Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 201 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 05 sie 2015, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Bóle porodowe świetlanej przyszłości

Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 31 lipca 2015

Co z tą Polską? To znaczy – co się dzieje z naszym nieszczęśliwym krajem, co z nim będzie? Nie wiadomo nawet, czy na to pytanie mógłby odpowiedzieć znany z żarliwego obiektywizmu pan redaktor Tomasz Lis, bo przecież wiadomo, że jak trzeba się naprawdę dowiedzieć zarówno co jest, a zwłaszcza – co i jak będzie, to resortowa „Stokrotka” nie wzywa na przesłuchanie pana red. Tomasza Lisa, być może dlatego, że on jej nie podlega, tylko zaprasza pana generała Marka Dukaczewskiego, a gdy sprawa jest poważna – nawet w towarzystwie generała Gromosława Czempińskiego. To znaczy – nie tyle „zaprasza”, bo, jak się wydaje – inicjatywa wychodzi od panów generałów, którzy za pośrednictwem resortowej „Stokrotki” informują opinię publiczną, w co na danym etapie ma wierzyć i czego się trzymać.

Panowie generałowie na pewno mogliby odpowiedzieć na pytanie, co będzie z naszą biedną ojczyzną po decyzji pana Radosława Sikorskiego, który nie będzie już kandydował do Sejmu z okręgu bydgoskiego. Kandydować ma stamtąd pani Teresa Piotrowska z frakcji psiapsiółek pani premierzycy Ewy Kopacz, zwanej potocznie „Koparą” - ale w normalnej sytuacji to nie byłaby dla pana Radosława Sikorskiego żadna przeszkoda. Rzecz w tym, że pan Radosław, akomodując się do kolejnej watahy, złożył był w Berlinie „hołd pruski”, a w podsłuchanej rozmowie dał wyraz swoim wątpliwościom co do korzyści, a raczej co do braku korzyści z przynależności Polski do NATO. Odzyskujące w naszym nieszczęśliwym kraju wpływy Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie takim Zdradkom nie pobłaża, no i stąd kwarantanna, być może nawet dożywotnia.

Na tym tle lepiej rozumiemy wyniesienie pani Beaty Szydło, która - podobnie jak wcześniej Aleksander Kwaśniewski, Hanna Suchocka, a nawet Kazimierz „yes,yes,yes!” Marcinkiewicz – jest absolwentką Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu USA. Najwyraźniej również pan prezes Jarosław Kaczyński nie ma w Prawie i Sprawiedliwości władzy absolutnej i jego sytuacja jest podobna do sytuacji ewangelicznego setnika, który sprawie „miał pod sobą żołnierzy”, ale sam też był człowiekiem „pod władzą postawionym”. Potwierdza to podejrzenia, że – po pierwsze - w naszym nieszczęśliwym kraju niepodobna być skutecznym politykiem, nie będąc osobą zaufania jakiegoś państwa poważnego, a – po drugie – że rację miał klasyk demokracji Józef Stalin twierdząc, że jeszcze ważniejsza od tego, kto liczy głosy, jest w demokracji prawidłowa alternatywa polityczna dla wyborców. Poznać ją można – jak wiadomo, po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra – będą one wygrane.

Pamiętając o tych spiżowych regułach, możemy pokusić się o odpowiedź na postawione na wstępie pytanie: co z tą Polską? Takie pytania zadawano sobie i dawniej – o czym świadczy choćby słynny wiersz Juliana Tuwima „O tę Polskę, o Ojczyznę najboleśniej zatroskani (Bożesz ty mój miłościwy, co to będzie, moja pani?)”. Nawiasem mówiąc, widać, że tytuł audycji pana redaktora Lisa zatrąca o plagiat, oczywiście plagiat w najlepszym gatunku. Mniejsza jednak o to, bo zatroskanie o Polskę osiąga apogeum nie tylko z powodu rozpoczętej właśnie kampanii wyborczej, ale również ze względu na podpisanie przez pana prezydenta Komorowskiego ustawy o zapładnianiu w szklance, zwanej dla niepoznaki ustawą o zwalczaniu niepłodności. Wprawdzie Konferencja Episkopatu dala wyraz swemu „rozczarowaniu”, a nawet „bólowi”, ale pamiętamy skądinąd, że tam, gdzie „bul”, tam nie wolno tracić „nadzieji”. Toteż Katolicka Agencja Informacyjna tego samego dnia – konkretnie 22 lipca – przyniosła wiadomość, że 6 sierpnia w kościele Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie odprawione zostanie uroczyste nabożeństwo w intencji pana prezydenta Bronisława Komorowskiego i jego Małżonki, „w podziękowaniu za jego służbę narodowi”. Jak wyjaśnił przewielebny ks. Aleksander Seniuk, delegat kardynała Kazimierza Nycza ds. Kultury, jest to odpowiedź na prośby „wielu wiernych”. Przypuszczam, że wśród tych „wiernych” było też sporo „poszukujących”, a nawet „niewiernych” - ale to też nieważne, bo widać gołym okiem, że te wszystkie solenne zaklęcia przeciwko zapładnianiu w szklance, to tylko tak, żeby było ładniej, żeby nikt potem nie powiedział, że sprawę oddano walkowerem, ale tak naprawdę, chodzi o to, by wypić i zakąsić.

Z tego założenia wyszedł także pan Amurat, bohater opowiadania Ignacego Chodźki „Łostaje”. Pan Amurat był muzułmaninem, więc objeżdżający po kweście folwarki nowy kwestarz bernardyn postanowił go ominąć. Ten jednak zatrzymał klasztorną furmankę i przedstawił zakonnikowi propozycję nie do odrzucenia: „na tamtym świecie rozsądzimy się o wiarę, a tymczasem proszę na obiad!” Podobnie i teraz, zwłaszcza, że i z samą „wiarą” sprawa nie jest jasna, bo tego samego dnia, kiedy biskupi dali wyraz „rozczarowaniu”, a nawet „bólowi”, „Tygodnik Powszechny” na tytułowej stronie poinformował swoich mikrocefali, że zapłodnienie w szklance to prawdziwy „dar Boży”. Najwyraźniej prawdy wiary w naszym nieszczęśliwym kraju ustala ten, kto akurat wcześniej wstanie, co tylko potwierdza trafność starego spostrzeżenia, że „kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”. Pan Bóg bowiem, jak pamiętamy, jest po stronie silniejszych batalionów, a właśnie zarówno pan minister Siemoniak, reprezentujący u nas obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i strategosi z obozu płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, zabiegają o zainstalowanie w naszym nieszczęśliwym kraju jak najsilniejszych batalionów amerykańskich.

Starania te zbiegły się z listem, jaki do sekretarza stanu Johna Kerry’ego wystosowało 46 kongresmanów – żeby skutecznie nacisnął Polskę, by ta zadośćuczyniła wreszcie żydowskim roszczeniom majątkowym w kwocie 65 miliardów dolarów. Czy absolwenci szkoły liderów przy Departamencie Stanu odważą się sprzeciwić takiemu rozkazowi? Jest to raczej mało prawdopodobne, więc dopiero w tym kontekście możemy ocenić wartość komplementów, jakimi od pewnego czasu obsypuje nas pan Jerzy Friedman. Konkretnie – że Polska będzie mocarstwem – co prawda dopiero od 2060 roku, niemniej jednak. Ma być tak: w 2050 roku rozpocznie się wojna od zdradzieckiego uderzenia Japonii na Pearl Har... - to znaczy pardon – jakie tam znowu „Pearl Harbor”! Żadne „Pearl Harbor”, tylko Japonia uderzy na amerykańskie „strategiczne cele w przestrzeni pozaziemskiej”. Potem będzie jeszcze gorzej, bo Turek będzie chciał napoić konie w Wiśle, ale to się nie uda, bo Polskę potężnie wesprze Ameryka, w następstwie czego Polska wyjdzie z tej wojny jako mocarstwo od morza do morza, a nawet – do trzech mórz, ale nie na długo, bo Ameryka, którą wojna jak zwykle oszczędzi, będzie dążyła do równowagi... i tak dalej. To skrzyżowanie hollywoodzkich „Gwiezdnych wojen” z „doktryną elastycznego reagowania” Roberta McNamary z lat 60-tych pokazuje, że świat rządzony jest małą mądrością, bo na razie chodzi o to, by Polska zaangażowała się wojskowo na Ukrainie. Pan Friedman taktownie nie wskazuje, do którego oligarchy mamy przystać na służbę, ale to nic, bo przecież Aleksander Kwaśniewski już przetarł szlaki i w razie czego nasz nieszczęśliwy kraj u swojego pana zaproteguje. Jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej – nawet jeśli Radosław Sikorski na chwilę nas opuści.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3438


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 20 sie 2015, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Sanhedryn ruszył na wojnę

Felieton • tygodnik „Nasza Polska” • 19 sierpnia 2015

Ach, niedobrze, niedobrze... Ktokolwiek doradza panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, nie powinien zapominać o ludowych mądrościach wyrażonych w przysłowiach i porzekadłach. Na przykład w przestrodze, by nie rozgrzebywać gówna, bo rozgrzebane będzie tylko mocniej śmierdziało. I rzeczywiście. Zapominając o tej przestrodze pan prezydent Duda wystosował pojednawczy list do redakcji „Gazety Wyborczej”. W imieniu redakcyjnego sanhedrynu odpowiedział mu pan red. Kurski, brat Jacka Kurskiego, co po rozmaitych perypetiach oddał się ponownie panu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Odpowiedź pana red. Kurskiego, pod pozorami poprawności, była arogancka – ale do arogancji szabesgojów zatrudnionych w żydowskiej gazecie dla Polaków już przywykliśmy, bez względu na to, czy arogantem jest pan Kurski, czy też pochodząca ze świętej rodziny pani red. Dominika Wielowieyska. Podobnie zachowywali się pracownicy „Nowego Kuriera Warszawskiego”, który w czasie okupacji był w Generalnej Guberni niemiecką gazetą dla Polaków, z tą jednak różnicą, że tamci liczyli na protekcję niemiecką, a ci dufni są w żydowskiej. Więc o ile arogancja zatrudnionych w żydowskiej gazecie dla Polaków nie mogła być dla nikogo żadnym zaskoczeniem, to już mobilizacja czytelników, by oni też na list pana prezydenta Dudy odpowiedzieli, pokazuje, iż nie tylko redakcyjny sanhedryn, ale i środowisko czytelników „GW”, od lat chlipiące michnikowszczynę w charakterze intelektualnej zupy („którzy chlipiecie z „Naje Fraje” swą intelektualną zupę, mądrale, oczytane faje...”), gotowe jest bezwarunkowo dać się użyć w charakterze mięsa armatniego w wojnie przeciwko prezydentowi Dudzie. Najzabawniejsza była zawarta w jednym z opublikowanych w „GW” listów deklaracja, że „nie jesteśmy idiotami”. Ciekawe skąd czytelnicy żydowskiej gazety dla Polaków czerpią w tej kwestii taką pewność? Prawdopodobnie z przyczyny zauważonej jeszcze w XVII wieku przez francuskiego aforystę, Franciszka księcia de La Rochefoucauld. Zauważył on, że „nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy – ze swego rozumu”. Idioci w szczególności, bo z powodu idiotyzmu nie są w stanie zauważyć nawet tego, że są idiotami.

Mniejsza jednak o czytających „GW” mikrocefali, co ciekawsze są przyczyny, dla której żydowska gazeta dla Polaków postanowiła frontalnie zaatakować prezydenta Dudę. Z pewnością nie wchodzą tu w grę przyczyny rasowe, bo pod tym względem sytuacja pana prezydenta Dudy jest bardzo podobna do sytuacji prezydenta Komorowskiego, który przez „GW” był traktowany jak najukochańsza duszeńka. Ale skoro nie przyczyny rasowe – to jakie? Wydaje się, że interesującym tropem są podejrzenia, czy nawet oskarżenia, że pod prezydenturą Andrzeja Dudy Polska stanie się „państwem wyznaniowym”. Warto przypomnieć, że ten motyw w antypolskiej propagandzie środowisk żydowskich i żydokomuny jest nie tylko bardzo stary, ale i wielokrotnie używany. Najpierw podczas „utrwalania władzy ludowej” to znaczy – tresowania historycznego narodu polskiego w uległości wobec Sowietów. Głównymi treserami byli przysłani do Polski przez Stalina semitowie, z trójką największego kalibru: Jakubem Bermanem, Hilarym Mincem i Romanem Zambrowskim. W tej tresurze chodziło nie tylko o porzucenie wszelkich rojeń o odzyskaniu niepodległości, ale również, a może nawet przede wszystkim – o odcięcie historycznego narodu polskiego od Kościoła katolickiego, który nie tylko siłą rzeczy był przeciwnikiem komunistycznej ideologii, ale w dodatku jego centrala znajdowała się poza zasięgiem sowieckiej władzy. Zwalczanie Kościoła odbywało się – podobnie zresztą jak i dzisiaj – pod hasłem walki nowego ze starym, postępu z wstecznictwem, jasnoty z ciemnotą. Oczywiście czołowymi przedstawicielami jasnoty i postępu były – podobnie zresztą jak i dzisiaj - żydowskie handełesy po akademiach pierwszomajowych, albo innych postępowych hederach, w których mełamedzi wbijają kandydatom nauk zbawienne prawdy, że „cztery nogi dobre – dwie nogi złe”. Słabsze charaktery niekiedy się dla miłego grosza lub kariery tej tresurze poddają i „płatnym językiem” głoszą chwałę nowych porządków, jak np. utalentowany pijanica Konstanty Ildefons Gałczyński. W jednym ze swoich poematów przedstawił „Ciemnogród” zaludniony przez „ponure ciotki, badaczki kałów i dwa tysiące stu klerykałów”, wśród których dlaczegoś dominowali „organiści” - i tak dalej.

Na takim czarnym tle semicki major UB prezentował się w charakterze jasnego idola, zwłaszcza, że to jemu, a nie komu innemu objawiał się we śnie sam Feliks Edmundowicz Dzierżyński („i przyszedł towarzysz Dzierżyński do towarzysza majora” - pisał Andrzej Mandalian w wierszu „Towarzyszom z bezpieczeństwa”). Bo – powiedzmy sobie szczerze – podobnie jak i wtedy, tak i teraz, trzecie już pokolenie UB próbuje wdeptać w ziemię trzecie pokolenie Armii Krajowej. A w awangardzie „bezpieczeństwa” - i wtedy i teraz – semiccy kulturtragerzy, nie ustający w wysiłkach nad zbudowaniem konkurencyjnej wobec Kościoła „Żywej Cerkwi”. Raz jest to środowisko „księży patriotów”, później, na etapie amikoszonerii, semici i marranowie w Klubach Inteligencji Katolickiej stręczą tubylcom „judeochrześcijaństwo”, w którym na pierwsze miejsce wśród prawd wiary wybija się sprzeciw wobec „antysemityzmu”, no a teraz, z okazji zmiany na urzędzie prezydenta po raz pierwszy pojawiła się w Kościele retoryka walki klasowej: proletariaccy „presbyteroi” otwarcie wystąpili przeciwko kościelnej burżuazji, czyli „episcopoiom”. Już w tej retoryce można bez trudu dostrzec szpony bezpieki, czerpiącej z tego samego źródła inspiracji, co i dawniej, dzięki czemu na naszych oczach odradza się w nowej postaci żydokomuna. Wprawdzie w nowej postaci, ale po staremu wroga Kościołowi, jako ostatniej organizacji – również politycznej – w której historyczny naród polski znajdował niekiedy oparcie.

Wystąpienie akurat teraz z retoryką walki klas na odcinku kościelnym wydaje się dobrze przez żydokomunę wykalkulowane. Wprawdzie JEm Kazimierz Nycz zapowiedział „rozmowę” z przewielebnym księdzem Aleksandrem Seniukiem, ale nietrudno się domyślić, że nic z tego nie wyniknie. W przyszłym roku bowiem odbędą się w Krakowie Światowe Dni Młodzieży z udziałem papieża Franciszka, traktowanego przez wielu niczym „rewizor iz Pietierburga” u Gogola, więc nikt nie będzie w przeddzień tak wielkiej uroczystości rozpoczynał żadnych jatek. Przeciwnie – należy spodziewać się pokazuchy „jedności”, niczym w Arce Noego, gdzie jak wiadomo stłoczone zostały rozmaite zwierzęta, więc siłą rzeczy musiało dochodzić do rożnych osobliwych krzyżówek: „judeochrześcijan” z bezpieczniakami, proletariackich „presbyteroiów” z żydokomuną – i tak dalej - bo nic tak nie zachęca do eksperymentów, jak pewność braku konsekwencji.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3449


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 14 wrz 2015, 18:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Granice trzeszczą i pękają

Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 13 września 2015

Nie jest z nami tak źle, jak można by przypuszczać na podstawie przedwyborczych deklaracji ugrupowań opozycyjnych, ani też tak dobrze, jak twierdzą przedstawiciele koalicji rządowej, z panią premierzycą Ewą Kopacz, popularnie zwana „koparą”, na czele. Oto w ostatnią niedzielę („Ta ostatnia niedziela...”) „naród polski”, na mocy art. 4 konstytucji w roku 1997 sprawujący w naszym nieszczęśliwym kraju „władzę zwierzchnią”, a więc będący rodzajem suwerena, uchylił się od statystowania w widowisku, którego pomysłodawcą był pan Paweł Kukiz, a wykonawcą – spanikowany do nieprzytomności perspektywą przegrania wyborów pan prezydent Bronisław Komorowski. Mam oczywiście na myśli referendum, do którego pytania – jak to w niepojętym przypływie szczerości ujawnił opętany przez Żydów biłgorajski chłop, czyli pan Henryk Wujec, zatrudniony przez pana prezydenta Komorowskiego w charakterze Doradcy Doskonałego – przygotowane było w nocy i w dodatku – na kolanie. Toteż zaledwie około 7 procent pofatygowało się do urn wyborczych tym bardziej, że – jak pisałem w poprzednim tygodniu – Senat odrzucił wniosek pana prezydenta Dudy o urządzenie kolejnego referendum 25 października, a poza tym cały naród śledzący wydarzenia w Grecji, mógł się przekonać, gdzie Umiłowani Przywódcy mają „suwerena” i jego deklaracje, gdy przychodzi do konfrontacji demokracji z plutokracją.

Jak pamiętamy, w greckim referendum tamtejszy grecki naród, też ma się rozumieć, zażywający reputacji „suwerena”, większością 61 procent głosów opowiedział się za odrzuceniem żądań wierzycieli tego państwa. I co się stało? Wzięty w Brukseli na konwejer przez Naszą Złotą Panią i francuskiego filuta Hollanda, podczas gdy Donald Tusk stał przy drzwiach na świecy, grecki premier Cipras puścił farbę i przyznał się do wszystkiego, a następnie grecki parlament w osobach tamtejszych Umiłowanych Przywódców z podkulonym ogonem przyjął wszystkie żądania wierzycieli. No to w jakim celu naród polski miałby fatygować się do urn, zwłaszcza że i pytania były tak postawione, by nikogo nie zobowiązywały do niczego? Teraz słyszymy, że pan prezydent Duda odgraża się, iż zażąda jeszcze jednego referendum – pewnie żeby zapytać naród polski, czy chce, by nasz nieszczęśliwy kraj został mocarstwem od morza do morza, a każdy obywatel był młody, zdrowy, bogaty i piękny. Obawiam się wszelako, że pan marszałek Borusewicz, podobnie jak cała Platforma Obywatelska i PSL, również ten wniosek odrzuci, dopatrując się w pytaniu treści sprzecznych z konstytucją, według której Rzeczpospolita Polska jest „demokratycznym państwem prawnym”, w dodatku „urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. Przekładając ten skomplikowany opis na język ludzki, zwłaszcza używany przez marszałka Józefa Piłsudskiego, można powiedzieć, że mniej więcej znaczy to: „burdel i serdel”, który z żadną mocarstwowością na pewno nie ma nic wspólnego. W tej sytuacji argumentacja pana marszałka Borusewicza wyjątkowo nie byłaby pozbawiona sensu.

Ale nie te materie zaprzątają w „dniach ostatnich” uwagę opinii publicznej w Polsce, bo jakże tu przejmować się jakimiś demokratycznymi sabatami, kiedy południowe granice Europy trzeszczą, a nawet pękają pod naporem tak zwanych „uchodźców” z Syrii, Iraku, Afganistanu, Libii, Egiptu, Libanu, a nawet Tunezji, chociaż, jak wiadomo, „Tunezji nikt nie zji” - a więc z krajów na skutek amerykańskich „operacji pokojowych” i „misji stabilizacyjnych” a także francuskich prób ustanowienia kieszonkowego imperium w basenie Morza Śródziemnego, wtrąconych w stan krwawego chaosu? Nawiasem mówiąc, warto zwrócić uwagę, że ten krwawy chaos ogarnął kraje uważane do niedawna, mniejsza o to – słusznie czy niesłusznie – za potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela. Ale bezcenny Izrael nie tylko zamknął swoje granice przez „uchodźcami”, ale w dodatku zapowiedział budowę muru – tym razem na granicy z Jordanią. Najwyraźniej Izrael nie spocznie, dopóki nie otoczy się murami, a przynajmniej – kolczastymi drutami. Widocznie dopiero w takim otoczeniu mieszkańcy Izraela maja odpowiednie warunki rozwoju.

Mniejsza zresztą o to, bo ważniejsza jest wędrówka ludów – czwarta już w dziejach świata – tym razem znowu napierających na Europę. Teoretyczną motywacją „uchodźców” jest pragnienie bezpieczeństwa, ale możemy to – podobnie zresztą jak każdą oficjalną motywację – spokojnie włożyć między bajki. Oto bowiem gdy Serbia zaoferowała im gościnę, by zasiedlić w ten sposób tereny wyludnione wskutek czystek etnicznych, żaden „uchodźca” tej propozycji nie przyjął, bo wszyscy pragną dotrzeć do Niemiec, ewentualnie – do Anglii lub Szwecji, gdzie jest najwyższy socjal. Ponieważ żaden z Umiłowanych Przywódców nie dopuszcza do siebie myśli o zlikwidowaniu, a nawet o zmniejszeniu socjalu i już prędzej zamachnęliby się na demokrację, to w związku z falą „uchodźców” doznali w końcu potężnego dysonansu poznawczego. Zgodnie z indiańskim porzekadłem, że jeśli nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich, padł rozkaz, by „imigrantów” (bo z chwilą dotarcia do pierwszego bezpiecznego kraju przestają oni być „uchodźcami”, a stają się „imigrantami”) witać wylewnie i serdecznie.

Toteż zarówno w Austrii, jak i w Niemczech opętane propagandą multi-kulti bandy idiotów rzucają się „imigrantom” na szyje, całują ich w otwory gębowe twarzy i nawet gdzie indziej – a te obrazy z szybkością światła docierają następnie do Syrii i innych, pogrążonych w chaosie, albo zwyczajnie - biednych krajów, mobilizując następnych amatorów europejskiego socjalu. Zatem przewodniczący Komisji Europejskiej Jan Klaudiusz Juncker obwieścił, że aktualnie trzeba przyjąć 160 tys. „imigrantów”, ale każdy wie, że to dopiero początek, bo jeśli zostanie przyjętych 160 tysięcy, to na granicach pojawi się następne pół miliona, których też trzeba będzie przyjąć, a wtedy pojawi się kolejny milion albo i półtora – i tak dalej - tym bardziej, że Unia Europejska respektuje prawo do łączenia rodzin. Nasza Złota Pani apeluje o „solidarność” w ramach której wyznaczyła naszemu nieszczęśliwemu krajowi kontyngent co najmniej 11 tysięcy gości.

Problem między innymi w tym, że ponieważ chcą oni przedostać się do Niemiec, Polska musiałaby założyć dla nich „polskie obozy koncentracyjne” i wtedy inspirowane przez Żydów „media międzynarodowe” mogłyby pisać o nich codziennie bez obawy narażenia się na przykrości, nie mówiąc o protestach. Ta atmosfera udzieliła się nawet Jego Świątobliwości papieżowi Franciszkowi, który zaapelował, by każda parafia, każda wspólnota zakonna i każde seminarium wzięło do siebie chociaż jedną rodzinę. Warto zwrócić uwagę, że sam papież Franciszek nie wziął żadnej rodziny do Domu Świętej Marty, w którym mieszka, przezornie poprzestając na ofercie dwóch „watykańskich” parafii. Ale na ten apel natychmiast odpowiedział JE abp Stanisław Gadecki, ten sam, co to w naszym nieszczęśliwym kraju promuje Dni Judaizmu – żeby każda parafia – i tak dalej.

W popieranie tej akcji bardzo zaangażowała się żydowska gazeta dla Polaków pod redakcją pana red. Michnika, a środowisko wokół niej skupione, nieubłaganym palcem dźga tubylczych katolików w chore z nienawiści oczy, przypominając im o nakazie miłości bliźniego swego. Próżno niektórzy próbują im tłumaczyć, że przykazanie to nakazuje miłować bliźniego swego „jak siebie samego”, a więc nie doprowadzać na skutek tej miłości do własnej zguby, albo do zguby swego narodu, czy państwa. Na próżno dowodzą, że chrześcijaństwo, a zwłaszcza – rzymski katolicyzm – jest religią bardzo racjonalną. Nic nie pomaga tym bardziej, że tym argumentom dają odpór przedstawiciele duchowieństwa postępowego w rodzaju przewielebnego ojca Tomasza Dostatniego OP, który nie chce nawet słyszeć o takich herezjach. Jako znany liberał ani nie chcę, ani nie mogę przewielebnemu ojcu Dostatniemu zabronić zakwaterowania w swojej celi nawet kilku muzułmańskich rodzin, podobnie zresztą, jak nikomu innemu – ale uważam, że dla bezpieczeństwa Bogu ducha winnych podatników, każdy taki gościnny obywatel powinien najpierw złożyć notarialne zobowiązanie, że przyjętą przez siebie rodzinę będzie na własny koszt utrzymywał, kwaterował, odziewał i leczył w chorobie aż do momentu, gdy jego goście sami z tej opieki zrezygnują – bez możliwości jej wcześniejszego wypowiedzenia z jego strony. Jestem pewien, że surowe egzekwowanie tego warunku przez władze publiczne nie tylko znakomicie przyczyniłoby się do uspokojenia euforycznych nastrojów, ale w dodatku sprzyjałoby prawidłowej ocenie rozmaitych kwestii teologicznych nie tylko przez absolwentów akademii pierwszomajowych, ale i przez rozdokazywanych przedstawicieli duchowieństwa.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3465


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 11 paź 2015, 18:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Oba gorsze

Izabela BRODACKA

Wiele lat temu moja córka zdawała egzamin na socjologię. Zapytano ją czy jest zwolenniczką zniesienia granic pomiędzy państwami. Odpowiedziała, że granice odgrywają podobną rolę jak grodzie w statku, które wydają się niepotrzebne na spokojnym morzu, lecz w przypadku sztormu przeciwdziałają grożącemu katastrofą przemieszczaniu się ładunku. Granice są konieczne w przypadku kataklizmów społecznych, epidemii, oraz masowych migracji. „Ależ pani ma paranoiczną wyobraźnię młoda damo” – powiedział jeden z egzaminatorów. „Jakie zarazy, jakie migracje?- to jest XX wiek a nie średniowiecze, nikt nie chce na nas napadać, światu nie grozi wojna, nikt nie migruje, a epidemie zostały dawno zwalczone”.

Córka nie studiowała socjologii, ukończyła dwa inne wydziały. Życie przyznało jej rację- wkrótce po jej egzaminie wybuchła epidemia „ wściekłych krów”, w Afryce nadal pojawiają się ogniska eboli, masowe migracje też stały się faktem i nikt chyba dziś nie jest aż tak naiwny, żeby twierdzić, że światu nie grozi wojna totalna. Nikt z wyjątkiem profesorów socjologii.

Pozostaje się chyba cieszyć, że córka nie musiała mieć do czynienia z takimi ekspertami na każde gwizdnięcie jak profesor Czapiński, czy profesor Krzemiński. A może jestem niesprawiedliwa, może oni naprawdę tak myślą jak mówią?. Na przykład wierzą, że dla dobra kraju trzeba wypychać polską młodzież na emigrację ( Czapiński), i zastąpić ich lepszymi, bardziej wykształconymi i „ mającymi cenne zasoby” imigrantami (Krzemiński). Ktoś powiedział, że szanowni profesorowie przypominają mu karpie głosujące za przyspieszeniem Świąt Bożego Narodzenia.
Moim zdaniem przypominają raczej płotki głosujące za wpuszczeniem szczupaków do stawu. Pewna dziennikarka argumentowała w TV, że przybysze odegrają w naszym społeczeństwie ożywczą rolę. Konkurencja zmusi Polaków do wydajniejszej pracy, albo po prostu zostaną wyrugowani- zastąpieni z pożytkiem dla kraju lepszymi od siebie. Pomysł ożywienia społeczeństwa przez konkurencję obcych na rynku pracy ma dokładnie taki sam sens jak pomysł zatrudnienia młodej, pięknej gosposi dla ożywienia pożycia małżeńskiego.

Wolna konkurencja jest jednym z poprawnościowych haseł, które od lat służą rozbrajaniu, czyli jak mówi Michalkiewicz „duraczeniu” społeczeństwa . Wolna konkurencja jest dobra na bazarze. Nie może dotyczyć jednak wszelkich aspektów życia, w tym życia rodzinnego, bo oznacza wówczas hołdowanie czystemu darwinizmowi społecznemu. Nie dziwimy się, że dyrektor woli młodszą sekretarkę, a body mass index w wysokości 42 wyklucza kobietę z rynku pracy sekretarek. Co ma jednak wspólnego ta wartość body mass index z kwalifikacjami matki? Dlaczego godzimy się, że w imię dobra dziecka, sąd odebrał dziecko otyłej kobiecie? Jakim prawem sądy odbierają dzieci niezamożnym rodzinom i oddają je rodzinom „lepszym” to znaczy bogatszym czy lepiej wykształconym?

Od lat polityczna poprawność rozbraja moralnie ludzi. Uczy ich, że niewłaściwa jest troska o własne interesy i czynna obrona swoich praw. Policja nakłania obywateli, żeby w razie napadu bez protestów oddawali biżuterię i pieniądze. Osoba czynnie broniąca swego mienia naraża się na wyrok sądowy. Zdarzyło się, że właściciel domu, z którego dachu spadł włamywacz został skazany na zapłacenie przestępcy odszkodowania . Przestępcy mają więcej praw niż ofiary. Rozbrajaniu intelektualnemu społeczeństwa służą również chwytliwe lecz utopijne hasła. Na przykład: „ nikt nie jest nielegalny”. To ewidentna nieprawda. Jeżeli wedrę się do pałacu w Wilanowie i rozłożę na noc w zabytkowym łożu królowej Marysieńki (z baldachimem z karmazynowego adamaszku), będę z całą pewnością nielegalna. Strażnicy pałacu wyrzucą mnie za drzwi albo wezwą pogotowie psychiatryczne.

Takich utopijnych haseł można produkować do woli. Tym właśnie zajmuje się lewactwo - produkowaniem haseł których nikt nie zamierza przestrzegać, a które służą tylko ogłupianiu ludzi. Każdy zgodzi się na przykład z hasłem : „Nikt nie powinien być zjadany”. Łańcuch pokarmowy też mi nie odpowiada i szczerze przyznaję, że wolałabym asymilować. Nie weszłabym jednak z transparentem o podobnej treści do klatki tygrysów w ZOO, bo mam poczucie rzeczywistości. Łańcuch pokarmowy jest faktem przyrodniczym, na który nasza wewnętrzna zgoda czy niezgoda nie ma najmniejszego wpływu. Podobnie utopijne jest przeświadczenie, że każda obca kultura wzbogaci duchowo i cywilizacyjnie nasz kraj. Niejaki Simon Mol faktycznie wzbogacił swoje wielbicielki - obdarował je wirusem HIV. A poważnie – ideologia multikulti nie sprawdziła się nigdzie, a przede wszystkim w Niemczech i Szwecji.
Wielu publicystów zastanawia się dlaczego Niemcy a raczej reprezentująca ich Merkel zdecydowali się na taki samobójczy dla siebie i zabójczy dla Europy krok. Nie wystarczyło im doświadczeń z Turkami, których sprowadzili w nie najlepszych intencjach ( powiedzmy sobie szczerze do mycia kibli) a którym muszą teraz schodzić z drogi na ulicach.

Podział na uchodźców prawdziwych czyli politycznych oraz ekonomicznych też jest pułapką. Jeżeli Polska będzie się upierać przy przyjmowaniu wyłącznie uchodźców „prawdziwych” będą to ludzie nieproduktywni czyli kobiety starcy i dzieci, których utrzymanie spadnie na polskie społeczeństwo. Polskie społeczeństwo nie radzi sobie z utrzymaniem własnych bezdomnych i bezradnych. Proponuję aby pani Hanna Gronkiewicz Waltz , która tak pięknie mówi na temat obowiązków chrześcijanina odwiedziła węzeł ciepłowniczy przy Wyścigach w którym mieszka kilkadziesiąt osób. Tam chorują i umierają, tam przyjeżdża pogotowie i policja. A może za podszeptem Ducha Świętego ta natchniona „chrześcijanka” weźmie kilka z tych osób do swego domu?

Uchodźcy produktywni to młodzi mężczyźni, którzy zechcą zaprowadzać na naszych ziemiach prawa szariatu. Tego uczą doświadczenia Szwecji, gdzie władze nie radzą sobie z terrorem wprowadzanym przez przybyszów. Dobrego rozwiązania tego dramatycznego problemu nie ma. [W „ich” węźle t.zw. „paradygmatów”. MD]
Jak to się mówi - oba rozwiązania są gorsze.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 14 paź 2015, 18:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Polacy – nic się nie stało – i nie stanie

Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 11 października 2015

Powoli już zapominaliśmy o prezydenturze Bronisława Komorowskiego, kiedy on sam przypomniał o sobie w sposób nieoczekiwany, występując u boku byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Lecha Wałęsy podczas promocji firmy „Cinkciarz.pl” w Chicago, która podpisała umowę o sponsoring drużyny „Chicago Bulls”. Próżno zachodzić w głowę („zachodzim w um z Podgornym Kolą...”) dlaczego w tej promocji wzięło udział aż dwóch byłych prezydentów, z których jeden podejrzewany jest o bliskie spotkania III stopnia ze Służbą Bezpieczeństwa, a z kolei drugi – o niebezpieczne związki z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, których aktualnie już „nie ma”, ale ta nieobecność jest tylko wyższą forma obecności. Czy przyczyną była tylko „kasa Misiu, kasa” - jak uprzejmie przypuszcza red. Daniel Passent, czy też jeszcze jakieś inne zagadkowe przyczyny – dość, że Bronisław Komorowski o sobie przypomniał.

Jak tylko o sobie przypomniał, zaraz się okazało, że z Pałacu Namiestnikowskiego, czy może z Belwederu „wypożyczył” sobie mnóstwo różnych pamiątek, wśród których był nawet – jakże by inaczej? - żyrandol. Użyte to zostało na wyposażenie Instytutu Bronisława Komorowskiego, który właśnie „powstaje”. Funkcjonariusze poprzebierani za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu wyjaśnili skonsternowanej opinii publicznej, że „nic się nie stało”, bo „wszyscy tak robią”. W to chętnie wierzę, bo naprawdę dziwne byłoby, gdyby na przykład były prezydent Aleksander Kwaśniewski nie wziął sobie czegoś z Pałacu na pamiątkę. Okazuje się, że transformacja ustrojowa – transformacją, ale okazuje się, że leninowskie przykazanie: „grab nagrabliennoje!” nadal kieruje postępowaniem najwyższych konstytucyjnych przedstawicieli III Rzeczypospolitej. To przywiązanie byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego akurat do norm leninowskich trochę może koliduje z jego arystokratycznym pochodzeniem i pewnie dostarczy mnóstwa inspiracji do rozmaitych teorii spiskowych, ale trzeba pamiętać o starym przysłowiu: „z kim przestajesz, takim się stajesz”, więc dlaczegóż na panu Bronisławie Komorowskim zażyłość z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi nie miałaby zostawić trwałego śladu?

A skoro już wspomniałem tu o Wojskowych Służbach Informacyjnych, to właśnie w sposób spektakularny potwierdziło się spostrzeżenie, że oficjalna nieobecność jest tylko wyższą formą obecności. Oto podczas spotkania z chicagowskimi Polakami złowrogi poseł Antoni Macierewicz dał do zrozumienia, że będzie namawiał pana prezydenta Andrzeja Dudę do opublikowania „Aneksu” do „Raportu o rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych”. Wiadomość ta z szybkością światła dotarła nad Wisłę, gdzie podziałała na podobieństwo kija włożonego w mrowisko. Mnóstwo ludzi w jednej chwili zostało zelektryzowanych, a możemy tylko się domyślać, ilu przeżyło bezsenną noc, albo budziło się z bijącym sercem zlanych zimnym potem. Po tej reakcji można wnosić, że podana przez Sławomira Cenckiewicza w książce „Długie ramię Moskwy” liczba 2500 konfidentów, jakimi dysponowały w roku 1990 Wojskowe Służby Informacyjne, może być obecnie pomnożona nie przez 10 – jak optymistycznie do niedawna przypuszczałem – ale co najmniej przez 100!

Wstrząśnięte były bowiem nawet osoby, które naiwnie uważałem za stuprocentowych „cywilów” - a czy taki „cywil” byłby wstrząśnięty na wieść, że złowrogi poseł Macierewicz będzie namawiał pana prezydenta Dudę do publikacji „Aneksu” - i może go „namówi”? Warto tedy przypomnieć, że ów „Aneks” pierwotnie miał być opublikowany, ale na skutek dokonanej z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego nowelizacji pewnej ustawy, którą to nowelizację zmasakrował następnie Trybunał Konstytucyjny, podstawa prawna publikacji „Aneksu” odpadła i w przeddzień roku wyborów prezydenckich tajemnice zawarte w tym dokumencie stały się wyłączną własnością prezydenta Kaczyńskiego, który w dodatku nie tylko zdradził się znajomością tych rewelacji, zwracając się do pani red. Moniki Olejnik jej operacyjnym pseudonimem „Stokrotka”, ale dał tym samym do zrozumienia, ze nie zawaha się z wykorzystaniem tej wiedzy w kampanii. Czy miało to związek z późniejszą katastrofą w Smoleńsku, czy też między tymi wydarzeniami żadnego związku nie było – to właśnie trzeba by wyjaśnić.

Jak tam było, tak tam było – ale niezależnie do tego faktem jest, że osoby wysłane 10 kwietnia 2010 roku przez marszałka Komorowskiego, który na podstawie komunikatu podanego przez TVN, którą podejrzewam o niebezpieczne związki z RAZWIEDUPR-em, żeby przejęły Kancelarię Prezydenta, właśnie tego dokumentu najgorliwiej poszukiwały. Czy zatem „Aneks” znalazł się wśród pamiątek, jakie zabrał sobie gwoli urządzenia swojego Instytutu Bronisław Komorowski, czy też przejął go pan prezydent Andrzej Duda – tego jeszcze nie wiemy, ale nawet gdyby pan prezydent Duda fizycznie „Aneks” posiadał, to myślę, że dla jego publikacji trzeba by dopiero stworzyć podstawę prawną. Tę zaś może stworzyć dopiero nowy Sejm, jaki wyłoni się po wyborach 25 października.

Rezultatu tych wyborów jeszcze nie znamy, ale właśnie dlatego warto przypomnieć wskazówkę wielkiego klasyka demokracji Józefa Stalina – że w demokracji najważniejsze jest przygotowanie odpowiedniej alternatywy politycznej dla wyborców. Dobrze przygotowaną alternatywę można zaś poznać po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra – będą one wygrane. Patrząc na polską scenę polityczną z tego punktu widzenia, widać, że Prawo i Sprawiedliwość znakomicie wypełnia misję blokowania dostępu na polityczną scenę ugrupowaniom nacjonalistycznym.

Platforma Obywatelska początkowo pomyślana jako zapora dla formacji wolnorynkowych, zdegenerowała się w bezideową partię konsumentów konfitur władzy – o czym każdy mógł się przekonać choćby z lektury fragmentów rozmów podsłuchanych w ramach straszliwego spisku kelnerów. Dlatego reżyser sceny politycznej nie miał innego wyjścia, jak na poczekaniu powołać ugrupowanie „Niezależna.pl” pod dyrekcją pana Ryszarda Petru, która radykalnemu programowi wolnorynkowemu przeciwstawia program eunuchoidalny, który niczyim interesom nie zagrozi. Podobnym zadaniem został poprzednio obarczony biłgorajski filozof, ale się zbisurmanił, w związku z czym popłuczyny zostały skierowane do ZLEW-u, który prezentuje „ludzką twarz socjalizmu” przy pomocy lansowania tak zwanych „panienek”.

Aktualnie panią Ogórkową zastąpiła pani Nowacka, która zdaje się dopuściła sobie do głowy jakieś sodowe bąbelki o odgraża się samemu Leszkowi Millerowi, że jeśli tylko potwierdzą się podejrzenia w sprawie tajnych więzień CIA w Starych Kiejkutach, to... - i tak dalej. Ale już wiadomo, że te podejrzenia się nie potwierdzą, bo Stany Zjednoczone odmówiły Polsce pomocy prawnej w tej sprawie, wobec czego niezależna prokuratura nie będzie miała innego wyjścia, jak energiczne śledztwo umorzyć. Wreszcie pan Kukiz, który był chyba wypadkiem przy pracy i siłą inercji będzie próbował przeturlać się przez 5-procentową klauzulę zaporową. Czy się przeturla – zobaczymy, podobnie jak KORWIN-a. Co innego PSL – „ci nigdy nie oszaleją”, bo jeszcze z dawnych, komunistycznych czasów utrzymali aparat wyborczy, złożony z ludzi obsadzających wszelkie możliwe synekury w małych miasteczkach i gminach wiejskich. Tu walka idzie o życie nie tylko samych dzierżycieli synekur, ale bliższych i dalszych rodzin, dzięki czemu PSL zawsze uzyskuje 6-7 procent, co czyni go pożądanym koalicjantem każdego wyborczego faworyta i łakomym konsumentem wszystkich możliwych konfitur władzy.

Oficjalna nieobecność Wojskowych Służb Informacyjnych, jako wyższa forma obecności dała się odczuć nawet w zachowaniu płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, czyli PiS. Na widok wstrząsu, jaki wywołało wystąpienie złowrogiego posła Macierewicza w Chicago, desygnowana przez prezesa Kaczyńskiego na przyszłego premiera pani Beata Szydło zwołała konferencję prasową, podczas której rzeczniczka PiS odcięła się od deklaracji posła Macierewicza, zaś pani Szydło, gwoli uspokojenia soldateski, zaprezentowała w charakterze kandydata na ministra obrony w jej rządzie pobożnego posła Jarosława Gowina. Najwyraźniej pobożny poseł Gowin, piastujący w poprzednim wcieleniu stanowisko ministra sprawiedliwości w rządzie premiera Tuska, również w obecnym wcieleniu zdolny jest do wszystkiego, a już specjalnie – do zablokowania złowrogiego posła Macierewicza, na którego RAZWIEDUPR chyba rzeczywiście się uwziął. Wygląda zatem na to, że wszystko znalazło się pod kontrolą i wybory będą wygrane bez względu na to, kto je wygra.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3484


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 08 lis 2015, 09:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Nawet lepsze jest gorsze

Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 6 listopada 2015

Co byśmy zrobili bez Trybunału Konstytucyjnego? Strach pomyśleć, ale za pierwszej komuny Trybunału Konstytucyjnego nie było, a świat istniał, jak gdyby nigdy nic, aż wreszcie generał Jaruzelski się spostrzegł, że Trybunału nie ma, kazał go powołać, no i teraz nie tylko jest, ale tak się do niego przyzwyczailiśmy, że nie wiadomo, czy moglibyśmy bez niego żyć. Pewnie dlatego ustępujący Sejm, w przekonaniu, że po nim nastąpi potop, wybrał aż pięciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Od przybytku bowiem głowa nie boli, to po pierwsze – a po drugie – już nie raz przekonaliśmy się, że data powołania sędziego do TK ma wpływ na orzecznictwo. Teraz zresztą pojawiła się inna kwestia, bo oto PiS złożyło do TK skargę na ustawę o Trybunale – czy ona zgodna z konstytucją, czy nie. Żeby Trybunał tę skargę rozpatrzył sędziowie wybrani na podstawie zaskarżonej ustawy musieliby się wyłączyć, ale wtedy – na co zwrócił uwagę pan prof. Zoll – zabrakłoby co najmniej jednego sędziego do składu, wskutek czego działalność TK zostałaby sparaliżowana. Prof. Zoll podejrzewa, że właśnie o to chodzi i przestrzega, że jeśli pan prezydent Duda nie przyjmie ślubowania od nowo wybranych sędziów pod pretekstem, że ma wątpliwości co do prawidłowości tego wyboru, to dopuści się „deliktu konstytucyjnego”, no a wtedy... Wtedy wszystko jest możliwe, bo jak trzeba, to i Trybunał staje na wysokości zadania, co pokazał w lipcu 1992 roku, kiedy to badał sprawę legalności uchwały lustracyjnej. Postępowanie zostało zakończone o godzinie 14.30, a odczytanie wyroku zapowiedziano na godzinę 16.00. I rzeczywiście; o godzinie 16.00 pan prof. Zoll odczytał orzeczenie uznające uchwałę za sprzeczną z konstytucją, a następnie – 30 stron uzasadnienia.

Ale jak tam będzie tak tam będzie; widać, że wojną w obronie demokracji w naszym nieszczęśliwym kraju zapowiada się smakowicie i jeśli tylko jurydyczna atmosfera się utrzyma, to tylko patrzeć, jak uczniowie w szkołach niczego nie będą przyjmowali na wiarę i jeśli, dajmy na to, na lekcji rachunków pani powie, że dwa dodać dwa jest cztery, to nikt nie przyjmie tego do wiadomości, jeśli nie przedstawi świadków i to co najmniej dwóch, a właściwie trzech, bo wiadomo, że testis unus – testis nullus, co się wykłada, że jeden świadek – żaden świadek, więc trzeba co najmniej dwóch, ale dwóch to też za mało, skoro pierwszy się nie liczył, więc dopiero kiedy pani nauczycielka przedstawi trzech świadków, którzy potwierdzą, że dwa dodać dwa jest cztery, będzie można tę zbawienną prawdę przyjąć do wiadomości.

Tymczasem jednak Trybunał zakwestionował wysokość kwoty wolnej od podatku przy podatku dochodowym, jako sprzeczną ze sprawiedliwością społeczną. Jak zauważył pan sędzia Mirosław Granat, realizowanie obowiązku podatkowego nie powinno nikogo prowadzić do niedostatku, a tym bardziej – do nędzy. Najwyraźniej niedostatek, a zwłaszcza nędza są sprzeczne z zasadą sprawiedliwości społecznej, którą - zgodnie z art. 2 konstytucji „urzeczywistnia” Rzeczpospolita Polska. Pociąga to za sobą szereg wątpliwości, bo wynikałoby z tego, że praktyka uzupełniania dochodów jednego obywatela środkami skonfiskowanymi innemu obywatelowi jest z tą zasadą zgodna. Gdyby jednak taki zagrożony niedostatkiem obywatel zwrócił się bezpośrednio do obywatela zamożniejszego, by tamten podzielił się z nim swoim bogactwem pod rygorem natychmiastowego zastosowania przemocy, to niezawisły sąd pewnie uznałby to przynajmniej za usiłowanie wymuszenia rozbójniczego. Jeśli jednak obywatel taki skorzysta z pośrednictwa urzędnika państwowego, to ten czyn przestaje być odmianą kradzieży zuchwałej, a staje się „urzeczywistnieniem zasady sprawiedliwości społecznej”.

No dobrze – ale czy na władzy publicznej nie ciąży obowiązek chronienia obywateli przed kradzieżą, bez względu na to, kto i pod jakim pretekstem się jej dopuszcza? Ciąży, a jakże, choćby na podstawie art. 21 ust 1 konstytucji, stanowiącym, że „Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia”. Niby „chroni”, ale tak naprawdę to wcale nie chroni - a najlepszym tego dowodem jest istnienie progresywnego podatku dochodowego. Dochód w postaci sumy pieniężnej jest takim samym przedmiotem własności, jak rzeczy ruchome, czy nie ruchome i wspomniany art. 21 ust. 1 nie uzależnia zakresu ochrony własności od jej rozmiarów. Tymczasem zasada progresji podatkowej oznacza, że rozmiar obciążeń własności na rzecz fiskusa rośnie proporcjonalnie do jej rozmiarów, co oznacza, że ochrona własności słabnie w miarę wzrostu jej rozmiarów. Zatem istnienie progresji podatkowej jest oczywiście sprzeczne z zasadą ochrony własności i ciekawe, że jak dotąd Trybunał Konstytucyjny nie zauważył tego słonia w menażerii. Być może mamy tu jednak nieusuwalną kolizję między „urzeczywistnianiem” - cokolwiek by to miało oznaczać – zasady sprawiedliwości społecznej, a ciążącym na władzy publicznej obowiązkiem ochrony własności. Wszystko wskazuje na taką właśnie możliwość, z czego wynika, że pogodzenie socjalistycznych wynalazków w rodzaju „sprawiedliwości społecznej” nie tylko z tradycyjnymi pojęciami prawnymi, ale z elementarną praworządnością, nie jest chyba możliwe. W rezultacie wprowadzenia do konstytucji semantycznego chaosu, Trybunał Konstytucyjny, zamiast chwycić byka za rogi, zajmuje się tak zwanym „dalszym doskonaleniem” - w tym konkretnym przypadku – podatku dochodowego.

Tymczasem wato zwrócić uwagę, że podatek dochodowy na skutek samej swojej konstrukcji wyposaża władzę publiczną w uprawnienie, które dla prawidłowego funkcjonowania państwa, a zwłaszcza – dla pozyskiwania przez państwo dochodów do budżetu, nie jest wcale konieczne. Chodzi mi oczywiście o uprawnienie władzy publicznej do kontrolowania dochodów obywateli oraz kosztów ich uzyskania. Gdyby podatek dochodowy zlikwidować i zastąpić go na przykład podatkiem konsumpcyjnym, a najlepiej – podatkiem pogłównym, który, gwoli udelektowania zwolenników nowomowy, można by nazwać „zryczałtowanym podatkiem osobistym”, to władza publiczna mogłaby zostać pozbawiona uprawnienia do kontrolowania dochodów obywateli bez żadnego uszczerbku dla publicznych finansów. Jest to proste, niczym budowa cepa, ale skoro Umiłowani Przywódcy, podobnie jak Trybunał Konstytucyjny, starannie omijają wzrokiem tego słonia w menażerii, to nieomylny to znak, iż z jakichś zagadkowych przyczyn zależy im na utrzymaniu tej uzurpacji. W tej sytuacji postulat uzależnienia kwoty wolnej od podatku od poziomu zamożności obywatela, niezależnie od intencji, jakie Trybunałowi przyświecały, tę uzurpatorską kompetencję władzy publicznej nie tylko utrwala, ale nawet rozszerza. Widać, że złe drzewo nie może zrodzić dobrego owocu.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3506


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 20 gru 2015, 09:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Chanukowy ogarek

W prezydenckim pałacu i sejmie uroczyście zapalono chanukowe świece, a ambasador Izraela w Polsce, pani Anna Azari stwierdziła: "Już nie wiem, czy Chanuka to polskie czy żydowskie święto. Jestem już drugi rok w Polsce i Chanuka jest świętowana. Wczoraj u prezydenta, dzisiaj w Sejmie. Myślę, że to jest polskie święto".

Trudno mnie chrześcijaninowi uznać Chanukę z polskie święto wiedząc, że w czasie jego trwania w sposób szczególny traktowane są żydowskie kobiety na pamiątkę bohaterskiej Judyty, która podstępnie uwiodła wodza Asyryjczyków, Holofernesa, a kiedy ten spał pijany obcięła mu głowę. No, ale ja świec chanukowych nie zapalam, a więc nie mam dylematu i nie musze sobie zadawać pytania czy łamię pierwsze przykazanie. Zastanawiam się jednak nad tym czy w siedzibie prezydenta Izraela przygotowywana jest bożonarodzeniowa szopka i czy w Knesecie ubierają już choinkę? Tylko to moim zdaniem tłumaczyłoby jakoś ten pęd polskich polityków do czynienia podobnych gestów. Niestety jakoś nigdy poprzednimi laty nie dotarła do mnie wiadomość by w Jerozolimie władze Izraela czyniły podobne gesty wobec chrześcijan.

Zastanawia mnie jeszcze jedno. Przecież Polskę zamieszkują nie tylko wyznawcy religii mojżeszowej. Są przecież i inne mniejszości religijne, które mogą czuć się dyskryminowane. Dlaczego tylko judaizm jest tak wyróżniany? Moim zdaniem o wiele bardziej zasłużeni dla Polski są zwani dawniej Lipkami i Muślimami polscy Tatarzy. To oni walczyli u naszego boku pod Grunwaldem, w czasie szwedzkiego potopu, w wojnie polsko-bolszewickiej, wojnie obronnej 1939 r. To oni działali w AK, a po wojnie niejednokrotnie padali ofiarą żydokomuny. Nieznane mi są historyczne wzmianki o tym jak to polscy Tatarzy witali kwiatami sowieckie czołgi. To przecież od walczącego ze Szwedami podczas potopu, tatarskiego pułkownika Aleksandra Ułana wzięła się nazwa ułani.

Proponuję, więc dla równowagi, aby na cześć polskich Tatarów, którzy przez całe wieki walczyli ramię w ramię z Polakami w największe muzułmańskie święto, Kurban Bajran zabijano rytualnie w sejmie i w pałacu prezydenckim owieczkę, barana, wielbłąda lub krowę. Zgodnie z tradycją prezydent i marszałek sejmu mięso powinni podzielić tak, aby jedna trzecia trafiła do biednych, jedna trzecia do krewnych, a jedna trzecia została spożyta na uroczystych ucztach w parlamencie i pałacu prezydenckim. Mimo wszystko święto Kurban Bajran odwołuje się do mniej makabrycznych wydarzeń niż Chanuka, gdyż jest to Święto Ofiarowania upamiętniające poświęcenie Abrahama, który gotów był oddać Bogu w ofierze swego syna, a Bóg widząc jego posłuszeństwo pozwolił mu zamiast dziecka złożyć w ofierze baranka.

A już tak na poważnie. Czy warto, co roku wykonywać gesty, które nigdy nie były i nie będą odwzajemnione? Czy ma to sens skoro w zamian spotykamy się ciągle z atakami na naszą religię i Kościół Katolicki? Czy tradycja świętowania Chanuki w sejmie i pałacu prezydenckim to przykład religijnej tolerancji czy raczej objaw słabości i poddaństwa państwa polskiego? Przecież środowiska żydowskie w sposób wyjątkowo bezczelny oprotestowały nawet Misterium Męki Pańskiej, jakie co roku odbywa się w Kalwarii Zebrzydowskiej. Czy zamiast czczenia cudzych świat nie rozsądniej jest bronić własnej wiary i religii oraz związanych z nimi tradycji?

http://kokos.salon24.pl/686805,chanukowy-ogarek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 07 lut 2016, 13:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Argumenty i dąsy

Małgorzata Todd

Nasza historia pełna jest heroicznych zrywów ale i waśni uniemożliwiających spożytkowania owoców zwycięstwa. Wróg tylko na to czyha i podsyca jałowe spory. Sprzeczamy się o różne sprawy, różne punkty widzenia, mylimy ideę z praktyką. Odróżnienie błahostek od tego co ważne bywa niekiedy trudne, bo wymaga myślenia perspektywicznego.

Załóżmy taką oto sytuację. Radni Warszawy sprzeczają się czy położyć nową nawierzchnię na pl. Krasińskich, czy wybudować kilometr ścieżki rowerowej. Wbrew pozorom, spór jest praktyczno – ideowy. Z jednej strony wygoda wszystkich pasażerów trzęsących się na wyboistej drodze w sercu stolicy. Z drugiej ideowy, czyli chęć przypodobania się Unii Europejskiej.

Najczęściej bywa jednak tak, że wywrotowa działalność osłabiająca państwo polskie przybiera maskę racjonalności, zwłaszcza gdy oponentów nie dopuszcza się do głosu.

Przyszedł czas rozliczenia aferzystów, którzy zrobią wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Dlatego bądźmy pragmatyczni, nie dawajmy się wciągać w jałowe spory. Bądźmy solidarni z tymi, którzy próbują dokonywać zmian na korzyść Polski. Jeśli nawet jakiś agent obcego wywiadu dla uwierzytelnienia się robi przez chwilę coś dobrego, pozwólmy mu na to, co nie oznacza przyzwolenia na inne wrogie nam działania.

I jeszcze jedno – nie dąsajmy się na lemingi. Małe rozumki potrzebują dużo czasu, żeby coś do nich dotarło.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 20 lut 2016, 14:04 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7495
Lokalizacja: Podlasie
Porażająca logika Cezarego Gmyza...

Obrazek

Zastanawiałem się czy pisać ten komentarz, czy darować sobie. Bo gdzie ja – mały, nic nie wiedzący, nie znający się na prawdziwym dziennikarstwie śledczym – mogę równać się z boskim, goszczącym ostatnio przez cały dnie w mediach Cezarym Gmyzem...

No nie mogę. Ale spokojnie, jak dobiję do wieku pana Gmyza, to będę lepszy niż on. Ale w tej chwili mogę napisać jak daleko nam pan Cezary odlatuje w swoich wpisach w serwisie Twitter.

Otóż po tym jak wyszło na jaw, że Warszawska Gazeta opublikuje akta Rajmunda Kaczyńskiego, ojca Jarosława i Lecha Kaczyńskich, pan Gmyz oświadczył w swoim ulubionym serwisie, że na bank, ta publikacja ma przykryć sprawę TW „Bolka”, więc utwierdza go taki fakt w przekonaniu, że całe nasze środowisko, to zwykła agentura...

Kilka tygodniu temu, na kłamliwe słowa pana Gmyza, zareagował Paweł Miter.

Czytajcie: SORT ZAJUDZANIA WEDŁUG GMYZA I RESZTKI

Teraz ja, obalę idiotyzmy wypisywane przez tego człowieka. Po pierwsze – Grzegorz Jakubowski (którego pan Gmyz nienawidzi) nad sprawą pracował od kilku dobrych dni, a generałowa Kiszczakowa do siedziby IPN przyszła we wtorek – gdy tekst o Rajmundzie Kaczyńskim był już gotowy. Autor nie miał pojęcia, że dojdzie do takiej sytuacji, więc nie z myślą o Wałęsie i jego agenturalnej przeszłości popełnił swój tekst.

Po drugie, tekst Grzegorza Jakubowskiego, odkłamuje słowa Moniki Olejnik, która stwierdziła, że ojciec braci Kaczyńskich należał do PZPR. Bzdura – nie należał. Więc zarzuty pana Gmyza świadczą tylko o jego braku kompetencji, bowiem wydał on swoją opinię, nie przeczytawszy wcześniej tekstu. Ba – pan Gmyz nie widział nawet okładki Warszawskiej Gazety!

Po trzecie i najważniejsze – jak przykryć sprawę Wałęsy w mediach, pozytywnym tekstem o ojcu Kaczyńskich? Przecież „przykrycie” miało by sens, gdyby Rajmund Kaczyński był agentem, albo należał do PZPR, bowiem wówczas lewackie media z „Gazetą Wyborczą” na czele miałyby o czym pisać. Otrzymałyby amunicję potrzebną do przeprowadzenia kontry. A tak, to tylko dobitka do gola strzelonego Michnikowi i reszcie ferajny, bowiem nie leży im prawda na temat ich największych wrogów.

Pozostaje zadać pytanie: panie Gmyz, po co ten cyrk? Może odstawia pan show dlatego, że „skręca pana”, że ktoś inny, a nie pan ujawnił ciekawy temat? Przecież pan posiada wyłączność na ujawnianie prawdy, tak jak tydzień po tygodniu ujawniał pan nowe nagrania z „afery taśmowej”, zamiast uczciwie wszystko podać za jednym razem. To jest dopiero warsztat dziennikarski...

Smutne. Kiedyś pana bardzo ceniłem i czytałem. Teraz jest mi pana żal. I choć gości pan w mediach publicznych, to jest niewątpliwie dla pana dobry czas, to doskonale pan wie, co pana gryzie. Na własne życzenie...

Łukasz Żygadło

http://warszawskagazeta.pl/felietony/dr ... rego-gmyza

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 10 mar 2016, 22:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Trybunałem w rząd

Felieton • Radio Maryja • 10 marca 2016

Szanowni Państwo!

Wprawdzie teoria spiskowa jest potępiana przez mądrych, roztropnych i przyzwoitych, ale właśnie dlatego jest potępiana, że przy jej pomocy można wyjaśnić różne sprawy, w inny sposób niemożliwe do wyjaśnienia. Od teorii bowiem nie można wymagać zbyt wiele; wystarczy, żeby nie była wewnętrznie sprzeczna, no i przede wszystkim – żeby wyjaśniała różne tajemnicze zjawiska. Na przykład bez odwołania się do mojej ulubionej teorii spiskowej niepodobna wyjaśnić, dlaczego Niemcy, lobby żydowskie, a nawet Stany Zjednoczone, tak się przejmują stanem demokracji i praworządności w naszym nieszczęśliwym kraju. W takiej na przykład Arabii Saudyjskiej demokracji nie ma ani na lekarstwo, a nikt z tego powodu nie robi jej wyrzutów. Przeciwnie – Stany Zjednoczone uważają Arabię Saudyjską za swoją najukochańszą duszeńkę. Przecież nie dlatego, że nie ma tam demokracji, tylko z jakiegoś innego powodu. Na przykład – że Arabia Saudyjska nie tylko sprzedaje ropę naftową, ale w dodatku za uzyskane z tej sprzedaży pieniądze kupuje od Stanów Zjednoczonych broń, przekazując ją potem rozmaitym bezbronnym cywilom, którzy dzięki temu mogą walczyć o pokój i o zwycięstwo demokracji - na przykład z tyranem syryjskim.

Dlaczego syryjski tyran jest zły, a saudyjski dobry – tego bez odwołania się do teorii spiskowej wyjaśnić niepodobna, podobnie jak niepodobna wyjaśnić przyczyn zainteresowania Niemiec, lobby żydowskiego i Stanów Zjednoczonych sytuacją Trybunału Konstytucyjnego w naszym nieszczęśliwym kraju. Na przykład za Gierka nie było u nas Trybunału Konstytucyjnego, a Stany Zjednoczone, Niemcy, nie mówiąc już o Żydach, udzielały Polsce kredytów, podobnie zresztą, jak Związkowi Sowieckiemu, chociaż tam nie było Trybunału Konstytucyjnego jeszcze bardziej niż u nas. Tymczasem teraz słyszymy, że bez Trybunału Konstytucyjnego USA nie będą mogły się z nami przyjaźnić. I dopiero na gruncie teorii spiskowej okazuje, że nie chodzi tu o żaden Trybunał, bo pełni on tylko rolę pałki, której zarówno Niemcy, lobby żydowskie, no i oczywiście – Stany Zjednoczone używają do dyscyplinowania obecnego rządu w Polsce. Gdyby nie było Trybunału Konstytucyjnego, to znalazłyby jakąś inną pałkę, zgodnie z porzekadłem, że kto chce psa uderzyć, ten kij znajdzie.

A dlaczego Stany Zjednoczone próbują używać tej pałki do dyscyplinowania aktualnego rządu w Polsce? A dlatego, że po 18 czerwca ubiegłego roku przyjęły od najważniejszych ubeckich dynastii w Polsce, podżyrowaną przez ubeków izraelskich ofertę pomocy w utrzymywaniu w ryzach mniej wartościowego narodu tubylczego w zamian za możliwość kontynuowania okupacji naszego nieszczęśliwego kraju i pasożytowania na zasobach obywateli. Wprawdzie w związku z ponownym objęciem Polski amerykańską kuratelą Stany Zjednoczone wciągnęły Prawo i Sprawiedliwość na listę swoich, powiedzmy eufemistycznie – faworytów, ale wciągnęły na nią również starych kiejkutów. Z punktu widzenia potrzeb aktywnej amerykańskiej polityki w Europie Wschodniej PiS jest znakomitym kandydatem na dywersanta, bo bardziej nie lubi Rosji, niż kocha Polskę, a z kolei stare kiejkuty są jeszcze wygodniejsze, bo za napiwek zrobią wszystko, co im się każe i nie trzeba wobec nich udawać nie tylko partnerstwa, ale nawet przyzwoitości. Ponieważ na liście faworytów Amerykanie umieścili i PiS i stare kiejkuty, mamy w Polsce polityczną wojnę, którą można nazwać II wojną o inwestyturę. Gdyby tak nie było, gdyby stare kiejkuty nie zostały wpisane na listę amerykańskich faworytów, żadnej wojny by nie było, a każdy ubek ratowałby skórę na własną rękę. Ponieważ jednak są, to Amerykanie przy pomocy dyscyplinowania rządu pałką Trybunału Konstytucyjnego utrzymują między swymi faworytami równowagę, zgodnie z zasadą divide et impera to znaczy – dziel i rządź.

Niestety Polska na tym traci, bo rząd zmuszony do rywalizacji ze starymi kiejkutami o względy Naszego Największego Sojusznika, nie jest w stanie uzyskać dla Polski korzyści w zamian za udostępnienie Stanom Zjednoczonym polskiego terytorium dla potrzeb amerykańskiej rozgrywki z Moskalikami. Ponieważ Polska w razie czego ryzykuje zniszczeniem swego terytorium, Stany Zjednoczone powinny jej za jego udostępnienie odpowiednio wynagrodzić. Ale stare kiejkuty gotowe są udostępnić terytorium Polski za napiwek, więc w tej sytuacji i rząd nie tylko musi zadowalać się błyskotkami w rodzaju „rotacyjnej obecności” symbolicznego amerykańskiego kontyngentu, ale w dodatku musi też cierpliwie znosić ciosy pałką z Trybunału Konstytucyjnego. To wszystko łatwiej nam zrozumieć dopiero na gruncie teorii spiskowej i dlatego właśnie jest ona potępiana przez wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3600


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 26 cze 2016, 12:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Brexit! Oj! Co to będzie?

Jacek Bezeg

I znowu mamy ciekawy moment. Zakręcik, a może nawet zakręt historii. Co nam wypada robić w tej sytuacji? Tak jak stosunek do niejakiego Wałka pozwala nam dzielić/szufladkować ludzi a zwłaszcza polityków na kategorie przydatne później, w momentach bardziej skomplikowanych, kiedy zastanawiamy się mocno, próbując rozgryźć motywacje aktorów politycznej sceny. Tak i w podobny sposób możemy użytkować obserwacje dokonywane właśnie w tych dniach kiedy to Brexit staje się faktem.

Na co dzień tylko sobie żartujemy z krzywych bananów, owocowej marchewki, czy winniczków starających się pływać tak zgrabnie jak inne ryby. Żaden z tych dwudziestu facetów mianowanych przez nie wiadomo kogo do KE, którzy faktycznie sprawują władzę nad nieomal całą Europą nawet się specjalnie na nas nie gniewa za takie śmichy chichy. Przecież nie próbujemy się mieszać do spraw naprawdę poważnych, nie interesują nas na przykład ich tajne negocjacje w sprawie określanej jako TTIP, nie pytamy o to, co poza tunelem zbudowano pod Alpami i tak dalej. Nie próbujemy dochodzić skąd właściwie się wzięła Komisja Europejska i kto nadał jej uprawnienia. No to o co mieliby się gniewać?

Wracając do aktualności. Teraz kiedy „coś się dzieje” powinniśmy z uwagą się przyglądać i notować w pamięci swoje spostrzeżenia. Możemy zaobserwować dwa rodzaje wypowiedzi. Są ludzie wyrażający radość z tego, że bardzo niedemokratyczny twór jakim stała się Unia dostał prztyczka w nos. Jeśli będzie zależało jej na przetrwaniu, to będzie musiała się zmienić. Wiadomo jak. Narody jednak chcą być suwerenne. Dla bezpieczeństwa, zysku, czy wygody chcą współpracować, ale zabrana suwerenność i typowo germańskie glajszachtowanie to nie jest to o czym marzą.

Drugi rodzaj wypowiadających się osobników prezentuje różne stopnie zaniepokojenia zaistniałą sytuacją, tym, że naród zajął stanowisko „w temacie” i to niezgodne z opinią „tych, którzy wiedzą lepiej”. (Jak wiedzą lepiej to po co się pytali?) Opinie zaczynają się od tego, że „mogą być niekorzystne skutki”, a kończą na opisach konkretnych nieszczęść, które wkrótce nastąpią.

Widać jasno, że są to osoby nie potrafiące znieść sytuacji takich, kiedy jacyś ludzie sami mogą decydować o sobie. Psychiatria niewątpliwie potrafi taki stan umysłu opisać i jakoś nazwać. My możemy o nich myśleć tyle, że po prostu nas nie lubią. Trzeba sobie zapisać nazwiska i nie głosować na nich. Taki na dziś mamy pożytek z Brexitu, a spodziewam się następnych.

http://jacekbezeg.pl/2016/06/25/brexit- ... #more-3047


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 04 lip 2016, 07:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Oswajanie aligatora

Małgorzata Todd

Szanowni Państwo!

Szwaby i kacapy nigdy dobrze nam nie życzyły. Szwab zawsze nas oszwabiał, a kacap mordował, albo rusyfikował. Od wieków nic się w nastawieniu tych nacjach nie zmieniło i żadne zaklinanie rzeczywistości tu nie pomoże, przeciwnie rozzuchwala naszych odwiecznych wrogów. Zarówno „przyjaźń niemiecko-polska” jak i „rosyjsko-polska”, to czysta fikcja. Istnieją tylko różne układy interesów Moskwa – Berlin nad naszymi głowami i naszym kosztem. Można w nieskończoność próbować oswajać aligatory, ale jeszcze nikomu się to nie udało.

Powinniśmy się cieszyć z osłabienia Unii Europejskiej po wyjściu z niej Wielkiej Brytanii. To nasza wielka szansa wybicia się na prawdziwą niepodległość. Chcę wierzyć, że nasz rząd to rozumie, a retoryka o „umacnianiu więzi z UE” jest tylko inteligentnym kamuflażem.

Jako miłośniczka kryminałów, zwłaszcza z politycznymi podtekstami, często się zastanawiam jakbym postąpiła, gdybym miała decydować o ważnych dla Polski sprawach, w obliczu nie tylko różnych opinii, odnośnie do przewidywanych skutków mojej decyzji, ale też nacisku różnych grup interesów. Myślę, że konieczna byłaby umiejętność wcielenia się w co najmniej podwójnego agenta.

Natomiast udawanie tresera aligatorów zostawiłabym osobnikom pokroju Króla Europy.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 16 lip 2016, 20:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Dobra zmiana przynosi efekty

Komentarz • specjalnie dla www.michalkiewicz.pl • 15 lipca 2016

Nareszcie jakaś dobra zmiana. Właśnie portal internetowy Onet podał, że Polacy żyją coraz krócej. Oczywiście artykuł nie zawiera ani jednej informacji na temat długości życia, co potwierdza moją opinię, że środowisko dziennikarskie w Polsce to nie tylko kupa gówna, ale w dodatku gówna idiotycznego, które nie potrafi sklecić prostego tekstu. Mimo tych mankamentów, informacja zawarta w tytule publikacji może być prawdziwa, a skoro tak, to znaczy, że wychodzi naprzeciw najskrytszym życzeniom władz państwowych.

Przypuszczam, że najskrytsze życzenia władz państwowych są właśnie takie, bo uporczywie utrzymują one przymus ubezpieczeń społecznych i jeśli nawet ogłaszają jakieś „reformy”, to o zniesieniu przymusu ubezpieczeń nie ma nawet mowy. Tymczasem ubezpieczenia są rodzajem hazardu; zawierając umowę o ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków, zakładam się z ubezpieczalnią, że – dajmy na to - złamię sobie rękę, a ubezpieczalnia – że sobie ręki nie złamię. Jeśli złamałem – no to wygrałem, a jeśli nie, to wygrała ubezpieczalnia, bo wzięła ode mnie pieniądze i nic mi nie dała. Podobnie jest w przypadku ubezpieczeń społecznych – obywatele zakładają się z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, że będą żyli długo, a ZUS – że będą żyli krótko. Jeśli żyją długo, no to... prawdopodobnie tylko im się wydaje, że wygrali, no a jeśli żyją krótko, to wygrał ZUS. Zwracam uwagę, że ZUS, zainteresowany, by obywatele żyli krótko, jest agendą państwową, a państwo ma bardzo wiele instrumentów, by ten cel osiągnąć. Wcale nie musi nas o tym informować, przeciwnie – żeby nas przedwcześnie nie płoszyć i nie rozgoryczać, zgodnie ze wskazówką zawartą w piosence Wojciecha Młynarskiego: „po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy!”

Najsprawniejszym narzędziem skierowanym na zmniejszenie długości życia obywateli jest Narodowy Program Eutanazji, zwany potocznie „służbą zdrowia”. Pozornie służy on ochronie zdrowia obywateli, ale niech nas nie zwiodą te pozory. Narodowy Program Eutanazji ma kilka celów. Po pierwsze – zapewnienie synekur dla zaplecza politycznego rządzących partii – przede wszystkim w Narodowym Funduszu Zdrowia i innych biurokratycznych instytucjach, zarządzających pieniędzmi, co to „idą za pacjentem” w odległości uniemożliwiającej nie tylko kontakt wzrokowy, ale i wszelki inny. Po drugie – utrzymanie producentów usług medycznych, to znaczy – lekarzy i pielęgniarki w systemie feudalnej zależności od struktur biurokratycznych i po trzecie – systematyczne skracanie życia obywateli tak, by jak najkrócej otrzymywali emeryturę i korzystali z tak zwanych świadczeń socjalnych. Artykuł na portalu Onet, chociaż nie zawiera informacji na temat średniej długości życia Polaków, pokazuje, że coś drgnęło i że dobra zmiana zaczyna przynosić efekty.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3695


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 23 lip 2016, 16:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Żebyśmy się wzajemnie pozabijali...

Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 22 lipca 2016

No to doczekaliśmy się! Wreszcie Warszawa została „stolicą świata” - a w każdym razie taki komentarz usłyszałem z telebimu ustawionego na Skwerze Kościuszki w Gdyni, dokąd akurat pojechałem w interesach. Jakiś pan nie mógł się nacieszyć tym radosnym faktem; Warszawa jest stolicą świata! A dlaczego? To chyba jasne! Dlatego, że naszą stolicę odwiedził prezydent Obama, Nasz Najważniejszy Sojusznik, w otoczeniu 300-osobowej świty. Tak samo musiał czuć się horodniczy z komedii Gogola, kiedy do jego miasteczka przybył rewizor iz Pietierburga. Zgodnie z najwyższym nakazem prezydent Obama obsztorcował pana prezydenta Dudę z powodu paroksyzmów, jakim poddawany jest Trybunał Konstytucyjny z filarem naszej młodej demokracji („Bo Berman oraz Minc Hilary, ludowej władzy dwa filary, leżą strzaskane Gnoma ręką i nawet im nie wolno jęknąć!”) panem prezesem Andrzejem Rzeplińskim, który teraz już na pewno awansuje na kolejny nasz „skarb narodowy”. Jak pamiętamy, pani Magdalena Albright obdarzyła nasz mniej wartościowy naród tubylczy aż dwoma skarbami narodowymi w osobach „drogiego Bronisława”, czyli pana prof. Bronisława Geremka i Władysława Bartoszewskiego. Tak się jednak złożyło, że pan prof. Geremek, chociaż, jak powiadają, był szczęśliwy aż do ostatniej chwili życia, przeniósł się na łono Abrahama, podobnie zresztą, jak Władysław Bartoszewski, będący honorowym obywatelem Izraela. W rezultacie nasz mniej wartościowy naród tubylczy został pozbawiony skarbów narodowych i tę bolesną lukę koniecznie trzeba jakoś wypełnić. Kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego na nic się tutaj nie przyda, bo on też już nie żyje, a nasz mniej wartościowy naród tubylczy potrzebuje skarbów żywych, z którymi mógłby obcować, chociaż niekoniecznie fizycznie, i w ogóle – którymi mógłby się nacieszyć. Ciekawe, czy szczyt NATO podejmie w tej sprawie jakieś decyzje, czy też będziemy musieli poczekać do 13 lipca, kiedy to w Brukseli zbierze się Rada NATO-Rosja – bo rozumiem, że nie zbiera się ona dla jakichś krotochwili, tylko, żeby ustalić, co i jak.

W oczekiwaniu na te ustalenia, możemy wykorzystać czas darowany na poruszenie innych zagadnień, które w obliczu chwilowej stołeczności Warszawy zeszły na plan dalszy, ale które wkrótce odżyją w postaci bolesnego powrotu do rzeczywistości. Bolesnego w sensie dosłownym, bo chodzi oczywiście o ochronę zdrowia. Jak wiadomo, strajk pielęgniarek został tylko „zawieszony”, a skoro tak, to prędzej, czy później się odwiesi, a jakby tego było mało, to demonstrowali również młodzi lekarze, domagając się wyższych wynagrodzeń. Pisałem o tym w felietonie pod tytułem „Poproszę pieczywko!” przeznaczonym dla „Polski Niepodległej”, po którym otrzymałem od Czytelników trochę listów, z których jeden wydaje mi się wart zacytowania. Autor listu jest lekarzem, od kilkunastu lat kierującym dużą przychodnią – innych danych nie podaję, bo umożliwiłyby jego identyfikację. Pisze on tak: „Kieruję przychodnią (…) od kilkunastu lat, pamiętam i Kasy Chorych a na co dzień mam wymuszony kontakt z funduszem. O ile za czasów Kas można było z kimś nawiązać jaki taki kontakt myślowy, o tyle teraz jest to niemożliwe. Od kilku lat wysokość kontraktu systematycznie spada, wyimaginowane wymagania NFZ rosną, musimy ograniczać czas pracy lekarzy do tej pracy chętnych, kolejki systematycznie rosną, ale musimy sprawozdawać na bieżąco ich długość i to, jak na razie w trzech konfiguracjach. Pacjent dla swojego dobra, może się przez internet dowiedzieć, ile miesięcy lub lat będzie musiał czekać na wizytę u lekarza czy na przyjęcie w szpitalu. Zdecydowana przewaga formy nad treścią. Z uwagi na postępującą informatyzację służby zdrowia NFZ sprawdza pojedyncze wizyty u lekarzy sprzed 10 lat. Kary, jakie spadają na przychodnie, dalej na poszczególnych lekarzy, są horrendalne. Lekarka z naszej przychodni musiała zapłacić i zapłaciła 90 tys. złotych. Odwoływaliśmy się do wszystkich świętych i nic. Autorytety moralne, profesorowie medycyny nabrali wody w usta i nikt jej nie pomógł. NFZ jest instytucją bardzo dużą i rozgałęzioną, zatrudnia bardzo dużo ludzi w tym wielu, którzy słysząc „dobro pacjenta” nie wiedzą, o czym mowa. Aktywność NFZ nieco osłabła po zmianie rządu, w obawie przed likwidacją. Nigdy nie miałem ambicji myślenia o służbie zdrowia globalnie lecz tylko z perspektywy przychodni. Niewątpliwie w tym tzw. systemie jest za mało pieniędzy, to, o czym pan pisze, za dużo jest pośredników, zła jest wycena punktowa wizyt i procedur, co powoduje niepotrzebne kolejne wizyty, aby lekarz „uzbierał” odpowiednią liczbę punktów, co się przekłada na pieniądze, za które, póki co, każdy z nas żyje. Pacjent w tym wszystkim ginie, w tabelkach, taryfikatorach, jest „nośnikiem punktów”. I tak żiwiom! Przed laty, gdy wprowadzano reformę, prof. Eugeniusz Dziuk, komendant szpitala na Szaserów, powiedział nam (…): „Koledzy, za kilka tygodni wchodzi w życie reforma służby zdrowia. W dwóch słowach podam kolegom jej dwie zasady. Pierwsza – żebyśmy się wzajemnie pozabijali i druga – żeby jak największą część kosztów przerzucić na pacjenta, nie mówiąc mu o tym.” Jak na razie sprawdza się co do joty.”

Jak pamiętamy, reforma ochrony zdrowia była jedną z wiekopomnych reform charyzmatycznego premiera Buzka. Przyświecało jej hasło, by „pieniądze szły za pacjentem”. Może i idą, ale w takiej odległości, że wszelki, nie tylko wzrokowy kontakt, został już dawno, a właściwie od samego początku, zerwany. Ale bo też przychylenie pacjentom nieba było tylko deklarowanym celem tej reformy, podobnie jak i pozostałych trzech wiekopomnych reform. Jak bowiem wiadomo, reformy mają dwojakie cele: deklarowane i rzeczywiste. Cele deklarowane tym się różnią od rzeczywistych, że – po pierwsze – są patetyczne, ale – po drugie – mogą się pojawić, albo nie. Z reguły się nie pojawiają. Natomiast cele rzeczywiste tym się charakteryzują, że MUSZĄ się pojawić i to NATYCHMIAST. W przypadku czterech wiekopomnych reform charyzmatycznego premiera Buzka celem rzeczywistym było skokowe zwiększenie liczby synekur w sektorze publicznym, co oczywiście pociągnęło za sobą kolejny skutek w postaci skokowego wzrostu kosztów funkcjonowania państwa. W rezultacie wszystkie te reformy – bo reforma ochrony zdrowia była reformowana za rządów premiera Leszka Millera, który w miejsce Kas Chorych wprowadził Narodowy Fundusz Zdrowia – bo inaczej nie mógł wysadzić z synekur osób ulokowanych tam przez rząd koalicji AWS-UW, a musiał, to znaczy – a chciał ich wysadzić, żeby zrobić miejsce dla własnych faworytów.

Już dotychczasowa historia reformowania sektora ochrony zdrowia pokazuje, że dobro pacjentów było tylko pretekstem dla zabezpieczenia interesów zaplecza administrujących naszym nieszczęśliwym krajem politycznych i zwyczajnych gangów. Te gangi kontrolują niezależne media głównego nurtu, podobnie jak sektor edukacyjny, wskutek czego ludzie od kołyski do grobu poddawani są propagandowej obróbce, która ma wbić im do głowy, że ochrona zdrowia MUSI być organizowana przez PAŃSTWO, czyli biurokrację. To ona narzuca swoje pośrednictwo między pacjentem, jako nabywcą usługi medycznej, a jej rzeczywistymi producentami, to znaczy – lekarzami i pielęgniarkami, a to narzucone pośrednictwo podwaja koszty usług medycznych. Rezultat jest przedstawiony w zacytowanym liście Czytelnika i przybiera postać Narodowego Programu Eutanazji. Podczas licznych spotkań, kiedy mówiłem o ubezpieczeniach społecznych, zwracałem uwagę, że – podobnie jak wszystkie inne ubezpieczenia – są one rodzajem zakładu. Obywatel zakłada się z ZUS-em, że będzie żył długo, a ZUS zakłada się z obywatelem, że ten będzie żył krótko. Warto zwrócić uwagę, że ZUS, zainteresowany, żeby obywatele żyli krótko jest agendą państwową, a państwo ma bardzo wiele instrumentów, żeby taki cel osiągnąć i wcale nie musi o nich obywateli informować. Przeciwnie – nawet nie powinien, zgodnie z tym, co śpiewał przed laty Wojciech Młynarski: „po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy!”

Przy okazji szczytu NATO w Warszawie bardzo dużo mówiono o zagrożeniach, nie tylko z południa Europy, ale przede wszystkim – ze strony Rosji. Nasz nieszczęśliwy kraj naprężył amerykańskie muskuły w postaci „rotacyjnej obecności” czterech batalionów. Nie ulega wątpliwości, że zimny ruski czekista Putin na takie dictum natychmiast się zreflektuje i zacznie nas szanować, jak przystało na kraj, którego stolica stała się – co prawda tylko na dwa dni, niemniej jednak – stolicą świata. Czy jednak koncentrując naszą uwagę na zagrożeniach płynących od zimnego ruskiego czekisty Putina, nie bagatelizujemy jednocześnie zagrożeń płynących z Narodowego Programu Eutanazji, przeciwko któremu nikt nie wymyślił żadnego remedium?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3700


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 29 lip 2016, 08:29 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7495
Lokalizacja: Podlasie
No i niestety, lewak pozostanie lewakiem. Nic już nie zmieni jego myślenia ...
Nasiąknął obłędną ideologią, nie potrafi i nie chce myśleć inaczej.
Cechuje ich nienawiść do wszystkiego co prawe i szlachetne, nienawiść do prawdy, nienawiść do Ojczyzny, i do Kościoła ...



Kto upamiętnia Powstanie Warszawskie? Zdaniem Zandberga to „hajlujący pogrobowcy faszyzmu”

Obrazek

Czy powstańcy warszawscy walczyli o realizację postulatów lewackiej partii Razem? Tak zdaje się sądzić lider neomarksistowskiej formacji, Adrian Zandberg. W swoim wpisie na Facebooku pogrobowca komunizmu określił upamiętniających stołeczny zryw mianem rasistów i „hajlujących pogrobowców faszyzmu”.

„Pierwszego sierpnia neofaszyści planują przemarsz ulicami Warszawy” – straszy na Facebooku Zandberg. „Skrajna prawica będzie bezcześcić rocznicę Powstania, wymachując rasistowskimi symbolami i wzywając na ulicach do nienawiści. Bandyterka spod flag z celtykiem twierdzi, że wypełni testament bohaterów. Czas skończyć z tym pomieszaniem pojęć” – przekonuje komunizujący lider partii Razem.

„Powstańcy walczyli przeciwko rasistom, którzy chcieli zetrzeć niższe rasy z powierzchni ziemi. Kiedy moja babka, łączniczka Komendy Głównej Armii Krajowej, przedzierała się płonącymi ulicami pod gradem kul, strzelali do niej ideowi pobratymcy tych, którzy dziś zapowiadają śmierć żydom, pedałom i lewakom” – pisze o walce Polaków z niemieckimi narodowymi socjalistami socjalista Zandberg.

„Armia Krajowa walczyła o demokratyczną Polskę, w której panuje wolność słowa i wolność zrzeszania się, a nie o autorytarną, brunatną dyktaturę. Walczyła o Polskę sprawiedliwą społecznie, w której jest miejsce dla wszystkich, niezależnie od wyznawanej religii czy światopoglądu - a nie o bezwzględne panowanie silnych nad słabymi. Hajlujący pogrobowcy faszyzmu próbują się podszyć pod tradycję i walkę, z którą nie mają nic wspólnego” – przekonuje lider Razem zdając się stwierdzać, że tak naprawdę AK była ideowym poprzednikiem jego formacji.

Czy jednak tak było naprawdę? AK walczyła z niemieckimi rasistami, jednak kolejne twierdzenia Zandberga nie znajdują żadnych podstaw w historii. Armia Krajowa jako polska siła zbrojna w kraju, była częścią struktury, której główne ośrodki dowodzenia znajdowały się w Londynie. Tam zaś nie rezydował rząd socjaldemokratyczny, a autorytarny. Znajdowali się w nim przedstawiciele różnych przedwojennych stronnictw politycznych, jednak działali w oparciu o konstytucję z 1935. Ta zaś nie była demokratyczna, tylko autorytarna a nawet – jak twierdzą niektórzy badacze – totalistyczna. Również przekonania polityków rządu londyńskiego ciężko uznać za zbieżne z poglądami Zandberga. Ponadto znaczna część kadry oficerskiej i żołnierzy, w tym osób walczących w szeregach AK, wywodziła się ze środowisk sanacyjnych.

Tekst Zandberga nie ma więc na celu edukacji czy objaśnienia zjawisk historycznych oraz współczesnych. Jest klasycznym propagandowym jazgotem, obliczonym na atak w środowiska prawicowe, które w Polsce stale rozwijają się. To idee patriotyczne zyskują poklask młodego pokolenia, co uniemożliwia w dłuższej perspektywie sukces ruchu politycznego kierowanego przez neomarksistę. Próba pokazania prawicy jako spadkobierców hitleryzmu nie jest jednak niczym nowym, a Zandberg nie pokazuje się w ten sposób jako sprawny intelektualnie gracz rozkładający na łopatki przeciwników politycznych. Powtarza stare, oklepane schematy, które nie są w stanie odnieść jakiegokolwiek sukcesu poza uśmiechem na ustach garstki przekonanych do partii Razem.

Określanie sił nie-lewicowych, reakcyjnych mianem „faszystów” było stałą praktyką stalinistów rządzących w Polsce „ludowej” po 1944 roku. Lewica nie zaniechała takich działań do dzisiaj.

Prawdą pozostanie natomiast na zawsze fakt, że rządzący Związkiem Sowieckim socjaliści nie udzielili pomocy powstańcom warszawskim, zgadzając się w ten sposób na wykrwawienie się polskiej stolicy. O tym jednak Zandberg nie napisał.

Źródło: Facebook

MWł

http://www.pch24.pl/kto-upamietnia-pows ... 979,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 201 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 9, 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /