Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 145 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 24 paź 2014, 20:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31667
Silny rosyjski płotek wytrzymuje 30 tonowe ciśnienie.



Zobacz sam jak bardzo oficjalny raport na temat katastrofy smoleńskiej odbiega od rzeczywistości.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 25 paź 2014, 08:11 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7565
Lokalizacja: Podlasie
Arcyciekawy głos Grzegorza Brauna w sprawie zamachu smoleńskiego :


_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 29 paź 2014, 13:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/lotna/krzysz ... den-zamach

Krzysztof Cierpisz: Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej - Dwa samoloty jeden zamach
Lotna - 28 Października, 2014 - 04:35

"Dowody oszukańczej inscenizacji - ręcznego ułożenia -podrzuconych fragmentów wraku samolotu TU-154M. Uwagi pośrednie...Dwa samoloty jeden zamach"

+++
Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej
10 kwietnia 2010
Dowody oszukańczej inscenizacji - ręcznego ułożenia -podrzuconych fragmentów
wraku samolotu TU-154M. Uwagi pośrednie.
(ciąg dalszy; „Samolot bliźniak” oraz „Katastrofa, której nie było”)

Cześć Szósta –Dwa samoloty jeden zamach.
(kontynuacja; Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej 100821)
http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20ka ... zustwo.htm
R.1.1
Wstęp.
Publikując 16 kwietnia 2010 roku pierwszy artykuł – na temat wraku tupolewa smoleńskiego - z tezą „samolotu bliźniaka”, bez delegacji katyńskiej na jego pokładzie - widzieliśmy jasno to, że wrak jest fałszywką. Nie była jasna jedynie kwestia; w jaki sposób ten wrak tam się znalazł. To mogłoby także dotyczyć sytuacji odwrotnej tzn. że w Warszawie, kontrolerom lotu na Okęciu „wystawiono” bliźniaka, a w Smoleńsku podrzucono oryginał.
Możliwe kombinacje wyłożyliśmy w:
http://zamach.eu/100728%20Katastrofa,%2 ... strofa.htm.
Dzisiaj jest już oczywiste, że wrak smoleński, został tam podrzucony w częściach i później został wysadzony w powietrze, głównie po to, aby ukryć fakt braku ciał pasażerów oraz nieautentyczność wraku. Bliźniakiem mógł być tupolew 102, ale niekoniecznie. Pisaliśmy, że samolot identyfikuje się głównie przez kabinę pilotów (rasowy mechanik, który robił tam regularny serwis pozna swoją robotę nawet pa małych fragmentach konstrukcji, którą doglądał). W kabinie znajduje się mnóstwo oprzyrządowania, które jest „numerem seryjnym” maszyny, niejako odciskiem papilarnym . Dotyczyło to szczególnie egzemplarza 101, który miał ponoć unikalne wyposażenie produkcji USA. Brak kabiny pilotów, jest główną okolicznością mogącą świadczyć o tym, że wrak smoleński nie pochodził z samolotu 101.
Artykułami od dnia 21sierpnia 2010 roku
http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20ka ... zustwo.htm
„ 4.Falszerstwo smoleńskie jest zdemaskowane w faktach, które nie mogą być podważone:
- Rozrzucenie wraku, jego niekompletność oraz forma zniszczenia
- Sztuczna konfiguracja podstawowych części wraku
- świadectwa nt. braku ciał ofiar – krótko po alarmie…”
do dnia 09 lutego 2011 roku http://zamach.eu/110209/Oszustwo.htm
„ Dodajmy tu kolejne fakty, których już nikt nie wyruguje; kierunek (kurs) wysypania części wraku podrzuconego Tupolewa świadczą o tym, że:
- nie pochodzą one z katastrofy lotniczej, bo samoloty z urwanym skrzydłem tak nie latają.
- udowodniony przez MAK kurs K2 jest sprzeczny z kursem lotniska w takim stopniu,
że wyklucza to manewr lądowania na pasie. Samolot TU-154, który miałaby lądować na pasie NIGDY NIE MOGŁBY LECIEC KURSEM K2.”
Opisaliśmy warunki techniczne – tam zastane -na podstawie, których sceny z lasku smoleńskiego uznane są bez wątpienia jako owoc inscenizacji. Zalegający tam wrak samolotu, nie ma nic wspólnego z samolotem, do którego – na Okęciu o godz . 07.27 - rzekomo wsiadła delegacja do Katynia z Prezydentem Kaczyńskim na czele. Dowody ukazane w Smoleńsku świadczą niezbicie o tym, że tam katastrofy nie było. W Smoleńsku nikt nie zginął.
Te kilka zdań – powyżej – są kamieniem węgielnym prawdy na temat kłamstwa smoleńskiego,
dotyczącego miejsce zamachu, który umownie nazwijmy warszawskim. I co najważniejsze: wzajemnego związku ze sobą. Kłamstwo o Smoleńsku ma uwiarygadniać kłamstwo o prawdzie w Warszawie. Te dwa oszustwa tworzą oś wspólną tego krętactwa zamieniające zamach na katastrofę. Obnażenie jednego z tych dwóch kłamstw automatycznie objawia oblicze kłamstwa pod drugiej stronie.
Oszuści i zamachowcy warszawscy widząc fiasko kłamstwa smoleńskiego rozumieją najlepiej to,
że kłamstwo o Okęciu bez podsycanej fikcji smoleńskiej nie utrzyma się długo. Odwracanie uwagi od istoty problemu jakim jest brak faktów o odlocie z Okęcia, przez fantazje o strzelaniu do tych co przeżyli, meconingu, czekistów, sms’y do polski tych co przeżyli, szaleńcu Putinie, etc. przestają funkcjonować, bo kłamstwo w swoich niesłychanych kalamburach nie wytrzymało próby czasu.
Trzeba czegoś nowego. Dlatego właśnie nagle odnajdują się ludzie, którzy widzieli w smoleńsku ciała członków delegacji. Jest ich wielu, ale tylko jeden widział parę prezydencką na Okęciu. Normalnie powinno być odwrotnie. To zastępy świadków widzą wsiadających do samolotu, a tylko nieliczni ofiary katastrofy. No, ale tak jest podczas prawdziwych katastrof.
Tu mamy do czynienia z zamachem, a informacje zamachowców i najętych kłamców, są właśnie podawane według innych reguł – są dezinformacją.
Te fałszerstwa warszawskie są łatwe do odszyfrowania, jako że mają swój specyficzny charakter:
- Dużo krzyku i zamieszania tam, gdzie nic nie może się wydać, bo nic nie było – to Smoleńsk.
- Cicho tam, gdzie nawet jednym słowem można obnażyć straszną prawdę – to Okęcie.
Jakiekolwiek potknięcie na temat Smoleńska nie obnaży niczego innego, jak co najwyżej śmieszność oszustów smoleńskich, który zostali skompromitowani na swoich błędnie rozegranych rekwizytach.
Odwrotnie, drobne nawet błędy w sprawie odlotu na Okęciu poruszą lawinę, której nic nie powstrzyma – ujawnią straszną zbrodnię. A w całym tego tle wiele innych morderstw na ludziach niewinnych, zupełnie postronnych. Zamach w Warszawie ujawni zamach w Mirosławcu, one razem to zamach na Polskę. Oto dlatego jest tak cicho w sprawie Okęcia, 10 kwietnia 2010 roku.
Aby jednak mącić, uwiarygodniać fałszywe wersje, agenci służb nakręcili parę filmideł na temat „katastrofy”, których głównym zadaniem jest wkleić fałszywe historie na temat odnalezionych w Smoleńsku ciał, natychmiast po „katastrofie”. To celem naprawnienia błędu Wiśniewskiego i Bahra, którzy byli autentycznie zadziwieni właśnie ich brakiem, a co spontanicznie zeznali przed kamerami.
Fałszywi świadkowie wkłamując się w scenariusze oszustw smolenskich eksponują się tak na bezwstyd jak i zarzut popełnienia przestępstwa. Kłamiący – przed kamerami, w filmach o „katastrofach smoleńskich”, a nawet później przed reprezentantami Sejmu - urzędnicy państwowi, będący na służbie – w opisywanym przez siebie zdarzeniu smoleńskim – bez cienia żenady oświadczają, że przybywszy na miejsce zalegania wraku smoleńskiego, zobaczywszy w jednym miejscu fragmenty ciał swoich kolegów urzędników – będących także na służbie – wycofali się, bez udzielenia pomocy ofiarom w potrzebie. Stwierdzili oni, że jeżeli „tu” widzą poszarpane ciało, to oczywistym jest to, że nie trzeba już iść dalej i szukać kogoś innego, bo prawie setka pozostałych pasażerów musi być podobnie porozrywana. Czyli, oświadczyli publicznie, że stwierdzili zgon setki ludzi na odległość, bez poszukiwania innych poszkodowanych, bez oględzin całości miejsca wypadku. A do czego byli zobligowani na mocy prawa.
Tak bezwstydnie motywuje wysoki urzędnik prezydencki – będący na służbie w momencie zdarzenia-, który do tej pozostałej grupy ofiar - ryczałtem uznanych za niewartych ratowania -zalicza swego szefa Prezydenta Polski. Ani go nie ratując, ani nie próbując szukać.
Powtórzmy i podkreślmy tę zgrozę napisaną tłustymi literami:
Urzędnik prezydencki popisuje się publicznie oświadczeniem mówiącym, że de facto uciekł on z miejsca katastrofy bez udzielenia pomocy ofiarom tego wypadku. Sam będąc na służbie, uciekł z miejsca tragicznego zdarzenia i pozostawił tam poszkodowanych, innych urzędników państwowych, a będących na służbie - w tej samej instytucji, co i on sam - bez udzielenia im pomocy.
Tymczasem prawnie zawsze zachodzi domniemanie utrzymywania się procesów życia u osoby rannej, to aż do stwierdzenia jej śmierci przez odpowiedni personel medyczny. Nikomu nie wolno zaprzestawać wysiłków w ratowaniu życia u poszkodowanych, bez stwierdzenia u nich zgonu.
Spoglądając na drugi biegun, Warszawę słyszymy, że odnalazł się - nareszcie - świadek odlotu delegacji z Okęcia. Było widać i słychać jak sztywno opowiada on historię, nie kojarzy faktów, bo ich nie zna. Możliwe, był on świadkiem drastycznych scen związanych z zamachem. A to, dzień i noc, przypomina jemu sznur od odkurzacza, który zastosowano na sekretarzu folksdojcza. To, co go motywuje do występów na rzecz zamachowców, choć nerwy i stres związane z traumą wizji kabla elektrycznego jako krawata - sprawiają, że pamięć jest bardzo niespójną. Świadek pamięta aż 39 osób, a zapomniał to czy z szefem sił powietrznych witał się czy nie. Zaświadcza też, że widział tupolewa jak ten wystartował, a oczywiste musi być to, że i z całą delegacją na pokładzie. Jak świadek to sam ujął, miał on tam w terminalu, skojarzenia z „Weselem” – Wyspiańskiego. Godzina odlotu 7.23 – bo spojrzał na zegarek i zapamiętał.
Smoleńsk i Okęcie musza wzajemnie zbudować oś, obustronnie uwiarygadniająca tę drugą stronę.
To widać w komisji pod kierunkiem Antoniego M, który nad takim modelem także intensywnie pracuje.
Co najgorsze jednak, żyrantami wiarygodności tej osi zbrodni stały się – w ostatnich tygodniach - rzekomo katolickie media; Radio Maryja, TV Trwam, Nasz Dziennik. To poprzez publikowanie ustawionego - przez zamachowców – wywiadu z doradcą Andrzejem K.
Redakcje te nie mogą mieć wątpliwości, co do tego, że te sztuczne (bezkrytyczne) wywiady mają na celu ukrycie faktu zamachu, że redakcje te świadomie podjęły współpracę się z wyrachowanymi mordercami. Bo nikt inny nie lansuje zmyślonych faktów podanych przez Andrzeja K.
Tu widzimy kondycję władz kościelnych w Polsce. Ten cierniowy owoc posoborowy.
W Smoleńsku, rozpędem jakiegoś pokłosia gorbaczowskiej pierestrojki i glasnosti, pokazano światu nową goebbelsowską prowokację gliwicką w ruskich dekoracjach, z postsowieckim pomyślunkiem i warszawskim aparatem propagandowym – a całość to pranie mózgu po PRL-owsku.
Pranie, które się nie powiodło, co choćby namacalnie widać było po składzie osób, jakie pojechały na obchody do Smoleńska 09 .04.2011. Smoleńsk, jako miejsce katastrofy upadł całkowicie, a jeden z dowodów na to widzieliśmy w raporcie z uroczystości rocznicowych w Smoleńsku, na które praktycznie nikt nie przybył. A które to uroczystości prowadziła aktorka teatru jednego widza i samozwańcza płaczka, Komorowska, a co w sobotę pokazała TVP,
Jak doszło do tego, że taki wielopłaszczyznowy kosztowny plan upadł? Jakie błędy popełnił nie tylko warszawski ale i międzynarodowy aparat propagandowy?
Otóż należy uważnie przyjrzeć się samym faktom związanym z elementami inscenizacji smoleńskiej. To oszustwo było z góry zaplanowane, jednak ani w Polsce ani w Rosji - co ciągle powtarzamy - a gdzie indziej. I to było jego główną słabością. Plan ten swym rozmachem i brakiem poczucia realizmu oraz intelektualną naiwnością „projektantów” ugrzązł w miejscu. Propaganda, zaś nie potrafiła tu pomóc, bo planu tego nikt w Polsce głębiej nie rozumiał, czy nie czuł. Przypomina to sytuację z PRL, tzw. „dyrektorów, sekretarzy, przywiezionych na prowincję w teczce”, gdzie władza centralna odgórnie nominowała szefami swych ludzi, którzy nie mieli jakiejkolwiek kompetencji, a byli klasycznym elementem sterowania nakazowego. Sterowanie to przynosiło kuriozalne skutki z budowaniem drzwi do lasu włącznie.
Skąd wzięło się to wszystko?
Katastrofa lotnicza jest zwykle badana poprzez analizę przebiegu lotu oraz badaniem fizycznym szczątków. Jest oczywiste, że nasze analizy opierały się głownie na materiale wizualnym, jakichś
szczątkowych doniesieniach, głownie medialnych, bez możliwości badania wraku. Ale w końcu MAK, też niczego nie badał, a wszystko napisał!? To proste, MAK uczynił to na podstawie jakiegoś wcześniej narzuconego scenariusza.
Scenariusz Smoleński został napisany przed zamachem na Prezydenta i delegacje. A napisali go anglojęzyczni osobnicy, arogancko przyzwyczajeni do służalczego lokajstwa „polskich partnerów”, którzy wszystko potulnie zrobią, co im się tylko nakaże. Widać to wyraźnie po porównawczej lekturze raportu katastrofy w Mirosławcu, która nie była katastrofą, ale także zamachem.
W planie tym założono, że Mirosławiec będzie protoplastą Smoleńska. Z podobnym tłem: braki w wyszkoleniu, niefachowość, zaniedbania techniczne, zły proces decyzyjny, pilot bez honoru, etc. Polnische Wirtschaft na nowo.
Równolegle z zamachem w Mirosławcu i po nim, przeloty Kaczyńskiego cechowały usterki samolotu, dym z wentylacji i podobne. Miało to za zadanie urobić atmosferę pasma usterek i błędów technicznych, wśród których ten zaplanowany w Smoleńsku miał wyglądać, jako naturalny fragment całego ciągu wypadków i problemów.
Przypuszczalnie, miano tym także uśpić czujność tak ofiar, jak i uczciwej (nie biorącej udziału w zamachu) części personelu z obsługi czy z otoczenia Prezydenta lub lotniska. Atmosfera nagłych i niecodziennych zmian w samolocie i usprawiedliwienia potrzeby nagłych serwisów, mogła być urabianiem okoliczności do kamuflowania planowanego sabotażu.
Katastrofa Bryzy – przypuszczalnie - była rezultatem dywersji, to celem tego, co napisano powyżej. Bryza to samolot prosty, łatwy w pilotażu i katastrofa takiego samolotu to coś bardzo niezwykłego.
W raporcie z Mirosławca widać identyczny scenariusz „przebiegu katastrofy” z tym w Smoleńsku. Z tą jedynie różnicą, że tamte trupy mogły autentycznie pochodzić od osób, które zginęły w samolocie, który tam został rozbity.
Katastrofa w Mirosławcu jest tak identyczna ze smoleńską - mówimy o zapisie raportu komisji, podpisanego dnia 04 kwietnia 2008, która „badała” ten przypadek, że to aż szokuje.
Kłamstwa jednego i drugiego raportu, pisane są według innego (jednego) dokumentu, źródłowego planu tych obu zamachów, który jest dla nich obu pierwotny i imperatywny. A który nie powstał w Polsce, co już nadmieniliśmy.
O niezrozumiałym pochodzeniu sprzecznych ze sobą sztuczności inscenizacji w Smoleńsku pisaliśmy już w lecie 2010, zanim ujawniono raport o Mirosławcu. Czytanie tego raportu, potwierdziło tamte tezy i wyjaśniło wiele.
Plan tych zamachów, jest aż nadto hollywoodzki i jaskrawo obnażający nie tylko wspomnianą
arogancję, ale i duże braki inteligencji u tych, który to wszystko wypocili. A bez wątpienia nie byli to inżynierowie. Są to osobnicy dotknięci piętnem zdeformowanego genomu, które to piętno sprawia, że każdą inność u innych odczuwają, jako agresję i zagrożenie ich egzystencji, co z kolei, ma być usprawiedliwieniem aktów bezwarunkowego odwetu wobec innych. Taką mentalność, trzeba chyba mieć, aby takie kategoryczne scenariusze spreparować, a odzwierciedlają one jakieś imperatywne myślenie, już nie tylko w stosunku do ludzi, ale i przedmiotów martwych nawet.

Porównanie Mirosławca i Smoleńska.

LP
Opis
Mirosławiec
Smoleńsk
1
Brak zapisu FDR z ostatnich sekund przebiegu katastrofy
Tak
Tak
2
Samolot zszedł z kursu
80 stopni
30 stopni
3
Piloci mieli problem językowy w rozmowie z wieżą
Tak
Tak
4
Nieuzasadnione luki czasowe w locie w pobliżu lotniska
Tak
Tak
5
Problem autentyczności kontaktu pilotów z wieżą
Tak
Częściowo
6
Wyłączony EGPWS
Tak
Źle ustawiony
7
Wybieg myślowy raportu: zarzut błędnie wybranego momentu wyłączenia autopilota
Tak
Tak
8
Niewłaściwa prędkość opadania
Tak
Tak
9
Problem pomieszania jednostek miar metryczne/angielskie
Tak
Tak
10
Pilot zabłądził, a miał być ponoć do ostatniej chwili w położeniu prawidłowym
Tak
Tak
11
Granie na czas – przez „załogę” - przy podejściu do lądowania
Tak
Tak
12
Samolot rozbił się, bo z niewidomych powodów
w ostatnich sekundach stał się niesterowalny,
albo pilot nie miał właściwego kontaktu z systemem sterowania
Tak
Tak
13
W ostatnich sekundach piloci nie odpowiadali
na wezwania wieży
Tak
Tak
14
Załoga niedouczona, a w zasadzie amatorska
Tak
Tak
15
Dziwne okoliczności procedury odlotu
Tak
Tak
16
Brak listy pasażerów
Tak
Tak



Dodajmy, że problem autentyczności realnego kontaktu pilotów CASY z wieżą kontrolera (w tabeli, przejawiający się w paru punkach), stał się tak napięty ( tamte rodziny musiały lepiej dbać o honor ofiar CASY, niż rodziny ofiar tego lotu, którego nie było), że musiano powołać rzeczoznawcę. Został nim profesor Grocholewski z Poznania. Prof. Stefan Grocholewski badając zapisy lotu CASAy odkrył tam problemy z rozpoznaniem, pewnych głosów w kabinie pilotów lub utożsamianych z tą kabiną.
Odkrycie to mogło ujawnić obecność niezidentyfikowanych osobników w nagraniach rozmów pomiędzy kontrolerem a pilotem, fakt sfałszowania zapisu, lub dowód na to ,że ktoś w rozmowach z wieżą podszywał się pod pilotów CASAy. Ale tego jednak dokładnie nie wiemy.
Problem pracy profesora- która nie posuwała się tak jak należy- polegał na tym, że pracował on na kopiach zapisu, nie oryginałach, które to było dużym utrudnieniem.
Zauważmy: MAKu, czekistów, Anodiny jeszcze nie było, tak jak to ich obecność i destrukcję bezustannie podnoszą fałszywi lub nieroztropni analitycy katastrofy smoleńskiej, a to po to,aby fałszywym tropem rosyjskim odwrócić uwagę od wydarzeń na Okęciu – zamachowców w Polsce.
Profesora Grocholewskiego już nie ma, zmarł, był chory na raka. Pracy nie dokończy i raportu nie napisze. Następcy nie powołano. A nie mamy pewności, co do tego, czy pewne odkrycia profesora nie tylko nie zostały zniszczone i czy nie przyspieszyły jego śmierci, historia Polski ostatnich 30 lat, to historia konstelacji personalnej zbudowanej na paśmie seryjnych skrytobójstw na ludziach, którzy do tego doboru gwiazd nie pasowali. Profesor był bratem kardynała Zenona Grocholewskiego.
O ile Grocholewski zauważył problemy z zakresu fonoskopii( był specjalistą od: automatycznego rozpoznawanie mowy, syntezy mowy, weryfikacji i identyfikacji mówców). To należy także rzucić okiem na pewne cechy lingwistyczno-orientacyjne uwidocznione w dialogach podczas lotu do Mirosławca.
Mamy na myśli - oprócz podanego wyżej problemu jednostek miar; raz metryczne, raz angielskie, (gdzie pilot podawał coś w stopach angielskich , a wieża w metrach) - problem wyrażeń językowych w relacji do poczucia pory dnia.
Zauważmy coś niezwykle ciekawego: Około godz. 19 w styczniu, w ciemnościach, w złych warunkach pogodowych, pilot CASAy miał powiedzieć do kontrolera „ dzień dobry”. A powinien powiedzieć „dobry wieczór”.
Pilot zawodowy jest niezwykle wyczulony na poprawność formułowania wypowiedzi normalnych, standardowych, a dotyczących środowiska parametrów, jakim jest lot samolotu. Normatywne formułowanie warunków środowiska fizycznego, w którym się znajduje - lecący samolot – jest formą automatycznej poprawności.
A tu mamy dowód na błędnie podane pozdrowienie, co nie może być pustym gadulstwem, bo jest częścią komend lub raportów.
Zwrot „dzień dobry” został tak użyty jakby, za oknem był jasny dzień. Pilot tak powiedział, bo było jasno, kiedy to mówił. Alternatywnie, podający się za pilota intruz komunikacji radiowej, znajdował się w strefie czasowej, gdzie o godzinie 19 czasu warszawskiego była pora białego dnia. On to też – podszywając się pod pilota CASAy odpowiedziałby „automatycznie”, bo też był dobrze wyszkolony jako pilot, a może nieco gorzej jako oszust- dywersant.
Jeżeli w Mirosławcu była noc, to strefa czasową, gdzie był dzień jest strefa Ameryki. A dominacja jednostek pomiarowych anglosaskich – w dialogach – wskazuje Amerykę Północną. Są tu powyżej wyliczone dwie okoliczności – kulturowe – wskazujące na to, że był tam obecny czynnik anglosaski.
Zauważymy też, że zwrot „dzień dobry” jest dużo łatwiejszy do użycia (motoryka wymowy) niż „dobry wieczór”. Niepoprawność wymowy słowa „wieczór” jest dużo łatwiej wychwytywana w rozmowie z obcokrajowcem niż słowa „dzień”. Dlatego jest bezpiecznej użyć słów „dzień dobry”. Ale to z kolei niezwykle razi nas Polaków, o ile jest wypowiedziane późną porą a nawet wczesnym wieczorem. Kultura językowa i obyczajowa w Polsce zdecydowanie oddziela tu pozdrowienia dzienne od wieczornych, takie pomieszania nie są spotykane.
Jest uzasadnione podejrzenie, że samolot CASA 295M został porwany – prawdopodobniej fizycznie – a nie drogą elektronicznego przejęcia kontroli nad samolotem. Co prawda, firma BAE od paru lat dostarcza do CASA systemy do UAV. Byłoby bardzo łatwo taki system podłączyć do CASA 295M, który mógł być do tego przygotowany już fabrycznie - jako opcja wyposażenia dodatkowego. Zdalne sterowanie takim samolotem byłoby b. łatwe.
Za fizycznym porwaniem przemawia bardzo dziwne zachowanie CASAy przed podejściem do lądowania, strata orientacji w locie, konieczność drugiego podejścia, a co mogło być wybiegiem porywaczy w taktyce grania na czas. O porywaczach fizycznych, świadczyć może także fakt wielkiego zamieszania w komisji, co do konieczności uzgodnienia orzeczenia w kwestii tego: kto w chwili uderzenia o ziemię siedział za sterami CASAy. Spekulowano, że nie był to oficjalny pilot, ale ktoś inny.
Brak listy pasażerów, świadczy także o tym, że opcja fizycznego porwania samolotu musi być brana pod uwagę, jako podstawowa. Fakt, że w Poznaniu, przed ostatecznym startem do Mirosławca, opuściło CASA’e 15 pasażerów, a samolot parkował na włączonych silnikach, jest okolicznością nasuwające podobne podejrzenia.
Można tu spekulować, że dowódca lotu, już w Warszawie, dostał informacje - lub poufny rozkaz – wzięcia na pokład – w Poznaniu, bo bez świadków - osób spoza planu lotu. Np. podawanych jako oficerów NATO, którzy incognito dokonują inspekcji w polskich strukturach sił powietrznych, co jest łatwo chwytliwe i uzasadnia brak listy pasażerów. A i jest identyczne z – przypuszczanym- fałszywym poczuciem bezpieczeństwa w Gibraltarze. Tam też Nasi Żołnierze byli wśród swoich.
Otóż – drążąc dalej naszą hipotezę – suponujemy, że za sterami samolotu CASA - w momencie jego rozbicia - nie siedział nikt. Fotel był pusty. Dlatego tak trudno było dla komisji wybrać to, jakie DNA pozostało na szczątkach miejsca pierwszego pilota.
Porywacze samolotu zamordowali załogę i pasażerów. Aby przez jakiś czas mieć niezbędna kontrolę manualną nad maszyną, jeden z nich musiał zasiąść na miejscu pilota. W tym celu ciało pilota zostało odrzucone gdzieś na bok. Porywacz, odchodząc później od sterów, był w pospiechu i ciała pilota nie posadził z powrotem na fotelu– stąd ta konsternacja w komisji na temat tego, kto pilotował.
W/w granie na zwłokę, mogło być konieczne do dokonania pewnych czynności na pokładzie – lot był krótki - a także, aby móc opuścić samolot na spadochronach, do czego należało przygotować samolot. To, aby fakt ten nie był odkryty w rozbitym wraku. Te właśnie zwłoki czasowe spowodowane rzekomymi błędami w nawigacji, umożliwiłaby utrzymanie samolotu na wysokości ok. 200 metrów, co dla dobrze wyszkolonych spadochroniarzy jest bezpieczną wysokością skoku spadochronowego.
Błędów w raporcie CASAy jest mnóstwo a ich klasa na poziomie dywersji. Np. CASA do lądowania miał wychylenie klap 15 stopni, podczas kiedy w rejestrze FDR mamy 10 stopni. Raport pozostawia to bez komentarza. Fakt zaś przepadnięcia na lewe skrzydło – zapobiegawczo komentuje, że obaj piloci musieli zapatrzyć się w bok, dlatego zaniedbali kontrolę nad instrumentami pokładowymi, nie zauważyli, że instrumenty te wskazywały właśnie nadchodzącą katastrofę. Faktem zaś jest i to, że piloci nie odpowiadali na wezwania – aż tak się zapatrzyli, że nie słyszeli okrzyków kontrolera!
Kontrola instrumentów –„rozłożenie uwagi w locie wg. przyrządów” jest podstawą szkolenia pilota, gdzie jest on uczony kolejności omiatania wzrokiem Instrumentów pokładowych tak, aby przerwa w obserwacji jego poszczególnych wskaźników nie była zbyt długa lub przypadkowa, a gdzie centralnym wskaźnikiem jest sztuczny horyzont.
Jak wyżej podaliśmy, z dużym prawdopodobieństwem, zachodzi podejrzenie, co do tego, że zleceniodawcą obu zamachów jest ośrodek obcy, O ile w smoleńsku podejrzewa się Rosję, to rozpatrując oba przypadki widzimy jak środek ciężkości tych podejrzeń leży na zachód od Odry.
Widzimy też, że ośrodek ten wziął na siebie pewne działania operacyjne, lub zlecił je innym, do których miał większe zaufanie operacyjne niż do strony polskiej czy rosyjskiej. Zauważmy też, że konspiracja przy układaniu planu zamachu, nie mogłaby pozostać niezauważona przez kontrwywiad, o ile centrum planowania takiego zamachu znajdowałoby się w Polsce.

Szkicując jakiś zarys domniemanych udziałowców tego, co wydarzyło się w Mirosławcu i Smoleńsku ( Warszawie) a rozpatrując te wydarzenia całościowo zauważamy, że:

W Mirosławcu,
Polska strona odpowiadała za:
- teren zamachu
- wystawienie ofiar na zamach
- utrudnianie śledztwa
- matactwo raportu końcowego ( zgodę na zamach, jako uznaną katastrofę)
- (likwidacje nie wiemy), zastraszenie polskich świadków w Polsce – to pewne.
- akcję propagandowa ( wyciszenie)

Obca strona odpowiadała za;
-za środki techniczne zamachu, których nie ma w Polce, a które musiały być kompatybilne z NATO-wskimi. Co musi wykluczać Rosję, a wskazywać niektórych sojuszników, jako głównych sprawców zamachu na CASAę. Rosja nie mogła, bez zauważenia przez NATO, włamać się do systemu komunikacji pomiędzy kontrolerem a pilotem.
- Planowanie

Rosyjska strona odpowiadała za:
- nie była zauważona (ewentualnie dawni agenci sowieccy, których jest pełno).

W Smoleńsku,
Polska strona odpowiadała za:
- atak na delegacje, zamordowanie jej członków
- dostarczenie zwłok do Rosji
- likwidacje oraz zastraszenie polskich świadków w Polsce
- akcje propagandowa (wojnę totalną wszelkich masmediów przeciw Polakom)
- utrudnianie śledztwa z łamaniem praw człowieka włącznie (zakaz otwarcia trumien), a nawet

ze złamaniem Konstytucji RP oraz praw EU, bo ustanowieniem jurysdykcji Federacji Rosyjskiej na polskich cmentarzach.
Rosyjska strona odpowiadała za:
- inscenizację katastrofy
- świadectwa zgonu 96 osób.
- raport MAK
- dostawę piachu na miejsce rzekomej katastrofy i podobny niegodny cyrk medialny.
Strona obca ( głównie NATO) odpowiadała za:
- zdradę Polski jako państwa sojusznika – członka NATO.
- włamanie do komunikacji miedzy wieżą lub pilotem (bardziej pewne niż to, że była to strona rosyjska, która może zadbała jedynie o odpowiedniego kontrolera)
- ukrycie dowodów nasłuchu elektronicznego i kontroli satelitarnej.
- akcję medialną na Zachodzie.
Centralne sterowanie, podsłuchy elektroniczne utrzymane były w rękach własnych zleceniodawcy. Tak w Mirosławcu jak i w Smoleńsku lub przekazano je innym służbom (w Smoleńsku, może częściowo rosyjskim). Jak nadmieniliśmy Polska nie posiada sił kontroli systemów informatycznych, które były użyte w Mirosławcu i w Warszawie, czy na drodze do Rosji.
To właśnie „inne służby” zdalnie wspomagały porwanie samolotu CASA. Zdalnie też – nieprawdziwy pilot obcokrajowiec - udawał wobec kontrolerów w Smoleńsku pilotów TU-154M 101, udając, lub rzeczywiście mając problem językowy – granie na czas.

Zleceniodawcy.

Nadużywając – powtarzając - swych grubymi nićmi szytych metod, zleceniodawca zamachów odsłania się. Wszechwładza tego ośrodka, nakazowa wobec strony tak polskiej, jak i rosyjskiej gubi go, bo czyni go ofiarą własnej arogancji. Błędy, które popełnia, umożliwią jego identyfikacje, a przynajmniej ukazują przyczynki do poszlak.
Siłą rzeczy, umysły tych nadludzkich półinteligentów, a wykształcone na bzdurach filmów Hollywood napisały te infantylne wręcz scenariusze Mirosławca i Smoleńska, a które były niewykonywalne.
Cechujący je aprioryzm ujawnia proweniencje autorów planu zamachów. Coś, co zadecydowano za biurkiem nie zgadzało się z warunkami realizacji i nie mogło przynieść takich rezultatów, które można było opisać w raportach z tych „katastrof”. To, dlatego oba raporty zostały opublikowanie z brakami zawartości merytorycznej, tak jakby ktoś powyrywał z nich kartki.
Mówiąc językiem techniki zarządzania; profil własności oczekiwań „planu” nie mógł znaleźć swego odniesienia do profilu własności rezultatów.

Wrzenie sprawy obu katastrof.

Teraz, kiedy już wszystko poszło tak jak miało, czyli mamy zabitych wg listy, a nawet lepiej, nadeszła pora na równie gładkie zakończenie historii obu katastrof. Tak zleceniodawcy myślą i żądają tego od agentury w Kraju Priwiślańskim.
Nie pójdzie to ani gładko, ani wcale. Widać to po reakcji polskiego aparatu propagandy – utracił on skuteczność i ma tego świadomość. I to mimo tego, że zostali uruchomieni wszyscy bez wyjątku.
Dziennikarze – w ramach nowych priorytetów - zarzucili już nawet akcje samokajania się np. obowiązkowo wypowiadając formułkę pokutną „ nigdy nie wierzyłem/wierzyłam w zamach”. Dyskutując na żywo przed kamerami, szukają innowacyjnych pomysłów, co do tego, co oni muszą takiego zrobić, aby społeczeństwo na nowo dało się im sterować – panika, ryzyko zawodowej ekskluzji.
Wśród ośrodków formalnie odpowiedzialnych za przerobienie tych dwóch zamachów na katastrofy - władz – również wzrasta świadomość wymykania się sytuacji spod kontroli i to właśnie jest absolutna katastrofa. Co najgorsze nie chodzi tu polską giełdę błaznów politycznych, którzy mogą przejąć jakieś ministerialne synekury. Tu chodzi Zachód, który z niedowierzaniem i obrzydzeniem patrzy na te seryjne zbrodnie polityczne w Polsce. Tam tak się nie robi. A o bandytach na szczytach władzy w Polsce robi się głośno. To temat, o którym się mówi przy kawie!
Widać to np. po przerażonej twarzy Buzka, który nie wie co ma już odpowiadać na zdawkową ciekawość swych brukselskich kolegów. Pachnie to trybunałami i nie jest takie pewne to, że odliczanie głów zakończy się na kozłach ofiarnych.
Wspomniana wyżej próba totalnej mobilizacji całego dostępnego aparatu propagandy idzie pełną parą no, bo nie wiadomo, co dalej.
Ta akacja ratunkowa toczy się dwoma torami, co podsumowujemy następująco;
Jednym torem idą ci, którzy nagle zaczynają opowiadać o ciałach delegacji znalezionych koło
wraku, tuż po jego katastrofie. Druga grupa to ci, którzy widzieli jak delegacja odlatywała tupolewem do Smoleńska o godzinie 7.27. Ci maja kłopoty, bo są nieliczni.
Kłamcy smoleńscy dają przestrzeń kłamstwom z Okęcia. Kłamcy z Okęcia – wzajemnie – uwiarygadniają autentyczność znajdowania ciał na miejscu katastrofy.. Co robić? czy nawała propagandowa z przerażonym Andrzejem K. i rozhisteryzowanym Marcinem W. zastąpi materię faktów, których nigdzie nie ma? Sam Marcin W. bajdurząc podaje ciągle jakby za sprawą czkawki „..tam nic nie było..”. Istotnie, prawdę mówi.
Andrzej K. podobnie – używając porównania delegacji do Wesela – poruszył postać Chochoła, który istniał w fantazji Wyspiańskiego, a faktycznie go nie było. Istotnie, ten też prawdę mówi.
Na koniec nadmienimy akcje w parlamencie, nie chodzi o pracę, ale jej główną osobę Antoniego M. Jest on tam, jako osoba godna najwyższego zaufania, ze względu na wagę sprawy, musi być pewność, że wszystko będzie przypilnowane.
To on sterowany, przez siły zakulisowe – zagraniczne, ale nie tylko - pomógł niegdyś w założeniu szkodliwego Polsce ZChN, po to, aby tym utrudnić Stronnictwu Narodowemu wejście do Sejmu po okrągłostołowego. Do spółki z Chrzanowskim odciągnął wyborców od SN. Była to akcja międzynarodowa łącznie z Watykanem w jednej z głównych ról..
I tak Polska pozostała bez jakiegokolwiek partyjnego zaplecza narodowego. Zjednoczenie już dawno padło, podobnie jak jego równie nieporadne LPR- ZChN-bis. Praca tej komisji ma też być tak prowadzona, aby i ona nic nie dała.
Co dalej?

Blogerscy oszuści kontra prawda.

Kiedy już to wszystko się nie uda, a to jest przesądzone, pozostaje plan B. Wspominaliśmy o tym już wielokrotnie, Plan B, zakłada przyznanie nawet, że tupolew padł ofiarą zamachu, lub czegoś podobnego, a co winą obciąży Rosje. Rosja to przyjmie – to też pisaliśmy.
Plan B nie będzie wypracowany, przez tradycyjne media, a które padły nad planem A. Plan B wypracują chłopcy internetowcy. Plan ten jest już gotowy, nad jego zaszczepieniem w świadomości społeczeństwa, które na nowo musi być oszukane – innego wyjścia nie ma – pracuje Internet.
Rożni blogerscy guru prowadzą zasiew szeroką parą, a są rozpoznawalni poprzez hasła:
MAK, Anodinia, czekisci, meconing, Putin, etc, czyli wszystko to, co prowadzi kompromisem
Do zamknięcia sprawy zamachu po stronie rosyjskiej.
Utrzymać front rosyjski za wszelką cenę.
I to jest tłem tego zgiełku internetowego, odczytów czarnych skrzynek i podobne.
Podczas kiedy – od roku – nikt nie widział listy pasażerów tupolewa! Nawet tej sfałszowanej na komputerze. Tak jak jest sfałszowane opublikowane zdjęcie Tu-154 na Okęciu rano zrobione telefonem Blackberry.
Każdy, kto ma trochę wyksztalcenia, rozumu etc. Układa sprawy, które bada wg jakiegoś porządku, a tu, tym podstawowym porządkiem jest chronologia zdarzeń. Nie możemy rozpatrywać lądowania czegoś, o czym nie wiemy jak to wystartowało. W ogóle nie wiemy czy coś wystartowało, a co ma jakikolwiek związek z odlotem delegacji – nawet martwej (godz. 7.27).
Guru prowadzą jednak te sprawy odwrotnie, od końca - mają już nawet lotniska w Rosji, na których powinny wylądować Tupolew i Jak. W domyśle czekały tam plutony egzekucyjne, jeszcze lepsze nawet niż te z filmu Koli.
Guru blogów szukających winy w Rosji z wyprzedzającym bezwarunkowym rabatem dla nieróbstwa śledczego warszawskich bandziorów , są właśnie tymi dziś , kim kiedyś byli ich ojcowie podczas wszelkich buntów społecznych w PRLowskiej Polsce: na Żeraniu , w Poznaniu , Gdańsku , w okresie Solidarności - prowokatorami. Prowokatorami zwodzącymi tłumy, odwracającymi uwagę ogółu od istoty problemu.
Prowokatorzy zaczynając lub włączając się w bunty pomagali prowadzić ludzi ku właściwemu dla władz rozwiązaniu.
Tak jest teraz w Internecie z problemem śledztwa smoleńskiego. Zrobiono wszystko, aby śmierć delegacji do Katynia toczyła się w Rosji i tak jest, tak się stało. Toczy się to przy pomocy Internetu. Jest to genialne oszustwo epoki blogu, blogerskie wunderwaffe.

Bunty wasze, zyski nasze.

Okrągły stół zaczął być tworzony zaraz po śmierci Stalina. Jego głównym propagatorem a w Polsce był zbrodniarz komunistyczny Kołakowski. A Polacy uważają, że to Jaruzelski z elektrykiem.
I teraz, po raz kolejny odbywa się cos podobnego, z tym tylko, że w innej skali i warunkach, ale toczy się. Nie możemy dać się oszukać, wejście na zły tor zaprowadzi nas w niewłaściwe miejsce.
Zachodzi ryzyko powodzenia planu B. Kiedy wróg podda się, a Rosjanie wezmą winę na siebie, Polakom wstyd będzie grzebać się dalej w przeszłości, zamiast raźnie iść do przodu. A kiedy tak, to śledztwo polskie trzeba umorzyć, jako zbędne, bo rosyjskie już jest zakończone i po myśli, i nie trzeba Rosji obrażać, bo zagrożą, że odwołają swoja winę, tak jak odwołali zeznania świadka.

Plan C

My zakładamy plan C. Plan C to całkowite pozostawienie wątków smoleńskich na uboczu, (łącznie z lotem i nagraniami), poza może jednym – udowodnieniem nieautentyczności wraku smoleńskiego. Co jest jedynie kwestią czasu. Znajdzie się ktoś, kto to udowodni.
Pozostaje ew. kwestia tego, gdzie wylądował samolot z Okęcia ( lub samoloty), ale nie musi to być Rosja. Lecz także i nie Polska. To jest jednak mało pilne, może poczekać.
Zarysowany powyżej z grubsza przebieg zamachu w Mirosławcu powinien być równolegle analizowany z zamachem warszawskim. Ma to wiele zalet, widzi się tak większą całość, która bez wątpienia stanowi jedno. Jest też doskonałym narzędziem odstraszającym różnych zadymiaczy, którzy ciągle uruchamiają motyw złych ruskich, a dobrych „naszych” śledczych. Którzy chcą dobrze, ale ruscy im nie dają. Co też znamy dobrze (prześwietnie) z okresu PRL.u.
(Zresztą, może tu w Mirosławcu zobaczą Ruskich, niech ich obecność w zamachu ujawnią , to może być bardzo ciekawe).
To, co my widzimy, jako plan C to ujawnienie wszelkich okoliczności związanych z odlotem Delegacji z Okęcia.
Plan C ustawia oszustwo smoleńskie poza nawiasem, tam jest niewiele z tego, co wniesie coś do sprawy. Fakty medialne o „katastrofie”, w 99 procentach dotyczą informacji, które są bez sensu,
Zagłusza to fakty na temat zamachu rożnymi smoleńskim bredniami. To bardzo utrudnia pracę nad tym, co rzeczywiście istotne dla wyjaśnienia prawdy i ukarania winnych.
Jedno, co jest obecnie najważniejsze dla ustalenia prawdy, co należy robić natychmiast, to ułożenie faktów dotyczących:
- przybycia
- pobytu
- opuszczenia
Okęcia przez członków delegacji. Każdego z osobna, oraz, kto z rodzin widział ich, jako ostatni.
Przy czym niektórzy mogli być zaatakowani, w swych domach (Szczygło), to celem wydobycia od nich informacji na temat ewentualnego ukrycia dokumentów, które zamachowcy chcieliby zdobyć.
Jaka była ich kondycja psychiczna ostatnich dni, bo mogli być oni poddani – wiele dni przed 10 kwietnia - na ekspozycje środków psychotropowych, a co jest częste, przy podobnych akcjach.
Nowoczesne militarne środki psychotropowe są bardzo trudne do zauważenia ( symptomy u ofiary) nawet przez najbliższych ofiar tych substancji.
Plan C będzie na pewno zrealizowany, sprawy zaszły bowiem zbyt daleko, Polski nie stać na plan B. Polska nie ma wyjścia.

Polska

Mimo wszystko Naród Polski budzi się. Polacy łączą się w grupy, jednostki nie są już dłużej samotne. Na demagogię o podziale Polaków już nikt też się nie nabiera. Polakiem jest ten, kto ma na sercu jedność wspólnego polskiego dobra, a w ręku czyn. Jedności z kimś, kto szkodzi Polsce nie chcemy.
Wzrasta świadomość wroga wewnętrznego, który umacnia siły odśrodkowe.
Po raz pierwszy po wojnie, widać coś, co wygląda jak polityczna i kulturowa wieź pokoleń, która stara się podjąć wspólne kroki polityczne. Czyli jest to, czego nie było w okresie solidarności (S). Gdzie całe pokolenie fantastycznych ludzi nie miało oparcia w mądrości i doświadczeniu starszych pokoleń, a śmierć Prymasa pozostawiła nas samych.
Dlatego wtedy przegraliśmy i cała Polska jest dziś tak zrujnowana.

Uwagi

Wydarzenia 9-10 kwietnia 2010 głównie rozegrały się w Warszawie, dlatego skrótowo nazywamy je „zamachem warszawskim”.
Kiedy samolot CASA rozbił się, Prezydent Kaczyński znajdował się na pokładzie innego rządowego samolotu.

Christus Rex
(-)Krzysztof Cierpisz



źródło:
http://www.gazetawarszawska.com/zamach/ ... den-zamach

Lotna - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 03 lis 2014, 06:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31667
Ilustracja filmowa z You Tuby powyżej.

Pancerny płot, co się tupolewowi nie kłaniał...

Najnowszy wpis Janusza Wojciechwoskiego na blogAiD

...uczepił się smoleńskiego gruntu i wytrzymał odrzut turbin i podmuch samolotu...

W dzieciństwie mama kupiła mnie i mojemu bratu rosyjskie bajki w oryginale, bo choć Rosja zabrała jej rodziców, brata, majątek i zdrowie, to chciała, żebyśmy znali rosyjski. Zawsze to łatwiej, jak znowu wywiozą...

Książka była z rycinami. Pamiętam rycinę do bajki o rybaku i złotej rybce, na której była na wpół rozwalona chałupa, a wokół niej płot z powyłamywanymi sztachetami, spróchniały, pogięty i dziurawy. Miał obrazować biedę rybaka, przed i po incydencie z rybką.

Wypisz, wymaluj taki sam płot widać na zdjęciach ze Smoleńska, pod złamaną pancerną brzozą. Pogięty, połamany i krzywy – ale stoi.

Nad tym płotem 10 kwietnia 2010 roku miał przelecieć tupolew 154, odrzutowy. Skrzydła miał 5 metrów nad ziemią, koła i turbiny znacznie niżej...

Siła odrzutu turbin samolotu jest tak wielka, że przewraca i koziołkuje wielotonowe ciężarówki. Do tego dochodzi siła podmuchu przelatującego z prędkością 270 kilometrów na godzinę prawie stutonowego cielska.

Ten płot, gdy nadleciał nadeń samolot, wedle wszelkich praw fizyki powinien unieść się w górę i odlecieć. A on jak pogięty stał przed nalotem samolotu, tak pogięty stał i po nalocie.

Pancerny płot uczepił się smoleńskiego gruntu i nie odleciał.

Odlecieli tylko wyznawcy raportu Anodiny i Millera...

Wpis dostępny na blogAID

Mec. Janusz Wojciechowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... anial.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 03 gru 2014, 10:06 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7565
Lokalizacja: Podlasie
Doradca Putina wyśmiał publicznie wiarę, że brzoza spowodowała katastrofę w Smoleńsku

sob., 2014-11-29 23:10

Były doradca prezydenta Federacji Rosyjskiej, Władimira Putina, Andriej Iłłarionow wzbudził dzisiaj nie małą sensację twierdząc publicznie, że na temat katastrofy smoleńskiej powstało tak wiele kłamstw, że jest to aż śmieszne.

Nie do śmiechu było jednak wysłuchującym jego deklaracji gwiazdom TVN, Dorocie Wellman i Marcinowi Prokopowi, którzy byli wyraźnie przestraszeni i szybko skończyli wywiad z nietęgimi minami.

„Żadna brzoza nie byłaby w stanie zniszczyć skrzydła takiego samolotu” - powiedział Iłłarionow


Mimo, że funkcjonariusze z telewizji TVN próbowali zdezawuować byłego doradcę Putina, nie wyszło to dla nich zbyt dobrze. Rozbawiony ekspert oświadczył, że tylko dla nieszczególnie bystrego obywatela Polski, zupełnie bezrefleksyjne jest to, że samolot, który przy niewielkiej prędkości spada z 50 metrów rozbija się na 50 tysięcy kawałków.

Rosjanin zwrócił uwagę, że wysadzony bombą Boeing 747, który spadł nad Lockerby rozpadł się na około 10 tysięcy kawałków. Jak zatem solidny TU-154 miał się rozpaść na 50 tysięcy kawałków po zderzeniu z miękkim drzewem, jakim jest brzoza? Są to oczywiste pytania, które nie doczekały się odpowiedzi, a funkcjonariusze mediów słyszący je wpadają w panikę, co dało się zaobserwować na ty, nagraniu zamieszczonym poniżej.

Oczywiście nadal będzie odpowiednio dużo chętnych do wyśmiewania tego, co stało się w Smoleńsku, ale każdy, kto ma trochę rozumu wie, że nie był to zwykły wypadek, tylko sposób kształtowania polityki przez Rosję i każdy, kto udaje, że jest inaczej prędzej czy później będzie musiał zweryfikować swoje oczekiwania z faktami.

Na korzyść osób pragnących za wszelką cenę ukryć to, co stało się 10 kwietnia 2010 roku przemawia ich wiara w to, że prawda o tych wydarzeniach doprowadziłaby do konfliktu zbrojnego NATO - Rosja. Jednak jak widać jest on coraz bardziej prawdopodobny i zasadne wydaje się tylko pytanie, czy będzie o tym wolno mówić dopiero wtedy, gdy z Rosjanami będziemy już do siebie strzelać?

http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/dorad ... -smolensku

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 14 paź 2015, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31667
Koncepcja blogera 35Stan

03/10/2015 dawidpolski
Po przedstawieniu koncepcji blogerki Intheclouds zbieżna koncepcja blogera 35Stan

Autor: 35stan

INSCENIZACJA KATASTROFY SAMOLOTU TU154M NR 101 NA LOTNISKU SIEWIERNYJ W SMOLEŃSKU W DNIU 10.04.2010 ROKU- PRÓBA REKONSTRUKCJI

(subiektywne spojrzenie na przyczyny i przebieg tzw. tragedii smoleńskiej, z perspektywy medialnych relacji świadków naocznych oraz informacji zaczerpniętych z dokumentów oficjalnych czyli Raportu MAK, Raportu KBWLLP, jawnych danych z PW i PO Warszawa – Praga)

WSTĘP

Wydarzenia z dnia 10.04.2010 roku , związane z lotem oficjalnej polskiej delegacji pod przewodnictwem Prezydenta Rzeczypospolitej, Pana Lecha Kaczyńskiego, na obchody 70-tej Rocznicy Zbrodni Katyńskiej, stały się cezurą w historii Polski po przełomie z roku 1989, porównywalnym do tego, jaki stał się udziałem Polski i Polaków po II WS w wyniku postanowień jałtańskich z 1943 roku. Wtedy, w czasie trwania II WS mocarstwa zachodnie, podczas rokowań ze ZSRR , dokonały uzgodnień co do przyszłego, po zakończeniu II WS porządku światowego z podziałem na strefy wpływów mocarstw światowych.

Polska znalazła się w strefie sowieckiej i przez 45 lat należała do bloku krajów tzw. Demokracji Ludowej, w której hegemonem był ZSRR.

W wyniku przełomu z lat 1989/90, który był wynikiem nie tylko ruchów wolnościowych w krajach Demokracji Ludowej, w tym zwłaszcza ruchu „Solidarności” w Polsce, ale również wynikiem słabnącej pozycji ZSRR i w konsekwencji przegrania zimnej wojny, której zwycięzcą były Stany Zjednoczone AP, uzyskujące w tym czasie pozycję jedynego supermocarstwa na świecie, która to pozycja pozwoliła im na prowadzenie polityki tzw. PAX AMERICANA, Polska i inne kraje Europy Środkowo Wschodniej zaczęły wchodzić w struktury militarno gospodarcze Zachodu(NATO i UE).

Po latach tego procesu można było zauważyć, że ta reorientacja polityczno gospodarcza państw tego regionu, a zwłaszcza Polski, nie była stuprocentowa i coraz bardziej dawało się zauważyć, że wpływy dawnego hegemona , czyli ZSRR nie ustały ale, że są w coraz większym stopniu odbudowywane, zwłaszcza po objęciu urzędu prezydenta Rosji przez Władimira Putina.

Proces Okrągłego Stołu był tak zaprogramowany, by przy nim nie znalazła się reprezentacja społeczeństwa, która by nie miała za sobą wsparcia głównych mocarstw zainteresowanych tym regionem świata, czyli USA, Rosji, Niemiec, Izraela, by wymienić te najważniejsze.

Pan L. Kaczyński, uczestnik rozmów OS i obrad w Magdalence był popierany i reprezentował stronę amerykańsko izraelską i stąd zapewne znalazł się niebawem w konflikcie z tymi siłami, które orientowały się na stronę rosyjsko niemiecką.

Tu mała dygresja; Pan L.Kaczyński był uczestnikiem opozycji demokratycznej w latach 70-tych i 80-tych XX wieku, a w 1978 roku był współautorem memorandum o sytuacji w tamtym czasie w krajach naszego regionu, memorandum złożonego w Białym Domu, na ręce ówczesnego prezydenta USA J.Cartera i stąd zapewne wzięła się jego współpraca ze stroną amerykańsko izraelską i możliwość wzięcia udziału w obradach OS a zwłaszcza spotkań w Magdalence.

USA w roli hegemona zaczęło wchodzić do przestrzeni posowieckiej, ograniczając wpływy dotychczasowego hegemona jakim była Rosja, następca ZSRR.

Z drugiej strony zwiększyła się rola Azji i strefy Pacyfiku w gospodarce i polityce światowej, a tym samym zwiększyło się zaangażowanie USA w tym rejonie.

Powszechnym stało się przekonanie, że przyszłość mocarstw i ich znaczenie w świecie zależeć będzie od ich dostępu do źródeł surowców, w tym przede wszystkim do surowców energetycznych i stąd wzrost konkurencji o ten dostęp pomiędzy mocarstwami i prowokowanie wojen, szczególnie w strategicznie ważnym z tego punktu widzenia obszarze jakim jest Bliski Wschód (wojny w Iraku, Afganistanie, Afryka Północna ).

Wracając do początków XXI wieku i mając na uwadze zmiany geopolityczne jakie wtedy następowały i o których pisał Patrick Buchanan w książce pt.” Dzień sądu, czyli jak pycha, ideologia i chciwość niszczą Amerykę”, czyli przeistaczanie się świata z amerykańską hegemonią jako jedynego globalnego supermocarstwa, w świat wielobiegunowy, należy rozważyć konsekwencje dla świata, Europy i Polski polityki B.H.Obamy, nazwanej polityką resetu w stosunkach USA ?Rosja.

USA musiały przeorientować swoja politykę w skali globalnej, gdyż nowe wyzwania związane z powstawaniem nowych biegunów gospodarczo politycznych świata, w tym głównie rosnącej potęgi gospodarczo militarnej Chin, Indii, Brazylii, czy Iranu, wymagały skoncentrowania się na najważniejszych kierunkach, czyli obszarze Azji i Pacyfiku oraz Bliskiego Wschodu.

Interesy USA i Izraela(sojusznika USA na Bliskim Wschodzie i mającego najsilniejsze lobby w USA) wymagały ułożenia na nowo stosunków z Rosją, gdyż interesy USA w Azji i na Bliskim Wschodzie wymagały wsparcia Rosji. Polityka resetu zapoczątkowana przez Obamę zakładała uzyskanie następujących korzyści(między innymi, bo o wszystkich, np. umowach gospodarczych, nie ma potrzeby w tym miejscu pisać):

– chodziło o to, by Rosja pomogła zwiększyć presję na Iran w sprawie wyrzeczenia się przez Iran programu budowy broni jądrowej, oraz zgodziła się poprzeć nowe sankcje Rady Bezpieczeństwa ONZ. Chodziło też o to, by Rosja anulowała decyzję w sprawie sprzedaży do Iranu systemu obrony powietrznej S-300 , który wdrożony w Iranie przed planowanym atakiem Izraela na obiekty jądrowe Iranu spowodowałby dużo większe ryzyko z tym związane i dużo większe koszty.

– chodziło o poparcie Rosji dla Północnej sieci dystrybucji zaopatrzenia wojsk USA i NATO w Afganistanie , po pogorszeniu się stosunków USA z Pakistanem i nasilenia się ataków Talibów na drogi zaopatrzenia biegnące przez terytorium Pakistanu, przez którego terytorium przebiegały główne szlaki zaopatrzenia tych wojsk.

Korzyści Rosji z resetu:

– rezygnacja USA z budowy tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, ogłoszona 17.09.2009 roku, co dało podstawy do dalszych rozmów na temat wspólnej odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy , Rosji i NATO, co oznaczało w praktyce zgodę USA i NATO na powrót rosyjskich wpływów na obszarze dawnego bloku wschodniego.

– powyższa zgoda była również de facto zgodą na zbliżenie na linii Rosja ? UE, której zapowiedź usłyszeliśmy 1-go września 2009 roku na Westerplatte z ust W. Putina w obecności A. Merkel i D. Tuska . Putin mówił wtedy o planach budowy imperium eurazjatyckiego od Atlantyku po Pacyfik pod przywództwem Rosji i Niemiec

– USA i NATO zrezygnowało z polityki poszerzania NATO na dalsze kraje strefy posowieckiej(Gruzja, Ukraina), czym potwierdziły zgodę na odbudowę strefy wpływów ZSRR

– USA podpisały 8.04.2010 roku z Rosją nowy układ o ograniczeniu broni strategicznej tzw. START II, jednostronnie korzystny dla Rosji, czym dały Rosji oddech na skoncentrowanie się na modernizacji jej potencjału militarnego, do której realizacji niezbędna jest współpraca Rosji z Zachodem , głównie z Niemcami i Francją.

Uzgodnienia w ramach resetu pomiędzy USA a Rosją, by mogły być zrealizowane po myśli i zgodnie z interesami rosyjsko niemieckimi, musiały obejmować problem polityki wschodniej i regionalnej prowadzonej przez śp. Prezydenta L.Kaczyńskiego, której ostrze było skierowane przeciw polityce Rosji Putina, sprzymierzonego w strategicznym partnerstwie z Niemcami A. Merkel. Dobitnie o tym mówił L. Kaczyński na wiecu w Tbililisi w 2008 roku.

W związku z tym, musiano doprowadzić do tego, by przerwać tę politykę i usunąć z zajmowanej pozycji w polityce zagranicznej Polski, wytrwałego realizatora polityki sprzecznej z interesami Rosji i Niemiec( hegemonów w Europie).

Główne negocjacje w ramach resetu były prowadzone w 2009 roku, ale już podczas kampanii wyborczej w USA w 2008 roku, przedstawiciele Demokratów i Obamy, kandydata na prezydenta USA, działali na rzecz możliwości szybkiego zawarcia porozumienia z Rosją, w czym przeszkadzał problem rozmieszczenia w Polsce i Czechach elementów tarczy antyrakietowej, które to porozumienie wynegocjował z USA Busha, śp. Prezydent L.Kaczyński.

Już wtedy, w 2008 roku rząd D. Tuska włączył się do przyczynienia się porozumieniu resetowemu USA z Rosją, poprzez torpedowanie zawarcia umowy o tarczy z USA. Głośna była wtedy awantura na linii Prezydent L.Kaczyński – Radosław Sikorski minister SZ, której istotą był zarzut Prezydenta w stosunku do ministra Sikorskiego , że ten ma tajne kontakty z przedstawicielem Demokratow i Obamy, Ronem Asmusem.

Ogłoszenie przez B.H.Obamę decyzji o rezygnacji USA z rozmieszczenia elementów tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, które nastąpiło w dniu symbolicznym w historii Polski, czyli 17.09.2009 roku(70-ta rocznica ciosu w plecy zadanemu przez ZSRR Polsce walczącej z agresją niemiecką z września 1939 roku ) było też symbolicznym ?ciosem w plecy? w politykę wschodnią śp. Prezydenta L. Kaczyńskiego i oddanie jego losu w ręce strategicznych partnerów, czyli Rosji i Niemiec.

Po tym fakcie nastąpiły intensywne konsultacje na linii D.Tusk – W.Putin i D.Tusk-A.Merkel, stanęła sprawa obchodów 70-tej rocznicy zbrodni katyńskiej (jednej wspólnej uroczystości, czy dwóch odrębnych) i w efekcie rozdzielenia wizyt Premiera Tuska i Prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu. Ze strony rządu D.Tuska w tym czasie, były próby odwiedzenia śp. Prezydenta od zamiaru udziału w uroczystościach w Katyniu (mówił o tym w komisji sejmowej minister Sikorski. D.Tusk podjął także próbę(w październiku 2009 roku) nakłonienia śp. Prezydenta do decyzji o wspólnej (Prezydenta i D.Tuska ) ich obu, rezygnacji z ubiegania się o urząd prezydenta w zbliżających się wyborach prezydenckich w 2010 roku (opisał to Ł.Warzecha w książce wywiadzie – rzece z L.Kaczyńskim, pt. „Ostatni wywiad”). Śp. Prezydent był jednak człowiekiem niesterowalnym (o czym wspominał ” J.Kaczyński w wywiadzie wtygodniku „Do Rzeczy:

– Niezależnie od tego, jak bardzo jest to zakłamywane, za jego czasów (Lecha Kaczyńskiego – red.) liczono się z nim. A co za tym idzie liczono się z Polską – powiedział Jarosław Kaczyński. Mówił, że jego brat „miał opinię w amerykańskich analizach, że jest niesterowalny, że potrafi tworzyć koalicję, czyli że trzeba się z nim liczyć”. – Potrafił to robić – wymuszać na silniejszych korzystne dla nas decyzje – powiedział polityk. Jego zdaniem, Lech Kaczyński pokazał, że „Polska ma wystarczający potencjał”. – Pewnie za to zapłacił życiem, ale to pokazał – dodał Jarosław Kaczyński.”

Kolejnym ważnym etapem postępowania D.Tuska była jego decyzja o rezygnacji z kandydowania w wyborach prezydenckich w 2010 roku podjęta 28.01.2010 roku a potem organizacja farsy w postaci ?prawyborów? w PO celem wyłonienia kandydata PO na prezydenta w tych wyborach.

W takiej , skrótowo tu opisanej sytuacji wewnętrznej i geopolitycznej, doszło do realizacji wizyt w Katyniu, Premiera w dniu 7.04.2010 i tragicznie przerwanej, Prezydenta L.Kaczyńskiego w dniu 10.04.2010 roku



Wrogie przedsięwzięcia zastosowane przez rząd PO-PSL wobec śp. Prezydenta w okresie 2008 ? 2010 roku(okres przygotowań i realizacji polityki resetu USA-Rosja)

Inwigilacja
„Gazeta Polska” zdobyła tajne dokumenty ABW będące dowodem, że prezydent Lech Kaczyński był inwigilowany. 25 października 2008 r. o godz. 23:02 jego dane wprowadzono do tajnej Bazy Wiedzy Operacyjnej Centrum Antyterrorystycznego ABW. Dokonała tego osoba posługująca się kartą ID o numerze 9200167. Oznaczało to, że od tamtej chwili wobec głowy państwa można było stosować wszelkie rodzaje inwigilachttp://wpolityce.pl/wydarzenia ... abw-klamie ji, w tym podsłuch.?

http://wpolityce.pl/wydarzenia/13833-ni ... abw-klamie

Ochrona Prezydenta i obiektów będących w dyspozycji Kancelarii Prezydenta
– w listopadzie 2008 r. zaufany szef ochrony Prezydenta Kaczyńskiego – płk. Krzysztof Olszowiec – został odwołany i zawieszony w czynnościach z powodu incydentu podczas wizyty prezydenta w Gruzji.

Lech Kaczyński nie chce ochrony podczas swojej wizyty w Azji w związku z zawieszeniem szefa swojej ochrony Krzysztofa Olszowca. Nie ma takiej możliwości – odpowiada BOR. Prezydent zaakceptował już następcę Olszowca – zapewnia jednak wicepremier Grzegorz Schetyna.

– zastąpienie BOR-u w ochronie obiektów w dyspozycji KP, przez firmy ochroniarskie

W grudniu 2009 r. w prasie (dziennik Rzeczpospolita) można było przeczytać m.in.:

„Do 15 grudnia firmy ochroniarskie mogą składać swoje oferty w przetargu na ochronę budynku Kancelarii Prezydenta przy ul. Wiejskiej w Warszawie i prezydenckiej rezydencji w Rudzie Tarnowskiej. Wybór agencji ochrony musi być szybki, gdyż Biuro Ochrony Rządu, które do tej pory zajmowało się zabezpieczeniem tych budynków przestanie je monitorować być może już w styczniu 2010.

………………………

Od połowy stycznia br.(2010- przyp. mój) część obiektów kancelarii nie jest chroniona przez funkcjonariuszy BOR – wśród nich m.in. pałacyk w Wiśle i archiwum prezydenckie w Warszawie. Decyzje o ograniczeniach w ochronie podjął jeszcze poprzedni szef MSWiA Grzegorz Schetyna.”

Ograniczenie Głowy Państwa w dostępie do clarisów dyplomatycznych
Waszczykowski: Lech Kaczyński był dezinformowany i sabotowany przez MSZ
Wg Waszyczykowskiego na początku 2009 roku w MSZ zapadła decyzja na piśmie aby nie rozszerzać clarisów i depesz na prezydenta. Decyzję taką podjął – zdaniem Waszczykowskiego – dyrektor generalny a parafował minister Radosław Sikorski.
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/ ... przez-MSZ-

Na II Konferencji Smoleńskiej doszło do przełomu w przestrzeni publicznej na poziomie drugiego obiegu(bo tak naprawdę, ZP i Konferencje Smoleńskie nie zaliczają się do mainstreamu informacyjnego) w postrzeganiu i opisywaniu wydarzeń z dnia 10.04.2010 roku.

Oto pojawiły się referaty Chrisa Cieszewskiego, przygotowane wespół z innymi ekspertami specjalizującymi się w fotogrametrii. Pan Chris z zespołem analizował zdjęcia satelitarne obszaru katastrofy smoleńskiej wykonane przed i po 10 kwietnia 2010 roku(ze stycznia 2010, 5 kwietnia 2010 i 12 kwietnia 2010 roku.

Konkluzje tych badań i dociekań okazały się niezwykle zaskakujące dla ludzi z ZP i rzesz ludzkich popierajacych pracę i ogłaszane wyniki prac Zespołu i jego ekspertów. Co takiego rewolucyjnego ogłosił Chris Cieszewski? Otóż ogłosił, że „pancerna brzoza”, sprawczyni katastrofy i fikołków samolotu z beczką autorotacyjną w tle, była złamana już…….co najmniej w dniu 5 kwietnia, czyli wtedy gdy wykonano zdjęcie satelitarne, będące przedmiotem badań zespołu ekspertów z Chrisem Cieszewskim na czele. Drugi referat dotyczył białych plam na zdjęciu satelitarnym z 5 kwietnia 2010 roku, w miejscu gdzie w dniu 10 kwietnia znalazły się szczątki samolotu po katastrofie. Konkluzje tego drugiego referatu były takie, że te białe plamy nie są miejscami pokrytymi śniegiem, jak wcześniej sądzono, ale czymś błyszczącym stworzonym ludzkimi rękami(może jakieś plandeki przykrywające coś leżącego pod nimi na ziemi, jak przypuszcza Chris Cieszewski).

Mamy więc, za sprawą tych referatow przełom w podejściu do wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku, bo gdyby te konkluzje okazały się prawdą, to musiałoby wejść do obiegu oficjalnego pojęcie „maskirowki” na polance przy Siewiernym, a co za tym idzie obalenie oficjalnych ustaleń zawartych w raportach MAK i KBWLLP i rozpoczęcie na nowo ustalania przyczyn tragedii smoleńskiej i jej przebiegu.

Oczywiście mówiąc na nowo, miałem na uwadze poziom komisji państwowych czyli MAK i KBWLLP oraz prac sejmowego ZP i jego ekspertów, choć jeśli chodzi o ekspertów ZP, to moim zdaniem wiele ich wniosków pasuje do mojej hipotezy na temat „maskirowki”, którą ja nazywam „hipotezą inscenizacji katastrofy” na polance przy lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku.

Nie będę tutaj przedstawiał tej hipotezy z uzasadnieniami opartymi na analizie dokumentów oficjalnych(raportów MAK, Raportu KBWLLP, dostępnych materiałów Prokuratury Wojskowej i PO Warszawa-Praga badajacej wątek cywilny sprawy -umorzony, a także relacji swiadków z przekazow telewizyjno filmowych, prasowych i internetowych), ale przedstawię skrótowe(szkieletowe) kalendarium wydarzeń, wynikajace z mojej hipotezy.

10.04.2010 – KALENDARIUM WYDARZEŃ

HIPOTEZA INSCENIZACJI KATASTROFY

5:00 – c.p. wjeżdża na dworzec kolejowy w Smoleńsku pociąg spoecjalny z Warszawy z uczestnikami uroczystości w Katyniu(w tym z wieloma parlamentarzystami, np. z A.Macierewiczem, E.Siarką)
5:29 – c.p. startuje jak- 40 nr 044 z dziennikarzami na pokładzie. W czasie kołowania dziennikarze widzą jak żołnierze wyprowadzają Tupolewa z hangaru i który wg ich relacji „grzeje silniki”

5:40 – c.p. startuje TU154M nr 102 znamalowanym numerem 101, z nieznaną załogą i pasażerami(można domniemywać, że to ta część mniej ważnych osób)
6:50 – c.p. w Smoleńsku na Siewiernym ląduje TU154M nr 102(z namalowanym nr 101), samolot opuszczają pasażerowie,po dprawie paszportowej są lokowani do przygotowanych autokarów i odjeżdżają z lotniska w nieznane miejsce.

7:15 – c.p. na Siewiernym ląduje Jak-40 nr 044 z dziennikarzami na pokładzie, dziennikarze po odprawie paszportowej wsiadają do podstawionego środka transportu i udają się do Katynia. Załoga Jak-40 nr 044 na placu postojowym dla samolotów , w niewielkiej odległości od „wieży kontroli lotów” , oczekuje w samolocie na lądowanie samolotu TU154M nr 101 z delegacją z Prezydentem L.Kaczyńskim na czele.

7:21 – c.p. z Okęcia startuje samolot TU154M nr 101 z drugą częścią delegacji (tymi ważniejszymi z Prezydentem na czele)

ok.8:05 – c.p. załoga Jak-40 nr 044 nawiązuje łączność radiową z TU154M nr 101 a po jej zakończeniu wychodzi na zewnątrz i nasłuchuje dźwięków silników Tupolewa, który ma się zbliżać do lotniska

ok.8:18 – c.p. załoga Jak-40 nr 44 słyszy silniki Tupolewa podchodzacego do lotniska, potem wejście silnikow na maksymalne obroty, potem jakieś trzski i wybuchy. Natychmiast przy samolocie pojawiają się żołnierze rosyscy i nie pozwalają opuszczać samolotu załodze , która chciała się udać w kierunku słyszanych odgłosów(bo nic nie widzieli z powodu gęstej mgły) . Gdy pilot Wosztyl zapytał wybiegającego z wieży człowieka, co z samolotem, usłyszał : „odleciał”. To samo usłyszała stewardessa Żulińska -Pondo od człowieka mówiącego po polsku, przejeżajacego w limuzynie jakiej używaja dyplomaci: „samolot odleciał”

8:23 – c.p. z pokładu TU154M nr 101 dzwoni przez telefon satelitarny Prezydent L.Kaczyński do swego brata Jarosława i przekazuje informację o stanie chorej mamy i powiada , że za kilkanaście minut będą lądować(widać nie miał informacji o złych warunkach panujących na Siewiernym)

8:23: 33 c.p. rozmowa Braci zostaje gwałtownie przerwana

9-tej c.p. zgromadzeni na płycie lotniska oficjele polscy i rosyjscy a także dziennikarze zaczynają się orientować, że coś się wydarzyło, po ruchach samochodów służb rosyjskich. Ambasador Bahr każe kierowcy jechać za nimi(najpierw jadą w kierunku zachodnim, potem zawracają na wschód). W świat idzie informacja o katastrofie samolotu z prezydentem Polski na pokładzie(najpierw mówi się o Jak-40, potem o TU154M), który podchodził 4-ro krotnie do lądowania(na wykonanie 3 kręgów nadlotniskowych potrzeba 33-36 minut czasu) i zachaczył o maszt radiolatarni(potem mówi się o drzewie i urwaniu skrzydła i beczce autorotacyjnej). W świat idzie informacja, że „wsie pogibli” i zawinili piloci, którzy we mgle zeszli ponizej 100m pod naciskiem Prezydenta, którego do tego słonił brat Jarosław podczas tajemniczej rozmowy przez telefon satelitarny(rozmowa została gwałtownie przerwana).
ok.10:25 c.p. z Gdańska(wg komunikaru Kancelarii Sejmu) do Warszawy przybywa Marszałek Sejmu B.Komorowski, który w 3 wywiadach prasowych opowiadał, ze wracał do Warszawy z Budy Ruskiej na Mazurach(odl. do Warszawy ok. 300 km), gdzie przebywał z synem(pierwszy wywiad) i wracał samochodem BOR, a kierowcy zabronił używać „koguta”(drugi wywiad),przebywał z żoną Anną a wracał samochodem prywatnym, który prowadziła żona(trzeci wywiad).

11-tej minister A.Duda z KP otrzymuje informację od szefa Kancelarii Sejmu(Czapla), że Marszałek chce objąć urząd p.o. prezydenta i wygłosić oświadczenie w tej sprawie.
11:57 c.p. na Onet.pl ukazuje się informacja z powołaniem się na konstytucjonalistę, prof, Winczorka, ze Pan Marszałek przejął obowiązki p.o. prezydenta. Z powodu oporu A.Dudy(najwyższego rangą urzędnika KP będacego w tym czasie w Warszawie, który w rozmowie telefonicznej do Sasina, będącego w Smoleńsku, mówi o „zamachu stanu”), przejęcie obowiązków następuje później(ok. 13:40 c.p. ), gdy szef Kancelarii Sejmu poinformował A.Dudę, ze prezydent Miedwiediew przesłał depeszę, w której stwierdził, ze Prezydent Kaczyński nie żyje.

16:30 c.p. podobno znaleziono ciało Prezydenta L.Kaczyńskiego
po 24-tej c.p. J.Kaczyński dokonuje identyfikacji ciała swego brata Prezydenta

5-ej rano c.p. w dniu 11.04.2010 roku na lotnisku Okęcie ląduje samolot ze Smoleńska z J. Kaczyńskim, innymi osobami lecącymi razem z nim
dodatkowe objaśnienia/komentarze autora:
Komentarz wyjaśniający do tego tekstu, który zamieściłem na blogu amelka222:
„Faktycznie , zamieściłem notkę z moim prywatnym kalendarium wydarzeń z 10.04.2010 i jak do tej pory odzewu nie ma.
O co chodzi w tym przypadku?
Sądzę, ze chodzi o to, że ludziom „po prostu w głowie się nie mieści” , by ruscy szachiści zrealizowali coś tak niezwykłego, coś z pogranicza „science fiction”.
Manipulacja czasem lokalnym w Polsce i Rosji tak zamieszała w głowach, że połapać się w tym nie sposób, a jeśli do tego dodamy sztuczkę z dwoma Tupolewami startującymi z Okęcia, mającymi wymalowany nr 101, z tym, że ten pierwszy załadowany pasażerami był w znikającym po tragedii hangarze i „grzał silniki już przed 5:30 c.p., a ten drugi (któremu Anodina i Miller zmienili godzinę startu) na płycie lotniska, to dopełniło reszty.
Ciekawe ile czasu zajmie ZP i jego ekspertom wykrycie tych kombinacji, sądzę, że przy ich nabożnym traktowaniu kwitów rosyjskich, potwierdzanych przez amerykańskie UA, potrwa to z kilkadziesiąt lat.
Hipoteza ta kołatała w mojej głowie od dłuższego okresu czasu, a benedyktyńskie prace FYM-a (nie dokonałbym tylu i takich analiz jak on, tytan w tym zakresie- to kto np. z ZP i jego ekspertów wgłębił się w te opracowania, nie mówiąc o tym, by coś z tego zrozumiał?)dawały przebogaty materiał do przemyśleń i moich analiz. Kluczem, a zarazem impulsem do mojej hipotezy stało się słynne zdanie będące tytułem notki @intheclouds pt. „Tusk 7.04 przyleciał wcześniej i się spóźnił” z 29.10.2010 02:18
http://clouds.salon24.pl/244230,tusk-7- ... ie-spoznil
Więc pomyślałem, że podobnie mogło być z ambasadorem Bahrem, jego świtą, oficjelami rosyjskimi i dziennikarzami oczekującymi na „samolot prezydencki” na płycie lotniska Siewiernyj.
Z relacji Bahra:
„Nagle zauważyłem, że grupa rosyjska się rozchybotała. Jest takie powiedzenie „przysiąść z wrażenia”. Oni przysiedli w skali masowej, jakby coś ciężkiego na nich spadło. Jednocześnie zobaczyłem wyskakujący od lewej strony samochód straży pożarnej. Wcześniej go nie widziałem, widocznie był schowany na zapleczu. Minął nas z dużą prędkością i gnał w poprzek lotniska. W ułamku sekundy skojarzyłem te dwa fakty i: Coś się stało! – krzyknąłem do swego kierowcy. Żaden pojazd nie będzie przecież jechał przez lotnisko, jeśli za chwilę ma na nim lądować samolot. Wskoczyliśmy do samochodu. I za nim!

Tu przytomny i rzeczowy komentarz FYM-a:
„Nie pojawia się więc żaden niepokojący dźwięk, żaden odgłos „wypadku”, żaden rumor, świst, hałas etc., a Bahr z kierowcą, widząc, że straż gna przez lotnisko, rusza za czerwonym wozem, wywnioskowawszy, iż „coś się stało”, bo Ruscy gnają. „
Teraz trzeba się zastanowić , o której godzinie te opisywane przez Bahra wydarzenia mają miejsce?

Z analiz FYM-a wynika , że Bahr mówi o godzinie około 8:57 c.p., czyli wtedy gdy ruscy dali sygnał o „katastrofie”(słynna 8:56, pokutująca przez 3 tygodnie). W relacji Bahra pada informacja, że na lotnisku Siewiernyj przebywał około pół godziny, a „czerska” podawała, że z Siewiernego odjechał o godzinie 9:27 c.p.
Skoro przybył przed dziewiątą czasu polskiego, to nie mógł przecież być „pół godziny przed planowanym lądowaniem „prezydenckiego TU154M , który miał lądować o 8:30 cp., czyli nie mógł słyszeć „odgłosów katastrofy” które słyszała załoga Jak- a około 8:18 c.p.(wg mojej hipotezy)
Dlaczego przybył przed 9-tą zamiast przed ósmą c.p.?
Ano dlatego, że w rosyjskim harmonogramie uroczystości, posługiwano się czasem zimowym UTC+3 i czas smoleński : godzina 10-ta(a tak planował i przybył na lotnisko) traktował jako czas letni(UTC+4) czyli 8-ma czasu polskiego(minus dwie godziny , a faktycznie to było minus 1 godzina. Można sparafrazować wyżej przywołany tytuł notki Intheclouds w następujący sposób:”wyjechał wcześniej(na lotnisko) i się spóźnił” )
Świadkowie rosyjscy nie dali się już nabrać swoim „szachistom” i powtarzali w relacjach „około dziesiątej” (czasu letniego, który formalnie powinien obowiązywać).

..
„Gdzie byl samolot z LK, który jakoby był słyszany o 8:18 przez załoge Jaka? A o 8:23 LK rozmawia z JK i nic nie wspomina a ladowaniu gdzieś indziej?”
Ale Pan pokręcił moje ustalenia!
Wg mojej chronologii (hipotetycznej przecież, załoga Jak-40 nr 044 o 8:18 słyszała odgłosy inscenizacji katastrofy z udziałem TU154M nr 102 podchodzącego od strony wschodniej z kursem 259.
Samolot TU154M nr 101 z prezydentem podchodził od zachodu z kursem 79 i o godzinie 8:23 mógł być już na drugim kręgu, a Prezydent nie wiedział jeszcze o fatalnej sytuacji na Siewiernym, bo Kazana wyszedł z kokpitu z tą informacją dla Prezydenta o godzinie 8:26, więc prezydent mógł być podczas rozmowy z Bratem przekonany, że będą lądować za kilkanaście minut.
W międzyczasie kontrola odesłała TU154M nr 101 na nieznane nam zapasowe, a kontynuowała sprowadzanie na polecenie Moskwy(Logika i Kurtiniec- bez dyskusji do 100 m) samolot TU154M nr 102, który był wykorzystany do inscenizacji.

http://arkanoego.net/koncepcja-blogera-35stan/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 28 lis 2015, 08:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31667
„Cóż to jest prawda?” – refleksje po IV KS i nie tylko

Tytułowe pytanie „A cóż to jest prawda ...?” wypowiada Piłat kończąc przesłuchanie Jezusa. Czuć w tym pytaniu lekką ironię, niewiarę w istnienie czegoś bezwzględnego, co można nazwać prawdą, do czego można by się ostatecznie odnieść. A może to nie ironia tylko rozczarowanie i żal?
Jan Paweł II w encyklice „Fides et ratio” pisał:
„Człowiek nie może oprzeć swego życia na czymś nieokreślonym, na niepewności, albo na kłamstwie, gdyż takie życie byłoby nieustannie nękane przez lęk i niepokój. Można zatem określić człowieka jako tego, który szuka prawdy”.

Proszę zauważyć jak w codziennym życiu prawda jest dla nas ważna. Chcemy aby nam wierzono, przecież często mówimy: "Tak było, to prawda. Jest dokładnie tak jak mówię, to prawda".
Również słuchając różnych treści przyjmujemy je jako prawdziwe lub, że nie wszystko jest prawdziwe, lub że mamy do czynienia z fałszem. W zasadzie każdej wypowiedzi nadajemy status zdania prawdziwego lub fałszywego. Po prostu nie jest dla nas obojętne, czy otrzymujemy informację prawdziwą, czy fałszywą. Już Arystoteles mówił: „Każdy chce wiedzieć”.

Natomiast św. Augustyn słusznie zauważył: „(...) Sami oszukujemy, kłamiemy, błądzimy, ale nikt nie chce być okłamywany i oszukiwany”. Ot, taki paradoks.

Jak to ma się do tragedii z 10.04.2010? Wszyscy zajmujący się "Katastrofą Smoleńską" twierdzą, że dążą do prawdy, że jej szukają, niektórzy nawet twierdzą, że ją poznali.

Więc może na wstępnie powiedzmy jak rozumieć prawdę, jak ją postrzegać.
W filozofii na temat prawdy można prowadzić rozważania w kilku kategoriach, np. logicznej, metafizycznej, egzystencjalnej. Mamy też rozważania o prawdzie na gruncie religijnym, czy naukowym. Zajmijmy się tylko prawdą logiczną, którą można różnie zdefiniować.

Klasyczna definicja prawdy to zgodność zdania z rzeczywistością lub inaczej, że dane zdanie jest prawdziwe dokładnie wtedy, kiedy to, co ono znaczy, jest tak, jak ono znaczy.

Podstawowym błędem jaki popełnia się w określaniu prawdy jest pomieszanie dwóch rzeczy - prawdy jako takiej (która istnieje bezwzględnie), z naszą wiedzą o prawdzie. Wiedza o prawdzie, „uzgodnienie” jej z rzeczywistością nie jest sprawą prostą i kosztuje czasami wiele trudu. Przykładowo stwierdzenie „dziś w Warszawie pada śnieg” dla świadka tego zjawiska jest zdaniem prawdziwym, zgodnym z rzeczywistością. Dla kogoś będącego na Hawajach komu to komunikujemy przez telefon, to zdanie jest prawdziwe jeżeli założy, że nie kłamiemy.
Inny przykład - prawda o nas samych. Wydawałoby się najprostsza do poznania, ale czy zawsze możemy, potrafimy, chcemy uzgodnić ją z rzeczywistością, ze stanem faktycznym? Powiedziałbym, że przeważnie nie, ale przecież to nie oznacza, że jesteśmy „niepoznawalni”.

Innym rozumieniem prawdy jest kryterium jasności i oczywistości. Sprowadza się to do stwierdzenia, że zdanie prawdziwe to takie, które jest dla nas oczywiste. Twierdzimy na przykład, że dana osoba to „chodząca złośliwość”, co jest zazwyczaj subiektywną oceną i nie musi być zgodne z rzeczywistością. Takie kryterium oceny stosował Kartezjusz.

Kolejnym kryterium prawdziwości logicznej jest koncepcja powszechnej zgody, czyli prawdą jest to co większość akceptuje. Inaczej mówiąc prawdę ustala się w głosowaniu.
Uznając „rację większości” stwierdzamy, że nie tyle nasze twierdzenia mają „uzgadniać się” z rzeczywistością, co „rzeczywistość” ma się dostosować do naszych twierdzeń. Byłoby to wyłącznie śmieszne, gdyby nie było akceptowane powszechnie (przysłowiowe muchy Łysiaka).

I na koniec pojęcie pragmatyczne prawdy. Sprowadza się to do stwierdzenia, że prawdziwym jest ten sąd, który w działaniu przynosi pożytek (jaki? komu?). Takie podejście do rozumienia prawdy jest opaczne. Zdanie nie staje się prawdziwe dzięki swojej użyteczności, lecz jest użyteczne dzięki swojej prawdziwości, czyli dzięki temu, że jest ono zgodne z rzeczywistością.

W tytule jest IV Konferencja Smoleńska a w tekście, jak dotąd, tylko jakieś rozważania o prawdzie. Postaram się krótko wyjaśnić dlaczego tak jest.
W czerwcu tego roku uczestniczyłem w roboczym spotkaniu zorganizowany przez prof. Witakowskiego dotyczącym inwentaryzacji szczątków samolotu. Jednym z zaproszonych gości był 3zet, który miał okazję zaprezentować swoje analizy potwierdzające fakt inscenizacji katastrofy TU 154 101 na Siewiernym. Prezentacja zamiast planowanych 20 minut trwała 120 minut. Na koniec ze strony oglądających padło zdanie - „i co, parę lat pracy do kosza?”.

Wydawało się, że to spotkanie jakoś wpłynie na przebieg kolejnej IV Konferencji Smoleńskiej. Oczywiście nie oczekiwaliśmy, że ktoś z prezydium wstanie i zawoła – ludzie tam była „maskirowka”. Jesteśmy realistami i wiadomo, że tak nie można tego przekazać.

Natomiast jak widzieliśmy paradygmat ostatniej Konferencji nie zmienił się na jotę w stosunku do poprzednich, a nawet zabetonował się na amen w koncepcji wybuchowej.

Czyli wracając do prawdy, w sprawie Smoleńska nie zastosowano jej w klasycznym rozumieniu, tylko przyjęto koncepcję pragmatyczną połączoną z koncepcją powszechnej zgody i oczywistości.

Prof. Witakowski miał przesłanki, aby wprowadzić na forum Konferencji inny punkt widzenia, dopuścić argumenty które kwestionują opis zdarzenia prezentowany przez dwie strony sporu. Nie zrobił tego. Dlaczego? Być może z pragmatycznego ale fałszywego podejścia do prawdy.

http://piko.salon24.pl/681819,coz-to-je ... -nie-tylko


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 13 gru 2018, 21:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31667
Tak krawiec kraje, jak mu nożyce Golicyna pozwolą

[Wstępna wersja wstępu do książki „Maskirowka smoleńska”. Jest już w hurtowniach, nawet (zdaje się) w księgarniach. Kawałki omówię osobno. Mirosław Dakowski]
====================
Tomasz „Rolex” Pernak
[OPERA MUNDI]

W tej książce znajdziesz, drogi Czytelniku, zapis mozolnej próby docierania do szczegółów jednego z najbardziej odrażających i wyjątkowych aktów terroru. Ale nie tylko sam ten akt, czy też – jak ja sądzę – co najmniej „dwutakt” aktów terrorystycznych, był wyjątkowy. Wyjątkowa była również dekonspiracja całych siatek obcych agentur, które zostały zmuszone do fertycznego a jednocześnie chaotycznego działania w celu przykrycia frustrującego braku dowodów w sprawie faktów, które rzekomo miały mieć miejsce 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Ten chaos wyglądał trochę tak, jak gdyby krytyk miał napisać recenzję z przedstawienia, którego treść znał zawczasu, a w związku z tym zakładał, że nawet nie kwapiąc się na nie, odda mu z grubsza sprawiedliwość polegając na bryku, reżyser tymczasem kazał Lady Macbeth zdekapitować męża, dać się uwieść Banquo, rządzić długo i szczęśliwie, a aktorzy uznali,że wobec profanacji sztuki i oni mają prawo do wniesienia do niej własnych, nieznanych oryginałowi innowacji.
Kolejna rzecz, która się przy tej okazji ujawniła, to wewnętrzny, społeczny podział; akcja propagandowa, żeby odnieść sukces musiała zyskać zwolenników, a tych znaleźć mogła jedynie odwołując się do najbardziej ciemniej, patologicznej, post-peerelowskiej mniejszości; agresywnej, bo zagrożonej w swoim stanie posiadania, i stąd zdolnej, przy olbrzymim wsparciu mediów, do narzucenia dyskursu istniejącemu w każdym społeczeństwie większościowemu „bagnu” oportunistów.
Ta książka to również historia ludzi, którzy w zderzeniu z machiną zła i kłamstwa podjęli trud obrony poczucia i własnej i wspólnotowej godności, poprzez poświęcenie już nie godzin, dni, miesięcy, ale lat, na – jeśli nie odkrycie pełni prawdy – to przynajmniej na zdemaskowanie pełni kłamstwa i manipulacji.
Szczegółową rekonstrukcję tej manipulacji, stworzoną w zgodnie z wszelkimi rygorami krytycznej analizy materiału dowodowego, z drobiazgowym katalogiem źródeł znajdzie Czytelnik w tej części niniejszej książki, która została przygotowana przez Free Your Mind’a. Człowiek ten, którego miałem szczęście poznać osobiście, może uosabiać okupiony olbrzymimi poświęceniami życia zawodowego i rodzinnegotrud stopniowego zrywania tworzonych z zapałem i bezczelnością zasłon kłamstwa, ale i los wszystkich tych, którzy odważyli się w tej sprawie przeciwstawić nie tylko kłamstwu oficjalnemu, ale też kłamstwu, które zostało podsunięte zręcznie obozowi patriotycznemu po to tylko, aby domknąć konstrukcję słynnych „nożyc Golicyna”.
Stara to metoda Czeka, by nie tylko kłamać, ale również z tym kłamstwem „walczyć” przy pomocy kłamstwa równie bezczelnego, jako że niezależnie od tego, po której stronie stanie nieświadomy istnienia nożyc „widz”, będzie to w każdym przypadku odpowiadało Czeka interesom i realizowało czekistowskie cele.
Nie jest to pogląd w uproszczony sposób manichejski, po pierwsze dlatego, że na obydwu ostrzach nożyc gromadzili się nieświadomie ludzie „dobrej woli” , po drugie dlatego, że bardzo wielu z nich, pomimo oportunizmu, pozostawiło celowe ślady i tropy wskazujące na pozorność prac lub fałszywość zebranego materiału, po trzecie nie wszyscy dali się nabrać, po czwarte prawda również i w tym przypadku i tak zwycięży (a dlaczego zwycięży, o tym w zakończeniu).

W mojej skromnej analizie nie będę nawet próbował dublować prac FYM-a i innych, zacnych, a publikujących na tych łamach kolegów – od czasu swoich pierwszych niemalże artykułów na ten temat korzystałem z nich obficie, jako formy uporządkowanego zestawienia faktów, wykazu oficjalnych i „opozycyjnych” sprzeczności, manipulacji i kłamstw - postaram się natomiast, niejako w uzupełnieniu, rzucić te bezsporne fakty na szerszy kontekst geopolityczny; pochylić się na kilkoma aspektami, które FYM ujął, ale na mnie wywarły szczególnie silne wrażenie, i dlatego chcę je raz jeszcze podkreślić. Obraz powstały efekcie tego „rzutu” pozwoli, moim zdaniem, w niedługo ósmą już rocznicę 10 kwietnia 2010 roku, mieć nadzieję na ujawnienie prawdy.
Mamy perfekcyjnie uchwycony w pracach FYM-a moment krystalizowania się narracji wedle wytycznych suflowanych przez autorów uprzednio przygotowanego scenariusza. Zwrócę uwagę na cechy charakterystyczne tej fazy budowania mitu w formie golicynowskich nożyc: po pierwsze grubą kreską zarysowane zostają dwie „dezy”, które „konkurować” będą o najwyższe miejsce na podium w zawodach zorganizowanych przez Ministerstwo Prawdy – „deza” wypadku jako konsekwencji mieszanki chaotycznego przygotowania i realizacji prezydenckiej wizyty w Smoleńsku, fatalnych umiejętności pilotażu, ułańskiej fantazji, nacisku pijanych lub autystycznych przełożonych, oraz – last but not least - „ruskiego bardaku”, w konkurencji z „dezą” drugą, naszkicowaną jeszcze tegoż 10 kwietnia 2010 roku w wieczornej audycji Radia Maryja przez posła opozycji Antoniego Macierewicza, o wybuchach, które – zdaniem posła – mieli słyszeć świadkowie.
I od tamtej pory, od tego 10 kwietnia, nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o charakterystykę ostrzy nożyc Golicyna: z jednej katastrofa, z drugiej wybuchy. Zmieniają się jedynie didaskalia: z jednej - raz linia energetyczna, a później brzoza, raz: „bo nas zabije”, a innym razem: „tak lądują debeściaki”, raz: „O Jezu!”, a innym razem: „O kurwa!” , z drugiej - raz wybuch jeden, a innym razedm wiele, w różnych miejscach hipotetycznego płatowca..
Rzeczy należy czasami sprowadzać do zrozumiałego konkretu: jeśli zarząd banku będzie chciał wcisnąć niekumatym klientom wyjątkowo niekorzystny dla nich produkt, to zatrudni do owego „wciskania”, a więc na pozycję „konsultanta” w biurze obsługi klienta, zadbanych, sympatycznych, elokwentnych i przystojnych, młodych ludzi, których cechą szczególną będzie to, że będą przewyższali potencjalnych klientów entuzjazmem wobec produktu, ale dorównywali im niewiedzą. O wiele łatwiej jest wcisnąć kłamstwo osobie, która jest przekonana, że sprzedaje najjaśniejszą prawdę – jest szczera.
Jak dotąd lista świadków „słyszących” ew. „widzących” pozostaje niejawna, dodając wagę do ton bądź hektolitrów „niepodważalnego materiału dowodowego”, który zostanie ujawniony „na wiosnę” bądź „na jesieni”.
Te wykluczające się lub ocierające o bluźnierstwo zestawienia są elementami wojny psychologicznej, którą służby rosyjskie, niezależnie od stopnia i zakresu ich udziału w poszczególnych etapach przygotowujących i w samym akcie terroru, oraz kłamstwa smoleńskiego, wytoczyły narodowi polskiemu, korzystając z paraliżu polskiego państwa i jego służb przez Berlin, oraz wewnętrznych sojuszników Berlina i Rosji.
Mówią nam o wybuchach: Czasem jest jeden, a innym razem pięć, ale mikro. Źródłem obydwu są materiały (bądź kopie materiałów) dostarczonych różnym polskim instytucjom przez stronę rosyjską (a w zasadzie stronę „trzecią”, MAK-owską, o czym później), przy czym siedzący na jednym ostrzu nożyc uznają te materiały za wiarygodne i na tym opierają swoje „dedukcje”, a siedzący na drugim z ostrz, uznają je za całkowicie zmanipulowane i... na tym opierają „dedukcje” swoje.
Sądzę, że już na wstępie należy wszelkie zapisy „spuścić”, a w jakiej formie, to już jak kto woli – można wodę albo zasłonę milczenia, jako że dla instytucji państwowych w tej sprawie wiarygodne mogą być tylko oryginały, a nie kopie, a dla do niedawna „opozycji” założenie, że ktoś „wybuchnął” i zdekapitował państwo polskie w efekcie nieznanego dotąd w historii aktu terroru, a jednocześnie fakt ten dowodowo utrwalił i wypuścił z rąk, oddając go geopolitycznym przeciwnikom, musi stanowić nie lada wyzwanie intelektualne.
Po drugie – wracamy tu do cech charakterystycznych fazy budowania mitu – w tej fazie nie mamy do czynienia z tkaniną rzeczywistości plecionej z faktów, ale z faktem „wytwarzania” fałszywego obrazu rzeczywistości. Dopiero po ogłoszeniu „wypadku” albo „wybuchu” buduje się szczegółową narrację w zależności od tego, jak zachowują się „wysoko umawiające się strony”. Najsilniejsze karty ma w tym momencie Rosja kontrolująca miejsce „wypadku/zamachu”, która może wymusić na stronie polskiej określone działania i to czyni: po to, by – przewidując „na zaś” ewentualne konsekwencje międzynarodowe – „zdezynfekować” państwo rosyjskie w sprawie 10 kwietnia 2010 roku, oddając możliwie wszystko, co się z tą sprawą łączy, w ręce niewidzianej od czasu łże-Dymitrów szajce pretendentów-amatorów. Spróbujmy zapoznać się z tą kliką i zadać jej reprezentantom i funkcjonariuszom kilka pytań.
Kluczowe dla dalszych rozważań jest przyjecie właściwej postawy badawczej. Odrzuciliśmy wersje, która pojawiły się w dniu 10 kwietnia i dniach następnych (sekwencja „ekspercka” Amielin – Hypki) z żadnych innych powodów jak tylko takich, że wersje te się „sypały”; że widać było nieporadne próby sklecenia wątków, żeby je później starać się wymazać, bo przestały pasować do koncepcji. Zarzucenie polskich mediów masą wzajemnie wykluczających się informacji w postaci doniesień z grup dyskusyjnych, zdjęć, filmów, wywiadów z ekspertami, potęgowało chaos i miało na celu jedno: właśnie potęgowanie chaosu, nic więcej.
Dziś, po latach, niektórych z tych „wydarzeń” nie pamiętamy. Któż zachował we wdzięcznej amięci los czterech żołnierzy, skazanych za kradzież kart bankomatowych należących do śp Andrzeja Przewoźnika? Siergiej Syrow, Artur Pankratow, Jurij Sankow i Igor Pustowar są jednymi z nielicznych, znanych z imienia i nazwiska, naocznych świadków odnajdowania ciał na polance położonej obok pasa lotniska w Smoleńsku – a ich natychmiastowe oddalenie się z miejsca pełnienia służby w celu skonsumowania w formie zamiany na monetę brzęczącą znaleziska: kart i (szczęśliwie) notatki z z PIN- ami do nich – posłużyło za jedno z fundamentalnych uwiarygodnień miejsca rzekomego zdarzenia. Czy wypada zapytać o to, czy polska prokuratura wystąpiła z wnioskiem o pomoc prawną do prokuratury rosyjskiej o przesłuchanie czterech bojców w charakterze świadków?
To tylko jeden z setek, jeśli nie tysięcy, bardziej (jak powyższy) i mniej ważnych elementów medialnego bombardowania. Kluczowe, drogi Czytelniku, jest pytanie o to, na ile jesteś w stanie, bez uprzedzeń, odrzucając sympatie i polityczne uwarunkowania, zmierzyć się z faktami i dokonać ich oceny jedynie pod kątem ich wiarygodności? Moim zdaniem, zarówno wersja oficjalna, państwowa – a taka została sformułowana jedynie w Polsce i przez autoryzowane agendy polskiej administracji rządowej, jak i wersje opozycyjne, głoszone przez część środowiska eksperckiego skupionego wokół zespołów parlamentarnych, komisji lub podkomisji, są oparte na błędzie (to: w dobrej wierze), lub fałszu, manipulacji i kłamstwie, a ich celem jest ukrycie prawdziwego przebiegu wydarzeń z dnia 10 kwietnia 2010 roku, oraz wydarzeń z dni poprzedzających i następujących po tej dacie. Jakie były i są intencje tych mistyfikacji na różnych ich etapach – nie wiem, ale niezależnie od tych intencji uważam, w ślad za Józefem Mackiewiczem, że: „tylko prawda jest ciekawa”. Jeśli dążenie do niej miałoby, drogi Czytelniku, zburzyć Twój wewnętrzny spokój, sprawić, że zaczniesz pić alkohol, palić papierosy albo inne świństwo, lub też nie ukończysz studiów, odłóż tę książkę na półkę, a najlepiej spal – niech nie męczy i nie prokuruje zagrożeń.

Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem
Jeśli jednak do palenia książki nie doszło, to chciałbym zaproponować ci drogi Czytelniku, zanim pochylisz się nad wymagającą skupienia analityczną jej częścią, pewien unikalny eksperyment. Tak się złożyło, że od kilku lat biorę aktywny udział w pracach wymiaru sprawiedliwości jednego z państw europejskich (dla potrzeb tego eksperymentu przywołuję z pamięci procedury znane mi z dochodzeń policyjnych, prokuratorskich i procesu karnego). Mój udział jest aktywny, choć nie „czynny” – jestem zaledwie tłumaczem przysięgłym, niemniej daje mi to, ta moja rola, możliwość drobiazgowej obserwacji procesu (z powodów oczywistych nie mogę uronić ani słowa :), w którym dąży się do ustalenia jak było, a wysoki poziom profesjonalizmu instytucji wspomnianego państwa europejskiego pozwala na przyjęcie, że procedury składające się na etapy tego procesu są bardzo precyzyjnym narzędziem takich ustaleń.
Zacznijmy od pewnego, koniecznego, uproszczenia, aby nie zapaść się po pas w prawnicze definicje: rolą oskarżyciela jest dowieść ponad wszelką wątpliwość, że oskarżony popełnił czyn, opisany w ustawie jako przestępstwo, i że popełnił ten czyn świadomie; rolą obrony jest podpowiedzieć oskarżonemu, jak się bronić, a więc jak podważyć linię oskarżenia w taki sposób, by – jeśli nie uda się dowieść niewinności w sposób nie budzący wątpliwości – sprawić, żeby ława przysięgłych nie była przekonana o winie w takim stopniu, aby możliwe było jednogłośne uzgodnienie werdyktu: „winny”.
Chciałbym zaprosić cię, drogi Czytelniku, do uczestnictwa w posiedzeniu takiej ławy przysięgłych, by móc zmierzyć się najpierw z kilkoma wybranymi przeze mnie fragmentami szeroko rozumianego dochodzenia prawdy w sprawie 10 kwietnia 2010 roku. Bez emocji, opierając się wyłącznie na życiowym doświadczeniu,
podobnie jak czyni to członek ławy przysięgłych. Problemem badania „sprawy 10 kwietnia 2010 roku” jest ogrom danych i masa poszlak, które są następstwem prób rozgrywania tragedii przez gangi, grupy, klany i koterie mające z tą sprawą związek. Czytelnik będzie miał możliwość, dzięki tej publikacji, poznać większość z tych bulwersujących faktów w analitycznej pracy FYM-a i w pracach innych autorów, stanowiących trzon tej książki; tutaj, jednie dla rozgrzewki, przyjrzyjmy się kilku wybranym z tych faktów w taki sposób, w jaki my wszyscy, zajmujący się tą sprawą przez lata staraliśmy się przyglądać – bezstronnie. Zacznijmy od klasycznego „schwytania na gorącym uczynku”.
MAK ­ Межгосударственный авиационный комитет
- jest „niezależną, międzynarodową organizacją regionalną” i ma z państwem rosyjskim formalnie tyle wspólnego, ile ma z kazachskim, azerskim, lub uzbeckim, czyli mało.
Niniejszym oświadczam, że podejrzewam administrację państwa polskiego, że w latach 2010-2015 co najmniej współdziałała przy fabrykowaniu dowodów na zaistnienie katastrofy w dniu 10 kwietnia 2010 roku, z sobie jedynie znanych pobudek, ale z zamiarem ukrycia właściwego przebiegu zdarzeń z dnia 10 kwietnia 2010 roku, oraz z zamiarem ochrony winnych śmierci 96 osób wiązanych z wydarzeniami z 10 kwietnia, a w związku z tym zasługujących na karę. Rzecze śledczy.
[cdn]

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 09 sty 2019, 21:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31667
Ślady potwornego wybuchu czy złomowisko ? -"katastrofa" w Smoleńsku.

Obrazek

Pozornie niewiele mówiący obrazek.

Trzech strażaków, dwaj sobie spokojnie stoją i zapewne rozmawiają- głowy lekko zwrócone ku sobie' trzeci pochylony nad silnikiem - wg Manka( Isaaca Wielkiego) : strażak polewa silnik wodą , chłodzi go by zapobiec pożarowi , stąd widoczna unosząca się para czy dym ( Manek używa określenia -dym).

Trzeba odrobiny spostrzegawczości, umiejętności kojarzenia i trochę wiedzy technicznej by

dostrzec na tym zdjęciu coś bardzo istotnego i niepokojącego.

Wg narracji MAK samolot uległ takiemu rozpadowi tylko i wyłącznie wskutek zderzenia z podłożem.

Wersję te wsparł zespół dra Laska ; co prawda nie potrafił wskazać podobnej w skutkach katastrofy przy podobnych parametrach zderzenia - wypadałoby się więc bardziej pochylić nad precedensem, ale dla dobrego samopoczucia Zespół na swej stronie podał przykłady innych katastrof o podobnych skutkach choć znacznie ostrzejszych parametrach zderzenia.

Dr Lasek prawidłowo określił tę "katastrofę" - na podstawie parametrów zderzenia jako

zderzenie z podłożem o małej energii.

Nigdy w tego typu katastrofach nie doszło do dezintegracji silnika ; to zbyt małe siły, aby silnik się rozpadł.

Owszem , gdyby ten konkretny silnik zderzył się np. z głazem, czy nawet pniem ogromnego drzewa , wtedy lokalne przeciążenie mogło by mieć wartość wystarczającą do tego, by silnik się rozleciał na kawałki.

Ale, błoto, miękka ziemia to podłoże , które amortyzuje siłę zderzenia- szczególnie, że kąt zderzenia był niewielki i siła oporu podłoża musiała by narastać stopniowo.

-------------------------------------------------------------------

???????????????????????????????????????

Jednak wnikliwe oko od razu to dostrzega:

Obrazek

to pierścień wirnika silnika odrzutowego ogołocony z łopatek !!!

Co tam musiało by się stać by do tego doszło ?

A to inny pierścień wirnika z wrakowiska/ złomowiska:
Obrazek

Też masakra - ale dwie łopatki lub raczej ich resztki - się ostały.

Czy te pierścienie pochodzą z katastrofy Tu-154 ?

Obrazek

a jak dobrze poszukać to walają się tam szczątki jeszcze co najmniej paru wirników

numer 5 i 6 to szczątki wirników sprężarki II stopnia

Silnik niełatwo się rozpada tak , aby z korpusu sprężarki powypadały wirniki:

Obrazek

Tak wygląda silnik amerykańskiego samolotu bojowego ,który spadł w Wietnamie -

- impet uderzenia był o wiele większy niż w Smoleńsku.

Albo ten - katastrofa myśliwca Mirage 2000:

Obrazek

albo tak:

Obrazek

https://www.salon24.pl/u/niegracz/92418 ... -smolensku


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 10 kwi 2019, 20:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31667
Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej

10 kwietnia 2010



Dowody oszukańczej inscenizacji - ręcznego ułożenia -podrzuconych fragmentów

wraku samolotu TU-154M. Uwagi pośrednie.

(ciąg dalszy; Samolot bliźniak oraz Katastrofa, której nie było )

R.0.2.


http://zamach.eu/100821%20Oszustwo%20ka ... zustwo.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 145 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /