Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 145 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 11 gru 2011, 16:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
"Kolegom" z wojskowych służb

Nie sądziłem, że tak błyskawicznie pojawi się odzew na moją recenzję i to, jakby można było sądzić z, jak to mawiają dziennikarze, „kręgów zbliżonych do” autorów książki. Ci koledzy z wojskowych służb, jak ich przedstawiono czy zareklamowano w innym miejscu, moje ponad 80-stronicowe dość szczegółowe, jak sądziłem, opracowanie dotyczące ich książki, skomentowali w taki sposób:


Drogi Free Your Mindless,
Dziękujemy za Twoją obszerną recenzję, zapoznaliśmy się z jej treścią.
Wniosła wiele cennych spostrzeżeń, które oczywiście weźmiemy pod uwagę w dalszej pracy.
Dzięki Tobie uświadomiliśmy sobie, że pozory mylą.
Z pozoru można by pomyśleć, że nie jest w stanie napisać dobrej recenzji ktoś, kto nawet tytułu książki nie jest w stanie prawidłowo przywołać, lecz już pod nagłówkiem pisze "Zbrodnia Smoleńska Anatomia STRACHU" (zamiast "zamachu")
:-)

Z pozoru można pomyśleć, że ktoś kto nie ma nawet pojęcia co to jest VOR (radiolatarnia kierunkowa) i wcale się z tym nie kryje :-), kto - jak sam zaznacza - brzydzi się "technikaliami", kto nie wie, że w Planie Lotu wpisuje się czas UTC (więc 5:00 nie powinna nikogo dziwić) nie powinien się zajmować badaniem zdarzeń lotniczych. Read the manual - chciałoby się rzec.
Ale pozory mylą!

Idąc Twoim tropem, rozwiązaliśmy dawno skrywaną, SMOLEŃSKĄ zagadkę:
Nie tylko było, jak mówisz (a to SMOLEŃSKI cyrulik wyciął korony drzewostanu), ale nawet wiemy już jakie były dalsze losy statku powietrznego. W SMOLEŃSKU podrzucono pocięty w SAMARZE Tu-154M/102, zaś Tu-154M/101 został przez myśliwce zmuszony do lądowania w SAMARZE-BEZYMYANCE i oddanystroniepolskiej jako 102!

Rosjanie mieli dość dużo czasu, aby zmienić numery seryjne 492 urządzeń, w tym szeregu amerykańskich i dogłębnie przemalować kadłub maszyny, nanosząc nowe oznaczenia. To jest dopiero Maskirowka!
Maskirowką do kwadratu było natomiast zwerbowanie całej ekipy archeologów, która wykryła na SIEWIERNYM kilkadziesiąt tysięcy przedmiotów osobistych i części pochodzący z samolotu i jego wyposażenia. Zapewne te przedmioty także Rosjanie w toku maskirowki podrzucili i zakopali na SMOLEŃSKIM bagnie.

W operacji transportu kawałków 102 brały udział śmigłowce Mi-26, które specjalnie do tego celu zmodyfikowano, by nie były - jak egzemplarze seryjne tych maszyn - świetnie słyszalne z odległości kilkunastu kilometrów.
Jeśli zaś chodzi o tajemną nieobecność ciał, to oczywiście od razu z SAMARY przeteleportowano je do kostnicy w MOSKWIE do światłej dyspozycji pani minister Ewy KOPACZ.


To o czym mówimy potwierdza także trzecia tajna notatka AW, która łączy w sobie treść dwóch poprzednich. Satelity amerykańskie nagrały samolot lądujący w otoczeniu MiG-ów 29 w SAMARZE.
Pozdrawiamy serdecznie i my również przepraszamy za niektóre może nazbyt złośliwe sformułowania...

życzymy przyjemnego weekandu,

Autorzy "Zbrodni Smoleńskiej. Anatomii Zamachu"


P.S.1 Jeszcze co do tych dwóch wież, o których wspominasz - na każdym radzieckim lotnisku wojskowym (przynajmniej na każdym, jakie znamy) są dwie wieże - to tak zwane stanowiska kontroli (bliższe i dalsze). Na jednej zasiada kierownik strefy lądowania, kierownik bliższej strefy (ewentualnie dalszej) i oczywiście kierownik lotów. Na drugiej pomocnik kierownika lotów, ewentualnie dyspozytor, meteorolog. Jeśli czynne są oba kursy podejścia, to w zależności od wiatru można zamienić stanowiska kontroli i usytuować grupę kierowania lotami na stanowisku dalszym (wtedy sprowadzamy samoloty z drugiego kursu).


P.S.2 Co do częstotliwości radiowych, to nie przypuszczaliśmy, że może to kogokolwiek dziwić. Nie tylko w Rosji 90% lotnisk wojskowych używa tej samej częstotliwości (124,0). W Polsce jest dokładnie tak samo, z tym tylko, że my używamy 128,5. Mało tego, także i my mamy kryptonimy. Np. na wojskowym OKĘCIU wieża ma wdzięczny kryptonim BASTION.”


http://freeyourmind.salon24.pl/371276,r ... nt_5414220


Cytuję go w całości, ponieważ stanowi on swoisty suplement do mojej recenzji i z pewnością warto włączyć taki tekst do książki, nad którą pracuję. „Koledzy z wojska”, że się takim skrótem myślowym posłużę, zarzucają mi przekręcenie tytułu, no więc zamieszczam w niniejszym tekście także skan okładki i strony tytułowej. Ja tu widzę dwukrotnie słowo „zamach” użyte w dopełniaczu, może ktoś z wojska widzi odmiennie. Jeśli w wersji drukowanej jest inaczej, to niech „koledzy z wojska” zadzwonią do wydawcy, że e-book różni się od książki. Na tej elektronicznej wersji pracowałem, przygotowując moją recenzję, do kupna książki się nie przymierzałem, ze względu na „zaporową cenę”.


„Koledzy” śmieją się też w głos z tego, że „nie wiedziałem” co to VOR, zaś mnie chodziło o to, że potencjalny czytelnik może nie wiedzieć i powinni byli w nawiasie to napisać. „Koledzy” wytykają mi wstręt do technikaliów, gdy tymczasem nie tylko mnóstwo moich postów zawiera technikalia, mnóstwo dyskusji technicznych było na moim blogu, sama moja recenzja dotyka wielu technicznych kwestii, zaś mnie w pomijaniu opowieści „kolegów z wojska” o remontach, szkoleniach, instrukcjach eksploatacji tupolewa itd. chodziło o to, że taką samą strategię narracyjną zastosowała „komisja Millera”, która (wzorem komisji Burdenki 2) upchała do swych dokumentów pełno danych, dokumentów, bumag etc. NIEISTOTNYCH dla sprawy. Na osobie niebędącej ekspertem taki „wysyp danych” może zrobić wrażenie, ale jeśli ktoś zasypuje technicznymi śmieciami to, co ma być w śledztwie odkryte, to robi więcej złego niż dobrego dla sprawy.

Co zaś do ekspertów i ekspertyz. Jak piszę na wstępie mojej książki, to właśnie przez ostatnie kilkanaście miesięcy, a zwłaszcza w oficjalnym (jak i niezależnym) śledztwie mieliśmy wprost plagę ekspertów. Zwłaszcza tych od lotnictwa. Jeden ekspert lepszy od drugiego, a trzeci od czwartego. Wyniki prac najlepszych z najlepszych ekspertów opublikował najpierw „raport MAK”, a następnie „raport komisji Millera”. Prace innych ekspertów, tym razem niezależnych, w postaci „kolegów z wojska”, też mogliśmy poznać w książce „Zbrodnia smoleńska...” (wedle „kręgów zbliżonych do” - „Anatomia strachu”, wedle okładki na e-booku „Anatomia zamachu”), której gigantyczna objętość jest niewspółmierna do zawartości, a więc gdyby spokojnie oddzielić z tej książki spekulacje, „historiozofię” oraz rozmaite dygresje potrzebne w śledztwie jak dziura w moście, to nawet byłaby z tej publikacji jakaś warta zachodu rzecz.


Jak jednak dodaję we wstępie do mojej publikacji (syntetyzującej prace blogerów, wśród których także są eksperci z wielu dyscyplin, nie tylko związanych z lotnictwem), to – i teraz „koledzy z wojska” baczność, bo będzie ważna uwaga – jeśli na Siewiernym nie doszło do żadnego zdarzenia lotniczego to Wasza wiedza z zakresu lotnictwa, materiałoznawstwa, nawigacji i z czego tam jeszcze sobie chcecie, może się zdać psu na budę. Jeżeli bowiem delegacja wcale nie lądowała na Siewiernym, lecz została skierowana na inne lotnisko (pod pretekstem przeczekania mgły smoleńskiej) i na nim lub w trakcie ucieczki z niego zaatakowana (sprawdziliście, czy np. Witebsk nie działał wtedy w godzinach porannych? Rozmawialiście z ludźmi w Witebsku?), to mamy do czynienia z aktem przestępczym o charakterze terrorystycznym, przy którym specjalistyczna wiedza z zakresu katastrof lotniczych wcale nie jest niezbędna. Owszem, ta wiedza na początku była przydatna w krytyce oficjalnych ustaleń ruskiego pseudo-śledztwa osnutego wokół „wyjaśniania przyczyn wypadku”, ale blogerzy ten etap badań mają już dawno za sobą. Jak ktoś chce, to może nadal wyliczać trajektorie tupolewa nad Siewiernym, biorąc poprawkę na pancerną brzozę lub nie. Jeśli jednak polski tupolew tam się nie pojawił 10-go, to takimi obliczeniami można sobie zapełnić czas do końca życia – i nic z tego nie wyniknie.


Ale żeby nie przedłużać, to powiem Wam „koledzy z wojska”, o co w tym wszystkim chodzi, w paru, dających się zrozumieć, wojskowemu umysłowi, żołnierskich frazach. Skąd bowiem biorą się wokół książek smoleńskich – takich jak Wasza czy L. Szymowskiego panowie od długiego wiązania sznurówek czy inni życzliwi ze służb cywilnych lub mundurowych? Ano z tego podstawowego powodu, że kooperanci zamachu żyją sobie także nad Wisłą. Oprócz bowiem sił ruskich i białoruskich w zamachu wzięli też udział (na których etapach, to jest jeszcze do ustalenia) sami Polacy. Nic więc dziwnego, że przeróżni smutni panowie robią dosłownie wszystko, by prawda o tym nie wyszła na jaw. W interesie bowiem wszystkich stron zaangażowanych w zbrodnię z 10-go Kwietnia jest pozostawienie sprawy w takim kształcie: albo był wypadek na Siewiernym, albo zamach. Jeśli był zamach (opisywany przez Was, „koledzy”), nawet „z użyciem pocisków temobarycznych i saperek”, to można bezradnie rozłożyć ręce i rzec: „i tak Moskwie nic nie możemy zrobić”, ku pokrzepieniu serc, można dodać: „no ale przynajmniej wiemy, jak naprawdę było” (zwłaszcza że mamy na poparcie filmik Koli, prawda?, zmontowany przez ruskie specsłużby). Jeżeli jednak na Siewiernym 10-go Kwietnia wcale nie pojawiła się polska delegacja, to obie wersje wydarzeń są równie fałszywe. Wyobrażacie sobie, „koledzy” coś takiego?


No to teraz zastanówcie się, koledzy, tak po wojskowemu, nad następującymi zagadnieniami. Dlaczego oficjalne polskie śledztwo prokuratury wojskowej oraz cywilnej jest od wielu miesięcy w martwym punkcie? Dlaczego ABW ma takie problemy ze znalezieniem słynnych zdjęć satelitarnych z USA, które były, lecz się zbyły? Dlaczego co rusz się pojawiają sfałszowane notatki oraz ekspertyzy? Dlaczego taki cyrk jest z materiałem dowodowym nawet tu, nad Wisłą? Ano dlatego, że, powiedzmy sobie to wprost i uczciwie, część kooperantów zamachu to ludzie związani z polskimi służbami cywilnymi, mundurowymi i polskim wojskiem, „koledzy” szanowni.


Jeśli więc zależy Wam naprawdę na rozwikłaniu sprawy, a nie jej zaciemnieniu (jak można by sądzić po Waszym chamskim komentarzu), to może wyostrzcie węch i rozejrzyjcie się nie tyle po blogosferze, a w środowiskach, z których się sami wywodzicie, ponieważ smród stamtąd dochodzi coraz większy. Ten smród kojarzy mi się z rosnącym, panicznym strachem właśnie przed ujawnieniem się prawdy – więc określenie „anatomia strachu” by tu pasowało (choć do publikacji „Anatomia strachu 2”). Smród ten jest właściwy do skali zjawiska, runie nie tylko machina kłamstwa, ale i zachwieje się cała wspólnota zbrodniczych interesów, które ciągną się jeszcze od peerelu. O ile bowiem zamach przeprowadzony przez ruskie i białoruskie siły, to dla Polaków coś, co – na tle historii naszych wieloletnich wojennych relacji z sowietami – rzecz zrozumiała i w jakimś sensie „normalna” (wróg zachowuje się jak wróg), o tyle kooperacja ludzi, których zadaniem jest zwykle strzeżenie polskiego państwa i polskich wysokich urzędników, strzeżenie polskich obywateli oraz gdy zachodzi taka potrzeba: walka na śmierć i życie z wrogiem - jest czymś, co podejrzewam, nikt, kto jest Polakiem, tym ludziom nie wybaczy.


Opowiedzcie się, „koledzy z wojska”, po której jesteście ze stron, to nam, Polakom też będzie łatwiej ocenić to, co robicie. Co zaś do chamstwa, które Wam wypomniałem. Ja nie pisałem w książce „tzw. niezależni eksperci” ani „niezależni eksperci”, a więc jednak powstrzymywałem się przed atakami ad personam. Wy zaś zaczęliście od przekręcania mojego pseudonimu, tak jak zwykły wieśniacki trol. Oczywiście, gdybyście nieco się zastanowili nad tym pseudonimem, to wiedzielibyście, że słowo „mind” nie odnosi się w nim do mnie. „Free your mind” to jest cytat z piosenki, „koledzy z wojska” - oczywiście nie z tej, znanej Wam pewnie, „Przyjedź, mamo, na przysięgę” ani „Gdy Polska da nam rozkaz”, ale z anglosaskiej (fragment tekstu tej piosenki jest po prawej stronie mojego salonowego bloga), śpiewanej sporo lat temu przez sympatyczne dziewczyny z USA nazywające się En Vogue (http://en.wikipedia.org/wiki/En_Vogue) (poszukajcie sobie „koledzy” teledysku na YT). Powtarzam więc, Wam, „koledzy”: „free your mind” to jest li tylko pewne intelektualne i życiowe zalecenie, a nie żadne określenie mojej skromnej osoby. Niewiele więc się da z tym nickiem zrobić, choć różne wieśniackie trole już próbowały.


Sama ta fraza postuluje bowiem, by ludzie byli wolni od stereotypów, przesądów, chamstwa i głupoty, a więc dotyczy owa fraza nie tylko mnie, ale także i Was, „koledzy z wojska”, chyba że stereotypy, przesądy, chamstwo i głupota są Wam bliskie. To wtedy oczywiście już Wasz problem. Po drugie natomiast, jeśli piszecie „mindless” w tej frazie, to wygląda ona dość głupawo, co znowu nie najlepiej o Was świadczy. Domyślam się oczywiście, że mogło chodzić Wam, „koledzy” szanowni, o to, by mnie posądzić o to, że jestem głupcem. Niestety, muszę Was zmartwić, aż taki całkiem głupi to nie mogę być, w przeciwnym razie nie czytałoby moich tekstów tylu przyzwoitych i mądrych ludzi, i nie komentowałoby przez tyle dni, miesięcy, a nawet lat. Głupotom moim też chyba nie poświęciłby czasu zasłużony i dla sprawy odkłamywania zbrodni pierwszego Katynia, i walki o prawdę o zbrodni drugiego Katynia, prof. Jacek Trznadel (http://dakowski.salon24.pl/344309,zamac ... ol-hipotez) (por. też http://www.bibula.com/?p=43935 – ze swej strony pozdrawiam Redakcję „Bibuły” w związku z zamieszczeniem mojej odpowiedzi skierowanej do prof. Trznadla). Przecież, co nie tak trudno wywnioskować, że głupie teksty i samych głupców się zwykle ignoruje. Kto by sobie głupcami głowę zawracał?


Tak też i ja, starając się dostrzec coś mądrego i wartościowego w Waszej książce, nieco zbagatelizowałem te wszystkie banialuki, które podawaliście z pełną powagą oraz polszczyznę wołającą o pomstę do nieba (tu oczywiście ukłony dla recenzentów wydawniczych, których, jak znam życie, nie było) – może trochę byłem złośliwy, ale na pewno nie chamski. Chciałem pokazać, że nawet szukając po omacku, tak jak Wy, udało się Wam zdobyć trochę cennych materiałów – Wasz „badawczy paradygmat” lub też jak to mówi się potocznie, posiadanie klap na oczach, jednak nie pozwala Wam tych materiałów sensownie zinterpretować. To tenże „paradygmat” nakazuje Wam naginać fakty do własnej teorii, a braki dowodów uzupełniać „notatkami” od jakichś podejrzanych kolesi ze służb.


Potraktowałem Was więc tak, jak Szymowskiego (http://freeyourmind.salon24.pl/304267,z ... siewiernym) (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... ernym.html), który też za wszelką cenę chciał dowieść zamachu na Siewiernym i poszedł drogą na skróty, ale znalazł jedną cenną rzecz: informację o CASie na Okęciu przeznaczonej dla Dowódców (10-go Kwietnia). Podobnie „reporterzy Superwizjera” trudzili się niemalże nazajutrz po tragedii, by z kolei dowieść, że żadnego zamachu nie było, w związku z tym robili czujny rekonesans z kamerami po Smoleńsku, szukając leśnych dziadków oraz innych znawców tematu „katastrofy prezydenckiego tupolewa”, by mieć „dowody wypadku” - ale mimowolnie pokazywali relacje, które kłóciły się z tym, co głosiła oficjalna narracja (pisałem o tym sporo już, więc nie będę się powtarzał, wystarczy poczytać post (http://freeyourmind.salon24.pl/333650,przez-wizjer) zawierający relację „pracownic pogotowia” (znalezienie 90 ciał ofiar w ciągu pół godziny) oraz gostków z okolic garaży („pewnie coś tam palą i butelka wybuchła”)), bo już post (http://freeyourmind.salon24.pl/234632,film-swiadkowie) składający się z kadrów z tego materiału „Superwizjera” diabli wzięli.


A propos jednak materiałów wideo, muzyki i teledysków. Na 30 rocznicę wywołania wojny z Polakami przez juntę Jaruzela, grupa CSI 2010 zrobiła teledysk pt. „Dziwna szpula”, jest on do obejrzenia i ściągnięcia tu: http://chomikuj.pl/yurigagarin/ oraz do ściągnięcia też tu: http://fymreport.polis2008.pl/. Polecam ten video clip także Wam, „koledzy z wojska”, ponieważ pełno w nim uwieczniono ekspertów.

http://freeyourmind.salon24.pl/371919,k ... wych-sluzb




1. z listu "kolegów z wojska":

"śmigłowce Mi-26, które specjalnie do tego celu zmodyfikowano, by nie były - jak egzemplarze seryjne tych maszyn - świetnie słyszalne z odległości kilkunastu kilometrów"

Gdyby "koledzy z wojska" zechcieli wyjaśnić, dlaczego obecni na płycie lotniska Siewiernyj (i w okolicy lotniska) nie słyszeli jak jeden mąż żadnego głośnego wybuchu/uderzenia, byłbym niezmiernie wdzięczny. Na mój nietechniczny umysł odgłosy wysadzenia i upadku kilkudziesięciotonej maszyny pędzącej z prędkością ponad dwustu kilometrów na godzinę (Parulski zaraz po 10 kwietnia mówił nawet o 350 km/h) powinny być słyszalne w całym Smoleńsku, tymczasem świadkowie mówią, że zorientowali się, iż coś niepokojącego się dzieje, bo Ruscy wsiedli do samochodów i zaczęli gdzieś pędzić przed siebie we mgle. Nie sądzę, żeby obecni na lotnisku kłamali akurat w tej sprawie, bo to nie miało by sensu. Mówienie o potwornym wybuchu bardziej uwiarygodniało by relację o katastrofie pod smoleńskim płotem. Podkreślę, że z kolei pielgrzymi zgromadzeni w Katyniu słyszeli jakiś wybuch. No i druga sprawa do wyjaśnienia: dlaczego według smoleńskiego centrum energetycznego linia opodal lotniska Siewiernyj została zerwana na kilkadziesiąt sekund przed oficjalnym czasem katastrofy/zamachu, czyli o 8.39,35? No i w końcu jak to możliwe, że informacja o zerwaniu tej linii ujrzała światło dzienne, albo żeby świadek wydarzeń po katastrofie/zamachu nie tylko przeżył, ale i opublikował swój filmik w internecie (podobnie Wiśniewski). Drodzy "koledzy z wojska", nie widzę takiej możliwości, by ktoś mógł w miejscu zamachu przeżyć, jeśli tam - pod smoleńskim płotem dokonano zamachu. Te "dokumenty" mogą służyć wyłącznie uwiarygodnieniu tego miejsca, przykuciu naszej uwagi do niego. A wy, zwolennicy i głosiciele hipotezy zamachu pod płotem smoleńskiego lotniska, jesteście tej mistyfikacji uczestnikami. Do wyjaśnienia pozostaje: z głupoty, czy z wyrachowania.

2. Zastanawia ten wściekły atak części netowych zwolenników hipotezy zamachu pod smoleńskim płotem. Dlaczego ci ludzie nie są w stanie spokojnie dyskutować różnych koncepcji. Dlaczego usiłują zdyskredytować blogerów zbierających materiały wskazujące na ogromny zasięg operacji "zamach 10 kwietnia"?

3. Wracając do listu "kolegów z wojska", ma on charakter prześmiewczy, zniekształcający hipotezę 2M, ma dyskredytować przeciwnika bez odniesienia się do meritum. Nie ma w tym dobrej woli. Taki ton listu wskazuje na ukryty lęk i nieukrywaną złość. Pytanie: skąd taka postawa u ludzi deklarujących wolę ujawnienia prawdy o smoleńskim mordzie?

Moim zdaniem spiskowcy musieli mieć swoich ludzi również w szeregach Prawa i Sprawiedliwości (także, a może przede wszystkim w kancelarii Prezydenta). Może ICH agresja bierze się stąd, że my nie podchodzimy do tematu katastrofy w sposób okrojony, nie stosujemy autocenzury, nie zakładamy, że są wątki, których tykać się absolutnie nie godzi. Może boją się pełnej prawdy? No bo czego mieliby się obawiać z naszej strony, ze strony oszołomów wyznających absurdalną ich zdaniem hipotezę 2M?

pozdrawiam

KISIEL


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 12 gru 2011, 19:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
"Byli dziennikarze..."

W kontekście przypomnianej przez seaclusion (http://freeyourmind.salon24.pl/371919,k ... nt_5423202) i przez FanaBieszczad (http://freeyourmind.salon24.pl/371919,k ... nt_5423406) notatki pochodzącej zapewne z czeskich służb specjalnych, a krążącej w Sieci od 14 kwietnia 2010 i dotyczącej uprowadzenia polskiej delegacji oraz zainscenizowania katastrofy na Siewiernym, zwróciłem uwagę na fragment dotyczący dziennikarzy:


„Jedną z najciekawszych zagadek jest to, że na lotnisku byli profesjonalni dziennikarze z kamerzystami, którzy nie nakręcili pożądanych ujęć ani z daleka (z oddali), przy czym gdyby tam płonęło paliwo to byłoby to widoczne z bardzo sporej odległości. Zapewne mieli jasne wytyczne i tym samym do mediów dotarły tylko tzw. amatorskie videa wykonane przez agentów. Ten rodzaj działań medialnych miał za zadanie zmylenie czytelników, widzów i słuchaczy i wprowadzenie sytuacji niejasnego przypadku, co też się stało.”


Zadałem sobie niedawno trud odsłuchania (na świeżo) zeznań legendarnego moonwalkera S. Wiśniewskiego i wynotowałem z nich następujące intrygujące fragmenty, które zamieszczam z moimi komentarzami i pytaniami:


„...jest szczęście w nieszczęściu, że ten samolot rozbił się akurat w tym miejscu. To nie to, żebym miał jakieś ironizowanie w stosunku do tego, tylko lecąc kaw... jeśliby ten samolot skręcił troszeczkę w lewo, rozbiłby się na stacji benzynowej. Tam jest stacja obsługi samochodów i stacja benzynowa. No to tragedia byłaby zdecydowanie jeszcze większa. Jeśliby poleciał kawałek dalej do przodu, to wpadłby na te samoloty, które stały zaparko... tam jest lotnisko wojskowe - nie wiem, czy te samoloty były sprawne czy niesprawne, puste czy zatankowane, ale tam STAŁY DELEGACJE WSZYSTKIE (podkr. F.Y.M.), które czekały na przyloty pary... całej delegacji polskiej. Jeśli on by tam spadł, no to, przepraszam, byłaby tam, mówiąc krótko, rzeź. Tam było może z 200... Co najmniej 5 autokarów, a w autokarze mieści się mniej więcej 50-60 osób. Czyli byłaby po prostu wręcz masakra. Czyli dobrze, że akurat tam spadł - przepraszam za takie, taką dygresję, ale... To trudno powiedzieć, co by było gdyby..."
(Tu wtrąca się A. Macierewicz: "Mam wrażenie, że te autokary były puste, ale to...")
"Nie. AUTOKARY BYŁY PEŁNE (podkr. F.Y.M.).Tam było... Tam po prostu przyjechały delegacje, które... No, co najmniej w 3 autokarach byli ludzie.”
(zeznania sejmowe od 37'30'')


Kwestie problematyczne:
1) Jeśli okna pokoju moonwalkera wychodziły na "ścieżkę podejścia", to jak on widział te czekające PEŁNE AUTOKARY przy głównej bramie lotniska?
2) (Ale nawet, gdyby jakieś hotelowe okno wychodziło na bramę główną) Jak SW widział te PEŁNE AUTOKARY z delegacjami - jeśli była mgła ograniczająca widoczność do 300m?
3) Czy widział te autokary zanim zapadła mgła?
4) Kto miałby być w tych autokarach?
5) Czy w autokarach były grupki dziennikarzy oczekujących na przybycie prezydenckiej delegacji? (jak wiemy z relacji R. Poniatowskiego w filmie „Poranek” właśnie autokarami dowożono dziennikarzy do Katynia)
6) Czy więc część telefonicznych relacji dziennikarskich, jak to się nieludzko przebijają z Katynia do Smoleńska została... nagrana pod bramą lotniska Siewiernyj?
7) Jeśliby bowiem aż tyle osób czekało tam na przybycie prezydenckiej delegacji, to przecież świadków tego, co się działo wtedy na lotnisku byłoby o wiele wiele więcej niż dotąd sądziliśmy.
http://freeyourmind.salon24.pl/371919,k ... nt_5423549


Ale na tym nie koniec, bo przecież SW mówi nieco dalej (41'03'') z naciskiem:


„Byli dziennikarze (czekający na przylot delegacji? – przyp. F.Y.M.), którzy stali przy tym, przy tym szlabanie, który tam przy lotnisku był. (…) Skąd wiem, że byli (…) może wcześniej ich nie było, ale w momencie, gdy tam mnie zawieziono, zostałem zatrzymany, to widziałem przecież redaktora np. Batera, kolegę z TVN-u, który chciał ten materiał (film z pobytu pierwszego Polaka na ruskim księżycu – przyp. F.Y.M.) kupić – kilka osób chyba z portali internetowych. Tak więc dziennikarzy jako takich było co najmniej 10 osób – na pewno ludzie mieli i mikrofony, i mieli kamery, bo próbowali wbiec na to lotnisko, dowiedzieć się, o co chodzi. Nawet dlatego wiem, że byli dziennikarze. Bo funkcjonariusz FSB, który prawda w pewnym sensie opiekował się moją torbą i mną – po prostu odeź... nie pozwalał mi się komunikować z nimi i wymieniać jakiekolwiek informacje. (...)”


Wiśniewski (mimo „zakazu komunikowania się”) miał też rozmawiać z Baterem:


„I później po jakimś czasie – nie powiem, czy to było po 10 czy 15 min. w międzyczasie miałem możliwość krótką, krótkie spotkanie, rozmowy z red. Baterem, który tam był na miejscu. I powiedziałem mu, jaka jest sytuacja... Była taka mało grzeczna wymiana słów. On to dość niezbyt sympatycznie skomentował: „Co ty, człowieku, opowiadasz?” Ja mówię: „No, człowieku, przecież byłem, widziałem. Tam jest moja torba, tam są moje zdjęcia”.”
http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... -moon.html


Jak wiemy z relacji J. Mroza, miał on spotkać się z SW niedługo po 9-tej, ale zarazem sam miał (Mróz) telefonować do macierzystej, rządowej telewizji już o 8.51, by przekazać, że „samolot zniknął z radaru i najprawdopodobniej się rozbił” (http://freeyourmind.salon24.pl/323106,s ... wisniewski). Z kolei W. Bater, który miał się szczęśliwie dowiedzieć „o nieszczęściu”, jeszcze zanim do niego doszło, miał niedługo po 9-tej przekazać swą pierwszą wiadomość „o awarii prezydenckiego samolotu” do swej macierzystej stacji PolsatNews (http://freeyourmind.salon24.pl/303533,swiadek-bater). Pamiętamy, jak to Bater opowiadał, iż pędził 200 km na godzinę do Smoleńska z Katynia, przebijając się przez korki, by dotrzeć na Siewiernyj i jego relację z 9.14 – a tymczasem niedługo po 9-tej miałby go widzieć na tymże Siewiernym Wiśniewski.


Oczywiście, jak to zwykle w smoleńskich legendach bywa, nie wiemy, kto ściemnia, a kto nie - i w którym momencie. Albo inaczej: kto ściemnia bardziej od innych i kto kogo w co wrabia. Jeśli bowiem, jak już sygnalizowałem, pisząc o spotkaniu Mróz-Wiśniewski, tak jak twierdzi Mróz, „polski montażysta” zaraz po 9-tej z nim rozmawiał jako „naoczny świadek mający film z wraku” (vide TVN-owski film „Poranek”), to Wiśniewski nie mógł być przetrzymywany „pół godziny do godziny do godziny” przez czekistów (zakładając, że ci go zwinęli – zgodnie z danymi czasowymi księżycowego filmiku – kilka minut przed 9-tą). Rozwiązaniem tej zagadki może być przyjęcie, że SW pojawia się przy głównej bramie z filmikiem zrobionym dzień wcześniej i po rozmowach uświadamiających odbytych z czekistami, którzy złapali go podczas filmowania ćwiczenia „akcji strażackiej” (nie mogli go zastrzelić dzień wcześniej, bo Polacy wszczęliby śledztwo ws. jego śmierci i zaczęliby węszyć w Smoleńsku). Generalna zresztą niechęć dziennikarzy do SW (wszak powinien był zostać gwiazdą mediów po 10-tym Kwietnia) mogłaby być związana nie tyle z tym, iż miał on „telewizyjny materiał nr 1”, ogrywany do upadłego przez wszystkie chyba stacje świata – ale z tym, że wiedział o ich obecności w Smoleńsku. I to niewykluczone, że właśnie w okolicach Siewiernego.


Co do tego, że jakaś część ekipy telewizyjnej na pewno była w Smoleńsku, nie ma najmniejszych wątpliwości – wprost pisze o tym P. Kraśko w swej książce (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... aby-4.html), wspominając swoje przybycie z miasta do hotelu Nowyj. Jak jednak pamiętamy, w tymże hotelu (tym samym, w którym był Wiśniewski, zaznaczam) pracownicy telewizji dowiadują się telefonicznie o lotniczym wypadku, który miał się wydarzyć paręset metrów od ich budynku. Kraśko potem wprawdzie obserwuje z okna krążące wokół lotniska wozy strażackie, ale zrazu nie ma bladego pojęcia, że katastrofa polskiego tupolewa wydarzyła się tak niedaleko:


„Wozy strażackie skręcały pod stację benzynową i płot z tyłu lotniska. Do pasa startowego był stąd kilometr, do głównej bramy następne dwa. Dlaczego przyjechała tu straż? Zobaczyliśmy limuzyny, które miały przewieźć delegację spod samolotu do Katynia. Też skręciły pod płot, po czym zawróciły w stronę centrum miasta. Pobiegliśmy do wyjścia. W ostatniej chwili ktoś jeszcze krzyknął, że przyszła depesza o ofiarach, mogą być ranni.”


Podobnie zresztą opowiada swoją zawiłą historię moonwalker, który, co też należy do smoleńskich zagadek, ma wyjść filmować „jakąś katastrofę”, „małego wojskowego samolotu”, przechodzi przez niemal całe pobojowisko, odkrywa, że „to polski samolot przecież! (…) ja p...lę to nasz!”, ale mimo że przemaszeruje przez tę księżycową zonę, to jakoś NIE ODKRYJE on, że to „prezydencki tupolew” (sądzić będzie jedynie, że „przyleciała sama załoga” 57'53''), lecz „dowie się” o tym dopiero, otrzymawszy sms-a z Polski. Z czego (tak jak i z opowieści Kraśki oraz relacji katyńskich) można by wnioskować, że najlepiej poinformowane źródła, co do tego, co się stało na Siewiernym, były w Warszawie, a nie w Smoleńsku. Te zaś warszawskie „najlepiej poinformowane” źródła musiały dostawać informacje z pierwszej i niezawodnej ręki od ruskich służb specjalnych, które to służby, jak wiadomo, nigdy nie kłamią.


Jedną z wczesnych legend smoleńskich była i właściwie nadal pozostaje ta, iż dziennikarzy, fotoreporterów (nawet osobistych prezydenckich), operatorów etc. właśnie na Sewiernym nie było, że nie czekali. Żywego ducha dziennikarskiego nie było na wojskowym, smoleńskim lotnisku ani w jego okolicy na czas przylotu prezydenckiej delegacji, bo wszystkich ludzi mediów wywiało do Lasu Katyńskiego (podobnie miało ich wywiać z Okęcia przed wylotem). Ale skąd wiemy, że to prawda? Może właśnie byli przy smoleńskim lotnisku? Może oni byli i od początku (po uświadamiających rozmowach z FSB) włączyli się w dezinformację, np. udając, że przebijają się, na łeb na szyję, z Katynia do Smoleńska? Przecież znamy ich relacje z 10-go Kwietnia jako przede wszystkim korespondencje telefoniczne (pomijam antenowe wejściazkamerą z Katynia czy z... Krakowskiego Przedmieścia).


To by wyjaśniało tę przedziwną przypadłość, jaka spotkała Zdarzenie na Siewiernym, że dopiero o 10.17/10.18 (!) pojawiły się w TVP Info pierwsze migawki z „miejsca wypadku” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... d-940.html), a więc przez blisko 100 minut – powtarzam 100 minut (licząc od godz. 8.41) – media nad Wisłą relacjonują, że doszło do katastrofy „prezydenckiego samolotu”, że doszło do największej tragedii powojennej Polski - nie dysponując żadnym, absolutnie żadnym OBRAZEM tego, co się stało (ten obraz stopniowo wytworzą przede wszystkim ruscy fotoreporterzy http://freeyourmind.salon24.pl/312386,oko-zaby-5). Chciałoby się powiedzieć, że nie ma Obrazu, bo nie było żadnego lotniczego wypadku, no ale przecież od czego są w XXI wieku media.

Jedne ze znanych zdjęć „smoleńsko-powypadkowych” to te: (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... kirta.html).


Świadczyłyby one, że jacyś ruscy reporterzy byli bardzo szybko na miejscu zdarzenia, bo wraz z „dyplomatami”. Kto więc, czy i nie polscy byli w pobliżu.

http://freeyourmind.salon24.pl/372478,byli-dziennikarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 15 gru 2011, 18:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Kotwice pierwszej hipotezy zamachowej

Istnieją dwie hipotezy dot. zamachu dokonanego na polskiej delegacji – pierwsza, mówiąca o tym, że przeprowadzono go na Siewiernym (np. za pomocą broni termobarycznej) podczas schodzenia przez załogę tupolewa na wysokość decyzji oraz druga, że ataku na delegację dokonano na innym lotnisku, np. zapasowym (i/lub w czasie ucieczki z tego lotniska (wersja badana od dłuższego czasu przez blogera Albatros... z lotu ptaka; spójnik „i” wcale nie jest tu użyty błędnie, jeśli weźmiemy pod uwagę rozdzielenie delegacji na 2 samoloty (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... kich.html; http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... racje.html))), zaś na Siewiernym jedynie zainscenizowano „miejsce katastrofy”. Pierwsza z hipotez, ku której skłania się m.in. Zespół A. Macierewicza, przymocowana jest do okolic północnego, wojskowego lotniska w Smoleńsku, jak można sądzić, za pomocą trzech kotwic, które skrótowo możemy określić: CVR, FMS oraz BOR.


Kotwica-CVR.
O pierwszej z nich już kiedyś, tj. w czerwcu br., pisałem (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... kiego.html), ale sądzę, że warto pewne rzeczy jeszcze uwypuklić, bo być może nie są one do końca dopowiedziane. O co bowiem chodzi, z kotwicą-CVR? Nie o to, że Ruscy 10-go „znaleźli” rejestratory i nocą owego dnia, gdy mogli już przybyć polscy eksperci (noc elegancko zakryła i tak już rozbebeszone machinami pobojowisko), „okazali” te rejestratory (tak się złożyło, że jakoś nie były one w tych miejscach, gdzie je rzekomo „znaleziono”, ale to drobiazg). Nie o to, że, jak wykazało już wiele osób i wiele analiz blogerskich, materiały te ewidentnie są zmontowane, pocięte etc. i nie mogą być potraktowane jako DOWODY w śledztwie. Nie o to, że się „szczęśliwie” nagrało ca. 40 minut „rozmów w kokpicie”, choć zwykle rejestruje się w czarnych skrzynkach o 10 minut mniej. O to, że jest tam komunikacja załogi jaka-40 z załogą tupolewa dotycząca lotniska Siewiernyj, warunków na nim panujących i zachęcająca do lądowania. Tak, zachęcająca do lądowania.


Jak powinna wyglądać rozmowa załogi jaka-40 z pilotami tupolewa, jeśli ta pierwsza widziała, co się dzieje na Siewiernym? A widziała, wiemy to z relacji członków tej załogi i relacji dziennikarskich (chodzi, rzecz jasna, o pasażerów jaka). Po pierwsze Wosztyl powinien był zacząć od tego, że COŚ JEST NIE TAK, ponieważ nie tylko opadła cholerna mgła, lecz przede wszystkim ił-76 z ruską ochroną NIE WYLĄDOWAŁ, a więc nie został zrealizowany jeden z istotnych punktów przewidzianego na 10-go scenariusza. Nie ma przewidzianej ochrony dla polskiego Prezydenta.


Powinien zatem Wosztyl zaproponować załodze tupolewa 1) przeczekanie w powietrzu, bo nie wiadomo, co się dzieje, 2) skontaktowanie się z ruską kontrolą obszaru w celu ustalenia, dokąd udał się w takim razie ił-76, którego przybycie miało poprzedzać przylot polskiej delegacji, 4) (ewentualnie) skierowanie się na zapasowe lotnisko w celu międzylądowania i powiadomienie o tym np. organizatorów uroczystości. Ostatnią rzeczą, jaką powinien był powiedzieć, to skłaniać do podejścia na Siewiernym. Tymczasem Wosztyl ni mniej ni więcej, tylko mówi: „powiem szczerze, że możecie spróbować jak najbardziej. Dwa APM-y są, bramkę zrobili, tak że możecie spróbować” - innymi słowy – mówi im po prostu „możecie podejść do lądowania”, kiedy właśnie NIE mogą. Nie ma ku temu ani warunków pogodowych, ani „formalnych”.


W ostateczności Wosztyl mógł powiedzieć pilotom tupolewa, żeby jakiś czas przeczekali w powietrzu, a sam mógł PODEJŚĆ DO DELEGACJI na płycie lotniska i dowiedzieć się, jaki jest plan dalszych działań, skoro NIE WYLĄDOWAŁ ił-76; tzn. czy przypadkiem załoga Tu-154M już teraz nie powinna przekierować samolotu gdzie indziej. Zauważmy zresztą, że takie pytanie (o dalszy plan działań) nie pada ze strony załogi tupolewa pod adresem ruskiej wieży – a chyba powinno. Załoga powinna się upewnić, jak wygląda scenariusz, skoro ruska ochrona nie wylądowała, tj. piloci powinni dopytać: gdzie w takim razie skierowano iła-76 oraz: co się stało, że ił-76 nie wylądował. Z „dialogów z wieżą” zaś wynikałoby, że „nie ma sprawy”, a brak iła z ochroną nie jest właściwie żadnym problemem.


Gdyby tego było mało (wedle sfałszowanych zapisów CVR): załoga nie przekazuje tej niezwykle istotnej informacji (o braku ruskiej ochrony na lotnisku) Prezydentowi, a przecież taka byłaby naturalna kolej rzeczy: „Panie Prezydencie, coś jest nie tak, Ruscy z ochroną nie wylądowali, spróbujemy wobec tego ustalić z kontrolą obszaru, co się dzieje i dopiero wtedy zabierzemy się za ewentualne podchodzenie do lądowania, zwłaszcza że warunki pogodowe są nie najlepsze”. Tak zrobiłby każdy myślący pilot w takiej sytuacji, wioząc tak ważną delegację. Ewentualnie zaproponowałby jeszcze skontaktowanie się (np. kogoś z BOR-u na pokładzie) z osobami czekającymi na Siewiernym lub z innymi organizatorami uroczystości. Nie było bowiem żadnego pośpiechu, a samolot nie miał żadnej usterki technicznej, która do jakichś gwałtownych ruchów załogę by zmuszała, zaś, powtarzam, ważny punkt scenariusza nie został zrealizowany.


Ta analizowana po wielokroć rozmowa załogi jaka-40 z załogą tupolewa jest przedziwna z mnóstwa powodów i cały czas się zastanawiam, czy tej pierwszej grupie nie wyszli na spotkanie towarzysze z CzeKa zaraz po przyziemieniu jaka-40 na Siewiernym i wyjeździe dziennikarzy. Bliskie spotkanie III stopnia czekistów z polskimi pilotami byłoby zupełnie zrozumiałe, skoro załoga (wedle oficjalnej narracji) złamała przepisy, lądując - to jest po komendzie nakazującej odejście na II krąg, nie poderwała samolotu, tylko przyziemiła.


09:14:09 РЗП 2, на курсе, глиссаде./2 na kursie, ścieżce.
09:14:16 РП Давай, давай, давай, смотри./Dawaj, dawaj, dawaj, spójrz.
09:14:21 А Ближний (нрзб)./Bliski (niezr.)
09:14:22 РЗП 1, на курсе, глиссаде./1, na kursie, ścieżce.
09:14:27 РП Не видно, пока не вижу./Nie widać, na razie nie widzę.
09:14:30 А (нрзб)./ (niezr.)
09:14:35 РП Где, где? Полосу наблюдаете, выше!/Gdzie? Gdzie? Obserwujcie pas, wyżej!
09:14:38 А Б**дь, надо уход./K…a, potrzebne odejście!
09:14:41 РП Уход на 2-й круг./Odejście na drugi krąg.
09:14:44 А (нрзб)./ (niezr.)
09:14:47 А (нрзб)./ (niezr.)
09:15:01 А (нрзб)./ (niezr.)
09:15:06 РП Посадка. Papa Lima Foxtrot zero three onе, после остановки на 180, молодец./Lądowanie. Papa Lima Foxtrot zero three onе, po zatrzymaniu na 180, zuch.
09:15:17 РП На 180./Na 180.
09:15:18 РП Посадка Як-40-го./ Lądowanie Jaka -40.
09:15:25 А Ты видел, как он торец прошел./Widziałeś, jak on próg pasa przeszedł?
http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... wiezy.html


Czekiści mogli spokojnie podejść i spokojnie powiedzieć załodze jaka-40: „wicie-rozumicie, właśnie wylądowaliście koledzy wbrew ruskim przepisom i będziecie teraz mieć problemy z nami, ponieważ niedopuszczalne jest takie zachowanie na naszych wojskowych lotniskach. Już w tej sprawie wyszykujemy stosowne zawiadomienie. Oczywiście sytuacja nie jest beznadziejna, koledzy, bo można to załatwić polubownie i zapomnieć o sprawie, jeśli zrobicie dla nas tylko jedną drobną rzecz: zachęcicie do lądowania załogę tupolewa. Wicie-rozumicie, nie chcemy, żeby doszło do skandalu, że z powodu głupiej mgły, która za chwilę minie, odesłaliśmy załogę na zapasowe lotnisko, a takie ważne się odbywają uroczystości katyńskie, ważne i dla was, i dla Polski, więc - widzicie, że lotnisko może nie jest doskonałe – ale już tak u nas w Rosji jest, że nie ze wszystkim nadążamy - po prostu zachęćcie do lądowania załogę tupolewa i wszystko będzie dobrze. Zapomnimy o sprawie złamania przez was ruskich lotniczych przepisów. Za chwilę pewnie pogoda się polepszy, takie mgły w Smoleńsku niedługo trwają i wróci ił-76 z ochroną. To kwestia kilkunastu minut.”


Jeśliby bowiem załoga jaka-40 nie została tak „zmotywowana” do „zachęcania”, to odpowiadałaby za narażanie zdrowia i życia członków delegacji, nie odradzając pilotom tupolewa lądowania na Siewiernym. Dzięki tej natomiast rozmowie Ruscy mają swoiste alibi – zawsze mogą powiedzieć (zaznaczali to zresztą wielokrotnie w raporcie komisji Burdenki 2), że to nie tyle ruskie szympansy z wieży, lecz właśnie polska załoga skłoniła do fatalnego podejścia śp. A. Protasiuka i R. Grzywnę.


Kotwica-FMS
Jak już zwracali uwagę blogerzy, ojciec jednej ze stewardess (śp. J. Moniuszko), twierdził niedługo po tragedii, że wraz z załogą brała ona udział w locie 9 kwietnia 2010 do Smoleńska (http://clouds.salon24.pl/246980,tu-154- ... ecial-casa) (por. też ponownie http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... kiego.html). Jak z kolei doskonale wiadomo z „zapisów FMS” - nie ma absolutnie żadnego śladu po tym locie w tychże „zapisach”.


Taki lot rekonsesansowy byłby wskazany 9-go kwietnia z paru względów. Po pierwsze, oblot komisyjny tupolewa był 6 kwietnia (rzekomo już po nielegalnej przeróbce salonki 3 (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... nki-3.html), aczkolwiek bez wyważenia samolotu (http://freeyourmind.salon24.pl/345272,c ... kumentacji)), a przed każdym poważniejszym wylotem instrukcja HEAD nakazuje właśnie takie komisyjne sprawdzenie statku powietrznego (oblot jaka-40 044 miał być 7-go kwietnia). Oczywiście millerowcy zapewniają, że kolejny oblot komisyjny nie był potrzebny, ponieważ 8-go kwietnia wieczorem tupolew wracał z Pragi, a więc do 10-go rano nie minęły dwie doby, po których wymagany jest ponownie taki oblot (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... -inne.html) (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... nik-4.html).


Problem w tym, że (po drugie) wracając z Pragi samolot miał „zderzenie z ptakiem” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... olewa.html), a więc uległ uszkodzeniu (http://freeyourmind.salon24.pl/345272,c ... kumentacji) i były całkiem uzasadnione podstawy do takiego oblotu. Po trzecie, załoga nie miała ponoć aktualnych kart podejścia, więc w ramach swoich przygotowań (a wspominają o tych przygotowaniach radzieckie bumagi „MAK” oraz „komisji Millera”) do lotu mogła właśnie dokonać takiego rekonesansu, by wspólnie zapoznać się z warunkami na Siewiernym. Po czwarte autorzy „Zbrodni smoleńskiej...” twierdzą, że 9-go na Siewiernym lądowały trzy różne tupolewy (http://freeyourmind.salon24.pl/371276,r ... molenskiej) (http://fymreport.polis2008.pl/wp-conten ... r-Mind.pdf). Wedle ich informacji miały to być statki powietrzne ruskich linii, ale równie dobrze jeden z nich mógł być zapisany jako ruski, a lecieć z Polski.


Jeżeli zatem taki lot 9 kwietnia 2010 r. się odbył (z Warszawy do Smoleńska), to nie tylko Ruscy mieli możliwość zarejestrowania rozmów załogi (zwłaszcza że tupolew 7-go kwietnia był pod ich opieką na Siewiernym, a więc mogli zamontować podsłuchy; por. ponownie http://freeyourmind.salon24.pl/345272,c ... kumentacji – kwestia postojowego „plombowania tupolewa”) i wykorzystania ich do montowania „zapisów sprzed katastrofy”, ale przede wszystkim „dane komputera pokładowego” udostępnione światu są sfałszowane, ponieważ tego lotu (z jakichś powodów) nie uwzględniają.


Kotwica-BOR
Trzecia i być może największa oraz najtwardsza z kotwic została wbita w smoleńską ziemię przez borowców, którzy pojawili się na Siewiernym (nie do końca wiadomo, o której dokładnie godzinie) i sporządzali tam jakieś swoje notatki i robili zdjęcia, które udostępnili różnym instytucjom (i zapewne też Zespołowi smoleńskiemu). Czy wśród tych zdjęć było także to z helikopterem transportującym kokpit? Może kiedyś się dowiemy. Różne bowiem już opowieści o tych borowcach krążyły, z których to najciekawsza chyba jest ta, że strzelali oni w powietrze po to, by Ruscy nie mogli się zbliżyć do ciała Prezydenta (i to miało być zapisane na filmiku Koli). Odkładając na bok te i inne opowieści borowców (jeden z nich dość ochoczo udzielał się na forach internetowych lżąc zabitych pilotów), pragnę przypomnieć rzeczy podstawowe, które zwolennikom pierwszej hipotezy zamachowej najwyraźniej uchodzą uwadze.


BOR jest w całej sprawie tragedii 10 Kwietnia jedną z najbardziej podejrzanych instytucji – jeśli nie najbardziej podejrzaną. Oczywiście nie mam tu na myśli tych borowców, którzy swoje życie poświęcili 10-go Kwietnia, broniąc zapewne delegacji przed ruskim atakiem. Cześć ich pamięci, a wolna Polska kiedyś postawi im pomnik, tak jak i bohaterskim pilotom. Mam na myśli ten BOR, który był, że się tak wyrażę, „na zewnątrz” wszystkich wydarzeń. Ten BOR, który nie zabezpieczył wcześniej i nie sprawdził lotniska, ten BOR, który podlega temu Janickiemu, co zapewniał, że polskiemu Prezydentowi „ochronę zapewnia gospodarz” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... gacji.html) - ten BOR, którego nie było na Siewiernym nawet 10-go rano. To jest ten BOR.


Ten BOR nie dokonał przeglądu lotniska - ponoć Ruscy utrudniali dostęp, uniemożliwiali, nie zgadzali się, odwlekali itd. - no ale skoro Ruscy utrudniali, to należało zasugerować ludziom z 36 splt, że może by delegacja poleciała od razu do Witebska, bo sprawa ze smoleńskim Siewiernym śmierdzi? Tak nakazywałby zdrowy rozsądek, nawet nie poczucie obowiązku i troski o bezpieczeństwo delegacji. Ten BOR nie dysponując więc przeglądem lotniska, nie ulokował na tymże lotnisku swoich ludzi 10-go Kwietnia rano – choćby po to, by widząc pogarszające się warunki pogodowe, przekazali oni informacje załodze i organizatorom uroczystości, by doszło do skierowania delegacji na zapasowe lotnisko – tylko ten BOR ulokował swoich funkcjonariuszy w Lesie Katyńskim, co spowodowało, że musieli się dopiero „organizować” z ruskimi milicjantami, by dotrzeć na lotnisko. Ten BOR, nie przeglądnąwszy lotniska, nie wysławszy ludzi na nie 10-go Kwietnia, nie miał ponadto kontaktu z lotniskiem 10-go rano! J. Sasin rozmawia z oficerem dowodzącym ochroną BOR w Katyniu, ten ostatni zaś twierdzi, że: „na lotnisku nie ma jego kolegów z BOR-u, więc nie bardzo ma kogo pytać” (por. „Mgła”, s. 43). Brzmiałoby to śmiesznie, gdyby nie było takie straszne. BOR „nie ma do kogo dzwonić” na lotnisko w dniu przylotu na nie prezydenckiej delegacji, której ochrona należy do psich obowiązków BOR-u właśnie!


Ale przecież i na tym nie koniec. Ten BOR nie przeglądnąwszy lotniska, nie wysławszy ludzi i nie mając nawet telefonicznego kontaktu z lotniskiem (a jest to XXI wiek, przypominam), bo „ochronę zapewnia gospodarz, ochronę zapewnia gospodarz” - nie wie (a może nie chce wiedzieć?), że na tymże lotnisku właśnie „gopodarska ochrona” wcale nie wylądowała! Przecież ił-76 dwukrotnie podchodzi i odlatuje (trzymam się oficjalnej narracji, a więc nie problematyzuję, czy to był ten sam ił-76, czy dwa z rzędu, bo to też niewykluczone, skoro przestrzeń nad lotniskiem nie była „czysta” i przez długi czas tam coś „latało”), a miał w końcu - wedle oficjalnego scenariusza - przywieźć ruską ochronę dla polskiego Prezydenta.


To także jeszcze nie wszystko o tym BOR-ze. Ten BOR, nie przeglądnąwszy lotniska, nie wysławszy ludzi na nie, a nawet nie wiedząc, co się na smoleńskim lotnisku dzieje (jak napisałem wyżej) – nie wie także rzeczy najważniejszej, czyli tego, co się dzieje z samą delegacją! Ten BOR nie wie, czy została ona skierowana na zapasowe lotnisko (które?), czy doszło do awarii samolotu, czy coś jeszcze innego. Ten BOR kompletnie nic nie wie i nic nie robi 10-go Kwietnia, zaś „po informacji o wypadku” zrywa się dopiero w te pędy do wyjazdu z Katynia w ruskiej eskorcie na wojskowe lotnisko, tłukąc się tam (wedle relacji Sasina, która też budzi wątpliwości) jakieś niecałe pół godziny, mimo że jadą na sygnale i „po czerwonych światłach” (por. „Mgła”, s. 46). No więc ten właśnie BOR ma być jakimś oparciem w smoleńskim śledztwie, jako instytucja dostarczająca materiałów... na dodatek potwierdzających zamach na Siewiernym? Ja bym mimo wszystko w tych w/w okolicznościach sugerował daleko idącą wstrzemięźliwość, zważywszy na fakt, że to nagromadzenie „nie widzieć”/„nie słyszeć”/„nie wiedzieć” - w przypadku takiej instytucji, mającej takie a nie inne zadania – w TAKIM tragicznym dniu, wygląda wyjątkowo podejrzanie.

P.S.
Moje spostrzeżenia mają za zadanie zwrócić Zespołowi uwagę na pewne poważne trudności, nie zaś kwestionować pracę Zespołu. Na pewno zaś przydałoby się przesłuchanie załogi jaka-40 oraz dziennikarzy nim wtedy lecących, zwłaszcza w obliczu tych ustaleń, jakich dokonali autorzy „Zbrodni smoleńskiej...”, którzy opublikowali dane dot. zapisu magnetofonowego z jaka-40 właśnie.

http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... ane-z.html
http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... trofy.html
http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... padek.html
http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... ecret.html
http://clouds.web-album.org/photo/36487 ... -7-04-2010

http://freeyourmind.salon24.pl/373534,k ... zamachowej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 30 gru 2011, 22:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Czekając na Prezydenta - samolot się rozbił, ale nie było wybuch

Wspomnienia Ambasadora

Jestem sobie oto ambasadorem Rwandy i oczekuję na przylot Prezydenta mojego kraju na lotnisku wojskowym w zaprzyjaźnionej Demokratycznej Republice Kongo (Zair).
Z powodu mgły nie widzę dokładnie wszystkiego w okolicy, a tu skacze mi telefon w kieszeni - ktoś dzwoni z mojej ukochanej Rwandy. To od mojego ulubionego ministra spraw zagranicznych, który akurat nie poleciał z Prezydentem. Sobota rano, pracuje, czuwa - ot Minister.

Ja tu na lotnisku, a oni w kraju i wiedzą o tym co tu - skąd?

I mówi mi, że samolot, na który czekam się rozbił. Nie zastanawiam się skąd wiedział - on tam, ja tu - skoro dzwoni tak z rana, to musi coś wiedzieć. Musiał mu chyba ktoś powiedzieć, zadzwonić znaczy. Dobrze, że był pod telefonem akurat. Ale kto i skąd, skoro ja tu czekam i nie wiem? Aj tam, Ministerstwo już tam swoje kanały ma. Może ktoś z moich prze podwładnych, z pominięciem mnie - bezpośrednio do Ministra dzwonił. Dobrze, że miał akurat umer. I chyba na komórkę, bo sobota, to chyba nie pracuje ministerstwo? Może ten co od lutego ...
No, nie ma co gdybać, szef dyplomacji dzwoni, trzeba lecieć. No to ja szybciutko na miejsce sprawdzić - i już jestem przy wraku w ciągu kilku, kilkunastu minut. Oglądam wrak. No fakt, myślę sobie - rozbił się - o kurde, jak paskudnie - masakra - roztrzaskał się kompletnie - nie ma już wątpliwości.

Dzwonię do Ministra. Kurcze, chyba nie powiedziałem mu, że Szef Kancelarii Prezydenta też zginął - no ale chyba się domyśli? To chyba oczywiste, że lojalny ...

I tak sobie się po czasie zastanawiam, skąd właściwie wiedziałem - po tym telefonie gdzie mam iść - bo to już ponad półtora roku minęło. Jakby był przynajmniej jakiś wybuch, to bym usłyszał skąd dobiega i wiedział bym w którą stronę iść - co nie?
Chyba musiałem się kogoś zapytać o drogę. Może ambasadora tytularnego, dyrektora departamentu, albo naczelnika w departamencie Zachód. A może kogoś z miejscowych. Bo przecież nie szympansa, chłe, hłe.

Kto pyta nie błądzi.

Bym sobie przypomniał, co wtedy na gorąco mówiłem, ale filmu z nagraniem tego na Yutube już nie ma. Dobrze, że się przynajmniej wspomnienia Ministra na Portalu Gazety Uczciwej zachowały. I słyszę, że jednak w trzeciej kolejności (znaczy się już po rozmowie ze mną) chciał zadzwonić do Szefa Kancelarii, ale on już nie odebrał… było mu powiedzieć.
A może jeszcze nie wiedziałem? I tak sobie biegnę teraz myślami ku Rwa-
ndzie wspominając ojczyznę miłą - tam to by się chyba nie wydarzyło. Ani nawet w Mozambiku, czy nawet takim Kirgistanie - gdzie wprawdzie rozbił się ostatnio podobny typ przy lądowaniu, ale to cywilny był. A tu jak nie wojna, to znowu pożar łódki, podwodnej - atomowej chyba. Przedtem Kursk, teraz Jekaterynburg. Już nic nie mówiłem, ale jak już nieśli nam tę trumnę, to się bałem, czy jej aby nie upuszczą, takie kroki jakieś paradne, czy coś. Ciekawe co NATO Kataryna?


Janina Paradowska: Panu przypadła najtrudniejsza rola, pan pierwszy w Polsce dowiedział się o tym, co stało się w sobotę rano pod Smoleńskiem...
Radosław Sikorski, szef MSZ: - To prawda. To było dosłownie kilka minut po katastrofie, gdyż na lotnisku w Smoleńsku była nasza grupa przygotowawcza z ambasadorem, naczelnikiem w departamencie Wschód. Sobota rano dostaję telefon od dyrektora departamentu, rozmiary katastrofy nie były jasne..
Myślałam, że dzwonił ambasador Bahr...
- Nie, najpierw dyrektor departamentu z informacją, że samolot się rozbił, ale nie było wybuchu. I teraz dylemat: czy po takiej jednoźródłowej informacji stawiać w stan kryzysu całe państwo. Wysłałem pierwszego sms-a do premiera i zadzwoniłem do ambasadora. W ciągu kilku, kilkunastu minut ambasador był przy wraku, oglądając wrak i wtedy już niestety wątpliwości zniknęły...
I wtedy dzwoni pan do premiera, do marszałka Sejmu...
...w trzeciej kolejności chciałem zadzwonić do ministra Stasiaka, ale on już nie odebrał... No i do Jarosława Kaczyńskiego.

Wklejono z <http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,7761052,Sikorski_dzwonil_do_Jaroslawa_Kaczynskiego__Mam_straszna.html>


Wysłałem pierwszego sms-a do premiera i zadzwoniłem do ambasadora. W ciągu kilku, kilkunastu minut ambasador był przy wraku, oglądając wrak i wtedy już niestety wątpliwości zniknęły...

Wklejono z <http://baltow.salon24.pl/282543,telefon-do-bahra>

http://piotr.salon24.pl/377043,czekajac ... ylo-wybuch


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 02 sty 2012, 09:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
A tu jeden z głosów poddających w wątpliwość hipotezę inscenizacji.

O "maskirowce" uwag kilka.

Wszystkie medialne, blogerskie czy jakiekolwiek inne dywagacje na temat katastrofy smoleńskiej nie miały by żadnego znaczenia, rezonansu społecznego, gdyby rządowe śledztwo w tej sprawie prowadzone było właściwie. Gdyby nie pozostawiano pola dla spekulacji i wszelakich dociekań. Krótko mówiąc, gdyby było tak prowadzone, jak obiecywał to rząd.

Za swój pierwszy obowiązek uważam wskazywanie na powyższe… Ale teraz słów kilka na temat „maskirowki”. Po pierwsze – dlaczego mam zamiar o tym pisać? To chyba oczywiste – teoria „maskirowki” jako element wyjaśniania okoliczności zaistnienia katastrofy smoleńskiej jest obecna na S24 od początku. Głownie za sprawą blogera FreeYour Mind . Zdobyła liczną (by nie powiedzieć – ogromną) liczbę zwolenników, wyznawców. Ciągle aktualna, żywa. Wypada się do tego odnieść, ocenić chłodnym okiem. By nie było wątpliwości co do moich zamiarów, intencji…nie ukrywam, że nigdy fanem FYM nie byłem, uważałem, że jego blogerska aktywność przynosi więcej szkody niż pożytku – dawałem temu wyraz – choćby w tej notce – link. Będę do tego jeszcze nawiązywał.
Powróćmy do „maskirowki”. Co oznacza to pojęcie? Jak je zdefiniować? Nie bez pewnego trudu znalazłem takie oto objaśnienie tego rosyjskiego wyrażenia – „…W tradycji rosyjskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej od czasów carskich i sowieckich istnieje pojęcie "maskirowka". To idiom, który nie da się przetłumaczyć dosłownie. Maskirowka to m.in. zacieranie śladów, udawanie innych planów, niż są one naprawdę, stosowanie polityki drugiego i trzeciego dna, kłamstwo, podstęp, prowokacja.”
Stosowanie pojęcia „maskirowki” na S24 sprowadzało się głównie do hipotez „2M” i „3S”. Stosowanych zazwyczaj łącznie. Hipoteza „2M” mówi o tym, że samolot faktycznie rozbił się (czy wylądował) w innym miejscu, niż to, które po katastrofie wskazali Rosjanie. Na miejscu rzekomej katastrofy mieliśmy zaś do czynienia z inscenizacją. Taką czy inną. Przy użyciu prawdziwych bądź zupełnie innych, lecz podobnych, elementów wraku samolotu. By inscenizacja mogła się powieść Rosjanie przeprowadzili dodatkowo szereg działań maskujących. Nie sposób w tej notce wszystkich ich wymienić.
Z kolei hipoteza „3S” zakłada, że z Okęcia nie wyleciały dwa samoloty, jak to przyjęto po katastrofie – lecz trzy. Hipotezy te wzajemnie się uzupełniają.
Blog FYM, na którym twórczo rozwijano powyższe hipotezy uzyskał ogromną popularność. Praktycznie każda jego nowa notka lądowała na stronie głównej. I tak jest do dziś. W pewnym momencie stwierdziłem, że czas zaprotestować przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Stało się to w momencie, gdy zorientowałem się, że FYM z niezwykle poważnej sprawy, jaką jest dochodzenie do prawdy w sprawie katastrofy smoleńskiej, robi sobie po prostu groteskowe żarty. (by nie określić tego inaczej). Link. Zapoznajcie się, proszę, Drodzy Czytelnicy z linkowanym tekstem. Były też inne okoliczności. Na swoim blogu FYM nie dopuszczał do żadnej krytyki stawianych przez siebie tez. Blogerów, którzy to robili – niezwłocznie blokował, a ich komentarze – usuwał. Spotkało to i mnie. Co jeszcze niepokoiło w notkach FYMa? Otóż rzecz jedna – swoje teorie zgłaszał nie jako jedne z możliwych. Nie. Ale jako JEDYNIE dopuszczalne. De facto przyjmując rolę osoby urabiającą opinię publiczną, pod z góry założoną tezę. Proszę zestawić to choćby ze stanowiskiem zespołu pracującego pod kierownictwem Antoniego Macierewicza. Jak dotychczas, mimo wykonania wielu badań i analiz wszystkich dostępnych materiałów dotyczących katastrofy smoleńskiej – ogranicza się on do wskazywania błędów w wersji przyjętej przez Rosjan w raporcie MAK. Negowaniu tego, czemu można na podstawie dostępnych analiz zaprzeczyć. Mówi jednocześnie, że wobec braku dostępu do istotnych dowodów nie można sformułować wciąż kompletnej hipotezy przebiegu zdarzeń katastrofy. To ma dopiero nastąpić. Natomiast FYM-a brak dostępu do dowodów w niczym nie ograniczał.
Były dwie rzeczy, które wywoływały wściekłość zwolenników FYM. Gdy ktoś sugerował, że są dowody na znalezienie zwłok na miejscu katastrofy tuż po niej. I – po drugie – gdy wskazywano na jakieś dowody (np. zdjęcia) dotyczące wylotu Prezydenta Kaczyńskiego w dniu 10 kwietnia. Ostatnio miała miejsce tutaj wielka wrzawa, gdy wskazano na fakt, że Pani Zuzanna Kurtyka dysponuje zdjęciem z Okęcia dokumentującym odlot delegacji w dniu 10 Kwietnia. Dlaczego to jest taka ważna kwestia dla „all sisters and brothers”? Otóż, Drogi czytelniku, obalenie wersji „3S” osłabia automatycznie wersję „2M”. Bowiem wystarczy udowodnienie tej pierwszej hipotezy a „maskirowka” w rozumieniu FYM jest udowodniona.
Czy tylko FYM forsował wersję „maskirowki”?Nie, właśnie, że nie. Na temat możliwości inscenizacji miejsca katastrofy wskazywał na przykład prof. Jacek Trznadel. Niedawno zamieszczona była notka na ten temat - link. Z dużą wnikliwością prof. Trznadel analizuje przekazane Polsce dowody i materiały na temat katastrofy, zwracając w efekcie uwagę na nasuwającą się wręcz hipotezę inscenizacji dokonanej na Siewiernym. Najwyższy czas odnieść się do tych zastrzeżeń, niejasności.
Do zwolenników tezy o inscenizacji miejsca katastrofy mam następujące pytanie: Dlaczego analiza zapisów TAWS i komputera pokładowego Tupolewa (FSM) nie wykluczyła miejsca wskazanego przez Rosjan jako miejsca faktycznej katastrofy? Urządzenia te badali Amerykanie, podobno ich zapisów nie da się sfałszować, a ponadto mówiono o dynamicznych logach TAWS zapisywanych w trakcie lotu w siedzibie producenta… To jest dla teorii „2M” kluczowa kwestia. Dopiero wyjaśnienie tej sprzeczności może pozwolić na trwanie przy niej.
Ale takie postawienie sprawy nie eliminuje wątpliwości związanych z okolicznościami zaistnienia katastrofy smoleńskiej. Te pozostają. A jest ich wiele, bardzo wiele….Wróćmy ponownie do definicji „maskirowki”.Maskirowką jest także zacieranie śladów, udawanie innych planów niż są naprawdę – itd. Nie mam żadnej wątpliwości, że z „maskirowką” w takim rozumieniu mieliśmy 10 kwietnia 2010r. właśnie do czynienia. Bo proszę zwrócić uwagę na takie rzeczy:
· smoleńska „mgła” rozpoczęła się długo przed 10kwietnia- wspomnijmy na piętrzenie trudności w organizacji wylotu, wypowiedzi ówczesnego ambasadora rosyjskiego w Polsce, blokowanie pracownikom kancelarii Prezydenta dostępu do czynności przygotowujących uroczystość itp.
· błędy formalne w planie lotu
· brak zapisów monitoringu z Okęcia z dnia katastrofy
· nie publikowanie jakichkolwiek innych materiałów z tego dnia
· zamiana samolotów Jak
· manipulowanie czasem katastrofy (pierwotnie 8:56)
· brak jakichkolwiek oficjalnych zdjęć czy nagrań wideo z miejsca katastrofy! Cały czas posługujemy się bowiem filmem 1:24 (niewyjaśnionego autorstwa) i filmem Wiśniewskiego, powstałego w niejasnych okolicznościach.
· Przenoszenie części wraku samolotu bez informowania o tym strony polskiej i wiele innych działań zaciemniających obraz katastrofy.
Analiza istniejących nagrań wideo z miejsca katastrofy musi nasuwać skojarzenia inscenizacji. Widać na nich bowiem, rzeczywiście, jakieś elementy Tupolewa, ale nie widać równocześnie tego, co widać niewątpliwie powinno. Na przykład zwłok ofiar, elementów wyposażenia kabiny pasażerskiej. Nie przeprowadzono też praktycznie akcji ratowniczej. Można by powiedzieć, że nawet jak inscenizacji miejsca katastrofy nie było, to Rosjanom zależało na tym, by na to wszystko wskazywało. Z naszej przestrzeni medialnej zastanawia wpis na łamach internetowego wydania Gazety Wyborczej – link.

(10.04.2010 08:38. Nikt z pasażerów prezydenckiego samolotu, który rozbił się w rosyjskim Smoleńsku nie przeżył katastrofy, do której doszło, gdy maszyna podchodziła do lądowania - poinformował gubernator obwodu smoleńskiego. Na pokładzie był prezydent Lech Kaczyński z małżonką oraz najważniejsze osoby w państwie. W katastrofie zginęło 96 pasażerów i 7 członków załogi - treść linku. Aerolit)

Czas publikacji koliduje z przyjętym oficjalnie czasem katastrofy…. Symptomatyczne.... Tych wątpliwości jest, jak wspomniałem, dużo więcej.

Pora na podsumowanie. Czy można powiedzieć, że na Siewiernym mieliśmy do czynienia z inscenizacją, a samolot wylądował/rozbił się gdzie indziej? Nie, dopóki nikt nie podważył wiarygodności zapisów TAWS i FSM nie ma podstaw do takiego twierdzenia. Czy mieliśmy do czynienia z „maskirowką”? Tak, bez wątpienia, tak. Ale pojmowaną jako zespół czynników zacierających ślady, a nie „2M”. Jej celem było stworzenie takiego szumu informacyjnego wokół katastrofy smoleńskiej, by w oparach wytworzonej „mgły” prawda o niej utonęła na zawsze. Tu podkreślić trzeba jedno – gołym okiem widać że„maskirowkę”rozpoczęto długo przed 10 kwietnia, i że w jakimś stopniu musiała uczestniczyć w niej strona polska. Wytworzyła ona krąg osób, które stały się zakładnikami tajemnicy katastrofy smoleńskiej. Myślę też, że zapewniono w mediach odpowiednią osłonę zamiarów rosyjskich. Częścią planu, zapewne, było forsowanie od początku sugestii o winie pilotów, naciskach na nich, by lądowali bez względu na warunki atmosferyczne… Zadbano również o to, by pojawiły się także inne relacje i hipotezy kierujące zainteresowanie opinii publicznej na ślepe tory, dodatkowo zaciemniając sytuację. Istnieje jednak nadzieja, że wraz z postępem prac zespołu kierowanego przez min. Antoniego Macierewicza, przynajmniej na zasadnicze pytania w sprawie katastrofy uda się znaleźć odpowiedź. Przełom ma nastąpić wkrótce.

http://wunderman.salon24.pl/377073,o-ma ... uwag-kilka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 04 sty 2012, 10:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Zdjęć nie zamieściłem w kopii artykułu, gdyż jest ich bardzo dużo. Zainteresowanych odsyłam do: http://1maud.salon24.pl/378074,nowe-zdj ... wisniewski

Nowe zdjęcia z 10.04.-kto wyjaśni gdzie mieszkał Wiśniewski?

Dotarłam do niepublikowanych zdjęć ze Smoleńska .Autorem jest osoba mi znana i wiarygodna, a zdjęcia robił na własny użytek.

Warto jest skonfrontować je z innymi, które funkcjonują w sieci . Warto przeanalizować pierwsze dwa zdjęcia z10 kwietnia w konfrontacji ze słynnym filmem Moonwalkera (nawet i mnie się przyjęło!)Wiśniewskiego . Powód :owe zdjęcia były robione z 2 piętra (czyli de facto 1 piętra) Hotelu Nowy w Smoleńsku.(wg nomenklatury rosyjskiej parter jest pierwszym piętrem). Pan Wiśniewski wg moich informacji mieszkał tam w stosunku do okna z którego zdjęcia zamieszczam – kilka pokoi dalej w prawo na w1 piętrze ,czyli de facto na parterze. Wiedzę na ten temat powinien posiadać także red. Kraśko. Który opuścił hotel na krótko przed godzina katastrofy i wędrował do pobliskiego sklepu idąc wzdłuż lotniska.

Ani Piotr Karśko ani osoby znajdujące się w hotelu Nowy nie słyszały żadnego huku, o którym mówił Moonwalker. Ba, jak się okazuje na temat tego huku doszło 10 kwietnia d sprzeczki pomiędzy nim a innymi mieszkańcami hotelu Nowy. Moonwalker mówił o huku, a kiedy usłyszał, ze nikt w hotelu poza nim nie słyszał żadnych odgłosów- nie upierał się ,że i on rzeczywiście jakiś huk słyszał. Tyle, że to było 10 kwietnia, bo potem wersja huku prześladowała Wiśniewskiego na nowo.

Na ostatnim zdjęciu z dnia 12 kwietnia można obejrzeć tą stronę hotelu na którą wychodziły okna z których były robione zdjęcia oraz film Wiśniewskiego.Na pewno pomoże grupie FYM,a (ze szczególnym wskazaniem na Janosika).

Ciekawe o jakim daszku opowiadał Wiśniewski, po którym chodzili robotnicy którzy spowodowali ,ze montażysta TVP zabrał i wyłączył kamerę tuż przed pojawieniem się TU 154 M… .Faktem jest, że kręcących robotników pod hotelem widziano także w dwie godziny późnej. Nie zaobserwowano (przynajmniej nie ma tego w pamięci dzisiaj) czym się zajmowali poza bytnością w tym miejscu.

Jeśli huku nie było słychać to dalej aktualne są dwie wersje : FYMA z maskirowką

na Siewiernym katastrofy jaka wydarzyła się gdzie indziej, jak i maskirowka na Siewiernym, która miała na celu uwiarygodnienie wersji Anodiny.(samolot rozbił się w kontakcie z pancerna brzozą a potem z ziemią, co spowodowało rozpad samolotu na kilkadziesiąt tysięcy części.

W pierwszym przypadku nie było można usłyszeć bo katastrofy tu nie było, a w drugim –jeśli samolot rozpadł się nad ziemią to tu nie było powodu aby wielkiego huku narobiły spadające na podmokły grunt, części. W obu potwierdzenie słyszalnego huku byłoby niezbędne.

Pytania do blogerów śledczych którzy są w stanie przeanalizować pierwsze fotografie pod katem wiarygodności miejsca nagrywania przez Wiśniewskiego „smoleńskiej mgły: czy kąt nagrania z parteru budynku od wskazanej na zdjęciu z dnia 12 kwietnia strony hotelu Nowy może odpowiadać temu co prezentował na filmie montażysta? Czy Wiśniewski mógł z parteru (czyli własnego pokoju) sfilmować to co pokazał, czy też był w zupełnie innym miejscu ?

Kogo bądź co woziły helikoptery(bądź 1 helikopter) na zdjęciach z 10 kwietnia ? Wg mojego rozmówcy to miał być podobno Szojgu(takie wyjaśnienia krążyły na miejscu).Jeśli jednak zajrzymy do raportu MAK, to tam mamy :Wg Anodiny i MAK:

14.27 - Na miejsce katastrofy przybywa helikopter BK-117 (o nr. 01885) przywożąc ministrów ds. Sytuacji Nadzwyczajnych i Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej;(nasza 12.27)

Co zatem robi i kogo przywiózł ten helikopter o godzinie 10.41 i 10.48?
Na zdjęciach z 11 i 12 kwietnia możemy zobaczyć ,ze kwiaty składano nie tylko na kamieniu przy lotnisku. Możemy je znaleźć na wielu fragmentach samolotu…

P.S.

Wg TOK FM –to rzetelna relacja ze Smoleńska

10.36 Przed lotniskiem w Smoleńsku gromadzą się polscy dziennikarze, już dojechali z Katynia. Nie zostają dopuszczeni do miejsca katastrofy. Służby ratownicze rozstawiają specjalne betonowe bloki na ziemi, by udało się wozom ratowników i strażaków dojechać na miejsce katastrofy - podmokłą, bagnistą łąkę. Tam nogi zapadają się w błocie, buty przemakają. Nad lotniskiem wciąż unosi się mgła

(proszę zobaczyć zamieszczone przeze mnie zdjęcia: już godzinę o 9,47 czyli po katastrofie mgły nie widać…

Wg mojego rozmówcy w dni poprzedzające była zawsze piękna pogoda, a mgła z 10 kwietnia była ogromnym zaskoczeniem dla mieszkańców którzy mówili Polakom ,że o tej porze roku w Smoleńsku zawsze można się spodziewać słońca. Jednak pojawiła się i dość szybko zniknęła.
Teraz obiecane zdjęcia, pierwsze cztery to zdjęcia z 10 kwietnia 2010 r.

Na zdjęciu w przedostatnim rzędzie hotel, w którym na parterze mieszkał Sławomir Wiśniewski.



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 11 sty 2012, 10:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Zdarzenie jakie miało miejsce w czasie ostatniej konferencji prasowej prokuratora wojskowego Mikołaja Przybyła sugerowało nam iż dokonał on próby samobójczej.
Tymczasem dokładniejsze przyjrzenie się całemu zdarzeniu wskazuje nam raczej na inscenizację samobójstwa, niż na samobójstwo. Położenie się na podłodze po strzale w policzek i udawanie niemal trupa. Istna tragikomedia.

Inscenizacja w celu osiągnięcia określonych zamierzeń. Inscenizacja jako droga do realizacji założonego celu. Nie ważne o co w tym wszystkim chodzi.
Ważna jest próba oszukania na szeroką skalę społeczeństwa i wywołania określonych reakcji.
Sytuacja ta oprócz tego że można o niej mówić i do niej się ustosunkowywać, sama z siebie przemawia do nas językiem pewnych środowisk, które możemy określić jako „trzymające władzę”.
Środowiskom tym oszustwo, oszukiwanie, wprowadzanie w błąd nie jest obce. Można śmiało powiedzieć że jest ich właściwą, prawdziwą naturą.
Sama ta sytuacja, jej dostrzeżenie jest jednym z istotnych argumentów na rzecz rozważanej coraz powszechniej hipotezy inscenizacji katastrofy Tu 154 w Smoleńsku.
Ci ludzie są do takich oszustw zdolni. Mamy to czarno na białym. Czynią tak jak ich przodkowie, gdy walczyli o zdobycie władzy. Obecni ich potomkowie walczą wciąż, ale o utrzymanie zdobytej po II wojnie światowej władzy nad Rzeczpospolitą Polską.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 12 sty 2012, 11:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Medytacje smoleńskie 6: "godzina Batera"

1. „Lądowanie głównego prezydenta”
Pamiętają Państwo zapewne głośną i szeroko komentowaną w Sieci wypowiedź W. Batera z wieczornych wiadomości (10-go Kwietnia) jego macierzystej stacji, w których opowiadał, jak to otrzymał pierwszą wiadomość już o godz. 10.40 rus. czasu, a więc, jak obliczał „4 minuty po katastrofie” (do dziś można ją znaleźć na YT): „Pierwszą informację, że doszło do nieszczęścia otrzymałem telefonicznie od jednego z uczestników oficjalnej polskiej delegacji o 10.40 czasu lokalnego, czyli o 8.40 czasu polskiego, czyli praktycznie 4 minuty po katastrofie.”

Z jego ówczesnych wyliczeń byłaby to więc 10.36 rus. czasu jako „godzina katastrofy” czy też „godzina Zdarzenia”. Nazwijmy tę (zaokrągloną, bo przecież Bater nie mógł ustalić z dokładnością co do minuty, sekundy i setnej sekundy, tak jak to „ustalali” najlepsi radzieccy eksperci) godzinę, na cześć słynnego polskiego korespondenta, który, mam nadzieję, kiedyś zostanie dokładnie w całej sprawie przesłuchany, „godziną Batera”. Takim określeniem posługuję się też w mojej książce i mam nadzieję, że ono się przyjmie, zważywszy na fakt, iż to właśnie Baterowi przysługuje palma pierwszeństwa w „informowaniu o katastrofie”, zdążył bowiem pierwszą swą korespondencję nadać, jak wiemy, już o 9.03/9.04. pol. czasu. (Słynnych odkrywców trzeba zaś uwieczniać technicznymi określeniami).

Bater więc wylicza wtedy wieczorem 10-go, że do Zdarzenia doszło o 8.36 pol. czasu, bo otrzymał informację o Zdarzeniu od D. Górczyńskiego (który też powinien się szykować do dłuższego przesłuchania) o 8.40 pol. czasu. Zauważmy, że Bater wcale nie liczy tak źle, jak na okoliczności „tamtego dnia”, albowiem już w ciągu tej najdłuższej doby w polskiej historii, czyli 10-go Kwietnia, „wskazówka smoleńskiego zegara” zacznie się wyraźnie cofać, a już wieczorem będzie „wiadome”, iż 8.56 pol. czasu podawana zrazu w mediach jako „moment katastrofy”, to nie jest „ta właściwa godzina”. Będzie zatem „oczywiste” (także dla Batera i innych dziennikarzy), że moment katastrofy zostanie „dokładnie wyznaczony” jako wcześniejszy aniżeli słynna 8.56. Z tej więc godziny 8.56 cofnie się wskazówka na godz. 8.50 pol. czasu (nie tylko w ruskich, najlepiej poinformowanych mediach



ale i taką godzinę „zniknięcia z radarów” będzie na wieczornej konferencji z carem Putinem podawał sam S. Szojgu; „Biała Księga”, s. 159), a następnie na smoleńskiej nocnej „konferencji prokuratorów” wskazówka cofnie się jeszcze o 10 minut na godz. 8.40 pol. czasu (por. „Biała Księga” Zespołu, s. 160-161).

Gdyby tego było mało, to elektrownia smoleńska ogłosi, że coś uszkodziło linie wysokiego napięcia o 8.39 pol. czasu, zaś sam S. Antufiew powie wnet, że słyszał dziwny dźwięk silników o 8.38 pol. czasu. Z kolei por. A. Wosztyl (którego także czeka jeszcze niejedno przesłuchanie, choćby na temat tego, dlaczego dwukrotnie zachęcał załogę tupolewa do próbnego lądowania, skoro warunki były „poniżej minimów lotniska”) powie – przesłuchiwany przez polskich prokuratorów - że słyszał silniki tupolewa „około 8.35” („Nowe Państwo”, 3/2011, s. 41; proszę przy okazji sprawdzić, czy na mgielnym sitcomie S. Wiśniewskiego, czyli parapetowym zapisie pogody smoleńskiej, słychać ok. 8.35 silniki tupolewa).

Czy Baterowi udało się wtedy do wieczora 10-go Kwietnia zebrać te wszystkie dane, czy też sądził, iż w ostateczności właśnie na takiej godzinie „katastroficzny zegar smoleński” się zatrzyma, na takiej właśnie godzinie stanie? Tego jeszcze nie wiemy, dość że na pewno nie miał Bater wtedy (10-go Kwietnia wieczorem) powodu do obaw, że jego wyliczenia będą „na wyrost”, a więc, że „wskazówka zegara” jeszcze z tej 8.50 czy 8.40 nie wskoczy na 8.36 właśnie. Czemu bowiem ta wskazówka się tamtego dnia cofała? Po pierwsze: radzieccy eksperci „nie znali jeszcze” zawartości CVR - po drugie zaś: „godzina katastrofy” była, że tak powiem, do ustalenia.

Była ona do ustalenia nie tylko z tego powodu, że 1) niektórzy świadkowie żadnej katastrofy nie widzieli ani nie słyszeli, a więc nie umieli jej usytuować w czasie, ani też z tego powodu, iż 2) radzieccy eksperci dopiero musieli „odtworzyć drogę wypadkową tupolewa”, ani z tego, że 3) wieczorem prokuratorzy po prokuratorsku „ustalili” nadludzkim wysiłkiem woli czy też wynegocjowali, diabli wiedzą, że Zdarzenie zaszło po prostu o 8.40 pol. czasu. Z jakiego więc podstawowego powodu wskazówka się cofała? Z takiego, że, teraz uwaga: „katastrofa smoleńska” wydarzyła się właśnie w okolicy „godziny Batera”, czyli niedługo po 8.30 pol. czasu. (Nie było to zapewne Zdarzenie „punktowe”, ponieważ nakładało się na nie wiele działań naraz, a ze szczególnej teorii względności wiemy, jakie obserwatorzy mogą mieć problemy z ustaleniem czegoś tak subtelnego jak jednoczesność zdarzeń (http://www.daktik.rubikon.pl/fiz_wspolc ... darzen.htm :))).

Taka godzina (8.30/10.30) była w zgodzie z tym, co oficjalnie, odgórnie przekazano ruskim szympansom i co same te szympansy otwarcie głosiły - „lądowanie głównego prezydenta” zaplanowane było bowiem na 8.30 pol. czasu, a więc 10.30 rus.:

09:20:00 Красн. Значит, по плану вот сейчас Як-40 выполнил посадку с этими делегацией и журналистами и Ил-76 вот наш Фролов на заходе сейчас. Там будут машины президентские. В 10.30 посадка основного президента./Znaczy, wg planu właśnie wylądował Jak-40 z tą delegacją i dziennikarzami, a Ił-76, czyli nasz Frołow teraz na podejściu. Tam będą samochody prezydenckie. O 10.30 lądowanie głównego prezydenta.
(...)
09:20:19 Красн. В 10.30 посадка президента./O 10.30 lądowanie prezydenta.

Na godzinę 10.30 rus. czasu (8.30 pol.), czyli (z grubsza ujmując ze względu na przeróżne działania, które się wtedy nawarstwią i ze względu na ruską „precyzję”) zaplanowany jest „początek katastrofy”. O 10.28/10.29, jak wiemy, tupolew znika z radarów w wieży szympansów, o których to szympansach nie musimy teraz deliberować (jeśli chodzi o to, czy były wtajemniczone w maskirowkę, czy faktycznie sądziły, że sprowadzają polski rządowy samolot w gęstej mgle), a tylko przypomnijmy sobie fragment ich dialogów:

10:27:20 РП Анатолий Иванович, ну что с запасными?/Anatolu Iwanowiczu, co z zapasowymi?
10:27:22 Дисп. Ну Витебск, Минск, мы сейчас им скажем (нрзб)./ No, Witebsk, Mińsk, zaraz im powiemy.(niezr.)
10:27:24 РП Давайте побыстрее, а то он.../ Tylko szybciej, bo on jeszcze…
10:27:26 Дисп. Хорошо./Dobrze.
10:27.31 ТЛФ Алло, алло./Halo, halo.
10:27:33 РП Пока не надо./Na razie nie trzeba.
10:27:33 А (нрзб)./ (niezr.)
10:27:40 Красн. До Витебска удаление сколько?/Jaka jest odległość do Witebska?
10:27:51 РП До Витебска х...ня, 120 километров./Do Witebska, ch…owe, 120 kilometrów.
10:27:56 РП Анатолий Иванович, и куда ему выходить надо согласовать. / Anatolu Iwanowiczu, trzeba uzgodnić, dokąd ma odlecieć.
10:28:01 Дисп. Ответил./Odpowiedziałem.
10:28:03 РП И куда ему выходить надо согласовать, точку выхода./I dokąd ma odlecieć trzeba uzgodnić, miejsce odlotu.
10:28:08 Дисп. Жду добро./Czekam niecierpliwie.
10:28:27 РП Не проспать его, с курсом 40 идет, чтобы довернуть его вовремя. Где он б...дь сейчас?/Nie przegapić go, na kursie 40 idzie, żeby go zdążyć doprowadzić. Gdzie on k...a teraz jest?
10:29:05 РП Так, так, так, так, так, б...дь, где-то ж должен быть./Tak, tak, tak, tak, k...a, gdzieś powinien być.
10:29:10 А (нрзб)./ (niezr.)
10:29:20 РП Ё... твою мать, все один к одному, б...дь./ K..wa twoja ma..ć, wszyscy jeden w drugiego, k..a…
10:29:30 А (нрзб)./ (niezr.)
10:29:31 РП Ответил./Odpowiedział.
10:29:33 А (нрзб)./ (niezr.)
10:29:34 РП Где-то 25 километров, пока не наблюдаю./Gdzieś 25 kilometrów, na razie nie obserwuję.
10:29:38 А Ты его не видишь, да? / Ty go nie widzisz, tak?
10:29:39 РП Да, пропал./Tak, przepadł.


O 10.28 rus. czasu pojawia się (vide rus. „stenogramy CVR”) też ten słynny dialog ruskich załóg o zakończonym zrzucie. (O 10.29 rus. czasu pol. załoga mówi o tym, że „wszystko jedno, czy to będzie Mińsk, Witebsk” - vide pol. „stenogramy CVR”; i zapewne wtedy, podczas zniknięcia z radarów, komunikację z załogą przejmie z powrotem moskiewska kontrola obszaru, kierując tupolewa np. do Witebska, ale teraz nie mówimy o losach polskiej delegacji, tylko o „katastrofie smoleńskiej”).

Nie wchodząc więc teraz w cały gąszcz szczegółów (piszę o tym drobiazgowo w książce), Zdarzenie w Smoleńsku rozpoczyna się o 10.30, ale nie udaje się go Ruskom skoordynować w stopniu doskonałym, tak by doszło do Zdarzenia punktowo, zatem zostaje ono rozciągnięte w czasie na kilkanaście minut. Świadkowie więc (wśród nich szczególnie moonwalker S. Wiśniewski) będą się potem dostosowywać do oficjalnej narracji i korygować swojej zeznania, tak by pasowały do „ustaleń fachowców wojskowych”. Także Baterowi zacznie się „rozregulowywać zegarek” i będzie mówił, że telefon od Górczyńskiego miał np. o 10.45 (http://freeyourmind.salon24.pl/303533,swiadek-bater).

Problemy z zegarkami wielu świadków polegać będą przede wszystkim na tym, że świadkowie będą wiedzieć, iż coś się wydarzyło wcześniej, ale będą musieli mówić, że się wydarzyło później. To przede wszystkim dotyczy „polskiego montażysty”, który, jak można sądzić, ustawił czas swojej kamery dostosowując go do „godziny Morozowa”, czyli do 8.40/8.41, tj. „oficjalnej godziny katastrofy” - nie zaś do realnej, ówczesnej godziny filmowania, która była 10-go Kwietnia wcześniej. Tak, wcześniej. Wiśniewski był na pobojowisku nie o 10.48, tylko zapewne w okolicach 10.38 i niewykluczone, że to sam D. Górczyński każe Wiśniewskiego aresztować i skonfiskować mu sprzęt, bo też już tam jest i może nie chcieć, by ktokolwiek ich na pobojowisku filmował. Czekiści nie zabijają Wiśniewskiego wtedy właśnie z tego powodu, że już na pobojowisku są „polscy dyplomaci”, którzy jako jedni z pierwszych przybyli po... „pierwszej katastrofie”, czyli po rozpoczętym słuchowisku w brzozowym lasku wokół siewiernieńskiej łąki. Niech Państwo posłuchają końcówki księżycowego filmu „polskiego montażysty” - słychać tam wyraźnie (podczas przepychanki z czekistami) okrzyk „Juureek!” (kiedyś zwróciła na to uwagę nieoceniona MME-MZ, tłumacząca dialogi ruskie z kinematografii smoleńskiej). To, myślę, ktoś z „polskich dyplomatów” woła ambasadora J. Bahra (możliwe, że ten już idzie wolnym krokiem od strony ul. Kutuzowa, a jak wiemy z relacji G. Kwaśniewskiego, nie za bardzo wiedzieli, jak znaleźć „miejsce katastrofy” http://polska.newsweek.pl/smolensk--nie ... 8,2,1.html).


2. Rozciągnięcie Zdarzenia w czasie
Dlaczego Zdarzenie jest rozciągnięte w czasie? Po pierwsze: nie wszyscy oczekujący na lotnisku faktycznie słyszą „odgłosy katastrofy”, a więc tylko część osób „spostrzega”, że „coś się stało”. Tym samym część osób dopiero za kilka, kilkanaście minut na pobojowisko dojedzie – zawiadomiona przez tych, którzy już dotarli (tak przecież jest z Bahrem i G. Kwaśniewskim). Po drugie, nieliczni (z Rusków i Polaków) są wtajemniczeni w inscenizację. Po trzecie, na miejscu muszą natychmiast pojawić się ruskie jednostki specjalne udające „straż pożarną” oraz „pierwszą brygadę medycznego pogotowia”.

Raport komisji Burdenki 2 (na s. 102) mówi o przybyciu wozu straży o godz. 10.55 rus. czasu i a pogotowia o 10.58, ale to jest czas przesunięty do przodu (tak samo jak zegar kamery moonwalkera) o ca. kilkanaście minut. Remiza będąca w odległości paruset metrów od „miejsca upadku tupolewa”, a zajęta na czas „operacji Smoleńsk”, przez jednostkę specjalną, maksymalnie w ciągu minuty wysłała pierwszy wóz do „zony Koli”. Sam Kola, usłyszawszy przedziwne odgłosy (z plaśnięciem zrzucanych paru części samolotu włącznie) mógł koło 10.36 (co potem FAPSI mogła przerobić na 10.56, a więc zmieniając zaledwie jedną cyfrę) faktycznie wpaść tuż przed nadjeżdżającą strażą na pobojowisko i zrobić filmik 1'24'', od strony zaś ul. Kutuzowa mógł nadejść niedługo po nim S. Wiśniewski, by nakręcić swój „film życia” - ponieważ na czas przybywania świadków „katastrofy” zona musiała zostać przez specnaz otwarta.

Na chwilę otwarcia (zapewne pilnie, ale dyskretnie strzeżonej do rozpoczęcia operacji smoleńskiej) zony musieli ludzie ruskich służb zniknąć np. po rozpaleniu ognisk, a przybyć „zaraz po nadbiegających i nadjeżdżających” świadkach oraz „strażakach” i „medykach” - bo przecież obecność czekistów przed pojawieniem się świadków byłaby zupełnie niewytłumaczalna (wszak czekiści nie mogli się „spodziewać katastrofy”). Kordon wokół całego „miejsca wypadku” powstać więc mógł dopiero po „okazaniu” całego „wypadku” najważniejszym świadkom, takim choćby jak Bahr czy M. Wierzchowski. Obaj byli znakomicie psychologicznie wytypowani przez zamachowców do obsługi „pierwszego wrażenia po wypadku” – podeszły wiekiem Bahr jako zmęczony życiem, słabo-widzący i schorowany człowiek, zaś Wierzchowski jako młodzieniec mający „psychikę chłopca”, który na widok kilku ludzkich zwłok i fragmentów wraku samolotu ulegnie całkowitemu załamaniu. Obaj świadkowie spełnią jednak to podstawowe zadanie, jakim będzie „potwierdzenie wieści” o tym, że „wsie pogibli”. „Potwierdzenie” na podstawie „wyglądu pobojowiska”, bo przecież 96 ciał ofiar tragedii żaden z nich nie będzie wtedy widział, nie będzie widział nawet przybyły z borowcami koło 9.30 pol. czasu J. Sasin.

3. Błyskawiczna akcja jednostek specjalnych
Pamiętamy, jak w „Uwagach” (http://freeyourmind.salon24.pl/345616,uwagi-do-uwag) do ruskiego pseudoraportu „polska strona” wyrażała oburzenie, zdziwienie, zdumienie, zbulwersowanie, zszokowanie etc., że nie tylko nie otrzymała opisu przebiegu akcji strażackiej i ratowniczej, ale też pierwsze wozy (straży i pogotowia) przybyły na miejsce katastrofy ca. kwadrans po „wypadku” (por. też „Biała Księga”, s. 122). Trudno się jednak ruskiej stronie dziwić, że nie dostarczyła takiej dokumentacji, skoro chodziło o działania jednostek specjalnych, a nie zwykłej straży i zwykłego pogotowia. Tam wtedy przy pobojowisku nie było żadnej straży ani żadnego pogotowia, tylko właśnie jednostki specjalne mające „zabezpieczyć” miejsce inscenizacji katastrofy.

I przybyły te jednostki w tempie ekspresowym. Natychmiast niemalże. Nie mogły jechać na „miejsce wypadku” przez 15 minut i nie jechały. „Katastrofa smoleńska” wydarzyła się bowiem tuż po 8.30/10.30 i one, te jednostki, niezwłocznie udały się na „miejsce wypadku”. Wiśniewskiemu zaś (a wcześniej Koli) udało się wtargnąć na to niezwykłe miejsce z tego prostego powodu, że „otwarto księżycową zonę” na przyjazd polskich świadków z lotniska. Jak jednak wiemy z tego, co nakręcił i co mówił moonwalker, nie pozwolono mu filmować dalej, gdy dotarł do „zony Koli”, mimo że miał zapas taśm i aparat fotograficzny. Po zatrzymaniu zaś przesiedział kilkanaście minut w towarzystwie czekistów i koło godz. 9-tej go wypuszczono po „uświadamiającej rozmowie w cieniu makarowa”, podczas której powiedziano mu tylko jedną podstawową rzecz: „masz wykasować parametry czasowe ze swego filmu i jeśli powiesz, że to nie jest miejsce katastrofy prezydenckiego tupolewa, zginiesz”. I już. Niedługo po 9-tej więc „polski montażysta” może się pierwszy raz spotykać z równie skołowanym wszystkimi wydarzeniami na lotnisku, J. Mrozem i w wielkiej tajemnicy opowiadać o tym, że ma „film z miejsca katastrofy”, ale że coś jest nie tak z tą katastrofą (tego ostatniego stwierdzenia nikt nie będzie traktował 10-go Kwietnia zbyt serio).

Sam Wiśniewski przyznał w sejmie, że woli być żywym tchórzem niż martwym bohaterem, więc wszedł w ten dil, jaki zaproponowali mu czekiści i zrobił, co do niego należało: usunął parametry zegara kamery, a post factum wstawił takie, jakie zgadzały się z oficjalną narracją. By żyć. Wiśniewski może dziś być jednak żywym bohaterem, jeśli się przyzna do tego, iż dokonał takiej „korekty zegara” na wniosek tych „fachowców wojskowych”, którzy pomagali mu się przygotować do zeznań przed Zespołem Macierewicza, a w ten sposób na pewno ułatwi międzynarodowej komisji śledczej wyjaśnienie wielu spraw związanych z zamachem. Nie on jeden („polski montażysta”) poświadczał nieprawdę w całej sprawie, więc nie musi się obawiać, iż będzie jakąś „czarną owcą”. Cała sprawa bowiem wnet wyjdzie na jaw, a „fachowców wojskowych” zaczną ścigać nowi ludzie. Nie ci, którzy zajęli się osłoną zamachu i pseudośledztwami a la komisja Burdenki czy „komisja Millera”.

Ani „straż”, ani „pogotowie” nie mogły przybyć po 15 minutach na pobojowisko. To było niemożliwe. Niemożliwa była żadna zwłoka, a akcja była skoordynowana. Odwlekanie przyjazdu „straży” i „pogotowia” było niemożliwe wtedy nie dlatego, że Moskwa obawiałaby się jakiegoś „wstydu”, „zdemaskowania ruskiego dziadowania” czy „kompromitacji przed światem” - Ruscy potrafią wszelkie stereotypy z nimi związane wykorzystywać do celów militarno-operacyjnych oraz dezinformacyjnych. Jednostki specjalne udające straż i pogotowie musiały być od samego początku „po chwili wypadku”, aby uważnie obserwować i kontrolować całą „powypadkową” zonę. W przeciwnym bowiem razie w ciągu 15 minut od pierwszych „odgłosów katastrofy” nalazłoby z okolic lotniska setki takich Kol i innych Wiśniewskich, by sfilmować księżycowe pobojowisko.

Setki ludzi wlazłoby tam i udokumentowało to, że nie ma żadnej katastrofy. Zona więc musiała zostać po chwilowym otwarciu dla wybranych świadków natychmiast zamknięta i otoczona szczelnym kordonem zwłaszcza przed nadciągającymi ludźmi mediów. Co innego bowiem filmik Koli zrobiony komórką, a co innego dokładny podgląd i wideo-zapis „miejsca wypadku” jaki może dać profesjonalna telewizyjna kamera, który może posłużyć później za materiał dowodowy w analizie kryminalistycznej. Podobnie więc, jak niezwłocznie przybyła „straż” i pierwsze „pogotowie”, tak nie zwlekając długo i nie wpadając w żaden hamletowski nastrój „iść/nie iść”, na pobojowisko wyleciał z hotelu Wiśniewski. Był bowiem przekonany, że widział coś dziwnego, co działo się z jakimś małym ruskim samolotem. Na miejscu zaś „okazało się”, że leżą szczątki polskiego tupolewa. Co było dalej, wiemy.

„Katastrofa smoleńska” zaczęła się więc w „godzinie Batera” - stąd właśnie pojawiały się „pierwsze informacje” o „awarii”, „zjechaniu z pasa”, „próbnym lądowaniu”, „rozbiciu się samolotu bez wybuchu” itd. Część osób pojawiła się bowiem na pobojowisku niedługo po pierwszych odgłosach imitujących wypadek, część zaś musiała dopiero dotrzeć, bo nawet nie spostrzegła, że coś się stało. Potem zaś rozkręcona została machina propagandowa z niesamowitymi opowieściami o tym, co wyrabiali polscy piloci nad Siewiernym, a to pochodząc kilka razy do lądowania, a to nie zgadzając się na odejście na zapasowe lotnisko, a to kozakując we mgle, wyglądając ziemi wzrokiem i przede wszystkim spiesząc się na uroczystości.

4. Uwaga do polskich dziennikarzy
Polskim dziennikarzom – tym, którzy nie chcą służyć kłamstwu smoleńskiemu – zalecam więc nieco więcej odwagi, cywilnej odwagi w ujawnianiu tej prostej prawdy, że nie było żadnej katastrofy „prezydenckiego tupolewa” 10 Kwietnia w Smoleńsku. Jest na to mnóstwo dowodów, wystarczy je tylko zebrać i zacząć publikować. Tak bowiem, jak pisał swego czasu prof. J. Trznadel, niezbędna będzie międzynarodowa komisja, która zajmie się sprawą zamachu na polską delegację i zarazem niezbędne będzie powołanie nowego zespołu prokuratorskiego w Polsce, który zajmie się kompleksowym dochodzeniem w sprawie tych „śledztw” (jakie prowadzono, by „ustalić przyczyny katastrofy”, która nie zaistniała). Jest to na pewno historia bez precedensu w dziejach świata. Nigdy do tej pory instytucje państwowe żadnych krajów nie były zaangażowane w coś tak przedziwnego i makabrycznego równocześnie, jak badanie nieistniejącego wypadku lotniczego, a zarazem tuszowanie dokonanego w biały dzień zamachu na wysoką polityczno-wojskową delegację. Nigdy instytucje państwowe kraju, który ucierpiał w wyniku takiego zamachu nie były zaangażowane w coś tak przedziwnego i makabrycznego, jak właśnie tego typu „badanie”.

Sprawa tego zamachu, jako zbrodni przeciwko ludzkości, kwalifikuje się przed Trybunał w Hadze i zapewne w taki sposób zamachowcy będą ścigani. Polskim dziennikarzom, którzy nie chcą służyć kłamstwu smoleńskiemu, a i innym ludziom dobrej woli, pragnę więc powiedzieć, by się nie obawiali ujawniać prawdy, bo tylko w ten sposób może dojść i dojdzie do autentycznego przełomu w całej „smoleńskiej historii”. To będzie zarazem na pewno wstrząs dla wielu osób (nie tylko Polaków), które „wolałyby” myśleć o tragedii polskiej delegacji w kategoriach lotniczej katastrofy, ale wstrząs mam nadzieję ożywczy – zbrodnia z 10 Kwietnia bowiem jest bez precedensu, a więc i bezprecedensowym, fachowym, międzynarodowym dochodzeniem powinna zostać objęta.
* *

5. Uwaga do min. A. Macierewicza
Na koniec prośba osobista do min. A. Macierewicza, by po pierwsze, jako szef Zespołu smoleńskiego zajął się bardziej losami delegacji prezydenckiej niż moją skromną osobą, a po drugie, by nieco mniejszą uwagą darzył kolegów z SKW, którzy, jak sądzę, otoczyli Zespół swą troskliwą opieką, a których to min. Macierewicz darzy najwyraźniej bezgranicznym zaufaniem, a większą uwagą darzył fakty. Po prostu fakty. To na pewno wyjdzie na zdrowie pracom dochodzeniowym Zespołu. Oczywiście można też w ostateczności zająć takie stanowisko (po tym, co napisałem w poście wyżej), że w takim razie należy poprzesuwać wszystkie dane czasowe np. z FMS-a o te kilkanaście minut wstecz i wszystko się zacznie układać na nowo, ale mam nadzieję, że nie o „analizowanie danych FMS-a” chodzi w ustalaniu przyczyn i przebiegu tragedii z 10-go Kwietnia. Przypominam też p. min. Macierewiczowi, właśnie jemu, bo to on nagłośnił swego czasu tę sprawę, że to w „Białej Księdze”, tworzonej pod jego przewodem, napisane jest na s. 101:

„11. Zlekceważenie otrzymanego ostrzeżenia o możliwości porwania statku powietrznego
Z wyjaśnień żołnierza Centrum Operacji Powietrznych SP przywołanych w załączniku nr 49 wynika, że 9 kwietnia 2010 r. Dyżurna Służba Operacyjna SZ przekazała ostrzeżenie o możliwości uprowadzenia statku powietrznego z lotnisk jednego z państw Unii Europejskiej. Brak danych świadczących o wpływie tego ostrzeżenia na działania BOR oraz innych osób, instytucji i organów państwowych zaangażowanych w organizację i zabezpieczenie podróży delegacji z Prezydentem RP na czele do Katynia w dn. 10 kwietnia.
Brak reakcji na zagrożenie terrorystyczne obciążą zwłaszcza szefów służb specjalnych i nadzorującego ich premiera D. Tuska.”


Zagrożenie atakiem na samolot z prezydencką delegacją było i nie tylko nie zostało „wyfantazjowane” przez blogerów, jak to łaskawie raczyła powiedzieć p. A. Gargas, lecz informacja o tymże zagrożeniu dotarła do polskich służb wieczorem przed tragicznym porankiem 10-go Kwietnia. Niech więc koledzy z SKW, którzy krzątają się wokół min. Macierewicza, nieco bardziej zakrzątną się wokół tej właśnie kwestii – kwestii zagrożenia atakiem na polską delegację (np. podczas międzylądowania w jakimś miejscu, by przeczekać mgłę), a nie wokól „wybuchu tupolewa na Siewiernym”. Jeśli bowiem nie zajmą się tym koledzy z SKW, zrobią to wnet służby NATO, które na pewno kolegów z SKW będą po całej sprawie gruntownie weryfikować. Tak jak i innych funkcjonariuszy.

6. Zakończenie
Polska i Polacy weszli do NATO i traktują NATO jako Sojusz, w którym chcą być i który zapewnić im ma bezpieczeństwo. NATO, nie Układ Warszawski i nie armia czerwona, w bojach zaprawiona. Polacy chcą NATO, a więc będą się od NATO i zachodnich instytucji domagać wsparcia w wyjaśnieniu tragedii z 10 Kwietnia. Instytucje polskie w tej sprawie zupełnie zawiodły. Prezydent Obama ma w bieżącym roku wyborów w USA znakomitą okazję, by wykazać się wspaniałomyślnym gestem wobec Polski właśnie postulując i inicjując powołanie takiej międzynarodowej komisji. Polskie instytucje, jak widzimy to po dwóch latach bezowocnego śledztwa w tak poważnej i tak tragicznej sprawie, nie są w stanie na taki gest się zdobyć.

I uwaga zamykająca, znów do dziennikarzy: Szanowni Państwo, nie bójcie się, do żadnej wojny nie dojdzie. W samej Rosji wielu ludzi czeka tylko, by się pozbyć Putina-Miedwiediewa i całej tej mafijnej czekistowskiej kamaryli. Możecie więc Państwo potraktować ujawnianie prawdy o zbrodni z 10 Kwietnia, jako pomaganie gnębionemu przez czekistów, narodowi rosyjskiemu, a więc jako walkę o wolność naszą i ich.

http://freeyourmind.salon24.pl/380030,m ... ina-batera


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 13 sty 2012, 19:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Medialne wsparcie "maskirowki".

Uważam, że okoliczności katastrofy smoleńskiej są na tyle rozpoznane, że można by pokusić się o sformułowanie całościowej hipotezy jej zaistnienia już dziś. Jeżeli coś mnie od tego powstrzymuje to tylko oczekiwanie na zapowiedziane upublicznienie ostatecznych wyników badań kopii zapisów „czarnej skrzynki”. Badań – dodajmy to – przeprowadzonych w Polsce.

Ale w oczekiwaniu na ten moment – coś na temat „maskirowki” w zaprezentowanym przeze mnie rozumieniu w notce – link. „ Maskirowki” rozumianej więc, jako zespół czynników zacierających okoliczności zamachu w smoleńsku – a nie hipotezy „2M”.

W przytoczonej notce zwracałem uwagę m. innymi na fakt, że po „katastrofie” od razu przystąpiono do urabiania opinii publicznej. Usiłowano na siłę wręcz forsować tezę o winie pilotów, naciskach na nich by lądowali bez względu na złe warunki atmosferyczne etc. Jednocześni maskowano wszelkie okoliczności tyczące lotu Tupolewa. Rzecz niebywała! Praktycznie nic się nie zachowało. W dobie milinów kamer, setek dziennikarzy – brak jakiejkolwiek relacji z Okęcia z dnia 10 kwietnia. W „maskirowce” brały udział media. Rzecz jest powszechnie znana. Mylono Tupolewa z Jakiem, podawano wiele innych fałszywych informacji. Mieliśmy do czynienia – z osłoną medialną zapewnioną sprawcom „katastrofy”. Dziś skoncentruję się na jednym – ale wiele mówiącym – przykładzie. Oto link do strony internetowego wydania Gazety Wyborczej. tutaj. Zwrócić należy uwagę na datę pierwszej indeksacji strony – do dziś stoi, czarno na białym, że jest to 10 kwietnia 2010r. godz. 8:38. Gdy tego wpisu dokonywano oficjalnie głoszonym czasem katastrofy była godz. 8:56. Dopiero później zmieniono go, na ten do dziś obowiązujący – 8:41.Tak czy owak, nasuwa się pytanie: jak wpis mógł znaleźć się w sieci PRZED katastrofą? O co w tym wszystkim chodzi? Jak to wytłumaczyć?

Myślę, że symptomatyczne jest jedno. To, że mimo upływu blisko 2 lat od katastrofy nikt z kierownictwa Gazety Wyborczej nie zabrał w tej sprawie głosu. Że dotychczas nie wyjaśniono publicznie przyczyn ewentualnego błędu. I że wreszcie dotychczas go nie skorygowano. A sprawa nie jest nieznana. W swoim czasie była także tutaj szeroko komentowana.

Czy nie może to świadczyć o jednym? Że Gazeta Wyborcza, od pierwszych chwil po katastrofie, włączyła się czynnie w zaciemnianie okoliczności zaistnienia „katastrofy” smoleńskiej? Stała się, z własnego wyboru, elementem „maskirowki”? Najwyższy czas, by ktoś z kierownictwa GW zabrał w tej sprawie głos i, jeżeli cała sprawa jest wynikiem jakiegoś błędu, rozwiał oficjalnie wszelkie wątpliwości. Dalsze milczenie na ten temat GW nie będzie dobrze świadczyło o jej intencjach.

http://wunderman.salon24.pl/379486,medi ... maskirowki

Wszelkie rozważania oficjalnych publicystów, oficjalnych ekspertów i oficjalnych polityków są jakby elementarnymi składnikami olbrzymiej mistyfikacji, w której wszystko się nie zgadza i wszystko sobie wzajemnie przeczy. Nic nie układa się w logiczną całość, poza jednym zupełnie odmiennym spojrzeniem na to co mogło się wydarzyć 10.04.2010r. Tym odmiennym spojrzeniem, tłumaczącym jednocześnie cały bałagan informacyjny jest założenie, że mamy do czynienia z wielką mistyfikacją katastrofy na wszystkich płaszczyznach z nią związanych.
Nie tylko inscenizacja katastrofy w Smoleńsku jest ordynarną mistyfikacją, ale sposoby jej wyjaśnienia przez różne zespoły i komisje jest również wielką i skandaliczną mistyfikacją.
Artykuły prasowe, programy medialne, wypowiedzi polityków, wszystko to jest bardziej odrealnione, niż zdolności naszych umysłów do zaakceptowania tych bredni.
To wszystko trzyma się kupy jedynie na zasadzie stale powtarzanych mantr i tylko w wątłych i nie dociekliwych głowach lemingów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 19 sty 2012, 11:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Pozdrowienia dla IES

a GDZIE SIĘ PODZIAŁA WYBROSKA?

Przecież w wersji kanonicznej było wyraźnie słychać (na konferencji komisji Burdenki 2 też):

Bort-1 (10:27 rus. czasu/8:27 pol.): Zakończyłem zrzut, zniżanie na wschód.
Bort-2 (10:28 rus. czasu/8:28 pol.): Pozwolili.

IES dostał kopię bez tego kawałka? O 8:27 jest tylko "na wschód".

http://freeyourmind.salon24.pl/381899,p ... ia-dla-ies




"dynamika jest tu taka, że co jakiś czas powstają nowe wersje materiału dowodowego, oczywiście każda lepsza od poprzedniej (i każda opieczętowana przez ekspertów)"

To jest czysty Orwell, to poprawianie, dostosowywanie przeszłości.





I jeszcze jedno. Proszę pamiętać, że nie znamy dokładnego czasu planowanego przylotu Tupolewa do Smoleńska. Bahr twierdził, że było długo po planowanym czasie przylotu zanim doszło do zdarzenia. A przecież musiał wiedzieć o rzekomym opóźnieniu w wylocie. Dziennikarze z Nowego w ogóle chyba nie wiedzieli, że jest 10.04. Ekipa z Katynia także zachowuje się, jakby nie wiedziała kiedy ma dojechać delegacja z Prezydentem. Mało tego. Przez większość czasu nawet szympansy nie wiedzą o której ma lądować polski TU. Mało tego. Agencje prasowe i telewizyjne w Polsce także nie mają rzekomo pojęcia 10.04 o której powinien lądować Prezydent. Do ok. 9.00 nie dziwi ich, że jeszcze nie ma obchodów w Katyniu z udziałem oficjalnej delegacji? Mało tego (i to najistotniejsze): żadnego z funkcjonariuszy BOR nie interesuje czy Prezydencki TU wylądował i czy jest już grubo po planowanym czasie lądowania.




Jeżeli gen. Błasik nie był przypięty pasami, a nawigator i załoga tak, to czy aby napewno, nawet jeśli był w kabinie, powinien być odnaleziony obok nawigatora?




18 kwietnia 2010
Trumny z ciałami pracowników Kancelarii Prezydenta RP w Pałacu Prezydenckim w Warszawie (14 kwietnia 2010)

Poinformowano, że wciąż nie udało się zidentyfikować ciał 21 ofiar. Byli to: gen. Andrzej Błasik, Edward Duchnowski, Grażyna Gęsicka, gen. Kazimierz Gilarski, ppłk Robert Grzywna, Mariusz Handzlik, Natalia Januszko, adm. Andrzej Karweta, Janusz Krupski, gen. Bronisław Kwiatkowski, Tadeusz Lutoborski, ppor. Andrzej Michalak, Aleksandra Natalli-Świat, gen. Włodzimierz Potasiński, mjr Arkadiusz Protasiuk, Andrzej Przewoźnik, Arkadiusz Rybicki, Wiesław Woda, Edward Wojtas, Stanisław Zając, kpt. Artur Ziętek.

- skoro zaloga byla przypieta pasami to dlaczego na samym koncu dopiero zidentyfikowano ich ciala
- skoro general A.Blasik nie byl przypiety pasami a drzwi do kokpitu byly otwarte to zakladajac np.ze inni pasazerowie nie byli zapieci pasami -w momencie katastrofy-w kokpicie mogl sie pojawic ktos z w/w rowniez...a moze i wszyscy...jesli nurkowanie na dziob bylo...
zatem ta kula cial o ktorej rosyjscy mundurowi i kancelisci bodajrze mowia ma swoje uzasadnienie ...?




Tak jak go nie lubie, tak tu musze Sakiewiczowi przyznac racje.

" Kto spoza załogi mógł jeszcze prawidłowo odczytać wskaźniki? Praktycznie tylko generał Błasik. To właśnie z tego powodu wybrano go na głównego winnego. Był jedynym na pokładzie, którego można było w to wrobić."

Od siebie dodam.
I to dlatego na liscie usadzono ich w jednym samolocie.

http://tomaszsakiewicz.salon24.pl/38217 ... -drugi-raz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 19 sty 2012, 17:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Raz, dwa, trzy – „winien” teraz będziesz ty...

Styczeń 2012 jest b. ciekawym miesiącem – historia wyraźnie nabrała tempa i na naszych oczach dokonuje demontażu fundamentów III RP, przyśpieszając jej upadek.

Uporczywie lansowane od 30 lat kłamstwo o „konieczności” stanu wojennego, rzekomo ratującego Polskę przed „przyjacielskim uściskiem” kremlowskiego niedźwiedzia, było fundamentem okrągłostołowego „biznesu” (fundującego nam „socjalizm z ludzką twarzą” pozwalający dokumentnie nas oskubać z tego jakże skromnego majątku, jaki udało się wypracować od wojny) - wreszcie rozpadło się w proch i pył.

POdobnie rozsypał się na naszych oczach cały gmach "narracji" smoleńskiej, gdyż podważone są już główne kłamstwa smoleńskie – od rzekomych czterech podejść do lądowania, rzekomego b. rzetelnego przekopania gruntu na lotnisku, rzekomych naciskach gen. Błasika, poprzez rzekomo sumienne sekcje zwłok, poprzez rzekomo pancerną brzozę, rzekomo wymuszającą nieprawdopodobną beczkę tupolewa, aż po rzekomą fanfaronadę „niedouczonych” pilotów – czy pamiętacie Państwo jeszcze wrzutkę o „debeściakach”?

Pytanie, czy w Smoleńsku rzeczywiście doszło do katastrofy tupolewa, czy też zmajstrowano tam maskirowkę podrzucając części innego wraku.

Pozwolę sobie zacytować kolegę "154":

("na wraku znajduje sie przynitowana "lata" ukryta pod lakierem, ktorej nie ma w tym miejscu na samolocie Tuska z 07.04.2010 co oznacza, ze wrak na Siewiernym i samolot, ktorym lecial Tusk 07.04.2010 to rozne samoloty, a zatem Polska Delegacja musiala zostac uprowadzona w nieznanym kierunku, a jej samolot (ten sam, co Tuska z 07.04.2010) nie lezy na Siewiernym. http://www.przeklej.pl/plik/ponomarew-jpg-002c6a8aj5a5 154 0 1242 | 18.08.2011 15:40 http://lubczasopismo.salon24.pl/titanic ... u-makarowa)

Pamiętajmy też, że ekspert lotniczy E. Wróbel, który jako pierwszy podniósł kwestię rosyjskiej maskirowki, został okrutnie zamordowany, a w celu "przykrycia" tej zbrodni wysłano zamachowca do łódzkiej siedziby PIS-u.

Dziś wiemy jedno - na Siewiernym 10 kwietnia nic nie działo się tak, jak nam o tym opowiadano.

A przecież ten wylewany na nasze głowy stek kłamstw i dezinformacji służył dalszemu utrzymaniu ekipy Tuska przy władzy ("by żyło się lepiej" - sponsorom, rzecz jasna).

Ale ja nie chciałbym znaleźć się w skórze tej ekipy, gdy zostaną ujawnione dalsze prawdy - tak o jej roli w tragedii smoleńskiej, jak i przy zacieraniu śladów zbrodni.

A jest to tylko kwestią czasu.

Bo coś mi mówi, że sponsorzy postawili już na innego konia nad Wisłą…

Tego można się było w zasadzie od początku spodziewać, bo kłamstwa te były zbyt grubymi nićmi szyte, a i nieprawdopodona "narracja” smoleńska, z realiami tej tragedii niewiele mogła mieć wspólnego.

Tusk i jego ekipa, od pierwszej chwili bezwarunkowego podżyrowania w imieniu Polski rosyjskiego dyktatu, zostali zakładnikami Kremla, popełniając samobójstwo polityczne. Oni są już martwi od kwietnia 2010 roku, tylko o tym jeszcze nie wiedzą.

Eliminacja osoby Prezydenta RP wraz całego szeregu przywódców obozu patriotycznego dała PO dwa zwycięstwa wyborcze oraz bezprecedensowy zakres władzy w Polsce.

Nasuwa się analogia do polityki amerykańskiej lat 70-tych. Prezydent Nixon zapewnił sobie reelekcję w roku 1972, dosłownie miażdżąc rywala, ale ten "tryumf" naznaczony był znamieniem klęski, bo zbrodnicze zakładanie przedwyborczych podsłuchów w siedzibie rywala i późniejsze mataczenia, znane jako "afera Watergate" - jak rak toczyły od środka administrację Nixona, doprowadzając do jego upadku dwa lata później.

Niedługo telewizornie przyniosą nam wieści o prawdziwych kulisach Smoleńska oraz zakresie machinacji wokół śledztwa, bo mało jest prawdopodobne, by wytypowane kozły ofiarne potulnie powędrowały śladem L. Rywina do więzienia - to nie ta skala umysłu, nie ten pomyślunek...

A głowa E. Klicha czy Parulskiego nie jest żadnym zadośćuczynieniem, bo to przecież nie warte zachodu płotki - " O, rękę karaj, a nie ślepy miecz", jak to ujął poeta...

Pozostaje mieć nadzieję, że Polska nie pozwoli prokuratorowi Woźniakowi - który blisko współpracował z zawieszonym przez Parulskiego prokuratorem Pasionkiem, i któremu zawdzięczamy przedstawioną właśnie ekspertyzę, a także sprowadzenie do Polski stenogramów przesłuchań rosyjskich kontrolerów, jak i cały szereg innych przełomowyh ustaleń - marnować swych talentów na wymuszonej przez Parulskiego przedwczesnej emeyryturze.

http://prognozydocenta.salon24.pl/38230 ... edziesz-ty


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 23 sty 2012, 14:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Telefony (2)

Na ubiegłorocznym grudniowym posiedzeniu Zespołu smoleńskiego, kiedy p. M. Wassermann powiedziała słynne, wielokrotnie cytowane i komentowane, słowa: „Nigdy się prawdopodobnie nie dowiecie, czy oni przeżyli tę katastrofę i ile minut lub godzin żyli po tej katastrofie i czy w związku z tym udzielana im była jakakolwiek pomoc” (http://polska.newsweek.pl/nigdy-sie-nie-dowiecie—czy-przezyli-katastrofe--corka-wassermanna-przed-zespolem-macierewicza,86195,1,1.html), powróciła po raz kolejny kwestia telefonów należących do ofiar tragedii oraz problemów z ustaleniem podstawowych danych z tymi telefonami związanych. M. Wassermann powiedziała wtedy, oprócz cytowanych wyżej słów, także: „Praca ABW jeżeli chodzi o katastrofę smoleńską jest taka, że opinia odnośnie telefonów jest kolejny raz odesłana jako nie do przyjęcia i dalej nie istnieje opinia odnośnie telefonów osób, które tam zmarły, co za tym idzie, dalej nie wiemy, o której się zalogowali lub nie” (www.youtube.com/watch?v=5XCA2xZyTq4 (11' materiału sejmowego)).

Zagadnienie telefonów prywatnych i służbowych, należących do członków delegacji prezydenckiej od samego początku „śledztwa” prowadzonego oficjalnie, było niesamowicie skomplikowane, podczas gdy sprawa powinna być arcyboleśnie prosta, skoro „wsie pogibli” o 8.41, tj. w „godzinie Morozowa”. Jeśliby bowiem wszyscy członkowie delegacji prezydenckiej zginęli właśnie wtedy, to rzecz jasna, nikt z użytkowników telefonów nie mógł ani telefonować, ani sms-ować, wszystko to zaś powinno być czytelne na bilingach oraz łatwe do wykrycia po kryminalistycznych oględzinach tychże telefonów. Co zatem mogłoby stać na przeszkodzie, by po upublicznieniu informacji o tychże bilingach i po zbadaniu tychże telefonów, oddać je rodzinom zabitych? Tymczasem, jak można było choćby usłyszeć na posiedzeniu podsumowującym 4-miesięczne prace Zespołu (październik 2010), min. A. Macierewicz za min. A. Seremetem, powtarzał, iż prokuratura nie ma jeszcze bilingów, o które wystąpiła do ABW. Jak sytuacja wygląda dziś z tymi bilingami? Ja osobiście nie wiem, ale nie zdziwiłbym się, gdyby wyglądała podobnie jak 4 m-ce po „katastrofie”.

Na tymże dawnym posiedzeniu Zespołu (październik 2010) sprawa telefonów, a zwłaszcza jednego z nich, który, jak się po opublikowaniu informacji o nim, okazało, miał być jedynie faktem medialnym, czyli dezą, jaką podpuszczono dziennikarzom „GP” - została kapitalnie skomentowana przez p. M. Mertę, której wywód pozwolę sobie we fragmencie przytoczyć poniżej. Zdaniem bowiem p. Merty, owe nieprawdziwe informacje (związane z rzekomym połączeniem śp. J. Surówki i przekazaniem przez niego dramatycznej opowieści) „to nie są zwykłe pomyłki”, tzn. „ten fałsz w nich zawarty jest po coś” (38'42'' materiału sejmowego):

„Mamy informację, która do nas wróci. W którymś momencie takie rewelacje znowu się pojawią. I teraz, co się będzie działo. Jeżeli tę informację uznajemy za kaczkę dziennikarską, za totalną nieprawdę, to każdą następną z tego gatunku też zakwestionujemy. Jeśli nie my, to zakwestionuje ją społeczeństwo (...). W którymś momencie może wyjść coś na jaw i wtedy powiemy: aha, już to słyszeliśmy, już to miał być Surówka i nie był, więc każdy kolejny też będzie, ten na pewno jest wymyślony. I ja myślę, że cała ta sprawa z „Gazetą Polską” miała właśnie to na celu, że to nie była taka sobie... taki sobie wymysł czyjś, takie sobie przekłamanie, że to było w mojej intuicji zrobione po to, żeby z góry zdezawuować takie ewentualne późniejsze doniesienia (...)”

Jednym z takich późniejszych (w stosunku do historii z telefonem śp. J. Surówki) doniesień było to, które przekazał choćby J. Sasin podczas swego pierwszego wystąpienia przed Zespołem (wrzesień 2010) przy okazji dyskutowania sprawy informacji o trzech osobach, które „przeżyły katastrofę”:

„Minister Jacek Sasin:
To ja może bardzo króciutko. Ja bardzo króciutko, jeśli pan przewodniczący pozwoli. Też jakby może tak bardzo ogólnie, do tego co pan powiedział, bo ja myślę, że no wokół całej tej sprawy, tej tragedii, rzeczywiście jest bardzo wiele takich informacji, też i plotek, i takich informacji nieścisłych, które w bardzo wielu przypadkach mogą zaciemniać właściwy obraz. Ja też słyszałem, też będąc na cmentarzu, potwierdzam to, słyszałem taką informację o tych, o trzech osobach, które przeżyły, i też nie potrafię powiedzieć, skąd tą informację słyszałem, znaczy ona gdzieś po prostu się pojawiła. Ona się gdzieś pojawiła po prostu i no ja jakby uczepiłem się też tej informacji, no bo jak jest informacja, że ktoś przeżył prawda, no to...

Przewodniczący Antoni Macierewicz:
Każdy z nas.

Minister Jacek Sasin:
Ale proszę państwa..

Przewodniczący Antoni Macierewicz:
Ale skądś do tych mediów dotarło.

Minister Jacek Sasin:
Proszę państwa, nawet ja to do mediów powiedziałem, bo podszedł do mnie dziennikarz i pyta się coś, a ja mówię: - Nie mamy informacji w tej chwili.

Minister Jacek Sasin:
... mamy i mówię, usłyszałem, gdzieś tu informację taką, że ktoś przeżył, że kilka osób przeżyło, ale nie potrafię tego potwierdzić. Więc ta informacja funkcjonowała.
Natomiast też jest proszę państwa, ja też różnego rodzaju informacje mniej lub bardziej fantastyczne też do mnie docierały, również w późniejszym okresie. Między innymi miałem taką, dostałem taką informację, no która mnie trochę zmroziła, powiem szczerze, a mianowicie, że jeden z pracowników Kancelarii tuż przed śmiercią wysłał sms-a do swojej rodziny, mówiącego o tym, prawda, że: - Giniemy! Ratujcie nas! No takie bardzo dramatycznego prawda. No było to coś mrożącego krew w żyłach. Ja wstrząśnięty tą informacją podjąłem próbę ustalenia z rodziną tego człowieka, gdzie miałem kontakt, czy to jest prawda. Okazało się, że nikt z rodziny nie potwierdził, aby taki sms dotarł. Więc, znaczy to też pokazuje, że tutaj mogą różnego rodzaju po prostu plotki się pojawiać. Ja myślę, że każdą taką plotkę trzeba sprawdzić oczywiście, bo to jest tak, że wśród takiego szumu informacyjnego może być ileś bardzo prawdziwych informacji, które zmienią może czasami nawet obraz tego co, jaki mamy tego, co się wydarzyło. Natomiast myślę, że to po prostu wymaga sprawdzenia, każda sprawa.

Natomiast zgadzam się oczywiście z tym, co pan mówił, dotyczące tego, że można naprawdę pewnie jeszcze wiele źródeł takich informacji, gdzie wiele spraw w tej chwili zaciemnionych mogłoby się wydać, chociażby te kwestie satelitarnego oglądu, to myślę, że jest coś, co rzeczywiście wiele spraw być może by nam wyjaśniło” (http://freeyourmind.salon24.pl/382860,s ... nt_5603420 cytuję za stenogramem).

P. Merta, którą cytowałem wyżej, dodawała jeszcze w swoim wywodzie a propos historii z telefonem śp. J. Surówki: „Dobrze byłoby sprawdzić, jak dochodzi do takich dezinformacji i skąd one się biorą, bo myślę, że to dużo powie o samej sprawie śledztw i tego, co przewiduje się, że wyjdzie na jaw”. Podejrzewam, że historia z tym nieistniejącym telefonowaniem była podobna jak z przesłuchaniem A. Miendiereja i słynną notatką „oficera AW”, o czym pisali i K. Galimski z P. Nisztorem w swej książce, i autorzy „Zbrodni smoleńskiej”. Ci pierwsi stwierdzili, że notatka jest fałszywką sporządzoną przez specsłużby, zaś ci ostatni, wprost przeciwnie, potraktowali ją jako wiarygodny dokument (http://fymreport.polis2008.pl/wp-conten ... r-Mind.pdf). L. Szymowski, jak pamiętamy, do tego stopnia dał się wkręcić „ludziom cienia”, że opublikował nawet dziwne zdjęcie z „Bilda” (jest ono cały czas do obejrzenia tu http://el.ohido.siluro.salon24.pl/23197 ... e-samolotu) jako... materiał przekazany naszym służbom przez amerykańską NSA i podpisał: „Tupolew awaryjnie wylądował w lesie. Potem doszło do wybuchu” (http://freeyourmind.salon24.pl/304267,z ... siewiernym).

Sam jednak fakt, że „ludzie cienia” tak wiele zadają sobie już od długiego czasu fatygi, by „zdynamizować” śledztwo smoleńskie (szczególnie, gdy zajmują się nim zwolennicy zamachu na Siewiernym), dowodzi, iż muszą mieć w tym swój żywotny interes. Po co bowiem konstruowaliby fałszywe notatki czy podsuwali autorom książek/artykułów śledczych dotyczących tragedii, błędne tropy (które, jak w przypadku sprawy śp. J. Surówki, omal nie skończyły się dla redakcji „GP” procesem wytoczonym przez p. K. Łuczak-Surówkę (o całej sprawie raz jeszcze wspomina ona w książce J. Racewicz „12 rozmów o miłości. Rok po katastrofie”, s. 220-221))? Po to, by ukryć prawdziwe. Jeśli więc po dwóch latach nadal tak niewiele wiemy o telefonach ofiar tragedii, to tam, w tychże telefonach, na pewno tkwi jakaś część prawdy o tym, co się 10-go Kwietnia stało. Zamiast więc czekać następne dwa lata na wrak, może czas zajrzeć do tego, co się zachowało w telefonach? No, chyba że do ich zbadania wymagana jest zgoda Kremla – to wtedy faktycznie, także z tym badaniem trzeba będzie nieco poczekać.

W dzisiejszym „Uważam Rze” (4/2012, s. 16) p. E. Błasik po raz kolejny potwierdza to, iż Dowódcy mieli 10-go lecieć odrębnym samolotem: „Pierwotnie cała generalicja miała lecieć na pokładzie jaka. Decyzja, że polecą tupolewem, zapadła w piątek, dzień przed wylotem.” Czy faktycznie umieszczono Dowódców w „prezydenckim tupolewie”, tak by dwóch z nich mogło się potem „znaleźć” nawet w jego kokpicie, tego wciąż nie wiemy, warto by jednak ustalić, kto w piątek wieczorem taką decyzję chciał podjąć – B. Klich? J. Sasin przed Zespołem smoleńskim z naciskiem powtarzał, iż na żadnym etapie przygotowań osobny statek powietrzny dla generalicji nie był przewidywany (http://freeyourmind.salon24.pl/313310,podzial-delegacji), ale przecież to nie w gestii Sasina leżało ewentualne decydowanie o tym, jakim samolotem polecą Dowódcy, sądzę zaś, że relacja p. Błasik nie pozostawia tu cienia wątpliwości (podobnie zresztą, jak słynna rozmowa w COP z 10-go Kwietnia (http://freeyourmind.salon24.pl/294090,c ... a-narracje: „Wcześniej było planowane, że Dowódcy będą lecieć Jakiem”)). Chyba że rację ma intheclouds twierdząca już od dłuższego czasu (http://clouds.salon24.pl/306662,tajemni ... 7-kwietnia), że na 10-go przygotowano, tak jak na 7-go, specjalnie 2 tupolewy (ale o numerze bocznym 101, tzn. 102-ka użyta byłaby jako druga 101-ka), i do jednego z nich zaproszono by pierwszą część delegacji, a do drugiego – drugą. No to wtedy faktycznie, nie tylko ABW miałaby problem z telefonami.

http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... efony.html

http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... ony-2.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 13 lut 2012, 11:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Poniżej do pobrania pierwsza część mojej książki (rozdziały 1-9 - uwaga otwiera się powoli, bo to 13,3 MB). Jutro wieczorem część 2. Będę wdzięczny za wychwycone jeszcze literówki lub inne drobne błędy, które mogły ujść mojej uwadze.

Miłej lektury :)



http://fymreport.polis2008.pl/wp-conten ... M-cz-1.pdf

http://freeyourmind.salon24.pl/390309,1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 15 lut 2012, 09:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
2

Druga część „Czerwonej strony Księżyca”, ale niestety, jeszcze nie całość. Proszę nie pytać, dlaczego :), nie sądziłem, że nawet na etapie redagowania książki pojawi się tyle jeszcze elementów uzupełniających układankę. Jutro większa (obiecuję) partia materiału.

http://fymreport.polis2008.pl/wp-conten ... M-cz-2.pdf
http://w916.wrzuta.pl/plik/2foPQQIbz0s/fym_cz-2

http://freeyourmind.salon24.pl/390999,2


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 16 lut 2012, 19:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31708
Kolejne części książki FYMa do ściągnięcia:

4

Zgodnie z obietnicą dwa następne rozdziały „Czerwonej strony Księżyca” - tym razem plik wyszedł lżejszy, więc się powinien szybko otwierać i ściągać. Następna, mam nadzieję, że już ostatnia, część materiału w sobotę :)





http://fymreport.polis2008.pl/wp-conten ... M-cz-4.pdf

http://w241.wrzuta.pl/plik/6vUWOYLjoGV/fym_cz-4


3 korekta

wczoraj wieczorem zamieściłem plik z pewnymi błędami, które od razu wychwycił Kisiel (za co serdecznie dziękuję) - poniżej zatem ten sam plik w lepszej wersji i z dwoma uzupełnionymi jeszcze przypisami (tamtą wczorajszą wersję można skasować):


http://fymreport.polis2008.pl/wp-conten ... -cz-31.pdf

http://w113.wrzuta.pl/plik/118idPRYlTa/fym_cz-3


3

Trzecia część, tak jak obiecałem :) Jutro ciąg dalszy :)
Miłej lektury:


http://fymreport.polis2008.pl/wp-conten ... M-cz-3.pdf

http://w327.wrzuta.pl/plik/aJxArHhE6Mv/fym_cz-3

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/index.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 145 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /