Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 201 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 02 paź 2016, 21:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Bartłomiej Sienkiewicz znów chlapnął

Felieton • tygodnik „Polska Niepodległa” • 1 października 2016

Dobry Boże, jak nisko cenią nas Nasi Sojusznicy, podobnie zresztą, jak Sojusznicy Naszych Sojuszników! Oto podczas procesu pana Falenty oraz kelnerów, co to zawiązali straszliwy spisek przeciwko III Rzeczypospolitej, zeznawał pan Bartłomiej Sienkiewicz, były minister spraw wewnętrznych w rządzie Donalda Tuska, który powierzył mu także nadzorowanie i koordynowanie działań wszystkich działających oficjalnie w Polsce bezpieczniackich watah. Przedtem pan Sienkiewicz był funkcjonariuszem Urzędu Ochrony Państwa, do którego trafił z ruchu Wolność i Pokój. Ten ruch Wolność i Pokój powstał w roku 1985 i zasłynął z protestów przeciwko służbie wojskowej, ale przy okazji głosił też ideologię wyrzeczenia się przemocy wobec komunistów, a nawet wyrzeczenia się w stosunku do nich wszelkiej nienawiści. Jestem pewien, że komunistom taka ideologia nie mogła się nie podobać i być może z tego właśnie powodu tak wielu uczestników ruchu Wolność i Pokój od razu trafiło do Urzędu Ochrony Państwa. Jednym z nich był właśnie pan Sienkiewicz, który dosłużył się tam nawet stopnia kapitana. Być może ten niski stopień w bezpieczniackich watahach był przyczyną pewnej nieśmiałości pana ministra Sienkiewicza wobec wyższych szarż, które bezpieczniackie szlify zdobywały jeszcze pod okiem samego ministra Radkiewicza. Jak taki, jeden z drugim generał, albo nawet pułkownik, co to z niejednego komina wygartywał, powiedział ministru Sienkiewiczu - „wy, Sienkiewicz, u mnie uważajcie, żebym nie musiał wam, wiecie, rozumiecie, przypominać, skąd wyrastają wam nogi” - to pan minister uważał i nie pchał nosa między drzwi. Jakże bowiem inaczej wytłumaczyć sytuację opisaną w raporcie Najwyższej Izby Kontroli z 2014 roku, że w Polsce „nikt” nie kontroluje tajnych służb, chociaż premier Tusk nadzorowanie tych służb i koordynowanie ich poczynań ministru Sienkiewiczu surowo przykazał? Inaczej, jak chwalebną modestią wytłumaczyć tego niepodobna. Tak samo Pan Zagłoba tłumaczył przyczynę, dla której Roch Kowalski zacukał się wobec księcia Bogusława Radziwiłła i poległ z jego ręki: „Oto służyło chłopisko u Radziwiłłów od pacholęcych lat, za panów ich swoich uważało i na widok Radziwiłła musiało się skonfundować. Może mu nigdy ta myśl w głowie nie postała, żeby na Radziwiłła można rękę podnieść. Bywa tak, bywa!” - napisał pradziad pana ministra, Henryk Sienkiewicz w „Potopie”. Najwyraźniej i sam pan minister Sienkiewicz musiał zdawać sobie z tego sprawę, skoro w podsłuchanej rozmowie w nieistniejącej już dzisiaj knajpie „Pod pluskwami” powiedział, że państwo polskie istnieje „tylko formalnie”, bo tak naprawdę, to tylko „ch..., d... i kamieni kupa”. Skoro taką diagnozę wystawia swemu państwu minister spraw wewnętrznych, formalny nadzorca i koordynator bezpieczniackich watah, to czy wypada nam zaprzeczać? Jasne, że spieranie się z ministrem Sienkiewiczem byłoby niegrzeczne, ale skoro tak, to nie ma innej rady, jak tylko przyjąć do wiadomości podstawową tezę mojej ulubionej teorii spiskowej, według której opisane w konstytucji organy państwowe stanowią tylko dekorację, za zasłoną której polską samowładnie choć rotacyjnie rządzą bezpieczniackie watahy, zgrupowane w trzech stronnictwach: Ruskim – obecnie zepchniętym do głębokiej defensywy, Pruskim – w 2015 roku strąconym z pozycji lidera politycznej sceny oraz Amerykańsko-Żydowskim. To ostatnie ma aż dwie polityczne ekspozytury; jedną oficjalną w postaci rządu pani premier Beaty Szydło, a drugą nieoficjalną w postaci starych kiejkutów, których Amerykanie w czerwcu 2015 roku wciągnęli na listę „naszych sukinsynów”. Z punktu widzenia Naszego Najważniejszego Sojusznika stare kiejkuty są sukinsynem szalenie wygodnym, bo wobec rządu trzeba zachowywać jakieś pozory partnerstwa i ceregiele, jakieś czerwone dywany, podczas gdy ze starymi kiejkutami jest krótka rozmowa; takiemu jednemu z drugim generałowi rezydent CIA wręcza karton z 15, czy 30 milionami dolarów w gotówce i cała soldateska oraz bezpieka skacze przed hojnym mecenasem z gałęzi na gałąź, aż im dzwonią złote medale „za zasługi dla obronności kraju”. Nazywa się to „divide et impera” - metoda skuteczna od czasów starożytnych, a skoro tak, to dlaczego nie stosować jej i teraz w naszym bantustanie?

To są wszystko rzeczy znane i w żargonie używanym w niezawisłych sądach nazywane „notoryjnością powszechną” - że niby wie o tym jeśli nawet nie każde dziecko, to w każdym razie – każdy chłopiec, zwłaszcza, gdy jest już dużym chłopczykiem, jak na przykład pan Bartłomiej Sienkiewicz. Jeśli tedy przypominam o tym raz jeszcze, to dlatego, że podczas procesu, jaki w niezawisłym sądzie toczy się przeciwko spiskującym kelnerom i panu Falencie, pan minister Sienkiewicz wyraził przekonanie, że spiskowali nie po to, by „spisane były czyny i rozmowy”, ale po to, by te spisane czyny i rozmowy posłużyły do obalenia rządu, w którym pan Bartłomiej Sienkiewicz zasiadał. Zauważył przy tym, że z materiałów sprawy wynika, iż pan Falenta miał rozdysponować między spiskowców 130 milionów złotych. Tę właśnie informację, zwłaszcza gdyby była prawdziwa, powinniśmy sobie rozebrać z uwagą, co najmniej taką, z jaka Wojski rozbierał opowieść o królowej Dydonie, co to „wytargowała sobie taki ziemi kawał, który by się wołową skórą nakryć dawał”. Otóż pan Falenta wprawdzie cieszył się opinią człowieka majętnego, ale znowu nie do tego stopnia, by mógł rozrzucać miliony na obalenie rządu, zwłaszcza, że wcale nie musiał mieć pewności, iż te pieniądze mu się zwrócą na przykład w postaci możliwości żerowania na jakiejś spółce Skarbu Państwa, które właśnie po to są. Zatem jest bardziej prawdopodobne, że tylko rozdzielał pieniądze otrzymane od kogoś innego. Od kogo? Tajemnica to wielka i skoro nawet niezależna prokuratura nie ośmieliła się złamać tej świętej pieczęci, to jesteśmy skazani na domysły. Skoro jednak już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się, ile wlezie! Ja na przykład domyślam się, że skoro w czerwcu 2013 roku prezydent Obama zresetował swój reset z 2009 roku w stosunkach amerykańsko-rosyjskich i USA powróciły do aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej, to musiały przebudować scenę polityczną w naszym bantustanie pod kątem potrzeb swojej polityki w tym rejonie Europy. Przebudowa polegała na usunięciu z pozycji lidera politycznej ekspozytury Stronnictwa Pruskiego w postaci Platformy Obywatelskiej i wysunięcie na tę pozycję politycznej ekspozytury Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego w postaci PiS – na wszelki wypadek kontrolowanej przez stare kiejkuty. W tym celu kelnerzy zawiązali straszliwy spisek przeciwko III RP, podsłuchując dygnitarzy PO, a od 2014 roku puszczając przecieki do niezależnych mediów, które też mogły mieć w tym swój udział. Okazuje się bowiem, że ta operacja kosztowała 130 milionów zł, czyli dwa razy tyle, ile „pomarańczowa rewolucja” na Ukrainie, na przełomie lat 2004-2005. Wtedy forsę wyłożył żydowski finansowy grandziarz Jerzy Soros, który wiele sobie po tej całej Ukrainie obiecywał. A teraz kto – i co sobie obiecuje?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3754


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 12 lis 2016, 11:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Refleksje laika

Nie jestem politologiem. Nie jestem tym bardziej amerykanistą. Nie jestem także opętanym fascynacją Ameryką. Nie uwiódł mnie amerykański sen. Dlatego nie byłem szczególnie emocjonalnie i intelektualnie zaangażowany w amerykańskie wybory.

Jednak przy uwzględnieniu całego nakreślonego dystansu czuję potrzebę kilku słów komentarza po wyborach amerykańskiego prezydenta. Najpierw odnotowałem w swojej świadomości nieobecność Hillary Clinton w chwili ujawniania wyborczych głosów, czyli faktycznie w chwili jej porażki. To bardzo specyficzny gest – bardzo emocjonalny, świadczący o nieumiejętności radzenia sobie z problemem trudnym, z kryzysem. To widoczna niedojrzałość osobowościowa. Zarazem wdzięczny temat dla tych wszystkich, którzy odmawiali tej kobiecie predyspozycji do prezydentury.

Potem przyszła kolejna myśl – przecież ona miała te wybory wygrane! Gdyby kilka tygodni temu poproszono o opinię jakiegoś znawcę problemów wszelkich, proroka neolewicy i libertynizmu – bez intelektualnego zająknienia wygłaszałby może coś takiego: Hillary musiałaby ugościć wieprzowiną skradzioną ortodoksyjnym Żydom grupę muzułmańskich uchodźców, szydząc przy tej okazji z praw lesbijek, by przegrała te wybory... Ano właśnie, zastanawiam się, czy p. Clinton nie dostałaby na pocieszenie Pulitzera za współautorstwo wspomnień „Jak przegrać stuprocentowo wygrane wybory prezydenckie?”. Współautorstwo, bo jej partnerem mógłby być pewien polski polityk, którego imienia nie pomnę.

Ocena kampanii i jej wyniku to jedno. Kwestią o wiele poważniejszą jest sprawą, która wyłania się z przysłowiowego już wyboru między dżumą a cholerą. Ten stan świadczy o pogłębiającym się kryzysie etosu polityki. Niedawno jeszcze śmiano się z nas z racji obserwacji człowieka straszącego teczką, prezydenta z wyższym wykształceniem, ale niepełnym, innego prezydenta z pomrocznością jasną, czy tego, co to sprawował swój urząd „w bulu i nadziei”. Dziś my możemy śmiać się z tzw. elit politycznych Zachodu, w tym Ameryki. Odchodzący prezydent o bliżej nieustalonym pochodzeniu, obecna kandydatka okultystka czy zwycięzca podobno flirtujący z carem Rosji. Pytanie brzmi nie – dokąd idziemy? Ale – dokąd doszliśmy?

Ostatnia kwestia to ocena perspektyw związanych z nowym prezydentem. Powiem bardzo teologiczne – gdy jeden z kandydatów flirtuje z władyką Rosji, a drugi flirtuje z szatanem, daję większą szansę temu, który paktuje ze złym człowiekiem. Człowiek, nawet taki jak ten, jest jak pył na wietrze. Może dla nas, Polaków, najważniejsze jest to, że przestaniemy być bezkrytyczni wobec Stanów. Zobaczymy, że przy wszystkich sojuszach nie można uśpić własnej czynności i odpowiedzialności. To nie Ameryka wywalczyła naszą niepodległość – to Polacy przyczynili się do niepodległości Stanów Zjednoczonych. Nie stać nas na sen o supermocarstwie. Zarówno w tym sensie, że my nim nie jesteśmy i nie będziemy, jak i w sensie, że nie liczmy zbytnio na opiekę obcej potęgi.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... laika.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 14 sty 2017, 18:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Kot prezesa

Małgorzata Todd

14 stycznia 2017 r. | Nr 2/2017 (291)

Opozycja totalna przypuściła totalny szturm z nadzieją, że wreszcie upragniona krew się poleje. Dzielną zdeterminowaną patriotycznie Platformę wspierają wespół w zespół Nowoczesny Pteru z Kodomitami. Pragną zapewne porwać cały kraj, a może i Europę do walki, w której nikt już nie będzie pamiętał, albo chociaż pytał o afery ośmiu lat rządów PO-PSL. W ferworze walki codzienne kłamstwa przywódców totalnej opozycji stracą na znaczeniu. Kto tam będzie dochodził gdzie i w jakim celu jeżdżą przywódcy w przerwach okupowania barykady postępu. Pieniądze też rzecz nabyta. Po co dociekać na jaką sumę opiewają lewe faktury za lewe interesy, ile wynoszą zaległe alimenty, skąd się wzięło manko dotowanej przez państwo partii?

Zamiast pytać lepiej hojnie wspomóc potrzebujących. W najbliższą niedzielę do tej grupy dołączy jeszcze Owsiak.

Najważniejsza jest walka! Raz wywołaną wściekłość można skierować w dowolną stronę. Hasła dobiera się według uznania, tak, żeby były skuteczne. Pożyteczni idioci popierający histeryczną opozycję mogą się więc bić z „nacjonalistami”, „faszystami”, o tolerancję dla zboczeńców lub „uchodźców”, o Putina, albo przeciw niemu.

Mają tylko jeden cel – obalenie demokratycznie wybranej władzy, a w imię czego, to już sprawa drugorzędna i podrzędny bojownik tego nie docieka, bo i po co? Przyparty do muru nie jest w stanie wydusić żadnego sensownego i konkretnego zarzutu. Jedyne co przychodzi mu do głowy to kot prezesa.

Z tego wynika, że najpoważniejszym zarzutem opozycji totalnie histerycznej jest posiadanie przez prezesa kota. Ale ponieważ brzydzą się prawdą w każdym jej przejawie, to nawet ten sympatyczny zwierzak okazuje się kotem sąsiadów, składającym tylko kurtuazyjne wizyty prezesowi.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 11 lut 2017, 21:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Dwie teorie spiskowe

Małgorzata Todd, 11 lutego 2017

Banki spostrzegły, że ktoś rozsyła im wirusa, dość jednak nietypowego, bo powodem włamania do systemu informatycznego banku nie była kradzież pieniędzy!

Czego zatem hakerzy szukali? Zapewne zostały wykradzione dane klientów. Po analizie odkryto jeszcze jedną sensację. Źródłem infekcji okazała się strona Komisji Nadzoru Finansowego! Ładny nadzór, nie ma co.

Komu mogło zależeć na takim blamażu banków w Polsce? Jedna z teorii spiskowych głosi, że to zemsta zachodnich bankierów za repolonizację banków.

Ale jest i inna teoria. W tym samym czasie zielone cyberludziki zaatakowały również Norwegię i Czechy. Dlaczego akurat te kraje? Tak się składa, że z Norwegii przez Świnoujście do Polski i dalej do Czech ma popłynąć gaz i ropa, co naruszy interes rosyjsko-niemieckiego Gazpromu. Norwegowie wprost oskarżają Rosję o cyberatak.

My na razie mamy do wyboru te dwie teorie spiskowe. Może należałoby jednak coś z tym zrobić?

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 07 kwi 2017, 22:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
PO, to nawet nie aktorzy kabaretu "Nienawiść i kasa", ale beznadziejnie głupie pajace, co wszem i wobec niejednokrotnie udowodnili, a dziś w sejmie potwierdzili.
Klasa polityczna?
To nie tylko, że nie klasa, ale nawet nie zerówka polityczna, to co najwyżej przedszkole polityczne dla dzieci niedorozwiniętych.


Mistrzowski tekst Beaty Szydło i sejmowa granda banda

Poszło, minęło, szkoda, że się w ogóle zaczęło, szkoda raczej dla opozycji, a już na pewno dla tych, którzy słuchali dziś "morderczego" dla rządu wystąpienia teoretycznego premiera. Moją uwagę w tej całej sejmowej debacie przykuł jeden, naprawdę ważny fragment z wystąpienia premier Beaty Szydło. Uważam, że był to fragment mistrzowski, w pełni oddający to, co rzeczywiście dzieje się w Polsce, co dzieje się z opozycją i co dzieje się na linii Prawo i Sprawiedliwość - wyborcy. Premier nawiązała do swojego niedawnego spotkania w Konecku w województwie kujawsko - pomorskim, na które przybyło kilka tysięcy osób. Mówiła o tym, że zadawano jej wiele pytań, pytań bardzo różnych, także trudnych, z którymi musiała się zmierzyć. Ale, jak zaznaczyła podczas wystąpienia, nikt z mieszkańców nie pytał o opozycję, nikt nie pytał ani o Platformę ani o Nowoczesną. Bo tak właśnie dziś jest, że poza pogardą i nienawiścią do Prawa i Sprawiedliwości oraz jej wyborców, nie ma nic, na zapleczu PO są tylko puste głowy bez konceptu, a jedyną bronią polityczną jaka ma opozycja przeciwko rządowi jest agresja i destrukcja państwa, jest powszechny chaos. Na destabilizacji Polski rządzonej przez Prawo i Sprawiedliwość, w sytuacji gdy następuje geopolityczna rekonstrukcja całego kontynentu, zależy przywoływanemu dziś przez Schetynę Putinowi, a także zachodnioeuropejskiej lewicy - od lewaków po chadeków. Platforma realizuje to zamówienie z zewnątrz jak może najlepiej, naprawdę się stara, a grad bredni i obelg, z ust Schetyny czy Neumanna, padał dziś co kilkanaście sekund. Za tą agresją kryje się programowa niemoc, brak jakiejkolwiek alternatywy dla rządu Beaty Szydło, chyba że za alternatywę uznamy powrót do "żeby było jak było".

W ślad za agresją Platformy czy Nowoczesnej podążają wyborcy tych partii. Kiedy spotykam się z nimi, słyszę jedynie obelgi pod adresem Beaty Szydło, Jarosława Kaczyńskiego czy szefa MON. Oni chyba naprawdę żyją w przekonaniu, że Polska się wali, że PiS wszystko robi źle. Towarzyszy temu autentyczna pogarda, więc nie ma pola do dyskusji. Uśmiecham się więc i proszę moich rozmówców, by na moment odłączyli się od GW i TVN, od propagandy zarówno z jednej jak i z drugiej strony, i pytam się, co im przeszkadza, tak na co dzień, w dzisiejszej Polsce, gdzie im się pogorszyło, gdzie widzą brak wolności i demokracji, w jakich sprawach PiS ich krzywdzi? Nie pada żadna odpowiedź, na ani jedno z tych pytań. Jest za to ciąg dalszy agresji, drwin z potknięć rządu, ale żadna, dosłownie żadna z tych osób, często dobrze wykształconych i inteligentnych, nawet nie zająknie się, że przecież moja Platforma ma świetny plan jak zrobić to czy tamto znacznie lepiej niż Prawo i Sprawiedliwość.

Jak by tego było mało, w tym ponurym elektoracie dezercji, który bezrefleksyjnie mija przystanek "Niepodległość", przeważa dziś absolutna indolencja jeśli chodzi o wagę naszej podmiotowości w Europie. Nie ma znaczenia dla tych ludzi, czy wywalczymy sobie w Europie należne nam miejsce, w którym - jak mówiła dziś celnie Pani Premier- to my będziemy nakrywać do stołu, a nie będziemy jedynie dopraszani z łaski do jakichś rozmów. Status kelnera, który może po uczcie coś dojeść z talerzy, to jest właśnie ta oryginalna wizja europejskiej Polski Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska. Kluczem, i miejscem na spór, jest oczywiście sposób dojścia do tej podmiotowej roli naszego kraju w Europie, o co warto się spierać, ale Platformie to nie w głowie, bo ona nie ma żadnej oferty. Stan umysłu - jedno wielkie zero. Przyjmować imigrantów ile dadzą, a potem patrzeć na takie tragedie jak dzisiaj w Szwecji. Właśnie dlatego nikt nie mówi o pomysłach opozycji bo ich nie ma, a jej wyborcy jedynie "drukują" przekazy dnia z Wiertniczej i Czerskiej. I tak zapewne pozostanie, ponieważ PO ma swoich fanatycznych wyznawców, sytych i zadowolonych, którym do szczęścia brakuje tylko owego "żeby było jak było".

Paradoksem w tym wszystkim jest to, że ten europejski elektorat jest potwornie zakompleksiony wobec Europy, gdyż uważa, że my ciągle jesteśmy jacyś tacy mali i prowincjonalni, a te nieszczęsne bachory od 500+ powinny siedzieć tak jak do tej pory w domu, a nie zażerać się w wakacje frytkami na plaży i mącić nastrój wystrojonym celebrytkom. Ktoś zapewne policzy, ile razy Grzegorz Schetyna użył dziś określeń typu "nie wiecie", "nic nie rozumiecie", taki był poziom jego argumentacji. Zamiast debaty mieliśmy zwykłą sejmową grandę bandę w wykonaniu PO. Bo jeśli chodzi o Pana Ryszarda, to chylę czoło: wygłosił przemówienie na miarę mistrza z Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu - Leninizmu (działał taki w PRL) - poprawa bytu, bytu poprawa, wszystkim poprawa. I jeszcze trafny strzał Pawła Kukiza o tym, że on też kocha Europę, ale nie można z nią uprawiać prostytucji. Wracając do socjologicznego spostrzeżenia Pani Premier, to trochę szkoda tych wyborców, wyznawców Tuska - ciągle karmią ich tym samym: nienawiść i agresja, danie za daniem, dzień za dniem ten sam zestaw, w końcu się porzygają od tej kuchni.

http://benevolus.salon24.pl/769493,mist ... anda-banda


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 11 maja 2017, 21:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Debata?
A jest z kim rozmawiać?
O czym?
O bzdurach totalniaków opozycyjnych wspieranych półgłówkami z Berlina i z Brukseli?


Żadnych debat - to pora na pracę a nie na debatowanie

Gdy obecnie coś czytamy czy słuchamy różnych rewelacji, to często przecieramy sobie odpowiednio oczy lub uszy ze zdziwienia. Czasami wybuchamy śmiechem, czasami opadają nam ręce z powodu bezmiaru buty, bezczelności i kłamstw. Powodem takiego stanu jest opozycja total(itar)na w poszukiwaniu koncepcji na przeżycie i walkę polityczną. Dotychczasowy żywot w opozycji przebiegał mniej więcej tak samo jak i czasy światłych rządów - to znaczy wszystko, za co przedstawiciele ancien regime’u się zabrali, kończyło się klapą (TK, KOD, próba puczu, awantury aborcyjne, feministki z czarnymi parasolkami, targowica i błagalne prośby o interwencje z zewnątrz). Blada rozpacz.

Długo nic się nie składało i marazm zalegał nad Wiejską i kilkoma innymi miejscami. No cóż - wcale nie jest prosto wymyślić coś nowatorskiego i skutecznego a przez 8 lat rządów wiele infernalnych pomysłów po prostu zużyło się. W ostatnich dniach wreszcie dosłownie aż zaiskrzyło się od idei. I tak na fali platformerskiej ofensywy zdumieni obywatele dowiedzieli się m.in., że PO już zawsze była przeciwko przymusowej relokacji uchodźców a teraz w ogóle jest przeciwna ich przyjmowaniu. Jeszcze ciekawszy okazał się jednak inny pomysł – to histeryczne krzyki o konieczności jakiejś bliżej nieokreślonej debaty.

Tak więc, ni z tego ni z owego, bez żadnej konkretnej przyczyny i jeszcze przed półmetkiem kadencji, opozycja wezwała PiS i Rząd do debaty. Nie bardzo wiadomo, co to miałaby być za debata i jaki miałby być jej charakter. W ogóle nie bardzo wiadomo, po co i dlaczego. Owszem, debaty są przyjęte w naszej kulturze politycznej przed wyborami – służą temu, żeby wyborcy mieli okazję poznać programy i kandydatów. No ale do wyborów ponad dwa lata, społeczeństwo wybrało właśnie rząd i określony program a debaty ma akurat za sobą. Po co miałaby się odbywać jakaś debata po debatach i po wyborach – nie bardzo wiadomo.

I dlatego jako wyborca mówię stanowcze NIE wszelkim podobnym pomysłom. Żadnych debat z kimkolwiek tylko dlatego, że tak się komuś chce i brakuje mu pomysłów na przeżycie. W czasach rządów PO-PSL władza zupełnie nie była skora do rozmawiania z kimkolwiek. Po przejściu do opozycji w szczególności PO i Nowoczesna te też cały czas pokazywały, że ich jedyną intencją nie jest prowadzenie merytorycznej dyskusji a obalenie legalnie wybranych władz – czy to za pomocą ulicy czy zagranicy. A poza tym wszystko jest banalnie proste – idąc do wyborów wybraliśmy posłów (i senatorów), po to, żeby debatowali o poszczególnych sprawach w Sejmie i w Komisjach Sejmowych. I to są stosowne miejsca do poważnej debaty w środku kadencji. Rząd wybraliśmy zaś po to, żeby rządził. I właśnie za to członkowie rządu pobierają wynagrodzenie a polski podatnik za to im płaci. I gdy kadencja dobiegnie końca rozliczymy ich z tego.

A na debatowanie przyjdzie czas w okresie kampanii wyborczej – wszystko jest zresztą uregulowane odpowiednimi przepisami. I wtedy będzie pora na ustosunkowanie się obywateli do poszczególnych polityków i ich działań i na poznanie ich właśnie poprzez debaty. Teraz nie jest pora debat tylko pora pracy dla rządu i partii rządzącej. Dla opozycji powinna to być pora opracowywania własnych programów ale o normalnej i odpowiedzialnej opozycji i jej normalnej pracy chwilowo można najwyżej pomarzyć, niestety.

I tyle na temat, więcej nie ma tu nic do dodania i to bez względu na to, jak głośno i kto będzie do tego niewydarzonego pomysłu wzywać. Jednym słowem - teraz żadnych debat a wszystko we właściwym czasie.

11 maja 2017 r.

http://leonarda.salon24.pl/777799,zadny ... ebatowanie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 17 maja 2017, 16:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Co to tak tu brzydko pachnie ?

W tygodniku “Do Rzeczy” spory 4-stronicowy wywiad z Janem Pietrzakiem. Nie znalazłem w nim ani jednej rzeczy, pod którą nie mógłbym się podpisać rękami i nogami. Nic dziwnego – Jan Pietrzak to uosobienie polskiej walki o wolność od komuny, a także postkomuny, to chodząca kronika historii Polski. No i ta niesamowita sprawność umysłu.

Po opublikowaniu i przeczytaniu takiego wywiadu należałoby zamknąć gazety, wyłaczyć internet oraz telewizje, bo wszystkie takie instytucje nie wniosą nic nowego ponad to, co powiedział Pietrzak. Nic dodać, nic ująć. A dopóki nie pojawi się coś nowego, zajmowanie się czymkolwiek innym, to strata czasu.

Jak z tego widać i z czego Państwo nie zdajecie sobie zapewne sprawy, wpadliśmy jako społeczeństwo, albo i cywilizacja w pułapkę. Zajmujemy się sprawami zbędnymi, młóceniem słomy. Zajmujemy się produktami rozkładu systemu i dziwimy się, co to tak tu tak brzydko pachnie.

Zostawmy więc komentowanie tego, co niezbyt fortunnie określamy mianem polityki polskiej, fachowcom takim jak Pietrzak. Bo czy ktoś inny potrafiłby tak pięknie sformułować rady programowe dla opozycji?

“Debatuj sobie Grzechu
z Muchą dla śmiechu.
z Neumanem nad ranem
z Budką nad wódką,
z Nitrasem pod lasem,
z Kopaczką w wykopie,
z Tuskiem w Europie
i nie nudź nas, chłopie.”

16 maja 2017 r.

http://zetjot.salon24.pl/778896,co-to-t ... ko-pachnie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 26 maja 2017, 08:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Nadchodzi czas pokoju

Felieton • Radio Maryja • 25 maja 2017

Szanowni Państwo!

Wszystko wskazuje na to, że zbliża się czas pokoju. Przede wszystkim wskazuje na to popularne i dzisiaj porzekadło starożytnych Rzymian: si vis pacem – para bellum, co się wykłada, że jeśli chcesz pokoju - szykuj wojnę. Zatem kiedy prezydent Donald Trump podczas swojej wizyty w Arabii Saudyjskiej doprowadził do kontraktu na sprzedaż temu państwu amerykańskiej broni za 110 miliardów dolarów, to nie ulega wątpliwości, że właśnie nadchodzi czas pokoju. Skoro Arabia Saudyjska zakupi w Ameryce tyle broni, to będzie musiała zrobić z niej jakiś użytek, to chyba jasne? A jaki można zrobić użytek z broni, jak nie użyć jej do walki o pokój? Tak właśnie odpowiedziało swemu słuchaczowi Radio Erewań. Zaniepokojony słuchacz zadzwonił do tej rozgłośni pytając, czy będzie wojna. Radio Erewań odpowiedziało, że wojny nie będzie, ale za to rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu. Warto tedy zwrócić uwagę, że Arabia Saudyjska wspiera bronią i pieniędzmi bezbronnych cywilów, walczących z syryjskim tyranem o demokrację. Wprawdzie Arabia Saudyjska u siebie demokracji nie wprowadza, ale Syria, to co innego. W Syrii demokracja powinna zwyciężyć przynajmniej z jednego powodu. Otóż bezcenny Izrael jest zaniepokojony irańskim programem atomowym i to nawet nie dlatego, że się boi, iż Iran zaraz następnego dnia po skonstruowaniu bomby atomowej, rzuci ją na Izrael, tylko dlatego, że wtedy o broń jądrową postara się właśnie Arabia Saudyjska, Turcja, a być może również Egipt. - I kto wtedy chciałby mieszkać w Izraelu? - pytał retorycznie pewien izraelski polityk. Święta racja – ja bym nie chciał. Ale chociaż prezydent Trump nie sprzedał Arabii Saudyjskiej bomby atomowej, to przecież i zwykłą bronią, zwłaszcza za tyle pieniędzy, też można nieźle nawywijać. Oczywiście jeśli Arabia Saudyjska użyje tej broni, to tylko w walce o pokój, ale warto przypomnieć, że walczy ona o pokój między innymi z Izraelem. To znaczy – nie bezpośrednio, Boże uchowaj, tylko za pośrednictwem jak nie bezbronnych cywilów, to rozmaitych innych bojowników. W tej sytuacji jest całkiem możliwe, że część broni zakupionej za 110 miliardów dolarów w Ameryce, trafi potem właśnie w ręce takich bojowników, którzy nie mogą się już doczekać sprawiedliwego pokoju. Izrael ma zatem dwie możliwości; albo zamówić w Ameryce jeszcze więcej broni, na przykład – za 220 miliardów dolarów, które dodatkowo wydrukowałaby mu Rezerwa Federalna – i przekazać ją swoim bojownikom, albo przenieść się w jakieś spokojniejsze miejsce, na przykład – do Środkowej Europy. Wprawdzie tam też bywało niebezpiecznie, ale teraz sytuacja jest zupełnie inna i żadnego niebezpieczeństwa nie ma. Poza tym w stosunku do niektórych krajów Europy Środkowej, między innymi – w stosunku do naszego nieszczęśliwego kraju – Izrael i organizacje żydowskie wysuwają roszczenia majątkowe. W przypadku ich zrealizowania obdarowani takim majątkiem szczęśliwcy mogliby zyskać w krajach Europy środkowej status szlachty – więc pokusa może być trudna do odparcia. Czy nie to właśnie miał na myśli Henry Kissinger mówiąc w 2014 roku, że za dziesięć lat Izraela już nie będzie? Może na Bliskim Wschodzie, ale to nie znaczy przecież, że nie będzie go nigdzie. Henry Kissinger coś tam o polityce musi wiedzieć, jako że był dyplomatą światowej rangi, ale właśnie dlatego musimy pamiętać, że dyplomacja służy nie tyle wyrażaniu, co ukrywaniu myśli. Toteż i w tym przypadku mogło chodzić o ukrycie myśli, a właściwie nie tyle myśli, ile planów stopniowego przenoszenia bezcennego Izraela do Europy Środkowo-Wschodniej – na przykład na żyzne obszary Ukrainy i naszego nieszczęśliwego kraju. Podczas listopadowej wizyty polskiej delegacji rządowej w Izraelu proklamowano coś w rodzaju strategicznego partnerstwa między obydwoma krajami i pragnienie zbliżenia. Wyekwipowanie Arabii Saudyjskiej w tak potężny zastrzyk broni może sprzyjać zbliżaniu Izraela do Polski i dopiero na tym tle lepiej rozumiemy nie tylko rozwój studiów judaistycznych na wielu polskich uniwersytetach – bo przecież sfinalizowanie zbliżenia będzie wymagało wielu wykwalifikowanych tłumaczy i różnych funkcjonariuszy, którzy miejscowym obywatelom wytłumaczą, co i jak mają robić, żeby było dobrze – ale również intensywną pedagogikę wstydu, uprawianą wobec ludności tubylczej przez środowisko „Gazety Wyborczej”. Jak wiadomo, zmierza ona do wpojenia ludności tubylczej poczucia winy, dzięki czemu można będzie utrzymać spokój społeczny bez uciekania się do drastycznych metod znanych z czasów stalinowskich. Wprawdzie niektórzy obawiają się, że pokój będzie straszny, ale – po pierwsze – jeszcze się taki nie urodził, żeby wszystkim dogodził, a po drugie – po latach do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3943


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 05 cze 2017, 17:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Tam islamiści. U nas komuniści

Po kolejnym i zapewne nie ostatnim zamachu w Londynie przeczytałem w sieci, że rząd brytyjski powiedział wreszcie "dość". Niestety, "dość" po angielsku to chyba nie to samo co po polsku. Zresztą, proszę przeczytać słowa angielskiej premier. Mogą czy nie mogą one wzbudzić w Polsce uśmiechu politowania? "Terrorystów łączy islamski ekstremizm, przekonanie, że nasze wartości są niekompatybilne z islamem. Pokonanie tego to jedno z największych wyzwań naszych czasów. Nie wygramy jedynie poprzez akcje antyterrorystyczne i interwencje wojskowe. Musimy jeszcze przekonać ludzi, że nasze wartości to brytyjskie wartości pluralizmu. W naszym kraju istnieje zbyt duże przyzwolenie dla ekstermizmu. Nie będziemy go dłużej tolerować."

Tyle premier May. Żałosne to moim zdaniem, sztuczne i bez przyszłości, prawda? Ech...gdyby tak rządziła Anglią Margaret Thatcher... ale wtedy Niemcy nie były jeszcze in europa uber alles, a i ona sama już od dawna nie żyje, szkoda. Cóż więc pozostaje obecnej szefowej rządu brytyjskiego, pani May? Pozostaje jej jedynie wdzięczne mydlenie oczu Anglikom lub wygrawerowanie sobie na czole Półksiężyca, bo na pszczołę jest już raczej chyba za późno. Zdaje mi się także, że w Izbie Gmin brakuje polskich lektorów, bo gdyby tam byli, zaraz by przetłumaczyli wystąpienie prezesa PiS, który stwierdził jasno i dobitnie, że wypowiedziano Europie wojnę, dlatego wroga należy zdławić metodami politycznymi a jak trzeba także i innymi. Tymczasem Brytyjczycy lecą jakimś "pluralizmem" jak kiedyś podlatywał Wałęsa. Tak więc oni mają dzisiaj w nadmiarze islamistów, a my dzięki Wałęsie... komunistów.

Jedni i drudzy (komuniści i islamiści) są do siebie wbrew pozorom bardzo podobni ideologicznie, chociaż odcień skóry posiadają z reguły inny. Obie te swołocze bandy walczą bowiem na całego z chrześcijaństwem. Przy czym bandyci w turbanach przeszli już jakiś czas temu na wyższy poziom wtajemniczenia, poziom partyzantki miejskiej. Naszym rodzimym jeszcze to nie jest w głowie, ale kto wie, czy nie zaczną się też wysadzać z głębokiej rozpaczy, kiedy się dowiedzą że PiS wygrał kolejne wybory.

Trochę żartobliwie to piszę, ale nic tu akurat nie ma do śmiechu, bo... przysłowiowy Cyba nie śpi, a politycy Platformy z Wałęsą do spółki sami nawoływali nie tak dawno jeszcze do wywołania puczu, do linczu, do obalenia siłą legalnie wybraną władzę, do walenia jej deską po głowie, do zmuszania by ludzie wyskakiwali z okien. Niemniej mimo to, w Polsce jest całkiem, całkiem spokojnie, chociaż pro islamskich wariatów i u nas jak wiadomo nie brakuje, dlatego aby nie doszło do jakiejś muslim wtopy, powinniśmy tych wszystkich naszych wariatów w ramach resocjalizacji wysyłać koniecznie na przymusowy wolontariat do arabskich krain. Takiej Julce Palmer czy Rajderowi bardzo by się tam spodobało. Szczególnie Julce.

Tymczasem dzięki serii zamachów w Anglii nawet pro islamski papież Franciszek jakby przycichł z przekazem do Europejczyków, że muzułmańscy uchodźcy vel najeźdźcy mogą nas tylko kulturowo ubogacić. Bez przesady. Nas Polaków nie muszą. Na polach lednickich zebrało się ostatnio kilkadziesiąt tysięcy młodych chrześcijan i było fajnie i było bezpiecznie. Niewygodne info pyta w związku z tym: czy taka impreza byłaby możliwa również na Zachodzie? Odpowiadam: nie byłaby możliwa i prawdopodobnie przez najbliższe 25 lat nie będzie. Europa wydała bowiem na siebie okrutny wyrok i raczej się spod jego ciężaru nie wywinie, chyba że nieznani nam z nazwiska Niemcy, jak to napisał bloger Gargangruel, już się spotkali przy piwie w jakiejś monachijskiej piwiarni, aby rozważyć kolejne ostateczne rozwiązanie...

A u nas? A u nas jak dał kiedyś do zrozumienia Polakom krakowski poeta: chociaż wszędzie wojna, nadal polska wieś zaciszna, nadal polska wieś spokojna. I oby tak zostało na wieki wieków. Głosujmy zatem na PiS.

http://zefirek.salon24.pl/783705,tam-is ... -komunisci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 25 cze 2017, 14:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Emigranci i państwa łupieskie

Wśród coraz to nowszych doniesień o kolejnych zamachach i aktach terroru w Europie kompletnie umyka sprawa podstawowa, czyli zaszłości historyczne.

Państwa atlantyckie to państwa łupieskie, od czasu odkrycia nowych dróg wodnych i zbudowania odpowiednich statków zajmowały się przez stulecia grabieżą i handlem niewolnikami, tudzież wszystkim, co można było wywieźć z kolonii. Nota bene te tzw. kolonie to był po prostu sztuczny podział reszty świata na strefy łupiestwa tych państw. Całe ich bogactwo od tego się zaczęło, o ten podział toczyli przez stulecia wściekłe wojny, łącznie z I wojną światową.

Uwolnienie kolonii spowodowało dokładny bardak, zwłaszcza w Afryce, gdzie istniejące granice nigdy nie miały niczego wspólnego z autentycznymi podziałami etnicznymi, plemiennymi itp., natomiast po odejściu kolonizatorów stworzyły pole do nieustających wojen, krwawych reżimów i wyniszczenia kontynentu. To jest bardzo na rękę byłym kolonizatorom, bo Afryka to kraj bogaty w przeróżne surowce i kopaliny, więc założono, że po co sobie brudzić ręce – niech się sami wymordują.

Obecny exodus dawnych niewolników do krajów swoich kolonizatorów to skutek wielu set lat grabieży - i dobrze im tak!

PS. Wszystkim, którzy tu zaraz przylecą i powiedzą, że Polska kolonizowała Ukrainę, odpowiadam grzecznie, że dawną Ruś skolonizowali Tatarzy. Po ich odejściu/rozpadzie Ordy Polska weszła bez wojny na zniszczone, opuszczone ziemie i pomagała w zagospodarowaniu – uczcie się własnej historii, drogie dzieci Soso!
Np. tego, że stary Sztokholm zbudowano za dobra, które Szwedzi zrabowali w Polsce podczas tzw. najazdu szwedzkiego, po którym Polska już nigdy się nie podniosła do dawnej świetności ekonomicznej. A Niemcy hitlerowskie znakomicie się wzbogaciły na grabieży polskich dóbr, w tym prywatnych obywateli, zwłaszcza Żydów. Po czym część tego zrabowanego ukradła Armia Czerwona, a amerykańscy Żydzi chcą, żebyśmy im za to zapłacili.
Jesteśmy jak pochyłe drzewo, na które wszystkie kozy skaczą i czas najwyższy z tym skończyć. To nie nasze piwo i nie będziemy tego świństwa „solidarnie” wypijać.

Opublikowano: 19.06.2017 15:47.

http://eska.salon24.pl/787252,emigranci ... -lupieskie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 30 cze 2017, 09:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Cytuj:
Emigranci i państwa łupieskie
Obecny exodus dawnych niewolników do krajów swoich kolonizatorów to skutek wielu set lat grabieży - i dobrze im tak!


Najazd kolorowych na Europę nie ma nic wspólnego z epoką kolonialną. Wiemy, kto za tym stoi.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 16 lip 2017, 12:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Chcąc dotrzeć z przekazem do mniej rozgarniętej grupy ludzi, wychowanych na medialnym przekazie IIIRP, siłą rzeczy trzeba rozpocząć przekaz od tych samych metod, aby być przez ogół zrozumianym. Mądry wie dlaczego tak się dzieje i przyjmuje to ze spokojem. Zresztą i bez mediów, gołym okiem widać panikę gangów i band rządzących dotąd Polską, więc znaczy to, że dzieje się dobrze.
Mniej mądry posłucha tu, posłucha tam i też mu się w końcu oczy otworzą i ... przejrzy.


Macie pretensje do TVP? Ja też. Ale...

To nie tylko moje spostrzeżenie. Moi przyjaciele z kraju i z zagranicy są zniesmaczeni TVP i oczywiście komunikują mi te uwagi z wyrzutem. Ja tę troskę podzielam, ale...

Tłumaczę, że TVP jest telewizją rządową i zawsze taka była z definicji. Różnica jest taka, że za Platformy Obywatelskiej z powodu tej wyżej wspomnianej definicji pokazywała dokonania rządu, nawet gdy ich nie było, manipulowała, kłamała oraz robiła mnóstwo innych machinacji, które nie były potrzebne, bowiem każda inna telewizja w PRL BIS robiła to samo a nawet więcej.

Dzisiaj, ta każda inna telewizja trzymająca nas w PRL BIS nie zaprzestała swojej ideowej działalności, bo niby dlaczego miałaby to robić a TVP także swojego zadania nie porzuciła i nadal chwali rząd.

Wspomniana różnica polega na tym, że obecnie na tle wszystkich innych stacji, TVP siłą rzeczy wydaje się być nachalna. Bo jeśli TVN, TVN24, Polsat, Polsat News, Superstacja i ich córy w wielu odmianach kłamią na przykład, że badania rękopisów Bolka nie są jednoznaczne, to ta biedna w swoim obowiązku Telewizja Publiczna musi temu przeczyć w tej samej ilości przekazu. Musi całymi dniami zaprzeczać kłamstwom nie jednej stacji ale wszystkim stacjom.

Musi mówić o osiągnięciach rządu, bo jest jedyna, która to robi. Znikąd, prócz niej, o tych osiągnięciach się nie dowiemy.

Tak, TVP jest nachalna w swoim przekazie. Ale nie kłamie! Nie manipuluje! Nie obraża! Podaje fakty, obnaża, zatruwa prawdą...

A że robi to łopatą?

Do "wykształconych z wielkich miast" widocznie tak trzeba się zwracać.

Może pojmą.

Opublikowano: 15.07.2017 19:30

http://673527.salon24.pl/793566,macie-p ... ja-tez-ale


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 07 wrz 2017, 09:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Totalna opozycja chce być rzecznikiem Berlina

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Coraz więcej mówi się o reparacjach wojennych dla Polski. Niedawno minister Mariusz Błaszczak przedstawił wyliczenia, z których wynika, że Niemcy są winni Polsce bilion dolarów amerykańskich, tygodnik „Sieci” pisał o 6 bilionach. Minister Witold Waszczykowski wczoraj informował, że rząd będzie pracował nad tą sprawą, choć potrzeba jeszcze trochę czasu na wypracowanie konkretnego stanowiska. Dlaczego jest to dla nas ważne?


Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, PiS: Ta kwestia ma dla nas fundamentalne znaczenie tak naprawdę w czterech wymiarach: moralnym, historycznym, finansowym i politycznym.


Po pierwsze, Niemcy wciąż mają coś, co sami określali kiedyś jako „Deutsche Schuld”, czyli „niemiecki dług” wobec Polski za piekło II wojny światowej. W sytuacji, gdy coraz częściej uciekają od moralnej odpowiedzialności za tę wojnę, warto o tym przypominać. Taki jest wymiar moralny. W wymiarze historycznym kwestia reparacji ma bardzo istotne znaczenie, ponieważ niemiecka polityka historyczna, zwłaszcza w ostatnich kilkunastu latach opierała się na pokazywaniu, że Niemcy też są ofiarą tej wojny i że przecież były tzw. wysiedlenia przymusowe Niemców, które skądinąd zresztą stanowiły efekt decyzji aliantów, a w ogóle to wszystko wina nazistów nie wiadomo jakiej narodowości, a nie Niemców. Dzieje się to w sytuacji, gdy cały czas, na czele z byłym prezydentem USA, Barackiem Obamą, powtarza się brednie o „polskich obozach śmierci” oraz gdy zgodnie z prawem niemieckim nie można rekonstruować niszczejących baraków obozów koncentracyjnych, znajdujących się na terenie Niemiec, pod pozorem „zachowania stanu pierwotnego”, co oznacza, że za kilkadziesiąt lat okaże się, że nie ma żadnych pozostałości po obozach niemieckich, zostaną za to zachowane niemieckie obozy na terenie Polski.


Również kwestia wspomnianych przez Pana „polskich obozów” jest podnoszona coraz częściej. Strona polska coraz częściej walczy z tym kłamliwym sformułowaniem powtarzanym w zachodnich mediach


W sytuacji takiej ofensywy Niemców, jeżeli chodzi o politykę historyczną, prób uczynienia z Polaków współsprawców Holokaustu, trzeba tym bardziej przypominać o tym, że to właśnie Niemcy wywołali II wojnę światową, że to Niemcy napadli na Polskę i to Niemcy odpowiadają za gigantyczne straty poniesione przez Polaków. Mowa nie tylko o stratach materialnych, ponieważ w czasie II wojny procentowo ponieśliśmy jako Polska najwięcej strat ze wszystkich narodów. Z rąk niemieckich zginął co 6 obywatel Rzeczypospolitej.


Do tej pory kwestia reparacji nie została rozwiązana. Pojawia się zresztą jej czwarty wymiar, czyli polityczny. W sytuacji, gdy Polska jest atakowana w Unii Europejskiej, gdy straszy się nas zamrożeniem funduszy UE, jeśli nie przyjmiemy imigrantów spoza Europy, głównie zresztą muzułmańskich to podniesienie tematu reparacji jest wartością samą w sobie.


W ubiegłym tygodniu dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, powołując się na opinię ekspertów Bundestagu, pisał, że polskie roszczenia reparacyjne wobec Niemiec są nieuzasadnione i utraciły swoją moc. Sprawa będzie trudniejsza, niż się wydaje?


Zupełnie inaczej interpretujemy te ekspertyzy. Eksperci Bundestagu stwierdzili, że zrzeczenie się przez Polskę reparacji nastąpiło w wyniku domniemanej „ milczącej „ zgody. Nie ma jednak żadnych dokumentów, ani z czasów PRL ani z okresu III RP, że Polacy zrzekli się reparacji. Niemcy nie byli w stanie nic takiego znaleźć w swoich archiwach . Jest za to uchwała polskiego Sejmu odnośnie „ reparacji” z 2004 roku. To, co pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, nie jest więc żadną podstawą prawną, to czysta publicystyka. Niemieckie gazety zresztą zawsze będą bronić niemieckiego rządu. Tym, niestety, różnią się od dużej części prasy w Polsce, która gdy chodzi o politykę zagraniczną RP często uderza w rząd. Generalnie, niemiecka prasa jest rzecznikiem swojego rządu i stawia propagandową tamę tym polskim wysiłkom reparacyjnym podejmowanym na razie na forum bilateralnym. Jeżeli Niemcy nie zechcą poważnie rozmawiać umiędzynarodowimy ten problem . Będziemy podnosić tę kwestię w Parlamencie Europejskim, będziemy organizować publiczne wysłuchania, czynić z tego przedmiot debaty.. Mamy więc szereg instrumentów zarówno w Parlamencie Europejskim, jak i w innych instytucjach międzynarodowych.


Część opozycji w Polsce uważa, że tego rodzaju żądania ze strony polskiego rządu to przejaw retoryki antyniemieckiej i kolejna próba „wyprowadzania Polski z UE”. Z kolei od premier Beaty Szydło czy części ministrów w jej rządzie słyszymy, że Polska po prostu upomina się o sprawiedliwość. Czy to rzeczywiście osłabianie Polski, skłócanie z Niemcami, czy może raczej próba wzmocnienia naszej pozycji na forum UE?


To niewyobrażalne, żeby np. w Izraelu opozycja mówiła, że domaganie się od Niemców odszkodowań za Holokaust, szkodzi relacjom izraelsko-niemieckim. To byłoby absurdalne. Dlatego, jeżeli dziś część opozycji w Polsce ściga się o funkcję „rzecznika rządu z Berlina”,choć urzędującego w naszym kraju, to jest to skandal niewyobrażalny w porównaniu z propaństwową opozycją w krajach Europy Zachodniej. Wydaje mi się, że Polacy bardzo surowo oceniają tego rodzaju działania totalnej opozycji, a pokazuje to chociażby spadek w sondażach. Widać, że w Polsce dominują nastroje patriotyczne. Myślę, że takie wypowiedzi ze strony opozycji, fakt, iż z nienawiści do polskiego rządu wybranego w demokratycznych wyborach, jest gotowa kooperować z innymi państwami przeciwko naszym narodowym interesom ekonomicznym i politycznym są bardzo źle przyjmowane przez Polaków. Jest to zjawisko żenujące moralne, ale też świadczące o całkowicie złej woli i zaniku u opozycji szacunku dla własnego państwa.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

* wywiad dla portalu Fronda (05.09.2017)

https://www.salon24.pl/u/ryszardczarnec ... em-berlina


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 24 paź 2017, 18:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Myśli luźno zebrane

Rozumiem opozycję. Nawet ja nie spodziewałam się, że będzie tak dobrze, bo powiedzmy szczerze, różnie bywało. No, ale jak Prezes nie musi się szarpać z koalicjantami to jednak łatwiej. Pierwsza partia, która dotrzymuje zobowiązań! Daje te straszne 500+ a "piniędzy" jak mówi Rostowski nie zabrakło. Do tego każdy tydzień rządów uświadamia jak strasznie okradano państwo.

W tych okolicznościach przyrody widzę, że konwencje partyjne nie pomogą. KTO o zdrowych zmysłach kupi produkt, o którym sami producenci mówią, że był niesmaczny, drogi, a u niektórych powodował wymioty? Kiedy usłyszałam z ust Schetyny o "nowym OFE" to dostałam ataku śmiechu. To tak, jakby złodziej zachęcał nas do kupienia nowej biżuterii, aby znowu mógł coś ukraść. No więc Platforma nie ma wyjścia. Musi pójść drogą Unii Wolności.To znaczy znaleźć jakiś sponsorów, jakiegoś nowego, przystojnego, cholera wie skąd wytrzaśniętego (ale w końcu Polska duży kraj) i założyć Szalupę Ratunkową. Oczywiście wszystkich brać na pokład nie można, bo publisia się zorientuje, ale wielu mniej znanych się upchnie. Reszta zostaje i radzi sobie jak może - w końcu w opozycji też da się żyć.

Taki numer robi się na pół roku przed wyborami i takim numerem była Nowoczesna. Niestety Rysio P. wyglądał ładnie i europejsko, ale lider to nie modelka i jeszcze musi mówić. A co pan P.otworzył usta to wtopa. Madera to już był tylko gwoźdź do trumny.

No i w tych okolicznościach przyrody nasi prawicowi dziennikarze nie bardzo mają co robić. Ja też - więc po prostu rzadko piszę, ale oni muszą. I zaczynają tworzyć jak ja to mówię życie pozaumysłowe, albo brać się za łby. Mają znajomych jakich mają, nawet gdyby pojechali poza Warszawę to kto z nimi porozmawia szczerze? Chyba tylko taksówkarz i to wtedy, kiedy nie pozna.

A tzw szary obywatel nawet nie ma pojęcia co to jest KRS, TK ani nie śledzi fajfów u Prezydenta, bo on w tym czasie zaczyna wieczór po ciężkim tygodniu pracy. Albo jeszcze tego tygodnia nie kończy. Jak by go przycisnąć, to okaże się, że przez ten paszport w szufladzie nawet na zabitej wsi wie doskonale czego mu brakuje. Sam musi ograniczać swoje marzenia, bo wie, że nie od razu Kraków zbudowano. Więc zrozumie, że na nową drogę trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Ale likwidowanie papierkologii stosowanej? Do tego za jego pieniądze? Prezes obiecywał ograniczenie liczby urzędników. Nie przez wyrzucanie na bruk, ale przez tzw naturalne ruchy kadrowe. Ludzie odchodzą sami, przechodzą na emeryturę itp. Po dwóch latach powinno to być już widoczne, a nie jest. Minister Błaszczak wydał rozporządzenie ( a więc to takie proste!) , że na terenach objętych nawałnicami zamiast zezwoleń wystarczy zgłoszenie, a tam gdzie zgłoszenie nie trzeba nic. Czy nie może być tak zawsze i wszędzie? W końcu jak dach na moim ganku się zawali to ja będę stratna, a jak przy okazji kogoś uszkodzi to prokurator mnie wezwie. Zgłoszenie chęci budowy niczego tu nie zmienia, jeszcze jeden papierek, który przewracają urzędnicy w starostwie. Takich przykładów pełno, a każdy wkurza obywatela. Naprawdę wiele można załatwić od ręki i bezpieniężnie, a ludzie odetchną.

Opublikowano: 24.10.2017 18:07.

https://www.salon24.pl/u/ufka/817560,my ... no-zebrane


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 02 lis 2017, 11:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30921
Ku większej szczęśliwości

Felieton • Radio Maryja • 2 listopada 2017

Szanowni Państwo!

Podczas gdy na świecie dzieją się wielkie rzeczy, to znaczy – wielka polityka, w naszym nieszczęśliwym, to znaczy oczywiście szczęśliwym, jakże by inaczej, ale jakoś tak nie do końca – więc w naszym kraju mają miejsce wydarzenia mniejszego może kalibru, ale też ważne. Jak to mówią – wedle stawu grobla. Tedy niemiecki prezydent Walter Steinmeier podczas niedawnej wizyty w Moskwie wyraził pragnienie zacieśnienia stosunków z Rosją, by oba kraje przybliżyły się do siebie jeszcze bardziej z „oddalenia”, jakie pojawiło się między nimi w ostatnich latach. Niczego innego nie pragnie również prezydent Putin, więc pewnie tak właśnie będzie, zwłaszcza, że i Niemcy i Rosja muszą jakoś odpowiedzieć na projekt „Trójmorza”, który w dodatku uzyskał poparcie samego prezydenta Dolanda Trumpa. A najlepszą odpowiedzią może być zacieśnienie strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, wcale nie jest pewne, czy do realizacji projektu „Trójmorza” w ogóle dojdzie, bo jak dotąd nic na to nie wskazuje, podczas gdy strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie jest faktem i to w dodatku takim, który wyznacza ramy europejskiej polityki. W tych właśnie ramach mogą sobie egzystować państwa mniej wartościowe, do których, jak wiadomo, zalicza się również nasz nieszczęśliwy kraj. To znaczy oczywiście szczęśliwy, jakże by inaczej, ale jakoś tak nie do końca.

Nie do końca, no bo jakże tu mówić o szczęśliwości, kiedy pan prezydent nie może dojść do porozumienia z panem prezesem Kaczyńskim w sprawie reformy sądownictwa? Jeśli tego porozumienia nie będzie, to nie będzie też żadnej reformy i wszystko zostanie po staremu, ku radości niezawisłych sędziów, co to wyemancypowali się ze wszelkiej podległości jakiemukolwiek konstytucyjnemu organowi państwa które ma im tylko płacić. Bardzo możliwe, że o to właśnie chodzi, bo przecież pamiętamy, że pan prezydent ogłosił zamiar zawetowania ustaw sądowych po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią, która też może być zainteresowana pogłębieniem stanu anarchii w Polsce, podobnie jak w XVIII wieku Katarzyna II, której portret ozdabia gabinet Naszej Złotej Pani w Berlinie. Jakby tego było mało, to w dodatku wkraczamy w kolejny etap protestu lekarzy-rezydentów, do którego zresztą dołączają pomału pozostałe zawody medyczne, a także pewna starsza pani, która w dodatku odgraża się, że będzie protestowała „aż do końca”. Trudno powiedzieć, kiedy ten „koniec” nastąpi, bo nowy etap protestu polega na tym, że lekarze zaprzestają głodówki, tylko się odgrażają, że nie będą pracowali dłużej, niż 48 godzin tygodniowo. Z pewnością nie jest to ostatnie słowo i jak tak dalej pójdzie, to pewnie doczekamy się sytuacji opisanej w wierszu pod tytułem „Wiosna poety proletariackiego”, w którym czytamy: „I znowu wiosnę widzą me klasowo nastawione oczy. Precz z rządem! Wiwat KPP! I półgodzinny dzień roboczy!” „Półgodzinny dzień roboczy”. Czy to nie jest program dla partii opozycyjnych? Gdyby pan Grzegorz Schetyna był jeszcze mądrzejszy, niż jest, to właśnie pod tym znakiem by zwyciężał złowrogi rząd Prawa i Sprawiedliwości, przeciwko któremu spalił się niedawno mieszkaniec Niepołomic Piotr S. Przeciwników obecnego rządu jest oczywiście znacznie więcej, ale jakoś żaden z nich nie chce pójść w ślady pana S. Wolą palić mu tylko znicze, co jest niewątpliwie bezpieczniejsze, ale skłania do podejrzeń, iż te spontaniczne protesty nie do końca są szczere, tylko stanowią rodzaj zatrudnienia. Kiedy w grudniu ubiegłego roku byłem w Nowym Jorku, przez który jedna za drugą przeciągały demonstracje przeciwko prezydentowi Donaldowi Trumpowi, to wpadła mi w ręce ulotka werbująca ochotników na te demonstracje stawką 18 i pół dolara za godzinę. Wszyscy mówili, że płaci za to stary finansowy grandziarz Jerzy Soros, który ostatnio wyłożył aż 18 miliardów dolarów na takie rzeczy. Ciekawe, według jakich stawek demonstrują nasi obrońcy demokracji i praworządności. Pewnie trochę niższych, jak to u nas – ale to może najlepiej wiedzieć pan Aleksander Smolar, który w ramach Fundacji Batorego rozprowadza rozmaite jurgielty. Ciekawe, czy stawka 18,5 dolara za godzinę zadowoliłaby protestujących lekarzy-rezydentów. Przy 48-godzinnym tygodniu pracy dawałoby to prawie 13 tys. złotych miesięcznie. Daj Boże każdemu, więc może zamiast snuć rzewne opowieści o przychylaniu nieba pacjentom, w następnym etapie rozpocząć głodówkę w obronie demokracji i praworządności? Wtedy można by już głodować komfortowo, to znaczy – tylko w przerwach między posiłkami, o które stary finansowy grandziarz pewnie też by zadbał, podobnie jak na obydwu ukraińskich Majdanach, gdzie było i pieczone i smażone, a i pół litra też się znalazło. W takiej sytuacji poziom szczęśliwości w naszym kraju natychmiast podniósłby się jeszcze bardziej, niż stopa wzrostu gospodarczego, a przecież o to wszystkim chodzi.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4062


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 201 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /