Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 58 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 14 sty 2012, 10:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Czy Polska się kiedyś odbuduje? czy wróci do, pominę słowo "dawnej", świetności, samodzielnosci, do własnej podmiotowości?
Czy ominie, czy pokona, te wszystkie siły, które niszczą Ją od zewnątrz i od wewnątrz, uniemożliwiając nam Polakom normalną, bezpieczną, dostatnią i kulturalną egzystencję?


Podmiotowość albo upadek

Dwudziestoletnia dobra koniunktura międzynarodowa - słabość Rosji, dominacja USA, spójność NATO, prozachodnia ewolucja Ukrainy, stabilność i przewidywalność struktur UE krępujących swobodę ruchów mocarstw unijnych - dobiega końca. Europa Środkowa musi stanąć na własnych nogach, inaczej ulegnie uprzedmiotowieniu. O jej losach decydować będą inni. Kluczem do tej gry jest Polska.


Fałszywa historia mistrzynią fałszywej polityki
W 1620 r. wojska habsburskie pokonały Czechów pod Białą Górą. Państwo czeskie na 300 lat zniknęło z kart historii. W roku 1702 Szwedzi złamali szarżę husarii pod Kliszowem - rozpoczął się zapomniany dziś "drugi potop", nie mniej niszczący niż pierwszy. W 1709 r. Rosjanie pobili Szwedów i sprzymierzonych z nimi Zaporożców pod Połtawą. Skończyła się mocarstwowość Sztokholmu i kozacka swoboda Ukrainy. W 1717 r. otoczony moskiewskimi pułkami Sejm Niemy zatwierdził nieformalny status Rzeczypospolitej jako protektoratu rosyjskiego. W 1708 r. w bitwie pod Trenczynem Austriacy złamali powstanie węgierskie kuruców, a ich przywódca - Franciszek II Rakoczy udał się na emigrację do Polski. Europa Środkowa traciła podmiotowość. Odtąd, przez następne 300 lat, z krótką przerwą w latach 1918-1939, cokolwiek o jej losie postanowiono w Moskwie (Petersburgu), Wiedniu i Berlinie, było wprowadzane w życie bez pytania o zdanie Pragi, Warszawy, Wilna, Kijowa czy Budapesztu.
Proces przystępowania państw tego regionu do Unii Europejskiej (1991-2004/2007) był dobrowolny, ale sytuował wszystkie nasze kraje w pozycji petentów. Nadawało to ich polityce charakter kliencki, czyniąc z mocarstw starej UE i z instytucji wspólnotowych mentora uprawnionego do ich pouczania. Cel - członkostwo w klubie - usprawiedliwiał naszą czasową zgodę na ten stan rzeczy. Miała ona jednak swe negatywne konsekwencje. Pogłębiła historycznie uwarunkowany nawyk elit Europy Zachodniej i Rosji do niepodmiotowego traktowania państw naszego regionu. Próby odrzucenia relacji patron-klient, podjęte przez Polskę w latach 2005-2007, Czechy Vaclava Klausa, a obecnie Węgry, spotykają się więc z irytacją naszych nieprzyzwyczajonych do tego europejskich partnerów z Paryża i Berlina.
Studenci uczelni zachodnich, przygotowując się do kariery politycznej w swych krajach - tzn. wybierając kierunki politologiczne, prawnicze, historyczne czy socjologiczne - uczą się dziejów naszego kontynentu z prac, w których historia tej jego części, która leży między Niemcami a Rosją, jest zwykle ukazana marginalnie. Wszak Europa Środkowa (poza Austrią) "nigdy" nie była istotna. Nie była ośrodkiem woli politycznej, z którym należało się liczyć. Z takim obrazem świata ludzie ci zostają później ministrami, premierami, kanclerzami czy prezydentami swych krajów. Nie bądźmy więc zaskoczeni, gdy - tak jak prezydent Jacques Chirac - każą nam "korzystać z doskonałych okazji, by siedzieć cicho", lub gdy obiecują Rosji - w Soczi w 2002 r. - eksterytorialne korytarze przez Polskę i Litwę do Królewca czy - tak jak Daniel Cohn-Bendit i Hans-Gert Pöttering w 2008 r. - udzielają w imieniu Parlamentu Europejskiego impertynenckich pouczeń prezydentowi Czech na Hradczanach. Teraz, sami znajdując się w głębokim, przez siebie zawinionym kryzysie, instruują Węgrów, jak mają się rządzić we własnym kraju, i chętnie przyjmują nasze wsparcie finansowe dla swych pomysłów, ale odmawiają nam prawa głosu stanowiącego przy stole, przy którym zapadają decyzje. Nie dziwmy się. Nie słuchajmy ich jednak. Są ignorantami. Nie mają racji. My ją mamy. Uczmy ich naszej podmiotowości, broniąc jej i ją egzekwując. Niech to oni się dziwią, w końcu się nauczą i przyzwyczają.

Nowe rozdanie 2008-2011
Ewolucja sytuacji międzynarodowej w ostatnich latach jest wysoce niepokojąca. W sierpniu 2008 r. rosyjski najazd na Gruzję zamknął trwającą od rozpadu ZSRS epokę, w której Moskwa nie używała wojsk przeciw innym suwerennym państwom. Akcja Kremla spotkała się z bardzo słabą reakcją Zachodu. Wkrótce potem nadzieja Waszyngtonu na uzyskanie wsparcia Moskwy w rozwiązaniu problemu irańskiego programu jądrowego legła u podstaw wycofania się administracji Baracka Obamy z polityki rywalizacji z Rosją o wpływy w Europie Wschodniej. Doszło do "resetu" w stosunkach rosyjsko-amerykańskich. Z początkiem bieżącego roku Barack Obama ogłosił poważne cięcia finansowe w Pentagonie, koncentrację obecności militarnej USA w Azji i na Pacyfiku oraz rezygnację z gotowości do prowadzenia dwóch wojen lądowych jednocześnie. Uwaga Stanów Zjednoczonych głębiej niż dotąd odwraca się od Europy, w tym także od tej jej części, w której my jesteśmy.
Redukcję zaangażowania USA w regionie pogłębiła Polska, wycofując wojska z Iraku i nie ratyfikując porozumienia o tarczy antyrakietowej. Warszawa po 2007 r. zmieniła politykę zagraniczną, dystansując się od Waszyngtonu i przyjmując zasadę pozostawania "w głównym nurcie polityki europejskiej" wyznaczanym przez Francję i Niemcy. Rozpoczęła jednocześnie wyizolowywanie się z regionu. Rząd PO - PSL zainicjował proces ocieplania stosunków z Rosją w momencie, gdy ta "przystawiała pistolet gazowy" do głowy Ukrainy. Potem, wbrew stanowisku śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, uznał Kosowo. Zignorował prośby Kijowa i Tbilisi, by tego nie czynić. (Kosowo było dla Rosji wygodnym precedensem w odniesieniu do Osetii Płd., Abchazji i ewentualnie Krymu). Pokazał więc, że żywotne interesy naszych wschodnioeuropejskich partnerów nie są w Warszawie cenione. W tekście opublikowanym w 2009 r., w przeddzień rocznicy wybuchu II wojny światowej, minister Radosław Sikorski niedwuznacznie dał do zrozumienia, że Polska porzuca myśl o wspieraniu swych wschodnich sąsiadów w staraniach o wyjście spod dominacji rosyjskiej. Po katastrofie smoleńskiej orientacja polskiej polityki zagranicznej na Berlin i Paryż i uległość wobec Moskwy stała się absolutna.
Zjednoczenie Niemiec, rozpad bloku sowieckiego i upadek ZSRS zlikwidowały powody, dla których Francuzi i Niemcy godzili się z dominacją amerykańską. Marzeniem Paryża - jeszcze od czasów de Gaulle´a - było stworzenie trzeciej siły między Moskwą a Waszyngtonem. Konflikt iracki w 2003 r. stał się kontekstem, w którym doszło do strategicznej zmiany dotychczasowej pozycji RFN z proamerykańskiej na antyamerykańską. Odejście kanclerza Gerharda Schrödera oczyściło atmosferę w stosunkach z USA, ale czasy, w których Niemcy były głównym kontynentalnym sojusznikiem Ameryki, minęły bezpowrotnie. Berlin gra własną grę, a jej częścią jest "partnerstwo strategiczne z Rosją". Ma ono swoje wzloty i upadki. W oczach kanclerz Angeli Merkel Dmitrij Miedwiediew byłby niewątpliwie lepszym rozmówcą niż Władimir Putin, ale wewnątrzrosyjski teatr pt. "wybory prezydenckie" nie rozstrzyga o naturze stosunków między oboma krajami.
W czerwcu 2011 r. podjęto w Moskwie dwustronne niemiecko-rosyjskie rozmowy na temat losu Mołdawii, nie przejmując się takimi "drobiazgami", jak zdanie samych Mołdawian czy ich sąsiadów - Ukraińców i Rumunów, a nawet Wspólna Polityka Zagraniczna i Bezpieczeństwa UE. Niemcy zgodziły się też zbudować nasycone techniką wojskową Bundeswehry centrum szkolenia armii rosyjskiej w Mulino pod Niżnym Nowogrodem, a Francuzi sprzedali Rosjanom nowoczesne okręty śmigłowcowo-desantowe typu Mistral. USA nie podjęły próby przeciwdziałania transferowi natowskiej technologii wojskowej do Rosji. Polska, podobno licząca się w Trójkącie Weimarskim, nie była konsultowana. Obawy Bałtów czy Gruzinów nikogo nie interesowały.
W listopadzie 2011 r. oddano do użytku pierwszą nitkę Gazociągu Północnego. Ten projekt (w połączeniu z budowanym Gazociągiem Południowym), umożliwiający Rosji tranzyt gazu z pominięciem Europy Środkowej, a zatem wystawiający ją na szantaż energetyczny Kremla, jest wspólnym dziełem Niemców i Rosjan. Po drodze było złamanie przez Moskwę szantażem ekonomicznym (wysokie cła na import drewna) sprzeciwu Szwecji i Finlandii, kapitulacja Polski pod Świnoujściem i osamotnienie Estonii.
Procesy zachodzące w UE prowadzą do uwiądu znaczenia politycznego jej struktur i zastąpienia ich w roli rzeczywistych centrów decyzyjnych przez nieformalny dyrektoriat francusko-niemiecki i równie nieformalne ciała pozatraktatowe w rodzaju grupy frankfurckiej. Nie ma w nich ani Polski, ani żadnego innego państwa z naszego regionu. Przyjęcie traktatu lizbońskiego i kryzys strefy euro wzmacniają dominację niemiecko-francuską, osłabiając mniejsze państwa UE i zadłużone kraje jej południa.
W 2010 r. wybory prezydenckie na Ukrainie pchnęły ów kraj politycznie na Wschód. Jeszcze w 2008 r. Kijów z poparciem Polski, Litwy i USA starał się o MAP - plan członkostwa w NATO; dziś - po wstrzymaniu podpisania porozumienia o strefie wolnego handlu z UE i uwięzieniu Julii Tymoszenko - jest on odległy od tej pozycji, jaką miał po "pomarańczowej rewolucji", a jego związki polityczne z Polską są tak słabe, jak nigdy po 1991 roku. Batalion polsko-ukraiński, istniejący od 1995 r., rozwiązano w roku 2010. Podobny batalion polsko-litewski rozformowano jeszcze w 2008 roku.
Uwiądowi uległa Grupa Wyszehradzka. Węgrzy i Słowacy są głęboko skłóceni na tle mniejszości węgierskiej na Słowacji. Polska, odmiennie niż Czechy, Węgry (i Szwecja - współautor Partnerstwa Wschodniego), zachowujące dystans do niemiecko-francuskiej koncepcji pakietu antykryzysowego euro, poparła ją, izolując się od mniejszych partnerów z regionu.
W 2009 r. w ramach manewrów "Ładoga" 30 tys. żołnierzy rosyjskich i białoruskich ćwiczyło tłumienie hipotetycznego powstania polskiego na Grodzieńszczyźnie i przebicie korytarza przez Polskę i Litwę do Królewca. W kolejnym roku Rosja rozmieściła w obwodzie kaliningradzkim pociski Iskander. Kroki te nie mają praktycznego znaczenia militarnego, są jednak elementem kremlowskiej strategii podkreślania drugorzędnego statusu bezpieczeństwa Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Rosyjska demonstracja wojskowa jest adresowana przede wszystkim do rządów i opinii publicznej tych państw i ma im wykazać, że ich interesy nie liczą się w strategicznej grze prowadzonej przez wielkie mocarstwa i Moskwa może bezkarnie je lekceważyć przy biernej postawie Sojuszu Północnoatlantyckiego, który nie reaguje albo odpowiada jedynie retorycznie, kontynuując "strategiczny dialog z Rosją". Podważa to wiarygodność NATO w społeczeństwach wymienionych krajów i ma je uczynić podatniejszymi na polityczną presję Kremla.
"Wybory" prezydenckie na Białorusi w 2010 r. przyniosły nową falę represji wobec opozycji i mniejszości polskiej, a rok 2011 - kryzys ekonomiczny i przejmowanie głównych gałęzi gospodarki białoruskiej przez Rosję.
Niepewna sytuacja w Korei Płn. i wokół Iranu grozi wybuchem wojny, do której wciągnięty byłby główny gwarant stabilności systemu bezpieczeństwa europejskiego - Stany Zjednoczone. Wiarygodność gwarancji amerykańskich dla naszego regionu mogłaby zostać wówczas podważona i zrodzić pokusę jej przetestowania. Oba wspomniane scenariusze niosą ze sobą ryzyko regionalnej wojny jądrowej na Bliskim lub Dalekim Wschodzie. Drugi z nich przyniósłby też znaczący wzrost cen ropy naftowej - czyli pogłębienie kryzysu w Europie i wzrost dochodów Rosji, która w ostatnich latach zbroi się na potęgę.

Czy Europa Środkowa może się wybić na podmiotowość?
To od Rzeczypospolitej zależy wybór drogi nie tylko dla Polaków, ale i dla innych narodów naszego regionu. Upadek znaczenia Polski przesądzi bowiem także o upadku ich znaczenia, a jej sukces o ich sukcesie. Tak było zawsze w przeszłości. Nie jest przypadkiem, że wszystkie państwa tej części Europy razem traciły niepodległość i razem ją odzyskiwały (a przynajmniej usiłowały po nią sięgnąć, jak Ukraina i kraje kaukaskie w latach 1917-1921). Tylko Polska ma potencjał do objęcia przywództwa regionu.
Polska należy do grona czterech dużych państw europejskich niebędących mocarstwami. Obok niej w grupie tej są Hiszpania, Rumunia i Ukraina. Gremium to wielce niespójne, o różnorodnym statusie i potencjale politycznym, ekonomicznym i kulturowym. Dla nas najważniejszy jest fakt, że trzy z wymienionych krajów, z naszym włącznie, leżą w Europie Środkowo-Wschodniej i muszą sobie radzić z dziedzictwem krótszego lub dłuższego panowania Moskwy nad nimi, czy to w jego wydaniu carskim, czy sowieckim.
Do sporu politycznego o podmiotowość Europy Środkowej nie może stanąć maleńka Estonia ani nawet liczące po 10 mln ludności Czechy czy Węgry. Może to uczynić tylko Polska.
Przywództwo Polski nie może polegać na występowaniu w roli rozkazodawcy. Nikt tego od nas nie oczekuje i nikt nas nie usłucha. Dominacja USA w NATO nie polega na woli rozkazywania i egzekucji rozkazów, lecz na dostarczaniu 70-90 procent środków niezbędnych do wykonania podejmowanych zadań, których nikt bez Amerykanów nie wykona. Z zachowaniem świadomości wszelkich różnic potencjałów między Polską a Stanami Zjednoczonymi przywództwo Polski w Europie Środkowej musi polegać na przyjmowaniu na siebie ciężarów, których inne państwa regionu nie udźwigną, a które trzeba podjąć dla wspólnego dobra.
Węgry Viktora Orbána godne są poparcia. Rząd w Budapeszcie ma silne poczucie podmiotowości swego kraju i niekwestionowany, zdobyty w wyborach demokratyczny mandat do naprawy kraju po rządach postkomunistów. Czynił liczne gesty zachęcające Polskę do współdziałania. Niestety, spotkał się z obojętnością.
Rumunia jest drugim co do wielkości po Polsce nowym krajem NATO i UE, niesłusznie niedocenianym. Rezygnacja Warszawy z tarczy antyrakietowej uczyniła z Bukaresztu najważniejszego sojusznika Waszyngtonu w regionie. Silne propolskie sympatie rumuńskiej opinii publicznej to kapitał, którego nie wolno zmarnować. Wspólnota interesów Polski i Rumunii wobec Mołdawii (wyrwanie jej spod wpływów rosyjskich) i proamerykanizm mogłyby stanowić dobrą bazę współpracy. Polska ma też rolę do odegrania w zakresie polepszania trudnych stosunków rumuńsko-ukraińskich i wrażliwych relacji węgiersko-rumuńskich.
Ukraina to kraj o kluczowym potencjale i znaczeniu. Jej "pójście na Wschód" ogranicza szanse naszego sukcesu, ale ani ich nie przekreśla, ani nie musi być trwałe. Problemy historyczne w relacjach polsko-ukraińskich są kwestią drażliwą, zarówno same z siebie, jak i jako materia łatwej manipulacji ze strony Moskwy. Łączy nas jednak wspólnota bieżących spraw: groźba dominacji rosyjskiej i interesy energetyczne jako państw tranzytowych. Rozwój sytuacji nad Dnieprem sprawił, że obecnie stan naszych relacji można nazwać "pauzą strategiczną". Gdy się ona skończy, Polska musi uczynić wszystko, by Ukraina znów poszła na Zachód. Tymczasem czeka nas praca organiczna na rzecz maksymalnego związania elit politycznych, wojskowych, intelektualnych i naukowych Ukrainy z Polską i z Europą Środkową. Pomocni w tym dziele mogą być Czesi, Węgrzy i Litwini. Podobne zadanie istnieje w odniesieniu do Białorusi. Analogiczna akcja rumuńska wobec Mołdawii godna jest pełnego polskiego poparcia finansowego i politycznego.
Trzeba wspomóc Gruzję lobbingiem w USA, UE i wysyłką broni.
Konflikt z Litwą na tle nierespektowania przez nią praw mniejszości polskiej wymagałby osobnego obszernego artykułu. Tu zaznaczmy jedynie, iż musi być on rozpatrywany w kontekście innych zadań polityki polskiej. Należą do nich:
1. Przeciwdziałanie wystąpieniu Polski w roli de facto sojusznika Rosji w zakresie krytyki polityki narodowościowej państw bałtyckich (Rosja oskarża Łotwę i Estonię o dyskryminację żyjących w obu tych krajach rosyjskich kolonistów z czasów okupacji sowieckiej). Krytyka Polski pod adresem Litwy powinna być zatem zawsze połączona z demonstracyjnym podkreślaniem wzorcowej polityki Łotwy wobec mieszkających na jej terytorium Polaków i z wszechstronnym poparciem politycznym Warszawy dla Wilna, Rygi i Tallina w ich ewentualnych sporach z Rosją. Przykładem może tu być postawa śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w okresie rosyjsko-estońskiej tzw. wojny o pomnik spiżowego żołnierza w Tallinie w 2007 roku.
2. Utrzymanie współpracy z państwami bałtyckimi na rzecz zmniejszenia zależności energetycznej od Rosji (budowa polsko-litewsko-łotewsko-estońskiego mostu energetycznego, udział Polski w budowanej do spółki z Bałtami elektrowni jądrowej w Visaginie na Litwie i odmowa takiegoż w rosyjskim analogicznym projekcie w Niemanie w obwodzie kaliningradzkim).
3. Polsko-bałtycka współpraca wojskowa (tworzenie wspólnych jednostek wojskowych i presja dyplomatyczna na rzecz objęcia państw bałtyckich szczegółowymi planami obronnymi NATO - tzw. planowaniem ewentualnościowym).

Sługa w koncercie mocarstw czy hardy partner
Przed Polską są dwie drogi. Może "pozostać w głównym nurcie polityki europejskiej" u boku Niemiec i Francji, zmierzających ku "strategicznemu partnerstwu z Rosją" i dążących do osłabienia wpływów USA w Europie. Może się oddawać złudzeniu, że wyizolowawszy się z Europy Środkowo-Wschodniej, zasiądzie w gronie mocarstw w Trójkącie Weimarskim i będzie tam "traktowana po partnersku". Może jednak zdecydować się na próbę skupienia sąsiadów w regionie wokół własnej polityki i w oparciu o ten połączony potencjał bronić wspólnej podmiotowości, ponosząc koszty związanych z tym sporów. Będą to zaś spory z Rosją, Niemcami i Francją.
Ostatni szczyt UE w Brukseli doprowadził do izolacji Wielkiej Brytanii. Londyn, zgodnie ze swą tradycją, odmówił uznania hegemonii mocarstwa kontynentalnego - tandemu RFN - Francja. Szuka partnerów w Skandynawii, w państwach bałtyckich i w Europie Środkowej. Poparcie Polski lub jego brak przesądzi o opcji regionu. Zostaniemy naturalnie potraktowani instrumentalnie. Dla Londynu liczymy się jednak jako partner aktywny, mający własne zdanie, którego interesy trzeba będzie brać pod uwagę i w jakiejś mierze respektować. Paryż i Berlin, nie mówiąc o Moskwie, oczekują od nas bierności i potakiwania.
Cokolwiek się stanie wokół nas, państwo polskie wymaga uporządkowania, a jego polityka zagraniczna podmiotowości. Nie jesteśmy dziećmi, którymi zajmą się jacyś "dorośli" z UE czy z USA. Politycy unijni odpowiadają przed swoimi elektoratami, nie przed nami. Muszą dbać o interesy swych wyborców, a nie nasze.
Wspólnota interesów Polski i naszych mniejszych sąsiadów nakazuje nam budowę swej podmiotowości w oparciu o współpracę z nimi. Przewodzić jej może tylko Polska, przyjmując na siebie zadania i ciężary, których oni nie udźwigną. Wtedy pójdą za nami.

Dr Przemysław Żurawski vel Grajewski Katedra Teorii Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Łódzkiego

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my13.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 24 sty 2012, 17:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Krasnodębski: Niepodległość Polski może być zagrożona

Dzisiaj zagrożenie dla niepodległości można porównać do zagrożenia wzmożoną radioaktywnością – nie widzimy jej gołym okiem. Polacy przyzwyczaili się, że zagrożeniem dla niepodległości są czołgi obcej armii na ulicach, albo prawne zakazy używania języka polskiego. Jednak myślenie obecnych środków dominacji jest inne – mówi prof. Zdzisław Krasnodębski.

Na jednej z konferencji powiedział pan profesor, że „prezydent Lech Kaczyński występował przeciw samozadowoleniu Polaków, lenistwu i braku ambicji, które są dziś podstawowym założeniem filozofii publicznej w Polsce”. Polacy są leniwi i mało ambitni?

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Miałem na myśli przede wszystkim politykę – o ambicję kształtowania rzeczywistości, na szczeblu krajowym i międzynarodowym. Ludzi to nie interesuje.. Są mało ambitni intelektualnie, mało w Polsce wytwarzanych jest tu koncepcji ideowych– modernizacja naszych uniwersytetów poszła w budynki, a nie w myśl, nawet nie w biblioteki.

Nieambitność widać również w postawie konsumenckiej: Polakom całkowicie wystarczy dobra praca w firmie zagranicznej, w ogóle nie pomyślą o tym, żeby zbudować coś własnego i konkurować z najlepszymi. Oczywiście, że to jest niezwykle trudne, ale jednak możliwe do osiągnięcia. Mimo to poddajemy się, zadowalamy się tym szczeblem rozwoju, który osiągnęliśmy.

Widać to na przykładzie ostatnich wyborów. Hasło „Polacy zasługują na więcej” do zaskakująco wielu Polaków nie trafiło. Mogliby chcieć więcej, być jako społeczeństwo ambitniejsi, tymczasem oni powiedzieli „Dziękujemy, w zupełności nam wystarcza to, co mamy. Często ludzie są zadowoleni ze stanu naszej gospodarki, a ja nie jestem zadowolony. Nie uważam, że zbudowanie autostrady to osiągnięcie na miarę XXI wieku, tymczasem robi się z tego wielki sukces władz – do tego stopnia, że przy otwarciu odśpiewuje się hymn. A to jednak pewna przesada.

Brak ambicji to brak patriotyzmu?

Tak, bo ten brak ambicji wynika z myślenia w kategoriach indywidualnych. Tymczasem nie da się wykreować wielkich instytucji, nie myśląc w kategoriach zbiorowych. Bardzo bym chciał, by w naszej gospodarce znaleźli się Polacy na miarę szefa Volkswagena, Siemensa, albo Deutsche Bank. Oczywiście w Polsce są wybitne jednostki, tylko żeby stworzyć taką firmę czy instytucję, musi się w to zaangażować wielu ludzi. Zbudowanie wspaniałej uczelni, think thanku, wykreowanie ważnej instytucji gospodarczej czy politycznej – to jest prawdziwa ambicja. Nam tej ambicji brakuje i w tym sensie jest to również brak patriotyzmu.

Czy ma pan profesor pomysł, jak zachęcić Polaków do praktyki wolności?

Prof. Andrzej Zybertowicz jeździ po kraju, budując koncepcję coachingu patriotycznego. Mówi, że należy budować grupy o wrażliwości na sprawy wspólne. Ja miałem nadzieję, że katastrofa smoleńska oprócz strat przyniesie wyzwolenie ludzi z kategorii myślenia wyłącznie indywidualnego. Była widoczna przez pewien czas wzmożona aktywność, ludzie działali wspólnie, odczuwali wolność polityczną.

Uważam, że należy pobudzić w młodych ludziach ambicje, tak żeby zaczęli myśleć: „nie chcemy już pracować przy zmywaku w Londynie, chcemy, żeby to do nas przyjeżdżano”, dalej „nie chcemy, by Niemcy narzucali nam swoją wizję historii najnowszej, ale chcemy, by oni uczyli się naszej wizji” . Powinniśmy wyzbyć się narodowych kompleksów i odbudować poczucie godności.

W tym kontekście zupełnie nie mogę pojąć stosunku wielu Polaków do katastrofy smoleńskiej. Brak ambicji, o którym już wspominałem, wyraża się również w tej niepojętej dla mnie zgodzie na upokorzenie ze strony Rosjan. Po półtora roku nie wypada o tym mówić, ludzie starają się o tym zapomnieć. I to wtedy, gdy dwaj wybitni uczeni z uczelni amerykańskiej pokazują w badaniach, że oficjalna wersja wydarzeń jest po prostu z naukowego punktu widzenia niemożliwa. Kiedy mówi o tym Antoni Macierewicz, jego wypowiedź zostaje skwitowana stwierdzeniem, iż powinien poddać się badaniom psychiatrycznym. Co więcej, jest potulnie akceptowane przez opinię publiczną. Trudno szanować tę postawę.

A może warto zaakceptować, że większość Polaków nie jest zainteresowana sprawami wspólnymi? Środowiska reprezentowane m.in. przez Janusza Korwina Mikke, mówią, że większość Polaków to idioci, którzy po prostu nie są w stanie zrozumieć czegoś takiego. Inni mówią nieco delikatniej, że polityka jest sprawą elit. To one powinny prowadzić społeczeństwo.

Zgoda. To prawda, pod względem wrażliwości politycznej, nie różnimy się bardzo od innych państw. Jeśli popatrzymy na przeciętnego Niemca, to jego, podobnie jak Polaka, niespecjalnie interesują sprawy publiczne. Bardziej zajmują ich sprawy prywatne, rodzinne. W tym sensie rzeczywiście decydującą rolę odgrywają elity. Jednak w Niemczech nawet wśród zwykłych obywateli panuje etos przestrzegania, szacunku dla reguł i państwa – Niemcy wiedzą, że w administracji jest wielu profesjonalnych ludzi, którzy nie kierują się interesem danej ekipy politycznej. W Polsce tego nie ma.

Albo Amerykanie: czasem bardzo mało wiedzą o świecie, ale są patriotami, wiedzą, że ich kraj musi być numerem jeden. Pamiętam, jak w czasie ataku na WTC byłem w na jednym z uniwersytetów w stanie Nowy Jorku. Młody Amerykanin, który mnie wiózł mnie z hotelu busikiem, powiedział, że „my tego nie puścimy płazem, teraz będzie odpowiedź”. Ja tę reakcję zestawiam z reakcją na Smoleńsk, nawet nie zakładając, że to zamach. Rzadko słyszę od Polaków „nie, tak nie możemy tego zostawić, to śledztwo powinno być poprowadzone inaczej”.

Ale ma pan rację, decydujące są elity. Jednak mniejszość polityczna nie może rządzić bez większości, tymczasem ta większość upaja się Kubą Wojewódzkim i Nergalem.
Na szczęście jednocześnie kształtuje się opozycja. Ludzie, którzy poszli na Marsz Niepodległości, są jej ważną częścią. Dzisiaj młodzi myślący i mający odrobinę ambicji, nie mogą zaakceptować dzisiejszej sytuacji politycznej. Trudno im się zgodzić na oglądanie programów politycznych, w których komentuje się strój ministra Nowaka, nie podoba im się sprowadzanie polityki do „Szkła kontaktowego”. Moim zdaniem te nastroje sprzeciwu będą narastać.

Czy wierzy pan w to, że ciągu kilku, kilkunastu lat te nastroje narosną do tego stopnia, że kraj zacznie się zmieniać?

Tak, sądzę jednak, że to będzie bardzo bolesny proces. Taki element pokojowej mobilizacji był po 10 kwietnia, ale to trwało za krótko i nie wystarczyło, żeby wygrać wybory. Nastąpił okres zniechęcenia. Ruchy protestu w Europie, narastające napięcia narodowe świadczą o tym, że ludzie nie akceptują nadużyć władzy elit politycznych i gospodarczych. Do tej pory można było o nich milczeć, do czasu, kiedy doszło do wydarzeń w Grecji. Kryzys, niedawno miał tam miejsce strajk generalny. Ludzie byli i są zdeterminowani, byli i są gotowi bić się o następne pokolenia. Widziałem kobietę na ulicy, która mówiła, że Grecy „są gotowi przelać krew za swoje dzieci”.

A Polacy są gotowi przelać krew za swoje dzieci?

Tak, gdyby wiedzieli, że przyszłość ich dzieci jest zagrożona w elementarnym sensie. Gdyby w mediach była obecna prawdziwa debata o państwie, gdyby Polacy mieli do czynienia z prawdziwą, nieudawaną kampanią wyborczą, to by te wybory też inaczej wyglądały. To całe ogłupianie, nieustanne zajmowanie się PiS-em, wyłapywanie pojedynczych zdań Kaczyńskiego, jest świadomym zamysłem. Gdyby tego nie było, poparcie dla Platformy Obywatelskiej byłoby dużo mniejsze. Ludzie sobie nie zdają sprawy, co wybierają.

Czy do społeczeństwa pasują jeszcze takie hasła jak „Polak-patriota”, „Polak – powstaniec”? Czy nie stało się to anachroniczne?

Czytałem kiedyś eseje Włodzimierza Spassowicza, XIX-wiecznego myśliciela, wcale nie zdrajcy czy renegata narodowego, lecz realisty. Twierdził on, że nie ma sensu bić się o Polskę, bo dla niej nie ma miejsca w Europie. Jego zdaniem Polacy powinni zająć jak najlepszą pozycję w ramach Imperium Rosyjskiego, nie wyrzekając się swojej tożsamości. To była bardzo ciekawa oferta, dzisiaj możemy postawić sobie takie pytanie: właściwie dlaczego Polacy nie stali się Rosjanami albo Austriakami czy Niemcami? Dlaczego odrzucili wizję Spassowicza?

Przypominają mi się słynne słowa Donalda Tuska, że „polskość to nienormalność”. Ja bym go chętnie zapytał, czy on naprawdę tak sądzi, bo przecież czasem mówi się coś tylko po to, by zwrócić na uwagę na pewne problemy, uzmysłowić słabości. Wydaje mi się jednak, że on może tak naprawdę myśleć. Bo kiedy sprecyzujemy, że chodzi o tę polskość, która dobijała się o niepodległość, która dążyła do stworzenia niezależnego bytu politycznego, to może by potwierdził te słowa. Polskość bijąca się o niepodległość – to dopiero nienormalność… Wtedy łatwo pogodzić się, że miejsce "normalnej" Polski i znormalizowanej polskości powinno być w np. w imperium, czy federacji, europejskiej.

A może nie ma już się po co bić? Naszej niepodległości nie zagrażają przecież żądni łupów Krzyżacy…

Ale dzisiaj zagrożenie dla niepodległości można porównać do zagrożenia wzmożoną radioaktywnością – nie widzimy jej gołym okiem. Polacy przyzwyczaili się, że zagrożeniem dla niepodległości są czołgi obcej armii na ulicach, albo prawne zakazy używania języka polskiego. Jednak myślenie obecnych środków dominacji jest inne.

Polska jest dzisiaj w szczególnej sytuacji. W pewnym sensie można ją uznać za część gospodarki niemieckiej. W prasie niemieckiej wprowadziło się nawet taki termin: „wspólny polsko-niemiecki obszar gospodarczy”. Czytałem kiedyś taki artykuł, według którego polski rząd zabiega w Niemczech o poparcie stanowiska ws. funduszu spójności, argumentując, że te autostrady, które budujemy, są „arteriami gospodarki niemieckiej”. W czasach przedwojennych coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Celem był nie tylko rozwój, a niezależność gospodarcza, a tym samym polityczna – taka, jaką mają największe państwa europejskie. A dzisiaj?


Rozmawiał Janusz Roszkiewicz

http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/ ... zona_18537




Moim zdaniem postawa Polaków da się wyjaśnić. Otóż Polacy nie chcą znać prawdy, chcą się sami oszukiwać. Nasza postawa, jako społeczeństwa jest podobna do postawy Zydów podcza niemieckiej okupacji. Gdy wychodziły transporty z gett zydowskich, to byli zapewniani przez Niemców i policję żydowską , że jadą na roboty. Nawet jeśli większośc wsiadającyh do bydlęcych wagonów Żydów była przekonana, że jadą do gazu, to czepiali się tej ostatniej nadzieji, że ich transport nie jedzie do kacetu tylko do bauerów. My tak samo postepujemy dzisiaj. Patrzymy i nie chcemy widzieć. Myslimy i nie chcemy zrozumieć. Totalna rezygnacja, kurczowe trzymanie się tego co jest "tu teraz" i nadzieja, że pod względem materialnym nie będzie duzo gorzej. Dlaczego tak jest? Dlatego, że nie ma prawdziwej polskiej elity. Na ich miejsce od lat czterdziestych XX wieku Sowieci instalują nam formalnie wykształconych ludzi, po części żydowskiego pochodzenia, po części rosjan a cała ta zbieranina uzupełniona jest renegatami z pięknymi polskimi rodowodami i tzw. "pożytecznymi" idiotami. Gdy pojawią sie ludzie podobnego formatu jak polska elita wymorodowana w Katyniu, Mathausen i Buchenwaldzie to załatwia się ją tak jak w Smoleńsku".


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 04 lut 2012, 12:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Państwo stare, pełne wielkich wspomnień dziejowych, może się wspiąć na nowo ku wielkości, tylko nawiązując do tradycji. Mogą sobie nowicjusze pozwalać na eksperymenty, pochodzące z wymysłów, bo nie niszczy się niczego tam, gdzie nic niema, a kto nie ma nic jeszcze do stracenia, może się wielą nie krepować. Ale tacy, którzy mają parlamentaryzm od wieku XV, a którym reformować swą administrację przypadało już w wieku... XIII, bo ona już wtedy miała za sobą swą historję, tacy chcąc czy niechcąc, są spadkobiercami. Na to rady niema i niema nawet ucieczki od tego spadku. Można się zrzekać spadku prywatnego; w życiu publicznem jest to niewykonalnem, bo tu dziedzictwo posiada moc ścigania i niszczenia, moc zmiażdżenia i obrócenia w nicość spadkobiercę lekkomyślnego. To jest spadek nakładający obowiązki, od których ucieczka jedyna do nicości. Droga do niej przez miernotę i przez marność, miernotę umysłów a marność charakterów.

Nie wyprze się tradycji narodowej, kto celuje intellektem i charakterem zarazem. Charakter doprowadzi go do miłości spadku historycznego, a intellekt mu odkryje, jako historyzm, ujęty właściwie, oszczędza kopania fundamentów, wrytych w grunt ojczysty od tylu wieków, dostatecznie głębokich, więc zdatnych utrzymać wysoką budowlę. Kto w górę pchnąć pragnie polskość, niechaj się uczy, jak korzystać z fundamentów, przekazanych dziedzictwem przez przodków.

Feliks Koneczny, "Dzieje administracji w Polsce w zarysie"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 12 mar 2012, 16:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Pozostała nam tylko ulica

W rosyjskie dumie, izbie niższej parlamentu Federacji Rosyjskiej na próżno szukać odpowiednika takiej partii politycznej, jaką w Polsce jest opozycyjny PiS.
Jest tam „Jedinaja Rosija” Andrieja Worobliowa, Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej, Gienadija Ziuganowa, Sprawiedliwaja Rosija, Siergieja Mironowa i Liberalno Demokratyczna Partia Rosji, Władimira Żyrinowskiego.

W wielkim skrócie można powiedzieć, że karty rozdają Putin z Miedwiediewem, a Ziuganow z Żyrinowskim markują opozycję robiąc groźne miny.

Właśnie do takiego putinowskiego modelu władzy dąży establishment III RP i rosyjska agentura, a polskim odpowiednikiem ruskiej „wielkiej czwórki” ma być u nas Tusk z Komorowskim oraz Miller, jako nasz rodzimy Ziuganow i Palikot, czyli polski odpowiednik Żyrinowskiego.

W kraju o demokracji fasadowej, czyli udawanej coś takiego jak prawdziwa opozycja czy silne wolne media to rzecz nie do pomyślenia.
Licząc od soboty, czyli 10 marca 2012 roku, pozostaje nam równo miesiąc do obchodów drugiej rocznicy smoleńskiej zbrodni i musimy pamiętać również o tym, że plan zdrajców nie powiódł się do końca.
Stało się, bowiem zrządzeniem opatrzności tak, że Jarosław Kaczyński z powodu choroby matki nie wszedł tego feralnego dnia, 10 kwietnia 2010 roku na pokład samolotu udającego się na uroczystości katyńskie.

Tylko dzięki temu, największa opozycyjna partia w naszym kraju przetrwała i oparła się później akcjom jej rozbicia, przypominającym prowokacje z tworzeniem przez bezpiekę w 1948 roku, kontrolowanej przez komunistów V Komendy WiN.

Jesteśmy dzisiaj paradoksalnie w podobnej sytuacji jak Rosjanie.
Nie istnieje żadna szansa na obalenie tej rządzącej kliki metodami demokratycznymi czy parlamentarnymi z uwagi na panujący układ sił oraz osobę prezydenta.
Nie ma takiego skandalu, afery czy nawet zbrodni, która tych szkodników odsunęła od władzy i zmusiła do dymisji. Panuje totalna bezkarność elit i ich wielka determinacja, aby nigdy nie ponieść odpowiedzialności za zbrodnie oraz krzywdy wyrządzone Polsce i Polakom.
Podobnie jak Rosjanom pozostała nam tylko ulica i doprowadzenie panujących szkodników do poczucia strachu większego niż ten, jaki odczuwają wobec swoich szemranych mocodawców, którzy obdarzyli ich władzą i zapewniają trwanie przy pomocy zmasowanej propagandy medialnej.

Możemy się spodziewać w najbliższej przyszłości zaskakujących zmian postaw i poglądów, a z drugiej strony takich niedostrzeżonych przez wszystkich wolt już był sporo.
Tak jak Bierut chodzący początkowo w procesjach Bożego Ciała, bezpardonowo później atakował Kościół i prześladował księży, tak i Tusk, „budowniczy IV RP”, i „pogromca korupcji i układów, w 2005 roku w kampanii wyborczej brał po 27 latach ślub kościelny by dziś odsłonić swoje prawdziwe oblicze i zaatakować „czarnych”, których od zawsze nienawidził.
Tu nie ma, co liczyć, że obudzi się u tych ludzi jakieś poczucie honoru lub choćby winy czy zwykłej przyzwoitości. Oni, tak jak komuniści w 1989 roku pozornie odejdą tylko wtedy, kiedy ktoś zagwarantuje im bezkarność i pozostawi łupy w ich łapach.
To właśnie w tym celu dzięki medialnym nadymaczom wprowadzono ponownie do sejmu Millera oraz zorganizowano parlamentarny debiut Ruchowi Palikota wspieranemu przez Urbana i Dukaczewskiego.

Historia zatoczyła po 22 latach koło i tym razem to właśnie komuniści i ich nowe mutacje muszą zrewanżować się swoim magdalenkowym kolaborantom ratując im skóry zanim wygarbuje je doprowadzony do ostateczności naród.

Mam jednak nadzieję, że tym razem my Polacy nie popełnimy takiego grzechu głupoty oraz naiwności jak w 1989 roku i pokrzyżujemy im w końcu misterne plany.

http://kokos.salon24.pl/398833,pozostal ... ylko-ulica


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 12 mar 2012, 18:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Tyle, że Rosjanie nie mają specjalnego powodu by obalać swą władzę - rząd rosyjski nie rozdaję pieniędzy swych poddanych Niemcom, żydom czy bankom, jak nasz, nie likwiduje masowo przemysłu np. stoczniowego, ministrowie od Putina nie jeżdżą po świecie i nie plugawią Rosji i Rosjan, nikt nie wsadza tam rosyjskiej flagi w gówno, nie likwiduje armii itd. itp. Polacy mają tysiące powodów do usunięcia swych zwyrodniałych elit - Rosjanie mogą znaleźć co najwyżej kilka powodów.

Rosjanie od wieków przyzwyczajeni do życia w zamordyźmie, więc zamordyzm im nie wadzi. W Polsce też jest zamordyzm, ale połączony z plugawieniem polskiej narodowości. W Rosji mają swojski zamordyzm, a w Polsce zamordyzm ze strony obcego polskiej narodowości okupanta - a więc szczególnie nieznośny.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 13 mar 2012, 19:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Konfederacja kod 59-część pierwsza

W miarę wdrażania w Imperium Euroatlantycki (US&EU) programów oszczędnościowych, a co za tym idzie pogłębiania się kryzysu społeczno-gospodarczego w poszczególnych krajach, coraz częściej w mediach głównego nurtu odzywają się głosy, o konieczności systemowych zmian w pryncypiach ekonomicznych. Coraz większa liczba komentatorów dochodzi, bowiem, do słusznego skądinąd wniosku, że kapitalizm w swej globalistycznej mutacji nie jest w stanie zapewnić społeczeństwom tego, do czego gospodarka została powołana, to znaczy do zabezpieczenia ludziom bytu materialnego. Komentatorzy ci ze zrozumieniem odnoszą się też do społecznych protestów, które mają miejsce w większości krajów zachodniej Europy i Stanach Zjednoczonych.

Stoi to w drastycznym kontraście do postawy zachodnich mediów, w okresie tak zwanej „transformacji ustrojowej” państw byłego bloku sowieckiego. Wtedy to bezwzględne rabowanie i niszczenie gospodarek tych państw odbywało się przy akompaniamencie mentorskich pouczeń na temat konieczności podporządkowania się niezbywalnym „prawom rynku” i potrzeby nauczenia się przez pozbawiane chleba powszedniego postkomunistyczne społeczeństwa, jedynie słusznych zasad kapitalizmu. Zachód pozbawiony był wtedy jakichkolwiek sentymentów w stosunku do ofiar swej ekonomicznej agresji. Ten stosunek charakteryzował zarówno zachodnie elity jak i całe społeczeństwa, które z pogardliwą wyższością przyjmowały do siebie rzesze ograbionych wschodnich podludzi, taktownie nie zauważając przy tym bezpośredniej korelacji pomiędzy własnym dobrobytem i koniunkturą, a nędzą i poniżeniem przybyszów. Teraz, kiedy na własnych skórach odczuwają dobrodziejstwa „jedynie słusznego systemu gospodarczego”, jakim mieni się być kapitalizm, zaczynają mieć wątpliwości, co do przydatności jego niewzruszonych zasad. Mnożą się głosy o konieczności fundamentalnych przemian, zanim cały ten system zawali się na głowy jego użytkowników.

Fundamentalne zmiany przyniesie zapewne dopiero rewolucja, która pichci się w poszczególnych państwach imperium. W błogim letargu pogrążona jest jedynie społeczność III RP, która przyzwyczaiła się już do stanu permanentnego kryzysu i pogłębiającej się ciągle biedy, uznając je za niezbywalne atrybuty zamieszkiwanego przez nich kraju. Nie oznacza to jednak, że również nasi wrogowie zadowolili się uzyskanym status quo i nastąpiło „zawieszenie broni”. Wręcz przeciwnie. Po pozbawieniu III RP podmiotowości w unijnych ramach, Niemcy kontynuują zarówno agresję gospodarczą jak i kulturkampf. Wystarczy periodycznie przejrzeć programy polskojęzycznych telewizji, by zauważyć postępujący proces wypierania amerykańskiej tandety filmowej przez niemiecką[i].

Na froncie gospodarczym natarcie skoncentrowało się obecnie na środkach i infrastrukturze transportowej. Ze względu na swe położenie, III RP to kraj typowo tranzytowy i w związku z tym zawładnięcie tego segmentu jej gospodarki może przynieść wielkie korzyści. Na drogach i torach coraz więcej zauważa się pojazdów będących własnością córek-spółek DB (Deutsche Bundesbahn). Ostatnia tragiczna katastrofa kolejowa pod Zawierciem zapewne wielce pomoże tej ofensywie. Po doprowadzeniu infrastruktury transportowej do ostatecznej ruiny, nastał, bowiem czas „przekonania” bezmyślnych obywateli III RP, że jako „Polacy” nie nadają się oni do samodzielnego zarządzania tak skomplikowanym systemem jak transport, lepiej więc będzie jeśli odda się go w niemieckie ręce. Po „smoleńskim werdykcie” dotyczącym braku kwalifikacji polskich pilotów, łatwiej już będzie uzyskać społeczne zrozumienie do tego chwalebnego projektu.

Taka taktyka w stosunku do Polaków nie jest zresztą żadnym novum. Już po zakończeniu I WŚ, lord Curzon stwierdził w odniesieniu do Śląska, że powinien pozostać niemiecki, gdyż „nie należy dawać małpie zegarka, bo go popsuje”. O ile wywoływała ona w owym czasie protesty i oburzenie Polaków, o tyle teraz znajduje pełne zrozumienie w oczach polskojęzycznych „europejczyków”. Przy czym nie wiedzą oni, że w okresie II RP PKP było najlepszą koleją w Europie, a na podstawie ruchu pociągów ludzie regulowali sobie zegarki. Również lotnikami byli Polacy bezkonkurencyjnymi, o czym zaświadczyć może choćby najnowszy film dokumentalny brytyjskiej telewizji traktujący o dywizjonie 303. Jest on dostępny w Internecie z polskimi napisami[ii]. Brytyjscy autorzy obok wielu innych świadczących o tym faktów, stwierdzają bez ogródek, że polscy lotnicy byli o kilka klas lepsi od wszystkich brytyjskich.

Takie są fakty. Niestety mają się one nijak do totalnego zwycięstwa zachodniej propagandy, która skutecznie potrafiła wmówić mieszkańcom III RP, że nędza i zacofanie ich kraju wynika li tylko z wrodzonej niższości jej mieszkańców w porównaniu z zachodnimi nadludźmi. Nie ma natomiast mowy o planowym rabunku polskiej gospodarki i szkodliwej administracji wdrażanej od lat przez agenturalne władze podległe unijnej dyktaturze. Tak, więc również na polu propagandowym nasi wrogowie odnieśli druzgocące zwycięstwo. Bowiem w momencie, gdy ktoś uwierzy w swą bezwartościowość, staje się on autentycznie bezwartościowy. Jakie są przyczyny tego sukcesu? Niewątpliwie ogromne znaczenie mają naukowo wypracowane metody inżynierii społecznej połączone z całkowitą władzą medialną w polskojęzycznym obszarze. Co więc robić z tym fantem? Wpływu na potęgę i działania przeciwnika nie mamy. Jedyne, co możemy zrobić to dokonać stosownych zmian samych siebie, tak by móc skuteczniej przeciwstawić się tej psychologicznej agresji. To jest warunek sine qua non, bez którego wszelkie próby odparcia innych form agresji nie mogą się powieść. Warto, więc bliżej przyjrzeć się samym sobie; o czym w drugiej części.


[i] http://www.telemagazyn.pl/
[ii] http://www.youtube.com/watch_popup?v=ptijNcDanVw

http://www.ignacynowopolskiblog.salon24 ... c-pierwsza


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 13 mar 2012, 19:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Konfederacja kod 59-część druga

Zakładając teoretycznie, że trendy przeważające obecnie w III RP nie ulegną zmianie przez kolejne dwie dekady, kraj nasz ulegnie całkowitej metamorfozie.

Kontynuacja przez Niemcy ekspansji gospodarczej doprowadzi do całkowitej „integracji” obu obszarów ekonomicznych. Kulturkampf umożliwi przekształcenie obecnego społeczeństwa polskojęzycznych „europejczyków” w „mniejszych Niemców” na podobnej zasadzie jak miało to miejsce po rozbiorach z narodem ukraińskim (Rusinami). Ukraińcy stracili swe warstwy wyższe z powodu ich polonizacji w okresie I RP. Polacy stracili swoje na skutek ludobójstwa dokonanego na nich przez Niemców i Rosjan w okresie II Wojny Światowej.. W rezultacie oba społeczeństwa stały się „narodami bez głowy”, dzięki czemu z losów jednego, można prognozować przyszłość drugiego.

Ukraińcy, zwani „Małorusami” w przeciwieństwie do „Wielkorusów” –Rosjan, w imperialnym okresie Rosji białej i czerwonej nie posiadali większej świadomości swej odrębności narodowej, uważając się za „młodszych braci” Rosjan. Na salonach używano języka rosyjskiego, a ukraiński wraz z ludową kulturą funkcjonował jedynie na zapadłej prowincji. Podobny los czeka polskojęzyczne społeczeństwo III RP, która przeistoczy się w swoistą „germanię minor”. Jej gruntownie wynarodowieni mieszkańcy, na podobieństwo Ukraińców w Imperium Rosyjskim, nie będą odczuwać faktu swej doń przynależności, jako „okupacji” czy „zaboru”. Zakładając, że trendy zwiększania się ilości małżeństw mieszanych, pozostaną niezmienne[i], co drugi „Übermensch“ zrodzony będzie z polskiej prostytutki, tworząc swoiste więzy krwi na podobieństwo rosyjsko-ukraińskich.

W następnych dekadach wyrośnie i okrzepnie też wielomilionowa niemiecka „polonia“, urodzona już w Reichu. Część z jej członków znać będzie do pewnego stopnia język, kulturę i mentalność polską, przez co nadawać siębędzie znakomicie na administratorów germania minor. W dalszej perspektywie czasowej osiągnie ona stan, który możemy zaobserwować na terenie powiatu budziszyńskiego, w południowo-wschodnich Niemczech. Znaleźć tam jeszcze można dwujęzyczne (niemiecko-łużyckie) nazwy ulic, a na prowincji łużyckie skanseny kulturowe. W ten pokojowy sposób rozwiązany zostanie ostatecznie odwieczny problem „animozji” pomiędzy oboma nacjami.

Czy polskie „elity”, nie wyłączając Ojca Świętego, takie rozwiązanie miały na myśli wpychając Polskę w unijne (niemieckie) ramiona? Nie istotne! I tak en masse zasługują na stryczek za zbrodnię zdrady stanu. A odpowiedz na anegdotyczne już pytanie, „co też Ojciec Święty miał na myśli”, pozostanie już na zawsze Jego tajemnicą. Nie ma natomiast wątpliwości, że taki scenariusz mieli i mają na uwadze nasi „niemieccy przyjaciele”. Realizują oni jedynie ideę swego wielkiego męża stanu Bismarcka, który nazywając Polaków Irokezami[ii], miał zapewne na myśli „amerykańskie rozwiązanie” polskiego „problemu”..

Również w tym przypadku możemy czerpać wiedzę z historii. W procesie „europeizacji” (kolonizacji) obu Ameryk, zagładzie uległa większość tubylców z północy. Na południu powstały natomiast nowe narody, którym początek dali konkwistadorzy żeniący się z niewymordowanymi kobietami tubylczymi. Na temat tych zamierzchłych zdarzeń funkcjonują jednakowoż dwie teorie, które powodują animozje pomiędzy Watykanem a wieloma południowymi Amerykanami. Watykan widzi w tych wydarzeniach przykład największego sukcesu chrystianizacji, podczas gdy potomkowie Indian największej w historii zbrodni ludobójstwa. Jednakowoż w naszym przypadku nie musimy obawiać się ludobójstwa. Niemcy wybierają sobie tyle polskich kurw ile im potrzeba, a resztę pozostawiają do zagospodarowania mniej zamożnym narodom Europy. Omawiane sytuacje różnią się też kierunkiem chrystianizacji. W „amerykańskim” przypadku najeźdźcy nawracali tubylców, w naszym to ofiary będą „rechrystianizować” agresorów.

Taki scenariusz zapewne zrealizuje się w przypadku dalszego istnienia UE, przez co najmniej następne dwie dekady. Jakie są jej szanse na tak długą egzystencję? Unia porównywana jest często do roweru, który musi być ciągle w ruchu, bo inaczej upadnie. Podobnie UE musi się ciągle „poszerzać” i „pogłębiać” (integrować), w przeciwnym przypadku upadnie. Na obecnym etapie ma już ona poważne problemy z utrzymaniem się „na chodzie”. Dlatego należy wpychać kije w jej szprychy, by przyspieszyć nieuchronny upadek tego tworu. By jednak można było to efektywnie realizować należy w pierwszym rzędzie poznać autentyczny obraz nas samych i otaczającego świata. Ale o tym w następnej części.

[i] http://drnowopolskiblog.nowyekran.pl/po ... wej-iii-rp
[ii] http://www.forum.michalkiewicz.pl/viewt ... =4&t=23178

http://www.ignacynowopolskiblog.salon24 ... zesc-druga


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 14 mar 2012, 21:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Konfederacja kod 59-część trzecia

Obecnie za surogat narodowych elit można jedynie uznać garstkę intelektualistów związanych z Rodziną Radia Maryja. Są to niewątpliwie ludzie oddani Polsce i Chrystusowi. Jednakowoż ich wiedza o otaczającym nas świecie jest z obiektywnych względów ograniczona. Aby wiedzieć jak „nasz” zachodni świat funkcjonuje, trzeba znaleźć się w „korytarzach władzy”. Wiedzę tą posiadają natomiast administrujący III RP agenci. Szlifowali oni i nadal szlifują te korytarze, co prawda w charakterze lokai, ale jednak! Daje im to ogromną wiedzę praktyczną manewrów politycznych, a co za tym idzie zdolność utrzymywania się u władzy. Z drugiej strony polscy patrioci kompromitują się swą naiwną wizją świata. Przykładem czego może być „chodzenie na skargę” do Amerykanów w sprawie smoleńskiej przez ministrów Macierewicza i Fotygę. To, że poklepani przez amerykańskich oficjeli z dumą wrócili do kraju, stanowi tylko groteskową przygrywkę do tej sprawy. Istotniejszy jest fakt pokazania Amerykanom swej naiwności politycznej. Dyskontuje to automatycznie ich wartość jako polskich narodowych polityków, którzy powinni wiedzieć, że takie zdarzenia jak Smoleńsk nie mogą się odbywać bez przynajmniej cichego przyzwolenia Waszyngtonu.

Z drugiej strony trudno wymagać od społeczeństwa strategicznego myślenia politycznego. Od tego powinny być właśnie elity. Można jednak oczekiwać odeń patriotyzmu. Tego jednak nie ma. Przyczyną tego stanu rzeczy jest nie tylko daleko posuniętą demoralizacja , ale również wpajane od wielu dziesięcioleci błędne jego paradygmatu. Dla zilustrowania zagadnienia posłużę się dwoma przykładami.

Pierwszy to osoba Madame Curie, której to imię celebrowane jest w Polsce od zarania II RP. Już w szkole podstawowej dzieci dowiadują się, jaką to wspaniałą rodaczką i patriotką była Maria Skłodowska-Curie. Ze swego dzieciństwa pamiętam ją, jako ikonę wszelkich polskich cnót. Setki szkół, ulic i instytucji nosi w Polsce jej imię. Faktem jest, że była ona najwybitniejszą w historii kobietą-naukowcem, tyle że nie polskim a francuskim. Wyjechawszy na studia do Paryża wyszła za mąż za pierwszego Francuza, który raczył zwrócić na nią uwagę. Swe córki, również wybitne uczone, wychowała na Francuzki, a polską pozostała jedynie…kurwą. Kiedy to po śmierci męża Piotra zaczęła wskakiwać w rozporki swych naukowych współpracowników, oburzone jej zachowaniem francuskie społeczeństwo pragnęło ją jako takową wyekspediować z powrotem do Polski. Na szczęście „postępowe” siły przeszkodziły temu, załatwiając jej w celu naprawy reputacji drugą nagrodę Nobla. Tak więc można madame Curie uznać za swoistą polską „kurwę-prekursorkę”, a dzisiejsze nasze „panie” mogą czuć się współwłaścicielkami nagrody Nobla. Została ona uzyskana za osiągnięcia w dziedzinie chemii, ale ten gest szacownego Komitetu Nobla, można również zakwalifikować jako prekursorski. Teraz to już norma, że na przykład zbrodniarze wojenni (e.g. Imperator Obama) uzyskują nagrody „pokojowe” i nikt się już temu nie dziwi. Natomiast stawianie tego pokroju osób jak Curie za wzorzec do naśladowania Polakom przynosi widoczne rezultaty.

Drugim przykładem jest osoba lwowskiego profesora Banacha. Jego wkład do światowej nauki jest niewątpliwie większy niż Madame Curie, a pomimo to prawie nikt w Polsce nie wie, kim on był i czym się zajmował. Sam poznałem jego nazwisko dopiero, jako student politechniki. Niewiele jest też ulic i instytucji w Polsce noszących Jego imię. No, bo co to za wybitna postać, która całe życie funkcjonowała w kraju. Proponowano mu, co pradwa stanowisko na amerykańskim uniwersytecie, ale on go nie przyjął, bo wolał zostać w Polsce. Gdyby wyjechał i swój dorobek naukowy ofiarował na przykład Stanom, a pod koniec życia odwiedził byłą ojczyznę, by protekcjonalnie poklepać po ramieniu byłych rodaków, to co innego!. Wtedy byłby czczony w naszym kraju. Ja sam dopiero po wyjeździe do USA zrozumiałem te proste prawdy, kiedy to rozmawiając z grupą amerykańskich inżynierów, spostrzegłem szacunek, jakim cieszy się wśród nich jego nazwisko. I tak wiedzieli oni, że był Polakiem. Oczywiście znali również postać wybitnej francuskiej uczonej madame Curie. Mało tego wiedzieli o jej „egzotycznych” korzeniach. Po chwili dyskusji doszli do konsensusu, że pochodziła ona z…..Chin. Ta anegdota może służy za puentę mitu „rozsławiania przez polskie panie imienia naszego kraju”.

Trudno jest oczekiwać społecznego rozwoju w kraju, w którym jedynym wyznacznikiem sukcesu jest wysługiwanie się obcym, bo ci którzy służą Ojczyźnie nie znajdują poklasku wśród rodaków. Również pojęcie „patriotyzm” jest opacznie rozumiane. Dla przeciętnego obywatela jest to ni mniej ni więcej tylko śmierć na gruzach własnej Ojczyzny w jakimś bezsensownym powstaniu. Nie dziw, że nie ma nań amatorów nie tylko wśród POlszewików, ale nawet Polaków. Tymczasem patriotyzm można sparafrazować, jako „zbiorowy egoizm”. Przykładem patriotyzmu lokalnego może być wykupywanie przez mieszkańców dobrej dzielnicy w amerykańskim mieście, za zawyżoną kwotę, posiadłości która dostała się w ręce murzyna. Pazerni z natury Amerykanie nie wahają się przepłacać, a na dodatek czynią to kolektywnie! W imię, czego? A właśnie patriotyzmu, czyli wspólnego interesu. Wiedzą oni bowiem dobrze, że pozostawienia murzyna w ich okolicy sprowadzi nieuchronną obniżkę wartości wszystkich nieruchomości. Dławieni kryzysem Grecy, w imię takiego patriotyzmu, organizują grupy aktywistów mające nakłaniać społeczeństwo do zakupu tylko krajowych produktów, a unikanie zwłaszcza niemieckich. Spróbuj zaproponować coś takiego POlszewikowi, to z oburzeniem wykrzyknie, że nie po to „wchodził do europy”, by teraz kupować polskie produkty w sklepach Społem. Teraz czas na bonanzę; zakupy we francuskim Carefourze niemieckich produktów! Przy czym nie jest w stanie on pojąć, że chodzi tu o jego własny prymitywny interes, a nie „wzniosłe patriotyczne brednie”!

Rezultaty takiej mentalności widać dziś w III RP gołym okiem. Aby to zmienić trzeba niejako wykreować nowego „polskiego patriotę”. A zacząć należy od drobiazgów, o czym w ostatniej części.

http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/ ... sc-trzecia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 14 mar 2012, 23:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
No i tutaj ten Ignacy Nowopolski nam się objawił - ohydne kalumnie odnośnie pani Skłodowskiej mówią wszystko o tej osobie... nowopolskiej. Tak, iście nowopolska to cecha hucpiarskie kłamstwo, a do tego ordynarne, jak to u nowopolaków ordynarny język językiem ulubionym. Jeden ze świadków opowiadał, jak 4 takich nowopolaków (Michnik, Mazowiecki, Geremek i Kuroń) jeszcze w latach 80-tych uczony dyskurs prowadziło. Tylu wulgaryzmów na jednostkę czasu nigdzie nie zdarzyło mu się usłyszeć.

Ot... niby patriota, a szczury takie nam tu puszcza ten nowopolak, że hej. Zagalopował się w obrzydliwym opluwaniu skromnej i niezwykle pracowitej uczonej, a przez to obnażył bezwstydnie. Ale tak się morduje narody, opluwając najwybitniejsze jednostki, byle tylko Polacy nie mogli być z niczego dumni. Opluć i splugawić naszą historię i nasze najwybitniejsze postacie historyczne... i to z patriotycznych pozycji. Ależ perfidia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 15 mar 2012, 07:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Asindziej napisał(a):
No i tutaj ten Ignacy Nowopolski nam się objawił - ohydne kalumnie odnośnie pani Skłodowskiej mówią wszystko o tej osobie... nowopolskiej. Tak, iście nowopolska to cecha hucpiarskie kłamstwo, a do tego ordynarne, jak to u nowopolaków ordynarny język językiem ulubionym. Jeden ze świadków opowiadał, jak 4 takich nowopolaków (Michnik, Mazowiecki, Geremek i Kuroń) jeszcze w latach 80-tych uczony dyskurs prowadziło. Tylu wulgaryzmów na jednostkę czasu nigdzie nie zdarzyło mu się usłyszeć.

Ot... niby patriota, a szczury takie nam tu puszcza ten nowopolak, że hej. Zagalopował się w obrzydliwym opluwaniu skromnej i niezwykle pracowitej uczonej, a przez to obnażył bezwstydnie. Ale tak się morduje narody, opluwając najwybitniejsze jednostki, byle tylko Polacy nie mogli być z niczego dumni. Opluć i splugawić naszą historię i nasze najwybitniejsze postacie historyczne... i to z patriotycznych pozycji. Ależ perfidia.

Już wcześniejsza aluzja do Jana Pawła II jako zwolennika nie tyle zjednoczonej w chrześcijańskim duchu Europy, co zwolennika UE w jej obecnym kształcie.
Cóż kiedyś każdy się zdemaskuje, gdyż żadna maska nie zasłoni prawdziwego oblicza na dłuższą metę.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 15 mar 2012, 10:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Stara taktyka - najpierw zdobyć zaufanie, a potem w ufny umysł pakować truciznę. Najpierw mało, potem więcej, potem coraz więcej, aż w końcu widać wyraźnie, z kim ma się do czynienia. Tak GW udała "naszą" gazetę i miliony ufnych umysłów zatruła, a większość już na trwałe. Tym sposobem oderwała znaczącą część Polaków od Polski.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 15 mar 2012, 11:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Asindziej napisał(a):
Stara taktyka - najpierw zdobyć zaufanie, a potem w ufny umysł pakować truciznę. Najpierw mało, potem więcej, potem coraz więcej, aż w końcu widać wyraźnie, z kim ma się do czynienia. Tak GW udała "naszą" gazetę i miliony ufnych umysłów zatruła, a większość już na trwałe. Tym sposobem oderwała znaczącą część Polaków od Polski.

Pamiętam, że kiedyś miałem jakieś wątpliwości co do Nowopolskiego, ale nie pamiętam o co wówczas chodziło. Pewnie uznałem, że ma trochę inne zdanie. Jednak co do Polski i co do Jej, a przez to i naszego, dobra nie może być aż tak drastycznej różnicy.
"Francuzka" Skłodowska swoje odkrycie nazwała polonem, pewnie na cześć Francji.
Potem żałowała, że rad, jej jeszcze większe odkrycie, już nie będzie mogła nazwać Polonem.
Panie Nowopolski, czy warto służyć naszym wrogom? Może warto, a może to nie są Pańscy wrogowie?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 15 mar 2012, 20:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Konfederacja kod 59-zakończenie

Świat współczesny znajduje się w krytycznym momencie. Trwają ostatnie pociągnięcia mające na celu zakończenie wdrażania Nowego Porządku Światowego (NWO) [i]. Działania Imperium Euroatlantyckiego (US&UE) w Syrii i Iranie grożą rozpętaniem III (zapewne nuklearnej) Wojny Światowej. Globalny system finansowy rozpada się na naszych oczach, a w samym Imperium narastają fermenty społeczne.

Czym w tak przełomowym momencie zajmują się nasi patrioci? A no liczeniem listków na drzewie, w które nie uderzył (lub uderzył) prezydencki samolot pod Smoleńskiem.[ii]

Każde racjonalne społeczeństwo, już dawno wyciągnęłoby ostateczne konkluzje z takiego zdarzenia jak Smoleńsk. Stwierdzono by ponad wszelką wątpliwość, że autorami zdarzenia są Rosjanie wspomagani przez naszych natowskich „przyjaciół”, a w szczególności Niemców, oraz agenturalne krajowe rządy. Zarezerwowano by sobie prawo do odpowiedniego, przy pierwszej sposobności, rewanżu w stosunku do sprawców tej zbrodni i zajęto by się innymi bardziej konstruktywnymi sprawami. Ale my nie, z braku laku zajmujemy się „liczeniem listków”. Takie zachowanie świadczy nie tylko o całkowitej alienacji naszych patriotów z otaczającej rzeczywistości, ale też o postępującym szybko zidioceniu.

A do zrobienia jest sporo i to nawet w sytuacji prawie zupełnej bezsilności w stosunku do obezwładniających nas wrogów. Mało tego, polskie społeczeństwo ma ogromne doświadczenie w ukrytej walce z okupującym nas wrogiem. Dwieście lat zaborów i okupacja niemiecko-sowiecka nauczyły nas tego. Mamy też doświadczenie w oporze przeciw polskojęzycznemu okupantowi, a mianowicie 40 lat „Polski Ludowej”. Obecna władza III RP jest tak samo „okupacyjna”, jak ta rodem z PRLu. Jest jednakowoż jeszcze bardziej niebezpieczna, bo maskuje się legitymacją pseudo-demokracji, która to manipulowana jest przez agenturalne polskojęzyczne media, wypełniające rolę peerelowskiego ZOMO.

Nieustanna agresja Zachodu na nasz kraj trwa nieprzerwanie od dwudziestu lat, a społeczeństwo nie jest w stanie się jej przeciwstawić. Dla kontrastu, podobny atak przeżywa Grecja od dwóch lat, a już wypracowała sobie metody oporu[iii]. Mając, podobnie jak III RP, zainstalowaną administrację kolonialną, w postaci „rządu technokratów”, potrafiła przeciwstawić się mu nie tylko siłowo na ulicach miast, ale stosując również wyrafinowane metody oporu. W omawianym okresie nastąpiła ogromna migracja obywateli z miast na wieś, a nie jak w polskim przypadku za granicę. Migranci podejmują tam działalność rolniczą, pozwalającą nie tylko im się wyżywić, ale również wyprodukować nadwyżki na sprzedaż. Żywiołowo rozwija się ruch unikania płacenia podatków, co utrudnia administracji kolonialnej ekspropriację greckiego majątku. Powstają inicjatywy społeczne ukierunkowane na dostarczanie produktów bezpośrednio od producenta do konsumenta, utrudniając tym samym żerowanie międzynarodowych konsorcjów handlowych, takich jak Lidl, Carefour. Organizowany jest też bojkot niemieckich towarów i promocja krajowych. Powstają swoiste „spółdzielnie barterowe”, to znaczy grupy ludzi, wymieniających się towarami i usługami bez pośrednictwa pieniądza. Pozwala to im przetrwać kryzys, a za razem zmniejsza władzę lichwiarskiej międzynarodówki nad nimi.

Czyżby w III RP nie można by zająć się podobnymi sprawami, zamiast tracić czas energię i uwagę na jałowe bzdury? Czerpiąc z polskich historycznych doświadczeń, jak również obecnych greckich, pozwolę sobie na przedstawienie listy takich działań. Pomimo, że Polacy znajdują się w społeczeństwie III RP w mniejszości w stosunku do POlszewików, to fakt ten nie uniemożliwia poniżej zaproponowanych działań. Ci którzy zechcieliby zająć się taką konstruktywną działalnością mogliby założyć coś na kształt luźnej konfederacji, nazwanej przykładowo Kod 59, a to od dwóch pierwszych numerów kodu kreskowego towaru, określającego kraj producenta-59 Polska. Przy czym nie chodzi w tym jedynie o działalność komercyjną, ale użycie nazwy będącej swoistą metaforą szerokich celów konfederacji.

Listę takową można podzielić na gospodarczą i społeczno-kulturową (anti-kulturkampf).

Gospodarcza:

1.Spółdzielnie barterowe;
2.Wprowadzanie lokalnego pieniądza; Pomimo, że Polska wciąż posiada swą walutę, to jest ona kontrolowana przez „niezależną” bandę zwaną RPP, będącą na usługach finansjery. Dlatego wprowadzenie jakiejś formy lokalnej waluty ułatwi wymianę dóbr pomiędzy obywatelami, bez pośrednictwa lichwiarzy i bez fiskalnej grabieży przez okupanta:
3.Bojkot banków, polegający na lokowaniu swych oszczędności w polskich SKOK-ach;
4.Popieranie rozwoju polskiej drobnej wytwórczości;
5.Zakładanie firm specjalizujących się w bezpośrednim handlu producent-konsument:
6.Umacnianie „szarej sfery” polskiej gospodarki;
7.Propagowanie polskich wyrobów;
8.Bojkot wyrobów niemieckich;
9.W miarę możliwości, przy każdej nadarzającej się sposobności, oszwabianie ( zwracam uwagę na etymologię tego słowa) Szwabów i innych zachodnich kolonizatorów

Społeczno-kulturowa:

1.Zbieranie i publikowanie dowodów zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu;
2.Wydawanie i upublicznianie „moralnych wyroków” na najbardziej szkodliwych agentów okupanta;
3.„Prywatne komplety” edukacyjne na podobieństwo „tajnych kompletów” z okresu II Wojny Światowej, pozwalające dokształcać młodzież w zakresie autentycznej historii i kultury narodu, a także wspomóc krajowy Kościół w propagacji fundamentów etyki;
4.Propagowanie bojkotu polskojęzycznych mediów;
5.Na podobieństwo okresu okupacji hitlerowskiej, oferowanie bezpłatnych usług fryzjerskich polskim kurwom obsługującym naszych wrogów.

Powyższa lista nie jest zbiorem zamkniętym i na pewno można ją znacznie poszerzyć. Liczę tu na pomysłowość Polaków. Czas pokarze ilu polskich patriotów zarzuci „liczenie listków”, a w zamian zajmie się tworzeniem Konfederacji Kod 59?

--------------------------------------------------------------------------------

[i] http://pl.wikipedia.org/wiki/Nowy_porz% ... C5%9Bwiata

[ii] http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/a ... rzewo.html

[iii] http://www.athensnews.gr/#3

http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/ ... akonczenie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 20 mar 2012, 07:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Moja subiektywna deklaracja: Normalna Polska!

3 marca napisałem post: Polacy i ich zdrajcy....


Dotyczył ogólnie wskazania podstawowych kryteriów, wedle których możemy w sposób absolutnie dychotomiczny i bez żadnej ewentualności popełnienia jakiegokolwiek błędu w procesie identyfikacji jednostek - podzielić Polaków na dwie grupy, które możemy umownie nazwać: "My" i "Zdrajcy". Kryteriami tymi były w skrócie: kryterium wyboru nadrzędności stosowanych w Polsce praw ze względu na źródło jego stanowienia oraz stosunek do tragedii smoleńskiej. "My" to Ci, którzy uważają Konstytucję RP za absolutnie nadrzędny w Polsce akt prawny oraz szanują utrwalane od wieków tradycyjne polskie normy moralne i naturalne a tragedię smoleńską pragną wyjaśnić w każdym drobnym szczególe: transparentnie, międzynarodowo, priorytetowo. "Zdrajcy" to Ci, którzy uważają za nadrzędne akty prawne wydawane poza Polską i nie chcą pełnego wyjaśnienia tragedii smoleńskiej oraz umniejszają jej znaczenie.

Dodatkowym i jedynym jeszcze warunkiem - dla mnie a'priori oczywistym, ale dopisuję post factum - "oddzielania ziaren od plew" jest prawda historyczna i oparte na tej prawdzie rozliczenie się z ludobójczym i zbrodniczym oraz narzuconym Polsce siłą, systemem komunistycznym.


(Jako, że powyższy "abstrakt" nie oddaje w pełni całości mojej argumentacji, zachęcam do zapoznania się z pełną treścią postu)


Dzisiejszy można traktować jako jego prolog lub epilog (jak kto woli) będący krótką moją subiektywną deklaracją podstawowego celu, który będzie determinował jakąkolwiek moją przyszłą działalność społeczno-polityczno-dziennikarsko-biznesowo-naukową.


-------------------


Po pierwsze.

Nie jest przedmiotem mojego zainteresowania oficjalny i sztucznie kreowany medialnie dyskurs słowny pomiędzy PO, PiS, SLD, RP, PSL czy też innych organizacji politycznych.


Pamiętam wspólne - scalające przyjaźń - toasty Kiszczaka, Wałęsy, Michnika i innych a wcześniej kreację dla gawiedzi ich wzajemnej wrogości medialnej.


Doświadczyłem empirycznie publicznych sporów a potem wspólnego spożywania markowych alkoholi i hulaszczych swawoli niedawnych i wykreowanych "dla publiczności" antagonistów.


Koniec!


Po drugie.

Jedynym przedmiotowym i podmiotowym obszarem mojego zainteresowania oraz troski jest Polska i jej rozwój. Obchodzą mnie wszyscy Polacy (także Ci "na obczyźnie" i Ci, dla których polskość stała się wewnętrzną naturalnością) i ich przyszłość.


Interesuje mnie plan stworzenia wspólnie ze wszystkimi Polakami dobrobytu w Polsce, na miarę współczesnej europejskiej cywilizacji chrześcijańskiej oraz warianty strategiczne realizacji celów przyjętych w owym planie!


Koniec z jałowymi kłótniami m.in. o najlepsze miejsce przy "stole podziału dóbr wspólnych"!


Po trzecie.

Pragnę i oczekuję aby Polską rządziły i ją reprezentowały elity godne nosić miano "Mężów Stanu".


Dosyć już panoszenia się elit miernych i wewnętrznie wyjałowionych, nie myślących po polsku ludzi z IQ poniżej umownego dla "ludzi honoru" zera absolutnego, dla których Polska bywa nienormalnością a Bałtyk kojarzy się z morzem powstałym m.in. dzięki "polskim powodziom".


Dosyć kabotyńskich lub cynicznych błaznów pozwalających sobie m.in. na chlanie wódy na ulicy lub tworzących z Polski międzynarodowe pośmiewisko. To nie przystoi prawdziwym polskim elitom. Tacy ludzie mogą być gospodarzami domów ale nie politykami reprezentującymi mój kraj.


Wstydzę się za nich a nie za zwykłych ludzi doprowadzonych do rozpaczy na ulicach Londynu.


Nie ma w Polsce miejsca dla tchórzy dostających obstrukcji na widok W. Putina czy B. Obamy. To nie przystoi prawdziwym polskim elitom i wstydzę się za nich.


Absolutnie zaś nie mogą rządzić intelektualne i moralno-etyczne miernoty, przestępcy lub mordercy chowający się za immunitetami np. przed karami skarbowymi lub wyrokami TS. Wstyd mi i nie przystoi to prawdziwym elitom!


Po czwarte.

Chcę Polski poważnej i uczciwej, mądrej i rodzinnej, dumnej z siebie! Po prostu zwyczajnej, normalnej wśród innych normalnych państw!


-------------


Tyle chyba wystarczy tekstu na wyrażenie mojej naturalnej tęsknoty do normalności mojej Ojczyzny - krajobrazowo i ludzko pięknej Polski!

Pozdrawiam

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...

http://krzysztofjaw.blogspot.com/

kjahog@gmail.com

http://krzystofjaw.salon24.pl/400786,mo ... lna-polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska i Jej szanse na lepszą przyszłość
PostNapisane: 24 mar 2012, 09:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
To już ostatni dzwonek. Jeśli młodych polskich rodzin z wyżu lat 80. nadal nie będzie stać na urodzenie i wychowanie dzieci, zaleje nas wielomilionowa fala emigrantów - przyznają politycy odpowiedzialni za załamanie dzietności w Polsce. Dziś martwią się, kto będzie pracował na ich emerytury

Mądrzy po szkodzie

Jeśli w Polsce nie uda się natychmiast zwiększyć dzietności kobiet do poziomu powyżej zastępowalności pokoleń, tj. 2,1 dziecka na kobietę, proces starzenia się społeczeństwa posunie się tak dalece, że już w najbliższych latach gospodarce będzie brakować pracowników - wynika z raportu Narodowego Banku Polskiego. Ubytku rąk do pracy nie zatrzyma samo wydłużenie okresu pracy. Nawet gdyby wiek emerytalny podnieść do 70 lat. "Skuteczność podnoszenia wieku emerytalnego może być ograniczana przez stan zdrowia starszych" - zwracają uwagę eksperci NBP. Podobnie nie zatrzyma ubytku pracowników podniesienie aktywizacji zawodowej osób w wieku produkcyjnym, które obecnie pozostają poza rynkiem pracy, aczkolwiek zwiększenie zatrudnienia w tej grupie może do 2060 r. ograniczyć spadek podaży pracy o 1,2 do 2,4 mln pracowników. Jeśli nadal nie będzie polityki na rzecz wsparcia dzietności, puste miejsce po dzieciach, które się nie urodziły w polskich rodzinach, będziemy musieli w ciągu najbliższych 50 lat zapełnić, sprowadzając do kraju na stałe 5,2 mln emigrantów - wyliczył NBP. "Wydaje się, że czas, w którym procesy te (starzenia się populacji i niskiej dzietności) mogły być zahamowane przez skuteczną politykę odnowy demograficznej, powoli mija" - czytamy w dokumencie.


Psuli - teraz naprawią
- Często proces starzenia się ludności jest postrzegany jedynie jako zagrożenie dla stabilności systemu zabezpieczenia społecznego czy dla finansów publicznych i rynku pracy. Tymczasem starzenie się ludności nie jest samo w sobie zagrożeniem. Jest sukcesem cywilizacyjnym, ponieważ żyjemy dłużej - mówił Bronisław Komorowski podczas II Kongresu Demograficznego, który obradował w Pałacu Prezydenckim pod hasłem "Polska w Europie - przyszłość demograficzna". Prezydent podkreślił, że dostosowywanie się do zmiany demograficznej, jaką jest starzenie się społeczeństwa, musi być oparte na zasadzie solidarności międzypokoleniowej, tj. sprawiedliwym rozkładzie ciężarów między pokoleniami i odpowiedzialności za starszych ludzi. Przyznał też po raz pierwszy, że wzrost liczby dzieci w Polsce jest konieczny.
- Poważnym niepokojem napawa utrzymująca się niska dzietność Polek, która nie tylko przyspieszy proces starzenia, ale jest również wyznacznikiem kondycji polskich rodzin - zauważył prezydent. Apelując o solidarność pokoleń, Komorowski nie wykorzystał niestety okazji, aby uderzyć się w pierś za uprawianą przez z górą 20 lat przez niego i jego formację (Unię Wolności, potem Platformę Obywatelską) politykę wobec młodego pokolenia, która z solidarnością międzypokoleniową i sprawiedliwym rozkładem ciężarów nie miała nic wspólnego. To właśnie te partie wprowadziły i nadal forsują rozwiązania o wyraźnym ostrzu antyrodzinnym, antynatalnym i proemigracyjnym. - Istnieje potrzeba wzmocnienia skutecznej polityki rodzinnej i stworzenia dobrego klimatu dla rodziny - oświadczył Komorowski. Zaznaczył jednak, że nie jest to tylko sprawa rządu, ale także zadanie dla społeczności lokalnej i samych obywateli. Polski nie stać, zdaniem Komorowskiego, na wsparcie rodziny na poziomie Francji, Szwecji i innych krajów rozwiniętych.
- Polacy chcą mieć dzieci, ale obawiają się, że nie dadzą rady ich utrzymać - przyznał minister administracji, powołując się na raport Polska 2030 i Młodzi 2011. Michał Boni podkreślił, że młodej generacji należy "stworzyć warunki do harmonijnego łączenia obowiązków zawodowych i rodzinnych". Boni, polityk dawnej Unii Demokratycznej przekształconej w Unię Wolności, a potem PO, był współkreatorem wybitnie antyrodzinnej polityki tej formacji, zajmując w latach 90. stanowisko ministra pracy.

Babcie bez wnuków
W latach 2002-2011 odsetek osób w wieku przedprodukcyjnym zmniejszył się w Polsce o 4,2 proc. - wynika z ostatniego spisu demograficznego. Młodzi do lat 17 stanowią tylko 19 proc. ludności.
- Zmniejszenie liczby dzieci i młodzieży jest rezultatem przemian procesów demograficznych lat 90. ubiegłego wieku i ostatniego dziesięciolecia, przede wszystkim niskiej dzietności kobiet w tym okresie - ocenił GUS.
Udział osób starszych, w wieku poprodukcyjnym, wzrósł od 2000 r. o 2,5 proc.; stanowią one obecnie 17,5 proc. całej populacji. Na każde 100 osób w wieku produkcyjnym przypada obecnie 30 osób w wieku przedprodukcyjnym (dzieci i młodzieży) i 27 w wieku poprodukcyjnym (emerytalnym). Przy czym liczba młodych na utrzymaniu wykazuje tendencję spadkową, podczas gdy liczba starszych szybko rośnie. Odsetek osób aktywnych zawodowo w wieku powyżej 15 lat wynosi 52,5 proc. ogółu ludności.
Ludność Polski liczy 38,5 miliona. Liczba ta wzrosła w ciągu 10 lat o zaledwie 271 tysięcy, tj. o 0,71 proc., przy czym przyrost dotyczył wyłącznie kobiet, podczas gdy topnieje liczba mężczyzn. Obecnie mężczyźni stanowią 47,9 proc., podczas gdy w 2002 r. było ich 48,4 procent. Na 100 mężczyzn przypada 109 kobiet.

Małgorzata Goss

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po33.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 58 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /