Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 68 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 13 wrz 2012, 06:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Na manowcach skojarzeń

Dziennikarz Telewizji TrwamNiezawodny i zawsze dyspozycyjny profesor Tomasz Nałęcz, który ostatnio trudni się doradzaniem prezydentowi Komorowskiemu, odkrył, że hasło na warszawski Marsz w obronie Telewizji Trwam „Obudź się, Polsko” jest „do złudzenia podobne do nazistowskiego sloganu „Deutschland erwache”” - ( Niemcy, obudźcie się), będącego początkiem pieśni śpiewanej w III Rzeszy. Pan profesor w swej wspaniałomyślności tłumaczy na falach agorowego radia TOK FM, że użycie tych słów: „ To głupota, a nie zła wola”. No cóż, „skojarzenia to przekleństwo”, jak mówi fragment innej piosenki śpiewanej bynajmniej nie w III Rzeszy, a w III RP, i mogą one wpędzić niejednego w konfuzje. Idąc więc śladem skojarzeń pana profesora Nałęcza, można zadać pytanie, z czym doradcy prezydenta kojarzy się zdanie „Bóg z nami” – po niemiecku „Gott mit Uns”? Jest ono „do złudzenia podobne do nazistowskiego” hasła umieszczanego na pasach żołnierzy Wehrmachtu. To nic, że słowa te pojawiły się w Starym Testamencie w Księdze Izajasza, gdzie prorok zapowiedział przyjście Emmanuela, co oznacza „Bóg z nami”, czy w Listach św. Pawła „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam” (Rz 8.31.b). Czy zatem przywoływanie dziś tych słów to - dla pana profesora - „głupota” czy może jednak „zła wola”?

Może też prof. Nałęcz zapytałby Andrzeja Wajdę (zdaje się, są w dobrej komitywie), czym kierował się, kiedy niezwykle plastycznie pokazywał w „Weselu” taniec chocholi? Czyżby ta filmowa opowieść z Wyspiańskiego o uśpionym narodzie też do złudzenia podobna była do ideologii hitlerowskiej? A może nasz uznany dramaturg Stanisław Wyspiański – idąc za skojarzeniami doradcy prezydenta Komorowskiego – był protoplastą hitleryzmu, skoro pisał o potrzebie budzenia narodu? Krocząc po śladach profesora, można trafić jak nic na manowce. Pytanie, czy profesor prowadzi nas tam z głupoty, czy ze złej woli?

Dariusz Pogorzelski

http://www.naszdziennik.pl/blogaid/taki ... ml#entry59


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 24 wrz 2012, 15:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Za tę zbrodnię też odpowiecie

Dużo się mówi i pisze w tak zwanym drugim obiegu przeznaczonym dla „moherów” i „oszołomów” o tragedii smoleńskiej, jako o zamachu, zbrodni, kolejnej likwidacji polskich elit niepodległościowych.

Ja chciałbym dzisiaj poruszyć temat innej, w dużej mierze przemilczanej, okrutnej zbrodni na narodzie polskim, z której wielu, tak pisowców, jak i platformersów nie zdaje sobie nawet sprawy.

Rozpoczęła się ona w 2005 roku zaraz po podwójnym wyborczym zwycięstwie PiS-u i kontynuowana jest nadal po odzyskaniu w 2007 roku władzy przez „rycerzy okrągłego stołu”.

Owa zbrodnia polega na dokonywanym z premedytacją podziale Polaków na dwie zwalczające się i nienawidzące nawzajem grupy.

Jej najaktywniejszych wykonawców w postaci Tusków, Palikotów, Sikorskich, Niesiołowskich, Komorowskich i wspierających ich mediów „wiodących” dziennikarzy oraz „autorytetów”, znamy doskonale i zapamiętamy na długo.

Światowe demokracje nie znają takiego drugiego przypadku, w którym rząd i elity własnego państwa przy udziale medialnej propagandy, identyczne etnicznie społeczeństwo, posługujące się jednym językiem i modlące się w przytłaczającej większości do tego samego Boga podzielić na dwa wojujące ze sobą zaciekle plemiona.

Oczywiście, jeżeli coś nie zdarza się w prawdziwych poważnych demokratycznych państwach nie oznacza, że nie zdarza się w ogóle.

Takie tworzenie podziałów i skłócanie miejscowej ludności to stara metoda „dziel i rządź” stosowana jednak głównie przez zaborców, okupantów lub administracje kolonii, protektoratów i kondominiów.

Dlatego mieniący się polskim rząd oraz deklarujące się polskimi elity, posługujące się tą metodą muszą działać w czyimś imieniu i na czyjeś polecenie skoro zachowują się identycznie jak okupanci czy państwa kolonialne. Dlatego ja odmawiam im miana „polski rząd” czy „polskie elity” gdyż nie działają w polskim interesie, lecz na jego szkodę.

Aby przybliżyć czytelnikom podłość i zbrodniczość tego planu posłużę się przykładem szokującym i na pierwszy rzut oka wziętym jakby z sufitu oraz niepasującym z pozoru do europejskiego kraju, jakim jest Polska.

Myślę jednak, że ten przykład uzmysłowi nam, w jakim to eksperymencie w dużej mierze nieświadomie bierzemy udział niczym doświadczalne króliki i do czego ta banda w przyszłości może nas doprowadzić.

Co my Polacy wiemy o takim afrykańskim kraju jak Rwanda? Jeżeli już to tylko tyle, że w 1994 roku doszło tam do ludobójstwa. Jak podają nawet encyklopedie, ludność pochodzenia Hutu bestialsko wymordowała od 800 000 do 1071000 ludności z plemienia Tutsi.

Skąd się wzięły w Rwandzie te dwa plemiona czy zwalczające się grupy etniczne i czym się one różnią?

Od setek lat tereny Rwandy i Burundi zamieszkiwał jeden identyczny etnicznie naród Banyaruanda, nie licząc niewielkiej, stanowiącej 1% populacji Pigmejów.

Byli to chrześcijanie i katolicy wyrośli w tej samej kulturze, nieróżniący się wyglądem, kolorem skóry i posługujący się tym samym wspólnym językiem.

Nazwy Tutsi i Hutu odnosiły się jedynie do pozycji w hierarchii społecznej. Można w wielkim skrócie powiedzieć, że Tutsi do był odpowiednik naszej szlachty zaś Hutu to uprawiający ziemię chłopi.

O tym „szlachectwie” Tutsi stanowiły posiadane przez nich krowy, tamtejszy symbol bogactwa. Jednym słowem podział ten był płynny i wchodząc w posiadanie krów można była z Hutu stać się Tutsi, czyli osiągnąć społeczny awans. Oczywiście możliwa była tez odwrotna ścieżka kariery.

Mała biedna i odległa Rwanda nie budziła wielkiego zainteresowania europejczyków i dlatego skolonizowana została dopiero w 1885 roku przez Niemców, którzy utrzymywali tam jedynie pięciu urzędników i niecałe dwie setki żołnierzy. Jednak w sprawowaniu władzy oparli się oni na posiadaczach krów, Tutsi dając pierwszy sygnał do późniejszych podziałów.

Kiedy po pierwszej wojnie światowej Rwanda stała się kolonią belgijską rozpoczęło się na dobre w myśl zasady „dziel i rządź” podsycanie konfliktów, dzielenie, budzenie wzajemnej nienawiści w podbitym narodzie.

Przeprowadzony spis powszechny stał się pretekstem do wprowadzenia dokumentów, w których umieszczono rubrykę „przynależność etniczna” dzieląc sztucznie jednolitą etnicznie ludność na plemię, „młodych wykształconych z dużych miast” Tutsi i „moherowe berety” Hutu.

Przechodzenie z jednej do drugiej grupy stało się już niemożliwe, a sztuczna przynależność rasowa od tego momentu stała się dziedziczona.

Rubryki te przetrwały w późniejszych dowodach osobistych i paszportach do 1994 roku i to głównie dzięki nim identyfikowano przyszłe ofiary i realizowano ludobójcze akty gdyż na samej podstawie wyglądu, wyznawanej religii czy języka do dziś nikt nie potrafi odróżnić Tutsi od Hutu.

Jeżeli przyjdzie taki dzień, w którym Polacy odzyskają swoją ojczyznę, a na jej czele stanie nawet jakiś wielki mąż stanu do zadanie, jakie go czeka jest niewyobrażalnie trudne.

Wykopany rów, albo może lepiej, wzniesiona między Polakami barykada będzie bardzo trudna do rozebrania. Jeszcze większym wyzwaniem będzie proces zacierania pamięci o tym zbrodniczym dla narodu podziale dokonanym na zamówienie „obcych” przez pseudo-polski rząd i pseudo-polskie elity.

Nie tylko za smoleński mord, ale i za ten wywołany z premedytacją w interesie naszych wrogów zbrodniczy i wyniszczający podział zdrajcy musza ponieść surową odpowiedzialność bez żadnych abolicji, amnestii i grubych kresek.

Oni nie powinni nigdy mieć prawa mienić się Polakami, a my, choć raz nie bądźmy i po szkodzie głupi.

"O, młodzi rodacy moi, ja już nie będę widział Polski, bom stary, ale wy, jeżeli jej doczekacie, pamiętajcie, co wam mówię: żadnemu takiemu, który choćby rok jeden Moskalowi służył, nie wierzcie; czy to marszałek czy to sędzia, czy to profesor, wypędźcie jego z waszej ziemi, bo nigdy z niego prawdziwy Polak nie będzie, a jeżeli juz go zostawicie, bądźcie pewni, ze furtkę gotową zostawiacie nieprzyjacielowi.”

(Tadeusz Konwicki, „Bohiń”)

Źródło:

http://pasjaswiata.pl/tutsi-hutu/

P.S. Tekst to rozwinięcie „kontrowersyjnego” i „nieadekwatnego” dla niektórych porównania, „Polska-Rwanada”, jakiego użyłem podczas spotkania w klubie „Ronina”.



http://kokos.salon24.pl/449878,za-te-zb ... odpowiecie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 25 wrz 2012, 15:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
A więc potwierdziło się…

A więc potwierdziło się, pani Anny Walentynowicz nie było w grobie na Srebrzysku, żegnaliśmy wtedy, w kwietniu 2010 inną osobę. Pan Tusk nie tak dawno w Sejmie tak żałośnie i rozdzierająco odstawiał szopkę z miłością ojcowską do swego dziecięcia, niczym słynna już pani posłanka Cielebąk- Sawicka, której rozmazane po twarzy gluty pomogły wygrać wybory. Czy pomyślał może, co zafundował rodzinom Pani Anny? Pozostałym rodzinom, które już dziś nie mogą być niczego pewne? A ci, którzy skremowali zwłoki? Czyje? Wiadomo, że to jak domino, jedna pomyłka, lub „pomyłka” automatycznie pociąga za sobą przynajmniej jeszcze jedną rodziną postawioną wobec strasznej niepewności.

Oczywiście, ktoś powie, ze, co z tym ma Tusk wspólnego. Generalnie, wiadomo, Tusk nigdy za nic nie odpowiada, więc niby, dlaczego za Smoleńsk? Tusk nie jest od tego, tylko od tego, by się „wkurzać”, a w skrajnych przypadkach „dać burę”. Jednak od tego, najstraszniejszego w swym życiu oskarżenia wywinąć się nie może. Już pomijam współudział w tym wszystkim, podjęcie gry przeciwko polskiemu Prezydentowi na miesiące przed tragedią, to temat na cos znacznie więcej, niż prześmiewczy felieton i na pewno nie ja będę taki dokument pisał, jak przyjdzie czas, gdy śledztwo będzie mogło być prowadzone rzetelnie. Tam były dwie tragedie, smoleńska i posmoleńska. Tą smoleńską, powtarzam, kto inny będzie rozliczał. Tą posmoleńską, która rozgrywała się już na naszych oczach, każdy widział i każdy ma prawo ocenić. Do tego żadne tajne archiwa, żadne satelitarne zdjęcia, ( przy okazji, no to gdzie te zdjęcia przekazane przez Amerykanów? Spadły za biurko? Czy też, jak w przypadku tych wszystkich raportów usłyszymy, że przecież Pan premier ma zbyt dużo pracy, by je wszystkie czytać, chyba wszyscy to rozumieją). Tu wszystko działo się na naszych oczach. Te bezczelne, ordynarne kłamstwa o wspólnych sekcjach, o ziemi przekopanej na metr wgłąb. Decyzję, by zmienić początkowe wspólne śledztwo prowadzone na podstawie umowy na czysto (choć słowo czyste bardzo tu nie pasuje, raczej w pełni ubabrane w kłamstwie i fałszerstwie) rosyjskie, gdzie Polskę pozbawiono jakichkolwiek praw. Nagły wyjazd Klicha uniemożliwiający Polakom udział w postępowaniu, bo tylko on jeden był akredytowany ( uprzednio zrobił wszystko, by właśnie tak się stało). Zakaz otwierania trumien, do dziś nie wiadomo, po co i na jakiej podstawie. Jedni mówili, że Rosja zakazała, inni, potem, ze właściwie, nie, że nie wiadomo, kto. Ale ktoś zakazał, ktoś ten zakaz wyegzekwował. Czytam, ze Arabski. Nie wiem, kiedyś się dowiemy, zresztą, rola Arabskiego, to zupełnie osobny rozdział, mało, kto jest tam tak umoczony, jak właśnie ten człowiek. W pewnym momencie zaskuczał, że się go czepiają, bo nie poleciał i nie zginął. Przypomina mi to historyjkę o mordercy matki i ojca, który błagał przed sądem „miejcie litość dla sieroty!”. No, ale, ze względów procesowych, oświadczam, że ta historyjka nie nic, ale to nic wspólnego z panem Arabskim, podobnie zresztą, jak z Kopacz, Janickim, Turowskim, Tuskiem, Klichem jednym i drugim. Przypadkowa zbieżność. Przeciwnie, wszystkim wyżej wymienionym szczerze gratuluje awansów, orderów, niewątpliwie ciężko zapracowanych w trudnych i niebezpiecznych warunkach. To znaczy, mam nadzieję, że w końcu ich uczynki okażą się dla nich niebezpieczne, a prawda, jak stwierdził Pan Prezydent, oby żył wiecznie, okaże się arcyboleśnie prosta, ale, to chyba po wyborach.

Przejrzałem komentarze po tej wiadomości, która, tak na zdrowy chłopski rozum, powinna spowodować przynajmniej kilkusekundowa refleksję w leminżych łbach, którym wbito w zwoje Pancerną Brzozę, Świetą Półbeczkę i „jak walnęło, to urwało”. Ale nie. Owszem, pomyka być może nastąpiła, przykre, ale ważniejsze, że Macierewicz i Fotyga to „hieny”, które „odgrywają cyrk”. Do tego doszliśmy, że nienawiść zeszła u nich do poziomu odruchów, bez udziału większości partii mózgu. Psy Pawłowa. Widzą Macierewicza, idzie sygnał „wyć”. Jakby się okazało, że zwłoki maja w czaszkach dziury po kulach, też nie zrobiłoby to na nich wrażenia, ani nie powstrzymało od chamskich żarcików. Bo Macierewicz. Od 2.5 roku najważniejsze jest to, by PiS nie odniósł przez ta katastrofę jakiejś korzyści. To się nie zmienia.

http://niepoprawni.pl/blog/1489/wiec-po ... e%E2%80%A6


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 07 paź 2012, 19:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Lista proskrypcyjna Libickiego

Czytam, czytam i wytrzeszczam oczy.

Pan J.F. Libicki w reakcji na ostatni sensacyjny sondaż proponuje receptę absurdalną i demaskującą już całkowicie nie tylko swoją konstrukcję psychologiczną, ale i sens bycia w polityce.

On sporządził listę proskrypcyjną polityków PiS oraz sympatyzujących z nim dziennikarzy, których należy czym prędzej zakatować i obrzucić błotem. To jest jego rada na uratowanie Polski. Metoda iście stalinowska czy hitlerowska, choć Bogu dzięki póki co bezkrwawa. Wytypować elity wroga i je zniszczyć obrzucając propagandowym łajnem.

Jednym słowem ostatnią szansą na sukces i poprawę wizerunku PO nie jest według Libickiego uczciwe i do bólu wyjaśnienie ostatnich afer, likwidacja sitw i układów oraz prawdziwe reformowanie i naprawianie państwa.

J.F. Libicki uważa, że poprawić swój wizerunek można już tylko w jeden sposób. Niszcząc wizerunek „czającego” się wroga, atakując totalnie, nie oszczędzając także jego rodzin, a nawet teściów.

Pluć, nacierać medialną ławą i broń Panie Boże rozmawiać z przedstawicielami ugrupowania, które o zgrozo popiera 39% Polaków.

Narobiła nam pani Zyta Gilowska niezłego pasztetu rezygnując z poselskiego mandatu i przywracając do politycznego życia tego „demokratę” nowego typu.

Zastanawiające jest dla mnie tylko, jak J.F. Libicki w tym siedlisku, żmij, podstępnych i cynicznych kreatur wytrzymał aż siedem długich lat?

Jak znam życie Kaczyński z Macierewiczem szprycowali biedaka psychotropami.

http://kokos.salon24.pl/453337,lista-pr ... libickiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 29 paź 2012, 17:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Putin Kiszczak dwa bratanki...?

19 października obchodziliśmy 28 rocznicę uprowadzenia księdza Jerzego Popiełuszki oraz drugą rocznicę zabójstwa Marka Rosiaka.

W wypadku księdza Jerzego piszę o rocznicy uprowadzenia, gdyż tylko to jest pewne. Faktyczna data śmierci, bezpośredni sprawcy oraz zleceniodawcy pozostają nadal bezkarni, co jest hańbą dla III RP i jej założycieli, którzy z wyrachowaniem, jako akt założycielski tego chorego państwa-dziwoląga przyjęli kłamstwo, a zdrajców i oprawców z polską krwią na rękach uznali za partnerów i wspólników przy podziale łupów.

Wydawałoby się, że obydwie zbrodnie niewiele łączy. Jerzy Popiełuszko to był dla komunistów znienawidzony wróg, a jego zabicie było starannie przygotowaną, zaplanowaną i wykonaną z premedytacja akcją.

Marek Rosiak zaś zginął niejako w zastępstwie Jarosława Kaczyńskiego i można śmiało powiedzieć, że w tym sensie był ofiarą przypadkową.

Jest jednak coś takiego, co oba te morderstwa ściśle łączy. Mam tu na myśli poprzedzające je wielkie kampanie kłamstw oszczerstw i szerzenia nienawiści

W szczuciu społeczeństwa na Jerzego Popiełuszkę przodował w PRL-u Jerzy Urban ze swoimi słynnymi konferencjami prasowymi i paszkwilami publikowanymi w prasie pod pseudonimem Jan Rem, goszczący dzisiaj od czasu do czasu w telewizji TVN, założonej przez swojego pupila i protegowanego Mariusza Waltera, którego w czasach PRL-u polecał Kiszczakowi, jako najlepszego kandydata na propagandzistę mającego ocieplać wizerunek MO i SB.

Myli się dzisiaj ten, kto sądzi, że za życia ksiądz Jerzy był przez wszystkich Polaków uważany za wielkiego patriotę i bohaterskiego kapłana głoszącego prawdę. Oprócz Urbana i wówczas nie brakowało różnej maści Palikotów, którzy skutecznie potrafili wzbudzić nienawiść u części społeczeństwa do heroicznego kapłana, który oddał życie za wiarę i Polskę.

Kampania nienawiści, jaka prowadzona była wobec PiS i Jarosława Kaczyńskiego przebiegała dokładnie według wypróbowanego Urbanowskiego scenariusza, a apele o „dożynanie watach”, porównywanie „moherów” do bydła i apele o zastrzelenie Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszenie go i sprzedanie jego skóry, przyniosły 19 października 2010 roku efekt w postaci mordu na Marku Rosiaku.

Ostatnio media przyniosły wieść o tym, iż komitet śledczy federacji rosyjskiej zakończył po sześciu latach śledztwo w sprawie zabójstwa Anny Politkowskiej, dziennikarki znanej z odwagi w krytykowaniu reżimu Putina.

Mało, kto wierzy, że oskarżeni o mord Czeczeńcy to faktyczni sprawcy zbrodni. Przy tej okazji o dziwo nawet tak zwane wiodące polskie media podały, że Anna Politkowska została zastrzelona 7 października, czyli dokładnie w dzień urodzin Władimira Putina, co według wielu niezależnych dziennikarzy i ekspertów wygląda na przystawioną z premedytacją przez Kreml pieczątkę mającą zastraszyć dziennikarzy ośmielających się krytykować prezydenta-czekistę.

Niestety tym samym mediom brakuje odwagi by podać publicznie do wiadomości, że dzień 19 października, w który to porwano księdza Popiełuszkę, a 26 lat później zastrzelono Marka Rosiaka to jednocześnie dzień przyjścia na świat Czesława Kiszczaka.

"Wielkie kłamstwo ma w sobie pewien element wiarygodności, gdyż szerokie masy narodu łatwo ulegają zepsuciu. Zatem w swoich prymitywnych umysłach łatwiej ulegają wielkiemu kłamstwu niż drobnemu."

(Mein Kampf, Adolf Hitler.)

„Polacy maja w dupie wszystko. Ludzie w całej masie są dość debilowaci, no należy sobie powiedzieć prawdę. I należy, jeśli chcemy oddziaływać na masy, musimy dokładnie znać psychikę debila. Pamiętajmy, że żadna ideologia tego społeczeństwa nie ruszy. Sami widzicie, że żeby być skutecznym należy być cynicznym. Będąc otwartym, szczerym, będąc sobą nic nie zdziałacie”

(Piotr Tymochowicz, doradca Janusza Palikota)

http://kokos.salon24.pl/458764,putin-ki ... a-bratanki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 29 paź 2012, 20:36 
Offline
Czytelnik

Dołączył(a): 27 wrz 2010, 17:39
Posty: 76
To śmiertelni wrogowie Polski próbują tresować nas w nienawiści. I czasem wydaje się, że im się udaje, że odnoszą sukcesy. Ale mamy się czym bronić: mamy Jasną Górę, św. Faustynę, bł. księdza Jerzego, bł. Jana Pawła II...
Mamy Różaniec.
I Maryja zwycięży. Jest to pewne:
http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/
Cytuj:
- Polska to naród wybrany przez Boga do wielkiego posłannictwa, dlatego oczyści go Bóg przez cierpienie. Bóg ześle Polsce pomoc swoją z tej strony, z której się nikt nie spodziewał. Przyjdzie dla Polski dzień, w którym przyjaciele odstąpią od niej i zostanie sama, aby się wypełniła wola Boża – a wtedy miłosierdzie okryje ją całą – Polska przejdzie jeszcze swoje ostateczne oczyszczenie, ale potem wiara i miłość zatryumfują w pełni. Jeszcze jakiś czas potrzebny jest do pokuty, a potem Chrystus zmieni całkowicie oblicze tej ziemi. Niech nikt nie upada na duchu, gdy szatan będzie brał górę, bo zostanie pokonany mocą Bożą.
- Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie zwycięstwem błogosławionej Maryi Dziewicy. Z różańcem w ręku módlcie się więc o zwycięstwo Matki Najświętszej! Polska jest bowiem narodem wybranym Najświętszej Maryi Panny. Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i Różańcem. Polska ma stanąć na czele Maryjnego zjednoczenia narodów. Trzeba ufać i modlić się. Jedyna broń, której używając Polska odniesie zwycięstwo, to Różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga. Polska będzie pierwszą, która dozna opieki Matki Bożej. Maryja obroni świat od zupełnej zagłady, a Polska nie opuści sztandaru Królowej Nieba. Całym sercem wszyscy niech się zwracają z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem. Nastąpi wielki tryumf Serca Matki Bożej, po którym dopiero zakróluje Zbawiciel nad światem przez Polskę.
- Polska urośnie do znaczenia potęgi moralnej i będzie natchnieniem przyszłości Europy, jeżeli nie ulegnie bezbożnictwu, a w rozgrywce duchów pozostanie niezachwianie po stronie Boga. Jako promieniujący ośrodek chrześcijański Polska będzie powagą i może odegrać rolę wzoru oraz pośredniczki oczekiwanego braterstwa narodów, którego samą li grą dyplomatyczną zbudować niepodobna. Na rozstaju dziejowym Polska nie powinna się przeto zawahać, nie powinna zbaczać ze swej drogi, lecz iść za swym powołaniem. Pogłębioną świadomością chrześcijańską powinna odgrodzić się duchowo od zmurszałego i zakłamanego świata, który przepada, a przodować w nowym życiu, które się wyłania. /…/ za: „Acta Hlondianum”

http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/

Wolą Pana Boga jest, żeby Polska zwyciężyła wyłącznie samym tylko Różańcem.
Dlatego tracimy po kolei wszystko: państwo, gospodarkę, edukację, wojsko, banki, majątek - po to, żebyśmy to w końcu zrozumieli.

http://zrff.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 27 lis 2012, 16:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
"Moda" na zabijanie

Miłościwie panujący - tylko nad swoimi własnymi interesami - rząd Donalda Tuska wprowadził do krwioobiegu społecznego nową niebezpieczną dla wszystkich narrację, do której odnosi się powyższy tytuł te krótkiej notki. Narracja ta może mieć tylko dwa cele: dokonanie krwawego przewrotu na samym sobie w celu pacyfikacji opozycji, czyli wywołanie prawdziwego zamachu, a potem ograniczenie swobód obywatelskich przy akceptacji znacznej części Polaków, albo, co też niewykluczone rozhuśtanie i tak już nieciekawych nastrojów społecznych w celu dokonania łagodnego przesilenia i przykrycia Smoleńska. Trzeciego, racjonalnego celu tej rządowo – medialnej narracji w towarzystwie służb wszelakich nie widać. Zabijanie innych ludzi, czy to poprzez prowokację wielce kreatywną służb, czy teżpoprzez eksponowanie demokratycznego sposobu podjęcia decyzji o strzelaniu zaproponowanego przez Pana Nicponia jest najogólniej rzecz biorąc niedopuszczalne i żałosne, bo pobudza świadomość obywateli do rozwiązywania konfliktów politycznych w sposób zdecydowany i przynoszący szybkie efekty, ale przecież tragiczny dla kraju.

Tak samo niedopuszczalne jest przenoszenie siłą znanego reżysera z obszaru dyskursu o karach dla zdrajców w monarchii do tak zwanej demokracji postsocjalistycznej, ponieważ w demokracji tej, o czym powszechnie wiadomo, zdrajcy i złodzieje żyją godnie i w spokoju ciesząc się kwitnącymi ogrodami i wyprowadzaniem swoich limuzyn w celu wzbudzenia pożądania. Ponadto, wielu zdrajców nie zostało do dziś nieujawnionych, więc nie bardzo wiadomo, w jaki sposób ta czarna prawicowa sotnia zamierza ich zidentyfikować, innymi słowy kogo by chciała zabijać. Rząd, wywołując poprzez media temat zamachu i zbrodni, teraz już wszechobecny, dopadający nas nawet u fryzjera, budzi jedynie strach we własnych szeregach. Po co? Jest to działanie ze wszech miar szkodliwe, gdyż atmosfera napięcia i zagrożenia jest już i tak niemała.

Kiedy kilka godzin temu, prawdę piszę, w telewizji pojawił się znowu Stefan Niesiołowski, moja ciotka wbiła sobie z wrażenia nóż w środkowy palec, zamiast wbić go w lisa, którego złapała w kurniku, gdy kradł nie swoje przecież jaja. Nie dalej jak godzinę temu wuja smażył spokojnie na patelni leszcza albo dorsza z Pitery i nagle zobaczył w telewizji Samego Romana Giertycha, człeka, jak by tu rzec by nie urazić, dziwnego, budzącego strach nawet wśród amerykańskich marines i agentów Mosadu. Nic dziwnego, że wuja, widząc Giertycha Romana w całej jego straszności, chwycił smażącego się dorsza i w obronie własnej (tylko i wyłącznie) rzucił nim w ekran telewizora LED, przez co ten od razu mu się przestawił z analogu na sygnał cyfrowy naziemny. Kiedy sądził, że teraz to już odpocznie, pojawił się od razu (przypadek?) minister od cyfryzacji, ale ten, zamiast mówić o softłerach i hardłerach, zajechał wuja sieciową poezją o zabijaniu Żydów i Murzynów, najprawdopodobniej przez chciwych i prawdziwych Polaków, bo autora nie chciał na wizji ujawnić.

Ze szwagrem doszliśmy do wniosku że musiało się to wszystko dziać na Madagaskarze, bo tylko tam można spotkać przecież i Murzynów, i Żydów oraz pingwiny z Nowego Jorku. Swoją drogą, dlaczego Hollywood zawłaszcza chłopcom z przedwojennego ONR nasz Madagaskar? Minister Boni, napięty jak łuk, czytał ten wiersz, a moja Babcia mówi, że jak już takie wiersze w telewizji, to oni na pewno ściągną tu Murzynów do Polski, żeby wywołać te pogromy. Wkurzyłem się i mówię Babci po dobroci, że nie ma już Murzynów, są tylko Afropolacy, co jeszcze bardziej ją przygnębiło. Na to wszystko do dyskusji włączył się sąsiad, który od samego progu darł się do nas, że Niemiec z PiS chce strzelać do Kuźniara i Pochanke. Sąsiad to wielce uczony człowiek, jak wszyscy co oglądają TVN, więc mu tłumaczę, że to Polak, i do tego chyba faszysta albo stalinowiec, skoro chce strzelać do Polaków. A wuja mówi, że był na tym spotkaniu w Roninie i to nie jest faszysta, tylko monarchista, i że to była tylko taka figura retoryczna. Tą figurą nas zagiął. Monarchista, to na pewno jakiś anarchista narkoman, więc może sobie tak tylko gada naćpany czymś. Ale Kuczyński mówi, że ten Braun planował zbiorowy mord. W klubie.

No to bez sensu jest kurna, co za ciamajdy. Planują mordy i puszczają to potem na jutubie, przecież już dawno powinni siedzieć. Szwagier powiedział, że to niemożliwe, żeby z tym zabijaniem to była prawda, no bo naród i tak sam wymiera. I mówił coś o jakichś apelach premiera w Opolu, żeby kobiety ciągle rodziły, bo w końcu sami starzy Niemcy zostaną tam tylko po wsiach. Tak pomyślałem sobie, że mógłby pomóc nasz premier, skoro chłopy stamtąd uciekają do Reichu za chlebem. No i ma jeszcze Grasia. Ho, ho, ho, ten to i przez tego twittera dałby radę, taki z niego magik. Polska nigdy by mu nie zapomniała ożywienia demograficznego. W ogóle to wszystko jest jakieś dziwne. Taki spokojny kraj, a tylu wariatów. Babcia za to mówi, że jak jeszcze raz zobaczy w telewizji Giertycha to zastrzeli chyba Brauna, ale nie tego z klubu tylko prezesa TVP. Kto wie, może to jakaś rodzina i tak go teraz wszędzie lansują. Niedobrze, Babcia się radykalizuje . I co z tego, że zabiorę jej dowód?

http://benevolus.salon24.pl/467533,moda-na-zabijanie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 29 lis 2012, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Film "Pokłosie" to taka upokarzająca nas Polaków tresura w nienawiści nas do siebie samych i innych do nas.
Komu to tym razem jest potrzebne? Komu i w jakim celu?


„Pokłosie” ma poprzednika

Zapomniany już dzisiaj cesarz Etiopii Hajle Selasje był swego czasu molestowany ideowo i politycznie przez Orianę Fallaci, podówczas będącą jeszcze w awangardzie postępactwa. Pani Fallaci molestowała starego cesarza czemu nie modernizuje Etiopii, kiedy przez świat kroczy nieubłagany postęp. Hajle Selasje początkowo się tłumaczył, że jakże nie modernizuje, kiedy przecież modernizuje, ale im bardziej się tłumaczył, tym bardziej pani Fallaci go molestowała. Kiedy po raz kolejny zaczęła mu perswadować, żeby on też poszedł z postępem, bo na świecie codziennie dzieje się coś nowego, zirytowany cesarz oświadczył, że to nieprawda, że przeciwnie - „na świecie nie dzieje się nigdy nic nowego”. Może trochę przesadził, bo wkrótce w Etiopii niejaki Mengistu Hajle Mariam, pułkownik tamtejszego wojska, zrobił komunistyczny przewrót, w następstwie którego nie tylko cesarz stracił życie, ale krwią zalana została cała Etiopia. Więc chociaż Hajle Selasje niewątpliwie przesadził w irytacji, to przecież niepodobna tak całkiem odmówić racji i jemu.

Oto na ekrany kin naszego nieszczęśliwego kraju wciągany jest obraz pana Władysława Pasikowskiego „Pokłosie”, nie tylko przez cmokierów ze środowiska „Gazety Wyborczej”, ale również przez krytyków uznany za wydarzenie bez precedensu. Tymczasem tak nie jest; „Pokłosie” ma poprzednika w postaci nakręconego w roku 1941 filmu „Powrót do ojczyzny”, noszącego również niemiecki tytuł „Heimkerr”. Ciekawe, że zarówno treść, jak i przesłanie obydwu obrazów jest podobna, chociaż zakończenia - odmienne. Treścią „Powrotu do ojczyzny” są prześladowania bezbronnych Niemców przez zdziczałych Polaków na Wołyniu. Najpierw odbierają im szkołę i w ogóle - nie dają żyć - ale najgorsze przychodzi dopiero 1 września 1939 roku, kiedy to nie mogąc ścierpieć nieustannych prowokacji, Adolf Hitler wznosi nad Polską karzący miecz. Zdziczali Polacy aresztują biednych Niemców i kiedy już prowadzą ich na rozstrzelanie, nadlatuje Luftwaffe, ukazują się czołgi z czarnymi krzyżami i wszystko kończy się wesołym oberkiem. „Pokłosie” ma zakończenie inne; tu wesołego oberka jeszcze nie ma, ale gdyby tak w odpowiednim momencie pojawiły się samoloty - niekoniecznie zaraz Luftwaffe, tylko na przykład - Aerofłotu albo El Al, a jeszcze lepiej - czołgi „Merkawa” a na nich krasnoarmiejcy z okrzykiem „ura!” - może udałoby się film zakończyć nie tylko wesołym oberkiem, ale nawet - kto wie - majufesem?

Z tym polskim zdziczeniem też coś jest na rzeczy, bo proszę - taki Igo Sym, który kompletował polską obsadę „Powrotu do ojczyzny” i w ogóle - udzielał pomocy ówczesnym władzom w zwalczaniu terrorystycznych zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie - został skrytobójczo zamordowany - zaś aktorzy: Bogusław Samborski, Józef Kondrat, Michał Pluciński, Hanna Chodakowska i inni, byli po wojnie molestowani, chociaż chcieli tylko rozdrapać zaskorupiałe sumienia mniej wartościowego narodu tubylczego, żeby go podnieść i uszczęśliwić.

Oczywiście dzisiaj o niczym podobnym nie można nawet pomyśleć i takiemu na przykład Grzegorzowi Braunowi, któremu roi się karanie różnych prekursorów, tylko patrzeć, jak kabewiaki, to znaczy - niezależna prokuratura i niezawisły sąd pokażą mores, natomiast nieoceniona „Gazeta Wyborcza” zachęca do spędzania na „Pokłosie” młodzieży gimnazjalnej i licealnej, żeby przynajmniej im trochę porozdrapywać sumienia. A jak już te sumienia się porozdrapuje, że będą stanowiły jedną rozjątrzoną ranę, wtedy nawet kataplazm z Luftwaffe może przynieść ulgę. No nie?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2681


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 07 gru 2012, 22:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Zagadka psychologiczna

Od przeszło dwóch lat nurtuje mnie pewna zagadka psychologiczna i mam nadzieję, że ktoś z Państwa pomoże mi ją rozwikłać.

Jak zachowuje się człowiek, którego wróg właśnie zginął? Człowiek kulturalny jest powściągliwy i zachowuje kamienną twarz. Człowiek prosty, bez zwykłej ogłady towarzyskiej zachowuje się jak Komorowski na lotnisku czekając na przylot trumien 96 ofiar, czyli tryska dobrym humorem.

Natomiast okazywanie złości przy takiej okazji zdaje się być całkiem niezrozumiałe. A jednak. Miałam znajomych o odmiennych od moich poglądach politycznych, ale nic konkretnego z tego nie wynikało, aż do 10 kwietnia 2010 r. Nagle niektórzy z nich napadli na mnie, jakbym była co najmniej dealerem odmawiającym działki biedakowi na głodzie narkotycznym. Rozumując racjonalnie, powinni odczuwać co najmniej ulgę z powodu śmierci znienawidzonego człowieka. Otóż nie, zupełnie nie.

A może to jakiś rodzaj nałogu? Tytoń, alkohol, narkotyki i seks nie wyczerpują listy uzależnień. Mało kto skłonny byłby przyznać, że jest uzależniony od uczuć i to wcale nie tych uważanych za przyjemne. Jeśli nienawiść działa jak narkotyk, to człowiek uzależniony od niej nie myśli trzeźwo. A jego wściekłość jest spowodowana utratą podmiotu nienawiści.

Nauczono nas słownego schematu, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Ale kto i jakie profity mógłby czerpać z nienawiści? Na tytoń i alkohol jest monopol państwowy; narkotyki i prostytucja przynoszą krocie, ale trzeba być w „branży”. A jakie korzyści można mieć z siania nienawiści? Takie, jakie się ma z posiadania rządu dusz.

A może po prostu mamy do czynienia ze zwykłymi wyrzutami sumienia, które pojawiają się niezależnie od woli cierpiącego na nie? To nie do końca uświadomione mniemanie, że to właśnie ta bezpodstawna nienawiść pochłonęła ofiary 10.04.2010 r?

Małgorzata Todd www.mtodd.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 17 gru 2012, 08:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Tusk i Kaczyński - kto ośmiesza stan wojenny?

Można mieć różne opinie na temat tego, kto wywołał w Polsce "wojnę polsko-polską", kto podzielił społeczeństwo, kto psuje gospodarkę i kto psuje polską demokrację. Zdecydowana większość odpowiedzi mieści się w zbiorze {Tusk, Kaczyński}. Nawet odpowiedź na pytanie o to, kto jest winny tragedii smoleńskiej, też zazwyczaj mieści się w tym zbiorze. Największym elementem tego uproszczenia jest nie uwzględnianie w tym zbiorze wiodących polskich mediów i nie przydzielenie każdemu należnej mu części winy.

Fakt, że media na bieżąco nie umiały reagować krytycznie, obiektywnie i nie podawały prawdziwych informacji, że pełnią rolę jednego z graczy na naszej scenie politycznej – sprawia, że to im należy przypisywać największą winę (tym którzy nimi kierują i tym którzy w nich pracują). To przede wszystkim żenująco niski poziom polskich mediów elektronicznych, sprawia, że nasz system nie jest postrzegany jako odpowiadający standardom demokracji zachodniej (przez większość myślących Polaków, jak sądzę, i przez coraz więcej ludzi w Europie, jak się ostatnio okazuje).

Podobnie jest w sprawie tego, kto bardziej ośmiesza stan wojenny, Tusk czy Kaczyński? To że wiodące media nawet nie postawiły tej sprawy jako alternatywy, tylko skoncentrowały się na ośmieszaniu, mniej lub bardziej prostackim i wulgarnym, Jarosława Kaczyńskiego, samo mówi za siebie. Drwiąc sobie z człowieka, który należy do tych niewielu przecież, kilkudziesięciu tysięcy ludzi w Polsce, którzy po wprowadzeniu stanu wojennego, zdecydowali się na stawianie czynnego oporu – media zaczęły tym samym ośmieszać stan wojenny. Wolne media (niszowe i internetowe), w odpowiedzi przypomniały, że Tusk też nie był internowany, podobno pił z kolegami 13 grudnia – co wzmaga efekt ośmieszania.

Na Salonie24 wysyp notek, w których wyraża się absmak tą "kłótnią" (tak jakby tu była jakaś symetria, a przecież żadnej symetrii nie ma). Przy okazji podważa się w ogóle etos podziemnej solidarnościowej walki. Zaczyna przeważać optyka filmu "Rozmowy kontrolowane" (niektórzy stąd tylko znają obraz stanu wojennego); a "odważny inaczej" Maciej Stuhr zapowiada kolejne dzieło traktujące stan wojenny na wesoło. Skoro psujemy demokrację, psujemy gospodarkę, to można psuć także stan świadomości społecznej na temat najnowszej historii. Czemu nie? Można wszystko obs...

Żeby całą tę dyskusję na S24 i w internecie (czyli, jak u nas, w enklawach demokracji) sprowadzić na przyzwoity poziom, i odróżnić się od mainsteamowego wylewania pomyj, trzeba ustalić podstawowe fakty.

Po pierwsze, fakt internowania 13 grudnia oznacza tylko to, że w "karnawale Solidarności", gdy wydawało się, że "mogą nam skoczyć", człowiek był bardziej aktywny niż inni – czy to z przyczyn ideologicznych, czy też z nadziei, że otwierają się właśnie nowe ścieżki kariery. Jeśliby listę "bohaterów Solidarności" budować na podstawie faktu internowania 13 grudnia, to oznaczałoby, że sporządziła ją bezpieka PRL, już wtedy, gdy nikt nie został jeszcze poddany prawdziwej próbie.

Prawdziwym sprawdzianem był właśnie 13 grudnia, i zdecydowana większość członków Solidarności (tych 10 milionów od Lecha Wałęsy) nie zdała tego egzaminu. Większość poddała się bez oporu. I trudno się ludziom dziwić. Zagrożenie utraty bezpieczeństwa, złamania kariery, dotkliwych życiowych represji wobec własnej osoby i bliskich – było jak najbardziej realne. Realne było nawet zagrożenie utraty życia, co władze stanu wojennego starały się usilnie ludziom uświadamiać – rozstrzeliwując górników w wujku, strzelając ostrą amunicją na demonstracjach, zezwalając esbekom na bicie i mordowanie ludzi. W tych warunkach na odwagę oporu zdobyło się już tylko kilkadziesiąt tysięcy ludzi (może 100 tysięcy może 50 tysięcy, do dzisiaj nie wiemy).

Zarówno Tusk jak i Kaczyński byli wśród tych kilkudziesięciu tysięcy. Wynika to chociażby z wpisów w Encyklopedii Solidarności, jak i z bardziej solidnych opracowań IPN. Kaczyński był bliżej liderów podziemnej "S", bliżej centrum, ale nie oznacza to, że Tusk się mniej narażał. Trudno ocenić. Problem w tym, że w tej młócce medialnej (okładaniu cepami Kaczyńskiego), którą zrealizowano ewidentnie na polityczne zamówienie przeciwdziałania zawłaszczaniu przez PiS 13 grudnia, ośmieszeniu zaczął ulegać stan wojenny, ówczesna walka i jej znaczenie. Ci którzy kochają symetrię, dalej że pisać notki, że tak naprawdę jedni drugich warci, że nie było to takie wielkie bohaterstwo (prawdziwe bohaterstwo to było podczas okupacji hitlerowskiej), że całą prawdę o podziemiu solidarnościowym widzimy w filmie "Rozmowy kontrolowane" (którego telewizja, słusznie zwana, "publiczną", nie omieszkała przypomnieć). W ogóle ci "bohaterowie" opozycji są śmieszni (razem z Wałęsą), że wydaje im się, że cokolwiek obalili. Komunizm – wedle autorów notek – upadł w wyniku globalnych procesów historycznych, a nie został obalony, a w związku z tym – to już nasuwający się wniosek – wątpić należy czy opór po 13 grudnia miał jakikolwiek sens.

Nie chce mi się tu dyskutować z tą "czeską mentalnością" i takim postrzeganiem świata. Dość się nadyskutowałem na ten temat w latach osiemdziesiątych. Jeśli ktoś ma taki pogląd, że w życiu zasadniczo nie warto się narażać dla żadnych idei, bo nic to nie daje – jego sprawa. Ja chciałbym przypomnieć jeszcze jeden fakt, który (przy takim nauczaniu historii, jakie obecnie mamy) umyka już uwadze zainteresowanych.

W stanie wojennym, generalnie inaczej traktowano inteligentów, a inaczej robotników (ludzi prostych). Ryzyko byłych liderów było zazwyczaj znacznie mniejsze niż ryzyko, na przykład, anonimowego robotnika-drukarza podziemnego. To oni, robotnicy, prowadzili prawdziwą działalność podziemną, w żadnych "luksusowych internatach" nie siedzieli, i żadnych rozmów z esbekami przy kawce nie prowadzili. Z reguły dostawali pięścią między oczy i byli kopani podczas rozmowy. Niektórzy tak intensywnie, że stracili życie.

Mędrkujacym na temat stanu wojennego trzeba o tym stale przypominać.

http://janmak.salon24.pl/472749,tusk-i- ... an-wojenny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 02 sty 2013, 10:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Bolszewizm jest naprawdę doskonały ... w agresji, w nienawiści, w zawiści, w niszczeniu, w ujarzmianiu, w zbrodniach, w zadawaniu cierpień, w poniżaniu, w ogłupianiu......

RUSZYŁA MACHINA NIENAWIŚCI!

Anna Sobecka członek Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu

Sz.P. Iwona Śledzińska-Katarasińska Przewodnicząca Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu Sz.P. Grzegorz Czelej Przewodniczący Senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu

W sobotę, 29 grudnia 2012 roku, na stronach internetowych „Gazety Wyborczej” pojawiły się wpisy lżące i obrażające katolickiego kapłana, dyrektora Radia Maryja, Ojca dr. Tadeusza Rydzyka. Użyto w nich słów „złodziej”, „kanalia”, „SB-cki pies”. To te najłagodniejsze. Pojawiły się one w reakcji na ostrzeżenia Ojca Dyrektora przed kolejną próbą oszukania milionów widzów Telewizji Trwam przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji w nowo ogłoszonym konkursie na miejsce na cyfrowym multipleksie.

Czy „Gazeta Wyborcza” nie inicjuje kampanii nienawiści przeciwko Ojcu dr. Tadeuszowi Rydzykowi, dyrektorowi Telewizji Trwam i Radia Maryja?

Dlaczego kompetentne organy państwa nie reagują na tak skandaliczne postępowanie?

Widać to jak na dłoni, ruszyła wielka propagandowo-administracyjna machina, która ma jasno sprecyzowany cel. Po raz drugi nie dopuścić katolickiej Telewizji Trwam do wejścia na cyfrowy multipleks.

Wzywam wszystkich Polaków, którzy nie godzą się na dyskryminację katolików w naszej Ojczyźnie, o praktyczne włączanie się, szczególnie w pierwszym kwartale 2013 r., w obronę katolickiej Telewizji Trwam.

http://www.naszdziennik.pl/wp/19683,rus ... wisci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 10 sty 2013, 08:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
W imię nienawiści

Od słynnego „upadku” komuny minęły już ponad 23 lata. Oprócz rozwoju gospodarki i reform gospodarczych, które cały czas musimy przeprowadzać, by ludzie mogli zarabiać na godne życie, czyli na rachunki i zaciągnięte kredyty, mamy do czynienia z ogólnym postępem. Zresztą w ogóle – jak zapewnił minister Radosław Sikorski – lepszej Polski niż dzisiejsza nigdy nie mieliśmy. Wydawałoby się więc, że w tych warunkach każdy obywatel III RP powinien spać spokojnie, z zadowoleniem oddawać się życiu rodzinnemu, pracy, hobby… To jednak tylko pozory. Istnieją bowiem w naszym kraju „określone koła”, które chcą zniszczyć społeczny pokój i podpalają kraj…

Mimo wspaniałych warunków do rozwoju, jakie zapewnia nam współczesna Polska – nienawiść, faszyzm, „homofobia”, fanatyzm, nietolerancja i dyskryminacja czają się w niektórych domach – podczas słuchania pewnego radia, na ulicach – w czasie różnych protestów i marszów niepodległości, no i oczywiście niemal zawsze – na większości plebanii.Nie to, co za komuny. Wtedy, jak tylko jakiś owładnięty fanatyzmem ksiądz powiedział coś ostrzej „nie po linii partii”, od razu mógł liczyć na nagłośnienie tej niesubordynacji przez Jana Rema (czyli rzecznika PRL owskiego rządu Jerzego Urbana)w gazecie „Tu i teraz” i znaleźć się na partyjno esbeckiej liście „do odstrzału”.

Tak, kiedyś było inaczej. Dziś w Polsce wytrzymać się nie da. Dzieje się tak przez tych wszystkich prawicowców, nacjonalistów i oszołomów, którzy zamiast z zadowoleniem przyjąć do wiadomości dogmat, że nasz kraj pod rządami obecnej siły przewodniej jest niemal rajem na ziemi, to podpalają Polskę, o czym ciągle donoszą media głównego nurtu.

Zaiste, jest się czego bać, gdy jeden czy drugi redaktor raportuje:
prawicowy • reżyser i publicysta Grzegorz Braun domaga się rozstrzelania tuzina redaktorów „Gazety Wyborczej” i dwóch tuzinów z TVN u;
 •narodowcy chcą wypędzić z Polski wszystkich Żydów i homoseksualistów;
chory • z nienawiści ojciec Rydzyk szykuje krwawą jatkę wszystkim wrogom toruńskiej rozgłośni;
zacofany • Kościół prześladuje kobiety, bo nakazuje im rodzenie dzieci;
księża • nękają prof. Magdalenę Środę, każąc jej – jak sama to ujmuje – bronić życia zarodków i płodów;
dr Brunon • K., nienawidzący polskiej demokracji pracownik naukowy Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie z pobudek nacjonalistycznych, ksenofobicznych i antysemickich planuje wysadzenie w powietrze całego politycznego establishmentu III RP. Na szczęście bohaterscy funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego udaremniają planowany zamach (a raczej jego karykaturę, stworzoną w biurach ABW).
redaktor • Cezary Gmyz na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego odkrywa ślady trotylu na i we wraku tupolewa. Na szczęście nieodpowiedzialny dziennikarz zostaje natychmiast pozbawiony pracy w „Rzeczpospolitej” przez odpowiedzialnego właściciela Grzegorza Hajdarowicza, który z obawy przed podpalaniem Polski przez jego własny organ prasowy, sam zaczyna pisać w „Rzepie” wstępniaki i redagować dodatki na temat trotylu.

I tak w kółko: znak równości między polską prawicą i Kościołem a nienawiścią, faszyzmem, ksenofobią, antysemityzmem i zacofaniem. I ten permanentny stan zagrożenia. Orwellowskie seanse nienawiści znalazły w III RP godnych i twórczych naśladowców, tyle… że – wbrew oficjalnej propagandzie – animatorami tychże seansów nie są prawicowi podpalacze Polski, lecz ich antagoniści rodem z salonu.

Nowa „kasta kapłańska”
Ktoś odkurzył starą ideę, że najlepszym zwornikiem jednoczącym społeczeństwo jest strach. Ludzie mają się bać – faszystów, nienawistników, podpalaczy Polski. I strach rzeczywiście się pojawia. Wraz z nim rośnie też nienawiść i agresja o takim natężeniu, jakie dotychczas charakteryzowało tylko zantagonizowane grupy kibiców Cracovii i Wisły…

Oficjalnie odbywa się to „w dobrze pojętym interesie Polaków”, tymczasem cała ta sytuacja jest przejawem brutalnej walki o władzę. Nie tylko o władzę polityczną, ale przede wszystkim o totalną władzę nad duszami i umysłami naszych rodaków.

Dlatego nowa kasta kapłańska politycznej poprawności złożona z polityków o proweniencji lewicowo liberalnej, profesorów socjologii, dziennikarzy i byłych sowieciarzy bez żadnego pardonu wskazuje nowe „dobro” i nowe „zło”.

Jako że tutejsze oportunistyczne elity same z siebie nie są w stanie wymyślić niczego oryginalnego, wzorem zachodnich kolegów z kręgów lewackiej kontrkultury dezawuują przeciwnika, przyprawiając mu gębę „faszysty” i wkładając w jego usta „mowę nienawiści”, którą „policja myśli i mowy” ma obowiązek ścigać.

Oczywiście o tym, kto jest „faszystą” czy „naziolem” i kto posługuje się „mową nienawiści” decydują „nowi kapłani”, którzy nie spoczną, dopóki nie posiądą monopolu na prawdę. A że ciągle im tego monopolu mało, więc nigdy nie spoczną. Jak to mówił Nicolas Davila: Lewicowiec, jeśli akurat nie prześladuje, czuje się prześladowany. I tak się dzieje – jeśli tylko prawica podnosi głowę – na ulicach czy w sondażach wzmaga się histeryczny wrzask, że oto nadchodzi czas nienawiści, prześladowań i polowania na ludzi lewicy, co skończy się ofiarami. I ofiary rzeczywiście się pojawiają, tyle, że po drugiej stronie politycznej barykady.

Zatrute owoce lewicowej obłudy
Dziś lewicowo liberalni tupeciarze piętnują „nienawiść” tych wszystkich rozgoryczonych, zubożałych Polaków, którzy nie mogą pogodzić się z wszechobecnym kłamstwem, lżeniem świętości, z powolnym demontażem państwa, z byciem obywatelami drugiej kategorii. Teraz z belferską wyższością i alarmującym tonem wypowiadają się lewaccy i demoliberalni politycy, którzy w niewybredny sposób lżyli byłego prezydenta naszego państwa, kpili z rodzin ofiar smoleńskiej tragedii, nazywali „żołnierzy wyklętych” pomocnikami Hitlera, kazali się wyrzekać polskości, wprowadzili do polskiej debaty publicznej język rynsztoka i takiego natężenia nienawiści, które przyniosło zatruty owoc w postaci zabójstwa Marka Rosiaka, asystenta europosła PiS Janusza Wojciechowskiego.

To nienawiść do Krzyża i religii, napędzana publicznie przez takich szermierzy apostazji i laicyzmu, jak posłowie Janusz Palikot, Armand Ryfiński czy Roman Kotliński, skłoniła jakiegoś łotra do próby zbezczeszczenia najświętszego dla Polaków obrazu Czarnej Madonny na Jasnej Górze. To po tym akcie ludzie bez cienia czci, honoru i kindersztuby, pokroju właśnie Ryfińskiego, broniąc bluźniercy, nazwali lekceważąco Ikonę Jasnogórską „bohomazem”.

Ci sami obłudnicy pamiętają doskonale wydarzenia sprzed 90 lat – okoliczności, w jakich zginął prezydent Narutowicz, podczas gdy zapadają na nagłą amnezję, jeśli chodzi o własne – całkiem niedawne – zasługi w dziele szczucia i rozpalania demonicznej nienawiści do wszystkiego, co miałoby choćby pozór religii, tradycji, normalności. Czyżby w tym przypadku dawał o sobie znać efekt „dziur w pamięci” znany palaczom marihuany?

Bogusław Bajor

http://www.pch24.pl/w-imie-nienawisci,11448,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 15 sty 2013, 17:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Tresura w nienawiści, ale i w zawiści również...

O mrówce i koniku polnym

[Odzysk z kotłowni – NCZ! nr. 16-17, kwiecień 2003r. Dziesięć lat jak z knuta strzelił - i mamy wreszcie POSTĘP ! md]


WERSJA KLASYCZNA

Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato. Zbudowała solidny dom i zebrała zapasy na srogą zimę. "Głupia mrówka" - myślał konik polny, który okres kanikuły spędził na tańcach i hulankach. Kiedy nade­szły chłody i deszcze, mrówka scho­wała się w domu i skosztowała za­pasów. Konik polny umarł z głodu i zimna.


WERSJA WSPÓŁCZESNA

Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato. Zbudowała solidny dom i zebrała zapasy na srogą zimę. "Głupia mrówka" - myślał konik polny, który okres kanikuły spędził na tańcach i hulankach. Kiedy nade­szły chłody i deszcze, mrówka scho­wała się w domu i skosztowała za­pasów.

Drżący z zimna i głodny jak wilk konik polny zwołuje konferen­cję prasową, na której zadaje pu­blicznie pytanie, dlaczego na świecie są mrówki z własnym domem i pełną spiżarnią, podczas gdy inni muszą cierpieć głód i nie mają dachu nad głową. TVN, Polsat i Telewizja Pol­ska pokazują zdjęcia sinego z zimna konika polnego i siedzącej przy ko­minku zadowolonej mrówki. Polska jest zszokowana tym kontrastem. Jak to możliwe, że w środku Europy na początku trzeciego tysiąclecia są jesz­cze takie różnice? Dlaczego konik polny musi tak cierpieć?

Rzecznik prasowy OFKP (Ogólnopolskie Fo­rum Koników Polnych) występuje w głównym wydaniu "Wiadomości" i oskarża mrówkę o uprzedzenie do koników. W programie "Łzy nie kła­mią" Główny Konik Polski razem z Głównym Konikiem Polnym śpiewają "Nie łatwo być konikiem". Piosenka błyskawicznie zdobywa pierwsze miejsce na listach przebojów. Lider na krajowym rynku jednorazowych chusteczek notuje rekordowy wzrost sprzedaży.

Koniki polne zapowiadają zlot gwiaździsty w Warszawie w pierwszym dniu kalendarzowej zimy. Frakcja młodych koników polnych przed domem mrówki organizuje de­monstrację pod hasłem: "Każdy chce żyć". "Stowarzyszenie Życie i Pra­cowitość" publikuje na stronie in­ternetowej memoriał o większej licz­bie aktów przemocy w domach, w których mrówki mają klucze do spiżarni.

Prezydent z żoną w specjal­nym oświadczeniu informują naród o ogromnym przywiązaniu do wszystkich nieszczęśliwych koników i zapewniają, że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby przywrócić im wiarę w sprawiedliwość. Redaktor Mrówkojad w cyklicznej audycji „Kto to zrozumie?!” pyta, czy nie warto sprawdzić, w jaki sposób I mrówka osiągnęła tak wysoki status w kraju, w. którym jest tak dużo biedy. "Należy wprowadzić podatek, który wyrówna szanse wszystkich mrówek i koników" - postuluje dziennikarz.

Następnego dnia parlament w trybie przyspieszonym uchwala ustawę, która nakazuje wszystkim mrówkom przekazać w formie podatku nadmiar zapasów do Centralnego Spichlerza. Główny Me­teorolog Kraju prof. KoniecPolski dementuje pogłoski o rzekomym odwołaniu zimy. 20 lat później konik polny zjada resztki zapasów mrówki. W telewizorze, który kupił za pieniądze ze sprzedaży jedzenia, widać nowego przywódcę, który rozpromieniony mówi do wiwatujących tłumów, że bezpowrotnie mijają cza­sy wyzysku i teraz nastanie spra­wiedliwość.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 23 lut 2013, 06:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Minister Kudrycka wyjaśnia nam szaraczkom co należy mówić, a czego nie należy, bo ... bolszewia się zdenerwuje.
Hańba przerosła nasze wyobrażenia o niej samej. Mam wrażenie że po przestrzeni naszej kultury duchowej, po przestrzeni polskości jeżdżą spychacze zdeprawowanej władzy i niwelują teren. Polska jest ścierana z mapy Europy, jest spychana w otchłań nicości. Polska razem z nami Polakami.


Panią minister poniosło

Będzie interpelacja w sprawie tekstu minister nauki Barbary Kudryckiej cenzurującego wypowiedzi środowisk naukowych – dowiedział się „Nasz Dziennik”.

Chodzi o tekst szefowej resortu pt. „Sumienność i sumienie naukowca” zamieszczony na stronach resortu. Kudrycka piętnuje w nim pracowników oświaty za „zarażanie studentów swoim światopoglądem”. „(…) zwłaszcza gdy ten światopogląd wymyka się regułom uznawanej powszechnie wiedzy, dotychczasowym ustaleniom naukowym i rzetelnej metodologii” – stwierdza Kudrycka.

Czyżby miała na myśli tych naukowców, którzy do tej pory twierdzą, że życie człowieka zaczyna się dopiero po porodzie? Bynajmniej. Pani minister przytacza w ironicznej formie przykłady związane z katastrofą smoleńską i atakuje dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka.

Posługuje się przy tym epitetami w rodzaju „apostołowie rozmaitych prawd objawionych”.

„Zdarzają się więc fizycy, gotowi przysiąc, że Tupolew został zestrzelony rosyjską rakietą w sztucznej mgle, albo medioznawcy twierdzący, że ojciec Rydzyk jest fundamentem demokracji w Polsce” – pisze minister szkolnictwa wyższego, nie podając wszakże nazwisk tych (nieistniejących) fizyków i nie tłumacząc się z uprzedzeń wobec katolickiego kapłana.

Kudrycka powołuje się przy tym na Kodeks Etyki Pracownika Naukowego, który – jak sama przypomina – mówi, iż w nauce ważna jest sumienność i bezstronność oraz niezależność, „także od ideologicznych i biznesowych wpływów”.

Tego rodzaju publicystyka rządowa nie mogła pozostać bez echa. Środowisko naukowe wystosowało list otwarty do minister Kudryckiej, pokazujący miałkość i propagandowy wymiar jej wywodu. „Uważamy, że nie ma Pani prawa, jako urzędnik państwowy, narzucać nauczycielom akademickim i naukowcom, co im wolno powiedzieć w czasie wykładu, seminarium lub publicznych wystąpień” – zwracają uwagę sygnatariusze listu.

„Możliwość wyrażania nawet kontrowersyjnych opinii jest podstawą rozwoju nauk zarówno humanistycznych, jak i ścisłych. Zdecydowany niepokój budzą przytoczone przez Panią przykłady, gdyż wskazują one, że Pani zdaniem Kodeks Etyki mógłby być narzędziem bieżącej walki politycznej, wykorzystywanym do dyscyplinowania, jeśli nie karania, pracowników naukowych prezentujących poglądy odmienne od poglądów decydentów politycznych i administracji państwowej – dodają.

Dwa ciernie
Pod listem podpisało się do tej pory 538 osób. To pracownicy naukowi z całej Polski, m.in. prof. Bartłomiej Andrzejewski z Instytutu Fizyki Molekularnej PAN w Poznaniu, dr inż. Andrzej Augustynek z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, prof. dr hab. Bolesław Fleszar z Politechniki Rzeszowskiej, prof. Stanisław Mikołajczak z Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM czy prof. Lucjan Piela z Wydziału Chemii UW. Lista jest wciąż aktualizowana.

– Argumenty minister Kudryckiej są totalnie bezsensowne. Celem uniwersytetu jest przecież właśnie poszerzanie horyzontów studentów. Pani minister używa na początku pewnych lingwistycznych sztuczek po to, by w końcu dotrzeć do katastrofy tupolewa i o. Tadeusza Rydzyka. Wygląda na to, że są to dwa ciernie, które ją bolą. Cała wypowiedź pani minister jest powiązana różnymi szpagatami słownymi, a przy tym zdecydowanie przeciwna idei humanistycznej, jak i idei wolności uniwersytetu – ocenia prof. Piela, chemik z UW.

Przesłanie Kudryckiej odbiera jednoznaczne – pracownik naukowy ma skoncentrować się tylko i wyłącznie na działalności stricte naukowej – jakakolwiek próba oceny tego, co dzieje się w przestrzeni publicznej, jest zaś wysoce niewskazana. Profesor Piela nie życzy sobie takich ograniczeń. – To byłoby równoznaczne z końcem dyskursu publicznego – zaznacza.

List naukowców został już przekazany do sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Komisji ds. etyki w nauce PAN.

– Spodziewałbym się interpelacji poselskiej. List został zamieszczony na oficjalnej stronie resortu. Pani minister ma już za sobą takie występy jak nasłanie kontroli na UJ w sprawie pracy pana Zyzaka. Gdybym był posłem, spytałbym o ten tekst. Gdybym był przewodniczącym Komisji ds. etyki w nauce i zobaczył taką wykładnię Kodeksu Etyki Pracownika Naukowego, uznałbym, że trzeba by to skomentować – stwierdził prof. Andrzej Wiśniewski z Instytutu Fizyki PAN, z inicjatywy którego list powstał.

Wiceszef komisji edukacji Sławomir Kłosowski (PiS) już zapowiada zdecydowaną reakcję.

– Na pewno wystosuję do pani minister interpelację w tej sprawie. Bezwzględnie. Na początku traktowałem to jako jakąś pomyłkę, żart w wydaniu ministerialnym. Wystosowanie tego tekstu, jego treść przypomina lata 70. ubiegłego wieku. Zadbam, aby komisja dopilnowała tej sprawy – deklaruje polityk.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ioslo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tresura w nienawiści siłą nośną w polityce
PostNapisane: 16 maja 2013, 05:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31407
Lis gorejący, czyli kwiecie pachnie

To było w podstawówce, kiedy przerabialiśmy „Krzyżaków” Sienkiewicza. Małoletnie szczeniaki byliśmy wówczas, coś po 13-14 lat. Dokładnych okoliczności już nie jestem w stanie przytoczyć z oczywistych powodów. W każdym razie pamiętam, że ja z kolegą z ławki dostaliśmy ataku niepowstrzymanego śmiechu, niekiedy zwanego głupawką. Akurat na lekcji polskiego. A rozśmieszyła nas aż do konwulsyjnych drgawek fraza z dzieła Sienkiewicza właśnie.

Chodziło o tę scenę, kiedy Zbyszko z Bogdańca już odbił Danuśkę Jurandównę z krzyżackich szponów i wracali do jej rodzinnego Spychowa. Zatrzymują się na jakiejś łące na postój i tam wycieńczona Danuśka umiera, a ostatnie jej słowa brzmią: Kwiecie pachnie...I wtedy właśnie dostaliśmy z kolegą tego napadu kretyńskiej wesołości, na tyle niepohamowanej, że „pani” wywaliła nas na zbite pyski i kazała przyjść ponownie, ale już z rodzicami. Takie faszystowskie praktyki były w komunistycznych szkołach na porządku dziennym.

Chyba każdy coś podobnego przeżył w swoim życiu, zupełnie niespodziewany atak szalonej wesołości, którego przyczyn właściwie nie można wytłumaczyć. Ani ta scena z Danuśką nie była śmieszna, wręcz przeciwnie, ani my obaj nie byliśmy idiotami, którzy zaśmiewają się z byle czego. Może archaiczność tego „kwiecia” tak na nas podziałała? Albo rozbawiła do białości jednoczesność tego wrażenia – spojrzeliśmy sobie w oczy z tym kolesiem i już przepadła powaga? Nie wiem. Bardzo tajemnicze zjawisko w przyrodzie. Coś musi być w tych szkolnych murach, że człowiek jest tam podatny na ekstremalne reakcje.

Rezultat długoterminowy tego zdarzenia był taki, że potem przez lata owo pachnące kwiecie było dla mnie symbolem pretensjonalności. Potem to wrażenie się rozmyło i wyblakło, właściwie pozostało tylko wspomnieniem bez żadnych konsekwencji. Dzisiaj już tylko się uśmiecham na wspomnienie pachnącego kwiecia, ale czasami się przydaje, tak jak w przypadku redaktora Lisa, który idealnie pasuje do tego stylu.

Jego tygodnik zapłonął rutynowym świętym oburzeniem i rozszedł się intensywny zapach kwiecia, kiedy wywiadowcy redaktora donieśli, że honorarium adwokata Rogalskiego, byłego przedstawiciela niektórych rodzin smoleńskich, w tym i Jarosława Kaczyńskiego, było wypłacane ze środków klubu parlamentarnego, czyli według Lisa - z pieniędzy publicznych. Lis załkał na swoim blogu i gdzie tylko się dało, że oto polski podatnik finansuje prywatnego mecenasa Kaczyńskiego, który chodzi tymczasem w glorii biblijnej wdowy, co ostatni grosz oddała na świętą sprawę.

Kwiecie musiało jednak Lisa odurzyć potężnie, do tego stopnia, że się nie tropnął, iż klub parlamentarny może posiadać pieniądze składkowe, które nie pochodzą z Kancelarii Sejmu. Zatem nie są to środki publiczne, tak jak nie są publiczne pieniądze, które poseł wyda na piwo w bufecie sejmowym. A można to łatwo udowodnić, bo są sprawozdania klubowe, które z pieniędzy publicznych muszą się bardzo dokładnie wyliczać. Tymczasem sprawozdania finansowe klubu PiS nie zostały nigdy zakwestionowane. Potwierdził to szef sejmowej kancelarii zaprzeczając informacjom gazety. Ale czy redaktor Lis, ten krzew gorejący naszej publicystyki, zniży się do tak uwłaczających czynności jak chodzenie do źródeł?

W ten sposób okazało się, że całe stosy Lisowego kwiecia pachniały na darmo, a na koniec zaczęły wręcz cuchnąć, jak to zwykle z wszelaką roślinnością bywa, gdy za długo postoi w wodzie. A wody Lis i jego koledzy z Newsweeka napompowali co niemiara. No i wyszły takie sobie kwiatki zamiast pachnącego kwiecia moralnego.

Tomasz Lis bowiem nie pisze, nie publikuje, nie prowadzi programu – on cały czas prowadzi walkę ze złem, oczywiście z pozycji dobra i z punktu widzenia wyższej zasady moralności. On nie widzi adwersarzy, lecz wyłącznie wrogów ładu moralnego. Czy trzeba dodawać, że człowiek otoczony aureolą pachnącego kwiecia moralnego nie potrzebuje żadnych argumentów ani dowodów na niecnotę wrogów. Wystarczy, że płonie oburzeniem – któż by śmiał się zbliżyć do ognistego moralisty? On jest bowiem prorokiem, męczennikiem, inkwizytorem i egzorcystą w jednym.

Natomiast oponenci w jego mniemaniu to talibowie, bęcwały, grafomani, podszczuwacze, prasowi bandyci, półinteligenci i tym podobne indywidua. Ten stosunek do przeciwników oczywiście nie przeszkadza mu w jednoczesnym gromieniu nietolerancji, braku szacunku dla innych oraz nienawiści do bliźniego. Publicystyka Lisa zawsze bowiem stoi nad krawędzią przepaści moralnej w tym sensie, że jego barometr wewnętrzny wyczuwa najmniejszą skazę na charakterze człowieka i obywatela. Każdy moralista tak ma. Od razu, na poczekaniu zapłonie świętym oburzeniem i wyruszy na krucjatę odnowy moralnej. A kwiecie roztoczy przecudną woń nieopodal jego osoby...

Ale z drugiej strony, jakiż to obciach dla człowieka, który całą swoją reputację postawił na popieranie rządu Donalda Tuska. Rząd tonie w oparach śmieszności, korupcji, propagandy i zwyczajnego bezhołowia. Ludzie duszą się ze śmiechu lub ze złości na widok samego premiera, o jego ministrach nie wspominając.

Trzeba więc mu spieszyć na ratunek, wszystkie ręce na pokład, Tusku musisz, wici rozesłane po całym mainstreamie. Lis występuje jako opoka, przedmurze i ostatnia deska ratunku, co brzytwy się chwyta. Wszystkie autorytety moralne drżą w gorączce oczekiwania, ostatnia nadzieja białych, być albo nie być, reszta jest milczeniem! Wreszcie wychodzi on, Salvator Tuskae... i plecie takie głodne kawałki, że nawet czerscy są zażenowani. Zaś jego kwiecista aureola zaczyna wydzielać jakiś podejrzany zapaszek...

http://seaman.salon24.pl/507081,lis-gor ... ie-pachnie


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 68 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /