to oczywiście wierutne bzdury. Ani Rosja nie jest – i nie była – „normalnym” krajem, ani Kaczyńscy nie byli jej specjalnie wrodzy. Dowody tego pierwszego obserwujemy obecnie, śledząc brutalne zagrywki Rosjan na Ukrainie. Dowodem zaś na to drugie – nominacja na ministra spraw zagranicznych dla Stefana Mellera, wcześniej polskiego ambasadora w Moskwie.

Książka prof. Nowaka „Putin. Źródła imperialnej agresji” dowodzi, jak wielkim oszustwem ostatnich lat był obraz Rosji przedstawiany w telewizji, gazetach i na licznych uniwersytetach i jak prędko najwięksi rusofile, których pełno było do niedawna w mainstreamowych mediach, stali się zapiekłymi rusofobami, odsądzającymi od czci i wiary każdego, kto choć jedno cieplejsze słowo skieruje pod adresem naszego potężnego sąsiada.

Publikacja prof. Nowaka to zbiór tekstów i wywiadów publikowanych w rozmaitych czasopismach, w tym w „Arcanach” i „wSieci”. Rzeczy, które szacowny profesor pisał, jeszcze kilka lat temu sytuowały go w obozie oszołomów i nienawistników, podejrzewających okcydentalizującą się Rosję o niecne intencje. Prof. Nowak, czytany dzisiaj, to już specjalista, licencjonowany sowietolog, udzielający wywiadu tropiącej i tępiącej każde oszołomstwo „Gazecie Wyborczej”.

Gdyby Andrzej Nowak, którego głos mimo wszystko nierzadko przebijał się do debaty publicznej, był poważnie traktowany przez swoich adwersarzy od samego początku, po jego analizy sięgaliby też nasi decydenci, a wówczas nie zachodzilibyśmy w głowę – jak to ma miejsce obecnie – czym i jak mamy bronić naszych stanic oraz w jaki sposób pojąć kolejne posunięcia Putina.

„Putin. Źródła imperialnej agresji” to niemal kompendium wiedzy o Rosji. Książka głęboko analizująca i cierpliwie wyjaśniająca czym jest współczesna Rosja, jaki tworzy ją budulec, skąd jej neoimperialne zakusy, jakie zespalają ją idee… Słowem, książką tą prof. Nowak udowodnił, że wszyscy mainstreamowi „antyrosyjscy” komentatorzy mówią dzisiaj jego językiem, choć jeszcze kilka miesięcy temu daliby się pokroić za naszego sąsiada, pewni jego rzetelności w smoleńskim śledztwie i cywilizowanych metod prowadzenia przezeń polityki.

Kto więc chciałby zrozumieć lepiej współczesną Rosję, powinien zacząć od książki prof. Nowaka. Nierzadko opasłe tomiszcza przyczynków, biografii i monografii nie zastąpią przenikliwej analizy doświadczonego badacza. Nawet jeśli nie zgadzać się z Andrzejem Nowakiem w kwestii jego spojrzenia na polskie dzieje, szczególnie te najnowsze, to nie sposób odmówić mu znawstwa, bijącego z jego kolejnych tekstów o kraju, który dla wielu wciąż jest dzisiaj zagadką. Nie przypadkiem bowiem kolejne znaki zapytania, pojawiające w zalewie informacji o rosyjskiej polityce, zagłuszane są spekulacjami o śmiertelnej chorobie Putina lub ciągłym wyczekiwaniu na długo nie mogący nadejść rozpad rosyjskiego mocarstwa. Prof. Nowak tymczasem pomaga pojąć, dlaczego tego typu spekulacje są zwykle stratą czasu i niepotrzebnie stają się czołowymi tematami.

Przypuszczam, że prof. Nowakowi pozostały już jedynie gorzkie myśli… gdyby go słuchano i czytano wcześniej, Polska mogłaby być obecnie w nieco lepszej sytuacji. A tak, przypadła nam rola przerażonego dzieciaka, który zobaczywszy płonący dom sąsiada miota się od ściany, do ściany. Z tego profesor na pewno nie czerpie żadnej satysfakcji.


Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/prof--nowak---od-sp ... 545,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 24 lut 2015, 18:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Szeremietiew: Polska stoi na drodze planom Kremla

Istnieje realna groźba rosyjskich działań agresywnych.

- W przypadku Polski groźba realnych rosyjskich działań agresywnych istnieje - ostrzega były minister obrony narodowej Romuald Szeremietiew w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność”.
W rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność” Szeremietiew zwrócił uwagę, że już od pewnego czasu Moskwa wzięła sobie Polskę na celownik jako główny obiekt różnych agresywnych działań.

- Na razie odbywa się to w sferze propagandowej, handlowej i w obszarze relacji międzynarodowych, ale niewykluczone, iż przyjdzie etap, kiedy zostaną użyte środki militarne – mówił Szeremietiew.
W ocenie byłego szefa resortu obrony, obecne zachowania Rosji wynikają ze sformułowanego na Kremlu planu odtworzenia rosyjskiego imperium.

- Kto może Rosji przeszkadzać realizowaniu tego planu? Odpowiedź jest prosta: znajdująca się w centrum Europy Polska silnie powiązana z USA. (…) jest oczywiste, iż Polska stanowi przeszkodę w urzeczywistnianiu zamiarów Kremla – zwraca uwagę Romuald Szeremietiew.
Były minister uspokaja, że Polska byłaby się w stanie obronić przed ewentualną agresją ze strony Rosji. Przede wszystkim, jak dodaje, nasz kraj powinien przygotować taki system obrony aby jak najbardziej oddalić groźbę takiego ataku.

- Apeluję do osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe, żeby podjęły stosowne decyzje (…) Poza wojskiem zawodowym, które mamy – bardzo zresztą nielicznym – musimy mieć też powszechny system wojskowy (obronę terytorialną), broniący całe terytorium kraju. Żeby uzyskać taką zdolność, trzeba mieć wielką liczbę przeszkolonych wojskowo obywateli (…) – dodawał.

Jak zwrócił uwagę dobrze przygotowane oddziały obrony terytorialnej praktycznie uniemożliwiają wrogowi okupację danego kraju.
- Przyjmuje się, że zwalczanie działań asymetrycznych (partyzanckich) w warunkach europejskich wymaga co najmniej dwudziestokrotnej przewagi. Jeżeli więc mielibyśmy w strukturach obrony terytorialnej co najmniej sto tys. żołnierzy a możemy mieć milion, to napastnik musiałby użyć 2 mln lub odpowiednio 20 mln żołnierzy. Rosja nie dysponuje takimi siłami – podkreśla Szeremietiew.
W wywiadzie były szef MON stwierdził również, iż ze zdziwieniem przyjął, że most Łazienkowski, do którego podpalenia doszło w ubiegłym tygodniu nie znajdował się na tzw. liście obiektów infrastruktury krytycznej.

- Każde państwo ma obiekty, których właściwe funkcjonowanie gwarantuje działalność ważnych struktur państwowych. Z pewnym zdziwieniem dowiedziałem się, że most Łazienkowski nie znajdował się na liście tych obiektów i nie był odpowiednio zabezpieczony, mimo iż biegły tam łącza m.in. Ministerstwa Obrony Narodowej – zwracał uwagę Szeremietiew.

Wyb. ŁS / Tygodnik Solidarność

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 3093812401


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /