Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 14 sty 2012, 10:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Oblicza dyskryminacji

Trwa fala społecznych protestów spowodowana nieprzyznaniem Telewizji Trwam koncesji na naziemne rozpowszechnianie w technologii cyfrowej. Oburzenie różnych środowisk jest jak najbardziej słuszne, bo instytucja państwowa naruszyła fundamenty demokracji przez reglamentowanie prawa dostępu do informacji. W toku kapturowego postępowania, przeprowadzonego według arbitralnie i uznaniowo stosowanych kryteriów, ograniczono możliwość korzystania z Telewizji Trwam milionom ludzi, co ma znamiona dyskryminacji społeczności osób wierzących. Ponadto o lekceważącym stosunku KRRiT do Fundacji Lux Veritatis świadczy fakt nierozpatrzenia odwołania od odmowy udzielenia koncesji złożonego przez Fundację na początku września ubiegłego roku. Dopiero po serii pytań zadanych przeze mnie przewodniczącemu KRRiT na posiedzeniu senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu 14 grudnia padła publicznie deklaracja, że do końca stycznia skarga zostanie rozpatrzona.
W zaistniałej sytuacji pojawiają się cenne inicjatywy w parlamencie. Między innymi jest realizowana procedura zlecenia przez Sejm RP kontroli KRRiT przez Najwyższą Izbę Kontroli. Warto przypomnieć wydarzenia sprzed 12 lat, które dziś są już mniej pamiętane, a ponadto unaoczniają uderzającą analogię. Jako przewodniczący sejmowej komisji kultury byłem ich współautorem. Chodziło o to, że w koncesji dla Radia Maryja zapisano 80-procentowe pokrycie kraju, ale nie przydzielano częstotliwości i zasięg Radia był o wiele mniejszy. W stosunku do rozgłośni pojawiała się nie tylko systemowa wrogość mediów mainstreamowych, ale również jawna dyskryminacja i bojkotowanie prawnych zobowiązań państwa przez instytucje państwowe.
Plany "zneutralizowania" Radia Maryja jednak się nie udały, bo do parlamentu zostało wybranych wielu ludzi znanych z zaangażowania w obronę zbudowanej na fundamencie chrześcijaństwa tradycji kultury polskiej. Zaczął się cały serial posiedzeń komisji parlamentarnych (sejmowej i senackiej kierowanej przez Krystynę Czubę), petycji, interpelacji, rozmów, spotkań. Przedstawiciele KRRiT jednak cały czas twierdzili, że wszystko jest w porządku, nie ma żadnych praktyk dyskryminacyjnych, co najwyżej są "przejściowe trudności". 4 listopada 1999 r. minister łączności Maciej Srebro ogłosił wykonany przez Instytut Łączności we Wrocławiu projekt optymalizacji sieci nadawczej Radia Maryja. Okazało się, wbrew przeciwnym Radiu specjalistom z KRRiT, że nie ma problemu ze znalezieniem częstotliwości (co podobno było "niemożliwe") dla toruńskiej rozgłośni. 14 grudnia odbyła się burzliwa sejmowa debata nad przygotowanym przez nas projektem uchwały zlecającej kontrolę Najwyższej Izbie Kontroli w zakresie realizacji koncesji dla Radia Maryja. Mimo wielu trudności udało się uzyskać większość sejmową i 15 grudnia 1999 r. przy 254 głosach za, 26 przeciwnych i 130 wstrzymujących się uchwała została podjęta.
Najwyższa Izba Kontroli podjęła czynności. Powstał obszerny raport pokontrolny, w którym niezbicie wykazano, że w procesie przyznawania częstotliwości nadawczych doszło do jawnej dyskryminacji Radia Maryja. 26 kwietnia 2001 r. odbyło się w Sejmie głosowanie przygotowanej przez nas uchwały w sprawie dyskryminacji Radia Maryja. Za głosowało 195 osób, przeciw 183, a wstrzymało się 5. W uchwale napisano między innymi, że nastąpiło "dyskryminowanie Radia Maryja przy jednoczesnym preferowaniu interesów pozostałych nadawców ogólnopolskich". Jak widać, historia lubi się powtarzać.

Jan Maria Jackowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 14&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 18 sty 2012, 19:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Jak degradować ludzi honoru. Poradnik kieszonkowy

Wszystkim wiadomo, że generał Czesław Kiszczak jest obecnie człowiekiem honoru. Nie każdy natomiast pamięta, że szef wszystkich ubeków został nominowany do tego tytułu ze ściśle określonym starszeństwem, jak to normalnie w wojsku. Promotor jego honoru bowiem precyzyjnie określił kryterium – Kiszczak nigdy nie zawiódł jego zaufania po 1989 roku.

Mało kto wie, że równocześnie z Kiszczakiem zdolności honorowe od Adama Michnika uzyskał generał Wojciech Jaruzelski, który także nie zawiódł pokładanych w nim nadziei po tym przełomowym roku („Pożegnanie z bronią”. Z gen. Czesławem Kiszczakiem i Adamem Michnikiem rozmawiają Agnieszka Kublik i Monika Olejnik, „Gazeta Wyborcza”, 3–4 luty 2001).

Ten przypadek precyzyjnego uporządkowania czyjegoś życia według posiadanego w danym okresie honoru jest bardzo ważny. Nie tylko ze względu na precedens. Możemy bowiem śmiało przyjąć, że to działa w obie strony. Skoro ktoś może w pewnym momencie uzyskać zdolność honorową, to znaczy, że można go także jej pozbawić. Zresztą to akurat wiemy już dawno z kodeksu Boziewicza.

Zatem mamy pewność, że przed tą datą generałowie ci byli z honoru wyzuci, gdyż nie można zostać człowiekiem honorowym, skoro było się takim już przed nominacją – to nielogiczne. A zakładamy przecież, że promotor ludzi honoru kierował się elementarną logiką. I tu dochodzimy do głównego kontekstu mojego wywodu, czyli do żądania degradacji generała Wojciecha Jaruzelskiego.

Otóż pojawiły się takie żądania ze strony organizacji kombatanckich, które nie uznają jego nominacji na człowieka honoru i za nic mają autorytet Michnika. Podobne zdanie co do honoru generała mają inne środowiska, przykładem niech będzie historyk Antoni Dudek. Chociaż jest on sceptyczny wobec skutku społecznego samej degradacji generała, to również uważa, że „Jaruzelski sprzeniewierzył się interesowi narodu polskiego i dopuścił się zdrady stanu”.

Wspomnieć też należy koniecznie wyrok warszawskiego sądu, który skazując kilka dni temu Kiszczaka stwierdził - zapewne ku konsternacji ludzi z biografiami - że popełnił on zbrodnię komunistyczną i brał udział w związku przestępczym o charakterze zbrojnym, który nielegalnie wprowadził w Polsce stan wojenny. A nie da się przecież ukryć, że na czele tej uzbrojonej po zęby szajki stał generał Jaruzelski. Dobrali się ci ludzie honoru jak w korcu maku, nie można powiedzieć.

Ale jak w takim razie tolerować ich generalskie lampasy, apanaże, że już nie wspomnę o honorze – czy można członków grupy przestępczej uznawać za ludzi honoru?! Owszem, jest precedens w sycylijskim obyczaju, gdzie w ten sposób tytułowano członków lokalnej mafii, ale nie sądzę, żeby obrońcy generałów chcieli się na ten przypadek powołać. Zatem jeśli wyrok utrzyma się w apelacji, to mamy poważny klops moralno-polityczny.

Postanowiłem jakoś temu zaradzić, żeby – jak to mówią starzy górale – wilk był syty i owca cała. Chodzi rzecz jasna o to, że środowisko admiratorów obu zasłużonych totalniaków podniesie wielki lament z powodu ewentualnej degradacji, już zresztą słychać głosy o upokorzeniu, zemście oraz politycznym wykorzystywaniu. W tym celu pragnę wykorzystać właśnie ten precedens mianowania na człowieka honoru z określonym starszeństwem. Analogicznie można przecież kogoś pozbawić honoru na jakiś ściśle określony czas, czyli w przypadku żołnierza – zdegradować.

Należy zatem tylko ustalić ramy czasowe degradacji. W przypadku generała Jaruzelskiego proponuję koniec wojny, rok 1945. Miał wtedy zaledwie 22 lata, w kwietniu został mianowany porucznikiem. Uznajmy jego zasługę wojenną, w której wyniku doszedł do tego stopnia. W końcu był bardzo młodym człowiekiem, nie mógł wiedzieć, co za ustrój nam szykują Wasilewska z Zawadzkim i resztą tamtej bandy.

Ja wprawdzie nie zostałem poddany nawet w przybliżeniu tak ciężkiej próbie jaką jest wojna, ale dobrze pamiętam swoje zachowania 20-latka w różnych sytuacjach. Na samo wspomnienie robi mi się na przemian zimno i gorąco. Nikt nie mógł wtedy wiedzieć, że armia w Sielcach nad Oką stanie się zalążkiem ludobójczej zarazy. Chciał wyrwać się z zesłania, poszedł tam, gdzie była na to szansa, tam mu dali broń. Poszedł na wojnę.

Mamy zatem umowny okres honorowej niewinności porucznika Jaruzelskiego do maja 1945 roku. Potem jest długa smuta zupacko-komunistyczno-agenturalna aż do roku 1989. Są to czasy masowych mordów politycznych, błędów i wypaczeń przekładanych krwawym tłumieniem wolnościowych zrywów narodu. Honoru tu nie było za grosz, tylko służalczość wobec sowieckich mocodawców i kariera po trupach.

Potem wkraczamy w lata po 1989 roku, kiedy w wyniku umowy okrągłego stołu generał zostaje prezydentem, wchodzi w wielką komitywę z ze swoimi obecnymi admiratorami, którzy na powrót nadają mu zdolności honorowe. Prawdopodobnie tylko za to, że ich nie pozabijał w swoim czasie, chociaż mógł. Ludzkie panisko. Nazwijmy ten okres czasem honoru koncesjonowanego.

Wymyślony przeze mnie kompromis polega na tym, żeby generała zdegradować do stopnia porucznika, czyli powrócić do stanu z kwietnia 1945 roku. Natomiast sporny okres po 1989 roku można uznać za czas neutralny. Oni niech tytułują go generałem porucznikiem, a my porucznikiem generałem. Pewne trudności może mieć Bronisław Komorowski, który musi zdecydować, czy można do Rady Bezpieczeństwa Narodowego zapraszać marnego poruczniczynę.

Oczywiście, ja zdaję sobie sprawę, że mój pomysł na Jaruzelskiego jako człowieka honoru z ważnością tylko do roku 1945 jest bardzo postmodernistyczny i relatywistyczny. Ma jednak wielką zaletę, bo przecież nie mogą przeciwko niemu protestować ci, którzy wprowadzili pojęcie człowieka honoru ze starszeństwem od 1989 roku. Ja tylko powielam ten uniwersalny wzór.

Rzecz jasna, każdy przypadek trzeba rozpatrywać oddzielnie, żeby żadnego delikwenta nie skrzywdzić niezasłużoną degradacją. Problem powstaje na przykład przy następnej kandydaturze do degradacji, czyli generale Kiszczaku. Niestety, o ile mamy wiele informacji o nim z czasu honoru koncesjonowanego po 1989, to brak jest jakichkolwiek danych o jego honorowej niewinności sprzed nominacji.

Oto bowiem czytam, że osiemnastoletni robotnik przymusowy Czesław Kiszczak „w 1945 roku, gdy Armia Czerwona wkracza do Wiednia, zgłasza się do siedziby komórki komunistycznej partii Austrii(...)Dokument wystawiony przez austriackich komunistów wystarczył, by Kiszczaka przyjęto do PPR. Wstąpił do partii niemal od razu po powrocie do kraju, w maju 1945 r”.

Czyli jeszcze przed wstąpieniem do wojska Kiszczak sam pozbawił się zdolności honorowych! Jak go zatem potraktować? Przecież nie można generała broni zdegradować na robotnika przymusowego. Żeby chociaż był ciut młodszy. Sprawa do przemyślenia...

http://seaman.salon24.pl/382612,jak-deg ... ieszonkowy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 19 sty 2012, 10:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Zakazana Telewizja Trwam

Tak jak i inni zbierałem podpisy do szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w sprawie koncesji dla Telewizji Trwam. KRRiT postanowiła "naprawić" dawny błąd, który pozwolił działać coraz bardziej popularnemu Radiu Maryja, i nie powtórzyć go w przypadku Telewizji Trwam, współpracującej z jego szerokim i wciąż rosnącym w znaczenie środowiskiem. Oficjalnie zadecydowały "względy ekonomiczno-finansowe", przyczyna, której nie da się zweryfikować bez publicznego poznania dokumentacji finansowej innych podmiotów ubiegających się o koncesję. Sprawdzeniu ulec też musi prawdomówność przewodniczącego Jana Dworaka, który przekazał informacje o stratach finansowych Telewizji Trwam, czemu zaprzecza Lidia Kochanowicz z Fundacji Lux Veritatis. Pani dyrektor nazwała "nadużyciem" twierdzenie Jana Dworaka o przychodach ze zbiórek kościelnych, gdyż Fundacja nie jest "kościelną osobą prawną".
Sprawa znajdzie się w sądzie. Oczywiście nie wstrzyma to funkcjonowania multipleksu bez Telewizji Trwam, ale pozwoli przynajmniej prześwietlić proces przyznawania koncesji i rzuci być może kolejne światło na prawdziwe motywy, jakimi kierowała się KRRiT, dyskryminując Telewizję Trwam.
Przywoływanie instytucji świeckich, kościelnych i opisanie tego całego wielkiego ruchu obywatelskiego w kraju i na świecie, jaki wyzwolił się w obronie Telewizji Trwam, zajęłoby zbyt wiele miejsca, stąd ogólna jedynie ocena ostatniej decyzji KRRiT.
Gdyby Telewizja Trwam znalazła miejsce na multipleksie wraz z innymi nadawcami, byłaby, jak to się mówi, "skazana na sukces". Coraz gorszy poziom telewizji publicznej i banalna oferta programowa pozostałych komercyjnych nadawców na multipleksie w zestawieniu z dojrzałym, uniwersalnym przesłaniem Telewizji Trwam dałaby efekt, którego za wszelką cenę chciała KRRiT uniknąć, nieprzychylna wszystkim inicjatywom, które nie wyrosły z umowy Okrągłego Stołu, a szczególnie tym związanym z misją Kościoła powszechnego. Takiego ważnego i oryginalnego, a zarazem perspektywicznego nadawcy nie chcieli też mieć na wspólnym multipleksie jego użytkownicy (konkurenci), czyli pozostałe telewizje powiązane kapitałowo z biznesowym establishmentem III RP. Trzeba również pamiętać groźby Jana Dworaka (w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" z września 2010 roku) odebrania koncesji Radiu Maryja w związku z podobno nielegalnym nadawaniem reklam. Żaden wcześniej przewodniczący KRRiT nie wystąpił z tak nieuprawnioną publiczną groźbą, myląc porządek biznesowy typowy dla komercyjnego nadawcy z funkcją, jaką spełnia nadawca społeczny odwołujący się w swoim programie do wspierania mediów i inicjatyw katolickich. Ta ocena Jana Dworaka, dawniej dziennikarza "Przeglądu Katolickiego" i "Tygodnika Solidarność", wywołała wtedy prawdziwy szok, on wciąż trwa.
O rosnącej szybko popularności Telewizji Trwam na pierwszym multipleksie przesądziłyby nie tylko programy religijne, misyjne, papieskie, których nie ma w takiej ilości w żadnej innej telewizji, ale także, czego - jak należy sądzić - polityczna na wskroś Krajowa Rada bała się najbardziej: programy informacyjne, publicystyczne, społeczne i głos opozycji. Tak prezentowany obraz Polski różni się diametralnie od tego w głównych telewizjach, publicznej i komercyjnych. Krytyka poczynań władzy, lęk przed prawdą o rzeczywistej sytuacji, w jakiej znajduje się nasz kraj, strach przed społeczeństwem, które za pomocą niezależnych od władzy mediów może chcieć się samoorganizować i stawiać opór niedemokratycznym decyzjom, legły u podstaw prawdziwej przyczyny braku zgody Krajowej Rady na koncesję dla katolickiej telewizji. A poza tym ta piękna młodzież w Telewizji Trwam! I ta perspektywa Polski, prawdziwie wolnej!
Jak to jest, że ludzie wywodzący się z tzw. demokratycznej opozycji skupieni dziś w Platformie Obywatelskiej - partii władzy od lat dominującej na scenie politycznej (choć o różnych w minionym 20-leciu nazwach) - są zadziwiająco podobni do tych, z którymi kiedyś walczyli o wolność słowa, pluralizm i demokrację?

Wojciech Reszczyński

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 19&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 26 sty 2012, 22:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Ziemia niczyja

Niezależność prokuratury wymyslili idioci, i to bynajmniej nie pożyteczni

1. W niezależnej prokuraturze wojna trwa. Dwaj najważniejsi prokuratorzy wodzą sie za łby, z misją pokojową pośpieszył Pan Prezydent, na jego życzenie zebrała sie rada prokuratorów, która radziła 10 godzin i uradziła poność, zerokuratura musi byc jeszcze, jeszcze, jeszcze bardziej niezależna!.Po prostu powinna się stanowczo okopać, oflagować, odgrodzić murem od reszty świata i dopiero naparzać między soba do woli, żeby nikt już się nie wtrącał, zwłaszcza naród..

A kto za to wszystko płaci? - Społeczeństwo!


2. Tę niezależność prokuratury wymyslili idioci, i to wcale nie pozyteczni idioci, tylko durni do cna.

Ściganie przestepstw to przecież jest jedną z podstawowych funkcji państwa, a wręcz najwazniejszą. Jak by nie było złodziei i bandytów, gdyby jeden drugiemu nie wyrywał siłą jego krwawicy, to państwa mogłoby nie być. W innych sprawach ludzie sami by sobie lepiej czy gorzej poradzili. Trzeba jednak bronić słabszych przez przemocą silniejszych i przede wszystkim do tego potrzebne jest panstwo, z policja, sądami i oczywiście z prokuraturą.


3. Sędzia jest niezawisły, ma tę swoją wagę, na której musi ważyć uczynki oraz dowody ich popełnienia - natomiast prokurator to jest społeczny sługa, który ma obowiązek ścigać złodziei i bandytów w imieniu spoleczeństwa i oskarżać ich przed sądem. A społeczeństwo ma prawo stać mu nad głową i pokrzykiwać - za słabo sie starasz, mocniej ich ścigaj.

Albo i odwrotnie, jak za rządów PiS-u - za mocno ich ścigasz, troche zwolnij, brachu!


4. Jako organ scigania karnego (a nie wymiaru sprawiedliwości!) prokuratura musi pozostawać, tak jak policja, pod pełna społeczną kontrolą, a jak pod społeczną -, to i polityczną, bo politycy - jakkolwiek by nie byli wstrętni iobrzydliwi - stanowią jednak demokratycznie wybraną emanację społeczeństwa. Naród wybiera polityków na wzór i podobieństwo swoje.

Wysocki spiewał - takie mam konie narowiste, jakie sam wybrałem (teraz więcej Wysockiego słucham, mniej Brassensa i Okudżawy).

Krótko mówiąc - prokuratura realizujaca najbardziej polityczne zadanie, jakim jest ściganie przestepstw, powinna być pod polityczną kontrolą.

A niezawisły sąd, z tą swoją wagą, powinien czuwać, żeby ten polityczny zapęd prowadził do sprawiedliwości, a nie do krzywdy.

Proste jak konstrukcja telewizora.


5. Prokuratura nie może też być, jak obecnie, luźną konfederacją ośmiu czy dziesięciu tysięcy niezależnych, samorządnych i samosterujących się prokuratorów, bo skutki tej niezależności są fatalne. Szefowie się naparzają, a w terenie myslicie państwo, że jest lepiej, tam nie ma konfliktów? Oczywiście, że są i to coraz większe. Ta ryba psuje się nie tylko od głowy, ale i od ogona.

Prokuratura musi byc zbudowana hierarchicznie. Politycznie wybrany szef odpowiada za całość, podlegaja mu prokuratorzy niższych szczebli, którzy wykonuja jego dyspozycje. Mogą oczywiście mieć i niech maja własne zdanie, ale w razie potrzeby mogą być też instruowani, w kontrowersyjnych przypadkach mogą sobie życzyć poleceń na piśmie, w skrajnych - powinni mieć prawo odmowy wykonania polecenia.

Ten system przez wiele lat działał i mógł działać nadal. Niestetuy zaciął się wtedy, gdy koalicja PO-_PSL-_SLD dostała wścieklizny na wspomnienie Ziobry i zaaplikowała prokuraturze lek zdecydowanie gorszy od choroby.


6. A propos - wczorajszy "Puls biznesu" napisał, że biznesmeni za rządów PiS-u siedzieli w kryminale masowo, w liczbie 177, a teraz jest dobrze, bo siedzi ich zaledwie trzydziestu. Publikacja przesiąknieta jest tezą, że był terror pod rzadami PiS, który na szczęście się skończył. Po czym nastepuje opis czterech najbardziej drastycznych przypadków niesłusznych aresztowań ludzxi biznesu - i tak sie jakoś dziwnie składa, że trzy z nich (w tym słynny Kluska oraz prezes Stoczni Szczecińskiej Piotrowski) zadarzyło się pod rządami miłujacej praworządność SLD, a czwarty już pod rządami miłujacej wszystko PO.

Pod rządami PiS żaden tak drastyczny przypadek nie został odnotowany.


7. Wracając do problemów prokuratury - na litość boską, to nie może być ziemia niczyja!

Żeby nie było jak w filnie Tanovica o ziemi niczyjej - zwaśnione strony leżą na odbezpieczonych granatach, gromadzą się nad nimi konsylia i rady, a końcu zostawiają - nie da się ich ocalić, niech sobie wybuchną.

Tylko, że ten wybuch porazi odłamkami nas wszystkich.

http://januszwojciechowski.salon24.pl/3 ... ia-niczyja


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 28 sty 2012, 17:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Najwyższy czas na NIE dla terroru politycznej poprawności!

Z przysłowiowego braku laku, unijni przywódcy uciekają się obecnie do popisów oratorskich. W czasie pobytu w Nicei, prezydent Francji Nicolas Sarkozy roztoczył przed swymi słuchaczami wizję wspaniałej Europy. Według prezydenta, Europa stanowi szczyt ludzkich osiągnięć cywilizacyjnych i właśnie dlatego warta jest wszelkich naszych poświęceń. Stanowiła ona dotychczas i stanowić będzie w przyszłości oazę dobrobytu i szczęśliwości. Nie możemy jednak dopuścić do błędów przeszłości, które wyrażały się w wojnach i ludobójstwie jakie dokumentuje nasza historia. Panaceum w tym zakresie stanowi oczywiście „nasz wspólny dom” jakim jest UE.

Jak wiemy z doświadczenia punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i dlatego trudno się dziwić retoryce prezydenta. Dla wielu jednak Europa nie była i nie jest tak wymarzonym rajem jakby sobie tego życzył Nicolas Sarkozy. Cały kolonialny świat pracował w pocie czoła aby zachodni Europejczycy mogli do woli pławić się w dobrobycie i swej własnej pysze.

Wspomnienie morderczych wojen i obozów koncentracyjnych nie jest z całą pewnością przyjemne. Problem w tym, że w celu uniknięcia takich przykrych sytuacji w przyszłości, Unia Europejska stara się wymusić środkami pokojowymi, to co dotychczas uzyskiwano od swych ofiar za pomocą przemocy. Z pozycji takiego właśnie paradygmatu występują obecnie Niemcy i Rosja oskarżając Polskę o wywołanie II Wojny Światowej. Gdyby ofiara się nie broniła, nie byłoby również niefotogenicznej przemocy, w związku z czym to właśnie ona odpowiedzialna jest za te wszystkie nieszczęścia. Jakież to proste i logiczne.

W unijnych ramach wschodnioeuropejskie ofiary zachowują się już potulnie, umożliwiając swą eksterminację za pomocą bardziej cywilizowanych i estetycznych metod.

Niestety jak w przypadku każdego wielkiego projektu, niejednokrotnie stają na jego drodze wichrzyciele. Zmusza to naszych unijnych władców do energicznej reakcji. W czasie gdy nasz złotousty Nicolas rozwijał przed swymi słuchaczami rajską wizję, w tak zwanym „Parlamencie Europejskim” rozgrywał się mniej przyjemny spektakl. Unijni oficjele publicznie pomiatali i mieszali z błotem węgierskiego premiera Viktora Orbana. Zgodnie z demokratycznymi regułami przeprowadził on w swym kraju zmiany konstytucyjne, które znacznie utrudniłyby dalszą kolonialną eksploatację Węgier przez UE. Zwymyślano go za to porządnie, oskarżając przy tym o wprowadzanie, dyktatury, faszyzmu i wszelkiej innej ciemnoty. Pod presją eurodeputatów zmuszony był do deklaracji chęci wycofania się z niefortunnych reform konstytucyjnych i to pomimo poparcie udzielanego mu przez Naród, który pod hasłem „ręce precz od Węgier” demonstrował na jego rzecz w Budapeszcie.

Wydarzenia ostatniego okresu zdarły już ostatecznie zasłonę demokracji i praworządności w jaką od zarania stroi się Imperium Euroatlantyckie (US&UE). Bezczelna przemoc, wyzysk, łamanie elementarnych praw człowieka szczerzy do nas swe kły z konstrukcji zwanej przekornie Pax Americana.

Najwyższy czas na przerwanie tego „pokoju” funkcjonującego przy akompaniamencie gwizdu spadających w wielu zakątkach świata bomb. Czas przestać być „dumnym” w momencie wtłaczania twarzy w łajno. Czas przestać delektować się „dobrobytem” polegającym na nędzy, wyzysku i upodleniu. Czas zacząć nazywać rzeczy po imieniu!

Dla nas, mieszkańców Europy Środkowej nadszedł już najwyższy czas na rozliczenie się z naszymi zachodnimi kolonizatorami!

Aby można było tego dokonać trzeba najpierw odzyskać wolność osoby ludzkiej, która została zawłaszczona przy pomocy manipulacji i terroru psychologicznego.

Po upadku bloku sowieckiego, jego ofiary obrabowano z resztek majątku a także godności osobistej i poddano obróbce przekształcając większość osobników z gatunku homo sovieticus w „europejczyków” , a pozostałych zagnano do rezerwatu zwanego Ciemnogrodem. Potem wtłoczono nas do eurokołchozu.

Przestępstwem stało się „nie kochanie” zboczeńców, Murzynów, czy Arabów hasających swobodnie po naszym kraju. Zbrodnią było „boczenie się” na Niemców, czy innych zachodnioeuropejskich „nadludzi”, którzy z coraz większą bezczelnością wyzyskiwali nas i pomiatali nami.

Ostatnio w artykule zatytułowanym „Kilka słów prawdy o naszych austriackich przyjaciołach”(1), pozwoliłem sobie przedstawić mechanizmy „miękkiego” kolonializmu jaki jest obecnie stosowany na terenie wschodnich obszarów Unii.

Komentarz jednego z czytelników skłonił mnie do napisania kilku słów odnośnie rozgraniczenia misji ewangelizacyjnej Kościoła Katolickiego od jego działalności politycznej. Poniżej zamieszczam wspomnianą wypowiedź:

Hipokryzja. Jestem ciekaw czemu zawsze w opiniach tego typu jest pomijana katolickość Austrii i jej zasługi dla utrzymania silnej pozycji katolicyzmu w Europie. Niewygodny temat? Tak samo ''gratuluje'' wkładania wszystkich Niemców do jednego wora z Hitlerem. Za Benedyktem też nie przepadasz? Może czas w końcu skończyć te szarady i utworzyć kościół ''polskokatolicki''??

Należy przypuszczać, że autor tego komentarza uważa się za dobrego, umiarkowanego Katolika, Polaka i Europejczyka, a nie za „zideologizowanego” głupca.

Hierarchiczny Kościół Katolicki, jak każdy suweren (Państwo Watykan) i jako międzynarodowa organizacja posiadająca swe struktury w większości krajów świata, ma nie tylko prawo, ale i obowiązek aktywnego działania w sferze politycznej i społecznej naszego globu. Rola ta powinna być jednak czytelnie oddzielona od ewangelizacyjnej. Tylko w tej ostatniej magisterium kościoła jest obowiązujące dla jego członków, a według jego własnej doktryny, nieomylność Papieża ogranicza się tylko i wyłącznie do spraw wiary.

Tymczasem rozgraniczenie tych dwu funkcji nie jest klarownie komunikowane wiernym. Rodzi to chaos w umysłach prostych ludzi. Zwłaszcza w ostatnim krytycznym okresie likwidacji polskiej suwerenności w ramach III RP i UE, polityczne działania polskiego Papieża, Kurii Rzymskiej, czy innych kurii niższego stopnia, odbierane były przez społeczeństwo, jako bezwzględne dyrektywy dla nich jako katolików. Wymowną ilustrację tego stanowi zapamiętany prze zemnie obraz ze spotkania Ojca Świętego z Polakami w Rzymie tuż przed referendum na temat przystąpienia III RP do UE. Telewizja pokazała wypowiedź pewnej kobiety, która z infantylnym uśmiechem na ustach zadeklarowała, że „planowała głosować w referendum na nie, ale wypowiedź obecna Ojca Świętego sprawiła zmianę jej stanowiska”. Podskoczyła przy tym z radości jak mała dziewczynka. „Polska” telewizja zaprezentowała zapewne ten epizod jako dobitny przykład tego jak łatwo manipulować polskimi katolikami.

Polityka Watykanu z tego okresu skutecznie zneutralizowała wszelkie próby przeciwstawienia się temu anschluss’owi. Doświadczył tego wielokrotnie premier Giertych, któremu na każde „unijne nie” przeciwstawiano stanowisko Papieża. Musiał się wtedy wycofywać rakiem, ratując się powszechnie używaną w owym czasie frazą-wytrychem: „Co też Ojciec Święty miał na myśli?”. Polscy katolicy słuchając wypowiedzi politycznych JP2 widzieli w nim jedynie polskiego duszpasterza działającego w interesie ich i Ojczyzny. Nikt nie powiedział im, że nawet gdyby chciał nie mógłby występować w tej roli. Piastując to stanowisko musiał występować w roli absolutnego Zwierzchnika Państwa Kościelnego (Watykanu) i tylko w takim kontekście powinno odbierać się Jego polityczne deklaracje.

Teoretycznie polityczna działalność JP2 powinna odzwierciedlać autentyczne interesy tego Państwa. Czy jednak tak było? Dyplomacja watykańska w raz z niemiecką odegrały kluczową rolę w zainicjowaniu procesu rozpadu Jugosławii. Watykan był pierwszym państwem, które uznało niepodległość Słowenii. Pozornie postępowanie takie wydaje się logiczne. Kościół katolicki uznaje niepodległość katolickiego państwa, odrywającego się z multi-religijnej Jugosławii. Krok ten zantagonizował jednak ortodoksyjnych Chrześcijan rządzących tym państwem z Belgradu. Uderzał więc w jeden z podstawowych celów Papieża jakim było zbliżenie wszystkich odłamów Chrześcijaństwa. Oderwanie Słowenii skatalizowało wieloletnią wojnę domową, w której prawdziwymi zwycięzcami okazała się muzułmańska dzicz, no i .. Niemcy. Dziś Budneswehra pod unijną przykrywką okupuje serbską prowincję Kosowo i robi sobie apetyt na inne bałkańskie podboje.

W kontekście zacytowanej powyżej uwagi czytelnika, jeżeli już dopatrywać się jakiś „zasług” w stosunkach niemiecko-katolickich to raczej Kościoła w sprawie germańskiej a nie vice versa.

Czas już chyba najwyższy by jasno i bez ogródek sprecyzować prawa i obowiązki Katolika. Katolik nie musi „przepadać” za żadnym z ziemskich pasterzy naszego kościoła. Nie ma też obowiązku bezmyślnie wykonywać politycznych poleceń tychże. Ma jedynie obowiązek kochać Chrystusa i wypełniać Jego przykazania zgodnie z nauką Kościoła.

Ale nawet te ostatnie powinien wypełniać przynajmniej z odrobiną zdrowego rozsądku. Pismo mówi: „jeśli zabrali ci płaszcz oddaj jeszcze koszulę”. Nie ma chyba nikogo przy zdrowych zmysłach, kto próbowałby zastosować się literalnie do powyższego zalecenia. Nawet jeśliby się taki znalazł to nie przeżyłby na tym padole zbyt wielu dni.

Również „miłość bliźniego” wydaje się być opacznie rozumiana przez naszych rodaków. Miłość ta ma się wyrażać dostrzeganiem w drugiej osobie Chrystusa i poszanowaniem jego niezbywalnych praw.

Tym czasem polskie „panie” pomyliły sobie tą „miłość” z prostytucją i grzeją Europejczykom łóżka jak kontynent długi i szeroki. Nasi „panowie” postępują podobnie tyle że w przenośni, dając im d... na lewo i prawo.

Płaszcz już dawno nam zabrali, a koszulę oddaliśmy dobrowolnie. Z przedstawionych powyżej względów „panie” oddały już też swoją bieliznę. Mam nadzieję, że „panowie” nie pójdą w ich ślady. Nie wprowadziłoby to żadnego dodatkowego impulsu erotycznego, a jedynie niepotrzebne zgorszenie.

Nie wydaje się też być potrzebne tworzenie nowego „polskokatolickiego” kościoła. Wystarczy jeżeli odbierzemy ten nasz Powszechny zawłaszczony w znacznej mierze przez sługi szatana. Tajemnicą poliszynela jest bowiem fakt naszpikowania Kurii Rzymskiej członkami masonerii. Nie wspomnę już o tym jak wielu krajowych pasterzy (od byłego papieskiego pucybuta zaczynając a na „księdzu” Bonieckim kończąc) było „bez swojej wiedzy i zgody” TW komunistycznego reżimu.

Ale nie uda nam się odzyskać naszego Kościoła ani naszej Ojczyzny, jeśli sprawy o których tu piszę pozostaną tematami tabu! Czas już najwyższy powiedzieć NIE terrorowi poprawności politycznej, oprzeć się nie tylko zdegenerowanemu „polskojęzycznemu” euro-motłochowi, ale również zidiociałym histerycznym pseudo-katolikom, paraliżującym wszelkie próby przejrzenia Narodu na oczy!

(1) http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/382688

http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/ ... oprawnosci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 31 sty 2012, 10:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Brudne kontakty z imperialistami

Sprawa telefonu z ambasady amerykańskiej do sejmu z zapytaniem o przebieg głosowania w sprawie ACTA wywołała histerię i oburzenie.

Najgłośniej o zagrożoną suwerenność Polski zatroskał się Janusz Palikot i Leszek Miller, ten sam, który młodą polską demokrację wzmacniał „moskiewską pożyczką” pochodzącą ze środków KGB.
Podobne larum podniesiono na wieść o pożegnalnej kolacji oficera łącznikowego FBI przy ambasadzie USA w Warszawie, w której uczestniczyli, prokurator Marek Pasionek, Bogdan Święczkowski i Grzegorz Ocieczek.
Tak się zastanawiam, czy Polska zmieniła sojusze, a kontakty z imperialistami amerykańskimi są dzisiaj tak samo szkodliwe jak w czasach PRL?

Coś w tym jest skoro Millera i Palikota nie niepokoi fakt, że na odprawy polskich ambasadorów przyjeżdża z instruktarzem Minister Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, Siergiej Ławrow, a z okazji 20 –lecia prezydenckiego BBN, generał Koziej zaprasza Nikołaja Patruszewa, zasłużonego pracownika Zarządu KGB i dyrektora FSB.

Jeżeli dodamy do tego „partnerskie” traktowanie przez Kreml strony polskiej w tak zwanym śledztwie smoleńskim to odnoszę wrażenie, że mamy znacznie większe kłopoty niż „imperialistyczne zagrożenie” ze strony USA.

A płomiennym patriotom zatroskanym o polską suwerenność, Millerowi i Palikotowi oraz dziennikarzom śledczym z TVN24 i Gazety Wyborczej podsunę pewien ciekawy trop.
Nie będzie to zbyt wyczerpujące zadanie gdyż całą sprawę wyjaśnicie nie wychodząc poza rogatki Warszawy.

Proponuję sprawdzić, do kogo nadal, już po ustrojowej transformacji z 89 roku należą budynki przy ul. Belwederskiej 49, ul. Belwederskiej 25, ul. Beethovena 3, ul. Sobieskiego 100, ul. Kieleckiej 45, ul. Ostrobramskiej 101, ul. Połczyńskiej 10, Al. Szucha 7, Al. Szucha 8, Al. Szucha 17/19, ul. Bobrowieckiej 2b.


Jak już „najwyżej cenieni” dziennikarze i zatroskani o Polskę politycy to sprawdzą to niech jeszcze podliczą ile milionów dolarów wynosi sam podarowany owym właścicielom czynsz przez te 22 lata i jak owe nieruchomości są wykorzystywane przez „tajemniczych” właścicieli?


Przypominam panom Millerowi i Palikotowi, że Warszawa to stolica suwerennego kraju, który nazywa się Polska.

http://kokos.salon24.pl/386646,brudne-k ... rialistami


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 04 lut 2012, 17:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Aleksander Ścios

NADZORCY

Szef BBN-u, generał „ludowego wojska” Stanisław Koziej zapewniał nas przed kilkoma dniami, że żałosna kompromitacja rządowych „specjalistów od bezpieczeństwa” to zaledwie „niedopatrzenie”, zaś panel administracyjny strony premiera został celowo opatrzony złożonymi hasłami „admin” i „admin 1”, bo "władza nie może się odcinać kodami i szyframi od rozmowy z opinią społeczną".

Należałoby się cieszyć, jeśli były członek egzekutywy PZPR i uczestnik kursu GRU z roku 1987 kreuje się na zwolennika dialogu władzy ze społeczeństwem i uznaje, że „zbyt skomplikowane zabezpieczenia” powodują „odcinanie” opinii społecznej od kontaktów z grupą rządzącą. Przyjmując na serio deklarację Kozieja moglibyśmy nawet sądzić, że priorytetem dla środowiska Bronisława Komorowskiego jest jawność działań, zaś Kancelaria Prezydenta i BBN to oazy wolności i instytucje chętnie dzielące się informacją. Potwierdzała to już decyzja Komorowskiego o zamieszkaniu w Belwederze, z którą wiązała się - co podkreślali eksperci – możliwość stosowania podsłuchów ze strony sąsiadów z ambasady rosyjskiej.
Niestety – nieco inaczej wygląda kwestia otwartości wobec społeczeństwa i w tym obszarze deklaracje Kozieja mają zaledwie wartość papieru, na którym zostały uwiecznione. Warto przy tym pamiętać, że cynizm urzędników Komorowskiego jest możliwy, ponieważ środowisko to korzysta ze szczelnej osłony medialnej, a żaden z mainstreamowych wyrobników nie wykaże cienia odwagi, by opisać praktyki Pałacu Prezydenckiego.

Dzięki tej odsłonie Polacy nie tylko nie znają przeszłości lokatora Belwederu, nie wiedzą o jego haniebnych działaniach w trakcie afery marszałkowej i nie słyszeli o dziesiątkach nienawistnych wypowiedzi pod adresem prezydenta Kaczyńskiego. Nie znają również okoliczności, w jakich Komorowski objął władzę w Pałacu Prezydenckim, nie mają wiedzy o jego konsultacjach z byłym szefem FSB Patruszewem, tajemniczych lądowaniach i rozmowach w stolicy Armeni czy w syberyjskim Irkucku.

Niewiele też słyszeli o cenzorskich zapędach Stanisława Kozieja wobec dokumentu sporządzonego w BBN-ie za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Chodzi o powstały na kilka tygodni przed tragicznym lotem do Smoleńska raport "Ludobójstwo Katyńskie w polityce władz sowieckich i rosyjskich (1943-2010)" autorstwa Leszka Pietrzaka i Michała Wołłejko W dokumencie tym omówiono politykę Rosji wobec zbrodni katyńskiej na przestrzeni prawie sześćdziesięciu lat oraz zarekomendowano prezydentowi RP działania w sprawie Katynia. „Bez względu na stanowisko strony rosyjskiej – można przeczytać w raporcie – i przebieg obchodów rocznicy ludobójstwa katyńskiego, a przede wszystkim treści wystąpienia premiera W. Putina w Katyniu, Prezydent RP, przedstawiciele rządu powinni mówić jednym głosem i reprezentować jednolite stanowisko strony polskiej w kwestii Katynia. Stanowisko to najkrócej można zawrzeć w słowach: domagamy się i będziemy domagać od władz Federacji Rosyjskiej nazwania zbrodni katyńskiej ludobójstwem.”

Nowy szef BBN zakazał autorom ujawnienia treści rozdziału piątego, w którym znajdowały się powyższe słowa i wyraził zgodę jedynie na publikację czterech pozostałych części.
O prawdziwym stosunku otoczenia Komorowskiego do jawności możemy też wnioskować na podstawie niedawnego wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, który. oddalił skargę kasacyjną Pałacu Prezydenckiego na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w sprawie dostępu do informacji publicznej. Chodziło o skargę Marka Domagały – prawnika, który zwrócił się do Kancelarii o udostępnienie informacji publicznej w postaci ekspertyz stanowiących podstawę podjęcia przez Komorowskiego decyzji o podpisaniu tzw. ustawy o OFE (czyli ustawy z 25 marca 2011 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych). W wyroku z 26.01. br NSA uznał, że Kancelaria Prezydenta błędnie twierdziła, iż obywatele nie mają prawa poznać ekspertyz prawnych, na których oparł się Komorowski i wskazał, że Kancelaria ma opublikować wykaz ekspertyz o ustawie o OFE.
Nietrudno przewidzieć, że gdyby podobne zdarzenia miały miejsce za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego, ośrodki propagandy uczyniłyby z nich główny temat tygodniowej histerii i okrzyknęły prezydenta cenzorem i wrogiem jawności życia publicznego.

W przypadku Komorowskiego przemilcza się nie tylko przeszłość tej postaci i życiorysy jego współpracowników. Zasłona dotyczy również działań bieżących, jak np. informacji o licznych przetargach na monitoring mediów, zakupu specjalistycznego oprogramowania do aktywnego przeszukiwania sieci komputerowych czy zakupu szyfratorów dla Kancelarii Prezydenta. Nikt nie wspomina, że kwoty wydawane przez Komorowskiego na nadzór mediów, kontrolowanie pracowników bądź „ochronę tajemnic” są nieporównywalnie wyższe od środków wydawanych przez Kancelarię Lecha Kaczyńskiego, przy czym za czasów prezydenta Kaczyńskiego nikomu nie przychodziło do głowy prowadzić działań inwigilacyjnych na tak ogromną skalę. Tylko w grudniu 2011 Komorowski przeznaczył prawie 600 tysięcy złotych na szyfratory sprzętowe, zaś wiedza o internetowych poczynaniach pracowników Kancelarii, w tym możliwość blokowania im stron internetowych i kontrolowania poczty kosztuje podatników prawie 26 tysięcy zł.
Gdy w sierpniu 2009 roku medialni wyrobnicy wyśledzili przetarg na monitoring mediów w Kancelarii Lecha Kaczyńskiego, rządowe przekaźniki zaroiły się od tytułów: „Prezydent bierze pod lupę wszystkie media”, „Prezydent prześwietli media w Polsce”, „Medialni detektywi prezydenckiej kancelarii”, a wicemarszałek Sejmu Niesiołowski grzmiał: „To absolutne marnowanie pieniędzy, niech prezydent sam czyta gazety i to powinno mu wystarczyć". Czytelników epatowano wówczas „newsami”, w rodzaju: „Kancelaria Prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie podała, ile będzie płaciła za monitoring mediów. Jako pierwsi podajemy tę kwotę” - choć informacja o wartości zamówienia znajdowała się od dawna w zawiadomieniu o rozstrzygnięciu przetargu.

O działaniach Kancelarii Komorowskiego tzw. mainstream tchórzliwie milczy, nie informując ani o licznych przetargach ani o kwotach przeznaczanych m.in. na kontrolowanie mediów. W niektórych przypadkach byłoby to utrudnione, bo ogłoszenie np. o przetargu z lutego 2011 roku w ogóle nie zawierało informacji o kwocie zamówienia, zaś z rozstrzygnięcia obecnego przetargu, z 13 stycznia dowiemy się, że podatnicy zapłacą ponad 70 tysięcy złotych za nadzorowanie m.in. takich haseł jak: Raport SPBN, Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego, tarcza antyrakietowa czy zagrożenia asymetryczne. Na liście monitorowanych są także nazwiska: rzecznika BBN-u Zdzisława Lachowskiego oraz Stanisława Kozieja.

Mam nadzieję, że „zbyt skomplikowane zabezpieczenia” nie pozbawią pana Kozieja kontaktu ze społeczeństwem, a kontrolując treści medialne miał okazję dowiedzieć się, co przed rokiem napisał na jego temat ś.p. Jacek Kwieciński w „Gazecie Polskiej” z 23.02.2011 r. Po ówczesnej wypowiedzi Kozieja na temat pułkownika Kuklińskiego: „współpraca z obcym wywiadem jest czymś nie do zaakceptowania. Sprawa płk Kuklińskiego przez następne pokolenia nie będzie możliwa do jednoznacznej oceny. Będzie ciągle rozpięta między bohaterstwem i zdradą.” - zmarły przed kilkoma dniami publicysta napisał:

„To, co mówi na temat płk Kuklińskiego gen. Koziej, całkowicie dyskwalifikuje go jako dostojnika niepodległej Polski. Ale co wielce typowe dla obecnej rzeczywistości, jest to ogólnie niedostrzegane, ignorowane. To Koziej pracował na rzecz zniewalającego nas obcego mocarstwa, to jego postawa była ewidentnie zdradziecka wobec Polski. „Obcy wywiad” to było GRU. Współpraca ze służbami jedynego mocarstwa mogącego przeciwstawić się komunizmowi, działania przeciw ZSRR (nie mówiąc już o podawaniu takich informacji, które wykluczyłyby ew. nuklearne zniszczenie Polski) nie ma w sobie cienia kontrowersyjności. Dla Kozieja „obcych” uosabiali Amerykanie, a „swoich, naszych” „sojusznicy” z Układu Warszawskiego, zarządzanego z Moskwy. Ludzie o przeszłości i nastawieniu Kozieja, o mentalności Komorowskiego muszą kiedyś zniknąć ze szczytów władzy RP. Jeśli Polska ma być naprawdę niepodległa. Także duchowo”.

http://bezdekretu.blogspot.com/2012/02/nadzorcy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 10 lut 2012, 14:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
W kontekście tego co ma swój początek w Norwegii: "Norweskie ministerstwo potwierdza, dzieci są państwowe"

viewtopic.php?f=4&t=1557&p=58968#p58968

być może łatwiej nam będzie zrozumieć pod jakie kolejne kroki bolszewizacji naszego życia przygotowują nas bolszewickie media i bolszewiccy agitatorzy:

Środa i Czubaszek, a sprawa Polska

Do tej całej katastrofy i nieszczęścia, jakie sprowadziła na Polskę banda szkodników, którzy przy pomocy Berlina, Moskwy i miejscowych, magdalenkowych okupantów, wetknęli Tuskowi w tyłek kolorowe piórko mianując go wodzem, dochodzi jeszcze jedna tragedia.

Polska, wliczając zarobkową emigrację ostatnich lat, właśnie odnotowała największy od drugiej wojny światowej ubytek substancji narodowej.

Jak wytłumaczyć to, że ostatni raz współczynnik dzietności 2,1 zapewniający prostą zastępowalność pokoleń osiągnęliśmy w 1988 roku i dokładnie od historycznego roku 1989, czyli od geszeftu kolaborantów zawartego przy okrągłym stole Polska wymiera?

Według Eurostatu, na 223 kraje świata zajmujemy pod względem dzietności 209 miejsce i są to dane wstrząsające gdyż doszliśmy do wskaźnika 1, 3 oznaczającego przyspieszone wymieranie narodu.

Te wszystkie peany michnikoidów na temat wielkiego sukcesu, jaki zgotowali nam oni wraz z ojcami demokracji, Jaruzelskim i Kiszczakiem, trzeba jak najszybciej wyrzucić na śmietnik i w końcu zrozumieć, że ta lewacka, czerwono-różowa hołota z premedytacją wyniszcza Polskę i Polaków w takim tempie, że porównywalna jeszcze jakoś dzisiaj z nami Hiszpania, w 2060 roku będzie miała o 20 milionów ludności więcej niż Polska.

Brak jakiejkolwiek przemyślanej polityki rodzinnej w Polsce, prowadzi naród do zguby i robione jest to z rozmysłem.

Z wyrachowaniem skraca się urlopy macierzyńskie, podnosi stawki VAT na produkty dziecięce oraz wprowadza rozliczenia podatkowe uderzające w pełne rodziny.

Pod względem rocznej wartości zasiłków przyznawanych na dziecko w poszczególnych krajach europejskich zajmujemy ostatnie miejsce z kwotą 98 euro, podczas gdy wszędzie są to sumy sięgające kilkuset euro nie mówiąc już o takim Luksemburgu z niemal 2000 euro rocznej pomocy na dziecko.



Nawet Węgry „totalitarysty” Orbana, przeznaczają na ten cel kilkakrotnie więcej pieniędzy w przeliczeniu na dziecko, niż rząd miłości Tuska.

Na tym tle, ciągle powracająca dyskusja narzucana przez czerwoną hołotę o legalizacji aborcji, homoseksualnych małżeństwach z możliwością adopcji i pierwszeństwa prawa do kariery przed macierzyństwem, to nic innego jak popychanie Polaków do samobójstwa przez wyrafinowanych i cynicznych drani.

Nie wiem czy te „elity” III RP zdają sobie sprawę, że taką anty-polską polityką same uwiarygodniają, wyśmiewaną przez siebie samych „teorię spiskową”, głoszoną najczęściej przez Kazimierza Świtonia i Henryka Pająka, jakoby „Rząd Światowy” dążył do ograniczenia polskiej populacji do 15 milionów tak zdrowych, jak i głupich parobków?

Miejsce tylko jednej polskiej uczelni i to na szarym końcu w światowych rankingach oraz wymieranie narodu powodują, że mnie raczej do śmiechu z owej „spiskowej teorii” nie jest.

Może to czytelników zdziwi, ale pomysł poruszenia tego tematu przyszedł mi do głowy na skutek tragicznego, zakończonego śmiercią, losu małej Madzi z Sosnowca, a właściwie dyskusji jaka wokół tej tragedii się toczyła.

Pomijam cynicznego „pieczeniarza” Dziewulskiego, który przy okazji tego dramatu wspólnie z Morozowskim, próbowali w TVN24 uczynić sąd nad rodziną Olewników, jakoby winną dzisiejszej nieudolności i „delikatności” policji.

Policja przecież tam gdzie trzeba skopać demonstranta, dokonać prowokacji przeciwko patriotom albo wykryć włamywacza na stronę internetową premiera czy w końcu dopaść chłopaka, który śmiał zażartować z Komorowskiego, jest niezwykle skuteczna.

Mnie chodzi o jeden z symboli, a w zasadzie jedną z lewackich fanatyczek, która temu upadkowi Polski kibicuje. Nie przesądzam czy świadomie.

Mam tu na myśli córkę „wybitnego komucha”, socjologa religii, profesora Edwarda Ciupaka, czyli Ciupakównę juniorkę, Magdalenę Środę.

Oto wywód tej profesorki i „intelektualistki”:

Byłam przekonana - teraz mogę o tym mówić - że porwanie było zaplanowane i że maleńka, pulchna dziewczynka o błękitnych oczach, trafiła do bogatej rodziny w Europie. Myślałam, że rodzice są młodzi, głupi, prymitywni, pewni, że mogą mieć wiele kolejnych dzieci, więc uznali, że to pierwsze, najbardziej niewygodne, można sprzedać za godziwe pieniądze. W sumie - niezły los. Jest tysiące par, dla których dziecko jest szczytem marzeń, dla spełnienia, których gotowi są na przestępstwo "handlu żywym towarem", ale że zarazem gwarantują dziecku bezpieczne i komfortowe warunki życia.”

I dalej:

Jestem nawet w stanie zrozumieć młodych. Z jednej strony są bardzo religijni nie używali zapewne środków antykoncepcyjnych, nie mieli pojęcia o edukacji seksualnej, zaszli w nieplanowaną ciążę, bali się aborcji.”

Wykorzystując wielką i niewyobrażalną ludzką tragedię ten cyniczny babsztyl przemyca bez skrępowania całe swoje lewackie przesłanie, które głosi od lat.

Nienawiść do kościoła, legalizacja aborcji, edukacja seksualna w szkole od najmłodszych lat i antykoncepcja w każdej możliwej formie i dla każdego.

Małżeństwo z Sosnowca, bez kościelnego ślubu z nieochrzczonym dzieckiem to według Środy „ludzie bardzo religijni”, bo przecież poznali się w kościele. Kościół odhaczony.

Ona jest prawie pewna, że nie używali środków antykoncepcyjnych, bo jeżeli religijni to oczywiście prymitywni i dodatkowo niewyedukowani. Edukatorzy od Środy nie mieli dostępu za młodu do tej tragicznej pary, no i mamy dramat na własne zamówienie.

No i na koniec ten prymitywny irracjonalny, staromodny strach przed aborcją, jak przed dentystą.

A przecież gdyby poradzili się profesor Środziny to tę uroczą „pulchną dziewczynkę o błękitnych oczkach”, mogli unicestwić, kiedy matka nosiła ją jeszcze pod sercem i była wtedy jeszcze bardziej „maleńka” oraz mniej „pulchna”.

Dzisiaj Polska nie musiałaby żyć sprawą śmierci Madzi, dzięki lewackiej ikonie edukującej polską młodzież na Uniwersytecie Warszawskim. Zgroza i włosy stają dęba.

Pech, widać jak na dłoni, że wszędzie tam gdzie nie przebijają się poglądy Magdaleny Środy i niewcielane są w życie, mamy tylko płacz i zgrzytanie zębów. Tak naprawdę właśnie takie przesłanie płynie z wywiadu Magdaleny Środy, reklamującej się nie gorzej niż detektyw bez licencji, Rutkowski.

Aby uzmysłowić wam drodzy czytelnicy to, że dane o wymieraniu Polski nie są wcale, jakby się wydawało, oderwane od działalności takich promowanych w III RP indywiduów ja prof. Środa to posłużę się innym przykładem.

Oto kilka cytatów z Marii Czubaszek, „klawej i równej babki” serwowanej nam jako wzór przez media z TVN-em na czele. Źle się dzieje skoro salon w poszukiwaniu postępowych rezerw, sięga już po 73 letnią, nieźle szturchnietą babinę i używa jej jako zanęty dla „młodych wykształconych z dużych miast”. Przypomina to raczej coś w stylu filmu „Mumia IV”.

No cóż, jakie „elity” takie „autorytety”.

Oddajmy zatem głos gwieździe sezonu:

"Wiem, że nie pasuje do stereotypu matki-polki, ale chyba wolę być "zimną suką"

Zapytana o niechętny stosunek do dzieci odpowiada: "A wiadomo, co z tego wyrośnie. Hitler też był kiedyś dzieckiem; dzieciństwo jest tylko okresem przejściowym, a mnie interesują tylko ludzie dojrzali"

- „Usunęłam dwie ciąże za czasów komuny. O aborcji się wtedy nie mówiło. Kobieta chciała usunąć, to szła i usuwała. Nie było to zbrodnią. Ani lekarz nie popełniał przestępstwa ani ja. Jedne kobiety przeżywały traumę, inne nie. Ja nie przeżywałam. Aborcja była dla mnie oczywistym rozwiązaniem.”

- „Nigdy z tego powodu nie miałam traumy, tylko mówiłam: Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam. Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę, i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym tego dziecka nie urodziła”

- „Od dziecka nie lubiłam dzieci. I tak mi pozostało. Nie lubiłam siebie jako dziecka i nie lubiłam innych dzieci. Najlepsze w dzieciństwie jest to, że w końcu przemija. Moja mama bardzo szybko się na mnie obraziła, bo powiedziałam, że moim marzeniem było urodzenie się "sierotką Marysią". Nie chciałam mieć żadnej rodziny. Szkoda, że dzieci nie przynosi bocian. Byłoby to mniej paskudne i bardziej estetyczne.”

"Ja nie wierzę w te mamy, które mówią, że są najszczęśliwsze przy tych dzieciach. Ja rozumiem, że rodzice kochają swoje dziecko i że się kocha dzieci, ale nie można żyć tylko dla dziecka. Trzeba mieć swoje życie [...]. Nie można się spełnić tylko przy pieluchach, zupkach, puciu puciu puciu i przy opiekowaniu się dzieckiem".


Jak myślicie Rodacy, te panie są promowane w mediach dla zwykłej hecy i „jaj”, czy stoi za tym jakiś zamysł i bardziej „ambitny” plan?

Każdy niech sobie sam odpowie na to pytanie.

Ja obiecuję, że tym czymś nie będę się już więcej zajmował, bo trafię w końcu, którejś Środy do „CZUBaszKÓW”.

Źródła:

http://www.se.pl/rozrywka/plotki/maria- ... 25372.html

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,1108 ... um=twitter

http://kokos.salon24.pl/389635,sroda-i- ... awa-polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 10 lut 2012, 17:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Czubaszek: "Nie byłabym dobrą matką".

Doczekaliśmy czasów, kiedy do rangi autorytetu urasta kobieta, ktora dokonała dwóch aborcji i tym "dzieciobójstwem" chwali się oficjalnie w TVP. Swój czyn stara się ta "dama" usprawiedliwić stwierdzeniem, że " nie bylabym dobrą matką" .

Przyrost naturalny w Polsce jest bliski zeru. Rząd likwiduje szkoły, z braku odpowiedniej ilości dzieci. Rośnie ilość ludzi w podeszłym wieku. I jak to się ma z lansowaniem takiej negatywnej postaci jak pani Czubaszek ? Ogólnopolski trend medialny popularyzowania bylejakości znalazł już swój "upust" w czasie ostatnich wyborów. Do sejmu "wtargnęli" zdegenerowani populiści Palikota, wśród nich osobnicy z wyrokami. Do głosu coraz częściej dochodzą feministki głoszące prawo do zabijania dzieci nienarodzonych i zapłodnienie in vitro, "parady równości" nabierają rangi ważnych wydarzeń medialnych. Zgadzam się z zasadą, że nikt nie powinien być dyskryminowany, bo każdy ma prawo do życia. Jest jeszcze inna zasada, że mniejszość (szczególnie ta szczątkowa) nie może narzucać swojej woli i swoich zasad, większości. Szczególnie, kiedy te zasady kolidują z prawami natury i zagrażają naruszeniem równowagi bioologicznej rodu ludzkiego. Zasady moralne i etyczne są poniewierane przez środowiska liberalne i ludzi z marginesu spolecznego.

Od śmieci błogosławionego Jana Pawła II , Polacy coraz bardziej oddalają się od jego NAUK. W czasie jego pamiętnych pielgrzymek do Ojczyzny, jego słowa każdy brał do serca. Dziś analizując postawy ludzi wierzących a szczególnie polityków, w karcie osobowej, ktorych pisze KATOLIK, aż się nie chce wierzyć jak daleko są oni od tych zasad moralno-etycznych głoszonych przez Papieża.

Czy w państwie mieniącym się krajem katolickim, my katolicy nie mamy nic do powiedzenia ? Czy zachodzi u nas konieczność ochrony prawnej lesbijek i pederastów, jakże czesto bliskich pedofilom ? Nikt nie prześladuje u nas mniejszości, o czym świadczy chociażby brak spraw sądowych. Gdyby tak było, zainteresowane w tym media wykorzystałyby to w propagandzie, szczgólnie tej bulwarowej.

Swoją notkę spuentuję słowami bł. Jana Pawła II : "Dziełem Boga jest bowiem zwycięstwo nad śmiercią, przywrocenie życia i przyprowadzenie na nowo świata do Boga" oraz "Ostatnie słowo Boga w sprawie ludzkiego losu to nie śmierć , lecz życie ; nie rozpacz, lecz nadzieja"

http://sophia.salon24.pl/389596,czubasz ... obra-matka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 29 lut 2012, 09:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
To antykatolicki ogólnoświatowy trend

Odmowa koncesji dla Telewizji Trwam przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji wyraźnie wpisuje się w pewien ogólnoświatowy trend. Tendencja, o której myślę, zaczyna obecnie dominować na całym świecie: katolicy, którzy pozostają wierni Ewangelii i nauczaniu Kościoła katolickiego, są dzisiaj odrzucani i jawnie prześladowani przez wojowników sekularyzmu i wolnomyślicieli wciskających się do Kościoła. Matka Boża Fatimska dała nam ostrzeżenie, że dobrzy zostaną poddani męczeństwu, że będą cierpieć prześladowania. W dzisiejszych czasach ci, którzy pragną być wierni Chrystusowej nauce, są poddawani męczeństwu ducha.
Powstaje nieuniknione pytanie: co robić w tej sytuacji? Odpowiedź jest jedna: podejmijmy krucjatę modlitewną przez wstawiennictwo św. Maksymiliana Kolbego, wspaniałego apostoła prasy, radia, mediów... To on wskazywał nam już tyle lat temu, że jedynie Niepokalana będzie mogła przeciwstawić się potędze i wpływom szatana, tego, który jest przecież ojcem wszystkich niszczących działań wymierzonych w ludzi prawdziwie wierzących.
W Wielkiej Brytanii również jesteśmy już od dawna przytłoczeni problemami i zalewem ruchów pogłębiających dramatyczną sytuację Kościoła. Stąd też od wielu lat każdego dnia w modlitwie wypowiadam Akt poświęcenia się Niepokalanej, Królowej Nieba i Ziemi, naszej Najmiłościwszej Matce, ułożony przez św. Maksymiliana Kolbego. To święty na nasze czasy! Świat zostanie ocalony przez Niepokalaną!

Timothy Tindal-Robertson
--------------------------------------------------------------------------------

Autor - historyk, syn wpływowego angielskiego masona, dziś przewodniczący Światowego Apostolatu Fatimskiego na Wielką Brytanię i Walię. Nawrócił się z anglikanizmu na katolicyzm. Przez wiele lat zajmował się wydawaniem książek o tematyce maryjnej. Autor książki "Fatima, Rosja i Jan Paweł II". Współtwórca publikacji "Fatima, Kościół i Trzecie Tysiąclecie" oraz "Fatima dziś".

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po13.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 29 lut 2012, 15:00 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7539
Lokalizacja: Podlasie
Obrazek

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 14 mar 2012, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Oswajanie Lenina

Są sprawy, na których nie wolno oszczędzać i na które rząd i samorządy muszą znaleźć pieniądze nawet w najtrudniejszych czasach. Jakie to sprawy? Ktoś pomyśli - zdrowie. Ktoś inny - edukacja. Emerytury? A może bezpieczeństwo? Nic bardziej mylnego, w tych obszarach, jak wiemy, zastosowano daleko idące oszczędności. Jeśli rząd przeprowadza cięcia wydatków na tak podstawowe kwestie, oznacza to, że sytuacja w kraju jest naprawdę poważna i trzeba oszczędzać dosłownie na wszystkim.
Okazuje się jednak, że istnieje pewna grupa, której cięcia wydatków nie obejmują. I znów zapytamy - kto to taki? Samotne matki? Kombatanci? Osoby starsze bądź przewlekle chore? Otóż nie. Poza, rzecz jasna, rządzącymi, uprzywilejowana grupa to ni mniej, ni więcej, tylko bolszewicy.
- Ale przecież ich już nie ma - powie ktoś zdziwiony. Nie wdając się w dyskusję o współczesnych obliczach neobolszewizmu, możemy odpowiedzieć: no właśnie, nie do końca. Po PRL pozostało wiele nazw ulic, a także pomników upamiętniających rodzimych komunistów i sowieckich okupantów. Od wielu lat środowiska kombatanckie i niepodległościowe domagają się usunięcia raz na zawsze symboli sowieckiej okupacji, oczyszczenia przestrzeni publicznej ze śladów komunizmu. Działania te często napotykają opór władz, czasami kończą się sukcesem. W ostatnich latach, a dokładniej: po katastrofie smoleńskiej, mamy jednak do czynienia z kuriozalnym zjawiskiem - stawianiem bolszewikom nowych pomników bądź odnawianiem starych. - Jest to działanie tchórzliwe i wpisuje się w to, czego byliśmy świadkami po tragedii smoleńskiej, kiedy to obserwowaliśmy gesty podległości wobec Rosji i chęć przypodobania się Kremlowi - wskazuje Antoni Krauze, reżyser "Czarnego Czwartku".

Niewygodna pamięć
Precedensem było tu oczywiście postawienie pomnika czerwonoarmistom w Ossowie i próba odsłonięcia go 15 sierpnia 2010 roku. Nie dopuścili do tego mieszkańcy. Wydarzenia w Ossowie nie były, niestety, wyjątkiem. Hanna Gronkiewicz-Waltz nie postawiła jeszcze wprawdzie własnoręcznie pomnika bolszewikom, ale zdecydowała się przeznaczyć 2 mln zł na renowację monumentu Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni w Warszawie (tzw. pomnika czterech śpiących). - Jest to pomnik kolejnego okupanta. Argumenty, że pomnik musi stać, bo ginęli tutaj żołnierze, którzy z polityką nie mieli nic wspólnego, są absurdalne. Przecież żołnierze pochowani są na cmentarzu Żołnierzy Radzieckich - komentuje decyzję władz Warszawy reżyser "Czarnego Czwartku". Trudno zrozumieć zachowanie decydentów, którzy potrafią znaleźć środki na renowację pomników okupantów, nie chcą natomiast uczcić bohaterów.
- Do tej pory nie ma w Warszawie ani ulicy, ani pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zginął w wyniku wydarzenia nazywanego katastrofą smoleńską i który kontynuował walkę z systemem komunistycznym - przypomina Antoni Krauze. Od katastrofy smoleńskiej minęły prawie dwa lata, a w Warszawie wciąż nie upamiętniono zmarłych. Posługiwanie się tutaj argumentem, że przecież na cmentarzu Powązkowskim stanął pomnik ofiar, jest bezzasadne. Próba zepchnięcia pamięci na cmentarz wpisuje się doskonale w manipulacyjną retorykę obecnej władzy: religia to sprawa prywatna, żałobę przeżywa się w milczeniu, a miejsce krzyża jest w kościele.
Wiosną zeszłego roku prezydent Warszawy przeprowadziła w sprawie pomnika ofiar Smoleńska sondaż wśród mieszkańców stolicy. Pytanie brzmiało: "Czy Pana/Pani zdaniem oprócz pomnika na Powązkach powinien stanąć w centrum stolicy drugi pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej?". Pani prezydent jest jednak niekonsekwentna. Skoro przejawia dużą wrażliwość na "głos ludu", powinna zadać teraz warszawiakom pytanie: "Czy Pana/Pani zdaniem, oprócz sfinansowania odnowienia oblanego czerwoną farbą pomnika Berlinga, ratusz powinien pokryć także koszty renowacji pomnika Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni?".

Bolszewicy: reaktywacja
Kiedy analizuje się ostatnie wydarzenia, można odnieść wrażenie, że trwa u nas obecnie akcja o kryptonimie "prezydenci miast - bolszewikom". Zainaugurował ją warszawski ratusz, ale w ślady Hanny Gronkiewicz-Waltz podążył natychmiast Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska. Wywodzący się z Platformy Obywatelskiej włodarz miasta postanowił przywrócić Stoczni Gdańsk imię Lenina, przeznaczając na ten cel 67 tys. złotych. Warto zaznaczyć, że autorką pomysłu przywrócenia bramie stoczni jej dawnego wyglądu jest Dorota Nieznalska, znana ze zdobywania popularności - delikatnie mówiąc, "na skróty" - metodą obrażania uczuć katolików.
Bogusław Gołąb, były stoczniowiec, uczestnik strajku w Stoczni Gdańsk w grudniu 1970 roku, jest przeciwny decyzji prezydenta miasta. - Byłem pracownikiem tej stoczni i uważam, że zapis, iż nosiła ona imię Lenina, powinien zostać umieszczony w relacjach historycznych i w dokumentacji. Nie powinno natomiast mieć miejsca utrwalanie w przestrzeni publicznej nazwiska wodza rewolucji bolszewickiej, w wyniku której zginęły miliony ludzi - podkreśla. Wydaje się, że brama stoczni - udekorowana biało-czerwonymi flagami oraz portretem Ojca Świętego - jest wystarczająco rozpoznawalna i imię Lenina nie jest chyba nikomu do niczego potrzebne. Pozostaje mieć nadzieję, że władze polskich miast nie pójdą za ciosem i nie przywrócą "historycznego wyglądu" ulicom Świerczewskiego, Marchlewskiego czy Nowotki.
Osłabianie wrażliwości na symbole komunistyczne trwa zresztą od dawna. Klasycznym przykładem jest tu oczywiście wizerunek Ernesto "Che" Guevary powielany jako element popkultury. Warto zwrócić uwagę także na symbol czerwonej gwiazdy. Nie jest to przecież znak neutralny, ale symbol komunistyczny rozpowszechniony w Rosji Sowieckiej po rewolucji październikowej. Orderem Czerwonej Gwiazdy nagradzano enkawudzistów, czerwona gwiazda znalazła się w godłach i na flagach wielu państw, które dotknęła komunistyczna okupacja. Dziś zaś pod czerwoną gwiazdą bawi się na przykład młodzież na jednym z festiwali muzycznych odbywającym się co roku w Gdyni. Stopniowe oswajanie z tym emblematem sprawia, że wielu z nas, obserwując tę imprezę, nie przejawia oburzenia, jakie odczuwałoby, oglądając zabawę pod swastyką. Nie świadczy to jednak o braku szkodliwości tego rodzaju symboli. Jest raczej odwrotnie - zło przybierające maskę dobra, ukrywające się za "immunitetem" popkultury, zawsze jest bardziej niebezpieczne.
Na ten właśnie problem zwraca uwagę Bogusław Gołąb. - Ponowne umieszczenie na bramie stoczni imienia Lenina dla dzisiejszych, a także dla przyszłych pokoleń może stanowić przyzwolenie na dalsze łamanie zapisu kodeksu karnego zakazującego rozpowszechniania symboli i treści propagujących komunizm oraz - przepraszam - na dalsze walcowanie naszych mózgów poprzez przywracanie symboliki komunistycznej. Zawsze znajdzie się argument, którym można się posłużyć po to, aby przypomnieć określone symbole - uważa uczestnik strajku w Stoczni Gdańsk. - Chodzi tutaj o naszą wolność. Musimy wyrwać się spod kurateli nie tylko systemu, ale i symboli komunistycznych - konkluduje stoczniowiec.

Agnieszka Żurek

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 24 mar 2012, 09:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Rewolucja uderza w Kościół

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Małgorzata Rutkowska

W apelu zapraszającym na pielgrzymkę w obronie Radia Maryja i Telewizji Trwam na Jasną Górę stawia Ojciec dramatyczne pytanie: "Czy o taką Polskę walczyliśmy?". Jakie jest dziś największe zagrożenie dla naszego Narodu?
- Zasadniczo bardzo niebezpieczną sprawą jest to, co nazywam globalną lewicową rewolucją kulturową. To nie jest tylko ateizm czy sprzeciwianie się Panu Bogu, jak to było robione w czasach "jedynie słusznego systemu". Tu jest coś większego. Rewolucja kulturowa, czyli najkrócej mówiąc, odejście od tego, co normalne, ku temu, co nienormalne. To widać szczególnie w bardzo szeroko pojętej sferze, która dotyczy rodziny. Ktoś może powiedzieć, że to przypadek, może brak zrównoważenia u niektórych ludzi. Nie! Widać, że to jest robione w sposób zaprogramowany. Jednym z elementów tej rewolucji jest uderzenie w Kościół.

Doświadczamy tego szczególnie mocno w ostatnich tygodniach. Agresywny antyklerykalizm nie jest już domeną skrajnych grup, ale wręcz przepustką na salony.
- Różne rzeczy będą nam podrzucali, żeby tylko ludzi zniechęcić do Kościoła, by Polacy odwrócili się od ludzi Kościoła, odeszli od Pana Boga. Bo tylko z Panem Bogiem jest przyszłość - jak powiedział Ojciec Święty Benedykt XVI.

Rząd wytacza antykościelne działa: Komisja Majątkowa, Fundusz Kościelny, katecheza w szkołach, zamach na Ordynariat Polowy.
- To tylko jeden z elementów. Dlaczego nie pokazują, jak jest naprawdę? Zamiast tego jest manipulacja obliczona na to, żeby przedstawić Kościół jako niesprawiedliwy, pazerny na sprawy materialne, chciwy. To jest bardzo fałszywe przedstawienie sprawy. Mało powiedzieć, że to cynizm, wielka przewrotność.

Dlaczego Kościół znów jest kreowany na wroga?
- Kreowanie wroga jest równocześnie działaniem na emocje. Jeżeli uda się dokonać manipulacji przez emocje, bardzo ciężko jest doprowadzić do prawdy, bo ludzie ulegający emocjom nie kierują się rozumem, myśleniem.

Dyskryminacja Telewizji Trwam w dostępie do cyfrowego multipleksu jest elementem strategii ateizacyjnej?
- Nasze media - Radio Maryja, Telewizja Trwam, "Nasz Dziennik" - są środkami komunikowania. W komunikowaniu jest nastawienie na dialog - dialog na argumenty prawdy, miłości, dobra wspólnego. Warunkiem komunikacji musi być uczciwość w poznawaniu, w przedstawianiu argumentów. Jeżeli to odbiorą, to po prostu ludzie nie poznają prawdy. Konsekwencją kłamstwa jest zniewolenie umysłu, serc, zniewolenie człowieka.

Stąd tak ogromna walka o wolne media katolickie, media, które stają się kluczem do sytuacji w Polsce.
- Zawsze prawda prowadzi do wolności. Pan Jezus powiedział: "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Prawda jest również siłą pokoju, tylko w pokoju można razem budować dobro wspólne.

Jeżeli rządzący reglamentują wolne media, to znaczy, że nie chcą wolności w Polsce?
- Nie chciałbym tak stawiać sprawy, że wszyscy rządzący w Polsce nie chcą wolności, ale zobaczymy. Gdyby rzeczywiście nie chcieli, to byłoby przerażające, znaczyłoby, że mają bardzo złe zamiary. Jeżeli to byłaby metoda, żeby nas zniewolić, nie dopuścić prawdy, nie wyobrażam sobie tego. To byłoby straszne, bardzo źle świadczyło o tych ludziach, aż nie chcę myśleć, żeby rządzący to planowali.

Ale poznajemy po czynach i owocach.
- Są sprawy, które niepokoją.

Robią to ludzie z Platformy, którzy od lat odmieniali słowo "wolność" we wszystkich przypadkach. Teraz zamykają usta Telewizji Trwam.
- Jeżeli chodzi o Telewizję Trwam, Radio Maryja - z tych informacji, które posiadam, są wobec nas bardzo złe zamiary. Tyle mogę powiedzieć.

Nie spodziewa się Ojciec zmiany decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji?
- Nie, dlaczego? Gdybym się nie spodziewał, nie zabiegałbym i nie modlił się także o to. Ufam, że Pan Bóg da nam wszystkim łaskę, żebyśmy mogli w prawdzie rozwiązać tę sprawę. Rozeznać, to znaczy być bardzo odpowiedzialnym za przyszłość - własną i innych. Wierzę, że decydenci dokonają pewnej refleksji, która wyda dobre owoce. Owoce, o które zabiegamy.

Powinna przemówić społeczna siła poparcia dla Telewizji Trwam?
- Może zobaczą, że nie jesteśmy tacy straszni, że nikomu nie zagrażamy. My chcemy służyć prawdzie, Panu Bogu, Kościołowi, Narodowi i Ojczyźnie, nie mamy zapędów do panowania. Chcemy służyć, niech nikt nie boi się dialogu na argumenty, ale trzeba się bać argumentu siły.

Kilka dni temu Krajowa Rada wszczęła postępowanie wobec stacji ATM, która nie realizuje koncesji. Będzie zmiana decyzji?
- Już wcześniej pokazywaliśmy nieprawidłowości w przyznawaniu koncesji. Zobaczymy...

Przedstawiciele KRRiT cały czas nam wmawiają, że nawet bez koncesji na multipleks Telewizja Trwam nie zniknie, bo może nadawać przez satelitę.
- Jeżeli to jest na serio, to jest to cynizm. Nadawać, oczywiście, możemy, tylko ilu ludzi będzie to widziało. To jest przewrotność, szkoda nawet mówić.

W ciągu dwóch miesięcy dwa miliony ludzi stanęło w obronie Telewizji Trwam. Władza w końcu zareaguje?
- Nie wiem. To pokaże, czy mają dobrą wolę, czy nie.

Takiego protestu nie było od lat. Może to będzie kamyk, który poruszy lawinę zmian?
- Chciałbym, żeby to prowadziło do dialogu na argumenty prawdy, dobra wspólnego, poszanowania drugiego człowieka, a nie do bycia przeciwko komuś, przeciwko człowiekowi. Żebyśmy doszli do zjednoczenia w prawdzie - wszyscy, i rządzący, i rządzeni. Nie widzę w decydentach wrogów. Myślę, że może tu chodzi o jakiś błąd poznawczy i to należałoby skorygować. Wierzę w dobrą wolę. To się objawia tylko przez uczynki. Zobaczymy, jakie będą. Bo człowiek może popełnić błąd, ale byłoby czymś diabelskim, gdyby chciał trwać w błędzie.

Okazja do naprawienia krzywdy będzie jeszcze w tym roku, kiedy TVP zwolni miejsce na pierwszym multipleksie.
- Nie, nie. Jeżeli mają dobrą wolę, to powinni zrobić to teraz. Gdy się chce naprawić błąd, nie obiecuje się gruszek na wierzbie, tylko uczciwie się postępuje. Jeżeli był błąd, trzeba go naprawić. I nie mówić "kiedyś", tylko "natychmiast".

KRRiT utrzymuje, że teraz nie może tego zrobić.
- Najpierw mówili, że my mamy bardzo dużo pieniędzy, że mamy imperium. A później dowiedzieliśmy się, że jesteśmy nędzarzami. Tak samo było z Radiem Maryja. Mówili: "Nie dacie rady finansowo, dlatego wam nie dajemy". Też padały takie argumenty. Niech się nie przejmują, to jest nasz problem. Jak nie damy rady, to się wycofamy, wtedy dadzą komuś innemu to miejsce. Bo chętnych pewno będzie trochę.

Polsat ma nawet pięć miejsc na multipleksie.
- ITI też chyba kilka, inni również po kilka. To nie jest pluralizm, ideowo nie ma tu żadnego pluralizmu.

Będzie totalny przechył na lewo?
- Absolutnie, nawet nie przechył, ale monopol liberalno-lewicowy. I to jest bardzo niebezpieczne.

Krajowa Rada ma ustawowy obowiązek zagwarantować pluralizm w mediach.
- Zobaczymy, czy rzeczywiście przestrzega się prawa, czy to jest demokracja, czy metody totalitarne.

Zakładając Radio Maryja, myślał Ojciec, że katolicy będą znów wykluczani z przestrzeni medialnej czy szerzej - publicznej?
- Nie! Ale szybko się o tym przekonałem. Myślałem, że nastąpiły zmiany, ale okazało się, że nie. W Ministerstwie Łączności urzędnicy z nas kpili, z pogardą mówiąc: "Jakim prawem wy, księża, katolicy, chcecie mieć radio". Absolutny brak woli dania nam częstotliwości. A jak nas oszukiwano! Już mieliśmy dostać koncesję, przewodniczący Krajowej Rady poprosił mnie do siebie, powiedział, że jutro wręczy ten dokument. "Czy ojciec zgadza się, czy wszystko jest w porządku z tymi stacjami?". Popatrzyłem, że tak. Następnego dnia wręczyli nam koncesję, podpisałem. A za chwilę okazało się, że brakuje siedmiu stacji. Takich chwytów było dużo. Były kłamstwa, naciski, również przez ludzi Kościoła. Trzeba cały czas patrzeć uważnie, obserwować, nie być naiwnym.

O czym świadczy sytuacja, że wciąż stosuje się te same metody wobec katolickiego nadawcy?
- Myślę, że gdybyśmy, mówiąc kolokwialnie, z ręki im jedli, to by nam nawet całe kanały telewizyjne dawali za darmo i jeszcze płacili. Jest taki kanał, który nazywa się religijnie, ale należy do pewnego koncernu - widzimy, co ten koncern robi, jak ateizuje, występuje przeciwko Kościołowi. Jeżeli nawet jest jeden dobry program, to nie znaczy, że całość jest dobra. Jak powiedział o. prof. Jacek Salij: "Jedna śliwka wrzucona w szambo powideł nie zrobi". Przepraszam, że odwołuję się do bardzo obrazowego języka. Widziałem na kanałach tego koncernu programy, w których źle się mówi o Benedykcie XVI, o pasterzach Kościoła. To nie jest katolickie. Krytykuje się księży biskupów przed widzami, a oni nie mogą przedstawić swoich racji, to jest gorsze od obgadywania, to są oszczerstwa na bardzo szeroką skalę. To jest grzech o wielkich konsekwencjach, bo wielu ludzi może być zwiedzionych. Na pewno by dali nam kanały, gdybyśmy byli układni, tańczyli, jak nam zagrają, byli ulegli. Nawet by nas odznaczali, tylko trzeba patrzeć, kto daje, za co i komu. My mamy żyć w prawdzie. I dlatego idziemy do Matki Bożej danej nam ku obronie naszego Narodu.

Media katolickie nie mogą być na kolanach przed światem, ale przed Bogiem?
- Cały czas jesteśmy z Maryją. Ona jest naszą Przewodniczką, najkrótszą drogą do Chrystusa, jest naszą Matką, wie, czego nam trzeba, nie da nam zrobić krzywdy. Ona zetrze głowę węża. Maryja jest Pogromczynią mocy piekielnych, to dlaczegóż by i tu nie mogła pomóc. Ona jest Nieustającej Pomocy, niech pomoże ludzkim sercom otworzyć się na drugiego człowieka, na jego potrzeby, żeby umysły się rozjaśniły, zobaczyły prawdę. Niech doprowadzi każdego do Prawdy, do Pana Boga, bo tylko z Nim jest przyszłość.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 09 maja 2012, 19:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Z Grzegorzem Braunem o telewizji władzy, selekcji elit i innych hipotezach badawczych

[...to jest wywiad jeszcze sprzed "Eugeniki" - zrobiony przez Błażeja Torańskiego dla portalu sdp.pl, ale odrzucony przez Marka Palczewskiego.... Ciekawe dlaczego ? Pozdrawiam Piotr Zarębski]

...Nic się nie zmieniło. Teraz opinia publiczna dowiaduje się czegokolwiek dopiero wtedy, kiedy łobuzy, kłamcy, złodzieje się ze sobą pokłócą. Wtedy pęka monolit. Tworzy się szczelina...
- rozmawia Błażej Torański.

- Jak Pan przypuszcza: dlaczego Pana najnowszy film „Eugenika” - który jest pochwałą życia - od trzech miesięcy leży na półce TVP 2, zamiast trafić na ekran? Pokazuje Pan go - niemal jak w PRL, w podziemiu - dla kilkuset, zamiast milionów widzów?
- Jestem wdzięczny organizatorom projekcji takich, jak pod szyldem „Polonia Christiana” i Stowarzyszenia im. ks. Piotra Skargi. Jak mnie ktoś zaprosi, to chętnie film pokazuję, bo lepszy taki kontakt z limitowaną publicznością niż żaden.

A dlaczego Telewizja Polska filmu nie emituje - choć minął już kwartał od jego ukończenia i nadal nie ma nawet terminu emisji - to nie jest pytanie do mnie, tylko do władz przy Woronicza. Nie mam żadnego wpływu na to, jakie wiatry wieją w górnych warstwach stratosfery. Bardzo bym chciał, żeby ten film dotarł do szerszej publiczności za pośrednictwem telewizji, która go zamówiła i wyprodukowała za pieniądze podatników.

- Pan ma kłopoty z emisją niemal każdego filmu. Jest Pan na cenzurowanym, ofiarą PRL-bis?
- Lekka przesada – może nie każdego. Jestem kaskaderem z przypadku. Nie planuję kłopotów, kiedy zabieram się za pracę nad filmem, który ktoś zechce wyprodukować. Robię filmy z ciekawości. Interesuje mnie, na jakim świecie żyję. Kto do mnie przemawia z telewizora. Kto mnie poucza w gazetach. Kto mi urządził życie. Stąd kilka filmów o postaciach polskiego życia publicznego, mających też renomę międzynarodową, jak Lech Wałęsa - TW „Bolek”, czy Wojciech Jaruzelski - TW „Wolski”. To nie moja wina, że proste ewidencjonowanie faktów, zbieranie informacji, nadawanie im formy filmowej, nie wszystkich zachwyca. A czy to jest powrót PRL-u? Nie, bo PRL, aby wrócić, musiałby najpierw gdzieś się wycofać, zniknąć. PRL tymczasem nadal czuje się świetnie. Polska jest krajem okupowanym przez PRL.

- Który to już Pana „półkownik”?
- Mój film „Plusy dodatnie, plusy ujemne”, który powstał ponad pięć lat temu, nigdy nie był emitowany przez żadną telewizję w Polsce. Filmy „TW Bolek” i „Towarzysz Generał”, które realizowałem wespół z Robertem Kaczmarkiem, reżyserem i producentem, zostały wyemitowane tylko raz, choć zgromadziły przed telewizorami rekordową liczbę widzów. Na liście najchętniej oglądanych w historii filmów dokumentalnych na antenie Telewizji Polskiej „Towarzysz Generał” jest numerem 1, „TW Bolek” numerem 3, a gdzieś dalej, w pierwszej dziesiątce, lokują się dwa kolejne moje filmy: „Defilada zwycięzców” i „Marsz wyzwolicieli”. Chwalę się tym, żeby było jasne, że najwyraźniej przejawy mojej własnej ciekawości są interesujące także dla szerszej publiczności. Ale przecież ta sama telewizja nie zamawia u mnie następnego filmu.

- Ale przecież telewizją kieruje podobno i PiS, i SLD, i PO...
- Od zawsze jest to telewizja reżimowa, zwana - dla zmylenia przeciwnika, czyli nas, widzów - publiczną. Nie ma w Polsce żadnej telewizji publicznej. Jest telewizja władzy. Byłoby uczciwiej wobec publiczności - i mniej pretensjonalnie - gdyby się nazywała „TV Władza”. Kiedy „Rzeczpospolita” chciała wydać film „Towarzysz Generał” na VCD, telewizja nie zgodziła się sprzedać licencji na taką publikację.

- Nie chcieli zarobić?
- No właśnie. To są przejawy niegospodarności ze strony Telewizji Polskiej, bo skoro ten film obejrzało w jednokrotnej emisji 3 mln 600 tysięcy widzów, no to, gdyby powtórzyli jeszcze raz i drugi, to może tych widzów jeszcze trochę by się zebrało.

- A może dlatego tak się dzieje, że w swojej działalności publicystycznej wyraźnie wskazuje Pan na związki czołowych polskich polityków z agenturą sowiecką.
- Nie nazywałbym tego szumnie publicystyką, tylko gawędziarstwem. Jestem gawędziarzem malkontentem. Od czasu do czasu, jak ktoś przez pomyłkę zaprosi mnie przed kamerę albo do mikrofonu, to chętnie gadam, co widzę i słyszę. A widzę to tak, że państwa polskiego nie ma. To, co się ukrywa za atrapą, fasadą „państwa”, to jest konsorcjum służb co najmniej kilku państw, z których żadne nie jest polskie. Myślę, że pakiet kontrolny w tym konsorcjum ma Moskwa, ale bardzo poważnym udziałowcem jest Berlin. Myślę, że partia, która teraz jest u władzy, to - używając skrótu - partia pruska.

To są hipotezy badawcze, które wysnuwam z mojego rozeznania sytuacji. Myślę, że we Wrocławiu, na Dolnym Śląsku, Niemcy zostali zawczasu zaproszeni przez Sowiety do tego, aby mocno rozbudować swoje siatki agenturalne w fazie przygotowań do operacji, którą na nasz użytek nazwano transformacją ustrojową. Myślę, że pierwsze osoby w państwie - które nami rządzą, i na których łaskę i niełaskę jesteśmy zdani, od których zależy bezpieczeństwo mienia i życia Polaków – zostali wyselekcjonowani za czasów PRL-u przez służby sowieckie i niemieckie. Przez GRU, KGB, Stasi i BND. W tę transformację zaangażowały się też bardzo służby amerykańskie i izraelskie oraz jeszcze jeden istotny gracz: międzynarodowe organizacje, które można dla uproszczenia wymienić pod szyldem masonerii. To właśnie to „konsorcjum”, o którym wspomniałem. Nasi mężowie i żony stanu to ludzie, obawiam się, dalece niesamodzielni – skoro ich kariery rozwijały się pod baczną „kontrolą operacyjną” sowieckich i post-sowieckich służb. W rezultacie trudno czasem orzec, kto właściwie nami rządzi - ? A przecież najważniejsze osoby w państwie powinny mieć biografie nie tylko solidnie spisane, ale i niepodatne na stawianie tego typu znaków zapytania.

- Brzmi, jak spiskowa teoria dziejów, opowieść na granicy szaleństwa. Te same hipotezy wypowiadał Pan kilka tygodni temu w Radiu Maryja i w Telewizji Trwam. Nikt jeszcze Pana za to nie podał do sądu?
- Nie formułują takich hipotez badawczych od wczoraj. Ale jakoś od lat nie szuka mnie w tej sprawie ani żaden prokurator, ani badacz historii, ani nawet żaden dziennikarz - bym np. wskazał bibliografię, dokumenty, numery stron czy sygnatury akt. Wielokrotnie namawiałem np. różnych dziennikarzy, aby zainteresowali się szczątkową, ale jednak zachowaną w archiwach IPN dokumentacją dotyczącą Grzegorza Schetyny.
- Dlaczego dziennikarze nie są zainteresowani drążeniem tych arcyciekawych tematów?
- Każdy musi z czegoś żyć i może dziennikarze nie mogą sobie pozwolić na interesowanie się tematami, o których wiedzą, że nie zainteresują się nimi redaktorzy naczelni. Pytanie: dlaczego nie interesują się nimi redaktorzy naczelni?

- Wydawcy uczestniczą w grze interesów.
- Myślę, że jest to ważny przyczynek do refleksji o „życiu po życiu” cenzury. Przypomnijmy, że Główny Urząd Kontroli Publikacji Prasy i Widowisk nie był – wbrew pozorom – instancją decyzyjną, zawiadującą i centralną dla systemu cenzury w PRL-u. System cenzury opierał się przede wszystkim na selekcji kadr. Do zawodu dziennikarskiego nie mieli prawa wejść ludzie, którzy byliby gotowi popełnić jakąś poważniejszą „myślozbrodnię”, a co dopiero „drukozbrodnię”. W tym systemie cenzura instytucjonalna (GUKPPiW) to była zaledwie komórka kontroli jakości kłamstwa. Ale fabrykami kłamstwa były redakcje. To redaktorzy naczelni chodzili na tzw. operatywki do komitetów wojewódzkich partii. Byli tam także szefowie cenzury, ale to nie oni prowadzili te spotkania.

- Ale to już jest historia.
- Nic się nie zmieniło. Teraz opinia publiczna dowiaduje się czegokolwiek dopiero wtedy, kiedy łobuzy, kłamcy, złodzieje się ze sobą pokłócą. Wtedy pęka monolit. Tworzy się szczelina, przez którą zwykli, biedni ludzie cokolwiek dostrzegają. Takim przykładem jest afera Rywina-Michnika czy wykolegowanie Janusza Rolickiego z „Trybuny” w czasach rządów SLD. Redaktor Rolicki puścił wtedy farbę o takich właśnie współczesnych operatywkach z zaufanymi szefami radia, telewizji i gazet, które miały się odbywać bodaj w siedzibie klubu SLD w Sejmie. Towarzysze rozprowadzali ich i ustawiali, instruowali, co ma być, a co nie.

- Chce Pan powiedzieć, że teraz redaktorzy naczelni chadzają do partii rządzących?
- Myślę, że teraz jest czas wyłącznie sprawdzonych towarzyszy. Redaktorzy naczelni nie muszą nigdzie chodzić, bo są u siebie. Część z nich zaprawieni w bojach to oficerowie frontu ideologicznego. Nie przypuszczam, aby teraz odbywało się to w taki prosty sposób, że siadają uczniowie w ławkach i odbierają wytyczne. Ale to nie jest sztuka dorobić się kadr, które posłusznie spełniają polecenia. Sztuką jest dorobić się takich kadr, którym nie trzeba wydawać żadnych poleceń, ponieważ kadry chwytają w lot, jaka ma być moda na nadchodzący sezon. Kogo niszczymy w nadchodzącym tygodniu, a kogo lansujemy.

- Ci „oficerowie”, jak Pan powiada, stali się wydawcami?
- Sytuacja Polski jest tak opłakana, że - jak myślę – Polacy są rozprowadzani za pomocą kolesi i kreatur na poziomie „Rychów”, „Zbychów” czy „Mirów”, niższej rangi sprzedawczyków. Instancje decyzyjne są poza granicami Rzeczypospolitej.

- Za Bugiem?
- Za Bugiem, za Odrą, za Oceanem.

- Czy wszystkie Pana opinie mają potwierdzenie w dokumentach?
- Każdą hipotezę opieram na konkretnych przesłankach – wyciągam logiczne wnioski z faktów odnotowanych w dokumentach, lub relacjach świadków historii. Dysponuję zaledwie okruszkami, z których buduję hipotezy badawcze. Jest to działanie uprawnione we wszystkich dziedzinach wiedzy. Wydobywamy z ziemi kilka okruchów glinianych i budujemy teorię na temat, dajmy na to, ery pucharów lejkowatych na Łużycach. Nikt nie mówi archeologowi czy historykowi, że postępują niefachowo. W końcu bezpieka sowiecka i postsowiecka zadała sobie wiele trudu, żeby uprzątnąć i ukryć przed nami dowody swojej działalności. Nie spodziewajmy się więc, że znajdziemy dowody czarno na białym na jakiejś półce, choćby i w zbiorze zastrzeżonym IPN. Trzeba posługiwać się logiką i to jest uprawnione rozumowanie.

- Obawiam się, że będę musiał wyciągnąć z piwnicy spod węgla sitodruk, aby wydrukować naszą rozmowę.
- (śmiech) Powiem tak. Znamy z dzieciństwa grę w okręty na kartce w kratkę. W tej grze może się zdarzyć, że zakropkowaliśmy już wiele pól, w których żaden okręt nieprzyjaciela się nie znajduje. Ale im więcej zakropkowanych pól mamy, tym bardziej staje się oczywiste, że w przestrzeniach pustych coś się znajdować musi. Albo inaczej: mamy puzzle składające się z 1500 części, a ułożyliśmy zaledwie piętnaście. Ale to już wiele, bo wiemy, że w ogóle jest jakiś obrazek i jesteśmy w stanie wstępnie określić gamę kolorystyczną. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby z opisywaniem historii, która nam się przydarzyła, zwlekać do chwili, kiedy skompletujemy wszystkie 1500 części. Bo przecież nasza aktualna scena polityczna swoimi korzeniami tkwi po uszy w tej najnowszej, ciągle aktywnej i niewygasłej historii. Proszę sobie przypomnieć, kto za rządu Tadeusza Mazowieckiego, po Okrągłym Stole, przejął telewizję?

- Andrzej Drawicz.
- Owszem, Drawicz, tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa, przeszkolony w oddziale tzw. „propagandy specjalnej” Ludowego Wojska Polskiego. A zatem kandydat kompromisowy w tym sensie, że zapewne mogły na nim polegać dwie służby: bezpieka cywilna i wojskowa. Jego dwoma wiceprezesami, wtedy jeszcze Radiokomitetu, byli: Lew Rywin i Jan Dworak.

Moja gra w okręty jest taka. Drawicz był żałosnym, użytecznym durniem, całą biografią sprzedanym służbom. Ale nie był oficerem. Lew Rywin najpierw emigrował z Sowietów prosto do Stanów Zjednoczonych, potem reemigrował do Polski, pracował w Interpressie. Ale - jak wiemy z afery z Michnikiem - to był człowiek przede wszystkim od liczenia pieniędzy. Wracając do gry w okręty: przecież Czesław Kiszczak nie puścił niczego na żywioł. Miał gruby notes, a w nim personalia, w których mógł przebierać. Musiał być więc w tej trójce szefów Radiokomitetu jeden poważny funkcjonariusz frontu ideologicznego - nie byle-jakiś agent-kapuś, tylko chyba raczej ukadrowiony oficer. Po latach zastanawiam się tylko: jaki mundur galowy przysługuje Janowi Dworakowi?

- No to Pański film „Eugenika” nie ma szans na wyemitowanie w TVP.
- (śmiech) A wie Pan, że od kilku tygodni prezesem telewizji jest mój szanowny stryj – to dopiero materiał na teorię spiskową, co?

PS. Jużpo przeprowadzeniu wywiadu z Grzegorzem Braunem rzeczniczka prasowa TVP SA Joanna Stempień-Rogalińska poinformowała portal sdp.pl, że podczas kolaudacji (grudzień 2010 – przypis bt) film Grzegorza Brauna "został oceniony wysoko". Decyzję o jego emisji podejmie szef TVP2 Rafał Rastawicki. "W grę wchodzi wiosenna ramówka, ale nie można wykluczyć, że emisja odbędzie się jesienią br." – dodała rzeczniczka telewizji.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Bolszewizm w Polsce, kontynuacja i reaktywacja
PostNapisane: 13 maja 2012, 16:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
System emerytalny III RP zdradza jej totalitarne ciągoty

Ich dziadków przywieziono tu na czołgach Stalina, albo wyciągnięto za uszy z dworskich czworaków, albo zwerbowano bezpośrednio pośród agentury okupanta niemieckiego.

Zadaniem tych totalnie wyalienowanych janczarów było służenie obcej, narzuconej Polakom władzy i dlatego sowicie ich wynagradzano przywilejami niedostępnymi dla „mniej wartościowej ludności tubylczej”.

Jednym z takich komunistycznych przywilejów były specjalne zasady emerytalne, o jakich „masy pracujące miast i wsi” mogły tylko pomarzyć.

Dzisiaj, po 23 latach „wolnej” Polski, wnuki tamtych oprawców (bo rekrutacja do służb państwowych III RP dalej odbywa się wg. bardzo specyficznego klucza), nadal cieszą się specjalnymi przywilejami emerytalnymi.

Piątkowe nowelizacje ustaw emerytalnych powinny dobitnie uzmysłowić rodakom, właśnie zakuwanymi w kajdany czekania na emeryturę aż do 67 roku życia, że na tutejszym folwarku dalej są „równi i równiejsi”.

Krótko mówiąc – wygląda na to, że wyperfumowany i odziany w drogie garnitury reżim III RP czuje się tak samo niepewnie wśród Polaków jak siermiężny reżim PRL-u, ciągle licząc się z buntem poddanych, których „trzeba będzie” brutalnie spacyfikować. I dlatego równie mocno dba o swoich „siłowików”, kosztem reszty obywateli.

To niesłychane uprzywilejowanie służb siłowych stanowi niechlubne dziedzictwo PRL-u jasno pokazując trzeciopolakom, że ich „wolna i suwerenna Polska - demokratyczne państwo prawa” jest jedynie zręcznie zakamuflowaną kontynuacją "realnego socjalizmu" - stanowiąc teraz godny wejścia na europejskie salony "socjalizm z ludzką twarzą".

Ale mimo tego całego kuglarstwa, i tak na każdym kroku z cienia III RP wyłaniają się dobrze nam wszystkim znane łapska oraz pryszczata morda totalitaryzmu, z lekka tylko przypudrowana garścią liberalnych i prorynkowych reform.

Ale gdy ktoś ośmieli się dziś „podnieść rękę na władzę ludową”, to nawet i w "wolnej Polsce" władza ta dalej jest gotowa mu tę rękę odrąbać – bo los braci Kaczyńskich nie wymaga komentarza.

Inną maksymą było i jest hasło: „Nigdy nie pozwolimy, by reakcja wydarła nam władzę przy urnie wyborczej”.

Kończąc wątek – „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” – no i czy dziś ktokolwiek sądzi, tak z ręką na sercu, że obóz patriotyczny skupiony wokół PIS jest w stanie drogą wyborów odsunąć obóz „władzy”, prawie że „ludowej”?

Kolega MarkD starannie przebadał biografie ludzi piorących mózgi polskich wyborców sondażami poparcia dla partii politycznych, gdzie, ci „fachowcy”, jeszcze z komunistycznego nadania, przez cztery lata metodycznie przygotowują grunt pod uroczyście ogłaszane ludowi wyniki "jego wyborów” - http://niepoprawni.pl/blog/54/sondaze-w ... -do-po-sic. Polecam!!!

Wracając do emerytur. Funkcjonariusze państwa w cywilizowanej części Europy, zwanej Zachodem, nie są jakoś specjalnie uprzywilejowani, bo i aparat państwowy nie jest tam tworem obcym, narzuconym z zewnątrz wbrew woli obywateli.

I dlatego zachodnioeuropejskie „siłowiki" przechodzą na emeryturę tak jak i reszta obywateli - bo ich zadaniem nie jest trzymanie podbitego narodu "za mordę" ani obrona reżimu przed słusznym gniewem ludu.

I dlatego tam nie ma potrzeby kupowania ich lojalności extra błyskotkami.

A przecież sam Lenin powiedział, że wtedy mamy do czynienia z państwem policyjnym, gdy nauczyciel mniej zarabia i gorzej żyje od policjanta.

http://prognozydocenta.salon24.pl/41646 ... ne-ciagoty


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 16 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /