Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 105 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 19 kwi 2013, 06:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Iluzja sukcesu gospodarczego

Wciąż słyszymy powtarzany przez rządzących slogan o Polsce jako „zielonej wyspie” Europy, która obroniła się przed kryzysem i jako jedyna zanotowała wzrost gospodarczy.

Ale to jest w znacznej mierze iluzja, czyli obraz sfałszowany, nieoddający rzeczywistego stanu rzeczy. Przedstawia się wzrost podstawowej używanej do oceny gospodarki miary, jaką jest produkt krajowy brutto (PKB), nazywany też czasami dochodem narodowym – to jest z grubsza biorąc wszystko to, co w naszej gospodarce zostało wytworzone: im więcej wytworzyliśmy, tym lepiej nam być powinno, niby oczywiste.

Co zostaje „na rękę”

Ale tak naprawdę nasz dobrobyt zależy nie od tego, ile wytworzyliśmy, tylko od tego, co otrzymujemy „na rękę”, czyli co dla nas zostało z tego, co wytworzyliśmy – ta wielkość nazywa się produktem narodowym brutto (PNB) i to ona decyduje o naszym dobrobycie, oddaje rzeczywisty stan naszej gospodarki z naszego, jej obywateli, punktu widzenia. Produktem narodowym brutto jest zatem to, co dostajemy do podziału. Rocznik statystyczny określa produkt narodowy przez dodanie do produktu krajowego dochodu z zagranicy, a ten od lat jest ujemny, czyli nie jest to dochód – coś, co nas wzbogaca, lecz odpływ – coś, co nasz kraj zubaża. Ten ujemny dochód zagraniczny będę nazywał transferem za granicę – i oczywiście mówimy cały czas o saldzie, czyli o tym, co przyszło (na przykład dochody Polaków pracujących za granicą), minus to, co wyszło z kraju (dochody cudzoziemców wywiezione do ich krajów).

I warto się temu przyjrzeć. Do roku 2002 saldo tych transferów, cały czas ujemne, nie było duże, wynosiło kilka miliardów złotych, ale w 2003 r. wzrosło dwukrotnie do -12,8 mld zł, by w roku wejścia do Unii skoczyć do -40,7 mld złotych. W następnym roku spadło co prawda o 8 mld zł, ale w latach 2006 i 2007 znowu wynosiło ponad -40 mld złotych. W pierwszym roku kryzysu wyniosło „tylko” 29 mld zł, ale już rok później -47,5 mld zł i potem rośnie co roku z grubsza o 10 mld złotych.

Produkt narodowy, to, co nam zostaje do podziału, to zatem coraz mniejsza część tego, co wytwarzamy: podczas gdy w 2000 r. było to 99,2 proc., w 2011 już tylko 95,8 proc., a według wstępnych szacunków na 2012 r. nieco mniej: 95,6 procent. To, co nasza gospodarka, my wszyscy, tracimy, to w 2011 r. 4,2 proc. PKB, w 2012 r. 4,4 proc., a wszystko wskazuje na to, że te straty będą rosły. W rezultacie wzrost gospodarczy mierzony produktem narodowym brutto jest wyraźnie wolniejszy niż wzrost PKB. Na przykład w 2009 r., podczas gdy PKB wzrósł realnie, czyli po odjęciu od wzrostu liczonego w cenach bieżących inflacji mierzonej wskaźnikiem cen dóbr i usług konsumpcyjnych, o 2,1 proc., PNB zwiększył się tylko o 0,7 proc. – to praktycznie stagnacja. W 2011 r. wzrost PKB określono na 3,2 proc., a PNB zwiększył się tylko o 2,8 proc. – to jest odczuwalna różnica. Wstępne dane za 2012 r. przedstawiają jeszcze bardziej pesymistyczny wynik: wzrost PKB to 1,1 proc., a PNB zaledwie 0,8 proc. – to znowu stagnacja, niezapowiadająca nic dobrego w bieżącym roku.

Przyczyny stagnacji

Ale trzeba sobie powiedzieć, skąd się bierze ta gigantyczna i narastająca strata naszego produktu narodowego. Mówi o tym bilans płatniczy naszej gospodarki opracowywany przez Narodowy Bank Polski. Jego zasadniczą częścią jest tzw. rachunek obrotów bieżących, który tworzą saldo wymiany towarów z zagranicą, saldo usług (razem stanowią tzw. bilans handlowy – to wartość eksportu towarów i usług minus wartość importu towarów i usług), saldo tzw. transferów bieżących (prywatne i oficjalne transfery środków do kraju minus prywatne i oficjalne transfery z kraju) oraz saldo dochodów (dywidendy, zyski, apanaże prezesów itd.) – i to jest to, co umniejsza nasz dochód narodowy.

W większości krajów to właśnie bilans handlowy i transfery bieżące dominują w relacjach z zagranicą: podstawowe znaczenie ma bilans handlowy, pewnym dodatkiem, języczkiem u wagi, są transfery bieżące – to przepływy środków niezwiązane z transferem kapitałów, obejmują podatki od dochodów i majątku, składki na ubezpieczenia społeczne, świadczenia społeczne inne niż transfery socjalne, które charakteryzują się tym, że mają wpływ na ogólny poziom spożycia. Ale w dwóch kategoriach krajów, takich, które dokonują wielu intratnych inwestycji zagranicznych, czyli lokują kapitały w innych krajach, oraz takich, które, przeciwnie, przyjęły wielu inwestorów zagranicznych albo utraciły znaczną część swojego majątku produkcyjnego na rzecz dysponentów zewnętrznych, znaczącej roli nabiera czwarta pozycja rachunku bieżącego – saldo dochodów. Jak łatwo się domyślić, pierwsze z tych krajów saldo dochodów mają dodatnie, do nich napływają środki z zagranicy, one zarabiają na swych inwestycjach i stają się coraz bogatsze, natomiast te drugie mają saldo dochodów ujemne, z nich dochód narodowy wypływa, one tracą część tego, co zostało wypracowane przez obywateli.

Gigantyczne transfery

Jak łatwo się domyślić, Polska należy do tej drugiej kategorii krajów. Saldo dochodów jest ujemne, od 2004 r. stało się szczególnie wysokie, gdy przekroczyło -30 mld zł, w następnym roku -22 mld, w kolejnych latach -45 mld, -30 mld i dalej dynamiczny wzrost do -71,4 mld w 2013 r. – tyle wypłynęło z Polski netto. Żeby ktoś nie myślał, że te ujemne ponad 70 mld zostało skompensowane środkami unijnymi, na których skorzystaliśmy: nie, ta gigantyczna kwota to wynik ostateczny bilansu środków, czyli jest to saldo będące wynikiem odpływów 97 mld zł i napływu środków 25,5 mld złotych.

Te transfery dochodów decydują o tym, że produkt narodowy jest tak znacznie niższy od produktu krajowego. Pracujemy zatem, wytwarzamy, ale w znacznej mierze nie dla siebie, bo spora część wypracowanych przez nas dochodów odpływa za granicę – jak już powiedziałem, w 2012 r. było to 4,4 proc., rok wcześniej 4,2 procent. I jeśli porównamy to ze wskaźnikiem rentowności przemysłu wynoszącym (netto) 4 do 4,5 proc., widzimy, jak bardzo osłabia to gospodarkę.

Jeśli zsumujemy te transfery od 2000 r., to ich zwykła suma stanowi 450 mld zł, to jest prawie 30 proc. poziomu PKB w 2012 r., ale prawidłowe liczenie wymaga waloryzacji środków minionych lat jakąś stopą procentową. Jeśli zastosujemy stopę redyskontową NBP, to suma ta wyniesie 477 mld zł, jak by nie było, bylibyśmy co najmniej o 1/3 bogatsi. I trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest to jedna z przyczyn tego spowolnienia, wręcz stagnacji gospodarczej – to tak, jakby ktoś w baku samochodowym wywiercił otwór – daleko takim pojazdem się nie zajedzie.

Ale trzeba też sobie powiedzieć, że te gigantyczne straty, jakie ponosi polska gospodarka, nie wynikają bezpośrednio z faktu przynależności do Unii Europejskiej, bo ich przyczyną jest, po pierwsze – nieprofesjonalnie przygotowana transformacja, a po drugie i przede wszystkim – błędna koncepcja prywatyzacji, która doprowadziła do tego, że znaczna część gospodarki nie pracuje dla naszej pomyślności.

Zasadniczą rolę odgrywa tu usytuowanie kapitału zagranicznego. Jeśli kapitał zagraniczny wykorzystujący ekonomiczne walory jakiegoś kraju – takie jak tania siła robocza, korzystne podatki, infrastruktura – inwestuje po to, by powiększyć jego zasób produkcyjny, nazywa się to inwestycjami typu „green field” – to oczywiście on transferuje osiągnięte zyski do swojego kraju macierzystego i tym samym „ujmuje” część wypracowanego PKB. Ale stwarzając miejsca pracy i dając dochody pracownikom, nie tylko powiększa ogólny majątek, ale też poprawia stan finansów publicznych, bo ludzie zarabiają i płacą podatki. Produkt narodowy jest mniejszy od produktu krajowego, ale ta różnica jest ceną za nowo wytworzone wartości.

Oddanie infrastruktury

Jeśli natomiast kapitał wchodzi głównie po to, by przejmować istniejący majątek, nawet jeśli go nie likwiduje, dokonując wrogich przejęć (takich przypadków było przecież bardzo wiele), a jest „tylko” nastawiony na eksploatację tego majątku „do zużycia”, to staje się siłą destrukcyjną. Tak niestety stało się w Polsce. Z jednej strony rosną transfery wyprowadzanych zysków i dochodów bardzo wysoko opłacanych zagranicznych kadr kierowniczych, z drugiej rośnie bezrobocie i zmniejsza się baza podatkowa, czemu sprzyja niefrasobliwa i wysoce niekompetentna polityka fiskalna i prywatyzacyjna.

Poważnym błędem była wyprzedaż kapitałowi zagranicznemu dobrych, przynoszących zyski przedsiębiorstw – zamiast dawać zyski krajowi, wzbogacają zagranicę. Ale jest jeszcze jeden ważny, bardzo osłabiający gospodarkę kierunek zaangażowania kapitału zagranicznego – to przejęcia infrastruktury. Infrastruktura to coś, co służy gospodarce i wpływa na jakość naszego życia: drogi, telekomunikacja, ale też finanse i handel. Oddanie tych dziedzin kapitałowi zagranicznemu, który je monopolizuje i narzuca wysokie opłaty i marże, nie żałując środków na wynagrodzenia dla swojej zagranicznej kadry, powoduje nie tylko wysokie, ale i narastające odpływy dochodu narodowego, także w formie zakamuflowanej – jako tzw. koszty transferowe w formie opłaty za znaki firmowe, za „reorganizacje”, konsultacje, niektóre sprowadzane z firm-matek elementy wyposażenia (jak słynne kapsle do butelek czy guziki do garniturów).

Szczególnie kosztownym błędem, wprost emanacją niekompetencji, było oddanie infrastruktury finansowej, w tym zarządzania funduszami emerytalnymi – wysokie marże i opłaty za kredyty bardzo wzbogacają zagranicę kosztem naszych kieszeni. Jest tajemnicą poliszynela, że gdy jeden ze znanych zagranicznych koncernów finansowych z południa Europy przejął pewien duży polski bank, to stanowi on 3,5 proc. wartości tego koncernu, a daje mu 30 proc. zysków. W tej sytuacji trzeba jasno powiedzieć, że bardzo niepokojące są sygnały o bardzo intensywnych zabiegach, by „opchnąć” polską Giełdę Papierów Wartościowych. To byłby nie tylko błąd, lecz bardzo kosztowna dla nas wszystkich głupota – ujemne saldo transferów jeszcze bardziej by wzrosło. Ale może nawet to coś więcej – czy to nie sabotaż polskiej gospodarki?

Prof. Jerzy Żyżyński

http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gos ... czego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 08 maja 2013, 05:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Premier jak menel pijany

1) Premier Donald Tusk zapewnił, że CBA pilnie zbada sprawę ewentualnych relacji ministra transportu Sławomira Nowaka z firmami zarabiającymi na państwowych kontraktach.
(dzisiaj, 7 maja 2013)


http://www.pap.pl/palio/html.run?_Insta ... 1557057607

2) Minister transportu Sławomir Nowak tłumaczył się premierowi z sugestii, jakoby jedna z firm obdarowywała go bardzo drogimi zegarkami w zamian za intratne zlecenia. "Rozmawiałem długo z ministrem Nowakiem i jego wyjaśnienia wydają mi się przekonujące" - powiedział po rozmowach Donald Tusk.

(środa, 24 kwietnia 2013)

http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-m ... nId,960104

Nie minęły nawet dwa tygodnie, by premer Donald Tusk kompletnie zmienił zdanie na temat swojego ministra, Sławomira Nowaka. Od przekonania o niewinności Nowaka do podejrzenia o korupcyjnym zachowaniu, od ściany do ściany!

Nikt już nawet nie zwraca na to uwagi, że premier plecie jak baba z magla, co mu ślina na język przyniesie, że to niepoważne i ośmieszające dla całego państwa. Nikt na to nie zwraca już uwagi, bo ludzie przyzwyczaili się do tego, bo ileż już razy Tusk robił z gęby cholewę, że przypomnę tylko jak miał zaraz natychmiast wyrzucać ministra - specjalistę od sprzedawania stoczni katarskim inwestorom, a jak go wreszcie wyrzucił to ... na stołek prezesa dwóch spółek państwowych (PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1) z miesięczną pensją co najmniej 55 tysięcy złotych... Raz wyrzuca ot tak sobie pana Ćwiąkalskiego, doktora habilitowanego nauk prawnych, a innym razem awansuje na ministra sprawiedliwości polityka bez minimalnego przygotowania prawnego, by w końcu błagać o przyjęcie tej funkcji zwykłego magistra prawa... Od ściany do ściany.

Pamiętam jeszcze całkiem dobrze, że Tusk wyrzucił sześciu swoich ministrów, bez mrugnięcia okiem, składając ich w ofierze mediom, by ich przykładnie ukarać za aferę hazardową. Nie minęło jednak parę miesięcy jak ustawiona przez niego komisja śledcza z Sekułą gadającym z krzesłami na czele dowiodła, że nie miał racji: nie było żadnej afery, wszyscy oni byli niewinni! Ale Tusk nigdy nie przeprosił ich za to.

Tak samo nie wiadomo już właściwie za co poleciał Sawicki, bo chociaż Tusk wrzeszczał o czyszczeniu agencji rolniczych, to nic absolutnie się nie dzieje, a mówi się dzisiaj, że żadnej afery Elewarru nie było. Sawicki bryluje w mediach jako ekspert i arbiter w sprawie kary nałożonej przez KE za brak kontroli nad funduszami dla rolników., o której wie sporo i od co najmniej czterech lat (tak, od czterech lat, nie miesięcy!) tę wiedzę trzyma z dala od mediów i opinii publicznej... oraz premiera Tuska, który znowu może obwieścić - jak przy niedawnej aferze z porozumieniami gazowymi - że nic nie wie, nie wiedział...

Tylko znowu stawiam sobie pytanie, dlaczego za tamto niedoinformowanie wyrzucił ministra Budzanowskiego, a za to nie wyrzuca wcale Kalemby? Od ściany do ściany, premier jak menel pijany!

http://notatnikmieszczucha.salon24.pl/5 ... nel-pijany


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 10 maja 2013, 07:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Koperty premiera Tuska

Ukaz Piotra I z 9.12.1709r.

Podwładny w obliczu przełożonego winien mieć wygląd lichy i durnowaty, by swym pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.

Oglądając czasami pokazówkę telewizyjną z rozpoczęcia obrad RM - widać wyraźnie, iż ukaz ten (oczywiście nie napisany) - obowiązuje w całej rozciągłości w relacjach premier - ministrowie. Wprawdzie u Stalina ministrowie poruszali się biegiem, a w Korei Płn. - rozpacz po śmierci władcy należało wyrażać przekonywujaco, ale u Tuska obowiązująca czołobitność jest aż nadto widoczna. Dziwić jedynie może fakt, iż obecne konsekwencje braku owej czołobitności nie skutkują łagrem, tylko utratą łask, a mimo to, tak wielu polityków gotowych jest na utratę twarzy, by owych łask nie utracić. Dziwić może fakt, że wszyscy posłowie PO są tak posłuszni przy głosowaniach. Oczywiście zostali wybrani wg specjalnego klucza (ślepej lojalności), ale nawet wyrzucenie z partii, czy wykreślenie z poselskiego klubu - nie powodują utraty mandatu, a przecież wielu z nich ma pełną świadomość, iż nie znajdzie się na przyszłych listach wyborczych.

W czym tkwi tajemnica - sprawa jest banalnie prosta - za każdym ministrem, każdym posłem - stoi jego klientela, jego poplecznicy, w ogromnej ilości przypadków zawdzieczają oni "swojemu" politykowi ciepłe posadki, wpływy, stanowiska. Otóż ci "znajomi" mówią posłowi (ministrowi) - stary, nie rób nam tego, tobie wprawdzie nic nie grozi, ale my stracimy dobrze płatne prace, mamy raty do spłacenia, mamy dzieci na dobrych (drogich) uczelniach - bądź człowiekiem - wytrzymaj.

Premier, to zresztą niezły chłop; wprawdzie gospodarka jest na równi pochyłej, afera goni aferę, służba zdrowia często przez zaniedbanie doprowadza do śmierci chorych, wymiar sprawiedliwości jak zwykle gnębi maluczkich, a uprzywilejowane kasty są bezkarne, bezrobocie wsród młodzieży bije rekordy, emerytury odpływaja w nieokreśloną dal i mogą być w nieokreślonej wysokości, wydaje się ogromne pieniądze na budowę dróg i autostrad (gorzej z jej zakończeniem), sa piękne stadiony i orliki, do których będziemy dopłacać przez nastepne pokolenia, ale jak przystało na tym stanowisku zachowuje sie całkiem sympatycznie:

-Premier nigdy nie kłamie, nawet nie mija się z prawdą - on był, lub jest mylnie poinformowany przez tych nieudolnych urzędników;

- Premier nie musi realizować wypowiedzianych gróźb - on może być wspaniałomyuśklny i wyrozumiały;

- Premier zawsze realizuje swoje obietnice, chyba że zewnętrzne okoliczności mu na to nie pozwolą;

- Premier zawsze obwieszcza sukcesy swojego rządu; w przypadku, gdy okażą się porażkami, to tylko z winy poprzednich rządów;

- Premier podnosi wiek emerytalny jedynie w trosce o wysokość przyszłych świadczeń - szczególnie dla kobiet;

Premier Tusk wie o trzech kopertach, jakie dał Gomółka Gierkowi; w pierwszej było "zwal wszystko na mnie", jeżeli bedzie źle otwiera się drugą kopertę - tam:"rób tak, jak ja"; w przypadku braku poprawy otworzyc trzecią - tam: "przygotuj trzy koperty".

Byłoby skrajnym brakiem wyobraźni, gdyby Tusk nie miał przygotowanych już trzech kopert.

http://sporozdziwien.salon24.pl/506309, ... iera-tuska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 14 maja 2013, 05:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Obrączka zniknęła sama?

Nie ma dowodów na to, by po katastrofie Tu-154M ktoś ukradł rzeczy należące do Tomasza Merty – uznała prokuratura. I umorzyła śledztwo.

– Postępowanie zostało umorzone wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego – poinformował prok. Dariusz Ślepokura, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Chodziło o przywłaszczenie m.in. złotej obrączki i zegarka Tomasza Merty oraz złotego sygnetu Wojciecha Seweryna. W ramach tego samego postępowania, wobec braku znamion czynu zabronionego, umorzony został również wątek dotyczący uszkodzenia dowodu osobistego Tomasza Merty.

W ramach śledztwa przesłuchano w charakterze świadków m.in. żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, którzy uczestniczyli w czynnościach związanych z oględzinami miejsca katastrofy, a także pracowników Ambasady RP w Moskwie i Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

–W toku postępowania ustalono, że przedmioty należące do Tomasza Merty po katastrofie samolotu pod Smoleńskiem zostały po uprzednim umieszczeniu w worku foliowym za pośrednictwem Ambasady RP w Moskwie przekazane do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie po pobieżnej ocenie, że worek ten nie zawiera przedmiotów pamiątkowych, ze względu na zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne podjęto decyzję o ich utylizacji – zaznaczył rzecznik.

Sprawę okoliczności, w jakich doszło do uszkodzenia dowodu Tomasza Merty, szczegółowo jako pierwszy opisywał „Nasz Dziennik” już pod koniec sierpnia 2011 roku.

Okazało się, że dowód wydany rodzinie nosi ślady nadpalenia, podczas gdy z dokumentacji rosyjskiej wynikało, że zachował się on w stanie idealnym. Początkowo sądzono, że to dokumentacja rosyjska zawierała błędy. Okazało się jednak, że do zniszczenia dowodu doszło na terenie Polski.

Ponadto nikt nie informował Magdaleny Merty o tym, że rzeczy jej męża były na terenie placówki dyplomatycznej. Wdowa wprawdzie odnalazła w siedzibie Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim część rzeczy męża, ale drogocenne przedmioty zniknęły.

Jak podkreślił prok. Ślepokura, zebrane w toku śledztwa dowody nie pozwoliły na uznanie, że „rzeczy należące do Tomasza Merty w postaci m.in. złotej obrączki i zegarka, a także złoty sygnet Wojciecha Seweryna zostały skradzione”. Śledczy zdołali jedynie ustalić, że przedmioty Tomasza Merty po katastrofie smoleńskiej zostały odnalezione, a obrączka wraz z portfelem zostały przekazane do Ambasady RP w Moskwie.

Równocześnie nie odnaleziono żadnych dowodów wskazujących, że sygnet Wojciecha Seweryna w ogóle został odnaleziony. Decyzja o umorzeniu śledztwa nie jest prawomocna i najbliższym osobom dla pokrzywdzonych przysługuje prawo wniesienia zażalenia na tę decyzję.

– Jestem zaskoczony taką decyzją prokuratury. Był dowód, został zniszczony, prokuratura wojskowa była zakłopotana tym, co się stało, a teraz okazuje się, że winnego nie ma. Wiemy, że była obrączka i zniknęła, a winnego brak – komentuje mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik Magdaleny Merty.

Jego zdaniem, w tej sprawie są podstawy, by mówić o niedopełnieniu obowiązków przez wysokich funkcjonariuszy publicznych. Jak dodał, ponadto w postępowaniu nie wykonano szeregu czynności, zebrano rozbieżne zeznania świadków i nie wszystkie relacje są wiarygodne.

Mecenas Kownacki zapowiedział, iż decyzja prokuratury zostanie skonsultowana z klientką, która podejmie decyzję o dalszych krokach. Nie można wykluczyć, że do prokuratury złożone zostanie zażalenie opierające się m.in. na kwestiach niedopełnienia obowiązków służbowych, składania fałszywych zeznań i poświadczenia nieprawdy w dokumentach.

– Wiemy, że obrączka była w polskich rękach i zniknęła. Jeżeli żaden urzędnik państwowy za to nie odpowiada, to nie wiem, w jakim kraju żyjemy – dodaje.

Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -sama.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 15 maja 2013, 21:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Kto uwiódł Wądołowskiego?

Jakoś tak się dziwnie pichci w tym naszym medialno-politycznym kotle, że niekwestionowanym numerem 1 jeśli chodzi o wyrok w aferze korupcyjnej, jest uniewinniona Beata Sawicka. Mało kto potrafi wymienić z imienia i nazwiska drugiego uniewinnionego amatora kręcenia lodów, czyli Mirosława Wądołowskiego, który przecież podobnie jak Sawicka został przyłapany na gorącym uczynku z brudną kasą w złodziejskich łapach. Ktoś może powiedzieć, że Beata Sawicka była bardziej znana. Nic podobnego. Do wybuchu afery to Sawicka dla przeciętnego Polaka była osobą anonimową, zaś o Wądołowskim można było to i owo usłyszeć.

Jako wieloletni burmistrz Helu i były polityk Unii Wolności oraz partii demokraci.pl znany był głównie z bardzo bliskiej znajomości z „Olusiem krętaczem”, czyli Aleksandrem Kwaśniewskim, któremu to właśnie z inicjatywy Wądołowskiego nadano tytuł honorowego obywatela Helu. Mówiło się też o zarzutach nepotyzmu i korupcji.

Teraz czas na wyjaśnienie powodu, dla którego w mediach głównego ścieku występuje tylko Beata Sawicka.

Otóż gdyby łapówkarski duet był przedstawiany tak jak powinien, czyli łącznie to w gruzy zwaliłaby się łzawa narracja o uwiedzionej biednej posłance PO.

Wtedy ta myśląca część opinii publicznej musiałaby zadać sobie pytanie, „zaraz zaraz, ale kto uwiódł Wądołowskiego?”

Gazeta Wyborcza oraz TVN24 musiałyby uczynić Tomasza Kaczmarka nie „agentem”, ale „Superagentem Tomkiem”, który jak to się mówi, potrafi erotycznie pływać raz to na żagiel, raz to na parę, czyli zaraz po randce z Beatą wpatrywać się namiętnie w oczy Mirka z Helu.

Myślę, że to byłoby zadanie przekraczające możliwości nawet takich tuzów dziennikarstwa, jak Monika Olejnik, Agnieszka Kublik czy Tomasz Lis, nie mówiąc już o cynglu Czuchnowskim czy fryzjerczyku Jarku Kuźniarze.

Ja jednak poszedłbym dzisiaj innym tropem. Bardzo ciekawy jestem, kto, albo co powoduje, że konkretni z imion i nazwisk sędziowie są, że zacytuję prezydenta Komorowskiego, dziwnie „rozgrzani”? Czy jest to wynik „uwiedzenia” ich przez jakieś służby czy zwykła umiejętność odgadywania oczekiwań reżimowej władzy? Chyba nie muszę dodawać, że w obu przypadkach w poważnym państwie takich ludzi wywalono by na zbity pysk.

W przeciwnym wypadku to wychodzi z tego kupa śmiechu i wstydu, jak po puszczonym na balu bąku przez chama przebranego w smoking.

http://kokos.salon24.pl/507222,kto-uwiodl-wadolowskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 31 maja 2013, 05:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Wiosna, czyli jesień Platformy

Trochę wiosny jesienią, tobie miły dać chcę – śpiewała niegdyś Irena Santor. Ale to dawne czasy i zupełnie nieprzystające do sytuacji Platformy Obywatelskiej. Elektorat partii Donalda Tuska dostanie dużo jesieni już w czerwcu. Czasy bowiem są tak trudne, a wyzwania do tego stopnia naglące, że doroczna jesienna ofensywa premiera Tuska odbędzie już na przełomie wiosny i lata. Wszyscy wiemy, że jesienna ofensywa jest świecką tradycją tego ugrupowania i wręcz jego znakiem rozpoznawczym. Zatem tak znaczne przyspieszenie kalendarzowe, a konkretnie niespodziewany początek jesieni u schyłku wiosny musi wywoływać domysły oraz daleko idące przypuszczenia, czy aby nie doszło w partii obywatelskiej do pomieszania języków albo czegoś jeszcze gorszego.

Platforma Obywatelska nigdy specjalnie nawet nie ukrywała, że pełni rolę przedmurza antypisowskiego i walka z wrogiem zewnętrznym jest jej zasadniczym wyzwaniem. I oto szef takiej partii nagle oznajmia, że teraz będzie walczył z wrogiem wewnętrznym, który jest przyczyną wszystkich kłopotów. Według Donalda Tuska spadek notowań sondażowych wynika bowiem ze złej sytuacji wewnątrz ugrupowania. Przy czym zapowiada się także gruntowną rekonstrukcję rządu, który przecież jako żywo nie jest wewnętrzną sprawą Platformy. Czy taka poplątana narracja nie miała miejsca przy budowie biblijnej Wieży Babel? Ale to bynajmniej nie koniec sprzeczności, chociaż trzeba było zacząć od szefa, bo wiadomo skądinąd, że ryba psuje się od głowy.

Czarnoskóry poseł Godson był w pewnym sensie wizytówką partii obywatelskiej, postrzegany jako chodzący dowód na tolerancję i nieskończenie wysokie standardy ugrupowania Donalda Tuska. Pomijam tu oczywiste zalety merytoryczne parlamentarzysty pochodzącego z Nigerii. Premier go odwiedzał, prorządowe media go pieściły, a władze klubowe hołubiły dopóki nie zaczął głosować zgodnie ze swoim sumieniem w kwestiach światopoglądowych. Tymczasem teraz poseł Godson odnosi wrażenie, że jest dyskryminowany w Platformie Obywatelskiej i jakby nie dość było tej herezji, nie wyklucza przejścia do PiS. I on to wszystko mówi na głos i w dodatku publicznie!

Jednak wiadomo, że herezje chodzą seriami a nawet tabunami. Inny znany heretyk Jarosław Gowin, były minister i w ogóle niezwykle ozdobny, wizytowy konserwatysta PO oświadczył, że on nie boi się powrotu PiS do władzy, bo to normalna, demokratyczna partia. A to jest przecież rewizjonizm w kryształowo czystej formie, gdyż niegodziwość PiS jest paradygmatem programu trwania PO u władzy. Na dodatek pisze jakieś szekspirowskie listy, że źle się dzieje w partii obywatelskiej. I żaden grom z partyjnego nieba zdrajcy Gowina w kark nie trzasnął, co jest następnym widomym znakiem, że Platforma rozjeżdża się na kołach, czy też, jak kto woli, na skrzydłach. Donald Tusk wyszedł jedynie z takim bolącym wyrazem twarzy, jaki zazwyczaj mają pacjenci stomatologiczni i oznajmił, że w partii odbędą przyspieszone wybory na Tuska.

A przecież to daleko nie wszystkie symptomy erozji, można tu by mnożyć mniej lub bardziej śmieszne paradoksy i historyjki o ministrach i prominentach partyjnych. Jak te o Schetynie, który puszcza przecieki na Nowaka i Muchę, albo o CBA, które zasadza się z kolei na Schetynę, czy też o samym premierze, co się domaga przeprosin na pudelku za tegoroczny Prima Aprilis. Warszawiacy chcą odwołać HGW, a generalnie Polacy uważają, że Kaczyński byłby równie dobrym premierem jak Tusk. Toż to jest zakwestionowanie kierowniczej roli PO w życiu społecznym, za takie rzeczy Układ Warszawski udzielał niegdyś bratnim partiom bratniej pomocy. Ale to tylko taka dygresja, która sugeruje, czego Polska może się spodziewać od Unii Europejskiej w najbliższym czasie.

To jednak nie wszystko, gdyż zamęt i konfuzja panuje na zapleczu medialno-sponsorskim Platformy Obywatelskiej. Szczególnie symptomatyczny jest chaos wśród czerskich, którzy wpadli na absurdalno-surrealistyczny pomysł zwołania konferencji na temat zagrożenia faszyzmem w Polsce. I to dokładnie w dniu 65 rocznicy śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego zamordowanego przez komunistów, ze spadkobiercami których Donald Tusk przymierza się do koalicji. Trzeba mieć naprawdę paniczny chaos w głowie, żeby wpaść na taki pomysł - w kraju, w którym komuniści dokonali ludobójczej masakry, urządzać konferencje w sprawie kompletnie marginalnego u nas zagrożenia faszyzmem.

Tracą głowy nawet co trzeźwiejsi ludzie z Platformy, jak choćby Janusz Lewandowski, komisarz ds. budżetu Komisji Europejskiej. Lewandowski akurat na dniach ogłosił jako sukces Donalda Tuska przeprowadzenie Polski suchą nogą przez kryzys, która to narracja była podczas ostatnich wyborów parlamentarnych wręcz zabroniona przez kierownictwo PO, jako rozwścieczająca wyborców. Szef platformianej kampanii wyborczej Jacek Protasiewicz instruował podwładnych, żeby nie chwalili się tą suchą nogą, bo ludzie odczuwają skutki kryzysu. No i właśnie teraz, gdy GUS ogłasza, że tak fatalnej wiosny pod względem bezrobocia nie mieliśmy od pięciu lat, Lewandowski mówi ludziom, że Tusk ich przeprowadził suchą nogą...jeśli to nie jest Wieża Babel, to już nic nie jest...

http://seaman.salon24.pl/510622,wiosna- ... -platformy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 10 cze 2013, 06:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
O pożytkach z rządów PO

Zalane metro, zalany szpital, zalane centrum handlowe, zalana główna trasa tranzytowa do wysokości 2 m, zalana Wisłostrada, zalane po dach samochody w ciągu kilkunastu minut, plus jeszcze x mniejszych zalań, podtopień.
Gdyby rządził Lech Kaczyński część tych wydarzeń spowodowałaby armagedon, w mediach widzielibyśmy twarze płaczących, rozżalonych, zdenerwowanych złorzeczących władzom warszawiaków. Pod ratuszem koczowałoby miasteczko dziennikarskie, trwałoby "polowanie" na prezydenta stolicy i posłów PiS aby wytłumaczyli się za ten bałagan. W studiach deliberowaliby eksperci: dlaczego do takiej sytuacji doszło, jakie popełniono błędy, w jaki sposób miasto powinno zadośćuczynić poszkodowanym.

Lech Kaczyński nie rządzi jednak Warszawą i jest pełen profesjonalizm: Po pierwsze nie ma żadnego armagedonu tylko lokalne podtopienia, Szefowie miejskich służ nie skupiają się na odganianiu dziennikarzy, lecz na usuwaniu szkód, w tv obrazki z helikoptera pokazujące jak szybko wody ubywa, rzetelna informacja: ulica x już przejezdna, ulica y jeszcze nie ale będzie wkrótce, służby już pracują. Do tego przerywniki informujące, że podtopienia są w całej Polsce, a i w Europie mają problemy z powodziami. Nikt też nie nęka pani prezydent stolicy: przecież musi dokończyć weekend by jutro z energią przystąpić do pracy.

Przyznam, że jestem pod wrażeniem profesjonalizmu mediów. W czasach Lecha Kaczyńskiego, m.in. dzięki agresywnej funkcji kontrolnej mediów mimo deszczy trasa toruńska nigdy nie została zalana w Warszawie nie było żadnych poważniejszych katastrof. W czasach HGW zaś odpowiedzialna postawa mediów powodowała, że nikt katastrofami nie epatował, nie przeszkadzał też służbom w usuwaniu ich skutków. I tak w całym kraju.

http://foros.salon24.pl/513078,o-pozytkach-z-rzadow-po


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 12 cze 2013, 08:34 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7480
Lokalizacja: Podlasie
Standardy Platformy

Od przejęcia władzy przez Platformę Obywatelską zlikwidowanych zostało ponad 2280 placówek oświatowych. W 2013 r. może paść niechlubny rekord, bo do zamknięcia wytypowano ponad 1500 szkół i przedszkoli.

Drastyczne działania rzekomo mają przynieść „olbrzymie” oszczędności i usprawnić system oświatowy. Jak jednak wytłumaczyć likwidację szkoły w Kępkach, w gminie Nowy Dwór Gdański, do której samorząd nie dokłada ani grosza?

Szkoła z duszą

Kępki to mała popegeerowska wieś otoczona polami – daleko do morza, nie ma jeziora ani lasu. Szkoła Podstawowa Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich istnieje od dwóch i pół roku. W zajmowanym przez nią budynku już wcześniej mieściła się placówka oświatowa.

Najpierw była to publiczna szkoła podstawowa. Po jej likwidacji powstała tam szkoła niepubliczna, ale rodzice ze względu na bardzo złe warunki oraz niski poziom nauczania nie chcieli posyłać do niej dzieci, więc także została zlikwidowana. W 2010 r. budynek od gminy wydzierżawiło Stowarzyszenie Przyjaciół Szkół Katolickich i od tego czasu funkcjonuje w nim bardzo dobrze prosperująca i tak też odbierana przez lokalną społeczność katolicka szkoła podstawowa. Dziś uczęszcza do niej ponad czterdziestu uczniów z Kępek, okolicznych wsi oraz z Elbląga.

Szkoła jest prywatna, ale rodzice nie płacą za edukację swoich dzieci. Od tego roku szkolnego działa też przy niej przedszkole, do którego uczęszcza dwadzieścioro pięcioro maluchów, a co najważniejsze, ono również jest nieodpłatne. Placówka jest utrzymywana ze środków stowarzyszenia oraz z subwencji oświatowej, czyli pieniędzy, które na każdego ucznia przekazuje MEN. Te pieniądze mają tylko jedno przeznaczenie i gmina nie może ich wydać na nic innego – przeznaczone są na konkretnego ucznia.

Budynek, który nieodpłatnie wynajmuje od gminy stowarzyszenie, to stary ceglany dom z użytkowym poddaszem. Wymagał bardzo dużych nakładów, bo przez kilkadziesiąt lat gmina nie prowadziła w nim żadnych prac remontowych. Koszty napraw sięgające 150 tys. zł pokryło stowarzyszenie. Szkoła posiada pięć sal lekcyjnych, bardzo dobrze wyposażoną salę komputerową, salę gimnastyczną, boisko sportowe i pomieszczenia przedszkolne.

Burmistrz się uparł

Z niezrozumiałych dla mieszkańców Kępek powodów burmistrz gminy Nowy Dwór Gdański Jacek Michalski (Platforma Obywatelska) nie wyraża zgody na przedłużenie umowy najmu dla stowarzyszenia. Od września szkoła ma więc przestać istnieć.

Stowarzyszenie, aby uchronić placówkę przed likwidacją, jest zainteresowane kupnem budynku, nawet na przetargu, ale burmistrz nie wyraża zgody na sprzedaż. Jego planów co do dalszych losów starego, położonego w mało atrakcyjnym miejscu domu, gdzie nie zaglądają turyści, nikt nie zna. On sam twierdzi, że jeszcze nie wie, na co zostanie przeznaczony, ale szkoły tam nie będzie.

Na ostatniej sesji Rady Miasta Nowego Dworu Gdańskiego burmistrz nie podał żadnych konkretnych argumentów za likwidacją placówki. Próbował to motywować oszczędnościami, ale gmina nie dokłada do szkoły ani złotówki.

Likwidacja nie przyniesie żadnych korzyści finansowych, przeciwnie – wygeneruje dodatkowe koszty: nauczyciele i personel szkoły stracą pracę, dojdzie koszt wynajęcia gimbusa dla dzieci, które trzeba będzie dowieźć do szkoły w Marzęcinie. Ale te argumenty nie trafiają do burmistrza.

Samodzielność finansową szkoły podkreśla dyrektor placówki Elżbieta Giedroyć. – Gmina nie ponosi żadnych kosztów w związku z jej funkcjonowaniem i pana burmistrza ona nic nie kosztuje. Jest to w powiecie jedyna taka szkoła. Zadawaliśmy burmistrzowi kilkakrotnie pytanie o to, na co ma być przeznaczony ten budynek, ale nie otrzymaliśmy żadnej informacji – mówi.

Nie tylko rodzice uczniów stają w obronie szkoły, w tej sprawie zintegrowała się cała lokalna społeczność. Do gminy wpłynęło wiele pism od różnych stowarzyszeń i organizacji, m.in. od Akcji Katolickiej, której – co ciekawe – burmistrz jest członkiem.

Jak w domu rodzinnym

Szkoła jest mała i przytulna. Wychowuje w duchu wartości chrześcijańskich. Wszyscy nauczyciele doskonale znają swoich uczniów. Dzieci dowożone są autobusem opłacanym przez stowarzyszenie.

– W tym roku szkolnym – mówi pani dyrektor – realizujemy program wychowawczy pod hasłem „Z Maryją w ramionach Jezusa”. Dzieci jest mało, więc łatwo do nich dotrzeć. Mamy szkolne pielgrzymki, Msze Święte i modlitwę na szkolnym korytarzu po trzeciej przerwie. Modlimy się także przed posiłkiem. W Wielkim Poście dzieci prowadzą Drogę Krzyżową, idąc przez wieś, a mieszkańcy przyłączają się do nas. Dbamy też o formację religijną nauczycieli, dla których w wakacje stowarzyszenie organizuje rekolekcje. W najbliższych dniach dzieci pojadą na pielgrzymkę na Jasną Górę, do Wadowic i do Krakowa.

Mała szkoła to przede wszystkim indywidualne podejście do uczniów i praca pod kątem ich potrzeb.

– Mój syn ma orzeczenie o niepełnosprawności lekkiej – mówi Beata Dąbrowska.

– W ciągu trzech lat, od kiedy chodzi do tej szkoły, poczynił ogromne postępy. Pracownicy poradni byli bardzo zdziwieni, że dziecko tak bardzo poszło do przodu. Powiedzieli, że jeśli praca z dzieckiem będzie dalej tak postępować, to ma szansę wyjść z niepełnosprawności. To w dużej mierze zasługa nauczycieli tej szkoły, bo oni pracują z moim dzieckiem i z innymi dziećmi indywidualnie, w zależności od ich potrzeb.

– Dzieci tu czują się jak w domu – dodaje Bożena Szaciło, sołtys sąsiedniej wsi Stobna. – Dla nas jest ważne, że otrzymują właściwe wychowanie, w duchu wartości chrześcijańskich – podkreśla.

Szkoła wpływa też na lokalną wspólnotę, ożywiając ją i integrując, co zauważa miejscowy proboszcz ks. dr Mariusz Pietrzykowski.

– Dzięki szkole, społeczności, która wokół niej się wytworzyła, powstały liczne stowarzyszenia. Bardzo wzrosła liczba członków Akcji Katolickiej. Ojcowie uczniów są w ochotniczej straży pożarnej, która powstała mniej więcej w tym samym czasie co szkoła. To wszystko się zbiega i pan burmistrz ma problem z aktywnością mieszkańców Kępek oraz okolicznych wsi. Ma problem, bo ludzie piszą projekty, oczekują pomocy i wsparcia w ramach działających stowarzyszeń – wylicza ksiądz proboszcz.

Zmiany na lepsze widzi też z perspektywy parafii, bo szkoła uczestniczy w życiu religijnym, jest także organizatorem licznych uroczystości patriotycznych. To wszystko bardzo ożywia lokalną społeczność. Szkoła pełni również funkcję świetlicy dla mieszkańców Kępek i jak przyznaje sołtys, „zawsze jest do naszej dyspozycji”.

6 czerwca miało tam odbyć się spotkanie rodziców i przedstawicieli mieszkańców z burmistrzem. Zarówno dyrekcja placówki, jak i rodzice wiązali z nim duże nadzieje, bo przecież władza nie może być głucha i nieczuła na głos swoich wyborców.

Na ubiegłej sesji rady gminy burmistrz obiecał, że o przeznaczenie budynku zapyta lokalną społeczność, dodając jednak, że decyzja o likwidacji szkoły już zapadła i jest nieodwołalna. Właściwie została ona podjęta jednoosobowo, bo niemal wszyscy radni (z wyjątkiem dwóch) zrezygnowali ze swojego prawa do decydowania, pozostawiając tę sprawę w gestii burmistrza.

Skoro sam podjął decyzję, to sam może ją odwołać, gdyby nie jeden szkopuł: burmistrz nie jest zainteresowany zdaniem mieszkańców gminy i ma do nich bardzo lekceważący stosunek. Na spotkaniu, którego termin sam wyznaczył, w ogóle się nie pojawił. Przysłał natomiast pracownicę urzędu, która została postawiona w upokarzającej sytuacji, bo jedyne, co mogła powiedzieć, to: „Pan burmistrz nie przekazał żadnych argumentów, ale kazał powiedzieć, że jego decyzja jest niezmienna”.

Na spotkaniu obecni byli także radni Tomasz Sienkiewicz oraz przewodniczący Komisji Oświaty Wojciech Krawczyk. Ten ostatni poproszony o radę, jak dalej mają postępować mieszkańcy Kępek w tej trudnej sprawie, miał do powiedzenia tylko tyle, żeby nie doprowadzali do eskalacji protestu. To niestety świadczy o całkowitym oderwaniu władzy od społeczeństwa, bo w tej sytuacji mieszkańcom nie pozostało już nic innego, jak tylko postawienie burmistrza pod ścianą.

Mieszkańcy mają świadomość, że burmistrz próbuje przeciągnąć sprawę do początku roku szkolnego, gdy wobec faktu wygaśnięcia umowy najmu szkoła przestanie działać, a rodzice, wykonując obowiązek szkolny, będą musieli posłać dzieci do szkoły zbiorczej w Marzęcinie, odległym od Kępek o 10 kilometrów.

Poczucie bezkarności polityków Platformy Obywatelskiej jest zadziwiające, skoro burmistrz Nowego Dworu Gdańskiego nie wyciąga wniosków z tego, co wydarzyło się w sąsiednim Elblągu, gdzie prezydent miasta i rada zostali odwołani przez mieszkańców mających dość ich nieudolnych rządów.

Anna Kołakowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/35437,s ... formy.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 12 cze 2013, 11:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Działania burmistrza wpisują się w całą politykę PO polegającą na konsekwentnym mordowaniu Polski. Pogarda burmistrza dla ludzi nie dziwi - jego działania to ewidentna zdrada, to akt wojenny przeciwko Polsce. Za coś takiego przed wojną dostał by wyrok śmierci, a ludzie dziś mogą jedynie bezsilnie protestować. Są bezbronni, walczyć nie potrafią, Armii Krajowej dziś nie ma, za to jest policja, która z chęcią spałuje protestujących przeciwko ewidentnej krzywdzie Polaków.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 22 cze 2013, 11:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Garnitury Donalda Tuska

„Oni reprezentują partię, wyjeżdżają w naszym imieniu za granicę, muszą kupować upominki”. Cytat pochodzi z Julii Pitery, która w ten sposób tłumaczy nadzwyczajne potrzeby reprezentacyjne Donalda Tuska. Mój Boże, skąd my to znamy? Co to za echo dawno minionych czasów się odezwało? Kto w naszym imieniu pił szampana i zakąszał kawiorem?

Tak, tak, to zagrało dalekie już echo partii ludu pracującego miast i wsi, siły przewodniej peerelowskiego narodu. To dlatego ta fraza, że w naszym imieniu partyjni działacze wyjeżdżają za granicę, zabrzmiała tak znajomo. Ale problem jest głębszy, jeśli wziąć pod uwagę, że ten sam arbiter elegantiae, który za nasze pieniądze paraduje w garniturach od jakiegoś Armani`ego, nam każe się kontentować ciepłą wodą w kranie. Bo on musi reprezentacyjnie wyglądać, a my nie musimy mieć gorącej wody.

Ale biedna Julia Pitera, bo powiedziała o jedno zdanie za dużo i teraz ma problem. Otóż zapędziła się w obronie premiera i zaklęła się, że on sobie garniturów za partyjne składki nie kupował, a ci, którzy kupowali powinni zwrócić pieniądze. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że premier nie tylko broni swoich partyjnych garniturów, ale przy okazji swojej żony, która również paradowała w składkowych kieckach. Co ma teraz powiedzieć Julia Pitera, gdzie oczy schować? Czy będzie konsekwentna i zaapeluje do państwa Tusków, żeby zwrócili pieniądze?

Platformersi na nasz rachunek jedzą, piją, lulki palą, ledwie państwa nie rozwalą. Tańce na rurze, sushi z z girlsowego pępka, wino, kobiety i śpiew, a wszystko w fundowanych przez państwo garniturach – pisze tygodnik redaktora Lisa z iście lisim zacięciem, że aż dziw bierze. A premier, nasz szczery przywódca, jakby się tego spodziewał i ani trochę niezrażony, ani niespeszony zapowiada obcięcie funduszy na te swawole. Czy to nie wygląda na ustawkę – ulubiony pluszak premiera puszcza farbę na temat rozpustnych praktyk partii rządzącej, zaś główny macher, za którego przyzwoleniem te brewerie się wyprawiały, zachowuje się, jakby miał przygotowany scenariusz postępowania?

Wszyscy admiratorzy Tuska obruszyli się na pluszaka, że to bezmyślnie katuje partię popularnie zwaną obywatelską, wspomagając bezwiednie powrót IV RP tym artykułem, a on niczym Katon Starszy tłumaczy się niezłomnym umiłowaniem prawdy oraz obiektywizmu, który wyssał z mlekiem matki. Przysłowiowy szachista to wirtuoz refleksu przy dziennikarzu, w którym dopiero tysiąc przekrętów partii popularnie zwanej obywatelską obudziło Katona.

I jak to pięknie się wszystko zgrało w czasie, zupełnie jak w wielokrotnie przećwiczonym na próbach scenariuszu. Jeszcze nie przyschła farba drukarska na szpaltach tygodnika, a premier już wyskakuje z gotową receptą, jak ukrócić kupy swawolne w polityce – zlikwidować finansowanie partii z budżetu. To też pięknie się komponuje z platformerską strategią zmarginalizowania opozycji za pomocą pseudodemokratycznego przekrętu, co jest oczywiste w sytuacji, gdy władza dysponuje nieskończonymi możliwościami, a jej przeciwnicy zostaną pozbawieni niezbędnego minimum.

A swoją drogą, człowiek od dwudziestu z górą lat na szczytach polityki i władzy, zarabiał grube pieniądze w stosunku do przeciętnego obywatela, a teraz okazuje się, że go nie stać na kupno dwóch, trzech garniturów rocznie. Ale przy okazji to pokazuje także pewną prawidłowość, jeśli chodzi o Donalda Tuska, który usilnie kreuje się na bezinteresowność, całkowitą dezynwolturę wobec takich korzyści, wręcz abnegację. Tymczasem z powyższego wynika, że to kolejny pic na wodę człowieka, który pełnymi garściami czerpie z możliwości, jakie daje mu urząd. Wystarczy wspomnieć koszty jego przelotów Warszawa-Gdańsk, jakieś dziwnie zmutowane weekendy, które ciągną się od czwartku do poniedziałku.

Rzekoma bezinteresowność okazuje się kolejnym piarowskim wcieleniem, kolejnym garniturem na człowieku, bo trzeba mieć w sobie jakąś drapieżną chciwość, żeby nawołując do oszczędności budżetowych kupować sobie i żonie ubrania ze składkowych pieniędzy na działalność polityczną. Zwłaszcza że nie mamy przecież do czynienia z dorabiającym się człowiekiem, mającym na karku dzieci w wieku szkolnym. To jest naprawdę ewenement z tymi kieckami dla żony i wysiadają przy tym nawet skarpetki Pawlaka kupowane z funduszu reprezentacyjnego kancelarii premiera.

Ale do przykrywkowych „garniturów” Donalda Tuska był czas przywyknąć. W polityce przywdziewa garnitur postpolityki, która poza piarem niczego nie buduje ani nie zmienia. Zresztą wytknęła to premierowi Monika Olejnik, która zdaje się walczy o jakieś resztki swojej własnej wiarygodności: co ma począć Stefan Niesiołowski, który pod wpływem przemożnej narracji premiera już, już skłaniał się ku związkom partnerskim, a tymczasem premierowi się odwidziało i dzisiaj mówi, żeby się tak nie spieszyć z tymi partnerami.

To jest istota tego „garnituru” Tuska w polityce – wszystko można powiedzieć i wszystko można odwołać - jedno i drugie bez uzasadnienia. Można krzyczeć wniebogłosy, żeby nie uprawiać polityki, lecz budować stadiony i jednocześnie tłumaczyć budowę tych stadionów racją stanu. Można potępiać rzekomą mowę nienawiści i jednocześnie nie zauważać, że jedynym prawdziwie morderczym skutkiem owej mowy jest zabójstwo działacza opozycji, które jest wręcz idealnie pasującą konsekwencją słów o dożynaniu watah wypowiedzianych przez ministra rządu.

Kiedy dawno temu Donald Tusk mówił o politycznej klasie próżniaczej, wszyscy wzięli to za bon mot, a dzisiaj wychodzi, że to było jego kredo życiowe. Człowiek, któremu z ust nie schodzą frazesy o potrzebie bezinteresowności w polityce i na co dzień gromiący prywatę, nie tylko, że się ubiera, podróżuje i bawi na boisku za partyjne pieniądze, to nawet najbliższą rodzinę uwikłał w te partyjne korzyści. Dla międzynarodowej kariery nie zawahał się wyrzucić miliardów z państwowej kasy do czarnej dziury, jaką dzisiaj jest strefa euro. Ktoś napisał, że nie spotkał ani jednego moralisty, któremu źle by się powodziło i nasz szczery przywódca jest żywym dowodem, że to święta prawda.

http://seaman.salon24.pl/515828,garnitury-donalda-tuska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 25 cze 2013, 06:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Referendum z Tuskiem w tle

Wewnątrzpartyjna opozycja rachuje, że porażki Platformy w Elblągu, a zwłaszcza w Warszawie, doprowadzą do osłabienia pozycji Donalda Tuska.

Platforma Obywatelska zwiera szeregi, chcąc odwrócić negatywne tendencje w sondażach, gdzie coraz bardziej zaczyna tracić dystans do PiS.

Tak to przynajmniej wygląda na zewnątrz. Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, Jarosław Gowin, Rafał Grupiński czy Sławomir Nowak wzywają partię do mobilizacji, wierząc, że PO wkrótce zacznie piąć się w sondażach, za czym pójdzie realny wzrost poparcia wśród Polaków.

Z tego względu niedzielne głosowanie w przyspieszonych wyborach samorządowych w Elblągu zostało w Platformie odebrane jako sukces. Co prawda pierwszą turę głosowania na prezydenta miasta wygrał Jerzy Wilk z PiS, zdobywając prawie 32 proc. głosów, ale druga była Elżbieta Gelert z PO – nieco ponad 21 procent.

Sama kandydatka uznała to za sukces, bo druga tura była głównym celem Platformy przed otwarciem lokali wyborczych. Odetchnęli też działacze z centrali, którzy brali pod uwagę i najczarniejszy scenariusz, że ich kandydatka nie przejdzie do drugiej tury.

Niewiele zresztą do tego zabrakło. Wtedy jednak byłaby to już kompletna katastrofa. – Nie wszystko stracone. Liczymy na zwycięstwo w drugiej turze – stwierdziła poseł Małgorzata Kidawa-Błońska (PO). Umiarkowanym optymistą jest też Grzegorz Schetyna.

Warszawa z komisarzem?

Elbląg to jednak pestka w porównaniu z Warszawą. Tutaj Platforma nie może sobie pozwolić na to, aby przegrać referendum o odwołanie prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz (PO). A wiadomo, że ono się odbędzie, ponieważ komitet referendalny zebrał już wymaganą liczbę podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie głosowania w tej sprawie.

Platforma liczy na to, że może podczas referendum nie będzie wymaganej frekwencji i cała sprawa upadnie. Ale takie rachuby mogą spalić na panewce i dlatego – jak mówią nasi rozmówcy w PO – prezydent Gronkiewicz-Waltz liczy na wsparcie ze strony liderów partii oraz na środki Platformy na rozwinięcie ogromnej, ale i kosztownej kampanii promocyjnej.

– Jednak wielu działaczy jest przeciwnych pompowaniu pieniędzy w Warszawę. To prawda, że nasze konta są pełne, ale w 2014 r. mamy kosztowne wybory do Parlamentu Europejskiego, potem do samorządów wszystkich szczebli, a w 2015 najpierw głosowanie na prezydenta, a potem do Sejmu i Senatu. Nie ma sensu topić setek tysięcy złotych na ratowanie pani prezydent – mówi nam poseł PO z Mazowsza.

Jednak otwarcie nie chce się chwalić swoimi wątpliwościami. Podkreśla, że przecież nawet jak PO przegra referendum, to premier będzie mógł powołać w Warszawie komisarza rządowego ze swojej partii, który będzie rządził przez rok do jesieni 2014 roku.

– Władzy w Warszawie i tak nie stracimy, a nie wiem, czy jest sens pompowania pieniędzy w upadającą gwiazdę Gronkiewicz-Waltz. Przecież nawet jak uratuje teraz stołek, to i tak nie wystawimy jej w następnych wyborach, bo je przegra z kretesem – ocenia poseł.

Z pewnością prezydent Warszawy chciałaby, żeby aktywnie w kampanii wsparł ją premier – jako poseł PO z Warszawy. Ale jak mówi nam osoba z władz warszawskiej Platformy, Tusk bynajmniej się do tej roli nie pali, żeby w razie porażki nie być z nią utożsamiany.

Wymiana na przodku

Okazuje się, że w Platformie nie wszyscy są zmartwieni ostatnimi problemami. Część działaczy traktuje je jako okazję do częściowej wymiany partyjnych elit.

Publiczną tajemnicą jest też i to, że każdy kolejny słaby sondaż, każda kolejna porażka w terenie osłabia pozycję Donalda Tuska w partii. Już dawno przestał być gwarantem sukcesu Platformy i dlatego część działaczy zaczyna się rozglądać za kimś skuteczniejszym. Opozycja liczy na to, że po wyborach na przewodniczącego Platformy Tusk będzie miał słabszą pozycję niż teraz.

– Nie sądzę, aby ktoś mógł go pokonać. Nie mają na to szans ani Gowin, ani Schetyna. Nawet jeśli by się zjednoczyli, bo i czasu na kampanię zostało niewiele. Ale już zwycięstwo Tuska z wynikiem 60 proc. do 40 proc. oznaczałoby, że ma realną opozycję, z którą musi się liczyć – tłumaczy senator Platformy, zaliczający siebie do wewnętrznej antytuskowej opozycji.

– Oczywiście idealnie byłoby, gdyby premier nie wygrał w pierwszej turze, ponieważ konieczność rozgrywania dwóch tur byłaby dla nas idealnym wyjściem. Tusk musiałby stać się większym demokratą, musiałby realnie podzielić się z nami władzą – podkreśla parlamentarzysta.

Z kolei działacz PO z Warszawy ma nadzieję, że zimny prysznic wylany na głowę premiera wymusiłby danie większej samodzielności lokalnym strukturom choćby w układaniu list wyborczych.

– Kontrola zarządu Platformy i samego przewodniczącego jest w tym zakresie za duża – mówi.

Jak przyznaje, dążenie do zmian powoduje, że wielu jego partyjnych kolegów nie zamierza zbyt aktywnie włączać się w kampanię referendalną w Warszawie. Dla nich porażka Hanny Gronkiewcz-Waltz oznaczać będzie klęskę koterii pani prezydent i jej frakcji w PO.

– Przyznam szczerze, że jako warszawiak jestem nie mniej poirytowany nieudolnością pani prezydent niż inni mieszkańcy stolicy. A jeszcze muszę się za nią tłumaczyć przed ludźmi – podkreśla nasz rozmówca.

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... w-tle.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 27 cze 2013, 20:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Dzień Kubusia Puchatka

Nasza niezwyciężona prokuratura wojskowa znalazła cząsteczki nitrogliceryny w pudełeczku, w którym była lekarska nitrogliceryna. Dobre, a nawet prekursorskie, wręcz wizjonerskie, jeśli chodzi o rozwój metod śledczych! Jak zajrzą do czyjejś zapalniczki, to znajdą ślady materiałów łatwopalnych, ani chybi. Poza tym znaleźli cząsteczki składników, z których produkuje się tworzywa sztuczne, co może oznaczać właściwie wszystko, nawet nielegalną produkcję tworzyw sztucznych chałupniczą metodą we wraku. Po ruskich wszystkiego można się spodziewać.

Natomiast nie znaleziono najmniejszych pozostałości materiałów wybuchowych ani śladów wybuchu, ale to zdaniem naszej niezwyciężonej prokuratury nie wyklucza wybuchu. W związku z tym będą prowadzone dalsze badania, a biegli pojadą znowu do Smoleńska, żeby szukać innych materiałów, które zaświadczą niezbicie, że nie było wybuchu. A wszystko dlatego, że im bardziej wybuchu nie było, tym bardziej go nie można wykluczyć. Gdyby do smoleńskiego śledztwa oddelegować Kubusia Puchatka, to by doszedł do tych samych wniosków.

Platforma przygotowała projekt ustawy o likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu państwa. W zamian prężni legislatorzy z partii zwanej popularnie obywatelską wstawili zapis o prowadzeniu działalności gospodarczej, co nie może skądinąd dziwić, bo jak to mówią – głodnemu zawsze chleb na myśli. Zezwolenie takie bowiem otwiera szeroką i przestronną drogę do przekrętów, a wiadomo, że oni na to, jak na lato.

Zagadnięty o to przez dziennikarzy wiceprzewodniczący Grzegorz Schetyna dostał krwawych wypieków z oburzenia, że jego obywatelską partię można posądzić o takie machinacje. Natomiast szef klubu PO Rafał Grupiński potwierdził, że - a jakże! - był taki rewelacyjny pomysł, ale po straszliwej burzy mózgów ostatecznie go zarzucono. Zatem wiceprzewodniczący partii, druga osoba po szczerym przywódcy, nie ma zielonego pojęcia, co kombinują jego zmyślni koledzy. Tym bardziej dziwne, że Grupiński jest ponoć najbliższym totumfackim Schetyny w całej Platformie. Dziad wiedział, ale nie powiedział.

Firmy oraz ambasadorzy kilku państw uczestniczących w programie rządu Donalda Tuska „Nie róbmy polityki, budujmy drogi”, poskarżyli się naszemu szczeremu przywódcy na Generalną Dyrekcję Dróg Publicznych i Autostrad. Generalnie chodziło im o to, że ta instytucja nie traktuje wykonawców jak partnerów , ale jak „idiotów do finansowego wykończenia”. I tu trafiła kosa na kamień, bowiem premier Tusk dał genialną odpowiedź, która zamknęła usta tym żałosnym tandeciarzom skarżypytom – „negocjacje GDDKiA z firmami są prowadzone pod moim okiem”. No i wszystko stało się jasne jak słońce.

Kraj zastygł w napiętym oczekiwaniu na decyzję Jarosława Gowina, czy stanie w szranki przeciwko Tuskowi o przywództwo partii zwanej popularnie obywatelską. Wreszcie Gowin przemówił i stało się. Stanie do walki z Tuskiem, gdyż „polityka nie może być pogonią za upartyjnianiem państwa”. Po sześciu latach do tego doszedł, co zresztą nie jest najgorszym wynikiem, jeśli spojrzeć na jego partyjnych kolegów.

Jak wiadomo wybory na przewodniczącego PO mają być powszechne, co znaczy, że najmarniejszy członek ma prawo stanąć przed urną i w ogóle mają być demokratyczne do szpiku kości, co zadeklarował sam Donald Tusk. Ja bym Gowinowi radził, żeby na początek upewnił się, czy wybory będą tajne i kto będzie liczył głosy. Bez tego nie ma co gadać o demokracji. Jeśli bowiem do liczenia głosów ściągną załogę z Wałbrzycha, a głosowanie odbędzie się „pod okiem” premiera, to z Gowinem będzie jak z tymi ambasadorami, co się skarżyli na GDDKiA. Tylko że on nie będzie miał nawet do kogo napisać.

Homo Homini zbadało, że dwie trzecie Polaków nie chce, żeby państwo posyłało sześciolatki do szkół. Prawie milion Polaków podpisało się za przeprowadzeniem referendum w tej sprawie. Jednak wszystko to na nic, bo człowiek, od którego to zależy uważa, że polskość to nienormalność, a przecież wiadomo, że takie homo homini lupus est. I tak minął ten dzień – jak by to ujął Leopold Tyrmand – dzień Kubusia Puchatka, czyli wielkie myśli o niczym.

http://seaman.salon24.pl/517313,dzien-kubusia-puchatka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 01 lip 2013, 19:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Z ostatniej chwili:

Donald Tusk w swoim przemówieniu w Chorzowie, podał ważną informację:

"CZAS NA WYBÓR UCZCIWYCH LUDZI"

Nareszcie! Mam nadzieję, że to zapowiedź podania się do dymisji!

http://znamie-na-policzku.salon24.pl/51 ... do-dymisji


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 11 lip 2013, 12:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Gry i zabawy ludu czerskiego

Jeśli polityk wciąga prochy niczym odkurzacz,a potem przebrany w sukienkę ugania się za dziwkami po mieszkaniu, to jest jego prywatna sprawa i wara od upubliczniania takich historii. Natomiast gdy używa brzydkich wyrazów na różne litery, to są taśmy prawdy i wtedy interes społeczny wymaga ich ujawnienia. Tak wygląda czerska filozofia życia publiczno-prywatnego ujęta w telegraficznym skrócie. Oczywiście, kwestia przedstawiana jest w ten sposób po Elblągu, bo przed Elblągiem wyglądała całkiem odmiennie.

Ja pamiętam słynną rozmowę Gudzowatego z Michnikiem, w której redaktor rzucał mięchem ze swobodą przedwojennego dorożkarza warszawskiego, ale wtedy nikomu z czerskich nie przychodziło do głowy, że jest jakiś interes publiczny w prezentowaniu tamtych taśm. Redaktor Wroński, który udzielał się wówczas na Salonie24(tak!) gromił takie praktyki bardzo stanowczo: - „Uważam, że podsłuchiwanie jest brzydkie, ale czasem konieczne, gdy ujawnia się przestępstwo. Gdy zaś robi się coś brzydkiego, czyli podsłuchuje i nic z tego nie wynika, a co gorsza chce się to wcisnąć ludziom jako towar pierwszej klasy to jest to (tu słowo używane często w trakcie rozmowy Michnik – Gudzowaty)”.

Piękne, nieprawdaż? A jakie pryncypialne! No, ale sprawiedliwie dodajmy, że aby przysłowiowy prosty redaktor mógł przedstawić szczerze swój punkt widzenia na język swojego naczelnego, to musiałby zmienić punkt siedzenia. Jakby nie patrzeć jednak, zmieniający się jak w kalejdoskopie punkt widzenia na taśmy z podsłuchu, budzi rozbawienie. Jeszcze niedawno mieliśmy komisję śledczą w sprawie rzekomego podsłuchowiska, jakie imputowano pisowskim rządom, a dzisiaj - proszę bardzo! - można polityków podsłuchiwać i nawet należy, bo to ważne dla wyrobienia sobie opinii.

Prokuratura umarzająca śledztwa przeciwko Zbigniewowi Ziobrze za rzekome nielegalne podsłuchy polityków i dziennikarzy była odsądzana od czci i wiary. Redaktor Siedlecka płonęła świętym oburzeniem na prawo w Polsce, które jest tak skonstruowane, że nikczemnych pisowskich podsłuchów nie da się udowodnić. A dzisiaj czerscy z lubością wysłuchują taśm nagranych przez jakiegoś anonima, z których nic nie wynika, a już na pewno nie chodzi o żadne przestępstwo. O legalności nagrania rozmowy już nie wspomnę. I jakoś nie narzekają na źle skonstruowane prawo.

Z pozycji jedynie słusznych pokazała się także Agata Nowakowska, która postawiła sobie ambitny cel wykazania, że kandydatka Platformy prawie wygrała wybory w Elblągu. W tym celu odwołała się do nauk matematycznych i wyszło jej, że w zasadzie gdyby nie konieczność policzenia głosów oddanych na poszczególnych konkurentów, to właściwie Platforma jest faktycznym zwycięzcą. Nic to, że w porównaniu do poprzednich wyborów samorządowych kandydat PiS zyskał 170 procent; nic to, że kandydat PO stracił kilkanaście procent – Nowakowska idzie w zaparte i twierdzi, że PiS nie pozyskał nowego elektoratu.

Niezrównana Kolenda-Zaleska pochyla się nad premierem Tuskiem, że ma on prawo się skarżyć na łomot od mediów, jakiego nikt rzekomo przed nim nie dostawał. Bo według niej za czasów rządów PiS istniała równowaga w mediach. Wychodzi na to, że Żakowski, Lis, Kuczyński, Paradowska, Passent, tefaueny, eremefy i tokefemy, ale także Komorowski, Palikot, Arabski, Sikorski, Tusk – pracownicy i promotorzy przemysłu pogardy wobec śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego - wszyscy oni starali się ze wszystkich sił utrzymywać równowagę medialną.

Jako dowód obiektywizmu Newsweek`a i GW dziennikarka podaje fakt, że te media opisały, na co partia Tuska wydaje pieniądze. Aż dziw bierze, że taka wnikliwa osoba przeoczyła znamienną sekwencję zdarzeń. Najpierw pluszaki premiera przez dwa tygodnie opisywały rzekome finansowe rozpasanie Jarosława Kaczyńskiego i PiS, potem nagle ujawniły to, co było jawne, czyli wydatki PO. A wtedy natychmiast wyskoczył na scenę premier Tusk, zrobił wdzięczne chapeau bas w stronę swojego ulubionego pluszaka i zaraz na drugi dzień po artykule zapowiedział likwidację finansowania partii politycznych z budżetu.

Trzeba mieć złą wolę albo być zaślepionym z zacietrzewienia, żeby nie widzieć, co tu było grane, czyje rączki się nawzajem myły i jakie interesy się wspierały, kto się z kim ustawił i w jakim celu. Tym bardziej, że chodzi o zlikwidowanie jednego z najbardziej demokratycznych mechanizmów przez partię Tuska, ugrupowanie znane z niezliczonych afer i konszachtów z szemranym biznesem. Nie wierzę, żeby Kolenda-Zaleska tego nie rozumiała, bo to rozumie nawet jej koleżanka z łamów Dominika Wielowieyska.

Przytaczam opinię Wielowieyskiej choćby po to, żeby wykazać moją niezłomną bezstronność, gdyż w odróżnieniu od Kolendy-Zaleskiej nade wszystko umiłowałem obiektywizm przekazu, a poza tym nikt nie powie, że Wielowieyska jest nienawistną pisówką:

„Boję się populizmu, bo już słyszę głosy polityków PO, którzy już twierdzą, że trzeba zlikwidować finansowanie partii z budżetu (...)Więc rozumiem, że oni mają ochotę wydawać pieniądze w tajemnicy i brać pieniądze od biznesmenów. Czyli: będą wisieć na klamkach i skamleć u biznesmenów o pieniądze, a taki pan Sobiesiak, jak będzie dawał pieniądze na PO, to już nie będzie chodził za Schetyną czy Chlebowskim i prosił, żeby zmienili ustawę w taki sposób, żeby odpowiadała jego interesom. On tego będzie wymagał jako płatnik - on zapłacił na PO, to on żąda realizacji tej ustawy. Jeżeli politycy PO tak postrzegają zdrową demokrację, to mogę im tylko pogratulować. Głupotą jest twierdzenie, że da się wyżyć ze składek i darowizn. To oznacza uzależnienie partii od biznesu i nic więcej. Będziemy mieli w 100 proc. klientystyczny świat polityczny. To, co proponują niektórzy politycy PO, to jest po prostu atrapa demokracji, a nie prawdziwa demokracja. Polityk nie może być uzależniony finansowo od jednego z lobby”.

No i na tym cytacie muszę już skończyć, nie mam wyjścia, bo wiadomo, że Czerska locuta, causa finita.

http://seaman.salon24.pl/519872,gry-i-z ... czerskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat według PO
PostNapisane: 19 lip 2013, 07:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30737
Premier i HGW zakpili z Warszawiaków?

Myślę, że nawoływanie premiera Tuska i Hanny Gronkiewicz-Waltz do bojkotu referendum w sprawie jej odwołania z funkcji prezydenta miasta to cyniczna kpina z mieszkańców Warszawy.
Ale do czego ci ludzie nie są w stanie się posunąć, aby tylko utrzymać się przy „korycie”?
Moim zdaniem, dla doraźnych, partyjnych korzyści, Platforma wykorzysta co tylko się da. Państwowe pieniądze, niezależne media i wymiar sprawiedliwości – też zresztą na swój sposób niezależny.
Czasem wykorzysta także niezależną naukę.

Tym razem w sprawie referendum grożącego odwołaniem Hannie Gronkiewicz-Waltz z funkcji prezydenta Warszawy – jak się wydaje – sięgnęła po specjalistów od arytmetyki.
Jak pisze portal wpolityce.pl:
„Referendum musi zostać zorganizowanie w ciągu 50 dni, czyli najpóźniej na początku października. Aby było ważne, w głosowaniu musi wziąć udział 3/5 osób uczestniczących w wyborach na prezydenta miasta. W 2010 roku frekwencja w Warszawie wyniosła nieco ponad 48 procent. Oznacza to, że planowane referendum będzie ważne, jeżeli weźmie w nim udział 29 proc. uprawnionych mieszkańców, czyli w sumie ok. 390 tys. osób.”

Większość mieszkańców Warszawy chce odwołania HGW. W bezpośrednim głosowaniu obronić jej się chyba nie uda. Jak widać z wypowiedzi Premiera i HGW nawet oni sami nie wierzą już w to, że może być inaczej. Jedyna nadzieja, to pomanipulować przy referendum.
Dlatego premier – „strażnik” europejskiej demokracji mówi tak (cytuję za wpolityce.pl):
„Nieuczestniczenie w referendum jest aktem akceptacji, tolerancji czy sympatii z aktualnie rządzącym prezydentem, czy burmistrzem, czy wójtem...
Niepójście na referendum jest też aktem decyzji...”

HGW idzie jeszcze o krok dalej mówiąc:
„Niepójście na referendum jest pewnym wyborem. Podobnie jak premier będę uważała, że ci, którzy uważają, że jestem dobrym prezydentem pozostaną w domu.”

Muszę przyznać, że po takiej wypowiedzi pani prezydent - w czasie referendum nie zostanę w domu, choć nie mieszkam w Warszawie. Może nie będzie padać. Wyjdę z domu, choćby tylko po to, by nie dać premierowi i HGW pretekstu do tego, by mnie posądzić o to, iż uważam, że HGW jest dobrym prezydentem. Kto z Warszawiaków pozostanie w domu, ten sam sobie będzie winien.

Z prostej arytmetyki wynika, że w przypadku, jeśliby sympatyków pani Prezydent udało się przekonać do pozostania w domu, to szanse pozostawienia HGW na stanowisku prezydenta Warszawy wzrosłyby prawie dwukrotnie w stosunku do sytuacji, gdyby ci sympatycy w referendum wzięli udział i zagłosowali na jej korzyść.
Tak więc, jak widać - nie liczy się wola mieszkańców Warszawy. Ta władza ma gdzieś demokrację. Ta klika ma gdzieś społeczeństwo.
Deficytu budżetowego nie potrafią oszacować choćby w „grubym” przybliżeniu, ale jeśli trzeba wyślizgać społeczeństwo, to potrafią nawet policzyć.
Swoi w domach – to raz, ale i pozostałych trzeba będzie do uczestnictwa w referendum jakoś zniechęcić.
Jakieś problemy z komunikacja miejską – no nie wiem - jeszcze podnieść ceny biletów? Można przeprowadzić konserwację urządzeń stołecznego metra. Zorganizować imprezy plenerowe z darmowym piwem. A może nawet w zaprzyjaźnionych telewizjach puszczać same premierowe filmy?
Jest tyle sposobów na ograniczenie frekwencji i tyle czasu, aby to zorganizować, a i pieniądze na tak ważny cel z pewnością się znajdą. W ministerstwie Muchy na pewno po występie Madonny znajdą się jeszcze jakieś zaskórniaki. A i minister Zdrojewski też pewnie pomoże.
Teraz pozostaje tylko pytanie, czy mieszkańcy Warszawy, przy takim chamskim zachowaniu władz, pozwolą im się kolejny raz okpić, czy też usuną ich przedstawicieli z miejskiego bufetu, aby już dłużej nie mogli pluć im w zupę?

Chociaż, jeśli mam być szczery, to sama myśl Premiera Tuska i HGW odnośnie udziału ich zwolenników w życiu obywatelskim i w działaniach instytucji demokratycznych przypadła mi do gustu. Może rzeczywiście lepiej, aby już nie głosowali, bo po aktualnym stanie państwa i jego stolicy widać, że nie mają do wybierania szczęśliwej ręki.

A, jak się tak głębiej zastanowić, to nawet w przypadku nieważności referendum, z powodu zbyt niskiej frekwencji - może być dość zabawnie.
Wyobraźcie sobie, jak idzie w świat np. taki komunikat:
„Po przeprowadzonym w Warszawie referendum Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostaje na stanowisku prezydenta Warszawy. Za jej odwołaniem zagłosowało 389 tyś. mieszkańców. Przeciwko jej odwołaniu nie zagłosował nikt.
Premier Tusk skomentował to na Twitterze następująco:
- W Warszawie odnieśliśmy kolejny sukces. Zwyciężyło społeczeństwo obywatelskie i demokracja.”

http://niepoprawni.pl/blog/6068/premier ... rszawiakow


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 105 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 17 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /