Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 68 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Bezkształtna masa
PostNapisane: 18 lip 2009, 18:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31469
Stanisław Michalkiewicz

Komu potrzebna jest Polska?

Szanowni Państwo!

W ubiegłą sobotę, z okazji poświęcenia lokalu Oddziału Unii Polityki Realnej w Nowym Sączu i inauguracji Biblioteki im. Feliksa Konecznego, odbyło się również otwarte spotkanie z publicznością, poświęcone odpowiedzi na pytanie: komu potrzebna jest Polska?

Myślę, że zwłaszcza w obecnej sytuacji, warto zastanowić się nad odpowiedzią, bo można wyciągnąć z niej wiele wniosków, również politycznych. No dobrze; Polska – czyli co? Polska występuje w dwóch znaczeniach; jako kraj i jako państwo. Spróbujmy na początek spojrzeć na Polskę, jako na kraj. W tym znaczeniu Polska oznacza zarówno pewien obszar geograficzny, jak i pewien obszar historyczny i obyczajowy. Obszar geograficzny obejmuje krajobrazy, miasta, pory roku, zaś obszar historyczny i obyczajowy obejmuje naród.

Warto zwrócić uwagę, o czym zresztą kilkakrotnie mówiłem, ze naród, wbrew pozorom, nie oznacza wyłącznie generacji żyjącej aktualnie. Przecież to nie my stworzyliśmy Polskę. Myśmy ją już zastali , a to znaczy, że została zbudowana, właśnie jako przestrzeń historyczna i obyczajowa, przez pokolenia, które były tu przed nami. Nie będąc zatem twórcami Polski, jesteśmy tylko depozytariuszami dziedzictwa, które tak się właśnie nazywa. Jako depozytariuszom nie wolno nam wyzbywać się tego dziedzictwa, bo przyjmując ten depozyt, przyjmujemy jednocześnie na siebie obowiązek przekazania go pokoleniom, które przyjdą po nas, w stanie przynajmniej nie uszczuplonym, pod żadnym względem nie pogorszonym, a jeszcze lepiej – w stanie wzbogaconym. Ponieważ Polska jako kraj należy do wszystkich – minionych, obecnych i przyszłych pokoleń narodu, to jest chyba oczywiste, że pokolenie aktualnie żyjące nie ma prawa się go wyrzec.

Jak wspomniałem, na pojęcie kraju składa się przestrzeń geograficzna oraz przestrzeń historyczna i obyczajowa. Przestrzeń historyczna obejmuje tradycję, a więc – polskich królów, polskich bohaterów, polskich świętych, polskie zwycięstwa, chwałę i majestat Rzeczypospolitej, ale również – polskich zdrajców, polskie klęski i polską rozpacz. Tradycja bowiem jest niepodzielna i trzeba albo przyjąć ja w całości, albo w całości odrzucić.

Ale nie tylko sprawy publiczne, narodowe ona obejmuje. Obejmuje tez obyczaje, zwłaszcza te unikalne, które wyznaczają obszar naszej specyfiki – jak Wigilia Bożego Narodzenia, tłumy na cmentarzach w dzień Wszystkich Świętych, rocznice narodowe i sentymenty, ale przecież i uroczystości rodzinne, jak chrzty, czy wesela. Ważnym elementem przestrzeni obyczajowej jest również kuchnia, której smaki przechowujemy w pamięci od wczesnego dzieciństwa, aż po krańce życia. W nostalgicznym poemacie „Popiół i wiatr” Antoni Słonimski wylicza rodzaje wędlin, jakie można było przed wojną jadać w Warszawie i ekskuzuje się czytelnikom: „wybaczcie, że wyliczam te wszystkie frykasy lecz ojczyzna się składa także i z kiełbasy”. Otóż to!

Czy Polska jako kraj jest nam potrzebna? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, spróbujmy wyobrazić sobie, że nie wiemy nic ani o polskich krajobrazach, ani o polskich królach, ani o polskich bohaterach, ani o polskich świętych, ani o polskich zwycięstwach, ani o polskich klęskach, ani o polskich zdrajcach, ani o naszych wrogach, ani o polskich obyczajach, o polskiej Wigilii, o widoku cmentarzy w dzień Wszystkich Świętych, ani o polskiej kuchni – i tak dalej. Nic o tych sprawach nie wiemy.

Jeśli w ogóle możemy sobie siebie w tym stanie wyobrazić, to przecież bylibyśmy jakimiś osobnikami bez właściwości. Na pewno nie bylibyśmy takimi, jakimi jesteśmy; nie bylibyśmy sobą. Wynika z tego, że Polska jako kraj, jest ważną, a może nawet najważniejszą częścią naszej tożsamości. Że my Polskę w siebie wchłaniamy tak dokładnie, że staje się ona częścią nas samych, ze przez jej pryzmat postrzegamy świat – właśnie jako Polacy. Więc nie wierzmy tym durniom, albo tym łajdakom, którzy próbują nam wmawiać, że to nieważne, że to zaścianek, że to parafiańszczyzna, że powinniśmy jak najszybciej z siebie to wszystko wyrzucić, jako coś wstydliwego. Dopiero wtedy – powiadają – zostaniemy Europejczykami, dopiero wtedy zostaniemy prawdziwymi światowcami. Tak jednak mogą mówić albo durnie, albo łajdacy.

Durnie – bo nie wiedzą, że wielki świat składa się właśnie z rozmaitych prowincji, z rozmaitych zaścianków i parafiańszczyzn, że właśnie ta różnorodność przesądza o jego urodzie i pobudza w nas ciekawość świata. Poza rozmaitymi prowincjami niczego innego na świecie nie ma. Durnie, którzy uważają inaczej, to nieszczęśliwi snobi, którzy sami nie wiedząc, kim są, muszą bez przerwy małpować kogoś innego. Właśnie małpować, to znaczy – imitować tylko zewnętrzne znamiona cudzej oryginalności, cudzej tożsamości – bo nie są ani sobą, ani tymi, których imitują. Niech Bóg nas broni, byśmy kiedykolwiek poszli w ślady durniów, bo tylko dlatego, że są durniami, to nie mogą w pełni zrozumieć, jak bardzo są nieszczęśliwi. O łajdakach nie wspominam, bo łajdacy wiedzą, że udzielają nam złych wskazówek, żeby doprowadzić nas do zguby.

Widzimy zatem, że Polska jako kraj jest nam potrzebna po prostu do życia tak samo, jak woda i powietrze. No dobrze – a Polska jako państwo? Po co nam jest potrzebne państwo?

Państwo jest organizacją, której istotą jest monopol używania przemocy. Pokazuje to, ze państwo jest z istoty organizacją groźną, ale w jego przypadku nie musi być to wadą, a może być zaletą. Przemoc państwa, jego siła, może i powinna być wprzęgnięta w służbę naszej wolności. Dlatego nie jest źle, że państwo jest organizacją groźną. Powinno ono bowiem wzbudzać strach u tych, którzy chcieliby nas naszej wolności pozbawić.

No dobrze, ale do czego właściwie potrzebna nam jest wolność? Żeby nie wdawać się w skomplikowane rozważania powiem krótko, ze wolność jest nam potrzebna do tego, żebyśmy mogli żyć po swojemu. Wolność nie gwarantuje, że życie „po swojemu” będzie mądre, szlachetne, pożyteczne i bogate. Wolność stwarza tylko taka możliwość, a resztę musimy wypełnić własnym działaniem.

Normalni ludzie na ogół bardzo cenią sobie możliwość życia po swojemu i z trudem pozwalają narzucać sobie obce formy życia – chociaż chętnie się uczą i wiele pożytecznych form dobrowolnie adaptują. Generalnie jednak cenią sobie wolność i często gotowi są ryzykować dla niej życie, a nawet je dla wolności poświęcać. Inaczej jest ze snobami. Ci wolności sobie nie cenią, bo nawet nie znają jej smaku, ponieważ sami nie wiedzą, kim są. Zresztą samo określenie „snob” mówi samo za siebie. Jest to skrót powstały ze zbitki dwóch łacińskich słów: sine nobilitate, to znaczy – bez szlachetności. Trudno wymagać, by ludzie bez szlachetności cenili sobie wolność, ale też nie można pozwalać na to, by ludzie bez szlachetności stawali na czele społeczeństwa, na czele narodu.

Ta przestrzeń wolności, którą ochrania nam państwo, jest, jak widzimy wartością bardzo cenną, a zatem państwo również jest nam potrzebne. Widzimy, że z tego punktu widzenia nie ma sprzeczności między krajem i państwem, a zatem – Polska jest nam potrzebna zarówno jako kraj, jak i jako państwo. Wydaje się, że poza durniami i łajdakami wszyscy to rozumieją. Dlatego właśnie taki wstrząs wywołuje w nas zamiar włączenia Polski do innego państwa – do Unii Europejskiej.

Jaka jest różnica między Polską, a Unią Europejską, która przecież też będzie państwem? Wskażę na jedną. Być może teraz ta gotowość jest trochę mniejsza, ale nawet i teraz wielu ludzi byłoby gotowych oddać życie za Polskę. Czy jest chociaż jeden, który oddałby życie za Unię Europejską?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=336


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 18 lip 2009, 18:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31469
Nawiązując do artykułu red Michalkiewicza http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=336
i kontynuując jego myśl pt. „Komu potrzebna jest Polska” można jedynie dodać, że durniów tworzą łajdacy.

Ktoś powie, że durniów tworzy też środowisko o niskiej, nie wykształconej świadomości społecznej i będzie to prawdą, ale użytecznych durniów przydatnych do realizacji politycznych strategii tworzą jednak rzeczeni już wyżej łajdacy. Robią to wszelkimi dostępnymi sposobami poprzez system kształcenia ludzi, jak i poprzez służące do indoktrynacji społeczeństw wszelkiego typu media, jak również poprzez uregulowania prawne.
Czym więc jest ta bezkształtna masa? Otóż jest ona mieszaniną dwóch stanów skupienia. Jest mieszaniną ciała stałego, czyli substancji mającej formę i substancji bez własnej formy czyli cieczy. Jest też substancją stosunkowo gęstą, ale nie na tyle aby posiadać własny kształt, aby nadać sobie samej konkretną formę przestrzenną. Substancja ta jako nie mająca poza objętością, gęstością i masą innych atrybutów fizycznych jest uzależniona kształtem od profilu obszaru w którym występuje.

Jaka jest analogia bezkształtnej masy z dalszymi rozważaniami już natury politycznej.

Otóż naród jako uformowane wspólnymi wartościami, cechami i celami społeczeństwo jest analogicznym odpowiednikiem litej substancji stałej o wyrazistych rysach, o wyraźnej formie.
Forma i wyrazistość narodowej substancji stanowi najistotniejszy wyróżnik konkretnego narodu na tle pozostałych narodów.

Społeczności wielonarodowe, posiadające własną odrębną państwowość już jednak tej jednoznacznej wyrazistości nie posiadają.

Społeczności rozbite, zatomizowane pozbawione tkanki duchowej łączącej jednostki ludzkie w całościowy organizm narodowy o wspólnej tożsamości, są całkowicie pozbawione własnego kształtu, są odpowiednikiem bezładnej substancji, w tym wypadku są odpowiednikiem bezładnej, nie ukształtowanej masy ludzkiej. Ich ewentualna państwowość jest praktycznie dla nich bez znaczenia. Świat tych ludzi wypełniony jest przede wszystkim egoizmem posiadania i obsesyjną potrzebą zaistnienia.

W obecnych czasach społeczeństwa, narody pod wpływem nowych trendów politycznych realizowanych przez libertynów ich metodami zaczynają stawać się w coraz większym stopniu tą opisaną wyżej bezwolną, bezkształtną masą. W masie tej nie występuje jako wartość sama w sobie ani forma, ani kształt. Masa ta jest zindoktrynowana jedynie treścią. Treścią, która w istocie zawiera w sobie przede wszystkim zaprzeczenie i dyskredytację dotychczasowych wartości na bazie których powstała cywilizacja chrześcijańska. Pomijając nawet wspólne duchowe chrześcijańskie dziedzictwo i jeszcze bardziej uogólniając, libertynizm dyskredytuje wartości na bazie których powstała wszelka cywilizacja ludzka.

Ta bezkształtna masa rozrasta się do coraz większych rozmiarów stając się coraz wyraźniej realnym zagrożeniem dla dotychczasowego opartego na prawach natury i chrześcijańskich wartościach porządku publicznego i ładu moralnego.
Ponieważ sama nie ma ani formy, ani kształtu więc rozpływa się bezładnie a poprzez to, że wciąż rośnie w półpłynną masę, zaczyna samoistnie wypełniać cywilizacyjny obszar. Zaczyna stanowić największe i najrealniejsze zagrożenie dla dalszego rozwoju cywilizacji ludzkiej, poprzez wypełnienie sobą każdego niemal elementu ludzkiej i społecznej przestrzeni. Olbrzymia niestety już bezładna i bezkształtna ludzka masa wypełniająca sobą każdy skrawek obszaru wolnego życia i wsysająca w siebie podatne bo pozbawione w procesie wychowawczym naturalnego kręgosłupa moralnego, duchowego, kulturowego istoty ludzkie zaczyna swoim ogromem samoistnie niszczyć poprzez odbieranie przestrzeni życiowej, wszystkie elementy składowe cywilizacji posiadające zarówno kształt, jak i formę.
Inaczej to ujmując zaczyna zaśmiecać, zanieczyszczać, paraliżować obszary społeczne, kulturowe, religijne, polityczne, gospodarcze, naukowe itd. Wypełniona tą bezładną masą cywilizacyjna przestrzeń zaczyna robić się zbyt ciasna i zbyt niewygodna, aby mogła być atrakcyjną perspektywicznie i rozwojowo dla ludzkich jednostek, szczególnie tych najmłodszych.
Dodatkowo izoluje też od siebie te jeszcze nie wchłonięte dotąd formy wartości ludzkich, społecznych, cywilizacyjnych, które przetrwały w jednostkach, czy grupach społecznych pomimo wszystkich zabiegów wpajania im wartości zastępczych. Przetrwały, ponieważ były w stanie oprzeć się dzięki wystarczająco rozwiniętej świadomości, wszelkim współczesnym trendom libertyńskiego nihilizmu.
Ta bezkształtna masa sama poszukuje też w sposób nachalny form i kształtów dla siebie.
Robi to jednak nie po to aby dokonać kroku rozwojowego ludzkości, ale jedynie po to aby podszyć się pod pewne chwilowe pseudowartości, którymi mami i wabi opierające się jej resztki nie wchłoniętego dotąd człowieczeństwa. Tego człowieczeństwa, które jest kontynuacją, które jest przedłużeniem cywilizacyjnego, naturalnego procesu formowania ludzkiego ducha.

Skąd się wzięła ta bezkształtna masa, i jak powstała.
Jak zwykle nowe coraz sprytniejsze formy dążenia do mamony, do władzy nad światem zrodziły różne obłędne ideologie. Tak kiedyś powstał faszyzm, tak powstał komunizm, ale ich czas już przeminął, a skuteczność okazała się nie wystarczająca do osiągnięcia efektu trwałej i rozległej władzy nad ludźmi.
Komunizm i faszyzm walczyły w sensie fizycznym z tymi wartościami, które chciały wyprzeć z życia społecznego i podsuwały zastępczo te które stanowiły fundament dla ich realnej władzy.

Libertynizm nie walczy z wartościami ani fizycznie, ani w sensie spierania się o to co jest istotniejsze. On je po prostu usuwa, ignoruje, ośmiesza, dyskredytuje, a przez to bez konieczności walki skutecznie je wypiera. Jak by to można spróbować powiedzieć rozwijając myśl red. Michalkiewicza, łajdacy produkują masowo durniów i dzięki temu rosną w ilość, a przez to i w siłę.
Na bazie haseł libertyńskich takich jak poprawność polityczna, tolerancja, prawo do wolności wbudowuje się w istoty ludzkie formę bytu pozbawioną naturalnej głębi. Tworzy się jednostki pozbawione naturalnego wymiaru człowieczeństwa, jedynie intelektem odróżniające się od zwierząt. Podsuwa im się chwilowe wartości zastępcze takie jak dobrobyt, dążenie do zysku, do posiadania i w ten sposób zawęża się im naturalną perspektywę człowieczeństwa będącego z krwi, z kości i... z ducha. Oderwane od kultury, od tradycji stają się jednostki ludzkie coraz mniej świadome swoich korzeni, coraz mniej świadome olbrzymiego skarbu jakim jest zgromadzona przez wieki i spisana w formie literatury wielopokoleniowa myśl ludzka.

Zanim wykształciła się w ludziach ta odrzucana przez libertynów świadomość ludzie przechodzili różne okresy rozwojowe. Był czas, kiedy schronienie znajdywali na drzewach, jednak świadomość pozwoliła im podjąć trud człowieczeństwa i zejść z drzew.
W obecnych czasach bezkształtna ludzka masa pozbawiona indywidualności, o bardzo zawężonej świadomości jest przez rzeczonych łajdaków z powrotem zaganiana na drzewa.
I choć współczesne drzewo ma wygląd wielkomiejskiego wieżowca, to jednak w nim okrojona ze swego człowieczeństwa i izolowana od cywilizacyjnego przekazu międzypokoleniowego jednostka ludzka znajduje dla siebie atrakcyjne schronienie pośród produktów współczesnej elektroniki, jak komputery, telefony, telewizory itp.

Na tych „współczesnych drzewach” jednostka ludzka może doznawać rozkoszy tej „wolności”, którą to „wolnością” jest pojona i karmiona nieustannie przez libertyńskich ideologów.
Filozof społeczny de Tocqueville'a, tak określa stan w którym władza osiąga tę niezrozumiałą dla niezindoktrynowanych jeszcze ludzi swoją niebywałą efektywność.

"Wziąwszy w ten sposób w swoje potężne dłonie każdego człowieka po kolei i ulepiwszy go według własnego upodobania, władca pochyla się z kolei nad całym społeczeństwem. Oplątuje je siecią małych, zawiłych, drobiazgowych i jednolitych reguł, której zerwać nie potrafią nawet najoryginalniejsze umysły i najżywotniejsze duchy, chcące wznieść się ponad tłum. Nie łamie woli, lecz ją osłabia, nagina i opanowuje. Rzadko zmusza do działania, lecz zawsze staje na przeszkodzie wszelkiemu działaniu. Nie niszczy, lecz dba, by nic się nie rodziło. Nie tyranizuje - krępuje, ogranicza, osłabia, gasi, ogłupia i zmienia w końcu każdy naród w stado onieśmielonych i pracowitych zwierząt, których pasterzem jest rząd".

W ten sposób łajdacy przy pomocy durniów panują nad durniami i wspólnie z durniami osiągają pełnię władzy nad całym narodem, nad całymi społeczeństwami. Władza ta obejmuje niestety również i tę pozostałą część społeczeństw, która nie pozwoliła sobie na odebranie jej duchowych wartości, ale która demokratycznym prawem kaduka stała się przyporządkowana władzy wyzbytej duchowego dorobku ludzkości.

Jak, w jaki sposób wykarczować ducha tej pozostałej części społeczeństwa, jak ją obezwładnić aby móc mieć nieograniczoną władzę nad durniami, przy pomocy ich samych?

Nad takim rozwiązaniami pracują sztaby libertyńskich fachowców, a my chcąc uniknąć realizującego się scenariusza z filmu „Planeta małp”, jeszcze mamy szansę wspólnie, w zjednoczeniu wszystkich sił i możliwości próbować ludzkości, czy choćby tylko u nas w Polsce przywrócić naturalny kierunek cywilizacyjnego rozwoju. Czy stać nas jeszcze na taki zryw?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 23 lip 2009, 16:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31469
Krzysztof Feusette

Rzut pilotem

Płytko, coraz płycej
Gombrowicz pisał, że ludzie się wzajemnie „upupiają”. Że rzadko traktują bliźniego serio, częściej – z pobłażliwością przechodzącą w politowanie. Uzbrojeni w grzechotki banałów, z pieszczotliwym „tiu tiu” sprowadzają drugiego do poziomu niemowlaka. Od rozmowy lepszy staje się smoczek, od poważnych odpowiedzi – niepoważne grymasy.

Gombrowicz wielkim pisarzem był, skoro tak trafnie przepowiedział przyszłość telewizyjnych kanałów informacyjnych. Pasmo pożegnań wielkich ludzi, które miałem ostatnio nieprzyjemność oglądać w TVN 24, przekonało mnie ostatecznie, że stacja ta traktuje mnie jak raczkującego bobasa. Pierwszy zmarł Michael Jackson. Opinii poważnych ekspertów w temacie króla popu było co niemiara.

Miło zostać ekspertem TVN 24, więc do studia lecieli wszyscy, rockmani i recenzenci, socjologowie i sobowtóry, ci, którzy plotką się brzydzą obok tych, którzy z niej żyją. Potem przycichło. Ale zmarł Zbigniew Zapasiewicz. Tu już trudno było się wykpić rozśpiewaną karawaną opłakujących, potrzebny był pomysł. Ten, na który wpadła TVN 24, wprawił mnie w osłupienie jeszcze większe niż bolesna wiadomość.

Najważniejszym ekspertem stacji do spraw Zbigniewa Zapasiewicza okazał się… Karol Strasburger. Kiedy rano, pierwszego dnia po śmierci wielkiego artysty, a potem w każdym serwisie informacyjnym, opowiadał o tym, że Zapasiewicz był jego mistrzem, miałem ochotę objąć telewizor i rozluźnić uścisk dopiero za oknem.

Aktor od lat kojarzony wyłącznie z pocieszno-enerdowską „Familiadą”, zaprzeczeniem tego, czego Zapasiewicz oczekiwał od telewizji publicznej, zostaje uznany za odpowiedniego gościa, by wspominać geniusza teatru. I tak pan Zbigniew został świętym od teleturniejów. A potem zmarł Leszek Kołakowski.

Kiedy dwa dni później Jarosław Kuźniar, w przerwie między podrywaniem koleżanki a prognozą fajowej pogody, powtarzał: „Tylko u nas, tylko u nas fragmenty rozmów mistrza Kołakowskiego”, nie byłem już specjalnie zdziwiony. Kiedy fragment ów okazał się króciutką, hiperbanalną wypowiedzią Kołakowskiego o tym, że mężczyźni są bardziej cyniczni od kobiet, pomyślałem, że ktoś chce zmarłemu filozofowi zrobić krzywdę.

A gdy zaraz potem reżyser Tomasz Bagiński poinformował, że „młodzi nie chcą oglądać filmów historycznych” i dlatego on kręci komiksowy „Hardkor 44” z przejrzystym podziałem na dobro i zło – ręce mi opadły. Wziąłem smoczek, dokręciłem do niego butelkę i tak spędziłem resztę wieczoru. Po kilku głębszych sam się spłycam doskonale, nie potrzebuję do tego Pupy 24.

http://blog.rp.pl/feusette/2009/07/23/p ... az-plycej/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 30 lip 2009, 15:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31469
http://iskry.pl/index.php?option=com_co ... 5&Itemid=4

Nie dajmy się zwariować

Przemysław Kudliński

Jeżeli słyszycie gdziekolwiek że coś jest czarne a wy widzicie że to jest białe, to znaczy moi drodzy że naprawdę to jest białe, miejcie do siebie zaufanie, szanujcie siebie samych, ufajcie sobie bo nikt tak was nie zna jak wy sami siebie znacie. Szanujcie siebie bo jeżeli przestaniecie mieć zaufanie do siebie stracicie wszystko, staniecie się niewolnikami tych co mówią że jesteście mądrzy, a myślą wręcz odwrotnie, traktując was jak ...

Dzisiaj Donald Tusk, nie obcy mi człowiek, mój rówieśnik zresztą powiedział po decyzji sejmu która wbrew konstytucji pozbawiła nas Naród Polski zadecydowania o suwerenności naszej Ojczyzny:

(...)- Uważam, że wszyscy bez wyjątku na tej sali, głosując dzisiaj "za", "przeciw" i wstrzymując się od głosu, wiedzą jedno: że Polacy w przygniatającej większości chcą dalszej integracji UE i silnej pozycji Polski wewnątrz UE. A Traktat Lizboński otwiera takie perspektywy - powiedział Tusk w czwartek dziennikarzom.
(...)- Nie warto narażać na szwank czegoś, co Polsce służy, dlatego wolałbym, żebyśmy przyjęli to w trybie parlamentarnym - podkreślił Tusk.

- Otwarcie powiem coś, co może nie będzie popularne: kto z państwa położy rękę na sercu i powie, że wierzy w to, że kilkaset stron skomplikowanego traktatowego tekstu będzie podniecającą lekturą dla milionów uczestników referendum. Przecież wiemy, że nie - mówił premier.

Tusk podkreślił, że Traktat Lizboński był wynegocjowany i wstępnie zaakceptowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i rząd PiS, a następnie został podpisany przez niego i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

- Teraz musi uzyskać ostrą większość w Sejmie i Senacie. A na końcu i tak zależy od prezydenta Lecha Kaczyńskiego - powiedział premier.

Jak dodał, "nie ma żadnej obawy, że jest to decyzja jednej strony, jednego obozy politycznego".

Sejm przyjął w czwartek uchwałę w sprawie trybu ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, zgodnie z którą nastąpi to w drodze parlamentarnej.

Decyzja Sejmu otwiera drogę do tego, by na następnym posiedzeniu Sejmu (w połowie marca) posłowie zajęli się projektem ustawy upoważniającej prezydenta do złożenia podpisu kończącego proces ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.
(...)

Ale czy powiedział prawdę?

Czy wy, większość, czy wy wszyscy myślicie tak jak mówił ten człowiek, człowiek któremu zaufaliście, szef partii której pozwoliliście decydować w waszym imieniu, czy prawdę mówi o waszych odczuciach, marzeniach, czy jest to tylko marketing którego wyuczyli go ludzie zatrudnieni w nowo utworzonym przez niego za wasze pieniądze departamencie, departamencie do spraw promocji wizerunku Premiera i ludzie, także zatrudnieni za wasze pieniądze a tworzący sztab marketingu politycznego, czyli instytucji tak naprawdę uczącej sposobami kłamstw i półprawd osiągać cele dające władze, pieniądze zaszczyty.
Zauważcie że ta władza pieniądze i zaszczyty nie dotyczą was, a jedynie tych „wybranych”, ale przecież wybranych przez was w demokratycznych wyborach.

Marketing polityczny to siła która wsparta medialnym ogłupianiem daje władzę nad społeczeństwem.

Pomyślcie i zastanówcie się ilu z was, z tych którzy nie tak dawno myślało inaczej myśli dzisiaj tak jak mówią o tym media, piszą gazety, jak wypowiadają się „gwiazdy” którym daliście mandat zaufania, wybierając na urzędy.

Zastanówcie się czy przypadkiem nie zmieniliście zdania pod wpływem tego co usłyszeliście, słów walących w was z radia, telewizji czy z gazet że (...) „cała Polska jest za ...” (...), a wy mieliście obiekcję, a wielu z was było nawet przeciw. I co, czy te słowa nie dały wam do myślenia i w końcu nie przekonały was do zmiany zdania, czy nie pomyśleliście w pewnym momencie że pewnie czegoś nie rozumiecie do końca, więc jeżeli „Cała Polska jest za” to wstyd się wychylać bo można wyjść w towarzystwie na głupca.

Ilu z was tak lub w podobny sposób zmieniło zdanie na temat spraw w których mieliście rację będąc przeciwni. Robienie z ludzi idiotów to główne zadania marketingowców od spraw polityki, i robią to, robią skutecznie i skutecznie zgarniają ciężko przez was zarobione pieniądze, bo przecież opłacani są z budżetu czyli za wasze, nasze Polskie pieniądze. Za pieniądze Narodu Polskiego którego Ojczyznę oddaje się dzisiaj bez walki w ręce kolejnego reżimu, tym razem gorszego niż ten który nami manipulował od czasu zakończenia wojny.

Przejrzyjcie więc na oczy rodacy moi, nie dajcie z siebie zrobić idiotów i wmawiać że białe jest czarne kiedy wy dobrze wiecie że biała, czysta jest wasza dusza i to co w waszych sercach iskrzy to nie idiotyzmy jakieś a patriotyzm, miłość do Ojczyzny.

Nie wstydźcie się być Patriotami kochającymi Ojczyznę, to nie jest żaden przeżytek ( jak sugeruje bełkot medialny czy różni trole na internetowych forach ), i nie przynosi wam ujmy, bo czym jest patriotyzm, czy to powód do wstydu że podniesiecie papierek na ulicy, że będziecie darzyć szacunkiem ludzi z najbliższego otoczenia i że będziecie kochać ziemię która dała wam życie i po której codziennie stąpacie.

To żadna ujma bo to podstawy patriotyzmu, ten papierek, sąsiedzi, przyjaciele, ziemia ojczysta i nenufary fruwające nad łąkami usianymi mrowiem polnych, jakże pięknych polnych kwiatów. To nie ujma posadzić przed domem pobielanym malwy, symbol Polskości.

To nie ujma kochać siebie swoją rodzinę i dbać jedynie o to by w uczciwy sposób wam i waszej rodzinie żyło się godnie i dostatnio. A może tak być kiedy tylko przestaniecie dawać sobą manipulować wszystkim tym którzy chcą z was zrobić niewolników.

Zwróćcie uwagę na to że partie i politycy to raptem ułamek społeczeństwa, nie pozwólcie sobie na to by ta garstka nieudaczników ( bo w Polsce raczej nieudacznicy i cwaniacy siedzą w polityce) zawłaszczyła waszymi umysłami. Pamiętajcie że oni to potrafią, mają przecież ogromne, i to wasze pieniądze by właśnie was za te pieniądze ogłupiać.

Zastanówcie się i stańcie się na powrót ludźmi nie marionetkami na które zaczęli was „Oni” rządni na wieki siedzieć przy korycie przerabiać i jeszcze raz powiem szanujcie siebie i ufajcie swoim przekonaniom a nie słowom płynącym z ...
Kochajcie samych siebie, swoje rodziny i własne przekonania - nie wstydźcie się kochać Ojczyzny, tak postępując doprowadzicie do tego że ta Ojczyzna zacznie być przyjazna wam, zacznie także was kochać. I pamiętajcie o tym że Naród to nie garstka polityków a całe społeczeństwo, i to nie wy macie im służyć i dawać "koryto", ale po to ich wybieracie aby to oni wam służyli, muszą, powinni bo płacicie im poważne za to pieniądze.

Ojczyzna, wasze dzieci i wnuki liczą na was na mądrość której wam przecież nie brakuje. Miejcie serce i dawajcie serce, a wróci do was to samo, a może nawet więcej ...
Pozdrawiam Was Serdecznie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 01 sie 2009, 07:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31469
http://www.pis.org.pl/article.php?id=11635

Matrix i my

Psychomanipulacja jest dziś podstawowym instrumentem sprawowania realnej władzy i kontroli społecznej. Władzę tę sprawują - nie jak za czasów Marksa, posiadacze środków produkcji, lecz nowa rasa panów: posiadacze środków manipulacji
Głośny, futurystyczny film sprzed kilku lat „Matrix” o ludziach uwięzionych przez inteligentne maszyny w rzeczywistości wirtualnej z czasem okazuje się coraz bardziej nośną metaforą współczesności. Nie przypadkiem też z metaforą tą spotykamy się często w aktualnych opisach polskiego życia publicznego. W fiknie braci Wachowskich matrix to megaprogram komputerowy umożliwiający w pełni realistyczną symulację rzeczywistości, która daje ludziom poczucie życia w prawdziwym świecie. Jednak to, co oni uważają za rzeczywistość, jest jedynie treścią programu, do którego są podłączeni. Coś podobnego dzieje się też ze świadomością współczesnych Polaków. Nasz obraz rzeczywistości powstaje głównie, jeśli nie wyłącznie, w wyniku odbioru programów informacyjnych. Jednak wbrew swej nazwie, programy te zamiast informować o rzeczywistości, zastępują ją jej symulacjami.
Elekroniczni pasterze
Symulacja nie jest prostym kłamstwem. Nie zmyśla faktów i na ogół ich nie neguje. Polega raczej na deformacji związków między faktami i dodawaniu do nich wymyślonej otoczki w określonym celu. Przykładowo: telewizja nie mówiła, że Beata Sawicka nie wzięła łapówki. Faktu nie zmieniono, ale dodano do niego wymyślone intencje: „ona się zakochała”, emocje: „ona płacze” i wynikającą z tego ocenę: „Sawicka to ofiara CBA”. Ten przykład pokazuje różnicę między prostym kłamstwem a symulacją. Symulacja nie zmienia faktów, tylko dodaje do nich fałszywe intencje, emocje, oceny i sugestie. W danym przypadku obraz medialny sugeruje więc taką treść: „Słaba kobieta uległa pokusie, ale PiS jest o wiele gorszy, bo w walce z PO chwyta się brudnych metod”. I w dodatku nie można na to wszystko powiedzieć: „telewizja łże”. Bo nie łże, lecz symuluje.
W rękach inteligentnych maszyn matrix jest narzędziem władzy nad ludźmi. Tę samą funkcję pełnią w rękach swoich dysponentów media, zwłaszcza te, które posiadają nieograniczony zasięg i czas emisji. Fakty 24 godziny na dobę - to brzmi niemal jak zgrabna definicja świata rzeczywistego. Bo ten tworzą właśnie fakty, i to przez 24 godziny na dobę. Ale świat jest światem, a matrix nie jest światem, lecz programem. A przecież to, co oferują nam media, także jest tylko programem...
Filmowe maszyny potrafiły skonstruować program o nieograniczonym zasięgu i skuteczności dorównującej niemal aktowi stworzenia świata. Niemal - bo i w tym systemie znalazły się luki dla hackerów-buntowników. Elektroniczne narzędzia dzisiejszych pasterzy ludzkiej, w tym polskiej owczarni są znacznie bardziej toporne. Nie da się jeszcze sprawić, by symulację rzeczywistości ludzie uznali za rzeczywistość samą. Ale i nie ma takiej potrzeby. Wystarczy, że Polacy uznają symulację za obraz lepszy, bardziej im odpowiadający niż rzeczywistość. A na to media mają już potężne argumenty.
Potrafią „zatrzymać czas”, utrwalając obraz tego, co w rzeczywistym świecie przemija, a w programie jest stale gotowe do dowolnej liczby powtórzeń. W całości lub odpowiednim skrócie. Nie znają też ograniczeń przestrzeni. Docierają wszędzie, zwiększając nieskończenie zasięg tego, co chcą nam zakomunikować. Na tej podstawie sformułowane zostało fundatorskie zdanie postmodernistycznej metafizyki: „Nieważne jest to, co jest, tylko to, co pokażą w telewizji”.
Agresja Kaczyńskich i normalność Tuska
Człowiek u zarania dziejów nad królestwem przyrody nadbudował własną rzeczywistość: cywilizację. Ale nad cywilizacją epoka współczesna nadbudowała jeszcze coś nowego: wirtualny świat informacji. I jak na początku ludzie przenieśli się ze świata natury do świata cywilizacji, tak na końcu przenoszą się ze świata cywilizacji do świata czystej informacji. W obu wypadkach robią to zresztą z tego samego powodu: dla wygody.
Wygodniej było żyć w mieście niż w lesie. Ale jeszcze wygodniej niż w mieście jest robić zakupy w internecie. Internet i telewizja pozwalają nam być „wszędzie”, zdejmując z nas trud przemieszczania się w realnej przestrzeni. Siedzimy zamknięci w swoich mieszkaniach przed ekranami telewizorów i komputerów. I tak wygląda nasze życie w prawdziwej rzeczywistości - nudno. Toteż prawdziwej rzeczywistości poświęcamy coraz mniej uwagi. To, co nas naprawdę interesuje i budzi nasze emocje, rozgrywa się bowiem w innej przestrzeni i czasie; w świecie, który widzimy na ekranie.
Przekaz z ekranu stymuluje nasze emocje silniej niż bezpośrednie doświadczenie. Wielkie media mogą więc wywoływać nastroje społeczne wyłącznie na podstawie odpowiednich symulacji. Kiedy, na przykład, okazało się, że wybory w 2005 r. wygrał PiS, „na wizji” natychmiast zapanowała atmosfera napięcia, a w eter poszła stężona dawka negatywnych emocji. Najpierw niezależni komentatorzy gremialnie przedstawili wynik wyborów jako „porażkę”. Potem zaczęto nas bombardować cytatami z prasy zachodniej, prowadzących do wniosku, podsuwanego tysiące razy, że Kaczyńscy to "wstyd przed Europą". A potem była już tylko propaganda klęski, zagrożenia wiszącego nad krajem, eskalacja wojny domowej na słowa. Agresja dziennikarzy, kłótnie przed kamerami, nerwy, zacięte spojrzenia, twarze stężałe od złości.
Pokazywanie takich obrazów ma ludzi wytrącać z równowagi, podsycać konflikty, straszyć bliżej nieokreślonym nieszczęściem, które z powodu wytykanych bezustannie palcami czarnych owiec wisi rzekomo nad całym stadem. Dokładnie tak samo wyglądała strategia mediów w czasie krótkich rządów Jana Olszewskiego w roku 1992. A starsi pamiętają ją jeszcze z okresu 16 miesięcy pierwszej „Solidarności”. Początkowo skupia to uwagę ludzi na polityce, ale na dłuższą metę większość nie wytrzymuje takiej atmosfery. I ludzie stęsknieni za spokojem popierają „przywrócenie porządku”, odsunięcie „oszołomów” czy - jak ostatnio - „rozrabiaczy”. A kiedy już rozrabiacze zostają odsunięci, na wizję momentalnie powraca normalność, uśmiechy i beztroskie marzenia.
Premier Tusk, póki co, nie musi więc realizować żadnych obietnic wyborczych i cudów. Najważniejsza zmiana na lepsze już przecież nastąpiła i to automatycznie: w telewizji uspokoiło się i jest „normalnie” . Uzależnieni od mediów ludzie są zadowoleni, bo przestali się denerwować.
Siła symulacji
W filmie „Matrix” siła symulacji polega właśnie na tym, że temu, kto w nią uwierzy, dostarcza rozlicznych przyjemności i daje poczucie szczęścia. Kiedy więc wszystko jest pod kontrolą maszyn i maszyny chcą, żeby ludzie siedzieli cicho, aplikują im zwykłą dawkę dobrego nastroju. Gdy natomiast coś się psuje i maszyny potrzebują od ludzi określonej reakcji, wprawiają ich w zły stan psychiczny. Ale jednocześnie mówią im, co powinni zrobić, żeby odzyskać spokój i zadowolenie. Rezultat jest gwarantowany.
Ale nieprzyjemne napięcie może się u nas pojawić nie tylko jako skutek denerwujących programów. Może je także wywołać autentyczna konfrontacja z rzeczywistością. W filmie „Matrix” właśnie uwolnienie się od iluzorycznego programu skazuje bohaterów na życie w świecie ponurym i pełnym zagrożeń, który nad słodkim złudzeniem nie ma żadnej przewagi poza tym, że jest prawdziwy. Co prawda nasz współczesny świat nie jest jeszcze pogorzeliskiem po nuklearnej katastrofie, ale i dzisiaj zderzenie z realiami nie musi być przyjemne. Niewątpliwie lepiej jest wierzyć, że majątek narodowy nie jest rozkradany, że teczki SB są sfałszowane, a my jako Polacy mamy to wielkie szczęście, że nie musimy o tym wszystkim myśleć, bo na naszym czele stoją wielkie moralne autorytety, które myślą o tym za nas.
Tymczasem, jeśli uznać, że wszystko jest podrobione: prawdy, wartości, autorytety, to i nasza sytuacja psychologiczna staje się automatycznie bardzo niekomfortowa. A w dodatku stawia ona przed nami moralny nakaz jakiegoś działania związanego z wysiłkiem i ryzykiem. A po co nam to? (My się do tego nie nadajemy. Polityka jest brudna). Czy nie wygodniej zatem uwierzyć, że naprawdę powróciła normalność, a sprawy publiczne znalazły się - znowu - pod kontrolą fachowców?
Nowa rasa panów
Psychomanipulacja jest dziś podstawowym instrumentem sprawowania realnej władzy i kontroli społecznej. Władzę tę sprawują - nie jak za czasów Marksa - posiadacze środków produkcji, lecz nowa rasa panów - posiadacze środków manipulacji. Skoro wiadomo już, w jaki sposób uzależnili oni od siebie masy, spójrzmy teraz, w jaki sposób załadowali na swoją platformę polityków.
Media oferują politykom „zaproszonym do programu” niebywałą szansę. Nie muszą już oni jeździć po kraju, organizować zebrań z ludźmi w teatrach i remizach, na które przychodzi po kilkadziesiąt osób. Dzięki „programowi” mogą w jednej chwili przemawiać do całego elektoratu. Znikają koszta, wysiłek, mobilizacja struktur terenowych - nawet sama potrzeba tworzenia takich struktur. Masowe partie polityczne stały się zbędne; partii wystarczy lider i grupka telewizyjnych frontmenów. Doraźnie jest to skuteczne, ale po pewnym czasie zaczynają zanikać niezależne od mediów więzi i kanały porozumienia pomiędzy politykami a ich społecznym zapleczem. Erozja i stopniowy zanik rzeczywistych struktur politycznych, marginalizowanych kosztem „obecności w mediach”, daje redaktorom programu absolutną władzę nad światem polityki. Przywódcę lub kandydata na przywódcę, któremu „w realu” rozpadły się polityczne struktury, bo poparcie zdobywał dzięki temu, że stale bywał zapraszany do programu, media mogą w dowolnym momencie „skasować”, po prostu nie zapraszając go więcej. I vice versa: polityka, a nawet całą partię, można stworzyć jako symulację medialną, zaspokajającą potrzeby psychiczne i mas, która dzięki temu w razie potrzeby wygra wybory. Co prawda po wyborach taka polityczna wydmuszka nie jest w stanie samodzielnie kierować państwem, ale kto powiedział, że ma nim kierować samodzielnie?
O media i przeciw mediom
Takie rozważania, bardziej lub mniej metaforyczne, można by kontynuować, ale chwilowo pora już na robocze wnioski. Kto w naszych obecnych warunkach chce działać w imię wolności, powinien walczyć nie tylko „o media”, o czym się często słyszy, ale i - do pewnego stopnia - także „z mediami”. Zdanie się wyłącznie na media w komunikacji społecznej jest wygodne, ale w ostatecznym rachunku prowadzi do zguby. Telewizja i internet, łącząc wszystkich ze wszystkimi wirtualnie, w rzeczywistości niewirtualnęj dramatycznie poszerzają zasięg społecznej atomizacji. Przed ekranem może i jesteśmy zjednoczoną psychologicznie publicznością, ale wobec realnych problemów stajemy się coraz bardziej niezorganizowaną masą izolowanych jednostek.
Dlatego, nie zaniedbując obecności w mediach i tworzenia mediów własnych, musimy zdobyć się też na wysiłek rozwijania możliwie szerokiego, najlepiej masowego ruchu społecznego opartego na tradycyjnych formach więzi i komunikacji bezpośredniej. Politycy muszą systematycznie spotykać się ze swoimi wyborcami i zapleczem politycznym. Partie muszą nie tylko podtrzymywać swoje struktury w terenie, ale i zabiegać o przyjmowanie nowych członków. Polacy muszą dyskutować o sprawach państwa publicznie, na spotkaniach klubów, na otwartych wykładach, w różnego rodzaju inicjatywach społecznych czy politycznych, w których mogą wystąpić jako aktywni uczestnicy, a nie tylko jako widzowie.
Człowiek jest zwierzęciem społecznym; nie rozwija się i nie czuje się dobrze bez kontaktu z innymi przedstawicielami swego gatunku. Jako uczestnik realnych wspólnot lepiej znosi wady otaczającej nas rzeczywistości, nie potrzebuje od mediów zastrzyków optymizmu, nie tak łatwo daje się im zastraszać. Co prawda świat bez telewizji i internetu już nie istnieje i nie ma do niego powrotu, chodzi jednak o to, kto będzie komu służył. Maszyny nam czy my maszynom. Zupełnie jak w filmie.
Andrzej Waśko


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 23 lis 2009, 09:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31469
O różnicy między elitami.

Elity niemieckie kierują się interesem narodowym. Elity polskie kierują się interesem własnym.
Tyle się ostatnio działo, że w tej chwili mało kto już pamięta, iż całkiem niedawno, zanim media przeorała sprawa Polańskiego i afera hazardowa, jednym z wiodącym tematów były niemieckie wybory do Bundestagu, które odbyły się 27.09.2009.
Elity niemieckie.
Mediodajnie donosiły o kolejnych drganiach sondażowych słupków, komentatorzy komentowali i snuli prognozy na przyszłość… Tymczasem, z polskiego punktu widzenia, to czy za Odrą rządzić będzie lewica, czy tzw. centroprawica, jest doskonale obojętne, bowiem strategiczne cele państwa niemieckiego są od dłuższego czasu niezmienne. Tamtejsze elity polityczne, przekazują je sobie niczym pałeczkę w sztafecie, niezależnie od rządzącej opcji.
Cele te sprowadzają się do dwóch punktów:
1) Strategiczny sojusz z Rosją przypieczętowany położeniem rury bałtyckiej;
2) Dążenie do podporządkowania sobie Unii Europejskiej i uczynienie z niej poręcznego narzędzia umacniania politycznej hegemonii, szczególnie w odniesieniu do Polski i innych krajów naszego regionu. Służy temu m.in. nacisk na zakończenie procesu ratyfikacyjnego tzw. traktatu lizbońskiego, przy jednoczesnym zagwarantowaniu sobie dowolności w przyjmowaniu unijnych regulacji (vide - przyjęta niedawno ustawa o pierwszeństwie prawa krajowego, w przypadku konfliktu z prawem unijnym).
Powtórzę – cele te są niezmienne, niezależnie od tego, czy rządzi SPD, czy też CDU/CSU w sojuszu z FDP. W tej materii obie frakcje mogą się między sobą różnić co najwyżej rodzajem medialnych grymasów. Dała temu jasno wyraz Angela Merkel, która wbrew naiwnym nadziejom niektórych komentatorów nie zerwała z prorosyjskim kursem G. Schroedera i z pełną determinacją dąży do wybudowania gazociągu bałtyckiego, mając gdzieś zastrzeżenia krajów (zwanych kurtuazyjnie „partnerami”), które inwestycja ta pomija, tudzież ekonomiczną opłacalność projektu, o „solidarności energetycznej” nie wspominając.
Krótko mówiąc, elity niemieckie kierują się długofalowym interesem swojego państwa, niezależnie od partyjnej przynależności, tudzież afiliacji ideowych.
Elity (?) nadwiślańskie.
Tymczasem, nasze, z przeproszeniem, „elity” polityczno – medialne śledziły z wypiekami wewnątrzniemiecki wyścig o władzę, jakby ewentualne przetasowanie na tamtejszej scenie politycznej rzeczywiście coś w sytuacji Polski zmieniało.
Teraz będę złośliwy.
Wybory do Bundestagu zmieniają bowiem wiele, tyle że nie w sytuacji Polski jako takiej, ile w sytuacji wspomnianych wyżej nadwiślańskich pseudoelit. Zmienia się bowiem główny rozdawca dóbr, którymi nasi eliciarze są żywotnie zainteresowani: grantów, wyjazdów zagranicznych, kursokonferencji organizowanych w miłych zakątkach globu, dotacji na przeróżne „europejskie” inicjatywy, apanaży w fundacjach itp. W takiej sytuacji przestaje dziwić pasja z jaką śledzono wyborczy kołowrót za naszą zachodnią granicą. Warto bowiem wiedzieć, kto przez następne kilka lat będzie trzymał kasę i kto będzie dysponentem rozlicznych faworów. Pod czyj gust warto zacząć śpiewać, gdzie antyszambrować, do kogo się umizgiwać i komu się podlizać.
No bo, bądźmy szczerzy, co ambitnemu eliciarzowi ma do zaoferowania taka Polska? Gnicie na prowincjonalnym uniwersytecie, wycieranie sejmowych korytarzy, permanentne poczucie wstydu z powodu swej polskości, ciemnogrodu, antysemityzmu, religianckiej zaściankowości…
Dla naszych „elit” polskość wiąże się z obciachem. Jest kłopotliwym balastem obciążonym najgorszymi stereotypami, w które to stereotypy, wyobcowane ze społecznej tkanki eliciarstwo święcie wierzy, upatrując w nich przeszkodę na świetlanej drodze modernizacji. Skoro zaś „z tym narodem nic nie da się zrobić”, należy „ten kraj” modernizować m i m o narodu, poczynając oczywiście od samych siebie. Owej terapii z polskich kompleksów, służyć mają, rzecz jasna, wymienione wyżej dobra, którymi hojnie szafuje dłoń niemieckiego sponsora.
Jednakowoż, owa dłoń rozdająca miłe sercu zaszczyty za pośrednictwem rozmaitych agend i fundacji, bądź też via Bruksela, nie jest ślepa i wymaga podstawowej lojalności, wyrażającej się m.in. w kosmopolitycznym zrozumieniu nieuniknionych procesów „integracji”, którym to „zrozumieniem” nasze elity wykazują się nad wyraz chętnie i ochoczo się mu poddają, przepoczwarzając się z zakompleksionych gąsienic, żerujących na polskiej kapuście, w piękne europejskie motyle spijające nektar z euro - niemieckich kwiatów. Ta autotresura jest na tyle zaawansowana, że „młody wykształcony itd.” nie zauważa, iż „integracja”, jakoś tak się składa, pracuje przede wszystkim na rzecz Niemiec, a przeciw mniejszym graczom, same zaś Niemcy bynajmniej nie poddają się jej bezwarunkowo, czego wyrazem jest wspomniana wcześniej, przyjęta przez Bundestag ustawa.
Zakończenie.
Podsumowując - elity niemieckie kierują się interesem narodowym, zaś wysoka pozycja społeczna i płynące z niej profity są zapłatą za skuteczną pracę dla dobra kraju. Elity polskie (?) kierują się interesem własnym, zaś status i korzyści są rodzajem jurgieltu otrzymywanego z obcych rąk za wyrzeczenie się polskiej racji stanu. Zresztą, spora część osiągnęła już takie stadium intelektualnej deprawacji, że nawet nie zdaje sobie sprawy w czym uczestniczy.
Stopień urobienia mózgownic naszych mądralińskich znakomicie ukazała Katarzyna, cytując w swej notce (www.niepoprawni.pl/blog/181/trwa-wojna- ... o-ja-wygra) opinie uczestników wrześniowego I Ogólnopolskiego Kongresu Politologii.
„Polski nie będzie. A to, jak szybko zniknie ona z mapy świata, zależy od stopnia zrozumienia procesu integracji.”
Doprawdy, z takimi „zintegrowanymi” duchowo i intelektualnie elitami, możemy mieć pewność, że nasza Rzeczpospolita rychło również „zintegruje się” na amen. A naród będzie przecierał w zdumieniu oczy, nijak nie mogąc dojść kto, kiedy i dlaczego nas tak urządził.
Gadający Grzyb

http://niepoprawni.pl/blog/287/o-roznicy-miedzy-elitami


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 23 lis 2009, 10:13 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7563
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
O różnicy między elitami.

Elity niemieckie kierują się interesem narodowym. Elity polskie kierują się interesem własnym.


Ja bym dodał, iż "elity polskie" nie tylko kierują się interesem własnym, ale też realizują zachcianki innych elit, np. elity niemieckiej. Pytanie tylko : w imię czego ?

A co do "polskich elit" to społeczeństwo polskie ma takie elity na jakie zasługuje. To nie kto inny, a właśnie społeczeństwo uczestniczy w wyborach, czy to do Parlamentu Polskiego, czy to do Parlamentu UE czy w referendach. To społeczeństwo "podejmuje decyzje", oraz wybiera tych co mają nim rządzić. Naród bogobojny wybierze ludzi prawych, ludzi honoru. Naród zdemoralizowany wybierze tych którzy tę demoralizację szerzą, czy też nie mają żadnych skrupułów w niszczeniu Polski. Naród chce tego. Nie wiem na ile naród zdaje sobie z tego sprawę, ale przecież Bóg obdarzył człowieka rozumem. Niech więc człowiek korzysta z tego daru. Niech nie staje się łatwym łupem tych, którzy zasadzają na niego różne pułapki.
Jeżeli człowiek nie jest w stanie sam zrozumieć otaczającej rzeczywistości, niech słucha mądrych ludzi, niech słucha tych co dają mądre wskazówki, co wskazują właściwą drogę.
I dopóki tak nie będzie, to naród będzie błądził, i będzie dawał się prowadzić na smyczy jak potulne osły. Niepolskie elyty wykorzystują głupotę ludzi, i stąd "sukcesy" bandy, bez opamiętania niszczącej Polskę ....

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 23 lis 2009, 14:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Coltrane napisał(a):
To społeczeństwo "podejmuje decyzje", oraz wybiera tych co mają nim rządzić. Naród bogobojny wybierze ludzi prawych, ludzi honoru. Naród zdemoralizowany wybierze tych którzy tę demoralizację szerzą, czy też nie mają żadnych skrupułów w niszczeniu Polski. Naród chce tego.

Naród wybiera tych, których uważa za ludzi prawych, za ludzi honoru. A kto jest człowiekiem prawym i człowiekiem honoru większość ludzi dowiaduje się z mediów. Na wrogów Polski głosują Żydzi (myślę, że to dziś 1.5 mln ludzi), Niemcy (jakieś 700 tys.), Ukraińcy (tyle co Niemców) i Komuniści (ok. 1 mln.). Razem 4 mln - Polaków jest 34 mln. Falanga wrogów Polski głosuje jak jeden mąż na PO lub SLD. Na PSL głosuje część skołowanych przez media chłopów. Większość Polaków jest zdezorientowana i bierna. Na PO, czyli swoich własnych wrogów, głosuje najgłupsza część społeczeństwa, co dała się okłamać prymitywnym szwabsko-żydowskim mediom. Reszta głosuje na inne partie, głównie PiS.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 23 lis 2009, 15:09 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7563
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
Nawiązując do artykułu red Michalkiewicza http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=336 i kontynuując jego myśl pt. „Komu potrzebna jest Polska” można jedynie dodać, że durniów tworzą łajdacy.
Ktoś powie, że durniów tworzy też środowisko o niskiej, nie wykształconej świadomości społecznej i będzie to prawdą, ale użytecznych durniów przydatnych do realizacji politycznych strategii tworzą jednak rzeczeni już wyżej łajdacy. Robią to wszelkimi dostępnymi sposobami poprzez system kształcenia ludzi, jak i poprzez służące do indoktrynacji społeczeństw wszelkiego typu media, jak również poprzez uregulowania prawne.


Tworzenie bezkształtnej masy, to program niejakiego Leninka. Leninek mówił o takich "użyteczni durnie". Oni potrzebni są do tego aby popierać rządzącą bandę, czy rządzący układ (w przypadku Polski jest to układ Round Table czyli układ Okrągłego Stołu). Bez poparcia tej bezkształtnej masy układ nie mógłby się utrzymać, tym bardziej że mamy tzw. "demokrację" i że to nieświadomy ludek wybiera, czyli głosuje jak na komendę na tę bandę spod znaku Round Table. Poza tym na ten układ głosują również jak wspominał Asindziej inne narodowości, które zamieszkują Polskę, a więc żydzi, Niemcy, Ukraińcy, prawosławni itd itd. Aby tylko do władzy nie doszli prawowici Polacy z krwi i kości. Tych spycha się na boczne tory. Zaryzykowałbym też stwierdzenie że w wyborach startują niepolacy, a głosują na nich Polacy :x No nie do końca tak jest, ale jak się spojrzy np. na obecny Parlament, to tak to mniej więcej wygląda.
Jest tam co prawda wielu młodych otumanionych ideą liberalizmu, i tak się tym zachłystują że chyba nieświadomie przechodzą na stronę wroga myśląc o własnych z tego tytułu korzyściach, a zupełnie zapominając o Polsce. Tych też śmiało można nazwać użytecznymi durniami.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 30 lis 2009, 10:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31469
Triumf mózgożerców

Nowe komunistyczne elity były przede wszystkim wdzięczne za awans i przestraszone możliwością natychmiastowej degradacji. Pokolenia ich następców funkcjonowały w myśl tych samych mechanizmów. Formalny koniec komunistycznej władzy w najmniejszej mierze nie oznaczał rozerwania tego błędnego koła. System trwał i miał się dobrze, bo jego koniec oznaczałby kompromitację wielu ówczesnych autorytetów, ich mistrzów i w końcu - ich uczniów.
Nieustanny PR. Dziś już w praktyce synonim polityki. W obiegowej opinii oznaka nowoczesnego sprawowania władzy. Czym różni się od propagandy z czasów Polski Ludowej? Kuriozalne pytanie? Przeciwnie. Podstawowe. Decydującą siłą komunistycznego państwa nie była bynajmniej polityczna policja. To było narzędzie. Kluczową wartość stanowiła zmiana świadomości społecznej, a dzięki niej - wypromowanie całkowicie podporządkowanych i bezwzględnie posłusznych elit. Niezbyt błyskotliwych cwaniaczków, których największym talentem jest niewiarygodne uwrażliwienie na potrzeby władzy. Nobilitacja miernoty - zdaje się, iż to określenie najpełniej opisuje proces wymiany elit, który dokonał się w pierwszym piętnastoleciu komunistycznego państwa. Taki przewartościowany nikt był najlepszym gwarantem trwania systemu. Wdzięczny za coś, czego w normalnej rywalizacji nie mógłby osiągnąć, jak nadgorliwy stróż pilnował nakazanego porządku, bo czuł, że w ten sposób strzeże swego. W zupełnie naturalny sposób zwalczał wszystkich bardziej niezależnych od niego. W lot wyczuwał podobnych sobie i dokooptowywał ich do swego grona. Trudno nawet określić, kiedy ten system przestał potrzebować rygorystycznej zewnętrznej kontroli. Kiedy stał się samowystarczalny, bo opłacalny dla coraz większej liczby uczestników.
Nowe komunistyczne elity były przede wszystkim wdzięczne za awans i przestraszone możliwością natychmiastowej degradacji. Pokolenia ich następców funkcjonowały w myśl tych samych mechanizmów. Formalny koniec komunistycznej władzy w najmniejszej mierze nie oznaczał rozerwania tego błędnego koła. System trwał i miał się dobrze, bo jego koniec oznaczałby kompromitację wielu ówczesnych autorytetów, ich mistrzów i w końcu - ich uczniów
Przelał się przez '89 rok bardziej niż nam się wydawało. I nadal - choć w zmodyfi kowanej na potrzeby nowych warunków formie - trwa. A może nawet triumfuje. "III RP wessała PRL" twierdzi pani dr Barbara Fedyszak-Radziejowska. Wchłonęła szkielet i obudowała go nową fasadą. Jednak "terror konformizmu" (polecam wywiad z dr. Markiem Migalskim) trwa: jedne jedynie słuszne poglądy, jedna wersja historii, jedna nowoczesna partia odpowiadająca potrzebom jedynych autorytetów i w końcu jeden schemat Polaka-Europejczyka, do którego trzeba się dostosować, by zasłużyć na awans społeczny.
Po Uniwersytecie Jagiellońskim krąży opowieść o pewnej pani profesor, która ostentacyjnie studiuje "Gazetę Wyborczą", linijką zaznaczając każdy wers. Jaki tytuł równie bacznie analizowała w latach osiemdziesiątych? Co by było, gdyby nie mniej ostentacyjnie zaczęła zaczytywać się choćby "Gazetą Polską"? Konformizm wymaga jedynie potrzeby świętego spokoju i umiejętności dopasowania się do schematu. Własne zdanie wymaga wolności.
Nie przez przypadek w wolnej, demokratycznej Rzeczpospolitej sprawą tabu jest wymiana elit, która dokonała się w komunistycznym tworze i konsekwencje tej społecznej rewolucji. Rzetelna debata na ten temat jest dziś zupełnie niezbędna. Nie jest to wyłącznie element odkłamania polskiej historii, rozliczenia najnowszej przeszłości, ale przede wszystkim warunek niezbędny do umocnienia demokracji. Łączy się przede wszystkim z naszą przyszłością, paradoksalnie w znacznie mniejszym stopniu z historią.
Tym, którzy za dobrą monetę przyjęli zapewnienia, że wyzwoliliśmy się z sowieckiego systemu społecznego, polecam tekst Piotra Lisiewicza "Od Miecugowa do Miecugowa". To rzecz o dzisiejszej satyrze, ale z niewesołą pointą. Warto przeczytać ten wyjątkowy artykuł, by przekonać się, ile się nie zmieniło.
Gorąco zachęcam także do lektury tekstu Antoniego Rybczyńskiego "Wszystkie nitki prowadzą do Moskwy". W tej bardzo wnikliwej analizie autor śledzi działania, jakie dziś prowadzi Rosja, by nie tylko odbudować strefę swych dawnych wpływów w Europie Środkowej i Wschodniej, ale by jeszcze je poszerzyć.
Autor: Katarzyna Hejke

http://www.nowe-panstwo.pl/12.php


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 11 gru 2009, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31469
Bronisław Wildstein

Apologia Kaczyńskiego

Ludwik Dorn głosi, że cnota polityczna lidera PiS „wypaliła się”. Nawet jeśli byłoby to prawdą, w niczym nie odbiera mu wymiaru i znaczenia dla najnowszej historii Polski
„Już na początku niepodległości wiedziałem, że jest w Polsce dwóch ludzi w wybitnym stopniu posiadających szczególną polityczną cnotę, virtu, czyli według Machiavellego odwagę, dzielność i umiejętność wykorzystywania dla ambitnych celów politycznych Fortuny (...) Byli to Adam Michnik i Jarosław Kaczyński”. To deklaruje Ludwik Dorn na wstępie niezwykle interesującego wywiadu rzeki, jaki przeprowadziły z nim Amelia Łukasiak i Agnieszka Rybak. Wywiad zrobiony został już po rozwodzie „trzeciego bliźniaka” nie tylko z Jarosławem Kaczyńskim, ale i PiS. Rozwód ten, jak to rozwód, obfitował w gorszące zachowania (ze strony Kaczyńskiego) i skończył się w sądzie. Dorn nie ma więc powodu, aby oszczędzać swojego byłego szefa i przyjaciela. A jednak docenia jego polityczną rolę.
Można uznać, że wymienione przez Dorna postaci stały się emblematyczne dla dwóch obozów politycznych toczących walkę o Polskę po upadku komunizmu. O ile jednak Michnik wyrastał z określonego środowiska (choć i przerastał je) i w dużej mierze wyrażał (choć i tworzył) jego poglądy, o tyle Jarosław Kaczyński (razem ze swoim bratem) w znacznie większym stopniu zmuszony był od nowa sformować dominujący dziś projekt prawicy polskiej.

Ideologia Michnika
Postawa Michnika wynika z przeświadczenia, że współcześnie tradycyjna rola narodów, a więc i państw, wyczerpuje się. Konkurencja państw kierowanych swoim interesem w globalizującym się świecie zastępowana jest przez konkurencję opcji ideowych. Dzieje się to zwłaszcza w Europie, której postępująca integracja ma również charakter ideologiczny. Obecny kształt Unii wyznaczany jest przez lewicowo-liberalną orientację. Obóz Michnika uznaje to za spełnienie dziejowego procesu, za przezwyciężenie tradycyjnych, opartych na nieracjonalnych impulsach, wspólnotowych form bytowania zbiorowości. Politykę wypiera system prawny wyrastający z niezwykle rozszerzonego ujęcia praw człowieka. Porządek społeczny dyktowany ma być przez szczelny system ustawodawczy, opiekuńczy wobec jednostki, a nadzorowany poprzez ponadnarodowe gremia.
Werbalnie akcentowana demokracja w tym stanie musi ulec daleko idącemu rozcieńczeniu. Pojawia się konieczność tworzenia kolejnych już ponadnarodowych pięter reprezentacji, które z realną demokracją mają niewiele wspólnego. Zwielokrotnienie uznawanych za postęp norm prawnych ogranicza możliwość samostanowienia zbiorowości.
Jak zwykle w takich utopijnych projektach, samoświadomość ich twórców i orędowników jest ograniczona. Przyjmują zespół idei i wynikające z nich, a mające uszczęśliwić wszystkich, polityczno-prawne rozwiązania, krzepnące w ideologię, w którą pierwsi zaczynają wierzyć jej twórcy. Trudno więc wymagać od nich przemyślenia wszystkich konsekwencji projektu, które mogłyby podważać ich wyjściową wiarę tudzież pozycję wyrastającą z ich politycznych przedsięwzięć.
W tym stanie rzeczy istotne jest wskazanie postaw, z których rodzi się owa ideologia. W Polsce jest to lęk połączony z pogardą wobec własnego narodu, który nie dorósł jakoby do nowoczesności. Należy więc modernizować (europeizować) go ponad głowami jego reprezentantów tak, aby wreszcie zatracił swoją specyfikę i roztopił się w europejskiej formie. Podejście to przeplata się z niechęcią wobec państwa, którą wyzwoliło długotrwałe obcowanie z opresyjną jego karykaturą, jaką był PRL. W ogóle postawa owego „postępowego” obozu w ogromnej mierze oparta jest na irracjonalnych, dziedziczonych z przeszłości fobiach, w czym, wbrew pozorom nie różni się specjalnie od lewicy europejskiej.

Państwo jako idea centralna
Koncepcja Jarosława Kaczyńskiego była zaprzeczeniem naszkicowanej ideologii, choć ideologią nazwać jej nie sposób. Odwoływała się do głęboko zakorzenionych w tradycji zasad i odnosiła je do nowej rzeczywistości. Była na wskroś polityczna. Jej fundamentem była idea państwa. To wokół niej organizowany był polityczny projekt Kaczyńskich.
Gdy ogromna większość elit, myśląca jeszcze w kategoriach oporu przeciw PRL, zastanawiała się nad spętaniem państwa, Kaczyńscy zdawali sobie sprawę, że trzeba je odbudować jako optymalną i niezastępowalną formę funkcjonowania narodu. Kiedy ogromna większość zastanawiała się, jak złagodzić prawo, aby nie wadziło ono jednostce, Kaczyńscy wiedzieli, że jako kościec państwa powinno ono instytucjonalizować ideę sprawiedliwości. Gdy większość polskich elit uważała, że szansa ofiarowana nam przez historię jest czymś danym na zawsze i zwłaszcza po wejściu do NATO i UE znaleźliśmy się już w królestwie wiecznego pokoju, Kaczyńscy zdawali sobie sprawę, że to tylko złudzenie, a o bezpieczeństwo, tak jak o pozycję w Europie musimy zatroszczyć się sami.
Ta państwowotwórcza postawa wynikała ze świadomości roli i wartości narodowej wspólnoty, która była wówczas kwestionowana i przeciwstawiana społeczeństwu. Silne państwo ma bronić jednostki i wspólnoty przed dominacją potężnych grup interesu. Traktowane jako forma obywatelskiego narodu musi być ograniczone i respektować autonomię osoby ludzkiej, co mocno wpisane jest w tradycję zachodnią ufundowaną na chrześcijaństwie.

Diagnoza III RP
Można przyjąć, że ten spór wyznacza oś politycznego podziału w Polsce. Inne kwestie były jego pochodnymi. Spór o dekomunizację i lustrację również można zobaczyć w tym kontekście. Dekomunizacja i lustracja były aktem sprawiedliwości i elementem budowy zdrowego państwa. PRL jako państwo zdeprawowane, totalitarne i niesuwerenne wymagało potępienia tak jak i jego funkcjonariusze. Wspólnota potrzebowała rozliczenia i oczyszczenia, aby móc się oprzeć na wyrazistym systemie aksjologicznym przy tworzeniu nowego państwa. „Solidarność”, która była heroicznym ruchem również moralnego odrodzenia, stanowiła kapitał społeczny i mogła być fundamentem odbudowy zdrowej wspólnoty.
Wymiar moralny – jak zawsze – stapia się w tym wypadku z wymiarem pragmatycznym. Odsunięcie od władzy nomenklatury byłoby nie tylko aktem sprawiedliwości, ale i posunięciem koniecznym do budowy zdrowego państwa. Komunistyczna oligarchia pozostawiona na kluczowych stanowiskach i tworząca rozległą sieci wspólnych interesów była zagrożeniem dla demokracji, wolnego rynku i państwa prawa. Dopiero usunięcie jej z uprzywilejowanych pozycji umożliwiało tworzenie niezainfekowanych instytucji.
Już na początku III RP zdawał sobie sprawę z tego Kaczyński, wskazując na zagrożenie „latynizacją” Polski. Chodziło o niebezpieczeństwo upodobnienia się do krajów Ameryki Łacińskiej, w których nastąpiło zrośnięcie i petryfikacja elit polityczno-biznesowych. Zastygły one w system oligarchiczny, w którym demokracja i wolny rynek pozostawały wyłącznie grą pozorów. Niestety, III RP w dużej mierze uległa tym schorzeniom.
W znacznym stopniu Kaczyńskiemu zawdzięczamy jednak, iż nie przybrały one ostrzejszej formy. Projekt Adama Michnika, aby „Solidarność” zawarła koalicję z „liberalnym” odłamem PZPR reprezentowanym przez Aleksandra Kwaśniewskiego i jemu podobnych, wepchnąłby nasz kraj na drogę Rumunii i mógł jeszcze bardziej zablokować jego rozwój. Manewr wymyślony i przeprowadzony przez Kaczyńskiego, działającego wówczas z nadania Lecha Wałęsy, a polegający na uruchomieniu tzw. stronnictw sojuszniczych, czyli ZSL-U i SD, których nikt w PRL łącznie z PZPR nie traktował poważnie, umożliwił tak istotne w pierwszym okresie odsunięcie komunistycznej partii od władzy. Również pomysł Kaczyńskiego na wybranie Lecha Wałęsy przez Zgromadzenie Narodowe tonowałby nieodpowiedzialność i despotyczne skłonności tego ostatniego.
W 1990 roku Lech Wałęsa wygrał wybory zgodnie ze strategią i pod hasłami zaproponowanymi przez Kaczyńskiego. Gdyby zrealizował choćby ich część, bylibyśmy dziś państwem w zdecydowanie lepszym stanie.
Afera Rywina i postępujące za nią skandale odsłoniły kulisy III RP. Nagle okazało się, że ogół zaczyna „mówić Kaczyńskim”. Rzeczywistość tak bardzo potwierdziła diagnozy lidera PiS, że nie sposób nie było mu przyznać racji. Jego recepty zaakceptowała Platforma i ośrodki opiniotwórcze, które dziś trudno by o to posądzić. W wyborach 2005 r. obrońcy III RP okazali się marginesem.

Dwie idee państwa
Jarosław Kaczyński jest politykiem, czyli działaczem odnoszącym idee do politycznej praktyki. Wskazują na to przytoczone przykłady. Polityka, zwłaszcza demokratyczna, zakłada kompromisy. Jest przecież sztuką możliwego. Można jednak odnieść wrażenie, że lider PiS nie traci z oczu podstawowego celu swoich działań: budowy silnego państwa. Można przyjąć zresztą, że jest to podstawowa oś podziału na lewicę i prawicę, nie tylko w Polsce dziś, z zastrzeżeniem, że państwo takie musi być ufundowane na idei sprawiedliwości, a jego celem być dobro wspólne. Lewicowe projekty kwestionują zarówno fundamentalną zasadę sprawiedliwości, jak i istnienie dobra wspólnego, które przekracza istniejące zawsze partykularyzmy. Zgodnie z dominującą dziś w Europie lewicowo-liberalną orientacją państwo często wyposażane w rozległe kompetencje mediuje raczej pomiędzy w różny sposób definiowanymi mniejszościami, broni ich przed większością tak jak i jednostek, które otrzymując coraz dalej idące „prawa“ paradoksalnie coraz bardziej uzależnione zostają od państwa. Takie państwo nie jest silne, ale wścibskie, ingeruje w ludzką autonomię, a jednocześnie nie tyle nawet odmawia obrony tradycyjnej kultury jako dobra wspólnego i fundamentu wspólnoty, ale kieruje się przeciw niemu.
W minionych latach mieliśmy do czynienia z redukcją sfery idei politycznych i polityki do swoiście postrzeganego ekonomicznego determinizmu. Podział na lewicę i prawicę miał polegać wyłącznie na deklaracjach dotyczących wysokości podatków. Ten spór miał być jedynym wymiarem polityki w dobie „końca wieku ideologii”, która prowadzić miała do „postpolityczności”.
W tym ujęciu również ekonomia okazywała się uproszczona w stopniu karykaturalnym. Klasycy wolnego rynku doskonale zdawali sobie sprawę, że nie sposób oderwać gospodarki od kultury. Koncepcja kapitału społecznego, który buduje elementarne, niezbędne do rozwoju gospodarki zaufanie między ludźmi, steoretyzowana pod koniec XX wieku, to nic innego jak etyka społeczna, czyli zbiór zasad łączących daną zbiorowość. Nie istnieje wolny rynek bez sprawnie funkcjonującego systemu prawnego.
Rzeczywiście, nie sposób wyobrazić sobie prawicowca w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, czyli konserwatysty, który nie szanowałby własności prywatnej, ale tak samo trudno wyobrazić sobie konserwatystę, który ograniczałby swoje działania do walki o obniżenie podatków. Walka o oparcie państwa na idei sprawiedliwości przekłada się również na zdrowe funkcjonowanie rynku, a korupcja paraliżuje je.
Funkcjonujące w Polsce na początku lat 90., chociaż ciągle znajdujące swoich epigonów, wyobrażenie, że stopień prawicowości mierzony jest deklarowanym stosunkiem do podatków, ma charakter parodystyczny. Znamienne, że rządy PiS wraz ze swoimi populistycznymi koalicjantami przeprowadziły znaczące prorynkowe reformy. Zasadniczej redukcji uległy daniny społeczne. Odmrożone zostały progi podatkowe, wprowadzono system dwóch obniżonych stóp podatkowych, zmniejszono składkę rentową. Zdemonopolizowany został rynek telekomunikacyjny. Zresztą działania w kierunku demonopolizacji rozmaitych usług, w tym przede wszystkim prawnych, przekładają się na zwiększanie wolności gospodarczej. Pokazuje to raz jeszcze, że gospodarki nie sposób wyabstrahować ze społecznej rzeczywistości.
Oczywiście, można się zgodzić, że ekonomia nie była dla Jarosława Kaczyńskiego sprawą najważniejszą. Wzmocnione było to rezerwą, jaką wywołała u obu braci obserwacja polskiego chorego kapitalizmu, co się wiązało niekiedy z niebezpieczeństwem poszukiwania etatystycznych rozwiązań, ale, jak demonstrują to przytoczone przykłady, nie miało decydującego wpływu na praktykę rządzenia.

W obronie bezstronności
Projekt IV Rzeczypospolitej poparła zdecydowana większość Polaków, którzy mieli już dość skorumpowanej III RP. Wywołał jednak kontratak całego jej establishmentu, który w ciągu kilkunastu lat zdążył już mocno okrzepnąć. Zagrożony w swoich żywotnych interesach stworzył nieformalny sojusz z PO w celu zdezawuowania swojego największego zagrożenia politycznego, czyli PiS, a zwłaszcza jego liderów, braci Kaczyńskich. Konsekwentna nagonka nielicząca się ani z faktami, ani ze standardami demokracji przyniosła efekty.
Nie zakończyły się one wraz z porażką wyborczą PiS, ale pozwalają PO jako antytezie PiS utrzymywać znaczną przewagę – a partii Kaczyńskich pomimo dwóch lat kiepskiego rządzenia jej rywali uniemożliwić przekroczenie dwudziestu paru procent poparcia. Zasadne w tej sytuacji jest pytanie o błędy PiS i jej lidera, gdyż Jarosław Kaczyński nie tylko nim pozostaje, ale ugruntował się na samowładnej pozycji.
Można więc wyliczać niedomogi okresu rządzenia, co czyni Dorn we wspomnianym już wywiadzie. Można uznać, że nieporozumieniem było podjęcie retorycznej ofensywy na wszystkich frontach, której nie mogły towarzyszyć równie radykalne działania. Można przyjąć, że wodzowskie skłonności Kaczyńskiego obciążają go politycznie, gdyż uniemożliwiają budowę szerokiej partii z wyrazistymi osobowościami politycznymi. Trudności z podmiotowym traktowaniem współpracowników prowadzą do selekcji negatywnej i budują dworskie postawy.
Tandem braci, który długi czas generował wartość dodatnią, staje się politycznym obciążeniem, albowiem każdy z nich gubi racjonalne podejście do rzeczywistości, gdy sprawa dotyczy drugiego. Można wysuwać jeszcze ileś zastrzeżeń wobec lidera PiS. Nie znaczy to, że wszystkie one są trafne, w każdym razie jednak wymagają rzeczowej analizy. Dorn wyciąga z tego wniosek, że cnota polityczna Jarosława Kaczyńskiego „wypaliła się”. Konstatacja taka wydaje się zbyt definitywna. Nawet jednak jeśli byłby prawdą, w niczym nie odbiera wymiaru i znaczenia Jarosława Kaczyńskiego dla najnowszej historii Polski.
Warto to podkreślić zwłaszcza w Polsce dziś, w czasie triumfującej manipulacji, w jazgocie nagonki, gdy wrogowie lidera PiS nie cofają się przed niczym, aby go oczernić, a obywatele osaczeni w krzywym zwierciadle mediów nie są w stanie rozeznać się w rzeczywistości. Kiedy wielu ludzi dobrej woli obawia się skrytykować rząd bez rytualnej krytyki jego poprzedników, aby nie zostać pomówionym o kaczyzm. Kiedy antypisowski szantaż święci triumfy. W takiej rzeczywistości tym bardziej należy zdobyć się na bezstronność.
Przewiduję zresztą, że składanie Kaczyńskiego do grobu jest przedwczesne.
Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/401578_Wildste ... kiego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 11 gru 2009, 09:25 
Offline
Stażysta

Dołączył(a): 26 lip 2009, 16:55
Posty: 194
nie wiedziałem gdzie wkleić, ale chyba mój komentarz pasuje do tytułu wątku:
dzwoni jakiś facet do radia na konkurs i na pytanie "podaj skrót od Wojaskowa Rada Ocalenia Narodowego" ZASTANAWIA się co powiedzieć.
każdy Polak powinien to widzieć odruchowo.

_________________
członek Klubu Gazety Polskiej
www.radiopl.pl - Niepoprawne RadioPL
PYTANIA DO PALIKOTA m.in Czy Marian Palikot, ojciec Janusza, był poszukiwany przez izraelskie organizacje ścigające zbrodniarzy wojennych?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 12 gru 2009, 08:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31469


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 12 gru 2009, 17:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31469
Właściwie to co poniżej wkleję można by skomentować jednym zdaniem: "Mój Boże"
Ale pokuszę się jeszcze o krótki suplement do komentarza.

Cóż mówić że masy społeczne są puste w środku, puste duchowo i stanowią bezkształtną masę, skoro głos z wyżyn chrześcijaństwa brzmi tak obco i tak niewytłumaczalnie.
Abp. Życiński to już przecież nie bezmyślna jednostka społeczna, to "ktoś", a mówi tak jakby był nikim.

Jeszcze parę słów podejmujących próbę zrozumienia niezrozumiałego.

W naszym świecie zło przeszło do kontrofensywy i spycha dobro do narożnika mówiąc językiem sportowym. Ale dobro próbuje demaskować zło i otwarcie mówi o tym co zło czyni, w tym przypadku czyniącym złem jest Krzysztof Piesiewicz.
Taka sytuacja ma swoje dobre strony, bo wówczas zło udające dobro (abp. Życiński) też zaczyna się odkrywać, bo musi bronić innego zła i samo siebie demaskuje. Mimo że zło jest w kontrataku to jednak następuje coraz wyraźniejsze spolaryzowanie dobra i zła, coraz większe ich oddzielenie. Dziś wyraźniej niż kilkanaście lat temu widać gdzie jest zło i co czyni, i gdzie są jeszcze jakieś ośrodki dobra.

A teraz do rzeczy:

Abp Życiński krytykuje nagonkę na Piesiewicza
"NIHILIZM MEDIÓW I BARBARYZACJA KULTURY"
Abp Życiński krytykuje nagonkę na Piesiewicza
Metropolita lubelski komentuje sprawę Krzysztofa Piesiewicza

Przyjąłem z bólem i szokiem sposób potraktowania dramatu Krzysztofa Piesiewicza przez część polskich mediów, które wyraźnie mówią językiem nihilizmu - powiedział KAI abp Józef Życiński, komentując sprawę znanego scenarzysty i senatora pomawianego o posiadanie narkotyków. Metropolita lubelski zaapelował też do twórców kultury o przeciwdziałanie jej barbaryzacji, co jego zdaniem prowadzi do "wykańczania autorytetów".

W tym tkwi wielka satysfakcja: wykończyć kolejny autorytet - to wielkie osiągnięcie pewnego środowiska, a obok jako kontrpropozycja obszerne cytaty z wypowiedzi jednej z szantażystek; cytaty, w których co trzecie pojawiające się słowo to słowo na "k"
Abp Józef Życiński, metrolpolita lubelski
Zdaniem abp Życińskiego przez taki sposób przedstawiania całej sprawy "środowisko dziennikarskie, tak zasłużone dla rozwijania polskiej kultury, zmienia radykalnie swoją tożsamość, przemawiając językiem przestępców, identyfikując się z szantażystami". - I to jest zasadniczy krok świadczący o odejściu od etosu dziennikarskiego - stwierdził metropolita lubelski.


http://www.tvn24.pl/12690,1633355,,,abp ... omosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bezkształtna masa
PostNapisane: 12 gru 2009, 18:23 
Offline
Redaktor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 19 paź 2009, 17:58
Posty: 844
takie drastyczne kompromitacje pozwalają jasno wytyczyć granice "oni-my". szkoda tylko, że ta granica przebiega czasami w poprzek pozornej "linii frontu" ;)

_________________
życie trwa dopóty, dopóki nie jest wszystko jedno


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 68 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /