Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 04 mar 2015, 07:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Odróżniajmy groby od pomników

Rosjanie stają w obronie pomników ku czci Armii Czerwonej, rozbieranych bądź niszczonych na terenie Polski. Zauważmy, że pomniki te są symbolem planów, jakie miał Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich w stosunku do Polski. A więc chodziło o to, aby nasz kraj całkowicie podporządkować Moskwie. W związku z tym pomniki te nie mogą dłużej służyć celom, w których powstały, w momencie kiedy Polska jest państwem niepodległym. Proces ich rozbierania musi być kontynuowany.

Jeżeli pomniki te miałyby mieć inny wymiar, to albo należy je umieścić w muzeach, albo – jak to jest w naszej polskiej tradycji – przenieść na cmentarze. Problemem w tej kwestii jest to, że ZSRS oficjalnie wyznawał ateizm. W tym wypadku z pewnością Rosjanie podnieśliby głos, że w otoczeniu krzyży umieszcza się pamiątki po ludziach, którzy nie wierzyli w Boga.

Pomniki te powinny być usunięte od razu po 1989 roku. To był najlepszy czas do tego. Teraz Rosjanom nie chodzi o to, żeby wspominać tych, którzy zginęli, ale celem jest prowokowanie Polski i Polaków do popełnienia błędów. To stałoby się dla nich pretekstem do prowadzenia kampanii antypolskiej i ukazywania naszego Narodu w jak najgorszym świetle.

Odróżniajmy jednak groby od pomników. W polskiej kulturze groby są czczone. Tu jednak sprawa dotyczy pomników, które są symbolem. Podczas rozbiorów stawiano pomniki zaborcom. Po odzyskaniu niepodległości wśród elit oczywiste było przekonanie, że te pomniki należy zniszczyć. Niszczono je łącznie z cerkwiami! Był to przecież element obcej kultury w naszych miastach. Był to element poddaństwa, a nie niepodległości.

Władze państwowe czy samorządowe nie są skore do usuwania tych pomników. Widocznie twierdzą, że Moskwa ma jeszcze duże wpływy w Polsce. Czują więc, że postępowanie wbrew woli osób powiązanych z dawnym ustrojem mogą utracić swoją pozycję polityczną. Czy tak jest naprawdę? Nie wiem. Ale wiem, że te pomniki dalej stoją…

prof. Piotr Jaroszyński

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nikow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 31 maja 2017, 11:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Barbarzyństwo smoleńskie

Ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej dostarczają wstrząsających informacji. W trumnach dwóch generałów – Włodzimierza Potasińskiego i Bronisława Kwiatkowskiego – znaleziono ciała innych osób.

To już kolejny raz, kiedy mamy do czynienia z tak barbarzyńskim podejściem do człowieka i jego ziemskiego sposobu bytowania w kontekście katastrofy smoleńskiej. Kultura życia wyraża się również w kulturze śmierci, a więc w sposobie podejścia do osób zmarłych.

W naszej kulturze chrześcijańskiej w sposób szczególny szanuje się ludzkie ciało. Ma to związek z wiarą w życie wieczne. W związku z tym kiedy odkrywamy tak straszne barbarzyństwo, to możemy być pewni, że za nim idzie nie tylko pogarda do zmarłych, ale też jest to wzgardzenie każdym człowiekiem jako osobą.

To pokazuje, jak wielka przepaść dzieli Rosję, reprezentowaną przez tych, którzy dopuszczają się takich czynów, a nami, z naszymi wartościami i kulturą. One to nakazują nam okazywanie zmarłym szacunku, bez względu na ich pochodzenie, religię czy rasę. To nie są tylko słowa. Nasi ojcowie udowodnili to czynami. Podczas wojen, bitew czy powstań niejednokrotnie byliśmy przykładem dla świata, w jaki sposób powinno traktować się więźniów oraz poległych. Do dzisiaj w Polsce znajduje się wiele grobów osób, obcych nam kulturowo i politycznie.

Przepaść między nami a Wschodem jest ogromna. Jednak co jakiś czas pojawiają się próby szukania wspólnego mianownika w postacie słowiańskiego pochodzenia. To są jednak tylko korzenie. Nasza kultura i cywilizacja są diametralnie różne. Choć i u nas pojawiają się osobistości, których nasze dziedzictwo przerasta.

Otóż Sławomir Neumann, poseł Platformy Obywatelskiej, stwierdził, że „ofiary katastrofy smoleńskiej powinny spocząć w zbiorowym grobie”. To jest jednak przykład posła, który reprezentuje samego siebie lub swoją partię. Jego słowa nie mają nic wspólnego z honorem posła Rzeczypospolitej – z honorem Polaka. To jest zaprzeczenie tych wartości, o które Polacy walczyli przez wieki.

prof. Piotr Jaroszyński

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nskie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 26 lip 2017, 07:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Rada Federacji chce sankcji na Polskę

Izba wyższa parlamentu Rosji, Rada Federacji, zwróciła się we wtorek do prezydenta Władimira Putina, by zlecił organom władz przedstawienie propozycji dotyczących możliwych „działań o charakterze ograniczającym” w sferach współpracy dwustronnej z Polską.

„Prosimy o wydanie poleceń odpowiednim federalnym organom władzy wykonawczej, by przedstawiły kompleksowe propozycje dotyczące możliwego wprowadzenia działań o charakterze ograniczającym w sferach współpracy dwustronnej z Polską, a także w odniesieniu do polskich parlamentarzystów, inicjatorów ustawy z 1 kwietnia 2016 roku, o zakazie propagowania komunizmu [...] i innych osób fizycznych i prawnych” – napisano w dokumencie.

W przyjętym jednomyślnie apelu izba zwróciła się do prezydenta „z propozycją, by zażądać od strony polskiej bezwzględnego realizowania traktatu z 22 maja 1992 roku (o przyjaznej i dobrosąsiedzkiej współpracy – PAP)”.

Członkowie Rady Federacji zarzucili władzom Polski – jak to ujęli – „próby pisania historii na nowo” i oznajmili, że „dzięki zwycięstwu nad faszyzmem, w które decydujący wkład wniósł Związek Radziecki, Polska przetrwała jako państwo”.

– Polska mogłaby mieć swoją własną historię II wojny światowej, jeśli by w tej wojnie Polacy całkowicie wzięli na siebie uderzenie machiny wojennej hitleryzmu i rozbiliby tę machinę na własnym terytorium, nie przepuszczając jej dalej, na wschód, na Związek Radziecki – oznajmił szef komisji spraw zagranicznych Rady Federacji Konstantin Kosaczow, który przedstawił wniosek.

Oświadczył, że przyjęcie w Polsce 22 czerwca br. noweli do ustawy o zakazie propagowania komunizmu i jej wejście w życie za trzy miesiące „oznacza, że prawie 500 pomników i obiektów memorialnych na terytorium Polski jest na mocy tej decyzji skazanych na demontaż i zburzenie”. W jego ocenie jest „wśród nich co najmniej 230 obiektów memorialnych żołnierzy radzieckich, którzy wyzwalali Polskę spod okupacji hitlerowskiej”.

Parlamentarzysta oskarżył władze Polski o to, że w 2014 roku „wysunęły teorię, zgodnie z którą pomniki żołnierzy radzieckich znajdujące się poza terytorium miejsc pochówku są »symboliczne« i nie są objęte działaniem umowy z 1994 roku” (chodzi o umowę z 22 lutego 1994 r. między rządami Polski i Rosji o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji – PAP).

Według Kosaczowa, w umowie z 1994 roku „nie ma mowy o tym, że obiekt memorialny powinien być wyłącznie miejscem pochówku lub elementem cmentarzy wojennych”.

Prezydent RP Andrzej Duda podpisał 17 lipca br. nowelę ustawy o zakazie propagowania komunizmu przyjętą 1 kwietnia 2016 roku. Nowela reguluje kwestie usunięcia obiektów budowlanych o charakterze nieużytkowym, np. pomników gloryfikujących ustrój totalitarny. Przepisów ustawy o zakazie propagowania komunizmu nie stosuje się do pomników niewystawionych na widok publiczny, znajdujących się na terenie cmentarzy albo innych miejsc spoczynku.

W kwietniu zeszłego roku MSZ RP wskazało, że umowa z 22 lutego 1994 roku między rządami Polski i Rosji o grobach i miejscach pamięci dotyczy wyłącznie cmentarzy wojennych. Wyjaśniono także, że cmentarze i kwatery żołnierzy rosyjskich i radzieckich w Polsce znajdują się pod ochroną i opieką władz państwowych i są utrzymywane oraz remontowane na koszt państwa polskiego. Ministerstwo wskazało, że umowa z 1994 roku „nie ma zastosowania do tzw. pomników symbolicznych, będących wyłącznie znakami komunistycznej dominacji na ziemiach polskich w latach 1945-1989”.

RP

http://www.naszdziennik.pl/swiat/186101 ... olske.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 11 wrz 2017, 06:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Rosja realizuje agresywny scenariusz

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Akademii Sztuki Wojennej Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dlaczego zaplanowane na połowę września rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe „Zapad 2017” na Białorusi budzą taki niepokój Polski i krajów nadbałtyckich?
– Historia działań rosyjskich jasno wskazuje na pewien powtarzający się scenariusz, mianowicie rozpoczyna się od ćwiczeń wojskowych, a kończy się inwazją, np. na Gruzję. Przypomnę, że ćwiczenia wojskowe Rosja organizowała również przed aneksją Krymu. Teraz mamy duże manewry „Zapad 2017” na Białorusi i pytanie, czy tylko na manewrach się skończy.

Jakie scenariusze wchodzą w grę?
– Przede wszystkim znamy kierunek polityki zagranicznej, którą realizuje Moskwa, a który od lat nie ulega zmianie. Obserwujemy konsekwentne działania Kremla zmierzające do odzyskania przez Rosję pozycji światowego supermocarstwa i ta koncepcja jest wdrażana krok po kroku przez prezydenta Putina. To jest sprawa oczywista. Rosja do osiągnięcia tych celów używa sił zbrojnych, a jedynym kierunkiem ekspansji, jaki może realizować, jest kierunek zachodni. Nic zatem dziwnego, że państwa zachodnie zastanawiają się, czy przyjazd wojsk rosyjskich na Białoruś nie zakończy się ich stałą obecnością w tym kraju, a prezydent Łukaszenka straci władzę bądź zostanie gubernatorem prowincji białoruskiej wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej. Nie jest też wykluczone, że wojska rosyjskie uczestniczące w tych ćwiczeniach zostaną wykorzystane przeciwko Ukrainie. Takie scenariusze są realne tym bardziej, że w żadnym z nich nie ma naruszenia granic NATO.

Na ile realne jest to, że Rosjanie nie wrócą po skończonych manewrach „Zapad 2017” do swojego kraju i utworzą na Białorusi stałe bazy wojskowe?
– To jest bardzo prawdopodobny scenariusz, którego nie należy odrzucać. Za takim rozstrzygnięciem przemawiają następujące fakty. Zarówno Moskwa, jak i Mińsk twierdzą, że w manewrach uczestniczyć będzie ok. 13 tysięcy żołnierzy, w tym ok. trzech tysięcy Rosjan, tymczasem wojska może być nawet 100 tysięcy. Skąd to wiadomo? Rosja zamówiła ponad cztery tysiące wagonów do transportu sprzętu i wojska, a więc wielokroć więcej, niż to bywało podczas poprzednich edycji manewrów, np. w 2013 r. Szykuje się bardzo duży przerzut wojsk rosyjskich i trudno założyć, że jedynym ich zadaniem jest tylko udział w manewrach.

Wspomniał Pan wcześniej, że po tych manewrach Rosjanie mogą pozostać na stałe na Białorusi. Co na to Łukaszenka?
– Pytanie brzmi: jakie pole manewru ma Łukaszenka i co może zrobić w tej sytuacji. Można domniemywać, że próbował się jakoś opierać, ale został chyba skutecznie spacyfikowany przez Putina.

Ukraina wzmacnia ochronę swych granic przed manewrami „Zapad 2017”. Prowokacyjne działania i inwazja militarna ze strony Moskwy są tu realne?
– Aleksander Sołżenicyn powiedział, że Rosja bez Ukrainy nie jest w stanie odgrywać mocarstwowej roli jako potęga eurazjatycka. Stąd należy się spodziewać działań prowadzących do podporządkowania Ukrainy władzom na Kremlu. W tych uwarunkowaniach niepodległość Ukrainy – z punktu widzenia interesów i oczekiwań Rosji – jest niedopuszczalna.

Specjalny raport 173. Brygady Powietrzno-Desantowej Stanów Zjednoczonych, do którego dotarł portal Politico, wskazuje, że oddział amerykańskich sił szybkiego reagowania w Europie nie dysponuje odpowiednimi środkami i wyposażeniem, żeby w razie agresji stawić czoła Rosji. Nie brzmi to zbyt optymistycznie…
- Co więcej, Rosjanie zapewne o tym doskonale wiedzą. Żeby dysponować siłami militarnymi, które są w stanie wykonać zaawansowaną operację zbrojną, musi być spełniony cały szereg wymogów. Obserwując obecność wojsk NATO na wschodniej flance, trzeba stwierdzić, że bardziej pełnią one rolę PR-owską, niż są realną siłą, która byłaby w stanie skutecznie odeprzeć atak wroga. Oczywiście ta obecność wojsk sojuszniczych jest potrzebna jako strategiczny element odstraszania Rosjan i dla poprawy naszego samopoczucia, bo kiedy widzimy amerykańskich żołnierzy na polskiej ziemi, to serce się raduje, bo sojusznicy są z nami. Ale jeśli chodzi o militarną zdolność odparcia agresji, to dziś chyba mógłby z tym być problem.

Co decyduje o tym, że dany komponent ma siłę bojową bądź jej nie ma?
– Wiele czynników. Przykładem mogą być zakontraktowane w 2014 r., a dostarczone do Polski na początku tego roku rakiety AGM-158A JASSM oraz ich najnowsze wersje JASSM-ER do samolotów F-16 przeznaczone do rażenia celów naziemnych. Broń jest świetna, ma wysokie parametry, ale żeby taki pocisk mógł trafić w cel, to muszą być jeszcze środki naprowadzania. Pytanie zatem brzmi: czy tego typu pociski kierowane mogą być przez nas użyte bojowo, czy też nie? Zwykły obserwator tego nie dostrzega, ale eksperci wiedzą, jakie warunki muszą być spełnione, aby broń można było użyć w walce, decydenci powinni na to tym bardziej zwracać uwagę.

Wracając do zasadniczego tematu naszej rozmowy, czy Amerykanie i NATO są w stanie skutecznie stawić czoła zagrożeniu ze strony Rosji?
– Stany Zjednoczone mają świadomość swojej rzeczywistej potęgi. I to jest wystarczający argument, który powinien powstrzymywać Rosję przed nieprzemyślanymi, a w konsekwencji szkodliwymi dla nas działaniami z jej strony. Sądzę, że Amerykanie liczą raczej na opinię, jaką ma na ich temat strona przeciwna, a mianowicie, że Stany Zjednoczone to supermocarstwo, największa potęga militarna świata. W takim sensie zdolności operacyjne czy taktyczne kilku amerykańskich batalionów znajdujących się na flance wschodniej NATO to kwestia drugorzędna.

Do czego przygotowują się Rosjanie, podejmując manewry na taką skalę? Możemy spać spokojnie?
– Tego typu ćwiczenia wojskowe mają jeden podstawowy cel – mianowicie przygotowanie wojska do prowadzenia działań wojennych. Nie chodzi tu zatem o dobre samopoczucie Putina, który będzie radował wzrok, obserwując przez lornetkę ćwiczenia swoich sołdatów, ale o to, jakie scenariusze działań wojennych są ćwiczone. Warto przypomnieć, że w manewrach wojsk rosyjsko-białoruskich Polska nieraz występowała jako wróg i cel ataku. Podczas manewrów „Zapad 2013” ćwiczono głównie uderzenie na państwa nadbałtyckie, ale też na Polskę i Szwecję. W tym roku oficjalnie mówi się, że będzie ćwiczona operacja obronna, ale nieoficjalnie słyszymy, że to będzie „kontratak” wymierzony m.in. w Polskę. To agresywny scenariusz, dlatego tym manewrom bacznie będzie się przyglądać NATO. Nic też dziwnego, że równolegle z manewrami „Zapad 2017” w regionie Bałtyku, m.in. w okolicach Sztokholmu, Göteborga oraz wyspy Gotlandia, Szwecja organizuje ćwiczenia „Aurora”. W manewrach lądowych, morskich i powietrznych weźmie udział ok. 19 tysięcy szwedzkich żołnierzy, a obok nich jednostki z wielu innych państw, m.in. z Finlandii i Stanów Zjednoczonych. Tak czy inaczej Rosja jest państwem, które najczęściej przeprowadza różnego rodzaju ćwiczenia wojskowe, organizuje przerzuty wojsk na duże odległości, np. przerzucanie wyrzutni rakiet balistycznych Iskander spod Moskwy na Syberię itd.

Pytanie, jakie się narzuca, brzmi: skoro takie działania są prowadzone, to w jakim celu, po co?
– Podejrzewam, że Rosja dzięki tym ćwiczeniom utrzymuje swoje siły militarne w gotowości bojowej, czekając na dogodny moment, żeby ich użyć.

Co może być takim pretekstem?
– Impulsem może być jakieś zdarzenie w zmieniającej się sytuacji międzynarodowej. Jeśli, dajmy na to, Stany Zjednoczone uwikłałyby się w wojnę z dala od Europy, na Dalekim Wschodzie, to dla Rosji otworzyłaby się możliwość do przeprowadzenia jakichś działań w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Mamy zatem oczekiwanie na dogodny moment do ataku?
– Tak się ustala strategie działania, jeśli się chce osiągnąć jakiś cel. Wykorzystuje się dogodny moment, dajmy na to zaangażowanie przeciwnika w innym obszarze. Hitler, kiedy budował potęgę niemiecką, powiedział do generałów, bodajże w 1933 r., że jeżeli przeciwnicy Niemiec mają za przywódców mężów stanu, to nie pozwolą mu na rozbudowanie siły militarnej i uderzą wcześniej. Jak się okazało, nie było takich polityków na czele państw zachodnich – przynajmniej we Francji. Polska proponowała różnego rodzaju kontrdziałania, m.in. Józef Piłsudski chciał za pomocą wojny prewencyjnej odsunąć Hitlera od władzy, ale nie spotkało się to z aprobatą w Paryżu, choć zapobiegłoby wybuchowi II wojny światowej.

Czy z tej lekcji zostały wyciągnięte wnioski i czy dzisiaj po stronie państw zachodnich mamy mężów stanu, którzy będą w stanie przeciwstawić się Putinowi?
- Patrząc na obecnych przywódców Europy Zachodniej, trudno tam dostrzec mężów stanu z prawdziwego zdarzenia. Jeśli już, to stanowczej polityki oraz działań należałoby się spodziewać po obecnym prezydencie Stanów Zjednoczonych Donaldzie Trumpie. Nic zatem dziwnego, że Polska wiąże z jego osobą duże nadzieje. Obawiam się, że to jednak za mało, gdy myślimy, jak zapewnić bezpieczny byt naszemu krajowi.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... riusz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 06 wrz 2018, 10:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Wieki sąsiedztwa nauczyły nas nieufności do Rosjan i tak już pewnie pozostanie.
A szkoda...


Z ograniczonym zaufaniem

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Polscy prokuratorzy i technicy kryminalistyczni rozpoczynają w Smoleńsku oględziny wraku tupolewa. Czego się Pan spodziewa po tych działaniach?
– Dobrze, że nasi przedstawiciele pojechali do Smoleńska. Oględziny wraku Tu-154M konieczne były bezpośrednio po katastrofie i powinny być wykonane niezwłocznie. Nie chciałbym jednak wracać do tamtych chwil, ale trzeba jasno stwierdzić, że zostały popełnione kardynalne błędy, a być może mieliśmy do czynienia z zamierzonymi działaniami. Trudno na to jednoznacznie odpowiedzieć.

Tak czy inaczej ciągnie się za nami decyzja Donalda Tuska o oddaniu śledztwa w ręce Rosjan…
– Oczywiście, że tak. Skoro Rosjanie teraz zgodzili się na coś, na co wcześniej nie wyrażali zgody, to trzeba też ostrożnie do tego podchodzić i dokonywać oceny. Niemniej jednak zobaczymy, co będą mogli, jakie czynności będą mogli przeprowadzić polscy specjaliści, a na jakie nie otrzymają przyzwolenia strony rosyjskiej. Ważne jest też, jak będzie wyglądała droga przekazywania pozyskanych materiałów. Wcześniej – jak pamiętamy – próbki pobrane przez polskich ekspertów musiały pozostać w Moskwie. Dopiero potem Rosjanie decydowali o przekazaniu ich do Polski i to opóźnienie było dość znaczne. Co się w tym czasie działo z próbkami, też do końca nie wiemy. A zatem dobrze, że teraz są wykonywane czynności, ale dość ostrożnie podchodzę do efektów tych prac.

Jakie – Pana zdaniem – intencje mogły towarzyszyć rosyjskiej zgodzie, skąd ta nagła zmiana decyzji?
– Przede wszystkim być może liczą, że jeśli chodzi o możliwości zabezpieczania śladów, upływ czasu spowodował swoje. Po drugie być może, że dokonano ingerencji w dowody rzeczowe, czego też przecież nie można wykluczyć. Osobiście nie mam zaufania ani do tego, co robią, ani do tego, co mówią Rosjanie. Zresztą stanowisko Rosjan, chyba w nikim – nawet wśród państw europejskich – zaufania nie wzbudza.

Mimo ewentualnych prób ingerencji w dowody rzeczowe technika cały czas idzie do przodu, czy jest zatem szansa, żeby po ośmiu latach zbadać wrak i dojść do prawdy?
– Zawsze jest jakaś szansa. Na przykład jeśli chodzi o ślady mechanoskopijne, to upływ czasu w mniejszym stopniu im szkodzi. Są jednak ślady, które tracą na wartości wraz z biegiem czasu. A zatem zawsze jest możliwość, że znajdzie się materiały, które w mniejszym lub większym stopniu przyczynią się do wyjaśnienia sprawy. Ale tak jak powiedziałem, skoro Rosjanie zgodzili się teraz na zbadanie wraku tupolewa, to rodzi się pytanie, co spowodowało taką zmianę stanowiska. Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że wrak samolotu jest cały czas pod kontrolą i w dyspozycji Rosjan, i co się z tym dowodem rzeczowym działo na przestrzeni ośmiu lat od katastrofy, trudno dzisiaj powiedzieć. Przecież wiemy, że już wcześniej podejmowano próby mycia szczątków Tu-154M, ale możliwa była też dalsza ingerencja, a zatem trzeba się do tego odnosić bardzo ostrożnie. Można przypuszczać, że skoro Rosjanie zgodzili się na oględziny wraku tupolewa, to zadbali o to, żeby tam niczego nie znaleziono, co wskazywałoby na ich ingerencję w to, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Patrząc na to, jak na przestrzeni lat zachowywali się Rosjanie, można się spodziewać wszystkiego. Są podstawy, żeby wątpić w uczciwość strony rosyjskiej. Nie oznacza to jednak, że nie mamy skorzystać z okazji i każdej możliwości, jaka się nadarza. Być może, że na skutek niedopatrzenia ze strony służb rosyjskich uda się zobaczyć coś, co im umknęło i pozyskać istotne w śledztwie ślady.

Tyle że jak słyszymy, cała procedura i wszystkie czynności pobierania próbek będą wykonywane nie bezpośrednio przez polskich ekspertów, ale przez rosyjskich i to pod nadzorem rosyjskiego Komitetu Śledczego…
– Tym bardziej należy się sceptycznie odnosić do wartości dowodowej. Z tego oto względu, że Rosjanie przekazywali nam już np. kopie nagrań zapisów czarnych skrzynek, z których każda była inna. Mieliśmy zatem do czynienia z wielką nierzetelnością lub zamierzoną manipulacją.

Czy liczy Pan na to, że kiedyś główne dowody w śledztwie, a więc wrak tupolewa i czarne skrzynki, wrócą do Polski?
– Zarówno wrak tupolewa, jak i czarne skrzynki są polską własnością. Natomiast patrząc realnie na to, do czego zdolni są Rosjanie, nie jestem w tym względzie huraoptymistą. Rosjanie mają w tym interes, żebyśmy nie poznali prawdy o tym, co się wydarzyło w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. I co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Gdyby bowiem mieli czyste ręce, to sami zabiegaliby o to, żeby w badaniach od samego początku, od chwili katastrofy uczestniczyli eksperci międzynarodowi, po to żeby odsunąć od siebie jakiekolwiek podejrzenia. Tego nie zrobili, a wręcz przeciwnie, dzięki uległości ze strony polskiej mogli nad wszystkim zapanować i korzystając z okazji, takie też zabiegi podjęli w sposób skuteczny. Wszystko w jednym celu, aby to nie strona polska czy strona międzynarodowa, ale żeby to strona rosyjska o wszystkim decydowała. W efekcie ograniczono stronę polską, a jednocześnie nie zadbano o to, ażeby eksperci międzynarodowi mogli wziąć udział w badaniach katastrofy, w tym również dowodów rzeczowych. Myślę, że tak zachowuje się tylko ktoś, kto się boi prawdy.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/200 ... aniem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /