Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 18 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 04 lut 2011, 03:37 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3224
Rozmowa Krzysztofa Skowrońskiego z gen. Sławomirem Petelickim o jednostce GROM-u przedstawia dużo wniosków

1. http://www.radiownet.pl/radio/wpis/12484/

2. Nie można mówić, że Rosja jest naszym wrogiem
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... video.html

3. http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... caid=1921f

- Rządzą nami w dużej mierze ludzie, którzy nigdzie nie pracowali - uważa generał Sławomir Petelicki w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim dla Wirtualnej Polski. - Profesor Balcerowicz, jak zrobił reformy, to one są w tej chwili pokazywane jako wzorzec na świecie. Natomiast szereg naszych polityków, nigdy za nic nie odpowiadało. Można powiedzieć, że robią na nas doświadczenia. Do polityki idą ludzie, których gdzie indziej nikt by nie przyjął do pracy - ocenia Petelicki.

4. Wywiad z gen. Sławomirem Petelickim

http://wywiadowcy.pl/gen-slawomir-petelicki/
„Ludzie dobrej woli”, jak ich pan nazywa, mogą być niesłychanie niebezpieczni dla nas wszystkich.

To politycy są niebezpieczni dla nas wszystkich. Są przyzwyczajeni do składania obietnic bez pokrycia, kłamania na każdym kroku i opowiadania bullshitów. Gdy w Polsce rząd coś sknoci w mediach jako przykrywka pojawiają się „nowe sensacyjne informacje” w sprawie Krzysztofa Olewnika lub Marka Papały. Farsa! To, z czym mamy teraz do czynienia w związku z Wikileaks, jest naprawdę super. Politycy w końcu zastanowią się, co robią w ukryciu przed opinią publiczną.
A co robią?
Na przykład tworzą czarne listy. Sam byłem na takiej liście za rządów PiS-u. Była też druga lista z nazwiskami tych, których chcieli aresztować. Sporządzali je Ziobro ze Święczkowskim, który w biurze trzymał broń maszynową. Tak się chłopak obawiał o siebie, że nawet zrobił sobie szyby kuloodporne w oknach wychodzących na dziedziniec MSWiA.

5. Gen. Petelicki: Bogdan Klich nie ma honoru. To nieudacznik

http://www.wykop.pl/ramka/563975/gen-pe ... eudacznik/

Gen. Petelicki: Bogdan Klich nie ma honoru. To nieudacznik

- W kwestii bezpieczeństwa państwa leżymy na łopatkach, bo rządzący patrzą na słupki sondażowe. A skoro słupki są wysokie to nie ma potrzeby by zmieniać cokolwiek – ostrzega w rozmowie z Wprost24 założyciel GROM-u gen. Sławomir Petelicki. Gen. Petelicki podkreśla, że w ostatnich miesiącach ponieśliśmy ogromne straty mimo że Polska nie stała się ofiarą ataku z zewnątrz. A gdybyśmy zostali zaatakowani? – Polska armia jest zorganizowana gorzej niż siły zbrojne Białorusi – nie ma wątpliwości gen. Petelicki. I ostro krytykuje rządzących: – Donald Tusk to dla mnie smarkacz, a minister Bogdan Klich to nieudacznik.

6.
List otwarty generała Sławomira Petelickiego do premiera Donalda Tuska.

http://wiadomosci.onet.pl/waszym_zdanie ... VtMDAxLmpz

Panie Premierze! W wyniku karygodnych zaniedbań, niekompetencji i arogancji staliśmy się jedynym na świecie krajem, który w jednym momencie stracił całe dowództwo wojska, ze zwierzchnikiem sił zbrojnych prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej na czele. Apeluję do Pana o podjęcie radykalnych kroków mających na celu ratowanie polskich sił zbrojnych i systemu antykryzysowego państwa - pisze gen. Sławomir Petelicki w liście otwartym do premiera Donalda Tuska.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 04 lut 2011, 12:24 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Pamiętam jak pan generał odważnie powiedział ,że Kraj jest żle zarządzany i że jest słaby
fakt,że pan Generał nie jest z mojej bajki,ale podobają mi się Jego odważne wypowiedzi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 05 lut 2011, 02:25 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3224
wędrowiec napisał(a):
podobają mi się Jego odważne wypowiedzi

Zawsze można się nawrócić :mrgreen: . A na odpowiednie wnioski nigdy nie jest za późno.
Jak powiedziałaś Wędrowcze, najważniejsza jest ODWAGA. :mrgreen:

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 26 mar 2011, 23:34 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3224
Co by nie mówić, żeby coś powiedzieć, trzeba posłuchać, pomyśleć i wyciągnąć wnioski.

Polski punkt widzenia - 05.02.2011 - gen. bryg. Sławomir Petelicki



..."W GROMIE jak w soczewce odbija się sytuacja naszego kraju:

Ludzie dzielni muszą odchodzić, a ludzie,przeciwko którym toczą się postępowania prokuratorskie świetnie się czują i w sposób arogancki śmieją się z tych, którzy są odważni i dzielni..."

Cóż, zbyt dużo rzucał światła, więc Mu wyłączono prąd :(.

Wypada jednak podziękować za lata trudu dla polskiego społeczeństwa.

DZIĘKUJĘ!

Pokój Twojej duszy po wieki.
16 czerwca 2012r.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 18 cze 2012, 19:02 przez Jacenna, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 27 mar 2011, 15:00 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 16:38
Posty: 1932
Juz ktos to wklejał.Ostatnio mówi z sensem.

_________________
"Ponieważ żyli prawem wilka,historia o nich głucho milczy..."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 17 kwi 2011, 17:16 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3224
Program rozwoju "obronności" Polski na najbliższe 25 lat


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 22 kwi 2011, 19:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=36721

Szwabskie rządy w Polsce zadają kolejny potężny cios bezpieczeństwu Polski.

Kopia artykułu:

Demontaż bezpieczeństwa państwa – prof. Jerzy Urbanowicz
Aktualizacja: 2011-04-21 9:45 pm

Po kupno strategicznych dla interesów państwa spółek telekomunikacyjnych ustawiły się kolejki firm i funduszy z kapitałem niewiadomego pochodzenia. Za nimi kryją się zapewne służby specjalne wielu państw. Rząd Platformy Obywatelskiej rzuca bezpieczeństwo państwa na wolny rynek
Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy świadkami ostatniej fazy demontażu systemu bezpieczeństwa państwa polskiego trwającego od końca lat 90. Rząd Platformy Obywatelskiej poprzez wyprzedaż strategicznych aktywów państwa doprowadzi (lub już doprowadził) do dekompozycji infrastruktury narodowych sieci bezpieczeństwa i narodowej kryptografii. Demontaż systemów bezpieczeństwa państwa został zapoczątkowany barbarzyńską sprzedażą Telekomunikacji Polskiej S.A. Francuzom, którzy obecnie pozbywają się polskich sieci strategicznych, odsprzedając je na wolnym rynku, bez żadnych zabezpieczeń.
Artykuł ten jest odpowiedzią na apel prezesa PAN prof. Michała Kleibera o “mądre państwo”. Działania w opisywanych obszarach są przykładem “głupiego państwa”, które ma w pogardzie swoje interesy narodowe.
Sytuacja stała się tragiczna, gdy rząd premiera Jerzego Buzka w sposób skandaliczny sprzedał sieci bezpieczeństwa narodowego w TP S.A., z systemem obronnym kraju na czas wojny włącznie. Oddano wtedy Francuzom gratis inną spółkę strategiczną – Emitel, administrującą naziemną infrastrukturą radiowo-telewizyjną w naszym kraju. Mało kto wie, ale o polskie sieci narodowe toczyła się walka aż do ostatniej Rady Ministrów 4 lipca 2000 r. w sprawie TP S.A. Eksperci rządowi nie mieli, niestety, wsparcia ze strony polskich służb UOP i WSI, chociaż służby te miały pełną wiedzę o sieciach narodowych.
Przestrzegałem i nadal przestrzegam przed wyprzedażą ostatnich aktywów telekomunikacyjnych w Polsce. “Umowa o sprzedaży 35% udziałów w Telekomunikacji Polskiej S.A.” podpisana 25 lipca 2000 r. nie zawierała klauzuli zakazującej odsprzedaży spółki bez zgody państwa polskiego. Francuzi mogą ją odsprzedać komukolwiek zechcą, np. Łukoilowi czy Gazpromowi. Wszystko wskazuje na to, że już zaczęli sprzedawać swoje sieci na terenie Polski. W umowie z 25 lipca 2000 r. nawet nie wspomniano o Emitelu. Wszystko na to wskazuje, że nie negocjowano wartości tej spółki i sieci luksusowych domów wypoczynkowych administrowanych przez TP S.A. Było to oddanie gratis strategicznej polskiej sieci rozsiewczej Francuzom bez żadnych zabezpieczeń.
Francuzi zaczęli wyprzedaż od Emitela, którego otrzymali od Polski w prezencie. Sprzedaż Emitela funduszowi Montagu IV, do której doszło 25 marca br., przypomina do złudzenia wcześniejszą sprzedaż spółki Energis działającej na terenach PKP, którą – via fundusz Innova – Anglicy odsprzedali Rosjanom z GTS. Dzisiaj GTS przymierza się do kupna Exatela. Sprzedaż Emitela powinna być dla Polaków sygnałem ostrzegawczym. Czy nie jest to przypadkiem przygrywka do sprzedania całej spółki TP S.A. Rosjanom? Byłaby to wielka tragedia narodowa, gdyż TP S.A. wciąż administruje rozległą infrastrukturą obronną naszego państwa.
Obecny rząd straszy nas co jakiś czas, że sprzeda również ostatnią strategiczną spółkę telekomunikacyjną Exatel S.A., która dysponuje potężną siecią światłowodową (20 tys. km). Są to ostatnie sieci, na których można stosunkowo łatwo odtworzyć utracone sieci bezpieczeństwa państwa.
22 marca 2011 r. prezes Polskiej Grupy Energetycznej (właściciela Exatela) ogłosił na konferencji prasowej, że jego spółka chce zakończyć transakcję sprzedaży swojej telekomunikacyjnej spółki zależnej Exatel w 2011 roku. Zapowiedział, że ma pozwolenie Ministerstwa Skarbu Państwa, aby sprzedać spółkę w bardziej liberalny sposób, jeśli chodzi o procedury. Co to oznacza, mamy się niedługo dowiedzieć.
Platforma Obywatelska zaczęła likwidować procedury bezpieczeństwa i państwo polskie staje się coraz bardziej bezbronne. Wygląda to na tyle niebezpiecznie dla naszego kraju, że trzeba zacząć poważną dyskusję na temat stanu bezpieczeństwa państwa i związanego z tym stanu narodowych sieci i narodowej kryptografii. W analizie, którą przedłożyłem Instytutowi “Polska Racja Stanu” im. L. Kaczyńskiego, skupiłem się na kilku spółkach, które posiadają systemy łączności strategicznej państwa polskiego. Manipulowanie spółkami mającymi zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa i obronności państwa uderza we wszystkich Polaków, niezależnie od ich poglądów politycznych.
Historia sprzedaży Emitela
25 marca 2011 r. zarząd TP S.A. podpisał ze spółką Kapiri Investments, której jedynym wspólnikiem jest fundusz Montagu IV Private Equity, umowę przedwstępną o sprzedaży za 1,7 mld zł swojej spółki Emitel. Prezesem spółki Kapiri i wielu innych spółek wymienionych w KRS jest Christian Gaunt, który od 1997 r. mieszka w Europie Środkowo-Wschodniej, zajmuje kierownicze stanowiska w Kijowie, Moskwie i od 2002 r. w Warszawie. Transakcja wymaga jeszcze zgody prezesa UOKiK i polskie służby mogą, jeśli tylko zechcą, ją zablokować.
Układanka ze spółkami jest typowa dla Rosjan. Czy spółki Christiana Gaunta były sprawdzane przez SKW i ABW? Emitel jest wiodącym w Polsce operatorem naziemnej infrastruktury radiowo-telewizyjnej. Był na liście spółek strategicznych naszego państwa jeszcze we wrześniu 2008 r., co zapewniała “Ustawa o szczególnych uprawnieniach Skarbu Państwa oraz ich wykonywaniu w spółkach kapitałowych o istotnym znaczeniu dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa publicznego” z 3 czerwca 2005 roku. W 2010 r. zaczęły się dziać ze spółkami telekomunikacyjnymi dziwne rzeczy, które niżej postaram się opisać. Ze względu na rozległą sieć spółka Emitel jest krajowym monopolistą, co skrzętnie wykorzystują Francuzi, zdzierając z nas skórę zawyżonymi cenami usług.
Wskutek ewidentnych błędów w ustawie z listy spółek strategicznych zostały wcześniej wykreślone Exatel i Polkomtel, do czego przyczyniła się feralna (szczególnie w przypadku Exatela) opinia Urzędu
Komunikacji Elektronicznej. Wbrew opinii pani prezes UKE rząd wykreślił z listy również Telekomunikację Polską S.A., która – według UKE – była spółką strategiczną jedynie przez to, że posiadała spółkę Emitel. Emitel był więc spółką na tyle strategiczną dla państwa, że ten, kto go tylko posiadał, automatycznie lądował na liście spółek strategicznych.
Niespodziewanie 18 marca 2010 r. Sejm RP zniósł wspomnianą ustawę z 3 czerwca 2005 r., zamieniając ją na nową, z której wymazano, bez żadnych skrupułów i poważnego uzasadnienia, fragmenty dotyczące spółek posiadających infrastrukturę telekomunikacyjną. Biuro Analiz Sejmowych wydało 26 stycznia 2010 r. krytyczną opinię o projekcie rządu Donalda Tuska (był to projekt rządowy). Tym samym strategiczna spółka Emitel przestała być polską spółką strategiczną, po raz kolejny przy biernej postawie polskich służb specjalnych. Narzuca się pytanie: kto wykreślił spółki telekomunikacyjne z ustawy? Wykreślenie słów “lub czasopisma”, za które Lew Rywin siedział w więzieniu, jest drobiazgiem w porównaniu z wykreśleniem, które uderza dotkliwie w bezpieczeństwo państwa polskiego. Jakie służby brały w tym udział?
Świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński nie podpisał szkodliwej dla Polski ustawy, chociaż otrzymał ją do podpisu 22 marca 2010 roku. Wszystko na to wskazuje, że nie chciał jej podpisać. Zgodnie z art. 10 ustawy powinna ona wejść w życie 1 kwietnia 2010 r., pan prezydent zapewne świadomie zignorował ten termin. Niestety, 12 kwietnia 2010 r., w poniedziałek po katastrofie, kiedy Polacy byli w olbrzymim szoku po śmierci pana prezydenta, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, wykonujący wówczas obowiązki prezydenta RP, podpisał w wielkim pośpiechu feralną ustawę.
Nowa ustawa zlikwidowała listę spółek strategicznych, a więc zmieniła również status spółek TP S.A i Exatel S.A., mimo że spółki te administrują strategicznymi obiektami i sieciami polskiego państwa. W przypadku TP S.A. są to sieci łącznikowe i punkty dowodzenia na czas wojny. Fundusz Montagu IV zapewne odsprzeda Emitela Rosjanom, bo oni są szczególnie zainteresowani systemami bezpieczeństwa naszego kraju, co udowodnili już wielokrotnie. Francuzi oszacowali w końcu wartość Emitela na 1,7 mld złotych. Ciekawe, że jesteśmy aż tak bogaci, iż potrafimy zrobić luksusowy prezent za 1,7 mld zł dużo od nas bogatszej Francji. Czy tak ma wyglądać “mądre państwo”?
Sieci strategiczne – stan obecny
Krytykowałem wiele razy niedopracowaną ustawę z 3 czerwca 2005 roku. Zmieniono ją na znacznie gorszą i rozpoczęto de facto ostatnią fazę demontażu bezpieczeństwa państwa. W nowej ustawie nie ma spółek telekomunikacyjnych. Obecnie łączność dla armii i najważniejszych instytucji państwowych zapewniają przede wszystkim dwie spółki: Telekomunikacja Polska S.A. i Exatel S.A. Te dwa przedsiębiorstwa są również operatorami dla najważniejszych instytucji państwowych. W przypadku armii w 2007 r. były to proporcje 70 proc. do 30 proc. na korzyść TP S.A. Pierwszym zadaniem było stworzenie stanu po 50 procent. W 2007 r. Exatel został wpisany przez ówczesnego szefa Departamentu Informatyki i Telekomunikacji MON do strategii informatyzacji armii w latach 2008-2012 jako operator sieci utajnionych. Najważniejsze sieci, szczególnie w relacjach natowskich, były lokowane w Exatelu. W niedalekiej przeszłości łączność dla armii (np. dla WSI) i wrażliwych instytucji państwowych świadczyły również firmy rosyjskie. Była to wymieniona wcześniej spółka GTS i spółki, z których powstała GTS.
Firma Exatel jest jedynym państwowym operatorem telekomunikacyjnym, który chce i może (ma wszystkie najważniejsze certyfikaty, w tym certyfikaty natowskie) w sposób bezpieczny obsługiwać armię i najważniejsze instytucje państwa. Obrona Exatela przed bezmyślną sprzedażą jest polską racją stanu i wpisuje się doskonale w działania propaństwowe śp. pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Exatel zapewnia łączność teleinformatyczną również polskim służbom specjalnym. Niektóre umowy operatorskie mają klauzule i spółka jest systematycznie sprawdzana przez SKW i ABW. Wszyscy wiedzą, że jest to – de facto – spółka strategiczna państwa. Dzisiaj, gdy wskutek ustawy z 18 marca 2010 r. na papierze nie mamy już telekomunikacyjnych spółek strategicznych, te spółki nadal istnieją, czy się komuś to podoba, czy nie.
Wszystko wskazuje na to, że rząd Platformy Obywatelskiej może sprzedać całą infrastrukturę telekomunikacyjną kraju, pozbywając się jednym ruchem pióra problemów z bezpieczeństwem. Prezydent Bronisław Komorowski, podpisując feralną ustawę – jako drugą z kolei, jeszcze jako marszałek Sejmu – pokazał społeczeństwu, w jak głębokim poważaniu ma bezpieczeństwo naszego kraju.
Przypadek Emitela jasno wskazuje, kto ustawił się w kolejce po nasze sieci. Brak spółki dedykowanej specjalnie na potrzeby strategiczne państwa kładł i kładzie wszystkie ważniejsze projekty teleinformatyczne. Powoduje niesamowity “bałagan teleinformatyczny” w państwie. Dlaczego nie możemy zbudować najprostszego systemu teleinformatycznego? Dlaczego marnujemy pieniądze nasze i unijne? Kolejni ministrowie budują przeciwieństwo “mądrego państwa” lansowanego ostatnio przez profesora Kleibera. Mówić o “mądrym państwie” jest łatwo – trudniej je zbudować.
Sprzedaż TP S.A. – historia polskich sieci narodowych
Telekomunikacja Polska S.A. wykłócała się ostatnio w Brukseli, że nie chce być polską spółką strategiczną, choć biorąc w zarząd polskie obiekty i sieci strategiczne, stała się automatycznie taką spółką. Dopóki nie pozbędzie się tych sieci, jest i będzie strategiczną spółką dla naszego kraju. TP S.A. do dzisiaj nie wypełniła postanowień Załącznika do “Umowy sprzedaży 35% akcji Telekomunikacji Polskiej S.A. konsorcjum France Telecom i Kulczyk Holding w sprawie realizacji przez Telekomunikację Polską S.A. zadań na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa” z 25 lipca 2000 r. podpisanej przez ministra Emila Wąsacza.
Mało kto wie o tej umowie, a tym bardziej o “Załączniku dotyczącym zadań na rzecz bezpieczeństwa i obronności państwa” i hojnym prezencie Jerzego Buzka w postaci ostatnio odsprzedanej spółki Emitel posiadającej rozległą sieć nadajników wartą dla Polski co najmniej tyle, co sieć stacjonarna TP S.A. Za wykonanie Załącznika byli odpowiedzialni ministrowie obrony i ministrowie właściwi ds. łączności w latach 2000-2005, m.in. minister obrony Bronisław Komorowski. Prywatyzacja TP S.A. trwała od 1997 do 2005 roku. Wynika stąd, że SLD zaczął i skończył sprzedawać polskie sieci. 25 lipca 2000 r. podpisano najbardziej szkodliwą dla Polski umowę o sprzedaży 35 proc. udziałów TP S.A.
Narażenie własnego kraju na niebezpieczeństwo jest największym przestępstwem, z jakim można się spotkać. Ile kosztuje bezpieczeństwo Polski? Ile będą kosztowały polskie ofiary w razie konfliktu zbrojnego? Ile Polska zaoszczędziła na używaniu przestarzałych rosyjskich samolotów Tu-154? Są to niepoważne wyliczenia. Przy sprzedaży TP S.A. też szantażowano rząd, że niesprzedanie Francuzom spółki spowoduje, iż załamie się system finansowy państwa.
Polska uratowała upadające państwowe przedsiębiorstwo francuskie France Telecom. Oddano Francuzom system obronny państwa na czas wojny ulokowany w przedtem państwowej polskiej spółce TP S.A. Minister Wąsacz wykazał się co najmniej niekompetencją, mówiąc publicznie, że system obrony państwa, który oddano Francuzom, powstał w PRL i należy oddać go Francuzom jako złom. To jest oczywista nieprawda – system obrony państwa na czas wojny był przede wszystkim budowany w wolnej Polsce za ciężkie miliony złotych. Znam kolegów, którzy projektowali i budowali te systemy. Oddanie tych obiektów innemu państwu jest kompromitacją naszego kraju.
Najbardziej dotkliwym skutkiem sprzedaży TP SA jest dekonspiracja systemu obronnego państwa na czas wojny. Osłabiono w ten sposób nasze wspólne państwo. Teraz wystarczy jedna rakieta wystrzelona w centrum dowodzenia łącznością i polskie dowództwo – w razie wojny – będzie siedziało nieme w pustych piwnicach.
Plany sprzedaży spółki Exatel S.A.
Wszystko wskazuje na to, że telekomunikacją polską handlują ludzie mający w pogardzie polską rację stanu, a także rozmijający się ze zdrowym rozsądkiem. Świadczy o tym chociażby ostatnia wycena Exatela. Licząc same sieci (bez zorganizowanego przedsiębiorstwa z klientami) otrzymujemy 2,5 mld złotych wg standardów Unii Europejskiej, czyli trzy razy mniej niż PGE chce za Exatela. Przychody spółki w 2010 r. wyniosły ponad 0,5 mld złotych. Spółka świadczy usługi klientom korporacyjnym i instytucjom państwowym. Są to zwykle najlepsi, stali klienci.
Sprzedaż Exatela ma być kalką sprzedaży TP S.A. z 2000 r. Z tym że ta sprzedaż wygląda znacznie gorzej, bo są to ostatnie aktywa telekomunikacyjne w Polsce, na których można jeszcze odtworzyć utracone narodowe sieci łączności. Trzeba być stanowczym i domagać się zwrotu naszych sieci strategicznych od Francuzów z należnymi rekompensatami. Wzorem dla nas powinna być duńska firma DPTG sądząca się z Telekomunikacją Polską o blisko 3 mld zł, o podział przychodów ze światłowodu wybudowanego przez Duńczyków przed prywatyzacją TP S.A. W przypadku wymienionych w Załączniku 33 sztuk sieci łącznikowych z Głównych Węzłów Łączności (GWŁ) armii do sieci TP S.A. są to miliardy złotych utraconych korzyści. Tak powinno reagować “mądre państwo”.
Sygnał ostrzegawczy w postaci sprzedaży Emitela powinien wstrząsnąć służbami. Służby powinny natychmiast zabezpieczyć spółkę Exatel przed sprzedaniem. Jeśli Exatel zostanie sprzedany, poniosą za to odpowiedzialność ci, którzy podpiszą się pod sprzedażą, poczynając od polskiego rządu. Obecnie trwa przerzucanie odpowiedzialności ministra skarbu na zarząd PGE i odwrotnie. Ministerstwo skarbu już dzisiaj odcina się od odpowiedzialności. Winien będzie właściciel, czyli przestraszony całą sprawą i Bogu ducha winny zarząd PGE, dla którego najważniejszym dzisiaj problemem jest zbliżający się konkurs na członków zarządu. Wątpliwe, czy prezydenta Komorowskiego ruszy sumienie. Zbyt gorliwie i bez koniecznych dodatkowych analiz podpisał ustawę z 18 marca 2010 roku.
Wciąż jest zawieszony, ale nie wiadomo, na jak długo, drugi etap postępowania przetargowego na sprzedaż akcji Exatela. Dlaczego rząd chce się pozbyć, nawet za niższą cenę, spółki Exatel? Czy służby potrafią oszacować ryzyko dla bezpieczeństwa państwa związane z tą sprzedażą? Szykowanie się do sprzedaży Exatela, podobnie jak zuchwała odsprzedaż Emitela i wcześniejsza sprzedaż TP S.A. są olbrzymimi skandalami. Rząd Donalda Tuska zachowuje się jak rząd AWS z najgorszego okresu. Sprzedaże te będą sprawdzianem patriotyzmu dla polskich służb specjalnych ABW i SKW. Nowo powstały Zarząd Ochrony Ekonomicznych Interesów Sił Zbrojnych SKW powinien otrzymać pierwsze bojowe zadanie i dokładnie zbadać, kto – za wszelką cenę – chce doprowadzić do demontażu państwa.
Nasuwają się oczywiste pytania do służb. Kto naciska na sprzedaż Exatela? W jaki sposób miałoby dojść do sprzedaży spółki i kto miałby być potencjalnym nabywcą? Prezes PGE mówi o inwestorach branżowych. Jacy to będą inwestorzy? Każdy wybór doprowadzi do tego, że polska infrastruktura strategiczna stanie się obiektem handlu na wielką skalę. Powtarzam: wymazanie z ustawy nie oznacza, że ta infrastruktura przestała być strategiczna dla naszego kraju.
Po Exatela stoi kolejka zagranicznych spółek. Każdy chce kupić elegancką, niezbyt zadłużoną spółkę. Jeśli nie dla siebie, to na handel. Zawsze Rosjanie odkupią polskie sieci strategiczne. Chociażby po to, aby sterować polskim systemem elektroenergetycznym. Będzie można wówczas szantażować Polaków i wymuszać na nich różne ustępstwa. Za niecały miliard złotych. Gdzie tu jest “polska racja stanu” i “mądre państwo” prof. Kleibera?
Konsekwencje utraty przez Skarb Państwa kontroli nad Exatelem byłyby naprawdę tragiczne. Wierzę w resztki rozsądku Polaków, chociaż po tragedii smoleńskiej coraz trudniej mówić o rozsądku. Za dużo agentury kręci się wokół polskich spraw. Polska nie jest normalnym europejskim krajem. W Niemczech i innych państwach taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. Wielokrotnie Rosjanie ubiegali się o kupno niemieckich sieci narodowych i musieli odejść z kwitkiem.
Podkreślam z całą stanowczością: spółka Exatel jest jedyną spółką w Polsce, na której można odtworzyć zniszczoną sieć bezpieczeństwa państwa. Wszystkie inne koncepcje są niemądre. Nie chodzi tu o budowę KOT (Krajowego Operatora Telekomunikacyjnego) lansowanego przez SLD – wyimaginowanej alternatywy dla TP S.A., gdyż budowa ta była częstym w spółkach Skarbu Państwa gonieniem króliczka, aby go nie złapać. Zarabiają na tym krocie firmy konsultingowe. Zero logicznego myślenia. Pozyskanie abonenta kosztuje kilka tysięcy złotych, więc budowa niewielkiej milionowej sieci to koszt kilka miliardów złotych. Nikt nie miał wtedy i teraz takich pieniędzy.
Spółka Exatel ma dostęp do tajemnic państwa, dlatego można przypuszczać, że za kupnem Exatela mogą stać obce wywiady. Szczególnie za firmami z udziałem kapitału rosyjskiego. Są to sprawne służby z olbrzymią polskojęzyczną agenturą. Powtarzam więc to, co nie może dotrzeć do decydentów: kupno Exatela daje de facto kontrolę nad systemem elektroenergetycznym państwa. Należy pamiętać, że sieć telekomunikacyjna spółki położona jest na liniach odgromowych w sieciach elektroenergetycznych wysokiego napięcia. Aby uderzyć w taki system, wystarczy zniszczyć kilka jego wrażliwych punktów. Sprzedając Exatela, oddajemy kupującemu w zarząd sieci elektroenergetyczne spółki PSE-Operator S.A., które są obsługiwane przez Exatela.
Sprzedaż Exatela jest równie groźna jak sprzedaż TP S.A. Jest poza tym niezgodna z dyrektywami Unii Europejskiej w sprawie wyznaczania europejskiej infrastruktury krytycznej z 23 grudnia 2008 roku. Zniszczenie polskiego systemu elektroenergetycznego zniszczy również systemy innych państw europejskich. Rozważając sprzedaż Exatela, Polska stwarza olbrzymie zagrożenie dla państw Unii Europejskiej. Państwa UE chronią swoje struktury strategiczne, w szczególności otaczają opieką prawną swoje strategiczne sieci telekomunikacyjne. Twierdzenie, że Europa chce otwarcia polskiego systemu bezpieczeństwa i rezygnacji z ochrony telekomunikacyjnych spółek strategicznych, jest nonsensem. Polska jest jednym z niechlubnych wyjątków w Europie, gdzie rząd zrezygnował z ochrony prawnej sieci ważnych dla bezpieczeństwa kraju.
Wszystko na to wskazuje, że sprzedaż tej spółki będzie ostatnią fazą rozbioru polskich sieci strategicznych, a co za tym idzie – całkowitego demontażu bezpieczeństwa państwa. Dlatego powinniśmy być zdecydowanie przeciwni sprzedaży tej spółki. W obecnym przedwyborczym bałaganie nie da się zabezpieczyć interesów państwa. Coraz większe grupy osób o różnych poglądach politycznych są przeciwko tej sprzedaży. Apelujemy do rządzących: odłóżcie dyskusję o sprzedaży na czas po wyborach, wcześniej uzupełnijcie braki w dokumentacji, np. o analizę ryzyka dla bezpieczeństwa państwa.
Wszystko wskazuje na to, że Exatel musi być strategiczną spółką państwową pod specjalnym nadzorem ABW i SKW. Dochodzą wyraźne sygnały od tych służb, że doły rozumieją powagę sytuacji. Katastrofa smoleńska otworzyła oczy wielu osobom. Nie jesteśmy jeszcze rosyjską kolonią, do czego zaczyna przyzwyczajać nas rząd Donalda Tuska.
Utrata kontroli nad systemem Sylan
O tym, jak Platforma Obywatelska traktuje bezpieczeństwo państwa, mówi przypadek systemu łączności utajnionej państwa – Sylan. Jest on systemem, który otrzymał certyfikaty za rządów PiS. Dlatego był ostatnio niszczony ze wszystkich stron. Mógłby stać się bez trudu podstawą narodowej sieci bezpieczeństwa opartej na sieci strategicznej państwowej firmy Exatel. Gdyby udało się ulokować Ogólnokrajowy Cyfrowy System Łączności Radiowej (OCSŁR) bezprzetargowo w Exatelu, co byłoby rozwiązaniem głęboko uzasadnionym ekonomicznie i niezwykle korzystnym dla państwa polskiego, Exatel byłby potężną spółką liczącą się w Unii Europejskiej. W oparciu o tak ważne spółki można budować silne, nowoczesne państwo na miarę naszych marzeń i możliwości.
Prasa pisała o skandalicznym przejęciu Sylana przez spółkę Biatel. Był to jedynie początek kłopotów z systemem. Po aferze z Biatelem i utracie koncesji MSWiA przez firmę Techlab 2000, która stworzyła Sylan, po Sylan (czytaj: po polskie sieci strategiczne) ustawiła się kolejka prywatnych firm często powiązanych z różnymi służbami. Obecnie prowadzone są rozmowy Techlab z następną prywatną firmą. Trudno zrozumieć, dlaczego właśnie ta firma, która sprzedaje armii prymitywną łączność, może mieć, a inna prywatna firma Techlab 2000 nie może mieć koncesji na ten sam sprzęt. Tym bardziej że jest to sprzęt firmy Techlab, do którego prawo może mieć tylko Techlab i – w części utajnionej – państwo polskie. Czy służby zbadały ten przypadek? Krążą wieści, że posłużono się obrzydliwym szantażem, iż system zostanie “zakopany”, jeśli firma Techlab nie ugnie się przed dyktatem i nie przekaże koncesji w “lepsze” ręce innej prywatnej firmy. Nie jest to dobry pomysł i obciąża rząd Platformy Obywatelskiej.
Niewielka – prawdopodobnie tak zadłużona jak Techlab – prywatna firma nigdy nie przejmie skutecznie Sylana. Szykuje się więc nowa afera jak z Biatelem. Były minister, który podpisał umowę o przejęciu technologii firmy Techlab 2000 i zaraz potem ustąpił z funkcji prezesa Biatela, otworzył puszkę Pandory. Czy nie prościej byłoby umieścić Sylana w państwowej firmie Exatel? Sprawa utrzymania w polskich rękach zarówno Exatela, jak i Sylana jest sprawą honoru Polaków. Nie możemy pozwolić sobie na handel strategicznymi aktywami państwa. Nie chcę być złym prorokiem, ale żonglowanie strategicznym systemem łączności utajnionej państwa może doprowadzić do skandalu na olbrzymią skalę.
Prof. Jerzy Urbanowicz
Autor jest profesorem w Instytutach Matematycznym i Podstaw Informatyki PAN, członkiem Rady Naukowej Instytutu “Polska Racja Stanu” im. Lecha Kaczyńskiego. W latach 2006-2008 pełnił funkcję doradcy ds. kryptografii i teleinformatyki Służby Kontrwywiadu Wojskowego. W 2001 r. był prezesem spółki Tel-Energo (obecnie Exatel).
Za: Nasz Dziennik, Wielki Piątek, 22 kwietnia 2011, Nr 94 (4025)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 27 lis 2011, 17:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Aleksander Ścios

REKOMENDACJE DLA POLSKI

Gdy kilka tygodni po wyborze Bronisław Komorowski ogłosił rozpoczęcie „Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego” – należało tę zapowiedź odebrać jako złowróżbny znak i fatalną prognozę dla Polski. Nie tylko z uwagi na predyspozycje intelektualne lokatora Belwederu, ale głównie z powodu niezdolności do dokonywana samodzielnych ocen i sądów. Można było się spodziewać, że majstrowanie przy kwestiach związanych z bezpieczeństwem narodowym zakończy się wnioskami zbieżnymi z poglądami środowiska, z którym związany jest Komorowski i będzie zawierało konkluzje przychylne interesom Kremla.

Z bełkotliwej nowomowy uzasadniającej projekt „Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego” (SPBN) można było wywnioskować, że chodzi o sporządzenie raportu zawierającego „analizy i rekomendacje w zakresie bezpieczeństwa narodowego RP”, którego opracowaniem zajmie się szereg komisji, sztabów i grono tzw. ekspertów. Przed kilkoma miesiącami przedstawiłem niektóre z postaci owych „ekspertów od bezpieczeństwa”. Są wśród nich m.in.: Adam Rotfeld, Dariusz Rosati, Krzysztof Kozłowski, Janusz Onyszkiewicz, Leon Kieres, Roman Kuźniar, Aleksander Smolar, Paweł Świeboda, Janusz Reiter, Maria Wągrowska, Jerzy Nowak, Marek Goliszewski, Tadeusz Chabiera, Piotr Gulczyński, Andrzej Karkoszka, Henryk Goryszewski czy Marek Siwiec. Szefem tzw. sztabu SPBN jest zaś zastępca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Zdzisław Lachowski – zidentyfikowany przed kilkoma tygodniami przez „Gazetę Polską” jako tajny współpracownik SB o pseudonimie „Zelwer”. Ze zgromadzonych w IPN dokumentów wynika, że Lachowskim interesował się także wojskowy wywiad PRL, czyli II Zarząd Sztabu Generalnego.

Końcowym efektem działalności tego gremium ma stać się „Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego”, której publikację przewidziano na kwiecień 2012 roku.
Sztandarowym dokumentem opracowanym na potrzeby „strategii bezpieczeństwa narodowego” jest zaś ekspertyza autorstwa prof. dr hab. Ryszarda Zięby i dr hab. Justyny Zając zatytułowana „Budowa zintegrowanego systemu bezpieczeństwa narodowego Polski”.
Warto zagłębić się w lekturę tego tekstu, by poznać poglądy osób decydujących dziś o kształcie naszego bezpieczeństwa i zrozumieć, w jakim kierunku będzie zmierzać polityka grupy rządzącej.
Koniecznie z dokumentem powinna zapoznać się opozycja – choćby po to, by dostrzec realne, a nie medialne zagrożenia. Zamieszczone poniżej cytaty zdają się potwierdzać najgorsze obawy dotyczące intencji Bronisława Komorowskiego w kwestiach bezpieczeństwa Polaków i już dziś powinny wzbudzić najwyższy niepokój:


Warunkiem jaki musimy zaakceptować, co wymaga kroku do przodu ze strony Polski i całej wspólnoty atlantyckiej, jest porozumienie z Rosją taką jaka ona jest i chce być. Trzeba zrezygnować z misyjności i życzeniowej polityki zmierzającej do skłonienia Rosji do pełnego przyjęcia zachodniego modelu ustrojowego i uznać, że jest możliwa promowana przez Kreml modernizacja Rosji bez demokratyzacji na wzór zachodni.
Polska w tym scenariuszu musi zdecydować się na pojednanie z Rosjanami i traktowanie ich państwa nie jako tradycyjnego przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa. Zacieśnianie współpracy z Rosją ułatwi pojednanie polsko-rosyjskie. Zwielokrotni się również szansa innych państw poradzieckich na utrwalenie demokracji i włączenie się w proces integracji europejskiej. Stanie się tak dlatego, że nie będzie do wywoływało dezaprobaty w Moskwie ani zachowawczych elit politycznych w tych krajach.”


- „Z racji tego, że w tej średnioterminowej perspektywie nie należy się spodziewać bezpośredniego zagrożenia naszego terytorium ani zagrożenia naszych sojuszników, specjalny wysiłek na rzecz dozbrojenia polskiej armii nie wydaje się konieczny. Wystarczy unowocześnianie posiadanego uzbrojenia i zwiększanie interoperacyjności z armiami naszych sojuszników.”
- „Częste, zwykle towarzyszące zmianom rządów czystki w służbach specjalnych, cywilnych i wojskowych, największe w latach 2005–2007, osłabiły te organy państwa. Duże kontrowersje i zastrzeżenia wzbudzała likwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych, co poważnie osłabiło wywiad wojskowy i kontrwywiad. Utrudniło to działania Polskich Kontyngentów Wojskowych w Iraku i w Afganistanie. Rzeczą oczywistą w Stanach Zjednoczonych czy u innych naszych sojuszników jest, że wywiad i kontrwywiad służą ochronie najważniejszych interesów państwa, są instrumentem jego polityki bezpieczeństwa. Jeśli więc za przyzwoleniem czołowych partii politycznych, z powodów ideologicznych (odsuwania od władzy ludzi służących systemowi politycznemu realnego socjalizmu) świadomie osłabiano te służby, to szkodzono bezpieczeństwu państwa polskiego.”



W najważniejszym rozdziale pracy zatytułowanym – „Rekomendacje dla priorytetów i zadań polityki bezpieczeństwa w perspektywie średnioterminowej (2010–2020)” można przeczytać:


- „Redefinicji wymaga dotychczasowa teza polityki polskiej, mocno opowiadająca się za dalszym rozszerzaniem NATO. Zgodnie z komunikatem przyjętym na szczycie Sojuszu w Bukareszcie w kwietniu 2008 r. (pod naciskiem USA i Polski), w przyszłości do NATO powinny być przyjęte Ukraina i Gruzja. W czerwcu br. przywódcy Ukrainy jasno oświadczyli, że rezygnują ze starań o przystąpienie do Sojuszu. Niestabilność wewnętrzna w Gruzji i konfliktowe stosunki tego państwa z Rosją raczej eliminują go z grupy kandydatów do NATO. Oznacza to, że rewizji wymaga stanowisko Polski w sprawie wschodniego rozszerzenia, tym bardziej, że w raporcie Grupy Mędrców znalazła się teza, że rozwijanie partnerstwa z Rosją jest gwarancją bezpieczeństwa w regionie euroatlantyckim. Pozostaje więc ewentualny południowo-wschodni kierunek rozszerzania NATO, o kolejne państwa postjugosłowiańskie.”

Powrót do idei ściślejszej współpracy w ramach OBWE; instytucja ta jest doskonałym forum dialogu i konsultacji z krajami pozostającymi poza UE i NATO: Rosją oraz innymi państwami poradzieckimi. Może służyć jako instrument kształtowania europejskiego bezpieczeństwa kooperatywnego; o działania na rzecz normalizacji i rozwoju stosunków z Federacją Rosyjską; będzie to nie tylko umacniać bezpieczeństwo Polski, ale również wzmacniać jej pozycję w UE i NATO;
- „Stosunki ze Stanami Zjednoczonymi powinny nadal odgrywać istotną rolę w polskiej polityce bezpieczeństwa, choć należy odejść od polityki bezwarunkowego, a wręcz bezrefleksyjnego popierania wszystkich działań tego mocarstwa. Polityka Polski w tym względzie winna mieć wyraźne odniesienie do własnych interesów, a nie nosić znamiona strategii bandwagoning
.”

- „Rekomendacja 3: Należy odpolitycznić kwestię importu gazu z Rosji i traktować ją w kategoriach biznesowych. Należy zrozumieć, że mamy interes w tym, aby gaz od Rosji kupować, bo jak na razie i w dającej się przewidzieć perspektywie, nie ma dla tego alternatywy, zaś Rosja – jako producent – jest zainteresowana aby gaz sprzedawać, tym bardziej, że jest on źródłem finansowania jej programu modernizacji. Ponadto, powinniśmy całkowicie zrezygnować z traktowania zakupu gazu rosyjskiego w kategoriach geopolitycznych, gdyż to nas stawia w złym świetle wobec partnerów i sojuszników z UE, którzy słusznie nie podzielają polskich obaw, podejrzeń i lęków.

Na koniec pozostawiłem cytat najważniejszej i najgroźniejszej „rekomendacji”:

- „Aby przezwyciężyć nieufność, która utrudnia percepcję Rosji przez polskich polityków i media należałoby podjąć zorientowaną na przyszłość politykę normalizacji stosunków wzajemnych i pojednania polsko-rosyjskiego. Warunki ku temu powstały już jesienią 2009 r., po udziale premiera FR Władymira Putina w obchodach 70-tej rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte, a zostały wzmocnione zbliżeniem polsko-rosyjskim po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. Jednak czołowa partia opozycyjna w Polsce – Prawo i Sprawiedliwość podjęła kilka miesięcy później działania na rzecz ponownego konfliktowania z Rosją, sugerując odpowiedzialność tego państwa za katastrofę. W tej sytuacji rząd Polski powinien szybko podjąć działania na rzecz ratowania szansy jaka szybko może zniknąć.”

http://bezdekretu.blogspot.com/2011/11/ ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 29 gru 2016, 14:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Nasze uzbrojenie to nasza sprawa

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rosja ustami Aleksandra Gruszko, swojego ambasadora przy NATO, skrytykowała zapowiedź zakupu przez Polskę 70 pocisków manewrujących JASSM ER. Jak to jest, kiedy Rosja się zbroi, to jest dobrze, a kiedy inni starają się zadbać o własne bezpieczeństwo, to źle?
– Na tym polega dyplomacja. Jest to element pewnej gry, co w dyplomacji jest zwyczajnym zachowaniem stron rywalizacji, a w tym konkretnym przypadku bloków militarnych. Byłoby dziwne, gdyby Rosja ten fakt przemilczała, a jeszcze dziwniejsze, gdybyśmy się przejmowali stanowiskiem artykułowanym przez Moskwę, która krytykuje i oskarża wszystkich o wszystko. Istota odstraszania polega na tym, że nie tylko powinniśmy mieć siły zdolne do realnej obrony, ale także – oczywiście na tyle, na ile nas stać – środki do przeprowadzenia kontruderzenia w głąb linii obronnych przeciwnika.

Czy i w jaki sposób na bezpieczeństwo Polski i Europy może wpłynąć zakup pocisków manewrujących JASSM?
– Jeżeli chodzi o konflikt z takim państwem jak Rosja, to tak naprawdę wpływ będzie znikomy. Proszę pamiętać, że Moskwa posiada niewspółmiernie do Polski ogromne ilości tego typu rakiet i środków ich przenoszenia. Jednakże ich brak w naszym arsenale zbrojnym byłby błędem. Polska poza budową powszechnych Sił Zbrojnych powinna posiadać także środki ofensywne. My, kiedy pada słowo „przeciwnik”, automatycznie myślimy o Rosji, tymczasem zagrożenie może się pojawić także z innych stron, ponadto nasze Siły Zbrojne mogą w obronie obywateli Rzeczypospolitej lub naszych istotnych interesów działać także z dala od Polski, a do tego potrzebny jest odpowiedni potencjał.

Czy rzeczywiście ta broń jest nam potrzebna i czy nie jest trochę tak, że kupując samoloty F-16, sami teraz niejako w pakiecie musimy kupić takie, a nie inne uzbrojenie?
– Polskie lotnictwo musi dysponować odpowiednim uzbrojeniem do tych samolotów, które są na wyposażeniu naszych Sił Zbrojnych. W innym wypadku szkoda było wydawać pieniądze na tak drogie maszyny, jakimi są samoloty F-16.

Na ile zakup pocisków manewrujących wzmocni nasze zdolności odstraszania, czy te rakiety mogą zmienić podstawowy układ sił w regionie?
– Nie łudźmy się, że kilkadziesiąt pocisków manewrujących JASSM ER zmieni w istotny sposób układ sił w naszym regionie. Biorąc pod uwagę ilościowy potencjał, to własnymi siłami możemy zadać wrogowi bardzo ograniczone straty, które w porównaniu z obecnym potencjałem np. Rosji nie zachwieją ich zdolnościami militarnymi. Jednakże sama możliwość dokonania uderzenia ma bardzo duże znaczenie psychologiczne. Zresztą w przypadku ewentualnego konfliktu w Europie ponad czterdzieści tysięcy wojsk amerykańskich rozmieszczonych w kilkudziesięciu bazach w Niemczech dysponuje ogromnymi możliwościami tego typu uderzeń.

Możemy się czuć bardziej bezpieczni czy może wprost przeciwnie?
– Istotnej zmiany w naszym poczuciu bezpieczeństwa też nie będzie. Inaczej sytuacja przedstawiałaby się, gdyby Polska pozyskała nowoczesne systemy zwalczania rakiet i pokryłaby nimi całe terytorium Polski, a jednocześnie pozyskałaby konwencjonalne rakiety dalekiego zasięgu ziemia-ziemia. Wówczas z naszym poczuciem bezpieczeństwa byłoby zdecydowanie lepiej, ale to tylko pieśń przyszłości.

Pierwotnie planowano zakup znacznie mniejszej liczby tych rakiet. Co mogło wpłynąć na zwiększenie zamówienia?
– Trudno powiedzieć, co zdecydowało o zwiększeniu tego zamówienia. Tak czy inaczej zamówiona przez resort obrony ilość pocisków manewrujących zasadniczo odpowiada możliwości dwóch uderzeń naszego lotnictwa.

Czy broń, po którą sięgamy, to dobry sprzęt?
– Zaletą tych pocisków jest to, że są trudno wykrywalne. Mogą one niszczyć np. systemy rakietowe wroga, systemy naprowadzania czy też stanowiska dowodzenia. Należy pamiętać, iż sam konwencjonalny ładunek wybuchowy tych rakiet to ok. 500 kilogramów, a zatem nie służy on do niszczenia np. związków taktycznych.

Na razie nic nie słychać o offsecie. Nie brzmi to najlepiej, zwłaszcza że offset przy zakupie F-16 był niewypałem…
– Na tym, co nazywamy offsetem, Polska zawsze więcej traciła, niż zyskiwała. Niestety nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Proszę zwrócić uwagę, ile offsetów tak naprawdę wyszło Polsce na dobre? Niestety, począwszy od rządów AWS, Polska ma ciągle z tym problem.

Optymizm kierownictwa MON, które uważa, że zakup pocisków manewrujących uwiarygadnia nas jako ważnego sojusznika Stanów Zjednoczonych, jest uzasadniony?
– Nic się tu w znaczący sposób nie zmieni. Przecież nadal te pociski manewrujące pośrednio będą pod kontrolą Stanów Zjednoczonych. Pamiętajmy, że środki ich przenoszenia, czyli samoloty F-16, mają zamontowane systemy kryptologiczne, które są pod kontrolą naszych amerykańskich sojuszników.

Rosja straszy konsekwencjami...
– Nie należy się przejmować tym, co w odpowiedzi na zakup przez Polskę pocisków manewrujących JASSM ER mówi Kreml. Co innego gdybyśmy kupowali taktyczne rakiety jądrowe. Wtedy Rosja, podobnie jak inne państwa, miałyby prawo w tej sprawie się wypowiadać. Kwestia ilości i jakości naszego uzbrojenia, które pozostaje pod kontrolą Wojska Polskiego, to tylko i wyłącznie nasza sprawa.

Jak odczytuje Pan deklaracje gen. Bena Hodges’a, który w wywiadzie dla niemieckiej prasy stwierdził, że nowa administracja amerykańska i prezydent Trump nie będzie szukał porozumienia z Rosją kosztem Europejczyków i nie wycofa wojsk z Europy?
– Moim zdaniem nic w tym względzie się nie zmieni, dlatego należałoby oczekiwać status quo. Dla Stanów Zjednoczonych wycofanie wojsk z Niemiec to otwarcie pola do zacieśnienia współpracy niemiecko-rosyjskiej, której Waszyngton się bardzo obawia, zwłaszcza w dziedzinie gospodarki. Dlatego Amerykanie pozostawią swoje oddziały wojskowe w Niemczech nie ze względu na chęć obrony sojuszników, ale z uwagi na swoje interesy. Natomiast inną kwestią pozostaje, jak będą to uzasadniać, ale to już tylko element pewnej gry politycznej między Stanami Zjednoczonymi a Rosją.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... prawa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 02 sty 2017, 15:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Możemy czuć się bezpiecznie

Polska jest krajem bezpiecznym w porównaniu z tym, co dzieje się u naszych zachodnich sąsiadów – powiedział minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak, komentując wydarzenia w Ełku związane z zabójstwem 21-latka.

W sylwestrową noc po awanturze pod barem Prince Kebab w Ełku zginął 21-letni Daniel. Mężczyzna miał dwie rany kłute, prawdopodobnie od noża.

W miejscu tego tragicznego zdarzenia doszło w niedzielę do gwałtownych protestów. Kilkuset mieszkańców Ełku zebrało się przed prowadzonym przez cudzoziemców barem, żeby wyrazić sprzeciw wobec tej tragedii i zapalić znicze. W tłumie były też osoby agresywne, które wybiły szyby i niszczyły mienie w witrynie lokalu, rzucały petardami, butelkami oraz kamieniami w stronę funkcjonariuszy i radiowozów. W pobliżu zgromadzone były siły policyjne.

W poniedziałek rano prokuratura podała, że postawiła zarzut zabójstwa 21-latka Tunezyjczykowi.

Pytany o sytuację w Ełku, minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak poinformowała w poniedziałek w radiowej Jedynce: „Zatrzymani są ci, którzy dopuścili się morderstwa. Z całą pewnością 1 z 4 osób zatrzymanych to morderca”.

Dodał, że dodatkowo 24 osoby zatrzymano za czyny chuligańskie, niszczenia mienia. Poinformował, że protestujący rozeszli się około północy.

- Wszystko jest w ręku wymiaru sprawiedliwości – powiedział minister. Dodał, że w Ełku jest spokojnie i policja czuwa nad bezpieczeństwem mieszkańców.

– Gdyby nie wydarzenia w Ełku, to noc sylwestrowa 2016/2017 należała do jednej z najbardziej bezpiecznych w ciągu ostatnich kilku lat. Niestety, w Ełku doszło do zabójstwa, sytuacja trochę się zmieniła – skomentował minister.

– W Polsce jest bezpiecznie w porównaniu z tym, co dzieje się u naszych zachodnich sąsiadów czy z aktem terroryzmu, do jakiego doszło w Turcji, gdzie zginęło 39 osób – powiedział minister.

Jak dodał, w Polsce „nie ma problemów społecznych, z jakimi mamy do czynienia na zachodzie Europy, gdzie mamy duże enklawy muzułmańskich emigrantów, którzy się nie integrują z pozostała częścią społeczeństwa”. Według Błaszczaka, w Polsce takich zjawisk nie ma, bo „rząd PiS (...) nie realizuje zobowiązań, które wziął na siebie rząd koalicji PO – PSL, dotyczących sprowadzania do Polski muzułmańskich imigrantów”.

Pytany o to, dlaczego podczas protestu w Ełku podnoszono hasła antyimigranckie, Błaszczak skomentował, że można to tłumaczyć obawami ludzi przed tym, co dzieje się na świecie. Minister przypomniał o zamachach w Berlinie, Nicei czy w Brukseli.

– To wszystko powoduje, że są zupełnie zrozumiałe obawy ludzi przed wydarzeniami tego rodzaju. Ale chciałbym jeszcze raz bardzo mocno podkreślić: Polska jest wolna od tego rodzaju zagrożeń – powiedział.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... cznie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 28 maja 2017, 07:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
W NATO nie ma nic za darmo

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Akademii Sztuki Wojennej Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministra obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami mini szczyt NATO w Brukseli. Miał być wyjątkowy i kluczowy dla światowego bezpieczeństwa, ale czy rzeczywiście był?
– W tym przypadku nie nadużywałbym zbyt wielkich słów, bo mogą się one zdewaluować. Może nam zabraknąć odpowiednich określeń, jeśli rzeczywiście wydarzy się coś kluczowego i wyjątkowego, coś naprawdę wielkiego. Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę efekty tego miniszczytu w Brukseli, z jednej rzeczy powinniśmy być zadowoleni, mianowicie z decyzji dotyczącej przedłużenia obecności wojsk natowskich na obszarze wschodniej flanki, a więc również w Polsce. To się oczywiście wiąże z koniecznością wydatkowania przez Stany Zjednoczone dodatkowych środków na utrzymanie zwłaszcza wojsk amerykańskich, bo jak rozumiem, zależy nam na obecności w Polsce szczególnie tych wojsk. W związku z tym, we wrześniu prezydent Donald Trump będzie musiał podjąć decyzję o przeznaczeniu kilku miliardów dolarów na utrzymanie tych wojsk stacjonujących m.in. na terytorium Polski. Przypomnę, że taką decyzję podjął poprzedni gospodarz Białego Domu Barack Obama, wówczas kiedy zostało ustalone, że amerykańskie wojska się u nas zjawią. Po wyborach i objęciu urzędu prezydenta przez Donalda Trumpa pojawiło się pytanie: – czy nowy gospodarz Białego Domu będzie kontynuował tę misję, bo przy braku finansowania wojska amerykańskie nie będą funkcjonować na wschodniej flance NATO. Z drugiej strony nie sądzę, żeby Polskę było stać wyasygnować na ten cel kilka miliardów dolarów. Skoro jednak taka decyzja zapadła w Kwaterze Głównej Sojuszu Północnoatlantyckiego w Brukseli w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych, to przypuszczam, że Donald Trump jest co do tego przekonany i Amerykanie wyasygnują niezbędne środki na zabezpieczenie wschodniej flanki.

Jak wypadł debiut Donalda Trumpa w roli prezydenta Stanów Zjednoczonych na międzynarodowej arenie?
– Prezydent Donald Trump ma rację, karcąc czy może upominając innych członków Sojuszu Północnoatlantyckiego, co do spełnienia wymogu 2 proc. PKB na bezpieczeństwo i obronę. Chodzi o sprawiedliwy podział obowiązków i kosztów. Przypomnę, że przyjmowaliśmy – osobiście też w tym uczestniczyłem – wymóg przeznaczania 2 proc. PKB na obronę wtedy, kiedy jeszcze nie było zagrożeń, które są obecnie. Rosja wydawała się być spokojnym krajem, który będzie raczej współpracować z NATO, a jak tę współpracę rozumiała, to widać dzisiaj. I wówczas Sejm podjął decyzję o przeznaczaniu 1,95 proc. PKB na obronność, a uczynił to na wniosek szefa MON. Kiedy miałem na to wpływ, kiedy opracowywano przyjętą następnie przez rząd strategię, to był tam zapis o wydatkowaniu na obronność 2,2 proc. PKB.

To jak to się stało, że dzisiaj mamy tylko 2 proc. PKB...?
– Tak jak wspomniałem, rząd przyjął tę strategię, ale później zaczęły się kłopoty z ministrem finansów. Zmniejszono więc ten pułap nakładów najpierw do 2 proc., a później jeszcze niżej do 1,95 proc. PKB. I wtedy, kiedy pojawiła się kwestia samolotu wielozadaniowego dla polskiej armii, to wówczas udało mi się, bo jako wiceminister obrony to ja prowadziłem rozmowy z wiceministrem finansów, który uważał, że zakup samolotów powinniśmy pokryć z budżetu MON, natomiast ja stałem na stanowisku, że powinien to być program ekstra i udało mi się wynegocjować i przekonać również premiera Jerzego Buzka, żeby do 1,95 proc. dodać 0,5 proc. PKB dedykowane właśnie na zakup samolotów wielozadaniowych. I w ten sposób już wówczas osiągnęliśmy poziom 2 proc. PKB na obronność. Natomiast inne kraje tego nie zrobiły i jak widać, niespecjalnie zamierzają to zrobić, jak chociażby Niemcy, którzy owszem deklarują wzrost, ale kiedy, to nie bardzo wiadomo.

Skoro jesteśmy przy naszych zachodnich sąsiadach, to czy niemieckie siły zbrojne, które zredukowały swoją armię, są w stanie dotrzymać zobowiązań obronnych w ramach NATO?
– Chyba po raz pierwszy mamy sytuację, kiedy Polacy obawiają się, że Niemcy mają słabą armię. To przedziwna sytuacja, ale tak rzeczywiście jest. Jakiś czas temu minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen powiedziała, że sytuacja Bundeswery, jeśli chodzi o jakość uzbrojenia: niesprawne systemy strzeleckie, pojazdy opancerzone, samoloty, a także okręty wojenne, nie pozwala na wypełnianie zobowiązań sojuszniczych, które w ramach NATO zostały nałożone na Niemcy. Nie słyszałem, żeby to stwierdzenie zostało odwołane. Owszem słychać, że Niemcy mają zwiększyć nakłady zdaje się, że również jeśli chodzi o broń pancerną, ale póki co są to bardziej plany niż realne, konkretne działania.

Wojska amerykańskie i NATO pozostaną w Polsce przez najbliższe pięć lat, ale Niemcy nie pałają specjalnie entuzjazmem w związku z obecnością wojsk amerykańskich na wschodniej flance NATO…
– Obecność przede wszystkim Amerykanów w Polsce i w ogóle na wschodniej flance bardzo drażni Rosję, a Niemcy – niezależnie od tego, że trzymają linię państw Zachodu w kwestii rosyjskiej agresji na Ukrainie i nałożonych w związku z tym sankcji na Moskwę – to bardzo silnie przejawiają się tam tendencje dotyczące współpracy z Rosją na wielu poziomach. Kontrkandydat Angeli Merkel na urząd kanclerza Martin Schulz w sposób jednoznaczny stwierdza, że należy się z Rosją dogadać, a nie straszyć. Obecny prezydent Niemiec, a wcześniej minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier też mówił, że w relacjach z Rosją nie wypada wymachiwać szabelką, ale trzeba się porozumieć. W tej sytuacji obecność na wschodniej flance wojsk amerykańskich, ale również jednoznaczna postawa Polski w tym względzie – w perspektywie szczęśliwości niemiecko-rosyjskiej – wyraźnie przeszkadzają.

I tu może być problem z tą niemiecko-rosyjską szczęśliwością, zważywszy na to, że mamy zapowiedź obecności wojsk amerykańskich na wschodniej flance przynajmniej do 2022 roku….
– Tu dochodzimy do kolejnego, bardzo istotnego elementu w tej politycznej układance. Mianowicie osiągnęliśmy – i owszem – sukces, bo bodajże po raz pierwszy wojska amerykańskie pojawiły się na naszym terytorium, a Stany Zjednoczone zaangażowały się bardzo mocno w budowę wschodniej flanki NATO, ale jednocześnie mamy znak zapytania: czy tak będzie zawsze…?

A Pan jak uważa?
– Osobiście jestem zwolennikiem tezy, że w gruncie rzeczy źle się stało, iż Polska zrezygnowała z domagania się stałych baz natowskich na terenie Europy Środkowo-Wschodniej – czyli w naszym regionie. Bardzo szybko przyjęliśmy retorykę Zachodu, że oto NATO już takich baz nie buduje i że obecność wojska z magazynami broni, czyli obecność rotacyjna w zupełności wystarczy. Otóż widać wyraźnie, że skoro nasze władze, które udawały się na miniszczyt NATO w Brukseli, ogłosiły jako wielki sukces, to, że udało się uzyskać decyzję, że te wojska, które do nas przyszły, będą u nas dalej stacjonować także po 2018 r., to oznacza, że wcale nie było to takie pewne. Czyli obecność wojsk NATO jest – można powiedzieć – efektem pewnej politycznej decyzji, która za każdym razem będzie poddawana ciśnieniu różnego rodzaju zdarzeń i co więcej, że będzie weryfikowana. Nigdzie nie jest też napisane, że ta weryfikacja musi być korzystna z naszego punktu widzenia.

Co to oznacza?
– To oznacza, że pomimo, iż obecnie rządzący i kierownictwo MON bardziej trzeźwo spoglądają na sprawy naszego bezpieczeństwa niż poprzednicy, ale to oznacza cały czas ten sam motyw, a mianowicie nasze bezpieczeństwo – w gruncie rzeczy – jest uzależnione od czynników zewnętrznych, na które mamy ograniczony wpływ, a być może wcale nie mamy. Proszę sobie przypomnieć, jakie pojawiły się obawy, kiedy Donald Trump miał objąć prezydenturę. Wówczas wszyscy się zastanawiali, czy linia, którą realizuje NATO, będzie kontynuowana, czy stanowcza polityka wobec Kremla będzie miała swój dalszy ciąg. Później, kiedy się okazało, że chyba jednak Rosji się nie udało i nadzieje na „skasowanie” Trumpa – przynajmniej jak dotąd są płonne, to perspektywa cały czas jest ta sama. Tylko pytanie brzmi: jak długo jeszcze będziemy uzależniali nasze bezpieczeństwo od czynników zewnętrznych? I to jest bardzo niebezpieczne i niepokojące.

Czyli odetchnęliśmy, ale nie bardzo wiadomo, na jak długo i co dalej?
– Dokładnie. To jest cały czas mniej więcej tak jak z sojuszem Polski z Francją.

Polska jako jedno z pięciu państw Sojuszu przeznacza 2 proc. PKB na bezpieczeństwo i obronę, a jest zapowiedź prezydenta Dudy, że od 2020 r. wydatki te wzrosną do 2,2 proc. PKB, a do 2030 do 2,5 proc. PKB. W jakiej pozycji stawia to nasz kraj?
– Odpowiadając, podam oficjalne dane, według których Rosja rocznie wydaje na swoją obronność 5 proc. swojego PKB. Przy czym PKB Rosji jest zdecydowanie większe od PKB Polski.

Ale patrząc, jak wyglądało finansowanie polskiej obronności za rządów koalicji PO – PSL, to jakby nie patrzeć, postęp jest…
– Oczywiście, że tu nie ma porównania. Przy czym osobiście jestem zwolennikiem poglądu, że problem jest nawet nie w pieniądzach, które są oczywiście niezbędne i potrzebne, bo bez nich nie będzie odpowiedniego sprzętu wojskowego, ale problem jest w tym, jak te pieniądze mądrze wydać. I tu dotykamy kwestii dotyczącej strategii obronnej, a mianowicie jaką strategię obrony kraju Polska przyjmie.

Przecież ta strategia pojawiła się ostatnio…?
– Nie, póki co pojawiła się i owszem koncepcja, ale sama koncepcja nie jest strategią obrony kraju. Koncepcja, o której słyszymy, jest dopiero pewnym projektem działań. Zapoznałem się z tym dokumentem, który niestety nie jest zbyt obszerny i jest, szczerze mówiąc, dość ubogi jeśli chodzi o fakty i informacje. Owszem jest tam szereg rzeczy ogólnych, ciekawych, ale to, co uderza, to po pierwsze: nie znamy harmonogramu zamierzeń zbrojeniowych, które MON zapowiada w tym dokumencie. Ponadto tym, co mnie zastanowiło, jest to, że w tej koncepcji owszem mówi się o siłach powstrzymujących agresora, które mają wytrwać do czasu, aż nadejdzie pomoc sojusznicza.

Czyli nic nowego…?
– O tyle jest lepiej, że poprzednicy w ogóle nie rozpatrywali sytuacji, w której sami mielibyśmy się bronić do nadejścia pomocy, bo zakładano, że ta pomoc nadejdzie natychmiast. Nie wiem, na jakiej podstawie, ale ekipa Tuska i Kopacz wyliczyła, że sami nie damy rady w przypadku napaści, więc zmieniono koncepcję – żeby tylko wyglądała dobrze na papierze i i założono, że NATO zjawi się u nas ze wsparciem natychmiast. W odróżnieniu od strategii koalicji PO – PSL koncepcja obecnego kierownictwa MON mówi wprost, że musimy mieć uzbrojenie i siły, które będą nas bronić do czasu, kiedy sojusznicy udzielą nam pomocy. To jednocześnie oznacza, że resort obrony nie rozpatrywał sytuacji, w której trzeba będzie się przygotować do wojny, w której pomoc może do nas nie nadejść. Może to, co mówię, jest kłopotliwe, może nawet nie wypada stawiać takich pytań, bo wiadomo, że sojusznicy są solidni i na pewno nam pomogą.

Zapowiedź utworzenia w ramach NATO specjalnej komórki do zwalczania terroryzmu to, Pana zdaniem, dobry pomysł?
– Owszem, jest taka zapowiedź, ale jednocześnie sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg powiedział, że wcale to nie oznacza, że NATO zaangażuje się wojskowo i podejmie akcje zbrojne przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu. Polska też się zgłosiła do walki z terroryzmem i w tych ramach będziemy szkolić siły irackie i afgańskie w obsłudze sprzętu postsowieckiego, który wciąż tam dominuje.

Czy zaangażowanie NATO w walce z tzw. Państwem Islamskim jest ceną za stałe wsparcie Amerykanów w Europie Środkowo-Wschodniej?
– Zdecydowanie tak. W NATO też nie ma nic za darmo!

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... darmo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 16 cze 2017, 06:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Nie ulegniemy szantażowi Komisji Europejskiej

Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komisja Europejska daje Polsce, Czechom i Węgrom zaledwie miesiąc na wyjaśnienia, dlaczego nie godzą się na przymusową relokację. Skąd to nagłe przyspieszenie?
– Komisja Europejska chce koniecznie pokazać, że relokacja to najlepsza z możliwych metoda walki z kryzysem migracyjnym. Podczas wtorkowej konferencji prasowej komisarz ds. migracji i spraw wewnętrznych Dimitris Avramopoulos przekonywał wręcz, że tylko dzięki relokacji będziemy w stanie zmniejszyć poziom ryzyka i zagrożenia, jakie niesie za sobą masowa migracja. Mamy też próby przekonywania, że integracja migrantów na obszarze Unii jest możliwa, co więcej, potrzebna, a sami migranci, jeśli są dobrze zintegrowani, mogą pozytywnie wpłynąć na ogólne funkcjonowanie, np. rynku pracy, oraz stabilność budżetową poszczególnych państw. Takie naiwne podejście świadczy o niezrozumieniu problemu, o postawieniu sprawy na głowie, pokazuje też kompletne odrealnienie Komisji.

Jaki sens ma wszczynanie tej procedury, skoro nie ma jeszcze rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu w związku ze skargą Węgier i Słowacji na przymusową relokację uchodźców?
– Komisja Europejska powinna oczywiście zaczekać do momentu rozstrzygnięcia przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej skarg Węgier i Słowacji, jednakże znów zwyciężyła potrzeba odgrywania nadrzędnej roli wobec innych unijnych instytucji. Trudno odczytać to inaczej, jak formę i sposób lekceważenia innych organów unijnych, a zarazem zły sygnał wysyłany do obywateli Unii, którzy i bez tego sceptycznie się odnoszą do unijnych instytucji, odbierając je jako oderwane od rzeczywistości. Tak czy inaczej takie działania na pewno nie budują zaufania do organów wspólnotowych. Może to też oznaczać, że KE spodziewa się odrzucenia tych dwóch skarg przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Ciągnie się za nami decyzja rządu premier Ewy Kopacz z września 2015 r., który zgodził się na przyjęcie do Polski kilku tysięcy imigrantów?
– To – można powiedzieć – jest grzech pierworodny, którego konsekwencje ponosimy teraz w całej rozciągłości. Bardzo żałuję, że rząd Ewy Kopacz wyłamał się ze wspólnego stanowiska państw Grupy Wyszehradzkiej, co więcej, zlekceważył głos obywateli, którzy od samego początku sprzeciwiali się przyjęciu imigrantów do Polski. Próba przypodobania się unijnym elitom przyniosła fatalny skutek.

Jaka w tej sytuacji jest pozycja rządu polskiego w konfrontacji z KE?
– Rząd premier Beaty Szydło od samego początku zdecydowanie sprzeciwia się obowiązkowym kwotom imigrantów i nic w tym zakresie się nie zmienia. Naszym celem jest przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa Polakom, stąd nie zamierzamy ulegać żadnym próbom szantażu ze strony Komisji Europejskiej. Przypomnę też, że sama decyzja o relokacji imigrantów została podjęta z ominięciem obowiązkowego kryterium jednomyślności, które jest wymagane podczas posiedzeń Rady Europejskiej. W tej sytuacji należy się zastanowić, czy rzeczywiście jest podstawa do wszczęcia takiej procedury, a jednocześnie mieć na uwadze fakt, że nie tylko Polska jest przeciwna decyzji o przymusowej relokacji uchodźców.

Są kraje, które złożyły obietnice w sprawie relokacji, ale ich nie wypełniły. Jak długo może potrwać ta gra pozorów i do czego to prowadzi?
– Z oficjalnych danych wynika, że od momentu uruchomienia systemu relokacji przeprowadzono ich zaledwie ok. 15 tysięcy. To oznacza, że praktycznie żaden z europejskich rządów tak naprawdę nie wykonał „planu” i wcale nie pali się do przyjęcia uchodźców. To tylko pokazuje fiasko całej tej propozycji. Jednocześnie próbuje się ukarać tylko niektóre kraje, zwłaszcza takie jak Polska, która ma bardzo krytyczne zdanie na temat działań podejmowanych przez kierownictwo Unii Europejskiej.

O co toczy się gra…? Mamy do czynienia z próbą dekompozycji UE? Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że KE, przejmując prerogatywy krajów członkowskich w kwestiach polityki migracyjnej i bezpieczeństwa, de facto godzi w suwerenność państw narodowych…
– Już nie pierwszy raz KE udowadnia swoje ambicje do bycia dominującą instytucją, która chce wyznaczać sposób życia w państwach członkowskich. Kwestia migracji to także kolejny dowód na to, że Komisja podejmuje decyzje po myśli największych państw członkowskich: Niemiec, Francji czy Włoch, lekceważąc pozostałe kraje wspólnoty. Podobnie dzieje się przecież także w sprawie pracowników delegowanych czy gazociągu Nord Stream 2. Niestety, w tych sprawach nie mamy co liczyć na unijną solidarność, o której tak dużo się mówi. Póki co są to tylko słowa.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... skiej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 23 cze 2017, 16:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Nie pozwólmy zdestabilizować Polski

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak ocenia Pan pomysł ściągania Ukraińców do Polski, a wręcz ułatwiania im otrzymania polskiego obywatelstwa, zaproponowany m.in. przez wicepremiera Jarosława Gowina?
– Przede wszystkim jest to bardzo niebezpieczny projekt. I takie słowa z ust wicepremiera polskiego rządu są niezrozumiałe, co więcej, budzą trwogę. Dlaczego…? Po pierwsze, należy pamiętać, że dopóki na Ukrainie nie dojdzie do denacjonalizacji, a więc odejścia od doktryny radykalnego nacjonalizmu ocierającego się o faszyzm, który jest coraz bardziej obecny w życiu publicznym tego kraju, to przybywanie tak dużych grup Ukraińców do Polski, z czasem może wywołać napięcia.

Mógłby Pan to wyjaśnić…?
– Ukraińcy po okresie adaptacji w Polsce będą się organizować np. w partie polityczne, czego przykładem może być Ruch Autonomii Śląska znany ze swoich rewizjonistycznych dążeń związanych z utworzeniem autonomicznego regionu w historycznych granicach Górnego Śląska. Należy też brać pod uwagę, że Ukraińcy wyznający ideologię nacjonalistyczną, którzy swoje losy wiążą z Polską, mogą w przyszłości zawierać bardzo niebezpieczne sojusze, np. z organizacjami o charakterze autonomicznym. Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik – niezwykle niebezpieczny – mianowicie Związek Ukraińców w Polsce pod przewodnictwem Piotra Tymy – znanego negacjonisty ludobójstwa na Wołyniu, może z czasem przyjąć tę mniejszość ukraińską przybywającą do Polski, a następnie stworzyć dużą siłę polityczną, która na terenie Polski będzie realizować cele nacjonalistów z Ukrainy. Tak czy inaczej projekt ściągania Ukraińców do Polski to są bardzo niebezpieczne działania.

Takie środowisko byłoby bardzo poważnym destabilizatorem sytuacji w Polsce. My musimy wyciągać wnioski z lekcji, jakiej udziela nam historia. W okresie międzywojennym mieliśmy do czynienia z dwoma wizjami współpracy mniejszości ukraińskiej z Polską: jedną reprezentowaną przez demokratyczne siły polityczne, które uczestniczyły w życiu państwa polskiego na czele z ówczesnym wicemarszałkiem Sejmu Wasylem Mudrym, i drugą wizją – skrajnego terroryzmu ukraińskiego, w ramach którego na początku lat 30. ubiegłego stulecia dokonano ponad dwóch tysięcy aktów terroru, w tym również wielu zabójstw. Przypomnę tylko, że zabijano nawet tych Ukraińców, którzy opowiadali się za współpracą z Polską. Zatem dopóki zachodnia Ukraina, z której przybywa do nas najwięcej obywateli tego państwa, w sposób jednoznaczny nie odrzuci ideologii nacjonalistycznej, to istnieje duże niebezpieczeństwo, że wydarzenia, które mają miejsce dzisiaj na Ukrainie, przeniosą się na terytorium Polski. Efektem mogą być napięcia na tle narodowościowym.

Czy to oznacza, że nie powinniśmy przyjmować Ukraińców do pracy w Polsce?
– Oczywiście, możemy w Polsce korzystać – czasowo – z pracy obywateli Ukrainy, ale nie może być mowy o trwałym osiedlaniu się ich w dużych ilościach, a tym bardziej o uzyskiwaniu przez Ukraińców obywatelstwa polskiego.

Z czego się biorą takie pomysły, czyż nie prościej byłoby ściągnąć do kraju tych Polaków, którzy musieli wyjechać za chlebem za granicę?
– Ma pan rację. Proszę zwrócić uwagę, że do Polski ściąga się od półtora do dwóch milionów Ukraińców, podczas gdy nasz kraj opuściło trzy miliony młodych Polaków. Czyż nie prościej i taniej byłoby opracować programy wsparcia dla Polaków, którzy w związku z destabilizacją sytuacji w Europie Zachodniej, co może nastąpić w najbliższych dwóch, trzech latach w związku z terroryzmem islamskim, być może zechcą wrócić…? Należy im to umożliwić i wyciągnąć do tych naszych rodaków rękę. W tej sytuacji nieporozumieniem jest szukanie sobie problemów z Ukraińcami, bo, owszem, są to rozwiązania proste i tanie, ale na dłuższą metę skrajnie niekorzystne dla Polski. Przede wszystkim my nie możemy prowadzić polityki w krótkim wymiarze, gdzie bierze się pod uwagę tylko to, co jest dla nas opłacalne dzisiaj pod względem zatrudnienia, czyli komu zapłacimy mniej. Lepiej żeby Polska i przedsiębiorcy ponieśli dzisiaj wyższe koszty związane ze ściągnięciem naszych rodaków z zagranicy, co może nam w przyszłości zagwarantować bezpieczeństwo w sferze publicznej, niż w sposób bezrefleksyjny przyjmować Ukraińców, tym samym stwarzając sobie na przyszłość zagrożenie destabilizacji państwa. Obawiam się, że duże grupy Ukraińców obecne w Polsce mogą być wykorzystywane nie tylko przez nacjonalistów ukraińskich, ale też przez inne państwa do wpływania na politykę Polski – to z jednej strony. Natomiast z drugiej – żeby w różnych formach doprowadzać do wewnętrznej destabilizacji, napięć i pokazywać, że Polska jest państwem ksenofobicznym, gdzie pod hasłami liberalnymi z zachodniej Europy będzie się wprowadzać różne formy obce naszej kulturze i narodowej tradycji.

Niektórzy idą jeszcze dalej, mówiąc nawet o otwarciu polskiej armii dla Ukraińców…
– Takie tezy są absurdalne i zupełnie niepoważne. Zresztą proszę zwrócić uwagę, jaki problem mają dziś Niemcy, którzy przyjęli w szeregi swojej armii islamistów. W tej chwili służby specjalne prowadzą na szeroką skalę działania mające na celu identyfikację zagrożeń, jakie płyną z tych środowisk. W tej sytuacji brakuje nam jeszcze, żeby służby odpowiadające za bezpieczeństwo były przesiąknięte elementami stanowiącymi zagrożenie dla państwa polskiego. Trudno komentować, jeśli ktoś tego nie rozumie. Jednocześnie takie podejście świadczy o poziomie myślenia niektórych elit, które nie wyciągają żadnych wniosków z naszych doświadczeń historycznych.

W tle tych nierozważnych projektów mamy sytuację, kiedy Ukraina zablokowała Polsce możliwość badań związanych z ludobójstwem na Wołyniu. Co więcej, podważa legalność polskich cmentarzy na swoim terytorium…
– Ta sprawa jest absurdalna i skandaliczna w każdym wymiarze. Mianowicie trzeba pamiętać, że na Ukrainie Polacy nie stawiają pomników oddziałom czy formacjom, które brały udział w walkach z Ukraińcami, ale stawiają pomniki czy oznaczają miejsca kaźni ludności cywilnej, która w bestialski sposób została zamordowana przez ukraińskie formacje zbrojne OUN-UPA. Natomiast na terenie Polski mamy do czynienia z próbami gloryfikowania zbrodniarzy, którzy zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce mordowali polską ludność. I to jest jeden aspekt tej sprawy, ale jest jeszcze druga kwestia dotycząca skali. Nacjonaliści ukraińscy zamordowali ponad sto tysięcy Polaków i tylko kilka procent miejsc, gdzie wrzucano ciała ofiar do dołów śmierci jest oznaczonych, a dodatkowo robi się problem z poszukiwaniami i oznaczeniem tych miejsc. Strona polska wychodzi z założenia, że nawet bandyta ma prawo do pochówku, tylko bez gloryfikowania i upamiętniania określonymi napisami miejsca, gdzie spoczywa.

A może daliśmy sobie po prostu wejść Ukraińcom na głowę?
– Mamy do czynienia z niesamowitą arogancją ze strony ukraińskiej, która próbuje narzucić państwu polskiemu własną, skrajną, nacjonalistyczną, jednostronną wizję wydarzeń, do których doszło kilkadziesiąt lat temu. Na tym poziomie – moim zdaniem – w ogóle nie ma co rozmawiać. Powiem więcej, mianowicie, że to, z czym dzisiaj mamy do czynienia po stronie ukraińskiej, jest winą ostatnich kilku rządów, które w sposób nazbyt liberalny przymykały oczy na nacjonalizm rosnący na zachodniej Ukrainie. Gdyby kilkanaście lat wstecz polskie rządy w ostry, jednoznaczny sposób zareagowały na odradzający się i szerzący się nacjonalizm ukraiński, to dzisiaj Polska nie miałaby problemu. I jeśli dzisiaj nie uporamy się z tym problemem, stawiając sprawę bardzo jasno, to za kilka lat problem będzie dużo większy, i to nie tylko na płaszczyźnie historycznej, ale przede wszystkim na płaszczyźnie politycznej i bezpieczeństwa.

Profesor Włodzimierz Osadczy, komentując fakt, że wiele ofiar ukraińskich mordów wciąż nie ma godnego pochówku, winą za ten stan rzeczy obarczył kolejne polskie rządy. Obecny rząd też powinien uderzyć się w piersi?
– Zgadzam się w całej rozciągłości z oceną prof. Osadczego. W szeregach obecnej władzy dominują dwie tendencje: jedna coraz bardziej zauważa piętrzące się problemy, ale jest też dość duża grupa, która stara się – w dalszym ciągu – prowadzić politykę, która przez ostatnie 20 lat doprowadziła Polskę do stanu, który w procesie upamiętniania polskich ofiar na Ukrainie mamy obecnie. To rzecz nieprawdopodobna, ale niestety jest to fakt.

Ewa Siemaszko stwierdziła ostatnio, że to polska klasa polityczna przyczyniła się do rozwoju kultu Bandery na Ukrainie i kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich. Proukraińska polityka kolejnego rządu odbija nam się czkawką?
– Ewa Siemaszko nie kryje się z tym od dawna i wie, co mówi. Zresztą nie tylko ona, ale jeszcze kilku innych polskich historyków wypowiada się podobnie w tej kwestii. Niestety, wszyscy, do których były adresowane te słowa, uznawali tę narracje za odosobniony pogląd. Dzisiaj widać, że to ci ludzie, którzy od dawna krytykowali politykę prowadzoną przez polskie rządy, mieli rację, a nie ci, którzy kierowali się poprawnością polityczną. Oczywiście Ukrainę można wspierać, można w tym kraju widzieć istotnego partnera dla Polski, ale takim partnerem dla nas nie może być środowisko czy środowiska, które kierują się wizją ideologiczną przeniesioną rodem z okresu sprzed 70 czy 80 lat wstecz. Zastanawiam się często, czy ukraińska klasa polityczna, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie, nie próbuje wygrać wojny, którą przegrała 70 czy 80 lat temu. To jest nieprawdopodobne, że w XXI wieku mamy kult faszyzmu, kult niemieckich formacji, które brały udział zarówno w holokauście, jak i w mordowaniu setek tysięcy Polaków. To jest tak jakby próbować negować, podważać dotychczasowe aksjomaty dotyczące II wojny światowej, czyli kto był najeźdźcą i wrogiem, kto kolaborował, kto mordował, a kto był ofiarą. Proszę też pamiętać, że nacjonalizm ukraiński stał po stronie niemieckiej, po stronie okupantów.

Przed nami 11 lipca i Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na obywatelach II RP przez ukraińskich nacjonalistów, pierwszy, który będzie obchodzony na szczeblu państwowym. Czego powinniśmy oczekiwać od polskich władz?
– Przede wszystkim polskie władze, skoro uznają, że było to ludobójstwo – uchwała jest, owszem, bardzo ważna, ale niezwykle ważna jest też ustawa, która powinna stanowić, tak jak to jest w przypadku holokaustu, że każdy, kto neguje ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, powinien podlegać sankcjom karnym. Tak jak w przestrzeni publicznej funkcjonuje termin „kłamstwo oświęcimskie”, tak w tym wypadku powinno być „kłamstwo wołyńskie”. Do tego potrzebna jest ustawa. Owszem, widzę dużą zmianę w podejściu obecnie rządzących – zmianę, którą wymusiły środowiska kresowe, a więc potomkowie tych, którzy przeżyli, którzy uciekli przed laty spod ręki ukraińskich siepaczy na Wołyniu czy w Małopolsce Wschodniej, ale także ludzi, którzy mieszkali na Lubelszczyźnie czy na Podkarpaciu i może w mniejszej skali, ale też byli mordowani przez OUN-UPA. Ten przełom, który nastąpił teraz w podejściu do tych kwestii – mam nadzieję – spowoduje, że nie tylko instytucje społeczne będą brały udział w nazywaniu rzeczy po imieniu, ale o prawdę historyczną w przestrzeni międzynarodowej zaangażuje się i należycie zadba także państwo polskie. Takie są oczekiwania polskiego społeczeństwa.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 08 lip 2017, 09:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Jeżeli mamy bronić wartości (a powinniśmy ich bronić), to brońmy realnych, faktycznych, wypracowanych przez tysiące lat rozwoju ludzkości, rozwoju kultury, rozwoju cywilizacji. Bo tzw. europejskich wartości, czyli tych wydumanych w ciągu ostatnich dziesięcioleci w głowach lewackich ideologów i związanych z przymusowym zachwytem nad zboczeniami i zboczeńcami to niech sobie bronią te pokręcone lewackie błazny z ich elitami na czele. Nas do swoich idiotyzmów niech nie mieszają.

Sojusz w obronie wartości

Z gen. dyw. Romanem Polko, byłym dowódcą Jednostki Specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ci, którzy po szczycie NATO w Brukseli krytykowali prezydenta Donalda Trumpa, że nie potwierdził artykułu 5 NATO, po jego wczorajszym wystąpieniu w Warszawie chyba nie powinni mieć wątpliwości…
– Ta krytyka prezydenta Trumpa była obecna już podczas wizyty w Warszawie przed wystąpieniem na placu Krasińskich, kiedy pojawiały się bieżące komentarze, dlaczego jeszcze nie potwierdził ważności art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Słyszałem nawet opinię, że lepiej, żeby nie przyjeżdżał do Polski, skoro tego nie potwierdza. Usiłowano też pomniejszyć wagę tej wizyty, przedstawiając ją jako mało znaczące wydarzenie. Ludzi, którzy kierują się tylko propagandą, którzy szukali w tej wizycie tylko tego, co złe, a także ludzi, którzy łatwo się poddają takiej manipulacji, niestety nie brakuje. Natomiast to, na co zwracał uwagę prezydent Trump, to przede wszystkim zdrowy rozsądek i logika. Pamiętajmy, że ten prezydent już wcześniej podkreślał, że te państwa, które są członkami NATO, przygotowując się do obrony kolektywnej, powinny wydatkować pieniądze – na tyle, na ile je stać, czyli 2 proc. PKB – i tym samym współuczestniczyć w budowaniu naszego wspólnego bezpieczeństwa.

Jednak spotkało się to z krytyką i niezadowoleniem Angeli Merkel, kanclerz Niemiec, i innych przywódców…
– Prezydent Trump jako przywódca największego światowego mocarstwa, które przeznacza najwięcej środków na obronność, niespecjalnie przejmuje się takimi głosami. Zresztą zwracał uwagę, że wtedy, gdy Rosja się zbroiła, to państwa zachodnioeuropejskie się rozbrajały i wydatków w skali 2 proc. PKB nie ponosiły. I ten głos prezydenta Trumpa – bardzo rozsądny – już przynosi efekty, bo znacznie więcej środków, niż to było wcześniej, zaczyna płynąć na realizację zobowiązań sojuszniczych. Dobrze, że to zostało mocno powiedziane, bo w przeciwnym wypadku w dalszym ciągu ta negatywna tendencja byłaby utrzymywana. Prezydent Stanów Zjednoczonych podczas swojego wystąpienia w bardzo piękny sposób mówił o historii Polski i zasługach Polaków. Potwierdził też art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego dotyczący solidarnego współdziałania państw członkowskich NATO, i to w takiej formie, w jakiej chciałoby się to usłyszeć – mówiąc o tym, że to nie do końca jest tak, że możemy spać spokojnie, Stany Zjednoczone nas obronią, tylko że zapewnienie bezpieczeństwa jest naszym wspólnym zobowiązaniem. W związku z tym powinniśmy się w miarę naszych możliwości do tego przyłożyć.

Podpisano memorandum ws. baterii rakiet Patriot, co oznacza, że program „Wisła” będzie rozwijany, ponadto Amerykanie – koncern Lockheed Martin – będzie partnerem Polskiej Grupy Zbrojeniowej w programie „Homar”. Jest to odpowiedź na rosyjskie iskandery i zagrożenie ze wschodu?
– Z pewnością tak. Jest to odpowiedź na zagrożenie ze strony Rosji. Pamiętam, że kiedy pełniłem obowiązki szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego i kiedy rozmawialiśmy o kwestiach technologicznych, to zawsze słyszeliśmy: dlaczego tak mocno się domagacie dostępu do tarczy antyrakietowej, skoro wam nic nie zagraża? Teraz sytuacja się zmieniła i nikt już nie pyta się dlaczego…? Najistotniejsze w związku z podpisanym memorandum jest to, że będziemy mieli dostęp do amerykańskiej technologii nowej generacji systemów Patriot, do której dostęp ma tylko kilka krajów. Nie jest to zatem tylko budowa obrony powietrznej, ale specjalnych relacji i dużego zaufania, jakim Amerykanie darzą Polaków. Trzeba wziąć pod uwagę, że Stany Zjednoczone niezbyt chętnie udzielają dostępu do najnowocześniejszych technologii – zwłaszcza w sektorze zbrojeniowym. Oczywiście jest to póki co list intencyjny, a więc początek drogi, ale skoro takie ustalenia zapadły na najwyższym politycznym poziomie i jest wręcz wskazanie, mapa drogowa, to podejrzewam, że na poziomie biznesowych większych problemów być już nie powinno.

Na ile te decyzje dotyczące realizacji programów polsko-amerykańskich zmieniają strategię Polski w kwestii obronności?
– Przede wszystkim strategia dotycząca bezpieczeństwa i obronności Polski zostaje w końcu urealniona. Można mówić wiele pięknych słów, rysować scenariusze dotyczące wspólnej odpowiedzialności – w czym celowała przede wszystkim zachodnia Europa – ale to było dużo słów, a mało działań, żartowano sobie nawet, mówiąc: „No action, talk only” (żadnej akcji, tylko rozmowy). Natomiast jest korzystne dla Polski, że Sojusz Północnoatlantycki jednak wraca do swoich korzeni i pamiętając także o artykule 3, buduje swoje zdolności obronne, a co za tym idzie – każdy członek NATO przede wszystkim ma nie tylko patrzeć, kto go obroni w przypadku zagrożenia, ale sam realizować swoje zobowiązania. Tylko wówczas, wszyscy razem i każdy z osobna, będziemy mogli czuć się bezpiecznie. Z całą pewnością wizyta prezydenta Donalda Trumpa w Polsce była przełomowa, bardzo ważna. Polska godnie ugościła prezydenta najpotężniejszego światowego mocarstwa. Również wybór Polski przez prezydenta Trumpa jako pierwszego kraju w Europie, który odwiedza, nie był przypadkowy.

Jesteśmy ważni…?
– Donald Trump dał jasny sygnał państwom zachodniej Europy, że Polska jest ważnym państwem na geopolitycznej mapie świata, że Polska może być i jest wzorem europejskości, że jest liderem w Europie, jeśli chodzi o poważne podejście do traktowania swoich sojuszniczych zobowiązań. Polska się nie uchyla od odpowiedzialności w walce ze światowym terroryzmem, a jednocześnie sukcesywnie buduje swoje zdolności związane z realizacją zobowiązań sojuszniczych, które mówią o kolektywnej obronie własnego terytorium.

Prezydent Trump podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą powiedział m.in., że wraz z Polską wypracowuje reakcję na agresywne i destabilizujące działania i zachowania Rosji.
– Słowa te poszły w świat, również Kreml skomentował tę wypowiedź, twierdząc, że się nie zgadza z takim postawieniem sprawy. Mało tego, że wspólne polsko-amerykańskie działania dotyczące opracowywania wspólnej strategii na destabilizujące działania to zwykła retoryka. Jednak nie ulega wątpliwości, że jest to bardzo jasne odniesienie do tego, co się dzieje za naszą wschodnią flanką, do prowokacji ze strony Rosji, do rosyjsko-białoruskich manewrów wojskowych Zapad-2017, które odbędą się we wrześniu, było to też odniesienie do wcześniejszej rosyjskiej aneksji Krymu. Z Warszawy poszedł też jasny sygnał, ostrzeżenie, że jeśli sojusznik Stanów Zjednoczonych spotka się agresją ze strony rosyjskiej, to spotka się z reakcją Waszyngtonu. Jednocześnie prezydent Trump wypowiedział zdanie, które – jak sądzę – otwiera furtkę czy też możliwość Putinowi zawrócenia z drogi i obrania kierunku wspólnej walki z terroryzmem. Oczywiście jest to obwarowane pewnymi warunkami, czyli zaniechaniem destabilizacji Ukrainy i odstąpieniem od okupacji części terytorium tego państwa.

Po szczycie NATO w Brukseli kraje zachodniej Europy, a zwłaszcza Niemcy, uwierzyły, że dadzą sobie radę bez Stanów Zjednoczonych. Czy aby na pewno…?
– Relacje transatlantyckie są dla nas bardzo ważne. Europa w tej chwili jest – można powiedzieć – rozbrojona i w przypadku jakiegokolwiek ewentualnego konfliktu zbrojnego nie jest w stanie sobie poradzić bez wsparcia Stanów Zjednoczonych. Sądzę, że zachodnia Europa ma tego świadomość, o czym może świadczyć wizja budowy wspólnych europejskich zdolności obronnych czy projekty, które pozwalałyby zbudować zunifikowany sprzęt, który europejskie państwa mogłyby wspólnie użytkować. Ale ta zmiana myślenia w podejściu do kwestii bezpieczeństwa i obronności została zainspirowana przez prezydenta Trumpa, który nawoływał, aby Europa przede wszystkim sama dawała sobie radę i w końcu sama zadbała o swoje bezpieczeństwo, bo ekonomicznie państwa Europy Zachodniej na to stać. Tym komunikatem Donald Trump obudził wśród zasklepionych elit europejskich czy unijnych refleksję, że jeśli Europa sama nie zadba o swoje bezpieczeństwo, to nie ma co liczyć, że zrobią to za nią Amerykanie.

Trump powiedział, że silny sojusz z Polską pozostaje ważnym elementem pokoju. Czy, Pana zdaniem, to oznacza, że Polska i Stany Zjednoczone są strategicznymi partnerami?
– Sądzę, że Polska awansowała do roli ważnego partnera w polityce Stanów Zjednoczonych. Polska to nie tylko przyjaciel, ale także ważny sojusznik i partner dla obecnej administracji waszyngtońskiej. Stany Zjednoczone właściwie pod każdym względem, czy to wielkości państwa, ludnościowym, czy pod względem ekonomicznym, gospodarczym, czy militarnym, trudno porównywać z Polską. Zresztą nawet Rosja miałaby z tym problem. Natomiast to, co zostało zaakcentowane przez prezydenta Trumpa, to wspólnota wartości, które nas łączą. Wartości rodziny, życia, wszystko zakorzenione w Bogu, to jest ważne, bo z tego wypływa wszystko inne. To morale, wartości, spójność słów z czynami powoduje, że nawet najwięksi wrogowie nie są w stanie sobie poradzić. Z własnego doświadczenia, wieloletniej służby i współpracy z żołnierzami Armii Stanów Zjednoczonych, mogę powiedzieć, że na Amerykanach można polegać. Również Amerykanie w ramach NATO doświadczyli również, że na Polakach można polegać. Kiedy pojawia się problem, to pierwszym pytaniem nie jest, co i za ile, a więc o korzyści, ale wtedy, kiedy po zamachach na World Trade Center Amerykanie prosili nas o wspólną misję w Afganistanie, Iraku, a ostatnio o wsparcie walki z terroryzmem islamskim, to z naszej strony nie było wątpliwości i tłumaczenia, że my zrobiliśmy już swoje i kolej na innych, ale Polska – na miarę swoich możliwości – aktywnie przystąpiła do realizacji sojuszniczych zobowiązań. I chyba to miał na myśli prezydent Trump, mówiąc o podejściu do wspólnych zobowiązań. Takiej odpowiedzi – w ostatnich latach – ze strony innych państw europejskich nie było. Natomiast były połajanki, wspomnę tylko słowa prezydenta Francji Jacques’a Chiraca, który powiedział, że Polska straciła okazję, żeby siedzieć cicho.

Czy przesłanie dotyczące wartości, bardzo wyraźnie odwołujące się do Boga, to ważniejsze akcenty wizyty prezydenta Trumpa w Warszawie?
– Zdecydowanie tak. Ważne było też podkreślenie wagi i istnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego jako stabilizatora światowego pokoju, ponadto słowa o kolektywnej obronie. Drugi element to wyraźnie zarysowany priorytet walki z terroryzmem i obrona zachodniej cywilizacji, trzeci – krytyka i wezwanie Rosji do porzucenia, do rezygnacji z nieobliczalnej polityki i aby wspólnie z innymi państwami zaczęła pomagać w budowaniu obszaru bezpieczeństwa w naszym regionie. To wszystko, o czym wspomniałem, opiera się na fundamencie, którym jest system wartości, odwołanie się do Boga. O tym wszystkim mówił prezydent Trump w Polsce, podkreślając np. rolę powstańców warszawskich, których nie dało się złamać, którzy w obliczu zagrożenia niemieckiego walczyli o własny kraj, o wolność, o swobody, o demokratyczny ład i pokój.

Jak Pan ocenia wizytę Donalda Trumpa?
– To była historyczna i bardzo ważna wizyta. Prezydent największego światowego mocarstwa rozpoczyna swoją wizytę w Europie nie od Berlina, Paryża czy Londynu, ale od Warszawy – to jest sygnał dla świata. To w Polsce padły długo oczekiwane deklaracje o podtrzymaniu bezpieczeństwa w Europie Środkowej i Wschodniej oraz te związane z podtrzymaniem art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Istotna była też propozycja sojuszu w obronie wspólnych wartości, a także apel do Europy, aby skończyła z lewicowo-liberalną polityką, żeby wsłuchiwała się w głos swoich obywateli i wróciła do chrześcijańskich korzeni. W innym wypadku przegra wojnę cywilizacyjną, która się toczy. Również Polska pokazała prezydentowi Stanów Zjednoczonych, ale też całemu światu, swoją gościnność i potwierdziła, że czy się to komuś podoba, czy nie, to Ameryka jest gwarantem naszego bezpieczeństwa.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

Sojusz w obronie wartości
Piątek, 7 lipca 2017 (20:36)
Z gen. dyw. Romanem Polko, byłym dowódcą Jednostki Specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ci, którzy po szczycie NATO w Brukseli krytykowali prezydenta Donalda Trumpa, że nie potwierdził artykułu 5 NATO, po jego wczorajszym wystąpieniu w Warszawie chyba nie powinni mieć wątpliwości…
– Ta krytyka prezydenta Trumpa była obecna już podczas wizyty w Warszawie przed wystąpieniem na placu Krasińskich, kiedy pojawiały się bieżące komentarze, dlaczego jeszcze nie potwierdził ważności art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Słyszałem nawet opinię, że lepiej, żeby nie przyjeżdżał do Polski, skoro tego nie potwierdza. Usiłowano też pomniejszyć wagę tej wizyty, przedstawiając ją jako mało znaczące wydarzenie. Ludzi, którzy kierują się tylko propagandą, którzy szukali w tej wizycie tylko tego, co złe, a także ludzi, którzy łatwo się poddają takiej manipulacji, niestety nie brakuje. Natomiast to, na co zwracał uwagę prezydent Trump, to przede wszystkim zdrowy rozsądek i logika. Pamiętajmy, że ten prezydent już wcześniej podkreślał, że te państwa, które są członkami NATO, przygotowując się do obrony kolektywnej, powinny wydatkować pieniądze – na tyle, na ile je stać, czyli 2 proc. PKB – i tym samym współuczestniczyć w budowaniu naszego wspólnego bezpieczeństwa.

Jednak spotkało się to z krytyką i niezadowoleniem Angeli Merkel, kanclerz Niemiec, i innych przywódców…
– Prezydent Trump jako przywódca największego światowego mocarstwa, które przeznacza najwięcej środków na obronność, niespecjalnie przejmuje się takimi głosami. Zresztą zwracał uwagę, że wtedy, gdy Rosja się zbroiła, to państwa zachodnioeuropejskie się rozbrajały i wydatków w skali 2 proc. PKB nie ponosiły. I ten głos prezydenta Trumpa – bardzo rozsądny – już przynosi efekty, bo znacznie więcej środków, niż to było wcześniej, zaczyna płynąć na realizację zobowiązań sojuszniczych. Dobrze, że to zostało mocno powiedziane, bo w przeciwnym wypadku w dalszym ciągu ta negatywna tendencja byłaby utrzymywana. Prezydent Stanów Zjednoczonych podczas swojego wystąpienia w bardzo piękny sposób mówił o historii Polski i zasługach Polaków. Potwierdził też art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego dotyczący solidarnego współdziałania państw członkowskich NATO, i to w takiej formie, w jakiej chciałoby się to usłyszeć – mówiąc o tym, że to nie do końca jest tak, że możemy spać spokojnie, Stany Zjednoczone nas obronią, tylko że zapewnienie bezpieczeństwa jest naszym wspólnym zobowiązaniem. W związku z tym powinniśmy się w miarę naszych możliwości do tego przyłożyć.

Podpisano memorandum ws. baterii rakiet Patriot, co oznacza, że program „Wisła” będzie rozwijany, ponadto Amerykanie – koncern Lockheed Martin – będzie partnerem Polskiej Grupy Zbrojeniowej w programie „Homar”. Jest to odpowiedź na rosyjskie iskandery i zagrożenie ze wschodu?
– Z pewnością tak. Jest to odpowiedź na zagrożenie ze strony Rosji. Pamiętam, że kiedy pełniłem obowiązki szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego i kiedy rozmawialiśmy o kwestiach technologicznych, to zawsze słyszeliśmy: dlaczego tak mocno się domagacie dostępu do tarczy antyrakietowej, skoro wam nic nie zagraża? Teraz sytuacja się zmieniła i nikt już nie pyta się dlaczego…? Najistotniejsze w związku z podpisanym memorandum jest to, że będziemy mieli dostęp do amerykańskiej technologii nowej generacji systemów Patriot, do której dostęp ma tylko kilka krajów. Nie jest to zatem tylko budowa obrony powietrznej, ale specjalnych relacji i dużego zaufania, jakim Amerykanie darzą Polaków. Trzeba wziąć pod uwagę, że Stany Zjednoczone niezbyt chętnie udzielają dostępu do najnowocześniejszych technologii – zwłaszcza w sektorze zbrojeniowym. Oczywiście jest to póki co list intencyjny, a więc początek drogi, ale skoro takie ustalenia zapadły na najwyższym politycznym poziomie i jest wręcz wskazanie, mapa drogowa, to podejrzewam, że na poziomie biznesowych większych problemów być już nie powinno.

Na ile te decyzje dotyczące realizacji programów polsko-amerykańskich zmieniają strategię Polski w kwestii obronności?
– Przede wszystkim strategia dotycząca bezpieczeństwa i obronności Polski zostaje w końcu urealniona. Można mówić wiele pięknych słów, rysować scenariusze dotyczące wspólnej odpowiedzialności – w czym celowała przede wszystkim zachodnia Europa – ale to było dużo słów, a mało działań, żartowano sobie nawet, mówiąc: „No action, talk only” (żadnej akcji, tylko rozmowy). Natomiast jest korzystne dla Polski, że Sojusz Północnoatlantycki jednak wraca do swoich korzeni i pamiętając także o artykule 3, buduje swoje zdolności obronne, a co za tym idzie – każdy członek NATO przede wszystkim ma nie tylko patrzeć, kto go obroni w przypadku zagrożenia, ale sam realizować swoje zobowiązania. Tylko wówczas, wszyscy razem i każdy z osobna, będziemy mogli czuć się bezpiecznie. Z całą pewnością wizyta prezydenta Donalda Trumpa w Polsce była przełomowa, bardzo ważna. Polska godnie ugościła prezydenta najpotężniejszego światowego mocarstwa. Również wybór Polski przez prezydenta Trumpa jako pierwszego kraju w Europie, który odwiedza, nie był przypadkowy.

Jesteśmy ważni…?
– Donald Trump dał jasny sygnał państwom zachodniej Europy, że Polska jest ważnym państwem na geopolitycznej mapie świata, że Polska może być i jest wzorem europejskości, że jest liderem w Europie, jeśli chodzi o poważne podejście do traktowania swoich sojuszniczych zobowiązań. Polska się nie uchyla od odpowiedzialności w walce ze światowym terroryzmem, a jednocześnie sukcesywnie buduje swoje zdolności związane z realizacją zobowiązań sojuszniczych, które mówią o kolektywnej obronie własnego terytorium.

Prezydent Trump podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą powiedział m.in., że wraz z Polską wypracowuje reakcję na agresywne i destabilizujące działania i zachowania Rosji.
– Słowa te poszły w świat, również Kreml skomentował tę wypowiedź, twierdząc, że się nie zgadza z takim postawieniem sprawy. Mało tego, że wspólne polsko-amerykańskie działania dotyczące opracowywania wspólnej strategii na destabilizujące działania to zwykła retoryka. Jednak nie ulega wątpliwości, że jest to bardzo jasne odniesienie do tego, co się dzieje za naszą wschodnią flanką, do prowokacji ze strony Rosji, do rosyjsko-białoruskich manewrów wojskowych Zapad-2017, które odbędą się we wrześniu, było to też odniesienie do wcześniejszej rosyjskiej aneksji Krymu. Z Warszawy poszedł też jasny sygnał, ostrzeżenie, że jeśli sojusznik Stanów Zjednoczonych spotka się agresją ze strony rosyjskiej, to spotka się z reakcją Waszyngtonu. Jednocześnie prezydent Trump wypowiedział zdanie, które – jak sądzę – otwiera furtkę czy też możliwość Putinowi zawrócenia z drogi i obrania kierunku wspólnej walki z terroryzmem. Oczywiście jest to obwarowane pewnymi warunkami, czyli zaniechaniem destabilizacji Ukrainy i odstąpieniem od okupacji części terytorium tego państwa.

Po szczycie NATO w Brukseli kraje zachodniej Europy, a zwłaszcza Niemcy, uwierzyły, że dadzą sobie radę bez Stanów Zjednoczonych. Czy aby na pewno…?
– Relacje transatlantyckie są dla nas bardzo ważne. Europa w tej chwili jest – można powiedzieć – rozbrojona i w przypadku jakiegokolwiek ewentualnego konfliktu zbrojnego nie jest w stanie sobie poradzić bez wsparcia Stanów Zjednoczonych. Sądzę, że zachodnia Europa ma tego świadomość, o czym może świadczyć wizja budowy wspólnych europejskich zdolności obronnych czy projekty, które pozwalałyby zbudować zunifikowany sprzęt, który europejskie państwa mogłyby wspólnie użytkować. Ale ta zmiana myślenia w podejściu do kwestii bezpieczeństwa i obronności została zainspirowana przez prezydenta Trumpa, który nawoływał, aby Europa przede wszystkim sama dawała sobie radę i w końcu sama zadbała o swoje bezpieczeństwo, bo ekonomicznie państwa Europy Zachodniej na to stać. Tym komunikatem Donald Trump obudził wśród zasklepionych elit europejskich czy unijnych refleksję, że jeśli Europa sama nie zadba o swoje bezpieczeństwo, to nie ma co liczyć, że zrobią to za nią Amerykanie.

Trump powiedział, że silny sojusz z Polską pozostaje ważnym elementem pokoju. Czy, Pana zdaniem, to oznacza, że Polska i Stany Zjednoczone są strategicznymi partnerami?
– Sądzę, że Polska awansowała do roli ważnego partnera w polityce Stanów Zjednoczonych. Polska to nie tylko przyjaciel, ale także ważny sojusznik i partner dla obecnej administracji waszyngtońskiej. Stany Zjednoczone właściwie pod każdym względem, czy to wielkości państwa, ludnościowym, czy pod względem ekonomicznym, gospodarczym, czy militarnym, trudno porównywać z Polską. Zresztą nawet Rosja miałaby z tym problem. Natomiast to, co zostało zaakcentowane przez prezydenta Trumpa, to wspólnota wartości, które nas łączą. Wartości rodziny, życia, wszystko zakorzenione w Bogu, to jest ważne, bo z tego wypływa wszystko inne. To morale, wartości, spójność słów z czynami powoduje, że nawet najwięksi wrogowie nie są w stanie sobie poradzić. Z własnego doświadczenia, wieloletniej służby i współpracy z żołnierzami Armii Stanów Zjednoczonych, mogę powiedzieć, że na Amerykanach można polegać. Również Amerykanie w ramach NATO doświadczyli również, że na Polakach można polegać. Kiedy pojawia się problem, to pierwszym pytaniem nie jest, co i za ile, a więc o korzyści, ale wtedy, kiedy po zamachach na World Trade Center Amerykanie prosili nas o wspólną misję w Afganistanie, Iraku, a ostatnio o wsparcie walki z terroryzmem islamskim, to z naszej strony nie było wątpliwości i tłumaczenia, że my zrobiliśmy już swoje i kolej na innych, ale Polska – na miarę swoich możliwości – aktywnie przystąpiła do realizacji sojuszniczych zobowiązań. I chyba to miał na myśli prezydent Trump, mówiąc o podejściu do wspólnych zobowiązań. Takiej odpowiedzi – w ostatnich latach – ze strony innych państw europejskich nie było. Natomiast były połajanki, wspomnę tylko słowa prezydenta Francji Jacques’a Chiraca, który powiedział, że Polska straciła okazję, żeby siedzieć cicho.

Czy przesłanie dotyczące wartości, bardzo wyraźnie odwołujące się do Boga, to ważniejsze akcenty wizyty prezydenta Trumpa w Warszawie?
– Zdecydowanie tak. Ważne było też podkreślenie wagi i istnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego jako stabilizatora światowego pokoju, ponadto słowa o kolektywnej obronie. Drugi element to wyraźnie zarysowany priorytet walki z terroryzmem i obrona zachodniej cywilizacji, trzeci – krytyka i wezwanie Rosji do porzucenia, do rezygnacji z nieobliczalnej polityki i aby wspólnie z innymi państwami zaczęła pomagać w budowaniu obszaru bezpieczeństwa w naszym regionie. To wszystko, o czym wspomniałem, opiera się na fundamencie, którym jest system wartości, odwołanie się do Boga. O tym wszystkim mówił prezydent Trump w Polsce, podkreślając np. rolę powstańców warszawskich, których nie dało się złamać, którzy w obliczu zagrożenia niemieckiego walczyli o własny kraj, o wolność, o swobody, o demokratyczny ład i pokój.

Jak Pan ocenia wizytę Donalda Trumpa?
– To była historyczna i bardzo ważna wizyta. Prezydent największego światowego mocarstwa rozpoczyna swoją wizytę w Europie nie od Berlina, Paryża czy Londynu, ale od Warszawy – to jest sygnał dla świata. To w Polsce padły długo oczekiwane deklaracje o podtrzymaniu bezpieczeństwa w Europie Środkowej i Wschodniej oraz te związane z podtrzymaniem art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Istotna była też propozycja sojuszu w obronie wspólnych wartości, a także apel do Europy, aby skończyła z lewicowo-liberalną polityką, żeby wsłuchiwała się w głos swoich obywateli i wróciła do chrześcijańskich korzeni. W innym wypadku przegra wojnę cywilizacyjną, która się toczy. Również Polska pokazała prezydentowi Stanów Zjednoczonych, ale też całemu światu, swoją gościnność i potwierdziła, że czy się to komuś podoba, czy nie, to Ameryka jest gwarantem naszego bezpieczeństwa.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezpieczeństwo naszego kraju
PostNapisane: 04 lis 2017, 14:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Niegotowi na kryzys

Polska nie prowadzi polityki adekwatnej do skali zagrożeń na globalnych rynkach.

Polska jest szczególnie narażona na skutki globalnego załamania koniunktury ze względu na silne uzależnienie od obcych rynków i walut. Światowy kryzys w każdej chwili może pogrążyć polską gospodarkę – przestrzega dr Cezary Mech, ekonomista, były minister finansów i szef Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi.

W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Mech wyjaśnia, że światowa gospodarka wcale nie ma przed sobą pewnych perspektyw, co zakłada w swoich planach wicepremier Mateusz Morawiecki.

– Polska jest krajem wyjątkowo uzależnionym od rynku kapitałowego i zagrożonym w przypadku wystąpienia turbulencji w tej strefie. Jest to związane z tym, że pod względem aktywów jesteśmy państwem opanowanym przez zagraniczne instytucje. Inwestorzy zagraniczni mają w Polsce ponad 2 bln zł – tłumaczy ekspert.

W efekcie wysoki produkt krajowy brutto nie przekłada się na dochody rodzin, przedsiębiorstw czy budżetu państwa, gdyż wzrostem gospodarczym musimy się dzielić z zagranicznymi inwestorami. – Siłę oddziaływania tych grup widać wyraźnie w debacie o pracy hipermarketów w niedzielę i w skutecznym wymuszaniu na Polakach niskich wynagrodzeń poprzez szantażowanie i sprowadzanie milionów Ukraińców – zauważa dr Mech.

Mamy też największe w świecie zadłużenie w obcych walutach w przeliczeniu na PKB. Chodzi tu zarówno o kredyty hipoteczne we frankach rodzin, jak i emitowane w obcych walutach obligacje Ministerstwa Finansów. Doktor Mech wyjaśnia, że gdy złotówka się załamie, wierzyciele staną się raptem niewypłacalni.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-fin ... ryzys.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 18 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /