Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 201 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 14  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 16 cze 2012, 08:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Koń z kratką, kura z modemem, cła z wyzyskiem

Miałem dać poważną notkę o psuciu podstaw naszej cywilizacji, ale kolejny raz pójdę na łatwiznę i napiszę parę słów o ekonomii. Jak wiadomo wszyscy się na tym świetnie znają więc dyskusja powinna się wartko potoczyć.

Tak na marginesie to większość ekonomistów zawodowych to jacyś szarlatani. Jak oni tacy mądrzy i wszystkowiedzący to powinni swoje własne biznesy otworzyć i kasę zbijać. A tu widać, że najłatwiej robić pieniądz występując jako ekspert czy inny doradca, czyli facet (lub kobitka) który wie wszystko o niczym i za nic nie odpowiada swoimi kapitałem.

Ale do meritum. Swego czasu na blogu prof. Gwiazdowskiego (polecam!) dyskusja żywo przebiegała wokół VATu od pojazdu na cele zarobkowe lub nie. A co z koniem w gospodarstwie rolnym pod siodło lub do pługa? Temat leży odłogiem. Też to trzeba rozdzielić więc co? - koń z kratką !

Idąc tym tropem postanowiłem temat rolniczy pociągnąć dalej.

A co z kurami i kasą fiskalną!?

Taka kura znosi jajo i są wtedy 3 wyjścia:
1. chłop dokona konsumpcji własnej,
2. sprzeda na targu lub dostarczy do sklepiku (mówimy o drobnotowarowym chłopie),
3. wymieni na inny towar np. masło.
W przypadku 1. chyba mu nic nie grozi (poza zawałem), w 2. powinien zafiskalizować sprzedaż, a następnie opodatkować się np. ryczałtowo, w 3. chyba też jest ok. chociaż odpowiednie służby mogły by zarzucić wymianę nieekwiwalentną i przywalić domiar.
Co zrobić aby chłop nie oszukiwał w przypadku 2. Trzeba policzyć ile jaj w miesiącu dają kury - najpewniejsza metoda to instalacja każdej kurze pod ogonem (czyli w d..pie) licznika jaj sprzężonego z nadajnikiem WiFi.
I tu dochodzimy do istoty państwowego planu informatyzacji wsi. Mając już szerokopasmowy Internet, informacja z nadajników od kur spływa sukcesywnie do odpowiednich urzędów skarbowych. Tam skonfrontuje się ilość jaj z ilością paragonów i wszystko jasne.

I już nie pomogą tłumaczenia, że złe jest we wsi i kury się nie niosą.

Zostaje jeszcze tłumaczenie się przypadkiem 1. i 3. ale ile można zjeść tych jaj, czy chleba z masłem?


No dobrze - sprawę nabiału mamy już rozpracowaną, teraz zajmijmy się sprawą ceł.

Są ludzie, środowiska które uważają, że cła jednak muszą być i to dla naszego dobra. Bo jakby inaczej. Przecież państwo wszystko co robi to jest dla naszego dobra. Dla swojego dobra starcy i staruszki będą musieli pracować do upadłego aż się zesmarkają ze szczęścia.

Jednak stosując prostą logikę wyszło mi, że z tymi cłami to chyba nie jest tak prosto. Proszę o wykazanie jakiegoś błędu w poniższym rozumowaniu.

Mam 20 do wydania.
Za 15 kupuję buty (chińskie - z wyzyskiem)
Za 5 kupuję książkę. Do gospodarki trafiło 20.

Wprowadzamy cło.

Kupuję buty za 20. Nie kupuję książki. Do gospodarki trafiło 20. Z tym że producent butów z mojej kieszeni dostał 5. Ktoś zadecydował, że mam nie kupić książki.
Nie neguję, że dla producenta butów i paru cwaniaków z rządu jest to opłacalne.
Jednak pojawiają się dwie straty:
1. płacę 20 za buty a nie 15
2. gospodarka traci możliwość racjonalnego rozwoju, np. księgarz nie zarobił.

Jeden zysk + dwie straty = strata.

http://piko.salon24.pl/423502,kon-z-kra ... -wyzyskiem




Kilka komentarzy:

Moim skromnym zdaniem twórcy państwowego planu informatyzacji wsi będą musieli się jeszcze dobrze napocić.

Pisze Pan: "Taka kura znosi jajo i są wtedy 3 wyjścia:...
otóż ja widzę jeszcze conajmniej jedno wyjście z przyległościami:
4. kura wysiaduje jajo i jest kurczak - chłop odchowuje kurczaka i tu następuje komplikacji (możliwości) ciąg dalszy:
A. kurczak jest płci męskiej i wtedy
a. jego ślubna przyrządza rosół i konsumują go wraz z kurczakiem (wtedy zawał jest jeszcze bardziej prawdopodobny),
b. sprzedają kurczaka na targu - wtedy fiskalizacja wg scenariusza z Pana punktu 2, ale rzecz jasna stawka wyższa,
c. zachowuje kurczaka, jako potencjalnego pana młodego, dla jakiejś urodziwej kurczakówny
B. kurczak jest płci żeńskiej i wtedy
a. patrz A.a
b. patrz A.b
c. zachowuje kurczaka, jako przyszłą pannę młodą i dostarczycielkę kolejnych jaj (temat omówiony wcześniej)

Wniosek: nasz kraj jest wciąż w budowie, ludzi mamy zdolnych i twórczych, technika i elektronika stale posuwa się do przodu, możliwości oskubania obywateli nieograniczone, a więc wkrótce będziemy krajem miodem i mlekiem płynącym. O matko...miód i mleko ... toż to kopalnia fiskalnych pomysłów. Ileż jeszcze ciężkiej pracy przed młodymi, wykształconymi z wielkich miast.

Pozdrawiam z tuskolandii,





"każdej kurze pod ogonem ...
(czyli w d..pie) licznik jaj sprzężony z nadajnikiem WiFi ..."

To jest koncepcja. Jej skutkiem będzie migracja biznesu i rejestrowanie firm poza Polską. Np na Cyprze (można to wykonać przez internet).
Następnym - rejestracja firm mniejszych np w Wlk Brytanii.
Kolejnym - podniesienie podatku dla tych, którzy zostali.
W ten sposób wywołana zostanie kolejna fala ucieczek firm i ludzi z Polski. Aż do zatrzymania/upadku całej gospodarki.

Rząd Tuska/Rostowskiego/Balcerowicza w końcu padnie. Tak jest ustawiony algorytm. Nawet najgłupsze tuskomatołki w końcu się zorientują. Być może dopiero po zatrzymaniu całej gospodarki, bądź po ucieczce z Polski ponad 50% zatrudnionych.

Bardzo przystępnie wyjaśnił Pan destrukcyjny charakter ceł. Gdy rząd zaczyna je wprowadzać, to znaczy, że z gospodarką jest już cienko.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 23 cze 2012, 14:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Błąd, Pani Ewo!

No, to już wiemy, jaki błąd popełniła Ewa Stankiewicz w starciu z rozszalałym Dziurawym Stefanem. Nie okazała strachu. Tak orzekła prokuratura, odmawiając zajęcia się sprawą. Wychodzi na to, że to jest warunek konieczny wszczęcia postepowania w wypadku napaści. A pani Ewa nie okazała strachu, zatem najwyraźniej nie czuła się zagrożona. Proste? Powinna się zatem zachować , jak Niesiołowski właśnie w sytuacjach ekstremalnych. Pamiętajcie, jak zobaczycie, gdzieś w poblizu Dziurawego Stefka, macie rzucać wszystko i uciekać z piskiem , wzywając pomocy. Zresztą, ponoć wzywanie pomocy jest nieskuteczne, nikt nie pomaga, wszyscy patrzą w dugą stronę, albo zamykają okna, ponoć trzeba krzyczeć „pożar, pali się!” wtedy jest szansa na odzew. No, więc wiemy, Dziurawy Stefek na horyzoncie, rzucamy wszystko, co tam mamy w rekach, kamerę, zakupy i krzyczymy „Pożar!”. Albo „Gore”, w wersji Reymontowskiej.

A potem, to już , jak kto woli, albo , „na Sawicką”, rozpłakać się i rozsmarować gluty po twarzy przed kamerami, po czym odjechać zamówionym uprzewdnio ambulansem, albo „na Niesioła” ogłosić, że osiem kul nam prosto w pierś leciało, ale się cudem uchyliśmy, tylko mróz po plecach przeleciał i to dwukrotnie, do rowka i z powrotem.

To wtedy może bedziemy chronieni prawnie przed napaścią słowną, lub fizyczną. A na razie zaś Pani Ewa powinna się cieszyć, że nie została ukarana za brutalne zaatakowanie Bohatera Platformy. Powinna zostać przykładnie ukarana, jak ten przechodzień, co w czasie Marszu Niepodległości nikczemnie i bestialsko zaatakował swoją twarzą podeszwę policjanta, w cywilu zresztą. 300 złotych zapłacił. I tak za mało, wszyscy się zgodzą. A to był przecież zwykły tajniak, nie żaden Bohater Platfoirmy, więc kara powinna być odpowiednio większa, nie mówiąc już o tym, że nie powinna ulegać przedawnieniu, jako zbrodnia przeciwko ludzkości.

A właśnie, czy ta kasjerka, co to Niesioł z Czuma chcieli obrabować z utargu 40 lat temu została już odnaleziona? Ponoć tak przydzwoniła Niesiołowi w łeb torebką, że do dzisiaj ma uraz do kobiet, albo sypie je na przsłuchaniach, albo szarpie i wyzywa, albo wyzywa od pisowskich ścierw, no, może dlatego, że one mu nie oddadzą, bo on taki trochę bohaterski inaczej jest , damski bokser raczej. Facet dałby mu w łeb i tyle, a z kobietą jednak trochę łatwiej. Już Graś z Tuskiem się przekonali, jak nakrzyczeli na Wdowy Smoleńskie, od razu poczuli się lepiej, po tych upokorzeniach z Putinem.

Dziurawy Stefan, jak sami POwcy przyznają, denerwuje sie znacznie łatwiej (i dłuzej mu trzyma), niż to się dzieje u normalnych ludzi. Jak się wydaje, odpowiednie służby w PO odnalazły zapomnianą recepturę na grzybki halucynogenne stosowane przez Wikingów wobec tak zwanych berserków. Taktyka była bardzo skuteczna i wywoływała panikę wśród nadbrzeżnych ludów, ów berserk wyskakiwał z łodzi z rozwianym włosem , tocząc pianę z ust i rzucając dzikie spojrzenia, komu by tu, kurna, przy.. znaczy, przyładować. Czyli tak samo, jak Stefan w studiu TVN24, z wyjątkiem, być może topora i hełmu z rogami. Być może nie są to te same grzybki, lecz ich wspólczesne zamienniki, no, cokolwiek to jest, kopie tęgo i jest warte każdych pieniędzy. A, że drogo? Cóż, w razie czego się podwyższy wiek emerytalny do 68, albo 86 lat, zresztą i tak trzeba będzie tak zrobić, nawet bez tych grzybków.

W najbliższym czasie należy sie spodziewać wielu tekstów w prorządowych mediach, to znaczy prawie wszystkich, o zaletach długiej aktywności zawodowej, o przerażajacych przypadkach , jak się ludzie załamują nerwowo i kapcanieją na zbyt wczesnej emeryturze, no, czyli coś jak w Korei Północnej, tyle, ze tam raczej zachwalaja zupę z pokrzyw i podają, jak sporzadzić zapewnić pożywny rosołek dla całej rodziny, rozgotowując cierpliwie pasek po dziadku, albo cholewę buta, tudzież piszą, jakie katastrofalne skutki dla organizmu ma jedzenie trzech posiłków dziennie, typowo imerialistyczny wymysł, by zniszczyć zdrowie proletariatu. My na tym etapie jeszcze nie jesteśmy, choć, kto wie, być moze wszystko przed nami, zależy, ile kasy brakuje i co będzie, jak magik Rostowski wystrzela się już kompletnie z pomysłów, jak te statystyki zachachmęcić, żeby się w Brukseli nie zorientowali. Ale zdaje się, że się już nieco orientują. Po Grecji i Hiszpanii zrobili się czujniejsi.

http://niepoprawni.pl/blog/1489/blad-pani-ewo


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 27 cze 2012, 06:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Sportowa rywalizacja

Najstarsi górale pamiętają jeszcze mapę Europy, na której tle prezentował się premier Donald Tusk. Czerwony ocean kryzysu gospodarczego, a na nim dwie zielone wyspy: Polska i Grecja... Lata mijają, a podobieństwa między dwoma "tygrysami Europy" pozostają. Na przykład w dziedzinie walki z biurokracją. Po deklaracji polskiego rządu o planowanym zmniejszeniu liczby urzędników o 10 proc. ich liczba wzrosła (w ciągu dwóch lat!) w naszym kraju o ponad 70 tysięcy. Wydawało się, że rządu w Atenach nie będzie stać na tak hojny gest. Tymczasem - jak doniosły media - w latach 2010-2011 w Grecji uznawanej za symbol finansowego kryzysu zatrudniono... 70 tys. nowych urzędników. Zupełnie jak na piłkarskim boisku. Po bramce dla Polski Grecja wyrównuje stan meczu. Rywalizacja między najlepszymi trwa.

Piotr Tomczyk

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 27&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 28 cze 2012, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Przypadki lepsze i gorsze

Co skłoniło generała Petelickiego do samobójstwa i czy na pewno je popełnił? Nad tym zastanawia się wielu dziennikarzy, komentatorów, polityków, ale także inni ludzie. To śmierć zagadkowa i kolejna w ciągu ostatnich dwóch lat. Nie tylko ze względu na okoliczności (strzał w głowę na podziemnym parkingu, bez listu pożegnalnego), ale przede wszystkim ze względu na osobę.

Z pomocą w wyjaśnieniu zagadki przychodzi nam od kilku dni "Gazeta Wyborcza", podpowiadając swoim czytelnikom obowiązujący przekaz w sprawie śmierci generała. Na jej stronach internetowych już dzień po zgonie można było przeczytać opinie anonimowych świadków, jakoby generał miał problemy osobiste. A nawet kłopoty z alkoholem. Po tygodniu przekaz ten wzmocniono. "Przyjaciele zgodnie mówili o problemach osobistych, zastrzegając, by nawet powołując się na anonimowe źródła, nie podawać szczegółów. Uszanowaliśmy to" - obwieściła "Gazeta" dokładnie kilka dni po tym, jak przekonywano czytelników, że zmarły mógł być po prostu alkoholikiem z problemami małżeńskimi. Kolejny anonim donosi: "Mówiłem: przestań, pomyśl, zanim coś powiesz w mediach, skonsultuj się ze mną. Byłem zszokowany, gdy zobaczyłem go w Telewizji Trwam, gdzie krytykował rząd w sprawie katastrofy smoleńskiej". "Widać, że czuł się pominięty. Po tych występach smoleńskich przestano go zapraszać" - dodaje. Co ważne, znowu przyznano otwarcie, że krytyczne oceny rządu Tuska, oskarżanie go o zdradę po katastrofie smoleńskiej spowodowały zwolnienie go z pracy. Wywołały problemy finansowe, odcięcie od możliwości pośrednictwa i konsultingu np. przy zakupach broni przez MON. Taka jest współczesna Polska.

Jak się okazuje, śmierć wieloletniego oficera wywiadu, komandosa i twórcy elitarnej jednostki specjalnej może być jednak banalnie prosta. Zwariował, załamał się, bo przestano go lubić. Podobnie jak w PRL śmierć pijanego Stanisława Pyjasa, który spadł ze schodów, pijanego ks. Sylwestra Zycha, zaczadzonego ks. Stanisława Suchowolca czy ks. Stefana Niedzielaka, który miał po prostu spaść ze stołka i skręcić sobie kark. Nie można przy tym pominąć katastrofy rządowego tupolewa w Smoleńsku. Przecież to rzekomo głupota, brak doświadczenia pilotów, arogancja prezydenta i dowódcy Sił Powietrznych okazały się tragiczne w skutkach. A to, że akurat Petelicki ujawnił treść SMS-a, który mieli rozsyłać sobie przedstawiciele rządu zaraz po katastrofie, wskazując na winę pilotów i naciski, nie ma oczywiście nic do rzeczy. Podobnie jak fakt, że w tej samej "Gazecie" dokładnie taka narracja była eksploatowana do granic śmieszności. Teraz już sam nie wiem, która wersja obowiązuje: czy ta z raportu MAK, czy komisji Millera?

Na tym tle tylko śmierć Barbary Blidy okazuje się skomplikowanym kryminałem z politycznym spiskiem zasługującym na wyroki najwyższych trybunałów. Tylko w tym przypadku liczyły się szczegóły. "Gazeta" już wcześniej pisała, że w śledztwie popełniono wiele błędów, które uniemożliwiają ustalenie, co się naprawdę stało po wejściu funkcjonariuszy ABW do domu Blidy. "Przypadek?" - zastanawiają się do dziś jej dziennikarze. Dlaczego tego samego pytania nie można zadać w przypadku śmierci twórcy GROM, samobójstwa Grzegorza Michniewicza czy katastrofy smoleńskiej?

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... orsze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 29 cze 2012, 11:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Reichstag na kołach

Jak ktoś nie wiedział, po co te wszystkie prowokacje w czasie Marszu Niepodległości, te spalone samochody, w tym jeden policyjny spalony przez dwóch policjantów, co się nikczemnie nagrało, te policyjne bojówki w cywilu, w jednakowych białych kominiarkach, jak wyfasowanych u jednego magazyniera, które je zapewne po akcji pozbierał i policzył skrupulatnie, bo porzadek musi być, no wiec, jak ktoś nie wiedział, to już wie , po co. Oto Sejm w tempie, przy którym kolej magnetyczna w Szanghaju to furmanka, uchwalił nowelizację prawa o zgromadzeniach. Nic tam strasznego nie ma, nic nie ma o tym, że likwiduje się prawo do jątrzących zgromadzeń, ani zabrania się komukolwiek wznosić okrzyki. A niech Pan Bóg broni! O Fackelcugach i nielegalnych tulipanach też nic tam nie ma.

Ustawa daje organom gminy możliwość zakazania organizacji dwóch lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu lub czasie, jeżeli doprowadzić to może do naruszenia porządku publicznego. Nowela precyzuje, że jeśli nie jest możliwe oddzielenie zgromadzeń zgłoszonych w tym samym miejscu i czasie, gmina niezwłocznie wzywa organizatora zgromadzenia zgłoszonego później do dokonania zmiany czasu lub miejsca manifestacji.

Ot, po prostu od dzisiaj, czy tam kiedy to Pan Prezydent podpisze, a Dziennik Ustaw ogłosi, każdą manifestację można zablokować, podając, że , niestety, bardzo żałujemy, ale akurat w tym miejscu i w tym czasie już ktos inny się zarejestrował i następnego dnia też i poprzedniego, tak, że dziękujemy i zapraszmy za rok, ba, nawet dobrze, bo za rok mamy jeszcze wolne miejsca, więc proszę zrobić rezerwację na Marsz Niepodległości w 2014 roku, serdecznie zapraszamy, Ratusz zapewni ochronę i w ogóle. No, chyba, że Sejm przeprowadzi jeszcze jakąś inną nowelizację, że organizatorzy muszą przyjść z podaniem , skacząc na jednej nodze i tyłem, to , oczywiście, podanie trzeba będzie złożyć ponownie i lepiej się pospieszyć, bo Krytyka Polityczna może przykicać na jednej nodze pierwsza.

Już teraz PolRewKom z redaktorem Blumsztajnem , tym z górnej półki, co to pierdoli, ale nie rodzi, jak będzie chciał spieprzyć jakieś polskie święto narodowe, nie będzie musiał zamawiać w hurtowni wagonu gwizdków, ba nawet okaże się niepotrzebne sprowadzanie najemników z Niemiec, by obili mordę jakiejś Polnische Schweine za noszenie polskich flag w polskiej stolicy w polskie święto. Wystarczy zgłosić odpowiednio wcześniej, najlepiej już teraz, bo z faszystami nigdy nie wiadomo, mogą przechytrzyć, manifestację „Tęczowa Niepodległość”, 10, 11 oraz 12 listopada, albo każdego 10 każdego miesiąca w tym i następnym roku, manifestację „Kolorowy 10” w miejscach tradycyjnie zajmowanych przez demonstracje, oraz, dla pewności na wszystkich skrzyżowaniach wokół, żeby nie można było dojść, ani wyjść i już! Ba, nawet Wawel można zarezerwoweać na skromne zgromadzenie „kolorowy Wawel” każdego 10. Oraz 9 i 11, tak , żeby było na sicher.

Konstytucyjnym prawem każdego obywatela jest prawo do zgromadzenia, do wyrażania poglądów. Takie samo prawo maja ci, co maja poglądy przeciwne, a do policji i Straży Miejskiej należy oddzielenie tych ludzi, by nie mieli okazji prać się po mordach flagami. Zamieszki przy okazji Marszu Niepodległości nie wybuchły z żadnego innego powodu, jak takiego, że legalna manifestacja została świadomie i celowo zablokowana przez lewackie stowarzyszenie „Marsz Niepodległości”, które powstało w tym wyłącznym celu i absolutnie tego nie ukrywało. Więcej, dostali pozwolenie na zebranie się na połowie ulicy, tak, by było przejście, po czym natychmiast zajęli całą szerokość, a wraz z nimi to samo zrobił kordon policyjny. Sama ta egzotyczna trzoda nie stanowiła jakiejś specjalnej przeszkody dla marszu, wobec kilkudziesięciu tysięcy uczestników marszu, zostaliby wciągnięci jednym nozdrzem i wydmuchnięci drugim, ale użyli kordonu policyjnego, jak prywatnej tarczy. W jednym z klipów Ryszard Kalisz patrzy poprzez kordon czujnie na faszystów, wzrokiem, którego Dolores Ibarurri z okopów Mardytu by się nie powstydziła, po czym uspokojony mówi do policjantów: „Dziękuję Wam!” po czym oddala się , by zawiązać sznurowadło, co nieco zburzyło patos chwili. Co za kabotyn, nawiasem mówiąc.

No, a dalej, to już poszło. Oczywiście, na czele najdzielniej stawali i najcelniej rzucali ci w białych kominiarkach, jak zawsze. Pisałem kiedyś o Prawie Siłólfa. Zamieszki zawsze i wszędzie wybuchają tam i wtedy, gdzie i kiedy je wywołuje policja. Mówię to, jak zadymiarz- amator z czasów stanu wojennego. Nikt nigdy nie zaczynał pierwszy ze strony demonstrantów. Zawsze był jakiś incydent, od którego się zaczynało i zawsze był on sprowokowany przez milicję. Tak zaczęła się rewolta 1968 roku, po śmierci Rudiego Dutschke zastrzelonego bez żadnego powodu przez policjanta, a jak dzisiaj wiemy, przez agenta Stazi w mundurze policjanta. Tak wielka pokojowa demonstracja w Pradze w 1989 zamieniona została w równie wielkie zamieszki po rozpuszczeniu fałszywej pogłoski o śmierci demonstranta. Ba, słynną kukłę Wałęsy spalił jakiś facet, którego nikt z demonstrantów nie znał. Przyszedł, spalił i poszedł sobie, rozpłynął się w historii, nkt go nigdy więcej nie widział. Ale do końca świata będzie mówione, że Kaczyńscy spalili kukłę. I tak dalej, tu nie encyklopedia, można sobie wygooglać, jak ktoś ciekawy. Zresztą i w naszej konspiracji największymi zuchami i chojrakami, jak się potem okazało, byli oficerowie służb na podwójnych etatach i ich kapusie. Ci, co nawoływali, by obrzucać komisariaty wiązkami granatów. Jak Wałęsa, na przykład.

Nie jest to zresztą jakaś polska specyfika. Każda niedemokratyczna władza dąży to sprowadzenia konfliktów na płaszczyznę na której ma przewagę. Wobec pokojowych demonstracji nie może użyć swej ogromnej przewagi w uzbrojeniu, organizacji, zdecydowaniu, przepływie informacji, możliwości późniejszego identyfikowania, wyłapywania i neutralizacji przeciwników przez rozgrzane sądy i panów od śrubek w samochodach, u nas przez zapracowanego do granic wytrzymałości Seryjnego Samobójcę, więc dąży do zamiany pokojowych demonstracji w walki uliczne z bandą chuliganów. Bo z nimi doskonale wie, co i jak robić. No, a potem na fali oburzenia zaniepokojonych obywateli, zresztą, niektórych obywateli trzeba oburzać specjalnie, na odprawach i smsami, inicjatywa legislacyjna, która ułatwi rozprawe z opozycją. Nie inaczej zrobili Narodowi Socjaliści, podpalając Reichstag i wprowadzając te wszystkie ustawy. Bo te wszystkie obozy, te Dachau i gestapo, to legalne były, jakby się kto pytał. W 100% legalne, nawet nie ma jak na błędy i wypaczenia zwalić.

Wobec Reichstagu, to ten głupi samochód TVN to doprawdy pryszcz.

http://niepoprawni.pl/blog/1489/reichstag-na-kolach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 02 lip 2012, 11:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Kwiaty od samobójcy

Generał Sławomir Petelicki nie zaplanował swojego samobójstwa. Kilka dni przed niespodziewanym końcem rozpoczął załatwianie wakacyjnego wyjazdu. Wieczorem, dzień później dopadło go samobójstwo, w jednej z warszawskich kwiaciarni zakupił spory bukiet kwiatów dla matki swoich dzieci.

Takie informacje oczywiście niczego nie wyjaśniają, ale są puzzlami, z których - za jakiś czas - będzie mozna ułozyć pełny obraz. Generał zył wśród ludzi, nie był ani milczkiem, ani wielkim konspiratorem, więc powoli wyłania się realny obraz zdarzeń, ciekawe tylko czy prokuratura przeprowadzi typowe dla ostatnich czasów "śledztwo" czy też znajdzie się tam ktoś bardziej dalekowzroczny i niezależny, kto potrafi dodać dwa do dwóch.

Pożyjemy, zobaczymy. - albo samobójstwo albo samoubijstwo -

http://wgadowski.salon24.pl/430920,kwiaty-od-samobojcy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 07 lip 2012, 15:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
No i co Tuskowi z Radwańskiej???

Jeśli ktoś myśli, że sukces Agnieszki Radwańskiej, kilkusetkrotnie większy , niż „sukces” naszych patałachów – piłkarzy znajdzie proporcjonalne odzwierciedlenie w mediach, to jest w tak zawanym „mylnym błędzie”. Już choćby z tego powodu, że to niemożliwe. Technicznie. Nie ma tyle czasu antenowego we wszystkich kanałach niewazne, analogowych, cyfrowych i na You Tube. Jakby tak stare projektory kinowe wyciągnać, też by nie starczyło. Można by wzmocnić przekaz na sposób koreański, wyciem i płaczem na wizji, gdy pojawia się Ukochany Przywódca. No, ale to właściwie też już mamy, zarówno na plus, gdy mowa o PO, jak i a może i bardziej , na minus, gdy pojawia sie jakiś złowrogi wróg z PiS, nikczemny pokurcz, cham, świnia, faszystowski pochodniowiec- zniczowiec- tulipanowiec.

Przede wszystkim, Agnieszka Radwańska wygrywa bez konieczności wydania 100 miliardów na budowę Wimbledonu i dróg dojazdowych na kort. No i co komu po czymś takim? Jakie to niby lody można by krecić, jakie premie wypłacać, kto i komu miałby doradzać? Wygrała , to wygrała, zieeew, na pewno gdzieś zaginie jakiś dzieciak, albo jego matka , albo jakiś detektyw, to zajmie ludzi na jakis czas, a potem się coś wymyśli. Tak że, Pani Agnieszko, gratulujemy, owszem, owszem, ale są ważniejsze sprawy. Jakby tak było, jak przy Eurowizji, że zwycięstwo pociąga za sobą organizację mistrzostw w następnym roku, oooo, to by było inaczej, już by minister (ministra) Mucha trzepotała rzęskami, niczym jelonek Bambi na konferencjach, już by Atrakcyjny Kazimierz Marcinkiewicz doradzał swym kolesiom, jak najlepiej splajtować przy budowie kortów, uprzednio wypłaciwszy sobie nawzajem wszystkie możliwe dywidendy, a jemu kasę za doradztwo, a w istocie za zaprowadzenie za rękę do odpowiedniego ministra.

Tak mi się przypomniał przy tej okazji epizod z pionierskiego okresu transformacji, gdy bez żadnej podstawy prawnej dano koncesję na radio, pierwsze niezależne na rynku, które potem, z braku konkurencji zdobyło dominującą pozycję na rynku reklam. Odpowiedni minister tłumaczył potem, że dano, może i bezprawnie, ale twórca miał pomysł i trzeba było ten pomysł nagrodzić. Owszem, ten pomysł polegał na tym, by wziąć Adama M. pod rękę i zaprowadzić do tego ministra , a ten już wszystko podpisał, co tam było trzeba. Pewnie i wreczył „na poduszkach”, jak paszport w „Misiu”, z karzełkami- krakusami pląsającymi wesoło. Co, zły pomysł? I ten sam pomysł jest teraz podstawą sukcesu spółek, które w życiu nawet nie widziały autostrady, zajmując się docieplaniem budynków i podstawą sukcesu finansowego Kazimierza, który też autostrady znał z tego, że czasem nimi jechał, albo nad nimi latał.

Juz widzę ten polski Wimbledon. Tym się różniący, od tego gorszego, angielskiego, że cztery razy droższy, że przecieka, dach nie działa, sufit odpada, a w fundamentach zakopanio pokruszone sedesy. I że prezes dostanie milion premii, a zapomniany nieco Grzecho koncesję na malowanie pasów na korcie za 50 tysięcy za metr bieżacy. I że ruscy kibice prowokują zamieszki przy okazji występu Szarapowej, a Prezydent za to przeprasza, być może w duecie z Grasiem. Państwo Tuska, jednym słowem.

A autostrada A2, wiekopomne zwycięstwo Donalda Tuska i ministra Nowaka nad upartę materią, urzedowo uznane za przejezdne, więc kwestionowanie tego jest przestępstwem, ponoć już następnego dnia po Euro została ograniczone do jednego pasma ruchu. No, w sumie i słusznie, bo po co więcej? A to już po jednym pasie nie można jechać? A paliwko też można w kanistrze wozić, więc po co komu stacje beznzynowe po drodze?

Ostatnio przeczytałem wyznanie, które mną wstrząsneło. Jednak nie jest tak, że rzad ma po swojej stronie wszystkie media z wyjątkiem nie odpolitycznionych jeszcze niedobitków pisofaszystowskich. Przeciwnie! Wszędzie wrogowie! Oto Pani Eliza, beznadziejnie zakochana w Panu Sułku niewinną , dziewiczą miłością, czyli Pani Paradowska zakochana w Donaldzie Sułku, niczym gimnazjalistka, w której tekstach nigdy nie zagościła najmniejsza wątpliwosć w geniusz Donalda, no, chyba, gdy trzeba go było lekko skarcić za zbytnią łagodność wobec wrogów, martwi się, czy czasem aby nie uległa „obecnej modzie na krytykę rzadu”, a ona wszak zawsze starała się być obiektywną, bo nie lubi iść w stadzie.

Pani Paradowska, jeśli Pani tego tak bardzo nie lubi, to po co się Pani tak męczy całe swe długie życie? A może to dlatego zamiast iść w stadzie propagandzistów, redaktor biegnie truchtem przed peletonem, by nie dać się nikomu wyprzedzić w miłosnym porykiwaniu ?

No, ale nie znęcajmy się, miłość to piękne uczucie, szkoda jedynie , że upośledza wzrok, słuch i inne zmysły, nie mówiąc o jasności myślenia, ale, już chyba Irena Jarocka śpiewała o Małym Księciu „sercem patrz!”. No i mamy zjawisko pod tytułem : red. Paradowska. W dodatku zaniepokojona, czy nie jest aby (Jezus, Jezus!) zbyt antyrzadowa. Pani Redaktor, spokojnie- jeśli tak jest, to Liz zostanie aresztowany w procesie odpryskowym Antykomora, a Kużniara zwiną za bazgranie „Tusk zdrajca” na murach. Wołek zacznie skakać ( w każdym razie zacznie, ile tam razy skoczy, inna sprawa), skandując „kto nie skacze, ten za Tuskiem, hop, hop, hop”, a Kuczyńskiego z Blumsztajnem wywalą z Wyborczej za odkrycie w służbowym komuterze ściągniętego z Emule filmu „Rok 1920”.

Czyli, generalnie, raczej nie grozi.

http://niepoprawni.pl/blog/1489/no-i-co ... adwanskiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 10 lip 2012, 10:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Pozory władzy, pozory dwupartyjności

Kolega Piotr Ikonowicz napisał, że premier Donald Tusk zadał marksistowskiej doktrynie „miażdżący cios” udowadniając, że to nie byt, ale propaganda kształtuje świadomość. Z pozoru na to wygląda, chociaż trzeba by poczynić zastrzeżenie, że to kształtowanie nie jest powszechne. Jednym kształtuje, a innym nie. Na przykład po koko koko euro spoko sondaże pokazują, że słupki rosną Jarosławowi Kaczyńskiemu, który zgodnie z linią propagandy wyznaczaną przez oficerów prowadzących konfidentów poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu, powinien być powszechnie znienawidzony. I oczywiście jest - ale nie powszechnie - bo przeważnie tylko przez uczestników i otoczenie „salonu”, czyli towarzystwa wzajemnej asekuracji i adoracji, co to rozpoznaje się po zapachu.

Inna rzecz, że Jarosław Kaczyński też uprawia propagandę polegającą na emocjonalnym rozhuśtywaniu tej części opinii publicznej, która się takiemu rozhuśtywaniu ochoczo poddaje w przekonaniu, że ratuje Polskę, podczas gdy tak naprawdę niczego nie ratuje - oczywiście poza działaczami Prawa i Sprawiedliwości, którzy dzięki wytwarzanej przez to rozhuśtywanie politycznej sile nośnej dostają się do Sejmu i Senatu, rozwiązując sobie w ten sposób problemy socjalne. Propagandyści oddelegowani na usługi rządu premiera Donalda Tuska robią dokładnie to samo, tylko w odwrotną stronę, dzięki czemu na scenie politycznej powstaje wrażenie dwupartyjności. Do czego takie wrażenie potrzebne jest rządzącej naszym nieszczęśliwym krajem razwiedce - trudno doprawdy zgadnąć, ale nie wykluczone, że do tego, by poddawana emocjonalnemu rozhuśtywaniu opinia publiczna nie zauważyła, iż kraj jest okupowany przez tajniaków, którzy nie tylko zachowują się jak okupanci, ale w dodatku - jak okupanci niepewni trwałości okupacji. Jak widzimy, wszystkie te działania są jak najbardziej racjonalne, chociaż oczywiście z punktu widzenia partyjnego, czy okupacyjnego - bo nasz nieszczęśliwy kraj żadnego pożytku z tego nie ma.

Kolega Ikonowicz zarzuca premieru Tusku, że zrezygnował z wszelkiej ideologii na rzecz pragmatycznej władzy. Tak to na pierwszy rzut oka wygląda, ale jakąż ideologię może realizować premier Tusk, skoro wprawdzie ma program, ale nie zawsze wie jaki? Rzecz w tym, iż prawdziwym programem Platformy Obywatelskiej oraz rządu premiera Tuska jest odwdzięczanie się bezpieczniackim watahom za powierzenie zewnętrznych znamion władzy. Nie władzy, a tylko jej zewnętrznych znamion w postaci stanowisk, gabinetów sekretarek, apanaży i limuzyn z podgrzewanymi siedzeniami, czyli całej tej dekoracji, której przeznaczeniem jest ukrywanie okupacji kraju przez bezpiekę, która kontroluje kluczowe segmenty państwa i w ogóle - życia publicznego przy pomocy agentury.

Żeby się o tym przekonać, wystarczyłoby, by premier Tusk odpowiedział szczerze na jedno pytanie - kto mianowicie i dlaczego zabronił mu kandydowania w wyborach prezydenckich przed dwoma laty. Oczywiście nigdy się tego nie doczekamy, bo to jest największa tajemnica państwowa, „a kto by zdradził tę wielką tajemnicę umrze podwójnie ciałem i duszą” - jak twierdził bodajże arcykapłan Pentuer w „Faraonie” Bolesława Prusa. Skoro nawet my to wiemy, to cóż dopiero mówić o premieru Tusku, który musi pamiętać, skąd mu wyrastają nogi. Tedy prawdziwym programem PO i tworzonego przez nią tzw. „rządu” jest realizowanie w podskokach oczekiwań tych bezpieczniackich watah, które na użytek Platformy Obywatelskiej oddały agenturę w mediach i „salonie” oraz wszystkie inne atuty potrzebne do zostania ulubieńcem opinii publicznej. Problem polega na tym, że to nie Platforma, ani rząd decyduje, w jaki sposób się odwdzięczy. Rząd jest o tym informowany, często w ostatniej chwili i stąd wrażenie pragmatyzmu w czystej postaci.

No dobrze - ale czy w normalnej sytuacji władza może odejść od ideologii? Wyobraźmy sobie, że złapaliśmy wszystkich naszych Umiłowanych Przywódców i zamknęliśmy ich w jakiejś sali oświadczając, że nie zostaną stamtąd wypuszczeni nawet do toalety, dopóki nie odpowiedzą nam na jedno pytanie - czy mianowicie chcą, żeby w Polsce był dobrobyt, to znaczy - obfitość materialna i poczucie bezpieczeństwa? Jestem pewien, że wszyscy odpowiedzieliby na to pytanie twierdząco i nawet jeśli któryś dobrobytu w Polsce by nie chciał, to instynkt samozachowawczy mu podszepnie, by się do tego za żadne skarby nie przyznawać. Ale w takim razie wszyscy chcą tego samego. Dlaczego więc dzielą się na partie sprawiające wrażenie, jakby za chwilę miały utopić się nawzajem w łyżce wody?

Przede wszystkim dlatego, że takie zachowanie jest z punktu widzenia partyjnego jak najbardziej racjonalne i tak naprawdę albo nie wymaga zajmowania żadnego stanowiska w sprawach istotnych dla państwa, albo zajmowania stanowiska takiego samego. Dla przykładu, zarówno PO, PSL, czy SLD, jak i wyraźna większość PiS opowiedziała się zarówno za Anschlussem do Unii Europejskiej, jak i za traktatem lizbońskim, które determinują zarówno przyszłość, wewnętrzne stosunki, jak i politykę państwa na całe dziesięciolecia. Można powiedzieć, że popierając te same rozwiązania, antagonistyczne partie wynajdują sobie emocjonalne pozory moralnego uzasadnienia swojego postępowania i jeśli, dajmy na to, Platforma Obywatelska popiera Anschluss ze skłonności do zdrady i zaprzaństwa, to PiS przeciwnie - kierując się płomienną obrona interesu narodowego. Gdyby jednak stosunki w naszym nieszczęśliwym kraju były normalne, a Umiłowani Przywódcy dzierżyli rzeczywistą władzę, to nie mogliby tworzyć w Polsce dobrobytu bez żadnej ideologii. Ideologia bowiem, to po prostu metoda tworzenia dobrobytu, a jak wiadomo, nie można tworzyć czegokolwiek bez żadnej metody. Jeśli tedy nasi Umiłowani Przywódcy nie przyznają się do żadnej ideologii, to jest to poważna poszlaka wskazująca, że tak naprawdę nie mają żadnej władzy. Quod erat demonstrandum.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2546


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 11 lip 2012, 19:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
O dziurze w skroni, chińskim wieśniaku i dygoczących inaczej

Ten niewinny - jak mi się wydawało - felietonik został wykreślony przez anonimowego cenzora w jednej z gazet. Wytłumaczcie mi dlaczego?...bo być może mam patologicznie rozbudowany gruczoł wolności, tej wolności, która buduje się na prawdzie, choćby i dla kogoś gorzkiej

O dziurze w skroni, chińskim wieśniaku i dygoczących inaczej.

Niewiele spraw wygląda tak jak nam się, na pierwszy rzut oka wydaje. Zwykle gdy zainteresuje nas jakieś zjawisko i zaczynamy się zagłębiać w jego okoliczności, okazuje się, że nasze pierwotne mniemania były naiwne i na dobrą sprawę niewiele miały wspólnego z rzeczywistością.
Oczywiście zaraz znajdą się mędrki, które fukną, że rzeczywistość ogólnie jest niepoznawalna, a prawd jest tyle ilu jej poszukiwaczy.
Do nich jednak nie kieruje tego tekstu, bo z nich tacy poszukiwacze jak z majtek mojego sąsiada, dyndających właśnie na wietrze, rajtarskie getry - im wystarczą wymiociny TVN i „Gazety Wyborczej”, dzieła pana Głowackiego i pani Gretkowskiej – o tym jednak w puencie.
Tak więc zmierzam ku temu, aby przekonać was do własnych poszukiwań, doświadczycie wtedy, że początek rzadko jest tożsamy z końcem. Po prostu niewiele da się wyczytać w książkach, jeszcze mniej w gazetach, a sama droga, zdarzenia i kilometry odciśnięte na własnych stopach, przynoszą prawdziwe zrozumienie.
Świeżo po sukcesie tzw „Pomarańczowej rewolucji” byłem w Kijowie. Serce miałem napełnione entuzjazmem i podziwem dla wspaniałych „ukraińskich demokratów”, którzy skierowali Ukrainę na drogę światłego rozwoju.
Pewnego dnia, w barze hotelu 'Prezident” w Kijowie, przysiadł się do mnie starszy, niewysoki jegomość. Wypiliśmy kilka stakanczików i rozmowa wskoczyła na bardziej wnutriennyje tory.
- Chcesz zobaczyć tą swoją piękną Julię bez makijażu i ubrania. - zagadnął.
- No, niezupełnie, nie będę ci pokazywał żadnej pornografii – uśmiechnął się widząc moją zbaraniałą minę.
- Po prostu pokażę ci kim ona jest naprawdę, rzeczywiście zobaczysz pornografię, ale pornografię służb i dokumentów.
W głowie mi już lekko szumiało, bez wahania więc skinąłem, że gotów jestem chwacko stawić czoła prawdzie.
„Ranek jest mądrzejszy od wieczora” przypomniało mi się stare porzekadło babci i chwilę później runąłem w świeżą, hotelową pościel.
Ranek okazał się jednak nieubłagany, zadzwoniła obsługa powiadamiając mnie, że w foyer czeka na mnie generał R.
No tak, bo zapomniałem dodać, ze mój nocny rozmówca byłe emerytowanym generałem sowieckiego KGB.
Generał czekał na mnie szeroko uśmiechnięty, tak jakby minionej nocy nie wypił morza „Nemiroffa”.
- Nu tak pajediom – zagrzmiał, mieszając ukraiński i polski. W tym momencie ze zgrozą przypomniałem sobie, że kwintesencją naszej biesiady było wystosowane przez generała zaproszenie do odwiedzenia jego „maleńkiej firmy”, mieszczącej się na peryferiach Kijowa”.
Ze zbolałą miną i głową wpakowałem się na wyłożone białą, koźlą skórą siedzenie terenowego lexusa. Po godzinie przebijania się przez kijowskie korki i wykopy wylądowaliśmy obok niewielkiego domku, bardziej przypominającego włościański przybytek hodowcy kur niż siedzibę prywatnej agencji wywiadowczej.
W środku czekało mnie jednak nie lada zaskoczenie, w nowocześnie urządzonych pokojach pracowały świetnie ubrane młode kobiety i mężczyźni, delikatnie szumiał najnowszej generacji sprzęt komputerowy i tylko jowialna, lekko zaczerwieniona twarz generała nijak nie pasowała do niespodziewanego otoczenia.
Generał, najwyraźniej ubawiony moją konsternacją, huknął mnie kułakiem w plecy i bezceremonialnie wepchnął do swojego gabinetu. Poczułem dreszcz przerażenia gdy, zza pleców, dobiegła mnie komenda jaką wydał swojej sekretarce:
- łiskiu i dwa stakańcziki!
Chwilę później poznałem generalskiego zastępcę pułkownika K., Łemka, który z generałem pracował przez ostatnie dwadzieścia lat i na biurko wjechał trzeci stakańczik, a w ślad za nim kolejna butelka „Jacka Danielsa”, która zastąpiła nieprzydatną, bo opróżnioną wcześniej, siostrę.
Pułkownik K. wyjął z pancernej szafy opasłą teczkę ze starannie wykaligrafowanym na niej napisem: „Itera”.
- Masz tu swoją piękną Julię – zaniósł się perlistym śmiechem.
- Taka sama złodziejka jak i oni wszyscy – dodał.
W teczce znajdowało się drobiazgowe razsliedowanije (rozpracowanie) powiązań gazowej firmy Itera, kontrolowanej w tamtym czasie, przez byłego szefa Gazpromu Rema Wiachiriewa.
Kolejne dokumenty dobitnie ukazywały jak głęboko w sieć tej firmy uwikłana była Julia Tymoszenko.
Generał cierpliwie objaśniał dokumenty obrazujące skalę korupcji jaką „Itera” oplotła kraje ościenne, w tym Ukrainę. Przekonywał jak ważną rolę w tej strukturze odgrywała przywódczyni ukraińskiej opozycji.
Po chwili, gdy uznał, że sobie dostatecznie wszystko pooglądałem, zamknął teczkę i na powrót ukrył ją w przepastnej szafie.
- U nas wszyscy złodzieje, a jak kto uczciwy, to i tak łapówkarz – śmiał się generał.
Zdarzenie przypomniałem sobie w momencie gdy prezydent Janukowycz (zatarty wyrok kryminalny za seksualne wyczyny w Doniecku) raczył zamknąć piękną Julię do więzienia.
Ot, tam naprawdę trudno wyznać która marchewka w rosole już ugotowana, a która jeszcze chrupie.


***

Standardy wschodnie są w istocie nie do pojęcia dla ludzi wychowanych w kulcie klasycznej logiki i etyki. Tam świat wygląda inaczej, a dobro i zło są tak przemieszane i zakamuflowane, że z tradycyjnym szkiełkiem i okiem nie sposób ich od siebie oddzielić.
Kiedy kilka tygodni temu wszyscy szykowali się do zapowiadanego przez propagandę Donalda Tuska, epokowego sukcesu naszych piłkarzy, internet obiegła mrożąca krew w żyłach (przynajmniej w moich żyłach) informacja, ze w garażu apartamentowca w Warszawie znaleziony został martwy generał z przestrzeloną głową.
Złapałem za telefon, wystukałem numer i wyjąkałem do słuchawki:
- Uuuu grubo!
- No grubo – usłyszałem na drugim końcu.
Generał Sławomir Petelicki nie był człowiekiem z mojej bajki, miał na sumieniu mnóstwo grzeszków – tych z okresu peerelu, i tych trochę świeższej daty, nie ulegało jednak wątpliwości, że był w coraz większej opozycji do rządzącego Polską establishmentu.
Zaczął mówić o Smoleńsku i naraz strzeliło mu do głowy, aby w garażu – strzelić sobie w skroń – strzał bardzo ryzykowny (wie o tym każdy, kto miał do czynienia z bronią, wystarczy milimetr omsknięcia się lufy i człowiek przeżywa, do końca żywota zostając rośliną).
Zawodowcy zwykle w takich momentach wkładają lufę w usta, jeśli bowiem jakimś cudem, pocisk nie pozbawi nas definitywnie żywota, to ciśnienie gazów rozsadzi czaszkę – i po robocie.
Być może jednak generał nie był skory brać żelaza do ust, pozostał więc precyzyjny strzał w skroń, z przyłożenia
Czy generał zapłacił za swoją gadatliwość i mityczna wiedzę?
Nie sądzę, w azjatyckiej metaforyce dokonuje się takich „samobójstw”, aby wiadomość poszła w świat i została należycie odczytana przez tych, którym została wysłana.
- Oto panowie skończył się okres bezkarnego hasania, zmieniania sojuszy, czerpania korzyści z własnego przewerbowania. Ponury żniwiarz właśnie wam się przygląda..
Biorąc pod uwagę dbałość generała Petelickiego o własny wizerunek, jego skłonność do barokowego niemal umundurowania i celebry jakoś nie przystaje do tego stylu bycia sceneria nie nagranego oczywiście przez kamery telewizji przemysłowej samobójstwa.
Ot taki sobie zwykły, prosty strzał w skroń w podziemnym garażu. Nic bardziej widowiskowego? Żadnego manifestu, żadnego listu pożegnalnego do rodziny, towarzyszy broni, polityków.


***

Można oczywiście, jak uczy nas TVN, uznać kolejno po sobie następujące samobójstwa, zabójstwa i nagłe zgony za przypadkowy ciąg przypadkowych zdarzeń, jednak jeśli zastosujemy klasyczną logikę, to ze dziwieniem skonstatujemy, że tego rodzaju przypadkowe łańcuchy zdarzeń cechują się wielką rzadkością by nie rzec niewystępowalnością.
No chyba, że niepostrzeżenie (dla nas samych), powoli weszliśmy w sferę logiki azjatyckiej, o której pisałem na wstępie, no w takim systemie rozumowania wszystko możliwe jest bardziej, a im bardziej absurdalnie, tym bardziej możliwie w ogóle.
Przypatruje się zatem reakcjom na zdarzenie samobójstwa generała Sławomira Petelickiego, we wcześniejszej pamięci mam śmiertelny taniec w remizie pułkownika Tobiasza (tego, który był jedynym świadkiem oskarżenia wobec dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego w procesie o tzw „płatna korupcję”), seppuku generała Szumskiego (byłego szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego), seppuku szczególne, słowiańskie, dokonane bowiem przy pomocy niezrównoważonego ponoć syna, znalezienie w Wiśle szyfranta Zielonki, przemilczaną acz nagłą śmierć operatora TVN, który filmował podejście do lądowania na lotnisku Siewiernyj prezydenckiego samolotu 10 kwietnia 2010 roku i wiele innych wygodnych i funkcjonalnie użytecznych zgonów, dostrzegam w tym rękę i twarzyczkę panów podobnych do Andrieja Ługowoja (dziś szefa komisji bezpieczeństwa w rosyjskiej Dumie, a wcześniej specjalisty od wzbogacania klasycznej herbaty w niezapomniane walory jakie posiada dodatnio promieniujący, a więc nie wykrywalny przez klasyczne czujniki, pierwiastek promieniotwórczy polon).


***

To wszystko niedorzeczne, chore z nienawiści, wstrząsające w swej antyrosyjskiej fobii – wiem.
Kiedy jednak Anatolij Karpow chciał efektownym, komsomolskim posunięciem, pokonać swego imperialistycznego przeciwnika, wtedy sztab kagiebowskich mózgowców wymyślał strategię polegającą na maksymalnie mało agresywnym rozpoczęciu, przejściu do owczej niemal w swoim wystraszeniu obrony i naraz wystrzeleniu jednym posunięciem, które dotychczasowego tryumfatora zestrzeliwuje w czasie pięknego lotu, poniża, upokarza i brutalnie niszczy.
To właściwie istota sowieckiej szkoły szachów, wiem dalekiej od wirtuozerii Aliechina, charyzmy Kasparowa, ale diablo przecież skutecznej, użytecznej do bólu.
Jeśli mili Państwo chcecie trochę z tego zrozumieć doradzam, niestety, lekturę starego Golicyna, Volkoffa i Suworowa. Wiem, że świat inteligentnych i wykształconych ludzi, takich choćby jak Janusz Głowacki, uznaje tych autorów za modelowych siewców paranoi, ale wierzcie mi, było nie było dyplomowanemu specjaliście od psychologii klinicznej, nie zaszkodzi czasem pomyśleć o świecie nie poprzez przesłanki płynące z przedstawień, ale bardziej mechanistycznie, po Leibnitzowsku – czyli według paradygmatu, że najpierw następuje napięcie sprężyny a potem dopiero ogłuszający gong.
Czy najpierw bowiem jest błysk, czy też wcześniej ktoś wkłada nabój do lufy i naciska spust?


***

Kiedy zapobiegliwy, chiński wieśniak ujrzał małe pęknięcie w wielkiej tamie, szybko wsadził na rowery rodzinę, zabrał niezbędne przedmioty i wyniósł się do krewnych mieszkających na wysokim wzgórzu.
Miesiąc później z przerażeniem oglądał rwącą rzekę płynącą w miejscu gdzie była jego rodzinna wioska.
Nie myślał już wtedy o bogaczu szydzącym z jego ostrzeżeń, o uciążliwych sąsiadach, o wioskowych milicjantach, wszystkich było mu po prostu żal, bo ich wszystkich już nie było i nic już nie mogli poprawić.


***

Lepiej więc być spakowanym i gotowym do drogi (choćby myślowej), niż w gnuśnej bezmyślności oglądać doniesienia płynące z telewizji.
Już drzwiami będzie ci się wlewała woda, a z ekranu ciągle będą płynąć słowa mantry:
- jest dobrze, jest bezpiecznie, jest...... - pstrrrrr, właśnie nastąpiło zwarcie i obraz znikł, znikł wraz z całym telewizyjnym „światem”, hipnotycznym hologramem, który nikogo nigdy nie nakarmił i nie ocalił.


***

Co zaś się tyczy psychoanalitycznych, pożal się Boże, tyrad panów Głowackich i pań Gretkowskich, tudzież jej byłych małżonków (literacko podobny chlewoparnas), to klinicznie dostrzegam w nich dygot nieszczery, jakiś bez powodu zimny pot na czole, zagotowanie polane chłodnym blichtrem – kto tu i czego ma się bać?
My azjatyckiej logiki, czy też ona gmachu klasycznej myśli na której wzniesiono dzisiejszy, nie najlepszy może, ale użyteczny i sprawdzający się w praktyce, ład.
Azjatyckiej logice wystarczą hologramy i hymny pochwalne na cześć bezrozumnej siły, nam potrzeba daleko więcej... o tyle więcej, o ile Chrystus wyprzedził Mao Tse Tunga.

Witold Gadowski

http://wgadowski.salon24.pl/433058,o-dz ... ch-inaczej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 16 lip 2012, 15:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
„Chwila ciszy”

Z miesiąca na miesiąc coraz lepiej rozumiemy, dlaczego pani Ewa Kopacz, która stanowisku ministra zdrowia tyle się nadokazywała i w Warszawie i w Moskwie, - dlaczego pani Ewa Kopacz została wyznaczona na marszałka Sejmu, czyli druga osobę w państwie. Skoro na pierwszą osobę w państwie został wyznaczony pan Bronisław Komorowski, to nic dziwnego, że na drugą musiał zostać wyznaczony ktoś taki, jak pani Ewa Kopacz. Oto 11 lipca przypadła kolejna rocznica rozpętania z inicjatywy OUN i UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ludobójczej akcji przeciwko ludności polskiej. Akcja została zaplanowana i przeprowadzona z niespotykanym okrucieństwem w celu oczyszczenia tej części Kresów Wschodnich z ludności polskiej. Za komuny o tym ludobójstwie się nie mówiło z uwagi na zadekretowaną nawet w konstytucji przyjaźń ze Związkiem Radzieckim, natomiast za transformacji ustrojowej nadal się o tym nie mówiło i próbuje przemilczać ze względu na umizgi do Ukrainy.

Toteż 11 lipca, w dniu kolejnej rocznicy rozpętania tej ludobójczej akcji przeciwko ludności polskiej, nasi Umiłowani Przywódcy w Sejmie zdobyli się jedynie na „chwilę ciszy”. Jak wyjaśniła pani marszałek Ewa Kopacz zgłoszono aż cztery projekty uchwały w tej sprawie, ale wszystkie zostały skierowane do komisji kultury, która - na podobieństwo sławnej maszyny Trurla z „Cyberiady” Stanisława Lema, która potrafiła wyrzucać z siebie tylko znaki przestankowe - nie produkuje niczego prócz „chwil ciszy”. Ale cóż innego może produkować, skoro nasi okupanci najwyraźniej jeszcze nie zdecydowali, co Sejmowi wolno będzie uczynić w związku z tą rocznicą. Prowadzą oni na Ukrainie rozmaite ciemne interesy, a ponieważ ich ukraińscy partnerzy z bezpieki czy mafii mogą mieć zupełnie inna ocenę tamtych wydarzeń, toteż dla świętego spokoju i miłego grosza kazali naszym Umiłowanym Przywódcom cicho siedzieć, ewentualnie - cicho stać. Wykonaniem tego polecenia z urzędu zajęła się niezawodna pani Ewa Kopacz, która po katastrofie smoleńskiej udowodniła, że można na niej polegać - no i stąd w tubylczym Sejmie zapadła „chwila ciszy”.

Te ciemne interesy naszych okupantów na Ukrainie muszą być dla nich szalenie ważne, skoro od ładnych kilku lat skutecznie blokują każda próbę wzniesienia w Warszawie pomnika ofiar tamtej masakry. Ciekawe, że nasi okupanci, dla których pozory legalności w pocie niewysokiego czoła w podskokach wymyśla bufetowa, znaleźli w tej sprawie sojusznika w „Gazecie Wyborczej”. Przypuszczam, że „GW” sprzeciwia się honorowaniu pomnikiem w Warszawie polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa ze względu na to, że pomnik taki zakłócałby harmonię przekazu, jaki z Warszawy i innych polskich miast ma płynąć na zagranicę: skoro ofiarami II wojny mają być Żydzi, to przypominanie o polskich ofiarach jest tu potrzebne jak psu piąta noga. Po co w Warszawie monument przypominający o wołyńskiej masakrze, skoro cała para ma pójść w gwizdek w postaci Muzeum Żydów Polskich, na które nie szczędzi grosza nie tylko władza publiczna, ale i kompradorscy plutokraci? Od razu widać, co jest ważniejsze, a co mniej ważne, albo nawet w ogóle nieważne w kreowaniu nowej wersji historii naszego nieszczęśliwego kraju.

Tak się akurat złożyło, że dopiero co wróciłem z podróży po Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Meksyku. Otóż - co zdarza się niezwykle rzadko, ale się zdarza - kiedy w Ameryce jakiś Amerykanin słyszał o powstaniu w Polsce, to z reguły ma na myśli powstanie w warszawskim getcie przeciwko „nazistom” wymarłym i tubylczym. Jest o tym bowiem informowany nie tylko przez 33 muzea holokaustu w USA, z waszyngtońskim na czele - gdzie, mówiąc nawiasem, są też opisy powstań, co do których są wątpliwości, czy naprawdę się odbyły - ale również, a może przede wszystkim - poprzez obowiązkowe lekcje dla uczniów i rodziców, podczas których produkują się tzw. „świadkowie historii” to znaczy - rozmaici żydowscy hohsztaplerzy, opowiadający tam makabryczne duby smalone - bo niechby tylko ktoś ośmielił im się sprzeciwić!

Akurat znam jeden taki wypadek z Kalifornii, kiedy to łgarstwa i fantasmagorie „świadka historii” zostały zdemaskowane przez Polkę - uczennicę i jej ojca - ale to był, jak sądzę wyjątek potwierdzający regułę. Jakże jednak ma być inaczej, skoro w Muzeum Powstania Warszawskiego nie ma albumów o Powstaniu w obcych językach: angielskim, hiszpańskim, czy francuskim? Właśnie chciałem kupić taki album w prezencie zaprzyjaźnionemu lekarzowi - Amerykaninowi z Los Angeles, który interesuje się historią II wojny - ale w sklepiku przy Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie nie było właściwie niczego! A przecież chyba to Muzeum powinno być nastawione nie tylko na przyjmowanie wycieczek z Polski, ale również, a może nawet przede wszystkim - na informowanie o tym wydarzeniu zagranicy. Tymczasem najwyraźniej nikt o tym nie myśli, to znaczy - może i myśli, ale najwyraźniej szkoda mu na takie rzeczy pieniędzy. A na Muzeum Żydów Polskich nie szkoda. No to wybierajmy dalej Umiłowanych Przywódców, których wyznaczają nam nasi okupanci, od 1944 roku zawsze wysługujący się jakiemuś innemu państwu - tylko nie Polsce - a będziemy cicho siedzieli nawet wtedy, gdy będzie się nam wydawało, iż mówimy, a nawet wykrzykujemy pełnym głosem.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2556


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 19 lip 2012, 09:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Rolnik Honoris Causa

Stanowczo za dużo bierze na swoje barki nasz Pan Premier, postanowił, bowiem ni mniej, ni więcej, zostać ministrem rolnictwa. To znaczy, zaraz tam postanowił. On nie z tych, co coś postanawia, to raczej za niego postanawiają i informują go na bieżąco. Nawet o swojej niechęci do kandydowania na stanowisko Prezydenta dowiedział się na bieżąco, zaraz po podjęciu takiej decyzji przez starszych i mądrzejszych. Brak nominacji na stanowisko ministra rolnictwa znaczy tylko tyle, że Tusk nie potrafi podjąć decyzji i w taki, typowy dla niego sposób to odwleka, w nadziei, że każdy problem z czasem jakoś się rozwiąże, co jest zresztą prawdą, albo ludzie mafii rządzącej Polską nie dogadali się jeszcze, co do personaliów i podziału łupów, a coś przecież ludziom powiedzieć trzeba. Deklaracja Tuska o tym rolnictwie, że niby on teraz osobiście będzie nadzorował, ma dokładnie tyle samo wagi, jak deklaracja Tuska, na samym początku, że będzie osobiście nadzorował służby specjalne, więc Koordynator niepotrzebny. Pamięta ktoś jeszcze? Bo ja pamiętam.

Dla Tuska taka deklaracja nic nie znaczy, bo facet nie rozumie po prostu słowa „odpowiedzialność”, to taki Król Maciuś Drugi, przygłup porównywalny z tym głupkiem pląsającym w stroju motyla wśród procesji Bożego Ciała. Ważne, żeby Eurosport obejrzeć przy winku i żeby w gałę haratnąć co tydzień. Nadzór, hi, hi! Ot, „będzie namawiał kolegów” by nie kradli, na tym polega nadzór Tuska. To znaczy, żeby nie dali się złapać, a najważniejsze, żeby się nie pocili na konferencji prasowej, bo to niewybaczalne. Ale jak puder wytrzyma, nie spłynie płatami, to się nie „wtrancamy”. Jak spłynie, to „się wkurzy”, albo nawet „da burę”, jak Wierny Gras potem ze zgrozą szepce do zaczerwienionych z emocji uszek zaufanych dziennikarzy, żeby to podali, jako przeciek najwyższej wagi. Jako dowód, jak strasznie Pan Premier się wkurza na przejawy nieuczciwości, nepotyzmu, łapownictwa, korupcji, i w ogóle wszystkiego. Jak go to boli. Myśl, że to właśnie nikt inny, jak Pan Premier odpowiada ze te wszystkie nieuczciwości, nepotyzm, korupcję, nawet nie kiełkuje w tych dziennikarskich głowach, do których te zaczerwienione z emocji uszka są przytwierdzone. Odpowiada, bo to toleruje i kontrolowaną wiedzę na ten temat uczynił metodą rządzenia i utrzymywania się przy władzy, obok wzbudzania strachu, odrazy i nienawiści do opozycji.

Ciekawe, kiedy się dowiemy, że Pan premier „się wkurzył” i „dał burę” Vincentowi Rostowskiemu, jak wreszcie padnie ten system zakłamanej kreatywnej księgowości i ukrywania deficytu w budżetach gmin, w jakiś funduszach i w ogóle, gdzie się da, byle utrzymać w magiczny sposób deficyt w ustawowych ramach 55%. Pisałem swego czasu o klasycznej bazarowo- kantorowej operacji walutowej pod koniec roku, na godziny przed umownym naliczeniem owej granicy, dzięki której (yes, yes, yes!) znowu się udało. No, a jak się nie uda, to Pan Premier zapewne „przejmie bezpośredni nadzór nad ministrem finansów”. Tyle, że on zapewne nie rozumie, że czar Króla Maciusia jest wybitnie lokalny, istniejący wyłącznie dzięki wielkiemu wysiłkowi przyjaznych, lub wręcz podporządkowanych mediów, które wszystko wytłumaczą, przekręcą, a jak nie dadzą rady, to zamilczą i przykryją Rutkowskim, i nieszczęsna Madzią, czy innym dzieckiem, które akurat gdzieś zginie, a takich nigdy nie zabraknie, wystarczy wybrać, kogo tym razem uczynić tematem numer jeden na najbliższe tygodnie, zanim się wrzuci kogoś następnego. Król Maciuś nie oszuka nikogo w Brukseli, tam są lepsi gracze w trzy karty od niego, tacy, co mu sprzedadzą jego własne buty razem z nim samym w środku i bielizną w bonusie i jeszcze się będzie cieszył, że tak tanio i na raty, to dlatego, ze kupił szybko, ciągu 15 minut od oferty, bo potem już było drożej. Kiedyś ktoś Tuska po prostu zgasi, jak już nie będzie potrzebny, a jego przypomnienie, ze przecież miał obiecane funkcje komisarza Komisji Europejskiej, szefa Nato, ONZ i UNESCO wzbudzi już nie tylko wesołość, ale i zdziwienie, że ktoś może być aż tak głupi i naiwny. I sugestię, by może zacząć od nauki języków, bo to naprawdę jest warunek wstępny jakichkolwiek rozmów o jakichkolwiek stanowiskach.

Poseł Jerzy Polaczek z Prawa i Sprawiedliwości udostępnił na swojej stronie internetowej dokument, skrywany przez rząd nie tylko przed opinią publiczną, ale również przed parlamentarzystami. Wynika z niego, że Polska, wbrew oficjalnym deklaracjom ministra Jana Vincenta Rostowskiego przekroczyła już drugi próg ostrożnościowy zadłużenia publicznego. Chodzi o to, że zadłużenie Krajowego Funduszu Drogowego planowane jest w tym roku na blisko 44 mld zł, co dodając do oficjalnego deficytu budżetowego sprawia, że całość zadłużenia Polski wynosi 56,3% PKB, przekraczając aż o 1,3 punktu procentowego ten próg. I co? Ano, nic, zobaczymy, czy ktoś się zainteresuje. Gdzie przy tym jest afera Serafina i te parę złotych? Nigdzie, nawet nie stoi w pobliżu, jeśli chodzi o skalę i zagrożenie dla Polski, zapewne dlatego dość bezpiecznie będzie można o tym poczytać i pooglądać. Bo też i uwalany jest koalicjant, a PO i Tusk mogą na tym tle wzbudzić litość i współczucie, z jakimi typami muszą biedaki współpracować, wszystko przez tego Kaczyńskiego.

Z innej beczki. W Budapeszcie zatrzymano dziś 97-letniego Laszlo Csataryego. W czasie drugiej wojny światowej brał udział w zagładzie Żydów. Od lat tropiony był, podobnie jak inni zbrodniarze niemieckiego nazizmu, przez Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie. Choć od zakończenia wojny i od popełnionych przez niego zbrodni minęło ponad 60 lat, to w końcu dosięgła go ręka sprawiedliwości.
Przez wiele lat ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem, a zdekonspirowany zmieniał kraj zamieszkania. W końcu jednak został wytropiony.
Iwana Demianiuka, Ukraińca oskarżanego o udział w zbrodniach niemieckiego nazizmu, sąd w Niemczech skazał na karę więzienia, kiedy ten miał 91 lat. Na salę sądową Demianiuk przywożony był na wózku. Inny zbrodniarz Maurice Papon do więzienia trafił w wieku 88 lat i wyszedł ze względu na stan zdrowia w wieku 92 lat, dopiero po odsiedzeniu czterech lat w więziennej celi. Inny zbrodniarz Rudolf Hess w więzieniu spędził ponad 41 lat, aż do śmierci.

A Wojciech „Wolski” Jaruzelski nie niepokojony dożywa swoich dni pod swoim nazwiskiem, nie musi się ukrywać. Niedawno odwiedził go jego wieloletni kapuś „Bolek”. A, właśnie, właśnie! Jak o Bolku mowa, czytam, że jakiś dziennikarz wyniósł dokumenty IPN, grozi mu więzienie. Z art. 54 ustawy o IPN: "Kto nie będąc do tego uprawnionym, dokumenty lub zapis informacji, podlegające przekazaniu Instytutowi Pamięci (...) Lub znajdujące się w archiwum Instytutu, niszczy, ukrywa, uszkadza, usuwa lub zmienia ich zapis, w inny sposób udaremnia lub znacznie utrudnia uprawnionej osobie lub instytucji zapoznanie się z nimi albo zakłóca lub uniemożliwia automatyczne gromadzenie lub przekazywanie takich informacji, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8". A Pan Prezydent Wałęsa jakoś nie ścigany, choć z jego akt strzępki wyrwanych na chama ponumerowanych stron sterczą w niebo, jak wyrzut sumienia. Sumienie i Wałęsa, hi, hi, sorry. Surrealizm niezamierzony.

http://niepoprawni.pl/blog/1489/rolnik-honoris-causa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 24 lip 2012, 18:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Michnik niesplugawiony.

No i niech kto powie, że nie warto czytać Wyborczej. To znaczy, nie warto, chyba, że jest nudna, leniwa niedziela i nie ma, o czym pisać. Wtedy, jak najbardziej nie tylko warto, ale wręcz trzeba. Tak, jak leżąc na kocyku gdzieś na plaży obserwujemy dżdżowniczkę, czy innego wijca, jak się gramoli po piasku, w nadzieji ( upieram się przy tej pisowni, juz choćby z samego szacunku dla Pana Prezydenta), że nam dostarczy jakiejś inspiracji, wywali się, czy coś.

Od jakiegoś czasu tak zwany Salon popełnia wszystkie łajdactwa zarezerwowane dotąd dla tak zwanej „hołoty grasującej w internecie”, jak to właśnie w Wyborczej opisywano ze zgrozą i wstrętem. Generalnie, zgodnie z zasadą „ Prawdziwy Aryjczyk i bez mydła jest czysty”, być może dla Sekty z Czerskiej w lekko zmodyfikowanej formie, jeśli jakieś łajdactwo jest wykonane z certyfikatem wydanym przez Autorytet, albo i ArcyAutorytet, to wszystko jest OK, oni to robią, po pierwsze w dobrej wierze, więc jest to OK, po drugie, by obśmiać i zohydzić katopolactwo i wady narodowe, a więc jeszcze bardziej OK, a jak ktoś tego nie widzi i nie rozumie, to przecież tylko samemu sobie wystawia jak najgorsze świadectwo kołtuna i przygłupa. Tak było w przypadku grzebania się Liza w rodzinie, oczywiście, nie swojej, ani swoich teściów, Kedajów, czy teściach Pana Prezydenta, oby żył wiecznie, akurat tak wypadło z losowania, że zajął się tatusiem szefa opozycji. Tak wylosował, co, miał oszukiwać, losować jeszcze raz? No przecież nie żartujmy, uczciwość u Lisa droższa pieniędzy. Z tego słynie i słusznie.

To było grzebanie się słuszne, zresztą, jakżeby nie, przecież Lis wyjaśnił, że środowisko, w jakim się człowiek rodzi i wyrasta ma wielkie znaczenie dla jego psychiki i losów. Nie to, co ten Kaczyński, co bezczelnie wspomniał o KPPowskim pochodzeniu redakcji z Czerskiej. Istotnie, z tatusiów i dziadziusiów tej redakcji dałoby się sformować ze dwa pełne składy Biura Politycznego PZPR, a jakby tak poskrobać, to i KPZU, tudzież jednostkę Istrebitielnych Batalionów NKWD.

Jak Szaleni Starcy Platformy, Niesiołowski, czy Wołek, wyzywają koleżanki dziennikarki i posłanki od bitych chamic, ścierw pisowskich to przecież trudno mieć pretensję, bo same są sobie winne, red. Wołek tak właśnie wyjaśnił, zdziwiony, że się ktoś czepia i nie widzi, że właśnie same się proszą. A i Dworak popiera, zdziwiony bezczelnością pisowskich ścierw pisząc, że przecież Stankiewicz ma poglądy opozycyjne, więc, o co się właściwie rozchodzi, słusznie dostała a i to za mało, on by jej jeszcze z liścia dołożył, suce. To znaczy, tak nie napisał, ale i nie nie musiał, nie od dzisiaj Dworaka znamy.

Jak dwa pierduny konopielkowe, Figurski z Wojewódzkim dały przykład rzadkiego buractwa wyzywając Ukrainki i zapowiadając ich gwałcenie w momencie, jak kocmołuchy jada na szmacie dla jaśniepaństwa, to pokazało się rychło, że właśnie wyśmiewają typowe dla Polaków wady, tylko się tępaki i kołtuny nie poznały. Jak widomo, posiadanie Ukraińskiej służącej szorującej podłogi jest powszechne wśród moherowego Polactwa, stąd tez dowcipasy podsłuchane przez pierdunów wśród swoich salonowych kolegów, aktorów i celebrytów jak najbardziej pasują do wyszydzania narodowych wad, nie ma wątpliwości. Swoja drogą, przytomniaki z nich, żaden nie powiedział, że by Żydówkę zgwałcił w getcie od tyłu, jak szoruje podłogę, jednak jakieś szczątkowe poczucie, co salon wybaczy, a czego nigdy, chłopaki maja, takie całkiem głupie nie są.

No i teraz to nagrywanie, tutaj jest kłopot, bo najsłynniejszą afera podsłuchową nadal pozostaje afera Michnika- Rywina. Pozostaje i jeszcze długo pozostanie, choćby ze względu na to, że wtedy jeszcze pociągała taka afera jakieś skutki i działanie aparatu sprawiedliwości, bo potem, to już tylko Sekuła ukręcał sprawie łeb w towarzystwie pustych krzeseł, jak wysłał komisje na 10 minut przerwy, a potem szybko zakończył obrady po sześciu, zanim ktokolwiek zdążył zajarzyć, co się dzieje. Nawet grzecznie zapytał, czy ktoś był, przeciw, ale nikt nie był. Ale i z tego jakoś, z pomocą latami ćwiczonej dialektyki, Wyborcza wychodzi obronna ręką. Wtedy nagrywanie było cacy, w stanie wyższej konieczności, a teraz nie jest. I już.

„Kiedy dziesięć lat temu Lew Rywin przyszedł do Agory z korupcyjną propozycją, Adam Michnik nagrał go skrycie, by ujawnić i dostarczyć prokuraturze dowody przestępstwa. Naczelny "Gazety" działał w stanie wyższej konieczności, by Rywin przed sądem wszystkiego się nie wyparł. Dzięki nagraniu Michnika powstała komisja śledcza, a Rywin został skazany. Niestety, od tamtego czasu metoda "taśmowa" rozlała się jak Polska długa i szeroka i jest dziś przejawem splugawienia życia publicznego. Fatalnym naśladowcom nie chodzi już o udowodnienie przestępstwa, ale o to, by "mieć trzymanie" na politycznego rywala..”.

Nie wiem, jak Kurski wyjaśni taki szczegół, że Michnikowi zajęło mu całe 6 miesięcy negocjowanie dealu z grupą trzymająca władzę, zanim się poddał i zdecydował opublikować nagrania, nawet Paradowskiej zabronił o to pytać ówczesnego premiera Millera. A ona posłuchała, bo posłuszeństwo ma we krwi. O sprawie wszyscy wiedzieli i siedzieli cicho. Dokładnie tak samo, zresztą, jak o owej nowej aferze Śmietanki wszyscy wiedzieli, o nagraniach od miesięcy, a sam Tusk o sprawie wiedział od 2008 roku, co mu nie przeszkadza dzisiaj się „wkurzać i dawać bury”, że to niby on za nic nie podpowiada. Wtedy, jak się okazuje Michnik się nie splugawił i nie próbował wykorzystać nagrania w celu „trzymania przeciwnika”. To naganne zjawisko pojawiło się dopiero potem, znaczy trzymanie i splugawienie. No i z całej afery Śmietanki/Serfina zostało tyle, że Bury poleciał a Rudy został.

http://niepoprawni.pl/blog/1489/michnik-niesplugawiony


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 26 lip 2012, 09:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Dwóch tatusiów nie spłodzi podatnika

"...Mam gdzieś kołtuński, katolicki model rodziny!...", "...W jednej ręce różaniec, w drugiej kij bejzbolowy!...", "...150 posłów Platformy głosowało jak PiS (zobacz listę)!..."(to chyba najgorsza obelga)...krzyczała wczoraj Gazeta.pl. Ataku wścieklizny dostała w wyniku niechęci Sejmu do zajęcia się sprawą tzw. związków partnerskich. Nic dziwnego, Sejm uderzył w doktrynę postępackiegho kościoła nowej moralności. Kościoła, którego najbardziej radykalne skrzydło głosi, że ludzie wogóle powinni porzucić rozmnażanie i stopniowo wymrzeć ponieważ samo ich istnienie nie jest specjalnie ekologiczne.

Osobiście gotów jestem o związkach partnerskich rozmawiać. Jeżeli chodzi o wzajemne dziedzieczenie czy odwiedzanie w szpitalu dwojga kochających się ludzi to to nie jest problemem samo w sobie (odrzucam dwie rzeczy, nazywanie takiego związku małżeństwem ponieważ małżeństwem nie jest oraz mozliwość adopcji). Problem leży gdzie indziej. Leży tam gdzie leży odłogiem większość istotnych dla państwa spraw. Bo kwestia związków partnerskich nie jest kwestią dla państwa szczególnie istotną, za to odwraca uwagę od tak istotnych jak polityka prorodzinna. Polityka prorodzinna, która w dobie ujemnego przyrostu naturalnego leży w centrum racji stanu. Polityka prorodzinna, o której owszem wszyscy gadają (co warto przypomnieć ostatnią sesję rozpoczęła dobrym programem przed wyborami PJN, na której powieszono już chyba wszelkie możliwe psy) ale mało kto cokolwiek w jej sprawie robi. Jeżeli państwo powinno się jakimiś związkami w pierwszej kolejności zająć to nie związkami mężczyzny z mężczyzną, kobiety z kobietą czy kozy z tosterem. Tylko związkami kobiety z mężczyzną, które w dobie pracy po 25 godzin na dobę, braku miesc w żłobkach, wysokich kosztów utrzymania, bezrobocia, biedy i niepewności jutra wykazują się nadzwyczajnym herozimem w utrzymaniu przyszłych podatników.

Nawet jeżeli państwa nie interesują motywacje ideologiczne to powinno to robić w swoim najgłębszym ekonomicznym interesie.

http://bozeuchowaj.salon24.pl/436317,dw ... -podatnika


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 28 lip 2012, 06:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Ile nas to kosztuje

W dyskusjach o różnych motywowanych ideologią "róbta, co chceta" i "alternatywnych" modelach życia jakoś niewiele w debacie publicznej mówi się, ile nas, wszystkich podatników, to kosztuje. Mówi się: "Niech każdy żyje, jak chce - ma do tego prawo, co to kogo obchodzi". To nie jest prawda, bo często to "prawo" jest realizowane z naruszeniem wolności lub godności drugiego człowieka oraz na koszt całego społeczeństwa.

Kryzys gospodarczy spowodował, że w całej Europie zaczęła się dyskusja na temat kosztów. Dzięki temu do opinii publicznej zaczyna docierać, jak ogromne koszty budżetowe i społeczne powoduje promowanie przez państwo stylu "róbta, co chceta".

System podatkowy w Polsce preferuje rozwody i samotnych rodziców. Przy czym, co najgorsze, rozpad rodziny determinuje całe życie dziecka, które jest niewinną i tragiczną ofiarą logiki, według której prawa jednostki do samorealizacji są ważniejsze niż prawa rodziny i prawa dziecka do posiadania rodziców.

Opłacalne stało się bycie samotnym rodzicem, bo ustawowo należą się odrębne mieszkania, i to w sytuacji, gdy niejedna rodzina nie może się doczekać samodzielnego mieszkania. Ponadto takie osoby uzyskują przywilej w postaci wspólnego opodatkowania z dzieckiem, co jest wykluczone dla pełnych rodzin.

Dzieci wychowywane przez samotnych rodziców mają znacznie korzystniejsze kryteria dochodowe, od których zależy zasiłek, niż dzieci w rodzinach pełnych, są preferowane w przedszkolach.

W wyniku rozwodów jest więcej gospodarstw domowych, które emitują dodatkowe zanieczyszczenie środowiska i produkują więcej śmieci, zużywają więcej wody i energii, której w Polsce zaczyna brakować. Wszystko to powoduje dodatkowe obciążenia dla budżetu państwa i dodatkowe koszty społeczne. I na to są pieniądze, a na leczenie wielu chorób ich nie ma!

Homoseksualiści chcą legalizacji przez państwo konkubinatów jednopłciowych i domagają się takich samych praw, jakie mają małżeństwa, łącznie ze wspólnym opodatkowaniem. Jest to pomysł czysto ideologiczny, by pewnej grupie nadać szczególne przywileje kosztem całego społeczeństwa.

Na gruncie istniejącego prawa dwie osoby fizyczne posiadające zdolność prawną już obecnie mogą zawierać między sobą różnorakie umowy określające swoje wzajemne zobowiązania w wymiarze majątkowym czy osobistym.

Gdyby taki pomysł został zrealizowany, otworzyłby drogę, by np. dwóch singli tej samej płci ze względów podatkowych rejestrowało fikcyjny związek partnerski, na czym - w zależności od swoich dochodów - zarabiałoby tysiące złotych. Małżeństwo mężczyzny i kobiety korzysta natomiast z pewnej ochrony państwa, gdyż ze swojej natury małżonkowie zobowiązują się wzajemnie między innymi do wychowania potomstwa. Bez dzieci społeczeństwo i państwo nie ma przyszłości.

Konkubinaty jednopłciowe z istoty rzeczy nie podejmują trudu urodzenia i wychowania dzieci, natomiast korzystając później z emerytury, obciążają całe społeczeństwo skutkami swoich wyborów. Przecież system emerytalny oparty jest na solidarności międzypokoleniowej i zasilany przez dzieci urodzone ze związku mężczyzny i kobiety, do którego homoseksualiści nie wnoszą następnego pokolenia.

Skala obecnego kryzysu moralnego i gospodarczego w Europie prędzej czy później doprowadzi do przeorientowania praw i obowiązków obywateli. Zostanie zapewne podjęta dyskusja, by osoby chcące realizować swój styl życia, obciążając całe społeczeństwo, ponosiły tego koszty.

Jan Maria Jackowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... ztuje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 30 lip 2012, 20:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Teatrzyk: „Rozszlochany gej”

Jak wiadomo, od czasu, do czasu należy rozpętać akcję, pod tytułem „poseł PiS robi cos niesłychanie okrutnego i nikczemnego”. Nie ważne, co, albo powie coś o Gabonie, albo o Biedronce, albo o Merkel, no, to akurat najmniej istotne, o czym, ważne, żeby celebryci, dziennikarze z Wyborczej, tudzież anonimowi „Akowcy z Przasnysza”, „prządka Maria z Grudziądza”, „pani Anna z warzywniaka” nie mogli wyjść z oburzenia, że żyjąca osoba mogła wypowiedzieć tak nikczemne, oburzające, niesłychane słowa, których oni nigdy w życiu wcześniej nie słyszeli, ani nawet nie wyobrażali sobie, że może istnieć podobne zwyrodnienie. Nawet rozważali, czy nie zagłosować na PiS, ale po czymś takim, nigdy, raczej sobie rękę odgryzą. Eksperci od socjologii, gotowania na gazie i baletu ( ta sama osoba) wykażą w TVN, albo Telewizji Śniadaniowej, że to ostateczny koniec zdolności koalicyjnej PiS i również koniec osobistej kariery Jarosława Kaczyńskiego w polskiej polityce. Pszoniak z Grabowskim w „Drugim Śniadaniu Kabotynów” powiedzą, że nigdy, nigdy w życiu nie czuli takiego wstydu z powodu bycia Polakami, prawdopodobnie wyjadą do jakiegoś innego kraju, by umrzeć w wolności i tolerancji, razem z maturzystą Bartoszewskim i jego nieszczęsną małżonką. Dlaczego nieszczęsną, a wyobraźcie sobie, że musicie słuchać monologu Szalonego Starca na okrągło, dzień w dzień, to przecież można się tępą łyżeczką od herbaty pochlastać, albo z gumki od majtek zastrzelić. Już nawet TVN nikogo do niego nie wysyła, ponoć kamerzyści musieli ciągnąć losy, kto pojedzie, zdarzały się symulacje padaczki i połogu, oraz próby przekupstwa.

No, tym razem wypadło na gejów i związki partnerskie. Zresztą, prawdziwi geje siedzą sobie cicho i ostatnia rzecz, jak im jest do szczęścia potrzebna to, a raczej dwie rzeczy- to owa ustawa, i dwa, rozgłos. Żeby wychodzić na ulice i się chwalić, jaka jest czyjaś ulubiona pozycja kopulacji, to trzeba mieć dobrze w głowie nas….. Oczywiście jest grupa, która z tego faktu, że woli w pozycji kolankowo – łokciowej wywodzi prawo do specjalnych praw politycznych, a, co ważniejsze stałego dopływu publicznych funduszy, tak, że by można było pod ta pozycje kolankową wypić i zakąsić. No, ale ilu takich posłów, czy działaczy, garstka, a złą robotę robią tysiącom zwykłych gejów. Taki oksymoron, ale mam na myśli zwykłych ludzi, którzy wiodą zwykłe życie, przez nikogo nie niepokojeni, ani nie dyskryminowani, bo i komu przeszkadza gej, jeśli nie włazi przed oczy w pękiem piór w d…., nie pląsa wśród pochodu Bożego Ciała w przebraniu motylka, albo nie dobiera nam się do tyłka w barze. Mnie akurat nie przeszkadza, mam wielu kumpli gejów i wiele kumpeli lesbijek, tak, jak i na lądzie, procentowo mniej więcej tyle samo pływa na statkach i nic się z tego powodu nie dzieje. Pracują dlatego, że są dobrzy, wylatują, dlatego, ze są niedobrzy w tym, co robią, dokładnie tak samo, jak wszyscy. A tu wyłazi taki Biedroń i antagonizuje, histeryzuje, napuszcza jednych na drugich. Coś, jak Gross w stosunku do Żydów polskich, ile ten facet narobił złej krwi swymi kłamstwami, to żaden szmalcownik, ani autor tych wszystkich list Żydów ( kompletne spisy obywateli RP) nie nabroił. Tytuł Antysemity Dziesięciolecia zapewniony.

No, jak wiadomo ustawa upadła w Sejmie, co wywołało, a raczej miało wywołać, ale jakoś nie wyszło, falę oburzenia i spazmów. Zaczęło się rutynowo, wiadomo, Wyborcza, Facebook. Żeby ktoś czasem nie zapomniał, że został obrażony i trwale pozbawiony szczęścia, na Facebooku zostało utworzone wydarzenie ">>Podziękuj<< posłowi za pozbawienie Cię prawa do szczęścia". "Niech zobaczą, ilu osobom odbierają prawa! To nie oni, a my będziemy z nich korzystać. Nie pozwólmy by nigdy nie były nam one przyznane. Głosując w ten sposób, posłowie złamali artykuł 32. konstytucji, mówiący o tym, że każdy człowiek jest równy" - przekonują organizatorzy akcji. Były tam nawet gotowe wzorce listów, na wypadek, gdyby ktoś nie wiedział, czy jest bardziej obrażony, czy też raczej pozbawiony. Wystarczy kliknąć i już, jak widać, kampania skierowana jest raczej do takich mniej sprawnych intelektualnie. No i pewien Patryk poczuł się pozbawiony. Szczęścia, znaczy.</p>

„Szanowna Pani Posłanko, >>dziękuję<< Pani za to, że w dniu 24 lipca 2012 roku uniemożliwiła mi Pani bycie w przyszłości szczęśliwym. Swoją decyzją, by zagłosować przeciw związkom partnerskim tylko jeszcze bardziej pozbawiła mnie Pani powodów, by mieszkać w tym kraju. Jestem młodym zdeklarowanym gejem, przed nikim się nie ukrywam i chciałbym mieć pełnię praw we własnym kraju, ale skoro Pani mi tego odmawia, nic mnie tu nie trzyma i gdy tylko po skończeniu liceum będę miał taką możliwość, wyjeżdżam stąd najdalej jak mogę" - napisał licealista. Jego zdaniem nie będzie jedyny.</p>

Pani Bartuś ze swojego oficjalnego poselskiego konta odpisała mu krótko: "Panie Patryku, skoro Polska jest dla Pana tylko >>tym krajem<<, to Pana wyjazd z naszej Ojczyzny nie będzie dla niej dużą stratą".</p>

Pani Bartuś wykazała się nadludzką cierpliwością i umiarkowaniem, bo ja bym napisał dosadniej, prostym, marynarskim językiem, żeby zwyczajnie wyp… ał, bo, przecież nikt go „w tym kraju” nie trzyma siłą, a jeśli zobaczy na Okęciu kogoś rozszlochanego i obsmarkanego to od razu mówię, to nie będę ja. Możliwość jego swobodnego wyjazdu to wszak wielkie zwycięstwo Polski zawarowane w Traktacie Akcesyjnym do EU. Przynajmniej Tusk tak kiedyś mówił. Zresztą, nie tak dawno Adam Michnik napisał do pewnego młodego człowieka, który, (hi,hi!) nie mógł znieść języka nienawiści PiSu i również zamierzał wyjechać „z tego kraju”, że, owszem, nikt nie broni, niech wyjeżdża, tylko niech najpierw zagłosuje przeciw PiS w wyborach, a potem może spadać na drzewo, czy gdzie tam się wybiera. Więc z tej strony też nie ma przeszkód. Przeciwnie, mogę mu podać listę krajów, w których zostanie powieszony, ukamienowany, opluty, uwięziony, nie, żeby go wpuścić w kanał, ale, żeby, robiąc listę krajów lepszych od „tego”, czyli Polski, miał więcej danych.

http://niepoprawni.pl/blog/1489/teatrzy ... ochany-gej


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 201 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 14  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 16 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /