Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 144 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 25 mar 2013, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
Prof. M. Dakowski o inscenizacji i o Zespole A. Macierewicza

...Bo o Raportach MAK i Millera nie warto nawet pisać..


"Katastrofa", której nikt nie widział, nikt nie słyszał, i nie zachowały się żadne dowody.

MAREK TOMASZ





Pierwsza część wywiadu z prof. Mirosławem Dakowskim


Prof. Mirosław Dakowski:

Laudetur Iesus Christus!

Poruszyło mnie, gdy przeczytałem to katolickie rozpoczęcie tekstu inż. Krzysztofa Cierpisza: Zawiadomienie do Prokuratury Generalnej o porwaniu Delegacji do Katynia cz.I wysłanego do Prokuratur, Generalnej i Wojskowej.


Odczytałem to tak:

W sensie ludzkim, proporcji sił, wobec Planistów i sprawców tej Zbrodni stoimy na pozycji oczywiście przegranej. ONI mają struktury tajne, rządy, media, pieniądze.

Jednak Chrystus jest PRAWDĄ , ON zwycięży. Dlatego można i należy śmiało prawdy szukać. Za wszelką cenę.



Zygmunt Białas: Już prawie trzy lata minęły od dnia, w którym nastąpiły wydarzenia wykraczające poza nasze wyobrażenie o tym, co (jeszcze) może się stać. Co Pan, Panie Profesorze, myślał w pierwszych chwilach i potem w następnych dniach po tej niebywałej tragedii?



MD: W sobotę, 10 kwietnia 2010 r. w czasie mego wykładu na uczelni w dalekim mieście dostałem sms-a o treści: Donek i Putin zabili nam Prezydenta. Sądzę, że te parę słów oddaje pierwsze wrażenie większości uczciwych Polaków. Mało kto poszedł wtedy za dyrektywą ministra R. Sikorskiego ujawnioną przez gen. Sł. Petelickiego: "Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”. Ten kierunek „badań” nachalnie podchwyciły służalcze w stosunku do władz media.

Wielu badaczy usiłowało przez te trzy lata wykryć, co naprawdę się stało. Mimo, iż starano się zniszczyć wszelkie dowody, tak w Polsce, jak w Rosji, a wrak jednego z samolotów zrabowano, inne zaś (Jak-i URVIS, URYNA [sic!] i ew. Tu-102) gdzieś pochowano.

Możemy się pochwalić jedynie osiągnięciem cząstkowym: Z okruchów informacji i dezinformacji ustaliliśmy ze 100 % pewnością, co się nie stało. Oraz – kto i w których swych odkryciach, analizach i wnioskach – na pewno kłamie.

Natomiast na temat: CO SIĘ STAŁO? - po trzech latach nie ma jeszcze wiarygodnej odpowiedzi. Jest jedynie kilka hipotez.

To będzie tematem całej naszej rozmowy, dla mnie podsumowującej, a może kończącej mój udział w śledztwie.



ZB: Adresatem naszego wywiadu jest Czytelnik, który zajęty swymi codziennymi obowiązkami, nie ma zbyt wiele czasu na dokładne śledzenie wszystkich wydarzeń związanych z tragedią i śledztwem. Proszę więc, by zechciał Pan wyjaśnić temu Czytelnikowi, dlaczego nie przyjmował Pan konsekwentnie ustaleń moskiewskiego MAK, komisji Millera oraz polskiej prokuratury.



MD: Jest zdecydowanie gorzej, niż Pan sugeruje: Czytelnik nie tylko nie ma zbyt wiele czasu na dokładne śledzenie wszystkich wydarzeń związanych z tragedią i śledztwem, ale na swoje nieszczęście, czytuje Gie Wu, ogląda, choćby biernie, bez analizowania różne TVN-y. W każdym mieszkaniu ciągle, z wielu odbiorników, sączy się dezinformacja.

O ile lepiej mieliśmy „za Stalina”: W akademiku (sypialnie na ośmiu studentów) gadał niewyłączalny kołchoźnik . Ale był tylko jeden, można było zresztą dyskretnie przeciąć druty, lub „rozumieć go na opak”. Teraz – masz „wybór” między „Tańcem z (..)-iazdami” a teleturniejem lub dyskusją ekspertów (od prania mózgów). Dużą część ludzi już ten wybór zadowala. Dlatego możliwe jest wciśniecie ludziom jako ich własnego poglądu, że: „ja to już rzygam tym Smoleńskiem”.

I temu musimy stawić czoło.



Co do ustaleń MAK czy Millera: Ilość ewidentnych kłamstw w raportach MAK i Millera była tak duża, że nikt krytyczny śledzący literaturę przedmiotu tym „organom” nie wierzył. Istnieje poważna literatura na ten temat, omówienie jej przekracza jednak objętością możliwości tej rozmowy. Śledzenie literatury przedmiotu jest niestety możliwe jedynie na uczciwych portalach internetowych, ciągle zanieczyszczanych przez agentów oraz tzw. trolle. Samodzielne śledzenie sprawy wymaga jednak sporo czasu i krytycyzmu, czyli wysiłku.

Wyniki analiz tych raportów podsumował Łażący Łazarz, może dość brutalnie, ale precyzyjnie: „MAK w dupie”. [por.Mak w dupie]



Mój wkład we wczesną fazę walki przeciw oficjalnej dezinformacji, był prosty: Ośmieliłem się (a było to w czasie wielu okrutnych, odstraszających skrytobójstw ludzi znających się na sprawie i dających temu wyraz) złożyć zeznania w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej [Zeznania świadka M. Dakowskiego dla Prokuratury Wojskowej] w sprawie dla fizyka najprostszej, to znaczy z argumentami opartymi o prawa zachowania obowiązujące w całym Wszechświecie i o geometrię, też identyczną dla całego Wszechświata:



- Brzoza (zwana później pancerną lub kevlarową) nie mogła urwać skrzydła, bo byłaby na to parę rzędów wielkości (sto do tysiąca razy) za słaba. Potwierdziło to później wielu badaczy, a szczególnie prof. W. Binienda poprzez zaawansowane obliczenia i użycie programów komputerowych sprawdzonych w obliczeniach dotyczących lotnictwa i lotów kosmicznych.

- Żaden duży samolot, w tym Tu-154, nie mógłby się poderwać, gdyby zahaczył skrzydłem na wysokości 5,6 metra, bo musiałby ogonem wyryć w ziemi rów, którego nie ma na zdjęciach terenu. Prosty brak miejsca...

- Sławna „beczka” musiałaby zostać wykonana, ze względu na geometrię (duża rozpiętość skrzydeł samolotu) – pod ziemią. A takie figury są w akrobatyce lotniczej nieznane.

- Potwierdzona zdjęciami obecność śmieci, toreb plastikowych, gniazd ptasich, drewnianych budek w najbliższej okolicy „pancernej brzozy” wyklucza możliwość, że obszar ten się znalazł w strumieniu gazów z silników odrzutowych.

Rozrzut rozłożonych na złomowisku części metalowych wyklucza „śmierć na skutek przeciążeń (przyspieszeń) rzędu 40-100 g”, jak konkluduje np. MAK. Późniejsze relacje rodzin pomordowanych dotyczące oględzin zwłok (m. in. Anny Walentynowicz) potwierdziły w pełni moje wcześniejsze analizy i zeznania w prokuraturze.

Mówię o oględzinach w Moskwie, tj. przed jakąś niewyobrażalną, satanistyczną orgią, która nastąpiła później, a w wyniku której np. czaszka Anny Walentynowicz została pokruszona, a w kilku ekshumowanych ciałach znaleziono jakieś rękawiczki, niedopałki, rękawy, śmieci.

Analizy nielicznych dostępnych zdjęć i złomowiska koło lotniska Siewiernyj wykazały w ciągu następnych dni przemieszczanie się tam i dziwne zmiany różnych elementów metalowych. Np. „ścianka” pochodząca rzekomo z Tu, która ma na niektórych zdjęciach 7, na innych 9 czy 10 okienek uznawana jest oficjalnie, a także przez bezkrytycznych dziennikarzy i filmowców za ten sam element (analizy Yurko).

Udowodniono również jednoznacznie wcześniejszą inscenizację na tej scenie (wcześniejszą - tj. przed czasem „katastrofy”, oficjalnie zresztą nieokreślonym, chyba celowo i szyderczo). Ośmiesza to raporty oficjalne, ale jest też trudnością dla spójności hipotezy „dwuwybuchowej”.



ZB: 6 lipca 2010 roku powstał Zespół Parlamentarny d/s wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej kierowany przez posła PiS Antoniego Macierewicza. To budziło nadzieję Polaków i - zdaje się - także Pana Profesora na gruntowne i w miarę szybkie dotarcie do prawdy o okolicznościach śmierci polskich delegatów udających się do Katynia. Jak Pan z dzisiejszej perspektywy ocenia działania Zespołu?



MD: Strona podejrzana o planowanie i wykonanie zbrodni zrabowała i nie oddaje nawet po latach najważniejszych dowodów: Gdzieś, tam są wszystkie rejestratory, kokpit, reszta wraku. Kokpit „znikł”, a przecież w nim każdy przyrząd ma swój unikalny numer i charakterystykę.

O „zabawie kota z poraniona myszką” w wykonaniu tajnych struktur „tamtejszych” powiem więcej w II części tej rozmowy.



Jednak ujawnienie wielu, bardzo ważnych dla śledztwa, spraw leży w mocy polityków opozycji, tak z otoczenia JK, jak i AM. Oczywiście nie wspominam tu o „grupie rządzącej”, bo jest już pewne, że grupa ta zajęta jest od początku, a może i wiele wcześniej, mataczeniem i niszczeniem dowodów ( jeśli za początek przyjmiemy ranek 10 kwietnia).

Konieczne są przesłuchania (w procedurach z jasnymi konsekwencjami karnymi, a choćby moralnymi, za ew. przemilczenia czy kłamstwa) osób z otoczenia Prezydenta i z jego kancelarii. Dla przykładu niezbędne są zeznania i dokumenty pisane i filmowe na temat losu prezydenta od rozmowy z prez. Grybauskaite aż do hipotetycznego„wejścia na pokład Tu101” w sobotę.

Czy na przykład córka , pani Marta Kaczyńska, rozmawiała bezpośrednio z Ojcem w tym czasie? Czy min. Sasin oraz pani Zofia Kruszyńska - Gust [por. np.Gdzie jest Zofia Kruszyńska - Gust ‑ocalała z katastrofy"? ] rozmawiali z nim w piątek wieczorem będąc razem, w tym samym pokoju?? Kto Go (z małżonką?) wiózł w sobotę na Okęcie? Gdzie zdjęcia, filmy, zeznania?

Czemu takie, oczywiste i narzucające się pytania taktowane są przez wszystkich Graczy Oficjalnych (czyli tak przez grupę rządzącą, jak i polityków opozycji) jako naruszenie tabu, ważnego dla ROZGRYWAJĄCYCH?

Przecież jasne odpowiedzi na wiele takich pytań mogłyby znacznie zmniejszyć podejrzenia rozsądnych analityków o świadome ukrywanie ważnych faktów i spraw –zarówno przez otoczenie Jarosława Kaczyńskiego jak i (odmiennie - nie wiemy jednak, czemu?) otoczenie Antoniego Macierewicza.

Nie nam oceniać motywy ukrywania pewnych wątków przez AM i JK. Nie znamy przecież przyczyn. Stwierdzam jednak, że to ukrywanie jest widoczne od kwietnia 2010 roku oraz że jest ono przeszkodą do poznania i ujawnienia prawdy.

Co do lansowanej jako jedyna prawda „hipotezy dwu-wybuchowej” nawet A. Macierewicz mówi: “Podkreślam, że to jest hipoteza. Nie mamy zamiaru twierdzić, że to jest ostatnie słowo, także ze strony zespołu parlamentarnego, ale jest to jedyna całościowa hipoteza”. Otóż jest to hipoteza, ale nie jedyna – i zdecydowanie nie całościowa.



Nie są dostępne jakiekolwiek dowody na to, gdzie był i co robił Prezydent Lech Kaczyński od piątku przed południem, gdy (nagle?) poleciał do Wilna i widział się i rozmawiał z prezydent Litwy Dalią Grybauskaite. Niektóre z udostępnionych zdjęć z tej wizyty są dla specjalistów od fotografii komputerowej ewidentnymi fotomontażami. Np. na udostępnionej (po około dwóch latach od Zdarzenia!) kopii zdjęcia z rozmowy tych dwojga prezydentów, głowa prez. LK została doklejona do innego korpusu (analiza Yurko na poszczególnych szeregach pikseli).


Faktem jest, że nie ma możliwości obejrzenia i profesjonalnej analizy filmów z Wilna z piątku, 9 kwietnia, szczególnie z drugiej części wizyty i z opuszczenia Wilna (Odlot? Jakim samolotem? A może odjazd? Z jakimi osobami towarzyszącymi?). Niedostępne są protokoły, zdjęcia, filmy, listy osób towarzyszących i ich zeznania, protokoły BOR-u itp.

Charakterystyczne, że sugestie o zmanipulowaniu relacji fotograficznych spotkania LK z prez. Grybauskaite przyszły z Rosji, od „źródeł” zwanych „Gorożanin iz Bernauła”, a ewidentnie związanych ze strukturami tajnymi („siłowniki”) Rosji. Szerzej o tym aspekcie gry Planisty z różnymi grupami w Polsce - w II części tej rozmowy.

Nie było śledztwa ani nie wyjaśniono publicznie, kto podrzucił sfabrykowane zdjęcia „prezydenta LK w samolocie do Smoleńska”, które zostało „znalezione” w Chicago, w rodzinie Wojciecha Seweryna, który zginął w tej - no cóż – nie mogę użyć innego określenia - ZBRODNI.



Nie ma wyników śledztw na temat tego, kto , jak i dlaczego usunął zapisy monitoringów z Okęcia oraz z Siewiernego. Wykazałem w poprzednich analizach (matematycznie), że prawdopodobieństwo, iż były to zdarzenia niezależne, jest nieskończenie małe [por.O pożytkach i niebezpieczeństwach używania LOGIKI ]. Planista i wykonawcy tego oczywistego elementu Zbrodni nie są nawet poszukiwani, zarzuty nie są sformułowane.

Nie istnieją, nie są zebrane precyzyjne zeznania Rodzin (ostatnie dni, telefony, sms-y, transport „na lotnisko” itp. Próby ich zbierania są konsekwentnie blokowane. Szerzej o tym w II części rozmowy [mam nadzieję].



Zbrodnia Smoleńska ma wiele cech wspólnych ze zbrodnią w World Trade Center, popełnioną osiem lat wcześniej, zwaną w skrócie 9/11.

Widać, że Planista „Smoleńska” wzorował się tak na jej przygotowaniu, przeprowadzeniu, jak i przygotowaniu całej dezinformacji , „śledztwa” i powoli cedzonych późniejszych „rewelacji”.

W USA jednak tak rodziny ofiar, jak stowarzyszenia pilotów, kontrolerów lotów, prawników itp. mają zagwarantowany przez konstytucję dostęp do danych źródłowych. Jest on utrudniany, ale możliwy. Stąd istnienie wielu analiz, książek, filmów dokumentujących rzeczywisty przebieg zbrodni, wykazujących, że planowanie, przebieg i „otoczka medialna” zbrodni 9/11 były zupełnie inne, zdecydowanie różne od opowieści oficjalnych podawanych zaraz po Zdarzeniu, czy po latach opublikowanych w oficjalnym „Raporcie Rządowym”.

Wyciszanie tych analogii przez tutejszy rząd i podległe mu media nie dziwi.

Zadziwiło nas jednak , gdy min. Antoni Macierewicz z powaga zaprosił do badań w Zespole Parlamentarnym „eksperta” Kushnera z USA. Człowiek ten bowiem „badał 9/11”, a potem podpisał skłamany Raport Rządowy. Raport ten powstawał w bólach, zdaje się ok. 2-ch lat, Kushner więc, gdyby był uczciwy, mógł w tym czasie przypomnieć sobie podstawy fizyki ze szkoły średniej (chyba tam fizyki uczą?). Np. o tym, że ciało na Ziemi spada z przyspieszeniem g=1 tylko wtedy, gdy nie napotyka na żaden opór. A przecież te dwa budynki WTC stały na 47 stalowych kolumnach każdy, które się nie spaliły, ani nie roztopiły, bo nie było takiej temperatury ani czasu na to. Filmy z destrukcji dwóch z trzech wież WTC wskazują, że przyspieszenie wynosiło g=1. Dodatkowo - są filmy, na których widać 11 błysków kontrolowanej destrukcji jednej z tych wież.

Zapominalskim przypominam, iż trzecia wieża WTC-7 zawaliła się „ze strachu”, bez ingerencji „okrutnej Al-Kaidy”. Pogrzebała pod sobą nierozliczone papiery dłużne wartości setek miliardów dolarów (może więcej?). O dziesiątkach ton złota, o diamentach ledwie wspomnę – to „detale”. Ale nie odnalazły się pod gruzami, mimo, iż nie są łatwopalne.

To „słoń”. A sprawa polska wygląda tak, że AM indagowany publicznie, czemu zaprasza i nagłaśnia kłamcę, który oszukuje swój naród, więc tym bardziej nie będzie miał oporów w oszukaniu obcego narodu, odpowiedział że on (AM) zajmuje się sprawą smoleńską, nie zaś wątpliwościami i hipotezami w kwestii 9/11.

To zły znak dla Polaków.



Najważniejszym wnioskiem ogólnym na temat minionych trzech lat z częściowo zakłamanego, a częściowo kulawego śledztwa, jest ten, że nie wolno ograniczać się do badania, choćby najbardziej szczegółowego, tzw. „ostatnich sekund lotu”. Konieczne jest zdecydowane wykroczenie poza te, dziwacznie narzucone, także Zespołowi Parlamentarnemu, ograniczenia. Konieczne jest na przykład udokumentowanie, jakie samoloty związane z tą misją startowały tego ranka z Okęcia, oraz co, czy kogo wiozły - i dokąd. Wiele przemilczeń i przekłamań tzw. „świadków” ujawniła grupa świetnych, krytycznych analityków, którzy skupili się wokół Free Your Mind-a, czyli, co wiemy od paru miesięcy, dr. Pawła Przywary.

Kapitalna jest jego książka „Czerwona strona Księżyca”, w której te różne ważne pytania są postawione, a ukrywane przez oficjalnych śledczych (zapewne z panicznego strachu) zagadnienia są nagłośnione. Jestem przekonany, że testem na uczciwość i odwagę każdego analityka Zbrodni Smoleńskiej jest sposób merytorycznego odniesienia się do konkretnych problemów postawionych w tej pracy, oraz do spraw podniesionych przez analityków tej grupy.

Zaś imputowanie im „agenturalności”, czy bycia „sektą” jest świadectwem paniki, że Prawda, która zapewne jest straszniejsza od naszych podejrzeń, może ujrzeć światło dzienne.

Naciski na odsuwanie od oficjalnych konferencji osób z grupy stawiającej szerzej pytania o „Smoleńsk” nie powinny się powtórzyć. Nie dlatego, że to wstyd, bo wstyd czy bezwstyd jest odczuciem subiektywnym. Ale dlatego, że takie naciski utrudniają dojście do prawdy – i sugerują chęć jej ukrycia.



ZB: Mec. Małgorzata Wassermann, córka śp. Zbigniewa Wassermanna, który zginął 10 kwietnia 2010 roku, powiedziała niedawno: "Wszystkie dokumenty, które przesyłane są z Rosji, poświadczają nieprawdę. Nie mówię jedynie o materiałach dotyczących sekcji zwłok, ale o wszystkich dokumentach rosyjskich". Eksperci Zespołu Parlamentarnego traktują jednak rosyjskie materiały bardzo poważnie, badają je i wyciągają daleko idące wnioski, jak chociażby o dwóch wybuchach w Tu-154M 101, które miałyby być przyczyną katastrofy na Siewiernym. O czym to świadczy?



MD: Wyżej przeanalizowałem pewien zły znak dla Polaków. Innym złym znakiem jest to, iż ograniczono prace ZP jedynie do analiz danych otrzymanych od MAK. Szansa, że dane te nie są sfałszowane, jest bliska zero. Przyznała to nawet mec. Małgorzata Wassermann, córka posła który zginął w zamachu. Była zawsze dotąd ostrożna w słowach, ocenach i czynach.



Część tych prac jak dla przykładu analizy porównawcze prof. Biniendy wytrzymałości brzozy i skrzydła Tu-154 są doskonałe.

Ale fakt, że ZP unika kwestii POCZĄTKU, tj. badania tego, co działo się w Warszawie w nocy, potem na Okęciu, brzmi alarmująco.



Dla przykładu:

- Co działo się z Prezydentem w piątek i sobotę rano,

- Jak, kiedy, kto dowiózł wszystkich, którzy zginęli/zaginęli? Szerzej poruszę te ważne kwestie w II części rozmowy.

- Co działo się czy stało z hangarem nr. 21 [por.Był sobie hangar - tajemnicze Okęcie 2010] na Okęciu, z nagraniami wszystkich monitoringów (Okęcie i Siewiernyj),

- Gdzie są filmy, zdjęcia, wywiady dziennikarzy sprzed „odlotu”.

- Czemu nie ma - i nie usiłowano uzyskać – zeznań obsługi Okęcia, od kontrolerów lotu do bufetowych i sprzątaczek włącznie.

Narzuca się wniosek, który muszę tu powtórzyć, że AM coś ważnego i groźnego stara się ukryć.



Odmienna jest sytuacja JK. Dla przykładu nie umożliwił on analizy fonograficznej „rozmowy z bratem”, o której wszyscy piszą, że odbyła się „z pokładu samolotu”.



Znów porównajmy ze wzorcową dla „Smoleńska” zbrodnią9/11.

Udowodniono, że „rozmowy z telefonów komórkowych” wykonane rzekomo w czasie lotu porwanych samolotów :

1) były niemożliwe, niewykonalne technicznie,

2) sfałszowane, wykonane ze zgromadzonych wcześniej autentycznych zdań i rozmów danej osoby.



Ad 1: Przy tej prędkości, jaka mają samoloty rejsowe (800 - 900 km/h) i wysokości, na jakiej latają, próba połączenia się z komórki (stan technologii na 2001r. ) musi doprowadzić do „efektu domina”, tj. usiłowanie połączenia się z wieloma stacjami bazowymi, nad którymi przelatuje samolot prowadzić musi do zablokowania aparatu, do niemożności rozmowy. To wykazano doświadczalnie, nie tylko „teoretycznie”.

Ad 2: Przykłady: Syn (Mark Bingham) dzwoni do swej matki – i parokrotnie przedstawia się jej z imienia i nazwiska. Staruszka tego nie zauważa – tak zajęta jest straszną treścią „rozmowy”. Te „rozmowy” zostały zmontowane z autentycznych głosów osób, którym je potem przypisano. Były dopasowywane na żywo do reakcji rozmówcy. W razie kłopotów z sensem – „porwany” proponował wspólne odmawianie psalmów, a w tym czasie przygotowywano kolejną odpowiedź. Ta technika jest opanowana, znana fachowcom.

Dużo bardzo przekonywujących przykładów można znaleźć w książce Sławomira Kozaka „Operacja dwie wieże” i w następnych jego książkach na podobne tematy [Wyd. AURORA]. Por. rozdział „Mit Shanksville” i „Telefony, telefony”. Tam też są dostępne filmy wyjaśniające wiele oszustw (i sposobów ich przeprowadzenia) w oficjalnej, rządowej wersji „ataku na Pentagon”. Filmy ilustrują wyniki analiz pilotów z grupy „Pilots for 9/11 Truth”, kontrolerów ruchu, itd.

Niemożliwe, by Jarosław Kaczyński tych spraw nie znał lub by je zlekceważył. Analiza jego rozmowy z Bratem przez specjalistów od fonografii jest kluczowa dla ukierunkowania śledztwa smoleńskiego.

Podobnie – nie wyjaśniono, czemu (ew.: i kto??) opóźniono przyjazd JK na Siewiernyj („po katastrofie”), czemu „ciało LK było zimne”? Narzuca się hipoteza, iż JK „musiał” poczekać, by ciało dowieziono z lodówki na „miejsce katastrofy”. Przypominam, że wiarygodnych zdjęć ciał ofiar na złomowisku BRAK.



ZB: Rosyjskie materiały są też podstawą śledztwa prokuratorów z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Czy oni nie znają wartości ruskich dokumentów? Kiedyś polscy śledczy powstrzymali skutecznie żądania ekshumacji zwłok, utajnili wiele ważnych informacji, później uczestniczyli w aferze trotylowej, a teraz szukają śladów alkoholu u 32 ofiar tragedii. Czy oni nie widzą tego, że kpią z ludzkiego rozumu i wystawiają Polaków na bezgraniczną cierpliwość?



MD: Sądzę, że prokuratorzy poddawani są ogromnym naciskom. Oczywiście, jak w całym „resorcie sprawiedliwości”, decydują tam sprawdzeni jeszcze w latach 80-tych towarzysze. Na pewno do Tej Sprawy selekcja kadr była jeszcze ostrzejsza, bo „to kadry decydują o wszystkim”.

Jednak jest tam grupa osób profesjonalnych, uczciwych, może też obawiających się odpowiedzialności karnej w przyszłości, które zapewne w swoim mniemaniu „robią co mogą”. Za sygnały ich istnienia uważam, może paradoksalnie, zabawne perypetie z niemożnością zmierzenia „wysokości brzozy”, opisane na przykład tu: Gang Olsena na tropie, czyli przygód gamoni w mundurach ciąg dalszy . Wybrano sprawę zupełnie marginalną, bo od dawna jest oczywiste, iż udział pancernej brzozy w czymkolwiek jest hipotezą oszukańczą i dawno ośmieszoną. Sygnał ten odczytuję jako: „No widzicie, ludzie, że nic nie możemy...”

Może jednak jestem zbyt pobłażliwy? Mam nadzieję, że dokumenty „w sprawie” są tam chronione i czekają na lepsze czasy, a nie są niszczone, jak zapisy monitoringów z Okęcia i Siewiernego zniszczone przez nieznanych sprawców. Bezkarnie!



ZB: Polskie organy władzy nie podjęły decyzji o otwarciu trumien, które przybyły z Moskwy. Trzy tygodnie później pisał Pan Profesor: "Kto wie, co jest w tych trumnach?" Władze nie spieszyły się jednak z przeprowadzeniem ekshumacji. I co się okazało teraz, gdy otworzono dziewięć trumien? - Sześć ofiar pochowanych było w niewłaściwych grobach. Poległy śp. ksiądz prof. Ryszard Rumianek leży dotąd nie wiadomo w której trumnie. I jak można przejść do porządku dziennego, gdy osoba historyczna już za swego życia, rozpoznana przez rodzinę w prosektorium w Moskwie, była pochowana bez twarzy w nie swojej trumnie?



MD: Przypominam, że już w maju 2010 alarmowałem, m. in. w tekście Kto wie, co jest w trumnach? i listach poufnie dostarczonych Jarosławowi Kaczyńskiemu i Antoniemu Macierewiczowi [listy są tu: FYM: Wywiad z prof. M. Dakowskim ], o możliwości dostarczenia z Moskwy w trumnach czegokolwiek, np. ścierwa psów czy kamieni i cegieł. Były przecież takie precedensy (katastrofy Ił-ów 62 pod Warszawą). Argumentowałem Im o konieczności otwarcia wszystkich trumien, jako dostępnych nam, a ważnych dowodów rzeczowych w sprawie. Nie doczekaliśmy się reakcji.



Te podejrzenia potwierdziły oględziny ciał w Moskwie porównane z jakąś niewyobrażalną, satanistyczną orgią, która nastąpiła później, a w wyniku której np. czaszka Anny Walentynowicz została pokruszona. Wrócimy do tego.



Niestety - wspólny front matactwa, zbrodni i tchórzostwa czy niemocy zablokował na razie tę sprawę.



ZB: Dziękuję Panu Profesorowi za udzielenie wywiadu, który - jestem o tym przekonany - wzbudzi zainteresowanie Czytelników. Wierzę, iż zechcą oni zadać następne pytania, które - zebrane przeze mnie - będą postawione Panu w drugiej części naszej rozmowy.



MD: Winien jestem wyjaśnienie, czemu używam określenia „Zbrodnia Smoleńska”. Początkowe przypuszczenie, t.j. hipoteza, że była to zaplanowana zbrodnia, zamieniło się w ciągu paru pierwszych tygodni analiz w fakt udowodniony. Najpierw poprzez analizę zdjęć wskazujących jednoznacznie na inscenizację, oraz ze względu na manipulację przez Rosjan i pomagających im przedstawicieli rządu RP „czasem zdarzenia” i „świadkami”, podstawianymi i przedstawianymi bez wyboru spójności i sensowności ich wypowiedzi.

Natomiast przymiotnik „smoleńska” używam jedynie w sensie popularnym, przyjętym w świadomości Polaków. Jest to podobne do faktu, iż pojęcie „Katyń” zwykle odnosimy też do innych miejsc zbiorowych mordów Polaków przez sowietów, np. również do nie zbadanej sprawy zatopienia barek na Morzu Białym. Ten temat ciągle jest tabu.

Zupełnie nie wiemy (po trzech latach!), gdzie wymordowano najpierw 96 osób, Polaków (a doszły skrytobójstwa). Nie wiemy nawet, czy mordowano ich w jednym miejscu i czasie. Natomiast nazywanie tej zbrodni „warszawską”, jak chce Krzysztof Cierpisz, byłoby podwójnie mylące:

- nie mamy dotąd przekonywujących dowodów, że nastąpiło to w Warszawie, np. na Okęciu, czy w Hangarze nr 21 w kompleksie wojskowym lotniska Okęcie. Por.Był sobie hangar . Może następowało to w wielu miejscach. Termin „Zbrodnia Warszawska” zakłada więc coś, co na razie jest tylko hipotezą. A zbrodni w Warszawie popełniono już tyle że tracimy jednoznaczność określenia sprawy.

***

Gloria Patri, et Filio, et Spiritui sancto.
Sicut erat in principio, et nunc, et semper
et in saecula saeculorum,
Amen.


http://zygmuntbialas.salon24.pl/495813, ... cierewicza


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 04 kwi 2013, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
CZY ŚWIADEK WIŚNIEWSKI MOŻE MIEĆ DOWODY NA MASKIROWKĘ?

Dlaczego Pan Wiśniewski montażysta z amatorską kamerą został „przepędzony” przez omonowców?

Dlaczego omonowcy zabraniali filmować pole z ofiarami nawet z odległości?

Dlaczego „zwinęli” P.Wiśniewskiego akurat przed tym obszarem?

youtu.be/KuQ27DAlFJo

kanał Ludlum65

A może nie ? Może Wiśniewski nagrał więcej tylko materiał filmowy został zmontowany tak by ukazać tylko tę część z wrakowiska i nic więcej? To więcej mogło powiedzieć zbyt wiele? Czy stąd w sieci mamy tylko filmy ukazujące samo zdarzenie jako fakt medialny a nie mamy żadnych szczegółów z obszaru z ofiarami?

Czemu są tylko 3 filmy w sieci samouwiarygodniające się wzajemnie na temat ok.20 minut po tzw."katastrofie"?

Fragmenty filmu Wiśniewskiego pokazują ,że był przy obszarze z ofiarami ale Rosjanie wyemitowali z jego filmu tylko wybraną/wyciętą/ ergo zmontowaną część.Pan Wiśniewski będąc jedynym polskim świadkiem będącym bezpośrednio na terenie tego wydarzenia stał się świadkiem podstawowym koronnym dla relacji z tamtych chwil. Dlatego powinien być przesłuchany szczegółowo pod przysięgą np w komisji śledczej na wzór "RywinsGate"

bws.salon24.pl/495409,komisja-sledczana-wz-rywin-sgate-pokaze-swiadkow-smolenskich

Do dziś najważniejsze organy ścigania nie kwapią się korzystać w pełni z jego wiedzy,informacji i być może materiałów filmowych jakie ma z okresu 07.04-10.04.2010. Dziwne

---------------------------------------------------------------------------------------

Układ części samolotu /z kołami do góry i inne/ oraz pole z ofiarami są najistotniejszymi tematami do sfilmowania tego zdarzenia dlaczego więc omonowcy zabronili filmować świadkowi Wiśniewskiemu ten właśnie obszar?

Dlaczego ważniejsze było zajmowanie się przez tzw. ”służby” zabranianiem dokumentowania, wchodzenia na teren „katastrofy”/szybko rozpięte taśmy,kordon omonowców/ od udzielania pomocy ofiarom leżacym w błocie i pod blachami?

Dlaczego akcja ratunkowa w pierwszych minutach po dotarciu do miejsca „katastrofy” sprowadzała się wyłącznie do odizolowania świadków od obszaru najistotniejszego, zamiast do przeprowadzania w tym obszarze aktywnej akcji sprawdzającej stan ofiar?

Czy pytania stawiane na blogu FYMa o MASKIROWKĘ nie są pozbawione sensu? Taka opcja nasuwa się odruchowo.

Jeśli obszar z ofiarami był maskowany to po co? Co chcieliby ukryć omonowcy?

Czy stan ofiar? Ktoś żył? Czy całą „katastrofę” ?/nie dowieziono jeszcze ofiar z innego miejsca morderstwa na miejsce inscenizacji?/

Jeśli nie chcieli ukryć MASKIROWKI czemu więc nie ratowali ofiar od początku ,od razu tylko ogłosili po 20min - „WSJE PAGIBLI”? Czy po to aby ci co przeżyli /ranni/ zmarli z braku pomocy? Czy wreszcie aby mieć czas na dobijanie ofiar jak przypuszcza się z filmu "Koli" ?

Więcej analiz tu:

bws.salon24.pl/421543,zbrodnia-na-polsce-w-smolensku


Jeśli było i jest to działanie dezinformujące mające na celu skierować śledztwo w inne kierunki rozważań np. w obszar tzw teorii spiskowych, to o jakiej współpracy polsko-rosyjskiej mowa? Tu żadnej współpracy nie ma. Jest za to skandaliczne nie udzielenie pomocy ofiarom i zacieranie śladów zbrodni/przestępstwa/.

Dlaczego obiecywano Polakom transparentność śledztwa a dzisiaj po 3 latach nie mamy wiedzy i odpowiedzi na podstawowe pytania?

Dlaczego dowody w sprawie są ukrywane?/wrak, czarne skrzynki, zwłoki nie dopuszczone do autopsji zaraz po przywiezieniu do Polski/?

W co gra Putin ,który objął patronatem całe śledztwo od początku?

W co gra Tusk ,który od razu zgodził się na warunki stawiane przez Rosjan?/działanie zg.z zał.13.chicagowskim/?Dzisiaj nie mamy dostępu do własnego samolotu i dowodów.

3 lata śledztwa stracone i co dalej???

-----------------------------

Filmy i zdjęcia do notki w komentarzach

Do zobaczenia pod PAŁACEM PREZYDENCKIM 10.04.2013 .Kolejne protesty i pamięć pozostaje po 96 ofiarach znieczulicy obecnego Państwa wobec największej tragedii Polskiej.

Czy mamy państwo w rozkładzie? Czy tam wiedzą jaka jest polska racja stanu?Czy tą racją jest milczenie na temat "Smoleńska"?

http://bws.salon24.pl/498036,czy-swiade ... maskirowke


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 09 kwi 2013, 07:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
O rosyjskich (??) INSCENIZACJACH

...To jest tragedia, ale o innym wymiarze niż rzekoma katastrofa lotnicza. Tragedia całkowicie sztucznego, plastikowego pseudo - państwa


A-TEM pod: http://freeyourmind.salon24.pl/496513,e ... nt_7468429
@all: VERBATIM przypomnę mój stary komentarz sprzed lat o rosyjskich INSCENIZACJACH
[A ja przypomnę dalej idącą historyjkę Gagarina: KOSMICZNE KŁAMSTWO: GAGARIN MD]

Najpierw dykteryjka z niezwykłym zakończeniem.

Lot w Kosmos wykonany przez Jurija Gagarina nie liczył się jako lot statku kosmicznego, bo kosmiczeskij korabl Wostok nie miał spadochronu lądowniczego (Rosjanie nie mieli, technikę lądowań statków kosmicznych trzeba było dopiero ukraść Amerykanom) a jedynie spowalniający spadochron. To właśnie dlatego roztrzaskała się o ziemię Łajka, która nie umiała wyskoczyć z kapsuły ze spadochronem. Wot, durnaja sobaka. Natomiast Gagarin nie był taki ograniczony jak Łajka, wyskoczyć ze spadochronem umiał, i "wysiadł" ze swojego pojazdu na wysokości około 4 tysięcy metrów nad stepem kazachskim. Wiem, że podawane są też inne wysokości, ale to w tej chwili nie jest ważne. Istotne jest to, że Gagarin ratował się przed pewną śmiercią wyskakując na wysokości ze zwykłym lotniczym spadochronem ratunkowym, znanym mu, bo używanym przez pilotów odrzutowców. Gagarin uratował się jak wiemy, zniosło go tylko trochę, bo za szybko otworzył spadochron, zaś jego statek kosmiczny roztrzaskał się w drebiezgi gdzieś na stepie. Zachowała się do dzisiaj jedynie... kopia wostoka.



To znaczy, że zagrywki MAK-u z kopią samolotu, ale i z "prawie wierną" kopią NAGRAŃ KORESPONDENCJI RADIOWEJ, jaką otrzymał krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna, przećwiczono już wtedy - z Gagarinem. Włącznie z inscenizacją lądowania gieroja Gagarina w kazachskim stepie, gdzie podrzucono kopię kapsuły kosmicznej, osmalonej widowiskowo palnikami acetylenowymi, że niby ona "właśnie wróciła z kosmosu", gdzie się trochę podsmażyła, okazją wejścia w atmosferę z prędkością orbitalną. Gagarina dostarczono w miejsce podrzucenia kopii statku helikopterem, na phot-op czyli sesję zdjęć, mających uwiarygodnić jego "lądowanie w stepie", którego nigdy nie było.

Naturalnie sfałszowano również protokoły rozmów przez radio z "lądującym w jego statku" kosmonautą.

To coś nam przypomina, prawda?


Zupełnie jak Wiśniewski-Śliwiński człapiący po lasku na Siewiernym, i uwiarygodniający kręceniem filmu miejsce inscenizacji jako "to właściwe" miejsce lądowania. Nie muszę chyba mówić, że również i wtedy - JUŻ WTEDY, W LATACH 1960-TYCH - dziennikarze filmujący i fotografujący w stepie, przy maskirowce miesto posadki kosmiczeskowo korablja kotorogo zowut wostok, statku faktycznie pilotowanego przez Gagarina wcześniej, przez kawałek lotu, dostali w relacjach prasowych inne nazwiska... tak na wszelki wypadek, np. gdyby komuś przyszło do głowy kiedyś ich odszukać. Szukają rzekomego świadka lądowania Gagarina, a tu pech, nie da się, bo facet jakoś znikł, jakby nigdy nie istniał, choć z telewizora gadał o nieistniejącym "lądowaniu" jak nakręcony. Dokładnie tak: nie tylko lądowanie nigdy nie zaistniało, ale i dziennikarz o podanym nazwisku RÓWNIEŻ nigdy nie istniał. Został podmieniony, prawie jak Pan Operator Śliwiński. Przypominam, że Wiśniewskiego przedstawiano w telewizji podpisując nazwiskiem "Śliwiński".

Jak więc widzicie, na Siewiernym Rosjanie wyciągnęli z szuflady stary scenariusz, sprawdzony, być może również zaakceptowany przez EsEszA - bo faktem jest, że Amerykanie nigdy nie pisnęli mediom o opisanym oszustwie z Gagarinem ani jednego słówka, choć wiedzieli od początku o maskirowce.


Wróćmy więc do kosmonauty Jurija Gagarina. Opowiem o jego śmierci.

Gagarinowi tym bardziej nie wolno było o maskirowce zainscenizowanej z nim w roli głównej ani raz wspomnieć. Tymczasem ta sprawa go najwyraźniej gryzła, i chyba jednak wspomniał. I to nie raz. Tajniacy wpadli więc na pomysł, żeby Gagarina uciszyć. Nie chodziło nawet o niego, ale o obiecane Rosji przez waszyngtońską administrację transporty zboża od subwencjonowanych farmerów amerykańskich, zalegającego spichrze federalne (wystarczy przypomnieć sobie dane amerykańskiego ministerstwa rolnictwa, odnośnie ilości i rodzaju wywożonego do SeSeSeR czyli ZSSR, w latach sześćdziesiątych XX wieku, zalegającego bezproduktywnie w Ameryce zboża) w zamian za, nazwijmy to tak, DYSKRETNE SKOORDYNOWANIE PROGRAMÓW KOSMICZNYCH obydwu państw, które jak wiemy dzisiaj, nastąpiło. W koordynacji programów zbrojeń kosmicznych i przekrętów finansowych ze zbożem ów Jurij Gagarin, człowiek autentyczny, naturszczyk oglądający się za dziewczynami (złamał sobie rękę w trakcie jednej z eskapad "na panienki" - każdy lotnik to zalotnik...) chlapiący ozorem na prawo i lewo, taki Gagarin jak jasna cholera tajniakom po obydwu stronach, tajniakom z USA i tajniakom z ZSRR, przeszkadzał.


No i buch. Pif-paf, i nie ma Jurija Gagarina. A reszta ljotczikow-kosmonawtow zobaczyła, co się z ich kolegą stało, zrozumiała w lot, i już więcej nie chlapała ozorem przed zagranicznymi "dziennikarzami", którzy to goście zagraniczni z reguły szczegółowo byli o kosmonautach, i o kompletnym programie sowieckim poinformowani. Dopuszczeni do tajemnic - tak to się dziś nazywa; security clearing.

Historia się powtarza. Dziś zastraszeni są nie tylko pracownicy Okęcia. Koledzy Protasiuka, dowódcy 36 SPLT również nic nie mówią, a jeśli, to metaforycznie (generał pilot Anatol Czaban). Oni, jak znam życie, przypuszczają, że gdyby chlapnęli cokolwiek, to natychmiast znajdzie się to u panujących nad Polską organizatorów zamachu, którym pomagają w ukrywaniu rzeczywistego przebiegu wydarzeń wszystkie siły, wszystkie partie. Kaczyński z Macierewiczem kłamią, Sikorski z Tuskiem kłamią, Komorowski z Kopacz kłamią, prokuratorzy wraz z deklami wojskowymi kłamią.


Rozszerzę teraz ten komentarz sprzed prawie 3 lat o aktualne spostrzeżenia.

Jedynie siły nie reprezentowane w Sejmie, czyli wykluczeni, nie kłamią. Nie znają jednak przebiegu zdarzeń, co pozwala zamachowcom i ich pomagierom rozgrywać ich, rozgrywać Polaków przez odgrywanie komedii w TV z udziałem agentów i gangsterów (Nowaczyk, Macierewicz, Kuśnierz, Łopiński, Poteat po jednej stronie; Anodina, Miller, Klich, Tusk, Sikorski po drugiej stronie). Nie można podejrzewać wyłącznie jednej strony. Uczciwy człowiek przygląda się obydwu stronom konfliktu. Nie trzeba geniusza, żeby odkryć, że konflikt jest rzekomy, inscenizowany, a obydwie strony kłamią, udają.

Pan doktor Przywara, gospodarz tego webloga, ma nadzieję, że wysypią się agenci czy któryś z mafiosi vistulani się opamięta i pójdzie zeznawać do prokuratury, o inscenizowaniu szopek telewizyjnych, sprzedawanych Polakom jako tragedia.



A wystarczy popatrzeć na Rodaków: gdzie są chętni do przejęcia władzy i otworzenia archiwów, zbiorów zastrzeżonych (a czemu zastrzeżonych - nikt się nie spytał nigdy w IPN?!), archiwum inscenizacji telewizyjnej farsy nazywanej tragedią smoleńską - gdzie oni są?! Komu mieliby więc zaufać przyznający się gangsterzy nadwiślańscy. Gdzie jest siła, która ich zabezpieczy przed zemstą kolegów z gangsterki.

Nie widzę takiej siły.

To jest tragedia, ale o innym wymiarze niż rzekoma katastrofa lotnicza. Tragedia całkowicie sztucznego, plastikowego pseudo - państwa. Uczciwym brakuje zbrojnej ochrony. Nie chroni ich państwo, nie mają broni w domu. Są bezbronni. Polska jako państwo nie istnieje. Zniknąć można bank, zniknąć z powierzchni Ziemi można dowolnego człowieka, a NIKT SIĘ TYM NIE ZAINTERESUJE. Sami bezbronni "a co ja jeden biedny miś mogę". Rozkraść więc bezkarnie, i sprzedać można państwo; nikt zainteresować się tym nie będzie chciał. Zniknąć żołnierzy (zabić lub uwięzić - tego nie wiem) można, a ich koledzy jedynie będą klaskać do taktu, jeździć na konsultacje, przyznawać sobie dalsze awanse, ordery, podwyżki. Tragedia polega na tym, że nawet uzbrojeni są wbudowani w system zależności; oni podtrzymują wirtualny pseudo-światek.


Na zakończenie przykład historyczny.

Niemcy Hitlerowskie były rzeczywistym państwem prowadzącym wojnę i uprawiającym propagandę. Istniały 12 lat. Polska Rzeczpospolita nazywana Trzecią jest państwem udawanym, nie prowadzącym żadnej realnej polityki, składającym się z samej propagandy BEZ REALNEJ SUBSTANCJI. Istnieje ten wirtualny twór już dwa razy dłużej, bo 24 lata.

Ludzie żyją w plastikowej podrobionej pseudo-rzeczywistości, posługują sie pseudo-pieniędzmi, nie myślą, nie chcą myśleć. Najwyżsi wojskowi to najwięksi tchórze. Najwyżsi urzędnicy państwowi to najsłabiej myślące z ich pokolenia osobniki. Najwyżej postawieni w hierarchii uniwersyteckiej to niedoinformowane błazny. Są wyjątki? Nie ma.

Kto się zgadza na taki system promowania najgorszych, najtchórzliwszych, najgłupszych, najbardziej służalczych, jest sam jednym z nich. Odrodzenie i otrzeźwienie (więcej o tym na moim blogu - kliknij w nick A-TEM pod spodem, tu) jeżeli nie przyjdzie za góra 5..7 lat, nie uda się.

Demografia zje już za kilka lat resztki dobrej woli, i resztę sił, potrzebnych do odrzucenia rządzącej grupki głupich gangsterów, i przejęcia państwa przez odważnych.

Gromada staruszków nie zrobi rewolucji - popatrzcie na zachód, na wymierające Niemcy pełne emerytów, ciągnących wózeczki do sklepu, i ze sklepu (nie, nie wszyscy są na wczasach na Majorce). Jakie są stabilne politycznie, owe Niemcy pełne staruszków. Taka będzie Rzeczpospolita Polska już za kilka lat. A na górze rządzić będzie ciągle ta sama klika złodziei pod kilkoma mylącymi publiczność szyldami, sitwa udająca że spiera się, klika wojskowych gangsterów udających cywili, popisujących się spreparowanymi wizerunkami "patriotów" - wizerunkami ustawianymi im przez speców pijaru.

Rządzący i opozycjoniści nie rywalizują o koncepcje rozwoju. I jedni, i drudzy ogłupiają Polaków. Sprzedali telewidzom lipną inscenizację udawanej "katastrofy", spod której wyziera coś więcej niż Smoleńsk — inscenizacja państwa. Dlatego ma zostać nieodkryta inscenizacja smoleńska — gdyby wyszła na jaw, okazało by się, że WSZYSCY NA GÓRZE od Sikorskiego do Kaczyńskiego brali udział w dramatycznym, ale sztucznym przedstawieniu, w teatralnym przedstawieniu, z niewieloma rekwizytami, w zainscenizowanej grozie.

Rządzący i opozycja PIS chcą, aby było Wam wstyd przyznać się przed samym sobą (samą sobą) że wpadłeś (wpadłaś) jak śliwka w kompot, dając sobie sprzedać wirtual, zamiast realu. Lud nakręcają bezczelni agenci, obydwu stron. Kto pyszczy na Anodinę, niech najpierw przyjrzy się, jakich głupich, niedorobionych agentów przysłała do Polski druga amerykańska (a i owszem) strona.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 09 kwi 2013, 09:18 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7557
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
Historia się powtarza. Dziś zastraszeni są nie tylko pracownicy Okęcia. Koledzy Protasiuka, dowódcy 36 SPLT również nic nie mówią, a jeśli, to metaforycznie (generał pilot Anatol Czaban). Oni, jak znam życie, przypuszczają, że gdyby chlapnęli cokolwiek, to natychmiast znajdzie się to u panujących nad Polską organizatorów zamachu, którym pomagają w ukrywaniu rzeczywistego przebiegu wydarzeń wszystkie siły, wszystkie partie. Kaczyński z Macierewiczem kłamią, Sikorski z Tuskiem kłamią, Komorowski z Kopacz kłamią, prokuratorzy wraz z deklami wojskowymi kłamią.


Jakoś nie mogę z tym zdaniem się zgodzić. To że zamachowcy kłamią to rozumiem, to jest dla mnie oczywiste. Ale dlaczego Jarosław Kaczyński miałby kłamać ?? Przecież zamordowali mu brata ! Pogodził się z tym faktem, i teraz rżnie głupa ? Nie, to jest nielogiczne. Brakuje tu logicznego wytłumaczenia. Proszę zobaczyć, niemal wszyscy najbliżsi tych, co zginęli w tym zamachu, walczą o prawdę. Dlaczego Jarosław Kaczyński miałby o tę prawdę nie walczyć ? Tym bardziej że w tym zamachu zginął jego rodzony brat bliźniak.

Może ktoś potrafi to sensownie wytłumaczyć ...

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 09 kwi 2013, 09:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
Coltrane napisał(a):
Jakoś nie mogę z tym zdaniem się zgodzić. To że zamachowcy kłamią to rozumiem, to jest dla mnie oczywiste. Ale dlaczego Jarosław Kaczyński miałby kłamać ?? Przecież zamordowali mu brata ! Pogodził się z tym faktem, i teraz rżnie głupa ? Nie, to jest nielogiczne. Brakuje tu logicznego wytłumaczenia. Proszę zobaczyć, niemal wszyscy najbliżsi tych, co zginęli w tym zamachu, walczą o prawdę. Dlaczego Jarosław Kaczyński miałby o tę prawdę nie walczyć ? Tym bardziej że w tym zamachu zginął jego rodzony brat bliźniak.

Może ktoś potrafi to sensownie wytłumaczyć ...

Wydaje mi się, że Kaczyński i Macierewicz mają związane ręce, gdyż o ile prawda jest tak okrutna jak sugerowana przez Fyma inscenizacja, to opowiedzenie się po jej stronie mogłoby bardziej zaszkodzić sprawie wyjaśnienia niż się temu przysłużyć.
Dla nas Polaków Rosja jest nie do ugryzienia. Ale możemy wymierzyć sprawiedliwość, naszym polskim współudziałowcom zbrodni, a do tego wystarczy jedynie przedostanie się do świadomosci Polaków wiedzy, że sekta Anodiny i sekta Millera kłamały w stwierdzeniu przyczyn katastrofy.
Tak to postrzegam. Bardziej przemawia do mnie inscenizacja niż wybuchy, ale nie znaczy to, że przyznaję rację tym którzy wieszają psy i koty na Zespole Parlamentarnym. Cóż, nie każdy to rozumie, a do tego dokłada się praca agentów SB, którzy działają na rzecz skłócenia Polaków w każdej dziedzinie życia społecznego.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 18 kwi 2013, 18:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
Okna tuskoleta i tupolewa - Alfabet smoleński I

Yurko

Wszyscy pamiętają słynne wybijanie okien łomem w burcie tupolewa. Właściwie dotąd nie wyjaśniono ani przez komisje, ani na żadnym super filmie skąd ta burta z 10 (dziesięcioma) oknami tam się wzięła (wiem, złomiarze...) skoro przynajmniej pierwszą godzinę po zarejestrowaniu słynnego obrazu montażysty S.W. jej tam w żaden sposób nie można było dostrzec (http://m.nowyekran.pl/77cb46c86e2363271 ... b1,0,0.jpg).

Miejsce bardziej ziało pustką, kałużami błota (http://m.nowyekran.pl/0ce5ddff1fba128c6 ... 0b,0,0.jpg ) i mnogością małych blaszek i śmieci ze śmietnika, który sobie miejscowi tam zafundowali niż konkretnymi fragmentami kadłuba z części pasażerskiej. Wiadomo przecież, że nikt nie siedział na ogonie lub na skrzydle, ale siedział przy oknie w części pasażerskiej samolotu. Tam gdzie kadłub, tam też powinni być ludzie. Szukano kokpitu na filmie 1:24, na filmie Wiśniewskiego, a kadłuba jakoś nikt nie szukał, choć go tam w godzinę po medialnym zdarzeniu nie było. Jedna burta o dł. ok 5m z opadniętymi oknami za drzewkiem (http://m.nowyekran.pl/f948e1afaf3824de3 ... 7b,0,0.jpg ) kadłubem jeszcze nie jest.

Po co jednak szukać kadłuba jak w godzinę potem ciała ludzkie się znalazły. Nie wiadomo jak i skąd. Ciał ofiar z minuty na minutę przybywało, złomu lotniczego również. Kilka znanych i charakterystycznych części lotniczych pełzało sobie pokonując odcinki nawet ponad 100 metrów.

Jak ci złomiarze smoleńscy działali trudno się połapać. Jedne fragmenty zabierali (?), inne skądś podrzucali na słynną polankę. Pewne jest, że w ową akcję zaangażowano dziesiątki rezerwistów, spasatieli, strażaków, dźwigi, spychacze, helikoptery z zawiesiami, a i IŁ 76 co nie co rozrzucił po polach i wąwozach ścinając przy tym parę drzewek, co niektórzy śledczy dziennikarze przypisali potem tupolewowi. "Zrzut zakończony".

Ale wróćmy do tytułowych okien. W krótkiej opinii (http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... -smolensku) wyraźnie wskazano, że nie można twierdzić jakoby burta z fragmentem napisu "Rep of Poland" zanumerowana przez rosyjską stronę jako 00003 znajdowała się na polance przy Siewiernym w momencie rzekomego upadku jakiegoś tupolewa. Nie ma dokumentu ani zdjęcia z ową burtą zalegającą w błocie na miejscu zdarzenia jakim była inscenizacja. Proszę Państwa, katastrofę bada się od początku a nie od końca. Owej burty jak i tej z nią porównywanej (http://m.nowyekran.pl/3815d0470c9c88d9c ... 41,0,0.jpg ) też nie było. Zdarzało się, że je ze sobą mylono.

Co ciekawe, burta 00003 (http://clouds.web-album.org/photo/38382 ... m-na-wraku ) ma nie naruszone okna. Czy to nie dziwne? Pocięta, wypatroszona, bez sufitu, bez foteli (patrz zdjęcie z raportu MAK, http://m.nowyekran.pl/19cddb84cac7500d9 ... fd,0,0.jpg ), a okna całe, nie popękane nawet. Kadłub z duraluminium rozprysł się jak szkło, a szkło tkwi bez szwanku w najlepsze. Proszę sprawdzić. (Co na to eksperci od wybuchów?). A fotele?

I tu mamy chyba odpowiedź dlaczego wybijano okna w drugiej burcie (10 okien http://m.nowyekran.pl/03ba6809089dc2e23 ... 41,0,0.jpg , bez dna, tylko boczna ścianka). Był to wyraz nie tyle co okazywanej nienawiści do Polaków - pogardy (to też) i bezkarności, a potrzeba, by uznać te burtę (jej stan) jako efekt katastrofy tj zderzenia z ziemią tzn. wzmóc efekt dramatu, który rzekomo się rozegrał.

Poszukajmy, gdzie mogły leżeć wspomniane burty samolotu (patrz mapa satelitarna, filmy z pierwszych chwil... nakręcone wcześniej niż filmy A.Gargas). Na filmie montażysty Wiśniewskiego - brak, na tzw "trzecim nieznanym..." - brak, na filmie z wizytacji Putina - brak, na mapach satelitarnych - brak. Pewnie winni stanu rzeczy złomiarze wynosili, wnosili a następnie znowu wywozili (złomiarze zmechanizowani) na płytę Siewiernego? Najpierw wpuszczono Wiśniewskiego, by nakręcił film swego życia. Poszło w eter (statecznik z szachownicą). Następnie, teraz już na zasadzie "kręćcie co chcecie" w kolejnych dniach po zrzucie mas złomu lotniczego dopuszczono filmowców i dziennikarzy, w tym A. Gargas - jej operatorów). Tak powstały sceny "bezczeszczenia wraku".

Zastanawiające jest, że dziś już żaden dziennikarz śledczy i ZP nie przywołuje wypowiedzi E. Wróbla (2 tygodnie przed ogłoszeniem raprotu MAK): ten wysokiej klasy specjalista wraku tupolewa nr 101 na polance nie widział, ale szczątki dwóch różnych (innych) samolotów. Skoro ta opinia jest tak nieistotna, ciekawe za co prof. Wróbel oddał życie?

Analizę burt wraku na podstawie ich wyglądu i ilości okien zamieszczono pod linkiem http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... iii-kadlub i tam szczegółowo omówiono ich położenie.

W konwencję tematu wpasowują się też okna tuskolotu z filmu Lilientala nakręconego dnia 7 kwietnia 2010, filmu już usuniętego z internetu. http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... m-krasnala . W analizie pt. "Okiem krasnala" na podstawie oglądu okien i ich osadzenia wykazano, że dokonano tam zamiany samolotów. Przed cięciem filmu są inne okna, a po cięciu - inne. W początkowych ujęciach tego filmu, samolot pokazywany jest przez żaluzje i trudno dostrzec numer samolotu. Ale jest jeden moment, że widać górny silnik przy stateczniku a numer na nim jest zamaskowany.

Może warto przesłuchać świadków - tj. członków delegacji Tuska na Uroczystości dnia 7ego np. Wałęsę, Wajdę, Mazowieckiego etc. co to były za kłopoty techniczne, o których mówił L. Wałęsa?

Są jeszcze inne okna. Okna kokpitu - kabiny pilotów. Rząd RP korzystał z dwóch bliźniaczych tupolewów. Jeden 154 typu B2 (starsza wersja) i typu M bez trójkątnych blach pod bocznymi oknami w przeciwieństwie do tego, który mianowano nr 101. W trakcie przekazów medialnych informowano i pisano o rozbiciu się samolotu TU 154M! A nie był to samolot z numerem bocznym 101, gdyż ten był typu B2. Trzeba wspomnieć, że samolot obecny w Polsce ma właśnie kabinę typu B2, czyli tę, którą miał nr. 101. Proszę porównać: http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... i-kadlubem

Okazuje się, że przez żaluzje też można coś wypatrzeć...

Oby nie okazało się, że bostoński zamachowiec to ten sam, który podłożył bomby 10.04. w Warszawie.

Trzeba powrócić do "Różnicy", szczególnie w kontekście hangaru na wojskowym Okęciu:

http://clouds.salon24.pl/399036,byl-sob ... kecie-2010

http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... olot-widmo

http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... o-kokpicie

http://p.web-album.org/77/05/7705b21964 ... 0a,4,0.jpg

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 09 maja 2013, 10:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
OD INSCENIZACJI DO EKSHUMACJI cz1.Inscenizacja jest możliwa.

http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... o-smolensk

W historii można znaleźć sporo przykładów działań inscenizacyjnych stworzonych dla celów politycznych jak i propagandowych. Inscenizacja katastrofy smoleńskiej obejmująca cały proces działań ze sobą powiązanych to nie jedyne “dzieło” sowieckich (i nie tylko sowieckich) służb. To jedno z podstawowych narzędzi ręcznego sterowania społeczeństwem i jego neutralizowania jest aktualne także dziś.

Przemysł kinematograficzny USA słynie ze wspaniałych filmów i drobiazgowych scenografii. Niezwykle kunsztowną i efektowną inscenizację pobojowiska po katastrofie samolotu stworzono w filmie z Tom Cruz pt. Wojna Światów” http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:WarOf ... ds-Set.jpg. Choć nie o filmowe inscenizacje nam chodzi, to ta z filmu może być wzorem jak naprawdę w przybliżeniu powinna wyglądać “katastrofa smoleńska”. (http://freeyourmind.salon24.pl/307129,m ... agadnienia)
Przykłady inscenizacji zapisanych w historii np. podczas walk w czasie II Wojny Światowej podaje badacz epizodów z dziejów Prus Wschodnich, Leszek Adamczewski w swej ostatniej książce “Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich”.

I tak na stronie 215 w rozdziale poświęconym zabytkom Fromborka (polski Wawel na pruskim wzgórzu) autor publikuje zdjęcie żołnierzy sowieckich wdzierających się na rynek fromborski z podpisem: “Rosjanie już w splądrowanym i spalonym Fromborku inscenizują walki o to miasteczko”. Przykładów jest więcej…

W rozdziale “Szturm, którego nie było” przytacza własny, jak się później okazało – błędny tekst z książki z 1993 r. pt. “Zaginiona komnata” z opisem szturmu na zamek w Królewcu (9-10 kwiecień 1945, ciekawa zbieżność dat), którego tak na prawdę nie było. Barwny opis ataku z lądu i powietrza (str. 276) okazał się fikcją, a sam autor przyznaje, że zaufał radzieckim źródłom, które po latach okazały się fałszywe. “- Pojawiające się w wielu opracowaniach historycznych opisy zaciętych walk, toczonych przez czerwonoarmistów o pokrzyżacki zamek podczas zdobywania Festung Kőnigsberg, to legenda stworzona przez dowodzącego II Armią Gwardii generała Kuźmę Galickiego”
Na filmie dokumentalnym “w łogowie zwieria” utrwalono jedynie pozujących – wbiegających po gruzach czerwonoarmistów na tle zniszczonego fragmentu zamku dnia 10.04. Nie było żadnego epizodu walk o zamek królewiecki – twierdzi Awenir Owsjanow, uczestnik międzynarodowej Konferencji naukowej “Bursztynowa Komnata – ślad pasłęcki, fakty i mity” w 1966r. Owsjanow poszukiwał uczestników “szturmu” – niestety nie znalazł się nikt, kto by brał udział w szturmie zamku.

Długi i barwny opis walk o ten znienawidzony symbol Prus Wschodnich od początku do końca okazał się fikcją (str. 281). 120-osobowy oddział hitlerowskich “fanatyków” broniących się do “upadłego” w rzeczywistości wycofał się dzień wcześniej tj 9.04 a bitwa o warownię została zaimprowizowana na potrzeby kroniki filmowej i w całości zmyślona. Na filmie dokumentalnym “w łogowie zwieria” brak było śladów wymyślonego intensywnego bombardowania z powietrza oraz śladów zmasowanego ostrzału z katiusz, tak barwnie opisywanego przez sowieckie źródła.

Leszek Adamczewski przytacza w swej książce jeszcze jeden przykład inscenizacji, tym razem przeprowadzonej przez hitlerowców na rozkaz szefa propagandy Rzeszy, Goebbelsa pod nadzorem profesora medycyny, gruppenführera SS, Karla Gebhardta. Mianowicie wypędzenie ze schronu i zamordowanie przez Rosjan 26 osób w miejscowości Nemmersdorf (obecnie Majakowskoje) 21 października 1944r. wydało się Goebbelsowi mało okrutne i postanowiono “podretuszować” tę zbrodnię dwa dni później…. Str. 35 “Łun nad jeziorami…” – Ciała wyjęto z grobów i przygotowano do haniebnych zdjęć, by mogli je sfilmować i sfotografować przywiezieni do Nemmersdorfu operatorzy Die Deutsche Wocheschau i dziennikarze. Ta swoista ekshumacja, była jednocześnie profanowaniem zwłok. Zabitym kobietom zadzierano spódnice… Tak przygotowano zwłoki 26 osób do propagandowych fotografii i opublikowano zdjęcia m.in. w Spiegel Special”. Dodatkowo dopisano zdarzenia, które nigdy nie miały miejsca. Ta fikcyjna wersja o zbrodni w Nemmersdorf dotarła nawet do Watykanu. Mordowanie przez Rosjan pruskiej ludności było dla Goebbelsa za mało okrutne. Grozę miały wzbudzić dodatkowe opisy do zdjęć o gwałconych bez opamiętania i krzyżowanych kobietach.

Takich i podobnych imitacji można doszukać się więcej, także w USA, choćby “zamach” na WTC… (“trzy wieże”, http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=100, To elementarne Watsonie, http://dakowski.salon24.pl/251231,to-el ... e-watsonie).

Jakże ta, przytoczona wyżej hitlerowska, nieludzka inscenizacja z użyciem ciał ludzkich przypomina tę utrwaloną na filmie “e-ostrołęka” http://www.youtube.com/watch?v=IBk7bOqxs1I z miejsca rzekomej katastrofy smoleńskiej. Istotne jest to, że tuż “po” rzekomym zdarzeniu nikt takiej scenerii nie widział (ilość złomu i leżące zmasakrowane ciała). Tłumy sterczących statystów – dziennikarzy, funkcjonariuszy i gapiów nic nie robiących poza pozowaniem operatorowi kamery wśród złomowiska i rozczłonkowanych i zbezczeszczonych ciał Ofiar… Ze względu na efekt wizualny (szokowanie widza “tylko dla osób dorosłych – drastyczne”) inscenizacja “ostrołęcka” jest przeciwieństwem inscenizacji “na Okęciu”, czyli w przeciwieństwie do rozdmuchanego mainstreamu na przestrzeni 3 lat o “próbkach, wraku, mgle, brzozach, wybuchach etc., na Okęciu, medialnie mamy do czynienia jedynie z … PUSTKĄ, tj. z NICZYM.

WYLOT I INNE ELEMENTY INSCENIZACJI

Bez cienia wątpliwości

Dwie listy, dwa samoloty
http://fymreport.polis2008.pl/wp-conten ... ty-FYM.pdf

Był sobie hangar na Okęciu
http://clouds.salon24.pl/399036,byl-sob ... kecie-2010

I to jest istotą problemu tzw. Katastrofy smoleńskiej, a dokładnie imitacji katastrofy, że brak jak dotąd wiarygodnych materiałów na wylot Delegacji z prezydentem Lechem Kaczyńskim i tak naprawdę brak świadków, którzy by widzieli uderzający o ziemię samolot. Domniemane zdarzenie nie zostało zauważone nawet przez Operacyjne Centrum Monitoringu SWW, http://wpolityce.pl/wydarzenia/47986-uj ... molenskiej o czym wspomniał FYM.(http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100)
Sprawie tragedii smoleńskiej nie poświęcono w tych publikacjach ani słowa… Dla SWW po prostu się nie wydarzyła (zresztą zgodnie z prawdą). Szokujące jest to, jak bardzo fakt medialny jakim jest tzw. katastrofa smoleńska stał się pożywką i okazją do publikowania w nieskończoność artykułów (we wszystkich mediach) bez żadnej spójności i powiązań logicznych. Publikacje te na ogół nie kończą się żadną konkluzją i często po prostu dezinformują (pisanie o fikcji jako o rzeczywistym zdarzeniu). Przykładowo, dziś już nikt nie przytacza news’a z FAKTÓW TVN, relacji W. Batera, którego operator (Knyż) sfilmował podchodzenie do lądowania tupolewa na Siewiernym.

Jak dotąd, po trzech latach od 10.04.2010 materiałów – filmu/ów, zdjęć nie zawierających retuszu, wstawek, montażu – bez śladu ingerencji grafików, montażystów mających być upamiętnieniem wylotu rządowego tupolewa nr.101, po prostu nie ma. Jedyne jak dotąd zdjęcie wykonane rzekomo “tuż przed wylotem” figurujące na stronie pomniksmolensk.pl jest jaskrawym przykładem fałszerstwa co udowodniono w analizie -http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/post/76068,samolot-widmo.

Z tego też powodu opisany szczegółowo w RKM (Raport Komisji Millera) start samolotu i czynności pilotów z tym związane budzi wiele wątpliwości co do oryginalności nagrania, nawet jeśli zastosujemy sugerowany przez RKM czas UTC. (http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100, http://www.w-sercu-polska.org/joomla/in ... c&Itemid=6). Równie dobrze może być to zapis z dnia 7.04 (wylot delegacji Tuska), lub 9.04 (lot próbny), a może z JAK’a 40 (5:27) tym bardziej, że podpisu dowódcy samolotu potwierdzającego objęcie statku w książce obsługi samolotu w dniu 10.04 po prostu brak. Warto tu przypomnieć, że do Moskwy zawożono próbki głosów pilotów i innych osób zapewne nagrane podczas ćwiczeń na symulatorach. Takie działania prokuratorów i urzędników państwowych jedynie osłabiają jeszcze bardziej wiarygodność wszelkich zapisów z rejestratorów, czy skrzynki-widmo będącej w posiadaniu Sowietów i wskazują na współpracę obu stron.

Lecący w oddali na tle nieba jakiś tupolew (film w internecie, https://www.youtube.com/watch?v=v9gaFWmBwhI) także nie może być dowodem wylotu, gdyż możemy powtórzyć pytanie – dlaczego nie nagrano scen wysiadania z samochodów, pożegnania, wsiadania do samolotu, itp. Wiadomo, że monitoring na lotnisku akurat wtedy nie działał. Dlaczego?

Brak takich nagrań, świadków zdarzenia, zdjęć i podpisu mjr. Protasiuka może nasuwać podejrzenie (jeśli faktycznie był to właściwy samolot, o właściwym czasie i “jeśli jeden”), że samolot ten wyleciał pusty (być może nawet bez foteli i innego wyposażenia – byłoby to zgodne z wrażeniem operatora S. Wiśniewskiego filmującego “tuż po” – że samolot był pusty) z inną załogą (trzy osoby w szpitalu). To jedyne sensowne wytłumaczenie braku jakichkolwiek zdjęć i nagrań z odlotu, przypomnę – nie sfałszowanych. Wskazuje na to stan i wygląd “katastrofy” utrwalonej na mapie satelitarnej i filmie Wiśniewskiego. Jeśli byłoby inaczej, tak jak chcą wmówić wkoło media byłoby przynajmniej kilka fotografii i migawki video. Trzeba było ukryć “coś” czego nie było… Dalszym wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy może być podmiana samolotu i chęć ukrycia dublera, (dwa bliźniacze samoloty).

Trzeba z całą stanowczością podkreślić – gdyby było tak jak podają mass media mielibyśmy czarną skrzynkę, byłby podpis dowódcy statku powietrznego w książce pokładowej, byłby zapis z Okęcia z pożegnania Delegacji przed odlotem, telefony i dokumenty ofiar byłyby spalone i brudne w błocie, a nie odwrotnie, od początku byłyby ciała ludzi, byłyby i fotele także z przypiętymi do nich pasami bezpieczeństwa pasażerami, byłaby burta z fragmentem napisu “Republic of Poland” (kto może wskazać miejsce na mapie ze szczątkami samolotu położenie tej części kadłuba?), a wrak by nie niszczał pod budą na Siewiernym (tak jak na: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:WarOf ... ds-Set.jpg). Wszystko od razu po rzekomej katastrofie byłoby jak należy – dokumentacja z sekcji i dokładna rekonstrukcja wraku.

patrz: “Okna tuskoleta i tupolewa” http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100

Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by wiedzieć, że osoby lecące samolotem podchodzącym do lądowania w trudnych warunkach atmosferycznych muszą być przypięte do foteli pasami bezpieczeństwa. Każdy kto leciał, też o tym wie. Spróbujmy sobie wyobrazić taki samolot 700 m od pasa (rejon TAWS 38) podchodzący do lądowania w którym następują 2 wybuchy jeden po drugim (doszedł trzeci). Jeden przy kabinie, drugi za salonką (jest wersja, że na skrzydle). Mimo wybuchów? samolot (wszystkie jego części) leci dalej. Z samolotu, mimo wybuchów nie wypadają ludzie, kabina jest czy jej już nie ma (skutek wybuchu). Mimo to samolot (właściwie już w kawałkach) wykonuje nagły skręt po utracie dalszych części – fragmentu skrzydła, a następnie podziemną półbeczkę… (według układu szczątków samolotu na mapie satelitarnej MAK wykonał salto) i rozbija się na wskazanej przez Anodinę polance. Telewizyjny montażysta “moonwalker” biegnie by sfilmować zajście. Przedzierając się przez błoto i kałuże, sapiąc kręci film swego życia przesuwając się od wschodniego krańca polany smoleńskiej po jej zachodni brzeg. Ciał ludzi nie widzi. Strażacy coś gaszą (nie samolot, bo ten się nie pali), dzieje się to wszystko “tam gdzie śmieci” jak mówią miejscowi. Strażacy ruszają się niemrawo jak muchy w smole, palą papierosy mimo rozlanego paliwa (?) opierając się o rozgrzane (sic) silniki, jakby na coś czekali, brak ciał… Zaś na fragmencie filmu z oficjalnego przekazu medialnego (4:12, https://www.youtube.com/watch?v=A3rBcrI1Nbw ) Inscenizacja rusza pełną parą już zapewne po rozrzuceniu ciał…, kolejnym zrzucie (zakończonym). Strażacy teraz pełni wigoru podejmują akcję pozując do kamer operatorów … (patrz – Zawiadomienie do Prokuratury inż. Krzysztofa Cierpisza
http://zamach.eu/130213/Untitled_1.html,
http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100

“Aczkolwiek oficjalna wersja, że samolot tam się rozbił naprowadzany źle przez ruskich, którzy nawet pomogli sobie bombą jest kusząca, to niestety nic nie wiadomo na razie światu o takiej bombie która dezintegruje część samolotu, część zostawiając w większych kawałach, do tego tak unikalny ?inteligentny? potężny wybuch na atomy rozwalający część samolotu, a część pozostawiający, a przy tym nie robiący żadnych szkód w otoczeniu. Do tego bombie, która dezintegrując na nie do znalezienia szczątki większość samolotu równocześnie nie czyni szkód w wielu ciałach, w opisie identyfikacji wielu bliskich wyglądających ?jakby spali?. (Cyprian Polak)

Czyste dokumenty Ofiar (od żywych) można było uzyskać jedynie podczas kontroli paszportowej, a nie po “katastrofie” w błocie. Kontrola była możliwa po normalnym lądowaniu (Jan Tomaszewski opisuje taką kontrolę, http://radiownet.pl/radio/wpis/8830). Jeśli był szturm na samolot z użyciem gazu, dokumenty odebrano już “śpiącym” (nieżyjącym) osobom.

Jeśli na polanie smoleńskiej został rozbity jakiś samolot (przez “szalonych”, zastępczych pilotów) to co mieściło się na jego pokładzie skoro rankiem przynajmniej w pierwszej godzinie “po” nie było tam ani leżących ludzi, którzy byliby m.in. przypięci do foteli pasami bezpieczeństwa, ani samych foteli rozrzuconych wokół i w rejonie przypisywanych wybuchów? Nic. Przykładowo ciała księży w sutannach, i generałów w mundurach powinny zostać od razu zauważone. Zeznania operatora S. Wiśniewskiego i ambasadora Bahra są jasne i wyraźne – ciał nie było. Z “trzeciego nieznanego filmu…” na którym widać filmującego w sztucznej mgle Sławomira Wiśniewskiego – stoi nieopodal gondoli, skrzydła i dwupiennej brzozy – wynika, że stał on w pobliżu miejsca gdzie później Rosjanie postawili kamień upamiętniający miejsce znalezienia ciała Prezydenta L. Kaczyńskiego. Jak to możliwe, że i tego ciała montażysta telewizyjny nie zauważył? Jak zatem wyciągano ciało Prezydenta spod fragmentów wraku, jeśli w tym miejscu – gdy filmował Wiśniewski żadnych blach nie było? W pierwszej relacji S. Wiśniewski mówił:

“Tak, myślałem, że samolot leci pusty. Godzinę wcześniej wydawało mi się bowiem, że maszyna lądowała. Wówczas również słyszałem huk silników (czyli huk silników 2x, przyp. autora). Gdy więc usłyszałem go ponownie, myślałem, że nasza delegacja wylądowała już bezpiecznie, a samolot leci załatwić jakieś sprawy techniczne, na przykład zatankować, albo wraca do Polski (kier wsch.) i potem przyleci z powrotem po prezydenta. /…/ Nie było walizek, toreb ani – przede wszystkim – ciał ludzkich szczątków. Dopiero potem powiedziano mi, że ciała były gdzie indziej. Tam gdzie ja byłem, spadł tylko silnik, części kadłuba. Ciała były zaś w głębi lasu, po prawej stronie, tam gdzie do góry nogami leżały koła, podwozie. /…/ W lesie kabackim, w 1987: tam szczątki ludzkie były. To, że nie widziałem ich pod Smoleńskiem, tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że na pokładzie nie było naszej oficjalnej delegacji. Że samolot wracał już z lotniska z samą załogą.” (filmujący S.W., także: http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... iii-kadlub, na screen’ach widać wyraźnie, że S.W. filmował cały teren polanki)

1. samolot leci pusty /…/
2. Wówczas również słyszałem huk silników
3. Nie było walizek, toreb ani – przede wszystkim – ciał ludzkich szczątków
4. głębi lasu

to takie łatanie początkowo skromnej inscenizacji.

Zarówno KM (Komisja Millera) jak i ZP (Zespół Parlamentarny) wizualne przedstawienie “katastrofy” oparły m.in. na screenach z video najważniejszego świadka Sławomira Wiśniewskiego, którego film nie stracił na aktualności, wręcz przeciwnie. Mianowicie KM pokazała jedno ujęcie (zdj 13. – montaż 3 screenów z filmu montażysty) ze wschodniego krańca polanki z widokiem na tzw czarną skrzynkę (w czerwonej obudowie), na stateczniki w kierunku zachodnim. To bardzo dobre ujęcie gdyż dokumentuje pustą przestrzeń, która w kolejnych, następnych dniach została zapełniona złomem.
Ujęcie to zostało pominięte przez pana Nowaczyka, firmującego efekt prac ZP. W dokumencie ZP mamy na początku dwie panoramy – także screeny z filmu Wiśniewskiego (http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... tatecznika) pomijające obszar na którym później dorzucono złom i m.in. burtę (10 okien) w której wybijano okna na filmie A. Garagas. Wątek ten jest niezwykle ważny gdyż udowadnia w sposób nie podlegający dyskusji – inscenizację, brak jakichkolwiek burt samolotu z części pasażerskiej. Dezinformatorzy lub abnegaci skrzętnie omijają fakt pustej bez mała polanki jedynie z kilkoma rozstawionymi naziemnymi wybuchami elementami. Miejsce to – dla okolicznych mieszkańców było śmietniskiem i doskonale spełniało wymogi Anodiny do zainscenizowania zdarzeń nazwanych później katastrofą. (http://www.bibula.com/?p=67435)
- Parlamentarzyści wprawdzie dziwią się zdziwieniom moonwalkera na pobojowisku, nie drążą jednak jakoś szczególnie tych spraw, tak jakby wiedzieli, że zbyt głębokie wykopy w zeznaniach montażysty mogą ukazać po prostu ruską inscenizację katastrofy.

Idąc dalej tym tropem, nikt z jakiejkolwiek komisji, lub jakikolwiek specjalista nie jest w stanie wskazać na mapie satelitarnej z dni 10-12 kwietnia 2010 miejsca zalegania burt samolotu z części pasażerskiej poza jedną ścianką, tą z opadniętymi oknami schowaną za rosochatym drzewkiem w pobliżu podwozia. Tych burt tam po prostu nie ma.

Czyżby i tu grasowali złomiarze i byli szybsi od polskiego operatora “moowalkera”? Następnie przyłapani przez FSB na złym uczynku, grzecznie odnieśli burty na wrakowisko, obecnie pod budą? Kiedy zatem “bezczeszczono” owe burty – cięto, dewastowano - co utrwaliła śledcza reżyserka? Analizę omawianego miejsca podjęto w kilku opracowaniach: http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... tatecznika, http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... -smolenski.
Elementy których nie było we wstępnej fazie inscenizacji omówiono i pokazano – wszystkie burty dostawione później lub sfilmowane w innym miejscu, których nie było na polance smoleńskiej przy lotnisku Siewiernyj w analizie http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... iii-kadlub. W artykule tym pt. “Dowód smoleński – kadłub” wskazano też na fałszerstwo zapisu video wyświetlanego w telewizji za plecami Millera. Film został usunięty z internetu. Widać na nim wyraźnie montaż z dwóch filmów przedstawiających albo dwa miejsca, albo jedno w różnym czasie, kiedy dodano już kolejne partie złomu.

S. Wiśniewski podawał, że rozpoczął filmowanie przed ósmą. I tu jest nieścisłość, konfabulacja. Czy nie było to godzinę wcześniej? Słynne ujęcie ułamanego i “wygryzionego” statecznika z szachownicą kanał Polsat 4 pokazał już właśnie przed ósmą! (screen z 8:55) Jak zatem nagranie video zanim zostało nakręcone, już było emitowane w mediach? Inna sprawa to sprawa kaset odebranych Wiśniewskiemu. Czy “moonwalker” Sławomir Wiśniewski przesłał video polskiej telewizji, czy też zrobili to Rosjanie?

Inna relacja świadka, Jana Tomaszewskiego, brata ciotecznego J. I L. Kaczyńskich:
Przejeżdżamy dalej, pokazują miejsce tego rozbitego samolotu: lasek, ścięty, brzozowy, pełno porozrzucanych małych, metalowych kawałków dookoła, zmieszanych z błotem. Samolotu tam nie ma. Największa część to ta znana z telewizji /…/ http://radiownet.pl/radio/wpis/8830/

Następny filmik z serii wash&go (https://www.youtube.com/watch?v=v9gaFWmBwhI) jest rażącym przykładem montażu potwierdzającym brak dowodów na wylot tupolewa nr. 101. Pod koniec filmu łatwo zauważyć, że przy wylotach silnika blachy raz są okopcone, raz całkowicie czyste… to jeden z kilku innych detali rzucający się w oczy. Natomiast przykładem pominięć/zaniechań w śledztwie może być filmik https://www.youtube.com/watch?v=U0OHxJoFxp8 (co to za szczątki, FYM) na którym wyraźnie widać uszkodzone, ułamane skrzydło z innego samolotu, z lotkami o innej budowie niż te z tupolewa i w innych barwach niż rządowy tupolew – leżące nieopodal polany smoleńskiej. Nie można spotkać żadnej analizy, w żadnym raporcie, ani publikacji śledczej poza wzmianką FYM’a z opisem tej “kupki złomu” oznaczonej przez Rosjan tabliczką z nr. 13.

Dlaczego przestawiano fragmenty samolotu? Nie spadł tam gdzie powinien? Może sądzili, że te kilka elementów na początek wystarczy do inscenizacji. Pusty kadłub bez ludzi i foteli trzeba było zabrać i szybko podmienić bliźniaka chociaż w części, oryginałami. Z jakichś powodów część tej starannie zaplanowanej akcji nie powiodła się. Ostatecznie tylko 1/3 samolotu którego nie było na polance znalazła się na wrakowisku, na płycie XUBS. W ogóle działy się tam dziwne rzeczy. Przykładowo – całe nie połamane skrzydło z centropłatem i goleniami, kołami (w jednym kawałku) było transportowane przez dźwig (“Anatomia upadku”) na wprost wjazdu w starym murze, natomiast na mapie satelitarnej takiej części w całości brak, także na wrakowisku (zdjęcia z raportów MAK i ZP) taka część w całości nie widnieje. Oznacza to, że nie było jej wcześniej i nie ma obecnie na płycie lotniska. Braki tego samolotu tłumaczy się rozkradzeniem przez złomiarzy. Pamiętamy jednak, że do akcji użyto dubletu 101 i 102, więc części było aż nadto. O niemożności przeprowadzenia inwentaryzacji (wbrew istniejącym opracowaniom, http://cudwcielonegoducha.nowyekran.pl/ ... siewiernym) chcą przekonać niektórzy dziennikarze śledczy powołując się na A. G. Nam chodzi jednak o czas najbliższy zdarzeniu określanym “katastrofa smoleńską”, a nie czas po upływie 3 lat od zdarzenia. Inwentaryzacja jest do przeprowadzenia, mamy wszak materiały archiwalne i można bez problemu policzyć części wraku widniejące na mapach satelitarnych, na filmie montażysty i porównać z tym co zwieziono i zrzucono na płytę Siewiernego.

Zdjęcia Chirikova (smolensk_wrak_ap_550, FYM – http://centralaantykomunizmu.blogspot.c ... rikov.html ) – jakimś cudem część pasażerska leży bezpośrednio przy stateczniku. (10 okienek, bez napisu) Podobnie – jakim cudem statecznik przewrócił się do innej pozycji w w takiej gęstwinie krzaków i samosiejek (innej niż ta znana z filmu Wiśniewskiego)? By odwrócić statecznik ręcznie potrzeba więcej przestrzeni. Takich śladów ręcznego przewracania brak. Gdy spojrzymy na screen’y tego rejonu polanki z filmu Wiśniewskiego, obojętnie czy w rzucie z zachodu czy od wschodu – w tym rejonie żadnej burty z oknami z części pasażerskiej nie było. Nie było – co “wałkujemy w koło” – także na mapach satelitarnych. Burta ta (JTBTM) nie figurowała wcześniej a została podrzucona, także statecznik by “przewrócił się na drugi bok” musiał być opuszczony np. dźwigiem. W zdjęcia bez analizowanej burty, wstawiano ją komputerowo. Ten fragment polanki omawiano niejednokrotnie na blogu (Cud wcielonego ducha)

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100 (Bez cienia wątpliwości)

By orzec, ze była inscenizacja wystarczą w zasadzie dwa ujęcia. Jeśli spojrzymy na zdjęcie “akcji” – widok na ogon, i na strażaków “uwijających się jak w ukropie” (4;12s, filmu z https://www.youtube.com/watch?v=A3rBcrI1Nbw ), to za ogonem powinien być mur/blaszany zardzewiały parkan (kierunek północny) który widać na innym obrazie
http://4.bp.blogspot.com/-vJRu6NogXqo/T ... b85fd.jpeg z ogonem spłaszczonym na płasko a nie do środka jak to później jest widoczne na wielu zdjęciach m.in z http://zamach.eu. Obraz statecznika z “płaskim ogonem” (nie wgniecionym w charakterystyczny sposób do środka) pokazuje scenerię bez złomu, śladów zdewastowanego gruntu, połamanej trawy, bez błota, czyli obraz został utrwalony przed “akcją strażaków”, przed rzekomym upadkiem jakiegoś samolotu. Prosto ujmując – samolot nie doleciał, a jego ogon czeka… w ustronnym miejscu. Z kolei na zdjęciu “akcji” wokół ogona zastajemy zupełnie inny obraz budzący zgrozę i poczucie oryginalności zarejestrowanej sceny.
http://1.bp.blogspot.com/-EVxI8ooWrI4/T ... ap512.jpeg
pokazuje większy kadr otoczenia przy ogonie z wgniecioną na płasko końcówką. Zdjęcie świadczy o tym, że kilka pociętych elementów tych najbardziej charakterystycznych czekało w różnych ustronnych miejscach być je wstawić we właściwym czasie. Ogon ten nie pochodzi z samolotu, który jeszcze “nie doleciał, nie roztrzaskał się”. Tak samo statecznik z zaciekiem do góry.(patrz Zawiadomienie do prokuratury, K. Cierpisz)

Jak ewoluowała “katastrofa” widać w zestawie (rejon ogona, zestaw trzech zdjęć) To szokujące zestawienie obnaża fakt dorzucania złomu na polankę dla uzyskania jeszcze bardziej dramatycznego obrazu fałszywej katastrofy.

Obrazek

ps. prawdopodobnie usunięto blog “Cud wcielonego ducha” stąd linki mogą być nieaktywne.

http://arkanoego.net/index.php/smolensk ... macji-cz1/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 22 maja 2013, 13:00 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 08:13
Posty: 762
Pan Lasek i inni członkowie Komisji Badania Wypadków Lotniczych na ostatniej konferencji prasowej bronili tzw. "Raportu Millera". Przedstawili wiele argumentów, które słabo do mnie przemawiają, jak na przykład brak odgłosów wybuchów na taśmach z czarnych skrzynek. Jak możemy to w ogóle stwierdzić nie mając tych czarnych skrzynek a jedynie kopię nagrania, która mogła zostać zmanipulowana?

Jest jednak pewna nowość, która mnie zastanowiła, i muszę przyznać, trochę zbiła z tropu. Robię to niechętnie, ale nie można zamykać oczu na dowody.

Obejrzyjmy ten krótki filmik:



Crash test z roku 1960, w którym prawe skrzydło zahacza o dwa słupy telegraficzne. Zakładając oczywiście, że film nie jest zmanipulowany, w co raczej nie wierzę, rozumiem go jako dowód, że drzewo może jednak złamać skrzydło samolotu. To się dzieje na filmie z prawym skrzydłem. Może przy obliczeniach nie uwzględniono olbrzymich naprężeń materiału, pędu powietrza, który dopełnił dzieła?

Oczywiście nie wyjaśnia to wszystkich wątpliwości, ale podważa pewien dogmat o "pancernej brzozie", na którym się do tej pory opieraliśmy. Brzoza może jednak złamać skrzydło, i chcąc być uczciwym powinniśmy to przyznać. Czy może już zwariowałem? Co myślicie na ten temat?

Pozostają pytania o wybuchy, trotyl, rozmieszczenie i rozczłonkowanie szczątków kadłuba, brak kokpitu, nie zwrócenie nam wraku i czarnych skrzynek, być może nawet fałszowania wysokości na potrzeby tego wypadku.

W tym samym filmie komentator (po angielsku) stwierdza, że widoczny wybuch ognia wygląda groźnie, ale trwa jedynie 5 sekund i nie pozostawia wielkiej destrukcji, nie nadpala praktycznie żadnego elementu rozbitego samolotu.. To by mogło tłumaczyć tzw. "brak widocznych nadpaleń po wybuchu", co akurat jest kamykiem do ogródka Laska.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 22 maja 2013, 15:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
Tu nie ma co się zastanawiać. Prof. Binienda wyjaśnił to nad wszelką wątpliwość.
Inna sprawa. Weź dwa kije i uderz je o siebie. Zawsze złamie się tylko jeden, słabszy. Mocniejszy przetrwa. W Smoleńsku (choć nie wierzę w to, że samolot TU154 zachaczył o nią) złamała się brzoza. Na załączonym przez Ciebie filmie słupy pozostały nietknięte.
Wnioski ... same sie narzucają.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 22 maja 2013, 16:19 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 08:13
Posty: 762
Podczas testu, oba słupy się złamały. Widać to lepiej z tego ujęcia:


_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 05 cze 2013, 18:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
CZY WSZYSTKIE CIAŁA Z KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ TO ZGONY Z TEGO SAMEGO CZASU ???

Utożsamianie miejsca katastrofy z miejscem odnalezienia ciał 96 osób, w którym osoby te zakończyły życie NIE WYDAJE SIĘ BYĆ PRAWDZIWE z wielu ważnych powodów:

1) Jak sami dobrze pamiętacie pierwsze zdjęcia z miejsca katastrofy oraz wypowiedzi zwłaszcza Sławka Wiśniewskiego - oprócz roztrzaskanych szczątków samolotu, błota, połamanych drzew i kilku małych ognisk nie widziano żadnych ciał. Ciała można było zobaczyć kilka godzin później... jak one tam się znalazły? (Istnieje na to kilka wersji ale to na osobny komentarz przy okazji).

2) Stan obrażeń rozpoznanych ciał osób zaginionych wskazuje wyraźnie na to, że zmarły one w różnych dla siebie okolicznościach, które to cechy uszkodzeń wykluczają obrażenia zadane w trakcie tego samego wypadku lotniczego. Dodatkowo, ciała pewnej ilości ofiar nie posiadały obrażeń zewnętrznych, a co świadczy o tym, że powodem zgonu nie były fizyczne obrażenia ciała typowe dla katastrofy lub podobne, a śmierć nastąpiła skutkiem wystawienia tych osób na działanie środków biochemicznych wewnętrznych, np. otrucia."

3) We krwi ofiar 10/04 znaleziono tlenek węgla (chodzi o stężenie hemoglobiny tlenkowęglowej (COHb)). Jej poziom jest badany m.in. u osób zmarłych w wyniku zaczadzenia niesprawnym piecykiem gazowym czy pożaru.Naturalne stężenie karboksyhemoglobiny w organizmie nie przekracza 2-3 proc., u palaczy – nawet 12 proc. Tymczasem trzy osoby, były niepalące, a poziom hemoglobiny tlenkowęglowej wyniósł u nich 6 proc., 12 proc. oraz 16 proc. Czwarta – gen. Andrzej Błasik (protokół z badań jego krwi był upubliczniony przez MAK) – palił, więc w jego przypadku stężenie na poziomie 7,7 proc. nie dziwi. Zdaniem dr Grażyny Przybylskiej-Wendt, ekspert medycyny sądowej stężenie COHb musiało być „przyżyciowe”, co oznacza, że jeszcze przed śmiercią ofiary zaczerpnęły powietrza zawierającego tlenek węgla.


--------------------------------------------------------------------------------
4) Dodatkowo w Smoleńsku rozpoznano nie więcej ciał osób zaginionych jak jedynie kilka, resztę ciał (znaczna większość) została odnaleziona i rozpoznawana w prosektorium w Moskwie po badaniach dna (???)


5) Część ciał ze zdjęć katastrofy przedstawia zwłoki osób ubranych w robocze swetry, grube skarpety, bądź inne ubranie i obuwie nie pasujące, którego w żaden sposób nie można traktować jako wizytowego. Osoby lecące na uroczystości Katyńskie były ubrane odświętnie- jak to wytłumaczyć?

Innymi słowy, zachodzi tu sytuacja, gdzie organizacja odpowiedzialna za tragiczny lot powinna natychmiast ujawnić wszelkie jego okoliczności. Na tym podlega różnica między władzą legalną, a nielegalną (tzn. przestępczą, która korzystając z przywileju kontroli państwowych służb ukrywa fakty lub dowody o nich bezpowrotnie niszczy).

Jest oczywiste to, że osoby z administracji rządowej takich dowodów związanych z:
- Odprawą celno-paszportową
- Wejściem na pokład
- Odlotem samolotu
- Przelotem, który trwał ok. jednej godziny
- całą złożoną logistyką połączoną z procedurą bezpieczeństwa głowy państwa i innych osób władz najwyższych, takich faktów NIE UJAWNIŁA bądź ich po prostu NIE POSIADA (trudno posiadać coś czego fizycznie nigdy nie było).

CO PROKURATURA I NASZ EKSPERT OD KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ UKRYWA?

http://wsercupolska.org/joomla/index.ph ... o&Itemid=2


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 05 cze 2013, 21:50 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3271
Kolumb napisał(a):
Oczywiście nie wyjaśnia to wszystkich wątpliwości, ale podważa pewien dogmat o "pancernej brzozie", na którym się do tej pory opieraliśmy. Brzoza może jednak złamać skrzydło, i chcąc być uczciwym powinniśmy to przyznać. Czy może już zwariowałem? Co myślicie na ten temat?
Jeśli chce się ewidentnych dowodów należałoby powtórzyć doświadczenie wg katastrofy z podobnym obciążeniem samolotu i wszelkimi danymi podczas feralnego lotu.
Słup to słup. Nie wiadomo jakie miał mocowanie, grubość, kruchość i wiele innych ważnych parametrów.
Inaczej zachowuje się drzewo żywe a inaczej wyschnięty słup. Żywe drzewo jest przede wszystkim elastyczne, wyginane przez wiatry.
Ja myślę, że w takiej sytuacji skrzydło samolotu na podmokłym terenie mogło by a właściwie powinno je wyrwać z korzeniami i pociągnąć za sobą.
Brzoza nie jest kruchym drzewem.
Ale gdyby samolot przy niej upadał, na pewno szybciej by się złamała niż wygięła.
Natomiast samolot leciał jeszcze sporo, no i ten piruet na plecki, to już kompletna paranoja.
No, chyba, że wewnętrzny wybuch byłby na tyle silny, że o ile zeszłoby się to wszystko w jednym momencie, to podrzucając samolot mógłby się dołożyć do tego obrotu i przy okazji przełamać brzozę.
To tak na mój chłopski rozum... ;)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 02 lip 2013, 20:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
Zamach Warszawski – list Anny Walentynowicz.

Historyk Sławomir Cenckiewicz w swej książce pt. „Anna Solidarność” na stronie 437 zamieszcza list Anny Walentynowicz i Janiny Natusiewicz skierowany do Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. List ten jest datowany na 10 kwietnia 2010 roku w Warszawie.

Obrazek

List ten „niesamowity” – wg Cenckiewicza – jest faktycznie niesamowity, ale ze zgoła innych względów niż autor sugeruje.

Jest wysoce zastanawiające to, że list ten – korespondujący – z uroczystościami w Katyniu nie został tam do Katynia zabrany i wręczony Lechowi Kaczyńskiemu, a pozostawiony w hotelu. Byłoby to i uroczyście, i na czasie, gdyby list taki odczytano w Katyniu i tam wręczono Prezydentowi, bo pisanie listów dziękczynnych i podawanie go „kuchennymi drzwiami” jest mało podniosłe, a może i dwuznaczne.

Druga sprawa, która zastanawia, to graficzny kształt podpisu Anny Walentynowicz. Pierwsze, co uderza, to że oba podpisy wyglądają tak, jakby złożone były ręką jednej i tej samej osoby. Poza tym – jest to uwaga grafologa – osoba, która tak się podpisuje, jest raczej młoda i ma rękę – wg niego – wyrobioną w pisaniu.

Jak wiemy, obie damy nie były już młode. Anna Walentynowicz cierpiała na reumatyzm lub podobne, a wyrobionej ręki w pisaniu nigdy nie miała.

Oczywiście nikt nie ma pojęcia, jakie były faktyczne losy tego „listu”. Poza tym na kopii od kopii podpisu nie można zbytnio polegać.

Zastanawia jednak niefrasobliwość autora historyka w zamieszczeniu tego dokumentu w takiej formie.

Załóżmy – jeżeli list ten jest fałszywy (nieautentyczne podpisy i naznaczony dziwnymi okolicznościami odnalezienia), to jakie byłyby okoliczności z tym związane (podejrzenia)? Przypuszczenie jest dość proste w swej wymowie:

Zamachowcy chcieli dać ślad pobytu Anny Walentynowicz i Janiny Natusiewicz i w hotelu, i w Warszawie w dniu “9 na 10″ kwietnia 2010. A jeżeli tak, to tych dam nie było w tym hotelu, skoro ślad taki trzeba było fabrykować. Możliwe, że nie było ich nawet w Warszawie.

Jeżeli podpisów i miejsca znalezienia listu nie da się nijak usprawiedliwić, to byłby to przyczynek do zbadania „okęckich” okoliczności zamachu, no i roli dziennikarzy w kształtowaniu kłamstwa smoleńskiego.

(-)Krzysztof Cierpisz

http://gazetawarszawska.com/2013/06/30/ ... ntynowicz/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 14 sie 2013, 16:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
O katastrofie, której nie było. Inż. K. Cierpisz

Należy zbadać całą drogę osoby zaginionej od momentu rozstania się z bliskimi do momentu opuszczenia terytorium RP. Tu jest ta wielka tajemnica. Poruszenie tego kamienia ujawni prawdę. A to mogą zrobić nawet bliscy ofiar.

[Kopiuję artykuł z lipca 2010r., po trzech latach szokujący swą precyzją. Teraz przypomniał go Zygmunt Białas: http://lubczasopismo.salon24.pl/ksiegah ... j-nie-bylo W ostatnim roku byłem wśród tych, licznych, którzy usiłowali przekonać tak Rodziny, jak Zespół Parlamentarny i jego przewodniczącego, by wykonać POWYŻSZE motto. Na razie bezskutecznie. Mirosław Dakowski ]

16 kwietnia 2010 roku, czyli sześć dni po rzekomej katastrofie Tu-154M 101 w Smoleńsku, napisał inż. Krzysztof Cierpisz swój pierwszy tekst składający się na cykl zatytułowany "Zamach Warszawski", zamieszczony w portalu zamach.eu. Inżynier był bezsprzecznie pierwszym w Polsce (i właściwie na świecie) oraz długo jedynym, który przyjął, iż na polance przy lotnisku Siewiernyj nie było żadnej katastrofy, tylko inscenizacja, wykonana zresztą byle jak.

Hipoteza ta, ciągle rozwijana, została 31 lipca 2010r. opisana przez Włodka Kulińskiego w portalu wirtualnapolonia.com - link: http://wirtualnapolonia.com/2010/07/31/ ... -nie-bylo/

Jako że przedstawia ten opis stan wiedzy inż. K. Cierpisza w sto kilkanaście dni po tragedii narodowej, postanowiłem przedrukować artykuł z pewnymi skrótami, by jasne było, kto pierwszy przemyślał, opisał i odważył się publikować.
W owym czasie w pierwszych swych tekstach zakładał inż. K. Cierpisz rozbicie samolotu - bliźniaka. Później odszedł od tej wersji. To byłaby jedyna istotniejsza różnica w stosunku do obecnych poglądów Inżyniera, dotyczących tragedii.

Katastrofa, której nie było
10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku nie było żadnej katastrofy samolotu Tu-154M 101 z prezydentem Lechem Kaczyńskim i całą tzw. delegacją katyńską na pokładzie. Załoga samolotu, prezydent i osoby towarzyszące - w sumie (umownie) 96 osób - zostali zamordowani lub zaginęli w Polsce, a nie w Rosji. Był to krwawy zamach stanu z ofiarami osób całkowicie postronnych.

"Katastrofa smoleńska” była jedynie aranżacją medialną, mającą na celu wykluczenie śledztwa z terenu Polski i urządzenie jakiejś farsy w Rosji, by ukryć ten fakt - zamach stanu z użyciem siły i masowym skutkiem śmiertelnym postronnych osób.

"Katastrofa smoleńska” była jedynie manipulacją "okrągłego stołu” – nowym rozdaniem stołków. Jak za komuny lub później dopuszczano się skrytobójstw, mających na celu właściwe uformowanie zestawu osobowego strony opozycji, która w składzie odpowiednich person miała układać się z bandziorami, tak teraz należało dokonać gruntowniejszej korekty tego składu. I tak się stało.

Nowością są tylko dwa nowe elementy tej techniki okrągłostołowej: podłączenie do gry Rosji i masowość zabójstw. Rosja jest wyeksponowana w tym zamachu, a nie jest to świadectwo jej siły lub roli głównej, ale słabości i głupoty. ZSRR nie dał się wmieszać bandycie Jaruzelskiemu w krwawe jatki w Polsce, bo ZSRR był bardziej odpowiedzialny i ludzki niż dzisiejsza Rosja, która jest słaba i chodzi na smyczy "określonych sił na Zachodzie”.

Obrazy medialne oraz ogólny charakter informacji na temat rzekomego zdarzenia, którego nie było, zdołały swym olbrzymim nawałem informacji zagłuszyć racjonalne spojrzenie na wypadki związane katastrofą. Do zestawu gigantycznego zagłuszania włączono „tydzień żałoby”, kiedy przy akompaniamencie ustawicznie nadawanego neurotycznego fragmentu muzyki maglowano w koło fakty będące relacjami z relacji. W trakcie tego zacierano fakty niewygodne, a podrzucano sfabrykowane. Prezydenta przywieziono w zalutowanej trumnie. Pochowano go bez sekcji zwłok w Polsce i identyfikacji ze strony uprawnionych przedstawicieli władzy państwowej. Aby i to kolejne przestępstwo zamaskować, ustalono pochówek na Wawelu, który przez swe kontrowersje kolejny już raz odwrócił uwagę od istoty problemu.

Powiedzmy dobitnie raz jeszcze: tam w "katastrofie smoleńskiej” żadnych faktów "lotniczych" nie ma. Nie ma dowodów na to, że samolot leciał i rozbił się w lesie koło lotniska w Smoleńsku. Tam nie było katastrofy, nie było też i zabitych w tej katastrofie. Należy zauważyć bardzo proste i podstawowe fakty:

1. Nie ma ani jednego dowodu na to, że wypadek miał miejsce w rzeczywistości:

--- Lotu samolotu Tu-154M 101 na terytorium Rosji nikt nie widział.

--- Próby podejścia do lądowania Tu-154M 101 w Smoleńsku i jego rozbicia się nikt nie widział (Wiśniewski nie mówił prawdy twierdząc, że widział samolot, który lądował i natychmiast potem rozbił się, i był to samolot z polską szachownicą. Takie spostrzeżenie w istniejących wówczas warunkach nie jest możliwe).

--- W miejscu położenia wraku krótko po wybuchu nikt nie widział kogokolwiek z załogi czy pasażerów żywego lub martwego.

--- Czarna skrzynka nie została zabezpieczona w jej oryginale na miejscu rzekomej katastrofy i jako taka nie stanowi dowodu w sprawie.

--- Odstępując tu od chronologii wydarzeń podajmy: startu samolotu Tu-154M 101 z lotniska w Warszawie nikt nie widział. Podkreślmy tu dwa dodatkowe zagadnienia:
- nie jest znana godzina odlotu Tu-154M 101 z lotniska na Okęciu;
- fakt startu samolotu z lotniska w Warszawie nie może być dowodem na to, że samolot ten opuścił terytorium Polski jako sprawny statek powietrzy (aerodyna). Rozróżniamy tu oczywiście sprawnie lecący samolot od wraku tego samolotu transportowanego w częściach.

--- Ślady zniszczeń środowiska – rzekomego miejsca katastrofy – sugerują wręcz eksplozję wielu ładunków wybuchowych, które w ten sposób utworzyły pas zniszczenia lasu – wzdłuż rzekomego tragicznego przebiegu lądowania – wlotu samolotu w las. Śladów tych nie mógł dokonać spadający samolot.

Zniszczenia podłoża ściółki w lesie, a pokazane na pierwszych ujęciach filmu Wiśniewskiego świadczą właśnie o tym. Odsłaniają one błąd w inscenizacji. Film Koli wykazuje zaś odwrotność - że tamta druga część lasu (wrak podwozia) jest nienaruszona, co dobitnie świadczy o podrzuceniu tam skrzydeł i podwozia głównego. Gdyby bowiem fragmenty te odpadły od rozbitego samolotu, to ślizgając się po podłożu, zniszczyłyby to podłoże – tak właśnie jak na na filmie Wiśniewskiego. Też widać tu błąd w inscenizacji.

Samolot miał rzekomo nadlecieć od strony kamery Wiśniewskiego, a spaść po stronie kamery Koli. Tak sfilmowane więc zniszczenia otoczenia powinny - licząc od kamery Wiśniewskiego do kamery Koli - narastać, a nie maleć.

Samolot bowiem, który leci na trawami bagien, nie może tych traw zniszczyć na pasie o szerokości 20 – 40 metrów i długości 100 metrów prawie – co widać u Wiśniewskiego. Fragmenty wraku, ślizgające się po gruncie, muszą zniszczyć wszystko na swojej drodze, zanim się zatrzymają, czego nie widać u Koli. Czyli film Wiśniewskiego powinien ukazać ograniczoność zniszczenia środowiska – tak ja u Koli. U Koli zaś powinno być widoczne pobojowisko takie jak na filmie Wiśniewskiego. Jest zaś odwrotnie.

--- Obrazy pokazywane na miejscu sugerowanego wypadku tupolewa nie bilansują części wraku jako całości samolotu, z którego fragmenty te mogłyby powstać. To dodatkowo bez przesądzania o tym, czy części tego wraku powstały skutkiem wypadku katastrofy lotniczej, czy też pochodziły od samolotu celowo rozbitego wcześniej za pomocą maszyn specjalistycznych. Bez przesądzania także o tym, czy fragmenty te pochodziły od jednego samolotu czy od wielu.

--- Fotografia składowiska wraku tupolewa-154, pokazywana przez oficjalna stronę MAK, jest prowokacyjna wręcz (nie wiadomo, czemu ma to służyć):
- ukazuje jedynie ok 40% samolotu jako całości;
- brak tam 80% kadłuba, w tym kabiny pilota w 100%;
- brak foteli w 100%;
- brak podłogi wewnętrznej w prawie 100%.

Zdjęcie ukazuje – tak jak w lasku – marginalne zniszczenia statecznika pionowego, co jaskrawo przeczy tezie o lądowaniu na plecach. Dodatkowo statecznik poziomy prawy stawia znaki zapytania co do swego pochodzenia. Cześć ogonowa – podobnie jak statecznik pionowy – nie wykazuje uszkodzeń potwierdzających wersję uderzenia o ziemię. Fragment ten jest tak oddzielony od części kadłuba, że wskazuje dobitnie na działanie sił odrywających (wzdłużnych do osi) – sprzecznych z tezą o oderwaniu tej części konstrukcji jako skutku uderzenia w ziemię. Siły wzdłużne do osi mogą być dowodem eksplozji. Tak samo o eksplozji świadczą oderwane materiały termoizolacyjne (na filmie Wiśniewskiego białe kłęby rozrzucone na długo przed szczątkami zalegającymi szczątkami kadłuba i ogona).

--- Lądowisko i rozbicie odbyło się w lesie, podczas kiedy części wraku leżą na polanie. Polanę łatwo rozpoznać na zdjęciach satelitarnych sprzed 10 kwietnia 2010 roku. Co za zbieg okoliczności!

--- Części wraku są ułożone szokująco poprawnie. Cześć ogonowa kadłuba leży do góry nogami, tyłem do kierunku lotu. Dodatkowo ogon ten leciał do tyłu, co widać po charakterze wbicia się w ziemię.

--- Części kadłuba wykazują wyraźnie, iż nastąpiła eksplozja, co widać na „wyplutych” zawartościach kabin (okładziny, kable etc.). Fragmenty wraku autentycznej katastrofy lotniczej są rozrzucone, a nie rozdmuchane, tak jak to widać na filmie Wiśniewskiego i kilku fotografiach.

--- Rozwleczone fragmenty samolotu i połamane drzewa miały świadczyć o fakcie katastrofy i jej przebiegu. Są jednak dowodem na fikcję katastrofy i jej prymitywną inscenizację. Samolot nie mógł na tak długiej trasie gubić swe elementy konstrukcyjne, tracić część skrzydła, opadać, lecieć pod górę zbocza, przeskoczyć drogę samochodową, przewrócić się na plecy i potem rozbić się – to równocześnie w trakcie jednej i tej samej katastrofy. Podobnie ułamane wierzchołki drzew, które wciąż wiszą na drzewie, a jest tego wiele przypadków. Jak to możliwe, że uderzenie samolotu z prędkością 250 – 300km/h pozwala na to, aby odcięta skrzydłem korona brzozy pozostała na swym miejscu? Normalnie powinna rozpaść się w proch nie do rozpoznania, a tu wisi i ma być dowodem katastrofy lotniczej.

--- Elementy podłużnic kadłuba, przechodzące z kadłuba na część ogonową – via wręga – są równo odcięte na prawie całym obwodzie przekroju kołowego ogona. Świadczy to o sile osiowej, która oderwała ogon od kadłuba, a więc wybuchu, co wyżej nadmieniano. Dodatkowo wygląd tych uszkodzeń może być podstawą do podejrzeń o to, że podłużnice te zostały przecięte piłą lub czymś podobnym.

2. Nie ma ani jednego dowodu na to, że ktokolwiek z 96 ofiar rzekomej katastrofy opuścił terytorium Polski żywy:

--- Osób wchodzących na pokład tupolewa w Warszawie nikt nie widział. Boarding card (karta pokładowa) nie była podawana osobom mającym wchodzić na pokład tupolewa, a jej oderwany odcinek, jako dowód wejścia na pokład samolotu Tu-154M 101, nie istnieje.

--- Odprawa celno – paszportowa członków delegacji w Warszawie w dniu 10 kwietnia nie miała miejsca. Minister Arabski, który organizował odlot do Moskwy rodzin ofiar, po 12 godzinach od czasu ogłoszenia katastrofy nie posiadał „aktualnej listy ofiar”.

--- W Smoleńsku nie potrafiono podać nawet godziny uderzenia Tu-154M 101 w ziemię. Nie ma zatem też mowy o jakimkolwiek świadectwie zgonu jakiejkolwiek osoby (ofiary katastrofy) jako dokumentu spełniającego jakieś normy formalne.

--- Nie było jakiejkolwiek pracy ratowniczej ani wyszukiwania ofiar.

--- Nie było pożaru. Tymczasem władze Smoleńska podały, że samolot ze 132 osobami na pokładzie rozbił się i że wszystkie osoby zginęły. Duża cześć ofiar zginęła w ogniu i zwłoki są nie do rozpoznania - informowano tuż po alarmie.

--- Nigdy nie podano, gdzie i jak odnajdowano ciała poszczególnych ofiar, za to prawie natychmiast zaczęto zwozić trumny.

--- Można nawet przypuszczać, że ciała wielu zamordowanych pozostały w Polsce, a do Moskwy wysłano materiał DNA pobrany od rodzin ofiar, który to kod następnie podrzucono do obcych ciał. Kodów DNA ofiar nie wysłano bowiem do Polski celem weryfikacji, ale odwrotnie zażądano pobrania takich od rodzin.

Jakież są to zatem części wraku, skąd pochodzą? Nie wiemy, ale to jest mniej istotne. Chociaż przypuszczalnie jest tu jakiś związek fizyczny lub pojęciowy z polskim tupolewem 101. Biorąc pod uwagę ograniczenia czasowe (konieczność nakładu pracy około 2 – 3 godzin na to, aby normalny samolot typu Tu-154M doprowadzić do takiego stanu, jak to pokazano w TV) jest całkowicie uzasadnione stwierdzenie mówiące, że samolot, z którego sporządzono te szczątki nie mógł znajdować się na lotnisku w Warszawie o godz 7.00 krytycznego dnia (70 minut lotu).

Powtarzając to, co podano na wstępie można przyjąć, że:

- szczątki pokazywane w telewizji pochodziły z samolotu bliźniaka, który został przemalowany na samolot 101;

- alternatywnie: są to szczątki prawdziwego samolotu 101, podczas gdy bliźniak samolotu 101 znajdował się w Warszawie krytycznego dnia około godziny 7.00 i odleciał z Okęcia do Smoleńska, podczas kiedy prawdziwy samolot 101 był już na miejscu w Smoleńsku, gdzie przerabiano go na wrak upozorowanej katastrofy lotniczej.

Tu możliwe jest nawet i to, z Okęcia nie wyleciał jakikolwiek samolot typu tupolew. Wystarczy, że coś wyleciało i to zafałszowano na start Tu-154M 101. Posuwając się dalej, można podejrzewać, że samolot taki z Warszawy Okęcie w ogóle nie wystartował, bo go tam – FIZYCZNIE – nie było. Jest jednak wpisany w rejestrach startu i lotu. Lub też był i wystartował, ale kilka godzin wcześniej, więc zafałszowano jedynie godzinę odlotu. Taka mistyfikacja jest możliwa w czasach techniki digitalnej. Pewne informacje na temat sygnałów lub ich braków można zafałszować drogą działań hackerskich. Tego nie da się wykluczyć. Należy zauważyć i podkreślić:

Wszyscy obserwatorzy medialni zgodni są co do tego, że odlot ten z Okęcia - jako zupełny wyjątek - odbył się bez jakichkolwiek świadków, którzy do tamtego dnia zawsze towarzyszyli odlotowi samolotu z prezydentem na pokładzie. Do dnia dzisiejszego godzina odlotu nie jest nigdzie oficjalnie opublikowana. Zachodzi tu pytanie, co zatem stało się załogą i pasażerami. Otóż są przesłanki wskazujące na to, że osoby te zaginęły lub zostały zamordowane przed dotarciem do lotniska czy samolotu.

Tym tłumaczyć można brak ciał w pierwszych godzinach po "katastrofie" w Smoleńsku (mówili o tym: Wiśniewski, Bahr i inni), tym tłumaczyć można także wielkie mistyfikacje związane z obdukcją i identyfikacją zwłok – koniecznością pobrania kodu DNA od członków rodzin. I nie po to, aby na podstawie tych kodów pozytywnie zweryfikować ciała ofiar, ale po to, aby ten prawdziwy kod DNA podrzucić obcym zwłokom (zmasakrowanym do niepoznania). Niezrozumiałe były dla rodzin ofiar warunki obdukcji i przesłuchań, a także okoliczności zwrotu osobistych przedmiotów ofiar, które to przedmioty swym stanem zewnętrznym w żaden sposób nie pasowały do totalnie zniszczonych części wraku tupolewa.

Podawanie naiwnych wręcz informacji o rozmowach telefonicznych ofiar z pokładu tupolewa, gdzie ofiary te, dodzwoniwszy się do kogoś, wypowiadały jakąś formułkę powitalną, po czym nie odpowiadały na pytanie, bo rozmowa została przerwana. I tak Jarosław Kaczyński zeznał, że Lech Kaczyński, dzwoniąc do niego o godzinie 6.00 rano, poradził mu, aby ten się przespał. Radę taką daje się wieczorem, a nie na początku dnia. Może to wskazywać, że właśnie wtedy słowa te były nagrane, a prezydent już był w rekach zamachowców i - poddany działaniom narkotyków - nagrywał frazy, które były mu dyktowane przez zamachowców. Długotrwały był też brak informacji dotyczących identyfikacji bardzo dużej liczby ofiar wypadku.

Reasumując:

10 kwietnia 2010 roku nikt z członków delegacji katyńskiej nie wsiadał do tupolewa żywy lub przytomny. Zwłoki ofiar dowieziono do Rosji później i to nie wszystkie. Okoliczności startu samolotu są całkowicie niejasne.

Nie było katastrofy Tu-154M 101 w Smoleńsku. Widzieliśmy tylko jakieś szczątki samolotu i to niekompletne. Szczątki te pochodzą z demontażu i podrzucenia do lasku, w którym wysadzono to wszystko w powietrze. Zrobiono to bardzo nieudolnie.

Zamach był przeprowadzony po polskiej stronie, a inscenizacja rzekomego wypadku przypadła stronie rosyjskiej. Zaplanowano, że wydarzy się spektakularny wypadek lotniczy na terenie Rosji. To w celu „oddania śledztwa w ręce Rosjan”. W ten sposób cały ciężar dowodowy pochodzi z Rosji, która jest niczym innym jak „pralnią faktów i dowodów” na takiej samej zasadzie jak pralnia pieniędzy wśród przestępców. Wielka dumna Rosja staje się praczką brudów polskojęzycznej szumowiny.

Cóż zatem czynić?

To proste - należy składać do polskiego aparatu ścigania żądania o wszczęcie śledztwa w sprawie zaginięcia osób ofiar członków delegacji do Katynia w dniu 10 kwietnia 2010 lub dzień wcześniej.

Polski aparat ścigania musi wszcząć postępowanie wyjaśniające w sprawie zaginięcia tych 96 osób. Fakt bowiem, że ciała tych ofiar widziano w Rosji, nie uzasadnia domniemania, że osoby te zostały pozbawione życia w Rosji. Jest absolutnie zasadne wymagać, aby polska prokuratura udowodniła, że osoby te żywe i z własnej woli opuściły terytorium Polski.

Należy zbadać całą drogę osoby zaginionej od momentu rozstania się z bliskimi do momentu opuszczenia terytorium RP. Tu jest ta wielka tajemnica. Poruszenie tego kamienia ujawni prawdę. A to mogą zrobić nawet bliscy ofiar, ważne jedynie, aby nie robić tego samotnie, a wszelkie dane wykładać natychmiast w Sieci.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Smoleńsk - katastrofa, czy jej inscenizacja?
PostNapisane: 01 wrz 2013, 19:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31259
NAJPROSTSZE z: „co działo się na Siewiernym – i kiedy”

Yurko (mail’em)

U podstaw systematyzowania zagadnienia „co działo się na Siewiernym – i kiedy” trzeba podkreślić podstawową rzecz: mianowicie brak w miejscu zdarzenia [na filmach i zdjęciach uznanych za „wczesne”, czy „źródłowe” md] burty z fragmentem napisu Rep of Poland tak często pokazywanej w TV, a leżącej obecnie na Siewiernym. Także kilku innych elementów tam leżących (innych burt z oknami).

Zatem ten samolot z którego też pobiera się obecnie próbki i który prezentuje się przy okazji różnych migawek i komentarzy obojętnie w jakich mediach , tv czy gazetowych nie rozbił się i nie było go w czasie obranym za czas katastrofy na słynnej polanie.

To co pokazała Gargas w swych filmach (sceny niszczenia wraku) to już wynik ewolucji inscenizacji i jej dalsze etapy.

I to jest podstawa i łatwo to udowodnić bez kolejnych trwających miesiącami i latami analiz.

Rozkład złomu z mapy MAKowej jest zgodny z rozkładem na filmie SW. Ale wraku z Siewiernego, TEGO spod budy tam nie było.

Nie mogło zatem być też i ludzi jeśli lecieli tym samolotem którego wrak obecnie się pokazuje.

/Y/

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 144 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 21 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /