Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 200 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 02 gru 2016, 11:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wolna-polska.pl/wiadomosci/skand ... mi-2016-12

Skandal z GMO. Zmowa rządu PiSu z korporacjami?
OPUBLIKOWANO GRUDZIEŃ 1, 2016PRZEZ A303W POLSKA

Obrazek

W sejmie jest procedowana ustawa o nasiennictwie. Są w niej BARDZO kontrowersyjne zapisy zezwalające na uprawę, obrót i wpisywanie do krajowego rejestru genetycznie zmodyfikowanych nasion i roślin.
aZakaz stosowania nasion GM w uprawach wprowadzany jest corocznie rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i taki zakaz jeszcze(!) mamy. TO JEDNAK NIE WYSTARCZY ABY UCHRONIĆ POLSKĘ PRZEZ UPRAWAMI GMO! TRZEBA KONIECZNIE wprowadzić zakaz obrotu i wpisywania do krajowego rejestru nasion i roślin GMO, aby zamknąć dziurawe prawodawstwo, które może doprowadzić do zanieczyszczenie polskich pól przez GMO i przerzuca odpowiedzialność z korporacji, na rolników!
..Oczekiwaliśmy, że zakaz obrotu i wpisywania do krajowego rejestru genetycznie zmodyfikowanych nasion i roślin zostanie wprowadzony przez rząd PiS niezwłocznie jak dojdzie do władzy, zgodnie wieloletnimi obietnicami… – podkreśla Edyta Jaroszewska – Nowak, rolniczka, przewodnicząca Stowarzyszenia EKOLAND o/Zachodniopomorski i cytuje wypowiedź Prezesa Jarosława Kaczyńskiego z 2011 roku: ..Jeśli wygramy wybory, zakaz GMO wprowadzimy niezwłocznie…Mój rząd, rząd Prawa i Sprawiedliwości, był jednoznacznie przeciwny ekspansji GMO, nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w czynach. Rząd Prawa i Sprawiedliwości przeprowadził dwie ważne ustawy – o nasiennictwie i o paszach, w których ustanowione zostały zakazy obrotu nasionami GMO (czyli faktyczny zakaz ich uprawy) oraz zakaz importu pasz GMO. Koalicja PO-PSL te ustawy niekorzystnie zmieniła. W słowach polityków koalicji słyszę nierzadko, że są przeciw GMO, niestety w czynach niebezpiecznie otwierają Polskę na to zagrożenie. Jest to postawa pełna politycznej hipokryzji, wskazująca, że obecna koalicja i rząd bardziej dbają o interesy wielkich koncernów, niż o zdrowie i bezpieczeństwo Polaków…
źródło: http://wpolityce.pl/polityka/117264-dom ... ezwlocznie
TERAZ ROLE SIĘ ODWRÓCIŁY…CZY OZNACZA TO ZMOWĘ RZĄDU PiS Z KORPORACJAMI?
..Niestety z wielkim rozczarowaniem dowiadujemy się, że właśnie posłowie PiS, głosują za tym aby nie wprowadzać zakazu obrotu i wpisywania do krajowego rejestru genetycznie zmodyfikowanych nasion i roślin, bowiem to z posłami z PiS walczyliśmy ramię w ramię o Polskę wolną od GMO …- dodaje Jadwiga Łopata, laureatka ekologicznego Nobla z Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC i cytuje wypowiedź obecnego posła Jerzego Chróścikowskiego z 2012 roku (wtedy senatora i przewodniczącego senackiej komisji rolnictwa): ..Pragnę także poinformować, w nawiązaniu do procedowanego w Parlamencie projektu ustawy o nasiennictwie (druk senacki nr 231, druki sejmowe nr 176, 822 i 822-A), że w toku prac legislacyjnych w Senacie, podczas rozpatrzenia ustawy w Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, jako Przewodniczący tej Komisji, złożyłem do ustawy poprawki mniejszości, mające na celu wprowadzenie zakazu obrotu i wysiewu roślin GMO. Z przykrością muszę stwierdzić, że nie uzyskały one jednak wymaganej większości…Przewodniczący Jerzy Chróścikowski
źródło: http://weto.icppc.pl/index.php/componen ... C4%87.html
Z OSTATNIEJ CHWILI: Podczas porannego posiedzenia Komisji Rolnictwa Przewodniczący Komisji dr Jarosław Sachajko reprezentujący Klub Kukiz’15 zgłosił 5 poprawek (proponowanych i popieranych przez stronę społeczną!). TYLKO dwie z nich zostały pozytywnie przegłosowana przez posłów PiS!
DZISIEJSZE POSIEDZENIE KOMISJI:
http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/transm ... 7B0060ECC5
A WIĘC CZY OZNACZA TO ZMOWĘ RZĄDU PiS Z KORPORACJAMI?
Bo jak się ma wynik głosowania do publicznej deklaracji Prezesa Jarosława Kaczyńskiego w 2011 roku:
..Ta wciąż nie w pełni zbadana i wielce ryzykowna technologia niesie zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt, dla środowiska człowieka, a także dla gospodarki. W warunkach polskich uprawy GMO szczególnie zagrażają tradycyjnym gospodarstwo rodzinnym, a zwłaszcza gospodarstwom ekologicznym. Ekspansja upraw GMO to zniweczenie szans Polski jako kraju produkującego zdrową żywność, to całkowite uzależnienie rolników od żądnych zysku wielkich koncernów biotechnologicznych…
..Wyrażam wdzięczność i szacunek dla tysięcy Polaków, działaczy organizacji społecznych i wszystkich ludzi dobrej woli, którzy aktywnie protestują przeciw tej złej ustawie i domagają się od Prezydenta RP odmowy jej podpisania. W pełni solidaryzuje się z tymi protestami i mam nadzieję, że okażą się one skuteczne…
..Jednocześnie składam publiczne przyrzeczenie i zobowiązanie: jeśli Prawo i Sprawiedliwość wygra najbliższe wybory i stworzy większość parlamentarną, całkowity zakaz upraw roślin GMO w Polsce wprowadzimy niezwłocznie! Wprowadzimy taki zakaz, bo bezpieczeństwo Polski i Polaków, bezpieczeństwo przyszłych pokoleń, jest dla nas najważniejsze…

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/117264-dom ... ezwlocznie

KONTAKT:
Edyta Jaroszewska-Nowak, tel. 6096453386
Jadwiga Łopata, tel. 33 8797114
Przewodniczący Komisji dr Jarosław Sachajko, tel.: 609 858 811


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 03 gru 2016, 08:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wsercupolska.org/wsp1/index.php/ ... /8013-8013

Miejmy nadzieję, że to nie jest prawda. Tępienie małej hodowli na rzecz masowej to zbrodnia wołająca o pomstę do nieba, cios w biologiczny byt narodu.

Kopia artykułu:

Jeśli to prawda, to w rządzie decydują ZBRODNIARZE. Jurgiel do natychmiastowej dymisji.
Opublikowano: piątek, 02, grudzień 2016 19:49

[takich „urzędników” natychmiast, w kajdanach, do kicia. I dezynfekować ciągle cele, zaś ryje trzymać w dezynfekcyjnych nieckach.. MD]
Powaliło mnie z tymi świniami. U dezinfekcyjnego koryta.
Rząd szykuje rewolucję na wsi w związku z ASF.
Restrykcje mają dotyczyć wszystkich hodowców świń.
http://www.rmf24.pl/fakty/polska 1 grudnia (10:55)
Hodowla świń w Polsce profesjonalna albo żadna. W związku z afrykańskim pomorem świń (ASF)
[a to jest sztucznie wymyślona BZDURA. Zamrożone, zarażone dziki były podrzucane helikopterami. Mirosław Dakowski] rząd szykuje rewolucję na wsi.
Jak dowiedział się reporter RMF FM, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozszerza obszar zaostrzonych warunków prowadzenia hodowli. W efekcie ma on objąć cały kraj. Celem jest doprowadzenie do likwidacji małych gospodarstw, w których trzymane są świnie - także na własny użytek.
Na razie restrykcje obejmą prawie całe województwo podlaskie, część Mazowsza i Lubelszczyzny. Ma to nastąpić na początku roku. Rozszerzenie na cały kraj zaplanowane jest na później. Na razie nie ma konkretnej daty, ale jest pewne, że to nastąpi - usłyszał nasz dziennikarz w resorcie rolnictwa.

Planowane jest m.in. kosztowne podniesienie warunków zabezpieczenia przed ASF. Oznacza to, że każdy, kto hoduje świnie, będzie musiał ogrodzić gospodarstwo. Jak się dowiedział nasz reporter, takie ogrodzenie - siatka lub mur - będzie musiało mieć fundamenty.
Co więcej, wjazd do gospodarstwa będzie musiał być chroniony betonową niecką ze środkami dezynfekcyjnymi.
Hodowcy będą musieli też między innymi prowadzić książkę wejść i wyjść z chlewni, a także rejestr wszystkich pojazdów wjeżdżających do gospodarstwa.
Oprócz tego rolnicy będą musieli prowadzić szczegółowy rejestr środków dezynfekcyjnych - między innymi archiwizować faktury na zakup tych substancji. Podczas kontroli będzie możliwe sprawdzenie, ile tych środków użyto w dezynfekcyjnych nieckach. Do tego hodowcy będą musieli wprowadzić program zwalczania gryzoni.
Celem jest sprawienie, by utrzymywanie niewielkiej liczby świń było nieopłacalne. Na razie te obostrzenia obejmą strefę, w której były ogniska ASF. Potem mają być rozszerzane od wschodu na cały kraj. Urzędnicy twierdzą, że nie ma innej metody zwalczenia afrykańskiego pomoru w Polsce. [takich „urzędników” natychmiast, w kajdanach, do kicia. I dezynfekować ciągle cele, zaś ryje trzymać w dezynfekcyjnych nieckach.. MD]
Ta zwierzęca choroba ma bardzo duży wpływ na gospodarkę. Argumentują, że wystąpienie ASF w gospodarstwie z jedną świnią powoduje takie same, katastrofalne skutki, jak stwierdzenie epidemii w profesjonalnej hodowli z tysiącami świń.
Spełnianie warunków bezpieczeństwa przez każdego rolnika hodującego trzodę chlewną będzie bardzo restrykcyjnie weryfikowane. Służby weterynaryjne będą wydawać zakaz hodowli, w sytuacji niespełnienia tych warunków. Jeśli mimo to ktoś dalej będzie trzymał świnie - grożą mu kary pieniężne. "Taką hodowlę można by porównać do nielegalnej produkcji alkoholu" - usłyszał nasz reporter w Ministerstwie Rolnictwa.
Z informacji naszego dziennikarza wynika, że w niektórych przypadkach możliwe będą rekompensaty za nieutrzymywanie trzody. Chodzić może o mniej więcej 100 złotych rocznie za jedną świnię. Niewykluczone jest też wsparcie na zmianę branży.

(abs)

Krzysztof Zasada

Za: http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=55


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 03 gru 2016, 09:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Asindziej napisał(a):
Miejmy nadzieję, że to nie jest prawda. Tępienie małej hodowli na rzecz masowej to zbrodnia wołająca o pomstę do nieba, cios w biologiczny byt narodu.

Jest to raczej polityka dezinformacji tych środowisk, które milczały gdy rząd PO - PSL dewastował nam Polakom nasz Dom, czyli naszą Ojczyznę.
PiS na pewno popełnia błędy, pracuje też i działa pod silnym naciskiem sił obcych, wrogich Polsce i Polakom, wrogich całej ludzkości, a w dodatku zachłannych, oddających hołd mamonie i gotowych zniszczyć wszystko łącznie z ludźmi dla własnego zysku.
Chcąc coś przeforsować, coś zbudować dla Polski i dla Polaków, PiS musi iść na pewne kompromisy, aby bilans strat i zysków był korzystny dla Polski.
W przyszłości również i te dziedziny, które z konieczności muszą obecnie być gorzej potraktowane, będzie można naprawić.
Musimy jednak stać się silnym gospodarczo, militarnie i kulturowo państwem i narodem. Wtedy nikt nam nie będzie niczego narzucał i nikt nie będzie nas kolonizował.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 03 gru 2016, 09:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Jest to raczej polityka dezinformacji tych środowisk, które milczały gdy rząd PO - PSL dewastował nam Polakom nasz Dom, czyli naszą Ojczyznę.
PiS na pewno popełnia błędy, pracuje też i działa pod silnym naciskiem sił obcych, wrogich Polsce i Polakom, wrogich całej ludzkości, a w dodatku zachłannych, oddających hołd mamonie i gotowych zniszczyć wszystko łącznie z ludźmi dla własnego zysku.
Chcąc coś przeforsować, coś zbudować dla Polski i dla Polaków, PiS musi iść na pewne kompromisy, aby bilans strat i zysków był korzystny dla Polski.
W przyszłości również i te dziedziny, które z konieczności muszą obecnie być gorzej potraktowane, będzie można naprawić.
Musimy jednak stać się silnym gospodarczo, militarnie i kulturowo państwem i narodem. Wtedy nikt nam nie będzie niczego narzucał i nikt nie będzie nas kolonizował.


Chciałbym, żeby tak było, jednak liczba działań antypolskich, i to o charakterze wręcz zbrodniczym, jak CETA, wspieranie banderowców czy dalsze promowanie dewiacji w szkołach jeży włos na głowie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 17 gru 2016, 10:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/12/1 ... zarabiaja/

Polski rolnik produkuje, inni zarabiają
Posted by Marucha w dniu 2016-12-12 (poniedziałek)

Leszek Balcerowicz doprowadził do tego, że w latach 1991-1992 nie opłacało się w Polsce produkować żywności
Każde cywilizowane państwo świata wspiera własne rolnictwo
80-90% rynku spożywczego w Polsce jest kontrolowane przez kapitał zachodni
Dzisiaj rolnictwo stanowi główne źródło zarobku tylko dla 18% mieszkańców polskiej wsi
Nowa wiejska tożsamość organizuje się wokół konkretnych historycznych osób czy bohaterów pochodzących z danej wsi, wokół bitwy, zabytków, czy pomników przyrody
Od 2002 roku liczba mieszkańców wsi rośnie kosztem populacji miejskiej

O zmieniającym się gospodarczym i społecznym obliczu polskiej wsi po ’89 roku z dr. hab. Piotrem Nowakiem, socjologiem wsi i rolnictwa rozmawia Piotr Kaszczyszyn.
1989 i 2004. Transformacja ustrojowa i wejście Polski do Unii Europejskiej. Czy można się pokusić o wskazanie tych dwóch dat jako najważniejszych i w jakimś stopniu przełomowych dla polskiej wsi i rolnictwa w III RP?
Lata 1989-2004 można określić za prof. Gerlachem jako lata „opresyjnej wolności”. Czas transformacji ustrojowej to zabójczy okres dla polskiego rolnictwa. Decyzja o uwolnieniu cen i zniesieniu praktycznie wszystkich ceł, dająca się jakoś uzasadnić na płaszczyźnie politycznej, z punktu widzenia wsi była dramatyczna w skutkach.
Proszę sobie wyobrazić, iż w latach 1991-1992 ceny skupu żywności były tak niskie, że rolnicy dokładali do interesu. Doprowadziliśmy do sytuacji, w której w Polsce nie opłacało się z ekonomicznego punktu widzenia produkować żywności. Dlaczego tak się stało?
Lata 80. to do dziś obraz pustych sklepowych półek i mięsa na kartki. Po roku ’89 rządzący, pragnąc pośrednio przekonać ludzi do kapitalizmu, chcieli pokazać, że teraz będzie już inaczej. Otworzyliśmy więc całkowicie nasz rynek na żywność z UE. Tylko że zapomnieliśmy przy okazji, że jest to żywność subsydiowana z pieniędzy unijnych – te dopłaty były wówczas na poziomie blisko 50%. Nic więc dziwnego, że produkty z Zachodu okazały się „bezkonkurencyjne” w starciu z produktami polskich rolników.
Zapełniliśmy więc nasze lodówki kosztem polskiej wsi. Do tego doszła inflacja, problemy ze wprowadzaną wówczas reformą walutową, a chłopi wyszli strajkować na ulice. Wkrótce, w konsekwencji tej szokowej terapii, powstał ruch Samoobrona.
Żadne rozwinięte państwo na świecie nie poddaje sektora żywności żywiołowi rynku. Każdy cywilizowany kraj w mniejszym bądź większym stopniu dotuje produkcję żywności.
Istnieją trzy podstawowe powody, dla których nie może być ona podporządkowana mechanizmom wolnorynkowej konkurencji.
Po pierwsze, przyczyny polityczne: racja stanu, bezpieczeństwo żywnościowe etc.
Po drugie, powody ekonomiczne. Już Friedman i Stiglitz zwracali uwagę na ułomność rynku w odniesieniu do rolnictwa, podobnie zresztą jak Marks i Kautsky. W pierwszej kolejności chodzi o ograniczone i skończone zasoby ziemi, w związku z czym ten segment gospodarki jest szczególnie mocno narażony na monopolizację. Tak się już zresztą dzieje choćby w USA, gdzie ok. 60% obrotu żywnością zostało już poddane monopolizacji. Problematyczne są także koszty produkcji, wciąż silnie uzależnione, bez względu na to z jak mocno zmechanizowanymi przedsiębiorstwami mamy do czynienia, od kaprysów natury. Ekonomiści są zgodni, że produkcja żywności jest bardziej ryzykowna, niż gra na giełdzie. Stąd wynika konieczność państwowych interwencji, łagodzących te niekorzystne warunki.
Po trzecie, przyczyny społeczne. Produkcja żywności i wieś to źródła tradycji i lokalnej odrębności. Brzmi to może banalnie, ale jako socjolog nie lekceważę tożsamościowej roli rolnictwa jako przestrzeni budującej odmienną kulturę wobec wzorców globalnych, obecnych głównie w dużych miastach. Wystarczy sobie odpowiedzieć z jakim miejscem kojarzymy rosół, schabowego i ziemniaki popijane ciepłym kompotem.
Niestety w latach 90. Leszek Balcerowicz zapomniał o tych trzech powodach, a w konsekwencji doszło do znacznego zubożenia polskiej wsi.
Z czym więc wchodziliśmy do Unii Europejskiej kilkanaście lat po szokowej terapii autorstwa szefa FOR-u?
Ze wskaźnikiem PSE, określającym poziom państwowego wsparcia dla rolnictwa, oscylującym wokół 5-8%, przy średniej dla krajów UE na poziomie 44%. Objęcie polskiej wsi Wspólną Polityką Rolną oznaczało dla niej przejście, mówiąc obrazowo, z okresu dzikiego XIX-wiecznego kapitalizmu do prawdziwego raju finansowej stabilizacji. Lata 2004- 2020 to dla polskich rolników czas żniw, prawdziwej modernizacji ich gospodarstw, zwiększania efektywności produkcji, podnoszenia jakości oferowanych produktów.
Tym procesom towarzyszy zjawisko „znikającego środka”, które sprawia, że gospodarstwa rolnicze zaczynają funkcjonować na dwóch biegunach. Z jednej strony wielkie gospodarstwa, które z upływem czasu stają się jeszcze większe, kumulując coraz więcej ziemi w swoich rękach. Z drugiej gospodarstwa małe, występujące głównie w statystykach, a w praktyce często opierające się na dzierżawie tych kilku hektarów, którymi dysponują. Co nie zmienia faktu, że gospodarstwa wciąż istnieją, moim zdaniem z powodu sentymentalnie powodowanego przekonania wśród Polaków, że ziemia jest dobrą lokatą kapitału.
Dzisiaj próbujemy budować nowoczesne rolnictwo bez odpowiedniego kapitału. Pieniądze z Brukseli nie wystarczą. Dodatkowo mamy do czynienia ze zjawiskiem kumulacji środków unijnych w rękach tych nielicznych, najnowocześniejszych gospodarstw. Bogaci stają się coraz bogatsi na zasadzie: mam jeden Johna Deere, to kupię sobie drugi.
Kapitał nie rozchodzi się po polskiej wsi równomiernie, gdyż dopłaty unijne premiują tych z doświadczeniem i środkami finansowymi: bez wkładu własnego pozyskiwanie środków z Brukseli to zadanie niezwykle trudne. Nie oznacza to oczywiście, że deprecjonuję tych najbogatszych, oni uzyskują to swoją ciężką pracą. Co nie zmienia faktu, że struktura polskiego rolnictwa zmienia się i zmierza w stronę coraz silniejszej koncentracji i polaryzacji, gdzie gospodarstwom średniej wielkości jest coraz trudniej znaleźć dla siebie miejsce.
Nasze rolnictwo jest słabe, a moim zdaniem w nadchodzących latach będzie coraz mocniej marginalizowane. Coraz więcej ziemi wyłączanych jest z przeznaczenia rolniczego, zmniejsza się areał wykorzystywanej ziemi uprawnej, a wydajność produkcji z hektara nie rośnie proporcjonalnie. W konsekwencji polskie rolnictwo będzie produkowało coraz mniej, i coraz mniej ludzi będzie się z rolnictwa utrzymywać.
Jednocześnie głównym problemem polskiego rolnictwa jest niski kapitał społeczny. Na naszej wsi brakuje spółdzielni, kooperatyw, grup producenckich, na których mocno opiera się rolnictwo europejskie. Na Zachodzie rolnicy są członkami kilku różnych spółdzielni jednocześnie, a te spółdzielnie nie boją się wchodzić i przejmować inne rynki. Przykładem może być Sokołów, który znajduje się dzisiaj w rękach duńskich producentów wieprzowiny. Na tym polu nasi rolnicy mają jeszcze wiele do nadrobienia.
Mocno problematyczny jest również fakt, że jesteśmy pozbawieni praktycznie przemysłu spożywczego i handlu. W konsekwencji jesteśmy usytuowani na samym początku łańcucha produkcji, skazani na mniejszy zysk i zdani na kaprysy dalszych ogniw tego łańcucha.
Symboliczny w tym kontekście jest sektor wieprzowiny, stanowiącej podstawę mięsnej diety Polaków, gdzie większość tego mięsa importujemy. Również same statystyki dotyczące eksportu wprowadzają nas w błąd. Na pierwszy rzut oka, owszem, nasze rolnictwo eksportuje, ale większość zysków przejmują zagraniczni handlowcy czy przetwórcy funkcjonujący na naszym rynku, nie polscy producenci żywności.
Czy w jakiejś branży kontrolujemy ten łańcuch?
W żadnej. Zgodnie z badaniami prof. Piotra Chechelskiego z Instytutu Ekonomiki i Gospodarki Żywnościowej, zajmującego się globalizacją i rynkiem żywnościowym, 80-90% rynku spożywczego w Polsce jest kontrolowane przez kapitał zachodni.
W rolnictwie narodowość ma znaczenie. Każdy rolnik nam to powie. Przykład: wejście na rynek niemiecki. Nie ma oczywiście formalnych obostrzeń, bo być nie może, ale proszę spróbować otrzymać miejscowy certyfikat jakości, niezbędny do sprzedaży swoich produktów. To prawdziwa droga przez biurokratyczną mękę. Patriotyzm gospodarczy w rolnictwie i wynikająca z tego praktyka preferowania rodzimych produktów to rzecz powszechna.
W jakich branżach polskie rolnictwo radzi sobie najlepiej?
Przodujemy np. w eksporcie jabłek.
Nie wiem tylko czy to rzeczywiście powód do dumy.
Średnio. Sprzedaż jabłek to niezbyt dochodowa działalność. Dodatkowo nie stanowi ona źródła dobrobytu dla zbyt dużej części społeczeństwa. Problematyczne jest również późniejsze przetwórstwo. Maspex nie jest w stanie ściągnąć do siebie wszystkich polskich jabłek, poziom ich konsumpcji w naszym kraju zasadniczo spada, a na półkach sklepowych w Lidlu czy Carrefourze muszą one dodatkowo konkurować z owocami z innych krajów.
Coś więcej?
Produkcja mleka – tutaj jesteśmy europejskimi liderami. Do Polski przyjeżdżają producenci z Holandii, żeby podglądać nasze obory, prawdopodobnie najnowocześniejsze na kontynencie. Naszą główną siłą jest jakość trzody oraz wydajność produkcji. W ostatnim czasie pewną zmienną, która częściowo negatywnie może zmienić sytuację jest uwolnienie kwot mlecznych, ale na razie jest za wcześnie na wyrokowanie.
Do tego dochodzi tradycyjnie branża drobiu, w której od wielu lat jesteśmy liderami na skalę europejską, czy produkcja warzyw, na czele z jednymi z najbardziej rozbudowanych w Europie systemów szklarniowych z pomidorami. Ponadto bardziej niszowe gałęzie, gdzie koszty pracy, u nas niższe, stanowią istotny element kosztów produkcji – chodzi o maliny czy porzeczki.
W ostatnich latach można było usłyszeć wiele głosów nawołujących do walki z gospodarką opartą na niskich kosztach pracy. Wychodzi na to, że rolnictwo nie jest wolne od bolączek innych sektorów polskiej gospodarki.
Kluczem jest wiązanie naszych rolników z innymi ogniwami tego łańcucha żywnościowego: magazynowaniem, transportem, przetwórstwem, sprzedażą. Dzisiaj formalno-biurokratyczne obostrzenia są tak duże, że rolnicy zwyczajnie nie mają wiedzy, doświadczenia ani czasu, żeby móc zacząć na własną rękę sprzedawać swoje produkty. Polski rolnik produkuje, inni zarabiają.
Inni zarabiają, ale jednocześnie polski rolnik wydaje się całkiem mocno uprzywilejowany podatkowo.
Podobnie jak rolnicy we wszystkich cywilizowanych krajach – to wsparcie państwowe, o którym mówiłem wcześniej, obejmuje również różne instrumenty podatkowe. W Polsce jest do przede wszystkim brak klasycznego podatku dochodowego, zamiast niego występuje relatywnie niski podatek rolny. Ponadto mamy do czynienia z płaconą kwartalnie, w wysokości 350 zł, składką na ubezpieczenia społeczne. Ale w Niemczech jest to na przykład podatek katastralny dla rolników, którego podstawa nie była podnoszona od lat 60. Co kraj, to sposób.
Dlatego byłbym ostrożny z jednostronną likwidacją tych narzędzi wsparcia – jeśli już, to wprowadźmy jednolite standardy na terenie całej Unii Europejskiej, inaczej nasze rolnictwo tylko straci. Jednocześnie trzeba przyjrzeć się dokładniej beneficjentom tych podatkowych preferencji – niektórzy wielcy producenci żywności nie mają już za wiele wspólnego z rolnikami, dlatego uważam, że powinni płacić normalne podatki jak inni przedsiębiorcy.
Dzisiaj dyskutując o rolnictwie, nie można nie nawiązać do umowy TTIP. Polskie rolnictwo dostanie po kieszeniach jeśli Donald Trump nie zdecyduje się wycofać z tej koncepcji?
Najprawdopodobniej stracimy. Europejskie rolnictwo jest mniej konkurencyjne od wielkich amerykańskich, transnarodowych korporacji. Powodów jest wiele, ja chciałbym zwrócić uwagę na jeden z nich: zjawisko tzw. land grabbingu. Chodzi o sytuację, w której amerykańskie koncerny „wynajmują” żyzne ziemie uprawne w krajach o sprzyjającym klimacie. Przede wszystkim chodzi tutaj o Afrykę, na czele z Madagaskarem oraz Bliski Wschód, gdzie na pierwszy plan wysuwa się Katar. W dobie globalizacji koszty transportu stanowią nieznaczny składnik kosztów produkcji, a dysponowanie takimi glebami już tę konkurencyjną przewagę zapewnia.
Czy w praktyce wejście umowy TTIP w życie oznaczałoby w rolnictwie głównie obniżenie wyśrubowanych unijnych norm jakości, tak aby amerykańskie produkty mogły wejść na nasze rynki?
Obniżenie jakości to oczywiście istotna zmienna, ale większe znaczenie moim zdaniem przyniosłaby możliwość przejmowania i monopolizowania dużych części tego łańcucha żywnościowego, o którym dyskutowaliśmy wcześniej, przez amerykańskie korporacje, którym, ze względu na ich wielkość i kapitał jakim już dysponują, przychodziłoby to stosunkowo łatwo.
Dotychczas rozmawialiśmy o wymiarze gospodarczym polskiej wsi po ’89 roku. Czy transformacji ekonomicznej towarzyszą także zmiany natury społecznej?
Z tej perspektywy kluczowe są dwa czynniki. Po pierwsze, polska wieś się dezagraryzuje, coraz mocniej upodabniając się do miasta. Po drugie, nowe oblicze wsi zaczynają nadawać ludzie przybywający do niej z miasta.
Jeszcze w latach 80. jadąc na wieś i rozmawiając z jej mieszkańcami praktycznie każdy, poza księdzem, nauczycielem i lekarzem, na pytania o źródła zarobku, wskazywał na otaczające jego dom pola. Dzisiaj niedawne badania CBOS-u wskazują, iż gospodarowanie stanowi głównie źródło dochodu dla 18% mieszkańców wsi. To jest prawdziwa transformacja, która dokonała się na przestrzeni ledwie trzech dekad.
Z tymi statystykami związany jest koniec agrocentrycznego modelu życia na wsi, gdzie wspólny rytm egzystencji był czymś na porządku dziennym. Praca na polu, sprzedaż produktów, niedzielna msza, spotkania towarzyskie – te wszystkie cykliczne, niemal rytualne czynności budowały podobieństwo życia wszystkich mieszkańców wsi. Dzisiaj ten model już zanika, a życie wsi się dezintegruje czy też fragmentaryzuje.
Przykład – religijność. Z jednej strony poziom praktyk religijnych na wsi wciąż jest wyższy niż w mieście, ale z drugiej – w niedziele do kościoła chodzą głównie rolnicy, nie zaś ci nierolniczy mieszkańcy wsi. Religijność też się prywatyzuje, zanika jej rola wspólnototwórcza. Ksiądz może i wciąż poświęci nową świetlicę zbudowaną za unijne pieniądze, ale wokół przydrożnych kapliczek nie gromadzą się już modlący w trakcie „majówek”. Dawne praktyki wytykania tych, którzy do kościoła chodzą tylko na Wielkanoc i cała symboliczna stygmatyzacja o podłożu religijnym już zanikła.
Oczywiście są też symptomy transformacyjne nie zanikające, na przykład popularność dożynek i związana z tym kultura festynowa występująca na wsi.
W kontekście zmierzchu agrocentryzmu wymownym znakiem jest odsetek samobójstw: od końca lat 80. na wsi jest on wyższy niż w mieście. Co ciekawe, pięć razy częściej ofiarami są mężczyźni. Stanowi to przykład anomii społecznej, gdyż najczęstszym powodem tych samobójstw była niezdolność do pełnienia tradycyjnej roli ojca-głowy rodziny, właściciela gospodarstwa, odpowiedzialnego za zapewnienie bytu rodzinie. Wobec zachodzących zmian mężczyźni nie byli w stanie znaleźć sobie nowego miejsca i roli.
Na miejsce dawnego cyklu regulowanego przez ziemię i przyrodę wchodzą stowarzyszenia zakładane przez nowe wiejskie elity, już nie księdza czy nauczyciela, ale często ludzi, którzy z różnych powodów (sentymentalny powrót do rodzinnej wsi, chęć ucieczki z miasta po jakiś traumatycznych przeżyciach) przeprowadzili się na wieś.
Oczywiście w pierwszej kolejności chodzi tutaj o wsie leżące relatywnie blisko większych miast. Zakładanie takich stowarzyszeń wspierają unijne środki z programu LEADER przeznaczane na potrzeby lokalnych liderów w ramach programu rozwoju obszarów wiejskich. Niestety często te nowe elity alienują się, działając tylko we własnym interesie. Oczywiście też nie wszystkie niedawne mieszczuchy chcą się aktywizować. Część z nich zamyka się w czterech ścianach domu i ogrodu, nie integrując się i nie angażując w życie wspólnoty.
Tymczasem stary świat chłopskich wartości, dziś powiedzielibyśmy postmaterialnych, skupionych wokół szacunku do ziemi, jej płodów, pracowitości nie mierzonej finansowo rozumianą efektywnością, stopniowo zanika. Tak jak młode pokolenie jest w stanie dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości, tak ci starsi niekoniecznie potrafią poradzić sobie z unijnymi wnioskami o dotacje czy obsługą komputera. Nieraz popadają przez to w wykluczenie społeczne czy cyfrowe.
Zanika etos ziemi, a co z przywiązaniem do żywności?
Pewne poczucie wyjątkowości produkcji żywności pozostało. I to bez względu na to, że pojawiły się bardziej nowoczesne narzędzia i maszyny służące do jej produkcji. Pewna sfera swoistego sacrum wciąż jest obecna. Dotyczy ona nie tylko rolników, ale także mieszkańców wsi zajmujących się agroturystyką, której towarzyszy położenie nacisku na produkcję ekologiczną.
Swój renesans przeżywają także koła gospodyń wiejskich, nieraz inicjowane przez żony, których mężowie pracują w miejskiej korporacji, ale rodzina przeprowadziła się na wieś. Na szczęście nie wszyscy nowi mieszkańcy wsi, którzy trafili do niej z miasta tworzą wsobne organizacje dla własnego pożytku, o czym mówiłem wcześniej.
A co z tożsamością tych, którzy na wsi pozostali, a znajdują się w tych 72% mieszkańców, którzy nie czerpią już dochodów z rolnictwa?
Pola może są już nieuprawiane, lecz wciąż pozostała wiejska przestrzeń i przywiązanie do miejsca, swojej prywatnej ojczyzny. Tutaj prym wiodą często lokalni nauczyciele organizujący ludzi wokół konkretnych historycznych osób czy bohaterów pochodzących z danej wsi, wokół bitwy, zabytków, czy pomników przyrody.
W ostatnim czasie w debacie publicznej wieś pojawia się często, jeśli nie najczęściej w kontekście tych, którzy z niej wyjeżdżają, czyli tzw. słoików. Czy rzeczywiście mamy do czynienia ze stopniowym wyludnianiem się wsi?
Publicystyka rządzi się swoimi prawami i nie zawsze jest chętna zerkać do statystyk. Wyludniają się i starzeją – owszem, ale wsie, nazwijmy, je peryferyjne, oddalone od większych ośrodków miejskich, pozbawione infrastruktury społeczno-kulturalnej. Tymczasem od 2002 r. rośnie liczba mieszkańców wsi kosztem liczby mieszkańców miast. Chodzi jednak o wsie znajdujące się relatywnie blisko i dobrze skomunikowane z większymi miastami. Tworzą się więc swoiste przedmieścia czy wiejskie sypialnie, zmieniając specyfikę wsi, o czym mówiliśmy wcześniej.
Czy wobec przedstawionej specyfiki zmian gospodarczo-społecznych na polskiej wsi można pokusić się o stwierdzenie, że dzisiaj nasza wieś, dotychczas przedstawiana raczej w kontekście przedmiotu działań modernizacyjnych, staje się realną alternatywą wobec życia miejskiego? Czy wieś może pozbyć się już swoich kompleksów?
Do pewnego stopnia tak. To, co jeszcze pozostaje do nadrobienia to głównie infrastruktura społeczno-kulturalna. Swój rachunek win ma też polskie państwo, zwijające się z prowincji, likwidujące pocztę czy komisariaty policji. Negatywny wpływ na wieś miała też choćby reforma edukacyjna z 1999 roku. W jej wyniku na wsiach zostały podstawówki, ale gimnazja trafiły już do stolic gmin czy powiatów. Gimbus dzieci zawozi i odwozi, ale po obowiązkowych lekcjach. Na zajęcia dodatkowe nie ma już miejsca.
Wieś nadgania, największe ośrodki miejskie uciekają jeszcze szybciej. I tak to się będzie toczyć.
Materiał powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.

http://www.jagiellonski24.pl/2016/12/05 ... zarabiaja/



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 20 lut 2017, 13:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... gatej-wsi/

Mit bogatej wsi
MATERIAŁY NADESŁANE 18 LUTEGO 2017

Według wyliczeń Głównego Urzędu Statystycznego, zarobki rolników prawie nie rosną.
Co więcej, badania pokazują, że sytuacja materialna gospodarstw domowych rolników pogarsza się.
W 2015 r. przeciętny dochód przypadający na jedną osobę w rodzinie rolniczej był niższy o blisko 1/4 od średniej w gospodarstwach ogółem. GUS, publikując dane o dochodach wśród różnych grup społecznych, pokazuje, jak w dalszym ciągu są niskie dochody rodzin rolniczych.
Dochody te przypadające na rodziny rolnicze są w istotny sposób niższe niż w innych grupach zawodowych. Ludzie często widzą tylko nowe inwestycje na obszarach wiejskich, np. nowe traktory z dofinansowaniem unijnym. Natomiast nie widzi się ogólnej sytuacji rolnictwa i dochodów rolniczych. Problemem jest to, jak wyjść z tej sytuacji. Zawsze podstawą jest prawidłowe określenie stanu faktycznego, a to bardzo dobrze pokazał GUS. Jak więc szukać ratunku?
W pierwszej kolejności na zwiększeniu opłacalności działalności rolniczej, ale również – to co jest bardzo ważne, i to w programie Prawa i Sprawiedliwości jest bardzo mocno podkreślone –na szukaniu dodatkowych, pozarolniczych możliwości zarobkowania na wsi. Te rodziny, w których jest nadwyżka siły roboczej, gdzie są często młodzi ludzie, dla których nie ma pracy w gospodarstwie, mogliby znaleźć pracę w okolicy domu, żeby nie musieli przeprowadzać się do miast, a co gorsza emigrować. Rozwój przestrzeni lokalnej powinien im przynieść pracę. To m.in. zakłada program wicepremiera Mateusza Morawieckiego.
Piąty filar – rozwój społeczny i terytorialny – jest odpowiedzią na sytuację, kiedy ludzie chcieliby pracować, a tej pracy nie ma.
Przecież to nie zasiłki społeczne powinny być źródłem dochodu, tylko dochody z pracy powinny pozwolić utrzymać rodzinę. Musimy skupić się na stworzeniu takich warunków, aby na wsi zwiększyć ilość inwestycji. Tak aby małe i średnie firmy powstawały nie na obrzeżach wielkich miast, tylko aby powstawały na terenach wiejskich. Wtedy możliwe będzie uzyskanie większych wpływów, a tę niesprawiedliwość w dochodach uda się pokonać.
Z tymi danymi podanymi przez GUS szczególnie powinni się zapoznać ci, którzy złośliwie powtarzają, jak wielkie dochody uzyskuje wieś, jak się rozwinęło rolnictwo w ostatnich latach i ile przyszło inwestycji.
Warto zawsze przypominać, że od początku naszego członkostwa w Unii Europejskiej, czyli od 1 maja 2004 r., a nawet od czasu programów przedakcesyjnych, z inwestycyjnego wsparcia pieniędzy unijnych w Polsce skorzystało około 12 proc. gospodarstw.
88 proc. nie skorzystało, dostając tylko dopłaty bezpośrednie, które są niższe niż w innych krajach, ale należą się każdemu rolnikowi w Unii Europejskiej.
To wszystko trzeba brać pod uwagę. Rozwój obszarów wiejskich to jest wsparcie dla rolnictwa, jego unowocześnienie i możliwość uzyskiwania dochodów przez mniejsze gospodarstwa, m.in. w postaci sprzedaży bezpośredniej. Ale także inwestycje na obszarach wiejskich, które będą tworzyły nowe miejsca pracy.

Jan Krzysztof Ardanowski
Autor jest posłem PiS, zastępcą przewodniczącego Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-pol ... j-wsi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 28 lut 2017, 09:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wsercupolska.org/wsp1/index.php/pastwo/8143-8143

Co za perfidia tych synów diabła - tępić będą swobodę świniobicia pod pozorem ochrony zwierzątek. Ale żydzi mogą mordować w rytualnych ubojach. Polski rolnik będzie musiał błagać o pozwolenia urzędnika. Inaczej więzienie i drakońska kara. Na razie. Potem będzie gorzej. A wszystko po to, by rolnik nie mógł sprzedawać zdrowego mięsa bez żydowskich pośredników, i aby Polacy nie mieli do zdrowego mięsa dostępu.

Kopia artykułu:

Jak za okupacji! 3 lata więzienia i do 100 tys zł grzywny za zabicie świni bez zezwolenia
Opublikowano: poniedziałek, 27, luty 2017 19:23

Przygotowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości nowelizacja ustaw o ochronie zwierząt przewiduje karę do 3 lat więzienia dla rolnika, który na własne potrzeby ubije świnię bez obowiązkowego zezwolenia.

Rolnik co najmniej 24 godziny przed dokonaniem uboju ma obowiązek zgłosić swój zamiar powiatowemu lekarzowi weterynarii oraz powiatowemu oddziałowi Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Za brak odpowiednich zezwoleń ministerstwo Ziobry chce karać więzieniem.

Rolnikowi, który ubije świnię na własne potrzeby, ale bez posiadania obowiązkowego zezwolenia będzie grozić kara pozbawieniem wolności do lat 3. Resort sprawiedliwości proponuje, aby sądy karały bezwzględnie finansowo takich rolników. Kary mają wahać się od 1000 do nawet 100 tys. zł.

Projekt zawiera dodatkowo przyznanie sądowi prawa do orzekania przepadku mienia oraz zakazu wykonywania zawodu, co może w wielu przypadkach skutkować wydaniem zakazu faktycznego prowadzenia działalności rolniczej w gospodarstwie.

Pomysłowi Ministerstwa Sprawiedliwości sprzeciwia się Krajowa Rada Izb Rolniczych.

– Według naszej oceny, kary za czyny niedozwolone w stosunku do zwierząt określone w obecnie obowiązujących przepisach są wystarczające i nie powinny być zaostrzane – informuje KRIR.

To nie pierwszy tego typu zakaz w historii Polski. Za czasów okupacji hitlerowskiej za zabicie świni bez zezwolenia także groziły wysokie kary. W tym pierwszym wypadku groziła kara grzywny 500 marek, w wypadku powtórnego wykroczenia można było nawet trafić do obozu koncentracyjnego.

Za komuny tropieniem nielegalnego uboju zajmowała się milicja przy wydatnej pomocy ORMO. W razie wpadki rolnik płacił wysoką grzywnę albo i szedł siedzieć.

Źródło: Projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie zwierząt oraz ustawy – Kodeks karny

Za: http://polskaracja.com/okupacji-3-lata- ... ezwolenia/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 02 mar 2017, 10:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/77065

Komu przeszkadza polskie rolnictwo?
Krzysztofjaw, wt., 28/02/2017 - 16:53

Całkiem niedawno pisałem, że ewentualne przyjęcie umowy CETA będzie początkiem końca naszego tradycyjnego rolnictwa produkującego jeszcze chyba najlepszą żywność w Unii Europejskiej. Wskazałem m.in, iż [1]:

"CETA jest realizacją wieloletnich marzeń wielkich korporacji o przejęciu tak naprawdę władzy nad państwami i ich mieszkańcami. Jest (będzie) źródłem już nieograniczonej ekspansji tych korporacji, które nie będą podlegały żadnej kontroli a dodatkowo będę uprzywilejowane w stosunku do władz państwowych oraz będą wpływać bezpośrednio na stanowienie państwowych praw. Kumulacja przyszłych zysków dla tych korporacji staje się wprost nieograniczona a ich monopol całkowicie wyprze mniejsze firmy i ostatecznie doprowadzi do likwidacji tzw. klasy średniej, w tym drobnego i średniego rolnictwa

(...)

Zagrożony jest właśnie szczególnie cały sektor rolniczy w UE, który po prostu może przestać niemal istnieć tak jak to stało się np. w Meksyku po wprowadzeniu umowy NAFTA. Tania i niskiej jakości kanadyjska, ale też amerykańska żywność zaleje cały rynek europejski i to niestety może dosłownie "zabić" europejskich producentów żywności. Dotyczy to także rolnictwa polskiego. "Na tym etapie technologicznym nasze rolnictwo nie jest w stanie konkurować z wielkoformatowym rolnictwem kanadyjskim (też amerykańskim -dop.kj), które przypomina wielkie fabryki. Kanadyjczyków (i Amerykanów -dop.: kj)) stać na produkowanie dużej ilości tanich produktów. Co trzeba podkreślić: one są tanie, ale bardzo niskiej jakości. Nasi rolnicy wytwarzają produkty o wysokiej jakości. Często w sposób tradycyjny. To wpływa na to, że muszą być droższe. Część rolników już i tak musi sprzedawać swoje produkty po mocno zaniżonych cenach i balansuje na progu opłacalności. Nie mają więc szans konkurować z tanią żywnością. CETA wciąga Polskę w grę, która już na starcie jest przegrana przez naszych rolników. A jeżeli nasze rolnictwo padnie, to wszyscy to boleśnie odczujemy.

(...)
Umowa CETA niestety w zakresie handlu żywnością umożliwia swobodne i bez żadnej kontroli wprowadzenie na europejski (w tym polski) rynek tzw. "śmieciowego żarcia", które "króluje" w Kanadzie i USA. Obejmuje ono produkty rolnicze wytworzone w sposób przemysłowy przy użyciu chemikaliów, pestycydów, herbicydów, hormonów, a także żywność GMO. Warto szczególnie podkreślić fakt, że umowa CETA umożliwia zmasowany i niekontrolowany napływ do Europy żywności GMO, co jest wielkim sukcesem globalnej i bardzo kontrowersyjnej firmy "Monsanto Company" (uwaga: do września 2016 roku była to firma amerykańska a od września 2016 została przejęta za 66 mld USD przez niemiecki koncern chemiczno-farmaceutyczny "Bayer": m.in. aspiryna czy CyklonB - sic!), która jest monopolistą w oferowaniu jedynie jednorocznego siewnego materiału genetycznie zmodyfikowanego (GMO) (ziarna nie nadają się na ponowny zasiew) oraz takich produktów jak: Roundup, aspartam, Agent Orange, PCB, DDT, Cycle-Safe, Pisilac . Tak naprawdę więc tracą moc wszelkie europejskie obostrzenia dotyczące żywności GMO oferowanej na terenie poszczególnych państw europejskich i tą jedną umową przekreśla się wszystkie prawne i społeczne działania ograniczające obrót na terenie Europy żywnością GMO, która wedle wielu jest po prostu szkodliwa dla ludzi. Mało tego! Prawdopodobnie już nie będzie obowiązkowe umieszczanie na etykietach produktów żywnościowych informacji o zawartości GMO, bowiem na terenie Kanady i USA takiego obowiązku nie ma".

W 2014 roku uniknęliśmy na szczęście zaostrzenia przepisów unijnych dotyczących tradycyjnego wędzenia naszych wędlin. Jest to nasz sukces, bo pomimo późnego zgłoszenia naszego sprzeciwu to jednak uniknęliśmy wprowadzenia tych restrykcyjnych norm. Możemy nadal produkować wędzone wędliny według starych norm w sytuacji zarejestrowania ich jako produktów regionalnych/tradycyjnych (zawartość aromatycznych związków powstających podczas wędzenia - WWA do 30 mikrogramów na 1 kilogram wędlin) - oraz - w przypadku innych produktów - przy zmniejszeniu tych związków do 12 mikrogramów. Niestety w pierwszym przypadku nie możemy jednak intensywnie wędzonych wędlin eksportować, co może być nawet naszym atutem, bo trzeba jednak przyjechać do Polski , żeby skosztować najlepszych wędlin w Unii Europejskiej. Niestety jeżeli nasza trzoda chlewna zostanie skażona paszą GMO, to ten nasz atut szybko zostanie zniwelowany a dodatkowo nasze rolnictwo nie wytrzyma konkurencji z zagranicą.

Mamy też dzisiaj wydumany spór o umierające drzewa, których wycinka przez lewaków jest traktowana niemal jak gorsze zło niż mordowanie nienarodzonych dzieci. Podobnie są przez nich traktowane zwierzęta, dla których żądają praw większych niż dla malutkich ludzkich dzieci. To jest jakaś hipokryzja, ale już protestować przeciw rytualnemu i barbarzyńskiemu ubojowi zwierzyny dokonywanemu przez Żydów jakoś nie za bardzo chcą...

Niestety nasz rząd też jakoś nie mówi głośno o zawetowaniu CETA a ponadto wymyśla jakieś kuriozalne przepisy dla rolników.

Okazuje się, że w Ministerstwie Sprawiedliwości zostały przygotowane nowelizacje ustaw o ochronie zwierząt, wedle których rolnikowi może grozić nawet 3 lata więzienia za dokonany bez obowiązkowego zezwolenia ubój świń, nawet na własne potrzeby [2]. Mało tego! Takiemu rolnikowi, który co najmniej 24 godziny przed dokonaniem uboju nie zgłosi jego zamiaru do powiatowego lekarza weterynarii oraz do powiatowego oddziału ARiMR i nie uzyska wymaganego zezwolenia, za ten ubój będzie grozić kara od 1000 do nawet 100 tysięcy złotych! Aby jeszcze było śmieszniej, w tych projektach znajduje się zapis o możliwości orzekania przez sądy wobec rolnika dokonującego niedozwolonego uboju przepadku mienia a nawet zakazu wykonywania zawodu rolnika!

Projektowi sprzeciwia się Krajowa Rada Izb Rolniczych.

Jak podaje portal polskaracja.com [3]: "To nie pierwszy tego typu zakaz w historii Polski. Za czasów okupacji hitlerowskiej za zabicie świni bez zezwolenia także groziły wysokie kary. W tym pierwszym wypadku groziła kara grzywny 500 marek, w wypadku powtórnego wykroczenia można było nawet trafić do obozu koncentracyjnego. Za komuny tropieniem nielegalnego uboju zajmowała się milicja przy wydatnej pomocy ORMO. W razie wpadki rolnik płacił wysoką grzywnę albo i szedł siedzieć".

Tak się refleksyjnie zastanawiam... Komu zależy na likwidacji polskiego rolnictwa?

Pozdrawiam

[1] http://krzysztofjaw.blogspot.com/2017/0 ... racji.html
[2] https://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/1 ... 264624.pdf
[2] http://polskaracja.com/okupacji-3-lata- ... ezwolenia/


Krzysztofjaw - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 05 mar 2017, 10:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/03/0 ... e-w-zycie/

Czy PiS chce pobić PO w kwestii polakożerstwa? Na podobnie zwyrodniałe pomysły nie wpadli hitlerowcy, a nawet Orwell.

Kopia artykułu:

Krowy ze śmiechu padną, jak to wejdzie w życie
Posted by Marucha w dniu 2017-03-03 (piątek)

[Rolnikom nie będzie do śmiechu – admin]

Jeśli przygotowywane przepisy wejdą bez zmian, każdy, kto będzie chciał zobaczyć u rolnika krowę, zostanie odnotowany.
Urzędnicy z ministerstwa rolnictwa chcą wprowadzić przepisy, które nakażą gospodarzom m.in. prowadzić rejestr osób wchodzących do obory oraz… izolowanie kotów.
Projekt rozporządzenia ministra rolnictwa i rozwoju wsi w sprawie wymagań weterynaryjnych do jednego worka wrzuca wielkie fermy i niewielkie gospodarstwa.
Planowane przepisy mają dotyczyć zwierząt gospodarskich, które mogą trafić na rynek.
I tak zakładają one, że rolnik prowadzący takie gospodarstwo powinien m.in. prowadzić spis pojazdów służących do przewozu zwierząt czy paszy, które wjechały na jego posesję lub z niej wyjechały, a także wyznaczyć kilka różnych miejsc do składowania środków dezynfekcyjnych, padłych zwierząt, obornika czy produktów leczniczych.
To jednak nie wszystko. Gospodarz musiałby też prowadzić rejestr osób, które weszły do obory (z wyjątkiem tych stale pracujących w gospodarstwie).
To oznaczałoby, że rolnik musiałby odnotować każdą wizytę sąsiada czy wnuczka z miasta, który chciał obejrzeć dziadkową krowę.
Na kurnikach i oborach ma być tablica: Osobom nieupoważnionym wstęp wzbroniony
Mało tego, rozporządzenie przewiduje, że budynki, w których są zwierzęta hodowlane, a więc świnie czy krowy, zabezpiecza się przed dostępem innych zwierząt. Czyli także np. przed psami i kotami.
A na samych budynkach trzeba będzie umieszczać tablice z ostrzeżeniem: „Osobom nieupoważnionym wstęp wzbroniony”.
Opiniująca ten projekt Krajowa Rada Izb Rolniczych wskazała, że dla małych gospodarstw, które sporadycznie sprzedają swoje produkty, głównie poprzez sprzedaż bezpośrednią, niektóre nowe wymogi „wydają się być nadmierne, zwiększające biurokrację i uciążliwe w ich stosowaniu”.
– Ich egzekwowanie jest po prostu nierealne – ocenia jednoznacznie Herbert Czaja, prezes Izby Rolniczej w Opolu. – Coraz młodsi urzędnicy ministerstwa z Warszawy mogą oczywiście produkować takie przepisy do woli, ale może najpierw spróbowaliby poznać rzeczywistość i wtedy zaczęliby wydawać rozporządzenia nie tylko wykonawcze, ale też… wykonalne.
– Z pewnością część tych restrykcji jest zasadna, ale nawet jeśli zamkniemy wszystkie koty w gospodarstwie i uwiążemy własne psy, to jak zabronimy odwiedzin kotom sąsiadów? A co ze szczurami i myszami? – ironizuje prezes Czaja.
Krajowa Rada Izb Rolniczych w swojej opinii zwraca też uwagę, że psy często spełniają rolę pasterską, a koty chronią przed gryzoniami.
W dodatku bydło zawsze będzie miało kontakt z innymi zwierzętami, choćby na pastwiskach.
– Tych wymaganych rejestrów też nikt oczywiście nie będzie w małych gospodarstwach prowadził – dodaje Herbert Czaja. – Mogę tylko apelować: rozsądek i jeszcze raz zdrowy rozsądek!
Jarosław Staśkiewicz
Więcej na temat: Herbert Czaja, prezes Izby Rolniczej w Opolu, wymagania weterynaryjne ministerstwa rolnictwa

Jak widać, Jannigery i Miśkiewicze wdarły się również do innych ministerstw. Wieś znają zapewne wyłącznie z filmów o Koziołku-Matołku.
Admin



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 06 mar 2017, 11:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/03/0 ... -w-umowie/

Obecny rząd wpadł w jakiś szał polakożerstwa? Chcą nam urządzić hołodomor, niszcząc na chama rolników?

Kopia artykułu:

Czy oni zupełnie zwariowali? Zakup każdej skrzynki jabłek przez warzywniak ma być teraz… opisany w umowie
Posted by Marucha w dniu 2017-03-03 (piątek)

Urzędniczo-biurokratyczne szaleństwo trwa. Ministerstwo Rolnictwa ostrzega na swojej stronie, „że od 11 lutego 2017 r. będą mogły być nakładane kary za nabywanie produktów rolnych bez pisemnej umowy z producentem”.
Nowe przepisy wprowadzają kary pieniężne za produkty nabyte wskutek wadliwej umowy lub bez pisemnej umowy na dostawę produktów rolnych. Kara to 10 proc. wartości towaru!
Organem uprawnionym do kontroli i nakładania kar pieniężnych będzie dyrektor oddziału terenowego Agencji Rynku Rolnego właściwy według miejsca siedziby lub zamieszkania nabywcy.

Jak powinna wyglądać umowa
Ministerstwo tłumaczy jak ma wyglądać nowa papierologia:
„Umowa na dostawę produktów rolnych musi być sporządzona w formie pisemnej przed dostawą.
Powinna zawierać w szczególności następujące elementy:
1. Cenę do zapłaty za dostawę.
Cena określona w umowie jest niezmienna lub jest obliczana przez połączenie różnych czynników określonych w umowie, które mogą obejmować wskaźniki rynku odzwierciedlające zmiany warunków na rynku, dostarczoną ilość oraz jakość lub skład dostarczonych produktów rolnych.
2. Ilość i jakość produktów.
Umowa powinna określać ilość i parametry jakościowe dostarczanych produktów rolnych wraz z terminem realizacji dostaw.
3. Okres obowiązywania umowy.
Umowa może być sporządzana na czas ograniczony lub nieograniczony. Powinna zawierać klauzule dotyczące rozwiązania umowy. Obecnie nie jest uregulowany minimalny okres obowiązywania umowy. Strony umowy w dwustronnych negocjacjach określają długość obowiązywania umowy.
4. Szczegóły dotyczące terminów i procedur płatności.
5. Ustalenia dotyczące odbioru lub dostawy produktów rolnych.
6. Przepisy mające zastosowanie w przypadku zaistnienia siły wyższej.”
Ale jest też fragment komunikatu świadczący, że w Ministerstwie Rolnictwa rządzą jednak ludzkie paniska. Nie narzucają cen. Pewnie na razie:
„Wszystkie elementy umów na dostawę produktów rolnych zawieranych przez producentów, odbiorców, przetwórców lub dystrybutorów, w tym elementy powyżej określone, są swobodnie negocjowane pomiędzy stronami.”

Skąd ten absurd
Oczywiście bzdura przyszła z Unii:
„Obowiązek zawierania pisemnych umów na dostawę produktów rolnych ma na celu wzmacnianie współpracy w łańcuchu dostaw żywności. Widząc potrzebę wzmocnienia pozycji producenta, Polska wdrożyła przepisy rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1308/2013 w zakresie kształtowania właściwych stosunków umownych” – piszą urzędnicy Ministerstwa Rolnictwa, nic nie wspominając o kosztach i uciążliwości nowej papierologii.

Źródło: Ministerstwo Rolnictwa

http://wolnosc24.pl/2017/03/03/czy-oni- ... -w-umowie/

Niedługo zostaną wprowadzone bilety wstępu do ustępu.
Admin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 09 mar 2017, 08:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wgospodarce.pl/informacje/34334- ... podarce.pl)

Poprawa warunków życia na wsi to nie wspomaganie hedonizmu, ale swoboda sprzedawania swoich produktów przez rolników. Niech każda wieś będzie jednym wielkim polskim supermarketem żywności sprzedawanej prosto od rolnika.

Kopia artykułu:

Rząd chce poprawić jakość życia na wsi
opublikowano: 8 marca 2017 roku, 14:01 | autor: Zespół wGospodarce.pl

Budowa dróg, wodociągów, kanalizacji, dostęp do internetu, to główne sposoby podniesienia jakości życia na wsi, które mają być realizowane w ramach projektów zapisanych w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju - wskazał w środę wiceminister rolnictwa Ryszard Zarudzki
Przyjęta przez rząd Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju zakłada m.in. podniesienie poziomu dochodów gospodarstw domowych na wsi oraz wyrównanie poziomu jakości życia między obszarami wiejskimi i miejskimi.
Dążymy do tego, żeby na wsi żyło się w 70 procentach, jak w mieście. To trudny proces, trzeba go poprowadzić, ale zakładamy, że osiągniemy cel do 2030 r. - powiedział Zarudzki w środę podczas posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi. Podkreślił, że za realizację tych zadań odpowiedzialny jest cały rząd, a nie tylko resort rolnictwa.
Zarudzki podkreślił, że mimo, iż widoczne są tendencje upodabniania się jakości życia na wsi i w mieście, to jednak, gdy wziąć pod uwagę dochodowość, dystans ten jest wciąż duży.
Wzrasta dochód rozporządzalny na osobę na wsi, ale w miastach wzrasta bardziej i te różnice się pogłębiają. To jest problem, z którym się mierzymy - dodał.
Zwrócił uwagę na znacznie niższy poziom jakości życia na wsi niż w mieście, pod względem dostępności transportowej, wodociągowej, kanalizacji czy dostępu do internetu.
Drogi to jeden z podstawowych elementów dostępności, czyli jakości życia i też mobilności . Drogi to jeden z pierwszych argumentów poprawy jakości życia, z całym dobrodziejstwem tego, co już zrobiliśmy i co jest do zrobienia - powiedział.
Wskazał także na duże potrzeby w zakresie gospodarki wodno-kanalizacyjnej na wsi. Są one różne w poszczególnych województwach - jeśli chodzi o wodociągi, to w województwie w którym jest pod tym względem najlepiej 85-87 proc. obszarów wiejskich ma do nich dostęp. W najlepiej skanalizowanym województwie wskaźnik ten wynosi 55 proc. Zarudzki zaznaczył, że w ostatnich latach sytuacja systematycznie się poprawia, ale jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia.
Na obszarach wiejskich należy wybudować jeszcze 40 tys. km sieci wodociągowej. W obecnym tempie potrzebujemy na to 12 lat - powiedział.
Wiceminister wskazał też na potrzebę tworzenia na terenach wiejskich lepszego dostępu do internetu oraz do usług z zakresu ochrony zdrowia, kultury, ale też szkół i przedszkoli.
Zarudzki powiedział, że zadania związane z rozwojem infrastruktury na wsi i podniesieniem dochodów jej mieszkańców obejmują projekty strategiczne koordynowane przez ministerstwo rolnictwa i rozwoju wsi, wpisane w SOR. Wiceminister przypomniał, że wśród 170 projektów strategicznych wpisanych w SOR, aż 16 jest koordynowanych przez resort rolnictwa.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 23 kwi 2017, 08:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/sejm- ... z-w-polsce

GMO to pikuś przy patentowaniu żywności - patentowanie żywności winno być absolutnie zabronione.

Kopia artykułu:

Sejm ukradkiem wprowadza uprawy GMO, piractwo nasienne staje się faktem również w Polsce
autor: admin (2017-04-22 13:31)

Przez wiele lat rolnicy uprawiając swoją ziemię pozostawili sobie cześć plonów aby mieć materiał siewny na następny rok. Okazuje się jednak, że ta naturalna czynność może być zabroniona prawnie. Wszystko za sprawą nasion, które zyskują ochronę patentową jako własność intelektualna, w tym GMO.

Jeszcze kilka lat temu opowieści ze Stanów Zjednoczonych, gdzie farmerzy są ścigani przez gigantów biotechnologicznych, za ponowny wysiew zebranych z własnych plonów nasion, wydawał się czymś absurdalnym i nieprawdopodobnym. Jednak ostatnio do podobnych sytuacji zaczyna dochodzić również w Polsce.

Tak zwana centrala nasienna zaczyna stosować bardzo podobne sposoby nękania rolników i wysyła detektywów, których zadaniem jest dowieść, że stosują oni nasiona pozostawione z zeszłego roku. Jest to nazywane "piractwem intelektualnym". Tym samym dołączyliśmy do krajów, w których produkcja żywności jest kontrolowana przez korporacje uważające się za właścicieli materiału genetycznego roślin znanych od tysięcy lat, ale nieco zmodyfikowanych.
Okazuje się, że obowiązujące w Polsce prawo zezwala już na nękanie rolników używających własny materiał siewny. Oznacza to, że nasz kraj uznaje, że popularne rośliny stały się własnością intelektualną korporacji, dokładnie tak jak jest od wielu lat na zachodzie.

Do tego wszystkiego tylnymi drzwiami wprowadzane są w Polsce uprawy GMO. Aktualnie w polskim sejmie, w wielkiej ciszy, jest procedowana ustawa zezwalająca na obrót nasionami GMO oraz ich sianie na polach, które mają być spisane w specjalnym rejestrze.
Jak by tego nie nazywać jest to de facto zgoda na wprowadzenie upraw roślin genetycznie modyfikowanych w naszym kraju. Poslowie Kukiz15 oświadczyli, że partia rządząca PiS wprowadza to prawo niemal w zupełnej konspiracji i ciszy medialnej.

Nie wiadomo dokładnie gdzie będzie wolno uprawiać w Polsce GMO. W projekcie ustawy wspomina się tylko o wyznaczonych obszarach w kraju. Jednak jeśli będą to uprawy zewnętrzne, a nie szklarniowe, trzeba mieć świadomość, że część wiatropylnych roślin może wywołać skażenie transgeniczne, poprzez mieszanie swego materiału genetycznego z materiałem występujących w Polsce odmian. Stąd już tylko krok od wizyty detektywa, który udowodni następnie, że dany rolnik posługiwał się "pirackimi nasionami" i z tego powodu dana korporacja może mieć wzgledem niego roszczenia.

https://www.youtube.com/embed/p2MdkQrCkH4


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 11 maja 2017, 09:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.wyszperane.info/2017/05/09/j ... -zywnosci/

Jak PiS zablokuje GMO? Minister Szyszko proponuje ustawę i 3 mocne rozwiązania, które zabezpieczą Polskę przed trucicielami żywności


autor: wPolityce.pl / pixabay


Są tematy, którymi łatwo zastraszyć opinię publiczną. Wystarczy wyprodukować serię fałszywych informacji i zaalarmować, że dotyczą zagrożenia naszego życia, zdrowia lub wolności. Nie trzeba wybitnie angażować się w kolportaż. Rozniosą się same i to wzmocnione kolejnymi przekłamaniami. Właśnie tak jest ze sprawą GMO. W Internecie aż roi się od publikacji przekonujących, że rząd Prawa i Sprawiedliwości na nie przyzwala, wprowadza tylnymi drzwiami i ulega lobbystom. Jaka jest prawda?
Ministerstwo Środowiska przedstawiło projekt ustawy, która całkowicie blokuje GMO. Zdecydowanie zaostrza procedury, wprowadza realne, długofalowe zabezpieczenie przed wprowadzaniem do Polski żywności modyfikowanej genetycznie uniemożliwia zatruwanie polskiej ziemi.
Prof. Jan Szyszko jest całkowitym przeciwnikiem roślin modyfikowanych genetycznie.
Będę stał na stanowisku, że Polska ma być całkowicie wolna od GMO. Obojętnie który minister będzie szefem resortu
— podkreślił minister środowiska przedstawiając posłom projekt nowelizacji ustawy o GMO podczas połączonego posiedzenia sejmowej Komisji Ochrony Środowiska Zasobów Naturalnych i Leśnictwa i Komisji Rolnictwa 21 kwietnia 2017 r.
Ustawa zaproponowana przez ministra Szyszko, całkowicie zabezpiecza Polskę przed wprowadzeniem organizmów modyfikowanych genetycznie. Jest daleko bardziej restrykcyjna, niż oczekiwania ekologów, a przy tym jest w pełni zgodna z prawem unijnym i wymogami Komisji Europejskiej.
Gdyby ktokolwiek kiedykolwiek chciał wprowadzić roślinę modyfikowaną genetycznie, musi najpierw uzyskać wyniki w stosunku do paru tysięcy gatunków i uzyskać zgodę sąsiadów w promieniu 3 kilometrów
— wyjaśniał minister Szyszko, prezentując posłom swój projekt ustawy.
Polska musi być całkowicie wolna od GMO, a nie tylko w teorii
— podkreślił w jednym z wywiadów.
Zanim przejdziemy do szczegółów, przypomnijmy jaki jest stan obecny.
Do Polski importujemy rocznie kilka milionów ton nasion roślin genetycznie zmodyfikowanych, które przeznacza się do produkcji pasz i żywności (soja, rzepak, kukurydza). Umożliwia to ustawa o nasiennictwie z 2012 r. znowelizowana przez PO–PSL. Paszami tymi karmiony jest drób i trzoda chlewna, których mięso trafia później na nasze stoły. W świetle prawa nie ma konieczności oznakowania żywności wyprodukowanej na bazie nasion GMO.
Zabroniony jest natomiast w Polsce wysiew nasion GMO. Zakaz ten obostrzony jest karą finansową w wysokości 200 proc. wartości zastosowanego materiału siewnego oraz nakazem zniszczenia uprawy na koszt sprawcy. Problem jednak w tym, że nie sposób to w pełni skontrolować. Dodatkowym problemem jest fakt, że wysiew przestał być traktowany jako uwalnianie, co oznacza że przestała obowiązywać kara za wysiew bez zgody ministra środowiska sięgająca 12 lat więzienia. Zmieniła to nowelizacja ustawy z 2001 r. o mikroorganizmach i organizmach genetycznie zmodyfikowanych, przeprowadzona w 2015 roku przez koalicję PO–PSL.
Mimo, że w Polsce nie ma obecnie oficjalnie upraw GMO, prawo europejskie zobowiązuje nas do stworzenia rejestru lokalizacji upraw GMO. To nic, że będzie on zbiorem pustym. Jeżeli go nie stworzymy, Polska może zostać obciążona karami finansowymi. Ministerstwo środowiska zwraca uwagę, że istnieje również konieczność zabezpieczenia się na przyszłość. W razie, gdyby prawo unijne w kwestii GMO liberalizowało się albo gdyby kolejne rządy chciały przyzwolić na uprawę roślin modyfikowanych genetycznie.
Prof. Jan Szyszko podkreśla także, że już dziś w sklepach znajduje się żywność nieoznakowana, a nad wysiewem przywożonych do Polski w milionach ton nasion GMO, nie mamy żadnej kontroli. Z tego właśnie powodu zaproponował nową ustawę, a w niej trzy kluczowe rozwiązania.
1. Oznakowanie GMO i promocja zdrowej żywności.
Jak podkreśla minister Szyszko, żywność produkowana na bazie GMO powinna być wyraźnie oznakowana. Promowane powinny być natomiast produkty bez GMO, pochodzące z polskich pól i lasów.
2. Restrykcyjne zabezpieczenia prawne, które na zawsze zablokują GMO w Polsce.
Zdaniem ministra środowiska konieczne jest stworzenie takiego prawa, takich zabezpieczeń, które całkowicie zablokują w Polsce wprowadzenie upraw genetycznie modyfikowanych roślin nie tylko dziś, ale i w dalekiej przyszłości, bez względu na to, jaką opcję przyjąłby każdy następny rząd.
3. Wprowadzenie społecznej kontroli.
Chodzi tu o uruchomienie skutecznej społecznej kontroli w zakresie obecności na terenie Polski upraw roślin GMO. Należałoby przy tym wprowadzić takie same kary za wysiew, jakie obowiązują obecnie za zamierzone uwalnianie bez odpowiedniej zgody ministra środowiska. Dodatkowo, gdyby ktoś chciał wprowadzić roślinę zmodyfikowaną genetycznie, najpierw musiałby potwierdzić badaniami, że uprawa nie będzie mieć negatywnego wpływu na kilka tysięcy gatunków zagrożonych. Musiałby także uzyskać zgodę sąsiadów w promieniu 3 kilometrów oraz aprobatę od władz gminnych.
Czy posłowie podejmą walkę z GMO? Także ci, którzy straszą, że to PiS jest nosicielem GMO? Czas pokaże. Bardzo szybko okaże się jak daleko sięgają macki lobbystów. Ta ustawa na pewno naruszy wielkie interesy, więc tylko czekać na ataki. Ministerstwo środowiska rozpoczęło już odważną kampanię na rzecz zdrowej, niezmodyfikowanej genetycznie żywności. Oby dyskusje na ten temat stały się bardziej merytoryczne i wolne od przekłamań.

CZYTAJ WIĘCEJ: Minister Szyszko w Toruniu: „Jest zapotrzebowanie na zdrową, polską żywność. Mamy ogromny potencjał, możemy wygrywać jakością”
http://wpolityce.pl/polityka/337832-min ... c-jakoscia

autor: Marzena Nykiel


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 17 maja 2017, 09:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_tech ... 1611641460

Wspólnie walczymy o Polskę wolną od GMO.
ICPPC Polska 2017-05-15

Obrazek

Jesteśmy oburzeni kompletnym brakiem woli politycznej reprezentowanym na spotkaniu 10 maja 2017 przez urzędników Ministerstwa Środowiska, którzy przez długi czas spotkania sprzeciwiali się uwzględnieniu naszej - strony społecznej - głównej propozycji poprawki (polegającej na wprowadzeniu zakazu upraw GMO).

10 maja 2017 roku odbyło się spotkanie w sprawie projektu ustawy o organizmach i mikroorganizmach genetycznie zmodyfikowanych (druk 1424). Zgodnie z zaleceniami w zaproszeniu Ministra Środowiska z dnia 25.04.2017 na to spotkanie, strona społeczna przygotowała na piśmie i złożyła propozycje poprawek wraz z uzasadnieniem do ww projektu ustawy (opracowane (pro publico bono) przez Kancelarię Prawną Kaszyński Lewandowski i profesora Jacka Nowaka)

Urzędnicy w MŚ powtarzali, że zaproponowanej przez nas/stroną społeczną/ głównej poprawki nie można wprowadzić, ponieważ byłaby niezgodna z prawem UE, nie podając konkretnych przepisów UE, który by to uniemożliwiały. Przypominamy, że projekt omawianej ustawy pozwala na tworzenie stref upraw GMO na terenie całego kraju.

https://www.youtube.com/embed/pdvxdC9NPB8

Jeszcze gorzej nas - stronę społeczną - potraktowano 11 maja 2017. W tym dniu o godzinie 10.00 dowiedzieliśmy się, że posiedzenie podkomisji nadzwyczajnej powołanej do wyżej wspomnianego projektu ustawy, które miało się odbyć tego dnia o godzinie 14.30, zostało odwołane. W rozmowie telefonicznej z przewodniczącym podkomisji posłem Janem Dudą dowiedzieliśmy się, że powodem odwołania posiedzenia jest zmiana porządku posiedzenia Sejmu oraz potrzeba zaopiniowania zaproponowanych poprawek przez Ministra Środowiska i biuro legislacyjne Rządu. Uważamy, że należało wcześniej powiadomić stronę społeczną o odwołaniu posiedzenia, a nie rano, kiedy większość osób chcących uczestniczyć w posiedzeniu podkomisji była już w Warszawie. Ludzie przyjechali z odległych województw jak zachodniopomorskie, małopolskie czy lubelskie.

Wykład nt GMO, czyli czym nas trują politycy:
https://www.youtube.com/embed/3sLIkJO2JPE

UWAGA! Apelujemy do Was o wyrażenie stanowczego NIE DLA GMO poprzez 1. pilną wysyłkę listu i wykonanie telefonu do Ministra Środowiska

prof. dr hab. Jan Szyszko - Minister Środowiska
tel. (+48 22) 36-92-400, 36-92-222 info@mos.gov.pl ul. Wawelska 52/54
00-922 Warszawa


Więcej informacji: LINK
http://www.icppc.pl/antygmo/wp-content/ ... elarii.pdf


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rolnictwo polskie
PostNapisane: 28 maja 2017, 18:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wgospodarce.pl/informacje/28589- ... podarce.pl)

Stare polskie gospodarstwa to oazy ptasiej bioróżnorodności
opublikowano: 17 sierpnia 2016 roku, 10:02 | autor: Zespół wGospodarce.pl

Obrazek
Fot. Freeimages/Max Cebecauer


Tradycyjne gospodarstwa rolne w Polsce przyciągają dużo większą liczbę ptaków - i z większej liczby gatunków - niż gospodarstwa nowoczesne. Jednak z powodu zmian zachodzących na polskiej wsi bogactwo żyjących tam gatunków będzie prawdopodobnie malało.
O wnioskach z badań prowadzonych na terenie Wielkopolski i Małopolski naukowcy poinformowali w najnowszym numerze "Journal of Applied Ecology".
Ostatnie dekady to dla polskiej wsi prawdziwa rewolucja. Mozaikę mikroskopijnych poletek - pozostałość po reformie rolnej z 1944 r. - zastępują uprawy wielkoobszarowe. Naukowcy od dawna ostrzegają, że z punktu widzenia bioróżnorodności taka zamiana nie oznacza niczego dobrego. Hektary kukurydzy lub rzepaku są bowiem jak pustynia: dają duży plon, ale prowadzą do dominacji jednego gatunku i nie zapewnią pokarmu ani schronienia bogatej społeczności jaszczurek, ptaków czy gryzoni.
Obserwowany w całym krajobrazie trend jest wzmacniany poprzez przekształcenia struktury polskich wsi, a nawet pojedynczych gospodarstw. Wpływ tych zmian na populacje ptaków opisali biolodzy z Polski i Szwecji: Zuzanna Rosin z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM), Piotr Skórka z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, Tomas P"rt i Michał Żmihorski ze Szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego w Uppsali, a także Anna Ekner-Grzyb (UAM) oraz Zbigniew Kwieciński i Piotr Tryjanowski z Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Naukowcy przyjrzeli się różnicom pomiędzy typami gospodarstw: starego i nowego rodzaju.
Cechą tych pierwszych jest urozmaicona zabudowa. "W obrazie tradycyjnej polskiej wsi i gospodarstw uderza różnorodność: jest tam wiele różnych typów budynków, są aleje starych liściastych drzew, sady, stawy, padoki. Wszystko to razem stanowi o mnogości lęgowych i żerowiskowych miejsc dla ptaków - wyjaśnia dr Rosin. - Stare budynki mają złożoną strukturę i wiele przestrzeni, od szczelin pod starymi dachówkami czy strzechą po kominy i drewniane belki; które są wykorzystywane do gniazdowania przez różne gatunki ptaków. Otoczenie domu jest również bardzo zróżnicowane, urozmaicone starymi liściastymi drzewami, krzewami, ogrodami i sadami, które dodatkowo zwiększają możliwości gniazdowania i żerowania".
Drugi typ to nowe gospodarstwa albo typowo mieszkalne posesje, zagospodarowane zgodnie z filozofią: ma być sterylnie. I jak najmniej pielenia.
Pracując w dwóch regionach - Wielkopolsce i Małopolsce, ekolodzy liczyli ptaki w trzech różnych skalach: na poziomie pojedynczego gospodarstwa, całej wsi oraz w skali krajobrazu. Odwiedzili 78 gospodarstw rolnych i mieszkalnych w 30 różnych wsiach, i zaobserwowali w sumie aż 12 tys. ptaków z 135 gatunków, w tym - wiele gatunków, które coraz trudniej jest spotkać w Europie.
"Wykazaliśmy, że stare gospodarstwa rolne są miejscami o wysokiej bioróżnorodności - są one zasiedlane przez większą liczbę gatunków ptaków i większą liczbę osobników niż gospodarstwa wybudowane po roku 1989" - opowiada w rozmowie z PAP dr Zuzanna Rosin.
Okazało się też, że niezależnie od wieku budynków, w gospodarstwach rolnych żyje większa liczba gatunków i osobników niż na posesjach o charakterze wyłącznie mieszkalnym.
W obrębie wszystkich gospodarstw autorzy badania zaobserwowali 33 gatunki ptaków. Połowa z nich - np. wróble, mazurki, oknówki, pleszki, dzwońce, kapturki - częściej trzymała się starych gospodarstw rolnych. Były one tam też liczniejsze.
W obu typach gospodarstw - starych i nowych - obecne były dymówki, pliszki siwe, kopciuszki i szpaki. Typowe dla nowych gospodarstw rolnych okazały się kawki i sierpówki, a dla nowych posesji mieszkalnych - przedstawiciel drozdów, kwiczoł.
Tradycyjne wsie są ostoją bioróżnorodności ptaków w krajobrazie rolniczym - zaznaczają autorzy badania. I oceniają, że coraz większa liczba nowych gospodarstw mieszkalnych ma na ptasie życie dramatyczny wpływ. We wsiach, gdzie nowe domy stanowią nie więcej niż jedną dziesiątą zabudowań, ekolodzy znajdowali 20-25 gatunków ptaków. Tam, gdzie nowych domów było 40-50 proc. - gatunki można policzyć na palcach rąk. Co więcej, naukowcy wykazali, że wsie charakteryzują się największą liczebnością ptaków spośród takich siedlisk, jak lasy, pola i łąki, ekotony (strefy przejściowe, np. na styku lasu i pola) czy miasta. Pod względem liczby gatunków ustępują tylko ekotonom!
Polska jest idealnym miejscem dla badań nad ekologicznymi aspektami bardziej tradycyjnego wzorca życia i gospodarowania na obszarach wiejskich - zaznaczają ornitolodzy. W przeciwieństwie do Europy Zachodniej połowa Polaków wciąż żyje na terenach wiejskich, we wsiach, gdzie wciąż pełno różnorodnych zabudowań, mikrosiedlisk, i gdzie w gospodarstwach tętni życie. Tereny rolnicze zajmują ponad połowę (60 proc.) obszaru Polski. W naszym kraju istnieje 1,5 mln gospodarstw, z których 77 proc. ma mniej niż 10 ha powierzchni.
Naukowcy zwracają jednak uwagę, że - jeśli chodzi o wsie i gospodarstwa, to w Polsce obserwujemy obecnie takie procesy, jakie w Europie Zachodniej zachodziły kilka dekad temu. "Ludzie porzucają stare gospodarstwa, przeprowadzają się do miast. Jednocześnie trwa ruch w kierunku przeciwnym: trwa napływ ludzi z miasta, budujących nowoczesne domy, którzy w inny sposób zagospodarowują przestrzeń" - zauważa Rosin.
Zmiany społeczno-ekonomiczne są nieuchronne, ale ich skutkom można przeciwdziałać. Autorzy badania rekomendują kilka prostych rozwiązań. Np. stworzenie programów edukacyjnych, które pozwolą uświadamiać ludzi na temat znaczenia starych gospodarstw dla przetrwania ptaków. Chcą, by promować tak proste działania, jak wieszanie budek lęgowych na budynkach, sadzenie drzew z rodzimych gatunków, pielęgnowanie starych sadów, ogrodów. "To wszystko sprzyja bioróżnorodności. Każdy, kto mieszka za miastem, może pomóc" - podkreśla Zuzanna Rosin.

(PAP)


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 200 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /