Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 108 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 29 wrz 2012, 08:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Aleksander Ścios

„KUŁAK” - CZYLI POLSKI EKSPERYMENT

Zaledwie kilka dni po zakończeniu prac tzw. Komisji Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN), prowadzonych pod kierunkiem belwederskich „ekspertów ds. bezpieczeństwa”, sejmowe Kolegium ds. służb specjalnych zajęło się wytycznymi SPBN dotyczącymi „propozycji zmian organizacyjnych i legislacyjnych w służbach specjalnych”. Ta natychmiastowa reakcja dowodzi, że środowisko skupione wokół Pałacu Prezydenckiego przejęło pełną inicjatywę w sprawach bezpieczeństwa, a obecnie narzuciło rządowi Tuska dyktat w zakresie reformy służb. Dlatego dywagacje o domniemanym konflikcie na linii prezydent-premier oraz dopatrywanie się nieistniejących podziałów w grupie rządzącej, powinny ustąpić miejsca ocenie twardych faktów.
7 września br. niejawny raport SPNB trafił do Bronisława Komorowskiego, a już 18 września podczas obrad Kolegium sejmowej komisji ds.specsłużb, Donald Tusk zapowiedział powołanie „zespołu roboczego do spraw zmian organizacyjnych i legislacyjnych w systemie służb specjalnych” oraz wykorzystanie rezultatów zawartych w pracach ekspertów SPBN.
Szef rządu musiał z wielką uwagą przeczytać niedawny wywiad gen. Stanisława Kozieja, udzielony kilka dni temu dziennikowi „Rzeczpospolita”, bo podczas obrad sejmowej komisji powtórzył dosłownie tezy sformułowane wcześniej przez szefa BBN.

Zdaniem Tuska „obecnie służby nadmiernie skoncentrowały się na wykonywaniu czynności śledczych, nie kładąc wystarczającego nacisku na pracę analityczną i informacyjną. Konieczne jest wzmocnienie funkcji pozyskiwania informacji wyprzedzających, które umożliwiłyby organom państwa podejmowanie decyzji zapobiegających negatywnym zjawiskom skutkującym poważnymi szkodami dla interesów państwa i obywateli.”
Kilka dni wcześniej, gen. Koziej odpowiadając na pytanie - czy reformy służb są konieczne, stwierdził – „Brakuje systemu zintegrowanej analizy informacji dopływających ze służb. Każda służba produkuje własne informacje i dociera z nimi do decydentów. Ci zaś nie mają instrumentów pozwalających na porównawczą i syntetyzującą analizę oraz ocenę informacji specjalnych dopływających z różnych źródeł. Konieczne jest więc zorganizowanie takiego ośrodka, który będzie gromadził i analizował informacje.”
Dwa ulubione słowa z wywiadu Kozieja - „integracja i koordynacja” znalazły natychmiast zastosowanie w pracach sejmowego zespołu roboczego, bo - zgodnie z zapowiedzią - ma on zajmować się „analizowaniem koordynacji pracy służb” oraz „ujednoliceniem i modernizacją pragmatyki służbowej”.

Ta klasyczna nowomowa niewiele z pewnością powie czytelnikowi niezorientowanemu w tematyce służb specjalnych i nie znającemu planów Pałacu Prezydenckiego. Od czasu powołania SPNB opisywałem je wielokrotnie, zwracając uwagę, że środowisko Komorowskiego zamierza gruntowanie przekształcić całą strukturę bezpieczeństwa narodowego, nakierować ją na cele prorosyjskie i upodobnić do wzorców kremlowskich..
Związane z tym zagrożenia, obejmują nie tylko powołanie spec-formacji zbudowanej według sowieckiego modelu „kułaka”, zarządzanej przez zawodowych żołnierzy i podległej zwierzchnikowi Sił Zbrojnych, ale przede wszystkim dotyczą nadania tej służbie roli „zbrojnego ramienia”, służącego interesom partii rządzącej.

Po doświadczeniach tragedii smoleńskiej, akcie kapitulacji państwa i ciągłym ograniczaniu naszej suwerenności - słowa Donalda Tuska o „wzmocnieniu funkcji pozyskiwania informacji wyprzedzających, które umożliwiłyby organom państwa podejmowanie decyzji zapobiegających negatywnym zjawiskom” – trzeba odczytywać w kontekście zjawisk, które ten rząd uznaje na negatywne. Z pewnością nie są to zjawiska związane z „czynnikiem rosyjskim”, degradacją służb ochrony państwa czy zagrożeniem ze strony obcej agentury. Nie jest to także korupcja na szczytach władzy, nepotyzm, przestępczość mafijna czy cyberterroryzm. W każdy z tych obszarów – o czym Tusk i jego służby od lat nas zapewniają – III RP „zdaje egzamin”, a zatem nie jest zmuszona do poszukiwania nadzwyczajnych rozwiązań legislacyjnych.
Jak więc odczytać te słowa, oraz podobne im stwierdzenie gen. Kozieja, zatroskanego losem decydentów, którzy „nie mają instrumentów pozwalających na porównawczą i syntetyzującą analizę oraz ocenę informacji specjalnych”? Czym wytłumaczyć nagłą konieczność „koordynacji i integracji służb” oraz zapowiedź ich głębokiej reformy?
Jedno, z czym obecny reżim sobie nie radzi, to rosnące niezadowolenie społeczne i gniew setek tysięcy obywateli. Przybiera on postać różnorodną – od aktywności w sieci internetowej, po udział w manifestacjach i tworzenie niezależnych organizacji. Nie ma wątpliwości, że niezadowolenie z dokonań reżimu będzie narastało, a w kolejnych miesiącach może przybierać bardziej radykalne formy.
Dlatego ofensywę Pałacu Prezydenckiego, mocno wspieraną przez rząd Tuska można uzasadnić tylko obawą przed skutkami tych nieuchronnych procesów. Ludzie władzy mają prawo obawiać się nie tylko ujawnienia prawdy o Smoleńsku, ale roli, jaką odegrali w zdarzeniach, które doprowadziły do śmierci naszych rodaków i zepchnęły śledztwo smoleńskie na ślepe tory. By ukryć tę prawdę i uniknąć odpowiedzialności – będą gotowi na wszystko.

Gdy szef rządu mówi o „zapobieganiu negatywnym zjawiskom” – nie warto wierzyć, że ma na myśli bezpieczeństwo państwa i obywateli. Te wartości nie interesowały grupy rządzącej, gdy śledztwo w sprawie tragedii narodowej oddała w ręce kagebistów, gdy zrezygnowała z prerogatyw suwerenności i karmiła Polaków rosyjskimi łgarstwami. Ten obszar nie interesował również Bronisława Komorowskiego – odpowiedzialnego ongiś za stan polskiej armii, gdy zamach gruziński dał mu okazję do niewybrednych ataków na Lecha Kaczyńskiego, a śmierć polskiego prezydenta otworzyła drogę do Belwederu i tajemnic zawartych w aneksie do Raportu z Weryfikacji WSI.
Jedyne, czego boi się obecna władza to gniew ludzi oszukanych i zdradzonych, nad którym nie zdoła zapanować - ani przy pomocy małych demiurgów i ośrodków propagandy ani standardowymi metodami policyjnymi.

Wzorem kremlowskich satrapów, poszukuje zatem rozwiązań siłowych i chce tworzyć system nadzoru pozwalający na kontrolowanie i pacyfikowanie społeczeństwa. Postulat „pozyskiwania informacji wyprzedzających” wypływa z kardynalnej zasady, że kto ma informację, ten posiada władzę. W systemie komunistycznym, władza zdobywała wiedzę o obywatelach – po to, by ich nadzorować i kontrolować, zaś ewentualna wiedza obywatela na temat władzy była zawsze ograniczana i uznawana za zagrożenie. Informacja stanowiła zatem rodzaj broni skierowanej przeciwko obywatelowi i wykorzystywanej wyłącznie w interesie partii rządzącej. Tym samym, nie służyła ochronie państwa i bezpieczeństwa jego mieszkańców, lecz stawała się jednym z narzędzi sprawowania władzy i represyjności systemu. Ten model – czyniący z ludzi bezpieki samozwańczych „władców tajemnic” – jest do dziś obecny w działaniach służb III RP. Można przypuszczać, że zapowiadana „koordynacja i integracja” zmierza w istocie do pełnej odbudowy takiego systemu.
W zapowiedziach dotyczących „nowej koncepcji bezpieczeństwa” i planów związanych z reformą służb, można odczytać pewien historyczny znak.

Niewykluczone, że mamy do czynienia z próbą rekonstrukcji procesu z początku lat 80., gdy działający na polecenie Moskwy gen. Kiszczak, dokonywał „integracji” służb wojskowych z cywilną bezpieką. To ówczesny szef WSW i II Zarządu Sztabu Generalnego, został mianowany szefem służb cywilnych i otrzymał zadanie doprowadzenia do ich konsolidacji i zjednoczenia w walce z opozycją. W jego gabinecie zasiadali ludzie z WSW – następcy zbrodniczej Informacji Wojskowej, nadzorujący zarówno wywiad i kontrwywiad cywilny, jak wojskowy. Ten najbardziej zaufany człowiek Kremla dokonał w istocie scalenia komunistycznych służb i zaciśnięcia ich wokół nadrzędnego celu. Mimo zróżnicowania i odrębności sitwowej, od tego czasu postępował proces „integracji” policji politycznej, uzasadniony interesem komunistycznych zbrodniarzy i wolą Kremla. Ludziom wojskówki powierzono wówczas rolę wykonawców sztandarowego projektu Moskwy – tzw. „transformacji ustrojowej”, wyłączając ich spod ideologicznej władzy partii i dając ogromne uprawnienia, m.in. w werbowaniu agentury. Proces ten zakończył się utworzeniem „konstruktywnej opozycji” i farsą obrad okrągłego stołu, dając podwaliny tworu zwanego III Rzeczpospolitą.
Jeśli z tej, nieodległej perspektywy spróbujemy oceniać czekające nas wydarzenia i reformy w służbach specjalnych, może się okazać, że stanowią one preludium przed kolejnym „polskim eksperymentem”.

http://bezdekretu.blogspot.com/2012/09/ ... yment.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 01 paź 2012, 06:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Aż do skutku

A więc do dzieła z Bogiem i Maryją: informacja, formacja, organizacja, akcja - wezwanie o. dr. Tadeusza Rydzyka to synteza tego, o co w istocie chodziło uczestnikom wielkiego marszu
Małgorzata Goss

Pierwsze autokary zaczęły docierać do stolicy rano, ale dla niektórych uczestników podróż zaczęła się już o trzeciej w nocy. Przed południem pl. Trzech Krzyży był już wypełniony po brzegi, a ludzie zajmowali sąsiadujące uliczki. Imponująca kolumna marszowa zaczęła się formować około godz. 15.30, tuż po Mszy Świętej.

Wśród uczestników Marszu w obronie Telewizji Trwam uwagę zwracali liczni rodzice z dziećmi wiezionymi w wózkach, prowadzonymi za rączkę, niesionymi przez ojców na barana.

Wesołość zebranych wzbudziła kilkumiesięczna dziewczynka z przypiętą dużą odznaką "Jestem Moherem", która spała spokojnie w wózeczku prowadzonym przez mamę. Niektórzy robili jej zdjęcia. Wykonane szydełkiem małe moherowe bereciki zdobiły niejedną pierś, podobnie znaczki Polski Walczącej i NSZZ "Solidarność". - Chcemy coś zmienić. Najwyższy czas! Jesteśmy z dziećmi, bo muszą się uczyć - mówi Tomasz Pułasz-Wąglikowski z Otwocka, prowadząc dwoje kilkulatków i dźwigając do tego potężne drzewce z polską flagą. - Chcemy zaprotestować przeciwko decyzji KRRiT o odmowie koncesji dla Telewizji Trwam, bo my tę Telewizję chcemy oglądać! - dodaje.

Ewa i Szymon przyjechali z dwojgiem maluchów z Krakowa specjalnie na marsz. - Nie przekonują mnie oficjalnie podawane argumenty na rzecz odmowy koncesji dla Trwam. To była ewidentnie decyzja polityczna. Dlatego dzieci do samochodu - i w drogę! - wyjaśnia mężczyzna. - Nie zdołaliśmy się wybrać na poprzednią manifestację, choć bardzo chciałam. Czułam niedosyt, dlatego tym razem wszystko zostało wcześniej zaplanowane. Chciałam, żeby starsi ludzie zobaczyli, że młodzi też są z nimi - mówi wzruszona pani Ewa.

Nastolatka, która przyjechała z Wrocławia z mamą i jej siostrą, twierdzi zdecydowanie: "Chciałam tu być. Po to, żebym za dwadzieścia lat nie musiała żałować, że nic nie zrobiłam". Najbardziej podoba jej się hasło "Wyłącz telewizor, włącz myślenie". - Chciała nieść transparent, ale nie zdążyła go przygotować - wyjaśnia jej mama.

- Przyjechaliśmy busem w 20 osób z Kamieńska - mówią rodzice z nastoletnim synem. - Nie godzimy się na to, co dzieje się w kraju. Wciąż na okrągło powtarza się ta sama historia. Oglądamy Telewizję Trwam. Byliśmy też na marszu wiosną... - wyjaśniają.

Jak zawsze na marszu stawiło się licznie nieocenione starsze pokolenie, doświadczone w zmaganiach o wolność i wiarę. Widać nawet gdzieniegdzie manifestantów na wózkach inwalidzkich.

- Było nas więcej niż podczas pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na błoniach pod Jasną Górą - podsumował o. Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja. Gesty solidarności z protestującymi napłynęły od Polonii z Wielkiej Brytanii, Australii, ze Stanów Zjednoczonych, z Kanady, Francji i Litwy.

Marsz poprzedził koncert patriotyczny na placu Trzech Krzyży w wykonaniu Orkiestry Koncertowej "Victoria" z Warszawy-Rembertowa oraz recytacje artystyczne, w których wystąpili znani aktorzy sceniczni, m.in. Halina Łabonarska, Anna Chodakowska, Katarzyna Łaniewska czy Ryszard Jabłoński. Zebrani odmówili też Różaniec, powierzając Panu Bogu sprawy Ojczyzny. Następnie przed kościołem św. Aleksandra odprawiona została Msza św., której przewodniczył ks. prałat Walenty Królak. W homilii nawiązał do wspominanego tego dnia św. Michała Archanioła i czytania fragmentu Apokalipsy św. Jana o wypędzeniu zbuntowanych przeciwko Bogu Najwyższemu aniołów. Porównał atak zła i spustoszenie moralne w dzisiejszych czasach do sytuacji z przełomu XIX i XX wieku, gdy cała światowa masoneria przypuściła atak na Kościół Chrystusowy, a Papież Leon XIII, broniąc go, nakazał po każdej Mszy św. odczytywać specjalną modlitwę do św. Michała Archanioła mającą moc egzorcyzmu.

- Ta walka trwa, ale wszystko możemy zwyciężyć z Chrystusem, Jego łaską i Jego mocą. Dlatego pamiętajmy, abyśmy w walce z demonem, potężnym smokiem, nie byli sami, a Chrystus żeby nam w tej walce towarzyszył - powiedział ks. Królak. Ta Eucharystia nawiązywała, jak stwierdził, do tradycji Mszy św. za Ojczyznę, które celebrował przed laty bł. ks. Jerzy Popiełuszko.

Po Eucharystii do zebranych przemówił o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR.

- Nie ma solidarności bez miłości. Solidarność to - jedni drugich brzemiona noście, nigdy jeden przeciwko drugiemu - mówił. Dyrektor Radia Maryja wskazał, że media tzw. mainstreamu sieją zamęt i dzielą Polaków. Określił je mianem mediów "mętnego nurtu". Ojciec Tadeusz Rydzyk ocenił, że jako Polacy znaleźliśmy się obecnie w tym samym miejscu co wtedy, gdy powstawała "Solidarność", a może nawet w pewnym sensie cofnęliśmy się w stosunku do tamtych czasów, jeśli chodzi o poszanowanie wolności, wiary chrześcijańskiej i jej symbolu, jakim jest krzyż.

Sobotni marsz poparcia dla Telewizji Trwam, oprócz haseł z żądaniem przyznania katolickiej Telewizji miejsca na pierwszym multipleksie cyfrowym, odbywał się pod hasłem sprzeciwu wobec antyrodzinnej, antyspołecznej i antynarodowej polityki rządu i braku dialogu społecznego. W sile kilkudziesięciu tysięcy przyjechali na demonstrację związkowcy z "Solidarności" na czele z przewodniczącym Piotrem Dudą.

- "Solidarność" to nie jest związek lewicowy ani prawicowy, jest to związek chrześcijańsko-pracowniczy - powiedział Duda w przemówieniu na placu Zamkowym.

Na zakończenie głos zabrał redaktor Wojciech Reszczyński. W jego ocenie, Marsz w obronie Telewizji Trwam skutecznie dotknął także innych problemów nękających naszą Ojczyznę i można w nim widzieć "konfederację ludzi o otwartych sercach i umysłach na obecność prawdy i przyzwoitości w życiu publicznym". - To marsz wzywający do autentycznej i szybkiej poprawy Rzeczypospolitej - stwierdził w imieniu dziennikarzy Reszczyński.

Ojciec Jan Król zapowiedział na pl. Zamkowym, że jeżeli dotychczasowe apele nie poskutkują i Telewizja Trwam nie otrzyma zgody na nadawanie na multipleksie, to wiosną zorganizowany zostanie kolejny ogólnopolski marsz w jej obronie. Kiedy wypowiadał te słowa do rzesz zebranych przed Zamkiem Królewskim, z oddalonego pl. Trzech Krzyży dopiero wychodziła końcówka pochodu.

Wśród protestujących wyróżniała się Rodzina Radia Maryja i organizacje katolickie.

Na transparentach, obok haseł w obronie wolności słowa i Telewizji Trwam, takich jak: "TV Trwam to nasze Westerplatte", tym razem widniało dużo haseł społecznych i antyrządowych.

http://www.naszdziennik.pl/wp/11265,az-do-skutku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 02 paź 2012, 06:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Dlaczego wychodzimy na ulice?

Gryzący w oczy i płuca pył, piekielnie wysoka temperatura i trzyzmianowy dzień pracy - w takich warunkach pracuje się na koksowni. Tutaj szybko traci się zdrowie i trudniej niż w innych zawodach doczekać do emerytury.

- Już dzisiaj mamy dosyć - mówi pięciu mężczyzn z Dąbrowy Górniczej. Nie zgadzają się na to, żeby pracować do 67. roku życia. W sobotę podczas marszu w stolicy wraz przedstawicielami innych zawodów manifestowali swoją niezgodę na podwyższenie wieku emerytalnego.

Klepsydra zamiast emerytury
- Klepsydry ludzi, którzy umierają w wieku 51 lat, nikogo u nas nie dziwią. Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie umarł. A ZUS zaciera ręce, bo nie będzie musiał wypłacać kolejnych emerytur - mówią rozgoryczeni.

Choroby serca, płuc i innych narządów wewnętrznych to najczęstsze przyczyny zgonów. - Pył koksowniczy nieodwracalnie wżera się w płuca. Człowiek nie jest w stanie się od niego uwolnić - tłumaczą. Zabójczy jest również tlenek węgla, na który są narażeni.

- Czterdzieści lat pracy w hutnictwie. To powinno wystarczyć, żebym mógł przejść na emeryturę. Mam pracować aż do śmierci? - irytuje się jeden z nich. Pokazuje na swoje siwe włosy. - Nas, starych, zmusza się do pracy, a młodzi wyjeżdżają za granicę, bo nie mogą jej znaleźć.

Czy rządzący nie wiedzą, na co narażają hutników, wydłużając im czas pracy? - Wiedzą, ale próbują z nas zrobić głupków. Przecież wiadomo, że jeśli likwiduje się zakłady pracy, to coraz mniej jest składek na świadczenia dla obecnych emerytów. Dlatego wmawia się ludziom, że jeśli będą pracować dłużej, dostaną wyższe emerytury. A to jest jedno wielkie kłamstwo. Wiele osób nawet nie dożyje do swojej emerytury. - To chore państwo... Nie, nie państwo, chory rząd! - denerwują się mężczyźni. Przyjechali walczyć o normalne państwo, w którym będą czuli się jak u siebie.

Czy ten protest coś zmieni? - Gdybyśmy w to nie wierzyli, to by nas tutaj nie było. Przynajmniej świat zobaczy i usłyszy, co się w naszym kraju dzieje - podkreślają.

Swoje postulaty wiążą ściśle z wolnością dla katolickich mediów. Uważają, że rządzący boją się Telewizji Trwam. - Inne przychylne rządowi stacje kłamią i manipulują. Nie wspominają o niszczeniu zakładów pracy i zwalnianiu ludzi, nie mówią też prawdy o nasilających się protestach. Ale w końcu Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji będzie musiała ustąpić i przyznać Telewizji Trwam miejsce na cyfrowym multipleksie - zapowiadają hutnicy.

Nawet świstaki muszą odpoczywać
Kilka lat temu na olbrzymich bannerach w całej Polsce można było zobaczyć uśmiechniętą twarz Donalda Tuska z napisem: "By żyło się lepiej". Na demonstracji karykatury premiera pojawiły się na transparentach i bębnach, w które z całej siły walili rozgoryczeni związkowcy. Ludzie pracy mają prawo czuć się oszukani i pokrzywdzeni. W przedwyborczych zapowiedziach Tusk nawet się nie zająknął, że jego rząd podwyższy wiek emerytalny.

Dwie nauczycielki z Warszawy swój sprzeciw postanowiły zamanifestować w dość oryginalny i dowcipny sposób. Na długim kiju trzymają transparent ze świstakiem opatrzony napisem: "Spraw, żebym nie musiał zawijać tych sreberek do 67 lat".

- Kto chce pracować dłużej, jest zdrowy i ma dostatecznie dużo sił, to proszę bardzo, nie widzę żadnych przeciwwskazań. Natomiast buntuję się odnośnie do tych zawodów, w których nie powinno się wydłużać wieku emerytalnego, bo jest to po prostu niebezpieczne dla tych, którzy je wykonują - tłumaczy Lucyna Lipińska.

Sama jest nauczycielką wychowania fizycznego. Nie wyobraża sobie, że tuż przed emeryturą miałaby pokazać młodzieży ćwiczenie, które będzie zagrażało jej zdrowiu. I choć - jak mówi - jeszcze teraz może pobiegać na wyścigi ze swoimi uczniami, to wykonanie bardziej skomplikowanych ćwiczeń nie jest już dla niej takie proste.

Podwyższanie wieku emerytalnego uważa za złamanie przez rząd umowy społecznej. Jeśli ktoś rozpoczynał pracę z przeświadczeniem, że będzie pracował intensywnie do określonego wieku, to ma prawo oczekiwać, iż tak się właśnie stanie.

- I niech mi nikt nie mówi, że emerytury nauczycielskie, które po 35 latach pracy wynoszą ok. 1400 zł, są takim wielkim obciążeniem dla budżetu, podczas gdy posłowie za samo siedzenie w sejmowych ławach otrzymują grubo ponad 10 tys. zł miesięcznie - zauważa.

Również jej koleżanka Halina Niewiadomska, pracowniczka szkolnej świetlicy, jest oburzona wydłużaniem czasu pracy w oświacie. - Pracujemy w hałasie i stresie. Jakby tego było mało, chce się nam zabrać Kartę Nauczyciela i skrócić urlopy. Jesteśmy przerażeni tym, co ten rząd wyprawia ze szkodą dla dzieci i całego społeczeństwa - dodaje.

Gdy wzrok już nie ten...
Pani Zofia reprezentuje na marszu pracowników powiatowej stacji sanitarnej w swojej miejscowości. Już dziś ma problemy z chodzeniem. - Nie wiem, czy w wieku 67 lat nie będę poruszać się o kulach - martwi się. W nie najlepszej sytuacji znajdą się także jej koleżanki, które pracują w laboratorium. - Przecież w tym wieku i wzrok już nie ten i ze słuchem miewa się problemy - wyraża obawę. Ona również nie rozumie polityki polegającej na zatrzymywaniu ludzi w zakładzie pracy do 67. roku życia w sytuacji, gdy ciągle wzrasta bezrobocie i nawet młode, dobrze wykształcone osoby nie mogą znaleźć zatrudnienia.

Ale emerytury to nie jedyny powód, dla którego przyjechała do Warszawy. Domaga się także podwyższenia płac, które w jej miejscu pracy już od kilku lat pozostają zamrożone. - Trudno nam zrozumieć to, że pracownicy ministerstwa otrzymują wysokie podwyżki i nagrody, a nasze płace nie wzrastają nawet o wskaźnik inflacji - skarży się pani Zofia.

Żona pana Tomasza jest krawcową i on protestuje właściwie w jej imieniu. Tam, gdzie mieszka, bardzo ciężko znaleźć pracę w tym zawodzie. Po długim okresie poszukiwań w końcu się udało. Jednak w warunkach - delikatnie mówiąc - nie do pozazdroszczenia. Praca przez sześć dni w tygodniu w pomieszczeniach, gdzie w zimie temperatura spada do kilku stopni powyżej zera. Kobiety boją się odezwać, żeby nie stracić pracy.

- Jest to praca stała, siedząca. W tej chwili moja żona już ma problemy z nogami i kręgosłupem. Za kilka lat będzie miała gorszy wzrok i słabszą koncentrację. Nie wyobrażam sobie, że będzie musiała pracować do 67. roku życia - deklaruje pan Tomasz. Mówiąc o reformie emerytalnej rządu PO - PSL, stwierdza kategorycznie: - To barbarzyńska ustawa, nie do pomyślenia w demokratycznym kraju. Rząd w ogóle nie liczy się z ludzkimi sumieniami, z ich zdrowiem ani z życiem rodzinnym.

Polacy kochają pracę
Przeciwko zmuszaniu ludzi do pracy aż do 67. roku życia protestują również pracodawcy.

- To absurdalny i nieludzki pomysł - krytykuje rządową reformę emerytalną Teresa Juśkiewicz-Kowalik, przedsiębiorca w branży przetwórstwa spożywczo-rolniczego. Jest osobą świetnie zorientowaną w problemach ludzi pracy. W latach 90. w swoich firmach zatrudniała nawet 1500 osób. Za swój ciepły i serdeczny stosunek wobec podwładnych ci ochrzcili ją mianem Matki Teresy.

Jak mówi, naturalną koleją rzeczy powinno być to, że starsi pracownicy wprowadzają młodszych i dzielą się z nimi doświadczeniem, a następnie, ustępując im miejsca, otrzymują godne emerytury. Przede wszystkim jednak każdy powinien sam decydować o tym, czy zdrowie pozwala mu pracować dłużej, czy też nie.

- Tym bardziej że praca w Polsce jest bardzo ciężka. Na skutek długich lat komunistycznej niewoli warunki pracy oraz stosowane technologie nie są tak nowoczesne jak w innych, bardziej rozwiniętych krajach europejskich - zauważa.

Nie zgadza się z tymi, którzy twierdzą, że ludziom protestującym przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego nie chce się pracować, że robią to z lenistwa. - Polacy, jeśli są zdrowi, kochają pracę. Jednak zbyt często nie mają siły pracować powyżej 60. roku życia, ponieważ są schorowani i zmęczeni - tłumaczy. I - jak dodaje - mają prawo do tego, aby na starość więcej czasu spędzić z rodziną i pomóc chociażby w wychowywaniu wnuków.

Jest pewna, że tak jak ona myśli wielu innych pracodawców. Z ich punktu widzenia pracownik w podeszłym wieku jest po prostu mniej wydajny i częściej choruje. Jednak i ich zdanie w tej sprawie jest lekceważone. - Nasz rząd robi to, co mu każe Unia Europejska, źle prowadzi budżet i stąd brak pieniędzy na emerytury - podsumowuje Juśkiewicz-Kowalik.

Nie można milczeć
- Nasze milczenie oznaczałoby, że zgadzamy się na to, a tak nie jest - mówili manifestanci.

Sobotni marsz w stolicy zgromadził kilkaset tysięcy osób. Warszawa już dawno nie przeżyła tak olbrzymiej manifestacji. Ale też dawno nikt nie odmawiał Polakom dostępu do wolnych mediów i prawa do może niewysokiej, ale ciężko zapracowanej emerytury, którą będą mogli się cieszyć dłużej, niż by tego chciał szukający łatwych pieniędzy rząd.

Bogusław Rąpała

http://www.naszdziennik.pl/mysl/11358,d ... ulice.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 05 paź 2012, 07:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Infiltracja jak za komuny

Parlamentarzyści chcą wyjaśnień od szefa MSW Marka Cichockiego w sprawie policyjnej inwigilacji uczestników sobotniego Marszu w obronie Telewizji Trwam - dowiedział się "Nasz Dziennik"

Funkcjonariusze legitymowali i wypytywali organizatorów wyjazdów autokarowych o cel podróży do Warszawy. Notowali numery rejestracyjne autokarów, pytali o liczbę uczestników wyjazdu, ich cel, trasę przejazdu i termin powrotu. Policjantów interesowały też numery telefonów i nazwiska organizatorów.

- Praktyka w demokratycznym państwie prawa nie znajduje żadnego uzasadnienia dla tego typu działań policji. Jej rolą nie jest prowadzenie tego rodzaju monitoringu, by dowiedzieć się, ilu ludzi, skąd i jaką trasą jedzie na manifestację. Słyszę o takich sytuacjach z różnych stron, dlatego wydaje się, że była to jakaś skoordynowana akcja - ocenia poseł Jarosław Zieliński (PiS) z sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Choć, jak zaznacza, szefostwo policji jest zbyt chytre, by wydawać tego rodzaju polecenia na piśmie. - Znam to środowisko dość dobrze. Była to pewnie jakaś cicha dyspozycja - mówi zdumiony parlamentarzysta.

Pierwsze informacje o dziwnych pytaniach otrzymali od biorących udział w marszu uczestnicy sobotniej konwencji PiS oraz osoby koordynujące protest od strony organizacyjnej i bezpieczeństwa, w tym m.in. Maciej Wąsik (PiS), warszawski radny i były wiceszef CBA.

- Zadzwoniłem jeszcze w sobotę w tej sprawie do Stołecznego Stanowiska Kierowania z zapytaniem, co się dzieje? Co ciekawe, tego samego dnia w imieniu komendanta głównego policji zadzwonił do mnie zastępca komendanta stołecznego policji, który przepraszał mnie za zaistniałą sytuację. Przekazano mi, że jeszcze tego samego dnia komendant główny policji zorganizował wideokonferencję dla szefów komend wojewódzkich, podczas której zwrócił się do nich, by wszystkie działania monitorujące nie miały cech inwigilacji - relacjonuje Wąsik.

Wczoraj "Nasz Dziennik" zwrócił się z pytaniem o tę sprawę do rzecznika policji Mariusza Sokołowskiego. Jeszcze nie otrzymaliśmy na nie odpowiedzi. Pytaliśmy, czy była to akcja zorganizowana, jeśli tak, to kto podjął decyzję o tak szerokim i bezpośrednim monitoringu, dlaczego policja w ogóle interesowała się wyjazdami i na czyje potrzeby zbierano informacje o organizatorach wyjazdów lub numerach rejestracyjnych autokarów?

Czy policja miała świadomość, że ten rodzaj monitoringu jest nadużyciem i może wywołać podejrzenie, że uczestnicy wielkiej i niewygodnej dla obozu władzy manifestacji mogą zostać poddani inwigilacji? Zdaniem Macieja Wąsika, być może niektórzy komendanci lub funkcjonariusze po prostu zbyt gorliwie podchodzą do wykonywania rozkazów.

Skontaktowaliśmy się więc wczoraj z rzecznikami prasowymi kilku komend wojewódzkich. Komenda wojewódzka w Bydgoszczy tłumaczy, że zdarzają się takie sytuacje.

- Są one potrzebne, by policjanci z danego miasta w sposób właściwy mogli się do takiego wydarzenia przygotować. Duża liczba uczestników może powodować utrudnienia, muszą mieć wiedzę, jaka jest ich liczba, uczestnicy wyjazdu muszą w sposób bezpieczny dotrzeć do miejsca, a potem je opuścić, trzeba przygotować im miejsca parkingowe - tłumaczy biuro prasowe KWP w Bydgoszczy.

Ale co innego mówi przedstawiciel KWP w Katowicach. Policja zbiera bardziej szczegółowe informacje lub dokonuje kontroli tylko w przypadku, gdy ma informacje, że w autokarze są przewożone niebezpieczne przedmioty.

- Wtedy podejmujemy takie działania, ale kiedy jest organizowany tego rodzaju marsz, to nikogo nie inwigilujemy. Najwyżej na miejscu policja kontroluje uczestników takich manifestacji - mówi Iwona Ochman z biura prasowego śląskiej policji. Jak deklaruje, na terenie województwa śląskiego takich działań nikt w sobotę ani wcześniej nie podejmował.

Najdziwniejsze jest to, że nigdy wcześniej uczestnicy wyjazdów na wielkie protesty, jak choćby pierwszy, kwietniowy Marsz w obronie Telewizji Trwam nie byli w tak bezpośredni sposób monitorowani. Wśród osób przesłuchanych przez policjantów jest m.in. członkini Terenowego Biura Radia Maryja z Ciechocinka, która zrelacjonowała to wydarzenie w Radiu Maryja.

- Przed wyruszeniem autokaru mieliśmy ciekawą sytuację. Nagle pojawił się nieumundurowany funkcjonariusz policji. Wylegitymował się, przedstawił. Na moje pytanie, w jakim celu i czemu ma służyć ta rozmowa, odpowiedział, że wykonuje polecenie swoich przełożonych - opowiada. Policjant zadał jej kilka pytań, m.in. na jaki protest organizowany jest wyjazd. Kobieta odebrała to jako sugestię, że tego dnia w Warszawie jest kilka różnych manifestacji. - Odpowiedziałam, że jedziemy na protest pod hasłem: "Obudź się, Polsko!". Funkcjonariusz jakby nie zrozumiał odpowiedzi i powtórzył pytanie - dodaje.

Policjant chciał również dowiedzieć się, ile osób jest w autokarze, kiedy wrócą z powrotem, zanotował jej imię, nazwisko i numer telefonu. Pani Urszula z Ciechocinka nie była oczywiście jedyną z wypytywanych.

Poseł Zbigniew Kuźmiuk (PiS) poinformował, że podobna sytuacja spotkała także szefa klubu "Gazety Polskiej" w Łochowie, który został poproszony o złożenie kilku informacji na posterunku policji.

- Nie chciałem mówić o wszystkim przez telefon, bo nie miałem pewności, z kim rozmawiam, więc sam poszedłem na komendę. Tam padły uprzejme pytania o wyjazd, który organizowaliśmy wraz z Kołem Przyjaciół Radia Maryja. Podałem telefon do współorganizatorki wyjazdu. Poproszono mnie także o podanie terminu wyjazdu oraz powrotu, liczby uczestników, trasy przejazdu, numerów rejestracyjnych autobusu - relacjonuje Robert Gołaszewski.

Policjant tłumaczył mu, że powodem rozmowy było zebranie przez policję informacji, które miały pomóc w "zapewnieniu bezpieczeństwa" i "przejezdności".

Radiowóz zajeżdża drogę
- Trochę się dziwiłem, bo jeździmy do Warszawy np. na rocznice katastrofy smoleńskiej, kiedy również przybywają tysiące ludzi i nikt nas dotąd o nic nie pytał. To pierwszy taki przypadek - dodaje Gołaszewski.

Podobne telefoniczne zaproszenie na rozmowę z policjantem otrzymał organizator z Wyszkowa. Ten jednak odmówił stawienia się na przesłuchanie.

Jeden z autokarów wiozących uczestników marszu z Nowego Sącza do stolicy również został zatrzymany.

- Wyjazd był zaplanowany na godz. 3.00 nad ranem. Nagle drogę zajechał duży radiowóz. Policjanci zatrzymali nas, spisali numery rejestracyjne autobusu i odjechali. Byliśmy trochę zdziwieni, początkowo każdy myślał, że chodziło o kontrolę techniczną przed wyruszeniem w trasę - relacjonuje pani Magdalena z Nowego Sącza.

Interwencję w tej sprawie zapowiedział Zbigniew Kuźmiuk (PiS). - Rzeczywiście w piątek, tuż przed wyjazdami na marsz, dotarły do mnie informacje dość niepokojące - tłumaczy parlamentarzysta, który wystosował już w tej sprawie interpelację poselską do MSW. Jak ocenia, z pewnością nie była to własna inicjatywa policjantów, ale szeroka akcja ogólnopolska.

Poseł zapytał w związku z tym ministra Jacka Cichockiego, kto wydał dyspozycję do przeprowadzenia akcji i zadawania pytań oraz jaki był tego cel.

- Nie sądzę, by chodziło o bezpieczeństwo wyjeżdżających. Chciałbym się więc dowiedzieć, czy ten sposób funkcjonowania policji, która bezpośrednio monitoruje osoby jadące na opozycyjny marsz, był standardem demokratycznego państwa prawa - podkreśla poseł Zbigniew Kuźmiuk.

- Nie wydaje mi się, by policja miała się interesować zbiorowymi wyjazdami Polaków. Wiemy poza tym, że wizyty na komendzie i tego rodzaju rozmowy z policją, szczególnie dla ludzi, którzy z tym światem na co dzień się nie stykają, nie należą do przyjemności - dodaje.

Poseł Jarosław Zieliński zamierza postawić tę sprawę na posiedzeniu sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, a być może nawet na posiedzeniu plenarnym.

- Efektem takiej akcji jest jakieś zastraszenie ludzi, którzy nie mają na co dzień do czynienia z policją, wywarcie nacisku psychologicznego, również na osobach zaangażowanych w działalność opozycyjną - ocenia.

W tym kontekście parlamentarzysta przypomina swobodny wjazd autokaru z uzbrojonymi lewackimi bojówkarzami z Niemiec, którzy nie niepokojeni przez policję dotarli do Warszawy i wywołali burdy na listopadowym Marszu Niepodległości.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... omuny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 07 paź 2012, 11:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Polityka podnóżkowa

„W Polsce jest bardzo silne lobby biznesowe, które miało dość sporów ideologicznych [z Rosją]. Chce ono współpracy z Rosją, a przykładem takiego zbliżenia ekonomicznego jest podpisane porozumienie o dostawach do Niemiec rosyjskiego gazu polskimi rurociągami. Za Kaczyńskiego tego porozumienia nie mogli popisać, on chciał w ogóle zrezygnować z rosyjskiego gazu i kupować norweski. Teraz, chwała Bogu, sytuacja się uspokoiła”. – mówił 14 stycznia 2011 roku Aleksander Rahr, prominentny doradca ds. Rosji niemieckiego rządu, parlamentu i przemysłu w wywiadzie dla rosyjskiego portalu „Свободная Пресса”. Rahr, nazywany „pająkiem, który tka sieć powiązań rosyjsko-niemieckich”, doradza firmom rosyjskim, jest osobistym znajomym Putina i Miedwiediewa, członkiem elitarnego Klubu Wałdajskiego, lobbującego m.in. na rzecz jak najściślejszych związków Rosji z Niemcami. Aleksander Rahr jest wreszcie znawcą biznesu gazowego, który wspierał politykę wschodnią kanclerza Gerharda Schrödera, lobbysty Gazpromu oraz członka rady nadzorczej Nodstreamu budującego Gazociąg Północny. Tak więc bez dwóch zdań – nie byle jaki fachowiec od współczesnej osi Moskwa-Berlin.

Przypomniała mi się ta wypowiedź Rahra , gdy zobaczyłam informację, która dosłownie przemknęła przez TVP Info, dotyczącą najnowszego raportu Ośrodka Studiów Wschodnich na temat budowy przez Rosję elektrowni jądrowej w Kaliningradzie. Według OSW inwestycja ta zacieśni jeszcze wymianę energetyczną pomiędzy Rosją a Unią Europejską i wzmocni pozycję Kremla jako dostawcy prądu w regionie Morza Bałtyckiego, ograniczając bezpieczeństwo energetyczne Polski, Litwy, Łotwy i Estonii.

Polska po 10 kwietnia 2010 roku jest inną Polską niż przed ”katastrofą smoleńską”, by trzymać się oficjalnej wykładni okoliczności śmierci prezydenta RP i członków oficjalnej delegacji katyńskiej. Rządy Platformy Obywatelskiej i prezydentura Bronisława Komorowskiego przyniosły zmianę kursu o 180 stopni w polityce międzynarodowej, zwłaszcza w odniesieniu do Rosji, Niemiec i Unii Europejskiej.

Prezydent Kaczyński realizował politykę wzmocnienia znaczenia Polski w regionie oraz uniezależnienia od dyktatu energetycznego Rosji. Nie bez kozery więc niemiecka „National Zeitung” pisała w 2007 roku o Polsce jako o amerykańskim „koniu trojańskim” w Unii Europejskiej. W 2012 roku, chociażby po niedawnym przemówieniu prezydenta Komorowskiego w ONZ, proatlantyckość naszego kraju można wyrzucić do kosza. Nota bene tezy tego wystąpienia przygotował prezydencki doradca prof. Roman Kuźniar, twierdzący swego czasu, że zbrodnia katyńska została dokonana na wielu narodowościach, więc nie było to żadne ludobójstwo, w każdym razie nie na Polakach.

Gdy Jarosław Kaczyński mówił o rosyjsko-niemieckim kondominium, wywołał lawinę ataków z obozu rządowego. Na zasadzie – uderz w stół nożyce się odezwą. A przecież zmiana warty w Warszawie dała Rosji i Niemiec pewność, że Polska pozostanie w ich sferze wpływów, m.in. w wyniku pozostawania w kleszczach uzależnienia od dostaw gazu z Rosji z jednej strony, zaś od niemieckiej dominacji gospodarczo-finansowej – z drugiej.

Za początek „polityki podnóżkowej” można przyjąć październik 2010 roku, gdy wicepremier Waldemar Pawlak podpisał skrajnie niekorzystną dla Polski, a znakomitą z punktu widzenia interesów Gazpromu, umowę gazową z Rosją. Były i inne efekty „polityki miłości”, takie jak m.in. Nordstream, czy połączenie promowe z Sassnitz na wyspie Rugii do portu Ust-Ługa.

Czekająca właśnie kierowców mających samochody na tzw. autogaz (LPG) znaczna, bo nawet o 40 groszy za litr, podwyżka cen tego paliwa w wyniku podniesienia za wschodnią granicą o 130 proc. ceł na gaz płynny, to jedynie kolejne ogniwo łańcucha zależności surowcowej od wschodniego sąsiada. Ponadto dzięki polityce rządu Donalda Tuska najprawdopodobniej stracimy także szansę na zarobek z tranzytu kolejowego towarów z Azji do Europy. Rosja ogłosiła, że wyłoży 63 mld. dolarów na budowę „szerokiego toru” przez Słowację do Wiednia. Polska, ze swoim terminalem w Sławkowie, zostanie ominięta od południa.

W górę pójdzie LPG, a pewnie i gaz ziemny, ale według wszelkich znaków na niebie i na ziemi czekają nas również drastyczne podwyżki cen prądu. Pytamy często, czy prąd oraz gaz ziemny muszą być aż tak drogie, że następuje powrót do ogrzewania domów piecami na ekogroszek. Trudno, by było inaczej skoro np. słono… dopłacamy Niemcom do ich prądu, przesyłanego przez nasz kraj tranzytem do Czech, Słowacji i Austrii i trafiającego do południowych landów Niemiec! Tak, to nie pomyłka. Portal dziennik.pl poinformował 10 września, że „w 2011 r. polskimi sieciami przepłynęło 5 TWh energii wyprodukowanej przez wiatraki na północy Niemiec. To około 3 procent polskiego zapotrzebowania na prąd. Problem w tym, że tej energii nikt u nas nie zamówił i nikt z niej nie skorzystał (….). Za tę operację Polska płaci krocie, bo polskie sieci notują ogromne straty zanim prąd dotrze za granicę. Według fińskiego eksperta Matii Supponena za taki transfer PSE Operator płaci ok. 40 mln euro rocznie. To oznacza, że od 2006 roku dopłaciliśmy już Niemcom ponad ćwierć miliarda euro”. A co, nie stać nas?

http://jakuccy.pl
tekst opublikowany na portalu stefczyk.info

http://juliamariajaskolska.salon24.pl/4 ... podnozkowa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 09 paź 2012, 07:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Sondażowa redukcja biegów przed ostrym zakrętem

Pędzący do tej pory z dużą szybkością i na ostatnim biegu, rządowo-koalicyjny automobil w ostatnich miesiącach zdecydowanie zwalnia i przygotowuje się zapewne do ostrego zakrętu, zmiany kierunku jazdy oraz roszady pasażerów. Dotychczasowi zaś podróżni są zdezorientowani i mogą tylko wierzgać nóżkami, próbować zmieniać ułożenie swoich siedzeń, trochę pokrzyczeć i… raczej wyłącznie przyglądać się perfekcyjnym manewrom technicznym dokonywanym przez kierującego pojazdem. A ten - jak wiadomo - jest raczej powszechnie nieznany, co wydaje się oczywiste skoro wywodzi się z kręgów spec-chłopców i nad-chłopców spod znaku SOWY oraz ekierki i cyrkla.

Trzeba przyznać, że kierowca jest bardzo sprawny i potrafi bezbłędnie wejść w zakręt redukując w odpowiednim czasie i w odpowiedniej kolejności poszczególne przełożenia… Wykazując się niebywałą przecież precyzją zdecydowanie zwolnił i zmienił biegi przejeżdżając obok AmberGold, czym wprawił w zdenerwowanie i zakłopotanie najważniejszego pasażera, teraz zaś już ostro przyhamował mijając znaną firmę badawczą TNS Polska. Główny pasażer – który do tej pory ślęczał na tylnym siedzeniu szlifując nowe przemówienie – już wie, że zakręt jest nieunikniony a do samochodu mogą wsiąść jeszcze dodatkowe osoby… Dla niego zaś może zabraknąć miejsca…

Pozdrawiam

P.S. 1.

Inspiracją do napisania tego krótkiego tekstu był post Chłodnego Żółwia pt.: Koniec pewnej ePOki... Czas na Schetynę?. W komentarzu do niego napisałem mniej więcej (tutaj trochę rozszerzam pierwotną wersję komentarza nie zmieniając jego sensu):

„Dobrze prawisz autorze. Ja już w lipcu w swoim poście Polski "bilderberg"wieszczy rewolucję w PO i wyznacza następcę po D. Tusku!! pisałem, że sam A. Olechowski dał sygnał wszystkim do przełożenia „wajchy” oraz zwinięcia „parasola ochronnego” nad D. Tuskiem i - nakazowo dla wtajemniczonych - zapowiedział zmiany oraz krytykował sobie D. Tuska i PO pod jego rządami, że hej ;). Co prawda A. Olechowski wskazywał jako następcę premiera S. Nowaka, ale o G. Schetynie też wypowiadał się całkiem pozytywnie. Zdecydowanie natomiast „piał z zachwytu” nad J. Palikotem wskazując na jego polityczny talent a nawet geniusz (sic!). Cała wymieniona przez „wajchowego” trójka jest zresztą bardzo blisko związana z B. Komorowskim oraz jego unio-wolnościowym otoczeniem i to on – zgodnie z pierwotnym scenariuszem „chłopców” - ma przejąć całość władzy w Polsce. "Wajchowy" oczywiście też pozytynie nie zapomniał wsomnieć o L. Balcerowiczu. Sądzę też, że PSL przeczuwa coś niedobrego dla siebie, stąd ostatnie inicjatywy rozmów z PiS i zdecydowanie się na otwartą wojnę z J. Gowinem... Być może już niedługo doczekamy się zmiany na stanowisku premiera… Czyżby „chłopcy postawili już na Schetynę w tej roli a na wicepremiera szykowali nam J. Palikota? Może właśnie też owe sondaże są kolejną „wajchą” i w obronie przed „Kaczyzmem” poszerzona zostanie koalicja o Ruch Palikota a Tuska zamieni Schetyna lub Nowak? Dla mnie będzie to jeszcze większy koszmar i nóż w mej kieszeni już sam się otwiera…”.

P.S.2.

Refleksyjnie o ostatnich sondażach… Wielokrotnie* wskazywałem na fakt możliwości dokonywania manipulacji sondażami na każdym etapie procesu badawczego: od sposobu budowy kwestionariusza i kolejności zadawania pytań oraz ich brzmienia poprzez proces liczenia, weryfikacji i analizy danych aż po prezentacje wyników badania. Prawdopodobieństwo nierzetelności badawczej jest szczególnie duże w przypadku sondaży popularności partii politycznych dokonywanych na zamówienie przez polskie instytucje badawcze i długo przed wyborami. W takim przypadku ewentualne rozbieżności z oficjalnymi wynikami przyszłych wyborów można tłumaczyć faktem zmian - w tak długim czasie - preferencji wyborczych. Chciałbym, aby firmy badawcze w Polsce miały opinię rzetelnych, ale wszyscy wiemy, że raczej należy je oceniać negatywnie, nad czym boleję. Uważam – być może niesprawiedliwie – że ostatni sondaż jest wynikiem odpowiedniego „zamówienia” na taki a nie inny ich wynik i jest skierowany wyłącznie do wyborców PO (lemingów i czerpiących profity z PRL-bis). To tylko moja opinia i mogę się mylić. Oprócz tego, o czym wspomniałem w zasadniczym tekście, dodatkowym – może makiawelicznym - powodem ich opublikowania było przestraszenie własnych wyborców "Kaczorem" i zmobilizowanie ich do walki z nim. Ponadto dodatkowym celem sondażu było stworzenie u lemingów oraz beneficjentów systemu paniki i oczekiwania na cudowne oraz ozdrowieńcze kolejne "ekspose" Tuska. No tak – miały pomyśleć lemingi - musimy zaciskać pasa, ale to już lepsze niż zwycięstwo PiSiorów. Czyli musimy - mimo wyrzeczeń - dalej popierać Tuskusia lub RPP, bo inaczej wygra Kaczor i wtedy będzie katastrofa (lemingi) lub odcięcie od profitów i sądy powszechne (beneficjenci systemu). Sądzę jednak, że najważniejszym powodem jest – wskazany w tekście – zbliżający się zakręt i roszada pasażerów w samochodzie rządowym.

*Zobacz np.: Och! Sondaże... tyle "kreatywnej" pracy twórczej w kanałach z fecesami! (http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/0 ... pracy.html)

http://krzystofjaw.salon24.pl/453658,so ... m-zakretem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 11 paź 2012, 07:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Tusk jak jednoosobowa spółka z oo.

Od dłuższego czasu dziennikarze i politycy spekulują o wewnętrznych tarciach w PO. Rośnie podobno w siłę Schetyna ze wsparciem Komorowskiego. Ten fakt potwierdził Janusz Palikot we wczorajszej rozmowie przed kamerami TVP. Własne relacje z Komorowskim ocenia jako stabilnie dobre co może sugerować, że wspierają byłego marszałka wspólnie. Ostatni klip RP wpuszczony w net tuż przed expose Tuska (celny i śmieszny) zdaje się potwierdzać skoordynowany atak.

Palikot po wyjściu z PO zagospodarował głosy różnych mniejszości i dzięki dobremu wsparciu marketingowemu znalazł się z niezłym wynikiem w sejmie. Grając na hasłach można było wygrać wybory, ale trudniej się utrzymać na poziomie poparcia udzielonego pod wpływem chwili. Szczególnie człowiekowi który z propozycjami rynkowymi pochodzącymi wprost ze swojego matecznika czyli PO stanął na czele ugrupowania, które w założeniu miało opierać się na ideologii lewicowej. Dlatego musiał okazać się dla wielu swoich wyborców po prostu niewiarygodny. Z własnym ugrupowaniem do władzy nie dojdzie. Ale ze wspólnikami?

Jaką rolę odegra w próbie odsunięcia Tuska od władzy przekonamy się niebawem. Ale, że weźmie w tej grze aktywny udział to „widać I słychać. I czuć” Jeśli dodać do tego do tandemu wojującego o władzę nieskrywaną sympatię Komorowskiego do byłych działaczy lewicowych oraz służb wojskowych (vide grono doradców) można podejrzewać, że i Lewica się nie wyprze. Oczkiem uwagi stanie się frakcja Gowina i jej zachowanie.Czy opuszczą szeregi własnej partii i stworzą własną formację bardziej na prawo czy też dołączą do grupy Schetyny.

Jednak najbardziej interesujący dla mnie jest wywiad z senatorem Rulewskim. Bo z jego treści można wyłonić faktyczny obraz tego, co się od dawna dzieje w PO, a kolejne decyzje Tuska taki obraz dodatkowo uwiarygodniają. Choćby zakaz wnoszenia poprawek do ustaw zgłoszonych przez koalicję!”(..) Rulewski powiedział: Premier nie może brać jednoosobowej odpowiedzialności za Polskę. A jeśli nawet, to niech wskaże polisę ubezpieczeniową, z której będzie można pokryć ewentualne straty.”.W chwilę później mówi o strachu i paraliżu członków swojego ugrupowania w oczekiwaniu na to co powie Tusk oraz stwierdza „Trwa paraliż, bo nikt nie wie co powie premier”. Tak pada pr-owski mit o pluralizmie, demokracji itp. podobnych kitów, które stanowiły element każdego przekazu dnia dla członków PO na temat wewnętrznych relacji we własnej partii.

Rulewski mocno zaatakował Tuska. Powiedział prawdę. Czy to oznacza, że nie tylko w Sejmie ale w Senacie mamy już głęboki podział w PO? Że nie tylko opozycja ale i spora część działaczy ma dosyć tej manipulacji demokracją? Szczególnie jeśli manipulacja przestała skutkować. Osiągnęła poziom poza którym jest tylko śmieszność i być może hańba.

Jesień może być wyjątkowo ciepła. Politycznie. Bo właśnie spadła kolejna kurtyna i widać, że to nie grupa fachowców decyduje o naszym losie tylko jednoosobowa spółka z o.o. Donald Tusk z PO. Kompletnie nieubezpieczona.I jak mogliśmy przekonać się po decyzjach dotyczących Smoleńska- wysoce nieudolna.

Mamy do tego niezależną pozornie od władzy, ale zupełnie niezależną od kontroli Sejmu prokuraturę oraz jako II osobę w państwie marszałkinię Ewę Kopacz, która jak się okazało może występować zależnie od własnych potrzeb wizerunkowych jako wolontariuszka albo jako minister. I to ona w razie niedyspozycji prezydenta RP pełnić miałaby funkcję głowy państwa oraz Naczelnego Dowódcy polskich sił zbrojnych. Boże miej w opiece i Polskę i NATO. Toż Kopacz na myśl o koszmarze widoków ciał ofiar jakiejś interwencji zbrojnej albo zaszlocha albo zemdleje.

W piątek zapewne Tusk nie namaluje nam rozkosznego wizerunku zielonej wyspy. Wręcz przeciwnie będzie mówił o konieczności zaciskania pasa i wysokiej jakości zarządzania przez PO tym, co do budżetu wpadnie. Zapewne padnie obietnica wsparcia z UE. Bo rzekomo przystąpienie do unii bankowej i walka o udział przyniosły nam sukces. Sikorski dzisiaj z uśmiechem powiedział, że dzięki temu Polska będzie miała wpływ na decyzje w strefie euro. Jeśli Tusk użyje tego argumentu to rozniesie go opozycja. Uczestnictwo tak-prawa głosu nikt nam nie przyznał. Kto by się jednak takimi imponderabiliami przejmował. Najważniejsze ,żeby jakąś marchewkę na kiju pokazać.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci ... omosc.html

http://1maud.salon24.pl/454148,tusk-jak ... polka-z-oo


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 13 paź 2012, 06:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Mordercze stawki

Dziesięciokrotny wzrost opłat za ogólnopolskie koncesje radiowe uchwalił wczoraj Sejm. W przypadku stawek za miejsca na telewizyjnym multipleksie cyfrowym podwyżka ma być ponad 40-krotna

Za ustawą głosowało 296 posłów z PO, PSL, SLD i Ruchu Palikota. Przeciw było 152 posłów z PiS i Solidarnej Polski oraz jeden poseł niezrzeszony.

- Ta nowelizacja została praktycznie przyjęta bez większej dyskusji, prawem kaduka przeforsowano podwyżki opłat za częstotliwości. Takie mamy dziś państwo i rządzących - komentowała prof. Krystyna Pawłowicz, poseł PiS.

Horrendalne podwyżki, jeśli ustawę przyjmie także Senat i podpisze prezydent, najbardziej uderzą w Radio Maryja i Telewizję Trwam. Sejm odrzucił głosami koalicji i lewicy wniosek PiS, aby utrzymać stawki opłat koncesyjnych na dotychczasowym poziomie, a do dyskusji nad podwyżkami powrócić w późniejszym czasie.

- Także na posiedzeniu sejmowej Komisji Infrastruktury głosowano przeciw wszystkim naszym propozycjom, które miały utrzymać dotychczasowe stawki opłat za częstotliwości - mówi poseł Barbara Bubula (PiS).

Ustawa została przyjęta z poprawkami, które wczoraj rano zaproponowała Komisja Infrastruktury. Rząd najpierw forsował podwyżkę, która ustalała maksymalną opłatę za częstotliwości dla nadawców radiowych na poziomie 300 mln zł rocznie. Platforma zgłosiła na posiedzeniu komisji poprawkę, obniżając najwyższą stawkę do 19 mln zł dla każdej ogólnopolskiej stacji radiowej nadającej swój sygnał na UKF. To jest jednak i tak horrendalna kwota, bo dziś nadawcy płacą maksymalnie nieco ponad 2 mln złotych.

W przypadku opłat rocznych za częstotliwości dla telewizji nadających na cyfrowych multipleksach rząd zaproponował najpierw podwyżkę do kwoty 99 mln zł (teraz to 240 tys. zł rocznie). Ostatecznie Platforma przegłosowała poprawkę zmniejszającą opłatę do ponad 10 mln złotych, ale to i tak 41 razy więcej niż teraz.

Zgodnie z projektem to rząd będzie decydował w rozporządzeniu, jakie opłaty koncesyjne w ramach ustalonych widełek będzie ponosił dany nadawca. Poseł Krzysztof Tchórzewski (PiS) uważa, że w ten sposób rząd zarezerwował sobie prawo do dowolnego ustalania opłat.

Poseł starał się dowiedzieć od przedstawicieli rządu, jakie skutki finansowe niesie ze sobą ustawa dla nadawców, ale nie uzyskał odpowiedzi. Przedstawiciele rządu zapewniali go, że odpowiedź otrzyma, ale... już po przegłosowaniu ustawy przez Sejm. Nie wiadomo więc, jakie stawki dla nadawców publicznych, prywatnych czy społecznych ustali minister finansów Jacek Rostowski.

Opozycja nie wierzy w zapewnienia władz, że nie będą sięgały po stawki maksymalne. Posłowie obawiają się, że rząd dostanie do ręki instrument do karania niezależnych od władz mediów, bo wysoka opłata może oznaczać dla nich bankructwo. I w pierwszej kolejności takie zagrożenie dotyczyć będzie Telewizji Trwam i Radia Maryja.

Zmiany zaproponowane przez rząd koalicji PO - PSL zakładają nowy sposób liczenia opłat za częstotliwości. Obecnie nadawcy płacą od każdego nadajnika i mocy, jaką dysponuje. Rząd postanowił zmienić ten system, biorąc pod uwagę nie tylko moc nadajników, ale także powierzchnię i kategorię gmin objętych sygnałem. A to już otwiera możliwości różnych interpretacji. Teraz ustawa trafi do Senatu.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tawki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 17 paź 2012, 10:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Tusku! Finito la komedyja

Nadszedł czas, by premier podał się do dymisji. Widać, że już nie uwolni się od rosyjskiego paska

PIĘĆ PYTAŃ do mec. Hambury:

Jak pan ocenia to najnowsze, bulwersujące zdarzenie: publikację zdjęć okaleczonych ofiar katastrofy smoleńskiej w rosyjskim internecie?

Mecenas Stefan Hambura, pełnomocnik rodziny śp. Anny Walentynowicz: To pokazuje, że to Rosjanie dyktują warunki, kierunek rozwoju sprawy Smoleńska. To jest na pewno kompromitacja polskiego rządu pod kierownictwem pana premiera Tuska, szczególnie ministra spraw zagranicznych i również byłej minister zdrowia, obecnie marszałek Sejmu Ewy Kopacz. Co ciekawe, właśnie dziś, we wtorek, premier Tusk powiedział, że chciałby przeżyć jeden dzień wolny od Smoleńska. Jak widać, Rosjanie mu na to nie pozwolili. To jest chwilami tragikomedia. Pan premier próbuje jeszcze nadrobić swoją kondycją fizyczną, wyzywając liderów opozycji na pojedynki biegowe. To przypomina czasy komunistyczne, choćby Mao Tse Tunga, który zawsze przepływał rzekę. A wydawało się, że ten styl i te czasy bezpowrotnie minęły.



Premier w tej sprawie nic nie może, bo sam sobie zgotował taki los.

Ta sprawa pokazuje, że rząd premiera Tuska porusza się na pasku Moskwy. To jest skutek oddania śledztwa, skutek oddania Moskwie całego procesu badania przyczyn katastrofy. A przecież, pamiętajmy, ówczesny rosyjski prezydent Miedwiediew złożył ofertę polskiego udziału w śledztwie. Ta oferta nie została przez polskie władze ani przyjęta, ani odrzucona, ona została zignorowana. Dziś widzimy skutki. A skoro pan premier Tusk zapewnił, że bierze pełną odpowiedzialność za całą sprawę Smoleńska, to chyba nadszedł czas, by podał się do dymisji, bo widać, że już nie będzie w stanie uwolnić się od tego rosyjskiego paska.



Jak się należy zachować w tej sytuacji?

Trudno tę sprawę ominąć, nie można powiedzieć, że tego nie ma. To są brutalne zdjęcia, ale ja, jako pełnomocnik, muszę je zobaczyć. Muszę je zweryfikować z tymi materiałami, które znajdują się prokuraturze.



Minister Sikorski apeluje teraz, by media tych zdjęć nie publikowały, co jest o tyle tanim gestem, że przecież nikt ich w Polsce raczej nie opublikuje. To nie tu leży problem.

Gdyby minister Sikorski miał wpływy, i skorzystał choćby ze swojego hołdu berlińskiego, i poprosił choćby swojego niemieckiego odpowiednika o pomoc, coś by może to pomogło w relacjach z Moskwą. Dziś widać, że sam Sikorski nie ma żadnej siły przebicia. Gdyby minister Sikorski był prawdziwym ministrem spraw zagranicznych, a nie tylko ministrem zajmującym to stanowisko, to do takiej sytuacji by nie dochodziło. A jeżeli już by doszło, to reagowałby dużo ostrzej. Przypomnijmy choćby porażkę w sprawie wraku, który wciąż znajduje się na terenie Federacji Rosyjskiej.


Pan zakłada, że to poza kontrolą władz rosyjskich nie mogło się zdarzyć?

W Rosji jest inna kultura, tam ludzi wsadza się do więzienia bardzo łatwo, np. Pussy Riot trafiły do więzienia błyskawicznie. Trudno nie sądzić, że gdyby była wola, wystarczyłoby jedno kiwnięcie palcem, i te zdjęcia już by zniknęły.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/38598-pi ... iego-paska

No i PO co wam to było??

Nie pomoże ci nic, ani piar ani pic, nie ocalą cię twe PO-many

Przyszedł kres i na fest, będziesz "bity" jak pies, będzisz "bity" a POtem "kopany".

A miało być tak fajnie ;(

http://bombardier.nowyekran.pl/post/771 ... a-komedyja


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 23 paź 2012, 10:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
W czymś jesteśmy najlepsi – umiemy ukraść… drogę!

Budowana w ślimaczym tempie autostrada A4, podobnie jak inne, nie ma wiele szczęścia, ale za to wielu wykonawców. Odcinek pomiędzy Wierzchosławicami a Krzyżem „tworzyła” hiszpańska firma Dragados, czyli jej polska filia i polscy podwykonawcy.

Ponad rok temu Dragados uzgodnił ze starostwem w Tarnowie warunki korzystania z drogi powiatowej w Gosławicach, jako dojazdówki na budowę A4. Ponieważ liczono się ze zdewastowaniem nawierzchni, firma wpłaciła do starościańskiej kasy 1,1 mln złotych jako rodzaj kaucji.


Dyr. Powiatowego Zarządu Dróg, Leszek Łątka, jest zdania, iż firma z Hiszpanii nie miała żadnych przeszkód w korzystaniu z drogi powiatowej, musiała tylko umożliwić rolnikom dojazd do ich pól, co wykonać się dało. Dragados miał dokończyć prace przy A4 do 1. maja, ale opóźnienie prac przesunęło termin zdania odcinka dojazdu Rudka – Ostrów na 1. października br. I to nie byłoby niczym dziwnym, raczej normą polskiej rzeczywistości, gdyby nie fakt, iż zamiast zjechać na autostradę, maszyny hiszpańskich drogowców zaczęły… zrywać nawierzchnię drogi dojazdowej i używać jej jako podkładu kończonego odcinka A4.

Mieczysław Kras, starosta tarnowski: „Jak żyję czegoś takiego nie widziałem. Droga została ukradziona”.

Wspomniany wcześniej Leszek Łątka: „Zdążyliśmy ich powstrzymać w momencie, gdy asfalt zniknął doszczętnie z 700 metrów drogi, a podbudowa z jednego pasa półkilometrowego odcinka”. Interweniowała policja, rozbiórkę wstrzymano. I tak wywieziono już około 2,5 ton kruszywa z odcinka Rudka-Ostrów.

Interweniujący w Dragadosie starosta Kras miał usłyszeć: „Możecie skarżyć nas po sądach, ale my mamy dobrych prawników; będzie się to ciągnąć latami, a i tak nic nie wywalczycie!”.

W poniedziałek starostwo i przedstawiciele Hiszpanów zasiedli do rozmów w obecności przedstawicieli Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, którzy sprawę postawili jasno: nie przejmą od Dragadosa odcinka A4 do czasu odbudowy drogi powiatowej w Gosławicach. Przetarg na odbudowę zniszczonej dojazdówki odbył się na szczęście wcześniej, aczkolwiek przewidywane koszta naprawy wzrosły teraz z 800 tys. do ok. 3 mln złotych. Zgodnie z przepisami w odbiorze uczestniczy starosta, który musi podpisać rozliczenie naprawy dróg dojazdowych, będących w jego gestii. Trudno przypuszczać, by Mieczysław Kras złożył swój podpis w obliczu kradzieży 700 m gosławickiej drogi.

Firma przyznała się do „błędu” i ma go naprawić, aczkolwiek w jej interpretacji „zaistniała sytuacja powstała na skutek różnego rozumienia przez strony warunków umowy korzystania z drogi powiatowej”. Ot, kłania się nadal marksowska dialektyka…

Stan pełnej używalności odcinka Rudka – Ostrów ma być przywrócony do soboty.

Można jedynie domniemywać, iż Dragados uznał wpłatę kaucji za zniszczenia odcinka drogi powiatowej, z jakiego korzystał, jako jego wykup. Przy tej interpretacji opłaciło się potraktować materiał zdzierany z kilkuset metrów koło Gosławic jako podsypkę pod kończony odcinek autostrady, bo nie trzeba było już nikomu za nią płacić i transportować z daleka.

Czy hiszpańscy bossowie Dragadosa są zadowoleni z szefów swojej wschodniej filii? Przekonali się przecież, że Polak potrafi! A bajkową opowieść o tych, co ukradli księżyc, na pewno na czas jakiś przyćmi legenda o drogowcach, którzy ukradli drogę.

http://www.bezjarzmowie.info.ke/test/?p=7122


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 27 paź 2012, 07:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
III RP, to barbarzyński kraj?

Czy Polska jest jeszcze państwem cywilizowanym?

Lawinowo jesteśmy bombardowani informacjami, które nakazują się wstydzić; tak - wstyd i hańba. Wstyd jest nam - Polakom, chociaż nie wszyscy są winni zaistniałej sytuacji.

Gruzińska dziennikarka, która szukała wolności w Polsce i znalazła się w jakimś obozie uchodźców - krzyczy i jak napisała - będzie krzyczała na cały świat - znalazłam piekło; piekło jest w Polsce. Podczas różnych wielokrotnych "przesłuchań" - każdorazowo musiała się rozbierać do naga - oprawcy mieli najwidoczniej przyjemność napawać oczy (cytuję) "moimi zakrwawionymi majtkami". Ona i 90 % uchodźców woli wracać do Gruzji - aktualne zdaje się protestują w formie głodówki.

Złodzieje (Polacy) kradną samochód z trumnami wraz ze zwłokami - porzucają trumny w lesie, nawet szukając w tym celu miejsca odludnego. To nie są Polacy - to zwyrodnialcy; pierwsza rzecz, po ich ujęciu, to pozbawienie obywatelstwa polskiego.

MSZ wydaje władzom białoruskim działaczy niepodległościowych - Aleś Bialacki w wyniku tego otrzymał wyrok - 6 lat katorgi; teraz sytuacja się powtarza (wg MSW jest dla owych bojowników bez znaczenia, ale pewno Łukaszenka będzie wiedział jak to wykorzystać.

MSZ i MSW aresztują na cały prawie dzień byłego prezydenta Czeczeni A. Zakajewa; dobrze, że znalazł się uczciwy sędzia i Zakajewa zwolnił. Były prezydent Czeczeni wolał jednak opuścić co rychlej Polskę.

Rzecznik MSZ telefonuje do redaktora Gmyza i nalega na niepublikowanie tekstu stawiającego w złym świetle ministerstwo, potem dzwoni do red. naczelnego "Rzeczypospolitej" - uważa, że to nic nadzwyczajnego i naciskał "dla dobra Polski".

Sad nakazuje aresztować matkę nieletnich dzieci - policja wkracza do niej o godz. 22 - śpiące maluchy przekazuje do pogotowia opiekuńczego; sąd znał sytuację rodzinną kobiety, a jednak nie skazał jej na ograniczenie wolności, tylko na areszt (25 dni za nie zapłacenie grzywny - ok 2000 zł).

Premier Tusk z groźna miną grzmi - "niedopuszczalne zachowanie", "osobiście sprawę będę nadzorował i winny będzie znaleziony w ciągu godzin".

Pracownicy konsulatów nie wykonali po smoleńskiej tragedii swoich zadań - w czasie wkładania zwłok do całunów z tworzyw sztucznych i następnie do trumien - nie pilnowali zgodności personaliów ofiar i oznakowań na trumnach, a było ich tam wystarczająca ilość - doszło do bezprecedensowej hańby - zmieniono zwłoki prezydenta Polski... W wyniku przeprowadzonych dotychczas ekshumacji wiadomo, iż Rosjanie dodatkowo profanowali zwłoki (jakby się nad nimi pastwili).

Premier Tusk oczywiście nigdy nie uwierzy, że za doprowadzenie państwa do stanu barbarzyństwa główną winę (po pięciu latach prawie absolutnych rządów) - ponosi on sam - premier Donald Tusk. Owa wina polega na mianowaniu na stanowiska ministrów ludzi nieodpowiedzialnych, bez żadnych kwalifikacji formalnych i moralnych. Ci z kolei mianowali podległych sobie ministerialnych dygnitarzy z tego samego partyjnego klucza i tak dalej do samego dołu. Jeżeli weźmie sie pod uwagę, że istniejące "gabinety polityczne" realizują jedno podstawowe zadanie - na stanowiska mianuje sie tylko "naszych", tylko sprawdzonych członków partii. Jeżeli wszyscy oni powołani są w ten sposób i maja postawione zadanie, że każdy na swoim stanowisko powinien przede wszystkim przyczyniać sie do utrwalenia władzy, a dopiero później realizować oficjalne obowiązki - to właśnie mamy taki barbarzyński obraz Polski. Premier Donald Tusk nie zdaje sobie sprawy, że za skandaliczne - haniebne postępowanie z ciałami ofiar smoleńskiej katastrofy główną winę ponosi on sam - powierzając prowadzenie śledztwa "przyjaciołom Moskalom", powołując na stanowiska niejakich Sikorskich, Klichów, Arabskich czy Cichockich i dopuszczając do haniebnych poczynań z ich strony.

http://sporozdziwien.salon24.pl/458122, ... ynski-kraj


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 13 lis 2012, 09:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Powolutku sączy się zniechęcenie.

Już na parę dni przed 11 listopada coś się zaczęło dziać dziwnego. Znane osoby nagle zaczęły się wycofywać z komitetu honorowego, ostrzegać przed konsekwencjami Marszu Niepodległości. Prędziutko okazało się, że marsz ma służyć (prawdopodobnie) m.in. powołaniu nowej formacji politycznej. Być może „na mieście” posłyszano także plotki o przygotowaniach do prowokacji.

Atmosfera gęstniała, a już na samym początku marszu wybuchła awantura, która mogła skończyć się bardzo groźnie, ale dzięki odpowiedzialnej postawie organizatorów i posłów PIS jakoś rozeszło się po kościach.

Zachowanie policji od początku, jeszcze przed marszem, wyglądało jak przygotowania do wielkiej bitwy, zresztą – każdy sobie może wyrobić zdanie, mnóstwo filmów i zdjęć krąży po necie.

Teraz już wiadomo, że jeśli ktoś jeszcze miał jakieś złudzenia, to powinien je stracić. Nie pójdziecie z dziećmi, rodzinami na marsz w przyszłym roku – przecież wiadomo, co się zdarzy. Wysłuchacie za to i przeczytacie mnóstwo opinii o nieodpowiedzialności, o kibolach i fanatykach, faszystach i bandytach.

To już było.

Podniosła atmosfera żałoby na Krakowskim została tak samo ośmieszona i wykpiona. I pogodziliście się z tym, prawda?

Z tym też się pogodzicie, spokojnie – to nie jest marsz dla zwykłych ludzi, zwykli porządni ludzie, jak się im marsz państwowy nie podoba, to siedzą w domu. I dziękują Bogu za wolność – bo przecież mogliby być na ten marsz państwowy zaganiani jak na 1 maja w PRL.

No to mamy już zestaw wykluczonych :

1. fanatyczni katolicy

2. kibole

W stosunku do tych osób prawo obowiązuje jakby mniej, albo odwrotnie. Kto następny? Na widelcu są nieodpowiedzialni rodzice, którzy wciągają dzieci do polityki.

Ale was to nie dotyczy – wy jesteście odpowiedzialni, wyważacie racje, rozpatrujecie wszystkie argumenty. To co, może jakiś PRON? Czas byłby najwyższy wykluczyć wszelka „ekstremę” i w końcu spokojnie czekać na koniec świata, który wszak wkrótce nastąpi.

--------------------------------------------------------------------------------

PS.1. Nie martwcie się jednak za bardzo :)

To tylko cienie na ścianie jaskini, prawdziwa gra toczy się gdzie indziej. To nie wy jesteście w pułapce, to nasi „możni” doszli do ściany i zobaczyli, że właśnie siedzą w bagnie po szyję. Możemy spokojnie czekać – to im się śpieszy.

PS.2. I jeszcze jedno – ktoś tu napisał, że była to udana prowokacja policji. Otóż nie była udana, wcale! Gdyby była udana, to poszłyby szyby w okolicznych sklepach i lokalach – to jest zawsze charakterystyczne. Jeśli nie poszły, to znaczy że ten wielki tłum ludzi zachował się wzorowo i nie dopuścił do prawdziwej prowokacji.

http://eska.salon24.pl/463478,powolutku ... iechecenie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 15 lis 2012, 15:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Z choinki się Pan urwał? R. Sikorski o UE dla BBC

Z choinki się Pan urwał? ("Where you been last couple of years?") czyli wywiad Ministra Sikorskiego dla BBC.

Dziennikarz BBC pyta polskiego Ministra o to "czy Polacy rzeczywiście chcą scedować swoją ciężko wywalczoną niepodległość i suwerenność na Brukselę i Berlin?

("But do Poles really want to cede their hard won sovereignty to Brussels and Berlin?")

Czy posłów na Sejm RP ta kwestia jeszcze w ogóle interesuje?

Czy to oficjalny komentarz MSZ, niejako post scriptum do Święta 11 listopada i Marszów Niepodległości?

Fragment wywiadu:
http://news.bbc.co.uk/2/hi/programmes/h ... 769516.stm

Cały wywiad:
http://downloads.bbc.co.uk/podcasts/wor ... -1731b.mp3

http://mariuszwegrzyn.salon24.pl/464137 ... ue-dla-bbc


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 16 lis 2012, 12:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
I znowu tak będziemy się kiwać przez zimę...

W kinach Pasikowski, a w sklepach choinki już ubrane, choć nawet Adwentu jeszcze nie ma. I tak sobie jakoś doczekamy do końca świata. A potem będą następne dni równie nudne.

No chyba, że zaś jakaś afera znowu wyskoczy - prawdę powiedziawszy, co afera, to szybciej mija zainteresowanie.

I nikt, absolutnie nikt nie interesuje się prostym pytaniem – z jakiego powodu niejaki Vincent Rostowski został ministrem finansów u Tuska? No skąd, skąd, dziateczki, on się nagle wziął? Skąd wychynął, kto go znał wcześniej?

A to jest moim skromnym zdaniem jedno z ważniejszych pytań w ramach oceny naszej sytuacji politycznej i gospodarczej - kto tu nasłał tego gostka i po co.

Ktoś wie coś mądrego na ten temat?

http://eska.salon24.pl/464336,i-znowu-t ... przez-zime


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 21 lis 2012, 08:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31578
Hucpa ABW

Propagandowy spektakl ABW. Agencja aresztowała Brunona K., chemika, który miał jakoby planować zamach na prezydenta, premiera, członków rządu i Sejm. Alarmu antyterrorystycznego nikt jednak nie ogłasza.

Najpierw w głównych programach informacyjnych pojawiły się informacje o udaremnionym zamachu na "najwyższe organy konstytucyjne w państwie". Zanim odbyła się konferencja prasowa Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie i ABW, okazało się, że już wieczorem w poniedziałek wiadomo było, że coś jest na rzeczy.

Embargowana informacja Agencji zostaje ujawniona przez media. Tematem numer 1 przestają być kłopoty w koalicji rządowej oraz dymisja wicepremiera Waldemara Pawlaka.

Potem odbywa się konferencja prasowa, podczas której cała Polska dowiaduje się o planach zamachowca, czterech tonach materiałów wybuchowych, arsenale broni, który zgromadził, planując wysadzenie w powietrze Sejmu.

Choć działał w grupie (prawdopodobnie otoczony zakonspirowanymi agentami ABW), aresztowano tylko jego, dostał zarzut przygotowań do zamachu na prezydenta, Sejm, rząd (art. 128 kk) i nielegalnego posiadania materiałów wybuchowych. Dwóm innym wspólnikom postawiono zarzuty (nielegalne posiadanie broni), a następnie po zatrzymaniu wypuszczono na wolność. Nie podwyższono stopnia alertu antyterrorystycznego. Czemu miała służyć cała konferencja ABW?

- Termin, motywy zwołania konferencji budzą wątpliwości. Odpalono bombę, z której nic nie wynika - komentowali wczoraj Marek Opioła i Beata Mazurek (PiS) z sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.

- To mi się nie podoba. Służby powinny poinformować i nie robić wokół całej sprawy narracji oraz swego rodzaju otoczki. Informacja powinna zostać przekazana bez szczegółów, w sposób profesjonalny - ocenia Andrzej Dera z Solidarnej Polski.

- Chwalenie się, mówienie: "jacy my dobrzy jesteśmy", nie przystaje służbom. Chwalić się mogą dziennikarze czy politycy, a nie służby - dodaje poseł.

Na jutro Konstanty Miodowicz (PO) zapowiedział posiedzenie sejmowej speckomisji w tej sprawie. Mazurek i Opioła postulują, by zwołać ją jeszcze dziś.

- Chcemy dowiedzieć się od premiera, co wiedział o tej sprawie. To on nadzoruje służby specjalne - tłumaczy Marek Opioła.

Wskazuje, że w sprawie choćby śledztwa smoleńskiego prokuratura nie informuje tak precyzyjnie i nie przeprowadza tak dokładnych prezentacji materiałów.

- Tymczasem dzisiaj dowiedzieliśmy się tak wielu szczegółów, pokazano tak wiele informacji, zdjęć, materiałów filmowych, że chcemy dowiedzieć się, co się wydarzyło - tłumaczy Opioła, podkreślając, że zanim informacja dotarła do dziennikarzy, o akcji powinna dowiedzieć się Komisja ds. Służb Specjalnych.

- Mamy wątpliwości. ABW i prokuratura najpierw robią konferencję, a już wczoraj wieczorem dowiedzieliśmy się, że coś się wydarzy. Jednak dopiero dzisiaj rano zostaliśmy poinformowani, o co chodzi - podkreślali we wtorek parlamentarzyści.

Rok temu ABW uzyskała informację, że Brunon K., 45-letni wykładowca na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie, prowadzi "nieformalne wykłady dotyczące wykorzystywania materiałów wybuchowych m.in. w działaniach dywersyjnych". Celem ataku miały być konstytucyjne organy RP, a w szczególności Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Prezes Rady Ministrów oraz politycy wszystkich opcji politycznych zgromadzeni w budynku Sejmu. Człowiek ten poszukiwał osób mogących mu pomóc w dokonaniu zamachu.

Brunon K. został zatrzymany już 9 listopada. Sąd aresztował go na trzy miesiące.

Mężczyzna na wykładach zamierzał pozyskać osoby o podobnych poglądach politycznych i negatywnym nastawieniu do władz państwa. Potem, przy ich udziale miał planować dokonanie przestępstwa polegającego na zdetonowaniu ładunku wybuchowego w okolicach Sejmu RP.

Chodziło o eksplozję samochodu-pułapki w czasie posiedzenia Sejmu. Najlepszym terminem miała być sesja budżetowa, w czasie której w gmachu parlamentu obecni byliby wszyscy członkowie najwyższych władz państwowych.

Zgodnie z przekazanymi informacjami przesłuchany nie przyznał się do winy i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań. Jednak później częściowo przyznał się do zarzucanych mu czynów (detonacji i szkoleń celem zamachu, twierdząc, że "działał niejako siłą sugestii innych osób") i rozpoczął składanie wyjaśnień.

Według prokuratury, człowiek ten działał pod wpływem sugestii innych osób. Kierować nim miały "względy narodowościowe, nacjonalistyczne, ksenofobiczne i antysemickie". Taką informację przedstawił Mariusz Krasoń z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.

Brunon K. nie należał jednak do żadnej partii politycznej ani organizacji. Atak na prezydenta, premiera, członków jego gabinetu i ewentualnie parlamentarzystów miał motywować oceną, że są "obcymi".

- Mówiąc wprost, uważał, że aktualna sytuacja społeczna i gospodarcza w naszym kraju zmierza w złą stronę z uwagi na fakt, że w zasadzie wszystkie stanowiska rządowe, władcze i władzę sprawują osoby, które on określał mianem "obce". Nie są to w jego opinii prawdziwi Polacy - mówił prokurator. Mężczyzna nie był jednak badany psychiatrycznie, psychologicznie ani neurologicznie.

Potencjalny zamachowiec jest chemikiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Od wielu lat prowadził doświadczenia i eksperymenty z materiałami wybuchowymi, które potrafił konstruować i detonować.

Inspiratorami jego działań miało być dwóch innych ludzi. ABW ani prokuratura nie ujawniły szczegółów, kim są i jakie poglądy polityczne im przyświecają. Niewykluczone, że byli to po prostu funkcjonariusze ABW, którzy pod przykryciem dokonali udanej prowokacji. Dlatego areszt i zarzuty postawiono tylko chemikowi.

Zbrojna grupa na wolności?
Podczas wczorajszej konferencji prasowej przedstawiono materiały filmowe oraz zdjęcia znalezione u niego, m.in. nagrania detonacji. Co ciekawe, przeprowadzał je w ramach pracy naukowej, a jak przyznał szef delegatury ABW w Krakowie płk Jan Bilkiewicz, "mężczyzna w ramach pracy naukowej prowadził badania z zakresu materiałów wybuchowych i miał bezpośredni dostęp do laboratorium. Pierwsze z nagranych detonacji zaprezentowanych podczas konferencji miały miejsce 12 lat temu. Ostatnie z nich przeprowadził wiosną tego roku".

Zdaniem poseł Beaty Mazurek (PiS), jest w tej sprawie dużo pytań. Dlaczego na tym etapie śledztwa prokuratura i ABW organizują konferencję prasową? - Mówią o istnieniu jakiejś zbrojnej grupy, choć jej członkowie są na wolności. Dlaczego ABW nie prowadzi do końca postępowania i nie informuje dopiero po jego zakończeniu o tym, co się dzieje? - pyta poseł.

Laudacja dla ABW
Podczas konferencji kuriozalne oświadczenia wygłaszał prokurator Artura Wrona, szef krakowskiej apelacji. Bezgranicznie chwalił profesjonalizm i kompetencje funkcjonariuszy Agencji. Chwalił - co najśmieszniejsze - za podejmowanie rutynowych działań, do których realizacji są po prostu zobowiązani. Powiedział coś więcej

. - Po aferze Amber Gold pojawiły się głosy o reorganizacji służb, również ABW. Zwracam się z apelem do osób odpowiedzialnych za tworzenie prawa, aby działania ustawowe gruntownie przemyśleć w tym zakresie. Poza moją wyobraźnią pozostaje kwestia prowadzenia tego rodzaju śledztwa bez udziału funkcjonariuszy ABW i funkcjonariuszy, którzy są uprawnieni do działań również o charakterze procesowym. Abyśmy sprawnie na takie zagrożenia reagowali, agencja potrzebuje odpowiednich uprawnień - podkreślił.

- Taka otoczka budzi wątpliwości. Ta służba jest od tego, by działać prewencyjnie i w zarodku udaremniać wszelkie próby konstruowania bomb itp. planów. Informować w kategorii suchych faktów. Prokuratura powinna się ograniczyć do informacji o podjętych czynnościach procesowych. A tak rodzą się pytania, co tu jest grane, czy to nie była prowokacja? - ocenia poseł Andrzej Dera.

- Być może ta bomba została odpalona wyłącznie dlatego, by przykryć to, co dzieje się wokół koalicji i PSL albo tego, co wydarzy się podczas szczytu UE - podkreśla Beata Mazurek (PiS).

W roli arbitra nie omieszkał wystąpić wczoraj premier Donald Tusk, który oczywiście zaapelował o złagodzenie języka sporu politycznego. Z satysfakcją stwierdził, że niedoszły zamachowiec "nie wygląda mu na entuzjastę Platformy Obywatelskiej".

- To wystarczające ostrzeżenie dla wszystkich bez wyjątku w Polsce, żeby powiedzieć: najwyższy czas na taki Boży pokój w Polsce, który nie polega na tym, żeby wszyscy ze wszystkimi się zgadzali, ale żeby wyrzekli się w języku i w działaniach zapowiedzi przemocy - mówił szef rządu.

W trakcie przeszukań u Brunona K. odnaleziono m.in. instrukcje saperskie, minerskie, publikacje o tematyce pirotechnicznej oraz materiały wybuchowe: heksogen, pentryt, trotyl, proch, dinitrotoluen, nadchloran amonu. Poza tym urządzenia i przedmioty, które mogły być wykorzystane do konstrukcji ładunków wybuchowych.

Chodzi o zapalniki własnej produkcji, w tym z telefonem komórkowym, zapalarki radiowe, piloty do zdalnego inicjowania wybuchu, lonty, przewody z główkami zapalczymi, detonatory, elektryczne zapalniki samodziałowe, heksogenowe detonatory pośrednie.

Do tego kilkanaście sztuk nielegalnie posiadanej broni palnej, ponad 1,1 tys. sztuk amunicji, kamizelki kuloodporne wraz z dodatkowymi wkładami ceramicznymi, hełmy kevlarowe, snajperskie stroje maskujące oraz polskie (sfałszowane) i zagraniczne tablice rejestracyjne.

Zdaniem mjr rez. Roberta Tereli, pirotechnika BOR, specjalisty od materiałów wybuchowych, informacja o czterech tonach materiałów wybuchowych wydaje się wręcz nieprawdopodobna. Chodzi nie tylko o samą możliwość zdobycia i zmagazynowania tak dużej ilości, ale też o ich zdetonowanie.

- Cztery tony materiałów to ładunek, który mniej więcej obejmowałby gabarytowo około 20 tys. paczek papierosów. Przewieźć to może tylko i wyłącznie duża ciężarówka, którą zresztą nie jest już tak łatwo manewrować - tłumaczy nasz rozmówca.

Jego wątpliwości budzą też plany niedoszłego domniemanego zamachowca, który chciał zdetonować samochód obok gmachów parlamentu. - Nie jest łatwo sforsować zapory na Wiejskiej - mówi Terela.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... a-abw.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 108 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /