Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 222 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 15  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 13 maja 2012, 13:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Głośno o Maleńczuku

"Niejeden z powodu wstydu gubi swoją duszę / i zatraca ją przez wzgląd na głupiego"..

II wiek przed Chrystusem, Mądrość Syracha, Księga, którą podarł Nergal.

W niedzielny poranek trzynastego maja kłamstwo o ś. p. Prezydencie skręca wnętrzności, potwarz rozbrzmiewa w rzeźkim powietrzu. Oto plugawca może się tarzać w kłamstwie, sprawiedliwy zaś musi płacić za każde wypowiedziane słowo prawdy.

Kilka dni po Katastrofie Smoleńskiej, w kwietniu 2010 roku etos państwa został podniesiony do niebywałego od dawna poziomu. Codziennie sprzedawany zgiełk politycznego targowiska znieruchomiał i zastygł w długi, prawie setkę dusz liczący szpaler. Przed chwilą żyli, teraz stali się brązowymi posągami, i Ci na prawicy, i Ci na lewicy. Emocje opadły i odsłoniły twarz Ojczyzny, bladą jak papier. Ojczyzna - peowska firma zatrudniająca parlamentarzystów stała się Ojczyzną - matką płaczącą nad zwłokami swoich synów i córek. To myśmy wtedy płakali. A każdy prezydent Polski powinien żyć i działać tak, by zasłużyć na Wawel, jak królowie. Bo albo będziemy Polską, albo będziemy bawić się w Polskę.

A potem trzeba było zacisnąć zęby, a z czasem i bezsilne pięści. Teraz dodatkowo przychodzi nadstawiać policzek bijącemu. Dwie osoby stoją naprzeciw siebie: Wielki Człowiek i zapluty karzeł. Nowy ten topos, zrodzony z oparów bolszewickich pokojów przesłuchań, wylazł z kuszących przepychem gabinetów ubeka czy milicyjnych nor i pojawił się na szpaltach propagandowych szmatławców i na szklanym ekranie. Jak gangrena wkradł się do zbioru narodowych doświadczeń. Teraz bardzo prosto karła ubiera się w szpanerskie skóry, dokleja więzienną historię i gitarę, aby jeszcze bardziej zwracał uwagę, stojąc na swojej skrzynce po kartoflach.

Maleńczuk bije w to, co nam drogie, z pasją psychopaty i z gorliwością prawdziwego sadysty. Jego słowa padają jednak na martwą już głowę. Ale padają i w nasze serca.

Olać włóczęgę, nie obchodzi nas, co mówi? Kto z kim przestaje, takim się staje?

Cóż, bywa się lepiej lub gorzej wychowanym, chudszym czy grubszym prostakiem. Od tego jest demokracja. W jednej tylko sytuacji nie wolno nam tylko siedzieć cicho i znosić ciosów, nie oddawać, przebaczać. Jest to wtedy, kiedy razy padają na policzek przyjaciela.

http://xenopus.salon24.pl/416976,glosno-o-malenczuku


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 17 maja 2012, 11:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
"Alek" Kwaśniewski wiecznie żywy

Są w dziejach III RP tacy politycy, których dyskredytuje i kompromituje niemal wszystko począwszy od niskiego wzrostu, braku prawa jazdy czy bankowego konta po „język nienawiści” i „wzrok bazyliszka”.

Są także i tacy, którym nie jest w stanie zaszkodzić dosłownie nic. Takich „autorytetów” nie do zdarcia jest ci u nas dostatek.

Właśnie po tak zwanych „wiodących mediach” tourne odbył Aleksander Kwaśniewski i odpytywany był z upadku standardów i dobrych obyczajów w polityce. Wspólnie z odpytującymi go dziennikarzami ubolewał nad zalewem chamstwa, brakiem kultury i skandalicznymi zachowaniami polityków, nielicującymi z powagą tego odpowiedzialnego zawodu.

Ja bardzo przepraszam, ale chyba Polki i Polacy aż takimi idiotami nie są, jak zdają się uważać „najwyżej cenieni dziennikarze” i sam „autorytet” od wysokich standardów moralno-etycznych, Kwaśniewski.

Przecież nie tylko w Polsce, ale i w cywilizowanym świecie trudno znaleźć drugiego takiego polityka, który by tyle razy ukazał się opinii publicznej pijany ja furman. I nie chodzi tu o nagrania z ukrytych kamer, ale skandaliczne zachowania podczas oficjalnych wizyt z pamiętnym cmentarzem w Charkowie gdzie głowa polskiego państwa omal nie zaryła twarzą w groby pomordowanych przez NKWD rodaków. Kwaśniewski zasłużył sobie, jak nikt inny na określenie „Drugi Jelcyn”.

Ja proponuję redaktorowi Kajdanowiczowi z TVN24, zaprosić Ilonę Staller, słynną „Cicciolinę” i wraz nią pochylić się nad problemem zalewającej nas pornografii, albo z Dominikiem Tarsem zadumać się z powagą nad narastająca agresją i podziałami wśród Polaków.

W rozmowach z Kwaśniewskim poruszany jest również piątkowy incydent, kiedy to bezczelni i łamiący prawo związkowcy z „Solidarności” uwięzili czy też internowali parlamentarzystów na terenie sejmu.

Warto zwrócić uwagę, że najbardziej wstrząśnięci tym zajściem to ci sami politycy, „autorytety” i dziennikarze, którzy podczas okupowania przez pielęgniarki kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego apelowali o dostarczenie im podpasek i bardziej urozmaiconych kanapek.

http://kokos.salon24.pl/417896,alek-kwa ... cznie-zywy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 18 maja 2012, 11:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Siła spokoju, czy moc uległości?

Cała postępowa Polska zachłysnęła się karykaturalną troską o Krytykę Polityczną, której rzekomo grozi bezdomność. Burmistrz warszawskiego Śródmieścia unieważnił bowiem konkurs na wynajem lokalu, który sobie upodobało towarzystwo spod znaku świetlanej przyszłości. W związku z tą krzyczącą niesprawiedliwością zwolennicy nowego wspaniałego świata apelują do burmistrza w liście otwartym o unieważnienie unieważnienia. Do Baumanna, Michnika, Kwaśniewskiego, Wajdy oraz innych prominentnych heroldów postępu przyłączył się oczywiście Tadeusz Mazowiecki. Ma on bowiem tę szczególną cechę, że jako katolicki demokrata nie marnuje okazji, żeby wesprzeć lewicę. Choćby to była lewica lewacka i do szpiku kości antynarodowa.
W końcu to w ich lokalu znaleźli schronienie niemieccy bojówkarze atakujący polską manifestację patriotyczną w Warszawie. Zresztą niemieckich lewaków zaprosiło Porozumienie 11 Listopada, koalicja organizacji, w której skład wchodziła Krytyka Polityczna. Tu nie ma wątpliwości, kto jest kim, za kim stoi i czyją rękę myje. Zatem kiedy zdeklarowany katolicki demokrata troszczy się o lewacką organizację promującą totalitaryzmy ideologiczne(w imieniu Porozumienia 11 Listopada występowała na konferencjach prasowych norweska trockistka!), a także dewiacje obyczajowe, to musi się z kimś kojarzyć. W tym kontekście Mazowiecki kojarzy mi się nieodparcie z byłym komunistycznym sekretarzem Leszkiem Millerem śpiewającym niedawno ze związkowcami antykomunistyczną pieśń „Mury”. Podobnie groteskowa sprzeczność pomiędzy światopoglądową deklaracją a czynem. Chociaż bardziej pasuje tutaj określenie żałosna sprzeczność.

Szczególne upodobanie Mazowieckiego do lewicy zauważył już dawno temu Stefan Kisielewski. „Zawsze wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi się coś mówiło” – napisał o nim w swoim „Abecadle Kisiela”. A to był rok wydania 1990, więc można być pewnym, że Kisiel miał na myśli okres socjalizmu peerelowskiego, co od razu ustawia specyficzny kontekst tego feblika Mazowieckiego. Spolegliwe współdziałanie z władzami komunistycznymi rozpoczął od uczestnictwa w PAX Bolesława Piaseckiego. Głównym celem i założeniem tej organizacji było wspomaganie władzy komunistycznej w pacyfikacji Kościoła Katolickiego w Polsce. Piasecki, przedwojenny przywódca Falangi, miał bezpośredni związek z sowiecką bezpieką i pod jej auspicjami prowadził oficjalną działalność w PRL, zresztą w innej konfiguracji byłoby to niemożliwe.

Tamta rola Mazowieckiego funkcjonuje w powszechnej świadomości głównie w kontekście jego ociekającego lojalnością wobec władzy artykułu, w którym potępia biskupa Kaczmarka. Andrzej Gwiazda peregrynujący po Polsce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych opisuje także swoje wrażenia na temat Mazowieckiego: - „Nikt o te sprawy nie spyta, a gdzie się nie pojedzie, dowiaduje się o Mazowieckim takich rzeczy, że włos się jeży. We Wrocławiu opowiadają, że woził z ubecją księży – pewnie nie siłą, tylko perswazją – na zebrania księży-patriotów, poparł aresztowanie prymasa Wyszyńskiego, był zaufanym człowiekiem KC do spraw kleru – jak się zyskało zaufanie Mazowieckiego, komuna dawała paszport”.

Potem przyszedł sierpień 1980, w którym Mazowiecki dołączył do ekspertów doradzających strajkującym robotnikom w Stoczni Gdańskiej. Tamże również wykazał się uległością wobec strony rządowej, co komentował z wyraźnym rozgoryczeniem Bogdan Borusewicz: - „Nasz pierwszy postulat brzmiał: wolne związki zawodowe. Przez Mazowieckiego został sformułowany jako niezależne związki. Dlaczego nie wolne? To było jakieś ustępstwo na rzecz strony rządowej(...)Największy konflikt wywołała propozycja wpisania do porozumienia kierowniczej roli partii, w zamian za uznanie pierwszego postulatu. Oceniłem to jako poważny błąd. Uważałem, że wywoła bardzo szybko następny konflikt, bo ludzie się na to nie zgodzą. Na wpisanie elementu dyktatury do statutu. Druga strona była w takiej defensywie, że zgodziłaby się na pierwszy postulat bez tej „kierownicy”. Ale doradcy uważali, że należy wpisać”.
Słowa Borusewicza potwierdził angielski historyk Timothy Garton Ash, który będąc bezpośrednim obserwatorem wydarzeń w stoczni, prowadził coś w rodzaju kroniki:
„Dzień dwunasty: poniedziałek, 25 sierpnia - Dzień denerwującego oczekiwania. Prezydium MKS spotyka się na osobności z Komisją Ekspertów. Mazowiecki pyta, czy MKS jest gotów zaakceptować to, co nazywa „wariantem B”, czyli wycofanie się do stanowiska uznającego zasadniczą demokratyzację istniejących związków. Członkowie prezydium jeden po drugim odrzucają tę koncepcję.
Dzień czternasty: środa, 27 sierpnia - Doradcy strony rządowej, posępniejsi niż podczas pierwszych spotkań, domagają się formuły, w której nowe związki otwarcie zaakceptują „kierowniczą rolę partii”(...)Mazowiecki i Kowalik – pierwszy katolik, drugi socjalista, ale obaj uformowani przez doświadczenie 1956 roku – od razu uznają niezbędność takiego kompromisu, chociaż proponują formułę „kierownicza rola partii w państwie”, aby podkreślić, że partia nie będzie odgrywała tej roli w samych związkach”.

Trzeba przyznać, że na postulaty towarzyszy z PZPR doradcy reagowali niczym stare konie kawaleryjskie na trąbkę. Oczywiście z wyjątkami, jak choćby Jadwiga Staniszkis, która z powodu tej ich nadzwyczajnej spolegliwości wobec przewodniej roli PZPR zrezygnowała z członkostwa w tym gronie.
Mazowiecki zachował ciągłość swojej postawy także w rządzie, na którego czele stanął we wrześniu 1989 roku. Począwszy od grubej kreski dla przeszłości, którą zadeklarował od razu w expose. A odkreślenie przeszłości mogło mieć wówczas znaczenie jedynie dla komunistów. Co prawda, mając dzisiejszą wiedzę, trudno się oprzeć wrażeniu, że Mazowiecki także odkreślenie swojej przeszłości mógł mieć na uwadze. Potem było jeszcze gorzej. Doszło do tego, że tylko oburzeniu ludzi z Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego zawdzięczamy, że pierwszy niekomunistyczny premier nie wprowadził nam cenzury na wzór komunistów, którzy przecież swoje rządy zawsze zaczynają od wprowadzenia cenzury.

Ten fantastyczny numer demokratycznego katolika Mazowieckiego opisał historyk Antoni Dudek: - „Posłowie OKP przyczynili się też do ostatecznej likwidacji cenzury, sprzeciwiając się przyznaniu tej instytucji 5 miliardów złotych, które miała otrzymać wedle przedstawionego przez rząd Mazowieckiego projektu budżetu na rok 1990. Na marginesie warto dodać, że w tym czasie w URM opracowano projekt utworzenia nowej, tym razem „demokratycznej cenzury”, a podsekretarz stanu Jerzy Ciemniewski argumentował, że „trzeba zabezpieczyć państwo przed przestępstwami prasy”. Potem premier Mazowiecki tłumaczył te niewytłumaczalne praktyki obecnością wojsk radzieckich w Polsce, coby nie drażnić niedźwiedzia.

Zastanawiam się zawsze, czy Jarosław Kaczyński miał w 1989 roku świadomość istnienia tego feblika uległości wobec socjalizmu u Mazowieckiego, kiedy go robił premierem. Myślę, że jednak nie miał wyjścia w sytuacji, gdy mocno forsowaną kandydaturą na premiera był wówczas Bronisław Geremek, co oznaczałoby koalicję z PZPR. Niewątpliwie Mazowiecki był wówczas mniejszym złem w tym sensie, że był do zaakceptowania nie tylko przez generała Jaruzelskiego, ale także Solidarność i Obywatelski Klub Parlamentarny.

Obecne poparcie dla Krytyki Politycznej zatem nie może dziwić u Mazowieckiego, jeśli popatrzy się na całokształt tego festiwalu uległości, jakim było jego polityczne życie. Był uległym pracownikiem Piaseckiego w dywersyjnej wobec Kościoła Katolickiego organizacji, jaką był niewątpliwie PAX. Kilkanaście lat działalności poselskiej do Sejmu, między innymi z ramienia Frontu Jedności Narodu, który realizował cele polityczne PZPR i był jej całkowicie podporządkowany. W czasie strajku sierpniowego 1980 roku jako ekspert zadziwia spolegliwością swojego doradztwa wobec żądań przedstawicieli strony partyjno-rządowej. Okrzyczany pierwszym niekomunistycznym premierem III RP zachowuje się niczym rasowy komunista, próbując wprowadzić cenzurę. W rządzie, którego jest szefem, ulega generałowi Kiszczakowi, który nie niepokojony i pewien bezkarności niszczy i ukrywa najważniejsze archiwa bezpieki – dowody komunistycznych zbrodni.

Kiedyś, za czasów opresyjnej komuny można było różne dziwne wybory jakoś tłumaczyć, były niewątpliwie trudne. Bardzo często za trudne na wytrzymałość przeciętnego człowieka. Dzisiaj Tadeusz Mazowiecki wstawia się za lewackim środowiskiem. Wiemy, że to środowisko w dużej mierze jest finansowane i popierane przez obecny rząd, admirowany równiez przez Mazowickiego. I ten mocno już wiekowy polityk katolicki ujmuje się za organizacją, której działalność minister tego rządu, określił jako „dandyzm dzieci z dobrych domów buntujących się za pieniądze swoich rodziców”. Z której strony nie patrzeć, wychodzi groteska w najczystszej postaci.

Stefan Kisielewski, „Abecadło Kisiela”, Oficyna Wydawnicza 1990
Wiesława Kwiatkowska, „Gwiazda miałeś rację”, ZP SOPOT 1990
Antoni Dudek, "Ślady PeeReLu", Arcana 2005
Edmund Szczesiak, „Borusewicz Jak runął mur”, Oficyna Wydawnicza Volumen 2005
Timothy Garton Ash, „Polska rewolucja Solidarność 1980-1982”, Respublica 1990
Michał Karnowski, Piotr Zaremba, „O dwóch takich...Alfabet braci Kaczyńskich”, Wydawnictwo M 2006

http://seaman.salon24.pl/417635,sila-sp ... -uleglosci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 19 maja 2012, 16:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Sfora do zadań specjalnych

Przyglądając się w piątek, 11-go maja, sejmowej „debacie emerytalnej” i wydarzeniom jej towarzyszącym, naocznie po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że za zalew chamstwa i kompletny upadek obyczajów w polskiej polityce oraz sprowadzenie języka debaty publicznej do standardów rodem z knajpy GS-u, odpowiadają na równi, Donald Tusk i Bronisław Komorowski wspierani przez „wiodące media”.

Warto w tym momencie cofnąć się dokładnie dwa lata wstecz i przypomnieć sobie, jak po smoleńskiej tragedii zniknął nagle oszczerca i niebywały wprost wyrachowany polityczny szkodnik, Palikot. Wydawało się to zrozumiałe gdyż w obliczu śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego powrót tego kłamcy i łotra mógłby rozsierdzić pogrążonych w żałobie rodaków.

Kto dał wtedy sygnał mediom, że już czas przywrócić to indywiduum z powrotem do brudnej mokrej politycznej roboty?

15 maja 2010 roku ówczesny kandydat PO na prezydenta, Bronisław Komorowski, przebywający w Romanowie na Polesiu i wygłaszając krótkie przemówienie w tamtejszym muzeum z nieudolnie udawanym zaskoczeniem zakrzyknął nagle: „Janusz to ty?”.

Tak to był on z nową fryzurą i w okularach o grubych rogowych oprawkach, na oczach. Dziennikarskie dworskie gnidy zrozumiały ten wyraźny sygnał i natychmiast ruszyły w kierunku prominentnego lubelskiego posła PO, który zaprosił ich na konferencję prasową w najbliższy poniedziałek gdzie, jak zapowiedział, spotka się z nimi odmieniony, „inny Palikot”.

Dalej pamiętamy, co się stało i trwa do dziś. Ta odmiana to bezczeszczenie krzyża, założenie pseudo-opozycyjnej formacji i nieustanne knajackie ataki zarówno na zmarłego jak i pozostałego przy życiu brata oraz ranienie rodziny śp. Przemysława Gosiewskiego, „żartami” o tym jak to widziano go na dworcu we Włoszczowie.

To nie może być tak, że załamujemy ręce nad upadkiem obyczajów i zalewem chamstwa oraz obarczamy tym wszystkim sztandarowe postaci, wymieniając bez wahania tylko dwa nazwiska: Palikot, Niesiołowski.

Przecież od dawna wyraźnie widać, że w odpowiednim i wybranym momencie prezydent bądź premier zdejmuje tej sforze kaganiec, spuszcza ją ze smyczy i każe kąsać.

W ten sam piątek, Tusk posługując się wyrwanym z kontekstu cytatem ze śp. Lecha Kaczyńskiego i dotyczącym pomostówek, dał już po raz kolejny sygnał do ataku, który tak naprawdę zawsze brzmi jednakowo: Januszku syp sól na tę ranę „Kaczora”, on tego znowu nie wytrzyma.

Ja nie wiem skąd to nagłe, tak wielkie oburzenie i zaskoczenie.

Przecież padające z ust Palikota słowa mówiące, że Jarosław Kaczyński „wysłał brata na śmierć” to nic nowego. Mówił to już wiele razy, a wcześniej według niego to sam Lech Kaczyński i to w dodatku pijany, miał krew na rękach i był winnym śmierci całej delegacji udającej się do Katynia.

To nikt inny tylko to ten sam Palikot twierdził, że Jarosława Kaczyńskiego należy zastrzelić i wypatroszyć. To przecież ten serdeczny kumpel Tuska i najbliższy przyjaciel Komorowskiego przypisywał nieżyjącemu prezydentowi alkoholizm, chorobę Alzhaimera, nazywając go podobnie jak dzisiaj arcybiskupa Michalika, chamem.

Problem z tymi politycznymi ubowcami czy banderowcami wykorzystywanymi do najbardziej podłych i nieludzkich zadań, czyli rozdrapywania i posypywania solą ran rodzinom smoleńskim jest innego rodzaju.

Zacznijmy w końcu tak samo oceniać i traktować zapraszających ich nieustannie do studia dziennikarzy. Przestańcie politycy opozycji przyjmować zaproszenia do stacji telewizyjnych i rozgłosni radiowych wówczas, kiedy wiecie, że przyjdzie wam uwiarygodniać ich swoją obecnością i dyskusją. Podobnie należy traktować ich kumpli i zleceniodawców, czyli prezydenta i premiera.

A już, jako kuriozum przyjąłem propagowanie w TVN24 opinii, że gdyby to stało się w II RP to taki Palikot czy Niesiołowski odpowiadaliby za złamanie Kodeksu Honorowego, Boziewicza.

Większej bzdury i głupoty dawno nie słyszałem z uwagi na to, że Kodeks Honorowy Boziewicza był napisany i dotyczył tylko ludzi dysponujących zdolnością honorową, a nie zwykłych pospolitych chamów.

Przestańmy w końcu traktować tą dzicz o manierach sowieckich sołdatów, jak normalnych uczestników życia politycznego. Podobnie odnośmy się do nieustannie zapraszających ich dziennikarzy. Na każdym kroku kiedykolwiek pojawią się gdzieś publicznie, okazujmy im pogardę.

To, co dzisiaj dzieje się w mediach i to niestety z udziałem opozycji, wygląda już tak żałośnie, że staje się nie do zniesienia.

Wygląda to niestety tak jakbyśmy świadomie wchodzili do chlewa i udając, że jesteśmy w stajni wyścigowej dyskutowali nad tym, która świnia ma mniej smukłe pęciny, zbyt mało szlachetny łeb, a która ma za ciężki galop czy nierytmiczny kłus.

Nasza polska, dość skomplikowana historia naznaczona niestety częstymi zdradami, dorobiła się właśnie dzięki tym zdradom, bardzo wielu określeń takich postaw, z jakimi mamy masowo do czynienia za panowania Donalda Tuska.

Dzisiaj wszystkie one pasują jak ulał i bez ryzyka pomyłki możemy mówić: łotr, arcyłotr, nędznik, niegodziwiec, nikczemnik, podlec, ciemny typ, człowiek bez zasad, drań, gnida, kanalia, łajdak, łobuz, nędzna kreatura, padalec, szubrawiec, szuja, typ spod ciemnej gwiazdy, menda.

Stosujący rękoczyny wobec Ewy Stankiewicz, Stefan Niesiołowski to jednak nieco inny przypadek niż Palikot. Choć podobnie jak on, przebierał się w swojej karierze w najróżniejsze polityczne kostiumy to coraz bliżej mu dzisiaj do tego właściwego i najbardziej odpowiedniego, czyli kaftana bezpieczeństwa.

Profesor Nałęcz, żałosny prezydencki doradca stwierdził w Radiu Zet, że Niesiołowskiego ze wszystkiego rozgrzesza „piękna opozycyjna przeszłość”.

Panie „wybitny historyku”, stalinowski sędzia Mieczysław Widaj, który wydał 108 wyroków śmierci na polskich patriotów z antykomunistycznego podziemia był dzielnym oficerem Armii Krajowej aż do 1945 roku. Czy to z powodu tej chlubnej przeszłości mógł sobie spokojnie umrzeć w 2008 roku nie ponosząc żadnej kary i inkasując emeryturę pochodzącą między innym z pieniędzy rodzin swoich ofiar? A może bezkarność zagwarantowała mu ślepa służalczość czy wręcz nadgorliwość wobec nowego okupanta?

Czy aby obaj z Niesiołowskim nie zbudowaliście swoich pozycji na zwykłym lokajstwie?

Tak sobie w ten piątek, 11-go maja myślałem, co by się działo gdyby akt ukrzyżowania Jezusa miał się dokonać w Polsce AD 2012?

Sądzę, że grono wyszydzających umierającego na krzyżu byłoby znacznie liczniejsze, z tą tylko różnicą, że ten, który „napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał mu pić”, zamiast wypowiadanych ze śmiechem słów: "Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć z krzyża", krzyknąłby rechocząc „zadzwoń do Ojca”, a stado współczesnych Januszów Palikotów i Dominików Tarasów wznosiłoby owacje na stojąco przy aplauzie „najwyżej cenionych dziennikarzy”, celebrytów, „autorytetów” oraz „młodych, dobrze wykształconych z dużych miast”, a najaktywniejszych dewiantów ekskluzywnym wywiadem nagrodziłaby Dominika Wielowieyska z Gazety Wyborczej.

http://kokos.salon24.pl/418825,sfora-do ... pecjalnych


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 23 maja 2012, 18:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
„Jest już późno, piszę bzdury”

Tusk mówił kiedyś, niemal proroczo do opozycji, że „wyginie jak dinozaury”, albo, że „żarty się skończyły”. Dzisiaj widać coraz wyraźniej, że grupa rządząca mająca tyle za uszami i na sumieniu, władzy raz zdobytej nie zamierza nigdy oddać.

Najciekawszy jest jednak skoordynowany i realizowany plan przekonywania miejscowej gawiedzi, że to, co w normalnych i poważnych demokratycznych państwach jest normą i niezbywalną zdobyczą w Polsce stanowi zagrożenie.

Mam tu na myśli wszelkiego rodzaju protesty, manifestacje, marsze czy pikiety organizowane przez obywateli w obronie ich zdaniem zagrożonych wartości lub przeciwko niepopularnym posunięciom władzy krzywdzącym jakąś grupę społeczną.

W wolnym świecie to abecadło i normalka, a w Polsce władze zaczynają to postrzegać podobnie jak Mińsk czy Kreml.

Najpierw pokojowy noblista i przywódca legendarnego i historycznego związku zawodowego wzywa do pałowania protestujących, by po kilku dniach w tę skoordynowaną akcję wpisali się „przedstawiciele świata kultury i nauki” swoim listem zaczynającym się tak:

"Z zaniepokojeniem obserwujemy narastającą falę nacisków na Krajową Radę Radiofonii i Telewizji wywieranych i organizowanych przez media, partie oraz środowiska kościelne w związku z nieprzyznaniem TV Trwam miejsca na tzw. multipleksie cyfrowym"

Nie będę tu przytaczał w całości tego kuriozalnego apelu, który jest po pierwsze, lizusowska lojalką podpisaną ku uciesze reżimu, a po drugie, jawnym opowiedzeniem się przeciwko demokracji, pluralizmowi i wolności słowa.

Przetaczające się przez miasta i miasteczka protesty w obronie pluralizmu i wolności słowa wyraźnie zaczynają establishment III RP drażnić.

Ten haniebny list jest niczym innym jak ponownym potępieniem po 36 latach, „warchołów” tak jak działo się to w Czerwcu 1976 po rozprawieniu się z demonstrantami w Radomiu i Ursusie.

Wtedy pamiętny „list 14-tu” zainicjowany przez Jana Olszewskiego uratował honor polskich elit.

Agnieszka Holland, Krzysztof Krauze, prof. Maria Janion, Kora Jackowska, Andrzej Mleczko, Jacek Żakowski, Mikołaj Lizut i pozostali, podpisując się pod tym listem hańby, pełnią dzisiaj tę samą rolę, jaka w 1976 roku przypadła „zdrowej tkance narodu”, czyli „robotniczemu partyjnemu aktywowi”, który nie uległ „wichrzycielom” i stanął po stronie partii matki.

Ktoś się może dziwić skąd w tym doborowym towarzystwie lokajów władzy, Kora Jackowska?

Wszak pani ta, co by nie powiedzieć i nie pomyśleć o pozostałych sygnatariuszach listu, na ich tle jawi się swoim intelektualnym poziomem niczym Wanda Łyżwińska na tle Jadwigi Staniszkis.

Upadek tej podstarzałej byłej rockowej divy po definitywnej utracie głosu jest tak żałosny jak i tragiczny, a jej zachowanie przypomina fragment piosenki „jest już późno, pisze bzdury”.

Poparcie w wyborach prezydenckich Bronisława Komorowskiego nie przyniosło takiego zainteresowania piosenkarką, na jakie zapewne liczyła, więc dobiegająca wówczas sześćdziesiątki rockmenka przypomniała sobie nagle na łamach kierowanego wtedy przez Tomasza Lisa tygodnika „Wprost” o wstrząsającym wydarzeniu z młodości. Wyznała w wywiadzie, że była w dzieciństwie molestowana przez księdza. Oczywiście stało się to w momencie, kiedy trwała kolejna odsłona akcji „księża pedofile”.

Jednak w wydanej w 1992 roku swojej biograficznej książce „Podwójna linia życia” artystka wyraźnie o tej traumie nie pamiętała, choć liczyła sobie wtedy zaledwie 41 wiosen i skrupulatnie oraz drobiazgowo opisywała wszystkie ważniejsze epizody swojego ciekawego życia będąc szczera do bólu. Kora to chyba jedyny przypadek, kiedy to na starość powraca pamięć i to na widok redaktora Lisa, który działa skuteczniej niż reklamowana lecytyna.

Później, a jakże, poszła jak w dym za Januszem Palikotem i towarzyszyła Dominikowi Tarasowi, bohaterowi sezonu, w inauguracji Ruchu Palikota. Dominik Taras mający w swoim CV dwa wyroki za przestępstwa pospolite, w nagrodę za profanację krzyża został nagrodzony ekskluzywnym wywiadem w Gazecie Wyborczej przeprowadzonym przez jego imienniczkę, Wielowieyską.

Kora zaś została jurorką w THE VOICE of POLAND, na antenie Polsatu, stacji telewizyjnej należącej do pana o kilku paszportach nazwiskach i pseudonimach „Zeg”, „Zegarek”, Solorza.

Myślę, że blisko jesteśmy takiego momentu kariery Kory Jackowskiej, kiedy pod warunkiem, że ktoś pozwoli jej za godziwe pieniądze znowu gdzieś pojurorzyć, ona gotowa będzie publicznie jak cyrkowy clown wykonać kilka fikołków na arenie wypełnionej trocinami z końskim łajnem i to razem ze swoim partnerem Kamilem Sipowiczem w tym fikuśnym kapelusiku zainstalowanym na łysym czerepie za pomocą kleju.

Dlaczego tyle miejsca poświęciłem akurat Korze?

Ano właśnie, dlatego, że włączanie takich żałosnych postaci, jako sygnatariuszy salonowych listów świadczy niechybnie, że tak zwany establishment zaczyna gonić w piętkę, czyli „paranoja jest goła”.

http://kokos.salon24.pl/419902,jest-juz ... sze-bzdury


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 25 maja 2012, 18:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Człowiek z badziewia

Powyższy tytuł to taka moja podpowiedź dla Andrzeja Wajdy realizującego film o Lechu Wałęsie. Oczywiście wiem, że wybitny reżyser nie posłucha, zwłaszcza, że jego specjalnością stało się uwiarygodnianie fałszywych mitów oraz komunistycznej propagandy w minionych PRL-owskich czasach.

Tak było z filmem „Lotna” gdzie kręcąc szarżę polskiej kawalerii na niemieckie czołgi w 1939, reżyser niejako potwierdził podobne kłamliwe dzieło, czyli goebbelsowską fałszywkę, choć każdy historyk wie, że żadnej szarży kawaleryjskiej na czołgi nigdy w kampanii wrześniowej nie było.

Nie wiemy do końca, kto był pomysłodawcą i zleceniodawcą nakręcenia filmu „Popiół i diament”, ale ponad wszelką wątpliwość wiadomo dziś, że adaptowana przez Wajdę powieść Jerzego Andrzejewskiego o tym samym tytule, napisana została przez autora na „prośbę” samego Jakuba Bermana.

Dzisiaj przed Wajdą i Głowackim stoi chyba największe wyzwanie.

Jak tu z chłopka roztropka, prostaka, małego cwaniaczka i krętacza wystrugać coś człekokształtnego i jeszcze powlec to spiżem?

Oczywiście do bólu prawdziwy obraz o Wałęsie nigdy w III RP nie powstanie z powodów oczywistych.

Prawda o nim wyklucza bowiem pomnik i odwrotnie. No chyba, że wróciliśmy do czasów PRL.

Jednak bohater kręconej właśnie epopei Wajdy nie szczędzi kłopotów nie tylko samemu reżyserowi, ale i zaprzyjaźnionym z nim mediom oraz tak zwanym „autorytetom”.

Oto „wybitny” przewodniczący historycznego związku zawodowego i laureat pokojowego Nobla mówi w wywiadzie udzielonym Monice Olejnik:

Wałęsa: - „Gdybym był na miejscu Tuska, dałbym polecenie: spałować, oddać za to. Władzę trzeba szanować, wybierać mądrze, brać udział w wyborach, organizować się. Ale potem: szacunek! Ktoś ich wybrał, to są przedstawiciele narodu, więc nie mogą pozwolić na opluwanie i bijatykę, no, no, no. Panie premierze, więcej zdecydowania, dość takiej zabawy”

Monika Olejnik: „No dobrze, to pałowałby pan członków, działaczy „Solidarności”?”

Lech Wałęsa: „Tak, z przewodniczącym na czele. Pierwszego bym, jak byłbym komendantem albo premierem wyszedł z pałą i go spałował, że nie potrafi mądrze układać stosunki w wolnej Polsce”

Od tego momentu wiodące media i „autorytety” rozpoczęły nachalną akcje tłumaczenia tego, co tak naprawdę „wieszcz” miał na myśli.

Od próby obrócenia wszystkiego w żart po żałosne usprawiedliwienia i odwracanie kota ogonem, kończące się tak jak w wypadku furiata Niesiołowskiego orzeczeniem salonu, że są tacy, którym wolno więcej.

Kłopot jednak jest zupełnie innego rodzaju.

Wałęsa ukazał jak na tacy całą prawdę o samozwańczych elitach III RP i niechcący udowodnił, że to, co on głupkowato chlapnął na antenie, myśli w duchu cała śmietanka mentalnych totalitarystów, wycierających sobie, na co dzień gęby frazesami o wolności słowa, demokracji i prawach człowieka.

Oni tak w rzeczywistości nie różnią się mentalnie od Wałęsy, choć na pozór wydają się mądrzejsi, łagodniejsi, lepiej się wysławiają i znacznie staranniej powciskali słomę w walonki tak, aby nie wystawała.

Wałęsa tak naprawdę nie obnażył samego siebie gdyż od dawna jest już nagi. On zdemaskował tym jednym wywiadem całą prawdę o tak zwanych „elitach”.

Jeżeli sięgniemy do lat 2005-2007 to przecież nie da się ukryć, że zarówno PiS jak i Lech Kaczyński wybrani zostali w demokratycznych wyborach głosami polskiego społeczeństwa.

Czy Wałęsa i dopieszczająca go „elita” wtedy nie wiedzieli, że:

Władzę trzeba szanować, wybierać mądrze, brać udział w wyborach, organizować się. Ale potem: szacunek! Ktoś ich wybrał, to są przedstawiciele narodu, więc nie mogą pozwolić na opluwanie i bijatykę

Przecież sam autor tych słów tocząc piane krzyczał, że „Durnia mamy za prezydenta

Obelgom, szyderstwom, wzywaniu do obywatelskiego nieposłuszeństwa, namawianiu do nieprzestrzegania prawa nie było przecież końca.

Wałęsa w swej nieograniczonej i pozbawionej ostrożności głupocie, mówi dzisiaj wszystkim Polakom niemal wprost, że on i ten cały cuchnący PRL-owską naftaliną salon, powinien za swoją antypaństwową działalność, szkodnictwo i bezprecedensowe chamskie ataki na ówczesnego prezydenta i premiera zostać przez Kaczyńskich spałowany, a właściwie to sam premier Jarosław powinien wysunąć się na czoło i walnąć pałą Wałęsę za tego „durnia”, w jego wypełniony nienawiścią łeb.

Ten, kto z uwagą wsłuchał się w słowa Wałęsy i przeanalizował reakcję na tę wypowiedź wiodących mediów i „autorytetów” wie już doskonale, że Polska jest w rękach ludzi o mentalności komunisty Jasińskiego z serialu „Dom”, który mówił:

Demokracja jest dla nas i dla tych, co się z nami zgadzają

http://kokos.salon24.pl/420503,czlowiek-z-badziewia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 08 cze 2012, 13:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Monika Olejnik w GW

Monika Olejnik na łamach Gazety Wyborczej pochyliła się nad wysłuchaniem publicznym, jakie miało miejsce w Parlamencie Europejskim i dotyczyło dyskryminacji TV Trwam.

Myli się ten, kto sądzi, że ta „Luna” Brystygierowa polskiego dziennikarstwa zamartwia się łamaniem w Polsce wolności słowa. Nie, jej to nie niepokoi, czego dała dowód siedząc cicho i nie zamieszczając równie pełnego troski tekstu w GW, kiedy to ta sama UE ogłosiła, że w Polsce Tuska zakłada się więcej podsłuchów niż we wszystkich pozostałych krajach wspólnoty razem wziętych.

Oczywiście w tekście naszej „Luny” nie mogło zabraknąć takich oto wypróbowanych od lat słów „pałek”:

„Wiadomo było, że jak dyrektor Radia Maryja pojedzie do Brukseli, zostaną mu przypomniane ksenofobiczne i antysemickie wypowiedzi. Europejski Kongres Żydów protestuje przeciwko obecności dyrektora Radia Maryja w Parlamencie Europejskim”

Jak zwykle żadnych cytatów, przykładów dowodów. Ona jedzie bezczelnie na „Maybacha” gdyż wie, że organ, który zamieszcza jej propagandówkę, rzetelności od swoich cyngli nie wymaga.

Owszem, jako słuchacz Radia Maryja i widz TV Trwam wiele dowiedziałem się z tych mediów o Salomonie Morelu, Wolińskiej, Stefanie Michniku i innych żydowskich zwyrodnialcach z polską krwią na rękach, ale równie często widziałem i słyszałem pełne podziwu, szacunku i uznania wypowiedzi o prof. Szymonie Askenazym, prof. Wilhelmie Feldmanie, Marianie Hemarze, Maurycym Gottliebie.

Przecież antysemityzm to postawa niechęci i wrogości wobec Żydów i osób pochodzenia żydowskiego postrzeganych, jako grupa religijna, etniczna lub rasowa, o czym nasza dziennikarska „Luna” doskonale wie i dlatego posługuje się po chamsku etykietką antysemityzmu podobną do stosowanych kiedyś „karłów reakcji” i „idących na pasku odwetowców z Bonn”.

Dalej jednak nasza diva polskiego dziennikarstwa zaplątała się w swoje własne eksponowane codziennie o 20-tej na antenie TVN24, leciwe i mocno wysłużone nogi.

„Jeden młodzieniec z klubu ''Gazety Polskiej'' zawiesił krzyż nad krzesłem przewodniczącego PE. Urwał się z wycieczki zorganizowanej przez posła PiS Ryszarda Czarneckiego i pokazał - Polak potrafi.

Co by się działo, gdyby jakiś cudzoziemiec ośmielił się zdjąć krzyż z sali polskiego Sejmu? Awantura byłaby międzynarodowa. Ale ''Gazeta Polska'' wszystko potrafi. Proponuję, żeby ruszyli z odsieczą na Kreml.”

No to już jest „koniec świata” jak mawiał gospodarz Popiołek z serialu „Dom”. Oto piewczyni europejskiego wspólnego domu, przynajmniej tak gościnnego jak ten serialowy na Złotej, nazywa i to na łamach Gazety Wyborczej, Polaka przebywającego w Parlamencie Europejskim obcokrajowcem?

No to któż jest tam, że tak powiem, u siebie? Niemcy, Francuzi, Hiszpanie i cała reszta, a nasi rodacy to obcokrajowcy?

A może Pani Monika oskarżając innych o ksenofobię i antysemityzm sama wyklucza sympatyków Gazety Polskiej i toruńskich mediów ze wspólnoty Polaków?

Dobry Polak to komunista Jasiński zaś jego wnuk, Mietek Pocięgło to obrzydliwy „moher”?

Lepiej zamiast pisaniem głupot i niespójnych, nietrzymających się kupy bzdur, zająć się jednak przesłuchaniami organizowanymi w stacji Waltera wzbogaconymi o 200 watową żarówkę.

W tym nasza dziennikarska „Luna” Brystygierowa” jest bezkonkurencyjna.

http://wyborcza.pl/1,75968,11886294,Krz ... kseli.html

http://kokos.salon24.pl/424617,monika-olejnik-w-gw


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 12 cze 2012, 19:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
ŻYRANCI III RP

Właściwie mnożna byłoby ułożyć ranking poręczycieli III RP. Wałęsa i Jaruzelski, Mazowiecki i Michnik, reżyser Kutz ze Śląska i Wajda, z Czerskiej Seweryn Blumsztajn, z Wiślnej ksiądz Boniecki, czasem ktoś z krakówka, a częściej z warszawki, bywa, że aktoreczka z telenoweli, bywa też, że generałowi wydaje świadectwo sam mistrz Olbrychski, czy Ferdynand Kiepski.

Piotr Zaremba łapie się za głowę. Dziwi się, że Niesiołowski jest pełnoprawnym uczestnikiem dyskusji. Gdzie? Naturalnie u Tomasza Lisa. I czytam, że była jakaś szansa, aby nie mówiąc może głośno całej prawdy, otoczyć Niesiołowskiego kordonem sanitarnym. I pisze to, słynący z łagodności ocen, z ważenia każdego słowa redaktor Zaremba.
Zamiast kordonu sanitarnego, Niesiołowski został bohaterem Lisa.
Czy mnie to dziwi? Tak jak wczoraj nie zdziwiłem się, widząc w programie M. Olejnik reżysera K. Kutza, tak nie zdziwiła mnie obecność damskiego boksera (właśnie tak nazywa się dziarskiego staruszka z PO) w telewizorze. Wielokrotnie przećwiczony ten sam mechanizm wzajemnego żyrowania. Lis Niesiołowskiemu, Niesiołowski Lisowi.

Przecież, nie tak dawno, gdyż w październiku tematem medialnym numer jeden było pytanie, „co dalej z Lisem”? Zastanawiano się, jaki będzie los niedoszłego prezydenta, redaktora celebryty. Oczekiwano, co najmniej usunięcia z wizji, przesunięcia do jakiejś roboty czysto papierkowej na Woronicza, na zapleczu, a byli też tacy, którzy widzieli Lisa na dziennikarskim bruku.
Cóż takiego się stało? Co się wydarzyło na jesieni ubiegłego roku? Tuż przez dniem wyborów do Sejmu, gościem (podkreślmy, zaproszonym gościem) programu telewizji publicznej (zauważmy, że telewizji publicznej) był lider największej partii opozycyjnej Jarosław Kaczyński. I prowadzący program red. Lis przez prawie godzinę na niego polował, „na żywo”, urządził łapankę na zbyt lekko rzuconą myśl, niezbyt precyzyjnie sformułowaną.

W telewizji publicznej urządził sobie nagonkę na gościa programu. Taka była potrzeba chwili, równoważyły się sondażowe słupki PO i PiS-u, partie znalazły się na ostatniej wyborczej prostej.

I wszystkie chwyty w programie Lisa były dozwolone, i wszystkie zostały zastosowane – prowokowanie i prowokacja, manipulacja i fałszerstwo, oraz pospolite łgarstwa. Czy trzeba uzasadniać powyższe spostrzeżenia kompromitujące warsztat Lisa i jego samego, skoro w pewnej gazecie, która od wielu lat stara się zrobić z Jarosława Kaczyńskiego wroga publicznego numer jeden, w artykule zatytułowanym „Puder opada z twarzy Kaczyńskiego” z satysfakcją odnotowano słowa pewnego europosła: „Lis poległ, ale śmiercią kamikadze. Mocno uszkodził wrogi okręt, Kaczyński stracił wizerunkowo”. Potrzebny jest lepszy komentarz do tego, co się działo w publicznej telewizji? Czy można precyzyjniej opisać rolę dziennikarskiego celebryty?
Redaktor Igor Janke napisał wówczas: „Koniec dziennikarstwa zbliża się wielkimi krokami. Tomasz Lis złamał wszelkie możliwe zasady tego zawodu”.
I zastanawiasz się czytelniku, po co przypominam ten fakt? Pracownik telewizji publicznej (podkreślam jej publiczność) złamał wszystkie zasady dziennikarskiego zawodu, i co? Nic.

Nie tylko, że nic, gdyż w kolejnym programie, już tydzień później, gdy w prasie i na blogach toczyła się dyskusja, „co z tym Lisem”, nadchodzi kolejny poniedziałek i pojawia się w jego programie dyżurny żyrant. Kto Lisowi rzuca koło ratunkowe? Kto podczas medialnej burzy swoją obecnością zaświadcza – nic się nie stało? Kto uwiarygadnia pracownika telewizji publicznej? Poręczycielem staje się Aleksander Kwaśniewski.
I upudrowani panowie gawędzą sobie o polityce, jak były prezydent z prezydentem niedoszłym. Mechanizm wzajemnego żyrowania.
I tak to właśnie działa od dwudziestu lat. Przecież wiesz, zdajesz sobie sprawę Piotrze Zarembo, może tak tego nie nazywając, że chodzi o żyrowanie. Dziesiątki przykładów. Właściwie mnożna byłoby ułożyć ranking poręczycieli III RP. Wałęsa i Jaruzelski, Mazowiecki i Michnik, reżyser Kutz ze Śląska i Wajda, z Czerskiej Seweryn Blumsztajn, z Wiślnej ksiądz Boniecki, czasem ktoś z krakówka, a częściej z warszawki, bywa, że aktoreczka z telenoweli, bywa też, że generałowi wydaje świadectwo sam mistrz Olbrychski, czy Ferdynand Kiepski.
Czyżbyś zapomniał czytelniku? Nie pamiętasz? Gdy słowo „cham” nie opuszczało słownictwa posła winiarza, a na ustach gościło „się prostytuowanie”, kogo ze świńskim ryjem wpuszczano do gmachów telewizji, kto pojawiał się na ekranie telewizora? Właśnie on. Kto zasiadał w Kongresowej, jaka feministyczna etyczka? Kto z Partii Kobiet niańczył biłgorajczyka?
A przecież, w tym samym czasie, będąc gościem programów telewizyjnych pokazujących jego ludzką twarz, wciąż obrażał śp. prezydenta?
A co następowało potem? Gazeta Wyborcza przeprowadzała z nim wywiad, i był pytany o poezję Leśmiana, o gwiaździste niebo i o to, „jaki jest pana imperatyw?”, a prostackie ekscesy nazywano performerskimi gestami.

Dzisiaj jedna z twarzy Platformy, jej eksmarszałek, Niesiołowski potrzebuje żyranta. I go ma. Częściej polityka ochrania dziennikarz, czasem jest odwrotnie.

Na wszelkie możliwe sposoby na blogach i w niszowej prasie omówiono ostatni wyczyn posła PO, jego niemający precedensu atak na reportażystkę i reżyserkę, dziennikarkę Ewę Stankiewicz. Przecież sytuacja wbrew kłamstwom mainstreamu była klarowna.
Dziesiątki posłów i posłanek, a także dziesiątki kamer i ich operatorów, przy pracy, rozmówcy i wywiady, bardzo ważne wydarzenia w sejmie i przed sejmem, i dokumentują je dziennikarze. Rzecz oczywista. Jak widać, da się odwrócić sytuację, a z agresora zrobić ofiarę.
Ale ja zwracam Twoją uwagę czytelniku na mechanizm żyrowania. Wzajemnego żyrowania, wydawania świadectw przyzwoitości, certyfikatów honoru, a przecież … czasem chodzi o damskiego boksera, często o zwykłe prostactwo, albo też, o przyklepanie podłości.
Na koniec, pisząc na małym marginesie. Czy znane są przypadki, że skompromitowany polityk nie wraca na polityczną scenę? Oczywiście tak, rzadko. Staje się wówczas komentatorem i ekspertem. Niektórzy z czasem wracają – ostatnie powroty Miller i Oleksy, a czasem są umieszczenie w medialnej przechowalni.

Ci z kajecików medialnych, pod telefonami, wzywani są do TV i mówią o duszy byłego chlebodawcy, są znawcami tego ma głowie, chociaż odsunięto ich kilka lat temu, i co najwyżej mogą possać brudny palec, i snują myśl, jakie ich były dobroczyńca ma plany. Media wszystko kupią i zagospodarują. Ci dyżurni komentatorzy, bardziej znani, są z odzysku, z PiS-u. Nazwiska znane. Chociażby Kazimierz Marcinkiewicz, ostatnio stracił na wartości, ale jest pod ręką, i mecenas Giertych zawsze na posterunku, a Michał Kamiński z pagerem w kieszeni.
No i nie zapominajmy o politykach, którzy w telewizorze występują w roli naukowców badaczy, są to żyranci lżejszej wagi. Ireneusz Krzemiński czy Paweł Śpiewak stale trzymają rękę na pulsie wydarzeń. Żyranci III RP.

http://rekontra.salon24.pl/421048,zyranci-iii-rp


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 24 cze 2012, 15:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Sadurskiego hiperbole, parabole i ohydztwa

Wojciech Sadurski po śmierci Andrzeja Leppera:

De mortuis nihil nisi bene” - mówi mądra maksyma, a jeśli ktoś nie może “bene” to przynajmniej powinien “nihil”. Czyli przyciszyć się.

W Salonie24 – na odwrót. Na samym szczycie SG wiszą teksty, które śmierć Andrzeja Leppera na różne sposoby rozbebeszają politycznie. Co jeden to głupiej – ale żaden nie dostrzega ohydztwa zawartego w takiej politycznej nekrofilii. Niestety, nie widzi tego chyba też administrator, kwalifikujący teksty na Stronę Główną


http://wojciechsadurski.salon24.pl/3308 ... -ta-trumna

Wojciech Sadurki przed obchodami I-szej rocznicy „Smoleńska:

Oto socjolog z niedalekiej Bremy, który w serii histerycznych artykułów wyraża swą teatralną pogardę dla tych, którzy przed katastrofą ważyli się krytykować tragicznie zmarłego prezydenta. Oto sędziwy, ale afektowany poeta, który grafomańsko nawołuje brata poległego prezydenta, by ten coś „zrobił w tej sprawie", i odmawiający atrybutu polskości tym, którzy nie głosują na partię przeżywającą zbiorowo, lecz cynicznie los „poległych" pod Smoleńskiem.

Oto kiepski kabareciarz, który odreagowuje swą PZPR-owską przeszłość, piskliwie wzywając byłych krytyków prezydenta Kaczyńskiego „na kolana", jak gdyby ktokolwiek miał jakieś powody, by go słuchać z powagą. Oto była nieudolna minister i paradny bufon jadący do USA, by tam antyszambrować u polityków trzeciego sortu w sprawie „umiędzynarodowienia" śledztwa
.”

http://www.rp.pl/artykul/9133,634919-Sa ... nania.html

A teraz Wojciech Sadurski na temat słów Kazimierza Kutza, który o Kaczyńskim i Ziobro powiedział pytany o raport Kalisza:

Oni zamordowali niewinna kobietę

Fakty po faktach 17-06-2011 (http://fakty.tvn24.pl/fakty-po-faktach,175097.html)

Nikt rozsądny słuchając tej drastycznej wypowiedzi Kazimierza Kutza nie pomyśli, że pomawia on osobiście pana Kaczyńskiego i pana Ziobro, że przyszli, zabili, zamordowali, zastrzelili Barbarę Blidę. To jest pewna hiperbola czy parabola bardzo przesadzona…niepotrzebna…niedobra w życiu politycznym, która jest pewną interpretacją raportu posła Kalisza, który mówi, że stworzony został pewien system, patologiczny system aberracyjny, który tę kobietę doprowadził do samobójstwa.”

Jednym słowem dla profesora Sadurskiego są na tym świecie ohydztwa, polityczne rozbebeszanie, wyrażanie pogardy. Z drugiej zaś strony jeżeli już jest coś na rzeczy to zaledwie hiperbole, parabole i interpretacje.

Strzeż Boże moje dzieci przed takimi profesorami.

http://kokos.salon24.pl/429051,sadurski ... i-ohydztwa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 27 cze 2012, 06:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Cała jaskrawość

"Z głębokim żalem żegnam Henryka Berezę, wybitnego krytyka literackiego, odkrywcę Marka Hłaski i Edwarda Stachurskiego" - napisał w nekrologu umieszczonym we wczorajszej "Gazecie Wyborczej"... Kto? Chłopak z szóstej klasy podstawówki, który jeszcze nie "przerabiał" na polskim twórczości Stachury? A może gość z zagranicy, który przyjechał na Euro i nie miał jeszcze okazji pośpiewać z nami przy ognisku "Opadły mgły, wstaje nowy dzień"? Otóż nie, pod nekrologiem podpisany jest Bogdan Zdrojewski, minister kultury i dziedzictwa narodowego.

Od czasu pamiętnej "puszki z Pandorą" podobnych wypowiedzi padło sporo, nie sposób jednak nie zauważyć, że chyba coraz mniej osób jeszcze na to reaguje. - Jest bardzo różnie. Jeden mówił o "puszce z Pandorą", inny - że druk jest napisany "drobną pipetą", a inni płynnie cytują sentencje i wiedzą, o czym mówią. Więcej jest jednak polityków, którzy coś bąkają, niż tych, którzy mówią pięknie - mówił w czasie zorganizowanej przez Senat konferencji poświęconej językowi polityków Stefan Niesiołowski, wówczas senator. To było w 2007 roku. Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Stefan Niesiołowski mówi coraz piękniej. Przykłady? "Won do PiS-u" tudzież "pisowskie ścierwa". Prezydent Bronisław Komorowski opowiada o armatach w krzakach, wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka żegna poetkę o nazwisku Wisłocka, a Grzegorz Napieralski dziękuje za sporą dawkę pozytywizmu zawartą w jej wierszach. W jaki sposób odnosi się do tego władza? Mówi o "wpadkach" i "gafach". Można odnieść wrażenie, że hasło "wpadka" stało się dzisiaj podobnym wytrychem jak "prowokacja artystyczna". Uzasadnia wszystko. Prezydent nie jest niekompetentny, ale "popełnia gafy", a premier nie łamie obietnic, tylko "nie wszystko udaje mu się zrealizować". "Przejęzyczeniem" została nazwana nawet skandaliczna wypowiedź Baracka Obamy o "polskich obozach śmierci". To bardzo wygodny zabieg, uniemożliwiający jakąkolwiek dyskusję i pociągnięcie kogokolwiek do odpowiedzialności. Niektórym nie mieści się w głowie, że można wykazywać się aż taką ignorancją i wciąż utrzymywać się przy władzy. Chyba jest jednak dokładnie odwrotnie. Jeśli świadomie zaniżymy standardy, najbardziej znienawidzimy tego, kto nie zagra z nami w tę grę. Wstrętnego kujona, który nie przyniesie na klasówkę "gotowca". Albo tego frajera, który nie chce z nami kręcić lodów i nie rozumie, że pierwszy milion trzeba ukraść. Wszystko zależy jednak od nas. Jeśli chcemy uczyć się o "Tryptyku" Henryka Sienkiewicza, tudzież czytać o wyprawie po złote siano - nasz wybór. Jeżeli nie będziemy wymagać niczego od władzy, jeśli przyjmiemy za swoje myślenie w stylu "co my możemy" tudzież "wszyscy tak robią" i damy sobie wmówić, że "teraz to już takie czasy", będą one trwały tak długo, jak długo istnieć będą głupcy i złodzieje. Czyli prawdopodobnie - zawsze. Nie możemy uciekać się już do wymówki, że zostaliśmy oszukani i zmanipulowani. Ta władza pokazuje nam istotę swojego funkcjonowania. W całej jaskrawości.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po15.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 27 cze 2012, 15:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Kora, Doda, Kuba i Lis

W naszym nieszczęśliwym kraju grasuje nowa plaga, a imię jej konwencja. Postaci wymienione w tytule tego postu to właśnie ofiary niezrozumienia konwencji. Jakby nie dość było ksenofobii, homofobii, nacjonalizmu, rasizmu, antysemityzmu i klerykalizmu. Jednak w odróżnieniu od wyżej wymienionych przypadłości, które dotykają masy ludowe, medialny konwencjonalizm grasuje wśród elit artystycznych i publicystycznych. Ale również nie przebiera w ofiarach, które padają jak muchy bez względu na pozycję, popularność czy urodę. Epidemia konwencjonalizmu kosi równo z trawą nie bacząc na oglądalność, słuchalność ani klikalność delikwentów. Pomór po prostu.

Pacjenci dotknięci tym schorzeniem mają identyczne objawy, z których najbardziej charakterystycznym jest brak zrozumienia u odbiorców. Brak ten następuje nagle i bez żadnej gry wstępnej, tak że poszkodowany jest kompletnie zaskoczony i nieprzygotowany do odparcia ataku choroby. Wydawać by się mogło, że dany artysta wyhodował sobie liczne rzesze odbiorców swojej audycji i kiedy występuje kolejny raz w tej samej konwencji, to nic mu nie grozi. Wiadomo bowiem ze słownika, że konwencja to zespół przyjętych norm postępowania w jakimś środowisku lub cech charakterystycznych przyjętych przez twórcę.

Tymczasem konwencjonalizm powoduje, że ni stąd, ni zowąd słuchacze lub czytelnicy - albo co gorsza, sądy - dostają wścieklizny i zaczynają gremialnie pomstować na danego osobnika. Przestają rozumieć konwencję. Właśnie takie nieszczęście spotkało uznane i zapoznane postaci, jak choćby Doda, Kora, Kuba i Lis. Z tym że najwięcej poszkodowany moim zdaniem jest redaktor Lis. Nie jest tak bardzo skrzywdzona sławna Kora, której sunia Ramonka wywinęła numer z konopiami indyjskimi i pańcia z tego powodu ma drobną nieprzyjemność z urzędem celnym i policją. Powiedzmy sobie bowiem szczerze, że zainteresowanie policji to nie jest najgorsze nieszczęście, jakie może spotkać celebrytę. Każdy wie przecież, że śmiercią cywilną dla celebryty jest zniknięcie z wizji i fonii, a nie jakieś tam kryminalne przekomarzanki z władzą.

To samo w przypadku pieśniarki Dody, która zapłaciła marne kilka tysięcy za znieważenie uczuć religijnych, a rozgłosu przy tej okazji zyskała tyle, że musiałaby wydać kilka milionów, gdyby chciała mieć podobny efekt reklamowy. Zresztą w obronie wolności głoszenia głupot na temat Biblii przez Dodę stanął sam Włodzimierz Cimoszewicz, który jest co prawda niewierzący i niepraktykujący, ale tym bardziej jego zdanie jest wysłuchane – nikt nie może być bardziej obiektywny niż kompletny i programowy ignorant w danej dziedzinie. Poza tym Cimoszewicz jest postępowym postkomunistą, a w III RP to przesądza, że w sprawach światopoglądowych jest autorytetem moralnym i wyrocznią.

Z kolei popularnemu w postępowych kręgach Kubie, owszem, wybito parę zębów z powodu znieważenia bohaterskiego narodu ukraińskiego (a zwłaszcza żeńskiej połowy), co oznacza, że jego szampański dowcip już nigdy nie będzie tak lotny. Wywalono go także z roboty, ale artysta to wolny zawód, więc nie może sobie dużo szkodować ten Kuba. Zresztą w dalszej perspektywie ma fascynującą karierę męczennika salonu za wolne słowo. W Gazecie Wyborczej Piotr Stasiński już rozpoczął starania o kanonizację Kuby.

Natomiast z redaktorem Lisem jest naprawdę ciężka sprawa, on bowiem zadarł z prezydentem naszego zaprzyjaźnionego mocarstwa. Tak, nie przywidziało Ci się czytelniku tego postu – Lis nie zadarł z jakiś tam prezydentem Obamą z obcego mocarstwa USA. On zadarł z samym Władimirem Putinem, nie tak dawno znowu pojednanym na śmierć i życie z naszym szczerym przywódcą Donaldem Tuskiem. A wszystko z powodu głupiej okładki Newsweek`a, na której wystąpił trener Franek Smuda jako marszałek Piłsudski. Przy czym wcale nie chodzi o skrajny idiotyzm porównania tych postaci, o nie! Chodzi o to, że redaktor Lis puścił ten numer tuż przed meczem z Rosją i podpisał „Bitwa warszawska”.

Oczywiście redaktorowi Lisowi nic by za to nie było, bo on jest pieszczoch salonu i w ogóle chluba III RP na wzór i podobieństwo samego Ojca Redaktora, gdyby nie ten drobiazg właśnie, że okładka ta zahacza mocno o zaprzyjaźnione mocarstwo. Owszem, był Lis trochę strofowany przez postępowych dziennikarzy, ale z pewną taką nieśmiałością, jak to zwykle bywa, gdy bąka puści środowiskowy prominent. Większość bowiem wtedy spuszcza skromnie oczęta i udaje, że to kwiecie pachnie. Redaktor zresztą natychmiast dał pryncypialny odpór zarzutom, że to nie mają elementarnego poczucia humoru i nie wyczuwają konwencji właśnie. Jak z tego widać, Lisa też dopadła choroba konwencjonalizmu i jest w zaawansowanym stadium.

Jednak wszystko już rozeszłoby się po kościach, gdyby nie to, że nieszczęścia jak zwykle chodzą parami. Oto napatoczył się do Polski doradca rosyjskiego prezydenta Michaił Fiedotow, który przyjechał sprawdzić, czy ruskim kibolom nie dzieje się krzywda. No i traf chciał, że zobaczył dzieło Lisa, czyli poczciwego Franka Smudę w mundurze marszałka, dosłownie jak przed bitwą warszawską, w której jak powszechnie wiadomo, Piłsudski zadał takiego bobu Rosjanom, że mieliśmy z nimi spokój przez dwadzieścia lat.

To się musiało źle skończyć. Fiedotowa o mało jasny szlag nie trafił: - „Tym akurat byłem wstrząśnięty. Widziałem jeden z waszych tygodników, gdzie z okładki trener waszej drużyny narodowej przebrany za Józefa Piłsudskiego wzywał do stoczenia drugiej bitwy warszawskiej. Co za głupota! Po co to?!”. Oczywiście nikt nie wie, po co ta głupota, bo to jest pytanie do Lisa. I chyba będzie musiał na nie odpowiedzieć, gdyż Fiedotow wysmażył raport dla Kremla na cztery strony, w którym zapewne zawarł opinię na temat jątrzącej okładki Newsweek`a. Teraz siłą rzeczy Putin może zapytać Tuska, jak to jest właściwie z tym pojednaniem. A Tusk pewnie zapyta swojego pluszaka. Choroba konwencjonalizmu może być groźna nawet dla wybitnych celebrytów.

http://wyborcza.pl/1,75248,12019002,Fie ... chuliganow

http://seaman.salon24.pl/429968,kora-doda-kuba-i-lis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 29 cze 2012, 19:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
„Dziki kraj”, czyli powrót „Mira”

Każdy, kto nawet tylko pobieżnie śledzi polską scenę polityczną i jest nieco ponad przeciętną uodporniony na propagandowe gadzinówki wiedział od samego początku jedno.

Zarzuty postawione 6 października 2009 roku byłemu szefowi CBA, Mariuszowi Kamińskiemu były niczym innym jak tylko dostarczeniem Donaldowi Tuskowi przez usłużną prokuraturę, pretekstu do odwołania Kamińskiego z zajmowanej funkcji i tym samym możliwość wyjątkowo bezczelnego nawet jak na standardy panujące w III, ukręcenia łba tak zwanej aferze hazardowej.

W ubiegłym tygodniu Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył postępowanie w tej sprawie a uzasadnienie tej decyzji nie budzi żadnych wątpliwości. Oto fragmenty:

Sędzia Małek: "Sąd uznał, że istniała wiarygodna informacja o zamiarze popełnienia przestępstwa, po której CBA zaczęła działania"

„…prawo dawało Biuru prawo posługiwania się wytworzonymi na potrzeby operacji dokumentami”

„…sądowe kryteria stosowania podsłuchów są określone, a "uchybień tu nie było".

W poważnym kraju tak sponiewierany przez władze urzędnik państwowy walczący z korupcją powróciłby na wcześniej zajmowane stanowisko, a skompromitowany premier wraz z tą całą ferajną przekręciarzy i pomagierów musiałby odejść w niesławie i atmosferze wielkiego skandalu.

W III RP mamy jednak do czynienia ze zjawiskiem zupełnie bezprecedensowym.

Zamiast powrotu Mariusza Kamińskiego na stanowiska szefa CBA obserwujemy reanimowanie i przewracanie do publicznego życia zupełnie innej postaci.

Właśnie jesteśmy świadkami wielkiego medialnego come back, jednego z głównych bohaterów afery hazardowej oraz ciemnej i bardzo wpływowej postaci polskiego świata, a właściwie półświatka polityki, czyli „Mira” Drzewieckiego.

Zrazu nieśmiało pod pretekstem zbliżającego się Euro 2012, stacja TVN24 zaczęła zapraszać tego skompromitowanego do cna polityka, jako eksperta od przygotowań do tej wielkiej imprezy.

Dzisiaj „Miro” Drzewiecki wydaje już z pozycji „autorytetu” swoje sądy i opinie o moralności i etyce w postępowaniu takich polityków jak na przykład Jarosław Kaczyński.

Poziom ogłupienia polskiego społeczeństwa osiągnął już taki poziom, że tylko tym można tłumaczyć tę niezwykłą tolerancję i brak jakiegoś wielkiego sprzeciwu wobec patologii i nieszczęść spadających na nasz kraj rządzony przez wyjątkowych szkodników.

Stosunek ludzi rozumnych do tak zwanych zwykłych lemingów ciągle jest z korzyścią dla tych drugich, co uniemożliwia osiągnięcie w społeczeństwie takiej masy krytycznej, która uruchomiłaby jakiś masowy bunt powodujący rozpędzenie tego sterowanego przez służby obcych państw towarzystwa.

Polska nigdy się nie odrodzi i nie stanie się rzeczywiście suwerennym państwem dopóty, dopóki miliony Polek i Polaków nie ujrzą na własne oczy dziesiątek magdalenkowych mutantów poprzebieranych w pomarańczowe uniformy ze skutymi łańcuchami rękoma i nogami wprowadzanymi na sądową salę gdzie niezawisły sąd wyda surowe wyroki skazujące oraz uzasadni je tak przekonywująco, że dotrze to nawet do mózgownic pani Krystyny i pana Zygmunta dzwoniących do „szkła kontaktowego”.

Polakom potrzebny jest pewien szok poznawczy, który zadziała nie tylko edukacyjnie, ale i odstraszająco gdyż zapomniano, że sprawiedliwa kara ma nie tylko budować wiarę w sprawiedliwe państwo, ale także odstraszać tych, którym przyjdzie kiedyś do głowy zdradzić swoja ojczyznę.

Dzisiaj, póki co jesteśmy na etapie „dzikiego kraju”, jak nazwał Polskę sam „Miro”. On doskonale wiedział co mówi, gdyż tylko w dzikim kraju taka szemrana postać jak Mirosław Drzewiecki mogłaby zostać przywrócona do życia publicznego, a wkrótce zapewne dowiemy się, jakie dalsze plany wobec niego ma ten cały „salon” będący na służbie establishmentu III RP. Nie wiemy też, czy powrót Drzewieckiego następuje w pakiecie z Rosołem w „Pędzącym króliku”?

Nie zdziwię się, jeżeli ogłupionym rodakom TVN24 zafunduje, aż tak wypasioną opcję.

http://kokos.salon24.pl/430501,dziki-kr ... owrot-mira


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 30 cze 2012, 08:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Kolejny aktor ujawnił swoje zdziczenie.

Odszedł Jan Englert

Nagle. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z 16 czerwca 2012 r. „Przestaję być patriotą”. Mimo że pozostał wśród nas ciałem, duchem znalazł się w świecie innych wartości.

Popularny i lubiany aktor, twórca kultury, tym razem sam stał się wyjściowym tworzywem dla propagandy „Wyborczej”. Obraża Polaków, mija się z prawdą. Niestety, robi to w takim stylu, że takim go właśnie zapamiętamy. Takim przejdzie do historii. O narodowych wzruszeniach w kontekście Euro 2012 aktor mówi – przywołując słowa Kazimierza Dejmka – „prasłowiańska kiła”. Ma być śmiesznie, ale jakoś nie jest.

Padają słowa, których zapomnieć się nie da. Gdy przychodzi mówić o najważniejszych sprawach teraźniejszych, rozochocony aktor zupełnie się zatraca. Można odnieść wrażenie, że mówi dokładnie to, czego spodziewa się „GW” i salon. „I co pan czuje, jak ogląda co miesiąc ten prawdziwy teatr narodowy na Krakowskim Przedmieściu” – pada pytanie. „Złość i pogardę właściwie. (...) Nie mam potrzeby uczestniczenia w społeczeństwie, które jest paskudne. (...) Dlatego przestaję być patriotą”. Co gorsza, podpuszczony Englert (aktualny dyrektor Teatru Narodowego) mówi z pasją, emocjonalnie, szczerze. Najsmutniejszy moment w tej rozmowie, ten, który właśnie przejdzie do historii, następuje wtedy, gdy dyrektor Teatru Narodowego opowiada, jak dwukrotnie odrzucił prośbę Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Proszono go, by w ramach delegacji prezydenta pojechał 10 kwietnia do Katynia. Englert mówi, że zaproszenie przyszło dlatego, że zagrał w filmie „Katyń” Andrzeja Wajdy. „Miałbym być tylko drzewcem, na który się przypina sztandar. (...) Przecież to nie chodziło o mnie, to chodziło o generała z »Katynia«. Najlepszy dowód, że zamiast mnie poleciał Janusz Zakrzeński – jako Piłsudski przecież, a nie jako Zakrzeński. A więc to sceptycyzm wobec afiszowania siebie w innej roli niż ta, do której jestem powołany, spowodował, że nie poleciałem”.

Englert się myli. Janusz Zakrzeński, który zamiast niego przyjął zaproszenie do udziału w uroczystościach w rocznicę zamordowania polskich oficerów, nie jechał tam, jak sugeruje dyrektor Narodowego jako maskotka, farbowany Piłsudski. Aktor miał podczas uroczystości odczytać fragment pamiętnika znalezionego przy zwłokach mjr. Adama Solskiego zamordowanego w Katyniu. Miał to być jeden z najważniejszych punktów uroczystości. Mjr Solski prowadził swoje notatki niemal do ostatniej chwili przed egzekucją. Pisane na skrawkach bibuły, w kieszonkowym kalendarzyku i na kawałkach urzędowych formularzy. Zakończenie jego dziennika jest datowane na 9 kwietnia 1940 r. „Piąta rano. Od świtu dzień rozpoczął się szczególnie. Wyjazd karetką więzienną w celkach (straszne!). Przywieziono [nas] gdzieś do lasu, coś w rodzaju letniska. Tu szczegółowa rewizja. Zabrano [mi] zegarek, na którym była godzina 6.30 (8.30). Pytano mnie o obrączkę, która (...). Zabrano ruble, pas główny, scyzoryk (...)”.

To właśnie nad grobami polskich oficerów 70 lat później zgodził się te słowa odczytać Janusz Zakrzeński, wybitny i mądry aktor. Który – jak dowiadujemy się z wywiadu w „Wyborczej” – poleciał tam po tym, gdy Englert zaproszenie Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego odrzucił.

Trudno zrozumieć, dlaczego dyrektor Teatru Narodowego w ogóle zdecydował się o tym mówić. Pewnie nie rozumie, że ośmiesza go ta opowieść. W tym świetle zresztą jego słowa „Jestem niczyj, nieprzypisany żadnej formacji” nie brzmią wiarygodnie. Englert zresztą nie ukrywa, że głosował na Platformę Obywatelską, możemy się domyślać, że powodem odmowy wyjazdu do Katynia z Lechem Kaczyńskim były raczej względy polityczne i towarzyskie – salon III RP bojkotował prezydenta. Ta małość uratowała Janowi Englertowi życie, nie ocaliła jednak sławy.

Po lekturze wywiadu w „Wyborczej” aktor i reżyser stał się dla mnie kimś innym. Dawny Jan Englert odszedł bezpowrotnie.

http://niezalezna.pl/30500-odszedl-jan-englert


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 16 lip 2012, 20:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Pasje księdza Sowy

Ilekroć natykałem się na wywiad czy tekst księdza Kazimierza Sowy, urządzałem sobie taką oto prostą zgadywankę. Czy będzie o ojcu Tadeuszu Rydzyku? Z czasem zgadywanka przestała być zgadywanką, bo wiadomo było, że o ojcu Tadeuszu Rydzyku lub Radiu Maryja, czyli jednak o ojcu Tadeuszu jest. Nie trzeba więc było zgadywać, co będzie też w poniedziałkowym wywiadzie, jakiego ksiądz Kazimierz Sowa, szef TVN-owskiej Religia.tv, udzielił „Gazecie Wyborczej”.

Duchowny szeroko rozwodzi się o księżach biskupach, którzy dzielą się swoim słowem ze słuchaczami Radia Maryja, mówi o samym Radiu i o Telewizji Trwam. A odnosząc się do koncesji na multipleks, stwierdza nawet, że „ (…) sprawa trafiła do sądu, mamy jego wyrok, zatem wydaje się, że tu wszystko jest transparentne”. Księdzu Sowie można tylko pozazdrościć rozeznania w temacie. Skoro wszystko jest przejrzyste, to może by ksiądz wyjaśnił nam wszystkim, jakimi kryteriami finansowymi - i gdzie je ksiądz wyczytał - kierowała się KRRiT, oceniając, czy dany nadawca podoła opłacaniu miejsca na multipleksie, czy nie. Może by też ksiądz wyjaśnił, czym kierowała się Rada, rozkładając na raty (nawet 114 rat) opłaty koncesyjne spółkom, które otrzymały miejsce na multipleksie. Tego tak naprawdę nie udało się ustalić nawet kontrolerom Najwyższej Izby Kontroli.

Wynika z tego, że szef Religia.tv wnikliwie i z pasją zgłębia wiedzę o Radiu Maryja. Ale czasem bywa tak, że pasja staje się obsesją. A obsesja plus jakiś kompleks – to już może być niebezpieczne. Może grozić „monotematyzmem”.

I zdaje się, że pewne syndromy tej przypadłości dotknęły księdza Sowę. Bo gdyby nie mówił o ojcu Tadeuszu Rydzyku, to by miał niewiele do powiedzenia. No, chyba że o walorach smakowych sałatek na wieczorze wyborczym „partii miłości” czy madryckim balu u ambasadora.

Dariusz Pogorzelski

http://www.naszdziennik.pl/blogaid/taki ... ml#entry19


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Inwentarz IIIRP-owskich celebrytów i autorytetów moralnych
PostNapisane: 23 lip 2012, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Dzie­ci PRL-owskich służb łącz­cie się!!!

Trud­no ocze­ki­wać, że­by dziec­ko ko­mu­ni­sty wal­czą­ce­go ca­łe ży­cie z Ko­ścio­łem na­gle po­tę­pi­ło ob­ra­ża­nie uczuć re­li­gij­nych. Trud­no za­kła­dać, że po­to­mek ka­na­lii za­cho­wa się jak przy­zwo­ity czło­wiek, że ktoś, ko­go oj­ciec zwal­czał pa­trio­tów, na­gle od­da im hołd. Dla nich na­sze na­ro­do­we ha­sło „Bóg. Ho­nor. Oj­czy­zna” na­praw­dę jest za­baw­nym slo­ga­nem świad­czą­cym o „ciem­no­gro­dzie”.

Czer­wo­ni wy­cho­wan­ko­wie

Naj­now­sze wy­po­wie­dzi dwóch or­dy­nar­nych pro­sta­ków Ku­by Wo­je­wódz­kie­go i Mi­cha­ła Fi­gur­skie­go nie wy­wo­ła­ły ocze­ki­wa­ne­go aplau­zu. Gorz­ko roz­cza­ro­wa­ny Mi­chał Fi­gur­ski, ża­li się, że kie­dy ob­ra­żał Je­zu­sa i lu­dzi wie­rzą­cych, Le­cha Ka­czyń­skie­go oraz PiS to „ni­ko­mu to nie prze­szka­dza­ło”. „Lot­ne umy­sły” obu pod­sta­rza­łych „gów­nia­rzy” jesz­cze nie ogar­nę­ły, że w Pol­sce moż­na wy­śmie­wać ka­to­li­ków, śro­do­wi­ska pa­trio­tycz­ne i pra­wi­co­we, po­li­ty­ków spo­za ukła­du, ale nie wol­no w ża­den spo­sób sa­me­go ukła­du na­ru­szać. Wy­po­wiedź o gwał­ce­niu Ukra­inek od­wró­ci­ła uwa­gę od ki­bo­li na rzecz za­cho­wa­nia „me­dial­nych elit”. Szam­bo się roz­la­ło. I nie po­mo­że wy­zna­nie żo­ny Mi­cha­ła Fi­gur­skie­go – pre­zen­ter­ki te­le­wi­zji pu­blicz­nej, któ­ra bar­dzo uba­wio­na stwier­dzi­ła, że cza­sem mąż i ją „gwał­ci”. Na mar­gi­ne­sie – cie­ka­wie za­brzmiał tu spój­nik „i” (czy „też”) wska­zu­ją­cy, że żo­na nie jest je­dy­ną oso­bą gwał­co­ną przez Mi­cha­ła F. Co praw­da gwałt to prze­stęp­stwo za­li­cza­ne przez ko­deks kar­ny do zbrod­ni, ale fe­mi­nist­ki w ro­dza­ju Ka­zi­mie­ry Szczu­ki tym ra­zem ja­koś nie an­ga­żu­ją się w obro­nę gwał­co­nej pa­ni Fi­gur­skiej (Ukra­inek zresz­tą też). Tyl­ko in­ter­nau­ci za­sta­na­wia­ją się, co się sta­ło „bły­sko­tli­wym dzien­ni­ka­rzom”, że blu­znę­li ta­kim cham­stwem. Otóż – nic im się nie sta­ło. By­li or­dy­nar­ni, pro­stac­cy i cham­scy przez ca­ły czas, ta­cy są i ta­cy po­zo­sta­ną. To po pro­stu czy­sta ge­ne­ty­ka i wy­cho­wa­nie, czy­li dwa skład­ni­ki cha­rak­te­ru czło­wie­ka. Je­śli wie­rzyć po­ja­wia­ją­cym się w In­ter­ne­cie in­for­ma­cjom, Wo­je­wódz­ki i Fi­gur­ski an­ty­po­lo­nizm, ata­ko­wa­nie Ko­ścio­ła i śro­do­wisk pa­trio­tycz­nych „wy­ssa­li z mle­kiem mat­ki”.

Ja­kub Wła­dy­sław Wo­je­wódz­ki to, jak moż­na wy­czy­tać w In­ter­ne­cie, syn Bo­gu­sła­wa Wo­je­wódz­kie­go, funk­cjo­na­riu­sza SB i pro­ku­ra­to­ra PRL-owskie­go wy­mia­ru spra­wie­dli­wo­ści. Wo­je­wódz­ki se­nior za­pi­sał się w hi­sto­rii, peł­niąc ro­lę pro­ku­ra­to­ra z ra­mie­nia Pro­ku­ra­tu­ry Ge­ne­ral­nej w spra­wie tzw. „pro­wo­ka­cji byd­go­skiej” z 19 mar­ca 1981 ro­ku. Ku­ba za­czy­nał ka­rie­rę od har­cer­skiej roz­gło­śni ra­dio­wej w la­tach 80-tych a po­tem roz­wi­jał ją w pry­wat­nych me­diach aż do sta­tu­su gwiaz­dy TVNu. Je­go kum­pel Mi­chał Fi­gur­ski to, jak czy­ta­my w sie­ci, syn Zbi­gnie­wa Fi­gur­skie­go – ostat­nie­go dy­rek­to­ra ge­ne­ral­ne­go Fun­du­szu Ob­słu­gi Za­dłu­że­nia Za­gra­nicz­ne­go (FOZZ) i za­stęp­cy li­kwi­da­to­ra FOZZ. Ro­dzi­ce Mi­cha­ła po­noć po­zna­li się w Mo­skwie, gdzie gwał­ci­ciel wła­snej żo­ny przy­szedł na świat. Co cie­ka­we – pań­stwo Fi­gur­scy przez ja­kiś czas miesz­ka­li w Pol­sce, a po­tem zna­leź­li się w Bej­ru­cie. To jesz­cze o ni­czym nie świad­czy, ale w la­tach osiem­dzie­sią­tych ra­czej nie wy­jeż­dża­ło się bez pod­pi­sa­nia od­po­wied­nich lo­ja­lek.

Nie oni jed­ni

Oczy­wi­ście obaj ce­le­bry­ci nie są wy­jąt­ka­mi. Do gro­na osób po­dzi­wia­ją­cych mo­tłoch si­ka­ją­cy na zni­cze pod pa­ła­cem pre­zy­denc­kim na­le­ża­ła np. słyn­na re­ży­ser Agniesz­ka Hol­land – cór­ka jed­ne­go z czo­ło­wych ko­mu­ni­stów okre­su sta­li­now­skie­go. Spodo­ba­ło się to tak­że przy­rod­nie­mu bra­tu sta­li­now­skie­go zbrod­nia­rza – Ada­mo­wi Mich­ni­ko­wi i pa­ru in­nym oso­bom, na cze­le z Ja­nu­szem Pa­li­ko­tem, co do oj­ca któ­re­go wciąż po­ja­wia­ją się „plot­ki”, że był on zwy­kłym szmal­cow­ni­kiem. Me­dia są do­słow­nie za­pcha­ne po­tom­ka­mi czo­ło­wych ko­mu­chów. Moż­na tu wy­mie­nić m.​in. Mo­ni­kę Olej­nik, któ­ra pra­cę dzien­ni­kar­ki roz­po­czę­ła ja­ko świe­żo upie­czo­ny zoo­tech­nik w 1982 ro­ku, gdy w Pol­sce obo­wią­zy­wał stan wo­jen­ny, pry­wat­nie cór­kę Ta­de­usza Olej­ni­ka, wy­so­kie­go funk­cjo­na­riu­sza Służ­by Bez­pie­czeń­stwa, al­bo Grze­go­rza Mie­cu­go­wa – sy­na Bru­no­na Mie­cu­go­wa, sta­li­now­skie­go dzien­ni­ka­rza, któ­ry za­sły­nął ja­ko sy­gna­ta­riusz tzw. „Ape­lu Kra­kow­skie­go” z 1953 ro­ku, wy­ra­ża­ją­ce­go po­par­cie dla sta­li­now­skich władz, któ­re na pod­sta­wie sfał­szo­wa­nych do­wo­dów, do­ko­na­ły aresz­tu du­chow­nych ka­to­lic­kich (słyn­ny pro­ces pra­cow­ni­ków ku­rii kra­kow­skiej). Do te­le­wi­zji pu­blicz­nej nie­daw­no wró­ci­ła Han­na Lis, czy­li Han­na Ke­daj – cór­ka Alek­san­dry i Wal­de­ma­ra Ke­da­jów, zna­nych pe­ere­low­skich dzien­ni­ka­rzy i taj­nych agen­tów SB, fi­gu­ru­ją­cych na słyn­nej „Li­ście naj­więk­szych ka­na­lii sta­nu wo­jen­ne­go” ra­zem z Je­rzym Urba­nem i Zbi­gnie­wem Sa­fja­nem – oj­cem Mar­ka Sa­fja­na – pre­ze­sa Try­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go w la­tach 1998-2006. Wia­do­mo­ści TVP re­da­gu­je Piotr Kraś­ko – wnuk jed­ne­go z czo­ło­wych ko­mu­ni­stycz­nych cen­zo­rów – Win­cen­te­go Kraś­ki. W te­le­wi­zji ja­ko „au­to­ry­tet” wy­stę­pu­je Mag­da­le­na Śro­da – cór­ka prof. Edwar­da Ciu­pa­ka – za­re­je­stro­wa­ne­go przez wy­wiad PRL ja­ko kon­takt ope­ra­cyj­ny „Ga­briel”, któ­ry nie­mal przez ca­łe swe ży­cie za­wo­do­we, ja­ko pra­cow­nik Urzę­du ds. Wy­znań, zaj­mo­wał się wal­ką z Ko­ścio­łem. Gor­li­wie ata­ku­je tak­że Da­wid War­szaw­ski, czy­li Kon­stan­ty Ge­bert – syn agen­tu­ral­ne­go dzia­ła­cza ko­mu­ni­stycz­ne­go Bo­le­sła­wa Ge­ber­ta. Je­śli wie­rzyć „Rzecz­po­spo­li­tej” to na­wet oj­ciec ulu­bień­ca sa­lo­nu Jur­ka Owsia­ka był wy­so­ko po­sta­wio­nym mi­li­cjan­tem. Do gro­na ce­le­bry­tów ho­łu­bio­nych przez me­dia i chęt­nie za­bie­ra­ją­cych głos na­le­ży ko­lej­na gwiaz­da TVN – Mag­da Ges­sler, z do­mu Iko­no­wicz – cór­ka wie­lo­let­nie­go pe­ere­low­skie­go dzien­ni­ka­rza PAP i agen­ta es­bec­kie­go TW „Me­tram­paż”, sio­stra Pio­tra Iko­no­wi­cza – obec­nie do­rad­cy Ja­nu­sza Pa­li­ko­ta. No i jest oczy­wi­ście Bar­tosz Wę­glar­czyk, któ­ry ko­biet z Ukra­iny nie gwał­cił, mo­że dla­te­go, że uznał je za ro­bo­ty do sprzą­ta­nia. Wę­glar­czyk jest przy­pad­kiem szcze­gól­nym nie tyl­ko dla­te­go, że prze­tarł szla­ki Wo­je­wódz­kie­mu i Fi­gur­skie­mu, ale przede wszyst­kim dla­te­go, że we­dług wie­lu in­for­ma­cji jest on w pro­stej li­nii wnu­kiem Jó­ze­fa Świa­tło – jed­ne­go z naj­więk­szych sta­li­now­skich zbrod­nia­rzy, oso­bi­ście tor­tu­ru­ją­ce­go więź­niów z AK. Trud­no nie za­uwa­żyć związ­ku po­mię­dzy ko­men­ta­rza­mi ca­łej trój­ki. Mo­że Fi­gur­ski i Wo­je­wódz­ki uzna­li, że sko­ro je­mu wol­no, to im też? Naj­wy­raź­niej się prze­li­czy­li. Al­bo za­po­mnie­li, że ich ta­tu­sio­wie, choć gor­li­wi ko­mu­ni­ści, to jed­nak nie ta li­ga co sta­li­now­ski zbrod­niarz i wnu­ko­wi te­go ostat­nie­go wol­no wię­cej niż sy­nom ja­kichś es­be­ków.

X, Y, Z – duch Kisz­cza­ka wsieg­da go­tow

I tak da­lej. Czer­wo­nych dy­na­stii jest w Pol­sce co nie­mia­ra – w po­li­ty­ce, śro­do­wi­skach na­uko­wych, w biz­ne­sie a tak­że w me­diach. Żad­na z osób do tych śro­do­wisk nie tra­fi­ła przy­pad­kiem, dzię­ki szczę­ściu al­bo ta­len­to­wi. Opo­wie­ści o tym, jak to ro­dzi­ce ich prze­strze­ga­li przed da­ną ścież­ką ka­rie­ry a oni się upar­li, to baj­ki dla dzie­ci w wie­ku przed przed­szkol­nym. Ich obec­ność w ży­ciu pu­blicz­nym to na­stęp­stwa za­po­bie­gli­wo­ści „cięż­ko cho­re­go” Kisz­cza­ka i je­go to­wa­rzy­szy. Taj­ne do­ku­men­ty MSW i Szta­bu Ge­ne­ral­ne­go z lat 1987-1988 wska­zu­ją jed­no­znacz­nie, że w tam­tym cza­sie w służ­bach spe­cjal­nych PRL-u po­wsta­ły taj­ne ko­mór­ki: „X” – od­po­wie­dzial­na za wpły­wy na wła­dzę, „Y” – od­po­wie­dzial­na za go­spo­dar­kę i „Z” – za me­dia. Nie­za­leż­nie od nich po­wsta­ła jesz­cze ko­mór­ka „C”, ma­ją­ca za za­dnie ochro­nę by­łych ko­le­gów przed od­po­wie­dzial­no­ścią kar­ną za prze­stęp­stwa po­peł­nia­ne po ro­ku 1989! (a za­pew­ne i przed nim). Jesz­cze wcze­śniej mia­ła po­wstać dy­rek­ty­wa na­ka­zu­ją­ca ob­sa­dze­nie me­diów od­po­wied­ni­mi ludź­mi – wte­dy mło­dy­mi dzien­ni­ka­rza­mi, któ­rzy po pa­ru la­tach mie­li zo­stać (i zo­sta­wa­li) me­dial­ny­mi „au­to­ry­te­ta­mi”. Ro­le w tym „ko­mu­szym te­atrze” zo­sta­ły ob­sa­dzo­ne bar­dzo sta­ran­nie a od­po­wied­nie służ­by za­dba­ły, by nic nie za­kłó­ci­ło sce­na­riu­sza. Gdy ma się tę świa­do­mość, to wy­stą­pie­nia Wę­glar­czy­ka, Wo­je­wódz­kie­go i Fi­gur­skie­go i ca­łej resz­ty sta­ją się ja­sne. Oni po pro­stu od­gry­wa­li/od­gry­wa­ją swo­ją ro­lę, ty­le tyl­ko, że tym ra­zem du­et W-F trosz­kę prze­sa­dził z eks­pre­sją. Oczy­wi­ście nie wszy­scy wie­dzie­li/wie­dzą, że zo­sta­li z gó­ry wy­bra­ni przez cwań­szych od sie­bie i wy­kre­owa­ni na „gwiaz­dy”. Więk­szość z nich na­praw­dę mó­wi to co my­śli, a co mia­ła wpa­ja­ne od pie­luch. Trud­no ocze­ki­wać, że­by dziec­ko ko­mu­ni­sty wal­czą­ce­go ca­łe ży­cie z Ko­ścio­łem na­gle po­tę­pi­ło ob­ra­ża­nie uczuć re­li­gij­nych. Trud­no za­kła­dać, że po­to­mek ka­na­lii za­cho­wa się jak przy­zwo­ity czło­wiek, że ktoś, ko­go oj­ciec zwal­czał pa­trio­tów, na­gle od­da im hołd. Dla nich na­sze na­ro­do­we ha­sło „Bóg. Ho­nor. Oj­czy­zna” na­praw­dę jest za­baw­nym slo­ga­nem świad­czą­cym o „ciem­no­gro­dzie”. Czy to ozna­cza, że trze­ba ich eli­mi­no­wać z ży­cia pu­blicz­ne­go? By­naj­mniej. Niech so­bie są. Niech so­bie two­rzą wła­sne ga­ze­ty, ra­dia, te­le­wi­zje. W koń­cu w przy­ro­dzie i szczu­ry są do cze­goś po­trzeb­ne. Trze­ba tyl­ko pa­mię­tać, kim są ci lu­dzie, skąd są, co so­bą re­pre­zen­tu­ją i nie ko­rzy­stać ani z ich „mą­dro­ści”, ani z pro­duk­tów, któ­re w spo­sób jaw­ny lub pół­jaw­ny re­kla­mu­ją. Ten boj­kot, któ­ry od­bi­je się na ich kie­sze­niach, za­bo­li to to­wa­rzy­stwo znacz­nie bar­dziej niż naj­ostrzej­sze ko­men­ta­rze.

Al­do­na Za­or­ska

http://www.warszawskagazeta.pl/wydarzen ... b-czcie-si


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 222 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 15  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 14 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /