Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 01 sie 2012, 17:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Kilka refleksji niepoprawnych

Ogólna.
Żyjemy w czasach przełomu, dekadenckich. Coś co budowało potęgę Europy, co promieniowało na świat, czyli cywilizacja łacińska odchodzi. Przyczyn jest wiele, ale zasadniczą jest dominacja liczby nad wartościami i prawdą oraz łatwość manipulowania masami.

I parę szczególnych.
1. Sojusze. USA odpuściło sobie póki co Europę, co zapewne zaskutkuje powstaniem osi Niemcy-Rosja, ewentualnie podziałem na strefy wpływu. Stan sprzed Traktatu Wersalskiego wszak był stabilny - tak Putin głosił niedawno na Westerplatte, mając w domyśle tezę RP=bękart. Z kolei Niemcy skutecznie niedopuścili do powstania związku krajów międzymorza (wojna bałkańska, rozpad heksagonale).

2. Elity krajowe. Pewnie są ale nie mają wpływu na bieżącą politykę ani stan ducha narodu (patrz ostatnie wybory). Są jakieś watahy uboli i ich marionetki, co służą wszystkim tylko nie Polsce, więc kto ma np. prowadzić spójną politykę?

3. Lud. Jak to się mówiło Niemcy robili z Polaków bohaterów a Ruskie - gówno. I teraz jest pytanie w ilu procentach się to udało? Jak pisał poeta - z substancji podatnej, mazistej iskry się nie wykrzesze.
Jak obserwuję otoczenie to po tych 20 latach w swojej większości obywatel musi dowiedzieć się z GieWu i TV jakie są jego poglądy, jak ma myśleć.
Natomiast ewolucja poglądów u tak zwanego inteligenta (wychowanego wyłącznie na Polityce i Niezbędniku Inteligenta) w najlepszym wypadku doszła do stanu braku zaufania do wszystkiego (wszystkim nie można ufać - nawet Tuskowi - chlip, chlip). Żeby było śmieszniej (a w zasadzie smutniej) to Palikot stał się dla nich symbolem i nadzieją „zdrowego protestu”.

4. Smoleńsk. To jest duża zadra w "systemie". Czym się jej wyciąganie zakończy trudno powiedzieć, ale jest nadzieja, że to zdarzenie spowoduje przekroczenie jakiejś masy krytycznej, że system padnie. Tylko należy bacznie obserwować kto, jaka grupa go zastąpi, aby nie była to transakcja typu "siekierka na kijek".

5. Służby Specjalne. Teren żerowania jakim jest dla ubekistanu Polska i Polacy kurczy się, zatem watahy muszą się ścierać o dostęp do dóbr. Rządzenie państwem jest za poważną sprawą aby powierzać ją jakiejś chimerycznej demokracji. Stąd wpływ służb specjalnych na scenę polityczną tak jest istotny (wszędzie). Tylko że w poważnych krajach służby działają w interesie państwa któremu służą i w swoim oczywiście.
W przypadku naszego nieszczęsnego kraju działają w interesie swoim i w interesie obcych państw. Stad te walki, bo część należy do stronnictwa pruskiego, część do ruskiego a inni to trudno powiedzieć, w każdym razie nie polskiego.

6. Luźniejsza refleksja na koniec – normalizacja z Rosją wg PO:

1.Ruch ze strefą Kaliningradu otwarty? - Otwarty.
2.Rakiety Iskander w strefie Kaliningradzkiej są? - Są.
3.Poparcie dla Rosji do wejścia do WTO jest? - Jest.
4.Za ropę płacimy dobrze? - Bardzo dobrze.
5.Śledztwo Smoleńskie oddane? - Oddane.
6.Prokuratorzy RP rocznicę prokuratury w Rosji świętują? - Świętują.
7.Cieśnina Pilawska zamknięta? - Zamknięta.
Znaczy się wszystko załatwione jak trzeba.

http://piko.salon24.pl/436334,kilka-ref ... poprawnych


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 02 sie 2012, 11:04 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Ucieczka

Psychologicznie najciekawsza, a dla naszej wspólnej przyszłości najważniejsza, jest jednak grupa czwarta: tych, którzy wiedzieć nie chcą. Którzy zaciekle walczą, by się nie dowiedzieć. Zasłaniają oczy, za­tykają uszy, gdy tylko pojawi się wą­tek smoleńskiego śledztwa, na­tychmiast zmieniają temat, bo ten ich okropnie nudzi, dosyć tej ne­krofilii. Albo uciekają w kpinę, w ironię, w udawaną dezynwolturę. Rozpaczliwie chronią się pod skrzydłami polityków, którzy za­pewniają ich, że już wszystko wia­domo, że już nie ma o czym gadać. Gorączkowo szukają w mediach potwierdzenia, że wątpliwości ma­ją tylko wariaci, oszołomy, „lud PiS-owski", „plemię smoleńskie". I znajdują je w wielkim wyborze oraz intensywności. Łapczywie ły­kają te medialne zapewnienia, jak narkoman na głodzie.Tak napraw­dę, w głębi duszy nie wierzą w nie, bo mimo woli zobaczyli już i usły­szeli, jak wiele jest kardynalnych wątpliwości wobec Putinowstkiej wersji, podtrzymywanej przez pol­ski rząd. Ale chcą od tych wątpli­wości uciec, zakrzyczeć je w sobie, wypchnąć. Dlaczego? Bo się boją. I nie chcą myśleć o tym strachu i po­niżeniu, jakie im niesie.

Chyba jako pierwsza pisała o tym Barbara Fedyszak-Radziejowska, już dwa lata temu. Im więcej pojawia się wątpli­wości i dowodów na to, że kagiebowska generalicja w białych oku­larach z premedytacją kłamała w kilkudziesięciu punktach, tym roz­paczliwiej zaciskają oczy i zatykają uszy, tym głośniej krzyczą, że dość już o trumnach.


To fragment tekstu Macieja Pawlickiego w ostatnim numerze tygodnika Uważam Rze. Tekstu wybitnego. Na wstępie autor pisze: Podzieliliśmy się na czte­ry „plemiona". Po pierwsze tych, którzy wiedzą, że w Smoleńsku dokonano zamachu. Po drugie tych, którzy wiedzą, że za­machu na pewno nie było. Po trze­cie tych, którzy wciąż nie wiedzą, ale chcą się dowiedzieć. I wreszcie tych, którzy nie wiedzą, ale dowie­dzieć się nie chcą. Zwykle stronię od nadużywania wielkich słów, ale tym razem powiem, że od tego, jak wielkie już jest i jak wielkie będzie się stawać to czwarte „plemię", za­leży, czy przetrwamy jako państwo. A może i jako naród.

Tutaj, w Salonie24 mamy doskonałą ilustrację tego podziału i jakże liczne grono tych uciekających przed strachem ukrywanym pod maską zniechęcenia.

Udawanie zniechęcenia, by nie trzeba było okazać odwagi. Powiększa się gru­pa tych, którzy godzą się na zżera­nie ich przez trąd - tak to trzeba nazwać - masowej zdrady. Bo uda­wanie, iż nie widzimy, że zamordo­wano nam prezydenta, oznaczało­by katastrofę - przy całym szacun­ku dla Pamięci Ofiar - większą niż smoleńska Aksjologiczną katastro­fę, która prowadzić może do postę­pującej nieubłaganie jak trąd, zbanalizowanej zdrady milionów, roz­padu wspólnoty, zgnicia narodu.

Za mocno? No nie wiem. Chyba nie za mocno.

Maciej Pawlicki - "Trąd"

Uważam Rze nr 31(78) 30 lipca - 5 sierpnia, ss 28-30

http://giz3.salon24.pl/437984,ucieczka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 18 sie 2012, 09:30 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Cała Polska wspiera Józefa Bąka

Od kilku dni cała Polska żyje sprawą niejakiego Józefa Bąka, który – zupełnie niezależnie od skali problemu – tak się złożyło, jest synem Donalda Tuska, premiera rządu RP, i który – też zupełnie niezależnie od tego, że, jak to się złożyło, jest synem Premiera – wszedł w biznesowe relacje z pewnym bardzo podejrzanym towarzystwem. Gdyby ktoś, kto własnie znalazł się w Polsce zupełnie przypadkiem i nie miał bladego pojęcia, o jakim to szemranym towarzystwie jest mowa, powiem tylko że chodzi o interesy, za które w takich Stanach Zjednoczonych na przykład albo człowiek strzela sobie w łeb, albo z automatu idzie siedzieć na paręset lat do kozy. Historia zna odpowiednie przypadki. A więc, z jednej strony mamy cała kupę oszukanych na często bardzo ciężką gotówkę ludzi, a z drugiej owego Józefa Baka i jego kumpli. No a między jednymi a drugimi osobę Premiera, który, tym swoim tradycyjnie bardzo refleksyjnym tonem, kieruje do nas apel, byśmy się od niego i od jego rodziny odczepili.

W tej sytuacji, nie pozostaje mi nic innego jak opowiedzieć trzy historie – jak najbardziej autentyczne – dotyczące trzech osób, może nie tak wiekowo i biznesowo zaawansowanych jak wspomniany Józef Bąk, niemniej również próbujących się utrzymać na powierzchni. zdarzeń.

Byłem niedawno w Warszawie na ślubie syna mojego kuzyna. Tak jak to się dzieje w przypadku ślubu, po nim jest wesele, a skoro wesele, to po weselu trzeba pójść gdzieś spać. Najczęściej do hotelu. Ponieważ jestem osobą ciekawą świata, uciąłem sobie pogawędkę z pewnym bardzo młodym człowiekiem, który w owym hotelu jest zatrudniony jako recepcjonista. Jest to otóż chłopak, który do Warszawy przyjechał z małej miejscowości w południowo-wschodniej Polsce, zaocznie studiuje tam administrację, a w ciągu tygodnia siedzi w tej recepcji. Kiedy przyjechałem do wspomnianego hotelu, była sobota i godzina 15.00. Już w trakcie wesela, a więc późno w nocy zobaczyłem, że on tam wciąż siedzi i nieco przysypia. Zapytałem więc, jak się układa jego czas pracy. Powiedział mi ów chłopak z małej miejscowości w południowo-wschodniej Polsce, studiujący zaocznie administrację w Warszawie, że on tam jest od ósmej rano, pracę kończy o 8.00 kolejnego ranka i bardzo jest zadowolony, bo następnym razem będzie musiał być na miejscu dopiero w poniedziałek o 16.00. Zadowolony, bo niekiedy jest tak, że on musi wracać do pracy o 16.00 tego samego dnia. Ile za tę pracę dostaje? 1300 zł. Jakieś umowy? Zwyczajnie. Śmieci. Ma jeszcze rodzeństwo. Brata i siostrę. Oni też się uczą i pracują. To tu to tam.

Oto bardzo zdolna, ambitna i chętna do pracy absolwentka biotechnologii. Po roku bezskutecznego wysyłania do wszystkich możliwych miejsc swojego CV, otrzymała propozycję udziału w miesięcznym treningu w pewnej renomowanej krakowskiej firmie zajmującej się badaniem DNA, z zapewnieniem ewentualnego zatrudnienia. Przez ten miesiąc zdobyła pewne doświadczenie i wydała kilkaset złotych na dojazdy. Mimo tego, że już po paru dniach okazało się, że sposób działania owej firmy polega na korzystaniu z pracy takich jak ona, za darmo, bez jakichkolwiek umów i socjalnych zabezpieczeń, z ewentualną obietnicą jakichś parusetzlotowych śmieci w przyszłości. Z tego co można zobaczyć dziś, żadnej propozycji nie będzie. Nie trzeba. Na biurku piętrzą się kolejne podania chętnych do treningu.

Wreszcie trzeci przypadek. Oto chłopak. Niezwykle inteligentny i zdolny, znający w stopniu zaawansowanym trzy języki, wciąż studiujący, udał się w te wakacje do Coventry. Znalazł pracę w magazynie w jakimś większym sklepie. Właściciel sklepu płaci mu siedem funtów za godzinę, oferuje pełne ubezpieczenie i obsługę socjalną. Już we wrześniu, jak się dowiaduje, przysługiwać mu będzie tygodniowy płatny urlop. Chłopak bardzo kocha Polskę. Bardzo tęskni i nie może się już doczekać aż wróci do domu i na studia na uniwersytecie. W zeszłym roku pracował jako bileter w kinie. Płacono mu pięć złotych za godzinę, co oznaczało, że kiedy na przykład w minione święta przedzierał te bilety przez 10 godzin, za tę pracę dostał równo 50 złotych. Oczywiście, wciąż nie posiada jakiegokolwiek konta w ZUS-ie. We wrześniu wraca do Polski i, jak mi mówi, czuje pewien niepokój.

Oglądałem dziś konferencję prasową premiera Donalda Tuska. Żeby nikt nie miał żadnych wątpliwości, pan premier już na samym początku oświadczył, że bardzo kocha swoje dziecko i jako ojciec nie pozwoli, by mu się stała jakakolwiek krzywda. A ja jestem pewien, że nie kłamie. Tu akurat nie kłamie.

http://osiejuk.salon24.pl/440674,cala-p ... ozefa-baka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 22 sie 2012, 19:44 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Czyja Polska? Ścibor-Mazowieckiego?

Niby od czasu „transformacji” wszystko w Polsce się zmieniło, ale bez zmian pozostaje jej zasadniczy mechanizm, dzięki któremu władzom III RP nadal udaje się ukrywać przed opinią publiczną fakt, że żyjemy w PRL-bis. Ten mechanizm polega na tym, że system, w którym władzę sprawują agenci SB i „wojskówki” wraz z „zaufanymi ludźmi KGB” i wszelkiego pochodzenia „macherami z zaplecza”, przyjmuje maskę patriotyzmu walczącego o wolność i niepodległość.

Metoda wprowadzona przez NKWD i UB już w 1944 r. funkcjonuje i przynosi sukcesy do dzisiaj. Jej konkretne zastosowania to np. Bolesław Bierut podtrzymujący ręce kapłana podczas święta Bożego Ciała i udział Donalda Tuska w rekolekcjach prowadzonych przez byłego sekretarza papieża Jana Pawła II. To mechanizm, według którego NKWD przerobiła byłych działaczy ONR-Falanga na aktyw Stowarzyszenia PAX, a UB spośród powstańców warszawskich werbowała agentów do tropienia swoich kolegów.

To ten mechanizm, według którego Bronisław Komorowski i Donald Tusk wykorzystują dla siebie te same twarze, których – jako zasłony dla własnych manipulacji – używali Jaruzelski z Kiszczakiem. Np. twarz generała Zbigniewa Ścibor-Rylskiego, o którym Ryszard Szkopowski w artykule „Zagubiony Generał” napisał: W pewnym momencie (nie miałem jeszcze wiedzy o dokumentach IPN) zaintrygowało mnie, jaki jest powód, że Generał występuje jako pierwszoplanowy kombatant, podczas gdy istnieje Światowy Związek Żołnierzy AK. Otóż Ścibor-Rylski stał się prezesem Zarządu Głównego Związku Powstańców Warszawskich. Wszystko staje się oczywiste, gdy czytamy: „ZPW jest organizacją (…) apolityczną, zrzeszającą byłych żołnierzy Powstania Warszawskiego 1944 r. (…) oraz żołnierzy I Armii Wojska Polskiego walczących we wrześniu 1944 r. na przyczółkach, jako żołnierzy jednej wielkiej bitwy”. Pan Ścibor-Rylski zapomniał już, że spisał szatański cyrograf z władzą o apolityczności kombatantów. Czy ma zatem prawo powtarzać prezydentowi i uczestnikom: „Bracia moi najmilsi, życzę, abyśmy mogli spotkać się w przyszłym roku wszyscy, jak teraz, tu i z tą samą władzą”? Mój przyjaciel odznaczany krzyżem Virtuti Militari usłyszał podobne słowa, z tych samych ust, również w roku prezydentury A. Kwaśniewskiego.

Żołnierzem tej samej nieustającej „wielkiej bitwy” o przetrwanie Peerelu w III RP jest nieco młodszy kombatant polskiego sowietyzmu – Tadeusz Mazowiecki. Ta „maskirowka”, w której stalinowskiego propagandystę, „dobrze znającego metody pracy SB”, przerobiono na „pierwszego niekomunistycznego premiera PRL”, i jej kontynuacja w postaci „doradztwa” sprawowanego przy prezydencie Bronisławie Komorowskim, jest może jednym z najbardziej znamiennych przykładów dominacji Układu nad Polskim Państwem i samoświadomością Polaków.

W jaki sposób jest to człowiek nadal nieznany; wciąż czekający na swojego biografa, mimo że w archiwach IPN dokopano się o nim wielu rewelacji? Tego zasłużonego aktywistę PRL, służącego najpierw Franciszkowi Mazurowi – mordercy patriotów, później Zenonowi Kliszce – kierującemu dywersją wobec Kościoła, w końcu awansującego na bliskiego współpracownika Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka, wmówiono ludziom Solidarności jako bezkompromisowego bojownika o szlachetnym sercu! To bardzo podobna „kombinacja operacyjna” jak ze Ściborem-Rylskim, innym „konstruktywnym opozycjonistą”, umocowanym wśród powstańców warszawskich.

I powstańcy, i ludzie Solidarności byli i pozostają niedoinformowani. Żyją najczęściej w ubóstwie, przytłoczeni mozołem życia codziennego, pozostają w propagandowej niewoli michnikowszczyzny i są bezbronni wobec tych, którzy kontrolując narzędzia przetrwania pamięci o ich walce, narzucają jej swoje interesy.

* * *

Odpowiadając na tytułowe pytanie, czy III RP to Polska Ścibora i Mazowieckiego, trzeba stwierdzić, że – wbrew pozorom – tak nie jest. Ci biedni ludzie to tylko kukły starające się o utrzymanie swojej przeszłości w tajemnicy. III RP za sprawą komunistycznych służb specjalnych, które od 1989 r. za pomocą pieniędzy i agentury wytwarzały partie polityczne i ich kadry, jest nadal bardziej państwem Jaruzelskiego i Kiszczaka, Kwaśniewskiego, Millera i Oleksego niż tych kukieł wraz z całym teatrzykiem, w którym zostały obsadzone.

http://niezalezna.pl/32116-czyja-polska ... owieckiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 27 sie 2012, 14:41 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
SPRAY NA MURACH, CZYLI OPIS REALU

Spacer po dużym mieście niesie ze sobą wiele atrakcji.

Jedną z nich jest rozmowa z przypadkowymi turystami, którzy pytają o drogę i przy okazji, opowiadają o swoich wrażeniach, planach i oczekiwaniach związanych ze zwiedzaniem Twojego miasta.

Następna atrakcja czeka Cię, gdy widzisz np. statek turystyczny wypełniony turystami, lub weselnymi gośćmi i parę młodą owiniętą welonem.

Spacerując bez pośpiechu, dostrzegasz coś jeszcze. Zauważasz napisy malowane sprayem.

W centrum miasta, na murze niewielkiego budynku, zobaczyłam napis "Tusk pedał - Polskę sprzedał!"...idąc dalej, dostrzegłam następny - "PO to samo zło"...po przejściu paru przecznic ujrzałam następny "Afer Gold to Tuska rząd"....

Napisów podobnej treści było bardzo wiele...w różnych miejscach...

Przypomniał mi się okres końcówki lat siedemdziesiątych, kiedy na murach pojawiały się dosadne określenia Gierka i jego ekipy.

Wtedy, telewizja i gazety pokazywały same sukcesy, radość obywateli, wspaniałe perspektywy, życie w dobrobycie, spełnione nadzieje Polaków, jednym słowem - jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.

W tym samym czasie, na murach budynków, na przystankach tramwajowych, na słupach ogłoszeniowych, pojawiały się napisy, które psuły medialny przekaz - "Gierek - blagierek" i tym podobne.

Niby drobiazg, jakieś tam napisy na murach, ścianach, jakie to ma znaczenie?

Zobaczymy....

http://znamie-na-policzku.salon24.pl/44 ... opis-realu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 29 sie 2012, 06:19 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Obudź się, Polsko

Dokładnie za miesiąc, 29 września 2012 r., ma się odbyć w Warszawie drugi ogólnopolski marsz w obronie wolnych mediów, ale zarazem przeciwko tym, którzy źle, nieudolnie i nieuczciwie rządzą państwem.

Od początków naszej cywilizacji ludzie, tworzyli państwo. W celu obrony człowieka, jego dobra. Gdy państwo odrywa się od obywateli i zapomina, kto i po co je stworzył, znika motyw uzasadniający jego istnienie. Takie państwo ulega rozkładowi i upada. Dla takiego państwa istnieje tylko jedna droga ratunku - dyktatura. Takie państwo to dla obywateli wróg.

Co robić, gdy państwo krzywdzi? Gdy państwo nie pamięta, po co powstało, obywatele wychodzą na ulice. "Tuskobus", którym krążył rok temu po całej Polsce premier i jego ekipa, stał się symbolem wyborczego oszustwa. Ostatnie protesty pokazują, że Polacy są mądrzejsi, niżby niektórzy chcieli i oczekiwali.

W Polsce powoli kończy się trwająca już zbyt długo epoka, kiedy rządzący III RP działali w myśl zasady "obiecanki cacanki, a głupiemu radość". Oczekiwania obywateli są dzisiaj dużo wyższe niż przysłowiowa kromka chleba z masłem, kiełbasa wyborcza, a nawet benzyna do samochodu. Ludzie nie chcą, by rządy nad nimi sprawowali politycy głupi, nieodpowiedzialni, fałszywi do szpiku kości, a nade wszystko nieudolni - wystarczająco sprytni, by zdobyć władzę, ale żałośnie nieskuteczni w jej sprawowaniu.

Sprawa Telewizji Trwam już dawno wykroczyła poza granice zwykłego sporu administracyjnego, których pełno w Polsce, tak jak w każdym źle rządzonym państwie. Milionowe protesty jak Polska długa i szeroka pokazują, że w tle dyskryminacji katolickiej telewizji jest pytanie - czyja Polska i jaka Polska?

Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. I niewątpliwie tę burzę wywołała decyzja KRRiT oraz jej betonowe stanowisko w sprawie Telewizji Trwam. Protesty przeciw decyzji KRRiT mają coraz bardziej charakter obywatelskiego nieposłuszeństwa przeciwko państwu Platformy Obywatelskiej. To państwo, rządzone od pięciu lat przez PO, nawet jeżeli nie jest jeszcze totalitarne, to z pewnością jest represyjne i nieżyczliwe wobec własnych obywateli. To państwo dzieli ludzi na swoich i na obywateli drugiej kategorii, których liczba rośnie. W realiach XXI wieku toczy się w Polsce walka o wolność słowa i pluralizm, o równość wobec prawa, walka z dyskryminacją. Doświadczenie historyczne uczy, że wolności słowa i wolności w ogóle rządzący nigdy nie dają społeczeństwu dobrowolnie. Wolność należy wywalczyć. Nie da się oddzielić wolności słowa od wolności państwa, wolności narodu, wolności społeczeństwa, praw człowieka, pluralizmu, wolności sumienia. Te wolności są ze sobą integralnie powiązane, a jeżeli brakuje chociaż jednej z nich, to nie ma wolności w ogóle. A wtedy nie istnieje demokratyczne państwo. Takie fundamentalne zasady legły u podstaw utworzenia Stanów Zjednoczonych 4 lipca 1776 roku. To właśnie w USA po raz pierwszy w historii uznano, że media są władzą - obok władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Co więcej, jeden z ojców założycieli USA, a zarazem prezydent Ameryki Tomasz Jefferson, wprost twierdził, że media, wówczas prasa, są pierwszą władzą w demokratycznym państwie, bowiem najważniejszą wolnością jest wolność słowa: "Gdybym musiał zdecydować, czy lepiej, byśmy mieli rząd, a nie mieli prasy, czy mieli prasę, a rządu nie mieli - bez wahania wybrałbym drugie rozwiązanie".
Nie ulega wątpliwości, że sprawa Telewizji Trwam zintegrowała miliony Polaków. W dodatku jest to ta część społeczeństwa, którą można określić jako świadomą, aktywną i zatroskaną o Polskę, o wolność, wolność słowa, demokrację i o najważniejsze wartości, a nie tylko o prywatę i urządzanie się na co dzień. Gołym okiem widać, że od upadku komuny, od upadku totalitarnego państwa PRL - nie było w Polsce takich protestów. To z pewnością są największe manifestacje XXI wieku w Rzeczypospolitej, a ich absolutnie ideowy charakter powinien być dla tych, którzy źle rządzą Polską, już nie dzwonkiem alarmowym, ale dzwonem na trwogę.

Józef Szaniawski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... olsko.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 30 sie 2012, 10:37 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Czas na Silver Gold?

Cała Polska żyje dziś aferą parabanku Amber Gold i losami jej szefa Marcina P., męża Katarzyny Plichty. Wszak Amber Gold to syn premiera Tuska w tle, więc ekrany są rozgrzane od polityków wylewających swoje święte oburzenie. Ba, obudził się z letargu i prokurator generalny Andrzej Seremet, który dziwnym trafem do tej pory nic nie wiedział o nieprawidłowościach związanych z działalnością spółki, mimo że dokumenty spływały do Ministerstwa Sprawiedliwości już dawno. Marszałek Ewa Kopacz przeznaczyła na aferę wielogodzinną debatę w Sejmie. Pewnie zostanie też powołana sejmowa komisja śledcza, by prześwietlić mechanizmy działania parabanku. Oczywiście Platforma jest przeciw, więc wszystko – jak zwykle w polskiej polityce ostatnich lat – zależy od tzw. ludowców z PSL, którzy pewnie (piszę tekst przed pojawieniem się wniosku o komisję na forum plenarnym Sejmu i dyskusją poselską) powołanie komisji śledczej poprą, choćby po to by zemścić się na współkoalicjancie za aferę taśmową sprzed parunastu tygodni.

Igrzyska polityczne trwają. Zapomina się tylko o najbardziej poszkodowanych – dziesiątkach tysięcy ludzi, którzy najpewniej nie odzyskają ulokowanych w Amber Gold oszczędności. No dobrze, powie ktoś, ci ludzie dziś płaczą, ale po co chodzili do instytucji oferującej korzystniejsze warunki niż w niebie? Ano chodzili dlatego, że polskie państwo łupi społeczeństwo ile może i nikt już nie nadąża za wzrostem podatków i wydatków z domowego budżetu. Parabanki ze swoją ofertą stają się ostatnią deską finansowego ratunku i skrzętnie to wykorzystują. Pętla podatkowa Platformy Obywatelskiej, naganiająca klientów instytucjom typu Amber Gold, zaciska się coraz bardziej, mimo że jak przekonują premier Donald Tusk i minister Jan-Vincent Rostowski mamy raj, „zieloną wyspę”, i ogólnoświatowy kryzys się nas nie ima.

Żarty żartami, ale wieloletnia bezkarna działalność Marcina P., męża Katarzyny Plichty, człowieka o przeszłości kryminalnej z wyrokami na karku, przymykanie przez szeroko rozumiany aparat sprawiedliwości oczu na nieprawidłowości i brak składanych dokumentów finansowych przez władze Amber Gold, wcale mnie nie szokuje.

Nie usprawiedliwiam Marcina P., ale jest on tylko i wyłącznie dzieckiem korupcjogennego systemu toczącego niczym rak pookrągłostołową Polskę. Ile afer po 1989 r. zostało wyjaśnionych, ilu ich bohaterów skazano? No, ale niech „Kowalski” spóźni się o jeden dzień z odprowadzeniem VAT-u, albo niech bez kasy fiskalnej sprzedaje na dożynkach, tak jak te nieszczęsne członkinie Koła Gospodyń Wiejskich grochówkę – no to wtedy ma za swoje! Dobiorą się do niego wszystkie możliwe instytucje „stojące na straży prawa”. Od Straży Miejskiej, poprzez policję, urzędy skarbowe, z resortem Rostowskiego włącznie.

W czerwcu tego roku sąd w Houston skazał na 110 lat więzienia amerykańskiego finansistę Allena Stanforda, założyciela i szefa Stanford Financial Group. Stanford, zwany „małym Madoffem”, oszukał 30 tysięcy osób z ponad 100 krajów, zdefraudował siedem miliardów dolarów, prał brudne pieniądze i utrudniał pracę wymiaru sprawiedliwości. W swej działalności stosował tzw. schemat Ponziego, czyli mechanizm finansowy polegający na spłacaniu inwestorów z pieniędzy wypłacanych przez kolejne osoby.

Biedny Stanford miał pecha, nie dlatego, że wpadł, ale dlatego, że nie działał w Polsce, która stała się „azylem dla bandyty”. Niedawno „Puls Biznesu” opublikował bardzo wymowną statystykę. Wynika z niej, że w 2011 roku polskie sądy za oszustwa gospodarcze skazały aż 28, 4 tys. osób, więcej było tylko złodziei (36,7 tys.), pijanych rowerzystów (50 tys.) i kierowców (70 tys.). Z tych 28,4 tys. za kratki trafiło zaledwie 3,1 tysiąca osób. Reszta dostała wyrok w zawieszeniu. Mało tego, zazwyczaj sądy orzekały najniższy wymiar kary, czyli od 1 do 2 lat pozbawienia wolności. Ten najwyższy – od 5 do 8 lat więzienia – zastosowano tylko w pary przypadkach. Także grzywny przyprawiały skazanych przestępców w białych kołnierzykach o… śmiech. Najwyższe, w wysokości 5 tys. zł, orzeczono zaledwie wobec 213 osób. Po 300-500 zł musiało zapłacić 3,5 tys. osób.
Opłaca się być nad Wisłą być aferałem, mniejszego bądź większego kalibru. A gdy jeszcze ma się „plecy”… Gdyby tak, jak to jest w USA, przestępcy finansowi trafiali za kratki, a ich majątek byłby konfiskowany i przeznaczony na odszkodowania dla oszukanych, to po paru latach byłby spokój. Ale jeżeli za oszustwa finansowe dostaje się zwykle „zawiasy” i 300 zł grzywny, to nic tylko dalej kraść. Takich „menadżerów” podobnych do Marcina P., męża Katarzyny Plichty, czy szefów różnych firm turystycznych, plajtujących z dnia na dzień będzie więc przybywać. Miała być „zielona wyspa”? No to jest!

Julia M. Jaskólska

http://jakuccy.pl/czas-na-silver-gold/?lang=pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 01 wrz 2012, 06:30 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Perypetie kapitana Tuska

Ostatnie perypetie premiera Tuska przypomniały mi dowcip o kapitanie statku pirackiego. Płynął on sobie przez wzburzone morza i oceany, aż tu na przeciw ukazuje się statek towarowy, kapitan krzyczy, by mu przyniesiono czerwony kaftan i portki, a potem wzywa do bitwy, atakuje, dokonuje rzezi, bierze cenne łupy ku wielkiej uciesze załogi. Sytuacja się powtarza i za każdym razem, gdy zbliża się taka potyczka, kapitan woła o czerwony kaftan i portki, potem zaś świętuje łatwe zwycięstwo. Któregoś spokojnego wieczoru jeden z marynarzy odważył się zagadnąć kapitana, dlaczego zawsze przed bitwą zakłada on czerwony kaftan i portki? Kapitan na to, że jak napadają na statek, to na czerwonym kaftanie i portkach nie widać plam krwi, więc przeciwnik myśli, że jest on nie do zranienia i upada na duchu. Z bliska zaś jego ludzie widzą, że został ranny, ale pomimo to walczy jak gdyby nigdy nic i to podnosi ich ducha walki, tak że walczą wtedy jak dzikie lwy! Aż tu nagle oczom piratów ukazuje się ogromny statek, wielokrotnie większy od ich statku, z olbrzymimi, lśniącymi groźnie z daleka armatami, a za nim jeszcze sześć kolejnych. Rozpoznają w nich brytyjskie statki wojenne, doskonale wyposażone. Niebo już robi się szare od dymu. Majtek woła z bocianiego gniazda, co robić? Kapitan rzuca rozkaz: - Dobra jest! Podajcie moje brązowe portki!

... Koniec dowcipów. Wszyscy spodziewali się, że wczorajsza sejmowa debata da Tuskowi i jego ludziom ostro popalić, przewidywali wiele pytań, ale chyba nikt nie przewidział, że to będzie aż tak mocny ostrzał, że będzie ich niemal dwieście! Spodziewali się, że debata może się przeciagnąć, że może nawet trwać osiem godzin..., ale nie przewidzieli, że może trwać godzin osiemnaście! Tego jeszcze w historii nie było! Zamiast gwiazdorskich uśmiechów i modnych, odprasowanych garniturków (czyli metaforycznych czerwonych portek) ławy rządowe ledwie mieściły tłum bladych, sflaczałych, ponurych flei, to z wbitymi w ziemię, to z rozbieganymi oczami. Szukali tam gdzieś swojego zaginionego morale? I gdzie ten dawny szpan, ten bajer, ten świetlisty nimb sukesu? Majtek, lećże po te brązowe portki, piorunem!

Dla widzów tego spektaklu, najbardziej nawet niezorientowanych, jedno musi być oczywistą oczywistością: wszystkie najgroźniejsze służby i instytucje państwa zostały totalnie ośmeszone przez jednego smarkatego biznesmena. Sądy i prokuratury okazały się marionetkami tańczącymi tak, jak im gazety zagrają. Akurat w tym dniu, podczas tych obrad Sejmu udało się im podjąć decyzję o areszcie, trzymiesięcznym areszcie, niejakiego Marcina P. Jak na zamówienie! No, po prostu czysty przypadek!

Zabawą dla ludu są też te igrzyska: kto tu zostanie kozłem ofiarnym? Stawialiśmy na Seremeta? Tusk ciagle trzyma to sprawozdanie prokuratora generalnego, więc nie wiadomo tak do końca, ale czyż jego okrutny atak na drżącą panią prezes UOKiK, Małgorzatę Krasnodębską-Tomkiel nie wynosi jej właśnie na ołtarz ofiarny? Zawiniły wielkie stare capy, a poświęcą taką kózkę?

Śmieszne jest wspomnienie marzeń Czuchnowskiego, redaktora "Gazety Wyborczej", który oczekiwał natychmiastowych żądań głowy Tuska i Seremeta, żądań wysłania premierowicza do więzienia... Ups, zawód! PIS strasznie merytorycznie przynudzał i nawet na wystapienie Kaczyńskiego nie można było liczyć! Tylko Palikot spełnia jego życzenia! A nawet więcej: powiódł on bowiem na pokuszenie Ziobrystów! Grzeszni, nierządni staną się teraz ulubieńcami tych medialnych szejków....

Ośmieszał się na całego minister finansów, Jacek Rostowski, który rżnął głupa, gdy go pytali o proste rzeczy: nie wiadomo w sumie, jak to się stało, skoro nie przez "zapomnienie" (zob. też ostatnie numery "Dziennika Gazeta Prawna"), że przez trzy lata minister finansów, i to jeszcze pośpieszany, dźgany przez NIK, nie jest w stanie wydać rozporządzenia, bez którego Generalny Inspektor Informacji Finansowej pozostaje papierowym żołnierzykiem w walce z praniem brudnych pieniędzy? No, skoro nie przez "zapomnienie", to znaczy, że specjalnie minister utrzymuje taka lukę prawną, żeby parabanki mogły sobie spokojnie biznesy kręcić?

Ośmieszał się minister Rostowski, gdy błędami urzędniczymi nazywał to, co się działo gdańskiej skarbówce: przez ponad dwa lata Amber Gold nie składało deklaracji CIT i VAT i ignorowało wezwania, aż dopiero w lutym 2012 r., spólka wpłaciła na konto skarbówki ... 12,2 mln zł. I co? I nic! Urzędnicy fiskusa zgłupieli chyba? Nie wiedzieli, co z tym zrobić? A może to u nich normalen, skoro nic z tym nie rozbili, nie podejmowali żadnej kontroli, a nawet nie żądali sprawozdania finansowego? Acha, przypominam, to są tylko takie "błędy urzędników", paru drobnych śrubek w tej machinie, a machina jest w porządku!

Ośmieszał się minister Rostowski, gdy przedstawiał pomysł "naprawczy" powołania zespołu koordynującego działania urzędów państwowych w zakresie przestępstw finansowych, bo po co jakieś nowo powoływane ciało, kolejna talia synekurek, gdy chodzi o sprawniejsze komunikowanie się, przekazywanie informacji między urzędami? Z dodatkowym ogniwem, z pośrednikeim będzie sprawniej, szybciej? Oto trzeba nam czarownika od finansów sprowadzonego z mglistych Wysp Brytyjskich, by za każdym razem jak jest problem powoływać nowe ciało, nowy zespół, nową komisję? I to ma być owoc myślenia liberałów? To w ten sposób oni chcą ogarnąć parabanki?

Ośmieszał się bolesnie Seremet, prokurator generalny, kiedy do błędów także zaliczał takie zachowania prokuratorów, jak to, że prokurator prowadząca śledztwo w sprawie Amber Gold zabroniła policjantom dokonać przeszukań w siedzibie tej pramidy finansowej (zob. też artykuł Roberta Zielińskiego w "Dzienniku Gazeta Prawna"). Gdy prokurator generalny Andrzej Seremet z taką napuszona powagą opowiada, że to były błędy pojedynczych osobników, że potrzebne są biedakom szkolenia, więcej szkoleń i ekspertyz lepszych biegłych, to doprawdy trudno się nie uśmiać! Ale, jesli blokowanie działań policji i ochrona przestępców to jest w języku prokuratora generalnego ledwie "błąd", to co musi zrobić, czego się dopuścić taki rejonowy prokurator, żeby go naprawdę napiętnować i ukarać? Może nie ma takiej rzeczy w ogóle?

Ośmieszał się żałośnie premier Tusk, gdy jako receptę przedstawiał postulat zaostrzenia kar za przestępstwa finansowe, podczas gdy to pod dyktando jego rządu zmieniono niedawno przepis o sankcjach za działanie na szkodę spółki. Jak na zamówienie, gdy akurat pewnien znany powszechnie biznesmen z Gdyni był w potrzebie! Absurdalnie wnosił o wzmocnienie niezależności prokuratury, podczas gdy pod jego rządami okazała się ona bardziej dyspozycyjna niż kiedykolwiek dotąd i szeeerokim łukiem omijała firmę, która płaciła jego synowi. Absurdalnie, bo to jego minister sprawiedliwości Kwiatkowski próbował dyscyplinować sędziów strasząc ich, że jak się wybiją na niepodległośc to będą mieli taki budżet jak prokuratura i nikt, żaden minister ich wtedy nie obroni! Po prostu prokuratorów za budżet wzięli krótko! A z drugiej strony, to prokuraturze akurat (i służbom policyjnym też) nie więcej jeszcze luzu potrzeba, bo i tak jest całkiem wyluzowana, tylko większej kontroli. Żeby się wzieli do roboty, a nie zajmowali wsłuchiwaniem, skąd teraz wiatr wieje.

A wiatr wieje i wymiata różne cuda, niespodzianki z kątów! Tak, śmiesznie, ale teraz to nagle się różne rzeczy tak niby bez przypadku czyści! Po dwóch latach ocknął się minister pracy, prosi o łaskawe wyjaśnienia prezesa ZUS w sprawie bezprzetargowego zlecenia na 652 mln zł na usługi informatyczne dla firmy Asseco (dawniej: Prokom) i grzecznie czeka, a gazety go obśmiewają tymczasem (zob. czwartkowa "Gazeta Wyborcza")... Też niezła afera! Ta sprawa przypomina wypisz wymaluj aferę informatyczną w MSWiA z jesieni ubiegłego roku, ale tam chodziło o NetLine Group, a zdolny funkcjonariusz Andrzej M. podejrzany jest o chapnięcie 3 mln zł łapówek. Afera za aferą, wszystko zdaje sie sypać!

Dlaczego Tusk zamiast rzeczowych odpowiedzi rzucał niesmacznymi żartami, bez klasy, wchodząc w kłótnie w sposób nie licujący z powagą pełnionego urzędu premiera? Czyżby stracił panowanie nad nerwami? Jak do tego doszło, że podnosząc głos wyrzucił takie przewrotne samooskarżenie: "mój syn - pewnie wspólnie ze mną, nie żyjącym "Nikosiem", "Masą" i "Kiełbasą" wywoził złoto do Niemiec, na które czekał dziadek z Wehrmachtu"? Brązowe portki! Szybko! Dał się Pan uwikłać w aferę pralni brudnych pieniędzy, Panie Premierze, ale śmieszne!

http://notatnikmieszczucha.salon24.pl/4 ... tana-tuska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 02 wrz 2012, 11:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
U nas w pomorskim w ogóle nic nie było...

Mnożą się deklaracje różnych szacownych obywateli z województwa pomorskiego, szczególnie z kręgów zbliżonych do rządu, że nie należą do układu gdańskiego oraz do żadnego innego. Ponieważ nikt tych deklaracji nie kataloguje ani nie spisuje, na prastarej ziemi pomorskiej zapanował pewien chaos i ludziom prostym przedstawiciele władzy nieskazitelni z definicji mylą się z delikwentami uwikłanymi ze wskazania tejże władzy. Przy czym jest jeszcze dodatkowa komplikacja, niektórzy bowiem spełniają (albo spełniali) oba kryteria – zarówno nieskazitelności, jak uwikłania w aferę Amber Gold. Brzmi to trochę surrealistycznie, ale taka jest już uroda tej Trzeciej Rzeczpospolitej i naprawdę był czas przywyknąć.

Dlatego też postanowiłem nieco wyjaśnić sytuację nieskazitelnych z definicji, bo chodzą u nas w Pomorskiem słuchy, że afera jest rozwojowa i rokuje największe nadzieje. A w związku z tym jednak chyba będzie komisja śledcza i wtedy śledczy będą mieli jak znalazł listę tych, których należy przesłuchać w pierwszej kolejności. Oczywiście po to, żeby ich jak najszybciej wykluczyć z kręgu podejrzeń i pozwolić im w spokoju kontynuować „budowanie podwalin”, jak to pięknie ujął poseł Grupiński z partii rządzącej.

Jest rzeczą oczywistą, że kiedy mówimy o nieskazitelności z definicji, to od razu kojarzy nam się premier Donald Tusk. Przede wszystkim dlatego, że jest on ponad podziałami, zatem również ponad układami i w takiej sytuacji nie może być wewnątrz żadnego układu. Dźwiga on zresztą na swoich wątłych barkach odpowiedzialność polityczną za niezliczone afery swojego rządu od pięciu lat, więc nie dokładajmy mu jeszcze kolejnego układu, bo mu dysk wypadnie. Nie ma tu natomiast nic do rzeczy, że jego partyjni koledzy rządzący województwem promowali innowacyjność aferzysty. Gdyby premier Tusk miał odpowiadać za przekręty swoich kolegów, to już dawno nie byłby naszym szczerym przywódcą, lecz anonimowym Donaldem T. Poza tym rząd w demokratycznym państwie prawa może ścigać wyłącznie oszustwa nielegalne, a szalbierstwa Amber Gold miały status legalności aż do momentu, gdy stał się niewypłacalny.

W żaden układ wmieszany nie był również młody Tusk, który padł ofiarą zachłannych pracodawców, nachalnie i na wyprzódki oferujących mu intratne posady. A ponieważ zawsze chciał być kierowcą autobusu, więc przyjął się do pracy przy samolotach, bo nie mógł się opędzić od propozycji z portu gdańskiego. Z kolei pracując już na lotnisku pomyślał, że człowiek lotniska powinien być blisko poważnego przewoźnika, więc dorabiał sobie w liniach OLT Express. Zresztą także z namowy dyrektora lotniska. Nie jego wina, że poważny przewoźnik zbankrutował w try miga, a zaraz po nim padła spółka-matka o wielce obiecującej nazwie Amber Gold. Ojciec co prawda nagadał młodemu Tuskowi, żeby się nie wdawał w podejrzane konszachty, ale kto by słuchał starego zgreda, kiedy poważne firmy się pchają drzwiami i oknami?

Nikt o zdrowych zmysłach nie może podejrzewać Lecha Wałęsy o obecność w układach, bo jemu nikt nie powiedział, że jest jakiś układ z Amber Gold. A skoro nie wiedział, to nie mógł weń wejść. Po co w ogóle jakieś układy człowiekowi, który w pojedynkę, z niewielka pomocą rodziny i znajomych pokonał komunę? O układzie dowiedział się dopiero wtedy, kiedy pieniądze Marcina P. zaczęły cuchnąć na potęgę i powstały obawy, czy w ogóle da się je wyprać bez szkody dla jego spiżowej postaci w filmie Wajdy. Zresztą, co to za układ, o którym wiedzieli z gazet wszyscy łącznie z szefem rządu prowadzącego rzeczywistą walkę z korupcją?

Poza wszelkim podejrzeniem musi być siłą rzeczy prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Co prawda w swoim czasie zachwalał nadzwyczajną innowacyjność firmy Marcina P., ale robił to oczywiście z czystej życzliwości. I nie bez pewnej racji – przyznajmy szczerze – bo przecież Amber Gold wykazało się nietuzinkową innowacyjnością, wobec której przez lata bezradne okazały się służby specjalne, prokuratura, sądy, urząd skarbowy oraz wiele innych instytucji państwa. Owszem, Adamowicz wraz z marszałkiem województwa i zapewne innymi kolegami partyjnymi ciągnął po płycie samolot OLT w ramach rytualnego przecinania wstęgi (a może powitania chlebem i solą, już nie pamiętam) i nawet dał się sfotografować, lecz tylko z powodu swojego rozrywkowego charakteru. Stanowczo prezydent Adamowicz nie był w żadnym układzie, on jedynie padł ofiarą niesprzyjających okoliczności oraz nader przyjaznego usposobienia.

Tym bardziej nie mógł być umoczony w układ ulubieniec Cezara minister Sławomir Nowak, skoro od dawien dawna trwa w notorycznym uwielbieniu dla geniuszu tegoż. Nie mógłby tego zrobić swemu idolowi, żeby kompromitować go taką nielojalnością, wdając się w podejrzane konszachty. Jestem pewien, że podległy mu Urząd Lotnictwa Cywilnego dopełnił wszelkich procedur w stosunku do linii lotniczych oszusta. Zresztą wolny rynek jest dla wszystkich, nie wolno nikogo dyskryminować. A że OLT wkrótce potem zbankrutowały, pozostawiając wielomilionowe zadłużenie również wobec państwa? No cóż, kontrole i rekomendacje ministra Nowaka mają już taką specyficzną urodę. Przekonaliśmy się o tym przy okazji upadku firmy DSS, który nastąpił wkrótce po jego zapewnieniach o dobrej kondycji spółki. Gdyby jakimś niezwykłym zrządzeniem losu stracił posadę w rządzie Tuska, to mógłby się z powodzeniem produkować jako współczesna Kasandra – jego rekomendacjom też chyba nikt nie uwierzy. A zresztą minister Nowak wynalazł ustawową przejezdność autostrad i już tylko z tego powodu ma zapewnione miejsce w historii transportu.

Wszyscy też wiemy od naszego szczerego przywódcy, że państwowe instytucje również zdały swoje egzaminy, z tym że niektórym „zabrakło refleksu i determinacji”, jak to kwieciście określił. Ale na pewno nie są w żadnym układzie. Trudno byłoby oskarżyć o spisek ludzi, których Marcin P. orżnął. Nie mogli uczestniczyć w szalbierczym układzie osobnicy, którzy jak ja, nie dali się nabrać na reklamy Amber Gold. Zresztą przyznam, że ja jestem fantastycznie wytrenowany w kompletnym ignorowaniu wszelkich reklam we wszelkich mediach. Do tego stopnia, że nawet jak klikam w ikonkę „Zwiń”, to robię to jak automat i nigdy nie potrafię powiedzieć, czego dotyczyła.

Konkluzja jest więc jasna jak słońce: Marcin P. nie mógł stworzyć żadnego układu gdańskiego, bo nie miał z kim! Może nawet chciał, łobuz jeden, ale wbrew przysłowiu, było mało złego na jednego. Zmuszony był więc do działania w pojedynkę. Był tylko niezwykły zbieg okoliczności, że wszystkim instytucjom państwowym i samorządowym w jednym czasie zabrakło refleksu i determinacji. Włącznie z premierem i jego rodziną. I ten moment wykorzystał Marcin P. Wyjaśnił to nad podziw logicznie tutejszy prowincjał Gazety Wyborczej, redaktor Chrzan: ktoś tam uległ darowi wymowy hochsztaplera; ktoś pochopnie mu zaufał; jeszcze inny odwlekał decyzję. Czyli jak zwykle błędy i wypaczenia jednostek, a partia w swojej masie jest zdrowa.

Nie wiadomo tylko z jakiego powodu Marcin P. poprosił o ochronę w areszcie, skoro nie mogło być żadnego układu? Te obwiesie już tak mają – dopóki mogą, to państwo doją, a jak trwoga, to proszą o ochronę. Ale nie było u nas żadnego układu gdańskiego. W ogóle nic u nas nie było.

http://seaman.salon24.pl/444572,u-nas-w ... c-nie-bylo


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 07 wrz 2012, 07:54 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Układ (z dziejów III Rzeczpospolitej - rok 2012)

Było ponoć tak. Była sobie III Rzeczpospolita, która rosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej. Później przyszedł Kaczyński, snuć zaczął fantazje o jakimś „układzie” i podzielił ludzi jakby im nową, lepsza czyli gorszą wieżę Babel zafundował. Nikt już nie mógł być pewien nikogo i nie pozostało nic innego jak z lękiem oglądać się za siebie. W końcu na białym koniu przybył Tusk, wyjaśnił że z tym „układem” to brednie. Przegnał Kaczyńskiego i…

I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Tak powinna skończyć ta historia. I pewni skończyłaby się gdyby nie ów smutny szczegół, że III Rzeczpospolita to jednak nie bajka.

Pisałem niedawno o rewelacjach Jarosława Gowina, aktualnego Ministra Sprawiedliwości, tłumaczącego zamieszanie wokół Plichty, jego biznesów i Tuska juniora spiskiem jakiegoś postkomunistycznego układu biznesowego, który „rozczarował się Tuskiem”*. Pominę naprawdę sporą pokusę zajęcia się wspomnianym rozczarowaniem a zauważę tylko, że zasadniczo „rozczarowanie” poprzedzane jest z reguły „oczarowaniem”. Rozważania na temat przyczyn „oczarowania” postkomunistycznego biznesu Tuskiem też pozostawię albo komu innemu albo sobie na kiedy indziej.

Nie zajmowałbym się już rewelacjami Gowina gdyby jego tropem nie podążył pan Jerzy Stępień, były Prezes Trybunału Konstytucyjnego. Właściwie stwierdzenie, „podążył tropem Gowina” jest nie do końca trafne. Nie mówi on o „postkomunistycznym biznesie”. Nie szczypie się delikatnie jak tamten tylko wali na całego.

„Ja się zastanawiam, czy tu nie działała mafia? I nie wykluczam, że tak.[…] Przy tego rodzaju nawarstwieniu oczywistych błędów, i to kilku instytucji w ciągu kilku lat, nie wykluczam działań mafii. Wie pani jak działa mafia? Przenika do struktur państwa, w tym do instytucji związanych ze ściganiem przestępstw i sądzeniem przestępców.[…]… na mój sędziowski nos to pachnie mafią.”**

Zatem już nawet nie „układ” ale wręcz „mafia”. Sięgająca głęboko w państwowe struktury, paraliżująca działanie tak istotnego i wrażliwego mechanizmu jakim jest wymiar sprawiedliwości.

Jak słowa Gowina i Stępnia pogodzić z tym dość powszechnym w latach 2005-2007 wśród polityków (głownie Platformy) i dziennikarzy (głownie wiadomych, wiodących mediów) obśmiewaniem „paranoi Kaczyńskiego”, który „wszędzie widział układ”. Opcji jest kilka.

Pierwsza jest taka, że Kaczyński miał wtedy całkowitą rację zaś durniami byli (i są!) ci, co się w tedy z niego śmiali i zwalczali go ze wszystkich sił. Jak kto chce listy, nietrudno będzie mu ją stworzyć.

Druga jest taka, że Kaczyński faktycznie miał (czy tam ma) „antyukładową paranoję” i w latach 2005-2007 absolutnie żadnego „układu” nie było. Powstał on i dynamicznie się rozwinął dopiero po zdobyciu władzy przez Platformę Obywatelską i Donalda Tuska. Wtedy to ta, wskazywana przez Stępnia mafia zaczęła swą sprytna infiltrację III Rzeczpospolitej.

Ostatnia jest natomiast taka, że to o „postkomunistycznym biznesie” i to o „mafii” przenikającej struktury państwa to są oczywiste brednie a może i objawy paranoi. Tu jednak koniecznie trzeba zwrócić uwagę na pewien niezwykle istotny szczegół. Jeśli tak właśnie jest, jednym z bredzących czy nawet paranoików jest aktualnie urzędujący Minister Sprawiedliwości Rzeczpospolitej Polskiej. Będący jednym z najważniejszych stróżów naszego bezpieczeństwa.

Nie wskażę opcji, która mi się wydaje najbardziej prawdopodobna. Nie wykluczę również tego, że mamy do czynienia z jakimś koktajlem z co najmniej dwóch wspomnianych wyżej scenariuszy. Zauważę natomiast, że żaden z nich nie stawia obecnie rządzącej ekipy w najlepszym świetle. Co ja mówię A przecież sprawa dotyczy fundamentu władzy Platformy Obywatelskiej. I sporego kawałka historii III Rzeczpospolitej.

* http://rosemann.salon24.pl/444373,jak-o ... ta-pacynek

** http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105402, ... .html?as=1

http://rosemann.salon24.pl/445740,uklad ... j-rok-2012


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 11 wrz 2012, 16:39 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Czy Vincent Rostowski to obcy agent wpływu?

Wyciągnął go Tusk niczym sztukmistrz królika z cylindra za uszy, choć miał do wyboru wielu uznanych także za granicą krajowych ekonomistów.
Nikt o nim za bardzo wcześniej nie słyszał, a jego wykształcenie odpowiada polskiemu magistrowi ekonomii,
mimo że niektórzy w Platformie tytułują go profesorem.
- Minister Rostowski posiada stopień naukowy magistra ekonomii. Nie posiada tytułu naukowego ani stopnia naukowego doktora - przyznaje rzeczniczka Ministerstwa Finansów Magdalena Kobos.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... &_ticrsn=5

Jan Antony Vincent-Rostowski (Jacek Rostowski) (ur. 30 kwietnia 1951 w Londynie) wnuk Jakuba Rothfelda-Rostowskiego (syna Mojżesza Rotfelda i Lei z domu Broder) w momencie otrzymania teki ministra finasów nie miał obywatelstwa polskiego i był obywatelem brytyjskim ! Wyszło to przypadkiem, gdy się okazało, że nie posiada on ani numeru pesel, ani NIPu.

Nasuwa się pytanie - jeżeli Polskim Ministrem może być osoba posiadająca inne obywatelstwo (tak jak obecnie w przypadku Rostowskiego), to czyje interesy on reprezentuje? Posiada mnóstwo mieszkań na wynajem, ale próżno szukać tam jakiegoś polskiego adresu, jakby szykował się z góry do desantu, Taki pojawiam się i znikam.
Rostowski ponadto będąc po "uszy zadłużonym" w niepolskich instytucjach finansowych znajduje się stale w "konflikcie interesów" ! Wyśmiewany jest jako ekonomista, który tymże ekonomistą został jedynie dzięki G. Sorosowi, który raczył go zatrudnić na Węgrzech w szkole założonej przez swoją fundację (Brytyjczycy wykpiwają fundację Sorosa).

Trzeba przyznać, że odkąd został ministrem Finansów w Polsce nie mamy problemów z pozyskaniem kolejnych kredytów z NFW. Jeśli jednak przeczytamy choćby tu:
http://walka1.salon24.pl/445875,orban-u ... e-pozyczek
na jakich warunkach te pożyczki są udzielane i widzimy, że w Polsce te warunki są skrupulatnie wypełniane, to możemy sie domyślać, że ministra Rostowskiego dostaliśmy niejako w pakiecie od międzynarodowej finansjery.
To nie polski rząd zdecydował, że Polacy mają pracować dłużej, a najlepiej do śmierci (biorąc pod uwagę, że najkrócej żyjemy w Europie), o tym zdecydowali bogaci bankierzy, aby mogli być jeszcze bogatsi.
Za czasów ministra V. Rostowskiego:
– dwukrotnie wyprowadzono z Polski nawet setki miliardów złotych poprzez spekulacyjna grę na polskim złotym prowadzona m.in. przez Goldman Sachs oraz dodatkowo "wyssano" polskie finanse za pomocą tzw. asymetrycznych opcji walutowych
– dług publiczny Polski wzrósł do 800 mld zł (różne szacunki mówią nawet 3 bilionów?), deficyt do 100 mld zł a zadłużenie zagraniczne do 250 mld USD - obecny stan finansów Polski jest stanem "przedzawałowym", "przedupadłościowym", a minister finansów zyskuje miano "mistrza kreatywnej księgowości"
– finalizuje się być może ostateczną destabilizację i grabież prywatyzacyjną Polski.
Nie wiemy także, jak wygląda sprawa obietnicy złożonej przez Donalda Tuska zwrotu środowiskom żydowskim 60 miliardów złotych, można tylko wyciągać wnioski z tego, że nasze zadłużenie rośnie dramatycznie, a Żydzi przestali ostatnio upominać się o pieniądze (może tylko z litości w związku z naszą podłą sytuacją gospodarczą).

Niedawno ( w sierpniu tego roku) odbyło się spotkanie tajemniczej i wpływowej Grupy Bilderberg. Na liście uczestników tegorocznego spotkania jest polski minister finansów Jan Antony Vincent-Rostowski. Grupa Bilderberg jest uważana przez niektórych za ponadnarodową organizację próbującą tworzyć rząd światowy.
Jest to nieformalne międzynarodowe stowarzyszenie wpływowych ludzi wywodzących się ze świata wielkiego biznesu, globalnych korporacji i polityki. Jej spotkania odbywają się raz do roku, począwszy od 1954 r. Podczas nich omawiane są najważniejsze sprawy dotyczące bezpieczeństwa, polityki i gospodarki.
Uczestnicy spotkań są zobowiązani do całkowitej dyskrecji.

Nazwiska związane z Bilderberg to m.in. prezes Banku Światowego James Wolfensohn, żona byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Hillary Rodham Clinton, były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, żona Billa Gatesa – Melinda Gates.
Jedynym znanym Polakiem, który dotychczas brał udział w spotkaniach jest jeden z założycieli Platformy Obywatelskiej, współpracownik komunistycznego wywiadu Andrzej Olechowski.

Chociaż obradującym towarzyszą dziennikarze to jest to starannie wyselekcjonowana grupa zobowiązana do dyskrecji. Tym samym media nie relacjonują ani przebiegu, ani treści rozmów.
Niejawność spotkań i ogromne wpływy posiadane przez zaproszone osoby spowodowały, że niektórzy komentatorzy przypisują członkom Grupy Bilderberga tworzenie nieformalnego rządu światowego, a w konsekwencji zamiar wprowadzania rozwiązań ekonomiczno- politycznych sprzecznych z wolą społeczeństwa.
http://www.emito.net/spolecznosc/grupy/ ... iu_1219532
Czy "nasz" minister finansów jest na pewno nasz i w czyim imieniu zarządza on polskim majątkiem?

http://internaut.nowyekran.pl/post/7336 ... ent-wplywu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 12 wrz 2012, 20:18 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
By żyło się lepiej - „Pruszkowowi”

Sąd zdecydował niespodziewanie, że szefowie gangu pruszkowskiego są... niewinni. „Słowik” i „Bolo” zostali uniewinnieni, a „Parasol” został skazany jedynie na półtora roku więzienia. To sensacyjne wyroki.

Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że dawny szef „Pruszkowa” z lat 90. Janusz P., ps. Parasol został skazany jedynie na 1,5 roku więzienia, a dwaj inni przywódcy gangu - Andrzej S., ps. Słowik, i Zygmunt R., ps. Bolo – zostali uniewinnieni.

Na ławie oskarżonych zasiadło niemal 40 osób. Sąd wymierzył im kary od ośmiu lat więzienia do roku pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Największym zaskoczeniem była jednak decyzja o uniewinnieniu kilkunastu oskarżonych m.in. Andrzeja S., ps. Słowik, i Zygmunta R., ps. Bolo. Dawni szefowie „Pruszkowa” „Parasol”, „Słowik” i „Bolo” wcześniej byli skazani prawomocnie w oddzielnym procesie za kierowanie gangiem.

Najwyższy wyrok - 8 lat więzienia - usłyszał Marcin B., pseud. Bryndziak. Spośród ponad 20 skazanych część w ogóle nie trafi w tej sprawie do więzienia, a innym do odbycia pozostało już tylko kilka miesięcy kary, gdyż na poczet ich kar zaliczono czas aresztu. Wobec jednego oskarżonego postępowanie umorzono, jeden otrzymał wyrok w zawieszeniu.

Przypomnijmy, że w 1993 r. Andrzej Z. ps.„Słowik” został ułaskawiony przez Lecha Wałęsę z odbywania kary 6 lat więzienia za kradzieże i rozboje z lat 80. Obrona „Słowika” przekonywała, że ułaskawienie mu się należy, ponieważ w tamtym okresie Andrzej Z. był „jedynie złodziejem”, a nie szefem gangu. Ponadto pozytywną opinię ws. ułaskawienia „Słowika” wydał warszawski sąd, choć Prokurator Generalny zaopiniował wniosek negatywnie. Jak widać - w czasach Tuska i Komorowskiego "Słowik" i jego ferajna też mogą liczyć na sprawiedliwe wyroki.

http://niezalezna.pl/32802-zylo-sie-lepiej-pruszkowowi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 15 wrz 2012, 09:42 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Amber Gold, refleksje...

Przez kilka długich tygodni trochę odpoczywałem od bieżącej polityki. Moje ostatnie posty dotyczyły raczej fundamentalnych spraw funkcjonowania mnie samego jak i mojej Polski. Bywają bowiem sprawy ważniejsze od ulotnych spraw teraźniejszych. No... chyba, że ich tragiczne konsekwencje naruszają owe fundamenty a tak jest ze sprawą AmberGold.

Afera ta ukazuje nam kompletną degrengoladę obecnej władzy, która stworzyła z Polski państwo quasi mafijne. W każdym normalnym kraju pogrążyłaby premiera, jako tego, który wiedział a nie zareagował odpowiednio do swojej funkcji narażając na straty i oszukiwanie zwykłych obywateli. Nosi to znamiona zaniechania koniecznych czynności prawnych w momencie powzięcia informacji o potencjalnym przestępstwie, działanie na szkodę publiczną, brak właściwego nadzoru i - w przypadku nie czytania raportów ABW premiera będącego jednocześnie ich koordynatorem - niedopełnienie czynności służbowych. To winno rodzić konsekwencje prawne, do oskarżenia włącznie. Do tego dochodzi jeszcze potencjalne poinformowanie syna o pracach służb specjalnych.

Powtórzę: w każdym normalnym kraju dziś D. Tusk nie byłby już premierem i zasiadałby raczej na ławie oskarżonych! Ostatnia zaś afera z nagraną rozmową z sędzią byłaby tylko dodatkowym dowodem oskarżenia.

Tak naprawdę to cały okres rządzenia przez D. Tuska i jego PO wespół z PSL stanowiłby jeden wielki oskarżycielski materiał dowodowy: od samego przebiegu wyborów w 2007 roku, poprzez aferę stoczniową i katarskie kłamstwa wraz ze związaną z nimi "Misiakgate", aferę hazardową, uzależnienie Polski od drogich dostaw rosyjskiego gazu, wprost fatalnie wysokie dla Polski opłaty za emisję CO2 aż po prywatyzacyjną wyprzedaż majątku narodowego, prawdopodobne morderstwo smoleńskie i obecną aferę AmberGold.

Gwoli porównania warto przypomnieć, że np. w takim normalnym kraju jak Niemcy, prezydent podał się do dymisji jedynie ze względu na podejrzenie otrzymywania bezprocentowych pożyczek od zaprzyjaźnionych biznesmenów... zanim został prezydentem... No cóż... tam, ktoś taki jak D. Tusk i jego ferajna nie mieliby szans na żadną karierę polityczną...

Wracając do samej afery AmberGold to sądzę, że stanowi ona tylko jeden mały element przestępczo-wasalnego charakteru naszego państwa rządzonego przez D. Tuska. W tej aferze - podobnie jak w aferze hazardowej - zarówno premier, politycy PO, szef AmberGold czy młody Tusk są chyba tylko "figurantami". Jeżeli tak jest , to zasadne pozostaje więc pytanie o to, kto "trzymał nad tą firmą parasol ochronny", kto ma dziś w Polsce taką "władzę z cienia", że ma wpływ na tak wiele organów państwa i dlaczego akurat teraz i po co?

Zdaje się, że D. Tusk już dawno jest właśnie polityczną marionetką, o czym musiał dobitnie się przekonać, gdy prawdopodobnie dostał "prikaz" rezygnacji z prezydentury na rzecz... Komorowskiego, blisko związanego z WSI (jako jedyny z PO głosował przeciw rozwiązaniu WSI a o jego powiązaniach szeroko pisał A. Ścios), który nie miał żadnych szans z L. Kaczyńskim. Stąd zapewne D. Tusk zaproponował L. Kaczyńskiemu również rezygnację z wyborów prezydenckich. Wielokrotnie stawiałem i stawiam tezę (do udowodnienia), że po prostu B. Komorowski musiał wygrać te wybory za wszelką cenę. Dlaczego? Z jednej strony był niewygodny dla kręgów putinowskich i doprowadził ich do wściekłości w przypadku Gruzji. Z drugiej zaś strony chodziło o geopolityczny powrót Polski w orbitę kremlowską i zapobieżenie m.in. eksploatacji gazu łupkowego i łupkowej ropy naftowej (lub przejęcie polskich złóż). Dodatkowym elementem była być może "dziejowa Konieczność" ostatecznego zawłaszczenia już całej Polski przez dawne spec-służby komunistyczno-sowieckie.

Od momentu rezygnacji Tuska jest on tylko wykonawcą, choć wydaje się, że nieraz działa nie tak jak chcą mocodawcy. Jego prounijne nastawienie zbliża go do Niemiec a - mimo deklarowanej przyjaźni - Rosja nie za bardzo chce wpływów niemieckich w "swojej" - jak uważa do dzisiaj - strefie wpływów. Ostatnio podpadł putinowcom uniemożliwiając im przejęcie polskiego przemysłu chemicznego (Azoty). Nie sprzedaje Lotosu, choć już Kreml prawie, że go kupił. Czyżby za te Azoty taki "prztyczek" i ostrzeżenie?

Ponadto jest jeszcze drobny a może wcale nie drobny szczegół: Tusk nie wywiązał się z danej syjonistom obietnicy zapłaty przez Polskę wydumanych odszkodowań dla Żydów w wysokości 65 mld USD. Trzeba pamietać, że w 2011 roku niemal wszyscy ministrowie debatowali w Izraelu na wspólnym posiedzeniu obu rządów. Co tam uzgodniono i o czym tam deliberowano? Trudno znaleźć gdzieś szczegóły tych rozmów, ale sam ich fakt być może należy traktować jako przerażający w swej antypolskiej wymowie.

Reasumując. Trudno dziś przesądzać czym zakończy się obecna afera... Może warto obserwować, co zdarza się wokół niej i osoby samego premiera... a tam widać jedno... przygotowywanie się naszego premierka do ucieczki na stanowisko unijnego Komisarza... I znów będzie go chronił immunitet...

http://krzystofjaw.salon24.pl/447600,am ... -refleksje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 24 wrz 2012, 09:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Gwałt na literze i duchu prawa

Dotarła informacja ,ze „Policja przesłała prokuraturze materiały dotyczące podejrzenia popełnia przestępstwa z art. 224 kk, czyli przestępstw przeciwko działalności instytucji państwowych”. Podejrzani: Ewa Stankiewicz i Grzegorz Braun.Dziennikarze.
Nie ma informacji o złożeniu analogicznego podejrzenia w stosunku do prokuratorów, którzy w Gdańsku nie wpuścili na cmentarz przedstawicielek Sanepid. A ono pasowałoby znacznie bardziej do utrudniania działań instytucji państwowych niż dmuchane zawiadomienie w sprawie dziennikarzy.

Przepisy o ekshumacji stanowią jasno: kierownikiem ekshumacji jest miejscowy Inspektorat Sanitarny. „Zarządzenie ekshumacji zawsze następuje w formie postanowienia. O wydaniu takiego zarządzenia zawiadamia się właściwego miejscowo inspektora sanitarnego, który sprawuje nadzór nad ekshumacją.”.Zatem nadzorcą czynności ekshumacyjnych oraz jej prawnym kierownikiem jest urzędnik Sanepid. Ten sam, którego żandarmeria do spółki z policja nie wpuściła.

W sukurs sprawnej policji przychodzi red. Ewa Siedlecka z GW.Ekwilibrystyka interpretacją prawa dokonana przez nią na stronie GW jest popisem samym w sobie.Pani redaktor stwierdza:, „ Choćnie ma przepisu prawa, który wprost zabraniałby dopuszczenia do ekshumacji posłanek i posłów, czy jakichkolwiek innych chętnych spoza najbliższej rodziny, powinnością prokuratury jest chronić cześć należną ludzkim zwłokom. I prokuratura swą powinność wypełniła. Prokuratura i policja nie dopuściły, by ekshumacji ciał z grobów ofiar katastrofy smoleńskiej - wczoraj w Gdańsku, dziś w Warszawie - towarzyszyli posłowie..”

Zgodnie z przepisami ciało winno być wyjęte w trumnie, trumna zabezpieczona do przewozu itp. Jak wiemy ofiary katastrofy Smoleńskiej zostały pochowane w zalutowanych trumnach i to była gwarancja, że nie można zagrozić w sposób bezpośredni czci szczątków.

W grę także nie wchodziły jakiekolwiek czynności śledcze czy procesowe na miejscu ekshumacji, który dałyby asumpt żandarmerii i policji do całkowitego zamknięcia cmentarza. Wszelkie czynności śledcze i procesowe były przewidziane do wykonania w stosownych pomieszczeniach zakładu Medycyny Sądowej. Tam gdzie mogła być otwarta zalutowana, metalowa trumna umożliwiając prowadzenie czynności.

O ile mogłabym zrozumieć zakaz dostępu do miejsca ekshumacji postronnych gapiów( w tym znajomych i przyjaciół) z uwagi na możliwość utrudnienia pracy, to zupełnie nie jestem w stanie pojąć niedopuszczenia dziennikarzy oraz posłów w pobliże grobu. Były dwie posłanki w Gdańsku i dwoje posłów w Warszawie Rozumiem, że w pojęciu dziennikarki GW posłowie byli zagrożeniem czci należnej zwłokom. Czy aby nie, dlatego, że byli z PiS?

Pani Siedleckiej polecam wspomnienia ze Smoleńska Jakuba Opary . „Byłem na lotnisku w Smoleńsku tuż po katastrofie. Ciała, które były najmniej okaleczone, najmniej rozczłonkowane, wkładano do trumien. Szczątki pozostałych ciał zbierali żołnierze, milicjanci, ludzie w czerwonych strojach, pewnie ratownicy, słowem - niemal wszyscy. Szczątki były zbierane i kładzione na takie foliowe płachty rozłożone na ziemi. Kiedy płachta już była pełna, to dzięki jakimś taśmom ściągano ją w podobny sposób jak worki na śmieci. I ten worek ze szczątkami wkładano do trumien. Nie zauważyłem, żeby ktoś te szczątki na miejscu opisywał, robił jakąkolwiek dokumentację lub dopasowywał do innych znalezionych. Zapełniano po prostu kolejne trumny tymi workami ze szczątkami. Nie zauważyłem też lekarzy sądowych... - opisuje.”

A przecież Państwo Polskie zdało egzamin, a prokuratura cywilna nie zauważyła żadnych

Nieprawidłowości w działaniu urzędników państwowych, a wojskowa nie wykazała niezbędnych w przypadku uznania własnej winy cech masochistycznych…

W efekcie mamy co mamy. Lęk rodzin o właściwość miejsca pochówku, pole do podejrzeń co do powód zaakceptowania przez polskie władze i prokuraturę elementarnych braków gwarantujących nie tylko cześć dla szczątków( o które tak skrupulatnie zadbali podobno podczas ekshumacji) ale rzetelne dochodzenie do prawdy materialnej o przyczynach katastrofy.

Nie zachowując ani litery ani ducha prawa.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,8173,title, ... omosc.html

http://wyborcza.pl/1,75968,12507009,Nie ... ?pelna=tak

http://1maud.salon24.pl/449610,gwalt-na ... uchu-prawa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czyja jest Polska?
PostNapisane: 25 wrz 2012, 06:26 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30918
Oskarżam SKW

Z posłem Tomaszem Kaczmarkiem (PiS), byłym funkcjonariuszem Centralnego Biura Antykorupcyjnego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Złożył Pan zawiadomienie do prokuratury na szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Janusza Noska, oskarżając SKW o inwigilację Pana osoby. Na czym ta inwigilacja miała polegać?
- Przede wszystkim działania te polegały na bezprawnym inwigilowaniu posłów opozycji, nie tylko mnie, ale także Marka Opioły. Mam na myśli podsłuchiwanie rozmów telefonicznych, wyciąganie billingów od operatorów sieci komórkowych czy prowadzenie obserwacji. Te zabiegi miały na celu zbieranie informacji, które - jak rozumiem - mogły posłużyć do kompromitowania posłów Prawa i Sprawiedliwości. Inwigilowano mnie i posła Opiołę, który jest wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji do spraw Służb Specjalnych. Działania wobec nas odczytuję jako odwet za nasze zgodne z prawem prace parlamentarne: w interpelacjach poselskich zadawaliśmy pytania związane z patologiami i nieprawidłowościami w SKW.

Mówił Pan też, że dochodziło do fałszowania dokumentów.
- Tak. Z wiedzy, jaką posiadam, kontrolę operacyjną wszczęto na dane personalne N.N. Mam nadzieję, że postępowanie prokuratorskie wyjaśni wszystkie te wątki, a osoby, które dopuściły się złamania przepisów prawa, poniosą konsekwencje.

Oskarżenia wobec SKW to nie jedyny przykład pokazujący stan naszych służb specjalnych. Z czego wynikają te problemy?
- Niestety, obecnie mamy do czynienia ze świadomym rozmontowywaniem przez Donalda Tuska służb specjalnych. Mam nadzieję, że ta sytuacja niebawem ulegnie zmianie. Dzielni żołnierze, dzielni policjanci, którzy są gotowi bronić Ojczyzny, walczyć ze zorganizowaną przestępczością kryminalną, ale także z łapówkarstwem na najwyższych szczeblach władzy, powinni być dzisiaj kierowani przez ludzi kompetentnych, ideowych, prawych, którym leży na sercu bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne naszej Ojczyzny.

Domaga się Pan zwołania posiedzenia Komisji do spraw Służb Specjalnych z udziałem premiera.
- Klub Parlamentarny PiS domagał się również zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w trybie jawnym, na którym premier Tusk i podlegli mu ministrowie wyjaśniliby kwestie związane z łamaniem przez służby fundamentalnych zasad demokracji. Minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki poinformował, że szef SKW będzie składał wyjaśnienia w trybie niejawnym na posiedzeniu speckomisji. Jeżeli ci panowie uważają, że w tej sprawie wszystko jest w porządku i nie doszło do złamania prawa, to kwestie te powinny być wyjaśniane w sposób transparentny. Polacy mają prawo zostać poinformowani, w jaki sposób funkcjonuje państwo polskie pod kierownictwem Donalda Tuska. Podobnie było z aferą Amber Gold, wszystkie informacje z nią związane zostały ukryte przed opinią publiczną. Przypomnę - zadałem pytanie premierowi Tuskowi, kiedy po raz pierwszy został poinformowany przez podległe mu służby o tym, że Amber Gold i OLT Express to spółki przestępcze, i dlaczego nie podzielił się tą wiedzą z Polakami, chroniąc ich przed utratą niejednokrotnie oszczędności całego życia. Potrafił ostrzec jedynie członków swojej rodziny. W mojej ocenie, Tusk posiadał informacje związane z Amber Gold dużo wcześniej przed skierowaniem do niego słynnej notatki ABW.

SKW twierdzi, że śledztwa się nie obawia, a wcześniej zaprzeczyła, aby prowadziła jakiekolwiek działania wobec Pana.
- Rozumiem, że Januszowi Noskowi dopisuje humor. Jestem tylko ciekaw, czy ten humor będzie mu towarzyszył po zakończeniu postępowania prokuratorskiego. W ostatnich dniach złożyłem kolejne zawiadomienie do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Chodzi o wypowiedź cytowaną na łamach "Gazety Wyborczej", z której wynika, że szef SKW Janusz Nosek na drugi dzień po informacji medialnej o wszczęciu śledztwa prowadził negocjacje i rozmowy z szefem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk. Ireneuszem Szelągiem. Negocjacje miały zmusić prokuratora Szeląga do złagodzenia wypowiedzi dotyczących śledztwa. Odczytuję to jako wpływanie i wywieranie nacisku na niezależnych prokuratorów wojskowych. Dlatego w złożonym zawiadomieniu wnioskuję nie tylko o ściganie sprawców przestępstw, którzy dzięki swoim wysokim stanowiskom państwowym wywierają naciski na niezależną prokuraturę, ale również żądam zmiany prokuratury, która to postępowanie prowadzi. Jest niezwykle istotne, żeby to postępowanie było niezależne od jakichkolwiek nacisków i wpływów politycznych, czy też nacisków samych osób, co do których istnieją podejrzenia popełnienia przestępstwa.

Wątpi Pan w rzetelność i niezawisłość prokuratorów wojskowych?
- W świetle ostatnich wydarzeń w Gdańsku związanych z aferą Amber Gold mam poważne wątpliwości co do niezawisłości, niezależności prokuratury w okresie rządów Tuska. A w sytuacji, o której wspomniałem wcześniej, nie mamy do czynienia z prowokacją dziennikarską, ale to dzieje się naprawdę. Szef SKW manipuluje i wpływa na prokuraturę wojskową. To już nie są żarty, ale jawna kompromitacja.

Śledztw, które obejmują funkcjonariuszy SKW, jest niestety więcej.
- Obecnie toczy się wiele postępowań prokuratorskich związanych z łamaniem przepisów prawa przez kierownictwo SKW. Mam na myśli między innymi sprawę pobicia z użyciem broni tłumacza na misji w Afganistanie przez jednego z wysoko postawionych oficerów SKW. Ponadto stwarzanie przez SKW zagrożenia dla polskich żołnierzy, którzy pełnią misję w Afganistanie, poprzez kierowanie do zadań funkcjonariuszy nieprzygotowanych, którzy nie mają doświadczenia w pracy operacyjnej, a którzy mieliby zabezpieczać w sposób kontrwywiadowczy kontyngent wojskowy. Wśród spraw prowadzonych przeciwko SKW są także trzy postępowania związane z poświadczeniem nieprawdy przez szefa SKW w informacjach przekazywanych ministrowi obrony narodowej.

Rzecznik rządu Paweł Graś powiedział w jednym z wywiadów, że SKW działa w granicach prawa. Powstaje wrażenie, że prokuratura jeszcze nie wszczęła śledztwa, a Paweł Graś już zakłada, jaki będzie jego wynik...
- Przypomnę, że Paweł Graś przekonywał miliony Polaków, iż Donald Tusk nie kłamie. Jak jest, wszyscy możemy zobaczyć. Patrząc jednak na przewidywania rzecznika rządu - zresztą nie tylko w tej konkretnie sprawie - mogę stwierdzić z całą pewnością, że w momencie, kiedy Polacy zadecydują o odejściu PO w polityczny niebyt, pan Graś będzie miał nowe zajęcie poza polityką - zostanie jasnowidzem.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... m-skw.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /