Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Prawdziwe problemy Polaków
PostNapisane: 19 lip 2013, 08:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31679
Wielu z nas Polaków stoi przed ścianą. Dalej nie ma już nawet odrobiny szansy na choćby minimalnie normalne życie. Dalej nie ma już nadziei.
Nasza rzeczywistość nagle się urywa. Potwory rządzące Polską od 1989r. dokonały tego co zamierzały. Zniszczyły nam Polskę, zniszczyły nas i naszą kulturę. Zostawiły nam problemy z którymi nie jesteśmy sobie w stanie samodzielnie poradzić. Giniemy w odosobnieniu i w niepamięci.
Na razie jest nas ginących, rozpływających się w bezradności spory procent. Niedługo dołączy do nas reszta Polaków, nawet ci którzy jakoś się "urządzili". Pętla sukcesywnie zaciska się na szyi naszego narodu.
Bez walki nie mamy żadnych szans na poprawę naszego losu.


Polakom brakuje pieniędzy. Są tak zdesperowani, że sprzedają swoje nerki

"Witajcie, sprzedam nerkę. Mam 35 lat, nie piję. Tylko poważne oferty. Grupa krwi B Rh+”, „Mam 20 lat, ciężką sytuację finasową, chce sprzedać nerkę”, „Młoda niepaląca i niepijąca studentka sprzeda nerkę – potrzebuję pieniędzy na studia”, „Sprzedam nerkę z powodu zadłużeń oraz dla rodziny, by żyło im się lepiej. Mam 22 lata, jestem zdrowym chłopakiem. Moja cena to 30 tys. To niedużo” – takich ogłoszeń w internecie jest mnóstwo.

Cel? Sprzedaż własnej nerki za kilkadziesiąt tysięcy zł. Kto? Starsi i młodzi, deklarują, że są bez nałogów. Skąd? Warszawa, Olsztyn, Radom, Bydgoszcz, Gliwice...

Dlaczego podjęli aż tak desperacki krok?

- Usamodzielniam się. Z moją dziewczyną wynająłem mieszkanie, ale nie miałem pracy i popadłem w długi. Start jest trudny i nie można ciągle żyć w długach – mówi portalowi niezalezna.pl młody chłopak. Nie pytamy go o imię. Na pytanie, jak wpadł na pomysł sprzedaży komuś części swojego ciała, mówi: – Zobaczyłem ogłoszenia w internecie. To jest zastrzyk gotówki, a z drugiej strony można przecież komuś pomóc – tłumaczy.

Czy jego rodzina o tym wie? - Nie, wie tylko moja kobieta. Boi się, abym nie miał powikłań – wyjaśnia i dodaje: - Jakbym nie był zmuszony, to bym nie wystawiał takiej oferty. Start młodych, aby jakoś stanąć na własne nogi, jest dziś bardzo trudny. Chciałbym dostać za nerkę ok. 20 tys. - mówi. Nie chce podać swojego wieku.

- Zapieprzam od rana do nocy w Warszawie. Mam żonę, dwoje dzieci i nie daję rady. Prowadzę w Warszawie firmę budowlaną, ale to, co się dzieje z płatnościami, pokazuje, że nie da się tak żyć – mówi nam dojrzały mężczyzna. - Gdybym miał ofertę pracy za granicą, to pakuję się w 15 minut – oznajmia. Miał sklep samoobsługowy, restaurację i firmę budowlaną. Została mu tylko budowlanka, bo reszta padła. – Zawsze ciężko pracowałem. Za nerkę nie spłacę wszystkich długów, ale będzie to jakiś zastrzyk. Żona o tym nie wie. Tu chodzi o dobro rodziny. Co z tego, że będę zdrowy, jak przyjdzie do nas komornik? Co z tego? – pyta zdesperowany.

Na jego ogłoszenie był odzew. - Dostałem ofertę. Jestem już nawet po badaniach. Chciałbym otrzymać jak najwyższą sumę. Tanio tej nerki nie oddam. Jak umieściłem ogłoszenie, to tego samego dnia już była propozycja – cieszy się.

Matka trójki dzieci mówi, że myślała o tym, aby wyciętą nerką spłacić zaciągnięty kredyt. Nie powiedziała tego mężowi.

Sprzedaż nerki jest więc desperackim krokiem szukania dużej sumy pieniędzy, aby wyjść na prostą. Czy warto płacić jednak taką cenę?

Jarosław Wróblewski

http://niezalezna.pl/43798-polakom-brak ... woje-nerki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawdziwe problemy Polaków
PostNapisane: 21 gru 2013, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31679
Ubożejąca Polska

Ostatnio zapytałam jedną z moich byłych uczennic o to, jak się czuje przed swoją pierwszą sesją na studiach. Byłam przekonana, że ma już za sobą kolokwia zaliczone na bardzo dobre oceny, bo w szkole była ambitna i pracowita, a na dodatek zdolna. Na zakończenie klasy maturalnej otrzymała świadectwo z biało-czerwonym paskiem. Niestety, okazało się, że musiała zrezygnować ze studiów i pójść do pracy, aby pomóc rodzicom.

– Kiedyś wrócę na studia, ale teraz muszę wesprzeć rodziców. Mimo że ojciec pracuje, to nie stać nas nawet na zapłacenie rachunków. Mamy taką sytuację finansową, że nie mogę sobie nawet kupić butów na zimę, więc nie ma mowy o kupnie podręczników, bez których na moim kierunku studiów nauka byłaby niemożliwa – powiedziała.

Niestety, to nie jedyny taki przypadek. Inny mój były uczeń, jeden z najlepszych w klasie, który ma czworo młodszego rodzeństwa, w ogóle nie podjął wymarzonych studiów.

– Była to dla mnie trudna decyzja, ale dzięki temu sam mogę trochę pomóc rodzicom – podkreśla.

– Nie chciałem, żeby ojciec się tak dla nas strasznie zaharowywał. On i tak bardzo ciężko i dużo musiał pracować, żeby nas utrzymać, więc choć zawsze myślałam o studiach informatycznych, musiałem z tych planów zrezygnować – wyjaśnia.

Stypendium socjalne dla studentów raczej w niewielkim stopniu rozwiązuje ich problemy, bo wynosi około 400 złotych. Nie są to więc pieniądze, którymi można realnie wspomóc ubogich studentów. Niestety, także studia zaoczne to znaczny wydatek. Samo czesne to opłata wynosząca ponad cztery tysiące złotych rocznie. Do tego trzeba doliczyć bilety, a nierzadko także wynajem stancji i pokrycie kosztów utrzymania.

Studiować mogą dziś niestety ci, których na to stać, a kryterium możliwości intelektualnych odgrywa już rolę drugorzędną.

Ubożenie Polaków ma odzwierciedlenie w wielu sferach życia społecznego, ale szczególnie wyraźnie widoczne jest wśród uczniów. Dyrektor jednej z gdańskich szkół podstawowych Jolanta Kwiatkowska zauważa, że ten rok był rekordowy pod względem podań złożonych przez rodziców z prośbą o wyprawkę szkolną dla ich dzieci.

– Tak wysokiej liczby próśb o wyprawki szkolne, gdzie do decyzji o jej przyznaniu bierze się pod uwagę kryterium dochodowe, nie mieliśmy nigdy. W tym roku w naszej szkole co szóste dziecko otrzymało wyprawkę – podkreśla Jolanta Kwiatkowska.

Oznacza to, że dochody w tych rodzinach na jedną osobę nie przekraczają w przypadku pierwszoklasistów 539 zł, a w przypadku uczniów klas starszych 456 złotych. Ponadto na 190 dzieci, które jedzą obiad w gdańskiej szkole, aż 110 jest objętych pomocą obiadową, tzn. że otrzymują w szkole nieodpłatnie obiady, bo w domu mają trudne warunki materialne. Dla porównania, w ubiegłych latach darmowe obiady otrzymywało około jednej trzeciej uczniów korzystających ze szkolnej stołówki.

Na obiady dla dwudziestu uczniów szkoła otrzymuje pieniądze z miasta, resztę, czyli 90 obiadów, pokrywają sponsorzy. W akcję włączył się m.in. proboszcz parafii pw. Świętej Rodziny w Gdańsku-Stogach. Ogłosił on w parafii akcję adopcji obiadowej. Uczniowie raz w miesiącu po każdej Mszy św. zbierają pieniądze na obiady dla swoich kolegów.

– Udaje się nam zebrać fundusze na dożywianie dwudziestu uczniów, co jest oczywiście zupełnie niewystarczające – mówi ks. proboszcz Tadeusz Ławicki. – Niestety, pieniędzy do puszki zbieramy coraz mniej, ale nie dlatego, że ludzie są mniej hojni, tylko dlatego, że im także jest coraz trudniej związać koniec z końcem. Zresztą widzimy to, chodząc po kolędzie – dodaje.

O tym, jak wielu ludzi żyje w ubóstwie, świadczy działalność parafialnej Caritas, która od początku roku rozdzieliła potrzebującym 80 ton żywności.

Nie można związać końca z końcem
A tego, że coraz więcej osób nie stać dziś na zakup codziennych, niezbędnych do życia produktów, doświadczają też prowadzący sklepy osiedlowe. Powróciło tam tzw. kupowanie na zeszyt. Jak mówią sklepikarze, nie ma obawy, że dług nie zostanie spłacony. W następnym miesiącu ten sam człowiek znowu będzie potrzebował jedzenia, a jego skromne dochody i tak nie starczą do końca miesiąca czy do następnej wypłaty.

Coraz częściej ludzie kupują produkty najtańsze i niskiej jakości, bo najważniejsza jest cena, a nie jakość. Niestety, na te tańsze artykuły też nie wszystkich stać.

– Dziennie przychodzi do mnie kilka osób – mówi właściciel osiedlowego sklepu z artykułami chemicznymi. – To są głównie emeryci, ale też ludzie z małymi dziećmi, i biorą takie rzeczy jak pasta do zębów, mydło, proszek do prania. Chcą oczywiście tylko te najtańsze produkty, a o tych z górnej półki w ogóle nie myślą i proszą o to, abym poczekał na zapłatę kilka dni, aż otrzymają pieniądze. Na dzień dzisiejszy w zeszycie mam zapisanych kilkanaście osób. Moje możliwości też są ograniczone, bo muszę mieć fundusze na zakup towaru, ale w takiej sytuacji trudno jest odmówić – twierdzi.

Niestety, ten problem dotyka dziś już nie ludzi z tzw. środowisk patologicznych, ale najzwyklejszych emerytów, rencistów czy rodziny, w których jest kilkoro dzieci, nawet gdy oboje rodzice pracują. Jak wyżywić pięcioosobową rodzinę, jeśli matka w sklepie zarabia nie więcej niż tysiąc trzysta złotych, a ojciec na budowie dwa tysiące?

Nie stać nawet na chleb
Według jednego z gdańskich piekarzy Pawła Kidzińskiego, tylko w ostatnich dwóch latach liczba ludzi proszących o zakupy na kredyt czy o darmowe pieczywo bardzo wzrosła.

– Nie ma dnia, żeby nie zgłosiło się do mnie kilka osób z prośbą o darowanie im pieczywa. Gdy zamykam sklep, przy tylnym wejściu stoi zawsze kilka osób. Często dzwonią też do bramy i proszą: „Panie Pawle, czy coś panu zostało z pieczywa, bo już nie mamy na chleb, a jesteśmy głodni” – relacjonuje piekarz.

Bardzo wiele osób prosi też o zakupy na kredyt. W sąsiedztwie piekarni mieszka kilkuosobowa rodzina, z której dzieci codziennie wieczorem po zamknięciu sklepu proszą o drożdżówki. Czasem przychodzą też rano, w drodze do szkoły, bo bywa, że w domu nie było nic do zjedzenia na śniadanie.

– Daję im wtedy już przygotowane kanapki. To nie jest rodzina patologiczna, ale ojciec nie ma pracy – wiadomo, jakie jest bezrobocie. Czasem ten ojciec przychodzi do mnie i prosi, żebym pozwolił mu posprzątać na zewnątrz piekarni, odśnieżyć czy umyć mój samochód, bo chce się odwdzięczyć za otrzymaną pomoc. Nie jest to człowiek, któremu nie chce się pracować – odpowiada.

Pan Kidziński nie ukrywa swojego nazwiska, choć niestety, za rozdawanie pieczywa może mieć kłopoty z urzędem skarbowym. Inni moi rozmówcy proszą o nieujawnianie ich danych, bo darmowa pomoc w dzisiejszej Polsce może sporo kosztować.

Niestety, więcej jest też ludzi, którzy aby przeżyć, zmuszeni są do przeglądania zawartości śmietników. Kiedyś do śmietnika, który widzę z okna mojego domu, zaglądali tylko bezdomni, na ogół osoby uzależnione od alkoholu, dzisiaj coraz częściej są to starsi ludzie, którzy wstydząc się swojego ubóstwa, zaglądają do kontenerów po zmroku, przyświecając sobie latarką. Zdarza się to nie raz na jakiś czas, ale zagląda do niego kilka osób dziennie.



Aglomeracja biedy
Główny Urząd Statystyczny podaje, że w ostatnich trzech latach spadła wysokość wydatków gospodarstw domowych. Nie oznacza to oczywiście, że zmniejszyły się np. opłaty za media czy spadły ceny żywności. Wręcz przeciwnie – wskazuje na proces ubożenia społeczeństwa i konieczność ograniczenia wydatków z powodu mniejszych dochodów.

Według oficjalnych danych poniżej ustawowego poziomu ubóstwa żyje dziś w Polsce około 13 procent ludzi, a to oznacza, że ich dochód na osobę nie przekracza 542 złotych. Połowa z nich ma dochody niższe niż 519 zł, co oficjalnie oznacza, że żyją oni w skrajnym ubóstwie niepozwalającym na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Patrząc na to nie od strony statystyk, ale codziennego życia, wiemy doskonale, że sytuacja materialna rodziny, w której są dzieci, jest tak samo trudna, gdy ten dochód wynosi i 519, i 542 złote.

A to jeszcze nie jest końcowa kwalifikacja ubóstwa, bo istnieje również tzw. ubóstwo relatywne, które Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej określa na poziomie dochodów poniżej 691 zł na osobę. Jednak te i tak już zatrważające statystyki, według których ponad cztery miliony osób żyje w biedzie, nie mówią całej prawdy o tym problemie.

Co ciekawe, jeśli – jak podaje GUS – do określenia stopnia ubóstwa przyjmie się nie tylko kryterium dochodowe, ale także inne, jak np. brak równowagi budżetowej, brak możliwości związania końca z końcem, brak możliwości realizacji takich potrzeb jak zakup odzieży czy pokrycie niespodziewanych wydatków w wysokości 400-500 zł (np. gdy zepsuje się pralka albo kocioł gazowy), to ubóstwo dotyka jedną czwartą gospodarstw domowych w Polsce.

Powyższe dane dotyczą ubiegłego roku, bo aktualnych na stronach GUS jeszcze nie ma, ale skalę problemu i jego narastanie najlepiej widać w życiu codziennym.

Anna Kołakowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/63120,u ... olska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawdziwe problemy Polaków
PostNapisane: 28 gru 2013, 09:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31679
Ci Polacy, których przemocą pozbawiono Ojczyzny i wywieziono na nieludzką ziemię, też zasługują na to aby nie byli pomijani przez rządzących ich Macierzą.

Oddala się szansa powrotu

W Kazachstanie żyją do dziś potomkowie polskich przesiedleńców przywiezionych tam przez władze sowieckie w 1936 roku. Wysiedlenie części Polaków z okolic Żytomierza, Kamieńca Podolskiego, Dołbysza stanowiło wstęp do przeprowadzonej w latach 1937-1938 tzw. operacji polskiej.

W tym okresie na terenie Związku Sowieckiego wybrane kategorie Narodu Polskiego były fizycznie likwidowane (np. duchowieństwo, nauczyciele, działacze polityczni, byli żołnierze).

Osoby „groźne” dla władzy sowieckiej, z reguły mężczyźni, poddawane były eksterminacji, a ich rodziny zsyłane. Zgodnie z rozkazem Jeżowa odbierano polskim wdowom dzieci i poddawano je przymusowej rusyfikacji w domach dziecka.

W okresie od sierpnia 1937 r. do września 1938 r. zabito 111 tys. Polaków, 64 tys. otrzymało wyroki ponad 10 lat obozu. Żony skazanych Polaków zsyłane były automatycznie na minimum 5-8 lat łagru. Przymusowo przesiedleni w 1936 r. z Wołynia Polacy poddani byli ciągłej eksterminacji do 1956 roku.

W Związku Sowieckim przesiedlenie było karą administracyjną, w odróżnieniu od sądowego wyroku zesłania do obozu pracy – łagru. W założonych przez siebie w szczerym stepie wsiach doświadczali oni niewyobrażalnego głodu, zmuszeni byli do niewolniczej pracy pod stałą kontrolą żołnierzy w ramach tzw. komendantury.

Wyszkoleni w tym okresie „specjaliści” od „operacji polskiej” powtórzyli logikę rodzinnej eksterminacji wybranych grup Narodu Polskiego w latach 1940-1941. Należy tu nadmienić, że ofiara, jaką ponieśli żytomierscy Polacy w Kazachstanie, przyniosła owoce świętości. Wielu kapłanów służących tej wspólnocie zmarło w opinii świętości (m.in. ks. Józef Kuczyński, ks. Bronisław Drzepecki). W obecnej chwili toczą się procesy beatyfikacyjne o. Serafina Kaszuby i ks. Władysława Bukowińskiego.

Część Polaków przesiedlonych w 1936 r. do Kazachstanu przetrwała jednak prześladowania. Trudno jest oszacować obecnie wielkość tej grupy. W ramach spisu powszechnego w 2009 r. w Kazachstanie narodowość polską zadeklarowało 34 tysiące osób, natomiast do polskich korzeni może odwołać się o wiele większa grupa, śmiem twierdzić, że nawet ponad 100 tys. osób. Zamieszkują oni głównie północny Kazachstan, gdzie w niektórych rejonach (powiatach) stanowią drugą liczebnie po Kazachach grupę narodowościową.

Od zakończenia wojny Polacy przesiedleni w 1936 r. z Wołynia starają się o powrót do Polski. Nigdy nie mieli oni jednak realnej szansy repatriacji. W kolejnych falach przesiedleń z Kresów i powrotów z Sybiru w latach 1944-1947 i 1955-1959 władze PRL oraz władze Związku Sowieckiego konsekwentnie odmawiały prawa do powrotu dla tej grupy.

Co smutne, sytuacja zesłanych Polaków w niewielkim stopniu zmieniła się po 1989 roku. Wprawdzie urzędnicy w ambasadzie i konsulatach III RP wydali naszym rodakom tysiące dokumentów o stwierdzeniu narodowości polskiej i przyrzeczeniu prawa powrotu do Polski, jednak państwo polskie nigdy z tej obietnicy się nie wywiązało!

Choć zabrzmi to jak chichot historii, to właśnie Rosjanie, którzy wcześniej wywozili Polaków z Wołynia do Kazachstanu, obecnie otworzyli dla nich własny system repatriacyjny. Po wieloletnim okresie bezowocnego oczekiwania na pomoc ze strony Polski kazachstańscy Polacy coraz częściej skłonni są do przyjęcia rosyjskiej propozycji.

Władze Federacji Rosyjskiej zapewniają transport i ułatwiają przyjazd do wybranych regionów Rosji, przyznają przybywającym świadczenia zdrowotne, prawo do nauki oraz emerytury dla osób starszych, pomimo ich polskiej narodowości. Nadają Polakom obywatelstwo w ciągu dwóch, trzech miesięcy. Być może zabrzmi to równie dziwnie, ale podobnie postąpili Niemcy, którzy przyjmują zesłanych Polaków w ramach akcji powrotu tzw. późnych wysiedlonych i łączenia rodzin.

Przyjazd części Polaków do Niemiec jest możliwy, bowiem bardzo często w polskich wsiach w Kazachstanie osiedlani byli Niemcy Nadwołżańscy zsyłani tam po 1941 roku. Żyjąc przez prawie trzy pokolenia we wspólnych osadach, wśród Niemców i Polaków wytworzyły się silne więzi rodzinne. W obecnej chwili najwięcej polskich repatriantów z Kazachstanu żyje w Rosji (ok. 20 tys.) i w Niemczech (kilka tysięcy), państwo polskie w oparciu o mechanizmy Ustawy o repatriacji z 2000 r. i w ramach systemu „Rodak” przyjmuje rocznie od 8 do 20 rodzin.

Szansę dla powrotu do Polski stanowić mogły rozwiązania zawarte w społecznym projekcie Ustawy o powrocie z 2010 r., gdzie autorzy tego aktu prawnego pragnęli jedynie zrównać naszych rodaków w prawach z uchodźcami, których dziesiątki tysięcy przyjęła III RP. Jedną z form zadośćuczynienia za wielopokoleniowe zesłanie było zapewnienie repatriantom mieszkania bez prawa własności.

Po trzech latach walki w Sejmie rząd odrzucił jednak obywatelski projekt ustawy. Stało się to za sprawą pełnomocnika Jakuba Płażyńskiego, który wbrew oporowi członków Komitetu „Powrót do Ojczyzny” biorących udział w pracach komisji sejmowej odrzucił własny projekt ustawy i jednoznacznie poparł wprowadzenie na jego miejsce rządowego projektu Ustawy o pochodzeniu.

Głównym celem rozwiązań zawartych w projekcie rządowym jest przyznanie tzw. polskiego pochodzenia dla byłych obywateli RP, którzy opuścili Polskę i udali się np. do Niemiec. Osoby takie oraz ich potomkowie po otrzymaniu dokumentu o tzw. polskim pochodzeniu mają prawo w wybranym przez siebie momencie do osiedlenia się w Polsce. Po przybyciu otrzymują prawo do świadczeń zdrowotnych, prawo do nauki i do stypendiów socjalnych, prawo do pierwszeństwa w środkach pomocowych ze strony gminy oraz w przypadku niepodjęcia pracy – prawo do świadczeń dla bezrobotnych. Po dwóch latach od osiedlenia osoby posiadające „polskie pochodzenie” mają otrzymać obywatelstwo polskie.

Tymczasem celem autorów ustawy o powrocie z Kazachstanu była idea zadośćuczynienia za prześladowania, jakich doznali nasi rodacy, idea obecna w polityce naszych sąsiadów (Niemiec, Rosji, Węgier). Rekompensatę za cierpienia stanowić miała szansa powrotu, która ponownie się oddaliła.

Dr Robert Wyszyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/63694,o ... wrotu.html

Brudasy z PO troszczą się o siebie i o polskich sąsiadów, ale nie troszczą się o Polaków.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawdziwe problemy Polaków
PostNapisane: 21 maja 2014, 12:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/05/20/ ... -poparcia/

Panie Wirtualnapolonia.Com, potrzebujemy Pana poparcia
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-05-20

Szanowny Panie Wirtualnapolonia.Com,
wreszcie udało się! Ruszyła zapowiadana przez nas kampania zbierająca podpisy poparcia dla sprowadzania Polaków ze Wschodu. Inauguracją była debata, która odbyła się w Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie. Podczas spotkania padło kilka bardzo ciekawych wniosków, które przedstawiam poniżej.

Prof. Krystyna Iglicka-Okólska:
„Państwo powinno określać cel jaki ma wobec tej grupy. (…) Polska znajduje się w sytuacji takiej jakiej nie znajduje się żadne inne państwo Europy Zachodniej. (…) Polacy na Wschodzie jest to jedyna grupa, która odnajduje się w Polsce. Widzę to po mojej uczelni. (…) Nam będzie brakować około 5 milionów ludzi w stanie produkcyjnym. Państwo polskie potrzebuje kompleksowej polityki demograficznej. Czy my jesteśmy przygotowani na obcych nam kulturowo muzułmanów?”

Prof. Krzysztof Pawłowski:
„Nie wolno państwu i ludziom, którzy zarządzają państwem myśleć tylko o tym co jest tu i teraz. (…) Patrząc na doświadczenia takich państw jak Niemcy, jak Francja, najlepszym rozwiązaniem jest sięgnięcie po imigrację swoich obywateli. (…) Sięgnijmy po tych, z którymi społeczeństwo nie będzie miało problemu. (…) Po darmowych studiach powinno się odpracowywać w kraju tyle lat, ile państwo wyłożyło na naukę. (…) Amerykanie potrafili ze szkolnictwa wyższego zrobić, brzydko mówiąc . (…) Najsilniejszą chęć przeskakiwania siebie mają studenci pochodzący z rodzin ubogich. (…) Alternatywa będzie znacznie gorsza.”

Poseł Adam Kwiatkowski:
„Największym grzechem jest upolitycznienie Polonii. (…) Ta szkoła pokazuje, że warto wierzyć w tych młodych Polaków ze Wschodu. (…) Wspieranie tej szkoły to jest dla nas przykład, wzór. Jest to recepta na kryzys demograficzny.”

Wiesław Turzański:
„Ten, który wraca do ojczyzny – repatriant – to jest podmiot nobliwy. (…) Obostrzenia wobec tych ludzi zniechęcają do przyjazdu do Polski. (…) To, że dzisiaj nie dyskutuje się o projekcie Macieja Płażyńskiego oznacza, że repatriacji nie chcemy. (…) Jeśli nie zwiększymy tej kwoty 100 mln zł na Polonie to nie ma co mówić o skoku do przodu w tej sprawie.”

Robert Czyżewski:
„Priorytety ogłaszane każdego roku na projekty się zmieniają. (…) Mamy większe zobowiązanie moralne niż pragmatyczne wobec Polaków pozostawionych na Wschodzie.”

Maciej Gnyszka:
„Dziś nie mamy wątpliwości czy Polaków ze Wschodu sprowadzać. Spieramy się tylko o kształt tej operacji.”
Gdy publiczność zgromadzona tego dnia w Centrum Myśli Jana Pawła II zapoznała się z opiniami wszystkich prelegentów i trudnościami z jakimi spotyka się na co dzień Liceum Polonijne, prof. Pawłowski stwierdził pełen podziwu dla Pani Dyrektor:
„Jest Pani szaleńcem Bożym, który nie załamuje się w najgorszej sytuacji.”
a Red. Łukasz Warzecha dodał: „Ta instytucja działa tylko dzięki samozaparciu garstki ludzi. Nie ma pomocy systemowej.”
To było piękne podsumowanie determinacji szkolnych włodarzy wobec trudności, z którymi przyszło im prowadzić liceum.
Owocem tej debaty jest strona internetowa www.PowrotDoPolski.pl, na której Fundacja Dla Polonii zbiera podpisy od obywateli z wyrazami poparcia dla sprowadzania Polaków ze Wschodu. Za pośrednictwem wspomnianej strony każdy może wysłać list na skrzynki elektroniczne Sekretariatu i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z prośbą o zajęcie się tym problemem.
Bardzo Pana prosimy o przesłanie za pośrednictwem tej strony: http://powrotdopolski.pl/wyslij-znajomemu/ wiadomości email z informacja o naszej kampanii. Chcemy poruszyć ten temat wśród opinii publicznej i zwrócić uwagę rządu oraz obywateli na problem, który czeka nas w przyszłości. To jedno z rozwiązań, którym trzeba zająć się już dziś.
Niebawem prześlę Panu materiał video relacjonujący naszą ostatnią debatę. Wciąż trwa jego montaż.

P.S. Chcielibyśmy bardzo podziękować firmie Olimp Laboratories, która była sponsorem głównym naszej debaty. Dzięki niej powstała również wyżej wspomniana strona. Oficjalne podziękowanie wraz z informacjami o stronie zostało opublikowane tutaj: http://witajciewdomu.pl/podziekowania-d ... oratories/
Z góry bardzo dziękujemy!

Michał Osiej

Fundraiser Fundacji Dla Polonii
+48 535 050 590
biuro@fundacjadlapolonii.pl
Nasz komentarz:

Szanowny Panie Fundraiser,
Sprawa powrotu Polaków ze Wschodu jest wałkowana w mediach, nawet tych z „głównego nurtu”, od mniej więcej 1989 roku. Skutki są widoczne, jak na dłoni: żadne. Nie sądzimy, aby tworzenie kolejnej organizacji i zbieranie podpisów było właściwą drogą.
Oczywiście miło jest się spotkać się przy lampce wina – wypić i zakąsić, aby przedyskutować sprawę i uświadomić społeczeństwo o problemie. Szkopuł w tym, że społeczeństwo od 1945 roku uświadomienia raczej nie potrzebuje. Społeczeństwo i my osobiście chętnie zapoznamy się z jakimiś konkretnymi wynikami.
Włodzimierz Kuliński, le rédacteur en chef de la Pologne Virtuelle


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawdziwe problemy Polaków
PostNapisane: 22 kwi 2015, 07:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31679
Pielęgniarka – ginący zawód

Dziś w prawie całym kraju pielęgniarki przeprowadzą protest. Będzie to walka o godne pensje i cywilizowane zasady pracy.

Musimy pamiętać, że rząd Platformy Obywatelskiej w koalicji z Polskim Stronnictwem Ludowym ciągle wypychał pielęgniarki poza normalne regulacje dotyczące zatrudnienia. Dzisiaj wiele z nich pracuje na umowach śmieciowych, czy na umowach-zleceniach, czy na samozatrudnienie.

Natomiast kodyfikowanie tych umów na normalną umowę o pracę jest niezwykle trudne. Dlaczego tak jest? Pielęgniarki są jednym z najważniejszych ogniw służby zdrowia, ale niestety też jednym z najsłabszych, jeżeli chodzi o możliwości działania w przychodniach i szpitalach. W związku z tym oszczędza się właśnie na nich. Dzieje się to poprzez narzucanie im niskich płac oraz wymuszenie zatrudnienia na umowy śmieciowe. Stąd też ten protest pielęgniarek.

Czy rząd ten problem dostrzeże? Nie! Ponieważ to wszystko, co tak ochoczo deklarowała w słynnym „białym miasteczku” obecna premier Ewa Kopacz, zostało tylko w sferze zapowiedzi i działaniach PR. Realnie przez 8 lat ten rząd dla pielęgniarek nie zrobił nic sensownego poza straszeniem ich i wymuszaniem podporządkowania się dyrektorom szpitali i przychodni.

Pielęgniarki akcentują również potrzebę zwrócenia uwagi na system kształcenia, bo coraz mniej dziewczyn podejmuje edukację w tym kierunku. Prawie pewne jest to, że pielęgniarek zacznie w Polsce brakować.

Jest to jeden z najtrudniejszych zawodów, który łączy ze sobą konieczność ogromnej wiedzy, doświadczenia oraz pewnych atrybutów psychicznych. To pielęgniarki są częściej niż lekarze w kontakcie z człowiekiem potrzebującym. Bardzo często są też jedyną pomocą psychologiczną dla pacjenta i rodzin osób wymagających leczenia.

Jest to także zawód trudny fizycznie. Przecież zabiegi pielęgnacyjne łączą się z ogromnym wysiłkiem, z ryzykiem narażenia się na różnego rodzaju infekcje. W dzisiejszym świecie, gdzie oferuje się sukces, gdzie ukazuje się kobiety jako celebrytki, to bardzo szlachetny zawód pielęgniarki nie jest modny. Żeby być bardziej konkretnym, to nie jest on modny w Unii Europejskiej. Z kolei wielką popularnością cieszy się w cywilizowanych krajach. Dlatego też wygoda, a nie chęć służenia innym ludziom bardziej wpływa na młode dziewczyny przy wyborze zawodu.

Bolesław Piecha

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zawod.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawdziwe problemy Polaków
PostNapisane: 13 cze 2019, 16:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31679
Górnicy nie mogą milczeć

Z Kazimierzem Grajcarkiem, byłym wieloletnim przewodniczącym Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co sprawia, że górnicy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) tak zdecydowanie bronią odwołanego zarządu spółki z prezesem Danielem Ozonem na czele?
– Po pierwsze, to są ludzie roztropni, wiedzą, co się dzieje. Pracownicy JSW pracują tam od dziesięcioleci, znają realia, i kiedy spółka jest dobrze zarządzana, to przyznają ten fakt, ale jeśli jest źle zarządzana, to nie wahają się reagować, często bardzo stanowczo. Pamiętamy, że kiedy Platforma z PSL była przy władzy, kiedy prezesem JSW był człowiek, który doprowadzał do upadłości, to też jako związki zawodowe protestowaliśmy. Wtedy to były protesty przeciwko tamtej władzy i tamtemu zarządowi, natomiast dzisiaj, kiedy dzieje się źle, górnicy nie mogą milczeć.

Ale o co chodzi?
– W momencie, kiedy JSW była doprowadzona do sytuacji bardzo trudnej – niemal do upadłości, to obecny rząd, i słusznie, wprowadził na urząd prezesa człowieka, który wyprowadził spółkę niemal z upadku do sytuacji bardzo dobrej, jaka jest obecnie. I to jest jedna sprawa, natomiast druga rzecz – równie istotna, to jest to, że toczy się tam dialog. Prezes Daniel Ozon, którego znam, to jest bardzo trudny człowiek, jeżeli chodzi o negocjacje i rozmowy, ale jest to człowiek, który jeśli stwierdzi, że czegoś nie da się zrobić, to oznacza, że się nie da, natomiast jeśli mówi, że coś można zrobić, to siada do stołu i negocjuje.

Związki zawodowe i koledzy z JSW widzą, że to jest po prostu dobry człowiek, który mądrze i dobrze zarządza ich firmą, dając załodze gwarancję zatrudnienia, gwarancję zbytu węgla. Tymczasem są naciski polityczne, bo kiedy firma była w bardzo trudnej sytuacji, to chętnych do objęcia funkcji prezesa nie było, a kiedy prezes Ozon podjął się tego trudnego zadania i przez cztery lata zarządzania wyprowadził JSW na prostą, także poprzez wyrzeczenia załogi, i teraz chce, żeby ta spółka się rozwijała, to są chętni, aby piastować funkcję prezesa.

Z mojego punktu widzenia jest to nieuczciwe – także ze strony min. Krzysztofa Tchórzewskiego, ze strony rady nadzorczej, bo można mieć różne pretensje do ludzi, ale jeśli prezes jest powołany do tego, żeby zarządzał firmą i dobrze tą firmą zarządza, to dlaczego trzeba go zmieniać.

Czego obawia się załoga?
– Ludzie zadają sobie pytanie, czemu te destrukcyjne działania mają służyć i obawiają się, że może przyjść nowy prezes – przypadkowy, który znów doprowadzi JSW do kryzysu i wówczas trzeba będzie nowego człowieka, takiego jak dzisiaj jest prezes Ozon, żeby firmę wyciągnął z dołka. Ale tak nie można robić, nie można doprowadzać do sytuacji podbramkowej. Ludzie chcą pracować, chcą mieć pewność, że firma będzie dobrze zarządzana, tak jak to ma miejsce obecnie.

Pomysł i polityka, nazwijmy to gospodarcza, prezesa Daniela Ozona wobec JSW przynoszą pozytywne rezultaty, to są politycy, którzy chcą to wszystko zepsuć. Jeśli ktoś chce się zajmować gospodarką, a nie polityką, to droga otwarta, a nie podpowiada prezesowi, co ma zrobić. Sytuacja jest skandaliczna, przyznam, że nie rozumiem tych działań, dlatego uważam, że interwencja prezesa Jarosława Kaczyńskiego jest bardzo potrzebna, bo obecna sytuacja bardzo źle rzutuje na polityczny, ale i gospodarczy wizerunek obecnego rządu. Po co zmieniać prezesa JSW, który dobrze zarządza firmą, która się rozwija, trwa dialog społeczny, pracownicy są zadowoleni, więc o co chodzi…?

Takie pytania padają wobec Rady Nadzorczej JSW, ale odpowiedzi nie ma. Czyżby to była tajemnica?
– Sytuacja jest bardzo poważna, dlatego nie ma tu mowy o tajemnicy, więc przewodniczący Rady Nadzorczej JSW niech nie zasłania się tajemnicą, ale niech otwarcie powie. Jeśli w spółce jest źle, to niech to powie i udokumentuje, dlaczego należy odwołać obecny zarząd JSW. Jeśli coś dobrze funkcjonuje, to po co zmiany? Widać, że komuś obecny stan przeszkadza…

Górnicy mówią, że decyzja rady nadzorczej, w której decydujący głos mają przedstawiciele Skarbu Państwa, zapadła nagle i bez udziału związkowców, a ich delegacji, mimo iż miała przepustki i rejestrację, nie wpuszczono na obrady, była też policja i ochrona…
– Rzeczywiście wygląda to fatalnie, ale pytanie brzmi, dlaczego? Wczoraj słyszałem wypowiedź min. Krzysztofa Tchórzewskiego, którzy twierdzi, że nic nie może, że to jest decyzja rady nadzorczej. Niech minister nie opowiada takich dyrdymałów, bo to on jest przecież nadzorcą właścicielskim. Nie może więc odpowiedzialności zrzucać na radę nadzorczą i mówić, że nie ma nic do gadania.

Właściciel nie ma nic do gadania…? Przecież to nonsens. A co minister powie, wtedy kiedy rada nadzorcza wybierze na prezesa „specjalistę”, który położy spółkę na łopatki? Rada Nadzorcza JSW musi zostać prześwietlona. Osobiście sprawę decyzji rady dałbym do zbadania przez CBŚ. Myślę, że należy zbadać, kim są ludzie wchodzący w skład Rady Nadzorczej JSW, z kim są powiązani itd. Sytuacja jest bez wątpienia skandaliczna i dla nieracjonalnych decyzji nie może być wytłumaczenia.

Mamy wyraźne żądanie dymisji ministra energii...
– Jeśli człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi, być może ulega jakimś wpływom, np. konkurencji, czy może wewnętrznym naciskom politycznym, choć nie chciałbym się bawić w dywagacje, natomiast wyraźnie sobie nie radzi, bo pozwolił, żeby Rada Nadzorcza JSW odwołała prezesa, który uratował i rozwija firmę. Nie chciałbym, by nad spółką skarbu państwa był taki nadzór. Skoro minister energii nic nie może, to może rzeczywiście powinien podać się do dymisji…

Czy i ewentualnie jaki wpływ na ten chaos w resorcie energii ma uzyskanie mandatu europosła i odejście do Parlamentu Europejskiego wiceministra Grzegorza Tobiszowskiego odpowiedzialnego za górnictwo…?
– Wiceminister Grzegorz Tobiszowski był człowiekiem koncyliacyjnym. Przecież wspólnie opracowaliśmy program dla rozwoju górnictwa węgla kamiennego w Polsce i wiceminister Tobiszowski konsekwentnie próbował ten program realizować. Myślę, że gdyby Grzegorz Tobiszowski był szefem resortu energii, to decyzja o odwołaniu zarządu JSW z prezesem Danielem Ozonem na czele, dokonana w taki sposób, jakiego byliśmy świadkami, z pewnością nie zapadłaby. Tak myślę, co więcej, jestem o tym przekonany.

Szef „Solidarności” w JSW Sławomir Kozłowski mówi wyraźnie, że za decyzje ministra Tchórzewskiego PiS zapłaci w najbliższych wyborach. To brzmi jak groźba? Górnicy wycofują poparcie dla PiS?
– Z całą pewnością górnicy nie będą głosować za Platformą, PSL czy innymi formacjami przed wyborami europejskimi, skupionymi w tzw. Koalicji Europejskiej. Natomiast górnicy mogą nie pójść do wyborów. JSW nie jest zawieszona w próżni, ale działa w określonym środowisku ludzi – górników. Są, dajmy na to, szkoły, które prowadzą ekologiczne spotkania, JSW się rozwija, czemu służy powołana do życia spółka do spraw rozwoju, spółki innowacyjne. Są to bardzo ważne rzeczy, obszary, w których JSW pracuje niezależnie od przypisanych jej obowiązków.

Jest to zatem spółka, która patrzy perspektywicznie, są spotkania z młodzieżą, spółka jest mecenasem sztuki i można powiedzieć, że jest to działanie modelowe pod każdym względem. JSW udziela też pomocy i wsparcia mniej zamożnej młodzieży, aby stworzyć odpowiednie warunki do rozwoju. A zatem jest to spółka, która może świecić przykładem. Tym bardziej jestem zszokowany decyzją rady nadzorczej, sytuacja jest skandaliczna. I wielu ludzi tak patrzy na tę sprawę i dziwi się, jak to możliwe, więc nie wykluczałbym protestu, którego skutkiem może być absencja górników, całych rodzin i środowiska w zbliżających się wyborach do parlamentu. Poparcie dla Zjednoczonej Prawicy może być zatem mniejsze i byłaby to wielka szkoda.

Może zatem potrzebna jest ingerencja ze strony prezesa Kaczyńskiego, o czym wspomniał Pan wcześniej?
– Myślę, że byłoby to wskazane, bo jest jakaś rozbieżność między tym, co się dzieje w Warszawie, w ogólnopolskiej polityce a między postawą polityków, nazwijmy to powiatowych, którzy żrą się między sobą o stołki i wpływy do obsadzania stanowisk. Uważam, że w tym wypadku sprawa jest bardzo poważna i kierownictwo PiS, a zwłaszcza prezes Jarosław Kaczyński – z mojego punktu widzenia – powinien zaprosić Daniela Ozona, związkowców oraz ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, może również premiera Mateusza Morawieckiego, i muszą się dogadać.

Sytuacja, z jaką mamy do czynienia obecnie, jest nie w porządku wobec Daniela Ozona i zasług, jakie położył na gruncie ratowania i wyprowadzenia JSW na prostą. Tak się niszczy ludzi uczciwych, którzy mogliby pracować dla Rzeczypospolitej, stąd wszyscy, którzy mają dobre intencje, możliwości, będą się bali podejmować ryzyko i rezygnować często z dużo lepiej płatnych stanowisk, aby robić coś dobrego dla Polski.

Przykładem jest premier Morawiecki, który rzucił miliony, jakie mógł zarobić w bankowości, i poświęcił się pracy dla Polski. Podobnie było w przypadku Daniela Ozona, który rzucił dobrą robotę i przyszedł na niepewny grunt górnictwa do JSW. Kiedy sobie poradził, to teraz został, mówiąc kolokwialnie, skasowany. To jest nieuczciwe nawet z czysto ludzkiego punktu widzenia. Nie waham się użyć tego stwierdzenia, że Rada Nadzorcza JSW zniszczyła człowieka i jego karierę.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/209 ... lczec.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Prawdziwe problemy Polaków
PostNapisane: 25 cze 2019, 12:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31679
Pełzająca inflacja

Dlaczego z miesiąca na miesiąc więcej wydajemy m.in. na żywność

W ostatnim czasie w Polsce można zaobserwować wzrost cen towarów i usług. Inflację powoduje wyraźny wzrost konsumpcji i płac. Widoczny jest też wzrost cen żywności, w tym zwłaszcza warzyw, będący efektem ubiegłorocznej i tegorocznej suszy. Sytuację dodatkowo komplikuje pojawienie się w Chinach afrykańskiego pomoru świń (ASF), które zwiększyło ceny mięsa na światowych rynkach.

Inflacja jest to utrzymujący się dłuższy czas wzrost poziomu cen w gospodarce narodowej, w wyniku którego obniża się siła nabywcza pieniądza. Innymi słowy, z powodu występowania inflacji za jedną złotówkę można obecnie kupić mniej dóbr niż w poprzednim okresie. Proces odwrotny określany jest jako deflacja.

W podręcznikach z szeroko rozumianej ekonomii wyróżnia się inflację pełzającą, kroczącą, galopującą i hiperinflację. Ta pierwsza występuje wówczas, gdy tempo wzrostu cen w ciągu roku jest mniejsze niż 5 proc. W przypadku inflacji kroczącej wzrost cen wynosi 5-10 proc., a galopującej – 10-50 proc. Jeżeli tempo wzrostu cen w ciągu roku przekroczy 50 proc., wówczas mówi się o hiperinflacji. Niektórzy autorzy wyróżniają też hiperinflację katastrofalną. W jej przypadku ceny rosną z dnia na dzień i kończy się ona załamaniem systemu pieniężno-kredytowego lub ostrą interwencją państwa i potrzebą przeprowadzenia denominacji. W Polsce przeprowadzono ją w 1995 roku. Wówczas „nowy złoty” zastąpił „starego złotego”.

Prognozy
Na początku okresu transformacji ustrojowej w Polsce występowała hiperinflacja. W kolejnych latach ceny wzrastały coraz wolniej. Od 1998 roku inflacja była zawsze niższa niż 10 proc. W latach 2015 i 2016 odnotowano nawet deflację. W ostatnim roku inflacja w Polsce wyniosła 1,6 proc., a prognozy na 2019 rok zakładają wzrost cen na poziomie 2,3 proc. W ostatnich dniach Rada Ministrów przyjęła założenia do przyszłorocznego budżetu. Zgodnie z nimi inflacja w 2020 roku ma wynieść 2,5 proc., czyli pozostanie na poziomie pełzającym. Zbliżone prognozy przedstawił Narodowy Bank Polski w ogłoszonym w marcu br. „Raporcie o inflacji”.

Nie wszyscy jednak do końca zgadzają się z założeniami rządu. Ekonomiści z banku Crédit Agricole szacują, że inflacja w pierwszym kwartale przyszłego roku osiągnie poziom 3 proc. Przyczyną mają być wyższe ceny żywności oraz uwolnione ceny prądu. Według Crédit Agricole, wzrost cen żywności w znacznym stopniu będzie wynikał z podwyżek cen wieprzowiny, będącego skutkiem wyraźnego spadku jej światowej podaży ze względu na rozprzestrzeniający się ASF w Chinach. Rosnące ceny wieprzowiny mogą oddziaływać w kierunku wzrostu cen pozostałych gatunków mięsa, w tym szczególnie drobiu.

Jak już wspomniano, wpływ na wzrost inflacji może mieć też uwolnienie cen energii elektrycznej. Co prawda rząd chciałby je zamrozić. – Pewne rzeczy są jednak nieuchronne, nasi poprzednicy zgodzili się na takie, a nie inne stawki, jeśli chodzi o emisję CO2, to jest związane ze wzrostem kosztów producentów energii – powiedział Marcin Ociepa, wiceminister przedsiębiorczości i technologii.

Innym zagrożeniem dla wzrostu cen może być wprowadzenie podatku handlowego. Ustawa wprowadzająca ten podatek weszła w życie 1 września 2016 roku, ale po kilkunastu dniach Komisja Europejska wszczęła postępowanie w jego sprawie i wezwała Polskę do zawieszenia jego stosowania. Zdaniem Brukseli, konstrukcja podatku handlowego mogła faworyzować mniejsze sklepy, co mogło być uznane za pomoc publiczną. Po tej decyzji Ministerstwo Finansów zawiesiło pobór podatku od handlu detalicznego, a w listopadzie 2016 roku Sejm przyjął przygotowaną przez rząd ustawę, zakładającą zawieszenie obowiązywania podatku od sprzedaży detalicznej do 1 stycznia 2018 roku. Obecnie pobieranie daniny pozostaje zawieszone do końca obecnego roku. W maju br. Sąd Unii Europejskiej w Luksemburgu stwierdził nieważność decyzji Komisji Europejskiej dotyczących podatku od sprzedaży detalicznej w Polsce. „Komisja popełniła błąd, uznając sporny środek za pomoc państwa” – ogłoszono w komunikacie do wyroku. Wyrok nie jest ostateczny, przysługuje od niego odwołanie.

Najpopularniejszą na świecie miarą inflacji jest CPI (consumer price index), czyli wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych. Zgodnie z nim poszczególne grupy dóbr posiadają swoje udziały w tzw. koszyku inflacyjnym. W Polsce największe udziały w tym koszyku mają: żywność i napoje bezalkoholowe (24,9 proc.), użytkowanie mieszkania i nośniki energii (19,2 proc.), transport (10,3 proc.), rekreacja i kultura (6,4 proc.) oraz napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe (6,3 proc.).

Skutki inflacji
Wśród teoretycznych powodów występowania inflacji wymienia się wzrastający popyt. W Polsce jest on ostatnio bardzo widoczny w związku z wprowadzeniem w życie programów społecznych, takich jak np. „500+”, i podwyżkami płac. Inną przyczyną inflacji mogą być zwiększające się koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Producenci mogą zareagować na nie podwyżką cen. Trzecią podręcznikową przyczyną inflacji są czynniki natury strukturalnej. Wystąpią one szczególnie silnie, gdy podaż będzie mało elastyczna, czyli nie będzie dostosowywać się do zmian popytu.

Wysoka inflacja może wywołać wiele negatywnych skutków. Jednym z nich jest niesprawiedliwa redystrybucja dochodów. W wyniku wzrostu cen tracą oszczędzający lub wierzyciele, a także renciści i emeryci, gdyż rewaloryzacje rent i emerytur nie nadążają za tempem inflacji. Omawiane zjawisko utrudnia wzrost gospodarczy, gdyż zagraża pełnemu zatrudnieniu, zmniejsza bodźce do oszczędzania, a towary wyprodukowane w danym kraju tracą swoją konkurencyjność na rynkach międzynarodowych. Ponadto wysoka inflacja redukuje sprawność mechanizmów konkurencji (zwiększa stopień niepewności przy sporządzaniu rachunków ekonomicznych). Należy również dodać, że niezwalczana inflacja wykazuje skłonność do samoprzyspieszenia, grożąc hiperinflacją, a tym samym koniecznością przeprowadzenia reformy walutowej.

Reasumując, należy stwierdzić, że w ostatnim czasie w Polsce tempo wzrostu inflacji nieco przyspieszyło. Jego poziom nie jest jednak na tyle wysoki, żeby wiązał się z istotnymi konsekwencjami. Prowadzona przez NBP polityka niskich stóp procentowych wydaje się skutecznym instrumentem kontroli podaży pieniądza. Niewielka inflacja pełzająca, w granicach 1-3 proc., może okazać się nawet czynnikiem prorozwojowym dla gospodarki. Z pewnością jest ona korzystniejsza od deflacji, która przyczynia się do stagnacji, spadku cen, a tym samym zmniejszenia opłacalności produkcji przemysłowej.

Dr Grzegorz Górniewicz

https://naszdziennik.pl/mysl/210233,pel ... lacja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /