Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 20 sie 2012, 17:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Jak "pojednanie" z Cyrylem na wojnę chcą przekuć

Siły, które niszczą nasz kraj, doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że jedynym zagrożeniem na scenie politycznej dla nich jest Prawo i Sprawiedliwość, które nawet w tych “medialnych” sondażach jest już procentowo przy PO, jeśli jej nie wyprzedziło, a do wyborów choć coraz bliżej, to jednak trzy lata z hakiem, to dość długi okres czasu, a gadżety medialne typu autostrady, EURO 2012, siatkarze na olimpiadzie, mała Madzia i jej wynaturzona mamusia, czy sercowe podboje pana Rutkowskiego powoli się wypalają, a niektóre z nich już zupełnie na nikogo nie działają.


Prób rozbicia PiS po wyborach w 2007 roku było wiele i niewidoczni animatorzy polskiej rzeczywistości posuwali się do różnych przedsięwzięć, poczynając od kreowania w mediach PiS jako partii moherowych przygłupów, co trwa zresztą nieprzerwanie po dziś dzień, do ujawnianie w niej zainstalowanych wcześniej “kretów” w postaciach Kluzikowych, Migalskich, Kowalów i jak sie ostatnio też okazuje, to Ziobrów i Kurskich.
Było też bardziej radykalne cięcie, które wyliczono na rozpad PiS przez eliminację obu braci Kaczyńskich na Siewiernym, ale i to jak wiemy skończyło się nie tak, jak przewidywali reżyserzy wydarzeń pod Smoleńskiem.
PiS trwa dalej, umacnia się i już wyprzedza PO w sondażach, podczas gdy ta druga już na stałe zyskała metkę organizacji kryminogennej, której oprócz rozbioru naszego kraju pezez dwa sąsiednie mocarstwa, nie przyświeca żadna idea. Żadna!
Czas więc zastosować kolejne środki, które pomogą zdyskredytować PiS w opinii niezbyt rozgarniętego Kowalskiego, ale w opinii PO.
I tutaj mimo woli powrócę do wizyty Cyryla I-go w Polsce, bowiem to ta wizyta właśnie wskazuje na to, w jaki sposób postanowiono oczernić partię Prawo i Sprawiedliwość.
Oprócz siły jaką stanowi PiS na płaszczyźnie polskiej polityki, istnieje w Polakach jeszcze inna siła i powstała ona dużo wcześniej niż samo PiS, a nawet PO, która powstała 22 lipca 1944 roku.
Siła o której mówię urodziła się w Polsce w 966 roku i trwa w Polakach do dzisiaj.
To Kościół stanowi największe zagrożenie dla postpezetpeerowskiej swołoczy i to Kościoła ta swołocz boi się najbardziej, przy czym tu należy nadmienić, że nie tego Kościoła instytucjonalnego, który został już w latach powojennych zinwigilowany przez pachołków Stalina, ale tego, który żyje w każdym Polaku, mieniącym się wyznawcą Chrystusa i Najświętszej Maryi Panny, a nie wyznawcą np. panów Dziwisza, Pieronka, czy Michalika.
Co należy więc zrobić, ażeby wśród Polaków wzbudzić opinię, że PiS wybrało się na wojnę z polskim Kościołem, jak to już sugerują zawodowi manipulatorzy nie tylo w mainstreamie, ale i w blogosferze?
Należy użyć do walki kościelnych autorytetów w postaciach mienionych purpuratów.
Abp Michalik w swoich słowach: “Nie znamy prawdy o katastrofie smoleńskiej. Ale to jest nowy egzamin, byśmy nie wykopywali nowej przepaści.” zwraca się do kogoś, ale do kogo?
Do środowiska GW, PO, czy może do dziennikarzy TVP, bo to właśnie na antenie TVP krzewił Michalik swoje orędzia?
Ja jednak myślę, że kierował on te słowa do szerokopojętego środowiska PiS, do którego zaliczam też swoją skromną postać.
Zapytam tylko, na jakiej podstawie wysuwał abp Michalik swoje obawy?
Co było przesłanką do krzewienia teorii, że ludzie wyjdą na ulice, domagając się od Cyryla prawdy?
Czy doszło do jakichś ekscesów na tym podłożu?
Oczywiście, że nie, ale nie to jest ważne, gdyż ważne jest to, ażeby odbiorca telewizyjnego przekazu zapamiętał, że to “niedobre” PiS chce wzniecić jakąś bliżej nieokreśloną wojnę, z bliżej nieokreślonym przeciwnikiem, co zostanie przekute na wojnę PiSu z Kościołem i to już nie tylko polskim, ale i z tym importowanym do nas z Rosji.
Prowokacja zaiste marna i widać gołym okiem, że dzisiejsi specjaliści od socjotechniki tym z czasów PRL1, to mogą tylko buty czyścić.
Troszkę dalej w swoich prowokacjach poszedł bp Pieronek, który oświadczył publicznie, że “dobrze się stało, iż to nie PiS jest inicjatorem wizyty Cyryla w Polsce”.
Kiedy to pierwszy raz przeczytałem, to nawet się ucieszyłem, gdyż świadczy to, że bpa Pieronka mało już kto będzie kiedykolwiek słuchać, uznając go za demencjusza, bowiem nawet zwolennik PO przyzna, że za zdrowego na umyśle po takich rewelacjach, ich autorów uznać nie można.

Z powyższego w ewidentny sposób wynika, że to nie PiS szuka zwady z Kościołem, ale że to właśnie Kościół postanowił wypowiedzieć wojnę Prawu i Sprawiedliwości, ale w imię czego? - zapytam.

Kiedy Cyryl oświadczył w jednym ze swoich przemówień do wiernych, że wierzy on w Putina, to spotkało sie to z ripostą autorstwa słynnych bardzo ostatnimi czasy dziewcząt z zespołu Pussy Riot, które odpowiedziały mu: “Ty k*wa lepiej w Boga uwierz”, co niebawem miało skutkować teleportacją wspomnianych dziewcząt na dwa lata do rosyjskiego łagru - jak to znajomo brzmi, prawda?
Wskażę tu na pewną analogię i powiem, że takie postacie Kościoła jak abp Michalik, czy bp Pieronek, niech lepiej się skupią na pojednaniu Polaków z Bogiem, a nie z Rosjanami, Cyrylem, czy samym Putinem.
Myślę, że w kręgach GW, PO i palikotczyzny obaj pasterze znajdą wiele owieczek potrzebujących pojednania z Chrystusem.
Zastanawiam się jednak, czy nie powinni oni zacząć od siebie, gdyż wydaje się, że zbłądzili.

Polska od zawsze należy do cywilizacji zachodniej, a nie wschodniej - bizantyjskiej.
Katolicyzm i prawosławie, to są zupełnie dwie różne religie, to są zupełnie dwa różne światy duchowe i raz jeszcze przytoczę tu słowa rosyjskiego religioznawcy, który uchodzi za mentora samego Putina, a będącego w ścisłej komitywie z Cyrylem - Aleksandra Dugina, mówiącego, że:

“Wszystko zależy od tego, co nazwiemy chrześcijaństwem. Prawosławie i chrześcijaństwo to dwie różne rzeczy. Kiedy mówi Pan: "chrześcijaństwo", ma Pan na myśli katolicyzm albo coś analogicznego do katolicyzmu. Tymczasem prawosławie definiuje się jako niekatolicyzm. Jeśli więc katolicyzm to chrześcijaństwo, wówczas prawosławie to niechrześcijaństwo. I na odwrót: jeśli my jesteśmy chrześcijanami, to wy nie jesteście. Opieram się tu nie tylko na twierdzeniach naszych ojców po wielkiej schizmie, ale także na autorytetach z VIII czy IX w. takich jak Focjusz. Prawosławie, które nie jest religią, lecz tradycją, jest o wiele bliższe temu, co nazywamy pogaństwem. Ono obejmuje i włącza w siebie pogaństwo. Nauka ojców kapadockich czy palamitów nie wchodzi w totalny konflikt z normami pogańskimi, a jedynie transformuje przedchrześcijańskie archetypy w prawosławnych kontekstach. Prawosławie to coś więcej niż religia, zarówno wertykalnie, gdyż włącza w siebie pogaństwo, jak i horyzontalnie, gdyż jest otwarte na metafizykę, która w postscholastycznym katolicyzmie zupełnie zanikła. Prawosławie i katolicyzm to dwa zupełnie odrębne zjawiska gatunkowe, tradycja i religia to jakby całość i część. Dlatego nie jest możliwe zjednoczenie prawosławia i katolicyzmu.”

To są bardzo ważne słowa, które doskonale obrazują stosunek rosyjskiego prawosławia do katolicyzmu, w tym przypadku polskiego.
Tak samo jak nie da się ani pojednać, ani zjednoczyć katolicyzmu i prawosławia, tak samo się nie da pojednać narodów Polski i Rosji.
Dla Rosjan Katyń jest niczym w porównaniu z krzywdami jakich doznał bolszewicki żołnierz w 1920 roku w Polsce i wg Rosjan, Katyń i inne miejsca kaźni są jedynie skromną rekompensatą za 1920 rok.
Z drugiej zaś strony, to ja nie czuję potrzeby pojednywania mnie z Rosjanami i to za sprawą takich postaci jak bp Pieronek, abp Michalik, czy Cyryl I.
Znam wielu Rosjan i jeżeli nawet mogę uznać, że z niektórzy z nich pozostają ze mną w przyjacielskich stosunkach, to wiem, że na jedno słowo pana Putina, przyjdą oni do Polski , a wówczas ja będę tylko wrogiem.
Tak już jest skonstruowany dzisiejszy świat i nawet pięciu Michalików i drugich pięciu Cyrylów nie zmieni tego faktu, a od abpa Michalika i od bpa Pieronka oczekuję pojednania Polaków z Bogiem, a nie z Antychrystem, bo jeżeli wg części rosyjskiego prawosławia katolicyzm to Antychryst, to jak ja mam postrzegać w takim przypadku rosyjską cerkiew?
Na jakiej płaszczyźnie mam szukać tego porozumienia?
Czy Cyryl przekona ortodoksyjnych nietowców, że katolicyzm to nie Antychryst?
Żeby tak się stało, to sam musiałby najpierw w to uwierzyć.

Reasumując stwierdzam, że PiS ma się dobrze, nie szuka wojen na płaszczyznach religijnych, zyskuje w sondażach i że w kolejnych wyborach dojdzie do władzy, niezależnie, czy owe będą terminowe, czy przyspieszone i rozpocznie odbudowę naszego państwa.
Śmiesznym okazuje się być oczekiwanie wiadomej grupy na opinię Jarosława Kaczyńskiego na temat wizyty Cryla w Polsce.
Z drugiej strony nie dziwię się temu oczekiwaniu, bowiem każda wypowiedź Kaczyńskiego jest inteligentną analizą i oceną danej sytuacji, a za niczym zwolennik PO tak nie tęskni, jak właśnie za inteligencją.

__________________________________________________________

Raz jeszcze pozwolę sobie polecić wywiad z Aleksandrem Duginem, który uświadamia nas o faktycznych relacjach rosyjskiego prawosławia i polskiego katolicyzmu.
Naprawdę warto zapoznać się z tym materiałem. http://niniwa2.cba.pl/rosja10.htm

http://moherowyparadygmat.salon24.pl/44 ... ca-przekuc


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 20 sie 2012, 17:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
"Polska" - ostatnie słowo w historii świata

Żeby zrozumieć sens i znaczenie wizyty Patriarchy Moskiewskiego i Wszech Rusi, Cyryla I-go w Polsce, należy zrozumieć działania na niwie geopolityki pana Putina, którego doskonale rozumiał ś.p. Lech Kaczyński, a wykładnikiem tego zrozumienia, była polityka zagraniczna uprawiana przez nieżyjącego już Prezydenta RP.
Lech Kaczyński posiadał kapitalne rozeznanie w ekspansywnej polityce Putina.
Zdawał on sobie sprawę, że Polska nie posiada żadnych instrumentów militarnych, które mogłyby być skutecznym środkiem w obreniepolskiej suwerenności przed wspomnianą ekspansją Rosji, ale nie tylko Rosji, bowiem również dzisiejsze Niemcy, to kraj dążący do uzyskania absolutnej hegemonii w Europie.
Lech Kaczyński wszelkimi dostępnymi sobie środkami starał się osłabić agresywną politykę Rosji i Niemiec wobec innych państw europejskich i stąd jego usilne zabiegi mające na celu konsolidację państw nadbałtyckich, Ukrainy, Gruzji, a także innych państw z Europy środkowej.
Wizja Lecha Kaczyńskiego relacjonowała z tradycjami II RP, a sama polityka zagraniczna za czasów jego prezydentury, była próbą reaktywacji projektu Międzymorza zainicjowanego przez Marszałka Piłsudskiego, niestety w tamtym czasie spalonej na panewce.
Nie udało się i tym razem, gdyż Prezydent Lech Kaczyński nie żyje, a wraz z nim upadła szlachetna idea utworzenia unii państw, mogącej przeciwstawić się hegemonii rosyjsko - niemieckiej w Europie.
W składzie federacji Międzymorza, Józef Piłsudski widział takie państwa jak: Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, Ukraina, Czechosłowacja, Węgry, Rumunia, Jugosławia i ewentualnie Finlandia.

Faktem, na który należy zwrócić szczególna uwagę jest to, że po dwóch dekadach od momentu upadku idei Miedzymorza, wszystkie z wymienionych państw trafiły pod okupację Niemiec Bądź Związku Radzieckiego.
Czynnikiem, który wówczas zadecydował o tragicznym losie mienionych krajów była oczywiście II Wojna Światowa, ale żeby historia zatoczyła swoje koło, to dzisiaj nikomu do spacyfikowania innych państw wojna potrzebna nie jest, gdyż tak Rosja jak i Niemcy posiadaja w swoich rękach instrumenty ekonomiczne o wielkiej sile rażenia, o czym mogła niedawno przekonać się Grecja.
Wspaniały rozwój gospodarczy Niemiec przy okazji poszerzenia UE o kraje byłego RWPG sprawił, że to własnie Niemcy są dzisiaj dominującą siłą w Europie i to nie dzięki koneksjom politycznym Niemiec ze światem Zachodu, ale dzięki wsparciu i popieraniu państwa Niemieckiego przez Rosję.

Dzisiaj nawet mało zorientowany w geopolitycznym galimatiasie mieszkaniec kraju nad Wisłą wie, że Polska znajduje się w ścisłej strefie wpływów Moskwy i Berlina, a fakt ten wynika z serwilistycznej postawy zarówno rządu, jak i kogoś, kto piastuje w Polsce urząd prezydenta.
Były prezydent swoją polityką zagraniczną chciał uchronić Polskę przed taką katastrofą, stąd też jego polityka charakteryzowała się proatlantyckim akcentem, a on sam szukał ścisłego sojuszu z USA na płaszczyźnie gospodarczej i militarnej,
Postrzegał on nadzieję dla Polski w jej zasobach naturalnych i był świadomy niesamowitych korzyści wypływających z ewentualnej eksploatacji pokładów gazu łupkowegow Polsce.
Widział także nadzieję na przyszłośc w instalacji na terenie Polski i Czech amerykańskiej tarczy antyrakietowej.Tarcza finalnie wylądowała w Izraelu, a my w zamian za to dostaliśmy w prezencie od Rosji Iskandery pod Kaliningradem, a także najdroższy gaz w Eurpie od Gazpromu.
Jak wspomniałem tarcza wylądowała u Żydów, a gaz łupkowy będzie eksploatowany i owszem, ale przez kogo?
Czy aby to nie Rosja będzie niebawem właścicielem większości koncesji zezwalających na pozyskiwanie tego surowca w Polsce?
Moim skromnym zdaniem wcale się nie zanosi na esploatację polskich pokładów gazu łupkowego, a jeżeli będzie on kiedykolwiek wydobywny, to tylko i wyłącznie wówczas, kiedy uzna to za stosowne Rosja, gdyż Polak już suwerenem w swoim kraju nie jest.

***

Analizując wspólczesną sytuację układu sił politycznych w Polsce, bez żadnego problemu można dostrzec, że jedyną płaszczyzną polityczną w naszym kraju na której można by zbudować siłę, która pozwoliłaby na odbudowanie państwa polskiego i jego regenerację, jest oczywiści partia Jarosława Kaczyńskiego - Prawo i Sprawiedliwość, której to eksterminacji podjęły się wiadome siły, dokonując zamachu na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku, bo zapewne takową by było zabójstwo obu braci Kaczyńskich, jednak jak wiemy z przyczyn nieprzewidywalnych dla reżyserów zamachu, jeden z nich w osobie Jarosława owego feralnego dla Polski dnia, nie wsiadł na pokład TU154M-101.
Powrócę jeszcze do tego wątku, ale najpierw wskażę na jeszcze jedną siłę istniejącą w Polsce od jej zarania, która jest realnym zagrożeniem dla kondominium rosyjsko - niemieckiego.
W tym miejscu powinienem użyć słowa “Kościół”, ale z uwagi na fakt, że niektórzy przedstawiciele Kościoła hierarchicznego w Polsce sami i zwielką determinacją przyczyniają się do jego destrukcji, to siłę tą określę mianem “Katolickiej Polski”, co oznacza ni mniej ni wiecej jak polskie społeczeczeństwo, z którego na przestrzeni ostatnich kilku dekad próbowano wyrwać korzenie katolicyzmu, a proces ten po 1989 roku zamiast osłabnąć, to przybrał on na sile, gdyż sukcesorka PZPR w postaci PO wraz ze swoimi satelitami, doskonale zdaje sobie sprawę z potęgi kryjącej się w duszy Polaka chrześcijanina i katolika.
O tej sile wiedział już Stalin i rozpoczęta bezpardonowa wojna z Kościołem w Polsce w latach powojennych, doprowadziła do śmierci i tragedii wielu przedstawicieli polskiego duchowieństwa.
Wiedzieli też o tej sile ojcowie chrzestni Platformy Obywatelskiej, którzy wpieli wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej w klapę marynarki pewnego elektryka, który potrafił oszukać wielu z nas, a także wiele naiwnych osób na całym świecie.
Wizja wolności nas wtedy oszołomiła i dopuściliśmy do tego, ażeby w Magdalence doszło do jednego z największych przekrętów w dziejach naszego państwa.

To tam narodziła się III RP, a uściślając, Platforma Obywatelska w swojej dzisiejszej postaci.
Więc nie ma podstaw ku temu, ażeby uznać, żeby mienieni wcześniej ojcowie chrzestni nie dostrzegali zagrożenia dla III RP jakie niesie ze sobą wiara katolicka, tkwiąca w Polakach.
Swoisty konglomerat w skład którego wchodzą takie czynniki jak polscy katolicy i PiS, w każdej chwili może się okazać dla ekip premiera i prezydenta solidną wiązką dynamitu pod ich tronem, stąd też jesteśmy świadkami próby rozkładu polskiego Kościoła od jego środka.
Pan Michalik ma głęboko owieczkę w mojej postaci, którą stracił ze swojej trzódki, szukając owieczek w trzódce pana Putina, czy jak kto woli Cyryla I-go.
No ale pan Michalik Chrystusem nie jest i dla niego jedna owieczka nic nie znaczy, gdyż upatruje on korzyści w hodowli owiec czarnych, bądź czerwonych importowanych zza Buga, uznając, że krwiożercze stado pożerające Polskę, jest jeszcze zbyt mało liczne.
Oczywiście wszyscy wiemy, że ja nie jestem jedyna owieczką, która od czarno - czerwonego stada odejdzie i nie jestem pewny, czy można tu mówić o zbłądzeniu, czy może raczej mądrości nieznanej w pasterskim fachu pana Michalika, który jak wiemy także nie działa sam w sferze destrukcji Kościoła.

***

Teraz przejdę do najważniejszej części swojego wpisu, bowiem to w niej udowodnię, że działania takich postaci jak Michalik mają na celu rozkład polskości, a co za tym idzie - samego Kościoła w Polsce.

Wielu zapewne słyszało o ścieraniu się światowych układów geopolitycznych, ale nie do końca wszyscy wiedzą o co w tej dla niezorientowanych, niewidzialnej wojnie chodzi.
Atlantyzm, czyli USA i ich sojusznicy, dążą do przejecia kontroli nad całym światem, a kontrapunktem w naszej części globu, czyli w Europie dla ekspansywnego wektora cywilizacji atlantyckiej jest w dniu dzisiejszym Rosja, której udało sie stworzyć w Europie oś Moskwa-Paryż-Berlin, gdzie ostatni Paryż stanowi jedynie dostawkę do sojuszu pomiędzy Rosją i Niemcami, choć odgrywa dość znaczącą rolę, bowiem wysprzedaje Rosjanom swoje technologiczne osiągnięcia i wspomnę tu o Mistralach, ale nie o uzbrojeniu traktuje treść tego wpisu.
Dzisiejsza Rosja jest bardzo groźna formą państwową, której doskonałym konstruktorem jest Władimir Putin, gdyż to jemu właśnie udało się po rządach Borysa Jelcyna odbudować Rosję na bazie tradycji Rosji carskiej i Rosji bolszewickiej.
Tak jak w Europie Putin stworzył wspomnianą oś Moskwa-Paryż-Berlin, tak w samej Rosji idea odbudowy potęgi Rosji imperialnej i bolszewickiej opiera się na osi Putin - Cyryl I - Dugin.
Z racji tego, że Cyryl I gości z wizytą w naszym kraju, to jego sylwetki przedstawiać nikomu nie trzeba, tak samo jak nie trzeba nikomu kreślic sylwetki pana Putina.
Bardziej tajemniczą postacią dla jakiejś części potencjalnych czytelników tej notki będzie zapewne postać Aleksandra Dugina.
Jego biografii także tu prezentować nie bedę, a napiszę jedynie, że jest on głównym ideologiem utworzenia imperium potocznie zwanym Eurazją, opartego na tradycji Rosji carów z wykorzystaniem “najlepszych” elementów z rosji bolszewickiej i komunistycznej.
W tej części swojej wypowiedzi przytoczę kilka cytatów z wypowiedzi pana Dugina, które w dobitny sposób wskażą na to, że gra prowadzona przez Michalika i jego grono, jest grą wymierzona przeciwko Kościołowi w Polsce jak również przeciwko samej Polsce, grą pt. “Pojednanie”.
Dugin w jednym z wywiadów twierdzi, że:

“Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie... Polska musi wybrać: albo tożsamość słowiańska, albo katolicka...”

Czy ktoś stwierdzi, że Michalik nie zna koncepcji utworzenia Eurazji, tworu opartego na rosyjskim prawosławiu?
Władimir Putin zaczął nosić krzyżyk na szyi nie za namową Cyryla, ale właśnie dlatego, że uległ on ideologii Aleksandra Dugina.
Dugin we wspomnianym wywiadzie nadmienia, że zadaniem dzisiejszej Rosji jest utworzenie z Niemcami potężnego bloku kontynentalnego z Niemcami, a zapytany - co wówczas z Polską, odpowiada:

“My Rosjanie i Niemcy rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem, przy pomocy wywieranego przez nas nacisku, maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii. Nie jesteśmy zainteresowani kolonizowaniem tak jak Anglicy, lecz wytyczaniem swoich strategicznych granic geopolitycznych bez specjalnej nawet rusyfikacji, chociaż jakaś tam rusyfikacja powinna być. Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki.
“Polska musi wybrać: albo tożsamość słowiańska, albo katolicka. Rozumiem, że ciężko jest oderwać jedno od drugiego, ale to nieuniknione. Hitler też nie mógł walczyć na dwa fronty, musiał wybierać: albo z Anglią przeciwko Rosji, albo z Rosją przeciwko Anglii, tak jak mu radził Haushofer. Ale Hitler nie chciał wybierać. "Nie chcę się rozerwać, chcę pozostać samym sobą" - powiedział i rozpoczął wojnę na dwa fronty. Pogrążył przez to Niemcy, 20 milionów Rosjan i ładny kawał świata. I po co? Żeby McDonald otwierał teraz swoje bary w Berlinie, żeby upadł Związek Radziecki i żeby wszędzie stacjonowali żołnierze NATO. Tożsamość Niemiec była wtedy dla Hitlera tak ważna, że nie chciał wybierać. Tak samo Polska musi wybierać, tożsamość nie jest ważna. Jeśli Polska będzie się upierać przy zachowaniu swojej tożsamości, to nastawi wszystkich wobec siebie wrogo i po raz kolejny stanie się strefą konfliktu.
Są narody, które umieją rozszerzyć się do rozmiarów cywilizacji. Tracą wówczas swoją tożsamość, rasę, czasami nawet język, ale to jest ryzyko, jakie trzeba podjąć, jeżeli chce się być imperium. Takie są Stany Zjednoczone, taka jest Rosja. Polska nie umiała stworzyć własnej cywilizacji i musi dokonać wyboru. Myślę, że istnieje jeszcze możliwość, byście dokonali normalnego wyboru, tzn. bizantyjskiego. Wymaga to wiele odwagi, nonkonformizmu, nietypowych form działania, jakichś skinheadów, anarchistów, mistyków. Polski chaos przeciw polskiemu porządkowi.”

W ostatnim już cytacie Dugin przedstawia wzajemny stosunek rosyjskiego prawosławia do katolicyzmu:

“ Wszystko zależy od tego, co nazwiemy chrześcijaństwem. Prawosławie i chrześcijaństwo to dwie różne rzeczy. Kiedy mówi Pan: "chrześcijaństwo", ma Pan na myśli katolicyzm albo coś analogicznego do katolicyzmu. Tymczasem prawosławie definiuje się jako niekatolicyzm. Jeśli więc katolicyzm to chrześcijaństwo, wówczas prawosławie to niechrześcijaństwo. I na odwrót: jeśli my jesteśmy chrześcijanami, to wy nie jesteście. Opieram się tu nie tylko na twierdzeniach naszych ojców po wielkiej schizmie, ale także na autorytetach z VIII czy IX w. takich jak Focjusz. Prawosławie, które nie jest religią, lecz tradycją, jest o wiele bliższe temu, co nazywamy pogaństwem. Ono obejmuje i włącza w siebie pogaństwo. Nauka ojców kapadockich czy palamitów nie wchodzi w totalny konflikt z normami pogańskimi, a jedynie transformuje przedchrześcijańskie archetypy w prawosławnych kontekstach. Prawosławie to coś więcej niż religia, zarówno wertykalnie, gdyż włącza w siebie pogaństwo, jak i horyzontalnie, gdyż jest otwarte na metafizykę, która w postscholastycznym katolicyzmie zupełnie zanikła. Prawosławie i katolicyzm to dwa zupełnie odrębne zjawiska gatunkowe, tradycja i religia to jakby całość i część. Dlatego nie jest możliwe zjednoczenie prawosławia i katolicyzmu.”

Jakich wrażeń mozna doznać po takich wypowiedziach głównego stratego rosyjskiej geopolityki, którego książka “Podstawy geopolityki” wydana w 1997 roku, służy za podręcznik w rosyjskich akademiach wojskowych i politycznych.
Kogo dziwi więc fakt, że środowisko GW szczytuje podczas kiedy to Cyryl I wraz z naszymi purpuratami, będą kreślić wizje Rosji i Polski w braterskim pojednaniu.
O ile nie dziwi mnie euforia czytelników GW i wyznawców PO, to jednak zadziwia mnie stosunek do całej tej hucpy, niedawno powstałej partii - Solidarna Polska.
Od razu nasuwa się pytanie - z kim solidaryzuje się twór panów Ziobro i Kurskiego?
Swoje obawy wytłumaczę w ten sposób, że jak już wspominałem, to plan zamachu na Siewiernym zakładał anihilację obu braci Kaczyńskich.
Jako że sam zamach był majstersztykiem pod względem wykonania, to należy przypuszczać, że fizyczna eliminacja Jarosława i Lecha Kaczyńskich miała na celu likwidację PiS, ale przecież śmierć PiS nie nastapiłaby nazajutrz po zamachu.
Proszę sobie teraz odpowiedzieć na pytanie - kto w przypadku śmierci obu Kaczyńskich, był naturalnym kandydatem na nowego szefa partii?
Posunę sie dalej i spytam - kim jest Zbyszko Spolegliwy?
Na jakim sojuszu i z kim mu zależy, kiedy wyraża swój wielki entuzjazm z wizyty Cyryla w Polsce?

Kończąc zacytuję pana Pieronka, który bije w PiS takimi oto słowy:

“Na szczęście, inicjatywa spotkania z patriarchą Cyrylem nie wyszła od PiS, tylko od Kościoła”.

Taka inicjatywa nie mogła wyjść od PiS, gdyż to doskonale wie, kim są panowie Putin, Cyryl i Dugin, a panowie Pieronek i Michalik nie wiedzą?
Może Zbyszka niech spytają?

http://moherowyparadygmat.salon24.pl/44 ... rii-swiata


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 21 sie 2012, 19:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Refleksje po podpisaniu Przesłania do Polaków i Rosjan

Nie mogę oprzeć się wrażeniu (może tylko wrażeniu), że cały pro-syjo-unijny i pro-moskiewski establishment PRL-bis został jednak przez polski Kościół Katolicki - delikatnie mówiąc - "sprowadzony na manowce" a jednoznaczna krytyka dokumentu "o dialogu i pojednaniu kościołów i narodów" dokonywana przez część środowisk prawicowych była chyba trochę przedwczesna.

Nikt nie znał wcześniej treści dokumentu i każda ze stron - rządowa i w części patriotyczna - odnosiła się li tylko do jego wyobrażenia.

Syjo-uniniści i sowieciarze oczekiwali politycznego, deklaratywnego pojednania niemal międzyrządowego i międzykościelnego wyrażającego aprobatę przez polskich duchownych dotychczasowej prosowieckiej i poddańczej wobec Moskwy polityki obecnego polskiego rządu, a szczególnie prezydenta. Ponadto liczyli na wewnętrzne rozbicie Kościoła Katolickiego i zmniejszenie jego znaczenia w Polsce, co pozwoliłoby na dalszą laicyzację oraz intensyfikację sekularyzacji państwa polskiego. Stąd chyba wynikała taka kilkudniowa przychylność wobec działań polskiego kościoła zawarta we wszystkich rządowych mediach, które - wznosząc się na szczyty hipokryzji - za słuszne i pożądane uznały jeszcze tak niedawno przez nich krytykowane "mieszanie się" kościoła do spraw społeczno-politycznych. Również chyba dlatego uroczystość podpisania dokumentu odbyła się na Zamku Królewskim, co uważam jednak za niepotrzebne jego upolitycznienie.

Część środowisk patriotycznych natomiast a'priori odrzuciła to pojednanie myśląc zapewne, że w jego treści zawarte zostanie być może jednostronne chrześcijańskie przepraszanie przez Polaków Rosjan bez takowego aktu skruchy, wyznania win i chęci zadośćuczynienia za krzywdy na Polsce i Polakach dokonanego z ich strony. Ponadto wyrażano - sprowokowane raczej niefortunnymi wypowiedziami arcybiskupa J. Michalika - obawy, iż to porozumienie de facto ma służyć oddzieleniu "grubą kreską" sprawy wyjaśnienia prawdy o historycznych krzywdach Polaków doznanych od Moskali, także komunistycznym ludobójstwie katyńskim i zamachu smoleńskim... Obawy te były i są zresztą w dalszym ciągu uzasadnione, ponieważ Cyryl I jest bardzo blisko związany z Moskwą Putina a jego KGB-owska oraz typowo materialistyczna etyczno-moralna postawa życiowa budziła i budzi wiele wątpliwości. Spodziewano się też - podobnie jak "rządowcy" - iż będzie to akt poddańczy wobec Rosji i w konsekwencji wpłynie na osłabienie Kościoła Katolickiego w Polsce. Przyznaję, że ja również należałem do tej grupy i dalej jestem pełny wątpliwości.

Treść dokumentu okazała się jednak zgoła inna od spodziewanej i chyba najbardziej rozczarowani oraz niemile zaskoczeni - pomimo jego dalszej pozytywnej, werbalnej ocenie - są nasi rządzący. Oprócz bowiem wezwania do chrześcijańskiego dialogu i jednania się narodów: polskiego i rosyjskiego, zawarto w nim gloryfikację wszystkiego z czym walczą oni usilnie od 23 lat. Apoteoza rodziny oraz małżeństwa jako naturalnego związku kobiety i mężczyzny, obrona krzyża, zaznaczenie ważności i niezmienności w czasie nowotestamentowych chrześcijańskich wartości etyczno-moralnych jako fundamentu rozwoju cywilizacji europejskiej, wyrażenie konieczności budowania przyszłości na pamięci i prawdzie o przeszłości, krytyka wszelkich anaturalnych dewiacji i konsumpcjonizmu, zdecydowany sprzeciw wobec mordowania nienarodzonych dzieci (aborcja) oraz chorych i starców (eutanazja)... to musiało wprawić nasze "elyty" w konsternację a nawet być może wywołać złość i wewnętrzne obrzydzenie. Jakoś tak ciszej się w mediach zrobiło po publikacji treści przesłania...

Nie wiem jakie geopolityczne przyszłościowo skutki dla Polski przyniesie podpisany dokument. Być może będą one negatywne lub też owo przesłanie stanie się jednorazowym "realnie martwym" aktem. Być może również (obym nie!) okaże się jednak realną zdradą narodu polskiego dokonaną przez hierarchów Kościoła Katolickiego w Polsce.

Pozostają dalej wszakże nie wyjaśnione wątpliwości, co do rzeczywistych intencji jego podpisania i ukrywania jego treści przed polskimi wiernymi. Niestety jednoznacznie nie wskazano też w dokumencie wspólnych przewinień, które wymagają poznania o nich prawdy stanowiącej fundament budowy przyszłego dialogu i pojednania pomiędzy narodami: polskim i rosyjskim. Nie padły też słowa przeprosin, wyznania win i skruchy za historyczne krzywdy. Niepotrzebnie też wpleciono w treść dokumentu zdanie: "Z uznaniem przyjmujemy działania kompetentnych komisji i zespołów w naszych krajach. Wyrażamy przekonanie, że ich wysiłki pozwolą poznać niezakłamaną prawdę historyczną", ale w dobrej wierze możemy przyjąć, że dotyczy ono również np. zespołu parlamentarnego A. Macierewicza. Być może też cały dokument jest zbyt ogólnikowy i miałki, co sprawi, że nie będzie stanowił żadnego przełomu we wzajemnych stosunkach pomiędzy naszymi narodami a ponadto uprawnia do wyrażania zdziwienia wobec aż tak "królewskiej" i nieadekwatnej do jego znaczenia oprawie towarzyszącej jego podpisaniu.

Niemniej jednak - poznawszy treść dokumentu - dziś uważam i bardzo chcę wierzyć, że to Kościół Katolicki okazał się w Polsce rozgrywającym a nie rozgrywanym oraz treść podpisanego przesłania ma bardziej wymiar duchowo-religijny niż polityczny i tak naprawdę piętnuje obecną, polska rzeczywistość społeczno-polityczną.

Obym się nie mylił. Chcę wierzyć i mam nadzieję, że się nie mylę choć wątpliwości pozostają...

-----------------

Treść przesłania:

WSPÓLNE PRZESŁANIE DO NARODÓW POLSKI I ROSJI

Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski Arcybiskupa Józefa Michalika, Metropolity Przemyskiego i Zwierzchnika Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchy Moskiewskiego i Całej Rusi Cyryla

W Chrystusie Bóg jednał ze sobą świat,

nie poczytując ludziom ich grzechów,

nam zaś przekazując słowo jednania

(2 Kor 5,19)

W poczuciu odpowiedzialności za teraźniejszość i przyszłość naszych Kościołów i narodów oraz kierując się pasterską troską, w imieniu Kościoła Katolickiego w Polsce i Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, zwracamy się ze słowem pojednania do wiernych naszych Kościołów, do naszych narodów i do wszystkich ludzi dobrej woli.

Wyznając prawdę, że Jezus Chrystus jest naszym pokojem i pojednaniem (por. Ef 2,14; Rz 5,11), i mając świadomość powołania powierzonego nam w duchu Chrystusowej Ewangelii, pragniemy wnieść swój wkład w dzieło zbliżenia naszych Kościołów i pojednania naszych narodów.

1. Dialog i pojednanie

Nasze bratnie narody łączy nie tylko wielowiekowe sąsiedztwo, ale także bogate chrześcijańskie dziedzictwo Wschodu i Zachodu. Świadomi tej długiej wspólnoty dziejów i tradycji wyrastającej z Ewangelii Chrystusa, która wywarła decydujący wpływ na tożsamość, duchowe oblicze i kulturę naszych narodów, a także całej Europy, wkraczamy na drogę szczerego dialogu w nadziei, że przyczyni się on do uleczenia ran przeszłości, pozwoli przezwyciężyć wzajemne uprzedzenia i nieporozumienia oraz umocni nas w dążeniu do pojednania.

Grzech, który jest głównym źródłem wszelkich podziałów, ludzka ułomność, indywidualny i zbiorowy egoizm, a także naciski polityczne, doprowadzały do wzajemnej obcości, jawnej wrogości, a nawet do walki między naszymi narodami. W następstwie podobnych okoliczności doszło wcześniej do rozpadu pierwotnej jedności chrześcijańskiej. Podziały i rozłam, sprzeczne z wolą Chrystusa, stały się wielkim zgorszeniem, dlatego też podejmujemy nowe wysiłki, które mają zbliżyć nasze Kościoły i narody oraz uczynić nas bardziej wiarygodnymi świadkami Ewangelii wobec współczesnego świata.

Po II wojnie światowej i bolesnych doświadczeniach ateizmu, który narzucono naszym narodom, wchodzimy dzisiaj na drogę duchowej i materialnej odnowy. Jeśli ma być ona trwała musi przede wszystkim dokonać się odnowa człowieka, a przez człowieka odnowa relacji między Kościołami i narodami.

Drogą ku takiej odnowie jest braterski dialog. Ma on dopomóc w lepszym poznaniu się, odbudowaniu wzajemnego zaufania i w taki sposób doprowadzić do pojednania. Pojednanie zaś zakłada również gotowość do przebaczenia doznanych krzywd i niesprawiedliwości. Zobowiązuje nas do tego modlitwa: Ojcze nasz (...) odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.

Apelujemy do naszych wiernych, aby prosili o wybaczenie krzywd, niesprawiedliwości i wszelkiego zła wyrządzonego sobie nawzajem. Jesteśmy przekonani, że jest to pierwszy i najważniejszy krok do odbudowania wzajemnego zaufania, bez którego nie ma trwałej ludzkiej wspólnoty ani pełnego pojednania.

Przebaczenie nie oznacza oczywiście zapomnienia. Pamięć stanowi bowiem istotną część naszej tożsamości. Jesteśmy ją także winni ofiarom przeszłości, które zostały zamęczone i oddały swoje życie za wierność Bogu i ziemskiej ojczyźnie. Przebaczyć oznacza jednak wyrzec się zemsty i nienawiści, uczestniczyć w budowaniu zgody i braterstwa pomiędzy ludźmi, naszymi narodami i krajami, co stanowi podstawę pokojowej przyszłości.

2. Przeszłość w perspektywie przyszłości

Tragiczne doświadczenia XX wieku dotknęły w większym lub mniejszym stopniu wszystkie kraje i narody Europy. Zostały nimi boleśnie doświadczone nasze kraje, narody i Kościoły. Naród polski i rosyjski łączy doświadczenie II wojny światowej i okres represji wywołanych przez reżimy totalitarne. Reżimy te, kierując się ideologią ateistyczną, walczyły z wszelkimi formami religijności i prowadziły szczególnie okrutną wojnę z chrześcijaństwem i naszymi Kościołami. Ofiarę poniosły miliony niewinnych ludzi, o czym przypominają niezliczone miejsca kaźni i mogiły znajdujące się na polskiej i rosyjskiej ziemi.

Wydarzenia naszej wspólnej, często trudnej i tragicznej historii, rodzą niekiedy wzajemne pretensje i oskarżenia, które nie pozwalają zagoić się dawnym ranom.

Obiektywne poznanie faktów oraz ukazanie rozmiarów tragedii i dramatów przeszłości staje się dzisiaj pilną sprawą historyków i specjalistów. Z uznaniem przyjmujemy działania kompetentnych komisji i zespołów w naszych krajach. Wyrażamy przekonanie, że ich wysiłki pozwolą poznać niezakłamaną prawdę historyczną, dopomogą w wyjaśnieniu wątpliwości i przyczynią się do przezwyciężenia negatywnych stereotypów. Wyrażamy przekonanie, że trwałe pojednanie jako fundament pokojowej przyszłości, może się dokonać jedynie w oparciu o pełną prawdę o naszej wspólnej przeszłości.

Apelujemy do wszystkich, którzy pragną dobra, trwałego pokoju oraz szczęśliwej przyszłości: do polityków, działaczy społecznych, ludzi nauki, kultury i sztuki, wierzących i niewierzących, do przedstawicieli Kościołów – stale podejmujcie wysiłki na rzecz rozwijania dialogu, wspierajcie to, co umożliwia odbudowanie wzajemnego zaufania i zbliża ludzi do siebie oraz pozwala budować wolną od przemocy i wojen pokojową przyszłość naszych krajów i narodów.

3. Wspólnie wobec nowych wyzwań

W wyniku politycznych i społecznych przemian, pod koniec XX wieku nasze Kościoły uzyskały możliwość pełnienia swojej misji ewangelizacyjnej, a zatem także kształtowania naszych społeczeństw w oparciu o tradycyjne wartości chrześcijańskie. Chrześcijaństwo wniosło w minionych dziejach ogromny wkład w formowanie duchowego oblicza i kultury naszych narodów. Dążymy także dziś, w dobie indyferentyzmu religijnego oraz postępującej sekularyzacji, do podjęcia wszelkich starań, aby życie społeczne i kultura naszych narodów nie zostały pozbawione podstawowych wartości moralnych, bez których nie ma trwałej pokojowej przyszłości.

Pierwszym i najważniejszym zadaniem Kościoła po wszystkie czasy pozostaje nadal głoszenie Ewangelii Chrystusa. Wszyscy chrześcijanie, nie tylko duchowni, ale i wierni świeccy są powołani, by głosić Ewangelię Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa oraz nieść Dobrą Nowinę słowem i świadectwem własnego życia, zarówno w wymiarze prywatnym, rodzinnym, jak i społecznym.

Uznajemy autonomię władzy świeckiej i kościelnej, lecz opowiadamy się także za współpracą w dziedzinie troski o rodzinę, wychowania, ładu społecznego i innych kwestii ważnych dla dobra społeczeństwa. Chcemy umacniać tolerancję, a przede wszystkim bronić fundamentalnych swobód na czele z wolnością religijną oraz bronić prawa do obecności religii w życiu publicznym.

Dzisiaj nasze narody stanęły wobec nowych wyzwań. Pod pretekstem zachowania zasady świeckości lub obrony wolności kwestionuje się podstawowe zasady moralne oparte na Dekalogu. Promuje się aborcję, eutanazję, związki osób jednej płci, które usiłuje się przedstawić jako jedną z form małżeństwa, propaguje się konsumpcjonistyczny styl życia, odrzuca się tradycyjne wartości i usuwa z przestrzeni publicznej symbole religijne.

Nierzadko spotykamy się też z przejawami wrogości wobec Chrystusa, Jego Ewangelii i Krzyża, a także z próbami wykluczenia Kościoła z życia publicznego. Fałszywie rozumiana świeckość przybiera formę fundamentalizmu i w rzeczywistości jest jedną z odmian ateizmu.

Wzywamy wszystkich do poszanowania niezbywalnej godności każdego człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga (Rdz 1,27). W imię przyszłości naszych narodów opowiadamy się za poszanowaniem i obroną życia każdej istoty ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Uważamy, że ciężkim grzechem przeciw życiu i hańbą współczesnej cywilizacji jest nie tylko terroryzm i konflikty zbrojne, ale także aborcja i eutanazja.

Trwałą podstawę każdego społeczeństwa stanowi rodzina jako stały związek mężczyzny i kobiety. Jako instytucja ustanowiona przez Boga (por. Rdz 1,28; 2,23-24), rodzina wymaga szacunku i obrony. Jest ona bowiem kolebką życia, zdrowym środowiskiem wychowawczym, gwarantem społecznej stabilności i znakiem nadziei dla społeczeństwa. To właśnie w rodzinie dojrzewa człowiek odpowiedzialny za siebie, za innych oraz za społeczeństwo, w którym żyje.

Ze szczerą troską, nadzieją i miłością patrzymy na młodzież, którą pragniemy uchronić przed demoralizacją oraz wychowywać w duchu Ewangelii. Chcemy uczyć młodych miłości do Boga, człowieka i ziemskiej ojczyzny oraz kształtować w nich ducha chrześcijańskiej kultury, której owocem będzie szacunek, tolerancja i sprawiedliwość.

Jesteśmy przekonani, że Zmartwychwstały Chrystus jest nadzieją nie tylko dla naszych Kościołów i narodów, ale także dla Europy i całego świata. Niech On sprawi swoją łaską, aby każdy Polak w każdym Rosjaninie i każdy Rosjanin w każdym Polaku widział przyjaciela i brata.

Zarówno Polacy, jak i Rosjanie żywią głęboką cześć do Najświętszej Maryi Panny. Ufając wstawiennictwu Matki Bożej, polecamy Jej opiece wielkie dzieło pojednania i zbliżenia naszych Kościołów i narodów. Przywołując słowa Pawła Apostoła: Sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy (Kol 3,15), błogosławimy wszystkim w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

+ Józef Arcybiskup Michalik

Metropolita Przemyski

+ Cyryl

Patriarcha Moskiewski i całej Rusi

Warszawa, 17.08.2012

http://krzystofjaw.salon24.pl/441482,re ... w-i-rosjan


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 23 sie 2012, 10:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Dyplomacja ikonowa

Czytelnicy „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego z pewnością pamiętają, że pojawienie się w „chacie rozśpiewanej” widm nastąpiło z inicjatywy Racheli, która wszystko zaaranżowała, a nawet - jak pisał Boy-Żeleński - chciałoby się powiedzieć - sfinansowała. Literatura jak zwykle wyprzedza życie i dopiero przez pryzmat „Wesela” a ściślej - roli, jaką w przebiegu wydarzeń odegrała Rachela, możemy lepiej zrozumieć przyczyny i prawdopodobne następstwa „Przesłania do narodów polskiego i rosyjskiego”, jakie 17 sierpnia zostało podpisane na Zamku Królewskim w Warszawie przez J.Ś. Patriarchę Moskiewskiego Cyryla i JE abpa Józefa Michalika. Wprawdzie Patriarcha Cyryl przybywa do Polski na zaproszenie zwierzchnika Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, JE abpa Sawy - ale dokument ten został przygotowany wspólnie przez rosyjską Cerkiew Prawosławną i Kościół katolicki w Polsce. Ponieważ tekst „Przesłania” miał zostać ujawniony dopiero na dwie godziny przed jego podpisaniem, w chwili, gdy piszę ten felieton, treści tego dokumentu nie znam. Będzie jeszcze czas, by go przeanalizować i skomentować, a tymczasem warto przypomnieć, jak do tego doszło.

18 sierpnia 2009 roku w Soczi spotkali się prezydenci Izraela - Szymon Peres i Rosji - Dymitr Miedwiediew. O czym tak rozmawiali i co uradzili - dokładnie nie wiadomo, bo tylko prezydent Peres uchylił rąbka tajemnicy mówiąc, iż obiecał prezydentowi Miedwiediewowi, że - po pierwsze - Izrael nie uderzy na Iran, a po drugie - że przekona prezydenta Obamę, by usunął elementy tarczy antyrakietowej z Polski. Co w zamian obiecał prezydentowi Peresowi prezydent Miedwiediew - tego niestety nie wiemy, więc skazani jesteśmy na domysły, bo że coś przecież musiał mu obiecać, to rzecz pewna. Trzeba powiedzieć, że jak dotąd, prezydent Peres słowa dotrzymał; Izrael na Iran nie uderzył, być może zresztą dlatego, że takie uderzenie powinno zostać poprzedzone ostatecznym zwycięstwem demokracji w Syrii, która z Iranem ma dwustronny układ wojskowy - a jak wiemy, do tego chyba jeszcze daleko, mimo heroicznych wysiłków syryjskich „bezbronnych cywilów”.

Dotrzymał słowa również drugiej sprawie; 17 września 2009 roku prezydent USA Barack Obama zapowiedział wycofanie elementów tarczy antyrakietowej z Polski i dał do zrozumienia, że USA w ogóle wycofują się z aktywnej polityki w Europie. To z kolei oznacza, że za amerykańskim przyzwoleniem sytuację w Europie kształtują i w ogóle - ramy polityki europejskiej wyznaczają strategiczni partnerzy, tzn. Niemcy i Rosja. Następstwo tej sytuacji objawiło się już w listopadzie 2010 roku, kiedy to na szczycie NATO w Lizbonie zostało proklamowane strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. Proklamowanie strategicznego partnerstwa NATO-Rosja oznaczało dla Polski pewne zobowiązanie. Nie może bowiem tak być, że całe NATO pozostaje w strategicznym partnerstwie z Rosją, a tylko jedna Polska - trawestując Adama Mickiewicza - „rosyjskiej mocy się urąga”.

Toteż nic dziwnego, że niemal natychmiast po katastrofie smoleńskiej, w której zginęła większość wykonawców „postjagiellońskich mrzonek” - jak główny cadyk III Rzeczypospolitej Aleksander Smolar określił politykę wschodnią prezydenta Kaczyńskiego - pojawiła się oddolna, demokratyczna inicjatywa „pojednania z Rosją”. Wyszła ona wprawdzie ze zdominowanego przez Żydów środowiska „Gazety Wyborczej” ale zatoczyła znacznie szersze kręgi. Co konkretnie takie „pojednanie” miałoby oznaczać i w czym się manifestować - tego nikt dokładnie nie wie, a jeśli nawet i wie, to z jakichś zagadkowych powodów głośno nie mówi. Okazało się jednak, że z dużej chmury mały deszcz i wtedy do żadnego „pojednania z Rosją” nie doszło. Być może zresztą dlatego, że ta inicjatywa miała tylko lepiej zakonspirować właściwe przygotowania.

Oto bowiem jeszcze we wrześniu 2009 roku, kiedy tylko prezydent Obama złożył deklarację przekreślającą „postjagiellońskie mrzonki” prezydenta Kaczyńskiego, „pojawił się delikatny sygnał otwarcia ze strony Patriarchatu Moskiewskiego” - jak ujawnił to JE abp Michalik. Mianowicie prawosławni mnisi z klasztoru św. Niła Stołobieńskiego na wyspie Stołobnoje koło Ostaszkowa przybyli na Jasna Górę, skąd odebrali kopię cudownej ikony Matki Bożej, by umieścić ją w kaplicy poświęconej pamięci Polaków zamordowanych w Ostaszkowie. Starsi ludzie pamiętają zapewne określenie „dyplomacja ping-pongowa” - kiedy to w roku 1971 amerykańska drużyna tenisa stołowego została zaproszona do Chin - co zapoczątkowała dalsze kontakty, również dyplomatyczne i polityczne. „Polscy biskupi odpowiedzieli na ten sygnał natychmiast” - twierdzi abp Michalik, nie podając wszelako żadnych szczegółów, ale nietrudno się domyślić, że ta „dyplomacja ikonowa” doprowadziła do obecnej wizyty patriarchy Cyryla i podpisania „Przesłania”. Rzuca to pewne światło na charakter rozdziału Kościoła od państwa; rosyjska Cerkiew nigdy nie była od tamtejszego państwa oddzielona, zwłaszcza ta „Żywa”, zaś „dyplomacja ikonowa” pokazuje, że i u nas też ten rozdział nie zawsze jest wyraźny. Przede wszystkim warto rozebrać sobie z uwagą uwagę wypowiedzianą przez JE abpa Michalika: „Jestem absolutnie przekonany, że na obecnym etapie nie możemy tego kroku (tzn. podpisania Przesłania” - SM) nie uczynić”.

Najwyraźniej Ekscelencja wie więcej, niż chce nam powiedzieć - ale przecież tego i owego nawet i my możemy się domyślić. Przede wszystkim - że jest jakiś „etap”. Czy wyznacza go Kościół w Polsce lub Patriarchat Moskiewski? Chyba nie, bo abp Michalik wyraźnie daje do zrozumienia, iż „etap” stanowi wobec Kościoła rodzaj okoliczności zewnętrznej. To już prędzej - Patriarchat Moskiewski - ale przecież on uchodzi za pojętnego wykonawcę pomysłów prezydenta Putina. W takim razie wygląda na to, iż „etap” został zapoczątkowany przez strategicznych partnerów - tych samych, którzy doprowadzili do proklamowania strategicznego partnerstwa NATO-Rosja w 2010 roku w Lizbonie. Co więcej - ze słów abpa Michalika wynika, że „etap” stwarza dla Kościoła polskiego coś w rodzaju palącej konieczności.

W tej sytuacji nie można wykluczyć, że „Przesłanie”, mające stanowić początek „pojednania” - cokolwiek miałoby to znaczyć - ma dla Kościoła w charakter propozycji nie do odrzucenia. W takim razie, jaka byłaby alternatywa? Warto podkreślić, że do wizyty Patriarchy Cyryla dochodzi w momencie, gdy Episkopat prowadzi z rządem rokowania przesądzające o materialnym i prawnym statusie Kościoła w Polsce, zaś na politycznej scenie zainstalowana została dziwnie osobliwa trzódka posła Palikota, nie ukrywająca wrogości do Kościoła. Wreszcie - że nadająca ton Unii Europejskiej lewica nawet nie ukrywa zamiaru ostatecznego rozwiązania kwestii chrześcijańskiej, a katolickiej w szczególności. W obliczu takiej alternatywy „pojednanie” z Rosją jest jakimś wyjściem zwłaszcza, że można będzie nadać mu pozory głębi - że oto zwieramy szeregi w obronie przed zgniłym Zachodem. Któż nas przed nim lepiej obroni, niż prezydent Putin - podobnie jak wcześniej - generalissimus Stalin?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2591


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 27 sie 2012, 06:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Pojednanie czy zdrada?

Wizyta zwierzchnika rosyjskiej Cerkwi, Cyryla I w Polsce jest dla mnie osobiście wydarzeniem bardzo trudnym do szczerego i zgodnego z moim sumieniem opisania i może lepiej byłoby te przemyślenia zachować dla siebie, a na łamach gazety schować jak struś głowę w piasek. Myślę jednak, że dylematy, które mam, towarzyszą także wielu czytelnikom i trzeba tak po ludzku wziąć temat na klatę.

Czy wytykanie i piętnowanie zła u hierarchów Kościoła Katolickiego jest atakiem na ten Kościół i jego osłabianiem? Czy krążące w mojej głowie słowo zdrada wypowiedziane publicznie byłoby nadużyciem i atakiem na Kościół? A jeżeli moja intuicja podpowiada mi jednak prawdę to, co nam Polakom pozostało? Milczeć?

Czy mamy, parafrazując słowa Jezusa na krzyżu zakrzyknąć w duchu i trwodze: "Kościele mój, Kościele, czemuś mnie opuścił?"

Nikt z ludzi nie jest w stanie ocenić tego wydarzenia inaczej niż tylko z perspektywy ludzkiej i wiem doskonale, że nawet milcząc i nie werbalizując głośno swoich obaw, wielu z nas wizytę Cyryla I wiąże jakoś podświadomie z tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku nad Smoleńskiem.

Wiemy doskonale, że w czasach komunistycznych jakaś część polskich duchownych współpracowała z reżimem. Wiemy także, że tak w ZSRR jak i dzisiejszej putinowskiej Rosji wyglądało i wygląda to zupełnie inaczej. Cerkiew Prawosławna, ta akceptowana przez władze jest tej władzy częścią, a poczynania Cyryla I nie mogą odbywać się bez rozkazu bądź choćby akceptacji Putina.

Czy możemy traktować, jako epokowe wydarzenie dokument zwany czysto religijnym, podpisany jednak w towarzystwie polityków i to takich, których związek z Kościołem wydaje się być, delikatnie mówiąc luźny i instrumentalny?

Czy agent KGB rzucony na odcinek Cerkwi przez pułkownika KGB i jednocześnie prezydenta Rosji to najodpowiedniejsza osoba firmująca pojednanie? Czy ten gest nie przypomina tego pamiętnego uścisku Putina i Tuska na miejscu smoleńskiej tragedii?

Zmagam się z konfliktem sumienia gdyż przypominam sobie pewien medialny komunikat, którego owo podpisane i zadekretowane pojednanie wydaje się być tylko konsekwencją:

Rzeczpospolita, Czwartek, 6 października 2011

„Benedykt XVI przyjął na prywatnej audiencji współprzewodniczących Polsko-Rosyjskiej Grupy do spraw Trudnych – profesorów Adama Rotfelda i Anatolija Torkunowa. Jak wynika z oficjalnego komunikatu Ambasady RP przy Watykanie, papież udzielił błogosławieństwa dla dialogu i dzieła porozumienia Polski i Rosji. Wyraził wolę zbliżenia Kościoła rzymskokatolickiego i rosyjskiej Cerkwi prawosławnej. (…) Jak podkreślają dyplomaci, w Watykanie, w tym w Sekretariacie Stanu, stosunki polsko-rosyjskie śledzone są z wielką uwagą. Także w kontekście stosunków katolicko-prawosławnych. (…) Co do Smoleńska – obie strony się zgodziły, że wina leży głównie po stronie polskiej.”

Czyżby w pakiecie o nazwie „pojednanie” zawierał się również raport Anodiny? Czy każdy szukający prawdy i próbujący wskazać zbrodniarzy będzie odtąd zwalczany przez salon i polsko-rosyjskie

media? Czy od dnia „historycznego pojednania” każda wraża łapa, która ośmieli „grać kartą smoleńską” by zamachnąć się na podpisany cyrylowo-michalikowy akt będzie odrąbana ?

Sądząc z pierwszych medialnych reakcji i wypowiedzi zapraszanych tam gości, ten „czysto religijny” wymiar „pojednania” póki co jest tylko fikcją. Dominuje zwykła polityczna gra ze Smoleńskiem w tle.

9 sierpnia obchodziliśmy 70-tą rocznicę śmierci Edyty Stein, świętej i męczennicy Kościoła Katolickiego. Na słowa tej wielkiej niemieckiej filozof i myślicielki tenże Kościół bardzo często się powołuje stawiając nam ją za wzór.

Pamiętajmy więc o jej przesłaniu, kiedy okaże się za chwilę, że wszyscy dążący do ujawnienia zbrodniarzy z 10 kwietnia będą etykietowani jako wrogowie i przeciwnicy pojednania:

„Kto szuka prawdy, szuka Boga, czy jest tego świadom, czy nie”

„Nie przyjmujcie niczego za prawdę, co byłoby pozbawione miłości, ani nie przyjmujcie niczego za miłość, co byłoby pozbawione prawdy; jedno pozbawione drugiego staje się niszczącym kłamstwem”


Czy polscy hierarchowie stawiający nam 9 sierpnia w święto liturgiczne, Edytę Stein jako wzór pamiętają o Jej słowach? A może obowiązywać one mają tylko maluczkich?

Czy w wizycie Cyryla I w Polsce dostrzegliście drodzy czytelnicy tę prawdę i miłość, o której mówiła i pisała święta Edyta Stein?

Czy to oznacza, że mamy do czynienia z wielkim kłamstwem?

Źródło:

http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,1386 ... omosc.html

http://kokos.salon24.pl/443156,pojednanie-czy-zdrada


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 27 sie 2012, 07:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Krzysztof Szczerski: Fałsz pojednania

Niedaleko od miejsca, gdzie odbywała się uroczystość podpisania orędzia archeolodzy wykonują kolejne szczątki polskich patriotów zamordowanych przez moskiewskich namiestników w powojennej Polsce. Nie ma takich miejsc w Rosji. Prawda domaga się prawdy.

Wizyta patriarchy Cyryla I w Polsce, a szczególnie nadana jej oprawa polityczna i medialna, ukazują po raz kolejny wszystkie pułapki i słabości, w jakich znalazła się polityka wschodnia obecnego obozu władzy, szczególnie zaś linia “pojednania nad trumnami smoleńskimi”, które stało się oficjalną perwersyjną formułą naszego pogłębionego resetu w relacjach z Rosją.

Perwersja tej sytuacji polega na tym, że podstawą do pojednania uczyniono wydarzenie, które w rzeczywistości kładzie się cieniem na wzajemnych relacjach i pogłębia nieufność, ukazując jednocześnie, jak bardzo władze polskie nie są w stanie prowadzić równoprawnego dialogu z Moskwą i jak bardzo druga strona nie liczy się z polskimi interesami, a w razie wątpliwości Polaków pacyfikuje się te nastroje rękami rządzących nad Wisłą. Ten rodzaj upiornej perwersji znamy już z historii imperium wschodniego, gdzie często nadawano odwrotne określenia faktom, by zmienić ich sens.
Samo więc przemilczanie podczas wizyty rosyjskiego patriarchy kontekstu tragedii smoleńskiej, w której zginęli – co symboliczne i bardzo poruszające – zarówno katolicki, jak i prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego, już nadaje temu wydarzeniu pewien ton fałszu. Brak wspomnienia o bp. Tadeuszu Płoski i ordynariuszu Mironie Chodakowskim to smutne memento tej wizyty. Oni także musieli byc przemilczani w imię pojednania?

Fałsz ten pogłębia niestety także zabieg, który dokonywany jest w podpisanym orędziu, a mianowicie wskazywanie na swoistą rownomierność krzywd wzajemnie wyrządzonych. Słowa takie są zrozumiałe w teologiczno-moralnym kontekście, który nie godzi się na buchalterię grzechów, bo każde złamanie przykazań jest obrazą Boga, co więcej wymaga od ofiary, by “nadstawiała drugi policzek”, ale w wymiarze społecznego przesłania – a takim jest orędzie – niestety prowadzi na manowce przekonania, że “wszyscy są tacy sami” i każdy ma coś na sumieniu, co oznacza, że “lepiej tego nie ruszać i popatrzeć w przyszłość”. Myślę, że zgoda na takie sformułowania w orędziu pogłębia jedynie fałsz pojednania i oddala od rzeczywistego przekroczenia historycznych przepaści. Niedaleko od miejsca, gdzie odbywała się uroczystość podpisania orędzia, archeolodzy wykonują kolejne szczątki polskich patriotów zamordowanych przez moskiewskich namiestników w powojennej Polsce. Nie ma takich miejsc w Rosji. Prawda domaga się prawdy.

Kolejnym elementem wizyty, który wpisuje się w błędy obecnej polityki wschodniej, jest nadawany temu wydarzeniu z góry wymiar “historycznej wizyty” oraz wiążące się z tym powiększanie znaczenia Patriarchy Moskwy i całej Rusi. Można odnieść wrażenie, iż wizyta ta przedstawiana jest tak, jakby odwiedzał Polskę zwierzchnik całego prawosławia i najważniejszy duchowy przedstawiciel chrześcijaństwa wschodniego. Jest to prosta analogia do politycznej zasady “Russia first”, czyli uznawania, że na wschód od Polski jest tylko jeden ważny gracz. W przypadku kościoła prawosławnego tego typu przekaz jest całkowicie błędny i czysto polityczny. Pamiętajmy, że polscy wierni prawosławni mają swojego własnego patriarchę, tak jak np. wierni na Ukrainie, gdzie zresztą toczy się ostry spór między kościołem autokefalicznym i tą częścią prorosyjskich duchownych, którzy uznają zwierzchnictwo Moskwy. Za duchowego przywódcę chrześcijan obrządku wschodniego uznaje się Patriarcha Konstantynopola, który ma do tego mandat historyczny, gdyż jest to jeden z czterech pierwotnych patriarchatów Wschodu po schizmie z XI w., gdy o Moskwie jeszcze nikt nie słyszał. Inaczej mówiąc, nadawanie “papieskiego wymiaru” wizyty lokalnego Patriarchy cerkwii prawosławnej jest wyłącznie wynikiem politycznego postrzegania siły Rosji, a nie jego rzeczywistej roli w świecie chrześcijańskim.

I wreszcie trzeci ważny element. Jak się wydaje, ważną częścią publicznego przesłania Cyryla I, z którym przyjechał do Polski (właśnie tu, do Polski), jest wskazanie na Rosję jako najlepszego partnera Polski i Kościoła w Polsce w dziele “reewangelizacji Europy”. Można odnieść wrażenie, że polscy hierarchowie przyjęli tę ofertę w dobrej wierze. Tymczasem jest to propozycja bardzo kontrowersyjna i wymaga poważnego namysłu. Nie powinniśmy dać się wprowadzić w logikę “zgniłego Zachodu”, gdzie panuje nihilizm i konsumpcjonizm, i “duchowego Wschodu”, do którego należymy wspólnie z Rosją. Nie, Polska, zgodnie z testamentem bł. Jana Pawła II, ma odnowić duchowo Europę Zachodnią dlatego, że jest jej częścią od 1000 lat i to daje nam prawo do napominania naszych braci z innych krajów. Z Rosją i jej cerkwią możemy i powinniśmy prowadzić dialog ekumeniczny, którego częścią jest wspólna diagnoza zagrożeń współczesnej cywilizacji, ale to nie powoduje, że mamy teraz tworzyć wspólnotę z nimi przeciw naszemu światu katolicyzmu rzymskiego.

Kościół katolicki w Rosji nie cieszy się pełnymi swobodami, polscy księża pracujący tam na parafiach mają szczególnie dużo problemów, Jan Paweł II nie został przez cerkiew moskiewską wpuszczony do Rosji, mimo iż bardzo tego pragnął; odwrotnie, spotykał się z działaniami agresywnymi przeciw sobie, jak pamiętny równoległy objazd po rosyjskiej części granicy przez patriarchę Aleksego podczas pielgrzymki Papieża na Ukrainę. Jest więc wiele możliwości wskazania przez stronę rosyjską dobrej woli w relacjach z Kościołem katolickim, w tym z polskimi katolikami, tak by ziściły się słowa Jana Pawła II, cytowane w czasie uroczystości na Zamku przez abp. Michalika, że pojednanie jest wtedy prawdziwe, gdy jest równie głębokie jak wcześniejszy rozłam. I to pokazuje na czwarty zły element tej wizyty, odbyła się ona – jak wszystkie działania wobec Rosji po tragedii smoleńskiej – “na warunkach rosyjskich”, czyli przemilczania tego, co dla Moskwy niewygodne. Jak zwykle to my musimy milczeć.

Należy zatem mieć nadzieję, że wizyta Cyryla I i orędzie nie staną się teraz w Polsce instrumentem moralnego szantażu wobec wszystkich tych, którzy konsekwentnie domagają się prawdy i sprawiedliwości w relacjach z Rosją. W przeciwnym razie będzie to tylko jeszcze jeden element fałszujący rzeczywistość, a więc pogłębiający rzeczywiste przepaści. I bynajmniej nie ewangeliczny.

http://polskiepanstwopodziemne.wordpres ... ojednania/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 29 sie 2012, 10:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Wojciech Wencel

Ślepcy nad przepaścią

Przeciwstawienie „konserwatywnej” Rosji „barbarzyńskiemu” Zachodowi to czysta propaganda, „nowa rosyjska idea” wymyślona na Kremlu po okresie panowania oligarchów.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 22 sierpnia 2012

Dwie minuty zajęło abp. Józefowi Michalikowi podpisanie dokumentu, który ma się przyczynić do tego, by „każdy Polak w każdym Rosjaninie i każdy Rosjanin w każdym Polaku widział przyjaciela i brata”. Piękny wynik, zważywszy, że w ciągu ostatnich dwustu lat wszystkie próby zawiązania cywilizacyjnej wspólnoty z udziałem Moskali obumierały w zalążku. Nad wprowadzeniem w życie idei polsko-rosyjskiego braterstwa przez dziesięciolecia bezskutecznie pracowali towiańczycy, panslawiści, a ostatnio emerytowani celebryci. Najwięcej determinacji wykazali komuniści, tworząc w 1944 r. Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Jednak ta nachalna propaganda wzbudziła wśród Polaków raczej śmiech niż zainteresowanie.

Tym razem sprawa nie jest oczywista, bo hierarchowie naszego Kościoła odwołali się do samego Chrystusa. Napisany wspólnie z przedstawicielami moskiewskiej Cerkwi tekst bardzo przypomina list wystosowany w 1844 r. do Mikołaja I przez Andrzeja Towiańskiego. Guru Koła Sprawy Bożej twierdził w tej epistole, że zachowująca pierwotną „prostotę duszy” Rosja ma do odegrania przywódczą rolę w rodzinie narodów słowiańskich, które z uwagi na szczególną wrażliwość religijną otworzą „nową epokę chrześcijańską”. Nie omieszkał też dodać, że choć poddanych cara dzieli pamięć krzywd nawzajem wyrządzonych, to „nie do braci należy sądzić braci”.

Podobne wnioski odnalazłem w weekend na blogu Tomka Terlikowskiego, którego twarz wcześniej mignęła mi na ekranie telewizora (nawiasem mówiąc, nie sądziłem, że ktokolwiek ze „strefy wolnego słowa” jest jeszcze w stanie przyjąć zaproszenie do TVN24): „Gdy toczy się wojna o życie, o rodzinę, o małżeństwo, nie lustruje się sprzymierzeńców, nie analizuje się ich przeszłości, nie krytykuje się wspólnoty, z której pochodzą, ale razem broni się tego, co najważniejsze”. No właśnie: co jest najważniejsze? Czy polską podmiotowość można przehandlować za iluzję wpływu na europejską antykulturę? Bo przecież przeciwstawienie „konserwatywnej” Rosji „barbarzyńskiemu” Zachodowi to czysta propaganda, „nowa rosyjska idea” wymyślona na Kremlu po okresie panowania oligarchów. Libertynizm i alkoholizm sieją w dzisiejszej Rosji dużo większe spustoszenie niż np. w „tęczowej” Holandii, a moralizmy prawosławnych kaznodziei mają jeszcze mniejszy wpływ na wiernych niż orędzia polskich biskupów. Trzeba być człowiekiem zupełnie oderwanym od rzeczywistości, by wierzyć, że wspólne wystąpienia abp. Michalika z patriarchą Cyrylem zatrzymają postępy cywilizacji śmierci. Pewne jest natomiast, że sojusz kościelno-cerkiewny to kolejny etap ograniczania suwerenności państwa polskiego. Władimir Putin od lat używa Cerkwi moskiewskiej do realizowania swoich imperialnych interesów na Białorusi czy Ukrainie. Fakt, że polski Kościół, który dotąd stał na straży naszej wolności, dał się nabrać na tak prostacką zagrywkę, jest wyjątkowo bolesny.

Niedługo po Smoleńsku przeczytałem wyznanie jakiegoś gorliwego chrześcijanina, że gdyby Putin przejął władzę w Polsce i wprowadził całkowity zakaz aborcji, należałoby się cieszyć z jego panowania. Bo ocaliłoby to „miliony istnień ludzkich”. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że rozbudzanie tej odbierającej rozum egzaltacji jest dziełem rosyjskich agentów wpływu. Owszem, i ja uważam, że Polska ma do spełnienia chrześcijańską misję w Europie. Ale oderwanie od niepodległościowej tradycji i gorączkowe szukanie sprzymierzeńców wśród Moskali jest jak okrzyk ślepca nad przepaścią: „W drogę!”. Żeby mieć jakikolwiek wpływ na mieszkańców Niniwy, czyli Unii Europejskiej, trzeba odbudować narodową kulturę i silne państwo, jak zrobili to Węgrzy, a później wrócić do twardej polityki, jaką uprawiał ś.p. Lech Kaczyński.

Czy nie żal mi szansy na ogólnonarodowe pojednanie polsko-rosyjskie? Najpierw Rosjanie muszą własnoręcznie odciąć jedną z głów swojemu orłowi, tę kremlowską. Jest to bowiem głowa demona, z którą żadnego dialogu być nie może. Dopóki nie dokonają tej trudnej sztuki i nie staną się narodem, będą zbieraniną niewolników. Można im współczuć i dedykować modlitwy, można ich aktywnie wspierać w walce z demonem, ale tych, którzy się go boją, należy omijać z daleka. Ich strach cuchnie gorzej niż samogon. I, niestety, bywa zaraźliwy.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... ascia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 29 sie 2012, 20:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Symultana ruskich szachistów

Czego, jak czego, ale elastyczności i umiejętności symultanicznej gry ruskim szachistom odmówić niepodobna - i to od cara Iwana Groźnego, który zresztą podobno umarł podczas rozgrywania partii szachów. Któż nie pamięta obrazu „Batory pod Pskowem” na którym widnieje postać ojca Possevino, jezuity wysłanego przez Stolicę Apostolską do mediacji między Iwanem, a królem polskim Stefanem Batorym. Dlaczego mediacji między zwycięskim królem katolickiej Rzeczypospolitej, a prawosławnym carem Moskwy podjęła się w osobie ojca Possevino Stolica Apostolska? A dlatego, że przyciśnięty do ściany Iwan zaczął rozsnuwać mgliste obietnice, że jeśli tylko polski nacisk by zelżał, to on rozważy przejście na katolicyzm i wesprze Stolicę Apostolską w walce z reformacją. Stąd właśnie pośrednictwo ojca Possevino przy zawarciu rozejmu w Jamie Zapolskim. Oczywiście po ustaniu polskiego naporu o żadnej konwersji chytry Iwan już nie wspominał. Zresztą co tam sięgać aż do Iwana, chociaż i ta historia jest pouczająca, kiedy wystarczy przypomnieć, z jakiego klucza beknął do swoich poddanych Ojciec Narodów, kiedy poczuł niemiecki nóż na gardle: „Bracia i Siostry!” - tak zaczął swoje pierwsze przemówienie po ochłonięciu z paniki.

Powiadają, że historia się powtarza - i rzeczywiście. Czyż pozoru moralnego uzasadnienia podpisanego przez patriarchę Moskwy i Całej Rusi Cyryla i JE abpa Józefa Michalika „Przesłania do narodów polskiego i rosyjskiego” nie dostarcza zapowiedź wspólnej walki z płynącą z Zachodu zgnilizną? Warto tedy przyjrzeć się bliżej tej „zgniliźnie” a zwłaszcza - jakie to drobnoustroje tę zgniliznę powodują. Wydaje się, że cały czas te same: nienawidzący cywilizacji łacińskiej Żydzi i podobnie nienawidzący jej socjaliści. Ci pierwsi dążą do zniszczenia cywilizacji łacińskiej zwłaszcza poprzez destrukcje jednego z istotnych jej składników - chrześcijaństwa. Już na samym początku dostrzegli płynące stąd zagrożenie, stawiając św. Pawłowi pozornie dziwaczny zarzut, że głosząc chrześcijaństwo działa „przeciwko narodowi”, oczywiście żydowskiemu. Zarzut pozornie dziwaczny, z pewnego punktu widzenia był słuszny, ponieważ chrześcijański uniwersalizm rzeczywiście podważa żydowskie trybalistyczne uroszczenia do wyjątkowości.

Pod tym względem nic się nie zmieniło. Przeciwnie - antagonizm nawet się zaostrzył z uwagi na konieczność narzucenia całemu światu przekonania o bezprecedensowym charakterze holokaustu, co z kolei jest warunkiem sine qua non powodzenia tej nowej, świeckiej religii. Socjaliści natomiast przyjęli obecnie rewolucyjną strategię Antoniego Gramsciego, który zalecał przeprowadzenie ofensywy przede wszystkim w sferze kultury, poprzez podsunięcie dotychczasowym kategoriom kulturowym komunistycznej treści. Jednym z komicznych objawów tej strategii jest wszechświatowa akcja w obronie „Zbuntowanych Cip” - bo taką właśnie nazwę przyjęły trzy panienki właśnie skazane na dwa lata łagru za figlowanie w moskiewskiej cerkwi Chrystusa Zbawiciela - ale inne przedsięwzięcia już żadnego komicznego aspektu nie mają. Tymczasem do akcji w obronie „Zbuntowanych Cip” włączył się nawet rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, reverendissimus Józef Kloch - co pokazuje, że aggiornamento zaszło znacznie dalej, niż komukolwiek by się zdawało.

Podobnie tak zwany „dialog z judaizmem” ma znamiona jakiegoś instynktu samobójczego wśród chrześcijan - bo samo podjęcie „dialogu”, już z samej uprzejmości wymusza przynajmniej udawanie, że błąd traktuje się jako uprawnioną, równorzędną rację - a to oznacza kapitulację już na samym wstępie. Wygląda zatem na to, że Kościół katolicki sam się rozbroił, a w każdym razie - rozbraja - podobnie jak nasz nieszczęśliwy kraj. W tej sytuacji rachuby, że alians z Cerkwią Prawosławną, a nawet wojującym islamem zapewni mu jeśli nawet nie zwycięstwo, to przynajmniej przetrwanie, przypominają trochę doktrynę obronną naszego nieszczęśliwego kraju, zakładającą, że polskich interesów państwowych do ostatniej kropli krwi będzie broniła Bundeswehra.

Ale to nie jest jedyna szachownica, na której ruscy szachiści rozgrywają swoja symultanę. „Przesłanie” ma zapoczątkować „pojednanie” między narodami polskim i rosyjskim. Jak dotąd, nikt nie objawił ani jednemu, ani drugiemu narodowi, na czym konkretnie to „pojednanie” ma polegać, to znaczy - co konkretnie ma zrobić na przykład naród polski. Bardzo możliwe, że nasi Umiłowani Przywódcy sami dokładnie tego nie wiedzą, bo z natury rzeczy pojednanie ma charakter dwustronny. Polacy mogą pojednać się z Rosjanami, pod warunkiem, że Rosjanie zechcą pojednać się z Polakami. Nie trzeba nawet specjalnie znać Rosjan żeby wiedzieć, że mogą się, owszem, pojednać - ale na własnych warunkach. W przeciwnym razie nie tylko nic z pojednania nie wyjdzie, ale samo objawienie takiej intencji może stać się - a jak może, to z pewnością się stanie - dodatkowym instrumentem dyscyplinowania naszego mniej wartościowego narodu tubylczego - choćby poprzez oskarżanie go o „rusofobię”. Wprawdzie takie oskarżenia nikogo nie powinny konfundować, bo przecież sami Rosjanie lubią, kiedy cały świat się ich boi, odreagowując w ten sposób rozmaite kompleksy - ale co z tego, że „nie powinny”, skoro konfundują?

Jakże bowiem na przykład mielibyśmy zatrzymać i odwrócić proces rozbrajania państwa, kiedy wszelkie wzmocnienie militarnej siły Polski mogłoby zostać - i z pewnością zostałoby uznane za podstępne odstępstwo od idei „pojednania”? W tej sytuacji „pojednanie” to po prostu inna nazwa „finlandyzacji”, a może nawet czegoś jeszcze gorszego? Gorszego - bo podpisanie „Przesłania” a nawet nie tyle samo podpisanie, co sposób jego obrony, również przez wrogów chrześcijaństwa i Kościoła, stwarza wrażenie opatrzenia „pojednania” pozorem sankcji nadprzyrodzonej.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2599


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 01 wrz 2012, 17:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Pytanie do abp. Józefa Michalika

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

http://www.isakowicz.pl/ 2012-09-01

W najnowszym felietonie w "Gazecie Polskiej” ukaże się moje pytanie skierowane do przewodniczącego Episkopatu Polski.

Ekscelencjo, czy 9 bm. we wszystkich cerkwiach podległych Cyrylowi I też będzie czytane przesłanie podpisane na Zamku Królewski w Warszawie? A jeżeli nie, to dlaczego?

Pytanie to zadałem dlatego, gdyż z listu, który dostałem od jednego z księży pracującego w Rosji, wynika, iż tamtejsza Cerkiew nie tylko, że nie planuje odczytania przesłania w swoich świątyniach, ale i do tej pory w ogóle nie poinformowała wiernych o jego podpisaniu.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 06 wrz 2012, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Aleksander Ścios

KOMBINACJA OPERACYJNA „POJEDNANIE”

Podpisanie wspólnego dokumentu Cerkwi i Episkopatu poprzedziły wydarzenia, których logikę trudno uznać za przypadkową. Analiza tych wydarzeń pozwala dopatrzyć się w nich cech klasycznej kombinacji operacyjnej – rozumianej jako zbiór działań podporządkowanych jednolitej koncepcji, których celem jest doprowadzenie przeciwnika do pożądanych zachowań.
Wydaje się, że na wiele miesięcy przed podpisaniem orędzia hierarchów z Cyrylem - Gundiajewem stworzono sytuację, której sens trafnie oddawały słowa abp. Głódzia z marca br. o „postawieniu Kościoła pod ścianą” - wypowiedziane po obradach Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu.
Podstawowym motywem kombinacji stała się sprawa działalności Komisji Majątkowej, uzupełniona później tematem Funduszu Kościelnego.
W pierwszym przypadku, przy pomocy publikacji medialnych oraz kontrolowanych przecieków dążono do wywołania przeświadczenia o korupcyjnych charakterze działań Komisji. Ich nagłośnienie mogło być wykorzystane do wywierania nacisków i presji na poszczególne osoby. Gdy w grudniu 2011 roku do Sądu Okręgowego w Krakowie trafił akt oskarżenia przeciwko byłemu esbekowi Markowi P. oraz ośmiu innym osobom, wydawało się, że mamy do czynienia z ogromną aferą, której ujawnienie może poważnie zaszkodzić wizerunkowi Kościoła. Wcześnie rząd Tuska i przedstawiciele Episkopatu uzgodnili natychmiastową likwidację Komisji, bo – według słów Tuska – „Episkopat sam zrozumiał, że dalsze funkcjonowanie Komisji Majątkowej jest zabójcze z punktu widzenia opinii publicznej”. Warto odnotować, że wokół tej sprawy toczyła się też zadziwiająca gra służb specjalnych, podczas której prowadzono m.in. inwigilację biskupa płockiego Piotra Libery oraz innych duchownych, próbowano uzyskać dostęp do poczty elektronicznej Konferencji Episkopatu Polski czy kurii w Katowicach.
W styczniu 2011 roku Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego, zakładającą. likwidację komisji. Zgodnie z tą regulacją, ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller, sekretariat Komisji Episkopatu Polski i Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu miały otrzymać sprawozdanie z prac Komisji Majątkowej w latach 1989-2011.
„Fundusz Kościelny i Komisja Majątkowa to jest bęben do bicia, w który co jakiś czas się wali. Być może wali się zasłużenie, ale komisja działała ponad 20 lat i nagle są widoczne nadużycia. Pachnie mi to koniunkturalizmem” – trafnie ocenił wówczas intencje rządzących dr Paweł Borecki z Katedry Prawa Wyznaniowego Uniwersytetu Warszawskiego.
Nim sprawozdanie trafiło pod obrady Komisji Wspólnej, na początku 2012 roku pojawiły się medialne „przecieki”, a „Gazeta Wyborcza” poinformowała o wnioskach rządowego raportu nt. prac Komisji Majątkowej.
Sporządzili go prawnicy z działu kontroli Kancelarii Premiera, a treści raportu miało wynikać, że przeciwko członkom komisji prowadzono postępowania w sprawach o korupcję i działania na szkodę skarbu państwa. Opisywano ogromny bałagan panujący w dokumentacji oraz szereg poważnych nieprawidłowości dotyczących postępowań o zwrot majątku. Raport miał zawierać konkluzję, iż Komisja Majątkowa przyznała Kościołowi kilkaset więcej rekompensat, niż zostało złożonych wniosków. W tym samym czasie, Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że podmioty kościelne mogą ubiegać się o zwrot zabranego im mienia z tytułu ustawy o gospodarce nieruchomościami, co oznaczało, że sprawy regulacji majątkowych w stosunkach państwo-Kościół przechodzą pod orzecznictwo sądowe i nie muszą być rozpatrywane przez Komisję Majątkową.
Publikacja „GW” i temat nieprawidłowości zostały natychmiast podchwycone przez SLD i Ruch Palikota, które zapowiedziały skierowanie do Sejmu projektu nowelizacji zakładającej natychmiastową likwidację Funduszu Kościelnego, bez wprowadzania w zamian innych form finansowania Kościołów z budżetu państwa. Z Funduszu są pokrywane m.in. ubezpieczenia duchownych, działalność charytatywną, oświatowo-wychowawczą, remonty i konserwacje obiektów sakralnych oraz utrzymuje się wydziały teologiczne na wyższych uczelniach. Obie partie uznały, że nie ma podstaw do dalszego funkcjonowania Funduszu, bo Kościół otrzymał już rekompensatę za utracone dobra.
Projekty RP i SLD trzeba oceniać jako w pełni skorelowane z intencjami rządu. W przypadku „partii prezydenckiej” i partii byłych komunistów, były to propozycje zmierzające do podważenie dotychczasowego status quo w zakresie finansowania Kościoła oraz wywołania konfliktu na linii państwo-Kościół. Mogły one powstać w środowisku skupionym wokół Pałacu Prezydenckiego. Nietrudno bowiem zauważyć, że tam znajdują się zwolennicy radykalnej likwidacji Funduszu Kościelnego i pozbawienia Kościołów budżetowego wsparcia. W listopadzie 2011 roku, gdy Konferencja Episkopatu Polski (KEP) przedstawiła propozycję odpisu 1 proc. podatku na rzecz wybranego Kościoła, doradca Komorowskiego, Tomasz Nałęcz perorował – „Myślałem, że skoro Kościół odzyskuje mienie, to ten Fundusz powinien zostać zlikwidowany. Teraz słyszę, że ma zostać zastąpiony czymś znacznie obszerniejszym i pochodzącym z budżetu państwa, bo to nie jest dobrowolna ofiara, a uszczuplenie dochodów państwa.”
Wydaje się, że radykalne rozwiązania proponowane przez RP i SLD, (które rząd Tuska później łaskawie odrzucił)stanowiły rodzaj straszaka i miały uświadomić hierarchom, że sprawa finansowania zostanie definitywnie zakończona jeśli między stronami nie dojdzie do porozumienia.
Wprawdzie sejmowa komisja administracji i spraw wewnętrznych negatywnie zaopiniowała oba projekty, to okazało się, że rząd Tuska pracuje nad ustawą zakładającą likwidację Funduszu. W jego miejsce zaproponowano wprowadzenie możliwości odpisu 0,3 proc. podatku dochodowego na rzecz Kościołów i związków wyznaniowych. Co więcej – odtąd miałyby one samodzielnie płacić składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne duchownych.
Taką propozycję przedstawiono hierarchom podczas marcowych obrad Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. Dopiero 17 marca br., w dniu, w którym rozpoczęły się obrady, projekt rządowy zakładający likwidację Funduszu został opublikowany na stronie internetowej Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.
„Propozycja, jaką złożył nam rząd, była dla nas totalnym zaskoczeniem” – potwierdził wówczas abp. Leszek Głódź. Rząd Tuska oczekiwał również, że strona kościelna od razu dokona oceny przedstawionego projektu oraz – jak uznał „Nasz Dziennik” - wyraźnie dążył do „załatwienia” sprawy Funduszu i składek ubezpieczeniowych duchownych w trybie jednostronnych regulacji poprzedzonych jedynie konsultacjami.
To ultimatum wywołało gwałtowną reakcję hierarchów, którzy zaczęli głośno mówić o „wojnie z Kościołem” i - jak abp. Leszek Głódź o „zmasowanym ataku na Kościół, który tchnie PRL, jakimś szukaniem wroga ludu”. Strona kościelna chciała, by odpis podatkowy wynosił 1 proc. i nie godziła się na propozycję rządu dotyczące ubezpieczeń.
Warto odnotować, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej z wypowiedzi przedstawicieli Kościoła wynikało, że współpraca z rządem układa się wręcz znakomicie, a sytuacji Kościoła w Polsce nie wolno było porównywać do metod władzy z czasów PRL-u: - „W obecnych realiach nie ma walki między Kościołem a rządem. Są różnice stanowisk, jak przy pewnych trudnych kwestiach etycznych związanych np. z in vitro, ale jest współpraca, zatroskanie, jest szczerość, jest wzajemna autonomia, co jawi się jako warunek konieczny istnienia każdego społeczeństwa opartego na zasadach demokracji” – głosił abp. Józef Życiński, metropolita lubelski.
Po marcowym ultimatum rządu, retoryka hierarchów uległa tak zasadniczej zmianie, że kard. Dziwisz nie wahał się uznać, iż „ataki na Kościół są bardziej przebiegłe, niż w czasach komunizmu”, a prymas Polski mówił o rządzących: „Jak Kościół był potrzebny, to się pchali, wchodzili do zakrystii, prosili o pomoc”. W perspektywie dwóch dekad istnienia III RP nie sposób byłoby wskazać wydarzenia, które wywołało równie ostrą reakcję hierarchów.
Komentując sytuację, dr Barbara Fedyszak-Radziejowska trafnie spostrzegła: „To działanie socjotechniczne. To przemyślana arogancja, której celem jest obniżenie pozycji Kościoła i hierarchów, bo ze słabszym przeciwnikiem można rozmawiać bardziej skutecznie”.
Kolejne miesiące upłynęły na rozmowach zespołów konkordatowych: rządowego i kościelnego. Wiemy o przynajmniej trzech spotkaniach w sprawie finansowania Kościoła. Na początku maja br. przewodniczący Rady Episkopatu ds. Ekonomicznych kard. Kazimierz Nycz poinformował, że ustalono konieczność przygotowania specjalnej umowy pomiędzy Kościołem a rządem ws. Funduszu Kościelnego. Nie porozumiano się jedynie w sprawie wysokości ewentualnego odpisu.
W czerwcu br., gdy Sejm (m.in. głosami posłów PO) odrzucił projekty radykalnych rozwiązań zgłoszonych przez RP i SLD, nastąpiło ocieplenie relacji rząd-Episkopat. Podczas obrad Sejmu Donald Tusk oświadczył, że według obecnego prawa "zmiany dotyczące finansowania Kościoła, w tym likwidacja Funduszu Kościelnego, wymagają procedury uzgadniania tych stanowisk z Episkopatem w ramach komisji rządowo-kościelnej" i wyraził przekonanie, że „spokojna praca z Episkopatem przyniesie efekt, o jaki chodzi, czyli odłączenie niezdrowej finansowej pępowiny państwa od Kościoła z korzyścią dla Kościoła, wiernych i samego państwa".
To koncyliacyjne stanowisko poprzedzone jednak zostało ostrzeżeniem, na tyle wyraźnym, że Katolicka Agencja Informacyjna opatrzyła je tytułem „Tusk grozi Kościołowi”. W tym samym dniu, podczas obrad Sejmu premier rządu oświadczył bowiem: „Jeśli strona kościelna nie zaakceptuje propozycji rządowych, to Sejm będzie musiał rozstrzygnąć dylemat, czy finansowe relacje państwo - Kościół wymagają zmiany Konstytucji, zmiany zapisów konkordatowych, czy też rząd i parlament mogą forsować pewne rozwiązania bez pełnej akceptacji ze strony kościelnej”.
Kilka dni później, po zebraniu plenarnym KEP we Wrocławiu, abp Józef Michalik uznał, że „atmosfera rozmów z rządem zmieniła się na lepszą, ale konkretów ciągle nie ma”. Wyraził jednak nadzieję, że „ dalsze rozmowy przyniosą oczekiwany efekt”.
Zmiana w relacjach rządu i KEP zbiegła się z informacją z lipca br. o umorzeniu przez prokuraturę większości śledztw prowadzonych w sprawie działalności Komisji Majątkowej. Z blisko 30 śledztw, ponad 20 umorzono z powodu „braku znamion przestępstwa lub braku dowodów na jego popełnienie.” Komentując ten fakt, Tomasz Wiścicki, publicysta miesięcznika „Więź" napisał - „Wokół Komisji Majątkowej wywołano atmosferę wielkiej afery. Doszło do sytuacji, że Kościół ograbiony z majątku za czasów komunistycznych został potraktowany jako rabujący. Umorzenie większości spraw pokazuje, że ta atmosfera była wynikiem uprzedzeń części polityków i mediów wobec rzekomo pazernego Kościoła”.
W okresie poprzedzającym podpisanie aktu „pojednania” nie słyszeliśmy już o żadnych konfliktach ani „wojnie z Kościołem”. Okoliczności, w jakich doszło do zawarcia paktu z wysłannikiem Putina, obecność Bronisława Komorowskiego, urzędników z polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych oraz polityków Platformy, zdawały się świadczyć, że spór o finanse został zażegnany, a strony porozumiały się w sprawie umowy dotyczącej Funduszu Kościelnego.
Potwierdzenia dla tej tezy można poszukiwać w komunikacie wydanym 26 sierpnia br. po spotkaniu Rady Biskupów Diecezjalnych na Jasnej Górze. Biskupi zajęli się wówczas sprawą „przesłania o pojednaniu narodów i dalszych etapów dialogu z Kościołem prawosławnym”, postanawiając, że tekst owego „przesłania” zostanie odczytany w polskich kościołach w dniu 9 września. Przypomnę, że takie życzenie już w lipcu br. wyraził Adam Rotfeld – współprzewodniczący Grupy ds. Trudnych, której członkowie mają zasadniczy wkład w zawarcie aktu „pojednania”. Rotfeld powiedział wówczas: "Gdyby tekst orędzia został odczytany we wszystkich kościołach w Polsce i wszystkich cerkwiach w Rosji, miałoby to ogromne znaczenie". Wprawdzie nic nie wiadomo, by orędzie miało zostać kiedykolwiek odczytane w Rosji, to życzenie urzędnika mianowanego przez Tuska zostało spełnione przez polskich hierarchów.
Jednocześnie biskupi przyjęli „instrukcję o zarządzaniu kościelnymi dobrami materialnymi”, będącą rodzajem kompendium, w którym przedstawiono „wskazówki dla księży, jak skutecznie zarządzać majątkiem kościelnym w oparciu o prawo kanoniczne i prawo obowiązujące w Polsce”.
W zadziwiający sposób, w tym jednym dokumencie Rady Biskupów Diecezjalnych znajdujemy fuzję dwóch różnych spraw i dwóch porządków: treści o „nowym rozdziale w relacjach między naszymi Kościołami i narodami” oraz założenia „planowanej reformy”, polegającej na „ujednoliceniu zasad finansowania we wszystkich diecezjach w Polsce, obowiązku publikowania sprawozdań rocznych przez proboszczów i biskupów oraz zwiększenia nadzoru finansowego ze strony osób świeckich.”
Można sądzić, że przyjęcie tej instrukcji było jednym z warunków porozumienia w sprawie finansowania Kościoła. Jeśli w najbliższej przyszłości dojdzie do podpisania umowy między rządem i KEP, a sprawa nieprawidłowości wokół Komisji Majątkowej zejdzie całkowicie z pola widzenia mediów i prokuratury, będzie to świadczyć, że kombinacja operacyjna „pojednanie” zakończyła się pełnym sukcesem.

http://bezdekretu.blogspot.com/2012/09/ ... nanie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 08 wrz 2012, 16:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Krążownik „Aurora” cumuje

Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 7 września 2012

Anastazja Pietrowna, Anastazja,

kto ty jesteś - Europa, czy Azja?

Eti biełyje ruki, eti cziornyje głaza,

takije cziornyje, czto łutsze nie lzia?


Na twarz Anastazji Pietrowny padały płatki śniegu wielkości złotych pięciorublówek - a tymczasem na Newie już cumował krążownik „Aurora”. A potem krążownik „Aurora” wystrzelił - i od tego czasu śpiewamy inne piosenki” - śpiewał i recytował jeszcze w koszmarnych latach 60-tych bodaj czy nie Jan Pietrzak w kabarecie „Hybrydy”.

Ciekawe, jakie piosenki, no a przede wszystkim - z jakiego klucza przyjdzie nam śpiewać, czy może nawet „świergolić”, kiedy już, wedle najwyższego rozkazu, „pojednamy się” z... no właśnie - z kim właściwie rozkazano nam się pojednać? Pan prof. Wielomski objaśnił nam, że nie „z Cyrylem”, tylko „z Cerkwią”. Czy jednak aby na pewno? Wszak „Przesłanie”, podpisane przez Świątobliwego Cyryla i JE abpa Józefa Michalika 17 sierpnia na Zamku Królewskim w Warszawie skierowane jest do „narodów” a nie do żadnej „Cerkwi”. Czyżby pan profesor nie zwrócił na to uwagi? Nie jest to wykluczone, bo już Antoni Słonimski zwrócił był uwagę, że jak ktoś już pisze, to nie czyta.

Zdarza się to coraz częściej, zwłaszcza „maleńkim uczonym”. Jeden taki, co prawda dopiero po studiach „pierwszego stopnia”, z dużą pewnością siebie pisze na przykład, że uważam CBA za „podstawę walki z mafią”. Najwyraźniej ma jakąś wiedzę aprioryczną, niczym kurczęta, które po wykluciu się z jaja niczego nie muszą czytać, tylko od razu wiedzą wszystko, co trzeba. Zatem dobrze byłoby wiedzieć takie rzeczy z góry, żeby potem nie było nieporozumień.

My, dajmy na to, przekonani przez pana prof. Wielomskiego uwierzylibyśmy, że chodzi o pojednanie „z Cerkwią”, a tymczasem Rosjanie mogliby myśleć, że zwyczajnie chodzi o otwarcie na KGB. To nie jest tylko możliwość teoretyczna, bo oto pan red. Engelgard, również w intencji stręczenia nam „pojednania”, cytuje fragment powieści, w której przedstawiciel Cerkwi w randze arcybiskupa, w pewnym momencie rozchyla riasę, a pod nią ukazuje się mundur generała KGB. Szkoda, że autor powieści nie nakłonił arcybiskupa do rozchylenia i tego munduru. Co by się pod nim ukazało? Od razu ogon, rogi i kopyta, czy jakieś jeszcze inne przebranie - jak to u matrioszki?

Na tym przykładzie widać, że „pojednanie” nawet z Jego Świątobliwością Cyrylem nie byłoby sprawą prostą, z cóż dopiero - z całą Cerkwią? Możliwe jednak, że pan profesor się myli, że nie chodzi wcale o „Cerkiew”, tylko o coś zupełnie innego, bo przecież od 1997 roku Kościół w Polsce „jedna się” z „judaizmem”. Czy tyle „pojednań” na raz, to nie będzie za dużo? Karol Olgierd Borchardt wspomina swego kolegę ze Szkoły Morskiej w Tczewie, nazwiskiem Sforza. Kiedy kadeci z kapitanem Mamertem Stankiewiczem byli na audiencji u papieża, Ojciec Święty przez pomyłkę pobłogosławił Sforzę dwukrotnie, chociaż ten, świadom konsekwencji, próbował wyjaśnić nieporozumienie, szepcząc: „satis Papa”. Ojciec Święty niestety szeptu nie dosłyszał, no i stało się to, co w tej sytuacji stać się musiało: Sforza wkrótce kompletnie wyłysiał.

Ale, ale... Podczas kiedy my tu zastanawiamy się nad „pojednaniem” - z kim i po co - na Newie właśnie cumuje krążownik „Aurora”. Akurat tego samego dnia, kiedy w Sejmie po wakacyjnej przerwie rozpoczął się jazgot w na temat Amber Gold, przez internetowe portale przemknęła wiadomość, że dług publiczny naszego nieszczęśliwego kraju właśnie przekroczył bilion złotych - no i oczywiście powiększa się nadal z szybkością około 10 tys. złotych na sekundę. Jednocześnie okazało się, że PKB wzrasta wolniej, niż chciałby pan minister Rostowski, zaś cała gospodarka gwałtownie „spowalnia”, czego wyrazem są m.in. „zatory płatnicze”, zwiastujące nadejście masowych bankructw, słowem - sytuacja dojrzewa do podmianki na tzw. politycznej scenie.

Nie chodzi, ma się rozumieć, o jakieś zasadnicze zmiany; o tym nie ma mowy. Kapitalizm kompradorski, czyli mechanizm okupacji naszego nieszczęśliwego kraju przez bezpieczniackie watahy musi być utrzymany, a chodzi tylko o zmianę demokratycznych dekoracji. W tym celu bezpieczniacy będą musieli rzucić kogoś publice na pożarcie - a któż się lepiej do tego nadaje, jeśli nie premier Tusk? On sam próbuje się ratować, wskazując nieubłaganym palcem na prokuratora Seremeta, ale nie sadzę, by to wystarczyło, bo każde dziecko wie, że pan prokurator Seremet, to tylko cywil wzięty na chłopaka do robienia dobrego wrażenia, który co najwyżej może groźnie kiwać palcem w bucie.

Zresztą nie chodzi o to, by mnożyć ofiary; przeciwnie - im mniej ofiar, tym lepiej, zgodnie ze wskazówka poety, że wprawdzie „czas zmienić politykę rolną lecz ludzi krzywdzić nam nie wolno” - zwłaszcza tych, którzy udowodnili, że można na nich polegać. W takiej sytuacji afera Amber Gold może zakończyć się wesołym oberkiem - chociaż oczywiście nie dla wszystkich, bo taki na przykład pan Plichta może nie przeżyć tego eksperymentu, na co wskazuje chociażby to, że został umieszczony w celi monitorowanej 24 godziny na dobę. No, ale sam wiedział, w co się pakuje, a zresztą - co się nażył, to się nażył, daj Boże każdemu - chociaż oczywiście niekoniecznie z takim zakończeniem.

Zatem - w jakim kierunku mogą pójść zmiany dekoracji? Jeśli premier Tusk zostanie poświęcony na ofiarę spokoju społecznego - a widać, że już złocą mu rogi - to PO może tego eksperymentu nie przetrwać i rozpadnie się na frakcje nieubłaganie postępową oraz konserwatywną. Wyobrażam to sobie tak, że konfidenci dostaną rozkaz: „W lewo zwrot! Do SLD odmaszerować!” - i w ten sposób powstanie nowa formacja polityczna, która pod hasłem „modernizowania” naszego nieszczęśliwego kraju wchłonie dziwnie osobliwą trzódkę biłgorajskiego filozofa i utworzy koalicję z Polskim Stronnictwem Ludowym.

Jak widzimy - sporo się zmieni, żeby wszystko zostało po staremu - ale bo też nasi sąsiedzi, strategiczni partnerzy właśnie tego sobie życzą, podobnie jak w wieku XVIII - żeby na „polskim terytorium etnograficznym” nie powstał zalążek żadnej siły.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 13 wrz 2012, 08:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Dzierżyński patronem pseudo-pojednania Polski i Rosji

Wczoraj minęła rocznica urodzin Feliksa Dzierżyńskiego, naszego "wielkiego" rodaka, a zarazem bohatera Rosji radzieckiej. Mógłby być on świetnym patronem dla tych, którzy wierzą, że sojusz z patriarchą moskiewskim Cyrylem I nas wszystkich w Polsce wspomoże.

Dzierżyński był bowiem ochrzczony w kościele rzymskokatolickim. Co więcej, w 1910 r. wziął ślub katolicki w kościele św. Mikołaja przy ul. Kopernika w Krakowie. Miałem okazję widzieć na własne oczy stosowny wpis w księdze ślubów, gdyż jest to moja parafia rodzinna. W latach 70. pokazywał mi go osobiście jako klerykowi śp. ks. Stanisław Grodecki, ówczesny proboszcz tej parafii. Mówił przy tym, że specjalnie dla obejrzenia tej księgi przyjeżdżali do niego pracownicy Muzeum Ruchu Rewolucyjnego z Warszawy. Chcieli ją od niego wyłudzić , ale na szczęście zgodził się on jedynie na wykonanie fotokopii.

Dzierżyński, zwany "Krwawym Felkiem", wprawdzie wysyłał na śmierć tysiące katolickich księży i prawosławnych popów, ale kto by dzisiaj mu to pamiętał. Trzeba bowiem sobie "wybaczyć wzajemne winy".

Wybór takiego kandydata z pewnością byłby miły dla Cyryla I, tajnego współpracownika KGB. Ta bowiem służba specjalna jest bezpośrednią spadkobierczynią słynnego "Czeka", założonego przecież przez naszego rodaka. Oczywiście byłoby to też miłe dla cara Władymira I Putina, który przez tyle lat był etatowym funkcjonariuszem KGB. I na tej instytucji nadal opiera swoją władzę.

Trzeba w tym miejscu dodać, że pomniki Dzierżyńskiego do dnia dzisiejszego stoją w Rosji oraz na Ukrainie i Białorusi. W tym ostatnim kraju istnieje nawet dawne kresowe miasteczko Kojdanów, które przemianowano na Dzierżyńsk. W latach 30. wokół tego miasteczka istniał nawet obwód autonomiczny dla Polaków, zwany Dzierżyńszczyzną.

W Warszawie pomnik Feliksa niestety zburzono w 1989 r. i postawiono na tym miejscu pomnik Juliusza Słowackiego. Można go jednak odbudować. Czego bowiem nie robi się dla "pojednania" z nowym carem.

A co ze Słowackim? A do lamusa! Oczywiście wraz z Mickiewiczem, bo obaj źle wyrażali się o poprzednich rosyjskich carach.

Ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski

http://www.isakowicz.pl/index.php?page= ... 8&nid=6725


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 20 gru 2012, 15:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Minister Sikorski wchodzi na złą drogę

Szanowni Państwo!

Już bardzo dawno, bo jeszcze w głębokiej starożytności, spostrzegawczy autorowie zauważyli, że „z obfitości serca usta mówią”. To prawda - ale ileż obfitości musi kłębić się w sercu pana ministra Radosława Sikorskiego, że spod tego serca, w wywiadzie dla agencji „Interfax”, wyrywa mu się uwaga, że oddanie Polsce wraku „Tupolewa” zdjęłoby z Rosji „niepotrzebne podejrzenia”? Jakie znowu „niepotrzebne podejrzenia”, skoro przecież wszyscy pamiętamy, że to właśnie pan minister Sikorski tuż po katastrofie w Smoleńsku oświadczył, że przyczyną katastrofy był „błąd pilota”? Kiedy człowiek mówi prawdę, to nie musi mieć perfekcyjnej pamięci; czy wcześniej, czy później mówi prawdę, czyli - to samo. Zupełnie inna sytuacja zachodzi, gdy zamiast prawdy lansuje się tak zwane „wersje”. Wtedy trzeba pamiętać, jaką wersję lansowało się wczoraj, żeby dzisiejsza nie odbiegała od tamtej zbyt drastycznie.

Weźmy dla przykładu wersje produkowane przez byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Lecha Wałęsę. Raz zapewnia, że nigdy nic ubekom nie podpisywał, ale co z tego, kiedy wkrótce potem przechwala się, że kupił sobie „same oryginały” - i tak dalej? Obawiam się, czy również pan minister Sikorski nie wkroczył aby na złą drogę, która może skomplikować mu tak znakomicie zapowiadającą się karierę. „Niech sobie człowiek wiarę ma, czy nie ma - ale najgorzej, kiedy się nie trzyma tego, w co już raz wdepnął i próbuje, jaka się wiara lepiej dopasuje” - przestrzegał w „Sądzie nad Don Kichotem” Antoni Słonimski. Skoro już pan minister Sikorski od samego początku skwapliwie uwierzył w sławny „błąd pilota”, to instynkt samozachowawczy powinien mu sugerować trzymanie się tej wersji do upadłego tym bardziej, że i pani generalina Anodina również stanęła na tym nieubłaganym stanowisku, a po niej własnymi słowami potwierdziła to komisja pana ministra Jerzego Millera.

Tymczasem z jakichś niepojętych powodów pan minister Sikorski zaczyna opowiadać o jakichś „niepotrzebnych podejrzeniach”, które z Rosji zdjąć może jedynie oddanie Polsce wraku samolotu. Jest to tym bardziej niepojęte, że takie podejrzenia wysuwają ludzie chorzy z nienawiści, którym nie tylko nie można wierzyć, ale których należałoby na dobry porządek izolować w jakiejś infirmerii, żeby zaraza się nie rozprzestrzeniła. Tymczasem wygląda na to, że pan minister Sikorski też się zaraził i to w momencie, kiedy zarówno pan Roman, jak i pan profesor Maciej Giertych złożyli smoleńskie wyznanie wiary, otwierające dzisiaj wstęp do grona człowieków przyzwoitych. Co to będzie, jeśli teraz Rosjanie nabiorą podejrzeń co do kondycji psychicznej pana ministra Sikorskiego? Czy w tej sytuacji nadal będzie mógł piastować stanowisko ministra w rządzie pana premiera Tuska?

Przypadek pana ministra Sikorskiego pokazuje, że bliskie spotkania III stopnia z Rosjanami obfitują w rozmaite niespodzianki. Zastosowanie konwencji chicagowskiej w sprawie katastrofy smoleńskiej doprowadziło wprawdzie do sytuacji, że wszystkie dowody rzeczowe znajdują się w bezterminowym posiadaniu Rosjan, co daje gwarancję, że taki np. poseł Macierewicz nigdy nie zostanie do nich dopuszczony - ale jednocześnie stwarza straszliwe niebezpieczeństwo, że dzięki temu Rosjanie mogą udowodnić każdą hipotezę, z hipotezą zamachu przeprowadzonego przez polską razwiedkę włącznie. W takiej sytuacji nikt nie jest pewien dnia ani godziny i pewnie dlatego w prokuraturze wojskowej pojawiła się frakcja trotylowa i antytrotylowa, żeby z każdej sytuacji wyjść, jak to się mówi - z twarzą.

Nic zatem dziwnego, że na widok tych przygotowań jaskółczy niepokój musiał udzielić się również uczestnikom komisji pana ministra Jerzego Millera. Wyrazem tego jaskółczego niepokoju są pomysły, by jeszcze raz zweryfikować poprzednie ostateczne ustalenia - oczywiście po to, by uroczyście je potwierdzić. No dobrze - ale co będzie, jeśli Rosjanie, na podstawie skrupulatnego przebadania dowodów rzeczowych, dojdą do jakichś niespodziewanych ustaleń? Wtedy oczywiście cały pogrzeb na nic, więc tak naprawdę, to trzeba by przygotować kilka wersji awaryjnych: wypadkowych i zamachowych, a na dodatek trzeba by do każdej wersji opracować argumentację, przy pomocy której mądrzy, roztropni i przyzwoici mogliby dawać odpór oszołomstwu i nienawistnikom. Przodująca w leninowskich normach dotyczących organizatorskiej funkcji prasy „Gazeta Wyborcza” zwraca uwagę na konieczność odpowiedniego i przede wszystkim - wyprzedzającego pouczenia mikrocefali, jak mają nawijać w ramach dawania odporu. No tak - ale co z tego, skoro pan minister Sikorski jedną wypowiedzią o „niepotrzebnych podejrzeniach” może sprowokować Rosjan do jakiejś retorsji? To gorsze od końca świata, który zresztą chyba już został odwołany - bo koniec świata byłby w tej sytuacji nawet jakimś wyjściem, a tak, to nikt nie będzie pewien dnia ani godziny - i to na same Święta!

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2700


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 25 lut 2013, 07:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Wrak z wraku

Marcin Austyn

Zamiast wprost do Polski, Rosjanie chcą, by szczątki Tu-154M trafiły wcześniej z Siewiernego na inne rosyjskie lotnisko. W rezultacie do Warszawy może wrócić już tylko wrak wraku.

Wczoraj prezydia Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu i Senatu rozpoczęły dwudniową wizytę w Moskwie. Będą rozmawiać z przedstawicielami Dumy Państwowej i Rady Federacji na temat zwrotu wraku tupolewa.

O sposobie przekazania go Polsce rozmawiali niedawno mer Smoleńska Aleksandr Daniluk z przedstawicielem rosyjskiego MSZ Andriejem Liniewem. – Obecnie na szczeblu ministerstw spraw zagranicznych Rosji i Polski decyduje się kwestia transportu do Polski szczątków samolotu. W tym celu należy je przetransportować na alternatywne lotnisko, gdyż Smoleńsk Siewiernyj nie może przyjmować samolotów typu An-124 Rusłan – powiedział Liniew.

Naczelna Prokuratura Wojskowa zapewnia, że sposób transportu wraku samolotu Tu-154M do kraju nie jest przesądzony, a uzgodnienia wciąż trwają. Stanowisko Rosjan wydaje się jednak dość zdecydowane. Jeśli przyjęta zostanie proponowana koncepcja, szczątki Tu-154M będą musiały – po zakończeniu rosyjskiego śledztwa – zostać przewiezione z Siewiernego na inne lotnisko. Polscy logistycy określili, że największe części wraku mają ponad 10 m długości i 5 m szerokości. Przestrzeń ładunkowa rusłana (36,5 m długości, ok. 6,5 m szerokości i 4,4 m wysokości) wydaje się wystarczająca. Rosjanie nie precyzują jednak, jak zamierzają wykonać całą operację i czy szczątki będą musiały być dodatkowo fragmentowane lub wielokrotnie przeładowywane, by dowieźć je na wybrane lotnisko. Nie wiadomo też, kto odpowiadałby za całą procedurę i ile do powiedzenia będą mieli polscy logistycy i śledczy.

Pytana o sprawę Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała nas jedynie, że nie komentuje doniesień medialnych. – Temat wraku jest poruszany w trakcie roboczych spotkań polskich prokuratorów ze śledczymi Komitetu Śledczego, w tym na szczeblu Prokuratury Generalnej. Trwają także uzgodnienia ze stroną rosyjską dotyczące wariantów transportu wraku. Na obecnym etapie żaden z wariantów (lądowy, kolejowy, powietrzny) nie został ostatecznie wybrany – podkreślił płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy NPW.

W styczniu br. polscy logistycy wojskowi przeprowadzili rekonesans na trasie drogowej ze Smoleńska. Wcześniej śledczy wyrażali pogląd, że transport nie powinien nieść za sobą dodatkowego cięcia wraku. Docelowo szczątki Tu-154M zostaną umieszczone w hangarze w bazie lotniczej w Mińsku Mazowieckim. Wrak pozostaje w dyspozycji Komitetu Śledczego FR. Rosjanie utrzymują, że taki stan będzie obowiązywał do czasu zakończenia ich śledztwa. Władze polskie stoją na stanowisku, że zwrot wraku mógłby nastąpić już po zakończeniu jego badań.

http://www.naszdziennik.pl/wp/25019,wrak-z-wraku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: W oparach "pojednania"
PostNapisane: 26 lut 2013, 07:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Szantaż wrakiem

Z posłem Witoldem Waszczykowskim (PiS), wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, rozmawia Anna Ambroziak

Prezydia Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu i Senatu uczestniczą w rozmowach ze stroną rosyjską. Jak wyglądają te spotkania?
– Mamy już za sobą spotkanie z wiceministrem spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Władimirem Titowem oraz szefem Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych Anatolijem Torkunowem. To nie są proste rozmowy. Rosja to trudny partner, który pokazuje, że dzieli nas prawie wszystko. Dzieli nas spojrzenie na architekturę bezpieczeństwa w Europie, dzieli nas spojrzenie na ekonomię, na politykę gospodarczą. Wreszcie dzieli nas historia. I ta odległa, jak Katyń, i ta najnowsza, jak sprawa smoleńska. Moim zdaniem – oczywiście pogląd na tę sprawę inni parlamentarzyści mogą mieć odmienny – nie widać tu chęci ze strony rosyjskiej, by przybliżyć stanowiska obu stron, by współpracować. Raczej jest z ich strony chęć, żebyśmy to my byli tą stroną uległą, a nie partnerską. Taki jest mój ogólny wniosek po tych pierwszych spotkaniach.

Z pierwszych informacji wynika, że to strona rosyjska zabiegała o zorganizowanie rozmów.
– Prawdę mówiąc, te spotkania to inicjatywa dwustronna – wśród polskich parlamentarzystów jest założenie, abyśmy przynamniej raz w roku odbywali wspólne spotkanie – czy to w Polsce, czy to w Rosji. Po prostu po to, by rozmawiać.

Ale sam Pan stwierdził, że efektów nie ma…
– Ponieważ widać z tych spotkań, że jest potworny brak zaufania, i to z obu stron. Ze strony rosyjskiej padają uwagi, że Polska traktuje biznes rosyjski z nieufnością, że rząd polski nie chce współpracować na warunkach gospodarczych, a kieruje się jedynie polityką. Został tu podany przykład tarnowskich Azotów. Strona rosyjska zarzuca polskiemu rządowi niechęć do prywatyzacji itp. My z kolei tłumaczymy, skąd ta nieufność wynika: mianowicie z zachowania rosyjskiego wobec katastrofy smoleńskiej, z rosyjskiej polityki zagranicznej, którą my traktujemy jako asertywną, a wręcz agresywną. Tłumaczymy też, że nie dostrzegamy, by Rosja była krajem demokratycznym i wszystko, co z tego wynika – że jest to kraj nieprzewidywalny i groźny. Mówimy, że mamy wiele zastrzeżeń i obaw co do stanowiska rosyjskiego i że obawiamy się, że właśnie z ich strony wiele zachowań gospodarczych jest motywowanych polityką, czego przykładem jest choćby cena gazu. Będąc najbliższym sąsiadem Rosji, płacimy za gaz najwięcej w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej.

Jaka jest riposta ze strony Rosjan?
– Żadna. Po prostu tłumaczą, że mają swoje koncepcje, swój scenariusz w tych kwestiach.

Czyli dialogu nie ma?
– Właściwie nie ma. Po obu stronach jest lista zastrzeżeń, problemów, konfliktów. Wspólnie tę listę tworzymy, rozszerzamy, a nie rozwiązujemy problemów.

Głównym tematem rozmów miał być zwrot wraku rządowego tupolewa.
– Sprawę zwrotu wraku Tu-154M poruszaliśmy właściwie na każdym spotkaniu. Za każdym razem odpowiedź ze strony Rosjan była w tej sprawie absolutnie negatywna. Za każdym razem spotykamy się z odmową. Dostajemy odpowiedź jednoznaczną – że dopóki w Polsce nie zakończy się śledztwo smoleńskie, to strona rosyjska tego wraku nam nie odda.

Zaraz, zaraz… Przecież dotąd argumentacja była odwrotna – Rosja mówiła, że nie odda wraku, dopóki nie zakończy się postępowanie prowadzone przez Komitet Śledczy FR.
– Teraz dostajemy natomiast sygnał, że to najpierw śledztwo polskie musi zostać zakończone.

Zostało to powiedziane wprost?
– Właściwie tak. Powiedział mi to sam wiceminister Władimir Titow. Na skierowane przeze mnie pytanie, kiedy Rosja odda nam wrak, Titow odpowiedział mi w ten sposób, że dopóki śledztwo w Polsce się nie zakończy, to strona rosyjska wraku nie odda. Najwidoczniej Rosja obawia się, że nasza prokuratura jeszcze coś w tym wraku znajdzie.

Jestem przekonany, że o zwrocie wraku tupolewa nie ma nawet teraz co myśleć. Rosjanie traktują wrak jak pewnego rodzaju sąd polityczny. Być może kiedy zakończy się śledztwo polskie, strona rosyjska będzie oczekiwać na jakiś znak ze strony premiera Donalda Tuska w tej kwestii. Zakładam, że przed kolejnymi wyborami w 2015 roku wrak Tu-154M może zostać przekazany premierowi Tuskowi. Wszystko po to, by pokazać opinii publicznej, że po wielkim wysiłku ze strony rządowej Polska wreszcie ów wrak otrzymała.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... akiem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /